Jest taki dzień - Polonia-serbia.org

polonia.serbia.org

Jest taki dzień - Polonia-serbia.org

• Nr 34 BELGRAD 2007 •

Foto: Stanko Kostić • www.skostic.com

Jest taki dzień

Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy.

Dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszelkie

spory.

Jest taki dzień, w którym radość wita wszystkich

Dzień, który już, każdy z nas zna od kołyski

Niebo Ziemi

Niebu Ziemia

Wszyscy wszystkim ślą życzenia

Drzewa ptakom

Ptaki drzewom

Tchnienie wiatru

Płatkom śniegu

(Czerwone gitary – Seweryn Krajewski)


W TYM NUMERZE:

Wieści. – Serb Nektarij w Supraślu. – Wizyta duszpasterska w Ostojiciewie. – Wiślanie z Ostojiciewo z wizytą w Wiśle. – Skansen

na Zlatiborze. - Kultura: Wystawa krzyży i kapliczek ludowych w Otrębusach; Ikony architektury polskiej w Nowym Sadzie; Belgradzkie

spotkania z Józefem Szajną. – Książki: Grzegorz Latuszyński, Antologia serbskiej poezji XX wieku; Polak za granicą.

Poradnik 2007. - Z życia polonijnego: Kronika lato-jesien 2007; XV Światowe Forum Mediów Polonijnych, Tarnów-Warszawa.

– Projekt „Poznajmy się lepiej” (Puławy, Belgrad). – Wieści z Czarnogóry. – Jak go poznałam. – Kącik kulinarny.

Wieści

DONALD TUSK NOWYM PREMIEREM POLSKI


W

wyniku wyborów parlamentarnych, ktore odbyły sie 21

października 2007 roku, zwycieżyło stronnictwo Platforma

Obywatelska. Przewodniczacy zwycieskiej partii

Donald Tusk został powołany przez prezydenta Lecha Kaczynskiego

na premiera. Uroczystość zaprzysiężenia premiera i jego gabinetu

odbyła sie w Pałacu Prezydenckim dnia 16 listopada b. r.

Nowy Rząd, utworzony w wyniku koalicyjnej umowy ze Stronnictwem

Ludowym liczy 18 ministrow: gospodarki; spraw wewnętrznych

i administracji; rozwoju regionalnego; sprawiedliwości; sportu

i turystyki; pracy i polityki

spolecznej; infrastruktury;

skarbu; edukacji narodowej;

obrony narodowej; zdrowia;

nauki i szkolnictwa wyższego;

ochrony środowiska; finansów;

rolnictwa i rozwoju

wsi; spraw zagranicznych;

kultury i dziedzictwa narodowego

oraz jeden minister

bez portfelu.

Nowy premier RP Donald Tusk.

Foto W. Olkusik,

Gazeta Wyborcza

Premier Tusk i

Rada Ministrów w

czasie składania

przysięgi. Foto

K. Pempel, Reuters

Prezydent Kaczyński pogratulował nowej Radzie Ministrow, życząc

im sukcesów na miarę zapowiedzi wyborczych. „Nasz naród

wiąże z tym rządem nowe nadzieje. W tym przypadku nadzieje te

idą bardzo daleko”.

Premier Donald Tusk w swoim przemówieniu powiedział: „głęboko

wierzę, że ten rząd w spokoju, w zgodzie i w pozytywnym skupieniu,

zajmie się tym, co dla Polaków najważniejsze: ich zdrowiem,

zarobkami, spokojem i bezpieczeństwem w życiu publicznym. Jestem

przekonany, że jeśli będziemy sobie nawzajem pomagać, a tę

serdeczną prośbę dedykuję także panu prezydentowi, to osiągniemy

wspólny sukces”.

Już tego, samego dnia po godz. 14-tej nowa Rada Ministrów

odbyła pierwsze posiedzenie, którego tematem był projekt przyszłorocznego

budżetu.

MECZ PIŁKI NOŻNEJ SERBIA-POLSKA W BELGRADZIE

Ostatnio coraz częściej spotykają się reprezentacje sportowe

Polski i Serbii, szczególnie w takich konkurencjach, jak

piłka nożna, siatkówka, koszykówka. 21 listopada Polska

i Serbia spotkali się w piłce nożnej w kwalifikacji do Mistrzostw

Europy 2008. Polska ekipa miała już za sobą zwycięstwo nad Belgią,

dzięki czemu przyjechała do Belgradu z kwalifikacją do mistrzostw

w kieszeni. Szanse Serbii były tylko teoretyczne i w praktyce teoria

sie nie sprawdziła. Remisowy wynik 2:2 przyczynił się do tego, że

mecz miał raczej charakter towarzyski i obie reprezentacje zostały

tu, gdzie były. Kibice też to tak mniej więcej potraktowali, bo na stadionie

Crvenej Zvezdy (tzw. Marakana) w Belgradzie tłumów nie

było, tym bardziej, że wieczór był mglisty i chłodny. Jednak polscy

kibice nie zawiedli. Było ich chyba więcej, niż miejscowych. Ochotnie

śpiewali, popierając swoją ekipę. Jak pamiętamy, w ubiegłym

roku Serbia triumfalnie zakwalifikowała się do Mistrzostw Swiata w

pierwszej turze. Polska otrzymała wstęp później. Jednak obie reprezentacje

nie przyniosły laurów swoim państwom. Zobaczymy, jak to

będzie w przyszłym roku!


SERB NEKTARIJE W SUPRAŚLU

Supraśl, miasteczko oddalone o 13 km na

wschód od Białegostoku, nad rzeczką Supraśl,

dopływem Narwi. Otoczone Puszczą

Knyszyńską i Błędowską, pozostałościami

po ogromnym niegdyś kompleksie leśnym na

pograniczu Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego

- obecnie Park Krajobrazowy im.

prof. Witolda Sławińskiego. Supraśl szczyci

się ponad 500 letnią historią, bogatą tradycją

kulturalną, zabytkami architektury, walorami

uzdrowiskowymi, a więc zarazem turystycznymi

i leczniczymi.

Osiedle „weszło do historii” na przełomie

XV i XVI wieku dzięki Aleksandrowi Chodkiewiczowi,

wielkiemu marszałkowi litewskiemu

i Józefowi Sołtanowi, metropolicie ruskiemu

– fundatorom klasztoru pod wezwaniem

Zwiastowania Matce Boskiej. Obok pierwotnie

drewnianej cerkiewki, w 1503 roku rozpoczęto

budowę dużej murowanej cerkwi, stanowiącej

centralną część założenia klasztornego. Pałac

Archimandrytów (zwany też Pałacem Opatów)

i dalsze budynki klasztorne wraz z barokową

bramą wejściową wybudowane zostały w ciągu

XVII i XVIII wieku. Cerkiew supraska łącząca

strzelisty gotyk (piękne kryształowe sklepienie)

z elementami architektury bizantyjskiej

(kopuła nad częścią centralną), miała jednocześnie

charakter obronny – cztery bastiony

ze strzelnicami ukrytymi w bogatym wystroju

szczytów. Mnichów zakonu Bazylego Wielkiego

tzw. Bazylianów sprowadzono z Kijowa oraz

z nieokreślonego bliżej klasztoru na półwyspie

Atos. Przywieźli oni ze sobą relikwię Krzyża

Świętego i manuskrypt z XI wieku zwany potem

w nauce jako Kodeks Supraski, jeden z

nielicznych zachowanych zabytków piśmiennictwa

starosłowiańskiego (obecnie części tego cennego manuskryptu

znajdują się w Bibliotece Narodowej w Warszawie – 151 l., Narodowej

i Uniwersyteckiej Bibliotece w Lublanie – 118 l. i w Bibliotece

Saltykowa Szczedrina w Leningradzie – 16 l.).

W 1557 roku, za czasów archimandryty Sergiusza Kimbara,

wnętrze świątyni zostało ozdobione freskami wkomponowanymi

w gotycką strukturę ścian wewnętrznych. Freski miały wyraźnie

charakter bizantyjski ze scenami z życia

Chrystusa, Marii, przedstawieniami postaci

archaniołów, cherubinów, apostołów,

proroków, świętych, męczenników i

świętych wojowników. W nauce polskiej

było do niedawna przyjęte, że autorem

fresków był „Serbin Nektarij malar”. Do

tej postaci wrócimy nieco później.

W początkach XVII wieku klasztor

przejęli unici, co doprowadziło do

znacznych zmian w wewnętrznej dekoracji

głównej świątyni. Wzniesiono

nowe ołtarze, a snycerz gdański Andrzej

Modzelewski wyrzeźbił wspaniały ikonostas

w stylu późnorenesansowym.

Zachowany fresk św. Georgija; napisy w serbskiej

redakcji starosłowiańskiego języka

Wykonano nowe umeblowania, ambonę, boazerie

ścienne, które częściowo pokryły dolne

części fresków. Zamówiono nowe obrazy olejne,

które zastąpiły stare ikony, m. in. słynący

cudami obraz Matki Boskiej Supraskiej, który

pierwotnie był kopią ikony ze Smoleńska.

Klasztor Bazylianów był nie tylko centrum

życia religijnego, ale i kultury. Posiadał bogatą

bibliotekę oraz drukarnię.

W czasie zaborów klasztor stał się znów

prawosławnym. Wielka cerkiew Zwiastowania

NMP była coraz rzadziej korzystana ze względu

na trudności w ogrzewaniu i wielkie koszty

jej utrzymania. Cenne freski ulegały zniszczeniu

i w końcu zostały zabielone. Odsłonięcie

ich na początku XX wieku nie było szczęśliwe.

Prace wykonano niefachowo dokładając do

starych zniszczeń nowe. Po pierwszej wojnie

światowej przez jakiś czas cerkwią opiekowali

się katoliccy salezjanie, którzy w budynkach

przyklasztornych otworzyli zakład wychowawczy

i próbowali dokonać prac konserwatorskich

ikonostasu i obrazów. W czasie wojny

cerkiew została przez okupatorów radzieckich

i niemieckich kompletnie zdewastowana i w

końcu wysadzona w powietrze przez uciekających

Niemców. Pozostały tylko kikuty dwóch

masywnych filarów (pierwotnie podpierających

kopułę) sterczące spośród ruin, a na nich

cudem zachowane resztki bezcennych fresków.

Staraniem Wojewódzkiego Konserwatora

zabytków architekta Wł. Paszkowskiego bezpośrednio

po wojnie odcięto ocalałe fragmenty

malowideł wraz z tynkiem i zabezpieczono.

W latach 1964-1965 dokonano prac konserwatorskich

w Pracowni Konserwacji Zabytków w

Warszawie. Spośród 30 uratowanych fresków

zachowało się tylko 7 postaci pełnych i 3 medaliony. Pozostałe odrestaurowano

we fragmentach z luźnych kawałków. W 1968 roku

w Muzeum w Białymstoku zorganizowano wystawę ocalałych fresków.

Z tej okazji wydano ilustrowany katalog „Freski z Supraśla”

zawierający nie tylko reprodukcje konserwowanych fresków, ale

dużą ilość starych fotografii przedstawiających cerkiew i jej wnętrze

sprzed zniszczenia.

Spalony Pałac Archimandrytów i

inne budynki przyklasztorne zostały

po wojnie odremontowane i stały się

budynkami użyteczności publicznej

(m. in. mieściło się tu Technikum Mechanizacji

Rolnictwa z internatem).

Resztki cerkwi zabezpieczono jako ruinę

trwałą i tak stała latami. Wreszcie z

inicjatywy Polskiej Autokefalnej Cerkwi

Prawosławnej, społeczeństwa Supraśla,

przy poparciu władz wojewódzkich i

rządowych podjęto jej odbudowę. Prace

Ruiny Bazyliki Zwiastowania NMP w

1945 roku


skich w Supraślu. Opierając się na podobieństwach z freskami z kręgu

odnowionego patriarchatu w Peći (cerkwie w Peći, Mileszewie,

Studenicy), próbuje nawet autoryzować zachowane freski wykonane

przez Nektarijego. Również wpływy serbskie mogą potwierdzić wizerunki

czterech świętych poważanych na Bałkanach: Ilariona, Klimenta,

Sawy i Simeona, umieszczonych razem w niższym pasie kopuły.

Ponadto na wpływy serbskie wskazują oznaczenia przy postaciach

„sty” (a nie rus. „styj”) i inne napisy odpowadające serbskiej redakcji

pisma starosłowiańskiego, niektóre elementy dekoracyjne, medaliony

i powoje. Jak to zwykle bywało przy pokrywaniu ścian cerkiewnych

freskami, które malowano na wilgotnym tynku, pracowało przy tym

kilku malarzy. Na podstawie ocalałych fragmentów Petković wyróżnia

trzech mistrzów, z których jeden mógł być z Wołoszczyzny, a

drugi o orientacji zachodniej „który przez zbieg okoliczności brał

udział w zdobieniu świątyni prawosławnej”. Można też przypuszczać,

że osobą kierującą pracami był właśnie Nektarije.

Zajęcie ziem serbskich przez Turków dało początek wielkim

wędrówkom narodu serbskiego, które przeciągnęły się do XVIII

wieku. Niewiele wiadomo o wędrownych artystach, ludziach pióra

(przepisywaczach, iluminatorach), zografach, złotnikach, rzemieślnikach,

którzy docierali do innych krajów słowiańskich i prawosławnych

- najczęściej do ziem ruskich - w poszukiwaniu donatorów

i zamówień. Jednym z takich był „freskopisac” Serb Nektarije,

który pozostał legendą tego misteczka jako twórca fresków w cerkwi

Zwiastowania NMP w Supraślu.

Bazylika Zwiastowania NMP przed zburzeniem

Fresk, który najprawdopodobniej malował Serb Nektarije


zapoczęto w 1984 roku. Obecnie odbudowany piękny klasztor Bayzlianów

lśni nowym blaskiem jako centralny punkt przyciągający

licznych wiernych i turystów. W Pałacu Archimandryów otworzono

oddział Muzeum w Białymstoku – Muzeum Sztuki Prawosławnej.

Tam, obok dużej kolekcji ikon, swoje trwałe miejsce znalazły resztki

zachowanych fresków z cerkwi Zwiastowania NMP.

A teraz nieco więcej o autorstwie fresków z Supraśla. Istnieje notatka

w Kronice ławry supraskiej z 1557 roku, że „Serbinu Nektariju

maleriju” zapłacono za namalowane ikony. Notatka zbyt lakoniczna,

by można było twierdzić, że był on również twórcą fresków, jak się to

ogólnie uważa w nauce polskiej. Niestety freski supraskie nie były

przedmiotem badań przez historyków sztuki i nie istnieje ich dokumentacja

sprzed zniszczenia cerkwi. Katalog „Freski z Supraśla” dostał

się do rąk wybitnego znawcy fresków cerkiewnych w Serbii prof.

Sretena Petkovicia. Na podstawie reprodukcji spróbował on dokonać

analizy ocalałych postaci i ornamentów. W artykule „Nektarije Srbin,

slikar XVI veka” potwierdza on, że można mówić o wpływach serb-

Supraśl. Odbudowany kompleks Klasztoru Bazylianów

L i t e r a t u r a:

1. Freski z Supraśla : katalog wystawy / tekst Ludmiła Lebiedzińska.

– Białystok, 1968.

2. Sreten Petković, Nektarije Srbin, slikar XVI veka. – Zbornik

Matice srpske za likovne umetnosti 8. Novi Sad 1972,

211-226, il.

3. Sreten Petković, Nektarij Serb, malarz z XVI wieku i jego

działalność w klasztorze w Supraślu / tłum. J. Maciejewska-

Pavković. – Rocznik Białostocki 16, Białystok 1989, 293-323, il.

4. Wojciech Załęski, Spacerem po Supraślu. – Supraśl 2002, 62

str., il.

Joanna Maciejewska-Pavković

(Dziękujemy państwu Danucie i Janowi Jaskanisom za dostarczenie

nam publikacji i informatywnego materiału o Supraślu i odnowie

Klasztoru Bazylianów).


WŚRÓD WIŚLAN W OSTOJICIEWIE

(Wizyta duszpasterska ks. Waldemara Szajthauera, proboszcza parafii wiślańskiej)

Pierwszym duszpasterzem polskim, który odwiedził luterański

zbór w Ostojicevie, był ks. bp. Andrzej Wantuła - zwierzchnik

Kościoła Ewangelicko – Augsburskiego w Polsce. Było to

w 1966 r. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego

wieku kilkakrotnie odwiedzał potomków wiślan ks. Karol Samiec

– ówczesny proboszcz Parafii Ewangelicko – Augsburskiej w Wiśle .

Niestety wybuch konfliktu w krajach byłej Jugosławii spowodował,

że wizyty te ustały.

W czerwcu br. zostały nawiązane kontakty między władzami

Wisły a Čoki, do której

administracyjnie należy

Ostojicevo. Niespełna dwa

miesiące później do ostojicevskiego

zboru przyjechał

ks. Waldemar Szajthauer

– obecny proboszcz parafii

wiślańskiej. Przygotowania

do tej wizyty trwały w

Wiśle od pewnego czasu.

Miejscowy Oddział Polskiego

Towarzystwa Ewangelickiego

zorganizował

dwa spotkania podczas

których Maria Szlaur- Bujok

oraz Danuta Szczypka

przy wsparciu Henryka

Bujoka opowiedziały o

aktualnych realiach życia

mieszkańców Ostojiceva

oraz przedstawiły historię osadnictwa beskidzkich górali w tej wsi.

W pierwszą niedzielę sierpnia (5.08.2007 r.) w ostojicevskim

kościele luterańskim odbyło się nabożeństwo wraz ze spowiedzią i

Komunią, które prowadzili ks. Sladan D. Sidrč i ks. W. Szajthauer.

Przed ołtarzem uklękli wspólnie potomkowie wiślan z Ostojiceva

oraz wiślanie spod Baraniej Góry. Wzruszenie, które ogarnęło

wszystkich pozostanie w pamięci jako niezatarty ślad. Po nabożeństwie

ks. W. Szajthauer w imieniu czterech wiślańskich parafii przekazał

na ręce Emila Samca – gospodarza ostojicevskiego zboru, dar

w postaci środków finansowych na remont kościoła.

Kolejny raz na spotkanie wiślan przyjechał z Belgradu prof.

Dušan Drljača, który od lat podejmuje działania na rzecz upowszechnienia

wiedzy o Polakach z Ostojiceva. Przyjechał także

Emil Poljaček ze Słowenii

oraz jego brat Pol z Chorwacji,

którym zależy na

zacieśnieniu kontaktów

między mieszkańcami obu

miejscowości. Nie usłyszeliśmy

i mamy nadzieję, że

już nigdy nie usłyszymy

słów skierowanych do nas

w czasie czerwcowej wizyty,

a wypowiedzianych

przez jedną z mieszkanek

Ostojiceva: do Madziarów

tu przyjyżdżajó, Słowoków

też odwiedzajó, a u nas już

downo tu żodnego z Polski

nie było.

Związki między wiślanami

żyjącymi z dala od

siebie na nowo odżyły i

mamy nadzieję, że przyniosą wszystkim wiele radości i zadowolenia.

„Przeto, póki czas mamy, dobrze czyńmy wszystkim…”.

Proboszcz wiślański Waldemar Szajthauer i ks. Sladan D. Sidrč z parafianami Ostojiciewa.

Foto D. Szczypka

Danuta Szczypka


Z WIZYTĄ U KREWNYCH I PRZYJACIÓŁ W WIŚLE

(Wzmożone kontakty wiślan z Ostojiciewa)

Kiedyś dawno wystarczyło powiedzieć: „to górale beskidzcy

na równinie”. Niektórzy z nich osiedli w mieście Gyala

(obecnie na Węgrzech). W większości przynależeli do wyznania

ewangielickiego, tylko niektóre rodziny były katolickie. Z

zawodu byli saletrarze, cieśle, pasterze... Nie długo po osiedleniu

się w Tisza Szent Miklosz skończył się popyt na proch wyrabiany

z saletry. Zajęli się więc rolnictwem i rzemiosłem, a od pół wieku

zaczęli szkolić dzieci tak, że wśród wiślan ostojiciewskich jest obecnie

sporo wykształconych oraz tych, co studiują lub rozpoczynają

studia, nawet w Polsce.

Do I wojny światowej trwały kontakty ostojiciewskich wiślan z

rodzinami w Wiśle. Potem nastąpiła wieloletnia przerwa. W ostatnim

czterdziestoleciu te kontakty były wznawiane mniej więcej raz

na 10 lat. Pierwsze trzy miały miejsce w latach 1967, 1977 i 1988.

O wizycie ks. biskupa Andrzeja Wantuły pisano w jednym z poprzednich

numerów Słowa YU Polonii (32). W roku 1977 dzieci

ostojiciewskie pojechały na kolonie letnie do Wisły, a w 1988 roku

przedstawiciele parafii z Wisły uczestniczyli w obchodach 150-lecia

osiedlenia się wiślan w Banacie. Od maja 2007 roku wzajemne kon-

Proboszcz ks. Waldemar Szajthauer prezentuje obraz, dar parafian z

Ostojiciewa


takty nabrały na częstotliwości. Po wizytach gości z Wisły w gminie

Czoka i w Ostojiciewie, przedstawiciele władz i parafii, po zatwierdzeniu

form wzajemnej współpracy, urzeczywistniły 45-osobowej

grupie ostojiciewian wyjazd do Wisły. Swoje uczucia o tych spotkaniach

pani Maria Szlaur-Bujok tak oto wyraziła na piśmie: „Pobyt w

Ostojiciewie był dla mnie ogromnym przeżyciem. W istocie była to

podróż w przeszłość, podróż do dawnej Wisły, której u nas w Wiśle

już prawie nie ma, a która przetrwała u wiślan w Ostojiciewie. Widziałam

tych ludzi po raz pierwszy, a miałam wrażenie, że patrzę na

znajome mi twarze. Kiedy z nimi rozmawiałam, czułam się jakbym

rozmawiała ze swoją babcią lub dziadkiem. Słyszałam dobrze mi

znany język, którego nauczyła mnie moja Starka (tj. babcia) i który

wspólnie z mężem przekazujemy naszej córce. Trudno opisać emocje,

które towarzyszyły mi w czasie pobytu w Ostojiciewie; czułam

się jakbym spotkała się z bliskimi osobami, których tylko dawno nie

widziałam. Po prostu czuję emocjonalną więź z tymi ludźmi”.

Zwierzchnik Diecezji Cieszyńskiej ks. Biskup Paweł Anwajler, ks. Waldemar

Szajthauer i prof. Duszan Drljacza

W trzydniową wizytę do kraju prapradziadków z Ostojiciewa

wyruszył pełen autobus – tym razem „z równiny w góry”. Obok

„czysto” wiślanskich rodzin, było w nim siedem par małżeństw mieszanych

(4 z Serbkami lu Serbami, 2 z Węgrami, 1 ze Słowakiem),

ośmioro młodzieży również z rodzin mieszanych (6 z serbskich i

2 ze słowackich). U wielu starszych osób odczuwało się niepokój

przed nieznanym, a u młodszych ciekawość i chęć poznania dalekich

krewnych lub doznania nowych przygód. Niektórzy chcieli

sprawdzić fantastyczne opowiadania dziadków o Wiśle. Pani z 11-

letnim synkiem, która jako dziecko była w 1977 roku w Wiśle na

koloniach, pragnie ponownie odwiedzić znane jej miejsca. Większość

wiezie różne dary dla gospodarzy o tych samych nazwiskach

co i oni, a przede wszystkim „gorzałkę własnego wyrobu jako swoisty

„ostojiciewski brand”. Chcieliby się choć trochę zrewanżować za

hojne prezenty otrzymane na początku lata.

Pod koniec dnia autobus dotarł do Beskidów przez ‘Żylinę i

Obowiązkowy „szoping” w centrum Wisły

Prof. Duszan Drljacza wśród górali z Wisły

przełęcz Jabłonkowską – drogą, którą niegdyś wielokrotnie dawni

saletrarze pokonywali pieszo. A na granicy już czekała pani Danuta

Szczypka w imieniu gospodarzy. Po załatwieniu formalności paszportowych,

autobus zjeżdża krętą drogą do Wisły. A tam prawdziwie

serdeczne powitanie z burmistrzem Andrzejem Moliną i ks.

pastorem Waldemarem Szajthaurem na czele. Gospodarze o nazwiskach

Bujok, Cieślar, Krzok, Samiec, Szalbot, Polok – biorą do siebie

„swoich”, tak, że rozmieszczenie przybyłych po domach odbyło

się w okamgnieniu. Niektórzy mają szczęście: domy ich gospodarzy

znajdują się na istnych szczytach górskich.

Wyraźnie zadowoleni przyjęciem w komfortowych obszernych

chałupach swoich gospodarzy, regularnością i obfitością posiłków,

przygotowanym programem, przybysze stwierdzają, że ich dalekich

krewnych cechuje wyjątkowa pracowitość, osobista skromność i poczucie

umiaru, wypełnianie umówionego z nadwyżką, pobożność

zauważalna w pięknym i przestronnym kościele wybudowanym w

1838 roku, kiedy oni właśnie zakładali swoje osiedle w Banacie.

Wycieczka na Mały Stożek potomków Pawła Cieślara zwanego „Stożczanem”

Program przygotowany przez Zbór Ewangelicki w Wiśle zrobiono

z sercem i umiarem zamożnego brata, a zakładał na ostatni dzień

całodniowe spotkanie z społecznością wiślańską. Wyświetlono film

o ostojiciewskich wiślanach, a dzień zakończył się wspaniałą kolacją

w pokazowym Domu Parafialnym.

Zwiedzanie okolicy odbyło się lokalną „ciuchcią”. Gościom pokazano

Wisłę Czarne i Białe, zaporę wodną, pałac prezydencki i ekumeniczną

kapliczkę przy nim. W Muzeum Beskidzkim, słuchając

barwnej gawędy kustosz dr Małgorzaty Kiereś, kilka starszych osób

zidentyfikowało niektóre przedmioty góralskiego obejścia, dziś już

w Ostojiciewie nie używanych (np. „bachorzyna” nad paleniskiem).

Młodzież weszła również na niektóre szczyty górskie, których nazwy

znała z opowiadań dziadków. Spacerowało się po wiślańskim

deptaku, chodziło się „w szoping”, a z gospodarzami rozmowy trwały

często do późna w nocy.


. Zespół „Tkacze” prezentował wiślańskie pieśni i tańce

Waszemu etnografowi szczególnie do gustu przypadł występ

parafialnego chóru dziecięcego w kościele (z już nagranym CD)

oraz wieczór na połoninie, gdzie miejscowy zespół folklorystyczny

rozpoczął swój występ dwiema pieśniami: „Miałam ja gołębia, ej

pięknego, siwego...” i „Pognała wołki na Bukowinę...”, które również

zanotowano przed 40 laty w Ostojiciewie.

Serdeczną gościnę z Ostojiciewa zwrócono w Wiśle z nadwyżką.

Już w drodze powrotnej zaczęły się rozmowy o możliwościach

utworzenia i tutaj zespołu śpiewaczego, a jeśli by się mogło zaopatrzyć

w części stroju ludowego jak „kierpce”, „żywotek” i in., można

by i zatańczyć parę góralskich tańców. Jedno jest pewne, że tegoroczne

kontakty, pogłębione o więzi osobiste zaowocują nowymi

spotkaniami w Ostojiciewie i Wiśle.

Prof. Dušan Drljača

Ballada o niewdzięcznych córkach

Ballada śpiewana przez wiślan ostojiciewskich o motywie z tragedii charakteru

Williama Shakespeara – Król Lear.

Miał taciczek trzy cery (x 2)

Wszystkie trzy się wydały (x 2)

Kiedy pierwszą wydawał (x 2)

Pięć tysięcy mianował (x 2)

Kiedy drugą wydawał (x 2)

Trzy tysiące mianował (x 2)

Kiedy trzecią wydawał (x 2)

Już nic nie mianował (x 2)

Taciczek się zastarzał (x 2)

Ku najstarszej cerze szoł (x 2)

Oj, córeczko, ma cero (x 2)

Ja ni mogę robiti (x 2)

Ty mnie będziesz żywiti (x 2)

Do komórki bieżała (x 2)

Wzięła torbę, podała (x 2)

Kiedy ni moż’ robiti (x 2)

Będziecie wy żebrati (x 2)

Taciczek się zastarzał (x 2)

Wziął paliczkę, zapłakał (x 2)

Ku pośredniej cerze szoł (x2)

Oj córeczko, ma cero (x 2)

Ja ni mogę robiti (x 2)

Ty mnie będziesz żywiti (x 2)

Do komórki bieżała (x 2)

Wzięła porwóz, podała (x 2)

Kiedy ni moż’ robiti (x 2)

Będziecie wy wisieci (x 2)

Taciczek się zastarzał (x 2)

Wziął paliczkę ......... (x 2)

Ku najmłodszej cerze szoł (x 2)

Oj córeczko, ma cero (x 2)

Ja ni mogę robiti (x 2)

Ty mnie będziesz żywiti (x 2)

Do komórki bieżała (x 2)

Skibkę chleba podała (x 2)

Kiedy nie moż’ robiti (x 2)

Ja wos będę żiviti (x 2)


Wyjaśnienia: porwoz – powróz; skibka – kromka; cera, cerze – córka, córce.

Śpiewała w Ostojiciewie Luiza Cieślar (r. 1931)


Zanotował w sierpniu 2007 r. Dušan Drljača

MUZEJ NA OTVORENOM “STARO SELO”

Sirogojno, Zlatibor

Staro selo, tradicija i drevna kultura življenja u potpunom saglasju

s prirodnim zakonima i okruženjem, neretko traju još

samo u nostalgičnim sećanjima i setnim pričama o zavičaju

koji se vremenom zaboravlja. Osobenost narodnog neimarstva, tradicionalnih

zanata i zanimanja, običaja, kao riznica koja čuva odlike

pojedinih naroda, ostavljena je pokoljenjima sa zadatkom da je što

bolje prouče, upamte, sačuvaju i dalje prenesu.

Najbolji način zaštite sveukupnog nasleđa svakako su muzeji na

otvorenom, skupine tradicionalnih objekata narodnog neimarstva

zatečene na terenu u svom davno zadatom rasporedu i prirodnom

okruženju ili planski uobličene celine prenetih građevina izložene u

stručno osmišljenoj muzeološkoj postavci.

Muzej na otvorenom “Staro selo” u Sirogojnu, jedan od mnogih

u Evropi i jedan od retkih, gotovo jedini u Srbiji, čuva tradi-


cionalno graditeljstvo, kulturu stanovanja i način života u prošlosti

na prostorima prostrane Dinarske regije. U Muzeju u Sirogojnu, u

originalnim kućama i zgradama s kraja XIX veka i neizmenjenom a

zapravo rekonstruisanom okruženju, neguju se i obnavljaju drevni

običaji, izučava i čuva i nematerijalno nasleđe srpskog sela.

Sasvim osobeni muzeji na otvorenom koji su na severu Evrope,

u skandinavskim zemljama, nastajali još krajem XIX veka,

predstavljaju najbolji način očuvanja seoskog ambijenta u njegovoj

ukupnosti različitih sadržaja i karakterističnih odlika. Pojedinačno

pronađeni i zaštićeni reprezentativni primerci starih seoskih

gradjevina teško se mogu održavati i prezentovati na odgovarajući

način u okviru seoskog domaćinstva zaokupljenog svakodnevnim

poslovima, obavezama u kome nema stručnih lica koja bi se starala

o njihovom održavanju i prezentovanju. Konačno, takve građevine

rasute često besputnim selima Srbije, ostaju nedostupne i prepuštene

uglavnom skromnim mogućnostima njihovih vlasnika, najčešće

zaboravu, propadanju i nestajanju.

“Staro selo” u Sirogojnu, mnogobrojnim posetiocima iz zemlje i

sveta, svima koji pamte zavičajne slike ili samo priče o njima, nastoji

da dočara planinski predeo naseljen drevnim drvenim građevinama

zbijenim u skupinu jednog zaseoka, razvijene okućnice jedne

familije, upravo onako kako su vekovima unazad ali i danas naseljavani

planinski predeli prekriveni gustim šumama ali i prostranim

pašnjacima. Oko centralne kuće strmog drvenog krova na čijem se

vrhu gordo uzdiže karakteristično kube, promišljeno i funkcionalno

raspoređeni su ostali objekti, drvene zgrade i zgradice namenjene

čuvanju ili pripremanju hrane kao i smeštaju i prenoćištu za mnogobrojne

članove velike porodične zadruge. Okućnica jedne familije

koja je mogla imati i preko sedamdeset, osamdeset članova, sastojala

se iz velikog broja građevina jer je svaka od njih imala svoju

strogo određenu namenu.

Muzeji na otvorenom, izlaganjem originalnih zatečenih ili prenetih

kuća i zgrada, pre svega prikazuju njihovo planirano i dobro

proučeno postavljanje u prostoru u saglasju s prirodom i njenim zakonima,

njihovu uslovljenost reljefom, orijentisanu stranama sveta,

osunčanim i provetrenim lokacijama. Međusobni odnos objekata

određen je funkcionalnim korišćenjem i uobičajenom, logičnom

komunikacijom unutar složene i veoma sadržajne celine. U ovoj


prezentaciji određenoj geografskim i istorijskim odrednicama, posebnu

važnost imaju detalji u okruženju, ponovljene i stalno održavane

ograde, kapije, cvetnjaci, drvljanici na kojima se svakodnevno

tešu cepanice za vatre koje se na ognjištima ne gase, cvetni venčići

određenim praznicima okačeni na vratima, mačka koja na pragu

drema i pas čuvar pod ambarom punim žita, goveda i ovce na paši,

u torovima i domaćica s preslicom da dočeka goste u kući, miris

dima i tamjana, bosioka, šljiva koje se suše na ljesama u mišani i

rakije koja se peče u kačari s jeseni.

Muzeji na otvorenom kakav je i “Staro selo” u Sirogojnu, više od

drugih raspolažu izuzetnim mogućnostima da tradiciju i bogato nacionalno

nasleđe očuvaju i prezentuju u sveukupnosti i raznolikosti

sadržaja, u neraskidivom spoju materijalnih i svih ostalih nematerijalnih

tvorevina utkanih u korene i trajanje nacionalnog bića kod

svih naroda na osoben i jedinstven način.

Zorica Zlatić Ivković, istoričar umetnosti, viši kustos

Muzej na otvorenom “Staro selo”, Sirogojno, Zlatibor

Foto: Stanko Kostić, www.skostic.com

Wydarzenia kulturalne

O KRZYŻACH I KAPLICZKACH

(Wystawa „Krzyże z doliny rzeki Karasz” w Muzeum Sztuki Ludowej w Otrębusach/k. W-wy)

Już po raz drugi, dzięki inicjatywie i

pośrednictwie Stowarzyszenia YU Polonia,

zaprzyjaźnione Muzeum Sztuki

Ludowej pp. Pokropków w Otrębusach

przyjęło wystawę z Serbii. Przypominamy,

że w 2002 roku gościł tam Stanko Kostić z

wystawą fotograficzną „Wschodnia Serbia

– kraj, architektura, ludzie” (zob. Słowo nr

13/14). Tym razem autorem jest konserwator

zabytków, archeolog Dimitrie Madas,

który w swoich wędrówkach w czasie

badań terenowych po obu stronach rzeki

Karasz (serbskiej i rumuńskiej), oczarowany

pięknem napotkanych krzyży i kapliczek,

sfotografował je i pokazał miejscowej

publiczności na wystawie w Crvenej Crkvi

wiosną 2006 r. Było to dla gminy Bela Crkva

dużym wydarzeniem kulturalnym.

Oglądając pewnego deszczowego dnia w

wiejskiej świetlicy tą ciekawą wystawę, postanowiliśmy

zaproponować pokazanie jej

widzom polskim. Nasza propozycja została

przez prof. dr hab. Mariana Pokropka

przyjęta entuzjastycznie i była bodźcem do

wyeksponowania w Otrębusach materiału

porównawczego również z innych regionów

wschodniej Europy m. in. własnych

zbiorów i dokumentacji Muzeum.

Tak powstała wystawa „Krzyże i kapliczki

u Słowian, na Litwie i Rumunii”, a

fotografie z Serbii zajęły centralną przestrzeń

wystawową. Jak bardzo bogata i

różnorodna była ta całość ekspozycji i jak

wielu miała współpracowników widać z

obszernego programu. Ukrainę przedstawiały

„Krzyże i kapliczki z Bukowiny i Huculszczyzny”

(fotogramy i zabytki), autorzy

Todor i Irena Pucintelnik i Michał Truszycki.

Materiał polski reprezentowało kilka

jednostek wystawowych: „Kapliczki a archeologia”

Łukasza Miechowicza i Bohdana

Martyniuka z Warszawy; „Orawskie figury.

Prace konserwatorskie kamiennych kapliczek

z Orawy” Krystyny i Piotra Antoniaka

z Pruszkowa; „Pejzaż wszystkich świętych”

Andrzeja Białkowskiego (Łódź) i Piotra

Wypycha (Piotrków Trybunalski); „Cud

warszawskiej kapliczki” (fotogramy i wiersze)

Zuzanny Olczyk-Drosio i Małgorzaty

Dygas –Konopackiej (Warszawa); „Krzyże,

figury i kapliczki na Mazowszu i Podlasiu”

Jacka Wiśniewskiego (Warszawa). Wreszcie

wystawę dopełniały oryginalne eksponaty

z Muzeum Sztuki Ludowej oraz fotogramy

Stanisławy, Wojciecha i Mariana Pokropków

z Litwy, Białorusi, Rosji, Ukrainy, Słowacji,

Bułgarii i Macedonii.

Wernisaż odbył się 15 września b.r.

Była to prawdziwa uroczystość. Uświetnili

ją liczni goście z kręgów etnograficznych,


10

Przy zastawionym stole łatwiej się przyjaźnić. Foto M. Pokropek

przedstawiciele miejscowych władz, przyjaciele Serbii, przyjaciele

pp. Pokropków, a również goście z zagranicy. Stronę serbską, obok

autora Dimitrija Madasa, przedstawiał I sekretarz Ambasady Serbii

p. Milan Brkić a nasze stowarzyszenie polonijne przedstawiali prof.

Nikola Pavković oraz państwo Hanna i prof. Duszan Drljaczowie,

którzy po zakończeniu XV Forum Mediów Polonijnych zatrzymali

się specjalnie jeszcze przez parę dni w Polsce, by być obecnym na

otwarciu tej wystawy.

Trudno opisać atmosferę, serdecznej gościnności, która towarzyszyła

tej uroczystości! Po powitaniu obecnych, prof. Marian Pokropek

wygłosił prawdziwy wykład o roli krzyży w kulturze ludowej

jako miejsc kultowych i dzieł sztuki. Potem nastąpił Zespół Pieśni i

Tańca z Radzikowa k/ Błonia w ludowych strojach mazowieckich i

pięknie odśpiewał kilka pieśni. Dla strudzonych gości przygotowano

wspaniałą biesiadę w stylu polskim, którą opisała Pani Hania w

swoim Kąciku kulinarnym, z tym, że trunków serbskich

też było! Jak to już u pp. Pokropków tradycyjnie

bywa, przy płonącym kominku gawędy i śpiewy

trwały do późnych godzin.

Ogólnemu poczuciu wielkiego przeżycia intelektualnego

trzeba dodać i to, że w przeddzień otwarcia

wystawy gospodarze zaprowadzili gości na

Zamek w Radziejowie, w którym mieści się ciekawe

muzeum oraz na ekskluzywny koncert 13 harf

w ramach manifestacji Letnie Spotkania ze Sztuką.

Zwiedzono również siedzibę „Mazowsza” w Natolinie,

a w niedzielę na mszy św. ksiądz mówił o pięknej

wystawie krzyży i kapliczek i pozdrowił obecną

tu delegację z Serbii, prosząc ich o powstanie i zaprezentowanie

się zgromadzonym wiernym. Gest

ten był przyjęty oklaskami.

Jak serdeczne było powitanie w Otrębusach, tak

serdeczne było i pożegnanie. I długo jeszcze pozostanie

w pamięci uczucie ciepła rodzinnego jakimi

byli otoczeni goście i nasi Belgradzianie.

***

Wiejskie krzyże przydrożne i kapliczki, jak

wszyscy wiemy i pamiętamy, stanowią nieodłączną

część polskiego pejzażu. Wielu z nas, będąc na

wsiach, miało okazję uczestniczyć w modlitwach

różańcowych i śpiewach pod wiejskim krzyżem lub

przy kapliczce. W Polsce występują one masowo:

w centrum i na skraju wsi, przy drogach, na rozdrożach,

na granicach pól wiejskich. Często upamiętniają

ważne wydarzenia, jak bitwy, zarazy, są

wyrazem dziękczynienia i in. Są nie tylko miejscem

zadumy religijnej, wspólnej modlitwy, miejscem

Stary krzyż wiejski z doliny rzeki Karasz (Banat)

Foto D. Madas

magicznym, które ma chronić wieś od

nieszczęść, ale również wyznacznikiem

terytorium wiejskiego. Kiedyś w większości

drewniane, obecnie są murowane,

a nawet betonowe i metalowe.

W Serbii występowanie krzyży przydrożnych

nie jest tak masowe jak w Polsce.

Spotykane są częściej w Wojewodinie,

skąd pochodzą fotogramy autora wystawy pana Madasa. Może

wpływa na to korzystnie fakt, że wsie są tu usytuowane na planie

regularnej ulicówki i wiadomo było, gdzie się wieś zaczyna, a gdzie

kończy. Poza tym obecność Turków w Wojewodinie skończyła się

na początku XVIII wieku, a wiadomo, że nie lubili oni elementów

chrześcijańskich na swoim terytorium. Fundatorami są najczęściej

społeczności lokalne, ale też jednostki. Krzyże i kapliczki wiejskie

w Banacie odgrywają dużą integratywną rolę jako atrybut kultowy,

przy pomocy którego wieś manifestuje się jako wspólnota społeczno

religijna. Kilkakrotnie w ciągu roku z okazji Wielkanocy, Zielonych

Świątek, obchodów patrona wiejskiego (tzw. zavetina, albo

seoska slava), z cerkwi wyrusza procesja (litija). Idąc od krzyża do

krzyża wieś potwierdza swoje terytorium, swoją przestrzeń życiową,

działa na rzecz urodzajności swoich pól, zdrowia i dobrobytu

członków społeczności. W takiej procesji powinien uczestniczyć

przynajmniej po jeden przedstawiciel każdego domu, a starsze kobiety,

które rzadziej biorą w tym udział, stojąc na ulicy przed swoim

domem, posypują przechodzących ziarnami kukurydzy i pszenicy

z sita i polewają za procesją wodę. Banackie krzyże nie są wysokie,

najczęściej murowane i starsze z nich mają w zasadzie kształt krzyży

cmentarnych.

Mówiąc o miejscach świętych na terenie centralnej

Serbii wracamy niemalże do słowiańskich

prapoczątków, czyli do kultu drzewa. Funkcję krzyża

odgrywa tu drzewo nazywane powszechnie zapis.

Najczęściej jest to dąb, rzadziej lipa, jasień lub buk.

Na jego pniu wyryty jest znak krzyża, wypełniony

woskiem. Tego drzewa nie wolno łamac, scinać,

beszcześcić. Gdy drzewo spróchnieje ze starości,

zostawia się, żeby leżało, a obok niego albo sadzi się

nowy zapis, albo postawia się krzyż. Główny zapis

znajdował się w centralnej części wsi, a istnieją i zapisy

jako wyznaczniki terytorium wiejskiego. I do

zapisów przychodzą procesje w dni świąteczne i w

dzień patrona wsi. Istniały też rodowe zapisy, które

miały chronić terytorium i mieszkańców jednego

rodu.

Źródła historyczne z XIV wieku potwierdzają

o istnieniu zapisów w Serbii. Istniały one niegdyś

również na terenie Wojewodiny. Istnieje tradycja

we wsi Jasenowo (gmina Bela Crkva) o istnieniu

kiedyś drzewa kultowego na miejscu, gdzie obecnie

znajduje się krzyż.

Czytając tekst z książeczki „Spacerem po Supraślu”

byłam zaskoczona tym, że jeszcze obecnie

w Polsce, w Puszczy Knyszyńskiej szanuje się święte

sosny. Wg autora Wojciecha Załęskiego w wybranej

sośnie wydłubywano wnękę w kształcie kapliczki i

umieszczano w nim tykło, czyli deskę wotywną. Z

reprodukowanej, choć niezbyt wyraźnej fotografii

Typowy polski krzyż przydrożny z doliny Pilicy.

Foto Piotr Wypych


Przedstawiciele YU Polonii i polscy goście w towarzystwie i sekretarza

Ambasady Serbii p. Milana Brkicia. Foto M. Pokropek

można sądzić, że tykło miało kształt krzyża. Być może, że jeszcze

dziś w Supraślu stoi wspomniana przez Załęskiego uschnięta święta

sosna, której nikt nie odważył się ściąć, „bo jest powszechne przekonanie,

że każde drzewo, na którym wisi pasyjka, obrazek lub kapliczka

jest święte i kto się waży je tknąć, ściąga na siebie klątwę i w

Wieczorna wizyta w Muzeum w Radziejowie. Foto M. Pokropek

najlepszym przypadku oślepnie.”

Na podstawie informacji otrzymanych od

N. Pavkovicia, H. i D. Drljaczów oraz z publikacji

Opracowała J. Maciejewska-Pavković

JÓZEF SZAJNA – MISTRZ MUTIMEDIALNEJ

METAFORY PLASTYCZNEJ

Już od kilku lat na dorocznym belgradzkim międzynarodowym

festiwalu teartalnym BITEF nie ma teatru polskiego, który przecież

nie raz zdobywał wysokie nagrody. Jednakże na tegoroczny,

41 BITEF zaproszony został mistrz Józef Szajna, jedno z największych

imion teatru XX wieku. Dodajmy, że Szajna jest laureatem

Grand Prix BITEF z 1968 roku za przedstawienie „Łaźnia” Majakowskiego.

Z okazji pięknego życiowego (ur. w 1922 r.) i twórczego

jubileuszu w Galerii Centrum Kultury District w Belgradzie przygotowano

prezentację największych osiągnięć multimedialnych Mistrza

p.t. TEART (zamiast TEATR).

A droga życiowa tego wielkiego artysty była wyjątkowo ciężka.

Po obozach w Oświęcimiu i Buchenwaldzie we wczesnym wieku

młodzieńczym, po wojnie ukończył studia na Akademii Sztuk Pięknych

w Krakowie. Karierę rozpoczął w Teatrze Ludowym w Nowej

Hucie jako scenograf, potem reżyser i dyrektor. Po Październiku

1956, scenę tę przetworzył w teatr awangardowy. Wybrany na profesora,

nie przestał być człowiekiem teatru, a zarazem i malarzem.

W swoich inscenizacjach szczególne znaczenie przydawał i przydaje

metaforze plastycznej.

W 1970 roku przenosi się do Warszawy. Tutaj utworzył Teatr

Studio (w PKiN) oraz Galerię Sztuki Współczesnej. Prezentował

w niej największe osiągnięcia polskich plastyków XX wieku, które

były wystawiane na wielkich biennalach światowych. W 1997 roku

otwarto w Rzeszowie, mieście rodzinnym Szajny, Studio Art Centrum,

gdzie zaprezentowano wszystkie fazy jego twórczości. Dwa

lata temu, według projektu Mistrza, ukończono w Oświęcimiu monumentalny

pomnik ku czci półtora miliona ofiar zgładzonych w

tym obozie śmierci.

Trwająca przez tydzień niezwykle ciekawa wystawa fotograficzna

dzieł Szajny i dwukrotne spotkanie z Mistrzem, wzbogacone

filmem, cieszyły się wielkim powodzeniem, szczególnie wśród

młodzieży akademickiej. Obszerny wywiad z wielkim twórca, który

powiedział, że „choruje na Polskę” i któremu życzymy „sto lat!”,

opublikowała w belgradzkim dzienniku Politika pani Biserka Rajčić

(Bolujem od Poljske, Politika, 26 IX 2007).

D.D.

11

Józef Szajna jako gość Belgradu i wystawa jego inscenizacji


WYSTAWA ARCHITEKTURY POLSKIEJ NOWYM SADZIE

Już coraz częściej publiczność Nowego Sadu ma styczność z kulturą

polską. I tak pod protektoratem Ambasady Poljskiej oraz

najwyższych władz miejskich, dnia 17.09.2007 roku w przepięknym

gmachu Parlamentu Wojewodiny w Nowym Sadzie, ambasador

Rzeczpospolitej Polskiej jego ekselencija pan Maciej Szymański

otworzył wystawę pod tytułem ,,Polska, Ikony Architektury”. Gości

przywitał zastępca przewodniczącego Autonomicznej Pokrainy

Wojewodiny pan Gabor Lodi jak i pokrainski sekretarz do spraw

urbanistyki, architektury i budownictwa pan Vladimir Zelenović.

Na otwarcie wystawy przybył jeden z czterech członków jury,

uczestnik w wyborze prac, które znalazły się na wystawie, a które

są ciekawe i wzbudzają emocje pan Jacek Lenart. Zwracając sie do

audytorium wyjaśnił, że celem wystawy jest prezentacja najbardziej

charakterystycznych, znaczących obiektów architektonicznych

zrealizowanych po 1989 roku oraz ich promocja w świecie. Był to

w Polsce rok przełomowy politycznie i początek wielu przemian

– gospodarczych, społecznych i kulturowych, a wszystkie te przemiany

znalazły odzwierciedlenie też w architekturze. Jury dokonując

wyboru uznało, że tych 20 „ikon” to budynki które stanowią

wyróżniającą się wypowiedź architektoniczną na tle czasów i wydarzeń

rodzimej architektury.

Ekspozycja skladała się z 40 wielkoformatowych plansz, przedstawiajacych

20 budynków wybranych z 220 najbardziej znaczących

i nagrodzonych w najważniejszych konkursach ogólnopolskich.

Sposób prezentacji akcentuje najważniejsze cechy obiektów poprzez

specjalne zdjęciowe ujęcia.

Polonia nowosadzka miała wielką przyjemność uczestnictwa w

otwarciu wystawy. Również trzeba dodać, że wśród gości z Ambasady

Polskiej z Belgradu, rodaczek zamieszkałych w Nowym Sadzie,

można było zauważyć i znanych archtektów.

Elegancka broszura którą otrzymał każdy gość i końcowy coctail

przystosowano do wspaniałej atmosfery całej wystawy. Wystawa

była otwarta do 24.09.2007 roku

Felicja Jovanović, Nowy Sad

12

Kościół Redemptorystów, Czechowice-Dziedzice, 1995-1998,

arch. Stanisław Niemczyk

Biblioteka Uniwersytecka, Warszawa, arch. Marek Budzyński i Zbigniew

Badowski

Dom jednorodzinny, Katowice, arch. Robert Konieczny i

Marlena Wolnik-Konieczny


Książki

Jedan od najznačajnijih događaja na nedavno završenom 44. beogradskom

međunarodnom susretu pisaca je svakako predstavljanje

Antologije srpske poezije XX veka u izboru i prevodu na

poljski Gžegoža Latušinjskog.

Ovo je bez sumnje najveći prevodilački poduhvat kada je u

pitanju prevod srpske poezije na poljski jezik jer predstavlja kako

hronološki (skoro čitav jedan vek), tako i kvantitativno ( ali pri tom

nimalo ne zanemarujući kvalitet), najobimniji do sad napravljen izbor

uopšte.

Za naslov antologije “Svi su trenuci tu i ništa ne prestaje da

bude” uzeti su stihovi pesnikinje Ane Dumović koja zatvara ovaj

pesnički izbor. Antologija je podeljena u dva dela – Prvi deo „U sjeni

ratova i totalitarizma” započinje poezijom Miloša Crnjanskog, pa

preko Stanislava Vinavera i Momčila Nastasijevića dolazi do nadrealista,

nezaobišavši poetske gorostase poput Vaska Pope i Desanke

Maksimović, a završava poezijom pesnika nad čije detinjstvo i mladost

se nadvila senka II svetskog rata i obuhvata 70 pesnika. Drugi

deo „Iz generaciju na generaciju” obuhvata 76 pesnika mlađe i srednje

generacije rođenih posle II svetskog rata. Pesnici su zastupljeni

najčešće sa po jednom do dve pesme, a oni značajniji, koji su svojim

stavaralaštvom otvorili nove dimenzije i horizonte u srpskoj poeziji

imaju i po desetak – petnaest prevedenih pesama. Antologija ima

krataku uvodnu napomenu priređivača, obiman pogovor kao jednu

vrstu naučne studije o srpskoj poeziji, kao i bibliografske beleške o

svim zastupljenim autorima.

Gžegož Latušinjski je po struci slavista, međutim, to je tek jedan

mali deo njegovog životnog opredeljenja. U osnovi prozaista,

romanopisac, bavio se u velikoj meri eseistikom i novinarstvom. Sa

raznih slovenskih jezika ( ruski, češki, srpski itd. ) preveo je preko

“POEZIJA JE DUŠA NARODA”

20 knjiga na poljski jezik ( jedan od značajnijih prevoda je svakako i

roman Seobe Miloša Crnjankog kojim je inače fasciniran ), a preveo

je i nekoliko knjiga sa poljskog na srpski, između ostalog i poeziju

Eve Lipske.

Ovaj gigantski posao zahtevao je čitavih 15 godina rada. Osim

velike upornosti, stalnog kontakta sa književnim organizacijama,

mnogim pesnicima i poznavaocima srpke poezije, Gžegožu Latušinjskom

je bilo potrebno da u odabir pesnika i pesama unese sav

svoj suptilni osećaj za poeziju, za stremljenja pojednihi pesničkih

pokreta kojima su zastupljeni

pesnici u ovoj antologiji pripadali, kao i jedna velika doza humanizma

bez koje se poduhvati poput ovog ne mogu realizovati.

Tokom predstavljanja ove knjige sam priređivač je možda najbolje

opisao atmosferu i okolnosti u kojoj je nastala ova Antologija.

„...I tako, radeći na Antologiji, kao moreplovac na moru, niz godina

zanosio sam se u moru srpske poezije XX stoleća. Priznajem,

mnogo puta sa uživanjem predavao sam se njenim talasima, njenim

strujama, ponekad upadao u plićake ili podvodne stene, ponekad

u tom živalju gubio sam busolu, a događalo se i da sam sam nju

izbacivao, jer me je ograničavala, uporno podsećala gde je Istok,

gde Zapad i kakav azimut treba da držim. Nisam hteo da se previše

discipliniram, želeo sam da taj rad bude za mene prijatan, e ne da

mučim muku nadničara. I bio je... ”

Kako sam priređivač nadahnuto kaže: „poezija je duša naroda”.

Gžegož Latušinski je, dakle, uspeo da pretoči to poetsko duhovno

biće, tu dušu, u stihove razumljive i bliske poljskom narodu, ostvarivši

time inventivan poduhvat koji zaslužuje svaku pažnju i pohvalu.

Oliver Janković

13

POLAK ZA GRANICĄ. PORADNIK 2007

Wakacje trwają. Czas sprzyja podróżom. Obecnie ilość

wyjazdów za granicę dorównuje podróżowaniu po kraju.

Często jest to spowodowane porównywalnymi kosztami.

Jednak egzotyczne kraje przyciągają turystów zabytkami, odmienną

aurą pogodową i interesującą przygodą.

Aby oczekiwana przygoda była bezpieczna, Ministerstwo spraw

Zagranicznych i Polski Instytut Spraw Międzynarodowych wydali

Polak za granicą. Poradnik 2007. Jest to jedenasta edycja Poradnika

dla turystów.

MSZ sprawuje opiekę konsularną poprzez 313 urzędy konsularne,

w tym 138 urzędów zawodowych i 175 kierowanych przez

konsulów honorowych. Poradnik jest aktualizowany rok rocznie

przez sieć konsulatów zawodowych, pracownicy których wypełniają

jednakową ankietę. Tegoroczna edycja jest poszerzona o informacje

o możliwości uzyskania pomocy konsularnej ze strony przedstawicielstw

państw członkowskich Unii Europejskiej, w krajach, w

których Polska nie posiada żadnej palcówki. W Poradniku znaleźć

można również informacje dotyczące warunków życia i pracy w

krajach, do których wyjazdy, dotychczas turystyczne, nabierają charakteru

zarobkowego.

Poradnik jest możliwy do kupienia w cenie 39 zł. Cena jednak

nie powinna być przeszkodą do poznania warunków pobytu, zakresu

opieki konsularnej w danym państwie, czy ognisk konfliktu

z prawem. Czasami wyjazdy turystyczne zamienią się w pracę zarobkową,

która w danym rejonie może być nielegalna, kończyć się

pracą przymusową lub handlem ludźmi. Natomiast kary za niektóre

przestępstwa bywają nieporównywalnie wyższe niż w Polsce, np. za

posiadanie narkotyków czasami grozi kara śmierci lub wieloletnie

więzienie. Na www.msz.gov.pl można pobrać wersję elektroniczną

informatora.

Tytuł: Polak za granicą. Poradnik 2007

Autor: praca zbiorowa

Wydawca:

Miejsce wydania: Warszawa

Rok wydania: 2007

ISBN: 978-83-89607-14-0

Ilość stron. 754

Marytka Czarnocka

Ministerstwo spraw Zagranicznych, Polski Instytut

Spraw Międzynarodowych


Z życia polonijnego

OD WYDANIA DO WYDANIA

(Kronika polonijna lato-jesień 2007)

Tegoroczne lato było dla niektórych z nas pracowite. Pani

Iwona Stojanowska przy pomocy p. Teresy Ivanković, działały

przy wymianie letniej dzieci i młodzieży z Serbii i Polski.

Bardzo energicznie walczyły o sponzorów dzięki czemu dzieci z

jednej i drugiej strony przeżyły niezapomniae 2 tygodnie w czerwcu

i lipcu w Belgradzie i Puławach (zob. sprawozdania i wspomnienia

pełne zachwytu). Nie zabrakło i tym razem pomocy Wydziału Konsularnego

Ambasady RP.

Spotkań polonijnych odbyło się tylko dwa – wrześniowe i listopadowe

– pierwsze pod znakiem wrażeń letnich, a drugie poświęcone

organizacji wigilii polonijnej, która odbędzie się 8 grudnia i

jako prezent dla polonusów będzie nowy numer Słowa YU Polonii.

Państwo Hanna i Duszan Drljaczowie godnie nas reprezentowali

na XV Światowym Forum Mediów Polonijnych (zob. obszerne

sprawozdanie), a panie prezeski Małgorzata Srdić i Dagmara Luković

przedstawiały nasze organizacje polonijne YU Polonię i Centrum

Poloniusz-Pegaz na III Zjeździe Polonii i Polaków z Zagranicy

i na spotkaniu Prezesów Organizacji Polonijnych w Warszawie.

Joanna i Nikola Pavkoviciowie pośredniczyli w organizacji w

Polsce wystawy fotograficznej pt. „Krzyże z doliny rzeki Karasz

(południowy Banat)”. Otwarcie wystawy miało miejsce 15 września

w Muzeum Sztuki Ludowej w Otrębusach. Na wernisażu YU-Polonię

reprezentowali prof. Nikola Pavković oraz państwo Drljaczowie

(zob. oddzielny tekst).

Dnia 2 listopada, w wyjątkowo małym gronie, odwiedziliśmy

groby polskich lotników RAF-u na Cmentarzu Brytyjskim w Belgradzie.

Po raz pierwszy podzieliliśmy się sprawdzoną wiadomością,

że wszyscy oni zginęli wykonując zadanie pomocy walczącej w powstaniu

Warszawie. Są więc prawdziwymi bohaterami narodowymi.

Cześć ich pamięci. Obszerniejszy tekst z dokładniejszymi danymi z

ich biografii zamieścimy w jednym z następnych numerów.

J. M-P.

XV ŚWIATOWE FORUM MEDIÓW POLONIJNYCH

(Tarnów – Warszawa, 4-11 września 2007 r.)

14

Organizowane na miarę Jubileuszu, Forum pokazało osiągnięcia

i problemy mediów polonijnych, obradując nie tylko

w Tarnowie i Warszawie. W programie zaprezentowano

uczestnikom również przedsiębiorstwa, instytucje, działalność gospodarczą

i kulturalną niektórych osiedli Mazowsza. Uczestników

wszędzie przyjmowały osobistości najwyższego szczebla. Specjalną

Mszę św., którą transmitowała TVP Polonia, celebrowano w kościele

św. Michała Archanioła w Nowym Dworze Mazowieckim.

Na Forum przybyli dziennikarze

z całego świata (120

osób z 29 krajów) – ze Stanów

Zjednoczonych (Nowy Jork,

Kalifornia), z Kanady, z całej

niemal Europy – Szwecji, Niemiec,

Austrii, Francji, Rumunii,

Litwy, Estonii, Ukrainy,

Rosji, ksiądz z Kazachstanu,

a z Bałkanów panie z Grecji,

Macedonii oraz wasi przedstawiciele

z Serbii.

„Brama Karpat” u stóp Gór

Św. Marcina przyjęła szczególnie

serdecznie w swoje objęcia

zarówno tych, którzy przyjeżdżają

tu od lat, jak i tych co są

w Tarnowie po raz pierwszy.

Witając nas prezydent dr Ryszard

Ścigała mówił o swoim

mieście jako o „perle renesansu”,

„polskim ciepłym biegunie”,

szlaku handlowym północ

– południe, poszanowaniu tradycji

w tym subregionie Małopolski, jak również wspomniał 10 tys.

podmiotów gospodarczych, 9,5 tys. studentów i o poważnych, jak

na skalę europejską, zarobkach.

Wspaniałe osiągnięcia SFMP przedstawił w doskonałym, podsumowującym

piętnastoletni dorobek referacie, dyrektor Biura

Organizacyjnego dr Stanisław Lis. Wskazał na stały rozwój tej manifestacji

z roku na rok, a jego wspomnienia godne podziwu były

ilustrowane filmem. Prezydent miasta przekazał na ręce Dyrektora

Wilanowskie spotkania: za stołem prezydialnym dr Ryszard Ścigała, burmistrz

Tarnowa, dyrektor Muzeum Wilanów Paweł Jaskanis i dr Stanisław Lis


Krótka przerwa w obradach Forum

Biura Organizacyjnego odznaczenie dla Forum „Dukat Tarnowski”,

którego cząstka należy do wszystkich dotychczasowych organizatorów

i uczestników Forum.

Z upoważnienia Marszałka Senatu RP pani Senator Urszula Gacek

dokonała uroczystego otwarcia XV SFMP. Pani senator w swoim

przemówieniu inauguracyjnym mówiła o ogromnej odpowiedzialności

przedstawicieli mediów polonijnych za przekazywanie obrazu

Polski milionom rodaków żyjącym poza granicami Ojczyzny.

Podkreśliła ważność promowania polskości w kraju osiedlenia, tak,

by nie ucierpiał wizerunek naszego kraju za granicą. Przedstawiciel

Ministerstwa Spraw Zagranicznych pan Wojciech Tyciński przedstawił

dziesięć podstawowych punktów działań tego Ministerstwa w

zakresie współpracy z Polonią. Pani redaktor Alina Kietrys mówiła

o kulturotwórczej roli mediów polonijnych, wyrażając się bardzo

pozytywnie o ich wartościach i podkreślała znaczenie współpracy z

dziećmi i młodzieżą, zachowania polskiego języka i tradycji.

Do niewiarygodnych „Wici Polonijnych” (1-6), do których zawartości

i codziennej punktualności łatwo się przyzwyczaić, dołączyła

się promocja doskonałej książki pań Reginy i Kai Cyganik o

poetycznej nazwie „Dwie ojczyzny – jeden dom”, wydanej z okazji

15-lecia Forum. Ze wzruszeniem obejrzeliśmy również film o Henryku

Sławiku, jednym z zasłużonych za uratowanie na Węgrzech 5

tys. żydowskich dzieci i dorosłych.

Tegoroczny Tarnów będziemy również pamiętać po jubileuszpwym

występie Kabaretu dEFEKT z programem „Rzeczy elementarne”,

koncercie, zabawie i uroczystej kolacji.

Z Tarnowa wyruszyliśmy w Kraj, by jak co roku, poznać nowy

region Polski. Tym razem było to Mazowsze, jego osiągnięcia gospodarcze,

zabytki kultury, ludzie... W Tomaszowie Mazowieckim

odwiedziliśmy już tradycyjnie doskonale prosperujące zakłady produkcyjne

Ceramika Paradyż – głównego sponzora Forum. Są to

nowoczesne zakłady wytwarzające przepiękną ceramikę sanitarną,

rozchwytywaną w kraju i za granicą. O walorach tych produktów

przekonaliśmy się w stołecznych hotelach, instytucjach państwowych

i domach przyjaciół. Może tak bogata oferta Ceramiki Paradyż

znalazłaby miejsce i na naszym rynku? Każdy z nas miał okazję

zaprojektować płytkę, którą po przejściu przez proces technologiczny

można było zabrać na pamiątkę. Wasza przedstawicielka zaprojektowała

płytkę pt. „Wygnanie z raju”...

W Warszawie mieliśmy zaszczyt być dwukrotnie przyjęci w

Senacie. Pierwszy raz przez wicemarszałka Macieja Płażyńskiego

i cztery dni później przez marszałka Bogdana Borusiewicza. W

dyskusji rozpatrywano sprawy aktualnie powstającej Karty Polaka,

rozszerzenia przez polskie placówki dyplomatyczne kontaktów

z dziećmi i młodzieżą emigracyjną, podział środków budżetu

dla środowisk polonijnych, co powinno odbywać się jawnie. Wasz

przedstawiciel zwrócił uwagę na pozycję wiślan w Ostojiciewie (a

miał także owocne kontakty z dyrektorem Zarządu Fundacji Pomoc

Polakom na Wschodzie panem Wiesławem Turzańskim). W Senacie

wręczono doroczną nagrodę Fidelis Poloniae 2007. Otrzymała ją

pani Maria Mirecka-Loryś za całokształt jej pracy, wraz ze specjalnymi

podziękowaniami i kwiatami.

Odwiedziny w TVP Polonia odbyły się pod znakiem pytania

– czy to telewizja o Polakach czy dla Polaków? Przekonaliśmy się,

że media polonijne służą swojemu krajowi i reagują na jego problemy,

o czym mówiła pani dyrektor Agnieszka Romaszewska. Atrakcyjność

telewizji polega na jej aktualności uwzględniając fakt, że w

Polsce mieszka ok. 39 mln, na emigracji ok. 20 mln, a ostatnio kraj

opuściło wiele milionów ludzi. Wysłuchaliśmy ciekawego referatu

językoznawcy dr Krzysztofa Kraszewskiego pt. „Polszczyzna w mediach”,

który m. in zaznaczył, że jedną z istotnych cech języka w mediach

to l u d y c z n o ś ć, czyli wprwadzenie elementów rozrywki.

Następnie zorganizowano warsztaty, w czasie których uczestniczyliśmy

w praktycznych ćwiczeniach językowych. Wyżej wspomniany

wykład pani dyrektor ilustrowany był wiadomościami telewizyjnymi,

a później zwiedziliśmy studia i towarzyszyliśmy nakręcaniu

niektórych emisji.

Uczestnicy mieli również okazję zapoznać się z funkcjonowaniem

Giełdy Papierów Wartościowych, która działa na najbardziej

dynamicznym rynku w Środkowowschodniej Europie. Po prezentacji,

w dyskusji najbardziej rzeczowe pytania zadawali nasi rodacy z

Zachodu.

Piękny słoneczny dzień towarzyszył nam w kilkugodzinnym

zwiedzaniu znanego kompleksu pałacowo-ogrodowego w Łazienkach.

W Podchorążówce, gdzie mieści się Muzeum Wychodźstwa

Polskiego im. I.J. Paderewskiego wysłuchaliśmy arcyciekawej i pełnej

dowcipu gawędy red. Zbigniewa Święcha. Pełen oryginalnych

pomysłów red. Święch zaproponował, by zaprosić do Krakowa na

Wawel wszystkich panujących obecnie królów europejskich, a jednocześnie

rozwiązać męczącą polonistów kwestię: co miał na myśli

Państwo Drljacza przed pałacem w Wilanowie

15


16

Adam Mickiewicz, gdy napisał „...a imię jego czterdzieści i cztery...”.

Z przejęciem zwiedzamy Zamek Królewski – dawną rezydencję

królów polskich, pieczołowicie odbudowany z ruin z ostatniej

wojny. Jest to warszawskie „miejsce magiczne”, gdzie pokolenia napawają

się etosem patriotycznym. Podziwialiśmy bogate wnętrza,

obrazy Bacciarelliego przedstawiające pejzaże Warszawy i portrety

Stanisława Augusta Poniatowskiego. Na Zamku odbyła się konferencja

prasowa prezydenta m. st. Warszawy Hanny Gronkiewicz-

Waltz i marszałka województwa mazowieckiego Adama Struzika. Z

ich słów dowiedzieliśmy się o wspaniałym wręcz rozwoju stolicy w

ostatnich latach, o braku bezrobocia, zapotrzebowaniu rąk do pracy,

jak i o Mazowszu jako jednym z najbardziej rozwiniętych regionów

w Europie. Po konferencji wszyscy uczestnicy Forum zostali akredytowani

na specjalnych korespondentów warszawskich.

Wilanów – letnia rezydencja króla Jana Sobieskiego i królowej

Marysieńki. Dziś jest to żywe muzeum rezydencjonalne, które odwiedza

rocznie pół miliona ludzi. Dyrektor Paweł Jaskanis zapoznał

polonusów z olbrzymim wkładem państwa w konserwację i utrzymanie

tego zabytku, zaznaczając, że zapotrzebowania są o wiele

większe. Pomocą w propagowaniu Wilanowa w świecie służy kierownictwu

stowarzyszenie Akademia Wilanowska. Opuszczamy pałac

pod wrażeniem piękna jego barokowych wnętrz – salonów, fresków,

kolekcji obrazów i

rzeźb, wracając myślami

do czasów króla

Jana i Marysieńki.

A na dworze już wieczór.

W parku nad

jeziorem spektakl o

Sarmatach i staropolska

biesiada, którą to

gościnę przygotowała

wspomniana Akademia

Wilanowska.

Prawobr z e ż n a

dzielnica Warszawy

Praga - Północ

była mniej zniszczona

podczas wojny.

Obecnie odnawia się

w charakterze swoistego

Monmartru.

Dzielnicę zwiedzamy

zabytkowym przedwojennym tramwajem: mijamy stare zakłady,

odrapane czynszówki, małe warsztaty i sklepiki jak ze starych filmów,

sympatyczne galerie o swojskich nazwach „Melina”, „Magiel”.

Na podwórku Fabryki Wódki „Koneser” doczekuje nas typowa starowarszawska

orkiestra i wielu z nas rusza w tany w takt szlagierów

z tamtych czasów. Na Pradze mieszkało kiedyś sporo Żydów i Rosjan,

a obecnie prawosławni modlą się w praskiej Metropolitalnej

Cerkwi.

Prosperującą gminę Lesznowola, oddaloną o kilka kilometrów

od Warszawy zwiedziliśmy autobusem i spotkaliśmy się tam z żeńskim

kierownictwem gminy. To ubogie niegdyś osiedle obecnie

obok pól uprawnych i strefy mieszkaniowej rozwinęło i strefę komercyjną

(China town). Za wprowadzenie wzorowych elementów

życia codziennego (edukacja, infrastruktura drogowa, uzbrojenie

terenu, ekologia) gmina Lesznowola została laureatem godła promocyjnego

„Teraz Polska”. Panie stojące na czele gminy dowiodły, że

w Lesznowolę warto inwestować.

W Modlinie znów spotkaliśmy się z historią. Stoimy na Czerwonej

Wieży u zbiegu Bugo-Narwi i Wisły. Wracamy myślami do

dalekiej a zarazem bliskiej przeszłości. W czasie obrony twierdzy

Cmentarz poległych obrońców Modlina 1939-1945

Modlin we wrześniu 1939 roku zginęło 2 tysiące polskich żołnierzy,

a 3 tysiące zostało rannych. Podczas okupacji był tu obóz koncentracyjny.

Do 1995 roku na terenie twierdzy stacjonowało wojsko

polskie. Niestety, po opuszczeniu przez wojsko objektów, Twierdza

ulegała dewastacji, cześciowo była prywatyzowana, a w murach pozostało

nieduże Muzeum Kampanii Wrześniowej. Odwiedziliśmy

groby poległych i pełni smutnej zadumy udajemy się do Nowego

Dworu Mazowieckiego na mszę świętą. Istnienie lotniska wojskowego

w pobliżu Modlina, które po rozbudowie ma służyć jako drugi

warszawski port lotniczy, przysporzy miastu środki do odbudowy

i rozwoju tego tak ważnego dla każdego Polaka miejsca historycznego.

Żelazowa Wola powitała nas letnim deszczykiem i koncertem

w ogrodzie w rodzinnego domu wielkiego Chopina. Przy szumie

liści słuchaliśmy etiud i preludiów, nokturnów, mazurków oraz

oobowoązkowego Poloneza As-dur. Zwiedzamy wnętrze dworku.

Dowiadujemy się o utworzenia Narodowego Instytutu Fryderyka

Chopina. Dostajemy w prezencie książkę i płytę z nagraniami pod

redakcją Jana Ekiera.

Do Pułtuska podążamy aby zwiedzić starą Bazylikę i Dom Polonii

mieszczący się w zabytkowym Pałacu Biskupim. Pogoda nam

nie dopisuje. Armatni wystrzał powitalny z dziedzinca powraca humor

gościom ze świata.

Podziwiamy Kolegiatę

z połowy XV

wieku o unikalnym w

Polsce renesansowym

wystroju. Na zamku

biskupów polskich,

obecnie Domu Polonii

urządzono dla

nas uroczystą kolację

przy świecach.

Pełni wrażeń i

zmęczeni niezwykle

bogatym programem,

zaczynamy myśleć

o rozstaniu i powoli

pakujemy manatki.

My z Serbii nie możemy

się oprzeć żalowi,

że agencje turystyczne

nie organizują

wycieczek do Polski, jak to niegdyś bywało. Przecież tyle ciekawych

rzeczy jest do zobaczenia!

Za obfity, godny podziwu program i pracowite dni uczestników,

za staropolską gościnność najbardziej są – bez wątpienia – zasłużeni

dr Stanisław Lis dyrektor Biura Organizacyjnego Forum, pani

Małgorzata Sajdak wicedyrektor Biura Organizacyjnego i prezydent

miasta Tarnowa dr Ryszard Ścigała.

Na zakończenie wróćmy jeszcze raz do jubileuszowego występu

Kabaretu dEFEKT. Jego istnienie, jednorazowy i zawsze premierowy

program, przygotowany e-mailem, zawdzięczamy grupie entuzjastów

z polskiej diaspory na czele z niestrudzonymi autorami Januszem

Szlechtą z Nowego Jorku i Tadeuszem Urbańskim „Syneczku”

ze Szwecji. Ich liczne dowcipy i kuplety trudno powtórzyć, wobec

czego rozstajemy się słowami tęsknej piosenki:

„Kochaj nas Polsko,

byśmy się czuli jak w niebie.

Kochaj nas Polsko,

a my będziemy kochać Ciebie...”

Hanna i Dušan Drljača


POZNAJMY SIĘ LEPIEJ

I tu i tam – letnie kolonie polsko - serbskie

W

tym roku w lipcu po raz pierwszy w ramach wakacyjnego

projektu „Poznajmy się lepiej”, odbyła się

wymiana dzieci polsko – serbskich. Patronat nad tym

przedsięwzięciem objęła Ambasada Polska w Belgradzie. Dzięki

pomocy i zaangażowaniu pana Ambasadora Macieja Szymańskiego

i pana Konsula Aleksandra Chećko udało się zrealizować nasze

plany. Jesteśmy im za to bardzo wdzięczni. Duże podziękowania

wdzięczność wyrażamy również wszystkim sponsorom polskim i

serbskim, którzy byli naszą podporą, a bez ich bezinteresowności,

zaangażowania i humanitaryzmu projekt ten nie wszedłby w

życie.

Podstawowym założeniem akcji „Poznajmy się lepiej” było

zbliżenie dwóch bratnich narodów – Polski i Serbii, a mianowicie:

przybliżenie młodzieży obu państw tradycji, kultury, języka,

a także ukazanie walorów geograficzno – przyrodniczych obu

krajów. Przedsięwzięciem tym staraliśmy się uzyskać pełny obraz

współczesnego życia zarówno w Polsce jak i w Serbii, a to pozwoliło

nam wszystkim na obalenie stereotypów, które nagromadziły

się w ostatnim dziesięcioleciu.

Zadania tego podjęły się równocześnie obie zainteresowane

strony. Stronę polską reprezentował Harcerski Zespół Pieśni i

Tańca „Grześ” z Puław, natomiast stronę serbską Folklorystyczny

Zespół „Batajnica” z Batajnicy i YU Polonia.

Należy również zaznaczyć, że oba wyżej wymienione zespoły

współpracują na polu artystycznym już ponad rok, ale właśnie ta

współpraca, pozwoliła tylko niewielkiej grupie młodzieży przybliżyć

kulturę obu krajów. W związku z tym zespół polski zaproponował

rozszerzenie współpracy, tak aby objęła również ona pozostałe

dzieci serbskie.

(…) Jest mi niezmiernie miło, że nasze wcześniejsze ustalenia

poczynione w Serbii w listopadzie ubiegłego roku będą mogły się

zrealizować. Projekt „Poznajmy się lepiej” jest wspaniałym rozwiązaniem

dzięki, któremu nasza młodzież i dzieci będą mogły zapoznać

się z kulturą, zwyczajami, językiem i tradycjami naszych krajów

i narodów. Serbia jest pięknym krajem, ze wspaniałymi ludźmi

, których charakteryzuje otwartość dla innych, ciepło i sympatia

okazywana przy każdej okazji(…)

Krzysztof Hawrluk

Polskie dzieci w Bialym Dworze

Wiadomo wszystkim, że w ostatnich 15 latach Serbia z polityczno-ekonomicznych

przyczyn pozostała poza kręgiem zainteresowań

innych państw europejskich, w tym i Polski. Aby wypełnić

tę lukę powstał niniejszy projekt.

W ramach projektu „Poznajmy się lepiej” dzieci wraz z opiekunami

zapoznały się z kulturą, językiem, tradycja i historią państwa,

w którym przebywały. Organizatorzy zorganizowali wiele

wycieczek, pogadanek i warsztatów. Dzieci z Polski w trakcie swego

pobytu w Serbii zwiedziły Belgrad, Nowy Sad, Arandjelovac,

Topolę, Lepenski Vir, Golubac. Były w Białym Dworze, w ZOO, w

monastyrach Kruszedol i Novo Hopovo w Fruszkiej Gorze, a także

oglądały ekspozycje w muzeach: Etnograficznym, Nikoli Tesli,

Starych samochodów. Dzieci serbskie natomiast były w Puławach,

Warszawie, Lublinie, Kozłówce, Janowcu i Kazimierzu Dolnym, a

także w Czarnolesie, gdzie również wzbogacały swoją wiedzę oglądając

nie tylko najpiękniejsze zabytki architektoniczne, lecz także

ekspozycje muzealne. Oprócz wycieczek krajoznawczo – historycznych,

obie grupy relaksowały się na belgradzkiej Adzie lub na

puławskich basenach, w zależności od warunków klimatycznych.

W trakcie warsztatów odbywała się nauka języka, tańca i pieśni. Z

zadaniami tymi obie grupy sobie poradziły rewelacyjnie (wiadomo,

co znaczy słowiańska dusza!). W ramach pobytu Zapewnione

były także rejsy statkiem po Wiśle lub po Sawie i Dunaju. Dzieci

serbskie miały ponadto jeszcze jedną wspaniałą atrakcję: przejazd

kolejką wąskotorową połączony z ogniskiem, a także uczestniczyły

w polskich i serbskich strojach ludowych w ceremonii ślubnej

pary członkowskiej z zespołu „Grześ”. Zorganizowano też spotkania

z młodzieżą miejscową, zawody sportowe, dyskoteki i inne

zajęcia, prowadzone przez instruktorów „Grzesia” czy studentów

Z wizytą u pana Konsula w Ambasadzie RP

17


elgradzkiej polonistyki. Ale o tym dowiecie się Państwo z relacji

samych uczestników, albo zaglądając na stronę internetową YU

Polonia lub „Grzesia”.

Podsumowując, chcielibyśmy jeszcze raz w imieniu dzieci, rodziców,

opiekunów, a także organizatorów i własnym podziękować

za wszelką pomoc wszystkim pracownikom Ambasady RP w Belgradzie,

ludziom dobrej woli – z Obrenowca, Katowic, Raciborza,

Warszawy, Puław i Belgradu za ich wspaniałomyślność i wielkość

serca, wolontariuszom - za ich chęci i ogromne, bezinteresowne

zaangażowanie, pracownikom naukowym Belgradzkiego Uniwersytetu,

za umożliwienie dostępu uczestnikom kolonii do wiedzy i

wszystkim innym, którzy przyczynili się do realizacji tego projektu.

Iwona Sobol – Stojanowska i Krzysztof Hawrluk

Zwiedzanie Muzeum Etnograficznego w Belgradzie

Upoznajmo se bolje

18

slobodan trenutak da provedemo u Pulavama.

Neobično putovanje kroz istoriju i istoriju poljske kulture započeli

smo u Čarnolasu obilaskom doma i muzeja Jana Kohanovskog.

Duh prošlosti, sačuvane originalne knjige i viteška oprema, koji se

čuvaju u muzeju, ostavili su jak utisak na decu. Ali, prelepa priča o

neizmernoj i iskrenoj ljubavi pesnika prema ćerki obojila je i ispunila

dečije duše, koje su pokušavale da se prisete sličnog primera u

istoriji srpske književnosti. Cvrkut ptica i spokoj koji su vladali u

Čarnolasu ubrzo smo zamenili viteškim duhom posetivši stari zamak

Janoviec.

Sledećih dana usledilo je upoznavanje sa tradicijom i poljskim

praznicima. Obilaskom etno sela upoznali smo se sa nekadašnjom

organizacijom i načinom života u Poljskoj, kako na selu, tako i u

višim društvenim slojevima. A posetom palate u Kozluvci deca su,

diveći se, uglavnom uzdisala za vlastelinskim životom, koji je omogućavao,

ne samo, da se uživa u „lagodnom životu”, već i u okruženju

visoke umetničke vrednosti.

Ipak, nismo izgubili vezu sa prirodom. Vožnja „ćirom”, starom

uskom prugom, na relaciji Nalenčov – Opole omogućila nam je da

oživimo i doživimo junake i vreme opisano u delima W.S.Rejmonta,

koji su, verovatno, negde iz prikrajka posmatrali naše druženje oko

logorske vatre, koje je prekinula iznenadna letnja oluja. Zato smo

tokom obilaska Kazimieža Dolnog i plovidbe Vislom, koja je ove

godine zabeležila neobično nizak vodostaj, imali prelep sunčan dan

tako da su neki čak „zaradili” i alergiju na sunce. Za decu koja pohađaju

muzičku školu vrhunac druženja sa prirodom dogodio se u

Varšavi, gde nismo videli Staro Mesto, niti Belveder, ali smo upoznali

život i delo Frederika Šopena i prisustvovali nezaboravnom

W Łazienkach pod pomnikiem Chopina

Serbskie dzieci zawierają znajomość z poetą Janem Kochanowskim

U

periodu 10. – 23. jula 2007. godine ostvarena je kulturnoedukativna

razmena srpske i poljske dece. Letnja kolonija

pod ovim nazivom osmišljena je da bi se posle 15-to godišnje

pauze ponovo uspostavile kulturne veze između Poljske i Srbije i

obnovilo njihovo tradicionalno prijateljstvo. Da bi ova manifestacija

u potpunosti bila ispunjena i opravdala svoj naziv na putovanje su,

pored dece iz mešovitih brakova, pošla i srpska deca iz Beograda, Batajnice,

Obrenovca i Mladenovca uzrasta od 10 do 18 godina, koja

do sada nisu imala prilike da putuju u inostranstvo i druže se sa vršnjacima

drugih nacija, čime im je pružena prilika da upoznaju novu

kulturu i nama bliski slovenski narod.

Posle 19-to satnog putovanja i deci neobično dugog zadržavanja

na graničnim prelazima, nešto posle dva sata izjutra smestili smo

se u internat. Sutradan, odmah posle buđenja, slobodan dan smo

iskoristili da se upoznamo sa našim dragim domaćinima i gradom

u kome ćemo, kako smo mislili, boraviti tokom našeg letovanja.

Međutim, bogat i sveobuhvatan program pružao nam je tek po koji


koncertu na otvorenom, u parku Łazienki.

Tokom našeg boravka u Pulavama bilo je mesta

i za sport i po koju fudbalsku ili odbojkašku

utakmicu sa decom iz „susedstva” ili druženje na

bazenu.

Da bi smo se, bar malo, odužili domaćinima

priredili smo dan srpske kulture kada smo naše

nove drugare upoznali sa srpskim narodnim pesmama

i igrama, u organizaciji vaspitača Maje

Ranđelović i Marije Lukić, a koji se na kraju završio pravom velikom

žurkom u diskoteci. Nažalost, nismo imali priliku da ih upoznamo

Pieczemy kiełbaski na Adzie Ciganliji

sa našom kuhinjom i jelima karakterističnim za

Srbiju. I zato se nadamo da će ova manifestacija

zaživeti i da će nam sledeće godine biti pružena

prilika da im učinimo i to zadovoljstvo.

Zahvaljujemo se svim prijateljima i sponzorima

koji su nam pomogli i omogućili da doživimo

ovo jedinstveno i nezaboravno iskustvo.

Milen Lukić, vaspitač i prevodilac

Dobro jutro, Beograde!

Z najserdeczniejszą dedykacją dla pani Miry z Leskovca

„Došavši, nađoh najkrasnije mesto od davnine, preveliki grad Beograd(…)”

Despot Stefan Lazarević

Od kiedy pamiętam, jeszcze będąc małym smykiem, pasjonowały

mnie podróże i „dalekie kraje”. Od kiedy pamiętam,

jakoś tak nieracjonalnie, ale dość intensywnie

ciągnęło mnie na Bałkany. Z otwartą buzią wsłuchiwałem się w

opowieści ówczesnego chłopaka jednej z moich ciotek o Dalmacji,

Dubrowniku, Belgradzie, rumuńskich Karpatach i plażach Bułgarii,

przeglądałem kartki pocztowe, wpatrywałem się w mapy i atlasy,

zapamiętywałem nazwy rzek, mórz i jezior. Trochę później Los

Dobrodziej na mej drodze postawił nagle, jakby znienacka, Miłość

właśnie z egzotycznej wtedy, ale tak upragnionej byłej Jugosławii. Z

pasją przerzucałem strony samouczka Marii Krukowskiej „Govorite

li srpskohrvatski?”, ćwiczyłem deklinacje, aorysty, akcenty i inne

niuanse języka, który brzmiał dla mnie jak bicie zakochanego do

szaleństwa serca. Cóż, miłość minęła, ale tylko do osoby; ta do ziemi

zakorzeniła się raz na zawsze.

I z tą właśnie miłością, kilka miesięcy temu, w upalne lipcowe

popołudnie zawitałem po raz pierwszy w Belgradzie. I choć nie była

to moja pierwsza wizyta na Bałkanach, z takim cudownym napięciem

oczekiwałem przygody, która na mnie tam czekała. Byłem ciekawy

wszystkiego: miasta, ludzi, języka, jedzenia, trudno wymienić

natłok myśli w mojej głowie. Jedno było pewne. Byłem w mieście,

które znałem na pamięć z przewodników, książek, relacji na forum

internetowym. Mieście, które „przegooglowalem” już setki razy. Teraz

nadszedł czas na konfrontację!

Belgrad przywitał mnie od strony starego Taurunum czyli Zemunu,

gdzie też byłem zakwaterowany z grupą kolonijną dzieci w

internacie przy zespole szkól ekonomicznych na ulicy 22. oktobra.

Miasto żyło powoli i leniwie w promieniach popołudniowego słońca.

Po rozpakowaniu się, w towarzystwie

jednego z Serbów pracujących

w hostelu udałem się na

zwiedzenie najbliższej okolicy,

a mianowicie w poszukiwaniu

najbliższej menjacnicy wymienić

trochę grosza na miejscowe dinary.

No i dzięki tymże dinarom

wieczór spędziłem sącząc bardzo

smacznego Jelena i przygotowując

się na cały szereg wrażeń,

które miały nadejść następnego

dnia. A wrażenia owszem były! Pierwsza wycieczka do miasta, a w

tym zwiedzanie Białego Dworu. Muszę przyznać, że nie często bywa

się na królewskich salonach, więc była to naprawdę nie lada gratka!

A do tego mnóstwo zdjęć, które z uporem maniaka pstrykałem na

każdym właściwie kroku.

Kolejne dni to bardzo intensywny czas zapewniony przez organizatorkę

i tłumaczkę naczelną naszej grupy Iwonę, przesympatyczną,

jak i nader energiczną polonuskę, w pewnych kręgach znaną też

jako Ptica Trkacica . Czas wykorzystany maksymalnie i najlepiej

jak tylko się dało. Szczerze powiedziawszy, pod wrażeniem planu

pobytu byłem już w Polsce! Muzeum Etnograficzne, Taszmajdan,

Kalamegdan, Zoo, liczne wycieczki, rejsy po Dunaju i Sawie, jak i

inne atrakcje wypełniały te upalne dni. I choć pot zalewał mi czoło,

a ja wlewałem w siebie hektolitry Kneza Milosa zawsze miałem oczy

dokoła głowy. Czujny by absolutnie nic mi nie umknęło! Od czasu

do czasu wylegiwałem się na poczciwej Adzie Ciganliji ( zaliczyłem

też owszem i mniej komercyjne Lido) obserwując dosłowne tłumy

opalonych i wysportowanych tubylców (z moim brzuszkiem i bladym

owłosionym ciałem odróżniałem się dość znacznie od fizycznie

aktywnego narodu). Każdy dzień zdumiewał mnie inaczej. Byłem

wręcz wzruszony spontanicznością i otwartością ludzi. Zaczepiali

na ulicach, byli naprawdę serdeczni, potrafili śpiewać i bawić się

przy narodowej muzyce. Coś, co w Polsce jest coraz rzadsze, wyparte

przez pośpiech, wyścig szczurów i obojętność. A z serbskim

temperamentem można mówić o szerokiej gamie uczuć, ale nigdy

o obojętności!

W Muzeum Vuka i Dositeja

19

Na Kalemegdanie


Przyjaźnimy się z przyjaciółmi w Batajnicy

Pobyt w Belgradzie wyskoczył też trochę poza ramy miasta.

Dane mi było zobaczyć uroczą zalesioną Frušką Gorę wraz z Nowym

Sadem, miastem zupełnie innym od Belgradu, mniej bałkańskim

ale bardzo czystym i zadbanym. Miastem, gdzie za symboliczne

100 dinarów udało mi się zakupić Małego Księcia w języku

marszałka Tito! Bardziej bałkańskie były za to okolice Arandelovaca,

z prawdziwymi kafanami i przepyszną pljeskavicą!!! Największe

jednak wrażenie zrobił na mnie wyjazd na Żelazną Bramę! O takich

własnie widokach marzyłem przed przyjazdem do Serbii! Takie

własnie widoki to coś, co pamięta się bardzo długo. I aż żal mi serce

ściska, gdy czytam w przewodniku, że obecny krajobraz to tylko

połowa tego, co było przed zbudowaniem zapory i ingerencją w naturalny

bieg Dunaju!

Kąpiel w Jeziorze Djerdapskim, Golubac

I boję się trochę, że ta Serbia, którą zobaczyłem tego lata też już

wkrótce może stać się bardziej zachodnia, a przez to nijaka i pozbawiona

wyrazu. Z drugiej jednak strony, gdy pomyślę o tym olbrzymim

przywiązaniu do tradycji i historii tych ludzi, o graffiti Samo

Sloga Srbina Spasava wymalowywanych przez serbskich nastolatków

na belgradzkich murach, wierzę, że nieunikniona integracja

tego przepięknego kraju z resztą Starego Kontynentu nie pozbawi

jego mieszkańców tego ducha, tego nieopisanego czegoś. No i życzę

sobie, żeby jeszcze kiedyś obudzić się z tą błogą świadomością, że

jestem w prastarym Singidunum, uśmiechnąć się i powiedzieć na

głos Dobro jutro, Beograde!

Łukasz Koczkodan, tłumacz i wychowawca

Muzej Jana Kohanovskog (Sarini utisci iz Poljske)

20

Dvadeset sati sam provela u autobusu nestrpljivo čekajući da

stignemo u Poljsku. Napokon smo stigli u prelepi grad Pulavi.

Mnogo toga mi je ostalo u sećanju, ali ću vam ispričati

o muzeju Jana Kohanovskog.

Przed Muzeum Kochanowskiego

Dopalo mi se što je pisao šaljive pesme. Ali me je rastužilo kada

sam saznala da je njegova mlađa ćerka veoma rano umrla. Od tog

momenta Jan Kohanovski je pisao pesme koje je posvetio sećanju

na nju. Pored toga, sudbina se surovo poigrala sa njim jer mu je izgorela

kuća. Jedino što je sačuvano u požaru su vrata, ali u muzeju

se čuvaju i predmeti iz tog doba i knjige sa njegovim pesmama.

Muzej Jana Kohanovskog se nalazi na imanju koje je pesnik

dobio na poklon od kralja. To mu je omogućilo da u neposrednoj

blizini svoje kuće izgradi kapelu, u kojoj je danas voštanim figurama

prikazano predavanje pesama kralju, koje su bile njemu posvećene.

Muzej okružuje prelepi park, leti ispunjen cvrkutom ptica, u kome

se nalaze i dva spomenika. Jedan predstavlja figuru pesnika u prirodnoj

veličini, a drugi je podignut na mestu na kome se nalazilo

drvo pod kojim je pesnik stvarao.

Ukoliko vam se ukaže prilika, moj savet je da ne odbijete posetu

ovom muzeju, jer ćete saznati mnogo više o poljskim pesmama, a

samim tim i o emotivnosti poljskog naroda. Takođe možete obići

CZARNOLAS (Čarnolas), što u prevodu znači Crna šuma, mali

grad u kome se nalazi muzej Jana Kohanovskog.

Sara Pavković, 10 godina

Beograd, Batajnica

Poljska tradicija i običaji

Ukazala mi se prilika da dve nedelje u junu provedem u Poljskoj,

u mestu koje se zove Pulavi. Bilo mi je drago što sam

upoznala kulturu nama bliskog slovenskog naroda, čija je

tradicija veoma slična srpskoj.

Saznala sam da se običaji vezani za Uskršnje praznike dosta razlikuju

u odnosu na naše. Za Uskrs Poljaci spremaju dvanaest različitih

jela, ali na trpezi ne sme da bude mesa. Kada se ide u crkvu

nosi se korpica u kojoj se nalaze obojeno jaje, brašno, so, biber i hleb.

Drugom danu Uskrsa najviše se raduju mladi Poljaci zato što tada

mogu da pokazuju svoje simpatije. Toga dana momci prskaju vodom

devojke, a devojka koja bi bila najviše mokra, smatra se, najviše se

dopada momcima. Simpatično mi je da postoje i devojke koje se namerno,

krišom kvase u želji da budu dopadljive.

Veoma lep običaj, koji srpska tradicija ne poznaje, jeste druženje


Przed Pałacem Wilanowskim

uz logorsku vatru 23. juna. Po legendi, toga dana, kada je obdanica

najduža, a noć najkraća, odlazi se u šumu i traži se cvet paprati. Smatra

se da će onoga ko nađe cvet sreća pratiti celog života.

Najjači utisak ostavila je priča da poljska deca za Božić dva puta

dobijaju poklone. Iako se Poljaci pridržavaju novog kalendara, za razliku

od nas, dva puta slave Božić. Prvi Božić je 25. decembra i tada

im poklone donosi Sveti Nikola, a drugi Božić proslavljaju 6. januara,

kada im poklone donosi Zvezda.

Presrećna, obogaćena novim saznanjima, vratila sam se u Srbiju,

gde sam se trudila da ih prenesem svojim drugarima u školi prenesem

o srdačnom narodu, nesebičnom u pokazivanju svojih običaja.

Uglavnom, na času istorije i času narodne tradicije imala sam mnogo

toga da pokažem i ispričam o Poljskoj, a možda i da svoje drugare

zainteresujem da se upoznaju sa ovom prelepom zemljom.

Isidora Pavković, 11 godina

Beograd, Batajnica

Doživljaj koji ću pamtiti

Uzbudljivom boravku u Poljskoj bližio se kraj. Domaćini su

nam, dan pred polazak, priredili nesvakidašnji događaj.

Naša grupa prisustvovala je venčanju mladenaca Poljaka.

Posebno nas je iznenadilo i obradovalo to što smo imali priliku da

obučemo poljsku narodnu nošnju i da poput malih Poljaka učestvujemo

u neobičnom i lepom svadbenom običaju.

Pre podne smo probali nošnju, a posle podne smo se oblačili

i šminkali kako bismo izgledali što lepše. Starija deca su oblačila

odeću koja se nosila na dvoru: duge, bele haljine i bele cipelice

(devojčice) i oficirska odela plave boje sa belim rukavicama i crnim

čizmama (dečaci). Mi mlađi nosili smo odeću koju je nosio ne tako

bogat narod. Šarenilo boja, kako na suknjama, tako i u venčićima

od cveća u kosi, razlilo se u parku ispred katedrale. Tu su se okupili

svatovi i muzičari, koji su sve prisutne uveseljavali pesmom. Kada

su se pojavili mladenci, poređali smo se po parovima i svadbena povorka

je krenula za njima. Mlada i devojčice sele su na desnu stranu,

a mladoženja i dečaci na levu.

Nisam mogla da verujem da mi se ovo događa. Njihov običaj

venčanja se mnogo razlikuje od našeg. Sigurno da su se i moji drugovi

osećali isto kao i ja, jer su se uživeli u važnu ulogu koja im je

poverena, pa smo dostojanstveno propratili ovu svečanost.

Sreća i zadovoljstvo još uvek me obuzmu kad se setim ovog

dana. Ono što povezuje nas Srbe i naše prijatelje Poljake je vesela

narav, pesma i igra, koji su neophodni u životu.

Jelena Lukić, 11 godina

Obrenovac

21

Krzeszowianka (lubelskie)

Serbskie dzieci w polskich strojach ludowych (stroje krzeszowskie)


Z Wojewodiną za pan brat

22

W

upalny, lecz piękny dzień 13. lipca 2007 roku wyruszyliśmy

z naszymi gośćmi na jednodniową wycieczkę do

Wojewodiny. W planach wycieczki było zwiedzenie

monasterów na Fruszkej Górze, Strażilowo i Nowy Sad z petrowaradyńska

twierdzą. Naszymi gośćmi były dzieci z harcerskiego zespołu

“Grześ” wraz ze swoimi wychowawczyniami Gosią i Marią,

tłumaczem Łukaszem, lekarką Anią i muzykiem Piotrem. Ponieważ

obiad postanowiliśmy zjeść w przyrodzie, prowiant złożony z pieczywa,

wędlin, serów, soków, owoców i oczywiście słodkich deserów

spakowaliśmy w lodówki i wzięliśmy ze sobą do autokaru. Wyprawa

zapowiadała się atrakcyjnie, więc udało nam się namówić do wyjazdu

i panie z Ambasady. Wyruszyliśmy z samego rana w bardzo

dobrych nastrojach.

Pierwszym celem naszej podróży było zwiedzanie monasterów

na Fruszkej Górze. Wpierw zwiedziliśmy monaster Novo Hopovo,

który jest usytuowany niedaleko autostrady Ruma – Nowy Sad. Jest

to jeden z najbardziej przystępnych monasterów na Fruszkej Górze.

Razem z Kruszodolem, dzięki bogatej historii jest jednym z najważniejszych

monasterów Wojewodiny. Monaster założył święty wladika

Maksim w latach 1496-1502. Dzisiejsza cerkiew w obrębie monasteru

poświęcona jest świętemu Nikoli. Największym bogactwem

monasteru są relikwie świętego Teodora Tirona przechowywane

w kiwocie (naczynie cerkiewne w postaci skrzyneczki lub makiety

cerkwi) w cerkwi oraz piękne freski, nad których odkrywaniem i renowacja

pracowano prawie przez dziesięć lat.

Drugim monasterem, który zwiedziliśmy był Kruszedol. Poświęcony

jest on Świętu Zwiastowania (Blagoveštenja). Założył go

święty Maksim wraz ze swą matka Angeliną w latach 1509-1516.

Gdy Turcy wycofywali sie w 1716 roku ze Sremu monaster został

częściowo zniszczony, ale cerkiew się uchowała. W 1721 roku zaczęto

odbudowę, a w 1726 roku przy zachodnim skrzydle wybudowano

wysoką barokową dzwonnicę. Następnie rekonstruowano cerkiew

w latach 1742-1750. W cerkwi znajdują sie freski malowane w latach

1543-1546 oraz wąskie obrazy malowane w latach 1750-1756.

W czasie II wojny światowe monaster był zburzony. Odbudowany,

dziś pięknie wygląda.

W Nowym Sadzie

W drodze do monasteru Kruszedol w Fruszkej Górze

W obu monasterach byliśmy bardzo mile przyjęci. Zakonnice

w pierwszym i zakonnicy w drugim, opowiedzieli nam te historie,

którymi się teraz dzielę z czytelnikiem. Dzieci z zapartym tchem

słuchały pani Iwony, która tłumaczyła słowa zakonników. Później

wszyscy udali sie do stoiska z pamiątkami. Pora była na piknik. Rozłożyliśmy

prowiant wspólnymi siłami robiąc kanapki. Ja osobiście

byłam bardzo mile zaskoczona widząc jak dzieci sprawnie wszystko

wynoszą z autokaru. Każdy grzecznie czekał na swój obiad, a później

w mgnieniu oka wszystko bylo spakowane i nie pozostał na trawie

ani jeden papierek.

Kolejnym etapem naszej podróży był Nowy Sad. Spacerowaliśmy

po mieście, jedliśmy lody, robiliśmy zdjęcia. Niestety nie udało

nam się zwiedzić petrowaradinskiej twierdzy. W tym czasie trwał

festiwal muzyczny Exit i dlatego zdecydowaliśmy zrezygnować z zaplanowanej

wyprawy na twierdze.

Pojechaliśmy za to do Strażilowa – miejsca oddalonego cztery

kilometry od Sremskich Karlowców. Okolice te znane z pięknej,

czystej przyrody skłoniły nas do zatrzymania się tam dłużej. Dzieci

się bawiły, a panie gawędziły. Strazilovo wchodzi w skład Parku

Narodowego Fruška Gora, a jednocześnie rozsławił je Branko Radicević

(1824-1853) – wielki serbski poeta epoki romantyzmu. Tu

znajduje się grób poety i jego pomnik.

Do Belgradu wróciliśmy pełni wrażeń. Goście cały czas robili

zdjęcia, aby móc po powrocie do domu podzielić się wspomnieniami

z wyprawy. Dzieci pomimo zmęczenia umilały nam podroż śpiewaniem.

Gdy znaleźliśmy sie w internacie wszystkim bardzo smakowała

ciepła kolacja i znowu wymienialiśmy wrażenia z wyprawy.

Teresa Ivanković


Wieści z Czarnogóry

DZIEŃ DZIECKA W BIAŁEJ

Dnia 2 czerwca b.r. odbyło się kolejne spotkanie rodzin polskich

w ramach Stowarzyszenia Polaków zamieszkałych w Czarnogórze.

Na spotkaniu, oprócz polskich rodzin, jako nasi goście

byli obecni pan Aleksander Chećko, kierownik wydziału Konsularnego

RP w Belgradzie wraz z małżonką Iwoną, ktòra sprawuje funkcję

pierwszego sekretarza Wydziału Konsularnego RP w Belgradzie.

Program naszego spotkania był nastepujący:

1. Wizyta w Domu Dziecka «MLADOST» w Białej k/ Herceg

Nowog z okazji Dnia Dziecka.

2. Spotkanie z rodzinami polskimi w hotelu «Kerbe» w Podgoricy

a/ Informacija o dotychczasowej dzialalności Stowarzyszenia w

Czarnogórze /W. Vujisić. przewodnicząca Stowarzyszenia/.

b/ Wystąpienie pana konsula dotyczące praw i obowiązków

Polaków mieszkających na obczyźnie.

c/ «Rozmowy POLSKO – POLSKIE» / coctail /

3. Pozostałe pytania

O godzinie 7,30 zebraliśmy się przed hotelem « Kerber» w Podgoricy

i małym autobusem wyruszyliśmy w drogę do Domu Dziecka

«Mladost» w Białej. Dzień był słoneczny i upał dawał się nam

we znaki. Po trzech godzinach jazdy dotarliśmy na miejsce, gdzie

przy wejsciu czekała na nas gromadka szczęśliwych dzieci ze swoimi

wychowawcami i panią dyrektor. Pierwsze ich słowa po przywitaniu

brzmialy: «Co nam przywieźliście» , «Czy jest dużo zabawek,

soków, slodyczy ...?» itd.

Jeden z chlopców zapytał : «Czy mogę z wami pojechać do waszego

domu ?» i zaczął nam obiecywać, że będzie grzeczny i że będzie

wykonywał wszystkie prace domowe.

Byliśmy zaskoczeni zachowaniem dzieci; po ich zachowaniu bowiem

widzieliśmy,że tęsknią za prawdziwym rodzinnym ciepłem.

Dom Dziecka «Mladost» w Białej jest jedynym Domem Dziecka

w Czarnogórze. Położony nad samym wybrzeżem Adriatyku,

poniżej magistrali. Otoczony jest przepiękna zielenią i różnorodnymi

kwiatami, których zapach rozchodził się wokoło. Dom ma swoją

plażę, nowocześnie wyposażone tereny sportowe, które są przystosowane

dla dzieci w zależności od ich wieku. Dzieci mają zapewnioną

dobrą opiekę lekarską .

Bezpieczeństwo dzieci jest na wysokim poziomie - wszystkie

objekty znajdują się w kregu objektu Domu, który jest ogrodzony.

Przedstawiciele Stowarzyszenia Polaków zamieszkałych w Czarnogórze i pp.

konsulostwo Chećkowie z wizytą w Domu Dziecka w miejscowości Bijela

Zastępca dyrektora Domu Dziecka poinformowała nas, że obecnie

przebywa tu 175 dzieci w wieku od 3 miesięcy do 18 lat. Dzieci podzielone

są na pięć grup wiekowych, mają swoje pokoje z łazienkami,

pokoje do zabawy, pokoje gościnne, jadalnię i wszystko co

im jest potrzebne do normalnego życia. Wychowawczynie są miłe

i troszczą się o swoich wychowanków. Dzieci w wieku szkolnym

uczęszczają do szkoły, która znajduje się w pobliżu.

Dom dziecka ma wielu przyjaciòł nie tylko w Czarnogórze, ale

Konsulostwo Chećkowie i Polki z Czarnogóry przed hotelem „Kerber”

w Podgoricy

także i za granicą, którzy pomagają dzieciom w różny sposób. W

tym roku przedstawiciele z Nowego Jorku zaprosili 12 dzieci do

Ameryki i zorganizowali dla nich kurs kelnerski, a nauczyciele języka

angielskiego bespłatnie udzielają dzieciom lekcji przez cały rok.

Nasze Stowarzyszenie także wzięło udział w humanitarnej akcji

z okazji Dnia Dziecka i wręczyło dzieciom skromne upominki

i dużo, dużo słodyczy z nadzieją, żeby dni spędzone w tym domu

były dla nich takie słodkie jak ciasteczka, lizaki i cukierki, które od

nas otrzymali. Dzieci były bardzo szczęśliwe i z niecierpliwością

oczekiwały na rozpakowanie prezentów.

Pani dyrektor poinformowała nas o problemach Domu Dziecka

i podziękowala naszemu Stowarzyszeniu za pomoc. Pani konsul

Iwona Chećko, w rozmowie z dziennikarką TV Herceg-Novi, opowiedziała

jak w Polsce obchodzi się Dzień Dziecka. O naszej wizycie

w Domu Dziecka w Bjałej dziennikarze napisali w gazetach a w

dzienniku TV otrzymaliśmy podziękowania za naszą humanitarną

akcję.

Druga część naszego spotkania odbyła się w sali hotela «Kerber»

w Podgoricy. W miłej i przyjemnej atmosferze przy kawce, kanapeczkach

i torciku z napisem «Stowarzyszenie Polaków w Czarnogórze»,

przewodnicząca pani Wanda Vujisić wreczyła Dyplomy

aktywnym członkom naszego Stowarzyszenia z podziękowaniami

za współpracę. Dzieciom – członkom naszego Stowarzyszenia wręczono

maskotki z okazji ich święta.

Za posrednictwem pana konsula przekazaliśmy najserdeczniejsze

pozdrowienia wszystkim pracownikom Ambasady w Belgradzie

i redakcji biuletynu SŁOWO YU POLONII na czele z panią Joanną

Pavković.

Wanda Vujisić

23


Jak go poznałam

Z WROCŁAWIA DO OSTOJICIEWA

24

Urodziłam się w 1953 roku we Wrocławiu, na Sępolnie. Byłam

jedznaczką. Dzieciństwo spędziłam w tej dzielnicy, po

czym zamieszkaliśmy w śródmieściu przy ul. Świętokrzyskiej.

Moi dziadkowie, pochodzący z Warszawy, po obozie w Lipsku,

osiedlili się na polskich Ziemiach Odzyskanych. Chodziłam do

Technikum Mechanicznego (5 lat nauki). W naszej klasie było 35

chłopaków i 5 dziewczyn. Jako jedna z lepszych uczennic dostałam

w nagrodę opłacony kurs prawa jazdy (na „żukach”). Praktykę odbywałam

w Pafawagu.

Było lato 1973 roku. Miałam zamiar zapisać się do Wyższej

Szkoły Pedagogicznej. Na

Świdnickiej, koło sklepu

„Kameleon”, zwrócił się

do mnie o poradę bardzo

dobrze wyglądający i ładnie

ubrany mężczyzna w

wieku ok. 35 lat. Mówił

góralską polszczyzną.

Nawiązaliśmy rozmowę

po czym zaproszona zostałam

do „Telimeny” na

kawę. Z miłej rozmowy

dowiedziałam się, że Janek

(później go nazywałam

Jasio) był polskiego

pochodzenia zamieszkały

w Jugosławii, w Ostojiciewie,

który przyjechał do

Wisły w poszukiwaniu

dalekich krewnych, a w

Wrocławiu znalazł się w celu zwiedzania zabytków. Przez następne

dwa dni byłam jego przewodniczką po moim rodzinnym mieście.

Po wyjeździe Jasia nawiązaliśmy korespondencję. Miłosne listy

z Ostojiciewa docierały do Wrocławia co tydzień, aż dostałam urzędowe,

podpieczętowane zaproszenie na przyjazd do Ostojiciewa na

Boże Narodzenie. Przyjechawszy do Banatu byłam zafascynowana

wsią, życiem w zamożnym gospodarstwie, w którym, oprócz przyszłego

męża zastałam tylko jego Matkę. Święta były pełne radości

i śniegu, nowych znajomości bliskich i dalszych krewnych Jasia,

przed którzmi się chwalił swoją narzeczoną. Prawdziwe zaręczyny

z pięknym pierścieniem odbyły się na Sylwestra. Potem już w Suboticy

nastąpiło pożegnanie pełne smutku. Umówiliśmy się na lato,

ponieważ zaczęłam pracować w swoim zawodzie.

Do Ostojiciewa, tym razem na zawsze, przyjechalam 21 czerwca

1974 roku. Przed ślubem spędziliśmy 3-tygodniowy urlop nad Adriatykiem,

w miejscowości Vrsar. Ślub się odbył 5 października, zaraz

po otrzymaniu dokumentów z Polski. Jasio przed swoją podróżą

do Polski, z powodu choroby ojca, opuścił pracę w wojsku, objął gospodarstwo

i wprowadził

najbardziej nowoczesne

formy uprawy roli.

Żyliśmy dostatnio i

w zgodzie. Bardzo łatwo

przystosowałam się do

nowego wiślańskiego środowiska,

ale bardzo też

tęskniłam za rodzicami

i Polską. W następnym

roku we wrześniu urodziłam

córkę Olę. Wychowywałam

ją w polskim

duchu. Ola ze swoją rodziną

od 11 lat mieszka w

Kanadzie, gdzie ją regularnie

odwiedzam.

Z Jasiem pożegnałam

się na zawsze 9 lat temu,

po 24 latach małżeństwa...

Moimi śladami miała pójść 22-letnia D., ekspedientka y Wisły,

którą z Jasiem staraliśmy się wyswatać ostojiciewskiemu kawalerowi.

Nie udało się. Po tygodniowej „próbie małżeńskiej” została

przepędzona przez niedoszłą teściową. Stało się to niestety w miejscowości,

gdzie panował wyraźny niedobów panien polskiego pochodzenia.

Renata Pilch, Ostojiciewo

MIŁOŚĆ WŚRÓD WOJEN

Poznałam go w latach 70-tych będąc na kontrakcie w Jugosławii.

Czy był to przypadek? Nie. To było moje przeznaczenie.

Mimo, że wówczas nie przypuszczalam, że moje dalsze życie

związane będzie z Jugosławią, przy rozstaniu wymieniliśmy adresy.

Wkrótce po powrocie do Polski czekała na mnie miła niespodzianka

– telegram z Jugosławii. Mój Jugosłowianin przyjeżdża do Polski,

do mojego rodzinnego miasta z propozycją małżeńską. No i stało

się. Pobraliśmy się w 1981 roku.

Po ślubnej ceremonii mój mąż wraca do swojej Hercegowiny, a

ja musiałam czekać na wizę jugosłowiańską. Dla mnie to czekanie

było wiecznością, ale w końcu nadszedł dzień mojego wyjazdu do

Hercegowiny, do mojego męża. Było mi bardzo ciężko rozstać się

z rodziną, ale na myśl, że czeka na mnie mąż jakoś to przeżyłam.

Był grudzień 1981 roku. Długo będę pamiętać tę datę (i nie tylko

tą, bo podobnych dat będzie więcej). Pamiętam pierwsze planowane

wspólne święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok, które zamierzaliśmy

spędzić z moją rodziną. Do Polski pojechałam sama, gdyż mój

mąż nie dostał urlopu, ale miał przyjechać później. Niestety plany

spełzły na niczem. 13 grudnia 1981 roku obudziła mnie mama z

wiadomością o wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego. Była to

dla mnie tragedia, wprost nie mogłam uwierzyć, że to nie zły sen

a rzeczywistość! Byłam załamana. Z mężem nie miałam żadnego

kontaktu aż do 19 marca. Pojawił się niespodziewanie. Byłam zaskoczona

i szczęśliwa. Przyjechał po mnie, ale po tygodniu znów

wracał sam, gdyż musiałam czekać na wizę jugosłowiańską. Taki to

był początek naszego małżeństwa.

Dostaję jednak w końcu wizę i wyruszam do męża, do dalekiej

malowniczej Hercegowiny, do „małej Kalifornii”, gdzie mieszkałam

potem przez 11 lat. Byłam tam bardzo szczęśliwa, szybko nauczyłam

się języka, poznałam obyczaje, kulturę, ludzi. Dostałam stałą pracę.


Zaczęliśmy budować nowy dom, gdzie zamieszkaliśmy wspólnie

z bratem męża i matką, ale to nasze szczęście zaskoczyła i zniszczyła

znów wojna. Był rok 199. Nasze marzenia o szczęśliwym

i spokojnym życiu zabrała nam wojna, której do dzisiaj nie rozumiem.

Nowy rozdział naszego życia zaczyna się w Belgradzie, gdyż

musieliśmy uciekać z Hercegowiny. Tam straciliśmy wszystko.

Uchodźcze życie w Belgradzie bez dachu nad głową, bez pracy

– to był dla nas koszmar. Tą gehennę pomogło nam przetrwać

przyjście na świat naszego synka (1994 r.) i praca mojego męża

przy Europejskiej Unii. Nie trwało to długo.

Jeszcze jedna data związana z „wojną”, to 4 marca 1999 roku,

bombardowanie Belgradu. Postanawiamy uciekać z naszym synkiem

do Polski. Miałam już dość tego wszystkiego co przeżyłam,

pragnęliśmy spokoju i normalnego życia. Chcieliśmy zostać w

Polsce, ale i tam czekało nas rozczarowanie. W moim rodzinnym

mieście nie było miejsca dla uchodźców z byłej Jugosławii.

Oto smutne, ale prawdziwe losy mego życia. Od naszego ślubu

minęło 6 lat. Tyle wydarzeń, które ciężko przenieść na ten

papier i ciągle pytam się, co dalej?

Bożena Čukteraš

KĄCIK KULINARNY PANI HANI

Wiadomości kulinarne z Polski

- Na spotkaniu integracyjnym na Zamku Królewskim w Warszawie,

po jego zwiedzeniu i konferencji prasowej, uczestników

XV Swiatowego Forum Mediów Polonijnych 007 zaproszono na

coctail. Było południe, a więc jeszcze nie pora na obiad, jednak na

początek podano w małych miseczkach coś w rodzaju gulaszyku z

kurczaka. Wasza Pani Hania z zainteresowaniem potrawę rozglądała

i próbowała. Kucharzy oczywiście nie było, więc sama jedząc

i rozkładając potrawę na czynniki spróbowała skonstruować przepis.

Łatwo potrawę zrobić, a smaczne to i dość egzotyczne.

S u r o w c e:

1. Dwa filety z piersi kurczaka pokrojone na „żilien” (czyli na

słupki 1 cm); . mała cebulka pokrojona w kosteczkę (0,4 cm); .

mała marchewka pokrojona również w kostkę (0,5 cm); 4. pół małej

czerwonej mięsistej papryki, pokrojonej j.w.; 5. kilka drobnych

pieczarek posiekanych na listeczki; 6. trójkąciki z 1 krążka ananasa;

pieprz, sól, minimalnie ostrej („ljutej”) papryki, troszeczkę

naci pietruszki; 8. trochę masełka; 9. bulion.

W y k o n a n i e:

Na patelni teflonowej, na masełku zeszklić cebulkę, dodać marchewkę,

paprykę, pieczarki, ananas i trochę dusić. Dodać pokrojone

piersi kurczaka i znowu trochę podusić. Przełożyć do odpowiedniego

garnka, podlać bulionem (z kostki) i krótko gotować.

Zagęścić mąką kartoflaną, ciągle pamiętając że to gulaszyk, a nie

zupa! Mięso i jarzynki „zawieszone” są w przezroczystym, pysznym,

aromatycznym i trochę „ljutym” sosiku. Do tego gulaszyku

podano malutkie bułeczki. Wokół sali ustawiono stoliki ze stosami

przeróżnych, pięknie ułożonych owoców (winogrona, ananasy, truskawki,

melony, kawony) i ciastka ułożone na piętrowych tacach.

Uwierzcie mi kochane czytelniczki, że było po królewsku!

- Również szybciutko przenoszę zachwyt naszego badacza,

który będąc w Wiśle z rodakami z Ostojiciewa, uczestniczył w

polskim pikniku. Był poczęstowany oscypkiem (wielkości łyżki) z

rusztu i podanym z borówkami. Na pewno było to pyszne!

- A co jedliśmy i piliśmy w Tarnowie, to trudno opisać. Może

lepiej popatrzyć na fotografie – Polska na talerzu!

- Na wernisażu w Otrębusach (zob. tekst w tym numerze) w

prywatnym Muzeum Sztuki Ludowej pp. Pokropków, gospodarze

przygotowali dla międzynarodowych gości, licznych kolegów i

przyjaciół z Warszawy bogaty, iście polski poczęstunek. Podano

więc smalczyk ze skwarkami w garncach, a do tego ogromne czarne

chleby, ogórki małosolne po polsku, kaszankę pieczoną na blasze,

bigos, ciasta i wiele pyszności. Dobrej herbaty (no i trunków)

pod dostatkiem. A przede wszystkim wiele serca i przyjaźni!

- W Podkowie Leśnej uczestniczyliśmy w festynie pt. „Otwarte

ogrody” (te przydomowe), które można było zwiedzić. W przytulnej

kawiarence zjedliśmy barszczyk z uszkami i placki kartoflane.

5


- Po powrocie do Stolicy, Małżonek zaprosił Panią Hanię do

Bliklego na pączki (nie przyznam się ile zjadłam!), a ona zrewanżowała

się gorącą czekoladą w firmowym sklepie „Wedla”.

Święta Bożego Narodzenia

W zamożnych szlacheckich domach, a później i w tych mniej

bogatych, wigilia musiała się składać z dwunastu dań. Do starych,

tradycyjnych potraw dodawano nowe, potem grupowano (zjawiały

się bowiem ryby i śledzie na sto sposobów), ale o kluskach

z makiem nigdy nie zapominano. Jest to prawdziwie tradycyjna

potrawa wigilijna, która łączy się z zapachem choinki i rodzinnym

domem.

W y k o n a n i e:

Masa makowa:

Według starych przepisów mak należy

zamoczyć, zagotować, dobrze odcedzić

i zemleć kilkakrotnie przez maszynkę.

Doprawić. Pani Hania zmielony na sucho

mak (który można kupić na placu

targowym) zalewa w garnku gorącym mlekiem tak,

by mak dobrze wypił mleko i pozostał tylko wilgotny.

Odstawić do wystygnięcia. Wymieszać z masłem, cukrem, miodem,

doprawić wanilią (jeśli ktoś lubi, można i skórką cytrynową).

Podgrzać. Wymieszać z rodzynkami. Wyłożyć na ładną miseczkę i

udekorować ćwiartkami orzechów.

Masa orzechowa:

Orzechy zemleć na maszynce, dodać cukier i trochę cynamonu

i wymieszać na sucho. Podawać oddzielnie.

Kluski ugotować, przelać stopionym masłem i podać w salaterce.

6

W dzisiejszych czasach kluski stały się „trendy”, często zwane z

włoskiego „pasta”, więc i my, w myśl panującej mody, unowocześnijmy

naszą wigilię i zróbmy pastę – tagliatelle (wstążki) z makiem

lub z mielonymi orzechami.

Kluski z makiem lub orzechami

S u r o w c e:

500 g makaronów – wstążki (tagliatelle); 50 g stopionego masła

do polania.

Masa makowa:

50 g zmielonego maku; mleko gorące do zaparzania:, cukier,

miód, wanilia do smaku; 1 łyżka masła; 50 g sparzonych rodzynków.

Masa orzechowa:

00 g zmielonych orzechów; cukier krysztal do smaku;

szczypta cynamonu.

Dania wigilijne w Wiśle

Kącik kulinarny otrzymał w prezencie z Wisły książkę kucharską

pt. „Potrawy regionalne Wisły i Śląska Cieszyńskiego”, za co

bardzo dziękuje. Niezwykle ciekawe teksty i przepisy. Podaję zestaw

wigilijny z drugiej połowy XIX wieku i początku XX wieku.

Autorka pani Maria Pilch proponuje:

1. Chleb z masłem, czosnek; kapusta kiszona z mięsem wieprzowym

i szpyrkami (ziemniakami); groch z pieczkami (suszone

śliwki lub jabłka, gruszki), bryndza, maślanka; jabłka, orzechy.

. (Zestaw z Wisły Głębce) Chleb, masło, miód, mleko; Zupa

grzybowa z ziemniakami lub „biało polywka z wędzonka”; indyk,

gęś pieczona lub kura gotowana; sałatka z białej lub czerwonej kapusty;

kiszona kapusta zasmażana; ziemniaki; kompot ze śliwek

suszonych; kołacz z serem; ciastka ze skwarek.

Należy dodać, że już od lat dwudziestych XX stulecia na Śląsku

Cieszyńskim ryby stały się tradycyjnymi daniami wigilijnymi.

A w Ostojiciewie na Wigilię podaje się obowiązkowo „paradaisową

poliewkę” i „opiekańce z makiem”.

Miłych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia

i powodzenia w Nowym Roku życzy

Pani Hania

Hanna Drljača


Foto: www.skostic.com

Kolędnicy -

W nocnej ciszy

Słychać głos

Bóg się rodzi

truchleje moc

Wielka radość

wzbiera w nas

To w naszych sercach

świąteczny czas

Gloria, gloria – niech już co dzień będą święta

Gloria, Gloria – niechaj Święta będą cały rok

Na przyjazny

stać nas gest

Potrafimy dostrzec się

Każdy z nas

dziś lepszym jest

Taką ma siłę

Ten jeden dzień

Andrzej Ignitowski

Y U • P O L O N I I

SŁOWO YU POLONII

Biuletyn nr 34

Beograd, oktobar-decembar 2007.

Izdaje:

Udruženje srpsko-poljskog prijateljstva

JU Polonija (Stowarzyszenie Przyjaźni

Serbsko-Polskiej YU Polonia)

www.yupolonia.co.sr

Adresa: Kneza Miloša 38, 11000 Beograd

Srbija

Redakcioni odbor:

Joanna Maciejewska-Pavković, glavni urednik

npavkovi@eunet.yu

Dagmara Luković

daga@eunet.yu

Jolanta Tančić

tanana@infosky.net

Dizajn i priprema:

Stanko S. Kostić • www.skostic.com

Lidija Maćej • e-mail: macej@sezampro.yu

Štampa:

Lithoart, Beograd

Tiraž:

500 primeraka

Publikacija izlazi uz finansijsku pomoć

Senata Republike Poljske i

Fondacije „Pomoc Polakom na Wschodzie”,

Varšava

PUBLIKACIJA SE NE PRODAJE

More magazines by this user
Similar magazines