K U L TU R A I P I E Ś Ń - Wojewódzki Dom Kultury w Rzeszowie

wdk.podkarpackie.pl

K U L TU R A I P I E Ś Ń - Wojewódzki Dom Kultury w Rzeszowie

KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011 r. * Rok V * Dystrybucja: Rzeszów, region

_____________________________________________________________________

K U L T U R A I P I E Ś Ń

Informator kulturalno-społeczny Regionalnego Stowarzyszenia Twórców Kultury z siedzibą w Wojewódzkim Domu

Kultury w Rzeszowie dla członków i sympatyków RSTK oraz instytucji kulturalno-społecznych – dwumiesięcznik

W E S O Ł Y C H Ś W I Ą T

Świąteczne życzenia

Gdy pierwsza gwiazdka na niebie zaświeci

Do stołu siądźmy szczęśliwi jak dzieci

Opłatkiem się dzielmy, życzenia składajmy

Pragnieniem dobroci serca napełniajmy

Niech to, co złe było dla nas i Ojczyzny

W dobro się zamieni, niech przykryją blizny

Niechaj nasze życie cieszy nas i bawi

Stajmy się bogatsi, ale bardziej prawi

Nieprawość nas zgubi jak to nie raz było

Nie dążmy do tego by się powtórzyło

Bo dom i Ojczyzna to, to samo znaczy

Naród bez Ojczyzny to naród tułaczy

Dlatego na pasterce, gdy serca w rozterce

Kolędujmy tak głośno jak potrafią Polacy

By słyszała nas Polska i wszyscy rodacy

Zdrowych i wesołych świąt

Bożego Narodzenia oraz

Szczęśliwego Nowego Roku 2012

życzy

Stanisław Dworak

W ciszy stajenki przy żłóbku dzieciny

Pomyśl o szczęściu dla swojej rodziny

Dla wszystkich zdrowia oraz radości

A ponad wszystko wszelkiej pomyślności

Serdeczne życzenia wszystkim

Czytelnikom biuletynu składa

Redakcja RSTK

Niech dzieło narodzenia Panu błogosławi,

Pokój i radość w dom Pański wniesie

Niech unicestwi wszelkie utrapienia

Obfity owoc w pracy przyniesie

Tego optymizmu i radości na cały rok 2012

Panu Redaktorowi Gosiewskiemu i Jego

Rodzinie życzy

Redakcja Regionalnego Stowarzyszenia

Twórców Kultury


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 2

ŻYCZENIA BOŻONARODZENIOWE ZE LWOWA I INNE

DO CZŁONKÓW RSTK I ODWROTNIE

Szanowni Pani i Panowie,

Z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku chcielibyśmy złożyć serdeczne

życzenia wesołych i zdrowych świąt i udanego roku 2012!

Na życzenia te odpowiedzieliśmy:

Śnieg okrył ziemię puszystą bielą,

Wokół się wszyscy ludzie weselą.

Spłynęła z niebios dla nas nowina -

Najświętsza Panna powiła Syna.

I my Dzieciątku dziś hołd oddajmy

Razem kolędę Mu zaśpiewajmy.

Niech śpiew przy żłóbku i w dzień i w nocy

Mocą, radością serca jednoczy.

Z wyrazami uznania i szacunku

Zespół Lwowskiego Centrum

Partnerstwa i Współpracy Kulturalnej,

Lwów, Ukraina

Mili Państwo z Zespołu Lwowskiego Centrum Partnerstwa

i Współpracy Kulturalnej.

Również Państwu życzymy miłej świątecznej atmosfery i wesołego kolędowania, a w Nowym Roku

zdrowia i weny twórczej, wszelkiej pomyślności, na co dzień, a szczególnie owocnej współpracy między nami.

P. S.

Ostatnio rozmawiałem z dyrektorem Biura Wystaw Artystycznych w Rzeszowie, panem Ryszardem Dudkiem

w sprawia zorganizowania wystawy pani Ulanie Kalaguskiej i absolwentom Akademii Sztuk Pięknych we

Lwowie. Dyrektor skopiował obydwie płyty CD i powiedział, że na przyszły rok wystawy już są rozplanowane.

Być może zaplanuje Was na kolejne lata. Wydaje mi się, że wystawy malarstwa Pani Ulanie Kalagurskiej

jak i studentom ASP można by zorganizować szybciej w innych placówkach kulturalnych. Musicie jednak

wyjść z konkretnym projektem do Urzędu Marszałkowskiego. Dobrze by było, gdybyście opracowali

jakiś dokument (szkic projektu), bo w tej chwili nie mam żadnej podstawy, aby z kimkolwiek poważnie rozmawiać

na interesujący nas temat, nie mam od Was żadnego pisma, bo wymiana maili nie może być podstawą

realizowania jakichkolwiek ofert.

Serdecznie Państwa pozdrawiam - Józef Kawałek,

prezes Regionalnego Stowarzyszenia Twórców Kultury

z siedzibą w Wojewódzkim Domu Kultury w Rzeszowie


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 3

Życzenia od przewodniczącego Rady Krajowej RSTK do prezesa

i członków rzeszowskiego RSTK

Pan Prezes Józef Kawałek

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia tym szczególnym czasie wzajemnej życzliwości składam Panu i

Pana rodzinie oraz członkom rzeszowskiego RSTK najserdeczniejsze życzenia zdrowia, szczęścia i pomyślności.

Niech te najpiękniejsze w roku Święta upłyną w ciepłej rodzinnej atmosferze i nastroju radości. Niech

nadchodzący Nowy Rok pozwoli z ufnością spojrzeć w przyszłość, pokonać wszelkie trudności, pozyskać

nowe przyjaźnie oraz spełnić najskrytsze marzenia!

Życzenia Świąteczne Agencja Wydawnicza ,,Promocja

'' Mielec

Paweł Soroka

Warszawa, grudzień 2011r.

Niech jasność Gwiazdy Betlejemskiej oświeca

i drogę wskazuje,

zaś Boże Narodzenie pokój, radość, szczęście i zdrowie zwiastuje!

Wesołych Świąt

życzy Włodzimierz Gąsiewski z Rodziną

Życzenia od Prezesa Grupy Literackiej „Słowo”

w Mielcu:

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia składam moc

najserdeczniejszych życzeń: niech światło nowo narodzonej

Bożej Dzieciny rozświetla Wasze życie, wnosząc

w nie radość i pokój, miłość i nadzieję, a wigilijny opłatek

stanie się dla wszystkich znakiem łączności serc. Życzę

przyjaciołom Grupy Literackiej "Słowo" w Mielcu,

przez cały Nowy 2012 Rok, bardzo wielu sukcesów w

życiu osobistym i zawodowym.

Kartka z życzeniami od redaktora naczelnego

„Nadwisłocza”, Włodzimierza Gąsiewskiego.

Zbigniew Michalski

prezes Grupy Literackiej "Słowo"

w Mielcu

Nasze życzenia dla członków RSTK i Grupy Literackiej „Słowo” w Mielcu:

Drodzy Państwo!

W imieniu Centrum Przepływu Informacji oraz Prezesa Regionalnego Stowarzyszenia Twórców

Kultury w Rzeszowie - Pana Józefa Kawałka pragnę złożyć Państwu serdeczne życzenia z okazji

Świąt Bożego Narodzenia i nadchodzącego Nowego 2012 Roku. Życzymy Państwu miłej świątecznej


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 4

atmosfery i wesołego kolędowania, a w Nowym Roku zdrowia i weny twórczej, a także wszelkiej

pomyślności, na co dzień.

Pozdrawiam,

Katarzyna Pajdak

Kierownik Centrum ds. Przepływu Informacji RSTK

Sekcja Muzyczna RSTK po kolędzie

w Stobiernej

RSTK na kolędowaniu u państwa Marii i Józefa Dworaków.

Siedzą przy stole: Maria Dworak i Krystyna Dworak.

Stoją od prawej: Zygmunt Kiełbowicz, Julian Szczygieł,

Józef Dworak, Józef Kawałek. Fot. Mieczysław

Arkadiusz Łyp

W dniu 27 grudnia 2011 r. Sekcja Muzyczna

RSTK zaproszona została przez Juliana

Szczygła na kolędowanie do Stobiernej. Bardzo

gościnnie została przyjęta w domu Szczygłów, a

następnie przez Marię i Józefa Dworaków..Śpiewano

na głosy zarówna osiemnastowieczne

pastorałki, jak i współczesne kolędy.

Kolędowanie połączono z prezentacją poezji Bożonarodzeniowej.

Wiersze czytali Mieczysław

Arkadiusz Łyp i Zygmunt Kiełbowicz. Spotkanie

upłynęło w niezwykle ciepłym, świątecznym nastroju.


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 5

Mieczysław A. Łyp

Zaduma wigilijna

(Pastisz)

Po kolędzie w domu M. J. Dworaków. Od lewej: Józef

Dworak, Józef Kawałek, Mieczysław Łyp.

Fot. Maria Dworak

Zygmunt Kiełbowicz

Dzień Wigilii

Już Wigilia za opłotkiem stoi

Pierwsza gwiazdka przypomni zwiastowanie

Niedługo zasiądziemy przy dzieży chlebowej

A w dużej izbie snop zboża stanie

A może bym tak na Wigilię

wpadł do Radomska i Piotrkowa

Może tam jeszcze białym zmierzchem

płynie ta cisza, ta grudniowa

Może w tym domu, w tym pokoju

gdzie śni choinka kolorowa

znajdziemy znowu dane szepty

i naszych matek czułe słowa?

Jednak nie wszystko tam zostało

Tu tez trwa cisza ta grudniowa

Już nie musimy jechać, Anno

i do Radomska i Piotrkowa

Niedługo choinka rojem świateł błyśnie

Przyniesie prezenty gromadce dzieci

Wieczorna uczta przywoła wspomnienie lata

Swym zapachem cały dom roznieci

Kolędnicy od rana składają życzenia

Zdrowia i szczęścia oraz radości

Śpiew kolęd ukoi serca utrapionych

Gdyż jest to dzień narodzenia Miłości

Dzień ten jak każdy a jednak inny

Rzekomo zwierzęta mówią ludzkimi głosy

To właśnie dzisiaj Syn Boży połączył

Upadłą Ziemię oraz Niebiosy

Kiedy nadejdzie upragniony wieczór

Dzielony opłatek zjednoczy rodzinę

Wszyscy będziemy niemal jednością

Witając w swych progach Bożą Dziecinę

Kolędnicy z RSTK u państwa Marii i Józefa Dworaków

w Stobiernej. Siedzi przy stole Krystyna Dworak. Stoją

od prawej: Zygmunt Kiełbowicz, Julian Szczygieł,

Mieczysław Arkadiusz Łyp (ZLP), Józef Dworak,

Józef Kawałek. Fot. Maria Dworak


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 6

Mieczysław A. Łyp

Koncert na kotły wiatr i harmonię

Ani śniegu ani Gwiazdy

tylko świąteczny zmierzch

toczy się po Wisłoku

jak czerwone jabłko po wigilijnym stole

Idę w deszcz w daleką noc

w noc rozsypaną kolędami

od Trzebowniska od Jasionki od Stobiernej

Wiatr wyrzeźbiony przez Wita Stwosza

łowi tętent zgiełk i tumult:

Bijcie w kotły

w trąby grajcie

a Jezusa przywitajcie

I tak – jak zawsze bywało

wdzięczną radosną melodyją

harmonia wiejskiego artysty

sławi Jezusa z Maryją:

Anieli grają

króle witają

pasterze śpiewają

bydlęta klękają

Cuda, cuda ogłaszają.

Mieczysław A. Łyp

Wigilia

Matce

Żółte sikorki rozgadane wróble

szukają sytości

i dziobią białość zimy

w ośnieżonym sadzie ojca

W zimowym zmierzchu

w gwarze wigilijnej wieczerzy

choinka zanurzona w wołaniu

jarzy światłem baśni opowiada las

migoce dziecięcymi marzeniami

złotymi gwiazdami siostry

W zapachu jałowcowego dymu

dojrzewają kolędy

Noc usypia zaspy dzieciństwa

Rzeszów, grudzień 2011

Rzeszów – Stobierna,

31.12.2011 r.


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 7

ŚWIĄTECZNE WIERSZE I PIOSENKI

Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku 2012 życzę dużo dobrego,

szczęścia, zdrowia i weny twórczej, serdecznie pozdrawiam Regina Nachacz z Rzeszowa.

Regina Nachacz

BOŻE NARODZENIE

POD MIEDZĄ

W szczerym polu dwa zające,

Kicały po białej łące.

Rozmawiały przez komórki

Z przyjaciółmi z Lisiej Górki.

Chcieli razem spędzić święta -

Miał być bigos, marchew, mięta.

Pod choinką stos podarków,

O północy ognie w parku.

Jak się goście ucieszyli!

Nie marnując ani chwili,

Wystroili się w surduty,

Szuby, szale, ciepłe buty.

Nagle z nieba spadła zamieć.

Nie notuje takiej pamięć...

Dookoła śnieżne zwały,

Świat pod miedzą zimny cały.

Połączeni z Internetem,

Z kolorowym, wiernym netem -

Głośno kolędy śpiewały:

Szarzy bracia, duży małym.

Regina Nachacz

LIST DO ŚWIĘTEGO

MIKOŁAJA

Dobry, Święty Mikołaju,

Przyjedź do naszego kraju.

W dużych saniach z prezentami,

Ciemną nocą pod gwiazdami.

Przywieź dzieciom moc słodyczy,

Kotka w koszu, psa na smyczy.

Boże drzewka, dary lasu,

Włosy anielskie z atłasu.

A mnie przynieś wór zabawek,

Dzban poziomek i truskawek.

Mamie szalik, tacie czapkę,

Bombonierkę na dokładkę.

Babci kompa. Nie do wiary!

Zaś dziadkowi okulary.

Siostrze lalkę, klarnet bratu,

Niechaj będzie do wiwatu.

Usiądziemy przy kominku

Wśród cudownych upominków.

Zjemy ciasto z białą kawą,

Pocieszymy się zabawą.

Regina Nachacz

ZIMOWA BAJKA

Hej koledzy, koleżanki,

Biała zima, będą sanki.

A pod oknem proszę pana

Ulepimy wam bałwana.

Prószy śnieżek przepuszysty,

Do zabawy chętni wszyscy.

Ileż to radości mamy

Obrzucając się śnieżkami.

Miło grzeją nas szaliki,

Ciepłe kurtki i buciki.

Z serca zimie dziękujemy

I na górkę zapraszamy.

Refren:

Lekki mrozik, słonko świeci,

Zachwycone zimą dzieci.

Z nieba sypią aniołeczki

Piórka, śnieżynki, gwiazdeczki.


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 8

Regina Nachacz

BOŻE DRZEWKO

Zaświeciła pierwsza gwiazdka,

Pachnie sianko i choinka.

Tato w oknie przetarł szybę,

Mama niesie na stół rybę.

Połamiemy się Opłatkiem,

Zjemy słodkie kluski z makiem.

Pożyczymy wzajem zdrowia,

Szczęścia i pieniędzy mrowia.

Po Wigilii są prezenty -

Daje nam Mikołaj Święty.

Radosne kolędowanie,

Na to nasze świętowanie.

Refren:

Kolorowe Boże Drzewko

Z łańcuchami, orzechami,

Błyszczącymi cukierkami.

Wystrojone Boże drzewko

Z bombeczkami, jabłuszkami

I anielskimi włosami.

Najpiękniejsze Boże Drzewko

Ze świeczkami, aniołkami,

Gwiazdeczkami ponad nami.

Ryszard Mścisz

Boskie przesłanie

Na choince płonie miłość, którą rozniecił Bóg,

W bańkach widać rozbłyski radości kolorowej.

Białe opłatki śniegu gdybyś ogrzać sercem mógł,

Rozpalać w umyśle świeczki dobra wciąż nowe...

Zrób bliskim prezent z siebie, otuchę rozlewaj,

By znaleźli gwiazdy na swych życia ścieżkach.

Pokaż im w paru gestach tę namiastkę nieba

I zaszczep im lekkość, gdy podróż zbyt ciężka.

Niech stół wigilijny karmi nas radością,

Rodzina rozdziela dusz złączonych piękno.

Boże Narodzenie ze Stwórcy łask czułością

Jak dzieci niewinność zdumiewa siłą tęsknot.


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 9

Serbska Antologia z Reginą Nachacz

REGINA „W CIEMNYM ZAUŁKU"

Nakładem Wydawnictwa "Mala Knjiga" w Serbii ukazała się Antologia

"Garavi Sokak" będąca pokłosiem XXII Międzynarodowego Spotkania

Poetów - Indija 2011 (384 str.) Opublikowano w j. serbskim (cyrylicą) 350

poetów z całego świata (najwięcej z Europy i Australii). W Antologii znalazły

się wiersze ośmiu poetów z Polski: Maksymilian Kozłowski, Krzysztof

Kokot, Regina Nachacz, Wanda Nowik-Pala, Krzysztof Rębowski, Katarzyna

Sawczuk, Jurata Bogna Serafińska, Wiesława Siemaszko. Zamieszczony w

antologii wiersz Reginy Nachacz pt. "Wodzirejka" przetłumaczony został na

język serbski przez Olgę Lalić-Krowicką. "Garavi Sokak" znaczy ciemny,

zakopcony zaułek, jest to jednocześnie nazwa klubu literackiego, który organizuje coroczne międzynarodowe

spotkania poetów.

Regina Nachacz

WODZIREJKA*

Leżały kotki w szpitalu,

Rozbitki po wielkim balu.

Głaskały bolące brzuszki;

Cierpiały obite nóżki.

Tańczyły koty walczyki

W takt egzotycznej muzyki.

Pojadły jak nigdy w życiu,

Rozkoszowały się w piciu.

Szalały tak dwa tygodnie,

Z fantazją, miło i zgodnie.

Śpiewały same szlagiery.

Takie to były przechery.

Wśród pań królowała kotka -

Słodka mamrotka, kokotka.

Tak się łasiła, mruczała,

Że kocie łby zabełtała.

O nią się koty pobiły...

Zszargały futra i siły.

A kotka się wybawiła,

Przecież wodzirejską była.

*Wodzirejka

to wiersz cyklu z „Cukiernia

Słodka Psotka”, ilustrowany

przez Emilię

Wołoszyn

Regina Nachacz

„KTO MIARKUJE,

NIE ŻAŁUJE"

Były sobie dwa kangury,

Jeden szary, drugi bury.

Raz im było za gorąco -

Albo zimno, nawet w słońcu.

Bardzo chciały się ożenić,

Kawalerski stan odmienić.

Poszły, zatem na zabawę,

Zamówiły rum i kawę.

Wtem - przy barze, niespodzianka!

Kangurzyce w białych wiankach.

Smakowały pyszne lody,

Dla relaksu i ochłody.

Ach, wzrosła temperatura!

Taka kangurza natura...

Obaj się mocno spocili.

Pomimo to byli mili.

To kangurzyce ujęło.

Pojęły życiowe dzieło.

Podały im zimną wodę

Na matrymonialną zgodę.

Odbyło się piękne wesele

I trwało całą niedzielę.

Wiodło się - umiarkowanie.

Jest dobrze. Niech tak zostanie.


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 10

Utwory sympatyków RSTK

Ludwika CHMIEL

Urodziła się w Mogielnicy. Po ukończeniu Technikum Rolniczego

otrzymała nakaz pracy w Państwowym Ośrodku Maszynowym w Godowej

koło Strzyżowa, a następnie w Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w

Łańcucie, gdzie pracowała przez 16 lat. W tym czasie ukończyła studia

rolnicze w Wyższej Szkole Rolniczej, Wydział Rolny w Krakowie. W

związku z likwidacją powiatu łańcuckiego w roku 1975 została służbowo

przeniesiona do Wojewódzkiego Biura Geodezji i Terenów Rolnych w

Rzeszowie, gdzie przepracowała 8 lat i przeszła na emeryturę. Na emeryturze

stała się słuchaczem Uniwersytetu Trzeciego Wieku i przystąpiła do

Koła Miłośników Lwowa. W roku 2009 wstąpiła do Regionalnego Stowarzyszenia

Twórców Kultury. W roku 2005 wraz z Czesławą Roman napi-

Ludwika Chmiel

sała „Dzieje Mogielnicy”. W roku 2009 wydała nakładem własnym tomik

poezji „Zapisane pamięcią”.

Ludwika Chmiel

Jaki kolor kwiatu

Za pagórkiem

O za tym płotem popatrz

jakaś czerwień się mieni

Tam wśród tej zieleni widzisz

Kwitnie czerwono To koniczyna

Popatrz jak nad nią coś fruwa

pewno to pszczoły

a może trzmiele, które

szukają słodkości nektaru

A spójrz w tę stronę

co tak złociście kwitnie

Ach, jaki zapach wspaniały

Zefirek woń jego w naszą

stronę unosi

A te kwiaty już więdną

niektóre pożółkły i opadają

Ale tym, co tutaj rosną

dopiero pąki wyrastają

Jaki będą miały kolor te kwiatki

czy taki jak bławatki

A może różowy

Czerwony a może liliowy

Nie To lilia biała

Wyrosła piękna i okazała

I tak odczekaj czasu chwilę

Dostrzeżesz

że coraz to inny pąk się rozchyla

innego kształtu koloru zapachu

W oczach się mieni z uroków

piękna kwiatów

cudownej zieleni

całej przyrody

Ludwika Chmiel

By szczęśliwy być

Trudno przeniknąć

głębie

by niepokój zagłuszyć

Tak bardzo chcę dotrzeć tam

gdzie nie ma miejsca

dla szarości

Ludwika Chmiel

Jutro będzie inaczej

Jutro będzie inaczej

Zieleń wiosenna się ukaże

Co dnia rozkwitać będą

inne kwiaty

Jutro będą zagony orane

Łany pól zbożem obsiane

Pobłogosław Panie rolników trud

Jutro będzie inaczej

Wysypią się miliony rąk do pracy

Wysypią się łany zbóż

otoczone całusami słońca

by dorodne urosło i z zachwytem

dłonią dotknąć je móc

Tylko odłogowane zagony

stać będą smutne

opuszczone wśród pól

szepcząc szelestne słowa

Czy to jakąś zmowa

czy jesteśmy niepotrzebne już

Docenić trzeba bogactwo

polskiej ziemi

o dar Matki Rodzicielki

zadbajmy cała mocą


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 11

Wiersze z tomiku „By czas nie zatarł historii”

Ludwika Chmiel

Dla Ciebie Ojczyzno

Dla Ciebie Ojczyzno

w sercach żar

miłości płonie

Pamięć jako skarb

przypomina o chwilach

bolesnych

chwilach zła

Zachowała szczególnie to

gdy polskiej ziemi

bronić trzeba było

Dla Ciebie Ojczyzno

w zmaganiach frontowych

żołnierz poniósł ofiarę

Księżyc otulił go do snu

I wonne powietrze ziemi

A przecież dopiero

Matka karmiła go swą piersią

nie wiedząc

że odda go w ofierze

Tobie Ojczyzno

Drzewa w gęstym lesie

szczerym polu

to świadkowie

grozy

Wiatr swą siłą

Pochyla je

i wygina jakby chciał

ukazać ból matki

która już nigdy nie

przytuli syna

Ludwika Chmiel

Zatroskanie

Wielu zadaje pytanie

co to wszystko znaczy

Każdy myśli po swojemu

Co jeden to inaczej

Każdy myśli o dobroci

lecz trudności powstają

od nowa

Postęp niby się notuje

gospodarczo się tego

nie czuje

Gospodarka w kraju

w nienajlepszym stanie

się znajduje

Ktoś za grosze majątek

Narodowy wykupuje

Ktoś wciąż nowe

spory notuje

Ktoś wciąż za chlebem

za granice emigruje

Dokąd zdąża

takie działanie

oto jest pytanie

Ludwika Chmiel

Rozmyślanie

To co w dzieciństwie

przeminęło

to co przed mała chwila

odeszło

to historia już

Co przyszłość przyniesie

odpowiedzi nie szukaj

Odpowiedź

przyniesie czas


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 12

Wiersze z tomiku „Zapiski z szuflady”

Ludwika Chmiel

Ziemio rodzinna

Wspomnienie chwili

sprzed lat żyje w każdym

w nas

Rozpamiętuje

Rodzinny dom Drewniany

Na biało pobielony Strzechą

kryty Wokół płotem opasany

z wierzbowych patyków utkany

Wtedy każdy skrawek ziemi

dostatnio piastowany

dawał bogaty plon

Chcę znów usłyszeć

Szelest kos

Świerszczy i ptaków śpiew

Tony melodii

wiatrem wygrywanych na liściach

Pragnę znów ujrzeć i podziwiać

długie wstęgi mendli zbóż

Poczuć powiew powietrza

od lasu zielonego

kwiatami ozdobionego

i jagodami, które już

nie smakują tak samo

Dotknąć ziemi by obudzić

nieme grzbiety pól

Na nich tamto życie

Ludwika Chmiel

Co w przyrodzie

Pytasz, co w przyrodzie

się dzieje

Niebo zgubiło

mgliste poranki

i błękitnieje

Słyszę szmer wody

w potoku

Ptaki plotkują w gniazdach

Z uśpienia budzi się życie

Stokrotki wplatają się

w zieleń traw

W czarkach pod rosą

fiołki woń wspaniałą

wokół niosą

Za chwilę

mlecze kaczeńce

główki podniosą

i ukażą się łąki

kwieciem utkane

A tuż nad potoczkiem

niezapominajki zaczną

mrugać oczkiem

Co chwilę

inny kwiat się wychyli

spośród zieleni

Ludwika Chmiel

Staruszka lipa

Historie skrywa w sobie

stukilkuletnia staruszka lipa

i rozprawia z szumem

strumyka o dziejach okolicy

Wyrosła na ziemi rodzinnej

w zagrodzie o ramionach

rozległych szeroko

Dominuje pośród drzew

Wabi zapachem

i urokiem kwiatów

Jej ramiona obejmują chwile

przeobrażeń, jakie dyktował czas

Dumna stoi Odtwarza garby

przeszłości

Wsłuchuje się w bicie dzwonów

zapraszających na modlitwę

prosząc równocześnie

by miejscowość kwitła

a jej dano jeszcze długo

kłaniać się z pokorą

i szumieć listkami


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 13

Zygmunt Kiełbowicz

Czym dla mnie są wiersze Ludwiki

Chmiel?

Zygmunt Kiełbowicz

Jesień

Już jesień otuliła ziemię całunem liści

Już śpiew wesoły odleciał w daleki krainy

Tylko wiatr tworzy peany tęsknoty

A zima doprasza się swojej gościny

Już siwy szron wzbogaca kolory jesieni

Rysuje własne obumarłe pejzaże

Już uśpił wokoło tańcząca wenę przyrody

Gdyż on tu rządzi, on jest jej włodarzem

Już słońce codziennie bardziej ciepła skąpi

Chowa swoja twarz za kotarę chmur

Rozpłakane obłoki poją ziemie wodą

I jeszcze płynący niebem kormoranów sznur

A tak niedawno wszystko było tak piękne

Zieleń stroiła drzewa i trawy

Orgia ptaków tworzyła swoje kantaty

Gama kolorów mienił się świat cały

Potem lato gorące przysiadło się do nas

Z dojrzałym zbożem i owocami

Rojem pszczół zbierających słodki nektar

By w końcu nie chętni pożegnać się z nami

I pory roku i losy człowieka

Życie je łączy, a czas odmienia

Po zimie wiosna znowu nastanie

A nam – nadzieja czy czas zapomnienia?

M

imo iż minęło sporo lat od młodości koleżanki

Ludwiki to jej wiersze są przepełnione

jedna wielką tęsknotą do tych chwil,

które już nie powrócą. Jej twórczość to nieustająca

nostalgia za minionym czasem, tradycją i wszystkim

tym, z czym ludzie dawniej żyli, pracowali, rośli, ale

wyrosnąć do końca nie mogli. Nie oznacza to wcale

potępienia nowoczesności i czasów współczesnych,

wręcz przeciwnie nowość dla koleżanki Ludwiki jest

nieuniknioną potrzebą nierozerwalnie związaną z

działalnością człowieka. Nowość wypracowuje człowiek

i z niej korzysta, rozwija dla dobra własnego i

dla innych. Cała przyroda oraz praca człowieka i jej

wytwory zasługują na to by odgrywać role bohaterów

wierszy. Bohaterowie Ci są wszędzie, otaczają nas ze

wszystkich stron. Są nimi kwiaty przydrożne i ścieżki

polne, owady, pszczoły oraz ptaki np.: skowronek -

odwieczny artysta, który tworzy swoje kantaty by

umilić pracę żniwiarza i by podziękować mu za nią.

Bohaterami zasługującymi na pamięć są domy kryte

strzechą, płoty plecione z gałęzi, stare drzewa, polne

drogi.

Kiedy czyta się wiersze koleżanki Ludwiki to

wyobraźnia zaczyna znajdować krajobrazy polskiej

wsi, a konkretnie Mogielnicy oraz najbliższych jej

okolic.

Wszystko jest jasne. Po przeczytaniu znajdujemy

to miejsce i biegniemy drogami wyobraźni, czujemy

się jakbyśmy znali mapę miejscowości zarówno

w czasie jak i przestrzeni - słowem historia i geografia.

Krocząc tymi ścieżkami natrafiamy na szkołę, sklep, domy gospodarzy i z pewnością jeden z nich należy

do koleżanki Ludwiki. Wokół domów rozciąga się sielanka rzeczywistości zawarta w treściach wierszy.

Jest to piękno małej ojczyzny opisanej z miłością dla potomnych by ocalić od zapomnienia. Po przeczytaniu

wierszy koleżanki chce się pisać samemu.


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 14

Wojciech Miśków - Vart

Wojciech Miśków - Vart

Urodził się 14 kwietnia 1944 r. w Chodorowie. Pisze wiersze

oraz komponuje piosenki. Jest równocześnie wykonawcą swoich utworów

– recytuje i śpiewa, akompaniując sobie na gitarze. W ostatnio prezentowanym

repertuarze, zatytułowanym „Piosenki o Rzeszowie i nie

tylko”, odkrywa m.in. swoje przywiązanie do miasta, w którym mieszka

od wielu lat. W czerwcu 2011 roku został laureatem XI Podkarpackiego

Festiwalu Seniorów w dziedzinie „Sztuka Słowa”, organizowanego

przez Centrum Kultury w Boguchwale. Aktualnie działa pod pseudonimem

artystycznym Wojciech Vart.

Wojciech Vart

Zima w Rzeszowie

Dniem i nocą pada śnieg

Miasto całe zasypane

Ach ta zima mroźna jest

Przez nas tak oczekiwana

ref:

Nie będziemy darli szat

Ze nie suną sanie

Z ostrej zimy się cieszymy

Niech z nami zostanie

W śniegu białe noce dnie

Biały puch mróz wyciska

Jest prawdziwa zima wreszcie

Wszystkim naszym sercom bliska

ref:

Nie będziemy darli szat

Ze nie Suna sanie

Z ostrej zimy się cieszymy

Niech z nami zostanie

Płaty śniegu opadają

Ostry mróz nie można stać

Tego roku nasza zima

W nocy nie chce spać

Rzeszów, grudzień 2009r

Wojciech Vart

Spacer po Rzeszowie

(piosenka)

Wieczorem wyjdź na trakt zamkowy

i przejdź nim w zadumie.

Na paniagę wstąp i rynek

a wszystko zrozumiesz.

ref:

Rzeszów swoje życie ma.

Studenci chętnie bawią się

Do późnych godzin wrzawa trwa.

Rzeszowskie kluby trzęsą się.

Starówka wita wszystkich gości.

Ogródki piwne tętnią życiem.

Tu można zawrzeć znajomości.

A kończy się to serca biciem.

Na rynku ludzi nikt nie zliczy.

u kartę wstępu każdy ma.

Tu fajerwerki lecą w górę.

Tu na estradzie koncert trwa.

ref:

Rzeszów swoje życie ma…

Rzeszów nocą płonie w światłach

Wygląda przepięknie.

Pospaceruj po nim trochę

a serce Ci zmięknie.


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 15

Wojciech Vart

O sobie, z przymrużeniem oka...

Od parady

Jestem w takim wieku sobie,

że mam różne myśli w głowie.

Z górki biegnie moja ścieżka.

Na osiedlu Mieszka mieszkam

Budzę się o trzeciej rano,

zamiast spać do szóstej.

Coś mi się poprzewracało

w mojej głowie pustej.

Zamiast wsiąść do linii zero,

wsiadam w numer sześć.

Często mi się to powtarza,

nawet sobie mówię cześć.

Mnie jedzenie nawet szkodzi

i powietrze chyba też.

Ja już nie wiem o co chodzi

i czy wczoraj padał deszcz.

Zapominam nazwy ulic,

zapominam też nazwiska

Jak zapyta ktoś o moje,

to mnie w gardle ściska.

Ktoś mi bierze okulary,

długopisy mi zabiera.

Ciągle szukam od drzwi kluczy

Wtedy bierze mnie cholera.

Według mnie to – jestem super,

robię wszystko ja przykładnie.

Według innych – to sklerotyk –

usłyszałem. To nieładnie.

Pomyślałem sobie:

ja się nie zmarnuję.

Uniwersytet Trzeciego Wieku

od jutra studiuję.

Wojciech Vart

Własny dom

Gdziekolwiek bym nie był?

Powracam do Ciebie

Wczesnym rankiem

Późnym wieczorem

Bo tu mam marzenia

Tu śnie i trwam

To takie miejsce,

W którym wszystko mam

Wojciech Vart

Raj

Rzeszów 2011r.

Jest takie miejsce,

które pokochałem

Może dla Ciebie

nie znaczy nic.

Ja tam mu serce

swoje oddałem.

Z tym miejscem

wiąże mnie długa nić.

Lata dzieciństwa.

Lata młodości.

Mój pępek świata.

Mój piękny gaj.

Wziąłem go sobie

do serca swego.

Wciąż o nim myślę,

Tam był mój Raj

Obym tylko nie zapomniał

chodzić na wykłady.

Kiedyś to ja miałem głowę.

Dziś mam – od parady.


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 16

Grupa Wokalna RSTK na Święcie Paniagi,

03.05.2011,stoi i śpiewa pieśni patriotyczne. Od prawej:

Zofia Krawiec, Władysława Pitera, Zygmunt Kiełbowicz,

Krystyna Dworak, Józef Kawałek, Stanisław

Dworak. Siedzi przy stole – Beniamin Bukowski, redaktor

Wkładki Młodych do biuletynu „Kultura i Pieśń”. Fot.

Alicja Borowiec

Regionalne Stowarzyszenie Twórców

Kultury na święcie Paniagi,

03.05.2011r.

Jak co roku wszystkie sekcje Regionalnego

Stowarzyszenia Twórców Kultury wzięły udział w

Święcie ulicy Pańskiej zwanej Paniagą. Pod kierunkiem

Zygmunta Kiełbowicza od rana aż do późnego

popołudnia przy swoim stoisku występowała Grupa

Wokalna RSTK. Do wszystkich stoisk przy ulicy 3

Maja dochodziło echo donośnie śpiewanych przez tę

grupę znanych pieśni patriotycznych, jak np. „Witaj

majowa jutrzenko”, „Polonez 3 Maja”, „3 Maj”,

„Tu ojczyzna”, „Pierwsza Brygada”, „Jak długo w

sercach naszych”, a także pieśni o wiośnie – „Przybywaj

piękna wiosno”, „Leć, że nam wiosenna pieśni”

itp.

Przechodnie przystawali przy stoisku, RSTK

i wspólnie śpiewali znane im pieśni patriotyczne. Był to wzruszający moment wyzwalania się patriotycznego

nastroju i łączenia się ludzi w śpiewie.

Program wokalny pod kierunkiem Zygmunta Kiełbowicza wykonywali: Alicja Borowiec, Krystyna

Dworak, Stanisław Dworak, Józef Kawałek, Zofia Krawiec, Maria Rudnicka, Julian Szczygieł.

Dużym zainteresowaniem na stoisku RSTK cieszyły się prace sekcji plastycznej RSTK z dorobkiem

takich plastyków amatorów jak Emilia Wołoszyn i Dorota Kwoka, których obrazy były rozchwytywane

przez przechodniów.

Dorobek sekcji fotograficzno-filmowej prezentowała

w swych albumach Alicja Borowiec.

Bogato prezentowała się sekcja literacka

RSTK z Jadwigą Kupiszewską, Edytą Pietrasz, Marią

Rudnicką. Zdzisławem Stokłosą i Józefem Kawałkiem.

Młodzi przechodnie skupiali się przy najmłodszym

członku RSTK Beniaminie Bukowskim

prezentującym swój ambitny tomik poezji pt „Trzy

filary”.

Stanisław Dworak ze swoim kramem poloników

jednocześnie reklamował swoją książkę z

Sekcja Plastyczna RSTK na Święcie Paniagi, 03.05.2011r.

Od lewej Dorota Kwoka, Emilia Wołoszyn, Jadwiga

Kupiszewska i redaktor Wkładki Młodych do biuletynu

„Kultura i Pieśń”, Beniamin Bukowski. Fot. Alicja Borowiec

poezją o polonii amerykańskiej.

Józef Kawałek redaktor biuletynu RSTK

„Kultura i Pieśń” starał się zwrócić uwagę na ostatni

numer pisma poświęcony błogosławionemu Janowi

Pawłowi II z poezją o tematyce papieskiej wybijających

się twórców jak: Jadwiga Gorska-Kowalska, Jadwiga Kupiszewska, Edyta Pietrasz, Regina Nachacz,

Agnieszka Niemiec, Stefan Michał Żarów

Szczególne miejsce na stoisku RSTK zajęła Regina Nachacz, która wraz z Emilią Wołoszyn (autorką

ilustracji) wydały tomik poezji pt. „Róża Jana Pawła II” z tekstami i rysunkami wyłącznie poświęconymi


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 17

Wspólne zdjęcie do almanachu „P rzestrzenie wyobraźni” na Świę cie

Paniagi. 03.05.2011. W przyklęk u od lewej: Dorota Kwoka, Katarzyna

Błaszczuk; stoją od lewej Regina Nachacz, Zdzisława Górska, Władysława

Pitera, Emilia Wołoszyn, Zofia Krawiec, Ludwi ka Chmiel;

w drugim rzędzie od lewej: Benia min Bukowski, Edyta Pietrasz, Stanisław

Rusznica, Kazimierz Lin da, Agnieszka Niemiec, Jadwiga K u-

piszewska, Jadwiga Gó rska-Kowalska, Józef Kawałek, Zyg munt

Kiełbowicz, Zdzisław Stokłosa. Fot. Alicja Borowiec

papieżowi. Autorki miały

też do rozprowadzenia swoją

wspólną książkę dla dzieci

pt. „Cukiernia Słodka

Psotka”. Józef Kawałek wystawił

na stoisku książkę w

kolorze pt „Chór ZNP Cantus”

zawierającą nie tylko

historię pierwszego w Rzeszowie

chóru nauczycielskiego,

ale też i almanach z

twórczością literacką, muzyczną

i plastyczną nauczycieli.

Stoisko RSTK odwiedzili

członkowie rzeszowskiego

oddziału ZLP i Stowarzyszenia

„Witryna”,

którzy

wspólnie

z członkami RSTK zrobili

sobie zdjęcie do almanachu

„Przestrzenie wyobraźni”.

Niespodziewana wizyta przedstawicieli Centrum Partnerstwa i Kultury

ze Lwowa u prezesa RSTK

W dniu 8 grudnia 2011 r. niespodziewanie złożyli wizytę u prezesa RSTK - Oleg Varcholyak - Dyrektor

Miejskiego Centrum Partnerstwa i Kultury ze Lwowa, Veleriy Potiuk - prezes Ukraińskiej Fundacji

Kultury, malarka - Ulana Kalagurska oraz tłumacz. Ustalono możliwości dalszej współpracy. Ulana Kalagurska

przekazała poniższy projekt okładki do almanachu.

Zarysowuje się współpraca wydawnictwa lwowskiego z Reginą Nachacz, o czym świadczy następująca

korespondencja:

Szanowna pani Regino,

Mam na imię Andriy Velychko, jestem menadżerem projektów międzynarodowych w Lwowskim

Centrum Partnerstwa i Współpracy Kulturalnej. Dyrektor Centrum, p. Oleg Varkholyak, przekazał do mnie

Pani poezje i teraz będę się tym zajmował...

Dziękuję bardzo za wysłanie do nas swoich wierszy i przepraszam, że odpowiadam z opóźnieniem.

Utwory Pani o kotkach bardzo nam się podobały. Moim zdaniem (nie profesjonalisty) są oni podobne do

poezji dziecięcych Juliana Tuwima, które mamy przetłumaczone w języku ukraińskim. W każdym razie

mnie, mojej żonie i dwojgu dzieciom wiersze bardzo się podobały i bylibyśmy bardzo zainteresowani, jeżeli

ukazałyby się one w tłumaczeniu ukraińskim.

Dlatego rozesłałem Pani poezje po wydawnictwach lwowskich i oczekuję odpowiedzi. Tak przy

okazji chcę zapytać, jaką by była Pani kwota za prawo autorskie za zbiórek tych bajek o kotach i czy są jeszcze

jakieś utwory w tym zbiorze?


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 18

Na razie bardzo się cieszę znajomością z Panią i mam nadzieję, że w przyszłym roku uda się nam

zrealizować ten projekt wydawniczy. Życzę, więc Pani wesołych świąt, dużo zdrowia i sukcesów twórczych

w przyszłym roku!

Kłaniam się uprzejmie, Andriy Velychko


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 19

Maria Rudnicka

W nagrodę za uczestniczenie w konkursie list

gratulacyjny i wycieczka do Brukseli

(relacja na zebraniu RSTK w dniu 7 listopada 2011 r.)

W 2010 roku wzięłam udział w konkursie organizowanym

przez posłankę do Parlamentu Europejskiego,

Elżbietę Łukacijewską, w związku, z czym otrzymałam

list gratulacyjny:

Gmach Europarlamentu w Brukseli zwiedzany przez

Marię Rudnicką wraz ze słuchaczami UTW z

Podkarpacia i młodzieżą biorącą udział

w konkursie „Przekraczamy granice”.

W dniach 18 do 21 września 2011 r. w nagrodę za uczestniczenie w konkursie wzięłam udział wraz

ze słuchaczami Uniwersytetu Trzeciego Wieku w wycieczce do Brukseli do Europarlamentu.

W dniu 18 września 2011 roku wyjechaliśmy autokarem do Brukseli. Właściwie wycieczka trwała trzy dni,

bo nie liczy się czas podróży.Wyjechaliśmy w niedzielę w południe. Do Brukseli dotarliśmy na drugi dzień,


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str.20

to jest w poniedziałek o godzinie 11 - tej. W Brukseli byliśmy do środy do godziny 18 -tej. Do Rzeszowa

przyjechaliśmy na godzinę 18 - tą w czwartek.

Poprzednio nie wspomniałam, że we wtorek jak byliśmy w Parlamencie, wieczorem odbyła się wystawa

województwa Podkarpackiego. Wystawę zorganizowała Elżbieta Łukacijewska.

Zwiedziliśmy Parlament i miasto. W parlamencie

przy zwiedzaniu towarzyszyła nam pani

Łukacijewska. Także przy wieczornych posiłkach

była razem z nami. Pierwszy wieczór ,to jest w

poniedziałek, przy obiadokolacji, grupa z Krosna

wręczyła Posłance album. Grupa rzeszowska nie

miała takiego prezentu. Więc zaproponowałam

naszej grupie, że zaśpiewam piosenkę p.t. " Rzeszów

- Stolica Podkarpacia", do której ułożyłam tekst a

pani Błażej napisała nuty. W Parlamencie nie można

było robić zdjęć poszczególnych pomieszczeń.

Byliśmy w Domu Podkarpacia, w którym reklamuje

się województwo podkarpackie. Między innymi

nasze zabytki takie jak: zamek łańcucki. zamek w

Krasiczynie itp.

Maria Rudnicka (w środku) w otoczeniu elektronów –

wizytówki Brukseli.

Zwiedziliśmy także piękny Rynek z Ratuszem o wyjątkowej, przepięknej architekturze. Ponadto

obejrzeliśmy Muzeum Broni. Z Łuku Triumfalnego obserwowaliśmy piękne widoki. Chodząc po mieście

obejrzeliśmy wiele obiektów: śliczną Katedrę, w której były cudowne witraże i ciekawa ambona.

Przewodniczka wiele nam opowiadała, ale wszystkiego nie da się zapamiętać.W środę w ostatnim dniu

naszego pobytu zrobiliśmy zdjęcie nagiego/siusiającego/ chłopca, który prawdopodobnie uratował Brukselę

od pożaru.We wszystkich sklepach można kupić jego figurkę.

Wieczorem przy obiadokolacji, żegnaliśmy Brukselę lampką wina. O godzinie 18 wyjechaliśmy do

Rzeszowa. Na miejscu byliśmy w czwartek o godzinie 16 – tej

Maria Rudnicka w drugim rzędzie, trzecia z prawej wraz ze słuchaczami UTW z Podkarpacia

i młodzieżą biorącą udział w konkursie „Przekraczamy Granice”.


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 21

Sekcja Muzyczna RSTK pod kierunkiem Zygmunta

Kiełbowicza wykonuje pieśni „Życie jest piękne”,

„Życie trwa”. Od prawej: Teresa Opioła-Skoczek,

Krystyna Dworak, Maria Rudnicka, Zygmunt

Kiełbowicz, Zofia Krawiec, Stanisław Dworak,

Józef Kawałek, Julian Szczygieł.

Fot. Alicja Borowiec

Dzień Seniora

Wojewódzki Dom Kultury, 25 września 2011 r. (niedziela)

Gospodarzem Dnia Seniora było Regionalne Stowarzyszenie

Twórców Kultury. W imieniu WDK przywitała

gości p. Jadwiga Orzechowska – główny instruktor

WDK, natomiast z ramienia RSTK zapowiedział program

prezes Józef Kawałek.

Na program ten złożyły się życzenia, humorystyczne

monologi, śpiewane wspólnie pieśni, zabawy ze

śpiewem, wiersze członków RSTK. Wystąpił Teatr Słowa

w osobach Doroty Kwoki i Stacha Ożoga oraz Sekcja

muzyczna RSTK pod kierunkiem Zygmunta Kiełbowicza,

dwa bloki prowadziła Krystyna Dworak, swoje

utwory wygłaszali Stanisław Dworak, Zygmunt Kiełbowicz,

Maria Rudnicka. Na początku wystąpiła Maria Mazurek

z pieśnią „Sancta Marija” z życzeniami łask od

Matki Boskiej Królowej Polski.

Następnie przedstawiciel Młodych Erestekowców,

Beniamin Bukowski, złożył życzenia Seniorom słowami

pieśni „Chętnie żeśmy tu przybyli”. Zasadniczym punktem programu

było wystąpienie doktor nauk medycznych pani Jadwigi

Górskiej –Kowalskiej, a mottem wieczorku seniorskiego stała się

pieśń, „Kiedy razem się zbierzemy”, która stworzyła przyjemną

atmosferę, radości i szczęścia z przebywania razem. Zachęcająco

zabrzmiały słowa:

Kiedy razem się zbierzemy

Zewsząd radość nas owionie.

Nigdzie tak się nie czujemy,

Jak w przyjaznym naszym gronie.

Dorota Kwoka w WDK czyta wiersze

członków RSTK z okazji Dnia Seniora.

25.09.2011. Fot. Alicja Borowiec

Same usta nam się śmieją,

W żyłach krew nam raźniej płynie,

Serca biją nam nadzieją,

Tak nam dobrze jak w rodzinie

2. Niechaj żyje przyjaźń nasza,

Niech w nas krzepi dusze młode.

Wszelkie troski niech rozprasza

I umacnia serc pogodę.

Uczestnicy Dnia Seniora w WDK. 25.09.2011. Pierwsza

z lewej Maria Nowak w stroju łowickim – prezes występującego

na uroczystości Chóru UTW Cantilena z

repertuarem „Mazowsze”. Fot. Alicja Borowiec

Zgoda, jedność niech nas zbrata,

Jako jednej matki dzieci

I niech nam po wszystkie lata

Jako złota gwiazda świeci.

Spotkanie trwało prawie cztery godziny. Nie

wszyscy zdążyli się zaprezentować. Każdy jednak z tej

imprezy mógł coś wynieść, a nawet nauczyć się, np.,

zabaw i pieśni dla dzieci wykonywanych przez Krystynę

Dworak, sposobu zachowania się w wieku starszym

z prelekcji Jadwigi Górskiej-Kowalskiej,


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 22

wyobraźni o życiu z poezji i monologów wykonywanych przez Stacha Ożoga, patriotyzmu z wierszy Zygmunta

Kiełbowicza itd.

Wystawa prac Emilii Wołoszyn w WDK z okazji Dnia Seniora. 25.09.2011 r. Fot. Alicja Borowiec

Wieczór Papieski dla mieszkańców Rzeszowa w Wojewódzkim Domu Kultury

W dniu 19 października 2011r. Regionalne Stowarzyszenie Twórców Kultury we współpracy

z głównym instruktorem WDK, Jadwigą Orzechowską zorganizowało spotkanie z cyklu muzyka i słowo

poświęcone pamięci papieża Jana Pawła II. Na wstępie główny instruktor WDK, Jadwiga Orzechowska

przedstawiła wykonawców programu poświęconego papieżowi - Regionalne Stowarzyszenie Twórców Kultury

i Chór Związku Nauczycielstwa Polskiego „Cantus” w Rzeszowie. W pierwszej części programu wystąpił

chór, który wykonał pieśni: „Gaude mater…Ojczyzno ty ma” oraz modlitwę kapłana z opery G. Verdiego

„Nabucco”. W drugiej części wystąpiła Dorota Kwoka (kierownik sekcji RSTK żywego słowa). W jej

wykonaniu publiczność odebrała następujące utwory:

Górska-Kowalska Jadwiga: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”

Górska-Kowalska Jadwiga: „Dzień i godzina śmierci Jana Pawła II”

Górska-Kowalska Jadwiga: „Nad grobem Jana Pawła II”

Górska-Kowalska Jadwiga: „Beatyfikacja”

Pietrasz Edyta: „Syn polskiej ziemi”

Dworak Stanisław: „Papież Świętym”

Rudnicka Maria: „Dar od Boga. O Janie Pawle II”

Rudnicka Maria: „Papież w naszych sercach”

Nachacz Regina: „Raj Jana Pawła II”

Nachacz Regina: „Santo Subito”

Nachacz Regina: „Ostatni rejs”

Nachacz Regina: „Lasek Pana Boga”

Żarów Stefan Michał: „Dotknąłeś mnie”

Stokłosa Zdzisław: „Santo Subito”

Stokłosa Zdzisław: „Refleksja JP II”

Niemiec Agnieszka: „Totus Tuus”


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 23

Niemiec Agnieszka: „Samotna ziemia”

Krawiec Zofia: „Kim ja jestem”

Błaszczuk Katarzyna: „Puste miejsce?”

Homa Józef: ….. (bez tytułu)

Pietrasz Edyta: „Jan Paweł II – Polak”

Łyp Mieczysław Arkadiusz: „Z papieskiego szlaku”

Wystąpiła też Grupa Wokalna pod kierunkiem Ewy Pawełek (z Klubu 21 Dywizji Strzelców Podhalańskich).

W końcowej części programu wystąpił Chór ZNP Cantus, który wykonał pieśni: „Modlitwa o

pokój”, „ Ojczyzna moja”, „ Redemptoris Mater”. Publiczność wspólnie z chórem zaśpiewała ulubioną

przez papieża „Barkę”. Występ zakończyła Maria Mazurek pieśnią „Zostań z nami”.

Echa wieczoru papieskiego w Klubie „Turkus” WDK w Rzeszowie zorganizowanego przez RSTK

Jerzy Stefan Nawrocki – (Kierownik sekcji literackiej RSTK, sekretarz ZLP oddział w Rzeszowie, laureat m.in.

nagród Miasta Rzeszowa i Urzędu Marszałkowskiego woj. Podkarpackiego)

Cienie – powieść

(Nagroda Miasta Rzeszowa w 2006 r.) - Pamięci wskazań Papieża-Polaka Jana Pawła II dla Polaków

dedykuję te fragmenty

W kościele złotnickiej parafii biły radośnie dzwony: ding-i-dang, ding-a-ding, ing-i-den-g! głosiły w

niespełna rok wszem okolicom już po raz drugi wielce ważną dla każdego Polaka nowinę. Oto, z błogosławionego

związku małżeńskiego Władysławy Janiny de donio Chłopickiej i Leona Anduszewskiego privatus

officialistis z rodów kochających uciskaną polskość, przyszło na świat dnia 4 maja 1874 roku - w

dzień po kolejnej rocznicy uchwalenia Konstytucji 3-go Maja - jeszcze jedno z krwi i kości polskie

dziecko: puella, Ignacja Eleonora Andruszewska, ze strony ojca wnuczka Ignacego i Kornelii Andruszewskiej

z Ciemirskich, sacerdos baptisans Franciszek Niemczykowski, zaś jej rodzicami chrzestnymi Joannes

Porembalski - officjalisti privatus i pani Franciszka Gali. Ex parte officii parochialis rit. lat. Ecclesiae sub

tit. S. Stemski E. K. notum testatumąue fit, w księgach metrykalnych urodzeń Parafii w Złotnikach zapisana

w tomie XVI, pag. 28. I wyszli z kościoła pełnego ludzi wszyscy po sumie na plac uśmiechnięci, bo i dzień

ten majowy był niebrzydki, sunęli dumni z ostentacją wśród gromad wiernych i gości przez plac parafialny,

wokół którego tłoczyły się bryki, koczyki, półkoszki i czym kto mógł do kościoła przybyć, by potem

świętować to radosne wydarzenie z nimi, a ona - malutka Ignacja Eleonora - spala grzecznie pomimo

okrzyków i radosnego zgiełku życzeń w białejpianie koronek, nieświadoma niczego, co przyszłością i

losem, ufna w ciepło w krąg niej.

I chociaż nad wieczorem słońce zachodziło krwawo jak rzadko, wszyscy uznali ten dzień, bo i tak

przecież chcieli, za dużo obiecujący. Już wówczas wszak postanowiono, że zesłanej przez Boga nowej dziecinie

najbardziej korzystnie będzie chyba rozpocząć kiedyś dorosłe życie z nieznanym jeszcze mężem od

dzierżawy, skoro na własność by nie starczało, albowiem dobra dzierżawa, byle tylko dbać o nią, wyniosła

już wielu do góry. A w ogóle, to tak wypada ze wszech miar, tłumaczył każdemu Dominik, bo to Nieczuja

Chłopickich od XV wieku z ziemią jest ci duszą i życiem powiązany, a i ów kruk z pierścieniem złotym

w dziobie - co i łgnacce teraz przysługuje od jej ojca - siedzi w gładkim polu na gałęzi, nie zaś na

kalenicy dachu pośród miasta. Tak i trza szanować wszystkie tradycje, nie stanie ci bez nich Polska...

Znowu biły dzwony. Pamiętała ich dźwięk, bo każdy dzwon ma głos własny, każdy dzwoni inaczej,

chociażby mówił to samo. Były to dzwony kołomyjskiej parafii, a dzwoniły dla niej, Ignacji Eleonory

Andruszewskiej i jej już męża Emiliana, syna Ludwika i Leonidy, urodzonego w Nowosiółku koło Złoczowa,


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 24

habitans Kołomyja. Sacerdos benedicens. R.D. Józef Gawżyński, świadkowie i pokrewieństwo - Alfred Kawecki

i Tadeusz Chłopicki. A był dzień pięknej polskiej jesieni trzeci września, Anno Domini 1898. A

stamtąd, jakby na jakichś niewidzialnych skrzydłach, popłynęła ponad polami hen, do Czortkowa, daleko

po drugiej stronie porżecża Dniestru, bo tam Właśnie znaleźli to, czego szukali: niewielki dworek z

równie niewielką dzierżawą, w niespełna dwie wiorsty od miasta. Dwudziesty czwarty miała już rok, najwyższa

pora na małżeństwo, ale. Chlubnym wzorem pradziadów Józefa i Tadeusza wciąż nie garnęli Chłopięcy

polskiego bogactwa pod siebie, pozostając na poczciwości i pamięci Rzeczypospolitej, u Andruszewskich

było niewiele lepiej. Posag, ot, posag, ot trudność. Z inteligencji, więc, z rodziny nauczycieli się jej

Emilu wywodził i polskość mu wniosła głównie w darze. Cóż, że z nauczycieli był -bez nich i książę jak

cep, durny! W głowach ich mądrość zapisana, a dziś bez mądrości jak żytlll Najważniejsze, że z prawych

Polaków rodzina Emilu się wiodła...

I jeszcze raz biją dzwony, tym razem już te w Czortkowie. Wesoło biją, wesolutko, bo choć nie jest

bogato, do żadnych wód ani marzyć, to przecież potomek jest oto pierwszy, a męski od razu -gwarancja podtrzymania

nazwiska - chłopiec jest! Z pierwszego Stefanus, Stefku znaczy, z drugiego na pamiątkę po jej

ojcu -Leon: lew. Za chrzestnych mu Stefan Kella - magister i Andruszewska Helena. I piękna w

krąg pora, bo sierpień - 20 sierpnia 1899 roku.

Już nie wstawała, nie mogła. Pamiętała sny. Było w nich wszystko, o czym opowiadali jej matka,

dziadek, wujkowie, ojciec. I to, co wspominała sama.

Więc tak powstają legendy, tak mija życie, że nawet nie wiemy, czym, czasem swoim czy innych -

myślała teraz lgnąca w półśnie, z którego nie chciała się budzić. - Przecież mnie wtedy jeszcze nie było.

Tak rodzi się, z naszej i naszych dziadów pamięci historia, na końcu dopiero jestem w niej ja, przyszło

mi w niej być dopiero później, a potem może i nigdy, wcale??? Ot, dość już mnie ludzkiej historii, dobrzy,

że miękko i nareszci spokój człowiekowi po latach, po tej szarpaninie, po wojnie. I, ot, te odleżyny

ciągle bolą... Stefku ma teraz blisko z pracy, dwa kroki do domu.

Nie chciała się zbudzić, nie chciało się jej podnosić znużonych powiek.

Z kuchni przez drzwi zajrzała do pokoju Mama. - Jeźdź wolniej, Jureczku - powiedziała cicho. - Nie

szalej na tym rowerze. Babcia śpi. - Zwolniłem, żeby nie wjechać na bambosze Babci, choć już nie wstawała

nawet do klozetu, miała pod łóżkiem emaliowany na biało „basen". Teraz, kiedy jestem już w drugiej

klasie, czytała mi bardzo rzadko i bardzo krótko, czasem.

Wracałem z Olszynek znużony, słońce prażyło. Ludzi na chodnikach było pełno, przewalali się w

zgiełku w obydwie strony i ten zgiełk wraz z upałem tworzyły nie byle wrzący tygiel. Pragnąłem ciszy.

Innych myśli. Jakichś rozważań. Chciałem z tego, jakby bezsensownego tygla, w którym sam istniałem,

uciec. Jeżeli jest to nawet owa wspaniała cywilizacja, to miałem jednak ochotę chociażby trochę w niej

pomyśleć. Pierwsze wysokie drzwi kościoła „akademickiego" były otwarte szeroko i wszedłem w nie, w

ukojenie palców zanurzonych w chłodnej kamiennej kropielnicy, z ulgą. Minąłem wewnętrzne skrzydła i,

oto, tamten świat, którego przestałem pragnąć, zniknął, jakby przestał naraz istnieć. Jakby nie istniał nigdy.

Nie docierał do stalli i ławek z ulicy nawet najcichszy odgłos, nawet szmer tamtych odgłosów.

Główny ołtarz był pełen milczącego światła, boczne ołtarze tkwiły przy ścianach zamyślone nad

człowiekiem, może i nade mną, któremu służyły istnieniem. Wysoko w nawie przed obrazem złociły się

w powietrzu drobniuteńkie pyłki, wirujące wolniutko w niewidocznych prądach i wydawało mi się, że

mówią swym ruchem coś do mnie, zauważalne jedynie tutaj: może o przystani spokoju dla każdego, o

upale i zgiełku, o których warto zapomnieć, może o problemach z labą i losie przed rokiem jeszcze nieodgadnionym,

w który człowiek wkracza, wcale go bynajmniej nie pragnąc i często jakby wbrew sobie, tu

zaś myśleć o nim najłatwiej, zastanawiać się, gdy nici zgiełku odcięte, gdzie pył szepcze każdemu prawdę o

prawdzie pyłu. I cieszyłem się, że tu wstąpiłem, czyniąc tak od czasu do czasu z własnej i nieprzymuszonej

woli akurat dzisiaj, bo dziś było mi to - jak właśnie pojąłem - potrzebne. Siedziało jeszcze


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 25

w ławkach ze czworo takich jak ja, chociaż zupełnie dorosłych: niewiele, bo też nie było żadnych mszy

do południa, lecz właśnie wtedy najlepiej rozmawia się myślą z przestrzenią, z ołtarzami i obrazami, z tajemnicami

istnienia.

Okazywały się wówczas dostępniejsze w tej skarbnicy rozważań zupełnie odmiennych od życia ulicy,

życiem zamykającym usta chodników i jezdni już w otwartych drzwiach świata innych wartości.

I kiedy wyszedłem już stamtąd, nie odczuwałem upału i nie słyszałem zgiełku, które jakby się oddaliły

i brakło im do mnie dostępu: obserwowałem ulicę jakoby z oddali, jakby to, co współtworzyło

właśnie w tej chwili chłopaka, nabrało jakichś nowych, odmiennych cech.

Słowa o chórze i RSTK powiedziane przez głównego instruktora WDK, Jadwigę Orzechowską

Słowo o chórze

Jest pierwszym chórem nauczycielskim w historii Rzeszowa. Powstał w 1964 r. W roku 2014 będzie

obchodził swój Złoty Jubileusz. Jest jedynym chórem w Rzeszowie, który ma swoją monografię zredagowaną

przez Józefa Kawałka we współpracy z Tadeuszem Główką.

Chórem tym dyrygowali zasłużeni w życiu muzycznym Rzeszowa i Podkarpacia: Jan Wołowiec,

Andrzej Jakubowski, Zdzisław Wawrzyniec Putyło, Andrzej Jakubowski, Kazimierz Dzięgiel. Obecnie dyrygentem

chóru jest zasłużona dla kultury Otylia Piechowska, kanclerz Uniwersytetu Trzeciego Wieku w

Łańcucie.

Słowo o Regionalnym Stowarzyszeniu Twórców Kultury

Stowarzyszenie powstało w roku 1980 na fali ruchów solidarnościowych i nosiło nazwę Robotnicze

Stowarzyszenie Twórców Kultury. Miało w swoich szeregach robotników i stawiało sobie za cel krzewienie

kultury robotniczej. Jak każda organizacja przechodziło swoje wzloty i upadki.

Po kryzysie, jaki nastąpił w roku 2007, dokonano reorganizacji stowarzyszenia, a w roku 2009, kiedy

okazało się, że w szeregach RSTK nie ma robotników, zmieniono nazwę na Regionalne Stowarzyszenie

Twórców Kultury, a jako cel postawiono nie tylko krzewienie kultury robotniczej, lecz kultury w ogóle.

Powołano do życia sekcje – literacką, którego kierownikiem stał się Jerzy Nawrocki, muzyczną,

kierowaną przez Zygmunta, Kiełbowicza, plastyczną z Emilią Wołoszyn, Krystyną Arciszewską-Budzyń,

Krystyną Cholewińską, pedagogiczno-dydaktyczną z Zofią Krawiec i Katarzyną Błaszczuk, fotograficznofilmową

z Alicją Borowiec, z Władysławem Wiąckiem i Józefem Homą, żywego słowa z Dorotą Kwoką i

Stachem Ożogiem.

W bieżącym roku powstało Koło Młodych Erestekowców. Stowarzyszenie wydaje biuletyn „Kultura

i Pieśń”, w którym publikowane są utwory członków i sympatyków RSTK. Numer czwarty biuletynu poszerzony

został o Wkładkę Młodych. Wkładkę tę redaguje student Uniwersytetu Jagiellońskiego i Państwowej

Wyższej Szkoły Teatralnej Beniamin Bukowski, a współpracownikami są młodzi z Podkarpacia studiujący

na znanych w kraju uczelniach: Uniwersytecie Jagiellońskim, Akademii Górniczo-Hutniczej, Uniwersytecie

Wrocławskim, Uniwersytecie Warszawskim, uniwersytecie poznańskim.

Najmłodsi są uczniami LO im. Jana Pawła II ss. Prezentek w Rzeszowie. Działalność członków

Stowarzyszenia jest widoczna niemal we wszystkich instytucjach kultury, w chórach, w związkach twórczych,

w gminnych ośrodkach kultury, w klubach, świetlicach, bibliotekach, szkołach, przedszkolach i itp.


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 26

Scena w Klubie Piwnice w Przemyślu na Dorocznym Spotkaniu

Poetów. 27.10.2011r.

Wiceprezes RSTK Stefan Michał Żarów

na XVII Dorocznym Spotkaniu Poetów

w Przemyślu.

W dniu 27 października, już po raz siedemnasty,

poeci z województwa podkarpackiego

spotkali się w Centrum Kulturalnym w Przemyślu

na XVII Dorocznym Spotkaniu Poetów.

Z roku na rok Spotkania cieszą się coraz

większą popularnością. Do tegorocznej edycji

swój udział zgłosiło siedemdziesiąt osób, w tym

stali bywalcy oraz osoby debiutujące na Dorocznym

Spotkaniu Poetów.

Wyjątkowość tego przedsięwzięcia tkwi w niezobowiązującej,

luźnej formie, która mimo cykliczności

spotkań i grupie stałych uczestników nie narzuca form. To w Centrum Kulturalnym osoby piszące

spotykają się raz do roku, aby podyskutować, zawrzeć nowe przyjaźnie i zaprezentować swoją twórczości.

I tak jak różnią się ludzie, tak różne są prezentowane wiersze, oscylujące wokół egzystencji człowieka

wraz z otaczającym go światem przyrody, problemami i radościami. Czwartkowe popołudnie było świętem

słowa pisanego i mówionego. Jednak nie zabrakło także muzyki, która doskonale łączyła się z poezją.

Wszystkim przybyłym gościom umilił czas występ dwóch gitarzystek, Katarzyny Stępień i Aleksandry

Durbajło

W imprezie wziął udział wiceprezes Regionalnego Stowarzyszenia Twórców Kultury z Rzeszowa

Stefan M. Żarów, lecz nie zabrakło także naszych dobrych znajomych jak chociażby Kazimierz Linda ze

Stalowej Woli.

Z tej okazji został wydany bibliofilski tomik wierszy, w którym zaprezentowało swoją twórczość

siedemdziesięciu poetów. Każdy wyróżniony został także okolicznościowym listem, w którym Pan Adam

Halwa Dyrektor Centrum pisze: ,,…Gratuluję dotychczasowych osiągnięć życząc jednocześnie jeszcze wielu

równie pięknych spotkań, podczas których niepodzielnie będzie królować muza poezji Erato" Prezentacja.

Jak wyznaje wiceprezes RSTK, prezentacja wierszy przez samych autorów i recital duetu gitarowego

uczennic Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych im. A Malawskiego w Przemyślu oraz wnętrza Klubu

Piwnice znakomicie tworzyły atmosferę spotkania i nadawały jej podniosły poetycki nastrój.

Tomik wierszy „XVII Doroczne Spotkania Poetów

w Przemyślu”.

Łucja Wiszlańska z Przemyśla czyta swój wiersz na

XVII DSP w Przemyślu.27.10.2011r.


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 27

Erestekowcy na promocji almanachu „Zanurzeni w słowie”

mieleckiej Grupy Literackiej „Słowo”

Podwójna promocja almanachu „Zanurzeni w słowie” wypracowanego przez Zbigniewa Michalskiego,

prezesa mieleckiej grupy literackiej „Słowo” połączona z finałem obchodów pięciolecia istnienia Grupy

Literackiej "Słowo" z Mielca, odbyła się 3 listopada 2011 r. w ramach "Podkarpackiej Izby Poezji" w Klubie

"Turkus" Wojewódzkiego

Domu Kultury w Rzeszowie,

Na scenie Klubu

Turkus zaprezentowała się

Grupa Wokalno - Instrumentalna

Polskiego Towarzystwa

Gimnastycznego

Od lewej: Jerzy Stefan Nawrocki - kierownik sekcji literackiej RSTK i sekretarz oddziału

rzeszowskiego ZLP, Edyta Pietrasz - członek RSTK i członek ZLP, Stefan Michał

Żarów - wiceprezes RSTK, Jadwiga Orzechowska - główny instruktor WDK w

Rzeszowie. Fot. Monika Zając-Czerkies.

"Sokół 1893" z Mielca,

prowadzona przez Emilię

Żola i Jolantę Dudzik, w

składzie: Julia Kożuszna,

Sara Girgis, Michał Różycki,

Paulina Mączyńska, Maria

Żelazo, Katarzyna Błachowicz,

Katarzyna Dudzik

i Kamila Bik. Program zawierał:

wiersze twórców z

almanachu "Zanurzeni w

słowie", piosenki literackie.

Recenzje almanachu "Zanurzeni w słowie" dr Zofii Brzuchowskiej adiunkta z Uniwersytetu Rzeszowskiego

przedstawił wiceprezes Grupy Piotr Durak. Almanach zawiera utwory 31 twórców. Autorem grafik

jest Krzysztof Krawiec uznany malarz i grafik, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Wydawcą

i sponsorem finansowym jest Towarzystwo Miłośników Ziemi Mieleckiej im Wł. Szafera w Mielcu, którego

wiceprezes Maria Błażków brała udział w spotkaniu.

Po okolicznościowym wystąpieniu prezesa Grupy Literackiej "Słowo" Zbigniewa Michalskiego wywiązała

się merytoryczna dyskusja, w której udział wzięli: prezes Regionalnego Stowarzyszenia Twórców

Kultury w Rzeszowie, Józef Kawałek, wiceprezes RSTK, Stefan Michał Żarów, kierownik sekcji literackiej

RSTK i sekretarz Oddziału ZLP w Rzeszowie, Jerzy Stefan Nawrocki, kierownik sekcji teatralnej

RSTK, Dorota Kwoka, członek RSTK i wiceprezes Grupy Literackiej „Słowo”, Piotr Durak,

kierownik Centrum RSTK ds. Przepływu Informacji, Katarzyna Pajdak, członek RSTK Jadwiga Kupiszewska.

Z Mielca zabrali głos: Barbara Augustyn, Renata Bik, Piotr Durak, Mieczysław Działowski, Aleksandra

Piguła, Janusz Kapuściński.

Spotkanie prowadził i nad całością dyskusji czuwał osobiście gospodarz Izby, niezastąpiony Czesław Drąg.

Stefan M. Żarów


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 28

Jacek Kawałek

W dniu 5 listopada 2011 r. na zebraniu RSTK Emilia Wołoszyn zaprezentowała swoje malarstwo.

Członkowie RSTK wysłuchali relacji Jacka Kawałka, historyka sztuki, zamieszczonej w przygotowanym do

druku almanachu pt. „Przestrzenie wyobraźni” odczytanej przez Zygmunta Kiełbowicza.

EMILIA WOŁOSZYN

Członkinią Robotniczego Stowarzyszenia Twórców Kultury od wielu już lat jest Emilia Wołoszyn,

urodzona w 1934 roku we Lwowie. Z jej oficjalnego biogramu dowiadujemy się, że ukończyła Państwowe

Liceum Sztuk Plastycznych w Jarosławiu, a następnie Studium Poligraficzne w Warszawie. Pracowała także

w Państwowym Przedsiębiorstwie Wydawnictw

Kartograficznych we Wrocławiu i

w Wojewódzkim Biurze Geodezji w Rzeszowie,

jako rysownik kartograficzny,

przygotowując mapy do druku. Od 1978

roku bierze czynny udział w pracach Klubu

Plastycznego ( Klubu Plastyka Amatora,

Klubu Twórców Nieprofesjonalnych) przy

Wojewódzkim Domu Kultury w Rzeszowie.

Wielokrotnie uczestniczyła również w

Emilia Wołoszyn na tle swoich obrazów wystawionych w WDK na

zebraniu RSTK w dniu 7 listopada 2011 r. Fot. Alicja Borowiec

ogólnopolskich plenerach, wystawach i

konkursach. Jest laureatką licznych nagród i

wyróżnień. Maluje, a na co dzień, tam gdzie

bywa, rysuje. Zapewne zgodnie z nawykiem wyniesionym jeszcze z jarosławskiego Liceum Plastycznego,

gdzie była uczennicą Alojzego Zawady, fenomenalnego nauczyciela rysunku i malarstwa.

W pojęciu Emilii Wołoszyn rysunek zawsze był najszlachetniejszą dyscyplinę sztuk plastycznych,

a najwyższy poziom artystyczny uzyskał w wydaniu dawnych mistrzów. W swych szkicach i fantastycznych,

poetyckich kompozycjach rysunkowych Emilia Wołoszyn podąża śladami dawnych mistrzów.

Emilia Wołoszyn, to zarówno niezwykła osoba jak i wyjątkowa artystka. Jej osobowość jest wielowymiarowym

fenomenem, ale moją uwagę absorbuje przede wszystkim lwowski „wymiar” jej osobowości.

W moim odczuciu Emilia Wołoszyn,

jako pojedyncza osoba, to właśnie

Lwów, a właściwie pars pro toto całej

społeczności przedwojennego, inteligenckiego,

polskiego Lwowa. To żywe

uosobienie tamtego Lwowa. To

coś znacznie więcej, aniżeli żywa

osoba przeniesiona do naszej rzeczywistości

ze Lwowa końca lat trzydziestych.

Emilia Wołoszyn. to Lwów

Wystawa Emilii Wołoszyn zaprezentowana w WDK na zebraniu RSTK

w dniu 7 listopada 2011 r. Fot. Alicja Borowiec

prawdziwy, którego już dawno nie

ma, a przecież jest on doskonale znany

jej z autopsji, z dzieciństwa i wczesnej

młodości, a nie z literatury pięknej lub opowiadań i wspomnień rodziców. Z autopsji, czyli z kilku

krótkich lat dzieciństwa, które prawie zawsze jest najszczęśliwszym okresem w życiu każdego człowieka,

być może także z pierwszej dziewczęcej randki w Ogrodzie Jezuickim, albo gdzieś w pobliżu, może


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 29

Od lewej: Emilia Wołoszyn, Stefan Michał Żarów, Jadwiga Kowalska

- Górska zasłuchani w tekst wykładu Jacka Kawałka odczytanego

przez Zygmunta Kiełbowicza w WDK na zebraniu RSTK w

dniu 7 listopada 2011 r. Fot. A. Borowiec

w cienistych alejkach wokół Wysokiego

Zamku. Kiedy na jakimś dzisiejszym wernisażu

widzę Panią Emilię w pięknie fasonowanym

słomkowym kapelusiku – żadna

modystka nie potrafi dzisiaj tak szykownie

podwinąć boków przedniej części niezbyt

szerokiego rondka – to nie mam wątpliwości,

że w duszy pani Emilii dzieje się w tym

momencie coś ważnego i wyjątkowego.

Domyślam się, że właśnie w tej chwili Pani

Emilia na skrzydłach wspomnień i nieograniczonej

wyobraźni powróciła do swojego

Lwowa. Bo Lwów, co do tego pani Emilia

nie ma wątpliwości, to najpiękniejsze i najbardziej

kulturalne miasto na świecie, jej rodzinne, ojczyste miasto. To jednak także Lwów rzucony na pastwę

losu. To ukochany Lwów, z którego trzeba było wyjechać pod przymusem. Bez jakichkolwiek przywilejów.

Tak samo jak wyjeżdżali ze Lwowa Niemcy i folksdojcze. Po opuszczeniu Lwowa życie pani Emilii

toczyło się różnymi, czasem bardzo dramatycznymi torami. To tylko tak się złożyło, przypadkowo, że pani

Emilia Wołoszyn zamieszkała w Rzeszowie. Niewiele brakowało, aby zamieszkała w Paryżu, albo w Nowym

Jorku. Jest interesującym, a jednocześnie zagadkowym, że lwowska proweniencja oraz lwowskie doświadczenia

nie mają bezpośredniego odbicia w plastycznej twórczości Emilii Wołoszyn.

Jej pierwszą ważną przygodą w prawie dorosłym życiu w nowej – starej ojczyźnie było jarosławskie

Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych. Zdążyła ukończyć tę szkołę w roku 1952, co pozwoliło jej uczyć

się rysunku i malarstwa pod kierunkiem wspomnianego już legendarnego Alojzego Zawady. Artysta ten i

pedagog sformułował nowatorskie podstawy nauczania rysunku i malarstwa w średnich szkołach plastycznych,

do dzisiaj stanowiące fundament polskiej „szkoły” wychowania przez sztukę. Absolwenci jarosławskiego

liceum plastycznego reprezentowali tak wysoki poziom

zaawansowania, że prawie bez wyjątku przyjmowano ich na studia

w wyższych szkołach artystycznych.

Po ukończeniu jarosławskiego Liceum Sztuk Plastycznych

zdała egzamin wstępny i rozpoczęła studia na Wydziale Malarstwa

w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, ale akurat z początkiem

drugiego semestru jej studiów, - choć ówczesnym propagandystom

wydawało się to nieprawdopodobne! -, zmarł nagle

Józef Stalin - Chorąży Pokoju, przywódca postępowej ludzkości.

Pani Emilia stała się ofiarą bandyckiego, a bezpodstawnego donosu

któregoś z kolegów lub którejś z koleżanek. Natychmiast relegowano

ją z Akademii Sztuk Pięknych, jako potencjalnego wroga

ludu, który nie potrafił cierpieć wystarczająco z powodu śmierci

Józefa Stalina. Mówiąc dokładniej ktoś ze studentów doniósł do

„ube” na Emilię Wołoszyn, a było to zwykłe pomówienie. Brak

Emilia Wołoszyn ze Stefanem Żarowem

Na tle swojej wystawy. 07.11.2011.

Fot. Alicja Borowiec.

demonstrowania ostatecznej – a może operetkowej? - rozpaczy wystarczył jednak, aby wyrzucono ją z hukiem

z Akademii, na dodatek z wilczym biletem. Będąc artystką z powołania oraz temperamentu musiała

teraz zostać zwyczajnym i cichym zjadaczem chleba. Wykorzystując swoje zdolności oraz pozytywne cechy

charakteru ukończyła jednak studia kartograficzne i przez kilkadziesiąt lat pracowała w biurach kartograficznych

i geodezyjnych. Nie zrezygnowała jednak z malowania i rysowania.


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 30

Szukając odpowiedniego miejsca dla swoich zainteresowań „szwendała się” po klubach plastyka –

amatora, kiedy jej miejsce od początku było w oficjalnym związku twórczym, stwarzającym warunki do

uprawiania twórczości plastycznej, dającym prawo udziału w oficjalnym życiu artystycznym. Nie sposób

ogarnąć całości dokonań oraz całości dorobku Emilii Wołoszyn. Wszystko wskazuje na to, że został on rozproszony

w przeważającej części. Tylko pani Emilia wie jak wyglądały jej najwcześniejsze prace. Być może

prace powstałe jeszcze we Lwowie, albo podczas nauki w jarosławskim liceum plastycznym...

Przez malarstwo Emilia Wołoszyn dochodzi do poezji. Poezja zaklęta w obrazach Emilii Wołoszyn

zahacza o rzeczywistość ezoteryczną, a czasami nieświadomie ociera się wręcz o białą magię. W wielu jej

kompozycjach pojawiają się lustra i martwe natury, jedne i drugie przywoływane, jako dostępne malarzowi

w podksiężycowym świecie urządzenia do „chwytania” światła. Swoje malarstwo traktuje Emilia Wołoszyn,

jako harmonijną, ale ambiwalentną muzykę światła. Przykładem pełnej realizacji takiego zamiaru jest kompozycja

zatytułowana „Odbicie w lustrze’.

Inną koncepcję malarskiej poezji właściwej twórczości Emilii Wołoszyn odnajdujemy w grupie osobliwych

obrazów, których najlepszym reprezentantem zdaje się być prawie monochromatyczne płótno zatytułowane

„Poręby Dymarskie w kościele”. Mamy tam niekonwencjonalną próbę malarskiej interpretacji

pozazmysłowych fenomenów metafizycznych, próbę zapisania językiem właściwym tylko malarstwu zjawisk

prawie nieuchwytnych, a czasami wręcz niewidzialnych. Poetyckie nastroje, łatwo uchwytne, a także

jakby podskórnie pulsujące i podświadomie działające na widza, ewokuje także prawie monochromatyczny

obraz zatytułowany „Zmierzch w Okunince”. W obrazach Emilii Wołoszyn pojawia się dość nietypowa scena

rodzajowa. Pod pozorem reporterskiej dokumentacji pojawiają się w takich scenach jednoznacznie moralistyczne

komunikaty, zaskoczeni rozpoznajemy personifikacje ważnych problemów społecznych lub negatywnych

zjawisk, nierzadko patologicznych. Tego typu sceny rodzajowe występują z reguły w krajobrazie,

rzadziej we wnętrzu. Pejzaż pojawia się z reguły, jako tło pierwszoplanowej kompozycji figuralnej.

Oryginalnym gatunkiem tematycznym, jaki często pojawia się w obrazach Emilii Wołoszyn są fantazje

architektoniczne. Szczegółowa ich analiza pozwala ustalić, że mamy w nich zakodowaną skomplikowaną

i niezwykle złożoną rzeczywistość kulturową i psychologiczną, stanowiącą intuicyjną syntezę wspomnień,

marzeń i bardzo konkretnych współczesnych realiów.

Obrazy Emilii Wołoszyn posiadają coś, czego trudno dzisiaj doszukać się w obrazach innych autorów.

Jest to wyraźnie widoczny Intelektualizm świadomości malarskiej. Wygląda na to, że jest to intelektualizm

o określonej

proweniencji,

a mianowicie

Intelektualizm

przejęty

przez Panią

Emilię z lwowskiej

tradycji

nowoczesnego

malarstwa.

Jacek

Kawałek

Emilia Wołoszyn w WDK na tle swojej wystawy obrazów w dniu 07.11.2011r.

Fot. A. Borowiec


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 31

Pracowite zebranie RSTK 7 listopada 2011 r.

Jak zwykle zebranie było połączone z prezentacją twórczości bądź sprawozdaniem z jakiegoś wydarzenia.

Tym razem wystąpiła Maria Rudnicka, która w nagrodę za swą twórczość została wytypowana przez

Uniwersytet Trzeciego Wieku w Rzeszowie na wycieczkę do Brukseli do Europarlamentu. Przypomniano

też wydarzenia z ostatnich miesięcy: 25.09.2011 Dzień Seniora, 19.09.2011 wieczór słowa i muzyki ku pamięci

Jana Pawła II, 21.09.2011 wieczór autorski Doroty Kwoki (recytacja fragmentów „Zamknięte w kufrze),

Zdzisława Stokłosy i Mieczysława Działowskiego („recytacja fragmentów „Siła słowa magia flesza”,

03.11.2011 promocja almanachu Grupy Literackiej „Słowo” z Mielca „Zanurzeni w słowie”. Przypomniano,

że uczestnikami almanachu są członkowie RSTK Piotr Durak i Stefan Michał Żarów.

Zygmunt Kiełbowicz nawiązał do październikowego spotkania z Ludwiką Chmiel i zrecenzował jej

tomik „By czas nie zatarł historii”. Omówieniem twórczości przedstawiciela z Koła Młodych RSTK – Michała

Warzochy - zajął się Jerzy Stefan Nawrocki – kierownik sekcji literackiej RSTK i sekretarz oddziału

rzeszowskiego ZLP. Stefan Michał Żarów przedstawił przebieg Siedemnastego Dorocznego Spotkania Poetów

w Przemyślu, które odbyło się 27 października 2011 r.

W sprawach różnych wystąpił prezes RSTK Józef Kawałek, który poinformował zebranych o korespondencji

z dyrektorem Centrum Partnerstwa i Kultury we Lwowie oraz o propozycji recitalu muzyki hiszpańskiej,

muzyki dawnej i folkowej przez parę artystów z Hiszpanii. Zapoznał zebranych z pismem skierowanym

do REGIONALNEGO STOWARZYSZNIA TWÓCÓW KULTURY, które brzmi:

Józef Kawałek - prezes Sz. P

Nazywam się Susana Raso, pochodzę z Galicji (północ Hiszpanii) i piszę do was z propozycją koncertu

muzyki hiszpańskiej: stare pieśni hiszpańskie i galicyjskie.

Proponuję recital muzyki hiszpańskiej, który wykonujemy w duecie: śpiew i gitara z utworami od okresu

późnośredniowiecznego do XX w. Ogólnie mamy w repertuarze utwory z muzyki dawnej z Kastylii i Anglii,

stare pieśni hiszpańskie oraz nasze własne utwory z inspiracją folkowo-rockową w języku galicyjskim i

polskim. Ponieważ będę w Rzeszowie 10 listopada, jeśli będziecie zainteresowani naszą propozycją moglibyśmy

porozmawiać osobiście. Wysyłam opis projektu i parę słów o nas i o naszych występów.

z poważaniem

Susana Raso

duet LIARMAN

Susana Raso- mezzo-sopran, altówka

Łukasz Gaszler- gitara

susanaar2001@yahoo.com

Mili artyści! W imieniu członków RSTK dziękuję za chęć zagrania nam przy sprzyjających okolicznościach.

Proszę określić, jakie warunki musielibyśmy Wam stworzyć, żebyśmy mogli Was słyszeć i poznać, i

żebyście mogli być choćby przez moment wśród nas. Chcielibyśmy się zorientować, co jest możliwe z naszej

strony do zrobienia.

Serdecznie pozdrawiam

Józef Kawałek, prezes Regionalnego Stowarzyszenia Twórców Kultury


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 32

Prezes odpowiedział:

Z ogromną satysfakcją przyjmujemy propozycję recitalu muzyki hiszpańskiej: muzyki dawnej i folkowej,

tylko niestety, jako Stowarzyszenie nie dysponujemy warunkami do jego realizacji, bo nie mamy ani

sali, ani pieniędzy i wszystko robimy na zasadzie wolontariatu, nie mamy na działalność żadnych dotacji.

Myślę, że taki koncert mógłby się odbyć w Filharmonii Podkarpackiej imienia Artura Malawskiego, na hali

widowiskowej Podpromie, w Teatrze im. Wandy Siemaszkowej i w Wojewódzkim Domu Kultury. Trzeba

by rozmawiać na ten temat z dyrektorami tych placówek.

Życzę państwu powodzenia w realizacji proponowanego koncertu.

Józef Kawałek

Otrzymaliśmy odpowiedź:

Sz. P Kawałek

Bardzo dziękuję za odpowiedź. Wysyłałam też oferty do teatru i do Wojewódzkiego Dom Kultury,

ale jeszcze nie dostałam odpowiedzi. Myślę, że do filharmonii będzie trudniej, ale też mogę spróbować.

Dziękuję za pana zainteresowania i sugestie o możliwości koncertu dla nas.

Rozumiem zasady waszego stowarzyszenia i dlatego na razie będzie trudno nawiązać współpracę. My

mieszkamy w Gdańsku i chociaż nam bardziej zależy na miejsce i publiczność, dla której gramy niż na wynagrodzeniu,

też nie możemy "dokładać" do występu. Pozwolę sobie zatrzymać kontakt do pana i może w

przyszłości, jeśli będziemy występować w okolicy i z waszej strony udałoby się zorganizować dla nas jakieś

warunki, będzie okazja żeby dla was grać.

Dziękuję jeszcze raz za odpowiedź i będę też spróbować te adresy, który pan zasugerował.

Pozdrawiam

Susana Raso

From: Józef Kawałek

To: Beatriz Azul

Sent: Sunday, November 6, 2011 11:45 PM

Subject: Re: propozycja recitalu muzyki hiszpańskiej: muzyka dawna i folkowa

Serdecznie zapraszamy do spotkania w gronie członków RSTK, oczywiście bez wynagrodzenia, bo nasza

działalność odbywa się wyłącznie na zasadzie wolontariatu.

Z wyrazami uznania i szacunku

- Józef Kawałek, prezes RSTK


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 33

19.11.2011 Złote Pióra i nagrody otrzymali: W pierwszym

rzędzie od lewej – Magdalena Pocałuń-Dydycz, Zdzisława

Górska, Danuta Heller, Anna Bryła; W drugim rzędzie od

lewej: Mirosław Osowski, ks. Zbigniew Czuchra, Wacław

Turek. Fot. Alicja Borowiec

Nagrody Zarządu OZLP wręczono: kapelanowi oddziału i poecie ks.

Zbigniewowi Czuchrze za album poetycki „Czasu srebrna nić” i Mirosławowi

Osowskiemu ze Stalowej Woli za zbiór poezji „Jesień II”.

Nagrodę Prezesa Oddziału za najciekawszy debiut przyznano Magdalenie

Pocałuń-Dydycz za tomik wierszy. Spotkanie prowadzili i nagrody

wręczali Prezes Zarządu OZLP Marta Pelinko i Jerzy Stefan Nawrocki.

W uroczystej mini –

gali m. In. Udział wzięli dyrektor

Wojewódzkiej i Miejskiej

Biblioteki Publicznej p.

Barbara Chmura, przewodniczący

Podkarpackiego Związku

Zawodowego „Budowlani”

Na uroczystości rozdania Złotych Piór

w „Kartonie”, głos w dyskusji zabiera

dyr. WiMBP, Barbara Chmura. 19.11.

2011 r. Fot. Alicja Borowiec

liczni goście.

Odczytane zostały listy gratulacyjne z okazji rozstrzygnięcia i

kontynuowania tak ważnej i niezbędnej dla naszego województwa i

miast imprezy kulturotwórczej „Złotych Piór” od Senatora RP Władysława

Ortyla, Vice Marszałek woj. Podkarpackiego Anny Kowalskiej

i Prezydenta Rzeszowa Tadeusza Ferenca. Piękne wystąpienie dyr.

WiMBP Pani Barbary Chmury podkreśliło wartość całego wydarzenia

w kierowanym przez zawsze otwartego i inicjatywnego dla kultury i

twórczości Józefa Tadlę.

Złote Pióra i nagrody Zarządu Oddziału

ZLP rozdane

W dniu 19 listopada 2011r. W Klubie Kultury

„Karton” RSM zostały wręczone literatom i

zasłużonym w rozwój literatury w woj. Podkarpackim

przyznawane, co roku Honorowe Nagrody

Złotych Piór oraz Zarządu Oddziału Związku Literatów

Polskich za rok ubiegły.

Złote Pióra otrzymali: Zdzisława Górska ze

Strzyżowa za książkę prozatorską „Przylądek mojej

nadziei”, miesięcznik kulturalny „Croscena” z

Krosna – na ręce Wacława Turka (ze ZLP) i Pani

Anny Bryły (redagujących) oraz „Kurier Błażowski”

i jego redaktor naczelny Pani Danuta Heller.

Danuta Heller redaktor „Kuriera

Błażowskiego” otrzymuje Złote

Pióro 19.11.2011

Stanisław Ruszała, burmistrz Błażowej Zygmunt Kustra, przedstawiciel

władz Strzyżowa Magdalena Wójcik, prezes Regionalnego

Stowarzyszenia Twórców Kultury

Józef Kawałek, publicyści

„Echa Rzeszowa” i „Naszego

Domu – Rzeszów” – Stanisław

Rusznica i Roman Małek; inni

19.11.2011 ks. Zbigniew Czuchra

otrzymuje Nagrodę OZLP w Rzeszowie


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 34

Imprezę otworzył muzyczny show.

Polacy nie gęsi, też swój język mają! – pisał niegdyś Mikołaj Rej, broniąc pięknego polskiego języka przed

zalewem obcej mu tendencjonalnej „nad-mody”. Ano, tak właśnie czynić należy, gdy każdy w swoją dudkę

dudka. Obecnie rozpatrywana jest w ZLP możliwość organizowania tego, zawsze tylko jednego w roku,

spotkania także w innych miastach województwa w latach przyszłych. Twórcy muszą przecież zacieśniać

więzi ze wszystkimi czytelnikami literatury.

Jerzy Nawrocki

Maria Rudnicka z Jerzym S. Nawrockim na

spotkaniu autorskim w Klubie Garnizonowym

24.11.2011r.

Wręcz przeciwnie.

Wiersze Marii Rudnickiej mają dwa „filary”: fascynację

pięknem Natury, (którą lubi prezentować obrazowo)

oraz Człowieka, jako potrzebę i wartość „Dobra, Ciepła,

Przyjaźni, Miłości”: głosi je przez pryzmat swojej własnej

duszy, pamięci, wrażliwości. Przywołuje wspomnienia z Polski,

przywołuje z zagranicy. Była i jest i pozostanie kobietą o

duszy i umyśle subtelnego, koronkowego, pięknego i urzekającego

Renesansu, nie zaś czarno-czerwonych, burostalowych,

płaskich, ciężkich, przytłaczających wewnątrz

pustką brył architektonicznych nowomody. Pani Maria kocha

naturę i ludzi. Jak drzewo syci się ziemią, tak czerpie z piękna

Natury i poszukiwań Miłości. Jest w wierszach Marii

Rudnickiej i

Maria Rudnicka z repertuarem wokalnym w

Klubie Garnizonowym 24.11.2011r.

Być sobą, gdy wstanie dzień kolejny

Spotkanie z Marią Rudnicką 24 listopada br. w Klubie

Wojskowym, w oprawie jej artystycznych haftów i subtelnych,

tonalnych, głównie pejzażowych makram miało za

główną kanwę dwa kolejne tomiki poetyckie Autorki: wybory

wierszy „Być sobą” oraz „Znowu wstaje nowy dzień”. To, że

prezentacje przez prowadzącego całe spotkanie Stacha Ożoga

wzbogaciły nostalgicznie trafiające do serca i uczuć słuchaczy

wspomnienia – piosenki lat dawnych (również w wykonaniu

pani Marii) bardzo się wszystkim podobało. Po prostu

Pani Maria – m. In. Członek ZBOWiD i kombatant – ma bardzo

wiele uzdolnień i twórczych pragnień, a duszę ma piękną

i romantyczną. Co wcale nie oznacza, że nie pisze o życiu.

Maria Rudnicka (trzecia od lewej) śpiewa w

Grupie Wokalnej RSTK.24.11.2011r. Od lewej:

Zofia Krawiec, Józef Kawałek, Teresa Opioła,

Zygmunt Kiełbowicz

bunt, chociaż pisze „pogódź się z losem”. Bywają uczucia

rozczarowania z dawnych marzeń, którym dzisiaj na imię już

tylko „pogoda i spokój”, radość z odnalezienia czegoś, co

zostało wcześniej zagubione. To jest jej przesłanie do ludzi,

niby łagodny kwiat na łące pod niebem, którego błękitu szuka,

aby się w nim zanurzyć.

Tak właśnie referowałem zawartość obu tomików w

czasie tego spotkania zaznaczając istnienie w wierszach również

elementów zagrożeń czy niepokojów, z którymi – chcemy

czy nie – każdy wędruje przez życie. Maria Rudnicka

wszystko to stara się przekazywać w sposób jak najbardziej


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – str. 35

Maria Rudnicka ze starościną UTW na spotkaniu

autorskim w Klubie Garnizonowym. 24.11.2011r.

wiązanek kwiatów również prezent od Regionalnego Stowarzyszenia

Twórców Kultury, którego Pani Maria jest

członkiem. Był nim występ ‘Grupy Wokalnej Stowarzyszenia,

prowadzonej, przez p. Zygmunta Kiełbowicza, w

której bierze udział również Prezes RSTK p. Józef Kawałek

Jerzy Stefan Nawrocki

poprawnie tradycyjny.

I tutaj ostatnia uwaga. Szalejemy dzisiaj za niekonwencjonalnymi

rozwiązaniami „techniczno skojarzeniowymi”

za ich maestrią, za sztuczną doskonałością poezji

często tylko z trudem (albo i wcale) „rozszyfrowaną”

przez przeciętnego odbiorcę. I równocześnie często „gubimy”

w tym ferworze samego człowieka: Autora. I jego

piękno wewnętrzne. Podstawową, a przy tym poszukiwaną

przez nas u innych Wartość. Czy więc można się zgodzić,

by forma i jej zawsze ewoluujące normy zapanowały nad

Treścią, nad Człowiekiem? To przecież totalna bzdura…

Na zakończenie Maria Rudnicka otrzymała też

oprócz

Wiersze z tomików: „Bądź sobą" i „Znowu

wstaje nowy dzień" prezentowane na spotkaniu w Klubie

Garnizonowym. 24.11.2011r.

Maria Rudnicka

Maria Rudnicka (w środku) z Dorotą Kwoką i

Bogusławem Kotulą na spotkaniu autorskim w Klubie

Garnizonowym.24.11.2011 r.

MAGIA SŁOŃCA

Srebrzysta bladość poranka

rozrzedza właśnie mrok

Wstaje znów nowy dzień

Odpływa w dal cicha noc

Słońce na niebie świeci

figlarnie się śmieje

Wiatr na swych skrzydłach

przywiewa nadzieje

Cieszy ją każdy dzień

bez względu na pogodę

Urzeka barwny świat

Podgląda piękną przyrodę

Cicho szepcze do słońca

Bądź ze mną jeszcze

Upaja mnie twa moc

Napiszę dla ciebie wiersze

Maria Rudnicka

POGÓDŹ SIĘ Z LOSEM

Pogódź się bo życie przemija

Dawno pożegnałaś młodość

Jesteś dziś starszą panią

lecz werwy masz dość

Choć marszczy ci się ciało

na skroni posiwiał włos

realizuj swoje marzenia

pomoże ci dobry los

Zabiegaj aby cię otaczały

osoby wspierające i miłe

emitujące pozytywną energię

poprawiające nastrój i siłę

Dbaj o formę bądź sobą

Stan ducha ci pozwoli

unieś dumnie głowę

i z życia korzystaj dowoli

Maria Rudnicka

NOWOCZESNA KOBIETA

Chciała być nowoczesną kobietą

ponadto iść z duchem czasu

Nauczyła się obsługiwać komputer

z Internetem nie było ambarasu

Choć jest emerytką od lat

i studentką Trzeciego Wieku

chodzi na kurs dla seniorów

Ileż możliwości jest w człowieku

Ma już swoją stronę internetową

Tam umieściła kilka wierszy

nawet kolorowe małe zdjęcie

Z tych osiągnięć się cieszy

Dziś nie wyobraża sobie

życia bez komputera

magicznego okna na świat

Z lubością na niego spoziera


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – 36

Recenzje utworów twórców z Koła Młodych RSTK

Wiersze Michała Warzochy*

Piotr Durak

„Patrzcie na ten stos, na nim on i ogień" - o twórczości Michała Warzochy

Chciałbym napisać słów kilka o wierszach Michała Warzochy, młodego poety, którego dane mi było

poznać osobiście, gdy był on jeszcze uczniem elitarnego rzeszowskiego Liceum im. Jana Pawła II Sióstr Prezentek.

Staliśmy wtedy po dwóch stronach barykady: on uczeń, ja nauczyciel, młody wprawdzie i początkujący

(dystans wieku, który nas rozdziela wynosi, bowiem siedem lat), ale jednak belfer. On początkujący

poeta, aczkolwiek ze wcale niemałym już dorobkiem, laureat konkursów, zawsze elegancki, dbający, na co

dzień o kulturę języka, wzór ucznia, ja - wprawdzie wyróżniony absolwent uniwersytetu, z kilkoma już

autorskimi książkami na koncie, jednak z przeszłością rebelianta i szkolnego recydywisty. Dwa różne światy,

dwa pomysły na życie, jedna wspólna pasja - poezja i literatura. Czytam teraz wiersze Michała, niektóre

mi znane, czytam po wielokroć, rozmyślam, okiem polonisty analizuję i widzę jedno ponad wszelką wątpliwość

- to dobre wiersze są.

Teza postawiona tak stanowczo we wstępie wymaga dłuższego uzasadnienia. W dzisiejszych czasach

chaosu i dekonstrukcji ciężko przebrnąć przez stosy utworów będących ładnymi foremkami bez treści,

zabawkami językowymi, mniej lub bardziej poronionymi płodami cywilizacji. W tej trudnej rzeczywistości

obrać drogę tradycji i klasyki, próbować zawrzeć w wierszach refleksję i pokorną mądrość niezwykle

jest trudno. To płynięcie pod prąd żywej górskiej rzeki, do którego wymagane są silne serce i ramiona. I

Michał podejmuje ten trud. Świadomy zarówno formy jak treści przekazu, podąża w obranym przez siebie

kierunku, wbrew wszelkim przeciwnościom. W kierunku piękna i ideałów. Nie boi się świadomie nawiązywać

do największych twórców polskiej poezji, klasyków tak wielkich jak Słowacki, Norwid czy Leśmian,

dziedzicząc po nich częściowo frazę poetycką, język. symbolikę i wrażliwość. Warto w tym miejscu

przestrzec młodego poetę: twórczość, z którą po drodze wierszom Warzochy nie miała łatwo w czasach,

gdy powstawała. Słowacki, na zawsze zamknięty w sobie, wiecznie drugi po Mickiewiczu romantyk,

uciekający w mistycyzm, niespełniony; Norwid, osamotniony na wygnaniu, niezrozumiany nigdy do

końca. niewysłuchany; Leśmian, określany, jako epigon Młodej Polski, zmuszony do chwytania się pracy

tak sprzecznej z jego ambicjami, pracy, która doprowadziła do zawału zbyt słabe serce poety.

Warzocha już w pierwszym wierszu cyklu, Rozmowa na pustyni, poprzedzonym cytatem z Reguły

św. Benedykta, jakby zdając sobie sprawę z tego, że poeta idący pod prąd czasom, w których żyje, jest

zawsze samotny, pisze: „Nie dla samotności odwiedzam pustynie / Znam samotność większą - dziełem

jest człowieka".

Odosobnienie na pustyni nie jest straszne w porównaniu z alienacją, jaką odczuwa się wśród ludzi,

będąc odtrąconym. Niezrozumiałym. Podmiot wierszy Michała wie, że nie jemu będzie grała lutnia poetycka,

lecz tym, „którym nadzieja jeszcze nie uchodzi w cienie". Można by spytać, skąd ta rezygnacja już na

starcie poetyckiej drogi młodego twórcy? Może, jak we wierszu Wspomnienia, to nostalgia za czasem minionym,

beztroskim dzieciństwem, pierwszą miłością, która wydaje się tak odległa, jakby nigdy tak naprawdę

do niego nie należała. A może to rozdźwięk ideałów z rzeczywistością, o którym opowiada w wierszu

Byłem idealistą, parafrazując Moją piosnkę ii Norwida: „miałem kiedyś jasne zasady / miałem tak za

tak / i nie za nie / gniew złość/, co teraz mam" - i pytanie zawisa w ostatnim wersie, jak w powietrzu


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – 37

na kładce ze złotej mgły bez odpowiedzi. Bezsilność wobec rzeczywistości rodzi Płacz, ale również już

In ny niż kiedyś - płacz ludzi dorosłych - pozbawiony nadziei, bo dziwny świat, na którym żyjemy „lepszy

już był i raczej nie będzie". Symbolem pamięci stają się u Michała niezapominajki, tak piękne, drobne

i czyste, symbolem miłości, namiętności - róże, czerwone. Symbolika ta może miejscami razić, wielokrotnie

użyta przez różnej maści poetów od Szekspira począwszy na Świetlickim wcale nie skończywszy, zdajesię

już jak stare spodnie wytarta, pozbawiona znaczenia i poetyckiej siły. Jednak u Warzochy symbol róży

ożywa, działa na odbiorcę.

Podobnie jak znane z kultowych obrazów i filmów: moknięcie w deszczu, rozmowy / gwiazdami,

wiatr we włosach ukochanej dziewczyny, ciepła dłoń na ramieniu, zapatrzenie się w czyjeś oczy. Ktoś mógłby

powiedzieć: owszem, to piękne, ale znane, już było, od poezji współczesnej oczekuje się zaskoczenia,

nowości! Z tym kimś można by się wówczas nawet zgodzić, pewnie i wielu całkiem zgodziłoby się, ale tak

właściwie, dlaczego? Nie chcemy czytać wiele razy o tym samym, nie chcemy widzieć w poezji współczesnej

romantycznych symboli, a przecież piękno pozostanie pięknem, nie dewaluuje się, ciepło przyjaznej

dłoni zawsze będzie czymś potrzebnym, dobrym. Nie wnikajmy w to, że -jak to często dziś bywa -róża za

chwilę rozedrze nam kolcem naskórek do krwi a dłoń okaże się ściskać za plecami nóż. Nie bądźmy obojętni,

jak bohaterowie kolejnego wiersza pt. On. Uwierzmy, że może być inaczej. Warzocha ma świadomość,

że róże mają kolce, chruśniak z jednego z jego wierszy nie jest malinowy, jak u Leśmiana, a różany, gdyż

bohaterom „ból musi przesłaniać piękno (...) aby głowy nie stracić w chmurach". Cieszy fakt, że Michał

potrafi znaleźć uspokojenie w prostych chwilach dnia codziennego, jak w wierszu Szczęście, gdzie z porzuconych

płatków róż, jak Mały Książę, układa własną czerwoną różę, jedyną taką na Ziemi.

Siłą poezji Warzochy jest próba obrony elementarnych wartości: piękna, przyjaźni, miłości, próba

odkłamania pojęć, przywrócenia im pierwotnego sensu. Stąd też stylizowany na archaiczny, pełen peryfraz

i symboli Emblemat o przyjaźni, kończący się ewangeliczną maksymą „Gdzie skarb Twój jest, tam i serce

Twoje", czy lekki jak powiew wiatru spod skrzydła motyla erotyk Dla niej. „Przyjdź kiedyś do mnie proszę

sama w sobie" - wyznaje podmiot liryczny.

Młody poeta w swych utworach opowiada się za klasyką. Ma świadomość formy, w pełni profesjonalnie

posługuje się poetyką wiersza wolnego, ale wplata w swój tomik również - co rzadkie - bajkę epigramatyczną

(Hyacinthus orientalis) czy sonet {Wrzosowisko). Potrafi „zastrzelić" czytelnika celną grą słowną,

że pozwolę sobie zacytować fragment Rozmowy z Przyjaciółką, szczególnie bliski autorowi tegoż posłowia:

„Ty się martwisz chlebem, że dwu razy skoczył, / Ja się martwię myślą, żeby raz nie skoczyć". Czasami

przybiera postać moralisty jak w wierszu Z powrotem, pobrzmiewającym dalekim echem lektury tryptyku

Czesława Miłosza.

Wiersze Michała Warzochy są twórczością wymagającą. Odwołując się do kanonów i do pierwotnego

znaczenia wzruszeń i emocji, nie pozostawiają czytelnika obojętnym. Młody autor idzie odważnie pod

prąd tendencjom i modom. Czas pokaże, dokąd zaprowadzi jego droga. Czy spłonie na stosie, by „użyźnić

glebę tego świata", czy wzięci „w rajską dziedzinę ułudy". Z pewnością jest to ważny głos w sprawie

współczesnej poezji.

Piotr Durak

*Michał Warzocha (ur. 1992r.),

absolwent LO im. Jana Pawła II ss. Prezentek w Rzeszowie, drukowany we Wkładce Młodych Nr 1 / 2011.

Rok I – str.5 wydanej w biuletynie RSTK „Kultura i Pieśń” nr 4 (17) 2011.


KULTURA I PIEŚŃ Nr.2(19). 2011 r. – str. – 38

Wkładka Młodych Nr 2/ 2011. Rok I – str.1

Wkładka Młodych Nr 2 / 2011 s.1. Rok I

Informator kulturalno-społeczny Regionalnego Stowarzyszenia Twórców Kultury z siedzibą w Wojewódzkim Domu

Kultury w Rzeszowie dla członków i sympatyków RSTK oraz instytucji kulturalno-społecznych – dwumiesięcznik

Drodzy Czytelnicy!

To już drugi numer wkładki przygotowanej przez młodych sympatyków rzeszowskiego

RSTKA. Jak i poprzednim razem, wydanie tego dodatku nie byłoby możliwe

bez motywacji i wsparcia ze strony wydawców pisma, a przede wszystkim bez

pana profesora Józefa Kawałka.

W bieżącym numerze kontynuujemy uprzednio obraną linię działalności – stawiamy, więc przede

wszystkim na różnorodność, zarówno, co do formy, jak i osobistych poetyk i prezentowanych tematów. Stosunkowo

szeroko reprezentowana jest proza, nie brakuje jednak i tekstów dla miłośników liryki. Po raz

pierwszy komentujemy też na bieżąco życie kulturalne Rzeszowa, zamieszczając napisaną przez pana Piotra

Duraka (niegdyś niezastąpiony opiekun koła poetyckiego w liceum im. Jana Pawła II) recenzję debiutanckiego

tomiku Michała Warzochy, przygotowywanego obecnie do druku. Wśród nazwisk naszych autorów

wiele znanych jest Państwu z poprzedniego numeru. To doświadczenie ciekawe ze względu na fakt, że mamy

możliwość obserwowania swoistej „ewolucji” drogi twórczej, a także stworzenia szerszego wyobrażenia

o talentach i o stylu prezentowanych literatów. Byłoby jednak błędem nie stawiać na rozwój, dlatego też

bieżące wydanie prezentuje sylwetki autorów, z którymi udało się nam nawiązać współpracę dosłownie w

ostatnich dniach.

Wszelka zwłoka jest tym razem powodowana nie problemami organizacyjnymi, ani kompletowaniem

tekstów (tych było aż nadto, dlatego część materiałów zmuszeni jesteśmy zaprezentować za dwa miesiące!),

ale raczej brakiem odpowiedniego rozplanowania czasu przez redaktora naczelnego, pochłoniętego

ostatnimi czasy studencką codziennością. Nie pozostaje mi nic innego, jak przeprosić i wierzyć, że lektura

zrekompensuje Państwu pośpiech, z jakim złożyłem wkładkę młodych do druku…

Z życzeniami udanej lektury od deski do deski,

Redaktor „Wkładki młodych >>ERESTEKOWCÓW


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – 39

Wkładka Młodych Nr 2/ 2011. Rok I – str.2

Anna Mitoń

Bezsenność, cz. I

Apolinary kręcił się nerwowo po kuchni, szukając w pośpiechu swojego starego, sfatygowanego już

krawata.

- A-ha! – krzyknął otwierając drzwiczki piekarnika i celując palcem wskazującym do środka.

Po stwierdzeniu, że wewnątrz znajdują się jedynie dwa słoiki dżemu, w tym jeden pełen tylko do połowy,

a drugi z resztami rozmazanymi po ściankach, zamknął drzwiczki i odwrócił się w przeciwną stronę.

Dla siedemdziesięciotrzyletniego mężczyzny, który w swoim życiu odwiedzał regularnie jedynie trzy

miejsca – spiżarnię, drewniany wychodek i obskurną knajpę za rogiem, istniały tylko dwie rzeczy, które

irytowały go bardziej niż namiętne rąbanie drewna przez sąsiada o piątej rano. Pierwszą z nich było to, że

nigdy nie mógł niczego znaleźć.

- A-ha! – Apolinary zanurkował pod stół, wycierając przy okazji wszystkie kurze, tworzące swoistego

rodzaju włochaty dywan na posadzce.

Nie, żeby cokolwiek, kiedykolwiek zgubił. To po prostu rzeczy perfidnie chowały się przed nim,

właśnie wtedy, kiedy akurat ich potrzebował.

- A-ha! – otworzył szufladę.

Albo ktoś mu je złośliwie przestawiał.

- A-HA! – wrzasnął na całą kuchnię, ściągając krawat z obdrapanej z farby, zielonej lampy, a jego

głos odbił się echem po ogołoconych z mebli ścianach trzypiętrowego budynku, który jego rodzina miała

zaszczyt zamieszkiwać od dziewięciu pokoleń.

Drugą rzeczą, irytującą go bardziej, niż określić to może ludzka wyobraźnia był hazard. Kochał go, a

jednocześnie nienawidził. Kochał go nienawidzić i nienawidził kochać. Uwielbiał ten pobudzający przypływ

adrenaliny, gdy podbijał stawkę z parą w kartach i nie mógł znieść kolejnych mebli, które zmuszony był

sprzedać, by móc się wypłacić, bo w końcu przecież zawsze przegrywał. Przed zastawieniem domu uratował

go jedynie fakt, że oczami wyobraźni widział wciąż wałek z ruchomą rączką, wymierzony przez żonę prosto

w jego głowę, gotowy uderzyć w każdej chwili. Czasem, zamyślając się przy porannej filiżance herbaty widział

przed sobą jej pucołowatą twarz o różowych policzkach i sympatycznym uśmiechu. Ta prostolinijna

kobieta, z zimnymi oczami, osadzonymi zresztą zbyt blisko siebie była wcieleniem wszelkiego zła, jakie

tylko istniało na świecie, a także tego, którego ludzkość jeszcze nie znała. Prawdopodobnie też tego, które

nie istniało. Wspomnienie jej krępej postaci w wykrochmalonym kołnierzyku i kapeluszu z pawim piórem

zapisało się w jego pamięci tak bardzo, że nawet długo po jej śmierci budził się z krzykiem w środku nocy.

Przejechał pomarszczonym kciukiem po rozdarciu, z którego wystawały poszarpane kawałki waty.

Normalnie nie przejąłby się faktem, że jakaś mało ważna część jego garderoby jest w niewielkim stopniu

uszkodzona. Ale to nie był normalny dzień. W siedemdziesiąte trzecie urodziny Apolinarego wszystko musiało

być perfekcyjne.

Oktawia wydała z siebie kolejne ostentacyjne westchnienie. Żuła gumę mlaskając głośno, bynajmniej

nie dla tego, że była źle wychowana. Od dobrej godziny, idąc z dworca Eliza Lewandowska starała się

siłą woli zatkać sobie uszy, żeby przypadkiem nie ulec ukrytym w mowie ciała i między wierszami namowom

córki i nie wrócić wieczornym pociągiem do domu. Nie chciała tam iść. Do domu, gdzie spędziła siedemnaście

lat względnego dzieciństwa, które skończyło się młodzieńczym buntem i niechcianą ciążą, a w

rezultacie zniszczeniem marzeń snutych apatycznie na parapecie okna.

Różowy balon pękł i lepka guma do żucia oblepiła usta Oktawii. Matka podskoczyła i spojrzała na

nią z wyrzutem, że z premedytacją pozwoliła sobie przerwać jej przesycone bólem rozmyślania, którymi

rozkoszowała się od dobrej chwili. Pokręciła głową.


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – 40

Wkładka Młodych Nr 2/ 2011. Rok I – str.3

- Naprawdę musimy tam iść? – zapytała wreszcie rudowłosa, dziewiętnastoletnia dziewczyna, wzdychając

ciężko. Nie była ładna. Wdała się w ojca, który uciekł wraz z nadejściem świtu.

Eliza spojrzała na nią spode łba.

- Tak – powiedziała siląc się na obojętność, wobec tego niezbyt przyjemnego obowiązku.

Oktawia wzruszyła ramionami i przestała wyobrażać sposoby, w jakie mogłaby spędzić ten dzień,

które gdyby wcielić w życie pewnie i tak skończyłyby się na spaniu.

Na bezsenność cierpiała, od kiedy pamiętała. Godzinami przewracała się z boku na bok, leżała na

wznak, licząc barany. Później już tylko włóczyła się po ogrodzie, oddychając świeżym powietrzem, aż

wreszcie udało jej się skraść kilka godzin płytkiego snu, który przynosił, jako-takie ukojenie, nie był jednak

wystarczający by normalnie funkcjonować.

Wiedziała, że nie zdoła już nic wskórać, nie było, więc potrzeby dodatkowego dobijania w zaistniałej

sytuacji. Zresztą to było po prostu kolejne, niezwykle nudne przyjęcie. Pomyślała, że może dziadek, słynny

ze swojego zamiłowania do słodyczy poda jakiś dobry tort, albo, chociaż galaretkę na deser. Tak, dla czegoś

tak niezdrowego zdecydowanie warto było poświęcić jeden wieczór.

Wkrótce znalazły się tuż przed ogromną, skrzypiącą furtką, którą musiały, z niemałym zresztą wysiłkiem

otworzyć. Przeszły przez zapuszczony ogród, który był gorszy niż labirynt, zważywszy na fakt, że w

labiryncie można przynajmniej iść drogą, a tu takowej znaleźć się nie dało, o ile w ogóle istniała.

Drzwi wejściowe do domu opatrzone były dwoma, kojarzącymi się z tanim horrorem, mosiężnymi

kołatkami w kształcie nietoperzy. Co ciekawe kołatki znajdowały się na takiej wysokości, że żaden przeciętny

człowiek, bez względu na chęci, nie mógłby ich nawet dotknąć, nie mówiąc już o kołataniu.

Eliza zadzwoniła zakamuflowanym dzwonkiem, znajdującym się na prawo od drzwi i w ciągu trzydziestu

sekund wraz z córką stały już w przestronnym holu, pozbawione płaszczy, które zostały wyniesione

w bezpieczne miejsce przez kamerdynera z wyłupiastymi oczami.

- Elizo, jakże się cieszę, że przyszłaś – powiedział schodzący ze schodów Apolinary.

- Dużo zdrowia ojcze – odrzekła kobieta, podając mu niezbyt dobrze zapakowaną butelkę najlepszej

brandy, nie mogąc oderwać wzroku od jego źle zacerowanego krawatu.

- Cześć dziadku – dodała bez entuzjazmu Oktawia, przestępując z nogi na nogę. Mężczyzna spojrzał

z dezaprobatą na kawałki błota spadające z coraz większą

częstotliwością na jego perski dywan. Nawet miał już kilka ciekawych komentarzy na ten temat, na końcu

języka, jednak powstrzymał się. Przecież obiecał sobie, że nie będzie się denerwował na własnych urodzinach.

Skinął, więc do najbardziej nielubianej przez siebie wnuczki na przywitanie i zaprosił obie do salonu.

Przy długim stole – jedynym meblu zachowanym w tej części domu – siedziała krótkowłosa, mocno

opalona kobieta.

Krystyna Czepiec, piętnaście lat starsza od swojej siostry Elizy, była jej zupełnym przeciwieństwem.

Jej skrajnie zdrowy rozsądek napawał niewytłumaczalnym lękiem, który podsycany był przekonaniem, że

zabiła własnego męża, pozorując atak serca. Broniła się, mówiąc, że nie miała powodu tego robić, jednak

niepodważalnym faktem było, że odziedziczyła po nim całkiem pokaźny majątek, który wydawała teraz na

coraz to bardziej egzotyczne podróże. Były one, można by rzec jedynym ludzkim aspektem jej życia, którego

resztę spędzała na pożyczaniu pieniędzy na drakońskich warunkach i ich bezlitosnym odzyskiwaniu,

wraz z oprocentowaniem.

Odłożyła niechętnie kieliszek wina i spróbowała przywitać się z siostrą.

Później spojrzała na Oktawię.

- Urosłaś – rzuciła mechanicznie. Ta mała zawsze odrobinę przerażała. Miała trochę zbyt podkrążone oczy.

Anna Mitoń (1991)


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – 41

Wkładka Młodych Nr 2/ 2011. Rok I – str.4

Krzysztof Grzegorczyk

Na odwyku

Jako uczeń Studium Draculanum wyróżniałem się pilnością, a w związku z tym - osiąganymi wynikami.

Nic dziwnego, że udało mi się wyjechać na Stypendium im. Johna Williama Polidoriego. Półroczna

wizyta na Uniwersytecie Transylwańskim okazała się być jednak brzemienną w opłakane skutki.

Zacznijmy jednak od mojej słabości do młodych, atrakcyjnych kobiet. W czasie studiów, na wykładach

z antropopsychologii, dowiedziałem się wiele o ludziach. Od tej pory dostrzegam pewną zbieżność

moich zachowań i odczuć młodych mężczyzn. Łączą się oni w pary najchętniej właśnie z młodymi i atrakcyjnymi

kobietami. Nie do końca rozumiem jednak ich dziwaczną ideę posiadania tylko jednej partnerki.

(Niektórzy próbują potajemnie żyć z kilkoma, ale gdy taka sytuacja się wyda - sypią się na nich gromy, co

ciekawe, nie tylko od pań, ale równie często od panów.) Gdybym ja musiał się ograniczyć do jednej kobiety,

nie wiem, które z nas zmarłoby pierwsze - ona na anemię, czy ja z pragnienia.

W każdym razie lubowałem się w gładkich kobiecych szyjach, które tak słodko było muskać wargami

tuż przed zrobieniem nieznaczego nacięcia, z którego wytryskała zwykle krew o smaku ileż subtelniejszym

od męskiej! Tu też dostrzegłem u siebie podobieństwo do upodobań ludzkich.

Istnieje znaczna grupa społeczna, delektująca się wieczorami sączonym z kieliszków winem. Pod tą

zbiorczą nazwą kryje się wiele gatunków ich ulubionego napoju, które jednak najłatwiej podzielić na dwie

grupy: wina białe i czerwone. I tak jak jedni wolą te pierwsze, inni te drugie, tak i ja miałem swój gust, wyrabiany

przez lata mojej intensywnej nauki.

Ponieważ co do fizyczności krew zawsze jest koloru krwistego (niektórzy ludzie upraszczają i jednocześnie

spłycają opis jej kolorystyki, określając ją, jako czerwoną - jest to spowodowane prawdopodobnie

pewnym schorzeniem psychicznym, spotykanym głownie u mężczyzn), musiałem uciec się do aspektu semantycznego.

Bo nie każda czerwona krew niesie w sobie taki sam ładunek znaczeniowy. I tak jak niektórzy

ludzie rozkochali się w białym winie, tak ja rozkochałem się we krwi błękitnej.

Zaprawdę nie jest łatwo odróżnić na pozór arystokratę od pozostałych homo sapiens. Wymaga to

minimalnego doświadczenia. Trzeba wiedzieć, gdzie wysoko urodzeni lubią chadzać, o jakich porach, w

jakich strojach... Ta wiedza też nie może być nigdy stuprocentowa - zawsze co najmniej połowa osób zgromadzonych

w jakimś większym pomieszczeniu to, owszem, ludzie inteligentni i bogaci, a więc zwylke godni

najlepszego towarzystwa, ale jednak zawsze sprawiający mi srogi zawód.

Gdziekolwiek bym się wobec tego nie pojawił, po około miesiącu nie było w okolicy takiej królewny,

hrabiny, księżnej, markizy, czy infantki, której krwi bym nie przełknął. Czasem, raczej z kaprysu, niż

braku kobiet, próbowałem i męskiej krwi, ale tylko po to, by znów przekonać się o jej niższości w porównaniu

z krwią płci pięknej.

Nie mogło być inaczej, kiedy przeniosłem się do Transylwanii. Nigdy nie byłem tak daleko na

wschodzie, więc pobyt w tym rejonie obfitował w nowe doświadczenia. Niestety, tamtejsze arystokratki piły

wino w dużo większych ilościach od ich kuzynek z Europy Zachodniej, co gorsza - czasem w całkiem innych

celach! Podczas gdy tamtym chodziło o smak, aromat, samą świadomość sączenia wina, te piły, myśląc

raczej o skutku ubocznym - chwilowym stępieniu zmysłów, oderwaniu się od rzeczywistości, zatraciu

koordynacji ruchów. Odczuwałem to coraz mocniej, każdego ranka budząc się z bólem głowy i nudnościami.

Stan ten bardzo przeszkadzał mi w studiach i jednocześnie coraz bardziej zniechęcał do wysoko urodzonych

panien. Kiedyś, nie pamiętam już, z jakiego powodu, poczułem się tak obrażony na to szlachetne

środowisko, że postanowiłem ostentacyjnie uraczyć się trunkiem utoczonym z jednego z grubych,


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – 42

Wkładka Młodych Nr 2/ 2011. Rok I – str.5

cuchnących i wulgarnych mężczyzn, których spotykałem nieraz pod latarniami, wracając późną nocą z różnych

przyjęć i balów. I - jak to mam w zwyczaju - prędko wprowadziłem zamiar w czyn.

Doznanie było piorunujące. Smak, którego drobną nutkę czuło się nieraz u młodych szlachcianek,

uderzył mi do głowy z natężeniem wręcz niewyobrażalnym. Czyżby to właśnie to doznanie ciągnęło mnie

do arystokracji, gdy tutaj, u pospolitego amatora spoczynku pod gołym niebem, czekało ono na mnie w nieporównanie

większej skali?!

Chyba nigdy jeszcze nie piłem krwi tak długo i w takiej ilości. Ten biedak, na którego trafiłem, musiał

niewątpliwie tej samej nocy umrzeć z braku krwi. Napojony nowym doświadczeniem podążyłem w kierunku

domu.

Ale zaraz zaczęły się dziać rzeczy straszne...

Odniosłem po chwili wrażenie, że trwa właśnie trzęsienie ziemi, tylko jakieś łagodne, swobodnie

kołyszące ulicą jak wózkiem dziecięcym. Innym ciekawym odkryciem, było drugie pasmo ulicy, którą szedłem,

zupełnie takie samo, jak gdyby ktoś skopiował szosę z chodnikiem i umieścił drugą tuż obok. Szedłem,

więc, nie mogąc się nadziwić spokojowi, z jakim mieszkańcy mijanych domów przyjmowali wstrząsy

podłoża oraz szybkości, z jaką tutejsi robotnicy zbudowali drugie pasmo drogi (ostatnio szedłem nią rano,

tego samego dnia).

Pozostając pod niesłabnącym wrażeniem tych dwóch elementów, szedłem coraz bardziej słabnącym

krokiem. Mijając park, postanowiłem przysiąść odrobinę, bo niespodziewane zmęczenie i senność dawały

mi się mocno we znaki. Zbliżyłem się do ławki, ale ta raptem skoczyła na mnie i uderzyła z całej siły w czoło!

Obudziłem się w szpitalu, za dnia, z bandażem na głowie i pierwsze, co odczułem, było to olbrzymie

przagnienie krwi. Musiałem przeleżeć bardzo długo bez przytomności. Pielęgniarka dała mi jakąś zupę, ale

nie tknąłem, bo łyżka była posrebrzana. Ostatecznie wychłeptałem trochę z talerza i zaraz zasnąłem.

Obudziłem się w nocy, głód krwi był tak wielki, że nie mogłem już spać i wyruszyłem na korytarz.

Zaglądałem do wielu sal, aż znalazłem laboratorium, gdzie trzymano pobraną krew. Zaspokoiłem pierwsze

pragnienie i wyśliznąłem się ze szpitala na ulicę. Szedłem szparkim krokiem do domu, gdy wtem dostrzegłem

leżącego pod koszem na śmieci człowieka, od którego czuć było przyjemną woń alkoholu. Nie mogłem

się powstrzymać przed spróbowaniem, zwłaszcza, że nie wiem do końca, jak krew takich ludzi smakuje

(jak pamiętacie, ostatnio - zaraz po spróbowaniu - przeszkodziło mi trzęsienie ziemi i agresywna ławka).

Jak to mam w zwyczaju - prędko wprowadziłem zamiar w czyn.

***

Na odwyku jest całkiem przyjemnie. Wszyscy się o mnie troszczą, codziennie mam wielu gości, zapewniających

świeżą krew. Ze studiów oczywiście mnie wywalili, ale wierzę, że za pół roku będę mógł je

podjąć po raz drugi; już teraz dużo czytam, by odświeżyć zapomniane nieco wiadomości. A czasami wzdycham

do przyprawionej subtelną nutką wina krwi arystokratek...

Krzysztof Grzegorczyk (ur. 1993)


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – 43

Wkładka Młodych Nr 2/ 2011. Rok I – str.6

Patryk Muszyński

Lustro fenickie

sześcian ze szkła

człowiek za szybą

dwa metry na dwa

przezroczysto

na żywo

on nas nie widzi

nie można mu pomóc

rozbić tych szyb

nie udało się nikomu

4 stycznia 2011

Patryk Muszyński

Pirofity

niech w oczach błyskają iskry

zanim ogień wszystko strawi

niech serca rozgrzewa żar

póki rany nie zaczną krwawić

niech nad głowami unosi się

dym

nim gardła zacznie dławić

niech ognisko płonie

póki pożar się nie zjawi

12 lipca 2011

Patryk Muszyński

Pocztówka z wakacji

z fotela widać morze

taras przed domkiem

stolik obok też będzie

bohaterem w tym utworze

zagrają też upał i bryza

uśmiech kobiety

zeszyt zielony

i grafomania poety

myśli których nikt

inny nie słyszy

oraz

nabazgrana na kartce

strofa ciszy

30 lipca 2011

Beniamin Bukowski

Kto kocha poezję

Z największych poetów dwa lub trzy wiersze

Pamięta się. Z wielkich tytuł albo strofę.

Czy nie jest wiejskie dziecko szczersze,

Co spamiętawszy profe-

-tyczne wersy rubasznych śpiewów

Lub częstochowskie pokraki kościelne

Wykrzywia usta w półgłupim uśmiechu

I w kurę kijem wymierzywszy celnie

Drze się „Maryjo!” niestrojonym głosem,

Albo o dziewce coś nuci pod nosem?

Beniamin Bukowski na uroczystości

Dnia Seniora w Wojewódzkim Domu

Kultury składa życzenia w imieniu

Koła Młodych. 25.09.2011 r.

Fot. Alicja Borowiec

Więcej w tym miłości niż w uczonej pani,

Co wbiła damskość w żakiet podobny do trumny,

By ukryć się przed bestią swojej grafomanii

I prowadzić forpocztę zdurniałej kolumny,

Która idzie studiować do wielkiego miasta

W intelektu bezkształtnej i lepiącej brei,

Zbitej w zimny zakalec skalanego ciasta,

Które tylko wyżywi obłych cnót złodziei.


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – 44

Wkładka Młodych Nr 2/ 2011. Rok I – str.7

Beniamin Bukowski

Latarnia

Kręć się pod latarnią kręć

Świeć się latarnio świeć

Tego światła mam chęć

Światło w ciemność leć.

Beniamin Bukowski

Prolegomena do praktycznego uzasadnienia metafizyki moralności

Trzeba wierzyć w dobro i zło,

Bo nie będzie wam należycie

Inaczej smakował Rimbaud.

Ot, i cała recepta na życie.

Powietrze czarne lecz biel

Biel prym w powietrzu tym

Wiele bieli bielo wiel

Papierosowy dym.

Latarnia żeliwny słup

Wysoki na metrów pięć

W górze prąd w dole tłum

Świat święć latarnio święć.

Michał Warzocha

Ziemia nieobiecana

Chociaż nikt mi jej nie obiecał

wciąż jej szukam

nie wiem gdzie leży ta ziemia

której mi nikt nie obiecał

i chociaż codziennie wraca do mnie gołąb

z ziarnem zamiast gałęzi

ciągle nie rozumiem gdzie mam je posadzić

jestem na pustyni

lecz wiem że przyjdzie taki dzień

gdy ją odnajdę

bo ziemię wpierw nieobiecaną

obieca mi ktoś

wtedy niesiony nadziei siłą

podążę tam

wiedząc że mam już dokąd iść

a jutro to skarb

Michał Warzocha

Ziemia obiecana

Ja wiję się w prochu i przeżuwam ziemię

tak mi mówiłeś

umierałeś w nędzy a ja chciałem Ci coś dać

abyś żył jak najdłużej

dałem Ci jeść i pić lecz to się skończyło

wczoraj umarłeś

a teraz Ci daję jak obiecałem

ziemię na kartach papieru

pamiętam jak mi mówiłeś

tak da się żyć

nie rozumiałem a Ty powtarzałeś

żyj tak jak ja

wczoraj stałem nad Twoim grobem

zapaliłem znicz

pamiętam

z oddanej Ci ziemi mów do każdego

jak kiedyś do mnie


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – 45

Wkładka Młodych Nr 2/ 2011. Rok I – str.8

Daniel Leżoń

20.10.2011r.00:16

Tego wiersza nie ma

Bo to nie wiersz

Lecz potrzeba przytulenia

wypełnienia

tego spektaklu

tego aktora

nie ma

są osobowości

pogranicznej zaburzenia

to nie wiersz

są rymy

tego wiersza nie ma

Olga Lisiewicz

Wyrazy głębokiego żalu

Pragnę złożyć

Wyrazy głębokiego żalu

Za dziesięć tysięcy kolorów

Których nikt nigdy nie widział

Za sto gołych gwoździ

Wbitych w ściany tak bez sensu

Za dwunastu pięknych ludzi

Którzy wciąż jeszcze czekają bez ruchu

Za wyschnięte palety

Pragnę złożyć

Wyrazy głębokiego żalu

Za trzy i pół miliona myśli

Których drogami nikt ze mną nie szedł

Za pewien elektron

Który nie dotarł od minusa do plusa

Za wszystkie prawdy

Co miały być spisane nanosekundę po Wielkim

Wybuchu

Za czyste tablice

Pragnę złożyć

Wyrazy głębokiego żalu

Za jedną ciemność wokół głowy

Za jedno puste złote mieszkanie

Za jedną duszę

Daniel Leżoń

Łoże

Kocham ją, gdy śpi i nie czuje,

że jej w ten sposóbdotykam

lubię bawić się jej fałdkami

i lubię-delikatnie, palcami

układać

a gdy to robię

czarny ten rowek

jeszcze głębszy i jeszcze czarniejszy

się staje

-sekretny

nie-do-spenetrowania

tajemnicę życia noszący

całuję go delikatnie

i delikatnie rozchylam

usta w tymże całunku

-zadrżała...

jest ciepła

i mokra zupełnie

a ja bezradny

w wiecznym rozpalenia

odchylam włoski zmoczone

by pocałować

-raz jeszcze

tak, delikatnie

bo gdybym zbudził

kazałaby zabrać szalona

spragnione me ręce z jej czoła

Kocham ją, gdy śpi i nie czuje,

że jej w ten sposób dotykam...

a może nie śpi tylko się wstydzi

i woli udawać, że jej się wspomina

I może się tylko wstydzi?!

Dlatego tak gorąca...

Dlatego

-tak gorąca.

Pragnę złożyć

Wyrazy głębokiego żalu

Z powodu wyrazów głębokiego żalu

Niewypowiedzianych nigdy

Przez strach

Bo żal

Też jest dla ludzi odważnych


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – 46

Wkładka Młodych Nr 2/ 2011. Rok I – str.9

Daniel Leżoń

Straszna noc

Wiją się nocne poczwary

Pajęczynami strasznemi

cichymi szeleszcząc palcami

wiją się nocne mary

spod kurzu rupieci starych

straszne mi spojrzeniami

zegarów jęcząc zębami

spod powiek płomyków drewnianych

cicho sza

koło uszka

przewijać poczęła się mgła

zaklęta w ciemność staruszka

w kąciku pod kocem łka

śpiewając mi wokół łóżka

Olga Lisiewicz

Ostatnia godzina

Ptaki po niebie przepływają kluczem,

Powietrze niesie psi, łagodny krzyk,

Gardłowym, ciepłym głosem chrząszcz zamruczał,

Opada światło dnia, jak złoty pył.

Rzeczy rzucają spokojne cienie,

Wiertarkę tłumią odległe drzwi,

Sufit ugina się ze skrzypieniem,

Pan z butelką nie ma dokąd iść.

Zaraz się lampy do gwiazd przyłączą,

Zamkną powieki, którzy poszli spać.

I dopiero - niewidzialny oczom,

W mroku - swą prawdę pokaże świat.

Nieśmiało się przyzna do świętej powagi,

Odsłoni siebie - dziwny i wielki,

Dla kogoś poważny to nieciekawy,

A dla mnie po prostu bardziej piękny.

I Ty przyjdziesz do mnie takiej nocy,

Też poważny, po brzegi otwarty,

Przenikniesz Swoimi moje oczy,

I raz miłość będzie nie na żarty.


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – 47

Wkładka Młodych Nr 2/ 2011. Rok I – str.10

Daniel Leżoń

W busie strasznym

W busie strasznym

duszno- Boże

duszą ludzi

w strasznym wozie

Przez minuty

jedną, drugą

biegną koła

drogą długą

Ścięły domy

wzięły lasy

ktoś przy kasie

nie miał kasy

Coś niepachnie

szyba w ruchy

śnieg przez szybę

-spoczną niuchy

Pani w szalu

cierpi srodze

Pan w berecie

pier- bełkocze

A, że ciasno

i że zima

A mi ciepło…

I że zima!

Ale ciepło

razem w kupie

i choć kupą…

bilet kupię

I pojadę

z szczęśliwymi

ścieśnionymi

dziećmi Twymi

Jak to dobrze

-o mój Boże!

Jakże ciasno

w głów ugorze

Jedni skrzeczą

inni kraczą

jak cudownie

z sobą gdaczą!

W busie strasznym

duszno- Boże

duszą ludzi

w strasznym wozie

Ale jadę

z szczęśliwymi

ścieśnionymi

dziećmi Twymi…

Dzięki Boże

że nam ciepło

w głów ugorze

Dzięki Boże

I niech gdaczą

po naszemu

niechże kraczą

po jakiemu

Póki jadą

w strasznym wozie…

-Mój kochany,

Mój ty Boże…

Nasi młodzi literaci:

Olga Lisiewicz (ur. 1991) studiuje obecnie matematykę w Krakowie

Michał Warzocha (ur. 1992) – student filologii klasycznej UJ

Beniamin Bukowski (ur. 1991) student UJ i PWST w Krakowie

Patryk Muszyński (ur. 1984) jest absolwentem filologii angielskiej i Koła Młodych Literatów w Poznaniu

Daniel Leżoń (ur. 1991) studiuje reżyserię na PWST w Krakowie

Krzysztof Grzegorczyk (ur. 1993) jest obecnie uczniem III klasy LO im. Jana Pawła II ss. Prezentek

w Rzeszowie i Dulwich College w Londynie

Anna Mitoń (ur. 1991) jest studentką AGH w Krakowie


KULTURA I PIEŚŃ Nr 6 (19). 2011r. – 48

Jadwiga Górska Kowalska z wykładem

„Seniorzy in medias res 25.10.2011”.

w Wojewódzkim Domu Kultury.

Fot. A. Borowiec

Sylwetki twórcze RSTK

Jadwiga Górska

Kowalska

Urodzona w 1938 r. w Prząsławiu w woj. świętokrzyskim.

Studia na Akademii Medycznej w Gdańsku. Doktor nauk medycznych.

Pulmonolog - internista. 50 lat jest lekarzem w Rzeszowie,

w tym 40 lat pracy w Zespole Chorób Płuc w Rzeszowie,

16 lat, jako ordynator. Trzy kadencje była przewodnicząca Wojewódzkiego

Oddziału Polskiego Towarzystwa Alergologicznego.

W czasie istnienia rzeszowskiej filii Akademii Medycznej w

Krakowie prowadziła wykłady i zajęcia kliniczne dla studentów

IV i V roku. Obecnie pracuje w niepublicznym ZOZ-ie. Jest

członkiem Unii Polskich Pisarzy Lekarzy, która jest członkiem

Światowej Unii Pisarzy Lekarzy.

Hobby, nieustające czytanie, podróże po świecie. Rozrywka,

obserwacja polskiej sceny politycznej, kwiaty w ogródku

wydała tomiki poetyckie: Nie tylko wiersze (2005), Moje małe

Królestwo (2006), Dokąd biegniemy (2008) oraz książki: satyryczne

Skrzydełka dobrej woli (2008) i satyryczno - wspomnieniową Ogrody medycyny (2009).

Od kilku lat pisze artykuły, eseje, wiersze do Biuletynu - pisma Okręgowej Izby Lekarskiej w Rzeszowie,

okazjonalnie do gazety AMG i Naszego Domu. Pisze także inne utwory oraz fraszki lekarskie, za

które otrzymała wyróżnienie w Ogólnopolskim Konkursie Fraszki Lekarskiej zorganizowanym w 2008 r.

przez Świętokrzyską Izbę Lekarską. Recenzje jej książek ukazały się: Akant, październik 2008r. pióra Stacha

Ożoga Wędrówki słowami, Gazeta AMG, maj 2009 r. pióra Profesora Bruno Imielińskiego Ogrody medycyny

Nasz Dom kilka pozycji Nadwisłocze - nr 2 (19) 2008r. pióra Józefa Janowskiego Wiersz, jako miejsce

schronienia Internet Wydawnictwo Ad Oculos, oraz inne. Autorka przygotowuje następną książkę, będzie

to dalszy ciąg lekarskich wspomnień: od Solidarności do chwili obecnej.

W maju 2010 r. obchodziła Złoty jubileusz dyplomu lekarskiego; niezwykle wzruszającą uroczystość

zorganizowała Akademia Medyczna w Gdańsku (obecna nazwa Gdański Uniwersytet Medyczny).

W 2010 r. wstąpiła do Regionalnego Stowarzyszenia Twórców Kultury. Dzięki niej działalność

RSTK nabrała nowego zabarwienia. Wniosła do twórczości interesującą wszystkich tematykę lekarską. Ma

niezwykły dar kontaktu z otoczeniem.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Redakcja KULTURA I PIEŚŃ.

Wewnętrzny informator społeczno-kulturalny Regionalnego Stowarzyszenia Twórców Kultury. Redaktor wydań: Józef Kawałek. Współpraca

redakcyjna: Zygmunt Kiełbowicz, Stefan Michał Żarów. Zdjęcia: Alicja Borowiec, Władysław Wiącek, Monika Zając-Czerkies;

Rysunki: Emilia Wołoszyn. Projekt strony tytułowej: Zygmunt Kiełbowicz. Adres Stowarzyszenia: Wojewódzki Dom Kultury, 35-959

Rzeszów, ul. Okrzei 7. Adres internetowy: www.wdk.podkarpackie.pl Redakcja zastrzega sobie wybór materiałów i prawo dokonywania

skrótów.

More magazines by this user
Similar magazines