06.03.2013 Views

Cały numer 16 w jednym pliku PDF - Lubuskie Pismo Literacko ...

Cały numer 16 w jednym pliku PDF - Lubuskie Pismo Literacko ...

Cały numer 16 w jednym pliku PDF - Lubuskie Pismo Literacko ...

SHOW MORE
SHOW LESS

You also want an ePaper? Increase the reach of your titles

YUMPU automatically turns print PDFs into web optimized ePapers that Google loves.

Na ok³adce: Jacek Weso³owski, Czas / Zeit, druga wersja 2006<br />

(pierwsza wersja 2005, idea i prarealizacja jako Pamiêæ / Gedächnis 1994)<br />

Zrealizowano w ramach Programu Operacyjnego Promocja Czytelnictwa<br />

og³oszonego przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.


<strong>Lubuskie</strong> <strong>Pismo</strong> <strong>Literacko</strong>-Kulturalne


<strong>Lubuskie</strong> <strong>Pismo</strong> <strong>Literacko</strong>-Kulturalne<br />

Pro Libris<br />

Nr 3(<strong>16</strong>) - 2006<br />

Prace plastyczne wykorzystane w <strong>numer</strong>ze<br />

Jacek Weso³owski<br />

Copyright by<br />

Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. C. Norwida, Zielona Góra 2006<br />

Redaktor naczelny<br />

S³awomir Kufel<br />

Redaktor naukowy<br />

Anna Szóstak<br />

Redaktor graficzny<br />

Magdalena Gryska<br />

Sekretarz redakcji<br />

Ewa Mielczarek<br />

Korekta<br />

Ewa Mielczarek<br />

Cz³onkowie redakcji:<br />

Grzegorz Gorzechowski, Leszek Kania, Czes³aw Sobkowiak, Maria Wasik<br />

Stali wspó³pracownicy:<br />

Krystyna Kamiñska, Ireneusz K. Szmidt, Andrzej K. Waœkiewicz, Jacek Weso³owski<br />

Fotografie:<br />

Maik Altenburg, Grzegorz Gorzechowski, Susanne Lambrecht, Monika Simonjetz, Jan Wasiñski<br />

Wydawca<br />

Pro Libris - Wydawnictwo Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Cypriana Norwida,<br />

al. Wojska Polskiego 9, 65-077 Zielona Góra<br />

Sk³ad komputerowy:<br />

Agencja Reklamowa GRAF MEDIA, tel. 068 451 72 78<br />

Druk i oprawa:<br />

IMAR-DRUK, ul. Wiejska 4, 65-763 Zielona Góra<br />

Nak³ad - 350 egz.<br />

ISSN <strong>16</strong>42-5995<br />

Nr indeksu 370754<br />

Adres Redakcji:<br />

WiMBP im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze,<br />

al. Wojska Polskiego 9, 65-077 Zielona Góra (z dopiskiem Pro Libris);<br />

e-mail: Wydawnictwo.Prolibris@wimbp.zgora.pl<br />

http://www.wimbp.zgora.pl


Od Redakcji<br />

Kolejny ju¿, szesnasty <strong>numer</strong> Pro Libris,<br />

wzbudza rozmaite refleksje. Oto bowiem<br />

dok³adnie piêæ lat temu ukaza³ siê pierwszy<br />

<strong>numer</strong> naszego czasopisma. Wtedy nikt nie<br />

przewidywa³, ¿e ta literacka przygoda potrwa<br />

tak d³ugo. Mamy sta³e ju¿ grono wspó³pracowników,<br />

ustalone dzia³y i elementy pisma,<br />

a tak¿e okreœlon¹ jego liniê. Powie ktoœ, ¿e to<br />

konserwatyzm i stagnacja. Ale na rynku<br />

lubuskim jest przecie¿ miejsce na pismo<br />

nowoczesne, eksploruj¹ce przede wszystkim<br />

postmodernistyczne wydarzenia artystyczne.<br />

My pozostaniemy bardziej akademiccy,<br />

a ka¿d¹ inicjatywê przyjmiemy nie jako<br />

konkurencjê, lecz jako znacz¹ce urozmaicenie<br />

naszego ¿ycia kulturalnego.<br />

Minione piêæ lat zaowocowa³o te¿ sta³¹<br />

wspó³prac¹ polsko-niemieck¹. Nie jest to dziœ<br />

bez znaczenia, gdy na naszych oczach<br />

zmienia siê dotychczasowy porz¹dek europejski<br />

(a mo¿e i œwiatowy). Od paru lat mamy<br />

XXI wiek. Im d³u¿ej pozostaniemy normalni,<br />

tym d³u¿ej bêdziemy tworzyæ kulturê na<br />

zamieszkiwanych przez nas ziemiach.<br />

A jest co robiæ. W niniejszym <strong>numer</strong>ze<br />

zaczynamy, tak¹ mamy nadziejê, dyskusjê<br />

o dotychczasowej kondycji kultury na Ziemi<br />

<strong>Lubuskie</strong>j. Inauguruj¹ j¹ wypowiedzi Eugeniusza<br />

Kurzawy i Czes³awa Markiewicza.<br />

Redakcja nie jest tu stron¹, ale nie ukrywamy,<br />

¿e taka wymiana pogl¹dów jest o¿ywcza<br />

i inspiruj¹ca. Mamy nadziejê na dalsze g³osy<br />

osób zainteresowanych wspomnian¹ problematyk¹.<br />

Poza tym sporo tego, co zwykle – tym razem<br />

chcia³bym zwróciæ szczególn¹ uwagê na<br />

prezentacjê twórczoœci Jacka Weso³owskiego,<br />

ciekawy tekst Mateusza Marczewskiego,<br />

urokliwe rozwa¿ania Moniki Simonjetz,<br />

relacjê Rainera Vangermaina z X Nocy Poezji<br />

we Frankfurcie oraz wype³niaj¹ce niema³¹<br />

czêœæ <strong>16</strong>. <strong>numer</strong>u Pro Libris wiersze.<br />

Mi³ej lektury.<br />

Vorwort des Herausgebers<br />

Die neue, schon sechzehnte Ausgabe von „Pro<br />

Libris” regt zum Nachdenken an. Vor genau fünf<br />

Jahren erschien nämlich die erste Nummer unserer<br />

Zeitschrift. Niemand glaubte damals, dass dieses<br />

literarische Abenteuer so lange dauern würde. Wir<br />

haben inzwischen einen Kreis ständiger Mitarbeiter,<br />

festgelegte Bereiche und Teile der Zeitschrift,<br />

auch eine bestimmte Linie. Jemand könnte einwenden,<br />

dies ist Konservatismus und Stagnation. Aber<br />

auf dem Lebuser Markt gibt es doch auch Platz für<br />

eine moderne Zeitschrift, die vor allem postmoderne<br />

künstlerische Ereignisse verfolgt. Wir bleiben<br />

eher akademisch und würden jede solche Initiative<br />

nicht als Konkurrenz ansehen, sondern als eine<br />

bedeutende Abwechslung in unserem Kulturleben.<br />

Die letzten fünf Jahre brachten auch eine<br />

ständige deutsch-polnische Zusammenarbeit mit<br />

sich. Es ist nicht ohne Bedeutung, heute, wenn wir<br />

eine Änderung der bisherigen europäischen (und<br />

vielleicht sogar der Welt-) Ordnung beobachten.<br />

Vor ein Paar Jahren hat das 21. Jahrhundert angefangen.<br />

Je länger wir normal bleiben, desto länger<br />

können wir Kultur auf den von uns bewohnten<br />

Gebieten schaffen.<br />

Und zu tun gibt es jede Menge. In der vorliegenden<br />

Ausgabe beginnen wir, so unsere Hoffnung,<br />

eine Diskussion über die bisherige Verfassung der<br />

Kultur im Lebuser Land. Sie wird von Eugeniusz<br />

Kurzawas und Czes³aw Markiewiczs Beiträgen<br />

eingeleitet. Wir als Herausgeber ergreifen hier<br />

keine Partei, wir sind aber der Meinung, dass ein<br />

solcher Meinungsaustausch belebend und inspirierend<br />

ist. Wir hoffen auf weitere Stimmen von<br />

Menschen, die sich für dieses Problem interessieren.<br />

Sonst – viel des Üblichen – diesmal möchten<br />

wir Sie vor allem auf die Vorstellung des Schaffens<br />

von Jacek Weso³owski, den interessanten Text von<br />

Mateusz Marczewski, die zauberhaften Überlegungen<br />

von Monika Simonjetz, den Bericht von<br />

Rainer Vengermain zur 10. Nacht der Poesie in<br />

Frankfurt und die in der <strong>16</strong>. Aufgabe von „Pro<br />

Libris” so zahlreichen Gedichte aufmerksam<br />

machen.<br />

Viel Spaß beim Lesen!<br />

Od Redakcji<br />

3


4<br />

Spis treœci<br />

Zbigniew Czarnuch, Waschmaschinewsky, królewski b³azen profesor Grundling,<br />

köpenikiada i inne przypadki specyfiki zaodrzañskiego poczucia humoru<br />

(Waschmaschinewsky, der Hofnarr Professor Grundling, die Köpenickiade<br />

und andere Fälle des spezifischen Sinns für Humor von der anderen Seite<br />

der Oder) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 6<br />

FilmFestival Cottbus – Festival des osteuropäischen Films<br />

(FilmFestival Cottbus – festiwal filmu wschodnioeuropejskiego) . . . . . . . . . . . . . . str. 22<br />

Rainer Vangermain, Die 10. Nacht der Poesie in Frankfurt (Oder),<br />

am 18.08.06 im „Oderspeicher” (X Noc Poezji we Frankfurcie nad Odr¹<br />

18 sierpnia 2006 w „Spichlerzu Odrzañskim”) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 32<br />

Zapraszam Ciê Helmut do pisania Odr¹...<br />

Z Helmutem Preisslerem rozmawia Romuald Szura . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 35<br />

Cezary Galek, Ko³ysanka dla Brajana . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 37<br />

Czes³aw Sobkowiak, Zapiski o poranku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 41<br />

Anna Szewczuk, Wiersze [Woda pitna w Barcelonie, Zajrza³am,<br />

Madonna uœmiechniêta, Flamenco] . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 50<br />

Mateusz Marczewski, Bia³y i czarny ptak . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 52<br />

Bartosz Pi¹tkowski, Wiersze[***miêdzy dwoma mostami,<br />

*** wpisany w cieñ, zdarte oko, wiersz z kolejowym charakterem] . . . . . . . . . . . str. 56<br />

SYLWETKI . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 58<br />

Anna Szóstak, Poetycka silva rerum Ireneusza Krzysztofa Szmidta<br />

(Die poetischen silvae rerum Ireneusz Krzysztof Szmidts) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 58<br />

Ireneusz K. Szmidt, Wiersze [Poetyka (Poetik), G³os w dyskusji o poezji<br />

wspó³czesnej (Stimme in der Diskussion über moderne Dichtung), S³uchaj¹c<br />

koncertu rostockiego nonetu w Sali Barokowej (Das Konzert des Rostocker<br />

Nonetts im Barocksaal hörend), *** Istniejesz jeszcze (Du weilst noch)] . . . . . . . . str. 66<br />

MA£Y LEKSYKON POETÓW LUBUSKICH . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 71<br />

Andrzej K. Waœkiewicz, Robotnicy pisz¹cy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 71<br />

Wald Gerson Rak, Wiersze [Oli, maleñkiej, Bez Oli, *** Ptactwo w ogrodach,<br />

*** S¹d, *** Zmrok, *** W œniegu, *** Nie piszesz] . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 76<br />

PREZENTACJE „Pro Libris” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 78<br />

Jacek Weso³owski . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 78<br />

Tomasz Zalejski-Smoleñ, Do Granicy. Dzien-Nik Jacka Weso³owskiego<br />

(Bis zur Grenze. Das Tage-Buch von Jacek Weso³owski) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 81<br />

Susanne Lambrecht, Einmaliges Projekt: KottbusKunst<br />

(Wyj¹tkowy projekt: KottbusKunst) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 95


PRZYPOMNIENIA LITERACKIE . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 101<br />

Czes³aw Markiewicz, Czytanie Ÿróde³ V. Czego Maranda nie nauczy³ siê<br />

od Tutki - eksperyment z proz¹ Janusza Olczaka) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 101<br />

Janusz Koniusz, Pomiêdzy Mêcin¹ a Gubinem<br />

(wspomnienie o Tadeuszu Firleju) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 105<br />

Zenon £ukaszewicz, Pamiêæ i nostalgia<br />

(wspomnienie o Stanis³awie Grochowiaku) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 108<br />

VARIA BIBLIOTECZNE . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 111<br />

Grzegorz Chmielewski, Biblioteka i archiwum Herminy von Reuss . . . . . . . . . . str. 111<br />

W³adys³aw £azuka, Wiersze [W £asku, *** Jezioro jak sto³u blat,<br />

*** Ile jest krzyku, Powiedz, *** W cieniu jab³oni, Trzeba iœæ] . . . . . . . . . . . . . . str. 117<br />

Maximilian Dragon, Kaltes Schweigen (Ch³odne milczenie) . . . . . . . . . . . . . . . . str. 120<br />

Robert Rudiak, Wiersze [Senne wizje, Wyrocznia] . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 123<br />

Mareike Dottschadis, Rotes Fahrrad im Regen (Czerwony rower w deszczu) . . . str. 124<br />

KRAJOBRAZY LUBUSKIE . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 125<br />

Monika Simonjetz, Znów najpiêkniejszy w Polsce jest lipiec nad wod¹...<br />

Zabór i okolice (Und wieder einmal ist der Juli am Wasser in Polen<br />

am schönsten… Zabór und Umgebung) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 125<br />

FORUM DYSKUSYJNE . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 139<br />

Eugeniusz Kurzawa, W³asnoœæ czasu przesz³ego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 139<br />

Czes³aw Markiewicz, Daleko od szosy - czyli o nieskonsumowanym awansie . . str. 144<br />

RECENZJE I OMÓWIENIA . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 148<br />

Bartosz Pi¹tkowski, leitmotiv (Czes³aw Markiewicz) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 148<br />

W³adys³aw Klêpka, Siedmiokr¹g (Czes³aw Sobkowiak) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 149<br />

Ewa Lipska, Drzazga (Anna Szóstak) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 150<br />

Stanis³aw ¯yburt, Historia Górzyna (Monika Simonjetz) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 153<br />

KRONIKA LUBUSKA . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 154<br />

KSI¥¯KI NADES£ANE . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 157<br />

AUTORZY NUMERU . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 158<br />

Spis treœci<br />

5


6<br />

Zbigniew Czarnuch<br />

Waschmaschinewsky,<br />

królewski b³azen profesor<br />

Grundling, köpenikiada<br />

i inne przypadki<br />

specyfiki zaodrzañskiego<br />

poczucia humoru<br />

Przed rokiem goœci³a w witnickim<br />

browarze ekipa znanego programu brandenbursko-berliñskiej<br />

telewizji poœwiêconego<br />

pog³êbieniu wiedzy o Polsce o nazwie<br />

„Kowalski trifft Schmidt”. Nagrany reporta¿<br />

zosta³ wyemitowany. Zawiera³ informacjê, ¿e<br />

browar produkuje miêdzy innymi piwo<br />

wed³ug stuletniej niemieckiej receptury.<br />

Obejrza³ go Robert Skuppin, dziennikarz<br />

berliñskiego radia, który siê w³aœnie ogl¹da³<br />

za lokat¹ zgromadzonych oszczêdnoœci<br />

w jakimœ intratnym handlowym przedsiêwziêciu<br />

w rodzaju piwiarni. Mia³ ju¿ nawet<br />

upatrzony mi³y lokal. Jako sympatyk Polaków<br />

zamierza³ mu nadaæ polski charakter i piwiarnia<br />

w jego zamyœle mia³a powiêkszyæ<br />

w Berlinie liczbê miejsc, w których siê zabiega<br />

o pog³êbianie procesu topnienia gór<br />

lodowych wzajemnych uprzedzeñ . - To jest to<br />

- stwierdzi³ po obejrzeniu audycji i ruszy³ do<br />

Witnicy na wizjê lokaln¹. Na miejscu piwo<br />

zdegustowa³ i po uznaniu, ¿e nie jest z³e,<br />

zawar³ z browarem kontrakt na sta³¹ jego<br />

dostawê do Berlina. I tak statystycy tego<br />

miasta w tabelach pod has³em „Vergüngungslokal”<br />

wœród placówek rozrywkowych robotniczej<br />

dzielnicy wschodniego Berlina<br />

Friedrichshein mogli zamieœciæ kolejn¹. Tym<br />

razem by³ to lokal o charakterze misyjnym.<br />

Zbigniew Czarnuch<br />

Waschmaschinewsky,<br />

der Hofnarr Professor<br />

Grundling,<br />

die Köpenickiade<br />

und andere Fälle<br />

des spezifischen Sinns<br />

für Humor von der anderen<br />

Seite der Oder<br />

Vor einem Jahr verweilte in der Witnicer<br />

Brauerei das Team der bekannten Brandenburger-Berliner<br />

Fernsehsendung zur Vertiefung<br />

des Wissens über Polen unter dem Titel<br />

„Kowalski trifft Schmidt”. Die aufgenommene<br />

Reportage wurde ausgestrahlt. Dort fand sich die<br />

Information, dass die Brauerei das Bier u.a. nach<br />

einer hundertjährigen deutschen Rezeptur herstellt.<br />

Robert Skuppin, ein Journalist eines<br />

Berliner Radiosenders, der gerade nach einer<br />

Möglichkeit Ausschau hielt, seine Ersparnisse in<br />

ein einträgliches Handelsunternehmen, z.B.<br />

einen Bierkeller, anzulegen, hat diese Sendung<br />

gesehen. Er hatte sich schon sogar ein nettes<br />

Lokal ausgesucht. Als ein Polenfreund wollte er<br />

ihm einen polnischen Charakter verleihen – der<br />

Bierkeller sollte nach seinem Plan die Zahl der<br />

Orte in Berlin vergrößern, in denen man die<br />

Eisberge der gegenseitigen Vorurteile schmelzen<br />

lässt. „Das ist es”, stellte er fest, nachdem er die<br />

Sendung gesehen hatte und machte sich auf den<br />

Weg zu einem Lokaltermin nach Witnica. An<br />

Ort und Stelle verkostete er das Bier, überzeugte<br />

sich, das es nicht schlecht schmecke und schloss<br />

mit der Brauerei einen Vertrag über Lieferungen<br />

nach Berlin ab. Und so konnten die Statistiker<br />

dieser Stadt in ihren Tabellen unter dem<br />

Stichwort „Vergnügungslokal” im Ostberlins<br />

Arbeiterviertel Friedrichshein eine neue Kneipe


Dowiedzia³em siê o istnieniu knajpki od<br />

znajomego poczdamskiego historyka sztuki,<br />

który by³ u mnie w zwi¹zku ze zbieraniem<br />

materia³ów do pracy o pa³acu w D¹broszynie.<br />

W podziêkowaniu za udzielon¹ pomoc<br />

przys³a³ mi wycinek na jej temat z berliñskiej<br />

gazety „Der Tagesspiegel” wraz z zaproszeniem<br />

do Berlina na kufelek witnickiego piwa.<br />

Gazeta informowa³a swych czytelników, ¿e<br />

lokal siê mieœci przy ulicy Bänschstraße 25,<br />

czynny jest od godziny 14, w koñcu tygodnia<br />

od 10, a nazywa siê „Waschmaschinewsky”.<br />

W wolnym t³umaczeniu znaczy to tyle co<br />

Pralkiewicz lub Maszynopralniewski albo<br />

Praczmaszyñski.<br />

Osobisty Anio³ Stró¿, odpowiedzialny<br />

miêdzy innymi za moje narodowo-moralne<br />

bezpieczeñstwo, wiadomoœæ o tym Waschmachinewskym,<br />

zakwalifikowa³ do kategorii<br />

zagro¿enia. Natychmiast uruchomi³ czujniki<br />

poczucia godnoœci Polaka, z tych co to boso<br />

ale w ostrogach, i z arsena³u pamiêci zacz¹³<br />

wydobywaæ i podsuwaæ przed oczy duszy i jej<br />

urz¹dzenia audio rozmaite œrodki obrony<br />

z pó³ki dydaktyczno-patriotycznych wierszyków<br />

mojej mamy. Nasza kochana rodzicielka<br />

„urodzona w niewoli, okuta w powiciu”,<br />

prawdziwa Matka-Polka, w trosce o polskie<br />

dusze swych dzieci, szczepi³a nas ochronnie<br />

przeciw odwiecznym nieprzyjacio³om opowiadaj¹c<br />

do snu patriotyczne porzekad³a<br />

i wierszyki. Najpierw zabrzmia³o mi<br />

w g³owie, ¿e jak œwiat œwiatem, ten i tamten<br />

nigdy nie bêdzie naszym bratem. Potem,<br />

niczym sekwencja z jakiegoœ przedwojennego<br />

filmu, zobaczy³em szlachecki dworek, a na<br />

jego œcie¿ce dŸwiêkowej cytat z ballady<br />

o ksiêciu Józefie Poniatowskim, co to<br />

wêdruj¹c przez litewskie drogi napotka³ ubogi<br />

dworek, zza p³otu którego jasne trzy g³owiny<br />

na zapytanie o mo¿liwoœæ noclegu godnie,<br />

przytomnie i rezolutnie, jak przysta³o dziatwie<br />

polskiej, odpar³y - Czy pan tylko nie jest<br />

Moskal lub coœ podobnego, bo my wrogów nie<br />

przyjmujem do domu naszego. W tym argumencie<br />

mojego duchowego „goryla” (przepraszam<br />

Ciê najbardziej mój Anio³ku Stró¿u<br />

z oleodrukowego obrazka wisz¹cego nad<br />

moim ³ó¿eczkiem, ale dzisiaj tu, na Padole<br />

verzeichnen. Diesmal eine Kneipe mit<br />

Missionscharakter.<br />

Ich erfuhr über dieses Lokal von einem<br />

Bekannten, einem Kunsthistoriker aus Potsdam,<br />

der mich bei seiner Suche nach Unterlagen zu<br />

einem Beitrag über das Schloss Tamsel<br />

besuchte. Als Dankeschön für meine Hilfe<br />

schickte er mir einen Ausschnitt über die<br />

Bierstube aus dem Berliner „Tagesspiegel” –<br />

mitsamt einer Einladung nach Berlin, zu einem<br />

Krug Bier aus Witnica. Die Zeitung informierte<br />

ihre Leser, dass sich das Lokal in der<br />

Bänschstraße 25 befinde, ab 14 Uhr und am<br />

Wochenende ab 10 Uhr auf sei und den Namen<br />

„Waschmaschinewsky” trage.<br />

Mein persönlicher Schutzengel, zuständig<br />

unter anderem für meine national-moralische<br />

Sicherheit, stufte die Nachricht über diesen<br />

Waschmaschinewsky sofort als eine Gefahr ein.<br />

Unverzüglich schaltete er meine Sensoren der<br />

Würde eines Polen ein, desjenigen nämlich, der<br />

zwar barfuss läuft, aber mit Sporen 1, und vom<br />

Arsenal meines Gedächtnisses holte er vor die<br />

Augen meiner Seele – und deren Audio-Geräte –<br />

verschiedene Verteidigungsmittel aus dem Fach<br />

„didaktisch-patriotische Gedichte meiner<br />

Mutter”. Unsere liebe Erzeugerin, „in Gefangenschaft<br />

geboren, in Ketten erzogen”, eine<br />

wahre polnische Mutter impfte uns in Sorge um<br />

unsere polnischen Seelen Hass gegen unsere<br />

Erzfeinde, indem sie uns mit patriotischen<br />

Sprichwörtern und Gedichten in den Schlaf<br />

wog. Zuerst hörte ich meine innere Stimme<br />

sagen, dass solang die Welt sich dreht, wird<br />

dieser oder jener niemals unser Bruder sein.<br />

Dann sah ich – wie eine Szene aus einem<br />

Vorkriegsfilm – ein Gutshaus eines polnischen<br />

Edelmanns und hörte – wie die Tonspur dieses<br />

Filmes – das Zitat aus einer Ballade über den<br />

Fürsten Józef Poniatowski, der unterwegs<br />

irgendwo in Litauen auf ein armes Gutshaus<br />

stieß, und als er drei hellhaarige Köpfchen hinter<br />

dem Zaun sah und nach Nachtquartier fragte,<br />

hörte er die würdige, hellwache und gescheite<br />

Antwort, wie sie sich bei polnischen Kindern<br />

1 Anspielung an ein polnisches Sprichwort (Anm. des Übersetzers).<br />

Zbigniew Czarnuch<br />

7


8<br />

£ez takich jak ty ludzi odpowiedzialnych za<br />

nasze bezpieczeñstwo niestety tak siê w³aœnie<br />

nazywa…, o tempora! o mores!) dopatrzy³em<br />

siê jednoznacznej sugestii, bym tego Waschmaschinewskiego<br />

zakwalifikowa³ do kategorii<br />

„Moskal lub coœ podobnego”. Wreszcie<br />

mój Tajny Wspó³pracownik zagra³ na najczulszej<br />

strunie. Ten agent Œwiata Racji<br />

Ostatecznej, mistrz w urabianiu umys³ów,<br />

odwo³a³ siê do najczulszej struny, wydobywaj¹c<br />

z niepamiêci wierszyk, którego<br />

nauczy³a mnie w latach wojny mama, bym<br />

zadeklamowa³ go w dniu imienin kilkuletniej<br />

siostrzyczce Mirce. Wymowa wierszyka jest<br />

jakby trochê démodé, jako bezwstydnie seksistowska<br />

- jak to siê dziœ w nowomowie<br />

m³odego pokolenia powiada, ale mora³ wydawa³<br />

siê byæ o wydŸwiêku ogólnop³ciowym.<br />

Wierszyk brzmi jak nastêpuje: Jesteœ Polk¹<br />

b¹dŸ dumn¹, / bo na ca³ym œwiecie, / Polka<br />

wœród piêknych kwiatów / najpiêkniejsze<br />

kwiecie./ Niewinna jak fio³ek, / jak ¿elazo<br />

twarda, / czu³a, sta³a, wierna, / pokorna<br />

i harda. / Polka wstydu nie zniesie, / bo ma<br />

dumê ojczyst¹./ Polka zbrojnie umiera,/<br />

i umiera czyst¹!<br />

Rozumia³em, ¿e powinienem byæ hardym,<br />

pielêgnowaæ ojczyst¹ dumê, nie znosiæ wstydu<br />

i byæ gotowym oddania ¿ycia ojczyŸnie<br />

w stanie czystym.<br />

W wyniku tych operacji dokonywanych<br />

w rejonach podprogowych mej œwiadomoœci,<br />

Roberta Skupina sposób na rozwijanie<br />

niemiecko-polskiej sympatii przy pomocy<br />

piwa z pralki wydawa³ mi siê byæ wielce<br />

podejrzany. Pe³en niepokoju postanowi³em<br />

udaæ siê do Berlina. Czuj¹c „jajcarsk¹” (och<br />

ta nowomowa!) pu³apkê, na wszelki wypadek<br />

nie poprosi³em historyka sztuki o dotrzymanie<br />

s³owa i na jej poszukiwanie na wszelki<br />

wypadek uda³em siê sam. Jak siê mia³o<br />

okazaæ, by³o to rozs¹dne posuniêcie z mojej<br />

strony.<br />

Znalezienie piwiarni, wbrew pierwszym<br />

moim k³opotom, nie jest trudne, bowiem gdy<br />

od wschodu Frankfurterallee wje¿d¿amy do<br />

Berlina, wystarczy w miejscu, gdzie zaczyna<br />

siê tutejszy odpowiednik warszawskiej MDM<br />

(zakoñczony Frankfurter Tor czyli dwoma<br />

gehört: „Sollst du Moskowiter sein, geh doch<br />

wieder raus, wir lassen keine Feinde in unser<br />

Elternhaus” 2. In diesem Argument meines seelischen<br />

„Bodyguards” (verzeihe mir, mein lieber<br />

Schutzengel aus dem Öldruck über meinem<br />

Kinderbett, aber hier, im Jammertal, werden<br />

Menschen, die für unsere Sicherheit sorgen,<br />

eben so genannt... o tempora! o mores!) bemerkte<br />

ich den eindeutigen Hinweis, dieser<br />

Waschmaschinewsky sei in die Kategorie<br />

„Moskowiter oder Ähnliches” einzustufen. Die<br />

empfindlichste Saite ließ aber mein Inoffizieller<br />

Mitarbeiter erklingen. Dieser Agent aus der Welt<br />

des Ultimativen Arguments, dieser Meister der<br />

Gehirnwäscherei, schlug die empfindlichste<br />

Saite an und holte aus der Vergessenheit ein<br />

Gedicht, das mir meine Mutter während des<br />

Krieges beibrachte, damit ich es zum Namenstag<br />

meiner ein Paar Jahre alten Schwester Mirka<br />

deklamieren kann. Die Aussage des Gedichtes<br />

scheint ein bisschen dèmodè zu sein, sie ist ja<br />

schamlos sexistisch – wie es die junge<br />

Generation heute politisch korrekt bezeichnet –<br />

die Lehre daraus kann doch gut auf beide<br />

Geschlechter bezogen werden.<br />

Das Gedicht geht so: „Du bist eine Polin –<br />

sei stolz darauf / denn in der ganzen Welt / ist<br />

Polin die schönste / von allen Blumen. /<br />

Unschuldig wie ein Veilchen / wie das Eisen hart<br />

/ zärtlich, fest, treu / demutsvoll und stark. / Eine<br />

Polin verträgt keine Schande / ihr Stolz gehört<br />

dem Vaterland. / Eine Polin stirbt mit Waffen in<br />

der Hand / und sie stirbt rein!” 3<br />

Ich verstand soviel, dass ich stark sein soll,<br />

meinen Vaterlandsstolz pflegen, keine Schande<br />

vertragen und bereit sein, mein Leben im reinen<br />

Zustand für das Vaterland zu opfern.<br />

All diese sich an der Grenze meines<br />

Bewusstseins abspielenden Operationen ließen<br />

mir Robert Skupinas Versuch, die deutsch-polnischen<br />

Sympathien mit dem Bier aus einer<br />

Waschmaschine zu entwickeln, als durch und<br />

2 „Czy pan tylko nie jest Moskal lub coś podobnego, bo my<br />

wrogów nie przyjmujem do domu naszego”<br />

3 „Jesteś Polką bądź dumną, / bo na całym świecie, / Polka<br />

wśród pięknych kwiatów / najpiękniejsze kwiecie./ Niewinna<br />

jak fiołek, / jak żelazo twarda, / czuła, stała, wierna, /<br />

pokorna i harda./ Polka wstydu nie zniesie, / bo ma dumę<br />

ojczystą./ Polka zbrojnie umiera, / i umiera czystą!”


udynkami zwieñczonymi wie¿ami) skrêciæ<br />

Proskauerstrasse w prawo, by na drugim<br />

skrzy¿owaniu ulic byæ na miejscu. Identyfikacjê<br />

u³atwiaj¹ reklamowe parasole z napisem<br />

BROWAR WITNICA S.A. „BOSS”. Jest to<br />

usytuowana na skrzy¿owaniu uliczek typowa<br />

piwiarnia „Kiezu” albo „Kietzu”, czyli<br />

ma³ego fragmentu dzielnicy, gdzie mieszkañcy<br />

s¹ u siebie i gdzie spotykaj¹ siê by pogadaæ<br />

z s¹siadami. Oczywiœcie z obowi¹zkowym<br />

„Stammtisch” czyli wydzielonym miejscem<br />

dla sta³ych goœci. Obyty z normami tamtejszego<br />

„pijaru” w³aœciciel z zamiarem trafienia<br />

w gusty potencjalnych goœci, postanowi³<br />

nadaæ jej polski klimat, co jak s¹dzi³ uzyska³<br />

wstawiaj¹c do lokalu konfesjona³ i wieszaj¹c<br />

obok niego obrazek z Matk¹ Bosk¹.<br />

Konfesjona³ zosta³ zakupiony na aukcji internetowej.<br />

Siadaj¹c w nim i ujawniaj¹c swe<br />

antypolskie czy antyniemieckie grzechy, goœcie<br />

mog¹ uzyskaæ rozgrzeszenie papie¿a-<br />

Polaka poprzez uruchomienie telewizora<br />

z filmem video z odpowiednimi papieskimi<br />

gestami b³ogos³awieñstwa. Poza tym na<br />

œcianach zawieszono wystawê fotografii<br />

z krajobrazami kraju nad Wis³¹. W rogu stoi<br />

rega³ miêdzy innymi z polskimi wydawnictwami.<br />

W toalecie stworzono warunki wykorzystania<br />

wolnego czasu do nauki jêzyka polskiego.<br />

Okaza³o siê, ¿e postaæ w bia³ej sukni<br />

ze skrzyd³ami u ramion z obrazka znad mego<br />

dziecinnego ³ó¿eczka ostrzega³a mnie nie bez<br />

kozery…<br />

W oczekiwaniu na kelnerkê przegl¹dam<br />

kartê dañ. Jest nietuzinkowa, bowiem poza<br />

menu wydrukowano w niej opowiastkê wyjaœniaj¹c¹<br />

osobliw¹ nazwê lokalu. Ju¿ w „Der<br />

Tagesspiegel” przeczyta³em, ¿e w Zag³êbiu<br />

Ruhry okreœleniem Waschmaschinewsky<br />

nazywano Polaków przyje¿d¿aj¹cych tam „na<br />

saksy”, pragn¹cych po zgromadzeniu pierwszych<br />

oszczêdnoœci nadrabiaæ zaleg³oœci<br />

cywilizacyjne, co czynili zaczynaj¹c od kupna<br />

mechanicznej pralki. Zapewne pod wp³ywem<br />

przytyków na temat przys³owiowej polskiej<br />

czystoœci. Przytyków utrwalonych jeszcze<br />

w erze, w której schorzenie niemytej g³owy<br />

w Polsce zwane ko³tunem, nazywano na Zachodzie<br />

„polsk¹ chorob¹”.<br />

durch verdächtig erscheinen. Voller Unruhe begab<br />

ich mich nach Berlin. Da ich eine sophisticatede<br />

(mein Gott! Ist Denglisch doch schwer!)<br />

Falle ahnte, beschloss ich den Kunsthistoriker<br />

nicht beim Wort zu nehmen, sondern begann nach<br />

der Kneipe alleine zu suchen. Wie es sich herausstellen<br />

sollte, war das eine kluge Entscheidung.<br />

Auch wenn ich selbst damit zuerst Probleme<br />

hatte, ist es nicht schwierig, den Bierkeller zu<br />

finden, man muss nur, kommt man vom Osten<br />

her mit der Frankfurtallee nach Berlin, am<br />

Frankfurter Tor (also dort, wo zwei mit Türmen<br />

bekrönte Gebäude stehen) in die Proskauerstrasse<br />

rechts einbiegen, um sich an der zweiten<br />

Kreuzung an Ort und Stelle zu finden. Die<br />

Identifizierung ist dank den Werbeschirmen<br />

BROWAR WITNICA S.A. „BOSS” erleichtert.<br />

Es ist ein an einer Straßenkreuzung liegender,<br />

typischer Bierkeller einer Kiez, wo sich deren<br />

Einwohner zu Hause fühlen und eintreffen, um<br />

mit den Nachbarn zu plaudern. Pflichtgemäß<br />

steht hier natürlich auch ein Stammtisch, wo die<br />

Stammgäste ihre Stammplätze haben. Mit den<br />

Normen des hiesigen „PR” vertraut, versuchte<br />

der Besitzer die Gunst seiner potentiellen Gäste<br />

durch die Verleihung dem Lokal des polnischen<br />

Charakters zu gewinnen, was er sich wähnte<br />

erreicht zu haben, indem er dorthin einen<br />

Beichtstuhl stellte und daneben ein Bild mit der<br />

Gottesmuter hängte. Den Beichtstuhl kaufte er<br />

bei einer Internetversteigerung. Setzen sich die<br />

Gäste auf den Stuhl und beichten ihre antipolnischen<br />

oder antideutschen Sünden, können sie<br />

eine Absolution von Hand des polnischen<br />

Papstes erhalten, indem sie sich einen Film mit<br />

entsprechenden päpstlichen Segengesten im an<br />

Ort und Stelle vorhandenen Fernseher anschauen.<br />

An den Wänden hängen Fotographien<br />

mit Landschaften aus dem Land an der<br />

Weichsel. In der Ecke steht ein Bücherregal,<br />

auch mit polnischen Büchern. Auf der Toilette<br />

wurden Bedingungen geschaffen, die Freizeit<br />

zum Polnischlernen auszunutzen. Nicht ohne<br />

Grund hatte mich also die Gestalt im weißen<br />

Kleid und mit Flügeln aus dem Bild über<br />

meinem Kinderbett gewarnt...<br />

Ich warte auf die Kellnerin und blättere in<br />

der Speisekarte. Sie ist ungewöhnlich, weil<br />

neben der angebotenen Gerichte auch eine<br />

Zbigniew Czarnuch<br />

9


10<br />

W zamieszczonym w karcie opowiadaniu<br />

mowa jest o bli¿ej nie sprecyzowanym mieszkañcu<br />

Berlina, w³aœcicielu jednej koszuli,<br />

któr¹ po powrocie z pracy codziennie pierze<br />

w swym znakomitym urz¹dzeniu dobrej<br />

marki; „mercedesie wœród automatycznych pralek”.<br />

Czyni to sam, bo ¿ona pracuje o ró¿nych<br />

porach dnia. W oczekiwaniu na sygna³<br />

maszyny informuj¹cy o zakoñczeniu procesu<br />

prania, ubrany w podkoszulkê z okna wypatruje<br />

w sinej dali „berliner Luft” swego lepszego<br />

jutra. Dzieciaki z kamienicy przezywaj¹<br />

go „Waschmaschinewsky”. Smarkacze<br />

prawid³owo wprowadzeni przez swych rodziców<br />

we wzory miejscowej obyczajowoœci,<br />

zaczepia³y go pytaniami, ¿e skoro pierze sam,<br />

to czemu nie rozwiedzie siê z ¿on¹? Iks Ÿle siê<br />

tutaj czuje. Na dodatek wszystkie serwowane<br />

w pobliskich knajpach piwa s¹ bardzo pod³ej<br />

jakoœci. Ojciec, tak¿e niezadowolony z jakoœci<br />

tutejszych trunków opowiada³ mu, ¿e<br />

w Polsce niedaleko granicy jest miejscowoϾ<br />

Witnica, a w niej ma³y browar produkuje<br />

znakomite piwo wed³ug starej niemieckiej<br />

receptury. Zagapiony w widoczny miêdzy<br />

blokami skrawek horyzontu poddawa³ siê<br />

marzeniu, jak to któregoœ dnia jedzie do tej<br />

opiewanej przez ojca krainy dobrego z³otego<br />

trunku. Pewnego popo³udnia, gdy ¿ona<br />

i dzieciaki z podwórka szczególnie mu<br />

dopiek³y, rozz³oszczony na œwiat wsiad³ do<br />

starego opla i ruszy³ za Odrê. Gdy przekroczy³<br />

granicê zauwa¿y³, ¿e ptaki tu<br />

œpiewaj¹ jakby piêkniej, a ludzie wydaj¹ siê<br />

byæ bardziej wobec siebie przyjaŸni. A gdy<br />

w pobli¿u browaru wysiad³ z wozu i zapach<br />

powietrza przesi¹kniêtego s³odem poruszy³<br />

w jego nozdrzach czujki systemu nerwowego<br />

odpowiedzialnego za dobrostan ca³ostanu<br />

jego jestestwa, dozna³ ukojenia duszy. Pe³niê<br />

szczêœcia osi¹gn¹³, gdy w piwnicznej gospodzie<br />

browaru poczu³ smak tutejszego piwa.<br />

Berliñskie troski zniknê³y niczym bañki<br />

z bia³ej czapy piany w firmowym kuflu<br />

pysznego aromatycznego piwa.<br />

Tyle literatury. Karta ma w œrodku wyciête<br />

ko³o maj¹ce siê kojarzyæ z otworem pralki.<br />

Taki sam kszta³t ma naklejka na butelkê witnickiego<br />

piwa i tekturowa podstawka. Piwo<br />

Geschichte gedruckt wurde, die den Namen des<br />

Lokals erklärt. Schon im „Tagesspiegel” hatte<br />

ich gelesen, dass man im Ruhrgebiet als<br />

Waschmaschinewsky jene Polen bezeichnete,<br />

die dorthin als Sachsengänger kamen und für<br />

ihre ersten Ersparnisse den Zivilisationsrückstand<br />

nachholen wollten, indem sie zuerst eine<br />

Waschmaschine kauften. Wohl unter dem<br />

Eindruck der Seitenhiebe über die sprichwörtliche<br />

polnische Sauberkeit. Seitenhiebe, die<br />

noch aus der Zeit stammen, in der die Krankheit<br />

eines lange nicht gewaschenen Kopfes, in Polen<br />

als „ko³tun” bekannt, im Westen als „die polnische<br />

Krankheit” bezeichnet wurde.<br />

In der Speisekarte gibt es also eine<br />

Erzählung von einem näher nicht bezeichneten<br />

Berliner, dem Besitzer eines einzigen Hemdes,<br />

des es jeden Tag nach der Arbeit in seiner hervorragenden<br />

Waschmaschine einer guten Marke<br />

wäscht, einem „Mercedes unter den Waschmaschinen”.<br />

Er tut das, weil seine Frau an unterschiedlichen<br />

Tageszeiten arbeitet. Er wartet auf<br />

das Ende des Waschvorgangs im Unterhemd vor<br />

dem Fenster, schaut nach der besseren Welt in<br />

der Weite der Berliner Luft. Die Kinder aus den<br />

Nachbarschaft nennen ihn „Waschmaschinewsky”.<br />

Die Rotznasen, in die lokalen Sitten<br />

und Verhältnisse früh eingeweiht, pflegten ihn<br />

zu fragen, warum er sich von seiner Frau nicht<br />

scheiden lasse, wo er sein Hemd ja sowieso selber<br />

waschen müsse? Der Protagonist fühlt sich<br />

hier unwohl. Dazu ist das hier ausgeschenkte<br />

Bier schlechter Qualität. Sein mit dem Geschmack<br />

der hiesigen Trünke auch unzufriedene<br />

Vater erzählte ihm, dass es in Polen, kurz hinter<br />

der Grenze das Städtchen Witnica gäbe, in dem<br />

eine kleine Brauerei ihr Bier nach einer alten<br />

deutschen Rezeptur mache. So guckte der Sohn<br />

in das Horizont und träumte, dass er eines Tages<br />

in dieses Land des goldenen Trunks fahren<br />

könne. Eines Tages, als ihn seine Frau und die<br />

Nachbarskinder besonders verärgerten, stieg er,<br />

böse über die ganze Welt, in seinen alten Open<br />

und fuhr hinter die Oder. Als er die Grenze<br />

passierte, sah er, dass die Vögel hier ein bisschen<br />

heller sängen, die Menschen ein bisschen freundlicher<br />

zueinander seien. Und als er in der<br />

Nähe der Brauerei seinen Wagen verließ, konnte<br />

er die Duft von Malz riechen und plötzlich war


z Witnicy wystêpuje tu pod mark¹<br />

Waschmaschinewsky i kosztuje 1,5 euro, podczas<br />

gdy inne marki wyszczególnione<br />

z nazwy w cenie 2 euro. W karcie dañ lokal<br />

oferuje codziennie miêdzy innymi bigos<br />

i ruskie pierogi, a w soboty i niedziele polskie<br />

œniadania: „Nix Wurstki” czyli danie<br />

z zestawem serów „bez kaine kie³basa” oraz<br />

du¿e danie „Warschauer Pakt”, co nie wymaga<br />

t³umaczenia. Mi³a, inteligentna kelnereczka,<br />

Polka, ma k³opoty z odpowiedzi¹ gdy<br />

pytam j¹ o samopoczucie. Dobra praca, mili<br />

goœcie, tylko ma pewne k³opoty z t¹ wersj¹<br />

polskoœci jak¹ siê tu serwuje. Próbuje rozumieæ<br />

Niemców; „Oni maj¹ zupe³nie inne<br />

poczucie humoru ni¿ my” – stwierdza filozoficznie<br />

uogólniaj¹c swe przemyœlenia.<br />

Wyszed³em z restauracji z poczuciem<br />

dysonansu poznawczego. Nie wiedzia³em jak<br />

powinienem siê w takiej sytuacji zachowaæ?<br />

Co z tym fantem robiæ? Tajny Agent we mnie<br />

swymi podszeptami przejawia³ maksimum<br />

aktywnoœci.<br />

Tego dnia spotyka³em siê z kilkoma<br />

niemieckimi znajomymi, z którymi od wielu<br />

lat wspó³pracujê. Gdy im opisywa³em koncepcjê<br />

kulturowej to¿samoœci knajpy zarykiwali<br />

siê ze œmiechu przerywaj¹c mi spontanicznym<br />

„Toll” – w znaczeniu „wspaniale”.<br />

Gdy ich pyta³em czy nie widz¹ tu nietaktu, ba,<br />

swoistego braku kultury wspó³¿ycia, czy<br />

wrêcz prowokacji, nie za bardzo wiedzieli<br />

o co mi chodzi. Podj¹³em próbê zorganizowania<br />

grupy Polaków tu mieszkaj¹cych, którzy<br />

by podjêli siê uœwiadomienia w³aœcicielowi,<br />

¿e nie têdy wiedzie droga do zbli¿enia<br />

z Polakami. Wyperswadowano mi to jako<br />

pomys³ bezsensowny, bowiem w³aœciciel<br />

lokalu to ktoœ w rodzaju naszego Majewskiego<br />

z TVN, czy s³awetnej pary dziennikarzy<br />

„Wprost”, którzy podobny program swego<br />

czasu prowadzili w telewizji publicznej,<br />

z wszystkiego robi¹c sobie kpinê i ¿e trzeba to<br />

wzi¹æ za dobr¹ monetê.<br />

Nocowa³em u berliñskich znajomych.<br />

Ogl¹daliœmy telewizjê, m.in. program kabaretowy.<br />

Jeden z satyryków przez pó³ godziny<br />

monologowa³ ku rozbawieniu publicznoœci,<br />

kpi¹c sobie z Matki Boskiej, Jezusa, Trójcy<br />

das Wohlbefinden wieder da, die Seele war<br />

geheilt. Das Glück war vollständig, als er im<br />

Bierkeller der Brauerei den Geschmack des<br />

hiesigen Biers fühlen durfte. Seine Berliner<br />

Probleme verschwanden wie der Schaum des<br />

hervorragenden, aromatischen Trunks.<br />

Soviel der Literatur. In der Speisekarte<br />

wurde ein Loch ausgeschnitten, das an die Öffnung<br />

einer Waschmaschine erinnern soll.<br />

Derselben Gestalt waren auch die Aufkleber auf<br />

den Flaschen des Witnicer Biers und die<br />

Bierdeckel. Das Bier wird hier unter der Marke<br />

Waschmaschinewsky zu 1,5 Euro verkauft,<br />

während alle anderen, in der Speisekarte genannten<br />

Marken, je 2 Euro kosten. Zu Essen wird<br />

hier tagtäglich u.a. „Bigos” und „reussische<br />

Teigtaschen” angeboten, während man samstags<br />

und sonntags polnisches Frühstück genießen<br />

kann: „Nix Wurstki” – eine Speise mit verschiedenen<br />

Käsesorten – und ein großes Gericht<br />

unter dem Namen „Warschauer Pakt”. Die<br />

kleine, intelligente Kellnerin, eine Polin, macht<br />

es sich schwer mit der Antwort auf die Frage<br />

nach dem Wohlbefinden. Ein guter Job, nette<br />

Gäste, nur habe sie bestimmte Probleme mit der<br />

Version des Polentums, die hier serviert wird.<br />

Sie macht sich Mühe, die Deutschen zu verstehen;<br />

„Ihr Sinn für Humor ist aber doch ganz<br />

anders”, stellt sie fest, indem sie ihre Gedanken<br />

philosophisch verallgemeinert.<br />

Ich verließ das Restaurant von einer kognitiven<br />

Dissonanz begleitet. Wie sollte ich mich in<br />

einer solchen Situation verhalten? Was soll ich<br />

damit machen? Der Inoffizielle Mitarbeiter<br />

arbeitete auf höchsten Touren.<br />

An diesem Tag traf ich mich mit einigen<br />

deutschen Bekannten, mit denen ich seit Jahren<br />

zusammenarbeite. Als ich ihnen das Konzept der<br />

kulturellen Identität in dieser Kneipe auseinander<br />

legte, brüllten sie vor Lachen und unterbrachen<br />

mich immer wieder mit einem spontanen<br />

„Toll!”. Ich fragte sie, ob sie hier keine<br />

Taktlosigkeit sehen, keinen Mangel an der<br />

Kultur des Miteinanders, ja keine Provokation,<br />

sie wussten aber nichts mit der Frage anzufangen.<br />

Ich unternahm den Versuch, eine Gruppe<br />

der hier lebenden Polen dazu zu bewegen, dem<br />

Besitzer der Kneipe klarzumachen, dass er auf<br />

dem Holzweg sei, wenn er so nach Annäherung<br />

Zbigniew Czarnuch<br />

11


12<br />

Œwiêtej, papie¿y, zakonników. Kamera ukazywa³a<br />

reakcjê sali: same rozbawione twarze!<br />

Co za kraj? Co za ludzie! Bo¿e, Ty widzisz<br />

i nie grzmisz?<br />

Po wymianie zdañ moi gospodarze<br />

poradzili mi bym dla dalszego pog³êbienia<br />

nurtuj¹cego mnie problemu, uda³ siê do<br />

König Wusterhausen i do Köpenick.<br />

Profesor Grundling<br />

prezydent akademii nauk<br />

i zarazem królewski b³azen<br />

Zgodnie z sugesti¹, nastêpnego dnia<br />

wybra³em siê do Königs Wusterhausen. Ju¿<br />

dawno siê tu wybiera³em z innego powodu.<br />

Œledzê z uwag¹ dokonuj¹cy siê w Brandenburgii<br />

proces przewietrzania, przewartoœciowania<br />

i rehabilitacji pruskich tradycji.<br />

Bywam na ka¿dej kolejnej wystawie poczdamskiego<br />

Domu Historii Brandenbursko-<br />

Pruskiej. Po Hohenzollernach zosta³o wiele<br />

zamków i pa³aców, które po wojennych<br />

zniszczeniach s¹ pieczo³owicie odrestaurowywane.<br />

Ka¿dy z nich poœwiêcony jest<br />

innemu reprezentantowi dynastii. Nie by³em<br />

jeszcze w Königs Wusterhausen, w zamku<br />

poœwiêconym pamiêci króla, postaci frapuj¹cej<br />

z uwagi na niezwyk³¹ z³o¿onoœæ<br />

osobowoœci. By³ tyranem i duchowym prymitywem<br />

legitymizuj¹cym siê zarazem rewelacyjnymi<br />

osi¹gniêciami natury gospodarczej<br />

i administracyjnej. Choæ upañstwowi³ spo-<br />

³eczeñstwo wt³aczaj¹c w g³owy poddanych<br />

paradygmat wspó³¿ycia oparty na wojskowych<br />

pryncypiach rozkazodawstwa i bezwzglêdnego<br />

pos³uszeñstwa, to jednoczeœnie<br />

uznawany bywa za jednego z g³ównych twórców<br />

nowoczesnego pañstwa. Z jednej strony<br />

fanatyczny mi³oœnik armii, a zw³aszcza przybocznej<br />

gwardii dryblasów, dla których<br />

pozby³ siê miêdzy innymi odziedziczonej po<br />

ojcu legendarnej bursztynowej komnaty,<br />

z drugiej zaœ stara³ siê ¿o³nierzy oszczêdzaæ<br />

przed wojennymi awanturami, jako ¿e gin¹c<br />

podczas bitew, zmniejszali liczbê potencjalnych<br />

podatników, a poza tym podczas wojny<br />

plami³y siê i niszczy³y piêkne kolorowe<br />

mundury, w które odzia³ swe rozliczne pu³ki,<br />

zu Polen suche. Ich wurde davon abgebracht, die<br />

Idee als sinnlos abgestuft, der Besitzer sei nämlich<br />

ein bekannter Spötter und man müsse das<br />

alles für bare Münze nehmen.<br />

Bei den Berliner Bekannten verbrachte ich<br />

die Nacht. Wir sahen fern. Ein Kabarett. Einer<br />

der Kabarettisten spottete eine halbe Stunde lang<br />

vor einem amüsierten Publikum über die Mutter<br />

Gottes, über Jesus, über die heilige Dreifaltigkeit,<br />

über Päpste und Mönche. Die Kamera<br />

zeigte die Reaktion der Menschen: alle in bester<br />

Laune! Was ist das für ein Land? Was sind das<br />

für Menschen? Gott, Du siehst das und<br />

schweigst?<br />

Nach einem Meinungsaustausch mit meinen<br />

Gastgebern empfahlen sie mir, nach Königs<br />

Wusterhausen und Köpenick zu gehen, um dort<br />

dem mich nagenden Gedanken auf den Grund zu<br />

gehen.<br />

Professor Grundling:<br />

Präsident der Akademie<br />

der Wissenschaften und Hofnarr<br />

Gemäß dem Hinweis begab ich mich am<br />

nächsten Tag auf eine Reise nach Königs<br />

Wusterhausen. Ich wollte schon lange hin,<br />

freilich aus anderen Gründen. Ich beobachte<br />

aufmerksam die sich in Brandenburg vollziehende<br />

Durchlüftung, Umwertung und<br />

Rehabilitierung der preußischen Traditionen. Ich<br />

bin bei jeder Ausstellung des Potsdamer Hauses<br />

der Brandenburgisch-Preußischen Geschichte<br />

anwesend. Die Hohenzollern hatten viele<br />

Schlösser und Paläste hinterlassen, die sorgfältig<br />

nach den Kriegszerstörungen restauriert werden.<br />

Jedes Schloss ist einem anderen Vertreter dieser<br />

Dynastie gewidmet. Ich war noch nie in Königs<br />

Wusterhausen, in dem Schloss zum Gedenken<br />

an einen König, der mich auf Grund der<br />

ungewöhnlichen Komplexität seiner Persönlichkeit<br />

fasziniert. Er war Tyrann und ein<br />

geistiger Primitivling, der sich gleichzeitig mit<br />

hervorragenden wirtschaftlichen und verwaltungstechnischen<br />

Errungenschaften ausweisen<br />

konnte. Obwohl er die Gesellschaft verstaatlichte<br />

und seinen Untertanen ein Muster des<br />

gesellschaftlichen Lebens einprägte, das sich auf<br />

den militaristischen Prinzipien der Befehle und


co w obu przypadkach nie by³o dla skarbu<br />

pañstwa po¿¹dane, nie mówi¹c ju¿ o innych<br />

wydatkach. Mowa o królu Fryderyku<br />

Wilhelmie. Czeka³a mnie tu siurpryza. Mój<br />

wczorajszy dysonans poznawczy spowodowany<br />

pobytem w Établissements przy<br />

Bänschstrasse 25, os³abiony nieco po obejrzeniu<br />

telewizyjnego satyrycznego programu,<br />

mia³ tutaj, w Königs Wusterhausen zostaæ<br />

podleczony zastrzykiem koñskiej dawki<br />

wiedzy o pruskim poczuciu humoru. Jakby za<br />

spraw¹ owej nieszczêsnej pralki, mój siermiê¿ny,<br />

zdrowy polski patriotyczny pogl¹d na<br />

œwiat rodem z maminych wierszyków oraz<br />

has³a grawerowanego na szlacheckich<br />

szablach: „Bóg, Honor i Ojczyzna”, poddany<br />

zosta³ dalszemu teraz ju¿ przyspieszonemu<br />

procesowi prania mózgu. Czu³em jak zatracam<br />

ochotê pójœcia w œlady Ksiêcia Józefa,<br />

któremu „Bóg powierzy³ honor Polaków”, by<br />

walczyæ jak on o godnoœæ ojczyzny a¿ do<br />

œmierci, w tym przypadku poprzez oprotestowanie<br />

specyfiki mentalnoœci s¹siada,<br />

natomiast potê¿nieje we mnie wola ods³aniania<br />

dot¹d ma³o nam Polakom znanego œwiata<br />

etnicznych odrêbnoœci, w tym przypadku<br />

w dziedzinie poczucia humoru, w imiê<br />

respektu dla staropolskiej m¹droœci ludowego<br />

porzekad³a: „co kraj to obyczaj”. Tu w Königs<br />

Wusterhausen znalaz³em tego tutejszego obyczaju<br />

kolejne ucieleœnienie, u nas zupe³nie<br />

niewyobra¿alne.<br />

Otó¿ ów w³adca, którego œwiat obraca³ siê<br />

wokó³ kategorii respektu dla w³adzy, prawa,<br />

pañstwa, z dyscyplin¹, gospodarnoœci¹<br />

i wielk¹ armi¹ na czele, nie znosi³ artystów<br />

i uczonych, którzy burzyli mu œwiat oparty na<br />

Biblii i jej prawach naturalnych. A by³a to jak<br />

wiadomo z jednej strony epoka rozwijaj¹cego<br />

siê oœwiecenia, z drugiej zaœ kontrreformacji,<br />

która tutaj, w protestanckich Prusach, przybra³a<br />

postaæ pietyzmu, maj¹cego we Fryderyku<br />

Wilhelmie gorliwego protektora. Jego<br />

ojciec Fryderyk I, któremu Hohenzollernowie<br />

zawdziêczali presti¿owy awans z rangi ksi¹¿¹t<br />

elektorów do królów w Prusach, by³ piêknoduchem,<br />

któremu œni³a siê wielkoœæ kraju<br />

przejawiaj¹ca siê w blasku wspania³ych<br />

budowli, w bogactwie ich wnêtrz, w przepy-<br />

absoluten Gehorsams stützte, wird er doch als<br />

einer der Mitbegründer der modernen Staatsidee<br />

anerkannt. Einerseits war er ein fanatischer<br />

Freund der Armee, besonders seiner persönlichen<br />

Garde langer Lulatsche, für die er u.a. das<br />

von seinem Vater vererbte legendäre<br />

Bernsteinzimmer aufgab, andererseits versuchte<br />

er seine Soldaten vor Kriegsabenteuern zu<br />

schützen, weil sie, bei Schlachten getötet, die<br />

Zahl der potentiellen Steuerzahler verringerten;<br />

außerdem wurden während der Kriege die wunderschönen,<br />

bunten Uniforme seiner zahlreichen<br />

Regimente befleckt und beschädigt, was natürlich<br />

auch nicht gerade gut für den Staatsschatz<br />

war, geschweige denn andere damit verbundene<br />

Ausgaben. Die Rede ist vom König Friedrich<br />

Wilhelm. Hier wartete auf mich eine Überraschung.<br />

Meine gestrige, schon etwas durch das<br />

Fernsehprogramm geschwächte kognitive<br />

Dissonanz aus dem Etablissement in der<br />

Bänschstrasse 25 sollte hier, in Königs<br />

Wusterhausen, durch eine Spritze Pferdedosis<br />

preußischen Humors behandelt werden. Wie<br />

durch diese fatale Waschmaschine wurde meine<br />

einfache, gesunde, polnisch patriotische<br />

Weltanschauung aus den Gute-Nacht-Gedichten<br />

meiner Mutter und der seit Jahren auf den<br />

Säbeln des polnischen Adels gemeißelten<br />

Losung: „Gott, Ehre und Vaterland” einer weiteren,<br />

jetzt schon beschleunigten Gehirnwäsche<br />

unterzogen. Ich konnte fühlen, wie ich die Lust<br />

verliere, der Spur des Fürsten Józef zu folgen,<br />

dem „Gott die der Ehre der Polen anvertraute”,<br />

dass sie wie er für die Würde des Vaterlandes bis<br />

zum Tode kämpfen – diesmal freilich nur bis<br />

zum Protest gegen die Mentalität des Nachbarn<br />

– und wie in mir dagegen die Lust wächst, den<br />

Polen die bisher wenig bekannte Welt der ethnischen<br />

Eigenart zu enthüllen, und zwar im<br />

Bereich des Sinns für Humor, voller Respekt für<br />

die alte Weisheit des Sprichwortes „andere Länder<br />

– andere Sitten”. Hier in Königs Wusterhausen<br />

fand ich eine weitere Verkörperung dieser<br />

Sitten, die bei uns völlig unvorstellbar<br />

wären.<br />

Der oben erwähnte Herrscher, dessen Welt<br />

sich um das Respekt für die Macht, das Recht,<br />

den auf Disziplin, Wirtschaftlichkeit und große<br />

Armee gestützten Staat drehte, hasste Künstler<br />

Zbigniew Czarnuch<br />

13


14<br />

chu parad z³oconych karet, karnawa³owych<br />

zabaw czy w s³awie dworskich artystów<br />

i uczonych. Przejmuj¹c tron nowy król<br />

odziedziczy³ ca³¹ armiê architektów, malarzy,<br />

rzeŸbiarzy, aktorów, kucharzy, z wielk¹ liczb¹<br />

s³u¿by dworskiej, któr¹ rozpêdzi³ tworz¹c<br />

pañstwo ¿o³nierzy, przedsiêbiorców i urzêdników.<br />

Ojciec mia³ wspania³y dwór - mawia³<br />

- niech mi zatem bêdzie wolno mieæ wspania³¹<br />

armiê. Nowy król nie chcia³ mieæ nic wspólnego<br />

z berliñskim dworem i jego zepsutym<br />

moralnie towarzystwem i za ulubione miejsce<br />

zamieszkania wybra³ skromny, niewielki podberliñski<br />

pa³acyk myœliwski Wusterhausen.<br />

Tu mieœci³ siê jego sztab, w postaci s³ynnego<br />

Tabakskollegium, w którym zadecydowano<br />

o zmianie kierunku dalszego rozwoju Prus.<br />

Zrezygnowano z drogi wiod¹cej ku projektowi<br />

przemiany Berlina w Ateny Pó³nocy,<br />

i skierowano siê ku szlakowi, który zamienia³<br />

go w Spartê Pó³nocy.<br />

Fryderyk I by³ za³o¿ycielem Towarzystwa<br />

Naukowego, które da³o pocz¹tek póŸniejszej<br />

Pruskiej Akademii Nauk. Na jego czele<br />

ustanowi³ wielkiego uczonego i filozofa<br />

Gottfrieda Wilhelma Leibniza. Po jego œmierci<br />

to presti¿owe stanowisko obj¹³ wywodz¹cy<br />

siê z rodziny pastorskiej wybitny historyk<br />

pañstwa i prawa, reprezentant oœwiecenia,<br />

ateista Jacob Paul von Grundling. Nowy król<br />

wymaga³ od urzêdników, by nie opowiadali<br />

mu o tym co na dany temat powiedzia³<br />

Arystoteles czy inny autorytet, ale jaki jest<br />

jego w³asny pogl¹d w danej sprawie. Do ulubionych<br />

powiedzonek w³adcy nale¿a³o „Obedieren<br />

nich raisonieren” – („S³uchaæ a nie<br />

rezonowaæ”). Nowy w³adca pe³en pogardy<br />

wobec wszelkich ludzi popisuj¹cych siê sw¹<br />

erudycj¹, dla zaznaczenia wy¿szoœci<br />

zdrowego rozs¹dku nad naukow¹ refleksj¹<br />

z jej sk³onnoœci¹ do relatywizmu ze swym<br />

„tak ale”, mianowa³ prezesa Towarzystwa<br />

Naukowego swym… nadwornym b³aznem!<br />

Ciesz¹cy siê miêdzynarodow¹ s³aw¹ uczony<br />

zosta³ w³¹czony do grona 8–12 najbli¿szych<br />

wspó³pracowników króla zasiadaj¹cych<br />

w Tabakskollegium. Do jego obowi¹zków<br />

nale¿a³o referowanie przegl¹du prasy miêdzynarodowej<br />

i rozœmieszanie zebranych.<br />

und Wissenschaftler, die seine von der Bibel und<br />

deren Naturgesetze geprägte Weltanschauung<br />

störten. Es ist ja bekannt, dass es einerseits die<br />

Zeiten der sich entwickelnden Aufklärung,<br />

andererseits – der Konterreformation waren, die<br />

hier, im protestantischen Preußen die Gestalt des<br />

Pietismus annahm und in Friedrich Wilhelm<br />

ihren eifrigen Schirmherrn fand. Sein Vater,<br />

Friedrich I., dem die Hohenzollern den für ihr<br />

Prestige wichtigen Aufstieg von den Kurfürsten<br />

auf „Könige in Preußen” verdankten, war ein<br />

Schöngeist, der von einem Staat träumte, dessen<br />

Größe sich durch den Glanz prachtvoller<br />

Gebäude, das Reichtum deren Innenräume, die<br />

Pracht vergoldeter Karossen und der<br />

Karnevalspiele oder den Ruhm der Hofkünstler<br />

und -wissenschaftler äußern würde. Als der neue<br />

König den Thron übernahm, erbte er eine ganze<br />

Armee von Architekten, Malern, Bildhauern,<br />

Schauspielern, Köchen, eine zahlreiche<br />

Hofdienerschaft – die er alle auseinander jagte,<br />

um einen Soldaten-, Unternehmer- und<br />

Beamtenstaat zu schaffen. Mein Vater hatte<br />

einen herrlichen Hof – pflegte er zu sagen – ich<br />

soll doch eine herrliche Armee haben dürfen.<br />

Der neue König wollte mit dem Berliner Hof<br />

und dessen moralisch verfallener Gesellschaft<br />

nicht zu tun haben und machte das bescheidene,<br />

recht kleine Jagdschloss in Wusterhausen bei<br />

Berlin zu seinem Lieblingssitz. Hier befand sich<br />

sein Stab in der Gestalt des berühmten<br />

Tabakskollegiums, in dem über die neue Richtung<br />

in der weiteren Entwicklung Preußens<br />

entschieden wurde. Der Weg, auf dem sich<br />

Berlin in das Athen des Nordens verwandeln<br />

sollte, wurde verlassen, gewählt wurde jener,<br />

durch den Berlin zum Sparta des Nordens<br />

wurde.<br />

Friedrich I. gründete die Societät der<br />

Wissenschaften, die der späteren Preußischen<br />

Akademie der Wissenschaften zu Grunde lag.<br />

An ihre Spitze stellte er den großen<br />

Wissenschaftler und Philosophen, Gottfried<br />

Wilhelm Leibniz. Nach dessen Tod übernahm<br />

der aus einer Pastorenfamilie stammende hervorragende<br />

Staats- und Rechtshistoriker,<br />

Vertreter der Aufklärung, Atheist Jacob Paul<br />

Grundling diesen Prestigeposten. Der neue<br />

König erwartete nicht von seinen Beamten, dass


Wszyscy nosili na g³owie modne krótkie,<br />

bia³e peruczki, natomiast Grundling mia³<br />

obowi¹zek noszenia staroœwieckiej œmiesznej<br />

d³ugiej peruki. Król kaza³ mu tak¿e uszyæ<br />

odrêbny b³azeñski ubiór noszony przez tego<br />

typu ludzi na innych dworach. Podczas<br />

posiedzeñ Tabakskollegium, wypalano jedn¹<br />

fajkê i wypijano jeden kufel piwa.<br />

Upokorzony profesor szuka³ ratunku w alkoholu,<br />

od którego siê uzale¿ni³, co jeszcze<br />

bardziej wzmog³o wobec niego pogardê króla.<br />

Zamówi³ jego portret w b³azeñskim stroju,<br />

z kuflem piwa oraz fajk¹ w rêku w otoczeniu<br />

ma³p, symboli b³azenady i zaj¹ców symbolizuj¹cych<br />

tchórzostwo, z ¿on¹ bij¹c¹ go po<br />

g³owie pantoflem. Portret wisi w królewskim<br />

zamku.<br />

To swoiste poczucie królewskiego humoru<br />

udziela³o siê poddanym, którzy pewnej nocy<br />

przy drzwiach sypialni profesora przywi¹zali<br />

dwa m³ode niedŸwiedzie, a okna zabarykadowali<br />

koszami artyleryjskimi. Ku uciesze<br />

gawiedzi profesor z trudem przez te kosze<br />

wydostawa³ siê na zewn¹trz budynku. Maj¹c<br />

doœæ upokorzeñ Grundling podj¹³ próbê<br />

ucieczki do austriackiego Wroc³awia, by st¹d<br />

udaæ siê na dwór Habsburgów, gdzie by³<br />

ceniony jako uczony. Próba siê nie powiod³a.<br />

W otoczeniu dwu pruskich oficerów zosta³<br />

ponownie sprowadzony na dwór, do Poczdamu.<br />

Gdy zmar³, król kaza³ go pochowaæ<br />

w sarkofagu o kszta³cie beczki piwa, na<br />

którym umieszczono nastêpuj¹cy tekst: Tu<br />

le¿y cudo natury, pó³ cz³owiek, pó³ œwinia, ale<br />

bez s³oniny, w m³odoœci œmieszny, na staroœæ<br />

wariat, rano m¹dry, wieczorem pe³en etc. etc.<br />

z czego smuci siê Bachus, ¿e straci³ kompana,<br />

a gdyby czytelnik chcia³ wiedzieæ kogo on<br />

op³akuje niech wie, ¿e Grundlinga.<br />

Profesor zmar³ w roku 1731 w Poczdamie.<br />

Zgon stwierdzono o godz. 11 i ju¿ po<br />

po³udniu wystawiono w sarkofagu-beczce na<br />

widok publiczny jego zw³oki. Zosta³ ubrany<br />

w swój przepisowy b³azeñski strój z na³o¿on¹<br />

na g³owê œmieszn¹ peruk¹. Ca³emu ceremonia³owi<br />

pogrzebowemu, z biciem w dzwony,<br />

nadano formê karnawa³owej b³azenady,<br />

w której obowi¹zkowo wzi¹æ mieli udzia³<br />

wszyscy dostojnicy pañstwowi i koœcielni.<br />

sie wissen, was zu dem jeweiligen Thema<br />

Aristoteles oder eine andere Autorität meinte,<br />

sondern was seine eigene – des Königs –<br />

Meinung dazu wäre. Zu den Lieblingssprüchen<br />

des Herrschers gehörte: „Obedieren – nicht<br />

raisonieren”. Der neue König, voller<br />

Missachtung für alle, die sich mit ihrer<br />

Gelehrsamkeit wichtig taten, wollte die Überlegenheit<br />

des gesunden Menschenverstandes<br />

gegenüber der wissenschaftlichen Reflexion und<br />

deren Neigung zum Relativismus, zu dem<br />

ewigen „ja, aber” zum Ausdruck bringen und<br />

ernannte den Präsidenten der Societät der<br />

Wissenschaften zu seinem... Hofnarren! Der<br />

international berühmte Wissenschaftler wurde<br />

der Gruppe von 8-12 nächsten Mitarbeitern des<br />

Königs im Tabakskollegium eingegliedert. Zu<br />

seinen Aufgaben gehörte es, die internationale<br />

Presseschau darzulegen und die Versammelten<br />

zum Lachen zu bringen. Alle trugen modische,<br />

kurze, weiße Perücken, nur Gundling war<br />

verpflichtet, eine altmodische, lächerliche lange<br />

Perücke zu tragen. Der König ließ für ihn auch<br />

ein Narrenkleid nähen, wie es von Männern<br />

dieser Profession auf anderen Höfen getragen<br />

wurde. Während der Sitzungen des<br />

Tabakskollegiums wurden je eine Pfeife geraucht<br />

und je ein Krug Bier getrunken. Der<br />

erniedrigte Professor suchte Rettung im<br />

Alkohol, nach dem er süchtig wurde, was die<br />

Missachtung des Königs noch vergrößerte.<br />

Dieser ließ ein Porträt des Professors im<br />

Narrenkleid fertigen, mit einem Bierkrug in der<br />

einen und einer Pfeife in der anderen Hand,<br />

inmitten von Affen – Symbolen des Narretei,<br />

und Hasen – Symbolen der Feigheit, in<br />

Gesellschaft der Frau, die ihn mit ihrem<br />

Pantoffel auf den Kopf schlägt. Das Porträt<br />

hängt immer noch im königlichen Schloss.<br />

Des Königs besonderer Sinn für Humor<br />

teilte sich seinen Untertanen mit, die einer Nacht<br />

zwei junge Bären an die Schlafzimmertür des<br />

Professors anbanden und die Fenster mit<br />

Artilleriekörben verbarrikadierten. Zur Freude<br />

der Gaffer musste er sich durch die Körbe nach<br />

draußen herausdrängen. Der Demütigungen<br />

überdrüssig versuchte Grundling ins österreichische<br />

Breslau zu fliehen, um von dort aus<br />

zum Hof der Habsburger zu gelangen, wo er als<br />

Zbigniew Czarnuch<br />

15


<strong>16</strong><br />

Jego nastêpc¹ na stanowisku królewskiego<br />

b³azna zosta³ tak¿e uczony, filozof i historyk<br />

Salomon Jacob Morgenstern. Ten nie<br />

prze¿ywa³ jak Grundling duchowej rozterki<br />

i nie szuka³ schronienia w alkoholu. Pogodzi³<br />

siê ze swym losem pe³ni¹c równoczeœnie rolê<br />

b³azna i uczonego, co zosta³o przez króla<br />

docenione. Zosta³ mianowany wicekanclerzem<br />

Uniwersytetu we Frankfurcie nad Odr¹.<br />

Z tak¹ oto lekcj¹ historii na temat<br />

pruskiego poczucia humoru wyniesion¹<br />

z König Wusterhausen, za spraw¹ opowieœci<br />

przewodnika oraz lektury zakupionych opracowañ,<br />

wraca³em do Witnicy, z postanowieniem<br />

ponownego przyjazdu do Berlina. Tym<br />

razem w celu zapoznania siê z kolejnym<br />

s³awnym przypadkiem specyfiki poczucia<br />

humoru partnerów naszego dialogu kultur.<br />

Przypadkiem rozs³awionym przez niemieckiego<br />

komediopisarza Carla Zuckmayera<br />

w sztuce „Kapitan z Köpenick”.<br />

Wyprawa do miejsca,<br />

w którym z pietyzmem kultywuje siê<br />

pamiêæ rzezimieszka<br />

Fundamenty pañstwa opartego na wojskowych<br />

pryncypiach rozkazu i pos³uszeñstwa<br />

wystawione przez „króla sier¿anta” mia³y<br />

z czasem przekszta³ciæ siê w potê¿ny gmach<br />

pruskiego pañstwa i spo³eczeñstwa, których<br />

ponure cienie tak groŸnie zapisa³y siê w dziejach<br />

Europy. Jak to bywa z ci¹gotkami do<br />

mocarstwowoœci, <strong>jednym</strong> to budowanie<br />

chwa³y i s³awy w³asnego narodu opartej na<br />

demonstrowaniu si³y podbija³o bêbenek patriotycznej<br />

dumy, innych niepokoi³o i ratunku<br />

szukali w antymilitarnej publicystyce,<br />

w opozycyjnej aktywnoœci politycznej lub<br />

satyrze. Niekiedy takie satyryczne sytuacje<br />

stwarza³o samo ¿ycie. Tak by³o ze s³awn¹<br />

szar¿¹ pospolitego z³odziejaszka na ratusz<br />

w podberliñskim wtedy (1906) miasteczku<br />

Köpenick.<br />

Szewc z zawodu, rodem z Tyl¿y, Friedrich<br />

Wilhelm Vogt, nie pozbawiony inteligencji<br />

³otrzyk trudni¹cy siê profesj¹ rzezimieszka<br />

ju¿ od czternastego roku ¿ycia, po spêdzeniu<br />

30 lat w krymina³ach, w tym tak¿e w S³oñsku,<br />

Wissenschaftler geschätzt war. Der Versuch<br />

misslang. Begleitet von zwei preußischen<br />

Offizieren wurde er zurück zum Hof, nach<br />

Potsdam geholt. Als er starb, ließ ihn der König<br />

in einem Sarkophag in der Form eines<br />

Bierfasses bestatten, auf dem sich der folgende<br />

Text befand:<br />

„Hier liegt ein Wunder-Ding, halb Mensch,<br />

halb Schwein, doch ohne Haut; in der Jugend<br />

witzig,im Alter toll; des Morgens klug, des<br />

abends voll etc. etc. Bachus traure darüber, dass<br />

er gestorben und wenn es der Leser wissen<br />

wolle, wer es sey, so say das traute Kind der<br />

Grundling.”<br />

Der Professor starb 1731 in Potsdam. Sein<br />

Tod wurde um 11 Uhr festgestellt und schon um<br />

Mittag war er im Sarkophag aus Fass zur Schau<br />

gestellt. Gekleidet war er in sein vorschriftgemäßes<br />

Narrenkleid mit der lächerlichen<br />

Perücke auf dem Kopf. Der ganzen<br />

Bestattungszeremonie, mit Glockenschlägen,<br />

wurde die Gestalt einer Karnevalsnarretei verliehen,<br />

an der alle staatlichen und kirchlichen<br />

Würdeträger teilnehmen mussten.<br />

Zum Nachfolger des Professors auf dem<br />

Posten des königlichen Narren wurde auch ein<br />

Wissenschaftler, der Philosoph und Historiker<br />

Salomon Jacob Morgenstern. Dieser empfand<br />

keinen geistigen Zwiespalt und suchte keine<br />

Zuflucht im Alkohol. Er war mit seinem<br />

Schicksal einverstanden, spielte den Narren und<br />

arbeitete gleichzeitig als Wissenschaftler, was<br />

der König auch zu schätzen wusste.<br />

Morgenstern wurde nämlich zum Vizekanzler<br />

der Universität in Frankfurt an der Oder<br />

ernannt.<br />

Nach einem solchen Geschichtsunterricht<br />

zum Thema „der preußische Sinn für Humor”,<br />

den mir der Museumsführer erteilte und der mir<br />

von den eingekauften Unterlagen bestätigt<br />

wurde, kehrte ich nach Witnica mit dem feste<br />

Vorsatz zurück, wieder nach Berlin zu kommen.<br />

Und diesmal, um mich mit einem weiteren wohl<br />

bekannten Fall des Sinns für Humor bekannt zu<br />

machen, der für unsere Partner im Dialog der<br />

Kulturen charakteristisch ist. Mit einem Fall, der<br />

vom deutschen Komödiendichter Carl<br />

Zuckmayer in dem Spiel „Der Hauptmann von<br />

Köpenick” verewigt wurde.


wpad³ na b³yskotliwy pomys³ kolejnego<br />

skoku na kasê. Tym razem wykorzystuj¹c<br />

efekty patriotycznej edukacji narodu w duchu<br />

rozkazu i pos³uszeñstwa, czyli wed³ug „das<br />

Princip Befehl und Gehorsam”. Vogt kupi³<br />

sobie w sklepie ze starzyzn¹ mundur kapitana<br />

piechoty i ubrawszy go zatrzyma³ w Berlinie<br />

ma³y oddzialik ¿o³nierzy wracaj¹cy z æwiczeñ,<br />

wydaj¹c im rozkaz udania siê wraz<br />

z nim na stacjê kolejow¹ i pojechania do<br />

Köpenick, z zadaniem wykonania rozkazu<br />

w³adz zwierzchnich. ¯o³nierze ze swym<br />

dowódc¹ rozkaz wykonali, w ratuszu miejskim<br />

zaaresztowali burmistrza i wraz z innym<br />

urzêdnikiem zawieŸli do s³ynnej Schinklowskiej<br />

kordegardy Neuen Wache stoj¹cej przed<br />

cesarskim pa³acem. Natomiast Vogt zabra³<br />

kasetkê z kwot¹ 4 tys. marek i ulotni³ siê.<br />

Ca³y ówczesny cywilizowany œwiat zarykiwa³<br />

siê ze œmiechu szydz¹c z pañstwa<br />

pruskiego, którego obywateli wytresowano na<br />

wzór oddzia³u wojska. W Prusach jedni<br />

tworzyli komitety zbieraj¹ce pieni¹dze na<br />

wsparcie zaaresztowanego Vogta, inni,<br />

a wœród nich sam cesarz, z dum¹ chwalili siê<br />

wynikami pruskiej pedagogiki spo³ecznej,<br />

która mog³a siê poszczyciæ takim zdrowym,<br />

zdyscyplinowanym narodem.<br />

W roku 2006 dzielnica Berlina Wschodniego<br />

Köpenick uroczyœcie obchodzi³a stulecie<br />

tamtej kpiny z w³adzy. Bogaty program<br />

jubileuszu zatytu³owano „Köpenikiada”.<br />

Ciekawi³o mnie, jak pamiêæ tych wydarzeñ<br />

jest tam kultywowana. Bo czy mo¿na czciæ<br />

pamiêæ w³amania do ratusza dokonanego<br />

przez pospolitego z³odzieja, kompromituj¹cego<br />

pañstwo na arenie miêdzynarodowej?<br />

Okaza³o siê, ¿e nie tylko mo¿na, ale ¿e znajduje<br />

to spo³eczne przyzwolenie i poparcie<br />

i jest okazj¹ do pysznej zabawy.<br />

Wybraliœmy siê tam w ramach cyklu<br />

wycieczek organizowanych przez Polsko-<br />

Niemieckie Stowarzyszenie EDUCATIO<br />

dzia³aj¹ce w euroregionie Pro Europa<br />

Viadrina. Nasi cz³onkowie mieszkaj¹cy<br />

w Köpenick najpierw zaprowadzili nas do<br />

usytuowanego w ratuszu muzeum Vogta,<br />

miêdzy innymi do sali z sejfem, z którego<br />

zawartoœci¹ nasz bohater znikn¹³ w t³umie.<br />

Der Ausflug zu einem Ort,<br />

wo eines Beutelschneiders<br />

mit Pietät gedenkt wird<br />

Der auf militärischen Prinzipien des Befehls<br />

und des Gehorsams gestützte Staat des<br />

„Soldatenkönigs” sollte zum Fundament des<br />

riesigen Baus eines Staates und einer<br />

Gesellschaft werden, deren schwarze Schatten<br />

auf die Geschichte Europas fielen. Wie es so<br />

immer mit den aufkommenden Mächten ist,<br />

werden manche durch den Aufbau des Ruhmes<br />

und der Ehre der eigenen Nation in ihrem<br />

Patriotismus bestärkt, während andere sich<br />

dadurch bedroht fühlen und ihre Rettung in der<br />

antimilitärischen Publizistik, in der Opposition<br />

oder in der Satire suchen. Manchmal kreiert<br />

das Leben solche satirischen Situationen selbst.<br />

So war es auch mit dem gemeinen Dieb, der<br />

sich an dem Rathaus der damals (1906) noch<br />

selbständigen Stadt bei Berlin – Köpenick – vergriff.<br />

Der ausgebildete Schuster aus Tilsit,<br />

Friedrich Wilhelm Vogt, ein intelligenter<br />

Halunke, der sich mit dem Beutelscheiden schon<br />

seit dem vierzehnten Lebensjahr beschäftigte<br />

und 30 Jahre in Gefängnissen – unter anderem<br />

auch in Sonnenburg (heute S³oñsk) – verbrachte,<br />

kam auf eine neue geistreiche Idee, ans Geld zu<br />

kommen. Dieses Mal nutzte er die Ergebnisse<br />

der patriotischen Erziehung der Nation im<br />

Geiste des Prinzips „Befehl und Gehorsam” aus<br />

und kaufte sich in einem Trödelgeschäft die<br />

Uniform eines Infanteriehauptmanns. Nachdem<br />

er sie angezogen hatte, hielt er in Berlin ein<br />

kleines Trupp Soldaten an, die von den Übungen<br />

zurückkehrten und gab ihnen den Befehl, dass<br />

sie ihm zum Bahnhof und dann nach Köpenick<br />

folgten, um dort weitere Anweisungen der<br />

Behörden zu erfüllen. Die Soldaten taten, wie<br />

befohlen, im Rathaus des Städtchens nahmen sie<br />

den Bürgermeister und andere Beamte fest und<br />

führten sie zur berühmten, von Schinkel entworfenen,<br />

vor dem Kaiserpalast stehenden Neuen<br />

Wache, während sich Vogt mit einem Kästchen<br />

mit 4.000 Mark aus dem Staub machte.<br />

Die ganze damalige zivilisierte Welt brüllte<br />

vor Lachen über einen preußischen Staat, dessen<br />

Bürger wie ein Trupp Soldaten trainiert waren.<br />

Zbigniew Czarnuch<br />

17


18<br />

Ratusz jest solidnym gmachem w stylu wilhelmiñskim,<br />

którego budowê zakoñczono tu¿<br />

przed t¹ nies³ychan¹ akcj¹. Na schodach<br />

wiod¹cych do ratusza widaæ miejsce po jego<br />

pomniku, który jakiœ prawdziwy patriota<br />

pruski w trosce o godnoϾ miasta i narodu<br />

uszkodzi³ i rzeŸba naturalnej wielkoœci<br />

opryszka, zabrana zosta³a do naprawy. Na<br />

œcianie widaæ tak¿e uszkodzon¹ tablicê informacyjn¹<br />

na temat ca³ego zdarzenia.<br />

Przypomnia³o mi to gorzowskie perypetie<br />

„Œwinstera” z którym walkê tocz¹ tamtejsi<br />

stra¿nicy cnoty pryncypialnego ponuractwa.<br />

W oczekiwaniu na spektakl uliczny, odtwarzaj¹cy<br />

dwa razy w tygodniu owe œmia³e<br />

przedsiêwziêcie Vogta, udaliœmy siê do pobliskiej<br />

knajpki, która jest punktem zbornym<br />

aktorów ulicznego widowiska, granego przed<br />

wejœciem do restauracji urz¹dzonej w ratuszowych<br />

podziemiach. Byliœmy œwiadkami jak<br />

cz³onek personelu przytulnej pijalni, który<br />

dopiero co nam podawa³ piwo, odwi¹zuje<br />

s³u¿bowy fartuch i wdziewa mundur oraz<br />

zak³ada pikielhaubê, co czyni¹ tak¿e inni<br />

cz³onkowie artystycznej trupy przechowuj¹cy<br />

tu swe stroje i karabiny. Gdy uformowali siê<br />

w oddzia³, ruszyliœmy za nimi. Przed wejœciem<br />

do restauracji ratuszowej ustawiono<br />

symboliczn¹ dekoracjê w postaci wieszaka,<br />

na którym g³ówny aktor widowiska ulicznego<br />

teatrum utrzymanego w konwencji farsy,<br />

wcielaj¹cy siê w coraz to inn¹ postaæ<br />

i graj¹cy zarazem rolê Vogta, zawiesza<br />

w miarê rozwoju akcji kolejne tabliczki<br />

z nazwami miast, dworca kolejowego czy<br />

ulic, w których rzecz siê dzieje. Zebra³ siê<br />

t³um ludzi. Obserwowa³em ich uœmiechniête,<br />

rozbawione twarze.<br />

Rzecz dzieje siê na terenie dawnego NRD.<br />

W œwiadomoœci wielu mych polskich znajomych<br />

mieszkañcy Berlina Wschodniego to<br />

pryncypialni stra¿nicy tradycji pruskiej pychy<br />

i pryncypialnoœci. Jakoœ tego tutaj nie widzê.<br />

Widzê natomiast wolê wyszydzania pamiêci<br />

pruskiej armii i zmilitaryzowanej mentalnoœci<br />

rodaków. Nawet za cenê kpiny z w³asnego<br />

miasta, które ten Beutelschneider i Spitzbube<br />

skompromitowa³ na skalê œwiatow¹. Jak<br />

wynika z folderu zatytu³owanego „100 Jahre<br />

In Preußen bildete der eine oder andere ein<br />

Komitee, um Geld zur Unterstützung des<br />

inzwischen festgenommenen Vogt zu sammeln,<br />

andere, darunter der Kaiser selbst, prahlten mit<br />

den Ergebnissen der preußischen Sozialpädagogik,<br />

die aus den Preußen eine so gesunde und<br />

disziplinierte Nation machte.<br />

Im Jahre 2006 beging Köpenick, heutige ein<br />

Stadtviertel Berlins, feierlich den 100. Jahrestag<br />

dieses Scherzes über Behörden. Das an<br />

Ereignissen reiche Jubiläum wurde als „Köpenickiade”<br />

bezeichnet. Mich interessierte, wie<br />

diesen Geschehnissen dort gedenkt wird. Denn<br />

wie kann man schon einem Einbruch ins<br />

Rathaus durch einen gemeinen Dieb gedenken,<br />

der den Staat international der Lächerlichkeit<br />

preisgab? Es stellte sich heraus, dass es nicht nur<br />

möglich ist, sondern noch von der Gesellschaft<br />

gebilligt wird und eine Gelegenheit zum besten<br />

Spaß sein kann.<br />

Wir begaben uns dorthin im Rahmen der<br />

Ausflüge, die von der Deutsch-Polnischen<br />

Gesellschaft EDUCATIO der Euroregion Pro<br />

Europa Viadrina organisiert werden. Unsere in<br />

Köpenick lebenden Mitglieder brachten uns<br />

zuerst ins im Rathaus befindliche Vogt-Museum,<br />

unter anderem in den Raum mit dem Tresor, mit<br />

dessen Inhalt sich unser Protagonist in der<br />

Menge auflöste. Das Rathaus ist ein solides<br />

Gebäude im wilhelminischen Stil, dessen Bau<br />

erst kurz vor dieser unerhörten Aktion abgeschlossen<br />

wurde. Auf der Treppe zum Rathaus<br />

konnte man die Stelle sehen, wo sich Vogts<br />

Denkmal befand, das aber von einem echten<br />

preußischen Patrioten in Sorge um die Würde<br />

der Stadt und des Volkes beschädigt wurde, so<br />

das die naturgroße Skulptur des Räubers zur<br />

Reparatur gebracht werden musste. An der<br />

Wand konnte man eine auch beschädigte Tafel<br />

mit der Information über dieses Ereignis sehen.<br />

Es erinnerte mich an die Gorzower Abenteuer<br />

von „Œwinster”, einer Skulptur, gegen welche<br />

die dortigen Wächter der Tugend und der<br />

prinzipiellen Humorlosigkeit kämpfen.<br />

In Erwartung auf das Straßentheater, das das<br />

kühne Abenteuer Vogts zweimal die Woche vor<br />

dem Ratskellereingang nachspielt, gingen wir in<br />

die nah liegende Kneipe, die als Treffpunkt der<br />

Schauspieler dieses Theaters gilt. Wir waren


Köpnickiade” miasto przygotowa³o bogaty<br />

program obchodów jubileuszu. Znajdujê tu<br />

miêdzy innymi otwarcie w gmachu ratusza<br />

jeszcze jednej wystawy na temat Vogta, tym<br />

razem w sali tradycji tutejszej restauracji<br />

zwanej „izb¹ gwardyjsk¹”. Potem mowa jest<br />

o wystawach plakatów, karykatur i znaczków<br />

pocztowych na ten temat. Przewidziano<br />

wycieczki z³odziejskim szlakiem w towarzystwie<br />

Vogta, burmistrza i innych przebierañców,<br />

z posi³kiem w knajpce, w której nasz<br />

wydrwigrosz postawi³ piwo nabitym<br />

w butelkê ¿o³nierzom. Mo¿na by³o wzi¹æ<br />

udzia³ w tej wycieczce w wersji pieszej i autokarowej.<br />

Zaplanowano festyn „Hauptmanns<br />

Kneipen – Musik – Fest, spektakle sztuki<br />

Zuckmeyera i wieczory literacko-muzyczne<br />

pod tytu³em „Jeszcze dziœ z tego œmieje siê<br />

ca³y œwiat”.<br />

Taaak. Mieli racjê moi przyjaciele gdy<br />

radzili, bym swój dysonans poznawczy<br />

wywo³any pobytem w knajpie w dzielnicy<br />

Freidrichshein leczy³ tak¿e kufelkiem<br />

w piwiarni w Köpenick.<br />

* * *<br />

Podczas dalszej wêdrówki po Berlinie<br />

opowiadano nam o lokalu, zorganizowanym<br />

przez tutejszych Polonusów dla œrodowisk<br />

twórczych Berlina. Nosi on nazwê „Klub<br />

Polskich Nieudaczników” i jest miejscem<br />

prezentacji wybitnych polskich i nie tylko<br />

polskich projektów teatralnych, muzycznych,<br />

plastycznych, fotograficznych. Tu tak trzeba.<br />

To jest ten jêzyk i ten styl. Jak wleziesz<br />

miêdzy wrony… RozluŸniæ siê. Podchodziæ<br />

do ¿ycia nie ca³kiem serio, bo uczy nas ono,<br />

¿e na takie dostojne traktowanie po prostu nie<br />

zas³uguje. Nie tylko tam. Tak¿e tu. A mo¿e<br />

szczególnie tu?<br />

Wkrótce po powrocie do domu byliœmy<br />

œwiadkami wybuchu kolejnego skandalu<br />

w Warszawie. Tym razem na temat kartofli<br />

z „Tageszeitung”, na ³amach której w satyrycznym<br />

tekœcie pokpiwano z naszych<br />

s³ynnych bliŸniaczych or³ów, a mo¿e raczej<br />

or³a dwug³owego? Polak wstydu nie zniesie,<br />

bo ma dumê ojczyst¹ i nie pozwoli by mu<br />

Zeugen, wie ein Personalmitglied dieser<br />

gemütlichen Bierstube, das uns gerade eben Bier<br />

einschenkte, seine Dienstschürze ablegte und<br />

eine Uniform an- und eine Pickelhaube aufzog,<br />

gefolgt von anderen Mitgliedern der Gruppe von<br />

Künstlern, die hier ihre Kleider und Karabiner<br />

aufbewahrten. Als sie eine Einheit bildeten, gingen<br />

wir ihnen nach. Vor dem Ratskellereingang<br />

stand ein Kleiderständer als symbolische Dekoration,<br />

auf den der Hauptschauspieler der als<br />

eine Farce vorgeführten Vorstellung – mal als<br />

Vogt, mal als eine andere Gestalt – Tafeln mit<br />

den Namen von Städten, Bahnhöfen oder<br />

Strassen hängte, je nachdem, wo sich das Ganze<br />

gerade abspielte. Es sammelte sich eine Menge.<br />

Ich schaute mir die lachenden, amüsierten<br />

Gesichter an.<br />

Das ganze passiert auf dem Gebiet der ehemaligen<br />

DDR. Im Bewusstsein vieler meiner<br />

polnischen Bekannten gelten die Bewohner<br />

Ostberlins als prinzipielle Wächter des traditionellen<br />

preußischen Hochmuts und der<br />

Prinzipientreue. Ich kann hier weder den einen<br />

noch die andere sehen. Ich sehe dafür den<br />

Willen, die Erinnerung an die preußische Armee<br />

und die militaristische Mentalität der Landsleute<br />

zu verspotten. Auch wenn dies den Spott über<br />

die eigene Stadt bedeutet, die dieser<br />

Beutelschneider und Spitzbube vor der ganzen<br />

Welt blamierte. Aus dem Prospekt unter dem<br />

Titel „100 Jahre Köpenickiade” geht hervor,<br />

dass die Stadt ein reiches Programm zum<br />

Jubiläum vorbereitete. Es wird unter anderem<br />

eine weitere Ausstellung zu Vogt im Rathaus<br />

eröffnet, diesmal im Traditionssaal des hiesigen<br />

Restaurants, der „Gardekammer”. Dann wird<br />

noch eine Plakat-, Karikatur- und Briefmarkenausstellung<br />

zu diesem Thema erwähnt.<br />

Vorgesehen wurde eine Diebestour in der<br />

Gesellschaft von Vogt, dem Bürgermeister und<br />

anderer verkleideter Gestalten, mit einem Imbiss<br />

in der Kneipe, in der unser Geldschneider den<br />

übers Ohr gehauten Soldaten Bier spendierte.<br />

Man konnte an der Tour zu Fuß oder mit einem<br />

Bus teilnehmen. Geplant waren auch ein<br />

„Hauptmanns Kneipen-Musik-Fest”, Vorführungen<br />

des Spiels von Zuckmeyer, Leseabende mit<br />

Musik unter dem Titel „Noch heute lacht die<br />

ganze Welt darüber”.<br />

Zbigniew Czarnuch<br />

19


20<br />

Niemiec plu³ w twarz. Tym razem jednak<br />

œwiat siê œmieje z naszego braku poczucia<br />

humoru. Zazdroszczê Czechom ich Szwejka<br />

w roli nieomal narodowego bohatera. My<br />

wci¹¿ wolimy Pana Wo³odyjowskiego, ku<br />

pocieszeniu dodajmy, ¿e w towarzystwie<br />

Zag³oby. Ma³a rzecz i mog³aby cieszyæ, ale<br />

ostatnio wolimy Józefa Kurasia. Tego od<br />

„ognia i miecza” na Podhalu. S³owianom nad<br />

Wis³¹, zamiast sielanek, dziœ bardziej bli¿sza<br />

jest zaciek³a zemsta.<br />

My tutaj nad Odr¹ i doln¹ Wart¹ z naszymi<br />

tradycjami pomarañczowej alternatywy,<br />

zielonogórskim zag³êbiem kabaretowym, czy<br />

gorzowsk¹ wojn¹ domow¹ o Œwinstera,<br />

w poszukiwaniu innej, bardziej uœmiechniêtej<br />

definicji œwiata nie mamy wiêkszych powodów<br />

do kompleksu na tym tle. Ku pocieszeniu<br />

siebie stwierdziæ muszê z radoœci¹, ¿e na<br />

polach naszej piêknej ziemi obok upraw<br />

kartoflanych i plantacji s³odkich buraków,<br />

pojawiaj¹ siê tak¿e coraz liczniejsze poletka<br />

pikantnych przypraw. Cieszy, ¿e pieczo³owicie<br />

pielêgnuj¹ na nich rozmaite kminki<br />

i kpinki tacy wytrawni eksperci od pieprzu<br />

i goryczki jak Szymon Majewski, Grzegorz<br />

Miecugow, Tomasz Sianecki, Artur Andrus,<br />

Krzysztof Daukszewicz i inni.<br />

Wybacz mi wiêc mój Tajny Wspó³pracowniku<br />

z oleodrukowego obrazka, zawieszonego<br />

troskliwymi rêkoma mamy nad moim<br />

dzieciêcym ³ó¿eczkiem, ¿e mora³ tej historii<br />

bêdzie nie po Twojej myœli. Jesteœ ze swymi<br />

pogl¹dami ju¿ staroœwiecki. Twe przemyœlenia<br />

tr¹c¹ myszk¹. Bêdê bowiem usi³owa³<br />

przekonaæ mojego burmistrza i prezesa spó³ki<br />

Browar „BOSS” Witnica, by przestali siê<br />

boczyæ na konfesjona³ w berliñskiej knajpie<br />

„Waschmaschinewsky” i poszli w œlady<br />

Polskich Nieudaczników, czyni¹c lokal darmow¹<br />

przestrzeni¹ promocji miasteczka,<br />

regionu i kraju, w najlepszym znaczeniu tych<br />

s³ów.<br />

Á propos poczucia humoru. Pamiêtacie tê<br />

anegdotê opowiedzian¹ przez ojca Wac³awa<br />

Oszajcê w <strong>jednym</strong> z programów, coraz<br />

bardziej klerykalnej, telewizji publicznej?<br />

Trwa w niebie narada na temat planów<br />

urlopowych: Bóg Ojciec: Z ochot¹ pojecha³-<br />

Soooo. Da hatten schon meine Freunde<br />

Recht, als sie mir rieten, meine kognitive<br />

Dissonanz aus der Kneipe in Friedrichshein mit<br />

einem Bierchen in Köpenick zu heilen.<br />

* * *<br />

Während unserer Wanderung durch Berlin<br />

wurde uns von einer Kneipe der hiesigen Polen<br />

für Berlins Künstlerszene berichtet. Sie heißt<br />

„Der Club der Polnischen Versager” es werden<br />

dort hervorragende polnische – aber nicht nur<br />

polnische – Projekte aus dem Bereich Theater,<br />

Musik, bildende Kunst, Photographie<br />

vorgestellt. Hier muss es so sein. Das ist die<br />

Sprache und der Stil. Mit den Wölfen muss<br />

man... Sich entspannen. Das Leben nicht ganz<br />

ernst nehmen, denn es zeigt uns ja, dies gar nicht<br />

zu verdienen. Nicht nur dort. Auch hier.<br />

Vielleicht – eben gerade hier?<br />

Kurz nach der Rückkehr nach Hause waren<br />

wir Zeugen eines neuen Skandals in Warschau.<br />

Diesmal wegen der Kartoffel aus der<br />

„Tageszeitung”, wo in einem satirischen Text<br />

einer unserer Zwillingsadler – oder eher unser<br />

Doppelkopfadler? – verspottet wurde. Ein Pole<br />

verträgt keine Schande, denn sein Stolz gehört<br />

dem Vaterland und er lässt nicht zu, dass ihm ein<br />

Deutscher ins Gesicht spuckt. Diesmal aber<br />

lacht die Welt über unseren Mangel an Humor.<br />

Ich beneide die Tschechien um ihren Schwejk in<br />

der Rolle des beinahe-Nationalhelden. Wir<br />

ziehen immer noch Pan Wo³odyjowski vor,<br />

freilich erfreulicherweise in der Gesellschaft<br />

von Zag³oba. Eine Kleinigkeit, über die wir uns<br />

freuen könnten, nur gefällt uns letztens Józef<br />

Kuraœ irgendwie besser. Jener, der in Podhale<br />

mit dem Feuer und dem Schwert herumging. Die<br />

Slawen an der Weichsel schätzen heute verbissene<br />

Rache mehr als ein Idyll.<br />

Wir hier, an der Oder und der unteren<br />

Warthe, mit unserer Tradition der „Orangen<br />

Alternative”, mit dem Kabarettisten-Revier in<br />

Zielona Gora oder dem Bürgerkrieg um<br />

„Œwinster”, brauchen uns unserer Suche nach<br />

der anderen, lächelnden Definition der Welt<br />

nicht zu schämen. Zum Trost muss ich mit<br />

Freude feststellen, dass neben unseren schönen<br />

Kartoffel- und Zuckerrübenplantagen immer


ym do Jerozolimy, nigdy tam nie by³em. Na<br />

to Jezus: Dziêkujê, raz by³em. Wystarczy.<br />

Duch Œwiêty: A ja nigdy jeszcze nie mia³em<br />

okazji byæ w Watykanie, chêtnie bym tam siê<br />

wybra³. Matka Boska: Patrzcie, tyle wêdrowa³am<br />

po œwiecie a ani razu nie by³am jeszcze<br />

w Czêstochowie. Czy to nie jest dziwne?<br />

öfter kleine Felder mit pikanteren Würzen<br />

entstehen. Es ist erfreulich, dass dort solche<br />

beschlagenen Experten des Pfeffers und des<br />

Enzians, wie Szymon Majewski, Grzegorz<br />

Miecugow, Tomasz Sianecki, Artur Andrus,<br />

Krzysztof Daukszewicz und andere ihre Sativia<br />

und Satiren sorgfältig pflegen.<br />

Du musst mir also verzeihen, mein<br />

Inoffizieller Mitarbeiter aus dem Öldruckbild,<br />

das meine liebevolle Mutter über mein<br />

Kinderbett hängte, du musst mir verzeihen, weil<br />

dir die Lehre aus dieser Geschichte nicht gefallen<br />

wird. Deine Ansichten sind heute altmodisch.<br />

Veraltet sind deine Überlegungen. Ich werde<br />

nämlich versuchen, meinen Bürgermeister und<br />

den Vorstand der Brauerei „BOSS” Witnica zu<br />

überzeugen, dass sie sich wegen des Beichtstuhls<br />

in der Berliner Kneipe „Waschmaschinewsky”<br />

nicht mehr schmollen, sondern den<br />

Polnischen Versagern folgen und aus dem Lokal<br />

einen Raum für eine freie Promotion der Stadt,<br />

der Region und des Landes machen, in der<br />

besten Bedeutung dieser Worte.<br />

Apropos Sinn für Humor. Erinnert ihr euch<br />

noch an die Anekdote vom Pater Wac³aw<br />

Oszajca aus einer Sendung des (immer<br />

klerikaler werdenden) öffentlich-rechtlichen<br />

Fernsehens? Da wird im Himmel über die<br />

Urlaubspläne beraten. Gott Vater: Ich würde<br />

gerne nach Jerusalem fahren, ich bin dort noch<br />

nie gewesen. Dazu sagt Jesus: Einmal war ich<br />

dort schon. Ich brauch’s nicht mehr. Der heilige<br />

Geist: Ich würde mal gerne nach Vatikan, die<br />

Gelegenheit hatte ich noch nie... Die Mutter<br />

Gottes: Schaut mal, ich bin viel durch die Welt<br />

gereist, und noch nie in Tschenstochau gewesen.<br />

Ist das nicht komisch?<br />

Übersetzt von Grzegorz Kowalski<br />

Zbigniew Czarnuch<br />

21


22<br />

FilmFestival Cottbus<br />

– Festival<br />

des osteuropäischen Films<br />

Nur einhundert Kilometer von Zielona<br />

Gora entfernt, findet in der deutschen<br />

Partnerstadt Cottbus seit 1991 jährlich im<br />

Herbst das Festival des osteuropäischen Films<br />

statt. Ein kulturelles Großereignis der Stadt<br />

und der ganzen Region, das Besucher aus der<br />

ganzen Welt anzieht und Cottbus fünf Tage<br />

lang zur Begegnungsstätte für Freunde der<br />

osteuropäischen Kinematographie macht.<br />

Auch in diesem Jahr, wenn das Festival vom<br />

14. bis 18. November bereits zum <strong>16</strong>. Mal<br />

veranstaltet wird, erwartet die Gäste ein<br />

umfangreiches Filmprogramm mit mehr als<br />

einhundert Einzelbeiträgen, begleitet von<br />

einem vielfältigen Rahmenprogramm mit<br />

Lesungen, Workshops, Ausstellungen,<br />

Filmtalks, Live-Musik und Partys.<br />

Gegründet wurde das FilmFestival<br />

Cottbus in der unmittelbaren Nachwendezeit<br />

auf Initiative von Enthusiasten aus der<br />

Filmklubbewegung der früheren DDR. Von<br />

Anbeginn widmet sich das FilmFestival<br />

Cottbus dem Filmschaffen in den post-sozialistischen<br />

Ländern Europas (einschließlich der<br />

Nachfolgestaaten der früheren Sowjetunion<br />

sowie Ex-Jugoslawiens) und ist damit<br />

weltweit das erste, auf diese Region spezialisierte<br />

Festival. Seither bietet es den<br />

Kinematographien Osteuropas ein hinsichtlich<br />

Programmumfang und Ländervielfalt,<br />

Qualität und Aktualität der<br />

Filmauswahl einzigartiges Forum. Mit dem<br />

Beitritt der ersten Staaten Mittel- und<br />

Osteuropas zu Europäischen Union trat der<br />

spannungsreiche Transformationsprozess der<br />

osteuropäischen Filmszene in eine neue<br />

Phase, die der gesamten Region einen spürbar<br />

höheren Aufmerksamkeitswert bescherte und<br />

dem Festival somit vielfältige neue<br />

Perspektiven eröffnete.<br />

FilmFestival Cottbus<br />

– festiwal filmu<br />

wschodnioeuropejskiego<br />

W odleg³oœci zaledwie stu kilometrów od<br />

Zielonej Góry, w jej niemieckim mieœcie partnerskim,<br />

Chociebu¿u (niem. Cottbus), od<br />

1991 r. ka¿dej jesieni odbywa siê festiwal<br />

filmu wschodnioeuropejskiego. Jest to dla<br />

miasta i naszego regionu wielkie wydarzenie<br />

kulturalne, które przyci¹ga goœci z ca³ego<br />

œwiata i na piêæ dni czyni Chociebu¿<br />

miejscem spotkañ przyjació³ kinematografii<br />

wschodnioeuropejskiej. Równie¿ w tym roku<br />

czeka na goœci festiwalu, który w dniach od<br />

14 do 18 listopada odbêdzie siê ju¿ po raz<br />

szesnasty, bogaty program filmowy z ponad<br />

stu obrazami, a wraz z nim szeroki program<br />

towarzysz¹cy pe³en odczytów, warsztatów,<br />

wystaw, spotkañ filmowych, muzyki na ¿ywo<br />

i imprez tanecznych.<br />

FilmFestival Cottbus zosta³ zainicjowany<br />

wkrótce po przemianach politycznych przez<br />

entuzjastów kina klubowego w dawnej NRD.<br />

Od samego pocz¹tku festiwal by³ poœwiêcony<br />

twórczoœci z postkomunistycznych krajów<br />

Europy (w tym pañstw powsta³ych po upadku<br />

Zwi¹zku Radzieckiego oraz Jugos³awii),<br />

bêd¹c tym samym pierwszym w œwiecie festiwalem<br />

specjalizuj¹cym siê w tym regionie.<br />

Od tego czasu oferuje kinematografiom<br />

Europy wschodniej jedyne w swoim rodzaju<br />

forum o tak szerokim programie, takiej<br />

ró¿norodnoœci krajów, takiej jakoœci tak aktualnych<br />

filmów. Wraz z wst¹pieniem pierw-


Mit seinem repräsentativen Überblick<br />

über die aktuelle Filmproduktion des gesamten<br />

mittel- und osteuropäischen Raumes hat es<br />

sich kontinuierlich zum führenden Festival<br />

dieser Region entwickelt. Die Einbeziehung<br />

von vielfältigen Formen der Präsentation,<br />

Reflexion und Diskussion, zu denen<br />

Workshops, Panels und Filmtalks zählen,<br />

machen die Veränderungen in den Ländern<br />

des Übergangs transparent und befördern<br />

nachhaltig die dortige filmkulturelle Entwicklung.<br />

Ein abwechslungsreiches Rahmenprogramm<br />

macht das Festival zu einem einmaligen<br />

Forum der Begegnung und des identitätsstiftenden<br />

Dialogs zwischen den Kulturen. An<br />

der geografischen Schnittstelle von Ost und<br />

West bietet Cottbus somit alljährlich ein hervorragendes<br />

Erfahrungsfeld für Menschen aus<br />

verschiedenen Kulturkreisen zum Abbau von<br />

Klischees im vereinten Europa.<br />

Mit der Preisskulptur „Lubina”, die erstmals<br />

während der Abschlussveranstaltung des<br />

13. FilmFestival Cottbus 2003 verliehen<br />

wurde, betont das Festival einerseits seine<br />

Verankerung in der Region und andererseits<br />

seinen besonderen Charakter als wichtigstes<br />

Festival des osteuropäischen Films. Die dreifarbige<br />

Glasfigur, entworfen von der Künstlerin<br />

Beate Bolender, wurde auf den Namen<br />

„Lubina” getauft. Der beliebte sorbische<br />

Mädchenname bedeutet die „Liebreizende”.<br />

Das FilmFestival Cottbus erfreut sich<br />

stetig steigender Resonanz, sowohl seitens<br />

des Publikums aus Stadt und Umland als auch<br />

der in- und ausländischen Branchenvertreter.<br />

Im Jahr 2005 erreichte die Anzahl der<br />

Besucher mit insgesamt <strong>16</strong>.200 einen neuen<br />

Rekord, darunter 400 akkreditierte Gäste aus<br />

nahezu 30 Ländern. Zudem wurde dem<br />

Festival Ende letzten Jahres eine besondere<br />

internationale Anerkennung zuteil – in<br />

Brüssel wurde der Grand Prix Neweuropeans<br />

an das FilmFestival Cottbus verliehen.<br />

Das Festival arbeitet eng mit Einrichtungen<br />

und Einzelpersonen in den jeweiligen<br />

Teilnehmerländern zusammen und pflegt den<br />

vertrauensvollen partnerschaftlichen Austausch.<br />

Ausdruck der besonderen Beziehungen<br />

zu den polnischen Nachbarn sind gren-<br />

szych pañstw Europy œrodkowej i wschodniej<br />

do Unii Europejskiej pe³en napiêæ proces<br />

transformacji wschodnioeuropejskiego filmu<br />

wszed³ w now¹ fazê, dziêki czemu region<br />

zacz¹³ wzbudzaæ wyraŸnie wiêksze zainteresowanie,<br />

a festiwal zyska³ ró¿norodne nowe<br />

perspektywy.<br />

Dziêki znakomitemu rozeznaniu w aktualnej<br />

produkcji filmowej ca³ego obszaru<br />

Europy œrodkowej i wschodniej twórcy festiwalu<br />

krok po kroku uczynili zeñ jeden<br />

z najwa¿niejszych festiwali tego regionu.<br />

Po³¹czenie ró¿norodnych form prezentacji,<br />

refleksji i dyskusji, takich jak warsztaty, panele<br />

czy publiczne rozmowy o filmie, pozwala<br />

zrozumieæ zmiany zachodz¹ce w tych krajach<br />

prze³omu i trwale wspiera rozwój tamtejszej<br />

kultury filmowej. Urozmaicony program towarzysz¹cy<br />

czyni z festiwalu jedyne w swoim<br />

rodzaju forum spotkañ i dialogu kultur,<br />

u³atwiaj¹cego identyfikacjê. Le¿¹c na granicy<br />

miêdzy Wschodem i Zachodem Cottbus oferuje<br />

wiêc rokrocznie wspania³e pole wymiany<br />

FilmFestival Cottbus<br />

23


24<br />

züberschreitende Projekte, die mittlerweile zu<br />

einem festen Bestandteil des Festivals geworden<br />

sind und weiter ausgebaut werden. In den<br />

voran gegangenen Jahren wurden bereits<br />

Filmpräsentationen in Guben und Gubin<br />

sowie in Frankfurt/Oder und Slubice im<br />

Rahmen des Cottbuser Festivals erfolgreich<br />

verwirklicht, welche die Spezifik des<br />

Standortes Brandenburg an der geographischen<br />

Schnittstelle von Ost und West authentisch<br />

erfahrbar machten. Positive Resonanz<br />

fanden ebenso diesjährige Filmpräsentationen<br />

des Festivals im Rahmen des Gubiner<br />

Stadtfestes und des Brandenburg-Tages beim<br />

Poznaner Johannismarkt. Weitere partnerschaftliche<br />

Aktivitäten werden aktuell mit<br />

Institutionen und Einrichtungen in Zielona<br />

Gora, der polnischen Partnerstadt von<br />

Cottbus, initiiert. Auch im Programm des<br />

Cottbuser Festivals spiegelt sich der besondere<br />

Stellenwert der polnischen Nachbarn<br />

wider. Mit erfolgreicher Bilanz sind<br />

alljährlich aktuelle polnische Produktionen in<br />

den Wettbewerben und weiteren Filmreihen<br />

vertreten. 2002 stand das polnische<br />

Filmschaffen im Fokus des Festivals, in<br />

dessen Rahmen die Kinematografie des<br />

Nachbarlandes umfangreich beleuchtet<br />

wurde. Bestandteil dieser Programmreihe war<br />

mit Beiträgen der Filmgruppe „Sky<br />

Piastowskie” und des Kurzfilmstudios A’YoY<br />

auch das kreative Filmschaffen aus der<br />

Cottbuser Partnerstadt Zielona Góra.<br />

Zu den internationalen Festivalbesuchern<br />

zählten bereits prominente polnische Gäste<br />

wie Katarzyna Figura, Marysia Góralczyk,<br />

Krzysztof Zanussi und Tadeusz Sobolewski.<br />

Um die Vernetzung mit den kollegial verbundenen<br />

Festivals in Mittel- und Osteuropa<br />

weiter auszubauen, wurde in Zusammenarbeit<br />

mit dem Internationalen Filmfestival<br />

Warschau das Netzwerk „CentEast – The<br />

Alliance of Central and Eastern European<br />

Film Festivals” im Jahr 2003 in Cottbus ins<br />

Leben gerufen. Zu den Koordinatoren von<br />

CentEast wurden die Direktoren des<br />

FilmFestival Cottbus und des Internationalen<br />

Filmfestival Warschau berufen. Das<br />

FilmFestival Cottbus ist darüber hinaus<br />

doœwiadczeñ ludziom z ró¿nych krêgów kulturowych,<br />

przyczyniaj¹c siê do burzenia<br />

stereotypów w zjednoczonej Europie.<br />

Statuetk¹ o nazwie „Lubina”, która zosta³a<br />

po raz pierwszy wrêczona jako nagroda podczas<br />

XIII Festiwalu Filmowego Chociebu¿<br />

2003 (FilmFestival Cottbus 2003), organizatorzy<br />

z jednej strony podkreœlaj¹ zakorzenienie<br />

imprezy w regionie, a z drugiej podnosz¹<br />

jej niezwyk³y charakter jako najwa¿niejszego<br />

festiwalu filmów wschodnioeuropejskich.<br />

Trójkolorowa szklana figurka, zaprojektowana<br />

przez artystkê Beate Bolender, otrzyma³a<br />

miano „Lubina”. To popularne ³u¿yckie<br />

imiê ¿eñskie znaczy „powabna”.<br />

FilmFestival Cottbus cieszy siê coraz<br />

wiêkszym oddŸwiêkiem, zarówno ze strony<br />

publicznoœci z miasta i okolic, jak i krajowych<br />

i zagranicznych przedstawicieli bran¿y.<br />

W roku 2005 liczba goœci przekroczy³a<br />

<strong>16</strong>.200 osób, co jest nowym rekordem, w tym<br />

400 akredytowanych goœci z niemal 30 krajów.<br />

Ponadto festiwal doczeka³ siê w zesz³ym<br />

roku szczególnego wyró¿nienia miêdzynarodowego<br />

– w Brukseli przyznano mu nagrodê<br />

Grand Prix Neweuropeans.<br />

Organizatorzy blisko wspó³pracuj¹ z instytucjami<br />

i indywidualnymi osobami w poszczególnych<br />

krajach regionu, dbaj¹c o pe³n¹<br />

zaufania, partnersk¹ wymianê. Wyrazem<br />

szczególnych stosunków z polskimi s¹siadami<br />

s¹ projekty transgraniczne, które sta³y siê<br />

ju¿ trwa³ym elementem festiwalu i wci¹¿<br />

siê rozwijaj¹. Ju¿ w minionych latach uda³o<br />

siê zorganizowaæ w ramach chociebuskiego<br />

festiwalu prezentacje filmowe w Guben<br />

i Gubinie oraz Frankfurcie nad Odr¹ i S³ubicach,<br />

co ich uczestnikom pozwoli³o naprawdê<br />

doœwiadczyæ, ¿e to w³aœnie w Brandenburgii<br />

przecinaj¹ siê szlaki Wschodu i Zachodu.<br />

Z pozytywnym oddŸwiêkiem spotka³a siê<br />

równie¿ tegoroczna prezentacja filmowa<br />

festiwalu w ramach Dni Gubina oraz Dnia<br />

Brandenburgii na poznañskim Jarmarku<br />

Œwiêtojañskim. Dalsze dzia³ania s¹ obecnie<br />

inicjowane we wspó³pracy z instytucjami<br />

i organizacjami z Zielonej Góry, polskiego<br />

miasta partnerskiego Chociebu¿a. Równie¿<br />

program festiwalu odzwierciedla szczególn¹


Mitglied in der European Coordination of<br />

Film Festivals (ECFF). In Zusammenarbeit<br />

mit der ECFF entstand im Jahr 2005 das<br />

Kurzfilmprogramm „Europe in Shorts X”,<br />

dessen Premiere auf den Filmfestspielen in<br />

Cannes ein großer Erfolg war. Dieses<br />

Programm besteht aus sechs osteuropäischen<br />

Kurzfilmen, das bereits auf zahlreichen<br />

europäischen Filmfestivals präsentiert wurde<br />

und noch aktuell gezeigt wird.<br />

Das <strong>16</strong>. FilmFestival Cottbus<br />

(14.-18.11.2006)<br />

Bereits das Plakatmotiv des <strong>16</strong>. FilmFestival<br />

Cottbus kündigt mit CHOSEBUZ in<br />

großen Lettern hintergründig einen<br />

Schwerpunkt des diesjährigen Festivalprogramms<br />

an. Der Schriftzug, auf einer Pyramide<br />

aufgestellt, ist die sorbische Bezeichnung der<br />

Lausitzmetropole, die auch die Heimat einer<br />

slawischen Minderheit, der Sorben, ist. Auch<br />

Pyramiden gehören zu Cottbus – als ein<br />

Wahrzeichen der Stadt. Zu finden sind sie im<br />

Branitzer Park, einem von Hermann Fürst von<br />

Pückler-Muskau 1811 angelegten Gartenkunstwerkwerk<br />

von internationaler Bedeutung.<br />

Cottbus begeht in diesem Jahr sein 850jähriges<br />

Jubiläum - Anlass für das in der Stadt<br />

beheimatete Festival eine Retrospektive des<br />

sorbischen Films im Programm zu präsentieren.<br />

Mit den Festivaltagen im November erlebt<br />

der Jahrgang seinen Höhepunkt, auf den mit<br />

einer Reihe von Präsentationen im In- und<br />

Ausland ganzjährig aufmerksam gemacht<br />

rolê polskiego s¹siada. Produkcje filmowe<br />

z tego kraju co rok bior¹ z sukcesami udzia³<br />

w konkursach i przegl¹dach. W roku 2002 na<br />

polskiej kinematografii spoczywa³ punkt<br />

ciê¿koœci festiwalu, w którego ramach by³a<br />

szeroko prezentowana. Czêœci¹ tych pokazów<br />

by³y tak¿e produkcje grupy filmowej „Sky<br />

Piastowskie” i studia filmów krótkometra¿owych<br />

A’YoY, reprezentuj¹ce twórczoœæ z miasta<br />

partnerskiego Chociebu¿a, Zielonej Góry.<br />

Wœród miêdzynarodowych goœci festiwalu<br />

byli ju¿ prominentni goœcie z Polski, tacy jak<br />

Katarzyna Figura, Marysia Góralczyk,<br />

Krzysztof Zanussi czy Tadeusz Sobolewski.<br />

W celu rozszerzenia wspó³pracy z zaprzyjaŸnionymi<br />

festiwalami z Europy œrodkowowschodniej<br />

wspólnie z Miêdzynarodowym<br />

Festiwalem Filmowym w Warszawie utworzono<br />

w Chociebu¿u w 2003 r. sieæ pod<br />

nazw¹ „CentEast – The Alliance of Central<br />

and Eastern European Film Festivals”. Do<br />

koordynowania CentEast powo³ano dyrektorów<br />

festiwalu w Chociebu¿u i Miêdzynarodowego<br />

Festiwalu Filmowego w Warszawie.<br />

FilmFestival Cottbus jest ponadto cz³onkiem<br />

European Coordination of Film Festivals<br />

(ECFF). We wspó³pracy z ECFF powsta³<br />

w roku 2005 program filmów krótkometra-<br />

¿owych „Europe in Shorts X”, którego premiera<br />

podczas festiwalu w Cannes okaza³a siê<br />

wielkim sukcesem. Program ten sk³ada siê<br />

z szeœciu wschodnioeuropejskich filmów<br />

krótkometra¿owych i by³ i jest nadal prezentowany<br />

na licznych europejskich festiwalach<br />

filmowych.<br />

XVI FilmFestival Cottbus<br />

(14-18 listopada 2006)<br />

Ju¿ motyw plakatu XVI Festiwalu Filmowego<br />

w Cottbus zapowiada wielkimi literami<br />

CHOSEBUZ w tle, co bêdzie g³ównym tematem<br />

tegorocznego programu festiwalowego.<br />

Napis ten, ustawiony na piramidzie, jest<br />

³u¿yckim okreœleniem stolicy £u¿yc, bêd¹cej<br />

tak¿e ziemi¹ rodzinn¹ s³owiañskiej mniejszoœci,<br />

£u¿yczan. Równie¿ piramidy nale¿¹<br />

do Chociebu¿a – s¹ symbolem miasta. Mo¿na<br />

je znaleŸæ w parku w Branitz, dziele sztuki<br />

FilmFestival Cottbus<br />

25


26<br />

wird. Auftakt zum <strong>16</strong>. FilmFestival Cottbus<br />

2006 war im Februar der schon traditionelle<br />

„East European Brunch” im Rahmen der<br />

Internationalen Filmfestspiele Berlin, welcher<br />

ebenso wie der Empfang auf dem Karlovy<br />

Vary International Film Festival im Juli<br />

immer mehr zum informellen, aber obligatorischen<br />

Treffpunkt von Branchenvertretern<br />

aus Ost und West wird. Mit Filmvorführungen<br />

ist Cottbus bei Festivals in Berlin, Leipzig,<br />

Lübeck, Saarbrücken und Wiesbaden<br />

vertreten. Auch beim lokalen und regionalen<br />

Publikum zeigte es Präsenz über das ganze<br />

Jahr: Bereits im April war eine WarmUp Party<br />

den Auftakt zur diesjährigen „Cottbuser<br />

FilmSchau”, die im Rahmen des <strong>16</strong>.<br />

FilmFestival Cottbus . Der Publikumsandrang<br />

gibt wiederum Anlass zur Hoffnung auf spannende<br />

Filmbeiträge der Lokalmatadoren bei<br />

dieser Veranstaltung mit Kultcharakter.<br />

Ehrensache, dass sich das Festival, dessen<br />

Direktor einer der Kandidaten für den<br />

„Cottbuser des Jahres” war, auch am<br />

Festumzug aus Anlass des 850-jährigen<br />

Stadtjubiläums beteiligte. Einen Abstecher in<br />

den nahe gelegenen Spreewald unternimmt es<br />

mit der Präsentation einer Filmauswahl im<br />

Rahmen von ROHKUNSTBAU, dem<br />

etablierten Festival darstellender Künste. Den<br />

vorläufigen Höhepunkt der Aktivitäten in der<br />

Region wird am 2. September die erneut stattfindende<br />

Open Air Veranstaltung „OstLicht”<br />

bilden, bei dem es auf dem Gerichtsberg (vor<br />

dem Landgericht Cottbus) ein Wiedersehen<br />

mit dem Film TIME OF THE GYPSIES<br />

(Regie: Emir Kusturica, Musik: Goran Bregoviæ)<br />

sowie Live-Musik aus Zielona Góra (PL)<br />

und Cottbus geben wird. „Typisch Bulgarisch”<br />

präsentiert sich das FilmFestival in Kooperation<br />

mit der Internationalen Bauausstellung<br />

(IBA) am 9. September auf den IBA-<br />

Terrassen in Großräschen, wo es mit der Komödie<br />

„Die Zählung der Wildhasen” (Regie:<br />

Eduard Zacharijew) sowie bulgarischer Musik<br />

auf den diesjährigen Fokus einstimmen wird.<br />

Das Festival, vom 14. bis 18. November,<br />

erwartet seine Besucher mitten in der<br />

Cottbuser Innenstadt. Festivalzentrum und<br />

Hauptspielstätte ist die Stadthalle Cottbus, die<br />

ogrodniczej o miêdzynarodowym znaczeniu,<br />

za³o¿onym w 1811 r. przez ksiêcia Hermanna<br />

von Pückler-Muskau. Chociebu¿ obchodzi<br />

w tym roku jubileusz 850-lecia. Jest to okazja,<br />

by festiwal, który ma siedzibê w tym mieœcie,<br />

zaprezentowa³ historyczny przegl¹d filmu<br />

³u¿yckiego.<br />

Festiwalowe dni w listopadzie bêd¹ punktem<br />

szczytowym obchodów, zapowiadanym<br />

przez ca³y rok szeregiem prezentacji w kraju<br />

i za granic¹. Wstêpem do XVI Festiwalu<br />

Filmowego Chociebu¿ 2006 by³ w lutym<br />

tradycyjny „East European Brunch” w ramach<br />

Miêdzynarodowego Festiwalu Filmowego<br />

w Berlinie, impreza, która podobnie jak<br />

przyjêcie w Karlovych Varach na tamtejszym<br />

festiwalu w lipcu staje siê nieformalnym, ale<br />

coraz bardziej obowi¹zkowym miejscem<br />

spotkañ przedstawicieli bran¿y filmowej ze<br />

Wschodu i Zachodu. Chociebu¿ jest obecny<br />

dziêki pokazom filmowym na festiwalach<br />

w Berlinie, Lipsku, Lubece, Saarbrücken<br />

i Wiesbaden. Stara siê przypominaæ o sobie<br />

przez ca³y rok tak¿e publicznoœci lokalnej<br />

i regionalnej. Ju¿ w kwietniu mia³a miejsce<br />

WarmUp Party, bêd¹ca wstêpem do tegorocznego<br />

„Cottbuser FilmSchau”, odbywaj¹cego<br />

siê w ramach XVI Festiwalu Filmowego<br />

w Chociebu¿u. Ogromne zainteresowanie<br />

publicznoœci daje nadziejê na pojawienie siê<br />

interesuj¹cych filmów lokalnych twórców<br />

podczas tej imprezy o kultowym charakterze.<br />

By³o spraw¹ honoru, by festiwal, którego<br />

dyrektor by³ <strong>jednym</strong> z kandydatów na<br />

„Chociebu¿anina Roku”, zaznaczy³ sw¹ obecnoœæ<br />

na uroczystym pochodzie z okazji<br />

850-lecia miasta. Pojawi siê tak¿e w nieodleg³ym<br />

Szprewaldzie, gdzie w ramach<br />

ROHKUNSTBAU, znanego festiwalu sztuk<br />

efemerycznych, zostanie zaprezentowany<br />

wybór filmów. Pierwszym punktem kulminacyjnym<br />

dzia³añ w regionie bêdzie organizowane<br />

ponownie 2 wrzeœnia widowisko<br />

Open Air „OstLicht” („Œwiat³o Wschodu”),<br />

podczas którego na górze Gerichtsberg<br />

(przed S¹dem Krajowym w Chociebu¿u)<br />

bêdzie mo¿na ponownie zobaczyæ film<br />

„Time of the Gypsies” (re¿yseria: Emir<br />

Kusturica, muzyka: Goran Bregoviæ), a tak¿e


den Gästeservice, das Presse- und Informationszentrum<br />

sowie den Ticketverkauf<br />

beherbergt. Die feierliche Eröffnung des <strong>16</strong>.<br />

FilmFestival Cottbus am 14. November findet<br />

im Großen Haus des Staatstheater Cottbus<br />

statt. Neben Filmvorführungen in der<br />

Stadthalle, werden auch in der Kammerbühne<br />

des Staatstheaters und im Obenkino des Glad-<br />

House Programmreihen präsentiert. Den<br />

Abschluss findet der <strong>16</strong>. Festivaljahrgang mit<br />

der Preisverleihung in der Stadthalle am 18.<br />

November. Der zusätzliche „Publikumstag”,<br />

am 19. November, bietet noch einmal<br />

Gelegenheit dazu, die aktuellen Preisträgerfilme<br />

in der Stadthalle zu sehen.<br />

Den traditionellen Mittelpunkt der verschiedenen<br />

Programmsektionen bildet der<br />

Wettbewerb Spielfilm. Von einer unabhängigen<br />

Fachkommission werden zehn (bis maximal<br />

zwölf) Beiträge aus den beiden zurückliegenden<br />

Produktionsjahren zur Teilnahme<br />

nominiert, die beispielhaft den gegenwärtigen<br />

Leistungsstand insbesondere unter Filmemachern<br />

der jüngeren Generation widerspiegeln<br />

sollen. Die Preisskulptur „Lubina”<br />

wird von einer fünfköpfigen Internationalen<br />

Festivaljury in folgenden – jeweils von<br />

Sponsoren dotierten Geldpreisen – vergeben:<br />

Hauptpreis für den besten Film, Spezialpreis<br />

der Jury, Spezialpreis für eine künstlerisch<br />

herausragende Einzelleistung.<br />

Der Wettbewerb Kurzspielfilm widmet<br />

sich der Entdeckung und Förderung des<br />

Filmnachwuchses, der in diesem – zumeist<br />

kostengünstigen – Genre sein Talent häufig<br />

zum ersten Mal unter Beweis stellt. Die<br />

Selektion der zehn bis fünfzehn Beiträge (mit<br />

einer Laufzeit von jeweils maximal dreißig<br />

Minuten) liegt in den Händen einer eigenen<br />

Auswahlkommission (analog zum Wettbewerb<br />

Spielfilm). Aktuellen technischen und<br />

filmästhetischen Entwicklungen folgend<br />

bezieht dieser Wettbewerb bewusst auch neue<br />

Dreh- und Vorführformate mit ein.<br />

Prägend für das Gesamtprofil des jeweiligen<br />

Festivaljahrgangs ist der Fokus, der in<br />

jährlichem Wechsel ausgewählte filmische<br />

Regionen in einem breiteren Kontext<br />

vorstellt. In diesem Jahr wird dieser auf die im<br />

pos³uchaæ na ¿ywo muzyki z Zielonej Góry<br />

i Chociebu¿a. „Typowo po bu³garsku”<br />

FilmFestival zaprezentuje siê we wspó³pracy<br />

z Miêdzynarodow¹ Wystaw¹ Budownictwa<br />

(IBA) 9 wrzeœnia na tarasach IBA<br />

w Großräschen, gdzie komedia „Liczenie<br />

zajêcy” (re¿yseria Edward Zacharijew)<br />

i bu³garska muzyka wprowadz¹ w nastrój<br />

tegorocznego festiwalu.<br />

Organizatorzy oczekuj¹ goœci festiwalu<br />

w dniach 14-18 listopada w centrum<br />

Chociebu¿a. Centrum festiwalowe i g³ówn¹<br />

salê filmow¹ stanowi Stadthalle Cottbus,<br />

w której znajd¹ siê: punkt obs³ugi goœci, centrum<br />

informacyjne i prasowe, a tak¿e kasy<br />

biletowe. Uroczyste otwarcie XVI Festiwalu<br />

Filmowego FilmFestival Cottbus odbêdzie siê<br />

14 listopada w Wielkiej Sali Teatru Pañstwowego<br />

w Chociebu¿u. Filmy bêd¹ prezentowane<br />

nie tylko w Stadthalle, lecz tak¿e na<br />

scenie kameralnej Teatru Pañstwowego oraz<br />

w górnym kinie Glad-House. XVI Festiwal<br />

zakoñczy siê 18 listopada rozdaniem nagród<br />

w Stadthalle. Dodatkowy „dzieñ publicznoœci”,<br />

19 listopada, bêdzie okazj¹ do ponownego<br />

zobaczenia w Stadthalle w³aœnie nagrodzonych<br />

filmów.<br />

Tradycyjnie najwa¿niejszym z wielu programów<br />

bêdzie konkurs filmu fabularnego.<br />

Niezale¿na komisja fachowców nominuje 10<br />

(maksymalnie 12) produkcji z dwóch minionych<br />

lat, które bêd¹ najlepiej ukazywaæ<br />

mo¿liwoœci szczególnie filmowców m³odego<br />

pokolenia. Statuetka „Lubina” wraz z nagrodami<br />

pieniê¿nymi ufundowanymi przez sponsorów<br />

zostanie przyznana przez piêcioosobowe<br />

Miêdzynarodowe Jury Festiwalu<br />

w nastêpuj¹cych kategoriach: Nagroda<br />

G³ówna za najlepszy film, Nagroda Specjalna<br />

Jury, Nagroda Specjalna za film o wybitnych<br />

wartoœciach artystycznych.<br />

Celem Konkursu Filmu Krótkometra¿owego<br />

jest odkrywanie i wspieranie filmowego<br />

narybku, który w tym – zwykle niskobud¿etowym<br />

– gatunku czêsto po raz pierwszy<br />

sprawdza swój talent. Wybór dziesiêciu do<br />

piêtnastu filmów (o d³ugoœci do 30 minut)<br />

nale¿y do osobnej komisji (podobnie jak w konkursie<br />

filmu fabularnego). Zgodnie z aktu-<br />

FilmFestival Cottbus<br />

27


28<br />

Südosten Europas benachbarten Länder<br />

Bulgarien und Rumänien gerichtet sein.<br />

Damit erfährt die erfolgreich begonnene<br />

Vorstellung von Beitrittsländern zur Europäischen<br />

Union – nach Polen (2002),<br />

Tschechien (2004) und Ungarn (2005) – mit<br />

den beiden nunmehrigen neuen Kandidaten<br />

Bulgarien und Rumänien ihre konsequente<br />

konzeptionelle Fortführung. Unter dem Motto<br />

„Neues Kino aus Bulgarien und Rumänien”<br />

wird ein repräsentativer Querschnitt durch das<br />

Filmschaffen seit den radikalen gesellschaftlichen<br />

Umbrüchen Ende der 1980er,<br />

Anfang der 1990er Jahre vorbereitet. Obschon<br />

beide Länder auf eine traditionsreiche<br />

Kinematographie zurückblicken können, steht<br />

diese bis heute doch im Schatten kulturell vermeintlich<br />

attraktiverer Regionen. Das Bild<br />

dieser lange Zeit weitgehend verborgenen<br />

Filmlandschaften nachhaltig zu erhellen<br />

erscheint gerade zum gegenwärtigen Zeitpunkt<br />

besonderes reizvoll und lohnend.<br />

Wenngleich mit bezeichnender Verzögerung<br />

gegenüber anderen Ländern Mittel- und<br />

Osteuropas, bricht sich seit kurzem eine junge<br />

Generation mit überraschender Vehemenz<br />

Bahn, deren Stimme auch über die<br />

Landesgrenzen hinaus gehört zu werden verdient.<br />

Nicht zuletzt lieferte das FilmFestival<br />

Cottbus im vergangenen Jahr mit zwei<br />

Preisträgern aus Bulgarien und Rumänien<br />

(„Gestohlene Augen” von Radoslaw Spassow<br />

bzw. „Ryna” von Ruxandra Zenide) einen eindrucksvollen<br />

Beleg für die derzeitige vielversprechende<br />

Aufbruchstimmung.<br />

Die diesjährigen Feierlichkeiten zu 850<br />

Jahren Cottbus nimmt das Festival zum<br />

Anlass, erstmals eine umfangreiche Retrospektive<br />

zum sorbischen Filmschaffen vorzubereiten.<br />

Gegenwärtig leben mit den Zentren<br />

Cottbus/Choœebuz und Bautzen/Budyšin etwa<br />

60.000 Sorben in der Lausitz. Sie besitzen<br />

neben einer Vielzahl von Dialekten zwei<br />

Schriftsprachen: Niedersorbisch und Obersorbisch.<br />

In einer wechselvollen Geschichte<br />

waren sie oft massiven Germanisierungsbestrebungen<br />

ausgesetzt, so in der Zeit des<br />

Nationalsozialismus. Obwohl sowohl die<br />

Gesetze der DDR als auch der Bundes-<br />

alnymi trendami technicznymi i estetycznymi<br />

do konkursu tego organizatorzy œwiadomie<br />

w³¹czaj¹ równie¿ nowe formy tworzenia<br />

i pokazywania filmów.<br />

O ogólnym profilu danego festiwalu decyduje<br />

punkt ciê¿koœci, w ramach którego organizatorzy<br />

co roku wybieraj¹ inny region, by<br />

zaprezentowaæ go w szerszym filmowym<br />

kontekœcie. W tym roku w centrum uwagi<br />

znajd¹ siê kraje Europy po³udniowo-wschodniej,<br />

s¹siaduj¹ce ze sob¹ Bu³garia i Rumunia.<br />

Tym samym udana koncepcja prezentacji<br />

nowych krajów cz³onkowskich Unii<br />

Europejskiej – Polski (2002), Czech (2004)<br />

i Wêgier (2005) – bêdzie konsekwentnie kontynuowana<br />

pokazami filmów z Bu³garii<br />

i Rumunii. Pod has³em „Nowe kino z Bu³garii<br />

i Rumunii” przygotowywany jest reprezentatywny<br />

przegl¹d twórczoœci filmowej od<br />

radykalnego prze³omu z koñca lat 80.<br />

i pocz¹tku 90. Choæ obydwa kraje ciesz¹ siê<br />

kinematografi¹ o bogatych tradycjach, to jednak<br />

wci¹¿ pozostaj¹ w cieniu regionów rzekomo<br />

atrakcyjniejszych. Odkrycie na trwa³e<br />

tych dot¹d w wiêkszoœci nieznanych kinematografii<br />

wydaje siê w³aœnie w tej chwili<br />

szczególnie ciekawe i po¿yteczne. Choæ ze<br />

znacz¹cym opóŸnieniem wobec innych krajów<br />

Europy œrodkowo-wschodniej, m³ode<br />

pokolenie, którego g³os zas³uguje, by byæ<br />

s³yszalnym na arenie miêdzynarodowej, toruje<br />

sobie drogê z zaskakuj¹cym zapa³em.<br />

Zaledwie w zesz³ym roku dwa filmy<br />

z Bu³garii i Rumunii („Ukradzione oczy”<br />

Rados³awa Spassowa i „Ryna” Ruxandry<br />

Zenide) zdoby³y nagrody na Festiwalu<br />

Filmowym w Chociebu¿u, daj¹c tym<br />

imponuj¹cy dowód owego obiecuj¹cego<br />

prze³omu.<br />

Tegoroczne uroczystoœci z okazji 850-lecia<br />

Chociebu¿a s¹ dla organizatorów festiwalu<br />

okazj¹, by po raz pierwszy przygotowaæ obszerny<br />

historyczny przegl¹d filmu ³u¿yckiego.<br />

Obecnie na £u¿ycach, z centrami w Chociebu¿u<br />

(niem. Cottbus, ³u¿. Choœebuz)<br />

i Budziszynie (niem. Bautzen, ³u¿. Budyšin),<br />

mieszka oko³o 60.000 Serbo³u¿yczan. Obok<br />

licznych dialektów pos³uguj¹ siê dwoma<br />

jêzykami pisanymi: dolno- i górno³u¿yckim.


epublik ihnen Minderheitenrechte eingeräumt<br />

haben und sorbische Sprache und<br />

Kultur gefördert wurden und werden, stellt<br />

gerade der Braunkohlebergbau in der Lausitz<br />

eine ernste Gefahr für sie dar: Ihm fielen auch<br />

zahlreiche sorbische Dörfer in der Lausitz<br />

zum Opfer. In dieser ambivalenten Situation<br />

kommt im Ringen um eine Identität und<br />

Selbstbehauptung der sorbischen Kunst, dem<br />

sorbischen Film eine Schlüsselrolle zu. Die<br />

Kinematographie der in Brandenburg und<br />

Sachsen siedelnden Sorben und Wenden ist<br />

weitgehend unbekannt und dürfte über die<br />

Lausitz hinaus beträchtliche Beachtung finden,<br />

gerade auch im Kontext des osteuropäischen<br />

Filmschaffens. Dabei soll ein möglichst<br />

zeitgemäßes, durchaus auch urbanes Bild des<br />

künstlerischen Schaffens dieser slawischen<br />

Minderheit vermittelt werden. Dieses kann<br />

beispielhaft für das Ringen um kulturelle<br />

Identität und Integrität stehen und insofern<br />

einen wertvollen Beitrag zu aktuellen<br />

Debatten liefern. Die Filmreihe wird in enger<br />

Kooperation mit dem in Bautzen/Budysin<br />

ansässigen „Sorabia Film Studio” entwickelt<br />

und realisiert. Sie reicht vom frühen<br />

Stummfilm über sorbische Märchen, künstlerisch<br />

herausragende DEFA-Arbeiten bis hin<br />

zu jüngsten Produktionen des Bautzner<br />

Filmstudios „Sorabia” und bezieht alle<br />

Genres ein. Die Koproduktionen mit osteuropäischen<br />

Partnern oder das Schaffen ins<br />

Ausland emigrierter Sorben wird dabei ebenso<br />

reflektiert wie der Blick von außen, die<br />

Adaption sorbischer Stoffe, u.a. der bekannten<br />

Legende von Krabat, dem sorbischen<br />

„Faust”. Mit dieser Filmreihe, in begleitenden<br />

Gesprächen zu Produktionsbedingungen und<br />

Entstehungshintergründen und mit dem<br />

Katalog, der künftig als Kompendium zum<br />

Film der Lausitzer Sorben gelten kann, leistet<br />

das FilmFestival Cottbus auch einen<br />

entscheidenden Beitrag dazu, ein wenig<br />

bekanntes Kapitel Filmgeschichte endlich<br />

aufzuarbeiten. Maßgeblich unterstützt wird<br />

das anspruchsvolle Vorhaben durch die<br />

DEFA-Stiftung.<br />

Auf in ihren Entstehungsländern kommerziell<br />

erfolgreiche, im Ausland jedoch<br />

W ci¹gu burzliwych dziejów wielokrotnie<br />

byli poddawani czêsto silnemu naciskowi germanizacyjnemu,<br />

jak na przyk³ad w czasach<br />

narodowego socjalizmu. Mimo ¿e ustawodawstwo<br />

NRD, a tak¿e RFN, zapewni³o im<br />

prawa mniejszoœci, a kultura i jêzyk Serbów<br />

³u¿yckich by³y i s¹ wspierane, prawdziwe<br />

zagro¿enie dla £u¿yc stanowi wydobycie<br />

wêgla brunatnego. Wiele ³u¿yckich wsi sta³o<br />

siê jego ofiar¹. W tej pe³nej sprzecznoœci sytuacji<br />

serbo³u¿yckiej sztuce, serbo³u¿yckiemu<br />

filmowi przypada kluczowa rola w walce<br />

o to¿samoœæ i znaczenie. Kinematografia<br />

Serbo³u¿yczan i S³owian po³abskich mieszkaj¹cych<br />

w Brandenburgii i Saksonii jest<br />

s³abo znana, a mog³aby wzbudziæ spore zainteresowanie,<br />

szczególnie w³aœnie w kontekœcie<br />

wschodnioeuropejskiej twórczoœci filmowej.<br />

Chodzi przy tym o to, aby przekazaæ<br />

widzom mo¿liwie wspó³czesny, równie¿ jak<br />

najbardziej miejski wizerunek tej s³owiañskiej<br />

mniejszoœci. Twórczoœæ taka mo¿e<br />

byæ wzorem w walce o to¿samoœæ i spójnoœæ<br />

kulturow¹, a jednoczeœnie stanowiæ wartoœciowy<br />

wk³ad w aktualn¹ debatê. Program<br />

pokazów jest przygotowywany i realizowany<br />

w œcis³ej wspó³pracy z „Sorabia Film Studio”<br />

w Budziszynie. Obejmuje wszystkie gatunki,<br />

od wczesnych, niemych interpretacji ³u¿yckich<br />

bajek, przez wybitne pod wzglêdem<br />

artystycznym filmy zrealizowane przez<br />

DEFA, a¿ po najnowsze produkcje budziszyñskiego<br />

studia filmowego „Sorabia”.<br />

Wspó³produkcje z partnerami wschodnioeuropejskimi<br />

czy twórczoœæ Serbo³u¿yczan na<br />

emigracji bêdzie brana pod uwagê tak samo,<br />

jako spojrzenie z zewn¹trz, adaptacje<br />

³u¿yckich w¹tków, m.in. znanej legendy<br />

o Mistrzu Krabacie, „³u¿yckim Fauœcie”.<br />

Dziêki tej serii filmów, towarzysz¹cym prezentacji,<br />

rozmowom o warunkach i kulisach<br />

produkcji oraz katalogowi, który w przysz³oœci<br />

bêdzie móg³ staæ siê kompendium<br />

filmu serbo³u¿yckiego, FilmFestival Cottbus<br />

przyczynia siê w sposób decyduj¹cy do tego,<br />

¿e ten ma³o znany rozdzia³ historii kina<br />

doczeka siê wreszcie swojego opracowania.<br />

Ten ambitny zamiar jest hojnie wspierany<br />

przez Fundacjê DEFA.<br />

FilmFestival Cottbus<br />

29


30<br />

kaum bekannte Produktionen macht die bei<br />

Publikum und Fachbesuchern gleichermaßen<br />

beliebte Sektion Nationale Hits aufmerksam.<br />

Den Überblick über aktuelle Trends im osteuropäischen<br />

Spielfilmschaffen komplettieren<br />

Werke bereits etablierter Regisseure sowie<br />

internationale Ko-Produktionen und im osteuropäischen<br />

Kontext relevante Produktionen<br />

nicht-osteuropäischer Provenienz in der Sektion<br />

Spektrum. Diese gewährleistet darüber<br />

hinaus – neben der filmkünstlerischen Qualität<br />

– die im Gesamtprogramm angestrebte Vielfalt<br />

an Sujets, Stilen und Herkunftsländern.<br />

Neben der Präsentation von aktuellen studentischen<br />

Arbeiten der Hochschule für Film<br />

und Fernsehen (HFF) Potsdam-Babelsberg,<br />

denen traditionell ein eigenes Programmfenster<br />

vorbehalten bleibt, bekräftigt die vor<br />

drei Jahren mit außerordentlichem Erfolg initiierte<br />

Cottbuser FilmSchau die lokale und<br />

regionale Verankerung des Festivals. Auch<br />

diese offene Leinwand für engagierte und talentierte<br />

Filmamateure wird sich in diesem<br />

Jahr verstärkt dem Stadtjubiläum widmen.<br />

Das Cottbuser Festival zieht alljährlich<br />

auch Kinder und Jugendliche in seinen Bann,<br />

nicht zuletzt bei den traditionellen Vorführungen<br />

vor den kleinen Patienten in der Kinderklinik<br />

des Carl-Thiem-Klinikums Cottbus.<br />

Mit dem Kinder- und Jugendprogramm werden<br />

jüngere und jüngste Zuschauerschichten<br />

unter medienpädagogischer Betreuung schrittweise<br />

an das Festival herangeführt. Wie bereits<br />

in den vergangenen Jahren orientiert sich<br />

das Programm thematisch an Fokus und<br />

Retrospektive und wird von Filmpublizist<br />

Klaus-Dieter Felsmann kuratiert.<br />

Andreas Dresens gleichnamiges Werk gab<br />

den Titel für die Jugendfilm-Reihe: „Raus aus<br />

der Haut”. Vor dem lokalen Hintergrund<br />

Brandenburgs geht es um ein Hinterfragen<br />

von Werthierarchien und um den Umgang mit<br />

kreativen Potenzialen einer Jugend, die hauptsächlich<br />

mit Negativ-Schlagzeilen von sich<br />

Reden macht. „Kombat Sechzehn” des gebürtigen<br />

Cottbusers Mirko Borscht, „Die<br />

Boxerin” von Catharina Deus und der DEFA-<br />

Film „Erscheinen Pflicht” von Helmut Dziuba<br />

ergänzen das Programm.<br />

W ulubionej tak przez publicznoϾ, jak<br />

i goœci bran¿owych czêœci festiwalu pod<br />

nazw¹ Narodowe Hity prezentowane s¹ filmy,<br />

które w swych krajach osi¹gnê³y sukces<br />

komercyjny, lecz za granic¹ s¹ prawie nieznane.<br />

Przegl¹d aktualnych trendów we<br />

wschodnioeuropejskiej twórczoœci fabularnej<br />

uzupe³niaj¹ dzie³a znanych ju¿ re¿yserów,<br />

miêdzynarodowe koprodukcje, a tak¿e istotne<br />

w kontekœcie wschodnioeuropejskim filmy<br />

z innych rejonów – wszystkie one pokazywane<br />

s¹ w czêœci zwanej Spektrum. Czêœæ ta<br />

gwarantuje ponadto – obok wysokiej jakoœci<br />

artystycznej – wieloœæ tematów, stylów i krajów<br />

pochodzenia, co jest zdeklarowanym<br />

celem ca³ego festiwalu.<br />

Aby podkreœliæ lokalne i regionalne zakorzenienie<br />

festiwalu, organizatorzy prezentuj¹<br />

aktualne prace studentów Wy¿szej Szko³y<br />

Filmu i Telewizji (HFF) w Poczdamie-<br />

Babelsbergu, które tradycyjnie maj¹ ju¿ swoje<br />

okienko w programie imprezy, a tak¿e kontynuuj¹<br />

zainicjowane przed trzema laty Cottbuser<br />

FilmSchau, które okaza³o siê wielkim<br />

sukcesem. Równie¿ ta, otwarta dla zaanga-<br />

¿owanych i utalentowanych amatorów scena,<br />

skupi siê w tym roku na jubileuszu miasta.<br />

Festiwal chociebuski przyci¹ga tak¿e<br />

corocznie dzieci i m³odzie¿, choæby podczas<br />

tradycyjnych prezentacji dla ma³ych pacjentów<br />

kliniki dzieciêcej im. Karola Thiema<br />

w Chociebu¿u. Program dla dzieci i m³odzie¿y<br />

wprowadza pod opiek¹ pedagogów –<br />

specjalistów ds. mediów – m³odych i najm³odszych<br />

widzów krok po kroku w œwiat<br />

festiwalu. Podobnie jak w poprzednich latach<br />

festiwal bêdzie siê koncentrowa³ na swym<br />

g³ównym temacie i przegl¹dzie historycznym,<br />

a jego kuratorem bêdzie Klaus-Dieter<br />

Felsmann, publicysta filmowy.<br />

Dzie³o Andreasa Dresena pod tym samym<br />

tytu³em da³o nazwê serii filmów m³odzie¿owych<br />

„Raus aus der Haut” – „Wyjœæ ze<br />

skóry”. Na lokalnym tle Brandenburgii filmy<br />

te stawiaj¹ pytanie o hierarchiê wartoœci<br />

i mo¿liwoœci wykorzystania twórczego<br />

potencja³u m³odzie¿y, o której s³ychaæ<br />

g³ównie w negatywnym kontekœcie. „Kombat<br />

Sechzehn” („Kombat szesnaœcie”) rodo-


In die reiche Märchen- und Sagenwelt der<br />

Sorben entführt das Kinderprogramm unter<br />

dem Titel „Wunder gibt es immer wieder”, so<br />

mit einem Beitrag vom Altmeister des DDR-<br />

Trickfilms Jan Hempel. Neben einer<br />

Wiederaufführung von Celino Bleiweiss’<br />

Verfilmung der Krabat-Legende aus dem Jahr<br />

1975 gibt es märchenhafte Filmgrüße aus<br />

Bulgarien und Rumänien.<br />

Das facettenreiche Begleitprogramm,<br />

dessen Spektrum von FilmTalks, Ausstellungen<br />

und Lesungen bis zu Live-Konzerten,<br />

Empfängen und Partys reicht, bildet den kommunikativen<br />

Rahmen für Begegnungen der<br />

zahlreichen Gäste aus West und Ost. Auch<br />

hier bilden der diesjährige Fokus und die<br />

Retrospektive den Rahmen, an dem die<br />

Veranstaltungen inhaltlich ausgerichtet sind.<br />

Das parallel zum Festival stattfindende<br />

zweitägige filmwirtschaftliche Forum<br />

>Connecting Cottbus< wird ihre Aktivitäten<br />

besonders auf die beiden im Fokus des<br />

Festivals stehenden Kinematographien Bulgarien<br />

und Rumänien ausrichten. Zum achten<br />

Mal bietet vom <strong>16</strong>. bis 17. November 2006<br />

Connecting Cottbus ein informatives Programm<br />

rund um europäische Filmförderungen,<br />

Möglichkeiten bei der Entwicklung internationaler<br />

Koproduktionen sowie aktuelle<br />

Fragen der Zusammenarbeit mit Fernsehsendern<br />

und Weltvertrieben. Erfolgreich in<br />

Cottbus gepitchte Projekte werden nach ihrer<br />

Fertigstellung einen gebührenden Platz im<br />

Festivalprogramm erhalten.<br />

Ausführliche Programminformationen<br />

gibt es ab Mitte Oktober unter: www.filmfestivalcottbus.de<br />

witego chociebu¿anina, Mirko Borschta, „Die<br />

Boxerin” („Bokserka”) Cathariny Deus czy<br />

wyprodukowany przez DEFA film<br />

„Erscheinen Pflicht” („Obecnoœæ obowi¹zkowa”)<br />

Helmuta Dziuby uzupe³niaj¹ program.<br />

W bogaty œwiat bajek i legend ³u¿yckich<br />

uwiedzie nas program dla dzieci pod tytu³em<br />

„Cuda wci¹¿ siê zdarzaj¹”, a w nim dzie³a<br />

mistrza filmu animowanego z by³ej NRD,<br />

Jana Hempela. Obok ponownego pokazu<br />

adaptacji legendy o Mistrzu Krabacie Celino<br />

Bleiweissa z 1975 r. pojawi¹ siê bajeczne<br />

pozdrowienia filmowe z Bu³garii i Rumunii.<br />

Bogaty program towarzysz¹cy, którego<br />

spektrum rozci¹ga siê od dyskusji o filmie<br />

poprzez wystawy, odczyty, koncerty, a¿ po<br />

przyjêcia i imprezy taneczne, tworzy ramy<br />

komunikacji i spotkañ licznych goœci ze<br />

Wschodu i Zachodu. Równie¿ w tych przedsiêwziêciach<br />

nacisk bêdzie po³o¿ony na<br />

g³ówny temat festiwalu i retrospektywê.<br />

Odbywaj¹ce siê równolegle z festiwalem<br />

bran¿owe forum filmowe >Connecting<br />

Cottbus< tak¿e bêdzie siê koncentrowaæ na<br />

bêd¹ce w centrum uwagi festiwalu kinematografie<br />

Bu³garii i Rumunii. Connecting<br />

Cottbus w dniach <strong>16</strong>-17 listopada 2006 ju¿ po<br />

raz ósmy bêdzie szeroko informowa³<br />

o europejskich fundacji filmowych, mo¿liwoœci<br />

tworzenia koprodukcji miêdzynarodowych,<br />

a tak¿e wspó³pracy z nadawcami<br />

telewizyjnymi i dystrybutorami œwiatowymi.<br />

Projekty, które dojd¹ do skutku dziêki<br />

spotkaniom w Chociebiu¿u, znajd¹ godne<br />

miejsce w programach przysz³ych festiwali.<br />

Dok³adne informacje nt. programu bêd¹<br />

dostêpne od po³owy paŸdziernika pod<br />

adresem: www.filmfestivalcottbus.de<br />

t³umaczenie Grzegorz Kowalski<br />

FilmFestival Cottbus<br />

31


32<br />

Rainer Vangermain<br />

Die 10. Nacht der Poesie<br />

in Frankfurt (Oder),<br />

am 18.08.06<br />

im „Oderspeicher”<br />

Zum 10. Mal fand in Frankfurt (Oder) die<br />

Nacht der Poesie statt, eine langjährige<br />

Einrichtung, gewachsen über viele Jahre,<br />

angekommen auf einem hohen literarischen<br />

Niveau, wie es die Region hergibt. Immer<br />

wieder nahmen polnische Autoren an diesen<br />

Nächten der Poesie teil, denn der Organisator<br />

dieser öffentlichen, literarischen Veranstaltung,<br />

ist das Deutsch-Polnische Literaturbüro e. V.,<br />

Oder-region, ein unabhängiger Literaturverein<br />

der Stadt. So gesehen können die Nächte der<br />

Poesie in Frankfurt auch immer als eine deutschpolnische<br />

Literaturveranstaltung im Oderland<br />

betrachtet werden. Der Frankfurter Autor Maik<br />

Altenburg war jahrelang als Einzelkämpfer der<br />

spiritus Rektor dieser Veranstaltung.<br />

In diesem Jahr lasen 11 Autoren und Autorinnen,<br />

der Oderregion, davon zwei Kollegen<br />

aus Zielona Gora, Janusz Koniusz und Wojciech<br />

Smigielski. Neu daran ist, das die deutsch-polnische<br />

Komponente dieser jüngsten Literatur-<br />

Rainer Vangermain<br />

X Noc Poezji<br />

we Frankfurcie nad Odr¹<br />

18 sierpnia 2006<br />

w „Spichlerzu Odrzañskim”<br />

Pod raz dziesi¹ty odby³a siê we Frankfurcie<br />

nad Odr¹ Noc Poezji, impreza o d³ugoletniej<br />

tradycji, przez te lata coraz bardziej<br />

znacz¹ca, na coraz wy¿szym poziomie literackim,<br />

takim, na jaki staæ region. W Nocach<br />

Poezji zawsze uczestnicz¹ polscy autorzy,<br />

poniewa¿ organizatorem tej otwartej imprezy<br />

literackiej jest niezale¿ne miejskie stowarzyszenie<br />

pn. Niemiecko-Polskie Biuro<br />

Literatury. Z tego punktu widzenia Noce<br />

Poezji we Frankfurcie mo¿na uznaæ za polsko-niemieck¹<br />

imprezê literack¹ Nadodrza.<br />

Maik Altenburg, autor z Frankfurtu, przez<br />

ca³e lata samotnie walczy³ o tê imprezê i by³<br />

jej spiritus rector.<br />

W tym roku swoje utwory zaprezentowa³o<br />

11 autorów z rejonu Nadodrza, w tym dwóch<br />

kolegów z Zielonej Góry, Janusz Koniusz<br />

i Wojciech Œmigielski. Nowoœci¹ jest przy<br />

tym, ¿e ten polsko-niemiecki element ostatniej<br />

Nocy Poezji jest wynikiem nawi¹zanej


nacht einer noch jungen Zusammenarbeit, nämlich<br />

zwischen der Literatur-und Kulturzeitschrift<br />

„Pro Libris”, in Zielona Gora und dem Deutsch-<br />

Polnischen Literaturbüro in Frankfurt (Oder)<br />

entspringt. Im letzten Jahr haben regelmäßig<br />

Autoren aus Frankfurt (Oder) Texte in der polnischen<br />

Zeitschrift „Pro Libris” veröffentlicht,<br />

die gleichzeitig auch ins Polnische übertragen<br />

wurden. So verstand es sich beinahe von selbst<br />

das Kollegen aus Zielona Gora diesmal Gäste<br />

dieser Nacht der Poesie waren, denn nicht nur<br />

Autoren waren aus Zielona Gora gekommen,<br />

sondern auch die Leiterin der Wojewodschaftsbibliothek<br />

Frau Maria Wasik, der Redakteur<br />

Grzegorz Gorzechowski und die Dolmetscherin<br />

Frau Barbara Krzeszewska-Zmyœlony. Das<br />

Spektrum der gelesenen Texte war, wie zu<br />

erwarten, weit gesteckt und reichte vom heiter<br />

satirischen Text über Alltagsproblematik, bis zu<br />

den bohrenden, existenziell, biografisch, biblisch-mythischen<br />

Themen bei den polnischen<br />

Autoren. Die Gruppe „La Marche”, rahmte die<br />

gelesenen Texte musikalisch ein und spielte<br />

danach, für alle die es mochten, zum Tanz auf.<br />

Das regionale Fernsehen war eingeladen, kam<br />

aber nicht. Die Presse, obwohl informiert, blieb<br />

ebenfalls nicht. So werden sich wohl nur die an<br />

diese Nacht der Poesie erinnern, die direkt dabei<br />

waren, mit den Beteiligten, zwischen 70 und 80<br />

Personen. Vielleicht war es für diese ein Gewinn,<br />

Literatur zu hören in der Spannungswelt<br />

zweier Kulturen, die hier an der Oder immer<br />

aufeinandertreffen werden, was einen Reiz aus-<br />

macht, was spannend und gegenseitig bereichernd<br />

ist. In einer Nacht der Poesie können wir<br />

uns Hören und Sehen, Wahrnehmen und aus<br />

wspó³pracy miêdzy Czasopismem <strong>Literacko</strong>-<br />

Kulturalnym „Pro Libris” z Zielonej Góry<br />

i Niemiecko-Polskim Biurem Literackim<br />

z Frankfurtu nad Odr¹. W minionym roku<br />

literaci z Frankfurtu regularnie publikowali<br />

w tym polskim czasopiœmie swoje utwory,<br />

przek³adane przy tej okazji na jêzyk polski.<br />

Dlatego by³o nieomal oczywiste, ¿e tym<br />

razem goœæmi Nocy Poezji bêd¹ koledzy<br />

z Zielonej Góry. Na spotkanie przybyli nie<br />

tylko autorzy, lecz tak¿e dyrektor Biblioteki<br />

Wojewódzkiej, pani Maria Wasik, redaktor<br />

Grzegorz Gorzechowski i t³umacz, pani<br />

Barbara Krzeszewska-Zmyœlony. Zgodnie<br />

z oczekiwaniami, spektrum tematyczne czytanych<br />

utworów by³o szerokie i siêga³o od<br />

pogodnych tekstów satyrycznych dotycz¹cych<br />

dnia codziennego a¿ po boleœnie<br />

g³êbokie, biograficzne, biblijno-mistyczne<br />

tematy polskich autorów. Grupa „La Marche”<br />

wzbogaci³a prezentacje opraw¹ muzyczn¹,<br />

a potem tym wszystkim, którzy mieli ochotê,<br />

gra³a do tañca. Zaproszono lokaln¹ telewizjê,<br />

która jednak nie przyby³a. Zawiadomiono<br />

prasê, niestety - tak¿e bez odzewu. Dlatego<br />

ow¹ Noc Poezji zapamiêtaj¹ zapewne tylko<br />

ci, którzy w niej uczestniczyli, a by³o to ok.<br />

70-80 osób. Byæ mo¿e odnieœli oni tak¿e<br />

korzyœæ z mo¿liwoœci przys³uchania siê<br />

tekstom literackim ze œwiata, w którym<br />

stykaj¹ siê dwie kultury obecne tu, nad Odr¹,<br />

wzbogacaj¹ce siê nawzajem i przekazuj¹ce<br />

sobie wiele emocji.<br />

Podczas Nocy Poezji mo¿emy siê S³yszeæ<br />

i Widzieæ, Postrzegaæ, a z tego spotkania,<br />

które jest dotkniêciem kultury, wyci¹gaæ<br />

w³asne wnioski bêd¹ce szans¹ na wzbogace-<br />

Rainer Vangermain<br />

33


dieser Begegnung, die eine kulturelle Berührung<br />

ist, unsere eigenen Schlüsse ziehen, die die<br />

Chance für eine persönliche aber auch übergreifende<br />

Lebensbereicherung bietet. Und immer<br />

das Sprachproblem, die Sprachbarriere. Die<br />

ein Reiz ist, reiner Klang, „Musik” , aber auch<br />

ausschliesst, oder missversteht. So ist eine solche<br />

Literaturveranstaltung auch immer Aufforderung<br />

sich der Sprache des Anderen zu widmen.<br />

Hier gibt sicherlich einen Mangel anzumerken.<br />

Dem deutsch-polnischen Literaturbüro<br />

in Frankfurt mangelt es an polnischen<br />

Mitgliedern, an Mitgliedern, die Freunde der<br />

Literatur sind, Mitgliedern die in beiden<br />

Sprache, dem Polnischen, wie dem Deutschen,<br />

zu Hause sind, oder über einen bestimmten Grad<br />

der Sprachkompetenz verfügen. Wir wäre es<br />

also, wenn Autoren und Redakteure der<br />

Zeitschrift „Pro Libris” überlegen würden,<br />

Mitglieder im Deutsch-Polnischen Literaturbüro,<br />

in Frankfurt (Oder) zu werden. Wie<br />

könnten dann in Zukunft, die Nächte der Poesie<br />

aussehen? Eine Überlegung zur der ich alle<br />

Interessierten und Willigen ausdrücklich einladen<br />

möchte.<br />

nie wewnêtrzne, ale tak¿e pozaosobiste.<br />

I wci¹¿ ten problem z jêzykiem, ta jêzykowa<br />

bariera. Która mo¿e byæ zalet¹, gdy¿ jêzyk<br />

staje siê czystym dŸwiêkiem, „muzyk¹”, ale<br />

przecie¿ tak¿e wy³¹cza, prowadzi do<br />

nieporozumieñ. I tak oto impreza literacka<br />

staje siê poniek¹d wezwaniem do zwrócenia<br />

siê w stronê drugiego jêzyka.<br />

W tym miejscu pojawia siê niew¹tpliwie<br />

deficyt. Niemiecko-Polskie Biuro Literackie<br />

we Frankfurcie nie ma polskich cz³onków,<br />

cz³onków-mi³oœników literatury, którzy<br />

w obu jêzykach, polskim i niemieckim, czuliby<br />

siê „u siebie”, albo przynajmniej cieszyli<br />

siê pewnym poziomem kompetencji jêzykowej.<br />

A co by by³o, gdyby autorzy i redaktorzy<br />

czasopisma „Pro Libris” zastanowili siê nad<br />

cz³onkostwem w Polsko-Niemieckim Biurze<br />

Literackim we Frankfurcie nad Odr¹? Jak<br />

mog³yby wtedy wygl¹daæ przysz³e Noce<br />

Poezji? Chcia³bym wezwaæ wszystkich zainteresowanych<br />

i chêtnych, by zechcieli przemyœleæ<br />

ten pomys³.<br />

t³umaczenie Grzegorz Kowalski


Czy pamiêta Pan pierwsze kontakty<br />

z polskimi kolegami po piórze, w regionie<br />

lubuskim?<br />

Rozpoczê³y siê w latach 60-tych i przetrwa³y<br />

do roku 1993. Po raz pierwszy spotkaliœmy siê<br />

w Eisenhüttenstadt, a nie w ówczesnej stolicy<br />

okrêgu - Frankfurcie nad Odr¹, który wci¹¿<br />

jeszcze dŸwiga³ siê z powojennych ruin. W tym<br />

czasie przygraniczne Eisenhüttenstadt kwit³o,<br />

stanowi³o centrum ¿ycia kulturalnego w okrêgu<br />

frankfurckim.<br />

Znany nam obu - Janusz Koniusz - poeta,<br />

prozaik i reporta¿ysta twierdzi, ¿e pierwsze<br />

spotkanie literatów odby³o siê w Pana<br />

mieszkaniu w Eisenhüttenstadt, w roku 1962,<br />

rok po powstaniu w Zielonej Górze Oddzia³u<br />

Zwi¹zku Literatów Polskich. To Zarz¹d<br />

G³ówny ZLP zaproponowa³ zielonogórskim<br />

pisarzom aby nawi¹zali wspó³pracê ze stron¹<br />

niemieck¹<br />

Przyznam, ¿e nie zna³em tego, dziœ ju¿ historycznego<br />

faktu. W okrêgu frankfurckim istnia³<br />

ju¿ wtedy Zwi¹zek Pisarzy NRD.<br />

Ju¿ wtedy by³ Pan znanym i cenionym<br />

w NRD lirykiem, autorem dramatów<br />

i s³uchowisk. Wyda³ Pan tak¿e kilka antologii<br />

poezji niemieckiej, a tak¿e próbowa³ Pan<br />

t³umaczyæ polskich poetów...<br />

Mówi¹c górnolotnie - by³ to okres eksplozji<br />

mojej twórczoœci w Eisenhüttenstadt. Rozpocz¹³em<br />

od pisania liryków. Potem przyszed³ czas<br />

na sta³¹ wspó³pracê dramaturgiczn¹ z teatrem im.<br />

Kleista we Frankfurcie, gdzie wspó³pracuj¹c<br />

z kompozytorem wystawia³em barwne rewie.<br />

Z HELMUTEM PREISSLEREM,<br />

niemieckim lirykiem, dramaturgiem i eseist¹,<br />

zaprzyjaŸnionym z lubuskim œrodowiskiem literackim,<br />

mieszkañcem Bad Saarow, rozmawia Romuald Szura<br />

Zapraszam Ciê Helmut<br />

do pisania Odr¹...<br />

Wyda³em kilka tomików wierszy. Dokona³em te¿<br />

wyboru i wyda³em m.in. rymowane opowiastki<br />

i pieœni ludowe dla dzieci ze znanego w Niemczech<br />

zbioru „Cudowny róg ch³opca”. To<br />

w³aœnie wówczas w Eisenhüttenstadt dosz³o do<br />

spotkania z zielonogórskimi kolegami.<br />

T³umaczy³ Pan naszych poetów...<br />

Z przyjemnoœci¹ przet³umaczy³em na niemiecki<br />

kilka wierszy lubuskich liryków, przede<br />

wszystkim Zdzis³awa Morawskiego, Janusza<br />

Koniusza i innych, których nazwisk ju¿ nie pamiêtam.<br />

Nie znaj¹c jêzyka polskiego<br />

korzysta³em z tzw. przek³adu surowego, lingwistycznego<br />

tworzonego przez znajomych<br />

i dopiero potem nadawa³em wierszom w³aœciwy<br />

kszta³t. Przyznam, ¿e sprawia³o mi to prawdziw¹<br />

radoϾ.<br />

Staraniem <strong>Lubuskie</strong>go Towarzystwa<br />

Kultury w 1965 r., w przek³adzie Eugeniusza<br />

Wachowiaka, poety i t³umacza literatury<br />

niemieckojêzycznej, ukaza³a siê pierwsza<br />

w Polsce miniaturowa antologia poezji NRD<br />

pt. „Dopóki serce bije”. Zawiera³a ona wiersze<br />

Hansa Cibulki, Heinza Kahlau, Rainera<br />

Kunze, Armina Müllera i... Helmuta Preisslera<br />

oczywiœcie.<br />

Niektóre z tych nazwisk zapomnia³em. Wiem<br />

natomiast, ¿e tomik przygotowa³ E. Wachowiak,<br />

który bardzo siê stara³, aby nazwiska liryków<br />

enerdowskich poznane zosta³y w Polsce. Myœlê,<br />

¿e by³y to udane starania i - jak s³ysza³em - dobry<br />

przek³ad poezji niemieckiej.<br />

Zapamiêta³ Pan spotkania z lubuskimi literatami<br />

i czytelnikami? W jakich latach to by³o?<br />

Romuald Szura<br />

35


36<br />

Nie pamiêtam dok³adnych dat. Przypominam<br />

sobie, ¿e przyje¿d¿a³em w <strong>Lubuskie</strong> kilkakrotnie.<br />

Z kolegami z Frankfurtu goœciliœmy<br />

w Zielonej Górze, a potem w Gorzowie.<br />

Cieszy³o nas ka¿de spotkanie. W regionie lubuskim<br />

przebywaliœmy po dwa, trzy dni. Poza oficjalnymi<br />

prowadziliœmy tak¿e prywatne,<br />

serdeczne rozmowy. Zielona Góra nam imponowa³a.<br />

To piêkne miasto, które posiada ciekaw¹<br />

historiê, tradycje winiarskie. Dochodzi³o równie¿<br />

do wymiany spotkañ. Podejrzewam, ¿e nasi<br />

polscy przyjaciele czuli siê równie dobrze<br />

w nowo zbudowanym, goœcinnym Eisenhüttenstadt.<br />

Uczestniczyliœmy w seminariach literackich,<br />

spotkaniach w klubach i szko³ach.<br />

Rozmawialiœmy z czytelnikami, uczniami szkó³<br />

œrednich ucz¹cych siê jêzyka niemieckiego.<br />

Staraliœmy siê zapoznaæ ich z najbardziej wartoœciowymi<br />

ksi¹¿kami pisarzy NRD. Spotkania te<br />

czêsto by³y dla nas inspiracj¹ do przek³adania<br />

utworów prozatorskich i poetyckich na jêzyk<br />

polski.<br />

Na pocz¹tku lat 70-tych przyje¿d¿a³ Pan<br />

z grup¹ pisarzy zza Odry. Byli to m.in. Hans<br />

Weber (póŸniejszy prezes frankfurckiego<br />

Oddzia³u Zwi¹zku Pisarzy NRD), pañstwo<br />

Hildegard i Siegfried Schumacher z Frankfurtu,<br />

Sieglinde Dick z Berlina. Potem pojawili<br />

siê u nas literaci z Cottbus. Dziêki nim<br />

poznaliœmy œrodowisko pisarskie Serbów<br />

£u¿yckich z Dolnych i Górnych £u¿yc.<br />

Tak. Z kolei do Niemiec, na spotkania autorskie<br />

przyje¿d¿ali: Janusz Koniusz, Zdzis³aw<br />

Morawski i Zbigniew Ryndak. Odwiedzali nawet<br />

tak ma³e miejscowoœci jak Seelow czy Lieberose.<br />

Co przynosi³y te kontakty?<br />

To by³y bardzo wa¿ne prze¿ycia. Poznawaliœmy<br />

punkt widzenia ludzi z obu stron Odry,<br />

wa¿ny we wzajemnych stosunkach spo³ecznych.<br />

Wówczas ta wspó³praca bardzo nas zwi¹za³a,<br />

dopiero po roku 1989 te relacje zosta³y chwilowo<br />

zerwane. W³aœnie wtedy zabrak³o jednoœci<br />

dzia³ania, poniewa¿ nasze przygraniczne tereny<br />

sta³y siê jakoby zmarginalizowane, zarówno<br />

w Polsce jak te¿ w Niemczech. Starania naszych<br />

pisarzy, ¿eby to zmieniæ nie da³y efektu. Jednak,<br />

mówi¹c trochê ironicznie, nasze prowincjonalne<br />

wspó³dzia³anie literackie bardzo nam odpowiada³o<br />

i podoba³o siê. Przynios³o to okreœlone<br />

korzyœci, czyli nowe znajomoœci i przyjaŸnie,<br />

wzmocnienie si³ twórczych, nowe inicjatywy.<br />

Naszym ¿yczeniem by³o, ¿eby d¹¿yæ do zbli-<br />

¿enia polsko-niemieckiego, piêkny wspólny cel.<br />

Myœlê, ¿e tego nam obecnie brakuje.<br />

Wiem, ¿e przyjaŸni³ siê Pan ze Zdzis³awem<br />

Morawskim, gorzowskim poet¹, prozaikiem<br />

i dramaturgiem.<br />

Owszem, nale¿eliœmy do tej samej generacji.<br />

On urodzony w roku 1926, ja - w 1925. Mieliœmy<br />

podobne, trudne prze¿ycia wojenne i z podobn¹<br />

nadziej¹ wyszliœmy z tego tragicznego<br />

okresu. Zdzis³aw by³ wspania³ym, a przy tym<br />

bardzo sympatycznym cz³owiekiem, bliskim<br />

memu sercu, jakkolwiek prawie nie zna³em jego<br />

jêzyka, a on z trudem mówi³ parê s³ów po niemiecku.<br />

Byliœmy sobie bliscy poprzez nadziejê<br />

i podobne cele. Zmar³, niestety zbyt wczeœnie.<br />

Przypuszczam, ¿e nadmiernie prze¿ywa³ konflikty,<br />

które pojawi³y siê w nowej polskiej rzeczywistoœci.<br />

Stara³ siê przeszkodziæ powrotowi tego, co<br />

by³o z³e i urzeczywistniæ nowe nadzieje.<br />

Na pocz¹tku lat 90-tych, kiedy powsta³o<br />

Niemiecko-Polskie Stowarzyszenie Regionu<br />

Nadodrzañskiego we Frankfurcie nad Odr¹<br />

i Polsko-Niemieckie Stowarzyszenie Literackie<br />

w Gorzowie, utworzono dwujêzyczne czasopismo<br />

„Prom” („Phäre”). W <strong>jednym</strong> z <strong>numer</strong>ów<br />

Zdzis³aw Morawski wydrukowa³ poemat<br />

poœwiêcony Panu, który zaczyna siê s³owami:<br />

Zapraszam Ciê Helmut do pisania Odr¹...<br />

Tak by³o. W czasopiœmie „Prom” napisa³em<br />

we wstêpie jak dosz³o do wymiany wierszy ze<br />

Zdzis³awem. Spoœród wielu ¿yczliwoœci z jego<br />

strony jedna by³a bardzo wa¿na. Któregoœ dnia<br />

przys³a³ mi wiersz, jak powiedzia³, pisany Odr¹,<br />

d³ugi poemat, w którym wezwa³ mnie do poetyckiej<br />

wymiany myœli przez rzekê. Wspania³e by³o<br />

u Zdzis³awa to, ¿e wyczuwa³ moje nastroje. Po<br />

zjednoczeniu Niemiec w 1989 roku kwestionowano,<br />

negowano moj¹ twórczoœæ powsta³¹<br />

w czasach NRD. By³am przybity, ca³kiem<br />

wypalony, nie mog³em pisaæ. Wtedy Morawski<br />

przys³a³ mi swój wiersz i wezwa³, wrêcz<br />

sprowokowa³ do pisania. To dziêki niemu<br />

wróci³em do tworzenia. Kilka moich wierszy<br />

ukaza³o siê w „Promie”. Wyda³em tak¿e niewielk¹<br />

ksi¹¿kê zawieraj¹c¹ eseje.<br />

Wieloletnie kontakty z polskimi literatami,<br />

prze¿ycia wi¹¿¹ce siê z nimi s¹ dla mnie bardzo<br />

cenne. Tego siê nie da zapomnieæ.<br />

Dziêkujê za rozmowê


Historiê 6-letniego Brajana pozna³a ca³a<br />

Polska. Wzywaj¹c przez telefon pomoc, uratowa³<br />

przed po¿arem mieszkañców jednej<br />

z ³ódzkich kamienic i ¿ycie w³asnego ojca -<br />

p³ac¹c za to najwy¿sz¹ cenê. Prezydent RP odznaczy³<br />

ch³opca poœmiertnie medalem „Za<br />

Ofiarnoœæ i Odwagê”. Opowieœæ o ma³ym<br />

bohaterze nie koñczy siê jednak na ³ódzkim<br />

cmentarzu, gdzie rok temu ¿egna³a go rodzina<br />

i kilkaset innych osób. Brajan w pewnym sensie<br />

¿yje nadal, tak d³ugo jak pamiêæ tych, którym<br />

podarowa³ nadziejê.<br />

Mieszkanie zastêpcze w przedwojennej<br />

kamienicy. Rodzice Brajana godz¹ siê na rozmowê<br />

pomimo z³ych doœwiadczeñ z mediami<br />

i wrogich reakcji otoczenia, których doœwiadczali<br />

przez ostatni rok.<br />

Matka: Uwielbia³ samochody. Samochody<br />

i rejestracje. Gdy mia³ trzy latka potrafi³ przeczytaæ<br />

z nich wszystko: litery i <strong>numer</strong>ki. By³<br />

œwietny z polskiego. Czyta³ biegle z gazety. Co<br />

jeszcze...? A! Wszystkie znaki drogowe zna³...<br />

Ojciec: Wie Pan, pierwsze s³owa jakie<br />

wypowiedzia³, to by³o „tata”...<br />

Matka: Tak, to by³o: „tata”<br />

Ojciec: Ja naprawdê go wychowywa³em. Ju¿<br />

naprawdê mnie to denerwuje i chcia³bym ¿eby<br />

ludzie dowiedzieli siê w koñcu jaka jest prawda.<br />

Bo media poda³y, ¿e nasze dziecko<br />

o godzinie trzeciej w nocy zim¹ biega³o po ulicy<br />

Narutowicza! We mnie rzucano kamieniami tu<br />

na ulicy... Naprawdê. Zosta³em parê razy pobity.<br />

Dlatego, ¿e komuœ po prostu nie chcia³o siê<br />

sprawdziæ wszystkiego.<br />

Matka: A to s¹ obrazki, które Brajan<br />

narysowa³... Dla babci i dla dziadka i nie zd¹¿y³<br />

im daæ... To jest rysunek Brajana, który przedstawia<br />

jego samego i to jest w³aœnie ostatni dzieñ<br />

w przedszkolu... Tak, pamiêtam, faktycznie mia³<br />

Cezary Galek<br />

Ko³ysanka dla Brajana<br />

czarne spodnie w kratkê i tak¹ pomarañczow¹<br />

bluzê z kapturem...<br />

Co wydarzy³o siê w mieszkaniu przy<br />

ul. Dowborczyków w £odzi?<br />

Matka: Ja raczej nie miewam przeczuæ, ale<br />

wtedy, o pierwszej godzinie chcia³am ju¿ wyjœæ<br />

do domu. Akurat skoñczy³am partiê, któr¹<br />

mia³am do uszycia i tak mnie coœ ci¹gnê³o do<br />

domu... No, ale ¿e to akurat by³a moja nowa<br />

praca, to wstydzi³am siê powiedzieæ szefowi,<br />

¿eby mnie zwolni³ godzinê wczeœniej.<br />

Zosta³am...<br />

Dziennikarz: ¯ona by³a w pracy, a Pan?<br />

Ojciec: W domu, z dzieckiem...<br />

Dziennikarz: Co siê wtedy wydarzy³o?<br />

Ojciec: Tak naprawdê? Pope³ni³em b³¹d...<br />

Wielki.... Dziecko mnie zawo³a³o - Tata, pali siê!<br />

No, a reszta by³a ju¿ inna... Co mam panu<br />

powiedzieæ i tak pan w to nie uwierzy...<br />

Gasi³em ten po¿ar w kuchni, a Brajan<br />

dzwoni³ po pomoc. Powiedzia³em, ¿e sytuacja<br />

jest opanowana.<br />

Dziennikarz: Dlaczego Brajan zosta³<br />

w œrodku?<br />

Ojciec: Bo gasi³em ten po¿ar...<br />

Matka: M¹¿ po prostu myœla³, ¿e dobrze<br />

robi...<br />

Dziennikarz: Pan gasi³ ogieñ w kuchni, tak?<br />

Ojciec: Tak, bo to siê dzia³o w kuchni. Od<br />

prokuratora siê dowiedzia³em, ¿e zaprószy³em<br />

ogieñ., ¿e z popielniczki wyrzuci³em papierosy<br />

i zaczê³o siê paliæ...<br />

Dziennikarz: Pan gasi³ ogieñ w kuchni,<br />

a Brajan by³ w tej chwili...?<br />

Ojciec: ...w pokoju.<br />

Dziennikarz: Co by³o póŸniej?<br />

Ojciec: Te¿ bym chcia³ wiedzieæ...<br />

Stra¿ak z jednostki PSP w £odzi, uczestnik<br />

akcji: Gdy wchodziliœmy na klatkê<br />

Cezary Galek<br />

37


38<br />

schodow¹, by³o tam ju¿ du¿e zadymienie i temperatura.<br />

Ogieñ wydostawa³ siê przez uchylone<br />

drzwi. Na schodach przed drzwiami,<br />

odnaleŸliœmy mê¿czyznê, który by³... no, jakby<br />

nieprzytomny. Zosta³ ewakuowany na dó³, z dala<br />

od zagro¿enia. Musieliœmy sprawdziæ dalej,<br />

przygasiæ ogieñ, wejœæ do mieszkania.<br />

Dos³ownie pe³zaj¹c na kolanach szukaliœmy, czy<br />

kogoœ tam nie ma. Na pod³odze natrafiliœmy na<br />

ch³opca, za tym pomieszczeniem gdzie siê pali³o.<br />

Dziecko le¿a³o na brzuchu. Ratownik szybciutko<br />

wzi¹³ go na rêce i wyniós³. Ch³opca przeniesiono<br />

do karetki pogotowia. Tam przywrócono mu procesy<br />

¿yciowe.<br />

Matka: Id¹c do domu, widzia³am pêdz¹cy<br />

samochód stra¿acki. Jak tylko wesz³am na podwórko,<br />

to zaraz dowiedzia³am siê, ¿e siê<br />

u mnie pali. Od razu zapyta³am o Alka<br />

i Brajana. Synek w karetce, m¹¿ stoi na klatce<br />

schodowej. Ja naprawdê nie myœla³am, ¿e<br />

z Brajanem jest a¿ tak Ÿle.<br />

Stra¿ak: Przera¿ona, zas³ab³a. Udzieliliœmy<br />

jej pomocy. Ojciec na dole, no... w takim stanie,<br />

¿e nie kontaktowa³. Nie wiem czy to by³ wp³yw<br />

alkoholu, ale niczego nie mo¿na by³o siê od<br />

niego dowiedzieæ. Prawdopodobnie wydosta³ siê<br />

wczeœniej, przed po¿arem, albo w trakcie, bo te¿<br />

by³ czêœciowo poparzony – twarz i w³osy mia³<br />

popalone. Myœlê, ¿e on chyba zlekcewa¿y³ sytuacjê.<br />

Nie wiadomo, co jeszcze siê tam wewn¹trz<br />

zdarzy³o.<br />

Ojciec (p³acz¹c): Nie potrafi³em uratowaæ<br />

swojego dziecka... Pan kiwa g³ow¹..., pan tak<br />

udaje, ¿e mnie rozumie... Nie... Wie pan, co prze-<br />

¿ywam? Na pewno nie! Œciana ognia, œciana...<br />

Dos³ownie. Wszystko by³o z paneli zrobione.<br />

Gasz¹c, ja naprawdê myœla³em, ¿e jemu siê nic<br />

nie stanie. To niestety nieprawda...<br />

Matka: Nie chcieli mnie nawet dopuœciæ do<br />

karetki. Powiedzieli, ¿e go ratuj¹. Wiêc odesz-<br />

³am... Jak karetka odjecha³a, to póŸniej przez<br />

radio us³ysza³am, ¿e Brajanowi wróci³a akcja<br />

serca... Ale jak by³am u niego w szpitalu, to mia³<br />

takie martwe oczy. Ja ju¿ tutaj wiedzia³am, ¿e<br />

bêdzie Ÿle. Jego oczy w ogóle nie funkcjonowa³y...<br />

Stra¿ak: Po tej tragedii dowiadywaliœmy siê<br />

w szpitalu o los ch³opca. Chcieliœmy bardzo ¿eby<br />

dziecko ¿y³o. Tym bardziej, ¿e na miejscu reanimowa³a<br />

je ekipa pogotowia ratunkowego i zaraz<br />

odwieziono Brajana do szpitala. A jednak traf<br />

chcia³, ¿e zmar³.<br />

Dziennikarz: Spraw¹ póŸniej zaj¹³ siê<br />

prokurator.<br />

Ojciec: No..., trzy lata w zawieszeniu na<br />

szeœæ. Za nieumyœlne spowodowanie œmierci<br />

i nara¿enie innych ludzi na œmieræ. Po rozprawie<br />

- nie wiem sk¹d, bo <strong>numer</strong> telefonu mamy zastrze¿ony,<br />

wiêc adresu nikt nie powinien podaæ -<br />

dzwonek do drzwi. Otworzy³em je, a tam krêc¹...<br />

By³em w stacji TVN, jak w³aœnie im drzwi<br />

zamykam... Sk¹d to siê wziê³o? Dlaczego stacja<br />

Polsat dzwoni do mnie na <strong>numer</strong> zastrze¿ony?<br />

Sk¹d go maj¹? Dlaczego np. jak Brajanek mówi³<br />

do stra¿aków - ja rozumiem, tu chodzi o pieni¹dze<br />

- jest podane nazwisko? Gdzie ochrona<br />

danych osobowych? O co tu chodzi?<br />

Matka: Ja te¿ najlepiej nie wypad³am...<br />

Ojciec: W gazetach pisali, ¿e ¿ona sprzeda³a<br />

narz¹dy wewnêtrzne Brajana, dos³ownie. I ¿e<br />

mia³em ponad trzy promile alkoholu.<br />

Matka: 0,6 (zero szeϾ)<br />

Ojciec: No tak, wypi³em jedno piwo, wiêc<br />

nie mog³em mieæ trzech promili...<br />

Matka: Tym bardziej, ¿e m¹¿ ma cukrzycê...<br />

Dziennikarz: Nie ma Pan sobie nic do<br />

zarzucenia?<br />

Ojciec: Mam. Gdybym inaczej post¹pi³<br />

Brajan by ¿y³. Chcia³bym ¿eby ¿y³, ¿eby teraz do<br />

mnie przyszed³ i powiedzia³ - Kocham ciê mój<br />

tato.<br />

Matka: Zrobiliœmy w ¿yciu du¿o b³êdów, ale<br />

nie nie mo¿na by³o nas tak gnêbiæ i deptaæ<br />

z b³otem. Nie ka¿dy jest z³y, nie mo¿na wszystkich<br />

jedn¹ miark¹ mierzyæ...<br />

Ojciec: To by³ mój najwiêkszy b³¹d..., to ¿e<br />

inaczej nie post¹pi³em... Ja jestem z³y...<br />

Pozwoli³em umrzeæ swojemu dziecku...<br />

Matka: M¹¿, wie, ¿e mam do niego pretensje...<br />

Mam... Tylko, ¿e po prostu próbujê postawiæ<br />

siê na jego miejscu. Czy ja bym akurat tak<br />

zrobi³a, jak teraz myœlê? W¹tpiê....<br />

W takim zagro¿eniu, to cz³owiek po prostu<br />

drêtwieje i nie wie, co ma zrobiæ. Tak mi siê<br />

przynajmniej wydaje.<br />

NOWE ¯YCIE BRAJANA<br />

Ewa Danielewska, koordynator pobierania<br />

i przeszczepów organów w Centrum<br />

Zdrowia Dziecka w Warszawie :<br />

Dostaliœmy zg³oszenie z Poltransplantu, ¿e<br />

jest dziecko zmar³e w wyniku zaczadzenia<br />

i rodzina wyrazi³a zgodê na pobranie narz¹dów.


Jak zwykle spakowaliœmy siê, wezwaliœmy biorców,<br />

pojechaliœmy. Nie znaliœmy ca³ej otoczki tej<br />

sprawy. O zaistnia³ej sytuacji dowiedzieliœmy siê<br />

nastêpnego dnia z gazet i z telewizji. Zaczêli do<br />

nas dzwoniæ dziennikarze, wypytywaæ. Nic<br />

rozs¹dnego nie potrafiliœmy wtedy powiedzieæ.<br />

To by³a dla nas tak samo nowa sytuacja, jak dla<br />

wszystkich innych. Œmieræ dziecka, jaka by nie<br />

by³a, zawsze jest bezsensowna. Ta by³a<br />

wyj¹tkowo bezsensowna! Tym bardziej, ¿e zawiniona<br />

przez ojca. Nie odwa¿ê siê skomentowaæ<br />

jego postêpowania. I nie odwa¿ê siê oceniaæ<br />

tego w ogóle, w jakikolwiek sposób.<br />

Musia³abym powiedzieæ coœ, co siê nie nadaje do<br />

prezentacji publicznej. Myœlê, ¿e najwiêksz¹<br />

tragediê prze¿y³a matka. Matce jest bardzo trudno<br />

pogodziæ siê ze œmierci¹ w³asnego dziecka.<br />

Myœlê, ¿e ten gest pozwoli³ jej odnaleŸæ jakiœ<br />

sens w tym dramacie.<br />

Ojciec i matka (mówi¹ przerywaj¹c sobie):<br />

Podpisaliœmy zgodê na przeszczep, 8 lutego,<br />

rano... W ogóle nie zastanawialiœmy siê... Jeœli<br />

mo¿na tylko uratowaæ czyjeœ ¿ycie...<br />

Ojciec: Czêœæ naszego dziecka gdzieœ ¿yje...<br />

Matka (p³acze): A mój syn, wiadomo, nie<br />

¿yje... Tu siê nie by³o nad czym zastanawiaæ...<br />

Ewa Danielewska: To, co robiê, jest o tyle<br />

trudne, ¿e po³owa mojej pracy to kontakt ze<br />

zmar³ymi i ich rodzinami – jest to traumatyczna<br />

strona tej pracy... Nie ma schematu, ka¿dy<br />

cz³owiek jest inny. Trzeba znaleŸæ klucz<br />

i podaæ jakiœ argument, dziêki któremu bêdzie<br />

móg³ swoj¹ decyzjê przemyœleæ. Dla jednego jest<br />

to wiara, dla innego wizja tego, ¿e cz¹stka jego<br />

bliskiego bêdzie ¿y³a w innym cz³owieku. Po<br />

prostu nie ma recepty na tak¹ rozmowê.<br />

Dziennikarz: Nie ma pani wewnêtrznych<br />

oporów?<br />

E. Danielewska: Mam, bo ka¿dy myœl¹cy<br />

cz³owiek, niezale¿nie od tego co robi, ma zawsze<br />

jakiœ niepokój w sobie. Czy to co robi ma sens<br />

i czy to, do czego namawia jest dobre dla tych,<br />

którzy s¹ namawiani.<br />

Dziennikarz: Ma sens?<br />

E. Danielewska: Jeœli siê tak jak ja widzi<br />

drug¹ stronê medalu - dzieci, które umar³yby,<br />

gdyby nie to, ¿e ktoœ okaza³ siê humanitarnym<br />

cz³owiekiem. Potem te dzieci id¹ do domu,<br />

chodz¹ do szko³y, je¿d¿¹ na wakacje, studiuj¹,<br />

rodz¹ dzieci – to jest ten sens! Pobraliœmy nerki<br />

i w¹trobê do przeszczepu, a poniewa¿ w Polsce<br />

nie by³o ma³ego dziecka na liœcie czekaj¹cych na<br />

przeszczep serca – pobraliœmy serce na zastawki,<br />

które potem stosuj¹ lekarze do operacji kardiochirurgicznych<br />

ma³ych dzieci. Gdy wracaliœmy<br />

ju¿ z pobranymi narz¹dami, po drodze<br />

okaza³o siê, ¿e do Poltransplantu zosta³<br />

zg³oszony m³ody cz³owiek z ostr¹ niewydolnoœci¹<br />

w¹troby, któremu bardzo pilnie potrzebny by³<br />

narz¹d. Pobran¹ przez nas w¹trobê jemu oddaliœmy.<br />

Ten cz³owiek ¿yje nadal w dobrym<br />

zdrowiu! Natomiast nerki zosta³y przeszczepione<br />

w naszym szpitalu dwójce dzieci. Dzieci te<br />

prze¿y³y i czuj¹ siê dobrze!<br />

Centrum Zdrowia Dziecka, Klinika<br />

Chirurgii Ogólnej i Transplantacji Narz¹dów<br />

Oddzia³, na którym przebywaj¹ dzieci po<br />

przeszczepie, pozornie przypomina zwyk³y szpital,<br />

w którym matki i personel medyczny opiekuj¹<br />

siê ma³ymi pacjentami. Ka¿dy przypadek jest tu<br />

jednak wyj¹tkowy, bowiem krótkie ¿yciorysy tych<br />

dzieci, to poruszaj¹ce opowieœci o walce nadziei<br />

ze œmierci¹ i uciekaj¹cym czasem, który nie<br />

jest ich sprzymierzeñcem. Trafi³y tu, bo nigdzie<br />

indziej w Polsce nie dawano im ju¿ ¿adnych<br />

szans. Mog¹ liczyæ na fachowoœæ, wiedzê<br />

personelu, a tak¿e szczêœliwy los, który<br />

dla innych czêsto jest wyrokiem na osobê najbli¿sz¹.<br />

Anna, mama dwuletniego Kacpra: Kacper<br />

jest dzisiaj na mnie obra¿ony i to powa¿nie.<br />

Wczoraj mia³ zamkniêcie pow³ok brzusznych<br />

i zosta³ na oddziale pooperacyjnym, dzisiaj<br />

wróci³, wiêc nie odzywa siê do mnie. Ale myœlê,<br />

¿e to jeszcze troszkê potrwa i zacznie ze mn¹<br />

rozmawiaæ... Le¿eliœmy w tym czasie tu w szpitalu,<br />

a o Brajanie dowiedzieliœmy siê z telewizji.<br />

Powiedzieli, ¿e mama Brajana odda³a organy do<br />

przeszczepu, ka¿dy wiedzia³, ¿e ktoœ dostanie<br />

w¹trobê, ¿e jakieœ dziecko zostanie uratowane...<br />

No i dwie nerki, ¿e trójka dzieci mia³a szanse. Ta<br />

mama to wspania³a kobieta.... O przeszczepach<br />

nie wiedzia³am nic, dopóki Kacperek nie zachorowa³.<br />

U synka wykryto nowotwór i dowiedzia³am<br />

siê, ¿e musi byæ przeszczep, bo guz jest<br />

na œrodku w¹troby i trzeba j¹ ca³¹ wyci¹æ. To<br />

by³a prawdziwa tragedia. Zaczê³a siê walka.<br />

Kacper jest po trzech przeszczepach w¹troby.<br />

Moje dziecko umiera³o... Ta rodzina, która<br />

odda³a w¹trobê dla Kacpra, du¿o dla nas zrobi³a.<br />

Walczymy nadal o niego.... To ju¿ dwa lata i piêæ<br />

miesiêcy...<br />

W sali obok trwa lekarska narada. Na szpitalnym<br />

³ó¿ku lewo widoczna spod wenflonów,<br />

Cezary Galek<br />

39


40<br />

cewników i kroplówek, le¿y nastoletnia Kamila.<br />

Od czterech dni ma now¹ w¹trobê.<br />

Dziennikarz: Cztery dni temu zdarzy³o siê<br />

coœ wa¿nego w twoim ¿yciu?<br />

Kamila: No w³aœnie, mia³am przeszczep.<br />

Moja mama powiedzia³a póŸniej, ¿e niez³y ma<br />

prezent na Dzieñ Matki – now¹ w¹trobê dla<br />

córki... Moja choroba zaczê³a siê jakieœ dziewiêæ<br />

czy dziesiêæ lat temu. W naszych szpitalach nie<br />

mogli nam pomóc. Skierowano nas tutaj.<br />

W¹troba zaczê³a siê psuæ, pozosta³o czekanie, a¿<br />

do momentu, kiedy wszystko padnie. Zosta³am<br />

miesi¹c temu wpisana na listê. Nie ba³am siê<br />

zanadto przeszczepu. Mia³am œwiadomoœæ, ¿e<br />

byæ mo¿e uratuje mi ¿ycie. Przed sam¹ operacj¹<br />

poczu³am coœ niesamowitego, poczu³am, ¿e teraz<br />

bêdzie wszystko OK.<br />

Dziennikarz: Co czu³aœ po przeszczepie? Co<br />

myœla³aœ?<br />

Kamila: To by³a radoœæ, ¿e ju¿ jest... Chcia-<br />

³am siê dowiedzieæ, od kogo j¹ dosta³am. Wiem,<br />

¿e od jakiejœ m³odej osoby, najprawdopodobniej<br />

od jakiegoœ ch³opaka... Pewnie i tak du¿o wiêcej<br />

siê nie dowiem... To bardzo trudne - ktoœ zgin¹³,<br />

a ja bêdê dziêki temu ¿y³a! Ale je¿eli czyjeœ<br />

narz¹dy mog¹ pomóc komuœ innemu, to przecie¿<br />

to jest niesamowite. Albo ta rodzina – zgadzaj¹<br />

siê aby narz¹dy oddaæ do przeszczepu. To jest<br />

przecie¿ ratowanie ¿ycia... Teraz w¹troba jest ju¿<br />

moja i nikomu jej nie oddam... Ale ta œwiadomoœæ,<br />

¿e jest jeszcze czyjaœ na pewno zostanie<br />

do koñca... S¹ jednak dobrzy ludzie œwiadomi<br />

tego, ¿e mog¹ uratowaæ komuœ ¿ycie.<br />

Dziennikarz: Jak smakuje ¿ycie?<br />

Kamila: Bardzo fajnie! Chcia³abym ju¿ st¹d<br />

wyjœæ, zacz¹æ chodziæ, jeœæ i w ogóle... Ju¿<br />

nied³ugo.... Liczê tylko godziny. Uratowanie<br />

¿ycia drugiemu cz³owiekowi, to jest niesamowita<br />

sprawa. No, tak. Ja ¿yjê i ¿yj¹ wszystkie dzieci<br />

le¿¹ce tu na oddziale. Zreszt¹ nie tylko tutaj, bo<br />

ju¿ mnóstwo przeszczepów siê uda³o i dzieciaki<br />

s¹ ju¿ w domach. Bardzo, bardzo dziêkujê...<br />

Szczególnie dlatego, ¿e by³a to m³oda osoba...<br />

Na pewno jest tym rodzicom bardzo smutno.<br />

Wydaje mi siê, ¿e powinni uwzglêdniæ ten fakt,<br />

¿e ja ¿yjê dziêki nim... No i w³aœnie za to bardzo<br />

dziêkujê!<br />

Ogólnopolskie Stowarzyszenie „¯ycie po<br />

przeszczepie” postanowi³o ustanowiæ nagrodê<br />

imienia Brajana Chlebowskiego za wybitne<br />

osi¹gniêcia na rzecz popularyzacji idei transplantacji.<br />

Po raz pierwszy zostanie wrêczona<br />

w listopadzie tego roku.<br />

Magdalena Sroczyñska–Ko¿uchowska,<br />

prezes warszawskiego oddzia³u Stowarzyszenia:<br />

Jest takie stare porzekad³o, ¿e cz³owiek<br />

tak d³ugo ¿yje, jak d³ugo trwa o nim pamiêæ. My<br />

jako stowarzyszenie chcielibyœmy, ¿eby w osobie<br />

Brajana ¿y³a pamiêæ o naszych dawcach. My<br />

siê za nich modlimy, zamawiamy msze œwiête.<br />

Jest mnóstwo osób, które czekaj¹ w kolejce a¿<br />

znajdzie siê dla nich odpowiedni narz¹d. Ten<br />

czas oczekiwania jest rzecz¹ bardzo trudn¹. Ja to<br />

rozumiem bardzo dobrze, dlatego, ¿e sama<br />

czeka³am na przeszczep ponad rok. Ju¿ w³aœciwie<br />

nie chodzi³am, w³aœciwie pe³za³am. By³am<br />

koloru pomarañczy, mêczy³am siê byle czym. To<br />

by³a walka o to, aby do¿yæ do przeszczepu. To<br />

by³o moje podstawowe zadanie! Oczekiwanie<br />

jest nieraz wieloletnie, a na pewno wielomiesiêczne.<br />

Dlatego to, co siê sta³o z Brajanem,<br />

mimo, ¿e by³a to tragedia, napawa mnie ogromnym<br />

optymizmem, ¿e ludzie potrafi¹ zachowaæ<br />

siê tak bohatersko, tak przyzwoicie, tak<br />

rozs¹dnie, mimo, ¿e sami s¹ w rozpaczy. Mam<br />

nadziejê, ¿e pamiêæ o Brajanie dziêki temu nie<br />

zaginie.<br />

Matka: Mam tak¹ proœbê do wszystkich<br />

ludzi. Je¿eli komuœ przytrafi siê tragedia, ¿eby<br />

pomóc innym... ¯eby œmieræ kogoœ, naszego<br />

bliskiego, nie posz³a na marne. Wiem, ¿e<br />

kawa³ek, cz¹stka mojego syna ¿yje. To tak jakbyœmy<br />

kawa³ek serca oddawali... Tak. Poza tym,<br />

co tu du¿o mówiæ... - jest ³atwiej, o wiele l¿ej...


S³owo „Nic”<br />

Jeszcze niedawno w wierszach poetów,<br />

czêsto mo¿na by³o spotkaæ w gruncie rzeczy<br />

trywialne s³owo „nic” (z ma³ej lub du¿ej<br />

litery), którym starali siê owi autorzy<br />

czytaj¹c¹ publikê epatowaæ, daj¹c jednoznacznie<br />

filozoficzne uogólnienie swojego pogl¹du<br />

na œwiat. Na szczêœcie minê³a fala tej tendencji,<br />

maj¹ca na celu usprawiedliwienie<br />

zbêdnoœci zmagania siê z konkretem ¿ycia. Bo<br />

oczywiœcie, po có¿ wysi³ek poznawczy<br />

i wartoœciuj¹cy, jeœli ka¿da rzecz, zjawisko<br />

i zdarzenie sprowadza siê do braku jakiegokolwiek<br />

sensu. Nie by³oby w tym nic<br />

nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, ¿e od<br />

potwierdzania pustki (jakiejœ takiej totalnej)<br />

do nihilizmu, z którego bierze siê obojêtnoœæ,<br />

a wrêcz przyzwolenie, na ró¿ne postaci<br />

z³a, zadawania bólu cz³owiekowi, niszczenia<br />

œwiata, gorliwego pogardzania, droga niemal<br />

prosta.<br />

Lipiec<br />

Jest lato, które mi pomaga, lipiec pe³en<br />

s³onecznych dni, taki upalny miesi¹c, jakiego<br />

moja pamiêæ jeszcze nie odnotowa³a, ale nie<br />

ma lata, bo nie ma chwil beztroski, powszechnej<br />

zgody, zrozumienia i porozumienia ani<br />

szansy na ³agodnoœæ wytchnienia i uwolnienia<br />

siê od niepokoju. Upa³ pod ka¿d¹ postaci¹ daje<br />

o sobie znaæ. Gwiazdy spadaj¹ obficie. Jak<br />

w czasie zmiany sezonów. Nakrêca siê dziwna<br />

spirala. Nastaj¹ nowe mody, np. moda na<br />

zabijanie. Tak to uk³adaj¹ siê, a raczej<br />

Czes³aw Sobkowiak<br />

Zapiski o poranku<br />

rozk³adaj¹, rzeczy i ludzkie postêpowania.<br />

Coœ z tego zapewne jeszcze wyniknie. Coraz<br />

rzadziej ktoœ ma ochotê wchodziæ na jak¹œ<br />

górê, która prawie dotyka nieba. A mog³oby to<br />

byæ niebanalnie interesuj¹ce. Poza tym i na<br />

dodatek. Ju¿ wiem, co to zmêczenie. I jaka<br />

droga za mn¹. Ju¿ po sielskiej prowincji, po<br />

marzycielskim, jak to potrafi¹ tylko dzieci, i ja<br />

potrafi³em, zapatrzeniu w ob³oki, rozkoszowaniu<br />

siê zapachem siana albo iskrzeniem porannej<br />

rosy, szelestami tkliwych k³osów zbo¿a.<br />

Kogo jeszcze cieszy, zachwyca, taki nag³y<br />

widok krowy, która dostojnie na ³¹ce rozwa¿a<br />

swoje problemy. I sk³onna by³aby podzieliæ siê<br />

swoimi przemyœleniami. Ale ty, ja, ju¿ na<br />

innej drodze, jakby nie dostosowany. Stajesz,<br />

patrzysz i nie wiesz, co z tym zrobiæ. Krowa,<br />

tyle w ka¿dym jej ruchu m¹droœci. Coœ<br />

dociera, w koñcu dociera. To jest to, co chcesz<br />

widzieæ. Nareszcie jest taki moment ods³ony<br />

sekretu, i nawet byœ siebie nie podejrzewa³, ¿e<br />

jest to dla ciebie wa¿ne. Tylko nie umiesz czytaæ<br />

tych liter napisanych nie na kartce. A mo¿e<br />

poprzestawia³eœ zbyt ³atwo i za du¿o w swoim<br />

patrzeniu. Teraz, gdy coraz mniej istotnie<br />

obracaj¹ siê rzeczy, ró¿ne g³upstwa z ³atwoœci¹<br />

przedstawiaj¹ siê jako obowi¹zuj¹ce.<br />

Cudzys³owem opatrzone s¹ idee i deklaracje,<br />

cudzys³ów towarzyszy wypowiadanym<br />

myœlom i obrazom, do których, gdyby nie ten<br />

drobiazg, zw¹tpienie, ca³¹ dusz¹ chcia³oby siê<br />

po prostu lgn¹æ. Jak do objawiaj¹cego siê<br />

piêkna. A tu niemal wszystko na niby. Wa¿ne<br />

na niby. Jutro, za godzinê, ju¿ ani jedno s³owo<br />

aktualne. Na drzwiach wszêdzie wywieszki<br />

o przecenie. Ca³e sterty przeceny. Targowisko.<br />

Czes³aw Sobkowiak<br />

41


42<br />

Mi³oœæ na niby. Prawda do uzgodnienia.<br />

Wytargowania, czasami przy u¿yciu groŸby.<br />

Mo¿na to kupiæ, ale po co. Wiêc co zosta³o?<br />

Chaos, œmietnik, na który nie mogê siê zgodziæ.<br />

Nie jestem, nigdy nie by³em, wyznawc¹<br />

jedynie s³usznej idei, z któr¹ sta³o siê coœ nie<br />

tak, ¿eby próbowaæ j¹ reanimowaæ. Wysypa³y<br />

siê wszystkie znaczone w tej grze karty.<br />

Najedliœmy siê i wystarczy. Teraz dla niektórych<br />

pustkowie, ja³owoœæ, œmieræ krajobrazu,<br />

œmieræ wszystkiego, co próbuje ocalaæ<br />

sens. Wielu, nazbyt wielu, zadowala³o siê faktem,<br />

¿e im ktoœ ci¹gle coœ poleca i podpowiada,<br />

co trzeba, i komu trzeba oddaæ. Dobrze<br />

poinformowani niewolnicy podchwytywali<br />

przewodnie wskazania. Zawsze mnie dziwi³o,<br />

¿e nawet nie zaj¹knêli siê ze swoimi w¹tpliwoœciami,<br />

a dzisiaj, gdy wszystko wolno,<br />

z tak¹ natarczywoœci¹ kpi¹ i z³orzecz¹.<br />

Wypada³oby mieæ dla siebie odrobinê szacunku.<br />

Jak ustala³em bêdê ustala³ swoj¹ drogê.<br />

Wiem, ¿e z trudem, ale mo¿e to lepiej, ¿e z trudem.<br />

Zreszt¹ nigdy nie by³o inaczej.<br />

Prowadzi³a mnie intuicja. Nikt mnie niczego<br />

w tej materii nie uczy³. Potrafi³em zaledwie<br />

omijaæ ciemny, grz¹ski grunt. Nie umia³em,<br />

tak, po prostu by³o mi to obce, wybraæ ³atw¹<br />

korzyœæ. Zdecydowaæ siê natychmiast.<br />

I powinienem ca³kowicie przegraæ. Przepaœæ<br />

ze swoimi myœlami o ob³okach i wzgórzach,<br />

których wysoka trawa obdarza³a mnie<br />

ciep³em, muzyk¹ œwierszczy, symfoni¹<br />

zapachów, co nie jest dla nikogo argumentem<br />

ani atutem. Bo czego ja siê podejmowa³em,<br />

robienia zbêdnych rzeczy. Prawie wstydzi³em<br />

siê swojego zajêcia. Tych kilku kartek.<br />

Ucieka³em od groŸnych twarzy. Tak¿e od<br />

twarzy niczego nie zdradzaj¹cych w swoim<br />

wygl¹dzie i spojrzeniu, a potrafi³y byæ bardzo<br />

podstêpne. Zastanawiam siê teraz, jak to by³o<br />

mo¿liwe, ¿e udawa³o mi siê unikaæ zastawianych<br />

side³. ¯e wytrzyma³em. To prawda,<br />

by³em czasami przybity do ziemi, tak jak<br />

str¹cone z drzewa liœcie. Nie da siê tego nawet<br />

opowiedzieæ. A có¿ dopiero zrozumieæ.<br />

Jednak mia³em siê podnosiæ. Musia³ byæ ktoœ,<br />

kto to sprawia³. Tak czêsto Ktoœ. Bo jak<br />

inaczej móg³bym byæ tu, gdzie teraz jestem.<br />

Jeszcze w miarê posk³adany. Siêgam w³aœnie<br />

po szklankê z herbat¹ i tabletki. Odk³adam na<br />

brzeg sto³u okulary i przecieram senne ju¿<br />

oczy. Myœlê o tym, czy zyska³em, czy<br />

straci³em. Gdyby znaleŸæ taki œwiat, gdzie nie<br />

dociera ten œwiat, wszystkie jego okropne<br />

newsy, mniejsze i wiêksze niegodziwoœci, szaleñstwa,<br />

zdrady i k³amstwa, to mo¿na by³oby<br />

dzieciêco sobie wmówiæ, ¿e jest ca³kiem<br />

dobrze. A przecie¿ nie w tym rzecz, nie taka<br />

nadzieja, by by³o dobrze w kosmicznym pyle<br />

i rytmie. Piæ spokojnie wodê. Kroiæ chleb. Nie<br />

przekreœlaæ rzeczy zwyczajnych. Nie zadawaæ<br />

sobie ani na przyk³ad temu ¿ó³temu kamykowi<br />

z leœnej dró¿ki, który obracam w palcach,<br />

¿adnych retorycznych pytañ. Dlaczego<br />

gwiazdy, królestwa na ziemi, ludzkie losy i co<br />

jeszcze poza tym wszystkim. Co jeszcze? Co<br />

przyprawia mnie niekiedy o lêk i ból do szpiku<br />

koœci. Nie tylko tu i teraz, pchaj¹ce siê<br />

drzwiami i oknami. „Termin up³yn¹³” - krzepko<br />

og³asza w³adca g³ównego mocarstwa. Czyli<br />

¿yjemy po „terminie”. Obracaj¹ siê ko³a historii<br />

i nie jest wiadomy wynik tego zmagania.<br />

Odkryje siê karta, to siê j¹ odczyta. I tyle.<br />

Bêd¹ kolejne, nie daj¹ce siê przewidzieæ<br />

wydarzenia. Doprawdy. Bêdzie wraca³o<br />

marzenie o ¿yciu, które niechby toczy³o siê<br />

³agodnie, prosto, zwyczajnie. Polatuj¹ce nad<br />

traw¹ bia³e i ¿ó³te motyle, pies szczekaj¹cy<br />

d³ugo w nocy, dojrzewaj¹ce w sadzie jab³ka.<br />

Niebiesko kwitn¹ce bratki. Kobieta rozwieszaj¹ca<br />

pranie. Gospodarze wracaj¹cy<br />

z pól. Zapach chleba z piekarni, który o czymœ<br />

powiadamia. Uzmys³awia tak¹ niewyra¿aln¹<br />

czu³oœæ bycia i doznawania. Dni wolne od<br />

ognia, wojny i g³odu. Jak w modlitwie.<br />

Pamiêtam wieczorne modlitwy przy kapliczce<br />

w Jaromierzu. Kwit³ bez. Ludzie zanurzeni<br />

w mroku œpiewali. Ile wysi³ków podejmowano,<br />

ile nadziei zatraci³o siê. Zatracano.<br />

I zatraca. Urz¹dzano z wielkim poœwiêceniem<br />

i zapa³em œwiat. Morderczy raj na ziemi. Czyli<br />

wszystko na opak. Widzia³em pysznych ludzi.<br />

By³o, minê³o… Teraz nowe bestie powitajmy.<br />

Wiêc ju¿ nie bêdzie prawdziwego lata. O czym<br />

tu rozmawiaæ. Lodówka cicho pracuje, w³¹cza<br />

siê i wy³¹cza. W lodówce ch³odzi siê kompot<br />

z wiœni. W telewizji program o wodzie,<br />

po¿arach, suszy, piosenkach i kie³baskach


z grilla. Pó³nagie dziewczyny, kobiety tak¿e<br />

ma³o co ubrane, w ka¿dym wejœciu temat<br />

seksu. Tañce. Orkiestra. Majtki. Zaraz jednak<br />

bêdzie dok³adnie widaæ wybuchy, ruiny, cia³a<br />

zabitych i umieraj¹cych, niesionych poœród<br />

krzyku i ³ez. Lodówka pracuje cicho. Co z tym<br />

zrobiæ? Czytam jak¹œ ksi¹¿kê nie wart¹ czytania.<br />

Patrzê za okno, mur stoi. Kiedyœ wdrapywa³em<br />

siê na ten ceglany mur, nieco omsza³y,<br />

i patrzy³em stamt¹d daleko na œwiat.<br />

Wydawa³o mi siê, ¿e tak wiele ogarniam.<br />

I ogarnê, zdobêdê jeszcze wiêcej. ¯ycie mia³o<br />

byæ mo¿liwe. Wielkie i piêkne. Pies po³o¿y³<br />

siê w poprzek korytarza i œpi. Wolny od œwiata,<br />

utrudzony upa³em. W piaskownicy szalej¹<br />

dzieci, co zaznaj¹ szczêœliwoœci dnia. Poza<br />

tym, jak to mówi¹, jest jak jest. Doskwiera<br />

upa³. I zapewne nie mam racji. Duszno, upalnie,<br />

pot wystêpuje na czo³o, szyjê. Z trudem<br />

pracuje serce. Doœwiadczam skutków<br />

czyjejœ arogancji. No có¿. Ani tu dobroæ,<br />

ani piêkno, ani m³odoœæ. Trzeba to zrozumieæ.<br />

Przelatuje nad Polsk¹, ju¿ przelecia³,<br />

nad Ba³tykiem prezydent G. Bush na spotkanie<br />

pañstw Grupy G 8 w Sankt Petersburgu.<br />

Przygotowywane s¹, ju¿ zosta³y zjedzone,<br />

bajeczne smako³yki. Kryszta³y i z³ocenia<br />

lœni³y. Wiêc bêdzie dobrze. Niepotrzebnie,<br />

niepoprawnie tak siê niecierpliwiê i zamyœlam.<br />

Tyle wszêdzie œwiat³a. Piêkny ten<br />

lipiec.<br />

Die Tageszeitung<br />

Mo¿na powiedzieæ, ¿e potraficie siê pokazaæ<br />

od nie byle jakiej strony. Ale nie zazdroszczê.<br />

Ten styl, ta wasza zdolnoœæ o¿ywiania,<br />

nie licuj¹cego z dobrymi obyczajami,<br />

wzoru wywy¿szania siê i pogardy, daje jednak<br />

du¿o do myœlenia. Mnie, mieszkaj¹cemu<br />

w kraju nieustannie w przesz³oœci nêkanym,<br />

prawie zupe³nie to nie dziwi. Ale oczywiœcie<br />

nie w tym rzecz teraz akurat, tylko w sposobie<br />

patrzenia na œwiat. Chodzi w³aœnie o ten<br />

sposób patrzenia, który móg³by mieæ znaczenie.<br />

W naszej polskiej kulturze, mowie, s¹<br />

ró¿ne tropy, wœród których pewne ciemne<br />

poczynania nie uchodz¹. Gdybyœcie to mogli<br />

zrozumieæ.<br />

Znowu chwila w ogrodzie<br />

Wychodzê do ogrodu, który obok domu.<br />

Tu uciekam w seledynowe zacisze po tlen.<br />

Moje krzewy i kwiaty. Pó³cienie i œwiat³o. Jak<br />

na obrazach Cezanne’a. Staram siê przypatrywaæ<br />

i wpatrywaæ w ka¿dy refleks, poruszenie<br />

zieleni, formy kwiatów, które mnie zadziwiaj¹<br />

i zadziwiaj¹. Jakbym chcia³ siê upewniæ<br />

i sprawdza³, czy nadal funkcjonuj¹ prawa<br />

natury. Czy coœ ci¹gle naprawdê obowi¹zuje,<br />

coœ jest wa¿ne, gdy niemal wszystkiemu ju¿<br />

postarano siê odmówiæ racji i znaczenia.<br />

Trwania. Sensu. Wype³niania drogi. W rozchwianym<br />

œwiecie niechby siê coœ liczy³o, co<br />

jest w jakiœ sposób sprawdzalne. Warte<br />

pochwa³y. Bowiem bez tej pewnoœci, jak, i po<br />

co ¿yæ.<br />

Klêska<br />

Nie patrz tak wrogo, jak w³aœnie patrzysz,<br />

coraz bardziej prozaicznie, banalnie, nie nasycisz<br />

siê tym, nie próbuj przebieg³oœci, nie<br />

oszukuj, tylko dlatego, ¿e masz tak¹<br />

mo¿liwoœæ i nawyk. A ten cz³owiek przed tob¹<br />

s³aby, bezradny, skazany na twoj¹ pychê. Ju¿<br />

za twoimi plecami klêska. Wszystko spl¹drowane.<br />

Zgubione. Koniec zdania. Rozbije siê<br />

lustro w z³oconych ramach. Talerz siê rozbije.<br />

Lampa zgaœnie. Jeszcze ci siê wydaje, ¿e nic<br />

takiego nawet do pomyœlenia. Nawet nie<br />

wchodzi w grê. O tak, dzisiaj to bzdura. Ale<br />

ju¿ za twoimi plecami klêska. Któregoœ dnia<br />

wytr¹ci ci ³y¿kê z rêki.<br />

Niewinne miasto<br />

Raczej czerwone to miasto ni¿ zielone.<br />

Mimo wielu drzew i krzewów. Ozdobnych<br />

winoroœli. Nic tu od dawna siê nie sta³o, jest<br />

jak by³o, choæ niby sta³o siê bardzo wiele<br />

i ¿yjemy mimo wszystko w innym œwiecie.<br />

A tu tak cicho, spokojnie, ¿adnych rewelacji.<br />

Odkryæ. I byleby zanadto nie dyskutowaæ ani<br />

mieæ w³asne zdanie w jakiejœ sprawie. Przerw¹<br />

ci w pó³ s³owa. I nie tylko. Nie okazuje siê, kto<br />

kim by³ lub nie by³ i brano go za kogoœ innego.<br />

Trochê to dziwne. Sami porz¹dni obywatele.<br />

Czes³aw Sobkowiak<br />

43


44<br />

Ulice jak ulice, fasady jak fasady, niektóre<br />

odnowione farb¹.<br />

Ksi¹¿ê<br />

Czasami w³¹czam telewizor, w którym<br />

podaj¹, kto kogo porwa³, zabi³, dokona³ gigantycznego<br />

oszustwa, przynale¿a³ do organizacji<br />

przestêpczej. Czasami patrzê w œcianê. Czasami<br />

idê nie wiadomo dok¹d. Akurat czytam<br />

jak to w³oskiemu ksiêciu, pod lazurowym<br />

niebem Italii, znudzi³o siê bycie ksiêciem. Có¿<br />

za bajka. Jak poda³a gazeta, wda³ siê<br />

w lukratywny handel kobietami i narkotykami.<br />

Czytam, otwieram oczy. No tak. Stoi napisane<br />

czarne na bia³ym. Handel kobietami. No i co<br />

tu jeszcze mo¿na. Kropka nad „i” postawiona.<br />

Zapewne nudno we wspó³czesnym œwiecie<br />

byæ ksiêciem, mieæ pa³ac, park, fontannê,<br />

jacht, luksusowe auta i mieszkania, obnosiæ<br />

siê z królewskim pierœcieniem, trwaæ w nastrojach<br />

imituj¹cych szlachetnoœæ, gdy mo¿na<br />

robiæ fascynuj¹ce interesy, które lubi ta epoka.<br />

Naiwniacy i tak bêd¹ spieszyæ z poddañczymi<br />

pok³onami. Czasami gdzieœ telefonujê, to<br />

znowu staram siê coœ praktycznego robiæ,<br />

chodzê tam i z powrotem. Do sklepu i ze<br />

sklepu. Godziny p³yn¹. Jak to godziny.<br />

Którym nie jest smutno.<br />

Matka umar³a<br />

Matka umar³a. Wczoraj. Po dok³adnie<br />

ustalonej godzinie swojej œmierci sprz¹ta<br />

pokój ze zbêdnych rzeczy. Po œmierci matki<br />

najlepiej siê wyk¹paæ. Zapaliæ papierosa.<br />

Pomyœleæ o tym, o czym nigdy wczeœniej siê<br />

nie myœla³o. Chocia¿ by³o gdzieœ zapisane. Na<br />

przyk³ad na oparciu krzes³a, na krawêdzi<br />

sto³u, na maleñkiej karteczce zgiêtej w kostkê.<br />

Myœli wtedy przychodz¹ same. I mo¿na<br />

odnieœæ wra¿enie, ¿e staraj¹ siê byæ wolne od<br />

nadmiaru. Ta, która nie ¿yje, matka, ma teraz<br />

tyle nieznanych s³ów do powiedzenia. A one<br />

obywaj¹ siê bez ust. Idzie wolno szpitalnym<br />

korytarzem albo patrzy b³agalnie na syna<br />

siadaj¹cego na krzeœle, przy ³ó¿ku, który ot tak<br />

pyta: - Mamo, czy coœ ci jeszcze trzeba.<br />

Trzeba. Jeszcze trzeba. Op³aciæ tego, który<br />

dzwon koœcielny wprawi³ w dzwonienie, który<br />

ziemiê w lipcowym skwarze kopa³, w trumnie<br />

cia³o uk³ada³, który siê modli³, bo tak wypada.<br />

Nic wiêcej. Poza tym, w restauracji zostan¹<br />

zjedzone zamówione roso³y, drugie dania,<br />

ciasta, a mê¿czyŸni wypij¹ zimn¹ wódkê, co<br />

w takiej okolicznoœci jest naprawdê<br />

konieczne. Trzeba zap³aciæ nale¿ny rachunek.<br />

Ale to ju¿ inna sprawa. Wtedy ca³kiem<br />

rozs¹dny mo¿e siê wydaæ wyjazd na zas³u¿one<br />

wakacje.<br />

Lampa<br />

Obok kartki lampa. Która œwieci. Tej<br />

lampie sk³onny jestem przypisaæ ca³¹ moc<br />

tworzenia.<br />

Pragnienie piêkna ¿ycia<br />

Wypada siê zgodziæ, ¿e nie tylko skomplikowane<br />

sublimacje literackie, budowanie<br />

metaforycznych znaczeñ, ale te¿ determinacja,<br />

by zapisaæ, oddaæ w s³owach, konkretnoœæ<br />

wszystkiego tego, co siê osobiœcie prze¿y³o,<br />

doœwiadczy³o, zobaczy³o, zrobi³o lub nie<br />

zrobi³o, jest, mo¿e byæ w literaturze cenne.<br />

Ca³a bezpoœrednioœæ przekazu ¿yciowego. Na<br />

prowincji i w stolicy. Jednak pisanie z perspektywy<br />

w³asnego, prywatnego ¿ycia nie jest<br />

zadaniem ³atwym. W koñcu rzecz siê<br />

sprowadza do tego, by nadaæ wartoœæ sprawom,<br />

które tylko podmiotowi s¹ dok³adnie<br />

znane, nadaæ literackie w³aœnie znaczenie.<br />

Mo¿na wiele pisaæ o swoich prze¿yciach,<br />

k³opotach wewnêtrznych, niejako sobie<br />

a muzom, czasami w formie pamiêtnikarskiego<br />

zapisu, prezentowaæ swoje emocje, ale<br />

nie da siê omin¹æ wymogu uogólnienia, jeœli<br />

chce siê wejœæ na pozaosobiste pole znaczeñ.<br />

Jeœli ktoœ autentycznie obdarzony jest iskr¹<br />

bo¿¹, to niemal bezwiednie osi¹ga wszystkie<br />

tego typu walory. Od niczyjej decyzji one nie<br />

zale¿¹, ale wy³¹cznie od dozy jego talentu.<br />

Bêdzie pisa³ mniej lub wiêcej udane utwory,<br />

tak jak ka¿dy twórca, ale to jego pisanie<br />

w ka¿dym przypadku bêdzie wa¿ne, dotycz¹ce<br />

artystycznej wartoœci. Mo¿e za wiele tych<br />

oczywistych dywagacji. Nasunê³y mi siê jed-


nak na marginesie zbioru wierszy Ireneusza<br />

Kozio³a „Tam i z powrotem”, o którym<br />

wiosn¹ tego roku, ni st¹d ni zow¹d,<br />

dowiedzia³em siê, ¿e pisze poezje, ¿e jest te¿<br />

dramaturgiem. Od tamtego czasu (wiosennego)<br />

wysz³a w³aœnie wspomniana wy¿ej<br />

ksi¹¿ka, kolejna „¿arska”, a zarazem, co mo¿e<br />

jeszcze cenniejsze, w Lubuskim Teatrze<br />

zosta³a wystawiona jego sztuka „Spuœcizna”.<br />

Autor ma w planach wystawienie kolejnych<br />

swoich dramatów. Kiedyœ przyjdzie zapewne<br />

czas na ich ocenê. Jakby nie patrzeæ, jest<br />

w tym wszystkim doza wydarzenia. Autor<br />

metrykalnie m³ody ju¿ nie jest. Widaæ to<br />

w wierszach, mówi: „I widzê nadzieje<br />

umykaj¹ce”. Widzia³em tak¿e jak w letni,<br />

upalny dzieñ pot niemal p³yn¹³ ca³ymi strumieniami<br />

po jego twarzy. Ale do rzeczy. Poetê<br />

interesuje jednak nie tyle sama ekspresja<br />

prze¿yæ, ch³oniêcie œwiata, napawanie siê jego<br />

zmys³owoœci¹, co uporanie siê raczej ze<br />

wszystkimi swoimi ¿yciowymi doœwiadczeniami,<br />

których by³o wiele, uwolnienie siê od<br />

destruktywnego ich aspektu. Interesuje go<br />

dojrza³oœæ w³asnego spojrzenia. Znaczenie tu<br />

ma rozwa¿enie sensu i bezsensu ¿yciowego.<br />

Mo¿na rzec, i¿ autor jest ju¿ kimœ po burzy,<br />

nie ca³kiem na pewno, ale bardziej od buntu<br />

zdaje sobie ju¿ ceniæ „wiedzê niezbêdn¹”<br />

o ¿yciu jako takim, bo chce w ogóle coœ sensownego<br />

wiedzieæ i powiedzieæ o œwiecie, co<br />

przekracza incydentalne wy³¹cznie myœlenie.<br />

Wolne od automitologizacji. Niekoniecznie<br />

zawsze oznacza to wybór stabilizacji, stagnacji,<br />

ustatkowania siê, bo nie rezygnuje siê<br />

zbyt ³atwo z pewnego „bogactwa” sytuacji<br />

(„Wiedza”), nawet – jak sam zauwa¿a – „knajpianych”.<br />

One pozostaj¹ w tle tych wierszy.<br />

£¹czy siê z nimi na pewno jakaœ egzotyka,<br />

koloryt, ¿ywoœæ relacji, porozumienia<br />

z drugim cz³owiekiem, ta obecna w jego wierszach<br />

równie¿ bezpoœrednioœæ przekazu. Poeta<br />

wie, ¿e nie obywa siê to wszystko bez okreœlonej<br />

ceny. Ryzyka, zagro¿eñ. „Sprawdziæ<br />

poszed³em”, dotkn¹³em, zasmakowa³em.<br />

Przypomina raz po raz. Jest ze szko³y autentycznego<br />

¿ycia, czêsto naznaczaj¹cego boleœnie,<br />

dotkliwie (o tym te¿ jest „Spuœcizna”), który<br />

odbiera jego skutki, ale te¿ sam jest przyczyn¹<br />

okreœlonych skutków w relacjach spo³ecznie<br />

najbli¿szych. Myœlê, ¿e potrafi Ireneusz<br />

Kozio³ radziæ sobie z ukazywaniem ca³ej dramaturgii<br />

lirycznych napiêæ, które na tym styku<br />

siê rodz¹. Po jednej stronie jest on,<br />

w ró¿norakiej funkcji, po drugiej stronie bliska<br />

mu kobieta. Dwie wa¿ne sfery, które wiod¹ ze<br />

sob¹ dialog, spotykaj¹ siê, o czym te wiersze<br />

zaœwiadczaj¹ tak¿e faktograficznie, jak<br />

o czymœ co rozstrzyga w sprawach wa¿nych.<br />

Zreszt¹ wa¿nych ró¿norako. Prezentuje<br />

(niekiedy a¿ nader szczerze - „Przed drzwiami<br />

w kolejce do ciebie stojê”) ca³y ten œwiat<br />

jakby doœæ banalny: „S³owa przys³a³a. S³ów<br />

kilka”, odpowiedŸ te¿ jest w konwencji smsowej:<br />

„¯yjê jeszcze” („Profanum”), w innym<br />

miejscu: „Na po¿egnanie podarowa³a mu<br />

d³ugopis” czy sytuacje rodzinne, domowe, ale<br />

prezentuje jednak niebanalnie. I to jest tu<br />

wa¿ne, znacz¹ce, to siê liczy. To wyznacza<br />

zarys, kszta³t, pomys³y indywidualnej stylistyki,<br />

naprawdê maj¹cej niekiedy walory subtelnej<br />

wirtuozerii lingwistycznej. Zapewne nie<br />

bez znaczenia jest tu wp³yw cenionych przez<br />

siebie poetów, np. Edwarda Stachury. Wp³yw,<br />

a nie naœladownictwo. Wa¿niejsze okazuje siê<br />

stworzenie podmiotowego jêzyka, w którym<br />

(warto zauwa¿yæ) blask odzyskuj¹ raz po raz<br />

s³owa wielkie, jak mi³oœæ, zdrada, szczêœcie.<br />

Przypomnê tylko, ¿e trzeba byæ ostro¿nym<br />

w ich eksploatowaniu. W ka¿dym razie to<br />

otwarcie poetyckie jest udane. Mo¿e siê<br />

podobaæ zawarta w nim egzystencjalna prawda<br />

i nasycenie ksi¹¿ki tak bardzo cenion¹<br />

przez poetê zmys³owoœci¹ obrazowania. Poza<br />

tym cenna jest (jakby z ducha Norwida)<br />

zw³aszcza autorefleksyjna konkluzja zawarta<br />

w wierszu „Czekaj¹c na œwiadomoœæ”: „Nie<br />

z piêknem mi ¿yæ a piêknie. / Przecie¿ o to<br />

zawsze mi sz³o. / Czy¿ sam wówczas nie stanê<br />

siê piêkny? / Na nowo wiêc odkrywam piêkno,<br />

kobiety i siebie”. Kiedy siê pisze takie wiersze?<br />

Na pewno wtedy, gdy coœ ju¿<br />

wewnêtrznie siê przewartoœciowuje, kiedy<br />

chce siê postawiæ w ¿yciu nowy krok, bo „ju¿<br />

czasu brak”, a zarazem wyzwala siê silna<br />

determinacja doznania czegoœ nowego, jasnego.<br />

Bez w¹tpienia „Gdzieœ dnieje” –<br />

odpowiadam Poecie jego s³owami. Ach, chcê<br />

Czes³aw Sobkowiak<br />

45


46<br />

jeszcze pochwaliæ oprawê plastyczn¹ w tym<br />

tomiku.<br />

Ireneusz Kozio³, Tam i z powrotem, ¯ary<br />

2006, 72 s.<br />

Pies<br />

Pies œpi na krzeœle, przy moim biurku. Ca³¹<br />

noc gdzieœ biega³ i poszczekiwa³ wokó³ domu,<br />

tak, ¿e budzi³em siê co chwilê. A teraz ja nad<br />

kartk¹ papieru, a on raz po raz przez sen coœ<br />

sobie pomrukuje. Gdy tylko oderwê siê od<br />

kartki, dok¹dkolwiek siê ruszê, zaraz chêtny<br />

pod¹¿yæ za mn¹. Mimo, ¿e nocnym<br />

wêdrowaniem utrudzony.<br />

Po³udnie w Zawadzie<br />

Od rana gor¹co, wysokie niebo, zupe³nie<br />

czyste, œródziemnomorskie. Œwiat siê otwiera.<br />

Rozk³adam kartki. Marek siad³ na kamieniu<br />

i liczy grosiki na piwo. Za chwilê ruszy do<br />

sklepiku. Ludzie poszli do koœcio³a. Oko³o<br />

po³udnia nap³ynê³y ogromne ob³oki. Moje<br />

myœli uciekaj¹ na pola, gdzie za moment<br />

¿niwa. Wszêdzie susza. Prawie jak we<br />

wspó³czesnej poezji. Ludzie wracaj¹<br />

z po³udniowej mszy. Lekko stawiaj¹ kroki.<br />

Niektórzy milcz¹, inni o czymœ ze sob¹ rozmawiaj¹.<br />

Patrzê na nich przez okno. Ci¹gle<br />

nad kartk¹, modlê siê o jedno ziarenko s³owa.<br />

Naprawdê modlê siê.<br />

Woda<br />

czyli realnoϾ<br />

Z wyschniêtego Ÿród³a nie da siê czerpaæ<br />

wody. Do niewielu ta oczywistoϾ dociera. Ta<br />

postaæ trywialnej prawdy, ¿e za du¿o sobie<br />

wyobra¿amy, maj¹c za nic realnoœæ. Która<br />

czasami jak nieproszony goϾ ostro przypomina<br />

o swoim istnieniu, tak, ¿e wprawia<br />

w zaskoczenie. Jest taka lub inna. Jej to obojêtne.<br />

Nie wiemy, co o niej s¹dziæ, wiec<br />

zastêpczo dyskutujemy. A ona istnieje. Mo¿e<br />

to niezbyt du¿o, jak na realnoœæ, ale zaprawdê<br />

wystarczaj¹co. Na dodatek zbêdna jej jakakolwiek<br />

argumentacja. Wiadomo, ludzie maj¹<br />

z ni¹ zawsze podstawowy problem.<br />

Oni<br />

Oni bêd¹ zmieniaæ œwiat w ruinê. A ja bêdê<br />

budowa³.<br />

Widok który mówi<br />

Stuka, kopytami stuka pod lipowymi<br />

drzewami, o asfalt. Mocny kasztan. W letnim<br />

zmierzchu wolno ci¹gnie wóz za³adowany<br />

sianem. Na wozie przygarbiony, w podesz³ym<br />

wieku ch³opinka. Jeden to z ostatnich, wiejskich<br />

widoków, który mnie akurat wiele mówi.<br />

I nie mo¿e byæ inaczej, bo choæ lata dzieciñstwa<br />

daleko, ojciec, matka dawno umarli, to<br />

wyraŸnie, bardzo wyraŸnie widzê te wszystkie<br />

dni, wiosny, jesienie, lata, tak¿e zimy. Nie<br />

omija³y mnie ¿adne piaszczyste drogi,<br />

pio³uny, osty, ka³u¿e, b³oto ³¹kowych grzêzawisk,<br />

smaki jab³ek, woda w rzeczce, w niej<br />

odbite topole i ob³oki, a na niej pojedyncze liœcie,<br />

które spad³y. I up³ywa³y. Nie omin¹³ mnie<br />

tamten blask i ciemnoϾ. Z kolegami<br />

wspina³em siê na drzewa do wronich gniazd.<br />

Z kolegami biega³em to tu to tam. Blisko by³<br />

pies, kamienne schody, wielka drewniana<br />

stodo³a kryta s³om¹, pompa zamarzaj¹ca<br />

w mrozy, mleczarz codziennie wczeœnie rano<br />

wioz¹cy banki z mlekiem do najbli¿szej<br />

mleczarni, zadyszany stary cz³owiek po<br />

powrocie z Syberii, z³amane drzewo po burzy.<br />

Zna³em imiona wszystkich ludzi od najm³odszego<br />

do najstarszego. Gdzie u kogo<br />

kuchnia, gdzie pokoje. Kto ciê¿ko chory. Jaka<br />

bieda lub dostatek. Jak to na wsi. Wie siê<br />

wszystko o wszystkich. Zawsze blisko by³y<br />

gospodarskie konie. Wytê¿ona ich praca.<br />

P³ugi, brony, kosiarki. Stwarzanie œwiata.<br />

Konie budzi³y zachwyt i respekt. Mój ojciec,<br />

który kiedyœ w³asnorêcznie zrobi³ skrzypce<br />

i grywa³ na nich, czasami œpiewa³, teraz ca³ymi<br />

dniami naprawia³ ich uprzê¿e. Gospodarze<br />

z wielu wiosek czêsto otwierali drzwi naszego<br />

domu. Ka¿dy z nich coœ o sobie opowiada³, jak<br />

siê ¿yje. Jak ciê¿ko. Jak gnêbi w³adza. U kogo<br />

co w polu uros³o. Wysch³o lub wymok³o. Pili<br />

kawê zbo¿ow¹, czasami coœ zjedli. Ogrzali siê,<br />

osuszyli z deszczu, otrzepali ze œniegu.


S³ucha³em ich opowieœci. Z niektórych<br />

wy³ania³a siê œmieræ i wojna. Ojciec zszywa³<br />

smolon¹ dratw¹ chom¹ta i lejce. Ci¹gnê³y<br />

konie w leœnej ciszy przez g³êbokie œniegi s¹gi<br />

powalonych drzew sosnowych, a z ich<br />

chrapów unosi³y siê k³êby pary, niekiedy by³y<br />

wrêcz umêczone. Niekiedy wygl¹da³y jakby<br />

sk¹pa³y siê we w³asnym pocie. Ka¿dy<br />

wiedzia³, ¿e trzeba je w takich sytuacjach<br />

okrywaæ specjalnymi derkami, bo mog¹<br />

ciê¿ko na mrozie przeziêbiæ siê i chorowaæ.<br />

Nie trzeba by³o nikomu t³umaczyæ powodów<br />

tej troski. Od ich ¿ycia zale¿a³o codzienne<br />

¿ycie ludzi. To, czy by³ w domu chleb, miêso,<br />

drewno w piecu. Gwar i smutek. Chodzi³em<br />

póŸnym latem, a tak¿e jesieni¹ z ochot¹,<br />

ca³ymi godzinami, prowadzi³em konia,<br />

w mane¿u podczas m³ocki. Ci¹gle w kó³ko.<br />

Bose nogi dzieciêco brodzi³y w pyle wysuszonej<br />

ziemi. Ca³e lato boso. Czasami stopê<br />

zrani³ kawa³ek szk³a lub drut kolczasty. Tak<br />

bardzo chcia³em mieæ swój udzia³ w dookolnej<br />

powszednioœci. Rwa³em siê do tego zajêcia,<br />

w gruncie rzeczy jednego z ³atwiejszych.<br />

Czu³em, ¿e dostêpujê zaszczytu robienia<br />

czegoœ wa¿nego poœród wa¿nych ¿niwnych<br />

robót, które by³y domen¹ doros³ych, i mogê<br />

liczyæ na smakowit¹ kolacjê wieczorem, na<br />

równi z innymi. Jaka to radoœæ zasi¹œæ za<br />

sto³em. Siêgaæ po skibkê smacznego chleba<br />

z w¹trobiank¹ i zajadaæ siê ca³ymi ³y¿kami<br />

sa³atk¹ z pomidorów. S³uchaæ jak rozmawiaj¹<br />

o m³ócce, snopach zbo¿a i swoich ¿yciowych<br />

k³opotach. Ach, jak to by³o, kiedy charakterystycznie<br />

monotonnie i monotonnie, stale<br />

w jednej tonacji, melodii, na ca³e gospodarskie<br />

podwórze bucza³a m³ockarnia, sypa³o<br />

ziarno do worków i sypa³y siê plewy i szed³<br />

kurz na stodo³ê. I poza stodo³ê. Daleko, a¿ na<br />

poblisk¹ ³¹kê. A na tej ³¹ce wierzby oraz liczne<br />

domowe ptactwo. Urasta³a wysoko wielka<br />

sterta s³omy. Dzieci póŸniej mia³y w tej s³omie<br />

niez³¹ zabawê. Jak to by³o? Jaki by³ zapach<br />

dojrzewaj¹cych œliwek, zapach i smak najwczeœniejszych,<br />

delikatnych bia³ych papierówek,<br />

jab³ek pierwszych dni lata. Jak kwit³a<br />

koniczyna, jak zieleni³y siê i okrywa³y<br />

dywanem niebieskich i bia³ych kwiatków pola<br />

kartoflane. Jak lustro stawu gêsto zarasta³a<br />

zielona kasza, któr¹ siê zgarnia³o dla kaczek.<br />

Czasem nagle poruszy³a spokój tej wody ryba.<br />

O poranku snu³y siê nisko, przy samej ziemi<br />

pasma mg³y. O poranku. Albo jesiennym<br />

wieczorem pasma dymu, id¹ce z ognisk,<br />

w których oczywiœcie piek³y siê kartofle, tak¿e<br />

jab³ka, a obok my, ch³opcy. Którzy jeden przez<br />

drugiego opowiadali sobie ró¿ne rewelacje<br />

o tym, co na ziemi i niebie. Co w nocy, co<br />

w czasie dnia, w œwietle i ciemnoœci.<br />

Skakaliœmy ponad ogniskiem, wbiegaliœmy<br />

w k³êby dymu. Tak. Lubi³em patrzeæ na pas¹ce<br />

siê na ³¹ce konie, krowy, owce. Na sosny zrzucaj¹ce<br />

szyszki. Na lipy i akacje ton¹ce<br />

w kwiatach.. Na wybuchaj¹ce wczesn¹ wiosn¹<br />

z³ote kaczeñce. Chodzi³em tu ze swoimi<br />

marzeniami, które spe³ni³y siê. A¿ trudno mi<br />

w to wszystko uwierzyæ. Lubi³em jak konie<br />

pos³usznie, cierpliwie, wolno ci¹gnê³y p³ugi<br />

i œcierniska pokrywa³y siê równo, czarno<br />

od³o¿onymi skibami. Prawie po sam horyzont,<br />

na którym by³ las. Z tamtego kierunku<br />

niekiedy dobiega³o bicie koœcielnego dzwonu.<br />

By³y tory kolejowe, druty telefoniczne<br />

z charakterystycznym brzêczeniem, któremu<br />

nadawa³em magiczn¹ funkcjê. Przyk³ada³em<br />

ucho do szyny i próbowa³em zgadywaæ, czy<br />

jakiœ poci¹g jedzie. Jak daleko jest. I gdzie ja<br />

jestem. Gdzie mogê jeszcze w ¿yciu byæ i kim<br />

mogê byæ. Kiedy nadjecha³, liczy³em wagony,<br />

zw³aszcza towarowe wagony, zazwyczaj by³o<br />

ich du¿o, czasami to by³y niespieszne poci¹gi<br />

z ¿o³nierzami, ci¹gniête najczêœciej przez dwie<br />

smoliste, ciê¿ko sapi¹ce lokomotywy.<br />

Niekiedy jakiœ podró¿ny rzuci³ cukierek.<br />

Pomacha³ rêk¹. Bieg³em te¿ sprawdziæ, co<br />

zosta³o po kamykach lub monecie po³o¿onej<br />

na szynie. Z wysokoœci torów mo¿na by³o szeroko<br />

oczami obj¹æ ca³y rozleg³y krajobraz.<br />

Nap³ywaj¹ce fale zapachów od zbó¿, które<br />

wiosennie kwit³y. Dalekie, samotne drzewa<br />

owocowe. Nabrzmiewaj¹ca delikatnie m³odoœæ<br />

k³osów obsypanych mlecznymi p³atkami,<br />

co tuli³y siê do siebie jak rozbawione dziewczêta.<br />

Dr¿¹ce powietrze, pe³ne mglistych<br />

smug i œpiewu skowronka pionowo id¹cego<br />

w niebo. Do Boga. Nagle, bezszelestnie<br />

spadaj¹cego w milczenie, gdzie uwite w darni<br />

jego ptasie gniazdo. Wraz z tym dawa³o<br />

Czes³aw Sobkowiak<br />

47


48<br />

o sobie znaæ doznanie lekkoœci istnienia. Moja<br />

dusza fruwa³a, a chwilami na pewno i ja sam<br />

unosi³em siê nad trawy, pola, rowy. Lecia³em.<br />

Wiem wiêc, jak to jest. Wiem, czym s¹<br />

skrzyd³a. Rozleg³e widoki. Intensywnie<br />

wzrastaj¹ce oziminy, szarzej¹ce œcierniska.<br />

Nikt inny, prócz mnie, nie potrafi³ tak wznieœæ<br />

siê ponad dachy, lasy, ³¹ki, wy¿ej ni¿ dym<br />

z kominów, wy¿ej nad wszelk¹ przyziemnoœæ,<br />

tylko ja chcia³em tê krainê jeszcze dok³adniej<br />

zobaczyæ i przyj¹æ. Mieæ dla niej coœ specjalnego.<br />

Owocuj¹ca morwa warta by³a zapisu<br />

w zeszycie. Stawy odnajdowa³y swoje<br />

zaciszne miejsca. Bywa³o, ¿e stawa³em siê<br />

niewidzialny. Czasami z dala s³ysza³em<br />

ponaglaj¹ce pokrzykiwanie oracza. Za nim na<br />

b³yszcz¹cych, wilgotnych skibach zaoranej<br />

ziemi natychmiast pojawia³y siê ptaki.<br />

Przymykam powieki i widzê je. Niemal biegn¹<br />

tu¿ za p³ugiem. Nieustannie ze skiby na skibê<br />

przeskakuj¹. Jedne przed drugie. Niecierpliwe<br />

szukaj¹ czegoœ smakowitego. To zrywaj¹ siê<br />

do lotu ca³¹ gromad¹. I znikaj¹ w przestrzeni.<br />

Widzê konie uwi¹zane u p³otu, które parskaj¹c<br />

w cieniu akacji czekaj¹ a¿ je podkuje kowal,<br />

siêgaj¹ce raz po raz po garœæ owsa lub sieczki<br />

w przyczepionym do szyi worku. ¯elazna podkowa<br />

rozpala siê w ogniu do czerwonoœci.<br />

Woda w wiadrze syczy. Wracam w³aœnie ze<br />

szko³y, g³odny, i z ciekawoœci¹ przez ga³êzie<br />

bzu przygl¹dam siê tym wszystkim mêskim,<br />

kowalskim czynnoœciom. Có¿ to takiego.<br />

Proste czynnoœci tego œwiata, który ju¿<br />

odszed³. Zgas³ jak wypalone wêgle w piecu.<br />

Zjedzone chleby, wypite wino z jab³ek,<br />

wytañczone wesela. Z zapamiêtaniem ws³uchujê<br />

siê w wyraŸny dŸwiêk metalu na kowadle.<br />

Ach, jaki to dŸwiêk, taki wyraŸny, czysty,<br />

który s³ychaæ z daleka. Jakie mocne rêce.<br />

Konie uwa¿nie patrz¹, kiedy ktoœ do nich podchodzi.<br />

Chc¹ wiedzieæ, co siê dzieje. To<br />

w prawo, to w lewo obracaj¹ swoje g³owy.<br />

Potrz¹saj¹ nimi. Pachn¹ ostrym, ale przyjemnym<br />

potem. Codzienne wracaj¹ do swych stajni,<br />

zmêczone, w grzywach nios¹ coraz wiêcej<br />

posiwia³ych lat. By³a mi³oœæ do koni, a one<br />

potrafi³y w wielkim poœwiêceniu zdobywaæ<br />

siê na niewyobra¿alny wysi³ek wyci¹gania<br />

grzêzn¹cego w piachu ciê¿kiego wozu. A jak<br />

lekko lœni³y konie zaprzêgniête do odœwiêtnych,<br />

weselnych powozów z piêknymi g³owami<br />

kobiet i mê¿czyzn, bryczek, karet.<br />

Niemal uskrzydlone. Tak, chcia³o siê patrzeæ.<br />

Biec za nimi. Radoœnie krzyczeæ. Albo w zimê<br />

ci¹gn¹ce sanie, sanki. DŸwiêcz¹ce dzwoneczkami.<br />

Albo smutno wioz¹ce trumnê z umar-<br />

³ym. Ich maœci czarne, pstrokate, siwe, bia³e,<br />

kasztanowe, które tarza³y siê na trawie,<br />

³apczywie pi³y wodê z wiadra lub wprost<br />

z rzeczki, daj¹ce siê g³askaæ i poklepywaæ,<br />

³agodne przy zaprzêganiu, czasami narowiste.<br />

Piêkne konie, ich niewypowiedziane zas³ugi.<br />

A teraz jeden konik, samotnie ci¹gn¹cy wóz,<br />

dezerter minionego czasu. Na miejsce tamtych,<br />

jego pobratymców, terkot traktora.<br />

I nietrudno wyobraziæ sobie, co by to by³o,<br />

gdyby do tego traktora nagle, któregoœ dnia,<br />

zabrak³o paliwa, bo koni ju¿ nie ma.<br />

Ksi¹¿ka Jolanty Pytel<br />

Niedawno Jola Pytel urz¹dzi³a sobie jubileusz<br />

pracy twórczej. Spotkanie z tej okazji<br />

w Bibliotece prowadzi³ Czes³aw Markiewicz.<br />

Nie bardzo widzia³bym sens takiej imprezy,<br />

ale… nie moja sprawa. Debiutowa³a wierszem<br />

w 1970 roku, wyda³a kilka zbiorków poetyckich,<br />

otrzyma³a laur Wawrzynu Literackiego<br />

(2003). Jej egzaltowany stosunek do pisania<br />

wierszy i egzaltacje oko³opoetyckie, stanowi¹<br />

nieod³¹czn¹ cechê jej osobowoœci, jej fascynacji<br />

i zafrapowania ró¿nymi dzia³aniami<br />

w zielonogórskim œrodowisku. Wymyœli³a<br />

sobie Stowarzyszenie Jeszcze ¯ywych Poetów,<br />

które z kolei powo³a³o Uniwersytet<br />

Poezji. Odbywa³y siê doœæ sukcesywnie<br />

warsztatowe spotkania literackie dla chêtnych<br />

nauczenia siê sztuki pisania. PóŸniej kilka<br />

zbiorków indywidualnych wydano jego<br />

cz³onkom, a raczej cz³onkiniom. Oczekiwania<br />

i zapowiedzi by³y bardzo du¿e (nawet prof.<br />

Czes³aw Dutka w nie uwierzy³ i zgodzi³ siê<br />

byæ „rektorem”), ale talentu wielkiej miary<br />

przez te wszystkie lata jednak jakoœ nie uda³o<br />

siê wykreowaæ. Zreszt¹, jakiegokolwiek zauwa¿alnego.<br />

Teraz postara³a siê we wspó³pracuj¹cym<br />

ze Stowarzyszeniem Wydawnictwie<br />

„Organon” wydaæ sobie ksi¹¿kê „Wejœæ


w niebo”, z³o¿on¹ z prozy i poezji. Jest to<br />

pozycja doœæ dziwna. Sk³adaj¹ siê na ni¹<br />

bardzo ró¿ne prozy i wiersze ju¿ po wiêkszoœci<br />

publikowane. Do³o¿y³a autorka trochê<br />

nowych rzeczy, czyli jak to niekiedy bywa.<br />

Generalnie trudno mi jednak zdobyæ siê na<br />

recenzjê pochwaln¹, gdy¿ rzecz nierówna jest,<br />

gdy idzie o poziom stylistyczny. Zaledwie dwa<br />

ma³e opowiadania, zwi¹zane z biografi¹<br />

wojenn¹ jej ojca Alojzego tchn¹ powag¹ problemu<br />

i stylu. S¹ to kilkustronicowe ods³ony.<br />

Pamiêtam, ¿e kiedyœ autorka zapowiada³a<br />

napisanie powieœci o ¿yciu ojca. Wysz³o tylko<br />

tyle. Poza tym, có¿, zwróci³bym uwagê na<br />

opowiadania autobiograficzne, z silnym<br />

uwzglêdnieniem osobistych, bolesnych doœwiadczeñ<br />

„romantycznych”, ale tak¿e, co<br />

mog³o byæ jak¹œ lokaln¹ szans¹ literack¹<br />

autorki, w¹tków miejscowego ¿ycia literackiego.<br />

Jego mitologii, klimatu, faktografii.<br />

Gdyby napisa³a wiêcej opowiadañ w rodzaju<br />

„Wejœæ w niebo”, nawet niekoniecznie nacechowanych<br />

wysokim stylem, ale szkicowo,<br />

uwzglêdniaj¹c wymóg pewnego minimum<br />

realnoœci, to bez w¹tpienia dzisiaj po te<br />

okruchy przepuszczonych przez filtr wyobraŸni<br />

podmiotowych narracji (to nic, ¿e tylko<br />

dla zawartej w nich anegdoty), z pewnoœci¹ by<br />

siê siêga³o. Ale nie napisa³a. Szkoda, ¿e Jola<br />

Pytel nie wykorzysta³a tej mo¿liwoœci. Widaæ<br />

tak naprawdê go³ym okiem, ¿e zabrak³o tej<br />

ksi¹¿ce przemyœlenia koncepcji literackiej. Co<br />

siê chce powiedzieæ. Niczemu nie s³u¿¹ce s¹,<br />

np. prozy oparte o zasadê groteskowej, surrealnej,<br />

sennej fikcji, rodzaj fantastyki<br />

onirycznej: „Z pok³adu UFO”. Pobrzmiewaj¹<br />

pretensjonalnoœci¹. Jeœli siê pokazuje czytelnikowi<br />

siebie na zdjêciu z samym Czes³awem<br />

Mi³oszem, zrobione zreszt¹ w jego domu<br />

w Krakowie, to mog³aby taka ekspozycja na<br />

poszczególnych stronicach byæ czymœ po-<br />

twierdzona. Chyba tego siê ma prawo oczekiwaæ.<br />

I na dodatek ten bezlik zdjêæ rodzinnych,<br />

siêgaj¹cych a¿ do babci z roku 1897. Gdyby<br />

chocia¿ chronologicznie u³o¿one. Rozumiem<br />

ich wartoœæ sentymentaln¹, ale có¿ poza tym?<br />

W albumie s¹ zapewne skarbem. W ksi¹¿ce<br />

nie s³u¿¹ niczemu. Mamusia, tatuœ, ciotki,<br />

siostry… To tylko ma³e obrazki, niezbyt efektowne<br />

technicznie. Ale autorka, wykorzystuj¹c<br />

pewne predylekcje do budowania fikcji,<br />

mog³aby z powodzeniem przecie¿ stworzyæ<br />

w oparciu o nie jak¹œ prozê, prozê w³asnych<br />

korzeni, w³asnej historii. W³aœnie wykorzystuj¹c<br />

ducha tych zdjêæ. Nie piszê jak widaæ<br />

recenzji pochwalnej, ale nie chcê te¿ niszczyæ<br />

tej ksi¹¿ki. Jeœli coœ w niej potrafi siê broniæ,<br />

to jest to raczej poezja. Bo Jolanta Pytel, jeœli<br />

kimœ naprawdê bywa, to g³ównie nadwra¿liw¹,<br />

nie pozbawion¹ obsesyjnej wyobraŸni,<br />

oddaj¹c¹ siê tonacji marzycielskiej poetk¹.<br />

Z biegiem lat jej s³owo sta³o siê nieco bardziej<br />

precyzyjne i uwzglêdniaj¹ce zewnêtrzn¹<br />

realnoœæ. Tak¹, jak¹ potrafi zobaczyæ z perspektywy<br />

swojej ulicy S³onecznej.<br />

Jolanta Pytel, Wejœæ w niebo, Zielona Góra<br />

2006, 112 s.<br />

Znaczenia<br />

W literaturze znaczy tylko s³owo, które ma<br />

ciê¿ar. Wagê. Zawiera dramat istnienia. Które<br />

jest jak kamieñ, niepodwa¿alne i wiarygodne.<br />

Wszystko inne jest udawaniem. Wiêc warto<br />

siê staraæ. Na jego poszukiwaniu spêdzaæ<br />

bezsenne noce, trawiæ godziny, by zdobyæ taki<br />

kruszec. P³aciæ cenê, wiadomo jak¹ cenê.<br />

Bejrut, 25 lipca<br />

„W po³udniowych dzielnicach Bejrutu<br />

niszczony jest dom po domu”. Itp.<br />

Czes³aw Sobkowiak<br />

49


50<br />

Anna Szewczuk<br />

Woda pitna w Barcelonie<br />

woda pitna w Barcelonie<br />

jest w ka¿dym kroku<br />

jak taniec<br />

œwi¹tynia ulicy<br />

wielbiona oklaskami<br />

mê¿czyŸni i kobiety<br />

pij¹ wodê a potem graj¹ na gitarze<br />

morskie fale odbijaj¹<br />

odg³osy æwicz¹cych na bêbenkach<br />

obmywam rêce po i przed tañcem<br />

przed wejœciem i wyjœciem z katedry<br />

Barcelona czêstuje goœci<br />

wod¹ pitn¹ i winem<br />

³atwo jest pomyliæ dzbany<br />

Zajrza³am<br />

zajrza³am pod stó³<br />

to ciekawe<br />

zobaczy³am zwyczajne nogi<br />

w zwyczajnych kapciach<br />

a jednak<br />

by³ to widok niezwyk³y<br />

i takim chcia³am go widzieæ<br />

tak¹ ze wszech mocy ubóstwiam<br />

i do niebios unoszê<br />

wielk¹ codziennoœæ


Madonna uœmiechniêta<br />

lekko uœmiechniêta madonna<br />

spogl¹da na mnie z obrazu<br />

jego t³o nie przys³ania<br />

tego co w niej siê mieœci<br />

ramy obrazu ledwo wytrzymuj¹ napiêcie<br />

ta madonna jest moja<br />

zawsze szczera<br />

zawsze otwarta<br />

zawsze prawdziwa<br />

zawsze modl¹ca siê<br />

za mnie<br />

za nas<br />

Flamenco<br />

pomiêdzy flamenco<br />

zdarzaj¹ nam siê<br />

niew³aœciwe kroki<br />

rumby lub samby<br />

w zale¿noœci od nastroju<br />

pomiêdzy flamenco<br />

zdarza nam siê upuœciæ spojrzenie<br />

z walca albo tanga<br />

czasem dziwne bywa<br />

flamenco pomiêdzy nami<br />

Anna Szewczuk<br />

51


52<br />

Mateusz Marczewski<br />

Bia³y i czarny ptak<br />

Jest jak u Breughla. Œnieg, granatowe<br />

niebo i ciep³e œwiat³o lej¹ce siê z okien koœcio-<br />

³a. Jest wieczór, ale od le¿¹cego wszêdzie<br />

œniegu jest nadal jasno. Ludzie id¹ do koœcio³a<br />

bia³¹ drog¹, po bokach le¿¹ zaspy. Potem<br />

znikaj¹ w jego jasnym wnêtrzu. Koœció³ ma<br />

fasadê z pruskiego muru. Stoi w parku<br />

pomiêdzy czarnymi drzewami. Drzewa nie<br />

maj¹ liœci. Koœció³ nie ma wie¿y.<br />

Autor obrazu: Armin Müller. Tytu³:<br />

„Friedenskirche zu Schweidnitz”. Po polsku:<br />

„Koœció³ Pokoju w Œwidnicy”.<br />

Obraz przypomina nastrojem szopkê<br />

bo¿onarodzeniow¹. Œwiat³o rozchodzi siê<br />

w nim od œrodka i przenika ciemnoœci. ¯adnej<br />

gradacji barw, ¿adnej gradacji emocji.<br />

Szaroœci nie wystêpuj¹. Tak widzi œwiat<br />

dziecko i tak pokazuje œwiat malarz naiwny.<br />

Ten budynek, ¿ywcem wyjêty z wyobraŸni<br />

nadal istnieje.<br />

Takich koœcio³ów postawiono trzy.<br />

W Œwidnicy, Jaworze i G³ogowie. Wybudowali<br />

je protestanci w latach <strong>16</strong>56-57 poza<br />

murami ówczesnych miast. U¿ywali tylko<br />

drewna i gliny. Zgodnie z warunkami zawartymi<br />

w zezwoleniu wydanym przez cesarza po<br />

pokoju westfalskim z <strong>16</strong>48 r., trzy koœcio³y nie<br />

mog³y mieæ wie¿.<br />

Œwidnica przed II wojn¹ œwiatow¹ nazywa³a<br />

siê Schweidnitz. W Schweidnitz urodzi³<br />

siê Armin Müller. By³ rok 1928. Jeszcze przed<br />

wojn¹ umiera jego ojciec. Matka Armina<br />

mieszka nieopodal Koœcio³a Pokoju.<br />

W roku 1944 w jego ¿yciu koñczy siê etap<br />

dzieciêcej czerni i bieli. Pojawiaj¹ siê pierwsze<br />

szaroœci. Trwa wojna i szesnastoletni<br />

Armin zostaje zmobilizowany do Wehrmachtu.<br />

Dostaje mundur i karabin. Ma iϾ i wal-<br />

czyæ. Pierwsze i ostatnie starcie z wrogiem<br />

zakoñczy³o siê ¿a³oœnie. Wziêli ich na muszki,<br />

dzieci w mundurach dr¿¹cymi rêkoma oddawa³y<br />

karabiny. Rosjanie œmiali siê i ³amali<br />

broñ na kolanie. Zapamiêta³ upokarzaj¹ce kopniêcie<br />

w ty³ek i komendê - Szukaj swojej matki!<br />

To ju¿ by³ inny Œl¹sk. Pe³en strachu. Tak<br />

go zapamiêta³. Na polskich Ziemiach Odzyskanych,<br />

mówi¹cy po niemiecku ch³opak, zaraz<br />

po przejœciu Armii Czerwonej. Ukrywa³ siê<br />

przez ca³¹ drogê do Œwidnicy. Poci¹g jecha³<br />

i jecha³, a on le¿a³ zagrzebany w stercie opon<br />

samochodowych. W Œwidnicy koœció³ sta³,<br />

matki nie by³o. Odnalaz³ j¹ póŸniej. Pod<br />

Weimarem.<br />

Ta podró¿ utkwi³a mu w pamiêci. Wyry³a<br />

siê w niej. To przecie¿ dziwne, wêdrowaæ<br />

przez ojczyst¹ ziemiê i czuæ siê na niej<br />

zupe³nie obcym. Zwykle obcym cz³owiek<br />

czuje siê na cudzej ziemi. Ale na swojej?<br />

Rodzi siê pytanie: Je¿eli to nie jest moja<br />

ziemia, to gdzie ona jest? Czy mo¿na mieæ<br />

swoje dwie ojczyste ziemie? Czy jestem<br />

jeszcze w moim domu?<br />

To ostatnie pytanie - cytat z Gerharta<br />

Hauptmanna pojawi³o siê na wstêpie powieœci<br />

Müllera „Lalkarz König i ja. Powrót na Dolny<br />

Œl¹sk”. Kiedy j¹ pisa³ mia³ ko³o szeœædziesi¹tki.<br />

Na kartach ksi¹¿ki przez Ziemie Odzyskane,<br />

bohater – m³ody Niemiec wêdruje<br />

w towarzystwie swojego rówieœnika – Polaka.<br />

Jeden pomaga drugiemu, Niemiec udaje<br />

g³uchoniemego, ¿eby mow¹ nie zdradziæ swojego<br />

pochodzenia. Zawi¹zuje siê przyjaŸñ,<br />

która jest silniejsza ani¿eli okolicznoœci<br />

i obustronna, powojenna trauma.<br />

Mówi o swojej ksi¹¿ce, ¿e jest to rzecz<br />

o nadziei.


Czy w trakcie tej rzeczywistej wêdrówki<br />

do Œwidnicy Müller mia³ towarzysza? Nigdy<br />

o tym nie wspomnia³. ¯ycie jednak tworzy<br />

swój w³asny, zupe³nie nieoczekiwany plan.<br />

Taka przyjaŸñ, ¿ywcem wyjêta z wyobraŸni<br />

narodzi³a siê w rzeczywistoœci.<br />

Rok 1958. Poci¹g osobowy leniwie sunie<br />

równinami Wielkopolski.<br />

Krajobraz jaki ogl¹da podró¿ny przez<br />

okna poci¹gu jad¹cego z Poznania do Leszna<br />

mo¿e mu siê szybko znudziæ: bo oto po obu<br />

stronach widzi równinê, pola, kêpy drzew<br />

i lasy, przede wszystkim sosnowe, a po œrodku<br />

wsie, szare i niepozorne jak wszystkie miejscowoœci<br />

na Wschodzie, konne zaprzêgi, linie<br />

wysokiego napiêcia, czasem na kominie<br />

bocianie gniazdo. W przedziale dwóch<br />

m³odych mê¿czyzn siedzia³o naprzeciw siebie.<br />

Jeden z nich czyta³ ksi¹¿kê z czarn¹ ok³adk¹<br />

i du¿ymi bia³ymi literami, drugi od³o¿y³ czytan¹<br />

gazetê i zerka³ na cz³owieka z przeciwka.<br />

Tamten mia³ w rêku ksi¹¿kê niemieck¹, co<br />

wtedy, w latach piêædziesi¹tych nie by³o takie<br />

oczywiste w tym kraju – relacjonuje Armin<br />

Müller.<br />

Mê¿czyzna z przedzia³u z ksi¹¿k¹ w rêce:<br />

Niemiec, by³y oficer Wehrmachtu jad¹cy do<br />

Wroc³awia. Po zakoñczeniu wojny zosta³<br />

dziennikarzem. Jedzie do Wroc³awia zobaczyæ<br />

miasto, w którym kiedyœ, przed wojn¹ ¿y³.<br />

Mówi o nim Breslau.<br />

Ten, który od³o¿y³ gazetê: Eugeniusz<br />

Wachowiak. Poeta urodzony w Lesznie w roku<br />

1929. Pisze i t³umaczy, pracuje w zak³adach<br />

WUKO we Wschowie. Regularnie jeŸdzi<br />

do Poznania na spotkania Grupy Poetyckiej<br />

Wierzbak, któr¹ wspó³tworzy³, miêdzy innymi<br />

z Maciejem Mari¹ Koz³owskim i Marianem<br />

Grzeœczakiem. Ma czwórkê dzieci. W jego<br />

pokoju stoi maszyna do pisania Torpedo<br />

Werke AG, na œcianach fotografie ludowych<br />

rzeŸb Chrystusa.<br />

Jego pierwszy tomik wydany w 1958 roku<br />

to rzecz o potêdze wyobraŸni. Nosi tytu³<br />

„Afryka poety”.<br />

Jest jeszcze trzeci bohater sceny w przedziale<br />

poci¹gu. Ksi¹¿ka z czarn¹ ok³adk¹<br />

i du¿ymi bia³ymi literami: „Czarny popió³ -<br />

bia³e ptaki” Armina Müllera.<br />

W tym czasie Müller mieszkaj¹cy<br />

w Weimarze jest ju¿ twórc¹ z dorobkiem. Po<br />

wojnie odnalaz³ tam matkê. Zosta³ z ni¹,<br />

o¿eni³ siê z córk¹ gospodarzy. Dziewczyna ma<br />

na imiê Melania. W 1949 roku debiutuje<br />

tomem poetyckim „Hallo, Bruder aus Krakau”<br />

(„Halo, bracie z Krakowa”). Cztery lata<br />

póŸniej ukazuje siê tom reporta¿y o Polsce<br />

„Letnia podró¿ do s¹siedniego kraju”.<br />

Koresponduje z Tadeuszem Borowskim.<br />

Po dwóch latach, w roku 1960 Müller wyjmuje<br />

ze skrzynki grub¹ kopertê. Odrêcznego<br />

pisma nie poznaje. W œrodku jest egzemplarz<br />

polskiej gazety i list. Eugeniusz Wachowiak<br />

przedstawia siê, powiadamia, ¿e pozwoli³<br />

sobie przet³umaczyæ i opublikowaæ w 179 <strong>numer</strong>ze<br />

„Tygodnika Zachodniego” poemat<br />

Müllera pochodz¹cy z ksi¹¿ki, któr¹ dosta³ od<br />

pewnego Niemca w poci¹gu relacji Poznañ-<br />

Leszno. Polski tytu³ poematu brzmi „Zjad³em<br />

tuñczyka” i jest debiutem translatorskim<br />

Wachowiaka.<br />

Zaskoczony Müller zaprasza t³umacza<br />

wraz z ¿on¹ do Weimaru.<br />

Jest maj 1963 roku. Nocny poci¹g z Polski<br />

wje¿d¿a na dworzec w Lipsku. Obaj myœl¹, ¿e<br />

pope³nili b³¹d - nie wymienili siê zdjêciami,<br />

nie wiedz¹ jak wygl¹da ten drugi. Wy³awiaj¹<br />

siê jednak w t³umie ludzi bez problemu.<br />

„Dzieñ dobry”, „Guten Tag”.<br />

Müller pisze we wspomnieniach: Para<br />

naszych goœci zna³a Niemców jedynie z czasów<br />

wojny, a wiêc jako okupantów: ¿o³nierzy,<br />

prze³o¿onych, urzêdników. I bardzo nas wzruszy³o,<br />

gdy po pierwszym spacerze po ulicach<br />

Weimaru i drobnych zakupach Janka powiedzia³a,<br />

i¿ nie mo¿e uwierzyæ w to, i¿ mowa jak¹<br />

tu s³yszy jest niemieck¹ mow¹. Brzmi ona<br />

inaczej, ani¿eli jêzyk, który s³ysza³a w dzieciñstwie,<br />

brzmi ³agodnie, niemal melodyjnie.<br />

Od tego spotkania zaczynaj¹ korespondowaæ.<br />

Potem zaczynaj¹ siê wêdrówki po<br />

Polsce. Karkonosze, Poznañ, Leszno.<br />

W 1964 roku odwiedzaj¹ wspólnie<br />

Zakopane, Wroc³aw, Œwidnicê.<br />

Je¿d¿¹ poci¹gami i z ich okien ogl¹daj¹<br />

przesuwaj¹ce siê pola i wsie.<br />

Rozmawiaj¹ o przynale¿noœci do ziemi<br />

i o podzia³ach zbyt sztucznych, zbyt mecha-<br />

Mateusz Marczewski<br />

53


54<br />

nicznie przeprowadzonych. Szukaj¹ tropu,<br />

klucza. Chc¹ roz³o¿yæ historiê na czynniki,<br />

aby z niej wydestylowaæ samych siebie.<br />

Jednostka przecie¿ jako element historii nie<br />

istnieje. Istniej¹ spo³eczeñstwa. A pojedynczy<br />

cz³owiek to pojedynczy baga¿ emocji. Próbuj¹<br />

uchwyciæ zwiewn¹ istotê w³asnej to¿samoœci.<br />

Analogia z „Lalkarzem Königiem” Müllera<br />

nie jest przypadkowa. Na kartach ksi¹¿ki<br />

Polak i Niemiec docieraj¹ do Wschowy. Oni<br />

te¿ tam dotarli. Mieszka tam od roku 1961<br />

Eugeniusz Wachowiak.<br />

„Lalkarz König i ja”: Miasteczko, które<br />

le¿y przy granicy o ileœ tam kilometrów st¹d.<br />

Niemcy nazywali je Lissa. Przy ³adnej<br />

pogodzie albo krótko przed nadejœciem<br />

deszczu mo¿na by³o stamt¹d zobaczyæ wie¿ê<br />

na horyzoncie. To by³a wie¿a z Fraustadt, ze<br />

Wschowy, jak je nazywali Polacy, cienka jak<br />

szyd³o. Ale pomiêdzy mn¹ a wie¿¹ by³ las, zaœ<br />

w tym lesie by³o coœ, o czym wtedy nie mia³em<br />

zielonego pojêcia, coœ obcego, co siê nazywa<br />

granica. Wie¿a dla mnie by³a nieosi¹galna<br />

a mimo to przyci¹ga³a jak magnes. Czasem<br />

widzia³em j¹ jeszcze w nocy, we œnie. W mojej<br />

wyobraŸni wie¿a ta by³a pe³na tajemnic jak<br />

wie¿a z baœni.<br />

Obaj chc¹ zdefiniowaæ istotê granicy<br />

i ubraæ w s³owa fakt istnienia, które jakiekolwiek<br />

granice ma za nic. Omijaj¹ w tej przyjaŸni<br />

wszystko to, co ich dzieli. Dlatego w ich<br />

relacjach zaledwie majaczy fakt istnienia<br />

NRD i Polski jako pañstw komunistycznych,<br />

zwi¹zanych polityczn¹ przyjaŸni¹. W tej<br />

znajomoœci nie ma ¿adnej partii<br />

i przynale¿noœci. Jest poszukiwanie pog³êbione.<br />

Poszukiwanie œwiata, o którym<br />

opowiada³ w ksi¹¿ce Lalkarz König (Lalkarz<br />

Król). Œwiat, który istnia³ zanim wszystko<br />

nast¹pi³o. Œwiat przejrzysty i szczery wobec<br />

jego bohaterów.<br />

Armin Müller: Chodziliœmy we czworo ulicami<br />

starych miast, w których kiedyœ mieszkali<br />

Niemcy. Byliœmy u matki Janki (¿ony<br />

Wachowiaka), której niemczyzna brzmia³a tak<br />

samo jak niemczyzna mojej babci w Œwidnicy.<br />

Pojechaliœmy tak¿e do Allstedt, niedaleko<br />

Weimaru, gdzie ojciec Genka jako robotnik<br />

przymusowy z oznak¹ „P” na ubraniu czeka³<br />

na koniec wojny. Rozmawialiœmy i milczeliœmy.<br />

Eugeniusz Wachowiak: Odwiedziliœmy<br />

miejsce, gdzie kiedyœ by³ obóz koncentracyjny<br />

w Buchenwaldzie. To niedaleko Weimaru.<br />

Obóz za³o¿ono na wzgórzu i plac apelowy<br />

usytuowany by³ tak, ¿e przed wiêŸniami<br />

rozci¹ga³ siê niczym nie zak³ócony widok.<br />

Z tamtego miejsca nie widzieli wie¿yczek,<br />

drutów kolczastych, pasów œmierci. To<br />

wszystko by³o w dole. WiêŸniowie patrzyli<br />

w przestrzeñ.<br />

Potem odwiedzili Œwidnicê.<br />

To by³a pierwsza powojenna wizyta Müllera.<br />

Wi¹zankê kupili na rynku od kwiaciarki.<br />

Poszli na cmentarz niemiecki. Wszystko<br />

porasta³y chwasty i bluszcz. Od czasu, gdy<br />

Niemcy opuœcili miasto nikt siê grobami nie<br />

opiekowa³. Pomniki poprzewracane, wdeptane<br />

w ziemiê. Chodzili œcie¿kami w milczeniu za<br />

Müllerem, który próbowa³ przypomnieæ sobie<br />

miejsce spoczynku ojca. Nazwiska nigdzie nie<br />

by³o. W <strong>jednym</strong> miejscu od³o¿y³ kwiaty<br />

i pochyli³ siê nad przewrócon¹ p³yt¹. Postawi³<br />

j¹. Litery wci¹¿ by³y z³ote.<br />

Wstrz¹s musia³ nast¹piæ.<br />

Armin Müller wraca do Weimaru i pisze.<br />

W roku 1965 wydaje tom poezji „Podró¿ do<br />

S.” ilustrowany polskimi grafikami. Nie ma<br />

w nim ¿alu, jest têsknota za krajem dzieciñstwa.<br />

Nie ma rozliczeñ, jest zrozumienie.<br />

Pojawia siê zas³yszany gdzieœ bluesowy refren<br />

„Matka Boska, sto gram”, s¹ rzeŸby Hasiora,<br />

polskie hotele. Jeden z wierszy nosi tytu³ „Mój<br />

przyjaciel Genek”.<br />

Ksi¹¿ka spotyka siê z agresywn¹ krytyk¹.<br />

O Müllerze w Niemczech pisze siê, ¿e „jako<br />

poeta ulega nowatorskim wp³ywom swoich<br />

polskich przyjació³”. Zostaje skazany na<br />

niebyt. Objêty zakazem publikacji. Zamyka<br />

usta i odk³ada pióro. Zaczyna malowaæ.<br />

Malarstwo jest ³atwiejsze. Bardziej przejrzyste.<br />

Nie trzeba oddawaæ œwiata takim jakim<br />

on jest. W obrazach nie ma zbêdnej gradacji<br />

kolorów. Jest biel i czerñ. Wszystko jest ¿ywe<br />

i pe³ne tajemnicy. Jak u dziecka. Œwiat na<br />

obrazach jest prosty. Tak pokazuje go Armin<br />

Müller. Takie malarstwo nazywa siê malarstwem<br />

dnia siódmego. Albo naiwnym.


Tak rodzi siê obraz „Koœció³ Pokoju<br />

w Œwidnicy”.<br />

W roku 1970 Eugeniusz Wachowiak wydaje<br />

tom „Turyngia”. Jeden z wierszy dedykowany<br />

jest przyjacielowi. Nosi tytu³ „Dwie<br />

mowy”.<br />

„Choæ mowa brzmi ró¿nie / s³owo jest za<br />

s³owo / które budowie s³u¿y / tak jak rusztowanie<br />

/ wbite swobodn¹ rêk¹ / pod sam<br />

b³êkit nieba / ... i prawda za prawdê”.<br />

Historia przyjaŸni dwóch poetów, Polaka<br />

i Niemca, zainteresowa³a niemieckich filmowców.<br />

W roku 1972 nakrêcony zostaje film.<br />

Tytu³ „Mój przyjaciel Genek” pochodzi od<br />

tytu³u wiersza Müllera. Dwóch mê¿czyzn<br />

spaceruje po Wschowie i Lesznie. Z rêkoma<br />

za³o¿onymi do ty³u ogl¹daj¹ p³yty nagrobne<br />

na poniemieckim cmentarzu we Wschowie.<br />

Je¿d¿¹ w kó³ko na po¿yczonym od m³odego<br />

ch³opaka tandemie.<br />

Eugeniusz Wachowiak: Ekipa filmowców<br />

telefonowa³a przed tym ujêciem do wytwórni<br />

DEFA w Berlinie po wskazówki: który z poetów<br />

ma siedzieæ przy kierownicy?<br />

W jednej scenie wchodz¹ na wie¿ê we<br />

Wschowie. Tê wie¿ê z baœni.<br />

Armin Müller wspomina w roku 1995:<br />

Mam w szufladzie dwa, trzy zdjêcia z planu.<br />

Na <strong>jednym</strong> z nich, ku radoœci dzieci, jeŸdzimy<br />

na dwuosobowym rowerze. Te dzieci s¹ dziœ<br />

doros³ymi ludŸmi, my obaj nie jeŸdzimy ju¿<br />

w kó³ko, ale nasze listy wci¹¿ wêdruj¹ tam<br />

i z powrotem. Widzê uœmiech na twarzy<br />

mojego przyjaciela. Czas mija.<br />

W latach osiemdziesi¹tych Niemcy<br />

Wschodnie odmawiaj¹ Wachowiakowi prawa<br />

wjazdu. Nale¿y do Solidarnoœci.<br />

W roku 1994 spotykaj¹ siê w Weimarze.<br />

Nie wiedz¹, ¿e jest to ich ostatnie spotkanie.<br />

W roku 2003 Müller wydaje tom „Moje<br />

œl¹skie wiersze”. W 2004 roku w Œwidnicy -<br />

zaproszony przez w³adze miasta - otwiera<br />

wystawê swojego malarstwa. W tym samym<br />

roku 2004 Eugeniusz Wachowiak przek³ada na<br />

polski ksi¹¿kê „Lalkarz König i ja”. Ma do<br />

niej bardzo osobisty stosunek. Mówi, ¿e to<br />

najwa¿niejsza ksi¹¿ka Müllera.<br />

W lutym 2005 Armin Müller umiera.<br />

„Lalkarz König i ja”: Nagle wpad³o mi do<br />

g³owy, ¿e jesteœmy ptakami. Jeden czarny<br />

drugi bia³y. Wznieœliœmy siê w powietrze.<br />

Pozostawiliœmy za sob¹ las i jezioro, zabitych<br />

¿o³nierzy, ³azik i obcych jeŸdŸców. Lecieliœmy<br />

poœród chmur z cukrowej waty. Z g³oœników<br />

dolatywa³a muzyka, nad nami i obok nas,<br />

bujaliœmy siê na konikach z karuzeli, kobiety<br />

kiwa³y do nas z konewkami pe³nymi malin<br />

i œmietany.<br />

Publikowany tekst znalaz³ siê w finale polskoniemieckiego<br />

konkursu na reporta¿ „Polska - Niemcy:<br />

Instrukcja obs³ugi” (fina³ 18 maja br.), zorganizowanego<br />

przez Instytut Adama Mickiewicza w Warszawie<br />

i Instytut Goethego w Monachium.<br />

55


56<br />

Bartosz Pi¹tkowski<br />

***<br />

miêdzy dwoma mostami:<br />

drogowym na poznañ a kolejowym<br />

na berlin pomyli³em siê zgodnie z planem<br />

w mieœcie które kiedyœ by³o moim choæ<br />

rzeczywiœcie wcale siê tu nie urodzi³em<br />

ju¿ tu nie mieszkam<br />

ju¿ nie ma Robakowej spod trójki<br />

a Edyta kogoœ ma bo zaczê³a malowaæ usta<br />

nie pamiêtam podwórka wiem ¿e mówiono<br />

tu czasem po niemiecku widzia³em jak wykopano<br />

kilkaset marek w drobnych monetach<br />

ostatnio rozebrano garnizon<br />

teraz ponoæ bior¹ siê za dworzec<br />

miêdzy dwiema rzekami:<br />

Wart¹ i Odr¹<br />

pomyli³em siê zgodnie z planem<br />

***<br />

wpisany w cieñ<br />

podró¿ujê gdzieœ w dal<br />

co niesie mnie tam<br />

gdzie jasnoϾ jest<br />

przeplatam przez palce nitki babiego lata<br />

wczorajszy dzieñ<br />

jak ci¹g zdarzeñ nieskoñczonych<br />

i ³apiê za koniec<br />

przeci¹gam do pocz¹tku<br />

i na odwrót wci¹¿<br />

zawsze w z³¹ stronê


zdarte oko<br />

wyciskam pomarañczê<br />

zatapiam widokówki<br />

karmiê znane mi miejsca<br />

zdarte oko kalendarza<br />

czuwa nade mn¹<br />

zamykam tydzieñ czerwon¹ liczb¹<br />

gdy by³em ma³y<br />

chodzi³em z go³êbiem na g³owie<br />

siada³em pod kolumn¹ na tym placu<br />

i by³em pokornym sprawc¹<br />

mia³em byæ kolejarzem<br />

nie znaj¹ mnie po nazwisku<br />

zajmujê siê teraz niepisaniem<br />

wiersz z kolejowym charakterem<br />

w przedziale drugiej klasy<br />

krêpuj¹ce bycie<br />

wzroku ucieczka przed jutrem<br />

z ³z¹ w przeci¹gu<br />

poœpieszne<br />

osobowe<br />

myœli<br />

zamieszkuje w tym przedziale<br />

podatny na podró¿y<br />

kapryœny los tak chcia³<br />

na stacyjkach zamykam<br />

oczy<br />

opuszczone semafory<br />

dobrze byæ choæ przez chwile<br />

tym co p³ynie<br />

Bartosz Pi¹tkowski<br />

57


58<br />

SYLWETKI<br />

Poetycka silva rerum<br />

Ireneusza Krzysztofa<br />

Szmidta<br />

Anna Szóstak<br />

Biografia twórcza i zawodowa Ireneusza<br />

Krzysztofa Szmidta wskazuje a¿ nadto wyraŸnie,<br />

¿e jego muz¹-przewodniczk¹ zawsze by³a<br />

Melpomene - nie Erato, bo w³aœnie teatr sta³ siê<br />

jego g³ówn¹ ¿yciow¹ pasj¹ i powo³aniem. Na<br />

niwie teatralnej odniós³ równie¿ najwiêksze<br />

sukcesy jako autor sztuk i scenariuszy, re¿yser,<br />

animator ruchu teatralnego.<br />

Niespo¿yta energia i niespokojna artystyczna<br />

dusza kaza³y mu inicjowaæ wci¹¿ nowe,<br />

interesuj¹ce przedsiêwziêcia kulturalne i edukacyjne,<br />

aktywizuj¹ce lokalne, regionalne<br />

(najpierw Szczecina, a póŸniej Gorzowa)<br />

œrodowiska ma³ych ojczyzn, z jakimi by³ i jest<br />

zwi¹zany, a których niedocenione walory<br />

propaguje wraz z ¿on¹, Krystyn¹ Kamiñsk¹,<br />

miêdzy innymi w albumach (S³oñsk, czyli<br />

Die poetischen<br />

silvae rerum<br />

I. K. Szmidts<br />

Anna Szóstak<br />

Sowohl die berufliche Biographie wie im Übrigen<br />

auch das gesamte Werk Ireneusz Krzysztof<br />

Szmidts deutet darauf hin, dass er stets der Muse<br />

Melpomene und nicht der Erato folgte, da eben das<br />

Theater zu seiner ganzen Leidenschaft, ja Berufung<br />

wurde. Auf diesem Gebiet feierte er gleichsam – als<br />

Autor zahlreicher Stücke, Inszenierungen und<br />

Regiebücher, als Regisseur und Choreograph –<br />

seine größten Erfolge.<br />

Seine schier unerschöpfliche Energie und der<br />

Szmidt kennzeichnende, unruhige künstlerische<br />

Geist ließen ihn ständig neue, immer interessantere<br />

Unternehmungen auf kulturellem und erzieherischem<br />

Feld in Angriff nehmen, die bei alle dem stets<br />

auf die Aktivierung der lokalen wie regionalen<br />

Gemeinschaft seiner zunächst Szczeciner, und<br />

später Gorzower Heimat abzielen. Gerade mit ihnen<br />

fühlte er sich eng verbunden und war es auch, gerade<br />

für sie und all ihre, nicht in einem ihnen zuste-


woda, ziemia, powietrze i s³oñce) i przewodnikach<br />

turystycznych (Lubniewice i okolice,<br />

S³oñsk i okolice).<br />

Jak mo¿na siê domyœlaæ, poezja tworzona<br />

by³a „gdzieœ i kiedyœ”, okazjonalnie, jakby<br />

„pomiêdzy” kolejnymi aktami i scenami, ¿e<br />

pos³u¿ê siê bêd¹c¹ tu bardzo na miejscu terminologi¹<br />

teatraln¹, niezwykle pracowitego<br />

i owocnego ¿ycia pisarza, stanowi¹c daj¹cy<br />

chwile wytchnienia antrakt na krótki i szybki -<br />

bo taki narzuca konwencja wiersza - zapis<br />

notowanych z potrzeby serca doznañ i refleksji<br />

nad w³asnym ¿yciem i œwiatem. Na zapis ten<br />

z³o¿y³o siê, jak dot¹d, piêæ w wiêkszoœci<br />

niewielkich objêtoœciowo tomików poetyckich<br />

rozrzuconych na obejmuj¹cej ponad czterdzieœci<br />

lat (z wyraŸnym podzia³em na dwa<br />

okresy przypadaj¹ce na pocz¹tek i schy³ek<br />

dzia³alnoœci zawodowej) po³aci czasu: od debiutanckiego<br />

tomu Kreska na twarzy z 1961 roku<br />

- dwudziestoszeœcioletniego wówczas poety<br />

- poczynaj¹c, poprzez tomy Cz³owiek, ziemia<br />

i morze (1964) i List z zimy (1966) a¿ do<br />

wydanych po przesz³o trzydziestoletniej przerwie<br />

zbiorach Spoza milczenia (1999) i Ludzkie<br />

pojêcie (2005) koñcz¹c.<br />

Ka¿dy z tych tomików nosi charakterystyczne<br />

znaki czasu, w jakim powsta³, œlady<br />

atmosfery i klimatu rzeczywistoœci, o której<br />

jednak zwykle nie pisze Szmidt wprost, skupiaj¹c<br />

siê na w³asnych odczuciach i emocjach.<br />

Debiutancki tomik - pod warunkiem, ¿e<br />

zamilczymy nad irytuj¹c¹ kakofoni¹ niespójnych<br />

metafor, brakami warsztatowymi i m³odzieñczym,<br />

wydumanym i mocno przesadzonym<br />

weltschmertzem ich autora - przeniesie<br />

nas do pe³nej gor¹cych m³odych g³ów<br />

i rodz¹cego siê w nich twórczego fermentu<br />

kawiarni lat szeœædziesi¹tych - czasu popaŸdziernikowego<br />

prze³omu, m³odzieñczych kontestacji<br />

dzisiejszych rodziców i dziadków,<br />

którzy wówczas, s³uchaj¹c zakazanego jazzu,<br />

toczyli przy knajpianych stolikach nie koñcz¹ce<br />

siê egzystencjalistyczne z ducha dysputy<br />

o poczuciu beznadziei i zagubienia w obezw³adniaj¹cej<br />

pustce otaczaj¹cego œwiata,<br />

o rozpieraj¹cej ich energii, co sz³a na marne,<br />

o gniewie rodz¹cym bunt. To wtedy po ulicach<br />

snuli siê m³odzi intelektualiœci bez ¿yciowych<br />

henden Maße gewürdigter Werte wirbt er gemeinsam<br />

mit seiner Frau Krystyna Kamiñska unter<br />

anderem in Alben S³oñsk, czyli woda, ziemia, powietrze<br />

i s³oñce [S³oñsk, also Wasser, Erde, Luft und<br />

Sonne] und Reiseführern Lubniewice i okolice<br />

[Lubniewice und Umgebung], S³oñsk i okolice<br />

[S³oñsk und Umgebung].<br />

Wie man sich hinsichtlich der in diesem Artikel<br />

zu besprechenden, eigenen literarischen Gattung<br />

denken kann, entstand die Dichtung stets „irgendwo<br />

und irgendwann”, bei Gelegenheit, sozusagen<br />

„zwischen” den nach- und aufeinander folgenden<br />

Akten und Szenen – um sich der hier sehr<br />

angebrachten Theaterterminologie zu bedienen<br />

– des unglaublich arbeitsamen und früchtetragenden<br />

Lebens des Schriftstellers, gleichsam<br />

eine Notiz, kurz und schnell – dies erfordert allein<br />

die Konvention der Gattung – entstanden in einem<br />

Augenblick des Verweilens, Aufatmens während<br />

der Großen Pause, festgehalten aus dem<br />

Herzensbedürfnis nach bewusster Empfindung und<br />

Reflexion über das eigene Leben sowie die Welt<br />

an sich. Diese Notizen brachten es – zumindest<br />

bislang – auf eine Anzahl von, zumeist kleineren,<br />

Poesiebändchen, erwachsen in einer Spanne<br />

von über vierzig Jahren, die sich darüber hinaus<br />

noch in zwei, sich deutlich voneinander abgrenzenden<br />

Schaffensperioden am Anfang und am<br />

Ende seines beruflichen Lebens trennen lässt:<br />

vom Erstlingswerk Kreska na twarzy [Strich<br />

im Gesicht] aus dem Jahre 1961 des damals<br />

26 Lenze zählenden Poeten, über die Bändchen<br />

Cz³owiek, ziemia i morze [Mensch, Erde<br />

und Meer] (1964) und List z zimy [Brief aus dem<br />

Winter] (1966) bis hin zu den nach einer über<br />

dreißigjährigen Pause herausgegebenen Sammelbändchen<br />

Spoza milczenia [Außerhalb des<br />

Schweigens] (1999) und Ludzkie pojêcie [Menschliches<br />

Begreifen] (2005).<br />

Ein jedes dieser Bändchen trägt die charakteristischen<br />

Merkmale der Zeit, in der es entstand,<br />

Spuren der Atmosphäre und des Klimas der<br />

gesellschaftlichen Wirklichkeit, über die Szmidt<br />

gewöhnlich jedoch nicht gerade heraus schreibt,<br />

sondern sich auf seine eigenen Empfindungen und<br />

Emotionen konzentriert.<br />

Das Auftaktwerk – unter der Voraussetzung des<br />

Verschweigens einer irritierenden Kakophonie eines<br />

uneinheitlich wirkenden Metapherngewirrs, einem<br />

eindeutigen Fehlen handwerklichen Geschicks und<br />

einem jugendlichen, weithin imaginären und in der<br />

Tat stark übertriebenem Weltschmerz des Autors –<br />

führt den Leser mitten hinein in die Cafés der 60er<br />

Jahre, überfüllt von jungen, hitzigen Köpfen und<br />

SYLWETKI<br />

59


60<br />

perspektyw - owi s³ynni okularnicy z piosenki<br />

Agnieszki Osieckiej, a Marek H³asko w swoich<br />

dramatycznych opowiadaniach rozlicza³<br />

rówieœników ze wszystkich ¿ywionych przezeñ<br />

z³udzeñ.<br />

Znajdziemy w wierszach Szmidta typow¹<br />

dla reprezentantów pokolenia`56 têsknotê za<br />

normalnoœci¹, zwyczajnym ¿yciem, mi³oœci¹,<br />

s³owem - przywilejami m³odoœci, utraconymi<br />

w zmaganiach z szaroœci¹, obskurantyzmem,<br />

brakami i codziennym absurdem realnego<br />

socjalizmu.<br />

Próba realizacji idea³ów m³odoœci ma tu<br />

wymiar gestu Don Kichota, któremu odmówiono<br />

nawet po¿ywki dla wyobraŸni, wiêc<br />

jedyn¹ rzecz¹, jaka mu pozostaje, jest wypalenie<br />

siê w ogniu w³asnych rojeñ:<br />

chcia³ kochaæ<br />

zabrak³o Dulcynei<br />

mia³ walczyæ<br />

nie by³o ju¿ wiatraków<br />

poszed³ przed siebie<br />

pustym traktem<br />

lecz œladów ¿ycia<br />

te¿ nie by³o<br />

raz jeszcze oczy<br />

uniós³ w górê<br />

zobaczy³ serce gorej¹ce<br />

skoczy³<br />

uderzy³ cia³em<br />

i tak ju¿ zosta³<br />

po pas wbity w s³oñce<br />

(Don Kichot, Kreska na twarzy)<br />

Artystyczna nieporadnoœæ wiêkszoœci<br />

wczesnych wierszy Ireneusza Szmidta, bana³<br />

metafor i gramatycznych rymów czêœciej dziœ<br />

rozbraja ni¿ dra¿ni, bo przetrwa³y w nich<br />

pozosta³oœci wielu autentycznych wzruszeñ -<br />

oddanych niekiedy bardzo szczerze w swej naiwnoœci<br />

i bezpretensjonalnym wdziêku, zw³aszcza<br />

mi³osnych, wyznañ i uniesieñ. Zatem<br />

zwyk³e „kocham twoj¹ obecnoœæ przy stole”<br />

(Stó³, Kreska na twarzy ) brzmi o niebo lepiej<br />

eines in ihnen keimenden künstlerischen Ferments,<br />

in die Zeit nach dem revolutionären, aufständischen<br />

Oktober und der Umbrüche, die er mit sich brachte,<br />

letztendlich des jugendlichen Protestes der heutigen<br />

Eltern und Großeltern, die sich damals, den verbotenen<br />

Jazz hörend, an den Kneipentischen drängelnden,<br />

vertieft in nicht enden wollenden, existentialistischen<br />

Disputen über das Gefühl der Ohnmacht<br />

und des Verlorenseins in der lähmenden Leere der<br />

sie umgebenden Welt, über die sie erfüllende<br />

Energie, die ins Leere laufen musste sowie über den<br />

Ärger, der in ihnen Aufrührertum emporkommen<br />

ließ. Eben damals wandelten junge Intellektuelle<br />

ohne Lebensperspektiven umher – jene berühmten<br />

Brillenträger aus dem bekannten Lied von Agnieszka<br />

Osiecka – und Marek H³asko rechnete mit<br />

sämtlichen von seiner Generation gehegten<br />

Illusionen ab.<br />

In den Gedichten von Szmidt ist die für die<br />

Vertreter der ’56er Generation typische Sehnsucht<br />

nach Normalität, einem normalen Leben und einer<br />

normalen Liebe zu finden; mit einem Wort: eine<br />

Sehnsucht nach jenen Privilegien der Jugend, die im<br />

Kampf mit der Eintönigkeit, dem Obskurantismus<br />

und den Mängeln sowie den alltäglichen<br />

Absurditäten des real existierenden Sozialismus verloren<br />

gegangen sind.<br />

Der Versuch, die eigenen Jugendideale<br />

umzusetzen, erhält hier das Ausmaß einer Geste des<br />

Don Quichotte, dem man sogar die Nahrung für<br />

seine Phantasie verwehrte, und das einzige, was<br />

ihm nun blieb, ist das Sich-Ausbrennen im Feuer der<br />

eigenen Träumereien:<br />

er wollte lieben<br />

es fehlte Dulzinea<br />

er sollte kämpfen<br />

es gab keine Windmühlen mehr<br />

er zog los<br />

entlang des leeren Traktes<br />

aber Spuren eines Lebens<br />

gab es auch nicht<br />

noch einmal<br />

richtete er seine Augen gen Himmel<br />

erblickte ein entbranntes Herz<br />

und sprang<br />

stieß mit dem ganzem Körper<br />

und blieb schon so<br />

bis zum Gürtel in der Sonne steckend<br />

(Don Kichot [Don Quichotte], Kreska na twarzy)


ni¿ silenie siê na oryginalnoœæ, której pró¿no<br />

tutaj szukaæ, i znacznie lepiej ni¿ dziwol¹gi<br />

leksykalno-stylistyczne w rodzaju: „Jesteœ jak<br />

coœ czego nie ma / wszêdzie gdzie by³em sam<br />

/ spogl¹dasz tak / jak byœ by³a z obrazu van<br />

Gogha / i s¹dzisz...” (Œmiech, Kreska na<br />

twarzy), których nie oszczêdza autor czytelnikowi,<br />

sam gubi¹c siê i motaj¹c w bezskutecznych<br />

czêsto wysi³kach uczynienia<br />

poezj¹ wierszowanych zapisów w³asnych doznañ<br />

i prze¿yæ.<br />

Podstawowym b³êdem m³odego Szmidta by³<br />

bez w¹tpienia brak œwiadomoœci rozdŸwiêku<br />

pomiêdzy pojmowaniem poezji jako romantycznej<br />

wiwisekcji duszy tragicznej, samotnej,<br />

pe³nej cierpienia i jaskó³czego niepokoju<br />

a rzeczywistym obrazem tej duszy, posiadaj¹cej<br />

odmienne zgo³a predylekcje i predyspozycje:<br />

cechuje j¹ bowiem witalizm, energia,<br />

radoœæ ¿ycia i spo³ecznikowska pasja dzia³ania,<br />

a ju¿ bynajmniej nie liryczne uduchowienie<br />

i sk³onnoœæ do gubienia siê w oniryczno-surrealistycznych<br />

przestrzeniach metafizyki.<br />

Szmidta nie wahaj¹cego siê byæ sob¹, nie<br />

goni¹cego za wizj¹, której nie potrafi sprostaæ,<br />

odnajdziemy dopiero w drugim, póŸniejszym<br />

(i w istocie póŸnym) okresie twórczoœci<br />

- w obszerniejszych nieco zbiorach Spoza milczenia<br />

i Ludzkie pojêcie. Dopiero w tych wierszach<br />

poznajemy prawdzie oblicze Ireneusza<br />

Szmidta - pasjonata teatru, wielbiciela piêknych<br />

kobiet i uroków przyrody, umiej¹cego<br />

czerpaæ radoœæ ze wszystkich chwil, jakie<br />

niesie ¿ycie - i tych zwyczajnych, jak zabawa<br />

z córk¹ i tych odœwiêtnych, jak obcowanie ze<br />

sztuk¹: zarówno poetyckie notatki ze spaceru<br />

z dzieckiem, jak i koncert muzyki dawnej<br />

po³¹czony z uwag¹ poœwiêcon¹ jego s³uchaczom<br />

czyta siê jak pisany ze swad¹ pamiêtnik<br />

czy diariusz ³¹cz¹cy opowieœæ o w³asnym ¿yciu<br />

z migawkami z otaczaj¹cego œwiata.<br />

W zimny jak dzisiaj<br />

listopadowy dzieñ<br />

najbardziej brak mi lata<br />

gor¹cej pla¿y<br />

œcierniska<br />

sianem pachn¹cej ³¹ki<br />

Die künstlerische Unbeholfenheit der meisten<br />

seiner frühen Gedichte, die Banalität der Metaphern<br />

und grammatischen Reime wirkt heute eher entwaffnend<br />

als irritierend, da in ihnen Spuren zahlreicher<br />

authentischer Affekte überdauerten – in ihrer<br />

Naivität und unprätentiösem Charme oft sehr<br />

ehrliche – insbesondere Liebeserklärungen und -<br />

verzückungen. Daher klingt auch ein schlichtes<br />

„kocham twoj¹ obecnoœæ przy stole” [ich liebe deine<br />

Anwesenheit am Tisch] (Stó³ [Tisch], Kreska na<br />

twarzy) himmelweit besser als eine erzwungene<br />

Originalität, nach der man hier ohnehin im Übrigen<br />

vergeblich sucht, und auch wesentlich besser als<br />

lexikalisch-stilistische Albernheiten im Sinne<br />

„Jesteœ jak coœ czego nie ma / wszêdzie gdzie by³em<br />

sam / spogl¹dasz tak / jak byœ by³a z obrazu van<br />

Gogha / i s¹dzisz...” [Du bist wie etwas, das es nicht<br />

gibt / überall dort, wo ich allein war / schaust du so<br />

/ als ob du aus einem Gemälde von van Gogh wärst<br />

/ und richtest…] (Œmiech [Das Lachen], Kreska na<br />

twarzy), mit denen der Autor nicht gerade sparsam<br />

umgeht und sich bei den häufig erfolglosen<br />

Bemühungen, die gereimten Notizen über die eigenen<br />

Empfindungen und Erlebnisse zu poetisieren,<br />

selbst in ihnen verliert und verwickelt.<br />

Der grundsätzliche Fehler des jungen Schmidt<br />

bestand zweifelsohne in seiner Unkenntnis der<br />

Dissonanz zwischen dem Begreifen der Dichtung als<br />

einer romantischen Vivisektion einer tragischen,<br />

einsamen, leidenden Seele voller Unruhe und dem<br />

tatsächlichen Bild dieser Seele, die von so vollkommen<br />

anderen Vorlieben und Prädestinierungen<br />

geprägt ist: Ihre Kennzeichen sind nämlich Vitalität,<br />

Energie, Lebensfreude und gemeinnütziger<br />

Tatendrang, und keineswegs eine lyrische<br />

Vergeistigung und die Neigung zum Umherirren in<br />

träumerisch-surrealen Räumen der Metaphysik.<br />

Einen Szmidt, der nicht mehr zögert, sich selbst<br />

zu sein, der nicht mehr einer Vision, der er nicht<br />

gewachsen ist, hinterher jagt, findet man erst in der<br />

späteren (und in der Tat späten), zweiten<br />

Schaffensperiode in den etwas umfangreicheren<br />

Bänden Spoza milczenia und Ludzkie pojêcie. Erst in<br />

diesen Gedichten kommt Szmidts wahres Gesicht<br />

zum Vorschein – als theaterbegeisterter Liebhaber<br />

schöner Frauen sowie der Natur, der seine<br />

Lebensfreude aus jedem Augenblick, jedem Tropfen<br />

des Lebens zu schöpfen imstande ist, gleichwohl<br />

aus den ganz alltäglichen Momenten – wie dem<br />

Spielen mit seiner Tochter – genauso wie aus den<br />

feierlichen – wie dem bewussten oder unbewussten<br />

Erfahren der Kunst: dies betrifft die poetischen<br />

Notizen über einen Spaziergang mit seinem Kinde in<br />

gleichem Maße wie jene über ein Konzert Alter<br />

SYLWETKI<br />

61


62<br />

To na niej ma³a Kinga<br />

- wielka artystka<br />

przed obiektywem taty<br />

bez wstydu flirtuje ze s³onkiem<br />

(Po co s¹ artyœci?, Spoza milczenia)<br />

Dopiero teraz smyczki spadaj¹ na struny<br />

a te z cichym jêkiem<br />

skar¿yæ siê poczynaj¹<br />

na stosunki dworskie<br />

- to o nas zas³uchanych<br />

g³os z galerii panów<br />

Ksi¹¿ê w perukê strojny<br />

i ciê¿kie ordery<br />

drugi nie mniej puszysty<br />

z napuszon¹ min¹<br />

inni tak¿e z pogard¹<br />

wargi na nas pusz¹<br />

Na œcianie przeciwleg³ej<br />

panie jak lilie bia³e<br />

wyrastaj¹ z dekoltów<br />

jak cukrowe g³owy<br />

(Kto ich œmia³ zaprosiæ?)<br />

(S³uchaj¹c koncertu rostockiego nonetu<br />

w Sali Barokowej, Spoza milczenia)<br />

Prostota s³ów i poetyckiego opisu, kryj¹ce<br />

sensy i znaczenia wykraczaj¹ce poza dos³ownoœæ,<br />

zdecydowanie s³u¿¹ wierszom Szmidta,<br />

którego odkrywamy jako bystrego obserwatora<br />

i komentatora rzeczywistoœci. Sensualizm<br />

i obrazowa metafora sprawdzaj¹ siê w jego<br />

przypadku nawet w wierszach autotematycznych,<br />

kiedy - jak w Poetyce - charakter<br />

i istotê swego wierszopisarstwa przyrównuje<br />

do zachowania ogarów wêsz¹cych za tropem<br />

rzeczywistoœci, które, gdy zmêcz¹ siê biegiem,<br />

Tak trwaj¹ jakby w wiecznej drzemce<br />

tymczasem wszystko dobrze s³ysz¹<br />

na dworze lekko furtka skrzypi<br />

na strychu szelest kroczków mysich<br />

A zewsz¹d oddech boskiej ciszy<br />

Musik. Gerade in letzterem Beispiel schenkt der<br />

Autor seine Aufmerksamkeit auch den Zuhörern,<br />

wobei die Notizen sind wie Einträge in einem<br />

Tagebuch wirken, die eine Erzählung über das<br />

eigene Leben mit Momentaufnahmen aus der ihn<br />

umgebenden Welt verbinden.<br />

An einem kalten Novembertag<br />

wie dem heutigen<br />

fehlt mir am meisten der Sommer<br />

der heiße Strand<br />

das Stoppelfeld<br />

die nach Heu duftende Wiese<br />

Auf diese Wiese<br />

liebäugelt vor dem Objektiv des Vaters<br />

die kleine große Künstlerin Kinga<br />

schamlos mit der Sonne<br />

(Po co s¹ artyœci? [Wozu gibt es Künstler?],<br />

Spoza milczenia)<br />

Erst jetzt fällt der Bogen von der Saite<br />

und beginnt mit leisem Wehleiden<br />

über die Verhältnisse am Hofe<br />

zu klagen<br />

(Kto ich œmia³ zaprosiæ?<br />

[Wer hat es gewagt, sie einzuladen?])<br />

- es ist eine über uns im Hören versunkene<br />

Stimme aus der Männergalerie<br />

ein Fürst prächtig in Perücke gewandet<br />

und schwere Orden<br />

ein zweiter nicht weniger mollig<br />

mit einem eingebildeten Gesichtsausdruck<br />

andere ebenso verächtlich<br />

die Lippen über uns spitzen<br />

Auf der Gegenwand<br />

Damen weiß wie Lilien<br />

erwachsen den Dekolletés<br />

wie Zuckerköpfe<br />

(S³uchaj¹c koncertu rostockiego nonetu<br />

w Sali Barokowej [Beim Hören des Rostocker Nonets<br />

im Barocken Saal], Spoza milczenia)<br />

Die Einfachheit der Wörter und der poetischen<br />

Beschreibung, die mit ihrem Sinn und ihrer<br />

Bedeutungen über die wortwörtliche Deutung hinausgeht,<br />

kommen Szmidts Gedichten eindeutig zum<br />

Wohle, zeigen ihn nunmehr als einen scharfsichtigen<br />

Beobachter und Wirklichkeitskommentator. Der<br />

Sensualismus und die bildliche Metapher gehen


jak z paruj¹cej wokó³ ziemi<br />

jak z mi³ych uchu s³ów, gdy wieczór<br />

zmru¿ywszy oko we mnie drzemie<br />

(Poetyka, Spoza milczenia)<br />

S³ychaæ w tym wierszu bardzo dalekie<br />

pog³osy wielkich wspó³debiutantów Szmidta:<br />

trochê tu grochowiakowej ¿artobliwie zamyœlonej<br />

groteski, trochê harasymowiczowskiego<br />

dystansu wobec œwiata, trochê nowakowego<br />

rozumienia i przeczuwania natury i jej<br />

zwi¹zków z cz³owiekiem. Jest wreszcie spór<br />

o poezjê (zob. wiersz G³os w dyskusji o poezji<br />

wspó³czesnej z tomu Spoza milczenia)<br />

z nie¿yj¹cym rówieœnym poet¹ buntownikiem<br />

- Andrzejem Burs¹, którego wo³anie o wiersze<br />

jak najbli¿sze ¿yciu nawet w jego najbrutalniejszych<br />

przejawach, zderza siê ze Szmidtow¹<br />

staroœwieck¹ têsknot¹ za utrwalaniem w poezji<br />

tego, co piêkne i dobre, bo tylko to uznaje<br />

prawdziwe.<br />

Poetycki pamiêtnik Szmidta pozwoli zajrzeæ<br />

równie¿ za intymn¹ zas³onê prywatnoœci,<br />

przynosz¹c liczne, niektóre wcale udane erotyki,<br />

wiersze - impresje z pierwszych chwil<br />

ojcostwa po narodzinach córki, której kolejne<br />

etapy dorastania znacz¹ kolejne kartki zapisane<br />

poetyckimi tekstami ojca; coraz czêstsze s¹ te¿<br />

wiersze o przemijaniu i nieuchronnym up³ywie<br />

czasu, jak ten w pomys³owej konwencji dziadowskiej<br />

ballady o torbie i kiju, w którym ¿ycie<br />

siê starzeje, nie poeta:<br />

Starzejesz ty siê, ¿ycie moje,<br />

Ka¿dego roku z koñcem lata<br />

coraz ciê mniej mam<br />

w torbie swojej<br />

co tylko w ³aty jest bogata<br />

(Torba i kij, Ludzkie pojêcie)<br />

Coraz wiêksze te¿ zdumienie nad zwariowanym<br />

œwiatem przynosz¹ póŸne wiersze -<br />

rozmyœlania nad skomplikowan¹ natur¹<br />

rzeczywistoœci i miêdzyludzkich relacji, które<br />

nie zmieni³y siê od czasów biblijnych powtarzaj¹c<br />

w nieskoñczonoœæ casus Kaina i Abla,<br />

wie¿y Babel, piek³a i raju.<br />

sogar in autothematischen Gedichten auf, in denen<br />

er – wie in Poetyka [Poetik] – den Charakter und das<br />

Wesen seiner Dichtung mit Bracken vergleicht, die<br />

der Realität auf der Spur umher schnüffeln, und<br />

wenn sie vom Laufen ermüden:<br />

Fortdauern, als ob sie in ein ewiges Nickerchen<br />

verfielen wären<br />

derweil jedoch gut hören<br />

draußen quietscht sanft die Pforte<br />

auf dem Dachboden ein Geräusch<br />

von Mäusetrappeln<br />

Und von ringsum der Atem der göttlichen Stille<br />

weht<br />

wie von dampfender Erde<br />

wie von netten Worten, wenn der Abend<br />

das Auge geschlossen in mir schlummert<br />

(Poetyka, Spoza milczenia)<br />

In diesem Gedicht ist ein sehr entfernter<br />

Nachhall Szmidts großer Mitdebütanten zu<br />

vernehmen: es klingt ein wenig der scherzhaft-nachdenklichen<br />

Groteske eines Grochowiaks, ein wenig<br />

der Distanz eines Harasymowicz’ zur Welt, ein wenig<br />

des Verstehens und Vorahnens der Natur und ihrer<br />

Bande zum Menschen eines Nowaks an. Und es ist<br />

schließlich ein wenig vom Streit um die Dichtung<br />

(vgl. hierzu das Gedicht G³os w dyskusji o poezji<br />

wspó³czesnej [Beitrag zur Diskussion um die gegenwärtige<br />

Dichtung] aus dem Band Spoza milczenia)<br />

mit dem gleichaltrigen, bereits verstorbenen<br />

Dichterrebellen Andrzej Bursa zu entnehmen,<br />

dessen Verlangen nach Gedichten, die dem Leben,<br />

auch in seinen brutalsten Erscheinungsformen, so<br />

nah wie nur irgend möglich stehen sollen, mit<br />

Szmidts altmodischen Sehnsüchten nach einem<br />

poetischen Festhalten all jenem, was gut und schön<br />

erscheint – und allein dies ist das einzig Wahre für<br />

ihn –, jedoch diametral entgegen stehen.<br />

Das dichterische Tagebuch Szmidts gestattet es<br />

gleichfalls, einen verschmitzten Blick hinter die intimen<br />

Kulissen des Privaten zu werfen, indem es<br />

zahlreiche, einige recht gelungene erotische<br />

Gedichte oder auch dichterische Impressionen aus<br />

den ersten Augenblicken seiner Vaterschaft nach der<br />

Geburt der Tochter beinhaltet, deren nacheinander<br />

folgende Etappen des Erwachsenwerdens dann in<br />

den poetischen Texten des Vaters festgehalten werden;<br />

immer häufiger anzutreffen sind daneben<br />

Gedichte über Vergänglichkeit und über den unaufhaltsamen<br />

Lauf der Zeit, wie bspw. in einem einfallsreichen<br />

Gedicht – gehalten in der Konvention einer<br />

Bettlerballade – über den Bettelsack und den<br />

SYLWETKI<br />

63


64<br />

Problemy wspó³czesnego œwiata: terroryzm,<br />

wojny i konflikty narodowoœciowe,<br />

nietolerancja, wszechw³adny konsumpcjonizm<br />

i komercjalizacja wypieraj¹ce idea³y i autorytety,<br />

polskie piekie³ko politycznych rozliczeñ<br />

i k³ótni s¹ wiêc w tekstach Szmidta niejako<br />

programowo obecne, czyni¹c zadoœæ publicystycznemu<br />

zaciêciu autora tej poezji,<br />

deklaruj¹cego, ¿e:<br />

Nie dana by³a mi przez Boga<br />

obojêtnoœci s³odka cecha<br />

bym siê nie miesza³<br />

do spraw innych ludzi<br />

œni³ sen anielski<br />

na brudnej poœcieli<br />

(Podró¿e z ojcem, Ludzkie pojêcie)<br />

I chwa³a mu za tê nieobojêtnoœæ. „Czy nie<br />

jest szczytnym zadaniem literatury - pyta³<br />

bowiem retorycznie, aczkolwiek sceptycznie,<br />

Józef Wittlin w swojej znakomitej diagnozie<br />

naszych czasów Orfeusz w piekle XX wieku -<br />

wskazywaæ cz³owiekowi, jakim on byæ powinien,<br />

wmawiaj¹c mu, niejako na kredyt, cnoty,<br />

których chwilowo mu brak?”<br />

W przypadku Ireneusza Szmidta jednak,<br />

wznios³e cele stawiane poezji maj¹ charakter<br />

raczej deklaratywny, gdy¿ jest to poezja intymnego<br />

wyznania i osobistej refleksji, a nie wielkich<br />

idei i uniwersalnych problemów. Ta<br />

nieobojêtnoœæ objawi³a siê za to niew¹tpliwie<br />

w ca³ej pe³ni w jego dzia³alnoœci teatralnej -<br />

szczególnie w pracy z m³odzie¿¹, dla której<br />

kontakt ze scen¹ i udzia³ w warsztatach mog³y<br />

byæ pierwszym krokiem rozbudzaj¹cym<br />

humanistyczne potrzeby i zainteresowania,<br />

a tym samym zmierzaj¹cym w kierunku<br />

odzyskania utraconych wartoœci i sensów.<br />

Próby czy raczej zapiski poetyckie<br />

Ireneusza Szmidta okreœli³abym zaœ mianem<br />

twórczoœci domowej - jak szlacheckie, staropolskie<br />

sylwy - „lasy rzeczy” - zbiory najprzeró¿niejszych<br />

tekstów, notatek, uwag,<br />

refleksji i przemyœleñ, stanowi¹ce wdziêczne<br />

przyczynki - szkice do obrazu epoki, bêd¹c jej<br />

dalekim, realizuj¹cym siê w pojedynczym<br />

istnieniu, echem i t³em w³aœciwego wizerunku,<br />

Bettelstab: hier altert jedoch das Leben, und nicht<br />

der Dichter.<br />

Du wirst alt, mein Leben,<br />

Jedes Jahr mit dem Ende des Sommers<br />

hab ich dich immer weniger<br />

in meinem Sack<br />

der nur an Flicken reich ist<br />

(Torba i kij [Sack und Stab], Ludzkie pojêcie)<br />

Ein stetig anwachsendes Erstaunen über die<br />

Verrücktheit der Welt zeigt sich in den späten<br />

Gedichten, in denen der Autor über die komplizierte<br />

Natur der Wirklichkeit und der zwischenmenschlichen<br />

Beziehungen sinnt. Diese unterlagen, so Szmidt,<br />

seit den biblischen Zeiten keinerlei Veränderungen,<br />

wiederholen sich seit jeher in der Unendlichkeit des<br />

stets gleichen Musters, des casus Kain und Abels,<br />

des Turms zu Babel, des Paradieses und der Hölle.<br />

Die Probleme der heutigen Welt, der Terrorismus,<br />

Kriege und nationale Konflikte, Intoleranz,<br />

jedwede Ideale und Autoritäten verdrängende,<br />

allmächtige Konsumstreben sowie die damit einhergehende<br />

Kommerzialisierung wie auch die kleine<br />

polnische Hölle politischer Abrechnungen, Streite<br />

und Spiele sind in den Texten Szmidts zumindest<br />

programmatisch vertreten und verweisen gleichsam<br />

auf die publizistische Ader des Autors, der erklärt:<br />

Von Gott ward es mir nicht gegeben<br />

der Gleichgültigkeit süßer Geschmack<br />

um mich nicht einzumischen<br />

in anderer Leute Angelegenheiten<br />

den Engelstraum zu träumen<br />

auf schmutziger Bettwäsche<br />

(Podró¿e z ojcem [Reisen mit dem Vater], Ludzkie pojêcie)<br />

Diese Ungleichgültigkeit reicht ihm zur Ehre.<br />

„Ist es nicht die ehrenhafte Aufgabe der Literatur –<br />

so fragte einst, zwar rhetorisch, aber stets skeptisch<br />

zugleich Józef Wittlin in seiner hervorragenden<br />

Diagnose unserer Gegenwart Orfeusz w piekle XX<br />

wieku [Orpheus in der Hölle des 20. Jahrhunderts] –<br />

dem Menschen zu zeigen, wie er zu sein hat, indem<br />

sie ihm, sozusagen auf Kredit, all jene Tugenden<br />

einredet, die ihm derzeitig fehlen mögen?”<br />

Im Falle von Ireneusz Szmidt jedoch tragen<br />

diese erhabenen Ziele der Dichtung eher deklarativen<br />

Charakter, da es sich hier um eine Dichtung intimer<br />

Erklärungen und persönlicher Reflektion handelt,<br />

und nicht großer Ideen und universeller Problemstellungen.<br />

Diese Ungleichgültigkeit trat zweifel-


na jaki sk³adaj¹ siê charakteryzuj¹ce j¹<br />

d¹¿noœci i tendencje, kierunki, pr¹dy, style<br />

i mody.<br />

Poetycka sylwa Szmidta pozostanie zawsze<br />

cenn¹ rodzinn¹ pami¹tk¹, dla postronnych jednak<br />

mo¿e staæ siê jedynie sentymentaln¹<br />

podró¿¹, w której przez chwilê towarzyszy siê<br />

komuœ obcemu, nie podzielaj¹c emocjonalnego<br />

zaanga¿owania, ale ¿yczliwie i z ciekawoœci¹<br />

œledz¹c koleje jego losu, co wynagradza<br />

brak artystycznych wzruszeñ i wzlotów. O wiele<br />

mniej wyrozumia³ymi czytelnikami twórczoœci<br />

Szmidta, który jest te¿ autorem adresowanego<br />

do milusiñskich poemaciku zatytu³owanego<br />

Tata ma ma³ego fiata, bêd¹ zaœ dzieci, które nie<br />

odnajduj¹c w nim ¿ywego i jêdrnego jêzyka na<br />

miarê jeœli nie Jana Brzechwy to choæby<br />

Tadeusza Kubiaka, na pewno nie zechc¹<br />

potraktowaæ go jako ¿artobliwej historii polskiej<br />

motoryzacji, co pewnie uczyniliby doroœli,<br />

wzdychaj¹c przy okazji nad nieub³aganymi - dla<br />

ludzi, rzeczy i wielu ksi¹¿ek - prawami bezlitoœnie<br />

weryfikuj¹cego wszystko czasu...<br />

sohne in ihrem vollem Umfang in der Theaterarbeit<br />

Szmidts zum Vorschein. Insbesondere in seiner Arbeit<br />

mit den Jugendlichen, für die der Kontakt mit<br />

der Bühne und die Teilnahme an Theaterworkshops<br />

ein erster Schritt hätten sein können in Richtung<br />

eines Erwachens humanistischer Bedürfnisse und<br />

Interessen und damit einhergehend in ein Wiedergewinnen<br />

verloren gegangener Werte und Inhalte.<br />

Die poetischen Versuche – oder wohl eher:<br />

Notizen – des Ireneusz Szmidt würde ich hingegen<br />

eher einer Literatur für den hauseigenen Gebrauch<br />

einordnen, ganz in der Tradition der adligen, altpolnischen<br />

silvae – der „Wälder der Dinge” –, also von<br />

Sammlungen so unterschiedlicher Texte wie<br />

Notizen, Anmerkungen, Reflexionen und Überlegungen,<br />

dankbare Beiträge und Skizzen zum Bild der<br />

jeweiligen Epoche. Sie bilden zugleich ihr weites<br />

Echo, das sich im einzelnen Sein verwirklicht, und<br />

den Hintergrund ihres „wahren Antlitzes”, welches<br />

sich wiederum aus dem es charakterisierenden<br />

Streben sowie den vorherrschenden Tendenzen,<br />

Richtungen, Strömungen, jeweiligen Stilrichtungen<br />

und Moden zusammensetzt.<br />

Die poetischen silvae rerum Szmidts verbleiben<br />

ein wertvolles Familienandenken, für Außenstehende<br />

jedoch kann es einzig zu einer sentimentalen<br />

Reise werden, auf der man für eine kleine Weile<br />

jemanden Fremden begleitet, ohne dabei aber sein<br />

emotionales Engagement zu teilen vermag, jedoch –<br />

freundlich und mit Interesse – sein weiteres<br />

Schicksal verfolgt, was den Leser für das Fehlen<br />

künstlerischer Ergriffenheit und Höhenflüge<br />

belohnt. Zu den wesentlich weniger nachsichtigen<br />

Lesern des Schaffens Szmidts werden die Kinder<br />

zählen, an die zum Beispiel das kleine Gedichtchen<br />

Tata ma ma³ego fiata [Papa hat einen kleinen Fiat]<br />

gerichtet ist. Sie werden dort keine lebhafte und<br />

kernige Sprache – wenn schon nicht eines Jan<br />

Brzechwa, dann wenigstens schon eines Tadeusz<br />

Kubiak – finden, und es sicherlich auch nicht als<br />

eine scherzhaft gemeinte Geschichte der polnischen<br />

Motorisierung lesen wollen, wie es wohl die<br />

Erwachsenen tun würden, und die bei dieser<br />

Gelegenheit über die – für Menschen, Dinge und<br />

viele Bücher – unerbittlichen Rechte der erbarmungslos<br />

alles verifizierenden Zeit stöhnen.<br />

Übersetzung aus dem Polnischen<br />

Grzegorz Za³oga<br />

SYLWETKI<br />

65


66<br />

Ireneusz K. Szmidt<br />

Poetyka<br />

Jak te ogary, kiedy w izbie<br />

wieczór przyczai siê pod progiem<br />

i gdy im tryskaj¹cy ¿arem<br />

sierœæ wyczesuje mi³y p³omieñ,<br />

zmru¿ywszy oczy drzemi¹ we mnie<br />

rogate s³owa... o krew moj¹<br />

grzej¹ siê wdziêczne za goœcinê<br />

w sercu, gdzie przecie¿ najgorêcej<br />

Co chwila wznosz¹ ³by znu¿one<br />

i znów je k³ad¹ miêdzy ³apy<br />

zgonione dniem i polowaniem<br />

na siwych polach za ogrodem<br />

ich pyski ociekaj¹ pian¹<br />

a nozdrza drgaj¹ niespokojnie<br />

jakby w drapie¿nym jeszcze szale<br />

szczu³y na miedzy strofê rann¹<br />

Jak wiatr uciekn¹ mi niekiedy<br />

na pró¿no wtedy gwi¿d¿ê, wo³am<br />

rozbieg³y siê nie do schwytania<br />

w zaroœla i op³otki stare<br />

Tak potem skoml¹ winne zgryzot<br />

¿e d³u¿ej nie byæ mi zgniewanym<br />

bo prawdê mówi¹c bardzo lubiê<br />

ich boki wzdête, prêgowane<br />

Niepewne skrobi¹ do serc ludzi<br />

spokój im nios¹ i psi¹ wiernoœæ<br />

lecz bywa – odbieraj¹ spokój<br />

a potem cicho le¿¹ w budzie<br />

Na gbura z dala zêby szczerz¹<br />

na nikczemnika <strong>jednym</strong> skokiem<br />

prêdzej ni¿ schyli siê po kamieñ<br />

okiem nie mrugn¹ na tupanie<br />

Tak trwaj¹ jakby w wiecznej drzemce<br />

tymczasem wszystko dobrze s³ysz¹<br />

na dworze lekko furtka skrzypi<br />

na strychu szelest kroczków mysich<br />

A zewsz¹d oddech boskiej ciszy<br />

jak z paruj¹cej wokó³ ziemi<br />

jak z mi³ych uchu s³ów, gdy wieczór<br />

zmru¿ywszy oko we mnie drzemie<br />

Poetik<br />

Wie die Jagdhunde, wenn in der Stube<br />

Abend unter der Schwelle lauert<br />

und angenehme Flamme<br />

glutschiessend ihr Fell striegelt<br />

mit halbgeschlosenen Augen schlummern in mir<br />

stechende Worte... an meinem Blut<br />

wärmen sich dankbar für die Bewirtung<br />

im Herzen, wo am wärmsten<br />

Jeden Augenblick erheben ihre müde Köpfe<br />

und wieder legen sie zwischen Pfoten<br />

abgehetzt mit Tag und Jagd<br />

auf grauen Feldern hinter dem Garten<br />

ihre Schnauzen mit Schaum bedeckt<br />

und Nasen unruhig wittern<br />

wie sie in noch blutrünstigem Wahn<br />

eine verwundete Strophe am Rain hetzten<br />

Wie der Wind entlaufen sie mir manchmal<br />

ich pfeife dann vergebens, rufe<br />

sie zerstreuten sich ungreifbar<br />

im Gebüsch und alten Flechtzäunen<br />

Dann winseln des Kummers schuldig<br />

so ward ich nicht länger zornig<br />

denn offen gesagt ich mag sehr<br />

ihre aufgeblähte, gestreifte Flanken<br />

Unsicher kratzen sie an den Menschenherzen<br />

bringen ihnen Ruhe und hündische Treue<br />

aber es kommt vor – sie rauben die Ruhe<br />

und dann liegen still in der Hundehütte<br />

Den Flegel aus der Ferne anblecken<br />

auf den Gauner mit einem Sprung<br />

schneller als er nach den Stein bückt<br />

beim Trampeln mit keiner Wimper zucken<br />

So liegen sie als ob im ewigen Schlummer<br />

während sie alles gut hören<br />

im Hof das Pförtchen leise knirscht<br />

auf dem Dachboden Mäusetritte<br />

Und überallher Atem der göttlichen Stille<br />

wie der rundum dämpfenden Erde<br />

wie der netten Worten, wenn der Abend<br />

sein Auge einkneifend in mir schlummert<br />

Übertragen von Ernest Dyczek


Stimme in der Diskussion<br />

über moderne Dichtung<br />

Es gibt, für denen Dichtung<br />

kein herzhafter Moment sei<br />

der beflügelt<br />

in die irreale Welten versetzt –<br />

aber Reden darüber<br />

aber Schreiben darüber...<br />

Ich weiß etwas davon<br />

denn knüpfe ich manchmal Geflechte<br />

aus ihren wahren Wörter, ohne denen<br />

wäre sie ärmer<br />

um eines oder zweites<br />

unnötiges Gedicht<br />

Es gibt, für denen Dichtung<br />

ein Taschentuch sei<br />

mit dem putzen sie ihre verrotzte<br />

vom Riechen daran Nasen<br />

mit Gift bespuckte<br />

boshafte Munde...<br />

Ich weiß etwas davon<br />

bin selber neidisch<br />

auf Talent zum schmerzlosen Streichen<br />

dessen Gott<br />

der unübertrefflicher Meister sei<br />

Es gibt, die Gedichte<br />

wie modische Buxe tragen<br />

mit Verachtung strafen<br />

die alten schönen Poeten...<br />

Ich weiß etwas davon<br />

bin schon alt und ganz<br />

unschön<br />

Aber vielleicht diese Schöne gibt es<br />

nicht mehr?<br />

Übertragen von Ernest Dyczek<br />

G³os w dyskusji o poezji wspó³czesnej<br />

S¹, dla których poezja<br />

to nie ta chwila serdeczna<br />

co uskrzydla<br />

w nierealne œwiaty przenosi –<br />

ale gadanie o niej<br />

ale pisanie o niej...<br />

Wiem coœ o tym<br />

bo czasem tworzê sploty<br />

z jej s³ów rzeczywistych, bez których<br />

mniej by jej by³o<br />

o jeden czy drugi<br />

niepotrzebny wiersz<br />

S¹, dla których poezja<br />

jest chusteczk¹<br />

któr¹ wycieraj¹ zasmarkane<br />

od jej w¹chania nosy<br />

zaplute jadem<br />

z³oœliwe usta...<br />

Wiem coœ o tym<br />

bom sam zawistny<br />

o talent bezbolesnego skreœlania<br />

którego Bóg jest<br />

niedoœcig³ym mistrzem<br />

S¹, którzy wiersze<br />

jak modne portki nosz¹<br />

w pogardzie mijaj¹c<br />

starych piêknych poetów...<br />

Wiem coœ o tym<br />

bom stary ju¿ i ca³kiem<br />

niepiêkny<br />

Ale mo¿e tych piêknych<br />

ju¿ nie ma?<br />

Ireneusz K. Szmidt<br />

67


68<br />

Ireneusz K. Szmidt<br />

S³uchaj¹c koncertu rostockiego nonetu<br />

w Sali Barokowej<br />

Siedz¹ skupieni<br />

oprawieni w bia³e fotele<br />

kryszta³owe lustro<br />

prawi im wdziêczne dusery<br />

wiêc uœmiechaj¹ siê do siebie<br />

uprzejmie<br />

Stroj¹ instrumenty...<br />

gipsowe girlandy<br />

wyrastaj¹ jak rogi<br />

z tych g³ów meklemburskich<br />

Kto tutaj w blask odziewa œwiece na estradzie?<br />

Wchodz¹ lokaje<br />

w liberiach sztywnych jak œwieczniki<br />

Zgas³ plafon<br />

œwietlny sztych w kryszta³owe lustro...<br />

Dopiero teraz smyczki spadaj¹ na struny<br />

a te z cichym jêkiem<br />

skar¿yæ siê poczynaj¹<br />

na stosunki dworskie<br />

Kto ich œmia³ zaprosiæ?<br />

– to o nas zas³uchanych<br />

g³os z galerii panów<br />

Ksi¹¿ê w perukê strojny<br />

i ciê¿kie ordery<br />

drugi nie mniej puszysty<br />

z napuszon¹ min¹<br />

inni tak¿e z pogard¹<br />

wargi na nas pusz¹<br />

Na œcianie przeciwleg³ej<br />

panie jak lilie bia³e<br />

wyrastaj¹ z dekoltów<br />

jak cukrowe g³owy<br />

tej w czerwonych szatach<br />

biust prawie ju¿ zakwit³<br />

obok niej<br />

dojrza³a –<br />

t³uszczu i godnoœci pe³na<br />

ze zrozumieniem kiwa<br />

wykszta³con¹ g³ow¹<br />

Tamta zgrabna<br />

i œliczna by³a<br />

i ca³owaæ dawa³a<br />

doln¹ wargê jak ¿adna...<br />

Teraz orkiestra w nostalgiê popad³a<br />

Przez okienny muœlin<br />

z³o¿ony w draperiê<br />

zakwitaj¹ kolorowe neony Rostocku<br />

„... stokrotka ros³a polna...”<br />

z szelestu trawy wyskoczy³a nutka komara<br />

i zamilk³a przera¿ona<br />

– to pomyli³ siê skrzypek<br />

i przeprosi³ Schuberta<br />

Pan z w¹sami siê zdrzemn¹³<br />

s¹siad te¿ ju¿ chrapie<br />

Ksiêciu pierœ od orderów<br />

za ramê obwis³a<br />

Muzycy wstaj¹ z krzese³<br />

gor¹co klaszczemy<br />

Wychodzimy<br />

a w Sali Barokowej<br />

miêdzy portretami<br />

rodz¹ siê nowe zdrady<br />

i koneksje


Das Konzert des Rostocker Nonetts<br />

im Barocksaal hörend<br />

Sie sitzen gesammelt<br />

eingerahmt von weißen Sesseln<br />

Kristallspiegel<br />

schmeichelt ihnen anmutig<br />

so lächeln sie sich an<br />

höflich<br />

Instrumente stimmen...<br />

Gipsgirlanden<br />

sprießen wie Hörner<br />

aus diesen mecklemburgischen Köpfen<br />

Wer kleidet da Kerzen in Schimmer auf der<br />

Bühne?<br />

Lakaien kommen<br />

in Livree steif wie Leuchter<br />

Plafond erlosch<br />

Lichtstich in den Kristallspiegel...<br />

Erst jetzt fallen Streicher auf die Saiten<br />

und diese mit leisem Seufzer<br />

beginnen zu klagen<br />

über die Hofzustände<br />

Wer wagte sie einzuladen?<br />

– dies über uns ganz Ohr<br />

Stimme aus der Herrengalerie<br />

Prinz geschmückt mit der Perücke<br />

und schweren Orden<br />

zweiter nicht weniger bauschig<br />

mit mürrischer Miene<br />

andere auch mit Verachtung<br />

ihre Lippen gen uns wölben<br />

Auf der Wand gegenüber<br />

Frauen wie weiße Lilien<br />

sprießen aus Dekolletes<br />

wie Zuckerhüte<br />

dieser im roten Gewand<br />

ihr Busen fast erblühte<br />

neben ihr<br />

eine reife –<br />

voll des Fettes und Würde<br />

nickt verständnisvoll<br />

mit gebildetem Kopf<br />

Jene fesch<br />

und hübsch war<br />

und gab zum Küssen<br />

ihre Unterlippe wie Keine...<br />

Ireneusz K. Szmidt<br />

Jetzt das Orchester in Nostalgie verfiel<br />

Durch den Fenstermusselin<br />

gefaltet zur Draperie<br />

erblühen Rostocker Neonlichter<br />

„...Rösslein auf der Heide...“<br />

aus dem Grasrauschen sprang eine<br />

Mückennote<br />

und verstummte erschrocken<br />

– es irrte sich Geiger<br />

und entschuldigte bei Schubert<br />

Herr mit dem Schnurrbart nickte ein<br />

Nachbar schnarrcht schon auch<br />

Dem Prinzen seine Brust voller Orden<br />

aus dem Rahmen fiel<br />

Musiker stehen von Stühlen auf<br />

wir klatschen stürmisch<br />

Gehen aus<br />

und im Barocksaal<br />

zwischen den Porträts<br />

entstehen neue Verrate<br />

und Beziehungen<br />

Übertragen von Marek Feliks Nowak<br />

69


70<br />

Ireneusz K. Szmidt<br />

***<br />

Istniejesz jeszcze w dŸwiêku strun<br />

tak dalekim od czasu<br />

w którym by³aœ harf¹<br />

Teraz tylko cisza<br />

gra adagio stóp<br />

za szybami pe³nymi deszczu<br />

W dŸwiêkach harfy<br />

jesteœ ju¿ metafor¹<br />

obc¹ wyobraŸni...<br />

Istniejesz jeszcze w pamiêtaniu<br />

tej ciszy kiedy d³onie twoje<br />

jak liœcie w jesieñ opada³y<br />

zmêczone liœcie po koncercie<br />

na wiatr<br />

i deszcz<br />

***<br />

Du weilst noch im Saitenklang<br />

so fern von der Zeit<br />

wann du eine Harfe warst<br />

Jetzt nur Stille<br />

spielt Adagio der Füßen<br />

hinter der Scheiben voller Regen<br />

In Harfenklängen<br />

bist du schon eine Metaphor<br />

der Phantasie fremd...<br />

Du weilst noch im Erinnern<br />

dieser Stille als deine Hände<br />

wie Blätter in den Herbst fielen<br />

müde Blätter nach dem Konzert<br />

für Wind<br />

und Regen<br />

Übertragen von Marek Feliks Nowak


MAŁY LEKSYKON POETÓW LUBUSKICH<br />

Skoro było w całym kraju, to było<br />

i tutaj. Tyle że jakby mniej ofensywnie,<br />

a bardziej zwyczajnie. Dziś zdaje się<br />

ośrodek zielonogórski już nie istnieje,<br />

dość prężnie natomiast działa ośrodek<br />

gorzowski. Wiem coś o tym, bo przez parę<br />

kolejnych lat zatrudniałem się tam jako<br />

tzw. konsultant. Organizacja nazywa się<br />

Robotnicze Stowarzyszenie Twórców Kultury.<br />

Po prawdzie w tym czasie, gdy konsultowałem<br />

ich wiersze, robotników raczej<br />

nie było, a jeśli – to emerytowani. W ciągu<br />

bowiem lat, które upłynęły, organizacja<br />

przeszła dość radykalne przemiany i dziś<br />

tym różni się od innych, że jest rodzajem<br />

zrzeszenia ludzi „trzeciego wieku”. Co tu<br />

kryć – w III RP jest to jedna z grup uprzywilejowanych,<br />

dysponuje czasem, ma – to<br />

Andrzej K. Waœkiewicz<br />

Robotnicy pisz¹cy<br />

nic, że niewielkie – wolne pieniądze, może<br />

więc opłacić należną część kosztów pobytu<br />

na warsztatach twórczych. Jeśli nie uda<br />

się uzyskać dotacji lub wsparcia – sami<br />

pokryją koszty wydania tomiku.<br />

Przed laty było całkiem inaczej. Gdy<br />

w połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego<br />

stulecia (brzmi to dostojnie, ale takie są<br />

konsekwencje upływu czasu) Paweł Soroka<br />

po zorganizowaniu Centrum Literackiego<br />

„Gremium” powołał wpierw Warszawski<br />

Klub Robotników Piszących<br />

potem zaś wielką ogólnopolską organizację<br />

szło o Sprawę Wielką. „Chodzi między<br />

innymi o uspołecznienie treści – mówił<br />

w 1987 roku na naradzie programowej<br />

organizacji (materiały z niej opublikowano<br />

w Poznaniu rok później w broszurze zaty-<br />

MA£Y LEKSYKON POETÓW LUBUSKICH<br />

71


72<br />

tułowanej Robotnicy i twórczość) – bo<br />

gdybyśmy analizowali piśmiennictwo<br />

robotników, to są w nim treści, którymi<br />

żyje nie tylko klasa robotnicza, ale całe<br />

społeczeństwo. A więc jest to piśmiennictwo<br />

różne od nurtów typowo estetyzujących.<br />

Ja ich nie neguję, bo też bogacą<br />

naszą kulturę, ale my uznajemy za<br />

szczególnie istotne te nurty w piśmiennictwie<br />

robotników, które są nośnikiem<br />

społecznych treści, demokratyzujących<br />

proces wytwarzanie kultury”.<br />

To brzmi jeszcze łagodnie, ale w dyskusjach<br />

mówiło się o tym, że pisarze mają<br />

się uczyć od robotników, robotnicy zaś<br />

mają szansę stworzenia prawdziwie demokratycznej<br />

kultury (literatury także). Ona<br />

wyrazi ich etos, ten zaś – z definicji – jest<br />

przodujący. Och, nawet nazwę dla owego<br />

nurtu, który miał się zrodzić z fuzji dążeń<br />

młodych i środowisk robotniczych wymyślono<br />

– miał to być „romantyzm realny”.<br />

W owych heroicznych czasach, bywało,<br />

toczyłem spory i z Pawłem Soroką,<br />

i jego kompanionami. Po pierwsze więc,<br />

zgodnie zresztą z Doktryną, zastanawiałem<br />

się dlaczegóż to o świadomości<br />

klasy mam wnioskować na podstawie<br />

tego, co sądzą poszczególne indywidua?<br />

Niewykluczone, że ich teksty skażone są<br />

fałszywą świadomością i niekoniecznie<br />

trafnie rozeznają rzeczywistą sytuację. Po<br />

drugie zaś wzorcotwórcza rola owych wytworów<br />

wydawała mi się co najmniej<br />

podejrzana. Tłumaczyłem więc Pawełkowi,<br />

że zatrzymał się na etapie myśli tow. Bogdanowa,<br />

zapoznając to, co w podobnych<br />

kwestiach formułował tow. Lenin. Bogdanow<br />

mianowicie sądził, iż proletariat<br />

sam z siebie wytworzy nowe normy kultury<br />

(sztuki także), Lenin zaś – że wchłonie<br />

i przetworzy cały kulturalny dorobek<br />

ludzkości i na tym gruncie stworzy nową<br />

kulturę. Nawet w kwestii, którą również<br />

w tych kręgach rozważano, mianowicie<br />

roli inteligencji, też miałem odpowiedź.<br />

Z lat chyba jeszcze wcześniejszych.<br />

Mianowicie twierdzenie o wnoszeniu<br />

świadomości z zewnątrz. Co prawda<br />

zdanie Lenina odnosiło się do ruchu<br />

związkowego, ale – w ujęciu Lukácsa –<br />

uzyskało obszerną eksplikację także<br />

w odniesieniu do zjawisk kulturalnych.<br />

Pamiętałem też, że doświadczenia Proletkultu<br />

po latach usiłowano reaktywować<br />

w NRD po postaci tzw. bitterfeldzkiej drogi<br />

do literatury. Efekty nie były imponujące.<br />

Dyskusje dyskusjami, ale w tym<br />

wszystkim, co tu kryć, czaiła się groźba.<br />

Ta mianowicie, że ruch ten – jeśli by<br />

pojawiła się realna potrzeba – mógł być<br />

użyty, właśnie przeciw twórcom. Jak ich<br />

nazywał Soroka „typowo estetyzującym”,<br />

bądź, jak formułowali inni teoretycy ruchu,<br />

oderwanym od życia narodu i podlegającym<br />

rozmaitym zdrożnościom.<br />

Jak to w praktyce mogło wyglądać –<br />

przekonałem się naocznie. Było tak oto,<br />

że – po ustaleniach na wysokich szczeblach<br />

– warunkiem odbycia jednego z kolejnych<br />

seminariów z cyklu „O sztukę czasu,<br />

w którym żyjemy” poświęconych młodej<br />

literaturze, było włączenie do programu<br />

referatu o działalności „Gremium” (wygłosił<br />

go Krzysztof Kuczkowski). Referat jak<br />

referat, zdaje się, że traktował o „realnym<br />

romantyzmie”. Ważniejsza była dyskusja.<br />

Oprócz bowiem twórców z „Gremium” na<br />

salę przybyła spora grupa piszących<br />

robotników. Młodzi twórcy ubrani byli<br />

raczej na luzie, ci zaś w garniturach i przy<br />

orderach. Referenci rozprawiali o młodej<br />

literaturze, a to w kategoriach światoobrazu,<br />

a to wtórnego systemu modelującego,<br />

a to znów zapośredniczeń. I wtedy<br />

wstawał któryś z tych panów i krzyczał, że<br />

nie po to walczyliśmy o Polskę Ludową,<br />

by teraz o jakichś zapośredniczeniach<br />

gadać, my, mówił, tworzymy literaturę<br />

związaną z życiem kraju, klasą robotniczą,<br />

z tym, czym żyje naród, a tu o zapośredniczeniach<br />

się gada... Nie, wtedy<br />

groźnie nie było, raczej śmiesznie.<br />

Ruch rósł w siłę. Rada Konsultacyjna<br />

RSTK afiliowała się przy Narodowej<br />

Radzie Kultury, powstało centralne pismo<br />

„Twórczość Robotników” (wychodzi do<br />

dziś), były też pisma regionalne i lokalne,


kluby powstawały w zakładach pracy,<br />

w ośrodkach miejskich i wojewódzkich.<br />

Że równolegle, prócz licznych książek<br />

z wierszami i opowiadaniami, powstawało<br />

piśmiennictwo teoretyczne (lub parateoretyczne)<br />

to oczywiste. Tyle że nic z niego<br />

na dobrą sprawę nie wynikało.<br />

Choć przecież sprawa była poważna.<br />

Skoro klasa robotnicza była, z definicji,<br />

przodująca, to jej wytwory też powinny<br />

prezentować świadomość awangardową.<br />

Rzecz w tym, że w swej masie prezentowały<br />

raczej ariergardę. Literacka świadomość<br />

autorów była niewielka, a prócz<br />

tego nie bardzo wiadomo czego od nich<br />

oczekiwano. Czy raczej tego, by kontynuowali<br />

dziewiętnastowieczną poezję<br />

protestu społecznego, czy – wprost przeciwnie<br />

– opiewali dokonania PRL.<br />

Z licznego grona autorów gorzowskich<br />

dwoje w publikacjach programowych tego<br />

kręgu funkcjonowało na prawach swoistego<br />

wzorca. Kazimierz Jankowski i Maria<br />

Przybylak. Oboje pracowali w gorzowskim<br />

„Stilonie”. Jankowski był aparatowym<br />

polimeryzacji, Przybylak – robotnicą. On<br />

skończył technikum chemiczne, ona<br />

szkołę zawodową. Pokoleniowo różnili<br />

się. Ona urodziła się w 1929 r. w biednej<br />

rodzinie chłopskiej, on w 1945. Ale przecież<br />

genealogia jest podobna. Pisze Maria<br />

Przybylak:<br />

Która ja jestem ta ważniejsza,<br />

prawdziwa?<br />

– bo robię w Stilonie swe wiersze<br />

fabryczne<br />

a w herbie mam gniazdo bocianie<br />

Na hak prawdy chwytasz mnie<br />

czytelniku<br />

– myślisz że ci się nie przyznam?<br />

Do hal w rzędy maszyn spod strzechy<br />

trafiłam<br />

Bo tam i tu moja ojczyzna.<br />

(Właściwe miejsce)<br />

U Jankowskiego jest podobnie:<br />

Moja Ojczyzna – to dom rodzinny<br />

to barwy wspomnień z lat dziecinnych<br />

siano na łące, lasy bez skazy<br />

i pierwsze życia drogowskazy<br />

moja Ojczyzna to mała szkoła<br />

to woźny który na lekcję wołał<br />

To wioska której na mapie nie ma<br />

łaciata krowa i czarna ziemia<br />

moja ojczyzna – to panorama<br />

okiem wieżowca w dzień oglądana...<br />

(Ojczyzna)<br />

W zasadzie też podobne są wspomnienia<br />

dzieciństwa i młodości, tyle że<br />

umiejscowione w nieco innych realiach.<br />

U Przybylak są to wspomnienia międzywojennej<br />

nędzy wielodzietnej rodziny,<br />

u Jankowskiego coś, co wtedy nazywano<br />

„trudnościami startu”:<br />

Czy pamiętasz smak margaryny<br />

w pokoiku za pół wypłaty<br />

i ten wścibski wzrok gospodyni<br />

za zasłoną w najtańsze kwiaty?<br />

(Kryształowe wspomnienia)<br />

Dalszym etapem jest „zastępcze<br />

szczęście”, „dwie walizki w pokoju<br />

pustym”, kolejnym, gdy „minęło długich lat<br />

trzydzieści / w tym siedemnaście trudnej<br />

pracy” – „M-3”. Skądinąd ten wiersz<br />

(Cygańska wróżba) ukazuje coś, co<br />

możnaby nazwać pułapem marzeń. Mieści<br />

się w nim „domek murowany”, „Ogród<br />

kwiatem wysadzony”, „samochód [...]<br />

w garażu”, „w domu telefon i kominek”,<br />

„wczasy w Bułgarii lub na Krymie”,<br />

„w szafce maszyna do pisania”, przy tym<br />

wszystkim „ambitna żona, dobre dzieci”,<br />

a także „dużo awansów i angaży”. Co tu<br />

kryć – nic nie stoi na przeszkodzie, by<br />

zakwalifikować je jako mieszczańskie<br />

z ducha. A skoro tak, to zdanie „Bo cóż mi<br />

daje moja praca / i grosz za który nic nie<br />

kupię” może być traktowane podobnie.<br />

Powiemy wówczas, że tak jak drobnomieszczanin<br />

(sklepikarz na przykład) chce<br />

MA£Y LEKSYKON POETÓW LUBUSKICH<br />

73


74<br />

uzyskać możliwie najwyższą cenę za<br />

sprzedawaną przez siebie pietruszkę, tak<br />

robotnik, który ma na zbyciu jedyny towar<br />

– swoją pracę – chce ją sprzedać za możliwie<br />

najwyższą cenę. Jak to się ma do<br />

etosu przekształceń, zmiany społecznych<br />

struktur, wyzwolenia pracy, nie rozstrzygali<br />

ani sami autorzy, ani teoretycy ruchu.<br />

Osobliwość druga była taka, że gdy<br />

przychodziło do konkretów, pracę opisywano<br />

trybem znanym z poezji dziewiętnastowiecznej.<br />

Praca jako udręka, „koszmarne<br />

godziny”. Prządki<br />

Na spuchniętych nogach chodzą<br />

wciąż zmęczone<br />

wokół swej maszyny, która goni<br />

wściekle<br />

I nie wiedzą czemu im jest<br />

przeznaczone<br />

życie w bezustannym trzyzmianowym<br />

piekle<br />

(Trzyzmianowe piekło)<br />

Skądinąd – to co jest poza pracą<br />

opisywane jest podobnym trybem, zmienne<br />

są tylko realia. „W myślach spłacają<br />

swe zaległe raty / Inne wciąż czekają na<br />

klucz od mieszkania”, „myślami są [...]<br />

przy swojej rodzinie”, „przy córce co<br />

miejsce zajęła w kolejce / lub przy czekającym<br />

na posiłek synie”.<br />

Owszem, pojawi się motyw zakładu<br />

pracy jako „drugiego domu”, coś w rodzaju<br />

dumy z rozbudowy miasta, ba – nawet<br />

odwołanie do rewolucyjnych tradycji<br />

wiatr goniący martwe liście<br />

poderwał do szturmu flagi<br />

za tych którym w siedemnastym<br />

starczyło odwagi<br />

(Drugi dom)<br />

Wszystko to jednak – tak powiedzmy –<br />

osobno.<br />

W wierszach Marii Przybylak te motywy<br />

są na bardzo dalekim planie. Pierwszy<br />

jej tomik nosił wprawdzie „produkcyjny”<br />

tytuł Polimer granulowany (1980),<br />

ale praca – traktowana zresztą poważnie<br />

– była tylko <strong>jednym</strong> z elementów świata<br />

przedstawionego. Nie odczuwała jej jako<br />

szczególnej dolegliwości, być może dlatego,<br />

że dysponowała skalą porównawczą.<br />

Zgodnie zresztą z przesłaniem matki,<br />

która – jak pisze – „z gęstwy zajęć /<br />

kierowała / do mnie / troskliwość /<br />

zakochaj się dziecko / zakochaj w robocie<br />

/ żmudnej / uciążliwej / z czystością intencji<br />

/ bo tylko taka pozbawia nas hańby”. Tak<br />

naprawdę jej tematem była codzienność.<br />

Życie rodzinne, obserwowane sytuacje i –<br />

własna twórczość, która to wszystko<br />

w swoisty sposób uwznioślała. Jeden<br />

z późnych wierszy zatytułowany Remanent<br />

jest taką właśnie próbą życiowego bilansu:<br />

lubiłam te balie z pieluszkami<br />

karmienie soczki herbatki<br />

kaftaniki rajtuzki<br />

co rok prorok<br />

elementarz dnia<br />

minęły zmartwienia<br />

zapalenia odry koklusze<br />

była radość ze stopni<br />

z matmy religii polskiego<br />

za mną śluby wnuczęta<br />

dalszy ciąg rodowodu<br />

jestem na drugim<br />

końcu mostu spokojna<br />

o bezpieczne<br />

dojście do b r z e g u<br />

W wierszach „fabrycznych” było podobnie:<br />

worki zużyte po kaprolaktamie<br />

myję<br />

z wielką dbałością<br />

jak świątynne naczynia<br />

po sakralnym odcelebrowaniu<br />

albo jak<br />

synowskie koszule czekające<br />

na niedzielny spacer


na spotkania<br />

w te worki<br />

pójdzie polimer<br />

zrobiony na błysk<br />

lub głęboki mat<br />

według zamówień<br />

(W fabryce)<br />

Zapewne – był w tym rodzaj dumy<br />

z „przykładnego używania rąk”, przeświadczenie,<br />

że „fabryka to nie dom biesiadny”.<br />

Coś w rodzaju poczucia własnej<br />

wartości mającej swe źródło – po równi –<br />

z poczucia wartości pracy, jak i spełnienia<br />

się w życiu rodzinnym.<br />

Przybylak była pogodzona, Jankowski<br />

buntowniczy. Ich wiersze społeczne pisane<br />

już po transformacji (Jankowski zmarł<br />

w 1992 r., Przybylak w 2005) są wszakże<br />

zaskakująco podobne. Jankowski:<br />

Dziś dla ciebie pracy zabrakło<br />

Jutro będziesz pukał do bramy<br />

A nad głową miało być światło<br />

i zdjąć mieli wszystkie kajdany<br />

Przybylak:<br />

(inc. „Nieprzespanych nocy tysiące”)<br />

– owocuje dziś<br />

lumpeksami niedonoszonych<br />

zagranicznych szmat,<br />

gwałtem<br />

kpiarstwem i rozbojem<br />

bez przywileju dla uczciwie<br />

przepracowanych<br />

dziesiątków lat –<br />

po dożywienie<br />

pójdę pod kościół<br />

(Żeby Polska...)<br />

Co – jednak – zostało jej oszczędzone,<br />

tyle że ostatni tomik (Takie<br />

szczęście, 2001) ukazał się dzięki pomocy<br />

finansowej ks. biskupa Adama Dyczkowskiego,<br />

ordynariusza dziecezji zielonogórsko-gorzowskiej.<br />

O tyle to nie dziwi,<br />

że i Pawła Sorokę, który prócz przewodniczenia<br />

RSTK jest także sekretarzem<br />

Polskiego Lobby Przemysłowego oglądam<br />

w telewizji „Trwam” i słucham<br />

w Radio Maryja.<br />

Przesadziłbym mówiąc, iż – z czysto<br />

literackiego punktu widzenia – są to wiersze<br />

ważne. Jeszcze bardziej minąłbym<br />

się z prawdą, gdybym twierdził, że teoretyczny<br />

dorobek ruchu pozostał czymś<br />

więcej niż świadectwem omyłek i uroszczeń.<br />

W wierszach wszelako zapisany<br />

został spory kawał polskich doświadczeń.<br />

Są świadectwem przemian półwiecza,<br />

nadziei, rozczarowań, a także zwykłego<br />

bytowania, ukazanych z perspektywy<br />

ich – tak nazwijmy – szeregowych<br />

uczestników. Wiemy co sądzili o sobie,<br />

swym miejscu w strukturach społecznych.<br />

Zdołali zapisać swój los, nadzieje<br />

i spełniania, a także rozczarowania. Im<br />

bardziej zwyczajnie, bez uroszczeń – tym<br />

lepiej.<br />

Bo, co tu dużo mówić, efektem<br />

społecznych przemian jest to także,<br />

że różnicują się role. Klasy i warstwy<br />

społeczne generują ze swego łona<br />

specjalistów wyrażających ich aspiracje,<br />

potrzeby i świadomość; także –<br />

świadomych artystów. Na tym, zdaje<br />

się, polegał błąd ruchu, że mniemał,<br />

iż zastąpią ich szlachetni amatorzy<br />

twórczość artystyczną uprawiający na<br />

marginesie swych zawodowych zatrudnień.<br />

VIII 2006<br />

MA£Y LEKSYKON POETÓW LUBUSKICH<br />

75


76<br />

Wald Gerson Rak<br />

Oli, maleñkiej<br />

Ty jesteœ taka maleñka,<br />

œwiat wokó³ gorzki, ¿ar, p³omieñ –<br />

uniosê ciebie na rêkach,<br />

przeniosê przez wodê i ogieñ.<br />

____<br />

kamieniu, tul. Schroñ<br />

wietrze. Grzej, cieniu. Wo³am<br />

ciê g³upim sercem.<br />

_____<br />

Kamieñ i cia³o. W piasku p y ³ .<br />

Jak¿e ma³o.<br />

Bez Oli<br />

_____<br />

J a h w e Baal – szem – towa,<br />

Arka jest gotowa.<br />

Bo¿e Mandelsztama,<br />

wezmê Sarê. Sama.<br />

Z córeñk¹. (Daleka.<br />

Nie mówi, ¿e czeka).<br />

Z domu I z a a k a<br />

szum traw i robaka.<br />

Wysoko. W firmament.<br />

Halelujah! Amen.


***<br />

Ptactwo w ogrodach.<br />

Sad. W œniegu kwiecia w maju.<br />

Tak mi nas szkoda.<br />

***<br />

S¹d. Sprawiedliwy?<br />

Nie wolno jej pragn¹æ, gdy<br />

pierwszy w³os siwy?<br />

***<br />

Zmrok. trzeba ju¿ iœæ.<br />

zamkn¹æ wczoraj, jak drzwi.<br />

Przesz³oœæ to jutro dziœ.<br />

***<br />

W œniegu jab³oni.<br />

Wiosna krzyczy ptakami.<br />

Za nic kochani.<br />

***<br />

Nie piszesz. Milczysz.<br />

S³owem poraniony znasz<br />

smak jagód wilczych.<br />

Wald Gerson Rak<br />

77


78<br />

PREZENTACJE<br />

Jacek Weso³owski<br />

Artysta i teoeretyk sztuki, literaturoznawca, doktor nauk humanistycznych. Rocznik 1943, od 1981<br />

w RFN, mieszka obecnie w Berlinie i w Bia³owicach w <strong>Lubuskie</strong>m.<br />

Künstler und Kunsttheoretiker, Literaturwissenschaftler, Dr. phil. Jahrgang 1943, seit 1981 in der<br />

BRD, gegenwärtig lebt er in Berlin und in Bialowice im polnischen Niederlausitz.<br />

Wystawy (wybór) / Ausstellungen (Auswahl)<br />

Wystawy indywidualne, w³asne projekty / Einzelaustellungen und eigene Projekte:<br />

Tagebuch, pod tym tytu³em ok. 30 wystaw, m.in. w / mit diesem Titel etwa 30 Ausstellungen, u.a. in:<br />

Galerie Contempora, Münster 1984, Stadtbücherei Kiel 1985, Galerie am Bürgerpark, Bremerhaven<br />

1985, Beletage – Galerie im Studio, Düsseldorf 1985, Werkkunstschule Lübeck 1986, Theater in der<br />

Kunsthalle Hamburg (Käfig) 1986, Galerie Nawrocki, Dortmund 1986, FernUniversität Hagen 1987,<br />

Polnisches Theater Kiel 1987, Galerie Calico, Essen 1987, Galerie Tina Schwichtenberg (Geschichte),<br />

Kiel 1988, Galerie Nawrocki, Köln 1990, STS-n Galeriassa (Päiväkirja), Tampere 1993, Galerie Calico<br />

(P. Uppe), Essen 1993, Städtische Galerie im Cranach-Haus, Lutherstadt Wittenberg 1993; Dziennik<br />

1983– 93, Muzeum Kinematografii w £odzi 1993; Arca, Burgkloster zu Lübeck 1994, Muzeum Historii<br />

Miasta £odzi 1995; Krám, Hradcanska Galeria, Praha 1995; Arsena³, Muzeum Historyczne we<br />

Wroc³awiu, Arsena³ Miejski 1996; Frühlingsnachtstraum (projekt z udzia³em Kiloñskiego Kwartetu<br />

Smyczkowego / mit Teilname des Kieler Geigequartets), Jüdisches Museum Rendsburg 1996; Inter<br />

Wencja (projekt z / mit: Bernhard Schwichtenberg), Muzeum Historii Miasta £odzi 1997 (nastêpnie /<br />

dann) Textilmuseum Neumünster 1997, Städtische Galerie im Elbeforum, Brunsbüttel 1998; Merry<br />

Christmas!, Galerie im Lutterbecker, Lütterbek 1997; Boot, Schifffahrtmuseum Rostock1999;<br />

Grenzen (wystawa-performance z / mit: Wolfgang Friedrich), Kunsthalle Rostock 1999; Arca –<br />

Appendix, Muzeum Ziemi <strong>Lubuskie</strong>j, Zielona Góra 1999; Wirk-lich (projekt z udzia³em / mit Teilnahme:


Johannes Maria Bienemann, Anke Mellin, Bernhard Schwichtenberg, Tina Schwichtenberg),<br />

Brunswiker Pavillon Kiel, 1999; K. Opf, Kunstverein Roter Pavillon, Bad Doberan 2000; Domi, (projekt<br />

„na granicy sztuki” / ein Projekt „an der Kunstgrenze”), Stara Plebania w Bia³owicach, od 2000<br />

corocznie / seit 2000 jedes Jahr, w ramach projektu Domi m.in. wystawa / im Rahmen des Projektes<br />

Domi die Ausstellung Jehsen – zaginiona wieœ. Projekt idei (z udzia³em / mit Teilnahme: Rados³aw<br />

Czarkowski, Renate Hampke, Paulina Komorowska-Birger, Klaas Krüger, Alicja Lewicka, Anne Ochmann,<br />

Zenon Polus, Markus Wirthmann, wspó³autorka projektu Izabela Andrzejewska), druga wersja wystawy,<br />

pt. / die zweite Ausstellungversion betitelt Jehsen in Berlin, Atelierhaus Bizetstraße, Berlin 2005; Inter<br />

Vention – Berlin (z / mit Bernhard Schwichtenberg), Polski Instytut Kultury w Berlinie 2001;<br />

GrenzeGranica, wystawy w / Ausstellungen in: Galerie am Alten Markt der Hansestadt Rostock 2001,<br />

Burgkloster zu Lübeck 2002, Zamek Ksi¹¿¹t Pomorskich w Szczecinie 2002; Kunst-Werk i / und Prace<br />

Bia³owickie, Biuro Wystaw Artystycznych w Zielonej Górze i Stara Plebania w Bia³owicach 2005; Granica<br />

– Zwi¹zki (z udzia³em / mit Teilnahme von: Jan Berdyszak, Leif Draeby, Stanis³aw Dró¿d¿, Wolfgang<br />

Friedrich, Ryszard Hunger, Klaas Krüger, Ellen Lehmann, Bernhard Schwichtenberg, D¹brówka<br />

Sobocka, Jerzy Treliñski), Muzeum Historii Miasta £odzi, 2006<br />

Udzia³ w wystawach i projektach zbiorowych / Ausstellungs- und Projektbeteiligungen:<br />

Drei polnische Künstler, Kultur- und Kommunikationszentrum Kiel 1985; Die Schrecken des Krieges.<br />

Kriegs- und Revolutionsdarsellungen aus fünf Jahrhunderten, Galerie im Flottbek, Hamburg 1985 i /<br />

und Kommunale Galerie Berlin-Wilmersdorf 1986; Murales Internationale (coroczne sympozjum<br />

artystyczne, udzia³ w / jährliches Kunstsymposion, Teilnahme in:) Commune Calvi dell´Umbria 1986,<br />

Mill-Partit Nazzjonalista, Malta 1988, Societa Arte per Natura, Verona 1989, Socjeta Kulturali, Malta<br />

1990; Kunst um Emil Schumacher, Galerie Nawrocki, Dortmund 1987; Flaggen der Solidarität,<br />

Kulturzentrum Alte Hauptfeuerwache, Mannhein 1988; Art Against AIDS, Deutsche AIDS-Stiftungen,<br />

Köln – Bonn 1990; Tuchomie (wystawy miêdzynarodowego sympozjum artystycznego w /<br />

Kunstsymposionausstellungen in:) Muzeum Zachodnio-Kaszubskie, Bytów 1994, Rathaus Dortmund<br />

1994, Dom Sztuki i Architektury, Koszalin 1997; Landeschau der Schleswig-Holsteinischen<br />

Künstlerinnen und Künstler (doroczna wystawa w muzeach Szlezwika-Holsztynu, udzia³ w / jährliche<br />

Ausstellung in den SH-Museen, Beteligung in:) Landesmuseum Schleswig 1995, Burgkloster zu Lübeck<br />

1999, Landeskulturzentrum Schloss Salzau 2000, Kunsthalle Kiel 2001 (wystawa prezentowana<br />

nastêpnie w Pañstwowej Galerii Sztuki w Sopocie / auch in Sopot 2002 gezeigt), Burgkloster zu Lübeck<br />

2006; Verbotene Städte (projekt Ministerstwa Kultury Landu Szlezwik-Holsztyn / Kunstprojekt des SH-<br />

Kultursministerium), CAP Kiel 1998; Kopf..., Galerie am Park, Schloss Haseldorf 1999, Brunswiker<br />

Pavillon Kiel 2000; Allmeni – Internationale Sculpture Manifest (wystawy miêdzynarodowego sympozjum<br />

artystycznego, Jyske Mark) Silkeborg 2000, Aarhus 2001; Kunst+Kirche=Dialog (projekt Evangelischer<br />

Flensurger Kirchenkreis w koœcio³ach na granicy niemiecko-duñskiej / ein deutsch-dänisches Projekt,<br />

instalacja Artysty w Songs Kirker, Rinkenaes), 2000; Konzept ´03 (projekt Zwi¹zku Artystów Plastyków<br />

w Szlezwiku-Holsztynie / BBK SH-Projekt), wystawy w / Ausstellungen in: Landesinneministerium Kiel<br />

2003, Landesvertretung SH in Berlin 2004, Landesvertretung SH in Bruxelles 2005, Industrie- und<br />

Handelskammer Kiel (z udzia³em Norwegów), 2005; Goetzen – Ich und die Anderen. Internationales<br />

interdisziplinäres Kunstprojekt, Stadt Frankfurt/Oder 2004 (instalacja Artysty Vota w / in:<br />

Friedenskirche, Frankfurt/Oder)<br />

Bibliografia (wybór) / Bibliographie (Auswahl)<br />

Katalogi (dokumentacja projektów w³asnych) / Ausstellungskataloge (Dokumentation der eigenen<br />

Projekte): Dziennik 1983 –93 (poln. / deutsch), £ódŸ 1993, teksty / Texte: Jacek Weso³owski, Henryk<br />

Pustkowski, Jaros³aw Warzecha; Arca, (deutsch / poln.), Lübeck – £ódŸ 1994, teksty: Jacek<br />

Weso³owski, Ryszard Czubaczyñski, Ingaburgh Klatt, Ulrich Meyenborg, Bernhard Schwichtenberg,<br />

Jerzy Treliñski; Arsena³ (poln. / deutsch), Wroc³aw 1996, tekst: Jacek Weso³owski; Inter Wencja (poln.<br />

/ deutsch), £ódŸ 1997, teksty Jacek Weso³owski, Ryszard Czubaczyñski; Arca – Appendix, Zielona Góra<br />

1999, (poln. / deutsch), teksty: Jacek Weso³owski, Leszek Kania; K.Opf (deutsch) Bad Doberan 2000,<br />

teksty: Jacek Weso³owski, Andreas von Randow; Inter Vention – Berlin (deutsch / poln.), Berlin 2001,<br />

teksty: Jacek Weso³owski, Björn Engholm, S³awomir Tryc; Arsena³ Nowy (poln.), Poznañ 2001, tekst:<br />

Jacek Weso³owski; GrenzeGranica (deutsch / poln.), Rostock – Lübeck – Szczecin 2002, teksty: Jacek<br />

Weso³owski, Heinz-Werner Arens, Urszula Benka, Bo¿ena Chrz¹stowska, Gesine Karge, Ingaburgh<br />

Klatt, Joachim Marzahn, Andreas von Randow, Seweryna Wys³ouch; Kunst-Werk (poln. / deutsch), teksty:<br />

Jacek Weso³owski, Grzegorz Dziamski, Markus Meckel; Granica – Zwi¹zki (poln. / deutsch), teksty;<br />

Jacek Weso³owski, Ryszard Czubaczyñski, Tomasz Zalejski-Smoleñ<br />

PREZENTACJE<br />

79


80<br />

Publikacje w³asne / Eigene Schriften:<br />

O poezji obrazkowej, „Nowy Wyraz” 6/1972; Zjawiska awangardowe... Sztuka konceptualna, poezja<br />

konkretna, „Sprawozdania £ódzkiego Towarzystwa Naukowego”, XXVII (1973); Konkretna poezja,<br />

„Zagadnienia Rodzajów Literackich”, XVII (1974), Przedruk w / Abdruck in: Poezja konkretna. Wybór<br />

tekstów polskich i dokumentacja z lat 1967-1977, Wroc³aw 1978; O poezji eksperymentalnej w Anglii,<br />

„Poezja” 6/1976; Czasoprzestrzeñ s³owa, „Nowy Wyraz” 10/1977; Maszynopisarze, „Odra”<br />

11/1977; Polskie visualium, „Teksty” 4/1978; Wizualnoœæ tekstu a tekst wizualny, w / in Pogranicza<br />

i korespondencje sztuk, seria IBL PAN, Ossolineum 1980; Wo ist der Teufel begraben? Deutsch-polnische<br />

Fragen in der polnischen und in der deutschen Nachkriegsliteratur. Sechs Essays, Kiel – Wroc³aw<br />

1998 (jeden z esejów, Niemiec czy Polak?!, ukaza³ sie po polsku w kwartalniku „Zbli¿enia” /<br />

Annäherungen”, 1 i 2/1995; Cmentarz na Srebrzyñskiej, w / in: £ódzkie sentymenty, £ódŸ 1998;<br />

Artysta jako cz³owiek i jako rzecz. Uwagi obserwatora uczestnicz¹cego (mit engl. Zusammenfassung),<br />

w / in: Cz³owiek i rzecz. Problemy reifikacji w filozofii, literaturze i sztuce, Poznañ 1999; Wurm.<br />

Abstammungslehre, w / in: Animal Farm. Kunstlandschaft VIII, Berlin 2001; J.Ehsen –<br />

by³em/jestem/bêdê (mit deutscher Übersetzung), w / in: Jehsen – zaginiona wieœ, Bia³owice – Berlin<br />

2002, Na Granicy (esej w odcinkach), „Pro Libris” 1 i 2/2003, 2 i 3/2004, 1/2006; Niemcy w nas.<br />

Optyka i dynamika obrazu Niemca w literaturze polskiej od 1945 r. (mit dt. Übers.),w: „Zeszyty Kulickie<br />

/ Külzer Hefte”, 3, 4/2004; S³owo wobec obrazu. Od problemów „literatury wizualnej” do zagadek<br />

„nowej sztuki”, w / in: S³owo do ogl¹dania. Napis i zapis w przekazie artystycznym, Zielona Góra 2004;<br />

Trzy polskie poetyki „conrete verse”: Dró¿d¿, Grzeœczak, Bia³oszewski, „Odra” 3/2005; Genius tempi,<br />

„Odra” 4/2005<br />

Opracowania w ksi¹¿kach i czasopismach / Beiträge zum Werk in Bücher und Zeitschriften:<br />

Beate Lemcke, Weso³owski in Lodz, „neue bildende kunst. Zeitschrift für Kunst und Kritik” 5/1993;<br />

Sabine Schmidt, Puppenkunst und Kunstobjekt, „Puppen & Spielzeug” 4/1996; Bo¿ena Chrz¹stowska,<br />

Znaki tradycji we wspó³czesnej plastyce – Roman Cieœlewicz, Jacek Weso³owski, „Polonistyka”, 3/1998<br />

(przedruk w / Abdruck in: W klasie maturalnej. Ksi¹¿ka nauczyciela polonisty, Poznañ 1999); Urszula<br />

Benka, Meta-obrazy Jacka Weso³owskiego (mit engl. Zusammenfassung), „Format. <strong>Pismo</strong> Artystyczne”,<br />

30 (1999); Seweryna Wys³ouch, Paradoksy reifikacji w literaturze i sztuce (mit engl.<br />

Zusammenfassung.), w / in: Cz³owiek i rzecz, op. cit. (przedruk w / Abdruck in: Seweryna Wys³ouch,<br />

Literatura i semiotyka, Poznañ 2001); Urszula Benka, Pionowa granica (mit engl. Übers.), „Exit. Nowa<br />

Sztuka w Polsce” 4/2002; Tomasz Zalejski-Smoleñ, Metafora w twórczoœci Jacka Weso³owskiego,<br />

rozprawa magisterska w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Wroc³awskiego (wydruk w Bibliotece<br />

UWr.) / Magisterarbeit im Institut für Kunstgeschichte der Uniw. in Wroc³aw, 2003; Michael<br />

Nungesser, Jacek Weso³owski: Vota (z polskim t³umaczeniem), w / in: Goetzen – Ich und die Anderen,<br />

Berlin 2005; Anke Kowalski, Kunst-Welt (mit engl. Übers.), „Exit. Nowa Sztuka w Polsce”, 2/2006<br />

Film:<br />

Dziennik Jacka Weso³owskiego 1983 – 93, Telewizja Polska / Polnisches Fernsehen, £ódŸ, 1993, realizacja<br />

/ Realisation Jadwiga Wileñska, zdjêcia / Aufnahme Dariusz G¹sowski, muzyka / Music Jolanta<br />

Grzybowska, 30 min.


Bez tytu³u. Dwa przedmioty znalezione / Ohne Titel. Zwei Fundsachen (1993),<br />

przedmioty, p³omieñ (symulacja elektryczna), instalacja wariantowa od 2001


Cia³o / Körper, zbiór obiektów z tekstami 1984-1988 i 1993 (20 zrealizowanych do 1993,<br />

inne w opisach i szkicach); na zdjêciu od lewej T. Warz, W. Oreczek-¯ó³ciowy,<br />

N. Askórek / G. Esicht, G. Alle, O. Berhaut<br />

Dzien-Nik – Dokumentacja / Tage-Buch - Dokumentation, detal ekspozycji w Muzeum<br />

Historii Miasta £odzi, 2006


Fragment wystawy Granica – Zwi¹zki / Grenze – Verbindungen w Muzeum Historii Miasta<br />

£odzi 2006 (Rzeczy), w œrodku na regale Pom-Niki (wybór ze zbioru 1987–2006)<br />

Jacek Weso³owski w Muzeum Historii Miasta £odzi, próba performance<br />

Granica – Zwi¹zki, 17.05.2006


Granica / Grenze, koncept w rozwoju 1999, pierwsza realizacja 2001, na zdjêciu fragment wystawy<br />

Granica - Zwi¹zki w Muzeum Historii Miasta £odzi 2006


Tomasz Zalejski-Smoleñ<br />

Do Granicy.<br />

Dzien-Nik Jacka<br />

Weso³owskiego<br />

W przeci¹gu ostatnich miesiêcy Jacek<br />

Weso³owski zrealizowa³ dwie kolejne wystawy<br />

swego „konceptu w sztuce” pt. Dzien-<br />

Nik: w maju - lipcu 2006 Granicê – Zwi¹zki<br />

w pa³acowej galerii Muzeum Historii Miasta<br />

£odzi, i wczeœniej, w paŸdzierniku-listopadzie<br />

ubieg³ego roku Kunst-Werk w „bunkrze”<br />

Biura Wystaw Artystycznych w Zielonej<br />

Górze. Wymienione wystawy ³¹czy fakt, ¿e<br />

obie wywiedzione zosta³y z najszerzej jak<br />

dot¹d zakrojonego projektu artysty:<br />

Grenze/Granica (2001-2002, wystawy<br />

kolejno w Rostoku, Lubece i Szczecinie),<br />

oraz ¿e druga (Kunst-Werk) pokazana<br />

zosta³a w jego „miejscu dojœcia” (dojœcia na<br />

dzieñ dzisiejszy: Zielonogórskie, gdzie od<br />

paru lat posiada adres obok berliñskiego),<br />

pierwsza w „miejscu wyjœcia” (£ódŸ, „miasto<br />

jego korzeni”). „Problem granicy, granicznoœci,<br />

podzia³u na to i na tamto, odzielenia<br />

czegoœ od czegoœ – jak i kogoœ od kogoœ we<br />

mnie samym i wobec Tego Drugiego –<br />

przewija siê w ca³ej mojej twórczoœci,<br />

powiedzmy artystyczno-filozoficznej; zaczê³o<br />

siê to ju¿ w moich zainteresowaniach „granicami<br />

literatury i sztuk plastycznych”, czyli<br />

stosunkiem s³owo a obraz w czasie moich<br />

studiów uniwersyteckich w £odzi, a mo¿e<br />

jeszcze wczeœniej. Ca³a moja twórczoœæ<br />

naukowa w Polsce do roku 1981 krêci siê<br />

wokó³ tego kompleksu tematycznego”– mówi<br />

artysta.<br />

W Niemczech doktor teorii literatury<br />

Jacek Weso³owski rozpocz¹³ w³asn¹, oryginaln¹<br />

twórczoœæ artystyczn¹: „koncept<br />

w sztuce” pn. Dzien-Nik. W komentarzu do<br />

wystawy Arsena³ Nowy w poznañskiej<br />

Tomasz Zalejski-Smoleñ<br />

Bis zur Grenze.<br />

Das Tage-Buch von<br />

Jacek Weso³owski<br />

In den letzten Monaten zeigte Jacek<br />

Weso³owski zwei neue Ausstelungsprojekte,<br />

die zu seinem Kunstkonzept Tagebuch<br />

gehören: von Mai bis Juli 2006 Grenze-<br />

Verbindungen in dem Palastgebäude des<br />

Museums zur Geschichte der Stadt Lodz und<br />

früher, von Oktober bis November letztes<br />

Jahres, Kunst-Werk in der „Bunker” - Galerie<br />

des BWA in Zielona Góra. Die beide<br />

Ausstellungen sind durch zwei Faktoren verbunden.<br />

Erstens, dass beide aus dem weit<br />

angelegten Weso³owski-Projekt Grenze/<br />

Granica (in Rostock, in Lübeck und in Szczecin<br />

2001-2002 gezeigt) entwickelt wurden und<br />

zweitens, dass die zweite (Kunst-Werk)<br />

machte der Künstler in seiner letzten<br />

Aufenthaltsort (wohin er noch kommt, ist<br />

ungewiss, für heute hat er einen<br />

Nebenwohnsitz in der Umgebung von Zielona<br />

Góra, wobei sein Hauptwohnort Berlin ist), die<br />

erste Ausstellung (Grenze-Verbindungen)<br />

hingegen zeigte er in seiner Heimatstadt Lodz.<br />

„Das Problem der Grenze, der Grenzmäßigkeit,<br />

der Einteilung in Diese und Jene,<br />

der Abgrenzung, was Meins und was Deins ist,<br />

taucht in meinem, sagen wir künstlerischphilosophischen<br />

Schaffen, wieder und wieder<br />

auf – angefangen von meinem Interesse für die<br />

„Grenze der Literatur und der bildenden<br />

Kunst”, für die Beziehungen zwischen Bild und<br />

Wort in Zeiten meines Studium an der Lodzer<br />

Universität und vielleicht noch Jahre davor.<br />

Mein ganzes wissenschaftlisches Schaffen bis<br />

1981 dreht sich um diesem Themenkreis” –<br />

so der Künstler.<br />

In Deutschland begann der Dr. phil. Jacek<br />

Weso³owski ein eigenes und eigenständiges<br />

PREZENTACJE<br />

81


82<br />

Miejskiej Galerii Arsena³ (2001) pisze: „Od<br />

1983 roku snujê swój ´koncept w sztuce´,<br />

który nazwa³em Dzien-Nik. Dziennik<br />

ka¿demu wolno pisaæ – powiedzia³ Oskar<br />

Wilde czy Albert Camus, bo chyba nie<br />

Gombrowicz. Baz¹ i ram¹ tak nazwanej<br />

mojej twórczoœci jest tekst datowanego raptularza,<br />

w którym zapisujê zdarzenia, myœli,<br />

refleksje z lektur, pomys³y artystyczne;<br />

niektóre realizujê, s¹ inne, co siê zapisa³o.<br />

Pisany tekst wi¹¿e sob¹ ogó³ ´dzie³ sztuki<br />

plastycznej´, które powstaj¹ w ramach<br />

Dzien-Nika. Poniewa¿ u podstaw mojej twórczoœci<br />

le¿y doznanie mentalne i emocjonalne,<br />

dzie³a owe s¹ genologicznie bardzo<br />

ró¿norodne: od rysunku i malarstwa, rzeŸby,<br />

przez obiekty i instalacje do performance<br />

i dokumentu foto- czy wideograficznego;<br />

œrodki, których u¿ywam, wynikaj¹ w naturalny<br />

sposób z idei, któr¹ chcê wyartyku³owaæ”.<br />

Pojêcie „pisania” przenosi wiêc artysta na<br />

ca³oœæ swojej twórczoœci. Dziennik jako<br />

forma piœmiennicza staje siê podstaw¹,<br />

ram¹ i zasad¹ ca³oœciowej struktury „konceptu<br />

w sztuce” pod nazw¹ Dziennik (póŸniej<br />

artysta przyjmie zapis: Dzien-Nik). Dzie³o<br />

jego jest procesualne, addytywne, otwarte –<br />

jak ka¿dy dziennik przez kogokolwiek pisany –<br />

dopóki siê pisze. Dzien-Nik jako koncept<br />

wywiedziony z formy piœmienniczej, jêzykowej,<br />

dziennika mianowicie, wch³ania<br />

nastêpnie tê formê, która go urodzi³a i w ten<br />

sposób wszystko, co robi jego autor mo¿e<br />

staæ siê „zapisem”.<br />

Wielu komentatorów dzie³a Weso³owskiego<br />

podkreœla totalny i ca³oœciowy charakter<br />

Dzien-Nika: Andreas von Randow, Katrin<br />

Arrieta, Joahim Marzahn, Grzegorz<br />

Dziamski, Anke Kowalski. Dzien-Nik Jacka<br />

Weso³owskiego to ca³oœæ (Das Ganze – tytu³<br />

szkicu K. Arriety w katalogu Grenze/<br />

Granica). I dzie³o totalne. Trudno w nim<br />

rozdzieliæ „sztukê” od „¿ycia”. W diariuszu<br />

pomieszczonym w Arce (Lübeck – £ódŸ<br />

1994) pisze artysta: „Dziennik to jest wszystko<br />

razem, i dziennik-tekst, który tu wystukujê<br />

(...), i te rzeŸby, obiekty, obrazy, rysunki,<br />

instalacje i inscenizacje i te teksty teoretyczne,<br />

co kiedyœ osobno publikowa³em, i tych<br />

wystaw urz¹dzanie i ca³e to moje zajmowanie<br />

sie tym, to wszystko Dziennik<br />

Jacka Weso³owskiego jest. Ja ca³y w tym<br />

jestem i jestem przez to. Bo inaczej by mnie<br />

nie by³o. Scripta manet”.<br />

Schaffen als Künstler. Im Kommentar zur<br />

Ausstellung Arsenal Neu schreibt er: „Seit<br />

1983 webe ich dieses mein Kunstkonzept,<br />

dem ich den Titel Tage-Buch gegeben habe. Es<br />

steht jedem frei, ein Tagebuch zu schreiben –<br />

sagte Oscar Wilde oder Albert Camus, denn<br />

eher nicht Gombrowicz. Seit 20 Jahren stützt<br />

sich mein so betiteltes Gesamtwerk auf ein<br />

Schmierbuch, eine Kladde, in der ich Ereignisse,<br />

Gedanken, Reflexionen zur Buchlektüre,<br />

künstlerische Ideen aufschreibe; es gibt<br />

solche, die realisiert werden, andere, die man<br />

notiert hat. Der datiert geschriebene Text<br />

bindet die „Werke der bildenden Kunst”, die im<br />

Rahmen des Tage-Buchs laufend entstehen, in<br />

ein Gesamtwerk. Die so geschaffenen Werke<br />

sind gattungsmäßig sehr unterschiedlich: von<br />

Zeichnungen, Gemälden und Skulpturen, über<br />

Objekte und Installationen bis zur Performance<br />

und Foto- oder Videodokumentation; die von<br />

mir verwendeten Ausdruckmittel resultieren<br />

auf natürliche Weise aus der Idee, die ich gerade<br />

zu artikulieren trachte”. Den Begriff<br />

”schreiben” überträgt also der Künstler auf<br />

sein gesamtes Schaffen. Das Tagebuch, eine<br />

Gattung des Schrifttums wurde zur Grundlage,<br />

zum Rahmen und zur Methode des Kunstkonzeptes<br />

Tagebuch (die Schreibweise Tage-<br />

Buch kommt später). Das Werk Weso³owskis<br />

ist im Prozess, es wächst ständig und ist offen<br />

– wie jedes von irgendjemandem geschrieben<br />

Tagebuch – und so lange, wie man schreibt.<br />

Tage-Buch, ein Konzept das in schriftlicher,<br />

sprachlicher Form seinen Anfang nimmt, und<br />

zwar aus dem Tagebuch, schließt dann in sich<br />

diese ursprüngliche Form ein und damit alles,<br />

was sein Autor tut, kann – in dem weitesten<br />

Sinne, – zur „Aufzeichnung” werden.<br />

Viele Kommentatoren des Schaffens von<br />

Weso³owski, wie Andreas von Randow, Katrin<br />

Arrieta, Joachim Marzahn, Grzegorz<br />

Dziamski, Anke Kowalski, sehen im Tage-Buch<br />

eine konsequente Ganzheit (Das Ganze – so<br />

betitelte K. Arrieta seinen Beitrag im Katalog<br />

Grenze/Granica): Es ist auch ein Totalwerk; es<br />

ist schwer in ihm „Kunst” und „Leben”<br />

voneinander zu trennen. Im Diarium des<br />

Künstlers, dessen Fragmente er im Katalog<br />

Arca (Lübeck-Lodz 1994) publizierte, schreibt<br />

er: „Tagebuch ist doch alles, was ich mache,<br />

alles – also das Tagebuch, das ich hier (...)<br />

hämmere, und diese Skulpturen, Objekte,<br />

Bilder, Zeichnungen, Installationen, Inszenierungen<br />

und diese Ausstellungsgestaltung und


Scribo ergo sum – tak formu³uje<br />

Weso³owski swoje credo artystyczne i filozoficzne.<br />

Scribo rozumiane jako creatio.<br />

Przetransponowanie kartezjañskiej formu³y<br />

cogito ergo sum na „tworzê wiêc jestem”<br />

stanowi alternatywn¹ argumentacjê œwiadomoœci<br />

ontycznej artysty. Twórczoœæ nadaje<br />

i organizuje sens indywidualnemu istnieniu.<br />

Vincent van Gogh pisa³ w listach do brata:<br />

„Nie mogê w ¿yciu i malowaniu obejœæ siê<br />

bez czegoœ, co jest wiêksze ode mnie, co<br />

jest moim ¿yciem – bez zdolnoœci tworzenia”.<br />

Weso³owski w swojej apokryficznej rozprawce<br />

2 (Dwa). O obrazach/tekstach Jacka<br />

Weso³owskiego. Œci¹gawka dla prasy, radia<br />

i telewizji, której podrozdzia³ki zbudowane s¹<br />

na planie czterech funkcji zaczerpniêtych<br />

z logiki matematycznej (koniunkcja, alternatywa,<br />

implikacja, równowa¿noœæ), im<strong>pliku</strong>je:<br />

J e ¿ e l i tworzê, t o ¿yjê (p –> q,<br />

je¿eli p, to q). Tworzê wiêc ¿yjê, co nale¿y<br />

rozumieæ jako argument per se. Przy tym<br />

je¿eli twórczoœæ ma byæ stanem czy aktem<br />

œwiadomoœci, a ka¿dy akt twórczy jest bytem<br />

intencjonalnym (wg Ingardena) i jako taki<br />

wymaga refleksji, namys³u, to jest „wykonania<br />

myœli”, zanim zostanie zrealizowany<br />

w jakikolwiek sposób, to bezpoœrednio<br />

dokonuje siê tu przejœcie ku Kartezjañskiemu<br />

cogito. Bowiem: jeœli „ja tworzê”, to<br />

znaczy, ¿e „ja myœlê”, jeœli myœlê, znaczy, ¿e<br />

„ja istniejê”. I z powrotem: Jeœli istniejê, to<br />

dziêki temu, ¿e myœlê, a jeœli myœlê, to<br />

tworzê. Istnienie zobowi¹zuje do myœlenia,<br />

myœlenie, by tworzyæ. Nie chodzi tu o pisanie<br />

poematów, malowanie obrazów czy komponowanie<br />

muzyki. Twórczoœæ pojmuje autor<br />

Dzien-Nika w sensie Beuysowskim: twórca<br />

to cz³owiek o aktywnym stosunku do œwiata,<br />

do ¿ycia, do innych ludzi. Grzegorz Dziamski<br />

w katalogu Weso³owskiego Kunst-Werk<br />

(Zielona Góra 2005) pisze: „twórczoœæ<br />

Jacka Weso³owskiego jawi siê jako (...)<br />

ostrze¿enie przed urzeczowieniem w³asnej<br />

egzystencji, przed zamian¹ jej w bezosobowe<br />

Siê (das Man), podporz¹dkowanie<br />

instytucjonalnym strukturom (zob. Manifest<br />

Sztuki Osobowej). Gipsowe g³owy, szmaciane<br />

lalki, odlewy twarzy stale nam o tym<br />

przypominaj¹. Napominaj¹ nas, byœmy nie<br />

zamieniali swego ¿ycia w tandetny teatrzyk,<br />

nie odgrywali ze œmierteln¹ powag¹ podsuniêtych<br />

nam przez kogoœ innego ról,<br />

byœmy zawsze potrafili zdj¹æ z twarzy maskê,<br />

meine ganze Beschäftigung damit, das alles ist<br />

Jacek Wesolowskis Tagebuch. Ich bin ganz<br />

darin und dadurch. Weil es mich andernfalls<br />

nicht gäbe. Scripta manet”.<br />

Scribo ergo sum – so formuliert Weso-<br />

³owski sein künstlerisches und philosophisches<br />

credo. Scribo im Sinne creatio. Verwandlung<br />

der Kartesianischen Formel cogito ergo sum in<br />

„ich schaffe, also bin ich” weist auf die ontologische<br />

Alternative des Daseins im Sinne des<br />

Künstlers hin. Das Schaffen gibt dem individuellen<br />

Sein ein Sinn und eine Struktur. Vincent<br />

van Gogh schrieb in seinen Briefen an dem<br />

Bruder Theo: „Ich kann sowohl im Leben als<br />

auch in der Malerei ohne schaffen zu können<br />

nicht existieren; es ist mein Sein”. In seiner<br />

meister- und scherzhaften „Selbsterörterung”<br />

2 (Zwei). Über meine Bilder/Texte. (Spickzettel<br />

für Presse, Rundfunk und Fernsehen),<br />

die auf dem Plan der vier Funktionen der mathematischen<br />

Logik gebaut ist (Verbindung,<br />

Alternative, Implikation und Äquivalenz)<br />

impliziert Weso³owski: W e n n ich schaffe, d<br />

a n n lebe ich (p –>q, wenn p, dann q). Der<br />

Satz ist ein Argument per se. Und, wenn das<br />

Schaffen ein intentionaler Akt des Bewusstseins<br />

sei (nach Ingarden), der also überlegt<br />

sein muss, d.h. „in Gedanken vollgezogen” werden,<br />

bevor er realisiert, real wird, dann gibt es<br />

hier einen direkten Übergang zum Kartesianischen<br />

cogito. Weil: Wenn „ich schaffe”, dann<br />

„denke ich”, und wenn ich denke, bedeutet das,<br />

dass ich existiere, ich bin da. Und wieder<br />

zurück: Wenn ich da bin, dann dank dessen,<br />

dass ich denke, und wenn ich denke, dann<br />

schaffe ich. Dasein verpflichtet zum Denken,<br />

das Denken zum Schaffen. Es geht nicht<br />

darum, Gedichte zu schreiben, Bilder zu malen<br />

oder Musik zu komponieren. „Schaffen” versteht<br />

der Tage-Buch-Autor in dem Beuysschen<br />

Sinne: ein Schaffender ist derjenige, der aktiv<br />

der Welt, dem Leben, den anderen Menschen<br />

gegenüber steht. Grzegorz Dziamski schreibt<br />

in seinem jüngsten Beitrag (im Weso³owskis<br />

Katalog Kunst-Werk, Zielona Góra 2005):<br />

„Von diese Warte aus betrachtet wirkt Jacek<br />

Weso³owskis Werk (...) wie eine Warnung, die<br />

eigene Existenz zu verdinglichen, sie in ein<br />

unpersönliches Man zu verwandeln, sich institutionellen<br />

Strukturen unterzuordnen (siehe<br />

das Manifest der Personenkunst). Köpfe aus<br />

Gips, Puppen aus Lumpen, Abgüsse von<br />

Gesichtern erinnern uns ständig daran. Sie<br />

mahnen uns, unser Leben nicht in ein Schmier-<br />

PREZENTACJE<br />

83


84<br />

¿eby maska nie przyros³a nam do twarzy, nie<br />

sta³a siê nasz¹ drug¹ natur¹”.<br />

Terenem twórczej, aktywnej postawy<br />

w ¿yciu i w sztuce autora Dzien-Nika –<br />

artysty, filozofa i cz³owieka (a mo¿e<br />

w odwrotnej kolejnoœci) – jest jego Dzien-Nik.<br />

„Dzie³o w ruchu”, w procesie, Weso³owski<br />

„pisze” je ju¿ ponad dwie dekady. O jego skali,<br />

metodzie i charakterze, daje pojêcie<br />

przegl¹d wiêkszych wystaw indywidualnych,<br />

kolejnych ekspozycji – chcia³oby siê<br />

powiedzieæ: edycji, wydañ Dzien-Nika, wydañ<br />

„zmienionych i poprawionych”. Wystawom<br />

towarzysz¹ katalogi (od pewnego czasu<br />

u¿ywa Weso³owski chêtniej okreœlenia:<br />

publikacje do projektów). S¹ one z regu³y<br />

wydawane w dwóch jêzykach, niemieckim<br />

i polskim, artysta ¿yje i tworzy równoczeœnie<br />

w dwóch kulturach. Za³o¿eniem autora<br />

niniejszego szkicu jest obfite cytowanie<br />

z tego materia³u, zw³aszcza wypowiedzi<br />

samego artysty: fragmentów tekstu<br />

pisanego dziennika i jego „kon-tekstów”<br />

(wyra¿enie Weso³owskiego) – s¹ one<br />

dowodem twórczoœci œwiadomej, autorefleksyjnej,<br />

o g³êbokiej podbudowie teoretycznej<br />

i erudycyjnej. W katalogach kolejnych<br />

wystaw œwiadomie i celowo eksponowany<br />

jest uzus dziennika jako formy piœmienniczej.<br />

Dziennik<br />

W roku 1981, tu¿ przed stanem wojennym,<br />

38-letni wówczas wyk³adowca Uniwersytetu<br />

£ódzkiego dr Jacek Weso³owski,<br />

znalaz³ siê w ramach wymiany naukowej<br />

z zagranic¹ na Uniwersytecie Christiana<br />

Albrechta w Kilonii jako Gastdozent.<br />

„Z powodu nadmiaru wolnego czasu oraz<br />

dlatego, ¿e poczu³em siê dojrza³y do<br />

samodzielnej wypowiedzi artystycznej, powiedzmy<br />

literacko-plastycznej, na gnêbi¹ce<br />

mnie tematy, zacz¹³em robiæ wystawy. Pod<br />

ogólnym tytu³em Dziennik”. Tytu³ ten utrzyma³<br />

siê do pocz¹tków lat 90. Jednak ju¿ od<br />

1986 roku zaczynaj¹ pojawiaæ siê tytu³y<br />

tematyczne lub problemowe: Klatka –<br />

1986, Zgromadzenie, Osoba – 1987,<br />

Historia – 1988, L. Alka – 1993. £ódzka<br />

wystawa w Muzeum Kinematografii okaza³a<br />

siê pod tym wzglêdem prze³omowa, a rok<br />

1993, kiedy wystawiony zosta³ w £odzi<br />

Dziennik 1983–93, sta³ siê dat¹ graniczn¹,<br />

ustanawiaj¹c¹ cezurê istotn¹ dla dalszego<br />

rozwoju konceptu artysty. Od tego bowiem<br />

entheater zu verwandeln, nicht mit tödlichem<br />

Ernst Rollen zu spielen, die uns andere<br />

untergeschoben haben, stets in der Lage zu<br />

sein, die Maske abzunehmen, damit sie uns<br />

nicht am Gesicht festwächst und nicht zu<br />

unserer zweiten Natur wird”.<br />

Die Domäne der aktiven, kreativen Einstellung<br />

im Leben und in der Kunst für den Autor<br />

des Tage-Buchs, eines Künstlers, Philosoph<br />

und Menschen (und vielleicht in umgekehrter<br />

Reihenfolge) ist sein Tage-Buch. Es ist ein<br />

„Werk im Prozess”; Weso³owski „schreibt” es<br />

schon über zwei Jahrzehnten. Um seinen<br />

Maß, seiner Methode und seinen Charakter zu<br />

erkennen, kann ein Überblick über die größere<br />

Einzelnausstellungen Weso³owskis zunutze<br />

werden; ein Überblick über seine nachfolgende<br />

Projekte – man wollte sagen: die nachfolgende<br />

„veränderten und erneuten” Editionen,<br />

Auflagen des Tage-Buchs. Die Projekte werden<br />

durch Ausstellungskataloge begleitet (seit<br />

einiger Zeit benutzt Weso³owski öfter den<br />

Ausdruck „Publikationen zum Projekt”). In der<br />

Regel sind sie zweisprachig: deutsch<br />

und polnisch – der Künstler lebt und arbeitet<br />

in zwei Kulturen. Der Autor dieser Skizze<br />

will umfangreich das Material zitieren,<br />

besonders die Aussagen des Künstler in den<br />

publizierten Fragmenten seines Tagebuchs<br />

und seiner „Kon-Texte” (Terminus<br />

Weso³owskis); sie bezeugen ein bewusstes,<br />

tief reflektierendes, auf humanistischen<br />

Wissen fundiertes Schaffen. In den Katalogen<br />

wird immer das Tagebuch als Schreibform<br />

manifestiert.<br />

Tagebuch<br />

Im Jahr 1981, kurz vor dem „Ausnahmezustand”<br />

in Polen, wurde Dr. Jacek<br />

Weso³owski, ein 38jähriger Dozent der<br />

Universität in Lodz, im Rahmen der deutschpolnisches<br />

wissenschaftliches Austausches<br />

zum Gastdozenten der Christian-Albrechts-<br />

Universität zu Kiel. „Weil ich wenig<br />

Beschäftigung hatte und weil ich mich reif zu<br />

eigener künstlerischer Aussage zu Themen,<br />

die mir quälten, fühlte, sagen wir zu einer<br />

„sprachlich-bildnerischen” Aussage, begann<br />

ich Ausstellungen zu machen. Unter dem allgemeinen<br />

Titel Tagebuch” Der Titel galt bis<br />

Anfang der 90er Jahre. Schon seit 1986 aber<br />

erscheinen die Thementitel: Käfig – 1986,<br />

Versammlung, Person – 1987, Geschichte –<br />

1988, P. Uppe – 1993. Die Ausstellung in<br />

Lodzer Museum der Kinematographie war ein


czasu wszystkie ju¿ wystawy maj¹ charakter<br />

tematyczny lub problemowy. Z czasem nazywaæ<br />

je bêdzie artysta projektami. Od<br />

pocz¹tku chêtnie mówi o swoich wystawach<br />

jako o „inscenizacjach”: „S¹ one ´dzie³ami<br />

sztuki´ jako ca³oœciowe koncepty, interpretuj¹ce<br />

ogóln¹ ideê Dzien-Nika; zbudowane<br />

s¹ wokó³ okreœlonego tematu czy problemu<br />

i z regu³y zwi¹zane z miejscem wystawy,<br />

obiektem wystawowym i jego kontekstami”<br />

(katalog Arsena³ Nowy). Nie s¹, jak to by³o<br />

dotychczas, prezentacj¹ sumarycznego<br />

zbioru prac, wg diariuszowego porz¹dku<br />

Dzien-Nika, lecz w³aœnie rodzajem inscenizacji,<br />

maj¹cej na celu takie zorganizowanie<br />

poszczególnych dzie³, ustawienie ich w takim<br />

porz¹dku, grupach i konfiguracjach, aby<br />

realizowa³y temat, czy problem nazwany<br />

w tytule wystawy. I choæ Dzien-Nik powstaje<br />

chronologicznie, to na jego porz¹dek –<br />

diachroniczny – nak³ada siê inny porz¹dek:<br />

synchroniczny. Objawia sie on przez nowe<br />

integracje, modyfikacje, przesuniêcia<br />

poszczególnych prac, wypadanie niektórych<br />

(choæby wskutek sprzeda¿y) na rzecz innych.<br />

Z ró¿nych pojedynczych prac powstaj¹ nowe<br />

ca³oœci. „W ten sposób – pisze Weso³owski<br />

w dzienniku w ksi¹¿ce (katalogu) Grenze/<br />

Granica (Rostok – Lubeka – Szczecin, 2002)<br />

– pojedyncze prace trac¹ sw¹ autonomiê,<br />

staj¹ siê elementami w formowanej ad hoc<br />

ekspozycji, rozpadaj¹ siê i tworz¹ nowe<br />

ca³oœci, stosownie do celu zmieniaj¹ siê<br />

tytu³y prac, data powstania danego dzie³a<br />

sumuje siê z datami kolejnych jego ´przystosowañ´<br />

do tematu wystawy”. Temat zaœ<br />

zwykle koresponduje z miejscem, obiektem<br />

wystawienniczym, który w znacz¹cy sposób<br />

determinuje charakter ekspozycji. Nie bez<br />

znaczenia jest architektura, historia i funkcja,<br />

jak¹ obiekt pe³ni³ kiedyœ lub jak¹<br />

sprawuje obecnie.<br />

Arca<br />

Wyrazistym przypadkiem zanga¿owania<br />

genius loci by³ projekt Arca, obejmuj¹cy dwie<br />

wystawy, zorganizowane w kooperacji polsko-niemieckiej:<br />

w muzeum Burgkloster<br />

w Lubece w 1994 roku (jest to rok przyjêcia<br />

artysty do niemieckiego Federalnego<br />

Zwi¹zku Artystów Plastyków, BBK), druga<br />

w Muzeum Historii Miasta £odzi w roku<br />

nastêpnym. W obu przypadkach by³y to<br />

miejsca znacz¹ce z racji swej architektury<br />

i pe³nionych w przesz³oœci funkcji. Burg-<br />

entscheidender Bruchpunkt und das Jahr<br />

1993, in dem der Künstler sein Tagebuch<br />

1983-93 ausstellte, wurde zum Grenzdatum<br />

in der weiteren Entwicklung seines Konzepts.<br />

Seit dem betitelt er seine Ausstellungen ausschließlich<br />

nach Themen oder Problemen, die<br />

er in den exhibitions zum Ausdruck bringt. Mit<br />

der Zeit wird er sie „Projekte” nennen. Vom<br />

Anfang an sagt er über seine Ausstellungen:<br />

„Inszenierungen”. „Es sind ´Kunstwerke´ en<br />

bloc, sie interpretieren der allgemeine Idee des<br />

Tage-Buchs als ganzheitliche Konzepte, als<br />

Installationen tout court; sie sind um einen<br />

Thema oder Problem herumkonstruiert, die<br />

etliche sind mit dem Ausstellungsort mit<br />

seinen Kontexten gebunden” (Katalog Arsenal<br />

Neu). Sie sind keine, wie es bisher war,<br />

Präsentationen von nach dem Tagebuchsprinzip<br />

chronologisch entstandenen Arbeiten,<br />

sondern eben einer Art Inszenierungen, in<br />

denen die einzelne Werke so ausgewählt,<br />

gruppiert und konfiguriert werden, dass sie<br />

das Titelthema oder -problem darzustellen und<br />

interpretieren. Und – obwohl das Gesamtwerk<br />

Tage-Buch weiter chronologisch entsteht, auf<br />

seine diachronische Struktur eine andere<br />

Ordnung aufgelegt wird –, eine synchronische.<br />

Sie zeigt sich durch neue Zusammenstellungen,<br />

Modifikationen, Verschiebungen<br />

der einzelnen Arbeiten; manche Arbeiten fallen<br />

weg (auch etwa durch Verkäufe), es kommen<br />

andere, neue dazu. Aus verschiedenen einzelnen<br />

Arbeiten entstehen neue Ganzheiten.<br />

„So eben – schreibt Weso³owski im<br />

Tagebuchtext in Grenze/Granica (Rostock –<br />

Lübeck – Szczecin, 2002) die einzelnen<br />

Arbeiten verlieren oft ihre Autonomie, werden<br />

zu Elementen der ad hoc entstehenden<br />

Ausstellung. Zweckentsprechend ändern sich<br />

die Titel; zum Entstehungsdatum eines bestimmtes<br />

´Kunstgegenstandes´ kommen die<br />

neuen Daten seiner ´Anpassung´ an das jeweilige<br />

Ausstellungsthema hinzu”. Das Ausstellungsthema<br />

wiederum bezieht sich für gewöhnlich<br />

auf den Ort der Ausstellung und wird<br />

dadurch semantisch angefärbt. Bedeutend<br />

sind Architektur, Geschichte und Nutzung des<br />

Ausstellungsgebäudes einst und heute.<br />

Arca<br />

Genius loci tauchte besonders stark und<br />

deutlich im Projekt Arca auf, das in zwei<br />

Ausstellungen realisiert wurde: im Museum<br />

Burgkloster zu Lübeck 1994 (in diesem Jahr<br />

wurde Weso³owski in den Bundesverband der<br />

PREZENTACJE<br />

85


86<br />

kloster – œredniowieczny klasztor obronny,<br />

w czasach hitlerowskich mieœci³ s¹d i wiêzienie,<br />

zapada³y tu wyroki œmierci na niepokornych<br />

systemowi, m.in. w 1943 roku<br />

os¹dzono tu i stracono czterech duchownych<br />

lubeckich w nastêpstwie ich dzia³alnoœci<br />

kaznodziejskiej. W pompierskim,<br />

eklektycznym pa³acu fabrykanckim z pocz.<br />

XX wieku, obecnym Muzeum Historii Miasta<br />

£odzi, przez kilka powojennych dziesiêcioleci<br />

rezydowa³ jakiœ miejscowy organ w³adzy<br />

ludowej. „Na temat w³adzy zwiedzaj¹cy wystawê<br />

Arca sporo mieli dane do myœlenia” –<br />

pisze Markus Meckel, pose³ do niemieckiego<br />

Bundestagu, w katalogu Kunst-Werk.<br />

W Arce eksponowana by³a forma i symbolika<br />

skrzyni. Wokó³ niej organizowa³o siê<br />

przes³anie, ona by³a g³ównym motywem<br />

ekspozycji i „noœnikiem” znaczeñ. Ingaburgh<br />

Klatt, dyrektor muzeum Burgkloster, objaœnia<br />

w ksi¹¿ce do Arki: „´Arca´ oznacza po<br />

³acinie skrzyniê i odnosi siê znaczeniowo<br />

przede wszystkim do arki Noego (niem.<br />

Arche Noah). Ale mo¿e oznaczaæ tak¿e<br />

szafê, ladê lub witrynê sklepow¹, sejf, kasê,<br />

wóz, ³ódŸ czy arkê przymierza ze Starego<br />

Testamentu, równie¿ urnê, trumnê,<br />

a wiêc Skrzynie, które w ¿yciu cz³owieka,<br />

w historii i we wspó³czesnoœci, odgrywaj¹<br />

rolê przedmiotów-symboli. Arca jest równie¿<br />

metafor¹ ¿ycia cz³owieka, cz³owieka<br />

w sobie samym”. Wokó³ tytu³owej Arki,<br />

wielkiej skrzyni, która stanowi³a centralny<br />

eksponat obu wystaw, rozstawione czy<br />

rozwieszone by³y inne dzie³a, obrazy, obiekty<br />

i instalacje których treœæ, forma czy funkcja<br />

odnosi³a siê do skrzyni w ró¿nych jej postaciach.<br />

Tak powsta³a ca³oœæ formalna i treœciowa.<br />

Projekt Arca w nowej wersji opracowal<br />

Weso³owski w 1999 roku dla Muzeum<br />

Ziemi <strong>Lubuskie</strong>j w Zielonej Górze pod tytu³em<br />

Arca – Appendix. By³ to pocz¹tek jego fizycznej<br />

i kulturotwórczej obecnoœci „przy granicy”,<br />

na Ziemi <strong>Lubuskie</strong>j. Wg woli autora ów<br />

„appendix-dodatek” odnosi³ siê równie¿ do<br />

starego domu na wsi w <strong>Lubuskie</strong>m, który<br />

artysta „wirtualnie” w³¹czy³ do projektu (zob.<br />

w katalogu fragmenty dziennika i dwustronicowe<br />

zdjêcie).<br />

Arsena³<br />

Wiosn¹ 1996 roku w dawnym Arsenale<br />

Miejskim we Wroc³awiu (czêœæ wroc-<br />

³awskiego Muzeum Historycznego) artysta<br />

Bildenden Künstlern aufgenommen) und im<br />

Museum zur Geschichte der Stadt Lodz 1995.<br />

Burgkloster, ein Baukomplex aus dem<br />

Mittelalter, diente zur Zeit des „dritten Reichs”<br />

als Gericht und Gefängnis; es fielen hier harte<br />

Urteile gegen Gegner und „Unzufriedenen”;<br />

u.a. 1941 wurden hier vier Lübecker<br />

Geistlichen, die sich von der Kanzel gegen das<br />

Regime äußerten, zum Tode verurteilt. Der<br />

pompöse, im eklektischen Stil Anfang des 20.<br />

Jahrhunderts erbaute Fabrikantenpalast,<br />

heute Museum zur Geschichte der Stadt Lodz,<br />

war lange Jahre Residenz eines Lokalorgans<br />

der „Macht des Volkes” der Volksrepublik<br />

Polen. „Über die Ausübung von Macht konnten<br />

die Besucher der Ausstellung Arca viel<br />

erfahren” – schrieb Markus Meckel, MdB, im<br />

Katalog Kunst.-Werk. In Arca kamen Form und<br />

Symbolik des Kastens zum Ausdruck.<br />

Ingaburgh Klatt, die Direktorin des Museum<br />

Burgkloster, erklärt im Ausstellungskatalog:<br />

„´Arca´ ist das lateinische Wort für Kasten.<br />

´Arka Noego´ bezeichnet auf polnisch die<br />

Arche Noah. Außerdem kann ´Arca´ bedeuten:<br />

Schrank, Tresen, Kasse, Vitrine, Wagen,<br />

Boot, Schatztruhe – die Bundeslade des Alten<br />

Testaments ebenso wie Urne oder Sarg – also<br />

die ´Kästen´, die im Leben des Menschen, in<br />

der Geschichte wie auch in der Gegenwart,<br />

eine wichtige Rolle spielen. ´Arca´ ist gleichsam<br />

ein Synonym für das Leben des<br />

Menschen, für den Menschen an sich”. Um<br />

das Titelwerk Arca wurden hängend, stehend<br />

und liegend Bilder, Objekte und Installationen<br />

im Ausstellungsraum platziert, deren Form<br />

oder Funktion sich auf den Kasten bezieht. So<br />

entstand eine einheitliche Gesamtinstallation:<br />

Arca.<br />

In einer neuen Version zeigte Weso³owski<br />

das Projekt Arca im Jahr 1999 im Lebuser<br />

Museum in Zielona Gora: Arca – Appendix<br />

betitelt. Der Autor schloss „virtuell” in die<br />

Ausstellung ein altes Haus aus der Lebuser<br />

Land ein (s. Tagebuchfragmente und Foto im<br />

Katalog).<br />

Arsenal<br />

Im Frühling 1996 zeigte Weso³owski<br />

Arsenal im alten Städtischen Arsenal in<br />

Breslau (das Gebäude ist eine Filiale des<br />

Historischen Museums Breslau). Weso³owski<br />

im Tagebuch: „Jeder hat ein Waffenarsenal.<br />

Um sich zu verteidigen oder um sich an den<br />

Stahlbeton anzuhaken. In dem Breslauer<br />

Arsenal im Arsenal habe ich die Waffen in


pokaza³ Arsena³: Wystawa pomyœlana by³a<br />

jako „magazyn broni”. Weso³owski w dzienniku:<br />

„Ka¿dy ma jakiœ magazyn broni. ¯eby<br />

siê broniæ, a jak¿e, a tak¿e zaczepiæ o beton<br />

zbrojony”. We wroc³awskim Arsenale<br />

w Arsenale eksponaty podzielone by³y na<br />

Obrazy i RzeŸby. Pierwsze – prace naœcienne,<br />

drugie – wolno stoj¹ce: nale¿a³y tu<br />

tak¿e du¿e obiekty i instalacje. Te dwa<br />

„rodzaje broni” by³y znów podzielone na<br />

Du¿e, Œrednie i Ma³e. Rz¹dzi³y w tym magazynie<br />

(przecie¿ wojskowym) rygor i dyscyplina.<br />

„Rzecz zrobiona w sposób prosty –<br />

pisze w dzienniku Weso³owski – w duchu<br />

armijnym, po wojskowemu. Nic nie by³o<br />

wieszane na œcianach, w magazynie broni<br />

mog¹ obrazy staæ pod œcianami. By³y<br />

skrzynie, skrzynki, szafki po Arce, rega³y,<br />

wieszaki, trochê sprzêtu do dyspozycji<br />

dosta³em od dyrekcji muzeum. Rysunki,<br />

druki te¿ by³y roz³o¿one na pod³odze”.<br />

Raz jeszcze od¿y³ Arsena³ w 2001 roku.<br />

Wystawa Arsena³ Nowy, pokazana<br />

w Miejskiej Galerii Arsena³ w Poznaniu, by³a<br />

now¹ interpretacj¹ idei sprzed piêciu lat.<br />

„Pomys³ wystawy jak we Wroc³awiu 1996,<br />

´magazyn broni´ (...). Tym razem nie w ujêciu<br />

grubym, ´wojskowoœciowym´, lecz cienkim,<br />

´uniwersyteckim´; tam by³ rzeczywisty<br />

budynek dawnego arsena³u, (...) tu mamy<br />

galeriê, która ´Arsena³´ (czy ´Ars – ena³´) siê<br />

nazywa. Zwana wymowa ogólna mojej wystawy:<br />

umownoœæ wszelkich podzia³ów<br />

w sztuce? nazw formalnych?; nie formy lecz<br />

ludzkie treœci i idee stanowi¹ o sensie sztuki.<br />

Dzien-Nik i jego realizacja pt. Arsena³ Nowy<br />

jako osobowa (Jacka Weso³owskiego)<br />

wypowiedŸ w sztuce o sztuce i przez sztukê<br />

o œwiecie i o cz³owieku”. W Arsenale Nowym<br />

„broñ” podzieli³ artysta wg kryterium zaczerpniêtego<br />

z ontologii reizmu Tadeusza<br />

Kotarbiñskiego (trochê ironiczne). Tak oto<br />

t³umaczy ów podzia³ w dzienniku, przygotowujac<br />

siê do wystawy: „1. Rzeczy. Prace<br />

´skoñczone´, ´zamkniête´. Tu daæ parê<br />

obrazów reliefowych, obrazki na papierze,<br />

niektóre obiekty w rodzaju Pom-Ników,<br />

pojed. rzeŸby, du¿e obiekty w rodzaju £odzi.<br />

2. Stosunki. Tu by³yby prace „doraŸne”,<br />

których elementy s¹ wymienne (mo¿na je<br />

wy³owiæ przez porównanie ilustracji w kolejnych<br />

katalogach). ´Rzeczy´ jako dzie³a,<br />

po³¹czone z innymi ´rzeczami´ oraz z przedmiotami<br />

realnymi z mego codziennego<br />

Bilder und Skulpturen sortiert und dann<br />

nochmals diese in Große, Mittlere und Kleine.<br />

Die erste waren Werke für die Wand, die<br />

zweite stehende und liegende, es gehörten zu<br />

Skulpturen auch Objekte und Installationen. Die<br />

Sache war auf eine militärische Art angefertigt:<br />

grob und einfach. Nichts wurde an der<br />

Wand aufgehängt, in einem Waffenlager können<br />

die Bilder an der Wand angelehnt stehen.<br />

Es gab Kisten und Kästen, kleine Schränke von<br />

Arca, Regale, Ständer. Etwas Gerümpel stellte<br />

mit die Museumsdirektion zur Verfügung.<br />

Zeichnungen und Drucke lagen auf dem<br />

Boden”.<br />

Arsenal wurde im Jahr 2001 noch ein Mal<br />

wiederbelebt. Die Ausstellung Arsenal Neu in<br />

der Städtischen Galerie Arsenal in Posen war<br />

eine Neuinterpretierung der Idee des<br />

„Waffenlager des Künstlers”: „Die Idee wie in<br />

Breslau 1996: ein ´Waffenlager´ (...). Diesmal<br />

aber nicht auf ´grobe militärische´ Weise interpretiert,<br />

sondern auf feine, ´intellektuelle´ Art.<br />

Dort gab es den realen Bau eines Arsenals<br />

(...), hier haben wir eine Galerie, die ´Arsenal´<br />

(oder ´Ars-enal´) genannt wurde. Was will ich<br />

damit sagen: dass die gesamte ´Kunstart- und<br />

Gattungslehre´, diese formale Namen belanglos<br />

sind? Nicht die Formen, sondern die menschliche<br />

Inhalte und Ideen entscheiden über<br />

das Wesen der Kunst. Tage-Buch und seine<br />

Formung in Arsenal Neu als ´Personenaussage´<br />

(von Jacek Weso³owski) in der Kunst<br />

und durch die Kunst über den Menschen in der<br />

Welt”. In Arsenal Neu teilte der Künstler<br />

seinen „Waffenstand” in drei Kategorien auf,<br />

nach der Ontologie des Reismus von Tadeusz<br />

Kotarbiñski (etwas ironisch gemeint). So wird<br />

diese Teilung im Weso³owskis Tagebuch erklärt:<br />

„1. Dinge: „vollendete”, „abgeschlossene”<br />

Arbeiten. Hinzu kommen ein paar Reliefsbilder<br />

und Arbeiten auf Papier, einige kleine Objekte<br />

der Art wie Denk-Mäler, einzelne Skulpturen<br />

oder größere Objekte, wie Boot oder kompakte<br />

Installationen; 2. Verhältnisse: hier kämen ad<br />

hoc zusammengestellte Installationen; ihre<br />

Elemente sind austauschbar (vergleiche<br />

Abbildungen in nachfolgenden Katalogen).<br />

´Dinge´ als Werke in Verbindung mit anderen<br />

´Dingen´ und realen Gegenständen werden zu<br />

Installationen (Bemerkung: neue Zusammenstellungen<br />

mit manchen Reliefsbilder und<br />

Papierarbeiten machen). Schließlich: 3.<br />

Erscheinungen: Es sind ´Aufzeichnungen´ der<br />

Ideen, momentane Arrangements, solche<br />

PREZENTACJE<br />

87


88<br />

otoczenia staj¹ siê czêœciami instalacji czy<br />

zbiorów: tu okazy Pom-Ników na regale, lalkiobiekty<br />

zbioru Cia³o z opisami – w skrzyni<br />

(lub w ³ó¿ku!); zrobiæ nowe po³¹czenia z wykorzystaniem<br />

niektórych obrazów reliefowych<br />

i studiów na papierze. Wreszcie by³yby<br />

Zjawiska (3): ´zapisy´ pomys³ów, chwilowych<br />

aran¿acji, takie ´dzie³a-nie-dzie³a´, które<br />

zjawi³y siê artyœcie i znik³y. Pozosta³y œlady:<br />

fotografia, jakieœ szcz¹tki materialne.<br />

Przyk³ad takiej mojej pracy (...) Flaga.<br />

Zjawisko: jest to refleks rozszczepionego<br />

œwiat³a s³onecznego na gipsowym odlewie<br />

g³owy, jakby obraz (œwietlny) flagi w trzech<br />

kolorach na rzeŸbie. RzeŸba ta znów mo¿e<br />

byæ prezentowana jako samodzielna praca,<br />

kiedy indziej stanowi czêœæ zbioru czy instalacji;<br />

tu pokazana jest jako indicium,<br />

za³¹cznik do fotografii, dokumentuj¹cej<br />

dzie³o-zjawisko”.<br />

Ta idea wzglêdnoœci statusu dzie³a<br />

i wahliwy (a wiêc umowny) podzia³ dzie³ na<br />

takie i inne i jeszcze inne stanie siê podstaw¹<br />

architektury wewnêtrznej wystawy Grenze/<br />

Granica. Z poznañskiego Arsena³u Nowego<br />

przeniesie te¿ artysta do Granicy „stoisko”<br />

(czy „instalacjê”?) Dzien-Nik. Dokumentacja.<br />

S¹ to owiniête w foliê paczki papieru<br />

maszynowego z tekstem dziennika, plakaty<br />

wystawowe, katalogi, ksi¹¿ki, note-booki,<br />

telewizor pokazuj¹cy z odtwarzacza film<br />

o twórczoœci artysty, zrealizowany przy okazji<br />

jego wystawy w Muzeum Kinematografii<br />

w 1993 roku (Dziennik Jacka Weso-<br />

³owskiego, TVP £ódŸ, 30 min., realizacja<br />

Jadwiga Wileñska).<br />

Sen nocy wiosennej<br />

W kilka miêsiêcy po Arsenale we<br />

Wroc³awiu pokaza³ Weso³owski nastêpny<br />

projekt: Sen nocy wiosennej. Od maja do<br />

paŸdziernika 1996 artysta przebywa³ na<br />

stypendium rz¹dowym landu Szlezwik-<br />

Holsztyn w Dr. Bamberger-Haus w Rendsburgu.<br />

W Muzeum ¯ydowskim w Rendsburgu<br />

– dawnej synagodze – „zainstalowa³” wystawê<br />

na temat holokaustu. Sta³a siê ona<br />

terenem odniesieñ miêdzy przesz³oœci¹<br />

a teraŸniejszoœci¹, jaw¹ a snem, miêdzy<br />

¿yciem a œmierci¹, pamiêci¹ a zapomnieniem.<br />

Weso³owski o swoim projekcie: „Tytu³<br />

nawi¹zuje do komedii Szekspira Sen nocy letniej,<br />

która, jak wiadomo, dzieje siê na granicy<br />

rzeczywistoœci i snu (m³odym ludziom<br />

snem jawi siê dziœ jawa hitlerowskiego<br />

Werke-Nicht-Werke, die dem Künstler für<br />

einen Moment erschienen sind und dann<br />

wieder verschwanden. Es bleiben Fotodokumente<br />

oder materielle Reste, Spuren. (...)<br />

Ein Beispiel dafür ist Flagge. Erscheinung. Es<br />

ist ein fotodokumentierter Lichtreflex auf<br />

einem Gipskopf (das Licht ging übers<br />

Aquarium), quasi das Lichtbild einer Flagge auf<br />

einer Skulptur. Die Skulptur selbst kann einmal<br />

als eine selbständige Arbeit und ein anderes<br />

Mal als Teil einer Installation betrachtet werden<br />

– hier wurde sie an das Foto als indicium<br />

angeheftet”.<br />

Diese Idee der Relativität des Werkstatus<br />

und Teilung der Werke nach diesen oder<br />

anderen und noch anderen Kriterien wird zur<br />

architektonische Grundlage der Ausstellung<br />

Grenze/Granica. Aus dem Posenschen<br />

Arsenal Neu überträgt auch der Künstler in die<br />

Grenze der „Stand” (oder ist das „Installation”?)<br />

Dzien-Nik. Dokumentation: es handelt sich um<br />

mit Folie umgewickelte Pakete mit<br />

Tagebuchtext, Ausstellungsplakate, Kataloge,<br />

Bücher, Laptops, einen Fernseher mit dem<br />

Videoprojektion des Films, der vom Polnischen<br />

Fernsehen (Jacek Weso³owskis Tagebuch,<br />

TVP Lodz, 30. min., Realisation Jadwiga<br />

Wileñska) im Museum der Kinematographie<br />

1993 gedreht wurde.<br />

Frühlingsnachtstraum<br />

Einige Monate nach Arsenal in Breslau<br />

zeigte Weso³owski das nächste Projekt:<br />

Frühlingsnachtstraum. Vom Mai bis Oktober<br />

1996 war der Künstler Stipendiat des Landes<br />

Schleswig-Holstein im Dr. Bamberger-Haus in<br />

Rendsburg. Im Jüdischen Museum Rendsburg<br />

(alte Synagoge) installierte er eine Ausstellung<br />

zum Thema Holocaust. Er berührte damit die<br />

Spannen zwischen Gestern und Heute, Traum<br />

und Realität, Leben und Tod, Erinnern und<br />

Vergessen. Der Autor über sein Projekt: „Der<br />

Titel knüpft an Shakespeares Komödie<br />

Sommernachtstraum an, deren Handlung<br />

bekanntlich an der Grenze zwischen Wirklichkeit<br />

und Traum spielt (so wie die heutige<br />

Jugend die Zeit des Nationalsozialismus als<br />

einen bösen Traum empfinden kann) und an die<br />

Ereignisse im Frühjahr 1943, als im Rahmen<br />

der Endlösung der Judenfrage in Warschau<br />

das Getto liquidiert wurde. Einige Wochen<br />

später bin ich in der Nähe des Ortes der<br />

Handlung geboren worden. Auf der Vernissage<br />

(...) hatte ich auf dem Fußboden der Synagoge<br />

einfache Gegenstände des persönliches


porz¹dku) i do wiosny 1943, kiedy to<br />

w Warszawie wykonywano program tzw.<br />

ostatecznego rozwi¹zania kwestii ¿ydowskiej<br />

(Endlösung der jüdischen Frage). W parê<br />

tygodni potem urodzi³em siê w pobli¿u miejsca<br />

wydarzeñ. Na wernisa¿u (...) na pod³ogê<br />

synagogi wyk³ada³em drobne przedmioty,<br />

oznaki ludzkiej egzystencji; koledzy muzycy<br />

kiloñscy grali na smyczkach kwartet<br />

Mendelssohna, po sali kr¹¿y³y moje dzieci,<br />

nieœwiadome k³êbi¹cych siê znaków<br />

i znaczeñ”. Spektakl rozgrywaj¹cy siê<br />

w murach synagogi pobudza³ myœli i emocje<br />

widzów – œwiadków „zdarzenia artystycznego”.<br />

Przestrzeñ, obiekty i dzia³ania<br />

artystyczne, muzyka, wszystko to wywo³ywa³o<br />

z³o¿ony, wielosekwencyjny, szybko<br />

tocz¹cy siê ci¹g skojarzeñ i wizji.<br />

Inter Wencja<br />

by³a projektem (rok 1997), w którym<br />

miejsce nie odgrywa³o szczególnej roli.<br />

Wystawa, opatrzona katalogiem, zosta³a<br />

przygotowana dla Muzeum Historii Miasta<br />

£odzi. Zamys³em artysty by³o przedstawienie<br />

w³asnej twórczoœci i pokrewnego mu<br />

pogl¹dami na sztukê kiloñskiego artysty<br />

Bernharda Schwichtenberga we wzajemnym<br />

do siebie odniesieniu. Wspólna „inter<br />

(³ac. ´miêdzy´) wencja” obu artystów, wyznacza³a<br />

oœ porozumienia dwóch ludzi tego<br />

samego pokolenia (wojennego), przynale¿nych<br />

dwom ró¿nym kulturom narodowym<br />

i ukszta³towanych w odmiennych warunkach<br />

polityczno-spo³ecznych. Ryszard Czubaczyñski,<br />

dyrektor ³ódzkiego Muzeum, organizator<br />

wystawy, pisa³ w katalogu: „Do mnie<br />

osobiœcie zamierzenie to przemawia jak<br />

specyficzny teatr ubrany w kostiumy skojarzeñ,<br />

odnosz¹cych siê czasem do historii,<br />

czasem do rzeczywistoœci wspó³czesnej.<br />

I maj¹cy na uwadze przysz³oœæ naszego<br />

œwiata. Konflikty i kontrasty polityczne<br />

i spo³eczne, nietolerancja, okrucieñstwo,<br />

zagro¿enie œrodowiska naturalnego,<br />

powszechna w³adza pieni¹dza, wszechobecna<br />

mechanizacja – i nade wszystko pozycja<br />

sztuki wobec tej ´nieartystycznej´ problematyki<br />

– oto pola Inter Wencji”. W tym<br />

samym 1997 roku jeszcze i na wiosnê<br />

1998 wystawê dwóch artystów pokaza³y<br />

dwie galerie miejskie w pó³nocnych<br />

Niemczech (w Neumünster i w Brunsbüttel).<br />

Mia³a ona szeroki oddŸwiêk w prasie, radiu<br />

i telewizji w Szlezwiku-Holsztynie.<br />

Bedarfs ausgelegt: Zeichen menschlicher<br />

Existenz. Musikerkollegen aus Kiel spielten ein<br />

Quartett Mendelssohns, im Saal liefen meine<br />

Kinder herum, ohne von der Bedeutung der<br />

zusammengetragenen Zeichen und Sachen<br />

etwas zu ahnen”.<br />

Inter Vention<br />

war ein Projekt (1997), in dem der Ort<br />

keine besondere Rolle spielte. Die Ausstellung,<br />

mit ausdruckskräftigem Katalog, wurde für<br />

das Museum zur Geschichte der Stadt Lodz<br />

vorbereitet. Die Idee des Künstlers war, seine<br />

eigene Kunst und des Kielers Bernhard<br />

Schwichtenberg aufeinander in einer Ausstellung<br />

zu beziehen. Diese gemeinsame Inter<br />

(inter = auf Latein zwischen) Vention war der<br />

solidarische Auftritt zweier Menschen einer<br />

Generation (des Krieges), die anderen<br />

Traditionen und Kulturen angehören und in<br />

unterschiedlichen gesellschaftlich-politischen<br />

Systemen aufgewachsen waren. Ryszard<br />

Czubaczyñski, der Direktor des Lodzer<br />

Museums, schrieb über die Ausstellung: „Mich<br />

persönlich spricht dieses Unternehmen an wie<br />

ein spezifisches Theater mit seinen Kostümen,<br />

mit denen wir mal die Vergangenheit, mal die<br />

Gegenwart assoziieren können. Und das die<br />

Zukunft unserer Welt vor sich hat. Die politischen<br />

und gesellschaftlichen Konflikte und<br />

Kontraste, Intoleranz, Gnadenlosigkeit,<br />

Umweltbedrohung, allgemein geltende Macht<br />

des Geldes und die totale Automatisierung –<br />

und vor allem die Einstellung der Kunst zu<br />

dieser „nichtkünstlerischen” Problematik – sind<br />

die Felder der Inter Vention”. Noch im derselben<br />

Jahr 1997 und im Frühling 1998 wurde<br />

die Ausstellung zweier Künstler von zwei<br />

Städtischen Galerien in Norddeutschland<br />

(Neumünster und Brunsbüttel) gezeigt. Die<br />

Ausstellungen hatten großen Resonanz in den<br />

schleswig-holsteinischen Medien.<br />

Im Jahr 2001 erarbeitete Jacek<br />

Weso³owski zusammen mit Schwichtenberg<br />

eine neue Version des Lodzer Projektes, mit<br />

dem Titel Inter Vention – Berlin, für das<br />

Polnische Kulturinstitut in Berlin. In dem neuen<br />

Katalog, den das Auswärtige Amt der Republik<br />

Polen finanzierte, schreibt Weso³owski über<br />

das inzwischen 5 Jahre lebende Projekt: „Für<br />

mich persönlich war das gemeinsam mit<br />

Bernhard Schwichtenberg über Jahre entwickelte<br />

Projekt eine Erfahrung der Nähe und das<br />

Zusammentuns mit dem Anderen. Erfahrung<br />

in der Kunst und durch die Kunst”. Und Björn<br />

PREZENTACJE<br />

89


90<br />

W roku 2001, we wspó³pracy ze<br />

Schwichtenbergiem, Weso³owski przygotowa³<br />

now¹ wersjê ³ódzkiego projektu, pod<br />

tytu³em Inter Wencja – Berlin, dla Polskiego<br />

Instytutu Kultury w Berlinie. W nowym katalogu,<br />

który sfinansowa³o Ministerstwo<br />

Spraw Zagranicznych w Warszawie, tak oto<br />

podsumowa³ 5 lat projektu: „Dla mnie osobiœcie<br />

ten wspólnie z Bernhardem<br />

Schwichtenbergiem przez lata realizowany<br />

projekt jest g³êbokim doœwiadczeniem<br />

wspó³odczuwania i wspó³dzia³ania z Drugim<br />

Cz³owiekiem – w sztuce i poprzez sztukê”.<br />

Björn Engholm pisze zaœ w swoim szkicu krytycznym:<br />

„Ci dwaj artyœci zapewne siê nie<br />

szukali, lecz to, ¿e siê odnaleŸli wzajemnie,<br />

stanowi niezwykle szczêœliw¹ okolicznoœæ.<br />

(...) Sztuka Schwichtenberga i Weso-<br />

³owskiego jest wyrazem wiary w idee humanizmu<br />

i tolerancji, pochwa³¹ rozumu,<br />

wezwaniem do czujnoœci w obronie wartoœci<br />

europejskiej kultury”.<br />

W zgodzie z t¹ ocen¹ jedna z prac Jacka<br />

Weso³owskiego z wystawy Inter Wencja<br />

znalaz³a si¹ w podrêczniku jêzyka polskiego<br />

Literatura wspó³czesna (Bo¿ena Chrz¹stowska,<br />

wspó³aut., Poznañ 1998); autor<br />

niniejszego szkicu przygotowywa³ siê z niej<br />

do matury.<br />

Warto wspomnieæ, ¿e z projektem Inter<br />

Wencja wi¹¿e siê inicjatywa Jacka<br />

Weso³owskiego zorganizowania wystawy<br />

w galerii BBK (zwi¹zku plastyków w Niemczech)<br />

w Kilonii w 1999 roku. W wystawie,<br />

pt. Wirk-lich (Rzeczy-wiœcie) poza autorem<br />

konceptu i Bernhardem Schwichtenbergiem<br />

wziê³o udzia³ jeszcze troje artystów<br />

szlezwicko-holsztyñskich.<br />

G. £owa<br />

W nastêpstwie pobytu Weso³owskiego<br />

na stypendium w Rostoku w roku 1999<br />

Kunstverein Bad Doberan zaproponowa³<br />

artyœcie wystawê indywidualn¹ w swojej<br />

siedzibie w centrum miasta – w Roter<br />

Pavillon. Weso³owski przygotowa³ projekt<br />

G.£owa (2000). Motywem wystawy by³a<br />

g³owa – „najwa¿niejsza czêœæ cz³owieka, das<br />

Haupt, po niemiecku „g³owa” w sensie<br />

„g³ównoœæ”, oraz cz³owiek, który nazywa siê<br />

G. £owa (czyli jakiœ ktoœ o imieniu zaczynaj¹cym<br />

siê na literê G. i nazwisku £owa).<br />

Jeden z nas. G³ównymi eksponatami by³y<br />

rzeŸby g³ów z gipsu i betonu, buduj¹ce<br />

w inscenizacjach przestrzennych rzeczywis-<br />

Engholm bemerkt in seiner Skizze: „Die zwei<br />

Künstler haben sich vielleicht nicht gesucht,<br />

aber dass sie sich gefunden haben, ist ein<br />

äußerst glücklicher Umstand. (...) Schwichtenbergs<br />

und Weso³owskis Arbeiten sind<br />

Aufforderungen: der Nächstenliebe und<br />

Toleranz Auftrieb zu geben, den wachen<br />

Verstand alltäglich einzusetzen, die Sinne zu<br />

schärfen, nicht alle europäischen Traditionen<br />

beliebig zu verscherbeln”.<br />

Im Einklang mit dieser Bewertung fand sich<br />

eine der Jacek-Weso³owski-Arbeiten der Inter<br />

Vention im Polnischlehrbuch für die Abiturklasse,<br />

Die Gegenwartsliteratur (Literatura<br />

wspólczesna, Bo¿ena Chrz¹stowska u.<br />

Mitautorinnen, Poznañ 1998); Autor dieser<br />

Skizze kennt das Buch aus seiner Schulzeit.<br />

Es ist noch erwähnungswert, dass 1999<br />

ein Nebenprodukt des Projektes Inter Vention<br />

zustande kam: die Ausstellung Wirk-lich in der<br />

Galerie BBK (Bundesverband der Bildenden<br />

Künstler) in Kiel. Außer dem Autor des<br />

Konzeptes und Schwichtenberg nahmen an<br />

der Ausstellung noch drei schleswig-holsteinischen<br />

KünstlerInnen teil.<br />

K.Opf<br />

Infolge des Stipendiumsaufenthalts 1999<br />

in Rostock organisierte der Kunstverein Bad<br />

Doberan im Jahr 2000 eine Weso³owski-<br />

Ausstellung in Roter Pavillon im Zentrum des<br />

mecklenburgischer Kurorts. Das Projekt<br />

betitelte der Künstler K. Opf . Das Hauptmotiv<br />

war der Kopf, der Hauptteil eines Menschen,<br />

man sagt auch: das Haupt. Sein Held<br />

war K. Opf, d.h. ein Mensch dessen<br />

Nachname Opf lautet und dessen Vorname mit<br />

der Buchstabe K beginnt. Einer von uns. Die<br />

meiste Exponate waren Köpfe aus Gips und<br />

Beton. Zusammen mit Bildern, Zeichnungen<br />

und plastischen Werken bildeten sie eine bildnerische<br />

Wirklichkeit, die zum Nachdenken<br />

bewegte. Auf der Vernissage zeigte der<br />

Künstler eine Performance mit dem Titel<br />

Mister Jekyll und Doctor Hyde. Es ist hier vielleicht<br />

zu erwähnen, dass Weso³owski seit 1993<br />

oft (in verschiedenen Versionen) Performance<br />

G. Schichte wiederholt –, auf Zweideutigkeit<br />

dieser orthographischen Idee beruht auch<br />

K. Opf.<br />

Domi<br />

Im Jahr 2000 wurde im historischen<br />

Pfarrhaus (Barock, Baujahr 1765,<br />

Weso³owski hat das Haus mit Hilfe von<br />

Freunden 1997 erworben) in Bia³owice (dt.


toœæ plastyczn¹, która dziêki symbolice<br />

„g³owy” i podmiotowym odniesieniom do<br />

G. £owy, dzia³a³a metaforycznie i asocjacyjnie.<br />

Na wernisa¿u odby³ siê performance:<br />

Mister Jekyll and Doctor Hyde. Wypada<br />

tutaj wspomnieæ, ¿e od roku 1993<br />

Weso³owski powtarza czêsto (w rozmatych<br />

wersjach) performance G.Schichte<br />

(H.Istoria) – na dwuznacznoœci tego<br />

ortograficznego pomys³u oparta jest<br />

i G. £owa.<br />

Domi<br />

W 2000 roku w dawnej plebanii<br />

w Bia³owicach (barok, rok budowy 1765),<br />

któr¹ w 1997 roku kupi³ z pomoc¹ rodziny<br />

i przyjació³ Weso³owski, przedstawiony<br />

zosta³ projekt Domi. £aciñskie domi znaczy<br />

„w domu”. Odtworzone i zinterpretowane<br />

przy u¿yciu artystycznych œrodków wyrazu<br />

przedstawione zostaly w Starej Plebanii<br />

Dzieje rodziny pastora Rudolfa Morý 1933-<br />

1945 (podtytu³ wystawy), ostatniego pastora<br />

Bia³owic, wówczas Billendorf. Wystawa<br />

sta³a siê kanw¹ i pretekstem spotkania<br />

dawnych i dzisiejszych mieszkañców wsi,<br />

Niemców i Polaków. W samym projekcie –<br />

pisa³ poŸniej Weso³owski (kat. Grenze/<br />

Granica) - „wa¿niejsze by³o spotkanie<br />

dawnych i obecnych mieszkañców, ni¿ wystawa,<br />

i spotkanie to sta³o siê w³aœciwym<br />

´dzie³em´, moim, i ludzi w nim uczestnicz¹cych”.<br />

Wspólne rozmowy, refleksje<br />

i wspomnienia jako ca³oœæ tworzy³y „dzie³o”,<br />

jednocz¹ce kultury – niemieck¹ i polsk¹,<br />

doœwiadczenia ró¿nych pokoleñ oraz ¿ycie<br />

i sztukê.<br />

Ideê Domi kontynuuje artysta do dziœ,<br />

ka¿dego roku we wrzeœniu odbywaj¹ siê<br />

w Starej Plebanii spotkania kulturalne<br />

niemiecko-polskie przy poparciu miejscowych<br />

i niemieckich instytucji samorz¹dowych.<br />

Szeroki rozmach mia³a zw³aszcza<br />

impreza w 2002 roku. Zrealizowany zosta³<br />

projekt Jehsen – zaginiona wieœ (wspó³autork¹<br />

konceptu by³a Izabela Andrzejewska),<br />

do którego Jacek Weso³owski<br />

zaprosi³ piêcioro artystów z Zielonej Góry<br />

i czworo z Berlina, sam zajmuj¹c pozycjê<br />

³¹cz¹c¹ oba zespo³y. Projekt, jak wiêkszoœæ<br />

dotychczasowych projektów Weso³owskiego,<br />

wspar³a finansowo Fundacja Wspó³pracy<br />

Polsko-Niemieckiej. Artyœci opracowali<br />

koncepty na temat historii i uwik³anych<br />

w ni¹ losów ludzkich. Wystawa Jehsen pod<br />

Billendorf) das Projekt Domi realisiert. Auf<br />

Latein bedeutet das Wort „zu Hause”. Der<br />

Künstler hat die Geschichte der Familie Pastor<br />

Rudolf Morý 1933-1945 (Untertitel des<br />

Projektes) rekonstruiert und mit künstlerischen<br />

Mittel interpretiert. Pastor Morý war<br />

der letzte evang. Geistliche im Dorf, seine<br />

Familie lebte im Pfarrhaus bis 1945 (er selbst<br />

starb 1943 in Afrika). Die Ausstellung wurde<br />

zum Anlass für eine Begegnung von den einstigen<br />

und heutigen Bewohner, von Deutschen<br />

und Polen. „In dem Projekt – schrieb später<br />

Wesolowski –, war mir die Begegnung der beiden<br />

Parteien wichtiger als die Ausstellung selbst<br />

und diese Begegnung wurde hier zum<br />

eigentlichen ´Kunstwerk´, meinem und der<br />

Leuten, die an dem Ereignis teilgenommen<br />

haben”. Gespräche, Erinnerungen und<br />

Reflexionen bildeten ein „Werk”, in dem sich die<br />

Kulturen – die deutsche und die polnische –, die<br />

Erfahrungen von verschiedenen Generationen<br />

und das Leben mit der Kunst vermischt und<br />

vereinigt haben.<br />

Die Domi-Idee setzt der Künstler bis heute<br />

fort. Jedes Jahr im September wird im Alten<br />

Pfarrhaus in Bialowice/Billendorf eine<br />

deutsch-polnische Begegnung mit kulturellen<br />

Programm organisiert und institutionell von<br />

beiden Seiten unterstützt. Besonders weit<br />

angelegt war die Veranstaltung im Jahr 2002.<br />

Wesolowski konzipierte (Mitautorin war<br />

Isabella Andrzejewska) ein Projekt mit<br />

Teilname von fünf KünstlerInnen aus Zielona<br />

Gora und vier aus Berlin – er selbst war eine<br />

Verbindung zwischen den beiden Gruppen. Das<br />

Projekt hieß Jehsen – verschollenes Dorf und<br />

wurde, wie auch mehrere Projekte von<br />

Wesolowski, von der Stiftung für die deutschpolnische<br />

Zusammenarbeit teilfinanziert.<br />

Die Künstler bearbeiteten Konzepte zur<br />

Geschichte und menschlicher Schicksale. Die<br />

Ausstellung Jehsen wurde 2005 in Berlin in<br />

einer neuen Version gezeigt (J. Ehsen<br />

in Berlin). Bei der Organisation wurde<br />

Weso³owski von dem Verein KunstGrenzen<br />

e.V. Berlin unterstützt. Zur Vernissage waren<br />

die polnische Teilnehmer de Projektes und<br />

Gäste aus Zielona Góra angereist.<br />

Grenze<br />

Am Projekt Grenze arbeitete der Künstler<br />

seit 1999. Es wurde in Zusammenarbeit von<br />

drei Ostsee-Städte realisiert, Initiator war das<br />

Kulturamt der Hansestadt Rostock. In Rostock<br />

wurde die Ausstellung Grenze/Granica 2001<br />

PREZENTACJE<br />

91


92<br />

zmienionym tytu³em J.Ehsen in Berlin<br />

zosta³a pokazana raz jeszcze w 2005 roku<br />

w galerii Atelierhaus Bizetstr. 102<br />

w Berlinie, zorganizowana przez Weso-<br />

³owskiego przy pomocy stowarzyszenia kulturalnego<br />

KunstGrenzen e.V. Na wernisa¿u<br />

obecni byli tak¿e artyœci i goœcie z Polski.<br />

Granica<br />

Nad projektem Granica pracowa³ artysta<br />

od 1999 roku. Zrealizowa³y go trzy miasta<br />

ba³tyckie dawnej Hanzy we wzajemnej<br />

wspó³pracy, z inicjatywy Miasta Hanzeatyckiego<br />

Rostoku. W Rostoku pokazany zosta³<br />

w 2001, w Lubece i Szczecinie w 2002<br />

roku. Osnuty by³ wokó³ pojêcia granicy.<br />

W ksi¹¿ce-katalogu (100 stron, 88 ilustracji)<br />

Weso³owski i dziewiêcioro zaproszonych<br />

przez niego autorów wielostronnie<br />

reflektuj¹ „koncept w sztuce” Dzien-Nik ze<br />

szczegó³nym uwzglêdnieniem tematu-problemu<br />

Granicy. Katrin Arrieta, dyrektor<br />

Kunsthalle Rostock, pisze o sztuce<br />

Weso³owskiego w perspektywie jego<br />

„granicznego” projektu: „Zamiast oddzielnych<br />

dzie³, Weso³owski prezentuje ca³oœæ<br />

swojej pracy jako zbiór rekwizytów inscenizacji<br />

na zadany sobie temat. Stawia sprawê<br />

jasno: chodzi nie tyle o poszczególne dzie³a,<br />

co o zasadê, lub inaczej: o zasadê, która<br />

prowadzi do rozumienia poszczególnych<br />

dzie³. Tak jest w przypadku wystawy Granica.<br />

Zanim przyst¹pimy do dyskusji nad jakimiœ<br />

konkretnymi granicami, musimy sobie zdaæ<br />

sprawê z istoty samego pojêcia: „granica”<br />

oznacza rozgraniczenie czegoœ od czegoœ,<br />

jest to coœ, co stwarzane jest przez nas,<br />

ludzi, aby umo¿liwiæ nam orientacjê<br />

w œwiecie, w labiryncie bytu”. Granica jest<br />

lini¹ dziel¹c¹. Granic¹ mo¿e byæ kres<br />

mo¿liwoœci, dzia³añ. Mo¿na mieœciæ siê<br />

w granicach lub przekraczaæ granice.<br />

Kluczow¹ dla problemu wszelkich<br />

poszczególnych granic jest dla Weso-<br />

³owskiego „granica porozumienia” miêdzy<br />

ludŸmi, miêdzy <strong>jednym</strong>, a drugim podmiotem<br />

ludzkim. W dzienniku publikowanym w katalogu<br />

pyta: „Czy i w jakim stopniu jeden<br />

cz³owiek mo¿e porozumieæ siê z innym<br />

cz³owiekiem? Gdzie tkwi i na czym polega<br />

´granica´ porozumienia, warunkowego<br />

porozumienia, czasowego porozumienia<br />

i tak dalej”?<br />

Warto jeszcze dodaæ, ¿e ksi¹¿ka<br />

Grenze/Granica nie jest tylko katalogiem –<br />

gezeigt, in Lübeck und Stettin 2002. Im<br />

Katalog-Buch (100 Seiten, 88 Abbildungen)<br />

wird das Kunstkonzept Tage-Buch und das<br />

Projekt Grenze von neun von Weso³owski eingeladenen<br />

Autoren, sechs deutschen und drei<br />

polnischen, erörtert und interpretiert. Weso³owski<br />

verfasst für den Katalog einen eigenen<br />

umfangreichen Text, in dem er verschiede<br />

Schreibformen in ein wissenschaftlich-literarisches<br />

Werk zusammentut. Katrin Arrieta,<br />

Direktorin der Kunsthalle Rostock schreibt<br />

über Weso³owkis Kunst und über sein Drei-<br />

Städte-Projekt: „Statt Einzelstücke zum Thema<br />

zu schaffen, macht Weso³owski sein<br />

Gesamtwerk zur Requisite – die Inszenierung<br />

ist es, die dieses an Thema bindet. Damit wird<br />

deutlich: Es geht weniger um spezielle<br />

Phänomene als um Prinzipien, oder besser: Es<br />

sind die Prinzipien, die zur Wahrnehmung der<br />

Phänomene führen. So bei Grenze. Bevor es<br />

daran geht, die Realität bestimmter Grenze zu<br />

diskutieren, steht das Prinzip der Abgrenzung<br />

zur Debatte: fühlbar zu machen, dass Grenzen<br />

eben Abgrenzungen sind –, etwas von<br />

Menschen Gemachtes und in die Welt<br />

Gesetztes, Konstrukte, die der Orientierung<br />

dienen”. Die Grenze ist eine Abgrenzungslinie.<br />

Die Grenze kann das Ende einer Möglichkeit<br />

oder einer Tätigkeit sein. Man kann<br />

in der Grenzen bleiben oder die Grenzen<br />

überschreiten. Für Weso³owski hat die<br />

„Grenze der Verständigung” zwischen der<br />

Menschen, zwischen den einen und einen<br />

anderen menschlichen Subjekt eine<br />

Schlüsselbedeutung für alle andere Grenzen.<br />

Im Tagebuch fragt er: „Wie weit kann sich ein<br />

Mensch mit den anderen Menschen verständigen?<br />

Wo haftet und worauf beruht die<br />

´Grenze´ der Verständigung, der Nicht-<br />

Verständigung, einer Teilverständigung, einer<br />

bedingter Verständigung u.s.w. zwischen<br />

uns?”<br />

Es muss noch gesagt werden, dass das<br />

Buch Grenze/Granica nicht nur ein Katalog –<br />

eine Ausstellungsdokumentation ist. Sie ist<br />

auch ein selbständiges künstlerisches Faktum;<br />

in ihm wird realisiert, eben in der Form vom<br />

Buch-Album und auf eine sehr ausführlich<br />

durchdachte Weise, die Idee und das Thema<br />

des Projektes. Und „das Thema des Projektes<br />

Grenze – schreibt Weso³owski – ist das<br />

Grenzmäßigkeit an sich´”. Die „Grenzmäßigkeit<br />

an sich” überträgt der Künstler aus dem Buch<br />

weiter in die Kulturzeitschrift „Pro Libris”: ab


dokumentacj¹ wystawy. Jest ona rownie¿<br />

samodzielnym zamierzeniem artystycznym,<br />

realizuj¹cym, w³aœnie w formie ksi¹¿ki-albumu,<br />

w sposób drobiazgowo przemyœlany<br />

przez autora, ideê i temat projektu: zaœ<br />

„tematem projektu Granica jest sama<br />

´granicznoœæ´, die Grenzmäßigkeit an sich” –<br />

pisze Weso³owski. „Granicznoœæ tekstu”<br />

z ksi¹¿ki przenios³a siê artyœcie na „esej<br />

w odcinkach” pt. Na Granicy, publikowany<br />

w czasopiœmie kulturalnym „Pro Libris” od<br />

<strong>numer</strong>u 2/2003.<br />

W zwi¹zku z projektem Grenze/Granica<br />

Jacek Weso³owski zosta³ zaproszony do<br />

udzia³u w szeroko zakrojonym Miêdzynarodowym<br />

Interdyscyplinarnym Projekcie<br />

„Goetzen” Udo C. Cordesa we Frankfurcie<br />

nad Odr¹ z w³¹czeniem S³ubic (realizacja<br />

2004). O randze tego wydarzenia artystycznego<br />

mo¿e œwiadczyæ fakt osobistej nad<br />

nim opieki ministra kultury i mediów<br />

Republiki Federalnej pani Christiny Weiss<br />

oraz obecnoœæ w nim takich artystów jak<br />

Tim Ulrichs czy Urs Jaeggi. Na lata<br />

2005/2006 Jacek Weso³owski zaplanowa³<br />

natomiast w³asne dwie wystawy, które<br />

wywiód³ z idei Granicy: „Mam pomys³y, które<br />

z Granicy wysnuwaj¹ siê mi: Kunst-Werk<br />

i Z-Wi¹zki. Pierwszy jako dementi, drugi jako<br />

continuum idei Granicy. Razem jako jedno<br />

i drugie (...) W Kunst-Werku eksponaty<br />

poustawiam czy pouwieszam raczej rzadko,<br />

z odstêpami, to jest tu i to, to jest tamto<br />

tam; z tytu³ami, z datami, ponazywane:<br />

„instalacja”, „rzeŸba” „fotografia”. By by³o<br />

wiadomo, by by³o. Die Sprache schafft das<br />

Sein / Jako rzecze Wittgenstein” – pisze w<br />

dzienniku w katalogu Kunst-Werk. Wystawa<br />

Kunst-Werk zosta³a pokazana w galerii BWA<br />

w Zielonej Górze w paŸdzierniku 2005 roku.<br />

Dla planowanego dla Muzeum Historii<br />

Miasta £odzi konceptu Z-wi¹zki artysta przy<br />

poparciu dyrektora Muzeum szuka³ partnera<br />

w Berlinie, mia³o byæ nim jedno<br />

z muzeów miejskich. Rozmowy przeci¹ga³y<br />

siê, Weso³owski zdecydowa³ siê w 2006<br />

roku pokazaæ w £odzi Granicê, rozszerzon¹<br />

o nowy element, zal¹¿ek byæ mo¿e nastêpnego<br />

projektu: Zwi¹zki.<br />

W Zwi¹zkach pokazanych w „mieœcie<br />

jego korzeni” Jacek Weso³owski przekracza<br />

granice interpersonalne nie tylko wobec<br />

widza („nie-artysty”), tak jak tego chcia³<br />

w Granicy nad Ba³tykiem, lecz ³¹czy w spójn¹<br />

Nr. 2/2004 publiziert er dort einen<br />

„Fortgesetzten Essay” mit dem Titel: An der<br />

Grenze.<br />

Im Bezug zum Projekt Grenze/Granica<br />

wurde Jacek Weso³owski zur Teilname an den<br />

Internationalen interdisziplinären Kunstprojekt<br />

„Goetzen” von Udo C. Cordes in Frankfurt/<br />

Oder und Slubice (realisiert 2004) eingeladen.<br />

Über der Rang des Projektes bezeugt die persönliche<br />

Schirmherrschaft der Bundesministerin<br />

für Medien und Kultur, Frau<br />

Christina Weiss und dieTeilnahme solcher<br />

Künstler wie Tim Ulrichs oder Urs Jaeggi. Für<br />

2005/2006 plante Jacek Weso³owski zwei<br />

eigene Einzelnausstellungen, die er aus dem<br />

Grenze-Projekt herausführte. „Ich habe Ideen,<br />

die aus Grenze ausspringen: Kuntst-Werk und<br />

Ver-Bindungen (fair- Bindungen!, T.Z.S.). Die<br />

Erste als dementi, die zweite als continuum der<br />

Grenze-Idee. Zusammen genommen ist das<br />

Beides (...) In Kunst-Werk werde ich die<br />

Exponate voneinander ordentlich entfernt<br />

stellen, hängen, legen: das ist hier und das und<br />

jenes ist dort und wieder; betitelt, datiert, mit<br />

dem Gattungsnamen: „Installation”, „Skulptur”,<br />

„Foto” versehen. (...) Damit man weiß, es ist.<br />

Die Sprache schafft das Sein / Sagte Ludwig<br />

Wittgenstein – so Weso³owski im Tagebuch im<br />

Katalog Kunst-Werk. Die Ausstellung Kunst-<br />

Werk wurde in der BWA-Galerie in Zielona<br />

Gora im Oktober 2005 gezeigt. Für das<br />

Konzept Ver-Bindungen, das der Künstler im<br />

Museum zur Geschichte der Stadt zeigen<br />

wollte, suchte er mit der Unterstützung des<br />

Lodzer Museum einen Partner in Berlin, es<br />

solle ein der historischen Stadtmuseen sein.<br />

Die Gespräche dauerten zu lange und<br />

Weso³owski hat beschlossen, in Lodz die<br />

Grenze 2006 zu zeigen. In einer neuen Version<br />

und um Verbindungen erweitert, die sich<br />

möglicherweise zu einem neuen Projekt<br />

entwickelt.<br />

In Verbindungen, in der Heimatstadt<br />

Weso³owskis ausgestellt, überschreitet der<br />

Künstler nicht nur die Grenzen zwischen<br />

Künstler und Betrachter (den „Nicht-<br />

Künstler”), was er in Grenze an der Ostsee<br />

wollte, sondern er verbindet seine eigene<br />

Arbeiten mit Werken von anderen Künstlern,<br />

von Freunden und Bekannten aus der fast fünfundzwanzigjährigen<br />

Geschichte des Tage-<br />

Buchs (in der Lodzer Ausstellung beteiligten<br />

sich u.a. Stanis³aw Dró¿d¿, Klaus Staeck, Jan<br />

Berdyszak). So überschreitet der Autor von<br />

PREZENTACJE<br />

93


94<br />

ca³oœæ swe prace z pracami innych artystów:<br />

znajomych i przyjació³ z okresu prawie<br />

æwieræwiecza Dzien-nika (w wystawie ³ódzkiej<br />

uczestnicz¹ m.in. Stanis³aw Dró¿dz, Klaus<br />

Staeck, Jan Berdyszak).Tak oto rozszerza<br />

autor Dzien-Nika granice pojedynczego Ja<br />

o zwi¹zki z Innymi.<br />

Tage-Buch die Grenzen des einzelnen Ichs hin<br />

zu Verbindungen mit den Anderen.<br />

Übersetzt von Christmar Horn


Susanne Lambrecht<br />

Einmaliges Projekt:<br />

KottbusKunst<br />

Ende Juli trafen sich im Kunstmuseum<br />

Dieselkraftwerk Cottbus 1 Ausstellungsmacher<br />

und Kunstinteressierte, um in einer lockeren<br />

Gesprächsrunde ein vorläufiges Fazit zu einem<br />

für Cottbus bislang einmaligen Ausstellungsprojekt<br />

zu ziehen: anlässlich der 850-Jahr-<br />

Feier der Stadt waren an sieben Standorten<br />

Ausstellungen zum Thema „KottbusKunst.<br />

Bildende Kunst in der Stadt” zu sehen gewesen.<br />

Ein reichbebildertes Katalogbuch unter<br />

demselben Titel, das im Cottbuser ALfA Verlag<br />

dank des Sponsorings der Ostdeutschen<br />

Sparkassenstiftung und der lokalen Sparkasse<br />

Spree-Neiße 2 zum äußerst günstigen Preis<br />

von 18,90 Euro erscheinen konnte, dokumentiert<br />

das Panorama zu Kultur- und<br />

Kunstgeschichte der Stadt 3 .<br />

Drei Jahre, so berichtete Jörg Sperling,<br />

Kustos des Kunstmuseums, hatte man<br />

gemeinsam an diesem Projekt gearbeitet und<br />

mit Blick auf das regionale Umfeld die<br />

Kunstszene bewusst „in die Breite” erforscht.<br />

Eine Kunststadt, da war man sich einig, in der<br />

kontinuierlich und innovativ künstlerisch gearbeitet<br />

wurde, ist Cottbus nicht. Aber, so<br />

Steffen Krestin, Leiter des Stadtmuseums, es<br />

1 Die Brandenburgischen Kunstsammlungen Cottbus wurden<br />

im Vorgriff auf den Umzug in das neue Ausstellungshaus<br />

im Dieselkraftwerk, das derzeit zum Museum<br />

umgebaut und Anfang 2008 eröffnet werden wird, bereits<br />

jetzt umbenannt in „Kunstmuseum Dieselkraftwerk Cottbus”.<br />

2 Die Sparkassen in Deutschland sind gemeinnützige<br />

Anstalten des öffentlichen Rechts, die einen Teil ihrer<br />

Gewinne einsetzten im Bereich Sponsoring und damit<br />

maßgeblich auch kulturelle Projekte unterstützen.<br />

3 ISBN 3-935513-18-6<br />

Susanne Lambrecht<br />

Wyj¹tkowy projekt:<br />

KottbusKunst<br />

Pod koniec lipca w Kunstmuseum<br />

Dieselkraftwerk Cottbus 1 spotkali siê organizatorzy<br />

wystaw i mi³oœnicy sztuki, by<br />

w luŸnej rozmowie sformu³owaæ wstêpne<br />

wnioski z, jak dot¹d, wyj¹tkowego dla<br />

Chociebu¿a projektu wystawowego – z okazji<br />

850-lecia miasta w siedmiu miejscach<br />

mo¿na by³o zobaczyæ wystawy pod nazw¹<br />

„KottbusKunst. Sztuki plastyczne w mieœcie”.<br />

Bogato ilustrowany katalog pod tym<br />

samym tytu³em, wydany przez wydawnictwo<br />

Cottbuser ALfA Verlag dziêki finansowemu<br />

wsparciu Ostdeutsche Sparkassenstiftung<br />

i lokalnej kasy oszczêdnoœciowej Sparkasse<br />

Spree-Neiße 2 , dostêpny w bardzo korzystnej<br />

cenie 18,90 euro, dokumentuje<br />

panoramê historii kultury i sztuki miasta 3 .<br />

Jak opowiada Jörg Sperling, kustosz<br />

Muzeum Sztuki (Kunstmuseum), wspólna<br />

praca nad projektem, podczas którego podjêto<br />

œwiadom¹ próbê zaprezentowania<br />

mo¿liwie szerokiego spektrum twórczoœci<br />

plastycznej w regionie, trwa³a trzy lata.<br />

Efektem by³ wspólny wniosek, ¿e Chociebu¿<br />

nie jest miastem wielkiej sztuki, w której<br />

pojawia³yby siê trwa³e nurty i innowacje. Ale,<br />

1 Brandenburskie Zbiory Sztuki Chociebuż zostały już teraz<br />

przemianowane na „Muzeum Sztuki Dieselkraftwerk Chociebuż”<br />

w związku z planowaną na początek 2008 r.<br />

przeprowadzką do nowej siedziby w byłej elektrowni<br />

spalinowej, przebudowywanej obecnie na cele galerii.<br />

2 Kasy oszczędności (Sparkassen) w Niemczech są instytucjami<br />

pożytku publicznego opartymi na prawie publicznym,<br />

które część swoich zysków przeznaczają na<br />

sponsoring i w ten sposób znacząco wspierają projekty<br />

kulturalne.<br />

3 ISBN 3-935513-18-6<br />

PREZENTACJE<br />

95


96<br />

gab und gibt in der Stadt doch mehr Kunst, als<br />

man gedacht hatte und „immer wieder Inseln”,<br />

die beachtenswert und weiter zu erforschen<br />

sind.<br />

Was war in diesen Sommermonaten in<br />

Cottbus nun zu sehen: Für die Foyers im<br />

Technischen und im Neuen Rathaus waren<br />

informative Ausstellungen erarbeitet worden.<br />

Auf Stelltafeln entfaltete sich zum einen die<br />

Geschichte der Gartenkultur und Kunst in den<br />

verschiedenen Parkanlagen der Stadt neben<br />

Fürst Pücklers international bekanntem<br />

Landschaftsgarten um Schloss Branitz.<br />

Entscheidend für die Entwicklung zur bis heute<br />

„grünen Stadt” war das bürgerliche<br />

Engagement zur Gründerzeit in einem sogenannten<br />

„Verschönerungsverein”, der zum<br />

Beispiel auch die Gestaltung und Begrünung<br />

um den Schlossberg, die nach der Wende<br />

wieder hergestellt wurden, initiierte. Zu DDR-<br />

Zeiten wuchs die Stadt vor allem an den<br />

Stadträndern mit weiteren weitläufigen<br />

Parkanlagen. Kunst am Bau und im<br />

öffentlichen Raum galt die zweite<br />

Informationsausstellung. Zu modernen „Kunst-<br />

Zeichen” wie der am Cottbuser Bahnhof installierten<br />

Skulptur „Energetische Reflektionen”,<br />

für die Manfred Vollmert und Heinz Gardzella<br />

1987 Mooreichenstämme zu einem<br />

konkaven, stelenartigen Stahlelement stellten,<br />

sind in den vergangenen Jahren markante<br />

jak twierdzi Steffen Krestin, dyrektor<br />

Muzeum Miejskiego (Stadtmuseum), by³o<br />

i jest w mieœcie wiêcej sztuki, ni¿ mo¿na by³o<br />

siê spodziewaæ, a tak¿e „wci¹¿ pojawiaj¹ siê<br />

wyspy”, które warto zauwa¿aæ i badaæ.<br />

Có¿ mo¿na by³o zobaczyæ w te letnie<br />

miesi¹ce w Chociebu¿u? W korytarzach<br />

ratuszów – Technicznego i Nowego – prezentowano<br />

wystawy informacyjne. Ustawiono<br />

tablice, na których pokazano historiê kultury<br />

ogrodowej i sztuki w ró¿nych miejskich<br />

parkach, w tym w parku krajobrazowym<br />

o miêdzynarodowej s³awie za³o¿onym przez<br />

ksiêcia Pücklera wokó³ pa³acu w Branitz.<br />

Decyduj¹ce znaczenie dla rozwoju miasta,<br />

które do dziœ cieszy siê mianem „zielonego”,<br />

mia³o zaanga¿owanie obywatelskie okresu<br />

„Gründerzeit” w tak zwanym „Towarzystwie<br />

Upiêkszania Miasta”, które zapocz¹tkowa³o,<br />

wznowione po prze³omie politycznym, prace<br />

np. nad ukszta³towaniem terenu i kultywacj¹<br />

zieleni wokó³ wzgórza pa³acowego. W czasach<br />

NRD miasto rozrasta³o siê przede<br />

wszystkim na peryferiach, gdzie zak³adano<br />

kolejne rozleg³e parki. Druga wystawa informacyjna<br />

poœwiêcona by³a sztuce w architekturze<br />

i przestrzeni publicznej. Nowoczesne<br />

„znaki sztuki”, takie jak zainstalowana na<br />

chociebuskim dworcu rzeŸba „Energetyczne<br />

refleksje”, w którym w 1987 r. Manfred<br />

Vollmert i Heinz Gardziella po³¹czyli pnie


Brunnen gekommen: zentral am Heron Buchhaus<br />

hat Heidemarie Dreßler aus Dresden<br />

2004 Stahlstäbe wie lange Zweige über<br />

Wasserspielen zu einem Tor gefügt. Dass das<br />

Medienzentrum der Brandenburgischen Technischen<br />

Universität (Entwurf: Herzog & de Meuron)<br />

mit seiner geschwungenen und mit weißen<br />

Schriftzügen bemalten Glasfassade zugleich<br />

Bau und Kunst am Bau ist, bleibt einzigartig.<br />

Museale Ausstellungen standen natürlich<br />

im Mittelpunkt der Ausstellungsfolge. In<br />

Schloss Branitz hat Beate Scheider, die dort<br />

u.a. die Blechen-Sammlung betreut, eine<br />

Gegenüberstellung von Carl Blechens und<br />

Hermann Fürst von Pückler-Muskaus<br />

Landschaftsauffassungen erarbeitet unter<br />

dem Titel „Wilde Landschaften – Gestaltete<br />

Landschaften”. Der romantische Landschaftsmaler<br />

Carl Blechen, 1798 in Cottbus<br />

geboren, verließ seine Heimatstadt früh und<br />

entfaltete sein künstlerisches Talent schließlich<br />

in Berlin, wo er 1840 verstarb. Anfang des<br />

20. Jahrhunderts besann sich die Stadt<br />

Cottbus auf ihren berühmten Sohn und begann<br />

mit Augenmaß eine eigene Sammlung<br />

finanzierbarer Werke Blechens aufzubauen,<br />

die heute den Kern der Sammlung in Schloss<br />

Branitz ausmacht und die auch zu DDR-Zeiten<br />

weiter wachsen sollte.<br />

Den Kern von „KottbusKunst” stellten<br />

jedoch die Kunstausstellungen im Stadtmuseum<br />

und im Kunstmuseum Dieselkraftwerk<br />

dar. Steffen Krestin holte sich für den historischen<br />

Überblick zu Kunst und Künstlern<br />

zwischen 1800 und 2000 den Historiker und<br />

Kenner der Region Siegfried Kohlschmidt an<br />

seine Seite, der diesen Ausstellungsteil federführend<br />

betreute. Hier ging es zuerst um die<br />

Entstehung einer eigenen städtischen<br />

Sammlung um 1913 sowie Einblicke in privates<br />

Sammeln, das ins 19. Jahrhundert<br />

zurück zu verfolgen ist. Manche Raritäten<br />

waren hier zu entdecken, die stilistisch so weit<br />

auseinander lagen wie der zeitliche Bogen in<br />

dieser Ausstellung weit gespannt war. Als herausragend<br />

ist die gezeigte Szene aus einer zimmerfüllenden,<br />

französisch-klassizistischen<br />

Tapetenausstattung von 1810/20 zur Geschichte<br />

von Amor und Psyche zu nennen. Die<br />

illusionistische, mit verschiedenen Druckstöcken<br />

in Grau-Weiß-Tönen gedruckte Tapete<br />

hing Anfang des 20. Jahrhunderts im Festsaal<br />

eines Cottbuser Großkaufmanns. Rund 170<br />

Jahre später entstand die „Ausbeute einer<br />

Nacht”: während einer gemeinsam durchzechten<br />

Nacht malten die jungen Künstler<br />

Thomas Hermann und Manfred Reuter 1988<br />

dêbu kopalnego z wklês³ymi, pionowymi elementami<br />

stalowymi, zosta³y uzupe³nione<br />

niezwyk³ymi fontannami: w centrum, przy<br />

ksiêgarni Heron Heidemarie Dreßler<br />

z Drezna poprowadzi³a ku jednej z bram<br />

stalowe prêty niczym d³ugie ga³êzie ponad<br />

wodotryskami. Wyj¹tkowy jest równie¿<br />

budynek Centrum Medialnego Politechniki<br />

Brandenburskiej (projekt: Herzog & de<br />

Meuron), którego zakrzywione, zdobione bia-<br />

³ymi napisami szklane fasady, s¹ jednoczeœnie<br />

architektur¹ i sztuk¹ w architekturze.<br />

Najwa¿niejsz¹ czêœci¹ projektu by³y oczywiœcie<br />

wystawy muzealne. W Pa³acu Branitz<br />

Beate Schneider, która opiekuje siê tam<br />

m.in. zbiorami Blechena, dokona³a konfrontacji<br />

idei kszta³towania krajobrazu Carla<br />

Blechena i ksiêcia Hermanna von Pückler-<br />

Muskau, nadaj¹c swej wystawie tytu³ „Dzikie<br />

krajobrazy – ukszta³towane krajobrazy”.<br />

Malarz krajobrazów, Carl Blechen, urodzony<br />

w 1798 r. w Chociebu¿u, wczeœnie opuœci³<br />

miasto rodzinne i ostatecznie rozwin¹³ talent<br />

artystyczny w Berlinie, gdzie zmar³<br />

w 1840 r. Na pocz¹tku XX wieku miasto<br />

Chociebu¿ przypomnia³o sobie o s³ynnym<br />

synu i zaczê³o z wyczuciem tworzyæ zbiór<br />

finansowo dostêpnych dzie³ Blechena, powiêkszony<br />

jeszcze za czasów NRD, a dziœ<br />

stanowi¹cy rdzeñ zbiorów Pa³acu w Branitz.<br />

Jednak najwa¿niejsze dla KottbusKunst<br />

by³y wystawy sztuki w Muzeum Miejskim<br />

i w Muzeum Sztuki Dieselkraftwerk.<br />

Steffenowi Krestinowi uda³o siê namówiæ<br />

do wspó³pracy nad tym historycznym<br />

przegl¹dem sztuki i artystów z lat 1800 do<br />

2000 historyka i znawcê regionu, Siegfrieda<br />

Kohlschmidta, który mia³ decyduj¹cy g³os<br />

przy kszta³towaniu swojej czêœci wystawy.<br />

Jej celem by³o przede wszystkim ukazanie<br />

powstania w³asnego miejskiego zbioru<br />

z roku 1913, a tak¿e wgl¹d w prywatne zbiory,<br />

siêgaj¹ce nawet XIX wieku. Mo¿na tu by³o<br />

odkryæ wiele rzadkich eksponatów, tak dalekich<br />

sobie stylistycznie, jak szerokie by³y<br />

ramy czasowe tej wystawy. Jako wybitn¹<br />

nale¿y okreœliæ scenkê z pokojowej tapety<br />

w stylu francuskiego klasycyzmu<br />

z 1810/20 r. obrazuj¹c¹ epizod z historii<br />

Amora i Psyche. Ta iluzjonistyczna tapeta,<br />

drukowana przy pomocy ró¿nych klisz<br />

w szaro-bia³ych tonacjach, wisia³a na<br />

pocz¹tku XX wieku w sali balowej pewnego<br />

chociebuskiego kupca. Oko³o 170 lat póŸniej<br />

powsta³ „Urobek jednej nocy”: podczas<br />

pewnej pijanej nocy m³odzi artyœci Thomas<br />

Hermann i Manfred Reuter zamalowali<br />

PREZENTACJE<br />

97


98<br />

eine Folge von Blättern – einmal das Thema<br />

Paar, einmal das Thema Kopf umkreisend – in<br />

gedeckten, expressiven Farbzügen, die voller<br />

Sehnsucht, Zweifel und Aufbegehren waren<br />

und eindrucksvolles Zeitzeugnis sind.<br />

Ansichten der Stadt Cottbus und ihrer<br />

führenden Persönlichkeiten dominieren natürlich<br />

in der chronologischen Kunst-Geschichte<br />

einer Stadt wie Cottbus. Professionell wurde<br />

Kunst in Cottbus erst im 20. Jahrhundert:<br />

„Der erste Künstler war einer Frau”, so lautete<br />

das Kapitel zu Elisabeth Wolf (1873-1964),<br />

deren Werk durch einen eigenen Katalog gut<br />

dokumentiert ist. Sie studierte ab 1901 in<br />

Berlin in verschiedenen, meist privaten Kunstschulen,<br />

unter anderem auch bei Lovis Corinth.<br />

In einer frühen, jugendstilartig durchgestalteten<br />

Berliner Stadtansicht, die Figuren wie<br />

Dinge in einer eindrucksvoll stummen Szene<br />

stilisiert, ist ihr Talent zu erkennen. Ihre Selbstporträts<br />

sind ein Stück innerer Biografie.<br />

Neben artigen, bürgerlich respektablen Selbstdarstellungen,<br />

die mitunter auch charakterisiert<br />

sind durch den melancholischen Gestus<br />

der nachdenklich den Kopf in die Hand gestützten<br />

Haltung, zeigt sie sich immer wieder auch<br />

von ihrer erotischen Seite – mal um 1908 mit<br />

entblößten Schultern und den weich hochgesteckten<br />

Haaren, mal – im Alter 53 Jahren -<br />

mit keckem rotem Hut und kess nach hinten<br />

geworfenem Blick. Ihr künstlerisches Talent<br />

kann sich in Cottbus jedoch nicht zu einem<br />

eigenen Stil hin entwickeln. Ihre Stadt- und<br />

Naturlandschaften sowie die Stillleben spielen<br />

verschiedene Stile durch und verflachen.<br />

Für die heutige Wahrnehmung der Kunst in<br />

der Stadt gab die Kulturpolitik der DDR ab den<br />

50er Jahren den entscheidenden Impuls: die<br />

DDR siedelte gezielt Studienabgänger der<br />

Kunsthochschulen in den neuen Industriegebieten<br />

und –städten an. Namen wie Dieter<br />

Dreßler, Günther Friedrich und Rudolf Graf<br />

verbinden sich mit dieser Phase sowie Künstler<br />

wie Günther Rechn oder Rainer<br />

Mersiowsky, der mit seinen minutiös gemalten<br />

Bildern ebenfalls zu einer unverwechselbaren<br />

Bildsprache fand. Die älteren Künstler setzten<br />

sich nachhaltig für die Einrichtung eines Kunstmuseum<br />

in der Stadt ein, das schließlich 1977<br />

gegründet wurde und heute als Kunstmuseum<br />

Dieselkraftwerk geführt wird. In den späten<br />

70er und den 80er Jahren drängte jedoch<br />

eine neuen Künstlergeneration vor, die eine<br />

freie, expressive, eigene Ausdrucksweise sich<br />

erkämpfte. An dieser Stelle berühren sich die<br />

Ausstellungen in Stadt- und Kunstmuseum und<br />

verknüpfen sich über Namen wie Hans<br />

szereg kartek – tematem by³a to „para”, to<br />

np. „g³owa” – pokrywaj¹c je ekspresyjnymi<br />

poci¹gniêciami farby i czyni¹c z nich<br />

wyraziste, pe³ne têsknoty, w¹tpliwoœci<br />

i po¿¹dania œwiadectwo czasu.<br />

Widoki miast i portrety jego najwa¿niejszych<br />

osobistoœci dominuj¹ oczywiœcie<br />

w chronologicznej historii sztuki takiego<br />

miasta, jak Chociebu¿. Sztuka nabra³a tu<br />

cech profesjonalizmu dopiero w XX wieku:<br />

„Pierwszym artyst¹ by³a kobieta” – tak brzmi<br />

tytu³ rozdzia³u dotycz¹cego Elisabeth Wolf<br />

(1873-1964), której dzie³a s¹ dobrze<br />

udokumentowane w odrêbnym katalogu. Od<br />

1901 roku studiowa³a w ró¿nych, najczêœciej<br />

prywatnych szko³ach artystycznych,<br />

miêdzy innymi u Lovisa Corintha. Jej talent<br />

objawia siê we wczesnym, secesyjnym<br />

widoku Berlina, gdzie ludzkie postaci<br />

wpisane s¹ wyraziœcie jak przedmioty<br />

w nieme sceny. Jej autoportrety s¹ obrazami<br />

wewnêtrznej biografii. Obok grzecznych,<br />

mieszczañskich wizerunków, charakteryzuj¹cych<br />

siê czêsto tak¿e melancholijnym<br />

gestem opieraj¹cej siê w zamyœleniu na rêku<br />

g³owy, artystka prezentuje siebie raz po raz<br />

tak¿e od erotycznej strony – czy to w 1908 r.<br />

z nagimi ramionami i miêkko podniesionymi<br />

w³osami, czy – w wieku 53 lat – w figlarnym<br />

czerwonym kapeluszu i œmia³ym, skierowanym<br />

do ty³u spojrzeniem. Jej artystyczny talent<br />

nie móg³ jednak rozwin¹æ siê w Chociebu¿u<br />

na tyle, by nabraæ cech niezale¿nego<br />

stylu. Jej widoki miasta czy krajobrazów,<br />

a tak¿e martwe natury, malowane s¹<br />

w ró¿nych stylach i trac¹ si³ê wyrazu.<br />

Decyduj¹ca dla dzisiejszego postrzegania<br />

sztuki w mieœcie by³a polityka kulturalna<br />

NRD pocz¹wszy od lat 50. – ówczesne rz¹dy<br />

celowo osiedla³y absolwentów szkó³ artystycznych<br />

w nowych centrach i miastach przemys³owych.<br />

Z okresem tym ³¹cz¹ siê takie<br />

nazwiska, jak Dieter Dreßler, Günther<br />

Friedrich i Rudolf Graf, a tak¿e tacy artyœci<br />

jak Günther Rechn czy Rainer Mersiowsky,<br />

który w pe³nych najdrobniejszych szczegó³ów<br />

obrazach odnalaz³ swój wyj¹tkowy jêzyk<br />

malarski. Starsi artyœci konsekwentnie walczyli<br />

o utworzenie w mieœcie muzeum sztuki,<br />

które zosta³o w koñcu za³o¿one w 1977 r.,<br />

i którego kontynuacj¹ jest dzisiejsze<br />

Kunstmuseum Dieselkraftwerk. W póŸnych<br />

latach 70. i 80. na scenê wesz³o jednak<br />

nowe pokolenie twórców, którzy wywalczyli<br />

sobie prawo do u¿ywania wolnych, ekspresyjnych,<br />

indywidualistycznych œrodków<br />

wyrazu. W tym miejscu wystawy w Muzeum


Scheuerecker oder Dieter Zimmermann, die<br />

bis heute ihre ganz eigene Ästhetik beibehalten<br />

und weiter entfalten.<br />

Die „Aufbrüche in den 1980er Jahren”<br />

arbeitete Jörg Sperling für die Galerie Haus 23<br />

auf. Es war die Zeit von Hans Scheuereckers’<br />

Body-Painting-Aktionen und der Rollo-Bilder,<br />

welche vor der Wende in Ausstellungen in der<br />

Cottbuser Schlosskirche präsentiert wurden.<br />

Die Brisanz der Ausstellung dieser dicht an<br />

dicht gehängten Faltbilder ist noch heute in der<br />

Fotodokumentation zu spüren. Sperling,<br />

langjähriger Kenner der hiesigen Kunstszene,<br />

war es auch, der für „KottbusKunst” die<br />

Ausstellung im Kunstmuseum entwickelte<br />

unter dem Titel „Aktuelle Kunstpositionen seit<br />

1990”. Im Unterschied zum großen historischen<br />

Überblick im Stadtmuseum mit rund<br />

450 Künstler sind die hierfür ausgewählten 45<br />

Künstler jeweils mit mehreren, meist großformatigen<br />

Werken zu sehen. Allein zehn Werke<br />

entstanden direkt für die Schau. Verzichtet hat<br />

Jörg Sperling auf die aktive Cottbuser<br />

Fotografen-Szene, darunter bedauerlicherweise<br />

auch auf Förderpreisträger der Galerie<br />

Haus 23 wie Birgit Dworak und Kathrin<br />

Langheinrich. Nur der herausragende Cottbuser<br />

Fotograf Thomas Kläber fand mit seinen<br />

großartigen Porträt- und Landschaftsstudien<br />

Berücksichtigung. Einen Schwerpunkt zum<br />

Thema Fotografie stellte, um auch die siebte<br />

Ausstellung zu KottbusKunst anzuführen, die<br />

Präsentation „Blickwinkel Fotokunst –<br />

Sorbisches in Cottbus und Umgebung” im nahe<br />

gelegenen Wendischen Museum mit einem<br />

historischen Überblick dar.<br />

Zu Gunsten der aktuellen Fotografie vor Ort<br />

bezog Jörg Sperling eine Reihe von Künstlern<br />

in die Ausstellung mit ein, die an der<br />

Brandenburgischen Technischen Universität<br />

lehren oder lehrten und mit ihren avantgardistischen<br />

Arbeiten provokant für die hiesige<br />

Kunstszene sind – eine Entscheidung, die zu<br />

begrüßen ist, weil Künstler wie Nora Fuchs vor<br />

einigen Jahren und heute Roland Kohlhaas mit<br />

eigenen Ausstellungsinitiativen sich aktiv ins<br />

Cottbuser Kunstgeschehen einbrachten bzw.<br />

einbringen und Impulse geben. Nora Fuchs’<br />

Hundehaus aus verschiedenfarbigen Hundekuchen<br />

mit dem daneben über Video eingespielten<br />

Erziehungstraining-vor-dem-Fressnapf<br />

war denn auch der erste „Stolperstein” in der<br />

Ausstellung. Inmitten von bekannten<br />

malerischen Handschriften wie Matthias<br />

Körner, Mona Höke, Sigrid Noack, Eckhart<br />

Böttger oder P.M.TORI sowie aktuellen<br />

Arbeiten von Scheuerecker und Zimmermann<br />

Sztuki i w Muzeum Miejskim znajduj¹ punkt<br />

wspólny i ³¹cz¹ siê w nazwiskach Hansa<br />

Scheuereckera czy Dietera Zimmermanna,<br />

którzy do dziœ pos³uguj¹ siê w³asn¹ estetyk¹<br />

i wci¹¿ j¹ rozwijaj¹.<br />

„Odnowa lat 1980” to wystawa przygotowana<br />

przez Jörga Sperlinga dla Galerii<br />

Haus 23. By³y to czasy happeningów body<br />

painting Hansa Scheuerckera i zwijanych<br />

obrazów prezentowanych jeszcze przed politycznym<br />

prze³omem na wystawach w chociebuskim<br />

koœciele pa³acowym. Do dziœ<br />

wyczuwa siê kontrowersyjnoœæ tej wystawy<br />

pe³nej blisko jeden obok drugiego wystawionych<br />

sk³adanych obrazów. Sperling, który<br />

od wielu lat zna tutejsze œrodowisko artystyczne,<br />

jest równie¿ autorem przygotowanej<br />

na KottbusKunst wystawy w Kuntmuseum<br />

pod tytu³em „Aktualne kompozycje od 1990 r.”<br />

W odró¿nieniu od wielkiego historycznego<br />

przegl¹du w Muzeum Miejskim, gdzie obecnych<br />

jest ok. 450 artystów, do tej wystawy<br />

wybrano, w wiêkszoœci wielkoformatowe,<br />

dzie³a 45 twórców. Dziesiêæ z nich powsta³o<br />

specjalnie na ten pokaz. Jörg Sperling<br />

zrezygnowa³ z prezentacji dzie³ aktywnego<br />

chociebuskiego œrodowiska fotograficznego,<br />

w tym niestety tak¿e z prac takich laureatów<br />

stypendiów Galerii Haus 23, jak Birgit<br />

Dworak czy Kathrin Langheinrich. Uwzglêdniony<br />

zosta³ tylko wybitny chociebuski<br />

fotograf Thomas Kläber i jego wspania³e<br />

portrety i krajobrazy. Jeœli chodzi o fotografiê,<br />

to najwa¿niejsza by³a prezentacja<br />

„Spojrzenie na sztukê fotografii – ³u¿yckoœæ<br />

w Chociebu¿u i okolicach” w niedalekim<br />

Muzeum Wendyjskim – to ju¿ siódma wystawa<br />

w ramach KottbusKunst.<br />

Z korzyœci¹ dla tej prezentacji aktualnej<br />

lokalnej fotografii Jörg Sperling œci¹gn¹³ na<br />

ni¹ szereg artystów, którzy nauczaj¹ lub<br />

nauczali na Brandenburskiej Politechnice,<br />

a swymi awangardowymi pracami prowokuj¹<br />

tutejsze œrodowisko – decyzja warta<br />

pochwa³y, poniewa¿ artyœci tacy, jak dawniej<br />

Nora Fuchs, a dziœ Roland Kohlhaas wpisywali<br />

siê i wpisuj¹ w chociebuskie ¿ycie<br />

artystyczne organizuj¹c w³asne wystawy<br />

i nadaj¹c nowe impulsy. Pierwszym „trudnym<br />

do prze³kniêcia” dzie³em okaza³a siê psia<br />

buda autorstwa Nory Fuchs wykonana<br />

z wielokolorowej psiej karmy i zaprezentowana<br />

w towarzystwie filmu wideo ukazuj¹cego<br />

tresurê psa przed misk¹ z jedzeniem.<br />

Poœród znanych malarskich autografów<br />

Matthiasa Körnera, Mony Höke, Sigrid<br />

Noack, Eckharta Böttgera czy P.M.TORI,<br />

PREZENTACJE<br />

99


100<br />

wirkten die spröden Holzbrett-Installationen<br />

des Schweizer Professors Jo Achermann<br />

(Lehrstuhl für Plastisches Gestalten) insbesondere<br />

auch neben der expressiven Plastik von<br />

Chris Hinze und Hans-Georg Wagner wie ein<br />

Fremdkörper. Wie mit einem überdimensionalen<br />

Zollstock, den er in unterschiedlichen<br />

Zackenformen in den Raum hinein ragen lässt,<br />

lotet Achermann den Raum aus – eine radikalrationale<br />

Position, die die Ausstellung bereicherte<br />

ebenso wie das komplett inszenierte<br />

Schlafzimmer des ehemaligen Achermann-<br />

Assistenten Heinrich Weid im letzten Raum<br />

der Schau, der heute eine Professur in<br />

Wuppertal hat. Weid ironisiert mit seinem bis<br />

zu Deckenlampe und Tapete in altmodischen<br />

Brauntönen und Formen der 60er und 70er<br />

Jahren durchgestylten Raum die heute schick<br />

gewordene Bewunderung eben immer zeitgebundenen<br />

Designs.<br />

Zwischen diesen künstlerischen Ansätzen<br />

begeisterte Solveig K. Bolduan mit ihrer skurrilen<br />

Luxus-Dame und ihren trendigen Hunden<br />

wie auch die Textilkünstlerin Christina Köster,<br />

die die kleine Teeküche im Obergeschoss mit<br />

ihren quer durch den Raum gespannten Fäden<br />

neu vermaß und erlebbar machte. Eigens für<br />

die Ausstellung hat Nadia Schmidt die sorbische<br />

Sage der Mittagsfrau in eine zauberhafte<br />

Installation gefasst: über aufgeschüttetem<br />

märkischen Sand lässt sie die Sagengestalt als<br />

Vision entstehen, indem sie auf Angelsehnen<br />

aufgezogene Schrotbleikugeln zur schwebenden<br />

Frauengestalt werden lässt.<br />

Mit den Jubiläumsausstellungen ist<br />

KottbusKunst kein abgeschlossenes Kapitel.<br />

Thomas Richert, Chefredakteur des Cottbuser<br />

Stadtmagazins „hermann”, der während der<br />

Gesprächsrunde im Kunstmuseum mit auf<br />

dem Podium saß, kündigte an, mit einem<br />

Kunstevent in Cottbus den Kunstdiskurs fort<br />

zu führen. Die Idee hat sich nun konkretisiert:<br />

An mehreren Ausstellungsorten zwischen<br />

Mensa und Galerie Haus 23 soll es vom 18.-<br />

27.05 2007 ein Kunstfestival geben, bei dem<br />

rund zwanzig Künstler aus der Region beteiligt<br />

sein werden zusammen mit einer Hand voll<br />

überregionaler Künstler, die thematisch<br />

Cottbus im Blick haben sollen. Malerei,<br />

Fotografie, Performance – jede künstlerische<br />

Ausdrucksform wird vertreten sein. Als Veranstalter<br />

steht der Kunst- und Kulturförderverein<br />

Cottbus für die Organisation. In der Arbeitsgruppe<br />

mit Jörg Sperling und Matthias<br />

Körner arbeiten neben Thomas Richert und<br />

Steffen Krestin die zwei Künstler Roland<br />

Kohlhaas und Tobias Richter mit.<br />

a tak¿e nowych prac Scheuereckera i Zimmermanna<br />

czy szczególnie ekspresyjnych<br />

rzeŸb Chrisa Hinze i Hansa-Georga Wagnera<br />

surowe instalacje z drewnianych desek<br />

szwajcarskiego profesora Jo Achermanna<br />

(z Katedry Sztuk Plastycznych) wydawa³y siê<br />

wrêcz obcym cia³em. Ponadwymiarow¹, pogiêt¹<br />

calówk¹, któr¹ Achermann wprowadza<br />

do pomieszczenia, artysta mierzy je<br />

– z radykalnie racjonalnej pozycji, która wzbogaci³a<br />

wystawê podobnie jak w pe³ni odwzorowana<br />

w ostatnim pomieszczeniu wystawy<br />

sypialnia by³ego asystenta Achermanna,<br />

Heinricha Weida, dzisiaj profesora w Wuppertalu.<br />

Prezentacj¹ tego pokoju, a¿ po<br />

lampê i tapetê wype³nionego br¹zami i formami<br />

stylu lat 60. i 70., pokpiwa z modnego<br />

dziœ podziwu dla wzornictwa, które przecie¿<br />

zawsze tkwi w swoim w³asnym czasie.<br />

Poœród tych artystycznymi prób zachwyt<br />

budz¹ Solveig K. Bolduan i jego dziwna luksusowa<br />

dama z modnymi psami, a tak¿e zajmuj¹ca<br />

siê tkanin¹ artystyczn¹ Christina<br />

Köster, która swymi niæmi, rozwieszonymi<br />

po ca³ej kuchence na pierwszym piêtrze,<br />

nada³a jej nowy wymiar i nowe ¿ycie.<br />

Specjalnie na tê wystawê Nadia Schmidt<br />

stworzy³a instalacjê opowiadaj¹c¹ ³u¿yck¹<br />

legendê o „kobiecie po³udniowej pory”: nad<br />

rozsypanym marchijskim piaskiem g³ówna<br />

bohaterka pojawia siê jako wizja, postaæ<br />

kobiety stworzona z kulek o³owiu zawieszonych<br />

na wêdkach.<br />

Wystawy jubileuszowe nie zamykaj¹<br />

KottbusKunst. Thomas Richert, redaktor<br />

naczelny chociebuskiego magazynu miejskiego<br />

„hermann”, który podczas dyskusji<br />

panelowej w Muzeum Sztuki siedzia³ na podium,<br />

zapowiedzia³, ¿e chociebuski dyskurs<br />

o sztuce znajdzie kontynuacjê w pewnym<br />

wydarzeniu artystycznym. Pomys³ ju¿ siê<br />

wykrystalizowa³: w kilku miejscach wystawowych<br />

miêdzy Mens¹ a Galeri¹ Haus 23<br />

odbêdzie siê w dniach 18-27.05 2007 festiwal<br />

sztuki, w którym weŸmie udzia³ oko³o<br />

20 artystów z regionu oraz kilku artystów<br />

o znaczeniu ponadregionalnym, a którego<br />

g³ównym tematem ma byæ Chociebu¿.<br />

Obecne bêd¹ wszystkie formy wyrazu<br />

artystycznego – malarstwo, fotografia, performance.<br />

Organizatorem bêdzie Towarzystwo<br />

Wspierania Kultury i Sztuki w Chociebu¿u.<br />

Grupê robocz¹ tworz¹ Jörg Sperling,<br />

Matthias Körner, Thomas Richert i Steffen<br />

Krestin, a tak¿e dwaj artyœci - Roland<br />

Kohlhaas i Tobias Richter.<br />

t³umaczenie Grzegorz Kowalski


PRZYPOMNIENIA LITERACKIE<br />

Czytanie Ÿróde³ V<br />

Czego Maranda nie nauczy³ siê od Tutki<br />

- eksperyment z proz¹ Janusza Olczaka<br />

Czes³aw Markiewicz<br />

„Baœñ o wielkim Marandzie”, „Jubileusz Marandy” i wreszcie „Wesele Marandy”. Postaæ<br />

hochsztaplera albo absurdalnie uzdolnionego i nieoczekiwanie optymistycznie usposobionego<br />

tytu³owego bohatera zosta³a wiêc nobilitowana a¿ trzema powieœciowymi poci¹gniêciami<br />

Janusza Olczaka. Przy okazji: w informatorze biograficznym „Miejsce zmagañ” pod redakcj¹<br />

Alfreda Siateckiego b³êdnie podano datê wydania „Wesela Marandy”; ostatnia powieœæ cyklu<br />

ukaza³a siê bowiem w 1983 r., a nie jak anonsuje siê w „Miejscu zmagañ” w1985 r. I jeszcze<br />

jeden doœæ ma³o istotny, ale wa¿ny szczegó³: jedyny raz, na listku „Wesela Marandy”, epitet<br />

„wielki” w tytule „Baœñ o wielkim Marandzie” pisany jest du¿¹ liter¹. Ma to o tyle znaczenie,<br />

¿e w cyklu opowiadañ o profesorze Tutce Jerzego Szaniawskiego, które tutaj pos³u¿¹ jako „lustro”<br />

opowieœci o Marandzie, tytu³ „profesor” pisany jest zawsze du¿¹ liter¹. Osobiœcie wiêc<br />

optowa³bym za pisowni¹ „Wielki Maranda” – choæby z racji wyniesienia tej postaci do rangi<br />

kluczowych w moim, lubuskim kanonie archetypów literackich.<br />

Od wydania pierwszej powieœci cyklu Janusza Olczaka, „Baœni o Wielkim Marandzie”<br />

(1974) do ostatniej „Wesela Marandy (1983) minê³a tako¿ blisko dekada. Dekada,<br />

w której obywatelsko okrzepliœmy ju¿ po wydarzeniach grudnia ’70, okrzepliœmy równie¿ po<br />

PRZYPOMNIENIA LITERACKIE<br />

101


102<br />

„euforii” hase³ typu „Polak potrafi”, a i wreszcie pewnie sam pisarz móg³ byæ ju¿ ofiar¹ albo<br />

beneficjantem wydarzeñ sierpnia ’80 i grudnia ’81. Chocia¿, znaj¹c funkcjonowanie ówczesnego<br />

rynku wydawniczego, mo¿liwe jest przypuszczenie, ¿e „Wesele Marandy” powsta³o tu¿ przed<br />

sierpniem 80’ albo b³yskawicznie po, na tyle „b³yskawicznie”, ¿e wszelkie „aluzje” do wydarzeñ<br />

tamtego lata i tamtej zimy nale¿y traktowaæ w sposób umiarkowanie komplementarny.<br />

Opowiadania Jerzego Szaniawskiego powstawa³y najpierw jako bie¿¹ce, gazetowe dzie³ka<br />

drukowane w ró¿nych czasopismach. Pierwszy, ju¿ zwarty zbiór, ukaza³ siê jako ksi¹¿kowy tytu³<br />

„Profesor Tutka” w 1954 r., a wiêc przed paŸdziernikiem 1956 r. Nastêpny zbiór „Profesor<br />

Tutka, nowe opowiadania” ukaza³ siê w absolutnie, albo, jakby powiedzia³ Alfred Jarry<br />

absurdalnie neutralnym 1960 r. Natomiast trzecia pozycja zwi¹zana z postaci¹ Profesora Tutki<br />

to „Opowiadania Profesora Tutki” wydane siedem lat po œmierci autora w 1977 r., jako „LEK-<br />

TURA DLA KLASY ÓSMEJ SZKO£Y PODSTAWOWEJ”.<br />

Nawet gdyby nadu¿yciem by³o uznanie obu cykli za osobliwe triady literackie – to ten<br />

naci¹gniêty fakt bezsprzecznie je ³¹czy. Ponadto, gdyby przyj¹æ, a to bardzo przystaje do mojej<br />

mitotwórczej aksjologii literackiej, ¿e owe triady maj¹ coœ wspólnego z Heglem, to mo¿na<br />

potraktowaæ ostatnie w cyklu powieœci obu autorów („Wesele Marandy” i „Opowiadania<br />

Profesora Tutki”), jako syntezy poprzedzaj¹cych tez i antytez.<br />

Z tego punktu widzenia kluczowe znaczenie ma w obu przypadkach sposób odniesienia siê<br />

autorów do sytuacji zewnêtrznej, do tego, czego akurat nie ma w ich œwiatach przedstawionych.<br />

Z jakiegoœ dziwnie rdzennego powodu obaj uciekaj¹ w uniwersalny œwiat mentorskiego autorytetu<br />

tytu³owych postaci. Zarówno Maranda jak i Tutka – te dwie podmiotowe kategorie literackie<br />

albo po prostu nazwiska bohaterów - mocno wbijaj¹ siê w œwiadomoœæ czytelników.<br />

Powstaje pytanie: czy obaj... panowie na to sobie zas³u¿yli. Jeœli chodzi o Profesora Tutkê, ten<br />

przypominaj¹cy trochê bohatera „Kabaretu Starszych Panów”, bywalec kawiarni, z pewnoœci¹<br />

budzi respekt i rezon. Czuæ, ¿e reprezentuje ten rodzaj inteligencji polskiej, której korzeni nale¿y<br />

siê spodziewaæ w rzeczywistoœci dwudziestolecia miêdzywojennego. Jego maniery, kultura osobista<br />

i konotacje kulturowe, œwietnie tako¿ dopasowuj¹ siê do tego, co jakoœ tam uniwersalnie<br />

obowi¹zywa³o w ówczesnej Europie. Przys³uchuj¹c siê dok³adniej opowieœciom Profesora<br />

mamy jednak wra¿enie, ¿e t³o, scenografia tych monologów s¹ dosyæ swobodnie, albo nazbyt<br />

luŸno zwi¹zane z bezbarwn¹ rzeczywistoœci¹ kulturow¹ szerszego ju¿ otoczenia.<br />

Maranda, natomiast, to figura przynajmniej dwuznaczna. Jeœli „zahacza” o jak¹œ tradycjê<br />

dwudziestolecia miêdzywojennego, to przychodzi do g³owy tylko jedna postaæ: Nikodem<br />

Dyzma. Rzecz jasna Maranda jest bardziej wykszta³cony, bardziej elokwentny, bardziej obyty,<br />

chocia¿ z gruntu powiatowy. Nie „operuje” w samej Warszawie, lecz gdzieœ na obrze¿ach<br />

g³ównych nurtów. Czyli jakby gdzieœ tutaj, u nas – maj¹c na uwadze rodowód topograficzny<br />

samego Janusza Olczaka (Skwierzyna). Ale to wykszta³cenie, obycie i elokwencja Marandy krojone<br />

s¹ ju¿ wed³ug powojennej sztancy; mówi¹c ordynarnie: bez greki, ³aciny i tego w³aœciwego,<br />

romantycznego patriotyzmu, który kojarzy³ siê pok¹tnie z Józefem Pi³sudskim. Maranda jest<br />

sukcesem powojennej polityki kulturalnej. Jest te¿ ofiar¹ dziwnego jêzyka, który zyskiwa³<br />

¿mijowaty kszta³t rozdwojenia miêdzy oficjalnoœci¹ i prywatnoœci¹. Jêzyka niezas³u¿enie<br />

okreœlanego ezopowym; zdemaskowany i zdemistyfikowany ju¿ dzisiaj, pozbawiony to¿samoœci<br />

adresatów tamtejszych aluzji, brzmi wszak¿e jak balzakowskie szczegó³y<br />

w sprawie Dryfusa. Jeœli zapamiêta³em urokliw¹ frazê „Wesela Marandy” to tylko dziêki<br />

niedocenionemu talentowi Janusza Olczaka. Jêzyk Marandy ³¹czy jednak z jêzykiem Profesora<br />

Tutki mentorstwo i sk³onnoœæ do teatralnego pointowania sytuacji, zdarzeñ, okolicznoœci<br />

zrêczn¹ facecj¹, anegdot¹ itp. O ile „gadanie” Tutki mia³o wyraz sokratejskich dialogów, to<br />

jêzyk Marandy, bêd¹cy najwyraŸniej jedynym dowodem jego kondycji cz³owieczej, konkretyzuje<br />

siê wy³¹cznie literacko, albo nawet jest jak ¿ycie Marandy, prawdziwe czy wymyœlone,<br />

najczêœciej w³aœnie anegdotyczny.


Mimo tych ró¿nic, które paradoksalnie zbli¿aj¹ te postacie, nigdy nie mog³em oprzeæ siê<br />

nachalnym porównaniom. Zawsze kiedy myœla³em Tutka, zaraz pojawia³ siê w przedpokoju<br />

Maranda. Kiedy ju¿ w salonie, a raczej pokoju telewizyjnym rozwala³ siê na tapczanie nieproszony<br />

Maranda, do drzwi wejœciowych delikatnie puka³ Profesor Tutka. Zawsze razem, jeden po<br />

drugim i odwrotnie. Jak zawoalowana tradycja mieszaj¹ca siê ze zbyt ostentacyjnie oficjaln¹ teraŸniejszoœci¹.<br />

O ile w nieznanej, trafnie niedookreœlonej przez Szaniawskiego biografii<br />

Profesora, mo¿na dogrzebaæ siê tylko do jakichœ endeckich antenacji albo porozbiorowych<br />

antysowieckich resentymentów, to ju¿ Maranada idealnie nadaje siê do lustracji, w takim<br />

kszta³cie jak ona dzisiaj wygl¹da, gdzie materialistyczne idee godz¹ siê z dogmatyczn¹ wiar¹<br />

w Boga Wszechmog¹cego.<br />

Uwzglêdniaj¹c te wszystkie konteksty zaaplikowa³em sobie niedopuszczalny dotychczas<br />

w swojej praktyce czytelniczo-krytycznej eksperyment. Otó¿ sformu³owa³em powy¿sze<br />

hipostazy przywo³uj¹c jedynie z pamiêci, zapamiêtane z pierwszego, odleg³ego czytania,<br />

wra¿enia. Po czym siêgn¹³em powtórnie, ju¿ w rozkwicie pierwszej dekady nowego wieku po<br />

„Wesele Marandy” i „Opowiadania Profesora Tutki”. Wra¿enie piorunuj¹ce! Szczególnie w<br />

kontakcie z histori¹ niejakiego Marandy. Zrazu zrozumia³em, ¿e Olczak przez nagromadzenie<br />

drobnych szczegó³ów z ¿ycia codziennego jakiejœ wyimaginowanej z pozorów prowincji, owych<br />

banalnych realiów, osi¹gn¹³ ten sam stopieñ paradoksalnej magicznoœci, któr¹ znamy<br />

z nowofalowych filmów Francois Truffaut.<br />

Oto dowody Ÿród³owe. W pierwszej ods³onie „Wesela Marandy”, zatytu³owanej<br />

prowokuj¹co „PIÊÆDZIESIÊCIOLETNI NASTOLATEK” czytamy: „Maranda ma³o kiedy wyk³ada³<br />

na uczelni, poniewa¿ jako archeolog ca³ymi latami przebywa³ na odludziu, które jest prowincj¹ ju¿ w formie nie modelowej,<br />

ale wrêcz kryszta³owej. W tym roku nie zanosi³o siê na ¿adn¹ wyprawê, wiêc podj¹³ siê wyg³oszenia cyklu<br />

wyk³adów. Przygotowywa³ siê do nich bardzo starannie, gdy¿ wiedzia³, ¿e g³upie s³owa wy³a¿¹ z nêdznej gêby. Prawdê<br />

tê wyczyta³ niedawno z inskrypcji wykutej nad przepaœciami Himalajów przez staro¿ytnych Gogów<br />

i Magogów”. Sam Olczak, o prowincji, tej jednak modelowej, wiedzia³ wiêcej, ni¿ ka¿dy inny<br />

prowincjusz (Skwierzyna). Jeœli przypomnimy, ¿e Szaniawski niemal ca³e swoje ¿ycie spêdzi³<br />

w rodzinnym dworku, praktycznie nie opuszczaj¹c Zegrzynka - to owe „Himalaje” zabrzmi¹<br />

tyle¿ metaforycznie, co demagogicznie, jeœli przypuœcimy, ¿e ów jakiœ Magog jest arystokrat¹<br />

w rodzaju Profesora Tutki i ma prawo pos³ugiwaæ siê przed nazwiskiem prefiksem „de”. Sam<br />

Maranda, jego sensacyjne wyk³ady, nie bêd¹ce nawet prawdopodobnymi, s¹ jednak tylko osi¹<br />

dla pokazania okreœlonej panoramy postaci i tworz¹cej osnowê ¿ycia tych postaci rzeczywistoœci.<br />

Przerzucam ca³e rozdzia³y „Wesela Marandy”, w których nie pojawia siê tytu³owy bohater.<br />

Chocia¿ zawsze jego postaæ jest punktem odniesienia dla historii Azbesta, Brandenbury, Czuja<br />

i innych. Otoczenie Profesora Tutki natomiast, stanowi byæ mo¿e tylko ¿yw¹ scenografiê jego<br />

opowieœci. To kolejna ró¿nica. Ale znowu tylko pozorna. Szaniawski pos³uguje siê bowiem<br />

sta³ym schematem. Najpierw nastêpuje ekspozycja owego „¿ywego otoczenia”: „Kilku mi³oœników<br />

muzyki rozmawia³o o instrumentach”, „Sêdzia opowiada³ o swoim szeœcioletnim wnuku”, „Mecenas, cz³owiek solidny,<br />

ale - powiedzmy szczerze - trochê snob, opowiada³, jak bêd¹c w Londynie, poszed³ do pierwszorzêdnego krawca,<br />

zamówi³ sobie ubranie, zap³aci³ za to du¿o i - wygl¹da³ jak król”, „Sêdzia, na ogó³ malkontent, twierdzi³, i¿ w sprawozdaniach<br />

oceniaj¹cych ksi¹¿ki czyta siê czêsto jakieœ okreœlenia, które nic nam nie mówi¹” itp. Po czym w wiêkszoœci<br />

fragmentów pojawia siê fraza: „Na to odezwa³ siê Profesor Tutka”, „Uciszono siê, bowiem Profesor<br />

Tutka zacz¹³ opowiadaæ”, „Profesor Tutka s³ucha³, a potem opowiedzia³ wypadek ze swego ¿ycia” itd. Olczak<br />

równie¿ wykorzystuje autorytarny chwyt w rodzaju: „Na nastêpnym wyk³adzie Maranda opowiada³ studentom<br />

o latach rozkwitu i upadku wysokogórskiej stolicy”, „Studenci w skupieniu wys³uchali tego sensacyjnego<br />

wyk³adu, a potem otoczyli go ko³em i zadawali mnóstwo ró¿nych pytañ” itp. Po czym, albo przed, nastêpuj¹<br />

owe „wyk³ady”. Przytoczmy pojedynczo: wyk³ad Marandy i opowieœæ Profesora Tutki.<br />

„Ekspedycja Marandy natrafi³a w koñcu tak¿e na inne dramatyczne œlady tragedii sprzed wieków. Kilka osób schowa³o<br />

siê w podziemiach œwi¹tyni, sk¹d usi³owali przekopaæ siê do zbocza góry. Znaleziono ich szkielety oraz ³opaty, wiadra<br />

PRZYPOMNIENIA LITERACKIE<br />

103


104<br />