Podróże małe i duże. - Puls UM

pulsum.pl

Podróże małe i duże. - Puls UM

cover


cover


WSTĘPNIAK

Drodzy Czytelnicy!

Drodzy czytelnicy,

Chyba każdemu z nas zdarzyło

się podejmować decyzje

pod wpływem impulsu – często

nazywanego intuicją. Kierując

się wcześniejszymi doświadczeniami

i tym mglistym pojęciem,

które towarzyszy nam na co dzień,

a mimo to ciężko je zdefiniować, dokonywaliśmy bardziej

lub mniej życiowo istotnych wyborów. Jeżeli chcielibyście

coś więcej wiedzieć na ten temat, zapraszam Was do

zapoznania się z naszym tematem numeru – „Anatomia

intuicji”.

W bieżącym numerze nie zabrakło oczywiście „listopadowego”

akcentu – możecie przeczytać o zwyczajach

pochówku w różnych krajach świata (bardziej i mniej zadziwiających,

ale bardzo odmiennych od tego, jak w Polsce

obchodzimy Wszystkich Świętych), a także o święcie

z naszego „podwórka”, czyli poznańskiej tradycji imienin

ulicy świętego Marcina i ściśle z nią związanymi rogalami.

:)

Pamiętajcie również, że rozpoczęliśmy akcję „Doktor

Miś Dzieciom”. Wewnątrz numeru znajdziecie na ten

temat więcej informacji – naprawdę warto się w nią włączyć!

Zapraszam Was do lektury!

Katarzyna Paczkowska

Spis treści

Mikroskop....................................................................4

Wariograf – Anna Piotrowicz.......................................5

Temat Numeru – Anatomia intuicji...............................6

Wywiad z Prorektorem................................................8

Wydawnictwo UMP.....................................................9

Z dwojga złego..........................................................10

Imprezożercy.......................................................12

IFMSA......................................................................13

Pod lupą – Pulmonologia............................................14

Wywiad – Biuro karier................................................16

Podróże małe i duże..................................................18

Z kociołka młodych zielarek......................................20

Fundacja Junior..........................................................22

Doktor Miś Dzieciom................................................23

Laboratorium umysłu II..................................................24

Pamiętnik lekarza stażysty..........................................25

Tradycje.................................................................26

AMSR.....................................................................29

English Twist..............................................................30

Kroniki towarzyskie...................................................32

Pogotowie muzyczne.................................................33

Kino Muza.................................................................34

Kącik Filmowy..........................................................35

Jolka..........................................................................36

Nagrodzeni............................................................37

Humor.......................................................................38

Adres redakcji: ul. Przybyszewskiego 39, DS „Eskulap”,

60-356 Poznań, tel./faks (61) 658-44-35,

Redaktor Naczelna: Katarzyna Paczkowska (k.paczkowska@pulsum.pl)

Z-ca Redaktor Naczelnej: Anna Płóciennik (a.plociennik@pulsum.pl)

Sekretarz: Agnieszka Brychcy (a.brychcy@pulsum.pl)

Redaktor Techniczny: Łukasz Stępniak (l.stepniak@pulsum.pl)

Skarbnik: Weronika Genderka (w.genderka@pulsum.pl)

Grafik: Agnieszka Brychcy (a.brychcy@pulsum.pl)

Fotograf: Joanna Pluto-Prondzinska

Kolegium: Łukasz Brzyski, Michał Klimont, Justyna

Koszarska, Justyna Kwitowska, Martyna Musik, Paulina Patalas,

Magdalena Pawlaczyk, Anita Pogorzelska, Marta Ptaszyk, Grzegorz

Sławiński, Barbara Średzińska, Jolanta Wlizło

Współpracownicy: Agnieszka Bobeńczyk, Małgorzata Borowiak, Piotr

Czarnota, Mikołaj Sinica, Olga Tarasewicz, Maciej Tomczak, Anna

Zajączkowska

Druk: Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Medycznego

w Poznaniu, 60-812 Poznań, ul. Bukowska 70.

Ark. druk. 3,0. Papier offset,

kl. III 80 g/m2, 70 x 100.

Format B5. Zam. nr 35/2012.

Druk ukończono w październiku 2012 r.

Nakład: 4000 egz.

Okładka: Agnieszka Brychcy

Skład: Łukasz Stępniak

Numer zamknięto: 17.11.2012

Prosimy o przesyłanie tekstów na adres

teksty@pulsum.pl.

Nadesłanych tekstów nie zwracamy. Redakcja zastrzega

sobie prawo do skracania i adiustacji tekstów oraz zmiany ich

tytułów.

www.pulsum.pl

pulsum@ump.edu.pl

3


MIKROSKOP

MIKROSKOP

Nadwaga i otyłość u dzieci –

czynniki ryzyka obecne już w okresie niemowlęcym?

Odpowiedzi na to pytanie poszukiwali naukowcy

z University of Nottingham Innovation Park. W tym celu

przeprowadzili przegląd systematyczny i metaanalizę 30

prospektywnych prac dotyczących wspomnianego problemu.

Największy wpływ na występowanie otyłości w wieku

dziecięcym wydają się mieć: otyłość matki, wysoka

masa urodzeniowa noworodka, a także szybki przyrost

masy ciała w pierwszym roku życia. Metaanaliza wykazała

ponadto, że dzieci karmione piersią miały o 15 % niższe

ryzyko rozwoju otyłości, w porównaniu z dziećmi karmionymi

w sposób sztuczny. Znaczący, bo aż 47% wzrost

ryzyka odnotowano w przypadku, gdy matka paliła papierosy

podczas ciąży. Sprzeczne wnioski dotyczą wpływu

na zwiększone ryzyko otyłości takich czynników jak status

socjoekonomiczny czy stan cywilny matki. Inne: wiek

matki, poziom wykształcenia, czynniki etniczne – wydają

się nie mieć związku z występowaniem nadwagi i otyłości

u dziecka. Ponieważ skala problemu rośnie, konieczne

jest identyfikowanie czynników ryzyka już w najwcześniejszych

latach życia – co, miejmy nadzieję, pozwoli

na profilaktykę w grupie najbardziej zagrożonych małych

pacjentów.

Archives of Disease in Childhood,

listopad 2012

Radykalne prawo antynikotynowe przynosi realne korzyści.

Wyniki metaanalizy opublikowanej w czasopiśmie

Circulation jednoznacznie wskazują, że wprowadzenie

zakazu palenia tytoniu w miejscach publicznych jest związane

z obniżeniem ryzyka hospitalizacji i śmierci z powodu

chorób układu sercowo-naczyniowego i oddechowego.

Wyniki są oparte na analizie wcześniejszych badań przeprowadzonych

na terenie Stanów Zjednoczonych, a także

poza nimi, m.in. w Niemczech, Nowej Zelandii, Urugwaju.

Efekty wydają się obiecujące i obejmują obniżenie

liczby osób hospitalizowanych z powodu zawału serca

(15%), udaru mózgu (16%), a także z przyczyn oddechowych

– w tym astmy i przewlekłej obturacyjnej choroby

płuc (24%). Korzyści dotyczą przede wszystkim grupy

biernych palaczy, którzy niezależnie od swojej woli są

eksponowani na dym tytoniowy. Autorzy podkreślają ponadto,

że w krajach gdzie zakaz palenia obejmował nie tylko

restauracje, bary, ale także miejsca pracy i inne miejsca

użyteczności publicznej, korzyści były istotnie większe.

Circulation, listopad 2012

Nagła śmierć sercowa przed czterdziestym rokiem życia.

Czy wysiłek fizyczny jest niebezpieczny?

Powyższy temat niejednokrotnie pojawia się w nagłówkach

artykułów relacjonujących śmierć młodych,

zdrowych sportowców, którzy giną z powodu przyczyn

sercowych podczas uprawiania sportu. Jak duży jest to

problem i czy wysiłek fizyczny jest głównym trigerem

zdarzeń sercowych w powyższych okolicznościach? Niekoniecznie…

Badania przeprowadzone przez kanadyjskich

badaczy dotyczyły nagłej śmierci sercowej wśród

mieszkańców prowincji Ontario w Kanadzie w roku 2008,

i oparte były na raportach koronerów. Pod uwagę wzięto

grupę 174 pacjentów w wieku od 2 do 40 lat. Wyniki badania

pokazują, że w analizowanej grupie choroba serca była

obecna w 126 przypadkach, z czego w 72% niezdiagnozowana

wcześniej. Większość przypadków nagłych zgonów

dotyczyła mężczyzn (76%) pomiędzy 18 a 40 rokiem życia.

Śmierć w większości przypadków nie była związana

z intensywnym wysiłkiem fizycznym. Taki związek odnotowano

w 33% badanych przypadków w grupie dzieci/nastolatków

i zaledwie 9% w grupie dorosłych. Niepokojący

wydaje się fakt, że tak rzadko wykrywano patologię serca

w powyższej grupie. Koordynator projektu – Dr Krahn –

zwraca uwagę na brak prostej i taniej metody skriningu,

a także rozważenie dokładnej diagnostyki omdleń u ludzi

młodych, które mogą być pierwszym objawem alarmującym.

EurekAlert. Na podstawie materiałów

Heart and Stroke Foundation of Canada

Opracowała: Martyna Musik

4

Gazeta Studentów


Aniela Piotrowicz

Imię i nazwisko: Aniela Piotrowicz

Stopień naukowy, stanowisko, miejsce pracy:

dyrektor Biblioteki Głównej UMP, starszy kustosz

dyplomowany

Staż na uczelni: 43 lata

1. Trzy słowa, które najtrafniej mnie opisują:

sumienność, rzetelność, dokładność

2. Jestem mistrzem w: nie czuję się mistrzem

w żadnej dziedzinie

3. Mam słabość do: kwiatów

4. Nie potrafię: przejść obojętnie wobec potrzebujących

5. Zawsze chciałam się nauczyć: wielu języków

obcych

6. Chciałabym jeszcze: zwiedzić kilka krajów,

w których nie byłam

7. Autorytetem jest dla mnie: inteligentny, kulturalny

Człowiek (przez duże C)

8. Kiedy kłamię: nie kłamię, raczej nie mówię

wszystkiego

9. Słowo, którego nadużywam: biblioteka

10. Irytuje mnie: głupota, grubiaństwo i postawy

roszczeniowe

11. Kim lub czym chciałabym być, gdybym nie

była tym, kim jestem? podróżnikiem

12. Studentom zazdroszczę: młodości i perspektyw

życiowych

13. Kiedy stoję w korku: oglądam okolicę

14. Zawsze mam przy sobie: lekturę

15. Niezwykła umiejętność, którą posiadam:

wnikliwość obserwacji

16. Moje ulubione miejsce na Ziemi: obszar śródziemnomorski

17. Muzyka, przy której się bawię: muzyka rozrywkowa

18. Muzyka, przy której odpoczywam: spokojna

i cicha

19. Energii dodaje mi: każdy nowy dzień

20. Moja dobra rada dla studentów: trzeba starać

się optymalnie wykorzystać ostatni beztroski okres

w życiu i jednocześnie rozwijać swój potencjał intelektualny

i zawodowy

Puls UM

5


TEMAT NUMERU:

Anatomia intuicji

Mówi się, że kobiety posiadają bardziej rozwiniętą intuicję niż mężczyźni. Panowie natomiast

są skupieni raczej na czysto racjonalnym, logicznym myśleniu. Czy jednak słusznie?

Czy intuicja w ogóle zależy od płci, inteligencji, uczuciowości czy jakiegokolwiek innego

czynnika? Czym jest? Jak się wykształciła i do czego jest przydatna? Zastanówmy się, czy

my sami, studenci, możemy rozwijać nasze intuicyjne umiejętności i w jakim celu...

Co to jest intuicja?

Wbrew obiegowej opinii, znaczenie słowa „intuicja”

nie odnosi się jedynie do procesu emocjonalnego. Jest to,

łącznie z procesem fizycznym i intelektualnym, poziom

poprawnie pojmowanej intuicji. Jest to proces myślowy,

który poprzez użycie dostępnych szablonów i znanych zależności,

podświadomie „dopasowuje” daną sytuację, odpowiednio

ją klasyfikując, i doprowadza do swego rodzaju

„przebłysku myślowego”, pozwalającego podjąć, jak się

w większości przypadków później okazuje, słuszną decyzję.

Etymologia słowa „intuicja” jest dwojaka: w pierwotnym

znaczeniu wywodzi się z łacińskiego intueri

(przyglądać się, obserwować), natomiast w dzisiejszym

rozumieniu, ze średniowiecznej łaciny intuitio (przebłysk,

przeczucie). Samo pojęcie zawiera w sobie różnorakie

typy: od odkrywczej, poprzez twórczą, wartościującą,

operacyjną, aż do przewidywawczej. W poszczególnych

podrozdziałach postaram się przytoczyć najciekawsze cechy

niektórych rodzajów intuicji.

To, co cenią pracodawcy – kreatywność.

Kreatywność i zdolność twórczego myślenia to zapewne

jedne z najbardziej pożądanych cech na dzisiejszym

rynku pracy. Potencjalny pracodawca XXI wieku

zazwyczaj bardziej ceni podwładnego, który ma zdolność

tworzenia idei i pomysłów na podstawie własnych przeczuć,

niż najlepszego analizatora procentowych danych,

jednakże pozbawionego polotu i umiejętności wyprzedzania

myślą faktów. Intuicjoniści w pracy to osoby o szerokim

spojrzeniu na świat, używający do jego opisywania

metafor, dysponujący szerokim polem uwagi wywodzącym

się z bardziej zmysłowego, niż w przypadku działania

racjonalistów, postrzegania. Popularna „burza mózgów”

jest typowym przykładem pracy intuicjonistów – z badań

wynika, że z dwóch grup, które na podstawie określonej

ilości danych miały podjąć decyzję, lepsze wyniki osiągała

ta, która robiła to w znacznie ograniczonym czasie, bez

namysłu. Okazuje się, że świadome i przemyślane przedsięwzięcia

z czasem okazywały się po prostu słabsze. Poza

tym, znakomita większość noblistów z dziedzin nauk ścisłych

lub medycyny twierdzi, że intuicja odegrała wielką

rolę w odniesieniu przez nich sukcesu.

Jaki z tego wniosek? Otóż, jeżeli mamy do wykonania

szczególnie trudne zadanie, najlepiej przed jego realizacją

się zrelaksować i pozwolić swoim myślom trochę

„pobłądzić”. Jeżeli do jego rozwiązania podejdziemy „na

obniżonym progu świadomości”, kierując się emocjami

i przeczuciami, możemy prawdopodobnie spodziewać

się w niedługim czasie bardziej wymiernych efektów,

niż gdyby miał to być proces pochłaniający nasze niemal

wszystkie siły witalne.

Z filozoficznego punktu widzenia…

Do podsumowania kilku kolejnych typów intuicji

niezbędne jest „otarcie się” o teorię francuskiego pisarza

i filozofa przełomu XIX i XX wieku, Henri’ego Bergsona.

Stworzył on pojęcie intuicjonizmu, które to zakłada,

że głównym narzędziem poznawania świata jest właśnie

intuicja i instynkt życiowy, będące odpowiednikami instynktu

zwierzęcego. Bergson założył, że prawa natury, ze

względu na irracjonalny pęd życia, są nieuchwytne i nie do

okiełznania przez rozum, a w pewien sposób odczytują je

i wyrażają jedynie co wrażliwsze emocjonalnie jednostki.

Idąc tym tropem, docieramy do punktu, w którym staje

się jasne, że w dzisiejszym świecie ludzka intuicja jest

zazwyczaj tłumiona przez typowo „rozumowe” podejście

do egzystencji. Pewne zdolności intuicyjne posiada każdy,

natomiast niejednemu z nas nieraz ciężko jest podążyć

za tzw. „porywem serca”, „przebłyskiem myślowym”

czy… (tu wstaw własne określenie wyżej wymienionego

zjawiska). Jednak, jak się okazuje, rozum zazwyczaj

kieruje nas przez skomplikowaną plątaninę stereotypów,

doświadczeń, interakcji międzyludzkich i tym podobnych

czynników, podczas gdy emocje wybierają drogę najprostszą.

„Intuicja to rozum, który się spieszy”. Może zatem nie

warto ignorować tych „błysków”, które raz na jakiś czas

mają tendencje do zaburzania tego, jakby się zdawało,

„trzeźwego” spojrzenia na świat.

Jeżeli chodzi o kontakty międzyludzkie, to warto

wspomnieć o tzw. inteligencji społecznej. Jest to umiejętność

odczytywania nastrojów innych osób. Często po-

6

Gazeta Studentów


TEMAT NUMERU

sługują się nią hazardziści, head-hunterzy, inwestorzy na

giełdzie, jasnowidze, a także lekarze. Korzenie jej istnienia

sięgają gdzieś do czasów naszych praprzodków, kiedy

to intuicja pozwalała im w błyskawicznym tempie ocenić

zamiary nagle wyrosłego przed nimi wroga.

Nauka a intuicja

Intuicja w dzisiejszych czasach

jest raczej zagadnieniem z pogranicza

psychologii i medycyny naturalnej.

Mimo to istnieją oczywiście

próby wyjaśnienia tego zjawiska

z czysto naukowego punktu widzenia.

Jedna z teorii zakłada, że

jej ośrodek mieści się w ciele migdałowatym

mózgu. Mechanizm jej

powstawania wiąże się natomiast

z istnieniem dodatkowych dróg

nerwowych, które omijają obszary

przetwarzające i racjonalizujące

emocje, prowadząc prosto do ciała

migdałowatego. Innymi słowy, to

co zobaczymy lub usłyszymy, nie

zostaje poddane analizie, ale od

razu przeradza się w uczucie.

Psychologowie ewolucyjni

twierdzą natomiast, że umysł ludzki jest stworzony do podejmowania

błyskawicznych decyzji. Kiedy przestajemy

(lub jeszcze nie zdążymy) myśleć o jakimś wyjątkowo

uciążliwym problemie, na scenę wkracza podświadomość,

„przychodzi nowy wgląd” w całą sytuację – doznajemy

olśnienia i rodzi się rozwiązanie problemu.

Wykorzystaniem intuicji w leczeniu zajmuje się dr

Judith Orloff, amerykańska lekarz psychiatra, prowadząca

własną praktykę i wykładająca na University of California

(UCLA). Jest międzynarodowym prelegentem oraz organizatorem

warsztatów poświęconych zależnościom między

medycyną, intuicją i wolnością emocjonalną. Szczegółowo

owe aspekty opisuje w książce „Uzdrawianie

intuicyjne”, gdzie uczy czytelników wielowymiarowego

i kompleksowego podejścia do kwestii własnego zdrowia.

Niektórzy z recenzentów pozycji dr Orloff pozwalają

sobie nawet na określenie jej jako pionierki, dążącej do

wprowadzenia intuicji i duchowości do głównego nurtu

medycyny, natomiast jej podejście do leczenia definiują

jako przyszłość opieki zdrowotnej.

Jak rozwijać swoją intuicję?

W tym podrozdziale pozwolę sobie na pominięcie

wzniosłych rad w stylu: „wsłuchaj się w siebie”, „zastanów

się, co Tobą kieruje” itp., bo do takich wniosków na

tym etapie doszedł już chyba każdy. Po przebrnięciu przez

wszystkie rozwlekłe poradniki na początek wyłania się

pytanie, jaki w ogóle mamy typ myślenia? Zastanów się,

czy bardziej cenisz logikę i racjonalność, czy też wykraczasz

poza te schematy – to pozwoli Ci na określenie, jak

bardzo rozwijanie intuicji jest Ci

potrzebne.

Jeżeli chodzi natomiast o rozwój

sam w sobie – jest kilka prostych

technik. Niektórzy polecają

zadawanie nurtującego pytania „samemu

sobie” poprzez wizualizację

swojego wnętrza jako mędrca lub

inną postać. Pozostali: zapamiętywanie

i analizę snów. Osobiście

rekomenduję kilka ciekawych ćwiczeń,

jak np. odgadywanie nastroju

nieznanej osoby zanim ta się do

nas odezwie, lub też zastosowanie

wspomnianej wcześniej „burzy mózgów”

w rozwiązywaniu codziennych

problemów: usiądź i na kartce,

możliwie bez zastanowienia, staraj

się wpisywać argumenty (nawet

najgłupsze) za i przeciw w kwestii

podjęcia jakiejś decyzji. Dobrym

planem jest także zapisywanie wszystkich (powtarzam:

nawet najgłupszych) pomysłów rozwiązania problemu.

Rozkwitowi intuicji sprzyja również zwykłe ćwiczenie

pamięci: uczenie się na pamięć wierszy, listy zakupów,

nauka obcego języka. Wymierne efekty przynosi poświęcenie

kilkunastu minut dziennie. Pozwala to na rozwijanie

połączeń w prawej półkuli mózgu, w największym stopniu

odpowiedzialnej za intuicję. A najlepszym rozwiązaniem

jest działanie pod wpływem ewentualnej intuicji i weryfikacja

efektu – pozwoli Ci to szybko nauczyć się odróżniać

„pierwsze myśli” od wyobraźni.

Podsumowując…

… intuicja to nic innego, jak zaufanie własnym przeczuciom

czy obawom. Świadomie lub nie – towarzyszy

nam każdego dnia. To wynika z założenia. Może warto

jednak przeznaczyć trochę czasu na rozwijanie swoich irracjonalnych

zdolności? Bo komu bardziej przydają się takie

umiejętności, jeżeli nie najlepszym znawcom biologii

własnego ciała? Mam nadzieję, że garść suchych faktów

pozwoli Wam choć na chwilę zwolnić w natłoku uczelnianych

wydarzeń oraz docenić znaczenie tej spuścizny

praprzodków w dzisiejszym życiu.

j.w.

Puls UM

7


WYWIAD

Wywiad z Prorektorem

Nowa kadencja Władz naszej Uczelni przyniosła ze sobą zmiany na niektórych stanowiskach.

O planach na najbliższe lata, obowiązkach i współpracy ze studentami rozmawiałam

z Prorektorem ds. Studenckich – panem prof. dr hab. Edmundem Grześkowiakiem.

– Panie Prorektorze,

na początek cofnijmy się

w czasie o kilka miesięcy.

Co spowodowało, że

postanowił Pan kandydować

na to stanowisko?

– Po pierwsze chęć

współpracy ze mną Pana

Rektora Wysockiego – jest

to dla mnie zaszczyt. Znamy

się od wielu lat, pracowałem

z Panem Rektorem

jako Dziekan przez siedem

lat, więc była to moja decyzja,

poparta jednak oczekiwaniem

współpracy Pana

Rektora.

Z drugiej strony, zawsze

wydawało mi się, że

bardzo dobrze współpracuje

mi się ze studentami.

Na pewno chęć rozwijania

tego kontaktu na innym

poziomie niż tylko jednego

wydziału, była jedną

z przyczyn podjęcia przeze

mnie tej decyzji. Po trzecie

sądzę, że jestem dobrze

zorientowany w organizacji pracy administracji

uczelnianej, więc była to również chęć rozwijania tych

umiejętności.

– Wspomniał Pan, Prorektorze, o współpracy ze

studentami – jak po pierwszych miesiącach urzędowania

ocenia Pan ten kontakt? Czy trudno jest się

dogadać z nami, studentami?

– Podkreślę to, co wcześniej powiedziałem: zawsze

znajdowałem ze studentami wspólny język i trudności,

które już teraz dostrzegam, dotyczą nie tyle problemów

z kontaktem, co faktem, że jestem przytłoczony

ogromem spraw organizacyjnych – cały czas czekają

na podpisanie jakieś umowy, aneksy itp. Wydaje mi się

jednak, że to, co deklarowałem, realizuję i będę realizował:

pełną dostępność, otwartość, klarowność oraz

transparentność decyzji. Jednym z trudnych elementów

tej pracy, z którym

niestety się spotykam, są

odmowy zwolnienia z odpłatności

za studia niestacjonarne.

Te decyzje nie są

łatwe dla obu stron – dla

mnie, ponieważ wiem, że

żyjemy w latach kryzysu

i w wielu domach „łamią

się” budżety i studenci nie

są w stanie regulować tych

płatności. Z drugiej strony

również sytuacja finansowa

Uczelni jest trudna.

– Jeszcze w poprzedniej

kadencji pojawił się

pomysł spotkań Prorektora

ze studentami. Co

Pan o tym sądzi? Czy

myślał Pan Prorektorze

o ich organizacji?

– Deklarowałem to na

spotkaniach przedwyborczych

i podtrzymuję moją

gotowość – jeszcze przed

nowym rokiem kalendarzowym

chciałbym, aby

odbyło się pierwsze z takich

spotkań.

– Czy jest jeszcze coś, co okazało się zaskoczeniem

dla Pana, Prorektorze, na tym stanowisku?

– Zaskoczeniem – pozytywnym – jest w bardzo

wielu miejscach partnerska współpraca ze studentami.

Nie zdawałem sobie sprawy, że w niektórych naszych

akademikach, np. w Wawrzynku, tak prężnie działa

Rada Mieszkańców – jest to dla mnie budujący przykład.

Chciałbym, aby również w innych domach studenckich

tak działały Rady.

– W tym roku miał Pan Prorektorze również

możliwość pierwszy raz uczestniczyć w Komisji

Stypendialnej, czy sądzi Pan, że stosowane kryteria

są właściwe, czy planowane są jakieś zmiany?

– Rzeczywiście było to dla mnie nowe doświadczenie.

W dużej mierze zdałem się na zdanie studetów-

8

Gazeta Studentów


SPRAWY UCZELNIANE

członków Komisji. Służyłem

jednak swoją radą, szczególnie

klasyfikując dorobek naukowy.

Sądzę, że nad zmianą niektórych

kryteriów warto się zastanowić

i w przyszłości będziemy

o tym myśleć.

– Czy na koniec, mógłby

Pan Prorektorze zdradzić

naszym Czytelnikom plany,

które chciałby Pan zrealizować

podczas swojej kadencji?

– Pierwszy krok, jaki podjąłem,

to poprawa działania

w strukturze administracji, organizacji,

czyli mam na myśli

Dział Spraw Studenckich. Mam

już sygnały, że jest sprawniej,

Panie bardzo się starają, więc

myślę, że zmierza to w dobrą

stronę. Mam również bardzo

dużo przemyśleń organizacyjnych

na temat funkcjonowania akademików, rozważeniu

wprowadzenia ich w życie

służą moje wizyty w domach studenckich.

Najważniejszym moim

celem wiążącym się z partnerstwem

nauczycielsko-studenckim

jest jakość kształcenia. Wiemy

doskonale, że według rankingów

jesteśmy jedną z najlepszych

uczelni medycznych w kraju, a ja

chciałbym, żebyśmy byli najlepsi

również w sensie dydaktyki.

– Dziękuję bardzo za rozmowę.

Chcielibyśmy życzyć

Panu Prorektorowi udanej kadencji

i realizacji wszystkich

planów.

– Również dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała:

Katarzyna Paczkowska

Bez książek nie ma nauki

Zalążkiem uczelnianego ośrodka wydawniczego było utworzone w Bibliotece Głównej,

w 1962 roku, samodzielne stanowisko do spraw wydawnictw uczelnianych. Taką zmianę organizacyjną

wymusiła sytuacja: coraz większe zapotrzebowanie studentów na skrypty naukowe,

podręczniki, oraz wydawnictwa naukowe. W tym roku mija 50 lat działalności wydawnictwa

uczelnianego.

Nie sposób policzyć wszystkie druki, które przez

te lata wyszły spod maszyn drukarskich wydawnictwa.

Nakłady na pewno idą w miliony, tym bardziej, że przez

50 lat burzliwego rozwoju uczelni zmieniło się od tamtej

pory wszystko.

Dziś Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Medycznego

prowadzi szeroko zakrojoną działalność wydawniczą

i poligraficzną. Wydaje przede wszystkim

pozycje naukowo – dydaktyczne: podręczniki, skrypty,

monografie, czasopisma: Nowiny Lekarskie, Pielęgniarstwo

Polskie, Dental Forum, Polski Przegląd Nauk

o Zdrowiu, wydawnictwa ciągłe: Biuletyn Informacyjny

UMP, Informator Biblioteki Głównej UMP, Bibliografię

prac UMP, PULS – gazetę studentów, Bibliotekę Prac

Historycznych UMP, rozprawy habilitacyjne, materiały

konferencyjne i inne druki dla wszystkich jednostek

uczelni.

Rocznie w wydawnictwie powstaje około 50 pozycji

książkowych, 22 numery czasopism i około 160 druków

akcydensowych. Przez 50 lat działalności wydawnictwo

miało swoje siedziby w różnych miejscach. Najdłużej

w domu pielęgniarek przy Ortopedyczno-Rehabilitacyjnym

Szpitalu im. Wiktora Degi. Od 2005 roku Wydawnictwo

Naukowe UMP mieści się w gmachu Collegium

Stomatologicum. Jest tu również pełne zaplecze poligraficzne.

W wydawnictwie, którym obecnie kieruje Grażyna

Dromirecka, pracuje 11 osób. Zespół wydawnictwa zajmuje

się zarówno składem tekstu, jak i wykonuje wszelkie

prace redaktorskie, korektorskie i graficzne, a także

poligraficzne. Wydawane podręczniki i skrypty służą

nie tylko studentom naszej uczelni, ale również później

wykorzystywane są w pracy zawodowej.

Puls UM

9


Z DWOJGA ZŁEGO

Z dwojga złego...

W przytłaczającej liczbie przypadków, decyzji politycznych nie odczuwamy w życiu codziennym

od razu, a raczej ze sporym, kilkuletnim opóźnieniem. Co więcej, często dopiero

post factum jesteśmy w stanie ocenić wpływ konkretnej, dajmy na to, ustawy na naszą,

szaraczków, egzystencję. Niezależnie jednak od tego spostrzeżenia, można by się pokusić

o dyskusję na temat dopiero co wprowadzonej w życie reformy polskich ogólniaków. W końcu,

chcąc nie chcąc, każdy z nas uczęszczał kiedyś do szkoły, a i w najbliższej przyszłości

obowiązek szkolny raczej zniesiony nie zostanie, co oznacza, iż ta akurat reforma dotknie

pośrednio całe społeczeństwo. Dywagacje i wróżenie z fusów uważam zatem za otwarte.

Witaj, Zachodzie! Long time no see.

Niewiarygodne. Doprawdy rzadko politycy czynią

mi tę uprzejmość i przegłosowują zmiany, pod którymi

mam ochotę podpisać się rękoma i nogami – a tu proszę!

Od września anno Domini 2012 polskie nastolatki tylko

przez pierwszą klasę doświadczać będą „prawdziwego”

ogólniaka – ze wszystkimi przedmiotami na tym samym

poziomie. Potem zaś wybiorą sobie przedmioty wiodące,

których naukę będą kontynuować na poziomie rozszerzonym,

a pozostałe przedmioty zrealizują w formie bloków

tematycznych, na przykład z zakresu przedmiotów humanistycznych

czy ścisłych. Tradycjonaliści natychmiast jęli

wieszać psy na rzeczonej reformie edukacji, wietrząc antypatriotyczny

spisek tudzież plan „ogłupiania mas”. Otóż

pozwolę sobie absolutnie się z nimi nie zgodzić – moim

zdaniem ta reforma to zdecydowany krok w dobrym kierunku

– podwyższania jakości kształcenia.

Nie od dziś wiadomo, że na siłę nikogo niczego nie nauczymy.

Jeśli Kowalski przychodzi na lekcję matematyki

z nastawieniem „będzie nudno/i tak nic nie zrozumiem”,

to faktycznie będzie to samosprawdzająca się przepowiednia.

Odpuśćmy więc Kowalskiemu. Przez dekadę zdążył

już zrozumieć to, co w życiu przeciętnego nie-ścisłowca

faktycznie jest z matematyki przydatne. A jeśli nie, to doprawdy

dwa lata więcej wbijania mu do głowy wzoru na

deltę tudzież procentu składanego nic tu nie pomogą.

Dalej – rzeczony Kowalski będzie zapewne rad z faktu,

że po eliminacji (chociaż w rzeczywistości to jedynie

ograniczenie liczby zajęć, a nie eradykacja!) połowy nieinteresujących

go przedmiotów, pozastanie mu więcej czasu

i zapału na to, co faktycznie go zajmuje. A nuż tak zafascynuje

go podział komórek, że w przyszłości poświęci

swoje życie temu zagadnieniu, z pożytkiem dla ludzkości

– nawet jeśli nie, to przynajmniej dobrze mu pójdzie matura,

w dodatku będzie uczył się z przyjemnością – a o zaletach

takiego nastawienia przekonywać raczej nie muszę.

Że nie wspomnę o zacnym gronie pedagogicznym, które

niezaprzeczalnie ucieszy się, iż na swoich zajęciach obcuje

z uczniami przejawiającymi chociażby szczątkowe zainteresowanie

danymi przedmiotami. Wynikom nauczania

owa sytuacja nie zaszkodzi.

Najmocniejszym jednak argumentem – pozwolę sobie

stwierdzić, że wręcz pociskiem w mojej artylerii – niech

będzie zwrócenie szanownemu czytelnikowi uwagi na

ekspotencjalny wzrost poziomu wiedzy i tempa pojawiania

się nowych informacji, zwłaszcza w świecie akademickim.

Oczywistym jest, że współczesny Homo sapiens

sapiens nie może już zostać człowiekiem renesansu, humanistą

sensu stricte – dlatego właśnie, że przytłacza go

ogrom wiedzy. Co bardziej rozwinięte państwa dawno

już postawiły na specjalizację w edukacji – z sukcesami.

O ileż bowiem większa szansa zostać cenionym specjalistą

w jednej wąskiej dziedzinie, niż w stu osiągnąć chociażby

przeciętność! Słowem, musimy przestać wierzyć w potęgę

encyklopedycznej wiedzy z każdego elementu życia,

a docenić bardziej wyspecjalizowany rozwój jednostek.

Ostatecznie, nie istnieje Nobel z wiedzy ogólnej.

Odpierając zaś ewentualne zarzuty – jeśli komuś będzie

zależało na drobiazgowym poznaniu historii starożytnych

cywilizacji, i tak je pozna. Szkoła, jak wiemy, nie jest

jedynym źródłem wiedzy i motywacji do nauki. Zadaniem

jej jest wyposażyć nas w narzędzia i umiejętności, dzięki

którym sami będziemy w stanie się rozwijać – nie powinna

natomiast zmuszać nas do bezrefleksyjnego kucia, tym

bardziej wiedzy nam niepotrzebnej. Dlatego cieszę się,

że obecni licealni pierwszoklasiści dostają sygnał „ucz

się tego, co uważasz za istotniejsze”. Dzięki temu mają

większe szanse, choćby i o kilka procent, na pełnoprawne

uczestnictwo w globalnym wyścigu nauki.

Stop ignorancji!

Jako (najwyraźniej) tradycjonalistka faktycznie odbieram

tę reformę, może nie jako spisek – wszak „tradycjonalista”

nie oznacza paranoika – ale na pewno jako przyzwolenie

na słodkie nieróbstwo wśród licealistów oraz idącą

10

Gazeta Studentów


Z DWOJGA ZŁEGO

za nim postępującą niewiedzę i ignorancję.

Pierwszy kontrargument: nie podwyższymy jakości

kształcenia szafując godzinami. Albo przynajmniej nie

tylko. Moim zdaniem, to wybieg mający uciszyć społeczną

troskę o powszechną edukację: o zbyt liczne klasy,

niewyedukowanych pedagogów, zbyt mały dostęp do

laboratoriów i dobrze wyposażonych pracowni, kiepskie

podręczniki, etc... Nawet, jeśli wprowadzi się większą

specjalizację w klasach, to będą one prowadzone wciąż

w takich samych lub podobnych warunkach. Dlatego, jeśli

Kowalski przychodzi z nastawieniem „nie nauczę się

matematyki, bo nie chce mi się”, to zamiast głaskać go

po głowie i mu odpuszczać, należałoby się raczej postarać,

by owa matematyka ukazała mu się w całej swojej

arcyinteresującej krasie, co może przekonałoby go do zintensyfikowania

myślenia tak w ogóle. Nie w godzinach,

lecz w mentalności tkwi problem. Godząc się na podobne

reformy jedynie przyklaskujemy polskiemu cwaniactwu,

które wciąż jeszcze gdzieś tam po poprzednim (słusznie

minionym) systemie w nas tkwi i nakłania raczej do unikania

wysiłku niż do podejmowania dodatkowych starań,

by wykorzystać dane nam możliwości. Może zachodnie

społeczności są dojrzalsze, bardziej świadome, nie wiem,

natomiast nie widzę, jakby miało to dobrze funkcjonować

w naszych warunkach.

Kolejna sprawa – człowiek renesansu. Muszę przyznać

rację – obecnie niemożliwym jest zgrywanie Leonarda da

Vinci i zajmowanie się wszystkim (a szkoda!) w równie

zaawansowanym stopniu, ale tego nikt ode mnie w liceum

nie wymagał. Wymagano za to podstawowej wiedzy ze

wszystkich przedmiotów z pewnym naciskiem na moje

wybrane profilowe. I po co było to zmieniać? Teraz, z każdym

krokiem ku specjalizacji, hodujemy sobie pokolenie

na wzór choćby Amerykanów, których to uważam za przeżyczliwe

społeczeństwo, mające faktycznie oszałamiającą

ilość nagród Nobla z chemii, ale które jednocześnie

w przeszło 85% wierzy, że ludzie i dinozaury żyli w tym

samym czasie. Nie łudźmy się, większość z nas bez wiszącego

nad nami bata (zwłaszcza będąc nastolatkami) nie

ruszy palcem, by się dokształcić. Luki w wiedzy uświadamia

się sobie na przykład na studiach, gdzie tego czasu na

dokształcanie jest diablo mało, a potrafią one człowieka

zażenować, oj potrafią. Jest to kwestia podejścia do życia,

bo zawsze można spytać „po co mi świetny hydraulik ze

znajomością geografii, albo lekarz znający historię Polski?”,

ale moim zdaniem ignorancja świadczy o człowieku

i świadczy źle. Na specjalizację i zgarnianie oklasków za

pracę tylko w swojej wąskiej dziedzinie jest wystarczająco

dużo czasu między studiami a emeryturą.

Mój koronny argument dotyczy przede wszystkim

kompetencji młodych osób do podejmowania życiowych

wyborów. Robi się im po prostu krzywdę zmuszając

jeszcze wcześniej do decydowania o tym, co chcą robić

w przyszłości. Od pewnego czasu psycholodzy (pediatrzy

również) dostrzegają niepokojący trend, według którego

młodzi ludzie dojrzewają fizycznie coraz szybciej, ale psychicznie

– wolniej, dlatego nagminnie jeszcze na studiach

nie wiedzą, czym chcą się w życiu zajmować. Postępującą

specjalizacją liceów jedynie ogranicza się pole manewru

osobom nie do końca świadomym własnych zainteresowań,

potrzeb, a to przytłaczająca większość! W takim razie,

czy gra jest warta świeczki?

Jeśli chodzi o zadowolone z reform grono pedagogiczne,

to skądinąd wiem, że połowa nauczycieli miast zyskać,

ucierpiała na reformie. Ograniczono im (i tak niewielką)

liczbę godzin, wielu ma problem z uzbieraniem etatu,

a tych co nie uzbierali i stracą pracę nie jest wcale mało.

Atmosferę w pokojach nauczycielskich trudno nazwać

sprzyjającą czemukolwiek. Jest to teraz raczej mieszanka

frustracji, niewypowiadanych pretensji i bacznego rozglądania

się wokół w poszukiwaniu zagrożeń ze strony przekwalifikujących

się konkurentów, dotychczas kolegów/

koleżanek z sąsiednich foteli. Naprawdę, nie ma czego

zazdrościć nauczycielom.

Magda Pawlaczyk i Ania Płóciennik

Dręczą Cię pytania, na które nie znasz odpowiedzi?

Nie czekaj, sprawdź na: www.umpedia.pulsum.pl

Czytaj, edytuj i pomóż nam tworzyć Umpedię!

Puls UM

11


IMPREZOŻERCY

IMPREZOŻERCY

czyli całkowicie subiektywny przewodnik

po poznańskich miejscówkach

Jak zwykle niespodziewanie dopadła nas jesień. I nagle człowiekowi nic się nie chce,

mózg odmawia współpracy, żołądek domaga się hektolitrów gorącej czekolady – słowem,

marzy się rzeczonemu człowiekowi ciepły kocyk i smakowita książka do poduszki. Tymczasem

szara codzienność nas nie oszczędza, a mikroby też same jakoś do głowy nie wchodzą

(chociaż, może to i dobrze!). W tych ciężkich, przynajmniej dla piszącej, momentach warto

wygospodarować choć kilka godzin na poprawienie sobie nastroju. Oto moje propozycje.

CACAO Republika

Już samo wspomnienie Cacao zdecydowanie poprawia

mi humor – prawdopodobnie drogą skojarzeń. Pierwsze

wyjścia „na kawę” z czasów chmurnej adolescencji,

chłonięcie kawiarnianej atmosfery… Nie tylko jednak na

miłych skojarzeniach opiera się siła przyciągania Republiki;

nota bene obchodzącej w tym roku dziesiąte urodziny.

Chodzi tu głównie o poczucie błogiego lenistwa

i odprężenia, które ogarnia wymarzniętego gościa zaraz

po przekroczeniu progu.

Na ów poczucie wpływają równolegle dwa czynniki:

przytulny i staromodny wystrój oraz rewelacyjny smak,

szczególnie spod znaku firmowej gorącej czekolady.

Zwłaszcza rozbudowana antresola, której dominującym

kolorem jest czerwień, razem z luźno porozstawianymi

pufami i fotelami, stanowi oazę wytchnienia. Godne

uwagi są fotografie i plakaty reklamowe w stylu retro, porozwieszane

w każdym możliwym miejscu. Wytrwałym

polecam miejsca na piętrze pod oknem – są zdecydowanie

najatrakcyjniejsze; właśnie z tego powodu notorycznie

są zajęte. Łyżką dziegciu może okazać się stopień zagęszczenia

populacji ludzkiej w Cacao – zdecydowanie

rekomendowana wcześniejsza rezerwacja.

Druga komponenta magii kawiarni to po prostu udane

menu, z idącym w parze rewelacyjnym współczynnikiem

cena-jakość. Przede wszystkim warto spróbować

tutejszej hot chocolate, do wyboru spośród dwudziestu

wariantów smakowych. Jeśli szukaliście gęstej, we włoskim

stylu przyrządzonej czekolady – voila! Praktycznie

wszelkiej maści ciepłe napoje są tu nieodmiennie udane.

Co poważniejszy łasuch też zostanie usatysfakcjonowany

wyborem ciast i deserów, ze wskazaniem na tartę malinową.

Jak dotąd nie słyszałam nikogo, komu Cacao nie

przypadłoby do gustu. Z czystym więc sumieniem polecam

Republikę jako Imprezożerca. Jako przyszły lekarz

zalecę zaś umiar i pamięć o wysokim indeksie glikemicznym

słodyczy.

CACAO Republika

(www.republikaroz.pl/cacao-republika)

ul. Zamkowa 7

pon.-sob. 10.00 - 00.00,

nd. 11.00 - 23.00

cafe latte: 8zł,

czekolada klasyczna: 10zł

Kultowa

Od paru już lat pośród wielu pubów ulicy Wrocławskiej

dumne, bo stosunkowe duże miejsce

zajmuje Kultowa – knajpa ewidentnie (z nazwy,

podejścia i wystroju) poświęcona działalności

zespołu Kazika Staszewskiego. Nie odwiedziłam

dotąd wprawdzie pubów-sióstr w Katowicach czy

Wrocławiu, niemniej w Poznaniu pomysł okazał

się całkiem trafiony, sądząc po liczbie zadowolonych

bywalców.

Z góry uprzedzam: Kultowa nie jest dla każdego.

Jeśli nie lubicie rockowych brzmień, nie

w smak wam ciemny i dość surowy wystrój klubu,

którego bazą jest piwnica, lub przeszkadza wam

12

Gazeta Studentów


IFMSA

hałas – odradzam. Wszystko to stanowi bowiem nieodłączny

element Kultowej. Oczywistym jest też fakt, że

bywa tu określony typ gości – często długowłosych, brodatych

i w czarnych, skórzanych kurtkach. Jednak bez

przesady, na miano mordowni pub długo jeszcze – na

szczęście – nie zasłuży.

wprawdzie nie tylko utwory Kazika, ale stanowią one pokaźny

fragment stałego repertuaru.

Trzeba przyznać, że Kultowa drinkami stoi. Ceny

plasują się w poznańskiej średniej, natomiast wybór jest

zdecydowanie bogatszy. Jeśli zależy wam na zniżkach

i towarzystwie o podobnym przekroju wiekowym, polecam

studenckie czwartki – od dwudziestej pierwszej do

oporu. Jeśli lubicie Piña Coladę, skuście się na „4 jeźdźców”,

czyli shotową wersję od dawna znanego drinka.

Suma sumarum: Kultowa to pewny punkt, jeśli chodzi

o integracje grupowe, luźny pub crawling i spotkania

ze starymi znajomymi. Niezależnie od pory roku, panuje

tu swoisty undergroundowy klimat – duży plus w czasach,

kiedy za oknem szaro i ponuro.

Kultowa (www.kultowa.pl)

ul. Wrocławska 16

Fani Kultu i innych przedsięwzięć Kazika będą natomiast

zachwyceni. Nie dość, że regularnie organizowane

są tu koncerty, to na ścianach wiszą cytaty i autografy

artysty. Nawet drinki i shoty w menu przejęły nazwy

od tytułów piosenek, by wymienić tylko „Baranka” czy

„Dziewczynę bez zęba na przedzie”. Z głośników płyną

codziennie od 17 do ostatniego gościa

drink „Studenci”: 10zł,

duże piwo: 6zł

MP

IFMSA

Po wakacjach w Oddziale Poznań IFMSA-Poland

wiele się dzieje. 5 października po wykładzie z anatomii

powitaliśmy pierwszy rok Wydziału Lekarskiego przygotowanymi

dla nich paczkami. Jednocześnie zaprosiliśmy

wszystkich na spotkanie informacyjne, które miało

miejsce wieczorem 10 października. Chętni, nie tylko

z pierwszych lat, poznali struktury Stowarzyszenia, zasady

uczestnictwa w programach i mamy nadzieję, że zostali

zainspirowani do aktywnego udziału w życiu naszego

Oddziału. Oba spotkania odbyły się w ramach programu

Peer Support, którego głównym założeniem jest wzajemne

wsparcie studentów kolejnych lat. W następnych miesiącach

planujemy kolejne wydarzenia związane z programem,

na które już teraz zapraszamy.

Kolejnym ważnym wydarzeniem było Walne Zgromadzenie

Członków Oddziału, które odbyło się 15 października.

Spotkanie rozpoczęliśmy od podsumowania ubiegłego

roku, w którym odbyło się wiele cudownych akcji.

Wspominaliśmy Tramwaj Zwany Pożądaniem, Festiwal

Zdrowia oraz wiele wydarzeń mających miejsce na naszej

Uczelni, King Crossie, szkołach i przedszkolach Wielkopolski

oraz w wielu innych miejscach. Poprzedni Zarząd

Oddziału żegnał się z powierzonymi mu funkcjami z poczuciem

sukcesu i spełnienia, a także odrobiną wzruszenia.

Kolejnym punktem zebrania był wybór nowego Zarządu.

Każdy kandydat przedstawił krótko swoje wcześniejsze

dokonania w IFMSA-Poland i plany na nadchodzący rok

oraz odpowiadał na wnikliwe pytania zebranych. Wybory

upłynęły w życzliwej atmosferze, a nowo wybrani, pełni

dumy i zapału, już po zakończeniu WZCO rozpoczęli

ustalać plany na nadchodzący rok.

Najbliższy miesiąc zapowiada się intensywnie. Nowi

Koordynatorzy mają zapas energii i motywacji do działania,

po wakacjach wielu partnerów stęskniło się za naszą

obecnością, a nasze szeregi zasiliło wielu studentów. Zapraszamy

wszystkich na spotkania i akcje, każdy moment

jest dobry, aby zapisać się i rozpocząć przygodę w Oddziale!

Koniecznie zjarzyjcie na stronę poznan.ifmsa.pl

i polubcie nas na Facebooku!

Do zobaczenia!

Agnieszka Gaczkowska

Puls UM

13


POD LUPĄ

Pulmonologia

Specjalista chorób płuc –

dr n. med. Krzysztof Świerkocki

Na czym polega praca pulmonologa? Jest to głównie

praca na oddziale czy w przychodni?

Istnieje wiele możliwości, zależy to przede wszystkim

od samego zainteresowanego. Może to być praca w poradni

specjalistycznej, na oddziale pulmonologicznym lub też

na innych oddziałach w charakterze konsultanta.

Czy mógłby nam Pan Doktor pokrótce opowiedzieć

jak wygląda proces specjalizacyjny w tej dziedzinie?

Pulmonologia jest obecnie specjalizacją drugiego stopnia.

Oznacza to, że jest dostępna dla lekarzy posiadających

już tytuł specjalisty z dziedziny chorób wewnętrznych lub

pediatrii.

Sam proces specjalizacji trwa 2 lata i 2 miesiące.

W tym czasie kandydat na przyszłego pulmonologa jest

zobowiązany odbyć szereg kursów specjalizacyjnych: kurs

radiologii, nowotworów płuc, niewydolności oddychania,

chorób obturacyjnych (astma i POChP), promocji zdrowia.

W zakres szkolenia wchodzą też staże kierunkowe, takie

jak: staż kierunkowy w Klinice Chorób Płuc Instytutu

Gruźlicy i Chorób Płuc w zakresie chorób płuc dorosłych

i dzieci, w specjalistycznej poradni w zakresie torakochirurgii

i chorób zawodowych. Całość jest zakończona egzaminem,

który składa się z części pisemnej i ustnej. Pierwsza

z nich składa się ze 120 pytań dotyczących tematyki

pulmonologicznej, przy czym do zaliczenia niezbędne jest

uzyskanie wyniku minimum 60%. Druga – ustna – składa

się z części praktycznej oraz pytań problemowych.

Czy są jakieś cechy, które powinien prezentować

kandydat zainteresowany specjalizowaniem się w dziedzinie

pulmonologii?

Wbrew pozorom prócz diagnostycznej strony pulmonologii,

coraz większą część naszej pracy stanowią różne

czynności manualne. Wydaje się więc, że idealny kandydat

powinien być uzdolniony również w tym kierunku. Zawsze

podkreślam, że przy odpowiedniej motywacji wszystkiego

można się nauczyć, choć talent oczywiście dopomaga

w osiągnięciu

celu. W medycynie

ważna

jest również

pokora i mimo

długoletniej praktyki sam staram się zawsze o niej pamiętać.

Co jest najtrudniejsze dla przyszłego pulmonologa

w procesie specjalizacji?

Obserwując moich młodszych kolegów wydaje się, że

mimo, iż mają oni dużą wiedzę teoretyczną, często brakuje

im doświadczenia i problemem jest dla nich selekcja informacji.

Mam wrażenie, że w tym ogromie szczegółów łatwo

utracić istotę rzeczy.

Na których przedmiotach w trakcie studiów powinien

skupić się kandydat na przyszłego pulmonologa?

Trudno powiedzieć, bo jest to specjalizacja bardzo

obszerna. Wspomniałem wcześniej, że pulmonologia jest

specjalizacją drugiego stopnia dla lekarzy internistów

bądź pediatrów. Dlatego też należałoby się skupić na tych

przedmiotach podczas studiów. Podczas późniejszej praktyki

bardzo przydaje się radiologia. Pulmonolog pracując

w poradni, często nie ma możliwości skorzystania z porady

radiologa i polega wtedy wyłącznie na własnej wiedzy.

Czy alergologia jest obecnie odrębną specjalizacją,

czy wchodzi w skład pulmonologii?

Alergologia jest obecnie odrębną specjalizacją medyczną.

Warto jednak nadmienić, że część problemów, z którymi

pulmonolodzy spotykają się na co dzień, to problemy

po części alergologiczne. Tak więc każdy pulmonolog powinien

mieć niezbędną wiedzę w tym zakresie. Podobnie

w alergologii spotyka się problemy pulmonologiczne – jak

przykładowo astma, ale też dermatologiczne (wypryski)

i laryngologiczne (alergiczny nieżyt nosa).

Czy nadal istnieje wyodrębniona specjalizacja zajmująca

się gruźlicą?

Ftyzjatria, która zajmowała się leczeniem gruźlicy, była

specjalizacją wyodrębnioną krótko po wojnie z racji dużej

zapadalności na tę chorobę. Wiedząc, że gruźlica jest chorobą,

która dotyczy nie tylko płuc, ale także innych narządów

(gruźlica pozapłucna), obecnie założenie jest takie, by leczeniem

tej choroby zajmowali się lekarze poszczególnych

specjalności. I tak, dermatolodzy winni zajmować się terapią

gruźlicy skóry, ginekolodzy gruźlicą narządów rodnych,

a ortopedzi gruźlicą kostno-stawową. W praktyce wygląda

to trochę inaczej, zwykle taki pacjent prędzej czy później

trafia jednak do pulmonologa, który nadzoruje proces terapeutyczny.

Nie zapominajmy też, że gruźlica jest chorobą,

która nie została dotąd wyeradykowana, a w przyszłości

może być istotnym problemem, zwłaszcza w kontekście

wzrastającej liczby osób z niedoborami odporności.

Wszystkie dotychczas opisane specjalizacje znajdziecie

na stronach UMPedii- www.umpedia.pulsum.pl

14

Gazeta Studentów


POD LUPĄ

Czy według Pana Doktora liczba specjalistów z pulmonologii

odpowiada zapotrzebowaniu?

Myślę, że zależy to głównie od regionu Polski oraz od

tego czy bierzemy pod uwagę oddziały pulmonologiczne,

czy też liczbę mieszkańców, która przypada na jednego

specjalistę. W tym drugim przypadku wydaje się, że liczba

specjalistów jest niewystarczająca, szczególnie mając na

myśli mniejsze miasta.

Z jakimi specjalistami przede wszystkim współpracują

pulmonolodzy?

Oj… z bardzo wieloma. Mówi się, że płuca są zwierciadłem

ludzkiego organizmu i rzeczywiście – choroby

innych narządów często manifestują się objawami płucnymi.

Wiąże się to z tym, że nierzadko korzystamy z porad

lekarzy innych specjalności i vice versa. I tutaj można by

mnożyć przykłady, zaczynając od chorób układu sercowonaczyniowego,

z których gro objawia się dusznością, poprzez

choroby reumatologiczne – mam tutaj na myśli całe

spektrum chorób układowych, które często obejmują również

układ oddechowy, kończąc na schorzeniach nerek.

Jaki jest według Pana Doktora poziom pulmonologii

w naszym kraju w porównaniu chociażby z Europą

Zachodnią czy Stanami Zjednoczonymi?

Myślę, że jest na wysokim poziomie. Polscy lekarze

pulmonolodzy są bardzo dobrze wykształceni, przez

co chętnie są zatrudniani w krajach Europy Zachodniej,

a niektórzy spośród nich prowadzą warsztaty szkoleniowe

nawet w Stanach Zjednoczonych. O poziomie polskiej pulmonologii

niech świadczy również fakt, że mamy swoich

przedstawicieli w pulmonologicznych organizacjach międzynarodowych,

takich jak: GINA, zajmująca się tematyką

astmy oraz GOLD, zajmująca się przewlekłą obturacyjną

chorobą płuc.

Czy ze względu na specyfikę pracy pulmonolodzy

częściej chorują? Czy w związku z tym wskazane są dla

nich dodatkowe szczepienia?

Z moich obserwacji wynika, że raczej nie. Być może

jest to związane z tym, że poprzez codzienny kontakt

z różnego rodzaju patogenami uzyskujemy naturalną odporność.

Jeśli zaś chodzi o dodatkowe szczepienia, do obowiązkowych

należy jedynie szczepienie przeciwko WZW

typu B, ale tyczy się to wszystkich pracowników służby

zdrowia. Oczywiście są pewne szczepienia zalecane, ale

decyzję o zaszczepieniu się pozostawia się każdemu indywidualnie.

Ryzyko zachorowania dobrze ilustruje przykład

gruźlicy. Z badań wynika, że szansa na wystąpienie choroby

u osoby zakażonej prątkiem gruźlicy z prawidłowym

układem odpornościowym wynosi 6% w skali całego życia,

co w przeliczeniu na roczne ryzyko stanowi naprawdę

niewiele.

Czy pulmonolodzy wykonują również drobne zabiegi

terapeutyczno-diagnostyczne, czy zajmują się tym

raczej torakochirurdzy?

Różnie to bywa. Istnieją ośrodki, gdzie pulmonolodzy

współpracują z torakochirurgami w zakresie tego typu zabiegów.

Należy wymienić tutaj przede wszystkim bronchoskopie

terapeutyczne i diagnostyczne, punkcje opłucnej,

odbarczanie odmy. Są też procedury, którymi pulmonolodzy

zajmują się od stosunkowo niedawna, jak na przykład

badanie EBUS (ultrasonografia wewnątrzoskrzelowa

z możliwością wykonania biopsji przezoskrzelowej).

Czy pacjenci sami zgłaszają się do pulmonologa, czy

są kierowani przez lekarzy rodzinnych?

Pacjenci zwykle kierowani są przez lekarzy rodzinnych

lub lekarzy innych specjalności. Gdy myślimy o skierowaniu

pacjenta do poradni pulmonologicznej, warto wcześniej

pomyśleć o wykonaniu zdjęcia RTG klatki piersiowej.

Chciałbym, aby stało się to standardem, podobnie jak

wykonywanie oznaczenia TSH w przypadku podejrzenia

chorób tarczycy, czy też zdjęć RTG kości i stawów w przypadku

kierowania pacjenta do ortopedy.

Jakie są Pana Doktora zdaniem największe zalety

tej specjalizacji?

Pierwsze, co przychodzi mi na myśl to fakt, że „nigdy

nie zabraknie nam pracy”. Wiąże się to z tym, że wiele

chorób, które leczymy to choroby cywilizacyjne o wzrastającej

zapadalności. Mam tutaj na myśli przede wszystkim

przewlekłą obturacyjną chorobę płuc, nowotwory płuc –

związane z paleniem tytoniu, astmę, do której występowania

przyczyniają się nie tylko czynniki genetyczne, ale też

środowisko w jakim żyjemy, wliczając w to zanieczyszczenia

powietrza oraz jakość produktów spożywczych, która

jest niestety coraz gorsza.

A czy jest Pan Doktor w stanie wskazać jakieś

wady?

Myślę, że wskazana przeze mnie zaleta dla niektórych

może okazać się wadą, gdyż wiąże się to z dużą ilością

obowiązków (wielu spośród nas jest pracoholikami). Poza

tym istnieje pewna pułapka, związana z tym, że prowadzimy

naszych pacjentów często przez długie lata. Z tego

względu możemy nie zauważyć dyskretnych objawów nowego

schorzenia u danego pacjenta, które być może skłoniłyby

nas do dalszej diagnostyki, gdybyśmy spotkali go

po raz pierwszy. Pod tym względem zazdrościmy czasem

chirurgom, którzy przeprowadzając zabieg, przyczyniają

się często do całkowitego wyzdrowienia.

Serdecznie dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali: Martyna Musik,

Grzegorz Sławiński

Puls UM

15


SPRAWY UCZELNIANE

Studencie, co chcesz robić po studiach?

– wywiad z doradcą zawodowym mgr Magdaleną Rolską.

O tym, że Biuro Karier działa na naszej Uczelni już kilkakrotnie informowaliśmy w „Pulsie

UM”, ale co konkretnie oferuje Biuro Karier absolwentom i czy tylko im? Odpowiedzi na

te i inne pytania udzieliły panie Magdalena Rolska i Dominika Bazan z Działu Promocji.

Kto właściwie tworzy Biuro Karier?

Pani Magdalena Rolska: Biuro Karier stanowią osoby,

które są pracownikami Uniwersytetu Medycznego, będąc

jednocześnie zatrudnionymi w innych działach. Ulokowane

jest przy Dziale Promocji, natomiast jako doradca

zawodowy spotykam się z osobami zainteresowanymi

w pokoju nr 017 na parterze Collegium Maius.

W takim razie załóżmy, że absolwent znalazł Panią

w zaułkach Collegium Maius i co dalej?

Wszystko zależy od tego, z jaką sprawą przyszedł,

a mogą one być bardzo różne w zależności od indywidualnych

potrzeb. Tak naprawdę nie tylko absolwenci przychodzą.

Zapraszamy również studentów, którzy dopiero

zaczęli naukę, są w trakcie studiów, lub zbliżają się do ich

końca. Na każdym etapie bycia studentem czy absolwentem

można tu przyjść.

Z jakimi problemami spotyka się Pani najczęściej?

Moje dyżury w Biurze Karier trwają stosunkowo niedługo

– dopiero od kilku miesięcy, czyli trochę za wcześnie

na tworzenie jakichkolwiek statystyk. Ale są to na

przykład osoby, które skończyły studia, mają dyplom, ale

nie wiedzą, co dalej ze swoim życiem zrobić. A zrobić coś

trzeba, bo już są dorosłe i z oczywistych względów nikt

nie podejmie za nich decyzji. A Biuro Karier jest miesjcem,

gdzie możemy takiej osobie pomóc. Inni mają problem

z napisaniem porządnego CV, co nie jest wcale takie

proste, a w czym również pomagamy. Ktoś może mieć

problem z realizacją swoich zainteresowań – ambicje

nie zawsze pokrywają się z możliwościami rynkowymi.

Zdarzają się studenci niepewni, czy dobrze wybrali kierunek

studiów, albo już studiując zdali sobie sprawę, że

ich kierunek nie jest tym właściwym. Taka świadomość

siebie, oraz tego, co się chce w życiu wykonywać, potrzebuje

czasu. Czasem konieczny jest moment zatrzymania

się, zastanowienia, konsultacji z innymi, ze specjalistą, np.

ze mną, by te najważniejsze decyzje podjąć możliwie jak

najbardziej świadomie.

Wydaje się to wszystko dość powszechnym zjawiskiem.

To jest tak, że czas studiów jest jednocześnie czasem,

kiedy młody człowiek ma szanse poznać siebie, po to

by móc dalej coś ze swoim życiem zrobić. Decyzje zawodowe

w naszym systemie edukacji zaczynają się już

w gimnazjum, np. wybieranie profili w liceach. To bardzo

wcześnie. Cała reszta jest konsekwencją tych pierwszych

decyzji. Na szczęście system skonstruowany jest tak, by

można na pierwszych etapach jeszcze zweryfikować swoje

wybory, natomiast będąc studentem takie zmiany są

dużo trudniejsze do wprowadzenia w życie. I tu znów jest

nasza, dokładniej moja rola, by wesprzeć taką osobę, pomóc

jej uporać się z powstałymi dylematami.

Czyli jest to raczej forma konsultacji psychologicznych?

W tej chwili mówię głównie o swojej działce doradcy

zawodowego. Biuro oczywiście spełnia też inne funkcje.

Stanowimy swoistą skrzynkę kontaktową między studentem

lub absolwentem i jego potencjalnym pracodawcą.

W takim razie, pozostając przy konsultacjach, jaka

jest ich forma?

W zależności od tego, jaka jest potrzeba, w końcu nie

jesteśmy identyczni. Jeśli ktoś ma wspomniany wcześniej

problem z napisaniem CV, to jedno spotkanie, by udzielić

kilku wskazówek w tym temacie i ewentualnie wymienienie

później maili w zupełności powinno wystarczyć.

To jest taka prosta, techniczna sprawa. Natomiast, gdy

przychodzi ktoś w sytuacji, gdzie niby wie, co chce robić

w życiu, ale tak nie do końca, bo albo ma za mało możliwości,

albo wręcz za dużo, to wymaga to czasem większej

liczby spotkań. Mam do dyspozycji godzinę tygodniowo,

ale i aż godzinę, ponieważ naprawdę dużo można osiągnąć

w trakcie takiej godzinnej rozmowy. Warto też napisać

do mnie e-mail (mrolska@ump.edu.pl), by umówić

się na spotkanie oraz nakreślić po krótce swój problem.

Wtedy oszczędzamy czas na lawirowaniu i rozmawianiu

o rzeczach mniej istotnych i od razu możemy przejść do

meritum.

Czy ktoś zainteresowany rozmową z Panią, zmuszony

jest czekać w kolejkach?

O kolejkach na razie mowy nie ma, ale mamy nadzieję,

że po artykule w „Pulsie” sytuacja się zmieni i zainteresowane

osoby będą wiedziały, gdzie nas szukać. Wiem,

że jest wśród państwa potrzeba takich spotkań czy szkoleń

przez nas organizowanych. Wiem to, ponieważ mam stały

kontakt z bracią studencką, natomiast nie widać tego tutaj

– bardzo mało studentów dociera na konsultacje ze mną.

16

Gazeta Studentów


SPRAWY UCZELNIANE

Szkoleń?

Oprócz moich dyżurów, jako doradcy

zawodowego, jesteśmy w stanie zorganizować

szkolenia. Jedno odbyło się już

w ubiegłym roku i dotyczyło sporządzania

dokumentów aplikacyjnych. Prawda

jest taka, że było więcej osób zainteresowanych,

niż przybyłych. Są pomysły, by

zorganizować szkolenie na temat pracy

w grupie (bardzo ważny element przyszłej

pracy zawodowej, zwłaszcza personelu

medycznego!), organizowania

własnego czasu, czy filozofii planowania

własnej kariery zawodowej. Nie pracuję

tylko na Uniwersytecie, dlatego mogę

czerpać z innych swoich doświadczeń,

by wiedzą służyć studentom. Byłoby

super, gdyby państwo informowali nas

o swoich pomysłach oddolnie, wtedy

możemy coś zorganizować.

Czy jest w takim razie skrzynka

kontaktowa, na którą możemy, jako

studenci, wysyłać propozycje szkoleń?

Wszystkie informacje, które są związane z Biurem Karier

należy kierować do Działu Promocji (promocja@ump.

edu.pl), do pani Dominiki Bazan. W zależności od tego,

jakie informacje wpływają, kieruje je do mnie, albo razem

omawiamy jakąś kwestię i reagujemy na potrzeby.

Kiedy odbędą się najbliższe szkolenia i jak wyglądają?

Pierwsze szkolenie w tym roku akademickim odbyło

się 28.10. 12. o godz. 16.30 pod hasłem: "Zarządzanie czasem".

Jeśli chodzi o kolejne szkolenia to nie ustaliliśmy

jeszcze szczegółów, dużo zależy od państwa, od tej oddolnej

inicjatywy. Forma jest warsztatowa, dlatego najlepiej

się je przeprowadza w grupach 10-12 osobowych.

Gdzie szukać informacji na temat szkoleń?

Szczegółowe informacje dostępne na stronie BK w Aktualnościach.

Ilość miejsc na szkolenia, przypominam, jest

ograniczona. Poza tym w najbliższych tygodniach powstanie

kalendarz tego typu wydarzeń, natomiast w tej chwili

najlepszym źródłem informacji jest – znów – Dział Promocji.

Wspomniała Pani, że ma doświadczenia na innych

Uczelniach i nasunęło mi się pytanie, czy jest w stanie

Pani porównać, czy studenci UMP są bardziej czy mniej

zdecydowani, co do swojej przyszłości w stosunku do

innych szkół wyższych?

Nie mamy co się porównywać z np. Uniwersytetem

Adama Mickiewicza, ponieważ to ogromna uczelnia,

z mnóstwem różnych wydziałów,

kierunków, przyciągająca

różnych ludzi z innymi pomysłami

na życie, więc takie porównanie

nie miałoby większego

sensu. Najważnejsze jest to,

co robimy na własnej uczelni,

jak reagujemy na potrzeby

tu i teraz. Oczywiście korzystamy

czasem z doświadczeń

innych uczelni medycznych

w kraju, ale i tak lepiej skupić

się na własnym podwórku.

Gdzie student lub absolwent

znaleźć może oferty

pracy, jeśli chce skorzystać

z usług Biura Karier?

Pani Dominika Bazan:

Wszystkie oferty pracy zamieszczane

zarówno przez

Biura Karier UMP jak i przez

samych pracodawców dostępne

są na stronie Biura Karier

(zakładka na stronie głównej UMP).

Czego najczęściej, jakich ofert szukają studenci?

Najczęściej nie szukają pracy, tylko praktyk (oferty też

zamieszczamy na stronie BK), jeśli ktoś szukał pracy to

były to np. absolwentki dietetyki. Można oczywiście znaleźć

pracę za pośrednictwem strony BK. Dostajemy dużo

maili od pracodawców, którzy dzięki naszej stronie znaleźli

pracowników czy praktykantów - absolwentów i studentów

Naszej Uczelni.

Z kim współpracuje Biuro Karier?

BK UMP współpracuje z: portalem Young Pro – portal

kariery studenta i absolwenta; z portalem Pramedico.

pl; z Urzędem Miasta Poznania (projekt WorkGate, WPI);

z potencjalnymi pracodawcami; z Inkubatorem Przedsiębiorczości

UAM.

Czy i w jaki sposób monitorowane są losy absolwentów,

którzy skorzystali z usług BK?

BK UMP realizuje zadanie monitorowania losów absolwentów

zgodnie z art. 13a ustawy Prawo o Szkolnictwie

Wyższym z dn. 18.03.2011 r. Monitoring jest przewidziany

po trzech i pięciu latach (oraz dodatkowo po pół roku) od

dnia ukończenia studiów. Na przełomie grudnia /stycznia

pierwsza ankieta zostanie rozesłana do tegorocznych absolwentów,

którzy wypełniając formularz wyrazili zgodę

na udział w badaniu ankietowym.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Anna Płóciennik

Puls UM

17


OPOWIADANIE

Podróże małe i duże.

Odczuwam niepokój w pokoju. Wstaję więc i idę do

kuchni, zaraz pod okno korytarza i wracam do kilku metrów

kwadratowych na krzyż, a raczej na prostokąt. Tutaj dyskomfort.

Męczy mnie ta wędrówka z cieniem nudnego dnia na

ścianach. Zmęczenie osiąga pozycję horyzontalną. Poduszka

bezlitośnie odbija piętno szarego popołudnia na bogu ducha

winnym policzku. Swędzi. Drapie. Uwiera. Głowa narzeka,

że za ciepło, za miękko, za wygodnie. Tęskni do kolan, dworcowych

przeciągów... i już zawieramy porozumienie! Wiem

dlaczego jestem obrażona na rzeczywistość, która teraz zdaje

się być wyjątkowo szara w swojej monotonności. Poczucie

nicnierobienia zamienia jesienną egzystencję w bezruch.

Uwiera mnie poranek w ciepełku, droga na wykład. I buty

zdają się betonu unikać, a wszędzie

tylko ten beton i niepoważni ludzie

stąpający po liniach. Ja też niby tak sobie

stąpam, chociaż głowa cztery metry

od chodnika i setki kilometrów od

tego pozbawionego charakteru miasta.

Jakieś mentalne zatwardzenie. Jest na

to rada – błonnik, czyli coś kreatywnego,

jakieś szarpnięcie, gwizdek, świat

mieszczący się w jednym przedziale.

Serce bije w rytm muzyki i już rwie się

do kolejowego tańca. Arytmia. Rytm

przerywa ciche „plum” dobiegające

z laptopa:

– Powłóczyłbym się...

Bez wahania wybieram numer. Po

chwili oczekiwania na połączenie słyszę:

– Sopot?

– Odpada, dawaj coś z listy.

– Toruń.

– Świetnie, o której pociąg?

...

Standardowo 21:37 na Dworcu Głównym. Na dobry początek,

w ramach pakietu standardów spóźniam się jakieś 20

minut. Hala dworca. Znajomy włóczykij, leżący pod ścianą

opustoszałego już budynku, wita nas w swoich skromnych,

bo państwowych progach: „znowu Gdziekolwiek?”

– Tym razem Toruń – odpowiadamy dwugłosem.

Po krótkiej wymianie zdań orientujemy się, że późna

pora wygnała wszystkich pracowników zza okienek. Szklana

pułapka chciałoby się rzec. Pracownik kolei odsyła nas do

„kasy na dole”. Kolejka jest krótka, ale mam czas, żeby zauważyć

kratę zawieszoną pod sufitem. Zastanawiam się nad

Witamy w podróży

jej rolą tutaj. Wzruszam ramionami, przytykam nos do szklanej

bariery i proszę o „studencki do Torunia przez Inowrocław”.

Mój towarzysz jak zwykle wchodzi w dialog z panią

po drugiej stronie. Przesuwając palcem po kamiennym blacie

podsuwam mu grosik i szeptem mówię: „miła jest, daj”. Grosik

ląduje przed podstarzałą brunetką:

– Kazała dać, to daję.

Biznes życia – w zamian dostaliśmy szczery uśmiech.

Tanioszka. Uśmiech za grosz. Takie zakupy tylko z nami.

Dopóki portfele nie świecą pustkami, w przeciwieństwie do

żołądków, kierujemy się do restauracji szybkiej obsługi. Po

cichu licytujemy, ile hamburgerów możemy teraz w siebie

wciągnąć i po chwili pani przyjmująca zamówienie słyszy

męski głos:

– Trzy.

Zanoszę się śmiechem, kwiczę

i z trudem łapię oddech. Kiedy już jestem

w stanie wypowiedzieć cokolwiek

poza „ha ha ha”, rozwijam zamówienie

wypowiedziane w postaci silnie skompresowanej

do: „Hamburgery w sensie.

Trzy, ale to już pani wie”. Wracamy

przez wejście od Dworca Zachodniego.

Nie pocałowaliśmy klamki tylko

dlatego, że kraty ich nie mają. Dom bez

klamek, istne szaleństwo. Przynajmniej

już wiem do czego miały służyć wspomniane

wcześniej kraty. Więzienie okazuje

się nieszczelne – wieje od tej hali

halny jakiś. Chowamy się w ciasnej poczekalni,

plotkujemy z panią bogatszą

o grosik, przy herbatce. Robi się ciepło,

sennie, przyjemnie, bo twardo. Podłoga

twarda w sensie. Do pociągu jeszcze

dwie godziny. Czytam bajkę o trzech

zajączkach, którą On zawsze ma przy sobie (chyba na wypadek

mojej ewentualnej bezsenności), by po chwili odpłynąć

w błogi, podróżniczy sen. Budzi mnie delikatne szarpnięcie

za ramię:

– Zbieraj się, idziemy.

W uścisku snu pośpiesznie wyjmuję kartkę i zapisuję:

„Na jeszcze większe szczęście, bo... czasy są ciężkie dla

marzycieli”. Zapisek szybkim ruchem ręki kładę na ladzie,

a na niej kolejny grosik. Bez słowa opuszczamy poczekalnię,

obdarowani kolejnym uśmiechem sympatycznej pani.

Trzeźwieję w momencie wyjścia na wietrzny peron. Uśmiecham

się, bo czwarty – mój ulubiony. Zajmujemy miejsca

18

Gazeta Studentów


OPOWIADANIE

w cieplutkim przedziale. Gwizdek, szarpnięcie. Home, sweet

home. Sąsiadka z naprzeciwka jedzie do Sopotu, z dumą

mówiąc, że do narzeczonego. Karmi nas romantyczną historią

ich pierwszej randki, właśnie w Toruniu, kiedy to od

ukochanego zamiast kwiatów dostała paczkę chipsów. My

dzisiaj omijamy Sopot szerokim, bo nie wąskotorowym, łukiem.

Środek nocy, z trudem rozklejam powieki, bo czas na

przesiadkę. Współtowarzysz zwraca uwagę na brak osłony

podgłówka jednego z foteli. Faktycznie – brakuje jednego

z rzędu czterech, sławetnego „Witamy w podróży”. Dworzec

w Inowrocławiu. Niezbędnik – kawa z automatu, okazuje się

kiepskim pomysłem. Jest kwaśna, ale pchnięta desperackim

pożądaniem kofeiny, wypijam ją do końca, modląc się, żeby

nie spędzić pozostałej części podróży w toalecie.

– Cześć Wiesiu, no i jak tam po urlopie? – przysłuchujemy

się rozmowom na peronie.

My mamy jeszcze środek nocy, dla innych to już poranek.

Grupa panów po czterdziestce zbiera się w oczekiwaniu

na pociąg mający ich zawieźć do pracy. Wyrwani z kontekstu

przyglądamy się smutnej prozie życia. Kolejną godzinę spędzamy

spokojnie w bezprzedziałowym wagonie, pędzącym

w stronę Torunia. Szósta rano. Miasto okrągłej Ziemi i pierników

wita nas ciemnością. To znaczy, że na zwiedzanie jeszcze

za wcześnie. Moja ciężka już głowa spoczywa na męskich

kolanach do godziny ósmej. Nowy krzyk mody – halowodworcowy

halny, wygania nas na zewnątrz, a przeciąg jeszcze

pogania: „przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda!”.

Przynajmniej pogoda okazuje się łaskawsza – słońce oświetla

nasze zmarszczki mimiczne, podkreślając nieprzespaną,

chociaż bezsprzecznie ciekawą noc. Dzielnie ruszamy przed

siebie w poszukiwaniu Kopernika. Docieramy do fontanny ze

złotymi żabkami.

– Dlaczego jedna się tak błyszczy? To ja dotknę tej matowej,

żeby jej nie było smutno... – słyszę.

Jest i Kopernik. Jednak większą uwagę przykuwa mijający

nas kominiarz. Chwytamy za guzik. To musi być dobry

dzień. Chwilę później siadamy na ławce ogrzanej słońcem.

Pewna staruszka podchodzi do ławki obok i pyta, czy to nasze

bułki. Odpowiadam, że nie, ale pewnie gołębie się ucieszą.

Mało studenckie podejście, ale jakoś nie mam ochoty walczyć

z ptakami o pokarm, zwłaszcza, że akurat z tymi się

chyba polubiłam. Z wyimaginowanej listy „rzeczy koniecznych

do odwiedzenia” został jeszcze sklep z piernikami. Staję

i mówię: „Nie no, tego sklepu już tutaj nie ma, ale dam sobie

rękę uciąć, że jeszcze godzinę temu go tutaj widziałam!”.

Odwracam się i w odpowiedzi na szyld „Pierniki toruńskie”

śmieję się jak szaleniec. Piernikami wypycham plecak i buzię.

Pocztówka w dłoni. W ciągu dziesięciu minut zostaje wypełniona

pozdrowieniami:

Na górze słońce stopę mą za horyzont ciągnie,

serce wybija rytm westchnień w jakim mijają noce i dnie

Pociągowych kół stukot gna do przodu jak stado pędzących

koni

Duch podróży już krok w krok za mną goni

Był Wroclove, miasto stu mostów i dwóch podróżników,

A dziś ci sami w mieście okrągłej Ziemi i pierników

– Trzeba znaleźć pocztę. Musi gdzieś tu być – mówię,

odwracając głowę i już całe miasto wie, czym jest prawdziwy

śmiech szaleńca. Wiszący metr obok szyld „Poczta Polska”

się do mnie uśmiecha. Albo się ze mnie nabija, bez różnicy.

Paczka pierników i pocztówka lądują w kopercie zaadresowanej

tam, gdzie zawsze. Po wyjściu dowiadujemy się o istnieniu

krzywej wieży w Toruniu. Omijanie chodnikowych

linii jest wyjątkowo trudne, kocie łby zdają się sprawy nie

ułatwiać, więc droga się lekko wydłuża. Ale jest i wieża! Zaczepiamy

starszego pana prosząc o zrobienie nam pamiątkowego

zdjęcia. Tacy jak my to mają szczęście – okazuje się, że

trafiliśmy na profesjonalistę. Ustawia nas jak trzeba. Pstryk.

Jest pamiątka dla potomstwa. Okazuje się, że to ostatnie zdjęcie,

jakie Smiena może z siebie wykrzesać, potrzeba nowej

kliszy. Standardem będzie, jeśli powiem, że tuż za rogiem

znajdujemy sklep fotograficzny? Wchodzimy. Klisza gryzie

się z wysłużonym, radzieckim aparatem. Pech nie ma racji

bytu, bo pracownik sklepu – fotograf, jak się okazuje, ma do

tego sprzętu sentyment. Naprawia aparat w kwadrans. Prawie

gratis, bo mimo, że nie żąda w zamian zapłaty – otrzymuje

grosik. Szczęśliwi my i Smiena, wychodzimy, by zakończyć

wycieczkę. Mijamy fontannę tryskającą prosto z ziemi

szczęśliwymi promieniami wody. Zdejmuję kurtkę, rzucam

ją towarzyszowi i biegnę w stronę strumieni (jak się okazuje

– chłodnej – cieczy), po środku której chwilę wcześniej

dostrzegłam kasztana. Schylam się, podnoszę skarb i robiąc

uniki przed wodą, uciekam. Szczęśliwa podbiegam do

zszokowanego wieszaka trzymającego kurtkę i wręczam mu

zdobycz. Śpiewając „ogórek, ogórek, ogórek, zielony ma

garniturek” zbliżamy się do Toruńskiego dworca. Do pociągu

powrotnego została godzina.

– Patrz, jakiś pociąg do Poznania! – wskazuję palcem

(choć mama mówiła, że to brzydko) peron.

Szybkim krokiem pokonujemy metry dzielące nas od tablicy

odjazdów. Pociąg, który widziałam chwilę wcześniej,

odjeżdża za cztery minuty. Szybki zakup biletów, a po nim

próba wysiłkowa. Zdana celująco, bo wskakujemy do wagonu

tuż przed odjazdem. Gwizdek. Szarpnięcie.

Epilog – wersja dla pozbawionych moralności:

Zaginione „Witamy w podróży” okazuje się zawartością

kieszeni mojego współtowarzysza. Teraz, już bezpieczne, stanowi

element wystroju mojego pokoju.

Pierniki ponoć zostały zjedzone ze smakiem. Chciałoby

się powiedzieć „na zdrowie”. Ale powiem raczej „na wysoki

cukier”.

Włóczykij

Puls UM

19


Z KOCIOŁKA MŁODYCH ZIELAREK

Smakowita kosmetyczka

Mieliście czasem ochotę zjeść jakiś smakowicie pachnący kosmetyk? Oczywiście nie wolno,

bo kosmetyk jest przebadany pod względem bezpieczeństwa przy zastosowaniu zewnętrznym,

nie wewnętrznym ;) No i cała ta chemia… Ale jednak, pokusa istnieje. Postanowiłyśmy

więc wyjść jej naprzeciw, uwolnić wasze dziecięce pragnienie próbowania: przedstawiamy

konsumpcyjno-pielęgnacyjne przepisy na domowe kosmetyki z przeróżnych składników,

które na pewno znajdziecie w swojej kuchni. Nie gwarantujemy pozytywnych wrażeń smakowych,

ale zapewniamy, że skóra i włosy zasmakują w tych specjałach!

Olej migdałowy – wręcz nie sposób mu się oprzeć.

Już sam zapach, przez wielu postrzegany jako bardzo

przyjemny, zachęca do wykorzystania oleju z migdałów

w zabiegach pielęgnacyjnych. Trzeba jednak pamiętać,

że musi być to olej tłoczony na zimno z migdałów słodkich,

a nie gorzkich, które zawierają cyjanowodór (cóż,

nie polecamy). Czysty olej można kupić w sklepie, a jeśli

ktoś preferuje wersję „zrób to sam”, podpowiemy, jak wykorzystać

płatki migdałowe.

A naprawdę

warto, ponieważ olej

migdałowy może pomóc

zadbać zarówno

o skórę, jak i włosy.

Dużym atutem, oprócz

zapachu, jest przyjemny

sposób rozprowadzania

się oleju na

skórze, bez pozostawiania

tłustej warstwy.

Równocześnie olej

migdałowy jest bardzo

dobrym emolientem

– pozostawia na ciele

cienką warstwę zabezpieczającą przed utratą wody. Można

to wykorzystać w kąpieli małych dzieci – kilka kropel

oleju dodanych do wody pozostawia skórę dziecka gładką

i nawilżoną (a wcieranie oleju w skórę przyszłej matki pozwala

uniknąć rozstępów). Olej migdałowy nadaje się do

pielęgnacji każdego typu skóry – szczególnie wrażliwej,

bardzo suchej i dojrzałej. Sucha skóra to coraz częstszy

problem, z uwagi na wszechobecne detergenty, usuwające

w dużym stopniu lipidy naskórka. Na pomoc przybywają

zawarte w olejku kwasy tłuszczowe – linolowy i oleinowy

– zmiękczające naskórek i wzmacniające lipidową barierę

skóry. Równie korzystny wpływ można zauważyć w przypadku

zmarszczek, którym zapobiegają jednak głównie witaminy

A, E, D i z grupy B, a mechanizm tego procesu jest

wielokierunkowy – relaksacyjny, przciwwolnorodnikowy,

obejmujący zapobieganie odwodnieniu komórek i ochronę

przed czynnikami zewnętrznymi. Dobrze również skorzystać

z oleju migdałowego po poparzeniu słonecznym

oraz w trakcie kuracji odchudzającej. Na suche, zniszczone

włosy można nałożyć olej na pół godziny, a następnie

umyć je szamponem. Rezultat – nawilżone, błyszczące

i miękkie włosy, zabezpieczone przed wpływem zewnętrznych

czynników. A jeśli chcemy wystawić je na działanie

silnego słońca lub chlorowanej wody, warto dodatkowo

olejem posmarować

końcówki. Polecamy

też olej migdałowy do

masażu, szczególnie

twarzy.

Mleczko do demakijażu

i oczyszczające

skórę: rozgnieść 4 łyżki

płatków migdałowych

(można rozetrzeć w kuchennym

moździerzu),

zalać 1 szklanką letniej,

przegotowanej wody.

Wymieszać na jednolitą

masę, nałożyć na zwilżoną

twarz, masować

okrężnymi ruchami, po czym zmyć wodą. Stosować 2 razy

w tygodniu.

Drożdże - cenione są w kosmetyce przede wszystkim

za zawartość całego arsenału witamin z grupy B (B1, B2,

B3, B5, B6, B9, B12), witaminy E, D i H (biotyny), a także

protein i składników mineralnych, takich jak cynk, potas,

magnez, fosfor, siarka, miedź, żelazo, selen i chrom. Dzięki

tym składnikom bardzo dobrze nadają się do pielęgnacji

skóry łojotokowej i trądzikowej – ograniczają tworzenie

zaskórników, oczyszczają skórę i poprawiają jej wygląd.

Maseczka drożdżowa: rozdrobnione drożdże (2 dag)

zalać odrobiną letniego mleka lub wody do konsystencji

papki i nałożyć na twarz na 20 minut. Zmyć wodą. Maseczka

ściąga pory, oczyszcza i wygładza skórę.

Jabłka – powszechne, dostępne tak naprawdę przez

cały rok i lubiane przez wielu z nas owoce kryją w sobie

20

Gazeta Studentów


Z KOCIOŁKA MŁODYCH ZIELAREK

wiele właściwości, z których nie każdy zdaje sobie sprawę.

Wiele z nich jest wykorzystywanych w kosmetykach.

W pielęgnacji urody duże znaczenie mają występujące

w jabłkach kwasy owocowe, np. alfa hydroksykwasy czyli

AHA, które działają keratolitycznie na skórę, delikatnie

złuszczając martwe komórki naskórka i przyspieszając

jego odnowę. Dlatego właśnie wyciągi z jabłek wykorzystywane

są w peelingach oraz w kremach do twarzy i ciała.

Ekstrakty z jabłek możemy znaleźć także w kremach

pod oczy, ze względu na zawartą w nich taninę, która pomaga

w likwidacji cieni pod oczami. Nie musimy zdawać

się jednak na gotowe wyroby i kiedy jabłek mamy pod

dostatkiem, sami możemy przygotować kilka upiększających

specyfików.

Maseczka odświeżająca i poprawiająca koloryt

cery: 5 łyżek utartego jabłka zagęścić mąką ziemniaczaną,

nałożyć na twarz. Zamiast mąki można dodać jogurt

lub miód. Zmyć po 30 minutach wodą i wklepać krem nawilżający.

Olej lniany - znany już w czasach starożytnych. Już

wtedy doceniano jego lecznicze oraz odżywcze właściwości

- pomagał starożytnym Grekom i Rzymianom dbać nie

tylko o zdrowie, ale i o urodę. Olej lniany to najbogatsze

wśród olejów roślinnych źródło kwasów tłuszczowych

omega-3, które mają niezwykle

dobroczynny wpływ

na nasze zdrowie. W celach

pielęgnacyjnych wykorzystywane

są głównie nasiona lnu,

bogate w olej, a dodatkowo

zawierające śluzowe substancje,

które sprawiają, że skóra

staje się miękka, nawilżona,

a wszelkie podrażnienia i stany

zapalne znikają. Dlatego

do dnia dzisiejszego nasiona

lnu są stosowane w leczeniu

różnych schorzeń skórnych,

jak trądzik czy łuszczyca.

Jednakże również w zdarzających

się zwłaszcza zimą przesuszeniach skóry, śmiało

możemy wykorzystać dobroczynne działanie siemienia

lnianego.

Nawilżający „tonik”: 3 łyżki nasion lnu zalać zimną

wodą w szklance, pozostawić w temperaturze pokojowej

na 30 minut, przecedzić przez sitko lub gazę i gotowym

maceratem przemywać twarz.

Oliwa z oliwek – to ona najczęściej jest polecana do

zastępowania zwykłego, słonecznikowego oleju w naszych

kuchniach. Ma to oczywiście swoje uzasadnienie.

Oliwa z oliwek ma niewiarygodnie dużo bardzo korzystnych

dla naszego zdrowia właściwości, pomaga przy

miażdżycy, kamicy żółciowej, nieżycie i owrzodzeniu żołądka

oraz w zaparciach, a także zapobiega tworzeniu się

wolnych rodników. Wspaniale oczyszcza i reguluje procesy

trawienia. Także w kosmetyce możemy wykorzystać

jej zalety. Oliwa z oliwek bogata jest w witaminy A, E, D

oraz K, dlatego już bezpośrednie smarowanie skóry tym

kuchennym produktem, nadaje jej zdrowy i promienny

wygląd. Szczególną uwagę zwraca się na obecną w oliwie

witaminę E, która jest naturalnym antyoksydantem,

a to oznacza, że zawdzięcza się jej przeciwzmarszczkowe

i wygładzające działanie oliwy z oliwek. Oliwa z oliwek

zawiera również cenną witaminę F, czyli jeden ze składników

bariery chroniącej skórę przed utratą wilgoci.

Maseczka na zniszczone włosy: żółtko wymieszać

z łyżką oliwy, nałożyć na włosy, owinąć ręcznikiem, po 30

minutach dokładnie umyć głowę. Maseczkę o identycznym

składzie można zastosować na skórę twarzy i dekoltu,

jeżeli dokucza nam suchość i szorstkość cery.

Płatki owsiane – są bogatym źródłem krzemu, którego

obecność jest konieczna podczas syntezy kolagenu,

a tym samym do regeneracji tkanki łącznej. Dzięki temu

pierwiastkowi skóra zachowuje elastyczność i jędrność.

Natomiast zawarte w płatkach witaminy z grupy B i kwas

foliowy łagodzą podrażnienia

i regulują pracę gruczołów

łojowych. Mączka owsiana

matuje skórę.

Maseczka do cery tłustej:

garść płatków zmieszać z sokiem

z jednej cytryny i ubitym

białkiem kurzym. Pozostawić

na skórze przez 10 minut, po

czym zmyć wodą.

Maseczka na odświeżenie:

szklankę płatków zalać

szklanką gorącego tłustego

mleka. Po ostudzeniu kleistą

papkę nałożyć na twarz, szyję,

dekolt i ramiona. Po kilku

minutach zmyć wodą.

Czas więc skompletować swoją domową kosmetyczkę,

zaczynając od wizyty w kuchni. Naprawdę warto poświęcić

chwilę i sporządzić sobie własny kosmetyk, bo to

dużo zdrowia, relaksu i satysfakcji.

I to za każdym razem (wykonanych w ten sposób kosmetyków

nie można pozostawiać na później) ;) Życzymy

miłej zabawy i gładkich policzków !

Anita Pogorzelska

Marta Ptaszyk

Puls UM

21


FUNDACJA JUNIOR

Fundacja Junior

poszukuje wolontariuszy!

Fundacja Junior rozpoczęła swoją działalność w roku

2011, oficjalnie uznanym przez Komisję Europejską za

Europejski Rok Wolontariatu. Jesteśmy organizacją pozarządową

o charakterze non-profit, opierającą swe działania

na zaangażowaniu wolontariuszy. W ramach grupy Poznań

2.0 działamy wspólnie z inicjatywą „Ulepsz Poznań” oraz

serwisem Fyrtel.org w celu aktywizacji mieszkańców Poznania

i pozytywnego działania na rzecz naszego miasta.

Naszą misją jest rekrutacja wolontariuszy, których zadaniem

jest prowadzenie korepetycji dla dzieci mających

problemy z nauką oraz organizowanie im czasu wolnego

poprzez angażowanie je w różnorodne wydarzenia kulturalne

oraz sportowe.

Szukamy osób odpowiedzialnych, wesołych, dynamicznych,

skorych do działania i chcących pomóc dziecku

w nauce, bądź zaangażować się w organizację wydarzenia

kulturalnego lub sportowego dla grupy Juniorów.

Działamy według formuły 1 WOLONTARIUSZ =

1 JUNIOR. Nasi wolontariusze spotykają się z juniorami

najczęściej raz w tygodniu, w budynku szkoły, bądź

w domu dziecka.

Nasi Juniorzy wybierani są przede wszystkim spośród

uczniów Szkoły Podstawowej nr 40 oraz 66 w Poznaniu.

Juniorów potrzebujących pomocy wskazują nam pracownicy

szkoły (panie pedagog/psycholog).

By sprawdzić jakie wydarzenia już zorganizowaliśmy

zapraszamy do przejrzenia naszej strony – fundacjajunior.pl

Zainteresowanych prosimy o kontakt:

fundacjajunior@gmail.com

lub pod numerem telefonu

502 – 737 – 071.

W tym numerze przygotowaliśmy dla Was 7 podwójnych zaproszeń do kina „Muza” na dowolnie wybrany seans.

Aby otrzymać wejściówki, należy poprawnie rozwiązać poniższą krzyżówkę i przesłać rozwiązanie na adres mailowy:

l.brzyski@pulsum.pl do 6 grudnia 2012 roku w tytule

maila wpisując „KONKURS

2 1

FILMOWY”.

Pionowo

1. Christian … - znany aktor

2. „… temu w trawie”

3. James ... – bohater powieści Iana Fleminga

4. Potoczna nazwa Polskich Nagród Filmowych

Poziomo

1. „… hard” - film z Brucem Willisem

2. Breaking … - amerykański serial

3. Jeden z bohaterów Harry’ego Pottera

4. Najnowszy film Michaela Haneke

5. Nazwisko aktora grającego główną rolę w filmie

„Alfie”

6 4

5

1 2 3 4 5 6

3

22

Gazeta Studentów


Doktor Miś Dzieciom

SPRAWY UCZELNIANE

Pierwszy zimowy śnieg już odhaczony. Trochę wcześnie,

bo w listopadzie. Lecz cóż innego może to oznaczać,

jak nie fakt, iż niedługo Święta? Wracając do lat dziecięcych,

mamy przed oczami pięknie udekorowaną choinkę,

suto zastawiony stół, mieszkanie pachnące piernikiem

i pomarańczami, morze prezentów owiniętych w kolorowy

papier i całą rodzinę zgromadzoną pod jednym dachem

specjalnie z okazji Tego szczególnego dnia. Wspaniałe

źródło przyszłych wspomnień. Tym gorzej, jeśli zdarzy

się spędzić Święta Bożego Narodzenia z dala od domu, na

szarym szpitalnym oddziale.

Mam ogromną przyjemność poinformować wszem

i wobec, iż po raz kolejny rusza świąteczna akcja Doktor

Miś Dzieciom!!! Gro organizacji studenckich

działających przy naszej Uczelni ponownie zebrało

się, by wspólnie uszczęśliwić dzieci, którym

choroba uniemożliwia cieszenie się ciepłem

świątecznej atmosfery. Również Wy możecie

przyczynić się, aby prawdziwe Święta zagościły

na oddziałach pediatrycznych.

Akcja ma za zadanie zbieranie funduszy na

zakupienie pluszowych misiów, które zostaną następnie

rozdane najmniejszym nawet pacjentom

poznańskich szpitali.

W tym roku organizowane są następujące wydarzenia:

29 listopada – Andrzejki z Doktorem Misiem

w klubie Baker Street (cena biletu 5 zł; start 21:00)

podczas których odbędzie się loteria fantowa.

4 i 5 grudnia – kiermasz słodyczy i kanapek,

który odbędzie się w wybranych budynkach naszej

Uczelni, z pewnością zadowoli najbardziej

wybrednego smakosza.

13 grudnia – Spotkanie Opłatkowe Uczelni wraz ze

świąteczną aukcją.

Finał akcji będzie miał miejsce 18 grudnia w szpitalu

przy ulicy Szpitalnej, wtedy to dzieci zostaną obdarowane

pluszakami, przy dźwiękach kolęd śpiewanych przez studentów,

przebranych za Świętych Mikołajów i Śnieżynki.

Zapraszamy serdecznie do wzięcia udziału w wydarzeniach.

Podarujmy dzieciom przed Wigilią choć jeden

uśmiech więcej!

Puls UM

23


LABORATORIUM UMYSŁU

Laboratorium Umysłu II

Horror, którego się boisz za bardzo

Lubimy się bać, czyż nie? Każdego roku wydajemy setki złotych, żeby strach zmroził

nam krew w żyłach, ale tak ekskluzywnie, z klasą, w miękkich fotelach i kubkiem czekolady,

najlepiej wtuleni w ciepły koc i ramię partnera. Co tam mroczna postać ze szponami

jak noże do cięcia steku, przeźroczyste zjawy, tajemnicze oczy i ludzie, których widać

dopiero na zdjęciach. Mimo swojej oczywistej umiejętności budzenia strachu (w sposób

dosyć kontrolowany), czujemy się z tym dreszczykiem komfortowo. Inaczej jest, kiedy

próbujemy coś zrobić, ale boimy się zaryzykować, podejść, zapytać, stworzyć, wymyślić

– skoczyć w przepaść nieznanego. Za ten strach nikt nie chce zapłacić, bo chociaż nie jest

tak oczywisty, to jednak na tyle silny, że robimy wszystko, by go uniknąć.

Jeśli czytałeś wstęp do serii Laboratorium Umysłu,

który opowiadał o bardzo istotnej sprawie, jaką jest

umiejętne stawianie w życiu pytań, może masz w zanadrzu

kilka równie ciekawych odpowiedzi. Jeśli nie,

pozwól że ci je zaserwuję, tu i teraz. Co możesz zrobić

dziś, tego dnia, aby czuć się bardziej szczęśliwym

i spełnionym? Okej, ufam, że coś w twojej głowie świta.

To może być serial do obejrzenia wieczorem, albo

kolacja z przyjaciółką. Z drugiej strony może być to

coś, co faktycznie przyniesie ci ogromną radość, jednak

dopiero kiedy się odważysz i pokonasz różne lęki

związane z tą czynnością, dajmy na przykład wyjście

na casting do filmu. Mało kto z nas nie przeżywałby

tremy w takiej sytuacji. Strach, jaki możemy odczuć,

stanie się tak duży, że może zadecydować o rezygnacji

z tego „szalonego” pomysłu.

Dlaczego szalonego? Bo ryzykownego – mogącego

przynieść bardzo bolesne emocje – strach, przygnębienie,

odrzucenie. To fascynujące, że w naszym życiu

możemy zrobić tak wiele, by uciec od bólu psychicznego.

Jeśli jesteś na tyle zwariowany, ale tak pozytywnie

i porządnie, że postanowisz zrobić coś inaczej i więcej

zaryzykować, wtedy będziesz musiał poradzić sobie

jakoś ze strachem. Jak go okiełznać?

Wyobraź sobie linijkę. Wiem, że ostatnią widziałeś

na matematyce jakieś sto lat temu, kiedy po ziemi

chodziły dinozaury, ale nieważne :) Linijka – dwa

końce, a gdzieś mniej więcej pośrodku granica dzieląca

ją na dwie części, dajmy na to jedną na zielono,

drugą na czerwono. Każda rzecz, osoba, zdarzenie,

cokolwiek dzieje się w twoim życiu ma dwa końce

(podobnie jak kij), innymi słowy: istnieją strony pozytywne

i strony negatywne. Od ciebie zależy, które

przeważą. Zgodzisz się ze mną, że strach to potężne

i realne uczucie. Ponieważ ludzie charakteryzują się

inklinacją negatywną, będą zawsze bardziej dążyć

do uniknięcia strachu niż do zyskania przyjemności.

Jadąc samochodem zawsze zatrzymasz się, by popatrzeć

na wypadek ale prawie nigdy, by podziwiać

krajobraz; tak nas uwarunkowała ewolucja. Idąc dalej

tym tropem musisz zrobić coś, co sprawi, że doznawana

przyjemność będzie większa, bardziej kusząca

i realna niż ewentualny strach. Postaraj się znaleźć jak

najwięcej przyjemnych stron tego, co chcesz zrobić,

a zobaczysz, że będzie ci łatwiej. Naprawdę, wszystko

zależy od sposobu postrzegania rzeczywistości, a nad

tym mamy pełną kontrolę, bo linijka, jaką stworzyliśmy

na początku tego akapitu, ma zawsze dwa końce,

a nas po prostu bardziej nauczono patrzeć tam, gdzie

czai się możliwy ból.

Myśli wywołują uczucia. Zazwyczaj nie jesteśmy

tego świadomi, ale tak jest. Strach to po prostu efekt

tego, na czym się bardziej skupiasz mentalnie. Gdyby

nie to, mógłbyś się bać czytać, ale ponieważ wiesz, że

nic ci nie grozi, czytasz bez przerwy, bo robiłeś to tyle

razy, że masz absolutną pewność, że wodzenie wzrokiem

po tekście jest w porządku i nie powoduje bólu,

a wręcz przeciwnie, daje przyjemność. Twoje myśli są

jednogłośne: nic się nie stanie, więc mogę się zrelaksować.

Logicznym jest to, że aby wywołać pozytywne

uczucia musisz myśleć pozytywnie. O niektórych

tematach jest trudniej, o innych łatwiej, ale wszystko

jest kwestią wprawy. Wystarczy, że ubierzesz coś

w inne słowa i będzie ci lepiej, kiedy będziesz stawiać

kolejny krok na drodze do realizacji celu.

Nie pozwól, by strach kierował tobą, bo to ty jesteś

jego właścicielem. Zidentyfikuj darmozjada i nazwij

go po imieniu. „Boję się, że inni mnie zranią, boję się,

że nie zostanę zaakceptowana, boję się, że nie uda mi

się zrobić czegoś, jak tego chcę.” To nic złego, wręcz

przeciwnie, to cudowna sprawa. Nie tylko stawiasz

sprawę jasno, ale jednocześnie możesz zacząć szukać

rozwiązania w postaci przyjemniejszych myśli, szukania

pozytywów.

24

Gazeta Studentów


PAMIĘTNIK LEKARZA STAŻYSTY

Dzięki temu możesz też zauważyć co sprawia, że

wciąż odkładasz niektóre sprawy na później. Pewnie

się czegoś boisz. Nie chcesz iść do dentysty, bo boisz

się zapłacić albo poprosić rodziców o pieniądze. Nie

chcesz założyć swojej strony internetowej, bo boisz

się, że nie wyjdzie. Jak tylko dowiesz się, co cię trapi,

przystąp do działania i zmiany punktu widzenia.

Wykorzystaj metodę pytań, zakładających że osiągniesz

sukces i szczerze na nie odpowiedz, a potem

poszukaj rozwiązania. Niektórzy ludzie czasami całymi

latami nie mogą się w sobie zebrać, żeby coś zrobić,

nigdy nawet dokładnie i świadomie nie zastanawiając

się nad rozwiązaniem, tylko martwiąc się nie wiadomo

czym, a gdyby tylko udało im się uporać ze swoim

strachem, mogliby to zrobić nawet w ciągu kilku minut

i zrzucić z siebie balast od razu!

Strach to tylko uczucie. Jesteś panem i władcą

swoich uczuć, przecież to ty je tworzysz i pozwalasz

im być. Czemu by nie pozwolić na istnienie tylko tych

miłych? W następnej części pokażę ci jak działać, kiedy

horrory pozostały jedyną rzeczą, jakiej się w swoim

życiu boisz.

Andżelika Bieńkowska

Pamiętnik lekarza stażysty cz. 10

1.10.2012

Specjalizacja wybrana. Zapisałem się przez Internet,

dostarczyłem dokumenty. Klamka zapadła. Teraz mogę się

tylko dostać albo nie dostać.

4.10.2012

Wspaniale! Absolwenci Uniwersytetu Medycznego

w Poznaniu napisali Lekarski Egzamin Państwowy najlepiej

w Polsce. Tylko dlaczego akurat wtedy, kiedy to ja

startuję w rankingu na najlepszy wynik? Moja pozycja na

krzywej Gaussa niepokojąco powędrowała w lewą stronę.

5.10.2012

Wracam do rzeczywistości. Jeszcze kilka dni ginekologii

przede mną.

15.10.2012

Oficjalnie żegnam się ze szpitalem. Chodzę z kartą

obiegową, na której jak byk napisane jest „zwolnienie”.

Brzmi groźnie, ale to normalne przy umowie o pracę na

czas określony.

19.10.2012

Ostatnie zabiegi. Przynajmniej jako stażysta. A co potem?

Zobaczymy.

22.10.2012

Czas na wykorzystanie resztek urlopu. Staż można

uznać za skończony, ale w papierach widnieję tutaj

do końca października. W końcu mogę gdzieś spokojnie

wyjechać, bez myślenia o LEP-ie i pracy. Po prostu pełen

luz.

29.10.2012

To już za kilka dni. Nie no, przecież nie mam szans się

dostać. Analiza rekrutacji z lat poprzednich i średnich wyników

LEP-u w połączeniu z moim mówi jednoznacznie –

będę tuż pod kreską. Optymista powiedziałby: „prawie się

dostałem”. Marne to pocieszenie. Stoi przede mną wizja

pracy na wieczorynkach przez kolejne 10 lat.

31.10.2012

Fejsbuk znowu nie zawiódł. Bez niego czekałbym jeszcze

2 dni, a tak od razu wiem, że Wielkopolskie Centrum

Zdrowia Publicznego opublikowało wyniki kwalifikacji

do odbywania szkolenia specjalizacyjnego. Zawiodła za

to statystyka – jestem nad kreską i wkrótce rozpoczynam

specjalizację.

7.11.2012

Chociaż oficjalnie jestem na bezrobociu, pracy mam

całkiem sporo. Dogaduję się z moim nowym szpitalem,

szukam mieszkania, załatwiam formalności związane

z uruchomieniem działalności gospodarczej o nazwie „Indywidualna

Praktyka Lekarska” – jest to konieczne, aby

móc podjąć dyżury poza swoim szpitalem. Nie próżnuję.

9.11.2012

Prawo Wykonywania Zawodu Lekarza – nareszcie jest

w moich rękach. Teraz już mogę się nazywać Lekarzem

przez duże „L”. Mam świadomość, że czeka mnie duża

odpowiedzialność, życie w stresie i mnóstwo wyzwań. Ale

przecież o to nam chodziło, gdy wybieraliśmy te studia.

Lek. Maciej Tomczak

Puls UM

25


TRADYCJE

1 listopada,

czyli pogrzebowa podróż przez świat

Uroczystość Wszystkich Świętych, dla jednych ważny dzień w roku, dzień zadumy, pamięci

o bliskich, którzy nie są już z nami, dla innych to tylko sposób na długi weekend i powrót

do domu. Nie wszyscy pewnie wiedzą, że geneza tego Święta sięga już IX wieku, 100

lat później wprowadzono z kolei Święto Zmarłych, obchodzone 2 listopada. Zaczęto wtedy

sprawować msze żałobne za dusze zmarłych, jako przeciwwagę dla powszechnych w Europie

pogańskich obrzędów zadusznych – dziadów.

Nie o samym Święcie i związanym z nim tradycjach

chcę pisać. Listopadowa wędrówka po cmentarzach skłoniła

mnie do zdobycia większej wiedzy o tym, jak wyglądają

obrządki pogrzebowe w innych częściach świata,

jako że te nasze polskie często są niesłusznie krytykowane

i porzucane.

Zmarli w Indiach są spalani nad brzegami

rzek lub w ich pobliżu, aby resztki

zmarłego wyrzucić do ich nurtów. Nieboszczycy,

w odświętnym ubraniu, owinięci

w cienkie tkaniny, składani są na

stosach z drewna i obkładani kwiatami.

Tak przygotowany stos podpala się i czeka

do momentu, aż uczestnicy ceremonii

uznają, że doszło do spalenia. Stopień

kremacji zależy od zamożności rodziny

(rodzaj drewna i materiału użytego do

spalenia).

Wyznawcy wszystkich religii islamskich

dążą do tego, aby ich zmarli byli

pochowani nie później niż 24 godziny

po śmierci, dłuższy pobyt zwłok według

wierzeń grozi uwięzieniem duszy zmarłego

w jego ciele i poważnymi kłopotami

z dotarciem do raju. Ze względu na

szybką organizację uroczystości pogrzebowych,

o lokalizacji pochówku decyduje

miejsce, w którym doszło do śmierci.

Tylko bogaci muzułmanie praktykują przewożenie zwłok

do miast rodzinnych zmarłego. Ciało nieboszczyka, umyte

i ubrane, owija się w tkaninę, bez używania trumien, składa

się do grobu ziemnego. Zasypany grób rzadko pokrywa

się dodatkowymi ozdobami, poza cienką, kamienną płytą

z wyrytym imieniem i nazwiskiem.

Część ludności Tybetu rozstaje się ze swoimi bliskimi

czyniąc ich ciała pokarmem dla żyjących tam sępów. Nagie

ciało zmarłego układane jest na specjalnym miejscu,

położonym poza osiedlami. Rodzina i uczestnicy tej formy

pogrzebu czekają w pewnej odległości tak długo, aż ptaki

pożrą miękkie tkanki zwłok. Gdy pozostaną tylko kości,

grabarz miażdży je do postaci, którą sępy mogą również

zjeść. Pogrzeb zakończony jest wtedy, gdy nie zostaną

żadne stałe resztki zwłok.

Chińczycy na znak żałoby ubierają białe stroje. Idąc

w kondukcie pogrzebowym, sypią białe

lub żółte papierowe kółeczka z otworem

w środku, które długo wirują w powietrzu.

Oznaką współczucia nie są kondolencje,

lecz głęboki potrójny ukłon

przed wizerunkiem zmarłego i... koperty

z pieniędzmi dla rodziny.

Buddyjscy mnisi w chińskich górach

grzebią zmarłych w pozycji siedzącej,

zanurzając ich w dużych glinianych

beczkach. Ciało owijają bandażami i papierem,

dzięki czemu nie rozkłada się,

a odwiedzający klasztory mogą składać

im cześć.

Na indonezyjskiej wyspie Sulawesi

bywa, że zmarły czeka kilka lat,

aż rodzina zbierze pieniądze na jego

pogrzeb. „Mieszka” wtedy w chacie,

w specjalnie przygotowanym pokoju.

Powód? Na pogrzebie zabić trzeba co

najmniej jednego bawoła. Im więcej legnie

tych zwierząt, tym lepiej dla zmarłego.

Zmarłych chowa się w otworach

wydrążonych w skałach, niemowlęta w dziuplach drzew.

Na Madagaskarze co roku we wrześniu lub październiku

rozkopuje się groby. Zwyczaj ten nosi nazwę Famadihana.

Mieszkańcy wyspy wierzą, że po śmierci dusze

zmarłych opuszczają ciała i zamieszkują w kamieniach lub

drzewach, a do grobu wracają czasami, by odpocząć. Lubią

wtedy, gdy jest tam czysto, więc mieszkańcy Madagaskaru

rozkopują mogiły bliskich i czyszczą ich kości. Następnie

podlewają je alkoholem, który sami też spożywają. Czyste

kości zawijane są w białe całuny i podpisywane. Wszystko

odbywa się w atmosferze zabawy.

26

Gazeta Studentów


To tylko niewielka część ciekawostek jakie znalazłam,

które na pewno wielu z Was zaintrygują, a nawet trochę

przerażą. Sądzę jednak, że i nasze obrządki wydałyby się

wielu plemionom co najmniej dziwne. Pochód w kondukcie

żałobnym, przyozdabianie nagrobków kwiatami

(w niektórych przypadkach dochodzi do rywalizacji o najładniejszą

ozdobę pierwszolistopadową, co bywa okazją

do kradzieży i grabieży) lub coraz częstsza kremacja zmarłych

i rozrzucanie prochów w ważnym dla nich miejscu.

Co prawda rozsypywanie prochów jest w Polsce nielegalne

i podlega karze grzywny do 5 tysięcy złotych lub karze

30 dni aresztu, ale są kraje, gdzie można już wykonać

diamenty ze zwłok! Otóż po kremacji zostaje od dwóch

i pół do trzech kilogramów popiołu. Wystarczy tylko pięćset

gramów, by został przerobiony na kryształ... Najpierw

trzeba oddzielić potas i wapno od węgla, następnie poddać

go dwukrotnie obróbce ciśnieniowo-termicznej. W temperaturze

1700 stopni Celsjusza węgiel zamienia się w grafit,

a potem przyjmuje najczystszą formę: powstaje diament,

TRADYCJE

w zależności od upodobań noszony na palcu w formie

pierścionka lub szyi jako wisiorek – bliskość ze zmarłym

zapewniona.

Jaki jest nasz stosunek do ciała ludzkiego? Na pewno

wielu z Was deklaruje chęć oddania narządów do przeszczepu

po śmierci, ale co z oddaniem ciała, ot na przykład

do naszego Uniwersytetu, by służyło następnym pokoleniom

studentów? Coraz większa „moda” na kremację

ma zapewne związek ze strachem przed rozkładem ciała

lub jego zjedzeniem przez cmentarne robaczki. A przecież

„z prochu jesteśmy i w proch się obrócimy”, zupełnie nieistotne

jaką drogą. I jeszcze jedno, to co po nas zostaje

to przede wszystkim pamięć, warto więc zaznaczyć ją nie

tylko ten jeden raz w roku z powodu przymusowej wizyty

na cmentarzu. Tak naprawdę pochówek, możliwość

posiadania nagrobka, nieważne mniej czy bardziej przystrojonego,

to niejako przysługa dla tych, którzy pozostali,

ułatwiająca im okres smutku i żałoby.

Weronika

„Z poznańskiej tradycji”

11 listopada. Mieszkając i studiując w Poznaniu

z pewnością wiecie, że ta data to dla Poznaniaków nie tylko

Narodowe Święto Niepodległości, ale też bardzo ważna

tradycja związana z osobą Świętego Marcina.

Dokładniej mówiąc, są to hucznie obchodzone Imieniny

ulicy Święty Marcin. To właśnie tutaj co roku odbywa

się kolorowa parada, na czele której podąża na białym

koniu, przyodziany w strój rzymskiego legionisty, Święty

Marcin. Pochód korowodu wieńczy odebranie przez Świętego

Marcina symbolicznego klucza do bram miasta z rąk

naszego prezydenta. W trakcie imprezy można przyjrzeć

się występom zespołów muzycznych, czy też zakupić przygotowane

przez Mennicę Polską monety okolicznościowe.

Godne uwagi są również wystawy fotografii poświęcone

ludziom i wydarzeniom związanym z ul. Święty Marcin,

które prezentowane są m.in. w CK Zamek. Spacerując razem

z krowodem świętomarcińskim, można natknąć się

na małe stragany z ręcznie wykonywaną biżuterią czy

kartkami świątecznymi. Atrakcji nie brakuje również dla

miłośników kulinarii. Wzdłuż trasy barwnego korowodu

rozstawiane są kramy, na których można kupić tradycyjne

rogale marcińskie. Choć ich cena co niektórych może

odstraszyć, to jednak warto skosztować tego wyjątkowego

wypieku, z którego przecież słynie nasza stolica Pyrlandii.

A co w rogalu jest tak wyjątkowego? Oczywiście niepowtarzalny

smak półfrancuskiego ciasta z lukrową pomadą

posypaną orzeszkami na wierzchu oraz farszem z białego

maku, aromatu migdałowego i bakalii w środku. W tym

miejscu nie sposób nie wspomnieć skąd w ogóle pochodzi

zwyczaj pieczenia rogali świętomarcińskich.

Otóż jedna z legend głosi, że pewnego dnia Święty

Marcin przejeżdżał uliczkami Poznania na swym koniu,

który zgubił tu podkowę. Znalazł ją piekarz i zachwycony

niezwykłym odkryciem, postanowił piec ciasto w kształcie

tej właśnie podkowy. Z kolei inne źródła podają, iż

za początek tradycji pieczenia rogali marcińskich uważa

się inicjatywę księdza Jana Lewickiego – ówczesnego proboszcza

parafii pod wezwaniem Św. Marcina. Poprosił on

swych wiernych, aby tak jak ich patron (Święty Marcin

podzielił się swoim płaszczem z ubogim człowiekiem)

uczynili coś dobrego dla biednych. Odzew na apel był

bardzo ochoczy – jeden z poznańskich cukierników, Józef

Melzer, przyniósł do kościoła trzy blachy rogali. Bogatsi

ludzie kupowali je, zaś ubodzy dostawali za darmo. I od

tego właśnie momentu, a więc 1891 roku, zwyczaj wypieku

rogali świętomarcińskich trwa w Poznaniu po dziś

dzień.

Warto więc, by tradycja ta nadal była żywa i przetrwała

kolejne lata. Z tego też miejsca gorąco zachęcam Was

do wzięcia udziału w obchodach Imienin Ulicy. Jeśli nie

uda Wam się w tym roku, to przyjdźcie w następnym, by

poczuć smak tej pięknej tradycji. A wtedy na pewno jeden

zjedzony przez Was rogal świętomarciński nie będzie

ostatnim.

WK

Puls UM

27


SKLEP DLA LEKARZA

28

Gazeta Studentów


3,2,1 ASMR start!

SPRAWY UCZELNIANE

Po krótkiej przerwie wakacyjnej, entuzjaści ratownictwa medycznego z Akademickiego

Stowarzyszenia Medycyny Ratunkowej znowu ruszyli do pracy.

W połowie października odbyło się spotkanie inauguracyjne,

podczas którego mogliście zobaczyć jak działa

nowoczesne Centrum Symulacji oraz przekonać się, jak

to jest pracować i uczyć się na manekinie, który potrafi

symulować niemal każdą dolegliwość naszych codziennych

poszkodowanych, a to wszystko dzięki uprzejmości

państwa Dąbrowskich – pracowników Zakładu Medycyny

Katastrof oraz dr. Łukasza Gąsiorowskiego, kierownika

Centrum. Oprócz tego nasi członkowie mogli przypomnieć

sobie zasady udzielania pierwszej pomocy z wykorzystaniem

AED, poćwiczyć ewakuację poszkodowanego

w wypadku samochodowym z wykorzystaniem deski ortopedycznej

oraz ćwiczyć umiejętności badania ABCDE.

Oczywiście w ratownictwie, poza wiedzą, najważniejsza

jest praktyka, dlatego długo nie czekając, pojechaliśmy

na północny zachód Polski do wszystkim nam

znanej chaty „Jagoda”, gdzie przez dwa dni odbywały się

manewry ratownicze.

Działania ratownicze rozpoczęła niespodziewana

pozoracja wybuchu bomby. Podczas detonacji ładunku,

w pobliżu obecna była grupa naukowców, która w wyniku

eksplozji odniosła liczne obrażenia. Zadaniem osób ratujących

było pomóc rannym, zorganizować im ciepłe miejsce,

posiłek i wsparcie psychiczne. Ratownicy po przybyciu

na miejsce zdarzenia, zastali grupę spanikowanych

ludzi, znajdujących się wokół opuszczonej chaty. Kilka

zakrwawionych osób z większymi obrażeniami ciała leżało

na ziemi. Z początku ciężko było stwierdzić, co tak

naprawdę się stało, gdyż osoby przytomne były w ciężkim

szoku i trudno było się z nimi porozumieć. Dopiero po

dłuższym czasie, w mroku chaty znaleziono wiszące na

linie martwe ciało żołnierza. W pomieszczeniu ratownicy

znaleźli list pożegnalny, w którym opisał on traumatyczne

wspomnienia z wojny, gdzie był świadkiem wielu okrutnych

scen. Nie mogąc poradzić sobie z bagażem emocjonalnym,

postanowił odebrać sobie życie. Przyjechał do

opustoszałej chaty i tam skonstruował bombę. Nie spodziewał

się, że niebawem w okolicy zjawi się grupa badaczy,

która nieświadoma zagrożenia wejdzie na teren „Jagody”.

W wyniku eksplozji poważne obrażenia odniosło

troje z naukowców, pozostałe osoby zostały lekko ranne.

Po opatrzeniu, poszkodowani zostali przeniesieni do środka

chaty, gdzie ratownicy zorganizowali szpital polowy.

Zatroszczyli się o drewno na opał, żywność, wodę pitną

oraz, co najważniejsze, ciągłą opiekę nad rannymi. Niestety,

nie wszystkich udało się uratować. Doszło do dwóch

nagłych zatrzymań krążenia. Prowadzenie resuscytacji

krążeniowo-oddechowej nie dało pożądanych efektów.

Ratownicy musieli podjąć trudne decyzje o odstąpieniu od

czynności resuscytacyjnej. Pozoranci symulowali również

prawdziwą rozpacz po stracie bliskich. Organizatorzy nie

spodziewali się takiego napływu emocji.

Nocą natomiast odbyła się pozoracja katastrofy lotniczej.

Ćwiczyliśmy triage i ewakuację poszkodowanych

w pobliskim lesie. W tym scenariuszu uczestnicy

manewrów podzieleni byli na kilka zespołów trzyosobowych

(jednostek straży pożarnej i zespołów ratownictwa

medycznego), w których zobligowani byli do wspólnego

działania. Dobre zgranie wszystkich ekip ratowniczych

gwarantuje sukces akcji i pomoc jak największej liczbie

poszkodowanych. Dodatkowym utrudnieniem manewrów

była niewątpliwie pora nocna działań oraz słabe oświetlenie.

Każda grupa na miejsce zdarzenia przybywała z nowymi

środkami – agregatem prądotwórczym, noszami

ratowniczymi czy dodatkowym wyposażeniem medycznym.

Mimo to, wszelkie niedogodnienia sprawiły, iż obie

sytuacje były bardzo realne, a ratownicy mogli w ten sposób

lepiej wczuć się w scenariusz pozoracji. Duży wkład

w rzeczywisty wymiar akcji miało ogromne zaangażowaniu

pozorantów i ich wspaniała charakteryzacja.

Całe wydarzenie koordynowali opiekunowie naszego

stowarzyszenia, państwo Agata i Marek Dąbrowscy oraz

nasi koledzy: Ania Żądło, Radek Zalewski i Piotr Winnik.

Chcielibyśmy im serdecznie za całą akcje podziękować.

Niestety, wszystko co dobre... W ASMR-ze to przysłowie

nie działa! Już planujemy kolejną edycję manewrów

ratowniczych, a w naszych głowach powstają coraz to ciekawsze

pomysły.

Zatem Drogi Czytelniku, jeśli masz ochotę zarazić

się trochę naszym entuzjazmem, zapraszamy na kolejne

spotkania.

Znajdź nas na facebook’u i polub to!

News-ów szukaj na naszej stronie internetowej

http://www.asmr.ump.edu.pl/

Anna eM

Puls UM

29


ENGLISH TWIST

Why do we like House, MD?

Why are we so fascinated by medical dramas?

From the high drama of Casualty and ER to the

squeamish reality of Embarrassing Bodies and

One Born Every Minute, it is hard to look away.

Books with a medical or health theme are equally

popular on best-selling lists.

When it comes to how our bodies function

and malfunction, we are hooked.

Without doubt, medical science is a rich source

of stories and intrigue. The popularity of all

forms of medical-based drama suggests that we

love to watch and read about people dealing with

pain and discomfort, facing problems we fear we

might face too at some point in our lives.

Some psychiatrists claim it is all to do with

learning about ourselves from other people.

"The integrity of our body is extremely important.

We should be concerned about our own

body and that lies at the heart of it.

"Programmes like Casualty are dramatic and

exciting - they involve a lot of ordinary people we

can relate to directly.

"It's not like watching something about nuclear

physics or stamp collecting", says Prof George

Ikkos, a psychiatrist.

word bank

squeamish reality – ckliwa rzeczywistość

we are hooked – jesteśmy (stajemy się) uzależnienie

have a hunger for knownledge – mieć głód wiedzy

highbrow – wysokich lotów, intelektualny

(o zainteresowaniach); intelektualista (o człowieku)

lowbrow – pospolity, niewyszukany;

o niewybrednym guście (o człowieku)

fly-on-the-wall (medical shows) – (technika kręcenia

filmu oparta na umieszczeniu widza w środku

wydarzeń, tak że może on podglądać

wszystko co dzieje się wokół bohaterów)

voyeurism – podglądactwo

tackle the subject – poruszają kwestię

splatter – chlapnięcie, ochlapać

dash out – (tutaj) tryskać

flow sluggishly – płynąc wolno

look to – być zależnym od

blond-stained – zakrwawiony

take for granted - przyjmować jako rzecz oczywistą

Voyeurism

So we have a hunger for knowledge about ourselves

and our bodies … .

Prof Ikkos says: "Well-informed programmes

can be helpful but people engage at different levels,

from the highbrow to the lowbrow, depending on

how people relate to what they are watching."

Yet no research so far has proved prove whether

these dramas improve our understanding of medical

matters or change our perceptions of health issues.

Some fly-on-the-wall medical shows may simply

be a popular form of voyeurism.

"But they do give information that is helpful.

I would not want to discourage them," Prof Ikkos

adds.

The themes of health, medicine and science are

also at the heart of many works of popular fiction

and non-fiction. For example, best-selling novels

such as Before I Go To Sleep by SJ Watson tackle

the subjects of long-term memory loss.

30

Gazeta Studentów


ENGLISH TWIST

Thomas Wright, whose new book Circulation -

a biography of the 17th Century physician William

Harvey does not need to be convinced about the power

of medical history.

Splattered

He was attracted to the story behind Harvey's

discovery that the heart was the principal organ of

the body, pumping blood through veins and arteries

with an incredible force.

During an experiment, Wright says, Harvey cut

the aorta of an animal and the blood dashed out with

such force and quantity that it splattered the room.

"It was shocking to people who thought blood

flowed sluggishly around the body. It's an image

that stayed in my mind."

That dramatic scene opens Wright's book and he

returns to it at the end too.

Back then, people did not have much faith in

physicians and many did not believe that medicine

would be able to help or cure them, if they could

afford to go to them in the first place. As a result,

Harvey had a tough time convincing people of his

theories.

Wright says how we view doctors and their methods

has changed greatly since then and that could

explain the popularity of medical dramas.

"Now we look to doctors and scientists for answers

- we hope that they can overcome illness and

death. We put them on a pedestal.

"Just the act of going to a doctor makes me feel

better, but that builds expectations and pressure

too."

Wright hopes

his book

will appeal to

the same audience

who

watch the

blood-stained

medical dramas

on TV.

"It would

be lovely

if this starts

a trend and

opens up the

world of medical

science.

"It's the

sort of thing

we take for granted. Basic facts about anatomy were

a complete mystery just a few hundred years ago

and William Harvey was performing experiments

to understand more about the human body, very

much like modern science today."

Based on an article: „Why are medical dramas so popular?”

by Philippa Roxby, http://www.bbc.co.uk

Zuzanna Szczepankiewicz,

Sylwia Wiśniewska – Leśków,

SJO UMP

5 1 6 8

9 3 7

8 3

3 2 1

1 5 3

2 6 4

6 4 1

7 1 8 4

9

Puls UM

31


FELIETON

KRONIKI TOWARZYSKIE

Porządek dziobania to naturalna sprawa. Wie o tym

każdy, kto musi przebywać w większym skupisku ludzkim.

W środowisku lekarskim zwykle im wyższy szczebel

się zajmuje, tym bliżej ma się do exitusu. Jak powszechnie

wiadomo, ćwiczony umysł ludzki pozostaje plastyczny,

a władza uzależnia każdego, kto miał z nią faktycznie

do czynienia. Utrzymać się na szczycie jest niezmiernie

ciężko, szczególnie, że w pobliżu czają się wciąż rześcy,

50-letni doktoranci.

ORDYNATOR-uzurpator

Jest dowódcą. Słuchają go wszyscy, każdy łaknie jego

uznania i atencji. Kiedy

wchodzi na salę obrad,

zgromadzeni prostują

się niczym surykatki

na warcie. Czasem rzuca

– „Przepraszam za

spóźnienie, udzielałem

wywiadu przez telefon

do Lancetu”. Nikt się nie

obraża, w końcu 45 minut

to tylko lekki poślizg.

Podczas obchodu zblazowani

studenci odsuwają

się od swoich nisz ekologicznych

(ścian na oddziale)

aby nie tworzyć

przebarwień na farbie dulux.

Gdy ordynator bada

pacjentów, współpracują

z nim tak ochoczo, że

hiperwentylują podczas

osłuchiwania. Często ma swojego pachołka, pasowanego

na doktora lub doktora habilitowanego. Ma on zaszczytną

funkcję spryskiwania dłoni szefa sterisolem.

DOKTORZY-znachorzy

Mogą pełnoprawnie nosić stetoskopy na szyi, niczym

ordery. To nagroda za przejście różnych perypetii podczas

studiów i specjalizacji. Uwielbiają żywo dyskutować między

sobą i podważać nawzajem swoje diagnozy oraz metody

leczenia:

– Maćku, mylisz się, należy włączyć do terapii lek

XYZ („Chyba z testów uczyłeś się leczenia białaczki”).

– Nie zgodzę się z Tobą, myślę, że lepszy jest środek

ABC („Kto Ci dał uprawnienia do tej roboty, dyplom chyba

w Laysach znalazłeś”).

Zależy im jednak przede wszystkim na dobru pacjenta,

nie na satysfakcji własnej.

LEKARZE NA SPECJALIZACJI-czeladnicy

Każdy z nich ma swojego mistrza w postaci doktora.

W końcu po skończeniu studiów medycznych ktoś musi

prowadzić młodego adepta przez czeluście kliniki. Niepewni,

z lękiem wpatrują się w ordynatora, odczytując

karty choroby. Jego krzywa mina rani ich małe serduszka

i nasuwa niepokojące myśli („Może jestem za głupi

i nie nadaję się do niczego? O Boże, zmarnowałem życie

w bibliotece”). Na szczęście z wiekiem wytwarza się chitynowy

pancerz, którego

głównym składnikiem jest

praktyka.

STUDENCI-przeklęci

Tworzą czop hemostatyczny

na korytarzach.

Niestety, nie można ich

wyplenić z oddziału raz

na zawsze, bo za rok i tak

pojawiają się następni.

Wywołują spadek nastroju

u chorych nachalnymi

prośbami o rozmowę.

Kradną maski i rękawiczki

do celów nieokreślonych

(idzie zima, a podczas

mrozu można robić

tzw. „świnie” – wypełnioną

wodą rękawiczkę

zamrozić na parapecie, następnie bombardować wrogów

z osiedla).

CHORZY

Mają najgorzej. Zdrowie to największa wartość, pamiętajmy

o tym chodząc po oddziałach.

Wniosek jest prosty – aby wspiąć się na sam szczyt,

trzeba przejść wszystkie etapy awansu zawodowego. Nie

jest to droga łatwa, ale przecież nie każdy musi chcieć siedzieć

na najwyższej grzędzie, może na tej niższej mniej

się nam zakręci w głowie. A w dodatku bliżej nam będzie

do pacjentów.

Adam

32

Gazeta Studentów


POGOTOWIE MUZYCZNE

POGOTOWIE MUZYCZNE

Wraz z jesienią nadeszła pora na szkocki akcent. Wszystko zaczęło się 17 lat temu w Glasgow,

a trwa po dziś dzień. Drodzy milusińscy, mam przyjemność przedstawić wam gwiazdę

wieczoru. Oto i oni: Mogwai!

Zacznijmy po bożemu, od początku. Nazwa zespołu

pochodzi od imienia stworzenia z filmu Gremliny. W języku

kantońskim “mogwai” oznacza “złego

ducha” bądź “diabła”. Jeden z członków zespołu

twierdzi jednak, że nie ma ona żadnego

głębszego znaczenia. Nie pozostaje nam

nic, jak tylko mu uwierzyć.

Gatunek (jeżeli już upieramy się na

szufladkowanie). Uwaga, oto radosna twórczość

dla ciekawskich. Rodzaj granej przez

zespół muzyki ma zawierać się w shoegazing

(podgatunek rocka alternatywnego,

powstały pod koniec lat osiemdziesiątych

w Wielkiej Brytanii, główny przedstawiciel

to My Bloody Valentine), math rock

(rock minimalistyczny, również lata ’80),

a także art rock (od hard rocka różniący się

posiadaniem progresywnych elementów –

rozbudowane schematy rytmiczne) i instrumentalny

metal (zachęcam do indywidualnej

interpretacji gatunku). Tyle teorii.

Czas na bardziej praktyczne spojrzenie.

Brzmienie Mogwai trudno pomylić z czymkolwiek

innym. Kapela wypracowała swój

bardzo oryginalny styl. Zasłużył zapewne

na opatentowanie. Każdy kawałek ma charakterystyczne

dla zespołu brzmienie; coś co sprawia, że odbiorca może

ze spokojem powiedzieć: tak, to Mogwai. Wsłuchując się

w samą muzykę, możemy odnaleźć inspiracje z The Cure

oraz The Pixies. Dla wytrwałych poszukiwaczy znajdą się

także smaczki o charakterze punkowym czy elementy ambientu.

Trasy koncertowe. Wyborne – tyle wynika z relacji

umieszczanych w gazetach czy na stronach internetowych.

Dynamika i kontakt z publicznością pozwalają na odpłynięcie

i pełne poddanie się muzyce. Najlepiej jednak byłoby

się przekonać o tym samemu.

Ciągły rozwój w wielu kierunkach oraz zasady, jakie

wyznają członkowie zespołu („Nie kopiujemy innych

i uczymy się na błędach”), świadczą o tworzeniu naprawdę

mądrego i dobrego kawałka muzyki. Słuchając Mogwai

ciężko o nudę. Wachlarz kompozycji zaprezentowany

przez Szkotów powala na kolana. Nie da się przejść koło

nich obojętnie. Caution: silnie uzależnia. 12/10.

Koncertownia:

1) POLUZJANCI - koncert reedycja POLUCJANCI

„Tak po prostu”! 24-11-2012 20:00

Międzynarodowe Targi Poznańskie sp. z o.o. - MTP,

ul. Głogowska 14

2) EDYTA BARTOSIEWICZ 28-11-2012 19:00 Aula

UAM, ul. Wieniawskiego 1

3) ARCHIVE 01-12-2012 18:00 Międzynarodowe

Targi Poznańskie sp. z o.o. - MTP, ul. Głogowska 14

4) Lipali - Trasa 3850 - Poznań 01-12-2012 20:00

Klub RESET, ul. Bożnicza 5

5) BRODKA / PAULA I KAROL 07-12-2012 19:00

Międzynarodowe Targi Poznańskie sp. z o.o. - MTP, ul.

Głogowska 14

6) SABATON/ ELUVEITIE 05-03-2013 18:30 Międzynarodowe

Targi Poznańskie sp. z o.o. - MTP, ul. Głogowska

14

Puls UM

JK

33


KINO MUZA

34

Gazeta Studentów


KĄCIK FILMOWY

Pojedynek detektywów – Sleuth

Kiedy kinematografia stawiała swoje pierwsze kroki,

mówiono, że ma jeszcze dużo do nauki od teatru. Teraz

obserwujemy, iż role się odwróciły. Podczas gdy teatralne

deski skrzypią ze starości i zużycia, to od filmu oczekujemy

oddania magii świata i życia, ponadto jest dostępny szerszej

publiczności i może przetrwać wiekami w niezmienionej

formie. Ale sza, właśnie przyszedł pan Kenneth Branagh,

krzycząc swoje liberum veto! Kto powiedział, że duży

ekran nie powinien czerpać pełnymi garściami z dorobku

swego sędziwego brata? Pomiędzy kolejnymi ekranizacjami

sztuk szekspirowskich, słynny Brytyjczyk znalazł czas

na stworzenie prawdziwej perełki: nowoczesnej sztuki teatralno-kinowej.

Fabuła filmu Pojedynek rysuje się następująco: do domu

podstarzałego pisarza powieści kryminalnych, Andrew Wyke’a

(Michael Caine) przybywa gość, „włoski fryzjer” Milo

Tindle (Jude Law), by namówić go na rozwód z żoną, która

aktualnie gości w łóżku młodego wodzireja. Mimo, że

rozwód jest poza jakąkolwiek kwestią, między bohaterami

nawiązuje się miła rozmowa, skraplana tu i ówdzie whiskey

czy wódką, z której ostatecznie wyłania się scenariusz drobnego

oszustwa. Otóż pisarz proponuje, aby Tinlde upozorował

włamanie do posiadłości, podczas którego ukradnie

trzymane w sejfie, warte milion funtów klejnoty, należące

niegdyś do jego kochanki, Caine za to otrzyma odszkodowanie

o równoważnej wartości. „Fryzjer” się zgadza. Podąża

za wskazówkami gospodarza domu, lecz z jakim skutkiem?

Film się kończy. A potem znowu zaczyna. Nadchodzi

drugi akt, za nim zaraz następny. Po kolei, na zmianę każda

z postaci pełni rolę głównego oszusta, kompromitując przeciwnika.

Gdyż tak naprawdę tutaj znajduje się sedno filmu.

Komu uda się oszukać tego drugiego, kiedy gra jest grą,

a kiedy odsłoniętą prawdziwą twarzą? Kto obnaży się za

bardzo. Pozostaje jedynie zasiąść w fotelu i podziwiać walkę

sprytu młodości z przebiegłością doświadczenia, chrupiąc

ze smakiem prażoną kukurydzę.

Gra aktorska jest powalająca. Dopieszczone, zgrabne

dialogi delektują uszy, wspaniałe, zamaszyste gesty, miny,

ruchy udowadniają, że magię teatru można oddać w małym,

zamkniętym pudle telewizora.

Czymże byłby jednak aktor bez sceny? Niemałym elementem

filmu, na tle którego Caine i Law muszą się wybić,

by w ogóle zostać zauważonym, jest wspaniała scenografia.

Piękna, tradycyjna posiadłość z wierzchu, w środku żyjąca,

obserwująca wszystko nowoczesna maszyna. To nie miejsce

do wygodnego życia, ale labirynt tajemniczych, ruszających

się ścian, powierzchni, które wydają się wrogie człowiekowi,

nieznośnie artyficjalne i surowe, niemniej jednak

piękne i pociągające. Z nim też należy odbyć walkę.

W filmie widzimy tylko dwóch aktorów. Na koniec

zdradzę małą tajemnicę. Michael Caine ma w swoim dorobku

dwa filmy Sleuth, pierwszy zagrany w 1972, drugi

prawie pół wieku później. Czy lata przez które gorąca młoda

krew zdążyła nieco ostygnąć, posiadł on jakąś przewagę?

Jak widzimy, akty Pojedynku rzeczywiście są tą samą

opowieścią przedstawianą jedna po drugiej, ale wraz ze

mieniającymi się rolami, odpada jedna z masek bohatera.

I tak dalej i tak dalej.

Serdecznie zachęcam do obejrzenia.

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Pojedynek (Sleuth)

Gatunek: dramat, kryminał, thriller

Premiera: 30 sierpnia 2007

Reżyseria: Kenneth Branagh

Obsada: Michael Caine, Jude Law

Na podstawie sztuki Anthony’ego Shaffera

Czas trwania: 1 godz. 26 min

Maga

Puls UM

35


JOLKA

Jolka

Odgadnięte hasła należy wpisać w odpowiednie miejsce w diagramie – jak je znaleźć? Myślę, że każdy musi wypracować

sobie własną taktykę. Litery z pól ponumerowanych od 1 do 19 utworzą rozwiązanie – łacińską sentencję.

Do wygrania atrakcyjne nagrody. Miłej zabawy i powodzenia!

3 11

16 18

5

7

15 20

12

19 9

1

10

14

2

6

4 17

1 2 3 4 5 6 7 1 9 10 11 12

1 14 15 16 17 18 19 20

Prawidłowe odpowiedzi, podpisane imieniem i nazwiskiem, wraz z tytułem wybranej nagrody możecie przesłać na

adres: pulsum@wp.pl – nazwiska zwycięzców znajdziecie też na naszej stronie: www.pulsum.pl

Czekamy do 06.12.2012!

NAGRODY:

„Postępowanie lekarzy rodzinnych w wybranych stanach naglych” Jan Latkowski, Józef Drzewoski, Wojciech

Gaszyński, Jan Goch

„Fizjoterapia ogólna” J. Kiwerski, K. Włodarczyk

„Chirurgia szczękowo-twarzowa” L. Kryst

„Farmacja praktyczna” R. Jachowicz

Uwaga! Większa ilość prawidłowych rozwiązań dostarczona przez jedną osobę nie zwiększa jej szansy na wygraną!

36

Gazeta Studentów


NAGRODZENI

Pionowo:

-Mikołaj … - poeta i prozaik renesansowy

-stolica Iraku

-bywa westchnień

-sposób odżywiania zwierząt polegający na chwytaniu, zabijaniu

i zjadaniu

-służy do mocowania przedmiotów poddawanych obróbce

-stop miedzi

-rozkazujący lub warunkowy

-wypiek z jabłkami

-… polarna, widziana na bezchmurnym niebie

-odwrotność dzielenia

-na polu lub w filmie

-… IV Groźny

-węglowodan złożony z 2 do 10 reszt cukrowych

-Franciszek zdrobniale

-białko łańcucha oddechowego

-jasne = no ..!

-partner, kompan

-„Nie .. mocnych”

-zakładany dziecku na szyję w czasie jedzenia

-amerykańskie „w porządku”

-osłania żarówkę

-rozbicie, rozbieżność

-życie bez trosk, sielanka

-sylaba wydawana przez kurę

-C2H4

-Staphylococcus

-European Currency Unit

-Internet Protocol

-synonim ‘prościutki’

-hiszpańskie ‘jest’

Poziomo:

-król dżungli z grzywą

-odkrył Amerykę

-charakterystyka

-owoc morza, uważany za afrodyzjak

-pracuje w kuźni

-stereotypowo o Francuzach

-obok kaszlu jest symptomem przeziębienia

-na zakupy lub na ramię

-21 w kartach

-żona Piasta

-alkaloid w liściach herbaty

-etap rozwoju przed dojrzałością

-Cyprian Kamil …

-szeregowy lub wolnostojący

-autor „Pana Tadeusza”

-łagodzi obyczaje

-skrót od Senior

-jego głową nie przebijesz

-staropolska męska szata

-hormon głodu

-Olimpiada Informatyczna

-odzyskana przez Polskę 11.11.1918r.

-las iglasty

-lokalne zaburzenie wiatru

-otwór służący do wsypywania np. śmieci

-sceniczne dzieło muzyczne np. Halka

-sakrament, między Chrztem a Bieżmowaniem

-scena, podwyższenie na występy artystyczne

-Enzyme Commission

-w judaizmie – mistrz, przywódca duchowy

-program służący do edytowania

NAGRODZENI!

Za prawidłowe rozwiązanie krzyżówki z numeru 145 „Pulsu UM” nagrody otrzymują:

„Biochemia Harpera” - Szymon Obuszewski

„Dietetyka. Żywienie zdrowego i chorego człowieka” - Maciej Bochenek

„Fizjoterapia w psychiatrii” - Arkadiusz Pieniak

„Fitoterpia i leki roślinne” - Paulina Dęga

Hasło: AUDACES FORTUNA IUVAT

Zwycięzcami krzyżówki „Konkurs Filmowy” zostali:

1. Paulina Szydłowska 2. Anna Konopińska 3. Karolina Jurga 4. Dariusz Młynarczyk

5. Paweł Zawadzki 6. Veronica Casadei 7. Elżbieta Libront

Hasło: SERGIO

Po odbiór nagród zapraszamy na dyżury redakcji w każdy wtorek od 18 do 19.

Przewidywany czas odbioru nagród to trzy miesiące.

Puls UM

37


HUMOR

HUMOR

- W poniedziałek przyszedłeś na kliniki o 8:13, we

wtorek o 8:09, w środę o 8:20. To niedopuszczalne.

- Przepraszam, ale przynajmniej dziś przyszedłem

o 7:57.

- Chłopie, pediatrię zaczynasz o 7:30!

***

Ateista zmarł, po czym zdziwiony otwiera oczy i ukazuje

mu się brama. Zauważył go Św. Piotr i poszedł przedyskutować

sprawę z „szefem”:

- Boże, pod bramą stoi ateista i czeka aż mu otworzymy.

Co powiedzieć?

- Że mnie nie ma.

***

Lekarz otworzył właśnie nowy gabinet i czeka na

swojego pierwszego pacjenta. Nagle słychać stukanie do

drzwi, po chwili wchodzi jakiś facet. Pielęgniarka długo

tłumaczy mu ze trzeba cierpliwie poczekać, bo pan doktor

ma mnóstwo pacjentów. W końcu lekarz każe wprowadzić

faceta, ale by zrobić na nim wrażenie, podnosi słuchawkę

telefonu i zaczyna fantazjować: Naprawdę nie mogę

pana przyjąć, jestem strasznie zapracowany. No...może

za miesiąc...Dobrze, proszę jeszcze zadzwonić. Odkłada

słuchawkę i udaje ze dopiero w tej chwili zauważył faceta,

pyta:

- Co pana tu sprowadza?

- Jestem z telekomunikacji. Przyszedłem podłączyć

telefon.

***

Facet poszedł do supermarketu i zauważył, że atrakcyjna

kobieta wodzi za nim wzrokiem. Podszedł do niej,

a ona powitała go ciepło. Był zaskoczony, bo nie mógł sobie

przypomnieć skąd ją zna.

- Czy my się znamy? - zapytał

- Myślę, że jest pan ojcem jednego z moich dzieci -

odpowiedziała.

Teraz jego umysł cofnął się do czasu kiedy jeden jedyny

raz nie był wierny żonie i powiedział:

- To ty jesteś tą striptizerką z mojego wieczoru kawalerskiego,

z którą kochałem się na stole bilardowym,

a wszyscy moi koledzy gapili się stojąc wokół, dopóki

twój chłopak nie przywalił mi kijem w tyłek?

Ona spojrzała mu w oczy i powiedziała spokojnie:

- Nie, jestem nauczycielką pańskiego syna.

Wychodząc z domu z torbami stanąłem w progu,

odwróciłem się i spojrzałem żonie prosto w oczy.

- Czy jesteś pewna, że to konieczne?

- Tak, cholernie pewna! Jesteś leniwym gnojem,

nadszedł najwyższy czas!

- A co z dziećmi?

- Są zajęte oglądaniem telewizji. A teraz nie dramatyzuj

tylko wyrzuć te pieprzone śmieci.

***

Dwaj mali chłopcy stoją przed kościołem, z którego

wychodzą właśnie nowożeńcy. Jeden z chłopców mówi:

- Patrz jaki teraz będzie czad!

Po czym biegnie do pana młodego i wola:

- Tato, tato!

***

Dwóch bezdomnych podczas przeczesywania okolicznych

kontenerów natrafilo na butelkę wódki. Ucieszyli się,

ale po chwili jeden z nich gdzieś tam doczytał „alkohol

metylowy”. Na to drugi :

- No to co, że metylowy?

- No co Ty, nie wiesz? Po metylowym traci się wzrok.

I siedli tacy załamani przy tej flaszce i myślą i myślą.

W końcu po piętnastu minutach jeden z nich:

- Wiesz stary, bo w sumie to myśmy już wszystko widzieli.

***

Wchodzi student na egzamin. Otwiera walizkę, wyciąga

trzy flaszki wódki, stawia na stole. Wyciąga indeks

i mówi do profesora:

- Proszę TRZY pokwitować.

A profesor na to:

- Dwie biorę.

***

W pociągu jadą garbaty i niewidomy. Garbaty był złośliwy

i chciał dociąć niewidomemu mówiąc na głos, niby

do siebie:

- O, jakie piękne widoki za oknem. Jaka wspaniała natura,

zieleń drzew, błękit nieba...

Na to wkurzony niewidomy, nachylając się do garbatego

i przyjaźnie klepiąc go po garbie:

- A kolega z tym plecakiem to też w góry?

Aniken

38

Gazeta Studentów


cover

More magazines by this user
Similar magazines