Nr 270, grudzień 1976 - Znak

miesiecznik.znak.com.pl

Nr 270, grudzień 1976 - Znak

I B s ~ E , . C ZKJ: KWaclaw Hryniewicz O MI PRAWOStAWIE A JEDNOSCKOS CIOlABorys Uspienski o SEMIOTYCE IKONYAnna Kamieriska • SNY BIBLI J NEIrs. Jan Szlaga • JE Z US 0 PRACYJerzy W. Ga,rcowsrci • P RACA I C ZA S W OLNYEwa Bierircowsrca • • G R " A W OE EMOJE CHRZESCIJANSTWO OAWNIEJ I OZIS ks. Andrzej Zuberbier SWIADKOWIE HISIORII Stanislaw Vincenz: Spotkanie z chasydami JEDENASTA WIECZOREM..• Sore" Kierkegaard: Modlitwy K RA K OW~II 112, 1976


ZNAK.M IESJl!!CZN IB.KRAKOWROK XXVIIINR 270 (12)GRUDZIEN 1976TREse ZESZVTU1571 • Wac/ow Hryniewicz OMIWYZNAWANIE CHRYSTUSA DZISIAJA JEDNOSC KOSCIOtAPRAWOStAWNY WKtAD DO REFLEKSJIEKUMENICZNEJ OSTATNICH LAT1600 • PROLEGOMENA DO TEMATU ..SEMIOTYKA IKONY"ROZMOWA Z 130RYSEM USPIENSKIMrozmawial Zbigniew Podg6rzecdum. Julio Ponom ariowa1617 • Anna Kamienska SNY BIBLlJNE 1634 • ks. Jan SzlageJEWS 0 PRACY I DOBRACH MATE RI ,


ZDARZENIA-KSIAlKI-lUDZIE1681 • J6zef Zycil;,kiW POSZUKIWANIU PIERWSZEJ SYMETRII1686 • Michal StrzemskiZ ZAGADNIEKI PSEUDOFILOZOFIINIEPROFESJONALISTOWIII - CO TO JEST CYWllIZACJA. CZYLI DLACZEGOKULA MUSI Bye GLUPIASWIADKOWIE HISTORII1689 • Stanislaw VincenzSPOTKANIE Z CHASYDAMItlum. Stanislaw GrygielJED E N A S TAW lEe Z 0 REM...1703 • Soren ~ierkegoardMODlIlWYtlum. Andrzej Wi~ckowsk i1707 • Sommaire


WAClAW HRVNIEWICZ OMIWYZNAWANIECHRYSTUSA DZISIAJA JEDNOSC KOSCIOlAPRAWOStAWNY WKtAD DO REFLEKSJIEKUMENICZNEJ OSTATNICH LATChyba do zadnego zgromadzenia og6Inego Koscioly prawoslawnenie przygotowywaly si~ tak gruntownie jak do Zgromadzenia SRKw Nairobi (23. XI-IO. X II 1975). Wymagala tego sama sytuacjaw ogalnoswiatowym ekumenizmie, powstale w ciqgu ostatnich latnapi~ cia i polaryzacje stanowisk. Sam wyb6r tematu: "Jezus Chrystuswyzwala i jednoczy " dokonal s 'i~ pod wplywem kontrowersjii dyskusji toczqcych s i~ w o br~bie Kosciolow czlonkowskich SRK.W ciqgu minionych 10 lat Rada wkroczyla na drog~ daleko posuni~tegozaangazowania spolecznego (walka 0 sprawiedliwosc spolecznq,zwalczanie rasizmu, sluzba w rozwoju narod6w). Inicjatywy te spotkatys i~ niebawem z zarzutem,iz Rada koncentruje swe wysilki nasprawach doczesnych, a zaniedbuje p()dstawowy i pierwotny eel ruchuekumenicznego, ktorym jest dqzenie do przywr6cenia jednosci Koscio16w.Krytyka wzmogla si~ szczeg6lnie z poczqtkiem lat siedemdziesiqtyeh.Poehodzila ona nie tylko ze strony K()sciot6w prawoslawnych1, ale r0W11iez z n iektarych srodowisk ewangeliekieh 2.Powodem niepokoju ze strony prawoslawnych bylo pogl~bi ajq eesi~ wsrad nieh przekonanie 0 "zeswieeczeniu" ruehu ekumenicznego,I Wy mienic trzeba przede wszystkim o r ~dz ie patriarchy ekumenicznego Dymitra,patriarchy moskiewskiego P imena oraz encyklik~ biskup6w amerykanskich. Tekstdekla racji obyd wu patrjarch6w w: Contacts 25 (1973) nr 84, 338-343, 343-347. Por.takze W . Hryniewicz, Pra woslawie a ekurnenizm dzisiaj, Biuletyn Ekumenlczny 3(1974) nr 4, 34-52; tenie, p,.awoslawna encyklika 0 jednosci i ekumenizmie, Znak27 (1975) nr 253, 846- 859.'"Celem r ucl1u ek umenicznego b yla UNA (sa ncta ecclesia). To, co przyszlojest drugq UNO" (United Nations Organization, ONZ - przyp. m6J W. H.) ­pisal E. La n ge, The Malaise in t he Ecumenical Movement. N otes on the PresentSituation, Ecumenical Revu e 23 (1971) 1.1571


WACt AW HRYNIEWICZ OMIgrOZqcym jego wynaturzeniern 3. Wielostronna dzialalnosc SRK stopniowo przeksztalcila jq, ich zdaniem, w chrzescijanskq organizacj Pcm j~d'zyna 'rodowq , ogar:n:iajqcq wszystkie wymiary zycia. Zagardnienieprawdziwej jednosci ·chrzescijanskiej zostalo zepchni ~ te na dalszyplan. Prawoslawni byli zdania, iz biol'qc pod uwag~ doswiadczenie minionych lat Zgromadzenie w Nairobi powinno postawic nan owo spraw~ jednosci w centrum zainteresowan j dqzet'l SRK.Nic dziwnego, iz w takiej sytuacji Koscioly pr-awoslawne dqzylydo przygotowania Zgromadzenia w Nairobi przede wszystkim odstrony teologicznej. W przeszlosci teologowie prawoslawni cz~toczuli sj~ bezradni w wyrazaniu svvych przekonan ekumenicznych.Dzialo s i~ tak nie tylko ze wzgl~du na brak przygotowania z ichstrony oraz nieznajomosc osiqgni~c mysli zachodniej; sarno podejsciedo zagadnien oraz przebieg debat w SRK sprawialy prawoslawnymogronme trudnosci. Ich stanowisko spotyk alo si~ cz~to z niezrozumieniem.Oswiadczenie delegacji prawoslawnej na temat jednoscipodczas Zgromadzenia w New Delhi (1961) nie zostalo nawet zamieszczonew oficjalnyrn sprawozdaniu z prac Zgromadzenia 4. SRKdalek a byla od przyj~cia idei "ekumenizmu w czasie" (ecumenism intime), podkreslanej w6wczas przez t€Olog6w prawoslawnych. W czasie Zgromadzenia w Upsali (1968) prawoslawni uczestnicy domagalisi~ wi~kszej precyiji w wypowiedziach na temat Kosciola lokalnego(jednosc chrzescijan zamieszkujq·cych w jednym rniejscu) .o1'az KoscioJapowszechnego (jednosc chrzescijan we wszystkich miejscach);podkreslali potI'zeb~ jednosci w wierze i sakramentach. Mimo tychd yskusji postulaty prawoslawnych nie znalazly si~ ponownie w koncowymdokumencie Zgromadzenia 5.P rzed Nairobi sytuacja ulegla znacznej poprawie. SRK zwr6cilasi~ do Kascio16w prawoslawnych z prosbq 0 wypowiedzenie si~, corozumiejq przez "wyznawanie Chrystusa dzisiaj". Podejrn1,ljqc dyskusj~prawoslawni zdawali sobie spraw~ z tego, 1Z trzeba b~dziep 1'zede wszys tkirn p1'zezwyci~zyc gl~boko zako1'zenionq wsr6d nichte nd e ncj~ do powtarzania uta1'tych formul, k t6re (Iajq wprawdzie' Par. w. Owsiannikow, Czego m y zdiom ot A ssamblei ?, Zurnal Mos kowsJWjPatriar chii nr 8, (1975) 55-59.• N eu Delhi. D okem entarbel'icht ilbel' d i e d r i tte VoUver sammlu ng des Oku menischenRates der K il'ch en (hrsg. von. W. A . Visser't Hooft) , Stuttgart 1962.Wspomniano jed ynie 0 prawoslawnej k oncepcji jednosci odsylajqc w przypisie dodeklaracji prawosluwnych w protokole selrcji, kt6r a obradowala nad jednosciq(5. 140). Tekst dekJaracji prawoslaw nej zostal opublikowan y w : Contacts 14 (1 96~ )nr 38- 39, s. 194-195.'Por . J. Klinger, Kilka uwag na ma"ginesie problemat y k i eklezjologi cz n ejUpsali, Znak 21 (1 969) nr 175, 81-94 ; tenze, T eolog-iczne p roblem y Upsati, R ocznikTeologiczny ChAT 11 (1969) nr 1, 145- 149.1572


PRAWOSlAWIE A JEDNose KOSCIOlApoczucie bezpieczenshva, ale wylqczajq z dialogu. Tym razem dialogdotyczyl w duzej mierze plaszczyzny, ktora nie byla obca prawoslawnymi na 'ktorej mieli wiele do powiedzenia.Na caloksztalt kilkuletnich przygotowan zloiyl si~ szereg spotkani konsultacji e'kumenicznych, w ktorych udzial wzi~li teologowieprawoslawni. Do najwamiejszych nalezq:1. konsultacja w monasterze Pendeli (Ateny) poswi~cona tematyce"zbawienia w teologii prawosfawnej" (23-27.V. 1972), podczas ktorejzredagowano memorandum na swiatowq konferencj~ misyjnqw Bangkoku (1973) 6;. 2. konsultacja 0 ,;wychowaniu w Kosciele prawoslawnym", ktorej raportzostal zatwierdzony w Utrechcie (5-12.VIII. 1972) 7;3. kolokwium na temat "koncepcji jednosci oraz modeli zjednoczenia"(Genewa, 2-3.VIII. 1973) 8;4. konsultacja 0 "wyznawaniu Chrystusa dzisiaj" (w Cernica k. Bukaresztu,4-B.VI. 1974) 9;5. konsultacja na temat: "walka 0 sprawiedliwosc a jednosc Kosciola"(Gonia na Krecie, 7-14.III. 1975) 10;6. seminarium poswi~cone "wyznawaniu Jezusa Chrystusa poprzezzycie liturgiczne Kosciola" (Eczmiadzin, 16-21.IX. 1975) 11.Dokumenty przygotowawcze do Zgromadzenia w Nairobi bylyr owniez przedmiotem refleksji teologow podczas Q.orocznego spotkaniaPrawosla\vnego Towarzystwa Teologicznego w Ameryce (30.V.1975) 12. Nalezy wspomniec takze 0 spotkaniu w Leningradzie k ierowniczychosobistosci SRK z teologami Kosciolow nalezqcych doSRK z terenu ZSRR (21-23.IV. 1975). Prawoslawny Kosdol Rosyjskior az inne Koscioly w ZSRR odbyly ponadto dwa posie'dzenia przygotowaVlczewspolnie z przedstawicielami Narodowej Rady KosciolowCl rystusa w USA (w sierpniu 1974 w Moskwie oraz 16.II.-9.III. 1975w Princeton) 13.Wszystkie te inicjatywy stworzyly szerokq platform~ dla konfrontacjistanowisk oraz pelnego uczestnictwa prawoslawia w ogolnoswiatowejrefleksji ekumenicznej; przyczynily sj~ w duiym stopniudo pogl~bi ,enia i uzasadnienia stanowiska prawoslawnego, wyraw ­, Le salut dans la theologi e odhodoxe, Contacts 27 (1975) nr 92, 371-377.7 U education dans les Eglises orthocloxes, tamze s. 421-423.• Comment l cs o,-thodoxes voient-Us Ie probleme des "conceptions de l'uniteet modeles cl'unton"?, tam~ e s , 378-302.• Confesser Ie Christ aujow·d'hui, tamze s. 383-405 (tekst angielski w: St. Vladimir'sTheological Quarterly 18: 1974 s. 195-211).10 Llttte pour la justice et l'nnite de l ' EgZise, tamze S. 406-420.11 T emoignage et spiritualie lit:lrgique, tamze s. 424-433." P or. Episkepsts 6 (1975) nr 136, 8-12." Por. A . J. Osipow, Jisus Chr istos objeclinia.jct, 2 urnal Mos!mwskoj PatriarchUnr 8, (1975) 59-65.1573


WAClAW HRYNIEWICZ OMInego w or~dziach patriarchy ekumenicznego Dymitra i patriarchyPimena oraz w prawoslawnej encyklice poswi~conej sprawie jednoocii ekumenizmu 14. Raporty i wnioski tych spotkan byly, rzecz zrozumiala,jedynie dokumentami roboczymi oraz punktern wyjScia dodalszej dyskusji ekumenicznej. Nie wyrazaly one og61nego stanowiskaKoscio16w prawoslawnych ani nawet wszystkich uczestnikowspotkan. Niemn~ej jednak stanowiq one b ardzo cenny matel'ial ekumeniczny,k t6ry pozwala rozpoznac kierunek obecnego rozwoju prawoslawnejmysli teologicznej i ekumenicznej. Warto zapoznac si ~bliZej z tym, w jaki spos6b mysl ta dqzy z jednej strony do obudzeniana nowo poczucia jednosei i powszechnosci wiary w zyciuKosclola (jednosc i wiara Sq nieoddzielne), z drugiej natomiast stronydo odnowy sposob6w wyznawania Chrystllsa i gloszenia Ewangeliiw zse'kularyzowanym swiecie wsp61czesnym.1. PRAWOSlAWIE A JEDNOSC KOSCIOlAG16vvnym celem ruchu ekumenicznego jest wedlug prawoslawnychdqzenie do zjednoczenia Kosciola. Dlatego tez z zadowoleniem przyjp,lioni dokument roboczy SRK 0 "koncepc.iach jednosci oraz modelachzjednoczenia", wkt6rym podj~ta z.ostala cenna pr6ba okreslenium etody badan nad jednoseiq oraz wytyczenia zagadnien prlorytetowych15. Powr6t zagadnienia jednosci n a gl6wny plan zainteresowaiiSRK oraz komisji "Wiara i Ustr6j", kt6ry zaznaczyl si~ juzw dokumentach przygotowawczych do Zgromadzenia w Nairobi, zna­1az1 peIne poparcie ze strony prawoslawia.W debatach ekumenicznych prawoslawni ju,;; od dawna zwracaliuwagp, na ontycznq i ruepodzielnq, danq przez Boga jednosc K08ciola,ktora realizuje si~ w dziejach. Wierzq oni, iz jednosc ta istnia­1a bez przerwy w Koseiele prawoslawnym, chociazby jego czlonkowie- jako jednostki bqdz jako historyczna wsp6lnota - nie rea1izowalii nie ujawniali jej konsekwencji. Wedlug sformulowaniaJ. Klingera, jednosc " przetrwa1a w tych Koscio1ach, kt6re nie ulega1ywstrzqsom doktrynalnym w ciqgu historii, zachowujqc njeprzerwanqtr a dycj ~ nauki apostolskiej oraz sobor6w powszechnych(...) Kosci61 prawoslawny wierzy i zawsze wierzyl, iz w na.igl~bszejswej ristocie tp, jednose posiada, a rownoczesnie na podstawie dQswi


PRAWOSlAWIE A JEDNOSC KOSCIOLAmow, a rownocze.snie darem, 0 kt6ry zawsze trzeba zahiegac na nowo"16.Prawoslawne rozwnienie jednoSoi KoSciola wiqze si~ Sclsle z poj~ciemZy"wej Tradycji. KoSci61 zachowuje SWll jednooc dzi~ki Zyjllcejw rum od POCZlltku "swi~tej Tradycji", w ktorej dziala moeDucha Swi~tego. W Tradycji tej S2czegolnll rol~ peIni liturgia, doswdadczenieswi~tych wszech czasow, swiadectwo zycia Kosciola orazjego sluiba, b~qca przedluZeniem poslugi i swiadectwa apootol6w.JednoSc KoSciola jest "wsp6l!nym uczestnictwem w prawdziwej Tradycji".Prawoslawie zachowalo pelni~ wiary apostolsk!iej oraz nieprzerwanllwiE;z z jednym, swi~tym, powszeclmym i apostolskiroKoSciolem pierwszych wiekow. Charakterystycznll cechq tego uj~ciajest poloienie nacisku na nieprzerwanej ciqglosci tradycji Kosciola.Prawoslawni 'zdajll sobie spraw~, :iZ tego TOdzaju przekonaniejesJt trudne do przyj~cia dla innych chrzeScijan, ktorzy uto:isami'ajq",jeden KdSci61" z innq tradycjll rhistorycznq albo sqcizll, iiciqgloSc istnieje w wierze, ale nie moina jej utoisamic z poszczegolnqtradycjq. Wlasnie ta rozbieZnoSc poglqd6w stanowi "rdzendylematu ekumenicznego". Trzeba jednak zwr6cic uwag~, ~ przypisujqcsobie trwarue w ciqglosci Kosciola jednego, swi~tego, powszechnegoi a postolskiego prawoslawie nie pojmuje swego stanowiskaw sensie ekskluzywnym. Wyraia prze'konanie, ii trwa w pelniwiary apostolskiej, kt6rq trzeba jednak coraz pelniej ujawniacwraz z :iJmymi chrzescijanami. Nie 2ll'laczy to nawet, ie prawoslawiema stac si~ jakims osrodkiem zje


WACtAW HRYNIEWICZ OMISqdzq oni, iz konsekwencje soteriologiczne herezji lub schizmy powinnybye pozostawione sqdowi Bozemu 18. Wymagania naleZY raczejstawiae samemu sobie, "nawracae si~ do wlasnej wiary" 1. do­·chowywac jej wiernosci. Jednosc Kosciola ma inny charak terniZjednosc, kt6rq mozna osiqgnqc na drodze dyskusji teologicznych czywzajemnych ust~pstw . Realizuje si~ ona w dziejach, w history.cz;neji widzialnej wsp6Jnocie. Jest dana przez Chrystusa mOCq DuchaSwi~tego. Jednosc ta nie jest jednak rzeczywistoscIq statycznq, cianqraz na zawsze, w pelni doskonal/:l; jest jednosciq, kt6ra stalewzrasta i udoskonala si~ jako dynamiczny proces, wymagaja,cy d u­chowej przemiany i stalego wysilku dqzenia do pelnej jednosci, kt6­ra urzeczywistni si~ na koncu czas6w. Je:dnosc mozna zrozumiecjedynie w perspektywie eschatologicznej. Tak rQzumiana jednoscposiada zatem dwa wymiary: jest tajernn1-ca, jednosci danej, a r ownoczesniezadanej, oczekiwanej w s'krusze i n at~ zeniu nadziei (e


PRAWOStAWIE A JEDNOSC KOSCIOLAnizacji Kosciola ani doskonalej doktryny (zadna doktryna, chocbynajdoskonalsza, nie jest w stanie wyczel'pac pelni p1'awdy Obj.awienia),.ani nawet samego faktu zachowania nieprzerwanej tradycj-i.Nie jest jednosciq uzgodnieil teologicznych, lecz jedn{)sciq pelni zyciaw Chrystusie zmartwychwstalym. P1'awoslavvni odnoszq si~ dlategoz niech~.ciq do wszelkich p1'6b ustalenia jakiegos niezb~dnegominimum dogmatycznej zgody mi


WACLAW HRYNIEWICZ OMI;pelniajq ich pewne proby w pojmowaniu Zmartwychwstania przezteolog6w zachodnich. Niektorzy upatrujq wlaSnie w kryzysie swiadomoScipaschalnej przyczyn~ oddalenia si~ SRK od problematykijednoSci Kosciola w kierunku praktycznego za,angaZowania. Z2aW czasie konsultacji 'teologow prawoslawnych w Cernica (1974)podkreslano, iZ podstawq centralnego miejsca Chrystusa w ·calejekonomii zbawienia jest Waielenie Logosu, ktory za posrednktwemDucha Swi~tego dokonuje odrddzenia czlowieka. Przez WcielenieBo.ski Logos jeszcze gl~biej wszedl w swiat i dzieje ludzkie, a tyrosamym objawil sens wszystkiich rzeczy. W Chrystusie cala listota-czlowieka zostala przywr6cona do realizacji pierwotnego przeznaczenia.Doikument prawoslawny z Cernica ,podkresla ponadto interpersonalnqfunkcj~ wcielonego Logosu. Polega ona na tyro, 1iChrystus jako "czlowiek par excellence", "osrodek stworzenia"i "c.zlowiek centrum" posiadajqcy odniesienie do wszystkich (thecentral man who relates to all), udziela czlowiekowi mocy wyzwoleniasi~ z egotyzmu, uzdalnia go do rozumienia innych oraz dozjednoczenia z nimi i z Bogiem. W ten spos6b Chrystus przezwyci~zazlo i gr2Jech, leiqce u podstaw wszystMch podzialow i staje sj~podstawq zjednoczenia calej ludzkosci. Teologowie prawoslawni podkreslajq,iZ wyzrnawanie centralnego miejsca Chrystusa w calymstworzeniu oraz ukazywame "prawdy Chrystusa jako osobowej osidziej6w" jest jednym z :istotnych zadan KoSciola w swiecie. Stw6rczaobecnoSc Chrystusa obejmuje caly 'kosmos ~ kieruje dzieje ludzk'ieku ostatecznemu wypelni~miu. Ta kosmiczna obecno.sc Logosujest if6wnoczesnie wezwaniem dla chrzescijan do popierania rozwojuj post~pu swiata. Zwlaszcza w czasach obecnych trzeba pom6cludziom w zrozumieniu niewystarczalnoSci samych osi.qgni¢ ludzkiegoumyslu oraz w odnalezieniu "osobowego zrodla rozumu", ktorymjest 'Wcielony Logos 23.Trze'ba dodac, iz dokument z Cernica seisle wiqie ze sobq zagadnieniachrystocentryzmu i pneumatologn. Podkresla on szczeg61nqrol~ Ducha SWi~tego we wcielenriu Logosu oraz w 'calym dziele odroidzeniaczlowieka przez Chrystusa; przypomina, Ii nowa relacjami~dzy Bogiem a czlowiekiem zapoczqtkowana przez Chrystusa do­"a Por. KlInger, Prawoslawie a ekumenta, s. 139. T en sam a utor odkryl jednak·daleko id1\ce zbieznosci miE:dzy nauk


PRAWOStAWIE A JEDNOSC KOSCIOtApebl'ia si~ dzi~k.i "energiom Bos'kim", dzialajq


WAClAW HRYNIEWICZ OMIjowi wiary chrzescijan.skiej, nar6d jednak nie moze poslugiw ac si~Koseiolem do realizacji swoich wlasnych ce16w. Zjawisko to stalos i~, zdaniem J. M€yendorffa, tak powszechne, iz wielu prawoslawny-chnie d{)strzega nawet samego problemu. Najbardziej d ramatycznymprzykladem etnicyzmu jest sytuacja Kosci{)la prawoslawnegow krajach zachodnich 25. W diasporze prawoslawnej faktycZllq1l0rmq orgal1izacji koscielnej jest prawie wsz~dzie tzw. filetyzm,czyli kierowanie sip, zasadarni czysto etnicznymi. Aczkolwiek filetyzmz{)stal potp,piony jako herezja na synodzie w Konstantynopo­Iu (1872), dzlsiaj pogodzily sip, z nim prawie wszystkie Koscioly 10­kalne. Taka sytuacja rzutuje r6wnoczesnie n a samo doktrynalnei teologiczne zagadnienie natury jednosci Kosciola. W niektorychsrodowiskach sqdzi sip, nawet, i2 brak jednosci administracyjnej jestdopuszczalny, poniewaz pr,awoslawni zachowujq jednosc w wierzei sakramentach. W gruncie rzeczy jednak wiara i sakramenty zobowiqzujqdo pe1nej wsp6lnoty zycia. Nie mozna 'ich ograniczuc jedyniedo sfery czysto duchmvej. Kosci61 wa1czyl juz w I wieku z doketystycznq,ehrystologiq.Uzasadniony zatem wydaje si~ wniosek J. lVIeyendorffa, 1z t rudnojest utrzymac prawdziwie chrystologiczne k ryterium jednosci Kosdolaw debatach ekumen'icznych, jesli n ie przyjmuje sip, tego kryteriumw obr~bie w lasnego Kosciola. Tego rodzaju postawa jestpr aktycznq kapitulacjq przed sek ularyzmem. Przyjp,cie swieckich,eilnicznych i politycznych k ryteri6w, k t6re ksztaltujq konkretnqezy s tencj~ prawoslawia jako wsp6lnoty chrzeScijal1skiej powoduj e,iz "jednosc w Chrystusie" staje sip, jedynie "duchowq abstrak'cjq" 26 .Rozdzwi~k mip,dzy wznioslymi idearni eklezjologicznymi a konkretnqegzystencjq prawoslavvla jestpowodem do zadumy i niepokoju .Qlawielu teolog6w praw,oslawnych zyjqcych w diasporze. Cennq jestjQdnak TLjeCZq, iz majq O'11i odwagp' po'dejsc do tego bolesnego pro­'blemu z pe1nq sz,ezerosciq ~ krytycyzmem.3. PRAWOSlAWNE ROZUMIENIEZBAWIENIANie ulega wqtpliwosci, iz angazuj1\c si~ w sprawy spolecZIlo-polityczneSRK opierala si~ takze na pewnych przeslal1kach teologicznych,g16wnie zas soteviologicznych. Wedlug tej koncepcji odkupieme(zbawienie) ogarnia calego czlowieka; rrie ogranicza si ~ jedyrue"Por. w. Hry nie wicz, Prawoslawie zachodnie jego problemy , Znak ~4 (.t Q72)nr 221, 1443-73."Meyendorff, a r t. cyt. s. 161.'1580


WACtAW HRYNIEWICZ OMIpierwszego czlowie'ka, ktory zapragnql stae si~ rownym Bogu... Wie­Iu teolog6w zachodnich interpretuje pa1rystYCZl1.q jde~ przeb6stwierriaw KoSciele wschodnim jako "neoplatonskq dewiacj~" w. Prawoslawniuw~ajq t~ opirri~ za "jedno z najhardziej trwalych nieporozumienmi~y Wschodem i Zachodem, kt6re wiqze si~ wla.miez antropologiq " .30 Teologia zachodnia Zldradza od wiek6w tendencj~do okreslania czlowieka jako istoty autonomicznej (grzesznej,"usprawiedliwionej", "zbawionej"). W rozumieniu prawoslawnychtaka interpretacja jest z gruntu skazona sekularyzmem. UwaiajqQni, :ii ich zadaniem jest stanowczo przeciwstawic si~ tej"swieckiej koncepcji czlowieka" oraz wszelkiej antropologii sekularystycznej, kt6ra jest nie tylkQ niekompletna, lecz po prostu bl~a.Czlowiek jest istotq 'teocentryC:zJ1lq, "otwartq ku gorze", powolanq do"przeb6stwien'ia". Autentycznie ludzkie zycie zakl,ada zjednoczeniez Bogiem, a nie swieckq jednosc calej ludi kosci. Stwierdzenie to jestoparte na biblijnej nauce 0 "obrazie oozym" w czlowieku oraz naprzeslankach chrystologiemych i pneumatologicznych.Czlowiek wstal stworziOny na obraz Bozy (por. Rdz 1, 26). Chrystusodnowil ten obraz w czlowieku przez swojq m~k~ i zmartwychwstanie.Skutkiem zbawienia jest to, ze czlowiek odzyskal zdolnosc zydaw zgodnosci Z obrazem i pociobiensiwem Bozym, wedie kt6rychzostal stworzony. "Thoosis" nie usuwa r6micy mi~dzy S tw6rcqi s tworzeniem. Stw6rca posiada zycie sam w sobie, czlow'iek natomiast jako stworzen:ie otrzymuje swe zycie od Boga i ustaw1cznieod niego zalezy w swym istnieniu.Chrzescijans'ka koncepcja przeb6siwienia posiada ·charakter chrystologicznyi pneumatologkzny. Slowo "thoosis" wstalo po raz pierwszyuzyte w literaturze chrzescijanskiej w kontekscie chrys tologi.cznym.Oznaczalo udzial czlowieczenstwa Chrystusa w cechach Boskich.Przeb6stwienie ,czlowieka stalo si~ mozliwe dzi~ki przy.i~ci unatury ludzkiej przez B oski Logos. We-dlug Ojc6w greckich przeb6­stwienie d.okonuje si~ nadal w Kosciele (sakr amenty, asceza, walkaze zlem) mOCq Ducha Swi~tego , k t6ry wyzwala, przem1enia i czyniczlowieka uczestnikiem natury Bozej. Ostat ecznym celem "theosis"nie jest rozplY'l1 i ~cie s i~ w Bogu, lecz zjedno czenie z Chrystusem zaspraWq Ducha Swi~tego.Soterio1ogia prawoslawna zwr aca szczeg6lnq uwa g~ n a p o z y­" Meyendorff. art. cyt. s. 162."Tamze s. 161-162. Teologowie lJrawoslawni przyznajll. iz sam termjn ..przeb6stwienie"wyst~powal ju;; w r eligia ch p ogan sl(ich. a zwlaszcza VI mysli greckiej.O jco w i e Kosciola poslugiwali si ~ w prawdzie I(ategoriaml f ilozofii poga,'\skleJ. nadalijednak terminowi " theosis" znaczenie w pelni chrzescijanskle. P or. Le sallltdans la theol ogie o1·th o doxe s . 373.1582


PRAWOStAWIE A JEDNO$~ KO$CIOtAt y w n q trese z'bawienia. Nie pomijajqC negatywnych as~ktow zbawienia(wyzwolenie od grzeohu i smierci) ukazuje je jako ustawicznq,nigdy nie zakonczonq przemian~ ku ooraz wi~kszej zgodnosciz obrazem BoZym oraz pelniejszemu uczestnictwu w naturze BoZej.Zbawienie jest stworzeniem "nowego bytu" w Chrystusie (por. Apo'k.21, 5); posiada za&i~g kosmiczny. Uzdrawia wszysfko, co zlamane,fragmentaryczne i zamkni~te w sobie. Wyzwala od osqdzania i rozpatrywaniawszystkich rzeczy w swietle ·egoistycznych pragnien.Aby zrozumiee rzeczywistose zbawienia, trzeba nieraz posluzye sieinnymi poj~ciami niz kategorie naukowo-historyczne lub a'kademickie.Cz~sto wyrazajq je lepiej sym'bole, obrazy, poezja, akty liturgicznei sakramentallne 81.Wszelkie pr6by mterpretacji chrzescijanskiego oredzia 0 zbawieniui wyzwoleniu w kategoria·ch doczesnych, spoleczno-politycznych,spotykajq si~ z krytycznq rea'kcjq ze strony prawoslawia. Chrystologiai soteriologia prawoslawna nie ograniczajq swojej wizji Chrystusado Jego egzystencji historycmej, oderwanej od preegzystencj'ioraz wywyZszenia po prawicy Bozej. Rzecz jasna, ze przy pomocymetod naukowych i historycznych nie da si~ wykazac preegzystencjiani WYWYZszenia Chrystusa. Swiadczy to 0 granica·oh tych metod,nie n a rusza jednak integr alnych wymiar6w ,chrystologii. Kosci61 jestswiadom uczes tnictwa w swiecie transcendentnym. J ego doswiadczenieeucharystyczne utwier dza go w tym przekonaniu. Swiecka koncepcjazbawienia w sensie wyzwolenia wylqcznie politycznego, ekonomicznego[ spolecznego nie bylaby chrzescijanska. BezsprzeczniechrzeScijanie mUSZq troszczyc sie ° nakarmienie glodnych i wyzwolenieucisnionych. Nie nalezy jednak zapomirnac, iz glodni i ucisnielIlipo na:karmieniu i wyzwoleniu mogq nadal bye pozbawieni zywegoudzialu w zyciu Bozym... Zasobne spoleczenstwa Sq cz~sto najbaroziejzepsute! Chrzescijanstwo glosi dobrq n{)wim~ ° prawdziwymprzeznaczeniu czlowieka w Chrystusie. Po st~ p spoleczny jestbez wqtpienia wartosciqautentycznq, lecz wzglednq w porownarouZ ostatecznym przez:naczeniem ludzko.sci. Chrzescijanie mogqi powilIlni go zaakceptowae, bez Chrystusa jednak bc;dzie on zawszeniepelny 32.Wielu prawoslawnYc'h uswiadamia sobie coraz wyrazmej ,potrzebeposzukiw ania nowych kategorli teologicznych, kt6re by pomogly pelniejocenic zbawcze dzialanie Boga w dziejach ludzkkh, nawet pozaKosciolem. Za jednq z takich k ategorii uwaza sie nOWq konce pc j~g r z e c h u, ukazujqcq go nie tylko w egzystencji jednostkowej, aletrue w strukturach spolecznych. Wyst~pek, zepsucie, ucisk i eksploatacjaSq gl~boko zakor2:eruOll1e w spoleczenstwie. Jesli Chrystus" Le sctlut clan s la thealagie arthadaxe, s. 374-376. " Tamze s . 375; Meyendorff, a rt. cyt. s. 162. 1583


'NACtAW HRYNIEWICZ OMIprzyszedl wybawic od grzechu, trzeba, aby zar6wno .grzech indywidua111Yjak i zlo strukturalne ustqpilo przed Jego zbawczq mOCqotaz przed dzialaniem Ducha Swi~tego, Bog dziala r6wniez w waleeo sptawiedliwoSc, godnosc i WOln08C czlowieka, Zadaniem chrze8cijanjest rozwijanie zdolnosci rozpoznawa:nia tego, co w roinych r u­cha·ch wyzwolenezych pochodzi cd Dueha Swi~tego.Pomocnq kategoriq w obr~bje soteriologii moze bye takie biblijn anauka 0 s two l' zen i u. Bog nadal wszystkiemu poczqtek (arch!'!)i eel (telos). On nadaje calemu stworzeniu zdolnosc dynamicznego;rozwoju i post~pu w kienmku pe1ni. Wcielenia nie moma przeciwstawiaedzielu .stworzenia; stanowi ono jedynie uwienczenie i doskonaloscstworzenia. Wzglqd ten sprawia, iz Kosciol powinien byeinspiratorem i promotorem wszystkiego, co prowadzi do udoskol1alenia8wiata i pelnego rozwoju ludzkosci 33.Z prawoslawnego punktu widzenia wqtek chrystologkzny i sote­,!'iologiczny nie zostal dostatecznie gl~boko przemyslany podezasZgromadzen'ia SRK w Nairobi. (Nie nalezy jednak zapominac, izZgromadzenie nie bylo kongresem teolog6w!). Zwracano raczej uwag~na trudnosc jednoznaeznego okreslenia, kim jest Chrystus orazna uzalemienie odpowiedzi od €gzystencjalnej sytuacji odpow1adajqcego(R. McAfe·e Brown). Podkreslano, iz Chrystus wyzwala nietylko od grzechu, lecz rowniez od c,alego szer,egu k r~pujqeych czlowiekas truktur, niesprawiedl1wosci spolecznej, o'd falszywie roZ\lmianejwolnosci, zamkni~ia w sobie, samozadowolenia, falszywychpostaw i zabezpieczen.Niektorzy prawoslawnoi uczestmicy Zgromadzenia byli zdania, ii"w og61e 0 Krzyzu, jalJc i 0 Zmartwychwstaniu, przerazajqco malomowilo si~ w Nairobi" 34. Tymczasem wyzwolenie w Chrystusie zostalodokonane wlasn'ie dzi~ki wzi~ciu przez Niego na siebie "najw:i~.kszej niesprawiedliwoSci, jakq byl Krzyz". Zabraklo w Nairobigl~bszej refleksji nad paschalnym poj~ciem 2Jbaw;ienia (wyzwolenieod smierei, grzechu i prawa), mimo 12 temat "Jezus Chrystus w y­z w a 1 a i jednoczy" do takiej refleksji zapraszal. Samo rozwiClzamekonflikt6w spoleczny~h nie jest jeszcze gwarancjq wyzwoleniaczlowieka od kl()nfli'k'tu ze sobq samym oraz ad "ostatecznego konfliktuze smierCiq". W tradycyjnej prawoslawnej koncepcji zbawieniaakcent spoczywa wlasnie na tych ostateeznych, ontologicznychwymiarach egzystencji ludzkiej, na jej przemi-anie i odnowie, a niena wymiarach doczesnych.NielTh"'1iej jedna'k w calosci materialow dotY'CZClcych Zgr.omadze­.. Le salu t dans la t lH!ologie orthodoxe, s. 372-373... Klinger, Refleksj e z Nairobi, s. 82; par. J. Anchimiul;:, Umial'kOwany optym'iZl11prawoslawn ych, Z ycie i M ysl 26 (1976) nr 4, 7'1-70, zwl. s. 74-75.1584


PRAWOStAWIE A JEDNOSC KOSCIOtAnia w Nairobi moma dopatrzec s i~ pewnych sladow wplywu teologiiprawoslawnej row.nieZ pod tym wzgl~ em . Przewodniczqcy KomitetuNacze1nego SRK, M. M. Thoma s wspomnial m . in. 0 potrzebieprzyswojenia sobie przez chrzescijan prawoslawnego poj~ia przeb6stwienia,ktore mogldby dopomoc w rozumieniu czlowieka i jegoprzyszlosci oraz w rozwiqzywaniu innych problem6w ludzkich nurtujqcych wsp6lczesne spoleczenstwo. Podobne akcenty znalazly si~takZe w ' przem6wieniu australijsk'iego metodysty, Ch. Bircha, poswi~conym"stworzeniu, technice i przetrwaniu ludzkosci". Postu­JQwal on, a'by teologowie poddali krytyce dotychczasowe rozumienieroll czlowieka w swiecie, uksztaltowane w swietle tradyc'ji zachodnieji przyczyn'ili si~ w ten sposob do 'Przemyslenia na nowostosunku ,czlowieka do stworzenia (teologia stworzenia swiata i czlow1eka); podtrzymywatnie tej samej koncepcji oraz dotychczasowejlinii post~'POwania grozi ludzkosci zagla:dq. W ksztal:towaniu nowejpostawy czl:owieka wobec stworzenia szczeg6lne znaczenie przypisalBir,ch m. in. niekt6r ym >bradycyjnym przeslankom doktrynychrzescijanstwa wschodniego. Chociai n ie wyszczeg6lnil on bliZejtych przeslanek, mom a przypuszczac, iz jednq z nich jest tradycyjna nauka Wschodu chrzescijanskiego 0 przeb6stwieniu czlowiekai IcaJ:ego stworzen:ia 85.4. KOSCIOt A WALKAo SPRAWIED LIWOSCW przeszlosoi prawosl:awie w ydalo wielu swi~tych oraz szereg wyb'itnychpostaci gl~boko zaangazowanych we wcielanie Ewangelliw zycie spolecZlIle. Prawoslawni pr zyznajq si~ jednak do wielu niepowodzenpod tym wzgl~dem , spowodowanych cz~to wskutek r 6znych'okolicZ'llosci historycznych, deformacji przezywania wJary, miernosci:wyksztalcenia teologicznego o1'az rriesprzyjajqcych w arunk6wZyciowych. U wielu uksztaltowala si~ postawa samoobrony, chelpliwoscioraz osobistego i zbio1'owego samozadowolenia. Kosci61 stawal:,sit; nieraz narz~ziem interes6w osobistych, narodowych lubeb'ricznych..spOlecZ'lla swiadomosc prawoslawna ulega obecn.ie daleko idqcymprzeo?l'azeniom. Zwraca sit; w.i~kszq uwagt; na koniecznosc powiqzaniak ultu liturgkznego z pr aktycznym dzi,alaniem, teologii z realia­• eli. Birch, Stwo1"zeni e, t echn lka i przetrwanie ludzk osci, Z n a k 23 (1 976)nr ~ 6 3; 669-686, zwl. s. 685. Na zbiezn o.sci te zwr6cil uwa g ~ m . in . J . Ancl1lrniuk.K ilka refleksji 0 Zgromadzeni u tv Nairobi, J ednota 20 (1976) n r 3, 5-7; le n ze,Umia,r kowany op tym i zm s. 77.2 - ZNAK1585


WACtAW HRYNIEWICZ OMIml zycia ludzkiego. Sprawy te powinny obchodzic calq wsp6lnot~wierzqcych. Wymagajq one bardziej s-cislej wsp61pracy mi~zy poszczeg6lnymiKosciolami prawoslawnymi, mi~dzy swiecklmi i hierarchiq,wsp61dzial-ania z inuymi Kosciolami chrzescijait.sk'imi orazludzmi dobrej woli. Wsp6lne dzialanie moze zbliZyc Koscioly. Prawostawniwyrazajq nadziej~, iz Koscioly czlon'kowskie SRK :angazujqCsi~ we wsp6lne dZialanie wzbogacq si~ 0 nowe gl~bokie przezycieSmierci i Zmartwychwstania Chrystusa. Z drugiej strony jednakistnieje wsr6d prawoslawnych obawa, ze romice w podejsciu dodzialalnooci spolecznej mogq doprowadzie do nowych podzial6wwsr6d Koscio16w. Kazda tendencja j dziala1nose jest z natury rzeczy.czqstkowa, wnosi pewien element podzialu. Kosci61 natomiastpowinien zachowae postaw~ otwartosci na calose, tak aby moglaistniee wsp61praca tam, gdzie ona jest mozliwa, a osqd krytycznytam, gdzie on jest konieczmy; powinien podkreslae relatywny i ograniczonycharakter dzialalnosci spoleczno-politY'cznej j nie u'toZsamiaewiary ehrzescijanskiej z jakqkolWiek a'ktywnosciq.Przygotowany na Zgromadzenie w Nairobi i dyskutowany tamdokument 0 "niesprawiedliwych strukturach i walee 0 wyzwolerrie"(Sekcja V) spotkal si~ z szeregiem zastrzezen i uScislen ze stronyprawoslawia. Sam terrnin "struktury" wydawal si~ dla wielu mf;tnyj nieuchwytny. Zwracali oni uwag~ , iz nie moma traktowae "struktur"na rowni z istotami rozumnymi i wolnymi ; nie wszys'tkie Sqswiadomie stworzone przez czlowleka. Nie wystarczy sam argument,jz struktury Sq grzeszne, poniewaz przeni'kanie grzechu w egzystenej~lUdzkq wykracza daleko poza zycie jednostek. Potrzeba gl~bszegouzasadnienia. Istoty ludzkie Sq zawsze "osobami-w-relacji".Grzechpojawia sj~ w sposobie ukladania si~ tych relacji. M6wiqc,rle struktury Sq niesprawiedliwe, rozumie si~ przez to, iz spos6b ukladaniasi~ relacji ludz'kieh nie jest zgodny z wymogami sprawiedliwosoi.eel organizaeji zycia wsp6lnego polega na tym, aby "osoby-w­-relaeji" nie wprowadzaly pooiialu we wsp6lnot~, a z drugiej stronywsp6lnota nie niszczyla specyfiki i niepowtarzalnego eharalcterukaZdego ze swych czlonk6w. Wzajemne poszanowanie godnosc:i i wolnoSciwyklucza wszelkq tendencj~ do konkurencji lub autoafirmacjijednej osoby kosztem drugiej. Wyklucza dominacj~, represjf;, eksploatacj~. Zachowanie niepowtarzalnego charakteru osoby ludzkiejwymaga l'espektu dla jej tozsamoSci.Prawosla-wni przyznajq, ii Ko.sciol nie moze pozostac na UboCZllwalki ze zlem i niesprawiedliwo.sciq. Jffili jest on "eucharystyc7...I1qwsp6lnotq Ducha Swi~tego", powolanC! do przezywamia objawlonegow Chrystusie zycia Trojcy Swi~tej, dobro os6b ludzkich nie mozepozostac rou oboj~tne. Jego pierwszorz~ym zadaniem jest byeznakiem, swiadectwem i sakramentem iycia Tr6jcy Swi~tej. Grzech1586


PRAWOStAWIE A JEDNO~C KOSCIOlAi zlo (a wi~c i "nie.sprawiedliwe struktury") posiadajq wymiary przekracza'jqceramy dziej6w ludtkich (poI'. Ef 6, 12). W dziejach tychdziala jednak takie moe i pot~ga dobra. "Epoka Ducha Swi~tego "rozpoc~la si~ wraz ze Smierciq i Zmartwychwstaniem Chrystusa.Na tym w1a.snie fakcie Kosci61 opiera swoje przekonanie, ii mocezla zostaly zwyci~ione i ie zatriumfuje dobro, prawda ·i spl'awiedliwosc."Owoce Ducha Swi~tego " majq moc przetwarzania calego zyciaspolecznosci ludzkiej (por. Ef 5,9; Gal 5, 22-23). Przekionanieo pozaswiatowych ir6dIach zla oraz 0 przetwarzajqcym dzialaniuBoiego Ducha - oto dwa zasadnicze momenty prawoslawnego podejsciado zagadnienia niesprawiedliwych struktur oraz zmagano wyzwolenie 36.Teologowie prawoslawni z,dajq sobie spraw~ z tego, ii zlo i grzechmogq takie przeniknqc do samych struktur koscielnych. Zycie wsp61­noty chrze.scijanskiej latwo zostaje skaione ch~ciq panowania, pragnieniemwladzy, chwaly i bogactwa, pychq i chciwosciq, inercjqi oboj~tmosciq. Kosci61 staje si~ w6wczas bezsilny w zmaganiu zezlem i przestaje byc prawdziwym znakiem wsp61noty trynitarnej.Pr'Zekonanie 0 mocy dobra i przetwarzajqcej sile Ducha Swi~tego.zostaje w6wczas zachwiane, a nawet skompromitowane ·W oczachwierzqcych i niewlerzqcych.Z prawoslawnego pun'ktu widzenia stanowisko Kosciola wzgI~ e mniesprawiooliwych struktur oraz walki 0 wyzwolenie streszcza si~w na st~pujqcych stwierdzeniach:a) Kosci61 nie moze utoisam'iac si~ z iadnq ze struktur egzyste.ncjidoezesnej, jesli nawet Sq to struktury wyzwolencze. Powinienzachowac swojq wolnosc i zabiegac 0 dochowanie wiernosci wzgl~demswojej istotnej misji. Dia dobra ubogich i uc'isnionych niemoie zwiqzac si~ calkowicie z danq strukturq.b) Pierwszoplanowym zadaniem Kosciola jest odnowa jego wl:asnegoiycia trynitJarno-eucharystycznego. Tylko w ten spos6b b~dziem6gI spelnic swe powolan'ie jako znak i sakrament Kr6­lestwa Boiego. Trzeba przede wszystkim usunqc z jego wlasnychstruktur elementy niezgodne z wiarq, odnowic pos!ug~ slowai sakrament6w.c) W procesie odnowy wlasnego zycia Kosci61 odradza zamzemswoich czlonk6w, aby byJi czynnikiem odnowy spoleczenstwa.d) Kosci61 powinienpodjqc pokut~ nie tylko za wla'sne niewierlliOSci,lecz r6wn'iei za winy narodu, w kt6rym iyje. Nie ohodzibynajmniej 0 krytyk~ z pozycj,i wyZszosci, lecz 0 aut entyczneuto7.


WAClAW HRVNIEWICZ OMIe) W walce 0 wyzwolenie Kosd61 nie moze pomijac dialogu z ideologiami,kt6re S1\ inspiracjq dla roinych ruch6w wyzwolenczych;vvymaga to ooop6lnej zgody na dialog oraz posta'Wy otwactej.W pewnych wypadkach istnieje radykalna opozycja mi ~dzy Kosciolema danE\; ideologi1\ w rozurnieniu czlowieka, dziej6w i sensuzycia. Mimo to chrzescijanie mogE\; probowac nawiqzac dialogi wspolpracowac z tymi ideologiami dla dobra ludikosci w walee0 sprawiedliwosc, wyzwolenie i pok6j. Skutecznosc tej wsp61­pracy i dialogu zaleiy od grvntow:nej znajomosci tych ideologiiors,z od uwainego rozeznani,a sytuacji. Chrzescijanie muszq pami~tac0 tym, ze ka~da ideologia zdradza tendencj~ do samowystarczalnoscii poslugiwania si~ n awet religiq dla realizacji wlasrnegoprogra mu; obce pozostajE\; jej problemy d uchowe czlowieka.Bezwarunkowa i b ezk rytycill1a wspolpraca z ideologiami byla'byryzykowna i szkodliY!a dla chrzescij.anstw a 37.5. PROBLEMY WYCHOWAWCZE.UTU RGICZNO -PASTORALN E I MISYJNEK oscioly prawoslawne stojq obecnie rowniez przed nielatwymipro'blemami wychowawczymi. OkolicZIlosci historyczne przyczynilysi~ raczej do umocnienia wsrod pllawoslawnych tendencji do izolowania si~ ad zycia i ,problem6w nul'tujqcych spoleczensiwa. Obecniepedagodzy prawoslawni dostrzegajq coraz wyraZniej ten fak t. Zwracajqm~ag~ , iZ ·cala e dukacja koscielna przyczynia si~ raczej do pogl~bienia tenden cji izolacjonistycznych, a tym samym pomniejszaszans~ uksztaloowania i poglp'bienia swiadomosci spolecznej. St!\dwielu z nich odczuwa pilnq potrzeb~ pOillownego rozpatrzenia funkcji,ce16w i m etod wychowania chrzescijanskiego w zmieniajqcymsi~ swiecie. Sq przekonani, i2 nie wystarczy juz dzisiaj zadowolic si~flmikcjq przekazywania i strzezenia tradycji. Trzeba odpowie dziee11a pytanie, w jaki sposob pre.woslawna wizja czlowieka m{lze dzisiajwy\vierac wplyw na integralny rozw6j osoby ludzkiej oraz w jakispos6b Kosci61 moz·e dopom6c wierzqcym ksztaioow ac zycie w swietleEwangelii.Jest rzeCZq bardzo znami,e11nq, iz we wspolczesnym praw oslawiupojawia si~ s por~ akcentow krytycznych pod adresem samego podejsdado zagadnienia t r a d y ·c j i. Niektorzy sklonni Sq dopa.trywacsi~ zr6dla niech~ci prawoslawnych wobec zachodzctcych zmiarnw bl¢nym rozumieniu tradycji oraz jej roll w zyciu Kosciol:a. Tradycjanie polega na kurczowym trzymaniu si~ tego wszystkiego,- co" Tamze s. 41::-416.158.3


PRAWOStAWIE A JEDNOSC KOSC!OLAzostafo przekazane przez poprze'dnie pokolenia, bez zadania sobietrudu odr6mienia w niej element6w przemijajqcych, zwiqzanychz okreSlonq kulturq przeszlosci. Tak poj~ta tradycja staje sj~ rzeczywiSciezr6dlem reakcyjnego konserwatyzmu.Coraz cZ


WACtAW HRYNIEWICZ OMIekumenicznq. Niekt6re srodowiska pr2.woslawne nie ukrywajq jednakrozczarowania, iz w cZlasie d ebat. nad "wychowaniem do wyzwoleni2.i wsp6lnoty" (Sekcja IV) w Nairobi temat wychowania i formacjj chrzescijanskiej nie zostal naleiycie pogl~biony w swietle biblijneji patrystycznej idei uksztaltowania "nowego czlowieka" na.obraz Bozy 39.W ekumen'icznej refleksji prawoslawnej zagadnienie liturgii, kultui duchowosei zajmuje wiele miejsea. Kult liturgi{)zny sk(meentrowany'wokol eucharystii i angazujClCY ealego czlowieka uwazanyjest za pewnq form~ przekazywR11ia Objawienia ehrzescijanskiego,swiadectwa i misj.i. Kult jest osrodkiem ealego zycia Kosciola, jestbowiem uobecnieniem zbawezych wydarzen zycia, smierci i zmartwyehwstania Chrys'tusa oraz antycypac.iq przyszlego Kr6lestwa. Jegowplyw 'powinien si~gac na calc zycie i srodow.isko wierzqcego.Z drugiej strony ezlowiek wnosi w kult cale .swoje zakorzenienie kulturoweoraz osobistq tworczosc. Liturgia nie jest formq ucieezki.od zycia, lecz ustawiCZllq jego przemianq; powinna przedluzac si~VI codziennym zyciu. Bez tej kontynuacji stalaby si~ martwa j bezeelowa.Trudno powstrzymac si~ od uwagi, iz tego rodzaju akcentyw mysleniu pr:awoslawnym Sq szczeg61nie doniosle w epace, gdy.sekularyzm wywiera coraz silniejszy wplyw ll1a zycie religijne.Prawoslawni przyznajq, i:i: w kulcie prawoslawnym istniejq pewneaspek'ty, kt6re wy:dajq .si~ skostniale i nieadekwatne. J~zyk liturgiezny'powinien stac si~ bardziej dost~pny dla wiemych. Trzeba pod­JqC szereg iIl1icjatyw, uczynic liturgi~ bardziej zrozumialq dla mlodziezy,wykorzystac bardziej ok'azje do gloszenia slowa Bozego,uaktywnic swieckich. Zwraca si~ uw,ag~ na pelniejsze wykorzyslaniew hturgiiczytan Pisma sw., kt6re stanowiq integralnq cz~scliturgicZllej 'i profetycznej misji Kosciola. Potrzeba n


PRAWOStAWIE A JEDNOSC KOSCIOLAgo zyda czlowieka ("jakosc zycia", "nowy styl zycia"). Prawoslawnidostrzegajq takze wyraZnq zmian~ na lepsze w stosunku innychchrzeocijan do liturgii prawoslawnej. W Upsali pojawily si~ oznakiniezrozumienia, a !l1awet !l1iech~ci wobec szeregu element6w liturgicznych,kt6re wydawaly si~ :z!b~dne i egzotyczne. W Nairobi widac juzbylo ozn~ki wzrastajqcego zainteresowania liturgiq prawosl,awnq orazikom141.W kontekscie ekumenicznej refleksji chrystologicznej teologowieprawoslaw!l1i usilowali r6wniez przemyslec na nowo zagadnieniejednooci i misji Kosciola (misja stanowi c~sc samej natury Kosciola).P rawoslawni przypominajq z dumq, ii misje w Kosciele prawoslawnymnie byly nigdy skawne duchem kolonializmu; cechowalaje daleko posuni~ta ,akomodacja do zwyczaj6w, tradycji i j~zykatych narod6w, do ktorych niesiono Ewangeli~ . Stwierdzono jednakz calym krytycyzmem, iz w czasach nowozytnych m'isja i swiadectwoKosciola prawoslawnego poniosly niepowetowane szkody z powoduoslabienia poczuci~ jednosci mi~zy autokefalicznymi Ko.sciolamiprawostawnymi. Za'tarlo si~ prze'k'onanie, ii jednosc i misja Sqnierozdzielne, i ze nie moina glosic chrzescijaiiskiego or~a miloscij jednoSci, jesli nie przyjmuje si~ go jako normy wlasnego zycia.J ur ysdykcyjne rozbide prawoslawila, kierowanie si~ pobud'kaminacjonalis tyc:mymi, niekonsekwencje i konflikty sprawily, iz misj aKos601a prawoslawnego oraz jego swiadectwo wzgl~dem swiata SOldzis gl~'boko okaleczone i obezwla:dnione. Trzeba j1ak najszybciej odzyskacpoczucie sensu misji oraz odpowiedzialnoSci nie tylko za prawoslawie,lecz rowniez za sam odkupienczy czyn Chrystusa dokonanydla calego swiata. Swiat wsp6lczesny potrzebuje swiadectwaZmartwychwstania Chrystusa.Ko.sci61 powo}any jest takze do gloszenia Chrystusa tym, kt6rzynie uwazajq si~ za chrzescijan lub Sq jedynie chrzescij,anami z imienia.Pddstawowq i g16wnq metodq ewangelizacji jest sarno zyciewierzqcych, promieniujqce duchowym pi~l


WACtAW HRYNIEWICZ OMIreflek.sji byl d okument przedstaWi()DY Zgmmadzeniu SRK w Nairvbiw ramach obrad Sekcji II nad "wymogami jednosci" 43. Okr~slenieKosciola jako "soborowej WSpohlOty Kosciolow lokalnych" zostatopozytywnie przyj~te zar6wn() przez teolog6w prawoslawnych, jaki przez oficjalne instameje koscielne (m. in. przez Synod PatriarehatuMoskiewskiego). Uznano, iz wyraza one dobrze prawoslawnq wizj~jednosci 44. Blis'ka teologii prawo:slawnej jest mysl, ii prawdziwa so­'borowosc Kosciola jest odzwierciedleniem trynitamej istoty Bogaw Zyeiu Kosciola. Poj~e wsp6lnoty sobomwej wyrnza ider: jednokiw wielosci; jednosci, kt6rej obcy jest wszelki uniformizm, rueuwzgl~ajqey dar6w poszczeg6lnych wiernyoh oraz kaidego Kooeiolalokalnego. NaSwietla ono jeden z istotnych wymiar6w jednegoi niepodzielnego Kosciola (soborowoSc jako jedna z istotnyeh cechKosciola) oraz wyraia wewn~trznq jednosc poszezeg6lnyeh Kosciol6wlokalnyeh, roiniqcy·eh si~ od siebie przez swoje .zakorzenieniew odmiennej kulturze, oddzielonych ezasem i przestrzeniq.Prawoslawni pojmujq jednosc jako zy e i e s ob 0 rowe (sobornajazizn, une vie coneiliaire) w sel1Sie wsp6lnotowym (k()1n()nia),,a me prawnym. Wyraza si~ ono w zgodnosci (symphonia) istniejqcejmi~zy osobami OI"a2 Koseiolami. Jednosc ta staje si~ widoczna dzi~wsp61nemu swiadectwu, przebazywaniu doswiadczenia d uchowegoora.z mysli teologieznej z jednego Kosciola lokalnego do d rugiegooraz dzi~ki wzajemnemu korygowaniu wszelkkh bra k6w i uchybien.Prawdq jest, ze w 'p0wstawarrriu historycznych Kosciol6w autokefalieznyehodgrywaly rol~ r6me motywy. Niemniej jecinosc prawoslawianie jest jednosciq na ksztalt federaeji suwerennyeh, istniejqcychoOOk siebie Ii zamk!ni~tych Kosci()16w ; jest jednosciq w wieloscii roinorodnosci. Na poszczeg61nych Kosciolach ciqzy oOOwiqzekzaehowania organi'cznej wi~zi , strzeieni,a si~ rywalizacji i ducha panowania.Wszystkie Sq sobie r6wne, majq jednakowq godnoscw Chryst usie. Kazdy rna 'wrastac 'w kult U'r~ danego ludu, przyczymacsi~ do jego rOz\'1oju w sprawiedliwosci i wolnosci. WiernoscChrystusowi i otwarcie si~ na r6inomkie dary Ducha Swi~'tego wymaganeSq od ka:hdego Kosciola lokalnego. Kazdy powinien popieracj blogoslawic ludzk q tw6rezosc.Zgromadzenie SRK w Upsali ukazalo drog~ do jednosci chrzescij1anskiejprzez pr.zywroeenie pelnej katoli-ckosci Kosciola. W Nairobiokazalo si~, ii Koscivly powinny dqzyc do jecinosci przez "so'OOrowosc".Jednakze wedlug przekonania pr.awoslawnych, oby;dwa poj~ciarozumiane Sq jeszeze w SRK zbyt ,eksteriorystycznie, w duehu.. S zerzej n a te n t em a t p or. W. Hrynie wicz, R ef leksje po Zgromadzenit, Og6lny mSRK w N airobi. Ateneum Kaplanskie 68 (1976) 445-461, zwl. s. 451--454 ... Lutte pour la j u stice ...• s. 417; Comment l es or thodoxes ...• S. 381.1592


PRAWOStAWIE A JEDNOSC KOSC! OtAtradycji Kosciola zachodniego. I tak k,atolickosc utoZsamia si~ naagol z powszechnosciq w sensie przestrzennym i uniwersalistyeznym.Soborowosc sprowadza si~ cz~sto do zgromadzen liturgicznych, 00­borow om z innych zebran ch1'zescijanskich, wzmiamkujqe jedynieo Duchu Sw'i~tym o1'az roli hierarchii. Ponadto uwaza si~, iz jedno§c,katolickoSc, sobo1'owosc i "koinonia" nalezq raczej do przyszlosei,na razie zas trzeba zadowolic si~ niektorymi el€mentami tyeh wymiarowi wyznawac jed110SC 'Chocby czqstkowq (ehr zest i eucharystia).W ocenie prawoslawnyeh takle rozumienie podstawowy,eh poj~cchr.zeseijanskieh jest jeszcze zbyt zewn~trzne i zbyt wqskie; przeslaniaono " pelni~" (pleroma) wiary, ktora istnieje w prawoslawiu.Z poj~iem katoliekosci teologowie prawoslawni wiqzq takie terminynowotest-amentalne jak " koinonia" (niep1'zerwana wi~i z naukq Chrystusai apostolow, wzajemna wi~z wier-za,cyeh w Duchu Swi~tym,podstawowa tresc zycia chrzeseijanskiego w wierze, nadziei i milosei),"symphonia" (osia,ganie zgody, "consensus", przy rozstrzyganiuromyeh problemow, dynamiezna mozliwosc dobrow01nego uezestnictwawierza,eyeh w zydu i mysleniu ealej wspolnoty Koseiola)oraz "synagogia" ezyli "soborowosc" (sobornost', zycie "sob{)rowe",k torego 'eelem jest zjednoczenie z Chrystusem w Duehu Swi~tym) 45_Jed n a, z inicja'tyw w kierunku przywr6cenia soborowej pelni Kosciolajest z pm woslawnego punktu widzenia da,ienie do zjednoezeniaprawoslawia z orientalnymi Koseiofam'i przedchalcedoilskimi.RoZnice 0 charakterze teologieznym zostaly juz wyjasnione podezasrrieofiejalnyeh konsultacji teologow w ~arhus (1964), Bristol (1967),Genewie (1970) oraz Addis Ab€bie (1971). Wykazaly one, iZ pomimoroZnie w sformulowaniach, ktOre uksztaltowaly si~ w .c:ia,gu 15 wiekowoddzielenia, obydwie strony zaehowaly i


WACLAW HRYNIEWICZ OMIjako jednoOsc wiary apostolskiej, wsp61ne kaplanstwoO oOraz w spolnaEucharystia. ZgroOmadzenia te wyrazajq jednak juz oObecnie dqzeniedoO urzeczywistnienia tej wspolnoOty prawdziwie soboroOwej.Ogol prawoOslawnych nie zostal wi~c zaskoOcwny wypowiedziqarchimandryty C. Argentiego oOraz metodysty J . Deschnera, ktorzywyrazili ll1adziej~ , iZ jednoO z Iprzyszlych zgroOmadzen oOgolnyeh SRKstanie si~ kiedys so'borem powszeehnym. Rzeez jasna, iz KoScloOJynie Sq jeszeze przygoOtowane doO zaistnienia tegoO wydarzenia. PoOtrzebajeszeze dlugiej dyskusji teoloOgicznej, m . in. na temat Eueharystiii k aplanstw1a 47. Tym niemniej, z prawosl'awnego punktu widzeniasarna perspektywa przyszlego soboru wszystki-ch ·ehrzescijan nie powinna budzic w zasadzie wi~kszych zastrzezen. Jest to zrozumialejesli w ezmie si~ pod uwag~ zwlaszcza stanowis'ko ty{!h teologowpr aw,Qsl,awnych, ktorzy powszechnosc soboru wiqzq ze zj,awiskiemtzw. reeepcji ze stroOny KOSciol'a jako calosci 4B. Sobol' staje s i~ powszechnydopiero dzi~ki przyj~ciu jego orzeezen przez calq wspolnot~Kosciola. Sarno zycie KoscioOla, w ktorym bierze udzial cary LudBozy wykazuje, ezy dany sobol' byl powszeehny i ezy powziql decyzjewyrazajqce w sposob autentyczny prawd~ objawionq. Tegoro'dzaju stanowiskoO w sprawie powszechnosci soOboOru sprzyja raczejpozytywnej oOcenie samej mysli, iz jednoO z przyszlych zgroOmadzenSRK moze stac si~ soborem powszechnym 49.Mirno toO w liscie skieroOwanym do kieroOwniczyeh oOSoObistosci SRKSynod Patriarchatu MoOskiewskiegoO przestrzegl przed niebezpieczenstwemprzypisywania Radzie pewnej "roli profetyeznej" w charakterzejakiegos "ponad-Kosciola", ktora mialaby sprawic, 1z jednoz nast~pnych zgroOmadzen oOgolnych b~dzie mogloO stac si~ prawdziwym,powszechnym soOborem wszystkich ehrzeseijan. Synod uwazataki poglqd za jednq z niebezpiecznych "pokus ekumenicznych",ktore byly juz w przeszloOsci napi~tnoOwane i oOdl'zucone przez wszystkieK oOscioOly czloOnkowskie Rady. Wyda je si~ , iz tegoO rodzaju stwierdzenie jest raczej reakcjqna pewne gloOsy, wedlug ktorych V Zgro­" Dokurnent opracowany w r arnach k omisji "Wiara i Ustr6j" n a temat chrztu,Eucharystii i sluzby kaplanskiej (One B aptism, One Eucna1'!st ana a M u tuaUyR ecogn i zed M i n i stry . Tnree Ag1'eed Statements, Geneva 1975) budzi ze stronypl'awoslawnej szereg zas trzezen natury eidezjoioglcznej. Dokument ten nie zostaldostatecznie przedyskutowany w Kosciolach czlonkowskich SRK, a mimo to traktuje Si E: go jairo wyraz jui. uzgodnionych stanowisk . Zastrzezenia prawoslawnychdotyczq taki.e sarnego sposobu traktowania s prawy w ten spos6b, jakoby problemyte zostaly juz rozwlqzane i uzgodnione. POl'. Anchlmiuk, Umfarkowanyoptymizm s. 76 •.. POl'. W. Hryniewicz, Recepcja orzeczen magiste1'ium p rzez ws p6Lnot ~ Kosc-iolaw swieUe teoLogii prawoslawnej, Zeszyty Naukowe KUL 18 (1975) nr 2, 11-27."Anchirniuk widzi w ty rn " bardzo opty mistyczn y element". Umi.arkou;anyop tymizm s. 76.1594


PRAWOSLAWIE A JEDNOSC KCSCIOtAmadzenie bylo moze ostatnim zgromadzeniem ogolnym przed przyszlymwborem ekllmenicznym wszystkich chrzescijan. Synod niewyrazil dezaprobaty samej idei soborll wszystkich chrzescijrun w przyszlosci.Wielu prawoslawnych pozytywnie ocenilo mysl 0 przyszlym soborzewszystkkh chrzescijan jako celli ruchu ekumenicznego. Uwazajqoni, lz sobOl' zaklada jednosc i katolickosc Kosciola; jest widzialnymwyrazem jednosci wiary przezywanej w obr~bie reprezentowanychna nim wsp6lnot. Nie moina odbyc wboru, dopokiwszYSf:.y chrzescijanie nie uznajq w pelni jedni drugich za przynalezq-cychdo tego samego Kosciola Chrystusowego, kierowanego przeztego samego Ducha. Sobol' jest zgromadzeniem reprezentujqcym Kosciolylok-alne, z ktorych kazdy posiada w jednosci z innymi pelni ~katolic'kosci; razem dajq one swiadectwo tej samej prawdzie i dqzqdo zaohowan1a j-ednosci. W swietle idei soboro'Wosci mozna by uwazacruch ekumeniczny za pewnego rodzaju pl'oces przedsoborowy,ktory umozliwilby odbycie sobaru chrzescijan obecnie jeszcze r ozdzie10nych50.Nie da si~ zapl'zeczyc, iz sprawa przyszlego soboru powsz'echnegorysuje si~ jeszcze dosyc mgliscie; jest raczej "wyrazem eschatologicznej!l1ieclerpliwosci nii chlodnych kalkulacji organizacyjnych".Niektorzy slusznie widzq w tym dobr'l stron~ tego rodzaju podejsciado ekumenizmu, ktore stwarza no'We bodice, perspektywy i nadzieje. Prezes Polskiej Hady Ekumenicznej, W. Benedyktowicz, bardzot rafnie stwierdzil: "Prognoza me jest latwa, ale nadziei przybywa;jest jej teraz wi~cej niz kiedykolwiek przedtem. I to jest najbardziejobiecujqce. Bal'ciziej obiecujqce ni2: 'formula jednosci Kosciol


WAClAW HRYNIEWICZ OMIwlasciwe tradycji wschodniej Sq cz~to niezrozumiale dla chrzescijalllzachodnich. Wielowiekowa separacja oraz wzajemne wyobcowanieczyniq di.alog ruezwykle trudnym. Sam problem tradycji oraz dqzenie prawos!awnych do jej zachowania napotykajq w cia,z jeszczeduze trudnosd VI porozumieniu zwlaszcza z chrzescijanstwem protestarnckim.Dla Kosciolow i wspolnot poreformacyjnych tradycja rue jest rzeczywistoScia,tak zYWq, wszechobecnq i egzyst€ncjalnie odczuwalnqjak dla prawoslawia. Ktada, one nacisk raczej na potrzeb~ ustawicznejodnowy, kt6ra wymaga czasem odejscia od ciqglosci. Jesliprzerwanie tradycji bylo kiedys konieczne, moze ono ponownie n a­rzucic si~ w przyszlosci. Dlatego Kosdoiy poreformacyjne gotoweSq przeZywac Howe odejscia i nowe rozdarcia. Zwra cajqC si~ raczejku przyszlosci "wzywajq Ducha Swi~tego" tak, jak gdyby dotqdjeszcze rue dzialal. Sam L. Vischer przyz:nal jednak, 1Z akcent polownyna braku 'cia,glosd wprowadza pewien element niepewnosci,'kt6ry w rezultacie cz~sto podwaia samq zdo1nosc do odnowy 53. Protestancka wizja jednosci posiada w konsekwencji charakter "wydarzeniowy".Odwoluje si~ do doswiadczenia i uprzywilejowuje doswladczeniewsp6lnoty, wiary i swiadectwa przezywane w ruchuekumenicznym. W tej perspek-tywie na drugi plan schodzi zmyslciqglosci jedynej w1ary katolickiej i apostolskiej. Przyszlosc dialoguekurnenicznego zalezec b~dzie w d uzej mierze od tego, czy jednoscpojmowana b~dzle w powiqzaniu z clqglosciq tradycji Oak chea, prawoslawni),czy teZ po linii "wydarzenia" i nieciqglosci (uj~cie protestanckie).W swoim or~dziu skierowanym do Komitetu NaczelnegoSRK patrlarcha Pirnen stwierdzil m. in., iZ w SRK nie zwraca siGnalezytej uwagi na tradycj~ Kosciola oraz kontakt z przeszloscia. 54.Przewodniczqcy Komitetu Naczelnego, M. M. Thomas w odpowiedzi(22.II.1974) na or~dzi'e patriarchy przyznal, ii nie rnoina zerw.acz przeszlosciq, poruewaz Ewangelia pozostaje ta sarna ilia wszystkichpokolen, chociaz kaZde z nich przyjmuje jq od nowa pod dzialaniem Ducha Swi~tego. Wszyscy chrzescijanie pow.inni, jego zdaniern,razem dqzyc do wyrazenia prawdiiwego znaczenia swiadectwa przeszloScidla 8wiata wsp6lczesnego. Tradycj.a staje s i~ w6wczas zywa ,gdy chrzescijanie otwieraja, si~ na n atclmienie Ducha Swi~tego i usilujqodpowiedziec na rzeczywiste potrzeby ludzi 55,-Synod Patriarchatu Moskiewskiego jako jeden z pierwszych ustosunkowalsi~ ()fj.cj.alnie do Zgromadzenia w Nairobi w piSmiez 3.III. 1976 r. ,przeslanym na ~'~ce abpa E. tSootta, przewodniczqcego"Invoking the Holy Spirit: Report on the Unity of the Chu.rch, Ecume nicalR eview 26 (1974) 578-589, zwl. s. 58l... Contacts 25 (1973) nr 84, s. 346." C ontacts 27 (1975) nr 92, s. 365-366.1596


PRAWOStAWIE A JEDNOSC KOSCIOtAKomit.etu Nacze1m.ego SRK oraz Dra F. Pottern, sekretarza genernlnego56. Synod wyrnzil zadowolenie z rezultat6w osiqgni~tych w Nairobiw odniesieniu do calego szeregu spraw. R6wnoczeSnie jednak w liscieznalazly si~ m. in. slow,a ubolewania, iz pr,awoslawie nie bylo naleZyciereprezentowane wsr6d g16wnych prelegent6w Zgromadzenia(jeden z g16wnych referat6w plenarnych wyglosil archim. C. Argentiz Milrsylii). Synod stwierdzit ponadto, iz istnieje obeanie w ruchue'kumenieznym polaryzacja mi~dzy spraWq jednosci w wlerze a misjqchrzescljanskq (obejmuje ona takze zaangazowanie chrzescijan dlarealizacji wsp6lnychceI6w). Wsp6lne doswiadczenie dziejowe wszystkieh. chrzescijan dotyczqce podzial6w, kt6re utrudniajq swladectwochrzescijaiiskie pozostalo w Nairobi mimo wszystko lla dalszymplanie. Podzialy te dotyezq przede wszystkim problem6w rozbijajqcychjednosc wiary, zasad eklezjologicznych, od kt6rych zalezy komuniaeucharystyczna i sakramentalna oraz wzajemnego uznaniafunkcji eklezjalnych isbniejqcych w k'azdym Kosciele. Tak dlugo jakte problemy nie zostanq rozwiqzane w pierwszej kolejllosci, post~ pnie jest mozliwy w innym sektorze akt ywnosci ekumenicznej. Synodzwr6cil: m. in. uwag~, 12 jednostronne decyzje w sprawie dopuszczeniakobiet d o kaplanstwa powl~kszq jedynie trudnosci ekumeniczne.Uwrazliwienie n a zjednoczenie Kosciol6w jako na pierwszy i za­.lJadniczy cel ruchu ekumenicznego sprawia, ze prawoslawiI1i dqzqr6wniez coraz usilniej do przezwyci~zenia pewnych niooomagan i nieprawirllowosciw funkcjonowaniu samej struktury SRK, zwlaszc.zaw odniesieniu do Koscio16w prawoslawl1.ych. Istnieje obecnie 15autokefalicznych Koscio16w prawostawnych, mogqcych poszczycic si~wielowiekowq tradycjq. Tymczasem Koscio16w czlonkowskichSRKjest po Nairobi 286. Przyjmowane Sq nadal Koscioly i wspolnotyprotestanckie, n iejednokrotnie nieliczne, dopiero powstale,nie posiadajqcedluzszej tradycji. Wedlug ob€"Jlej praktyki stawia si~ jena r6-wm ze starozytnymi Kosciolami; kazdy Kosci6l traktowany jestna r 6wni jako jednostka administracyjn a. Slusznie zauwazyl J . Klinger,i2: daje to w .rezultacie "absolutnie falszywy obraz mapy ekumenicznej" 57. Od dluiszego juz czasu prawosla\vn'i proponujq, abystruktura SRK zostala oparta na trzech wielkich tradycj.ach chrzescijansJtich:prawoslawnej, katolickiej, protestanckiej. Jedynie w6wczasprzestano by t~aktowac poszczeg6lne KoScioly czlonkowskie w spas6bczysto m echankzny. Trzeba by pr2lede wszystkim polozyc nacisknie na liczebnosc pos2lczeg6Inych KosCio16w, lecz na wag~ i donioslosc"n agromacizonego W nich duchowego doswiadczenia, wypro'bowanegoprzez wieki" 58. T~ 'wlaSnie ide~ sformulowal 20 prze­.. .POL·. przypis 39. " 'Retleksje z Nai1:obt s. 31. " Tamze. 1597


WAClAW HRYNIEWICZ OMIsz10 lat temu G. Florovsky, gdy postulowal, aby obok ekumenizmuw przestrzeni (ecumenism in space) liczyc si~ takie i przede wszystkimz "ekumenlzmem w czasle" (ecumenism in time) 59.Niestety, w obecnej sytuacji tego rodzaju postulaty - jak.ie slu­SL'Jne i uzasadnione - nie spotykajq si~ z nalezytym zrozumieniemw SRK. Nic dziwnego, iz "glos deJegat6w prawoslawnych coraz bardziejsi~ roztapia w glosach coraz wl~kszej liczby delegat6w z Kosciol6wprotestanckich" 60. Swiadczy 0 tym wymo,'mie przebieg ootatnichZgromadzen Og6lnych o1'az podejscie do zagadnien ekumenicznychw ramach prac komisji "Wiara i Ustr6j".Dokumenty Zgromadzenia w Nairobi swiadczq {) tym, iZ Kosci6lprawoslawny dal dow6d dynamic~nego uczestnictwa w popieraniudialogu teologiczneg.o W obr~b"ie SRK. Dotqd prawoslawni czuli si~;o d.osobnieni. Wydaje si~, ze sytuacja ta zrnlenila s i~ na lepsze dajqCprawoslawnym poczucie pelniejszeg.o wsp6tudzialu w pracachRady. Nic dziwnego, iZ Metropolita Meliton z Chalcedonu (bylywiceprzewodniczqcy KomHetu Naczelnego SRK) uznal, lz Zgromadzeniew Nairobi bylo "lepsze nii Zgromadzenie w Upsali" st. Odnalezionazostala r6wn.owaga mi~d zy h.oryz.ontalizmem i wertyk,alizmem,w duzej mierze takze dzj~ki aktywnemu uczestmictwu w debatachK.oscioI6w prawoslawnych. Zgr.omadzenie Og6Jne pozytywniepl'zyj~l.o wklad prawos1awia, Koscioly prawoofawne znalazly wi~ce.izrozumienia ze st1'ony innych Koscio16w czIonk.owskich. P.ojawieniesi~ w wystqpieniach niep1'awoslawnych uczestnik6w Zgromadzeniaw NairobI kilku element6w pokrewnych nauce prawosl-awnej o1'azzywe zainteresowanie problematykq duchoW.osci moma slusznie uwaioacza pewne novum w og6lnoswiatowej refleksji ekumenicmej.Zbiemosci te nie uszly uwadze teolog6w prawoslawnych. Nie usilujq.oni wprawdzie przypisywac samego faktu zaistnienia tych zbie:i:noscibezposredniej inspIracji prawoslawia, niemniej jednak wyrazajq zadowoleniez pojawienia si~ plaszczyzny, na kt6rej majqduZo dopowiedzenia.Prawoslawni Sq p1'zekonani, Iz mogll przyczynic si~ pozytywnle dorozwoju ruchu ekumenicznego. Natura teg.o wkladu wynika z pl'awoslawnejk.oncepcji jednosci Kosciola. Swiadectwo prawoslawiaodegral.o w ostatnich latach bardzo donioslq roh~ w debatach ekumenicznychnad jednoscill. Posiada ono duze znaczenie rownici dla" The CllaUenge of D!suntty, St. Vladimir's Seminary Quarterly 3 (1975) nl' 1-2,31-36." Klinger, Refteksje z Nairobi s. 81."Episkepsis 7 (1976) nr 140, s. 3. Por. I. Brla - C. Patelos, Orthodox Contributionsto Nairobi, Genewa 1975. Krytycznl\ ocen!; Zgromadzenia w Nairobi przezteo!og6w prawosl,nvnych omawinm w artykuJe : Prawoslawni 0 Nalroti!, WIE:z,20 (1977) n [" 1.1598


PRAWOSlAWIE A JEDNOSC KOSCiOlAdalszego rozwoju ruchu ekumenicznego. Nairobi jest takze dla prawoslawiawezwaniem do dalszych wysHk6w w sluzbie jednosci. Pozostalyproblemy nierozwiqzane i znaki zapytania, na kt6re nie majeszcze odpowiedzi. Potrzeba wielu badan, dyskusji i kontakt6w ekL:­menicznych. Nowa era dla ekumenizmu nastanie w6wczas, gdy trzywielkie tradycje wyznaniowc (prawoslawna, katolicka i protestancka)zdola,iq nawiqzae prawdziwie egzystencjalny dialog, wykl'aczaj Clcydaleko poza same sformulowani,a slowne. Przebyta wSpOlnie drogai wsp6lne doswiadczenie pozwalajq ise z ufnosciq w przyszlosc. Niktnie jest w stanie odgadnqc dzisiaj, ezy drugie millennium dobieg'rriekonca w chrzescijanstwie nadal podzielonym, i czy zdola ono utorowacdrog~ trzeeiemu tysil\c1eciu ehrzeseijanstwa juz zjed110cwnego.Zgromadzenie SRK w Nairobi i powracajqca weiqz mys~ a 50­borze wszystkich chrzescijan Sl\ dowodem, iz nacizieja na zjednoczeniejest zywa wsr6d chrzescijan wchodzl\eyeh W ostatn ie juzcwiercwiecze drugiego millennium.WacloVl HryniewicI OMI


PROLEGOMENA DO TEMATU"SEMIOTYKA IKONY"ROZMOWA Z BORVSEM USPIEN SKIM "Znak" niejedn ohotnie zajmowal sir: p1'oblematyko, ilwny, czyniqcto p1'zede 10szystkim pio7'em Je1'zego N owosielskiego. I tak 10 nume­7'ze 64 u k azaly sir: Uwagi 0 ;roli malarstwa w Kosciele Wschodrrim,10 num e1'ze 126 Mistagogia malowanego wyobrazenia ukrzyz{)waniaP iHlskiego, w nume7'ze 142 Ucieczka na pustyni~, czyli pr6by vpisaniaukrytej swiadomoscl monaohizmu prawoslawnego, w numerze169- 170 Mi~dzy Kaabq i Parthenon em, Dzisiaj prezentujemy wywiadz B01'ysem Uspienskim pomyslany ja1co w p1'owadzenie do j egoksiqzki 0 semiotyce ikony, kt6m, miejmy nadziejft, ulcaze sift 1'6wniez10 p rzelcladzie p olskim (istniej q juz j ej tlumaczenia na jftzykangielski i 1Oloski).P1'zy por6w nywaniu tekst610 Now osieIs7dego z t ekstem 1Oy1Oiaduz Uspiens7cim 1'zuca sift w oczy p1'zede 10szystkim podobny punkt 1Oidzenia pewnych sp1'aw dogmatycznych i kultu1'o1Oych. Chodzi g!6wnie0 spos6b inte7'pretacji r oli sta1'Dobrzftdo1Oc6w 10 kultywowanini7wny, znaczenie ideologiczn e sporu mic:dzy ikonoklastami i ikonodu .lami. Znamienne jest, ze dw och 10ybitnych p1'zedstawici eli kultury,zajmujqcych sifl j ej r6znymi dziedzinami (malarstwo i semiotyka),niezalei nie od siebie, dochodzi do podobnych 7wnk luzji. I co naj w azniejsze: reinterpretacja 1'Dli i znaczenia ikony ze st1'Dny prawoslawnychstwarza, jak sift wyclaje, jedno, z powazniejszych szans ekumenicznych.Powinna tc: dyskus j~ podjqc st1'Dna katolicka, kt6r a - j aksi~ dowiadujemy z 1OY1Oiadu - nie zawsze przemawiala z pozycjiikonoklastycznych.Borys Uspienski, naleiqcy dziS do czolo1Oych semiotyk6w r adzieckichstarajqcych sic: 1Oypmcowac jftzyk, 10 ktMym daloby si~ 1Oyraziccalosc zjawisk kulturowych, urodzil sic: w Moskwie w 1937 roku.Studia na wydziale filologicznym ukoiiczyl na Uni10ersytecie Moskiewskim.Prac~ doktorskq z lingwistyki przygotowal w Kopenhadze.pod Iderownict1Oem L. Hjelmsleva i Fisher-Jorgensena. W 19721600


o SEMIOTYCE IKONYro ku habilitowal si~ . M. in. jest autorem ksiqzek Strukturnaja tip0­logija jazykow (Typologia strukturalna j~zyk6w, Moskwa :1965) i. Poetikakornpozyciji (Poetyka kompozyeji, Moskwa 1970). Ponadto opub.likowalkilkaset. artykulow i szkie6w, z 1ctorych kilka bylo tluma...,ezonych na j~zyk polski (zamieszczone zostaly w ksiqi::ee Semiotykak ultury, pe·riodykaeh w rodzaju Tekst6w czy Archiwurn Tlumacze6KUL-u). Mieszka w Moskwie, gdzic przeprowadzony z nim zostalponizej drukowany wywiad. Polsk~ odwiedzil w 1973 rokt~ jakogosc K ongresu Slawistow. Wowczas udzielil wywiadu. przedstawioieLowitygodnika Kultura.Z.P.- K iedy zaez~to interesowac s i~ ikonq w spos6b naukowy?- Zainteresowanie ikonq jako zjawiskiern, ktore jest przedmioternbadan naukowyeh, nie zacz~lo siG od nauki. Dlug wdziCicznroscim a tutaj Rosja wobee staroobrz~dowc6w, kt6rzy nie tylko roztaczaliopiekG n ad ikonami, lecz r6wniez grornadzili 0 nich wiedz~ . Ai dopoezqt k6w XX wieku uwazano bowiem, ze stare ikony nie posiadajqabsolutnie zadnej wartosci, nie dopatrywano si~ w nich iadnyeh walorow estetycznych, w spos6b bezlitosny niszczono je, w najlepszychprzypadkach zamazywano i przernaIowywano. Wystarczy powiedziec,ze w Slowniku Ency klopedycznym Brockhausa-Efrona, jednym z najlepszychw swoim czasie tego rodzaju wyda'vvnictw, ktore do dziSzresztq nie stracilo swej wartosci, nie ma hasla Andrzej Rublow,to znaczy brakuje nazwiska podstawowego dla nauki 0 ikonie. Ikon~otaczali oplekq wylqcznie staroobrzGdowcy. Przekazujqc jq z pokolema n a pokolenie jako przedmiot czci, r6wnoczesnie przekazywa­1i i wicdz~ 0 niej. Cala podstawowa wiedza 0 ikonografii, 0 tech··nice malowania ikony, informacje 0 najroZniejszych szkolach malowaniaikon, czy wreszcie cala terminologia ikonografiezna ­wszystko to doszlo do nas tylko dzi~ki staroobrz~doweom. Studia nadik Oll1q rozpoez~to dopiero muiej wi~eej w polowie XIX wieku.o stopniu kompeteneji staroobrz~owe6w w zagadnieniaeh ikonowychn ajlepiej swiadczy nast~pujqcy epizod. W latach szes6ciziesiqtyehub ieglego wieku w rumiancowowskim muzeum w Moskwieotwarto wystaw~ starych ikon greddch. Wsrod nieh rzuca'la si~w oezy jedna, kt6rej tresc pozostawala tajemnicq nawet dla tak wybitnyehspeejalist6w-bizantynistow jak slynny A. N. Diclron, wydawcah ermenei czyli podr~eznikow malarstwa ikonowego. Jedynyrni lud zmi, ktorzy byli w stanie zinterpretowac pokazany o'braz,okazali si~ obecni na wystawie staroo'brz~dowey. Od razu znalezlirozwiqzanie i wyjasnienie zagadki, przy czym slusznosc swojej interpretacjiwsparli powolujqc si~ na odpowiednie miejsea w herme"'nei 1. komentar,ze do Pisma sw. W ten spos6b staroobrz~clowey s tall3 - ZNAI(160 1


BORYS USPIENSKIsi~ w pewnym sensie nosicielami nie tylko ruskiej, lecz i bizantyiiskiejkultury.Wsroo staroobrz~owcow zawsze byli malarze ikon, przy czym ikonystaroobrzt:dowc6w z czasow nowszych jest niezwykle trudno o d­romic od ikon starych (sprzed reformy Nikona). Mogq si~ podjqC tegowylqcznie znawcy ilkon, ktorzy dokonujqc takiej atrybucji z r e­guly opierajq si~ nie na analizie obrazu, lecz deski i.konowej. Staroobrz~owcyzachowali wi~c zar6wno ikonografi~, jak i teclmikc;malowania ikony, jedna od drugiej jestdla nich nie do rozdzielenia.Farby przygotowujq na przyklad w taki sam sposob, jak czyni()noto ki1kaset 1at temu,korzystajqc ze starych receptur przeikazywanychz pokolenia na pokolenie. Przy sposobnosci chcialbym zauwazyc,ze nie post~pujq tak wsp6lczesni konserwatorzy ikon i stosujqnowe farby chemiczne, 'co bezsprzecznie stanowi ich wielki b1'ld.Nie mniej wame jest rowniez t(), ze staroobrz(~dowcy kultywowalii kultywujq trardycyjny s tosunek do ikony.W taki oto sposob staroobrz~dowcy, powtarzam, przekazali namnie tylko ikonografi~, lecz zachowujqc stare tradycje, przekazalinam wiedz~ 0 malarstwie ikonowym, wiedz


o SEMIOTVCE IKONV- A co pan 1'Ozumie przez semiotylc~ ikony?- Wskazane b~zie rozr6imic semiotyk~ znaku i semiotyk~ j~zy"-ka jako systemu zuak6w. Sq to niejako dwa prqdy, z kt6rych jedenbierze sw6j poczqtek od Pierce'a i Morrlsa, a drugi - ad Ferdynan.,.da de Saussure'a. M6wiqc inaczej, jezeli pan woli, w semiotyce rna.:.my dwa kierunki, logiczny i lingwlstyc-LJ1y. Oba pretendujq' do tegoterminu i w ostatecznym rachunku gdzies si~ lqczq. W pierwszymprzypadku w centrum uwagi badacza znajduje si~ oddzielny znak, toznaczy 'bada si~ stosunek znaku do znaczenia, do adresata itd. W tymsensie moma m6wic 0 pragmatyce, semantyee i syntaktyce znaku,moma r6wniez m6wic 0 budowie znaku. W drugim natomiast przypadkuw centrum uwagi badacza znajduje sic:: nie oddzielny znak,lecz j~zyk, ,to. znaczy mechanizm przekazywania tresci za pomocqpewnego inwentarza znak6w elementarnych.- Padlo tutaj w odniesieniu do ikony slowo t e k s t.. JaT\, pan1'ozwmie i ok1'esla tekst?- JeSli chodzi 0 poj~cie tekstu, to moze bye ono wykorzystanezal'owno w pierwszym, jak i w drugim znaczeniu. , W rzeczy s amejtekst moma rozpatrywac jako szczeg6lny j~zyk, kt6ry posiada samodzielnq,niezalemq trese. R6wnoczesnie t,ekst moma rozpatrywacjako zestaw znak6w elementarnych. Moilna to czynic wowczas, g1ytresc tekstu zale:lina jest od tresci znakow j prawidel j~~yika.- Po tych ogolnych wyjasnieniach, stanowiq,cych ' swoistego 1'0­dzaju wprowadzenie w tematyk~, przejdzmy moze jut do samej ilwny...- Ikon~ moma rozpatrywac \V obu aspektach, zar6wno jako swo'­istego rodzaju znak, jak tez jako tekst, kt6ry zostal wyrazonyw pewnym j~zyku. W ten spos6b m6wiqc 0 semiotyce ikony momaniejako wydzielic dwa tematy: ikon~ jako znak i j~zY'kikoo y. Z jednegoi drugiego aspektu w traktowaniu ikony zawsze zdawano 80­bie bardzo wyramie spraw~ , oba aspekty byly tei explicite zdefiniowaneprzez Kosciot Przypomn~, ze slowo ikona ·oznacZa obraz-znak,dz i~ki czemu jui w samej etymologii tego slowa od samego zaraniazawarta jest problematY'ka semiotyczna. ' , "Temat pierwszy - iokona jako znak ~ wyraza wlasciwie i okreslateologiczne znaczenie ikony. Cala bowiem teologia ikony s prowadzasi ~ w zasadzie do zagadnienia jej znaczenia znakowego, a wi ~ c dotego, czemu wlasciwie oddawana jest cZe'Sc, w ikonie:' 'fOl'niie, toznaczy desce lub farbom, jak twierdzili i twierdzq ikonoklasci, CZYtez tresci, jak twierdzili i twierdzq ikonodule. Albo moze r6wnoczes...'1iei formie, i t 'resci, znakowi i znaczeniu, symbolowi :i ternu, co jestsymbolizowane, sam bowiem problem umownosci znaku zakladajqcym:i~zy nimi przepasc nie do przebycia, sam ten problem jest w ja­1603


BORYS U SPIENSlCikims stopniu zdobycz/! myslicza.36W !}OWszycn i jak kazda zdobyczwlq'Ze si~ Z okreSlon ym i stratami wartosclowymi. Tak oto zagadnierueznakowego, a coo za tym. idzie, teQlogicznegQ zna-czenia ikony, nigdyrnie bylo postawiQne z takq Qstrosciq i .talc dokladnie przeana1izo;..wane jak w sporze, ktory rozgorzal w Bizancjum w VIII-IX wiek umiE;dzy ikonQklastami a ikonodulami. Sp6r (mi~ dzy ikonoklas tamia ikonodulami) w swej istocie by! wlasciwie sporem ° s Losunek doznaku saikralnego, sporem r6wnoczesnie t eologicznym i semiotyeznym.ZrQ:?iUmialq jest rzecz/!, ze s·tos unek do znaku ma zasadniczezna-czeme dla kultu, przeciez reform a cja w chrzesc.ijanstwie za-chQd-·nim byla w znacznym stQpniu u warunkowana sporem 00 stQsunek:do znaku. PJ.~zypomnijmy sob'ie roinice w rQzumieniu Eucbarystiiprzez katO'lik6w i protestantow. Cos bardzo ibliskiego bylQ w polemiceikQnoklastow i ikonQclu16w. A wi€;e temat pierwszy, ikona jakQznak, toO temat tool-ogii ikony.Natomiast temat drugi - j~zyk ikony - zwi/!zany jest, jesli si~tak m-oZn.a wyrazic, z pragmatyk/! ikQny. Przy czym temat drugi, taksarno jak i pierwszy, isbnieje wewn~trzmie w ikonie, z czegQ wyrazrue2ldawano sQbie spr aw~ dawniej, niemalze Qd samegQ zar,aniamalarstwa ikonowego. Wedle nauki OJ-cow KQsciQla ikony spelniajqir:: samq rol~ dla ludzi rue umiejqeyeh czytac, coo ksiqilka dla lucli.iwyk'Sztaloonych. Ty.rn samym j uz od samego poczqtku postawionezostalo zagadnieni e j~zyka ikony, toO znaczy j~zyka .znak6w wizualnych,-a rownQcze3nie zagadmenie wsp61zaleZnQsci tekstu wizualnegoi slownego, zagadnienie ieh paralelizmu. Wypada tutaj mQzeprzypomniec, ie jeSli w Starym Testarnencie ezlowiek rnQze uslyszecBoga, to w NoOwym Testarnencie moze Go zobaczyc i juz ten tylkofakt w zasadzie wyjasnia pojawienie sir:: ikony. Ow drugi temat poswl~onynauoe j~zyika ikony wiqze si~ z rQzszyfrowaniem specjalnegQj ~ zyika malarskich srodk6w wyrazowyeh.T,akie Sq .owe dwa tema'ty i o d samego juz poczqtku chc.ialbym jerQzdzielic. W sWQjej ksiqzee * zajmuj~ si~ przede wszystkim drugimternatem, piszt;! ° j~zyku ikony i 0 tyro, jak nalezy ikol1~ odczytywac.Na turalnie, cal~ zagadnienie mog~ ujqC iy1ko w sposob przyblizony.We wst~pnej cz~sci Iksiqzki zajmuj~ si~ r6wniez i pierwszym as­,pektem, nie spos6b go przeoiez pomin/!c. A tak w Qgole ow pierwszyaspekt - ikQna jako ZIlak - jest znaeznie dQkl.a1dniej i pelniejrozpraoowany. W snczegolnosci poswip,cQna jest rou fundamentalrnapr.aca Pawla Aleksandrowlcza FlorenskiegQ lkonostas. W jakimssensie bez pierwszego aspektu rue sposob jest zrozumiec drugiego,• B. A. U spienskij, 0T artu, .1972.semtotUde tlwny, w: Trud.y p o znalwwym sist!emam,1604


o SEM IOTYCE iKONYponiewaz juz sam st.osunek d.o i,k.ony jak.o znaku i znaku jak.o znaczeniaik.ony .okre.sla kuIt ikony, jej funikcjon.owanie. Poniewaz jednakw sw.ojej ksiqzce zajmuj~ si~ przede wszystkim tematem drugim,bye moze tutaj, w naszej r.ozmowie, wi~kszy sens b~dzie m ialozaj~cie sip, w spos6b bardziej szczeg610wy tematem pi.erwszym.- Przepraszam, ze naruszam bieg Pana mysli, skoro jtt:?; j ednalcpadlo tutaj nazwisko FZorenskiego, kt6re jest mi jakos szczeg6lniebliskie, przetlwnaczylem bowiem na polski Ikilll.ostas (ukaie s 'i~ naklademInstytutu Wydawniczego "Pax"), to chcialbym Pana poprosic,aby powiedzial, na czym jego zdaniem, polega aktualnosc pracyFlorenskiego? .- Fl.orenski interesowal si~ oboma aspektami zag


BORYS USPIENSKI- A wi~c spor m:i~dzy ikonoklMtami -a ikonodulami okl'eslil toologiczneZlllaczenie .vkony z maksymalnq wyrazistosciq. Ow SpOT interpreto'Wanyjest niejednokrot:nie w literaturze naukowej jako ohronak ul.tu obrazow swi~tych przed jego przeciwnikami. Naleiy przytym 111iee na llwadze to, ie spor ten w znacznej mierze okre.~lil samprogram ikonodulow, to znaczy okreslil istot~ kultu. obraz6w swi~tychdla samych ich czcicieli. Spor ten konstytuowat kult ikony jalkotaki, 'dla 'samych ikonodulow sprecyzowane zostalo bowiem znacienieilwny. Wi~cej, spor ten okreslil miejsce kultu ikony w prawosl.awiu,a tym samym 'istoh~ samego prawostawia. Nieprzypadkowoostateczne zwyci~stwo ikonooul6w swi~cone jest co roku w pierw­SZq niedziel~ Wielkiego Postu, a swl~~o to nosi znamiennq nazw~Trlumfu Prawoslawia. Zgorq tysiqc lat temu, vV pierwszq niedziel~Wielkiego Postu, 11 rnar ca 843 roku uslanowienie kultu ikony byiouroczyscie ogloswne w konstantynopolskiej swiqtyni Hagia Sofia i odtej ,pory ooroku W odpowiedni dzien kosci6l prawoslawny swl~ciiwyci~two nad heretykami i wyklucza ze swojej spolecznosci tych,1d6rzy nle uznajq kul-tu ikony. Jui stqd ,tylko widac jakie znaczenierna kuLt ikony vi kulcie prawoslawnym. Moina zaryzykowac twierdzenie,:he kult ikon stanowi jednq z podstawowych roinic mi~dzychrzeSc:ijanstwen1 wschodnim i zachodnlrn. Niemniej nalezy tutajix>dkreslic,ze w czas-ach sporu mj~dzy ilwnodulami i ikonoklMtami,gdy ikonoklasci odniesli zwyd~stwo, Rzym, ktory dzisiaj zajmujepozycje ikonoklastyczne, w6wczas pop-ieral wlasnle ikonodu[6w, .a nie1 kOl1oklas t6w. Kult ikony uratowany wstal dzif;ki Rzymowi.- Porownal Pan polemik~ ikonoklast6w zikonodulami do spon~miqdzy lcatol.ikami a protestantami 0 rozlt1nienie Eucharystii. Czy1:n6glby Pan nieco szer zej omowic tl'J sprawf:?. - Sto'!UiIlek wobec i1kony moze bye w jakjms sensie porownanyze stosunkiem do Eucharystii. Podobnie jak w Eucharystii podpostaciq 'chleba i wina czlowiek wierzqcy widzi samego Boga, Cialoi Krew Jego, tak samo w ~konie spoglqdajqc na obraz czlowiek wierZqcyw idzi praobraz. Charakterystyczne jest, ie 0 ikonach nigdy ruemowi s it:: "to jest obraz IVlatki Bosklej", czy: "to jest obraz Pana Boga",['ecz zawsze: "to jest Matka Boska", "w jest B6g". W daWJ1ejRusi spowladano siE: l1awet przed ikonami, oczywiscie nie przeddrewnlanq .deskq, lecz prz,ed praobrazem. Zgodnie z doktrynq prawoslawnqi


o SEMIOTVCE IKONVboru Powszeclmego czesc oddawanq obrazowi nalezy odniesc do'pr.aQbrazu i czlowiek oddajqcy cZeSc ikonie oddaje jq hipostazieprzedstawionej na niej postaci. Za posrednictwem ikony realizowanajest wj~z z Bogiem lub ze swi~tymi, ktorzy ze swej strony wyst~p ujq jako posrednicy mi~dzy Bogiem i ludzmi. I w tym nietrumodopatrzyc si~ analogii z Eucharystiq (charakterystyczna jest podtym wzgl~dem etymologia tego slowa). Wreszcie wedle nauki TeodoraStudyty i Jana z Damaszku stosunek prototypu do ikony, praobrazudo obrazu, jest anaIogiczl1Y do stosunku Boga-Ojca do Boga­-Syna. Stqd moma wyciqg"Ilqc wnioski 0 charakterze ikony i kultuikony. Rownoczesnie staje si~ jasne i to, ze dla czlowieka, ktoryczci ikon~, umiejqcego zblizyc si~ do ikony, widziec w niej nie drewnianqdesk~ pokrytq farbami, lecz praobraz, staje si~ zrozumialas arna idea Trojcy sw. Innymi slowy wi~zi, jakie zae!1odzq mi~dzypraobrazem i obrazem przybliZah nam wi~z mit;dzy Bogiem-Ojcemi Bogiem-Synem. I tutaj znowu moma przesledzic teologiczrrlyaspekt kultu ikony. Czlowiek, ktory oddaje cZeSc ikonie, dla ktoregowi~zi mi~dzy ikonq i praobrazem Sq odezuwane materialnie,moze posluzyc si~ nimi dla wyjasnienia sobie dogmatu 0 Trojey SVI.Porownujc'tc stosll..'1ek ezlowieka do ikony ze stosunkiem do Eucharysttiw eale nie cheialem utozsamiac tych dwoeh aktow. Wi~eej,m ialem na w zgl ~ d zie nie tyle dogmatyezl1q stron~ zagadnienia, cos tan faktyezny, a wi~c to, ze znak{)wa funkcja jednego :i ,drugiegon ajwyrainiej rozumiana jest w podobny s pos6b.- A co Pan rozumie przez stan jaktyczny?- Falktycznie sprawa przedstawia si~ nast~pujqoo. W staroruskiejliteralurze dydaktycznej m{)ma odnalezc teksty, w kt6rychosob~ dllChcwnq wr~cz lIt{)zsamia si~ z ik{)n{)grafem. W owych tekstach jest powiedziane, ze na pod{)bienstwo tego, jak dllchmvny slowem przeobraza chleb i wino w Cialo i Krew Pana, ik{)nograf stwarza cialo farbami. Tutaj r6wniez ()bserwujemy uderzajqcy paraleliz,mw odniesieniu do znaku slmvneg{) i wizllalneg{). Dlatego tez wobecduchowneg{) i ik{)n{)grafa stawiano mniej wi~cej jednak{)we wymagania.Na przyklad, powinni {)ni prowadzic jedna]({)wy tryb zycia,jeden raz tylko zenic si~ itd. (jak Pan wie, w praw{)slawiu duchownizeni& si~, Iecz niedopuszczalne jest pon{)wne malzenstw{), nawetw przypadku, gdy duehowny owdowieje).Nalezy tutaj podkreslic, ze ik{)ny nie maluje malarz, lecz mal{)­wana jest ona niejak{) za jego posrednictwem. IkO'n{)graf, podobniejak d uch{)wny, wyst~puje w r{)li przekaziciela, jest narz~ziem Laski Boiej. Znakmnicie uwidocznione z{)stato t{) w rosyjskiej termino­]ogii d{)tyczqcej malarstwa ikonowego. Ikonograf nie tworzy wi~cobrazu, lecz st{)pniowo ujawnia g{). Obraz niejako istnieje odwiecz­1607


BORYS USPIENSKInie w ikonowej desce, a ikonograf go tylko odslania. W swojej kslqZ~ce analizuj~ terminologi~ ikonowq pod tym kqtem widzenia. Nawiasemm6wiqc, stqd wzi~10 si~ og61nie przyj~te "W j~zyku rosyjskimwyrazenie "raskrywat' obraz" (odslaniae obraz), a nie tworzycobraz, na okreslenie malarskiego aktu tw6rczego. A wi~ c ujawmaecos, co d311e jest niezaleZnie od autora. Termin ten przyj~ty jest Wewspakzesnej szkolnej estetyce, choe nie wszyscy, kt6ry go uzy wajq,swiadomi SOl tego, skqd sit;l on wziql. W wyrazaniu tym, oczywiScie,zl1'ajduje r6wruez odbkie specyficzna estetyka sakralna, swoiste 1'0­zumienie sztuki sakralnej.Nowogl'Odzki pqtruk Antoni, kt6ry w XII ,vieku odwiedzil Konstantynopol,ujrzal w swiqtyni Hagi,a Sofia ikon~ Chrystusa, na kt6­rej nie byl namalowany maly palec. Zapisal wi ~c legend~, kt6razwiqzana byla z tym obrazem. Wedle tego pod ania, i'konograf, k t6rymalowal t~ ikon~, byl tak bardzo zadowolony ze stworzonego przezsiebie obrazu, ze wyJkrzyknql zwracajqc si~ do ikony: "Panie, taltim,Jakim byles na ziemi takim Ci~ namalowalem!". I przedstawionyna ikonie Chrystus mial mn odpowiedziee: "Nie chwal si~, rue tysllm1ie takim namalowal, lecz ja sam to uczynilem sWq wolq". 1konografumarl na miejscu z przerazenia i w ten spos6b ileona pozostalan iedokoI1czona. A wi~c wlasnie B6g, dzialajqc za posrednictwemikonografa, wyst~puje jako prawdziwy twarca obrazu ikonowego.- POl'uszyl Pan tu sprawl? pamlelizmu sztuki wizualnej i slow ­nej, paraleUzmu mil?dzy obrazem i slowem ...- O"\V paralelizm jest rzeczywiScie bardzo wyrainy. Wi~ ce j,w sztuce wizualnej i slownej widoczny jest podobny stosunek doznaku. Znajqc stosunek do ikony jestesmy w sta'l1ie zrozumiec stosunekdo slowa. Jednakowy stosunek do ikony i do ksiqzki widocznyjest na calym szeregu przyklad6w. Powiedzmy, calow311ie ikonyodpowiada calowaniu Ew~ngelii. Do trumny kladzie si~ al'oo ikon~,,albo Pismo sw. Mszal magI bye postawiony ob{)k ikon w szafce z obrazamiswi~tymi i, co jest szczeg61nie charakterystyczne, nigdy go nieotwierano i rue czytano. Cz!owiek swiecki nie potrafil czytac msza­Iu, brakowalo mu do tego wyksztaicenia. Przeciez jesli si~ czyta Pismosw. to po rosyjsku, a nie \V j~zyku cerkiewno-slowianskim.W ten spos6b m.szal czy Ewangelia w domowym oltarzyku Sq obecnena zasadzie przedmiotu, kt6ry stanowi osrodek Laski, materialnyznak swi~'tosci. Ich obecnose tam nie ma zadnegoznaczenia pragmatycznego.Zar6wno ksiqg swl~tych , jak i ikon n ie womo wyr zucac,palic, lub n iszczye "\v jakis inny spos6b. Istnialy surowe przepisyodnoshie tego, jak naleiy z nimi post~powae. Puszczano je na"przykladz nurtem "rzeki lub tez pozostawiano w clzwonnicy stojqcejgdzies w pustym miejcu. Pr agn~ tu zauwazyc, ze stosunek do ksiqz­'l60B


o SEMIOTYCE IKONYki jako osrodka mqdrosci i laski w jakiffiS stopniu da si~ zaobserwowaci dzisiaj. Wydaje mi si~, ze biblioteka inteligenta rosyjskiegor6Zni si~ od biblioteki inteligenta na Zachodzie wlasnie tym, ze macharakter mniej praktyczny. Stojq w niej bowiem ksi&zki niepotrzebne,takie, kt6rych si~ nawet nie otwiera. Niemniej wlaSciciel nienwze si~ z nimi rozstac. Stojq na p6lce wlasnie dlatego, ze zawartajest w nich Mq,drose. Ksiqzek i dzisiaj si~ nie niszczy. Sam wiem posobie, jak trudno jest zniszczyc ksiqZk~, i me wiem, co zrobie z niepotrzebnymiksiqzkami. Staram si~ je komus dac, nigdy ieh nie niszcz~.Oprocz obrazu na ikonie umieszczone sq napisy. Jaka jest ichfunkcja?- !kana nie jest wama bez napisu, kt6ry informuje 0 tym, coona oznacza. Ikona jako znak wizualny powinna bye potwierdzona:!l'.apisem, jako znakiem slownym. Ikona, ktora nie zostala potwierdzonatakim znakiem, nie jest ikonq. A to, ze znak slowny rozumianyjest przy tym w czysto poznawezym, empirycznym znaczeniu, widocznejest z tego, i:2: na ikonach rosyjskich owe napisy Sq b ardzocz~s to nie w j~zyku rosyjskim, lecz greckim. W samym znaku slownymrO \'l1uez zawarta jest pewna energia praobrazu. A W1E;C stosu­!l1ek do slowa sakralnego podobny jest do stosunku do obrazu sakralnego- ikony. Szczeg6lnie charakterystyczne jest to dla hesychizmu,duchowego prqdu, ktory rozwijal si~ w klasztorach na gorzeAthos p1'zede wszystkim w XIV wieku. Prq,d ten znalazl szeroki oddzwi~kw Rosji.- Jaki wi ~ c byl stosunek hesychastow do slowa?- Hesychasci widzieli w slowie istot~ zjawiska, ktore ono ok1'eslal0.W 'imieniu Bozym widzieli samego B-oga, podobnie jak ikonodule widzq Boga w ikonie, kt6ra przedstawia Boga. Dlatego slowo,ktore okresla zjawisko swi~te, z pun!ktu widzenia hesychastow 1'owniezbylo swi~te, jak sarno owo zjawisko.- Powiedzial Pan, ze hesychizm znalazl szeroki oddzwi~1c w Rosji.Moze Pan rozwinqlby nieco ten niezwy7de interesujqcy, jak mis i~ zdaje, tem at.- Ow oddi wiE:k widoczny jest w tym k ulturowym fenomenie,ktor y nazywa si~ 11a ogol drugim p-oludniovvoslowianskim oddzialywaniem.Specjalisci udowodnili, ze owo oddzia!ywanie w znacznymstopniu w iqze si ~ z przeniknic;:ciem do Rosji hesy~hlzmu. Taka wyrazistapostac jak Nil Sor3ki bezposredni-o Z\viqzana-jest z hesychizmemoNil Sorski to niemalze przykladowy typ rosyjskiego hesycha­, sty. Na ile il'latorniast ow prqd umyslow y jest typowy dla prawo­1609


BORYS USPIENSKIslawnej s'wiadomosci n ajlepiej s\",iadczy nast~pujqCY fakt. l\1niejwi~cej pO uplywie sZeSciu wiek6w od okresu rozkwitu hesychlzmu,na tym samym Athosie, w lalach dziesiqtych n aszego stulecia pojawiasi~ prqd umyslowy imieslawco\v albo inaczej imiebozc6w, kt6­1'zy nauczali, ze Imi£: &ie jest samym Boglem. Ow prqd, w kt6rymlatwo dopatrzyc si


o SEMIOTYCE IKONV&ugie czasy", a szczeg6lnie Ja w chorowod tieniej (W km'owodziecieni) 1920 T., gdzie przedstawiona jest ewolucja Mandelsztama, k t6­ry przechodzi z pozycji imieslawc6w (oczywiscie, nie w konfesjonalnymznaczeniu) na pozycje symbolu 5zerzej rozumianego:W korow6d cieni / depczClcych rOZkOSZIlq lqk~ / z imieniem spiewnymwmieszalem si


BORVS USPIENSKIi argument6w ukazujqcych wykorzystanie wewm;trzilego punktuwidzenia w ikonie. Art.ysta-ikon


o SEMIOTYCE IKONYt ek reform patriarchy Nikon a, gdy w rezulta·cie przenikni


BORYS USPIENSKIwosc uWaZa si!;za cos prymitywnego i objasnia niewiedzq, gdy tymczasemkryje Si!; w niej gl~OOkie znaczenie teologiczne.- M6wi si~ niekiedy 0 elementach poganskich w ikonie. JaTez tym si~ sprawa przedstawia?- To bardzo .cJrazliwy temat. Jesli :mow odwolac si~ do sporowmi~dzy ik()no


o SEMIOTVCE IKONY- Zakanczyl Pan wlaSnie lcsiqzk~ a kulcie sw. Mikalaja na Rusi.Maze wi~c kilka slow nie tyle a samej ksiqzce, Zecz a tym swi~tym.- Znanq jest rzeczll, ze sw. Mikolaj zajmuje zupetnie wyjqtk{)­we miejsce w rosyjskiej swiadomosci religijnej. Swi~ty Mikolaj toniewqtpliwie swi~ty, ktorego w Rosji otacza si~ najwiGkszq czciq.Kult jego zbliwny jest do kultu Matki Boskiej i samego Chrystusa.Niejednokrotnie zwracali na to uwag~ podroZnicy w~drujqcy podaw-nej Rusi. W swojej ksiqzce staram si~ dotrzee do zr6del oweg{)kultu, wyjasnie specyfik~ czci, ktorll na Rusi byl otaczany sw. Miikolaj.- A czy owa czesc znajduje odbicie w ikonografii?- Oczywi.scie. Swif;ty Mikolaj moze bye przedstawiany ob{)kMatki BrJSkiej (zamiast Jana ChrzcicieIa) w ikonostasie. Stanowi tov:yraz idei wstawiennictwa jeg'o za r6d Iudzki, swoisty rodzaj posrednictwami~dzy czlowiekiem i Panem. Interesujq{!a z tego punktuwidzenia jest r6wniez ikona z pocz&tk6w XIV wisku przeQstawiajqcaMikolaja z ksiqzkq VI r~ku. Tekst na iksiqzce l'{)zpoczyna sif; 00­wiem od slow "Ewangelia wedle Mikolaja". Ikona ta znajduje si~w GaJerii Tretiakowskiej.- I na koniec moze slow leilka 0 Pana pracy. JaTe zaczt::lo si~ to,co w swiecie otrzymalo nazw~ "szkoly z Tartu"?- W 1962 roku w Moskwie zorganizowano sympozjum poswi~conesystemom zna,kowym. Na sesji tej poruszono w referatachproblemy semiotyki sztuki, literatury. I od tego wla.sciwie wszystkos i~ zacz~lo. Uczestniczyli w owym sympozjum moi koledzy moskiewscyWiaczeslaw Iwanow, Wlodzimierz Toporow, Andrzej ZalizniakNieco p6iniej ukazala si~ksiqika z naszymi referatami. Zaintereoowalsi~ niq Jurij l..otman z uniwersytetu w Tartu. Nast~pnietego rodzaju sympozja zaczGly si~ odbywae w Tartu, a sciSIej mowiqcpod Tartu, w miejscowosci Kariku, gdzie miescila si~ bazaspor,towa uniwersytetu w Tartu. ZajmowaliSmy si~ na nich systemanun adbudowanymi nad j~zykiem. Wielkie znaczen.ie ma dla nasw ydawanie almana'ch6w Trudy po znakowym sistiemam, gdzie zamieszczamyswoje prace.- W Polsce u1cazal si~ wyb6r arty1cul6w tam zawartych pod tytuZemSemiotyka kultury. Czytelnicy "Znaku" przypominajq sobierecenzj~ zamieszczonq w 260 numerze. Tu tyZko powiem, zeksiqzka ta urosla do 1'angi bestsellem. Wmcajqc do tematu: lqczywi~ c Panow miejsce geograjiczne?- przede wszystkim !qczy nas wsp6lna idea, choe kaZdy z nas1615


BORYS USPIENSKIspecjalizuje si~ W okreslonej dziedzinie. Lotman, z ktorym bliskowsp6tpra'Cuj~ (opublikowalismy razem kilka ksiqzek) jest specja,.list:1 od literatury rosyjskiej XVIII wieku. Wlodzimierz Toporow -:­'kto wie czy rue najsla.vniejszy z nas - to wybitny etymolog. Wydal ostatnio fundamentalnq prac~ 0 j~zyku Prusow. RovV'l1oczesruezajmuje si~ mitologiq. Wiaczeslaw Iwanow specjaliwje si~ w lingwistycestrukturalnej. Jak z ,tego widac, ow ruewidzialny instytut,m ajqcy siedzib~ zarowno w Tartu jak i w Moskwie, jednoczy ludzio roznych specjalnosciach, interesujqcych si~ jednak wsp6lnym te~matem. Tym tematem jest semiotyka kultury.Moskwa, sierpien 1976 roku.rozmowiol Zbigniew Podgorzec:przeloiylo Julio Ponomoriowo


ANNA KAMIENSKA SNY BIBLlJNE"A sen? - ach, ten swiat cichy, gtuchy, tajemniczyZycie duszy, czyz nie jest warte bada11 ludzi!Ktoz jego miejsce zmierzy, kto jego czas zliczy?"Adam Mickiewicz Dziady, cz. III.Czasami dobrze jest rue pami~tae, ze przed nami pisano na wszystkietematy. Klucz poetyckiej intuicji pozwala otwierac niekt6retajem ..Tl.icze drzwi. Wsp6lczesni onejrokrytycy spod =aku Freudai Junga zajmujqcy si~ snami - interpr etujs, sny biblijne wedlugswoich teorn. Jednak poezja moze bye bliZsza j ~zyka onirycznegoruz psychologia. Wi~c tak wlasnie - probujqc zapomniee to, co na,temat snow wisi w powietrzu naszej kultury, przyst~puj~ do Ksi~gi,aby zapytac jq 0 tajemnic~ snow, przyjrzec si~ zarowno poetycebiblijnych widzen sennych, jak ich interpretacji zawartej w samejBiblii.Zanim przypomn ~ wizje senne J akuba, J 6zefa, faraona i in- .nych postaci biblijnych, wro c ~ do samego poczqtku - do obrazur aju z Ksi~gi Genesis, kiedy to "dokonczone Sq niebiosa i ziernia;i wszystko och~d6s-two ich". Och¢6stwo ziemi - ·cala jej szata roslinna,"wszelka r6zdZka polna ... i wszelkie ziele krainy." Dwa S,,!paralelne o pisy stworzenia. Wedlug drugiego z nich - najpierww r aju roslinnym osadzony zosta1 czlowiek. Widzqc jednak cz!owiekasamotnego, wyrzeld B6g pierwsze slowa :litosci i wsp6kzucia;"niedobrze bye czlowiekowi samemu". Wtedy stworzyl Pan B6gzwi erz~ ta. Zaludnily one Die tylko rajskq krain~ , ale tei: na pewnowyobrazruQ czlowieka. Byly jego pierwszq spolecznosciq. Adam na;­dal im imiona, W ten spos6b obejmujqC :nad nimi duchowq w ladz~i o ddzielajqc je cd siebie w swojej pierwotnej swiadomosci. "Nicd ziwnego, ze dlugo jeszcze w snach czlowieka mieszac si~ b~dq ichczlonki i ciala, ze potem b~ wracae jako symbole. Imi~ n adaneprzez cz10wieka racjonalizuje dzikie bestie, lecz w snach potworytracq swoje imiona i swojq osobnosc, wkraczajq do ludzkiej duszy.W t!umie zwierzqt Adam byl jednak ciqgle samotny i nie mialpomocnika. Wtedy Bog przypuscil na niego twardy sen i w czasietego sn u jak w n arkozie wyjql mu zebro i otoczyl je cialem. W ,tenspos6b stworzyl kobi€t~ i przyprowadzil jq do Adama.Pierwszy sen ·czlowieka w raju b yl snem, ktory od r azu i doslmvnieobl6kl sj ~ w eiato. Moina by sqdzie, ze to Adam za spra­Wq Stw6rcy wysnil sobie kobjet~ i w chwili przebudzenia ujrzal4 - ZNAK1617


IINNA KAMIENSKAjq przed sobq. Przeciez udr~kq naszych snow jest to, ze nast~p uj epo nlch prze,budzenie; se.n Z11ika i ukazuje pustk~ rzeczywistoSci."A jako sni sit: glodnemu - mowi prorok Izajasz - a on je, a gdysiG ocuci, czcza jest dusza jego, a jako si


SN'{ BI!lLIJNEwi ludowa ffiqdrose. Nie wiadomo dlaczego czlowiek budzi sip, -elzisffiqd.rzejszy nizbyl wczoraj. Sen udzielil mu jakiejs wiedzy. Mozegdy spojrzal wted.y Z okna swego palacu na tych dwoje idqcychulicq - ffi~zczyzna, zapewne znuzony podrozq, zakurzony i jakbypostarzaly, i ona, jaSniejl\ca swiezosciq swojej mlodosci - od razu.odczul te dwie rzeczy : miee t~ kobiet~ dIu siebie, a jednoczeSnie: tojego Zona. Nie, on mowi, ze to jego siostra. Skora tak - przypuszczenie,ze ,to jego Zona cofn~lo sif; w glqb swiadomosci. Ale wr6­cllo we snie, w ustach przemawiajl\cego przez sen Boga. Jego glos.wydobyl i rozwinql to, co zakielkowalo w momencie, gdy tylkoujrzal San~: to zona tego czlowieka.Sen nie posluzyl si~ tu zadnym symbolem, zadnq wizjq. Glos Bozyuprzytomnil spiqcemu 'krolowi to, co juz wiedzial, choe wieldz~ t~zepchn~to w gll\b pragnienie Sary. Sen dokonal w rum pracy, jakiejrozum na jawie zaniechal. Dzi~ki temu, ze usluchal swojej sennejtrwogi, Abimelech uniknql gromych dla siebie konsekwencji, ktorejego sen glosem Boga wyrazil w slowach:"Teraz tedy wroc zon~ m~Zowi jej, bo Pr{)l'okiem jest: i b~dziesi~ modlil za ·ci~ i zyw be.dziesz: ale gdy nie b~dziesz chcial wr6cic,wieciz, iZ smierciq umrzesz rty i wszystko, co twego jest."Jesli wi~c przypuszczenie to jest sluszne, Abimelech wiedzial,ze Sara nie jest siostrq Abrahama. Ale na jawie nie uprzytomnilsobie tej wiedzy. Jawa nie jest dose czujna na glos prawdy. Dopierosen jest otwarciem duszy na glos Boga. Czlowiek spiqcy jestjakby blizej Boga, blizej Jego tajemnic, tak jak wlasnej ukrytejwiedzy. Nawetprzed sobq bowiem czlowiek ukrywa swojl\ wiedz~,jesli jest ona dla niego niewygodna. Ale sen jest bardziej bezwzgl~dny.Spuszcza na czlowieka trwog~, w ktorej naglym Iblasku ujrzyon to, co sam pezed sobq zataH. Dlatego Psalmista modli si~ 0 oczyszczenienie tylko jawnych, ale i skrytych przed nim samym grzechow.Takq wiedz~ 0 snie przekazuje nam niezwykly sen Abimelecha.Niezwykly,bo nie kazdemu i nie zawsze moze si~ przysnic sam.B6g. Bezposrednia ingerencja Boga w sny ludzi jest chyba przejawemnajwyzszej laskawosci, nawet jesli towarzyszy jej groza i trwo-,gao Swi~ta trwoga. Mysterium tremendum. Nie zawsze Bog przemawiado czlowieka we snie zwyklq mOWq ludzi. Cz~sciej uzywaj~zyka aniol6w, jt;zyka posrednik6w, bez slownej mowy znak6wi symboli.Jakub, syn Izaaka, byl wlasnie w drodze do Mezopotamii Syryj­.'l'kiej. Udawal si~ tam, aby z polecenia ojca pojqC za zon~ jednqz c6rek Labana, s wego wuja. Szedl wiele ani. Wychodzil zapewne,o swicie, a 0 zachodzie slorlca musial bye juz porzqcinie znuzony.1619


ANNA KAMIENSKAW tamtych ikrainach zachody slonca niepodo'bne Sq do naszych:U n as, w strefie p6lnocy z a:chOd. slonea to - zwlasz,cza w dni 1a-'ta - caIa feeria barw, wielka grazorzy. Nieho swieci jeszcze dlugopO strome zachodu, choc slonce zaszlo juz za horyzont. Czerwien:i roz - przechodzq w zielenie i bl~kity. Nastaje zrnierzch, ktory n1eod razu, stopniowo ogarnia ziemi~, wydluza i lqczy cienie, az wreszdezjawia si~ noc i zaczyna s i~ powolne zapalanie si~ gwiazd.'W k rainach p ci1udnia SiOllC8 zapada niemal pionowo za widnokrqg.Nagle '- w raz ze znikn i~iem slonea - zapada noc. Bezzlnierzchu, bez calego teatru zorzy. Not: i chiodo Podromik owijasi ~ plaszczem i szuka miejsca do snu. Jakub w ziClt kamien, wybralgo bezwi-ednie z lezqcych przy sobie ikamieni i podlozyl pod glow~ .Zasn


--- -------SNV BIBUJNEze sen byl zly i przyniosl w sobie zapowiedz nieszcz~scia. Jest toIudzka trwoga zblizenia do tajemn icy. Trwoga swi~ta.J akubowi SID si~ drabina si~gaj


ANNA I(AMIENSKAiyly na jego bioorze i natychmiast zyla uschla. Na peWnQ QdCZUlnagly b61, j ak kiedy w nQcy chwyci czlowieka skurcz."Puse mnie" - rzekl nieznajQmy dQ J akuba."Nie puszcz~ .ci ~, az mi poblQgQslawisz" - odpowiedzial Ja­1mb."Coza imi~ twoje?""Jakub" ."Zadn~ miarq nie b~dzie nazwane imip, twoje Jakub, alelzrael; bo jeslis przeciw Bogu byl mQcny, claleko wi~cej przeciw lu­·dziom przemQzesz."Tak mowil, sam j-ednak nie chci.al podac swegQ imienia.NieznajQmy zniknql. WzeszlQ slQnce. Jakub wstal i ujrzal, ie tej'11ocy Qkulal. Ta walka !Ilie byla snem, byla tak rzeczywista, ze pozostawilaJakubowi dwa znaki; dwa sprawdziany realnQsci: uschni~t~iy{~ w nodze i nQwe imi~. CokQlwiek si~ dziato tej tajemnlczej'11ocy, J akub wiedzial tyl.ko jedno: ze widzial Boga twarzq w twarz.Jesli rnQma m6wic .0 przeiyciu n.ocnym Jakuba w k.ontekscie snow,10 tylk.o porownujqC je d.o lych snow biblijnych, w ktorych dQ czlowiekaprzemawia sam Bog, jak w snie Abimelecha i snie Jakuba.0 drabinie dQ nieba. Miejsce, w ktorym Jakub sp~dzil nQC na m.ooowaniusi~ ze sw.oim BQgiem, mmal za Swi~te - tak sarno jakmiejsce dawnegQ STILl. Nazwal je Pnej Ejl 00 oznacza, ze tu ujrzalJ akub Twarz BQga.1622Taka r elatywno$c :STIU i jawy, pogl'anicze snu i rzeczywistQsci realnejzdarza si~ w Biblii cz~sciej. MtQdy Samuel, jeszcze zanim 20­(;ta1 prorokiem, zasDql pewneg.o razu w swiqtyni. Sluzyl .on w swiqtyni.obok 'kaplana Heli. "SI.oWQ Panskie bylQ dr.ogie w .one clni" ­mowi Biblia "nie bylo widzenia jawnegQ". (Ks. SamuelQwe III, 1).Tak przeci-ez i my .oceniamy naSZq epok~ jakQ ,epok~ milczenia B.o­.ga, "drQgiegQ" slQwa P ailski ego. "Wszyscy prQrQcy umilkli" -wi wsp6lczesny poeta.Samuel 2'Jasn~l wi~ w miejscu swi~tym obok skrzyni Przykazan.Lampa jesz,cze nie zgasla. Lecz mlody sen spada na oczy latwQ, nieprzeszkadza mu ani swiatlQ, ani niezwyklQsc miejsca. Nagle przezsen uslyszal Samuel, ze ktQS wQla go po imieniu. Zerwal si~ i po­!biegl: do kaplana Heli, SqdzftC, ze to .on goO potrzebuje. Lecz kaplannie wolal chlQPca. Samuel za g.n~l na powrot i po raz drugi QbudziiQgo wolanie. Gdy powtorzylQ si£: toO po raz trzeci, Heli zrQzumial i pouczylchlQPca, ze to B6gchce z nim mowie. Powiedzial wi~c, jak goOpouczyl' kaplan: "Mow, Panie, bo slucha sluga tw6j". Dziwne, zepot-em wysluchawszy glosu BQiegQ nie zerwal s i~ chlopiec, nie biegl-do kaptana, aby mu powiedziec co uslyszal i ,coO mu si~ przydarzylQ.Wla§nie jego,kaplana Heli, dQtyczylQ przeslanie Boga. Samuel spalmo·­


SNY BIBLIJNEsr:nacznie "az do zarania" i kiedy przyszla pora, wstal, aoyotwofZYCd rzwi swiqtymi, co bylo jego powinnosciq.wzmowa Baga 'Z Samuelem byla jakiby pasowaniem go na pror{)ka.Od'byia si~ ona takze na pograniczu snu i jawy. Chlopiec budzil si~ i zasypial. Istniejq takie sny pi~trowe: sen ma swoje poklady plytsze i gl~'bsze. Zdarza sit:, ze budzi nas glos. Pukanie, .dzwoneku drzwi. Z gl~bszego snu przechodzimy w sen blizszy swiadomosci,na pograniczu jawy. Moze tylko takie sny pami~tamy, poniewaztylko one dadzq sit: artykulowac. Moze dlatego wlaillie pam'i~tamy czasem tak dokladnie sny poranne, tuz przed przebudzeniem,kiedy to nawiedzajq nas umarli, rozmawiajq z nami, Sq zywii rzeczywlSci. Slyszymy skl'zypienie podlogi pod ich nogami. Uginasi ~ poslalJlie w miejscu, gdzie przysiadajq. Slyszymy glo3 wolajqcyn as po imieniu, jak slyszal Samuel. Sen objawia nam naszq wlasnqt~slrnot~, objawia tajemnicze i bliskie obcowanie umarlych z zywymi.Objawia nam brzmienie glosu, ktory, skoro raz zabrzmial, niemaze ustac. He"imar von Ditfurt pisze w Dzieciach wszechswiata(T!. A. D. Tauszyllska): "Kazde zdarzenie \V przeszlosci mialo swojeskutki i pozostawilo pew.ne slady. Suma ich stanowi nasZq terazniej.szosc.Nawet spiewana przed tysiqcami lat piesn jeszcze dzisiajnie przebrzm'j.ala zupelnie. Mechaniczny ruch CZqsteczek powiekza,More ongis niosly jej dzwi~k, nie moze zaginqc tak samo jak zadnaiTIna forma energii."JesIi glos umarlego moze przeniknqc przez ow plytki sen na pograniczujawy - to coi dopiero glos samego Boga, gdy dbjawia si~przyszlemu prorokowi. "A slowo Panskie bylo drogie w one dni"...Dlatego tez Bog, ktory niegdys objawia Jakubowi swojq twarz ­sch


ANNA KAMIENSKAjego starszych braci. Ale kosciq niezgody mi~dzy bracmi bylo coswi~cej i ,oos rruniej zarazem: sny J ozef a. Mial on wowczas szesnascielat, gdy przysnily mu si~ dwa symboliczne sny. W mlodosci sny bywajqwyrazLste, ostre w swojej symbolice i zapami~tuje si~ je nier,azna cale zycie. A mlody Jozef wzrastajqcy w poczuciu wybraniaprzez ojca - wchodzil wlasnie w wiek, w ktorym ambitny chlopakmarzy 0 wielkiej przyszlosci.Nic dziwnego przeto, ze przysnil mu s i~ sen zapowill:dajqcy takqwlasn'ie niezwyklq przyszlosc. Prorocze zrodlo snu bije w sercu samegoczlowieka.Jozef '§nil, ie razem z bracmi wiqze na polu snopy. Snop zwiqzanyprzez J6zef,a stanql posrodku, a snopy braci klanialy mu si~ nisko.Gdy J6zef w naiwnosci swojej opowiedzial sw6j sen braciom, ci od!r.azu poj~li jego prostq sym!bolik~: "Izall krolem naszym bE;ldziesz?albo poddani b~,dziemy pailstwu twemu?" (Ksi~gi I 1V[ojzeszoweXXXVII. 8). Wszyscy oni byli rolnikami, totez symbolika rohucza byladla nich jaslla i zrozumiala.Drugi sen J6zefa rna t~ samq stru ktur~ - tylko z zakresu astronomicznego.Ale gwiaidziste niebo ponad polem miesci si~ w doswiadczeluu1'ohuka i pasterza. Tym r azem widzial J6zef we snie,ze kla."1ialy mu si~ slonce, ksi~Zyc i jedenascie gwiazd. Oczywiscies10nce i ksi~zyc - to ,rodzice: ojciec i m atka, a gwiazdy to bracia.Tak tez zrozllmial od razu sen J 6zefa Jakub, lajqc go: "Coz si~ 1'0­zumie p1'zez ten sen, k t6rys widzial? Izali ja i m atka twoja, i braciatwoi klaniac ci si~ b~ dziemy do ziemie?" (Ksi~g i I 1V[ojieszoweXXX VII. 10).aba sny mlodego Jozefa mowlq 0 wielkich zyciowych .ambicjach,kto1'e zapewne podsycala jego pozycja w rodzinie - najrnlodszegoi wyroinianego syna. Opowiesc 0 tych snach - b~dqc zapowledziqdalszych dziejow zyciowych Jozefa - u przytamnia tei, ie wykladni,aS'l10W byla w rodzie Jakllba czyms zupelnie powszechnym i pospolityrri. J~zyk symboli byl moze 0 wiele ibliiszy dla 6wczesnychludzi niZ dla nas. Oddalilismy si~ od mowy zna:kow, jest ona dla naso wiele bardziej niepoj~ta i .tajemnicza lui byla dla ludzi zyjqcychIbliZej raju, wsrod przyrody i wszechswlata, w swiecie, w ktorym hierarch'iewartosci Sq cZymS tak oczywistym jak wyzszosc slonca n edwszystkie inne ciata niebieskie.W tym swiecie WY1'osl JOzef i w nim nauczyl si~ od dziecinstwarozumiec mow~ sn6w. Byla to dla niego mowa jakby natur.alna.Przydalo mu sic: to, gdy koleje iycia rzucily go na dw6r faraona,a potem wtrqcily do wi~zienia. Histori~ J6zefa, sprzedania go przezbrad, zalot6w i zemsty Putyfary znamy dokladnie i z Bihlii, i lektutywielkiego dziela Tomasza Manna J6zej i jego bracia.Ioto J6zef znalazl si~ w wi~zieniu. W ciemnicy. Poniewai wsz~-1624


SNY 8 !BlIJNEdzie byl wyrazme wyrozruany i jakby przeznaezony do przewodzenia,wkr6tce i tu zostal str6zem ciemnicy. Pewnego rana wszedl dolochu, w kt6rym siedzialo dw6ch wi~iniow - kr61ewski podczaszyi najwyZszy kr61ewski piekClirz. Wlasnie tej nocy im obu przySnilys i ~ zagadkowe sny. Byli Dimi mocno zaniepokojeni i nie rozumieliich sensu. Opowiedzieli wi~c swoje sny J6zefowi. Podczaszy widzial.ve snie szczep winny. C02 innego moglo si~ przysnie pooczaszemujak ,to, z czym mial do czy;nienia w swojej pracy na 00 dzien. Naszczepie winnym byly trzy galqzki. Galqzki nagle zacz~ly si~ rozwijaew pq"ki, pqki w kwiaty, a kwiaty w jagody. Podczaszy wziql weSIDe kubek faraona, wyeisnql j-agody winne i podal faraonowi.A oto wyldad Jozefa: "Trzy galqz"ki Sq jeszcze trzy dni. Po k toryehwspolnni Pharao na pos!ugi twoje i przywr6ei ci~ ku pierwszemustanowi; i podasz mu kubek wedlug urz~du twego... (Ksi~giI Mojzeszowe. XL. 12-13).Piekarzowi przysnil si~ sen godny piekarza. Ni6sl on na glovvietrzy kosze mqki. W najwyzszym koszu, bylo przeroZne pieczywoi dziobaly je ptaki. Tym razem odczytal J6zef we snie zlm,yrozbnqt rese dla sniqcego: "Trzy kosze, trzy


ANNA KAMIENSKAi siedm klosow cienkieh i wiatrem warZqcym zarazonych, Sq siedm1at glodu przyszJ:ego.'· (Ksi~gi I Moji eszowe XLI, 25-32).Na wykladni tego snu Z:budowal J6zef swojq przyszlq, jakbysmydzis powie'dzieli, karier~. Nie :bylo to dla niego trudne. Przede wszystkim, joa·k juz m6wilismy, symbolika rolniczo-pasterska byla dlaniego bliska i zrozumiala. Poza t ym sens snu zosta1 wzmocnionyi uwyrazniony przez podwojenie. Powtorzenie si~ snu zawsze nasilajego znaczenie. Wreszcie inteligentny J6zef wiedzial 0 cyklach urodzaj6ww Egipeie zalemyeh od wylew6w Nilu. Wziql tei pod uwagGoSOibp' sniqcego. JeSli sni kr61 - to sen jego zapowiada wydarzeniaw skali panstwowej i og61nej.W opowiesci 0 snach faraona spotykamy ciekawy szezeg61. F'araontakie zbudzil si~ ze STIU przerazony. Proroezy charakter wlasnyd1widzel1 sennyeh go przerazil. On tez zetknql: si~ we sniez czyms swif;tym, z tajemnq mowq Boga. Poslal wi~e po wszystkiehwieszczk6w i m~dreow, jaey byli w Egipcie. Namnozylo si~ tam zawodowychinterpretator6w snow onejrokrytyk6w. Staroegipskie przyslowie(cytowane ,przez Aleksandra Krawczuka jako motto do SennikaA1·temidora) brzmi: "Bogowie stworzyli leki, by zwa1czaly chordby;wino, by usmierzalo troski; sny zas, by wskazywaly drog~slepeom - jesli ,tylko potrafiq oni oeenic to dobrodziejstwo." Oezywisciemusialo bye wsrod tych m~dre6w wielu szarlatanow. J6zef oddziecinstwa obcujqcy ze snami - okazal sip' najlepszym wieszez·kiemi umial ze swojej mqdrosci wyciqgnqc korzysci i dla calego panstwa,i dla swojego rodu, i dla siebie. Oparl SWq pot~gE: na snach, na czymstak 2ldawaloby sif; ulotnym i ruepewnym.J6zef jest mf;drcem snow. Skqd poehodzi jego wiedza? Przedewszystkim - z doswiadczenia owbistego. Sen jest mysleniem obrazami.Myslec snem - to widziec. Sarna zmiennosc obraz6w lIliesicw sobie ,refleksj~, nie jest ona oddzielona od znak6w obrazowych,leez w nich tkwi. Drugim zrodlem mqdrosei onejrokrytyeznej J6zefabylo doswiad-czenie plemienne. Lud ;bliski przyrody, jej rytmu i jejmowy, Iud rolniczy i pasterski wyk·sztaleil w doswiadczeniu mqdroscsymiboli. Lud ten myslal obrazami przyrody, myslal snopami i narz~dziamipraey. Nic tedy dziwnego, ie przedluzal to myslenie obrazamibytu w sen. Stawaly si~ one znajomymi Iiterami pisma noey.Nie dia wszystkich byly w zupelnosci jasne, .ale umieli je odezytywaemqdrzejsi, obdarzeni wi~kszym zmyslem przenikania znaezenia symboli- jak J6zef.AnaIogiq m6gltby tu bye obrazowy j~zyk przypowiesci ewangelicznych.Ieh realia brane byly takie z zyeia gospodarskiego: pasterz,rybak, siewca, budowniezy domu, 'baranek, ziarno, drzewo, skala,grosz zgubiony pod 16ikiem, Iampa oliwna. Symboliezn.a mowa przypowieseiJezusa, zdawaloby sif; tak prosta, nawet dla uezni6w nie1626


SNY BIBllJNEzawsze byla jasna. Sluehali czasami w podziwie, jakby oglqdali sen,ktorego tabula jest prosta, ale sens 'Ciemny i zatarty. J~zyk symboliwymaga klueza, ktorego oni w swojej prostocie nie 'zaWsze umieliodnalezc. Jest to rowniez j~zyk poezji, tak ez~ s to pomawianej 0 niezrozumialosc,i to nie tylko w naszej epoce. Sen ~ przypowiesc ­poe.zja - to trzy rodzaje uksztaltow,ania j~zyka tajemniey, trzy sposdbywtajemniezenia, jak,by trzy propozycje wghldu w samq prawd",. Mogq one takze ludzie lub mogq !bye falszywie odczytywane.D}atego to proroey Starego Test,amentu nieraz ostrzegali przed fal:­szywymi cudotworcami, falszywymi prorokami i tlumaczami snow.(Jeremia'Sz XXIII).Moina zadae oobie pytanie, dlaczego mqdrose tak ez~s to przemawiazagadkami, paradoksami, metaforami? ezy np. metafora potrzebnajest poezji dla samej " pi~knosei"? Mqdrose uzywa j~zykametaforycznego nie dla urody ani dla zaciemnienia sensu, ale po to,aby przekazae zlozonosc i wieloznaeOIlose rzeezywistosci, jej wieloplasz'ezyznowose.Takze i sen przy pomoey swojej symiboliki oznajroia nam 0 tych warstwaeh tresci i znaczen, ktore Sq ukryte przedjeooostronnym widzeniem. Sen - nawet ten najbardziej bezsensownyi poplqtany - wskazuje na istnienie w nas ezlowieka "vewn~trznego, nie zawsze dopuszczanego do glosu, uwi~zionego. \Y snachsymlboliezny·eh zapisanyeh w Biblii zawarte jest przeswiadczenie, zesen jest jakqs wewn~trznq wiedzq, przedwiedzq i doswi'adezeniem.Dwa Sq rodzaje snow biblijnych: sny, w ktorych Bog oznajmiaczlowiekowi swojq wol~ ,albo tez obwieszcza przyszlose oraz snywyplywajqce z wewn~trznej wiedzy samego .czlowieka. Mogq tei:oha te rodzaje snow wyst~powac jedinoc2Jesnie, uzupelniae si~. Mowiesennyeh obraz6w towarzyszywtedy pouezenie Boga.W mitologii starozytnej Greeji Hypnos - brat Thanatosa - bogasm'ierci, zsylal ludziom sny prorocze. To on rozt.aczal przed nimi sennedbrazy. Wiedza STIU przyehodzHa zawsze z zewnqtrz, od b6stw.Rzeezywistose biblijna jest bardziej skomplikowana.Sen jest oznajmieniem Bozym, ale tez ukrytq wiedzq czlowieka.Wyswietla si~ ona w tajemniezym j~zyku obrazow. Budzi l~k, jakwszystko co niezrozumiale. Sam jednak l~k swiadezy, ze nie jest to"sen - mara", leez jakas inna rzeczywistose. Romantyzm dopierow pelni pojql i rozwinql znaczenie mowy snow. Ten wielki luk czasuweale nie jest zbyt wielki. Poezja poinego sredniowieeza i poezjarenesansu holdowala raezej greekiej koncepcji Hypnosa. I dopieroByron oglosil tajemnieze kr61estwo snu w gl~bi ludzkiej duszy. MickiewiczZM, tlumaez byronowskiego Snu pisal w Prologu do III cz~sciDziad6w:"A sen? - ,ach, ten swiat cichy, gluehy, tajemniezy,Zyeie duszy, ezyz nie jest warte badan ludzi1627


ANNA I


SNY BIBLIJNEgo noee i jego sny. I 000 Daniel opowiada krolowi jego wlasny senpo to, aby dowiedzial si~ on sam "mysli ser,ca swego".Obrazy snu krolewskiego zostaly mu udzielone na tej zasadzieo kt6rej mowi on w swojej dzi~kczynnej modlitwie: ze Bog dajemClUros': mqdrym. Bo zapewne rozmyslal 0 tym Daniel, ni m USllqtC6i' moglo si~ przysnic kr6lowi u szczytu jego pot~gi?Kr610wi przysnila si~ jakas dziw11a postac. Posqg z glOWq ze zlota,piersiach i ramionach ze srebr a, 0 'brzuchu i biodrach z miedzi.Nogi potwora byly z zelaza i gliny. Kolos 11a gliniailych nogach,Upadek takiego kolosa m6gfby byc straszny. Nagle z niewidzi al ~nych rqk upadl kamiel1. i zdruzgotal nogi potwora. Runql POSqgi obr6cil si~ caly w proch. Tymczasem kamiel'i, kt6ry go ugouzH,zaczql rosnqc,"rosnClc az wypelnil sobq caly swiat.To wlasn ie musialo sie, przysnic kr6lowi. Obudzil sie, pelen strachu,ale natychmiast zapomnial, co sniL Strach byl tak vvielki, ze~czlowiek poruszyl cale kr6lestwo i chcial zgladzic wielu ludzi targanyn iepokojem pozostalym po snie. Musial si~ w 'i:ym snie czucpot~ ie zagrorony. Sen zapowiadal zgllbe,. Takie sny s i~ zwyklezapomina, poniewaz czlowiek nie chce pamie,tae tego, co mu zagraZa.Sny katastromczne wymazuje l~k .Sen kr61a musi m iee wymiar kr61ewski, historyczmy. Groiba snudotyczy wi~ c nie tylko osoby kr61a, ale kr61estwa. A w jaki spos6bgmq pafutwa tak pot~me jak kr61estwo Babilonii i jak one opier,ajqcesie, na przemocy? l one rozsypujq si~ w proch. Stopniowotracq swojq wielkose i znaczenie. Wreszcie spr awiedliwosc Bozadbala je i tryumfuje 'nad nimi. Dlatego padajq kolejno kr61estwazlote, srebrne, miedziane i Zelazne. A zwyci~s two nalezee be,dzie dokr61estwa Bozego.Taki tez jest sen i wyklad Daniela, z kt6rym zgadza si~ w pelnikrol Nabuehodonozor. Rozpoznaje w wizji POSqgu sw6j sen. J akizbowiem wi~kszy l~k m6g1by go opanowae we snie jak l~k u padklljego pot~Znego panstwa?Mowa snu okazuje si~ i tlltaj niezwykle logiczna w swojej symbolice.Wlasciwie moma by mniemae, ze kr6lowi przysnil si~ sam n a­gi l~k. Natomiast prorok idqe za na'tehnieniem Boga nadal mu prawdopodO'bnqilia kr61a symbolik~ obrazowq. Obl6kl l~k w mglistedalo snu. Wyglqda na to, ze wizja senna powstala ex post i zos balakr610wi sugestywnie narzueona.Ilmym razem jednak k r6l Nabuchodonozor lepiej zapami~tal sw6jsen. A byl on taki : snilo mu si~ drzewo, ogromne, si~gaj~ce niebai roztozyste na calq zjemi~. Symbol drzewa z pewnosciq jest jednymz podstawowych, pierwotnych symholi ludzkieh. I dalej opisuje senBiblia j~ zykiem pelnym poezji: "Liscie jego bardzo p i ~kne, a owocjego zby tni i pokarm wszystkich na niem: pod niem mleszkaly1629


ANNA KAMIENSKA,zwier~ta i bes tye, na gal


SNY B!BLlJNEwladcy, a Daniel ciq.gle 'trwal przy swoim, ·byl zawsze niezwyci~:ilonymm~czenni 'kiem wiary.Az raz przysnit siG samemu D.anielowi sen. Sen ten jest nad wyraz wamy, poniewaz stanowi wizj~ apokaliptyczn::\. Symbolika obrazow~ liczb tego snu jest tego samego rodzaju, co wiele widzen pror-ocldch wlqcznie z Objawieniem sw. Jana. Tu jednak wyrainiemowa jest 0 snie. Zdawaloby si£;, ze trzeba wyrainie rozromiaemit=;dzy snem a widzeniem. Jednak rzecz nie jest tak prosta. Senr6wniez moze bye w1dzeniem ptoroka. N'ie umniejsza tego widze­Illia fakt, ze ukazalo si~ we snie. Bo ranga snu w Biblii jest wi~kszaniZ sen-mara wyolbrami, z jakq polemizuje Tomantyzm lub nawetniZ sen - symboliczna przepowiednia ezy ostrzezenie. Sen moze byew Biblii proroctwem eschatologicznym. Sen Daniela jest takimwlaSnie proroctwem. Najpierw przySnila mu si~ wlasna glowa spiqcana lozu. Tak wiGc nastllpilo tu jakby rozszczepienie osobowosci.Daniel wyszedl z siebie, widzial siebie pogrqzonego we STIie, sam.stal dbok i widzenie bylo jakby oddzielone od niego.Snil cztery wiatry walczqce ze sobq na wielkim morzu. Od razuwizja ta wprowadza w wymiar przestrzenny, kosmiczny. Z morzavJynurzaly si~ stopniowocztery potworne zwierzt=;ta. Symbolicznaczworka powtarza sit=;, czym sen podkresla jej wainosc. Czworka torowniez {!Zworobok, o'bszar zam'kni~ty, miejsce. Zwierz~ta majq postaechimer: lwlca z orlimi s krzyd!ami, niedz\viedz 0 trzech rz~dllchz~bow VI paszczy, rys z czterema ptas imi glowami i


ANNA KAMIENSKAbie dalej. Jest to sen we srue. Nie rozumie widzerua, on, ktory taklatviO rozszyfrowywal sny 'kr6lewskie, nie ma klucza do wlasnegosnu. Przyst~p1ije wi~c do jednego ze stojqcych w Humie przy tronieBoga i prosi 0 wyklad widzen:ia. Otrzymuje go.Cztery bestie - to cztery krolestwa ziemskie, ktore przyjmqi obejmq kr6lestwo wiecme. Boskie. Szczegolnie intry


SNY BIBLIJNESnilo mi si ~, ze stoj~ w kr~gu os6b umadych, od kt6rych gwaltowniechc~ si~ czegos dowiedziec. Blagam ich 0 slowo. Przechodz~z rozpaczq od jednej do drugiej. A one s tojq nieruchomo i mil­CZq . Nie ma dla mnie odpowiedzi.Czasami mysl~ , ze Biblia cala jest wielkim snem ludzkosci. Wizjqnadanq przez Boga,a jednoczesnie wszczepionq nam od gl~bi jak seni przezywan q w k azdym jednostkowym istnieniu.W Biblii przezywamy sw6j sen 0 raju, sw6j sen 0 kl~sce i upadku,sw6j sen 0 kr61estwie, kt6re jak kamien ze snu rozrosnie si~ , abywypellnic sohq wszystko.Lipiec 1976.Anna Kamienska5 - ZNAK


KS. JAN SZLAGA JEZUS 0 PRACYI DOBRACHMATERIALNYCHMoina zarzucic pewnq zuchwalosc wszystkim pr6bom usilujqcymdla wsp6lczesnych nauk filozoficznych znalezc ich odpowiednikiw Biblii, zwlaszcza zas w nauce Jezusa z Nazaretu. Dotyczy tor6wniei wszystkkh rodzajow nauk socjologicznych, poniewaz z iadnychr ela·cji 0 Chrystusie ani z Jego wlasnych czy Jemu przypisywanychwypowiedzi me wynika, jakoby kiedykolwiek mial zajmowacwyrazne stamowisko w kwestiach politycznych czy spolecziI1ych(por. Lk 12, 13-14). Moze to i dziwne, ze wlasnie On, k toryginqcemu swia'tu ,zreinterpretowal s tare). prawd~ , ze Bog zqaa nadrugim miejscu po rnilosci Siebie - milosci bliiniego (Mt 22, 36-40),b E;d,W szczeg61nie predysponowany ku temu, by w swojej epocezachv.riac bazq i zastqpic jq nOWq nadbudowq, zachowal tak dalekoidqcq powsciqgliwosc. Jedni wnoszq z niej, ze dzielo Jezusa, czyliKosciol jest wystarczajqcym r zecznikiem wstecznych poglqdow swegozalozyciela, arugim zas rue przeszkadza ona, by wyobrazic Gosobie jako autentycznego pr zyw6 dc~ robotnikow 1.W ramy problematyki socjalnej wchodzq r0Z111aite kwestie, myzatrzymamy si~ tylko n a stosunku Jezusa do pracy 'i do d6br materialnych2, ograniczajqc si~ do relacji ewangelijnych.IV sledzeniu poglqd6w spolecznych Jezusa jedno jest znane - srodowisko,z ktorego wyszedl. Przyszedl na swiat i wzrastal w rodziniedrobnego rzernieslnika (por. Lk 2, 24), a potem sam r6wniez pracowaljako ciesla (Mk 6, 3) i potocznie m6wiono 0 nim jako 0 synuJ6zefa-ciesli (Mt 13, 55). Znajqc dzi ~ki temu zycie ubogich i prostych,w czasie swej publkznej dzialalnosci ch~tnie do mego lIlawiq­, Por . obraz M. Denisa Chrystus p r zemawta d o robotnik6w, umieszczony w westyb,-,lu Mi~ d zy narod owego Biura Pracy w Genewie.• Pomijamy zatem takie zagadnienia, jak problem r6wnosci kobiet, rola kobietyw zyclu spoleczn y m , m alzelistwo 1 r odzina, stosunek do prawa i wladzy, opiekan ad dziecklem, problem chorych 1 kalek etc.1634


JEZUS 0 PRAC'Izywal. Zwlaszcza przypowiesci Jezusa ukazujq ca'lq gam~ gl~'bokichuczuc, kt6re wiqzaly Go z ludzmi pracy. Zjawia si~ w nich ro1-­nik utrudzony praCq na polu (Mk 4, 3-8; Lk 9, 62); il"obo'tnicy z wln­:rricy (Mt 20, 1-15), rybacy (Mt 13, 47-50), sludzy i niewolnicy (Lk12, 37; 17, 7-10). Na kartaeh Ewangelii moma spotkac ludzi nie-'mal wszystkkh zawod6w z czas6w Jezusa: kupc6w i sprzedawcow,'budowruezych i robotnik6w, ce1nik6w i wlnier.zy, kro16w i iehurz~ik6w, s~dzi6w, lekarzy, rolnik6w 'i pasterzy. Zadnego jednakz tyeh zawod6w ezy s'tan6w spolecznych J ezus nie wynosi ponad rony,ilia zadnego tez z ruch nie tworzy okreslonego typu etyki zawodowej,czego ewentualnie moma by si~ dopatrzyc w nauezaniu 'Jana Chrzcieiela (Lk 3, 12-14).Wszystko to oczywiscie me stanowi wysta,rezajqcych przeslanekdo scharakteryzowania poglqd6w Jezusa na prae~ czlowieka. J ,ed-'no wynika z Ewangelii jasno, ze Jezus prae~ :anal i ze wiedzial!o 'ogromnym wysilku, jaki czlowiek wklada w utrzymanie swej egzystencji - w zarabianie na jedzenie czy ubior. Wiedzial takze 0 roz- ,nych sposobach, przez kt6re "synowie tego swiata" okazujq si~ zaradniejsi od "syn6w swiatlos-ci" (Lk 16, 8); za rzecz'l1iezyciowq uwazalzakopanie ta1entu w ziemi (Mt 25, 25),eo r6wna si~ utracie zysk6w,jakJie plynq z umiej ~tnego obracania otrzymanymi czy na~by- 'tymi w artosciauni. Znal takZe zatroskanie i k rzqtanin ~ Marty wok61b al'dzo wielu rzeezy (Lk 10, 40). Ale ta Jego wiedza ° pracyi zaradnosci "syn6w tego swiata" ezy ludzi skrz~tnie 'doraibiajqcychsi~ dalszyeh dwoeh lulb pi~oiu ta1ent6w posluzyla Mu przede wszyst-"kim do zobrazowania faktu, ze w Zyciu jednego po,trzeba: "przy-'patrzcie s i~ liliom polnym, kt6re nie pracujq ani nie prz~dq" (Mt 6,28). A powiadam wam - dowodzil Jezus - Ojciec niebieski tak jestroi, ze nawet Salomon przy ealym SW()im przepychu nie byl takU1brany jak kaZlda z nich (Mt 6, 29). Znaczy ro, ze 'l1ajwazruejszy jest·Ojeiec i Jego sprawy. Dlatego radzil Jezus: "Starajcie si~ najprz6d·o kr61estwo Boze i jego sprawiedliwosc, a ro wszystko b~dzie wamdodane" (Mt 6, 33). Zatem nie ro innego, jak postulat swiadomego'wlqczenia pracy ludzkiej w sprawy krolestwa Bozego, jak nieswiadomiei bezwiednie wlqczajq swoje " praee" ptaki w powietr,zu czyJilie poIne. Konlcr-etna zatem przestroga, jakq Jezus z Nazaretu sfor-'mu1:owal pod adresem l udzi pracy to ta, by rue troszczyc si~ 'z by t-,n i 0 0 jutr(), poniewaz ich Ojciec niebieski wie, ze tego wszystkiegopotrze'bujq (Mt 6, 31). O. dzien jutrzejszy troszczy si~ czlowiekr azem ze swoim Ojcem nielbieskim, a to nadaje pracy ludzkiej spe-''cjalnego char akteru i ustawia jq we wlaseiwej ' hierarchii wart()­sci. Zapoznanie tej hierar chii prowadzi do takiej sytuacji, w kt6­T,ej czlowiektraci wszystko wlaSnie w momencie, kiedyzdawa loby,si~ , ze juz pozyskal oaly swiat (poI'. Mt 16, 26).1635


K5. JAN SZLAGAWymownC\ ilustra'Cj~ wlasciwej hierarehii wartosci stanowi wypowiediJezusa tuz pO .eudownym nal~armiEm.iu ludzi na pustyni:"Szukaoie mnie nie dlatego, zeseie widzieli znaki, ale dlatego, zejedJ:i.S.eie -chleb do sytosc'i" (J 6, 26). Zdawal sobie spr aw~ Jezus z teg,o,i e k1a'ildy w6dz moze liezyc na poparcie swoi-eh podwla,dny.eh,kiedy da im jeSc, czyli kiedy zapewni prae~, tby starezylo na chleb."Szu;ka-cie mnie (...] dlatego, ze jedlisde ·ehleb d{) syta. Troszc;ie si~rue 0 ten pokarm, kt6ry gillie, ale 0 ten, ktory trwa na wieki [...]"(J 6, 26-27).ZnajC\e w.artosc praey i iywiC\c szaeunek ill·a zwyklej ludzkiej pracy,Jews jesz·cze wyzej od niej postawil zadanie, z jakim Ojdee pasIalGo na lZiemi~ i w ktorego .urzeezywistnianiu mieli Mu pomagacprzez Niego wy:brani i powolani uezn10wie. Jezeli jeooak Jezus oddq-gnqlllliekt6ryoh ludzi od ich -codziennrej pra·ey - jak wi~ksDOSCoapostolow od sieci rybaekieh czy Mateusza od poboru da, to oezywisdenie dlatego, jakoby kh praea byla Ibezwarlosciowa. Potrzeby,jakie niosla ·z sobq misja Jezusa, nakazyw aly zas nie tylko uwolnieniesi ~ od tego, co mogloby jq opoiniac, ale ll1awet pospieeh i pevvl1qgwaltownosc (Mt 11, 12). Uezni{)wie il'lie powinni traeic czasu nawetn a powr{)wieni.a (Lk 10, 4), niejednokrotnie wil1!Il.i pogodzic si~ z ty111,ze n ie b~dq mieIi - jak On - g,dzie ,glowy zlozyc (Mt 8, 20), i ze ­j ak On - doznajq od ludz'i wiele przykrosei az do przesladowaiiwiqcznie (Mk 13, 10 i par.). Z drugiej jednak s trony zapewnil ieh,z·e Ib~qc .autentycznymi pr acownikami w sluZbie Pana, mogq liczyc- jak wszysey praeujq·ey - na to, ii Sq godni zapJoa'ty swojej,a n ade wszystko na to, ze ieh imiona zapisane Sq w ksi~dze iyeia(Mt 10, 10; 1 Kor 9, 14).To, 00 pozwala nam wyrobic sobie zdanie 0 kierunku, w jakim powilrmoii e w swietle nauezani.a Jezusa rozwiqzanie kwestH spoleezll1ej,to jedynie przykazanie milosei, ktore jednym zabrania wyzysku- ra dru,gioch, tyeh z najniZszeg{) szezebla draibiny spoleeznej,przestrzega przed nienawiSeiq. Jezus zgadzal si ~ z profilem soej.alnO-lbytowym ludzi sw{)jej epoki; w imi~ realizmu akceptowat istnienieuoogich i lbogatyoh, ·ale w przeeiwienstwie d{) wielu innyeh pr6buzdrowienia. sytuaeji spoleeznej jako naezelnq zasad~ porzqdku spoleeznegopostaw:il pmwo mitos-ci jako t~ nDrmr:, ktorq sam B6g kie­Il'uje si~ w stoswrrku do czlowieka.PrawdC\ je:st jednak rowniez t{), ze Jezus wielokrotnie wyst~powalprzeciw oogatym, ·ze ku nim skierowal niejedno "biada", ie 0 ooga­'tym etlowieku powiedzial, iz wielblqdowi byloby latwiej przejscprzez ucho igly, niZ jemu sir: zbawic (Mk 10, 25 i par.).Gdytby jako kryterium ()eeny tyeh wyp()wiedzi Jezusa przyjqc zasady ek()llOmii spoleeznej i polityeznej, znalezlibysmy si~ w slepejulic~ce. Przjede wszystkim brak 'bowiem w Ewangeliaeh definieji sa­1636


JEWS 0 PRACYmego hogactwa i kryterium, wedlug ktorego ktos juz ay jeszczenie moglby uchodzic za czlowieka bogatego. Druga zas trudnoSc tota, ze gdyby na podstawie wszystkich "biada" i innych korespondujqcychz nimi wyp


KS. JAN SZLAGA'stycznq t~ndencjq ioh wyostizania wyrozma s i ~ Ewangelia wg SW.-Lukasza. 0 ile lbowiem np. Mateusz (9, 9) i Mar~k (2, 14) podajq,'ze,'celnik Lewi-'Mateusz powstal Ii poszedl za Jezusem, Lu'klasz uzu­· petnia" ze poszedl, opusciwszy wszystko (5, 28). W xelacji 0 rozesla­'niu uczni6w ,(Lk 9, 3; 10, 4) Jezus mial wedlug Lukasza nie zezwo­·lic im nawet na zabranie' laski, jedynego sprz~tu, 0 k t6rym Ma­Tek (6;8) stwierdza, ze m6gI si~ znaleic w ekwip1..mku pierwszych·misjonarzy. VI przek1azie 0 Kazaniu na g6rze tylko Lukasz (6, 34)zanotowa'l J ezusowe zC}d,anie udziela'rria bezzwrotnych pozyczek, bona'inne stac przeciez takze grzesznik6w. W przypowiesci 0 uczciekr61evY'skiej Lukasz (14, 16-24) uscisla, ze owi wedlug Mateusza(22, 1-14)' "wszyscy" zaproszeni to byli ubodzy, ulomni, niewidomii ,chromi. ·.. Luka-sz upodobal sobie temat ub6stwa i dlatego W!I'aca on wielokrotnier6wniei w mater~ale, ktorego nie ma u pozostalych dw6chsynoptyk6w. W . Ewangelii dziecinstwa Lukasz ,akcentuje ub6stwoJezusa, jego rodzicow i tych, ktorzy zjawili si~ w miejscu jego uro­-dzenia. Tylko Lukasz przytacza rad~ Jezusa, by na uczt~ zapraszac·nie kr,ewnych ani ,bliskich sqsiad6w, lecz ubogich, chromych, ulomnychi niewidomych: "a b£;dziesz szcz~sliwy, poniewaz nie majq· czym si~ t0bie odwdzi~czyc" (Lk 14, 12-14). Warunkiem stania si~· uczniem Jezusa jest wedlug Lukasza calkowite wyz:bycie si ~ wlasno­·sci (1 4, 33).Interesujqc~ jest porownanie pierwszego blogoslawienstwa z Kazaniana gorze przytoczonego przez Mateusza i Lukasza. 0 HeMatetLSz (5, 3) formuluje je tak, jak gdyby dotyczylo u'bogich w sen­·sie przenoSrnym, czyli "ulbogkh w duchu", 0 tyle Lukasz (6, 20) mowipo prostu tylko 0 ubogich, a zestawienie blogos1awienstwa z jegoEwangelii' z pierwszym paralelnym dOll. przeklel1stwem (6, 24:,,'hi,ada, wambogaczom [...]") nie pozostawia zadnych wqtpliwoSci,i2; ,chodzi 0 rzeczywistych ubogich, jak 0 rzeczywistego u1bogiegochodzilo w przypowiesci 0 hogaczu ~ Lazarzu. Zarowno Lukaszowaredak'cja Kazania na gorze, jak i m. in. ta pr.zypowiesc moglalbynasunqc'przypuszczenie, ze Jezus jest rzeczniki~m walki klas 3, gdyzstaje po stronie ubogich, do bogatych zas kieruje swoje "biada". Bo­'gaci, stwierdza Jezus, juz wzi~1i swojq pociech~ (Lk 6, 24), podczasgdy ubodzy dostajq jq dopiero po smierci. Gdyby jednak na serro~ przejqC si~ tym, ze w Ewangelii Lukasza mamy do 0zynienia z motYWtamiwarki kIas, dla uzasadnienia tego przypuszczenia zabraklobyistotnego elementu. '~lalka klas 'bowiem, jak jq pojmujq rzeczrucytakiej koncepcji przemian spolecznych, me pozostaje nigdy'Czyms tylko teoretycznym, lecz prowadzi do walki ~brojnej. Wpraw­, Por. R. Eisler, Jesous basi /ells ou bCl silelisas, H eidelberg , 1930, II 268-~70.16-38


JEZUS 0 PRACYd zie Lukasz przytacza w swojej Ewangelii bardzo dziwn'l wypowiedzJezusa 0 mieczu (22, 35-38), ale fakt, ze uczniowie rue zrozumielijej symooliki, posluZyl Ewangeliscie do spostrzezenia, ze mieczemjeden z nich z,aledwie zranil slug~ tafcy'kaplana, podczas gdy slowemBozym, czyli wlasciw'l ibroniq ucznia Chrystusowego ten sam apostoljednego dnia nawr6cil trzy tysi'lce ludzi (Dz 2, 41).Por6wnanie "radykalnych" poglqd6w Jezus a z Ewangelii Lukaszaz bardziej zmitygowanymi relacjami Mateusza nasuwa przede wszystkimpytall1ie, jak te r6zni'lce si~ mi~dzy soh'l wypowiedzi wygla,­daly w nauczaniu Jezusa, alba innymi slowy: jak On sam. je wypowiedzial. Czy mozemy liczyc w tym przypadku na zrekonstruowanie i ps issima verba J esu?N a drodze do wyznaczenia punktu 2'ibornego tradycji Maieuszai Lukasza jedno jest pewne: Jezus m6wil na pewno 0 ubogich.Co do tego o'baj ewangelisci sa, zgodni. Kt6ry z nich jednak przekazujeautentyczn'l mysl Jezusa: ezy Mateusz akcentujqcy w ub6­st wie aspekt religijny j moralny (ptochoi to pneumati), czy Lukas,ztrak tujqCY uJb6stwo jako problem. spoleczny i ekonomiezmy (ptochoi)?Przypatrzmy si~ najpierw 'blogoslawieristwom Mateusza. Okazujesi~, ze nie ty1ko 0 ulbogich 1116wi, ze S'l blogoslawieni za swe ub6­stwo w duchu, ale tabe 0 glodnych i spragnionych powiada, iz nauznanie zaslugujq ze wzgh;du na glad i pragnienie sprawiedliwosci.Ta sama Mateuszowa tendencja spirytualizacji daje znac {) sobietakze w innych blogoslawienstwach, w kt6rych wymienia milosiernych,czystych sercem i wprowadzajqcych pok6j. Lukasz przeciwnie - dla niego ubogi jest ubogim, a glodny - czlow,iekiem bez je­- d zenia.W irady,cji biblijnego j~zyka hebrajskiego jest taki termin, ktoryl'lezy w sobie jedno i drugie znaczenie: 'anaw (1. mn. 'anawim)i spokrewnione z nim 'ani (1. mn. 'anijjim). Rdzenie obydwu tychrzeczownik6w wyraiajq ide~ uciSnienia, ubostwa, a takze pokory.W prawdzie w'ltpliwosci dotycz'lce obydwu tych termin6w nie 20­s taly jes2cze {)statecznie rozstrzy;gni~te, ale jest bardzo prawdopo­Q.o:bne, i'Z pierwotnie mialy one znaczenie tylko ekonomiczne (okres1alyubostwo), poi:niej rowniez znaczenie moraIne (dla oznaczeniaduchowej postawy czlowieka wobec fuga). Wydaje sip', ze w ewolu


KS. JAN SZLAOAczalo juz nie tylko. ludzi spolecznie uposledzonych, czyli uhogk h,ale wszystkich uciemi~zOinych, kt6rzy - o:boj~tnie czy dotqd lepiejczy gorzej sytUo.wani - oczekiwali tej samej pomocy, w r 6wnymstopniu znOSZqC t~sknot~ za swiqtyniq w Jerozolimie (Ps 137,4):"Jakie mo.zemy spiewae piesn Jahwe w obcej krainie?". Wy;daje si~zatem, ze ptochoi, przynajrnniej o.d czas6w niewoli babilo.nskiej,wyrazalo. ide~ uciemit:zenia nie tyle eko.nomicznego., ile n arodo.woreligijnego,przy czym w historii Izraela te ~bydwa ostatnie wqtkibyly czym.s niero


JEZUS 0 PRACYub6stwo, gl6d, placz czy wylqczenie poza margines zycia spolecznego.Wnioski jednakze, Jakie Jezus w Ewangelii Lukasza wyciCl'ga z blogosrawienstw,kazq przypuszczac, ze nie chodzilo mu 0 pochw,al~ubogich, glodnych ezy placzqcych jako takich, lecz jako uczni6wChrystusa, kt6rzy Go przyj~li i ch~tniej niz - z nielicznymi wyj&tkami- lbogacze stali si~ Jego uczniami. Wst~p do Lukaszowejwersji blogoslawienstw bardzo mocno ·akcentuje ich bliskose z Jezusem:"A on podni6s1 oczy na swoich ucroi6w i m6wil" (6,20).Uproszczone rozumowanie, jakoby ub6stwo .bylo wystarczajqcymmotywem prawosci czlowieka, sposobiqcym go do zaj~cia miejscaw oczekiwanym kr6lestwie Mesjasza, spotkalo si~ z ocenq negatywnqjeszcze w okresie judaizmu. 0 wiele bardziej do takiej samejoceny kwalifikowalo si~ one w doktrynie moral:nej Jezusa.Polozenie spoleczne i stan materiamy nie jest wystarczajqcym wyznacznikiemoceny moramej czlowieka. Zatem ubogi, kt6ry bylby:iednoczesnie czlowiekiem niegodziwym, nie moze liczye na swojeub6stwo jako wylqczny motyw wyznaczajqcy mu miejsce w kr61estwieniebieskim. W przypowiesci 0 bogaczu i Lazarzu ten ostatmina udzial w radosci nieba zasluzyl nie swoim ub6stwem, lecz dobrociq,tak jak moglby niq niewqtpliwie zasluzye 'bogacz, gdy.by sluchalMojzesza i prorok6w (Lk 16,29).Z kolei hogaci w Ewangelii l..ukasza to tacy, kt6rzy pozostali nazewnqtrz i z daleka. Bogaty mlodzieniec nie dlatego zostal pozakr~giem uczni6w Jezusa, ze byl bogaty, lecz dlatego, ze wskutekbogactw zrezygnowal z bliskosci z Jezusem: "mocno si~ zasmucil,gdyz byl ibardzo bogaty" (18,23). I odwrotnie - Zacheusz choe bogaty,przyjql Jezusa rozradowany (19,6), bo pozwolU si~ Jezusowiodszukae i uslyszec wiese 0 zbawieniu. "Biada" skierowane do bogaczyw Ewangelii Lukasza uzasadnia Jezus tym, ze oni odebrali juzswojq pociech~; zatem nie z p6jscia za Jezusem i nie z kr61estwaBozego, lecz z bogactwa uczynili sw6j wylqczny ideal Zyciowy.Lukasz-lekarz i Lukasz-hagiograf dojrzewal jako chrzescijaninw srodowisku, kt6re uderzylo go swojq specyfikq. Napisal 0 tymw Dz 2,44: "Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystkomieli wsp61ne. Sprzedawali majqtki i dobra, i rozdzielali je kaZdemuwedlug potrzeby". Zr6d10 ducha takiej wsp6moty dostrzegl na pewnow slowach Mistrza, w imi~ ktOrego si~ gromadzili. Takf:\ sytuacj~spoleczno-ek:onomicznq pierwszej gminy, zatem i swojej gminy, odczytalLukasz jako najlepszy dow6d, iz jej tw6rca spelnil na sobiemesjallskie zapowiedzi Trito-Izajasza. Z przyjsciem Mesjasza (Lukaszz upodobaniem okresla ten moment przys16wkiem DZIS jako termilnema quo ery mesjanskiej) nastal czas uniwersalizmu zbawienia'anawim, kt6rzy ibyli adresatami przepowiadania Izajaszowego. Dlategoto wlaSnie tylko Lukasz zanotowal w paralelnym takze u dwoch1641


KS. JAN SZLAGApozostalych synoptyk6w epizodzie w synagodze w Nazarede, ze Jezusoswladczyl, i2 slowa Izajasza "abym ubogim niosl dobrq nowin~"(Lk 4,18) "dzis si~ s pelnily" (4,21). Dlatego rowniez uczniomwyslanym przez Jma Chrzciciela Jezus odpowiedzial w EwangeliiLukasza (tym razem takze zgodnie z Mt) slowami charakteryzujqcymiu 1z 61 ,1 er~ mesjailskq, zatem m. in. kazal powiedziec, ze"uibogim glosi si~ Ewangeli~" (Lk 7,22). Tu r6wniez jesL'lcze raz trzebaby przytoczyc wlasne lekcje Lukasza, takze oparte na slownidwieprorockim, 0 ubogich, ulomnych, niewidomych i chromychjalw jedynyoh uczestnikach uczty kr61ewskiej (14, 21) i jako tych,ktorych trzeba zapraszac jes2icze przed przyjaciolmi i zamoznymi sq.­siadami (14,12-14).Luk,asz osobiscie rue widzial ani nie slyszal Chrystusa, ale spotkalGo w pierwszych gminach ,chrzescijanskich. Wrazenie to zas w sposobdecydujqcy wplyn~lo na ksztalt Ewangelii, kt6rq takze on pod.­jql si~ napisac. Nie znieksztakil zatem slow Jezusa, ale podkreslilje nn sw6j spos6b - taki, jak podyktowala mu realizacja s16wMistrza w gronie jego ucz.ni6w i dawane przez nich swiadeetwoo Mist1'zu.To, co przekazaly nam Ewa:ngelie, nie upowaznia zatem do wniosku,ze Jezus z Nazareiu byl dzialaczem spolecznym. Nie stworzylhowiem zadnego systemu spolecznego, nie oglosil zadnego prog1'amuekonomicznego, nie jest autorem za,dnej koncepcji politycznej. Nietworzqc system6w, program6w ·czy koncepcji .byl jednoczesnie ponadnimi - wytyczajq'c generalne linie przemiany ludzkosci. Powodzeniejej zalezy od osobistej przemiany czIowieka, od jego stania si~nowym czlowiekiem, w mysl idealu samego Chrystusa, kt6ryz dw6ch 1'odzaj6w ludzi 8two1'zy1 w sobie jednego nowego ,czlowieka,wprowadzajqc pokoj, arby tak jednych jak i drugich zn6w pojednacz Hogiem (Ef 2,15-16).ks. Jon 5zl090B1BL10GRAFIAJ. Chmiel, Relacja miloSci Boga do milosci bliiniego w trauycjibiblijnej, Analeeta Cracoviensia 1 (1969) 106-119; H. J . Degenhardt,Lukas Evangelist der Annen, Stuttgart 1965; H. Dombois, Evangelimnund soziale Strukturen, Witten 1967; A. Gelin, Les pauvres deJahve, Paris 1953; J. Gnilka, War Jesus Revolutionar?, B.iJbel undLeben 12 (1971) 67-78; F. Gryglewicz, Ewangelia weulug sw. Lu.­kasza, PNT III, Poznan 1974 ; R. Koch, Die Wertung des Besitzes inLukasevangeliuTn, Biblica 38 '(1957) 151-169; S. Legasse, Les pauvres1642


JEZUS 0 PRACVen esprit. Evangile et non-violance. Paris 1974; F . M. Lopez-Melus,Paupertas et divitiae in ev angelio S. Lucae, Madrid 1963; M. Riber,E ~ tmbajo en Ia Biblia, Bilbao 1967; B. Roselli, Il lavoro umanoneLla Bibbia, Roma 1966 ; R. Schnackenburg, Die sittliche Botschaftdes Netten Testaments, Miinchen 1970 3 , przekl. wloski: Messaggiomom~e del Nuovo Testamento, Alba 1971 2 ; H. Spaemann, Lazarusvor der Tiir. Biblische Betrachtungen zum Thema Armut, Einsiede1n1968 ; H. Weryilski, Ch1"ystus a kwestia spoleczna, Ruch Katolicki7 (1 937) 415-419; F. Wulf, Yom Sinn und von der Verwirklichungder evangelischen Armut heute, w: Wort Gottes in der Zeit (Fs.K. H. Schelkle), Diisseldorf 1973, 451-467; S. Wyszynski, Chrystusspolecznik, Poznan 1947; B. Zielinski, Nau7w Chrystusa 0 bogactwie,Duszpasterz Polski za Gmnicq 3 (1952) 49-54.


JERZY W. GAtKQW5KISTRUKTURA POTRZEBLUDZKICH - PRACAI CZAS WOLNYPROBLEMY WSPOLCZESNEJ CYWILlZACJIA FILOZOFIADqzenie ludzkie do doOskonalszegoO zaspokajania potrzeb jest nieodlqcznymod czlowieka sposobern jegoO zyeia, jest po prostu losemludzkim. Dzialanie to zajmuje caly obszar ludzkiej aktywnosci, takze moOZna powiedziec, ze ludzkie zyeie aktywne miesci si~ bez r esztyw podziale na prac~ i tzw. ezas woIny ~kt6rym to poj~ciem w j ~zykupolskim oddaje 'Si~ niezbyt doOkIadnie franeuski termin loOisir). Pewnehistoryezne i kulturoOwe tradyeje 1 spowodoOwaly, iz kieruiIlek rozwojuform pracy, kt6re przeciez warunkujq f-army czasu woInego,byl wyznaezony 1 realizowany spontanieznie, niemal zywioloOwo, chocPoOd naeiskiem weWiIl~trznyeh i zewn~trznych determinizm6w . Donieda\vna jeszeze nie oObej:moOwanoO refleksjq ealoOsci zjawiska praeylub tez umieszezoOna ona byla na marginesie refle'ksji nad ctlowiekierni jegoO zyciem. TrudnoO za to \vinic tradyej~ cywilizacj'i s.rodziemnomoOrskiej,kt6ra zresztq rna najwi~ksze zaslugi w b adaniachdoOtyezqeyeh praey. Rozziew mi~dzy wymaganiami ludzkimi a moiliwoOseiqieh zaspokajania, a pTzez to ciqzenie wymagaii na sfer~ poznawczqi dqzeniowq czloOwieka byloO tak duie, 1Z ezloOwiek n ie cz~s tomagI uzyskac oOd nieh potrzebny dla takiej refleksJi dystans i zatopionybyl prawie bez reszty w ;rozwijaniu pracy zaspokajajqcej d o­Tame potrzeby lub w dzialaniu pozwalajqcym zapomniec 0 utrudzenia,ehpracy.Stqd tez biorq si~ pr6by, niestety udane, pr6by egoOistyczne i niemoraIne,takiegoO podzialu 1'61 spoleeznyeh, ,alby jednym przypadlojak najwi~eej trudu pra'Cy, a drugim radosci ezasu woOInego. Topogl~bial0 £alszywq spoleeznq swiadomoOsc, ze nie w pracy, a jedyniew ezasie woInym mo02ma roOzwijac ludzkie doOskoOnaloOsci., Por. J. Galkowsk1. CywtUzacja pracy t kontemplacja. WiiiZ 10 (1975) 8'1-95.1644


PRACA I CZAS WOlNYOlbrzymi i zywiolowy skok form pracy, jaki dokonal siE;) w ostatnioh150-200 latach dzi~ki rozwojowi nauk przyrodp.iczy,ch i opartejn a n iej technice, skok, ktory otrzyma:l nazw~ rewolucji naukowo­-technicznej, spowodowal i powoduje nadal wielkie i burzliwe przemianycywilizacyjne i spoleczne. Rozwoj wspolczesnej nauki i techniki,przede wszystkim automatyzacji, pozwala :na wydzieranie naturze2l coraz wiE;)kszych "nadwy.zek", b~dqcych warunkiem rozwojucywilizacji, oraz daje czlowiekowi coraz to wi~cej czasu wolnego,pod ktorym to poj~ciem kryje si~ duza ro.znorodnose zachowailludzkich. Mimo niewqtpliwie pozytywnego aspektu, wnosi to tezcoraz powamiejsze i


JERZY W. GAtKOWSKIw ksiq~ce pod wymownym tytulem - Praca W okruchach 3;2° - moze dostarczyc filozofii materialu pozwalajqcego na zakotwiczenieanaliz antropologiczno-filozoficznych w zmiennej rzeczywistosdludzkiej. Taka konfrontacja,ch06by tylko cz~sciowa i pow ierzchowna,moze sprzyjae refleksji i lepszemu samouswiadomieniu tychdwoch dzioozm poznania. Tym bardziej, ze po dlugim okresie rozdzialumiP,dzy filozofiq a tzw. naukami szczegolowymi zaczyna si~wyraZnie wytwarzae tendencja do kh ponownej integracji, w czymwainq rol~ odgrywajq praktyczne wzgl~dy zyciowe.Problem pracy jest od dawna problemem filozoficznym, chocdopiero od stosunkowo niedawnego czasu poswi ~ ca si~ mu tyleuwa-gi, zeby wyodr~bnie go w osobny dzial, analogiczny na przykladdo filozofii kultury. Filozofia pracy jest tez na wie1u lkzqcych si ~uniwersytetach zachodnich osobnym przedmiotem wykladow i seminariow.Od niedawna lIladaje si~ mu teoretyczne znaczenie rownejego znaczeniu praktycznemu. Jest tez jui chyba pom, aby filozofiaszerzej i rzetelniej, proporcjona1nie do ich w,agi, zaj~la si ~ problemamiludzkich potrzeb 4, ktore to problemy zakladane Sq przezfilozofi~ pracy, oraz problemami tzw. czasu wolnego. Te trzy zespolyzagadnien - potrzeby, praca, czas wolny - Sq wzajemnie scislepowiqzaIIlei analiza jednego z nich uwyraZnia pozostale.We wspolczesnej nauce istnieje duia i10sc i roinorodnose indeksowi k lasyfikacji potrze'b j ilose ta nieustannie s i~ zwi ~ ksza 5. W zwiqzkuz tym istnieje wielka ilose opisanych i sklasyfikowanych potrzebjednostkowych. Ilose tych indeksow, klasyfikacji i podzialow momaroibudowywac dalej czy to przez dalsze badania empiryczne, czytez opracowania metodologiczne, przez wynaj.dywanie nowych w aznycnaspektow badawczych. Szczegolnie zasluiona dotychczas w badaniachempirycznych lIlad potrzebami jest psychologia, zeby wspomnieeprzykladowo najlbardziej chy:ba zn.anq teori ~ potrzeb hbrahama rHo Maslowa. Wydaje si~ zresztq, ie wiele roinorodnych uj ~epsychologicznych czy tei dzialow psychologii zajmuje si~ wprost lubu'bocznie potrzebami, co bardzo w zbogaca znajomose tego zagadnie­, G. Friedmann, Praca W olcr u chach, Warszawa 1067., Pomijajqc prace scisle psychologiczne, opracowan filozoficznych problemu potrzebjest b ardzo malo. Jednym z bardziej waznych jest bardzo kr6tki rozdzialw k siqzce P. Ricoeura La vol ontaire et l ' i nvolontai re, Paris 1967. Najwi'lcej, jakdotqd, opracowan w polskiej literaturze filozoficznej istnieje w literaturze marksistowskiej.Ale i tu nie rna zbyt wiele. W ostatnich latach ukazalo si ~, zebywspomniec 0 wazniejszych, zaledwie kUka: J. Reykowsk iego, Natura ludzka a p o­trzeby, Etyka 6/1970; D. Polinskiego, N i ekt6re aspekty mar/cSisto1Vsk iej /categ ori!pot r zeby, Stud.ia Filoz. 111974; tegoz, Ludzka for ma reali.zac;li potr zeb, Czlowieki Swiatopoglqd 10/1975 ; E. Lustacz, Potrzeba ;lako kategoria og6lna, tamze., Duz


PRACA I CZAS WOLNVnia . Zarazem wskazuje to, jak Ibardzo bogate i zlozone jest zagadnienie potrzeb w psychologii.Moina by sprooowac spojrzec na to zagadnienie i od innej strony.To znaczy nie od strony tej wielkiej ilosci i r6znorodnos-ci potrzeb,poprzez ktore zdaje si~ przejawiac przede wszystkim roinorodnoscludzi i sytuacji ludzkiej, dynamizm i zmiennosc czlowieka. Nie przekreslajqcbynajmniej tej roinorodnosci i roinic mi~dzyludzkich moznaby sprobowac ujqC poprzez nie podmiot i zrodlo tych potrzeb.To pozwoli ujrzec nie tylko same potrzeby, jakby wyizolowane, alejako przejaw czlowieka w jego jednosci, o1'az rol~ jakq odgrywajqone w zyciu. Poprzez jednosc ontycznq podmiotu ukazujq si~ 0Ill€nie rtylko jako konglomerat ro:i:norodnych sil wzajemnie od siebieniezaleinych lub przedmiot sil zew"J1~trznych wdbec podmiotu i pole,n a ktorym sily te zmagajq si ~. "Redukcyjll1e" cofni ~ ci e si~ od potrzebdo ich podmiotu pozwoli na ewentualne ujrzenie czlowiekajako podm:iotu aktywnego i tworczego, na ujrzenie podmiotowego,a wi ~ c autonomicznego, a nie tylko przedmiotowego charakteru dynamizmu ludzJkiego. W tym aspekcie czlowiek ujawnia si~ jako autonomicZIl1e(w pewnym przynajmniej sensie) zrodlo potrze:b, a potrzebyjako przejaw 'Czlowieka, a nie sUy wobec niego autonomiczne:i nim kierujqce. Popatrzenie n a potrze:by od strony ich podmiotupozwoli ujrzec ich wzgl~dnq jednosc i wsp61zaleinoSc. W ten spos6b,nie przesqdzajq·c sprawy ilosci potrzeb i nie wchodzqc w dyskusjepsychologiczne czy socjologiczne (00 nie znaczy, ze nie widzi si ~ khdonioslosci), ktorych wielka drdbiazgowosc i szczeg610wosc przeslanianiekiedy rzeczy wainiejsze z punktu widzenia caloSci czlowiekai zycia ludzkiego, moina by sprobowac wyciqgnqc pewne postulatypr aktyczne dotyczqce dzialania dla zaspokojenia tych potrzeb G.M6wiqc 0 sprawach wainiejszych, rna si~ na mysli mi~dzy innymito, ze pr6by wyroinienia poszczeg6lnych potrze'b, skierowane nauchwycenie r'ozn.ic mi~d zy nimi, wainych z jakiegos punktu widzenia, roznic wynikajqcych ICzy to z czynnikow wewnqtrzosobowych,czy zewn~trzny ch (przede wszystkim spolecznych), oraz wynik,ajqcychze stosowanych m etod badawczych, gubiq pewnq zasadniczqspraw ~, .a mianowide rOWll1oczesne zasa,dni-cze ich poddbienstwo i jednoSc.Wykazywanie zarowno podobienstw jak i r oznic przezywanychpotrzeb nie jest sprzecznosciq, ale wskazaniem zlozonosd samychpotrzeb i ich podmiotu - czlowieka. Podolbienstwo i jednosc 0 wielemniej wyraza s i~ w tresci n iz w sposobie ich przejawianiaczy wylanianiaprzez podmiot oraz w charakterze zwiqzku z podmiotem., Szerzej na temat potrzeb, ich strul.tury, relacji wzajemnej z dzialanlem, P[sZE;w ar tykule P otrzeoy ludzTde a dzlaZallie Rocznik! Filozoficzne XXllI (1975) z. 2.1647


JERZY W. GAtKOWSKIPROBLEM LUDZKICH POTRZEBAzeby opisae i zanalizowac relacje mi~dzy trzema wymienionymiw tytule poj~ciami trzeba wpierw okreslie, rozumie si~ przezpotrzeby, prac~ i czas wolny. Punktem wyjScia dla okreslenia potrzebludzkich jest spontaniczne, potoczne doswiadczenie, dzi~.ki kt6­remu mozliwe jest najszersze uj~cie, nie iOgranicwne ewentualnymistosiOwanymi metiOdami. J ednakze dane tegiO doswiadczenia, kt6rejest (przynajmniej w zaliOz,eniu) neutralne wiObec metod nauk szczeg61owych,musz'l bye rozpatrywane, in1terpDetowane i Uumacwne11a szerszym tIe antropologii filowficZ11ej i przy uzyciu metod wlasciwychfilozofii, jcili chce si~ , ,aby mialy one wartose filozoficznq.Punktem wyjscia jest wiE:c poznawcze przezycie pewnej sytuacjiczlowleka, pewnego sposobu przejawiania si~ czlowieka. Opis tejsytu'acji jest spraw'l trudn'l i skomphkowan'l, jak kazdej ludzkiejsytuacji, ze wzgl~u na to, ze jest to pewielIl fakt zliOziOny i wieloaspektowy;ze w przezydu pr.zejawia si~ jako cos pierwotnego i niesprowadzalnegodo innych czynnik6w; po trzecie, ze nie wystE:pujell1.a og61 w czystej post-aci, ale w uwiklaniu z innymi. .Moma jedm.akze zauwazye, ze to, CiO jest wsp6lne wszystkim potrzebom,co je lqczy i co jest 1ch rdzeniem, tiO poczucie pewnegowewn~trznego braku, poczucie niepelnosci. To lapidarne stwierdzenie,oparte na 'bezposrednim wewnE:trznym doswladczelIliu, zawleraw so,bie bardzo bogatq trese. Pierwsze, co si~ narzuca, to "psychicznose"potrz~by. Znaczy to, ze potrzeby muszq znalezc swoje odbiciew sferze psychicznej. Nle m ogq istniee na przyklad tylko w sferzebiologicznej. Nie zawsze natomiast mUSZq bye w peW uswiadomionejako potrzeby. Mogq 'bye na przyklad przezywane jako b61, zdenerwowanie,itp. Przezycie potrzeby nie zawsze tez musi bye aktualnieuprzednie w stosunku do jej zaspokajania. Na przy'klad potrzebatlenu zaspokajana s pontanicznie przez oddychanie jest ukryta, jestpotencjalna i ujawnia si~ dopiero przy zaburzeniach oddychaniaspowodowanych ezynnikamj we\vn~trznymi hI'b zeWll1.~trznymi.Potrzeiba, jako przezycie braku, nie przejawia si~ w doswiadczeniuog6lnie, jako przezycie jakiegok{)lwlek braku, ale w konkretnej, jednostkowejformle: gl{)du, pragnlenia, zimna, braku odpowiedniegokontaktu spolecznego, itp. Jest to przezyde wewn~trzne, intymne,jakas wewn~trzna zmiana. Jednakze Illle jest ono w tym sensie w e­wn~trzne, ze zamyka si~ w ramach psychiki ezy nawet suhiectu'11lludzkiego, wprost przeciwnie. Spontanicznie, a wl~c bez specjalnychzabieg6w ezy wysilk6w ze strony podmiotu jest skierowaille na zewnqtrz,jest skierowane do swiata 7. Prze.zycie to intencjonalnie wska­7 Na intencjonalnos{i potrzeb zwraca uwag


PRACA I CZAS WOlNYzuje na wartoSci pozapodmiotowe :i.stniejqce (aktualnie lub potencjalnie)w swiecie, jako na to, co moze ten brak uzupeWc. Przez tocrlowiek w spos6b naturalny i konieczny zwiqzany jest ze swiatem.Nie jest w nim czynnikiem obcym ani tez nie moze :i.stniec poza tymswiatem.To iIntencjonalne skierowanie potrzebku swiatu powodujqce, zecz10wiek i swiat tworzq pewnego rodzaju uklad 8, oraz ,,!brak" (a raczejto, co jest przezywane jako brak) b~dqcy podlozem i podstawqpotrzeby i jej intencjonalnego skierowania, majq dwojaki char,aktel'.Aczkolwiek przezycie potrzeby subiektywnie jest zawsze przezyciembraku, to jednak mOZna w ,tym przeZyciu dostrzec dwojakqtre.sc czy tez dwojaki aspekt. Jedne potrzeby skierowane Sq kuswiatu jako ku warrosciom mogqcym "uzupelnic" czlowieka. Swiatjest wtenczas tym, co dopelnia "luk~ bytow


JERZY W. GAtKOWSKIStwierdzenie, ze przez potrzeby ujawnia s i~ w czlowieku "ibrak"i "ll1admiar", nie jest sprzeczne, jesli wezmie si~ pod uwag~ to,ze czlowiek jest zloiony, ale elementy skladowe nie iSq jednorodne.A wi~c ow "brak" i "na


PRACA I CZAS WOLNYz na,ruszenia wewn~trznej czy relacyjnej (l'elacji Ja - swiat) rownowagi.Celem przezywanej potrzeby i skutkiem jej zaspokojenianie jest, przynajmniej cZE:sciowo, powrot do uprzedniego sta,nu naruszonejrownowagi. Zaspokojenie potrzeb w wielu wypadkach po-.woduje ich rozwoj. W potrze'bie wiE:c ujawnia siE: ludzka tendencjado doskonalenia, do szeroko rozumianego dobrobytu,a raczej lepszo-'bytu,ktorego srodkiem jest dzialanie ,dJa zaspokojenia potrzeb.Moma wiE:c powiedziec, i.e dziE:ki potrzebom "humanizowany" jestr6wniez czlowiek.Wewn~trzne zlozenie i niejednof{)dnosc czlowieka tlumaczq roznorodnoscpotrzeb ito, ze ich zrodlo czy tez pierwotny impuls m{)zemiescic siE: w romych "warstwach", co bywa podstawq roinychklasyfikacji i podzialow potrzeb. Romorodnosc ich przejawia si~ nietylko w tresci, w rodzajaeh wartosci je zaspokajajqcych, ale rowniezw sile przejawiania si~ - potrzeby przejawiajq mianowlCleroinq sit~ wystE:powania i w romy sposob "domagajq si~" zaspokojenia.Jest to wyr·ainie uzaleiJrrione od "wysokoSci" ich irodla,mianowicie jest odwrotnie proporcjonalne do "wysokosci" zrOdlai wa.rtosci zaspokajajqcych. To r6wniez bywa przyjmowane za zasad~ichpodzialu i klasyfikacji. Np. A. H. Maslow 12 mowi, ze potrzebywyisze ujawniajq siE: dopiero po zaspokojeniu niiszych i twierdzi, zepotrze'by nizsze Sq pierwotne, a wYZsze wt6rme, co nie wydaje si~jednak w pelni sluszne.Potrzeby (,,·braki" i "nadmiary") w sposob naturalny i sponta­:niczny ciqzq na sferze dzialaniow ej nieraz bez wyraznego uswiadomieniasobie przez czlowieka i samej tresci, i sHy sklaniajqcej dodzialan:ia. One nie tylko bezposrednio sklaniajq do dzialania, alewydajq siE: w pewnym aspekcie warull1kowac istnienie w czlowiekupoczuda wartosci i powinnosci 1!J. Wydaje siE: nawet, ze lepiej ttumacZqsil~ pociqgania przez wartosc i sklaniania przezpowinnosc, niz,,obiektywne" uj~cie wartosci i powinnosd, umieszczajctce wartoscpowill1nosc jakoby calkowicie na zewnqtrz czlowieka, i czyniqc jejprzez to obce i narzuoone czlowiekowi.Jednq z wainiejszych cech przezywanych potrzeb, cechq majqcqd uze znaczenie praktyczne w dzialaniu indywiduaJnym i spolecznym,jest ramowosc i·ch wyst~powania i zwiqzana z tym pewnaramowosc ioh tresci. To znaczy, ze na ogol potrzeby mtencjonalniewskazujq nie na przedmiot je.dnostkowy, ale mczej na SZerSZq lubw~iszq klasE: przedmiotow (lub wartosci) mogqcy


JERZY W. GALKOWSKtRamowoSc nie jest jednako'Wa,ale uzaleZniona od "wysokoSci" danejpotrzeby i od jej wyksztalcenia w ten spos6b, ze im potrzeba jestnii:sza lub rnniej wyksztaloona, tym klasa przedmiot6w (wartosci}mog~ca jll zaspokoic, jest szersza. Wchodzenie po szezeblach hierarchii potrzeb powoduje, ze klasa przedmiot6w (warto.~ci ) zaspokajajllcychjest ooraz w~Zsza, wartosci w danej klasie ooraz mniej wymienialne,aZ do calkowitej indywldualizacji potr~b najwyiszych,ktorym odpowiadajll np. jednostkowe i niewymienialne wartosci mo~r·alne, czy tei; w przypadku potrzeby milosci, jednostkowe wartoSciosobowe (osoby). W tym ostatnim wypadku jednostkowosc jest wzgl~dna,rue absolutna, gdyz zaleiy w duzej mierze od "osdbowej asercji";a d akceptaeji, ad dokonanego wylboru czy decyzji. To znaczy potrzebynajwyi:sze w trakcie tworzenia si~, powstawania maj~ jeszcze form~og6lJnq, ramowlt, ale ksztalt zindy\vidualiwwany, nie pozwalajqcy nawymiennosc prze


PRACA I CZAS WOlNYzewn~trzne wobec ,c.zlowieka, lub do r elacji mi~y dowiekiem'a Swiatem, ale i do pewnyc.h struktur wewn~trznyoh. Nalezy jednakpami~tae, ze ma ona inny charakter ni2: obiektywno.sc swiata .zewn~trznego,gdyz jest jednyro z aspekt6w czlowieka i nie fWlkcjonujesamodzielnie, lecz w istotnym zwiqzku z drugim aspektem, Ikt6regobrak jest swiatu zewn~trznemu, a mianowicie z aspektem subiektywnosci,wnoszonym i przejawiajqcym si~ przez emocyjlIlosc, swiadomoSei wolnose.Takie stwierdzenie jest warne nie tylko z teoretyczneg


JERZY W. GAtKOWSKIsi~ z' u:znaniem go za objaw determinizmu powszechnego), przed­IDiot-em, w ktorym subiektywnose jest tylko epifenomenem we­Wn~trznie odbijajq'Cym powszechne prawa deterministyczne, pewnymnad datkiem,a me elementem konstytuujqcym i samegoczlowieka,i jego przejawy. Podabne 'Chyba stanowisko zajmuje E. Fromm,mowiq


PRACA I CZAS WOl!'!'\'z · damymi psychologii rozwojowej. Natomiast jesli chodzi 0 uj~ciepotrzeb czlowieka dojrzalego, juz jakos uksztaltowanego, to sprawaprzedstawia sif;chy\ba inaczej. Mianowlcie potrze'by wywodzqce sif;ze wszystkkh "warstw" domagajq slf; zaspo'kojenia, choez rowqsilq. Z druglej strony trzeba miee na uwadze, ze rowe potrze'byz rOZnq silq "domagajqc sif;" zaspokojenia mogq powodowae przyglusz.eniajednych przez ,drugie, szczegolnie w wypadku chr0U11cznegoniezaspokojenia pewnych z nich. Dotyczye to moze zresztq tak potrzebwyzszych jak i nlZszych. Nie tylko niezaspokojenie potrzebniZszych nle musi automatycznie rugowac potrzeb Il1.liszych, ale nawetgrozba pogorszenia warunkow materialnych, a wif;C niezaspokojen'iepotrze'b nlZszych, nie zawsze powstrzymuje czlowieka oddzialania majqcego na celu zaspokojenie wyzszych, Il1.p. zdobyciewolnosci. Nawet wyj


JERZY W. GAtKOW5KI"warstw" ontycznych ,czlowieka i podzialem potrzeb np. na biologiczne,psychiczne, itp. W jednej i tej samej warstwie mogq wi~croozic si~ potrzeby wyz.sze i niZsze, rozumiane jako ibardziej luibmniej rozwini~te.Co ma si~ na mysli m6wiqc t u 0 potrzebach podstawowych? Mozna'by je


PRACA I CZAS WOLNYklopoty. A mianowlcle: czy kaide dziala.'1"ie jest pracq, czy jest niqzaspokajanie wszystkich potrzeb czy tylko ruekt6ryCh, czy ikaZdedzialanie zaspokajajqce potrzeby jest pracq, itd., itp? A moze wyjasnieniatrzeba szukac w jakims ,aspekcie (a rue rodzaju) potrzebi dzialan ? Te wszystkie pytania i zawarte w nich wqtpliwosci zdajqSi~ kwestianowac wainosc analiz potrzeb dla uchwycenia pr.oblematykipracy i


JERZY W. GALKOWSKIobejmuje -calo.sci problematyki egzystencjalnej czlowieka, szczeg61niezas Ibezposr:edniej relacji czlowiek - BOg. Tak widziany swiat, zewzgh:du 'I1a spe


PRACA I CZAS WOlNVo e tyczny wymia r przyporzqdkowania. A wi~c nie karoe aktywnezachowanie si~ czlowieka wohec swiata jest pracq. Z grubsza zostatwi~ wydzielony zakres pracy: jest nim aktywne zachowaniesi~ czlowieka wdhec swiata rreezy, podporzqdkowujqce ten swiatczlowiekowi ze wzgl~u na jego niesamowystarczalnosc. Nie jestwi~c pracq .ani zachowanie bierne, ani tei czynne, ktore-go przedmiotemjest drugi ezlowiek. Okreslenie takie dotyczy raczej pewnegoidealu rui stanu faktycznego, i jest oczywiste, ie w plaszczyinieteoretycznej i praktycznej spotyka si~ w tym wzgl~dzie naduzyeia.. . W socjologU przyjdo si~ okreslac tzw. czas wolny przez przeciwieustwo.pracy - jest to ezas wolny od pracy 18. Stqd widac, ze tresctego poj~cia jest bardzo zloiona i romorodna. Przypominajqc slowaprof. M. Ossowskiej, odnoszqce si~ do poj~ia moralnosci, sytuacjaprzypomina sklep na:bialowy, w ktorym znajdujq sip' artykuly bardwr omego pochodzenia. Dodatkowo trzeba jeszcze uwzgl~dnic i to, zepraca na agol rue jest specja1nym typem dzialania, me jest dzialaniemo jednym tylko celu 19. W konkretnym ludzkim dz.ialaniu wspolistniecmoze wiele celow, z ktorych jeden tylko wyznacza prac~ w podanym wyzej okresleniu. A wi~c praca jest aspektem, a nie typemdzialal!1ia. W jednym dzialaniu (akcie ludzkim) odnalezc moma elementy i pracy, i tego, co okresla si~ jako ezas wojny. To bardookomplikuje sytuacj~ poznawczq. W poj~eiu czasu wolnego zawierajq si~ czynne i 'bierne reLacje mif;dzyosdbowe 0 bardziej ezy mniejintymnym .charakterze, znajduje si~ tam sfera religii, moralnosci,kuItury, dzialan i doman estetycznych, relacji spolecZinych, dzialani doznan poznawczych, sport, turys tyka, wypoczynek bierny, dolcefar niente, itd., itp. Wszystko to istnieje w powiqzaniu z potrzebamiludzkimi. Jest to wi~c z,bi6r bardw roznorodnych zachowan ludzkich,kt6re POWrIlq jednosc uzyskujq tylko przez przeciwstawienieich pracy. Rozwaza:t:J.e jednak nie w tej opozycji, ale same W SOlbie,wykazujq duzq Lf6inorodnosc i wainosc dla czlowieka. Obj~cie wsp61­n q naZWq i wsp6lnymi badaniami tych prohlem6w jest stosunkowoniedaWR1ego poohodzen ia. Do niedawna bowiem niekt6re tylkoz problemow wchodzqcych w pojp'cie ezasu wolnego byly wyodr~ibnione, jak na przyklad problemy religii, kultury, p6zniej sportu, itd.Dopiero niedawny rozw6j form pracy, zwiqzany z naukq i technologiq,czyli tzw. rewolucja naukowo-techniczna, przede wszystkimzas automatyzaeja, WIIliosly nowy problem - co robic z czasem uwolnionym,w wymiarze indywLdualnym i spolecznym, od koniecznoscipracy. Okazuje S1


JERZV W. GAtKOWSKIwilizacji czasu wob1ego, 0 czym mOw 1 si~ ooraz 'cz~ sciej, nie odbywasi~ ani latwo ani bezbolesnie. Uwolniony czas i energia ludzka mozesluzyc do tworzenia wartosci i antywart.oSci. WlaSnie ramowy charakterpotrzeb ludzkkh i mozliwose wolnego, do pewnego stopnia,kierowania nimi i ich zaspokajaniem zwraca uwag~ na koniecznooewychowania siebie do korzystania z czasu wolnego dla rzeczywistegorozwoju ezlowleka. Korzystania z czasu wolnego trzeba si~ nauczye,tak jak uczy si~ praey.Potrzeby ukazujq wymagania ludzkie i sposob istnienia czlowieka,w czym mieSci si~ mi~ innymi maturalna tendencja do rozwojulub inaczej mowlqc do doskonalosci. Zaspokajanie potrzeb jest aktualizacjq,jest realizowaniem tej tendencji. Fraca jest tylko cz~s ci'l,tej realizacji, gdyz moze zaspokoie tylko cz~se potrzeb, pierwotnychi wtornych, ezy zaspokoie je tylko w pewnym aspekeie. Inne potrzeby,lub pod mnym aspektem, zaspokajane Sq w zakresie tego, conazywane jest czasem wolnym. Przy tym nie moma wykrye w potrzebach(lub ich aspektaeh) zaspokajanych przez prac~ wi~kszejwainosd, z punktu widzenia oalosci bytu ludzkiego, niz w innych,zaspokajanych w rarrnach czasu womego. SCI one po prostu inne.Te ro±norodne potrzeby majq tez roine zna'czenie dla czlowie~a. R6znoseta wynika ze wzgl~ow ohiektywnych i subiekty wnych, i znaczeniekh jest historyczrue i spolecznie zmienne. Niekt6re z tychpotrzeb oraz zagadnienia z nimi zwiqzane maj'l, rownie d uze znaczeniew funkcjonowaniu i rozwoju czlowieka co praca. Wartose ichdla


StOWA I SWIATEWA BIENKOWSKAGRA W IDEEW sensie o.sobowym i spolecznym dojrzalosc jednostki okreSla si ~przede wszystkim jako wejscie w rzeczywistosc ill>,tanowionq, w swiatjui urzqdzony, uporzqdkowany przez ok reslone kategorie i poj ~a ,kt6re umozliwiajq nam istnienie posr6d innych, tak jak inni. Wok61jecinostki dojrzalej zamyka si~ horyzont rzeczy, poglqd6w, zachowanustalonych, powszechnie przyj~tych, obdarzonych oczywistosciq ­wydajq si~ cz~sciq naturalnego ladu, skladnikiem wlasnej osobowoscijako osobowosci dojrzalej, uczestnicz


EWA BIENKOWSKAsobie sztukG poruszania si~ pomi~dzy niebezpiecznymi brzegami.A '00 b~dzie, jesli ktos, kierowany jakqs osobliwq cechq, niemoZnosciqprzystosowania, zrnyslem przekory, nonkonformizmem gl~bszym nizniecierpliw{)sc buntownika, zacznie od tego, ze spr6buje w og6lenie podjqC gry, odm6wi pelnego wejscia w swiat urzqdzony i zatrzymasi~ jak gdyby na linii demarkacyjnej miGdzy zgodq i niezgOOq,uczestnictwem i nieuczestnictwern? Jesli nie chce czy n iepoi,Tafi dokonae wyboru mi~y pozyc}ami, kt6re Sq mu z g6ryprzydzielane, czyli - inaczej m6w[qc - b~dqc czlowiekiem doroslymodm6wi wzi~cia na sie'hie dojrzalosci, pewnej wersji dojrzalosci,charakterystycznej dla dwudziestowiecznego kulturalnego Europejczyka?1iaki eksperyme.nt przeprowadzil i tab obraz nakrcilil Robert MusHw poWiesci Czlowiek b~ wlasciwosci. Wydaje mi si~ rzeCZq cieka­Wq i zna:eZqCq, tie w pierwszej polowie stulecia i jako jedno z jejnajbardziej 'interesujqcych intelektualno-literackich zjawis;k powstajetakie wlasnie dzielo. Ta og,romna zlowna konstrukcja, pelna postadludzkich, 'Problem6w, analiz, hryczna i filozoficzna zar,azem, chlodn ai w j,akims sensie desperacka, grawituje ,wok61 niezgody na wlqczeni'es.i ~ w swiat, wo:k61 napi~tej refleksji nad przyczynami tej niezgody,jej istotq i racj.ami. R6wniez nad tym, co stanowli jej ukrytq stron~'- marzenie 0 czyms innym, na co praktycznie nie rna nriejscaw rzeczywiSitosci urzqdzonej, lecz co n ie moze bye 'calkiem n ierealne,poniewaz jest nie dajqcym s!i ~ zagluszyc zqdanie m ludzkiegoserca.Niezgoda nie jest tu wi ~cczysto negatywnyrn stanowiskiem, jestnieodlqczna od niejasnych wyobrazen 0 czyms pozytywnym, na miar~najbardziej istotnych pragnien czlowieka, nierozdzielna od utopiiswiadornej, ze jest wlasnie utopiq, a jednak nieustannie przedziera jqcejsiG ku niespeInialnernu marzeniu. Przy tym nie jest tD niezgodazwracajqca si~ przeciw jakims ukladom spolecznym i postulujqca i,chzmian~ - przebiega w innej plaszczyznie: generalnej krytyki dojrzalegodwudziestowiecznego swiata. Polega ona przede wszystkimna rnozliwosci uzyskania czystego, jak g,dyby naiwnego spojrzenian a to, czym dookola zyjq i co robiq ludzie, spojrzenia, w k t6rymnie ma nawet pott;pienia - bo oznaczaloby to juz danq wiedzt;o j'akichs innych, wlasciwych zasadach istnienia - lecz tylko Zldurnieniei narastajqce uczucie obcosc.i, nierealnosci wszystkiego, copochl.ania ludzi i stanowi dla nich niepodwazalne ramy zy,ci a. Aleczyste spojrzenie, kt6re odejrnuje swiatu poZOrllq oczywistosc, obnazapu.s t k~ ziejqcq za nawykami, o p.iniami, czynnosciam i, nie jestspojrzeniem Prostaczka, kogos niewtajemniczonego i zgorszonegocywi lizacjq w imiG naturalnej prostoty. To wzrok czlowieka gi~oo -100 wprowadzonego w sprawy wsp6kzesnej kultu ry, nam'i~rrie zwjq­1662


ORA W IDEEzanego z pewnymi wartosciami, ktore zaczerpnql z obcowania z my­:iIq, sztukq, wiarq Zachodu.Ulrkh, g16wna postac powiesci Ml\lSila, w oczach innych os6bciel'pi na chronicznq niezdolnosc do identyfikacjj z jakqkolwiek sytuacjq,kt6rq spoleczenstwo mu podsuwa: z zawodem, swiatopoglqdem,ety'kq panujqcq, grupq spolecznq, rolq towarzyskq. Jest to nicinnego jak odmowa dojrzalosci w tym ksztalcie, jaki wsp6lczesnoscma mu do zaproponowania: na przyklad bye matematykiem, bye idealistq,bye synem mieszczanina uszlachronego przez monar


EWA BIEr:.lKOWSKAgradowanym. Ludzie przestajqcy z Ulrichem ciq,gle oskarzajq goo niedojrzalose, cynizm, sceptycyzm alho wr~z 0 nieludzkosc. Kazdy z nich jakos dokonal swojego wyhoru, wskoczyl do czekajqcegowO:l}kia, ktOry pociqg.I1ql goo na jeden ze szlakow ustalonej siecidrag. Kazdy swietnie opanowal jc:zyk, jaki sIuzy do powrnego porozumiewaniasic: w ramach zakrzeplych uklad6w, j~zyk pelen wiel­Idch s16w, ktore w konfrontacji z zyciem okazujq si~ opuszczoneprzez SWq witalnq substancj~, Sq jak straszqce widma. Ulrich towidzi i kolejne doswiadczenia coraz bar


ORA W IDEEi .()czywistego poczucia wlasnego mleJSCa w nim, ilia Ulricha osiqzycia stajq si~ idee. Bezposredn.ie doSwiadczenie wlasnej egzystencjico prawd a pojawia sif; niekiedy i jest doznaniem wstrzqsajl:l.cym,ale w Zyciu rozbitym, prowizorycznym jest to doSwiadczenie slepei bezsilne - moment rozpaczy bez przyczyny, wzruszenia bez konsekwencji.Nie da sif; na nim niczego zbudowac, bo jak. gdyby naleZyjuz do swiata utopii, jest aluzjq do niemoZliwej pelni. Jedynymn arz~iem istnienia swiadomego, czujnego, broniqcego sif; przedbezdusznosciq i klamstwem Sq idee, to znaczy kontrola, surowa i precyzyjna, jakq Urlich pragnie rozciqgnqc nad powszecImq grq w idee,nad ideami kursujqcym1 w swiecie, stanowiqcymi chleb powszednidla m ego i dla wsp6lczesnych. Jest to najbardziej rozbudowany i zpasjq rozwijany temat powiesci: roztoczyc scisly nadz6r nad tym,co stanowi bqdi co podaje si~ za zycie intelektualne naszej epoki,co tedy decydujqco ksztaltuje jednostki i staje si~ dla kaidej z nich~ia j bardziej osobistym sposobem bycia, najbardziej zatajonym falszemjej egzystencji albo jej wi~zieniem, alba chorobq.Na to widowisko, na gigantyczny, wrzaskliwy, pelen chaosu jar""mark idei Ulrich patrzy ze zgrozq i jak zafascynowany obserwuje,co d zieje si ~ z nimi na tej spekulujqcej stale na zniZk~ gieldzie ,gdy oderwane od zyciowych, wiqZqcych tresci mnozq si~ w przerazliwym tempie, tworzq bezksztaltne hybrydy, wdaje, w najbardziejpodejrzane koneksje; sw6j sztuczny byt utrzymujq jedyniedzi~ i walce z ideami przeciwnymi lub dzi~ki zdolnosci do przepoczwarzaniasi~ w stosownej chwili We wlasnq odwrotnosc. Cowif;C s i~ stalo z idealni, przeznaczonymi - zdawaloby si~ - do tego,by zakorzenione w podstawowych warunkach istnienia stanowilysluzebne wobec niego, historycznie ewoluujl\ce instrumenty poznawaniai porzl\dkowania swiata i wlasnego wn~trza, by byly formami wyrazu zasadniczych egzystencjalnych decyzji? Dlaczego nastqpHatak niepohamowana inUacja idea16w, koncepcji, swiatopoglqd6w,r ecept na zbawienie, dewaluacja wielkich s16w, kt6re w ciszyi z rzadka ,tylko powinno sif; wypowiadac, a kt6rych teraz peIneusta majq zawodowi krzykacze? Jak. powmna zachowac sif; jed.nostkanie mogltca sif; pogodzic z masow&, degradacjl'l tego,co uWaZaza n ajcenniejsze, za jedyne narz~dzie czlowieka w swiecie utraoonejjedno.sci?Tymi pytaniami zyje Ulrich i one mu przeszkadzajl\ zaakceptowactzeczywistosc urzqdzol1l\, swiat falszywej dojrzaloSci. Moma byrze.c, ze d()swiadczenie, jakie go spotkalo u progu doroslo.sci i zawazylona calej p6Zniejszej postawie, to doswiadczenie zdrady, sprzeniewierzeniasi~ idei. Czy to idee zdradzily czlowieka, czy czlowiekzdradzil idee? Czy to bezmyslny .automatyzm zycia zbiorowego zdeformowalnieodwracalnle te duchowe gwiazdozbiory, kt6re poWinny7 - ZNAK1665


EWA BIENKOWSI


GRA W IDEostarych poj~ciach. Ta ksiqzka chlodna, krytyczna, cz~sto sprawiajqcawrazenie destrukcyjnej, w nieoczekiwany sposob pornaga i wewn~trznieodswieza. Dla Musila nie rna co rnarzyc 0 zmienianiu swiataojesli sie: go jeszcze prawdziwie ni2 przernyslalo.Ewa Bienkowska


MOJE CHRZESCIJA~STWO DAWNIEJ DZI SKs. ANDRZEJ ZUBERBIERMOJE CHRZESCIJANSTWODAWNIEJ I DZISChrzescijanstwo znaczy zbyt wiele, aby m6c je bez obaw okreslaczaimkiem "moje". Mowie wi~c b~~ raczej 0 pewnych elementachchrzescijanstwa, kt6re byly lub Sq mi ibliskie, 0 tym, co jest mibliskie w chrzescijanstwie moich czas6w: mojej mlodosci, mego wiekudojrzalego...Z chrzescijanstwem kojarzq mi si~ formy poOOZIlosci, wiara i jejinterpretacja, kt6rq stanowi teologia, a takze rzecz istotna: stosunekdo ludzi i spraw ludzkiego zycia. \71asciwie nie nalezaloby stawiactego wszystkiego oOOk siebie. Formy, w jakich wyraza si~ pobOZIlOS(:i wiara, nalezq do warstwy instytucjonalnejchrzescijanstwa, podczasgdy stosunek do ludzi jest dziedzinq jego egzystencjalnej i istotnejrealizacji. 0 instytucjonalnych formach chrzescijanskiego zyciamOZna m6wic stosunkowo latwo. Sq one nie tylko przyj~te spolecznie,ale i ustanawiane prawnie. 0 chrzescij anskim stosunku do czlowiekanielatwo mowie. To sprawa postaw i zachowan przede wszystkimosobistych, trudno wymiernych, nie zawsze mozliwych do zaobserwowania...Tamte formy zycia chrzescijanskiego ulegajq przeksztalceniom,b~dqc zwiqzane z postaciq tego swiata, ktora przemij ;;~.Zwiqzek z innymi ludzmi - to istota chrzescijanstwa i ludzkiej egzystencji,to milose, ktora nie przemija. - Poniewaz jednak moje refleksjenie majq miec charakteru ani calosciowego, ani systematycznegoprzedstawienia chl'zescijanstwa moich czasow, pozostaj~ przy1668


KS. ANDRZEJ ZU!!ERB IERtym wyliczeniu, kt6re nasun~lo mi si~ spontanicznie: chrzescijanstwo- a wi~c formy pooomosci, interpretacja wiary, stosunek doludzi...J ak zas rozumiec "dawniej" i "dzis"? Daruj~ sobie relacj~ z ch1'zescijanstwamoich lat kilkunast,u. Byly to lata przed rokiem 1939 :czas odk1'ywania litu1'gii w jej lacinskim ksztalcie, czas now egokaznodziejstwa w stylu Tihame1'a T6tha, czas Akcji Katolickiej i katolickichkoncepcji spolecznych... Wiele z tego p1'zet1'walo jeszczew lata powojenne i ksztaltowalo mojq dzialalnose, gdy po ot1'zymaniuswi~cen p1'acowalem przez kilka 1at w duszpaste1'stwie, a nast~pnie, po uzyskaniu doktoratu z teologii, rozpoczct1em wykladyw Semina1'ium Duchownym. To tez owo "dawniej" z tematu mejr elacji odnosie s i~ b¢2ie do ok1'esu juz powojennego, do pierwszychlat mej pracy po ukonczeniu studi6w. Jak jednak dlugi to okres?Nie bardzo wiem dokctd t1'wa "dawniej", a odkctd datuje si~ "dzisiaj".Zapewne uklada si~ to nieeo inaczej, gdy idzie 0 bliskie mi for mypooomosci, 0 teologi~ i 0 istotne wartoSci ch1'zescijanskiego Zycia.1. Formy poboznosci chrzescijanskiej to przede wszystkim 1itu1'giaeucha1'ystyczna. Ale "liturgia eucharystyczna" to juz okres1enie dzisiejsze,"dawniej" m6wilo si~ zawsze "msza swi~ta"... Okres powojennybyl to juz czas ok1'zepni~cia 1'uchu liturgi


MOlE CHRZESCIJANSTWO DAWNIEJ I DZISbardziej ustp'pujq pola ksiqzeczki do nabozenstwa zawierajqce zbiorymodlitw prywatnych.Juz w okresie posoborowym stykalem sip, bezposrednio i to przezdluZszy czas z bardzo zywotnymi osrodkami zycia religijnego w Belgii.Pozwolilo mi to doswiadczye pewnych wartosei liturgii eueharystycznej,kt6rychnie ujawnial ani ryt przedsoborowy, ani nawetprzeprowadzona u nas reforma, przynajmniej w swym poelqtkowymstadium. Zmiany liturgiezne, jakie nastClpily po Soborze, natrafilyu nas na grunt jeszcze surowy. Eksperyment liturgiczny nie wyprzedzalu nas nigdy prawa. Odwrotnie dzialo sip, w niekt6rych kra­.iacll Europy zachodniej, gdzie wprowadzenie w zycie reformy 80­bormvej bylo usankejonowaniem zmian, znanych juz i postulowanyehVl wielu osrodkaeh. W rezultacie, reforma liturgiczna dokonalasi p' u nas jako skutek odg6rnych decyzji koscielnych, jako zmianarubryk, kt6rej sens staje sip, dopiero z wolna dostp'pny og610wi,a nie jako owoc uprzedniego zrozumienia pewnych istotnych warto.5cihturgii idose powszechnie odczuwanej potrzeby lc11 uwydatnienia.Do wartosci tych nalezy przede wszystkim autentycznose gest6w1 .sl6w, modyfikowanych w zaleinosci od konkretnych warunk6w,w -iCl.kich sprawujc si~ liturgip" a tym samym zerwanie z formalizmemczy rytualizmem liturgicznym, po wt6re zas, wsp6lnotowy charakter sprawowClnia Eucharystii: rzeczywisty kontakt jej uezestnik6wmip,dzy soba, nie ograniczony do panl przewidzianych gest6wczy silrw. Db kogos przyzwyczajonego do formalistycznego przestrzeganlarubryk i do traktowania liturgii jedynie jako k aplansl\:iegoaktu 'kultu Bozego (przy ukrytym rozr6inieniu kaplan - Iud, a zapozmmiuludu kaplanskiego), tab spos6b sprawowania liturgii jestniemalym przezyciem. J est praktycznym odnalezieniem rzeczywlstyeh,? cia,gle jeszcze ukrytyeh wymiar6w naszej liturgii. Wymiar6w,z kt6rych wprawdzie kazdy, kto teologicznie znal tajem.11ic~ Ostatniej\;Vi ~cze rzy i Eucharystii, musial sobie zdawac sprawp', nie potrafiqcr6wnoczesnie sobie wyobrazic. ze mogq one zostae prz)T'\vroeonew pr


KS. ANDRZEJ ZUBERBIERro1a w K.Soiele jest wyraZnie niekonieczna. - Ksi'ldz, oowr600nYniema1 symbolicznie plecami do wszystkich obecnych na mszy sw.,nie przyczynia si~ do zaistnienia specyficznej wi~zi mi~y nimi.Kazdy nawet w tloku znajduje si~ ostateczme sam wobec wysokowzniesionego oltarza i sprawowanego na nim mysterium.Liturgia sprawowana jako zgromadzenie, kt6remu ksi'ldz przewodniczyi Lo sprawowana tak, zeby kawy z jej uczestnik6w m6gl rzeczywisciepoczuc si~ czlonkiem tego zgromadzenia, jedno z wszystkimiinnymi - {amie bariery oboosci mi~dzy jej uczestnikami i owejnieprawdziwej wyiszosci ksi~a w stosunku do swieckich. Zaczynaksztaltowac, a w perspektywie hiswrii przywracae, swiadomoscchrzescijaiiskiego braterstwa, tak zasadniczo, wedlug doktryny SoboruWatykaiiskiego II, uprzedniego w stosunku do r6mych funkcjispeluianych w Kosciele przez poszczeg6lnych wiernych. TakZe przezksip,dza.Tak sprawowana liturgia powoouje osadzenie akt6w kultu i religijnosciw samym centrum iycia. To sprawa tak wama jak szkodliwyjest dystans mi~dzy .. przyst~powaniem do sakrament6w", a zyciem"praktykuj'lcych" chrzeScijan. Ilustracj~ tego rozdiwi~ku mi~dzypraktykami religijnymi a zyciem stanowil pontyfikalny spos6bsprawowania litw'gii, obrosly mn6stwem czynnosci, gest6w i slow,ktorych znaczenie znali juz tylko historycy liturgii. Zacz'll si~ procesu praszczania, Obj'll nie tylko celebr~ pontyfikalnq, ale caloscsprawowania liturgn, jej miejsca i szat liturgicznych. Kto znal lasszczeg610wych rubryk z okresu przed odnow'l, zdaje sobie spraw~z odmiennego charakteru rubryk obowi'lzuj'lcych aktualnie, sprzyjaj'lcychautentycznosci w sprawowarriu liturgii, bezposredniej zrozumialo.scigest6w i s16w, Stwarza si~ tez wi~ksz'l mozliwosc sprawowanialiturgn poza kosciolami, w prosty·ch warunkach codziennegozyda. Zaczyna bye widoczne pewne podobienstwo mi~dzy Eucharystiqa wsp6lnym posilkiem, podobienstwo Eucharystii do Wieczerzy.Niepodobna przekazac doswiadczenia udzialu w liturgii, w kt6rejrubryki przestajq bye rzeczywistosciq sakralizowanq, a staj'l si~praktycznymi wskazaniami, podporz'ldkowanymi normowanej przeznie rzeczywistosci kultu i w kt6rej kontakt z wsp61uczestnikami jestprawdziwy i Zywy, b~qc nie tylko jednym z element6w liturgii, alepo prostu liturgiq, miejscem spotkania przez Jezusa Chrystusa w DuchuSwi~tym z Ojcem, ktory jest w niebie, To trzeba przezyc. Przypuszczam,ze ci, do ktorych oonowiona liturgia nie przemawia, albopozbawieni byli dot'ld takiego d.Swiadczenia, alba z racji mniej czybardziej swiadomych uprzedzen potrafili si~ od niego odizolowac.Nie W'ltpi~ jednak, ze wlaSnie takie odnowione sprawowanie liturgiijest przyszlosci'l Kosciola, ktory dopiero wszedl na drog~ oowrotuod zrytualizowanego "ooprawiania mszy sW.". Jestem przekonany, ze1671


MOJE CHRZESCIJANSTWO DAWNIEJ I DZISze wzgl~u na swe doniosle skutki dla swiadomosci wiary odnowaliturgll leZy rzeczywiScie, zgodnie z zamierzeniem Soboru WatykanskiegoII, u podstaw odnowy Kosciola, proklamowanej przez tenSob6r jakO' sytua-cja trwala.Rozumiem, ze takie w okresie liturgii sprawowanej po tacinie,a nawet w czasie ,gdy ruch liturgiczny nie byl jeszcze jej wyzwolilz rowych form pobowosci ludowej, ktorymi zostala swego czasuprzysloni~ta, chrzescijanie spelniali obowiqzek udzialu w niedziefuejmszy i uswi~ali si~ dzi~ki takiemu, godnemu w niej uczestnictwu,jakie w6wczas bylo mozliwe. Zapewne tez wielu uczestniczylo lepiejVi' t ak sprawO'wanej liturgii, niZ niejeden dzisiejszy wielbiciel jej zreformowanegoksztaltu. Nie pozwala to jednak wnioskO'wac - a z takqopiniq mowa s i~ niekiedy spotkac - ze reforma liturgll jest spr aWqdrugorz~q, a jej odnO'wione formy Sq tak sarno O'wocne dla wiaryjej uczestnikow, jak dotychczasowe, wymagajqce odnowy. Popelniasi~ tutaj blqd, kt6ry okreslic by mOZna mianem esencjalizmu. Stanowion pewne wynaturzenie przekonania 0 dzialaniu sakramentOwex opere opera to. Skoro istota Eucharystii nie ulega za·dnej zmianie,w jakimkolwiek sprawowac by jq j~zyku, z udzialem wiem ych czybez ich udzialu, z dwoma czy trzema ·czytaniami, ze znakiem pokojupr zekazywanym sobie wzajeronie przez jej uczestnikow czy bez t a­kiego znaku, to wszelka jej odnowa posiada wartosc n ader wzgl¢nq.Otoz owe formy sprawow ania Sakramentow nie Sq O' boj~tne dlaich skutecznooci, podobnie jak dzialanie ex opere opera to rue tylkonie wyklucza, lecz domaga s i~ - gdy tylkO' to mozliwe - osobistegozaangawwania kazdego z uczestnik6w obrz~ow sakramentalnych.To owe r6worodne formy - i j~zyk, i udzial wiemych, i czytaniabiblijne, i przekazywany sobie nawzajem znak pokO'ju, i wszystkoinne - tworzy calosc owego widzialnegO' i skutecznego znaku laski,jakim jest Eucharystia. Sakramenty nie sprowadzajq si~ do tzw.dotychczas materii i formy, chocby niektore z nich w naglq-cych okalicznosciachmogly bye skutecznie w tak zredukowany sposob sprawowane.Eucharystti, nota bene, nigdy w tak skr6cony spos6'b sprawowacnie wolnO'. Dokonywa si~ ona zawsze jako calose zlow naz wielu obrz~ow - czytan, modlitw, dzialan - tak jak jest zar azemzgromadzeniem, pamiqtkq, wieczerzq, ofiarq - i zaden z ty-ch obr z~d6wnie jest O'boj~ tny dla jej owocnosci. Sakramenty me sprowadzajqsi~ w swej istocie do niewidzialnego udzielenia laski, ale Sqz istoty znakami. Udzielenie laski zwiqzane jest z wymOWq i odbioremtych znak6w. Gdyiby bylo inaczej, oficjalna troska Kosciola0' liturgi~ i kaildy jej fragment bylaby niewytlumaczalna.2. "Dawniej" i "dzis" liturgii doprowadzilo ronie jui: wlaSciwie do"dawniej" i "dzis" teologii. Scala si~ ona dla mnle z zasadniczym1672


KS. AN DRZEJ ZUBERBIERwyrazem wiary, z Credo, ktorego jest ciqgIe odnawianq interpretacjq.Teologia mojej mlodosci, teologia lat pi~Cdziesil!tych.. . To bylotez moje chrzeScijanstwo: moje przekonania teologiczne, ksztaltowanew czasie studi6w.Nie 'bardzo potrafi~ odroZnic moje przekonania od tresci teologiioficjalnej. Spotykalem si~ nieraz ze zdaniem, ze ksiEiza powinni glo-­sic z ambon (w6wczas to jeszcze dzialo siEi z ambon) nie bezosobowoformulowanq doktr'JIl~, lecz osobiste przekonania. Wyraza siEi w tymtEisknota za swiadectwem, a obawa przed ideoIogiq... Gdy jednakzastanawiam siEi, co sam moglbym wowczas glosic jako przekonaniawlasne, nie dostrzegam zadnej dwoistosci mi~zy swymi przekonaniami,a doktrynq oficj alnq. Osobisty charakter tego, co glosilem(lub moglbym glosic) sprowadzal siEi chyba po akcentowania tych r a­czej, a nie innych element6w doktryny wiary, do okresionego sposobuargumentacji, ktory dia mnie samego byl przekonywajqcy,do !takiej 'a nie innej fonny retorycznej... Jak wiEic z tej perspektywyprzedstawiala siEi dawniej i przedstawia dzis moja teologia?Dawniej - bylem bardziej doktrynerski. Moze to zresztq cechan ie mego owczesnego chrzescijanstwa, lecz wieku? Zasady utoZsamialysi~ dla mnie latwo z regulami post~powania; rue bardzo dostrzegalemuwarunkowania, kt6rym podlega kaidy czlowiek i k toremodyfikujq zar6wno rozumienie zasad, jak i same autentyczniesum i e n n e przekonanie 0 ich obowiqzywalnosci. Obiektywne zasadywinny byly bye - w moim przekonaniu - z korriecznosci 080­bistymi zasadami kaZdego, a obiektywne racje dia kazdego przekonywajqce.Z pewnym trudem oswajalem s i~, a nawet ciqgle oswajam z myslq,ze kaZdy czlowiek tworzy w oparciu 0 r6me zresztq Zrodla i wplywywlasny, autentyczny swiat wartosci, kt6ry w zetkniEiciu z tym czlowiekiemnalezy dostrzec i uszanowac. To jest oczywiScie temat 80­boru Watykanskiego II, temat jego Dekretu o. ekumenizmie, Deklaracji0 stosunku do religii niechrzescijanskich, Deklaracji 0 wolnoscireligijnej... Bardziej jednak nii dokumenty Soborowe dopom6g1 mido zrozumienia tych spraw Jacques Leclercq SWq wydanq przez"Znak" ksiqzkq Katolicy i wolnose mysli. Twierdzenie, ze blqd niemoze posiadac tych samych praw co prawda, jest tylko pozorniesluszne, w istocie zas zupelnie nieuzasadnione. Prawa przyslugujqbowiem osobom, t akze blqdzqcym, a nie wartoSciomabstrakcyjnym.To zresztq jest sprawa, z kt6rq musimy siEi oswajac jeszcze dlugo.Warunlti pewnej jednolitosci srodowiska religijnego sprzyjajq postawieumyslowej, w kt6rej wlasne przekonania latwo uznawac zaoczywiste, a przekonaniom odmiennym odmawiac wszelkiego uzasadnierna.1673


MOJE CHRZESCIJAJ(jSTWO DAWNIEJ I DZISStudiowalem teologi~ scholastycznq, zwiqzanq z tzw. filozofiq wieczystqw wersji tomistycznej. Mialem znakomitych w tej dziedzinieprofesor6w i przewodnik6w. W Seminarium Duchownym sluchalemwyklad6w Jana Jaroszewicza, obecnego biskupa kieleckiego i przedwcze.sniezmadego ks. J6zefa Lapota, ktorzy doktoryzowali si~ nadom:inikanskim Uniwersytecie we Fryburgu Szwajcarskim. SluchalemtakZe dobrze znanego teologa okresu mi~ywojennego , ks.Aleksandra Zychlinskiego, ktory uczyl wnikac w tekst sw. Tomaszaz Akwinu, kreslqc panoram~ jego mysli i zapoznajqc z kompozycjqSumy Teologicznej. Na K,atolickim Uniwersytecie Lubelskim bralemz kolei udzial w prowadzonym przez prof. Stefana Swiezawskiegoseminarium historE filozofii, b~dqc tam swiadkiem i uczestnikiempierwszy,ch krokow, jakie stawial u nas tomizm egzystencjalny.Klarownose i obiektywizm Tomaszowych (Tomaszowych, a nie tomistycznych)koncepcji, jasne metodologicznie rozr6Znienia mi~zyteologiq i filozofiq z jednej, a filozofiq i naukami szczeg610wymi z drugiejstrony, konsekwencja w stosowaniu przyj~tych zasad dzialalyna mnie urzekajqco i przekonY'-valy 0 slusznosci podstawowych rozwiqzanTomaszowych zar6wno w teologii, jak i w filozofii. Jeslijednak poczqtkowo poglqdy Tomasza z Akwinu utoZsamialy si~ dlamnie z tomizmem (lub raczej 'odwrotn1e: tomizm uwa±alem za poglqdysamego Tomasza !), to z biegiem ,czasu dostrzegalem ooraz wyratniej, ze tomizm jest okresleniem doktryny jednej z nowozytnychs z.~ 6 1 filozoficzno-teologicznych, inspirowanej bardziej komentarzamido Sumy - przede wszystkim komentarzami Kajetana - niz SaoffiqSumq. Rozemanie to zawdzi~czam najpierw Szkole Nowej Teologii,na ktorq uwag~ zwr6cil mi ks. prof. Ignacy Rozycki. Henri de Lubaci :inni znakomici teologowie-historycy zakwestionowali wiemosc teologiinowozytnej, mieniqcej si~ tomistycznq, w stosunku do Tomaszaj oowazyli si~ wbrew przyj~tym i prawie ze sakralizowanyn1 w okresieantymodernizmu poglqdom odwolywac do Biblii, pism OjcowKoscio1a i Tomasza odczytywanego na nowo.Odrozn:ienie poglqd6w Tomaszowy,ch od tomizmu zawdzi~zamtakze prof. Stefanowi Swiezawskiemu. To on przestrzegal swy,ch sluchaczy,by nie mylic nawet w j~zyku okreslen "Tomaszowy" i "tomistyczny"i to dzi~ki niemu zapozna1em si~ z wla.sciwq Tomaszowiegzystencjalnq koncepcjq bytu w miejsce obowiqzujqcej w tomlzmien owozytnym koncepcji esencjalnej.Wprawdzie nie miejsce tutaj na przedstawianie teologicznych dociekan,trudno mi jednak nie podkreslic znaczenia, jakie egzysten­.cjalna koncepcja bytu posiada dla teologii. Wedlug tej koncepcji, jakwiadomo, bytem jest to, co jest, czyli istniejqca istota. Nie jest nimnatomiast sarna istota, ktora dopiero moglaby bye okresla..'1a przezistnienie lub nie. Realistyczna filozofia, a takze teologia zawsze prag­.614


KS. ANDRZEJ ZUBERBIERnie zajmowac si~ tyro, -co jest. Dqzenie to wyraZa si~ w znanychi cz~sto powtan:anych zasadach, jak non sunt multiplicanda entiasine necessitate lub Ecclesia de possibilitate non iudicat. Gdy jednakza b'yIt ulwaza si~ nie tylko to, co jest, ale takZe to, co moze bye,-droga do zajmowania si~ mozliwosciami staje otworem. I ilez takichkwestii pojawia si~ w teologii! Co Bog moglby uczynic de potestateabooluta w jakims innym rueistniejqcym i niewyobraialnym swiecie,a 00 de potestate ordinaria, czyli biorqc pod uwag~ swiat przezenstwor w ny... Jakim bylby czlowiek w stanie natury czystej, to znaczyw stanie, w jakim nigdy si~ nie znajdowal i znajdowae nie b~dzie...Kwestie pozorne, jeszcze obecne w teologii roojej mlodosci,dzis skutecznie eliminowane n a rzecz teologii rustorii tbawienia,a wi~ c tych wydarzel1, ktore de facto znaCZq stosunek czlowieka doBoga. W tym procesie oczyszczania teologii i przywracania jej w pelni realistycznego charakteru wainq rol~ odgrywa wlasnie egzystencjalnakoncepcja bytu.To, co powiedzialem 0 d-oktrynie Tomaszowej i 0 tom izmie, stanowjwierny obraz moich przekonan z lat pi~cdziesiqtych, przekonan, od k torych w gruncie rzeczy nie odstqpilem do dzis. Swojq 1'ozpraw~doktorskq po swi~cilem analizie tekstow sw. Tomasza z Akwinu, odnajdujqc w nich uj~cia odmienne niz te, jakie pod nazwqtomizmu prezentowala nowozytna teolo~g ia scholastyczna. Sprawdziternna wlasnym warsztacie, ze sw. Tomasz nie byl a utorem nowozytnegodualizmu n atura - nadprzyrodzonose, chociaz to d zi~k in iemu wyrazenie "n adprzyrodzony" zyskalo w teologii zachodniejprawo obywatelstwa. Nie uzywal on go jednak dla bezposredniegoprzeciwstaw ienia temu, co naturalne, ale dla okreslenia dzialan samegoBoga, jako przyczyny nad-naturalnej i tych dziala6 ludzkich,k tore do Boga odnoszq si~ wprost. Jestem przekonany, ze mozliwoscakceptow ania pOiniej dorobku teologow innych orientacji filozoficznychzawd zi~ czam temu wlasnie rozeznaniu w dziejach Tomaszowej mySE, ktore w czesniej stalo si~ moim udzialem.Na dlugo przed Soborem Watykanskim II pojawily si~ pierwszeznaczq-ce pr6by konfrontowania teologii z filozoficznq myslq XX w.Geist in Welt Rahnera napisane zostalo jeszcze pr zed 1939 r ., a m{)­n umenta]ne dzielo Schillebeeckxa 0 sakramentach zostalo opublikowanew 1952. Apel Jana XXIII i Soboru 0 nowe wyrazenie prawdwiary usprawiedliwial dotychczasowe pr6by w tym wzgl~dz:ie i wpro­\vadzal teologi~ oficjalnie na nowq drog~: pluralizmu.Dorobek teologii inspirowanej przez wsp61czesnq mysl filozoficznqjest wi~ c ej ruz niewqtpliwy. Skladajq si~ nan o siqgni~cia r6inegorodzaju. Obecnose perspektywy historycznej we wszys tkich do ciekaniachteologk znych, ktorych przedmiotem nie jes t zresztq n ic in ­nego, jak objawione w historii zbawienie; rozumienie teologii jako1675


MOJE CHRZESCIJAIiiSTWO DAWNIEJ I DZIShermeneutyIti, a wi~c jako interpretacji zar6wno Biblii, jak i kolejnointerpretujqcych jq tekst6w tradycji; badania n ad jc:zykiemwiary, a taki:e wyokrzystywanie uj~e, kategorii, okreslen, stylu myslenia- wlaSciwych fenomenologii egzystencjalnej.Nie zaczynam od pytania, w jaIti spos6b wsp61czesne uj~ cia mozoficznedadzq sic: pogodzic z uj~ciami dbecnymi w teologii, a wyroslymlna gruncie filozofii greckiej, przede wszystkim perypatetycznej,w jaki spos6b godzq si~ z moimi, a co waZniejsze, przyj~tymiw teologii przekonaniami Tomaszowymi. Ta droga bezposredniejkonfrontacji prowadzi zazwyczaj albo do eliminowania jakichkolwiekosiqgni~e wsp6lczesnych i pozbawia racji dialog teologii z filozofiqdzisiejszq, albo do uznania za przestarzale i odrzucenia dotychczasowychuj~e teologicznych, jako opartych na zdezaktualizowanej filazofiigreckiej. Moma si~ przy tym obawiae, ze w vvypadku tukiejkonfrontacji dyskusja sehodzi na teren filozoficzny i prowadzi dostwierdzenia nieprzystawalnosci do siebie r6Znych perspe'ktyw, np.metafizycznej i fenomenologicznej.Zaczynam przeto od oceny wsp61czesnych uj~c z punktu ich przydatnoscido interpretacji Biblii i w perspektywie historycznego rozwojutej interpretacji. Jesli pewne uj~cia wydajq s i ~ sluszne, trzebapozostawie czasowi konfrontacj~ ieh zawartosci filozoficznej z takqzzawartosciq teologii tworzonej w oparciu 0 filozo fj ~ perypatetycznq.Czyz zresztq teologia stanowi i rna stanowie jednolity system, sp6jnyfilozoficznie? Obawiam si~, ze nie byloby w6wczas w niej miejscailia wielu zadomowJonych w niej imion i temat6w, ani zgody n awsp6listnienie oOOk siebie roinych ujc:c. Czy zas nie czyni tak PawelVI, akceptujqc stosowanie do przemiany eucharystycznej okreslentr anssignificatio i transfinalisatio, byleby zachowywac nadal uzyteprzez SobOr Trydencki wyraienie transsubstantiatio ? Zasadq sp6jnosciteologii nie jest ani metafizyka perypatetyczna, ani styl filozofowaniawlasciwy fenomenologii egzystencjalnej, ani zresztq .'ladnafilozofia. Wielkosc Tomasza jako teologa nie polegala na stworzeniusystemu teologicznego w oparciu 0 arystotelizm (ezy jaItis tego rodzajusystem teologiczny jest w og61e moiliwy?), ale n a akeeptowaniuarystotelizmu jako jednego wi~eej , nowego narz~i a w arsena1eteologH i-bye moze - nie tyle na sealeniu fi10zofii z teologiq, cona odr6Znieniu jednej od drugiej.Szukam eh~tnie spoistosci wlasciwej teologii w tym, co zawsze stanowilo0 tej spoistosci: w objawieniu i w wierze, z jakq objawieniesi~ przyjmuje. Moina tez powiedziee: w Biblii, kt6ra ma bye "du­SZq calej teologii" i stanowi kryterium nie tylko dociekan teologicznych,ale i samego oficjalnego nauczania w Kosciele. Skqdinqd, spoistoseiteologii trzeba szukac na plaszczyinie jej j~zyka, starajqc si~go analizowac w calej jego specyfkznosei. Pr6by podejmowane w tej1676


KS. ANDRZEJ ZUBERBIER·dziedzinie np. przez Evansa i Ladriere'a, a oparte na ustaleniachAustina, Sq godne najwyzszej uwagi.Za pilne przeto zadanie zar6wno osobiste, jak i teologii dzisiejszejuwazam staranne wnikanie w mysl wsp61czesnq i kontynuowaniez ni '1 dialogu w oparciu 0 podstawowe kryteria teologiczne, nie zasob ron ~ uj~c teologli nowozytnej czy tzw. neoscholastycznej. Za nieporozumieniez punktu widzenia teologicznego uwaiam odrzucanienowych uj~c teologicznych, powstalych z inspiracji dzisiejszych filozofii,dlatego tylko, ze zdajq si~ bye niezgodne z perypatetycznq filozofiqbytu. Podobnie zresztq za nieporozumienie uwazam odrzucaniedotychczasowych uj~e teologicznych dlatego tylko, ze wiqzq si~ z t '1wla.§nie filozofiq bytu.Na temat "dawniej" i "dzis" wiary i teologii, kt6rej jestem swiadkiem,trzeba powiedziec przynajmniej jeszcze jedno. Poslugujqc s i~zdaniem Paula Ricoeura, "quelque chose est perdue, irremediablementperdu, l'immediatete de la croyance" - cos zostalo utracone,nieodwracalnie utracone: bezposredniosc wierzenia. Idzie tu 0 wierzeniew to, co czytamy w BiblE, b~dqcej zr6dlem objawienia. Biblia,w t ym takze i Nowy Testament i Ewangelie, stanowi wyr,az wiaryIzraela, a potem Kosciola pierwotnego. Ewangelie i inne pisma biblijne m6wiq prawd~, lecz dost~p do niej prowadzi poprzez poznanierodzaju l:iterackiego, w jakim zostaly napisane, i historii ich powstania,i ty;ch wszystkich czynnik6w, kt6re okreslaly pisarskq dzialalnoscieh autor6w. EwangeHe i inne pisma biblijne podajq nam histor i~,lecz dost~p do tej historii posiadamy jedynie przez interpretacj ~wiary pierwszych pokole6 wyznawc6w Jezusa,a wi~c tego srado­"liska, w kt6rym Ewangelia byla gloszona, a Ewangelie napisane.Wiqze si~ to z wieloma r6inymi sprawami. W moim osobistymdoswiadczeniu i pamip,ci znajduj~ przede wszystkim dwie : mit i rodzajeliterackie.Nazwanie jakiegos podania biblijnego mitem przyjmowalbym dawniej jako uwlaczajqce prawdzie Biblii. Dziedziczylem poj~cie mitujako opowiesci fantastycznej, basniowej, stojqcej w zasadniczej opozycjido prawdy i historii. Literatura religioznawcza i antropologicznaodkryla jedna'k mit jako wlasciwq i niezastqpionq form~ spolecznegoujawniania ostatecznej sytuacji czlowieka, tzn. sytuacji wynikajqcejz uswiadomienia sobie przez czlowieka swego miejsca wewszechSwiecie, podstaw i granic wlasnej egzystencji. Nauczyly mnietego Szkice z teorii kultury Malinowskiego. Byl to rok 1958. P6Zniejjeszcze Eliade, Ricoeur... Tak rozumiany mit nie przeciwstawiasi~ prawdzie, ani historii, a choc historii me przedstawia, to swymznaczeniem - we


MOlE CHRZESCIJANSTWO DAWNIEl I DZISwac, zwlaszcza w opowiesci 0 poczqtkach: 0 stworzeruu, 0 raju,grzechu, potopie... Biblia nie powEtala w izolacji od religijnych tradycjiludzkosci, tak jak Izraelici me zyli w odosobnieruu od i'"L'1ychlud6w. Z tym, ze w Biblii owa mitycznie wyrazana sytuacja czlowiekaokazuje si~ znajdywae Ewe miejsce w historii zbaw'ienia, b~dqcejdzialem Jahwe.Sprawa rodzaj6w J,iterackich, jakimi pos1ugujq si~ autorzy ksiqgbiblijnych kojarzy mi si~ - zaraz starue si


KS. ANDRZEJ ZUBERBIERmu, odpowiedzialnemu zyciu w milo,sci. Ta prosta, a zarazem najwamiejszasprawa narzuca mi si~ z 'biegiem czasu co,raz .bardziej,co o,czywiscie rue znaczy, bym potrafil reallzowac jq co,raz lepiej.Przede wszystkim dlatego" ze rue czyni~ do,bra, ktorego, bym prag:n.ql...Zastanawiam si~ jednak, w jakiej mierze mylilo, tu perspektywE:to wyo,brazenie Ko,scio,la, Jakie towarzyszylo, mo,jej dawniejszej aktywno,sci,ezy nawet jq inspirowalo,. Bylo, to wyo,brazenie KoSciolajako, sprawnej i rzutkiej o,rganizacji, wyo,brazenie religijno,sci, jako,przejawianej w jej rarnach dzialalno,sci, instytucjo,nalne pojmo,waniehasel w ro,dzaju "zdo,byc swiat dla Ghrystusa" itp. Pami~tam, jakpod ko,niec lat pi~6dz.iesiqtych abp Ko,minek pi~tnowal na pewnymzebraniu duszpasterskim naleganie na zawieranie sakrarnentalnychzwiqzk6w malZenskich, plynqce z mo,tywu "by nie czynic krzywdyKoScio,Io,wi"! Wprawdzie rue uto,isamialem nigdy aktywno,sci wlasnejlub innych, podejmo,wanej w ramach Ko,scio,la-instytucji, z byciemchrzescijaninem (sarna wiara nauczana w Ko,sciele na to, niepozwalala), to, przeciez wlasna aktywno,sc absorbowala i pro,wadzilamimo, wo,ll do, do,brego, samo,poczucia chrzescijailskiego,. Po,do,bnienacisk kladzio,ny przez nas, ksi~zy na spelnianie praktyk religijnych- choe skqWnqd sluszny - sprawia wrazerue, ze chrzeScijaninemjest si~ w miar~ przycho,dzerua do, ko,scio,la i ze obowiqzkiruejako o,rganizacyjne majq pierwszenstwo przed ko,ntaktami mi~dzyludzkimi.Wyobrazerue Ko,$cio,la-organizacji, Ko,scio,la walczqcego i tryumfujqcego,juz na ziemi, ustqpilo, tymczasem, a w kazdym raziewyrainie zaczyna ust~powac o,brazowi Ko,scio,la pielgrzymujq,cego"sluzqcego swiat'll, cierpiqcego wraz z Chrystusem. Jan XXIII w pami~tnejencyklice Mater et Magistra z wlaSciwq so,bie rprostotq podkreslilreligijnq i zbawczq warto,SC pracy ludzkiej, ktora zajmujewi~kszosc godzin dnia i zycia czlo,wieka. Konstytucja do,gmatycznaLumen gentium mowi najjasruej w swiecie 0 miloSci jako, pemej realizacjichrzescijanstwa, ktora dost~pna jest kazdemu i do ktorejkaZdy jest powo,lany. Przeko,nanie 0 ko,niecznym zaangaZowaniuchrzescijan w budow~ lepszego, swiata (ruebo jest przed nami, nienad nami), znajdujqce wyraz we wspolpracy ekumenicznej, narzucasi~ z takq oczywisto,sciq, ze wyworuje glo,sy o,strzezerua: eschatologiczneniebo i ziemia rue b~q po pro,stu tym zbudo,wanym przeznas lepszym czy najlepszym swiatem!...Wszystko, to nie znaczy zapewne, by dzis latwiej bylo, bye chrzescijaninem,latwiej bylo, realizowac isto,tne wymagania Ewangelii niZdawniej, cho,C pelniejszy obraz Ko,8cio,la, Ko,scio,la jaki sami two,rzymy,niewqtpliwie temu sprzyja. Mo,ze najtrudniej spelniac w sposobdo,skonaly rzeczy najpro,stsze i najbardziej codzienne. A przy tym,1679


MOlE CHRZESCIJANSTWO DAWNIEl I DZIS, wszelka oficjalna aktywnose w Kosciele, takze ksi~dza i teologa,zawsze stwarza niebezpieczenstwo popadni~cja w nmiemanie, zes i~ jest dobrym chrzeScijaninem.Tymi, kt6rzy i dawniej, i dzis strzegq mnie przed tym niebezpieczenstwem,Sq ci - i ksi~za i swieccy - ktorzy przez sw6j osobistyi przyjacielski stosunek do nmie kaZq mi bye i sobq, i przyjacielem;k t6rzy kierujq mojq uwag~ na sprawy ludzkie i wartoscl egzystencjalne;ktorzy pozwalajq lub nawet domagajq si~, bym spelnialmoje funkcje koscielne i spoleczne z tEl bezposrednioscia" z jaka,sluZy si~ najbliZszym. Czuj~ si~ zawsze ich przyjacielem - choc odniektorych sposr6d nich dzieH mnie czas, odleglose, a nawet smiere ­imam w stosunku do nich poczucie ni'2splaconego nigdy dluguwdzi~cznosci.Ks. Andrzej Zuberbier


IDARZENIA - KSIJ\iKI - LUDZIEW POSZUKIWANIU PIERWSZEJ SYMETRII "God, Thou Great Symmetry Who put a bitting lust in me (...) Give me one perfect thing." A. Wickham, EnvoiPrzytoczany wyzej fragment wiersza, w kt6rym B6g nazwanyzostal Wielkq Symetriq, umieszczony zostal przez H. Weyla w pracypodejmujllcej problematyk~ symetrii. Zagadnienie symetrii i jejprzejaw6w obserwowanych zar6wno na poziomie mikrokosmosu,jak i w proeesach biologicznych ezy w skali kosmologieznej, stanowitakze przewodni temat przetlumaczonej z j~zyka rosyjskiego pracyzbiorowej Przestrzen, czas, rueh 1. Radzieccy autorzy ksi'lzki daleeySq od tego, by w st.ylu Weyla wprowadzac dygresje 0 transeendentnyehuwarunkowaniach symetrii, niekt6rzy z nich z wyraZnqpredylekejq przypominajq poglqdy klasyk6w marksizmu odnosniebadanych kwe.stii. Cala praca stanowi wartosciowq i interesujqcqprezentacj~ nowych u.i~c przestrzeni, czasu i ruchu, kt6re to uj~cia- wedlug przypusz-czen J . Urmancewa - mogq w przysz!osciutworzy6 jedn'l nauk~ 0 Symetrii WszechSwiata. 740-stronicowe opracowaniezawiemjllce 23 aTtykuly 22 ,autor6w obrazuje pasjonujqcedqienie czlowieka do odkrycia kosmicznego ladu, odzwierciedlanegoprzez r6wnania pola, prawa zachawania czy fizykalne toorie ewolucjiwszechSwiata. Artykuly te Sil zr6:inicowane rue tylko tematycznie,lecz i epistemologicznie. W zbiorze znajdujq si~ 7lar6wnoI Tytlll oryglnalu: Prostranstwo. wrlomtu. dwUentje. Tillm. M. Korzenlowska,J. Kozubowskl. Cz. Rymarz. S. Zameckl. Warszawa 1.976.4 - ZN AK 1681


ZOARZENIA - KSIAZKI - LUOZIEutrzymane w tonie sprawozdawczym opracowania dotyczqce pr6bstworzen!i.a unitarnej teorii pola, jak i filozoficzne analizy m.in. zagadnienianieskonczonosci we wsp6lczesnej kosmologii czy tez artykulyz nowymi metodologicznie uj~ciami klasycznych paradoks6wZenona lub problematyki modelowania cybernetycznego.R6morodne tematycznie artykuly ukazujq przejawiajqcq si~ wewszechSwiecie harmoni~, kt6ra - uzywajqc wyraZenia J. Bernoulliego- eadem mutata resurgit, niezaleZnie od tego, czy resurectiodokonuje si~ w ukladaoh 'cybernetycznyoch, procesach biologicznychczy w zjawiskach mikroSwiarta. Ur zeczeni tq harmoniq - ja k Bernoullispiralq Iogarytmicznq - pitagorejczycy utrzymywali, ze harmonijniezestrojone przeciwienstwa wszechswiata zachowujq odpowiednieproporcje liczbowe. Stqd tez, z r acji obserwowanego porzqdkui harmonii, nazwali oni swiat Kosmosem - ladem, ZM samejharmonii nadali miano boskiej. Ze zmianq paradygmatu naukowegozmienil si~ takze styl i metody badatnia kosmicznego ladu. Miejscespekulatywnych hipotez zaj~ly dane obserwacyjne. W 1615 r.J. Kepler zwr6cil uwag~, iZ mi~dzy ramionami gwiazdek sniegowychzachowany jest kqt 60°. Nast~pl1ie przyszly prowadzone w wie­Iu osrodkach obserwacje kryszta16w. Zapalony ideq krysztalowychsymetlii Rome de l'Isle poswi~il cale zycie pomiarom k qt6w, rozciqgajqcw 1783 r. prawo zachowania k qt6w na wszystkie k rysztaly.P6iniejsze badania doprowadzily do wykrycia szeregu zalemoscimi~dzy symetriami praw fizyki a okreslonymi zasadami zachowania.Zalei:nosci te wyraione zostaly w 1916 r . w slynnym twierdzeniuNoether.Na marginesie fizykalnych analiz dotyczqcych nowosformulowanychpraw zachowania niejednokrotnie znaleic moma komentarzeo "urzekajqcej" czy "zdumiewajqcej" symetrii. Z rozwojem badanokazalo si~ jednak, ze symetria ta nie jest utworz,ona 'Ila obraz ipodQbienstwowzorc6w wypracowanych przez Iudzki intelekt. Stwierdzonew 1956 i 1964 r. narLlszeme zasady parzyswsci P i parzystoscikombinowanej CP stanowi wymowne, ch06 szokujqce, potwierdzenietego. Pr6bujqc ustosunkowac si~ do proces6w, jakie nie miescily si~w klasycznym schemacie kosmicznej symetrii, R. Feynman "wyjasnial"wtedy, iZ przyroda jest tylko n i e mal symetryczna, gdyzibogowie nie chcieli, bysmy byli zazdrosni 0 jej doskonalosc.Analogiczne problemy powstajq takze w biologii, gdzie przebiegpewnych proces6w narusza rownouprawnienie kierunk6w prawegoi lewego. W latach szescdziesiqtych zostalo wykazane 2 np., ze L ­liscie (lewe) fasoli majq inny ci~Zar , st~zenie pigment6w etc. nizD - liscie (prawe). Znana jest takie szeroko spr awa alaniny. W wa­• usplechi Sowrlemiennoi BWloI1U. -ei (1966) 3.1682


2DARZENIA "- KSII\ZKI -- lUDZIErunkach laboratoryjnych moma otrzymywac z dwutlenku w~gla,etanu i amoniaku rowne ilo.sci lewoskr~tnej L-alaniny i prawoskr~tnejD-alaniny. Mimo, iz lewe i prawe czqsteczki tego aminokwasunie r6Zniq si~ chemicznie, przez istoty Zywe - poza sporadycznymiprzypadkami - uZytkowana jest jedynie D-alanina. Wprowadzeniedo pokarmu czlDwieka lewoskr~ tnej fenyloalaniny powoduje ChDrob~psychicznq fenylkenoturi~, podczas gdy prawoskr~tna postacjest nieszkodliwa.Autorzy Przestrzeni, czasu i ruchu sygnalizujq te i bardziej jeszczezagadkowe problemy dotyczqce symetrii. Okazuje si~ n p., Zefigura, ktorq w swietle teorii dysfaktor6w (czyli czynnik6w o'bnizajqcychsymetri~ obiektu) uwazano za nieskDIlczenie asymetrycznq, b~dziew 1-krotnej teoriiantysymetrii - nieskonczenie symetrycznq,zas w teorii symetrii Hessela - Fiodorowa - Schoenfliessa - tyl~ko asymetrycznq.Odejscie od zdroworozsqdkowych rozwiqzan, od przekonania, zerzeczywistosc musi si~ wiernie stosowac do praw sformulowanychna pewnym etapie rozwoju nauki, widoczne jest w wielu artykulachzbioru, kt6rych autorzy wyznajq dewi z~ Bohra, ii: w nowychdziedzinach fizykalnych badan prawdziwymi mogq okazac si~ najbardziej"zwariowane" idee. Konsekwencjq takiego stanowiska metodologicznegoSq przypuszczerua, iz pytanie 0 wiele czy rozmiaryprzestrzenne wszechswiata moze si~ ok azac bezsensowne (s. 243),moze istniec "szczelina" czasowa - stan materii, na kt6ry nie dajesi~ ekstmpolow:ac czasu (s. 237), poj~e przestrzeni w danej chv.riliczasu moze stracic jednoznaczny sens, nawet w skonczonym obszarze(s. 242), zas pewne sformulowania twierdzenia Noether mogq zostacuznane za przeiytek historyczny (s. 130). Wnioski te, wysocenieortodoksyjne w stosunku do tradycyjnych rozwiqzan, sformulowanezostaly pod wplywem odkryc dokonanych w ciqgu ostatniegodwudz'iesto1ecia zar6wno na poziomie mikro- jak i mega-swiata.Z odkryc tych wynika, iz rzeczywistosc jest 0 wiele bogatsza, czytez bardziej wyrafinowana, niz sqdzono w przeszlosci i nie chce stosowacsi~ do uswi~conych przez tradycj~ praw fizykalnych lub zasadmetodologicznych.Autorzy prac umieszczonych w zbiorze podzielaj!\ przekonanieo heurystycznych funkcjach filozofii przy rozwiqzywaniu problem6wprzyrodniczych. Zauwazyc jech:tak trzeba, ze nie zawsze 1'o1a filozofiiw rozwoju przyrodoznawstwa byla pozytywna. Z pozycji filozoficznychusilowano w przeszlosci krytykowac teori~ Kopernika i teori~Einsteina, prawa Mendla, genetyk~ i cybernetyk~. Pozytywna ocenaprzyrodniczej tresci recenzowanej pracy nie odnosi si~ do filozoficznegokomeutarza, jaki wprowadzony jest bardziej czy mniejwyraZnie w poszczeg6lnych artykulach.1683


ZDARZENIA - KSIAlKI - LUDZIEW niekt6rych przypadkach komentarz taki trudno uznac za uzasadniony.Ma to miejsce np. wart. KaziutyiJ.skiego Przestrzen ­czas - wszech§wiat, w kt6rym w obawie, by stanu osobliwego nieuwazac za absolulnie pierwszy s tan stworzonego ex nihilo wszech­5wiata, autor tlumaczy, iz termin "stworzenie swiata" uzywany by!wprawdzie w kosmologicznych analizach A. A. Friedmana, lecz "raczejw na wp61 zartobliwym znaczeniu'" (s. 231). Wniosek ten KaziutyiJ.skipowtarza takze w innych pracach 3. Tymczasem odnosnyfragment artykulu Friedmana, w k t6rym wprowadzil on wyrazenie"stworzenie swiata", brzmi : "Czas, jaki minql od stworzenia §wiatu,to -czas, ktory przeszecU od momentu, kiedy przestrzeii. byla punktE:m(R = 0) do obecnego stanu. (...) Poslugujqc s i~ oczywistq analogiq.,b~dziemy nazywac przedzial czasu potrzebny 00 tego, zeby promieii.krzywizny od zera doszedl do R o , c z a s e m , j a k i m i n q I 0 dst worzenia s wiat a".4 (podkr . A. A. F.)W cytowa..Tlym 'fra gmencie trudno dopatrzyt s i ~ zar tobJiwego pocltekstu,stqd tez wypowiedz 0 jego iartobliwym charakterze uznacnaleiy tylko za zyczenie interpretatora.Zrozumiale jest, ze W obszernym zbio;rze, jaki jest P1'zestrzen,czas, rttch znaleic musialy si~ takze i slabsze prace. Wydaje si~ , zedo takich zaliczye trzeba art. B. Kiedrowa 0 klasyfikacji form ruchui jej kryteriach. Pod wzglc;dem stylu tu wlasnie znaleic mom a uwagi0 "reakcjonistach" i "klerykalach", co formalnie wyr6Znia artykulod innych prac zbioru . Pod wzgl ~d em metodologicznym uj ~cieKiedrowa przypomina styl analiz neoplatonczyk6w, ktorzy szczeg610­wo badali hierarchi~ doskona!osci byt6w. Kiedrow poddbnie pr-Lyjmujegradualizm zloionosci ruchu, bada, jakie nowe posrednie formyruchu daloby si~ jeszcze wprowadzic, kre~m schematy i argumentuje,ze jesliby nie wprowadzilo si~ "cybernetycznej formy ruchu,to prawy dolny rog naszego schematu pozostalby" pusty. (s. 375).Pod wzgl~em merytoorycznym niewiele daje propozycj a Kiedrowa,by wyodr~bniae wyzsze i nizsze formy ru-chu matedi zaleinie odstrukturalnej prostty obiektow podleglych ruchowi. Nie jest bynajmniejprostq sprawq, jak roztlmiec termin "prostota", gdyi jakwykazala r. Szumilewicz 1) moze on bye rozumiany na kilkanasciesposo'bOw. Zasta.pienie pytania "ktora forma ruchu jest wyisza"pytaniem "kt6ry proces fizyczny jest prostszy" nie wydaje si~ byespecjalnie wartosciowym dla nauki. Nie rzutuje to oczywiscie na• Zob. np. FundamLentalnu.1e problemy sow1'LemLennoj a. tronomU, w: DtalektlkasowrLemtennoJe ,esttestwoznalltJe, Moskwa 1970, S. 228; ~tat actuel de la tllllorLeco.~mo g ontque, w: P1'o blemes de cosmogonte COlltemporaine, M oscou 1971, 341.• V be'r die Krilmmung des Raumes, ZS. Plly s., 10 (1922) 377.Por. przedruk r Ollyjsldego tekstu .. Usp. Fiz. Nauk", 80 (1963) 4t~., Gda!l.8kte Zeszyty Human!styczne. serla Filozofia, 1966, z. 2.1684


ZOARZENIA - KSI~2:K' - LUOZIEwariosc innych prac i niewqtpliwie pozytywnie oceme nalezy faktich udost~pnienia w polskiej edycji. W okresie pi~ciu lat, Jakieuplyn~ly od chwili wydania rosyjskiego oryginalu pojawily si~ nowerozwiqzania kosmologiczne rozwijajq-ce koncepcje niejednorodnego,anizotropowego woSzechSwiata, dokladniej wypraoowano teori~maksimonow Markowa, podj~te zostaly nowe proby stworzerua unitamejteorii ,pola. Deaktualizacji uleg10 tylko uj~cie problemu poczqtkowejosobliwosci kosmologlcznej. W pracy za miarodajne i "oryginalne"(s. 214, 236) w tym przed.miocie uwaiane Sq rozwiqzaniaLifszyca i Chalatnikowa z 1961 1'. Tymczasem p6Zniejsze analizy:-;klonily wymienionych autarow do odwolania przedstawionychuprzednio w niosk6w 6 i do uZl1ania opozycyjnego stanowiska szkolyanglosaskiej.Przy ocenie polskiego przekladu dziela zwrocic trzeba uwag~ napomylk~ na s. 420, gdzie tlumacz wprowadzB nowy typ parzystosci- SR. Jes t to Wynikiem b1~ego wzie,cia za litery alfabetu rosyjskiegoliter CP b~dqcych skrotem angielskich sl6w - charge (ladunek)i parity (parzystosc). W jednym z 'zapis6w zasadyniesprzecznoscina s. 722 opuszczono liter~ A, przez co schemat logiczny sprowadzonydo postaci A 1\ '" -+ B pozbawiony zostal sensu.Tradycyjnie juz nie ma szcz~scia w literaturze A. A. Friedman.W. Bonnor w Zagadce rozszerzajqcego sir: wszech§wiata przedsta­\Via radzieckiego fizyka jako Niemca, a niezaleinie od tego, ii samautor Ober Kriimmung des Raumes podpisa1 swe najwainiejsze artykulyw Zeitsch"ift jiLT Physik jako Friedman, w literaturze na­Z\visko jego ustawicZl1ie zmieniane jest na Friedmann. W polskimprzekladzie, sugerujq


ZDARZENIA - 1C511\2KI - lUDZIEsek, ze lad wydawniczy dostarczyc moze podobnych pod pewnymwzgl~dem problem6w, co lad kosmiczny.J6zef ZycinskiMICHAt STRZEMSKIZ ZAGADNIEN PSEUDOFILOZOFII NIEPROFESJONALISTOWIII. CO TO JEST CYWILlZACJA, CZYLI DLACZEGO KULA MUSI Bye GlUPIA Bardzo niedawno odbywali w Poznaniu swoje posiedzenia autorzydziel z zakresu science fiction.Wi~kszosc dziel tej obszernej k ategorii kompozycji literackich macharakter powiesci fanstastyczno-przygodowych i sensacyjnych.Z tym jednak, ze ich autorzy poswi~cajq sporo miejsca i uwagi zagadnieniomcywilizacji. Wchodzi tu najczt;!sciej w gr~ albo przyszlacywilizacja ziemska w~druja,ca w kosmi.cznq otchlan, albo cywilizacjapozaziemska przybywajqca do nas z kosmicznej otchlani. Czasemgeogeniczni i egzogeogenkzni w16cz~dzy spotykajq sip. na mi~dzygwiezdnychszlakach, bardzo oddalony.ch od stalych miejsc zamieszkaniaposzukiwaczy mglawicowych przyg6d.Przygody przygodami, ale waine jest wlasnie to, ze uwaga autorowfantasty.ki rue zawsze naukowej koncentruje S'i~ nie tylko wok6ltych przyg6d oraz wok61 po(d)st~pu technicznego i strukturykosmosu, lecz takze wok6l problemu cywilizacji. Dziela ich 'wi~c tymibardziej nie Sq oboj~1me z punktu widzenia dydaktyki naukowej,zwlaszcza fil{)zoficznej.Ogol fantast6w zajmujC/.cych si~ powiesci{)pisarstwem lwsmosensacyjnymczy heurezofikcj{)nalistycznym, wzgl ~dnie r{)zm aitymi rodzajamiliterackimi naukowo "podbudowanej" futurologii wy{)brazas{)bie rozmaite {)siqgni~da cywilizacji i potrafi je nawet definiowac.Definiuje si~ jednak wzgl~dnie trafnie tylko same e£ekty pro­1686


ZDARZENIA - KSIf\tKI - LUDZIEcesow cywilizacyjnych. Daje si~ natomiast latwo zauwazye prawiezupelny brak definicji genetycznych samej cywilizacji jako takiej.Zdarzajq si~ wprawdzie nieliczne proby stworzenia takich definicji,ale na ogol bardzo niezdarne.Skromnym waruem piszqcego te slowa sprawa takiej definicji jeststosunkowo prosta. Najogolniej rzecz biorqc - cywilizacja to efektuzdolnien umyslowych i manualnych istoty ozywionej.Prawdopodobnie ogromna Hose ludzi od pradawnych czasow Sqdzinie inaczej, ale tl'och~ oczytany (moze niedostatecznie) autorrrriniejszego artykulu nie spotkal jeszcze poWYZszego okreslenia.Uzdolnienia umyslowe do tworzenia jakiejkolwiek cywilizacji Sqoczywistq koniecznosciq i nie wymagajq bliZszych uzasadnien czykomentarzy. Przejdzmy wi~c do uzdolnien manualnyeh.Uzdolnienia manualne trzeba traktowae bardzo szeroko, ale jednocZeSniebardzo konkretnie. Chodzi naturalnie 0 r~ce, kt6re w fant


ZOARZENIA - KSIPilKI - LUOZIEpozycje Picassa i jego epigonow. Byleby tylko wszystko bylo jakotako funkcjonalne. Funkejonalne bodaj w jakims minimalnym stopniu.Byleby tylko uruehomic "manualny proees tworczy". To wystarezy.Jesli si~ ten proees zapoezqtkuje, to nie2ldarnosc moze si~nawet okazac stymulatorem inwencji w dqzeniu do meehanizaejitworzenia fizyeznego.Bez rqk nie stworzymy cywilizaeji. Cywilizaeja to twor umyslowo­-manualny. Zabawa w demiurga wymaga rqk.Co si~ tyczy wzajemnego stosunku osrodka myslowego i rqk, to ­obserwujqc wezesne niemowl~etwo ludzkie - doehodzimy zawszedo wniosku, ze poczqtkowo to nie mozg stymuluje aktywnosc rqk,lecz - wr~ez przeciwnie - to r~e pobudzajq mozg do myslenia.Dopiero pozniej r~ee podporzqdkowujq si~ mozgowi.W speeyficznie przenosnym sensie moma by powiedziec, ze wewezesnym niemowl~etwie n~ee wyprzedzajq niejako m6zg w swymrozwoju. To normalne. Nie jest jednak dobrze, gdy w p6z.:niejszyehokresaeh r~e okazujq si~ nadal bardziej uzdolnione od umyslu. Takasytuaeja wydaje si~ na ogol malo prawdopodobna, ale ezy w waru.:nkaehwybujalej teehnokraeji nie zblizamy si~ troeh~ do takiegowlasnie idealu?W pewnym zrozumieniu r~ka moze bye narz~ziem filozofii, aleezy - gdy byt ksztaltuje swiadomosc - stosunek ten nie moze si~odwr6cic?Wylozona tu pochwala r qk uwal'unkowuje poglqd na tel


SW/ADKOWIE HISTORII STANIStAW VINCENZSPOTKANIE Z CHASYDAMIW rurueJszym artykule 1, k tory zrazu byl pomysla.'1Y jako ustnainformacja dla m alego grona niemieckich przyjaciol, chcialbym ukazaccharakterystyczne, zywe, lokalne momenty chasydyzmu, ktorew dotychczasowym piSmiennictwie nie znalazly wyrazu. Przezylemje osobiscie i dlatego, mimo ze nie jestem Zydem, przynajmniej czt;­~ici owo cz u j~ si~ uprawniony do zabrania glosu na temat ruchu, ktoregokorzenie tkwil\ tak gl~boko w zydostwie. Wielu uczyni mi z tegozasadniczy zarzut. Takze i ja - w przeciwienstwie do jeszczerozpowszechnionego pogll\du - uwazam, ze w przypadku tak intymnychprzezyc, jakimi Sq przezycia religijne, konfesyjna oraz tradycyjnaprzynaleznose nie w yklucza obiektywizmu; owszem, sqdz~,ze bardziej a na, anizeli wev.rn~trzn y ch16d, oboj~tnose czy nawetobeose, otwiera zrozumienie ich sensu. WlaSnie fakt, ze osobiscieznam zjawisko z m ojej ojezyzny we Wschodnieh Karpatach, ze juzw moim dziecinstwie cos takiego dane mi bylo przezye, jest mojl\legitymacja,. Chasydyzm nie jest mi obey - chociaz. jego opis domagasi~ ode mnie wysilku, ktory zastl\pi tradycyjnl\ iniejacj~. Wewn~ tr z na obeenosc doswiadczen oraz obrazow daje pewnq r~kojmi~,ze opis m 6j nie w ywodzi si~ z lektury 1 ze nie mieszam ani niepodmieniam w nim zjawisk wzi~tych z innej, pokrewnej mistyki.Trzeba jeszeze wskazac na dwie inne trudnosci: chasydyzm bylzawsze w swojej historii religiq ubogieh. W tym zresztl\ lezalajego sila. Domagal si~ on bowiem przemiany potrzebnej do modlitwyoraz do pobomego obchodzenia swiqt, jakiegos skoku, odejsciaod malyeh spraw, od prozaicznych, codziennych trosk. Tym zas, ktorzynigdy nie byli naprawd~ ubodzy, trudno bylo ustawie si~w punkcie wyjsciowym chasydyzmu. Chasydzi byli "ubodzy" nietylko w znaczeniu materiabym, lecz takze i duehowym, skromni,prosci. Uczonym sprawialo to podwojnl\ trudnose w zanurzeniu si~w ow zar modlitwy oraz religijnego ich przeiycia bez rownoczesne­1 Wedlu g teks tu B egegnung m it Chussid i m, w K airos, Zeitschrift fur R etigtonswissenschaftund 'l' heoLOg!e, 1/ 1961, Salzburg, Ot to Mu ller Verlag.1689


SWIADKOWIE HISTORIIgo zafalszowania. Wprawdzie jakas teologia w spos6b przedziwnywypelnia swiadomosc chasyd6w, niemniej jednak rzadko dochodzi1ioni do uporzqdkowanego studium, poniewaz uwi~ili w swoich zawodachoraz oodziennych zaj~ciach. Funkcj~ teologii przej~ly obrazywzi~te z ich codziennego swiata - one urosly do znaczenia religijnychsymboli. Cale skromne zycie chasydow bylo ciqglym wolaniemza Bogiem - byl to swiat ledwo dost~pny duchowi wycwiczonemuna ksiqzkach. Kto natomiast rna serce i zmysl tego, co spontaniczne- tego momentu, w ktorym wytryska zrodlo - tego wzrokpelen zdumienia ch~tnie skieruje si~ ku doswiadczeniu chasydow.Niesluszne jest, a przynajmniej niescisle, okreslanie zasadnkzejkoncepcji chasydyzmu jako panteistycznej. W chasydyzmie nie rnar07.p!yni~cia si~ czy zafalszowania Osoby Boga. Raczej chodzi w nim(> tf; obecnosc Bozej Istoty, c ktorej kiedys mowil Dante, ze nieogranicza si~ ona do nieba - "non ci1'consc1'itto".Znane Sq pesymizm Kabaly, jej negacja zycia i ostra asceza. Bezwqtpienia warunkowal je ciqgIy straszny los zydostwa. Stale wzywanoBoga, przezyv,rano Go nawet mistycznie, alba co najmniej marzono0 Nim, niemniej dla radykalnego pesymiznm pozostawal Ondaleko od wszystkich spraw tego swiata. Czy chasydzi mieli Idedykolwiekjakis pow6d - zewn~trzny - do optymizmu? Nigdy.Pogrqzcni w pracy o1'az w ubostwie, cz~sto nawet nie znajdywaliczasu, aby swi~towac szabas wedlug wSkaZall. swoich rabinow. Jezelikto, to wlasnie ani, drobni rzemieslnicy i handlarze, posrednicy,woznice, pachciarze i pastuchy, zakosztowali gorzkich owocow ubostwai calkowitej zaIeznosci w zyciu. W dawnej Rosji, za czasowcara Mikolaja I, krqzyla anegdota, ze im bardziej rZqd dr~czyl Zydowpodatkami i r6znymi przesladowaniami, tym mniej mieli oniczasu na zale i placz; w koncu zacz~li si~ smiac i rzqd musial przyznac,z ·~ wszelka srogosc zupelnie chybila celu. To bardzo symbolicznedla zycia chasyd6w. Brak wyksztalcenia oraz zadowolenia, kt6redla wierzqcego plynie ze scislego wypelniania rytualnych przepisow,nie zdolal wygasic swiadomosci istnienia w obecnosci Bozej: jakosymbolu tej obecnosci w wieloraki spos6b doswiadczali swojego codziennegozycia. Rzuceni w otchlan wygnania, przeciez nigdy nie zapominali,ze Sq dziecmi Boga. Co wi~cej, zeslanie wzmagalo ich opal'i stawalo si~ powodem do radosci. W zeslaniu bowiem odnajdywaliskal'b swojego starego dziedzictwa: "Mer hoben ja insern Tate imHiml" (mamy swojego Tat~ w niebie), pociesza piesn chasyd6wspiewana w zydowskim dialekcie.Trzeba bylo wielkiego religijnego nauczyciela i reformatora, abydac wyraz, form~ i s10wo tej dIugo przygotowywanej przemianie.Takiego mistrza zydostwo znalazlo w dawnej Polsce w osobie rabi.­na Izraela ben Eliazara, zwanego Baal Szem Tow, co doslownie1690


STANIStAW VINCENZ - SPOTKANIE Z CHASYDAMIznaczy "mistrz dobrego (tj. boskieg'o) imienia". W polowie XVIIIwieku, w ohwili gdy najpierw poruszyla Zydow kurczowa nadzieja,a potem rozdarlo rozczarowanie, zwqtpienie oraz nieporadnosc, znalazlon cudowny klucz, ktory usycha jqcym duszom otworzyl no­Wq dr0g~ - drog~ c has y dow, to znaczy drog~ "poboznych",lagoonych i zyczliwych ludzi. Z wielu wzgl~d6w historia oraz doktrYlI1achasydyzmu Sq interesujqce, ale kto wie, czy to, co w nimjest legendq, nie posiada wi~kszej wartosci. Tu bowiem znajdujemyswiadedwo konkretnego przezycia; jest godne uwagi, ze opowiesci,ustnie przekazywane slowa mistrza Baal Szem Towa oraz jegouczniow, dotrwaly az do dzis w poszczeg61nych rodzinach, zar6wnowsr6d 2ydow jak i wsrod chrzescijan rolnikow w niekt6rych okolicach.Nazwa "chasydzi" wielokrotnie wylaniala si~ w historii zydostwa.Kiedy s~dziwy Matatiasz zaprotestowal prieciwko edyktowikrola, a swoim synom oraz braciom - Machabeuszom - kazal posh\picw mysl Przymierza ich praojcow z Bogiem, wowczas z jaskinno. pustyni wyszli takze "chasydzi", aby przylqczyc si~ do powstania.Mo~mwe , ze p6zniej kaplani oddzielili si~ od spadkobierco-wMachabeuszy ~ pewne jest jednak, ze chasydzi uwazali si~ za prawowiernieprzestrzegajqcych Prawo. SWiadomi swojej rytualnejczystosci trzymali si~ z dala od nieczystych alba zbyt liberalnych _przeciwnikow. 0 polskich chasydach mozna by bylo powiedziec cosprzeciwnego - i to wlasnie powiedzieli ich wrogowie: uwazano ichza heretykow z powodu ich niewiedzy oraz braku wyksztalcenia.(Sam kiedys slyszalem okreslenie "am horec", co doslownie znaczy"czlowiek z ziemi" a wi~c nieokrzesany, chlop, analfabeta).Potem nazwa "chasydzi" pojawia si~ na poczqtku ery chrzescijari.­skiej. Sq nimi drobni, ubodzy i bardzo zacni rzemieslnicy, zyjqcyw rozproszeniu na obszarze cal'ego rzymskiego cesarstwa. Db misjisw. Pawla Apostola tworzyli podwalin~ , punkty nawiqzania, szczeg6Jniew Gtecji. Ci wlasnie chasydzi, bardziej a nizeli wyzej wspomniani,dajq si~ porownac ze swoimL polskimi imienni.kami alboscislej : z OWl1, grupq zydowskiej ludnosci, ktora w XVIII w. tworzylasrodowisko sprzyjajqce rozwojowi polskiego chasydyzmu, tyletylko, ze ta ludnosc po okropnosciach wojen kozackich byla jeszczebardziej uboga i bezradna (na wschodzie Polski Zydzi czasowo utracHinawet swoje siedziby i prowadzili tulacze zycie w~drowcow) .Barclziej anizeli owi biedacy rzymskiego cesarstwa potrzebowali onipociechy od swoich nauczyciel'i, pociechy plynqcej nie tylko z ichprzemowien, lecz takze z dokonywanych przez nich znakow cudownych.C02 to wi~c byl za cudowny klucz Baal Szem Towa? Przede wszystkimbyla nim jego ortodoksja, fakt, ktorego nigdy nie b~dzie moz­1691


$WIADKOWIE HISTORIIna dose podkreslie. Wystqpil on, seisle nawiqzujqc do nieograniczenieafirmowanego autorytetu tradyeji oraz obyezaju. Ale nowe i wyzwalajqcebylo jego odejsde od aseezy oraz od ostrego postu, cojego biedni nieoswieceni zwolenniey przyjmowali z zapalem. Szczeg6lnejsUy dawala jego dzialaniu ufnose pokladana w Bogu oraz radosew obliczu tej ufnosci, a takze nauka, ze czyste serca mogqosiC\gnC\e Boga nie tylko na jednej drodze.Bez wC\tpienia chasydzi w zadnym wypadku nie przywiC\zywalizbyt wielkiej wagi do sztywnych orzeezen nauczania czy dogmatow.Ich n~dzna sytuacja spoleczna oraz brak wyksztalcenia ehronilylen przed pyehq wyznaniowC\. Mimo to jednak znajdujemywsrod nieh poglC\d majC\ey widoczne korzenie neoplatonskie, a stanowiqcyponiekC\d ich fundamentalnq doktryn~: swiat jest na "wygnaniu",l1alezy myslee 0 nim jako 0 czyms, co emanuje z Boga,a tym samym oddala si~ od Niego. Wszyscy ludzie, wszystkie istotypodobne Sq do spadajqcego deszezu, do gasnqeej iskry. Zadanie pokornychi zyczliwych chasydow polega na obudzeniu tej iskry przezmilose i uczestnictwo, na rozzarzeniu i sk ierowaniu jej z powrotemdo Boga. Fundamentalny postulat, zeby bye razem ze zblqkanym,w spos6b pelen zrozumienia i wspolczucia, tlumaczy atmosfer~ toleranejicharakteryzujC\eej chasydow bardziej aniieli inne zydowskieortodoksyjne grupy. leh zarliwe i niecier pliwe szukanie Boga bylotak niezwyezajne, ze wywolywalo ci~zkie krytyki ze strony takzwanych mitnagdow ("antagoniSci"), zwolennikow starorabinskiejpoboznosei i obyezaju. Na kongresie w Brodach, w polowie XVIIIw ieku, doszlo do niebezpieeznyeh na p i ~e . Mitnagzi krzyczeli: "Wl6zcieszat~ zemsty przeciwko tym, ktorzy miast na modlitwie, jakprzystoi, spuszczae wzrok ku ziemi, a ku Bogu podnosic mysl, odwazajqsi~ z pomOCq dziwaeznych gest6w, ruehow oraz wyzywajqcychspojrzen szukac Bogal" Kto widzial - jeszcze dzis tu i owdzie majqcymiejsce - zaehwyt chasyd6w w tancu i na modlitwie, ten potwierdzito spostrzezenie i zrozumie, dlaczego zwolennicy bardziejumiarkowanej i bardziej ehlodnej sztuki odbierali to jako wyzwanie.Zarzuty nie umilkly takze i pozniej: chasydzi mieli podobnowitac swi~ty szabas dzikimi tancami w kolo: mieli po modlitwie picalkohol - cz~sto za duzo; jeden z ieh rabinow mial nawet twierdzie,kiedy tak razem siedzieli przy trunku, ze nauczyli si~ tegoz Tory. Chasydzi odpowiadali swoim przeciwnikom, ze oni z koleiodprawiajq swojC\ modlitw~ bez ciepla - jest ona zimna jak l6d,jak straz przy umarlym: tymcl'Jasem chasydom plonie serce w czasiemodlitwy. Stqd wlasnie zywy czlowiek musi si~ napie koniaku.Dodawano do tego n:ast~pujqce psychologiczne wyjasnienie: kiedyktDS zabiera si~ do modlitwy z wielkq powagq, z tq samq silq sprzeciwiasi£: "zly pop~d " i zak16ca modlitw~ "obcymi mySlami"; jeZe­1692


STANISlAW VINCENZ - SPOTKANIE Z CHASVDAMIIi zaS ktos lyknie sobie po modlitwie, tak po ludzku, dla pokrzepie...nia si~, troch~ alkoholu albo przepije do d.rugjego "na zd.rowie",to "zly pop~ d" bierze modlitw~ za pr6znll zabaw~ i wi~ce j siQ nillnie zajmuje, ona natomiast radosnie i wolnie wznosi si~ ku g6rze.Dzi~ki tej kontrowersji mozna zrozumie~, ze nie tylko racjonalisci,to jest sofistyczni i surowi talmudzisci, sprzeciwiali si~ chasydyzmowi,lecz takze tak subtelni i wzniosli mistycy jak na przyklad rabinEliasz z Wilna (1720-1797), kt6ry drog~ chasyd6w uwazal zaprzekr~:::enie Kabaly. On tez podpisal apel domagaj/icy si~ oblozeniachasydyzmu kl/itwll. Przedzial pomi~dzy dwoma kierunkami nierzadkodzielil rodziny. Tak na przyklad ojciec dobrodusznego rabina Lajbaz Sasowa, przyjaciela wszelkiego stworzenia, zwierzllt oraz ludzi,populamego nie tylko wsr6d Zyd6w, byl zawzi~tym wrogiem 'Chasydyzmu.Przez dlugie lata gniewal si~ na swojego syna z powodu wybraniaprzezen drogi chasydzkiej, owszem, przygotowal sobie nawetr6zg~, aby go po ojcowsku ukarae. Nazywal si~ rabin Jakubz Brod6w - miejscowose znana jako 'Centrum chasyd6w. Mieli onitam specjalne miejsce zebran, kt6re ironicznie nazywali "KOmOrqchasyd6w".Baal Szem Tow na dwa sposoby unikal przesladowa6 ze strony konserwatyst6w.Przede wszystkim wyjasnial, ze on nie mniej wierzyi wierzyc nakazuje anizeli tradycjonalisci, a nawet w miar~ mozliwosciwi~cej. Nie pozwolil upa§~ ani jednej literze Pisma tw., ani jednemuodziedziczonemu zwYczajowi. A nast~ pnie schodzil z drogi ­w przestrzennym znaczeniu tego slowa - swoim przeciwnikom, usuwajllcsi~ w lasy i poloniny zieml karpackiej, daleko od Brod6w.Zosta1 pustelnikiem. Wraz z zonq pojawial siE: raz tu, raz tam nadrzekami Prutem i Czeremoszem - tu zamieszkal w jakiejs lesnejkarczmie, tam w g6rskiej jaskini. Wymienia siE: kilka miejscowosci;up6r tradycji kaze przypuszczac, ze w niekt6rych z nich, jezeli niewe· wszystkich, rzeczywi§cie przebywal. Mnie samemu znana jestz bezposredniego przekazu miejscowose Jasien6w nad Czarnym Czeremoszem.Niew/itpliwie mozna podniese zarzuty, ze 0 tych miejscowosciachdopiero wtedy zacz~to m6wie, kiedy do g6r doszlo zydowskieosadnictwo, co nasUWilo dos~ p6:!no - nad g6rnym Czeremoszemdopiero w pocz&tkach XIX w. Jednakowoz przekaz huculskichwie~niak6w bez w/itpienia jest starszy i musi si~ opierae na ich a rUena -zydowskiej pami~ci. Tych z dawien dawna tam osiadlych, archaicznychpasterzy ukrainskiego j~zyka, a greckokatolickiego wyznaniaokreslala szczeg61nie ich rodzinna oraz lokalna tradycja; nawetich mityczne opowiesci m6wi/i nade wszystko 0 pasterzach, 0 chlopach,0 przyw6dcach zb6jnik6w w ich ojczystej ziemi. Podobnie i ichniebb zamieszkujll te same postacie. Zapewne trwajll wsr6d huculskichpasterzy zlomki przekazu slowianskiej starozytnosci - na9 - lNAK1693


SWIADKOWIE HISTORIIprzyklad liczne apokryfy oraz piesni pochodzqce cz~sciowo z Balkanow,a cz~sciowo ze starej Rusi. Ludzie ci jednak nie interesujll si~wzgl~dnie nowymi wydarzeniami, jakie mialy miejsce wsrod Zyd6wz bardziej oddalonych okolic. Mogll wi~c opowiadac wylqcznieo tym, czego dowiedzieli si~ w rodzinnej wsi lub w bezposrednimsqsiedztwie. Tego rodzaju wiesci uparcie podtrzymywano oraz podawanedalej.OtOi; juz w moich chlopi~cych latach nasluchalem si~ opowiescio Baal Szem Towie - szczegolnie, ze zyl w Jasienowie u rodzinychlopa nazywajqcego si~ Fiedieczkow. Rodzina ta obsluglwala go poprzyjacielsku, a w razie potrzeby doglqdala go. Jej potomkowie, powolujqcy si~ na OWq tradycj~, Zyli za naszych czas6w we wsi Krasnoilaniedaleko Jasieniowa. Inna wieSe zna leSnq jaskllri~ (surduk) nalewym brzegu Czeremoszu, w kt6rej Zyl Baal Szem Tow; znajduje si£;tam wysoko polozone ir6dlo, w kt6rym mial si~ on kqpac.Historiografia rna dzisiaj sklonnose, zeby wszystko, co nie zostalopisemnie poswiadczone, odsunqe na bok jako legend~ . Z pewnosci1\niektore opowiadania przyniesli ze sobq w te strony duzo p6iniejZydzi, ponadto nie da si~ zaprzeczyc istnieniu w tych opowiadaniachmityzacji czy legendowych ozd6b. Mimo to jednak jqdro przekaz6w,jak powiedziano, przynalezy do pami~ci od dawna osiadlych tam Huculow:nietkni~ty g6rski krajobraz, specyficzny zakres tematycznypodan tamtejszych pasterzy stwarzajq wlasnq, niepowtarzalnq atmosfer~opowiesci 0 Baal Szem Towie. Znamienne jest splecenie tychopowiesci z opowiesciami 0 przywodcy rozbojnikow OIeksie Doboszu,o ktorym wspominajq akta sqdowe z polowy XVIII w., bez ujmydla mitycznych rys6w, jakie z czasem pojawily si~ na tej postaci.Podczas gdy w innych regionach nie wolno bylo Zydom snue opowiesci0 gwalcici.elach, kozakach czy rozb6jnikach, Dobosz w ustnymprzekazie chasydow odgrywa w swoisty spos6b sympatycznq rol~obroncy ubogich i slabych, co wi~cej - bywa przedstawiany jakoprzyjaciel Baal Szem Towa. Historia pisana ma bardzo malo do powiedzenia0 pustelniczych czasach Baal Szem Towa. Dlatego musimyise sladami, jakie zostawily nam legendy, mniej lub bardziej godnezaufania. I tak opowiada legenda - Z okazji nieudanej podroi;y doPalestyny - ze Baal Szem Tow pow~drowal podziemnym przejsciempod g6rq Pisanyj Kamen z Jasienowa do Safed i ze potem powr6cit tqsamq drogq. Inne legendy m6wil\, ze w swojej samotni jaskiniowejstudiowal wielkie ksi~gi - brzmi to jak naoczne swiadectwo. Legendasnuje dalej: Baal Szem Tow zostawil tam ksiqzk~ , kt6rq otrzymalod Bog;a. Poiniej m iala ona bye przekaiana g6rskim w~drowcomszukajqcym jej w lasach i skalach. Przekaz, jakoby sam Bogmial napisae wspomnianl\ ksh\zk~, by~ moze jest juZ mlodszej daty.PowY2Jsze podania wyraznie pokazujq, w jak bezposrelclni sposob1694


STANIStAW VINCENZ - SPOTKANIE Z CHASYDAMIchasydzi przezywali przyrod~ jako stworzenie Boze. Kto wie, ezy genezyehasydyzmu nie daloby si~ seharakteryzowac tak: z ciasnej izbywylecial w szeroki swiat, w lasy oraz w g6rskie samotnie, aby tamGdnalezc siebie, a potem powr6eil do domu, aby utworzyc nowewsp6lnoty. Raz obudz'Jna milose do przyrody dzialala w wierzqeyehdlugo i pot~ z nie; pami~tali ani 0 napomnieniu mistrza: miloseiq rozbudzacna nowo wszystkie rozproszone i gasnqce iskry Boze. Lieznetego przyklady znajdujemy w ehasydzkich opowiesciaeh. M6wis i~ w nich 0 rabinie Susji z Anl1opola (t 1800), ze jako mlody chasydnie wytrzymal \v szkole i uciekl do lasu, aby tam oddac si ~ rozmyslaniom.Z opowiesci pochodzf:lcej prawdopodobnie od rabina Ickaz Zydaezowa dowiadujemy si~ , ze jego mistrz za mlodu dosluchi··wal si~ przyszlosei w szepde drzew. Najbardziej r6Znorodne Sq opowiadaniaprzekazane przez prawnuka Baal Szem Towa, Naehmanaz Braclawia. M6wiq one 0 zyciu nad brzegiem morza oddalonymod domostw i osiedli. Wobee w zmozonego przezycia przyrody u Nachmana z Braclawia, troska 0 ascezp' schodzi na dr ugi plan. P ip,lmeslowa na okreslenie gl/ibi i zazylosci tego przezycia znalazl MartinBuber: "... przy czym Bog spoglqda na przezywajqeego z kazdegodrzewa, a z kaidym ziolem jest na ty".Tak wi/ic dojscie do zywej przyrody, zamkni/ite przez setki latdla tyeh biednych ludzi, nie posiadajqcych majqtku i zyjqcych poniek&dna marginesie zydostwa, zostalo otwarte. Mistrz 0 Bozymimieniu wyprowadzil ieh z ciemnoty izb, m urow i uliczek w swiatzywyeh istot.WeWll/itrzne przemiany Baal Szem Towa, 0 ktorych glosi u stnyprzekaz, najlepiej dajq sip, wyjasnic wplywami krajobrazu. Starobuddyjskiepowiedzenie giosi: "Dziejq si/i wielkie rzeezy, kiedy ludziesehodzq si/i z gorami". Baal Szem Tow, samotny wp.drowiec i pustelnik, wiele ze swoich poglqd6w zawdzip,cza lasom i gorom. Przeczuwajqcto wytli'sknil takie spotkanie, a ostatecznie w mozole jewymusil. Jalds zydowski malomieszczanin - nie uzbrojony stosow­Die do swojego sta nu - nigdy by s i ~ nie narazal n a takie niebezpieczeustwa; przerazalaby go juz sarna mysl 0 dzikieh zwlerzach i bandachzb6je6w. Ale dla m~za, jakim byl Baal Szem Tow, nie byly tozadne przeszkody. Jedynq trudnosciq musialy bye - tak zresztq jaki dla innych - wielkie odleglosci pomi~dzy samotnie polozonymiosiedlami. Jui w polowie XVIII w. wspomina si~ 0 rabinach osiadlychna stale w dwu miasteczkaeh nad Czeremoszem, w Kutach (po zydowskuKitew) oraz w Kosowie. Baal Szem Tow ozenil si/i ze siostrqrabina Gers:wna z Kut - az tam wi/ic musial przyjsc z Brod6w (nap6lnoc ad Lwowa), to znaczy az nad rumuu'Skq granic~. Jak glo:siustna wieSe z XVIII w. (sprawozdania pisenme z zarzqdu dobrami nadg6rnym Czeremoszem datujq si/i dopiero z XIX w.), Baal Szem Tow1695


SWIADKOWIE HISTORII----------- -mial wziqc w dzierZaw~ karczm~ w mleJSCU zvvanym Plac od panstwaz Jasienowa. Szosa, ktora dzisiaj lqczy Jasienow z Kutamiwynosi 40 km, natomiast droga, jaka dawniej musiala prowadzicobok jaskini ponad Sokolskiem, musiala bye znacznie dluisza. Opowiadalegenda. ze Baal Szem Tow zyl w tej jaskini ze swojll zonqjeszcze na dlugo przed swoim oswieceniem, zona codziennie wozilag1in~ do miasteczka w taczkach i tam sprzedawala jq cegielnikowi.Kiedy wzi~li 'W dzierzaw~ karczm~ w gorach, zona najc~ciejpozostawala na miejseu, podczas gdy malzonek udawal si~ naw~dr 6 wk~. Wiele razy musial przemierzyc dalekq drog~ z Jasienowado Kut; odwiedzal tam b6Znic~ w uroczyste dni albo rodzin~ swojejzony. Trzebe. tu uprzytomnic sobie zupe!nie inny styl zyciaw tamtych czas2,ch. Na ziemi wschodniokarpackiej, pelnej las6w:i polo ron, rolnictwo bylo czyms rzadkim, ludnosc w przewazajqcejmierze zajmowala si~ chowem bydla oraz polowaniem. Odpowiedniodo tego jej wyzywienie skladalo si~ z dziczyzny oraz produkt6wmlecznych. Dochodzila kukurydzianka, kasza j~czmienna i grycz"~na;jeszcze dzis chleb i bulki piecze si~ tu najwyiej w dni swiqteczne.Z doBn w gory dostarczano niezb~dne do zycia przedmioty jucznymikonmi: szczeg61nie odporna rasa, ktOra sprawdzila si~ na gorskichkarkolomnych sciezkach. Klimat panuje ostry, w zimie snieznezawieje, w lecie ci~zkie burze. Jasne wi~c, ze Baal Szem Townic mogl nosic zydowskiego, malomieszczanskiego ubioru, lecz ­ci ~zkie chlopskie ubranie O1'az szorstki kozuch, kt6rego nigdy niezdejmowal. Przepasywal si~ postronkiem. Taki obraz tego w~drowcyi pustelnika pozostal we wspomnieniach.W ziemi tej od dawna znajdowalo si~ wiele samotnie polozonychchat i domow, ktorych mieszkancy prowadzili Zywot z dala od swiataoJeszcze dziS pasterze sp~dzajq lato zazwyczaj na wysokich poloninachze swoimi trzodami, a w zimie mieszkajq w wiatrem podszytychstodolach, daleko od wsi rodzinncj. W takich pustkowiachczlowiek jest narazony na niebezpieczenstwCl., z kt6rymi nie spotykasi~ zyjqC wsr6d ludzi. Sam znalem ludzi, ktorzy twierdzili, ze widzielidiabla Vl r6znych postaciach. Zyli w ustawicznym zagrozeniu zestrony czar6w i duch6w, a bronili si~ stosowaniem wyuczonych magicznychpraktyk, takich jak: "zywy ogien", "zywa wooa" oraz "zyweslowo", a takze formul czarodziejskich zakl~c. Urok moze si~ ,pojawicw rozmaitych foormach, w zaleZnosci ad tego, do czego dany czlowiekprzejawia sklonnosc. Nierzadko mlodych ludzi op~tywaly lesneboginle. Ieh m~ki by;vCJ.ly w6wczas nieznosne. Mozna zrozumiec, zew podobnych przypadkach zainteresowani wi~cej majq zaufania doczarodziejskich formul anizeli do swoich spowiednikow. W op~taniuradzi si ~ unikCl_c rozm6w na temat "kobiety". Oczywiscie czlowiekjako jednostka w wi~kszym stopniu wystawiony jest na dzialanie1696


STANISLAW VINCENZ - SPOTKANIE Z CHASYDAMIdemonicznych silo przyrody. Z10 jednak nie tylko w tym "wystawieniu"pojedynczego czlowieka znajduje pole dla dzialania. W 0 wielewi~k szym stopniu znajduje je w gotowosci ludzkiego ducha doprzyj~ci a Zlego, aby si~ nim posluZyc dla zdobycia wladzy nad innymi;"wladza jest zawsze czyms zlym". mowi powazny szwajcarskihistoryk J. Burckhardt. Warto zaznaczyc, ze wlasnie w tych ustronnychgOl'Skich okolicach liczni wielcy czarownicy uprawiali swoj proceder;wykorzystywali swoje ezarodziejskie zdolnosci, nie tylko abysi~ zemscic na swoich wrogach, ale - nierzadko - ze zlej woli, abyosiqgnC\c wladz~ nad zyjqcymi istotami i m~czyc je. Bardzo si~ ichbano, poniewaz ich czary dzialaly takze na odleglosc i to dalekC\. Zna-.li ZM najbardziej wyrafinow ane metody m~czenia i zabijania, kt6restosowaIi bez skrupulow. Przedstawiali niewidocznC\, wr~ez nieuchwytnqsil~, wobec kt6rej nawet duchowienstwo okazywalo s i ~bezsilne. Czarownicy bowiem nigdy nie sprzeciwiali si~ Kosciolowiw spos6b otwarty, ale tylko po kryjomu. Umieli tez unikac jakichkolwiekotwartyeh napasei. leh zqdza wladzy nie cofala sit; przedzadnct zbrociniq, nawet przed sprofanowaniem sakramentow. Z tegotez powodu duszpasterskie wysilki ksi~zy musialy spelznqc na niczymw obliezu zatwardzialosci oraz zepsucia tych dusz.Z drugiej jednak strony nie wymuszony, nie zaw~z ony przez zadn&konwen cjEil styl zycta umozliwial ludziom zyjqcym w dalekichustroniaeh 0 wiele wl~kszq otwartosc w stosunku do wszystkiego,co zywe w przyrodzie. Mieli cni bezposredni oraz intensywny udziabw zyciu oraz cierpieniu wszelkiego stworzenia - z peluym szacunkiemnazywali to zycie: "wszystko, co oddycha". Charakterystycznejest dla wi ~zi Nachmana z Braclawia, prawnuka Baal Szem Tow'lz przyrodq to, co opowiada Martin Buber: ze nie magI on spacw nowowybudowanym drewnianym domu; mial wrazenie, jak gdybylezal wsr6d zmadych - pomj~dzy swiezymi desk ami. Wierzylbowiem, ze kiedy scina si~ przed ezasem drzewo, morduje si~ jegodu sz ~. Nie tak dawno temu wydarzyla si~ nastEilPujqea historia: pe ~wien chlop, kt6ry wynajql siEil za drwala w jakims wielkim prze ds i~biorstwie, wyznal swojem u spowiednikowi, ze przezywa scinaniedrzew jak masowy mord dokonywany na bezbronnych istotach. Trzebajeszeze wspomniec 0 bardzo istotnej cesze tej g6rskiej ludnosci ~o przyjemnosci, jakq sprawia im taniec. Szczegolnie radosnie swi~tuje ona rzadkie spotkania. Z tej okazji tanczq cz~sto calC\ noc, nawetjezeli cit=;zko pracowali w ciqgu dnia. Pierwszy dokladny opiswspominanych tanc6w znajduje si~ w dziele Racquet's Neueste Politisch-geographischeReisen; wydanym w j~zyku niemieckim w Norymberdzew 1794 r., a zatem jakies 40 lat po pobycie Baal SzemTowa w g6rach. Styl iycia tych g6rali malo co ulegl zmianie aZ dodzisiaj.1697


SWIADKOWIE HISTORIIPrzekazy milczq 0 powrocie Baal Szem Towa z g6rskiej pustelnido zycia nowych wsp6lnot oraz 0 jego 6wczesnej dzIalalnosci. Latwojednak uzupelnIec tt; luk~ . Juz w wieku chlopi~cym ujawnila si ~w Baal Szem Towie sklonnosc do nauczania: z milosciq i cierpliwosciqmial uczyc szkome dzi,eci modlitwy oraz piesni. Nowa wsp61­nota, jakq zastal po zakon,czeniu pustelniaego zycia, w mniejszymlub wi~kszym stopniu byla wsp6Jnotq dzieci. Teraz, po dlugolemiejsamotnoSci, usuni~ciu si~ ze 8wiata, poswi~ci l wszystkie swoje silytej wsp6lnocie, zyjqC w szczerej wi~zi ze swoimi duchowymidziecmi. "Myt Symche Jidelech, myt symche lomir im dinen!"(z radosciq, 2ydzi, z radosciq Mu sluzmy!) - piesn ta charakteryzujeatmosfer~ radosci oraz milosci, wypelniajqcq serca pierwszychchasyd6w.Byloby bl~dem tlumaczyc chasydyzm i jego genez~ folldoremwspomnianego regionu. Zresztq, wedlug mnie. okreslenie folklor jest,W og6le niewlasciwe, Nalezaloby je zastqpic wyrazeniem "slady starej,archaiczno-religijnej kultury". Baal Szem Tow byl duchowc;naznaczony - znan,) go jako tw6rc~ magicznych srodk6w obronnych,przede wszystkim amulet6w, kt6re mialy chronic przed chorobami i demonami; amulety te on sam sygnowal. Prawowierny 2ydmialby za nadu.zycie twierdzenie, ze amulety dzialajq mOCq swi~tegoBozego lmienia - tych, ktorzy tak wierzyli, wyklinano joakoheretyk6w. Baal Szem Tow "osobiscie" walczyl z demonami, niel~k al si~ ani diab16w, ani czarownik6w, Warto tu nadrnienic, ze magicznepraktyki, jakimi w razie potrzeby poslugiwali si~ chrzescija11scychlopi oraz chasydzcy Zydzi, nie r6Znily sit; w zasadzie odsiebie. Sam bylem swiadkiem rozmowy rnip,dzy wiejskim Zydemi chbpem chrzescijaninern, Rozmawiali 0 zbrodni, jakiej dokonal naspos6b demoniczny jakiS czarownik. Ku mojemu zdziwieniu zauwazylem,ze obydwaj znali nie tylko spos6b dzial'ania czaru, Iecz takze -­p oslugiwali sip, jednakowymi okresleniami. Wrt;cz poetycko wyrazalisi~ 0 mozliwosci odwrocenia rzuconego uroku, jakby to byla magicznastrzala (po ukrainsku obertyn).Mirno woli nc.suwa si~ pytanie, czy i w jakirn stopniu chrzescijansIdewplywy oddzialaly na powstanie chasydyzrnu. W jednyrn, po~:ydovv sk u napisanym wierszu - kt6rego autorem jest poeta NuchimBomse z Sasowa - widzimy zydowskiego chlopa w urzeczen'iu przysluchujqcegosiG zzacmenbarnego muru ,chrzesdjanskim modlitworndochodzqcyrn go z pobliskiego kosciola. Bylo w nich cos radosnegoa moze i uczuciowego, co mialo przyclqgajqcq sil~. Kto wie, czy silnai dziecinna ufnosc prostych chlop6w pokladana w Bogu nie dlategotak gl~boko wywarla wplyw na chasydzkich Zyd6w, ze byla pokrewnaich religijnyrn uczuciom. Niemniej nie moze bye rnowy 0 bezpo­:3rednim wplywie zar6wno Kabaly, jak i chrzescijanskiego neoplato­1698


STANISLAW VINCENZ - SPOTKANIE Z CHASYDAMInizmu. Nie zapominajmy, Ze od tysiqcleci rytualne obrz~dy mialymiejsce w rodzinach, dzi~ki czemu rodziny wlaiinie staly si~ g16wnyrnnosnikiem tradycji. Ciekawe, ze wbrew przekonaniu 0 rzekomo silniejszymkonserwatyzmie talmudyst6w, chasydzi w istocie 0 wielemocniej stali przy tradycji; niejako przyswoili sobie ortodoksj ~i dlatego byli mniej podatni na odchylenia anizeli racjonalistycznaorientacja. W Wilnie, w centrum zydowskiej uczonosci, ukazaly si~dwie slynne deistyczne rozprawy: jednq napisal rabin izraelski, drugqk araimski, nast~pnie przelozono je na j~zyk lacinski. Znalazlyuznanie u Woltera. Chasydzkie dzielo z trudnosciq spotkaloby sifiz takim odzewem. Racjonalisci byli bardziej zagrozeni juz przez sarnoswoje og61ne wyksztalcenie, ich wykorzenianie si~ dokonywalo si~stosunkowo szybko. Nierzadko zdarzalo si~ w Polsce, ze dzieci rabin6wprzyjmowaly chrzescijanstwo. Trzeba uwazac za osobliwe religijno-naukowezjawisko, ie tego rodzaju wypadki prawie nie mialymiejsca w orientacji chasydzkiej. Z tej przyczyny w niekt6rych francuskichczy polskich pracach okresla si~ chasyd6w mianem sil "reakcyjnych".Nie m ozna takze przeoczyc faktu, ze istniejq wsp61ne rysy w chasydyzmieoraz u franciszkan6w. Podobienstwo to tlumaczy si~ istoLnyrnwplywem ubogiego i niewyksztalconego elementu, przy czymnie trzeba zapominae, ze Baal Szem Tow swiaclomie ustawial swojqnau k~ w opozycji do u czonosci wyczer pujqcej si~ w scholastycznychoraz logistycznych subtelnosciach. U sw. Franciszka decydujqcq bylapokora. Istot~ chasydyzmu ehar·ukteryzowala inna, obca rellgijnejwrazliwosci Zydow postawa wzgl~dem swiata zwierzqt: wsp6lczudez wszelkim stworzeniem. Legenda 0 rabinie Mosze Lajbie z Sasowaglosi, ze musiano raz czekac na niego w synagodze podczas kol­-nidri (g16wna modlitwa w Dniu Sqdu), poniewaz w tym wlasnieczasie w domu dawal dzieciom jesc a pic koniom i krowom. Innyrabin, Gerszon z Kut, postawil sobie 2a zadanie uwalniac schwytaneptaki: najpierw je wykupywal i puszczal na wolnose, ale kiedybraklo mu pieni~dzy, po prostu otwieral klatki i pozwalal ptakomuciekac, co sciqgalo liczne razy na niego. Wi~z z przyrodq poszlaw zapomnienie, kiedy chasydzi z wiesniak6w przemienili si~ w mieszczuch6w. .Nalezy jeszcze podkreslic, ze chasydzi swiadomie odcinali si~ adludzi wyksztalconych oraz od wyksztalcenia, wskutek czego ~ SUllrzeczy - nastqpilo zblizenie mi€;dzy nimi a wiejskq okolicznq ludnosciq, m6wiqcq cz€;sciowo po polsku, a cZ~Sciowo po ukrail1sku.Chasydzcy Zydzi m6wili, pisali i modlili si~ po zydowsku, ale w miar~,jak ksztaUowala si~ ich wi~z z wiejskq ludnosciq, przejmowaliniekt6re elementy jej dialektu. Podobnie jak Piesni nad Piesniami,tak i polskim czy ukrainskim piesniom ludowym nadali religijne1699


SWIADKOWIE HISTORIIznaczenie, czyniqc z nich piesni sakralne. W ten sposob proste trcscitych pieSni nabraly wielkiej symbolicznej wartosci, roza z milosnej.plesni pasterza stala si~ symbolem niebianskiego celu, a las niedo przebycia, dzielq·cy nas od roZy - obrazem wygnania, w czasiektorego rna my dqzyc do zbawienia poprzez milose. Wlasnie w tychpoetyckich wyrazeniach ukazuje si~ cala gl~bia religijnej t~sknotychasyd6w. Zestawienie tych pie§ni, oraz dostrzezenie w nich zawszena nowo szukanych i na nowo tworzonych symboli, daje w ich romorodnosci- Zywy dow6d wysoce religijnej wyobraZni chasydow. Z.apewnemagi~ czy mlstyk~ liczb przej~li oni z Kabaly, ale dziedzktwopiesni st anowilo prawdziwq i dorodnq p oez j~ ludowq, czerpan


STANISLAW VINCENZ - SPOTKANIE Z CHASVDAMIspowodowal, ze wsz~dzie rozlegal si~ glos: "wszyscy winni zostacchasydami I" I tak s i~ tez stalo.OczywiScie najwi~ksza sila ehasydyzmu lezala w modlitwie,w "sluzbie serea", jak m6wi Talmud. Na koniec niech rni wi~c b~dziewolno tutaj przywolac obraz chasydzkiej modlitwy, jaki oglqdadalemw moim dziecinstwie nad gornym Czeremoszem - w ojezyz­Die ehasyd6w.Pewnego razu zobaczylismy lcka, jak paVioH i z goclnoscill szed! dodomu modlitwy (Sehil), nieeodziennie ubrany, zdawalo nam siG,w czarny jedwabny chalat, w piE:knej lisiej czapee, w bialyeh jedwabnychponezochaeh, w p611akierkach i z bialq, jedwabnq chustkqw r~ce, w kt6rll byla owini~ta jakas ksiqzka. Ubi6r ten przypominalnam ubi6r Hiszpana, kt6rego portret wisial w salonie naszej babki.ZapytaliSmy naszll babk~, dlaezego ten czlowiek szedl tak godnieuWagi ubrany, i otrzymalismy osobliw,\ odpowiedz: "leek jest chasydem".To peine tajemnicy slowo przej~ lo mnie dreszczem, one tezz okazji jakiegos spaceru z mojll siostrll pod okiem opiekunki zaprowadzilomnie pod jasno oswietlone okna przy Zydowskim Kamieniunad Waratynskim Strumieniem. Dzialo si~ to p6znym popoludniemw dniu jakiegos zydowskiego swi~ta. Dlugo patrzalem down~ trza wielkiej izby. Widok byl dIa mnie wstrzqsajqcy, przeni.oslmnie w obcy mi, niespotykany swiat, znajdujqcy si~ poza zwyczajnqcodziennosciq. Stalem jak zaezarowany wlepiajqc oczy w postacieznajdujqce si ~ w pomieszezeniu. Jeden z Zyd6w, mIDdy ezlowiekz przykrytq glowq, stal bez ruchu opar ty 0 sciam;. a d czasu do czasuszeptal cos cieho, potem nagle wydawal z siebie krzyk i wstrzqsalnim szloeh. I znoWU zapadal w swoje odr~twienie. Wydawalo mi si~to straszne. Widocznie ktos mu zmarl myslalem, i dlatego jest takizrozpaezony. Albo si~ spowiada - moze wie 0 jakiejs okropnej tajemnicy- i ucho Boga, ukryte w !kianie, slueha go uwai nie. P rowadU\cymodlitw~, wysokl starzec 0 chudej, ostrej twarzy, kt6ra wyglqdala,jakby wyci~to jll z z61tej kosel, pochylal si~ przed jakClsszaf1l, kt6rq bralem za oltarz. Ponadto spiewal glosem ciqgnqcymsi«;l, monotollnym, w zdychal w spos6b rozdzierajl\CY serce, dusil sw6jglos, a potem, dokla:dnie sobie przypominam, padal wyczerpany. InnyZyd 0 czarnych wlDsach i plonqcych oczach rzucal na wszystkiestrony dzikie spojrzenia, potrzqsajqc przy tym ksiqzkl\, kt6rll trzymalw r«;lce, .jak gdyby W ob1llkaniu. Po dluzszym przem6wieniu siwegoprzewodnika do tych m~zczyzn, z kt6rych jeden stat, inny siedzialalba chodzil wok61, wszyscy krzyczeli cos razem.Stary lcek siedzial z boku, mial rozmierzwionll siWll brod~ . Wyglqdalpowainie chociai pogodnie. Oczy mial peine lez, a mimo tocala jego twarz promieniowala. Uroczystym gestem prowadzil swojllrp,kp, do glowy i z powrotem, calkowicie pogrqiony w tyro gescie1701


SWIADKOWIE HISTORIIoraz w modlitwie. Pocieszalo mnie jego oblieze przy obeyeh, dzikichtwarzach pozostalych :lyd6w; promieniowaly z niego dobroc orazniezaehwiana ufnosc. Seiemnilo sil:;, w izbie palily sip, swieee, Czeremoszszumial - zdawalo mi si~, ze znalazlem si~ w innym swiecie.Przyszla dziewczyna, ehwycila mnie moeno za rami~ i sza rpn~la."Powiem babci" - pogrozila mi i powlokla do domu. Ale mniecalkowieie poehlon~lo przezycie tego, co widzialem. 0 wiele pOmiejdowiedzialem si~, ze by! to Dzien Sqdu, swi~to szezeg61nie uroezyscieobehodzone przez ehasyd6w. Od tego tez ezasu ezujnie wsluchiwalemsj~ w chasy,dzk'ie opowiesei.Dla dziecka ozn:aeza to wielkq pewnosc rosnqc w kr.aju z roku nar ok strzezonym przez takie modlih'lY - nawet jezeli Sq to modiitwyinnej religii. leh szept cale wieki wspinal si~ do nieba - dzisiajucichl. Czy zabrzmi jeszeze kiedys? I ezy w nim brzmiala obea nadzieja,ezy nasza wlasna?Stanislaw Vincenztlum. Stanislaw Grygiel


JEDENASTA WIECZO RE/lA ...SOREN KIERKEGAARDMODLiTWYOjcze w niebiesieeh. Na 'wiele sposob6w m6wisz do ezlowieka ­o Ty, kt6remu jednemu przynaleiy mqdrosc i rozum, Ty przecieichcesz uczynic si~ zrozumialym dla niego. Aeh, i nawet w6wczasgdy milczysz, Ty przeciez wtedy takie mowisz do niego; bo m6wir6wniez ten , kto mi1czy, aby wysluchac odpowiedzi ueznia; i m6wir6wniez ten, k to milczy, by przejrzec serce ukochanego ; i m6wir6wniei ten, kto mikzy, aby tym gl~bsze stato si~ zrozumienie, kiedysip, s peW. Ojcze w niebiesiech, ezyi nie jest tak wlasnie! Och,w godzinie milczenia, gdy ezujemy si~ samotni i opuszezeni, i nieslyszymy Twego glosu, czyz nie wydaje si~ nam w6wczas, ze on juznigdy do n as nle wroci. Oeh, w godzinie milczenia, gdy jak na pusty:niomdJ.ewamy z pragnienia i nie slyszymy wtedy Twego glosu,czyz nie wydaje si~ nam w6wczas, ze on zgina.l. Ojcze w niebiesiech.A przeciez to jest tylko ehwila milczenia w samej gl~bi 1'ozmowy.Blogoslawione wi~c nieeh b~dzie tak:re to milczenie, jak k azdeTwoje slowo do czlowieka. Nie pozwol n am nigdy zapomniec,ie Ty m 6wisz takie wtedy, kiedy milczysz, i daj nam czekajqcymna Twoje przyjscie, t~ ufnosc, ie Ty milczysz z milosci, tak sarno jakm6wisz z milosci; ze zatem, czy mikzysz, czy m6wisz, Ty przecieizawsze jes.tes tym samym naszym Ojcem, tym samym sercem ojcowskim,zarow.no gdy ukazujesz nam drog~ swym glosem, j-ak gdy wychowujesznas przez swe milczerlle.Ojcze w niebiesieeh. Nieogarnione jest Twoje nieskonczone kr61e­,stwo, 0 Ty, ktory podtrzymujesz bieg cial niebieskich i rzqdzisz.silami wszechswiata w niepoj~tym ogromie przestrzeni. Jak piasek1703


JEDENASTA WIECZOREM ...nieprzeliczone Sq rzesze tych, CQ zyjq i istruejq jedynie dzi~ki TQbie.A jednak Ty sluchasz wQlania wszystkich stwQr zen i takie krzykuczlQwieka, ktoregQ 'sZlczegolnie uksztaltQwales dla siebie. Sluchaszwolania wszystlcich ludzi, rue baczqc na zam~t ich wrzawy czy teZna przewidywanie ktoregokolwiek z rucl1, ze 'sluchasz wla.srue jegQ ­jak gdybys mial czynic r6Znice. Nie tylkQ slyszysz glos tegQ, kto 00­powiada za wielu i moglby w ich iInien'iu zanosic prosby dQ Ciebie- tak jakby ten czlQwiek byl Tobie blliszy dlategQ, ze znajdujesi~ na szczycie; i me tylko slyszysz glos tego, kto prosi Ciebie zaswych ukochanych - tak j.akby ten czlowiek Inial wiPekszq moZnOlScprzyciqgru~cia TwQjej uwagi, .on, cieszqcy si~ wszak tym przywilejemszcz\iscia, ze rna swych ukQchanych - rue, osta-truegQ Z ludzi,najbardziej QPuszczQnego, najsamotniejszegQ, czy jest .on na pustyni,czy w kl\ibiqcym sj~ tlumie - Ty jego sluchasz. I cnawet cl10cby zapomnienlecalkowicie rozlqczylQ go z wszystkimi i choeby stal 3i~w tlumie kims me do rozpoznarua - tak jakby byl jui: rue ·czlQwiekiem,lecz tylkQ cyfrq w spisie ludnQsci - Ty pomimQ to rozpoznajeszgo, Ty go nie zapomniales, pami~tasz jegQ imi ~, wiesz, gdziejest ukryty, gdzie jest na pustyni albo w tlumie - stracony z oczu ;i chQcby z straszliwymi myslami przedzieral si~ pr,zez naj g l~bszeciemno.sci udr~ l~ku, opuszczony przez ludzi i QPuszcrony niemalprzez samq mow~, jakq porQzumiewajq si ~ ludzie - Ty przecieZ m ezapomniales gQ, rQzumiesz jegQ j ~zyk , potr afisz szybkQ maleic drQg~,by stanqc przy mm, tak szybko jak dZwi~ czy blysk; a je.slijeszcze nie przychodzisz, to rue jest to zwlekanie, ale m~sc;a jeSli jeszcze rue przychodzisz, to przeciez tylkQ dlatego, ze Ty znaszszybkQSC swej pomQcy; a jesli jeszcze nie przychodzisz, tQ nie jestz TWQjej strQny drQbnostkowa powsciqgliwQsc, ale ojcowskn oszcz~nQse,kt6ra zachowuje to, CQ najlepsze dla dziecka, w n aj pewniejszymmiejscu na najbardziej odpowiedniq chwi1~ . D nasz PanieBoZe ! nQ Cieble wQla czlQwiek w dniu grQzy i TQbie sklada dzi\ikiw dniu radQsci. Dch, jak lli~knie jest dzi\ikQwac, gdy czlQwiek taklatwo rQzurrue, ze Ty dajesz dobre i doskonale d ary, gdy n awet cielesne serce od razu gotowe jest zrozumiec i nawet ziemski rQZSlidekskwapliwie si~ z tym zgadza. Ale jak wielk:im jest szcz~sci em i .0 ilezpi~kniej jest jeszcze - dzi~owac, gdy zycie staje si~ jak popllitanamowa; .0 ilez piOikruej jest dzi\ikowac, gdy serce jest scisni~te ,a mysl ZaI11Iicona, gdy rozum zwodzi dwuznacznosciq, a pami ~c klamie zapomnieniem, gdy milosc wIasua oofa si~ w zgrozie, gdy roztropnoscsi\i nam opiera, nie po to· jednak, aby trwac w uporze, lecztylko wskutek zniech\icenia - .0, wtooy jakim n a jwi~ kszym szcz~sciemjest dzi\ikowac Bogu; bo dzi~kow ac Mu tak to kochac Go, toosmielac sit=: powiedziec TQbie, Wszechwiedzqcemu: Pame, kt6rywiesz wszystko, Ty wiesz, ze Ci\i kocham (J. 21, 17).1704


SOREN KIERKEGAARD - MODLlTWYOjeze w ruebiesiech. Ja k ojciec wysyla swe dziecko w swiat, takTy chciales, zebyczlowiek przebywal na ziemi; oddzielony od Cie'biepoprzez swiat rue widzi on Ciebie swymi oczyma ani nie slyszy Twegoglosu swoimi ziemskimi uszami. Ow znajduje si~ tutaj, na ziemi,a przed nim jest droga ... jak d1uga - w bezwladnej godziniezni ech~c enia, co .fiie chce czekac, jak uciqZliwa - w dojmujqcejchwili ruecierpliwosci, ktora rue pozwala mu na zadne wytc1mierue.Dodaj wtedy dziecku odwagi w tym wielkim swiecie, gdy tylemylqcych drog zda si~ roztaczae przed nim, a dobrq tak trudno jestpo.znac; dodaj odwagl, gdy przerukajqC8. udr~kq ruepokoju swiadomoseistnienia i codzienne zmartwienie zdajq si~ znajdowac sprzymierzeiicoww podst~pnej wscieklosci zywio16w, w grozie wydarzeii,w n~dzy przytlaczajqcej ludzi - dodaj mu wtedy odwagi, .aby pami~tal i wierzyl, ze tak jak ojciec wysyla swe dziecko w swiat, takTy chciales, aby czlowiek przebywal na ziemi. Boze milosierny! J akdziecko marnotrawne odnajdujqc drog~ powrotu zastalo wszystkozmieruone, nawet mysli swego brata, ale rue mysli swego ojca, kt6­rego milose przyj~la wracajqcego syna radosnq ucztq, ktorego serceojcowskie zwr6cilo jemu, zgubionemu, spokojnq pewnose siebie przywsp6lnym stole - tak kiedy jakis czlowiek powraca do Ciebie, dodaj mu wtedy smialosci na drodze nawr6cerua; bo jego powr6t zaprawd~nie jest wcale radosny, tak jak powinien bye powrot ukochanegodziecka do domu rodzinnego, lecz jest to smutny powrotsyna marnotrawnego; 'bo ien czlowiek rue jest r owniez iak oczekiwany'przez tego czulego ojca, 00 ogarni~ty Il'.adosciq wyglqda ukochanego syna ; och, oby ten czlowiek przynajmruej mial umocnio.fiqufnose, aby wierzyc, ze oczekuje go Twoje milosierdzie, ktore n:iepokois-i~ i obawia s.i~ , ze go st raci.Ojcze w niebiesiech. Zapewne, my wiemy, ze Ty jestes wszechobecny, i gdy jak.iS czloW'iek, moze w tej chwili wlaSnie, trawionyc!lorobq wzywa Cie bie ze swego 10za, gdy ktos z gl~bi swojej smiertelnejgrozy wola do Ciebie na morzu lub - przerukni~ty gl~bszqjeszcze grozq grzechu, my dobrze wiemy, ze Ty jestes blisko, bymoc go wysluchae. Lecz Ty jestes rowniez tak blisko tutaj w swoimdomu, gdzie gromadzq si~ Twoi wierni, a po.§roo ruch moze znajduje si~ niejeden, co schronil si ~ tu uciekajqc od przytlaczajqcych gomySli lub wszedl tu z ich ci~Zarem; lecz moze takZe jest pomi~dzynimi niejeden przychodzqcy z zacisznego, rue wyroZniajqcego si~ ruczymzycia, 00 poprzestaje na malym; moze tei wszed1 ktoS inny zespelnieniem swych wlasnych pragnieii pod plaszczem wdzi~cznegoserca i uSmiechni~tych mysli. Ale wszystkich przywiodla tu przeciezpotrzeba szukaT'ia Ciebie, 0 Bore, Oiebie, przyjaciela wdzi~znych1705


JEDENASTA WIECZOREM ...w blogoslawionym zaufaniu, jakie im okazujesz; Ciebie, pocieszeruaslabych, w staly


SOMMAIREWaclaw Hryniewicz OM[: Confesser Jesus aujourd'hui - problemede L'union des l'Eglises . 1571Prolegomenes au sujet de la "semiotique d'icones" . Interview de Zbigniew Podg6rzec avec Boris Uspienski .1600 Anna Kamienska: L'importance des reves dans la Bible. 1617'A b b~Jan Szlaga: La signification du travail et la possession desbiens materiels dans la predication de Jesus . 1634Jcrzy W. Galkowski: La structure des besoins humains: Ie travailet les loisirs 1644Ewa Bienkowska: Paroles et Ie monde - Jeu des idees. 1661MON CHRISTIANISME HIER ET AUJOURD'HUIreponse: Abbe Andrzej Zuberbier . 1668Jozef :Z:yeblski: A la recherche de la premiere symetrie. Compterendudu livre Prostranstvo, wriemia, dwizenije (L'espace,Ie temps, Ie mouvement), trad. pol. Warszawa 1976 . 1631Michal Strzemski: Pseudophilosophie des non-professionnels,III partie . 1686;Si,anislaw Vincenz: Begegnung mit Chassidim. Kairos. Zeitschriftfill' Religionswissenschaft und Theologie, 1/1961, traduit parStan islaw Grygiel. 1639Soren Kierkegaard: Prieres, traduit par Andrzej Wil:ickowski . 1703


Spo'eCIny Instytut WydawnicIY ZnakC UE TE TOw stulecie urodzinteksty wybral Prlemyslaw Mroczkowski GKC 0 religii - 0 filozofii - 0 kulturze CHESTERTON W POLSCE : m. in. PRZEMOWIENIA WIENIAWV, PRO F. BO ROWEGO, CHESTERTO NA 300 s. Oprawa sk6ropodobna cena 64 zlWojciech Karpinski, Marcin KrolSYLWETKI POLITYCZHE XIX WIElDWst~p:Henryk WeresIyckiR6inorodne dqienia i doci ekania opisanych w tejksiqice os6b zachowaty dla nas istotne znaczenie."Uczq bowiem tego, ie sam wysitek mysli polityczn ejmoie zaplodniac na st~pne pokolenia.. . "(Henryk Wereszycki)152 s., fotografie 38 ztdo nabycia: Wydawnictwo ZNAK Krakow, ul. Wislna 12


ZESPOt • HANNA MALEWSKA, STEFAN SWIE2AWSKI, STANi·SlAW STOMMA, JERZY TUROWICZ, STEFAN W1LKA­NOWICZ, JACEK WO;ZNIAKOWSKI, BOHDAN CY·WINSKI, HALINA BORTNOWSKA, STANISlAW GRY·GIEL, MAREK SKWARNICKIREDAKCJA • BOHDAN CYWINSKI (redaklor naczelny)FRANCISZEK BLAJDA, HALINA BORTNOWSKA, STA.NISlAW GRYGIELadresredakcji • Krakow, Sienna 5, I p., leI. 271·84tfdresadminislracji • Krakow, Wiilna 12, I p., tel. 501·62pr~numerala • krajowa: kwartalna zI 45.-. p61roczna 90.- . roczna1S0.-.Termin skladania zam6wien i wpl


.. c.a . ,.... W POPRZEDNICH NUMER/.CH :SWIADKOWIE HISTORII:Stanislaw Grabski: Ze wspomnie n 240 •Jan Dqbrowski: Dziennik z lot 1914-1918243 • Jadwiga Stabinska OSB ap.: KlantorSiostr Sakramentek w Powstaniu Warszawskim(1 - 16 sieJpnia) 246 • Jan Beyzym:Listy 254 • Marian Paluszkiewicz: O d­krycie tnemeszenskie 259 • Witold Kotowski:Rey m~ nt pod obstrzalem 260 • WladyslowJablonowski: Z biegiem lat I - 248,II - "249W NAJBLl2SZYCH NUMERACH:Edward Schillebeeco: Tajemnica nieprawoscii tajemnica zmartwychwstania •Heinrich Pera: Sam nie podolam - AlinaMerdas: Norwid 0 smierci i zmartwychwstaniu- Ewa Bienkowska: Mqdrosc iwiatloc:ienia- Michal Heller: Antynomie rozwoju

More magazines by this user
Similar magazines