Głos Polonii w USA / The Voice of Polonia in the USA | Wrzesień / September | 2021

GlosPolonii
  • No tags were found...

GŁOS POLONII W USA

the voice of polonia in the usa

NUMER 10 / WRZESIEŃ 2021

WYDANIE BEZPŁATNE

ŚWIĘTUJEMY PIERWSZE URODZINY!

CELEBRATING OUR ONE YEAR ANNIVERSARY!


2 WRZESIEŃ

2021

Głos Polonii w USA

The Voice of Polonia in the USA

Bezpłatny Miesięcznik Polonijny

w Stanach Zjednoczonych

www.glospolonii.org

facebook.com/glospoloniiusa

Napisz do nas

redakcja@glospolonii.org

Oddziały w USA

Colorado, USA:

Agnieszka Nałęcz-Gembicka

720-965-5355

Nowy Jork, USA:

Agata Drogowska

872-305-8679

Anna Maleady

917-860-6931

New Jersey, USA:

Katarzyna Zawada

609-256-1341

Nevada, USA:

Lucyna Ross

LRossVoicePoloni702@gmail.com

Redakcja

Redaktor Naczelny:

Katarzyna Żak, 720-233-9213

Korekta: Joanna Skrzypczak,

Agnieszka Nałęcz Gembicka

Administracja: Barbara Wołoch

Dystrybucja: Piotr Trela

Redakcja - Oddział w Polsce

Lidia Sadowska-Fryszer

warszawa@glospolonii.org

Dział kultury

Lidia Sadowska-Fryszer

Fundacja Mecenat Kultury

Opracowanie graficzne

Maciej Fryszer

Fundacja Mecenat Kultury

Dział reklamy

Sandra Hill

reklama@glospolonii.org

Media społecznościowe

Katarzyna Zawada

Cennik reklam

$30/miesiąc

$240/rok ($20/miesiąc)

Prenumerata

$3/wydanie, $36/rok

Grafika na okładce

Archiwum redakcji

GŁOS POLONII W USA

the voice of polonia in the usa

Współpraca w bieżącym wydaniu:

Anna Bralska

Anna Cymer

Anna Maleady

Adriana Czyż, psycholog

Agata Drogowska

Andrzej Wiktor

Culture.pl

Dominika Orwat

Elizabeth Wimer

Ewa Petrocco

Fundacja Kościuszkowska

Fundacja Mecenat Kultury

Fundacja Polskiego Godła Promocyjnego

„Teraz Polska”

Greg Pilch

Ilona Wida

Iwona Santiago

Iwona Podzorski

Jacek Szynakiewicz

Joanna Turyńska

Joanna Pelka

Justyna Lopez

Kamil Broszko

Katarzyna Zawada

Katarzyna Paciorkowska Holmes

Karolina Naziemiec

Konsulat Generalny RP w Nowym

Jorku

Ks. Stanisław Michałek

Ks. prof. dr hab. Jan Krokos

Ks.Mirosław Frankowski

Łukasz Oprawski

Marzena Tataj

Małgorzata Grondalski

Marian Różyc

Oliwier Wasilewski

Profesor Adam Żukiewicz

Parafia Św. Józefa w Denver Colorado

Polish American Society of El Paso

Polish American Social Club of Las

Vegas

Polam FCU

Polski Klub w Denver

Polski Klub “Podhale” Colorado

Springs

Polska Szkoła w Denver

Sylwia Jabłońska

Stan Borys

Śląski Fundusz Rozwoju

The Kosciuszko Foundation

Robert Bruzgo

Wojciech Golik

Wojciech Kaniewski

Zabookowana.pl

Dystrybucja

ARIZONA: Our Lady Of Czestochowa Parish, Jana's Bakery & Deli

CALIFORNIA: Polam FCU / Redwood City, Konsulat Generalny RP w Los

Angeles

COLORADO: Polski Klub w Denver, Parafia Św. Józefa w Denver, European

Gourmet, Gastronom, Europa Deli, Euro Market & Deli (Colorado Springs),

M&I International Market, Arash International Market, Royal Bakery, Elegant

Bakery, Cracovia Restaurant, Golden Europe Restaurant, Kinga’s Lounge,

Pierogi Factory, The Polish Pottery Outlet, The Gentleman's Collection /

Colorado Mills Mall

CONNECTICUT: Polam FCU, New Britain

ILLINOIS: Chicago: Alex SuperDeli, Lassak Deli, Polish Deli (Norridge)

MINNESOTA: Sikora’s Polish Market / Minneapolis

MICHIGAN: PIAST Institute w Hamtramck

MISSOURI: Konsulat Honorowy RP w St. Louis

MARYLAND: Kiełbasa Factory

NEVADA: Las Vegas: Consulate RP in LV, Polish Deli, Pierogi Village

NEW YORK: Konsulat RP w Nowym Jorku, Fundacja Kościuszkowska,

Greenpoint: piekarnia Syrena, Cracovia Wines & Liquors, Greenpoint Wine

& Liquors, Dunne’s Polemost Liquors, New Poland Food Market

NEW JERSEY: Agencja Spójnik, Super Delikatesy Polish Groceries & Deli,

Agencja J&K Eurotravel, European Bakery

TEXAS: Konsulat Generalny RP Houston, St. Stanislaus Kostka Catholic

Church / Anderson, St. Stanislaus Catholic Church / Chappell Hill, Our Lady

of Czestochowa Polish Church / Houston, European in European in Texas

Market & Cafe / Southlake, Polish American Society of El Paso / El Paso

PENNSYLVANIA: The Associated Polish Home of Philadelphia

OD REDAKCJI

Drodzy czytelnicy,

pierwszy rok za nami!

80-te urodziny Legendy

Z okazji jubileuszu 80-tych urodzin,

redakcja Głosu Polonii w USA pragnie

złożyć Stanowi Borysowi życzenia

zdrowia, wszelkiej pomyślności oraz

dalszych sukcesów estradowych.

Stana Borysa nie trzeba nikomu

przedstawiać. Artysta obecny jest na

polskiej estradzie od ponad 60 lat. Jest

autorem 17 albumów i dwóch tomów

poezji "Daleko Donikąd" i "Co jest

urokiem tego życia". W swojej wieloletniej

karierze dał się poznać nie tylko

jako wokalista, piosenkarz, muzyk,

autor takich utworów jak "Jaskółka

uwięziona" czy "Anna" ale również

jako poeta i aktor.

80-te urodziny obchodził w Wojewódzkim

Domu Kultury w Rzeszowie

pod patronatem Marszałka Województwa

Podkarpackiego, w stolicy

regionu, w którym przyszedł na świat

i gdzie rozpoczynał swoją karierę estradową.

Życzenia urodzinowe złożył

artyście sam Prezydent RP Andrzej

Duda.

Wrześniowa noc tak piękna

Choć pachnie już jesienią...

Księżyc lśni pełnym blaskiem

I gwiazdy na niebie się mienią...

Zmęczona dniem co mija...

Z kubkiem herbaty siadam...

I wszystkie myśli w głowie...

W najprostsze wersy składam

Co dał mi dzień dzisiejszy...?

I co mi noc przyniesie....?

Pytania i odpowiedzi...

Do Ciebie noc zaniesie...

A ja Ci podziękuję

Że się mogłam obudzić...

Że dałeś mi dość siły...

Że się nie muszę łudzić..

Historia Głosu Polonii

w USA rozpoczęła się

w Colorado. Rok później

jesteśmy w 14 Stanach i 50

punktach odbioru.

Jeśli miałabym opisać

ostatni rok w kilku słowach,

to był to czas pracy

zespołowej, rozwoju i nauki.

Pamiętam jak dziś, kiedy po raz pierwszy przyszedł

mi do głowy pomysł stworzenia gazety. Następnie

nosiłam tę myśl w swojej głowie przez wiele miesięcy,

ważąc wszystkie za i przeciw. Wiedziałam, że nie

chcemy wydawać kolejnej lokalnej gazety polonijnej.

W dobie internetu i przekazu elektronicznego,

w świecie zdeterminowanym przez media elektroniczne,

tradycyjna prasa drukowana przechodzi

przemiany, a na rynku utrzymują się często już tylko

najstarsze tytuły. Taka rzeczywistość.

Musieliśmy zatem stworzyć coś, czego nie było. Głos

Polonii w USA to nazwa nieprzypadkowa. Narodził się

pomysł medialnej platformy polonijnej, tworzonej

przez Polonię dla Polonii i Rodaków w Polsce, informującej

o życiu ośrodków oraz inicjatyw polonijnych

w Stanach Zjednoczonych, a także o wydarzeniach

z Polski.

Przez rok zapukaliśmy do wielu polonijnych drzwi

w wielu miastach Stanów Zjednoczonych, nawiązaliśmy

także cenne redakcyjne kontakty w Polsce.

Niektórzy autorzy zatrzymują się u nas na chwilę, cykliczne

teksty innych czytają Państwo co miesiąc. Internet

ze swoją integracyjnością, nasi stali i nowi korespondenci,

pozwalają nam na uczestnictwo w wielu

ważnych wydarzeniach, mających miejsce w różnych

zakątkach ziemskiego globu.

Jestem szalenie dumna z naszej globalnej redakcji!

To stwierdzenie to nie przesada. Co miesiąc, wspólnie

i interaktywnie tworzymy dla Was kolejne numery

Głosu Polonii USA z różnych zakątków USA i Polski.

Co dalej?

W czasie ostatniego roku, dużo dowiedzieliśmy się

o naszych czytelnikach. Głos Polonii w USA przypadł

wielu z Was do gustu, co nas motywuje i za co jesteśmy

ogromnie wdzięczni. Chcemy docierać do kolejnych

ośrodków polonijnych, w miejscach, w których

jeszcze nas nie ma. Planujemy kontynuację wydania

drukowanego i elektronicznego, dalszą obecność na

Facebooku, a także debiut nowej platformy internetowej

oraz Fundacji. Więcej informacji wkrótce.

Na koniec chciałbym bardzo serdecznie podziękować

wszystkim Wam, którzy od roku tworzą z nami

Głos Polonii w USA: kolegom z redakcji, dziennikarzom,

autorom artykułów i korespondentom, kolporterom,

pracownikom drukarni, sponsorom, a także

osobom prywatnym wspierającym gazetę finansowo.

Dziękuję również mojej rodzinie. Ta gazeta jest

WASZĄ ZASŁUGĄ, owocem Waszego zaangażowania

i wsparcia. Dziękuję. Jestem wdzięczna.

Życzę naszej Redakcji i Wam, drodzy czytelnicy, kolejnego

udanego roku.

Więc nim się spać położę

Nim trud codzienny minie...

Modlitwy szept cichutki

Niech w górę hen popłynie...

Ania Bralska

Dwie strony lustra

W imieniu Redakcji,

Katarzyna Żak

Redaktor Naczelny


POLONIA MISSOURI

Jeszcze jedna opowieść imigranta

Z Profesorem Wojciechem Golikiem, Konsulem Honorowym RP w St. Louis w Missouri, rozmawia Jacek Szynakiewicz

WRZESIEŃ

2021

3

JSz: W grudniu 2020 rozmawiałem

dla Głosu Polonii USA

z Profesorem Wojciechem Kaniewskim.

To dzięki Wojtkowi

Kaniewskiemu miałem okazję

poznać się z Tobą. Z Wojtkiem

Kaniewskim znacie się już od

ponad 30-tu lat, wspólnie grywaliście

i grywacie, obecnie

dzięki ZOOMowi, w brydża

sportowego. Wojtek podzielił

się z Czytelnikami Głosu Polonii

swoją amerykańską przygodą.

Dzisiaj poznamy, co i jak

przywiodło Ciebie i całą Twoją

najbliższą Rodzinę do Ameryki

i jak tutaj się realizujecie.

WG: Nasza przygoda rozpoczęła

się jeszcze podczas studiów pod

koniec lat siedemdziesiątych na

Politechnice Poznańskiej, gdzie

studiowałem na kierunku Podstawowych

Problemów Techniki

(PPT) na Wydziale Budowy Maszyn.

To był taki trochę teoretyczny

kierunek – istniał tylko w Warszawie

i Poznaniu. Na studiach poznałem

symulacje komputerowe różnych

zagadnień w mechanice i to

mnie zafascynowało. Fakt, że można

przewidzieć zachowanie konstrukcji

mechanicznych za pomocą

modelowania matematycznego

i programów komputerowych był

dla mnie objawieniem. Chciałem

to dalej studiować. Pod koniec

studiów na politechnice, ja i kilku

moich kolegów z kierunku zaczęliśmy

kompletować dokumenty

na studia doktoranckie w Instytucie

PPT Polskiej Akademii Nauk.

To był rok 1981 - przepiękny czas

Solidarności. Studia mieliśmy

kończyć rok później, a dokumenty

miały być wysłane do PAN-u na

początku 1982. Wszyscy wiemy,

co nastąpiło 13-go grudnia 1981.

Stan wojenny. W styczniu 82 r. dowiedzieliśmy

się, że studia doktoranckie

PPT w Warszawie zostały

zlikwidowane. Podobno z powodu

zbyt dużego zaangażowania profesorów

w strukturach powstającej

wówczas „Solidarności”. Co robić

dalej? Miałem stypendium fundowane

przez Fabryce Materiałów

i Wyrobów Ściernych „KORUND”

w Kole, studia magisterskie ukończyłem

w czerwcu 82 r., więc w lipcu

stawiłem się do pracy w „Korundzie”.

„KORUND” był wielkim zakładem

przemysłowym – jedynym

tego typu w Polsce. Produkował

ściernice, czyli koła szlifierskie, dla

praktycznie wszystkich polskich

zakładów mechanicznych. Praca

była ciekawa - byłem inżynierem

technologiem na wydziale mechanicznym.

Dużo się tam nauczyłem

od moich kolegów z zakładu, choć

czas był bardzo smutny – stan wojenny,

zakład kontrolowany przez

wojsko, a nasze nastroje można

sobie łatwo wyobrazić. Strajków

wtedy w „Korundzie” nie było,

ale na terenie zakładu pojawiały

się protestacyjne ulotki i gazetki

ścienne.

W stanie wojennym zacząłem

więc rozwijać swoje inżynieryjne

umiejętności, ale nie przestawałem

myśleć o doktoracie. Jeszcze

w 81 r. promotor mojej pracy

magisterskiej, dr. inż. Krzysztof

Grysa (obecnie profesor i były rektor

Politechniki Świętokrzyskiej

w Kielcach), poprosił mnie kiedyś

do swojego gabinetu i opowiedział

mi o programie doktoranckim

z matematyki stosowanej na Uniwersytecie

Stanowym w Nowym

Meksyku (NMSU), w Stanach Zjednoczonych.

Oczywiście w obecnych

czasach wszystkim dobrze

wiadomo, że duże amerykańskie

uniwersytety mają rozbudowane

programy doktoranckie w najrozmaitszych

dziedzinach i studiują

na nich studenci z całego świata.

Ale wtedy, w 1981 roku, w Poznaniu

o wyjazdach na studia doktoranckie

do USA nie słyszało się

zupełnie. Dr Grysa dowiedział się

o takiej możliwości od swojego kolegi

i współpracownika – profesora

mechaniki na NMSU. W tamtym

czasie w Polsce naukowcy wyjeżdżali

na Zachód na staże i kontrakty

naukowe, ale byli to już ludzie co

najmniej z doktoratami. A ja wtedy

miałem jeszcze rok do magisterki.

Doktor Grysa mocno mnie zachęcał

do złożenia podania o przyjęcie

na studia doktoranckie na

NMSU. Byłem oczywiście bardzo

zaszczycony samym pomysłem,

ale nie bardzo wiedziałem, czy

uda mi się dostać tam jakieś stypendium.

Po namyśle zdecydowałem,

że podanie do Stanów wyślę.

Oczywiście potrzebne były rekomendacje

z Politechniki, oficjalne

wyciągi moich ocen, itd. Pamiętam,

że profesorowie, których poprosiłem

o referencje, mocno się dziwili,

ale wszyscy chętnie wysyłali swoje

listy rekomendacyjne do NMSU.

Nadziei wielkich na przyjęcie nie

miałem. Zresztą zaraz nastał stan

wojenny, w czasie którego razem

z żoną kończyliśmy pisać swoje

prace magisterskie.

Wielkie więc było moje zaskoczenie,

gdy jakoś chyba w kwietniu,

w piątym miesiącu stanu wojennego,

otrzymałem oficjalny list

z NMSU z ofertą stypendium. Czas

rozpoczęcia studiów: jesień 82.

Proszę sobie wyobrazić stan mojego

ducha! Stan wojenny, cały kraj

pogrążony w traumie, nie wiadomo,

co będzie z nami wszystkimi

dalej, rodzi nam się syn, a tu taka,

nie do odrzucenia, oferta!

Po wizycie na milicji w celu

uzyskania paszportu dowiedziałem

się, że to nie będzie możliwe.

Nie dałem jednak za wygraną.

Listownie uzyskałem przełożenie

daty rozpoczęcia studiów na

NMSU na następny rok i po roku

starań i kilku wizytach w Ministerstwie

Szkolnictwa Wyższego

i w Ministerstwie Przemysłu Ciężkiego,

w kwietniu 1983 dostałem

paszport i wyjechałem na studia.

Cały ten proces był bardzo ciężki

i skomplikowany i nadaje się na

zupełnie oddzielny artykuł.

JSz: Jesteś w Las Cruces. Podejmujesz

studia doktoranckie

na wydziale matematyki, a także

od zaraz zatrudniają Cię na

Uniwersytecie do zajęć ze studentami,

a ponadto dorabiasz.

Żona z Synem w Kole. Co dalej?

WG: Mijają kolejne miesiące.

Znakomici profesorowie, wielka

biblioteka uniwersytecka całkowicie

dostępna dla studentów,

mnóstwo kolegów z całego świata.

Studia idą dobrze, ale bardzo

brakuje mi małżonki i syna. Nasze

listy chodzą bardzo wolno,

czyta je cenzura. Żona nadal nie

ma żadnej odpowiedzi w sprawie

swojego paszportu. Wszyscy się

denerwujemy. Po roku, pod koniec

drugiego semestru decyduję się

na powrót do Kraju i kupuję bilet

w jedną stronę. Sześć dni przed

moim odlotem z Ameryki uczelniani

koledzy zabierają mnie na

ostatni wyjazd w okolice Santa Fe.

Wracamy z wycieczki w niedzielę,

w poniedziałek jest odlot. Idę na

uczelnię odebrać ostatnią pocztę

i znajduję tam telegram od żony

sprzed dwóch dni z jednym słowem:

PRZYJEŻDŻAMY!

Muszę powiedzieć, że dopiero

po powitaniu małżonki z synem

na lotnisku w El Paso mogliśmy

sobie wreszcie powiedzieć: jesteśmy

znowu razem - może dzięki

szczęściu, dzięki życzliwym osobom

i nieznanym nam zbiegom

okoliczności, a może, trzykrotnie,

w najważniejszych momentach,

dzięki wspomagającemu nas Palcowi

Bożemu. Radości nie było

końca.

Przez cztery kolejne lata mieszkamy

w Las Cruces. Kończę studia

doktoranckie; Żona robi drugi inżynierski

fakultet; rodzi nam się

drugi syn. Nowy Meksyk: wspaniały,

egzotyczny, pustynny i górski

stan, serdeczni i pomocni ludzie.

Ale czas ruszać dalej - wyjeżdżamy

do St. Louis w Missouri, gdzie

otrzymałem pracę na uniwersytecie.

JSz: W St. Louis wchodzisz

w nowe środowisko naukowe,

ale również rozpoczynacie poznawanie

i włączanie się w życie

polskiego środowiska. Tutaj też

spotykasz Wojtka Kaniewskiego,

który tak wspaniale opisał

swoją amerykańską przygodę

z Monsanto.

WG: Tak, do St. Louis przyjechaliśmy

w lecie 88 r. Ja zaczynam pracę

na Uniwersytecie Missouri w St.

Louis (UMSL), a żona w jednej

z firm inżynierii środowiska. Praca

nas bardzo absorbuje, a jednocześnie

wchodzimy w polonijne środowisko.

Na początek tylko towarzysko,

ale nasze kontakty szybko

się rozszerzają i pogłębiają. Mamy

małe dzieci i naturalnie interesujemy

się sprawami szkolnictwa. Przy

jedynej polskiej parafii rzymsko-

-katolickiej pod wezwaniem św.

Stanisława Kostki nie było wtedy

sobotniej szkółki języka polskiego

- szybko udało się nam ją zorganizować

i przez pierwszy rok byłem

nawet jej dyrektorem. Jednocześnie

wszyscy przeżywamy wybory

w Polsce w 1989 r.; te pierwsze

demokratyczne! U nas przy parafii

zorganizowano okręg wyborczy

i z Żoną mogliśmy głosować! Co to

było za wydarzenie! A jego rezultaty

przerosły nasze najśmielsze

oczekiwania!

Praca naukowa zajmuje mi jednak

dużo czasu. Przez następne 11

lat pracuję na UMSL – specjalizuję

się w konstruowaniu szybkich algorytmów

do aproksymacji rozwiązań

równań różniczkowych

i całkowych. Algorytmy takie mają

szerokie zastosowania w komputerowych

symulacjach problemów

w mechanice i elektromagnetyce.

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych

przez trzy lata pracuję nad projektami

badawczymi koncernu Boeing

Corporation. Była to ciekawa

przygoda – nasz zespół badawczy

używał nowego matematycznego

narzędzia, tzw. falek (wavelets),

do przyspieszania symulacji komputerowych

odbić fal elektromagnetycznych

od powierzchni nowo

konstruowanych samolotów.

Konkurencyjny zespół głównie

z Uniwersytetu w Illinois (UIUC)

używał do tego celu tzw. multipoles.

Bardzo było ekscytujące brać

udział w takim współzawodnictwie!

Trzeba uczciwie przyznać,

że po kilku latach okazało się, że

multipoles są łatwiejsze w użyciu

i one teraz stanowią główny kręgosłup

symulacji komputerowych

w elektromagnetyce.

W 2001 roku otrzymałem bardzo

atrakcyjną propozycję pracy

na prywatnym Uniwersytecie

Lindenwood, gdzie pracuję do

dnia dzisiejszego, obecnie na stanowisku

prodziekana wydziału

nauk matematycznych i przyrodniczych.

Gdzieś na początku nowego

wieku w naszym polonijnym kółku

zaczęliśmy jeździć na nartach. Najpierw

na małej górce pod St. Louis,

potem spotykaliśmy się co roku

w Kolorado. Bardzo się podczas

tych wyjazdów zaprzyjaźniliśmy

i powstało wtedy parę ciekawych

pomysłów. Jednym z nich była

nowa lokalna organizacja polonijna

stworzona przez jednego z kolegów.

Celem jej było (i jest nadal)

propagowanie polskiej kultury

i historii w środowisku amerykańskim.

Na sponsorowanej przez

tę organizację wystawie o Janie

Karskim na St. Louis University

zostałem poproszony do prowadzenia

dyskusji panelowej. Potem

zaangażowałem się w przeniesienie

tej wystawy na uniwersytet.

I to wciągnęło mnie z powrotem

do działalności polonijnej.

Czas płynie bez ustanku. Nasze

prace zawodowe absorbują nowymi

wyzwaniami. Żona pracuje

intensywnie w ochronie środowiska.

Na początku obecnego wieku

żona zostaje inżynierem ochrony

środowiska przy rozbudowie lotniska

Lambert w St. Louis. Po zakończeniu

rozbudowy przez długi

czas kieruje na lotnisku komórką

ochrony środowiska. Obaj Synowie

kończą studia stomatologiczne

kontynuując dawne tradycje

rodzinne. Starszy Syn praktykuje

w Atlancie w stanie Georgia,

a młodszy w Houston w Texasie.

A upływający czas przynosi nam

wszystkim nowe wyzwania. Emigranci

z lat 80-tych zbliżają się do

wieku emerytalnego. Wielu z nich

pracowało zarówno i w Polsce

i w USA. Teraz starają się o emerytury

w obu krajach. Jeden z moich

przyjaciół w St. Louis po zapoznaniu

się z ustawami emerytalnymi

zorientował się, że umowa między

Polską a Stanami Zjednoczonymi

o zabezpieczeniu społecznym wymaga,

aby wyliczać dwa świadczenia

emerytalne: jedno pełne, a drugie

proporcjonalne. Emeryt, wedle

prawa polskiego, ma prawo wyboru

korzystniejszego świadczenia.

Amerykańskie prawo emerytalne

potrąca część polskiej emerytury,

gdy jest ona pełna, a nie proporcjonalna.

A polska administracja

przyznaje wyłącznie pełne emerytury,

pomimo tych potrąceń.

Podobny problem w USA dotyczy

wielu innych grup pracowniczych.

Dodam, że w wyniku działań i interpelacji

wielu osób i organizacji,

w Kongresie USA będzie teraz

głosowany projekt ustawy „Social

Security Fairness Act of 2021” dotyczący

uchylenia potrąceń emerytalnych.

Ale wracając do naszego wątku

z lat wcześniejszych. W trakcie

jednej z koleżeńskich rozmów

powstał pomysł zainteresowania

tą sprawą krajowego zarządu

Kongresu Polonii Amerykańskiej

(KPA), organizacji mającej w swym

statucie ochronę interesów Polonii,

a także lobbing polityczny

w interesie Państwa Polskiego

i Polaków w ogólności. Wielkie

było moje zdziwienie, iż organizacja

ta nie posiada oddziału w Missouri.

Postanowiliśmy taki oddział

założyć. W 2016 roku Oddział

Missouri KPA został oficjalnie zarejestrowany

w biurze stanowego

sekretarza i na założycielskim zebraniu

wybrano mnie przewodniczącym.

W tymże samym roku

przyjęto nas do krajowej KPA. Jednym

z członków zarządu nowego

oddziału został ówczesny Konsul

Honorowy RP w St. Louis, pan Robert

Ogrodnik. Pan Konsul Ogrodnik

służył przez szereg lat swoimi

radami naszemu oddziałowi przy

Dokończenie na str. 6


4 WRZESIEŃ

2021

POLONIA TEXAS

POLONIA CALIFORNIA

Pożegnanie i przywitanie polskich żołnierzy

Justyna Lopez, Prezes Polish American Society of El Paso

Chorąży Krzysztof Fiołka, starszy chorąży Michał Rózga,

gospodarz spotkania Artur Szymański

W połowie czerwca bieżącego roku

miała miejsce uroczystość, która od

kilku lat jest tradycją dla polskiej

wspólnoty w El Paso. Co roku o tej

porze jeden żołnierz z Polski rozpoczyna

roczne stypendium na Akademii

Sierżantów i Majorów w El Paso,

podczas gdy jego poprzednik owe stypendium

kończy.

W tym roku żegnaliśmy starszego

chorążego sztabowego Michała Rózgę,

który po 12 miesiącach spędzonych

z nami stał się nie tylko częścią

naszego Stowarzyszenia, ale i bardzo

bliskim przyjacielem.

Michał uwielbiał wędrować po

mniej lub bardziej odległych szlakach

górskich i to właśnie on wyznaczał

trasy na nasze organizacyjne

wędrówki z flagą (3. maja, 11. listopada).

Podczas wędrówek Michał

z dumą niósł polską flagę i niejednokrotnie

z największą ostrożnością

i szacunkiem wyplątywał ją z ciernistych

chaszczy, których na teksańskiej

pustyni nie brakuje.

Na miejsce Michała przyjechał

tymczasem chorąży Krzysztof Fiołka,

którego oficjalnie przywitaliśmy podczas

tej samej uroczystości. O tym,

jak ważni są dla nas polscy żołnierze

może świadczyć fakt, że na przyjęcie

na ich cześć przybyli wszyscy członkowie

Stowarzyszenia.

Gospodarze imprezy, Ania i Artur

Szymańscy, dołożyli wszelkich starań,

aby wszyscy dobrze się bawili. Na

grillu nie zabrakło nawet prawdziwej

polskiej kiełbasy przygotowanej właśnie

przez Anię i Artura!

Pragniemy jeszcze raz podziękować

Michałowi za tak czynny udział

w życiu naszej społeczności. Krzysztofowi

zaś życzymy, aby jego pobyt

w El Paso był jak najbardziej owocny.

Justyna Lopez

Pochodzi z Bydgoszczy, absolwentka Germanistyki na UAM w Poznaniu

oraz Studiów Europejskich na wydziale socjologii Otto-Friedrich-

Universitat w Bambergu. W El Paso od 2010 roku. Prezes Stowarzyszenia

im. Generała Kazimierza Pułaskiego w El Paso. Nauczyciel jezyka

niemieckiego w El Paso Community College i El Paso Education Initiative.

Prywatnie żona, właścicielka czterech psów i trzech kotów,

miłośniczka kwiatów i natury.

Parafia Matki Bożej Jasnogórskiej w Los Angeles

Karolina Naziemiec

Fot. Karolina Naziemiec

W niedzielę, 29 sierpnia, w naszym kościele pod

wezwaniem Matki Bożej Jasnogórskiej przy Adams

Blvd. w LA, odbył się Odpust Parafialny. Po kilku latach

przerwy, nowy Proboszcz parafii, ks. Mirosław

Frankowski postanowił wznowić to wydarzenie.

Było to o tyle nietypowe, że w zeszłym roku, przez

Covid, kościoły były zamknięte i większość parafian

rozpierzchło się ... Nikt nie wiedział czy tegoroczny

Odpust będzie sukcesem czy też nie.

Ksiądz zorganizował wolontariuszy, nawet kilkoro

przyjechało z jego byłej parafii w Detroit i wszyscy

razem pomogli w przygotowaniach do Odpustu.

Był to jednodniowy 'event', który zaczął się po Mszy

Św. o 9 am i trwał oficjalnie do 7 pm. Przed salą parafialną,

przy Polskiej Szkole, ustawiono namioty

i stoiska z jedzeniem jak i stoliki dla uczestników.

Dla tych, którzy chcieli spędzić czas w pomieszczeniu

i chłodzie dostępna była również sala parafialna.

Główne uroczystości rozpoczęły

się po Mszy Św, o 12 pm, którą

celebrowało trzech księży, przy

akompaniamencie zespołu muzycznego

założonego przez ks.

Frankowskiego. Msza była transmitowana

na żywo, tak aby wielu

z parafian i rodzin, które obecnie

przebywają w Polsce mogło się

połączyć wirtualnie. Kazanie wygłosił

Paulin Wieliczko, który przyleciał do nas aż

z Rzymu jako przedstawiciel Koła Przyjaciół Fundacji

Jana Pawła II.

Oprócz tradycyjnego jedzenia (pierogi, kiełbasa,

chleb ze smalcem i ogórkiem, pączki, ciasta i kremówki)

i napojów, w programie znalazł się występ

zespołu Mariachi oraz występ naszego Proboszcza

z kolegą księdzem Janasem z Chicago. Wielu parafian

było miło zaskoczonych tym występem. Ksiądz

Proboszcz okazał się prawdziwym wodzirejem! Nie

zabrakło również loterii z nagrodami ufundowanymi

przez liczne organizacje polonijne działające

w LA.

Goście dopisali. Dorośli mogli się bawić spokojnie

wiedząc, że dzieci były pod dobrą opieką naszych

Pań w przedszkolu, które zorganizowały im ciekawy

plan zabaw. Na Odpust dotarli również przedstawiciele

polskiej parafii w Yorba Linda, OC. Przed nimi

'Dożynki' już za parę tygodni. Miejmy nadzieje, że

wielu z nas uda się z rewizytą do Orange County!

Słowo od ks. Proboszcza: ”Moja wdzięczność dla

wszystkich którzy zaangażowali się w przygotowanie

i prace podczas Odpustu, jak i tym którzy przybyli

i tworzyli cudowna atmosferę wspólnoty.”

Redakcja Głosu Polonii serdecznie dziękuje również

Panu Andrzejowi Kozłowskiemu za zdjęcia z Odpustu.

Więcej zdjęć na str. 20

Fot. Karolina Naziemiec

Fot. Andrzej Kozłowski

Karolina Naziemiec

Polka mieszkająca w LA od 19 lat. Z wykształcenia muzyk: altowiolistka

i wokalistka jazzowa występująca pod imieniem KaroliNa, ukończyła USC w 2004r.

i od tego momentu zaczęła się jej profesjonalna kariera muzyczna. W 2015 roku

wydała płytę „Songs of Hope” poświęcona bohaterom II Wojny Światowej. Można

ja znaleźć na YouTube. Ostatnie nagranie to „Besame Mucho” by KaroliNa. Oprócz

muzyki, jej hobby to podróże i fotografia.

Fot. Karolina Naziemiec


WRZESIEŃ

POLONIA NOWY JORK POLONIA NEVADA

2021 5

Podziękowanie za służbę w czasie pandemii

Agata Drogowska

Podczas lata 2021 roku uczestniczyłam

w wyjątkowej uroczystości

w Konsulacie Generalnym

RP w Nowym Jorku.

„Thank you for your service”

- takie hasło przyświecało wydarzeniu

zainicjowanemu przez

Stowarzyszenie Medicus, które

reprezentowali szefowie doktor

Tadeusz Pyz i doktor Anna Pyz.

Przedstawiciele NYPD i FDNY Pulaski

Association byli specjalnymi

gośćmi tego wieczoru.

Konsul Generalny Adrian Kubicki,

osobiście podziękował nowojorskim

służbom mundurowym

i pracownikom ochrony zdrowia

za ich codzienne poświęcenie

w ciągu ich 16 miesięcznej służby

w czasie walki z pandemią w Nowym

Jorku. Szczególne podziękowania

zostały skierowane do

wszystkich policjantów, strażaków

i medyków polskiego pochodzenia,

którzy byli w tym czasie i nadal

są wspaniałymi ambasadorami

Polski.

Każdy z przybyłych gości, lekarzy,

policjantów i strażaków, dostał

osobiste podziękowanie od Konsula

Generalnego Adriana Kubickiego

w postaci specjalnego dyplomu.

Dodatkowo szefowie każdej

organizacji dostali podziękowanie

dla swoich organizacji. Dla uhonorowanych

wielka radość i huczne

brawa uznania od zgromadzonych.

Dla reszty gości ulga, że pandemia

się kończy, i że powoli wracamy do

normalnego życia.

Tego wieczoru poznaliśmy również

nowo przybyłego do Nowego

Jorku, Vice Konsula Stanisława

Starnawskiego.

Podczas uroczystości, Konsul

Generalny Adrian Kubicki, w imieniu

Prezydenta RP Andrzeja Dudy,

wręczył medale za ofiarność i odwagę,

panu Del Olsen i pani Gail

Yando jako wyraz wdzięczności za

uratowanie czterech Polaków tonących

w Atlantyku. Dla 72-letniego

Ryszarda Kiezika, 66-letniego

Zenona Sucharskiego, 64-letniego

Jana Kacperskiego i 48-letniego

Rafała Sendeckiego, wyprawa

wędkarzy 13 października 2019

mogła zakończyć się tragicznie.

Przypadek zrządził, że w tym

samym czasie w niedalekiej odległości

na katamaranie pływała

para seniorów - 70-letni Del Olsen

i 77-letnia Gail Yando. Dwójka seniorów

z trudem wciągnęła czterech,

rosłych mężczyzn na swój

katamaran ratując im przy tym

życie. Dodatkowym utrudnieniem

był brak kontaktu z wędkarzami,

którzy nie mówili po angielsku.

Wszystko jednak zakończyło się

szczęśliwie. Gail wspominała, że

kiedy usłyszała, jak rybacy zaczynają

żartować po polsku i śmiać

się, to ją uspokoiło, że czują się już

dobrze.

Agata Drogowska

Dziennikarka, artystka, absolwentka Akademii Sztuk

Pięknych w Poznaniu, reżyser, absolwentka New York

Film Academy, promotorka kina polskiego, prezes

i założyciel Polish Filmmakers NYC. Pochodzi

z Poznania. W Nowym Jorku od 2009 roku.

Goście wieczoru z nowym Vice Konsulem Stanisławem Starnawskim

Del Olsen i Gail Yando

Polish American Social Club of Las Vegas

Iwona Podzorski, Wiceprezes

Koncert pt. "Nie Żałuje" poświęcony

twórczości Agnieszki

Osieckiej zorganizowany

przez Polish American Social

Club of Las Vegas odbył się

w sobotę 28 sierpnia, 2021

w Family Music Center w Las

Vegas. Kultowe przeboje do

tekstów Agnieszki Osieckiej

wykonywali członkowie wokalnej

grupy "Sami Swoi".

Była to pierwsza kulturalna

impreza zorganizowana

przez Klub od wybuchu pandemii,

dlatego tym bardziej

było miło spotkać się z Polonią

po tak długiej przerwie.

Iwona Podzorski

Informatyk, studiowała prawo administracyjne na Uniwersytecie Łódzkim.

Ukończyła Informatykę i Zarządzanie na Uniwersytecie Nevada w Las Vegas.

Wieloletni Prezydent Polish American Social Club of Las Vegas. Tancerka

w zespole “Piast”. Dyrektor Kreatywny grupy “Sami Swoi.” Mężatka, ma dwóch

synów. Lubi podróże, wycieczki piesze i dobrą książkę. Pochodzi z Zawiercia.

Od 1994 roku mieszka w Las Vegas.


6 WRZESIEŃ

2021

POLONIA MISSOURI

Czytaj dalej...

Jeszcze jedna opowieść imigranta Dokończenie ze strony 3

planowaniu różnych inicjatyw

politycznych i społeczno-kulturalnych.

Funkcja przewodniczącego

obejmowała między innymi

udział w krajowych zjazdach KPA

w Chicago i w Waszyngtonie. Propagowałem

tam m.in. nasze stanowisko

w sprawach emerytur

dla Polonii w USA. W Waszyngtonie

brałem też udział na Kapitolu

w akcji informowania reprezentantów

Kongresu USA w zakresie

polityki amerykańskiej dotyczącej

Polski. W ramach innych inicjatyw

Zarząd naszego oddziału organizował

(i nadal organizuje) różne

imprezy społeczno-kulturalne jak

pikniki, wycieczki i wystawy a także

organizuje lub współuczestniczy

w organizowaniu polskich

uroczystości państwowych czy

historycznych.

JSz: Niedawno minęły trzy

lata od momentu, kiedy do posiadanych

tytułów dołącza tytuł

Konsula Honorowego Rzeczypospolitej

Polskiej w Stanie

Missouri. Czy łączą się z tym

momentem jakieś szczególne

wspomnienia, kiedy Minister

Spraw Zagranicznych RP, Profesor

Jacek Czaputowicz, postanowił

mianować Cię Konsulem

Honorowym?

WG: No właśnie. Sprawa miała

się tak. Pan Konsul Ogrodnik, który

był pierwszym konsulem honorowym

w St. Louis, postanowił pod

koniec 2015 roku przejść w stan

spoczynku. Pełnił tę funkcję, jak

wszyscy honorowi konsulowie,

społecznie przez 15 lat. Jego praca

była bardzo ceniona przez nasze

środowisko polonijne i wszyscy

byli zgodni, że jego następca

będzie miał doskonały wzór do

naśladowania. Po konsultacjach

z ówczesnym Konsulem Generalnym

w Chicago, Panem Piotrem

Janickim, Pan Konsul Ogrodnik zaczął

szukać kandydatów, których

mógłby zarekomendować na swoje

miejsce. Z tego co wiem, było

kilku kandydatów na tę pozycję

i Ministerstwo Spraw Zagranicznych

w Warszawie poprzez swoje

Jacek Szynakiewicz

Urodzony nad Notecią. Absolwent Politechniki Gdańskiej oraz

UAM w Poznaniu. „Z krwi i kości” przeciwnik powojennego

politycznego porządku w Polsce, działacz opozycyjny

i dlatego ląduje w „internacie” w dn. 13-go grudnia

1981 r. Emigracja pozwala rozpocząć nowe rodzinne życie

w Colorado od marca 1983 r. Jedną z przygód w Colorado było

„prezesowanie” Polskiemu Klubowi w Denver. Podróże, narty,

brydż, wędkowanie i Kochane Wnuczki trzymają emeryta przy

siłach.

organy (ambasady, konsulaty, inne

kontakty i kanały) długo zbierało

informacje o naszych kwalifikacjach

do pełnienia takiej funkcji.

Na pewno w takich analizach bierze

się pod uwagę obecne i przeszłe

zaangażowanie w działalność

dla dobra Polonii i Polski, osiągane

sukcesy w takich działaniach, postawę

moralno-etyczną kandydata,

zawodowe osiągnięcia, stopień

znajomości języków, wykształcenie.

Ja dowiedziałem się dopiero

w 2016 roku, że moja kandydatura

brana jest pod uwagę. Muszę

przyznać, że byłem tą propozycją

niezwykle zaskoczony i oczywiście

bardzo zaszczycony. Miałem

pewne wątpliwości, czy możliwe

będzie łączenie obowiązków konsula

z moją pracą zawodową na

uniwersytecie. Konsul Ogrodnik

szybko rozwiał te obiekcje opowiadając

o swoich doświadczeniach

w pracy konsularnej, którą

łączył z pracą w zarządzie jednej

z wielkich firm przemysłowych

w St. Louis. Po długim procesie

weryfikacyjnym zarówno polskiego

Ministerstwa Spraw Zagranicznych,

jak i amerykańskiego

Departmentu Stanu, zostałem na

początku 2018 roku poinformowany,

że będę powołany na stanowisko

Konsula Honorowego RP na

Stan Missouri. Oficjalny akt powołania

został podpisany 27 lutego

2018 roku przez Ministra Spraw

Zagranicznych, Profesora Jacka

Czaputowicza. Sam akt nominacji

został mi wręczony przez Pana

Ambasadora RP, Profesora Piotra

Wilczka podczas uroczystości inauguracyjnej

we wrześniu tego samego

roku w St. Louis. Jego wizyta

połączona była z zorganizowaną

przeze mnie konferencją ekonomiczną

na Uniwersytecie Lindenwood

przedstawiającą możliwości

inwestycyjne w Polsce. Brali w niej

udział przedstawiciele dużych

firm z naszego terenu, jak również

przedstawiciele władz stanowych

i instytucji rozwoju biznesu w Missouri.

Ambasador Wilczek był na

tej konferencji gościem honorowym

i wygłosił interesujące przemówienie,

po którym nastąpił referat

radcy ekonomicznego naszej

ambasady.

JSz: Czy kadencja Konsula

Honorowego jest dożywotnią

kadencją? Czy po jakimś czasie

może się zakończyć, czy można

z niej zrezygnować?

WG: Konsulowie honorowi powoływani

są na okres pięciu lat.

Nie jest to więc kadencja dożywotnia.

Każdego roku piszemy roczny

raport z naszej działalności, który

oceniany jest przez odpowiedni

konsulat generalny, ambasadę i na

końcu zatwierdzany przez MSZ.

Po pięciu latach od daty powołania

Ministerstwo Spraw Zagranicznych

decyduje na podstawie

oceny wypełnianej przez Konsula

pracy o ewentualnym przedłużeniu

kadencji. Nie jest to proces automatyczny

i zawsze poprzedzany

jest oceną wieloaspektowej pracy

konsula w przypisany mu regionie.

JSz: Jak wypełnia się, jak sprawuje

się, funkcję Konsula Honorowego?

Co należy do zakresu

najbardziej podstawowych

obowiązków, zarówno wobec

Rzeczypospolitej Polskiej jak

i Polonii w danym okręgu?

WG: Obowiązki konsula honorowego

można podzielić na trzy

obszary: a). działanie na rzecz

rozwoju przyjaznych stosunków

oraz współpracy gospodarczej,

kulturalnej i naukowo-technicznej

pomiędzy Rzecząpospolitą Polską

a Stanami Zjednoczonymi Ameryki;

b). sprawowanie opieki nad

obywatelami polskimi, przebywającymi

w okręgu konsularnym; c).

udzielanie im pomocy oraz ochrona

praw i interesów tych obywateli

a także ochrona praw i interesów

Rzeczypospolitej Polskiej w okręgu

konsularnym. Każdy z tych

obszarów jest oczywiście bardzo

szeroki i w swojej pracy jesteśmy

asystowani przez konsulaty generalne,

jak również inne placówki

rządu polskiego (np. izby handlu

zagranicznego). Jesteśmy do

pewnego stopnia przedłużeniem

konsulatów generalnych na nasze

tereny. Niezwykle ważna jest

współpraca z lokalnymi organizacjami

polonijnymi i parafiami –

bez ich zaangażowania i poparcia

nasza działalność byłaby bardzo

ograniczona.

Konsulat Honorowy RP w St.

Louis posiada biuro do przyjmowania

interesantów i organizowania

niektórych uroczystości. Wiele

spraw załatwia się telefonicznie

i poprzez email, szczególnie teraz

podczas pandemii Covid19. Co

roku (z wyjątkiem 2020) organizujemy

dyżury paszportowe w St.

Louis, opiniowane są wnioski

o odznaczenia, pomagam w uzyskaniu

informacji w różnych

sprawach dotyczących prawa cywilnego,

czasem jestem proszony

o pomoc w sytuacjach dotyczących

aresztowania albo zgonu obywatela

polskiego. Generalnie staram się

usprawniać kontakty pomiędzy

polskimi obywatelami a polskimi

instytucjami. Staram się również

oddziaływać na amerykańską opin

publiczną. Kilka razy zdarzało

mi się wysyłać listy protestacyjne

do lokalnych mediów i polityków

albo zabierać głos na forum publicznym

w sprawach dotyczących

interesów Rzyczypospolitej Polskiej.

Ostatnio np. opublikowano

mój list do redakcji St. Louis Post

Dispatch dotyczący absurdalnych

oskarżeń o współpracę Polski

z Hitlerem wygłoszonych przez

Putina i przedrukowanych w prasie

amerykańskiej. Kontaktuję

się również z lokalnymi mediami

apelując o umieszczaniu materiałów

dotyczących polskich spraw

– z okazji 40-lecia „Solidarności”

w naszej prasie ukazał się o niej

długi artykuł.

JSz: W Twoim przypadku, jesteś

zawodowo czynnym, w pełni

zaangażowanym Profesorem

Matematyki na Uniwersytecie

Lindenwood, jak starcza Ci czasu

na godne wypełnianie „konsulowego

powołania”?

WG: Z tym bywa niekiedy różnie.

Są okresy, kiedy praca na Uniwersytecie

zabiera mi dużo czasu

– szczególnie sprawy administracyjne

dziekanatu. Wtedy ważne są

priorytety; te sprawy trzeba załatwić

od razu, inne mogą trochę poczekać.

Ale zwykle udaje się jedno

z drugim pogodzić. Choć czasami

muszę odkładać inne moje projekty

– na te przyjdzie czas na emeryturze.

JSz: Zbliżając się do końca

naszej rozmowy, wróćmy do

matematyki, a więc zapytam

o różnice w nauczaniu matematyki

w Polsce i tutaj w Stanach;

czy są jakieś oczywiste, od razu

zauważalne, widoczne „gołym

okiem”? Gdzie, z której strony

Atlantyku, jest łatwiej nauczać

matematykę czyli jakbyś porównał

studentów tu i tam?

WG: To bardzo ciekawe pytanie.

Muszę zacząć od tego, że wyjechałem

z Polski zaraz po moich magisterskich

studiach. Nie miałem

więc okazji uczyć studentów w Polsce.

Mogę tylko porównać moje

studenckie doświadczenia z Polski

do obserwacji studentów na uczelniach

w Missouri. Jedną różnicą,

którą widzę porównując studentów

z Polski lat siedemdziesiątych,

a studentami amerykańskimi jest

bardzo duże zaangażowanie tych

drugich w part-time jobs. Czasami

odbija się to negatywnie w wynikach

semestralnych. Wiąże się

to oczywiście z odpłatnością za

studia w USA i faktem, że studenci

w tamtej Polsce mieli trudniej

znaleźć dorywczą pracę. Zapewne

obecnie w Polsce to się mocno

zmieniło. Utalentowanych studentów

nie brakowało i nie brakuje

ani w Polsce, ani u nas w Missouri.

Podobnie jest z profesorami. Ja, jak

pewnie każdy z nas, miałem wielu

dobrych profesorów w Polsce,

a niektórych po prostu wybitnych.

Zdarzali się także wykładowcy

przeciętni, których za dobrze nie

pamiętam. Podobnie jest tutaj. Jeśli

chodzi o pedagogikę wykładów,

to my zadajemy o wiele więcej

zadań i projektów do wykonania

w domu, które są częścią oceny całego

przedmiotu (kursu). W Polsce

polegano (z różnym skutkiem) na

dojrzałości studentów i podstawą

oceny było parę kolokwiów

i egzamin końcowy. Uważam, że

sprawdzanie prac domowych jest

efektywniejsze w przypadku studentów,

którzy z tą dojrzałością

mają kłopoty.

JSz: W imieniu Głosu Polonii

w USA dziękuję bardzo serdecznie

za rozmowę.

Wojciech Golik - absolwent Politechniki Poznańskiej

i New Mexico State University. Profesor matematyki

i prodziekan na Lindenwood University w St. Charles.

Od 2018 roku Konsul Honorowy RP w Stanie Missouri.

Zapalony brydżysta i narciarz, miłośnik historii.

REKLAMA

Ewa Petrocco

Thermomix independent consultant #110956

Tel: 720-224-3225

email: eroko@skybeam.com

https://shop.thermomix.com/consultant/110956

Iwona Santiago

Thermomix independent consultant #111676

Tel: 201-696-5804

email: iwona732003@yahoo.com

https://shop.thermomix.com/consultant/111676


WRZESIEŃ

POLONIA COLORADO 2021 7

Parafia Św. Józefa w Denver.

Festiwal Polskiego Jedzenia 2021

W niedzielę 29 sierpnia, po rocznej przerwie spowodowanej

pandemią Covid-19, Parafia Św. Józefa w Denver zorganizowała

kolejny Festiwal Polskiego Jedzenia w Colorado.

W odpowiedzi na liczne prośby o kontynuację Festiwalu,

mając na względzie bezpieczeństwo wolontariuszy i gości,

tegoroczny Festiwal miał, wyjątkowo, nieco mniejszy

format. Na miejscu można było skosztować tradycyjnych

polskich potraw i deserów, oraz napić się orzeźwiającego

polskiego piwa. Pogoda dopisała, w tym roku nie zaskoczył

nas deszcz, a więc był to piękny dzień i okazja do spotkania

z przyjaciółmi i wsparcia naszej polskiej Parafii.

W niedalekiej przyszłości, na ile pozwoli pogoda, Komitet

Organizacyjny Festiwalu planuje zorganizowanie kilku

mniejszych pikników parafialnych, o których poinformujemy

wszystkich odpowiednio wcześniej w ogłoszeniach

po Mszach Świętych, oraz przez Facebook Parafii (https://

www.facebook.com/stjosephpolishparishdenver) i Facebook

Festiwalu (https://www.facebook.com/polishfoodfestival)

Ksiądz Stanisław kieruje serdeczne podziękowania dla

wszystkich wolontariuszy (parafian i przyjaciół naszej Parafii),

którzy pomogli w organizacji Festiwalu,

jak również dla tych, którzy przygotowali

polskie potrawy.

Dziękujemy również pani Elizabeth

Wimer z Capturing the Memories Photography

za oficjalne fotografie z Festiwalu.

Więcej zdjęć na str. 10

Polska Szkoła w Denver

Mgr Małgorzata Grondalski, Dyrektor

Polska Szkoła w Denver jest jedyną

polską szkołą w Kolorado, z 25-letnimi

tradycjami, gdzie zajęcia odbywają się

w niedzielę po mszy świętej, w godzinach

od 11:45 - 14:45. Szkoła działa przy parafii

Św. Józefa i ściśle z nią współpracuje. Nasza

szkoła szczyci się posiadaniem własnego

hymnu szkolnego. Posiada również bibliotekę

z ponad 800 pozycjami wartościowych

książek dla dzieci i młodzieży.

W ostatnim roku szkolnym (2020/2021)

do szkoły uczęszczało 86 dzieci, czyli 1/3

mniej niż w poprzednim roku. Zwykle

mamy dzieci w klasach od przedszkola do

klasy 8 oraz klasę językową, gdzie uczą się

dzieci, które słabo lub w ogóle nie mówią

po polsku. Ze względu na pandemię przedszkole

nie jest na dzień dzisiejszy oferowane.

Dzieci z rodzin mieszanych stanowią

41% wszystkich uczniów.

Inauguracja roku szkolnego 2021/2022

odbędzie się 12 września 2021 r. o godzinie

11:30 i zajęcia będą trwać do połowy

maja 2022 r. Wszystkie informacje związane

ze szkołą (zapisy, kalendarz szkolny,

itp.) są dostępne na stronie internetowej

szkoły polskaszkola.swietyjozef.org oraz

na na naszym Facebooku facebook.com/

polskaszkoladenver. Po więcej informacji

można wysłać email na adres: dyrektorszkolydenver@gmail.com

Uczniowie, poza programem dydaktycznym

w zakresie języka polskiego i historii,

który jest oparty na podręcznikach

i ćwiczeniach rekomendowanych przez

Zrzeszenie Nauczycieli Polskich w Ameryce,

mają okazję spotykać się z ciekawymi ludźmi.

Warto wspomnieć o spotkaniu w 2018

roku z Sybiraczkami,

panią Ziutą Nowicką

i panią Krystyną Orłowską.

Obie już obecnie nie żyją. To była

niezwykła lekcja pod hasłem “Tułacze dzieci

– żywa lekcja historii”. Uczniowie mogli

poznać fakty oraz osobiste wspomnienia

naocznych świadków wydarzeń z lat II wojny

światowej i tragedię zsyłki na Syberię.

Szkoła zarejestrowana jest w bazie danych

Ośrodka Rozwoju Polskiej Edukacji za

Granicą co pozwala naszym uczniom i nauczycielom

o ubieganie się i posiadanie

polskich legitymacji szkolnych oraz otwiera

szerokie możliwości współpracy nie

tylko z organizacjami na terenie Stanów

Zjednoczonych, ale również z macierzystą

Polską.


8 WRZESIEŃ

2021 POLONIA COLORADO

Polski Klub w Denver

Szanowni Członkowie i przyjaciele Polskiego Klubu w Denver,

Po wakacyjnej przerwie, Polski Klub w Denver otwiera się na spotkania

i wznawia regularną działalność.

W niedzielę 19 września w godzinach 14:00 do 16:00, Zarząd Klubu zaprasza

wszystkich zainteresowanych na zebranie członków, gdzie jak zawsze

będziemy omawiać bieżące sprawy Klubu oraz odpowiadać na pytania

członków.

W sobotę 25 września, po rocznej przerwie spowodowanej pandemią Covid-19,

powraca doroczny piknik Polskiego Klubu w Allen Park w Arvadzie.

POTRZEBNI WOLONTARIUSZE

Zwracamy się do wszystkich członków i sympatyków Klubu z prośbą

o wsparcie nas w przygotowaniu pikniku, który będzie jednocześnie fundraiserem

na Klub. Potrzebujemy wolontariuszy do pomocy przy rozstawieniu

i złożeniu sprzętów, oraz do sprzedaży jedzenia podczas pikniku.

Serdecznie prosimy również o donacje ciast i deserów, które zostaną sprzedane

a cały dochód przeznaczony na potrzeby Klubu.

ZOSTAŃ SPONSOREM PIKNIKU

Jak co roku, zapraszamy wszystkich polonijnych przedsiębiorców oraz

prywatnych darczyńców do wsparcia Klubu. Istnieją dwie możliwości

sponsorowania pikniku:

- wynajem stanowiska

- donacja na gry i zabawy dla dzieci

Chętnych wolontariuszy i sponsorów zapraszamy do kontaktu:

Agnieszka Nałęcz Gembicka: 720-965-5355

Kasia Żak: 720-233-9213

Małgosia Jońska: 970-280-2945

Polski Klub „Podhale”

w Colorado Springs

Polski Klub „Podhale” w Colorado Springs zaprasza na piknik! Jest to impreza

gotówkowa, na miejscu nie będzie czytników kart kredytowych, organizatorzy

proszą gości o przyniesienie gotówki. Dla dzieci planowany

jest mecz piłki nożnej, turniej tenisa stołowego, stacja artystyczna z artykułami

do malowania i przy sprzyjającej pogodzie – walka na balony wodne.

REKLAMA

THE KOSCIUSZKO FOUNDATION

UPCOMING

EVENTS

2021

2022


FUNDACJA POLSKIEGO GODŁA PROMOCYJNEGO TERAZ POLSKA

Najlepsi z najlepszych!

Finał 31. edycji Konkursu „Teraz Polska”

Kamil Broszko

WRZESIEŃ

2021

9

fot. Kamil Broszko, Teraz Polska

Konkurs „Teraz Polska” zmienia się,

podobnie jak krajowa i globalna gospodarka.

W tegorocznej edycji nagrodzono

produkty i usługi z różnych branż, m.in.

biotechnologicznej, OZE, informatycznej,

finansowej, medycznej, budowlanej,

elektrotechnicznej, bezpieczeństwa

czy edukacyjnej. Zwycięzców łączy to,

że oferują najwyższą jakość i pochodzą

z Polski.

Jeszcze kilka lat temu reprezentacja

branżowa w Konkursie „Teraz Polska” miała

nieco inny skład. Przeważały produkty

spożywcze, budowlane, przemysłowe itp.

Owe sektory, które cechowały naszą gospodarkę

i stanowiły o jej sile, dziś wciąż

dają powody do dumy, lecz muszą podzielić

się miejscem z nowoczesnymi specjalizacjami.

Nasz świat szybko idzie do przodu,

fot. Kamil Broszko, Teraz Polska

fot. Kamil Broszko, Teraz Polska

ale prawdziwe przyspieszenie wiąże się

z dwoma zjawiskami o wielkim wpływie,

nie tylko na wszystkich Polaków, ale całą

globalną populację. Pierwszym zjawiskiem

jest pandemia COVID-19. Zmiany, które

spowodowała, były poważne dla części

gospodarki, ale z drugiej strony pojawiły

się potrzeby, na które tylko zaradni i innowacyjni

przedsiębiorcy potrafili odpowiedzieć.

Wystarczy wymienić popyt na

maseczki w pierwszym okresie epidemii

i przebranżowienie zakładów tekstylnych,

ukierunkowane na ich produkcję. Jednak

najbardziej sztandarowym przykładem są

tu firmy z obszaru farmacji, biotechnologii

i technologii medycznych. Ich znaczenie,

choć już było ogromne, niepomiernie

wzrosło. I również w gronie tegorocznych

laureatów Konkursu „Teraz Polska” mamy

bardzo silną reprezentację wymienionych

branż, co stanowi

swoisty znak czasu. – Myślę, że

dla każdego Godło „Teraz Polska”

oznacza przede wszystkim jakość

i zaufanie. My, jako firma, wierzymy

w to, co robimy, w swoje produkty,

w pracowników i ich pomysły.

Wystartowaliśmy w konkursie

o Godło „Teraz Polska”, aby pokazać

wszystkim, że GeneMe, jakość

i zaufanie to synonimy – mówi dr

inż. Dawid Nidzworski, prezes

GeneMe Sp. z o.o.

Nie mniej ważne dla naszej

przyszłości są dziś zmiany klimatyczne.

To problem, z którym

boryka się cały świat, i oczywiście

wszędzie na świecie rządy,

instytucje, ale też firmy czynią

starania, aby zaradzić owej trudnej sytuacji.

A na przykładzie laureatów Konkursu

„Teraz Polska” reprezentujących branże

energii odnawialnej może się wydawać, że

za chwilę Polska stanie się prawdziwą zieloną

awangardą. – Od początku stawiamy

na innowacyjność, wysoką jakość i pilnujemy,

aby produkty spełniały rygorystyczne

normy. Dzięki temu nasza oferta doceniana

jest na wielu europejskich rynkach. Zawsze

naszą domeną były nowe technologie, dlatego

od dekady oferujemy innowacyjne rozwiązania

dla fotowoltaiki. Dzięki nagrodzonej

sieci Corab Partner nowoczesne systemy

fotowoltaiczne produkują zieloną energię

na tysiącach dachów polskich domów czy

firm – mówi Henryk Biały, prezes zarządu

Corab. – Jesteśmy polskim startupem

z rodzimym kapitałem, dlatego decyzja

o udziale w Konkursie „Teraz Polska” na tym

etapie rozwoju firmy była dla nas naturalna.

Już od sześciu lat z pasją i energią rozwijamy

Sunday Polska. Od początku działalności

na pierwszym miejscu stawialiśmy jakość

świadczonych usług i profesjonalną obsługę

klienta – przekonuje Marcin Pieczora,

prezes zarządu Sunday Polska.

Wśród laureatów nie brakuje też specjalizacji,

które odpowiadają na inne współczesne

problemy i potrzeby konsumentów.

Nowoczesne finanse, bezpieczeństwo, edukacja,

informatyka stają się dziś krajową

domeną, co z roku na rok znajduje coraz

silniejsze odzwierciedlenie w Konkursie

„Teraz Polska”. Oczywiście wciąż wielką

siłą naszej gospodarki są firmy reprezentujące

branże tradycyjne, dzięki swej renomie

znane nie tylko w kraju, ale i na świecie.

– Konkurs „Teraz Polska” jest dla nas

swego rodzaju lustrem, w którym możemy

się przejrzeć. Ukazuje szczery obraz tego,

jak postrzegają nas nasi klienci, specjaliści

z branży czy jury Konkursu, a nie to, jak my

sami chcielibyśmy być postrzegani. Przystępując

do rywalizacji o Godło „Teraz Polska”,

chcemy pokazać, że jesteśmy gotowi na

zweryfikowanie przez rynek. Jednocześnie

mamy nadzieję, że spójny przekaz, jaki stoi

za naszą marką – polskiej, rodzinnej firmy,

która od lat konsekwentnie się rozwija – zostanie

doceniony i znajdziemy się w gronie

firm, które z dumą mogą reprezentować

nasz kraj na arenie międzynarodowej –

mówi Janusz Gawiński, dyrektor generalny

Jawor-Parkiet. – Godło „Teraz Polska”,

przyznane naszym albumom o sztuce,

wydawanym w różnych językach, i służące

przede wszystkim promocji Polski, traktujemy

jako dowód uznania dla naszej pracy.

To także zwrócenie uwagi na polską kulturę

i jej osiągnięcia, które nie zawsze są należycie

doceniane. Nie tylko nauka i technologia,

ale również sztuka jest doskonałą wizytówką

naszego kraju i powodem do dumy

– mówi Bogdan Szymanik, dyrektor

i współwłaściciel Wydawnictwa BOSZ.

Godło „Teraz Polska” jest najbardziej

rozpoznawalnym i najwyżej cenionym

znakiem jakości i polskiego pochodzenia.

– Polacy wybierają produkty i usługi oznaczone

Godłem „Teraz Polska”, bo właśnie

takich produktów i usług potrzebują. Są

świadomymi konsumentami i wiedzą, że to

jest najlepsze dla nich, dla ich rodzin i dla

całej polskiej gospodarki. Polacy, co również

wynika z badań, są świadomymi patriotami

i pocieszające jest, że dotyczy to wszystkich

pokoleń, w tym również ludzi młodych –

fot. Kamil Broszko, Teraz Polska

mówi Krzysztof Przybył, prezes Fundacji

Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz

Polska”. – Dotychczas w Konkursie wzięło

udział 5 tys. polskich firm – reprezentujących

wszystkie branże krajowej gospodarki

– spośród których nagrodzono łącznie ponad

750. Biorą w nim udział zarówno duże

polskie przedsiębiorstwa z sukcesami eksportowymi,

jak i małe firmy rodzinne. Jest

to możliwe, gdyż podstawowym kryterium

oceny jest jakość oferowanych produktów

i usług, a nie wielkość przedsiębiorstwa –

podkreśla prof. Michał Kleiber, przewodniczący

Kapituły Godła „Teraz Polska”.

– Polscy przedsiębiorcy budują nowoczesną,

innowacyjną gospodarkę, zaś ich produkty

i usługi zyskują zaufanie i lojalność klientów,

którzy wiedzą, jak wielką siłę rynkową

ma patriotyzm konsumencki. A najlepszą

wskazówką w tym przypadku jest Godło „Teraz

Polska”, bo pozwala wybierać produkty

i usługi racjonalnie i patriotycznie, wskazując

najwyższą jakość i krajowe pochodzenie

– twierdzi Michał Lipiński, dyrektor

Konkursu „Teraz Polska”.

Gala „Teraz Polska” była także okazją

do wręczenia, po raz pierwszy, nagrody

„Młody Promotor Polski” tym, którzy swój

osobisty sukces potrafili przekuć dla dobra

wspólnego i dla prestiżu kraju. Kapituła

nagrody nominowała osoby w trzech kategoriach:

nauki – chemika, prof. Marcina

Porębę, kultury – pianistę Piotra Alexewicza

oraz sportu – szachistę Jana Krzysztofa

Dudę. Decyzją Pierwszej Damy Agaty Kornhauser-Dudy

Młodym Promotorem Polski

2021 został Piotr Alexewicz. - Ta nagroda

jest dla mnie niespodziewanym i oczywiście

wielkim wyróżnieniem. Występuję na wielu

międzynarodowych konkursach, gram

wiele zagranicznych koncertów i wszędzie

jako Polak reprezentuję nasz kraj. Dlatego

cieszę się, że moje dotychczasowe działania

na rzecz Ojczyzny zostały dostrzeżone.

– powiedział po odebraniu statuetki Piotr

Alexewicz.

Warto wspomnieć, że zakończenie 31.

edycji Konkursu „Teraz Polska” jest również

momentem, od którego można zgłaszać

produkty i usługi do 32. edycji. - Już

dzisiaj zachęcam do startu w kolejnej edycji

Konkursu. Warto ubiegać się o Godło „Teraz

Polska”, ponieważ jest ono dla klientów najlepszą

i uznawaną przez nich samych wskazówką,

że dany produkt lub usługa cechują

się najwyższą jakością i polskim pochodzeniem

– zachęca Michał Lipiński, dyrektor

Konkursu „Teraz Polska”.


10 WRZESIEŃ

2021

GOSPODARKA

Europejskie Forum Przyszłości EFP.

Śląsk rozmawia o pieniądzach

Łukasz Oprawski

Trzy dni, dziesiątki ważnych

spotkań, jedno województwo.

Śląsk jest zaliczany do najbardziej

zurbanizowanych regionów w Europie

Środkowo-Wschodniej, a na

obszarze stanowiącym niecałe 4

proc. powierzchni Polski żyje ponad

4,5 miliona mieszkańców. To

właśnie tutaj, na Stadionie Śląskim,

miejscu wyjątkowym dla milionów

Polaków, w dniach 6-8 października

odbędzie się Europejskie Forum

Przyszłości. EFP to całkiem nowa

impreza na mapie wydarzeń gospodarczych

w Polsce i jednocześnie

inicjatywa o charakterze ponadregionalnym,

której głównym

zadaniem jest promocja śląskiej

przedsiębiorczości. Forum Ekonomiczne

będzie także doskonałą

okazją do dyskusji na temat gospodarki

i rozwoju nowoczesnych

technologii. Tutaj znajdą coś dla

siebie także fani elektromobilności,

dronów czy zwolenników ochrony

środowiska.

Dumą Forum będzie udział w imprezie

słynnej marki z doliny krzemowej

- Plug and Play. Wszystko to

w kontekście rozpoczynającej się

transformacji Śląska. Poza licznymi

panelami eksperckimi impreza

obfitować będzie w wydarzenia

z pogranicza sportu i muzyki.

Pierwszy dzień imprezy zakończy

uroczysta gala w Filharmonii Śląskiej

w Katowicach, gdzie zorganizowany

zostanie koncert orkiestry

w oparciu o najnowsze technologie.

Zespołowi muzyków będzie przewodzić

hologram, a to nie jedyna

niespodzianka związana z zastosowaniem

najnowszych technologii.

Ostatniego dnia Forum odbędzie

się Polski Turniej Eliminacyjny do

Mistrzostw Świata IESF w Izraelu

z udziałem najlepszych polskich

zespołów e-sportowych.

Jednym z ważnych elementów

EFP będzie konkurs dla startupów.

Plebiscyt o charakterze międzynarodowym,

stanowiący integralną

część Europejskiego Forum Przyszłości,

którego finałowa sesja połączona

będzie z rozstrzygnięciem

konkursu oraz galą wręczenia nagród.

Najlepsze startupy podzielą

się kwotą 150 000 złotych i być

może w przyszłości zostaną uznane

za ,,śląskie jednorożce”, na które

z zachwytem spoglądać będzie cały

region. Na tym jednak nie koniec

rywalizacji. Dnia 6 i 8 października

można będzie wziąć udział

w Debatach Oksfordzkich, których

finał przypada na ostatni dzień imprezy.

Do udziału w turnieju debat

zostali zaproszeni uczniowie szkół

średnich z całego województwa

śląskiego.

Cel Forum jest prosty. Organizatorom

zależy na stworzeniu platformy

dla stałego, cyklicznego dialogu

z udziałem przedsiębiorców, biznesmenów,

wybitnych osobowości

polityki i świata nauki na tematy

o istotnym znaczeniu dla Europy,

Polski i oczywiście województwa

śląskiego. Transformacja energetyczna,

która pociągnie ogromne

zmiany całego regionu, nowe technologie

cyfrowe zmieniające niemal

wszystkie gałęzie gospodarki

to tylko kilka kwestii, które znajdą

odzwierciedlenie w programie

wydarzenia. Udział w EFP będzie

bezpłatny, a impreza odbędzie się

w formule hybrydowej, stacjonarnie

na Stadionie Śląskim wraz

z możliwością udziału zdalnego.

Wszystko z zachowaniem obowiązujących

standardów bezpieczeństwa

epidemicznego. Zapraszam na

stronę internetową Europejskiego

Forum Przyszłości – https://efp-silesia.pl/

Śląski Fundusz Rozwoju - organizator

EFP.

Śląski Fundusz Rozwoju to wyspecjalizowana

instytucja finansowa,

której celem jest zbudowanie

w województwie śląskim trwałego

wieloletniego systemu finansowania

mikro, małych i średnich

przedsiębiorstw oraz jednostek

samorządu terytorialnego. Spółka

organizuje programy wsparcia

dla śląskich firm w oparciu o finansowe

instrumenty zwrotne (tj.

pożyczki, gwarancje, poręczenia,

instrumenty kapitałowe), a także

poręczenia kredytów, leasingów,

transakcji faktoringowych i wadialnych.

W ramach realizowanych

przez ŚFR zadań, przedsiębiorcy

z województwa śląskiego mają do

dyspozycji nowoczesne produkty

finansowe dopasowane do inteligentnych

specjalizacji regionu.

Przekazywane przedsiębiorcom

środki powracają do Funduszu,

a następnie są reinwestowane.

Organizując Europejskie Forum

Przyszłości, ŚFR dąży do stworzenia

platformy stałego dialogu

z udziałem wybitnych osobowości

ze świata polityki, gospodarki i nauki

na tematy istotnym znaczeniu

dla regionu, Polski i Europy.

Łukasz Oprawski

Absolwent Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego

w Warszawie, międzywydziałowych studiów podyplomowych

SGH-SGGW, studiów podyplomowych EMBA oraz The Institute

of World Politics w Waszyngtonie. Założyciel Kongresu 590

w Polsce - cyklicznego, corocznego wydarzenia gospodarczego,

skupiającego przedstawicieli polskiego biznesu, nauki,

polityki i legislacji oraz gości zagranicznych, głównie z USA.

Prezes Śląskiego Funduszu Rozwoju.

Czytaj dalej...

Festiwal Polskiego Jedzenia 2021 Dokończenie ze strony 7


FELIETON

Kontrowersje wokół GMO

Wojciech K. Kaniewski

WRZESIEŃ

2021

11

Zacznijmy od wyjaśnienia, co to

GMO. To wymyślone przez kogoś

z Partii Zielonych (NGO), negatywne

określenie roślin genetycznie

modyfikowanych (ulepszanych),

mające na celu zniechęcenie do nich

ogółu społeczeństwa. Nie chodziło

im o wszystkie organizmy, lecz

o wprowadzane do powszechnego

użycia rośliny ulepszane genetycznie.

Upowszechniono skrót GMO

od „organizmy”, a nie bardziej precyzyjne

GMR (ang. GMP) od słowa

„rośliny”. Słowo „organizm” kojarzy

się ludziom w pierwszej kolejności

z bakteriami, wirusami itp., a dopiero

potem z roślinami, zwierzętami,

czy ludźmi. A wszystko, co żyje

to organizmy. Powszechnie używa

się określenia „organizmy chorobotwórcze”.

Nie słyszałem jednak, by

ktoś na obiad miał podane jakieś

organizmy. A większość tego co

konsumujemy, pochodzi z jakichś

organizmów. Też nikt nie powie, jedząc

pomidora: „ależ to smakowity

organizm”. Tylko dlaczego tej partii

zależy na obrzydzaniu nam żywności

pochodzącej z roślin genetycznie

ulepszanych? Otóż wcale im

na tym nie zależy, bo to wbrew ich

ogólnym ideom. Niestety, skusili się

na finansowanie swojej partii przez

potężne koncerny chemiczne, produkujące

pestycydy, które tracą na

wprowadzaniu takich roślin do

masowych upraw. Rośliny modyfikuje

się genetycznie, by same mogły

się bronić przed szkodnikami

i patogenami, co w znacznym stopniu

eliminuje ilość stosowanych

pestycydów, obniżając dochody ich

producentów, ale zgodnie z ideami

Partii Zielonych chroni środowisko

naturalne. To konflikt interesów,

ale pieniądze na potrzeby partii

okazały się ważniejsze.

Wróćmy do początków afery

znanej obecnie pod kryptonimem

„GMO”. Zaraz po udanym przeniesieniu

genu z bakterii do innej,

niespokrewnionej z nią bakterii,

nasz rodak prof. Wacław Szybalski

pomyślał, że można by spróbować

wprowadzić do rośliny obcy gen

poprawiający jej cechy użytkowe.

Natychmiast też w 1978 roku zgłosił

w USA zastrzeżenie patentowe

na swój pomysł. By jednak uzyskać

patent musiałby udowodnić, że

jest to możliwe. Ja, po powrocie

z kontraktu naukowego w USA

zorganizowałem konferencję naukową

o ochronie roślin w Błażejewku

pod Poznaniem, na którą

zaprosiłem prof. Szybalskiego jako

gościa honorowego. Ten po obradach,

przy piwie opowiedział nam

o swoim pomyśle. Zaproponował

bym w jego laboratorium w Madison

w stanie Wisconsin spróbował

wprowadzić jakiś gen do rośliny,

aby mógł uzyskać na to patent. Ja

po uratowaniu amerykańskiego

chmielu przed wirusami, obiecałem

powrócić do USA, by zaradzić

epidemii wirusów w ziemniakach.

Wówczas jeszcze nie wiedziałem,

że nasze władze odmówią mi wydania

paszportu służbowego, co

opóźni mój wyjazd. Poza tym naprawdę

nie wiedziałem jak się za

to zabrać. Musiałem odmówić, ale

w swoje miejsce poleciłem mojego

młodszego, bardzo zdolnego kolegę

Józefa Bujarskiego i tak zaczął on

swoją, błyskotliwą karierę w USA.

Męczył się bezskutecznie przez

dwa lata, ale transgenicznej rośliny

nie udało mu się osiągnąć. Ja też

bym sobie z tym samodzielnie nie

poradził. Potrzebne były różnorodne

umiejętności.

Pomysł podchwycił inny wielki

Polak, dr Ernest Jaworski - ówczesny

dyrektor naukowy firmy Monsanto.

Zatrudnił trzech młodych

naukowców reprezentujących

różne specjalności, by ci spróbowali

wprowadzić jakikolwiek gen,

do jakiejkolwiek rośliny. Pierwsi

na świecie wprowadzili oni w 1984

roku gen GUS do petunii (łatwy do

wykrycia jego produktu – beta -

glukoronidazy w roślinie, a więc

uzyskania dowodu, że w niej jest

i funkcjonuje). Po tym sukcesie

rozpoczęły się dyskusje jakie geny

można by wprowadzać do roślin

użytkowych w celu poprawy ich

właściwości. Na pierwszy ogień

poszedł pomidor, uznano bowiem,

że może on poddawać się transformacji

tak jak petunia, a ma istotne

znaczenie gospodarcze. Pomyślano

wówczas nad trzema możliwymi

ulepszeniami pomidora: odpornością

na wirusa mozaiki tytoniu

TMV, odpornością na stonkę ziemniaczaną

i tolerancją herbicydu

Roundup (glifosate). Powołano

trzy zespoły, by nad tym pracowały.

Do prowadzenia doświadczeń

nad odpornością na wirusy potrzebny

był im wirusolog. Zaproponowali

to stanowisko mojemu szefowi

z USDA z Prosser, WA Pete'owi

Thomasowi. Ten odmówił i stwierdził,

że to ja lepiej się do tego nadaję,

ponieważ równocześnie jestem

chemikiem, biochemikiem i wirusologiem.

Jednak, aby mnie - obcokrajowca

zatrudnić, musieli ogłosić

konkurs na to stanowisko, na który

zgłosiło się 120 chętnych, głównie

Amerykanów. Konkurs wygrałem

i zostałem ich jedynym wirusologiem.

Jeszcze w Prosser zacząłem

konsultować dla Monsanto i szkolić

mojego przyszłego asystenta (Keitha

O'Connela). Wiosną 1987 roku

przeniosłem się już na stałe do St.

Louis i podjąłem to nowe dla mnie

zadanie.

Okazało się, że spośród licznych

linii transgenicznych pomidorów,

które uzyskano we współpracy

z Washington University (dr Roger

Beachy), kilka jest całkowicie

odpornych na tego wirusa. Szybko

uzyskałem z nich linie homozygotyczne,

potrzebne do pierwszego

na świecie testu polowego, na przeprowadzenie

którego uzyskaliśmy

zgodę stanu Illinois po odmowie

władz stanu Missouri. Już wówczas

niektórzy bali się nieznanego.

Podczas tych badań miał miejsce

incydent. Gdy pierwszy zmodyfikowany

pomidor się lekko zaróżowił,

natychmiast z ciekawości go

zjadłem. W ten sposób stałem się

pierwszym na świecie konsumentem

GMO. Zostałem za to ukarany,

ponieważ wszyscy z niecierpliwością

czekali na nasiona tego unikalnego

pomidora. Mój czyn opóźnił

nasze prace o kilka dni, ale nie

żałuję.

Z uzyskaniem pomidorów odpornych

na stonkę i tolerujących

Roundup było dużo trudniej, więc

pierwszy test polowy latem 1987

roku udał się tylko w odniesieniu

do testowania odporności na

wirusa. Później opracowano metody

transformacji wielu innych,

ważniejszych gospodarczo roślin

uprawnych, a my wymyślaliśmy

kolejne możliwości ich ulepszania.

Ostatecznie o produktach handlowych

decydowała ekonomia. Proces

legislacyjny pozwalający legalnie

uprawiać te rośliny był długi

i bardzo kosztowny (około 50 milionów

dolarów na jeden produkt).

Tymczasem koncentrowaliśmy się

na badaniach bezpieczeństwa tych

roślin dla środowiska oraz jako

pożywienia dla ludzi i zwierząt.

W końcu w 1994 roku ukazał się

na rynku pierwszy produkt genetycznie

zmodyfikowany - pomidor

o przedłużonym okresie trwałości.

Aby go kupić stałem w dwustumetrowej

kolejce przed sklepem

spożywczym w San Francisco - tak

wielu Amerykanów chciało spróbować

tej nowości. Produkt okazał

się niewypałem, bo firma Calgene

stransformowała przemysłową

odmianę pomidora, niesmaczną

i zbankrutowała. Od tego czasu

liczba różnych upraw (zarówno

gatunków roślin jak i sposobów

ich ulepszania) i ich areał zaczęły

lawinowo rosnąć. Powierzchnia

tych upraw przekroczyła już 200

milionów hektarów, uprawianych

przez około 20 milionów rolników

w ponad 30 krajach. A to tylko dane

o uprawach legalnie zarejestrowanych.

Nielegalnych upraw tych roślin

jest sporo, nawet w Polsce. Robi

się to w krajach, które takich upraw

zabraniają ze względu na korzyści

ekonomiczne rolnika.

Moją ambicją byłoby pierwszym

krajem Europy uprawiającym rośliny

transgeniczne była Polska.

W tym celu należało stworzyć odpowiednie

prawodawstwo. Nasz

rząd wyznaczył do tego zadania

profesora Tomasza Twardowskiego

z PAN a mnie poproszono

o udzielenie mu pomocy. Na spotkaniu

z Tomkiem zaproponowałem

by wzorować się na już

sprawdzonym prawodawstwie

amerykańskim, on jednak był innego

zdania. Stwierdził, że prawo

amerykańskie jest zbyt mało rygorystyczne

i postanowił oprzeć się

na prawie holenderskim, najbardziej

rygorystycznym w UE, a nawet

jeszcze je zaostrzyć. Tak nasze

drogi się rozeszły.

Tymczasem czyniłem różne kroki,

które miały przekonać Polaków do

żywności modyfikowanej. Po sukcesie

ziemniaków odpornych na

stonkę w USA zorganizowałem we

współpracy z profesorem Jerzym

J. Lipą z Instytutu Ochrony Roślin

w Poznaniu trzyletnie testy polowe

w Polsce z tymi ziemniakami. Testy

wypadły wspaniale; żadna stonka

nie tknęła naszych ziemniaków,

a te regularnie opryskiwane insektycydem

bywały w międzyczasie

atakowane i uszkadzane. By uniknąć

zarzutu próby wprowadzania

do Polski amerykańskich odmian

ziemniaków przemyciłem do USA

polską odmianę ziemniaka Bzura

i wprowadziłem do niej gen odporności

na stonkę. Załatwiłem też

zgodę na nieodpłatne wprowadzenie

tego genu do innych polskich

odmian ziemniaków. Mogłem to

szybko wykonać w USA, ale stwierdzono,

że w Polsce mamy wystarczająco

wielu dobrych naukowców,

by zrobić to samemu. To prawda,

ale do dziś tego nie zrobiono, a nawet

gdyby chciano, trzeba by uzyskać

zgodę Monsanto na użycie ich

opatentowanych metod i elementów

genetycznych. Zorganizowałem

w Warszawie w Ministerstwie

Rolnictwa konferencję, na której 80

naukowców ze świata dyskutowało

o uprawach roślin transgenicznych

nie znajdując żadnych przeciwwskazań.

Po konferencji odbyłem

rozmowę z ministrem Andrzejem

Lepperem, o możliwości takich

upraw w Polsce.

Ten uczciwie stwierdził, że się na

tym nie zna i pozostawia decyzje

w tych sprawach dyrektorowi Departamentu

Produkcji Roślinnej,

Bożenie Nowickiej. Natychmiast

udałem się do niej, by przedstawić

swoje plany. Ku mojemu zaskoczeniu

wiedziała już z jaką sprawą

przychodzę i stwierdziła, że nie

mamy o czym rozmawiać, bowiem

genetyczne modyfikowanie roślin

jest sprzeczne z jej religią. Nie chciała

zdradzić, co to za religia. Zapewne

nie katolicka, bo już wówczas

nasz papież Jan Paweł II był wielkim

zwolennikiem upraw roślin

genetycznie zmodyfikowanych, co

publikowano w USA, Polsce i pewnie

w wielu innych krajach. Wstąpiła

we mnie nadzieja, gdy ministrem

rolnictwa został młody Jarosław

Kalinowski. Sponsorowałem mu

udział w wielkiej konferencji w St.

Louis na temat bezpieczeństwa roślin

genetycznie modyfikowanych.

Zgodził się przyjechać, wobec tego

wysłałem mu bilet pierwszej klasy

i pojechałem odebrać go z lotniska.

Nie przyleciał i nigdy się z tego nie

wytłumaczył. Moje nadzieje prysły!

Po niepowodzeniach w Polsce

nieoczekiwanie zwrócił się do nas

przedstawiciel rządu włoskiego

z prośbą o pomoc w opanowaniu

epidemii wirusa mozaiki ogórka

(CMV) w ich uprawach pomidorów.

To było coś dla mnie!

Pojechałem do Rzymu na negocjacje

mając zgodę Monsanto by

udzielić pomocy nieodpłatnie, byle

tylko ktoś w Europie legalnie zaczął

uprawiać rośliny transgeniczne.

Włosi zażądali by użyć genów z ich

lokalnych wirusów i przy okazji

przeszkolić pracowników naukowych

z Instytutu Patologii Warzyw

w Rzymie kierowanego przez prof.

Marina Barba (w imieniu rządu

negocjował prof. Qwaqwarelli). Na

to mogłem się zgodzić, ale aby nie

wyglądało to, że to nam bardziej

zależy niż im, zażądałem częściowego

zwrotu kosztów w postaci

symbolicznego miliona dolarów.

Dopracowaliśmy szczegóły i umowę

podpisano, więc błyskawicznie

zrobiliśmy im ich pomidory odporne

na tego wirusa. Włoskie prawodawstwo

wymagało pięcioletnich

doświadczeń polowych na terenie

całych Włoch przed udostępnieniem

nasion rolnikom. Mnie to odpowiadało,

bowiem przez pięć lat

3-5 razy w roku bywałem w Rzymie

nadzorując testy na terenie całych

Włoch, przy okazji udzielając Watykanowi

konsultacji w sprawach

GMO. Tuż przed dostarczeniem

nasion tych pomidorów rolnikom

nowym ministrem rolnictwa

Włoch został członek Partii Zielonych

i wszystko odwołał, ale milion

dolarów zapłacili.

Nasiona zostały zdeponowane

do archiwum na czas nieokreślony.

Tak to nieuczciwi i niedouczeni politycy

działają na szkodę własnego

kraju. O pomoc zwróciły się do nas

też rządy Rosji, Bułgarii i Rumunii

by uodpornić ich główne odmiany

ziemniaków na stonkę. Te programy

również nadzorowałem, zakończyły

się sukcesem, ale nie zostały

wprowadzone w życie wskutek

negatywnej atmosfery wokół GMO

wytworzonej przez Unię Europejską.

Ponieważ uprawy roślin odpornych

na wirusy uznano za mało

opłacalne („tylko” 60 miliardów

dolarów rocznie strat, powodowanych

przez wszystkie wirusy we

wszystkich uprawach), dział wirusologii

w Monsanto uległ likwidacji,

a mnie polecono propagowanie

GMO na świecie poprzez naukę.

W Meksyku zrobiliśmy ich ziemniaki

odporne równocześnie na 3 najważniejsze

wirusy. W Afryce pracowaliśmy

nad słodkim ziemniakiem

i maniokiem odpornymi na wirusy.

Dla pięciu państw Azji zrobiliśmy

papaję odporną na wirusa PRSV,

przy okazji szkoląc ich naukowców.

W trakcie realizacji programów

azjatyckich miał miejsce ciekawy

incydent. W Kuala Lumpur dumny

minister rolnictwa pokazał mi ich

nowo otwarty ośrodek ochrony

społeczeństwa przed GMO. Było

to wspaniale wyposażone laboratorium,

zatrudniające około 40

pracowników, mające na celu poszukiwanie

nielegalnej obecności

GMO w żywności. Pośrodku jednego

z pomieszczeń stała imponująca

piramida od podłogi do sufitu

ułożona z puszek sardynek w oleju.

Zamierzali zbadać czy olej nie pochodzi

z genetycznie zmodyfikowanej

soi. Chcieli w tym oleju szukać

DNA metodą PCR (polimerase

chain reaction). Jednak w oleju nie

ma żadnego DNA, również pochodzącego

z transgenu! Cała praca na

marne! To tak jakby kazać komuś

analizować powierzchniową wodę

morską na obecność złota. Parano-

Dokończenie na str. 12


WRZESIEŃ

12 2021

FINANSE

Unia Kredytowa a Bank – podobieństwa i różnice

Przy rosnących opłatach i niepewnych

przepisach bankowych

wielu konsumentów zwraca się do

unii kredytowych szukając alternatywy.

Decydując się na wybór pomiędzy

bankiem a unia kredytową - spółdzielczą

kasą kredytową, ważne

jest, aby zastanowić się, która

z nich najlepiej odpowiada Twoim

potrzebom finansowym. Chociaż

zarówno banki, jak i spółdzielcze

kasy pożyczkowe działają na podstawie

podobnych przepisów regulowanych

przez federalne agencje

w zakresie pożyczek, kredytów

hipotecznych i bezpieczeństwa,

doświadczenia klientów mogą być

bardzo odmienne.

Większość unii kredytowych

i banków zapewnia podobną

ochronę depozytów, do 250,000

USD w zdeponowanych środkach

ubezpieczonych od ich utraty.

Ubezpieczenie zapewnia NCUSIF

(The National Credit Union Share

Insurance Fund) a w przypadku

banków jest to FDIC (The Federal

Deposit Insurance Corporation).

Kluczowa różnica pomiędzy

bankami a uniami kredytowymi

jest taka, że banki są instytucjami

nastawionymi na zysk w których

właścicielami są akcjonariusze

oraz inwestorzy. Głównym celem

działania banków jest maksymalizacja

zysków i wypłaty dywidend

dla akcjonariuszy. Unie kredytowe

są natomiast organizacjami

non-profit, których właścicielami

są sami członkowie. Dodatkowo

spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe

wypracowane zyski

zwracają swoim członkom na

kilka różnych sposobów, w tym

pobierając mniejsze odsetki od

pożyczek, pobierając niższe opłaty

czy płacąc wyższe oprocentowanie

na kontach oszczędnościowych.

Mogą również wypłacać dywidendy

członkom, jeśli dana unia kredytowa

posiada nadwyżki dochodów.

Otwarcie konta w banku jest

bardzo proste a banki nie mają

specjalnych wymagań dla nowych

klientów. W przypadku unii kredytowych

nie możesz po prostu

dołączyć do dowolnej organizacji

i otworzyć w niej konto - musisz

spełniać pewne kwalifikacje, aby

zostać członkiem unii. Niektóre

kasy kredytowe bardzo restrykcyjnie

określają, kto może się przyłączyć,

podczas gdy banki są otwarte

dla każdego.

W bankach korporacyjnych często

spotkasz się z tzw. zimną lub

zautomatyzowaną obsługą klienta,

która często jest spójna ze względu

na jednolite praktyki szkoleniowe

pracowników. Bezosobowa obsługa

dotyczy również pożyczek

a zwłaszcza ich odmów i bardzo

ogólnikowych wyjaśnień powodów

takich decyzji. Będąc częścią społeczności,

członkowie unii kredytowych

otrzymują bardziej spersonalizowaną

obsługę niż to, co oferują

duże banki. Można to porównać do

obsługi klienta w małych butikach

w przeciwieństwie do sklepu wielkopowierzchniowego.

Unie kredytowe

mogą być bardziej skłonne do

zatwierdzania pożyczek dla swoich

członków, a w ramach swoich usług

zapewniają również niezbędną

edukację finansową, która w obecnych

czasach jest niewątpliwie dużym

atrybutem.

Zarówno banki jak i spółdzielcze

kasy oszczędnościowo-kredytowe

zazwyczaj oferują ten sam poziom

obsługi online poprzez aplikacje

telefoniczne, depozyty czeków

poprzez urządzenia mobile oraz

rozbudowaną sieć bankomatów.

Niektóre unie kredytowe zwracają

opłaty pobierane przez bankomaty

spoza sieci, co pozwala na bezpłatną

wypłatę środków w większej

liczbie miejsc. Unie kredytowe jak

i banki posiadają programy nagród,

które przyznają klientom punkty

lub premie za transakcje dokonywane

za pośrednictwem kart debetowych

i kredytowych.

Oprócz narzędzi online, wiele unii

kredytowych oferuje również seminaria

dotyczące ważnych tematów

finansowych, takie jak zarządzanie

kartami kredytowymi, zapobieganie

kradzieży tożsamości, zakup

domu, planowanie przejścia na

emeryturę lub planowanie zakupu

nieruchomości.

Obydwie instytucje finansowe

zazwyczaj oferują konsumentom

te same produkty i usługi, to jednak

istnieje duża różnica między

uniami kredytowymi a bankami -

a wszystko sprowadza się do tego,

w jaki sposób te dwie instytucje

prowadzą działalność i dlaczego

istnieją. Aby zdecydować, gdzie

utrzymać lub rozpocząć swoje relacje

finansowe, zastanów się, co

jest dla Ciebie ważne. Spółdzielcze

kasy pożyczkowe posiadają potencjał

do zawierania lepszych transakcji

ze względu na brak inwestorów

zewnętrznych z motywami do

zwiększania zysków. To podejście

zorientowane na członków przekłada

się na lepsze oferty pożyczkowe,

bezpłatne rachunki czekowe co

z kolei ma wymierne korzyści dla

Twojej kieszeni.

Podsumowując, wybierając pomiędzy

bankiem a unią kredytową,

zwróć uwagę na opłaty, minimalne

wymagania dotyczące depozytów,

wymagania dotyczące dziennego

salda, odsetki płacone na kontach

oszczędnościowych i pobierane od

pożyczek oraz reputację poszczególnych

instytucji finansowych.

Czytaj dalej...

Kontrowersje wokół GMO Dokończenie ze strony 11

ja zaszła tak daleko, że marnuje się

czas i pieniądze, byle tylko uspokoić

rozhisteryzowanych ludzi, stąd te

napisy „wolne od GMO” nawet na

produktach nie mających szansy na

ich obecność. Pomimo olbrzymich

wysiłków przekonania ludzi do roślin

modyfikowanych, wszystko na

nic! W końcu Monsanto i ten program

zawiesiło, a ja powróciłem

do Polski, by edukować naszych

studentów na poznańskim UAM i tu

propagować nowoczesną biotechnologię.

Jak widać, mało skutecznie.

W ramach mojego obowiązku

propagowania upraw roślin modyfikowanych

na świecie szczególnie

skupiłem się na Polsce. Udzielałem

wywiadów, potem publikowanych.

Organizowałem spotkania dyskusyjne

i konferencje. Nagraliśmy

kilka programów TV, niestety emitowanych

niby dla rolników bardzo

wcześnie rano. W pamięci pozostała

mi polemika na antenie radiowej

z przeciwnikiem upraw GMO, który

przedstawił mi się jako przewodniczący

polskiego oddziału partii zielonych,

nie podając nazwiska. Przez

prawie godzinę przekonywałem go

i słuchaczy do upraw roślin modyfikowanych.

Słuchacze dzwonili

z pytaniami i komentarzami, opowiadając

się po jednej ze stron.

Polemikę wyraźnie wygrałem uzyskując

poparcie 77% słuchaczy. Po

programie siedliśmy do wspólnej

kawy. Pytam, czy go przekonałem.

On cynicznie stwierdził, że nie musiałem

go do niczego przekonywać,

a nas (Monsanto) i tak nie stać na

zmianę jego publicznych wypowiedzi.

Tak działa skorumpowana

partia zielonych!

Pozostała kwestia obaw o bezpieczeństwo

tych upraw. Nad tym

pracowaliśmy najwięcej. To żmudna

praca, dająca niewiele satysfakcji,

ale konieczna. Ja oczywiście

koncentrowałem się nad swoimi

roślinami odpornymi na wirusy.

Brak ich szkodliwości był dla mnie

oczywisty, ale i tak musiałem to

udowadniać.

Wprowadzaliśmy do rośliny zawierającej

zwykle ponad 100 000

niezbyt dobrze scharakteryzowanych

genów jeden znany gen,

konsumowany przez ludzkość od

tysiącleci. Porównywałem nasze

rośliny z tymi samymi, ale porażonymi

wirusem, których konsumpcja

nigdy nie budziła zastrzeżeń.

W naszej odpornej roślinie jemy

jeden gen wirusowy, a w zakażonej

6 -12 w zależności od gatunku wirusa,

łącznie z tym naszym. Konsumując

żywność z zakażonej rośliny

spożywamy mniej więcej milion

razy więcej białka wirusowego niż

w roślinie transgenicznej. Rośliny

zmodyfikowane nie stanowią zagrożenia

dla okolicznych upraw,

a chore są źródłem wirusa dla sąsiednich

roślin. Niezliczone są doświadczenia

polegające na karmieniu

różnych zwierząt paszą z roślin

modyfikowanych lub produktem

ich genów w ilościach miliony

razy przekraczających ich zwykłe

spożycie. Dla zabawy urządzałem

konkursy z dużymi nagrodami, kto

po wyglądzie, smaku czy zapachu

rozróżni roślinę zmodyfikowaną

od zwykłej. Nikomu się nie udało.

Dzieci szkolne lubiły konkursy polegające

na znalezieniu choć jednej

żywej stonki na polu ziemniaków

na nią odpornych lub znalezieniu

choć jednego chwastu na polu soi

lub kukurydzy tolerujących Roundup.

Niemożliwe!

Rośliny genetycznie modyfikowane

uprawia się na świecie masowo

od ponad 25 lat. Nie było dotychczas

ani jednego udokumentowanego

przypadku szkody na zdrowiu

jakiegokolwiek człowieka

czy zwierzęcia spowodowanej ich

spożyciem nie mówiąc już o spowodowaniu

śmierci. Ostatnio bardzo

propaguje się rolnictwo ekologiczne,

tzw. organiczne. Mimo, że

obecnie w krajach rozwiniętych

takie uprawy zajmują znikomy

areał ich szkodliwość jest dobrze

udokumentowana, a jednak nikt

się ich nie boi w przeciwieństwie

do GMO, bo nikt nikogo nimi nie

straszy, a wręcz namawia do konsumpcji

z chęci zysku. W USA od

ponad 50 lat prowadzi się statystyki

zgonów spowodowanych

spożyciem żywności ekologicznej.

Umiera tam rocznie średnio 250

osób zatrutych bakteriami E. Coli

157, głównie po spożyciu sałaty lub

surowego szpinaku. Głośne były

ostatnio zatrucia ekologicznymi

kiełkami w Niemczech - pomimo

tuszowania tego faktu przez Zielonych.

A jednak jakiś biurokrata

w Unii Europejskiej domaga się by

państwa członkowskie Unii zwiększyły

areał upraw ekologicznych

do 25%. Skąd weźmie ręce do pracy?

Czy wystarczy nam wówczas

żywności? Co z kosztami? Nie obchodzą

go chorzy i zmarli? Nie, bo

tak sobie wymyślił i będzie dzielnie

walczył z bezpiecznymi uprawami

GMO. Ale dziwnie przymyka oko na

masowe sprowadzanie do Europy

transgenicznej soi czy kukurydzy,

bo tego potrzebujemy i jest tanie.

Dlaczego w krajach rozwijających

się nie uprawia się masowo zbóż

wzbogaconych w prowitaminę

A (technologia opracowana ponad

20 lat temu) by zapobiec ślepocie

dzieci? Bo żaden pazerny koncern

by na tym nie zarobił, za to rozpowszechniła

się „reklama” produktów

spożywczych jako „wolnych od

GMO”. Takiego produktu właśnie

nie kupię!

Tak więc straszenie ludzi GMO

i zabranianie w wielu krajach takich

upraw nie ma żadnego uzasadnienia

poza ochroną interesów

europejskich koncernów chemicznych.

Na ten temat mógłbym mówić

bez końca, tylko po co, kiedy

tego i tak nikt nie słucha!

Wojciech Kaniewski

„Dziecko” II-giej Wojny Światowej, Poznaniak. Profesor Doktor

Habilitowany. Zawodowo odsyłam do artykułu. Najprzyjemniej

wspominam narciarskie zjazdy w Colorado, w Copper

Mountain, A-Basin, Steamboat Springs, Vail, Loveland itd.

„Zakręcony” brydżysta, podróżnik, a na dobre wędzone

szproty polecam wyjazd na plażę w Nazare w Portugalii, taka

portugalska Villa Tatra. Na zawodową pogawędkę o wirusach

i nie tylko zapraszam do Poznania gdzie najlepiej spędza się

emerytalne lata.


PORADY PSYCHOLOGICZNE

WRZESIEŃ

2021

13

Kilka słów o wypaleniu zawodowym

Adriana Czyż, psycholog

W dzisiejszych czasach zespół

wypalenia zawodowego osiąga

niemalże rozmiary epidemii. Ludzie

coraz częściej są wyczerpani

nie tylko fizycznie, ale przede

wszystkim duchowo i emocjonalnie.

Wymagania nowoczesnej

codzienności osłabiają nasz entuzjazm

i energię. Miejsca pracy to

zwykle zimne i wymagające środowisko.

Koncentracja na wynikach,

rywalizacja, strach o utratę

zatrudnienia powoduje, że ludzie

stają się cyniczni i zdystansowani.

Zaangażowanie i oddanie pracy

staje się wartością unikatową.

W takich warunkach trudno o poczucie

satysfakcji z wykonanego

zadania czy radość związaną

z osiągnięciem sukcesu.

Wypalenie zawodowe to negatywna

konsekwencja nakładania

się określonych czynników występujących

jednocześnie u pracownika

oraz po stronie pracodawcy

(np. presja czasowa), które

tworzą specyficzny „mechanizm”

wpływający na rozwój wypalenia

zawodowego.

Syndrom ten występuje u osób

pracujących w zawodach wymagających

nieustannego, zaangażowanego

kontaktu z drugim człowiekiem,

gdzie koszty tak bliskiej

interakcji prowadzą do obniżenia

satysfakcji zawodowej. To również

stan frustracji i wyczerpania

dotykający osoby zawodowo zajmujące

się pomaganiem innym,

które angażują w swoją pracę

duże zasoby własnej energii fizycznej

i psychicznej. Efektem

tego stanu jest częściowa lub całkowita

utrata motywacji do wykonywania

pracy.

Reasumując, wypalenie zawodowe

to stan zmęczenia i wyczerpania

emocjonalnego. Stan

ten jest końcowym efektem sukcesywnej

utraty złudzeń. Rozczarowanie

jest spowodowane

niepowodzeniem w realizacji pożądanego

celu, długotrwałym zaangażowaniem

w sytuacje emocjonalnie

obciążające bądź jest

konsekwencją po prostu „pracy

z ludźmi”.

Stopień wypalenia jest tym

większy im wyższy jest stopień

motywacji u danej osoby, im

większe jest oddanie sprawie

i zaangażowanie osobiste oraz

im większy jest brak dopasowania

między charakterem

jednostki a rodzajem wykonywanej

pracy.

Zespół wypalenia zawodowego

świadczy o rozbieżności pomiędzy

tym kim człowiek jest a tym

co musi robić. To rozpad wartości,

załamanie człowieczego ducha

i jego woli oraz utrata godności.

Ten przewlekły stan rozprzestrzenia

się powoli, stopniowo

prowadząc do destrukcji ludzkiej

duszy. Ta destrukcja ma trzy

wymiary: wyczerpanie, cynizm

i depersonalizację, oraz brak skuteczności.

Zespół wypalenia zawodowego

jest konsekwencja długotrwałego

procesu, który przebiega zwykle

według uogólnionego schematu

trzech etapów. Pod wpływem

stresującej pracy jako pierwsze

pojawia się wyczerpanie emocjonalne.

Próbą obrony przed

konsekwencjami wyczerpania

jest tworzenie przez człowieka

mechanizmów obronnych prowadzących

do depersonalizacji

czyli bezdusznego, negatywnego

traktowania ludzi, którzy

są odbiorcami jego działania.

Jednakże, w związku z charakterem

pracy, która wymaga zaangażowania

w pracę z drugim

człowiekiem, a jednocześnie na

skutek depersonalizacji i reakcji

odbiorcy usług, w ostatnim stadium

obniżone zostaje poczucie

własnych kompetencji i osiągnięć

zawodowych. Pojawia się uczucie

nieprzerwanego braku satysfakcji

zawodowej.

Przyczyny tworzenia się i rozwoju

zespołu wypalenia zawodowego

najprościej podzielić na

dwie podstawowe grupy. Z jednej

strony są to czynniki indywidualne,

uwarunkowane osobowościowo

np. niskie poczucie własnej

wartości, niepewność i chwiejność

tożsamości, nadwrażliwość

i znaczna reaktywność, brak tolerancji,

mała autonomia, zależność,

perfekcjonizm, zewnętrznie

ulokowane poczucie kontroli,

unikowe mechanizmy obronne,

postawa obronna, brak umiejętności

radzenia sobie oraz te uwarunkowane

umiejętnościami jednostki

np. niedostateczne kompetencje

zawodowe, małe poczucie

skuteczności własnych działań,

mistycyzm i idealizm zawodowy,

niedostateczne kompetencje interpersonalne.

Z drugiej wszystkie

te czynniki wynikające z niewłaściwego

funkcjonowania organizacji

samej w sobie np. przeciążenie

pracowników pracą, niejednoznaczność

obowiązków, brak

sprawiedliwości systemu, trudne

środowisko pracy, pośpiech, duża

kontrola i brak pomocy w wykonywaniu

powierzonych zadań,

niewłaściwa rekompensata

w porównaniu do nakładu pracy,

doświadczenie marginalizowania

w pracy, brak możliwości rozwoju

zawodowego, konflikt ról zawodowych

i społecznych, sprzeczność

wartości oraz czynniki interpersonalne

tj. niewłaściwe

kontakty z przełożonymi i współpracownikami,

konflikty, urazy

i pretensje, rywalizacja, brak zaufania,

zaburzona komunikacja

oraz agresja słowna, mobbing,

zła atmosfera pracy. Pracownicy

długotrwale narażeni na oddziaływanie

w/w determinantów

tracą zaangażowanie oraz nie

dostrzegają sensu w podejmowanych

działaniach. Cechą charakterystyczną

w ich zachowaniu

jest jednoczesne występowanie

uczucia wszechmocy oraz zupełnej

niekompetencji.

Objawy wypalenia zawodowego

można podzielić na cztery

grupy:

Symptomy fizyczne: nieustanne

zmęczenie, unikanie aktywności

ruchowej, problemy ze snem,

wahania wagi i brak apetytu, bóle

głowy, nadciśnienie, napięcia

mięśniowe, problemy gastrologiczne,

spadek potrzeb seksualnych,

nadużywanie różnego

rodzaju używek np. alkoholu, leków,

tytoniu, częste choroby bez

wyraźnych przyczyn;

Symptomy emocjonalne

i behawioralne: problemy ze

zrelaksowaniem się, niedające

się opanować uczucie znużenia,

obniżony nastrój, drażliwość

w stosunku do innych osób, negatywizm

w postawie i myślach,

poczucie osamotnienia i wyobcowania,

stany lękowe, uczucie

pustki i bezcelowości, wyuczona

bezradność i depresja;

Symptomy rodzinne i społeczne:

brak zainteresowania

bądź złość wobec członków rodziny,

niewywiązywanie się z domowych

obowiązków, unikanie

wspólnego wypoczynku, unikanie

pobytu w domu, nadmierne

przesiadywanie przed telewizorem

bądź komputerem jako forma

ucieczki od problemów;

Symptomy związane z pracą:

brak zapału, uciążliwe uczucie

braku czasu, niechętne wychodzenie

do pracy, poczucie braku

wystarczających kompetencji, rosnące

niezadowolenie z wykonywanej

pracy, pielęgnowanie w sobie

złości i żalu wobec otoczenia,

trudności w wyrażaniu własnego

zdania, dokonywaniu ocen, podejmowaniu

decyzji, niechęć do

nowych wyzwań, obowiązków,

obniżenie potrzeby identyfikacji

z zespołem współpracowników.

Znajomość i umiejętność

uchwycenia pierwszych symptomów,

które są następstwem

pogłębiającego się stanu zmęczenia

fizycznego, emocjonalnego

i psychicznego wyczerpania

pozwala odpowiednio

wcześnie reagować na sygnały

ostrzegawcze czy rozpoznać

ewentualne stadium syndromu.

Fenglar wyróżnił dziesięć

następujących po sobie etapów

wypalenia zawodowego: 1.

grzeczność i idealizm, 2. przepracowanie,

3. coraz rzadsza

grzeczność, 4. poczucie winy, 5.

coraz mniejszy wysiłek wkładany

w uprzejmość, solidność i odpowiedzialność,

6. brak sukcesów,

7. bezradność, 8. utrata nadziei,

9. wyczerpanie, apatia, złość,

awersja w stosunku do klientów,

10. właściwe wypalenie objawiające

się oskarżaniem siebie, cynizmem,

sarkazmem, ucieczką, nieusprawiedliwioną

nieobecnością,

reakcjami psychosomatycznymi,

pochopnymi decyzjami, rezygnacją

z pracy, a nawet samobójstwem.

Osoba z syndromem wypalenia

zawodowego doświadcza nie tylko

wyniszczenia cielesnego, ale

również emocjonalnego i intelektualnego

wyczerpania. Stan ten

wpływa zarówno na płaszczyznę

życia zawodowego jak i na jakość

czasu wolnego od pracy. Skutki

wypalenia zawodowego dotykają

zatem nie tylko środowiska pracy

jednostki, ale również jej życia

rodzinnego i społecznego. Koszty

wypalenia zawodowego ponoszą

i pracownicy, i organizacja.

Z perspektywy jednostki rezultatem

spirali wypalenia jest coraz

gorsza umiejętność radzenia

sobie ze stresem. Wypalający się

pracownicy wycofują się z obowiązków

zawodowych, nie kończą

powierzonych zadań, poświęcają

pracy mniej czasu i energii,

coraz częściej są nieobecni, ale

przede wszystkim wykonują tylko

to co jest absolutnie niezbędne.

Oprócz tego, że robią mniej,

pracują też gorzej. Chroniczne

zmęczenie, drażliwość i chłód

emocjonalny wpływają również

na relacje rodzinne i towarzyskie,

czego efektem jest coraz mniejsza

ilość wsparcia społecznego.

Oczywiste jest, że wypalenie

zawodowe pracowników kosztuje

organizację pieniądze. Pracownik

dotknięty syndromem

wypalenia zawodowego, jeśli

nawet nie zrezygnuje z pracy jest

tak mało efektywny i wydajny, że

jakość wykonywanych przez niego

obowiązków jest drastycznie

niska. Spiralę nakręca dodatkowo

negatywna ocena wykonywanych

czynności zmniejszając zadowolenie

i poczucie satysfakcji.

Taka postawa pracownika

wpływa dezintegrująco, a nawet

demoralizująco na cały zespół

współpracowników. Kiedy wypalenie

staje się już poważnym

problemem organizacji, a sytuacja

wymyka się spod kontroli,

niezbędna jest interwencja kryzysowa.

Aby zmniejszyć niedopasowanie

pomiędzy pracownikiem

a wykonywaną przez niego pracą

należy zadanie potraktować

całościowo i skoncentrować się

zarówno na osobie jaki i miejscu

pracy.

Wśród metod leczenia wypalenia

zawodowego wymienia

się najczęściej:

Wzmocnienie kompetencji

indywidualnych poprzez uczestnictwo

w różnego rodzaju warsztatach

(relaksacji, zarządzania

czasem, radzenia sobie ze stresem,

asertywności, umiejętności

interpersonalnych i pracy w zespole,

profilaktyki i leczenia wypalenia

zawodowego), podwyższenie

kompetencji zawodowych,

coaching indywidualny, men-

Dokończenie na str. 20

Adriana Czyż

Psycholog o specjalności psychoprofilaktyka i pomoc

psychologiczna. Prowadzi prywatny gabinet oraz pracuje

w pieczy zastępczej, gdzie zajmuje się diagnozą i wsparciem

psychologicznym dzieci umieszczonych w rodzinach zastępczych.

Prywatnie żona i mama dwójki dzieci. Nieustannie myli

kierunki i tak już prawdopodobnie zostanie. Hobby: kino noir,

kino europejskie i podróże, jeżeli tylko jest możliwość.


14 WRZESIEŃ

2021

ZDROWIE

Apteka w kuchni

Marian M. Różyc

Drodzy Rodacy, nazywam się Marian M. Różyc. Jestem badaczem

medycyny niekonwencjonalnej, dyplomowanym ekspertem żywieniowym

(The American Association of Nutritional Consultants), dyplomowanym

ekspertem medycyny alternatywnej i suplementacji.

Od pięćdziesięciu lat zajmuję się badaniem wpływu żywności na

stan zdrowia człowieka. Hipokrates, ojciec Medycyny Niekonwencjonalnej,

powiedział: "Twoje pożywienie powinno być lekarstwem

a twoje lekarstwo powinno być pożywieniem." Pomogłem wielu ludziom

wyleczyć się z chorób chronicznych uznanych w medycynie

konwencjonalnej za nieuleczalne (nadciśnienie tętnicze, cukrzyca,

dna moczanowa, a sam wyleczyłem się z raka skóry). Jestem również

autorem książek: „Rak to nie wyrok" i „Apteka w kuchni".

W obecnym oraz kolejnych wydaniach Głosu Polonii w USA, zabiorę

Państwa w podróż promującą zdrowie poprzez odpowiednie żywienie

cytując fragmenty mojej książki “Apteka w Kuchni” gdzie opisuję, jak

wyleczyć trzydzieści dwie chroniczne choroby uznane w medycynie

akademickiej za nieuleczalne. Metody jakie opisuje w mojej książce

pochodzą z badań najlepszych biochemików-dietetyków. Zapraszam

do czytania i życzę przyjemnej lektury.

Rozdział 2

Dieta promująca zdrowie

Stosuj dietę opartą przede

wszystkim na żywności roślinnej!

Udowodniono, że pewne nawyki

dietetyczne mogą zapobiegać różnym

schorzeniom. W dodatku badania

wykazują, że niektóre diety

i żywność mają lecznicze właściwości.

Celem tego rozdziału jest

przedstawić rosnącą popularność

leczenia żywieniem, które opiera

się na zdrowej diecie. Dziesięć

podstawowych zasad stosuje się

na całym świecie. Nasz przewód

żołądkowo-jelitowy jest zdolny do

trawienia zarówno zwierzęcej, jak

i roślinnej żywności. Nasze zęby

w większości są przystosowane

do gryzienia i rozrywania żywności

roślinnej. Tylko cztery kły są

przystosowane do gryzienia mięsa.

W dodatku długi przewód jelitowy

jest przystosowany do trawienia

żywności roślinnej. W przypadku

innych ssaków, np. goryli, jeden

procent zjadanych przez nich kalorii

pochodzi z mięsa innych zwierząt,

a reszta z żywności roślinnej.

Doświadczenia dwóch lekarzy

Na olbrzymim pancerniku angielskim

podczas drugiej wojny światowej

lekarz Piotr Cleave (ur. w 1907

r.) miał wiele kłopotów ze zdrowiem

marynarzy. Ciągle dokuczały

im zaparcia - zresztą zawodowa

dolegliwość ludzi morza. Dr Cleave,

przechadzając się po statku, rozmyślał

nad zmianami, jakie zaszły

w sposobie odżywiania się ludzi. Jakieś

200 tysięcy lat temu człowiek

zaczął jeść żywność gotowana, aż

w końcu się do niej przyzwyczaił.

Nie więcej niż 100 lat temu postęp

techniczny pozwolił na coraz to

dokładniejsze oczyszczanie produktów

spożywczych, a szczególnie

mąki i cukru. Zastąpienie kamieni

młyńskich przez metalowe,

powierzchniowe, spowodowało

ogromne przyspieszenie wyrobu

mąki oraz wypieku pieczywa.

Produkt, który nasi przodkowie

nazywali chlebem, zmienił się zupełnie.

Przede wszystkim w skutek

tych udoskonaleń usunięto

z mąki otręby. Podobnie stało się

z cukrem, a także z solą. Nasza dzisiejsza

sól to niemal czysty NaCL

(chlorek sodu), podczas gdy w soli

kopalnianej i morskiej znajdują się

makro i mikro elementy. Zastanawiające

jest na przykład, dlaczego

stosunkowo najzdrowsi ludzie żyją

w Japonii, Wenezueli i Hiszpanii.

Może właśnie dlatego, że w tych

krajach nie używa się innej soli jak

tylko morskiej?

Sól przywieziona z Hiszpanii i badana

w Krakowie zawierała wiele

cennych mikroelementów, m.in.

selenu. Wyniki badań przesłano

hiszpańskim lekarzom, dla których

były one wielką niespodzianką. Po

prostu składem soli nikt się tam

nie interesował. Podobnie nikogo

nie interesował dawniej fakt, że

produkty spożywcze pozbawia się

błonnika. Sądzono, że skoro nie dostarcza

on żadnych istotnych dla organizmu

składników ani kalorii, ani

wartości odżywczych, uznano go

za bezużyteczny, zgodnie z wiedzą

XIX wieku. Piotr Cleave doszedł do

wniosku, że człowiek jeszcze się nie

przystosował do tak oczyszczonego

pożywienia i że jeszcze wciąż potrzebuje

tego „zbędnego balastu".

Gdy go brakuje, cierpi na rozmaite

dolegliwości, np. owrzodzenia

przewodu pokarmowego, choroby

uzębienia, otyłość a w dłuższej perspektywie

nawet na nowotwory.

Dr Piotr Cleave pisał na ten temat

w wielu książkach i artykułach,

które przeszły niezauważone. Powoływał

się zresztą na Hipokratesa,

który już 400 lat przed naszą erą

polecał otręby jako środek rozwalniający.

W 1917 roku w Danii piekarze

musieli złożyć zobowiązanie,

że będą wypiekali chleb z mąki pochodzącej

z pełnego przemiału, aby

wykorzystać do maksimum ziarno

zbóż, co w rezultacie obniżyło

śmiertelność w tym kraju o 17%.

Możliwe, że wszystkie te rewelacje

dr. Cleave'a jeszcze długo leżałyby

w zapomnieniu, gdyby nie dr Denis

Burkitt.

Dr Burkitt wysłany pod koniec

wojny przez władze wojskowe do

Afryki, tak sobie ją upodobał, że

pracował jako lekarz w Ugandzie

przez jeszcze wiele lat. Spotkał

się tam z nieuleczalną białaczkopodobną,

nowotworową chorobą

dzieci, która objawiała się guzami

występującymi w szczękach, nerkach

i brzuchu. Poświęcił wiele

lat badaniu tej choroby, aż odkrył,

że jest to nowotwór układu limforetikularnego,

nazywany odtąd

chłoniakiem Burkitta. Ta choroba,

pospolita w Ugandzie, była prawie

nieznana w Afryce Południowej,

czyli 3 tysiące kilometrów dalej.

Aby stworzyć mapę jej występowania,

dr Burkitt przejechał samochodem

mieszkalnym około 15 tysięcy

kilometrów po Afryce. Dzięki

temu mógł odkryć, że chłoniak

występuje tylko tam, gdzie temperatura

nie spada nigdy poniżej

15°C, a opady nie przekraczają 75

milimetrów na rok. Doszedł więc

do wniosku, że wirusa powodującego

tego raka przenosi najprawdopodobniej

jakiś owad, który żyje

tylko w tej temperaturze i przy tych

opadach. Za swoją pracę dr Burkitt

uzyskał najwyższą nagrodę,

jaką przyznają Stany Zjednoczone

w dziedzinie medycyny. Nie poprzestał

on zresztą na badaniach,

zalecił również środek chemiczny,

który pozwala zmniejszyć nasilenie

tej choroby.

W każdym razie wszystko to

wraz z głośną nagrodą przyczyniło

się do sławy dr Burkitta w przeciwieństwie

do zupełnej ciszy wokół

odkryć dra Cleave'a. W 1966

roku dr Burkitt wrócił do Anglii

i tam - zupełnie przypadkowo -

u wspólnych przyjaciół poznał dr.

Cleave'a. Ten przedstawił mu swoje

filozoficzno-praktyczne dociekania

i zaczęli wspólnie zastanawiać się,

dlaczego ludność afrykańską nie

dotykają te dolegliwości i choroby,

które trapią ludność krajów uprzemysłowionych.

Będąc w Afryce, dr

Burkitt stworzył, głównie wśród

lekarzy misjonarzy, niejako sieć

współpracowników-korespondentów,

którzy mu nadsyłali wyniki

obserwacji jeszcze przy badaniach

nad chłoniakiem. Dr Cleave i dr

Burkitt wykorzystali ponownie

te kontakty. Ankiety tak

skonstruowano, aby

uzyskać odpowiedzi na

pytania nurtujące dr.

Cleave'a. Czy rzeczywiście

odżywianie ma taki

wpływ na nasze zdrowie,

jak się przypuszcza? Czy

w Afryce równie częste

są: zapalenie wyrostka

robaczkowego, uchyłki

jelit, wrzody żołądka,

polipy, hemoroidy itd?

Burkitt zebrał także dodatkowe

informacje, nie

tylko ze swoich podróży,

ale też z różnych szpitali w Indiach

i Stanach Zjednoczonych. Po pięciu

latach mieli dane z dwustu szpitali

z dwudziestu krajów. Wniosek był

jasny: wszystkie choroby naszych

czasów były niezwykle rzadkie

wśród ludności krajów nieuprzemysłowionych

i zachowujących

jeszcze tradycyjne zwyczaje żywieniowe.

Na przykład w przeciągu

13 lat wystąpiły tylko trzy

przypadki guzów jelitowych na

2500 łóżek w znajdującym się na

południu Afryki szpitalu. W rejonach

wiejskich Afryki wschodniej

rak odbytu stanowił 1,1% wszystkich

przypadków raka, podczas gdy

w Europie zachodniej prawie 15%.

Uczhyłkowatość jelit, która dokucza

co piątemu obywatelowi Stanów

Zjednoczonych po czterdziestce,

jest prawie nieznana w Afryce.

Operacje wyrostka robaczkowego

zdarzały się co najmniej trzy razy

w rok w 25 szpitalach afrykańskich.

Kiedy zapytano o to czterech chirurgów

z tych szpitali powiedzieli,

że nie operowali wyrostka w ciągu

30, 28, 18, 17 la pracy. Co ciekawe,

przejęcie europejskich zwyczajów

żywieniowych przez tamtejszych

mieszkańców od razu zwiększyło

liczbę wypadków „zapalenia ślepej

kiszki". W Ugandzie od roku 1952

do 1969 liczba wypadków zapalenia

wyrostka zwiększyła się 20 razy

(dane ze szpitala Mulego w Kampali).

W jednym ze szpitali w Ghanie

z 10 wypadków na rok w latach

czterdziestych XX wieku doszło

do 145 w 1965 r. Wśród ludności

murzyńskiej w Nowym Orleanie

(Stany Zjednoczone) przypadki

zapalenia wyrostka były w 1930 r.

4 razy rzadsze niż u ludności białej,

ale w 1950 r. były już tylko 2 razy

rzadsze. Przed wojną Japończycy

prawie nie cierpieli na zaburzenia

spowodowane przez bakterię Coli.

Jednak, gdy przejęli nieco amerykańskich

zwyczajów żywieniowych,

zaczęli chorować. Ci z nich,

którzy wyemigrowali na Hawaje

i do Kaliforni, potrzebują jednej generacji,

aby zapadać na wszystkie

dolegliwości i choroby tych, wśród

których mieszkają. Co się dzieje

w przewodzie pokarmowym, kiedy

się zmienia odżywianie?

Dr Burkitt odkrył to dzięki doktorowi

Aleksandrowi Walkerowi, który

jest biochemikiem i pracował na

południu Afryki. Walker prowadził

doświadczenia nad przyswajaniem

wapnia przez organizm, badając

wolontariuszy w więzieniu. Zauważył,

że czarni oddają stolec co najmniej

dwa razy dziennie i że stolec

jest przeciętnie 3 razy obfitszy niż

u białych. Gdy podał badanym koloryzujące

pigułki, mógł dostrzec,

że czarni więźniowie wydalali je

po 9 godzinach, podczas gdy biali

więźniowie potrzebowali na to 27

godzin! Czarni otrzymywali swoje

tradycyjne jedzenie bogate w celulozę.

Biali jedli swój biały chleb

i żywność niemal pozbawioną

błonnika. Wśród czarnych operacje

wyrostka należały do niesłychanej

rzadkości. Wśród białych były częste.

Podobnie z zaparciami, czarni

nie znali ich wcale. Burkitt postanowił

całą sprawę zbadać, tym razem

wybrał pensje dla angielskich

panienek w wieku od 1l do 19 lat.

Wolontariuszki dostawały po 14

g otrąb oraz pieczywa z pełnego

przemiału dziennie zamiast tradycyjnego

białego. Po dwudziestu

dniach takiej diety czas wydalania

skrócił się o 29%, a jego skutek

powiększył się o 21%. Badania pokazały,

że Afrykanie jadają ok. 27

g błonnika dziennie, z tego około

15,5 g pochodzi z ziarna zbóż, 6 g

z warzyw i ziemniaków, a 5, 5 g ze

świeżych owoców. W zachodniej

Europie nie dostarcza się organizmowi

więcej niż około 6,4 g błonnika

dziennie. Dlatego Afrykanie

nie mają trudności z wypróżnianiem.

Europejczycy - przeciwnie -

mają trudności z pełnym opróżnianiem

jelit, aż wreszcie dochodzi do

zapalenia wyrostka, hemoroidów,

a nieraz kończy się nowotworem.

Wnioski, do których doszedł dr

Cleave, przechadzając się po pancerniku

„Król Jerzy V", znalazły

potwierdzenie. Ale dlaczego trzeba

było na to oczywiste odkrycie

aż tak długo czekać? Dr Burkitt to

klasyczny przykład nowoczesnego

lekarza, który potrafi wyjść poza

granice swojej specjalizacji dla

osiągnięcia celu, jakim jest zdrowie

społeczności. To właśnie on

dał nam odpowiedź na to pytanie:

wyobraźcie sobie odkręcony kurek,

z którego cieknie woda do basenu

czy wanny. Woda się przelewa

i ścieka na ziemię. Energiczni, pełni

poświęcenia pracownicy wycierają

i zbierają wodę. Żadnemu nie

przyjdzie na myśl, żeby zakręcić

kurek. Ta cieknąca woda to choroby,

którymi zapełniają się szpitale.

Ludzie, którzy usuwają wodę, to

lekarze chirurdzy operujący wyrostki,

żylaki, hemoroidy itd. Nic

nie robią, żeby zakręcić kurek. Dla-

Dokończenie na str. 15


WRZESIEŃ

ZDROWIE 2021 15

Jak ubiegać się o Medicare

Oliwier Wasilewski

Gdyby ktoś mnie zapytał, z jakim

pytaniem dotyczącym Medicare

najczęściej zwracają się do

mnie klienci, odpowiedziałbym

tak: Panie Oliwierze za parę miesięcy

mój mąż kończy 65 lat (lub

przechodzi na emeryturę), co

trzeba teraz zrobić? Sposób wystąpienia

o świadczenia Medicare

będzie się różnić w zależności

od naszej indywidualnej sytuacji.

Na potrzeby artykułu rozważmy

więc trzy najczęściej występujące

przypadki:

Przypadek 1. Gdy w perspektywie

najbliższych trzech miesięcy

ukończymy 65 lat. Celowo

piszę tu o trzech miesiącach, gdyż

wystąpić o Medicare możemy

najwcześniej na trzy miesiące

przed miesiącem urodzin. W takim

przypadku, nasze pierwsze

kroki kierujemy do biura Social

Security. W obecnych czasach niedosłownie,

gdyż niektóre biura są

nadal zamknięte i obsługują interesantów

telefonicznie lub przez

internet. Na stronie biura Social

Security znajduje się wyszukiwarka

przypisanych do naszego

kodu pocztowego (zip code) oddziałów

(https://www.ssa.gov/

locator) - warto sprawdzić przed

planowaną wizytą. Po wpisaniu

naszego kodu pocztowego uzyskamy

informacje o konkretnym

oddziale: adres, fax i numer telefonu.

Dzwonimy pod wskazany

numer i po zgłoszeniu się urzędnika

(możemy się zapytać, czy

mówi po polsku) informujemy

go, że chcemy przystąpić do Medicare

części A i B. Po sprowadzeniu

naszej tożsamość (numeru

Social Security, miejsca urodzin

i nazwiska panieńskiego matki),

zostanie nam wyznaczony termin

rozmowy (interview), czyli

na telefoniczne przyjęcie aplikacji.

Zachęcam, by nie zostawiać

spraw związanych z Medicare

na ostatnią chwilę, gdyż obecnie

okres oczekiwania na tę rozmowę

może wydłużyć się nawet do

kilka tygodni. Możemy też być poproszeni

o dosłanie oryginałów

wymaganych dokumentów. Najczęściej

są to amerykański paszport,

ewentualnie certyfikat naturalizacji,

a od rezydentów zielona

karta i akt urodzenia (może być

po polsku). Zalecam wysłanie

dokumentów pocztą korzystając

z opcji Registered Mail, gdyż takowa

daje możliwość śledzenia

przesyłki. W przeciągu kilku dni

po odbyciu rozmowy z urzędnikiem

Social Security, zostanie

nam przypisany numer Medicare,

czyli tzw. MBI numer, który zostanie

zarejestrowany w systemie

Medicare, a w perspektywie kilku

tygodni zostanie nam wysłana

pocztą karta identyfikacyjna, czyli

tzw. Medicare card.

Przypadek 2. Gdy mamy już

więcej niż 65 lat i tracimy ubezpieczenie

z pracy. W takim przypadku

procedura postępowania

będzie uzależniona od tego czy

posiadamy już wcześniej wydany

numer Medicare. Dzieje się tak

najczęściej, kiedy osoba przy występowaniu

o amerykańską emeryturę

zdecydowała się jednocześnie

wypełnić aplikację o Medicare

część A, ale z tytułu posiadanego

ubezpieczenia z pracy nie

aktywowała części B. Osoby takie

posiadają najczęściej wydaną już

kartę Medicare z wpisaną na niej

częścią A. W takim przypadku nie

musimy osobiście kontaktować

się z biurem Social Security, gdyż

wystarczy, że wyślemy faxem lub

drogą pocztową aplikację o cześć

B, która oznaczona jest symbolem

CMS-40B oraz formularz potwierdzający

posiadanie ubezpieczenia

z zakładu pracy, oznaczony

symbolem CMS-L564. Obydwa

dokumenty w postaci PDF są do

pobrania w internecie po wpisaniu

ich oznaczeń w np. wyszukiwarkę

Google. Aplikację CMS-40B

wypełniamy sami pamiętając, że

w punkcie 12. wpisujemy miesiąc,

od którego chcemy aktywować

część B, np. 10/1/2021,

natomiast formularz CMS-L564

wypełnia nasz pracodawca. Po

przygotowaniu aplikacji, biuro

Social Security wyśle nam listownie

potwierdzenie jej aktywacji,

a w następnej kolejności otrzymamy

uaktualnioną o cześć B,

nową kartę Medicare. Osoby,

które nie posiadają wydanego numeru

Medicare i aktywnej części

A, muszą postępować tak jak to

opisałem w Przypadku 1.

Przypadek 3. Osoby, które

zaczęły pobierać amerykańską

emeryturę przed 65 rokiem życia.

W takim przypadku Medicare

część A i B jest wydawane automatycznie,

a karta Medicare jest

najczęściej przesyłana do nas na

kilka miesięcy (3-4) przed miesiącem

urodzin. Osoby, które chcą

„zawiesić” część B mogą to uczynić

robiąc tzw. Opt out.

Pamiętajmy jednak, że Medicare

nie pokrywa wszystkich kosztów

leczenia szpitalnego i ambulatoryjnego,

nie jest też planem

dającym zniżki na leki. Na rynku

ubezpieczeń Medicare istnieje

szeroka gama planów uzupełniających

luki w pokryciu Medicare.

Więcej informacji na temat

Medicare znajdziecie Państwo

na mojej stronie www.UbezpieczeniaMedicare.com

gdzie

szczegółowo opisuję następujące

zagadnienia::

- Coroczny okresu zapisów do

planów Medicare

- Medicare w czasie Pandemii

Covid-19

- Przystępujemy do Medicare

- Wybór ubezpieczenia Medicare

- Suplementarne ubezpieczenia

do Medicare

- Plany Medicare Advantage

- Medicare a plant na leki

- Medicare a wyjazd do Polski

- Medicare a Cobra

- Kary w ubezpieczeniu Medicare

- Program “Extra Help” w Medicare

W celu dobrania odpowiedniego

planu zapraszam Państwa

do odbycia ze mną bezpłatnej

konsultacji. Proszę

dzwonić pod numer 773-620-

5258.

Oliwier Wasilewski

Absolwent Politechniki Lubelskiej i Loyola University w Chicago (MBA). Zagadnieniami

ubezpieczeń Medicare zajmuje się już ponad dwanaście lat. Pracował dla UnitedHealthcare

(oddział Medicare Solutions), jako manager niezależnych agentów ubezpieczeniowych

i dyrektor rynków etnicznych na stan IL. Był odpowiedzialny za stworzenie kompleksowej

strategii wprowadzenia produktów ubezpieczeń Medicare tej firmy na rynek polonijny.

Asystował w przygotowaniu i tłumaczeniach materiałów edukacyjnych, sprzedażowych

i marketingowych. Obecnie właściciel agencji ubezpieczeniowej Health Insurance Center

i agent ubezpieczeniowy na stany IL, WI, FL, CO, AZ i CT. Telefon kontaktowy 773-620-5258.

Czytaj dalej...

Apteka w kuchni Dokończenie ze strony 14

czego? Bo za zakręcenie kurka płaci się cztery

razy mniej niż za wytarcie podłogi. A przemysł

bardzo dużo zainwestował w produkcję

ścierek i szczotek, czyli w leki, instrumenty

chirurgiczne, stoły operacyjne, szpitale itp.,

że gdyby zakręcić kurek, zbyt wiele ludzi nie

znalazłoby dla siebie pracy".

Tak złośliwy obrazek nie przysparzał mu

przyjaciół, ale się upamiętnił. Może dlatego

świat bardziej przejął się tym, co mówił dr

Burkitt niż stwierdzeniami doktora Cleavel'a.

Następni badacze wyjaśnili mechanizmy, jakie

działają w naszych jelitach. Według jednej

z hipotez, by zapewnić tranzyt przez jelita,

potrzebne jest ok. 10 mm słupa rtęci, ale

przy braku i niedoborze błonnika to ciśnienie

wzrasta nieraz do 90 mm, czyli musi być

nienormalnie duże, co przynosi niekorzystne

skutki dla organizmu. Inna hipoteza zakłada,

że wszystkiemu jest winna flora bakteryjna.

Rzeczywiście, ta która znajduje się w jelitach

Afrykanów znacznie różni się od tej

u Europejczyków. Jeszcze inna hipoteza

opiera się na twierdzeniu, że nadmierne jedzenie

tłuszczów przez Europejczyków nie

tylko zmieniło ich florę bakteryjną, ale też

spowodowało zwiększenie wydzielania żółci,

a także podniosło ryzyko zachorowania na

raka. Dr Burkitt dodaje do tych hipotez swoją,

stwierdzając, że powolny proces wydalania

przy niedoborach błonnika daje bakteriom

więcej czasu, by się rozmnażały. Taka koncentracja

bakterii w jelitach automatycznie

pociąga za sobą powstawanie kancerogennych

warunków. Guzy i nowotwory odbytu

są częste, bo kał zalega na dłużej w końcowej

części jelita grubego. Związki przyczynowe

między nowotworem i innymi chorobami

przewodu pokarmowego a odżywianiem są

wciąż jeszcze badane. Dr Burkitt twierdzi:

“człowiek nauczył się strzec przed cholerą,

unikając skażonej wody sto lat przed tym, zanim

wirus tej choroby został wyizolowany".

Przy czym jadanie żywności bogatej w błonnik

nie jest żadną nowością, ale powrotem

do tego, do czego nasz organizm był przyzwyczajony

przez całe tysiąclecia. Dla tych,

którzy lubią tabelki, przedstawiam dane, ile

błonnika można znaleźć w porcji różnych

produktów. Ale dodajmy, że ostatnio uważa

się, iż tym czynnikiem w błonniku, który obniża

cholesterol, ratuje serce itp., jest krzem.

Okazało się bowiem, że skutecznie działają

otręby bogate w ten pierwiastek. Dziś mówi

się nawet: Krzem jest dowodem skuteczności

otrąb". Usuwając błonnik z produktów spożywczych,

usuwa się też krzem.

Co jeść i jak jeść

Nie należy sobie wyobrażać, że dorzucenie

garści otrąb do naszego codziennego menu

uchroni nas przed wszystkimi chorobami

współczesnej cywilizacji. Niemniej jednak

może pomóc. Przy tym badania przeprowadzone

na zwierzętach dowodzą, że nie tylko

otręby są skuteczne, podobnie działa ta sama

ilość błonnika dostarczona w formie pełnego

ziarna (ciemne pieczywo, kasze itp.). Należy

jadać surowe warzywa i owoce, najlepiej

nieobrane. Ważne jest również odpowiednio

długie przeżuwanie pokarmu. Błonnik

jest „wypełniaczem", daje uczucie sytości, ale

nie tuczy. Przechodząc szybciej przez przewód

pokarmowy, obniża produkcję insuliny

i cholesterolu, a także hamuje przemianę cukru

na tłuszcz. Prof. Tremolieres twierdzi, że

wystarczy 300 g białego pieczywa zastąpić

300 g chleba razowego, aby podwoić naszą

dzienną porcję błonnika. Grupa angielskich

uczonych z uniwersytetu w Edynburgu zaleca,

aby codziennie dostarczać. organizmowi

15g otrąb (ok. 1 kopiastej łyżki) oraz 200 g

warzyw I owoców bogatych w celulozę. Można

też te 15 g otrąb zastąpić 65 g mąki pszennej

z pełnego przemiału. Ale jak poznać,

czy mamy w organizmie dostateczną ilość

błonnika? Dr Burkitt podaje: jeśli stolec ma

właściwą konsystencję, jest miękki i bez trudu

wydalany – to w porządku. Aby tak było,

warto też unikać nadmiaru cukru i słodyczy,

a także tłuszczów. Nadmierne ich spożycie

koreluje też z częstotliwością występowanie

raka piersi, miażdżycy i zawałów.

Kilka rad żywieniowych

Jedzenie powinno być smaczne, sprawiać

przyjemność i radość, a także być celebrowane.

Nie za dużo, nie za mało, ale wystarczająco.

Kiedy WHO miało odpowiedzieć jednym

hasłem na pytanie jak się odżywiać, po wielu

naradach ustalono, że „pierwszą zasadą racjonalnego

odżywiania jest urozmaicenie

w jedzeniu". Jedząc wszystko, czyli jak najbardziej

różnorodne produkty, można mieć

większą pewność, że organizm otrzymał to,

czego potrzebuje. Dla organizmu ważne jest

regularne odżywianie, czyli o stałych porach.

Prawidłowe odżywianie opiera się na 7 fundamentalnych

składnikach. Są to: białka,

tłuszcze, węglowodany, witaminy, składniki

mineralne, błonnik i woda. Porcje każdego

z tych składników trzeba organizmowi dostarczać

codziennie. Białko buduje i odbudowuje.

Za dużo tłuszczów powoduje przyrost

tkanki tłuszczowej! Ale NNKT, czyli Niezbędne

Nienasycone Kwasy Tłuszczowe są dla nas

niezbędne! Najwięcej jest ich w olejach roślinnych.

Węglowodany dostarczają energii,

ale np. cukier “zjada” nam zęby. Witaminy,

składniki mineralne, błonnik są konieczne.

Wprawdzie witaminy nie są źródłem energii,

nie służą jako budulec, ale pośredniczą

we wszystkich procesach życiowych. Są one

różnorodne i spełniają najrozmaitsze funkcje.

Podobnie sole mineralne, a także błonnik

(o czym sporo jest w tej książce). Bardzo

ważną rolę odgrywa też przygotowywanie

posiłków. Posiłek musi być małym cudem

z punktu widzenia fizjologiczno-żywieniowego,

czyli powinien być dobrze przemyślany.

Aby dobrze się odżywiać, wcale nie trzeba

kupować najdroższych produktów, wprost

przeciwnie. Badania wykazały, że najgorzej

odżywiają się nędzarze i milionerzy. Chociaż

obecnie największe autorytety twierdzą, że

sprawa odżywiania jest dla naszego zdrowia

niezwykle ważna, to jednak nie należy

się łudzić, że rozwiąże wszystkie nasze problemy

zdrowotne. Odżywianie jest jednym

z warunków pełnego zdrowia, może nawet

najważniejszym, ale cywilizacja przyniosła

wiele destrukcyjnych wpływów, takich jak:

promieniowanie jonizujące i niejonizujące,

szkodliwe emisje przemysłowe, a także samochodowe,

zanieczyszczenie wód i atmosfery,

brak ruchu itd. Nie wspominając już

o tytoniu czy alkoholu.

Otręby są dzisiaj łatwo dostępne. Trzeba

tylko uświadomić ludziom, jak ważne jest

jedzenie chleba razowego. Tym bardziej, że

nowotwory przewodu pokarmowego nigdy

nie były tak częste, jak obecnie. Odpowiednią

polityką żywieniową można ludziom ogromnie

pomóc w ochronie zdrowia, a w naszym

kraju nie jest to wcale takie trudne do przeprowadzenia.


16 WRZESIEŃ

2021

FELIETON

12 września 2021 roku. Błogosławieni:

Prymas Polski i Służebnica Krzyża

Ksiądz Profesor Doktor Habilitowany Jan Krokos; Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie

23 października 1978 roku,

spotykając się z rodakami w Auli

Pawła VI na Watykanie Jan Paweł

II, rozpoczynając swą długą posługę

Piotra naszych czasów, tak

zwrócił się do księdza kardynała

Stefana Wyszyńskiego: „Czcigodny

i Umiłowany Księże Prymasie!

Pozwól, że powiem po prostu, co

myślę. Nie byłoby na Stolicy Piotrowej

tego Papieża Polaka, który

dziś pełen bojaźni Bożej, ale

i pełen ufności rozpoczyna nowy

pontyfikat, gdyby nie było Twojej

wiary, nie cofającej się przed

więzieniem i cierpieniem, Twojej

heroicznej nadziei, Twego zawierzenia

bez reszty Matce Kościoła,

gdyby nie było Jasnej Góry i tego

całego okresu dziejów Kościoła

w Ojczyźnie naszej, które związane

są z Twoim biskupim i prymasowskim

posługiwaniem…”. Nie byłoby

i tego Świętego Jana Pawła II, który

– mówiąc metaforycznie – oczekuje

dziś na Prymasa Tysiąclecia,

by w gronie zbawionych chwalić

Boga przez Maryję – per Mariam

soli Deo. Mówiąc metaforycznie, bo

akt beatyfikacji czy kanonizacji nie

sprawia, że oto w tym momencie

ktoś zostaje przyjęty do grona zbawionych.

Jest to uroczysta deklaracja

Kościoła, którą chrześcijanie

przyjmują w wierze, że oto sam Bóg

w Trójcy Świętej Jedyny pozwala

nam poznać, iż Niebo jest otwarte

dla ludzi nie tylko anonimowych,

których czcimy w Uroczystość

Wszystkich Świętych, lecz także

znanych nam z imienia i nazwiska.

Są oni darem samego Boga dla Kościoła

i świata, czyli dla wszystkich,

są darem świadczącym o Bożym

Miłosierdziu i o tym, że pomimo

własnej słabości i grzeszności (bo

przecież, jak poucza św. Jan, jeśli

ktoś mówi, że nie ma grzechu, to

sam siebie oszukuje – 1 J 1,8), naśladując

w swym życiu Chrystusa

Pana, osiąga się wieczne zbawienie.

Tym samym są z woli Bożej dla

nas wzorem, który należy rozważać

i odczytywać w ich bogactwie i różnorodności.

I co ciekawe i zastanawiające.

Choć znamy imiona i nazwiska

tysięcy zbawionych, a ufamy, że

obok nich są nieprzeliczone rzesze

świętych, nieznanych nam z imienia,

nie znamy ani jednego imienia

kogoś, przed którym bramy niebios

pozostają zamknięte. Czyż nie jest

to wyrazem Bożego Miłosierdzia,

które nikogo nie przekreśla i ciągle

daje szansę, byśmy modląc się za

zmarłego, pokutując i czyniąc dobre

uczynki wysłużyli mu radość

zbawienia wiecznego?

12 września w Świątyni Opatrzności

Bożej w Warszawie Kościół,

podczas uroczystości beatyfikacyjnej,

przedstawił nam dwoje obdarzonych

już przez Boga darem

przebywania z Nim w niebie jako

pomoc w naszej ku Niemu drodze:

kardynała Stefana Wyszyńskiego

i matkę Elżbietę Różę Czacką.

Pierwszy wielki Prymas Polski,

określany mianem Prymasa Tysiąclecia,

druga – niewidoma Służebnica

Krzyża. Pierwszy urodzony

3 sierpnia 1901 r. w Zuzeli nad

Bugiem w wielodzietnej rodzinie

pochodzącego ze zubożałej szlachty

organisty Stanisława i Julianny

Wyszyńskich. Druga, hrabianka,

urodzona 22 października 1876

r. w Białej Cerkwi, szósta z siedmiorga

dzieci Feliksa Czackiego

i Zofii z Ledóchowskich. Ich bogate

życiorysy bez trudu można znaleźć

chociażby w internecie – nie

ma sensu ich powielać, ale warto

i należy odczytywać je jako znaki

Bożej Opatrzności dla każdego

z nas w naszej drodze przez ziemię

ku Niebu.

Życie i dzieło księdza kardynała

Prymasa Stefana Wyszyńskiego

ujawnia, że wszelka moc dobra

pochodzi ostatecznie od samego

Boga. Wyświęcony „dla jednej

Mszy świętej”, jak mawiano, gdyż

chory, leżąc samotnie 3 sierpnia

1924 r. podczas święceń na posadzce

kaplicy Matki Bożej we

włocławskiej bazylice katedralnej,

zastanawiał się, czy uda mu się po

Litanii do Wszystkich Świętych stanąć

na nogi, a przeżył lat 80, służąc

Kościołowi i Ojczyźnie rzetelnie

znając i rozpoznając zmieniającą

się rzeczywistość społeczną oraz

dogłębnie rozumiejąc naukę Kościoła,

wyrastającą z Chrystusowej

Ewangelii. Był realistą w patrzeniu

na świat i w rozumieniu prawdy

objawionej, co nie było i nie jest

antagonizmem, lecz głębokim zrozumieniem,

że – jak to po latach 2

czerwca 1979 r. na Placu Zwycięstwa

w Warszawie powiedział Jan

Paweł II – „Człowieka (...) nie można

do końca zrozumieć bez Chrystusa

(…) Nie można też bez Chrystusa

zrozumieć dziejów Polski …”.

A zatem nie można bez Chrystusa

zrozumieć także jej teraźniejszości.

Ten oświetlony Ewangelią realizm,

wbrew stanowisku wielu,

także niektórych polskich biskupów

i pracowników Stolicy Apostolskiej,

kazał Stefanowi Wyszyńskiemu

już jako Prymasowi Polski

podjąć dialog z komunistyczną

władzą i prowadzić go, mimo

traktowania go przez władzę nieszczerze

i instrumentalnie. Ksiądz

Prymas znał doktrynę komunizmu

lepiej niż wielu komunistów.

Studiował ją i studiował katolicką

naukę społeczną, a jako profesor

seminarium włocławskiego, przed

wojną, zapoznawał z nią kleryków

i słuchaczy Chrześcijańskich

Uniwersytetów Robotniczych. Nie

miał złudzeń: zdawał sobie sprawę,

że nowy porządek polityczny i społeczny

w powojennej Polsce nie jest

efemerydą, nie przeminie szybko,

nie pozostawiając śladów, a jednocześnie

wiedział, że Kościół musi

spełniać swoje zadanie wobec ludzi

w rzeczywistości ziemskiej takiej,

jaka ona jest, bo życie konkretnego

człowieka na ziemi to czas jego

zbawienia – i nie można czekać na

lepsze czasy. Dlatego – oprotestowane

przez wielu – Porozumienie

z rządem komunistycznym z 1950

r., wsparcie dla Władysława Gomułki

w 1956 r., gdy ten przejmował

władzę po latach stalinowskich

represji, czy dla Edwarda Gierka,

który po krwawych wydarzeniach

grudnia 1980 r. obejmował władzę.

A przecież kardynał Wyszyński

nie był łatwowierny, bezkrytyczny

czy naiwnie uległy. Gdy przez

ówczesne władze zostały przekroczone

granice ingerencji w posłannictwo

Kościoła, gdy aresztowano

niesprawiedliwie biskupów i księży,

gdy administracyjne zaczęto

decydować o obsadzaniu stanowisk

kościelnych, Ksiądz Kardynał

Prymas wypowiedział twarde non

possumus, jako że rzeczy Bożych

na ołtarzach cesarza składać nie

wolno – i zapłacił za to trzyletnim

uwięzieniem. Protestował w jakże

szczególny sposób, gdy w 1968 r.

podczas wypadków marcowych

doszło do pobicia studentów. Wołał:

„Nie wolno bić! Chrześcijanin

nigdy na nikogo ręki nie podnosi,

bo w każdym widzi godność dziecięcia

Bożego” mówił tym, którzy

bijąc, zapomnieli być może, że są

chrześcijanami, że są ludźmi. Mówił

to, zdając sobie sprawę, że za

wydarzeniami z ulic miast działy

się rozgrywki wewnątrz rządzącej

partii. Podobnie i później, gdy przyszedł

grudzień 1970 r., czerwiec r.

1976 i lato „Solidarności” 1980 r.,

wpierając słuszne postulaty strajkujących,

wzywał do roztropności,

bo wiedział, że nie wszystkim zależy

na dobru narodu, lecz wielu

zechce wykorzystać zryw, rodzący

się z bólu, dla wygrania spraw własnych

lub cudzych.

Nie zrozumie tych działań Księdza

Kardynała Prymasa, kto nie

zechce w nim widzieć pasterza,

biskupa zatroskanego o zbawienie

każdego człowieka, także osobistego

wroga. Symptomatyczne

jest odprawienie przez niego

Mszy świętej za Bolesława Bieruta,

na wieść o jego śmierci w Moskwie.

Ksiądz Prymas wiedział,

że źródłem wszelkiego dobra jest

Bóg, a człowiek – na ile złączy się

z Bogiem. Dlatego wierzył w nawrócenie

człowieka, nawet jeśli

ten uznaje się za nieprzyjaciela

Boga, i wiedział, że wszelka odnowa

w wymiarze indywidualnym

i społecznym musi mieć mocny

fundament moralny. Dlatego program

odnowy Narodu przez Wielką

Nowennę, przygotowującą do

1000-lecia Chrztu Polski, i związane

z tym wydarzeniem sławne orędzie

do biskupów niemieckich ze

słowami „przebaczamy i prosimy

o przebaczenie”. Wielka mądrość

i roztropność Prymasa Tysiąclecia

ujawniała się i w tym, że doceniał

wszelkie, nawet najmniejsze dobro,

które zawsze jest czymś lepszym,

Kardynał Stefan Wyszyński,

fot. Instytut Prymasowski

Ks. prof. dr hab. Jan Krokos

od jego braku, a także wszelkie

okoliczności, które pozwalały jakiemuś

dobru zaistnieć. Dlatego

tłumaczył posłom katolickim

z czasów PRL, że nie można łatwo

rezygnować z zasiadania w Sejmie,

bo dzięki temu przynajmniej wiadomo,

co się „tam” dzieje. Wspierał

też Akademię Teologii Katolickiej

w Warszawie (przekształconą

w Uniwersytet Kardynała Stefana

Wyszyńskiego), bo mimo iż powstała

z naruszeniem prawa i była

wymierzona przeciw Kościołowi,

rzetelną pracą akademicką dobrze

służyła Kościołowi i Polsce.

W tę charakterystykę posługiwania

kardynała Prymasa Stefana

Wyszyńskiego, także w wymiarze

społecznym, którego rdzeniem

i fundamentem była troska o zbawienie

osób powierzonych jego

pasterskiej pieczy, wpisuje się

przyjęcie przez niego odpowiedzialności

za Kościół grekokatolicki

w Polsce, zdelegalizowany przez

władze komunistyczne, a także za

resztki Kościoła ormiańskokatolickiego,

jaki znalazł się w granicach

Polski – oba nie tylko przetrwały

czas PRL, lecz i się odradzają. Swą

troską pasterką Prymas objął także

Polonię. Z woli Stolicy Apostolskiej,

tak jak wcześniej kardynał

Prymas August Hlond, został jej

protektorem, a spełniał to zadanie

poprzez swojego delegata, rezydującego

w Rzymie: najpierw przez

przyszłego kardynała Władysława

Rubina, a potem – przez abp. Szczepana

Wesołego. Z Polonią spotykał

się przede wszystkim w Polsce

i w Rzymie. Zrozumie to ten, kto

pamięta lub wie, że w czasach PRL

wyjechać z Polski można było jedynie

za zgodą władz, a ta kilkakrotnie

odmawiała paszportu Księdzu

Prymasowi nawet, gdy miał udać

się do Rzymu na sesję soborową

czy konsystorz. Troszcząc się o Polaków

za granicą pisał: „Pozostaje

mi tylko prosić was, umiłowani

w Chrystusie rodacy, byście zachowali

radość z waszego powołania

do wielkiej rodziny Chrystusowej

(…). Byście współdziałali z Kościołem

świętym w budowaniu Mistycznego

Ciała Chrystusowego, to

jest Kościoła, którym wy jesteście,

zespoleni z Ojcem świętym, z biskupami

i kapłanami. Błogosławię

was całym sercem i oddaję pod

szczególną opiekę Bogurodzicy

Dziewicy, Bogiem sławionej Maryi”.

A matka Róża Czacka, której

poświęcam mniej miejsca, jakby

była drugą stroną medalu świętości.

Utraciwszy wzrok w wieku

22 lat, a wraz z nim – można by

powiedzieć – możliwość pełnego

wykorzystania swoich zdolności,

umiejętności i tego wszystkiego, co

łączy się z wysokim statusem społecznym,

dostrzegła tych, których

się nie dostrzega, będąc w pełni

sprawnym fizycznie i umysłowo.

Dostrzegła niewidomych i im poświęciła

swe życie. Złożyła śluby

zakonne, założyła Towarzystwo

Opieki nad Ociemniałymi, którego

staraniem powstały w Warszawie

ochronka, szkoła powszechna,

warsztaty, biblioteka brajlowska

oraz tzw. patronat, obejmujący

na terenie miasta dorosłych niewidomych

i ich rodziny. Dzięki jej

staraniom zostało powołane Zgromadzenie

Sióstr Franciszkanek

Służebnic Krzyża, które dziś służy

przede wszystkim niewidomym

w kraju i za granicą, a Laski pod

Warszawą, będące centrum dzieła,

stały się nie tylko nowoczesną

placówką dającą niewidomym

wychowankom wykształcenie, pozwalające

im godnie żyć, lecz także

znaczącym ośrodkiem duchowości

franciszkańskiej, przyciągają

poszukujących głębszego sensu

własnego życia.

Tak oto ci Dwoje, Prymas Polski

i Służebnica Krzyża przez

akt beatyfikacji stają się na naszych

oczach darem Boga dla

nas, szukających własnej drogi

ku Niemu.

Filozof, długoletni dziekan i prodziekan Wydziału

Filozofii Chrześcijańskiej Uniwersytetu Kardynała

Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Wcześniej,

w latach 1984 - 2001 pracował w Sekretariacie Prymasa

Polski Kardynała Józefa Glempa.

Matka Elżbieta Róża Czacka,

fot. Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi


MUZYKA

Beethoven in The Rockies

Adam P. Żukiewicz, Professor of Piano, University of Northern Colorado

WRZESIEŃ

2021

17

Jesienią obecnego roku odbędzie

się inauguracyjna seria koncertowa

Beethoven in The Rockies, efekt

współpracy wielu organizacji

działających w Kolorado, których

wspólnym celem jest promowanie

muzyki i sztuki, jak również wartości

emanujących z życia i twórczości

Beethovena, które głęboko odzwierciedlają

najwyższe wartości

kultury Stanów Zjednoczonych.

Głównymi wydarzeniami projektu

będą koncerty artystów pochodzących

bądź żyjących w Kolorado,

jak również znakomitych

gości, prezentujących muzykę

i sztukę przedstawiajacą nie tylko

twórczość Beethovena, ale również

sztukę wywodząca się ze źródeł

kulturalnych przedstawicieli lokalnych

społeczności.

Jednym z kluczowych punktów

programu będzie koncert fortepianowy

współorganizowany i wykonany

w Klubie Polskim w Denver,

na który szczególnie zapraszam.

Dokładny termin znajdą Państwo

wkrótce na stronie Klubu (www.

polishclubofdenver.com). W programie

oczywiście utwory Chopina,

jak również Beethovena, mistrzowsko

wykonane przez laureatów

wielu konkursów pianistycznych,

a obecnie studentów University of

Northern Colorado.

Zapraszam do zapoznania się

z kalendarzem koncertów Beethoven

in The Rockies na naszej stronie

(www.beethoven the rockies.com)

i do wsparcia naszych artystów Wasza

obecnością.

University of Northern Colorado Campus Commons Performance Hall

Nauka gry na instrumencie.

Jest już za późno…

Nie jest za późno!

Katarzyna Paciorkowska Holmes

Adam Żukiewicz

Jest pianistą pochodzącym z Polski, laureatem wielu konkursów

pianistycznych i nagród artystycznych. Występował w większości

krajów Europy, jak również w Ameryce Północnej, Japonii,

Brazylii, Hong Kongu i Macau. Jego koncerty były transmitowane

w TV, radiu i internecie w Polsce, USA, Kanadzie, Włoszech

i Słowenii. Adam Żukiewicz jest Doktorem Sztuk Muzycznych

(University of Toronto) i Magistrem Muzyki (Indiana University).

Studiował w Royal Academy of Music (Londyn), United World

College of the Adriatic oraz w Państwowym Liceum Muzycznym

im. Karola Szymanowskiego we Wrocławiu. Od 2015 roku jest

Profesorem Fortepianu na Uniwersytecie Północnego Kolorado.

Prowadzi również zajęcia fortepianu i kameralistyki w ramach

International Music Festival of the Adriatic w Duino (Włochy).

Wrzesień, nowy rok szkolny! Rodzice

zapisują pociechy na różne

dodatkowe zajęcia. Między innymi

naukę gry na instrumencie. Czy jest

to zajęcie tylko dla małych, młodych

dzieci? Czy dla nas, dorosłych

jest już za późno, aby nauczyć się

grać? Otóż nie jest za późno!

Oczywiście wielu wybitnych muzyków

zaczynało grać jako małe

dzieci, ale ku naszemu pocieszeniu

neurobiolodzy z uniwersytetu

w Kalifornii odkryli, że choć trochę

trudniej, dorosła osoba może nauczyć

się grać i to nawet dobrze, na

wybranym instrumencie.

Naukowiec Norman Weinberger

pisze, iż ”Wielu ludzi uważa,

że mózg nie jest już tak bardzo

plastyczny później, po okresie dojrzewania.

Faktem jest jednak to, że

nasz mózg utrzymuje stale możliwość

przemiany”. Dla początkującej

dorosłej osoby, nauka muzyki,

a raczej gry na instrumencie, może

przypominać połączenie jazdy na

łyżwach i naukę języka arabskiego

i to w tym samym czasie. Pomyślmy,

dlaczego?

Kiedy siedzimy zgarbieni nad

klawiatura pianina czy próbujemy

wydobyć dźwięki na skrzypcach za

pomocą smyczka, używamy do tego

mięśni i prawie wszystkie swoje

zmysły. Nasz mózg pracuje bardzo,

bardzo ciężko, gdyż czytamy nuty,

liczymy wartości nut i wszystkie te

czynności mają się składać na zagranie

pewnego utworu. Zupełnie

inaczej nasz mózg pracuje, kiedy

uczymy się na przykład języka

obcego, bo to się odbywa w jednym

jego obszarze. Nauka gry na

instrumencie natomiast, odbywa

się w różnych jego obszarach. Weinberger

przytoczył iż ”kiedy robione

były skany mózgu muzyków,

odnaleziono w nich aktywność

właśnie nie w jednym, a w wielu

jego regionach”.

Dojrzewające dzieci produkują

nieustannie nowe komórki podczas

dorastania i niektóre z nich

są przeznaczone właśnie na naukę

gry instrumentu. Dorośli niestety,

muszą używać komórek, które już

mają i które są zmuszone kreować

nowe połączenia czy synapsy między

sobą.

Ale nie martwmy się zbyt wiele.

Atutem dla dorosłych jest na przykład

to, że widzimy i słyszymy rzeczy

w muzyce, których dzieci nie

dostrzegają. Potrafimy analizować

utwór jako całość i potem rozebrać

go na części pierwsze, u dzieci jest

odwrotnie. Uczą się po kawałku,

w częściach, a później tworzą

z tego utwór. Dodatkowo przez to,

iż mamy więcej doświadczenia życiowego

na co składają się między

innymi różne emocje, potrafimy

więcej emocji również przekazać

podczas wykonywania kompozycji.

U dzieci często odbywa się to

mechanicznie i na płaszczyźnie

czysto wykonawstwa technicznego.

Oczywiście zdarzają się mali

geniusze z tak zwana “ stara dusza”

i mogą zachwycić nas dojrzałym,

emocjonującym występem.

Jeszcze jedną, małą przeszkodą,

przez którą dorośli mają trochę

więcej dystansu do nauki gry na

instrumencie jest strach. Na przykład

przed byciem niekompetentnym,

ponieważ jesteśmy już

kompetentni w tak wielu innych

dziedzinach życia, i automatycznie

boimy się porażki czy wyśmiania.

Tak więc o tyle ciężej nam podjąć

nowe wyzwanie, które jest przecież

tak bardzo inne od wszystkiego co

jest nam znajome.

Nie jest to bynajmniej wymówka

i jeżeli Państwo czują pasje do muzykowania,

gorąco zachęcam do

nauki. Ja osobiście miałam studenta

nawet 85 letniego. Pan na emeryturze,

który zawsze marzył o tym,

aby grać, ale nigdy nie miał czasu!

Nauka na pianinie przychodziła

mu zaskakująco szybko, sprawiała

wielka radość i nie musiałam prosić,

aby mój uczeń ćwiczył.

Gra na instrumencie ćwiczy pamięć

i koncentrację, ćwiczy opanowanie

i cierpliwość oraz łagodzi

stres czy depresje. Dodatkowo

wspomaga przepływ krwi do mózgu

i pomaga w jego rekonwalescencji.

Ponad wszystko jednak

poprawia nam humor i powoduje

uśmiech na twarzy i w duszy, przywołuje

wspomnienia (jak piosenka

Starego Dobrego Małżeństwa “Jest

już za późno, nie jest za późno”, którą

nauczyłam się grać na gitarze).

Sięgnijmy więc nawet po harmonijkę

ustną czy hawajskie ukulele (na

którym bardzo szybko można nauczyć

się kilku chwytów i śpiewać

z jego akompaniamentem). Wielu

naukowców dokonywało swoich

największych życiowych odkryć po

50 roku życia jak np. Albert Einstein.

My również możemy dokonać

swojego największego muzycznego

odkrycia. Odkrycia jak wielka

radość i satysfakcję przynosi muzykowanie!

A co Państwu w duszy

gra?

Jeśli ktoś z Państwa lub Państwa

dzieci, chciałby nauczyć się

gry na pianinie, flecie poprzecznym,

ukulele czy emisji głosu,

serdecznie zapraszam do kontaktu

ze mną. Jestem dyplomowanym

muzykiem oraz nauczycielem

muzyki z wieloletnim

stażem pracy w szkołach oraz

w domach prywatnych: kasiamusica@gmail.com

Kasia Paciorkowska Holmes

Muzyce oddana, multiinstrumentalistka,

dyrygentka, nauczycielka. Miłośniczka natury,

słowa i dobrej książki. Matka Polka dwóch córek,

kobieta pracująca. Urodzona w Bielsku-Białej.

W USA mieszka od 2000 roku.


18 WRZESIEŃ

2021

Polska moda XX wieku w 10 hasłach

Anna Cymer

Sesja strojów Domu Mody "Telimena", kolekcja jesień/zima, 1989, Łodz, czerwiec 1988,

fot. Andrzej Wiernicki/East News

To, jak się ubieramy jest zwierciadłem

przemian historycznych, ważnych zdarzeń

społecznych, kultury, ekonomii i polityki.

Dobrze to widać w XX-wiecznych

dziejach polskiej mody.

Banałem jest stwierdzenie, że moda

– to coś więcej niż tylko zmieniające się

kroje sukienek czy garniturów, fasony

torebek i kapeluszy. Ubiór może być demonstracją,

wyrazem buntu lub przeciwnie,

chęcią dopasowania się do grupy;

jest zapisem nie tylko trendów, ale i społecznych

nastrojów czy aspiracji, nawet

pamiątką po ważnych zdarzeniach. Za

pomocą mody można kształtować umysłowość

ludzi, wzbudzać w nich nowe

potrzeby, ale i pobudzać kreatywność.

Oglądanie minionych trendów z perspektywy

czasu staje się swoistą encyklopedią

przemian społecznych, ekonomicznych,

politycznych, kulturalnych.

Nie inaczej było w burzliwym i obfitującym

w tragiczne zdarzenia XX wieku.

Ślady ówczesnych dramatów, wielkich

przemian, rewolucji politycznych, społecznych,

technologicznych łatwo dostrzec

i w tym, jak ewoluowała moda.

Przejście z epoki eleganckich, prywatnych

domów mody przez państwowe

przedsiębiorstwa, bazarowe stragany do

międzynarodowych sklepów sieciowych

w centrach handlowych – to przecież zapis

dziejów ekonomicznych naszej części

świata. Magazyny kobiece są do dziś

cennym źródłem informacji o sposobie

życia, o codzienności kolejnych pokoleń,

a zmieniające się i demonstrujące strojem

kontrkultury pokazują, wobec czego

buntowali się młodzi i jak ewoluowały

wyznawane przez nich wartości.

1. Dom mody

Pierwsze domy mody powstawać

zaczęły w Europie w pierwszej połowie

XIX wieku; na ziemie polskie ten pomysł

biznesowy dotarł zaledwie kilka dekad

później, bo jeden z najstarszych i najbardziej

ekskluzywny Dom Mody Herse

działał w Warszawie już w 1868 roku.

W eleganckich domach mody stylowi

mieszczanie zaopatrywali się w garderobę,

ale wizyty w takich miejscach, zakupy

u Hersego, ale i w Domu Braci Jabłkowskich

czy u Zmigryderów były zarazem

ważne dla budowania wizerunku i pozycji

towarzyskiej.

2. Żurnale i poradniki

Kwestie wyglądu i porady związane

z dbaniem o siebie pojawiać się zaczęły

na łamach prasy mniej więcej w tym

samym czasie, co domy mody, bo pierwszym

wydawnictwem, które pozycjonowało

się jako „magazyn dla kobiet”

był wydawany od 1865 roku „Bluszcz”.

Na przestrzeni XX wieku pism dla pań

(w tamtych czasach przygotowywano

dla nich tylko takie publikacje) wychodziły

dziesiątki i każde z nich z pewnością

miało swój wpływ na kształtowanie

się poglądów i sposobu życia – choćby

dlatego, że były niezwykle popularne,

chętnie czytane. Ukazujący się od 1945

roku magazyn „Moda i Życie Praktyczne”

radził, jak w tuż powojennej rzeczywistości

ładnie wyglądać, ale i jak z odpadków

zrobić zabawkę dla dziecka; najbardziej

popularne w latach 60. „ Ty i Ja” kształtowało

gust i otwierało na nowe zjawiska

kulturowe, stałe rubryki w „Przekroju”

pokazywały modne stroje, ale i radziły,

jak je uszyć, „Zwierciadło”, „Kobieta i Życie”,

„Przyjaciółka” doradzały w kwestii

stroju, ale i urządzania wnętrz, gotowania,

savoir-vivre itd.

3. Chłopczyce i bikiniarze

Strój – to najprostszy i najlepszy sposób

zademonstrowania swojej postawy

życiowej, poglądów, przynależności do

jakiejś grupy. Zanim moda się zdemokratyzowała,

jeszcze w latach 20. czy 30. po

ubiorze bez trudu można było odgadnąć,

do jakiej grupy społecznej należy obserwowana

osoba. Tak samo jeszcze przed II

wojną światową za skandalistki uważano

panie noszące spodnie lub odsłaniające

łydki; atrybuty stroju lub fryzury pozwalały

bezbłędnie odgadnąć, że ma się do

czynienia z bikiniarzem czy dżolero – a to

jeszcze w latach 50. Prawdziwy wysyp

subkultur, lata 80. to czas, kiedy strój stał

się po prostu „oficjalnym komunikatem”

określającym osobę.

4. Miss Polonia

Pierwszy ogólnokrajowy konkurs

piękności w Polsce zorganizowano

w 1929 roku. Przed II wojną światową

odbyły się jeszcze cztery edycje konkursu,

próba jego reaktywacji w latach 50.

nie powiodła się i dopiero od 1984 roku

impreza stała się wydarzeniem cyklicznym.

Dziś popularność konkursu przygasła,

ale przez dekady ten „przegląd”

urody młodych kobiet wzbudzał ogromne

zainteresowanie i emocje, a laureatki

konkursu stawały się gwiazdami. Konkurs

Miss Polonia jest także encyklopedią

zmieniających się makijaży, fryzur,

strojów, które później były chętnie naśladowane.

5. Zrób to sam(a)

W drugiej dekadzie XXI wieku rękodzieło

przeżywa renesans – modne jest

samodzielne szycie, robienie kosmetyków,

tworzenie prezentów, przeróbki już

istniejących przedmiotów w duchu „zero

waste” itd. Jeśli przyjrzeć się historii polskiej

mody – nie raz w przeszłości idea

„zrób to sam” była jedną z najbardziej

popularnych. Przed laty jednak jej popularność

wynikała przede wszystkim

z potrzeby i wiecznego niedoboru. Tuż

po II wojnie światowej stroje „tworzyło

się” (bo nawet nie zawsze można było

uszyć) ze wszystkiego, co się znalazło

– przykładem palta z kołder i koców;

w kryzysowych latach 80. prawie każda

rodzina miała maszynę do szycia, wiele

pań robiło na drutach, a majsterkowanie

przestało być hobby, a stało sposobem

ma wyposażenie domu w potrzebne elementy

wyposażenia. Samodzielnie robiona

moda była udziałem Polek i Polaków

wiele razy na przestrzeni XX wieku.

6. Moda ze szczęki

Transformacja polityczna i gospodarcza

1989 roku była upragniona i wy-

"Reason & Flair. A century of fashion in Poland", autor: Karolina Sulej, wydawnictwo: Instytut Adama Mickiewicza

z OsnoVa, 2021, fot. materiały prasowe wydawcy

KULTURA

Artykuł jest inspirowany anglojęzyczną

książką “Reason

and Flair. A century of

fashion in Poland”

"Reason & Flair. A century

of fashion in Poland" to

tytuł książki-albumu, który

podsumowuje ostatnie sto

lat polskiej mody i kultury.

Wydawcą publikacji jest Instytut

Adama Mickiewicza

we współpracy z wydawnictwem

OsnoVa.

"Reason & Flair „wydana w języku angielskim, bogato ilustrowana

książka skierowana jest do zagranicznych odbiorców –

specjalizujących się w dziedzinie mody dziennikarzy, studentów

kierunków związanych z modą, antropologią, socjologią i historią

kultury, a także projektantów. Celem publikacji jest przedstawienie

nie tylko historii ubioru, ale również opowiedzenie

o Polsce – jej kulturze i społeczeństwie.

Każdy rozdział w albumie poświęcony jest innej dekadzie w historii

polskiej mody. Autorzy rozpoczynają od czasu odzyskania

przez Polskę niepodległości w 1918 roku, momentu wielkich

nadziei i oczekiwań. Nawiązywano w tym czasie do najlepszych

wzorów Francji, Włoch. II wojna światowa sprawiła, że moda

nieco straciła na swoim znaczeniu, chociaż nadal wchodziła

w dialog z otaczającą rzeczywistością.

Po zakończeniu wojny w 1945 roku polska moda została podporządkowana

ideologii. Więcej swobody przynoszą lata 60.

i 70. XX wieku – to czas powstania przedsiębiorstwa państwowego

"Moda Polska" pod opieką Jadwigi Grabowskiej, której

projekty wzbudzały podziw w Europie Zachodniej. Wielkie zmiany

przyniosły lata 80. To czas subkultur, pierwszych rockowych

festiwali i sprzeciwu wobec władzy komunistycznej.

Współcześnie polska moda młodego pokolenia nie chce już

naśladować dokonań innych, ale tworzyć własną historię opartą

o bogatą tradycję. Polska ma szansę być w awangardzie, a dzięki

swojemu doświadczeniu stać się punktem odniesienia.

"Album ten to nie tylko opis polskiej branży czy przemysłu, ale

mody w jej wielu odsłonach – artystycznej, codziennej, kulturowej,

społecznej. Jestem przekonana, że do pewnych historii

i doświadczeń zbiorowych da się dotrzeć tylko za pomocą mody

oraz że taka soczewka zbliży do zrozumienia historii danego

kraju nawet tych, dla których jego losy są egzotyczne" – mówi

Karolina Sulej, pisarka i redaktorka książki.

Wydawca: Instytut Adama Mickiewicza

Redakcja: Karolina Sulej

ISBN: 9788360263617

Okładka: twarda

Liczba stron: 272

Do kupienia w księgarniach online Contemporary Lynx oraz Bęc Zmiana

http://store.contemporarylynx.co.uk/product/reason-and-flair-a-century-offashion-in-poland-book

https://sklep.beczmiana.pl/pl/p/Reason-and-Flair.-A-century-of-fashion-in-

Poland/5905

Publikacja dofinansowana ze środków MKiDN jako część koordynowanego

przez Instytut Adama Mickiewicza międzynarodowego programu kulturalnego

realizowanego w ramach Programu Wieloletniego NIEPODLEGŁA na lata

2017–2022.

Tekst pochodzi z portalu Culture.pl

Culture.pl to serwis informujący o najważniejszych zjawiskach

i tendencjach w kulturze polskiej oraz o wydarzeniach kulturalnych

organizowanych w Polsce i za granicą. To największe

i najbardziej wszechstronne źródło wiedzy o twórcach i dziełach

oraz publikowane na bieżąco recenzje, analizy i omówienia autorstwa

profesjonalistów fascynujących się historią i socjologią

kultury, estetyką i poszczególnymi dziedzinami twórczości.

Portal Culture.pl prowadzony jest przez Instytut Adama Mickiewicza

– państwową instytucję kultury, której organizatorem

jest Minister Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu.

Anna Cymer: Historyczka architektury,

absolwentka historii sztuki na

Uniwersytecie Warszawskim, niedoszła

absolwentka Studium Fotografii

ZPAF. Stypendystka Ministra Kultury

i Dziedzictwa Narodowego, laureatka

Nagrody Dziennikarskiej Izby Architektów

RP. Autorka książki "Architektura

w Polsce 1945 - 1989". Warszawianka,

która uwielbia Górny Śląsk, w Culture.pl pisze o architekturze

starej i nowej oraz o designie, który zmienia ludzkie życie.


KULTURA

WRZESIEŃ

2021

19

czekana. Wśród wielu pozytywnych zmian

miała przynieść dostęp do dóbr „z Zachodu”,

przez dekady w Polsce trudno dostępnych.

Zanim jednak wyrosły tu centra handlowe

oferujące produkty identyczne jak za zachodnią

granicą, wizerunek Polek i Polaków

kształtowały bazary i targowiska, stanowiące

okres przejściowy między świeżo

upadłym systemem państwowego handlu

a nowoczesnymi sklepami ze świata kapitalizmu.

Charakterystyczne budynki „szczęki”,

łóżka polowe, namioty, ale i folie rozkładane

na chodniku były na początku lat 90. najpopularniejszymi

„domami mody”, w których

swój wizerunek kreowało całe pokolenie. To

może dziś wstydliwy, ale ważny etap rozwoju

polskiej mody, ale przede wszystkim gospodarki.

Bo w tych blaszanych „szczękach”

rodził się także młody polski kapitalizm.

7. Polskie marki

Jedną z najstarszych do dziś istniejących

modowych marek na świecie jest Hermès,

stworzony w 1837 roku, za nim znajduje się

Louis Vuitton, którego datą narodzin jest rok

1854. Polska takich marek się nie doczekała,

co nie zmienia faktu, że na modowej mapie

kraju zaistniały firmy na tyle ważne, wyraziste,

rozpoznawalne, że zapisały się w historii

na trwałe. Wśród najstarszych są domy

mody – Herse czy Braci Jabłkowskich (ten

drugi w latach 90. był reaktywowany, co

najlepiej świadczy o sile tej marki). Założona

w 1958 roku Moda Polska była przez wiele

dekad najważniejszym związanym z moda

przedsiębiorstwem w kraju, dostarczając

stroje, ale i kształtując sposób życia i bycia.

W tym samym roku powstał dom mody „Telimena”;

Zakłady Przemysłu Odzieżowego

Katalog Domu Mody Bogusław Herse w Warszawie na sezon 1906/1907, w jęz. niemieckim, dzięki uprzejmości Muzeum

Narodowego w Warszawie

CORA powstały w 1949 roku i szyły nawet

polskie dżinsy, jednak popularnością nie

mogły się równać z Hofflandem, który był

w pewnym momencie głównie wśród młodzieży

otoczony prawie kultem.

8. Influenserki sprzed epoki internetu

Choć internet stał się w Polsce dostępny

dopiero w drugiej połowie lat 90., na długo

wcześniej istniały zjawiska, które dziś

wiążemy z jego rozwojem. Jest wśród nich

popularny ostatnio byt – „influenserki/

influensera”, czyli osoby, która swoim wizerunkiem

oddziałuje na mody, gusty, postawy,

która bywa naśladowana, inspiruje.

W dziejach polskiej mody takich postaci

było wiele, a ich wpływ na trendy – bardzo

duży. Przed II wojną światową styl wyznaczały

Pola Negri czy Zula Pogorzelska, każda

na swój sposób wywoływała emocje i była

wzorem do naśladowania. Nie inaczej było

po wojnie. Idolki można dobierać zależnie

od własnego temperamentu czy charakteru,

jedne panie chciały być jak ponętna

Kalina Jędrusik, inne marzyły o wizerunku

tajemniczej Poli Raksy, w latach 90. do zbuntowanej

młodzieży trafiał wizerunek Kory,

ale całkiem sporo naśladowczyń miała też

Shazza. I znów, poznanie idoli i idolek mówi

nam więcej o tamtych czasach niż tylko to,

jakie stroje sceniczne chętnie naśladowano.

9. Historyczne dodatki

W muzeach opowiadających o wielkich

zdarzeniach historycznych nierzadko wśród

eksponatów można znaleźć banalne przedmioty

codziennego użytku, w tym także

elementy garderoby. Bo i one potrafią być

dokumentem dziejów i rozpoznawalnym

symbolem swojej epoki – czego najbardziej

efektownym przykładem jest dwurogi kapelusz

noszony przez Napoleona. I polską historię

można opowiadać za pomocą części

stroju. Każdy zrozumie znaczenie, jakie niosło

noszenie przez panie najpierw spodni,

a później spódnic mini – ranga tych zmian

wykraczała daleko poza kwestie wyglądu.

Ikonicznym gadżetem są dla polskiej kultury

kolorowe skarpetki Leopolda Tyrmanda,

wojskowa kurtka Zbigniewa Cybulskiego,

ale i tzw. bananowa spódnica Maryli Rodowicz

czy okulary „muchy” Małgorzaty Braunek.

Swoje symboliczne znacznie związane

z wydarzeniami historycznymi mają czarne

wełniane swetry noszone przez opozycjonistów

czy… białe skarpetki, znak rozpoznawczy

pierwszych po transformacji polskich

„biznesmenów”.

10. Ikoniczne miejsca sesji modowych

Patrząc na piękne zdjęcia w magazynach

i katalogach mody, mało kto zastanawia

się nad tym, jak duże znaczenie ma wybór

lokalizacji dla takiej sesji fotograficznej.

Tymczasem scenerie, w jakich reklamuje

się stroje mają ogromne znaczenie. To one

kreują nastrój, klimat, oddają ducha danego

trendu, służą wywoływaniu określonych

skojarzeń. Ale mówią też wiele o pokoleniu,

dla którego powstały. Zupełnie inaczej

obierane będą kolekcje strojów prezentowane

w zdobnych salach Pałacu na Wodzie

w warszawskich Łazienkach, inaczej na

tle nowoczesnych budynków. Są w Polsce,

a przede wszystkim w stolicy, miejsca szczególnie

chętnie używane jako tło do prezentowania

strojów – a ich popularność miała

ścisły związek z czasami, w jakich te sesje

realizowano. Evergreenami są sale Zamku

Królewskiego czy wspomnianych Łazienek,

ale „swoje 5 minut” miały tak efektowne

miejsca w Warszawie, jak Plac Konstytucji

czy Ściana Wschodnia. Przez wiele lat wielką

popularnością jako miejsce sesji i pokazów

mody cieszył się ultranowoczesny, modernistyczny

taras Centralnego Domu Towarowego

(późniejszego „Smyka”); pod koniec XX

wieku wśród ulubionych plenerów wysoką

pozycję zajął Most Świętokrzyski.

Trampki to styl, fashion, art

Joanna Turyńska

Witam Was drodzy czytelnicy

ponownie po wakacjach w kąciku

Asi. Porozmawiamy dzisiaj o modzie,

szczególnie o butach. Nie

wiem czy Państwo zauważyliście

jak bardzo zmieniła się moda na

buty. W ostatnich latach widzimy

więcej trampeczek aniżeli wysokich

obcasów.

Trampki zajęły miejsce butów

wyjściowych. Nie służą nam już

tylko do fitness, czy weekendowych

wypadów z rodziną albo

przyjaciółmi poza miasto. Są

podstawa naszego ubioru w życiu

codziennym, do pracy i po pracy.

Trampki to styl, fashion, art.

Projektanci mody konkurują

ze sobą, biorąc wzorce jeden od

drugiego, prześcigają się w wymyślnych

wzorach i kolorach próbując

zaimponować nam i oczarować

nas wspaniałym pomysłami.

Trampki to rodzaj sztuki- zawładnęły

światem mody.

Co się zmieniło? Znacznie i zauważalnie

ich kształt i fason.

Zwróćmy uwagę na klasyczne

Gucci, które nadal wyglądają tradycyjnie

ale z dodatkiem fantazyjnych,

dekoracyjnych pereł, złotych

ćwieków, kryształów, podwyższeń.

Alexander McQueen - lekka

koturenka i góra buta wykończona

kryształami albo ćwiekami,

połączenie odważnych dwóch,

trzech kolorów, odblaskowa skóra

imitująca lustro. Christian Louboutin

- nowy styl - shark, wzorowany

na zębach rekina. Inny wzór

z dodatkami ćwieków, klasyczny

dla tego projektanta, połączenie

skóry i zamszu w ognistych kolorach.

Balenciaga, to z koleji styl

olbrzymiego, nadwymiarowego

trampka albo trampek przypominający

skarpetę. Louis Vuitton - od

tradycyjnie wyglądającego trampka

z logo LV do trampka przypominającego

„statek kosmiczny”.

Nasuwa się zatem pytanie. Czy

nowe modne trampki są komfortowe?

Są, ale w zależności od naszej

wygody. Wybór jest olbrzymi i każdy

znajdzie coś dla siebie. Trampek

jest wykończeniem naszego ubioru

i punktem przyciągającym uwagę

każdego .

Życzę powodzenia w wyborze

i zakupie nowych trampek.

Louis Vuitton

Prada

Joanna Turyńska

Artystka, kulturystka, stylistka mody. Pracuje w Neiman Marcus

w Denver w Cherry Creek, ambasadorka Matthew Morris Salon.

Urodziła się we Wrocławiu, wychowała w Białymstoku.

W Denver mieszka od 26 lat. Instagram: Joanna.asia.style

Amiri Gucci Christian Louboutin Shark


20 WRZESIEŃ

2021 KSIĄŻKI

Narzeczona nazisty.

Autor: Barbara Wysoczańska

Recenzja: Kinga / Zabookowana.pl

Hania Wolińska przed wojną

pracuje jako dama do towarzystwa

niezwykle wyrafinowanej

starszej arystokratki – Irene von

Richter. Pewnego dnia poznaje

jej wnuka, Johanna von Richtera

i chociaż obydwoje mają partnerów,

zakochują się w sobie do

szaleństwa. Ponieważ ich uczucie

jest silniejsze niż lojalność i przekonania

polityczne. Niestety wybuch

II wojny światowej stawia

przed tą dwójką niezwykle wysokie

przeszkody.

Niezwykle często możemy

się spotkać z motywem miłości

dwojga ludzi, którzy znajdują się

po przeciwnych stronach barykady.

Bohaterowie są dobrze wykreowani

– autorka nie dodała im

żadnych nadprzyrodzonych mocy,

pozwala im popełniać błędy i się

na nich uczyć. Nie wybiela Johanna,

który najpierw był prawnikiem

Rzeszy, a później wstąpił

Czytaj dalej...

w szeregi Wehrmachtu. I chociaż

ta dwójka jest dla siebie śmiertelnymi

wrogami, praktycznie nikt

nie popierał ich związku – ja serdecznie

im kibicowałam, ponieważ

serce nie sługa, nie wybiera.

Nie mieli w życiu lekko, ponieważ

spotkali na swojej drodze wiele

niedogodności, ludzi zawistnych

i złych, a ich miłość skazana była

na porażkę. Ja jednak miałam nadzieję

na szczęśliwe zakończenie.

„W głowie kotłowały jej się słowa

listu: „Byłbym najszczęśliwszym

człowiekiem na świecie, gdyby

uczyniła mi Pani ten zaszczyt

i zechciała zostać moją żoną”.

Biegła powiedzieć mu, że tak! Że

pragnie tego z całego serca, bo

nie chce dłużej udawać, że go nie

kocha.”

Akcja książki rozgrywa się

w latach 1938-1950. Pisarka bardzo

dobrze oddaje nastroje, jakie

towarzyszyły obywatelom Polski

i Niemiec. Pokazała, z jakimi trudnościami

musiała się mierzyć ludność

cywilna, żołnierze, Żydzi czy

członkowie podziemia. Przybliżyła

nam znaczenie kobiet, które

z wielkim zaangażowaniem podejmowały

walkę z okupantem,

a do takich osób zdecydowanie

należała Hania Wolińska.

Podsumowując, pięknie napisana

historia autentycznych

postaci, które wcieliły się w role

fikcyjnych bohaterów. Trzyma

w niepewności do ostatniej kartki

i wzbudza mnóstwo emocji. Nie

jest to typowy romans – to tylko

tło do wydarzeń wojennych, które

dotknęły Polskę. Opowiada

o bohaterstwie, odwadze, miłości

i nadziei na lepsze jutro. O tym,

jak ważna jest ojczyzna. Bardzo

się cieszę, że mogłam przeczytać

tę książkę i polecam ją z całego

serca.

Parafia Matki Bożej Jasnogórskiej w Los Angeles Dokończenie ze strony 4

Mam na imię Kinga, a książki są moją pasją. Czytam praktycznie

od zawsze. Przeważnie sięgam po literaturę obyczajową,

obozową oraz thrillery. W połowie 2020 roku założyłam blog,

na którym dzielę się swoimi odczuciami na temat książek.

Prowadzę również konto na Instagramie, na którym zamieszczam

zdjęcia, nie tylko książek. Oprócz literatury, jestem

miłośnikiem dobrej kawy i kwiatów. Na co dzień zajmuję się

czymś zupełnie innym, bowiem studiuję medycynę. Zatem

gdzie można mnie znaleźć? Adres mojego bloga to www.

zabookowana.pl, na Instagramie i na Facebooku widnieję pod

tą samą nazwą. Zapraszam, rozgośćcie się!

Czytaj dalej...

Kilka słów o wypaleniu zawodowym Dokończenie ze strony 13

toring, korzystanie ze wsparcia

społecznego, dbanie o zdrowie,

aktywność fizyczna, rozwój zainteresowań

i duchowości;

Działania organizacyjne np.:

wzmacnianie zaangażowania,

promowanie rozwoju zawodowego,

wzmacnianie zasobów osobowych,

zmniejszenie obciążeń pracowniczych

( presji czasu i przeciążenia),

nagradzanie osiągnięć,

promowanie równowagi między

pracą a życiem rodzinnym;

Zwiększenie dopasowania

pracownika do organizacji:

identyfikacja obszarów niedopasowania

oraz wprowadzenie rozwiązań

na poziomie organizacji

i pracownika.

Z uwagi na powyższe fakty,

znacznie efektywniejsze dla organizacji

jest przeciwdziałanie

wypaleniu zawodowemu niż radzenie

sobie z nim, kiedy już się

w pełni rozwinie. Mądre, prewencyjne

podejście do problemu to

inwestycja w zapobiegnie stratom

w przyszłości. Szkolenia zawodowe

zapobiegają złej jakości pracy

i podwyższają kompetencje pracowników.

Zatrudnienie dodatkowego

pracownika przeciwdziała

przeciążeniu jednego pracownika

oraz uniknięciu kosztów związanych

ze zwolnieniami lekarskimi.

Opracowanie jasnych procedury

współpracy i radzenia sobie

z konfliktami pozwoli uniknąć

nieporozumień w przyszłości.

Jednak nic nie daje takich efektów

przeciwdziałania wypaleniu

zawodowemu jak promowanie

zaangażowania w wykonywane

obowiązki, które energetyzuje.

Efektem odpowiedniej profilaktyki

wypalenia zawodowego jest

właściwa frekwencja i niewielka

rotacja pracowników, zmniejszone

wydatki związane ze zdrowiem

pracowników, kreatywność

i chęć podejmowania nowych

obowiązków, wysoka jakość

i efektywność pracy, a ponadto

ograniczenie kosztów szkolenia

nowych pracowników i związanej

z tym straty czasu.

A jak przeciwdziałać wypaleniu

zawodowemu na płaszczyźnie

indywidualnej? Jak można

zapobiegać wypaleniu? Przede

wszystkim:

Pamiętaj o zachowaniu równowagi

pomiędzy pracą zawodową

a życiem osobistym.

» Naucz się dystansu do pracy.

» Nie bierz na siebie zadań, których

nie jesteśmy w stanie wykonać.

» Naucz się relaksować i wypoczywać.

» Pielęgnuj swoje pasje.

» Oceń własne możliwości i granice.

» Naucz się mówić „nie”.

» Proś o pomoc, kiedy jej potrzebujesz.

» Słuchaj sygnałów jakie wysyła

Ci twoje ciało

» Naucz się rozpoznawać własne

potrzeby.

» Dbaj o samorozwój.

» Naucz się odcinać od bodźców

zewnętrznych.

» Pielęgnuj przyjaźnie.

» Jeśli nic nie pomaga - zmień

pracę.

» Jeśli natomiast nie potrafisz

poradzić sobie sam – pamiętaj, że

jeszcze jestem ja!

Jeśli potrzebujecie rozmowy,

wsparcia, porady lub innej

formy pomocy psychologicznej

jestem dla Was! Zapraszam do

spotkań on-line (100PLN/60

min.). Tel. +48 530947647,

e-mail: adrianaczyz.plj@gmail.

com


WRZESIEŃ

W OBIEKTYWIE POLONII 2021 21

Chatfield State Park

Robert Bruzgo

Chatfield State Park offers

a plenty for a photographer.

On Sunday mornings there

are often hot air balloons

taking flight. One has to be

up early to catch them, they

start setting up about 6am

and by 9am they are already

down and getting packed up.

As a bonus, it is much easier

to get into the part that early.

There is multitude of water

crafts to photograph and on

occasion a vintage aircraft

flies by. There is wildlife too.

Birds, deer and elk are often

there.

Zapraszamy do współpracy

Zapraszamy Państwa do przysyłania

swoich zdjęć i fotoreportaży,

wraz z krótkim opisem fotografii,

na adres redakcja@glospolonii.org

Najciekawsze opublikujemy.

Historia jednej fotografii

Andrzej Wiktor

Wybuch II wojny światowej

Zbrojne wtargnięcie 1 września 1939 roku armii niemieckiej na teren Rzeczypospolitej

Polskiej bez wypowiedzenia wojny rozpoczęło najokrutniejszą a zarazem niszczycielską

wojnę w dziejach ludzkości. Atak rozpoczął się rankiem ok. godziny 4.45 najpierw

bombardowaniem Wielunia a zaraz po tym ostrzelano składy amunicji na Westerplatte

z pancernika Schleswig-Holstein.

Prezentowana fotografia jest parafrazą zdjęcia symbolu, które zostało zrobione przez

gdańskiego fotografa Hansa Soennke na punkcie granicznym Kolibki między Gdynią

a Sopotem. Ponieważ otwarty szlaban nie robił na nikim wrażenia, grupa fotografów

i filmowców postanowiła dodać całej scenie dramaturgii i zaaranżowała scenę w której

niemiecka piechota przełamuje polski szlaban. Oczywiście szlaban był wcześniej przepiłowany

a dwunastu żołnierzy symbolizuje siłę, której się nic nie oprze.

Koncept: Michal Korsun

Fotograf: Andrzej Wiktor

Andrzej Wiktor

Fotografik, dokumentalista. Absolwent łódzkiej filmówki, zawodowo

związany z prasą. Prywatnie realizuje wiele projektów artystycznych

inspirowanych historią Polski.


22 WRZESIEŃ

2021

PLENEROWNIA: WYPOCZYNEK - REKREACJA - NATURA

Pocztówka z wakacji – Orlando na Florydzie

Katarzyna Zawada

Kto z nas nie kocha słońca i wysokich

temperatur? Mieszkańcy

Florydy mają to na co dzień. Przez

większość roku utrzymuje się tam

ciepło, a deszcze przychodzą zazwyczaj

w okresie wakacyjnym.

Jednym z pięknych miast, które

warto zaznaczyć na swojej turystycznej

mapie jest Orlando. Zobaczmy,

co ciekawego oferuje ono

przyjezdnym.

Pod względem wielkości jest

to średnie miasto, ale natężenie

atrakcji, zwłaszcza punktów rozrywkowych

sprawia, że napływ turystów

jest ogromny. Nie tylko ze

Stanów Zjednoczonych. Największe

lotnisko w okolicy, Orlando International

Airport (MCO), oprócz

połączeń międzystanowych, obsługuje

loty z Londynu czy też

Islandii. W tym rejonie swoje sukcesy

odnosi znana koszykarska

drużyna NBA – Orlando Magic.

Tam przed laty triumfy święcili

m.in. Shaquille O’Neal i Dwight

Howard.

W Orlando doskonale odnajdą

się rodziny z dziećmi. Obowiązkowym

punktem do odwiedzenia

jest Walt Disney World Resort

powstały w 1971 roku. Legendarny

park rozrywki ma ponad 100

km2, a jego powierzchnię stanowią

cztery parki tematyczne, dwa

ośrodki wodne oraz wiele lokali

gastronomiczno-usługowych.

W magicznym świecie można spotkać

się m.in. z ekipą „Toy Story”

oraz Pandorą z „Avatara”. Ceny

wstępu do różnych sektorów to

koszt ok. 100 dolarów. Jedną z filii

jest Disney Springs. Obiekt oferuje

spacer po krainie znanych nam

postaci. Zza rogu pomacha nam

Kopciuszek, a przy wejściu przywita

Myszka Miki. Na głodnych

wrażeń i odpowiedniej dawki adrenaliny

czeka Aerophile Balloon -

powietrzna atrakcja, która da nam

widok na park z lotu ptaka. Podobny

klimat można znaleźć w drugim

kultowym parku Orlando – Universal’s

Islands of Adventure. Miejsce

obejmuje siedem wysp tematycznych

– każda związana z kultowym

filmem lub postacią wytwórni.

Odwiedzający mogą więc oddać

się magii Harrego Pottera lub ratować

świat z bohaterami Marvela.

Po całym dniu zwiedzania można

poszukać ukojenia w aquaparku

Volcano Bay.

Kolejna z interesujących przyjemności

to ICON Park. Pierwsze,

co rzuca się w oczy po przyjeździe

na wskazany adres to wielkie

podświetlane koło. To największy

punkt widokowy w Orlando. The

Wheel robi wrażenie wieczorem,

gdy deptak pełen jest zwiedzających

a krąg migocze kolorowymi

światłami. Będąc tam gościem,

koniecznie trzeba się udać się do

Sea Life oraz muzeum figur woskowych

Madame Tussauds. Akwarium

nie tylko daje możliwość

zetknięcia się z nieznanymi dotąd

wodnymi gatunkami, ale także jest

okazją do przejścia tunelem stylizowanym

na dno oceanu. Z kolei

muzeum to galeria gwiazd, z którymi

każdy może zapozować. Selfie

z Ryanem Goslingiem? Brzmi

zachęcająco!

Miłośnicy przyrody z uśmiechem

na ustach trafią do Gatorlandu.

Miejsce często nazywane jest

rajem gadów, bytują tam krokodyle,

aligatory i węże, którym można

przyjrzeć się z bliska i poznać

historię wszystkich gatunków.

Popularnością cieszą się tyrolska

kolejka Screamin ‘Gator Zip Line

unosząca się nad akwenami oraz…

wrestling z wybranymi zwierzętami.

To, co wyróżnia Orlando na tle

innych miast to mnogość parków

zabawy, turystycznych atrakcji, restauracji,

zakątków natury i obiektów

historycznych. Potrzeba kilku

dni, aby w pełni poznać urok tego

miasta. Dodatkowy klimat tworzą

rosnące na każdym kroku palmy,

bujne rośliny, a także czyste ulice.

Przechadzając się po uliczkach widać

spokój i dbałość o otoczenie.

Dla wielu turystów jest to zaskoczenie,

zwłaszcza, gdy przyjeżdżają

z miast, w których chodniki

przepełnione są odpadkami. Droga

Polonio, jeśli szukacie idealnego

miejsca na urlop, zdecydowanie

wybierzcie wschodnie wybrzeże

i malownicze Orlando.

Plenerownia to skarbnica doświadczeń, zbiorowisko przeżyć, źródło refleksji.

Celem Plenerowni jest zachęcić oraz zainspirować Was drodzy Czytelnicy do aktywnego

wypoczynku, stawiania sobie nowych wyzwań, jak również leniuchowania i spędzania

czasu „pod chmurką” na łonie natury, w plenerze. Czekamy na Wasze opowieści,

relacje, przeżycia oraz wszelakie pomysły na plenerowy wypoczynek.

Przysyłajcie je na e-mail: plenerownia@glospolonii.org

Katarzyna Zawada

Absolwentka dziennikarstwa Uniwersytetu Kardynała

Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Od 10 lat

związana z prasą oraz mediami internetowymi.

Miłośniczka sportu, zwłaszcza piłki nożnej, siatkówki

i skoków narciarskich. Prywatnie mama dwóch córek.


Informacje konsularne

AMBASADA RZECZPOSPOLITEJ POLSKIEJ W WASZYNGTONIE

Okręg konsularny Konsula RP w Waszyngtonie obejmuje: Alabamę, Dystrykt Kolumbii, Florydę, Georgia, Kentucky, Maryland, Karolinę Północną,

Karolinę Południową, Tennessee, Wirginię, Wirginię Zachodnią, Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych i pozostałe terytoria zamorskie Stanów

Zjednoczonych oraz Portoryko i Bahamy.

PERSONEL

Ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Stanach Zjednoczonych Ameryki i Wspólnocie Bahamów:

Prof. dr hab. Piotr Wilczek

Zastępca Ambasadora: Paweł Kotowski

Sekretariat: Elżbieta Hryciuk, Małgorzata Kostro-Rudo, washington.amb.sekretariat@msz.gov.pl, 202-328-2152

Wydział Polityczno-Ekonomiczny: Piotr Erenfeicht, Radca Minister, kierownik Wydziału

Wydział Kultury, Nauki i Informacji: dr Urszula Horoszko, Pierwszy Sekretarz, kierownik Wydziału

Wydział Konsularny: Aleksandra Krystek, Radca Minister, Konsul RP, kierownik Wydziału

GODZINY URZĘDOWANIA

Poniedziałek, czwartek i piątek: 9.00 - 13.00; Środa: 13.00 - 16.00; Sobota, niedziela: nieczynne

TELEFON DYŻURNY

W sytuacjach nagłych, wymagających pilnej interwencji konsula możliwy jest kontakt

pod numerem telefonu: 202 368 4102 oraz adresem e-mail: waszyngton.wk.dyzurny@msz.gov.pl

KONSULAT GENERALNY RZECZPOSPOLITEJ POLSKIEJ W NOWYM JORKU

Okręg konsularny Konsulatu Generalnego RP w Nowym Jorku obejmuje Connecticut, Delaware, Maine, Massachusetts,

New Hampshire, New Jersey, Nowy Jork, Ohio, Pensylwanię, Rhode Island, Vermon

PERSONEL

Kierownik Placówki: Adrian Kubicki, Konsul Generalny RP

Sekretariat Konsula Generalnego: nowyjork.kg.sekretariat@msz.gov.pl

Referat ds. współpracy z Polonią i dyplomacji publicznej:

Mateusz Gmura, wicekonsul; newyork.publicaffair@msz.gov.pl

Wydział ruchu osobowego: newyork.passport-visa@msz.gov.pl

Ewa Jerzykowska, konsul, Kierownik wydziału; Kornelia Gołębiowska, attaché konsularny

Wydział prawny i opieki konsularnej: newyork.legal@msz.gov.pl

Małgorzata Rejek-Radoń, konsul, Kierownik wydziału; Karolina Kasprzak, attaché konsularny

Referat ds. administracyjno-finansowych: newyork.admin@msz.gov.pl

Katarzyna Konopka, wicekonsul, Kierownik referatu

GODZINY URZĘDOWANIA

Poniedziałek, wtorek, czwartek i piątek: 9.00 - 13.30 (odbiory paszportów 12.30-13.30)

Środa: 12.00 - 17.00 (odbiory paszportów 15.30-17.00)

TELEFON DYŻURNY

W sytuacjach nagłych, wymagających pilnej interwencji konsula możliwy jest kontakt pod numerem telefonu:

+1 917 520 0032.

KONSULAT GENERALNY RZECZPOSPOLITEJ POLSKIEJ W CHICAGO

Okręg konsularny Konsulatu Generalnego RP w Chicago obejmuje stany: Illinois, Indianę, Iowa, Michigan, Minnesotę,

Missouri, Nebraskę, Dakotę Północną, Dakotę Południową i Wisconsin.

PERSONEL

Kierownik Placówki: Małgorzata Bąk-Guzik

Referat ds. Polonii, Komunikacji i Dyplomacji Publicznej: chicago.promotion@msz.gov.pl

Małgorzata Bąk-Guzik, Kierownik Referatu malgorzata.bak-guzik@msz.gov.pl

Piotr Semeniuk, Wicekonsul piotr.semeniuk@msz.gov.pl

Referat ds. Prawnych i Opieki Konsularnej: chicago.legal@msz.gov.pl

Paulina Szafałowicz, Kierownik Referatu paulina.szafalowicz@msz.gov.pl

Agata Czarnota, Wicekonsul agata.czarnota@msz.gov.pl

Wydział Ruchu Osobowego: chicago.passport-visa@msz.gov.pl

Mariusz Gbiorczyk, Kierownik Wydziału

Bernadetta Pałka-Maciejewska, Wicekonsul bernadetta.palka-maciejewska@msz.gov.pl

Referat Administracyjno-Finansowy: chicago.administration@msz.gov.pl

Marzena Baranowska, Kierownik Referatu marzena.baranowska@msz.gov.pl

Sekretariat: chicago.kg.sekretariat@msz.gov.pl, 312-337-8166

GODZINY URZĘDOWANIA

Poniedziałek, wtorek, środa i piątek: 9.00 - 15.30; Czwartek 11.30 - 18.00; Sobota, niedziela: nieczynne

TELEFON DYŻURNY

W sytuacjach nagłych, wymagających pilnej interwencji konsula możliwy jest kontakt

pod numerem telefonu: 312-735-7772 oraz pod adresem e-mail: chicago.kg.dyzurny@msz.gov.pl

KONSULAT GENERALNY RZECZPOSPOLITEJ POLSKIEJ W LOS ANGELES

Okręg konsularny Konsulatu Generalnego RP w Los Angeles obejmuje Alaskę, Arizonę, Kalifornię, Kolorado, Hawaje, Idaho, Montanę, Nevadę, Oregon,

Utah, Waszyngton, Wyoming

PERSONEL

Konsul Generalny:

Jarosław Łasiński, 310-442-8500 opcja 8

Wicekonsul, dyplomacja publiczna, Polonia:

Paweł Lickiewicz, la.culture@msz.gov.pl, 310-442-8500 opcja 6

Wicekonsul, paszporty i wizy:

Anna Dębecka-Budzisiak, losangeles.kg.paszporty@msz.gov.pl la.visa@msz.gov.pl, 310-442-8500 opcja 2 lub 3

Wicekonsul, sprawy prawne, opieka konsularna, obywatelstwo polskie:

Piotr Sobczak, losangeles.legal@msz.gov.pl, 310-442-8500 opcja 4 lub 5

Administracja i finanse: Patrycja Kowalska, la.administration@msz.gov.pl

Sekretariat: la.polishconsulate@msz.gov.pl, 310-442-8500

GODZINY URZĘDOWANIA

Poniedziałek, wtorek, środa i piątek: 9.00 - 14.00; Czwartek 12.00 - 17.00; Sobota, niedziela: nieczynne

KONSULAT GENERALNY RZECZPOSPOLITEJ POLSKIEJ W HOUSTON

Okręg konsularny Konsulatu Generalnego RP w Houston obejmuje: Arkansas, Kansas, Luizjanę, Mississippi, Nowy Meksyk, Oklahomę, Teksas.

PERSONEL

Konsul Generalny:

Robert Rusiecki, houston.consular@msz.gov.pl, 713-479-6770

Wicekonsul, kierownik referatu ds. konsularnych i ekonomicznych:

Adam Bożko, houston.consular@msz.gov.pl

Wicekonsul, referat ds. konsularnych i ekonomicznych:

Monika Rusiecka, houston.consular@msz.gov.pl

Wicekonsul, kierownik referatu ds. administracyjno-finansowych:

Agata Grabowska-Alexandrowicz, houston.kg.sekretariat@msz.gov.pl

Referat ds. administracyjno-finansowych: Dagmara Szymańska-Żyglicki

Sekretariat: Katarzyna Łukasiewicz, houston.kg.sekretariat@msz.gov.pl, 713-993-9685

GODZINY URZĘDOWANIA

Poniedziałek: od 13.30 do 17.30; Wtorek, środa, czwartek, piątek: od 10.00 do 14.00; Sobota, niedziela: nieczynne

REKLAMA

WRZESIEŃ

2021

23

Konsulat Honorowy RP w Denver, Kolorado

Konsul Honorowy: Tomasz Skotnicki

adres: 528 Williams St. Denver, Denver, Colorado 80218

telefon: +1 303 485 6620; +1 303 517 1278 (nagłe wypadki)

e-mail: tskotnicki@aol.com

Konsulat Honorowy RP w Seattle, Waszyngton

Konsul Honorowy: Teresa Indelak Davis

adres: 3907 47th Avenue NE, Seattle, Washington 98105

telefon: +1 206 948 8064

e-mail: polishconsulseattle@outlook.com

Konsulat Honorowy RP w Las Vegas, Nevada

Konsul Honorowy: John Petkus

adres: 6787 West Tropicana Avenue, Suite 102, Las Vegas,

Nevada 89103

telefon: +1 702 368 7974

e-mail: consul@polishconsullv.com

strona internetowa: www.polishconsullv.com

Konsulat Honorowy RP w Rancho Santa Fe, Kalifornia

Konsul Honorowy: Barbara Haider

adres: 16212 Avenida Cuesta Los Osos,

Rancho Santa Fe, CA 92067

telefon: 619 417 0454, e-mail: behaider@yahoo.com

Konsulat Honorowy RP w Akron, Ohio

Konsul Honorowy: Maria Szonert-Binienda

adres: 669 Heatherleigh Drive, Akron, OH 44333

telefon: +1 330 666 7251

e-mail: mszonert@hotmail.com

Konsulat Honorowy RP w St. Louis, Missouri

Konsul Honorowy: Wojciech Golik

Adres: 120 S Central Ave #1200, Clayton, MO 63105

Telefon: 314-439-6883

e-mail: KHRPSTL@gmail.com

Konsulat Honorowy RP w San Francisco, Kalifornia

Konsul Honorowy: Tadeusz Taube

Wicekonsul: Susan Eileen Penn

adres: 2150 Post St, San Francisco, CA 94115

telefon: +1 510 647 8512, 510 703-0096

e-mail: consultaube@gmail.com,

sfviceconsulpenn@gmail.com


24 WRZESIEŃ

2021

REKLAMA

More magazines by this user