portale_fragment

dreams

Tytuł oryginału:

El libro de los portales

Autor:

Laura Gallego

Tłumaczenie z języka hiszpańskiego:

Karolina Jaszecka

Redakcja:

Renata Ożóg

Korekta:

Brygida Nowak

Martyna Żurawska

Skład i projekt okładki:

Grzegorz Działo

Grafika na okładce:

© Mateusz Michalski

© Laura Gallego García, 2013

© Editorial Planeta, S.A., 2013

Av. Diagonal 662-664, 08034 Barcelona (Spain)

ISBN 978-83-63579-45-6

© 2014 for the Polish edition by Dreams Wydawnictwo

Dreams Wydawnictwo Lidia Miś-Nowak

ul. Unii Lubelskiej 6A, 35-310 Rzeszów

www.dreamswydawnictwo.pl

Druk: KMDRUK

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana,

przechowywana jako źródło danych, przekazywana w jakiejkolwiek mechanicznej,

elektronicznej lub innej formie zapisu bez pisemnej zgody wydawcy.


wstęp

NIEOCZEKIWANY GOŚĆ

„My znamy tajemnicę.

My zniesiemy granice i

Zmienimy świat.

My nakreślamy Krąg.

My jesteśmy Kręgiem”.

Przysięga Kręgu

Mędrców Maradii.

Sztygar nadzorował górników pracujących w wyższych chodnikach

kopalni, kiedy powiedziano mu, że portal się aktywował.

Mężczyzna zaklął, splunął na ziemię i pośpiesznie wyszedł na powierzchnię.

Strażnik otwierał portal zazwyczaj raz w tygodniu, żeby wysłać

do Maradii minerał, który był wydobywany przez kilka dni.

Ale taka komunikacja prawie zawsze odbywała się tylko w jednym

kierunku. Malarze z Akademii Portali oczekiwali terminowych

dostaw i co najwyżej wysyłali raz do roku urzędnika, zawsze

tego samego, który przeprowadzał inspekcję. Urzędnik ograniczał

się natomiast do przejrzenia ksiąg rachunkowych, nie pytając

o nic więcej. Jeśli dostawy cennego minerału odbywały się płynnie

i były obfite, nie interesowało go, w jaki sposób i w jakich warunkach

był wydobywany.

Jednakże sztygar wiedział, że wyniki ostatniej wizyty inspektora,

który zjawił się trzy miesiące wcześniej, nie zadowoliły jego

przełożonych w Akademii.

7


– Z bordowymi zawsze są same kłopoty – mruknął, idąc w stronę

portalu. „Bordowymi” nazywał malarzy portali, ze względu na

barwę noszonych przez nich szat. Bordowy był również barwnik

uzyskiwany z minerału, który odgrywał tak wielką rolę w ich

pracy.

Sztygar, dalej mrucząc coś pod nosem, podszedł do strażnika,

nazywanego przez wszystkich Rafem Próżniakiem, ponieważ

przez większość czasu nie miał nic do roboty. Potrzebny był tylko

podczas wysyłania nowego transportu minerału. Musiał wtedy

napisać na tabliczce jedynie jemu znane hasło otwierające portal.

– Co się tutaj dzieje? – warknął sztygar.

– Aktywowano portal po drugiej stronie – odpowiedział Raf.

– To już wiem, głąbie! Ale przecież dzisiaj nie jest dzień inspekcji!

Strażnik portali spojrzał na niego lodowatym wzrokiem. Sztygar

Tembuk zachowywał się tak, jakby mógł wszystkimi rządzić.

Jednak w rzeczywistości Raf odpowiadał jedynie przed Radą

Akademii.

– Portale mogą aktywować tylko mistrzowie – odpowiedział,

recytując odruchowo powszechnie znaną zasadę – i strażnicy,

którzy...

– Wiem o tym! Ale nie rozumiem, po co ci przeklęci bordowi

pchają się do mojej kopalni!

Strażnik wzruszył obojętnie ramionami.

– O to trzeba zapytać ich, kiedy się tu zjawią.

Sztygar zaklął pod nosem. Był wściekły głównie dlatego, że podejrzewał,

dlaczego malarze postanowili opuścić wygody Akademii

i pobrudzić swoje sandały kopalnianym pyłem. Nawet, jeśli

nie było żadnych kłopotów, nie życzył sobie, żeby węszyli na jego

terenie.

Obaj mężczyźni wbili wzrok w elegancki rysunek portalu, namalowany

na murze wiele lat wcześniej. Delikatne czerwonawe

8


światło wypełniało woluty i spirale, kwiatowe motywy i skomplikowane

kształty, które mimo upływu czasu nadal przedstawiały

przepiękny wzór. Portal, podobnie jak wszystkie inne, miał

kształt okręgu i był czerwony. Pomijając wszystkie ozdobniki, narysowany

został zgodnie z konkretnym i łatwo rozpoznawalnym

wzorcem: ośmioramienną gwiazdą wpisaną w idealny okrąg.

Nagle zarysy portalu rozpłynęły się i przez moment na ścianie

widać było tylko świetlisty krąg. Chwilę później z jego wnętrza

wyszły dwie postacie, a portal zgasł.

Sztygar nerwowo otrzepał ubranie, tymczasem strażnik z szacunkiem

kłaniał się przybyłym.

Napięcia dodawał fakt, że widzieli ich po raz pierwszy. Sztygar

Tembuk zdążył się przyzwyczaić do niskiego i nieszkodliwego

inspektora, który raz w roku przeglądał jego księgi rachunkowe.

Ale ci dwaj wyglądali inaczej. „Grube ryby” – pomyślał. Wywnioskował

to z ich dumnej postawy i szat uszytych z drogiej tkaniny.

Jeden miał wydatny brzuch i mnóstwo pierścieni na palcach.

Rozglądał się dookoła z wyniosłością i odrazą. Natomiast drugi

wbił w nich swój świdrujący wzrok, nie wykazując zainteresowania

otoczeniem. Być może był już tam kiedyś, chociaż sztygar go

sobie nie przypominał. W każdym razie malarz był od niego dwa

razy starszy. Jego splecione w długi warkocz – zgodnie ze zwyczajem

malarzy – włosy, były niemal białe.

– Witajcie w skromnych progach naszej kopalni, mistrzowie –

powitał ich uroczyście Raf Próżniak.

Sztygar odchrząknął, próbując przejąć kontrolę nad sytuacją.

– Tak, hm... mistrzowie – powtórzył, prawie wypluwając ich

tytuł. – Nazywam się Tembuk i jestem sztygarem kopalni. Gdzie

jest mistrz Orkin? – dodał z pewną szorstkością w głosie, tęskniąc

już w myślach za inspektorem Akademii. Nie czuł do niego

wyjątkowej sympatii, ale przynajmniej wiedział, czego się po nim

spodziewać.

9


– Mistrza Orkina, jak widzicie, z nami nie ma – odpowiedział

siwy malarz wymijająco. – Nazywam się mistrz Kalsen, a to jest

mistrz Nordil. Jesteśmy członkami Rady Akademii.

Tembuk chrząknął ponownie. Malarzy portali było wielu, ale

z tego, co wiedział, jedynie dwunastu wchodziło w skład Rady,

która zarządzała ich losami.

Sytuacja coraz mniej mu się podobała.

– Ach... Rozumiem. Ale muszę przyznać, że... hm... nikt nas nie

uprzedził o waszej... hm... wizycie.

– Nie musimy się wcześniej zapowiadać – odpowiedział mistrz

Nordil wyniośle. – Pamiętajcie, sztygarze, że ta kopalnia finansowana

jest ze środków Akademii Portali. Mamy prawo zjawiać się

tu, kiedy uznamy to za stosowne.

– Oczywiście, oczywiście – przyznał skwapliwie Tembuk, zaciskając

szczęki. – Proszę za mną.

Zaprowadził ich do chaty, z której zarządzał pracą kopalni. Po

wejściu do środka wyciągnął ciężką księgę rachunkową, chcąc

pokazać ją gościom, ale mistrz Kalsen powstrzymał go gestem

ręki.

– Daruj to sobie, Tembuku. Doskonale znamy liczby. W rzeczywistości

przybyliśmy tu, żeby porozmawiać o dwóch ważnych

sprawach.

– Dwóch sprawach? – powtórzył Tembuk z niepokojem. Domyślał

się jednej z nich, nie mając jednak najmniejszego pojęcia,

o co jeszcze mogło chodzić.

Malarz skinął głową.

– Zauważyliśmy alarmujący spadek waszego wydobycia – potwierdził

obawy sztygara.

– Kończą się zasoby – przyznał górnik z niechęcią. – To się

dzieje już od jakiegoś czasu. Główne chodniki kopalni są praktycznie

puste i od wielu miesięcy żyjemy tylko z tego, co uda nam

się wyskrobać z kilku mniejszych korytarzy.

10


– Czy sugerujesz, że pokłady minerału są na wyczerpaniu? –

zapytał mistrz Kalsen, marszcząc brwi.

Tembuk zawahał się z odpowiedzią, próbując poukładać myśli

i znaleźć sposób, w jaki wytłumaczyć sytuację.

W jego kopalni kilka pokoleń górników przelewało swoją krew,

pot i łzy. To była niezwykle ciężka praca, a pomimo to przynosiła

swoje owoce i stworzyła szczęśliwą społeczność, która w czasach

dobrobytu cieszyła się dobrą pozycją ekonomiczną. Ale szczęśliwy

okres, kiedy bycie górnikiem stanowiło dumę i gwarancję

dostatniego życia, bezpowrotnie minął. Wystarczyło spojrzeć na

brudne, zmęczone i wychudłe twarze górników: kopalnia umierała,

a wraz z nią ich rodziny, których egzystencja zależała od wydobycia

drogocennego minerału. Pewnego dnia Akademia zamknie

kopalnię ze względu na jej nieproduktywność... i pozostawi około

setki osób w skrajnej nędzy.

Sztygar robił wszystko, co było w jego mocy, żeby opóźnić ten

moment, ale nie łudził się za bardzo: już od jakiegoś czasu dostawy

minerału wysyłanego do Maradii były żenująco skromne.

Wkrótce malarze zaczną żądać wyjaśnień.

– Nie wiemy, czy złoże się wyczerpało – odpowiedział ostrożnie.

– Jestem przekonany, że pewnego dnia znajdziemy nową żyłę

tego kruszcu, ale potrzebuję więcej czasu i środków. Musielibyśmy

w tym celu wykuć i ostemplować nowe chodniki, pogłębić

istniejący szyb...

– Dlaczego więc jeszcze tego nie robicie? – dopytywał się mistrz

Nordil.

Tembuk powstrzymał się, żeby nie prychnąć z pogardą. Odpowiedź

była oczywista, ale postarał się cierpliwie wyjaśnić:

– Ponieważ nie zamierzamy eksperymentować ani prowadzić

poszukiwań. Moi ludzie nie będą tracić czasu na wykuwanie skalnych

tuneli w ciemno, jeśli mają możliwość wydobycia odrobiny

bordowego pyłu w istniejącym szybie.

11


– Ale skoro dotychczasowe złoża są wyczerpane...

– Akademia nie płaci za czas pracy – przerwał sztygar – ale za

ilość dostarczonego surowca. Ten układ opłacał się w czasach,

kiedy minerału było pod dostatkiem i łatwo go było wydobyć. Ale

teraz to nas rujnuje. Moi ludzie pracują od świtu do nocy, żeby

przy odrobinie szczęścia znaleźć dwa czy trzy kamienie dziennie.

Za to, co dostają w zamian, ledwie mogą wykarmić swoje rodziny.

Ale i tak zarabiają więcej, niż gdyby zaczęli kopać w nieznanych

chodnikach. Mogłyby upłynąć tygodnie, zanim znaleźliby coś

interesującego. A co będą w tym czasie jeść ich dzieci?

Malarze spojrzeli na siebie porozumiewawczo.

– Czy sugerujesz, żebyśmy płacili twoim pracownikom z góry?

– zapytał mistrz Nordil, mrużąc oczy.

– Tak, jeśli chcecie, żeby nie umarli z głodu zanim czegoś nie

znajdą – przyznał sztygar zdecydowanie.

Wiedział, że stąpa po cienkim lodzie, ale przyszłość górników

wisiała na włosku. Teoretycznie, Akademia mogła uznać kopalnię

za wyczerpaną, zamknąć ją i skupić się na innych, bardziej

produktywnych złożach. Ale sztygar zauważył, że tym dwóm mistrzom

coś chodziło po głowie... i postanowił zaryzykować.

– Być może istnieje jeszcze jedno wyjście – rozważał na głos.

– Jeśli Akademia podwoi stawkę, jaką płaci nam za minerał...

pozwoliłoby nam to posłać kilka załóg do zbadania innych segmentów.

Tylko w ten sposób moglibyśmy się przekonać, czy kopalnia

skrywa w sobie nowe, bogate złoża, które tylko czekają na

odkrycie.

Oczekując na reakcję malarzy, przyłapał ich na wymianie porozumiewawczych

spojrzeń.

– Sami nie jesteśmy w stanie podjąć tego rodzaju decyzji –

orzekł mistrz Nordil.

„To co tu robicie?” – sztygar miał ochotę zapytać, powstrzymując

złość.

12


– Jednakże – stwierdził mistrz Kalsen – bez wątpienia uważamy,

że ta kopalnia kryje w sobie jeszcze wiele tajemnic, które warto

zbadać. – Po czym wyjął coś ze swojej sakiewki i pokazał sztygarowi.

– Czy wiesz, co to jest?

Tembuk spojrzał i skinął głową. Były to kawałki minerału, pochodzącego

z dostawy wysłanej do Maradii trzy tygodnie wcześniej.

Rozpoznał je, ponieważ zamiast swojego charakterystycznego

bordowego koloru, miały barwę niebieskawą.

W kopalni doszło do gorącej dyskusji na ich temat. Niektórzy

górnicy uważali, że był to inny kruszec i nie powinni dodawać

go do dostawy, ze względu na jego brak wartości dla Akademii.

Inni natomiast twierdzili, że minerał różnił się jedynie niezwykłą

pigmentacją i z pewnością malarze portali mogli używać go tak

samo jak bordowego. Poza tym, w obecnej sytuacji, warto było

zapełnić kontenery w jakikolwiek sposób. Jeśli malarze uznają, że

niebieski minerał jest tak samo dobry jak bordowy, zapłacą również

za niego. A jeśli nie... zawsze warto spróbować.

Najstarsi górnicy ze zdziwieniem kręcili głowami. Mając dość

doświadczenia, aby rozpoznać „swój” minerał z zamkniętymi

oczami – po jego fakturze, konsystencji, ciężarze, a nawet zapachu

– nie znajdowali różnicy pomiędzy bordowymi a niebieskimi

kawałkami. Ale nigdy wcześniej nie widzieli minerału

używanego do malowania portali o takiej barwie ani nie słyszeli,

żeby znaleziono go gdziekolwiek indziej.

Ostatecznie, sztygar postanowił dołączyć woreczek z próbką

niebieskiego kruszcu do transportu bordowego urobku.

I okazało się, że w Akademii zostało to zauważone.

– To nie jest żart, prawda? – pytał dalej malarz.

– Nie, mistrzu. Znalazł je pewien chłopak w małym bocznym

chodniku. Często pracujemy pod ziemią przy słabym świetle,

a nawet po ciemku, kiedy skończy się oliwa do lamp. – Przemilczał

fakt, że zdarzało się to dość często, ponieważ, z jednej

13


strony, oliwa była droga, a z drugiej, ciągłe napełnianie nią lamp

zabierało górnikom ich cenny czas. – Chłopak wymacał złoże

minerału i wydobył wszystkie kawałki, jakie mógł, ale po wyjściu

na powierzchnię okazało się, że... no cóż, że był niebieski. Dołączyliśmy

do transportu próbkę, żeby Akademia mogła ją ocenić.

– Próbkę? – powtórzył mistrz Nordil z nagłym zainteresowaniem.

– Czy to znaczy, że tego jest więcej?

– Możliwe – odpowiedział sztygar ostrożnie. – Jeśli sobie życzycie,

poślę po chłopaka, który go znalazł.

Malarze zgodnie skinęli głowami. Wszyscy trzej wyszli z chaty

i ruszyli w kierunku głównego wejścia do kopalni, torując sobie

drogę między starymi wózkami i stertami gruzu. Górnicy, których

mijali po drodze, spoglądali na przybyłych z ukosa, nie przerywając

pracy. Nie mogli sobie na to pozwolić.

Sztygar i malarze zatrzymali się przed wejściem do szybu. Mistrz

Nordil zmarszczył brwi na widok pyłu, który pokrył mu sandały.

Jego towarzysz mierzył krytycznym wzrokiem duże kontenery

do urobku, które były niemal puste. Sztygar przywołał do siebie

chłopaka niosącego na plecach kosz wypełniony ziemią. Przepisy

zakazywały dzieciom pracować w kopalni, ale w praktyce często to

robiły lub pomagały w pracach na powierzchni. Bieda, w jakiej żyły

rodziny górników, zmuszała ich dzieci do zejścia do kopalnianych

tuneli w bardzo młodym wieku.

– Przyprowadź Tasha, chłopcze – polecił mu. – Ma się tu zjawić

w okamgnieniu, zrozumiałeś?

Chłopak spojrzał bezczelnie na dwóch malarzy, skinął głową

i znikł w ciemnościach kopalni, jak gdyby pochłonięty do wnętrza

ziemi.

– Czy to znaczy, że niebieski kruszec również może służyć do

malowania portali? – zapytał sztygar, żeby przerwać milczenie.

Obaj malarze zachowywali powściągliwość.

– Nadal to badamy – odpowiedział mistrz Kalsen wymijająco.

14


Sztygar zadał sobie w myślach pytanie, co tu było do badania.

Z bordowego minerału sporządzano farbę, którą malowano portale

służące do podróżowania. Bez zastosowania odpowiedniego

minerału, portal po prostu nie działał. Oczywiście, do jego aktywowania

potrzebne były jeszcze liczne obliczenia i wpisanie

symboli, aby portal mógł doprowadzić w odpowiednie miejsce,

ale to już przekraczało wiedzę górnika. W każdym razie powszechnie

było wiadomo, że magia portali (chociaż członkowie

Akademii uparcie starali się wytłumaczyć prostym ludziom, że

tu chodziło nie o magię, ale o naukę) zależała od tego cudownego

minerału.

Nie zdążył zadać kolejnych pytań, ponieważ w tym momencie

wrócił chłopak, prowadząc drugiego, który wyglądał na trzynaście,

może czternaście lat, chociaż Tembuk, znając od zawsze

jego rodzinę, podejrzewał, że był trochę starszy. Tash miał jednak

drobną budowę ciała i dziecięce rysy twarzy. Jak wszystkie inne

dzieci górników, był wychudzony i kościsty, a jego skóra i włosy

były wiecznie brudne. W przeszłości, kurz pokrywający zazwyczaj

górników od stóp do głów miał wyraźnie czerwonawy odcień.

Teraz była to tylko zwykła ziemia.

Warstwa brudu całkiem dobrze ukrywała fakt, że Tash był blondynem.

Jego jasnozielone oczy, odziedziczone po matce, błyszczały

z powagą i nieufnością, co wyraźnie kontrastowało z twarzą bez

śladu zarostu. Miał typowe, gniewne spojrzenie pokolenia, które

zmuszone zostało do niewolniczej pracy w trudnych czasach.

W oczach dzieci górników bardzo szybko gasło światło dziecięcej

niewinności.

Tash spojrzał na malarzy z ponurą miną, odzwierciedlającą

wszystko, co sądził o ich białych dłoniach, delikatnych rysach

i o nich samych, ale oni nie wyglądali na urażonych. Aby świat

mógł funkcjonować prawidłowo, jedni ludzie musieli harować

w kopalni, a inni malowali portale; to proste.

15

More magazines by this user