Nr 14 - Głos Biznesu

glos.biznesu.pl

Nr 14 - Głos Biznesu

Numer 5 (14) • 2011 • Magazyn gospodarczy • Dystrybuowany bezpośrednio do wielkopolskich przedsiębiorców

GŁOS BIZNESU

BIZNES

kontra

instutycje i urzędy

DEBATA

PRZEDSIĘBIORCÓW

/ KRONIKA / DESIGN /

/ GOSPODARKA /

/ FINANSE /

/ NOWOŚCI / KSIĄŻKI /

WYWIAD

NUMERU

Kredyt zamiast

unijnych dotacji?

Finansowanie firmy

DOSSIER

Prof. Ewa Wycichowska

Menedżer

usatysfakcjonowany

Rozmowa z JERZYM WIŚNIEWSKIM,

prezesem zarządu PBG S.A.

FELIETONY

Kaczmarek

Krotoski

Głowacki


w numerze:

numer 5 (14) 2011

ROZMOWY GŁOSU

6 Menedżer usatysfakcjonowany.

Rozmawiamy z Jerzym Wiśniewskim,

prezesem zarządu PBG S.A

Menedżer

usatysfakcjonowany

Sukcesem jest to, że mam

własnych wychowanków, ludzi,

którzy współtworzyli spółkę i są

z nami do dziś. Są oni na bardzo

wysokim poziomie kultury

budowlanej, menedżerskiej

i ekonomicznej.

str. 6

DEBATA

organizacji

biznesowych

12 Nie przeszkadzajcie nam

16 Usprawnić procesy

DOSSIER

18 Prof. Ewa Wycichowska

GOSPODARKA

WYWIAD

NUMERU

19 Biuro zaprojektowane na sukces

22 Kredyt zamiast unijnych dotacji?

26 Stwórz własną sieć kontaktów

30 W trosce o jakość życia

32 Kobieta na stanowisku

W trosce o jakość życia

Kluczem do sukcesu firmy Aloisa

Kobera nie był mały warsztat, ale

seryjna produkcja.

str. 30

FELIETONY

28 Zmiany w rozpatrywaniu sporów

przedsiębiorców.

Porady prawne Jerzego Krotoskiego

29 Wyborcza ulga.

„Okiem z Brukseli” Filipa Kaczmarka

34 Czy nowoczesne IT może być

standardowe, dedykowane,

bezpieczne i tańsze?

35 Pierwszy dzień w pracy

46 Zostawić w rodzinie czy sprzedać?

„Business is business” Andrzeja

Głowackiego

LIFESTYLE

36 Spełnione marzenia

38 Duńczyk dodaje skrzydeł

LEKTURA

dla biznesmena

40 Winny etatyzm

40 Odważne wybory

40 Firma w pigułce

KRONIKA

44 Spotkanie z wielkopolskimi

kandydatami do parlamentu

44 Wągrowiec otwarty dla inwestorów

45 Europejskie Forum Nowych Idei

45 Wspólny front dla rozwoju

innowacji

KALENDARIUM

42 Koncert „Wielkopolska wrażliwa”

45 Wydarzenia biznesowe i kulturalne

GŁOS BIZNESU

Magazyn Wielkopolskiej Przedsiębiorczości

www.glos-biznesu.pl

Rada redakcyjna:

Anna Lisewska

Business Centre Club – Loża Wielkopolska

Iwona Marszałek

Polsko-Niemieckie Koło Gospodarcze (DWK)

Kalina Kiser-Beyme

Polska Izba Gospodarcza Importerów,

Eksporterów i Kooperacji

Karina Plejer

Wielkopolski Klub Kapitału

Małgorzata Animucka

Wielkopolski Związek Pracodawców

Zdjęcie na okładce:

Jacek Lisewski, www.sollus.pl

Redakcja i realizacja:

Skivak Custom Publishing

www.skivak.pl

Dyrektor wydawniczy:

Damian Nowak

d.nowak@skivak.pl

Project manager:

Michał Cieślak

m.cieslak@skivak.pl

Redakcja:

Krzysztof Piech

k.piech@skivak.pl

Projekt graficzny:

Katarzyna Jurgielewicz

k.jurgielewicz@skivak.pl

DTP:

Paweł Chlebowski

p.chlebowski@skivak.pl

Reklama i promocja :

Piotr Nowak

piotr.nowak@glos-biznesu.pl

tel. +48 793 090 520

Adres redakcji:

Głos Biznesu

ul. Głuchowska 1, 60-101 Poznań

tel. + 48 61 625 61 15

fax + 48 61 625 61 21

www.glos-biznesu.pl

Druk i oprawa:

Poligrafia Janusz Nowak

Dołącz do nas na Facebooku

Redakcja „Głosu Biznesu” nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do

skrótów i redakcyjnego opracowania tekstów przyjętych do druku. Za treść reklam i ogłoszeń

redakcja nie odpowiada.

www.glos-biznesu.pl


Numer 2 (11)• 2011• Magazyn gospodarczy •Dystrybuowany bezpośrednio do wielkopolskich przedsiębiorców

NIESTANDARDOWE

działania

marketingowe

DEBATA

PRZEDSIĘBIORCÓW

Sukcesy

całego

zespołu

Rozmowa

z WITOLDEM LEVÉNEM

prezesem firmy

SWEGON POLSKA

DOSSIER

Małgorzaty

Ostrowskiej

WYWIAD

NUMERU

/ AKTUALNOŚCI / GMINA /

/ SAMORZĄDY /

/ GOSPODARKA /

/ NOWOŚCI /

FELIETONY

Kaczmarek

Krotoski

Sulejewski

słowo

wstępu

Interakcje

przedsiębiorców

GŁOS BIZNESU

MAGAZYN WIELKOPOLSKIEJ

PRZEDSIĘBIORCZOŚCI

---------------------------------

Nasz projekt prowadzi do efektywnego

współdziałania samorządu

gospodarczego regionu. Na łamach

Głosu Biznesu” prezentujemy najlepsze

firmy i organizacje biznesowe

z Wielkopolski. Magazyn jest platformą

prezentującą puls życia biznesowogospodarczego,

między innymi poprzez

relacje z najważniejszych wydarzeń.

Jesteśmy prawdziwym głosem

wielkopolskiej przedsiębiorczości, głosem

wyraźnym i słyszalnym w całym kraju.

Głos Biznesu” dociera do członków

organizacji biznesowych, które patronują

magazynowi. Baza adresowa jest

rozszerzona o liderów środowisk

gospodarczych, społecznych i politycznych

z Wielkopolski. Stanowi zbiór zamknięty

i jest weryfikowana i uaktualniana pod

nadzorem rady redakcyjnej. Wszystkich

zainteresowanych otrzymywaniem „Głosu

Biznesu” prosimy o dokładne wypełnienie

zamieszczonego na stronie

www.glos-biznesu.pl formularza.

Redakcja zastrzega sobie prawo do

zweryfikowania zgłoszonych danych.

Laissez faire! (pozwólcie nam działać) – realizacja tej idei przyniosła

rozwój prywatnego biznesu, gospodarki europejskiej i światowej, postęp

technologiczny. Zastanawiające jest to, że obecnie przedsiębiorcy,

wysuwają podobne postulaty, ale z dużo większym wydźwiękiem

negatywnym – zostawcie nas w spokoju! Państwo uważane jest

w gospodarce za głównego hamulcowego.

Przedsiębiorcy biorący udział w naszej „Debacie z Głosem” zarzucają

politykom, że nie interesują się prawdziwymi problemami gospodarki,

a tylko firmami jako źródłem przychodów państwa. „Jesteśmy

traktowani jak ci, co przeszkadzają urzędom i urzędnikom” – to

poważny zarzut. Większość kontaktów przedsiębiorców z urzędami

jest dla tych pierwszych uciążliwa, a regulacje państwowe zwykle nie

przynoszą poprawy sytuacji.

Zarzut instytucjom państwa stawia również prof. Balcerowicz we

wstępie do prezentowanej przez nas książki Johna B. Taylora „Zrozumieć

kryzys”. Kryzysowi winny jest w dużej mierze interwencjonizm państwa,

niezrealizowanie koniecznych a niepopularnych reform i zastępowanie

ich nieprzemyślanymi działaniami ad hoc, dla zaspokojenia oczekiwań

opinii publicznej.

Na szczęście, przedsiębiorcy mimo niedogodności powodzeniem

rozwijają krajowy i zagraniczny biznes na dużą skalę. Jak Jerzy

Wiśniewski, prezes Zarządu PBG S.A., bohater naszego wywiadu

okładkowego, który mówi: „sukcesem jest to, że mam własnych

wychowanków, ludzi, którzy współtworzyli spółkę i są z nami do

dziś. (…) Oczywiście, implementujemy pewne zjawiska i działania, ale

wszystko, co mamy, jest dorobkiem Polaków, polskiego otoczenia.”

Co przyniesie przyszłość? Czy biznesmenom przyjdzie postępować tak

jak w anegdocie przytoczonej przez Filipa Kaczmarka – jeśli politycy

chcą się zająć dobrem przedsiębiorców, to przedsiębiorcy powinni

swoje dobro jak najprędzej ukryć? A przecież chodzi wszystkim o to,

żeby te dobra, kapitał, potencjał kadry i technologie wykorzystać do

rozwijania wyhamowanej gospodarki.



Życzymy przyjemnej lektury!

Redakcja

U nas mają głos:

DR FILIP

KACZMAREK

Historyk z wykształcenia,

polityk z zawodu.

Deputowany

do Parlamentu

Europejskiego

i szef Platformy

Obywatelskiej

w Poznaniu.

MEC. JERZY

KROTOSKI

Prawnik w trzecim

pokoleniu, adwokat.

Sześciokrotny

mistrz i wicemistrz

Polski w sportach

motorowych,

żeglarz, tenisista.

ANDRZEJ GŁOWACKI

Prezes Zarządu DGA S.A.

Ekspert w zakresie

wytyczania strategii

podmiotów gospodarczych

oraz programów

restrukturyzacyjnych.

Certyfikowany doradca

CMC - Certified Management

Consultant.


6 ROZMOWY GŁOSU

Menedżer

usatysfakcjonowany

WYWIAD

NUMERU

ROZMAWIALI | Krzysztof Piech i Damian Nowak

ZDJĘCIA | Jacek Lisewski / www.sollus.pl

PBG S.A. jest polską firmą, która bez kompleksów

mierzy się z wielkimi graczami

europejskiego rynku budownictwa.

O twardych biznesowych faktach

i o imponderabiliach rozmawiamy

z Jerzym Wiśniewskim, prezesem

zarządu PBG S.A.

JERZY

WIŚNIEWSKI

ma 54 lata, jest

absolwentem

Wydziału

Budownictwa

Lądowego

Politechniki

Poznańskiej.

W 1994 roku, wraz

z żoną Małgorzatą

założył firmę

Piecobiogaz.

10 lat później

wprowadził ją

na giełdę – już

jako PBG S.A. (od

2007 roku spółka

wchodzi w skład

indeksu WIG20).

Kolekcjoner

malarstwa,

podróżnik, żeglarz.

Inżynier, przedsiębiorca, finansista,

prezes giełdowej spółki,

mecenas sztuki, sponsor

sportu, wizjoner – to tylko niektóre

terminy służące do opisania

Jerzego Wiśniewskiego. Który

uważa Pan za najbardziej trafny?

JERZY WIŚNIEWSKI: Jestem menedżerem

i biznesmenem, ale w ramach

biznesu najwięcej jest we mnie odpowiedzialności

za to, co robię. Pomijam

oddzielny aspekt, jakim jest rodzina

i wartości, które się z nią wiążą.

Rodzina jest najważniejsza, dopiero

potem jest biznes, a na trzecim miejscu

stawiam hobby. Jestem miłośnikiem

historii Polski i świata. Dużo podróżuję

i poznaję tę historię, zwykle z szeroko

otwartymi oczami. Bo w historii

prawdziwe są tylko daty, a okoliczności

związane z tymi datami w różnych

czasach są różnie interpretowane.

Fascynuje mnie możliwość sięgania do

źródeł wydarzeń różnie interpretowanych.

Tym żyję i tym się zajmuję.

Uważam, że odpowiedzialnością

i obowiązkiem, które wynikają

z odniesienia sukcesu biznesowego,

jest czynne uczestniczenie w dbaniu

o pamięć, jaką jest nasza przeszłość.

Jestem kolekcjonerem malarstwa polskiego

z XIX i początku XX wieku.

Polski nie było wówczas na mapie,

a jednak we wspaniałym malarstwie

tamtego okresu jest bardzo wiele polskości.

Mam unikatowy zbiór malarstwa

rodziny Kossaków – deprecjonowanej

za komuny, a wyjątkowej w dziejach

Polski. Protoplastą rodu i najwybitniejszym

artystą był Juliusz, wybitny

był też jego syn, Wojciech. Wnuk

Juliusza, Jerzy, był artystą wspaniałym,

choć jego malarstwo było nieco

chwiejne, a brat Władysław był świetnym

malarzem, ale i wielkim patriotą.

Znakomitą postacią w malarstwie był

też Karol Kossak, czyli kuzyn Wojciecha,

a córkami tego ostatniego były

tak wybitne kobiety, jak Magdalena

Samozwaniec i Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.

W swoich zbiorach mam też prace

takich twórców, jak Józef Chełmoński,

Alfred Wierusz-Kowalski, Władysław

Malecki, bracia Gierymscy – to

TWÓRCZOŚĆ RODZINY KOSSAKÓW

FASCYNUJE MNIE NAJBARDZIEJ

I JESTEM BARDZO DUMNY Z MOJEJ

KOLEKCJI. ZABIEGAM O KUPNO

ZABYTKOWEGO DWORU W KRAKO-

WIE, TZW. KOSSAKÓWKI. BY STWO-

RZYĆ TAM MUZEUM.

pełen przekrój poważnego malarstwa

tamtego czasu. Kupuję ich dzieła na

aukcjach w świecie, aby się nie rozpierzchły.

Jednak twórczość rodziny

Kossaków fascynuje mnie najbardziej

i jestem bardzo dumny z kolekcji.

Zabiegam o kupno zabytkowego

dworu w Krakowie, tzw. Kossakówki.

Jest ona w rękach rodziny, choć pozostaje

niezamieszkana. Próbuję odkupić

dwór po to, by stworzyć tam muzeum

Kossaków.

BYWA PAN NAZYWANY OSTATNIM

MOHIKANINEM POLSKIEGO BUDOW-

NICTWA. PAŃSKA FIRMA, W KTÓREJ

KAPITAŁ POZOSTAJE POLSKI JEST

OSTATNIM WIELKIM GRACZEM NA

KRAJOWYM RYNKU. CZY WYNIKA TO

WYŁĄCZNIE Z RACHUNKU EKONO-

MICZNEGO, CZY MOŻE W GRĘ WCHO-

DZI TU JAKIŚ CZYNNIK EMOCJONALNY,

PATRIOTYCZNY?

To, że jesteśmy polską firmą działającą

w Polsce, nie ma – z biznesowego

punktu widzenia – żadnego

znaczenia. Liczy się najtańsza oferta.

Dla mnie jest to jednak wielka, niezmierna

satysfakcja, że zaczęliśmy

w „garażu”, a doszliśmy do takiego

poziomu. Sukcesem jest to, że mam

własnych wychowanków, ludzi, którzy

współtworzyli spółkę i są z nami do

dziś. Są oni na bardzo wysokim poziomie

kultury budowlanej, menedżerskiej

i ekonomicznej. Oczywiście,

implementujemy pewne zjawiska

i działania, ale wszystko, co mamy,

jest dorobkiem Polaków, polskiego

otoczenia.

Najistotniejsze, co nam się udało,

jest to, że wchodzimy do każdego projektu

z pewną wartością dodaną. Jeste-

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


ROZMOWY GŁOSU 7

śmy dziś na poziomie konsorcjów liderem

albo partnerem w rozwiązaniach

najbardziej wysublimowanych, jakie

stosuje się w świecie. Budowanie terminali

gazowych, zbiorników podziemnych

gazu, nowoczesnych stadionów

czy tuneli autostradowych pod

Wisłą – to rozwiązania, w których nie

zarabia się na tym, że umie się murować,

kopać czy że ma się sprzęt, ale

że się wie jak to zrobić. Naszym największym

sukcesem jest to, że weszliśmy

na poziom budowania i zarabiania,

ale również dawania satysfakcji

polskim inżynierom i menedżerom

w tym właśnie miejscu, w Polsce. Czasem

ktoś nam zarzuca, że się rozpychamy.

A gdzie mamy się rozpychać? W Afryce?

NIKT NIE ZŁOŻYŁ PANU PROPOZYCJI

WYKUPIENIA UDZIAŁÓW?

Była próba, by połączyć siły z hiszpańską

grupą OHL. Partner miał

wejść do Hydrobudowy Polska, jednej

z naszych spółek. Celem było wyjście

w świat, bo – z całym szacunkiem

– Polski nie ma jeszcze w globalnym biznesie,

wciąż zamykamy się na jednym,

lokalnym rynku. Otwieranie przedstawicielstw

za granicą nie jest skuteczną

drogą. To hiszpański partner miał nam

pozwolić wypłynąć na szersze wody.

Transakcja nie doszła do skutku ze

względu na globalny kryzys. Mieliśmy

dopiętą umowę na warunkach bardzo

korzystnych dla obu stron. Oni wchodzili

na rynek polski, my – na zagraniczny.

Mieliśmy zachować około

20 proc. udziałów, dalej być na giełdzie.

Zawirowania sprawiły, że transakcja

stała się technicznie niemożliwa

z powodów księgowych.

TRANSAKCJA NIE DOSZŁA DO SKUTKU,

ALE WCIĄŻ BLISKO WSPÓŁPRACU-

JECIE?

Tak. Zapraszamy OHL do współpracy

w Polsce kiedy potrzebujemy wsparcia

referencyjnego. I odwrotnie, OHL

zaprasza nas do wspólnych przetargów

za granicą, kiedy my możemy ich uzupełnić

referencyjnie. Mogę też powiedzieć,

że moja córka jest na praktyce

w zarządzie OHL, w departamencie

zagranicznym, w części kontrolingowej.

Uczy się, jak nadzorować spółki

w różnych częściach świata – w Ameryce

Południowej, w USA, w Katarze,

w Czechach i Polsce. Myślę, że będzie

nam bardzo pomagała, kiedy wróci.

A CO Z WYJŚCIEM W ŚWIAT? CZY

NA DOTYCHCZASOWYCH ZASADACH

BĘDZIE TO MOŻLIWIE?

Znaleźliśmy inny klucz. Jesteśmy

bardzo blisko przejęcia firmy Rafako.

To duża fabryka, jedna z największych

w Europie. Kotły raciborskie są znane

w każdym miejscu świata, to marka

lepiej rozpoznawana niż Wedel.

SUKCESEM JEST TO, ŻE MAM

WŁASNYCH WYCHOWANKÓW, LUDZI,

KTÓRZY WSPÓŁTWORZYLI SPÓŁKĘ

I SĄ Z NAMI DO DZIŚ. SĄ ONI NA

BARDZO WYSOKIM POZIOMIE KULTURY

BUDOWLANEJ, MENEDŻERSKIEJ

I EKONOMICZNEJ. OCZYWIŚCIE,

IMPLEMENTUJEMY PEWNE ZJAWISKA

I DZIAŁANIA, ALE WSZYSTKO, CO

MAMY, JEST DOROBKIEM POLAKÓW,

POLSKIEGO OTOCZENIA.

Nr 5 2011 GŁOS BIZNESU


8 ROZMOWY GŁOSU

Rafako to przedsiębiorstwo bardzo ciekawie skonstruowane

pod względem inżynieringu. Po przejęciu raciborskiej

firmy będziemy chcieli dopasować inżyniering

w PBG, Energomontażu i Rafako, aby stworzyć grupę, która

będzie potrafiła wyjść w świat. Rafako otwiera nam taką

możliwość, przynajmniej w części energetycznej. Osobiście

prowadziłem tę sprawę z Zygmuntem Solorzem, była

ważna dla nas obu. Domówiliśmy szczegóły, podpisaliśmy

umowy i wtedy ogłosiliśmy, że do transakcji doszło.

Zostanie ona zamknięta w ciągu kilku najbliższych tygodni,

ponieważ decyzja UOKiK już do nas wpłynęła.

OŚWIADCZYŁEM, ŻE ZBUDOWANIE

STADIONU NARODOWEGO JEST MOJĄ

AMBICJĄ I NIE MA MOŻLIWOŚCI,

ŻEBYŚMY SOBIE NIE PORADZILI.

COFNIJMY SIĘ TROCHĘ W CZASIE. PO UKOŃCZENIU POLI-

TECHNIKI W POZNANIU TRAFIŁ PAN DO PGNIG, CZYLI DO

FIRMY, KTÓRA ZDETERMINOWAŁA PANA ŚCIEŻKĘ ZAWO-

DOWĄ. JAK TO SIĘ STAŁO?

To był absolutny przypadek. Studiowanie na przełomie

lat 70. i 80. było świetnym doświadczeniem. Przeżywaliśmy

na uczelni stan wojenny, trochę kontestowaliśmy.

A że na studiach potrzebne były pieniądze, to w spółdzielni

„Akademik” robiłem różne ciekawe rzeczy, aby

jakoś zarobić, np. malowałem pasy.

W tamtym czasie modne były tzw. stypendia fundowane.

Polegało to na tym, że przedsiębiorstwo płaciło za studia,

a w zamian student – po skończeniu nauki – pracował tam

później przez jakiś okres. Ja dostałem stypendium w Wielkopolskich

Zakładach Gazownictwa

i Górnictwa Nafty i Gazu. Płacili całkiem

przyzwoite pieniądze, a po studiach

zgłosiłem się do nich do pracy.

Poznań miał już wówczas gaz

ziemny, a kończyło się właśnie zasilanie

gazem tradycyjnym, produkowanym

z węgla. Wciąż istniała klasyczna

gazownia miejska, z początkami jeszcze

w XIX wieku, na ówczesne czasy

nowoczesna. Ni stąd, ni zowąd do

Poznania przyjechali Chińczycy i odkupili

gazownię. Trzeba było zrobić projekt

pokrojenia całej konstrukcji w taki

sposób, by można ją było na miejscu

– w Chinach – pospawać. Ja odpowiadałem

za wybrane elementy konstrukcyjne.

Jako młody inżynier bardzo się

w to zaangażowałem, z dużym powodzeniem.

Wcześniej przychodziłem do

pracy, ale nie mogłem dla siebie znaleźć

miejsca, czasu miałem aż nadto,

obowiązków niewiele, praca mnie

zwyczajnie nudziła.

Mówię o tym dlatego, że to pokazuje,

jak ważne jest znalezienie dla każdego

odpowiedniego miejsca i motywacji.

Dobrze wykonałem robotę dla Chińczyków,

zostałem dostrzeżony i dostałem

awans na inny odcinek, bardzo

istotny, który uformował mój dzisiejszy

biznes. Zostałem szefem Gazowego

Pogotowia Technicznego. Odpowiadałem

za pierwsze sieci gazu ziemnego,

które ze wschodu na zachód

przebiegały przez Polskę. Zabezpieczałem

dopływ gazu na obszarze 20 proc.

powierzchni kraju. To była intensywna

praca, na trzy zmiany, ale mocno się

rozwijałem.

To wtedy dostrzegłem, że w tej

branży można wdrażać zupełnie inne

technologie. Przyszedł czas, że można

było jeździć za granicę, jako inżynierowie

implementowaliśmy z zachodu

nowinki techniczne. Aż nadszedł czas,

gdy w PGNiG dostrzeżono potrzebę

redukcji zatrudnienia. Było nas 100 tys.,

a potrzebnych było może 40 tys. Byłem

jednym z tych, którzy zgłosili się do

odejścia. Namówiłem kolegów i założyłem

firmę Piecobiogaz. Po dwóch

latach od amerykańskiej firmy TD Williamson

kupiłem bardzo nowatorskie

urządzenia, które pozwalały naprawiać,

modernizować, wymieniać rury

bez wypuszczania z nich gazu. Firma

szybko się rozwijała. Weszliśmy w rozwiązania

bezobsługowych instalacji

gazowych, byliśmy aktywni zwłaszcza

w tych dziedzinach, które można było

unowocześnić.

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


ROZMOWY GŁOSU 9

CO BYŁO WÓWCZAS NAJWAŻNIEJSZE?

PIENIĄDZE, WIEDZA, MOŻE JESZCZE

COŚ INNEGO?

Przede wszystkim odwaga, ale również

dobre przygotowanie zawodowe.

Byłem inżynierem z krwi i kości, wiedziałem,

na czym polega szybkie usuwanie

awarii, spawanie, szlifowanie,

przekopy, miałem też umiejętność

organizowania pracy. Ufałem sobie,

jeśli chodzi o zawodowość. Odważnie

sięgnąłem po zakupy, nie bałem

się wziąć kredytu. A kiedy zacząłem

dokształcać się ekonomicznie,

to zaczęła się moja przemiana z inżyniera

w menedżera. W odpowiednim

momencie potrafiłem całkowicie się

odciąć od pracy operacyjnej, czyli wtrącania

się. To ułatwiło życie wszystkim.

Musiałem się nauczyć jeszcze

jednej, bardzo istotnej rzeczy – patrzenia

do przodu. I wtedy, i teraz, sięganie

wyobraźnią do przodu 10 lat byłoby

fikcją. Ale patrzyłem na rok czy dwa

lata w przód. Dziś ten horyzont strategiczny

przesunąłem do trzech lat, od

tego zaczynam wszystkie nowe inwestycje.

ZACZYNALIŚCIE OD NIEDUŻYCH

ZLECEŃ ZWIĄZANYCH Z INSTALA-

CJAMI GAZOWYMI, DZIŚ PBG REALI-

ZUJE WIELKIE, WIELOMILIARDOWE

INWESTYCJE. JAKIE WYDARZENIA

BYŁY KAMIENIAMI MILOWYMI W ROZ-

WOJU FIRMY?

MUSIAŁEM SIĘ NAUCZYĆ JESZCZE

JEDNEJ, BARDZO ISTOTNEJ RZECZY

– PATRZENIA DO PRZODU.

Polska od zawsze ma ten problem,

że gazu jest albo za dużo, albo

za mało. Jeszcze gdy pracowałem

w PGNiG, powszechne były sytuacje,

że miasta i wsie występowały o gazyfikację,

a firma odmawiała. Zgadzała

się natomiast na to, by ktoś, kto chciał

i miał takie możliwości, sam sobie

tę instalację zakładał. BOT w naszej

branży oznacza: budowa, operatorstwo

i transfer – tym się zająłem. Szliśmy

do banku z inwestorem, liczyliśmy,

ile to kosztuje, braliśmy kredyt

i budowaliśmy instalację dosyłową

i kotłownię. Potem powołałem spółkę,

która zajmowała się budową instalacji

i handlowaniem gazem. Za zgodą

PGNiG włączyliśmy się w obieg, było

to wtedy bardzo nowatorskie.

Nasze wysiłki dostrzegli przedstawiciele

energetycznego giganta

RWE. Po długich negocjacjach weszli

z udziałami do naszej spółki, co było

wielkim krokiem naprzód. Wyłożyli

olbrzymie pieniądze za to, by posiąść

nasze know-how. Jestem człowiekiem

wierzącym, dlatego widzę w tym rękę

Opatrzności. Widocznie tak musiało

być, że skoro dochowałem staranności

w prowadzeniu biznesu, to spotkała mnie za to nagroda.

Innym ważnym wydarzeniem – w którym zresztą też

dopatruję się wpływu Opatrzności – był kontrakt na

budowę podziemnego magazynu gazu w Wierzchowicach.

Przez trzy lata ubiegałem się, żeby go wygrać,

konkurowałem ze spółką ABB. Miałem niższą cenę, ale

nie wiadomo było, czy podpiszą kontrakt ze mną. Ponieważ

byłem w przededniu wejścia na giełdę, jako news

pokazywałem ten właśnie przetarg. Wygrałem go za

100 mln dolarów, ale w dniu debiutu na giełdzie ogłoszono,

że projekt jest unieważniony. To nas zmusiło do

szukania nowych realizacji, zwróciliśmy się w kierunku

infrastruktury wodnej, bo w gazie wszystko właśnie siadało.

Potem ten sam projekt, Wierzchowice, ogłoszono

dla oferentów światowych i wygraliśmy go za blisko

1,1 mld zł. Uczyniliśmy to w przededniu pierwszej recesji,

jaka zdarzyła się na światowych rynkach. Nastąpiło coś, co

sprawiło, że koszty zmienne zmalały, bo przyszła recesja,

a my wygraliśmy jeszcze po cenach konkurencyjnych. Gdyby

nie to, mielibyśmy ograniczenia w rozwoju bieżącym.

Gdybym za pierwszym razem wygrał i zrealizował kontrakt,

trafiłbym na taki wzrost, że koszty zmienne mogły

firmę „położyć”. Musiałbym zrealizować inwestycję za

600 czy 700 milionów zł, a nie za 300-400, które miałem

w kontrakcie. Wierzchowice były dla nas ogromnym

bodźcem do rozwoju.

A JAK BYŁO Z REALIZACJĄ STADIONU NARODOWEGO?

TEŻ NIE OBYŁO SIĘ BEZ KŁOPOTÓW.

Nr 5 2011 GŁOS BIZNESU


10 ROZMOWY GŁOSU

STADION W GDAŃSKU JEST

TAŃSZY OD TEGO WE WROCŁAWIU,

CENA OBU NIE BUDZI KONTROWERSJI.

NATOMIAST NASZ, POZNAŃSKI, MIEŚCI

SIĘ DOKŁADNIE POŚRODKU. CO MOŻE

LEPIEJ WYPOZYCJONOWAĆ CENĘ NIŻ

BUDOWANIE STADIONU W PRZETARGU

PUBLICZNYM?

Znów zdarzyło się coś niezwykłego. Kiedy Polsce przyznano

współorganizację Euro 2012, wzięliśmy udział

w czterech przetargach. Poznań – wiadomo, tu dołożyliśmy

najwyższej staranności, by wygrać, od początku

byliśmy liderem projektu. W Gdańsku było podobnie,

natomiast w Warszawie liderem była Alpine Bau, z którą

wspólnie przegraliśmy przetarg na budowę stadionu we

Wrocławiu. Ponieważ Alpine Bau była liderem na stadionie

narodowym, miała decydujący wpływ na cenę i chciała

zaofertować bardzo wysoko. Dlatego podali nam cenę, na

którą nie chcieliśmy się zgodzić – zupełnie inną, niż złożyli

w ofercie. Podali nam tę cenę w przeddzień zamknięcia

terminu, dlatego w ogóle zapomniałem o tym stadionie,

bo uznałem, że za te pieniądze nie da się go zbudować.

Krótko potem zadzwonił jednak prezes Hydrobudowy

Polska i powiedział, że mamy pierwszą cenę na

Narodowy. Okazało się, że partner uwzględnił nasze argumenty.

Wygraliśmy więc trzeci stadion, zupełnie przeze

mnie nieplanowany.

JAK DOKŁADNIE DOSZŁO DO ZMIANY LIDERA?

To, że zamieniliśmy się na liderowanie, to zasługa

wyłącznie moich osobistych starań i negocjacji z wszystkimi

stronami zaangażowanymi w powstanie Stadionu

Narodowego. Nasze rozmowy z inwestorem o tym, jak

wybrnąć z sytuacji, były bardzo dramatyczne. Strony

wyczerpały możliwość negocjacji, było ryzyko zerwania

rozmów jak w przypadku autostrady z Chińczykami, groziła

inwentaryzacja, nowy przetarg, nie wiadomo, czy stadion

by powstał. W tych negocjacjach oświadczyłem, że

zbudowanie Narodowego jest moją ambicją i nie ma możliwości,

żebyśmy sobie nie poradzili. Negocjowałem z szefami

Alpine Bau, że jedynym wyjściem jest zmiana lidera

i wstawienie nowych ludzi, żeby wprowadzić dialog. Po

całonocnej rozmowie przekonałem naszych niemieckich

partnerów do swojego zdania, a premier Tusk mógł ogłosić

w telewizji, że Polacy potrafili się dogadać.

W WARSZAWIE POTRAFILI, ZA TO W POZNANIU STA-

DION BUDZI MNÓSTWO KONTROWERSJI, GŁÓWNIE ZE

WZGLĘDU NA NIEKOŃCZĄCE SIĘ DODATKOWE KOSZTY.

PAN DOBRZE CZUJE SIĘ NA TYM STADIONIE?

Bardzo dobrze. Uważam, że to najładniejszy stadion

z czterech budowanych na Euro. Jedyny typowo piłkarski,

o czym się zapomina. Nigdzie nie ma takiego nagłośnienia,

takiego pogłosu z trybun, takiej bliskości zawodnika

i kibica. Nam, wykonawcy, wiele cierpień, ale też wielką

satysfakcję przyniosła konstrukcja dachu. To jedyna taka

konstrukcja w Europie i bodaj jedyna na świecie. Wciągaliśmy

na sam szczyt stadionu przęsła, które są większe od

mostów przez Wartę, operację filmowała

telewizja TVN, a materiał ma się

ukazać w Discovery.

Przede wszystkim, trzeba podzielić

budowę stadionu na dwa etapy. Pierwszy

trwał do momentu, w którym

Poznaniowi przyznano organizację

spotkań w ramach mistrzostw Europy,

i do przetargu, w którym wzięliśmy

udział. Drugi etap to przebudowa

obiektu już z naszym udziałem. Stadion

był zaplanowany do czego innego

i często się o tym zapomina. Projekt

nie uwzględniał Euro. My weszliśmy

z budową, zachowując jedną z trybun,

nawiązując jedynie do niej. Do tego

musieliśmy tak przebudowywać, żeby

piłkarze mogli wciąż grać.

Problemów przy tej inwestycji było

– moim zdaniem – wiele. Ale sama idea

zbudowania takiego obiektu to sukces

miasta, stadion zawsze był pępkiem

Poznania, dumą całego regionu. O tym

się zapomina. Zbudowaliśmy swój stadion

jako pierwsi, mimo wielkich problemów

z parkingami, z instalacjami,

z jakimiś bunkrami, które odkopywaliśmy

spod starej trybuny. Czy dużo

wydano, czy mało? To nieustająca dyskusja.

POJAWIAJĄ SIĘ GŁOSY, ŻE W NIEM-

CZECH TAKI OBIEKT WYBUDOWANO

BY ZA PÓŁ CENY.

Opowiem taką historię. Sprawa

kosztów budowy stadionów na Euro

była już analizowana. Policzono, ile

kosztowały podobne obiekty w innych

europejskich krajach. Okazało się,

że wśród stadionów wybudowanych

w ostatnich latach, od Wembley

począwszy, nasz Narodowy wcale nie

jest najdroższy. Jest na 8. czy 10. miejscu,

a przy tym jest największy, bo ma

jeszcze siedem podziemnych kondygnacji,

o których nikt nie pamięta. Tam

są kina, galerie, parkingi. To największe

zbiorowisko PUM-ów w Polsce. Kolos.

Stadion w Gdańsku jest tańszy

od tego we Wrocławiu, cena obu

nie budzi kontrowersji. Natomiast

nasz, poznański, mieści się dokładnie

pośrodku, kiedy uwzględnimy wcześniej

wykonane prace. Co może lepiej

wypozycjonować cenę niż budowanie

stadionu w przetargu publicznym?

Chyba nie wierzycie panowie, że

można było ustawić przetarg, manipulować

ceną. Tak mogło być w czasach,

których ja nie pamiętam, a co dopiero

współcześni menedżerowie.

Nie wierzcie w bajki o wysokiej

cenie stadionu. Jeśli zbierzemy wszystkie

pieniądze, jakie wydano na Lecha,

to z pewnością jest on drogi. Ale

mówmy o części, którą budujemy na

Euro. W takim przypadku jesteśmy

tańsi od Gdańska i Wrocławia. Mogę

stanąć w każdej poważnej debacie na

ten temat i bronić tego zdania.

ZMIEŃMY WIĘC WĄTEK. WSPÓŁPRA-

COWNICY NAZYWAJĄ PANA WIZJO-

NEREM. CO TO WŁAŚCIWIE ZNACZY?

CZY DO OSIĄGNIĘCIA SUKCESU NIE

WYSTARCZY CIĘŻKA PRACA?

Można zdobyć świetne wykształcenie,

można bardzo ciężko pracować,

ale bez Opatrzności – którą niektórzy

nazywają szczęściem, a inni zbiegiem

okoliczności – można wypaść w biznesie

słabo. Z kolei bez wykształcenia,

bez kształcenia się w każdym zmieniającym

się czasie, oraz bez talentu nie

da rady wejść w biznes tak odpowiedzialny.

Wszystkie te elementy, w połączeniu,

zaczynają tworzyć jakąś wizję.

Dla mnie słowo wizjoner nie jest najbardziej

trafione, bo za tym pojęciem

nie stoi absolutnie ciężka praca, zaangażowanie

i wiara w to, co się robi.

Trzeba też posiadać dar przekonania

współpracowników, że to, co chcemy

zrobić, jest najlepszym rozwiązaniem.

Dopóki nie przekona się o tym zespołu

– nic się nie osiągnie.

CZY PRZEZ LATA DZIAŁALNOŚCI BYŁY

DECYZJE, KTÓRYCH PODJĘCIA DZIŚ

PAN ŻAŁUJE?

Niepotrzebnie wszedłem w budowę

autostrad. Nie spodziewałem się, że

biznes autostradowy oparty na dotacjach

UE będzie tak skomplikowany,

jeśli chodzi o cash flow. Przy przeciętnej

budowie, w której ów przepływ

pieniędzy nie jest dodatni i musimy

sięgać po kredyt, wykładamy zazwyczaj

10-15 proc. wartości zlecenia,

aby je zrealizować. W przypadku autostrad

musimy wyłożyć połowę wartości.

Płacą nam za autostradę, a nie za

to, co zbudowaliśmy. Każda droga ma

swój przekrój, m.in. wykop, rury, instalacje,

kruszywo, asfalt – to dopiero

składa się na całość. Pierwszego wykonawcę,

który wchodzi na plac budowy,

musimy więc finansować my, a to

oznacza duże zaangażowanie finansowe.

Jeszcze do niedawna było tak,

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


ROZMOWY GŁOSU 11

że jeżeli ponosiliśmy koszty na poziomie

20 proc., to za te 20 proc. nam płacono.

Teraz nie jest istotne, ile włożyliśmy

materiału, tylko ile zbudowaliśmy

docelowo.

To duży problem. W biznesie cash

flow jest najważniejszy. Zachodnie

firmy często nie podchodzą do inwestycji,

w których przepływ jest ujemny.

W Polsce nie mieliby czego szukać, bo

90 proc. naszych inwestycji jest na cash

flow ujemnym – dopasowane jest to do

inwestycji, gdyż Unia Europejska płaci

dopiero po realizacji.

STĄD WZIĘŁY SIĘ KŁOPOTY CHIŃ-

SKIEGO WYKONAWCY AUTOSTRADY

A1?

Chińczycy nie zeszliby z placu

budowy, gdyby mieli możliwość zachowania

płynności. A zeszli, bo ich zaskoczyło,

że wybudowali coś, a nie dostali

za to pieniędzy.

Dwa lub trzy lata temu podjęliśmy

strategiczną decyzję o wychodzeniu

z infrastrukturalnych inwestycji jak

woda, ścieki, kanalizacja, oczyszczalnia

itp. Wiedzieliśmy, że wolumen tych

zamówień jest coraz mniejszy. Jako

spółka rozwijająca się potrzebowaliśmy

dużych projektów, a trudno wypełnić

portfel zamówień na poziomie

3 mld zł rocznie kontraktami na 30 czy

50 milionów zł. Rozpoczęliśmy proces

przechodzenia do elektroenergetyki

z takim sukcesem, że jesteśmy dziś

we wszystkich postępowaniach, jakie

tylko są w Polsce, gazowych i węglowych.

To program szacowany między

150 a 200 mld zł. Tu nie zdarzyło się,

by do kontraktów stawało więcej niż

trzy, cztery firmy. Nie mielibyśmy na

to szans, gdyby nie zapadła tamta

decyzja.

Co jest istotne dla tej strategii – to

że branża przemysłowa, a zwłaszcza

elektroenergetyczna, rządzi się cash

flow dodatnim na projekcie, a każdy

projekt liczony jest w miliardach złotych.

W tej dziedzinie nie ma na świecie

innego rozwiązania niż zaliczka.

Rafako jest spółką, która ma

1 mld 200 mln zł sprzedaży. Jako specjalistyczna

fabryka zatrudnia tysiąc

spawaczy którzy produkują instalacje,

co daje 200 mln zł, a okrągły miliard

przynosi drugi tysiąc pracowników,

którzy tworzą inżyniering ochrony środowiska

i montażu – są EPC Contractorami,

czyli wykonawcami „pod klucz”.

Dzięki temu Rafako ma nadpłynność,

na koncie jest 300 mln zł. To oznacza,

że firma nie potrzebuje kredytu, aby

finansować swoje przedsięwzięcia.

CZY TO PRZEJŚCIE DO ELEKTROENERGETYKI OZNACZA

RÓWNIEŻ, ŻE CZEKA PAN NA MOMENT, W KTÓRYM

ELEKTROWNIE ATOMOWE DOSTANĄ W POLSCE ZIE-

LONE ŚWIATŁO?

Daj Boże, żeby tak się stało. Nie ukrywam, że przygotowujemy

się do udziału w budowie elektrowni jądrowej,

podobnie jak i do gazu łupkowego. Naszym partnerem

przy terminalu jest jeden z największych na świecie

koncernów branży ropa-gaz. Są zainteresowani poszukiwaniem

gazu w Polsce, ich spółka-córka podpisała

z nami dwie intencje, które będziemy zamieniać niebawem

na część organizacyjną: współpracę w poszukiwaniu

i wierceniu oraz budowaniu instalacji. Szykujemy się

na gaz łupkowy bardzo mocno.

POMIMO WSZYSTKICH KONTROWERSJI ZWIĄZANYCH

Z GAZEM ŁUPKOWYM?

Kontrowersje to w dużej mierze szum informacyjny.

Gaz jest potwierdzony, to przedsięwzięcie

musi się udać. Będę kibicował, żeby tak się stało,

to byłoby dla Polski niezwykle istotne, zarówno jeśli

chodzi o bezpieczeństwo energetyczne, jak i z przyczyn

czysto ekonomicznych. Spójrzmy na Norwegię,

tam 10 proc. z każdego wydobytego metra sześciennego

gazu stanowi rezerwę finansową kraju. Jeśli

nawet skończy im się gaz, to będą mieli tyle samo do

powiedzenia, co dziś. To świadczy o tym, że warto

przygotować się do gazu z łupków. To też moja rola.

Jestem Polakiem, tu mieszkam i płacę podatki, dlaczego

mam czekać, aż przyjedzie Amerykanin i ja

będę od niego gaz kupował? Nie, wolę zająć swoją

pozycję.

Nr 5 2011 GŁOS BIZNESU


12 ORGANIZACJE BIZNESOWE

DEBATA

PRZEDSIĘBIORCA I URZĘDY

Nie przeszkadzajcie nam

Przedstawiamy dziś Państwu tradycyjną debatę wielkopolskich

przedsiębiorców jednak w zupełnie nowej

– i mamy nadzieję, że ciekawszej – postaci. Jak dotychczas

oddajemy łamy naszego pisma przedstawicielom

biznesu, jednak zamiast prosić ich o spisanie swych

przemyśleń na zadany temat, zaprosiliśmy ich na

prawdziwe spotkanie (eleganckie śniadanie w hotelu

IBB Andersia). W debacie, którą poświęciliśmy na

przypatrzenie się kilku podstawowym problemom

polskiej przedsiębiorczości, wzięli udział przedstawiciele

organizacji biznesowych: Henryk Judkowiak (Prezes

Zarządu Polskiej Izby Gospodarczej Importerów

Eksporterów i Kooperacji), Andrzej Łyko (Wiceprezydent

Wielkopolskiego Klubu Kapitału) i Krzysztof Kłosowicz

(Wiceprezes Wielkopolskiego Związku Pracodawców).

ROZMAWIALI | Leszek Waligóra („Głos Wielkopolski”),

Damian Nowak i Krzysztof Piech

ZDJĘCIA | Jacek Lisewski / www.sollus.pl

PRZEDSIĘBIORCA W ZDE-

RZENIU Z MUREM INSTYTU-

CJI – TO ZJAWISKO BARDZO

CZĘSTO NIEGDYŚ OPISY-

WANE. CZY RZECZYWIŚCIE

JEST TO PRZESZŁOŚĆ, CZY MOŻE TEN

STAN WCIĄŻ TRWA?

ANDRZEJ ŁYKO: Oczywiście, że trwa.

Przez ostatnie lata różni ludzie, szczególnie

politycy, opowiadali o tym, jak

chcą ułatwić prowadzenie biznesu. Skupiali

się właściwie na jednej rzeczy – na

zakładaniu firm w różnej formie prawnej

i organizacyjnej. To jednorazowe

zdarzenie, z którym wcale aż tyle kłopotów

nie było. W Poznaniu zgłaszanie

działalności gospodarczej do ewidencji

urzędu miasta jest zorganizowane

wręcz komfortowo. Natomiast codzienność

życia gospodarczego i, nazwijmy

to, styk z organami państwa jest niesłychanie

uciążliwy. Przedsiębiorca

cały czas skupia uwagę na prowadzeniu,

rozwijaniu bądź bronieniu biznesu.

Jednak co jakiś czas zderza się z instytu-

reklama

WYJĄTKOWY KLIMAT I PRZESTRZEŃ. IDEALNE MIEJSCE NA ORGANIZACJĘ

BANKIETÓW, KONFERENCJI, SEMINARIÓW I IMPREZ OKOLICZNOŚCIOWYCH.

171 POKOI I APARTAMENTÓW

RESTAURACJE MOSAICA I FLAVORIA Z WYŚMIENITĄ KUCHNIĄ

SALE KONFERENCYJNE I BANKIETOWE NA IMPREZY DO 800 OSÓB

HARMONIA SPA, BASEN

PARKING PODZIEMNY

Szczegółowe informacje i rezerwacje: IBB Andersia Hotel

Plac Andersa 3, 61-894 Poznań / tel. 48 61 667 82 12

konferencje@andersiahotel.pl / www.andersiahotel.pl


ORGANIZACJE BIZNESOWE 13

HENRYK JUDKOWIAK

Prezes Zarządu Polskiej Izby Gospodarczej

Importerów Eksporterów i Kooperacji

DEBATA

WSZELKIE REGULACJE WYMYŚLANE PRZEZ

POLITYKÓW ZWYKLE NIE SŁUŻĄ POLEPSZENIU,

A WRĘCZ PRZECIWNIE.

cjami, które mają cały szereg wymagań

i żądań, choć nie mają żadnego wpływu

na jego działalność! Traci na to mnóstwo

czasu, energii, pieniędzy, żeby zadowolić

urzędników, którzy, oczywiście, działają

zgodnie z literą prawa. Przykład? Wszyscy

państwo wiecie, że w urzędzie statystycznym

nadawany jest numer REGON,

który nie służy niczemu. Jedyną instytucją,

która pyta o REGON (nie wiadomo

nawet, z jakich powodów), jest bank.

Bez przerwy są z tym problemy. Zakładanie

działalności gospodarczej w ewidencji

zajmuje 15 minut, w GUS wypełnienie

tych tysięcy „idiotycznych” rubryk

trwa godzinę, półtorej, nawet dwie, jeśli

trzeba czekać. A przecież wszystkie te

informacje są we wniosku o wpisanie

do ewidencji działalności lub w sądzie,

we wpisie do KRS... Drugą instytucją

– znacznie poważniejszą – z którą boryka

się człowiek na co dzień, jest urząd skarbowy.

Co jakiś czas im wychodzi, że

w dokumentach za rok 2007 albo 2008

czegoś brakuje i w ciągu siedmiu dni

należy to uzupełnić pod rygorem kary,

jako wykroczenie z ustawy karno-skarbowej.

Do czego są komuś potrzebne

dane z roku 2007 czy 2008? Skoro do

2011 urząd skarbowy o to nie pytał,

to znaczy, że chyba do niczego nie są

potrzebne. A przecież firmy przechodzą

najróżniejsze przekształcenia, zmieniają

się właściciele, zmieniają się siedziby,

zmieniają się załogi i może to brzmi niepoważnie,

ale odtworzenie pewnych

dokumentów z roku 2007 czy 2008 nie

jest wcale takie proste! Po co to komu?

UWAŻA PAN, ŻE TO WYNIK ZASZŁO-

ŚCI HISTORYCZNYCH CZY ZŁEJ WOLI

OBECNIE RZĄDZĄCYCH?

A.Ł.: To nie jest niczyja zła wola. To jest

kompletne oderwanie polityków, którzy

tworzą te ramy prawne, od życia gospodarczego.

Oni nie mają zielonego pojęcia,

co przedsiębiorcę boli naprawdę.

Spotykają się z biznesem albo raz na

cztery lata (na tydzień przed wyborami,

bo wtedy chcą się przypodobać

– na spotkanie z trzema przedsiębiorcami

przychodzi wówczas 15 kandydatów

na posłów i kompletnie nic

z tego nie wynika), albo tak jak niektóre

partie – z założenia, programowo – nie

spotykają się w ogóle, bo uważają kontakty

z przedsiębiorcami za naganne.

W związku z tym ci politycy nie wiedzą

tak naprawdę, co przedsiębiorcy dolega.

KRZYSZTOF KŁOSOWICZ: Nie w tym

rzecz, że tylko narzekamy, co politycy

robią źle. Próbujemy w naszych organizacjach

identyfikować ten problem,

dowiedzieć się, z czego to zjawisko

wynika.

NO WŁAŚNIE?

K.K.: Dochodzimy do tego, że większość

urzędników tak naprawdę nie wie, skąd

się biorą ich pensje, kto na te pensje

musi zarobić. Urzędnicy uważają chyba,

niemal jak dzieci, że pieniążki wyciąga

się ze ściany albo przynosi je księgowy.

Nie mają świadomości, że to, czy budżet

miasta lub państwa będzie pełen, czy

pusty, w dużej mierze zależy od tej

grupy szaleńców, którymi są przedsiębiorcy,

pracodawcy, którzy organizują

miejsca pracy i płacą wszelkiego typu

podatki – daniny, które państwo zbiera.

A przecież większość tych danin pochodzi

właśnie od przedsiębiorców. Z drugiej

strony trudno ich za to winić. Można

powiedzieć, że sami sobie jesteśmy

winni. Politykom nie zależy na przedsiębiorcy,

dla nich istotny jest wyborca.

Jeżeli przedsiębiorca zatrudnia 10 osób,

100 czy 500, to i tak ma tylko jeden głos.

Jest taką szarą osobistością. Społeczeństwu

brakuje świadomości tego, że 45

proc. dochodu każdej osoby, wypracowanego

do kapitału wspólnie z przedsiębiorcą,

trafia do państwa. Gdyby

społeczeństwo sobie uświadomiło, że

w gruncie rzeczy nie wybiera posłów

i senatorów, ale osoby, które będą tymi

pieniędzmi zarządzać, to myślę, że zdecydowanie

rozważniej i dokładniej przyglądałoby

się temu, kogo wybiera i rozliczało

te osoby.

CZY NIE JEST TROCHĘ TAK, ŻE INSTY-

TUCJE, ZAMIAST BYĆ USŁUGODAW-

CAMI DLA PRZEDSIĘBIORCÓW, PEŁNIĄ

FUNKCJĘ KAGAŃCA, KONTROLERA?

A.Ł.: Nikt nie jest usługodawcą. Jakim

usługodawcą może być GUS czy urząd

skarbowy?

HENRYK JUDKOWIAK: Na ogół,

w odróżnieniu od innych krajów, przynajmniej

tych ze „starej” Unii Europejskiej,

w naszych urzędach – samorządowych

czy państwowych – przedsiębiorca jest

traktowany jak ktoś, kto przeszkadza.

W Niemczech przedsiębiorca czy po

prostu obywatel przychodzi do urzędu,

przedstawia, o co mu chodzi, składa

jakiś formularz, a pozostałe wymagane

dokumenty – jeśli tylko są w innych

instytucjach – urzędy załatwiają między

sobą. U nas każdy musi wszystko sam

załatwić od początku do końca. Całe zło,

uważam, bierze się stąd, że (jak koledzy

już powiedzieli) politycy w ogóle się nie

interesują przedsiębiorcami, a gospodarką

interesują się przed wyborami.

W pojedynczych przypadkach politycy,

do których się zwracaliśmy z konkretnym

tematem, reagowali, nie-

Nr 5 2011 GŁOS BIZNESU


14 ORGANIZACJE BIZNESOWE

DEBATA

ANDRZEJ ŁYKO

Wiceprezydent

Wielkopolskiego Klubu Kapitału

NIEKTÓRE PARTIE Z ZAŁOŻENIA, PROGRAMOWO,

NIE SPOTYKAJĄ SIĘ W OGÓLE Z PRZEDSIĘBIORCA-

MI, BO UWAŻAJĄ TAKIE KONTAKTY ZA NAGANNE.

PRZEDSIĘBIORCA I URZĘDY

kiedy bardzo konkretnie. Natomiast nie

pamiętam sytuacji, żeby politycy sami

pytali o problemy, które nurtują przedsiębiorców,

konsultowali je i później,

chociażby w swoim klubie partyjnym,

przedstawiali. Bierze się to z głębokiego

chyba przekonania, że członek partii

nie ma nic do powiedzenia, o wszystkim

decyduje przywódca. W związku

z tym nasi parlamentarzyści boją się

wyjść przed szereg. Wielkim zaskoczeniem

dla wszystkich w kraju może być

wynik najbliższych wyborów [nasza

debata odbyła się we wrześniu – przyp.

red.], ponieważ ponad połowa osób,

z którymi rozmawiałem, chciała głosować

na Janusza Palikota. Przedsiębiorcom

odpowiadał zwłaszcza ten punkt

programu Palikota, który mówił, że

partie polityczne powinny być finansowane

z odpisu od podatku, a wyborca

miałby decydować, na którą partię chce

odpisać i ile. Obecny system gwarantujący

podział środków z budżetu bez

żadnego uzgodnienia z obywatelami

jest zdecydowanie niekorzystny.

Chcę powiedzieć o jeszcze jednej ważnej

sprawie. Niedawno opublikowano wyliczenie,

z którego wynika, że w Polsce

obciążenie podatkowe na jednego pracującego

jest 2,5 raza wyższe niż w Stanach

Zjednoczonych. Gdzie się podziewają

te pieniądze? Przy takich nakładach

finansowych powinniśmy żyć w luksusie,

nasza służba zdrowia, oświata i inne

sfery finansowane z budżetu powinny

być wzorem dla świata. A nie są.

Jeden z kandydatów na posła powiedział

ostatnio na spotkaniu, że

w ciągu ostatnich pięciu lat zatrudnienie

w administracji państwowej

i samorządowej wzrosło o 120 tys.

osób. To jest częściowa odpowiedź na

pytanie, gdzie się podziewają te pieniądze.

My jako przedstawiciele organizacji

gospodarczych spotykamy się

z absurdami, które aż trudno sobie

wyobrazić. Podam jeden przykład. To

nieprawda, że ogromna liczba dokumentów

przy ubieganiu się o fundusze

europejskie wynika z wymogów unijnych.

W Unii wystarczy kilka kartek,

a u nas kilkaset, czasem nawet parę

tysięcy...

LEPIEJ NIE ZAPOMINAĆ O JEDNEJ

PARAFCE, TAK?

H.J.: Tak. Każdy wniosek musi zawierać

mnóstwo załączników, a jeśli w tej samej

instytucji składamy kolejny wniosek, to

za każdym razem muszą być te same

załączniki. Działacze na rzecz ochrony

środowiska bronią rzadkich gatunków

jakiejś gąsieniczki czy ślimaczka

(i dobrze!), ale zupełnie się nie upominają

o olbrzymie połacie lasów, które

niepotrzebnie przerabia się na papier

nikomu do niczego niepotrzebny. Bo

tych kartek – jestem przekonany – i tak

nikt nie czyta, ewentualnie ktoś sprawdza

czy zgadzają się podpisy i parafki.

Z PANÓW SŁÓW WYŁANIA SIĘ TAKI

OBRAZ, ŻE BIUROKRACJA I INSTYTU-

CJE CHYBA SIĘ SPOD WPŁYWU POLI-

TYKÓW WYRWAŁY, TO MOMENTAMI

PAŃSTWO W PAŃSTWIE.

A.Ł.: Wrzucę też kamyczek do panów

podwórka. Ostatnio była w prasie krótka

dyskusja czy może szereg informacji

na temat budżetu Poznania na 2012

rok. Prezydent Grobelny lub inni przedstawiciele

władz miejskich na całej

kolumnie w gazecie wyjaśniają zmiany

w budżecie, z czego one wynikają, na co

będzie mniej pieniędzy. Po informacji,

że w ramach oszczędności zmniejszona

zostanie o 5 proc. liczba urzędników,

dziennikarze już niczym się nie interesują,

tylko dlaczego trzeba zmniejszyć, a

może nie trzeba zmniejszyć, kto odpowie

za bezrobocie wśród urzędników.

Zamiast powiedzieć Grobelnemu: „No,

wreszcie próbuje pan odwrócić tę chorą

tendencję wzrostu, która obowiązywała

przez ostatnich kilka lat, i chce pan zahamować

zatrudnienie, choćby o te marne

5 proc.”, zamiast mu pomnik za to postawić

i powiedzieć: „Panie prezydencie,

tak trzymać przez następne 20 lat”, to

państwo takie pytania zadajecie...

CZY Z BIUROKRATYCZNYM POTWO-

REM, KTÓRY POŻERA GROS SIŁ

WYTWÓRCZYCH TEGO KRAJU, MOŻNA

W OGÓLE WALCZYĆ?

K.K.: Myślę, że najtrudniejsza jest zmiana

świadomości. Opowiem to następująco.

W teorii, urzędnicy powinni tworzyć

państwo prawa, pilnować ładu,

porządku, bezpieczeństwa, jest policja,

sądownictwo itd. Jest wiele instytucji,

które powinny służyć obywatelowi. One

są jak firmy, które przecież też obsługują

swoich klientów, służą klientowi, bo ten

płaci i wymaga. I proszę zwrócić uwagę

na jedną rzecz. Jeżeli państwo wynajmują

powierzchnię handlową w markecie,

to w umowie jest zastrzeżenie, że

pracownicy państwa firmy nie mogą parkować

samochodu na terenie marketu.

Dlaczego? Bo to miejsca parkingowe dla

klientów, którzy przychodzą załatwiać

sprawę, coś kupić, przywieźć pieniądze.

Proszę mi wskazać urząd w Poznaniu,

w którym obok parkingu jest tablica

z napisem: „Miejsce zarezerwowane dla

klientów, petentów, osób, które będą

obsługiwane przez urząd”. Jest odwrotnie

– za tą bramą lub za barierkami

zamykanymi na klucz jest napis: „Miejsce

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


ORGANIZACJE BIZNESOWE 15

KRZYSZTOF KŁOSOWICZ

Wiceprezes Wielkopolskiego Związku Pracodawców

DEBATA

SPOŁECZEŃSTWU BRAKUJE ŚWIADOMOŚCI

TEGO, ŻE 45 PROC. DOCHODU KAŻDEJ OSOBY,

WYPRACOWANEGO DO KAPITAŁU WSPÓLNIE

Z PRZEDSIĘBIORCĄ, TRAFIA DO PAŃSTWA.

tylko dla pracowników urzędu”. Jeżeli to

się zmieni, to jestem święcie przekonany,

że zacznie się zmieniać świadomość

urzędników. Na razie urzędnicy nie

podejmują tematu, tłumaczą, że taka jest

tradycja, że tak się zawsze parkowało.

H.J.: Zmienić się musi także podejście

do organizacji gospodarczych. Mówi

się, że są one pożądane, ale to tylko

puste deklaracje. Organizacje wyrażają

swoje opinie, występują z inicjatywami,

a to zakłóca spokój w pracy

urzędów. Potęga gospodarcza Niemiec

po II wojnie światowej została zbudowana

w oparciu o to ogniwo pośrednie

– organizacje gospodarcze. U nas

nie ma zrozumienia dla potrzeby ich

istnienia, wymuszają to tylko unijne

i światowe przepisy.

A.Ł.: Tu nie chodzi o wielkie przedsiębiorstwa,

które mają miliardy na marketing.

Chodzi o to, co stanowi sól tej ziemi.

90 proc. wzrostu gospodarczego robią

małe i średnie przedsiębiorstwa, a one

nie mają potencjału, żeby przeprowadzić

badania rynku, to mogą zrobić

tylko grupy przedsiębiorstw. Ale u nas

uważa się, że urzędnik wszystko wie

lepiej.

K.K.: Urzędnikom trzeba też uświadomić,

że lobbing nie jest „przeciwko”,

lobbing jest zawsze „za”. Urzędnik

boi się lobbysty, a powinien rozmowę

z nim traktować jako spotkanie ze specjalistą,

ekspertem, który ma wyrobione

zdanie na jakiś temat. Spotkanie

z lobbystą nie zawęzi pola widzenia

tego urzędnika, może je tylko rozszerzyć.

Bo decyzję i tak podejmie urzędnik,

a nie lobbysta.

A WIĘC TO, CO WIDZIMY NA PRE-

ZENTACJACH, ŻE POLSKA TO ZIE-

LONA WYSPA, JEST EFEKTEM NIE TYLE

STARAŃ POLITYKÓW, CO OBRONĄ

PRZEDSIĘBIORCÓW PRZED NIMI?

A.Ł.: Tak, naszym podstawowym postulatem

było i jest: nie przeszkadzać.

Zostawcie nas w spokoju.

H.J.: Wszelkie regulacje wymyślane przez

polityków zwykle nie służą polepszeniu,

a wręcz przeciwnie.

K.K.: Nie jest tak, że biznes jest bezsilny.

Przedsiębiorstwa mają pole manewru,

mogą się wynieść do innego państwa,

gdzie warunki są bardziej sprzyjające. Ile

polskich firm ma swoje zakłady w Chinach?

Niektóre przenoszą się z produkcją

nawet do takich państw jak Rumunia.

Uciekają nam firmy, a państwo tego

nie widzi.

To, co w moim odczuciu najbardziej

przeszkadza przedsiębiorcom, to

częste zmiany przepisów. Coś, co było

złe wczoraj, dziś jest dobre i odwrotnie.

Ustalmy coś tak, by obowiązywało

przez dłuższy czas. Proszę wziąć nasz

PIT – co roku się zmienia. Osoba, która

pracuje, ma być chroniona przez Kodeks

pracy, ale ta osoba Kodeksu nie zna. Pracodawca

zaś musi tworzyć specjalne

służby, które zajmują się śledzeniem

zmian w prawie, kodeksach.

H.J.: Szczegółowych regulacji w zakresie

VAT mamy w Polsce ponad 800. Wszystkich

nie zna nikt! Ani przedsiębiorca,

ani urzędnicy. Właściwie nie wiadomo,

które regulacje obowiązują.

K.K.: Proszę sobie wyobrazić księgowego,

który powinien działać zgodnie

z literą prawa, ale w tej samej sprawie

dla jednego urzędu tak zinterpretować

przepis, a dla drugiego urzędu – nieco

inaczej. Czy to nie absurd?

A.Ł.: Ogromny procent czasu, który

powinniśmy poświęcać na walkę o biznes,

poświęcamy na stosunki z urzędami...

Z TEGO, CO PANOWIE MÓWIĄ,

RYSUJE SIĘ OKROPNA POLARYZACJA

NA LINII: PAŃSTWO – BIZNES. CZY

ISTNIEJE JAKAŚ FURTKA, ZA KTÓRĄ

CZEKA LEPSZA PRZYSZŁOŚĆ?

H.J.: Nie wszędzie jest źle. Wydział Działalności

Gospodarczej UM w Poznaniu

podaje od lat jako przykład dobrej

obsługi przedsiębiorców. To zależy od

konkretnych ludzi, konkretnych rozwiązań.

Pojedyncze przykłady już są, natomiast

rozwiązań systemowych w skali

kraju nie ma.

K.K.: Zaświadczenie o niezaleganiu

z podatkami US wydaje od ręki, ZUS też

w ekspresowym tempie. Kiedyś trzeba

było czekać tydzień. Ale z drugiej strony,

dlaczego nikt mi po prostu nie wierzy,

kiedy oświadczam, że nie zalegam?

Dobrym posunięciem było też opracowanie

przez PARP programu „CSR.

Dobre zwyczaje w biznesie”. To program

kierowany do przedsiębiorców, aby

zachowali dobre zwyczaje względem

pracowników czy urzędników. Poszły na

to środki państwowe, ale ja pytam, kiedy

ktoś opracuje program dobrych zwyczajów

w urzędach? Chętnie dołożę nawet

ze swoich pieniędzy...

H.J.: Zaczyna się wreszcie mówić o innowacji,

postępie, nowych technologiach.

W Polsce nie ma jednak mechanizmu,

który zapewniłby transfer tych rozwiązań

między wynalazcami a przedsiębiorcą.

Nauka nie wie, czego potrzebują

przedsiębiorcy, a przedsiębiorcy nie

wiedzą, co może nauka. Nie ma przepływu.

Powinno funkcjonować ogniwo

pośrednie. Ale nie urząd, lecz organizacje

gospodarcze. To one mają świetne

kontakty, to w nich są aktywni przedsiębiorcy,

których interesuje to, co mogą

zrobić dla rozwoju firmy, miasta, kraju.

Tego w kraju się w ogóle nie docenia,

a to jest ta furtka.

Nr 5 2011 GŁOS BIZNESU


16 ORGANIZACJE BIZNESOWE

DEBATA

MARIAN NICKEL

Kanclerz Loży Wielkopolskiej BCC

NA LIKWIDACJĘ CZEKAJĄ BARIERY WYNIKAJĄCE

ZE SPOSOBU STANOWIENIA PRAWA, CZYLI

NIESTABILNOŚĆ REGULACJI PRAWNYCH,

ICH NIEJASNOŚĆ, CZĘSTE NOWELIZACJE.

PRZEDSIĘBIORCA I URZĘDY

Zauważalna poprawa w relacjach

na linii: przedsiębiorca

– urzędy wynika

z coraz większej stabilności

przepisów prawa, wprowadzanych

dla przedsiębiorców udogodnień,

ale również coraz większej

świadomości wśród urzędników

o kreowaniu przez nich samych własnego

wizerunku.

Usprawnić

procesy

Brak sprawnej obsługi, biurokracja, opieszałość

urzędników, rozbieżność i zła interpretacja

przepisów czy nawet całkowity brak ich

znajomości to problemy, z którymi przedsiębiorcy

mieli i mają nadal do czynienia.

Ale jest wyraźnie lepiej niż 10 lat temu.

Przedsiębiorcy mogą też liczyć na

pewne ułatwienia, zwłaszcza w okresie

niepewnej sytuacji gospodarczej

na światowych rynkach. Wynikają one

z wprowadzonej ustawy o łagodzeniu

skutków kryzysu ekonomicznego.

Mowa tu o wydłużeniu okresu rozliczeniowego

do 12 miesięcy, wprowadzeniu

udogodnień dla przedsiębiorców

w przejściowych trudnościach

finansowych w zakresie przepisów

dotyczących upadłości firmy,

w tym wypłaty różnych świadczeń dla

pracowników, możliwości czasowego

obniżenia wymiaru czasu pracy (wraz

z proporcjonalnym obniżeniem wynagrodzenia)

bez potrzeby wypowiadania

umowy o pracę, ułatwieniu w płaceniu

składek na ubezpieczenia społeczne

lub dopłatach do szkoleń dla pracowników.

Czeka nas jeszcze jednak daleka

droga do momentu, kiedy przedsiębiorcy

będą mogli rozwijać biznes bez

urzędowych przeszkód. Przede wszystkim

należy usprawnić procesy inwestycyjne,

którym nie sprzyjają dywagacje

w zakresie planów zagospodarowania

przestrzennego w skali całego kraju. Są

one zmorą procesów inwestycyjnych,

skutecznie odstraszając inwestorów co

z kolei przekłada się m.in. na miejsca

pracy w danym regionie.

Na likwidację czekają bariery wynikające

ze sposobu stanowienia prawa

czyli niestabilność regulacji prawnych,

ich niejasność, częste nowelizacje.

Poprawy wymagają także kwestie wprowadzania

koncesji i licencji w nowych

dziedzinach gospodarki. Dużym wyzwaniem

jest zapewnienie dostępu do rzetelnej

informacji gospodarczej w zakresie

np. analiz rynku, dostępności kredytów,

sposobów pozyskiwania środków

z funduszy pomocowych czy w zakresie

zamówień publicznych.

Żaden przedsiębiorca sam nie ma

szans na przebicie się do ustawodawcy

z własnymi pomysłami zmian, tak samo

jak nie może wpłynąć na otoczenie biznesowe,

politykę banków czy dostępność

funduszy unijnych. Część polityków

korzysta z własnego doświadczenia

biznesowego, lub czerpiąc wiedzę

z projektów przygotowywanych przez

organizacje przedsiębiorców. Właśnie

organizacje – wśród nich Business

Centre Club – tworzą platformę przekazywania

postulatów przedsiębiorców.

BCC prowadzi poprzez Instytut Lobbingu

aktywny lobbing gospodarczy na

rzecz rozwoju gospodarki wolnorynkowej,

tworzenia dobrego prawa, obrony

interesów polskich przedsiębiorców.

Z członkami Klubu konsultowali się

dotychczas wszyscy prezydenci i szefowie

rządu RP. Eksperci BCC współtworzą

i opiniują ustawy gospodarcze,

uczestniczą w pracach komisji parlamentarnych,

przekonują do swoich

rozwiązań ministrów i posłów. Prace

rządu na bieżąco ocenia grupa wybitnych

fachowców tworzących Monitorujący

Komitet BCC. Od 2002 roku Business

Centre Club reprezentuje również

interesy pracodawców w Trójstronnej

Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych

i jako związek pracodawców uczestniczy

w najważniejszych sprawach społecznych

i gospodarczych kraju: bierze

udział w pracach nad projektem ustawy

budżetowej, negocjuje z przedstawicielami

związków zawodowych ponadzakładowe

układy zbiorowe pracy, opiniuje

akty prawne i ich projekty, występuje

do Trybunału Konstytucyjnego

z wnioskiem w sprawie zgodności

z Konstytucją ustaw i innych przepisów,

podejmuje działania wobec administracji

publicznej, samorządów, Sejmu

i Senatu na rzecz ochrony interesów

gospodarczych swoich członków.

Żaden przedsiębiorca sam nie ma szans na

przebicie się do ustawodawcy z własnymi

pomysłami zmian, tak samo jak nie może

wpłynąć na otoczenie biznesowe, politykę

banków czy dostępność funduszy unijnych.

Część polityków korzysta z własnego

doświadczenia biznesowego, lub czerpiąc

wiedzę z projektów przygotowywanych

przez organizacje przedsiębiorców.

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


18 DOSSIER

DOSSIER

Prof. EWA WYCICHOWSKA, wybitna tancerka, choreograf, wykładowca,

dyrektor Polskiego Teatru Tańca.

© Andrzej Grabowski

TANIEC JEST DLA MNIE JAK…

powietrze, niezbędne do życia. Jest dla mnie przestrzenią spotkania z drugim

człowiekiem, którego mam szansę i szczęście wzruszyć swoją sztuką.

JESTEM 23. SEZON DYREKTOREM NACZELNYM

I ARTYSTYCZNYM POLSKIEGO TEATRU TAŃCA. TEN CZAS

NAUCZYŁ MNIE…

pokory wobec ułomności człowieka i otwartości na ciągłe zmiany. To nie praca

Syzyfa, ale Herkulesa, z odwagą i gotowością na prometejską ofiarę.

ZE SPEKTAKLAMI GOŚCILIŚMY W 40 KRAJACH.

NAJBARDZIEJ WZRUSZYŁAM SIĘ, GDY...

urodziła się moja córka Paulina... Dla mnie akt narodzin jest bardzo podobny

do aktu twórczego, pełnego wzruszenia, oczekiwania i niewiadomego. Każde

spotkanie z widzem jest wzruszające, w Japonii, Indiach, Chinach, Ekwadorze

czy Meksyku, ale też w małych miastach Polski, gdzie czeka wielu wrażliwych

odbiorców.

CZŁOWIEK TAŃCZĄCY TO CZŁOWIEK…

wolny, złączony z naturą i kosmosem. Obraz człowieka tańczącego świadczy

o jego Stwórcy bardziej niż wszelkie „zabytki kultury materialnej”.

PRZEZ TANIEC LEPIEJ NIŻ SŁOWAMI MOŻNA WYRAZIĆ…

swoje preferencje, relacje z otoczeniem, niuanse uczuć, własną indywidualność

i tożsamość.

JESTEM TANCERKĄ, CHOREOGRAFEM, MENEDŻEREM,

PROFESOREM. ROLA, W KTÓREJ CZUJĘ SIĘ NAJLEPIEJ, TO...

każda z nich, ponieważ stanowi część całości, która wypełnia moje życie i

pomaga innym spełnić się w sztuce tańca. Dla „uprawy” to konieczne, aby

„z drzewa POZNANIA" zbierać „owoce Ewy”.

ROSNĄCE ZAINTERESOWANIE TAŃCEM, TAKŻE WŚRÓD

AMATORÓW, TO DLA MNIE DOWÓD, ŻE…

ta forma aktywnego istnienia od zawsze związana z człowiekiem i jego sposobem

docierania do drugiego, powraca do źródeł i staje się komplementarnym

w stosunku do werbalnego sposobem komunikowania. To także potwierdzenie,

że pionierska na gruncie polskim decyzja dotycząca organizowania

Warsztatów Tańca Współczesnego (dziś Dancing Poznań), podjęta 19 lat

temu, w tej właśnie formule organizacyjnej, była mimo ryzyka słuszna.

POZNAŃ JEST MIASTEM, W KTÓRYM…

od dziecka spełniają się moje marzenia, choć czasem z przeszkodami—kłodami,

z których staram się budować schody do celu! To moje miejsce na ziemi,

tu się urodziłam, zbudowałam dom i posadziłam — jak to Ewa — rajską jabłoń.

MARZĘ O...

Ewolucji decyzyjnej w Poznaniu, przekładającej się na metry kwadratowe

(a raczej sześcienne) przeznaczone dla Polskiego Teatru Tańca.

Wszechstronnie utalentowanych następcach, tworzących historię sztuki tańca

w Polsce, Europie, na świecie.

A na koniec, marzę o czasie na prywatność z rodziną, przyjaciółmi i moim

yoreczkiem Hercusiem.

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


GOSPODARKA 19

Biuro

zaprojektowane

na sukces

Google, Facebook czy Ebay

to klasyczne już przykłady

aranżacji przestrzeni biurowej,

które zrewolucjonizowały

myślenie o miejscu

pracy. W siedzibie Google w Zurychu

na miejsca zamkniętych spotkań

zaadoptowano wagoniki kolejki górskiej,

pracownicy przemieszczają się

na niższe kondygnacje za pomocą

zjeżdżalni lub rur strażackich, a gdy

potrzebują odpoczynku, mogą położyć

się w przyciemnionym pokoju

z widokiem na gigantyczne akwarium.

Oryginalne pomysły znajdziemy również

w biurze największego portalu

społecznościowego Facebook w Palo

Alto, zaprojektowanego przez prestiżowe

studio O+A, które ma na swoim

koncie realizacje biur dla takich firm,

jak Levi Strauss czy Paypal. Oprócz

DJ-skiej konsoli i korytarzy przystosowanych

do jazdy na deskorolce w siedzibie

Facebooka dominuje otwarta

przestrzeń z niezliczoną ilością małych

stref spotkań i relaksu.

Nie od dziś wiadomo, że przestrzeń do pracy to jeden

z najważniejszych czynników warunkujących efektywność.

Pomieszczenia i meble biurowe mają ogromny wpływ na

zdrowie, dobre samopoczucie i motywację pracowników,

co bezpośrednie przekłada się na wyniki ekonomiczne całej

firmy. Globalne marki, które wyrosły z innowacyjnych

pomysłów, doskonale zdają sobie z tego sprawę, tworząc

biura oparte o indywidualne potrzeby pracowników. Czy

taki model da się przenieść na polskie warunki?

PO CO TO WSZYSTKO?

Choć biura internetowych gigantów

często przypominają bardziej przeskalowane

place zabaw, to idea, która im

przyświeca, ma racjonalne uzasadnienie.

Nie chodzi bowiem o budowanie

zjeżdżalni, lecz o stworzenie inspirującej

przestrzeni, która zapewnia pracownikom

maksymalną elastyczność

TEKST | Anna Bukowska

i różnorodne bodźce stymulujące ich kreatywność. Według

Toma Allena z Massachusetts Institute of Technology, aż

80% najbardziej innowacyjnych pomysłów rodzi się w trakcie

interakcji z innymi pracownikami, a nie podczas indywidualnej

pracy. Wartość odpowiedniego otoczenia ma więc

ogromne znaczenie dla konkurencyjności firmy.

PRZEDE WSZYSTKIM ERGONOMIA

Wróćmy jednak do podstaw. Każda przestrzeń biu-

Nr 5 2011 GŁOS BIZNESU


20 GOSPODARKA

rowa, poza obiektami służącymi do relaksu i rozrywki,

powinna być przede wszystkim wyposażona w odpowiednie

meble. Jakie wymagania powinny spełniać? Zdaniem

Wojtka Gruszczyńskiego ze studia projektowego Ipnotic

w Poznaniu najważniejsza jest ergonomia. „Krzesła

muszą być zdrowe dla użytkowników, którzy spędzają na

nich kilka godzin dziennie – mówi Gruszczyński. – Mają

dawać odpowiednie oparcie, a jednocześnie zapewnić

pewną swobodę ruchu. Poza tym meble biurowe

powinny charakteryzować się dużą swobodą w zastosowaniu.

W przypadku stołów może to zapewnić na przykład

modułowa budowa i system podziałów”. W standardowym

rozumieniu pojęcie mebli biurowych często jest

zawężane do podstawowego wyposażenia pojedynczych

stanowisk pracy złożonych z biurka, krzesła i szafki.

Tymczasem, jak podkreśla Wojtek Gruszczyński z Ipnotic,

w dobrze zaprojektowanym biurze powinny pojawić

się zarówno miejsca i meble zapewniające poczucie

prywatności, pozwalające na pracę indywidualną, jak

i takie, które służą pracy zespołowej i bardziej dynamicznym

działaniom. Jak mówi projektantka wnętrz,

Anna Kornijenko, bardzo ważne w projektowaniu mebli

biurowych jest także precyzyjne określenie, czemu

będą służyły, do jakich użytkowników będą skierowane

i – w końcu – w jakich wnętrzach mają zaistnieć. „Te

czynniki, w połączeniu z określonym designem, stworzą

spójną całość, w której dobrze zaprojektowany mebel

będzie spełniał swoją funkcję” – uważa Anna Kornijenko.

Nie bez znaczenia jest też estetyka. Zdaniem Michała

Balcerkiewicza, Prezesa Zarządu firmy Balma, meble

jako kluczowy element wyposażenia istotnie wpływają

na samopoczucie i nastawienie pracownika. Nadanie

odpowiedniej estetyki może sprawić, że praca stanie się

przyjemniejsza i bardziej efektywna.

BIURO DLA PRACOWNIKÓW

Przykładem zrównoważonego, optymalizującego

proces pracy biura jest Vitra – jeden z największych i najbardziej

prestiżowych producentów mebli w Europie.

Vitra opiera swoje realizacje o zainicjowany w 1992 roku

program Citizen Office – strategię aranżacji przestrzeni

biurowej, która bierze pod uwagę zarówno indywidualne

potrzeby pracowników, jak i całej firmy. Według Citizen

Office to pracownicy decydują, w jaki sposób chcą pracować.

Mają do dyspozycji zamknięte boksy i pomieszczenia

do tzw. cichej pracy indywidualnej, jak również

otwartą przestrzeń, która sprzyja kreatywnej

pracy zespołowej. W open

space znajdują się także wydzielone

małe strefy spotkań oraz miejsca

relaksu. Ważnym punktem jest biblioteka,

gdzie pracownicy mogą oderwać

się od biurek w poszukiwaniu inspiracji

lub wiedzy. Mobilne miejsca pracy

odpowiadają indywidualnym potrzebom

– w końcu każdy z nas pracuje

inaczej. Elastyczne biuro pozwala rozwinąć

się różnym stylom pracy, co

przekłada się na większą efektywność

indywidualnych pracowników.

W programie Vitry, oprócz zróżnicowanego

podziału przestrzeni,

ważny jest jeszcze jeden czynnik

– ruch. Citizen Office zachęca pracowników

do ciągłego przemieszczania

się i zmiany pozycji do pracy, zapewniając

oprócz standardowych miejsc

przy biurku szereg innych siedzisk

o różnych formach (puf, sof, hookerów),

a nawet miejsca do leżenia. Dlaczego?

Jedną z najczęstszych dolegliwości

pracowników biurowych są problemy

z kręgosłupem i ból pleców.

Częsta zmiana pozycji pracy może

więc znacznie ograniczyć niekorzystne

dla zdrowia ośmiogodzinne

przykucie do biurka.

ZALETY OPEN SPACE

Pod uwagę warto wziąć też specyfikę

pracy, która mocno ewoluowała

w ciągu ostatnich dekad. Współczesny

system pracy ma niewiele wspólnego

z ośmiogodzinnym dniem roboczym.

Ponieważ coraz więcej zadań realizujemy

poza biurem – wielu pracowników

jest zatrudnionych w elastycznych

godzinach pracy, a duża rotacja

kapitału ludzkiego wymaga częstych

dostosowań biurowych zasobów.

Wobec postępującej digitalizacji

naszego życia pojawia się pytanie,

WEDŁUG CITIZEN OFFICE TO

PRACOWNICY DECYDUJĄ, W JAKI

SPOSÓB CHCĄ PRACOWAĆ.

w jaki sposób zaprojektować biuro,

aby w pełni wykorzystać nowe technologie,

a z drugiej strony zapobiec całkowitej

wirtualizacji kontaktów pracowniczych.

Jedną z odpowiedzi stanowią

biura typu open space. Tak rozumiana

przestrzeń ma jednak obecnie

niewiele wspólnego z systemem ciasnych

boksów, w których pracownicy

zaglądają sobie przez ramię w komputer,

a by porozmawiać w spokoju

przez telefon, wychodzą na zewnątrz.

„Do dziś toczone są dyskusje na temat

zalet pracy w zamkniętych pomieszczeniach

i w open space – mówi projektantka

Anna Kornijenko. – Te pierwsze

ułatwiają koncentrację, drugie

sprzyjają świetnej komunikacji i przyjaznej

atmosferze między pracownikami.

Uwzględniając różne typy branż,

w wielu przypadkach najlepiej, gdy

obok siebie koegzystują obydwa typy

przestrzeni”. Projektując open space,

nie można więc zapomnieć o wyodrębnieniu

strefy spotkań, relaksu i rozrywki,

a także miejsc do indywidualnej

pracy.

CZY DOBRE BIURO TO DROGIE BIURO?

Oszczędność bywa najczęstszym

argumentem na brak odpowiednio

zaprojektowanego biura. „Aranżując

przestrzeń do pracy, należy

przede wszystkim wziąć pod uwagę

długoterminowe korzyści wynikające

z jakości mebli i ich funkcjonalności

– mówi Michał Balcerkiewicz, z firmy

Balma. – Jest to inwestycja na lata,

która poprzez szereg walorów estetycznych

i użytkowych bardzo szybko

procentuje w efektywności pracowników

oraz całej organizacji”. Co więcej,

jak zauważa Wojtek Gruszczyński ze

studia Ipnotic, projekt i umeblowanie

biura jest jedną z najniższych pozycji

w budżecie większości firm. To inwestycja

znacznie niższa niż wynagrodzenia,

podnoszenie kompetencji pracowników,

oprogramowanie czy sprzęt IT,

jednak ten relatywnie niedrogi element

ma kluczowe znaczenie.

Według Michała Balcerkiewicza

z firmy Balma pracodawcy coraz częściej

doceniają również korzyści wizerunkowe,

płynące z odpowiednio

zaprojektowanej przestrzeni biurowej.

Właściwa aranżacja to bowiem

kwestia implikacji pewnej kultury

organizacyjnej. Z całą pewnością

będzie się ona rozwijać niezależnie

od ingerencji kadry zarządzającej,

więc kluczem do jej zagospodarowania

jest zrozumienie kultury pracowniczej

w danym miejscu i świadome

kształtowanie pożądanego modelu

pracy. To od niego w dużej mierze

zależy, czy firma będzie w stanie zoptymalizować

efektywność pracowników

i dzięki temu stale podnosić swą

konkurencyjność.

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


22 GOSPODARKA

Kredyt zamiast

unijnych dotacji?

Polska wykorzystała już ponad 65% środków unijnych

przyznanych na lata 2007–2013, a budżet niektórych

programów już się wyczerpał. Czy w tej sytuacji wzrośnie

zainteresowanie kredytami bankowymi wśród firm?

TEKST | Aldona Kochman

Powoli kończy się okres intensywnych inwestycji

z funduszy pomocowych. Jak podaje

Forbes, Polska okazała się niezwykle szybka

i bezkonkurencyjna w korzystaniu ze środków

unijnych. Nasz kraj został największym

beneficjentem pomocy z Unii. Rozdysponowaliśmy już

zdecydowaną większość z 67 mld euro przyznanych nam

na lata 2007–2013. Według szacunków Urzędu Ochrony

Konkurencji i Konsumentów środki z funduszy strukturalnych

i Funduszu Spójności zasilają trzy czwarte

wszystkich źródeł pomocy publicznej dla biznesu

w Polsce.

PRZEDSIĘBIORCA POTRAFI

Najbardziej skutecznymi ze wszystkich beneficjentów

pieniędzy z Unii okazali się przedsiębiorcy. W 2010 roku

wykorzystali budżet działania 4.4 Programu

Operacyjnego Innowacyjna

Gospodarka (na inwestycje o wysokim

potencjale innowacyjnym) wart

1,4 mld euro. Do rozdysponowania

pozostały już tylko środki na biznes

elektroniczny, szkolenia, powiązania

kooperacyjne oraz badania przemysłowe.

Tak duże zainteresowanie

dofinansowaniami ma swoje plusy

i minusy. Niewątpliwie powodem do

zadowolenia jest fakt, że nie zmarnowaliśmy

swojej szansy. Problem

polega na tym, że przez kolejne 2 lata

tych środków będzie brakować. Czy tę

lukę wykorzystają banki?

OŻYWIENIE NA RYNKU KREDYTOWYM

Okres kryzysu na długo zamroził

rozwój rynku kredytowego. Po okresie

zastoju banki stają się coraz bardziej

skłonne do pożyczania pieniędzy.

Jak czytamy w Forbes, do zagospodarowania

jest aż 100 mld złotych.

Sektor małych i średnich przedsiębiorstw

(MŚP) jest zadłużony na

ponad 140 mld złotych, jednak kredytów

mógłby dostać jeszcze więcej.

Polski sektor bankowy ma nadpłynność,

a banki osiągają coraz większe

zyski. Ten kapitał mogłyby przeznaczyć

na finansowanie działalności

gospodarczej. Nierównowaga

depozytów nad udzielonymi kredytami

wynika z zamrożenia kredytów

dla firm w okresie światowego kryzysu.

Obecnie banki deklarują, że są

gotowe na kredytowanie działalności

gospodarczej.

Z ankiety przeprowadzonej przez

NBP wśród największych banków

działających na rynku polskim

wynika, że w ostatnim czasie banki

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


GOSPODARKA 23

deklarowały łagodzenie polityki kredytowej

wobec przedsiębiorstw. Wiązało

się to raczej z obniżaniem marż

niż łagodzeniem kryteriów. Bankowcy

oceniali, że popyt na kredyty

ze strony przedsiębiorców rośnie,

szczególnie jeśli chodzi o kredyt

krótkoterminowy dla sektora MŚP.

Ten wzrost popytu ma się utrzymywać

i powodować tendencję do łagodzenia

polityki kredytowej wobec

firm.

BANKI PRZYCIĄGAJĄ MŁODE FIRMY

W celu zainteresowania klientów

biznesowych swoją ofertą kredytową

banki musiały podjąć zdecydowane

kroki. mBank zdecydował się na przyciągnięcie

młodych przedsiębiorców,

którzy dopiero rozpoczynają prowadzenie

własnej działalności gospodarczej.

Na początku września ruszył

z kampanią „Ty masz pomysł na

biznes, my mamy dla Ciebie mBIZ-

NES konto”. Kampania reklamowa

miała na celu wyeksponowanie mocnych

stron oferty firmowej mBanku

– możliwość uzyskania kredytu na

rozpoczęcie działalności gospodarczej

do 10 tys. zł oraz bezpłatny

rachunek mBIZNES konto, umożliwiający

wykonanie darmowych przelewów

do ZUS i US.

Młodzi przedsiębiorcy to grupa,

którą zainteresował się także bank

PKO BP. Pod koniec września wprowadził

pakiet Biznes Debiut 18.

W ramach tej oferty oprócz braku

opłat przez pierwsze 18 miesięcy

prowadzenia działalności gospodarczej

klientom oferowane są preferencyjne

warunki najważniejszych usług

i produktów zawartych w pakiecie.

NAJBARDZIEJ SKUTECZNYMI ZE

WSZYSTKICH BENEFICJENTÓW PIENIĘ-

DZY Z UNII OKAZALI SIĘ PRZEDSIĘBIORCY.

W 2010 ROKU WYKORZYSTALI BUDŻET

DZIAŁANIA 4.4 PROGRAMU OPERACYJ-

NEGO INNOWACYJNA GOSPODARKA

WART 1,4 MLD EURO. DO ROZDYSPO-

NOWANIA POZOSTAŁY JUŻ TYLKO

ŚRODKI NA BIZNES ELEKTRONICZNY,

SZKOLENIA, POWIĄZANIA KOOPERACYJ-

NE ORAZ BADANIA PRZEMYSŁOWE.

GŁOS BIZNESU: JAKĄ OFERTĄ KREDYTOWĄ CREDIT AGRICOLE MOŻE PRZYCIĄGNĄĆ DO SIEBIE

PRZEDSIĘBIORCÓW?

W Credit Agricole Bank Polska osoby wykonujące wolny zawód mogą liczyć

na preferencyjne warunki kredytowania, w szczególności ubiegając się o przyznanie

kredytu w rachunku bieżącym Konta Biznes. Wolni zawodowcy mogą

wnioskować o finansowanie swojej bieżącej działalności już po 6 miesiącach

od rozpoczęcia działalności gospodarczej, podczas gdy od pozostałych klientów

bank wymaga od 12 do 24 miesięcy w zależności od branży. Jednocześnie

standardowym wymogiem przy udzielaniu kredytu w rachunku jest posiadanie

jakiegokolwiek konta firmowego z regularnymi wpływami na to konto

przez okres od 6 do 9 miesięcy, tymczasem dla wolnych zawodów bank skrócił

ten okres do 3 miesięcy. Bardziej liberalnie podchodzi również do oceny ryzyka

finansowania tego segmentu. Wolni zawodowcy mogą liczyć na przyznanie kredytu w koncie do

wysokości trzykrotności średniomiesięcznych wpływów na konto.

Tomasz Tchorowski


Segment Manager


w Pionie Małych i Średnich Przedsiębiorstw


Credit Agricole Bank Polska S.A.

Nr 5 2011 GŁOS BIZNESU


24 GOSPODARKA

GŁOS BIZNESU: CZY MŁODY PRZEDSIĘBIORCA, KTÓRY DOPIERO ZACZYNA SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ,

MOŻE DOSTAĆ KREDYT W IDEA BANKU?

Przedsiębiorcom, którzy dopiero rozpoczynają swoją działalność, Idea Bank

proponuje Kredyt Na Start, o który można się ubiegać od razu po zarejestrowaniu

firmy. W praktyce oznacza to, że bank nie wymaga od przedsiębiorcy

wykazania stażu i dochodu firmy. Przedsiębiorca może uzyskać do 200 tys.

zł. pożyczki, co pozwala pokryć wydatki poniesione na zakupy potrzebne do

rozpoczęcia działalności i umożliwia biznesowy start. Dla przykładu mogą to

być zakupy zarówno o charakterze inwestycyjnym, np. zakup wyposażenia do

sklepu, jak i związane z bieżącym funkcjonowaniem firmy, np. zakup kosmetyków

w salonie urody. Jeśli przedsiębiorca posiada nieruchomość, użytkową lub

mieszkalną, która może być zabezpieczeniem takiego kredytu, oraz ma dobrą

historię kredytową, to na pewno Kredyt Na Start otrzyma. O ten rodzaj finansowania w Idea Banku

mogą się ubiegać przedsiębiorcy, którzy swoją działalność prowadzą krócej niż 6 miesięcy. Bank

udzieli pożyczki maksymalnie na 15 lat.

Kinga Łagowska


PR Manager


Idea Bank

W Banku Zachodnim WBK mali przedsiębiorcy mogą liczyć na wsparcie

każdej inicjatywy w ramach prowadzonej działalności. Podkreślają to hasła

naszej kampanii reklamowej z udziałem gwiazdy – Antonio Banderasa: „Bierz

i nie mów na co” oraz „Zerro faktur”. W przypadku kredytu Biznes Ekspres

przedsiębiorca ma możliwość przeznaczenia otrzymanych środków zarówno na

obrót, jak i inwestycje w ramach jednego kredytu. Nasi klienci sami decydują

na jaki konkretny cel, w ramach prowadzonej działalności, przeznaczą otrzymany

kredyt. Nie żądamy od klientów przedstawiania faktur. Na potrzeby sfinansowania

bieżącej działalności bank oferuje klientom kredyt w rachunku bieżącym.

Dla firm, które potrzebują wsparcia kredytowego o większej wartości,

przygotowana została specjalna oferta kredyt Biznes Ekspres Hipoteka na finansowanie dowolnego

celu związanego z prowadzoną działalnością gospodarczą pod zabezpieczenie hipoteczne.




ZE WZGLĘDU NA DUŻĄ LICZBĘ BANKÓW

ORAZ ZRÓŻNICOWANIE ICH OFERT

TRUDNA JEST OCENA ORAZ WYTYPO-

WANIE NAJLEPSZEGO BANKU. WEDŁUG

OSTATNIEGO RANKINGU FORBES

NAJLEPSZYMI BANKAMI DLA FIRM SĄ:

BANK MILLENNIUM, BNP PARIBAS BANK

POLSKA ORAZ IDEA BANK. W CZOŁÓW-

CE UTRZYMAŁY SIĘ RÓWNIEŻ: POLBANK

EFG, ALIOR BANK I FM BANK. JAKO

KRYTERIUM PRZYJĘTO CENĘ KOSZYKA

USŁUG, OFERTĘ LOKAT I KREDYTÓW

ORAZ PARAMETRY JAKOŚCIOWE.

GŁOS BIZNESU: W JAKI SPOSÓB PRZEKONAĆ PRZEDSIĘBIORCÓW DO SKORZYSTANIA Z OFERTY KRE-

DYTOWEJ BZ WBK?

Marek Łach

Dyrektor Departamentu Małych Firm

Banku Zachodniego WBK

– Nasz Bank oferuje zróżnicowane

pakiety biznesowe dla firm, dopasowane

do rodzaju i skali prowadzonej

działalności gospodarczej.

Przygotowując ofertę nowego produktu,

uwzględniliśmy najważniejsze

potrzeby młodej firmy. Dzięki

jego atrakcyjnym parametrom

przedsiębiorca ma szansę znacznie

zmniejszyć koszty obsługi – mówi

Agnieszka Wardak, dyrektor Departamentu

Klientów Małych i Średnich

Przedsiębiorstw.

ZMIANY W OFERTACH KREDYTOWYCH

Banki zamierzają udzielać kredytów

także przedsiębiorcom funkcjonującym

w świecie biznesu od

dłuższego czasu. BNP Paribas już

w zeszłym roku rozpoczął akcję

„2 miliardy złotych na kredyty dla

firm”. Tegoroczna kampania Banku

Zachodniego WBK pod hasłem „Bierz

i nie mów na co” promująca kredyty

była pierwszą w historii banku kampanią

telewizyjną dla firm. Do skorzystania

z oferty zachęcał przedsiębiorców

Antonio Banderas.

– Firmowi klienci Banku Zachodniego

WBK mają do wyboru naprawdę

szeroki wachlarz produktów. Zdajemy

sobie sprawę z tego, jak zróżnicowany

jest nasz rodzimy sektor

MŚP i jak różne są potrzeby firm, dlatego

staramy się, aby każda firma

w naszej ofercie znalazła coś dla siebie

– mówił Marek Łach, dyrektor Departamentu

Małych Firm w Banku

Zachodnim WBK.

Nową ofertę kredytów dla przedsiębiorców

przedstawił w tym roku

również ING Bank Śląski. Zmiany

dotyczyły głównie wysokości marży

w zależności od tego, czy kredyt jest

zabezpieczony.

W czerwcu br. BRE Bank zaproponował

przedsiębiorcom z sektora

MŚP nowy kredyt technologiczny

(forma wsparcia unijnego dla MŚP),

który przeznaczony jest dla firm planujących

wdrożenie „nowej technologii”

stosowanej do tej pory nie

dłużej niż 5 lat. Można z niego sfinansować

m.in. zakup nieruchomości,

środków trwałych czy wartości

niematerialnych i prawnych niezbędnych

do wdrożenia nowej technologii.

Rolę instytucji wdrażającej działania

4.3 Kredyt Technologiczny Programu

Operacyjnego Innowacyjna

Gospodarka pełni Bank Gospodarstwa

Krajowego (BGK).

BANKI NA PODIUM

Ze względu na dużą liczbę banków

oraz zróżnicowanie ich ofert trudna

jest ocena oraz wytypowanie najlepszego

banku. Według ostatniego rankingu

„Forbes” najlepszymi bankami

dla firm są: Bank Millennium, BNP

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


Wielka

Gala

liderów

PolskieGo

Biznesu

KTÓRY BANK ZATEM NAJLE-

PIEJ WYBRAĆ DO SFINAN-

SOWANIA NASZEJ DZIAŁAL-

NOŚCI? NIE MA TUTAJ

JEDNOZNACZNEJ ODPOWIE-

DZI. WSZYSTKO ZALEŻY

OD SPECYFIKI DANEJ FIRMY

I CELU, NA JAKI POTRZEBUJE

DODATKOWYCH ŚRODKÓW.

MOŻNA JEDNAK SKORZY-

STAĆ Z ANALIZ PROWADZO-

NYCH PRZEZ EKSPERTÓW.

reklama

Paribas Bank Polska oraz Idea Bank.

W czołówce utrzymały się również:

Polbank EFG, Alior Bank i FM Bank.

Jako kryterium przyjęto cenę koszyka

usług, ofertę lokat i kredytów oraz

parametry jakościowe. Biorąc pod

uwagę jedynie kredyty, najlepszymi

okazały się Kredyt Bank i BNP Paribas.

Inny ranking banków opublikował

„Newsweek”. Tym razem oceniano,

który z nich jest najbardziej przyjazny.

Zbadano jakość obsługi klienta

oraz zakres i standard usług. W tym

celu zastosowano metodę wcielania

się audytorów w rolę tajemniczych

klientów. Za najbardziej przyjazny

bank uznano MultiBank, drugie miejsce

zajął Alior Bank, a trzecie bank

Millennium.

JAK WYBRAĆ BANK?

Jak widać, rankingów i sposobów

porównywania banków jest mnóstwo.

W każdym badaniu uwzględnia

się inne kryteria. Z punktu

widzenia przedsiębiorstwa mogą

one być bardziej lub mniej istotne.

Który bank zatem najlepiej wybrać

do sfinansowania naszej działalności?

Nie ma tutaj jednoznacznej

odpowiedzi. Wszystko zależy

od specyfiki danej firmy i celu, na

jaki potrzebuje dodatkowych środków.

Można jednak skorzystać

z analiz prowadzonych przez ekspertów.

Dostępne rankingi, porównywarki

oraz opinie ekspertów

mogą nam pomóc w podjęciu najlepszej

decyzji.

Warszawa

21 stycznia 2012

Zapraszamy

www.bcc.org.pl


26 GOSPODARKA

Stwórz

TEKST

COŚ WIĘCEJ NIŻ WIZYTÓWKA

Korzyści płynących z networkingu jest wiele. Przede

wszystkim jest to szansa na nawiązanie współpracy

i pozyskanie korzystnych kontraktów. Networking może

stać się skutecznym narzędziem sprzedaży lub sposobem

na wypromowanie marki w branży. Nie ma biznesu,

który funkcjonowałby niezależnie od otoczenia. W czasach,

gdy elektroniczne media zrewolucjonizowały szeroko

pojęty biznes, nic tak nie owocuje, jak bezpośredwłasną

sieć

kontaktów

| Aldona Kochman

We współczesnym biznesie znajomość może

przerodzić się w milionowy kontrakt. Oprócz

organizacji biznesowych coraz bardziej

popularne są mniej formalne spotkania,

na które można przyjść, by przy śniadaniu

poznać kilkanaście osób z różnych branż,

wymienić się wizytówkami i dowiedzieć

więcej o skutecznym biznesie.

Networking w biznesie polega na przekazywaniu

informacji oraz zasobów pomiędzy reprezentantami

różnych branż. Ma to na celu nawiązanie

trwałych kontaktów biznesowych opierających

się na wzajemnych korzyściach. Działania

networkingowe bazują na zaufaniu, udzielaniu wsparcia

i przekazywaniu rekomendacji.

JAK BUDOWAĆ SIEĆ KONTAKTÓW?

Nowych ludzi poznaje się wszędzie

– w szkole, na studiach, w pracy czy

podczas wakacji. Budowanie sieci kontaktów

możemy rozpocząć od osób,

które już znamy. Może to być nasza

rodzina, przyjaciele bądź koleżanki

i koledzy. Networking w tym przypadku

już bardzo prosty. Wymaga

od nas jedynie naturalnego podtrzymywania

kontaktów i dbania o relacje.

Jeśli chcemy nawiązać nowe znajomości

biznesowe, możemy skorzynia

znajomość. Nigdy też nie możemy

być w stu procentach pewni, czym

będziemy się zajmować w przyszłości.

Nowy projekt, zmiana stanowiska

lub rozwój firmy pociąga za sobą

kolejne potrzeby. Może się okazać, że

doświadczony informatyk lub specjalista

ds. zarządzania sprzedażą, którego

do tej pory nie potrzebowaliśmy,

jest nam niezbędny. Mając na celu

dobro przedsiębiorstwa, chcielibyśmy

zatrudnić najlepszego pracownika, ale

ponosząc jak najniższe koszty rekrutacji.

W takiej sytuacji może okazać się,

że osoba, którą poznaliśmy jakiś czas

temu na spotkaniu networkingowym

świadczy usługi, z których chcemy

skorzystać, lub może nam polecić

specjalistę, który odpowiada naszym

oczekiwaniom.

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


GOSPODARKA 27

stać z możliwości, jakie stwarza nam

Internet. Pozwoli łatwo dotrzeć do

właściwej branży lub osób zainteresowanych

daną tematyką. Dzięki portalom

dla profesjonalistów zyskujemy

szybki dostęp do cennej bazy wiedzy

i doświadczeń. Przykładami portali

szeroko wykorzystywanych w networkingu

poprzez Internet są: GoldenLine,

LinkedIn, BiznesNet, Profeo czy Xing.

W przypadku gdy chcemy nawiązać

kontakty bardziej osobiste, możemy

wybrać się na śniadanie networkingowe.

Jest to spotkanie organizowane

cyklicznie, zazwyczaj raz w tygodniu,

w większych miastach. Uczestniczą

w nim biznesmeni zainteresowani

współpracą oraz goście. Podczas

takiego spotkania każdy uczestnik

w bardzo krótkim czasie prezentuje

swoją działalność na forum, później

ma możliwość przeprowadzenia

prywatnych rozmów oraz wymiany

wizytówek.

SPRZEDAĆ SIĘ W KILKA SEKUND

W networkingu niezwykle ważna

jest umiejętność zaprezentowania

swojej firmy w bardzo krótkim czasie.

Istotne jest, aby wiedzieć dokładnie,

co się chce przekazać. Rozmówcę

trzeba sobą zainteresować oraz okazać

pewność siebie. Należy mówić językiem

korzyści i pokazać się jako wartościowy

partner. Ta umiejętność może

okazać się niezwykle przydatna na spotkaniach

networkingowych, ale także

podczas konferencji, wyjazdów służbowych,

a nawet w życiu codziennym,

ponieważ nigdy nie wiadomo, gdzie

i kiedy spotkamy potencjalnego partnera

biznesowego.

Członkowie klubu BNI to przedsiębiorcy oraz przedstawiciele firm. Reprezentują różne branże

i muszą mieć co najmniej 2 lata doświadczenia w danej działalności. Są to osoby wiarygodne oraz

zaangażowane w działalność klubu. Tutaj trzeba wykazać się zaangażowaniem, ponieważ klubowiczem

może być tylko osoba regularnie uczęszczająca na cotygodniowe śniadania i chętnie dzieląca

się swoimi doświadczeniami. Można powiedzieć, że BNI jest dla wszystkich, ale nie dla każdego.

Śniadania networkingowe to spotkania, podczas których poznajemy się, wymieniamy wizytówki,

dyskutujemy na tematy biznesowe. Dowiadujemy się, „co w trawie piszczy”. Możemy spojrzeć

na daną sprawę z innej perspektywy. Otrzymujemy też wiele cennych kontaktów i rekomendacji.

Dzięki takim poleceniom doszło do zawarcia już wielu korzystnych kontraktów. Ich wartości dochodzą

czasem nawet do milionów złotych. Na śniadania przychodzą też goście, więc sieć kontaktów

stale się powiększa. Dzięki poznańskiemu oddziałowi BNI poznało się już ponad 300 osób, a członkowie

przekazali sobie ponad 850 rekomendacji.


Sławomir Skorupski,


Dyrektor Asystujący grupy BNI Poznań Prestige

A MOŻE WSTĄPIĆ DO KLUBU?

W Polsce działa kilka klubów networkingowych.

Stają się one coraz bardziej

popularne. Ich działalność nieznacznie

różni się między sobą, ale wszystkie

mają na celu budowanie stałych relacji

biznesowych, które owocują korzystnymi

kontraktami. Jednym z takich

klubów działających w Poznaniu jest

BNI. Spotkania tej organizacji przybierają

formę śniadań networkingowych

i odbywają się w środy o godzinie

7.00 rano w restauracji Meridian.

Po uprzednim zgłoszeniu i zapłaceniu

30 zł (koszt śniadania) może wziąć

w nim udział każdy. Kolejnym klubem

działającym w stolicy Wielkopolski jest

„Poznań mój biznes” założony przez

firmę CreativeMedia. „Spotkania przy

suto zastawionym stole wczesnym rankiem

w Hotelu Rzymskim w samym

centrum Poznania wyróżnia życzliwa

atmosfera sprzyjająca zawieraniu

nowych znajomości biznesowych, trening

z rozwoju osobistego oraz prelekcje

eksperckie dotyczące aktualnych

wyzwań i nowości branżowych”

– mówi Aneta Murakowska, trener

biznesu, właścicielka CreativeMedia.

Na pierwsze spotkanie można przyjść

samemu, na kolejne trzeba już zaprosić

gościa, który działa w innej branży.

W ten sposób członkowie klubu

mają możliwość rozszerzania swojej

sieci kontaktów. Tutaj również najpierw

należy zgłosić chęć uczestnictwa

w takim śniadaniu. Jeszcze innym

klubem networkingowym działającym

w Poznaniu jest KPW Walor organizujący

spotkania w męskim gronie.

Spotkania tego klubu odbywają się co

drugi piątek w Cafe Misja.

SZTUKA ZARZĄDZANIA

WIZYTÓWKAMI

Z jednego spotkania networkingowego

możemy wynieść nawet do kilkudziesięciu

wizytówek. Po miesiącu

może się okazać, że mamy ich setki.

Co zrobić, aby się w tym nie pogubić?

Przydatne okazuje się wtedy notowanie

na odwrocie wizytówki daty spotkania

oraz jego okoliczności. Pomoże

nam to w usystematyzowaniu znajomości.

Możemy stworzyć własną klasyfikację,

np. podzielić kontakty na

bardzo cenne (rokujące nowy kontrakt

w najbliższym czasie) oraz te mniej

przydatne.

O KONTAKTY TRZEBA DBAĆ

Poznanie odpowiednich osób i jednorazowa

wymiana wizytówek to

nie wszystko. Kontakty będą wartościowe

tylko wtedy, gdy będą podtrzymywane.

W tym celu należy co

jakiś czas nawiązać kontakt z daną

osobą. Może to być umówienie się

na spotkanie, wykonanie telefonu lub

wysłanie krótkiego maila. Kontakt nie

odświeżany praktycznie zamiera. Po

roku czy dwóch osoba, którą kiedyś poznaliśmy, może

nas już nie pamiętać. Musimy zatem zwrócić uwagę na

pielęgnowanie danej znajomości. W przypadku spotkań

networkingowych czasami lepiej jest poświęcić więcej

czasu dwóm lub trzem osobom, niż poznać pobieżnie

wszystkich, ponieważ w networkingu nie liczy się tylko

ilość kontaktów, ale także ich jakość.

reklama

Nr 5 2011 GŁOS BIZNESU


28

porady

prawne

felieton

mec. JERZY KROTOSKI

10 października br. Prezydent RP podpisał ustawę nowelizującą

Kodeks postępowania cywilnego, która dokonuje istotnych zmian

w procedurze cywilnej polegających w szczególności na zniesieniu

odrębności w zakresie rozpoznawania tzw. spraw gospodarczych.

Zmiany w

rozpatrywaniu sporów

przedsiębiorców

WPROWADZONE

ZMIANY ZMIERZAJĄ

W KIERUNKU CZĘŚCIO-

WEGO ODFORMALIZO-

WANIA PROCEDURY

CYWILNEJ, CO NALEŻY

OCENIĆ POZYTYWNIE.

Z DRUGIEJ STRONY

KOLEJNE NOWELIZA-

CJE AKTÓW PRAW-

NYCH SĄ PRAWDZI-

WYM UTRAPIENIEM

PRZEDSIĘBIORCÓW

I WPROWADZAJĄ WIELE

ZAMIESZANIA, CZEGO

SKUTKIEM SĄ NIE

ZAWSZE „SPRAWIEDLI-

WE” WYROKI SĄDÓW.

Licząca kilkaset punktów nowelizacja procedury

cywilnej to wynik wieloletnich prac Komisji

Kodyfikacyjnej działającej przy rządzie pod kierunkiem

prof. Zbigniewa Radwańskiego. Przepisy

dostosowano do orzecznictwa Trybunału

Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego. Jedną z ważniejszych

zmian jest poddanie spraw gospodarczych, prowadzonych

między przedsiębiorcami, tym samym regułom

procesowym, które obowiązują w zwykłych sprawach

cywilnych. Dotychczas stosowany

system prekluzji w postępowaniu

odrębnym w sprawach gospodarczych

(obowiązek podania już

w pozwie albo odpowiedzi na pozew

wszystkich twierdzeń oraz dowodów

na ich poparcie pod rygorem

utraty prawa powoływania ich w toku

dalszego postępowania) wiąże się

z nakładaniem na strony postępowania

wyższych wymagań, którym

to wymaganiom nie wszyscy przedsiębiorcy,

zwłaszcza mali i średni,

mogą sprostać. Powoduje to, że w

porównaniu z procesem prowadzonym

na zasadach ogólnych – o wygraniu

sprawy gospodarczej decydują

częściej względy formalne niż rzeczywista

treść łączącego strony stosunku

prawnego. W mojej praktyce

zawodowej wielokrotnie spotykałem

się z sytuacjami, iż wskutek

braku profesjonalnego pełnomocnika

czy też wobec nieznajomości

konsekwencji związanych z prekluzją

dowodową przedsiębiorcy przegrywali

spory sądowe pomimo zasadności

dochodzonych roszczeń. Omawiana

zmiana, jak wskazuje ustawodawca,

zmierza – z jednej strony

– do uproszczenia struktury postępowania

sądowego, ale – z drugiej

strony – wprowadza mechanizmy,

które mają się przyczynić do usprawnienia

i przyspieszenia procesu cywilnego.

Nowa regulacja ma być bardziej

elastyczna niż system prekluzji

dowodowej obowiązujący dotychczas

w postępowaniu gospodarczym i

pozwalać będzie sądowi na uwzględnienie

okoliczności konkretnej

sprawy. Sąd będzie pomijał spóźnione

twierdzenia i dowody, chyba że strona

uprawdopodobni (wystarczy być wiarygodnym,

uprawdopodobnienie nie

jest tożsame z udowodnieniem), że

nie zgłosiła ich w wymaganym terminie

bez swojej winy, nie spowoduje

zwłoki w rozpoznaniu sprawy albo

że występują inne wyjątkowe okoliczności.

Z pewnością instytucja „uprawdopodobnienia”

jest korzystniejsza

od dotychczas stosownego rozwiązania.

Jednak uzależnienie możliwości

wnoszenia dalszych pism procesowych

będzie teraz zależeć od zgody sądu,

a to może niekiedy prowadzić do naruszenia

prawa do uczciwego procesu

i wydaje się rozwiązaniem zbyt daleko

idącym.

Mimo likwidacji odrębnego postępowania

w sprawach gospodarczych

zachowane zostaną sądy gospodarcze

jako wydziały sądów powszechnych.

Uznano bowiem, że na obecnym

etapie celowe będzie wykorzystanie

dotychczasowej specjalizacji sędziów

sądów gospodarczych przy rozpoznawaniu

tych spraw.

Podsumowując, wprowadzone zmiany

zmierzają w kierunku częściowego

odformalizowania procedury cywilnej,

co należy ocenić pozytywnie. Z drugiej

strony kolejne nowelizacje aktów prawnych

są prawdziwym utrapieniem przedsiębiorców

i wprowadzają wiele zamieszania,

czego skutkiem są nie zawsze

„sprawiedliwe” wyroki sądów. Miejmy

jednak nadzieję, że słuszność nowych

zapisów potwierdzi praktyka.

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


Czego mogą oczekiwać przedsiębiorcy w czasie wyborów

parlamentarnych? Odpowiedź nie jest łatwa, bo przecież

nie są tylko przedsiębiorcami – są jednocześnie obywatelami.

Mają prawo mieć swe oczekiwania, plany i marzenia.

OKIEM

z Brukseli

felieton

dr FILIP KACZMAREK

europoseł

29

Wyborcza

ulga

Przypomina mi się anegdota,

usłyszana po raz pierwszy

od polskiego pastora i prawnika,

który jest najbardziej

wolnorynkowym duchownym,

jakiego kiedykolwiek spotkałem.

Zadał mi on pytanie: co powinien

zrobić przedsiębiorca, gdy usłyszy od

polityków, że zamierzają się „zająć”

jego dobrem? Otóż w takiej sytuacji

przedsiębiorca powinien jak najszybciej

owo dobro... ukryć!

Tak naprawdę bardzo często oczekiwania

przedsiębiorców mają charakter

minimalistyczny. Po prostu chcieliby,

aby państwo, rząd czy też politycy

nie przeszkadzali im w prowadzeniu

działalności gospodarczej.

Pamiętam, jak mniej więcej rok temu

spotkałem w windzie dwóch Hiszpanów.

Spytali mnie, co takiego robi

rząd Donalda Tuska, że udało się

w Polsce uniknąć recesji, a przebieg

kryzysu ekonomicznego jest względnie

spokojny. Nie miałem dużo czasu

na odpowiedź, bo podróż windą nie

trwa długo. Odpowiedziałem zatem

dość żartobliwie, że w opinii polskiej

opozycji rząd nie robi nic, aby

zwalczyć kryzys. Hiszpanie chwilkę

się zamyślili, a potem powiedzieli:

genialne, to jest genialne – jeżeli rząd

nie robi nic, a dzięki temu w gospodarce

dzieje się dobrze, to warto

kontynuować taką taktykę. Gdyby

rząd zaczął coś gwałtownie robić,

to mogłoby być wręcz szkodliwe dla

gospodarki. Po co zatem ryzykować?

Moi rozmówcy w ogóle nie potraktowali

tego jako złośliwości ze strony

opozycji. Dla nich to był opis tego, co

można nazwać samoograniczającym

się państwem.

Kampanie wyborcze wyzwalają

w Polsce wiele złych mocy i emocji.

Obietnice składane przez kandydatów,

a nawet całe ugrupowania,

są czasami śmieszne, a niekiedy

straszne. Prawie zawsze są bardzo

kosztowne. W tym roku eksperci próbowali

policzyć realne koszty złożonych

obietnic. Suma, którą otrzymali,

była zatrważająca, bo sięgała setek

miliardów złotych. Składanie obietnic

– najczęściej bez pokrycia – dotyczy

też zamierzeń i planów gospodarczych.

Warto zapamiętać te ciekawostki

i po wyborach przypominać

tym, którzy je składali.

Jarosław Kaczyński domagał się na

przykład wyrównania dopłat bezpośrednich

dla polskich rolników. Zapomniał

jednak o tym, że w niektórych

krajach Unii Europejskiej dopłaty

obszarowe są niższe niż w Polsce.

Na Łotwie to zaledwie 83 euro na

hektar. Czy to oznacza, że dopłaty

trzeba w Polsce zmniejszyć? Raczej

nie taka była intencja byłego premiera.

A zatem chodziło o to, by podwyższyć

dopłaty w Polsce. To rodzi

kilka zasadniczych pytań. Czy ta podwyżka

ma objąć kraje, które mają

dopłaty niższe niż my? Co zrobił PiS

w czasach, gdy rządził, aby postulat

ten postawić na forum europejskim?

Najważniejsze jest jednak pytanie, na

które „darczyńcy” z PiS nie odpowiadają

– kto i z czego ma za to zapłacić?

Z drugiej strony rządząca koalicja

nie mówiła o bombastycznych planach, ale zabiegała

o więcej funduszy na dopłaty. Wiele wskazuje na to, że

w nowej perspektywie finansowej (na lata 2014-2020)

uda się zdobyć o 6 miliardów euro więcej niż obecnie.

I to jest prawdziwa polityka.

Okazało się, że polscy wyborcy są bardzo rozsądni.

W wyborach parlamentarnych najmocniej poparli ugrupowanie,

które w sensie ekonomicznym złożyło... najmniejsze

i najtańsze obietnice. Wyborcy nie dali się

nabrać na puste słowa, na zwiększenie redystrybucyjnej

roli państwa, na ryzykowanie dramatycznego wzrostu

inflacji przez polityków, którzy koniecznie chcą być

„dobrymi wujkami” dla wielu grup społecznych.

Kilka tygodni przed wyborami rozmawiałem z prezesem

dużej, wielkopolskiej firmy. Był bardzo zainteresowany

sytuacją polityczną. Znamy się od lat, ale nigdy

wcześniej nie okazywał takiego zaangażowania. Niestety

okazało się, że motywacja tej ciekawości była zdecydowanie

negatywna. Prezes bał się, że wybory może

wygrać ktoś, kto bardzo zaszkodzi gospodarce, ktoś,

kto pogorszy atmosferę wokół biznesu, ktoś, kto doprowadzi

do obniżenia konkurencyjności i utrudni warunki

prowadzenia działalności gospodarczej. Nie wątpię, że

prezes odetchnął z ulgą, gdy poznał wyniki wyborów.

Jedno jest pewne – nie będzie gorzej! To był plan minimum.

Teraz większość parlamentarna, nowy rząd i premier

muszą przekonać przedsiębiorców i obywateli, że

nie tylko nie będzie gorzej, ale że będzie lepiej.

OBIETNICE SKŁADANE

PRZEZ KANDYDATÓW,

A NAWET CAŁE UGRU-

POWANIA, SĄ CZASAMI

ŚMIESZNE, A NIEKIEDY

STRASZNE.

Nr 5 2011 GŁOS BIZNESU


30 GOSPODARKA

W trosce

o jakość

życia

Kluczem do sukcesu firmy Aloisa Kobera

nie był mały warsztat, ale seryjna produkcja.

W historii firmy wprowadzano do produkcji

kolejne urządzenia ułatwiające życie

– w domu, ogrodzie, biurze czy podczas

podróży i transportu. Wśród nich warto wymienić komponenty

do przyczep, betoniarki, kosiarki do trawy, podwozia

do przyczep kempingowych, traktorki do trawników,

systemy klimatyzacyjne i wyciągowe zanieczyszczonego

powietrza, pompy ogrodowe czy podwozia do

samochodów dostawczych.

80 lat temu 23-letni ślusarz Alois

Kober kupił w bawarskiej wsi Kötz

warsztat. Dzisiaj AL-KO Kober AG

produkuje kosiarki, klimatyzatory,

podwozia do przyczep w 50 fabrykach na

całym świecie. AL-KO Kober z Wysogotowa

– oddział niemieckiego koncernu – również

ma powody do świętowania.

JAK DZIAŁAMY?

Dzięki innowacyjnym technologiom i działaniu

w wielu branżach, AL-KO jest dzisiaj międzynarodowym

koncernem, w skład którego wchodzi 50 firm w Europie,

Ameryce Północnej, Afryce, Azji i

Australii, a mimo to pozostaje biznesem

rodzinnym. Przez wiele lat koncernem

kierowali trzej synowie twórcy

firmy: Herbert, Kurt i Wilhelm Koberowie.

Obecny zarząd koncernu stanowią

wnuki założyciela firmy: Roland,

Stefan, Harald i Raymund Koberowie.

„Siła naszego przedsiębiorstwa

tkwi w naszych zasadach. Są one

miarą naszego myślenia, decyzji

i działania; im bliższe są każdemu

pracownikowi w jego codziennej

pracy, tym większy sukces osiągnie

grupa AL-KO. Sukces w grupie przedsiębiorstw

oznacza pewne miejsca

pracy i osobisty rozwój dla każdego

pracownika” – mówi Jerzy Pawlaczyk,

Prezes AL-KO Kober Sp. z o.o.

Firma odpowiada na zapotrzebowanie

klientów, spełnia, a nawet

przewyższa ich oczekiwania. Współpraca

z AL-KO musi się klientom opłacać.

Firma stawia sobie za cel zada-

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


GOSPODARKA 31

nie bycia liderem na rynkach poszczególnych

produktów. Nowe pomysły

powstają na skutek chęci odniesienia

sukcesu, gotowości do zmian, przez

zaangażowanie, otwartość i wzajemne

zaufanie.

CO OFERUJEMY?

Odzwierciedleniem tej strategii

firmy są konkretne liczby odnoszące

się do oferowanych rozwiązań. Największą

grupę produktów – mającą

60-procentowy udział w obrotach

firmy – stanowią elementy przyczep.

Produkty AL-KO uczestniczące w ruchu

drogowym zapewniają wysoką technikę

oraz najwyższy komfort i optymalne

bezpieczeństwo jazdy. AL-KO

jest największym w Europie producentem

podwozi i elementów lekkich

przyczep samochodowych, takich

jak: zaczepy, osie, hamulce, urządzenia

najazdowe, ramy, podwozia, kliny,

koła podporowe, przyciągarki itp.

Dewiza firmy – „Quality for life” – to

również zapewnienie użytkownikom

więcej czasu wolnego i przyjemności.

AL-KO oferuje zaawansowane technicznie

urządzenia, którymi można

łatwo i szybko wykonywać prace

ogrodowe. AL-KO jest znanym producentem

i dostawcą zmechanizowanego

sprzętu ogrodniczego, takiego

jak: kosiarki elektryczne i spalinowe,

traktorki z oprzyrządowaniem, wertykulatory,

aeratory, napowietrzacze,

kosy spalinowe, podkaszarki, pilarki,

nożyce do żywopłotu, rozdrabniacze,

kompostowniki, glebogryzarki,

pompy, odkurzacze do liści, łuparki

do drewna, odśnieżarki. Wszystkie te

urządzenia wyróżniają się innowacyjnością,

funkcjonalnością, niemiecką

jakością i trzema latami gwarancji.

Bardzo rozwojowym segmentem

działania firmy są urządzenia służące

Uważam, że tylko dzięki zadowolonym pracownikom można uzyskać zadowolenie

klientów. Dlatego dużą wagę przywiązuję do wewnętrznej komunikacji

i współpracy w firmie, relacji z przełożonymi i współpracownikami, systemów

motywacji i doceniania inicjatywy pracowników, szkoleń i nieformalnych

spotkań. Tradycją stały się np. spotkania z okazji Świąt Bożego Narodzenia

czy też tzw. dni rodzinne AL-KO. W tym roku bawiliśmy się wspólnie w czerwcu

koło Nowego Tomyśla na zawodach sportowych i przy grillu.



70% PRODUKOWANYCH NA STARYM

KONTYNENCIE PRZYCZEP KEMPINGO-

WYCH I 50% PRZYCZEP BAGAŻOWYCH

O DMC DO 3500 KG JEŹDZI NA

PODWOZIACH Z FIRMY AL-KO.

do profesjonalnej obróbki powietrza.

Dzięki nim w pomieszczeniach biurowych,

przemysłowych i mieszkalnych

spełniane są wysokie wymogi dotyczące

optymalnego klimatu. Swoją

ofertę wraz z ogrzewaniem i oczyszczaniem

powietrza AL-KO kieruje

w tym segmencie przede wszystkim

do firm przemysłowych, szpitali,

obiektów mieszkalnych, farmacji, pływalni

i statków.

AL-KO W POLSCE

Polska spółka AL-KO powstała

w 1994 roku. W pierwszym roku działania

ograniczyła się tylko do działu

techniki pojazdowej zatrudniając

dwie osoby. W 1995 roku działal-

300 TYSIĘCY – LICZBA SPRZEDA-

WANYCH PRODUKTÓW W ROKU.

18 TYSIĘCY – LICZBA WYSTAWIO-

NYCH FAKTUR ROCZNIE.

Jerzy Pawlaczyk

Prezes AL-KO Kober Sp. z o.o.

ność AL-KO Kober Sp. z o.o. została rozszerzona o dział

„Ogród + hobby”, rok później rozpoczęto montaż osi

do przyczep.

W grudniu 1999 oddany został do użytku nowy własny

obiekt firmy w Wysogotowie koło Poznania. Aktualnie

firma zatrudnia w Polsce 25 pracowników i generuje

roczną sprzedaż ok. 60 mln zł. Firma sprzedaje produkty

dwóch działów: techniki pojazdowej i „Ogród+hobby”

do ok. tysiąca klientów na terenie całej Polski. AL-KO

produkuje w Wysogotowie osie do przyczep samochodowych

o DMC od 750 kg do 1800 kg.

W tym czasie firma AL-KO Kober Sp. z o.o. siedmiokrotnie

otrzymała nagrodę „Gazele Biznesu” w rankingu

najbardziej dynamicznych małych i średnich firm. Z kolei

pięciokrotnie, w tym również w tym roku, została wyróżniona

certyfikatem „Wielkopolska Jakość”. W 2010 roku

spółka została laureatem rankingu „Diamenty »Forbesa«

2010”. AL-KO Kober Sp. z o.o. prowadzi również działalnośc

społeczną – od wielu lat wspiera finansowo między

innymi Galerię „tak” w Poznaniu, działającą w Stowarzyszeniu

„Na Tak”.

AL-KO Kober Sp. z o.o.

Wysogotowo, ul. Bukowska 10, 62-081Przeźmierowo

tel. 61 816 19 25 fax 61 816 19 80

e-mail: al-ko@al-ko.pl

www.al-ko.pl

Nr 5 2011 GŁOS BIZNESU


32 GOSPODARKA

Kobieta

na stanowisku

Wyższe stanowiska w dużych firmach są zdominowane

przez mężczyzn. Szanse kobiet na ich

uzyskanie są uzależnione od wielu zmiennych

i zazwyczaj topnieją niczym pierwszy śnieg, gdy

przyjdzie im konkurować z kolegą po fachu.

Polskie realia, mimo iż od lat staramy się

wprowadzać na rynek pracy standardy

europejskie, nadal powielają zakorzenione

w kulturze irracjonalne wzorce.

TEKST | Anna Solak

Czasy, w których kobiet w ogóle nie dopuszczano

do edukacji i pracy zawodowej,

a jedyną płaszczyzną ich samorealizacji miał

być dom i rodzina. już dawno minęły. Nadal

jednak pokutują stereotypy minionych epok,

przekładające się w znaczący sposób na ich współczesną

pozycję zawodową. Z badań GUS-u z 2001 roku wynika,

że o ile w kręgu zawodów prostych i na tzw. stanowiskach

niższego szczebla panuje względna równowaga

płci, o tyle na najbardziej elitarnych posadach w kręgach

biznesowo-ekonomicznych sytuacja nie przedstawia

się już tak różowo. Dominują tutaj zjawiska o charakterystycznych

nazwach, takich jak powszechnie znany

„szklany sufit” (glass ceiling), oznaczający

nieoficjalny szereg barier i utrudnień

blokujących kobietom drogi osobistego

awansu. Nierozerwalnie łączy

się z nim problem molestowania seksualnego

(fizycznego, psychicznego

lub wyłącznie symbolicznego), seksizmu

(przekonania o wyższości jednej

płci nad drugą) oraz „lepkiej podłogi”,

czyli „przylepienia” kobiet do

określonych stanowisk (najczęściej

o niskim statusie) i niemożności dalszego

rozwoju kariery zawodowej.

W ramach tej obrazowej terminologii

swój termin mają także przedstawiciele

płci męskiej. Dla nich zarezerwowane

są tzw. „szklane ruchome

schody”, pozwalające w przeciwieństwie

do „szklanego sufitu” bez przeszkód

obejmować krok po kroku najwyższe

i najbardziej prestiżowe stanowiska,

często także w zawodach

tradycyjnie przypisanych kobietom.

Z czego wynika ta rażąca nierównowaga

sił? Pracodawcy obawiają się,

że zobowiązania rodzinne kobiet,

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


GOSPODARKA 33

np. choroba dzieci, spowodują częstą

absencję w pracy. Nie chcą również

ponosić ryzyka związanego z zajściem

kobiety w ciążę – twierdzi Klaudia

Kałążna z UAM w Poznaniu, zajmująca

się badaniem pozycji kobiet na polskim

rynku pracy. Zdarza się, że osoby

rekrutujące pytają, czy kobieta nie jest

w ciąży, a nawet żądają zaświadczeń

lekarskich – dodaje.

SAM FREUD NIE DOCENIAŁ KOBIET

Na płaszczyźnie społeczno-kulturowej

wciąż odczuwalne jest echo dawnych

przekonań, że sukces zawodowy,

prestiż i profesjonalna kariera zarezerwowane

są dla mężczyzn. „Słaba płeć”

natomiast nie ma odpowienich predyspozycji,

by osiągać równie wysokie

wyniki. Psychologia społeczna od

lat bada źródła tych krzywdzących stereotypów.

I tak, od zawsze, cechami

reprezentatywnymi kobiet miały być:

życzliwość wobec innych, empatia,

opiekuńczość, duża emocjonalność

czy atrakcyjność fizyczna, mężczyzn

natomiast – znaczące osiągnięcia intelektualne,

sprawność fizyczna, zdolności

przywódcze czy życiowa zaradność.

Kreatywność, będąca obecnie

często poszukiwanym przymiotem

wśród potencjalnych pracowników, już

na przełomie XIX i XX wieku przypisywana

była jedynie mężczynom. Zygmunt

Freud, neurolog i ojciec psychoanalizy,

wiązał jej powstawanie wyłącznie

z energią seksualną (libido), niedostępną

jego zdaniem kobietom.

Nic dziwnego, że kolejne pokolenia

ślepo powielały obowiązujące normy,

a proces socjalizacji skłaniający dziewczynki

do pozostawania w cieniu starszych

braci i kolegów skutecznie je

utwierdzał. Stąd właśnie wywodzą się

współczesne obawy i brak pewności

siebie, zwane fachowo „lękiem przed

sukcesem”. Według badań zapoczątkowanych

już pod koniec lat sześćdziesiątych

przez Martinę Horner objawia

się on dyskomfortem odczuwanym

przez kobiety na wyższych stanowiskach.

Wynika z konieczności przyjmowania

przez nie postaw typowo

„męskich”, takich jak agresja czy

współzawodnictwo. Większość z nich

obawia się w związku z tym utraty społecznej

akceptacji. Sprzeczność polega

na tym, że choć realizują swe ambicje

jako człowiek, nie spełniają się jako

kobiety. Najczęściej rozdarte są pomiędzy

wyborem roli mitycznej Matki-

Polki (strażniczki domowego ogniska,

w którym byt rodzinie zapewnia

mężczyzna), a statusem Superwoman,

desperacko starającej się pogodzić

role matki, żony i kochanki, gospodyni

domowej oraz sumiennej pracownicy

(co często kończy się fiaskiem i prowadzi

do frustracji). Czy jest nadzieja na

zmiany?

ŚWIATEŁKO W TUNELU

Międzynarodowa Organizacja

Pracy, Powszechna Deklaracja Praw

Człowieka, prawo wspólnotowe UE

czy Kodeks pracy to tylko niektóre

z aktów prawnych zapewniających

równouprawnienie płci. Sama Konstytucja

RP poświęca aż kilka artukułów

na to zagadnienie. Na nic jednak suche

paragrafy, jeżeli za duchem prawa

nie podąża praktyka. Jeszcze do niedawna

linia zawodowej kariery przedstawiała

się jako sukcesywnie rosnąca

prosta. Oznaczało to, że od podjęcia

pierwszej pracy aż do emerytury

możliwe było zachowanie jednej lub

kilku posad, zawsze jednak kolejna

nie była niższa od poprzedniej. Obecnie

mamy do czynienia ze zjawiskiem

określanym przez socjologów mianem

„segmentacji biografii zawodowych”.

Dynamika rynku pracy zmusza jego

uczestników do większej elastyczności.

Przewiduje się, że młodzi rozpo-

czynający w tej chwili pracę w ciągu całego swego życia

zawodowego będą musieli aż kilkakrotnie ją zmienić,

często częściowo lub zupełnie się przekwalifikowując.

W tej sytuacji zjawisko podzielenia biografii zawodowych

na kilku- lub kilkunastoletnie okresy stwarza dogodne

warunki dla kobiet decydujących się w pewnym momencie

zawiesić karierę, np. ze względu na macierzyństwo

i wychowywanie dzieci. O ile jeszcze do niedawna taka

czasowa wyrwa w pracy osłabiała znacząco ich pozycję,

a powrót na dawne stanowisko (przy jednoczesnym

zachowaniu dawnej płacy) graniczył z cudem, o tyle dziś

jest to możliwe. Ogólne skrócenie „czasu życia” przedsiębiorstw

i szybsze dezaktualizowanie się kompetencji

i umiejętności zawodowych stwarzają równe szanse.

Wizja zmian w obowiązującym prawodawstwie, świadomości

ludzkiej i praktyce społecznej pozwala przypuszczać,

że stopniowo wyzbędziemy się skostniałych

mechanizmów, a rażąca niesprawiedliwość wobec płci

i stereotypowy podział ról odejdą w niepamięć. Wówczas

przypadki takie jak 25-letniej Joanny z Poznania,

będącej szefową firmy graficznej, z którą zleceniodawca

zerwał współpracę, jako powód podając „nieodpowiedni,

kobiecy punkt widzenia”, odejdą do lamusa.

Miejmy nadzieję, że pozostaną w nim już na zawsze.

NA PŁASZCZYŹNIE SPOŁECZNO-

KULTUROWEJ WCIĄŻ ODCZUWALNE

JEST ECHO DAWNYCH PRZEKO-

NAŃ, ŻE SUKCES ZAWODOWY,

PRESTIŻ I PROFESJONALNA

KARIERA ZAREZERWOWANE SĄ

DLA MĘŻCZYZN. „SŁABA PŁEĆ”

NATOMIAST NIE MA ODPOWIE-

NICH PREDYSPOZYCJI BY OSIĄGAĆ

RÓWNIE WYSOKIE WYNIKI.

Nr 5 2011 GŁOS BIZNESU


34 FELIETON

Czy nowoczesne IT

może być standardowe, dedykowane,

bezpieczne i tańsze?

TEKST | Marcin Bąkowski

Obecny świat składa się

wyłącznie z klientów,

którzy chcą się czuć

wyjątkowo. Klientowi

wyjątkowemu

odpowiada dedykowana

oferta dostosowana

do jego potrzeb.

Producenci dóbr oraz

firmy świadczące

usługi od dłuższego czasu

poszukują złotego

środka pomiędzy posiadaniem

oferty standardowej

(taniej i powtarzalnej)

a oferty

dedykowanej.

MARCIN

BĄKOWSKI

jest prezesem

spółki SINERSIO

POLSKA będącej

właścicielem

SINERSIO

DataCenter

zlokalizowanego

na terenie

Lubuskiego Parku

Technologicznego

INTERIOR

w Nowej Soli.

Wciągu ostatnich 30

lat informatyka, jak

żadna inna z praktycznie

wdrożonych

teorii zarządzania,

zaznaczyła swą obecność we wszystkich

aspektach działalności przedsiębiorstw.

Poczynając od procesów

podstawowych (czy ktoś z Państwa

wyobraża sobie sekretariat bez komputera

czy „nieinternetowe” konto

w banku) na najbardziej zaawansowanych

kończąc, czego przykładem

może być planowanie produkcji.

Informatyka jest zatem dobra, gdy

działa. Ale co w przypadku, gdy działać

przestaje?

Trendy rozwoju gospodarki światowej

wyraźnie wskazują na coraz silniejsze

wykorzystanie IT w życiu i rozwoju

przedsiębiorstw. Te z nich, które

wykorzystują środowiska informatyczne

w bardzo szerokim zakresie, są

narażone na największe straty. Czy istnieje

sposób na ich uniknięcie?

Dostawcy IT od dłuższego już czasu

oferują rozwiązania, które określone

mogą być paradoksalnie jako dedykowana

standaryzacja. Dodatkowo są

one bezpieczniejsze i tańsze od stosowanych

do tej pory.

Bardzo dobrym przykładem na to

może być usługa outsourcingu wydruków.

Firma z niej korzystająca nie jest

właścicielem drukarek, a co z tym jest

związane – nie ponosi inicjalnego

kosztu ich zakupu, nie musi ich również

amortyzować. Wykorzystywane

drukarki są zawsze troszkę lepsze

i przez to bardziej niezawodne od

tych, które sama by kupiła. W przypadku

awarii, umowa gwarantuje

bardzo szybkie dostarczenie nowej

drukarki. Serwis jest tańszy, bo świadczony

przez wysoko wykwalifikowanych

serwisantów, których koszty

utrzymania dzielą się pomiędzy wszystkie

obsługiwane podmioty. I co najważniejsze:

płacimy za rzeczywiście wydrukowane

materiały. Rozliczenie odbywa

się z dokładnością co do jednej strony.

Oferta jest standardowa? Jak najbardziej

tak (typowe urządzenia, typowe

procesy obsługi). Dedykowana? Oczywiście

(różne urządzenia dla różnych

klientów, różne tryby obsługi serwisowej).

Bezpieczna? Jasne (wysoki

poziom obsługi serwisowej). Tańsza?,

Z pewnością (płatność, co ważne, za

usługę, obejmuje tylko to, co rzeczywiście

wydrukowaliśmy).

Ofertą w skali makro są usługi świadczone

przez obiekty zwane Centrami

Przetwarzania Danych (Data Center).

Są to specjalnie zaprojektowane

i wybudowane obiekty przeznaczone

do lokowania i rozwoju w ich obrębie

środowisk informatycznych. Przedsiębiorstwa

korzystające z tej usługi

(wszystko oferowane jest jako usługa)

mają możliwość zakupu, dzierżawy,

wynajmu, leasingu kompletnego rozwiązania

o czasie trwania liczonym

nawet jako jedna godzina (!).

Usługa składa się z:

• warstwy sprzętowej (serwery,

macierze, łącza telekomunikacyjne),

• warstwy programowej (oprogramowanie,

firewall),

• warstwy utrzymaniowej (gwarantowane

przyłącza prądowe, baterie,

generatory, systemy klimatyzacji

precyzyjnej),

• warstwy serwisowej (wyspecjalizowana

obsługa pracująca

w trybie całodobowym),

• warstwy bezpieczeństwa fizycznego

(systemy detekcji i gaszenia

pożaru, antywłamaniowe

i antynapadowe, telewizja przemysłowa).

Informatyka oferowana z Data

Center jest zatem nareszcie standardowa,

dedykowana, bezpieczna

i tańsza.

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


FELIETON 35

Pierwszy

dzień w pracy

Proces rekrutacji nareszcie zakończył się sukcesem. Poszukiwania trwały kilka

tygodni, ale w końcu udało nam się znaleźć kandydata, który ma odpowiednie

wykształcenie, doświadczenie i wiedzę, nabytą w toku tego doświadczenia

nabył, włada obcymi językami, ma sukcesy w swojej dziedzinie i byliśmy

w stanie zaproponować mu satysfakcjonujące wynagrodzenie.

TEKST | Dorota Krakowiak

Odczekaliśmy ustawowy

okres wypowiedzenia,

gdyż poprzednia firma

nie chciała wcześniej

pozwolić odejść najlepszemu

fachowcowi. I wreszcie mamy

– nasz Nowy, tak go nazwijmy, przyszedł

do pracy. Jak niemal wszyscy nowi pracownicy,

przybył do nowej pracy bardzo

zmotywowany, pełen energii i zapału

do osiągania postawionych przed nim

celów, ale też pełen nadziei, że nowa

praca pozwoli mu się rozwijać i zaspokajać

swoje ambicje. Miał też poczucie

sukcesu, bo w końcu, było – nie było,

wygrał tą wieloetapową rekrutację i to

na niego jego nowy pracodawca postawił,

wierząc, że sprosta wymogom stanowiska

i firmy.

Po załatwieniu formalności w Dziale

Kadr i odebraniu narzędzi pracy naszym

Nowym miał się zająć jego bezpośredni

przełożony. Obowiązki nie pozwoliły

mu jednak na poświęcenie Nowemu

nawet jednego, całego dnia. Był jednak

przekonany, że Nowy jako osoba

z dużym doświadczeniem, samodzielna

i łatwo nawiązująca kontakty

międzyludzkie sam szybko przystosuje

się do nowych warunków i wtopi

w kulturę organizacji. Cele, które

przed Nowym zostały postawione,

były ambitne, ale – jak sądził jego przełożony

– z pewnością przez Nowego

do zrealizowania. Po miesiącu, kiedy

ponownie się spotkali, okazało się, że

cele nie zostały osiągnięte, zespół nie

zaakceptował nowego przełożonego,

a i sam kandydat, a teraz pracownik,

nie jest już tak zmotywowany jak

pierwszego dnia, wręcz przeciwnie,

jest zniechęcony i coraz częściej zastanawia

się, czy dobrze zrobił, decydując

się na zmianę pracy. Czyżby błąd

został popełniony w procesie rekrutacji?

Wydaje się, że nie. Błąd został

popełniony w procesie wdrażania

nowego pracownika. Zgodnie z teorią

przywództwa Kena Blancharda dobry

menedżer powinien umieć dostosować

odpowiedni styl kierowania do

sytuacji i potrzeb pracownika. Błędem

jest stosowanie delegującego stylu,

jak w powyższym przypadku, do nowo

zatrudnionego pracownika. Nawet

wtedy, kiedy nowy pracownik jest

wybitnym fachowcem w swojej dziedzinie,

osobą samodzielną z dużym

doświadczeniem (czy to eksperckim,

czy menedżerskim), w pierwszym

tygodniach pracy potrzebuje stylu

nakazowego, czyli dokładnie określonych

zadań, oczekiwań i terminów.

Jak zatem powinno wyglądać wdrożenie

nowego pracownika? Moim zdaniem

każdy nowo zatrudniony pracownik

powinien mieć swojego opiekuna,

do którego będzie mógł się

zwrócić z problemami i który będzie

czuwał nad realizacją procesu adaptacyjnego.

Może to być ktoś z działu

personalnego lub bezpośredni przełożony.

W proces adaptacji powinien

być zaangażowany zespół, który przekaże

informacje organizacyjne, ale

także wprowadzi w strukturę mniej

formalną. Ważne jest też, żeby wdrożenie

było ściśle zaplanowane i żeby

pracownik wiedział, czego, od kogo

i w jakim czasie musi się dowiedzieć,

a także według jakich kryteriów i w jakich

terminach będzie oceniany przez swojego

przełożonego, bo to już do niego

należy niewątpliwie ten obowiązek.

Jednego jestem pewna – wdrożenie

nowego pracownika to jedno

z ważniejszych zadań stojących przed

menedżerami. Od nich zależy, jak

długo będzie trwał proces adaptacji

nowego pracownika i jak szybko

będzie on efektywnie pracował. I tego

procesu nie można odwlekać ani przekładać

na inny czas. Motywacja pierwszego

dnia trwa tylko jeden dzień

i rządzi się tym samym mechanizmem,

co mechanizm utraconego klienta.

Trzeba będzie włożyć dwa razy tyle

wysiłku i dwa razy tyle czasu, aby

z powrotem uzyskać ten poziom zaangażowania,

a i tak nie mamy pewności,

czy to nam się uda.

DOROTA

KRAKOWIAK

jest managerem

i trenerem

z wieloletnim

doświadczeniem

w obszarze HR,

organizacji

i zarządzania.

Nr 5 2011 GŁOS BIZNESU


36 LIFESTYLE

Spełnione

marzenia

Większość ludzi rozmarza się na samą myśl

o podróżowaniu po świecie. To skutecznie motywuje

do realizacji planów. A jeśli pracownikom takie

marzenia zrealizuje własna firma w ramach wyjazdu

incentive? Czy nie zwiążą się z nią „na dobre i na złe”?

O wyjazdach, roli emocji i wrażeń rozmawiamy

z RADOSŁAWEM KASPRZAKIEM, podróżnikiem,

organizatorem wyjazdów incentive.

ROZMAWIAŁ | Andrzej Strykowski

atrakcyjny dla nich, w następnych

latach zmotywuje ich do tego, aby

jeszcze bardziej walczyć o ten wyjazd

i jeszcze bardziej związać się z daną

firmą.

JAKIE BYŁY NAJCIEKAWSZE IMPREZY,

NAJLEPIEJ WSPOMINANE PRZEZ

WASZYCH KLIENTÓW?

Imprezy najlepiej wspominane to

takie, w których udało się nam wykrzesać

z klientów coś więcej niż sam

udział, zmusić ich do pewnego wysiłku

związanego z poznaniem świata,

z przekroczeniem pewnych granic,

gdzie ci pracownicy czy klienci nie

byli do końca pewni, czy chcą w tym

uczestniczyć, lub zgodzić się na udział

a potem okazywało się, że oddaliby

wszystkie pieniądze, aby to powtórzyć.

JAKIŚ PRZYKŁAD?

W zasadzie organizujemy imprezy

we wszystkich zakątkach świata, co

daje nam nieograniczone możliwości,

takie jak np. lot myśliwcem MIG,

skoki spadochronowe z instruktorem,

raftingi, katamarany, rajdy samochodowe.

Z nami można zasiąść za kierownicą

samochodu serii NASCAR

i gnać po torze z prędkością przekraczającą

300 km/h, czyli prawie tak

szybko jak Formuła 1 i to za kierownicą,

a nie w formie pasażera. To klient

wyznacza nam granice, w których

musimy działać.

CZYM TAK NAPRAWDĘ JEST INCENTIVE?

Incentive to tak naprawdę nic innego jak

motywacja. Mówimy tutaj o motywacji pracownika

bądź też partnera biznesowego do

wzmożonej pracy, do wzmożonej współpracy

z daną firmą. Organizowanie wszelkiego rodzaju aktywności,

wyjazdów, przede wszystkim zagranicznych, mających

na celu zmotywowanie pracownika do cięższej pracy,

do większego wysiłku, do zdobywania tej nagrody, którą

jest właśnie wyjazd zagraniczny. Mówimy tutaj głównie

o pracownikach, ale dotyczy to również partnerów biznesowych,

zdobywania ich, przede wszystkim, lojalności,

zdobywania nowych płaszczyzn, aby ci klienci nie szukali

nowych partnerów. Wyjazdy incentive motywują do

zwiększenia wysiłku i przekładają się na wzrost wyników

nawet o 30%. Najbardziej zbliżają ludzi wspólne przeżycia,

im bardziej ekstremalne, niezwykłe, tym silniejsza

powstanie więź i tematy do wielu rozmów, już nie tylko w

oficjalnych relacjach.

CZYM TAKIE WYJAZDY RÓŻNIĄ SIĘ OD NORMALNEJ

OFERTY TURYSTYCZNEJ?

Nie można ich mylić z typowymi wczasami, incentive

GDZIE W POLSCE SĄ MIEJSCA JESZCZE

NIEODKRYTE?

Staramy się robić dużo wyjazdów

właśnie do wschodniej części kraju,

dlatego że pięknie można łączyć na

przykład Bieszczady, z Ukrainą, gdzie

na Ukrainie mamy chociażby Czarnobyl,

który również proponujemy do

zwiedzania. Można również zorganizować

manewry wojskowe, podsą

wyjazdami szytymi na miarę pod

danego klienta: czyli wysoce wyspecjalizowane

wyjazdy o dokładnie określonych

celach. Kierunek wyjazdu,

atrakcje – wszystko zależy od firmy,

dla której się to robi.

CZYLI RÓWNIEŻ NIE MOŻNA ICH

POMYLIĆ Z TYPOWĄ IMPREZĄ INTE-

GRACYJNĄ?

W wyjeździe typu incentive najważniejsze

sa emocje i przeżycia uczestnika.

Impreza integracyjna nie niesie

ze sobą takiego ładunku emocji.

Wyjazdy incentive są też bardzo

często wyróżnieniem dla najlepszych,

nie jadą na nie wszyscy pracownicy

czy partnerzy biznesowi. To jest cel

roczny czy półroczny, nagroda, do

której się dąży. Musi być bardzo atrakcyjna,

żeby komuś się chciało do niej

aspirować. Nie może to być przysłowiowy

„Egipt”. Jeżeli ten wyjazd jest

A DLACZEGO NIE „EGIPT”? CO TRZEBA

BY UWZGLĘDNIĆ W PLANIE WYJAZDU,

ABY I TEN MASOWY KIERUNEK BYŁ

ATRAKCYJNY?

Z czym Panu kojarzy się Egipt? Co

można według Pana robić w Egipcie?

ZWIEDZANIE PIRAMID, DOLINY

KRÓLÓW CZY REJS NILEM…

A my w rozmowie z klientem przedstawiliśmy

ofertę rajdu jeepami po

czarnej i białej pustyni, noclegi w nielicznych

oazach. To jest zupełnie inny

Egipt, o którym większość ludzi nie

słyszała. I nam właśnie o to chodzi,

Aby w danych państwach znaleźć te

miejsca, o których mało kto wiedział.

Mówiąc wprost – miejsca, które są

swoistymi brylantami na tle tych najbardziej

popularnych miejsc w danym

kraju. W Polsce takich „brylantów”

również nie brakuje.

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


LIFESTYLE 37

czas których można zasiąść za sterami

czołgu czy postrzelać z broni maszynowej,

następnie się powspinać.

ZAPEWNE TERAZ KAŻDY, KTO

CZYTA NASZĄ ROZMOWĘ, MYŚLI, ŻE

CHCIAŁBY, ABY JEGO FIRMA RÓWNIEŻ

COŚ TAKIEGO ZORGANIZOWAŁA. ALE

JAK SIĘ DO TEGO ZABRAĆ?

Lepiej organizację takiego wyjazdu

zlecić ludziom, którzy mają w tym

doświadczenie, zaproponują sprawdzone

rozwiązania w pewnych miejscach.

Po podpisaniu umowy zabieramy

przedstawiciela firmy na objazd

zaproponowanych miejsc, przechodzimy

wszystkie etapy wycieczki

razem, korygując plan na bieżąco.

Musimy także pamiętać że za incentive

płacimy z góry, żadna firma zagraniczna,

tym bardziej w krajach bardzo

odległych, nie zgodzi się na płatność

po wydarzeniu. Dlatego też mamy

system ubezpieczeń takich imprez na

wypadek nieprzewidzianych zdarzeń.

Na początku współpracy sporządzamy

brief, w którym klient opisuje

najważniejsze informacje – na ile

osób ma być przygotowany wyjazd,

jaki przewiduje budżet (oczywiście

budżet możemy doradzić w zależności

od rodzaju imprezy) oraz informacje

odnośnie wieku, płci uczestników,

w jakich krajach wcześniej uczestnicy

byli, ponieważ istotne jest, aby nie

dublować takich wyjazdów. Następnie

jest spotkanie, krótki wywiad,

parę pytań z naszej strony i przystępujemy

do tworzenia oferty. Najczęściej

oferta składa się z dwóch,

trzech kierunków, zawierających

odpowiedni program dla uczestników.

Standardowa oferta na incentive,

przygotowywana jest przez

około dwa tygodnie. Należy pamiętać,

że zawiera ona wiele kosztów,

które trzeba przeliczyć, skonfrontować

wszystkie za i przeciw i rzetelnie

zredagować taką ofertę, dlatego

też jeżeli ktoś życzy sobie otrzymać

ofertę w ciągu dwóch, trzech dni, nie

jest to możliwe.

A potem pozostaje… realizacja

wyjazdu i spełnianie marzeń uczestników.

Czy może być coś bardziej motywującego

niż spełnianie marzeń?

RADOSŁAW

KASPRZAK

Podróżnik,

organizator

i doradca w

zakresie Incentive.

Specjalista

w zakresie

planowania

podróży oraz

wyjazdów

motywacyjnych.

reklama


38 LIFESTYLE

Duńczyk

dodaje skrzydeł

Zino Davidoff, założyciel marki, i jego partner, dr Ernst Schneider,

dzięki któremu marka „Davidoff” stała się światowa, byli dwoma

niezwykle kreatywnymi wizjonerami stojącymi na czele Oettinger

Davidoff Group. Po dr. Reto Cina, który jako CEO kierował przedsiębiorstwem

od 1998 do początku 2011 roku, za sterem stanął

Hans-Kristian Hoejsgaard. Poszczególne stacje w dotychczasowej

karierze zawodowej 53-letniego Duńczyka to lista międzynarodowo

uznanych marek. Dla takich firm, jak Timex, Georg Jensen, Lancaster,

Guerlain i Seagram, Hoejsgaard pracował w Europie, USA i Azji.

SMOKERS CLUB spotkał się w Szwajcarii z nowym szefem przedsiębiorstwa

odnoszącego sukcesy na międzynarodowych rynkach.

TEKST | Alfred Damberger, Frank Hidien

Przedruk z magazynu „Smokers Club”

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


LIFESTYLE 39

SPOSÓB, W JAKI PRE-

ZENTOWANA JEST MAR-

KA, MUSI TRAFIAĆ NIE

TYLKO DO ELITARNEJ

GRUPY KONESERÓW,

LECZ ODZWIERCIEDLAĆ

STYL ŻYCIA, JAK STAŁO

SIĘ TO W PRZYPADKU

SZAMPANA.

CZY PALIŁ PAN CYGARA PRZED

PRZEJŚCIEM DO DAVIDOFFA?

HANS-KRISTIAN HOEJSGAARD:

Pewnie Pan wie, że moja rodzina

posiadała przedsiębiorstwo

tytoniowe, tak więc od samego początku

związany byłem z tą branżą. Moim pierwszym

cygarem było „Caminante”. Obecnie

palę oczywiście cygara „Davidoff” i jestem

pod ogromnym wrażeniem limitowanych

cygar jubileuszowych z niepowtarzalną mieszanką

tytoniową. Są one jednak niestety limitowane,

dlatego z reguły, w zależności od

tego, jaki mam nastrój, palę „Davidoff Millenium

Blend Robusto”, „Davidoff Puro d'Oro

Magnificos” lub „Camacho Diploma”.

DOBYŁ PAN SZEROKIE, MIĘDZYNARO-

DOWE DOŚWIADCZENIE ZAWODOWE

W ZAKRESIE PRODUKTÓW MARKO-

WYCH. KTÓRE Z DOTYCHCZASOWYCH

DOŚWIADCZEŃ MOŻE PAN WYKORZY-

STAĆ W PRACY DLA MARKI DAVIDOFF?

Stabilność marki luksusowej oraz przekonujące

pozycjonowanie jej na międzynarodowych

rynkach, w odniesieniu do jakości

i image'u, to mój najwyższy priorytet. Przy

tym stawiam na autentyczność marki, kontynuując

tradycję jej założyciela, Zino Davidoffa.

Sposób, w jaki prezentowana jest

marka, musi nie tylko trafiać do elitarnej

grupy koneserów, lecz odzwierciedlać styl

życia, jak stało się to w przypadku szampana.

Tak jak szampan jest nieodzowny przy

świętowaniu szczególnych okazji, chcielibyśmy,

by w takich sytuacjach nieodzowne

stały się produkty marki „Davidoff”.

W szczególności moje doświadczenia zebrane

w Azji pokazały mi, jak ogromny wpływ

mogą wywierać marki na światowe rynki.

CZUJE SIĘ PAN OGRANICZONY PRZEZ

NIETYPOWE DLA PANA POLITYCZNE

RESTRYKCJE CZY TEŻ JEST TO WYZWA-

NIE, KTÓRE STANOWI POLE DO POPISU

DLA KREATYWNOŚCI?

Dla mnie szklanka jest zawsze w połowie

pełna, a nie w połowie pusta. Dla przykładu,

Stany Zjednoczone to ogromny rynek

z 46 milionami palaczy cygar, mimo politycznych

i społecznych ograniczeń. Podczas

gdy palacze papierosów są, nawet bardziej

niż w Europie, spychani na margines,

palenie cygar jest zwyczajem całkowicie akceptowanym

lub wręcz wysoko ocenianym

przez amerykańskie społeczeństwo. Koneserów

nigdy nie brakowało, a liczba tych,

którzy chcą sobie czasami na coś pozwolić,

stale rośnie. W ostatnim czasie powstała

nowa grupa konsumentów między 25. a 38.

rokiem życia, którzy nigdy jeszcze nie palili,

ale są otwarci na produkty luksusowe. Obok

marki „Davidoff” duży, międzynarodowy

potencjał dostrzegamy w markach „Winston

Churchill” i „Camacho”. Są one bardzo samodzielne; „Winston

Churchill” to wspaniała nazwa marki, a sam produkt cechuje

się oczywiście wysoką jakością, natomiast marka „Camacho” odniosła

już ogromny sukces na amerykańskim rynku. Kolejnym obszarem

stanie się sprzedaż w strefie bezcłowej. Ludzie coraz więcej

podróżują, a w tym obszarze restrykcje polityczne nie stanowią

takiego problemu jak na wielu rynkach.

JAKĄ POZYCJĘ ZAJMUJE MARKA „DAVIDOFF” NA ŚWIECIE?

W zakresie cygar premium marka „Davidoff” znajduje się wśród

pięciu najczęściej sprzedawanych na świecie. Gdyby skoncentrować

się tylko na segmencie wysokich cen, rywalizujemy z kubańskimi

cygarami o pierwsze miejsce.

W segmencie premium obok „Davidoff” istnieją inne bardzo dobre

marki. Mają one jednak znaczenie rynkowe tylko w określonych

regionach świata. Jedyna globalna marka cygar premium to

„Davidoff”. Obok niej w światowej sprzedaży znajduje się tylko

Havanna. Prawidłowość tę można doskonale stwierdzić na podstawie

asortymentu sklepów bezcłowych. Tu, na regałach, po

jednej stronie znajdują się kubańskie marki „Cohiba”, „Montecristo”,

„Partagas” itd., a po drugiej stronie „Davidoff”. Habanos to

poza tym nie marka, ale rodzaj cygar z całą paletą produktów. W

tym miejscu chciałbym wspomnieć, że USA to nasz największy

rynek, na którym Kuba z powodu nałożonego embargo, nie ma

racji bytu. Przypuszczam jednak, że embargo może zostać zniesione

dużo wcześniej, niż wszyscy przewidują. Na to musimy być

przygotowani.

CZY DAVIDOFF CHCIAŁBY WRÓCIĆ NA KUBĘ?

Oczywiście „Davidoff” wróciłby na Kubę, gdyby sytuacja w tym

kraju się polepszyła. Nasza produkcja na Dominikanie będzie na

pewno kontynuowana. Ale również cygara „Camacho”, które produkowane

są także w Hondurasie, stanowią w naszym programie

markę o odmiennym smaku i sposobie prezentacji.

1 SIERPNIA 2009 R. OETTINGER DAVIDOFF GROUP ROZPO-

CZĘŁA SPRZEDAŻ FABRYCZNIE PRODUKOWANYCH CYGAR

MARKI „DAVIDOFF” NA CAŁYM RYNKU W NIEMCZECH. CZY

PRZEZ TO ZNACZĄCO ZWIĘKSZYŁ SIĘ POPYT NA MARKĘ

„DAVIDOFF”?

Była to ze wszech miar dobra decyzja. Ogromny sukces potwierdził

nasze przewidywania. Od sierpnia 2009 r., dzięki rozpoczęciu

sprzedaży fabrycznie produkowanych cygar, podwoiliśmy nasze

obroty.

Ponadto, co w efekcie jest tak samo ważne, decyzja ta bardzo pomogła

całej marce „Davidoff”, ponieważ dzięki temu jeszcze dobitniej

wdarła się w świadomość konsumentów. Poprzez cygaretki

Davidoff Cigarillos i cygara z krótką wkładką Davidoff Short

Filler coraz więcej koneserów cygar wkracza do świata miłośników

marki „Davidoff”. Wielu z nich rozpoczyna przygodę z cygarami

od cigarillos i cygar z krótką wkładką, by odkryć wreszcie te

z długą wkładką – ręcznie produkowane Davidoff Long Filler.

Cygara i cygaretki Davidoff są obecne na rynku polskim od 2006 roku. Więcej na temat cygar na www.ttipoland.pl

Nr 5 2011 GŁOS BIZNESU


40 LEKTURA DLA BIZNESMENA

WINNY ETATYZM

ODWAŻNE WYBORY

FIRMA W PIGUŁCE

KSIĄŻKI DO

WYGRANIA!

Jeśli chcą Państwo

otrzymać od „Głosu

Biznesu” jedną

z prezentowanych

tutaj książek,

proszę wysłać maila

na adres

redakcja@glos-biznesu.pl,

w nagłówku maila

wpisując „KSIĄŻKA”.

Nagrody wyślemy

dziesięciu pierwszym

osobom, które

prześlą zgłoszenia.

John B. Taylor

„Zrozumieć kryzys finansowy.

Przyczyny, skutki, interpretacje”

Co spowodowało kryzys finansowy?

Co go przedłużyło? Co spowodowało

jego dramatyczne pogorszenie

się ponad rok po załamaniu rynku?

John B. Taylor, jeden z najwybitniejszych

współczesnych makroekonomistów,

udowadnia na podstawie wyników

dwuletnich badań, że najważniejsza

odpowiedź na te trzy pytania

brzmi: działania i interwencje państwa.

„Spowodowały go poprzez odejście

od historycznych precedensów i zasad

ustalania stóp procentowych, które

sprawdziły się przez ostatnie 20 lat.

Przedłużyły go przez mylną diagnozę

problemów na rynkach kredytów bankowych

i w ten sposób niewłaściwie

przeciwdziałając poprzez koncentrację

na płynności, a nie ryzyku. Pogorszyły

go poprzez wspieranie niektórych

instytucji finansowych i ich wierzycieli,

a innych nie, na zasadach zaimprowizowanych

ad hoc, bez jasnych

i zrozumiałych reguł” – tłumaczy autor.

Jest on wyjątkowo kompetentną osobą

do omawiania kwestii kryzysu finansowego.

Ma wieloletnią praktykę w dziedzinie

prowadzenia polityki pieniężnej

i w doradzaniu bankom centralnym.

Jest twórcą powszechnie stosowanej

reguły Taylora i innych zasad prowadzenia

polityki pieniężnej.

We wstępie do polskiego wydania

prof. Leszek Balcerowicz zauważa, że

nawet w przypadku kryzysu nie we

wszystkich krajach wprowadzane są

konieczne a niepopularne reformy.

Książka Johna B. Taylora, adresowana

dla wyższej i średniej kadry menedżerskiej,

inwestorów, analityków i doradców,

jest więc ważna również w kontekście

przewidywanej kolejnej fali

kryzysu.

Luda Kopeikina

„Same słuszne decyzje”

„Nie masz celu, zejdź z boiska” – tak

zatytułowała jeden z rozdziałów autorka.

Wybór właściwej drogi w zarządzaniu

firmą jest kluczowy dla podejmowanych

potem cząstkowych decyzji. A droga

warunkowana jest celem. Zaczynamy

więc od niego, potem budujemy drogę

z setek codziennych decyzji. Co pomoże

nam dokonywać właściwych wyborów?

Odpowiedzi na często pojawiające się

wątpliwości warto poszukać w książce

„Same słuszne decyzje” Ludy Kopeikiny.

Książka pozwala m. in.: nabrać wprawy

w wybieraniu właściwej opcji, łatwo

określić odpowiedni kontekst dla decyzji,

upraszczać i zawężać zakres możliwości

poprzez dokładną analizę priorytetów.

Autorka napisała książkę dzięki ścisłej

współpracy z Jackiem Welchem, Larrym

Bossidym i innymi legendami świata biznesu,

a także dzięki wynikom przełomowych

badań nad procesem podejmowania

decyzji przez wyższe kadry kierownicze.

Na ich podstawie stworzyła zestaw

praktycznych i sprawdzonych metod

dokonywania wyborów. Jest to więc „lektura

obowiązkowa” każdego menedżera

i przedsiębiorcy. „Członkom wyższej

kadry kierowniczej płaci się za podejmowanie

decyzji, które są czasami przykre

i budzą sprzeciw. Gdyby było inaczej,

zostałyby podjęte od razu. Dokonanie

słusznego wyboru wymaga odwagi, by

zająć stanowisko, przed którym inni się

wzbraniają” – aby obronić swoją decyzję

potrzebujemy sami uwierzyć w jej słuszność,

tłumaczy Luda Kopeinina, wykładowca

MIT, dyrektor generalny Noventra

Corporation.

Dom Wydawniczy Rebis,

Poznań 2011

Nic Peeling

„Negocjacje. Co dobry negocjator

wie, robi i mówi”

„Kiepscy negocjatorzy płacą

ogromną cenę. Gdy w grę wchodzą

zakupy, powyższe stwierdzenie należy

traktować jak najbardziej dosłownie.

Wiele spośród sytuacji decydujących

o twoim losie opiera się na uzgadnianiu

z innymi ludźmi warunków

pewnej wymiany. (…) Urodzeni negocjatorzy

należą do rzadkości. Niewielu

jest szczęśliwców, którzy nie boją się

negocjacji i cieszą się z każdej możliwości

zawarcia kolejnej korzystnej

umowy” – pisze we wstępie autor

książki. „Negocjacje” to jak instrukcja

do gry, bo jak twierdzi Nic Peeling,

„negocjacje najlepiej traktować jako

swego rodzaju grę. Jeśli przystępujesz

do rozgrywki, nie znając jej zasad, rzeczywiście

masz się czego bać”. Znając

reguły gry, wystarczy dopasować je

do swojej obecnej sytuacji. Jeśli ktoś

nie potrafi się targować, to dzięki tej

książce może się nauczyć, jak: dobierać

oraz stosować najważniejsze strategie

i taktyki negocjacyjne, opanować

stres i nie okazywać emocji, unikać najczęściej

popełnianych błędów, ustanowić

relacje z drugą stroną, osiągnąć

porozumienie i zakończyć negocjacje.

Książka jest przeznaczona dla tych

wszystkich, którzy mogą się znaleźć

w sytuacji wymagającej negocjacji,

czy to z partnerami biznesowymi,

czy z rodziną, znajomymi, sąsiadami.

Po gruntownym zapoznaniu się z jej

treścią wystarczy tylko dopracować

poszczególne elementy w praktyce.

Nic Peeling pracował przez wiele lat

jako menedżer operacyjny w jednej

z największych na świecie firm branży

obronności i bezpieczeństwa, za

swoje osiągnięcia otrzymał nagrodę

brytyjskiej królowej.

Wydawnictwo Naukowe PWN,

Warszawa 2010

Polskie Wydawnictwo Ekonomiczne

Warszawa 2010

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


Czy wiesz, że

sklep z kursami on-line

Edustacja.pl to:

największy sklep internetowy z kursami on-line w Polsce?

wybór 1000 szkoleń on-line w języku polskim, angielskim,

niemieckim, hiszpańskim i francuskim?

26 tematycznych kategorii szkoleń?

największa oferta dostawców szkoleń on-line z kraju i z zagranicy?

kursy opracowane przez światowej sławy specjalistów?

Wejdź na

www.sklep.edustacja.pl

i znajdź coś dla siebie!

30% rabatu na szkolenie on-line z Google Adwords.

Wyślij maila na adres elearning@edustacja.pl w treści wpisując GB 30% rabat.

Cena szkolenia po rabacie to 206,64 zł brutto.

Więcej informacji o szkoleniu www.adwords.edustacja.pl


42 WYDARZENIE

Koncert

W przeddzień Mikołajek,

5 grudnia br. odbędzie się

w Poznaniu kolejny już,

IV charytatywny koncert

„Wielkopolska Wrażliwa”.

Dzięki wsparciu organizacji

biznesowych oraz wielkopolskich

przedsiębiorców, o godz.

19.00 w Auli UAM w darze

dla Fundacji PATRIA, zajmującej

się rehabilitacją chorych

dzieci, wystąpią znani soliści

z towarzyszeniem orkiestry

Akademii Muzycznej

w Poznaniu.

Kontynuując tradycję grudniowych spotkań

muzycznych, jak co roku Fundacja organizuje

świąteczno-mikołajowy koncert, z którego

dochód zostanie przeznaczony na pomoc

dzieciom niepełnosprawnym, a przede

wszystkim dzieciom z porażeniami mózgowymi i innymi

trwałymi uszkodzeniami centralnego układu nerwowego,

niechcianym i odrzuconym. Dzięki wielkoduszności

poznaniaków oraz wielkopolskich przedsiębiorców,

którzy przyczynili się do sukcesu ubiegłorocznego koncertu,

Fundacja PATRIA została wsparta kwotą niemal

80.000 zł oraz rozpoczęła budowę pierwszego domku

dla kuracjuszy. Dzięki temu mogła zacząć prace na Republiką

Uśmiechu – akcją wakacyjną dla dzieci niepełnosprawnych

z domów dziecka, które od początku lata bieżącego

roku uczestniczyły w Imiołkach w turnusach integracyjnych.

Również w tym roku, wielkopolskie środowiska biznesowe

nie zapominają o podopiecznych Fundacji

i włączają się w pomoc przy organizacji Koncertu. W

jego organizację włączyli się bezinteresownie przedstawiciele

Loży Wielkopolskiej BCC. Dzięki ich działa-

niom patronat honorowy nad koncertem

objęli: Wojewoda Wielkopolski

Piotr Florek, Marszałek Województwa

Wielkopolskiego Marek Woźniak

oraz Rektor UAM prof. Bronisław Marciniak.

Grudniowy koncert „Wielkopolska

Wrażliwa” poprowadzą tradycyjnie

Ewa Siwicka oraz Tadeusz Zwiefka.

W tym roku w Auli zabrzmi muzyka

poważna. Wystąpi orkiestra Akademii

Muzycznej w Poznaniu pod dyrekcją

Marcina Sompolińskiego oraz soliści

: Katarzyna Hołysz – sopran, Mousa

Duke N’Kuna – tenor oraz Marek M.

Gasztecki – bas. Całkowity dochód

uzyskany ze sprzedaży biletów przekazany

zostanie Fundacji PATRIA,

która w miejscowości Imiołki nad

jeziorem Lednica buduje dla swoich

podopiecznych całoroczne centrum

rehabilitacyjne. Michał Wojtczak,

prezes Fundacji PATRIA podkreśla,

że organizacja takiego przedsięwzięcia

nie byłaby możliwa bez ogromnej

życzliwości i pomocy ze strony wielu

osób, instytucji i firm z Poznania oraz

całej Wielkopolski.

Z limitowanej puli 850 biletów

przygotowanych przez organizatorów

ponad połowa zostanie przeznaczona

do zakupu przez firmy zrzeszone w

wielkopolskich organizacjach biznesowych,

m.in. w Loży Wielkopolskiej

BCC, Lions Club Patria Poznań, Wielkopolskiej

Izbie Budownictwa oraz

Wielkopolskim Związku Pracodawców.

Ich wsparcie oznacza dla Fundacji

pomoc finansową w wysokości

ponad 60.000 zł. Pozostałe bilety

przekazane zostaną do publicznej

sprzedaży i można je będzie nabyć w

kasach poznańskiego CIM.

DZIĘKI SUKCESOWI UBIEGŁO-

ROCZNEGO KONCERTU

FUNDACJA PATRIA UZYSKAŁA

WSPARCIE NIEMAL 80.000 ZŁ.

Serdecznie zapraszamy do udziału w koncercie i wsparcia szczytnej idei pomocy

dzieciom. W sprawie biletów prosimy o kontakt z Anną Lisewską, Dyrektor Loży

Wlkp BCC, tel 512 362 670. „Głos Biznesu” jest patronem medialnym koncertu.

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


Asysta z Wielkopolskiego Instytutu Jakości

Kompleksowo doradzamy:

• jak przygotowywać dokumenty lub umowy w ramach prowadzenia

działalności gospodarczej?

• jak opracowywać plany marketingowe oraz kształtować wizerunek

i markę firmy?

• jak usprawniać zarządzanie organizacją?

• jak wybierać najkorzystniejsze źródła finansowania oraz jak wypełniać

dokumenty dla instytucji finansujących w ramach kredytów, pożyczek, itp.?

usługa odpłatna jest tylko w 5%

pozostałe 95% kosztów stanowi pomoc de minimis.

Maksymalny koszt dla przedsiębiorcy to 120zł

za

24 godziny doradztwa i konsultacji.

Nasi wykwalifikowani Konsultanci

w ramach pilotażowego projektu PARP

„Asysty-doradztwa w prowadzeniu działalności gospodarczej”

mają możliwość wsparcia przedsiębiorców.

Zapraszamy

Wielkopolski Instytut Jakości Sp. z o.o.

ul. Szelągowska 49, 61-626 Poznań

tel. (061) 852 23 78, (061) 855 39 90

fax (061) 855 39 92

www.wnj.pl

Projekt jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego


44

KRONIKA

Spotkanie z wielkopolskimi kandydatami do parlamentu

Tuż przed wyborami parlamentarnymi Loża Wielkopolska

wspólnie z Wielkopolskim Klubem Kapitału na spotkanie

z wielkopolskimi przedsiębiorcami zaprosiła kandydatów

do parlamentu w nadchodzącej kadencji z wiodących partii

politycznych. Spotkanie było doskonałą okazją do osobistego

poznania kandydatów oraz dyskusji na tematy ważne dla

przedsiębiorców.

Spotkanie wspólnie prowadzili

Marian Nickel – Kanclerz Loży Wielkopolskiej

– oraz Andrzej Głowacki – Prezes

Zarządu DGA S.A., którzy na wstępnie

powitali przybyłych na spotkanie

kandydatów do parlamentu. Z ramienia

Platformy Obywatelskiej w spotka-

Burmistrz miasta Stanisław Wilczyński

osobiście przywitał grupę w budynku

Urzędu Miejskiego. Tam przedsiębiorcy

mogli przekonać się o przyjaznym

nastawieniu gminy do inwestorów,

która jednocześnie oferuje liczne

atrakcyjne możliwości spędzania

wolnego czasu. Ograniczony czas nie

był jednak na tyle wystarczający, ażeby

przedstawić potencjał atrakcyjnych

powierzchni na osiedlenie się i inwestycje.

Projekty komunalne, między innymi

w zakresie środowiska i energii dopełniły

obraz wszechstronnie nastawionej

gminy.

Już ponad 15 lat temu usytuowano na

terenie gminy Wągrowiec przedsiębiorniu

uczestniczyli: wicemarszałek senatu,

senator, prof. dr hab. Marek Ziółkowski,

poseł Rafał Grupiński, posłanka

Agnieszka Kozłowska-Rajewicz oraz

poseł Michał Stuligrosz. Sojusz Lewicy

Demokratycznej reprezentowała posłanka

Krystyna Łybacka oraz Paweł

Szczepaniak, a Polskie Stronnictwo Ludowe

– Wicemarszałek Województwa

Wielkopolskiego – Wojciech Jankowiak.

Do uczestnictwa w debacie zaproszeni

zostali również przedstawiciele Prawa

i Sprawiedliwości, jednak nie odpowiedzieli

na zaproszenie.

Doskonałym wstępem do dyskusji była

prezentacja Andrzeja Głowackiego – Prezesa

Zarządu DGA S.A., Członka Loży,

który zwięźle zaprezentował aktualne

problemy, z jakimi borykają się polscy

przedsiębiorcy. Mówiono o pakiecie Przyjazne

Państwo, oczekiwaniach przedsiębiorców

– dalszego wsparcia w tworzeniu

pozytywnego wizerunku przedsiębiorcy

oraz zwiększenia ilości edukacyjnych programów

biznesowych w mediach publicznych.

Wspomniano o problemie sukcesji

w firmach oraz innowacyjności, o współpracy

trzech światów – biznesu, nauki

i samorządów, które działają całkiem odrębnie

i brakuje moderatora zmian, który

by je zbliżył i nauczył współpracy. Jak

podkreślano, to właśnie innowacyjność

będzie w przyszłości największą przewagą

konkurencyjną polskich firm, a czasy,

w których konkurowano tanią siłą roboczą,

definitywnie się już zakończyły.

Ciekawych wątków było bardzo dużo,

dlatego po oficjalnej części spotkania

przedsiębiorcy kontynuowali dyskusję

z kandydatami do parlamentu przy poczęstunku

w kuluarach.

Wągrowiec otwarty dla inwestorów

Na ostatniej w tym roku DWK – tour późne lato dało się poznać

od najlepszej strony: w promieniach słonecznych wystartowali

członkowie Polsko-Niemieckiego Koła Gospodarczego w

Poznaniu, 13 września, na przejażdżkę do gminy Wągrowiec.

stwo będące członkiem DWK, a w nim

180 wysoko wykwalifikowanych pracowników

w zakładzie w Wągrowcu,

w tym wielu doświadczonych i kreatywnych

inżynierów z dziedzin recyklingu,

maszyn transportu bliskiego i budowy

konstrukcji stalowych, z powierzchnią

56.000 m2 gruntów i hal firma Horstmann

Budowa Urządzeń i Technika Ekologiczna

Sp. z o.o. jest jednym z największych

pracodawców w regionie.

Jako dostawca maszyn transportu bliskiego

i urządzeń techniki ekologicznej

grupa Horstmann zajęła miejsce na

rynku europejskim jako partner znaczących

przedsiębiorstw budujących instalacje

przemysłowe. Spektrum usług

w zakresie serwisu, części zamiennych

i techniki sterowania jest szeroko dostępne

i przygotowane na rozwój innowacyjnych

i kompleksowych rozwiązań

indywidualnych.

13 września Horstmann był przede

wszystkim gospodarzem informacyjnego

wieczoru regionalnego, na który byli

również zaproszeni członkowie nieformalnego

polsko-niemieckiego zespołu

gospodarczego w Bydgoszczy pod

przewodnictwem Konsula Generalnego

Republiki Federalnej Niemiec w Bydgoszczy

Pana dr. Jarosława Kuropatwińskiego.

Obie grupy przedsiębiorstw

korzystają z możliwości wzajemnego

poznania.

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


Europejskie Forum

Nowych Idei

Przedstawiciele Zarządu i firm członkowskich Wielkopolskiego

Związku Pracodawców wzięli udział w inauguracji Europejskiego

Forum Nowych Idei (EFNI), zorganizowanego przez Polską

Konfederację Pracodawców Prywatnych w dniach

28-30 września br. w Sopocie.

Współorganizatorami Forum byli

BUSINESSEUROPE i Miasto Sopot,

a partnerami — wiodące polskie i międzynarodowe

firmy, organizacje i instytucje.

Spotkania w ramach forum miały charakter

międzynarodowej platformy dyskusyjnej

środowisk biznesowych na temat

roli i przyszłości Europy oraz gospodarki

europejskiej i światowej. Poruszane

były najważniejsze gospodarcze i społeczne

kwestie, wśród nich: czy wspólna

Europa ma przyszłość? co czeka europejską

gospodarkę? czy świat jest skazany

na wzrost? czy kapitalizm niszczy demokrację?

kto powinien objąć przywództwo

w nowej globalnej rzeczywistości?

W przyjętej na zakończenie Deklaracji Sopockiej

przedstawiono oczekiwania biznesu

wobec polityków w zakresie budowania

wspólnej Europy, m.in.:

Przyspieszenie integracji politycznej,

rozszerzenie unii walutowej, wdrożenie

efektywnego systemu decyzyjnego,

wzmocnienie unijnych instytucji i ich

Wspólny front

dla rozwoju innowacji

znaczenia, szybkie dokończenie budowy

jednolitego rynku, spójnego i silnego zarządzania

gospodarczego oraz orientacji

wszystkich polityk i instytucji unijnych

na wzrost, zatrudnienie i konkurencyjność

przedsiębiorstw.

Przedsiębiorcy domagają się stworzenia

efektywnego środowiska biznesowego

promującego innowacyjność, spójnej

strategii ludnościowej, w tym imigracyjnej,

w odpowiedzi na wyzwania demograficzne

oraz lepszego wykorzystania

potencjału kobiet.

W trosce o rozwój innowacyjności wielkopolskich przedsiębiorstw

Polska Izba Gospodarcza Importerów, Eksporterów i Kooperacji

w dniach 6-7.10.2011 r. zorganizowała seminarium i spotkanie

brokerskie pt. „Biznes i nauka – wspólny front w rozwoju

Innowacji”.

KALENDARIUM

CO, GDZIE I KIEDY?

listopad

3.11

Warsztaty „Polskie Flexicurity — czas na efektywny

rynek pracy w ramach projektu PKPP Lewiatan

„Modelowe rozwiązania Flexicurity”.

Miejsce: Wojewódzki Urząd Pracy w Poznaniu,

ul. Kościelna 37.

11.11

Wielkopolski Związek Pracodawców współorganizuje

VIII Bal Niepodległościowy. Honorowym Patronem

Balu jest, tradycyjnie już, Grzegorz Ganowicz,

Przewodniczący Rady Miasta Poznania.

Miejsce: sala balowa Domu Żołnierza w Poznaniu,

ul. Niezłomnych 1A.

17.11

Seminarium Wielkopolskiego Związku Pracodawców

„Lepsze zarządzanie firmą (nie tylko w kryzysie)”, kierowane

do prezesów i właścicieli firm z Wielkopolski.

Miejsce: Ośrodek Szkoleniowy Stowarzyszenia Księgowych

w Polsce, ul. Ziębicka 18.

18.11

Warsztaty konsultacyjne z CSR, prowadzone przez

ekspertów międzynarodowej firmy doradczej Deloitte

w ramach projektu PKPP Lewiatan.

22.11

Spotkanie Członków Wielkopolskiego Klubu

Kapitału oraz Wielkopolskiej Loży BCC na zaproszenie

Wojciecha Sztuby — Partnera Zarządzającego TPA

HORWATH SZTUBA KACZMAREK Sp. z o.o.,

godz. 17.00.

24.11

Seminarium Wielkopolskiego Związku Pracodawców

z udziałem przedstawicieli Izby Skarbowej w Poznaniu.

Miejsce: Bank PKO BP, ul. Górna Wilda 109.

grudzień

1.12

Przedświąteczne spotkanie wielkopolskich przedsiębiorców

zrzeszonych w Wielkopolskim Klubie Kapitału,

Polskiej Izbie Gospodarczej Importerów, Eksporterów

i Kooperacji oraz Wielkopolskiej Izbie Przemysłowo-Handlowej.

Miejsce: Sala konferencyjna World Trade Center w Poznaniu,

godz. 17.00.

Seminarium objęło prezentację

opracowanych przez wielkopolskie instytuty

naukowe i uczelnie wyższe innowacyjnych

rozwiązań technologicznych

i wynalazków pod kątem możliwości ich

wdrożenia w przedsiębiorstwach. Spotkanie

brokerskie z przedstawicielami

nauki miało natomiast na celu uzgodnienie

warunków wdrożenia technologii lub

zlecenia indywidualnych prac badawczorozwojowych.

W dniach 10-11.10.11 r. odbył

się warsztat pt. „Transfer wiedzy w zakresie

odnawialnych źródeł energii oraz

możliwości ich zastosowania w obiektach

użyteczności publicznej i gospodarstwach

domowych”. Podczas warsztatu

uczestnicy dowiedzieli się o różnych dostępnych

odnawialnych źródłach energii

oraz sposobach ich wykorzystania,

począwszy od gospodarstw domowych,

a skończywszy na budynkach użyteczności

publicznej.

2-3.12

Wizyta przedsiębiorców we Frankfurcie nad Odrą

i Poczdamie. Spotkanie z brandenburskimi klubami

biznesu oraz turystyczny program ramowy.

Zainteresowane przedsiębiorstwa z Wielkopolski

prosimy o kontakt z biurem DWK.

5.12

Spotkanie świąteczne Loży Wielkopolskiej BCC, Wielkopolskiego

Związku Pracodawców oraz Wielkopolskiej

Izby Budownictwa.

Miejsce: Mała Aula UAM, godz. 17.30.

IV świateczno- mikołajkowy koncert "Wielkopolska

Wrażliwa"

Miejsce: Aula UAM, godz. 19.00


46

business

is business

Andrzej Głowacki

Prezes Zarządu DGA S.A.

felieton

W poprzednim numerze „Głosu Biznesu” podjąłem temat sukcesji

– „Jak rozstać się z własną firmą?”. Temat wywołał ciekawą

dyskusję i wielu moich kolegów zaczęło się zastanawiać nad

tym problemem.

Zostawić w rodzinie

czy sprzedać?

Odpowiedzi na to pytanie poszukajmy w statystykach.

Firma Grant Thornton International

przeprowadziła kompleksowe badania

najbardziej popularnych na świecie sposobów

zmiany własności firmy zarządzanej

przez właściciela. Wyniki ujęto w tabeli:

Jakie wnioski nasuwają się po analizie wyników? Po

pierwsze, po kryzysie z 2008 r. nie jest łatwo sprzedać

firmę – spadek udziału z 70% do 57% potwierdza tę tezę.

Można się też spodziewać, że kryzys dotknął wiele firm,

stąd ich wyceny są niskie i właściciele nie są skłonni do

ich sprzedaży. Druga refleksja dotyczy wysokiego wskaźnika

sprzedaży firm menedżerom i/lub pracownikom. To

rozwiązanie w Polsce jest rzadkością. Warto podkreślić,

że kolebką wykupów menedżerskich są Stany Zjednoczone.

W drugiej połowie lat 70. fundusze inwestycyjne

zapoczątkowały przejmowanie niewielkich firm rodzinnych

borykających się z sukcesją zarządzania. W Polsce

wykupów menedżerskich nie jest wiele. Szacunki mówią

o 50-100 przykładach rocznie. Wykup menedżerski (MBO)

jest transakcją, w której grupa menedżerów przejmuje

kontrolę nad przedsiębiorstwem, a ich udział kapitałowy

wynosi 10-15%. Pozostałe środki dostarczają banki i fundusze

inwestycyjne, a w Polsce tych ostatnich jest jak na

lekarstwo. Biorąc pod uwagę nadchodzący okres zmian w

strukturach własności i zarządzania w firmach podlegających

sukcesji, warto poświęcić tej kwestii więcej czasu

– co nastąpi w kolejnych artykułach.

Trzeci wniosek z analizy wyników

badań dotyczy przekazania lub

sprzedaży firmy rodzinie. W 2003

roku zaledwie co 6 firma na świecie

pozostawała pod władztwem

rodziny.

Najbardziej popularne na świecie sposoby zmiany własności firmy zarządzanej przez właściciela

Rok badania

Przekazanie

lub sprzedaż rodzinie

Sprzedaż menedżerom

lub pracownikom

Sprzedaż zewnętrznym

inwestorom

2009 23% 20% 57%

2003 16% 14% 70%

Źródło: Grant Thornton International Business Report

Analizowane dane warto zderzyć

z badaniami przeprowadzonymi

w 2010 r. w Polsce. „Puls Biznesu

spytał 95 przedsiębiorców, którzy

ze względu na wiek powinni rozważyć

zmiany w firmie. Struktura odpowiedzi

znacząco odbiega od światowych

trendów. W Polsce ponad

65% przedsiębiorców zamierza przekazać

firmę rodzinie, prawie 25% wierzy,

że sprzeda ją z sukcesem. Bardzo niski

jest wskaźnik wykupów menedżerskich,

który kształtuje się na poziomie

7%. Można to wytłumaczyć brakiem

dostępnych środków, które mogłyby

wesprzeć menedżerów w nabywaniu

firmy. W Stanach Zjednoczonych

takie finansowanie wynosiło nawet

90%. Obecnie kształtuje się na poziomie

40-70%

Odpowiedź na pytanie: „Zostawić

rodzinie czy sprzedać?” – dzisiaj

jest jednoznaczna. 2/3 chce pozostawić

firmę w rodzinnych rękach. Dlaczego?

Odpowiedzi może być wiele:

wsparcie dla nowych zarządzających,

możliwość kontynuowania pracy jako

doradca czy brak możliwości sprzedaży

firmy.

Jest prawdą, że w rzeczywistości

gospodarczej niewiele firm planuje

i wdraża program sukcesji. „Książkowym”

przykładem jest Jacek Welch –

prezes General Electric, który przez

20 lat kierował wielkim koncernem.

Przez 9 lat wybierał swojego

następcę.

Sukcesja w koncernach międzynarodowych,

spółkach publicznych

czy też spółkach skarbu państwa

zasadniczo różni się od działań

w małej lub średniej firmie będącej

spółką z ograniczoną odpowiedzialnością,

której udziały są własnością

jednej osoby. A takich przypadków

w Polsce mamy najwięcej.

Cechuje je przede wszystkim brak

doświadczenia, struktur i wzorców

w takich procesach. Stąd najłatwiejsze

wydaje się przekazanie

firmy członkowi rodziny. Czy jest

to rozwiązanie optymalne? Myślę,

że przed taką decyzją ów właściciel

spółki powinien spotkać się

z doradcą, aby przedyskutować

możliwe warianty i rzetelnie i obiektywnie

je ocenić.

Światowe wskaźniki mówią, że

w zdecydowanej większości firmy

są sprzedawane inwestorom bądź

menedżerom. Z tego względu podjęcie

procesu przygotowania własnego

przedsiębiorstwa do sprzedaży

jest koniecznością, a to długi finisz

w karierze biznesowej.

GŁOS BIZNESU Nr 5 2011


Przyjdź z tą reklamą, a przy zakupie auta otrzymasz pierwszy przegląd gratis!

Toyota Bońkowscy

Komorniki, ul.Platynowa 2

tel. 61 84 94 500

e-mail: toyota@bonkowscy.pl

www.toyota.bonkowscy.pl

More magazines by this user
Similar magazines