Browse publication

mbc.malopolska.pl

Browse publication

Anna KajtochowaKRAWĘDŹOficyna Wydawnicza ZwiązkuPodhalan


BIBLIOTEKAserla„NADSKAWIA"miniaturPozycja wydana w poroiumienitii Towarzystwem Mtiośniłcóu) ZiemiWadoiuicklej


* & -irCały światjest w naszdobywany w dzieciństwieodkrywany w młodościspleciony na dobre 1 zlew dojrzałościwątleje i blaknicw starościzamyka go śmierćtaka sama prawidłowośćjak życieir & i?Jest we mnie ciszawiosennego lasui skwar południadojrzałego lataniepokój świtui niepewność nocysmutek szarugii jaskrawość słońcaJest we mnie wulkanktóry nie wybucha


1 pełna bólunie stygnącalawa* *Od lattraktując siebieJako niewyczerpalnenigdy nie wysychającepulsujące mocnoiródloostatnio coraz częściejdostrzegam na dnieciężko dyszącązziajaną z wysiłkułabęit ix -frEpilog:pchniętaostatnim tchnieniempryskabańka mydlana4


W ciszywiersze rozrywają skorupęi Jak ślimakipełznąwprost do ziemizgodnie7. przeznaczeniemWnioskowaniebezpośrednie:być sobąnie znaczybyć kimtczy być kimśmożnanie będąc sobą?Obory, ]•«:,


ir ftGdyby skroplić snyw jak rozległe]żyłabym przestrzenize ścian nocyrosłyby pałacewieczna tęczaozdabiała niebotylko skałysiwo oszronionew zimny uściskobejmują stopybym nie mogławzlecieć w sny skroplonebym nie mogłazalśnić pasmem tęczyi na wiecznośćzawisnąć na chmurachciszy płatemopaśćW śpiące miasto(


S8f iSr #Po ataku:jeszcze jednaocalona cliwila...Która z tilChbędzie ostatnia?ń ń *Między nami morzetyle odpływów i przypływówże bez barometru określamczas sztormu i ciszybez peryskopuzmiany na horyzonciebez sondymiarę głębiny1 trwamw rybackiej chaciez ręcznikiemw słońcu haftowanym


$r &Pytanie egzystencjalne:Czy już codzienniemam być gotowajak ptakdo odlotu?# % ŚlKażdy z nasnosi z sobąkłębek Ariadnytyle>.e służy namw starościi wiedziew labiryncie dniNie wiemco groźniejszejest w późniejszychlatachobrastanie w tłuszcz.nzy W banaia *


Zanurzyć sięw zieleń parkusoczystąat do bóluw świetlistość dróggorącego piaskui lotnych cieniw kruchą młodośći krzepką starośćZanurzyć sięw ciepło snuw ciepło śmierciObory. 1985# & 4e


-A- -ArNiedruciany schematłachem okrytyz bańką choinkowązamiast głowyalekłębowisko wężyw rozoranej zieminabrzmiałym węzłemżycie we mnie pędzii bolijak pręga na skórzepod wieczórpowrozem zadanarano zapomnianabo dzień na mnie czekajak stęskniony kochanekw asfaltowej pustynikrólewskiego miastaboję sięwęży w sobie


Dzielę Się z tobąwszystkimczego tknęco na drodzespotykam spojrzeniemwodąco rzeżwipowietrzemco żywimyśląco się rodzi1 lak otozawsze jesteś ze mnąMoskwa, 29 V 1985


KrystynieBoJę siętrąby powietrznejnad domemnie zrywa dachunie rozwala ścianaie porywa żywychkaleczy silnychI najgorsze:nie omija klimatuu miarko wa riego


•sir 'k kW gąszczu nocyzniknęła moja gwiazdkapośród kabli i przewodówkrążymy niby w tej samejGalaktyceale jakże od siebieodlegleWyciągam dłoniecoraz bardziej się oddalaPrzyzywam sercemzalśniła na momentWzywam milczeniem(zablokowane mam struny głosowe)Teraz sfrunęłaOdnalazła mniewśród kabli i przewodówI rozbłysłana styku anody z katodą


ił * *Kr«wędżlodowcawierzchołka górybrzegu wąwozujest dotykalnado pojęciai zmierzeniakrawędź0 której mówięnie ma wymiarujest płynna jak tje.i1 cieńsza niż nićtkwi w nasjedynie czyjaśwyostrzona myśli błyskawicznadecyzjamoże Jązarysować


~k lV tYAch te mojewielbłądzie galopadycodzienną saharąPowolny trucht oddechuoazy wizyt z fatamorganązdrowia niby bliższegoprzecież ciąglenie do osiągnięciaburze piaskowe bólujakiejś klapkibo nie zaskoczyła1 zapachy zapachyWręcz widaćbogaty bukietzapachówszpitalnej pustyniJakże sie. zatem dziwićtemperamentowimego dromaderanawet śpiącwierzga


it % •#Tylko milczące cierpię iebudzi we mnie odzewNie czuję goprzygłośnych lamentachir * *Przywyknąć do starościjak do wiernego druhapolubić śmiesznoslkiprzywary i wadyznosie cierpliwie ból i urazywtedy i ona mądrymspojrzy wzrokiemuśmiech ci poślebłyskający zlotempocieszy młodość:później przyjdę,potem,,.U


ir i? TirPłynę po wzburzonym Styksiew indiańskim canoebardziej oparła o prądniż o nikłe wiosłaPłynęraczej ślizgam siępo faliciągle sterującejod prawegodo lewego brzegujeszcze tuale już i tamPłynęprzesmykiem nadzieiz rozchybotanym sercemw indiańskim canoe


Człowiek wymyślił czasale może go dotknąćtylko jakoziarnko piaskuw klepsydrzeBo tak naprawdęi czas jest nadludzkii człowiek ponadczasowyKruche ze mnie naczynieale gdy spadnę —woda nie wycieknie.i? *Moja rękai liśćmają jednakowe żyłkicienkiejak pajęcze nitkiNie kłujcie liściaZ dłoni płynie krew


ffi % $rCicha śmierćw porannym rozgwarżebez słowabez rucnuw pełnym milczeniuStuk pieczątki lekarzana karciei koniecWiem o nim zaledwieże podniósł0 Ileś kilogramów za dużo1 upadłNajbardziej żałują gonapoczęte kroplówkirównocześnie skazane na śmierćI łóżko"Wróci po dezynfekcjiby usłużyć innym


i!r ir *Ustawiony przy kolejnym słupkuw drodze ku nieskończonościzniesie człowiek serie volt(aby trwał)tony bomb medykamentówtłoczonych całymi dobamirespirator unoszący oddechłamanie żeberwyłączanie kolejnych obwodów(dopiero teraz wiadomojak ich wiele)i jeszcze to i jeszcze tamtoA wszystkoby upaść pod czyimśnieprzyjaznym wzrokiemzapaść w głąbrażony nieżyczliwym słowem1985-11-16


W pozycji horyzontalnejnajlepiej widaćdłonie1 twarzechylą się nade mnąmówią bez słówółoszona prawdanajczęściej nie docieraW pozycji horyzontalnejczuje się Ją tylkojak zapachi ciepłoabo zimno1§85-11-12


Patrzyłamjak moje sercewędruje do niebaskokamisunąc po linieku wysokiej skalebłękitem zygzakóww tafli monitorówpoprzez mgłęwidziałamjak moje sercewędruje do nieba1985-11-12& 'k


* & $Przywracający życiunim znieczula, nasznieczulają siebienie tylko zmieniają, ubraniewdziewają, rękawicemózgi uzbrajają w komputerywymieniają miary parametryciśnienia proporcjerozumieją się bez slowreagując na każdy ruchkontaktują wyłączniez rozciągniętym pod tlenemkorpusemi aparaturąNiekiedypatrzą w oknoz takim smutkiemz }akim żegna sięumierający dzień


•k 4r "kNa huśtawceSzkoda ze huśtawka nie taani pora sposobna ZabawieJeśli fruwać to w gore.a ja najczęściej wzlatuję w dułniebo się tylko nade mnąkołysze# it. astukot drewniakówwerbli reanimacyjnychna ścieżyncedyźurka-sala zabiegowasygnalizuje:życie wisi na włoskutrzech minutbłyskawice rąk i główzieleń uniformówsapanie respiratoraiskrzenie defibrylatorai cisza albo jękOto efekty zawracaniaz tamtego brzegu


uchwycenie nitkiw ostatnich sekundachnim znieruchomieje mózgPrzez tyle latwiązaliśmy nitkitkali barwne i szaredesenieNitki słabe i silnejakże często zrywaneFazem ze skórąA jednakwszystkiebez względuna fakturęzwinęły sięw węzeł gordyjskinie do przecięciaprzez żadne z naschyba...I wykazał tomoment pożegnania1985-11-14


•k -ćr tVBurza strzaskała drzewozerwała koronęstoi jeszcze pieńkorzeniami wszczepiony w ziemię,ale juz ślepnącyi usychający bez światłaWyrwą ^o Z korzeniamibo kaleczy horyzontjak spróchniały ząb1986-04-10* *rKiedy zamykam oczywędruję tęcząpo obręczy niebalyle rożnycli barwtkwi pod powiekamiI nie chcę otwierać oczuaby nie ujrzećciemnościna płaczu padole


&śtNic zmieni sięistota słówchoćby jc sklejaćw najwymyślniejsze zestawyzbrodnia i karamiłość i śmierćI tak otonawet budowaniesnu na jawiema swoje granice-fr ix ixMyślenie o przyszłościcoraz krótszepojedyncze dniosobne i niepowtarzalnejak puls mierzonyw wolnym rylmie sercazima i latona skórzeprzy zmianach Jego tętna37


& A #Cień pożegnaniapada na zloty deszczyk(to taki wesoły, żółty krzewnajwcześniej zakwitający)cicho zasypia wieczórjeszcze ciepłypo pogodnym dniuwiruje firanka na wietrzei w górze leci samolottyle życia zatoniew mroku nocyi nie wszystkoobudzi się znówNigdzie tak jasnonie widać przemija iajak w szpitalnej salichoćby szeroko otwarte oknacodziennie witały wiosnęi słońce i złoty deszczykna parkowym klombie198fi-04-10


•ńr if $tUjrzeć głęboki śniegzapaść się weńpo szyjęŁowić słońcewpadające do WisływieczoremIść ulicą Czarodziejskąpodczas jesiennychcudówWidzieć rozkwitłą różęw ogródku działkowymDotykać Twych dłonio świcieJak łatwo sprowadzić marzeniado wspólnego mianownika: życie


SPISWIERSZYAr (Cały .śuilnt)(Od lat)a a* Ar Ar (Jest we mnie cisrajir * Ar (Epilog)* A- (W ciszy)"A (Wnioskowanie)A (Gdyby skroplić sny)Ar (Po ataku)Ar (Między nami morze)Ar (Pytanie egzystencjalne)& ** (Każdy z nas)-fr Ar TY (Nie wiem)(Zanurzyć się)i? ArAr * Ar (Nie)Ar Ar (Dziele się 2 tobą)TV Ar Ar (Boję się)* Ar (W gąszczu nocy)


(Kra. lueciśjfAch fe moje)&(Tylko milczące cierpienie)i: (Przywyknąć do starości)TV # (Płyną po wzburzonymStyksie)(Człowiek tuymy.śiii czas)* ir (Kruche ze mnie naczynie)(Moja ręka)fV & (Cicha śmierć}i? a(Ustawiony przy kolejnymsłupku)(W pozycji horyzontalnej)(Patrzyłam)(Przywracający życiu)(Na huśtawce)(Stukot drewniaków)(Przez tyle lat)(Burza strzaskała drzewo)Tir •& (Kiedy zamykam oczy)(Nie zmieni siej(Myślenie o przyszłości)(Cień pożegnania)§& * (Ujrzeć głęboki śnieg)


Okładkę zaprojektował Robert FiejkoZredagował Mieczysław MączkaCzcionką silesia na linotyple skfadal)Janusz Boczoń i Eduiard Warchoł; drakowałRoman Cycułeńko pod fcieroŁcnictwemTadeusza Warchoła; pieczę redakcyjno-typogra jiczną sprawowała KrystynaMrowca. Oprawy introligatorskiejdokonano tu pracotuni Eoguslauia Wydrychaw KrafcotuieCopyright by Anna KajtoeftowaNowy Sącz, 13S6Printed in PoiandOficyna Wwdatonicza Ztuiązku PodhalanNotuy Sącz — 1086Wydanie piertusze, nakład 1000 egz.Ark. aut. 0,5, ark. druk. 1,0Oddano do składania we iur2eśniu 198*Druk ukończono tce u;rześniu 1986Drukarnia Narodouia, Z-iO w GorlicachZam. lOU-Se A-2I-962Ceno 10« złotych

More magazines by this user
Similar magazines