Podsumowania i zapowiedzi s. 4-5 Viva Mexico! s.19-25 Włoska ...

wirtualnykonin.pl

Podsumowania i zapowiedzi s. 4-5 Viva Mexico! s.19-25 Włoska ...

Michał Skitek


Wszystkozależy od wasWszystko zależy od was 3Podsumowania i zapowiedzi 4Moja działalność w InstytucieTechnicznym PWSZ w Koninie... 6Kopalnia okiem studentów 9Samorząd Studentów PWSZw Koninie zaprasza do współpracy! 10Kolejne, już 44, wydanie biuletynu kierujemydo studentów pierwszego roku. Jesteściewśród nas, bo tak postanowiliście,bo zadecydował przypadek, bo była to„ostatnia deska ratunku”… Powody tak naprawdęnie mają znaczenia. Od dzisiaj stanowiciespołeczność Państwowej WyższejSzkoły Zawodowej w Koninie i to wszystko,co się będzie działo odtąd w uczelni, będziei waszym udziałem.Złośliwi twierdzą, że ta, już teraz wasza,uczelnia nie gwarantuje po jej ukończeniupracy. Zawsze mnie ten argument zadziwiai denerwuje, bo kiedy ja studiowałam, tomówiło się, że studia mają rozwijać „horyzonty”,wskazać kierunek rozwoju, nauczyćjak się uczyć, ale nikt nas nie zapewniał, żew chwili otrzymania dyplomu dostaniemytakże skierowanie do pracy. No cóż, światsię zmienia i oczekiwania także.By wykazać, że studia w PWSZ to dobrainwestycja, dotarliśmy do kilkoro jej absolwentów,dla których studia w Koninie byływstępem do dalszej życiowej przygody(zresztą w każdym wydaniu biuletynu zamieszczamyhistorie dotyczące życia naszychabsolwentów). Tym razem o swoichzrealizowanych pasjach opowiada PiotrPęcherski, zafascynowany historią Koninai jej mieszkańców, autor strony internetowejwww.powazkikonina.org., Michał Skitek,który chciał projektować ogrody, a stałsię artystą fotografikiem w Nowym Jorku,a także inni absolwenci uczelni, którymudało się znaleźć „swoje miejsce”, niekonieczniew Koninie.O tym, że świat należy do odważnych, bezwzględu na to, że zaczynali w PWSZ-cie,świadczy historia Marty Komicz, absolwentkiPWSZ w Koninie, obecnie nauczycielkijęzyka niemieckiego w Meksyku. Jej kolejnytekst, opatrzony wspaniałymi zdjęciami,znajdziecie w tym wydaniu biuletynu.Dzisiejszy świat jest otwarty dla tych, którzymają zainteresowania, pasje i nie bojąsię ich realizować. Nic nie robi się samo.Wszystko lub prawie wszystko zależy odwas. Może więc warto za Michałem Skitkiempowtarzać, że żyjemy w cudownychczasach! I wszystko czego oczekujemy tamjest!Ewa KapyszewskaStudia i praktyki z Erasmusem 11Praktyka w ioannińskiej bibliotece 12Jak wino... 14Per aspera ad astra – przeztrudy do gwiazd? 16Ciągle za czymś gonię 17Z PWSZ do Grene 18W PWSZ nauczyłem się angielskiego 18Viva Mexico! 19Włoska przygoda 27Kraj Wielkich Białych Chmur 35Kilka dni pierwszych w Hiszpanii 38Mój Nowy Jork to nie koniec świata 42Oko w oko z foką 50Wakacje z remontami 56Biblioteka PWSZ zaprasza 60Uczelnia także dla niepełnosprawnych 62Różne są drogi, ale jeden cel... 62


PODSUMOWANIESpotkanie pracownikówdydaktycznych PWSZ w KoniniePodsumowaniai zapowiedzipaździernik 2010 nr 34


WYKŁADOWCYMoja działalnośćw InstytucieTechnicznym PWSZw Koniniew latach 2004-2010październik 2010 nr 36• Z końcem września z naszą uczelnią,a przede wszystkim z InstytutemTechnicznym, żegna się prof. dr hab.inż. Janusz Walczak. Oto jego podsumowanielat spędzonych w PWSZw Koninie.Organizacji studiów w PWSZ w Koniniepodjąłem się w 2003 r. na prośbę JM Rektoraprof. dr. hab. Józefa Orczyka. Na pytanie,jakie kierunki studiów technicznychmożna by w uczelni uruchomić, odpowiedział:może to być elektrotechnika, budownictwolub mechanika i budowa maszyn.Biorąc pod uwagę przemysł regionu konińskiego,czyli elektrownie, kopalnie, FabrykęUrządzeń Górnictwa Odkrywkowego, hutęaluminium, przedsiębiorstwo energetykicieplnej i kilka innych, wskazałem na potrzebękształcenia inżynierów mechanikówz ukierunkowaniem na energetykę cieplnąoraz przemysł maszynowy. Stąd propozycjautworzenia kierunku mechanika i budowamaszyn z dwiema specjalnościami: technikacieplna (obecna nazwa to maszynyi urządzenia energetyczne), głównie na potrzebęenergetyki, oraz konstrukcja i technologiamaszyn, której absolwentem jestinżynier mechanik konstruktor, technolog,warsztatowiec.Moja propozycja była szeroko konsultowanaw zakładach przemysłowych i spotkałasię z ogólną akceptacją. Wniosekdo ministerstwa pisany był na przełomie2003/2004 roku i uzyskał pozytywną opinię.Pierwszą rekrutację na kierunek mechanikai budowa maszyn przeprowadziliśmyw 2004 r., a w 2005 r. również na studianiestacjonarne.Jeśli chodzi o bazę lokalową, zaczynaliśmyod zera. Zajęcia odbywały się w różnychmiejscach na uczelni, a dyrekcja instytutumieściła się w dwóch pokojach w budynkustarej bursy przy ulicy kard. S. Wyszyńskiego.Władze PWSZ zrobiły wiele wysiłku,aby budynek bursy wyremontowaći przygotować kilka pomieszczeń na saledydaktyczne i laboratoryjne. Początkowoniektóre zajęcia laboratoryjne były prowadzonew Centrum Kształcenia Praktycznegow Koninie oraz Zespole Szkół Górniczo-Energetycznych.Z czasem zaczynaliśmy tworzyć własnelaboratoria, najpierw komputerowe, a późniejnastępne: laboratorium metrologii,metaloznawstwa, elektrotechniki i elektroniki,termodynamiki i mechaniki płynóworaz miernictwa cieplnego. Potrzebne sąkolejne. By rozbudować bazę dydaktyczną,poszukujemy pieniędzy, w tym unijnych.Już na początku mojej pracy w PWSZ w Koniniezadecydowałem, że studia techniczne,jeśli mamy je traktować poważnie, powinnybyć czteroletnie. Nie wierzę bowiemw studia krótsze, trzy czy trzyipółroczne, jakto na ogół w Polsce się dzieje. Jest to raczej„pozoracja” niż dobre kształcenie. W naszymplanie studiów jest siedem semestrów zajęć,a semestr ósmy jest przede wszystkimdyplomowy; podczas jego trwania powstająprace dyplomowe, których przygotowaniezajmuje około 400 godzin.Inną ważną cechą planu studiów jest to,że praca dyplomowa poprzedzona jestdwiema pracami przejściowymi, podczassemestru szóstego i siódmego. Ich przygotowaniewymaga około 120 godzin. Praceprzejściowe są bardzo istotne, ponieważmobilizują studentów do samodzielnegorozwiązywania problemów inżynierskichoraz wykazywania się umiejętnością stosowaniaprzekazanej im wiedzy. Jestemzdecydowanie przeciwny skróceniu tokustudiów do 3,5 roku. Uważam, że spowodujeto zmniejszenie liczby prac przejściowych,co wiąże z obniżeniem wymagańwobec studentów i pogorszy niewątpliwiepoziom kształcenia.Ważnym elementem kształcenia są praktykizawodowe. W PWSZ w Koninie jesttych praktyk trzy razy po pięć tygodni poI, II i III roku studiów. Są to praktyki wakacyjne,ale mogą być także zaliczane w ciąguroku akademickiego, w dniach wolnych


WYKŁADOWCYod zajęć oraz w weekendy. Z praktyk tychmogą być zwolnieni studenci studiówniestacjonarnych, pod warunkiem, że pracująw zakładach zgodnych z kierunkiemstudiów.Tak duża liczba godzin praktyk jest bardzoważna, ponieważ studenci poznają specyfikęfunkcjonowania zakładów pracy zgodnąz kierunkiem kształcenia i mogą konfrontowaćprzekazaną na zajęciach wiedzęz realiami technicznymi. Taki wymiar praktykjest zgodny z zasadami, które obowiązywałyprzez dziesiątki lat w Polsce, a takżeza granicą. Jestem przeciwny zmniejszaniuwymiaru i lekceważenia praktyk, z czymmamy obecnie do czynienia w wielu polskichuczelniach. Do takiej liczby praktykjestem przekonany i uważam, że jest touczciwe wobec studentów i niezbędne doich dobrego przygotowania do pracy inżynierskiej.Świadczy to też dobrze o poziomiekształcenia w naszej uczelni.Przez parę lat mojego dyrektorowania instytutowi,włożyłem dużo wysiłku w dobórkadry dydaktycznej. Wywodzi się ona główniez Politechniki Poznańskiej, ale starałemsię zatrudniać także wybitnych inżynierówz Konina. Bardzo nam w tym pomogły kierownictwafirm, głównie z ZE PAK. Dziękiosobistym kontaktom z dyrektorami elektrowniotrzymałem informacje o osobachgotowych do podjęcia się prowadzeniazajęć dydaktycznych z przedmiotów zgodnychz ich wykształceniem i doświadczeniemzawodowym oraz twórczym podejściemdo rozwiązywania problemówinżynierskich. Wśród prowadzących zajęciasą praktycy, którzy proponują ciekawe tematyprac przejściowych i dyplomowych.W najbliższym czasie planuje się zatrudnienieabsolwentów mechaniki i budowy maszyn,którzy byli bardzo dobrymi studentami,a obecnie pracują w ZE PAK.Od chwili, kiedy stworzono nam możliwośćuzyskania środków unijnych, składaliśmywnioski dotyczące Programu OperacyjnegoKapitał Ludzki, początkowo bez sukcesów.W ostatnim roku akademickim staraliśmysię ponownie o środki na stypendiadla studentów kierunku zamawianego,którym jest mechanika i budowa maszyn,oraz pozyskiwania środków na poszerzeniebazy laboratoryjnej i pomocy dydaktycznych,w tym podręczników. W ramach tegowniosku planuje się poszerzenie kształceniao nowe specjalności, specjalizacje i kierunkidyplomowania.W tym roku udało się pozyskać środki nakierunek zamawiany; oznacza to, że połowastudentów pierwszego roku mechanikii budowy maszyn otrzyma wysokie stypendia,nawet do 1000 zł miesięcznie. Przysporządzaniu wniosków korzystaliśmy z siłzewnętrznych, bowiem uczelnia nie zatrudniaspecjalistów ds. środków unijnych.Podobnie robią to inne uczelnie w kraju.Kwestią pozostaje sposób zapłaty za takąusługę. Kto powinien płacić? Uczelnia?Miasto? Powiat? Znany jest mi przypadekz Kalisza, gdzie płaci prezydent miasta. Jestemzdania, że to jest rozwiązanie najbardziejprawidłowe.Na koniec chciałbym wspomnieć o materii,którą mamy do „obróbki” na studiachtechnicznych, czyli o studentach. Jestz tym duży problem. Podczas pierwszychrekrutacji stawialiśmy warunek: ocena naświadectwie ukończenia szkoły średniejz matematyki i fizyki, co najmniej dostateczna.Przy przestrzeganiu tych wymagańudawało się nam wypełniać limity rekrutacyjne.Obecnie przyjmujemy na studiakandydatów, którzy w większości mająz matematyki i fizyki ocenę dopuszczającą.Zajęcia wyrównawcze z tych przedmiotówniewiele dają. Sposobu na rozwiązanieproblemu nie mam. Może powinni włączyćsię do dyskusji pedagodzy? Liczymyna to, że wysokie stypendia na kierunkuzamawianym oraz obowiązkowa maturaz matematyki spowodują, że będą zgłaszaćsię do nas coraz lepsi absolwenci szkół ponadgimnazjalnych.Janusz Walczakpaździernik 2010 nr 37


STUDENCIpaździernik 2010 nr 38OPALNIA KOPALNIA


KopalniaokiemstudentówSTUDENCI• Gdzie zobaczyć można krajobrazksiężycowy bez lotu w kosmos?Wystarczy odwiedzić teren dowolnejodkrywki należącej do KopalniWęgla Brunatnego Konin. Nam,osobom należącym do StudenckiegoKoła Naukowego Rachunkowości„Controlling” oraz Koła MłodychKsięgowych pod opieką mgrZofii Sikorskiej udało się tego dokonać18 czerwca 2010 r. Tego dniauczestniczyliśmy w warsztatachszkoleniowych zorganizowanychdla naszego koła przez Bożenę Kopiecką,dyrektor kopalni ds. ekonomiczno-finansowych.W siedzibie KWB Konin zostaliśmy powitaniprzez Przemysława Lipińskiego(zastępcę dyrektora Biura Działu ZaopatrzeniaMateriałowego) oraz przezJarosława Jędrasiaka, szefa Działu ETO(informatycznego), którzy na początekprzedstawili nam w skrócie historię firmy,a następnie przeprowadzili dla naskrótkie szkolenie dotyczące działalnościkopalni i wykorzystywanych systemówinformatycznych.Wydobywany z konińskich złóż węgielbrunatny służy do produkcji energiielektrycznej. Jest to najtańszy surowiecenergetyczny; w porównaniu z węglemkamiennym, wyprodukowana z niegoenergia jest o ponad 30 procent tańsza.Jego eksploatacja rozpoczęła się jużw latach dwudziestych minionego stulecia,natomiast najnowszą odkrywkękopalnia zamierza otworzyć w 2011 r.w Tomisławicach. Koncepcja pojawiłasię już 2,5 roku temu i od tej pory trwająprace przygotowawcze do rozpoczęciaetapu zdejmowania nadkładu.Bardzo zainteresowała nas opowieśćo tym, że w 1984 r. na jednej z odkryweknatrafiono na szczątki słonia leśnego,który mógł żyć tu około 100 tys. lattemu. Obecnie jego szkielet oraz makietaw jego rzeczywistych rozmiarachznajduje się w Muzeum Okręgowymw Gosławicach.Zaskoczyły nas też różnice w wielkościwydobycia. Początkowo kopalnia wydobywała„jedynie” 15 tys. ton węglarocznie, obecnie około 10 mln ton.październik 2010 nr 39


STUDENCI• Samorząd Studentów to grupa studentów„trzymających władzę” w uczelni.Działamy w PWSZ w Koninie od wielulat. Organizujemy imprezy, koncerty,wyjeżdżamy na konferencje naukowe,uczestniczymy w inauguracjach,absolutoriach, drzwiach otwartychi wszystkich imprezach uczelnianych,pomagamy studentom w trudnychsytuacjach, wspieramy ich w działaniu,uczestniczymy w życiu uczelni,tym oficjalnym i mniej oficjalnym.październik 2010 nr 3Pracownik Działu Księgowości zaprezentowałnam bardzo ciekawysystem informatyczny (pod nazwąSAP) działający w kopalni już od kilkulat. Z zainteresowaniem oglądaliśmyjego funkcjonowanie, które polega,między innymi, na przekazywaniudanych z rachunkowości finansowejdo raportów sporządzanych przez rachunkowośćmenedżerską. Dane wynikającez raportów rachunkowościmenedżerskiej przekazywane są dobezpośredniego zarządzania kopalnią.Przyglądając się tej procedurzemogliśmy porównać naszą wiedzęteoretyczną, zdobytą na zajęciachz rachunkowości finansowej i menedżerskiej,z jej praktycznym zastosowaniem.Po wizycie w księgowości w końcumogliśmy zobaczyć, jak „od kuchni”wygląda praca na odkrywce. Najpierwodwiedziliśmy główną dyspozytornię,punkt węzłowy informacji.Dzięki różnego rodzaju aparaturze,tablicom, ekranom oraz kamerom,można na bieżąco śledzić to, co dziejesię z każdą kopalnianą maszyną.Nie każdy wie, że w kopalni są tarasywidokowe. Byliśmy najpierw w Kazimierzu,a potem Jóźwinie IIB. Trzebaprzyznać, że to, co tam zobaczyliśmy,faktycznie przypomina krajobrazksiężycowy. Wpływ na to mają czterypoziomy tarasów, które tworzone sąprzez operatorów koparek na etapiezdejmowania nadkładu. Wydobytywęgiel trafia drogą kolejową do ZespołuElektrowni Pątnów-Adamów-Konin.Co się dzieje, kiedy zasoby surowcasię kończą? Dowiedzieliśmy się, żemożliwości jest wiele. Kopalnia „Konin”dba o to, aby przywrócić przekształconymterenom pogórniczymwłaściwości użytkowe i przyrodnicze.Obok eksploatacji węgla, to kolejnapodstawowa działalność kopalni. Pozasypaniu wyrobiska tworzone sąnowe sieci dróg, sadzone są drzewai powstają nowe akweny wodne.W ten sposób powstały jeziora naosiedlu Morzysław (Park 700-leciaw Koninie), Zatorze, Jezioro Czarnew Gosławicach, akwen w Mikorzynieoraz Kozarzewku, a kolejny powstajeteraz w rejonie Kleczewa. W ciągunajbliższych 10 lat, po zamknięciuodkrywki Kazimierz, planowane jestutworzenie 500-hektarowego jeziora.Teren ten będzie przekazany do zagospodarowaniaprzez gminę, więcmożemy liczyć na powstanie nowychplaż, ścieżek rowerowych itp.Jak sami się przekonaliśmy, KWB „Konin”to nie tylko wydobywanie węgla,ale też ochrona środowiska, zagospodarowanieterenu oraz nieziemskiekrajobrazy. Magdalena SwancarNasze Święto Młodości, czyli Juwenalia,daje nam ogromną satysfakcję, przyjemność,zabawę poprzedzoną jednak ciężkąi wytężoną pracą, no, i nieprzespanymi nocami.Każdego roku jest świetna zabawa –SamorządStudentówPWSZ w Koniniezaprasza dowspółpracy!nawet w deszczu. A przy okazji poznajemygwiazdy polskich estrad i spędzamy z nimicałkiem sporo czasu.Jeśli jesteś osobą, która chce nie tylko sięuczyć, ale też zrobić coś dla siebie i dla innych,to drzwi samorządu są otwarte. Jeśliczujesz się samotny lub zagubiony, to zapraszamy.„Rezydujemy” w pokoju 108Bprzy ul. Przyjaźni 1.Z nami nabierzesz pewności siebie, zdobędzieszdoświadczenie, zawrzesz noweznajomości. Samorząd to nie tylko ciężkapraca, ale także wiele satysfakcji i przyjemności.Jesteśmy wielką studencką rodziną,kontaktujemy się ze „starymi” samorządowcami,którzy uczestniczą w naszych imprezachi co roku zasiadają z nami do wigilijnego,samorządowego stołu.W PWSZ w Koninie działają koła naukowei organizacje, które czekają każdegoroku na nowych członków. Oto one:10


Organizacja ogólnouczelnianaSamorząd Studentów PWSZ –Zarząd Samorządu Studentów.Organizacje studenckie• Uczelniany Klub HonorowychDawców Krwi PCK – organizujemyakcje krwiodawstwa;• Uczelniane Koło NOT – kształtujemynaszą wiedzę techniczną, poszerzamynasze umiejętności praktyczne;• Uczelniany Klub AZS – rozwijamynaszą aktywność fizyczną poprzezstart w wielu zawodach;• Klub Żeglarski „Róża Wiatrów”– żeglujemy po jeziorachnaszego powiatu, a także poakwenach mazurskich;• Koło Wolontariusz PWSZ w Koniniei Koło Naukowe PEGAZ – pomagamyludziom, organizujemy koncertycharytatywne, zbiórki pieniężne,współpracujemy z fundacjami,stowarzyszeniami, hospicjamii jednostkami, które nas potrzebują,organizujemy kiermasze świąteczne.Studenckie koła naukowe• Studenckie Koło NaukoweRachunkowości „Controlling” –doskonalimy nasze umiejętnościrachunkowe, podatkowe i księgowe;• Studenckie Koło Naukowe „WIZJA”– organizujemy coroczne warsztatyfotograficzne, a także pokazy filmowei spotkania z ciekawymi ludźmi;• Koło Naukowe Politologów –zapraszamy ciekawych polityków,organizujemy wyjazdy domiejsc związanych z polityką(Bruksela, Sejm RP);• Koło Naukowe Młodych Dydaktyków– zdobywamy wiedzę na tematmetod dydaktycznych.Ponadto pasje kulturalne realizujemyw Kabarecie „Drink” (prezentujemy własneprogramy satyryczne); Chórze „Camerata”(kształtujemy swoje głosy, słuch,występujemy dla publiczności w uczelnii poza nią) oraz Sekcji Radiowej RadiaPlaneta (prowadzimy audycje radiowe).Bawimy się w klubach, pubach: ARTClub, MCC, Peron, Piwiarnia, Musztarda,Gruby Benek, Da Grasso.Joanna Szczepańska,przewodnicząca SamorząduStudenckiego,wraz z przyjaciółmiStudia i praktyki z Erasmusem• Kolejnych dwóch studentównauk politycznych oraz studentfilologii angielskiej z Turcji będąw najbliższym roku akademickimstudiować w PWSZ w Koninie. Studencipochodzą z dwóch uczelnipartnerskich, tj. Selcuk Universityw Konya oraz Mersin University.Zajęcia dla zagranicznych studentówbędą prowadzone w językuangielskim.Na zagraniczne studia w ramach programuErasmus wyjechało natomiast12 konińskich studentów. Stypendyścikierunków: język angielski i niemiecki,politologia, turystyka i rekreacja, informacjanaukowa i bibliotekoznawstwotrafią do uczelni partnerskich w Hiszpanii,Turcji, Portugalii i Niemczech.W czasie wakacji trzymiesięczne praktykizawodowe za granicą odbywało11 studentów: dwóch studentów informacjinaukowej i bibliotekoznawstwaw bibliotece Uniwersytetu Ioanninaw Grecji oraz dziewięciu studentów turystykii rekreacji w hotelach na wyspieKos i Kreta. I te wyjazdy zrealizowanezostały z funduszy programu Erasmus.Patrycja Herman-Wróbelwrzesiwń 2009 nr 3WYMIANA MIĘDZYNARODOWA11


październik 2010 nr 3ERASMUS13


ABSOLWENCI• Mamy kolejny wrzesień, miesiąc początkówi końców. Dla jednych to wciążstary rok i „kampania wrześniowa”, dlainnych to początek wielkiej przygodystudenckiej, czy kolejny jej rok.Wydaje się, że to było wczoraj, gdy pierwszyraz przekroczyłem mury konińskiejAlma Mater. Nowa szkoła, przepraszamuczelnia, w końcu to brzmi poważniej, takjak student znaczy więcej aniżeli uczeń;nowi znajomi i, powiedzmy szczerze, nowewyzwania. Właśnie o nich wspomnień kilkadziś przytoczę, motywowany przez kogoś,kogo dzisiejsi studenci widują na codzień, widząc, aczkolwiek nie zauważającjej ogromu pracy wkładanego w wizerunekuczelni.Wstępując w mury PWSZ w 2000 r. nie byłemnowicjuszem. Niosłem już ze sobą pewienbagaż doświadczeń z innej polskiejuczelni, która pozwoliła mi przygotowaćsię emocjonalnie do stylu, w jakim pobierasię wiedzę na poziomie akademickim.Wiedziałem, jakie znaczenie mają wykłady,a jakie ćwiczenia i najważniejsze, znałemteż hierarchię w uczelni, którą dla początkującychstudentów pozwolę sobie przytoczyć:Jak wino…październik 2010 nr 314REKTORPrzeskakuje najwyższe budynkiza jednym zamachemJest silniejszy od lokomotywyJest szybszy od pociskuChodzi po wodzieRozmawia z BogiemPROREKTORPrzeskakuje niskie budynkiza jednym zamachemJest silniejszy od lokomotywy parowejCzasami dogania pociskChodzi po wodzie, gdymorze jest spokojneRozmawia z Bogiem, jeżeli otrzymaspecjalne pozwolenieDZIEKANPrzeskakuje niskie budynkiz rozbiegu i o tyczceJest prawie tak silny jaklokomotywa parowaPotrafi strzelać z pistoletuChodzi po wodzie na krytym basenieCzasami Bóg zwraca się do niegoPRODZIEKANLedwo przeskakuje budkę portieraPrzegrywa z lokomotywąCzasami może trzymać broń bezobawy o samookaleczenieBardzo dobrze pływaRozmawia ze zwierzętamiPROFESOROdbija się o ściany próbującprzeskoczyć jakikolwiek budynekMoże zostać przejechanyprzez lokomotywęNie dostaje amunicjiPływa pieskiemMówi do ścianDOKTORWbiega do budynkówRozpoznaje lokomotywę dwa na trzy razyMoczy się pistoletem na wodęUtrzymuje się na wodzie tylkodzięki kamizelce ratowniczejBełkocze do siebieMAGISTERWchodzi do budynków, pod warunkiem,że są tam obrotowe drzwiNie wie, co to jest lokomotywaMa ranę postrzałową przez środekgłowy po pistolecie na wodęNa wodzie utrzymuje gohelikopter ratowniczyNie ma języka, tylko krawatPANI Z DZIEKANATUPodnosi budynki i przechodzi pod nimiZwala lokomotywę z torówŁapie pocisk zębami i go rozgryzaZamraża wodę jednym spojrzeniemJest BOGIEM!Oczywiście to żart, jednak oddający starą,znaną wielu prawdę – pani z dziekanatumoże wszystko. Znając realia poznańskiegowydziału Prawa i Administracji Uniwersytetuim. Adama Mickiewicza, byłem przygotowanyna spotkanie z mrożącym kreww żyłach spojrzeniem i obsługą adekwatnądo stażu studenckiego w uczelni. Myliłemsię. W swoje szczęście nie mogłem uwierzyć,gdy w sekretariacie Instytutu Finansówi Zarządzania Organizacjami, obecnieInstytutu Ekonomicznego, Wydziału Społeczno-Technicznego,spotkałem paniąKatarzynę Piaskowską. Już podczas pierwszegokontaktu zrozumiałem, że konińskauczelnia to inny, lepszy świat. I nie jestemw stanie zgodzić się z niektórymi przedstawicielamipoznańskiej kadry naukowej,że studiowanie w Koninie to nie to samo,bo to nie ci sami studenci czy wykładowcy.Stwierdzenie takie usłyszałem podczasjednego z licznych zaliczeń w stolicy Wielkopolski.Pamiętam, jak mnie ono zbulwersowałoi jak długo przeżywałem wymianęzdań z panem doktorem. W końcu, czymnasza uczelnia jest gorsza?! Nie ci sami studenci?A jacy, gorsi?! Przecież duże ośrodkiakademickie obsługują w większości nieswoją młodzież, ale właśnie przyjezdną,mieszkającą w akademikach, bursach lubna stancjach. Kadra też nie ta? Rozwójkonińskiej uczelni bazował i w zasadzienadal jest silnie związany z wykładowca-


ABSOLWENCImi poznańskimi. To jednak nie stawia nasna gorszej pozycji, wiedza bowiem jest tasama. W kwestii zarówno studentów, jaki wykładowców, pozostanę więc na stanowisku– nie jesteśmy gorsi i choć długomusiałem o tym przekonywać rozmówcę,nie ustąpiłem. Dodam nawet, że pod kilkomawzględami jesteśmy lepsi.Konińską uczelnię, zarówno jako instytucję,jak i jej studentów, cechuje większa determinacjai wytrwałość. Często dla skorzystaniaz niezbędnych materiałów naukowychkonieczna była wycieczka do AkademiiEkonomicznej (dziś Uniwersytetu), samazaś szkoła dla zyskania uznania w naukowymświecie, dzięki mozolnej pracy kadrynaukowej i administracyjnej, rozwojowi lokalnejkadry naukowej, która do początkunie ustępowała zamiejscowej, wspięła siędo czołówki rankingów ogólnopolskichPWSZ-ów.Dodam tutaj jeszcze jedno, sądzę niezmiernieistotne, spostrzeżenie. Nasza, niezależnaod innych placówek, konińska uczelniaz pewnością nie jest, a już na pewno niebyła w czasie, gdy przemierzałem jej korytarze,miejscem, gdzie student był „numeremstatystycznym”. Cecha ta, niezrozumiała dlapoczątkujących studentów, a boleśnie traconawraz z wstąpieniem w mury uczelninadających tytuł magistra, jest dobrodziejstwem,z którego należy czerpać garściami.Dlatego, patrząc już z pewnej perspektywy,chciałbym zachęcić wszystkich studentówdo brania aktywnego udziału w życiu uczelnii rozwijania pasji. Nie chciałbym tutajspecjalnie przekonywać do słuszności działaniaw ramach organizacji studenckich,których od 2004 r., kiedy opuściłem muryuczelni, znacznie przybyło. Jest oczywiste,że codzienne czynienie siebie lepszymjest obowiązkiem studenta, przyszłegoprzedstawiciela inteligencji. Wciąż jednakwydaje mi się niezrozumiałe i zadziwiającepomijanie takich elementów studenckiegożycia, jak największe ze świąt żaków – Juwenaliów,kiedy to wielu studentów wyjeżdżado rodzinnych domów, pozostawiajączabawę uczniom bądź osobom, które etapedukacji mają już za sobą. Sam brałemudział w organizowaniu tej uroczystości,wtedy tworzonej jeszcze wspólnie z WyższąSzkołą Kupiecką w Łodzi i wiem, jakimwysiłkiem jest organizowana oraz jak bolibrak chęci zabawy u kolegów i koleżanekstudentów.Chwalę uczelnię, trochę ganię studentów.Co jednak ja-student otrzymałem od uczelni,a może właściwie, czemu sięgnąłem poto, co uczelnia proponowała, poza tytułemzawodowymi i licznymi przyjaźniami? Napoczątek coś pół żartem, pół serio. Był początekpierwszego, dla mnie, roku akademickiegoi trzeciego zarazem roku istnieniauczelni o nazwie Wyższa Szkoła Zawodowaw Koninie. Siedziałem na schodach przyauli i wczytywałem się w jedną z gazet. Nagleprzysiadły się do mnie dwie koleżankii w ramach zacieśniania znajomości, jednaz nich spytała, dlaczego podjąłem studiaw Koninie, skoro już studiuję w Poznaniu.Z przekąsem odpowiedziałem, że wykształceniejuż mam, teraz poszukuję żony;-)Stwierdzenie to, choć zupełnie odmienneod prawdziwego powodu podjęcia przezemnie studiów, okazało się prorocze. Dziśbowiem przez życie podążam z jednymz największych skarbów, na jakie trafiłemw PWSZ-ce – żoną, a przede wszystkimprzyjaciółką Anną, dni natomiast rozpromienianam 3-letnia już córeczka. Przechodzącdo darów naukowych uczelni, niesposób pominąć pokładów wiedzy, którezaowocowały pracą. W ramach ciekawostkiwspomnieć muszę, że spośród licznychuczelni na rynku, właściwie tylko o jednejwiem, że studenci nauczeni ducha przedsiębiorczości(tutaj wielka rola pierwszegorektora prof. dr. hab. Józefa Orczyka) bezwiększych problemów zdobyli pracę w regionalnychfirmach, niektórzy w uczelni,a czasami także za granicą na stanowiskachkierowniczych.Sam pracuję jako księgowy, goszcząc czasamipraktykantów z uczelni i dopytującsię o zmiany, czy ten i ów jeszcze pracujei pełni dawne funkcje. W wolnym czasierealizuję zaś pasje, które studenckie organizacjezakorzeniły we mnie i których przesłanieprowadzi mnie przez życie osobistei zawodowe, wciąż zmuszając do działania.Uczestnictwo w samorządzie studenckimdało łatwość nawiązywania kontaktówi otwartość na ludzi; Sekcja Studenci dlaPrzedsiębiorczości (SIFE), po której pamiątkinadal pieczołowicie są przechowywanew domowych zakamarkach, dało twórczepodejście do napotykanych problemów,ich rozwiązywania i wiarę w siebie; zaś KołoTurystyczne prowadzone przez KrzysztofaPiaseckiego (obecnie pracownika StarostwaPowiatowego), z którym miałem kilkukrotnieprzyjemność uczestniczyć w wyjazdachturystycznych, rozwinęło pasję doaktywnej turystyki. Zawarte znajomościstaram się podtrzymywać, co ze względuna rozejście się naszych dróg nie należydo najłatwiejszych, ale talenty zdobyte nauczelni staram się dziś pomnażać i rozwijać,uczestnicząc możliwie najaktywniejw życiu konińskiego PTTK oraz próbującwpływać na życie regionu. Efekty możnaczasami napotkać na stronach internetowychwww.konin.pttk.pl, www.konin-starowka.plczy prowadzonej przeze mniewww.powazkikonina.org.Mam nadzieję, że konińska uczelnia i studenci,choć widać to każdego roku w rozwojunowych kierunków i rankingów, będziejak wino: im starsza, tym lepsza. Możekiedyś, nawet już całkiem niedługo, otrzymaprawo nadawania tytułów magisterskichstając się wybornym trunkiem pożądanymprzez wielu i powodem do jeszczewiększej dumy absolwentów. Zaś ja, wrazz koleżankami i kolegami z rocznika 2004i wcześniejszych, z którymi także udało sięnawiązać liczne znajomości, na zawsze zapiszemysię na kartach historii uczelni jakojej duma, uczestnicy jej rozwoju i pierwszychsukcesów.Piotr Pęcherski,Sapere aude nr 68/2004październik 2010 nr 315


ABSOLWENCIPer aspera ad astra– przez trudy dogwiazd?• Pamiętam mój „życiorys za 20 lat”z ósmej klasy szkoły podstawowej –zupełnie nie wiedziałam, w jaki sposóbpotoczy się moje życie, a jednakpisałam o dziennikarstwie i zastanawiałamsię, czy są w ogóle studia, naktórych można kształcić się w tym kierunku.Stawiałam na polonistykę.W klasie maturalnej już wiedziałam, że nicsię nie zmieniło. Startowałam na filologiępolską w Poznaniu i Toruniu, jednak na egzaminachwstępnych zabrakło punktów.Potraktowałam to jak życiową porażkęi kompletnie nie miałam na siebie nowegopomysłu. Wtedy pojawiła się perspektywastudiowania w Koninie. PWSZ nie byłauczelnią moich marzeń, wręcz przeciwnie– nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiekzapoznawała się z jej ofertą edukacyjną.A jednak… Zarejestrowałam się jakokandydatka na nowy kierunek – politologięi już następnego dnia zdawałam egzaminywstępne. Konińska uczelnia powiększyłaswoje grono o sceptycznie i bardzo krytycznienastawioną studentkę.Trzy lata studiowania wspominam jednakbardzo ciepło. Spędzałam godziny na słuchaniuinteresujących wykładów, a takżena zasypianiu przy tych mniej udanych.Wszystko się jednak skończyło – odebrałamdyplom i… myślicie pewnie, że poszłamna studia uzupełniające. Prawie. Jużod samego początku studiowania w PWSZmyślałam, co zrobić, by skończyć polonistykę.w Dziale Wydawnictw i Promocji w PWSZw Koninie, gdzie choć trochę mogłam zapoznaćsię z pracą bliską moim marzeniomo dziennikarstwie, ale i poznałam ludzi, dlaktórych tego typu praca jest pasją i przyjemnością.Kolejnym niezwykle fascynującym zajęciemokazała się praca nauczycielki językapolskiego w Szkole Podstawowej w BudzisławiuKościelnym im. Arkadego Fiedlera.To tutaj poczułam, w czym tak naprawdęczuję się dobrze. Kontakt z dzieciakamidawał mi wiele satysfakcji i pomimo trudności,jakie każda praca niesie z sobą napoczątku, nie poddawałam się. Politologiaw PWSZ nauczyła mnie wielu przydatnychrzeczy, przede wszystkim czuję się bardziejświadomym uczestnikiem życia społecznego,nie boję się wyzwań i potrafię realizowaćswoje pasje i osiągać zamierzone cele.Praca magisterska, którą obroniłam w lipcutego roku, łączyła politologię z polonistyką– pisałam o polskiej prozie political fictionna przykładzie Lodu Jacka Dukaja, a naobronie opowiadałam o doktrynach socja-październik 2010 nr 316Po pierwszym roku wyjechałam na wakacyjnyzarobek do Francji. Wróciłamzmieniona o nowe doświadczenia i o tylebogatsza, że starczyło na rozpoczęcie zaocznychstudiów w Poznaniu. Studiującpolitologię w Koninie, jednocześnie rozpoczęłampolonistyczne studia w Poznaniu.W tym roku otrzymałam tytuł magistra filologiipolskiej i czuję się spełniona. Przedewszystkim, dlatego że zrobiłam wszystko,by zrealizować swoje marzenia. Nie było łatwo,ponieważ studiowałam jednocześniena studiach i dziennych, i zaocznych, i pracowałam(w pizzerii). Całe szczęście, że byłamdość dobrą studentką i otrzymywałamstypendium naukowe w PWSZ. Na czesnew Poznaniu starczało. I choć mogłoby sięwydawać, że jestem dość twardą i zdecydowanąosobą, to jednak nie brakowałochwil zwątpienia i głębokiego przeżywaniaporażek.Studiowałam zaocznie w Poznaniu, a w tlezawsze przewijała się jakaś praca. Najciekawszedoświadczenia na tej drodze to stażlizmu utopijnego, czerpiąc swoją wiedzęz myśli politycznej – ulubionych zajęć nakonińskiej uczelni.Dzisiaj wiem, że życie nie jest jednak proste,a tytuł magistra na rynku pracy niewieleznaczy. Dzisiaj, 27 sierpnia, nie mam nowegopomysłu na siebie. Umowa w szkolewygasła 30 sierpnia, bo brakuje etatów dlamłodej, wykształconej kadry…Kasia Antkowska,absolwentka politologii


• Od ukończenia PWSZ w Koninie minęłojuż ponad siedem lat. Niby niewiele,ale był to czas bardzo intensywnychzmian w moim życiu. Bo jak na zodiakalnegobliźniaka przystało, nieustanniegonię za czymś nowym.ABSOLWENCISwoją przygodę z pracą zawodową rozpoczęłamjako stażysta w Wydziale PromocjiStarostwa Powiatowego w Koninie. I takjuż zostało, no, prawie tak, bo teraz jestemzastępcą naczelnika tego wydziału. Odpoczątku moim głównym zadaniem byłykontakty zagraniczne powiatu. Dzięki temumiałam możliwość prezentowania potencjałuturystycznego powiatu podczasmiędzynarodowej konferencji we włoskimCigole czy w trakcie targów w niemieckimArnstadt. Organizacja współpracy z zagranicznymipartnerami powiatu to nietylko niesamowite wyzwanie, ale i wieleprzyjaźni, które nawiązały się podczas tychsiedmiu lat. Po drodze przybyło nowychobowiązków. Obecnie, oprócz współpracyzagranicznej, zajmuję się głównie turystyką,promocją powiatu, redaguję „Kurier Powiatowy”i oczywiście dorzucam „trzy grosze”do pozostałych zadań realizowanychprzez „mój” wydział.Najczęściej jednak skupiam się na turystyce,choć sama mam niewiele czasu na jejczynne uprawianie. Zaraziłam się nią i drążę,poszukuję, inicjuję albo staram się organizowaćw międzynarodowym aspekcie.Póki co, za swój sukces na tym polu uważamwydanie przewodnika „Rowerem poZiemi Konińskiej”. Tylko Ci, którzy ze mnąnad nim pracowali wiedzą, ile kosztowałoto trudu i czasu, ale skoro się udało, porana kolejne wyzwania:-) Mam nadzieję, żeniedługo będę mogła powiedzieć o kolejnymsukcesie, ale póki co, „sza”, żeby niezapeszyć.Ciągle zaczymś gonięAle nie samą pracą człowiek żyje. W „międzyczasie”zdobyłam tytuł magistra na ówczesnymWydziale Zarządzania AkademiiEkonomicznej w Poznaniu, na specjalnościstudia europejskie. Wejście Polski w strukturyunijne i moje niesłabnące zainteresowanietą tematyką spowodowały, że dwalata temu ukończyłam studia podyplomowena UAM w Poznaniu w zakresie administracjieuropejskiej, specjalność: zarządzanieprojektem Unii Europejskiej. I to był,tak myślę, przysłowiowy „strzał w dziesiątkę”.Nie tylko biorę udział w tworzeniu i realizacjiprojektów europejskich, ale miałamteż możliwość podzielenia się swoim doświadczeniamize studentami politologiiPWSZ w Koninie. Bardzo miło wspominamte pół roku. Mam nadzieję, że wynieśli cośz moich zajęć, bo i ja się przy tym sporo nauczyłam.A wiele projektów, które powstałypodczas naszych spotkań, mogłoby braćudział w unijnych konkursach.Prywatnie też ciągle za czymś gonię.Choć zawsze zwalniam tempo dla rodzinyi przyjaciół. Dopiero teraz, gdy zostałam zachęconado podzielenia się swoimi absolwenckimilosami, uświadomiłam sobie, jakwiele wydarzyło się w moim zawodowymżyciu w ciągu tych kilku lat, jak wielu fantastycznychludzi poznałam, jak wiele jużosiągnęłam i… jak wiele jeszcze przedemną. Pozdrawiam wszystkich czytelnikówBiuletynu PWSZ.Ewelina Rapeła,absolwentka finansów i zarządzaniaorganizacjamipaździernik 2010 nr 317


ABSOLWENCI• Konińską PWSZ ukończyłem w lutym2003 r. na kierunku finanse i zarządzanieorganizacjami. Jednak z perspektywyczasu najbardziej doceniamPWSZ za możliwość nauki językówobcych na wysokim poziomie.Podczas studiów współpracowałem z KonińskąIzbą Gospodarczą, co po zakończeniupraktyk zaowocowało kilkumiesięcznymstażem, a następnie umową o pracę.Zdobywając pierwsze doświadczenia zawodowekontynuowałem swoją edukację(zaocznie) na Akademii Ekonomicznejw Poznaniu (dzisiejszym UniwersytecieEkonomicznym) na Wydziale Ekonomii,specjalności dość wyszukanej, tj. publicystyceekonomicznej i public relations.Jednocześnie współpracowałem z firmamiW PWSZnauczyłem sięangielskiegoconsultingowymi pisząc wnioski o dofinansowaniez funduszy unijnych dla przedsiębiorców.Mając dyplom w ręku postanowiłem jednakspróbować swoich sił za granicą, a dokładniejw Anglii. O ile posiadanie dyplomuwyższej uczelni nie było zbyt silnymargumentem, to znajomość języka obcegobardzo ułatwiła mi poszukiwanie pracy.Właśnie dzięki temu nie trafiłem na zmywak,tylko mogłem jeszcze bardziej doszlifowaćswój angielski pracując w recepcjihotelowej. Przygodę na Wyspach zakończyłemw grudniu 2006 r. i postanowiłemukierunkować swoją dalszą karierę zawodowąna fundusze unijne. Był to świetnymoment, ponieważ rozpoczął się właśnienowy okres programowania, a Polskaotrzymała ogromne środki finansowe dorozdysponowania. Na rynku pracy pojawiłosię wówczas duże zapotrzebowanie napracowników, z jednej strony specjalistówds. pozyskiwania środków z UE, z drugiej,na pracowników instytucji zarządzającychprogramami regionalnymi oraz krajowymi.Od kwietnia 2007 r. pracuję w UrzędzieMarszałkowskim Województwa Dolnośląskiegow Wydziale Wdrażania RegionalnegoProgramu Operacyjnego na stanowiskugłównego specjalisty. Zajmuję się przedewszystkim weryfikacją wniosków o dofinansowanie,sporządzaniem umów o dofinansowanieoraz weryfikacją wnioskówo płatność. Praca w takiej jednostce dajeduże możliwości dalszego rozwoju orazdokształcania się (korzystając ze środkówPomocy Technicznej RPO WD), co wykorzystałemw 2008 r. odbywając studia podyplomowez zakresu praktyk zarządzaniaprojektami unijnymi na Uniwersytecie Ekonomicznymwe Wrocławiu.Z perspektywy czasu doceniam PWSZprzede wszystkim za możliwość nauki językówobcych w tak dużym zakresie, obecniena rynku pracy jest to niezwykle cenne,ponadto nawiązane kontakty i znajomościnaprawdę „procentują”.Karol SadłowskiZ PWSZ do Grene• Lata 1998-2002 to początki działalnośćPWSZ w Koninie, a my – pierwsijej absolwenci – przecieraliśmy szlakiprzyszłym studentom. Lata spędzonew PWSZ wspominam mile, bo działosię dużo.Po ukończeniu finansów i zarządzania organizacjamiw PWSZ, we wrześniu 2002 r.rozpocząłem pracę w Bricomarche na stanowiskuinformatyka. Równocześnie rozpocząłemstudia uzupełniające na AkademiiEkonomicznej w Poznaniu, na WydzialeGospodarki Przestrzennej, na kierunku administracjaterenowa.październik 2010 nr 318Jako informatyk pracowałem trzy miesiące,po czym zmieniłem pracodawcę. Była niąfirma handlowa Grene sp. z o.o. zajmującasię technicznym wyposażeniem rolnictwa.Początkowo, na stanowisku referenta księgowego,byłem odpowiedzialny za księgowaniewyciągów bankowych, potem zarozliczanie sklepów i częściowo rozliczaniekosztów firmy.1 lipca 2003 r. rozpoczął się dla mnie nowyetap w firmie: awansowałem na szefa DziałuAdministracji. I na tym stanowisku pracujędo dzisiaj. Dział, co prawda, jest niewielki,ale zakres działania szeroki: zarządza flotąpojazdów służbowych, nieruchomościami,mediami, telekomunikacją głosową, zaopatrzeniemwewnętrznym firmy w artykułybiurowe i usługi, raportowaniem do odpowiednichorganów w zakresie korzystaniaze środowiska (emisja, opłaty produktowe,zużyty sprzęt elektroniczny etc.) i wielomainnymi drobnymi sprawami.Arkadiusz Janik


VivaMexico!• „Ciociu, a jest już słońce u ciebie?”– spytała mnie podczas ostatniejskype’owej rozmowy moja bratanica.– Uno, dos, tres – pochwaliłsię liczeniem po hiszpańsku mójbratanek. Widać, że najmłodszepokolenie w rodzinie zaakceptowało,ze ciocia „szwenda” siępo świecie i można ją zobaczyćtylko na ekranie komputera. Todobrze, bo cioci to szwendaniezaczyna się podobać...


październik 2010 nr 3ABSOLWENCI20Czas szybko mija. Gdy pomyślę, że mieszkamw Meksyku już dziewiąty miesiąc, wydajemi się to nieprawdopodobne. Ale takwłaśnie jest: dziewięć miesięcy pełne nowychdoświadczeń, nowych znajomości,nowych miejsc i nowego języka. Wprawdziete moje miesiące nie są niczym specjalnymw porównaniu z ciążą (dla uspokojeniarodziny dodam, że stwierdzam taktylko z teoretycznego punktu widzenia, aleu mnie też coś po tym czasie się właśniewykluwa: poczucie, że jestem w fajnymmiejscu i mam fajną pracę). Meksykowiudało się mnie oczarować, zwłaszcza podczaswakacji, gdy z plecakiem przemierzałami odkrywałam nowe zakątki tego kraju.Przyznaję, że do końca roku szkolnego odliczałamdni i godziny. Ostatnie tygodniew pracy były niełatwe. Zmęczenie dawałosię we znaki, nie tylko nauczycielom, aletakże uczniom. Na szczęście udało się. Niewszystkim mogłam wprawdzie postawić10-tkę na świadectwie, ale każdy przyjąłswój wynik z pokorą. Dla mnie najważniejszymosiągnięciem było przekonaniedo siebie uczniów, nauczycieli i rodziców.Polka, ucząca w Meksyku niemieckiego, nadodatek w niemieckiej szkole, budziło toi nadal budzi zainteresowanie, ale wbrewmoim obawom tylko pozytywne. Z zadowoleniemi poczuciem dobrze wykonanejpracy zapakowałam więc plecak i ruszyłamw połowie lipca na wyprawę po Meksyku.Wakacje trwały sześć tygodni. Podróżowałamsama i nic złego mi się nie przytrafiło.Wręcz przeciwnie, na swojej drodze napotkałammiłych i przyjaznych ludzi, którzychętnie pomagali mi odnaleźć się w miejskimchaosie lub na szlaku.Swoją wyprawę zaczęłam w regionie Oaxaca.Potem było m.in. zachodnie wybrzeże(Puerto Escondido, Acapulco, Manzanillo),Guadalajara, Zacatecas, Guanajuato, SanMiguel de Allende, Queretaro i Morelia.W sumie odwiedziłam 32 miejscowości,przemierzyłam autobusami ponad 5 tys. kmi zrobiłam około 1500 zdjęć.


październik 2010 nr 3ABSOLWENCI21


październik 2010 nr 3ABSOLWENCI22


ABSOLWENCIMniej więcej w połowie urlopu trzy książki,które miałam ze sobą, zostały przeze mnieprzeczytane. Ponieważ poszukiwanie nowych,pisanych nie po hiszpańsku, spełzłona niczym, pozostało mi czytanie historiiMeksyku w moim przewodniku. Lekturaokazała się bardzo wciągająca i obecniejestem ekspertem ds. meksykańskich piramid,reform i rewolucji. Wtajemniczonaw perypetie losów meksykańskich bohaterów,poznałam w czasie wakacji najważniejszemiejsca w drodze do odzyskaniawolności. I nawet dobrze się złożyło, gdyżw połowie września cały Meksyk świętował200-lecie swojej niepodległości.Meksykanie, mimo że nadal nie udało imsię rozwiązać najważniejszych w krajuproblemów, mimo skrajnych różnic w warstwachspołecznych i często spotykanejniesprawiedliwości, dumnie wywieszaliflagi, dekorowali domy, samochody, sklepy.Przyglądając się temu świętowaniuzastanawiałam się, jak to jest, że kraj, którycieszy się wolnością o ponad 100 lat dłużejniż Polska, nie był do tej pory w staniezmienić się w prężnie działające, dobrzeprosperujące państwo, dbające o interesywszystkich swoich obywateli.W Polsce stale słyszy się narzekanie na nasządemokrację czy krytykuje się reformy,październik 2010 nr 323


październik 2010 nr 3ABSOLWENCI24


o których Meksykanie mogą jak na razietylko marzyć. Wiele osób nie korzysta zeswojego prawa do udziału w wolnych wyborach,które w Meksyku – na przykładzieostatnich wyborów prezydenckich – ciąglejeszcze trudno nazwać praworządnymi.Wiele osób, w końcu, nie umie cieszyć sięwolnością, taką codzienną i zwyczajną, którejtutaj na każdym kroku brak.ABSOLWENCIŻeby dostrzec czasem coś oczywistego,należy oddalić się na moment i spojrzećna wszystko z innej perspektywy. Wtedybowiem może się okazać, że wiele rzeczywygląda inaczej niż się myśli, być może nawetdużo lepiej.Nie wiem, jak długo potrwa jeszcze tenmój „moment oddalenia”, ale wiem napewno, że gdy tylko pojawię się w Polsce,będę cieszyć się z mojej polskiej wolnościi demokracji.Póki co, trzymam kciuki za Meksyk. VivaMexico!Marta Komiczpaździernik 2010 nr 325


PODRÓŻE BIULETYNU• Wakacje, pora wypoczynku, ale równieżczas poznawania ciekawychmiejsc, atrakcyjnych stron świata.Włochy to właśnie niezwykły kraj,który udało nam się zwiedzić podczastegorocznej wycieczki zorganizowanejprzez Państwową Wyższą SzkołęZawodową w Koninie dla swoich pracowników.Wyruszyliśmy autokarem 27 czerwca. Atmosferaod początku podróży była radosnai serdeczna, co sprzyjało integracji i aktywnościwycieczkowiczów. Profesjonalizmpani przewodnik, Karoliny Małeckiej, sprawiły,że od razu czuliśmy się prawdziwymiturystami nastawionymi na zwiedzanie,poznawanie, fotografowanie ciekawychmiejsc, utrwalanie jedynych, niepowtarzalnychobrazów. Zresztą pani Karolina przezcały czas czuwała również nad naszym samopoczuciem,dzielnie negocjowała dlanas najlepsze warunki w hotelach, a przedewszystkim dzieliła się swoją wiedzą, opo-październik 2010 nr 328


PODRÓŻE BIULETYNUwiadała anegdoty i ciekawostki. Podziękowaliśmyjej na koniec piosenką naszegoautorstwa, napisaną specjalnie dla niej.Najpierw udaliśmy się do Brna, stolicy Moraw.Pierwszy etap, to zwiedzanie starówkiz dumnie wznoszącym się na wzgórzuzamkiem Spilberk. Obejrzeliśmy też StaryRatusz, weszliśmy na wzgórze Petrowz przepięknym gotyckim kościołem św. Piotrai Pawła i awangardową willą Tugendhat,w ogrodzie której w 1992 r. podpisano porozumienieo rozdzieleniu Czechosłowacjina dwa samodzielne państwa. Zaszliśmyteż do kościoła o.o. Kapucynów, gdzie znajdująsię krypty mnichów i ich zmumifikowaneszczątki. Zmęczeni, ale pełni wrażeńudaliśmy się do ośrodka rekreacyjnegokoło Znojmo, gdzie przy ognisku ulegliśmyczarowi muzyki i tańca. A już wczesnymświtem pojechaliśmy w dalszą podróż, dokraju, który był celem naszej wycieczki – doItalii.Po wielu godzinach dotarliśmy do PuntoSabbioni, skąd przepłynęliśmy do Wenecji,zaczarowanej krainy z unikalnym zabytkowymcentrum, położonym na 118 wysepkachLaguny Weneckiej. Udało nam się,choć na chwilę, ulec atmosferze Placu św.Marka, wmieszać się w wielojęzyczny tłumturystów. Zwiedziliśmy słynną bazylikęz przepięknymi bizantyjskimi mozaikami,obejrzeliśmy Pałac Dożów, spacerowaliśmypo Moście Westchnień i Moście Rialto, patrzyliśmyna przepływające romantycznegondole i słuchaliśmy śpiewu i muzykigondolierów. Zakupiliśmy tradycyjne, weneckiemaski i z bólem serca, że czas płynienieubłaganie, udaliśmy się na nocleg, abynastępnego dnia dotrzeć do kolejnego ciekawegomiasteczka – Asyżu, położonegow środkowych Włoszech, w rejonie Umbrii,wpisanego na listę UNESCO.Już z okien autokaru podziwialiśmy zbudowanąna Wzgórzu Piekielnym Bazylikęśw. Franciszka. Zwiedzając gotycki klasztori kościół Franciszkanów przekonaliśmysię, że jest to jedno z najwspanialszychi najbardziej oryginalnych osiągnięć sztukiwłoskiej, ze słynnymi freskami Giotta, P. Lorenzettiegoi S. Martina. Zobaczyliśmy teżBazylikę św. Klary, gotycką budowlę z połowyXIII w.Stare przysłowie głosi, że wszystkie drogiprowadzą do Rzymu, miasta gdzie zrodziłasię cywilizacja Europy. Zatem kolejnyetap naszej wycieczki, to Roma, miastopołożone na kilkunastu wzgórzach wulkanicznych,po obu brzegach Tybru, stolicaWłoch i regionu Lacjum. W starożytnościstolica Republiki Rzymskiej, później CesarstwaRzymskiego, wielka metropolia antycznegoświata. W obcowanie z pięknemi historią Wiecznego Miasta wtajemniczałanas przez całe dwa dni niezwykle utalentowana,urocza i spontaniczna pani przewodnik– Jowita Ludwikiewicz. Pędziliśmyza nią jak w prześmiesznych scenach starychfilmów; nogi bolały okrutnie, z niebalał się żar powyżej 40 stopni, a my wszyscyzapatrzeni, zasłuchani, zaczarowani…Najpierw audiencja u papieża BenedyktaXVI wraz z turystami ze Stanów Zjednoczonych,Niemiec, Francji, Polski na Placupaździernik 2010 nr 329


październik 2010 nr 3PODRÓŻE BIULETYNU30


październik 2010 nr 3PODRÓŻE BIULETYNU31


PODRÓŻE BIULETYNUśw. Piotra, wypełnionego po brzegi. Dalejzwiedzanie Watykanu, Bazyliki św. Piotra,Grot Watykańskich. Refleksja i zaduma nadgrobem wielkiego Polaka, papieża JanaPawła II. Potem zwiedzanie Rzymu... A tomiejsca, które udało się nam zobaczyć:• Kapitol – najsłynniejsze z rzymskichwzgórz, niegdyś zwany azylum, czyli,,miejsca dla ludu”. Architektonicznykompleks Placu Kapitolińskiego jestdziełem Michała Anioła.• Piazza Venezia, znajdujący się w centrummiasta Plac Wenecki jest jednym z miejscwywierających w Rzymie największewrażenie. Rozpościera się na prostokątnejprzestrzeni, której centralnym punktemjest oślepiający bielą swoich ścianogromny pomnik Wiktora Emanuela II.Wzniesiony na pamiątkę zjednoczeniaWłoch, symbolizuje najwyższe wartościojczyzny i narodu. Stąd rozchodzą sięnajważniejsze ulice miasta.• Plac Hiszpański znajdujący się w samymcentrum Rzymu, zachwycił nas swą elegancjąi XVIII-wieczną finezją. Przysiedliśmyzatem na chwilę z różnokolorowymtłumem turystów na Schodach Hiszpańskich,aby chłonąć niepowtarzalnąatmosferę tego miejsca.• Fontanna di Trevi zbudowana w końcuXVII w., symbolizuje morze. Na jej środkurzeźba przedstawiająca bóstwo oceanówna rydwanie ciągnionym przezdwa trytony. Tradycja nakazuje wrzucićdo fontanny monetę, aby zagwarantowaćsobie powrót do Wiecznego Miasta.• Panteon – jedna z najwspanialszych budowlirzymskich. Marek Agryppa rozpocząłjego budowę w 27 r. przed Chrystusem,pragnąc wznieść świątynię ku czciwszystkich bogów – stąd nazwa. Panteon.Zniszczony w przez pożar w 80 r. n.e.został odbudowany w czasach Hadriana(lata 110-125). W 609 r. papież BonifacyIV zamienił Panteon na świątynię chrześcijańską.• Piazza Navona, jedno z najbardziejuczęszczanych i charakterystycznychcentrów miasta. Wznoszą się na nimfontanny, których środkowa to słynnaFontanna Czterech Rzek. Cztery rzeźbycharakteryzują cztery największe rzekiświata: Ganges – Azję, Nil – Afrykę, Dunaj– Europę, Rio de Plata – Amerykę.• Koloseum – Amfiteatr Flawiuszów, budowęktórego rozpoczął Wespazjanw 72 r., a ukończył jego syn Tytus w 80 r.,który z okazji otwarcia amfiteatru zorganizowałtrwające 100 dni uroczystości.Koloseum mieściło 50 tys. widzów, którzyzbierali się, by oglądać słynne, wzbudzająceogromny entuzjazm, igrzyska.Obecny stan Koloseum zawdzięcza nietylko niszczącym siłom przyrody, trzęsieniomziemi, ale również dewastacji przezpaździernik 2010 nr 332• Forum Romanum było w starożytnościplacem otoczonym monumentalnymibazylikami i świątyniami, a później takżesklepami. Stanowił ośrodek życia miasta.Był idealnym miejscem spotkań mieszkańcówz okoliczną ludnością, a takżewymiany towarowej między nimi. Odbywałysię tutaj zgromadzenia ludowe i zebraniasenatu, wybory do rady miejskiej,ceremonie religijne, wykonywane byływyroki sądu.• Bazylika św. Jana na Lateranie, druga podwzględem znaczenia po Bazylice św.Piotra. Wzniesiona na początku IV w. naterenach pałaców laterańskich ofiarowanychkościołowi przez cesarza Konstantyna.Wielokrotnie niszczona i zawszeodbudowywana. Po drugiej stronie placu– Święte Schody, po których, jak chcetradycja, Chrystus wstępował do Piłata.


październik 2010 nr 3PODRÓŻE BIULETYNU33


PODRÓŻE BIULETYNUczłowieka, który zabierał stad budulec,marmury, cenne dekoracje, aby wznosići ozdabiać własne domy.Przedstawione miejsca to najważniejsze,które udało nam się zobaczyć, zwiedzić,podziwiać i już tęsknić, żeby wrócić razjeszcze. Marzenia na szczęście się spełniają.Wrzuciliśmy przecież grosiki i centy dofontanny.Byliśmy też na Monte Casino, zwiedziliśmyznajdujący się na wzgórzu klasztor Benedyktynów,ale przede wszystkim odwiedziliśmypolski cmentarz wojskowy. Spoczywajątam polscy żołnierze, którzy w 1944 r.stoczyli ciężkie walki o wzgórze, silniebronione przez Niemców przed wojskamialianckimi maszerującymi na Rzym. Atakowanebezskutecznie od stycznia 1944 r.,zdobyte w maju przez 2 Korpus Polski dowodzonyprzez gen. Władysława Andersa.Złożyliśmy kwiaty, zapaliliśmy znicze, w zadumieodwiedzaliśmy polskie groby, równieżżołnierzy z naszych konińskich stron.Wycieczka powoli zbliżała się ku końcowi.Udało nam się jednak nieco odpocząćprzed powrotną drogą i poczuć smakwakacyjnego leniuchowania. Tak więc nakilkanaście godzin wpadliśmy do najpopularniejszejmiejscowości Riwiery Adriatyckiej– Rimini. Kąpiele w morzu, plażowanie,spacery po kurorcie dodały nam sił przeddługą, wielogodzinną podróżą do Polski.Do Konina wróciliśmy wczesnym rankiem7 lipca.Grażyna Dębowska, Instytut PedagogikiAutorki zdjęć: Grażyna Dębowskai Ewa Szymańskapaździernik 2010 nr 334


Kraj(cz. 2)WielkichBiałychChmurW poprzednim wydaniu „Biuletynu” zamieściliśmy relację z wojaży prof. EdwardaPająka po Wyspie Południowej, którą opuścił płynąc promem przez wiecznie wzburzonąCieśninę Cooka i dobił do Wellington – stolicy kraju i zarazem stolicy WyspyPółnocnej.


PODRÓŻE BIULETYNU• Będąc w Australii nie sposób nie odwiedzić Nowej Zelandii. To trochę tak, jak byćw Rzymie i nie widzieć papieża. Wszak to „tylko” trochę ponad 2 tys. kilometrów odwybrzeży Australii. Cóż to za niewielka odległość w porównaniu z dystansem, jakidzielił mnie od kraju! Postanowiłem więc odwiedzić Aotearoa – Kraj Wielkich BiałychChmur, bo tak Maorysi do dzisiaj nazywają swój kraj. Nowa Zelandia to dwiewyspy (Północna i Południowa), tworzące administracyjnie jedno państwo – jedenorganizm. Jednak z mojego punktu widzenia, te wyspy to dwa różne światy, mimowspólnego rządu, gospodarki, waluty i zwyczajów.W porównaniu z innymi metropoliami wielkiego świata, Wellington jest niewielkim miastempołożonym na wąskim nadbrzeżnym wypłaszczeniu terenu. Tak więc, bez zmęczenia,wjeżdżając jasnoczerwonym wagonikiem kolejki linowej na okoliczne wzgórze (kolejkastanowi jedyny publiczny środek transportu w mieście), możemy zwiedzić prawiecałe Wellington. W stolicy nie może, rzecz jasna, zabraknąć budynków rządowych. Jestimponujący budynek parlamentu i zaraz obok okrągły budynek siedziby rządu, zwany Beehive(czyli ul). Rzeczywiście, okna tego budynku, za którymi pracują urzędnicy państwowi,przypominają plastry ula, w którym pracowite pszczółki gromadzą miód. Czy w tymurzędzie jest tak samo? Nie wiem.Maorysi to dawni gospodarze wyspy. Dotarli tu około VIII-IX w. z wysp Polinezji i zajmującsię zbieractwem i rybołówstwem żyli spokojnie i pielęgnowali swoje zwyczaje do 1642 r.W tymże roku na północnym wybrzeżu Wyspy Południowej wylądował pierwszy Europejczyk– Abel Tasman, holenderski żeglarz i badacz. Jemu właśnie, a w zasadzie jednejz prowincji Holandii (Zeelandii), Nowa Zelandia zawdzięcza swoją nazwę. Lądowanie niestetyzakończyło się dla Tasmana niezbyt szczęśliwie. Wygląd tubylców (miałem okazjęprzekonać się o tym na pokazie kultury maoryskiej), tatuaże na całym ciele, groźne minyi „wywalone” na brodę języki, nieprzyjazne okrzyki i gesty połączone z wymachiwaniemdługą dzidą wydają się być bardzo odległe od nawet najmniej przyjaznego powitania.Można to interpretować zgoła odwrotnie. Tak też zrozumiał to Tasman. „Broniąc” się przedpaździernik 2010 nr 336


takim powitaniem zaatakował tubylców, stracił przy tym czterech członków załogi i czymprędzej opuścił nieprzyjazną ziemię. Dopiero w 1769 r. James Cook opłynął Nową Zelandięi założył na niej pierwszą brytyjską kolonię. Od tego czasu trwały nieustanne i krwawepotyczki tubylców z kolonizatorami. Ostateczne stosunki między Maorysami a kolonizatoramiuregulował traktat Waitangi z 6 lutego 1840 r. Ten dzień przyjmuje się za datępowstania Nowej Zelandii, a maoryski zwyczaj powitania (pocieranie się nosami) uznanoza normalnie obowiązujący w Nowej Zelandii (oczywiście tylko dla chętnych). To wszystkomożna zobaczyć w interaktywnym muzeum Te Papa (po maorysku skarbiec) w Wellington.Siedząc na ruchomym we wszystkich trzech osiach fotelu, reagującym odpowiednimwychyleniem lub obrotem na ruchy kamery, widz ogląda przestrzenne obrazy i czuje siętak, jakby był obecny na plaży podczas powitania pierwszych Europejczyków, czy późniejpodczas walk z nimi. Budowę tego muzeum zakończono w 1998 r., a krytycy projektu(zarzucano zbyt duże wydatki) zamilkli, gdy w pierwszym roku muzeum zwiedziło 3,5 mlnludzi, a każdy Wellingtończyk zagląda do niego 3 do 4 razy w roku.PODRÓŻE BIULETYNUJadąc z Wellington na północ Wyspy Północnej widać wyraźnie, że Nowa Zelandia, a szczególniejej północna część, to ziemia wysoce niespokojna. Dwie płyty tektoniczne zderzająsię dokładnie pod Nową Zelandią, a rezultatem są wybuchy wulkanów i trzęsienia ziemina Wyspie Północnej. Nowozelandczycy oswajają się z tym od dziecka, gdyż ich kraj nawiedzaco roku od 10 do 15 tysięcy wstrząsów sejsmicznych (na szczęście w większościsłabych, o sile nieprzekraczającej 6 stopni w skali Richtera). Przed inżynierami stanęło jednakpoważne zadanie, jak zabezpieczyć budynki przed trzęsieniami? Problem rozwiązanoskutecznie – świadczą o tym chociażby wysokie budynki największego miasta Nowej Zelandii– Auckland.Auckland jest miastem ponad trzy razy większym niż stolica kraju. Położone na północnymkrańcu Wyspy Północnej, nad malowniczą Zatoką Hauraki, łączy w sobie uroki nowoczesnegomiasta (jedyne miejsce w Nowej Zelandii, gdzie można spotkać korki uliczne)z bliskością natury. Najlepszy widok na Auckland zapewnia wspinaczka na jedno z okolicznychwzgórz wulkanicznych lub wieżę obserwacyjną (i radiową) Sky Tower. Jedna z jejplatform widokowych, umieszczona na wysokości 180 m, ma podłogę wykonaną ze szklanychpłyt. Przejście po niej, prawdę mówiąc, bardziej przeraża niż fascynuje. No, ale cóż,to przecież tak lubiany przez tubylców zastrzyk adrenaliny. Te chwile grozy rekompensujewspaniały widok na okolice i zatłoczony niemiłosiernie port jachtowy. Największa na świecieliczba łodzi żaglowych przypada właśnie na głowę mieszkańca Auckland.Zjawiskom tektonicznym Wyspa Północna zawdzięcza niezwykłe, gorące źródła na PłaskowyżuCentralnym. Podróżnikowi przemierzającemu szlak między Jeziorem Taupo, leżącymu podnóża trzech wulkanów (jeden z nich, Mt. Tarawera, zniszczył w 1886 r. kilkamiejscowości, a Rotorua – nieformalna stolica Maorysów), stale towarzyszą gejzery strzelającew niebo słupem gorącej wody, wydobywająca się ze szczelin para, wrzące błoto i…wszechobecny nieprzyjemny zapach (by nie rzec smród) siarkowodoru. Jednak po kilkugodzinach człowiek się do niego przyzwyczaja i przestaje mu przeszkadzać. Największymrezerwatem gorących źródeł w okolicy jest Whakarewarewa (to wcale nie najdłuższa maoryskanazwa – są wielokroć dłuższe!). Niezapomniana jest przechadzka po terenie, naktórym siedem czynnych gejzerów wypluwa wodę na wysokość od 10 do 30 metrów,gdzie z każdej szczeliny wydobywa się para, a bajorka gotującego się błotka nie należądo rzadkości. Niezapomniana jest przechadzka, przy której trzeba uważać siadając, możnabowiem siąść na kamieniu i solidnie poparzyć sobie „tylną twarz” – tak jest gorący!Na wstępie napisałem, że dwie wyspy Nowej Zelandii, choć tworzą jedno państwo, sąróżne. Jeśli chcesz podróżniku zakosztować wspaniałej dzikiej przyrody, nieskażonej cywilizacją– wybierz się na Wyspę Południową. Nie utkniesz tutaj w korkach samochodowych,ale i nie spodziewaj się dogodności współczesnej cywilizacji. Jeśli jednak chcesz znaleźćsię w „Ognistym Pierścieniu Pacyfiku” – miejscu o wzmożonej działalności sił tkwiących wewnętrzu ziemi – wybierz się na Wyspę Północną. Tu najlepiej poznasz Maorysów. Będzieszmógł ugotować w gejzerze jajko na twardo, ale także zaznasz „zdobyczy cywilizacyjnej”współczesnego świata – jadąc samochodem, postoisz trochę w korkach.Tak naprawdę, warto zwiedzić obie wyspy. Maorysi wołają haere mai, haere mai, czyli witajcie,witajcie – zapraszając przybyszów do swojego kraju, Kraju Długiej Białej Chmury. Jeśliktoś będzie miał taką okazję, to z tego zaproszenia naprawdę warto skorzystać.Edward Pająk(od roku akademickiego 2010/2011dyrektor Instytutu Technicznego PWSZ w Koninie)październik 2010 nr 337


ERASMUSDorota Rzewska, studentka drugiego roku informacji naukowej i bibliotekoznawstwa,wyjechała na stypendium Erasmusa do Hiszpanii. W Universidade de Coruña,wydziale mieszczącym się Ferrol, spędzi najbliższy semestr. Swoją przygodę z gorącąHiszpanią rozpoczęła od wakacyjnego kursu językowego. Jej wyjazd był możliwydzięki znajomości hiszpańskiego, którego uczą się w trakcie studiów studencikierunku informacja naukowa i bibliotekoznawstwo. Po kilku dniach spędzonychw Ferrol Dorota dzieli się z nami spostrzeżeniami.Kilka dni pierwszychw Hiszpaniipaździernik 2010 nr 338


Pogoda w Ferrol jest bardzo zbliżona dopolskiej w końcu sierpnia; jest ciepło, jednaknie upalnie i z reguły słonecznie, alebywa również pochmurno. Podobno zimączęsto padają tu deszcze, ale temperaturanie spada poniżej 5 stopni C. Czas na zegarkujest taki sam, jak w PolsceERASMUSZauważyłam, że kobiety w Ferrol używająsłodkich i raczej ciężkawych perfum. Mężczyźnimają tu gust, pod tym względem,dość zbliżony do Polaków. Mieszkańcy miasta(a może całej Hiszpanii?) używają ich w dużymnatężeniu, stąd moje spostrzeżenie.W Ferrol ludzie są bardzo otwarci. Do tejpory spotkałam wyłącznie osoby, którestarały się mi pomóc, nawet jeśli nie znałyzbyt dobrze angielskiego. Mam wrażenie,że niewielu Hiszpanów mówi po angielsku.Zresztą, może znają ten język, lecz wolą posługiwaćsię ojczystym?Na ulicach miasta leżą zeschnięte liściei wydaje się, że to już wczesna jesień. Niema za to zaschniętych psich kup. Zauważyłam,że ludzie dbają o porządek na chodnikachi sprzątają po swoich pupilach (w foliowetorebki są zaopatrzeni chyba wszyscywłaściciele psów).Ferrol jest miastem portowym, które liczyok. 70 tys. mieszkańców, jest więc podtym względem podobne do Konina. Abydojść do portu z miejsca, gdzie mieszkam,trzeba około 20 minut. Na razie nie jestemzachwycona tym, co tutaj zobaczyłam;w centrum widuję wiele zniszczonychi opuszczonych domów, co sprawia, że nieczuję się bezpiecznie.W Ferrol budynki są zupełnie inne niżu nas. Stoją jeden przy drugim, stykając sięścianami, a każdy z nich jest innej wysokości.Mieszkania znajdują się nad sklepami,które na ogół zajmują partery domów. Niezauważyłam, żeby budowano tutaj domypodobne do naszych bloków. Kamieniczkisą pokryte kolorowymi farbami (podobnamoda wchodzi również do Konina, jednakw Ferrol kolory są bardziej stonowane).Uliczki w centrum są bardzo wąskie, częstojednokierunkowe. Miasteczko jest położonena terenie pagórkowatym, co sprawia,że zawsze jest gdzieś pod górkę. Im dalejod centrum, tym ulice są szersze, częstodwukierunkowe i dwupasmowe, a budynkisą bardziej oddalone od siebie. Wśróddrzew królują palmy, ale rosną też kasztanyi akacje. Bardzo często spotykam krzewyz kwiatami przypominającymi nasz polskifioletowy bez, a także krzewy podobne dodzikiej róży.październik 2010 nr 339


ERASMUSW ciągu kilku dni, które tu spędziłam, mojanauka języka hiszpańskiego odbywała sięz pomocą języka angielskiego, a czasemnawet języka migowego. Na razie posługujęsię głównie angielskim, lecz wplatamokreślenia hiszpańskie, stąd często w jednymzdaniu „zamieszczam” wyrazy pochodzącez tych dwóch języków. Bywa tak,bo czasem zapomnę jakiegoś angielskiegosłowa, a pamiętam hiszpański i stąd tedziwne połączenia.październik 2010 nr 340Uczelnia jest dość nowoczesna, choć nazewnątrz wydaje się całkiem niepozorna.Jest tu dużo oszklonych pomieszczeń, aulado nauki, miejsce na bezprzewodowy internet.Do kampusu, gdzie od październikazaczynam studia w semestrze zimowym(Campus de Estreiro), należą chyba czterybudynki (tyle ich na razie naliczyłam).W okolicy jest też biblioteka. Co do organizacjizajęć – jeszcze nie wiem, jak, coi gdzie, ale mam jeszcze trochę czasu, bysię wszystkiego dowiedzieć. Zostałam bardzodobrze przyjęta przez tutejszego koordynatoraErasmusa i jestem pełna nadziei,że wszystko pójdzie dobrze.Dorota Rzewska


październik 2010 nr 3ERASMUS41


ABSOLWENCIMójNowyJorkto niekoniecświatapaździernik 2010 nr 3Michał Skitek ukończył PWSZ w Koninie(studia licencjackie) oraz UAM w Poznaniu(studia magisterskie). Po wyjeździe z Polskiprofesjonalną przygodę z fotografią rozpocząłwe Florida Community College, kontynuowałw Raritan Valley Colege w New Jersey, żebyzakończyć i otrzymać dyplom z fotografiiz Briarcliffe College w Nowym Jorku.42


• Kazik Staszewski śpiewa: „Ameryka teżsię sypie, to osobny rozdział…”. W śpiewaniunajlepszy nie jestem, ale podążającza Juliuszem Słowackim, którypowiedział „Chodzi mi o to, aby językgiętki powiedział wszystko, co pomyśligłowa”, pytam: Hmmmm, czyżby?Oczywiście pewne rzeczy wymagająprzyzwyczajenia lub nauczenia się ichod nowa, a poza tym ciężko jest porównywaćtak całkowicie skrajne kultury,jak polska i amerykańska.•Ameryka jest szalonym krajem, gdziewszytko pędzi nie zważając na otoczenie,tak trochę jak 5-letnie dziecko, które chcepoznawać nowe i mało go obchodzą zasady.Mam szczęście mieszkać na Brooklynie,w jednej z artystycznych części Williamsburga,który świetnie się komponujez moją artystyczno-fotograficzną duszą.Tak jak cały NYC, również Williamsburg nieśpi i bez przerwy tętni życiem. Zapewne ci,którzy mieli przyjemność odwiedzić NowyJork zgodzą się ze mną, że to miasto jestjak serce w organizmie, którym jest resztakraju. A jeśli chodzi o biznes czy fashion –to śmiem twierdzić, że cały świat.ABSOLWENCINie wiem, jak inni, ale ja wiem na pewno,że dane nam jest żyć w cudownym świecie…Mój Nowy Jork to nie koniec świata,także dla mnie, bo nie wiem, gdzie przyjdziemi jeszcze mieszkać w przyszłościi w jakim cudownym zakątku tego globusię zakochać.Poznałem ludzi różnych narodowości, z różnychkrajów i znam też wielu wspaniałychPolaków, którzy podróżują po świecie. Miłojest się z nimi spotykać, dzielić się wspomnieniamii oglądać zdjęcia z ukochanychmiejsc.Nie jestem fanem przysłów, ponieważ 95%z nich straciło swoją wartość, ale jedno,przynajmniej dla mnie, jest ciągle prawdziwe:„Podróże kształcą”. Trzeba zacząć nawetod małych rzeczy: spakować walizki, załatwićwizę, kupić bilety, a potem za dniapracować, gdzie się da (bary, restauracje,cokolwiek), a wieczorami i podczas weekendóweksplorować, eksplorować, eksplorować.Michał SkitekPo więcej informacji zapraszam nawww.facebook.com/michal.skitek lubna www.michalskitek.com,chętnie „zafriend’uję” każdego i odpowiemna pytania.Pozdrawiam z gorącego ostatnio NowegoJorkupaździernik 2010 nr 343


październik 2010 nr 3ABSOLWENCI44


październik 2010 nr 3ABSOLWENCI45


październik 2010 nr 3ABSOLWENCI46


październik 2010 nr 3ABSOLWENCI47


październik 2010 nr 3ABSOLWENCI48


październik 2010 nr 3ABSOLWENCI49


KONFERENCJE• Z najdalszych stron Polski jechaliredaktorzy gazet akademickich, bykolejny, już 18 raz wziąć udział w corocznym„branżowym” zjeździe. Togdańskie spotkanie było bardzo licznei miało atrakcje, których człowiek naco dzień w takiej ilości nie uświadczy.Warto więc było się tłuc polskimi kolejami,choćby z Lublina, by na dziobieokrętu wojennego przemierzyć ZatokęPucką, a niedaleko domu Heweliuszakupić sobie biżuterię z bursztynem.Okowoko z foką18 Zjazd Redaktorów Gazet Akademickichpaździernik 2010 nr 350


Międzynarodowych Gdańskiego UniwersytetuMedycznego pojawił się na moimbiurku pół roku temu. Jeden rzut oka i jużwiedziałam, że chcę jechać. Po pierwsze,Trójmiasto. Wstyd przyznać, ale byłam tamostatnio jako dziecko. Po drugie, jest okazjaspotkać się z zaprzyjaźnioną redaktorz Uniwersytetu Przyrodniczego z Poznania,z „redaktorstwem” z Wrocławia, Częstochowy,Katowic, Lublina itp. Po trzecie, będzietakże okazja spotkać się z fokami…Ale nie tylko o same przyjemności w takichzjazdach chodzi. Rzecz w tym, by i pożytecznebyły, więc tak zręcznie przyjemnez pożytecznym w Gdańsku połączono, żechoroba wie, jak ten pobyt opisać, by niczegoważnego nie pominąć i jednocześnieczytającego dłużyznami nie zniechęcić.Już pierwszego dnia, w czwartek (2 września),na tych, którzy zdążyli na czas dojechać,czekał wykład o roli mediów w prewencjichorób cywilizacyjnych. A czemużby o tym nie mówić, skoro uczelnia medycznanas w swoje progi przyjęła. Potem,całe popołudnie, zwiedzanie centrum staregoGdańska. Jego najbardziej rozpoznawalnewidoki, znane (przynajmniej mnie)tylko z folderów i telewizora – były na wyciągnięcieręki: Dwór Artusa, pomnik Neptuna,bulwar i żuraw nad Motławą, wnętrzekościoła mariackiego, w którym splotły sięhistoria (pochodzące z połowy XV w. wielkizegar astronomiczny Jana Duringera i obrazJana Memlinga „Sąd ostateczny”) orazwspółczesność (grób marszałka Sejmu RP,Macieja Płażyńskiego). A wieczorem, już nadrugim brzegu Motławy, wspólna kolacjaz golonką i pszennym niepasteryzowanympiwem w roli głównej.KONFERENCJEMiejsce kolejnych zjazdów redaktorów gazetakademickich ustalane jest z dwuletnimwyprzedzeniem. Dla organizatora od momentuprzyjęcia na siebie tego obowiązkurozpoczynają się mozolne przygotowaniado spotkania, którym towarzyszą pytania,czyje wykłady i na jakie tematy zaproponować,co by tu pokazać i gdzie zaprowadzić,żeby się redaktorzy na śmierć nie zanudzili.Program zjazdu przygotowany przezZespół Redakcyjny Gazety AMG i DziałWspółpracy z Zagranicą i ProgramówPiątek to od rana wykłady. Nie za długie,tak po 20 minut. Po każdym trochę dyskusji,trochę autoreklamy, szczególnie po wykładzieMarka Zimnaka ze StowarzyszeniaPR i Promocji Uczelni Polskich PRom, któryprzekonywał, że w dobie internetu robieniegazety uczelnianej musi się zmienić, bowiększość to miesięczniki, najwyżej dwutygodniki,więc o aktualności, jaką niesieinternet, nie ma mowy. Ale są atuty, którenależy wykorzystywać. – Taka gazeta kreujetożsamość uczelni i daje poczucie bezpieczeństwa,„wyrabia” snobizm na swojąmarkę i zaspokaja potrzebę obcowaniaz eleganckim obiektem edytorskim, któryczęsto jest osobistą pamiątką – wymieniałprelegent. Na tym ostatnim atucie skupiłsię najbardziej, bowiem, jego zdaniem,taka gazeta powinna być ładna. To coś, comożna osiągnąć bez szczególnie powiększonychbudżetów redakcyjnych. – Jużna pierwszej stronie niech będzie ładnie.Zamiast upchniętego między spis treścia stopkę wstępniaka, dajmy dobrze zakomponowanyedytorial, nie bójmy się światłana stronie, na tej i każdej następnej. Zadbajmyo graficzny kształt całej gazety, niechnie będzie „ścian deszczu” – zachęcał i jakopaździernik 2010 nr 351


październik 2010 nr 3KONFERENCJE52przykład pokazywał nasze gazety akademickieze stronami szczelnie wypełnionymitekstem (czyli „ścianami deszczu” lub jakkto woli „blachą”) oraz numery podobnychczasopism z Włoch, których design jestlekki i przyjemny dla oka. Ich porównaniedaje podobny efekt, jak porównanie syrenkiz maserati.Świetnie też mówił o mediach online WłodzimierzGogołek z Uniwersytetu Warszawskiego.– Oczekiwanie szefów mediów (tona ogół ludzie z dużym doświadczeniem)na ulotność obecnych zmian w mediachi powrót do „normalności” sprzed lat jestnieporozumieniem. Media nigdy nie powrócądo dawnego modelu funkcjonowania– zapewnił i zobrazował swoje tezywieloma wykresami. Tempo wykładu byłotak szybkie, że nie nadążyłam z notatkamii spisywaniem kolejnych danych, ale po co,skoro licznymi badaniami udowodniono,że „to se ne vrati”?Po lunchu, o tym, że dziennikarstwo schodzina psy mówił Jan Kreft z UniwersytetuGdańskiego. Ostateczna konkluzja byłataka, że w obecnej sytuacji „prasa uczelnianapowinna być jak perełka: informować,dostarczać wiedzy, zapełniać lukę powstającąwraz z wycofywaniem się mediówz wykonywania podstawowych ról społecznych”.Po takiej dawce wiedzy i kilku godzinachspędzonych w pozycji siedzącej, przeszedłczas na odświeżenie psychiczne (np. krótkadrzemka) i zmianę image’u. Bowiem napopołudnie zaplanowano spotkanie z rektoramitrójmiejskich uczelni w AkademiiMorskiej w Gdyni. Mnie, wraz z koleżankąEwą Strycką z UP w Poznaniu, nie udało sięzdążyć i miast z całym koleżeństwem wynajętymautobusem, pojechałyśmy z gdańskiegoDworca Głównego podmiejskąkolejką. Dzięki temu zaliczyłyśmy silniejsząosobistą integrację z miejscową ludnością,a co najważniejsze – z ich życzliwością (pomocw obsłudze automatu do sprzedażybiletów na SKM). Na miejscu, piechotąpokonałyśmy drogę do nabrzeża, był więcczas na podziwianie zamysłu EugeniuszaKwiatkowskiego (ojca współczesnego wizerunkuGdyni) i jego realizacji. Nie zdążyłyśmy,niestety, na spotkanie z rektorami,ale jego uczestnicy, najbardziej skupili sięna relacji z pobytu w symulatorze statku.W końcu to jednak coś innego niż nasz codziennysamochód.


Nim ruszyliśmy na zwiedzanie „Daru Młodzieży”pod opieką Rafała, jednego ze studentówAM, podziwialiśmy zachód słońca,od strony raczej nietypowej dla polskiegowybrzeża: trzeba było stanąć tyłem do morza.Na koniec mały bankiet na pokładzieżaglowca.W sobotę pobudka wcześniej niż zwykle,bo jedziemy znów do Gdyni na Oksywie,by zwiedzić Akademię Marynarki Wojennej.Przedwojenne budynki akademii ciesząoko dobrą architekturą. I ten porządek!Rektor-Komandor wita nas osobiście naschodach przed wejściem głównym. Mundurspod igły, a my turystycznie. Trudno.Dla nas, cywili, taka szkoła to naprawdęciekawe miejsce. Ciekawe jest również to,że na 7,5 tys. jej studentów, niecałe 30% towojskowi, reszta cywile, ale kierunki i specjalnościw każdym przypadku są związanez morzem. Podczas zwiedzania wybranychsal wykładowych największe zainteresowanie,szczególnie wśród panów, wzbudziłoogromne działo szybkostrzelne z siedmiomalufami – takie określenie prawdopodobniejest zupełnie niefachowe, alemyślę, że oddaje jego istotę. Na momentw symulatorze jego obsługi zasiadł jedenz kolegów i je uruchomił. Naprawdę strasznamaszyna.Z AMW jedziemy do portu wojennego, botam czeka na nas okręt marynarki wojennej„Arctowski”. To okręt hydrograficzny, którybada dno Bałtyku (był na ten temat krótkiwykład okrętowego specjalisty), a przy okazjiw ciągu godziny przeprawia nas na Hel.Jest zimno, jak na pierwsze dni września, alenie buja, nie ma więc wiadomych sensacjii wszyscy kręcą się po pokładzie. Na Helunajwiększą atrakcją jest wizyta w fokarium,gdzie żyje kilka osobników, przedstawicielimocno wyniszczonego gatunku bałtyckiejfoki szarej. Obserwowanie fok, które inteligencją,a nawet trochę wyglądem (głowai wydłużony pysk) przypominają psy, jestprzyjemnością dla każdego. Dlatego podczaskarmienia zwierząt przy basenachzawsze są tłumy. Starania ostatnich 20 lato uratowanie polskich fok przyniosły efekty.Duża w tym zasługa Krzysztofa Skóryz Uniwersytetu Gdańskiego, który nas w fokariumprzyjął i opowiedział o tych działaniach.Niedługi w założeniu wykład zmieniłsię w fascynującą opowieść o ratowaniuKONFERENCJEinnego niemal doszczętnie wytrzebionegogatunku, morświnów, czyli bałtyckichdelfinów. Cicha wojna między ekologamii rybakami w tej sprawie ciągle trwa. Obydo czasu jej zakończenia nie wyginęła całapopulacja tych uśmiechniętych (nawet pośmierci) ssaków.Nie wiadomo, kiedy czas wizyty na Heluminął i już trzeba wracać do portu, bo statekwojenny na nas czekać nie będzie. Alepoczekał, bo byli spóźnialscy. Podczas powrotnegorejsu, mimo że droga ta sama, towidoki wciąż nowe. Kto ma dobry aparat,robi zdjęcia, niektórzy setki.Wieczorem nieformalne spotkanie przy winiew jednym z pokojów akademika, w którymnocowaliśmy. Zasłużył na swoją nazwę„Hilton”, bo standard rzadko w „deesach”spotykany. Niektórzy jednak wyjeżdżająjuż na noc, pozostali jeszcze prześpią paręgodzin, by rano wsiąść do pociągów, któreczasem mają zaskakujące godziny odjazdu(była zmiana rozkładu jazdy). Jeszcze ostatnierozmowy wagonowe, bo pociągiemz Gdyni do Katowic jadą redaktorzy ze „stacjidocelowej”, ale też z Łodzi i Konina. Zarok spotkanie w Opolu. Do zobaczenia.Maria SierakowskaAutorzy zdjęć: Ewa Ciunowicz,Anna Kiczko,Wiesław Makarewicz,Agnieszka Sikorapaździernik 2010 nr 353


październik 2010 nr 3KONFERENCJE54


październik 2010 nr 3KONFERENCJE55


październik 2010 nr 3 INWESTYCJE56Wakacjezremontami• Miesiące letnie to tradycyjnie w uczelniczas remontów. Nie inaczej byłorównież w tym roku: kontynuowanabyła budowa Centrum Dydaktyczno-Wykładowego,trwały prace końcoweprzy przebudowie stadionulekkoatletycznego, kostką brukowąwyłożono płytę parkingu (patio) przyul. Wyszyńskiego 3, a także odświeżonoszklane części elewacji budynkuBiblioteki PWSZ.Prace przy budowie Centrum Dydaktyczno-Wykładowegopostępowały zgodniez harmonogramem. Stan surowy budynkuzostał zamknięty. Uroczyste oddanie obiektudo użytku nastąpi w kwietniu 2011 r.Zakończono modernizację stadionu lekkoatletycznego,na którym powstała pełnodystansowa400-metrowa bieżnia z nawierzchniątartanową, skocznia do skokuw dal i do trójskoku, rzutnia oszczepemoraz skocznia wzwyż i boisko do pchnięciakulą. Odbudowane zostały także trybuny


INWESTYCJEpaździernik 2010 nr 357


październik 2010 nr 3 INWESTYCJE58z 200 fotelikami. Całkowity koszt inwestycji(wraz z kompleksem boisk sportowych dotenisa, koszykówki, siatkówki) wyniósł ponad3 mln zł.Trwały także pracy przy poprawie estetykiparkingu (patio) przy ul. Wyszyńskiego 3.Wybrukowano nawierzchnię oraz posadzonokrzewy.Przeprowadzono też prace poprawiająceestetykę Domu Studenta nr 1 (Morzysław).Na dwóch piętrach wymieniono drzwi dopokoi.Dość spektakularnie przebiegały praceprzy odświeżaniu szklanej elewacji biblioteki.Trzeba było zatrudnić do tego zadania„alpinistów”.iwa


INWESTYCJEpaździernik 2010 nr 359


BIBLIOTEKA• Biblioteka PWSZ w Koninie jest wyjątkowymmiejscem na uczelni. Możnatu wypożyczyć podręczniki i książkibeletrystyczne, skorzystać z księgozbiorupodręcznego w czytelni, poczytaćprasę fachową i popularną,popracować przy komputerze w czytelnikomputerowej. To także miejsce,gdzie odbywają się spotkania z autoramii ciekawymi ludźmi, wystawy,odczyty i koncerty. Już w pierwszymdniu nowego roku akademickiegobiblioteka otwiera swoje podwoje dlawszystkich studentów, ale szczególniezaprasza studentów pierwszego roku.Biblioteka PWSZ zapraszapaździernik 2010 nr 3Informacje ogólneZasoby biblioteki są wpisane w katalog alfabetycznyi rzeczowy oraz katalogi czasopismi zbiorów specjalnych. Na księgozbiórskłada się 66 tys. woluminów. Znacznączęść zbiorów stanowią książki w językuangielskim, francuskim i niemieckim, a takżeregionalia. W trakcie roku akademickiegozasoby biblioteki uzupełniane sązgodnie z potrzebami nowych kierunkówkształcenia. Biblioteka dysponuje równieżzbiorami specjalnymi: płytami CD, kasetamiaudio/video i CD-ROM oraz dostępemdo internetu.W bibliotece dostępne są czasopisma (120tytułów) z różnych dziedzin wiedzy, polsko-i obcojęzyczne, oraz gromadzone sąich roczniki. Biblioteka jest w całości skomputeryzowana,a wypożyczanie odbywasię za pomocą programu do obsługi czytelników.Ma także elektroniczny dostępdo katalogu Miejskiej Biblioteki Publicznej.O fachową, szybką i miłą obsługę czytelnikadba 10-osobowy zespół.WypożyczalniaBiblioteka udostępnia swoje zbiory wszystkimzainteresowanym, po uprzednimzarejestrowaniu się i wykupieniu kartybibliotecznej. Karta ważna jest przez rokakademicki i aktualizowana na kolejne lata.Roczna opłata za kartę biblioteczną wynosidla studentów 5 zł, a czytelników spozauczelni – 80 zł.W wypożyczalni obowiązuje zasada wolnegodostępu do półek. Księgozbiór ustawionyjest wg układu działowego. W obrębachdziałów książki są ułożone alfabetycznie.Główne działy oznaczone są tablicamiopisującymi ich zawartość. Czytelnik podajewybrane książki bibliotekarzowi wrazze swoją kartą biblioteczną, na podstawiektórej dokonuje się wypożyczenia. Zwracaneksiążki czytelnik zostawia na stanowiskuobsługi wraz z kartą biblioteczną.W wypożyczalni nie spożywa się posiłkówani napojów, obowiązuje też zakaz korzystaniaz telefonów komórkowych. Książkisą wypożyczane na miesiąc, z możliwościąprzedłużenia terminu zwrotu. Maksymalniemożna jednocześnie wypożyczyć sześćksiążek, a stan konta nie może przekroczyć20 egz. Za każdy dzień przetrzymania egzemplarzatrzeba zapłacić 10 gr.Czytelnieul. kard. S. Wyszyńskiego 3i ks. J. Popiełuszki 4W czytelniach można korzystać z książekjedynie na miejscu; tu również obowiązujezasada wolnego dostępu do półek. Czytelnikpo skończonej pracy oddaje książkębibliotekarzowi i odbiera swój dokument.Korzystanie z czasopism bieżących nie wymagatej procedury.60


BIBLIOTEKACzytelnia KomputerowaPrawo do korzystania z czytelni komputerowejmają wyłącznie studenci orazpracownicy PWSZ w Koninie. Czytelniadysponuje 20 stanowiskami komputerowymisprzężonymi w wewnętrzną sieć.Na stanowiskach komputerowych udostępnianyjest program SOWA, który jestźródłem informacji zawierającym opisyksięgozbioru gromadzonego w BibliotecePWSZ. Korzystających z czytelni studentówobowiązuje rejestracja obecności (wpis dozeszytu czytelni i pozostawienie legitymacjistudenckiej).Internetowy System Obsługi CzytelnikaOd 23 sierpnia 2010 r. użytkownicy BibliotekiPWSZ w Koninie i posiadacze jej kartybibliotecznej mogą zarządzać swoim kontemprzez internet. Dzięki indywidualnemuhasłu można sprawdzić, jakie książki sąna koncie, kiedy upływa termin ich zwrotu;można także prolongować termin wypożyczeniaksiążki.Przez internet można również książkęzamówić oraz zarezerwować aktualniewypożyczoną pozycję. Książka zostajezdjęta z półki bibliotecznej i przechowanadla konkretnej osoby przez trzy dni.Taka usługa jest uruchamiana dopiero pozamknięciu biblioteki, a więc wieczoremi w nocy oraz w dniach wolnych od pracy.Działalność wystawowo-koncertowaKażdego roku w bibliotece odbywają sięwystawy i koncerty. W ubiegłym roku swojeprace prezentowali: Patryk Andre (pracownikDziału Wydawnictw i Promocji), AdamNowaczyk oraz studenci Koła Naukowego„Wizja”; odbyły się recitale Włodzimierza Sypniewskiegoi Żeni Uricha, a także ObjazdowyFestiwal Filmowy „Prawa człowieka w filmie”oraz Galeria Konińskich Bibliotek Szkolnych.Na wystawie zorganizowanej wraz ze StarostwemPowiatowym w Koninie można byłopodziwiać naturę Bornholmu.październik 2010 nr 361


WYDARZENIAUczelniatakże dlaniepełnosprawnych• Kiedy trwa nabór na studia, przez BiuroRekrutacji przewija się ponad tysiącosób. Czasem rozmowy przebiegająbezkolizyjnie, ale zdarzają się niezłe„kwiatki”.Nierzadko nasi przyszli studenci przychodzą„w pakiecie rodzinnym” lub tandemach:matka-syn, ojciec-córka. Zastanawiamy sięwięc, czy to niedojrzałość i bezradność maturzystów,czy też syndrom nadopiekuńczościrodzicielskiej. Mieliśmy też zainteresowanych,którzy dzwonili do nas „przezpomyłkę”...• PWSZ w Koninie jest uczelnią, w którejmogą studiować osoby niepełnosprawne.W ubiegłym roku akademickimwśród studentów PWSZ w Koniniebyło 70 osób niepełnosprawnych,w tym 10 ze znacznym stopniem niepełnosprawności.Budynek przy ul. Przyjaźni 1 ma dwapodjazdy dla osób poruszających się nawózkach inwalidzkich, szerokie wygodnedrzwi wejściowe (drzwi wejścia głównegootwierają się automatycznie). Szerokośćkorytarzy oraz drzwi do sal pozwalają naswobodny przejazd wózkiem. W budynkuznajdują się także specjalnie przystosowanetoalety.W pozostałych budynkach PWSZ w Koninie(przy ul. kard. S. Wyszyńskiego i ks. J. Popie-łuszki) także znajdują się podjazdy i windy.Niepełnosprawni mogą również bezproblemu korzystać z zasobów bibliotekiuczelnianej, bowiem zarówno wypożyczalnia,jak i czytelnia, znajdują się na parterze.Wkrótce będzie tu dostępne stanowiskokomputerowe przeznaczone dla studentaniepełnosprawnego fizycznie.Przez 12 lat istnienia naszej uczelni, do jejwładz nie dotarła żadna skarga dotyczącautrudnień w realizowaniu studiów z powodubarier architektonicznych. – Jeśli zajęciazostały zaplanowane w sali, do której dotarciena wózku inwalidzkim czy o kulachjest utrudnione, na wniosek prowadzącegosalę po prostu wymieniamy. Nie ma z tymżadnego problemu – mówi Karol Działak,kierownik sekcji ds. dydaktycznych.iwaWiele zamieszania było także z dowodamiosobistymi. Kandydaci prosili nas o zwrotksera dowodu, bo przecież: „Skąd ja mam jewziąć?”. Niektórzy zastanawiali się nad tym,przez kogo został dowód wydany. Uświadamianonas także, że kierunek wychowaniefizyczne nosi nową nazwę – AWF. Czyżbyśmyo czymś nie wiedzieli??Różne sądrogi,alejeden cel...Lepsze punkty z matury? Czemu nie? „Przecieżkażdy może mieć to, co chce” – takimzapewne hasłem kierowali się tegorocznikandydaci podczas wpisywania do systemuswoich wyników z matury. Zaskakującebyły również sytuacje, w których zainteresowanestudiami osoby nie uzyskałyświadectwa dojrzałości i, powołując się nastronę PWSZ-tu, usilnie próbowały namwmówić, że matura to bzdura, bez którejmożna studiować.październik 2010 nr 362Już od czasów Homera pokutuje opinia, żenowe roczniki chętnych do studiowania sącoraz mniej dojrzałe i mają mniejszą wiedzę.Skoro tak, to może przyjdzie czas, żena studia przyjmować będziemy bez matury.Ale póki co, przypominamy, że maturajest niezbędna. A mamie i tacie dajmy jużwolne, niech zażywają należnego im spokoju.No, chyba, że zechcą przyjść za kilkalat na absolutorium swoich dorosłych (!)dzieci.Ania


PAŃSTWOWA WYŻSZASZKOŁA ZAWODOWAW KONINIEUCZELNIAZAWODOWA W POLSCE2(ranking Rzeczpospolitej i Perspektyw 2009, 2010)zachęca do skorzystania z ofertystudiów podyplomowych,kursów dokształcających i kwalifikacyjnychStudia podyplomowe:• Akademia Trenerów Biznesu• doradztwo zawodowe i personalne• edukacja dla bezpieczeństwa• finanse i inwestycje samorządowe• kompetencje pedagogiczne nauczyciela• komunikacja społeczna i public relations w instytucjach publicznych• marketing terytorialny• podatki• rachunkowość• technologia informacyjna i informatyka w edukacji• wczesnoszkolne nauczanie języka angielskiego• wdrożenie i rozliczenie projektów unijnych• zarządzanie bezpieczeństwem i higieną pracy• zarządzanie finansami w przedsiębiorstwie• zarządzanie jakością• zarządzanie kadrami i prawo pracyKursy dokształcające i kwalifikacyjne:• kurs języka hiszpańskiego• kurs języka rosyjskiego• kurs języka włoskiego• kwalifikacyjny kurs bibliotekarstwaKoszt uczestnictwa:• studia podyplomowe – od 1100 do 1600 zł za semestr• kursy – od 450 do 800 zł za semestrRekrutacja ma charakter ciągły – kolejne edycjeuruchamiane są w październiku i lutym,w momencie zgłoszenia się minimalnej wymaganejliczby kandydatówDodatkowe informacje:telefon: 63 249 72 34katarzyna.janiak@konin.edu.plwww.pwsz.konin.edu.pl/podyplomowe


2PAŃSTWOWA WYŻSZASZKOŁA ZAWODOWAW KONINIEUCZELNIAZAWODOWA W POLSCE(ranking Rzeczpospolitej i Perspektyw 2009, 2010)Biura rekrutacji:ul. Przyjaźni 1, hol B62-510 Konin, tel. 63 249 72 37 (07)rekrutacja@konin.edu.plul. Milewskiego 8, pok. 162-700 Turek, tel. 63 278 59 20dziekanat.zwbik@konin.edu.plWYDZIAŁ SPOŁECZNO-TECHNICZNYedukacja artystycznaw zakresie sztuki muzycznej- edukacja muzyczna szkolnafilologia (angielska i germańska)- filologia angielska z językiem niemieckim- filologia angielska / filologia germańskaz technologią informacyjną- filologia angielska / filologia germańskaz WOS i edukacją europejskąinformacja naukowa i bibliotekoznawstwospecjalizacje:- nauczycielska- edytorska i zarządzanie informacją biznesową- zarządzanie informacją naukowo-technicznąmechanika i budowa maszyn- konstrukcja i technologia maszyn- maszyny i urządzenia energetycznepedagogika- edukacja wczesnoszkolna z edukacją przedszkolną- edukacja wczesnoszkolna z językiem angielskimpolitologia- administracja samorządowa- bezpieczeństwo społeczności lokalnych- dziennikarstwo- współpraca europejska- marketing politycznypraca socjalna- praca socjalna w pomocy społecznej- praca socjalna z resocjalizacjązarządzanie- finanse i rachunkowość przedsiębiorstw- zarządzanie finansami samorządu terytorialnego- zarządzanie inwestycjami i nieruchomościami- zarządzanie publiczne- zarządzanie przedsiębiorstwamiWYDZIAŁ KULTURY FIZYCZNEJI OCHRONY ZDROWIAfizjoterapiaturystyka i rekreacja- obsługa ruchu turystycznego- rekreacja ruchowawychowanie fizyczne- wychowanie fizyczne z gimnastyką korekcyjną- wychowanie fizyczne z turystyką szkolnąZAMIEJSCOWY WYDZIAŁ BUDOWNICTWAI INSTALACJI KOMUNALNYCH W TURKUbudownictwoinżynieria środowiskawww.pwsz.konin.edu.plPAŃSTWOWEJ ISSN 1506-9710WYŻSZEJ SZKOŁY ZAWODOWEJ W KONINIEPaństwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Koninie62-510 Konin, ul. Przyjaźni 1tel. 63 249 72 00www.pwsz.konin.edu.ple-mail: wydawnictwo@konin.edu.plRedaktor naczelna: Ewa KapyszewskaKorekta: Ewa Kapyszewska, Maria SierakowskaOpracowanie graficzne: Agnieszka JankowskaFotografie: Patryk Andre, studenci PWSZSkład i druk: Trans-Druk s.j.NA OKŁADCE WYKORZYSTANO FOTOGRAFIĘ MICHAŁA SKITKA

More magazines by this user
Similar magazines