listopad 2006 I okladka ready - Puls UM

pulsum.pl

listopad 2006 I okladka ready - Puls UM

Puls AM

SPIS TREŚCI

Drodzy Czytelnicy!

Listopad zwykle kojarzy

mi się z melancholią. Deszcz,

wiatr, spadające liście i przeszywające

zimno... Ale nie

tym razem :0) U nas w Redakcji

istna wiosna! Sporo

się zmienia!!!

Przede wszystkim miło

mi Was poinformować, że

zwiększyliśmy nakład do 3000 egzemplarzy!!! Mamy nadzieję,

że teraz już dla wszystkich starczy „Pulsu AM”.

Po zmianie szaty graficznej ruszyliśmy także z nową

stałą rubryką – „Wariograf”. Poddajemy „badaniu” ciekawe

i lubiane osobistości z naszej Uczelni. Każdy odpowiada na

taki sam zestaw pytań. W tym miesiącu wyjątkowo prezentujemy

aż dwie osoby: prof. dr. hab. Wojciecha Cichego i dr.

med. Jana Jaroszewskiego. Od razu napiszę, że kolejność

prezentacji będzie przypadkowa. Jeśli chcielibyście, byśmy

poddali „badaniu” kogoś szczególnego, dajcie znać. Zachęcam

także wykładowców i asystentów do dobrowolnego

zgłaszania się do nas :0)

Rzadko się nam zdarza, że nie możemy zamieścić

wszystkich nadesłanych tekstów. Tym razem tak się stało,

dlatego część artykułów przeznaczonych na numer listopadowy

zmuszeni jesteśmy opublikować w grudniu. Za

miesiąc także uruchomimy nową rubrykę, ale na razie nie

powiem nic więcej, by nie psuć Wam niespodzianki.

W tym numerze także publikujemy wyniki pierwszej

edycji Konkursu FOTO. Zdradzę Wam, że opinie były bardzo

podzielone. Zliczyliśmy głosy i wyłoniliśmy zwycięzcę.

Przypominam, że w czerwcu wybierzemy fotkę roku.

Zachęcam do sprawdzenia własnych sił! Każdy ma szansę.

Szczegółów szukajcie na naszej stronie www.pulsam.pl.

Jeżeli macie jakiś ciekawy pomysł, chcielibyście coś

napisać, poznać niezwykłych ludzi (zajrzyjcie do artykułu

– Prawdziwe oblicze „Pulsu AM”) lub się do nas przyłączyć

– serdecznie ZAPRASZAM! Dorota Karmowska

Puls AM” Gazeta Studentów Akademii Medycznej w Poznaniu

Redaktor Naczelna:

Dorota Karmowska, karmowska@tlen.pl

Z-ca Redaktor Naczelnej:

Maciej Tomczak, czamuko@gmail.com

Sekretarz:

Aleksandra Suchecka, jogi9@wp.pl

Redaktor Techniczny:

Hubert Kowalewski, iblis85@wp.pl

Spis treści

MIKROSKOP....................................................................4

– Testy z wykorzystaniem krwi

– Ocena densytometryczna u nastolatków

– Polscy naukowcy tropią raka prostaty

Rekrutacja 2006/2007........................................................5

Wariograf ...........................................................................6

– prof. dr hab. Wojciech Cichy

– dr med. Jan Jaroszewski

Prawdziwe oblicze „Pulsu AM”........................................8

– czyli kto jest kim w Redakcji

XLI Ogólnopolski Konkurs Prac Magisterskich WF......10

Pharmacy party................................................................11

Konkurs FOTO................................................................11

RUSS okiem studenta pierwszego roku..........................12

Otrzęsiny 2006.................................................................12

Chcesz wygrać książkę?..................................................13

– Ogłoszenia RUSS

„Jestem Erasmusem”.......................................................14

„Przez trudy do gwiazd”..................................................15

„Spójrz mi głęboko w oczy, a powiem ci”…..................16

– rozmowa z irydologiem

„Byłem w armii!!!”..........................................................20

– relacja z wojska

„Jestem ruchomym celem!”.............................................23

„...Jesteśmy truci na wielką skalę...”...............................24

– Rozmowa z Janem A.P. Kaczmarkiem

Doktor Miś Dzieciom......................................................26

„Co w klubie piszczy?” – cz. XIV...................................27

– „Scena pod Minogą”

Muzyka filmowa..............................................................28

– „An inconvenient truth”

Humor..............................................................................30

Krzyżówka.......................................................................32

Grafik:

Maciej Chojnacki, Przemek Kożuch

Fotograf: Karolina Dwornik, Iza Filut

Kolegium Redakcyjne:

Łukasz Knap, Katarzyna Kosicka, Maciej Mączyński,

Marta Mozol, Iza Skibińska, Łukasz Waligórski

Współpracownicy:

Piotr Chomiak, Michalina Kazyjaka, Tomasz Kuszczak

Adres Redakcji: ul. Przybyszewskiego 39, DS. „Eskulap”, pok. 3 (obok administracji), 60-356 Poznań, tel. (061) 658-44-35,

e-mail: pulsam@amp.edu.pl, www.pulsam.pl

Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i audiustacji tekstów oraz zmiany ich tytułów.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za fantazję reporterów. Nadesłanych tekstów nie zwracamy.

Druk: Wydawnictwo Uczelniane Akademii Medycznej w Poznaniu, nakład 3000 egz. Numer zamknięto 10.11.2006

Projekt okładki: Maciej Chojnacki Skład: Hubert Kowalewski i Maciej Tomczak


MIKROSKOP

Gazeta Studentów

MIKROSKOP

czyli porcja interesujących

nowinek ze świata nauki

specjalnie dla Was!!!

Czy już niedługo będzie można wykonywać testy z

wykorzystaniem krwi, w celu wykrycia zachorowania na

raka płuca?

Naukowcy planują ogłosić pracę na ten temat na 31

Kongresie Europejskiego Towarzystwa Onkologicznego

(European Society of Medical Oncology - ESMO).

Istnieje bowiem możliwość wykrywania we krwi białek,

których obecność może wiązać się z rozwojem procesu

nowotworowego. Białka te mogą stać się swoistymi

biomarkerami.

Gdyby oznaczanie takich białek udało się, a czułość

oraz swoistość wykonywanego testu byłyby wysokie,

osiągnięcie to mogłoby zrewolucjonizować podejście kliniczne

do wykrywania raka płuc.

Testy, o których mowa, są w stanie odróżnić choroby

płuc od zmian nowotworowych. Autorzy badania pobrali

próbki krwi od 170 pacjentów, z których 147 miało potwierdzonego

histopatologicznie raka płuca. W ich krwi

odnaleziono specyficzne białka, które stanowiły swoisty

peak wśród innych białek.

Wyniki tego badania otwierają nowe możliwości przed

naukowcami, poszukującymi we krwi markerów, które pomogłyby

w wykrywaniu rozwijającego się nowotworu płuc.

Ocena densytometryczna u nastolatków

a prewencja osteoporozy.

Przeglądowy artykuł zamieszczony w magazynie

Archives of Pediatrics & Adolescent Medicine niesie ze

sobą wniosek, że ocena densytometryczna kości u młodzieży

jest metodą prewencji osteoporozy.

Opieka zdrowotna roztaczana nad dziećmi oraz nastolatkami

skłania się ku szczególnej obserwacji stanu

układu ruchu – stwierdza Keith J. Loud, MDCM, MSc,

z the Children’s Hospital Medical Center of Akron z Bostonu.

Bardzo ważną informacją jest ocena masy kost-

nej, z którą młodzi ludzie wkraczają w dorosłe życie.

Okres dojrzewania jest krytycznym okresem w życiu

dla zdrowia kości, bowiem więcej niż połowa masy

kostnej jest gromadzona w okresie dojrzewania. Reszta

zaś w pozostałych okresach życia.

Dlatego tak ważne jest, by stosować profilaktykę,

która może, między innymi, obejmować przyjmowanie

witaminy D oraz aktywność fizyczną.

źródło: www.poradnikmedyczny.pl

Polscy naukowcy tropią raka prostaty

Test genetyczny, ułatwiający ratowanie życia osobom

chorym na raka prostaty, opracowali szczecińscy naukowcy.

Stało się to możliwe dzięki odkryciu przez nich genu,

którego uszkodzenie jest podłożem tego raka. Dr Cezary

Cybulski i naukowcy z Zakładu Genetyki i Patomorfolo-

gii Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie odkryli

w genie odpowiadającym za naprawę DNA (Chek2) duży

ubytek, który sprzyja rozwojowi raka prostaty i prowadzi

do utrwalenia niekorzystnych zmian w całej populacji komórek.

Opracowanie: Marta Mozol


Puls AM

REKRUTACJA

Wydział Kierunek Liczba osób, które

spełniły warunki

rekrutacji

WL I

WL II

WF

WNoZ

Lekarski

– stacjonarne

– niestacjonarne

Lekarsko-dentystyczny

– stacjonarne

– niestacjonarne

Biotechnologia

– stacjonarne

– niestacjonarne

2227

118

1249

113

183

7

Liczba przyjętych

po rezygnacjach /

limit miejsc

205 / 200

49 /40

73 / 72

22 / 15

27 / 30

1 / 6

Wymagana liczba

punktów / maksymalna

liczba punktów do uzyskania

166 / 200

134 / 200

158 / 200

130 / 200

179 / 300

100 / 300

Ilość osób na 1 miejsce (osoby,

które spełniły warunki rekrutacji

/ limit miejsc)

10,86**

2,95

Dietetyka 245 43 /48 142 / 200 5,10

ZP – technika dentystyczna

– stacjonarne

– niestacjonarne

ZP – higiena dentystyczna

– stacjonarne

– niestacjonarne

Farmacja

– stacjonarne

– niestacjonarne

Analityka Medyczna

– stacjonarne

– niestacjonarne

Kosmetologia

– stacjonarne

– niestacjonarne

Pielęgniarstwo

– stacjonarne

– stacjonarne pomostowe

– niestacjonarne pomostowe

Położnictwo

– stacjonarne

– stacjonarne pomostowe

– niestacjonarne pomostowe

Fizjoterapia

– stacjonarne

– niestacjonarne

Zdrowie Publiczne

– stacjonarne

– niestacjonarne

– spec.: elektroradiologia

– spec.: ratownictwo med.

Rekrutacja 2006/2007

166

10 + 3 (II nabór)

31

4

1255

35

384

1

307

25

260

16

215

139

0

70

1029

114

518

45

39

51

*– na WL II, kierunek Zdrowie Publiczne przewidziano łączny limit 30 osób na studia

niestacjonarne dla specjalności higiena dentystyczna i technika tentystyczna.

15 / 14

13 / 15*

6 / 6

4 / 15*

122 / 130

17 / 25

27 / 30

0 / 6

30 / 30

23 / 60

161 / 150

16 / 250

204 / 250

121 / 120

0 / 150

65 / 150

101 / 100

71 / 70

Poniżej przedstawiamy dane dotyczące rekrutacji na rok

akademicki 2006/2007 dostarczone przez poszczególne dziekanaty.

Proces rekrutacji trwał dłużej, niż się spodziewano,

dlatego wyników nie dało się przedstawić w numerze październikowym.

Wybraliśmy najważniejsze dane, które mogą interesować

zarówno studentów I roku, jak i starszych. Pominęliśmy informacje

o studiach II stopnia.

Pierwotnie chcieliśmy podać dane n/t liczby osób rejestrujących

się przez stronę WWW, uznaliśmy jednak, że nie są one

miarodajne, ponieważ przez Internet może zarejestrować się

każdy, a za „prawdziwego kandydata” uważać należy osobę,

która spełni wymogi formalne rekrutacji. Wszystkie dane są

ostateczne, tzn. dotyczą studentów, którzy studiują na danych

kierunkach – z uwzględnieniem rezygnacji itp. Zastosowano

następujące skróty: NM – Nowa Matura, SM – Stara Matura,

ZP – Zdrowie Publiczne. Mam nadzieję, że miło Wam będzie

powspominać – zapraszam do analizowania! M.T.

(+ 6 obcokrajowców

poza limitem)

(+ 4 obcokrajowców

poza limitem)

128 / 180

4 / 10

72 / 100

6 / 10

148 / 200

78 / 200

139 / 200

-

130 / 200

56 / 200

NM: 122 / 200, SM: 34 / 80

210 / 600

220 / 600

NM: 81 / 200, SM: 36 / 80

- / 600

220 / 600

NM: 163 / 200, SM: 62 / 80

360 / 700

17,35

14,36

6,10

5,08

11,86

0,67

5,17

0,27

9,65

1,40

12,8

0

10,23

0,42

1,73

0,06

0,86

1,16

0

0,46

10,29

1,63

141 / 140 NM: 153 / 200, SM: 53 / 80

3,7

42

170 / 700

32

230 / 700

1,12

} }

120 42

130 / 700

**– w przypadku WL I liczba osób na jedno miejsce to stosunek liczby osób, które

spełniły warunki rekrutacji do liczby osób przyjętych.


WARIOGRAF

Gazeta Studentów


Imię i nazwisko:

WOJCIECH CICHY

Stopień naukowy, stanowisko, miejsce pracy: profesor zwyczajny, Kierownik

I Katedry Pediatrii; Kierownik Kliniki Gastroenterologii i Chorób Metabolicznych

Staż na uczelni 40 lat pracy, etat kliniczny od 15 XII 1970 r.

1.Trzy słowa, które najtrafniej mnie opisują: konsekwentny, uczciwy, nieprzewidywalny

2. Jestem mistrzem w: mówieniu po polsku

3. Mam słabość do: słodyczy i ustępstw

4. Nie potrafię: kłamać (nawet „dyplomatycznie”)

5. Zawsze chciałem się nauczyć: lepiej pływać i żeglować

6. Chciałbym/Chciałabym jeszcze: doczekać, kiedy polski naukowiec (nie humanista) otrzyma Nagrodę Nobla

7. Autorytetem jest dla mnie: Jan Paweł II

8. Kiedy kłamię: nigdy nie kłamię!

9. Słowa, których nadużywam: proszę, dziękuję, pomogę

10. Irytuje mnie: antynomia słów i czynów u ludzi w ogóle, a zwłaszcza w medycynie i polityce

11. Kim lub czym chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem? Prawnikiem lub ekonomistą, by mówić

prawdę i nie kraść idei ani materii

12. Studentom zazdroszczę: młodości, urody, czasu i talentów, które jeszcze mają w życiu do wykorzystania

13. Kiedy stoję w korku: mówię do siebie po niemiecku

14. Zawsze mam przy sobie: parę złotych, zdjęcie mojej żony i adres domowy

15. Niezwykła umiejętność, którą posiadam: jeszcze nie wiem...

16. Moje ulubione miejsce na Ziemi: przestrzeń otwarta, jak w Australii (ląd i morze)

17. Muzyka, przy której się bawię: Czerwone Gitary

18. Muzyka, przy której odpoczywam: Chopin

19. Energii dodaje mi: dom, spokojny sen i miłość

żony

20. Moja dobra rada dla studentów: mam trzy

rady (i jednocześnie prośby):

I. „Love for one’s country and love for an idea can

ensure happiness on earth” (Stefan Żeromski)

II. Zgodność słów i czynów

zachować zawsze!

III. Być dobrym dla

ludzi i dla siebie samego,

a nie iść przez

życie samemu...


Puls AM

WARIOGRAF

Od Redakcji:

Uruchamiamy nową rubrykę, w której prezentować będziemy znane i lubiane osobistości z naszej AM. Wszyscy

odpowiedzą na ten sam zestaw pytań i zaprezentują próbkę talentu plastycznego.

PS Czekamy na Wasze sugestie, kogo powinniśmy poddać badaniu naszym wariografem. Piszcie na adres

pulsam@amp.edu.pl.

Imię i nazwisko:

JAN JAROSZEWSKI

Stopień naukowy, stanowisko, miejsce pracy: dr med., starszy wykładowca,

Katedra i Zakład Histologii i Embriologii

Staż na uczelni: 48 lat od początku studiów

1. Trzy słowa, które najtrafniej mnie opisują: szukanie w bałaganie

2. Jestem mistrzem w: szukaniu dziur w pozornie całym

3. Mam słabość do: „maluczkich”

4. Nie potrafię: malować, rysować

5. Zawsze chciałem się nauczyć: niemieckiego

6. Chciałbym/Chciałabym jeszcze: pojeździć autostopem

7. Autorytetem jest dla mnie: w ocenie prac: prof. J. Steffen – Instytut Onkologii w Warszawie; w medycynie

paliatywnej: dr Lecybył („Kambodża”); w sekcjach medycyny sądowej: dr Stuchaj; w sekcjach patomorfologicznych:

dr Gawroński

8. Kiedy kłamię: kiedy uznaję, że prawda spowoduje komuś ból/trudność

9. Słowa, których nadużywam: takie czasy; ta komuna nas wykończy; Kloss tak chciał

10. Irytuje mnie: biurokracja

11. Kim lub czym chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem?

przewodnikiem górskim

12. Studentom zazdroszczę: swobody wyboru

(sam jestem bez wyboru)

13. Kiedy stoję w korku: nie stoję, bo nie

ma korków dla pieszych i rowerów

14. Zawsze mam przy sobie: torebkę herbaty

dziurawcowej

15. Niezwykła umiejętność, którą posiadam:

nie mam takiej

16. Moje ulubione miejsce na Ziemi: Beskid

Sądecki

17. Muzyka, przy której się bawię: rockand-roll

18. Muzyka, przy której odpoczywam:

Vivaldi, Mozart, chóry gregoriańskie, cerkiewne

19. Energii dodaje mi: towarzystwo ludzi,

których lubię

20. Moja dobra rada dla studentów: nie

słuchajcie dobrych rad, róbcie swoje


REDAKCJA

Gazeta Studentów

Prawdziwe oblicze „Pulsu AM”

Nasza Redakcja jest miejscem niezwyczajnym. Ośmielę

się nawet napisać, że jedynym w swoim rodzaju. Dlaczego?

Na zaledwie kilku metrach kwadratowych spotkali

się studenci wszystkich wydziałów, których połączyła

wspólna pasja i to niezwiązana z tematem studiów…

Każdy z nas jest inny, ale tworzymy zgrany zespół, który

chciałabym Wam przedstawić. Przyznam się jednak szczerze,

że trudno to zrobić w kilku słowach ;0)

Może chcielibyście do nas dołączyć? Zapraszam!

Dorota Karmowska

– Redaktor Naczelna (V rok,

WF). O sobie napisać najtrudniej,

więc poprosiłam o

pomoc Olę. Oto, co napisała:

„W redakcji od ponad 3

lat. Tytan pracy z niezmąconym

spokojem ducha

i anielską cierpliwością.

Kiedy nam puszczają nerwy,

ona pozostaje niewzruszona,

choć niektórym

redakcyjnym kolegom podobno

udało się usłyszeć,

jak krzyczy. Mimo pozornej

kruchości umie postawić na swoim i podjąć nawet najtrudniejszą

decyzję.”

Ola Suchecka

– Sekretarz (IV rok, WL I).

Zjawiła się u nas w bardzo

nietypowy sposób. Można

na niej polegać. Gdy składamy

numer, zawsze się

zjawia, nawet gdy słania się

ze zmęczenia. Pogromca literówek

i przecinków ;0) Ma

wiele ciekawych pomysłów,

a jej artykuły rozpoznałabym

wszędzie. A Wy?

Hubert Kowalewski

– Redaktor Techniczny (III

rok, WNoZ). To jego debiut

w tej roli, choć to człowiek

orkiestra. Wspinaczka, ratownictwo

wodne, wojsko…

to tylko namiastka

tego, czym się zajmuje. Gdy

dobierze się z Maciejami,

zwykle są o krok od rozniesienia

redakcji ;0) Nie raz

już płakałam przez nich... ze

śmiechu!

Maciej Tomczak

– Zastępca Redaktor Naczelnej

(II rok, WL I).

Mistrz klawiatury (pisze

szybciej, niż mówi!). Jak

tylko się pojawił, przejął

„dział spraw komputerowych”,

w tym stworzenie

naszego forum. To on sprawił,

że zamknięcie numeru

trwa ok. 12 godzin, a nie

kilka dni. Do tego potrafi

rozbawić każdego. Niech

Was pozory nie zmylą ;0)

Maciej Chojnacki

– Grafik (V rok, WL I).

Zjawił się u nas w marcu z

nową okładką i już został.

Ekspert od fotek. Zorganizował

w końcu Konkurs

FOTO, do którego przymierzaliśmy

się już od jakiegoś

czasu. Pomaga jednak nie

tylko w swojej dziedzinie.

Jego poczucie humoru po

prostu rozbraja…


Puls AM

REDAKCJA

Karolina Dwornik

– Fotograf (III rok, WNoZ).

Uzbrojona w aparat chodzi

tam, gdzie coś się dzieje i

strzela… fotki :0) Nic jej

nie umknie. Zjawiła się u

nas dzięki swojemu kuzynowi

– wszystko zostaje w

rodzinie.

Przemek Kożuch

– Grafik (VI rok, WL I).

Potrafi świetnie rysować i

już nie raz „ilustrował” artykuły,

co często ratowało

nas przed tzw. „dziurami”.

Mam nadzieję, że w tym

roku częściej nam coś podrzuci.

Pamiętacie jeszcze

jego „krótki kurs histologii”?

Czekamy na więcej!

Kasia Kosicka (V rok,

WF) – współpracowała z

naszą gazetą o wiele wcześniej,

niż zdecydowała się

na zostanie jej członkiem.

Często pomaga w sprawach

organizacyjnych, choć na

swoim koncie ma także wywiad.

Marta Mozol (II rok,

WL I) – przyszła do nas,

jak tylko zaczęła studia.

Ma sporo pomysłów na

felietony, tylko często czas

nie pozawala jej usiąść z

piórem… Konsekwentnie

dąży do stworzenia własnej

stałej rubryki.

Łukasz Waligórski (IV rok,

WF) – megaspec od muzyki filmowej.

Wie na jej temat chyba

wszystko. Regularnie pisze dla

nas recenzje, ma własną stronę

internetową (tworzy też nowe)

i jakimś cudem znajduje czas

na studiowanie farmacji…

Iza Filut

– Fotograf (III rok, WNoZ).

Z Karoliną tworzą zgrany

duet. Biorą ważne wydarzenia

w dwa ognie swoich

aparatów. Dzięki temu

mamy mnóstwo zdjęć do

wyboru ;0) Ostatnie fotografie

z Bucharzewa to

m.in. ich sprawka.

Tomek Kuszczak (V rok,

WL II) – „Pan od humoru”. Jeżeli

chodzi o dowcipy, to przysyła je

nam regularnie. Nazwałam go raz

„człowiekiem widmo”, bo prawie

nikt w redakcji nie wie, jak on

wygląda. Macie teraz wreszcie

okazję go zobaczyć ;0)

Maciej Mączyński (VI rok,

WL I) – nasz specjalista od

„Co w klubie piszczy?”. Co

miesiąc przesyła nam relacje

z podbojów nowych miejsc

wartych poznania.

Piotr Chomiak (V rok, WL I)

– twórca naszej strony internetowej.

To jemu zawdzięczacie jej

ciągłe aktualizacje. Jest z nami

już od dawna.

Zdjęcia: Maciej Chojnacki


ORGANIZACJE STUDENCKIE

Gazeta Studentów

XLI Ogólnopolski Konkurs

Prac Magisterskich

Wydziałów Farmaceutycznych

4 listopada 2006 roku w Coll.

Chemicum odbył się zorganizowany przez „Młodą Farmację”

w Poznaniu XLI Ogólnopolski Konkurs Prac Magisterskich

Wydziałów Farmaceutycznych pod honorowym

patronatem naszego dziekana prof. dr. hab. Edmunda

Grześkowiaka.

wszystkie nasze wykłady nie są tak prowadzone ;0)

W czasie krótkiej przerwy była okazja, by wszyscy

mogli się bliżej poznać. Jedynie osoby, które czekały na

swoje wystąpienie, wydawały się bardzo skupione. Potem

swoje prace przedstawiali kolejno: mgr Małgorzata

Michalczuk z AM w Białymstoku, mgr Tomasz Osmałek

z AM w Poznaniu o trwałości fotochemicznej nowej statyny,

mgr Justyna Godek ze ŚlAM w Katowicach i mgr

Paulina Maślanka z CM UJ o mechanizmach powstawania

uzależnień.

Każda praca była skrzętnie oceniana przez jury i wywoływała

lawinę pytań. Niektóre były całkiem zabawne.

Jury z upływem czasu zadawało coraz ciekawsze pytania.

Najzabawniejsza dyskusja toczyła się na temat powstawania

mechanizmów uzależnień. Kto nie był, niech żałuje.

Na koniec podam wyniki Konkursu, bowiem mamy

się czym pochwalić. Oto zwycięzcy:

Uczestnicy konkursu wraz z jury

Spośród nadesłanych prac z całej Polski do finału zakwalifikowało

się siedem, w tym aż dwie z Akademii Medycznej

w Poznaniu. Punktualnie o 11:00 prowadzący – Agnieszka

Woźniak i Bartek Tomaszewicz rozpoczęli uroczystym powitaniem

szanownego jury, gości i oczywiście uczestników.

Gdy patrzyłam na twarze zgromadzonych w sali ludzi, trudno

było odgadnąć, kto z nich jest uczestnikiem konkursu, a kto

słuchaczem, co mogło jedynie świadczyć o ich (przynajmniej

zewnętrznym) spokoju tych pierwszych.

Prace były bardzo różnorodne tematycznie. Zaczęło

się bardzo słodko (w dosłownym tego słowa znaczeniu),

bowiem pierwszą pracę przedstawiła mgr Edyta Hendożko

z AM w Gdańsku, która zapoznała nas z „Zawartością

makro- i mikroelementów w miodach pszczelich i wyrobach

cukierniczych”. Następnie mgr Andrzej Jows ze Śląskiej

AM zaprezentował swoje dokonania z zakresu syntezy

nowych związków. Kolejna uczestniczka – Sławomira

Drzymała z Poznania – bardzo jasno i, powiedziałabym

wręcz, ekspresyjnie, zaprezentowała „Analizę zmian leukocytów

krwi obwodowej o osób stuletnich”. Ta prezentacja

osobiście bardzo mi się podobała. Przede wszystkim

przez sposób, w jaki została przedstawiona. Szkoda, że

Laureaci konkursu

I miejsce: mgr Sławomira Drzymała – „Analiza zmian

leukocytów krwi obwodowej u osób stuletnich” (AM Poznań)

II miejsce: mgr farm. Tomasz Osmałek – „Trwałość

fotochemiczna związku HR 780, nowej pochodnej z grupy

infibiotów reduktazy HMG-CoA” (AM Poznań)

III miejsce: mgr farm. Andrzej Jowsa – „Synteza i

ocena właściwości cytotoksycznych bis-acetylenowych

tiochinolin” (ŚlAM Sosnowiec).

Już teraz zapraszam wszystkich na wydziałowe konkursy,

których organizatorem będzie „Młoda Farmacja”.

Informacji szukajcie w biurze MF lub na stronie internetowej

www.mloda.farmacja.pl.

Dorota Karmowska

10


Puls AM

OGŁOSZENIA

17 listopada 2006 w klubie „Eskulap” w Poznaniu (ul. Przybyszewskiego 39)

odbędzie się impreza wydziałowa farmacji

(zapraszamy nie tylko przyszłych farmaceutów, ale wszystkie wydziały AM!)

Pharmacy party

Impreza fartuchowa

Mamy zaszczyt zaprosić na pierwszą oficjalną imprezę wydziałową Akademii

Medycznej! Tego dnia specjalnie dla was przygotowujemy wspaniałe wydarzenie,

które pozwoli odprężyć się po tygodniu pełnym „nauki” ;) i wyszaleć się

przy dźwiękach, wśród których każdy znajdzie cos dla siebie!

START 21:00

Bilety: przedsprzedaż 3zł

w dniu imprezy 5zł

Zachęcamy do przybycia w białych fartuchach

– stwórzmy farmaceutyczny klimat :) i niech ta noc będzie wyjątkowa!

Zapewniamy wspaniałą zabawę na 2 salach!

Dance stage – pamiętacie otrzęsiny? Podobne klimaty i tym razem zagoszczą w tym miejscu i zapewnią

wam wspaniałą zabawę przerywaną od czasu do czasu równie „ciekawymi” konkursami!

House stage – wasze uszy tego dnia zostaną porażone ogromna ilością pozytywnych i

radosnych odmian house’u , jednak dla fanów mocniejszych house’owych

brzmień także znajdzie się coś odpowiedniego!

Zagrają dla was: Mike-T [www.mike-t.pl], Lcaise & Friends

11


ORGANIZACJE STUDENCKIE

Gazeta Studentów

Rada Uczelniana Samorządu Studenckiego

okiem studenta pierwszego roku

MIEJSCE I CZAS AKCJI:

Kiedy byłam młodsza, tata czasami opowiadał mi o

życiu studenckim w akademiku „za jego czasów”. Gdy

słyszę słowa: „Akademik”, „Dom Studencki”, przed oczami

staje mi wielopiętrowy, szary budynek, w którym są

małe, wieloosobowe pokoje i mnóstwo ludzi na korytarzach.

Szukając DS. „Medyk” myślałam o takim właśnie budynku.

Jakie było moje zdziwienie, gdy 2 października po

raz pierwszy idąc na spotkanie RUSSu, na ulicy Rokietnickiej

zobaczyłam dwa nowe, kolorowe „bloki”, na których

widniały tabliczki DS. „Medyk” i DS. „Aspirynka”.

Dookoła cisza, spokój. Zupełnie inaczej jest w pokoju 018

(siedzibie RUSSu). Dużo ludzi, każdy biega, coś załatwia,

w międzyczasie ktoś powie: „cześć” i idzie dalej. Ale gdy

na zegarku mała wskazówka znajdzie się pomiędzy siódemką

a ósemką, a duża na 6, wszyscy grzecznie siadają

wokół stołu i Ania Kaczmarek (przewodnicząca RUSSu)

rozpoczyna kolejne spotkanie.

BOHATEROWIE:

RUSS tworzy dwanaście osób, przedstawicieli wszystkich

wydziałów naszej uczelni. Na każde spotkania przychodzą

także wolontariusze, między innymi ja. Chociaż nie możemy

głosować, to chętnie pomagamy członkom Samorządu.

OTRZĘSINY 2006

Na poniedziałkowe spotkania przychodzą tacy studenci,

którzy chcą czynnie uczestniczyć w życiu Uczelni,

dla których studiowanie to nie tylko nauka, nauka, nauka

i czasami wyjście do pubu. Wszyscy wiedzą, że walcząc o

swoje dobro, walczą o dobro wszystkich studentów.

CEL:

Członkowie Samorządu dbają o sferę dydaktyczną,

socjalną i naukową życia studentów, m.in. współtworzą

uczelniane regulaminy, zgłaszają uwagi dydaktyczne na

Radach Wydziałów, wychodzą z propozycjami zmian w

AM, współpracują z innymi organizacjami studenckimi.

Każdy zna zakres swoich obowiązków i wykonuje powierzone

mu zadania.

RUSS organizuje także Otrzęsiny, Bal Medyka, listopadowy

wyjazd do Jagody z władzami Uczelni, obóz

adaptacyjny w Jagodzie, Juwenalia. W zorganizowanie

takiej imprezy może zaangażować się każdy, kto przyjdzie

w poniedziałek na 19:30 do DS. „Medyk”.

PODSUMOWUJĄC:

RUSS jest organizacją dla wszystkich, którzy chcą

zmieniać naszą Uczelnię na lepszą, a także poznać naprawdę

świetnych ludzi.

Anna Zajączkowska

Jak co roku RUSS zorganizował Otrzęsiny dla studentów

pierwszego roku AM.

Już tydzień przed tym, jakże ważnym, wydarzeniem,

we wszystkich budynkach naszej Uczelni pojawiły się

plakaty zapowiadające pierwszą studencką imprezę dla

wszystkich „kotów”. „Kampania reklamowa” okazała się

bardzo skuteczna: studentów, którzy chcieli na chwilę odetchnąć

od stosów książek, atlasów i od nauki było wielu.

Do godziny 23:30 sprzedano 1000 biletów, a kolejnych

chętnych do wejścia na Otrzęsiny wciąż nie brakowało.

O godzinie 21:00 odbyło się oficjalne rozpoczęcie z

udziałem władz Uczelni oraz zaproszonych gości i pasowanie

na „kota”. Prawie wszyscy studenci powtarzali słowa

ślubowania za prof. dr. hab. Z. Kokotem.

Po części oficjalnej wszyscy zaczęli się bawić. RUSS

postarał się, aby każdy student znalazł atrakcje odpowiadające

jego upodobaniom. Niektórzy tańczyli w sali na

parterze, inni siedzieli na sofach – rozmawiali, integrowali

się, jeszcze inni studenci spędzili wiele godzin w

górnej sali, próbując swych sił (a raczej głosów) podczas

karaoke.

Podczas Otrzęsin odbyły się cztery konkursy. Udział

w nich mogli brać oczywiście tylko przedstawiciele pierwszego

roku. Zwycięzcy każdej z konkurencji otrzymali

okolicznościowe koszulki przygotowane przez RUSS (możecie

je jeszcze zdobyć, jeśli weźmiecie udział w konkursie

– szczegóły na forum internetowym: www.samorzad.

amp.edu.pl) oraz bilety do teatru. Nagrodą pocieszenia

było mleko (ulubiony napój studentów pierwszego roku).

Myślę, że wszystkim, którzy przyszli na Otrzęsiny,

impreza się podobała. Tym, którzy woleli zostać w domu

i uczyć się kolejnych partii materiału, powtórzę za Starym

Dobrym Małżeństwem: „Warto tu wpaść na kilka chwil.”

Anna Zajączkowska

12


Puls AM

ORGANIZACJE STUDENCKIE

Chcesz wygrać książkę?

Jeszcze nigdy nie było to takie proste!!!

Wystarczy, że zarejestrujesz się na nowym

forum internetowym RUSS

www.samorzad.amp.edu.pl

Jeśli:

Szukasz odpowiedzi na nurtujące Cię pytania

Chcesz nawiązać kontakt z innymi studentami

Odwiedź FORUM!!!

Radę Uczelnianą Samorządu Studenckiego

tworzy 12 przedstawicieli studentów wszystkich czterech wydziałów

naszej Akademii.

Reprezentujemy także Ciebie!!!

– więc przyjdź i powiedz nam o swoich problemach.

Zapraszamy w każdy poniedziałek

w godzinach 18.00 – 21.00.

DS. Medyk, ul. Rokietnicka 4, pokój 018.

13


ROZMAITOŚCI

Gazeta Studentów

Wyjazdy w ramach programu Sokrates-Erasmus cieszą

się, z roku na rok, coraz większą popularnością. Choć,

bez wątpienia, nie brakuje nam teoretycznych informacji,

dotyczących zasad naboru , warunków przyjęcia i kwalifikacji

do programu studiów za granicą, niewiele wiemy

o ich praktycznej stronie. Jaka atmosfera panuje podczas

takich wyjazdów? Co jest najtrudniejsze? Jakie czekają

na nas niespodzianki? Czym różnią się studia za granicą

od nauki w Polsce? Oto wrażenia jednej z tegorocznych

uczestniczek Erasmusa, która rozpoczęła swój IV rok studiów,

ale tym razem za naszą zachodnią granicą...

14

Impreza w akademiku

Hallo! Hi! Wie geht’s? How are you?

Uśmiechnięte twarze. Ludzie chętni do rozmowy, bez

względu na to, jakim językiem się porozumiewasz i w jakim

stopniu jest on przez ciebie opanowany.

To jest atmosfera Erasmusa. Ja swoją przygodę zaczęłam

w październiku tego roku. Jeszcze na gorąco chciałabym

się z Wami podzielić moimi wrażeniami i przemyśleniami.

Pierwszą rzeczą, która zwróciła moją uwagę, była

niesamowita przychylność i serdeczność ludzi. Wszyscy

studenci Erasmusa, bez względu na to, skąd pochodzą, są

bardzo otwarci. Wystarczy, że rozpoznają twoją twarz w

tramwaju, a już jest to wystarczający powód, by rozpocząć

z tobą rozmowę. Jest miedzy nami pewna solidarność. I to

jest chyba ten czar Erasmusa. :)

Tworzymy jakby oddzielną grupę studentów na danej

uczelni – w moim przypadku na Uniwersytecie Johanna

Gutenberga w Mainz. Możemy uczestniczyć w wielu organizowanych

dla nas spotkaniach, imprezach, wyciecz-

Jestem Erasmusem

kach. Możemy brać również udział w kursie językowym

w międzynarodowych grupach. Wszystko to sprzyja poznawaniu

siebie nawzajem, poznawaniu innych kultur, no

i, oczywiście, szkoleniu języka.

Życie w niemieckim akademiku nie odbiega raczej od

polskich realiów. Podstawową różnicę stanowią jednak

jednoosobowe pokoje. To tutaj norma. Warunki są natomiast

różne, w zależności od akademika i jego ceny. Dla

niemieckiej kieszeni nawet najdroższe nie stanowią dużego

obciążenia. Niestety, kiedy przyjeżdża tutaj polski

student, nagle staje się cztery razy uboższy niż był przed

wyjazdem z Polski ;). Nigdy nie sądziłam, że będę musiała

płacić 1000 zł miesięcznie za akademik! Taka kwota

może wywołać lekkie kołatanie serca, chwilowy bezdech

i zawroty głowy, dlatego warto przyjąć jedną zasadę: NIE

PRZELICZAJ EURO NA ZŁOTÓWKI! ;) Niestety, życie

jest tutaj droższe. Nie da się tego ukryć. Warto jednak

podkreślić, że w Niemczech niemal każdy student pracuje.

Ofert pracy dla studentów nie brakuje, więc można coś dla

siebie znaleźć i trochę zarobić, choćby na kieszonkowe.

Rok akademicki rozpoczyna się w Niemczech późno,

bo dopiero pod koniec października. Na pocieszenie dla

polskich studentów dodam, że kończy się na przełomie

lipca i sierpnia.

Choć stawiam dopiero pierwsze kroki na niemieckiej

uczelni, mogę już stwierdzić, że Niemcy wielką wagę

przykładają do zajęć praktycznych. Bardzo ważne jest tutaj

zaangażowanie, zainteresowanie i własna praca.

Warto wspomnieć też o ogromnym wyborze zajęć

sportowych – od aerobiku, różnych sztuk walki, przez salsę

i balet, po jazdę konną, wspinaczkę i paralotnię. Każdy

na pewno znajdzie tu coś dla siebie.

Zapomnij o tramwajach i autobusach! Tutaj podstawowym

środkiem komunikacji jest rower. Już za 20 euro

można sobie kupić poczciwą, starą kozę ;) W Niemczech

ścieżki rowerowe są chyba drugim po autostradach powodem

do dumy. Można po nich jechać, jechać i jechać... Co

również tworzy specyficzną atmosferę.

Bycie Erasmusem, jak tutaj się przyjęło o nas mówić,

to wspaniała przygoda. Można nie tylko doskonalić się w

danej dziedzinie, ale także poznać inną uczelnię, poznawać

ludzi z różnych krańców świata, ich kulturę i obyczaje.

I ogromnie się cieszę, że mogę być Erasmusem.

Pozdrawiam

Ewa Trzmielewska


Puls AM

IMAGO

Przez trudy do gwiazd,

czyli być albo nie być studentem

Jesień zawsze przychodzi za szybko. Człowiek jest

bardziej senny i zmęczony i trudniej mu sprawić, aby

chciało się chcieć. Ale taka senność bywa też przyjemna,

bo spokojna, a przecież, jak głosi stare porzekadło,

tylko spokój może nas uratować. I sądzę, że nasza

Alma Mater nadaje temu powiedzeniu pewnej głębi.

Jako dumna studentka drugiego roku, jestem już

trochę (!) odporna na pomysły Ministerstwa Zdrowia

(dwuletni staż) oraz że spokojniej i (chyba) dojrzalej

patrzę na studiowanie, pragnę służyć dobrą radą kolegom

i koleżankom, którzy są z nami od stosunkowo

niedawna i pilnie studiują głowy, grzbiety tudzież inne

przyjemne zagadnienia medyczne. Na koniec napomknę

co nieco o doli polskiego znudzonego studenta.

Zacznijmy więc.

Kiedy byłam na dniach otwartych, jedna z dziewczyn

oprowadzających nas po prosektorium dała mi

bardzo dobrą radę. Brzmiała ona mniej więcej tak:

„Wiesz, tutaj ludzie mają różne ciężkie sytuacje. Moja

koleżanka np. musiała zaliczać na koniec roku 5 przedmiotów.

Ale przeszła, bo wszystko jest możliwe, jeśli

człowiek się za siebie weźmie. Przeszła nawet bez warunku.

Ja miałam jedną taką poprawkę, którą oblałam,

bo pierwsze dwa dni po ogłoszeniu wyników przepłakałam.

I jedno Ci powiem – nic głupszego nie mogłam

zrobić”. Święta racja!

Bardzo często wydaje się nam, że czegoś „nie

damy rady zrobić” lub, że „już nie możemy się uczyć,

bo mamy dość”. Warto wtedy zadać sobie pytanie: Czy

nauczenie się tego jest naprawdę niemożliwe? Pewnie

nie... Czy gdyby od stopnia opanowania materiału zależał

jakiś ważny aspekt mojego życia, zrobiłbym to?

Pewnie tak. A czy zależy? Oczywiście. Jeśli nauczysz

się teraz, nie będziesz miał poprawki i zyskasz czas

wolny, który na studiach (i pewnie nie tylko) jest cenną

walutą motywacyjną. Jeśli nie, zabraknie Ci tego „oddechu”

miedzy kolokwiami i będziesz bardziej zmęczony.

Zmęczenie to wróg satysfakcji – głównego celu

studiów, które przecież są wyborem, a nie sankcją karną.

Dlatego nie daj się zmęczeniu. Dobrze sypiaj, jedz

w miarę zdrowo i nie stresuj się za bardzo. I nie zaniedbuj

przyjaciół, bo co to za życie bez nich? Brzmi jak

frazesy cioci Kloci i niech tak brzmi. Ciocie Klocie też

miewają rację. Z rzeczy, których od cioci nie usłyszycie:

radzę pozwalać sobie na imprezy i (niezbyt częste)

dni słodkiego lenistwa. I koniecznie choć raz zapisać

się na w-f do mgr Cichy, sami zrozumiecie dlaczego.

Warto także, jeśli się jest na WL I, wstać na tę nieszczęsną

ósmą rano w semestrze letnim, żeby posłuchać

wykładu z biologii – coś wspaniałego. Generalnie

na wykłady warto chodzić, większość wspominam

miło, ale ten z biologii polecam szczególnie.

Ostatnia rada niech będzie cytatem: „Wszystko jest

trudne, nim stanie się łatwe, a co najtrudniejsze najbardziej

się ceni”. Nie traćmy więc zapału, bo, kiedy dziś

przeczytałam w „Metrze”, że lekarz jest prawdziwym

lekarzem przez pierwsze dwa lata, a potem to już rutyniarz

obojętny na krzywdę, to chciałam gryźć i kopać.

Ze studentami jest czasem podobnie. Na początku zafascynowani,

później szybko ten zapał tracimy i robimy

tylko tyle, żeby nikt się nie przyczepił i tylko po to,

żeby potem zapomnieć. I takie podejście chyba zdarza

się każdemu, od czasu do czasu. Źle jednak, bardzo źle

nawet, jeśli stanie się rutyną. Bo, niezależnie od kierunku,

większość z nas przyszła na AM, aby nauczyć

się pomagać innym. Ale ta pomoc zaczyna się już teraz.

To, czego się nauczymy, będzie naszym narzędziem

przez wiele lat.

Wróćmy jednak do wspomnianego lekarza-rutyniarza,

chociaż to chyba temat na zupełnie inny felieton

i zdecydowanie mniej optymistyczny. Zostawmy go

więc sobie na później, jak odkłada się naukę w weekend

na niedzielne wieczory (którego to zwyczaju nie

polecam, choć czasem praktykuję). Nie lubię myśleć

o takich medykach, którzy pracę swoją wykonują niedbale

i bez miłości. Zawsze wydaje mi się, że wszyscy,

którzy przed nazwiskiem mają lek. albo dr n. med.,

to ludzie o wielkim sercu, wspaniałym charakterze i

ogromnej wiedzy (także ogólnej). I oby wszyscy tacy

byli, obyśmy my takimi się stali. Wspaniałymi lekarzami,

pielęgniarkami, ratownikami, biotechnologami.

Abyśmy ułatwiali innym życie i pracowali z pasją.

Tego sobie i państwu życzę.

PS Trzymam za Was kciuki!

Marta Mozol

15


WYWIAD

Gazeta Studentów

Spójrz mi głęboko w oczy, a powiem ci…

Naszym rozmówcą jest dr Viktor Safonov, lekarz neurolog zajmujący się irydologią, czyli oceną stanu zdrowia

na podstawie wyglądu tęczówki oka. Urodził się w byłym ZSRR, a obecnie mieszka na Ukrainie. Studiował

na Państwowym Uniwersytecie Medycznym w Odessie. Kursy irydodiagnostyki skończył również w Odessie po

studiach, jako specjalizację. Uczył się u swoich kolegów – profesorów z Moskwy i z Odessy. Irydologię praktykuje

od 15 lat. Żonaty, ma dwoje dzieci.

Panie doktorze, gdy jesteśmy przeziębieni, to idziemy do

lekarza rodzinnego, a gdy boli nas żołądek, to idziemy

do gastrologa. Z czym przychodzimy do irydologa?

Przychodzimy z różnymi dolegliwościami. Np. jeśli

chodzi o przeziębienie – są różne jego postacie. Trzeba

sprawdzić, jakie jest silne, czy są predyspozycje do zapalenia

płuc. Może się przenosić na dolegliwości reumatyczne

czy nerkowe.

Czy na podstawie obrazu tęczówki oka można rozpoznać

każdą chorobę?

Można, bo każda choroba daje inne zmiany na tęczówce.

Jakie choroby rozpoznać jest najłatwiej?

Stany zapalne, kamienie, wrzody, problemy z kręgosłupem.

A której najtrudniej?

Onkologia, ona zawsze była trudna w diagnozowaniu, czy

to tradycyjnie, czy u irydologa. Podobnie z chorobami krwi.

Jak Pan już rozpozna jakąś chorobę, to jakie jest

prawdopodobieństwo, że dany człowiek rzeczywiście

jest chory?

Bardzo często człowiek o tym nie wie.

A czy zdarzają się Panu mylne diagnozy, tzn. dany narząd

u pacjenta jest w rzeczywistości zdrowy?

Nie, schorzenie jest, tylko na pewnym etapie pacjent

go jeszcze nie odczuwa. Bardzo często się zdarza, że pacjenci

lekceważą moją diagnozę i czekają, aż pojawią się

objawy – wtedy choroba jest w dalszym stadium i pojawiają

się np. kamienie, polipy czy wrzody. A jeśli zastosuje

się leczenie odpowiednio wcześnie, to można w/w

skutkom zapobiec.

Sonda z forum „Pulsu AM”

Co sądzisz o irydologii?

Fajna sprawa – daje lepsze wyniki, niż medycyna

klasyczna – 0%

Czemu nie? – czasem pomaga, a na pewno nie szkodzi – 7%

Ani nie pomaga, ani nie szkodzi – 15%

Trochę pomaga, ale za to szkodzi – 0%

Nie pomaga, a do tego szkodzi – 0%

Nigdy bym nie poszedł do irydologa – zdecydowanie

wolę medycynę klasyczną – 7%

A czym zajmuje się irydologia? – 69%

Czy można ocenić też długość życia człowieka?

Nie, raczej nie. Jeden ze zdrowszych może umrzeć

szybciej, niż ten, który choruje latami.

Jak przebiega badanie irydologiczne?

Po pierwsze zawsze pytam, czy były jakieś operacje,

bo bardzo często jest tak, że organ, który jest usunięty, w

dalszym ciągu rzutuje na tęczówkę.

Dalej, już patrząc na tęczówkę, oceniam stan narządów,

u każdego indywidualnie. Zaczynam od kręgosłupa,

potem badam mózg, przewód pokarmowy, układ moczowy,

układ krążenia, serce i płuca, wątrobę i trzustkę.

Urządzenie, którym pan bada pacjentów, to lampa

szczelinowa? Taka sama, jak w gabinetach okulistycznych?

To jest prosty irydoskop. Lampa szczelinowa wygląda

inaczej.

Czym się różni lampa szczelinowa od irydoskopu?

W lampie szczelinowej uzyskujemy oświetlenie w postaci

szczelinowatego pasma światła – znajduje się w niej

pryzmat. Irydoskop ma oświetlenie zewnętrzne – zwykłą

żarówkę. To działa na zasadzie mikroskopu – powiększa

tęczówkę. Ja pracuję na powiększeniu 9-krotnym – dzięki

temu mogę oceniać całą tęczówkę.

Czy u dzieci również można stosować badanie irydologiczne?

Tak, od 3 roku życia, bo do tego czasu kształtuje się

tęczówka.

Jak długo powinno trwać takie badanie?

Dla mnie... jakieś 15 minut na oboje oczu. To zależy

też od stopnia zaawansowania choroby.

Jak często należy powtarzać wizytę u irydologa?

Na początku przyjść za miesiąc, później tak po 2-3

miesiącach, potem 1-2 razy w roku. Najlepiej raz na jesień

i raz na wiosnę – jak odnawiają się wrzody (śmiech). Wtedy

ma miejsce osłabienie układu immunologicznego.

Jaka jest podstawa anatomiczna irydologii? Jak to

działa? Czyli dlaczego widzimy różne narządy na tęczówce?

Oko to tzw. zewnętrzny mózg – wszystkie sygnały o

problemach powstające, np. w przewodzie pokarmowym

są przekazywane do mózgu, a następnie rejestrowane na

16


Puls AM

tęczówce. Wszystkie narządy łączą się z tęczówką przez

włókna nerwowe.

Skąd wiemy, że właśnie w danym miejscu rzutuje się

np. żołądek, a nie inny narząd?

Na przestrzeni dziejów opracowywane były tzw. mapy

irydologiczne.

W jaki sposób opracowuje się takie mapy?

Przez doświadczenie. Np. ty jesteś neurologiem, czy

gastrologiem, widzisz u pacjenta takie czy inne schorzenie

i obserwujesz, jakie zmiany zachodzą na tęczówce w

miarę leczenia.

Czy schorzenia narządu znajdującego się po prawej

stronie rzutują się na prawej tęczówce, czy odwrotnie?

Zazwyczaj po tej samej stronie. Czasem jednak może

nastąpić błąd w przebiegu informacji między prawą a lewą

półkulą i wtedy narząd rzutuje się po stronie przeciwnej.

Czy kolor oczu predysponuje do określonych chorób?

Niebieskoocy są bardziej podatni na alergie i reumatyzm.

Ciemnoocy natomiast mają problemy z nowotworami,

przewodem pokarmowym, wrzodami itd.

Czy pod wpływem jakiegoś działania kolor oczu może

ulec zmianie?

Tak, np. pod wpływem nieprawidłowego odżywiania

się. Gdy czynią tak niebieskoocy, w tęczówce gromadzą

się zanieczyszczenia – efekt jest taki, jakby tęczówka

ściemniała.

Wiemy już, że irydologia potrafi rozpoznawać choroby.

Ale czy także je leczy?

Irydologia sama w sobie nie leczy. Jest jednak coś takiego,

jak irydoakupunktura – polega ona na naświetlaniu

laserem miejsca na tęczówce odpowiedzialnego za dany

organ. Laser jednak musi być odpowiednio dobrany, ponieważ

łatwo można uszkodzić siatkówkę i spowodować

u pacjenta ślepotę.

Słyszałem, że te zabiegi są popularne właśnie za polską

wschodnią granicą, zaś w Polsce tego jeszcze nikt nie robi...

Faktycznie, u Was tego się nie stosuje.

Obłok dystroficzny – łuszczyca

WYWIAD

Viktor Safonov (w środku) z autorami artykułu

Dlaczego? Boimy się, że tutaj się nie uda, a tam się nie

boją?

Nie, po prostu nie jest to rozpowszechnione.

Irydodiagnostyka też często nie jest honorowana. Ludzie

mówią: „Co pan sobie myśli? Do jakiego szarlatana

pan chodzi?”.

Z tego, co wiem, to na zachodzie zainteresowanie irydologią

jest większe.

W Niemczech, we Francji, w Japonii, w USA, w

Kanadzie – tam jest to normalne. Tutaj tylko jakoś, w

Europie Środkowo-Wschodniej, nie mogą tego zaakceptować.

Słyszeliśmy już o leczeniu laserem. A jakimi metodami

pan leczy?

Ziołami i lekami ziołowymi.

A poza ziołami? Czy są inne sposoby leczenia np. homeopatia

albo leki chemiczne?

Nie, to jest sprawa innych (klasycznych) lekarzy. Ale

czasem zalecam np. świecowanie uszu lub masaż.

Podobno leczy Pan także bezpłodność? Jakimi metodami?

Zdarzały się takie przypadki, jednak nie leczę samej

bezpłodności, tylko jej przyczyny, np. stres. Proszę pamiętać

też o tym, że w 70% bezpłodności problem leży po

stronie mężczyzny...

Historia irydologii

Za ojca irydologii uznaje się Węgra, Ignacego von

Pechely (1825-1911). Jako dziecko znalazł on uwięzioną

sowę. Chcąc ją uwolnić, niechcący złamał jej nóżkę. W

tym samym momencie na jej tęczówce powstała linia,

która znikała w miarę zrastania się nogi. Zainteresowany

tym zjawiskiem Peczeli zaczął badać ludzkie tęczówki i

opracował pierwsze mapy irydologiczne.

17


WYWIAD

Gazeta Studentów

Czy wszystkie choroby można wyleczyć metodami naturalnymi?

Tak, wszystkie. Na każdą chorobę stworzone jest lekarstwo.

Większość leków ma swoje korzenie w ziołach.

Nowotwory również?

Zależy na jakim etapie – tak samo, jak w klinice – im

szybciej się wykryje, tym leczenie jest skuteczniejsze.

Czy naturalne środki wywołują jakieś skutki uboczne?

Wszystkie środki, także zioła, mają działania uboczne

i je również można przedawkować. Podane w małej dawce

mogą być lekiem, jak np. naparstnica, glistnik, a w większych

dawkach trucizną. Tak samo, gdy za długo bierzemy

dziurawiec – przez pewien czas wszystko jest dobrze, a

gdy wyjdziesz na słońce, pojawią się oparzenia. Będziesz

przyjmować długi czas – zostaniesz impotentem. Tak więc

wszystko z umiarem.

Gdy choroba zostanie wyleczona, pozostawia jakieś

ślady na tęczówce?

Większość znika, tak jak np. stany zapalne, zaś inne

zostawiają ślady. Łatwo jednak je rozróżnić.

Gdy zauważy Pan np. kamienie w pęcherzyku żółciowym,

czy kieruje Pan pacjentów na dalsze badania?

Oczywiście, celem potwierdzenia diagnozy i rozpoczęcia

np. leczenia operacyjnego w tym kierunku. Samo badanie

irydologiczne nie zastąpi badań laboratoryjnych, takich

jak poziom cukru czy cholesterolu oraz innych badań, takich

jak USG, tomografia komputerowa itp. Czasami lekarze

narzekają, że za często przysyłam im pacjentów.

Medycyną naturalną interesują się zwykle ci, którzy

Mapa irydologiczna – tęczówka prawa

wyczerpali już wszystkie możliwości leczenia metodami

konwencjonalnymi. Czy z zainteresowaniem irydologią

nie jest podobnie?

Nie zawsze. Są osoby, które przychodzą prosto do mnie.

Czy można u Pana otrzymać zdjęcia swoich tęczówek?

Na razie nie, ale w niedługim czasie będzie taka

możliwość. Obraz tęczówki będzie można wyświetlić na

komputerze, a następnie wydrukować lub nagrać na płytę,

celem późniejszego porównania przy kolejnym badaniu.

Dzięki temu pacjent będzie miał swego rodzaju dowód, że

Zasłyszane na forum „Pulsu AM”

Chomik: Irydologia; to słowo pochodzi z łacińskiego

(iris – „jagodówka” [jak to w starym skrypcie z neuroanatomii

Woźniaka] i logos – nauka). Choć wcześniej słyszałem

o tym zagadnieniu, to nie mam pojęcia, czym tak naprawdę

może się zajmować. W zasadzie więcej można wyczytać z

dna oka, niż z jagodówki, ale może to jakoś się łączy?

Nemesis: U nas w Luboniu przyjmuje irydolog

– Ukrainka – ludzie sobie chwalą.

Dominik: Na mojej tęczówce nie widzę żadnych

„przebarwień”, a np. u swojej niespełna 80-cio letniej

sąsiadki zauważyłem ich dość znaczną ilość.

Monika: Najpierw raczej poszłabym do tradycyjnego

lekarza. A potem, w zależności od diagnozy i postępów

leczenia, mogłabym pójść też do irydologa – raczej

na zasadzie: „a co mi szkodzi”, niż z nadzieją na cudowne

uzdrowienie.

Marta: Ja w sumie nie potrafię wytłumaczyć, czemu

w irydologię wierzę, ale wierzę i to jest pewne.

Łapka: Ja nie wierzę w takie rzeczy. Staram się ufać

lekarzom, choć nie zawsze jest to takie proste. A do tego

pana, czy tej pani, poszłabym tylko wtedy, kiedy już

tylko takie drogi leczenia by mi zostały, bo najczęściej

wielu ludzi zajmujących się medycyną alternatywną, czy

tam niekonwencjonalną, to po prostu zwykli naciągacze i

czasami mogą oni przynieść więcej szkody, niż pożytku.

Jednak wiem, że są też ludzie, którzy im wierzą i ich niby

leczą, ale to jest chyba tylko efekt placebo.

XADK: Ja jakoś nigdy nie ufałem medycynie naturalnej

i chyba zdania nie zmienię. Ale nie można być

twardogłowym i jeżeli coś istnieje, to chętnie się z tym

zapoznam – a nuż okaże się, że to skutkuje? A co do tego,

czy poszedłbym do irydologa, to odpowiadam, że musiałbym

być w naprawdę fatalnym stanie i byłaby to ostatnia

nadzieja, bo medycyna standardowa by zawiodła.

18


Puls AM

Mapa irydologiczna – tęczówka lewa

to, co mówię, nie jest bezpodstawne.

Chodzi Pan do irydologa? A może leczy się Pan sam?

Staram się sam, ale czasami chodzę leczyć się do kolegów.

W jaki sposób my możemy badać swoje oczy? Na co

należy zwrócić uwagę?

Wystarczy wziąć szkło powiększające – jesteśmy wtedy

w stanie powiedzieć, że coś jest nie tak z nerkami czy

z żołądkiem, ale konkretnie nie możemy określić schorzenia,

bo do tego celu potrzebne jest większe powiększenie.

Czy osobom spotkanym poza gabinetem, automatycznie

bada Pan tęczówki? Mówię o tzw. „zwichnięciu zawodowym”.

Tak, zdarza się. Widzę, że trzeba dokładniej zbadać to,

czy tamto. Staram się jednak tego unikać.

Skąd wzięło się Pana zainteresowanie irydologią? Kiedy

to się zaczęło?

Od moich kolegów, pod koniec studiów. Oni interesowali

się tą dziedziną, ja pierwotnie nie, ale potem dołączyłem

do nich. Po studiach pracowałem w pogotowiu

ratunkowym. Problem z wypadkami jest taki, że pacjent

często jest nieprzytomny i nie może powiedzieć, co mu

dolega. Wtedy irydodiagnostyka jest bezcenna.

Z tego, co wiem, w Polsce nie ma takiej specjalizacji,

jak irydologia.

Nie, dlaczego? Jest. Ja słyszałem o Wrocławiu, Warszawie,

Gdańsku...

Ale jako specjalizacja akademicka?

Nie, możliwe, że na akademiach jeszcze nie ma.

Polscy lekarze też często zajmują się irydodiagnostyką,

WYWIAD

a swoją wiedzę zgłębiają na specjalistycznych kursach,

jednak nie mają one związku z medycyną stricte akademicką.

Tak, może dlatego irydologia niektórym Polakom kojarzy

się z szarlatanerią [śmiech].

Gdy jedna z lekarek zainteresowała się kiedyś irydodiagnostyką,

osoby z kręgów lekarskich kazały jej wybierać,

czy „trzyma” z nimi [lekarzami konwencjonalnymi

– przyp. autorów], czy jest przeciwko nim.

Jest też w Polsce organizacja – Polskie Towarzystwo

Irydologii i Homeopatii. Zrzesza ona lekarzy po polskich

akademiach medycznych, którzy po prostu dodatkowo

zajmują się irydologią. Więc da się.

Tak, ale bardzo ciężko. Społeczeństwo przyjmuje to z

dużym oporem. Większość woli medycynę konwencjonalną.

Przecież każdy lekarz, który zajmuje się irydodiagnostyką,

również jest lekarzem konwencjonalnym. Ci ostatni

jednak albo nie chcą wierzyć w skuteczność irydologii albo

czują się zagrożeni. Gdyby każdy lekarz dokształcał się w

tym kierunku, diagnozy byłyby szybsze i trafniejsze.

Ile czasu należy poświęcić, aby zostać irydologiem?

Trwa to około 3 miesiące. Samych map teoretycznie

można nauczyć się w tydzień. Ja na początku chodziłem

uczyć się do kolegów, a później na kursy.

Ale to tylko nauka podstaw. Reszta to praktyka i doświadczenie.

Słyszałem o takim, który po 4 dniach nauki

zaczął przyjmować pacjentów – sądzę jednak, że to zdecydowanie

za szybko.

Jakby pan jednym zdaniem zachęcił ludzi do korzystania

z usług irydologa?

Łatwiej i taniej zapobiegać, niż leczyć.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali:

Joanna Głowska

Maciej Tomczak

(zdjęcia dzięki uprzejmości Polskiego Towarzystwa

Irydologii i Homeopatii – www.irydologia.com)

Osłabienie struktury tęczówki – osteoporoza

19


ROZMAITOŚCI

Gazeta Studentów

Wojsko jest tematem unikanym przez studentów.

Bronią się oni rękoma i nogami, są w stanie załatwić

zaświadczenie na niemal każde schorzenie, które natura

wymyśliła, a respektuje WKU, byle tylko działało jako

zwolnienie, bądź odroczenie służby wojskowej. Dla

męskiej części studentów AM generalnie nie stanowi to

większego problemu. Są na studiach – wojsko ich nie

ruszy… do czasu kiedy przestaną się uczyć, czyli albo

przerwą studia, albo je po prostu skończą. Dla tych pierwszych

listonosz wręczy wezwanie na 9-cio miesięczną

służbę zasadniczą. Dla tych drugich na 3 miesiące

– NAWET PO SKOŃCZENIU STUDIÓW!!! – WKU

może to zrobić, ale nie musi. Ma na podjęcie decyzji 9

miesięcy. Wszystko zależy, jak zwykle, od pieniędzy od

MON – czy będą, czy nie. Ja wojsko mam za sobą już w 6

tygodni, ochotniczo, dobrowolnie i świetnie się przy tym

bawiąc! :) Każdy student 2 roku studiów licencjackich i 3

magisterskich może pojechać na krótkoterminowe szkolenie.

Do końca października składa w swoim dziekanacie

wniosek o przeszkolenie wojskowe, w połowie roku

pisze egzamin z przysposobienia obronnego i po jego

zdaniu czeka na wezwanie z WKU, które może przyjść...

ale nie musi. Wiadomo, o co chodzi :) Jak nie przyjdzie w

ciągu 9 miesięcy – zostajesz automatycznie przeniesiony

do rezerwy po skończeniu studiów. Ale jeżeli dostaniesz

wezwanie... No właśnie – ja DOSTAŁEM! :) Co tam robiłem?

Zapraszam do lektury.

Byłem w ARMII!!!

zostawiłem na 6 tygodni za sobą cały świat, jaki znałem w

cywilu. Nie byłem przygotowany na to, co miałem zobaczyć,

przeżyć, doświadczyć. Ale pełen ciekawości i adrenaliny

w żyłach ruszyłem przed siebie.

Koleżanki z wojska

Wakacje, 21 sierpnia 2006.

Z wezwaniem do Centrum Szkolenia Wojskowych

Służb Medycznych w Łodzi przekroczyłem bramkę, wylegitymowałem

się, minąłem uzbrojonego wartownika i

Prawie jak Rambo...

Wojsko zadbało o mnie. Nie golą niestety na łyso, ale

na wstępie dostałem mundur, buty, kosmetyczkę WP ze

środkami higieny osobistej (2 jednorazówki i krem do golenia

„Never” [rewelacja! :P], mydło, pastę, szczoteczkę),

klapki, trampki, zestaw do czyszczenia butów [przydał

się!:)], gacie (tzw. „BGSy”), pidżamkę, pościel i dresik

(świetny!). I na dzień dobry odebrano mi książeczkę wojskową

i (prawie) wszystkie ubrania cywilne. Dostałem

przydział broni – AKM 47 , wielu znanej, przez wielu kochanej

i popularnie zwanej „kałaszem”. Poznałem resztę

przysłanych tu studentów AM z całej Polski. W sumie 120

osób = 70 chłopa + 50 dziewcząt [tak, tak – panie też się

zgłosiły na szkolenie wojskowe :)]. Z naszej Alma Mater

było w sumie 5 osób. Odnaleźliśmy się stosunkowo szybko…

:) Przeważało przede wszystkim Ratownictwo Medyczne,

Analityka Medyczna i Pielęgniarstwo, ale przybyli

ludzie nawet z Farmacji, Położnictwa i Fizjoterapii.

20


Puls AM

Nie ruszaj się stary, a wszystko bedzie dobrze..

Z lekarskiego zgłosiło się niewiele osób. A, jak się potem

okazało, wojsko jest gotowe wiele zaoferować absolwentom

AM na służbie…

Rozkład jazdy CSWSMed.

Pobudka 6:00 – (słownie: szósta RANO!), chwila na

obudzenie, doprowadzenie się do stanu używalności i apel

poranny. W planie była jeszcze zaprawa poranna (bieg ok.

1 km). Szybkie śniadanie w stołówce na terenie jednostki

(kuchnia rewelacyjna – gotowali nam zatrudnieni kucharze,

a nie żołnierze służby zasadniczej, którym wszystko

jedno, czy coś im wpadnie do garnka przypadkiem, czy

nie i zamieszają tylko, by tego nie było widać,). Następnie

maszerowaliśmy (w moro) na wykłady, ćwiczenia, zajęcia

na poligonie, które trwały do ok. 15:00, czasem trochę

dłużej… :)

15:00 – apel, obiadek, a potem czas wolny, do dyspozycji

własnej.

18:00 – kolacja i do 21:30 czas wolny do apelu wieczornego.

22:00 – Capstrzyk, wszyscy na pryczach (jak się potem, z

czasem, okazało – niekoniecznie w swoich pokojach… :P)

Zajęcia, czyli teoria

Uzbrojeni w zeszyty i długopisy [wojsko też dało! :)],

chodziliśmy na wykłady z Medycyny Ratunkowej, Chirurgii

Polowej, Zabiegów Sanitarnych, Ochrony Środowiska

itp. Było to przeplatane zajęciami typowo wojskowymi

[regulaminy, taktyka, inżynieria, logistyka, łączność, brońamunicja

(rodzaje, obsługa i budowa „anatomiczna”), materiały

wybuchowe – w tym miny (rodzaje, budowa, sposoby

zakładania itp.).

Manewry, czyli praktyka

Po wykładach przyszła pora na ćwiczenia.

Z zajęć medycznych, w ramach ćwiczeń – resuscytacja

manekina (nigdy nie wstał…), opatrywanie rannych po

ROZMAITOŚCI

postrzałach, ranach kłutych, szarpanych, miażdżonych,

amputacjach, wytrzewieniu, oparzeniu, napromieniowaniu

itp.

Ale na zajęciach typowo militarnych było ciekawiej.

Wywozili mnie na poligon, gdzie w ciągu tych kilku tygodni

strzelałem ostrą amunicją z AKM 47, pistoletu WIST

i karabinka pneumatycznego. Rzucałem granatem obronnym

F1 z pozycji leżącej, klęczącej i stojącej. Miałem za

zadanie w ciągu 20 min wykopać sobie okop (według z

góry wyznaczonych parametrów, które wryły mi się w

pamięć do dziś) saperką zawieszoną pod ekwipunkiem.

Oczywiście w pozycji leżącej, bo byłem pod obstrzałem

(symulowanym). Bieganie w masce i ubraniu przeciwchemicznym,

skradanie, czołganie i zabezpieczanie terenu to

już standard. Raz wywieźli mnie na poligon nawet w nocy.

Umiem rozłożyć i złożyć AKM 47 na części pierwsze w 20

sekund, a pistolet w 4 sekundy. Heh, nawet omówię jego

„anatomię”, bo trochę pamiętam... :) Swoją drogą – teraz

zrozumiałem, dlaczego tylu ludzi wychwala ten karabin i

Jadąc przez miasto

ma fioła na jego punkcie. Jest fenomenalny. Daje niesamowite

poczucie władzy i jest niezawodny. Paru chłopaków

nawet nadało im imiona i dbało, jak o własne. Aż żal

w gardle ściskał, jak trzeba było się z AKM 47 rozstać...

Jeśli chodzi o walkę wręcz – uczyli nas KravMagi (militarnej)

przeznaczonej wyłącznie dla wojska. KravMaga

(dla niewtajemniczonych: to izraelski system walki wręcz

opracowany na podstawie najskuteczniejszych technik

wziętych ze wszystkich istniejących sztuk walki) polega

na wykorzystaniu naturalnych ludzkich odruchów obronnych

ukierunkowanych na błyskawiczne odparcie ataku i

przejęciu inicjatywy. System troszkę brutalny, ale niezwykle

skuteczny. Szkoli się w niej policję, straż graniczną,

służby specjalne. Jest też KravMaga dla cywilów, ale to

trochę łagodniejsza wersja.... :)

21


ROZMAITOŚCI

Przysięga wojskowa

Przez pierwsze 2 tygodnie nie mogłem opuszczać jednostki,

nawet w czasie wolnym. To było długie 14 dni, aż do

czasu zaprzysiężenia na żołnierza RP (służyć, chronić, bronić

itd...). Po przysiędze dostałiśmy przepustki i co wieczór (w

ubraniach cywilnych) ruszaliśmy z koleżankami na podbój

łódzkich klubów i pubów, integrować się :) Weekendy miałem

regularnie wolne – z przepustką w kieszeni mogłem przez 2

dni jeździć po kraju. A było warto, bo z książeczką wojskową

miałem 78% zniżki na przejazdy PKP. Odwiedziłem Kraków,

wpadłem nad morze, zajrzałem do Torunia. Za śmiesznie małe

koszty przejazdu (np. nad morze – 9 zł :D). Nie było problemu

nawet z dłuższym powrotem do Poznania np. z powodu

poprawki z egzaminu! Wniosek do majora i dłuższa przepustka

była gotowa :) Z praktykami też nie miałem problemu, bo

terminy szkolenia są dwa – jedno na początku lipca, drugie na

końcu sierpnia. Można sobie wakacje ustawić... :)

Przeniesiony do rezerwy

Pod koniec kursu miałem do zdania 3 egzaminy: z

regulaminów, medycyny ratunkowej i chirurgii polowej.

Niezdanie ich nie groziło mi żadnymi konsekwencjami, ale

warto było je ukończyć pomyślnie. Dostałem mianowanie

Gazeta Studentów

na kaprala! Ludzie po 9-cio miesięcznej służbie zasadniczej

kończą jako zwykli szeregowi. Ja zrobiłem kaprala w

6 tygodni. Bez żadnej fali, bo tu są sami swoi – studenci

AM. Dla przełożonych jesteście elitą – studenci AM – i tak

was traktują. I jeszcze za to dostałem żołd! Tak, jako żołnierze

Wojska Polskiego, dostajecie wynagrodzenie, które

naprawdę przydaje się w trakcie „nocnych manewrów po

Łodzi” i podróży po kraju :)

Wydaje się, że 1,5 miesiąca to dużo czasu, ale mi minął

on błyskawicznie. Poznałem masę wspaniałych ludzi z AM

z całej Polski [heh, teraz mogę mówić – koledzy (i koleżanki)

z wojska!]. Mam niesamowite wspomnienia. Łuski po

nabojach i podziurawiona przeze mnie tarcza wisi do dziś

u mnie w pokoju. Przypomina wspaniałe 6 tygodni. Czy

pojechałbym jeszcze raz? Bez wahania. Przygoda warta

Poznania :)

W razie pytań – pomogę!

Zapraszam na forum!

www.pulsam.pl/forum

Pozdrawiam

Czołem!

kapral Hubert Kowalewski

22

Mój trzeci pluton zwarty i gotowy na wszystko...


Puls AM

FELIETON

JESTEM RUCHOMYM CELEM!

(czyli polowanie na biało-czerwony listopad)

Normalne funkcjonowanie w naszym wspaniałym Poznaniu

staje się ostatnio coraz trudniejsze. Wszystko przez

zbliżające się wielkimi krokami, jedyne w swoim rodzaju,

WYBORY SAMORZĄDOWE. Jako rodowita poznanianka

ze stałym zameldowaniem jestem oto celem dla całego

zestawu działań marketingowych, które mają za zadanie:

po pierwsze, zmusić mnie do zbliżenia się na odległość

wyciągniętej ręki do urny wyborczej oraz,

po drugie, nakłonić do umieszczenia we wspomnianej

urnie karty do głosowania z najbardziej

obecnie pożądanym krzyżykiem postawionym

przy jedynym słusznym nazwisku.

Walka o mój cenny głos rozpoczyna się już od

samego rana.

Kandydaci tłumnie gromadzą się na przystanku

Pestki. Na pierwszą pozycję, pod względem

liczebności, wysuwa się już od dłuższego czasu

pan Ryszard, który na odrapanej, zielonej barierce

umieścił ponad 20 swoich głów. Inni kandydaci

nie chcą pozostać mu dłużni zwisając majestatycznie

ze słupów, latarni i łatając każdą wolną przestrzeń

w obrębie pestkowej barierki. Pan Andrzej

jako pierwszy wdarł się do tramwaju i obserwuje

mnie z zagadkowym uśmiechem spod sufitu. Napisał

(jako jeden z niewielu) nawet, że: „Da radę”.

Szkoda tylko, że nie wspomniał z czym...

Żegnana tekturowymi spojrzeniami wytaczam

się z trasy pestki w kierunku centrum miasta. Kaponiery

nie widać już w zasadzie spod sterty mniej lub

bardziej znajomych mi twarzy polityków. Tłoczą

się niemal wszędzie! Wysiadając z tramwaju, tracę

przyczepność na uśmiechniętej twarzy pani Ewy,

która (nie wiedzieć czemu) zsunęła się z barierki

i leży spokojnie na chodniku. Nadal nie wymyśliła

hasła wyborczego. Przypatruje się temu z wysokości

swej latarni z litościwym uśmiechem Pan Profesor,

który też co prawda nie ma żadnego hasła, ale

ma za to tytuł naukowy przed nazwiskiem...

Muszę jednak przyznać, że w całym tym bałaganie zaobserwowałam

jedno, niezwykle pozytywne zjawisko! Przyszli

prezydenci/radni/posłowie sejmikowi wyraźnie utrudniają

poznaniakom nieprzepisowe przechodzenie przez jezdnię w

okolicach Kaponiery. Barierki oblepione kandydatami stają

się bardzo trudne do sforsowania „dołem” (uwaga! Można

zaklinować się między chodnikiem a kandydatem), zaś „przeskok

górą” może zakończyć się mało komfortowym zawiśnięciem

na barierce, czego świadkiem stałam się dziś rano.

Muszę przyznać, że ciarki przeszły mi po plecach!

W drodze na zajęcia dostaję jeszcze pokaźną stertę

ulotek, które niezdarnie upycham po kieszeniach (bo nie

zmieściłyby się już w okolicznych śmietnikach).

Mury uczelni pozostają, póki co, azylem od marketingowych

działań zaczepnych. W drodze powrotnej

staję się jednak znów celem licznych ataków.

Powoli czuję się obserwowana. Na przystanku

spogląda na mnie trzech kandydatów na prezydenta.

Wiszą obok siebie i są identyczni, co wprawia

mnie w dość spore zaniepokojenie. Oswajam się

na razie z obecnością podobieństwa bliźniaczego

w naszej polityce, a tymczasem tych najwyraźniej

jest aż trzech! I w dodatku mają tak samo na imię!

Tymczasem kandydaci forsują bilboardy. Nie

ma już serków, czekoladek ani nawet samochodów.

Są tylko oni: uśmiechnięci i coraz częściej odwołujący

się do mojego lokalnego patriotyzmu. Nie

mają programów albo tylko mętne postulaty, ale to

przecież nie szkodzi. Grunt to ładnie się uśmiechać.

Nieświadomie przyspieszam kroku. Jeśli nawet

zdążyłam pomyśleć, że zdołam przed nimi uciec do

domu, moje nadzieje szybko okazują się daremne.

Ze skrzynki wychyla się trzech kandydatów, kolejnych

dwoje czeka już na mnie na wycieraczce. Najbardziej

pomysłowy przylepił się do drzwi na wysokości

moich oczu. Dobrze, że klej nie pozostawia

śladów! Zamknięcie za sobą drzwi mieszkania też

nie załatwia sprawy, bo wysłannicy kandydatów nauczyli

się już pukać, dzwonić i wsuwać małe ulotki

przez szpary. Nawet mój pies przyniósł mi w zębach

jakiś folder. Nie próbowałam mu nawet go odebrać,

toteż podarł go na strzępy w rogu korytarza. A ja powoli

boję się już otworzyć lodówkę.

Kandydaci osiągnęli już chyba, w pewnym sensie,

swój cel. CHCĘ WYBORÓW! Naprawdę. I pójdę do

urny! Ale zejdźcie już z bilboardów, nie zasłaniajcie Kaponiery,

nie wchodźcie mi do skrzynki i pod wycieraczkę,

nie wpychajcie ulotek do kieszeni. Pójdę do wyborów, ale

dajcie mi wreszcie święty spokój.

ola

23


WYWIAD

Gazeta Studentów

„...JESTEŚMY TRUCI NA WIELKĄ SKALĘ...”

ROZMOWA Z JANEM A.P. KACZMARKIEM

Wśród wszystkich polskich kompozytorów muzyki filmowej

jest jeden, który budzi szczególne emocje. Jan A.P.

Kaczmarek kilkanaście lat temu wyemigrował do Ameryki,

gdzie zrobił wielką karierę i tym samym stał się idolem

wielu młodych mieszkańców naszego kraju. Zdobywając

Oscara za swoją muzykę do filmu „Marzyciel” pokazał, że

nawet pochodząc z małego kraju nad Wisłą, można osiągać

szczyty sławy daleko za oceanem. Miałem okazję niedawno

rozmawiać z panem Janem między innymi o jego ostatnich

projektach, sytuacji muzyki filmowej i inicjatywie,

jaką jest Instytut Rozbitek. Spotkanie to odbyło się w jednym

z niezwykle kameralnych poznańskich klubów – „Pod

Pretekstem”. Oto fragment tej rozmowy, który może zainteresować

studentów Akademii Medycznej...

Powella, Klausa Badelta. Czy w poszukiwaniach modelu

dla Instytutu inspirował się Pan właśnie przykładem

tej firmy Hansa Zimmera?

JK: Nie bardzo. Ja cenię Hansa, bo to jest przeuroczy

człowiek i zrobił wiele dobrego. Ale w jego koncepcji

jest pewna rzecz, której nie akceptuję. Oprócz

tych dobrych rzeczy, które Pan wymienił i tego, że rzeczywiście

paru kompozytorów naprawdę się wybiło w

obrębie jego grupy, to jednocześnie za dużo jest tam

elementów fabryki. To jest taki niebezpieczny kierunek,

który trochę przeczy ideałowi, w który ja wierzę,

a dokładniej temu, że osobista wolność i osobisty język

mają sens. Oni tam trochę za bardzo używają wspólnego

języka. Ja już nie chcę wchodzić w te kwestie, o

które Hans jest oskarżany,

bo to nie jest mój problem

i oceni to historia, czy to

on pisze, czy nie on... To

nie ma znaczenia w tej

chwili. Dla mnie znaczenie

ma to, że w tej ich twórczości

jest pewien element

fabryki. Oni robią za dużo

– nie można robić siedmiu,

dziesięciu, czy piętnastu

filmów w tym samym czasie.

W takiej sytuacji robi

się z tego czysty biznes,

który ma jakieś elementy

sztuki, ale bardziej jest to

dobry interes.

ŁW: Prawie 20 lat temu Hans Zimmer, który też

zaczął odnosić wtedy sukcesy w Stanach, założył firmę

Media Ventures. Ona także skupiała młodych i utalentowanych

kompozytorów w jednym miejscu, gdzie

mogli się od siebie uczyć i rozwijać swoje umiejętności.

Rezultatem tego jest to, że większość tych młodych

kompozytorów jest obecnie czołowymi twórcami muzyki

filmowej w Hollywood – wystarczy tutaj wspomnieć

chociażby Harry’ego Gregson-Williamsa, Johna

24

Łukasz Waligórski i Jan A.P. Kaczmarek

No i zdaje się, że Hans

Zimmer nie będzie promował

zdrowej żywności, a Pan zamierza

to robić?

Pewnie nie będzie, chyba że usłyszy, że ja to robię i

może też zacznie. Ja akurat wpadłem na taki pomysł,

żeby połączyć to z koncepcją Rozbitka. Chcę, żeby częścią

Instytutu był program zdrowej żywności. Życie to nie

jest tylko twórczość i sztuka, ale także inne bardzo ważne

rzeczy. Jedną z nich jest to, co jemy, zwłaszcza dzisiaj,

gdy jesteśmy truci na wielką skalę – nie tylko Polacy, ale

i cały świat. Jeżeli nie mamy świadomości tego, co jemy,

to i nasza twórczość na tym cierpi, bo prędzej czy później


Puls AM

zapłacimy za to cenę – my i nasze dzieci. Cała planeta zapłaci

cenę za to, że jemy truciznę. Chciałbym mieć też w

Rozbitku odnawialną energię elektryczną. To jest taki eksperyment,

który przekracza bramy czysto artystyczne, ale

wierzę, że dzięki temu, ktoś, kto przyjedzie do Rozbitka,

będzie czuł się dużo bardziej spełniony i kompletny. To nie

będzie tylko jeden wąski kierunek, jakim jest pisanie muzyki,

czy robienie filmów, tylko to będzie doświadczenie

znacznie szersze, otwierające oczy także na politykę – chcę

mieć debaty polityczne. Chciałbym, żeby to było miejsce,

które żyje intelektualnie i stymuluje do działania i do życia,

także przez kontakty z innymi ludźmi. Nie ma nic gorszego

prócz samotności, beznadziei i poczucia, że świat się wali.

Samotność jest zgubna i ja to odkryłem jako kompozytor.

To jest to nieszczęście naszego zawodu, że piszemy sami,

ale jednocześnie odkryłem też radość obcowania z innymi

i siłę tego, jak można pomóc samemu sobie, pomagając też

innym.

Czego Pan słucha na co dzień, jaka jest Pana ulubiona

muzyka filmowa, muzyka w ogóle?

Ja słucham prawie wszystkiego. Ponieważ mam czworo

dzieci w wieku 27, 24, 21 i 18 to one słuchają różnej

muzyki i ja siłą rzeczy wyłapuję to wszystko. W ogóle

cały świat jest pełen muzyki, nawet jak tutaj siedzimy, gra

nam muzyka, od której nie ma ucieczki. To jest dobre, bo

trudno sobie wyobrazić kompozytora, który jest zamknięty

na muzykę. Ona jest formą komunikacji, w której trzeba

mieć świadomość tego, do kogo się mówi i jak się mówi,

dlatego słucham prawie wszystkiego. Oczywiście mam

swoje ulubione rzeczy. Jeśli chodzi o klasykę, to zawsze

odpowiadam, że „Requiem” Mozarta to mój ulubiony

utwór. „Misja” Morriccone to z kolei mój ulubiony kawałek

muzyki filmowej. Lubię też dobry jazz, między innymi

Milesa Davisa, z rocka uwielbiałem Jimmy’ego Hendrixa,

Led Zeppelin i całą tę falę silnej muzyki lat 70, której nic

do tej pory nie przebiło. To, co się teraz dzieje, to jest taka

skromna kopia. Tak naprawdę w każdym gatunku muzyki

można znaleźć świetne rzeczy i nie jestem w stanie powiedzieć,

że czegoś nienawidzę. Są rzeczy, których nie lubię,

jak na przykład country. To jednak nie oznacza, że nigdy

nie odczuwam przyjemności słuchając jakiegoś utworu

country.

Czy w karierze kompozytora filmowego, który zazwyczaj

jest schowany za obrazem filmowym, istotne

jest wykreowanie własnego wizerunku? Pan na przykład

często ubiera się na biało.

Ja zawsze się ubierałem na biało. Czasami od tego

odchodzę, ale jakby Pan mnie znał przed emigracją, gdy

koncertowałem z Orkiestrą Ósmego Dnia, to zawsze ubierałem

się na biało. Właściwie tak, jak wyglądałem na scenie,

tak też wyglądałem w życiu codziennym. Generalnie

ja się dobrze czuję w białym kolorze, zresztą w czarnym

też. Można powiedzieć że na zimę ubieram się na czarno,

a na lato na biało i to jest jakiś tam mój image.

Ma Pan w zanadrzu jakieś nowe projekty filmowe

czy pozafilmowe? Zdaje się, że Adrian Lyne kręci teraz

swój nowy film...

Mam nadzieję, że zrobimy go razem. To jeszcze nie

jest potwierdzone, ale bardzo prawdopodobne. W sierpniu

wracam do Los Angeles i wtedy będziemy rozmawiać.

Marc Forster kręci też nowy film, który już niebawem zacznie.

To są takie stare związki i zobaczmy, co się wydarzy.

Mam też parę projektów pozafilmowych, a wśród nich

dwie swoje opery, które muszę kiedyś skończyć. Jedna z

nich jest czymś na pograniczu opery i musicalu.

Cały wywiad, jaki przeprowadziłem z Janem A.P.

Kaczmarkiem, można przeczytać na stronie internetowej

MuzykaFilmowa.pl.

Autor wywiadu: Łukasz Waligórski

Instytut Rozbitek

WYWIAD

Instytut Rozbitek został założony w 2004 roku

przez Jana A.P. Kaczmarka m.in. z inspiracji amerykańskim

Sundance Institute. Pomyślany jako miejsce

roboczych spotkań artystów filmu, muzyki i teatru, propagować

będzie ideę zachowania wolności ekspresji w

warunkach narzuconych przez współczesny skomercjalizowany

rynek artystyczny.

Rozbitek ma ambicje stać się forum działalności

edukacyjnej, organizując seminaria, warsztaty, konferencje,

prowadzone przez wybitnych praktyków światowego

kina, kompozycji i sztuk performatywnych.

Ma być też miejscem produkcji artystycznej, przestrzenią

powstawania i prezentowania filmów, koncertów,

spektakli, produkcji multimedialnych.

Instytut swoją nazwę zawdzięcza malowniczej

miejscowości w gminie Kwilcz, położonej 60 km na

zachód od Poznania. Znajduje się tam dziewiętnastowieczny

kompleks pałacowo-parkowy o powierzchni

33 ha, obecnie w trakcie renowacji. Działalność programowa

Instytutu, obejmująca warsztaty wzorowane

na metodzie Sundance, a także zajęcia w dziedzinie

opery i musicalu, realizowana będzie zarówno na terenie

zespołu pałacowego, jak i w Poznaniu.

25


OGŁOSZENIE

Gazeta Studentów

Doktor Miś Dzieciom

Serdecznie zapraszamy

wszystkich studentów, którzy

chcieliby przyłączyć się do naszej

akcji!!! Kontakt pod adresem:

i.krzysko@wp.pl (Iza),

ga1985@tlen.pl (Grzesiek).

„Doktor Miś Dzieciom” to przedsięwzięcie odbywające

się corocznie, począwszy od 2001 roku (przez pierwsze

4 lata pod hasłem „STN Dzieciom”), w okresie bezpośrednio

poprzedzającym święta Bożego Narodzenia. Wiele

chorych dzieci zmuszonych jest spędzać ten radosny czas

w wyjątkowo smutnych miejscach, jakimi są szpitale.

Często nawet mały gest jest w stanie wywołać uśmiech na

twarzy dziecka i umilić tak trudne dla niego chwile.

Co roku bardzo liczna grupa świętych mikołajów i ich

współpracowników w śnieżnobiałych fartuchach, przybranych

w czerwone czapki, stara się odwiedzić jak najwięcej

oddziałów dziecięcych, śpiewając kolędy i rozdając pluszowe

misiaki, które wywołują ogromne poruszenie i radość

wśród małych pacjentów. W roku ubiegłym udało nam się

obdarować ponad 400 dzieci z 5 poznańskich szpitali.

Przeprowadzone były liczne kwesty, sprzedaż słodyczy,

wypieków, z których cały dochód został przeznaczony

na zakup pluszaków. Z roku na rok obejmujemy swoją

akcją coraz większą liczbę szpitali, które wypełniają się

radością i atmosferą świąt.

W ramach akcji odbędzie się m.in. projekcja

filmów w kinie „Rialto”. A już 29 listopada w

klubie „Eskulap” odbędzie się wielka impreza

andrzejkowa. Dochód ze sprzedaży biletów

przeznaczony będzie, oczywiście, na zakup

pluszaków! Sprzedaż słodyczy odbędzie się 4 i 5

grudnia 2006 roku, a wizyta w szpitalach będzie

miała miejsce 19 grudnia 2006 roku.

Akcja organizowana przez Radę Uczelnianą Samorządu Studenckiego, Studenckie Towarzystwo Naukowe, „Młodą

Farmację”, Międzynarodowe Stowarzyszenie Studentów Medycyny, Chór AM, Gazetę Studentów „Puls AM” i inne.

26


Puls AM

KLUBY

Co w klubie piszczy?

Cz. XIV

O godzinie 2:00 czy 3:00 rano większość poznańskich

pubów jest już zamknięta, natomiast „Pod Minogą” nadal

tętni życiem. Lokal ten, mieszczący się na ulicy Nowowiejskiego

8, jest dobrze znany wśród studentów naszego

miasta. Na początku, z założenia, było to miejsce spotkań

aktorów i wszelkiej maści artystów; obecnie natomiast

„Pod Minogą” to komercyjny klubo-pub, w którym bawią

się tłumy młodych ludzi.

Lokal mieści się w starej kamienicy o niebanalnym

wystroju. Czuć tutaj klimat przedwojennych murów, pośród

których zainstalowano nowoczesne aranżacje „designerskie”.

Klub zajmuje dwie kondygnacje. Na parterze

znajdują się dwa bary oraz sporo stolików i kanap. Na piętrze

natomiast do wyboru mamy kilka pomieszczeń oraz

salę ze sceną, na której odbywają się koncerty. „Pod Minogą”

przez dłuższy czas nie zachwycała swoim wystrojem,

jednak poznańska konkurencja zmusiła w ostatnim czasie

właścicieli do podniesienia poziomu estetycznego miejsca,

dzięki czemu lokal nabrał nowych, lepszych barw.

Panująca tutaj atmosfera przywołuje bardziej skojarzenie

imprezy u znajomych, niż miejsca komercyjnej rozrywki,

dzięki czemu można się tutaj poczuć bardzo swobodnie.

„Scena pod Minogą”

Tak zwane lanserstwo i snobizm nie są tutaj znane. Należy

jednak dodać, że bardziej wymagający klubowicze mogliby

tutaj poczuć dyskomfort, bowiem, jak wiadomo, nie każdemu

odpowiada klimat tak zwanej imprezy studenckiej.

Scena klubu „Pod Minogą” gości wielu niekomercyjnych

artystów i wykonawców. Grane są tutaj koncerty na

żywo, gromadzące prawdziwe tłumy słuchaczy. Ponadto

cyklicznie odbywają się imprezy – w każdy wtorek od godziny

21:00 „Dżem session”, a w niedziele od 18:00 „Session

in Jungle”. Muzycznie klub oferuje cały wachlarz

przeróżnych brzmień: można tutaj usłyszeć zarówno rocka,

jak i house, flamenco, czy muzykę celtycką.

Wstęp do „Pod Minogą” jest darmowy, a ceny serwowanych

trunków są przystępne, z myślą o „studenckiej

kieszeni” (małe piwo 5 PLN, duże 6-7 PLN).

Słyszałem już bardzo różne opinie na temat klubu, nigdy

nie są one jednak obojętne. „Pod Minogą” przez jednych

jest kochane, a przez innych nienawidzone. Mimo iż

nie jest to miejsce, które dokładnie odpowiadałoby moim

gustom, to jednak polecam je ze względu na panujący tutaj

oryginalny i niepowtarzalny klimat oraz prawdziwie gorącą

atmosferę.

MM

Zdjęcia: D.K.

27


MUZYKA FILMOWA

Gazeta Studentów

„AN INCONVENIENT TRUTH”

...lekkie szarpanie cienkiej struny naszej świadomości...

Nasz świat ciągle się zmienia. Kiedy przypomnimy

sobie, jak wyglądał on niespełna tysiąc lat temu, trudno

wręcz uwierzyć w obecny stan naszej cywilizacji. Człowiek

przez wieki walki o przetrwanie doskonale podporządkował

sobie otoczenie. Niestety, w wielu przypadkach

było to związane z ingerencją w środowisko naturalne.

Wypalanie amazońskiej dżungli, stosowanie sztucznych

nawozów, próby jądrowe, emisja toksycznych oparów

do atmosfery przez coraz liczniejsze fabryki, bezpowrotnie

zmieniły naszą planetę. Mało kto zdaje sobie sprawę

z tego, że właśnie nadszedł czas, abyśmy ponieśli konsekwencje

tych zmian. Najpoważniejszą z nich jest, bez

wątpienia, globalne ocieplenie. Wiąże się ono z wieloma

niepokojącymi zjawiskami, które w ostatnich latach nękają

nasz świat. Jednym z najgłośniejszych, był, niewątpliwie,

huragan Kathrina, który nie tak dawno sprawił, że Nowy

Orlean praktycznie przestał istnieć.

O tym wszystkim i jeszcze wielu innych efektach

ludzkiej ingerencji w środowisko naturalne, opowiada

film „An Inconvenient Truth”. Jest to dokument, będący

28

zapisem kampanii Ala Gore’a, która

miała na celu uzmysłowić ludzkości,

jak istotnym problemem naszej

cywilizacji jest globalne ocieplenie.

Nazwisko Gore wielu osobom może

kojarzyć się z urzędem prezydenta

USA – jest to skojarzenie jak najbardziej

właściwe. Jak sam o sobie

żartobliwie mówi bohater filmu:

„kiedyś byłem następnym prezydentem

Stanów Zjednoczonych

Ameryki”. Al Gore w roku 2000

był rywalem George’a W. Busha w

wyborach na stanowisko prezydenta

właśnie tego kraju. Ostatecznie, po

dość kontrowersyjnym sądowym

rozstrzygnięciu, urząd ten objął

Bush, mimo że Gore zdobył większą

ilość głosów... W filmie „An

Inconvenient Truth” poruszana jest

kwestia tychże wyborów, jednak

to temat zagrożeń wynikających z

efektu cieplarnianego dominuje.

Można tutaj zobaczyć fragmenty

dość nietypowego wykładu prowadzonego

przez Gore’a, które przeplatane są urywkami z

jego życia. Miałem okazję obejrzeć ten film i przyznaję,

że przedstawiona w nim wizja naszego świata nieco mną

wstrząsnęła. Sam obraz pod względem technicznym na

pewno nie należy do arcydzieł, ale jego treść jest szokująca

i daje sporo do myślenia.

Autorem ścieżki dźwiękowej do tego filmu jest niejaki

Michael Brook. To postać praktycznie nieznana w

świecie muzyki filmowej, bo i przy niewielu filmach pracował.

Brook jest rozpoznawany przede wszystkim jako

producent muzyczny i świetny gitarzysta. Swego czasu

współpracował ze słynnym Brianem Eno, ale wydał także

kilka solowych płyt – wśród nich były również soundtracki.

Muzyka z filmu „An Inconvenient Truth” zdaje się bezbłędnie

definiować styl jej twórcy. Jak już wspomniałem,

Brook jest świetnym gitarzystą, który dużo eksperymentuje

z tym instrumentem, wydobywając z niego niezwykłe

dźwięki. Ta ścieżka dźwiękowa jest tego najlepszym przykładem.

W każdej kompozycji pojawia się gitara w naj-


Puls AM

różniejszych odsłonach. Raz jest to gitara klasyczna, raz

elektroniczna, a jeszcze innym razem jej dźwięk jest tak

bardzo przetworzony elektronicznie, że jedynie w bardzo

małym stopniu kojarzy się z tym instrumentem. Takie zabawy

z brzmieniem gitary bardzo kojarzą mi się ze ścieżką

dźwiękową Davida Holmesa z filmu „Protokół 46”. Tam

również podstawę instrumentalną całej muzyki stanowił

dźwięk gitary poddany najróżniejszym modyfikacjom.

Dzięki takiemu ograniczeniu środków wyrazu, muzyka

wydaje się bardzo prosta, ale jednocześnie zyskuje sporo

Michael Brook

metafizycznej głębi. Mnóstwo tutaj niedomówień i dźwięków

zawieszonych w powietrzu, które kreują nastrój pewnego

niepokoju.

Jest to muzyka niezwykle skromna, nie tylko pod

względem instrumentarium, ale też stylistyki. Michael

Brook świadomie zmierza w stronę minimalizmu i ambientu,

co nie jest zaskakujące w kontekście jego dawnej

współpracy z Brianem Eno. Przypomnę, że Eno jest ikoną

muzyki ambient, jako odrębnego gatunku, charakteryzującego

się oszczędnością środków i kreowaniem delikatnych

pejzaży dźwiękowych. Głównym założeniem

takiej muzyki jest kompletne wtapianie się w środowisko

i ostatecznie stanie się jego częścią. W rezultacie

ambient to muzyka, która, nie powinna być zauważalna,

ani zbytnio skupiać uwagi widza, świadomego jednak

MUZYKA FILMOWA

jej istnienia. Między innymi taka jest ścieżka dźwiękowa

Michaela Brooka z „An Inconvenient Truth”. Nie ma

tutaj żadnych tematów czy motywów, a jedynie rozległe

pejzaże zalewające słuchacza falą kojących dźwięków.

Taka muzyka doskonale spełnia swoją funkcję w filmie,

będąc swego rodzaju relaksującym przerywnikiem

pomiędzy kolejnymi częściami wykładu Ala Gore’a.

Pojawia się ona głównie w scenach przedstawiających

prywatne życie „byłego, następnego prezydenta USA”

oraz różne krajobrazy pokazujące piękno naszej planety.

Także emocje, które kreuje muzyka, są bardzo stonowane,

choć oczywiście zauważalne. Nie ma tutaj żadnych

patetycznych uniesień, czy skrajnie ponurych brzmień.

Całość delikatnie oscyluje między klimatem pewnego

skupienia, niepewności a bardziej pozytywnymi i poczciwymi

dźwiękami. Nadaje to całej muzyce niezwykłej

intymności. Podobne odczucia miałem słuchając

muzyki Asche & Spencer zarówno z „Monster’s Ball”

jak i „Stay”. Jeśli do tego dorzuci się jeszcze świetne

„Million Dollar Hotel”, czy nawet „Brokeback Mountain”,

to otrzymujemy pełen obraz charakteru muzyki

Michaela Brooka.

Czas więc na małe podsumowanie. Nie ukrywam, że

taki typ muzyki bardziej do mnie trafia, niż ryk stuosobowej

orkiestry i chóru. Muzyka Brooka ma niezwykłą prostotę,

która słuchaczowi daje wiele przestrzeni dla własnej

interpretacji. Nie ma tutaj przysłowiowego uderzenia

w grubą strunę, a raczej lekkie szarpanie cienkiej struny

naszej świadomości. To muzyka bardzo intymna, której

słucha się w skupieniu i samotności. W tej prostocie tkwi

siła muzyki Brooka, ale i jej słabość. Pobieżne przesłuchanie

płyty może doprowadzić słuchacza do stwierdzenia,

że jest to krążek bardzo monotonny i zwyczajnie słaby.

Brak tematów i zróżnicowania instrumentalnego będzie

to potwierdzał. Mimo to, całość ma w sobie coś, co wyróżnia

tę muzykę z tłumu bardzo podobnych, które obecnie

powstają. Trochę jej brakuje do wyżej wymienionych

dzieł Asche & Spencer czy „The Million Dollar Hotel”,

ale ciągle jest to muzyka warta polecenia. Za to sam film

koniecznie trzeba obejrzeć. Zawarta w nim (prawdziwa)

wizja przyszłości naszego świata jest co najmniej przerażająca.

Film pojawi się w Polsce na DVD pod koniec

listopada 2006...

Łukasz Waligórski

29


HUMOR

Gazeta Studentów

Witajcie! Przed nami dłuuuugie, ciemne wieczory.

Nie przeznaczajcie ich tylko na naukę. Odsyłam do kolejnego

akapitu.

Sex jest jak nokia (connecting people),

Sex jest jak Nike (just do it),

Sex jest jak Coca-Cola (enjoy!),

Sex jest jak Pepsi (ask for more),

Sex jest jak Samsung (everybody is invited),

Sex jest jak Peugeot (zaprojektowany, by cieszyć),

Sex jest jak TP SA (łączy nas coraz więcej),

Sex jest jak Philips (let’s make things better),

Sex jest jak Plus (zmieniamy świat na plus),

Sex jest jak Era (taaaak, taaaaakkk...),

Sex jest jak Jogobella (rozkosz extra dużego...),

Sex jest jak Prusakolep (kusi, wabi, neci),

Sex jest jak O.B. (O.K.),

Sex jest jak Redbull (dodaje skrzydeł),

Sex jest jak Milka (daj się skusić),

Sex jest jak Mars (krzepi),

Sex jest jak Snickers (na co czekasz?),

Sex jest jak guma Orbit (podnosi pH w ustach...),

Sex jest jak margaryna Kasia (pieczenie to tyle radości),

Sex jest jak BMW (radoć z jazdy),

Sex jest jak Chupa Chups (musisz je lizać!),

Sex jest jak kurs nurkowania jednego z szczecińskich klubów

nurkowych (wejdź głębiej).

***

Po przyjściu z pracy Franek poczuł, że boli go gardło.

W gazecie znalazł adres prywatnego gabinetu lekarskiego.

Wsiadł w autobus i niedługo potem stał przed drzwiami

gabinetu. Drzwi otwiera żona lekarza. Ponieważ Franka

boli gardło, cicho pyta:

- Proszę pani, czy jest mąż w domu?

- Męża nie ma, chodź pan szybko!

***

Lecą wariaci samolotem z doktorem. Nagle awaria jednego

silnika, wszyscy złapali się dla równowagi skrzydła.

Jeden z nich woła:

- Niech jeden z nas się puści to reszta przeżyje.

Na to doktor:

- Ja to zrobię!

I wszyscy wariaci zaczęli klaskać.

***

Dlaczego blondynki na wsi szyją mężom kalesony z folii?

- Bo pod folią szybciej rośnie.

30

Humor

***

Przychodzi blondynka do lekarza i mówi:

- Panie doktorze, nie wiem, co mi jest, jak tu się dotknę, to

mnie boli, tu jak się dotknę mnie, boli, tu mnie boli i tu też,

jak się dotknę, to mnie boli (i tak się babka podotykała w

różne miejsca).

Lekarz obadał, obejrzał i mówi:

- Wiem, co pani jest: ma pani ręce połamane...

***

Pewien facet się odchudzał i przyłazi do lekarza i mówi, że

jak chudnie, to mu skóra wisi. A lekarz na to:

- Pan naciągaj tę skórę i na czubku głowy związuj czarną

nitką, potem ta końcówka uschnie i odpadnie.

No i facet tak właśnie robił. Po tygodniu mówi do lekarza:

- Panie doktorze, pięknie jest, skórę mam gładką, ale wiesz

pan... Mam pępek na czole, co trochę mi przeszkadza, no i

po drugie zobacz pan, z czego ja mam krawat!

***

Przychodzi garbaty do lekarza, a lekarz mówi:

- Co się pan tak skrada??

***

Przychodzi baba z zezem do zezowatego doktora.

Lekarz mówi: „Proszę wchodzić pojedynczo.”

Baba odpowiada: „Ja nie do pana. Ja do tego drugiego.”

***

W środku nocy pielęgniarka w szpitalu budzi pacjenta.

- Co się stało? Pyta zaspany chory.

- Zapomniał pan wziąć tabletki na sen.

***

Dzwoni lekarz rodzinny do pacjenta:

- Wie Pan, po konsultacjach pańskich wyników badań mam

dla Pana dwie wiadomości, jedną dobrą, drugą złą. Od której

zacząć?

- Może od dobrej...

Na co lekarz:

- Zostało Panu 24 godziny życia.

- I to ma być dobra wiadomość? Przecież ja umieram, czy

Pan się nie pomylił? A jaka jest zła wiadomość?

Doktor:

- Miałem zadzwonić wczoraj.

***

Psychiatra mówi do pacjenta:

- Mam dla pana dwie wiadomości: dobrą i złą. Ta zła to, że

ma pan Alzheimera.

- A ta dobra?

- Zapomni pan o tym, zanim pan wróci do domu.


Puls AM

***

Stoją dwie blondynki przy windzie, jedna mówi:

- Zawołaj windę!

Blondynka woła - Winda, winda!!!

Druga blondynka mówi:

- Nie tak, przez guzik!

Blondynka łapie swój guzik od bluzki i mówi:

- Winda, winda!!!

***

Czemu blondynka cieszy się, że ułożyła układankę puzzle w

4 miesiące?

- Ponieważ na pudełku napisano: „Od 2 do 5 lat”!

***

Jak nazwać blondynkę w szkole wyższej?

- Gość.

***

Jak zginęła blondynka pijąca mleko?

- Krowa usiadła.

***

Tonącą w morzu piękną blondynkę uratował przechodzący

brzegiem mężczyzna.

- Dziękuję, uratował mi pan życie! Z wdzięczności spełnię

pana trzy życzenia.

- Mam tylko jedno, ale trzy razy...

***

Przychodzi blondynka do fryzjera i mówi:

- Proszę mnie ostrzyc, ale nie może mi pan ściągnąć walkmana,

bo umrę.

Fryzjer strzyże, ale w pewnym momencie trąca słuchawki,

które spadają.

Blondynka umiera. Fryzjer podnosi strącone słuchawki i słyszy:

- Wdech, wydech, wdech, wydech...

***

Blondynka pyta się na ulicy:

- Przepraszam, która jest godzina?

- Za piętnaście siódma - odpowiada zagadnięty mężczyzna. Na

to blondynka:

- Ja się nie pytam, która będzie za piętnaście minut, tylko która

jest teraz, baranie!!!

***

Blondynka dostała komórkowy telefon. Zabrała go, idąc na zakupy.

Stała akurat w warzywniaku, gdy zadzwonił. Odebrała:

- Och, cześć Zosiu! - ucieszyła się. - Skąd wiedziałaś, że jestem

w sklepie?

***

Dlaczego się malujesz?

- Żeby ładniej wyglądać.

- A kiedy to zacznie działać?

HUMOR

***

Jak umierają komórki mózgowe blondynki?

- Samotnie...

***

Właściciel sex-shopu musiał wyjść na chwilę, więc za ladą

zostawił młodego sprzedawcę. Po chwili wchodzi dziewczyna

i pyta:

- Ile kosztuje ten biały gumowy fiutek? Sprzedawca

mówi:

- 35$ za białego, 35$ za czarnego.

- Hmm... poproszę czarnego, jeszcze nigdy nie miałam

czarnego - mówi dziewczyna, płaci i wychodzi. Po pewnym

czasie wchodzi Murzynka i pyta:

- Ile kosztuje ten fiutek?

- 35$ za czarnego, 35$ za białego - mówi sprzedawca.

- Hmm... poproszę białego, jeszcze nigdy nie miałam białego

- mówi Murzynka, płaci i wychodzi. Po chwili wchodzi

blondynka i mówi:

- Po ile są u pana gumowe fiutki?

- 35$ za białego lub czarnego - mówi sprzedawca.

- Hmm... a ten w paski stojący za ladą? - pyta blondynka.

- Ten?... no... to jest bardzo specjalny model, kosztujący

180$ - odpowiada sprzedawca.

- Poproszę! - mówi zdecydowanym głosem blondynka,

płaci i wychodzi. Po chwili do sklepu powraca właściciel

i pyta:

- No i jak panu poszło?

- Wyśmienicie! - odpowiada sprzedawca - sprzedałem

jednego czarnego, jednego białego i sprzedałem pański

termos za 180$!!!

***

Przed automatem z wodą sodową stoi blondynka. Wrzuca

monetę, czeka aż szklanka napełni się wodą, wypija,

wrzuca monetę i tak bez końca.

Ludzie stojący za nią w kolejce niecierpliwią się.

- Niech się pani pośpieszy!

- Nie ma głupich, ja cały czas wygrywam!

***

Dlaczego blondynka spuszcza oczy, gdy chłopak mówi, że

ją kocha?

- Żeby zobaczyć, czy to prawda.

***

Do pracy przyjmują nowego pracownika.

- Jak długo był pan w poprzednim zakładzie?

- Trzy lata.

- Opuścił go pan wskutek wypowiedzenia?

- Nie, dzięki amnestii!

tkuszczak@wp.pl

31


KRZYŻÓWKA

Gazeta Studentów

Krzyżówka

z Wydawnictwem Lekarskim PZWL

Rozwiązanie:

Imię i nazwisko…….....................................................................................………………………..

Tel./e-mail:..........................................................................................................................................

Zgadzam się na wykorzystanie moich danych osobowych przez Redakcję „Pulsu AM”, zastrzegając sobie prawo do ich

sprawdzania i poprawiania. Podpis...............................................................................

32

Wybieram książkę:

............................................


Puls AM

KRZYŻÓWKA

Poziomo :

Pionowo :

1. pracownik biblioteki

5. thriller

7. tajne w archiwum

11. domek Eskimosa

12. płaci za telefon

13. mieszkaniec Grudziądza

14. przewożenie towarów

1. psi dom

2. kontrolerka

3. budynek dla owiec

4. stan zapamiętania w gniewie

6. tachometr

7. adorator

8. mianownictwo, nazewnictwo.

9. odkurzacz

10. kometka.

UWAGA!!!

W tym miesiącu do wygrania kolejne książki z Wydawnictwa Lekarskiego PZWL! Jest

o co walczyć :)

Hasło poznacie układając litery od 1 do 12. Rozwiązanie krzyżówki można dostarczyć

do Redakcji (dyżur w poniedziałki 18.00 - 20.00), zostawić w portierni w „Eskulapie”

lub przesłać sms-em z hasłem i swoimi danymi pod numer: 667 108 055.

Czekamy do 4 grudnia!

Prosimy podać z rozwiązaniem tytuł książki, która Was interesuje. Wasze zgłoszenie

będzie wtedy brało udział w losowaniu tylko tej książki. Ponadto, jeśli nagroda nie zostanie

odebrana w ciągu dwóch miesięcy od dnia powiadomienia, przepada i przechodzi na

kolejne konkursy.

UWAGA!

JEDNA OSOBA - JEDNO ZGŁOSZENIE!!!

WIĘKSZA ILOŚĆ ZGŁOSZEŃ NIE ZWIĘKSZA SZANSY NA WYGRANĄ!

Zwycięzcami konkursu z poprzedniego numeru są: Szymon Spruciński („Choroby zakaźne

i pasożytnicze” – Zdzisława Dziubka), Magdalena Skwarek („Lingua Latina ad

usum medicinae studentium” – pod redakcją Sabiny Filipczak-Nowicka).

Gratulujemy!!!

Podręcznik pierwszej pomocy

M. Buchfelder, A. Buchfelder

Tłumaczenie z niemieckiego Ludwik Garmada

Wydanie IV, 304 strony, 91 ilustracji, oprawa broszurowa, format 145x205 mm

Na miejscu wypadku często pierwsze minuty decydują o życiu poszkodowanego. W książce omówiono

zasady udzielania pomocy, uwzględniając wszystkie podstawowe zagadnienia niezbędne

do wykonywania prawidłowych czynności przed przybyciem lekarza. Ze względu na przejrzystą

formę oraz czytelny sposób przedstawienia informacji jest przydatna nie tylko dla uczniów szkół

medycznych, lecz także może zainteresować szeroki krąg czytelników. Każdy z nas może być

osobą poszkodowaną lub też przyczynić się do uratowania życia innego człowieka.

33


KRZYŻÓWKA

Gazeta Studentów

Kinezyterapia

Kazimiera Milanowska

Wydanie VI, 272 strony, 167 ilustracji, format 145x205 mm, oprawa broszurowa

Jest to kolejne wydanie podręcznika obejmującego całość zagadnień związanych z

leczeniem ruchem.

Podręcznik jest przeznaczony dla studentów wydziałów fizjoterapii akademii wychowania

fizycznego i akademii medycznych, wydziałów fizjoterapii i terapii zajęciowej

publicznych i niepublicznych wyższych szkół medycznych i wyższych szkół pedagogicznych

oraz dla magistrów rehabilitacji ruchowej i lekarzy specjalizujących się w

rehabilitacji. Uwzględnia w nim: podstawy teoretyczne i metodyczne kinezyterapii,

zasady prowadzenia ćwiczeń leczniczych, najnowsze metody ćwiczeń leczniczych

stosowane w dysfunkcjach różnych układów organizmu.

34

Biotechnologia farmaceutyczna

R. H. Müller (red.), Olivier Kayser (red.)

Tłumaczenie z niemieckiego Katarzyna Kiec-Kononowicz, Tadeusz Kononowicz

Wydanie I, 416 stron, 82 ilustracje, 29 tabel, oprawa twarda, format 165x235 mm

Bez wątpienia biotechnologia należy do najbardziej dynamicznie rozwijających się

dziedzin nauki. Do tej pory dopuszczono do obroty kilkadziesiąt leków zawierających

substancje czynne uzyskane metodami technologii genowej. Nie sposób też wyobrazić

sobie poszukiwania i wytwarzania nowych substancji leczniczych bez stosowania metod

biologii molekularnej.

Wybitni specjaliści – naukowcy i praktycy – przedstawili w tej książce:

zasady formułowania leków wytwarzanych metodami biotechnologicznymi

metody biologii molekularnej wykorzystywane do otrzymywania nowych substancji

leczniczych, terapię genową somatyczną i mitochondrialną, problemy społecznej akceptacji stosowania biotechnologii

farmaceutycznej. Książka umożliwia farmaceutom, biologom, biotechnologom i technologom procesów farmaceutycznych

zapoznanie się z najnowszymi osiągnięciami w zakresie biotechnologii farmaceutycznej.

Dołącz do nas!!!

Przyjdź do nas!!!

Czekamy na wszystkich kreatywnych i

pomysłowych studentów z naszej Uczelni,

którzy tryskają energią i zapałem! Chcesz

pisać, rysować, pomagać w organizacji

pracy Redakcji, redagować stronę

internetową?

Zebrania mamy w każdy

poniedziałek w godz. 18:00-20:00

w siedzibie Redakcji, DS. ,,Eskulap”,

pok. nr 3 (koło Administracji,

na parterze).

More magazines by this user
Similar magazines