Nr 107/2008 - Tuchów

tuchow.pl

Nr 107/2008 - Tuchów

xmm

Rok XIX Nr 4/107

ISSN 1234-66^0

Pismo Towarzystwa Miłośników Tuchowa

slerpień-wrzesień-pażdzlernik 2008 r

cena 4,00 zl

4 K

r . j^»

^

' s'' -O- c' •

V • V ^

O i i

* » ^ J I

> ^

A " •

* V

r

i


V

1 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

Rada Miejska informuje...

XXI sesja - 25.06.2008 r.

W sesji uczestniczyli: przedstawiciel Małopolskiego

Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Krakowie oraz

przedstawiciel Inspektoratu Rejonowego w Tarnowie,

zaproszeni w związku z interpelacją, dotyczącą regulacji

potoków. Radni wysłuchali wyjaśnień dotyczących urządzeń

melioracji i zasad ich funkcjonowania. Dowiedzieli się, że

w sytuacji, gdy urządzenia faktycznie nie działają i nie ma

możliwości przywrócenia ich do sprawności technicznej,

powinni złożyć zbiorowy wniosek o ich wyłączenie z załączeniem

wypisów z rejestru gruntów każdego właściciela

działek.

Informację na temat współpracy międzynarodowej gminy

Tuchów przedstawił Janusz Kowalski - dyrektor Domu

Kultury, który omówił również temat „Akcja Lato".

Podjęto uchwały:

- w sprawie przystąpienia gminy do Stowarzyszenia Lokalna

Grupa Działania „Pogórzańskie Stowarzyszenie

Rozwoju" z siedzibą w Tuchowie;

- w sprawie zmian w budżecie gminy z powodu potrzeby

uzupełnienia Wieloletniego Planu Inwestycyjnego,

który jest wymagany w związku z przygotowywanym

wnioskiem do Funduszu Spójności, zawierającym dane

na lata 2009 - 2013;

- w sprawie wyznaczenia miejsc wydobywania żwiru

w ramach powszechnego korzystania z wód.

XXII sesja - 16.07.2008 r.

Sesję zwołano w związku z potrzebą podjęcia uchwały

w sprawie zaciągnięcia kredytu długoterminowego na

prace dodatkowe, związane z termomodernizacją budynku

Szkoły Podstawowej w Lowczowie, ponieważ poprzedni

audyt nie uwzględnił takich prac, jak np. wykonanie izolacji

w piwnicach. Przy tym kredycie można skorzystać z premii

termomodernizacyjnej.

XXIII sesja - 27.08.2008 r.

Rada:

- dokonała zmian dotyczących zasad nabywania, zbywania

i obciążania nieruchomości gminnych oraz ich wydzierżawiania

lub najmu na okres dłuższy niż 3 lata;

- wyraziła zgodę na zawarcie umowy najmu na lokal

użytkowy oraz zgodę na dwie umowy dzierżawy nieruchomości;

- ustaliła zasady i tryb umarzania, rozkładania na raty

należności pieniężnych gminy Tuchów oraz jej jednostek

organizacyjnych, do których nie stosuje się przepisów

ustawy „Ordynacja podatkowa";

- wyraziła zgodę na objęcie dodatkowych udziałów w Spółce

Komunalnej „Dorzecze Białej" Sp. z o.o.;

- udzieliła poręczenia zabezpieczenia spłaty zaciągniętej

przez Spółkę Komunalną „Dorzecze Białej" Sp. z o.o.

pożyczki w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska

i Gospodarki Wodnej w Krakowie;

- zatwierdziła Studium Wykonalności dla projektu inwestycyjnego

pn. „Uporządkowanie gospodarki wodno-ściekowej

zlewni rzeki Biała" w ramach programu „Czysty

Dunajec", zgłoszonego do Funduszu Spójności;

- dokonała zmian w budżecie gminy.

W związku z zaproszeniem na sesję ucznia Kamila Zająca

przewodniczący Rady Miejskiej Ryszard Wrona przedstawił

go, informując, że jako uczeń Szkoły Podstawowej

im. Stanisława Staszica w Tuchowie osiągnął następujące

sukcesy:

- w tegorocznej IX edycji Ogólnopolskiego Konkursu

Historycznego „Krąg" zajął I miejsce w Polsce w kategorii

testu. Rywalizacja w konkursie była duża - 2600

szkół z całego kraju i 23000 uczestników. Ideą konkursu

jest pogłębienie u młodzieży zainteresowania „małą

ojczyzną", jej historią i tradycją, a jednocześnie propagowaniem

polskich tradycji, obrzędów i zabytków jako

wartości ponadnarodowych. Konkurs organizowany

jest przy współpracy z Wydziałem Nauk Historycznych

i Społecznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego

w Warszawie, Stowarzyszeniem Upowszechniania

Wiedzy i Kultury Regionalnej oraz Muzeum

Niepodległości w Warszawie. 7 maja Kamil wziął udział

w uroczystym podsumowaniu konkursu w Warszawie

w Belwederze, gdzie odebrał nominację na wycieczkę

do Wiednia i Wenecji. Kamil osiągnął wysokie lokaty

również w innych konkursach historycznych, są to:

- I miejsce w Międzypowiatowym Konkursie Wiedzy

o Józefie Piłsudskim,

- II miejsce w Ogólnopolskim Konkursie: Zycie i dzieło

Św. Józefa Kalasancjusza,

- I miejsce w VIII edycji Ogólnopolskiego Konkursu Historycznego

„Krąg" - kategoria testu.

Jest też:

- finalistą Ogólnopolskiego Konkursu Historycznego „Losy

żołnierza i dzieje oręża polskiego w latach 1768-1864. Od

Konfederacji Barskiej do Powstania Styczniowego",

- finalistą Międzypowiatowego Konkursu Historycznego

„Losy żołnierza i dzieje oręża polskiego w latach 1882-

-1922. O niepodległość i granice Rzeczypospolitej".

Za swe osiągnięcia Kamil Zając został uhonorowany

listem gratulacyjnym oraz upominkiem od burmistrza

i Rady Miejskiej.


2 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

Przewodniczący Rady i burmistrz przekazali gratulacje

również rodzicom ucznia i p. Małgorzacie Buczyńskiej

- nauczycielce historii, która przygotowywała ucznia do

konkursów.

XXIV sesja - 24.09.2008 r.

Informację o działalności tuchowskiej filii Powiatowej

Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Tarnowie przedstawiła

jej kierowniczka Jolanta Dziuban.

Placówka istnieje od 1991 roku, jest filią Poradni Powiatowej

w Tarnowie. Usługi świadczy nieodpłatnie. Działa

na mocy ustawy O systemie oświaty i Karty nauczyciela.

Obejmuje swym działaniem 6 gmin: Tuchów, Ciężkowice,

Gromnik, Rzepiennik Strzyżewski, Szerzyny i część Ryglic.

Pracuje w niej 2 pedagogów, 3 psychologów i 2 logopedów.

Ma na celu pomoc dzieciom, młodzieży, rodzicom

i nauczycielom potrzebującym wsparcia. Swoje zadania

realizuje poprzez:

- badania diagnostyczne: pedagogiczne, psychologiczne

i logopedyczne;

- doradztwo psychologiczne, pedagogiczne i logopedyczne

dla młodzieży, rodziców i nauczycieli;

- specjalistyczną diagnozę kierunku kształcenia i wyboru

zawodu;

- realizację programów terapeutyczno-edukacyjnych,

zajęcia warsztatowe dla dzieci i młodzieży;

- zajęcia informacyjno - warsztatowe dla nauczycieli

i rodziców;

- indywidualną terapię logopedyczną, pedagogiczną, psychologiczną;

- zajęcia z nauczycielami - udział w posiedzeniach rad

pedagogicznych.

Poradnia wydaje opinie na miejscu, natomiast orzeczenia

wydaje Zespół Orzekający, który obraduje w Tarnowie.

Orzeczenia są wydawane m.in. na wniosek rodziców; są

to najczęściej orzeczenia o potrzebie nauczania indywidualnego.

Są one wydawane na podstawie zaświadczenia

lekarza specjalisty, który opiekuje się dzieckiem. Mogą

być orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego, opinie

o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju dziecka od

momentu wykrycia niepełnosprawności.

W Poradni prowadzone są też takie zadania, jak: trening

twórczości dla dzieci wybitnie zdolnych - są zajęcia cykliczne

w okresie ferii zimowych, w ciągu jednego tygodnia trwają

zajęcia warsztatowe. Prowadzone są punkty konsultacyjne

w miejscowościach, które są oddalone od Tuchowa, trwa

współpraca ze Stowarzyszeniem Osób Niepełnosprawnych

„Nadzieja" - dla tych dzieci są realizowane programy edukacyjno-profilaktyczne.

Poradnia realizuje inne zadania, jak: zimowiska terapeutyczne;

w zajęciach biorą udział dzieci przede wszystkim

z gminy Tuchów, u których zdiagnozowano trudności

w czytaniu i pisaniu. Są organizowane gry i zabawy indywidualne

i grupowe oraz konkursy. Dzieci mają zapewnione

drugie śniadanie, w tym celu poszukuje się sponsorów,

którzy finansują posiłki i materiały do zajęć. Oprócz tego

są prowadzone zajęcia w Przedszkolu Publicznym w Tuchowie,

gdzie logopeda prowadzi indywidualne i grupowe

zajęcia z dziećmi. Są też zajęcia dla rodziców i wychowawców

w celu doskonalenia kompetencji wychowawczych.

Poradnia współpracuje z lokalną prasą, radiem i telewizją.

Organizuje wiele spotkań z rodzicami w szkołach, odpowiadając

na zapotrzebowanie.

Witold Styrkowiec dokonał podsumowania sezonu rozgrywkowego

2007/2008 drużyn piłkarskich gminy Tuchów,

informując o wynikach sportowych osiąganych przez 6

klubów piłki nożnej i 1 klub siatkarski.

Przewodniczący Rady oraz burmistrz dziękowali prezesom

klubów sportowych za pracę społeczną na rzecz klubów

oraz wręczyli im listy gratulacyjne o treści:

W imieniu własnym o^az całej społeczności sportowej

gminy Tuchów składamy serdeczne podziękowanie za pracę

na rzecz rozwoju sportu w swojej miejscowości.

Wyrazy uznania za wysiłek, wytrwałość i zaangażowanie,

dzięki któremu mieszkańcy mogą uczestniczyć w rywalizacji

sportowej zarówno w rołi kibiców, jak i zawodników.

Gratułując, życzymy Panu zadowolenia z działalności

społecznej oraz szczęścia w życiu osobistym, a Pańskiej

drużynie osiągania wielu sukcesów sportowych.

Listy otrzymali:

Teofil Duran - prezes LKS Burzyn

Kazimierz Gawryał - prezes LKKS Karwodrza

Wojciech Jurek - prezes LKS ALFA Siedliska

Zbigniew Jurek - prezes FAN SOKÓŁ Tuchów

Gerard Kwiek - prezes MKS TUCHOYIA Tuchów

Jan Lempa - prezes LKS BIAŁA Lubaszowa

Tadeusz Sobyra - prezes LKS HURAGAN Buchcice

Przewodniczący Rady Miejskiej

mgr Ryszard Wrona

> 15 sierpnia w tuchowskiej gminie odbyły się dożynki w: Burzynie, Dąbrówce Tuchowskiej, Siedliskach

i Lubaszowej. Dożynkowe świętowanie poprzedzały msze św. i poświęcenie wieńców

dożynkowych. Prezentowano wieńce dożynkowe, dzielono się chlebem z tegorocznego zboża,

wystąpiły zespoły oraz kapele ludowe, odbyły się konkursy i loterie, a na zakończenie wieczorne

zabawy taneczne. Prezentowane wieńce:

w Burzynie w Dąbrówce Tuchowskiej w Lubaszowej w Siedliskach


4 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

Kapela „Pogórzanie" z Jastrzębiej wystąpiła w Burzynie i Siedliskach

> Od 18 do 21 sierpnia delegacja z Tuchowa uczestniczyła w obchodach

Narodowego Święta Węgier w partnerskim mieście

Martfu. Podczas uroczystości zaprezentowała się grupa muzyczna

pod kierunkiem Bogdana Stefana, artysta malarz - Zbigniew

Sobyra z Tuchowa, rzeźbiarz ludowy z Jodłówki Tuchowskiej

-Andrzej Janusz. Odbyła się prezentacja rękodzieła artystycznego

grupy z Szerzyn oraz degustacja tuchowskiej kiełbasy.

Degustacja tuchowskiej kiełbasy

i wyrobów pszczelich

> 23 sierpnia odbył się drugi festyn wsi Zabłędza połączony

z dożynkami.

Koncertują muzycy z Tuchowa

: Dzieci zaprezentowały się w tańcach


4 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

> 24 sierpnia odbyły się w Tuchowie GMINNE DOŻYNKI. Jak

co roku, święto plonów zainaugurowano koncelebrowaną

mszą Św. w parafii NNMP w Tuchowie, której przewodniczył

ks. dziekan Zbigniew Pietruszka. Po uroczystej mszy korowód

dożynkowy przeszedł do amfiteatru. Tutaj odbył się ceremoniał

dożynkowy Starostowie dożynek: Teresa Kloch z Burzyna

i Jan Bołozz Piotrkowic wręczyli bochen chleba burmistrzowi

Tuchowa - Mariuszowi Rysiowi, po czym dzielono się nim.

Następnie odbyła się prezentacja i ośpiewanie wieńców

dożynkowych. Uroczystość uświetniła Sanktuaryjna Orkiestra

Dęta. Po przerwie wystąpiły zespoły muzyczno-taneczne.

Gwiazdą wieczoru był koncert zespołu „Zbójnicy" - górali

ze Szczyrku. Imprezie dożynkowej towarzyszyły kiermasze,

wystawy, zabawy dla dzieci. Były stoiska z napojami, kiełbasą

i potrawami z kuchni polowej. Święto plonów zakończyło się

biesiadą taneczną.

^D2MY UCZNIAMI CHRY^

Dożynki rozpoczęto mszą Św.

Korowód

dożynkowy

Ośpiewanie wieńca

Zaproszeni goście

Ceremoniał

dożynkowy:

wręczenie

chleba

gospodarzowi

Zespól „Zbójnicy

> 1 września w Tuchowie odbyła się uroczystość związana z 69

rocznicą napaści Niemiec hitlerowskich i stalinowskiej Rosji

na Polskę. Rozpoczęto ją mszą św. w kościele parafialnym pw.

Św. Jakuba Ap. w Tuchowie

z udziałem

pocztów sztandarowych.

Po mszy Św.

nastąpił przemarsz

pod POMNIK OFIAR

II WOJNY ŚWIATO-

WEJ. W tym miejscu

była wspólna

modlitwa w intencji

ofiar i poległych

w czasie ostatniej

wojny. Odczytany

został apel pole-

1 września odprawiono

mszę Św.


5 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

głych, a poszczególne delegacje złożyły wiązanki kwiatów.

Na zakończenie recytatorzy z DK zaprezentował i krótki montaż

poetycki.

/ y

Recytatorzy z DK

Delegacja samorządu składa kwiaty

> 6 września burmistrz Tuchowa oraz dyrektor Zespołu Szkół

zaprosili na Gminną Inaugurację Roku Szkolnego 2008/2009,

która odbyła się w Zespole Szkół im. St. Staszica w Tuchowie.

Dyrektor ZS - Józef Wzorek

przecina wstęgę

Poświęcenie szkoły przez

ks. dziekana

Burmistrz Tuchowa rozpoczął uroczystość

Pokaz tańca towarzyskiego


6 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

> 7 września w sali klubu w Kielanowicach

odbyło się spotkanie z Aleksandrem

Kowalikiem, autorem książki

„Historia Kielanowic".

> Od 12 do 14 września przedstawiciele

tuchowskiej gminy gościli w Mikulovie

w Czechach, uczestnicząc w obchodach

święta tego miasta. Także w święcie

winobrania.

> Rada sołecka w Trzemesnej, rada parafialna

oraz Dom Kultury w Tuchowie

zaprosili na uroczystości dożynkowe, które odbyły się 14

września. Rozpoczęto je mszą św. w kościele pw. NMP Częstochowskiej

z udziałem Sanktuaryjnego Chóru Mieszanego.

Prezentowany był wieniec dożynkowy, dzielono się chlebem

z nowego zboża. Wystąpiły dzieci z miejscowej szkoły i „Tuchowiaczki"

z DK w Tuchowie. Nastąpiło również otwarcie

boiska sportowego przy Szkole Podstawowej w Trzemesnej.

> 21 września odbył się w Jodłówce Tuchowskiej FESTYN GRZY-

BIARSKI. Podczas festynu zorganizowany został konkurs na

największego grzyba i na największą ilość zebranych grzybów

w lasach jodłowskich. Największą ilość grzybów uzbierał Damian

Mróz. On też zajął I miejsce w konkursie na największego

grzyba. II miejsce przypadło Bogdanowi Arwajowi, a III - Aleksandrze

Osice. Podczas imprezy wystąpiły dzieci i młodzież

z miejscowej szkoły

podstawowej i gimnazjum,

przedstawiając

programy artystyczne.

Była także loteria fantowa

i konkursy. Festyn

Wiceburmistrz Tuchowa - Kazimierz

wita wszystkich zebranych

Kurczab

Dzieci zaprezentowały się

w programach artystycznych

Przecięcie wstęgi - otwarcie

boiska sportowego

Sołtys Jodłówki Tuchowskiej odczytuje werdykt jury


Laureaci otrzymali nagrody i dyplomy

zakończył się zabawą

taneczną.

Organizatorami

tej imprezy byli:

rada sołecka, rada

rodziców, grono

pedagogiczne,

OSP w Jodłówce

Tuchowskiej oraz

tuchowski Dom

Kultury

7 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

> 26 września odbył się, zorganizowany przez Towarzystwo

Miłośników Tuchowa i Terenowe Koło PTTK nr 76, I Rajd im.

T. Wantucha szlakiem „Wokół Tuchowa". Wędrówki drużyn

uczestniczących w rajdzie kończyły się w Lesie Tuchowskim.

W tym miejscu odbyły się m.in. konkursy: piosenki turystycznej,

konkurs na rymowanki na temat rajdu, szlaku, Tuchowa

i gminy, konkursy-niespodzianki na temat znajomości atrakcji

na szlaku „Wokół Tuchowa". Rozdano znaczki oraz wręczono

dyplomy i nagrody. Uczestnicy rajdu mieli możliwość zaczerpnięcia

informacji o projekcie „Na szlaku «Wokół Tuchowa»

odkryj, co się w regionie chowa" realizowanego w ramach VI

edycji projektu „Działaj Lokalnie".

Opr. A.

Jagoda

Tegorocznemu Spotkaniu Miast Bliźniaczych przyświecało

hasło: „Europejska etiuda - pomiędzy fortepianem

a wierszem i obrazem a rzeźbą". Spotkanie trwało

dwa dni (26 i 27 łipca). W sobotnie przedpołudnie w Dworku

I.J. Paderewskiego w Kąśnej Dołnej odbył się koncert pianistyczny.

Po południu w tuchowskim amfiteatrze spotkały się

zespoły z Detvy, Martfu i Tuchowa. Drugi dzień spotkania

rozpoczęto budowaniem pieca węgierskiego. Współny koncert

twórców i zespołów z miast partnerskich odbył się w tuchowskim

amfiteatrze. „Powiało" poezją, muzyką i tańcem.

Zaprezentowali się zagraniczni i tuchowscy artyści: pianiści,

poeci, recytatorzy, wokaliści, zespoły wokalno-muzyczne

oraz grupy i pary taneczne. Mocniejszym brzmieniem wykazały

się orkiestry dęte z Detvy i Tuchowa. W zbliżonym

klimacie koncertował zespół „Wolna Grupa Bukowina"

- jako gwiazda wieczoru. W bieżącym roku cały program

i jego forma były inne niż w czasie poprzednich spotkań

miast partnerskich. Odmienny charakter imprezy przyciągnął

jednak licznie zgromadzoną publiczność. Podczas

imprezy odbył się konkurs przygotowany przez redakcję

„Dziennika Polskiego". Główną nagrodą był rower górski.

Trafił on do rąk jednej z mieszkanek węgierskiego Martfu,

która gościła w Tuchowie. Europejska etiuda zakończyła się

muzyczną biesiadą taneczną. Projekt współfinansowany

był przez Urząd Wojewódzki i Komisję Europejską w Brukseli.

Kolejne spotkanie międzynarodowe ukazało dorobek

kulturalny, godny podziwu. Myślę, że na trwale zostanie

zapisane i udokumentowane, także w formie fotograficznej.

Spójrzmy więc na niektóre ze zdjęć.

Andrzej

Jagoda

Burmistrz Tuchowa wita zagranicznych gości

Burmistrz Tuchowa podczas inauguracji „Europejskiej etiudy..."

Pianisa w Dworku Paderewskiego w Kąsnej Dolnej

Rozpalanie pieca węgierskiego

Budowanie pieca

węgierskiego


8 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

Pianiści:

Julia Vaclavikowa Elena Spodniakowa Barbara Gladysz Paweł Harańczyk Andrzej Jagoda

(Detva) (Detm)

(Detva) w poezji poezii śpiewanej spiewanei

Recytatorzy:

Poeci:

L

Gonda Zsuzsa

(Marß)

recytuje wiersz

Andrej Trnka (Detva) Weronika Dominik Lewicki Gonda Zsuzsa Joanna Bąk

Jerzykowska

(Marfii)

Anna Wańtuch

Andrzej Jagoda

Zespól taneczny z Marfii

Zespoły:

„Wolna Grupa

Bukowina"

Zespól dziecięcy (Tuchów) Orkiestra Dęta z Detvy Sanktuaryjna Orkiestra Dęta


10 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

Świątynia Pana

Na 25-lecie kościoła w Siedliskach Tuchowskich

JL

25 lat temu konsekrowano kościół parafialny w Siedliskach.

Srebrny jubileusz tej uroczystości jest okazją,

aby zastanowić się nad miejscem i rolą świątyni w naszym

życiu. Nieodzownym w tej sytuacji staje się pytanie: czym

jest dla nas kościół jako świątynia? Odpowiedź jest prosta:

To przybytek przymierza Boga z ludźmi i szczególna „Arka

Przymierza", obejmująca to, co najpiękniejsze, najważniejsze

i najświętsze w religii i w pobożności, wreszcie bezsprzecznie

jest to miejsce spotkania wiernych, którzy przychodzą tutaj

dla wykonywania kultu publicznego, a przez takie rozumienie

- jak dla Narodu Wybranego kiedyś, dzisiaj dla naszych

katolików - świątynia jest dumą naszej potęgi, radością

naszych oczu i tęsknotą naszych serc (Ez 24,21). Tym bardziej,

dodajmy, gdy na tę świątynię czekało się, przeżywając

zmagania, napięcia, rozczarowania, wyzwania, związane

z niełatwym czasem, przez który trzeba było przejść.

Droga doprowadziła aż dotąd, gdzie stanęliśmy wobec

dokonanego dzieła. Można powiedzieć: dziś jesteśmy w samym

centrum wspaniałego pomnika determinacji, samozaparcia,

ofiarności ks. proboszcza Stanisława Augustyna,

siedliskich parafian, wielu bliskich nam i przyjaznych osób

oraz zastępu ludzi dobrej woli z daleka, z bliska (znanych

i nieznanych). Po drodze od prostej,

drewnianej kaplicy, którą w czasie

wojny strawił pożar, poprzez prowizoryczny

kościółek, przystosowany do

potrzeb liturgicznych z domu parafialnego,

wchodzimy do świątyni „z prawdziwego

zdarzenia", godnej starań,

wysiłków i ambicji chyba wszystkich

siedliszczan. Ale to jest dopiero kościół

w swym wyglądzie. Jego istotą

i charakterem jest to, co z nim czynią

ludzie i czemu on służy.

Sięgnijmy więc do liturgii. W Godzinie

Czytań na poświęcenie kościoła modlitwa brzmi:

Miejsce to przecież zwane jest mieszkaniem

Króla bez granic i bramą Ojczyzny,

Która otwiera swe podwoje wszystkim

Spragnionym nieba.

Tutaj przychodzi rzesza Twych wyznawców,

Tu sakramentów udziela się hojnie.

Tu chrześcijanie żywią się darami

Wiecznego życia

(...)

O takim „funkcjonowaniu" świątyni mówił w 1997

roku sługa Boży papież Jan Paweł II na Krzeptówkach

w Zakopanem. Zwrócił uwagę, że właściwie każdy kościół to

wynik współpracy duszpasterzy i wiernych, podejmowanej

w tym celu, aby mogła w nich być sprawowana Najświętsza

Ofiara, aby Chrystus w Eucharystii był ze swoim ludem

dzień i noc, w godzinach wielkiej radości i uniesień, ale

też w czasie doświadczeń, cierpień i nieszczęść, a także

w zwykłych szarych dniach.

Kościół - mówił dalej Ojciec Święty - to miejsce

przeżywania wielkich i podniosłych (dorocznych i okolicznościowych)

uroczystości i nabożeństw oraz miejsce

pamięci o przeszłości i nadziei na przyszłość - również tę

pozagrobową.

„Świątynia Pana jest święta" (1 Kor 3,17). W Roku

Św. Pawła, który przeżywamy, przywołać chyba należy te

słowo Apostoła Narodów. Świętość domu Bożego czegoś

wymaga! A czego? Zmysł religijny Polaków - jak pouczają

świadectwa - podpowiadał pewne postawy. W starej „Encyklopedii

kościelnej" wydanej w 1877 roku czytałem opinię

kardynała Marescottiego, w której papieżowi Klemensowi

X (posługującemu w latach 1670-1676) opisuje Polskę:

„Kościoły w tym kraju nie mogą być obszerne, ani ozdobne,

niemało zastanawiać powinno, że gdy domy są po większej

części drewniane i szczupłe, kościoły jednak są murowane

i kamienne, dość okazałe i bogato uposażone, te mianowicie,

które wzniesione były przez przodków w czasach bliższych

przyjęcia nauki chrześcijańskiej, kiedy serca żywszym

wiary i pobożności pałały płomieniem. W późniejszych

także czasach powstało wiele pięknych kościołów i teraz

równie piękne ciągle się budują (...) [Relacje nuncjuszów

II p. 407]. W prawodawstwie wewn. dotyczącym zaś Polski

zaznaczono: „Nie jest rzeczą przyzwoitą, iżby kościoły dla

braku funduszy stawiane były w mniej okazałej formie albo

będąc wystawione, nie miały niezbędnych

ozdób, sprzętów (Chełmin. 1740)

i światła (Statuta Trąby) [w Encyklopedii

katolickiej, t. XI, s. 130-131].

Dzisiaj „Ciebie Boże wysławiamy"

za wspaniały dar Twojej opatrzności

i za czyn wielu umysłów, serc i rąk.

Z wdzięcznością wspominamy tych,

którzy nie cofali się przed trudem,

przed „umęczeniem". Gratulujemy

osiągnięcia i czujemy się zobowiązani

tak względem żyjących, jak i względem

zmarłych. Jako ziomek i ten,

którego droga ku kapłaństwu wznosiła się razem z tą

świątynią, czynię to z wielką radością, a że dane mi było

przygotowywać oprawę muzyczną konsekracji, tą drogą

wyrażam wdzięczność współpracownikom w przedsięwzięciu:

organiście i ówczesnemu chórowi, orkiestrze sanktuaryjnej

z Tuchowa i zespołowi scholi. Ponieważ w zapisie

odnalazłem nazwiska, niech mi będzie wolno wspomnieć

ówczesną młodzież: Leszek Mikos, Bogdan Maciaszek,

Jadwiga Szumlańska, Dorota Witek, Anna Kras, Maria

Kubicz, Katarzyna Serafin, Bernadeta Sterkowiec, Małgorzata

Kras, Lidia Kras, Pelagia Ryba, Elżbieta Pyjor, Marta

Helizanowicz, Jolanta Wojtanowska, Małgorzata Grzenia,

Dorota Sikorska, Beata Sikorska, Dorota Krawczyk - Siedliska,

Lubaszowa, Tuchów razem - tak było i tak jest.

I cały dekanat i gmina, cała i dalsza okolica zawsze nam

w tej świątyni są bliskie przez spotkanie w Panu, przez

modlitwę, przez służbę Bogu i ludziom.

Niech Chrystus Król - patron parafii, Maryja - Pani

Tarnowskiej Ziemi i św. Stanisław, tak czczeni w naszym

kościele, wiodą nas drogą Ewangelii ku szczytom świętości,

pokoju i solidarności w budowaniu świątyni ducha i wszelkiego

dobra.

o. Stanisław Gruszka CSsR


11 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

Nasz anioł stróż w jasnym płaszczu

Różni byli nauczyciele tuchowskiego liceum (w latach

1954-1958) - wspaniali, bardzo dobrzy, dobrzy i tacy, których

podniesiony ton głosu i komentarze deprymowały uczniów.

Do wspaniałych nauczycieli należał ks. prof. Stefan

Biesiadecki. Uczył nas tylko dwa lata, ale wywarł na nas

duży wpływ. To on wyprowadził nas ze szkoły i zaczął organizować

wycieczki, a ściślej pielgrzymki, ale nie wolno było

ich tak nazywać. Byliśmy z nim w Oświęcimiu, Częstochowie,

Kalwarii Zebrzydowskiej.

Lekcje religii odbywały się początkowo w domu katechetycznym,

a po „odwilży" październikowej (1956) w szkole. Ks.

Biesiadecki prowadził je inaczej, niż pozostali nauczyciele.

Katecheza była swobodną rozmową na tematy interesujące

młodzież. Nasz katecheta mówił dużo i ciekawie, ukazywał

wartości i ideały, za którymi warto podążać. Nie narzucał niczego,

ale na podstawie przedstawionych treści i przykładów,

mogliśmy dokonywać wyborów. Wybór prawidłowej opcji był

prosty jak jego wykład. Imponował nam, nastolatkom, odwagą,

otwartością, opanowaniem, kulturą bycia, komunikatywnością

i optymizmem. Był naszym ulubionym nauczycielem i wzorowym

wychowawcą.

Zapamiętaliśmy jego pogodną twarz i sylwetkę w jasnym

płaszczu, poruszającą się energicznym, niemal wojskowym

krokiem. Emanowała z niego dobroć. Robił wrażenie anioła

stróża nieustannie czuwającego nad nami.

W 1958 r. opuściliśmy szkołę. Ks. profesor wyjechał z Tuchowa

i kontakt się urwał. Spotkaliśmy go po pięćdziesięciu

latach w Zbylitowskiej Górze (Dom Księży Emerytów) i rozpoznali

bez trudu. Dopiero teraz po pół wieku opowiedział nam

historię swojego życia, zanim został kapłanem.

Urodził się 3 października 1924 r. w Kolbuszowej Dolnej

jako najmłodszy syn Jana i Marii Skowrońskiej. Gdy miał 3

lata, zmarł ojciec. Matka, głęboko religijna, pracowita, wrażliwa

na potrzeby innych poświęciła się całkowicie wychowaniu

czterech synów. Szkołę podstawową i 2 klasy gimnazjum

ukończył w rodzinnej miejscowości. Naukę przerwał wybuch

drugiej wojny światowej. Jako piętnastolatek dołączył do

młodzieży zrzeszonej w Związku Strzeleckim (organizacja patriotyczno-wojskowa).

Na początku września 1939 r. z tą grupą

uciekał na wschód i dotarł do Krzemieńca. Tam 17 września

otoczyły ich wojska rosyjskie. Po oddzieleniu oficerów, pozostałych

wypuszczono. Wracających do Polski w Jarosławiu

złapali Niemcy, ale udało im się zbiec (brat Bronisław, kolega

i Stefan). Żywiąc się marchwią i rzepą zerwaną w polu, dotarli

z powrotem do Kolbuszowej. Dom rodzinny Stefana, jak

i część miasta były doszczętnie spalone. Zaczęli odbudowywać

dom i rozpoczęli życie pod okupacją hitlerowską. Pracowali

też dla ojczyzny starsi bracia - Bronisław, Stanisław, Franciszek

wstąpili w szeregi Armii Krajowej w 1942 roku. Stefan

dołączył do nich w 1943 r. Należał do obwodu Kolbuszowa

„Kefir", placówka „Dolina" w Kolbuszowej Dolnej, pseudonim

„Burza". Uczestniczył w szkoleniach wojskowych, patriotycznych,

brał udział w akcjach w czerwcu i lipcu 1944 r. (m.in.

przejęcie zrzutu broni w Kłapówce) i aktywnie uczestniczył

w akcji „Burza".

W sierpniu 1944 r. zaliczył 3 i 4 klasę gimnazjum przed

komisją egzaminacyjną.

Bardzo przeżył uroczystość żałobną ekshumowania i przeniesienia

ciał poległych AK-owców z miejsca walki w Porębach

Kępieńskich do zbiorowej mogiły w Kolbuszowej. Proste

trumny nieśli na barkach ich koledzy.

Na początku października 1944 rozpoczęły się represje.

W listopadzie UB aresztowało braci Biesiadeckich - Stanisława

i Franciszka. Stefan musiał się ukrywać. Niestety, niedługo został

schwytany i uwięziony w budynku UB w Kolbuszowej.

Tak wspomina ten okres

Były to ciężkie pierwsze dni. W niedużym, niskim pomieszczeniu

było nas około dziesięciu. Posadzka cementowa, a na

niej odrobina startej już słomy. Położyć się można było tylko

w skurczonej pozycji, ze względu na szczupłość miejsca.

Przesłuchania odbywały się bardzo często w nocy. Modlimy

się przyciszonym głosem, nucimy pieśni religijne i patriotyczne.

Taki był początek tej trudnej drogi cierpienia, głodu i poniżenia.

Wigilia i święta Bożego Narodzenia wtedy przeżyte utkwiły

mi w pamięci na całe życie. Ordynarne, ubliżające słowa to

zwyczajna mowa funkcjonariuszy.

31 grudnia przewieźli nas ciężarowym samochodem do

więzienia na zamku Lubomirskich w Rzeszowie. Tutaj trzymali

do 11 stycznia 1945 r. Wieczorem tegoż dnia znów do

przejściowego obozu NKWD w Bakończycachpod Przemyślem.

Następnie 13 stycznia załadowano nas w Przemyślu do dużego

wagonu jtzw. „świniarki"!, około 80 osób. Przez kilkunastocentymetrową

szparę w jednym półprzymkniętym oknie, silnie

zadrutowanym, wpadało do dużego wagonu troszkę światła. Na

środku wagonu stał mały żelazny piecyk. Blaszany lej wetknięty

w dziurę w ścianie wagonu stanowił naszą jedyną latrynę.

Strażnicy zaryglowali drzwi. Odjazd. Nasz transport ja

pociąg był dość długij ruszył na wschód w nocy z 13 na 14

stycznia. Jechaliśmy przez Lwów, Kijów. Myślimy - oby tylko

na południe. Jednak nie... dalej kierunek północny - wschód.

Jedna myśl przybijała każdego z nas - jeśli Sybir, to w tym

wagonie zginiemy. Dni były straszne: głód, mróz z każdym

dniem silniejszy, a wagon nieopalany. Nasza dzienna racja

jedzenia w przybliżeniu: 2 wiaderka zupy, coś cukru do podziału

na 80 osób i po około 280 g chleba na głowę. Noce stawały

się męczarnią. Kładliśmy się na podłodze wagonu, zgodnie

na tym samym boku, pod ścianami, okrywając się parami

wspólnym odzieniem, d^'y uzyskać odrobinę ciepła - broniąc

się przed odmrożeniem. Ja leżałem obok brata Stanisława,

starszego ode mnie o 17 lat. Troszczył się nadzwyczaj o mnie.

Uczyłem się od niego takiej postawy. Drugim koszmarem nocy

były sprawdzania liczby więźniów i stanu wagonu, przeprowadzane

co trzy godziny. Musieliśmy wstać, stłoczyć się w jedną

połowę wagonu. Konwojenci sprawdzali ściany, podłogę i dach


12 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

wagonu. Następnie odbywało się liczenie - przebiegaliśmy na

drugą stronę wagonu. Zmarznięci kładliśmy się ponownie.

Wielu psychicznie zaczęło nie wytrzymywać. W miarę narastającego

mrozu temperatura spadała w nocy poniżej 40°C.

Wówczas poważne kłopoty mieliśmy z dzieleniem i jedzeniem

zmarzniętych bochenków chleba.

Chyba od Kijowa zaczęto nam co jakiś czas wrzucać do

wagonu troszkę drzewa i węgla. Przez parę godzin dziennie

paliło się w naszym piecyku. Odrobina ciepła była przy piecyku.

Wtedy chorzy siadali przy nim. Modlitwa była dla nas

siłą i wewnętrznym umocnieniem: rano, a szczególnie każdego

wieczoru z żywą wiarą, ufnością śpiewaliśmy pieśni, polecając

się Bożej Opatrzności i opiece Matki Bożej, naszej Królowej.

„Pod Twą obronę... „ „Serdeczna Matko..." „...Twojego ludu

nie gardź prośbami".

Nasza droga, fizycznie i psychicznie wyczerpująca, trwała 14

dni. Zakończyła się 27 stycznia. Pociąg zatrzymał się wśród pól,

z dala od ludzkiego osiedla. Kazano nam opuścić wagony.

Silny mróz, śnieżna zawieja. Polecono nam formować się

piątkami pod ręce, uformowała się kolumna. Otaczali nas

liczni konwojenci uzbrojeni w maszynową broń. Po przeliczeniu

zmarznięci, głodni, pośród zawiei posuwaliśmy się przez

zaśnieżone pola. Pytanie: gdzie jesteśmy?

Po przebyciu kilku kilometrów, a droga była ciężka - wielu

osłabionych padało w śnieg, uszy, nosy, policzki ulegały

odmrożeniu. Ujrzeliśmy wreszcie łagier. Jak się okazało, był

to oddział nr 13 obozu NKWD nr 283 w rejonie Stalinogorska

w okręgu przemysłowym, położonym kilkadziesiąt kilometrów

na wschód od Tuły. Był to łagier rozdzielczy.

W tym obozie przebywałem razem z bratem Stanisławem

przez dwa dni. Rozdzielono nas. Smutne to było rozstanie. Obaj

przeżyliśmy to bardzo. Podniósł mnie na duchu - i ze łzami

w oczach pożegnaliśmy się. Czy jeszcze się zobaczymy? Taka

myśl nasuwała się.

Do oddziału, do którego zostałem przeznaczony, szliśmy

pieszo, parę kilometrów, obstawieni konwojentami. Wreszcie

przed nami kolczaste druty, wokół wieżyczki strażnicze

i brama. Jedna zasadnicza myśl krążyła po głowie: czy stąd

będzie powrót do umiłowanej Ojczyzny. Wewnątrz łagru chyba

jeden wyższy budynek, kilka długich baraków. Łagier nr 283

Stalinogorsk.

Wprowadzono mnie z kolegami do jednego z baraków.

Piętrowe prycze, a na nich liche sienniki z niewielką ilością

s^arltej słomy, w kącie żelazny piecyk. Zaczęło się ciężkie obozowe

życie. Pracowałem przy budowie nowych baraków, a również

w tartaku. Około 3 kilometry drogi do pracy. Potem znów po

całodziennej pracy na mrozie, o głodzie - do obozu pieszo. Z^ma

była bardzo ciężka. W lutym na podudziu lewej nogi pojawił

mi się ropień dość dużych rozmiarów. Udałem się do lekarza

obozowego. Właściwie było dwóch: jeden Rosjanin, a drugi AK-

-owiec z Kolbuszowej, z którym jechałem w jednym transporcie.

Zostałem w izbie chorych. Lekarz Własnowolski otoczył mnie

życzliwą opieką. Mówił, że sprawa jest dość poważna. Nie jest

jednak za tym, aby mnie zabrali do szpitala. Około miesiąca

leżałem w izbie chorych. Noga goiła się - pozostała znaczna

plama, a później pojawiły się żylaki.

Zycie w obozie płynęło naprzód. Podtrzymywaliśmy się

wzajemnie na duchu. Wiele uczyłem się każdego dnia od starszych

kolegów. Ja należałem do grupy najmłodszych. Wiele

korzystałem z rozmów na tematy religijne i patriotyczne. I znów

modlitwa dla wielu z nas była mocą hartującą ducha, chroniącą

przed wewnętrznym rozbiciem czy depresją. Wielki Post

Wielki Tydzień, Wielki Piątek, a po nim Zmartwychwstanie

Pana Jezusa. Po Golgocie - Zmartwychwstanie. „Któryś za

nas cierpiał rany..." „WKrzyżu cierpienie, w Krzyżu zbawienie...

„ „Zwycięzca śmierci, piekła i szatana..." Miesiąc maj.

Codziennie wieczór odmawialiśmy litanię do Matki Bożej,

śpiewaliśmy pieśni ku Jej czci. W serca wstępowała wbrew

wszystkiemu nadzieja.

9 maja 1945 roku usłyszeliśmy radosną wiadomość o kapitulacji

Niemiec. I teraz nasze rozmowy, kiedy wrócimy do

Ojczyzny? Czy to stanie się dla nas rzeczywistością? W lecie

rozeszły się pogłoski o naszym zwolnieniu. Z końcem sierpnia

tegoż roku na apelu wyczytano nazwiska przeznaczonych do

transportu do Polski, umiłowanej Ojczyzny.

Dobrze pamiętam ten nastrój wyczekiwania: czy usłyszę swoje

nazwisko. Bardzo dużo nazwisk, również i z mojej rodzinnej

Kolbuszowej, było czytanych. A ja słuchałem dalej z niepokojem.

Wreszcie usłyszałem. Przeżyłem ogromną radość. Ostatnie chwile

w łagrze: „ Pod Twą obronę. Ojcze na niebie".

W transporcie, który w pierwszych dniach września 1945

roku wyruszył ze ^^alinogorska do Polski, znajdowało się

z pewnością ponad 1 tys. AK-owców.

12 września powrócił do Kolbuszowej. Zaraz zaczął kontynuować

przerwaną naukę w liceum ogólnokształcącym.

Maturę zdał w 1946 r. W tym samym roku wstąpił do Wyższego

Seminarium Duchownego w Tarnowie. Święcenia kapłańskie

otrzymał w 1951 r. Pracował w różnych parafiach diecezji

tarnowskiej, m.in. w Tęgoborzu, Tuchowie, Nowym Sączu.

Uczył i wychowywał młodzież. Od 9 stycznia 1992 jako emeryt

mieszka w Domu Księży Emerytów w Tarnowie. Ks. profesor

głęboko przeżywa i często powraca myślą do polecenia przekazanego

przez rodaków: „Powiedz Polsce, że my zostajemy

na wiecznej warcie w tajgach Sybiru, w Katyniu, Miednoje,

Charkowie, zmarli z wycieńczenia i głodu w Stalinogorsku

oraz innych miejscach na tej ziemi cierpienia i śmierci - do

końca wierni Bogu i Ojczyźnie."

Od czerwca 2008 roku często odwiedzamy ks. profesora,

przesyłamy pozdrowienia z różnych zakątków Polski i świata.

Każde spotkanie jest głębokim przeżyciem dla niego i dla

jego byłych uczniów. Dla nas ten wielki patriota, partyzant,

więzień UB i łagru sowieckiego, nauczyciel, kapłan jest nadal

aniołem stróżem w jasnym płaszczu, który czuwa na rozstaju

dróg i ukazuje dyskretnie właściwe ścieżki ontologiczne

i aksjologiczne.

Jadwiga

Salamon


13 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

OJCZYZNA MA

\

Homilia wygłoszona 25 maja 2008 roku podczas Mszy św. w Tuchowie z okazji święta pułkowego

16 Pułku Piechoty Armii Krajowej Ziemi Tarnowskiej, wskład którego wchodził Batalion „Barbara".

1. Umiłowani w Chrystusie! Zgromadziliśmy

się dzisiaj w sanktuarium Pani

Tuchowskiej z okazji święta pułkowego 16

pp, który od zakończenia I wojny światowej

do wybuchu II wojny światowej stacjonował

w Tarnowie. Sztandar tego putku, z wizerunkiem

MB Częstochowskiej, poświęcił

biskup tarnowski L. Watęga 28 maja 1927 r.,

a wręczył go dowódcy putku prezydent RP I.

Mościcki. 16 pp wykrwawił się w pierwszych

dniach września 1939 r. w starciu z najeźdźcą

hitlerowskim pod Pszczyną. Poległo tam 300

oficerów i żołnierzy Duchowym spadkobiercą

tarnowskiego 16 pp w 1944 r. - w związku

z akcją „Burza" - został 16 pp AK Ziemi Tarnowskiej,

w skład którego wchodził Batalion

„Barbara" dowodzony przez kpt. „Leliwę", E.

Borowskiego.

2. Bracia i Siostry! Dla obydwu tarnowskich

pułków piechoty najdroższą była

sprawa Polski, sprawa Ojczyzny! Obecnie

doczekaliśmy się, niestety, takich czasów,

kiedy to do głosu dochodzą ateistyczne media,

które odbierają wielkość pojęciu „Ojczyzna".

Niektórzy dziennikarze piszą np., źe juź przeżył

się polski XIX-wieczny patriotyzm, źe jest

niepotrzebny w czasach Wspólnej Europy.

Ojczyznę - jako miejsce odnoszące się do

przestrzeni życiowej pojedynczego człowieka

i zbiorowości jako narodu, wyznaczoną miejscem

urodzenia, zamieszkania przez istotną

część życia czy miejsce pochodzenia przodków

bądź rodziny - uważają za niemodną.

Według nich Ojczyzna nie jest już wartością,

gdy na pierwszym miejscu stawia się model

obywatela świata.

3. Pojęcie „Ojczyzna" odnosi się do poczucia

tożsamości i przynależności do pewnej

wspólnoty, które wypływa z duszy człowieka.

Ojczyznę się czuje. Nosi się ją w sercu.

Miłości do Ojczyzny możemy się uczyć

już od starożytnych Rzymian. Poeta rzymski

i żołnierz, Horacy, ur. w 65 roku przed Chrystusem,

wypowiedział słynne zdanie: „O jak

słodko i zaszczytnie jest umierać za Ojczyznę"

{Quam dulce et decorum est pro patria mori).

Inny stawny Rzymianin, Seneka, pisał, że

„Ojczyznę kocha się nie dlatego, że wielka,

ale dlatego, że własna". Dodał też: „Żadne

miejsce nie powinno być dla ciebie milsze

od Ojczyzny".

W nowożytnych czasach cesarz Napoleon

Bonaparte (1769-1821) mówił,

że: „Życie obywatela należy do Ojczyzny".

Konrad z III części „Dziadów", cierpiący jak

Prometeusz, mówił: „Ja i Ojczyzna to jedno".

W „Konradzie Wallenrodzie" Adam Mickiewicz

(1798-1855) o swoim bohaterze napisał, iż

„Szczęścia w domu nie znalazł, bo go nie

było w Ojczyźnie".

Miłość do Ojczyzny sprawiła, że Polska

w 1918 r. odzyskała utraconą wolność. Naród

w niewoli wołał nieustannie, cierpliwie i wytrwale:

„Przed Twe ołtarze zanosim błaganie:

Ojczyznę wolną racz nam wrócić. Panie!". Ten

śpiew, krzyk rozpaczy, nadziei i wiary przebijał

niebiosa, mobilizował Polaków w kraju ojczystym

i na wygnaniu.

Prymas tysiąclecia - sługa Boży kard.

S. Wyszyński - w 1963 r. napisał: „Kocham

Ojczyznę więcej niż własne serce i wszystko,

co czynię dla Kościoła, czynię dla niej".

Podobnie abp Ignacy Tokarczuk z Przemyśla

mówi, że dla niego po Bogu najważniejsza

jest Ojczyzna.

4. Ojczyźnie należy się wdzięczność.

Wielu młodych ludzi, którzy wyjechali za

granicę jako emigranci zarobkowi, pyta:

Wdzięczni Ojczyźnie? Za co? Ci sami wszakże

koczują na lotniskach w wielu częściach

Europy i świata, byle tylko w Wigilię Bożego

Narodzenia zasiąść z rodziną do świątecznego

stołu, byle w gronie najbliższych udać się do

kościoła na pasterkę. Przeżywają bowiem

tęsknotę nie tylko do najbliższej rodziny, ale

i do rodzimej i wyjątkowej polskiej tradycji

łamania się opłatkiem i wybaczania sobie

win. O czymś podobnym świadczy również

„wędrówka ludów" po Polsce oraz kolejki na

przejściach granicznych przed uroczystością

Wszystkich Świętych i Dniem Zadusznym, bo

„Ojczyzna to ziemia, groby. Narody, tracąc pamięć,

tracą życie". Taki napis (przypisywany

francuskiemu marszałkowi Ferdynandowi

Fochowi) widnieje na bramie cmentarnej,

zaprojektowanej przez Stanisława Witkiewicza

na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem.

5. Wdzięczność jest obowiązkiem.

Powinniśmy ją okazywać Ojczyźnie za to, że

jest wspólnotą, wspólnym dobrem, spoiwem

międzyludzkich więzi. Pięknie mówi na ten

temat wspaniały kaznodzieja sejmowy - ks.

Piotr Skarga: miłość do Boga i Ojczyzny

stanowi nierozerwalną jedność; miłość do

Ojczyzny ma być bezinteresowna, każdy obywatel

powinien ją kochać dla niej samej, nawet

gdyby czuł się skrzywdzony. W podobnym

duchu wypowiadał się ks. kard. S. Wyszyński.

W 1957 r. na Jasnej Górze, w kazaniu do

Polek z Ameryki, powiedział: „Nie zapominajcie

i wy i wasze dzieci (...) o miłości ku

ojczystej ziemi, która jest wam wspólna, nie

zapominajcie o długu wdzięczności, który się

należy: wdzięczność za życie, wdzięczność

za wspólnotę w narodzie, za język ojczysty,

za chlubne dzieje naszego narodu".

6. Podczas każdej pielgrzymki do Polski

Jan Paweł II mówił o miłości względem Ojczyzny

i odpowiedzialności za nią. Parafrazował

słowa Norwida, że „Ojczyzna to wielki zbiorowy

obowiązek". Uczył nas - po latach komunistycznego

zniewolenia - znów być dumnymi

z polskości, z naszych dziejów, mimo że

Polska to poprzez wieki ziemia tragiczna.

Tłumaczył, że pocałunek składany na polskiej

ziemi ma dla niego szczególne znaczenie:

„Jest to jakby pocałunek złożony na rękach

matki - albowiem Ojczyzna jest naszą matką

ziemską. Jest matką, która wiele wycierpiała

i wciąż na nowo cierpi. Dlatego też ma prawo

do szczególnej miłości". Uczył, że Ojczyzna

wymaga szacunku i miłości, należy ją czcić

podobnie jak rodziców, co nakazuje czwarte

przykazanie Boże. Wielokrotnie Papież Polak

wyrażał wdzięczność Ojczyźnie, rodzicom.

Kościołowi, nauczycielom i wychowawcom

za przekazane dziedzictwo przodków, wobec

których czuł się dłużnikiem. W Radzyminie

pod Warszawą podczas uroczystości w 1999

r. wspomniał, że urodził się 18 maja 1920 r.,

kiedy bolszewicy atakowali stolicę Polski, dlatego

nosi w sobie od urodzenia dług wdzięczności

wobec tych, którzy podjęli wówczas

walkę z najeźdźcą i zwyciężyli, płacąc cenę

swojego życia.

7. Sługa Boży Jan Paweł II wielokrotnie

mówił o zobowiązaniu do spłacania długu

zaciągniętego wobec Ojczyzny. „Ojczyzno

moja kochana, Polsko, (...) Bóg cię wywyższa

i wyszczególnia, ale umiej być wdzięczna".

Pozostawił nam niejako w testamencie pamiętne

słowa wygłoszone na krakowskich

błoniach: „Proszę was, abyście całe to duchowe

dziedzictwo, któremu na imię Polska,

raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością

- taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus we

chrzcie świętym". Wołał: „Nie chciejcie Ojczyzny,

która was nic nie kosztuje!".

Bracia i siostry! Na zakończenie naszego

rozważania przytoczę znany nam wiersz pt.

„Ojczyzna ma...", który powstał w Krakowie

po ogłoszeniu stanu wojennego w Polsce

w 1981 r. Autorem stów i melodii jest ks.

Karol Dąbrowski.

1. Ojczyzno ma, tyle razy we krwi skąpana.

Ach jak wielka dziś Twoja rana.

Ach jak długo cierpienie Twe trwa!

Tyle razy pragnęłaś wolności,

Tyle razy gnębił Cię kat,

Ale zawsze czynił to obcy,

A dziś brata zabija brat!

2. Ojczyzno ma... Biały orzeł znów skrępowany.

Krwawy łańcuch zwisa u szpon,

Ale wkrótce zostanie zerwany.

Bo wolności wybija dzwon.

3. O Królowo Polskiej Korony,

Wolność, pokój i miłość racz dać.

By ten naród boleśnie gnębiony.

Odtąd wiernie przy Tobie mógł trwać!

0 Matko ma.

Tyś królową polskiego narodu.

Tyś wolność ą w czasie niewoli

1 nadzieją, gdy w sercach jej brak!

Amen

Ks. Piotr M. Gajda


14 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

Sebastian Pielsz OSB

proboszcz tUChoWSki (1622-1662)

cz. II

Posiuga duszpasterska

O. Pielsz byl 40 lat proboszczem w Tuchowie - jak już

wspomniano - w bardzo trudnych czasach. Mało wiemy

0 jego pracy duszpasterskiej, a także o życiu religijnym

wiernych w parafii tuchowskiej. Więcej wiemy o sanktuarium

niż o parafii. Warto więc pokusić się o w miarę wierne

odtworzenie duszpasterskiego posługiwania o. Pielsza i jego

współpracowników.

Trzeba rozróżnić: duszpasterstwo nadzwyczajne i duszpasterstwo

zwyczajne.

Duszpasterstwo nadzwyczajne będzie dotyczyło

cechów i bractw. W dawnych czasach rzemiosło miało oblicze

świeckie i religijne. Cechy jako organizacje zawodowe

występowały w obronie interesów gospodarczych i praw

swoich członków, organizowały wzajemną pomoc, a także

życie religijne i kulturalne. Życie religijne cechu było zorganizowane

na modłę bractwa. Było to bractwo zawodowe.

Każdy cech miał swojego patrona i swój ołtarz, swoje świece

1 swoje nabożeństwa. Benedyktyni pracujący w Tuchowie

otaczali duszpasterską opieką cechy. Za czasów o. Pielsza

cechy już nie były tak dynamiczne, ale nadal były ważne

i otaczane duszpasterską troską.

Obok cechów w Tuchowie w XVII w. istniały też

bractwa, czyli stowarzyszenia o charakterze dewocyjnym.

Najstarszym bractwem w Tuchowie, istniejącym już za

czasów o. Pielsza, było bractwo różańcowe, założone w 1615

r. przy kościele św. Jakuba. Miało odrębnego kapelana, którego

utrzymywało. Kapelan był zobowiązany w adwencie

codziennie odprawiać roraty, propagować modlitwę różańcową,

głosić kazania o Matce Bożej, odprawiać wotywy

maryjne przepisane statutami itp.

O działalności bractwa w jego początkach mało wiemy,

ponieważ księga z czasów założenia uległa zniszczeniu

zapewne w czasie wojen Rakoczego. Zachowane księgi

obejmują dopiero lata 1711-1782 i 1763-1873. Należy podkreślić,

że dawne bractwa spełniały jakby rolę dzisiejszej

Akcji Katolickiej. Dawały ludziom świeckim szerokie pole

działania, aktywizowały życie chrześcijańskie, przyczyniały

się do wzrostu pobożności, formowały człowieka-

-chrześcijanina, ustawiały go życiowo. Bractwa potęgowały

życie sakramentalne. Przed uroczystościami brackimi, aby

zyskać odpust, członkowie spowiadali się. Pozostali parafianie

w tym ich naśladowali. Ze spowiedzi brackiej wzięła

początek spowiedź ogólnoparafialna.

Duszpasterstwo zwyczajne - przy omawianiu tego

tematu, z braku danych bezpośrednich, musimy korzystać

z danych pośrednich, których dostarczają akta synodów diecezji

krakowskiej i akta wizytacyjne. Nie ulega wątpliwości, że

duszpasterstwo parafialne owych czasów inspirowały dekrety

synodalne. Nad ich realizacją czuwały synody dekanalne.

W 1621 roku postanowiono, że księża danego dekanatu mają

się zbierać dwa razy w roku na tzw. „synod dekanalny", by

naradzać się, jak wcielać w życie synodalne ustawy i zdawać

sprawę biskupowi. Każdy więc proboszcz - o. Pielsz również

- musiał organizować duszpasterstwo według wytycznych

synodów. Uwzględniano uchwały trzech synodów: synod 1593

zwołany przez kard. Jerzego Radziwiłła, synod 1601 zwołany

przez bpa Maciejowskiego i synod 1621 zwołany przez bpa

Szyszkowskiego. Oto najważniejsze dane w skrócie:

I. Proboszcz:

1. Proboszczowie mają obowiązek mieszkać w parafii

i zajmować się duszpasterstwem, a nie wyręczać się

wikariuszami. (1593, 1621)

2. W czasie zarazy nie wolno mu opuszczać swoich

wiernych, którzy wtedy potrzebują go bardziej, niż

kiedy indziej. (1601)

3. Ma obowiązek zanieść Komunię Św., gdy go proszą,

„nawet w nocy i po obiedzie". (1593)

4. Ma zapewnić chorym odbycie spowiedzi wielkanocnej,

jak i spowiedzi w chorobie. (1593)

5. Ma prowadzić księgi chrztów, małżeństw, zmarłych.

(1593)

II. Nauczanie i upominanie:

1. W każdą niedzielę proboszcz ma głosić kazanie.

Tematyka: Modlitwa Pańska, Pozdrowienie Anielskie,

Wierzę, Dziesięć przykazań, ofiara Mszy Św.,

sakramenty (1593). Przed kazaniem na być czytana

Ewangelia po polsku, przypadająca na daną

niedzielę, potem wykład Katechizmu Soboru Trydenckiego,

nawiązujący do Ewangelii. Omawiane

prawdy mają być wiązane z życiem. (1621)

2. Duszpasterze mają zwrócić uwagę na to, czy pieśni

polskie na W. Post, Wielkanoc, okolicznościowe nie

zawierają błędnych sformułowań. Jeśli tak - to dać

synodowi dekanalnemu do poprawienia. (1621)

3. Księża mają: upominać, nawet publicznie - ale

nie po imieniu - w kazaniach lub gdzie indziej:

krzywoprzysięzców, lichwiarzy, bluźnierców przeciw

Bogu i świętym, wróżbitów, czarownice, źle

wychowujących dzieci, kobiety za „przesadny strój

niedawno wymyślony", mężów za bicie żon; odradzać

wczesne małżeństwa; potępiać zatrzymywanie

zapłaty robotnikom, fałszowanie miar i wag,

handel w niedziele i święta, pijaństwo nierzetelność

i przekupstwo sędziów... (1621)

III. Msza Św., procesje...

1. W niedziele i święta wierni uczestniczą we Mszy

Św. we własnej parafii. Opornych władza miejscowa

(praefecti locorum) ma skłonić do wypełniania tego

obowiązku.(1593)

2. Ksiądz odprawiający Mszę św. i wierni przystępujący

do Komunii zachowają post od północy. (1593)

3. Podczas Mszy klęka się na podniesienie. (1593)

4. Msza Św. roratnia (adwent) winna być śpiewana

na godzinę lub półtorej przed wschodem słońca

(1621)

Do powyższych przepisów synodalnych należy dodać

dane miejscowe. W Tuchowie liturgia była sprawowana

uroczyście, wiadomo - benedyktyni szczególnie o to dbali.

Często Msze św. brackie sprawowano z wystawieniem

Najświętszego Sakramentu, poprzedzane przez: godzinki,

litanie lub różaniec. Tuchowianie lubowali się w procesjach.

Zachowała się wiadomość z 1631 r. o zwyczaju procesji

w Wielki Czwartek z kościoła św. Jakuba do kościoła Panny

Maryi.

IV. Inna zarządzenia:

1. Zgodnie z tradycją trzy razy dziennie dzwonić na

Anioł Pański; nadto w całej diecezji dzwonić dłużej


15 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

niż na Anioł Pański zmarłemu To dzwonienie ma

być w pierwszej godzinie nocy. (1621)

2. Przed śłubem głosić zapowiedzi przez dwie niedziele.

Przy zaręczynach stosować formułę: „Ja

przyrzekam wziąć cię za żonę". (1593)

3. Śłuby dawać przed południem, po południu są

nietrzeźwi. (1621)

4. Za udzielanie sakramentów św. - z wyjątkiem ślubu

i pogrzebu - nie wolno wymagać żadnych ofiar.

(1593)

5. Należy odbywać tradycyjną kolędę. Podczas niej

pouczać i uzupełniać spis parafian. (1621)

6. Kto nie przystąpi do spowiedzi wielkanocnej, nie

ma prawa do pogrzebu kościelnego. (1601)

7. Nikogo - nie wyłączając heretyków - nie wolno

obrażać. Ambona nie jest miejscem na ogłoszenia

o zgubionych rzeczach. (1621)

8. Odpusty: pod grozą kar zabroniono proboszczowi

zezwalać na sprzedaż czegokolwiek w przedsionku

kościoła, na cmentarzu kościelnym i w pobliżu

bram kościelnych. (1621)

9. O Żydach: „Wielu uważa, że Bogu wyświadcza przysługę,

gdy spokojnych Żydów traktuje żle i odnosi się

do nich w sposób niegodny. Ponieważ jednak nikogo,

nawet największego zbrodniarza, nie wolno karać

bez rozpoznania sprawy i wyroku kompetentnego

sędziego, stąd zwłaszcza narodowi żydowskiemu,

wystarczająco przez Boga udręczonemu, gdyż nie

poznał czasu nawiedzenia przez Chrystusa Pana,

nie należy dodawać udręki". (1621)

O szkołach i ubogich

1. Przy każdym kościele ma istnieć szkoła i kleryk,

czyli sługa (clericus seu minister) w celu nauczania

chłopców dobrych obyczajów, cnót, wiedzy, gramatyki

oraz nauki chrześcijańskiej. O szkole mówią

wszystkie synody.

2. Parafie mają otaczać opieką ubogich, zakładać

szpitale (domy dla ubogich) zakładać bractwa miłosierdzia.

(1601)

3. W każdej parafii ubodzy mają śpiewać przed lub po

sumie pieśń św. Wojciecha „Bogurodzica". (1621)

[wówczas uważano, że autorem pieśni jest św.

Wojciech. Późniejsze badania nie potwierdziły tej

hipotezy - red.]

VI. Nabożeństwa patriotyczne - za Ojczyznę.

Religijno-patriotyczna postawa wiernych ujawniała

się już w tamtych czasach. Bp Szyszkowski np. zarządził

w obliczu wojny polsko-rosyjskiej prowadzonej przez króla

Zygmunta III Wazę i królewicza Władysława specjalne

nabożeństwa. W poniedziałki, środy i piątki we wszystkich

kościołach diecezji po Mszy św. polecono urządzać procesje

z litanią. Przez cały miesiąc lipiec i sierpień 1617 r. po Mszy

odmawiano modlitwy do świętych patronów Królestwa Polskiego

- Wojciecha, Stanisława, Wacława, Floriana, Jacka,

Kazimierza, Jadwigi, Elżbiety i modlitwę do Świętych Aniołów.

Nadto w wymienionych miesiącach należało codziennie

urządzić specjalne nabożeństwo z następującym programem:

Około godz. 23 na znak dzwonów wierni gromadzą się

w kościele. Po pieśni na wejście wystawienie Najświętszego

Sakramentu, Litania do Wszystkich Świętych, psalm i inne

modlitwy. Litanię uzupełniano okolicznościowymi wezwaniami,

np. o pomoc dla Królestwa Polskiego w obecnych

niebezpieczeństwach, o pomyślność dla wyprawy księcia

Władysława itp... Proboszczowie i kaznodzieje mieli przedstawić

ludowi grożące Polsce niebezpieczeństwo i zachęcić

wiernych do postów, jałmużn, a zwłaszcza do modlitwy.

Biskup Szyszkowski „na mocy świętego posłuszeństwa"

zobowiązał wszystkich podległych swej władzy do wiernego

wypełnienia tego rozporządzenia.

Przedstawiony tu materiał, chociaż niekompletny,

rzutuje na duszpasterską posługę o. Pielsza i jego współpracowników.

Musieli organizować i prowadzić duszpasterstwo

zgodnie z wytycznymi synodalnymi.

cdn.

o. Kazimierz Plebanek

Historia Kielanowic jest typowym odbiciem historii

wsi polskiej naszego regionu. Każda galicyjska wieś w czasie

ostatnich dziesięcioleci przeszła proces przeobrażeń.

Praktycznie zmieniło się wszystko, począwszy od wyglądu

zewnętrznego poprzez: system gospodarowania, kulturę,

stopień zamożności, świadomość społeczno-polityczną,

uznawane wartości, wykształcenie, sposób życia itp.

Ze zdziwieniem muszę zaznaczyć, że pod względem

zewnętrznym wsie naszych okolic wcale nie odbiegają obecnie

w ogólnej masie swym wyglądem od podobnych osiedli

na Zachodzie. Będąc w Niemczech, Czechach, Holandii,

Włoszech, zawsze interesowałem się wyglądem ich małych

miejscowości i stwierdziłem wielokrotnie, że ten porządek

na peryferiach wielkich miast, na wsiach, na Zachodzie,

to mit. Obserwowałem duże zaśmiecenie na peryferiach

Amsterdamu, w północnych Włoszech, na terenie wschodnich

Niemiec (zużyte opony, uszkodzone maszyny, gałęzie

drzew w nieładzie).

Wracając do Kielanowic, trzeba stwierdzić, że w ciągu

ostatnich 100 lat przeszły gruntowną przebudowę. Z Kielanowic

drewnianych stały się murowanymi. Wyposażenie

gospodarstw, domów mieszkalnych, ulic całkowicie się

zmieniło. Sposób gospodarowania, uprawa roli, sposób

hodowli zwierząt gospodarskich, wygląd podwórek, dróg

dojazdowych do gospodarstw i działek mieszkalnych jest

obecnie całkiem nowoczesny.

W gospodarstwach w miejsce koni i konnych: pługów,

bron, kosiarek, kopaczek, wozów są: ciągniki, ciężkie maszyny

rolnicze, kombajny, prasy do słomy itp. W domach

w miejsce miednic pojawiły się łazienki wyposażone w wan-


16 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

ny, bojlery z ciepłą wodą; w miejsce pieców, w których palono

drewnem, zamontowano centralne systemy grzewcze:

węglowe, gazowe, elektryczne; zamiast konwi i beczek na

wodę są wodociągi - pod własnym ciśnieniem lub miejski.

Z gospodarskich podwórek znikły koryta na wodę z drążonego

pnia, w których pojono zwierzęta gospodarskie, do

rzeki nie ma tzw. wejść, czyli obniżonych brzegów, przez

które zwierzęta wchodziły trzy razy dziennie pić, znikły

też studnie niezabezpieczone, groźne zwłaszcza dla dzieci.

Od 1958 roku w naszej wsi pojawił się prąd elektryczny.

Żarówkami zastąpiono lampy naftowe, kaganki, łuczywa,

zainstalowano wiele domowych robotów, termomixów,

lodówek, pralek, odkurzaczy, kuchenek elektrycznych.

Niektórzy mieszkańcy powyrzucali kuchnie węglowe, piece

grzewcze, zapomnieli o naturalnych sposobach przechowywania

żywności, np. kiszeniu kapusty.

Zmieniły się środki lokomocji. Zamiast koni i wozów lub

wasążków, bryczek, sań, pojawiły się traktory, przyczepy, samochody

dostawcze i osobowe. Utwardzono drogi dojazdowe

do gospodarstw kamieniami, betonem lub nawet kostką.

Zamiast kołowrotków i wrzecion do przędzenia lnu

wniesiono do izb radia, telewizory, magnetyczne odtwarzacze.

Nie brak jest anten satelitarnych i internetowych,

linii elektrycznych i telefonicznych.

W Kielanowicach jeszcze w latach II wojny światowej

było w około 85 rodzinach przeszło 200 krów mlecznych,

około 100 koni, kilkaset sztuk trzody chlewnej, ileś razy więcej

kur, kaczek, indyków. Ten zasób zwierząt gospodarskich

zapewniał mieszkańcom: mleko, masło, mięso, jaja, sery itp.

Konie dawały gwarancję zasiewów, bez konieczności sprowadzania

paliwa, zapewniały napęd do maszyn gospodarskich

poprzez kieraty. Żarna zapewniały mąkę razową i pytlowaną,

stępy dostarczały różnego rodzaju kasz (jęczmienne,

gryczane). Hodowane zwierzęta zapewniały mięso.

Przyjrzyjmy się też dawnej samowystarczalności wsi.

W średnim gospodarstwie rolnym była sieczkarnia, żarna,

stępa, młocarnia sztyftowa, kierat, konie. Przez cały rok

były przechowywane ziemniaki, zboże, kiszona kapusta,

omasta (masło, słonina, smalec). Obecnie jest tylko kilka

koni, kilkanaście krów, kilkadziesiąt sztuk trzody chlewnej.

W wielu gospodarstwach nie ma ani jednej sztuki drobiu.

Wyżywienie w całości większość mieszkańców zakupuje

w miejskich sklepach.

Kielanowiczanie okresu międzywojennego i pierwszych

dziesiątków lat po II wojnie światowej umieli przygotować

i wypiec w swoich piecach piekarskich chleb, podpłomyki,

wszelkiego typu drożdżówki, ciastka itp. Gospodarze sami

wyrabiali kiełbasy, szynki, wyprawiano i kręcono skóry na

obuwie i uprząż dla koni. Mimo zakazów pędzono też bimber

z ziemniaków i jęczmienia. Przy takich zapasach można

było przeżyć samodzielnie nie jeden miesiąc, ale niemal

cały rok, bo w gospodarstwie domowym brakowało tylko

soli i cukru oraz nafty do lamp. Dzięki temu nasi ojcowie

przetrwali ciężkie czasy I i II wojny światowej.

Ogólnie rzecz ujmując, winniśmy być z tych przemian

zadowoleni i cieszyć się tak wielkim postępem. Jednak

spójrzmy na te osiągnięcia od strony ostatnich wydarzeń

w Gruzji...

Sklepy współczesne, wielkogabarytowe nie mają wielodniowych

magazynów, podręcznych hurtowni, każdego

dnia musi być dowożony towar. Gdy przestraszeni sytuacją

lub jakąś pogłoską mieszkańcy rzucają się wykupywać żywność,

to obecne zapasy wyczerpują się w ciągu jednej doby.

Strach pomyśleć co by było, gdyby zabrakło odpowiedniej

ilości transportu lub paliwa do niego. Pytanie co wówczas?

W czasach współczesnych nasi mieszkańcy, korzystając

z postępu technologicznego, zarzucili wiele indywidualnych

sposobów wytwarzania niektórych produktów żywnościowych

(np. pieczenie chleba, podpłomyków, ciast, robienie

makaronów), przygotowywania zapasów na zimę. Powyrzucano

ręczne młynki do mielenia kawy, w tym zbożowej,

zniszczono dzieże do wyrabiania ciasta na chleb, podręczne

niecki do wyrabiania mniejszej ilości ciasta obiadowego,

stolnice itp.

W obecnych czasach uzależnienie mieszkańców naszej

wsi od dostaw surowców energetycznych, transportu, decyzji

władz administracyjnych - dorównuje mieszkańcom dużych

miast. Wieś straciła swą wielowiekową samodzielność

i niezależność. W zamian za to ludność cieszy się z możliwości

dostępu do najnowszych osiągnięć technicznych,

komunikacyjnych, kulturalnych, informacyjnych, poprawy

warunków codziennego życia itp.

Jedno jest pewne, współcześni mieszkańcy dzielnicy

Kielanowice w Tuchowie mają otwarty dostęp do nowoczesności,

europejskości, mogą się czuć obywatelami Europy.

Cieszy fakt, że obecni kielanowiczanie są zaradni,

otwarci na europejskie propozycje, łatwo dostosowują

się do zmiennych warunków życia. Świadczy o tym kilkudziesięcioosobowa

grupa współczesnych emigrantów,

naśladujących swych ojców i dziadków, którzy na początku

XX wieku pracowali zarobkowo w Prusach i na Śląsku

(prace sezonowe), Francji, Anglii, Stanach Zjednoczonych

i Brazylii. W obecnej grupie emigracyjnej jest kilka osób,

które zdecydowały się pozostać na stałe w wybranych

przez siebie nowych ojczyznach. Najliczniejsza jest jednak

grupa wyjeżdżająca okresowo, czasem nawet kilkakrotnie

do tego samego kraju lub każdorazowo do innego. Nowa

fala współczesnej emigracji objęła swym zasięgiem takie

kraje, jak: Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, Kanadę,

Włochy, Niemcy, Austrię, Skandynawię, Irlandię, Francję,

Australię i inne.

Aleksander Koralik


17 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

O KIELANOWICACH W KIELANOWICACH

o Kielanowicach w Tuchowskich Wieściach ostatnio

dość sporo. Nie bez przyczyny, a właściwie kiłku. W tamtejszej

osiedlowej radzie pojawiła się grupa łudzi aktywnych,

którzy potrafili do społecznej działalności wciągnąć innych,

a jej efekty już są widocznie choćby w starannie wyremontowanym

klubie. Odbywają się tu rozmaite imprezy z udziałem

mieszkańców, w tym - co jest szczególnie warte podkreślenia

- młodzieży. Jest ten klub takim lokalnym ośrodkiem integracyjnym,

co dziś, w dobie atomizacji społeczeństwa, jest

cenne: ludzie odchodzą od telewizorów, komputerów, chcą

się spotykać, dyskutować o sprawach ich interesujących,

bawić się wspólnie, odświeżać miejscowe tradycje, słowem

- odchodzić od tej mdłej papki masowej kultury.

Wśród inicjatyw kielanowiczan znalazło się utrwalenie

na piśmie historii miejscowości, która kiedyś była oddzielną

wsią, a dziś jest dzielnicą Tuchowa. Akurat mieli tu sprawę

ułatwioną, bo mieszkańcem wsi jest Aleksander Kowalik,

historyk, autor wielu różnotematycznych publikacji, szczególnie

jednak historycznych. Ten podjął się tego zadania;

sporą część materiałów miał już bowiem zgromadzoną,

a okazało się, że kielanowiczanie przechowują wiele różnych

dokumentów, potrzebnych do napisania historii wsi.

To oczywiście nie cała baza źródłowa, bo przecież trzeba

przestudiować dokumenty zgromadzone w archiwach,

kroniki parafialne, stare mapy, historie rodzin i inne.

Działania czasochłonne i żmudne, ale^ koniec zwieńczył

dzieło. Powstała Historia Kielanowic i została wydana

przez burmistrza Tuchowa. Spory tom, liczący prawie 200

stron, z licznymi zdjęciami i reprodukcjami dokumentów,

to dla Autora historia wsi rodzinnej. Dobrze to czy żle, że

o wsi pisze rodowity jej mieszkaniec? Jest tu pewne niebezpieczeństwo:

czy potrafi, tkwiąc w środowisku, zdobyć

się na potrzebny historykowi dystans, czy potrafi chłodno,

bez emocji i uprzedzeń podejść do spraw dotyczących jego

NAZWISKA MIESZKAŃCÓW

cz.

i jego bliskich? Wydaje się, iż tych niebezpieczeństw udało

się mu uniknąć. Nie ukrywa swojego bliskiego związku ze

swoją wsią, utożsamia się z nią, starając się jednocześnie

zachować obiektywizm historyka.

7 września br. w kielanowickim klubie zebrało się spore

grono zainteresowanych promocją książki: burmistrzowie,

mieszkańcy, zaproszeni goście. Impreza rozpoczęła się

muzycznym akcentem - koncertem pianistycznym Pawła

Harańczyka, byłego słuchacza tuchowskiego SOM-u,

a obecnie studenta akademii muzycznej. Autor Historii

Kielanowic przedstawił pokrótce genezę i proces powstawania

monografii, wykorzystanie dokumentów, a w szczególności

dotyczących dziejów kilku kielanowickich rodzin

przedstawionych w pracy. Jest to pewne novum w stosunku

do istniejących już opracowań dziejów wsi tuchowskiej

gminy, tym ciekawsze, że to przecież ludzie tworzą historię,

a w ich losach jak w zwierciadle odbija się historia kraju.

Sporo uwagi poświęcił Autor czasom po II wojnie światowej,

przedstawiając politykę władz PRL-u wobec rolników i wsi.

Stwierdzenia w pracy zawarte odnoszą się nie tylko do

Kielanowic, mają walor ogólny, a wynikają z zachowanych

starannie w rodzinnych archiwach dokumentów w postaci

nakazów, decyzji, kwitów itp.

Praca Aleksandra Kowalika zainteresuje przede wszystkim

mieszkańców tej wsi; sądzę, że sięgną po nią także ci,

którzy interesują się przeszłością naszej małej ojczyzny.

A potem były podziękowania i wyrazy uznania od

mieszkańców wsi, władz gminy. Towarzystwa Miłośników

Tuchowa, przyjaciół.

Być może po zapoznaniu się mieszkańców z treścią książki

zostanie zorganizowane spotkanie dyskusyjne o niej.

Pewnym jej uzupełnieniem jest zamieszczony powyżej

tekst, zawierający porównanie obrazów Kielanowic z XIX

i XXI w.

Józef Kozioł

y

SIEDLISK

Publikujemy kolejny fragment pracy Elżbiety Opałki o nazwiskach mieszkańców Siedlisk.

Lechowicz od imienia Lech Mastałerz 'masztalerz' - stajenny, Niemiec 'Niemiec'

Łabuz 'łabuź' - zielsko wodne łub zajmujący się końmi Niezgoda 'niezgoda' - ktoś kłótliwy

'łabus' - włóczęga Matus od imienia Mateusz Nowak 'nowy' - człowiek nowy

Łazarek od imienia Łazarz Mersim nazwisko obce w zawodzie, w miejsco-

Łątka 'łątka' - lalka, kukiełka Michalik od imienia Michał wości

Madej od imienia Madej od Mikos od imienia Mikołaj Ogieła 'ogieła'- szmaty, łachma-

Amadej, Amadeusz Mirek od imienia Mirosław ny

Majcher nazwisko pochodzenia Mleczko 'mleko', 'mleczko' Okaz 'okaz'

niemieckiego od imienia Mól 'mól' - owad Ołbrycht od imienia Albrecht

Majcher Mołczyk jakwyżej Ołeś od imienia Aleksander,

Majchrowicz jakwyżej Mucha 'mucha' Ołeś

Malec 'malec' - mały chłopiec, mały Myjkowski od miejscowości Myjko- Opałka 'opałka' - naczynie, w któ-

Marchwica 'marchew' wo łub gwarowego słowa rym 'opałają' - oczyszcza-

Marek od imienia Marek 'myjak' ją zboże

Marszałek 'marszałek - dawniej Nalepka 'nalepka' - naklejka łub Osika 'osika' - gatunek drzewa

zarządca dworu królew- 'nalepa' - okap nad pale- Ostrowski od miejscowości Ostrów,

skiego, dziś najwyższy niskiem Ostrowsko

stopień wojskowy


18 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

Ocalić od zapomnienia

)

HISTORIR DWORU NR KOZŁOWIE

Dwory i małe dworki były zwane - szczególnie w czasach

zaborów - ostoją polskości, tradycji z nią związanych, obyczajów,

a także niejednokrotnie - ośrodkiem szeroko pojętej kultury. To

tam właśnie, w szlacheckich dworkach, często określanych mianem

„zaścianków", starannie pielęgnowano narodową pamięć, to

tam rodziły się niepodległościowe dążenia i idee. Dwór szlachecki

niejako stał na straży polskich wartości i tradycji. Ta „polskość"

zaś musiała i miała swoją trwałą podstawę historyczną, opartą

na kulturowo - religijnych korzeniach. Jeżeli zatem jest mowa

o swoistej „zaściankowości" polskiego dworku, to należy ją pojmować

w kategoriach zdecydowanie dodatnich. Takim właśnie

typowym „zaściankiem" szlacheckim był dwór na jednym ze

wzgórz w Bistuszowej, zwanym później „Kozłowem".

Był niegdyś w Bistuszowej drugi - oprócz siedziby Bossowskich

- dwór na Kozłowie. Dwór wzniesiony został na

przełomie XVIII i XIX wieku przypuszczalnie przez rodziców

Józefa Rychtera Pelikańczyka, który jako pierwszy z rodu

Rychterów urodził się w 1790 roku w Bistuszowej. Rychterowie

wywodzili się ze starego, szlacheckiego rodu, obrali przydomek

Pelikańczyk, a pieczętowali się herbem Pelikan. Po tym, jak

zaborcy austriaccy skonfiskowali ich majątki na Podhalu,

po śmierci Franciszka Pelikańczyka Rychtera - (burgrabiego

krakowskiego i starosty nowotarskiego) potomkowie jego

syna Antoniego weszli w posiadanie Bistuszowej, która od tej

pory była podzielona między dwa sąsiadujące ze sobą majątki

ziemskie - Rychterów i Bossowskich. Rody te żyły w wielkiej

przyjaźni i były ze sobą spokrewnione (Rychterowie zostali

wylegitymowani ze szlachectwa w 1846 roku). Ich włości

były sporych rozmiarów, rozciągały się od wzgórza Wołowa

na południe i wschód, sąsiadując z dobrami Rozwadowskich,

Bossowskich oraz Szczepanowskich z Kielanowic. Obszar ten

nazywany jest dziś na mapach Kopaliny, nie opodal jest też

nazwa Kozłowe Doły.

Dwór na Kozłowie z przełomu

wieku.

Rysunek na podstawie fotografii z ok. 1918 r.

wykonał Krzysztof Wałaszek

Dwór był murowany, zbudowany na planie prostokąta,

parterowy, w całości był podpiwniczony z dachem dwuspadowym

i od strony wschodniej z wypuszczonym gankiem w formie

portyku, wspartym na słupach drewnianych, na który prowadziły

schody. Przed dworem znajdował się okrągły klomb; od

zachodu również było wejście w formie niewielkiego ganku.

Wewnątrz było siedem pomieszczeń, w tym sałon i wielka kuchnia.

Otoczenie dworu Rychterów było raczej typowe, tworzące

niegdyś założenia parkowo-dworskie; w niewielkiej odległości

znajdowały się czworaki, stajnie, kierat i spichlerz.

Józef de Pelikańczyk Rychter ożenił się z Celiną Anną Teklą

ze Skułskich (wdową po Janie Nideckim herbu Wieże - właścicielu

Uniszowej). Mieli oni czworo dzieci, lecz dwóch synów

zmarło w dzieciństwie; pozostał jeszcze syn Andrzej urodzony

w 1824 roku i córka Katarzyna urodzona w 1835 roku, (która

wyszła za mąż za szlachcica Franciszka Ksawerego Zassowskiego

herbu Rawicz). Józef Rychter na trwałe zapisał się w historii

Bistuszowej, gdyż zapewne on wystawił przydrożną kapliczkę

w pobliżu dworu około 1810 roku i ufundował pierwszą drewnianą

szkołę na Wołowej jeszcze na początku XIX wieku. Nie ma

żadnych wątpliwości, że był też fundatorem bocznego ołtarza

Św. Józefa w kościele parafialnym w Ryglicach, którego budowę

ukończono w dniu 19 września 1845 roku. Pięć miesięcy później

doszło do dramatycznych wydarzeń, które rozpoczęły się z 18

na 19 lutego 1846 roku, zwanych rabacją. Do tragicznych zajść,

jakie miały miejsce z inspiracji władz zaborczych, lepiej jednak

pasuje określenie - rzeź galicyjska. Rękami polskich chłopów

zaborcy mordowali szlachtę, która chciała wzniecić powstanie.

Józef Rychter i jego syn Andrzej brali udział w przygotowaniach

zrywu przeciw austriackim zaborcom, lecz powstanie

zakończyło się tragicznie, zanim zdążyło się rozpocząć. Tym

bardziej należy odnotować to, źe w Bistuszowej nie było żadnych

ofiar śmiertelnych, a Bossowskich uratował młody stolarz

Michał Witalis. Na Kozłowie było podobnie, dwór wprawdzie

splądrowano, ale do mordów tam nie doszło, a właścicieli uratowali

ich poddani; niewątpliwie Witalis też miał swój udział

w ich ocaleniu. Tak więc Bistuszowa zapisała się chwalebnie

w trudnych czasach tych dramatycznych wydarzeń (podobnie

jak Tuchów, co niedawno udało się potwierdzić na podstawie

historii rodu Rozwadowskich, gdyż przyjaźni chłopi ukryli

właściciela - Feliksa Stanisława Rozwadowskiego i uratowali

mu życie). A więc Bossowscy, Rozwadowscy i Rychterowie

uniknęli tragicznego losu, jaki spotkał właścicieli Burzyna oraz

pobliskiej Karwodrzy.

Po śmierci Józefa Rychtera w roku 1855 majątek na

Kozłowie odziedziczył jego syn Andrzej Pelikańczyk Rychter,

który w 1866 r. wybudował spichlerz dworski (rozebrany kilka

lat temu). Andrzej ożenił się jeszcze przed rabacją z Karoliną

de Toth herbu Łabędź. Mieli oni troje dzieci, lecz niestety na

skutek chorób, które panowały po rabacji, dwóch ich synów

zmarło; przeżyła jedynie ich córka Ewa, która stała się potem

dziedziczką majątku. To za jej rządów w Bistuszowej, w drugiej

połowie XIX wieku, pojawiła się po raz pierwszy w dokumentach

nazwa „Kozłów" (ojciec Ewy zmarł w 1893 roku, a jej

matka w 1908). W roku 1873 Ewa Rychter wychodzi za mąż za

Wilhelma du Laurans, powstańca z roku 1863, który pochodził

ze starego i zasłużonego rodu francuskiego, pieczętującego się

herbem Własnym. Jego przodkowie osiedli w Rzeczypospolitej

juź w pierwszej połowie XVIII wieku, co potwierdza archiwalny

dokument z czasów króla Augusta III, pochodzący z roku 1739.

Kolejny przodek Wilhelma był pułkownikiem i komendantem

regimentu gwardii koronnej na dworze króla Stanisława Augusta

Poniatowskiego w łatach 1780 do 1783. Ród ten w 1838

roku został wylegitymowany ze szlachectwa. W roku 1874

przychodzi na świat syn Wilhelma i Ewy z Rychterów - Andrzej

Karol Mieczysław du Laurans.

Dzieciństwo spędził Mieczysław na Kozłowie, a w wieku

12 łat wysłano go na naukę do elitarnego Kolegium oo. Jezuitów

w Chyrowie (wówczas najlepszej szkoły w całej Galicji),


19 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

którą ukończył w 1890 roku. Był on bardzo

lubiany i szanowany. W roku 1905 ożenił

się z Zofią Heleną z Myszkowskich herbu

Jastrzębiec; (świadkami na ich ślubie byli:

Stefan Rychter herbu Pelikan i Bolesław

Bossowski herbu Ślepowron). Z tego związku

narodziło się w kolejności czworo dzieci:

Maria, Janina, Andrzej i najmłodsza córka

Barbara. W czasie I wojny światowej przez

Bistuszową w latach 1914 do 1915 przetoczyła

się wojenna nawałnica, tak jak przez

Tuchów, Łowczówek, Uniszową i Ryglice. Na

czas działań wojennych Bossowscy wyjechali

do Wiednia, a właściciele Kozłowa pojechali

do kurortu w Szczawnicy, gdzie na świat

przyszła Barbara du Laurans. Po tych walkach,

które tam się toczyły, pozostało kilka

śladów po pociskach na ścianach dworu oraz

rozrzucone ciała zabitych żołnierzy, którzy

zginęli w walkach. Wtedy właścicielka Ewa

du Laurans poleciła swoim poddanym, by

zebrać ciała żołnierzy i godnie pochować,

wskazując przy tym miejsce pod przyszły

cmentarz, ofiarowała też 280 m^ ziemi na ten

cel. Tak powstał cmentarz numer 165, uformowany

później przez Austriaków, według

projektu Heinricha Scholza. W roku 1918 kończy się wielka

wojna światowa, a w listopadzie tego samego roku Polska

odzyskuje niepodległość i wraca na mapę Europy, do narodów

wolnego świata. Radość była wszędzie, również na Kozłowie,

jednak pod koniec 1919 roku doszło do tragicznego zdarzenia,

Mieczysław du Laurans został postrzelony na polowaniu,

co przyczyniło się do jego przedwczesnej śmierci (wcześniej

jednak, Mieczysław odwiózł swego syna Andrzeja na naukę

do Gimnazjum w Chyrowie). Po tych zdarzeniach rodzina

z Bistuszowej, czyli pani Bossowska z córkami, odwiedzały

mieszkańców Kozłowa, pocieszając ich w niedoli. Także wujek

Stanisław Ignacy Bossowski, pomagał w tym czasie w zarządzaniu

majątkiem. Matka Mieczysława - Ewa du Laurans przed

swoją śmiercią w 1920 roku, spisała testament i podzieliła majątek

między czworo swoich wnuków: Marię, Janinę, Andrzeja

i Barbarę, zapisując jej część, na której stał dwór. W 1921 roku

Zofia Helena du Laurans wychodzi ponownie za mąż, także za

szlachcica. Jednak jej drugi mąż nie przyczynił się do rozwoju

majątku, bezprawnie uzurpując sobie prawo do niego. To za

„jego rządów" na początku lat trzydziestych doszło do wielkiego

pożaru, który strawił czworaki, stajnie, powozy i kierat; ocalał

jedynie dwór i spichlerz. Od tej pory pozostały przy dworze

tylko dwie osoby: służąca Stefka i Franek Gorczyca, który zajmował

się końmi. Sam dwór zachował jednak typowe elementy

siedziby szlacheckiej; na ścianach wisiały cenne obrazy, broń

biała i myśliwska, także trofea. W 1934 roku Barbara du Laurans

wychodzi za mąż, za nauczyciela z Tuchowa - Tadeusza

Wantucha. Zamieszkują razem na Kozłowie, a w roku 1935

przychodzi na świat ich pierwszy syn. Niedługo potem matka

Barbary, wyprowadza się z dworu ze swoim mężem Konstantym.

W drugiej połowie lat trzydziestych Andrzej du Laurans

sprzedał swoją część majątku i kupił dwa samochody - osobowy

i ciężarowy. Były to niewątpliwie pierwsze automobile przed

wojną na terenie gmin Tuchów i Ryglice, jednak po wkroczeniu

okupantów hitlerowskich we wrześniu 1939 roku wojsko

niemieckie zarekwirowało te pojazdy. W roku 1936 Tadeusz

Wańtuch otrzymuje posadę nauczyciela i kierownika szkoły na

Wołyniu koło Krzemieńca i tam też naucza, a rok później do

męża przyjeżdża żona Barbara z dwojgiem małych dzieci. Na

czas wyjazdu Barbara wydzierżawiła ziemię, ludziom z polecenia

księdza Jakuba Wyrwy, którzy mieli ją obrabiać. Niestety,

nie robili tego, za to włamali się do dworu i tam pomieszkiwali

(wynosząc niektóre rzeczy), a gdy właściciele powrócili w czasie

okupacji z Wołynia w 1941 roku, to nie chcieli ich wpuścić do

własnego domu i jeszcze grozili, że doniosą na nich na gestapo,

Kapliczka na Kozłowie fundacji

dziedzica Józefa Rychtera ok. 1810 r.

Rys. Krzysztof Walaszek

iż rzekomo są Ukraińcami. W końcu udało

się ich przepędzić, jednak skradzionych

rzeczy nie odzyskano^ Nastał rok 1945,

w styczniu Tuchów i okolice zostały „wyzwolone",

a w maju skończyła się II wojna światowa,

lecz prawdziwa wolność nie nadeszła.

Władzę w Polsce przejęli komuniści i zaprowadzali

nowy „porządek". Pierwszymi

ofiarami tego systemu byli akowcy, Kościół

i ziemiaństwo. Tych ostatnich wyrzucano

z majątków i domów, które zamieszkiwali od

wielu pokoleń, odbierano im też ziemię. Taki

los spotkał w Tuchowie Rozwadowskich,

w Bistuszowej Bossowskich, w Ryglicach

Cieleckich i innych właścicieli okolicznych

dworów. Jeżeli chodzi o Kozłów, to chyba

tylko dlatego, że majątek został podzielony

na czworo rodzeństwa jeszcze przed wojną,

uchroniło go przed parcelacją, gdyż dekret

o reformie rolnej nie obejmował takich obszarów

ziemi. Nie przeszkadzało to jednak

w tym, by właścicielom utrudniać życie.

Za to, że dwór był zamieszkały, Tadeusz

Wańtuch opłacał przez lata kary skarbowe,

a ówczesne władze gminy Ryglice nie pozwalały

na przeprowadzanie jakichkolwiek

remontów. Nigdy też nie wyrażono zgody na podłączenie do

dworu elektryczności. Wszystkie te działania doprowadziły

w końcu do rozbiórki dworu w 1969 roku. Właściciele wybudowali

wówczas w pobliżu mały, prowizoryczny dom, w którym

mieszkali do początku lat osiemdziesiątych.

Z rodzeństwa (rodu du Laurans) najmłodsza Barbara

wyszła za Tadeusza Wantucha, Andrzej du Laurans ożenił się

w Wojniczu, a zamieszkał w Tarnowie, Janina wyszła za Mariana

Mroza, znanego w Tuchowie artystę malarza, a najstarsza

- Maria wyszła za mąż za Władysława Jękota. Dzieci ich i potomkowie

rozproszyli się po całej Polsce od Tuchowa aż po Gdańsk

i Szczecin... Tadeusz i Barbara Wantuchowie byli ostatnimi

właścicielami dworu na Kozłowie. Po stanie wojennym, w roku

1983 majątek został sprzedany, a właściciele przeprowadzili się

do Tuchowa, gdzie Tadeusz wkrótce zmarł w 1984 roku, a jego

żona Barbara, dziewięć lat później w 1993 roku.

Rody zamieszkujące Kozłów niejednokrotnie w przeszłości

dawały dowody na wierność Rzeczypospolitej, walcząc w bitwach,

powstaniach i zrywach niepodległościowych; wywodząc

swe korzenie z Europy Zachodniej, potwierdzały jednak swoją

postawą przynależność do Polskie Dla komunistów dwór szlachecki

był jednak symbolem wszystkiego co najgorsze i taką też

wiedzę zaszczepiano już najmłodszym pokoleniom. Dlatego niszczono

i dewastowano polskie dwory, ale też prześladowano ich

właścicieli; z dwudziestu pięciu tysięcy polskich dworów przed

II wojną światową do naszych czasów przetrwało mniej niż

dziesięć procent, z tego wiele zostało poważnie zniszczonych.

Ten krótki rys historyczny nie rozwinął oczywiście w pełni

tematów związanych z architektoniczno - historyczną

genealogią polskiego dworu jako takiego, ale też nie o to tutaj

chodziło. Pragnąłem w nim raczej zwrócić uwagę na fakt, jak

ważne jest, aby ocalić od zapomnienia coś bardzo istotnego, coś,

co kształtuje naszą świadomość^ To coś to oparta na historii

- narodowa pamięć. Jej cząstką jest historia nieistniejącego

już dworu na Kozłowie w Bistuszowej koło Tuchowa oraz jego

mieszkańców. Historia, którą warto poznać.

Opracował Tomasz Wańtuch, Tuchów 2008.

Powyższy tekst jest streszczeniem szerszego opracowania

z 2007 roku pod tytułem: „Ocalić od zapomnienia^

czyli historia dworu na Kozłowie w Bistuszowej k. Tuchowa".

PRAWA AUTORSKIE ZASTRZEŻONE -

ALL RIGHTS RESERVED.

Wykorzystywanie w całości lub we fragmentach, bez zgody autora zabronione.


20 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

Specjalistyczna pomoc lekarska w Tuchowie

^

w I części Służby zdrowia w Tuchowie,

- wydanej w 2005 roku na stronach 32 i 33

przedstawiłem przebieg budowy budynku

przeznaczonego na ośrodek zdrowia i szpital

rejonowy w Tuchowie. Po ukończeniu

budowy i przemianowaniu ośrodka zdrowia

w roku 1964 na Przychodnię Rejonową od

razu zorganizowano w niej wiele pracowni

I poradni. Kierownikiem Przychodni Rejonowej

od początku jej Istnienia była doktor

Marla (Józefowicz) Wójcik. Pierwszymi specjalistycznymi

poradniami ww. przychodni

byty: poradnia ogólna od roku 1964 - z kilkuosobową

obsadą, między Innymi pracowali

w niej: doktor Jan Piotrowski, doktor

Marla Józefowicz, absolwent medycyny

Władysław TarneckI, doktor Władysław

Chmielowski; poradnia dziecięca „D" od

roku 1964 - pierwszym kierownikiem była

doktor Krystyna (Hatała) Płońska; poradnia

chirurgiczna od roku 1965 - pierwszym

kierownikiem był doktor Longin SmulskI;

poradnia stomatologiczna od roku 1964

- pierwszym kierownikiem była doktor stomatolog

Zofia Leś; poradnia „K" dla kobiet

od roku 1964 - pierwszym kierownikiem był

doktor Włodzimierz Orobeć.

Większość miejscowych lekarzy

I przedstawicieli władz za twórcę I organizatora

działu specjalistycznej pomocy

medycznej w Tuchowie uważa doktora

Stanisława Jakusa, wieloletniego ordynatora

oddziału wewnętrznego miejscowego

szpitala. Funkcję ordynatora oddziału wewnętrznego

w Tuchowie objął lek. med.

Stanisław Jakus po ustąpieniu z niej lek.

med. Stanisława Bema. Doktor Stanisław

Jakus pełnił ją od 1 maja 1966 roku do 8

maja 1995 r., kiedy to przeszedł na emeryturę.

Równocześnie z funkcją ordynatora

od roku 1979 był dyrektorem szpitala (kiedy

zachorował doktor Orobeć), a w okresie

od 8 lipca 1985 do 8 marca 1995 roku był

równocześnie dyrektorem Zespołu Opieki

Zdrowotnej w Tuchowie. Wśród wielu zasług

w dziedzinie rozwoju opieki zdrowotnej

na terenie Tuchowa wymieniony wyróżnił

się dostrzeżeniem potrzeby zorganizowania

na miejscu specjalistycznej opieki

medycznej jako ważnego działu skutecznego

leczenia. Z jego Inicjatywy zostało

zorganizowanych wiele specjalistycznych

poradni działających do dziś w Tuchowie.

Działalność ta w ujęciu chronologicznym

przedstawia się następująco:

- 1 sierpnia 1978 roku zorganizowano

poradnię okulistyczną - kierownikiem

był doktor Krzysztof BurglelskI;

- 31 października 1981 roku zorganizowano

poradnię neurologiczną - kierownikiem

była doktor Balbina Ujejska;

- 7 stycznia 1982 roku zorganizowano poradnię

reumatologiczną - kierownikiem

był doktor Jacek Jordan;

- w 1984 roku zorganizowano poradnię

laryngologiczną - kierownikiem był

doktor Jerzy Sowiński;

- 11 stycznia 1989 roku zorganizowano

poradnię dermatologiczną - kierownikiem

była doktor Joanna Piotrowicz;

- 1 września 1989 roku zorganizowano

poradnię kardiologiczną - kierowniczką

była doktor Dorota Jakus-Stoga; warto

dodać, że pracownia ekg funkcjonowała

znacznie wcześniej, pracując

początkowo na przestarzałym sprzęcie,

który obsługiwał doktor Zbigniew Wrona,

a konsultantem nadzorującym był

sam doktor Stanisław Jakus;

- 1 listopada 1993 roku zorganizowano

poradnię leczenia bólu - kierownikiem

był doktor Andrzej Krzemień;

- 1 stycznia 1995 roku zorganizowano poradnię

dlabetologiczną - kierownikiem

był doktor Wiesław Dudziński.

Mimo faktu odejścia w 1995 roku na

emeryturę doktora Stanisława Jakusa, nie

zakończono w Tuchowie rozbudowy bazy

specjalistycznych poradni. I tak:

- 23 września 1996 roku zorganizowano

poradnię neonatologiczną - kierownikiem

był doktor Jacek Rakowski;

- 1 marca 1997 roku zorganizowano

poradnię zdrowia psychicznego, kierownikiem

była doktor Alicja Kras;

- 1 kwietnia 1997 roku zorganizowano

poradnię psychologiczną, kierownikiem

był mgr Wacław Srebro;

- 1 września 1998 roku zorganizowano

poradnię urologiczną, kierownikiem

został doktor Marek Sandhelm;

- 1 września 1999 roku zorganizowano

poradnię pulmonologiczną, kierownikiem

został doktor Kazimierz Kwiatkowski;

- od 1999 roku zorganizowano poradnię

rehabilitacyjną, kierownikiem została

Grażyna Kalita- Słowik.

Obecnie wiele działów leczniczych

w wyniku pogłębionej specjalizacji samorzutnie

wyróżniło się jako szereg odrębnych

specjalistycznych poradni. W Tuchowie

prym w tym zakresie wiedzie poradnia

chirurgiczna z której wyodrębniono: poradnię

chirurgii ogólnej, poradnię chirurgii

naczyniowej, poradnię chirurgii urazowo-

-ortopedycznej, poradnię chirurgii stomatologicznej.

W ramach specjalistycznej opieki lekarskiej

w Tuchowie działa również szereg

Tucłiiw ul. Zielona 1S

.¿itifu Sii'tfy*.yny fi'>(iTJttttej

S ' i-'t/itl '/Ui.'/tOtviLu

b r i s "

BEZPUTNE SWIiDCZEHIi fOBBTiWOWEJ

WIEWZDROWOTNEJ W HiMiCHUHOWY

IZHiRODOWliMFUNDUSZE H ZOfiOWIA

K.Z.O.Z, '^AlUBRIS" Sp. I o.D, Filia w tuctiowla

PORADNIA MEDYCYNY RODZINNEJ

PnOFESJONlLHAOPIEKILEI1HIVFtODINNYCH,

PEHlTRÓlt,LĘKAMY POIDLI CllEJ nOOa«Y.

'li.ftsi.w PO rłii

Niepubliczny Zakład Opieki ZaTOg^ffiBi

MEDYK i

- PsiadniaMEURaiDGICZM

- PnialnlaOTilLARYNGDLOGICZHft

• PoradniaPSYCHOLOGICZNA ^tjm

WOCHA I ŚWIĄTECZNĄ

r >imbołatoryjna i wyjazdowa

OPIEKA LEKARSKA I PIELĘGNIARSKA

Hr lel. es 3S 2BS

i-unictliiaieh - Pii|lLk; 18" - B"

i .Śrtifta: CAŁA "«mli


21 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

pracowni a to: pracownia fizykoterapii,

pracownia kinezyterapii, pracownia masażu

leczniczego, pracownia endoskopowe,

pracownia kardiologiczna, pracownia

EKG, pracownia USG, RTG, pracownia

psychologiczna, pracownia spirometryczna,

pracownia audiometryczna oraz Inne,

w tym zabiegowe I pomocnicze.

Wymienione poprzednio poradnie

I pracownie powstały w ramach zorganizowanego

w dniu 1 stycznia 1977 roku

Zespołu Opieki Zdrowotnej, którego pierwszym

dyrektorem był lek. med. Stanisław

Pętlic. Ten zintegrowany system placówek

społecznej służby zdrowia działał w naszym

rejonie przeszło 30 lat. W ostatnim dziesięcioleciu

w ramach przedsięwzięć prywatyzacyjnych

zorganizowano wiele prywatnych

placówek leczniczych, działających

w oparciu o Narodowy Fundusz Zdrowia.

Od kilku lat działają w Tuchowie niepubliczne

zakłady opieki zdrowotnej organizujące

bezpłatne świadczenia zdrowotne w ramach

umowy z Narodowym Funduszem

Zdrowia. Mają one swoje poradnie, a między

Innymi są to: Eskulap, Salubris, Medyk,

Centrum Medyczne KOL- MED., Centrum

Oka, od 12 III 2008 roku dołączyło też Centrum

Zdrowia Tuchów ze swoim bogatym

zapleczem poradni I pracowni. Działają też

rozsiane po Tuchowie całkowicie prywatne

gabinety lekarskie. Zamiast opisywać te

nowo powstałe placówki lecznicze, sadzę,

że pożyteczniejsze będzie dla czytelników

zamieszczenie wywieszek Informujących

o Ich działalności.

Opracował

Aleksander Kowalik

go w yyiM ]

Dla lokalnego środowiska poświęca swój czas. Jest ostatnią deską ratunku dla tych,

którzy mają tylko^ szczere chęci. Gdy zawodzą własne pomysły i zdolności - to jak

w dym do niej. Nie boi się wielkich wyzwań, formatów, farb i pędzla. Poprzez swoje plastyczne

prace uczestniczy wielu wydarzeniach społecznych: świeckich i religijnych.

Z panią Alą Pękalową z Dąbrówki Tuchowskiej rozmawia Zdzisława Krzemińska.

Z.K.: - B^yło wieie okazji, aie dopiero piękny jubileusz

małżeński państwa Marii - znanej powszechnie jako Ala

- i Aleksandra Pękalów sprawił, że zatrzymujemy się dziś

nad życiem i twórczością skromnej i - dla wielu -niezwykłej

kobiety. 50 lat w pożyciu małżeńskim, a ile lat przygody

z malowaniem ?

A.Ii: - 50 lat w pożyciu małżeńskim minęło jak przygoda

z malowaniem. Niewiele brakowało, a nasz staż małżeński

byłby skrócony; tym bardziej więc cenię sobie dar przeżycia

wspomnianego jubileuszu. A co dalej? Oby zawsze razem.

Malowanie nadal wypełnia moje spowolnione życie, a mam

świadomość, że to początek końca.

Z.K.: - Jak nazywa się technika stosowana przez Panią

i na czym ona polegać

A.P: - Nie mam określonej techniki, a to dlatego, że

prace wykonywane przeze mnie były tak różne, iż nie kierowałam

się techniką, tylko potrzebą użytkową w konkretnej

okoliczności. Moja praca zawodowa wiązała się z reklamą

handlową, a ta podyktowana była zmianami na rynku konsumpcyjnym

i usługowym. Robiłam rzeczy przede wszystkim

na potrzeby zakładu pracy- najpierw w Tarnowie,

później w Tuchowie - a dodatkowo dla szkół, kościołów itp.

Były to - i są - drobne, na pozór niewiele znaczące akcenty,

ale stanowiły uzupełnienie różnych uroczystości lokalnych,

bo w tym środowisku żyję.

Z.K.: - Jaka jest różnica między zapotrzebowaniem

rynku kiedyś i dziś?

A.P: - Nie widzę różnicy - w tej dziedzinie życia są

takie same potrzeby. Zawsze były na rynku nowości, które

wymagały reklamy, tak dawniej, jak dziś były wesela,

zabawy, zebrania, które wymagały oprawy plastycznej.

Chociaż dawniej plastyk-dekorator często musiał zrobić

„coś z niczego", tzn. według własnej inwencji twórczej rozglądał

się za materiałem i zdobywał go często w bogactwie

natury, np. w lesie. Dziś wiele elementów gotowych nabywa

się w sklepach.

Z.K.: - Jak przebiega Pani praca, tzn. jakie warunki

muszą b^yć spełnione, hy przyniosła pożądany efekt?

A.P: - Każdy chciałby pracować w godziwych warunkach

- nie zawsze tak było, jako że plastyk to człowiek, który

zanim osiągnie efekt swej pracy - bałagani. Nie wszędzie

można pozwolić sobie na swobodę. Trzeba lubić to, co się

robi, a wtedy w każdych warunkach można osiągnąć spodziewany

efekt.

Z.K.: - Czy według Pani łatwiej jest realizować własne

pomysły, czy pomysły innych ?

A.P: - Jeśli zdarzy mi się wzorować na czyjejś pracy

- jest łatwiej, bo część odpowiedzialności - według mnie

- spada na poprzedniego wykonawcę. Kiedy realizuję własny

pomysł, czuję niepewność, niedosyt i zawsze uważam,

że powinnam to zrobić lepiej.

Z.K.: - Wiele Pani prac wyznacza kalendarz liturgiczny;

są to np. Święta Wielkanocne, uroczystość Bożego Ciała,

odpust. Wtedy w tuchowskich kościołach są Pani dzieła.

Czy w innych również?

A.P: - Prace związane z liturgią były drugim moim

zajęciem po pracy etatowej. Takim stałym miejscem pracy

od roku 1973 po dzień dzisiejszy jest klasztor oo. Redemptorystów

w Tuchowie. Moja z nim współpraca rozpoczęła

się w czasie probostwa o. W. Witkowskiego. O ile dobrze

pamiętam - pierwsza pracą była dekoracja odpustowa, później

były prace do szopki - tu współpracowałam z głównym

projektantem - o. K. Zymułą. Często o. Witkowski czekał

na mnie na stacji PKP, bym jak najszybciej, po powrocie

pociągiem z Tarnowa, mogła rozpocząć pracę u niego. Przez

długie lata podejmowałam się różnych dekoracji zgodnie

z kalendarzem liturgicznym. Tu do dziś chętnie podejmuję

każde wyzwanie, ponieważ mam doskonałe warunki, życzliwą

pomoc i okazywaną wdzięczność. Symbole religijne

wykonywałam do wszystkich okolicznych kościołów z okazji

I Komunii Świętej, Bożego Ciała i innych uroczystości. Wielu

księży, pomimo tego, że zmienili miejsca swojej posługi.


22 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

nadal zamawia u mnie dekoracje; tym sposobem moje prace

wędrują nie tylko do kościołów w dalszej okolicy, ale bywało,

że też do Francji, Niemiec.

Z.K.: - Jakie uczucia t^^arzyszą Pani w czasie i w miejscu,

w którym jest Pani obecna poprzez swoje dzieła?

A.P.: - W większości moje prace były wykonywane na

potrzeby konkretnych okoliczności, szybko więc traciły

aktualność. Cóż, w takich momentach czułam żal, że tyle

pracy, zaangażowania, a za kilka godzin już nic nie znaczą.

To mnie nastrajało pesymistycznie, ale na krótko, bo znów

się coś działo, znów trzeba było robić coś nowego. Ale mam

w swoim skromnym „dorobku" prace, które przetrwały

lata; myślę, że najwięcej ich znajduje się na klasztornym

wzgórzu.

Z.K.: - Jak nazwalab'y Pani swoją działalność i czym

ona jest w Pani życiu osobistym?

A.P.: - Jest to działalność użytkowa, na życzenie osób

zainteresowanych jakimś tematem. W życiu osobistym jest

samorealizowaniem się - robię to, co umiem i lubię. Dlatego

nie mogę powiedzieć komuś, że czegoś nie będę robić, bo^

bardzo bym się żle z tym czuła. Mam satysfakcję, że zawsze

za wykonaną pracę spotykałam się z wdzięcznością, zadowoleniem

odbiorców, a to dodawało mi skrzydeł.

Z.K.: - Jest Pani postrzegana jako osoba z bogatym

doświadczeniem życiowym, zrównoważona, opanowana

emanująca wewnętrznym spokojem i pogodą ducha - czy

można się w tym doszukiwać zasług Pani twórczości?

A.Ii: - W każdej pracy, ale chyba szczególnie w twórczej,

ważna jest atmosfera. Miałam to szczęście, że dana mi była

swoboda. Będąc żoną i matką dwojga dzieci, mogłam pracować,

ile chciałam, poza domem, a mąż i dzieci z wielką

wyrozumiałością czekali na mój powrót.

Z.K.: - Co ma większy wpływ: twórczość na Pani życie

osobiste czy życie osobiste na profil twórczości?

A.P.: - 50 lat w pożyciu małżeńskim stanowi w pewnym

sensie odpowiedź na to wymagające refleksji pytanie. Był to

czas twórczości i pełni życia osobistego. Jeśli osoba bliska

nie przeszkadza, przeciwnie - akceptuje to, co się robi, to

uważam, że ma pozytywny wpływ na profil twórczości.

Od 17 do 23 sierpnia br. w Dworku I. J. Paderewskiego

w malowniczo położonej na Pogórzu Kąśnej Dolnej miała

miejsce siódma edycja Festiwalu Muzyki Kameralnej

Bravo Maestro. Organizowany przez Centrum Paderewskiego

Tarnów-Kąśna Dolna i pod patronatem ministra

kultury i dziedzictwa narodowego oraz starosty powiatu

tarnowskiego, w cyklu dwuletnim, festiwal stał się już

prawdziwym świętem muzyki w powiecie tarnowskim,

na którym rzesza melomanów południowej Polski, w tym

również bardzo licznie reprezentowany Tuchów, ma okazję

posłuchać artystycznych kreacji najwybitniejszych polskich

artystów. A w tym roku byli wśród nich: K. A. Kulka

- dyrektor artystyczny Bravo Maestro, K. Jakowicz, B.

Nizioł, K. Bąkowski i A. Gębski (skrzypce); S. Kamasa i L.

Balaban (altówka), T. Strahl, R. Kwiatkowski i A. Wróbel

(wiolonczela), K. Jabłoński i P. Kamasa (fortepian) oraz po

raz pierwszy na festiwalu H. Kaliński grający na waltorni.

wokalistka jazzowa Dorota Miśkiewicz i saksofonista H.

Miśkiewicz z triem jazzowym.

Tegoroczna edycja, wzorem lat poprzednich, składała

się z pięciu tematycznych wieczorów. W pierwszym z nich

prezentowano muzykę polską (J. Zarębski i K. Lipiński),

następny poświęcono wiedeńczykom (W. A. Mozart i F.

Schubert), w trzecim spotkaliśmy się z muzyką J. Brahmsa,

a w czwartym z utworami przeznaczonymi na potrójną

obsadę (F. Schubert, F. Mendelssohn-Bartholdy, A. Dvorak

i J. Brahms). Wieczór piąty poświęcony był muzyce

jazzowej, w którym wystąpili: D. Miśkiewicz - śpiew, H.

Miśkiewicz - saksofon i trio jazzowe w składzie A. Jagodziński

- fortepian, S. Kurkiewicz - kontrabas, K. Dziedzic

- perkusja oraz Zespół Kameralny Orkiestry Filharmonii

Śląskiej. Zgromadził on szczególnie licznie młodzieżową

widownię. Zgodnie z tradycją festiwal zakończył się maratonem

muzycznym, podczas którego w pierwszej części

wykonano wybrane fragmenty prezentowanych przez pięć

wieczorów utworów, w drugiej zaś były popisy mistrzów

grających utwory bardzo znane, np. Marzenia miłosne

Liszta w rodzinnym wykonaniu Kamasów (ojciec Stefan

- altówka, syn Paweł - fortepian). Melodie cygańskie P.

de Sarasatego (Krzysztof Jakowicz - skrzypce i Krzysztof

Jabłoński - fortepian) czy Czardasz N. Montiego (Konstanty

A. Kulka w roli głównej) i wykonywane na festiwalu po

raz pierwszy (Sonata per la Grand Viola N. Paganiniego

(świetna interpretacja i wirtuozeria Lecha Bałabana - altówka

przy akompaniamencie K. Jabłońskiego), Adagio

i Allegro R. Schumanna na waltornię (Henryk Kaliński)

czy Postludium Y. Silvestrowa na wiolonczelę (rozmarzony

Rafał Kwiatkowski) z towarzyszeniem fortepianu (w obu

wypadkach realizowane przez P. Kamasę).


23 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

Fenomen kąśnieńskiego

festiwalu tkwi przede

wszystkim w niepowtarzalnych

składach zespołów

kameralnych, które tworzą

znakomici polscy wirtuozi

zgodnie z potrzebami

prezentowanych utworów.

Jedynym znanym na tegorocznym

festiwalu zespołem

kameralnym byl Kwintet

Warszawski, który wykonał

wyśmienity skądinąd Kwintet

fortepianowy g-moll J.

Zarębskiego. Obcowanie na

co dzień z wielką muzyką

w mistrzowskim wykonaniu

sprawiało, że człowiek choć

przez chwilę czuł się jakby w innym świecie. Publiczność

żywo reagowała na znakomite artystyczne kreacje, przez

co między grającymi a słuchającymi wytworzyła się specyficzna

więż. Na tę wyjątkową atmosferę, jaka panowała

podczas tegorocznego Bravo Maestro, złożyło się również

wszystko to, co działo się obok, a zatem przepięknie ozdobiona

w rustykalnym klimacie i zaadaptowana na potrzeby

festiwalu stodoła koncertowa, dworek i jego otoczenie, park

ze stawem, możliwość spotkania i porozmawiania z każdym

maestro-wirtuozem, przejeżdżające pociągi, których stukot

kół nasuwał na myśl (dla nas odległe już) czasy przyjazdów

Paderewskiego do Kąśnej, a także serdeczność i życzliwość

gospodarzy; pracowników Centrum Paderewskiego wraz

z p. dyrektor Krystyną Szymańską. Festiwal się skończył,

ale pozostały niezapomniane wrażenia i pewność, że za

dwa lata do Kąśnej Dolnej znów zjadą najwybitniejsi,

aby wytrwale zdążającym do posiadłości Paderewskiego

melomanom odsłonić kolejne stronice wielkiej sztuki.

Niespodzianką na zakończenie festiwalu był rymowany

w góralskiej gwarze tekst, który drukujemy poniżej, wyrażający

wdzięczność organizatorom i artystom za wspaniałe

muzyczne wieczory.

opr. Jan M.

Gładysz

S c y n ś c i e i ^ d z i y n c n o ś ć

Kiej my się tu syćka w kupie dziś zebrali,

Uciesmy się tako, jak łowce na hali.

Co trowke smakujom, baca im stróżuje,

A wiecór przy basak śpiywki wyśpiywuje.

A my? Cóz Kąśnej gościnie nom trzeba?

Wiecór jes pogodny, muzycka jak z nieba.

Łospiescajom hawok majstry nad majstrami,

Grajom tak, ze cłowiek nie radzi z myślami,

Ale sucho, nuci, gwiżdże i przezywo,

A dusycka jego tako haw scynśliwo.

Fcecie zić scynśliwi, uccie się wdziencności,

W chałpie, przy robocie, lo swoik i gości, hej.

Dyrekcyi z syrca barz piyknie i scyrze

zycem, coby kupe dutków zbiyrała w łofierze

I jako do tej kwili śprytnie łozdawała,

a nom w Kąśnyj Dolnyj muzycka wcions grała.

Fcem tys dzisiok pedzieć: niech zijom sponsory!

Bez nik mo nas Ignaś telo wielkie fory.

Niek się nie strachajom i talarki mnozom -

Ludziska dziynkujom Wom s pomocom Bozom!

Fcem ugłoskać władze te z góry i z dołu.

Bez to, ze się s nami ciesyć fcom pospołu.

Suchocie muzyki, specyjalni goście.

Za rok nos do Kąśnej ku sobie zaproście.

Wdziyncność się należy panu Marianowi -

Choć go łapsko boli, Fazioli gotowy.

Kapelusik ściongom przed calom obsługom,

Wierzem, co festiwol nie był Wom za dugo.

„Bravo" ku potomnym Mietek kameruje -

Taki zalotany, ze nic nie zepsuje.

Teroski się zegnom z Wami na tyj hali,

Zicem, coby za rok sićka się spotkali. Hej!

Tuchów - Kąśna Dolna 2008, jag

Venimus, vidimus. Deus vicit - „Przybyliśmy, zobaczyliśmy,

a Bóg zwyciężył" - to słowa Jana III Sobieskiego

napisane w noc po wiktorii wiedeńskiej. Na Kahlenbergu

w stolicy Austrii 7 września uczczono 325. rocznicę odsieczy

wiedeńskiej. Na tej uroczystości zaśpiewał Sanktuaryjny

Chór Mieszany z Tuchowa.

Impreza odbyła się z rozmachem. W uroczystej mszy

Św., sprawowanej z ceremoniałem wojskowym, brali udział

przedstawiciele najwyższych władz Polski i Austrii oraz

wielotysięczny tłum pielgrzymów. Kazanie wygłosił bp

Józef Zawitkowski z Łowicza, a mszy przewodniczył biskup

polowy gen. dyw. Tadeusz Płoski, który powiedział:

Zwycięstwo polskiego oręża i koalicji państw europejskich

pod wodzą naszego króla ocaliło kulturę i chrześcijaństwo

Europy, wpisując się głęboko w jej dzieje. Zadecydowało

o jej losie.

W liturgii uczestniczył Chór Archikatedry Katowickiej

pod dyrekcją Krzysztofa Kagańca, chór z Milówki pod kierunkiem

Ireny Zając oraz Sanktuaryjny Chór Mieszany

z Tuchowa z dyrygentem Janem Gładyszem.

Następnie delegacje polska i austriacka złożyły wieńce

w kaplicy Jana III Sobieskiego. W uroczystościach wzięli

udział przedstawiciele wojska austriackiego i polskiego

na czele z generałem broni Waldemarem Skrzypczakiem

- dowódcą wojsk lądowych, przedstawiciele władz samorządowych

Wiednia oraz Polonia z Austrii. Przed trybuną honorową

defilowała Kompania Reprezentacyjna Dowództwa

Polskich Wojsk Lądowych oraz Kompania Reprezentacyjna

Austriackich Wojsk Lądowych. Następnie koncert i musztrę

paradną zaprezentowała Orkiestra Reprezentacyjna

Polskich Wojsk Lądowych pod dowództwem majora Artura

Czereszewskiego. - Chciałbym tu, w szczególnym miejscu,

na Kahlenbergu, zameldować wspaniałemu królowi Janowi

III Sobieskiemu, że jego wizja wolnej, solidarnej i szanującej

odrębność kultur^^ą Europy jest przez nas kontynuowana

- powiedział gen. broni Waldemar Skrzypczak.


24 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

Odsiecz wiedeńska to wyprawa

wojsk polskich w 1683

roku pod wodzą króla Jana

III Sobieskiego, idących na

pomoc wojskom austriackim

przeciwko oblegającym Wiedeń

wojskom tureckim. Była

to jedna z najważniejszych

bitew decydujących o łosie

Europy.

Imprezie towarzyszyły

także doroczne Dożynki Połskie

w Austrii oraz 25. rocznica

pobytu Jana Pawła II na

Kahlenbergu. W uroczystościach

dożynkowych udział

wzięły: Zespół Pieśni i Tańca

„Lachy" z Nowego Sącza pod

kierownictwem Teresy Grochal

i Zespół Pieśni i Tańca

im. Władysława Reymonta z Lipiec Reymontowskich pod

kierownictwem Teresy Pszczółki oraz Grupa Taneczna

Związku Podhalan w Wiedniu „Zakopane" pod kierownictwem

Tadeusza Gąsienicy - Fronka.

Nasz pobyt w stolicy Austrii rozpoczęliśmy już w sobotę

(6.09.) odwiedzinami kompleksów zamkowych w Schonbrunn

- posiadłości cesarzowej Sissi - wraz z przyległymi

do zamku ogrodami. Następny etap to atrakcje parku

rozrywki - czyli Prater w Wiedniu. Po południu udaliśmy

się do Grossengersdorfu, gdzie zostaliśmy ugoszczeni przez

zaprzyjaźnioną orkiestrę dętą w ramach rewizyty. Przed

kilku laty tamtejszy zespół Harmonia grał na niedzielnej

sumie w sanktuarium, a potem koncertował na tuchowskim

rynku. Dzięki życzliwości miejscowego proboszcza

z powodzeniem śpiewaliśmy podczas wieczornej mszy św.

Kolejnym punktem naszej wizyty był udział w lokalnym

„święcie winnic i piwnic", które stało się okazją do wspólnego

śpiewu, tańca i degustacji austriackich specjałów.

Radosną przystań znaleźliśmy pod namiotem w winiarni

Leo Roegnera. Były wspomnienia i tradycyjny „prosit", czyli

nasze „na zdrowie". Pełni wrażeń z niewielkiej miejscowości

pod Wiedniem i na Kahlenbergu wracaliśmy do Tuchowa na

tzw. Mały Odpust i do naszych codziennych obowiązków.

Pragniemy bardzo serdecznie podziękować naszym

drogim przyjaciołom z Austrii: p. kapelmistrzowi Reinhardowi

Krizso i jego małżonce Marianne, rodzinie Rognerów,

naszym rodakom: Agnieszce i Grzegorzowi Trepom za organizację

pobytu, wspaniałą gościnę i czas nam poświęcony

oraz ks. proboszczowi za śpiewaną modlitwę w kościele

parafialnym. Wyrazy wdzięczności kierujemy do p. Zofii

Beklen i Polonii austriackiej z p. Bronisławem Karasiem

na czele, którzy zaprosili nasz zespół na te uroczystości.

Dziękujemy również osobom towarzyszącym chórowi

w podróży, a nade wszystko państwu Marii i Wiesławowi

Wróblom, którzy życzliwie wsparli nasz wyjazd. Mamy

nadzieję, że po pobycie na Kahlenbergu wielu z nas spojrzy

na potrzebę organizowania patriotycznych uroczystości

z innej perspektywy.

Kamil

Wszołek

Unseren Aufenthalt in Österreichs Hauptstadt beganen wir am Samstag (6.Sep.) mit der Besichtigung vom Schloß

Schönbrunn - dem Anwesen der Kaiserin Sissi, und den angrenzenden Gartenanlagen. Als nächstes besuchten wir den

Wiener Prater mit seinen Attraktionen. Am Nachmittag wurden wir in Großengersdorf vom befreundeten Blaßorchester

empfangen. Vor ein paar Jahren besuchte dortiger Musikverein „Harmonia" Tuchów. Er spielte während der Sonntagsmesse

und anschliessend auf dem Tuchówer Marktplatz. Etwas hungrig und müde genossen wir das üppige Mittagessen.

Anschliessend begleiteten wir gesanglich die Abendmesse, was wir dem Wohlwollen des dortigen Pfarrers verdanken.

Der nächste Programmpunkt war das lokale Weinfest, das „Kellerfest". Es gab uns die Gelegenheit gemeinsam zu singen

und zu tanzen. Wir lernten die leckeren österreichischen Spezialitäten kennen. Die freundliche Winzerei Leo Rögner

war an diesen Abend unser „Anlaufhafen". Wir haben alte Erinnerungen aufgefrischt und das traditionelle „Prost!"

und „Na zdrowie!" hat auch nicht gefehlt. Reich an Eindrücken aus Großengersdorf und dem Kahlenberg fuhren wir

zurück nach Tuchów zur sog. „Kleinen Wallfahrt" und zu unseren alltäglichen Pflichten.

Wir bedanken uns recht herzlich bei unseren Freunden aus Östrerreich, dem Kapellmeister Hr. Reinhard Krizso

und seiner Gattin Marianne, dem ganzen Orchester, der Familie Rögner sowie unseren Landsleuten Agnieszka und

Grzegorz Trepa für die Vorbereitung unseres Aufenthaltes, die Gastfreundschaft und die Zeit, die sie uns gewidmet

haben. Wir bedanken uns beim Herrn Pfarrer für die Ermöglichung des Auftritts unseres Chores während der heiligen

Messe. Ein Dankeschön richten wir an Fr. Zofia Behlen und die polnische Gemeinde in Österreich angeführt vom Hr.

Bronisław Karaś, die uns zu den Feierlichkeiten eingeladen haben. Wir bedanken uns bei allen die den Chor während

der Reise begleitet haben, besonders bei Eheleuten Maria i Wiesław Wróbel, die so freundlich waren, unsere Reise zu

unterstützen.

Übersetzung - Kristof Drabik


25 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

y

f e i t O ^ a l / o h ó r ó w ^ c / c / l e i í ^ e / C í ^ n t í c r w TC^Y^omjC^

>

Już po raz trzeci w konkursowych

szrankach spotkały się w Tarnowie

zespoły chórałne. Zainicjowany przed

łaty przez ks. mgr. Stefana Króła,

ówczesnego szefa Referatu Muzyki

Kościełnej przy tarnowskiej kurii, festiwał

chórów działających w diecezji

przeszedł metamorfozę i po dwóch

edycjach diecezjalnych stał się ogólnopolskim.

Organizacyjnego trudu

podjął się obecny dyrektor Wydziału

Muzyki Kościelnej, ks. Grzegorz

Piekarz we współpracy z Wydziałem

Kultury UM, Starostwem Powiatowym

i Centrum Paderewskiego oraz

parafiami: katedralną i Matki Bożej

Fatimskiej, a także Diecezjalnym Studium

Organistowskim w Tarnowie. To

właśnie z jego inicjatywy w sobotę, 20

września do Tarnowa zjechały chóry

z Częstochowy, Krosna, Limanowej,

Ludźmierza, Mielca, Nowego Sącza,

Nysy, Szczecina, Tuchowa i Warszawy.

W konkursie wzięły udział również

trzy tarnowskie chóry. Przesłuchania

odbywały się w kościele Matki Bożej

Fatimskiej w godzinach przedpołudniowych,

zaś uroczysta Msza św. na

zakończenie festiwalu oraz ogłoszenie

wyników - w tarnowskiej katedrze.

Liturgii, podczas której śpiewały

połączone chóry pod dyrekcją ks. G.

Piekarza, przewodniczył i homilię

wygłosił delegat ks. bpa ordynariusza

- ks. infułat Władysław Kostrzewa.

Chórzyści korzystali ze specjalnie

przygotowanego zeszytu zawierającego

wszystkie śpiewy podczas Mszy

Św. (a także utwory obowiązkowe do

wykonania na festiwalu), który komputerowo

złożył Mariusz Łabędź. Na

organach grał organista katedralny,

Sławomir Barszcz.

Decyzją jury w składzie: ks. prof.

A. Zając - przewodniczący oraz prof.

Lidia Matynian, prof. Marta Wierzbieniec

i prof. Jerzy Kurcz najlepszym

chórem festiwalu okazał się

Chór Kameralny Akademii Rolniczej

w Szczecinie pod dyrekcją Iwony Wiy

\

Merunowicz na rocznicę koronacji w Tuchowie

w uroczysty sposób obchodzono w tuchowskim sanktuarium

104. rocznicę koronacji cudownego obrazu Matki

Bożej Tuchowskiej. O godz. 17.00 rozpoczęła się adoracja

Najświętszego Sakramentu, którą prowadzili bracia klerycy

z WSD w Tuchowie. Następnie mszy św. koncelebrowanej

przez redemptorystów przewodniczył i okolicznościowe

kazanie wygłosił o. superior Kazimierz Pelczarski. Podczas

mszy Św. śpiewał Sanktuaryjny Chór Mieszany, m.in. napisaną

przez tuchowskiego organistę do słów K. Wiszniewskiego

na 100. rocznicę koronacji pieśń do Matki Bożej Tuchowskiej

Ziemi Tarnowskiej Piękna Pani oraz wielogłosowo opracowaną

Mszę jubileuszową ks. K. Pasionka. Ostatnim akcentem rocznicowych

obchodów był recital organowy. Stało się bowiem

niepisaną tradycją po zbudowaniu 29-głosowych organów

0 trakturze mechanicznej przez firmę W. Truszczyńskiego

z Warszawy, że w rocznicę koronacji organizowane są również

koncerty. Tegorocznym wykonawcą był dobrze znany

w Tuchowie Maurycy Merunowicz z Krakowa, który przed

laty raczył nas urokliwym muzycznym cyklem Bach - Mozart

- Mendelssohn, a na 104. rocznicę pokusił się o poszerzenie

tego repertuaru. Recital rozpoczęła Toccata i fuga d-moll J.S.

Bacha wykonana nie tylko w oryginalnej szacie brzmieniowej,

ale i ciekawej interpretacji. Następnie zabrzmiały 3 chorały

geniusza baroku: Hewi t-riumphieret Gottes Sohn; Ich ruf zu Dir

Jes'u Christ oraz Wer nur den lieben Gołł walłen, które w ocenie

znanego badacza muzyki lipskiego kantora, A. Schweitzera,

stanowią jego oryginalny katechizm i wyznanie wiary. Wzruszająca

była dedykacja ich wykonania dla mającego zdrowotne

kłopoty synka p. U. i Z. Dunajów. Nowością w tym cyklu były

utwory J.L. Kresa {Trio F-dur i B-dur) o bardzo kameralnym

1 ciepłym brzmieniu. Doskonałość formy i stylu objawiła

się w Andante F-dur W.A.

Mozarta, które na organy

zaaranżował, podobnie jak

wiele innych utworów, sam

koncertmistrz. Powrót do

źródeł nastąpił w Suitę du

Premier Ton L.N. Clerambault.

Z tego cyklu usłyszeliśmy

Fugę i Duo brzmiące

jeszcze w renesansowej

konwencji. Ostatnim utworem

recitalu była potężna

śniewskiej - Salamon. W doborowym

towarzystwie nagrodzonych zespołów

znalazł się również Sanktuaryjny Chór

Mieszany, który w bieżącym roku obchodzi

65 rocznicę swego istnienia. Za

wykonanie utworów T. Flaszy {Chwalcie

Pana), M. Gomółki (Pana ja wzywać

będę), A. Lotti'ego (Stabat Mater),

F. Nowowiejskiego {Parce Domine), K.

Pasionka {Laúdate Dominum) i J. Surzyńskiego

{Wszystkie trony niebieskie)

tuchowscy chórzyści otrzymali wyróżnienie.

Wszyscy uczestnicy festiwalu

otrzymali pamiątkowe dyplomy oraz

płytę CD z nagraniem dopołudniowych

przesłuchań. Godne podkreślenia jest

zaangażowanie uczniów tarnowskiego

DSO w prace przygotowawcze przed

festiwalem, jak i podczas jego trwania.

Przez cały dzień, od godzin rannych aż

do wieczora, słuchacze studium w sposób

niezwykle serdeczny i dyskretny

opiekowali się zespołami, służyli radą

i byli przewodnikami po festiwalowych

ścieżkach. Brawo.

>

mag

Introdukcja i passacaglia

d-moll M. Regera naszpikowana

kontrastami dynamicznymi

i technicznymi

karkołomnościami. Owacją na stojąco słuchacze dziękowali

krakowskiemu artyście za tę muzyczną ucztę i wyklaskali

bis - ^rtg z opery Rinaldo J. F. Haendla opracowaną na organy

przez Merunowicza. Jak przystało na tradycję recital zgromadził

sporą liczbę słuchaczy, dla których muzyka organowa

stanowi źródło duchowych przeżyć i artystycznych wrażeń.

Organizatorzy składają serdeczne podziękowania wszystkim

sponsorom, a w szczególności burmistrzowi Tuchowa - p.

Mariuszowi Rysiowi i kustoszowi sanktuarium - o. Eugeniuszowi

Leśniakowi oraz nieustannie współpracującym

właścicielom prywatnych firm: pp. M. Boratyńskiemu, U. i Z.

Dunajom, B. i M. Mazurom, R. Osice, R. i R. Płowieckim,

A. i M. Sajdakom, L. Szaramie, W. Wąsowi, J. Wróblowi i A.

Wójcikowi, dzięki którym udało się zrealizować zaplanowany

na 104. rocznicę koncert.

Jan

Gładysz


26 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

W

Jan Pawei II - wychowawca mtodjch

^

w celu upamiętnienia pontyfikatu i nauk Ojca

Świętego Konferencja Episkopatu Polski ustanowiła 12

października VIII Dniem Papieskim. Jego hasło to: Jan

Paweł II - wychowawca młodych.

Pamiętamy, że Ojciec Święty zwracał szczególną uwagę

na ludzi młodych. Gdy był kapłanem, biskupem i kardynałem,

zawsze dla młodzieży miał czas. Interesował się jej problemami,

rozmawiał, dyskutował, pisał listy, głosił kazania

i prowadził rekolekcje. Mówił wtedy o pogłębianiu wiary,

uczestnictwie w życiu sakramentalnym, o przygotowaniu

do życia małżeńskiego, rodzinnego i społecznego. Zachęcał

do walki z sobą i ze światem o sprawiedliwość, prawdę,

uczciwość, o czystość i szlachetność. Stawiał przed nimi

chrześcijański obowiązek dążenia do świętości.

Przed świętami Bożego Narodzenia odwiedzał ośrodki

akademickie, łamał się opłatkiem i składał życzenia. Brał

udział w „godzinach świadectwa". Cieszył się, że młodzi

poprzez rozważanie słowa Bożego i czynny udział w liturgii

odkrywają na nowo Chrystusa i budują żywy Kościół.

W uroczystość św. Stanisława Kostki przybywał do

bazyliki Najświętszego Serca

Jezusowego i poświęcał studentom

skrypty, podręczniki

i książki. Mówił wtedy:

Są one warsztatem waszej

pracy, ale trzeba sobie powiedzieć,

że na tym warsztacie ja

mam wypracować swoją świętość,

bo świętość jest zawsze

konkretna. Jest to świętość

Stanisława Kostki, który był

uczniem, studentem, a później

nowicjuszem jezuickim, ałe

jest to też świętość studenta

czy studentki politechniki,

akademii ekonomicznej i rolniczej,

medycyny - świętość

przyszłego lekarza, ,inżyniera, ^

adwokata, nauczyciela itd.(...) Świętość to jest życie inten^;ywne,

nie rozlazłe, nie zmarnowane, życie dojrzałe. (...) Po to

poświęcacie te przedmioty, abyście się uświęcali, studiując

z ich pomocą. Książka poświęcona niech wam przypomina,

że trzeba łączyć pracę z modlitwą, trzeba od modlitwy pracę

zacz'ynać, trzeba p-racę w modlitwę zamieniać.

Po liturgii wspólna agapa trwała do późnej nocy. Karol

Wojtyła nie mógł rozstać się z młodzieżą. Mówił: Jak człowiek

wejdzie w tę młodzież, to ani nie wie, kiedy północ przyjdzie.

W uroczystość św. Karola po godz. 19.00, po wyjściu

oficjalnych gości, przybywała młodzież. W podarunku kardynał

otrzymywał pieska owczarka z włóczki, by pilnował

jego trzody, samolot odrzutowy z plastiku, by w każdej

chwili mógł lecieć do Rzymu, narciarza pluszowego, by

przecierał szlaki zjazdowe na stokach Tatr, dwa duże

serca z piernika-symbole miłości kardynalskiej i studenckiej.

Kardynał Wojtyła sprawował Eucharystię.

Młodzi śpiewali przy gitarze współczesne pieśni religijne.

Uradowany przyszły Papież tak zwracał się wtedy do swych

młodych gości:

Ta wielka radość pochodzi stąd, że w epoce, w której

niecało jest zakładania, młodzi ludzie chcą żyć prawdą

(...), uważając, że ważniejsze od tego wszystkiego jest to, żeby

b^yć sobą, być wiernym sobie, być w swojej duszy wiernym

Chrystusowi.(...)"

Młodych ludzi zafascynowała prostota przyszłego

Papieża, jego otwartość, niepretensjonalność, uśmiech,

rzeczowość i mądrość

Te krakowskie spotkania ze studentami i młodzieżą

oazową były inspiracją do ustanowienia Światowych Dni

Młodzieży. ŚDM odbyły się także Polsce w 1999 r. na Jasnej

Górze. Było to spotkanie przełomowe, bo spotkali się po

raz pierwszy młodzi ze Wschodu z rówieśnikami z Europy

Zachodniej.

15 stycznia 1995 r. zaś 5 min osób uczestniczyło we Mszy

Św. z Janem Pawłem II kończącej X SDM w stolicy Eilipin-Maniłi.

Było to największe zgromadzenie w historii ludzkości.

Pierwszym przedstawicielem polskiej młodzieży, wyniesionym

na ołtarze przez Jana Pawła II, jest 16-letnia

Karolina Kózkówna. Jej beatyfikacja odbyła się 10 czerwca

1987 r. w Tarnowie.

Podczas ŚDM przestrzegał, aby młodzi nie uciekali od

odpowiedzialności w ułudę

alkoholu, narkotyków, indywidualizmu

i wirtualnego

świata, w przelotne związki

nieprowadzące do małżeństwa

i założenia rodziny, aby

nie stawali po stronie obojętności,

cynizmu czy gwałtu,

aby przede wszystkim nigdy

nie stali się Bogiem dla samych

siebie. Usilnie prosił,

aby wymagali od siebie, nawet

gdyby inni od nich nie

wymagali.

Młodzież jest adresatem

ostatniego orędzia umierającego

Papieża. Wieczorem,

kiedy powiedziano Ojcu

Świętemu, że na Placu św. Piotra modli się za niego

młodzież, ten odpowiedział ruchami warg, z których można

było odczytać: Szukałem was, teraz wy przyszliście do

mnie, i za to wam dziękuję.

Ojciec Jan Góra powiedział, że młodzież lgnęła do

Papieża, ponieważ pokazywał on nie tylko piękno kapłaństwa,

ale był też poetą, aktorem sportowcem, filozofem.

To imponowało młodzieży. Nikomu nie schlebiał.

Mówił, że pójście za Ewangelią jest trudne, ale pokazywał

zarazem, ze to piękna droga. Był w tym prawdziwy. Pragnął

dobra młodych ludzi, bo ich kochał. A gdy się kogoś

naprawdę kocha, to pragnie się jego dobra. Choć Papież

stawiał młodzieży wysokie wymagania moralne, był dla

niej największym autorytetem, przyjacielem, wręcz idolem.

Na spotkaniach z nim wrzawa była nieraz taka, jak podczas

koncertów gwiazd rocka.

I dlatego dla młodzieży Ojciec Święty, dzięki owej

wewnętrznej spójności słowa i postawy, stał się wzorem

wychowawcy, wzorem do naśladowania. Był także świadkiem,

że młodość nie jest kwestią wieku, lecz przylgnięciem

do świata Boga, który każdego, wszystko i stale odnawia,

czyniąc młodym.

Renata

Gąsior


27 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

Powitanie grup-y w liceum

Grupowe zdjęcie w tle z zamkiem

w Nowym Wiśniczu

Obiad w kawiarni „Stare Mury"

w Nowym Wiśniczu

Zwiedzamy wiśnicki zamek Kmitów

i Lubomirskich

W sali balowej zamku w Wiśniczu

Od 14 do 20 września 2008 r.

w Liceum Ogólnokształcącym im.

Mikołaja Kopernika w Tuchowie

gościliśmy kołejną grupę uczniów

i nauczycieli z partnerskiego gimnazjum

z Niemiec. Wymianę zorganizowali

i kierowali nią już po

raz czternasty nauczyciele Jan

Gogola i Stanisław Obrzut.

W tym roku przyjechało 15

uczniów i 3 nauczycieli. Na czele

grupy opiekunów była pani Ułrike

Adler, kierująca projektem po

panu Peterze Błaskewitzu, który

przeszedł na emeryturę. Pozostałe

opiekunki to nauczycielki Giseła

Maiłander i Carmen Weiłer. Goście

przybyli autokarem do Tarnowa

w niedzielne przedpołudnie 14

września. Przywitała ich zimna

i deszczowa aura, ale ich pobyt

będzie bogaty w gorące wrażenia.

Po odebraniu gości w Tarnowie

przyjechaliśmy do liceum, gdzie

po powitaniu przez organizatorów

poznali swoich gospodarzy. Niedzielę

uczniowie niemieccy spędzili

w goszczących ich rodzinach.

W poniedziałek, 15 września,

po powitaniu w szkole przez dyr.

Zbigniewa Budzika mieli okazję

poznać szkołę i wziąć udział w lekcjach.

W dalszej kolejności była

wizyta w ratuszu u burmistrza

Tuchowa. Pan burmistrz Mariusz

Ryś serdecznie powitał wszystkich,

a następnie przedstawił strukturę

gminy i jej zadania. W swoim wystąpieniu

podkreślił, że dużą wagę

przywiązuje do wymian młodzieżowych

z zaprzyjaźnionymi miastami.

W spotkaniu wziął udział także

dyrektor Domu Kultury Janusz

Kowalski. Następnie zwiedzaliśmy

Tuchów. Na klasztornym wzgórzu

naszym przewodnikiem był Jan

Gładysz, organista w sanktuarium.

Niezapomnianych wrażeń

dostarczył wszystkim krótki koncert

organowy w jego wykonaniu.

Niestety, rozpadało się, nie zwiedziliśmy

klasztornego ogrodu.

Wieczór spędziliśmy przy kominku

w gościnnej bacówce na Brzance

u pani Alicji Sołakiewicz.

Na dziedzińcu wewnętrznym wiśnickiego

zamku

Spotkanie z przewodnikami przed

Barbakanem w Krakowie

Na ulicy Floriańskiej w Krakowie


28 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

W gabinecie Łukaszewicza w skansenie naftowym w Bóbrce W pawilonie wystawienniczym Zwiedzamy skansen naftowy

w Bóbrce

Grupa niemiecka w kopalni soli w Bochni W kaplicy św. Kingi bocheńskiej kopalni Zaczynamy zwiedzanie od przejażdżki

podziemną kolejką

P. Ulryka Adler, opiekunka grupy niemieckiej

Zwiedzamy Tarnów Przed mauzoleum Bema w Parku Strzeleckim

w Tarnowie

W Lipnicy

Murowanej


29 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

Oficjalne pożegnanie w liceum przez

wicedyrektor Barbarę Zagórską

Grupa w trakcie pożegnalnej kolacji w liceum

Pamiątkowe zdjęcie z opiekunką grup-y

niemieckiej Ulryką Adler

Adrian Czapla i uczestniczki

z Illingen

wymiany

Arek Pękala wraz z koleżankami z Illingen

We wtorek, 16 września, udaliśmy się autokarem do Bobrki k. Krosna,

aby zwiedzić tamtejszy skansen kopalnictwa naftowego. Oprowadzani

byliśmy przez dwóch przewodników. Uczniowie niemieccy byli

zaskoczeni, że w Polsce po raz pierwszy na świecie dokonano destylacji

ropy naftowej i że dokonał tego właśnie tutaj Ignacy Łukasiewicz. Mimo

niesprzyjającej pogody wycieczkę należy zaliczyć do udanych. Potem

udaliśmy się przez przejście graniczne w Barwinku do słowackiego

Bardejova, gdzie mieliśmy okazję zwiedzić miasto oraz zrobić zakupy,

płacąc jeszcze w koronach słowackich. Następnie, przekraczając granicę

słowacko-polską w Koniecznej, dotarliśmy przez Gorlice do Ciężkowic

i do Tuchowa.

Środę, 17 września, spędziliśmy w stolicy Małopolski, Krakowie.

Wraz z przewodnikami zwiedzaliśmy szlak królewski. Ważniejsze

przystanki w trakcie zwiedzania to: kościół Mariacki, Collegium Maius,

Sukiennice, bazylika oo. Franciszkanów, słynne papieskie okno, ulica

Kanonicza i katedra na Wawelu. Potem gościliśmy na obiedzie w restauracji

„Morskie Oko" przy pl. Szczepańskim. Uczniowie mieli również

czas na indywidualne zwiedzanie i zakupy.

Kolejny dzień pierwotnie mieliśmy spędzić w Szczawnicy i na spływie

Dunajcem, ale musieliśmy skorygować plan ze względu na niesprzyjającą

pogodę. Udaliśmy się do kopalni soli w Bochni. Zwiedzaliśmy ją w dwóch

grupach z przewodnikiem w j. polskim i j. angielskim. Od naszej ostatniej

wizyty z grupą polsko-niemiecką w kopalni sporo się zmieniło. Mieliśmy

okazję przejechać się podziemną kolejką, a niektórzy odważyli się usiąść

na 146-metrowej zjeżdżalni. Kolejnym punktem programu był przejazd

do Nowego Wiśnicza, gdzie najpierw przy rynku w kawiarni „Stare

Mury" zjedliśmy obiad. Potem udaliśmy się do zamku Kmitów i Lubomirskich.

Tam zapoznaliśmy się z burzliwą jego historią. Mieliśmy także

okazję obejrzeć prace uczniów i nauczycieli z miejscowego liceum sztuk

plastycznych. Po zwiedzeniu zamku udaliśmy się do Lipnicy Murowanej,

miejsca znanego nam głównie z tradycji wyplatania pięknych palm wielkanocnych.

W tym miasteczku urodził się święty Szymon z Lipnicy, którego

niedawno kanonizował papież Benedykt XVI. Obejrzeliśmy kościół

stojący w miejscu, gdzie stał jego dom rodzinny. Potem niektórzy udali

się pod zabytkowy drewniany kościółek św. Leonarda, który znajduje

się na liście światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

W piątek, 19 września, zwiedzaliśmy Tarnów (rynek, katedra, Park

Strzelecki). Wieczorem spotkaliśmy się w liceum na pożegnalnej kolacji.

Wicedyrektor Barbara Zagórska posumowała pobyt gości i podziękowała

wszystkim organizatorom.

W sobotę, 20 września, goście spędzili przedpołudnie w rodzinach.

Potem spotkaliśmy się na pożegnalnym obiedzie w liceum. Następnie

odwieźliśmy gości do Tarnowa, skąd udali się autokarem do Niemiec.

Pragnę podziękować wszystkim, którzy wspomogli nas organizacyjnie

i finansowo przy organizacji tej wymiany. Słowa podziękowania kieruję

do Starostwa Powiatowego w Tarnowie, burmistrza Tuchowa, dyrektora

liceum, pracowników administracyjno-obsługowych

szkoły.

Szczególne podziękowania należą

się rodzicom uczniów naszego

liceum oraz samym uczniom,

którzy mimo niesprzyjającej aury

stworzyli nastrój, który na długo

zostanie w pamięci naszych gości.

Mogliśmy się o tym przekonać

przy pożegnaniu, kiedy z niejednych

oczu popłynęły łzy.

Do zobaczenia, tym razem

Zdjęcie grupowe uczestników wymiany

w Illingen w czerwcu przyszłego roku!

mgr Jan Gogola, nauczyciel j. niemieckiego

Autor zdjęć J. Gogola


30 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

Projekt siedliskich gimnazjalistów

Wspólnie z p. Zofią Kapalką oglądamy

zdjęcia.

p i jff

jfT'Ill.

iożnica (synagoga) - rok budowy 1911

len z rysunków p. Bronisława Kapalki.

Niemieckie oddziały przed ratuszem

u Tuchowie w czasie II wojny światowej.

Wiosna 1942 - widok na rynek.

Po realizacji projektu Socrates

Comenius przez Publiczne Gimnazjum

w Siedliskach przyszedł czas na kolejne

działania. Jest to proje^


31 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

W muzeum Podpolani w Detvie.

W detviañskiej izhie regionalnej.

Polsko-czeska grupa na zamku w Mikulovie.

Z wizytą u starosty Mikulova p. Rostislava

Kostiala w Urzędzie Miejskim.

historię ratusza i miasta Tuchowa.

Później udaliśmy się do mieszkania

p. Zofii Kapałki, żony nieżyjącego juź

tuchowskiego artysty malarza p. Bronisława

Kapałki. R Zofia udostępniła

nam cenne zbiory męża, fotografie,

rysunki, Irtóre mogliśmy zeskanować

i wykorzystaćw naszym projekcie. Tak

więc początek naszych prac był bardzo

owocny. Zainteresowała nas również

kronika Szkoły Podstawowej w Tuchowie,

Irtóra prowadzona jest bardzo

dokładnie od lat 1965/66. Nie obyło

się również bez wizyty naszej projektowej

grupy w tuchowskim klasztorze

i spotkania z o. Kazimierzem Plebankiem,

który jest skarbnicą wiedzy

historycznej nt. Tuchowa i okolicznych

wiosek. Z ogromnym zaciekawieniem

słuchaliśmy opowiadań o. Kazimierza,

jak powstawał tuchowski klasztor

i kościół Matki Bożej w Tuchowie,

jakie były dzieje cudownego obrazu.

Na własne oczy mogliśmy obejrzeć

rękopisy i starodruki klasztorne, mogliśmy

odczytać spis łask, l


32 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

nie przewiduje również wymian

uczniowskich, co jednak nie znaczy, że

są zabronione lub niewskazane, wręcz

przeciwnie.

Postanowiliśmy więc, że zorganizujemy

wyprawę do Detvy na Słowacji

oraz do Mikulova w Czechach. Wizyta

dotyczyła z jednej strony projektu

eTwinning, a z drugiej - była jednym

z punktów obchodów Dnia Wiosny

w Europie 2008 w naszym gimnazjum.

Był to kolejny europejski projekt,

w którym brały udział szkoły z całej

Europy. Kampania Dnia Wiosny w Europie

miała różne tematy przewodnie

w kolejnych latach szkolnych. W roku

2008 w nawiązaniu do Europejskiego

Roku Dialogu Międzykulturowego

miała służyć promocji dialogu międzykulturowego

oraz zwiększeniu

świadomości młodych ludzi na temat

różnorodności kulturowej, największej

wartości naszego wspólnego europejskiego

dziedzictwa.

2 czerwca wraz z jedenastoma

uczniami wyruszyliśmy na wizytę do

Detvy. Jazda była bardzo przyjemna,

cudna pogoda, za oknami Tatry i wspaniałe

nastroje! Po powitaniu i obiedzie

nastąpiło zapoznanie się z uczniami

tamtejszej szkoły, ^


33 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

T.SZ.: - W większości przypadków jestem ja. Przynoszę

pomysł na próbę, obrabiamy go z całym zespołem i z tego

powstaje konstrukcja utworu.

K.M.: - Minął miesiąc od Waszego występu w Sopocie.

Jak wyglądała droga po "Słowika Publiczności"?

T.SZ.: - Nagroda publiczności w Sopocie to pewien etap

w naszej twórczości, w twórczości zespołu "Pectus". W 2005

roku pięciu chłopaków postanowiło tworzyć swoją autorską

muzykę i prezentować na koncertach szerszej publiczności.

Nagroda Grand Prix w Międzynarodowym Konkursie Piosenki

CARPATHIA FESTIVAL 2006 pozwoliła nam wydać

autorską płytę z 5 utworami w 2,5 tys. egzemplarzy. Przeznaczona

była do promocji zespołu. Wysyłaliśmy ją do rozgłośni

radiowych, wytwórni, managerów, do osób, które zajmują się

profesjonalnie zespołem. Po CARPATHIA FESIVAL był występ

w Opolu. Przystąpiliśmy do eliminacji z autorskim utworem

w regionalnym ośrodku w Rzeszowie. Spośród 30 zespołów

zostaliśmy wybrani do etapu warszawskiego, gdzie przeszliśmy

do dziesiątki finałowej. W Opolu wykonaliśmy utwór cover

„Noc komety" Budki Suflera. Po tym występie nawiązaliśmy

współpracę z profesjonalnym managerem Monika Paprocką,

która zajmuje się między innymi zespołem Varius Manx. To

uważamy za wielki sukces. Wraz z managerem obraliśmy kilka

opcji rozwojowych dla zespołu. Postanowiliśmy zgłosić się

do Festiwalu w Sopocie. Wspólnie z Tomkiem Bonarowskim

i managerem, spośród trzech utworów napisanych przeze

mnie, wybraliśmy piosenkę „To, co chciałbym ci dać". Piosenka

przeszła eliminacje i z 210 profesjonalnych zespołów zostaliśmy

wybrani do finałowej jedenastki. Potem słuchacze Radia

ZET i telewizji TVN wybrali nas do piątki, która zagrała na

deskach Opery Leśnej. Nie spodziewaliśmy się, że zdobędziemy

"Słowika Pubłiczności".Ogromna niespodzianka, bo piosenka

zaczęła się podobać.

K.M.: - Zostaliście nazwani „czarnym koniem" sopockiego

festiwalu, i nie chodzi tylko o barwy, w jakach

zespół się prezeniw/e. Jakie to uczucie, kiedy „kasuje

się" znane zespoły sceny muzycznej w Polsce?

T.SZ.: - Zespół Blue Cafe, Formacja Nieżywych Schabuff,

Video i Anna Wyszkoni, PIN, Piotr Rubik, Marcin Rozynek to

zespoły, które już od jakiegoś czasu istnieją na polskim rynku

muzycznym, ale Festiwal w Sopocie jest konkursem piosenki,

a nie zespołów. Zgłoszona przez nas piosenka spodobała się

publiczności. Zespół bazuje na muzyce łat 80. i niektórzy

zarzucają nam "nieświeżość", jednak wnieśliśmy coś nowego,

ponieważ spodobało się.

K.M.: - Piosenka „To, co chciałbym ci dać" niezaprzeczalnie

podbiła publiczność, o czym świadczy jej

obecność na listach przebojów Radia Zet, RMF i regionalnych

rozgłośniach. Kiedy możemy spodziewać

się pł:yt:y?

T.SZ.: - W październiku wchodzimy do profesjonalnego

studia radiowego w Gdańsku i razem z Tomkiem Bonarowskim,

który nagrywał płyty z O.N.A, Anitą Lipnicką i Porterem,

z Krzysiem Krawczykiem będziemy nagrywać. Płyta ukaże się

na początku stycznia 2009 roku.

K.M.: - Gracie szeroko pojętego rocka. O piosence

„To, co chciałbym ci dać" można powiedzieć, że jest

rockową balladą sentymentalną. W jakim klimacie

będzie płyta?

T.SZ.: - Będzie dużo brzmień standartowych. Bazujemy na

łatach 80. Na tej muzyce się wychowałem i jej elementy przemycam

do twórczości. Dużo szerokości, przestrzeni i melodii.

Będą utwory brzmieniowo mocniejsze, gitarowe; utwory z pazurem,

z nutą progresywną. Mam nadzieję, źe każdy znajdzie

coś dla siebie.

K.M.: - Poprzez to, co robicie, pomagacie także innym.

Zespól zagrał dla chorej Marceliny Wó,jcik. Jakie

są Wasze ideały?

T.SZ.: - Wierzę, źe jest wiele zespołów, które grają charytatywnie.

Jeśli w ten sposób możemy pomóc innym, to jak

najbardziej. Wszyscy wiedzą, źe pieniądze to nie wszystko.

Liczy się też idea. Wielkim autorytetem są dla nas rodzice. To

oni od dziecka wpajają strukturę wartości, by później na tych

ramach oprzeć całe życie.

K.M.: - „Niech ten sen nie kończy się nigdy-"- słowa

jednej z Waszych piosenek. Sen k^^arzy się z marzeniami.

Możesz zdradzić, jakie marzenia ma zespół

"Pectus"?

T.SZ.: - Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Kiedyś marzyliśmy,

żeby założyć zespół i grać utwory autorskie. Dziś dążymy do

tego, aby być jak najbardziej profesjonalnym zespołem. Żeby to,

co robimy, było naturalne, a z drugiej strony marketingowo na

najwyższym poziomie. Chcielibyśmy, aby muzyka wypływała

z serca i trafiała do szerokiego grona słuchaczy. Ważne jest,

aby stawiać sobie cele i wytrwale do nich dążyć, oczywiście nie

za wszelką cenę. Największym marzeniem każdego człowieka

jest samorealizacja, także moim i zespołu.

K.M.: - Życzymy więc spełniania kolejnych marzeń

i z niecierpliwością czekamy na płytę.

Wywiad przeprowadziła Katarzyna Madejska

1. Sprawy organizacyjne:

• opracowano wzór legitymacji członka

TMT;

• prowadzona jest weryfikacja członków

Towarzystwa. Zgodnie ze statutem

skreślono dotąd 19 zapisanych,

którzy od lat nie przejawiali żądnej

aktywności, nie płacili składek, nie

odpowiedzieli na pismo Zarządu TMT

lub odpowiedzieli odmownie. Trwają

rozmowy z innymi niespełniającymi

obowiązków statutowych.

2. Realizacja projektu „Działaj Lokalnie":

• zgodnie z planem w czerwcu i w lipcu

wyznakowano na nowo szlak

„Wokół Tuchowa". Pod kierunkiem

prezesa Koła PTTK, Piotra Firleja,

znakowanie odnowili i wyznakowali

nowe odcinki członkowie PTTK, TMT

oraz niezrzeszeni sympatycy: Piotr

Antoniuk, Patryk Bielak, Karol Boratyński,

Bartosz Budzik, Stanisława

Burza, Marek Chrząszcz, Jan Firlej,

Przemysław Firlej, Ryszarda Firlej,

Michał Gryzło, Agnieszka Iwaniec,

Paulina Jurek, Katarzyna Klimek,

Józef Kozioł, Dominik Lewicki, Kinga

Łądkiewicz, Dawid Lempa, Artur Malisiewicz,

Marek Marchwica, Monika

Marszałek, Helena Michalak, Seweryn

Nowak, Jerzy Orobeć, Krzysztof

Regucki, Anna Sajdak, Marcin Sajdak,

Jakub Siembab, Marcin Siwek, Rafał

Sobamia, Michał Solarz, Sylwia Wiatr.

Przepracowali łącznie 311 godzin.

Szlak liczy obecnie 23,6 km. Potrzebne

do znakowania materiały zakupił

i przekazał Urząd Miejski. Wszystkim

zaangażowanym w te prace Zarząd

TMT składa serdeczne podziękowanie.

Wkrótce ukaże się przewodnik

Szlak „Wokół Tuchowa";

po szlaku lub jego fragmentach

organizowane są przez TMT i Koło

PTTK wycieczki dla młodzieży szkolnej,

z których skorzystało już kilka

szkół;

26.09. br. odbył się I Rajd im. Tadeusza

Wantucha po szlaku „Wokół Tuchowa",

w którym wzięło udział 290

osób, w tym 262 uczniów ze szkół

w: Jodłówce, Burzynie, Karwodrzy,

Piotrkowicach, Buchcicach, Mesznej,


34 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

Siedliskach, Dąbrówce, Tuchowie

(Liceum Ogólnokształcące i Zespół

Szkół Ponadgimnazjalnych). W ten

sposób uczczono pamięć twórcy tegoż

szlaku, wyznakowanego z okazji

650-lecia lokacji Tuchowa. Młodzież

wędrowała różnymi jego odcinkami,

aby zgrupować się w ośrodku rekreacyjnym

w Tuchowskim Lesie;

• w szkołach gminy został przeprowadzony

szkolny etap konkursu

krajoznawczego „Na szlaku «Wokół

Tuchowa» odkryj, co się w regionie

chowa", etap gminny przewidziany

jest na początek października;

• Centrum Animacji Społecznej HORY-

ZONTY kontrolowało realizację programu

„Działaj Lokalnie" i stwierdziło,

iż odbywa się ona zgodnie

z planem.

3. Członkowie TMT sprzedają cegiełki

na renowację starego cmentarza

w Tuchowie. W październiku (od 26 do

3J

31) i w listopadzie (od 2 do 9) w pobliżu

kościołów i cmentarzy będą prowadzić

na ten cel zbiórkę do puszek.

4. Zarząd Towarzystwa Miłośników

Tuchowa oraz Koła PTTK nr 76 serdecznie

dziękują tym wszystkim firmom

i instytucjom, których właściciele lub

dyrektorzy wsparli finansowo albo rzeczowo

organizację I Rajdu im. Tadeusza

Wantucha po szlaku „Wokół Tuchowa".

Są to:

• Restauracja „Płowiecki"

• Piekarnia E. Więcek

• Dom Handlowy „Trójka" W. Wróbel,

J. Grzenia, J. Nowak

• Hurtownia Jaj „Martin" Jan Firlej

• Wytwórnia Znaków Drogowych WI-

MED

• Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych

• Przewóz Osób i Towarów „Kambus

II" Biuro Podróży „Krystyna" (bezpłatne

przewiezienie uczestników

po imprezie)

Kwiaciarnia „Milusia" Leszek Szarama

Przedsiębiorstwo Wielobranżowe

„SOW-PLAST" A.P. Sowa

Firma Usługowo-Handlowa „BET-

-POL" Adam Wójcik

Apteka Prywatna mgr Maria Piech

PHPU „Ewa" Leszek Sutkowski Poręba

Radlna

Przedstawiciel Ubezpieczeniowo-Finansowy

Waldemar Dusza Zabłędza

a także:

p. Jerzy Orobeć (wszechstronna pomoc

w organizacji imprezy)

Leśniczy Jan Wrona (udostępnienie

ośrodka i drewno na ognisko)

00. redemptoryści (wypożyczenie

aparatury nagłaśniającej)

p. Rafał Magiera - przewodnik

Tarnowskie Centrum Informacji

Turystycznej (materiały promocyjne

o regionie tarnowskim)

Zarząd Oddziału PTTK w Tarnowie

Zespół Parków Krajobrazowych.

Przewodnicząca Zarządu TMT

Stanisława Burza

O I Rajdzie im. Tadeusza Wantucha

po szlaku „Wokół Tuchowa" - kilka refleksji komandora

Dwie tuchowskie organizacje nawiązały współpracę

na płaszczyźnie, która wchodzi w zakres zainteresowań

obydwu: propagowanie wiedzy o Tuchowie i regionie,

zwłaszcza wśród młodzieży szkolnej, bo poziom tej wiedzy

jest, delikatnie mówiąc, niewysoki, mimo dość licznych

publikacji.

Temu celowi służyć mają wspólne przedsięwzięcia:

odnowienie szlaku „Wokół Tuchowa", wycieczki po tym

szlaku (z propozycji skorzystało już kilka szkół), rajdy, konkursy

krajoznawczo-historyczne, fotograficzne, II wydanie

(uaktualnione) przewodnika po szlaku. Cieszy to, że coraz

więcej nauczycieli rozumie znaczenie właściwej kolejności

w poznawaniu świata przez młodzież: najpierw Tuchów,

później Warszawa, Wiedeń i Nowy Jork^

Jednym z tych przedsięwzięć przybliżających młodym

naszą małą ojczyznę jest, pomyślany jako impreza cykliczna,

rajd imienia twórcy szlaku - Tadeusza Wantucha; w tym

roku pierwszy, w dziesiątą rocznicę jego śmierci.

Organizatorzy tej masowej (290 uczestników) imprezy

chcieli, aby przekazać jej uczestnikom podstawowe wiadomości

o regionie i patronie szlaku, co później miało zostać

potwierdzone wynikami konkursów rajdowych: piosenki

turystycznej oraz: „Poeta na szlaku", „Reporter na szlaku",

„Malarz na szlaku", „Turysta na szlaku". Miały one na

celu, oprócz zabawy, zmusić do pewnego wysiłku intelektualnego.

Chcieli także dać uczestnikom pamiątkę w postaci

rajdowego znaczka.

Organizatorzy dziękują nauczycielom - opiekunom grup

za twórcze włączenie się w realizację programu rajdu.

Impreza tego typu organizowana była po raz pierwszy,

stąd zapewne niedociągnięcia, z których organizatorzy

wyciągną wnioski na przyszłość.

Na koniec refleksja smutna: stanowczo za dużo po

uczestnikach rajdu w ośrodku pozostało: opakowania po

r^

cukierkach, pokrywki od kubków z żurkiem, także na

stawach, niedojedzone resztki, serwetki, a worki na śmieci

pozostały prawie puste.

Józef Kozioł

A oto rymowanka, która zwyciężyła

w konkursie „Poeta na szlaku"; jej autorkami

są uczennice Zespołu Szkół w Karwodrzy

- Ewelina Husarz i Eliza Janura.

Przyszliśmy do lasu

Narobić hałasu.

Lecz leśniczy nam zakazał

I dwa stawy nam pokazał.

Ledwo wyszliśmy pod górę.

Wprost w błotnistą wielką dziurę.

Pan przewodnik nam do ucha

Szepnął, że to szlak Wantucha.

Człowiek to był nadzwyczajny.

Szlak wymyślił superfajny.

Dziś deptamy ścieżki tego

Turysty przebojowego.

Wyznakował szlak genialny.

Zostawiając ślad widzialny.

My tym szlakiem wędrujemy

Okolicę poznajemy.


35 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

Wakacyjna przygoda - znakowanie

w czasie ostatnich wakacji wykonaliśmy śmiałą akcję,

którą, ze względu na powszechną dysortografię, nazwano:

„Więc choć pomaluj mój szlak". Malowanie szlaku odbywało

się w ramach IV edycji projektu „Działaj Lokalnie", o nazwie

„Na szlaku «Wokół Tuchowa» odkryj, co się w regionie

chowa". Nasze dzieło polegało na inwentaryzacji, czyli

ogólnym remanencie ścieżki turystycznej dookoła Tuchowa,

która została wyznakowana w 1990 roku. Tej pracy podjęły

się zawsze niezawodne, gotowe i zwarte koło PTTK oraz

Towarzystwo Miłośników Tuchowa. Byłbym nieuczciwy,

gdybym nie wspomniał o sympatykach tych dwóch towarzystw.

Też gotowych i zwartych.

Malowanie polegało na przykładaniu odpowiednich

szablonów do wybranych miejsc, pracy pędzlem i ewentualnych

poprawkach. Jeszcze długo będą nas prześladować

kolory żółty i czarny. Nawet teraz, gdy zamknę oczy, widzę

żółty prostokąt z ostentacyjnie czarną kropką. To znak,

który przyszło nam powielać wiele dziesiątków razy. Głównym

problemem koordynatorów projektu było zebranie na

tyle mobilnej grupy, aby mogła ona wyruszyć wcześnie rano

i pracować przez większą część dnia. Wiadomo, że w okresie

wakacyjnym młody człowiek jest chętny do wysiłku

jak sąsiad do ściszenia telewizora,

jednak każdy poświęcał

na projekt tyle czasu, ile tylko

mógł. I tak wspólnymi siłami,

krok po kroku, udało obejść

się nam cały Tuchów dookoła.

Często (jeśli nie zawsze) wracaliśmy

bardziej wymalowani

niż ściany na dworcach, tak że

jedynie po wysuniętej szczęce

i cichym rzężeniu dało się w nas

rozpoznać istoty ludzkie. Z radością

wyruszaliśmy rankiem

czyści, by wrócić po południu

zmienieni jak prywatna firma,

która przeszła w ręce państwa.

Po każdym malowaniu odbywał Sara Bajorek, Gimnazjum Publiczne w Burzynie - pierwsze

się obrzęd niemiłosiernego mycia miejsce w rajdowym konkursie plastycznym „Malarz na szlaku".

naszych ciał rozpuszczalnikiem,

podczas którego dało się słyszeć ciche pomruki w stylu:

„Niech to szlaka" bądź „Urwał nać!". W każdym razie

podobne. Należy tutaj wspomnieć, iż te grube pokłady farby,

która tak ochoczo lgnęła do naszych ciał, to żaden przejaw

jej świadomej formy życia. Po prostu jakoś tak sama ręka

drgnęła, kiedy przechodziło się przy zbyt czysto wyglądającej

koleżance.

Malując szlak, zdobywaliśmy wiedzę o ludziach: były

pewne przejawy zwykłej ludzkiej nieżyczliwości, w większości

jednak mieliśmy do czynienia z przyjazną i empatyczną

postawą mieszkańców, której towarzyszyło dokarmianie

i litościwe kiwanie głowami.

Malowanie szlaku testowało odporność na stres. Naprawdę

trzeba zachować zimną krew, kiedy twój własny

pies cię nie poznaje spod warstw farby i próbuje ci odgryźć

nogę. Do wartych wzmianki zdarzeń można zaliczyć paniczną

ucieczkę przed nawałnicą, paniczną ucieczkę podczas

nawałnicy oraz paniczną ucieczkę przed właścicielem pola,

przez które się panicznie uciekało. W takich warunkach

świetnie się czuli członkowie nieformalnej grupy PTTK

Extream Team, którzy mieli wprawę w działaniu w sytuacjach

kryzysowych.

Malowanie szlaku wymagało trzeźwego myślenia. Nie

chodziło o to tylko, żeby rozpoznawać, czy kółko, które się

namalowało, jest czarne na żółtym polu, czy żółte na żółtym

polu. Należało również zwracać szczególną uwagę, czy to,

na czym się maluje, to przydrożny kamień, czy pochylony

do przodu kolega. Nie można było pomylić bezpańskiego

drzewa z drzewem pańskim, czyli takim, które rośnie komuś

na ogrodzie lub zrobiono z niego dom.

Malując szlak, nie można było zapomnieć o podstawowych

zasadach dobrego wychowania. Zawsze należy pamiętać,

że wykrzyknięcie prostego słowa „przepraszam!" do

tego, kto cię aktualnie goni, jest przejawem savoir-vivre'u.

Za każde podanie puszki z farbą trzeba podziękować koleżance,

a nawet lekko ją uścisnąć (oczywiście w ramach koleżeńskiej

wdzięczności), bo inaczej już ci puszki więcej razy

nie poda. Również, kiedy się wylewa na czyjąś głowę całe

opakowanie czarnej, wypadałoby powiedzieć „proszę". Jak

widać panowała wśród nas miła i rodzinna atmosfera.

Podczas malowania zwiedzaliśmy naszą małą ojczyznę.

Mogliśmy podziwiać przepiękne panoramy naszego Tuchowa,

chyba że akurat zasłaniała je ściana deszczu i gradu, na

widok której zdrowy instynkt doradzał paniczną ucieczkę.

W zimne i wyjątkowo długie

poranki nad grodem Tucha unosiła

się ociężała i flegmatyczna

mgła, znad której było widać

jedynie wieże kościołów.

Podczas malowania poznawaliśmy

ciekawych ludzi. I ich

skłonności. Na długo zapadł

nam w pamięci miły starszy

pan, który chciał, aby namalować

szlak na posiadłości jego

sąsiada, oraz jego sąsiad, który

chciał, aby namalować szlak na

posiadłości miłego starszego

pana. Interesujące osobowości

można było spotkać i potem

o tym komuś opowiedzieć, jeśli

utrzymało się odpowiedni dystans

między sobą a spotkaną interesującą

osobowością. Grupa znakarzy różnie była nazywana

przez mijanych tubylców. Być może z powodu tej iskry

szaleństwa w oczach, jaką się widzi u wyjątkowo złośliwych

nauczycieli, a być może przez kamizelki z farby, które swoją

odpornością mogłyby rywalizować z kevlarem, byliśmy

nazywani Potwornym Regimentem, Jeźdźcami Apokalipsy

bądź Siódmą Trąbą Pańską. Było nam naprawdę przykro,

kiedy na nasz widok na wieżach biły dzwony, matki zamykały

okna i drzwi, dzieci z płaczem uciekały do domów

a mężczyźni na gwałt chowali węgiel do piwnicy. Czuliśmy

wtedy, że jesteśmy niedoceniani.

Dzięki znakowaniu naszego szlaku odnieśliśmy wrażenie,

że wnieśliśmy coś do historii naszego miasta, coś, co

nie zniknie tak szybko jak 2 zł na leżące na ulicy. Urosła

nasza drobnomieszczańska duma i poczucie dobrze wykonanego

obywatelskiego obowiązku. Tym samym apeluję

do mieszkańców naszego miasta, aby czynnie brali udział

w jego rozwoju turystycznym, np. fundując pomnik z inskrypcją:

„Ku wiecznej pamięci dzielnych znakarzy, którzy

swą altruistyczną postawą pokazali, że można dać z siebie

więcej niż się otrzymało, a prawdziwa przyjemność płynie

z obdarowywania niż z posiadania, wdzięczni rodacy".

Przemysław Firlej


36 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

"^gfting ^ucbowski"

w ramach VI edycji programu „Działaj Lokałnie"

nauczyciel Liceum Ogólnokształcącego w Tuchowie, mgr

Stanisław Obrzut wraz z grupą młodzieży realizują projekt

„Rafting Tuchowski". Ma on na celu popularyzację kajakarstwa

rekreacyjnego, turystyki kajakowej oraz raftingu

z wykorzystaniem szlaku wodnego, jakim jest rzeka Biała.

Chcemy ponownie przywrócić dla turystyki po wielu,

wielu latach zapomnienia nasz szlak wodny, ożywić go

i wypromować oraz przypomnieć o możliwości uprawiania

tej pięknej formy turystyki i rekreacji na naszym terenie.

Przygotowana i przeszkolona młodzież klas sportowych

spływała rzeką Białą. Nabyte doświadczenia i umiejętności

pozwolą nam zorganizować w przyszłości grupowe raftingi

i spływy tą rzeką. Wszystkich zainteresowanych i posiadających

niezbędne umiejętności już teraz zachęcamy do

spływu na trasie Lubaszowa (most) - Lowczów (most). Na

tym odcinku można spotkać wszystkie typowe elementy

rzeki górskiej o niskim stopniu trudności: bystrza, odwoje,

kaskady, progi, głazy, oraz rzeki nizinnej: zatoczki, płycizny,

łachy żwiru, "boniory" i przepłynąć go nawet przy niskim

stanie wody.

Projekt został przygotowany i jest realizowany z pomocą

dyrekcji Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja

Kopernika w Tuchowie, rady rodziców i Centrum Animacji

Społecznej „HORYZONTY" w Tarnowie, którym serdecznie

dziękujemy!

Dziękujemy także za pomoc i wsparcie:

- Burmistrzowi Tuchowa Panu Mariuszowi Rysiowi

- Panu Kamilowi Pleszyniakowi (KaMiLeOn) z Gubina

- Firmie Państwa Kamykowskich z Piotrkowic - Kambus

- przewóz osób autobusem.

Do zobaczenia na szlaku z wiosłem w ręku!

Stanisław Obrzut

27 sietpnia iOOS

PrMcjyïiiif morçiry picrwjzy odcifKk hlsCcrii

Z^lb^Tdzy, ramreuczona ¡«I obuema

relac^ z uroc^ystiïâcl naddni¿ tainiejuej

szkchle rmlenJii Pj^wl^i IF, PrjuJjęl?

dyskusja, Cif kuiritci. rozbudowy sakcHy

powinien nftdćtl istnieć., skaro lA'ypcInll }uî

Ftvoie zadanie. Spr^MtucUnle ïë ïwa^j

dzialairtoícl «ohyAa Ewa Micha^ek.

o ekołogi i psiczoly napisał jMnypHczelan

•Mbert Tíadwiu». Swego .^bloflosławleńŁl-wa'

inicjatywie w iknvie witÇF^^m udilelll

rnlejiCywy (JtübtMzcí ks, Stefan WiciuJski.

Kil te i:z\varty periodyk wydłodz^cy na

terenie gminy TudU'«. ^st«niatyf:Zhl^ ulfi^

ztfj^ sit daeychCiSi Juihowskio Wicici',

T>gdłi:>wiai)l(a' p ySiedliszczanm''.

i. f i !

V m g ^ O f e & t y ^ w Z d b ł ę d z y

J Ę S i 23-24 sierpnia 2008 roku były dniami Świętowania mieszkańców

»^ł^B, i wsi Zabłędza.

-^•^^Jli Radny wsi Tadeusz Zakrzewski, sołtys Ewa Michałek i rada sołecka,

grono pedagogiczne Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w Zabłędzy

oraz Dom Kultury w Tuchowie byli organizatorami drugiego

• Ctwatty periodyk festynu dla mieszkańców wsi i gości.

M w giBlale Tiichćw Okazja była podwójna: druga rocznica nadania Szkole Podstawowej w Zabłędzy imienia

Jana Pawła II oraz święto plonów - dożynki.

Nasza

Na uroczystościach gminę Tuchów reprezentowali: burmistrz Mariusz Ryś, z-ca burmistrza

Kazimierz Kurczab, przewodniczący Rady Miejskiej Ryszard Wrona i dyrektor

wies Domu Kultury w Tuchowie Janusz Kowalski, obecny był proboszcz parafii Piotrkowice ks.

Stefan Michalski.

Zabłędza Uroczystości rozpoczęły się w sobotę turniejem piłki nożnej, do którego zgłosiło się kilka

Wiei Ziibtfd^â w gminie Tuchćw drużyn piłkarskich, reprezentujących miejscowości: Zabłędza, Karwodrza i Tuchów (trampkarze

młodsi, juniorzy i oldboje). Najlepsi za swoje zwycięstwa otrzymali piłki do gry, dla

ma 'Alasrką g


37 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

szkoły. Ponadto był konkurs wiedzy o Janie Pawle II,

konkursy i zabawy sportowe z nagrodami dla dzieci oraz

całych rodzin. Dużą popularnością wśród dzieci cieszyła

się trampolina oraz dmuchana zjeżdżalnia.

Wieczorem odbyła się zabawa taneczna z zespołem

SAMI SWOI. Setki mieszkańców wsi i przybyli goście bawili

się znakomicie na festynie przy dobrze

zaopatrzonych stoiskach z napojami

i jadłem z restauracji „PŁOWIECKI"

z Tuchowa.

Drugi dzień świętowania - niedziela

- rozpoczął się o godzinie 10.30 w sanktuarium

Matki Bożej w Tuchowie od

uroczystej mszy świętej, na którą przybyły

delegacje wszystkich wsi gminy

Tuchów ze swoimi wieńcami dożynkowymi.

Mszy świętej przewodniczyli

proboszczowie tuchowskich parafii: o.

Eugeniusz Leśniak i ks. Zbigniew

Pietruszka, który wygłosił homilię.

W czasie uroczystości zostały poświęcone

wieńce dożynkowe.

Po nabożeństwie uroczysty korowód

przeszedł z sanktuarium do amfiteatru.

Tam na scenie zaprezentowano wszystkie wieńce

dożynkowe gminy Tuchów.

Później odbyły się liczne występy. Święto zakończyła

zabawa taneczna.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Jasiński

PODSUMOmnNIE SEZONU ROZGRVmKOmEGO 2007/2008

DRUŻVN PIŁKRHSKICH GMINV TUCHÓm

w gminie Tuchów w sezonie rozgrywkowym 2007/2008

prowadziło działalność sportową 6 klubów piłkarskich,

posiadających status stowarzyszenia, tj.: MKS Tuchovia

Tuchów, LKS Burzyn, LKS Alfa Siedliska, LKS Huragan

Buchcice, LKS Biała Lubaszowa oraz LKKS Karwodrza

oraz 1 siatkarski - TS SOKÓŁ Tuchów.

Kluby piłkarskie brały udział w rozgrywkach prowadzonych

przez Małopolski Związek Piłki Nożnej (MKS

Tuchovia) oraz Tarnowski Okręgowy Związek Piłki Nożnej

(pozostałe kluby). Zespół siatkarski TS Sokół Tuchów

uczestniczył w rozgrywkach prowadzonych przez MZPS.

Działalność klubów w sezonie rozgrywkowym 2007/

2008 opierała się w głównej mierze na środkach finansowych

otrzymanych z budżetu gminy. Zgodnie z Ustawą

o działalności pożytku publicznego i wolontariacie kluby

sportowe otrzymały środki finansowe z budżetu gminy na

podstawie umów o wykonanie zadania publicznego w zakresie

upowszechniania kultury fizycznej i sportu, których

podpisanie poprzedził wcześniej przeprowadzony konkurs

ofert na ich realizację. Oto wyniki sportowe, które osiągnęły

drużyny piłkarskie oraz siatkarska w zakończonym sezonie

rozgrywkowym 2007/2008.

MKS TUCHOYIA Tuchów - drużyna piłkarska seniorów

uczestniczyła w rozgrywkach IV ligi małopolskiej

prowadzonych przez Małopolski Związek Piłki Nożnej.

Zespół, borykający się z trudnościami finansowymi, zajął

w sezonie 2007/2008 XIV miejsce i zdołał utrzymać się w tej

klasie rozgrywkowej. Na uwagę zasługuje fakt, iż zespół

Tuchovii w dużej mierze oparty jest na wychowankach,

czyli na zawodnikach, którzy pierwsze piłkarskie kroki

stawiali właśnie w Tuchovii. Klub ma również drużyny

młodzieżowe: juniorów starszych, juniorów młodszych

oraz trampkarzy starszych. Zespół juniorów starszych występował

w I lidze na szczeblu Tarnowskiego Okręgowego

Związku Piłki Nożnej, zajmując w tych rozgrywkach VIII

miejsce. Zespół juniorów młodszych rozgrywał swoje mecze

w klasie okręgowej, gdzie zajął I miejsce, uzyskując awans

do turnieju finałowego o mistrzostwo TOZPN, który został

rozegrany na boisku METALU Tarnów. Przeciwnikami drużyny

z Tuchowa w tym turnieju były zespoły Okocimskiego

Brzesko oraz Wolanii Wola Rzędzińska. Młodzi zawodnicy

z Tuchowa zajęli w turnieju III miejsce, przegrywając

z Brzeskiem 4:0 oraz remisując z Wolą Rzędzińska 2:2.

Trampkarze starsi natomiast występowali w klasie rejonowej,

gdzie zakończyli rozgrywki na VII miejscu.

LKS BURZYN - drużyna piłkarska uczestniczyła w rozgrywkach

klasy A na szczeblu TOZPN. Klub w sezonie

2007/2008 zajął IX miejsce, co pozwoliło na utrzymanie się

w tej klasie rozgrywkowej.

LKS HURAGAN Buchcice - zespół uczestniczył w rozgrywkach

klasy B (w sezonie 2006/2007 klub spadł z klasy

„A"). Sezon rozgrywkowy 2007/2008 nie był udany dla

zespołu z Buchcic: po pierwszej rundzie zajmował III miejsce

z dużymi szansami oraz ambicjami na awans (powrót)

do klasy A, jednak słabsze występy drużyny w rundzie

rewanżowej spowodowały odłożenie walki o awans na następny

sezon. Ostatecznie drużyna Huraganu zakończyła

rozgrywki na III miejscu.

LKS ALFA Siedliska - drużyna występowała w klasie

B rozgrywek piłkarskich. Zespół w sezonie 2007/2008 zajął

II miejsce, umożliwiające grę w barażu o wejście do klasy

A. Przeciwnikiem drużyny z Siedlisk w meczu barażowym

był Sokół Wałki. Drużyna z Siedlisk okazała się lepsza

w dwumeczu od zespołu z Wałek i awansowała do klasy


38 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

A (przegrała na wyjeździe 1:0, w rewanżu na własnym

boisku zwyciężyła 4:0). Zaznaczyć trzeba, iż od sezonu

rozgrywkowego 2006/2007 kłub ma drużynę juniorów

występującą w kłasie rejonowej TOZPN. W zakończonym

właśnie sezonie młoda drużyna z Siedłisk zakończyła

rozgrywki na wysokim III miejscu.

LKS BIAŁA Lubaszowa - zespół sezonie 2007/2008

występował w kłasie B rozgrywek piłkarskich. Drużyna

zakończyła rozgrywki na V miejscu. Zespół nadał będzie

rozgrywał swoje mecze w tej kłasie rozgrywkowej.

Drużyna utrzymuje od trzech sezonów (jak na tę kłasę

rozgrywkową) w miarę wysoki poziom, będąc zawsze

w ścisłej czołówce. Zaznaczyć również trzeba, że boisko

kłubu jest jednym z łepszych boisk nie tyłko w kłasie B,

ałe również kłasie A czy nawet VI łidze..

LKKS KARWODRZA - zespół piłkarski występuje

w kłasie B razem z drużynami z Siedłisk, Lubaszowej

oraz Buchcic. Sezon rozgrywkowy 2007/2008 zespół

zakończył na XI miejscu. Kłub ma także drużynę piłkarską

trampkarzy. Młodzi piłkarze występowali w kłasie

rejonowej, gdzie zajęłi pierwsze miejsce, awansując do

finału tej kłasy rozgrywkowej, tu zmierzyli się z zespołem

BKS Bochnia o tytuł mistrza TOZPN. Należy także

wspomnieć o dużym sukcesie młodych piłkarzy z Karwodrzy,

którzy wzmocnieni zawodnikami z Tuchowa

oraz Lubaszowej awansowali do półfinału Krajowego

Turnieju „Puchar Mlecznego Startu - Danone Cup",

po drodze wygrywając turniej powiatowy oraz zajmując drugie

miejsce w turnieju wojewódzkim.

TS SOKÓŁ Tuchów - zespół występuje w rozgrywkach IV

ligi prowadzonej przez Małopolski Związek Piłki Siatkowej.

Plasuje się w środkowych rejonach tabeli, co - zważywszy na

możliwości kadrowe i finansowe drużyny - jest bardzo dobrym

wynikiem. Klub ma również zespół juniorów. Środki finansowe

z dotacji zostały przeznaczone na zakup sprzętu sportowego,

opłaty regulaminowe na rzecz MZPS oraz opłaty sędziowskie

za prowadzenie zawodów.

Podsumowując, należy stwierdzić, że zakończony sezon

2007/2008 był dobry pod względem wyników sportowych.

Kluby, jak na swoje możliwości kadrowe, a przede wszystkim

finansowe, prezentowały się dobrze. Zaznaczyć trzeba, że kluby

z naszej gminy są zawsze w czołówce pod względem dyscypliny

w rozgrywkach, w których uczestniczą. Środki finansowe

przyznane w ramach dotacji zostały wydatkowane przez kluby

głównie na zakup sprzętu sportowego, wody do picia dla

zawodników, środków niezbędnych do udzielenia pierwszej

pomocy, przejazdy na mecze, opłaty sędziowskie oraz zakup

materiałów niezbędnych do utrzymania obiektów sportowych.

Należy wspomnieć także o bardzo dobrym utrzymaniu tych

obiektów sportowych, a przede wszystkim boisk piłkarskich.

Są one jednymi z lepszych w naszym rejonie. Na słowa uznania

zasługują również działacze sportowi - na czele z prezesami

poszczególnych klubów - za włożoną pracę na ich rzecz.

Witold

Styrkowiec

Tuchowski sporł szkolny

Osiągnięcia szkół podsławowych na wyższym szczeblu

SP Tuchów (nauczyciele: Krzysztof

Gut, Wanda Siwek, Anna Marszałek,

Stanisław Rzeszutko)

Piłka koszykowa dziewcz.: 1 m. w finale

powiatowym, 2 m. w zawodach

rejonowych

Piłka koszykowa chłopców: 1 m. w finale

powiatowym, 2 m. w zawodach

rejonowych

Piłka ręczna dziewcz.: 1 m. w finale

powiatowym, 2 m. w zawodach rejonowych

Piłka ręczna chłopców: 1 m. w finale

powiatowym, 2 m. w zawodach rejonowych

Sztafetowe biegi przełajowe dziewcz.:

1 m. w finale powiatowym, 15 m. w województwie

Sztafetowe biegi przełajowe chłopców:

2 m. w finale powiatowym, 17 m.

w województwie

Czwórbój L-A dziewcząt: 2 m. w finale

powiatowym, 4 m. w województwie

Czwórbój L-A chłopców: 1 m. w finale

powiatowym, 10 m. w województwie

SP Łowczów (nauczyciel - Janusz

Poręba)

Halowa piłka nożna: 1 m. w finale

powiatowym, 3 m. w półfinale wojewódzkim

szkół wiejskich

Mini piłka nożna "7-ki": 1 m. w finale

powiatowym, 3 m. w zawodach rejonowych.

SP Jodłówka (nauczyciel - Jan Ryndak)

Tenis stołowy: Cezary Osika: 2 m. w finale

powiatowym, 4 m. w zawodach

rejonowych

Aleksandra Mikosz: 4 m. w finale powiatowym

Drużynowy tenis stołowy chłopców:

2 m. w finale powiatowym, 3 m. w zawodach

rejonowych

Wspólna reprezentacja szkół z Dąbrówki

Tuchowskiej, Karwodrzy, Burzyna

i Tuchowa zajęła 1 miejsce w wojewódzkim

turnieju LZS w halowej piłce

nożnej w Nowej Hucie. Ta sama drużyna

wzmocniona dodatkowo uczniami

z Łowczowa i Lubaszowej po wygraniu

eliminacji powiatowych zajęła 2 m.

w finale wojewódzkim i uczestniczyła

w półfinale krajowym turnieju piłkarskiego

"Puchar Mlecznego Startu".

Opiekunami drużyny byli: Kazimierz

Gawryał i Bogusław Szeląg.


39 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

Osiągnięcia szkół gimnazjalnych na wyższym szczeblu

Publiczne Gimnazjum nr 2 (nauczyciele:

Ryszard Wrona, Piotr Mazurkiewicz,

Małgorzata Sobczyk,

Mateusz Iwaniec)

Halowa piłka nożna chłopców: 1 m.

w finale powiatowym, 4 m. w zawodach

rejonowych

Szachy: 3 m. Sylwia Wiatr w finale powiatowym,

36 m. w województwie

Piłka siatkowa chłopców: 3 m. w finale

powiatowym

Piłka koszykowa dziewcząt: 3 m. w finale

powiatowym

Piłka koszykowa chłopców: 2 m. w finale

powiatowym

Piłka ręczna dziewcząt: 1 m. w finale

powiatowym, 1 m. w zawodach rejonowych,

4 m. w województwie

Piłka ręczna chłopców: 3 m. w finale

powiatowym

Piłka nożna: 1 m. w finale powiatowym

Publiczne Gimnazjum w Jodłówce

Tuchowskiej (nauczyciel: Maria

Sztorc)

Indywidualny tenis stołowy: 1 m. Przemysław

Osika w finale powiatowym,

3 m. w zawodach rejonowych, 4 m.

w województwie

2 m. Michał Mikosz w finale powiatowym

Drużynowy tenis stołowy: 1 m. w finale

powiatowym, 3 m. w zawodach

rejonowych

Szachy: 14 m. Aleksandra Osika w zawodach

wojewódzkich oraz 32 m. Dawid

Osika

Publiczne Gimnazjum w Karwodrzy

(nauczyciele: Anna Kmak, Grzegorz

Skrzyniarz)

Szachy: 2 m. w finale powiatowym,

25 m. w województwie - Bartłomiej

Muszyński, 4 m. w finale powiatowym

- Wioletta Surdel, 6 m. w finale powiatowym

- Agnieszka Iwaniec

Gminne współzawodnictwo sporłowe szkół podstawowych

w roku szkolnym 2007/2008 - klasyfikacja końcowa

Buchcie Burzyn Dąbrówka Jodlówka Karwodrza Lubaszowa Łowczów Meszna Piotrkowice Siedliska Trzemesna Tuchów

m-oe ptt. m-oe pn. m-oe pn. m-oe pn. m-oe pn. m-oe pn. m-oe pn. m-oe pn. m-oe pn. m-oe ptt. m-oe ptt. m-oe pki.

indywidualne biegi ch. 6 7 8 5 4 9 7 6 5 8 3 11 9 4 2 13 1 15

przełajowe klas 4 dz. 5 8 6 7 7 6 4 9 9 4 3 11 8 5 1 15 2 13

indywidualne biegi ch. 7 6 1 15 6 7 4 9 5 8 8 5 9 4 10 3 3 11 2 13

przełajowe klas 5 dz. 2 13 4 9 6 7 3 11 10 3 9 4 5 8 8 5 7 6 1 15

indywidualne biegi ch. 5 8 9 4 8 5 7 6 3 11 6 7 4 9 10 3 2 13 1 15

przełajowe klas 6 dz. 4 9 6 7 5 8 2 13 8 5 7 6 9 4 3 11 1 15

sztafetowe biegi ch. 5 8 3 11 7 6 4 9 6 7 2 13 1 15

przełajowe dz. 3 11 6 7 5 8 4 9 2 13 1 15

4-bój lekkoatletyczny

ch. 11 2 8 5 4 9 7 6 5 8 10 3 2 13 9 4 3 11 6 7 1 15

dz. 6 7 8 5 7 6 2 13 5 8 4 9 10 3 3 11 9 4 11 2 1

15

3-bój lekkoatletyczny

ch. 7 6 3 11 5 8 1 15 6 7 4 9 2 13

dz. 5 8 6 7 4 9 7 6 3 11 2 13 1

15

pitka ręczna

koszykówka

siatkówka

ch. 3 11 5 8 7 6 7 6 5 8 4 9 2 13 7 6 1 15

dz. 4 9 6 7 2 13 3 11 4 9 6 7 1 15

ch. 3 11 6 7 7 6 4 9 2 13 7 6 5 8 1 15

dz. 6 7 2 13 3 11 5 8 7 6 4 9 7 6 1 15

ch. 4 9 7 6 1 15 8 5 6 7 2 13 5 8 10 3 8 5 3 11

dz. 10 3 8 5 3 11 7 6 4 9 8 5 5 8 2 13 6 7 1 15

ch. 4 9 5 8 3 11 5 8 7 6 1 15 9 4 7 6 2 13

halowa pitka nożna

dz. 4 9 8 5 3 11 10 3 5 8 5 8 2 13 5 8 8 5 1 15

pitka nożna ch. 7 6 5 8 3 11 2 13 6 7 1 15 10 3 10 3 7 6 7 6 4 9

tenis stotowy ch. 8 5 5 8 8 5 1 15 8 5 2 13 3 11 4 9 6 7 7 6

drużynowy dz. 8 5 9 4 6 7 1 15 3 11 2 13 5 8 7 6 4 9

tenis stotowy ch. 8 5 5 8 8 5 1 15 8 5 2 13 3 11 4 9 6 7 7 6

indywidualny dz. 7 6 8 5 5 8 2 13 1 15 4 9 6 7 3 11

szachy

ch. 5 8 8 5 6 7 2 13 1 15 4 9 7 6 3 11

dz. 1 15 6 7 2 13 7 6 5 8 3 11 4 9


40 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

suma pkt. - zajęte miejsce - ilość startów

Buchcie Burzyn Dąbrówka Jodlówka Karwodrza Lubaszowa lowczów Meszna Piotrkowice Siedliska Trzemesna Tuchów

suma pkt. 113 123 135 169 152 154 189 16 122 162 15 225

miejsce 10 8 7 3 6 5 2 11 9 4 12 1

ilość startów 16 21 22 25 27 24 26 3 22 27 3 27

Zestawienie ilościowe zajętych miejsc

1 miejsce

1 A 1 1

2 miejsce

3 miejsce

4 miejsce

5 miejsce

6 miejsce

7 miejsce

0 1 1 4 0 1 4 0 0 1 0 15

1 0 0 2 4 5 5 0 1 5 0 4

1 1 4 4 3 1 5 0 1 4 0 3

4 2 1 2 3 3 3 0 6 1 0 3

2 6 4 0 8 2 4 0 3 1 0 0

1 2 5 4 3 2 1 1 0 5 1 0

2 2 3 5 3 2 2 1 1 7 1 2

Do punktacji liczymy 15 najlepszych wyników szkoły z 27 zawodów

I m. - 15 pkt., II m. - 13 pkt., III m. - 11 pkt., IV m. - 9 pkt., V m. - 8 pkt., VI m. - 7 pkt...., XII m. - 1 pkt.

Gminne współzawodnictwo sporłowe szkół gimnazjalnych

w roku szkolnym 2007/2008

NAZWA ZAWODÓW

PG Burzyn PG Jodłówka PG Karwodrza PG Siedliska PG Tuchów

m-ce pkt. m-ce pkt. m-ce pkt. m-ce pkt m-ce pkt

1 IND. BIEGI PRZEŁAJOWE DZ. KL. I 3 4 4 1 8 2

2 IND. BIEGI PRZEŁAJOWE DZ. KŁ. II 2 6 5 1 8 3 4

3 IND. BIEGI PRZEŁAJOWE DZ. KŁ. III 4 2 2 6 1 8 3

4 IND. BIEGI PRZEŁAJOWE CHŁ. KŁ. I 5 4 1 8 3 2

5 IND. BIEGI PRZEŁAJOWE CHŁ. KŁ. II 2 6 5 4 1 8 3

6 IND. BIEGI PRZEŁAJOWE CHŁ. KŁ. III 1 8 3 2

7 HALOWA P.N. CHŁOPCÓW 5 4 3 2 6 1 8

8 PIŁKA SIATKOWA DZIEWCZĄT 4 2 5 3 2 6 1 8

9 PIŁKA SIATKOWA CHŁOPCÓW 5 2 6 4 3 1 8

10 HALOWA PIŁKA NOŻNA DZIEWCZĄT 3 4 5 4 2 6 1 8

11 IND. TENIS STOŁOWY DZIEWCZĄT 4 2 3 4 1 8 2 6 5

12 IND. TENIS STOŁOWY CHŁOPCÓW 5 1 8 3 2 6 4

13 DR. TENIS STOŁOWY DZIEWCZĄT 4 2 3 4 1 8 2 6 5

14 DR. TENIS STOŁOWY CHŁOPCÓW 5 1 8 3 2 4

15 SZACHY DZIEWCZĄT 1 8 2 6 3 4

16 SZACHY CHŁOPCÓW 4 1 8 3 2

17 PIŁKA KOSZYKOWA DZIEWCZĄT 5 4 3 2 1 8

18 PIŁKA KOSZYKOWA CHŁOPCÓW 4 2 3 4 2 1 8

19 PIŁKA RĘCZNA DZIEWCZĄT 5 2 6 3 4 1 8

20 PIŁKA RĘCZNA CHŁOPCÓW 5 4 3 2 1 8

21 SZTAFETOWE BIEGI PRZEŁ. DZIEWCZĄT 4 2 3 1 8 2

22 SZTAFETOWE BIEGI PRZEŁ. CHŁOPCÓW 5 4 2 2 6 3 1 8

23 PIŁKA NOŻNA "11-TKI" 5 4 2 2 6 3 1 8

KLASYFIKACJA KOŃCOWA V 32 IV 52 II 72 III 68 I 80

Do punktacji - 10 najlepszych wyników szkoły

I m. - 8 pkt., II m. - 6 pkt., III m. - 4 pkt., IV m. - 2 pkt. V m. - 1 pkt.

Opracował

gminny organizator sportu szkolnego

Marek Srebro


41 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

Logopedyczny poradnik dla rodziców

Karmienie piersią -

najlepszym przygotowaniem

do prawidtowej wymowy Cz.7.

Co się dzieje w okresie prenatalnym?

Zanim jednak napiszę o wpływie karmienia piersią

na rozwój mowy, w kiłku słowach przedstawię okres

wcześniejszy, kiedy dziecko rozwija się w łonie matki. Już

w okresie prenatalnym rozpoczyna się proces przygotowania

do mówienia - rozwija się mózg oraz wszystkie narządy

mowy. Dziecko ćwiczy ruchy ssące warg, ruchy oddechowe,

kształtują się struny głosowe, rozwijają także zdolności

wykorzystywane później do mówienia, np. połykanie. Intensywnie

doskonali się również narząd słuchu - szczególnie

dobrze dziecko słyszy głos matki i uderzenia jej serca.

W profilaktyce logopedycznej tego okresu zaleca

się szczególnie słuchanie muzyki, np. Bacha,

Vivaldiego, Mozarta czy Haendla; mówienie

do dziecka i śpiewanie, jak również zwracanie

uwagi na rodzaj dźwięków otoczenia, w którym

matka często przebywa (unikanie hałasu

sprzętów domowych, dyskotek itp.).

Już jestem z wami!

Nasze dziecko, najpierw jako

noworodek, a potem niemowlę,

przez kilka miesięcy uczy się

„mówić", doskonaląc oddychanie,

połykanie, ćwicząc struny głosowe

oraz narządy mowy (język, wargi,

żuchwę i podniebienie). Rozpoczynając

od krzyku i płaczu, przechodzi

przez etap głużenia i gaworzenia

do pierwszych słów^ Aby zapewnić

dziecku optymalną stymulację rozwoju

mowy, nasze działania w tym okresie powinny

obejmować:

- karmienie piersią, które jest najlepszym

treningiem dla mięśni narządów mowy,

- obserwowanie pracy języka dziecka (czy się unosi,

jak się porusza, czy prawidłowe jest wędzidełko podjęzykowe),

- kontrolowanie reakcji dziecka na dźwięki otoczenia,

aby wykluczyć wadę słuchu,

- masowanie policzków i warg dziecka (dotyczy dzieci

karmionych butelką),

- zastąpienie butelki ze smoczkiem łyżeczką i kubkiem.

- częste mówienie do dziecka od pierwszych dni życia,

np. podczas kąpieli, przewijania, karmienia.

Zalety karmienia piersią - okiem logopedy

- Gdy dziecko ssie pierś, ruchy języka są takie same,

jak podczas artykulacji.

- Niemowlę uczy się oddychać prawidłowo przez nos.

- Intensywnie ćwiczy język, wargi, podniebienie miękkie

i żuchwę.

- Rozwija się i wzmacnia mięsień okrężny warg.

Dlaczego logopeda odradza karmienie

butelką?

- Mięsień okrężny warg, odpowiedzialny

za domykanie ust, słabo się rozwija u dzieci

karmionych butelką.

- Język nie pionizuje się.

- Oparcie butelki o żuchwę sprzyja przesuwaniu

jej ku tyłowi, co może prowadzić do wad zgryzu

(często towarzyszą im wady wymowy).

- Przy częstym przerywaniu ssania

z butelki do zaczerpnięcia powietrza

dziecko uczy się oddychać ustami.

- Technika ssania smoczka jest

zupełnie inna niż technika ssania

piersi. Ssanie smoczka wymaga

znacznie mniejszego wysiłku. Obliczono,

że do ssania piersi dziecko

używa ok. 40 mięśni, a do ssania

smoczka zaledwie kilku. Warto dodać,

że technika ssania może mylić się noworodkowi,

jeśli ma od pierwszych dni

smoczek „gryzaczek" lub butelkę. Zdarza się, że dziecko

wybierze to, co łatwiejsze i szybko rezygnuje ze ssania

piersi.

- Zaburzenia ssania, połykania i żucia zwykle poprzedzają

zaburzenia mowy.

Zatem zachęcam wszystkie matki spodziewające się

dziecka, aby zdecydowały się karmić naturalnie i kontynuowały

karmienie piersią przynajmniej do końca pierwszego

roku życia.

Aneta Knapik - logopeda

Powiatowa Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna w Tarnowie

Filia w Tuchowie

ul. Wróblewskiego 1

Sprostowanie do artykułu „Jak potok płynie czas" (Tuchowskie Wieści nr 3/106)

Autorka artykułu przeprasza kol. Huberta Kmaka za pominięcie jego nazwiska na liście uczestników zjazdu.

Jadwiga Salamon


42 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

Z WORA PROWOKATORA

Kanikuła, czyli deliberacJe pod psem albo nawet całą sforą

Kto jeszcze dziś wie, że kanikuła

to okres największych

upałów, kiedy w gwiazdozbiorze

Wielkiego Psa świeci Syriusz?

Nam kojarzy się to słowo nie bez

racji z wakacjami, jakimś długim,

letnim urlopem. Ale gdzie w tym

wszystkim pogrzebany jest pies?

Otóż gdy przychodzą wakacje, należałoby

zweryfikować niektóre obiegowe

prawdy, jak choćby tę, że pies jest

największym przyjacielem człowieka.

Mam poważne wątpliwości,

czy ta relacja jest obustronna.

Dlaczego bowiem w wakacje

powiększa się nagle sfora bezpańskich

psów wałęsających się po Tuchowie,

a zwłaszcza pod blokami, bo tu o jedzenie nie muszą

się specjalnie starać. Sam obserwowałem, jak

potraktowały wyrzucone przez kogoś pozostałości

z grillowania: kaszankę i jakąś kiełbaskę. Jeden,

przebiegając tuż obok, nawet nie spojrzał w tamtą

stronę, drugi niuchnął raz i natychmiast dał dyla.

Jakieś nienowoczesne te psy w przeciwieństwie do

człowieka, który ostatnio pożera tylko grillowe specjały.

No, ale dajmy spokój modnym kulinarnym

upodobaniom i wróćmy do naszych (czy rzeczywiście?)

psów. Cała ta sfora goni, szczeka, gryzie się,

zwłaszcza gdy pojawi się przybysz. W nocy nagle

ni stąd, ni zowąd wybucha szczekanina, do której

włączają się niektóre co bardziej nerwowe kundelki

w mieszkaniach i^ po spaniu. Pytają ludziska, czy

jest jakieś wyjście. Odpowiadam: nie, nie ma poza

wyjściem z siebie, ale co to da? Jedyne wyjście

jest takie jak z muchami - polubić. Władza tu nie

zareaguje, bo choćby kazała te pieski wyłapać, to

trzeba by odstawić je do schroniska i - pomijając

już kwestię miejsca - za ich utrzymanie tam zapłacić.

Zaraz naraziłaby się na zarzut marnowania

pieniędzy podatników. Inne rozwiązanie nie wchodzi

w rachubę, bo momentalnie zaprotestowaliby

obrońcy zwierząt, a szczególnie głośno rozszczekaliby

się ich „obrońcy" i „przyjaciele", mistrzowie

hipokryzji, dzięki którym liczba bezpańskich psów

jest coraz większa.

Ale nie do wszystkiego podchodzę z takim

stoickim spokojem. Teraz będę się czepiał. Przede

wszystkim tej prawdy o psie jako przyjacielu człowieka.

Jest ona ambiwalentna - na pewno nie tego,

którego akurat rąbie zębami, a obiektem tejże psiej

przyjaźni zdarzyło mi się być wielokrotnie, bo łażę

i jeżdżę po gminnych drogach, i nie chciałbym

więcej - tfu, na psa urok! Zastrzegę się jednak,

że nic nie mam, a więc nie będę się czepiał tych,

których czworonożni przyjaciele trzymani są za

ogrodzeniami posesji lub na uwięzi. Czasem nawet

bawią mnie różnego rodzaju napisy na bramach

w rodzaju: „ja tu rządzę" dodane do psiego konterfektu.

Znaczy to, że gospodarz nie ma tu nic do

gadania. Inny: „zły pies" - nie wiem, czemu eksponuje

się tu paskudny charakter psa, a jednocześnie

nie informuje, czy gospodarz jest tego czworonoga

przeciwieństwem, czy też - mówiąc językiem informatyki

- jest z nim kompatybilny. Nie będę się czepiał

tych, którzy swoich pupilów wyprowadzają na

smyczach i dbają o to, aby zachowywali się godnie.

Pewnie - można by mieć do wszystkich pretensję,

że w niektórych miejscach, znajdujących się, a jakże,

w tzw. przestrzeni publicznej, nie mogę skupić

się wyłącznie na podziwianiu gry obłoków, gdyż

skończyć się to może niezbyt wonnie, bo tu Reks,

a tu Pikuś uznali, że to idealne miejsce na zrobienie

kupy, co sprowadza radykalnie podziwiaczy obłoków

na padół. Jest to problem nie tylko Tuchowa,

to jest problem ogólnopolski- i jak wiele prostych

spraw - w Polsce nie do rozwiązania.

Będę się wszakże czepiał, i to namolnie, tych,

którzy dają swoim psom nieograniczoną wolność

w myśl przysłowia: „wolno psu nawet na Pana

Boga szczekać"; którzy nie mają nad nimi żadnej

władzy albo tylko udają, że ją mają, ale puszczają

je wolno w miejscach publicznych, a kiedy te ob-


43 Tuchowskie Wieści 4(107)/2008

rabiają jakiegoś nieszczęśnika, to albo ich w ogóle

nie ma, bo siedzą w chałupach, albo odwracają

się i skwapliwie podziwiają krajobraz. Nie widzą

- z głowy! Jak ten gazda, któremu donieśli, że gaździna

z Jaśkiem zza potoka na jego wozie w stodole

mocno se folgują. -To nie mój wóz - odpowiedział,

spokojnie kurzęcy fajkę. Inni (właściciele psów, nie

gazdowie) próbują psa przywołać do porządku,

ale (z kilkoma nielicznymi wyjątkami) bez skutku.

Czasem zaś dochodzi do sytuacji, z których nie

wiadomo, czy się śmiać Siedzi panisko, a pies

biega po parku. Idę. Zaczyna mnie obszczekiwać,

jest coraz bliżej. Panisko informuje jak zwykle w takich

wypadkach: - On nie ugryzie, w co, oczywiście,

z racji wieloletnich pieskich doświadczeń nie

wierzę. Niech pan odwoła psa - żądam. Zaczyna

ze zwierzakiem pertraktować: - Dino - mówi błagalnym

głosem - chodź tu. A Dino ma to głęboko

pod ogonem. - Napisz do niego podanie - myślę

sobie - to może rozpatrzy je pozytywnie. Facet

zapewnia mnie, że pies nie ugryzie, a nie ma nad

nim żadnej władzy. Jakoś udało mi się przejść. Historia

jednak powtórzyła się drugi raz. Obroniłem

się kilkoma kamykami. Reakcja faceta - jak wyżej.

Za trzecim razem podobnie, z tym, że Dino rozzu-

chwalał się - trudno mu się dziwić - coraz bardziej.

Tym razem jednak, atakując, podszedł tak blisko, że

znalazł się w zasięgu mojej nogi. Nie starałem się

go oszczędzać. Nakrył się nogami i ogonem. Natychmiast

przeszła mu ochota do ataku, a przyszła

do ucieczki, czyli czegoś się nauczył, w przeciwieństwie

do swego pana, który oburzony był takim

potraktowaniem swego pupila, nie przypuszczając

pewnie nawet, że dostał on to, co się jemu należało.

A ja użyłem jak pies w studni. Dla mnie jest to

zabawa pod zdechłym psem. I co? I nic. Żadnego

„przepraszam". A, pies z nim tańcował! Powiadają

niektórzy, że psy wyczuwają złych ludzi i atakują

ich. To jest taka prawda, o której mówi staropolskie

przysłowie: „psi się bodli, a rogów nie mieli". Jeśli

tak, to jakim cudem przeżyli Hitler, Stalin, Pol Pot,

Mao czy inne przyjemniaczki? Ale niektórym bardzo

jest wygodnie w nią wierzyć. I dlatego będę na

nich psy wieszał. Niech gadają o mnie, że jestem

pies na nieodpowiedzialnych właścicieli tychże. Co

zaś do wierności, to - jak twierdzą rasowi cynicy

- najwierniejszy jest ten pies, na którego z biegiem

czasu człowiek schodzi. No, to przynajmniej mamy

jasno wytyczony kierunek. W drogę więc^

Prowokator

Podziękowanie

Stowarzyszenie Rodziców i Przyjaciół Osób

Niepełnosprawnych "Nadzieja" składa serdeczne

podziękowanie Panom: Burmistrzowi, Zastępcy

Burmistrza oraz Radzie Miejskiej w Tuchowie za pokrycie

kosztów zjazdu z drogi wojewódzkiej i pomoc

przy budowie drogi dojazdowej do działki i świetłicy

stowarzyszenia. Dziękujemy zaangażowanym w prace

firmom budowłanym. Składamy podziękowanie

sąsiadom, którzy podarowałi część swych działek

pod budowę drogi. Jesteśmy bardzo wdzięczni za

pomoc. Dziękujemy wszystkim osobom z Tuchowa,

okołic i całej Połski, które - rozliczając się w 2008

roku - podarowały 1% ze swego podatku na

rzecz podopiecznych stowarzyszenia.

W imieniu Stowarzyszenia "Nadzieja"

przewodniczący Marian Gut

Na pierwszej stronie:

„Krakowiak" z Karwodrzy w dożynkowej banderii konnej

Fot. R. Fłądro

Wydawca: Towarzystwo Miłośników Tuchowa

nr konta: PKO BP SA I o/Tuchów

06 1020 4955 0000 77 02 00 6792 25

Redagują czytelnicy oraz zespół redakcyjny:

Grzegorz Stanisławczyk - redaktor naczelny,

Stanisława Burza, Zdzisława Krzemińska,

o. Stanisław Gruszka, Aleksander Kowalik,

Michał Wojtkiewicz

Opracowanie graficzne:

I Bronisław Kapałk^ Ryszard Flądro

Adiustacja i korekta: Józef Kozioł

Skład i druk: Mała Poligrafia Redemptorystów

w Tuchowie

Nakład: 250 + 50 egzemplarzy

Adres redakcji: 33-170 Tuchów, ul. Chopina 10

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji publikowanych

tekstów oraz korespondencji, a także opatrywania

ich własnymi tytułami. Redakcja nie zwraca niezamówionych

materiałów i nie odpowiada za treść ogłoszeń. Opinie wyrażone

na łamach „Tuchowskich Wieści" są poglądami autorów.

Wszelkie przedruki bez zgody redakcji zabronione.


Sanktuaryjny Chór Mieszany z Tuchowa w Austrii

Wiedeń - Kahlenberg - Grossengersdorf

More magazines by this user
Similar magazines