WiT_1_2015_short

zespolbadanianalizmilitarnych

WiT%201_2015_promo.pdf

KONKURENCI HOMARA ❙ NOWY KRAB Z HSW ❙ TUR V Z AMZ KUTNO ❙ F-35B W SŁUŻBIE

Wojsko

i Technika

1/2015

Wrzesień

CENA 9,90 zł

w tym 8% VAT

INDEKS 407445

ISSN 2450-1301

WWW.ZBIAM.PL

BEZPIECZEŃSTWO•UZBROJENIE•PRZEMYSŁ

AMPV

w rywalizacji

o Pegaza

Niedawno po raz pierwszy

został zaprezentowany

w naszym kraju pojazd

AMPV, z którym niemiecka

firma RMMV i Rosomak S.A.

zamierzają rywalizować

w przetargu na WPWS.

str. 86

2S35 Koalicija

– Krab

po rosyjsku

Na majowej defiladzie

na Placu Czerwonym

po raz pierwszy

zaprezentowano

nową 152 mm

armatohaubicę

samobieżną,

następczynię Msty-S

str. 16


Spis treści

Spis treści WiT wrzesień 2015

MSPO to europejska impreza na europejskim poziomie

Rozmowa z Prezesem Zarządu Targów Kielce Andrzejem Mochoniem

Adam M. Maciejewski str. 4

Nowości z armii świata

Łukasz Pacholski, Maciej Szopa str. 6

Na Wojsku Polskim nie wolno oszczędzać

Rozmowa z posłem na Sejm RP Michałem Jachem

Andrzej Kiński str. 12

Premiera nowego Kraba

Andrzej Kiński str. 14

2S35 Koalicjia-SW – Krab po rosyjsku

Tomasz Szulc str. 16

Polsko-słowacko-czeska 155 mm amunicja artyleryjska

Lesław Mazur str. 28

Wiedza jest siłą

Nammo AS str. 34

Homar – najpotężniejszy skorupiak polskiej artylerii

Adam M. Maciejewski str. 36

Izrael ujawnił wyrzutnię Pere

Paweł Przeździecki str. 48

105 mm gwintowana, czy 120 mm gładkolufowa

do WWO i WWB

Marek Dąbrowski str. 54

Próby zmodyfikowanego UKM-2000P

Maciej Szopa str. 62

Technologie z CRW Telesystem-Mesko

Andrzej Kiński str. 72

Trenażer TR-I – nie tylko do Newy-SC

Andrzej Kiński str. 78

Nie tylko termowizja – nowości PCO S.A.

Andrzej Kiński str. 82

Rok Pegaza, czyli AMPV w Sulejówku

Mateusz J. Multarzyński str. 86

14

Tur V, czyli WPWS z AMZ Kutno

Andrzej Kiński str. 94

Mustang na ostatniej prostej?

Mateusz J. Multarzyński str. 98

Sukces programu ESSOR – końcowe testy kwalifikacyjne

interoperacyjności

Radmor S.A. str. 102

RADION – taktyczna łączność pola walki

do systemu klasy BMS

Transbit Sp. z o.o. str. 104

PIK – platforma integracji komunikacji

Maciej Kłosiński str. 106

Takie rzeczy tylko w Polsce, czyli jak wybrano mobilny

bezzałogowy pojazd rozpoznawczy

Andrzej Kiński str. 108

Współczesny świat wymaga myślenia globalnego

Rozmowa z Prezesem Zarządu WB Electronics

Piotrem Wojciechowskim

Andrzej Kiński str. 112

Warmate – Mikro-BBSP z WB Electronics

WB Electronics S.A. str. 114

Bezzałogowe pajęczaki i owady firmy MSP

Maciej Szopa str. 116

Nowości z sił powietrznych świata

Maciej Szopa, Łukasz Pacholski str. 118

Droga do sukcesu z tureckim przemysłem

lotniczym i kosmicznym...

Rozmowa z Prezesem Zarządu TAI

Muharremem Dortkașlım

Andrzej Kiński, Maciej Szopa str. 120

Bomba szybująca BSD – broń bezzałogowców

Miroslav Gyűrösi str. 122

F-35B w służbie operacyjnej

Łukasz Pacholski str. 126

Kolejnych 10 lat Su-22

Łukasz Pacholski str. 130

Nowości z flot wojennych świata

Marcin Chała, Andrzej Nitka, Łukasz Pacholski str. 134

Ślązak nabiera masy

Tomasz Grotnik str. 136

136

Raport MON na temat stanu Marynarki Wojennej

Maksymilian Dura str. 144

W rzesień 2015 • Wojsko i Technika 3


Opinie

MSPO to europejska impreza

na europejskim poziomie

Z dr. Andrzejem Mochoniem,

Prezesem Zarządu Targów Kielce S.A.,

o roli Targów Kielce dla miasta

i regionu, osiągnięciach prawie

ćwierćwiecza działalności, planach

na przyszłość, a także atrakcjach

XXIII Międzynarodowego Salonu

Przemysłu Obronnego w przededniu

jego tegorocznej odsłony,

jak również o tym, dlaczego warto

też częściej odwiedzać Kielce.

Panie Prezesie, 23 lata istnienia spółki Targi Kielce to historia

biznesowego rozwoju i sukcesu.

Tak Pan to widzi?

Tak. Gdy teraz ktoś wspomina o Kielcach, to pierwszym

skojarzeniem są Targi Kielce – nazwa spółki stała się nieoficjalnym

sloganem promocyjnym miasta.

Jeśli chodzi o naszą wielkość, to proszę sobie wyobrazić,

że my nawet nie należymy do setki największych firm

województwa, które jest stosunkowo małe i ubogie. Nawet

w tym nie najlepszym krajobrazie nie jesteśmy żadnym

potentatem. Większe obroty ma przeciętna hurtownia.

Ale na pewno nasza rola jest większa, gdyż sami

zatrudniamy ponad 160 osób, ale sądzę, że pośrednio

dajemy pracę w hotelach, restauracjach i różnych innych

firmach tak tysiącu osób w regionie.

Natomiast, jak porównuję dzisiejszą sytuację z tą sprzed

23 lat, a mogę porównać, gdyż organizowałem pierwszy

salon MSPO, to wiem, że Targi się zmieniły, tak jak Polska się

zmieniła. Te ponad dwadzieścia parę lat temu mieliśmy ocet

w sklepach, puste półki, dziurawe drogi i właściwie Polska

przypominała bardziej Ukrainę niż państwa zachodniej

Europy. Dzięki gospodarce wolnorynkowej, a moim zdaniem,

szczególnie dzięki wejściu do Unii Europejskiej, Polska

zmieniła się diametralnie i tak też zmieniły się Targi Kielce.

Zaczynaliśmy działalność w jednej hali i tamte warunki

były bardziej niż siermiężne. W Kielcach brakowało parkingów,

było kilka hoteli starego socjalistycznego typu, w recepcji

których nikt nie znał angielskiego, a dzisiaj nie mamy

się czego wstydzić.

Nasz ośrodek targowy nie należy do największych.

Hal mamy 36 000 m 2 , ale to jest dokładnie tyle, ile potrzebujemy.

Tylko raz w roku okazuje się to za mało, na targach

AGROTECH – największych obecnie targach techniki rolniczej

w naszej części Europy. Tylko wówczas musimy budować

dodatkowe hale.

Mamy zewnętrzny parking wielopoziomowy, a gdy nie

potrzebujemy zewnętrznej powierzchni wystawienniczej,

możemy na niej pomieścić 2500 samochodów. W naszej

części Europy żaden z naszych konkurentów nie ma takich

możliwości.

Sam dojazd do Targów kiedyś odbywał się wąskimi

dziurawymi drogami. Dzisiaj mamy bezpośrednie bezkolizyjne

połączenie z drogą ekspresową. Znam wszystkie

ośrodki targowe w tej części Europy i nikt nie ma tak dobrego

dojazdu drogowego, jak Targi Kielce. Oczywiście,

Targi Poznańskie leżą koło dworca kolejowego ze wszystkimi

tego plusami i minusami, ale powiedzmy sobie szczerze,

kto dziś na targi dojeżdża pociągiem? Biznes nie jeździ

pociągami, może będzie jeździł za 20 lat, kiedy będzie sieć

dobrych, szybkich kolei. Na razie wszyscy, także wystawcy

zagraniczni przyjeżdżają na Targi Kielce samochodami,

tym bardziej, że przywożą materiały wystawiennicze.

Zwiedzający także wolą ten środek lokomocji.

Siedem lat temu mieliśmy jedną halę, teraz mamy ich

siedem. Nie mieliśmy żadnej sali konferencyjnej, korzystaliśmy

z tych istniejących w Kielcach. Na pierwszym MSPO

wykorzystywaliśmy salę konferencyjną w Centrum Biznesu

Exbud, wówczas był to jeden z najnowocześniejszych

obiektów biznesowych w Polsce. A dzisiaj mamy Centrum

Konferencyjne. I efekt jest taki, że 23 lata temu byliśmy

kopciuszkiem, nie byliśmy nawet w pierwszej dziesiątce

ośrodków targowych w Polsce, a dziś jesteśmy drugim po

Targach Poznańskich w naszej części Europy. W międzyczasie

wyprzedziliśmy: Budapeszt, Bukareszt, Pragę, Bratysławę,

Brno. Mamy powody do dumy.

Na MSPO w tym roku doszliśmy do granicy, gdyż zajęte

będą wszystkie hale i duża część powierzchni zewnętrznej.

Wiele osób z branży obronnej mówi, że MSPO po Eurosatory

i DSEI jest trzecią najważniejszą europejską imprezą

wystawienniczą, może nawet będąca na równi

z Londynem…

Nie, nie. Kolejność jest taka, że pierwszy jest Paryż, drugi

Londyn. To jest oczywiste, proszę zważyć na potencjał

przemysłu polskiego i brytyjskiego. Znamy swoje miejsce

i uważam, że z naszego trzeciego miejsca na mapie targów

zbrojeniowych w Europie możemy być naprawdę

dumni. Cieszy mnie, że wielu wystawców mówi mi, że lubi

do nas przyjeżdżać, gdyż jest to swoiste branżowe święto,

gdzie spotyka się znajomych, także spoza Polski.

Dotąd, oprócz firm europejskich, pojawiały się firmy spoza

Europy, ze Stanów Zjednoczonych, Izraela, Turcji – dwa

lata temu była turecka wystawa narodowa. A firmy

z dalszych regionów świata, np. z Dalekiego Wschodu?

Republika Korei, może Chiny w dalszej perspektywie?

Republika Korei już jest, w przypadku Chin jest to kwestia

embarga. Ale Koreańczycy są już od paru lat i nasze targi

umiędzynaradawiają się coraz bardziej. To widać w liczbie

państw reprezentowanych wśród wystawców. W ostatnich

latach było to zwykle 24–25 państw. A w tym roku są

wystawcy z bodaj 28 państw. Doszły nam nowe kraje.

A odwiedzający, którzy są równie ważną, jak nie najważniejszą

częścią wystawy, w ostatnich latach pochodzili

z 55 państw. W tym roku będziemy mieli przeszło ponad

30 delegacji oficjalnych. W tym ze wszystkich kontynentów,

nawet z Australii, z kilku krajów afrykańskich, kilku

krajów Ameryki Południowej, m.in. z Brazylii, Peru, Chile.

Z Azji co roku gościmy delegację z Chin, Korei, Indii. Można

powiedzieć, że w branży obronnej jesteśmy znani na

całym świcie i respektowani. Jeżeli ktoś zadaje sobie trud

przyjazdu z Chin, czy Republiki Korei lub Australii to

o czymś świadczy.

W tym roku wystawę narodową ma Norwegia, a gdyby

mógł Pan Prezes przybliżyć Czytelnikom procedurę wyboru

państwa do takiej wystawy.

Zawsze to robimy z dużym wyprzedzeniem. Targi Kielce

mają swoją Radę Programową, w której zasiadają przedstawiciele

Sztabu Generalnego WP, Dowództw RSZ, ale też

MON, MSZ, Ministerstwa Gospodarki, Ministerstwa Skarbu

Państwa, są również przedstawiciele Policji, Straży Granicznej.

Jest to grono dwudziestu kilku osób. Zaczynamy zawsze

od potrzeb, możliwości nawiązania współpracy.

Choć decydującą rolę odrywa resort obrony, ale dyskusja

jest naprawdę demokratyczna. Wybieramy zawsze kilka

państw i ostatecznie proponujemy MON jedno z nich.

A w międzyczasie trwa procedura mniej oficjalna, dyplomatyczna

i dyskretna, sondująca, czy gdy będzie takie zaproszenie,

to zostanie ono przyjęte. Po uzyskaniu potwierdzenia,

minister obrony narodowej wysyła oficjalne

zaproszenie do swojego zagranicznego odpowiednika,

mając już przygotowany grunt.

A biorąc pod uwagę tegoroczne MSPO, to co Pan Prezes

polecałby uwadze zwiedzających? W zeszłym roku takim

kluczowym wydarzeniem była inauguracja powstania

PGZ…

Myślę, że w tym roku spore zainteresowanie budzi, czy nowo

wybrany Prezydent RP odwiedzi targi, choć inauguracja prezydentury

dopiero co miała miejsce.

A z części merytorycznej, myślę, że bardzo dużym zainteresowaniem

będą się cieszyć śmigłowce szturmowe, kandydaci

do przetargu Kruk. W sumie będziemy mieli 6 śmigłowców.

Będą pokazane zarówno śmigłowce francuskie, w tym

Caracal, jak i inni pretendenci do kolejnego przetargu, w tym

amerykański Apache i francuski Tiger.

4 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Okładka 1 WiT.indd 1 27.08.2015 10:58

Nowości z sił lądowych świata

Vol. I, nr 1 (1)

WRZESIEŃ 2015; Nr 1.

Na okładce: Okręt podwodny U 34, czwarta jednostka

pierwszej serii typu 212A zbudowanej dla Deutsche Marine.


Fot. PIZ Marine.

Redakcja

Andrzej Kiński - redaktor naczelny

andrzej.kinski@zbiam.pl

Adam M. Maciejewski

adam.maciejewski@zbiam.pl

Maciej Szopa

maciej.szopa@zbiam.pl

Tomasz Grotnik - redaktor działu morskiego

tomasz.grotnik@zbiam.pl

Korekta

Monika Gutowska, zespół redakcyjny

Redakcja techniczna

Wiktor Grzeszczyk

Stali współprawcownicy

Piotr Abraszek, Jarosław Brach, Michał Buslik,

Marcin Chała, Jarosław Ciślak, Robert Czulda,

Maksymilian Dura, Miroslav Gyurosi,

Jerzy Gruszczyński, Hubert Królikowski,

Mateusz J. Multarzyński, Andrzej Nitka,

Łukasz Pacholski, Paweł Przeździecki, Tomasz Szulc,

Tomasz Wachowski, Michal Zdobinsky, Gabor Zord

Wydawca

Zespół Badań i Analiz Militarnych Sp. z o.o.

ul. Anieli Krzywoń 2/155, 01-391 Warszawa

office@zbiam.pl

Dział reklamy i marketingu

Anna Zakrzewska

anna.zakrzewska@zbiam.pl

Dystrybucja i prenumerata

Elżbieta Karczewska

elzbieta.karczewska@zbiam.pl

Reklamacje

office@zbiam.pl

Prenumerata

realizowana przez Ruch S.A:

Zamówienia na prenumeratę w wersji

papierowej i na e-wydania można składać

bezpośrednio na stronie

www.prenumerata.ruch.com.pl

Ewentualne pytania prosimy kierować

na adres e-mail: prenumerata@ruch.com.pl

lub kontaktując się z Telefonicznym

Biurem Obsługi Klienta pod numerem:

801 800 803 lub 22 717 59 59

– czynne w godzinach 7.00–18.00.

Koszt połączenia wg taryfy operatora.

Copyright by ZBiAM 2015

All Rights Reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone

Przedruk, kopiowanie oraz powielanie na inne

rodzaje mediów bez pisemnej zgody Wydawcy

jest zabronione. Materiałów niezamówionych,

nie zwracamy. Redakcja zastrzega sobie prawo

dokonywania skrótów w tekstach, zmian tytułów

i doboru ilustracji w materiałach niezamówionych.

Opinie zawarte w artykułach są wyłącznie

opiniami sygnowanych autorów. Redakcja nie ponosi

odpowiedzialności za treść zamieszczonych

ogłoszeń i reklam. Więcej informacji znajdziesz

na naszej nowej stronie:

www.zbiam.pl

Rozstrzygnięcie

przetargów

na pojazdy

techniczne

dla Wojska

Polskiego

Pod koniec czerwca br. Inspektorat

Uzbrojenia rozstrzygnął dwa przetargi

dotyczące zakupu dla Wojska

Polskiego pojazdów technicznych

– opancerzonych ciągników siodłowych

oraz ciężkich kołowych po

-jazdów ewakuacji i ratownictwa

technicznego. W obu przypadkach

procedura wyboru oferenta trwała

od stycznia 2014 roku.

W pierwszej z wymienionych procedur

Inspektorat Uzbrojenia zdecydował

się na wybór firmy Auto-Hit S.A.

z Tych, która oferowała, znane w Wojsku

Polskim, ciągniki włoskiej firmy

Iveco. Przedmiotem zamówienia są

trzy pojazdy, które planowano odebrać

w latach 2014-15, biorąc jednak

pod uwagę czas rozstrzygnięcia przetargu,

będą to najprawdopodobniej

lata 2016-17.

W drugim postępowaniu wybrano

ofertę firmy Rosomak S.A.

Rywalizacja obejmowała zakup 27

wozów, które miały być dostarczone

w latach 2014-18. Czas rozstrzygnięcia

wskazuje, że początek dostaw

przesunie się przynajmniej

na 2016 rok. Wozy ewakuacji technicznej

mają współdziałać z pododdziałami

wyposażonymi w kołowe

transportery opancerzone

Rosomak i być dostosowane do

holowania pojazdów o masie do

26 ton. (ŁP)

Symulator kierowcy KTO Rosomak Jaskier

wykorzystywany w Ośrodku Szkolenia

Specjalistów w zakładach Rosomak S.A.

Fot. Andrzej Kiński.

DEZAMET dostarczy amunicję

do granatników

10 sierpnia Inspektorat Uzbrojenia i ZM

DEZAMET S.A. podpisały umowę

w sprawie dostarczenia Wojsku Polskiemu

amunicji granatnikowej 40×53SR

mm. Na mocy kontraktu, w latach 2016-

18, producent dostarczy ok. 36 tys.

sztuk amunicji odłamkowej (w 2016 r. -

Lubawa wyremontuje kamizelki KLV i OLV

10 sierpnia 2. Regionalna Baza Logistyczna

rozstrzygnęła przetarg

dotyczący naprawy głównej kamizelek

kuloodpornych KLV i OLV.

Zlecenie otrzymała Lubawa S.A.,

która za jego realizację zainkasuje

4,2 mln złotych. Przedmiotem zamówienia

była naprawa główna

kamizelek OLV (309 sztuk z opcją

na kolejnych 300) i KLV (19 sztuk

z opcją na kolejnych 500). Oferta

firmy z Ostrowa Wielkopolskiego

była jedyną w postępowaniu – realizacja

ma zająć 125 dni. (ŁP)

Demonstrator PMN Baobab-K jeszcze na nośniku trzyosiowym. Fot. HSW.

Dalsze prace nad Baobabem-K

16 tys., w 2017 r. - ok. 11 tys., w 2018 r. -

ok. 9 tys.). Wartość umowy wynosi ok.

28 mln złotych. Amunicja będzie wykorzystywana

do granatników automatycznych

Mk.19 i H&K GMG znajdujących

się w uzbrojeniu Wojsk Lądowych

i Wojsk Specjalnych.

(ŁP)

17 sierpnia Inspektorat Uzbrojenia

ogłosił postępowanie na realizację

etapu projektowania i rozwoju

pracy rozwojowej na opracowanie

Pojazdu Minowania Narzutowego

(PMN) kryptonim Baobab-K. Przedmiotem

zamówienia jest wykonanie

prototypu i dokumentacji technicznej

pojazdu. Zainteresowani

wykonawcy mogą składać wnioski

o dopuszczenie do udziału w postępowaniu

w terminie do 22 września

2015 roku. Pod uwagę będą brane:

ocena oferty (10% punktów możliwych

do zdobycia) i cena (90%).

Jest to kolejny etap prac nad Baobabem-K,

w zeszłym roku opracowano

dokumentację przeznaczoną do

wykonania założeń projektowych.

Jej wykonawcą zostało konsorcjum

HSW, Jelcz Sp. z o.o., BZE Belma S.A.,

WB Electronics S.A., AREX Sp. z o.o.

i Wojskowy Instytut Techniki Inżynieryjnej.

W stosunku do wyników

zeszłorocznych prac pojawiła się

jedna nowość – nośnikiem systemu

nie będzie już ciężarówka w układzie

6x6, a czteroosiowa 8x8. (ŁP)

Trenażery dla kierowców Rosomaków

31 lipca Inspektorat Uzbrojenia oraz

konsorcjum Rosomak S.A. i Autocomp

Management Sp. z o.o. zawarły

kontrakt o wartości 22 mln złotych

dotyczący dostawy i uruchomienia

trenażerów dla kierowców kołowych

transporterów opancerzonych

Rosomak. Ogółem zamówiono

dziewięć urządzeń, które mają

zostać uruchomione do 2017 roku.

W przetargu, obok zwycięzców,

uczestniczyły jeszcze inne firmy:

CAE Elektronik GmbH (z Niemiec),

Zen Technologies Limited (z Indii),

ETC-PZL Aerospace Industries Sp.

z o.o. – ich oferty zostały jednak odrzucone

z przyczyn formalnych. (ŁP)

6 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Opinie

Na Wojsku Polskim

nie wolno oszczędzać

Z posłem na Sejm RP Michałem

Jachem, członkiem Komisji Obrony

Narodowej i przewodniczącym

Parlamentarnego Zespołu ds.

Wojska Polskiego rozmawia

Andrzej Kiński

Foto: Tadeusz Surma

Czy uważa Pan, że polski parlament dobrze wywiązywał

się w okresie ostatniej kadencji ze swej

roli organu nadzorującego władzę wykonawczą

w sferze obronności naszego państwa?

Niestety, polski parlament VII kadencji, czyli aktualnej,

w nikłym stopniu realizował funkcję nadzoru

nad rządem w sferze obronności. Oczywiście, zarzut

ten dotyczy nie tylko nadzoru nad obronnością, lecz

właściwie wszystkich dziedzin funkcjonowania państwa.

Obecna koalicja PO-PSL zmarginalizowała rolę

parlamentu w całym systemie demokratycznym

Polski. W planach pracy Komisji ON nie podejmowano

trudnych lub niewygodnych dla rządu tematów,

a jeśli już tam się takowe znalazły, to i tak nie były realizowane.

Panie Pośle, czy może Pan przybliżyć nam cele

przyświecające powstaniu i dotychczasowej działalności

Parlamentarnego Zespołu ds. Wojska Polskiego,

którego jest Pan przewodniczącym?

Komisja ON nie dawała nam informacji o problemach

obronności, a posłowie opozycji nie mieli

szans na uzyskanie satysfakcjonujących odpowiedzi

na zadawane pytania. Na kolejnych posiedzeniach

zajmowaliśmy się tak porywającymi tematami jak:

sport w Siłach Zbrojnych RP, czy utylizacja przeterminowanej

amunicji. W 2013 r. postanowiłem założyć

zespół parlamentarny. Jego celem było poszerzenie

wiedzy parlamentarzystów o bezpieczeństwie militarnym,

a żołnierzom pokazanie, że w parlamencie

są posłowie i senatorowie, którzy chcą pogłębiać

swą wiedzę w interesie SZ RP. W zespole pracuje

28 członków z rożnych klubów: SLD, PO, PSL i PiS. Jest

to jeden z najbardziej aktywnych zespołów w Sejmie.

Od ukonstytuowania się zespołu w grudniu

2013 r. odbyło się 14 posiedzeń. Przyjęliśmy zasadę,

że po każdym posiedzeniu przyjmujemy stanowisko,

które jest przesyłane do Ministra ON. W tym czasie

zajmowaliśmy się zagadnieniami, które szczególnie

nurtują środowiska związane z obronnością: modernizacją

techniczną, strategią odstraszania, zastosowaniem

gier wojennych w planowaniu strategicznym,

obroną terytorialną itp.

Jest Pan autorem wielu interpelacji i pytań skierowanych

do resortu obrony. Czy odpowiedzi MON

na nie były, z Pańskiego punktu widzenia, wyczerpujące?

Jak może Pan ocenić współpracę Komisji

ON i Zespołu ds. Wojska Polskiego z kierownictwem

i urzędnikami resortu obrony?

Michał Jach (ur. 23 września 1951 w Łomży) – polski polityk, wojskowy, menedżer, poseł na Sejm RP V i VII kadencji.

Członek Komisji Obrony Narodowej, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Wojska Polskiego. Ukończył

studia na Wojskowej Akademii Technicznej, Uniwersytecie Szczecińskim i Manchester Metropolitan University.

Do czasu przejścia w stan spoczynku był zawodowym wojskowym. Później zajmował stanowiska menedżerskie

w prywatnych spółkach.

Rzeczywiście, w trakcie całej kadencji kierowałem

wiele pytań do resortu obrony. Z reguły były to pytania

niewygodne dla władzy, dotykające rzeczywistych

problemów wojska. Odpowiedzi otrzymywałem

na każde pytanie, lecz często były one

niesatysfakcjonujące lub pomijające istotę problemu.

Pragnę jednak podkreślić, że na tle innych resortów

Ministerstwo ON wypada pozytywnie.

12 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Artyleria

Krab na nowym podwoziu podczas prezentacji 24 sierpnia. We włazie gen. bryg. Sławomir Szczepaniak. Wszyscy goście, a szczególnie ci, którzy mogli przejechać się działem,

wyrażali się o nim w samych superlatywach.

Premiera nowego Kraba

Andrzej Kiński

Jedną z najważniejszych premier

tegorocznego salonu MSPO będzie

pierwsza prezentacja 155 mm

armatohaubicy samobieżnej Krab

na nowym podwoziu. Dzięki wysiłkom

inżynierów i techników z Huty

Stalowa Wola S.A. i Samsung Techwin

projekt nowego nośnika gąsienicowego

polskiego działa realizowany jest nawet

z pewnym wyprzedzeniem,

co daje szanse z optymizmem patrzeć

na możliwość zakończenia zimą

przyszłego roku badań typu

i rozpoczęcie w nim dostaw

gotowych dział.

Fotografie w artykule:

HSW S.A., Jacek Rodecki, Adam M. Maciejewski

Pierwsze nowe podwozie do Kraba zostało

skompletowane w zakładach Samsung Techwin

(od 29 czerwca br. Hanwha Techwin)

w Changwon w maju i, po przeprowadzeniu prób

trakcyjnych z obciążeniem imitującym polską wieżę,

25 czerwca, na pokładzie statku, wyruszyło w drogę

do Polski. Do portu w Gdańsku dotarło 13 sierpnia,

a po kilku kolejnych dniach – na naczepie niskopodwoziowej

– do Stalowej Woli. W osiem miesięcy po

podpisaniu umowy na dostawę podwozi, w tygodniu

pomiędzy 17 a 21 sierpnia, z nośnikiem zintegrowano

wieżę, a 24 sierpnia gotowego Kraba

w nowej odsłonie zaprezentowano po raz pierwszy,

na zamkniętym pokazie, przedstawicielom Ministerstwa

Obrony Narodowej i Ministerstwa Skarbu Państwa,

z sekretarzem stanu w MSP Zdzisławem Gawlikiem

i radcą koordynatorem sekretarza stanu

w MON gen. bryg. Sławomirem Szczepaniakime na

czele. Nie mogło też zabraknąć szefa Wojsk Rakietowych

i Artylerii Dowództwa Generalnego Rodzajów

Sił Zbrojnych, płk. Jarosława Kraszewskiego,

prezesa Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A. Wojciecha

Dąbrowskiego, a także grupy dziennikarzy.

Warto w tym miejscu podkreślić, że podwozie

które dotarło do Polski w znaczący sposób różni się

od produkowanego seryjnie w Republice Korei,

choć oczywiście jest na nim oparte. Już w pierwszym

egzemplarzu nowego podwozia Kraba zostały

bowiem uwzględnione wymagania polskiego

Ministerstwa Obrony Narodowej co do zestawu

wyposażenia, zawarte we Wstępnych Założeniach

Taktyczno-Technicznych, a także zrealizowane zostały

niezbędne zmiany konstrukcyjne związane

z koniecznością integracji z nim polskiej wieży. Stosowną

dokumentację modernizacyjną opracowali

wspólnie konstruktorzy HSW i Samsunga, a w pracach

w zakładach w Changwon i zakładowych badaniach

pierwszego podwozia brali udział także

polscy specjaliści. Zmiany objęły m.in. montaż systemów

i agregatów, których nie ma w oryginalnej

konstrukcji. Są wśród nich pomocniczy zespół zasilający

(APU) i układ filtrowentylacji – oba z firmy Radiotechnika

Marketing Sp. z o.o., nocny przyrząd

obserwacyjny kierowcy z PCO S.A., komplet świateł

zewnętrznych zunifikowanych z montowanymi na

innych pojazdach modułu ogniowego Regina,

a także bloki i okablowanie systemu łączności wewnętrznej

FONET oraz systemu kierowania ogniem

Topaz. Pojazd otrzymał także, wymaganą przez zamawiającego,

nową wersję systemu przeciwpożarowego

i przeciwwybuchowego firmy Kidde-

-Deugra, który obejmuje przedział silnikowy oraz

załogowy – oryginalnie montowany jest w podwoziach

system przeciwpożarowy tej samej firmy, instalowany

był jedynie w przedziale silnikowym. Drobniejszych

zmian jest oczywiście znacznie więcej.

14 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Artyleria

2S35 Koalicija

– Krab po rosyjsku

Tomasz Szulc

Armia Rosyjska odziedziczyła po swojej radzieckiej poprzedniczce kilka typów

dział samobieżnych, z których najnowocześniejszym była – skonstruowana

w latach 80. XX wieku – armatohaubica 2S19 Msta-S. Jednak rosyjska artyleria,

choć liczna, stawała się wraz z upływem lat coraz bardziej przestarzała.

Tę sytuację ma zmienić zupełnie nowa konstrukcja, czyli 2S35 Koalicija-SW,

jedna z gwiazd tegorocznej defilady 9 maja. Produkcja 2S35 pozwoli

rosyjskiemu wojsku zastąpić przestarzałe działa, a Rosji odzyskać pozycję,

utraconą wraz z końcem istnienia ZSRR, liczącego się eksportera artylerii.

Fotografie w artykule: Wiktor Druszlakow, Tomasz Szulc, Said Aminow, Witalij Kuzmin, Internet.

Związek Radziecki należał do liderów

w dziedzinie artylerii samobieżnej. W okresie

międzywojennym zaprojektowano

i zbudowano tam liczne gąsienicowe działa

samobieżne – od najmniejszych, wykorzystujących

jako nośniki tankietki T-27, do ciężkich,

kalibru 203 mm, na bazie czołgów ciężkich T-35.

W latach wojny produkowano wielkoseryjnie

głównie działa bezpośredniego wsparcia i niszczyciele

czołgów, uzbrojone w armaty i haubice

kalibrów 76 ÷152 mm. Bezpośrednio po wojnie

starannie przeanalizowano konstrukcje alianckie,

które trafiły do ZSRR w ramach lend-lease,

a także niemieckie, włącznie z prototypami, które

wpadły w ręce Armii Czerwonej i skonstruowano

prototypy bardzo różnorodnych dział samobieżnych,

których jednak – z małymi wyjątkami

– nie skierowano do produkcji. Nowoczesne samobieżne

działa polowe zaczęto produkować

dopiero od przełomu lat 60. i 70. XX wieku. Były

to: haubicoarmaty 122 mm 2S1 Gwozdika i 152

mm 2S3 Akacija, 240 mm moździerz 2S4 Tiulpan

i znakomite armaty – 152 mm 2S5 Giacint-S

i 203 mm 2S7 Pion. Dobra balistyka, prostota

i niezawodność to jednak nie wszystko. 2S4,

2S5 i 2S7 nie dość, że nie miały opancerzonych

przedziałów bojowych, to ich obsługa odbywała

się z gruntu – takie rozwiązanie uznawano

za przestarzałe już ćwierć wieku wcześniej...

Msta-S, czyli autonomiczna wieża

Opracowanie i wdrożenie dział samobieżnych kolejnej

generacji bardzo się przeciągnęło i spośród

co najmniej kilku oryginalnych konstrukcji, przed

rozpadem ZSRR zdołano uruchomić produkcję tylko

jednej – 152 mm armatohaubicy 2S19 Msta-S,

którą oficjalnie przyjęto do uzbrojenia w 1989 r.

Jednak w przypadku tego działa wymagania użytkownika

zostały sformułowane błędnie. Zażądano

mianowicie, żeby była to autonomiczna wieża,

którą można posadowić na kadłubie niemal dowolnego

typu nośnika gąsienicowego – czołgu.

Taki wymóg ma sens, gdy przewiduje się produkcję

niewielkich ilości uzbrojenia. Zastosowanie zunifikowanego

nośnika obniża wtedy znacząco koszty

opracowania i w nieco mniejszym stopniu eksploatacji.

Tymczasem Armia Radziecka potrzebowała

kilku tysięcy nowych dział, co czyniło zasadnym

opracowanie wyspecjalizowanego i optymalnego

nośnika, np. z wykorzystaniem zespołów podwozia

czołgowego. Okazało się zresztą, że podobnie

jak w przypadku polskiego programu Regina/Krab,

trzeba było odejść od nośnika w pełni zunifikowanego

z czołgiem, co zniweczyło nawet iluzoryczne

korzyści płynące z unifikacji. Nośnik Msty był

hybrydą układów: jezdnego T-80, napędowego

T-72 i niby-czołgowego kadłuba z niepotrzebnie

masywnym przednim pancerzem. Wybór pojazdu

z silnikiem umieszczonym z tyłu spowodował,

że wieża umiejscowiona jest pośrodku nośnika,

152 mm armatohaubica samobieżna 2S19 Msta-S M1. Msta-S M1 od tyłu, dobrze widoczne złożone ramię mechanizmu podawania amunicji z gruntu.

16 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Artyleria

a lufa wystaje znacząco poza obrys kadłuba, przez

co jest narażona na uszkodzenia podczas jazdy

w terenie. Sama lufa armatohaubicy 2A64, mimo

sporej długości – 47 kalibrów, nie zapewniła dużej

donośności (bazowo 24–29 km), a na dodatek dla

Msty nie opracowano amunicji nowej generacji,

Eksperymentalne działo samobieżne Obiekt 327 Szajba.

wychodząc z założenia, że ważniejsza jest możliwość

strzelania starą amunicją, której zapasy były

ogromne.

Sygnałem ostrzegawczym dla rosyjskich konstruktorów

i decydentów powinny być spektakularne

porażki 2S19 we wszystkich zagranicznych

przetargach, w jakich uczestniczyła! W latach

90. XX wieku nikt w Rosji nie troszczył się jeszcze

o postęp techniczny i konkurencyjność na rynkach

zagranicznych. Mogli się tym zajmować sami

producenci, o ile było ich na to stać. Tymczasem

2S19 produkowała nowa fabryka – Uralskie Zakłady

Produkcji Środków Transportu – w nieznanym

nikomu Sterlitamaku, której Ministerstwo Obrony

Federacji Rosyjskiej nie płaciło za dostarczane

wyroby. Trudno więc było o środki na inwestycje

w badania i rozwój. Dopiero na przełomie wieków

sytuacja zaczęła się zmieniać: wojsko dostało więcej

pieniędzy z budżetu i z nieco większą odwagą

zaczęło krytykować użytkowany sprzęt. Msty-S

znalazły się wśród najczęściej krytykowanych

– były nowe, ale ustępowały nie tylko konstrukcjom

renomowanych producentów, ale i nowym

produktom z krajów tzw. Trzeciego Świata!

Uruchomiono program modernizacji 2S19, ale

jego efekty były umiarkowane. Wprowadzono

wprawdzie w miarę nowoczesną aparaturę

W rzesień 2015 • Wojsko i Technika 17


Artyleria

Polsko-słowacko-czeska

155 mm amunicja artyleryjska

Polscy artylerzyści oddali pierwsze strzelania ze 155 mm armatohaubic samobieżnych Krab

z użyciem wyprodukowanej w Polsce amunicji jeszcze w listopadzie ubiegłego roku.

W ZM DEZAMET S.A. i innych zakładach należących do PGZ S.A. realizowany jest proces

polonizacji amunicji artyleryjskiej 155 mm. Na zdjęciu pociski HE-ER-BB, zapalnik KZ984,

zapłonnik i zestaw ładunków miotających – maksymalny – 6xTC-F.

Lesław Mazur

Główny konstruktor w Zakładach Metalowych

DEZAMET S.A. w Nowej Dębie.

Po upadku poprzedniego

systemu społeczno-politycznego,

rozwiązaniu Układu Warszawskiego

i przystąpieniu Polski do Sojuszu

Północnoatlantyckiego podjęto

działania zmierzające do przyjęcia

norm i standardów obowiązujących

w NATO. Zainicjowano też proces

stopniowego wycofywania systemów

uzbrojenia wywodzących się

z ZSRS. Dotyczy to także uzbrojenia

artyleryjskiego dużych kalibrów. W tym

przypadku jedną z kluczowych kwestii

stało się przejście z dotychczasowego

kalibru 152 mm na standardowy

w NATO 155 mm.

Fotografie w artykule:

ZM DEZAMET S.A., Andrzej Kiński.

Uschyłku istnienia Układu Warszawskiego,

spośród systemów artyleryjskich kalibru

152 mm, Wojsko Polskie użytkowało: czechosłowackie

samobieżne haubicoarmaty wz.

1977 DANA, a także haubicoarmaty holowane wz.

1937/1985 (MŁ-20). W innych państwach Układu

Warszawskiego (pomijając ZSRS), poza wyżej wymienionymi,

w uzbrojeniu znajdowały się także:

152 mm haubicoarmaty samobieżne 2S3 Akacija

i holowane haubice (wz. 1943 D-1) oraz haubicoarmaty

(wz. 1955 D-20). Po drugiej stronie żelaznej

kurtyny w powszechnym użyciu były haubice

i haubicoarmaty kalibru 155 mm. NATO było związkiem

państw niezależnych, dlatego standaryzacja

systemów uzbrojenia była w nim znacznie większym

problemem niż w Układzie Warszawskim.

Jedne z pierwszych działań w tym obszarze dotyczyły

właśnie artylerii 155 mm, gdzie przystąpiono

do tworzenia dokumentów standaryzacyjnych

dotyczących konstrukcji zarówno samych dział, jak

i amunicji. Celem wysiłków NATO odnośnie kalibru

155 mm było doprowadzenie do pełnej zamienności

amunicji i broni (ang. interchangeability). Mówiąc

bardziej obrazowo - chodziło o to, aby w razie

wystąpienia takiej konieczności sojusznicy na polu

walki mogli wymieniać się amunicją niezależnie od

tego, jakim działem kalibru 155 mm dysponowaliby.

Ponadto taka wymiana nie powinna wpływać

na jakość wykonania zadania ogniowego.

W 1968 roku cztery państwa: Stany Zjednoczone,

Wielka Brytania, Republika Federalna Niemiec

i Włochy podpisały porozumienie o wspólnej balistyce

dotyczącej systemu artylerii kalibru 155 mm

(Joint Ballistics Memorandum of Understanding –

JBMoU), które opisywało podstawowe wymagania

dla dział i amunicji, aby wspomniana zamienność

mogła zaistnieć. Dokument ten obowiązuje do

dzisiaj, chociaż na przestrzeni lat był wielokrotnie

aneksowany. Po kilku latach do porozumienia dołączyła

również Francja.

Jeszcze przed przystąpieniem Polski do NATO,

również w naszym kraju zainicjowano prace nad

wprowadzeniem samobieżnego systemu uzbrojenia

155 mm, odpowiadającemu najnowszym normom

JBMoU, a więc z lufą o długości 52 kalibrów

i komorze nabojowej o objętości 23 dm³, które były

28 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Przemysł obronny

Wiedza jest siłą

Polski przemysł obronny na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat przechodzi proces rozwoju i modernizacji. Współpraca

z firmami międzynarodowymi odegrała w nim istotną rolę, podobnie jak w budowaniu krajowych zdolności obronnych

i dostarczaniu wysokiej jakości produktów Siłom Zbrojnym RP. W nadchodzących latach licencje i transfery technologii będą

kluczem do utrzymania i umacniania tych więzów.

Artykuł przygotowany przez Nammo AS.

Fotografie w artykule: Nammo AS, US Army.

Amunicja 30×173 mm skonstruowana przez Nammo i produkowana przez MESKO S.A. jest wykorzystywana przez polskie kołowe wozy bojowe Rosomak.

Współczesne środowisko pola walki jest

coraz bardziej dynamiczne i stwarza

nowe, coraz bardziej złożone wyzwania

dla sił zbrojnych. Jako wiodący dostawca produktów

obronnych i lotniczych, Nammo ma zdolności

i doświadczenie, aby opracowywać niezawodny,

wysokiej jakości sprzęt i rozwiązania, których współczesny

żołnierz potrzebuje. Umożliwia to przewidywanie

wyzwań jutra i opracowywanie innowacyjnych

rozwiązań, aby im sprostać.

Precyzja konstrukcji

Umiejętność patrzenia w przyszłość pomogła

Nammo w osiągnięciu pozycji globalnego lidera,

jeśli chodzi o rozwiązania obronne. Dzięki potencjałowi

badawczo-rozwojowemu i wysoko wykwalifikowanej

kadrze inżynierskiej, firmie udało

się opracować zaawansowane technologie, a te

z kolei pozwoliły na dostarczenie klientom produktów

najwyższej klasy. Nie osiągnięto jednak tego

wszystkiego samodzielnie. W ostatniej dekadzie

Nammo nawiązało współpracę z kilkoma przedsiębiorstwami

z Polski, transferując wyposażenie

i know-how, budując partnerstwo, które satysfakcjonuje

obie kooperujące strony.

Nammo zbudowało w Polsce długofalowe relacje

oparte na zaufaniu, i blisko współpracuje z polskimi

firmami sektora obronnego, aby dostarczyć

niezbędne technologie i usługi. Dzięki wspólnym

przedsięwzięciom możliwe jest zapewnienie optymalnych

rozwiązań Siłom Zbrojnym RP, w tym

samym czasie zaspokajając także potrzeby innych

kontrahentów z państw NATO.

Siłę związków z polskim przemysłem obrazuje

współpraca Nammo z MESKO S.A. ze Skarżyska-

-Kamiennej. Nammo i MESKO współpracowały na

przestrzeni lat m.in. w ramach programu amunicji

Rodzina amunicji 30x173 mm firmy Nammo do armat

automatycznych.

średniego kalibru, który zaowocował zbudowaniem

zdolności do uruchomienia produkcji i tym

samym dostarczania SZ RP nowoczesnej amunicji

30×173 mm do armaty automatycznej kołowego

wozu bojowego Rosomak.

Współpraca rozszerzyła się także na inne obszary.

Nammo wspiera polskie firmy m.in. w opracowaniu

przez nie własnych zdolności demilitaryzacji

przeterminowanej amunicji i pirotechniki. Zleciło

też Zakładom Metalowym DEZAMET S.A. wykonanie

ważnego i prestiżowego zadania - opracowania

i kwalifikacji nowego zapalnika do 25-milimetrowej

amunicji APEX, która będzie używana

w działkach GAU-22/A myśliwców F-35. Prace te

obecnie trwają i Dezamet doskonale oraz terminowo

wywiązuje się ze swoich zobowiązań. Zapalnik

został już zaaprobowany przez amerykańską komisję

odbiorczą i trwają jego badania kwalifikacyjne.

Stawić czoła nowym zagrożeniom

Współczesne siły zbrojne muszą stawić czoła na

polu walki różnorodnym i nagle pojawiającym

się zagrożeniom, zatem potrzebują zdolności do

szybkiej i efektywnej odpowiedzi. Dzięki doświadczeniu

i stałemu inwestowaniu w rozwój, Nammo

34 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Artyleria

Homar – najpotężniejszy

skorupiak polskiej artylerii

Efektowne ujęcie wyrzutni systemu HIMARS podczas bojowego odpalenia pocisku kierowanego GMLRS.

Adam M. Maciejewski

Plan Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych w latach 2013–2022 zakłada,

w ramach programu operacyjnego „Modernizacja wojsk rakietowych i artylerii”,

zakup dywizjonowych modułów ogniowych (DMO) wieloprowadnicowych

wyrzutni rakietowych dalekiego zasięgu systemu Homar. Ministerstwo Obrony

Narodowej zadecydowało, że Homar powstanie w ramach konsorcjum polskich

firm pod wodzą Huty Stalowa Wola S.A., które nawiąże współpracę z wybranym

przez MON, partnerem zagranicznym – dostawcą technologii rakietowej.

Rozstrzygnięcia kto będzie licencjodawcą i podpisania umowy na realizację

całej pracy możemy spodziewać się jeszcze w tym roku, a pierwsze moduły

Homarów miałyby trafić do jednostek w 2018 r.

Fotografie w artykule: Lockheed Martin, US DoD, USMC, USNG,

IMI, IAI, Saab, Adam Maciejewski, Miroslav Gyűrösi, Natan Flayer.

Program Homar jest oficjalnie – medialnie i propagandowo

- prezentowany jako tzw. polska

odpowiedź na Iskandera, a szerzej jako część

tzw. Polskich Kłów, czyli kompleksu systemów rakietowych

mających składać się na polski system odstraszania

konwencjonalnego. Pomijając już niuanse

samej doktryny rakietowego konwencjonalnego

odstraszania i wspomnianą na początku propagandową

narrację, która przywodzi na myśl znane hasło

o agreście, jako winorośli Północy, trzeba powiedzieć,

że dozbrojenie i rozbudowa naszych Wojsk Rakietowych

i Artylerii (WRiA) jest niezbędna ze względu

na olbrzymią rolę, jaką ten rodzaj wojsk pełni

na współczesnym polu walki. Co więcej, pomyślne

wdrożenie programu Homar umożliwi rozbudowę

36 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Artyleria

pododdziałów artylerii rakietowej. Obecnie dysponują

one jedynie polowymi systemami rakietowymi

kalibru 122 mm: WR-40 Langusta, RM-70/85 i 9K51

Grad, umożliwiającymi prowadzenie ognia na odległości

do 20 km (rakietami oryginalnymi) i do 40 kilometrów

(rakietami Feniks-Z i Feniks-HE), przy użyciu

wyłącznie rakiet niekierowanych. Wprowadzenie

do uzbrojenia zupełnie nowego typu wieloprowadnicowej

polowej wyrzutni rakietowej Homar

pozwolić ma na zwiększenie zasięgu oddziaływania

ogniowego, a także precyzji i siły rażenia. Homar ma

także pozwolić na odbudowę polskiego arsenału

kierowanych taktycznych pocisków balistycznych.

Odpalenie z wyrzutni HIMARS rakiety szkolnej o zredukowanym zasięgu M28A1 RRPR.

Przeszłość i przyszłość

Wprowadzenie do uzbrojenia wraz z Homarem

nowego typu taktycznego pocisku balistycznego

będzie tak naprawdę odzyskaniem zdolności bojowych

utraconych wraz z wycofaniem zestawów

rakietowych 9K79 Toczka. W czasach Układu Warszawskiego

polskie WRiA dysponowały brygadami

rakiet operacyjno-taktycznych i dywizjonami

rakiet taktycznych, uzbrojonych przez cały okres

swojego istnienia w sowieckie systemy rakietowe

wpisane w aktualnie obowiązującą doktrynę działań

operacyjnych Układu Warszawskiego. W chwili

rozwiązania tego sojuszu, cztery brygady – w tym

jedna szkolna – rakiet operacyjno-taktycznych

w nowej rzeczywistości politycznej przemianowano

w pułki rakiet, a następnie rozwiązywano wraz

z zakończeniem eksploatacji systemów 8K14/9K72

Elbrus, których parametry taktyczno-techniczne

predestynowały do wykonywania uderzeń wyłącznie

niekonwencjonalnych (jądrowych lub chemicznych).

Natomiast kilkanaście dywizjonów rakiet taktycznych

najpierw zreorganizowano, łącząc w pułki

rakiet taktycznych, by następnie w kolejnych latach

sukcesywnie likwidować. Zatem nieco dłużej w linii

pozostały systemy 9K52 Łuna-M i 9K79 Toczka,

całkowicie wycofane odpowiednio w 2001 i 2005 r.

Toczki były rakietami kierowanymi, ale Polska miała

ich tylko cztery wyrzutnie (oryginalnie pojedynczy

dywizjon), więc ich znaczenie operacyjne było niewielkie.

Niemniej Łun i Toczek pozbyto się, bez zastąpienia

ich nowym sprzętem i tym samym Wojska

Lądowe straciły możliwość wykonywania uderzeń

rakietowych na odległość 60-70 km. Teraz trzeba

zaczynać niemal wszystko od początku w ramach

programu Homar.

W tym miejscu warto dodać, że Wojsko Polskie

nigdy nie było uzbrojone w polowe systemy rakietowe

większego kalibru niż Grad, czyli 9K57 Uragan

(220 mm) lub 9K58 Smiercz (300 mm). Zatem realizacja

programu Homar pozwoli z jednej strony na

zyskanie zupełnie nowych możliwości w zakresie

systemów wieloprowadnicowych (tym większych,

jeśli uwzględnimy rozwój konstrukcji samych rakiet,

Wyrzutnia HIMARS w położeniu bojowym, w kontenerze prowadnic brakuje dwóch pocisków. Nośnik systemu M1140 wyposażono w opancerzoną kabinę.

W rzesień 2015 • Wojsko i Technika 37


Wozy bojowe

Izrael ujawnił

wyrzutnię Pere

Po raz pierwszy wizerunek wyrzutni, częściowo

zamaskowanej do transportu, pojawił się

w 2006 r., w trakcie drugiej wojny libańskiej.

Nieostre, pojedyncze zdjęcie pojazdu nie zwróciło

wówczas większej uwagi obserwatorów. Dopiero

wiosną 2013 r. opublikowano dobre jakościowo

zdjęcia pary nietypowych „czołgów”,

stacjonujących na wzgórzach Golan. Spekulowano

nawet, że może to być nowy wariant wozów

Magach, jak nazywano w Izraelu amerykańskie

Paweł Przeździecki

W połowie lipca br. Siły Obronne Izraela (Cahal) oficjalnie potwierdziły istnienie

wieloprowadnicowej wyrzutni pocisków kierowanych Tamuz na nośniku

gąsienicowym. Wóz nosi nazwę Pere. W większości doniesień słowo to jest

tłumaczone jako „dziki”, ale po hebrajsku oznacza również dziko żyjącego osła,

znanego także jako onager. Co szczególnie interesujące, przyznano że wyrzutnia

znajduje się w służbie od 30 lat! Tak długie zachowanie w tajemnicy istnienia

systemu uzbrojenia niemałych przecież rozmiarów wydaje się znacznym

i godnym uwagi osiągnięciem.

czołgi podstawowe serii M48 i M60. W rzeczywistości

rodowód pojazdu sięga początków rozwoju

arsenału precyzyjnej broni rakietowej w Siłach

Zbrojnych Państwa Izrael.

W latach 70. XX wieku w Izraelu zainicjowano

prace nad nową generacją pocisków kierowanych

„ziemia-ziemia”. Wyciągając bolesne wnioski

z doświadczeń wojny Jom Kipur zdecydowano,

że nowa broń powinno umożliwiać

zwalczanie różnych celów z możliwie dużej odległości,

nawet bez bezpośredniej widoczności

nieprzyjaciela. Pociski miały służyć do rażenia

zbliżających się kolumn czołgów przeciwnika

jeszcze w głębi jego ugrupowania lub eliminować

zagrożenie dla własnego lotnictwa ze strony

samobieżnych zestawów przeciwlotniczych.

System otrzymał nazwę Tamuz (nazwa jednego

z miesięcy w hebrajskim kalendarzu) i został

przyjęty do uzbrojenia na początku lat 80. XX

wieku. Powstały co najmniej dwa typy wyrzutni:

lekka, na bazie transportera opancerzonego

M113, określana jako Hafiz (chyży), i ciężka Pere,

wykorzystująca kadłub czołgu podstawowego

Magach 5 (M48A5 Patton). Początkowo weszły

one do uzbrojenia elitarnej jednostki artylerii

Moran (nazwa krzewu rosnącego w Galilei oraz

imię żeńskie), a w latach 90. XX wieku nowo

utworzonej Mejtar (pol. struna lub cięciwa;

w pierwszej dekadzie XXI wieku obie jednostki

zostały połączone w jedno ugrupowanie, które

przyjęło nazwę Mejtar). Ponadto, do przenoszenia

pocisków Tamuz przystosowano również

pewną liczbę śmigłowców bojowych Cefa (żmija;

tak oznaczone są śmigłowce AH-1 Cobra).

W odróżnieniu od Hafiza, mającego działać

z głębi własnego ugrupowania, Pere został przystosowany

do działania w pobliżu linii frontu, także

w styczności z przeciwnikiem. Przede wszystkim

zadbano w związku z tym o kamuflaż

48 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Wozy bojowe

Pere od przodu, w czasie marszu. Dobrze widoczna atrapa armaty, osłonięta modułami pancernymi wieża oraz charakterystyczny kształt kadłuba czołgu M48 Patton.

stanowisk ogniowych lub grup żołnierzy. Znane

są nagrania, w których celem ataku jest dwuosobowa

obsługa improwizowanej wyrzutni rakietowej

i pojedynczy strzelcy. Masowe wykorzystanie

systemu może być uznane za alternatywę dla

kosztownej i bezproduktywnej – z wojskowego

punktu widzenia – utylizacji rakiet.

Zgodnie z oficjalnymi informacjami, chrzest bojowy

systemu miał miejsce w 2006 r., w czasie drugiej

wojny libańskiej. Podaje się, że w trakcie tego

konfliktu Cahal wystrzelił kilkaset pocisków na

stanowiska Hezbollahu. Następnie tego uzbrojenia

użyto przeciwko Hamasowi na terenie Strefy

Gazy w czasie operacji Płynny Ołów (przełom lat

2008/2009) i Filar Obrony (2012 r.). Od 2013 r. za

pomocą Tamuzów ostrzeliwane są różne cele na

terytorium Syrii.

Oficjalne ujawnienie istnienia systemu Tamuz

miało miejsce latem 2011 r. Przy tej okazji zaprezentowano

wyrzutnię Hafiz na transporterze

M113. Tegoroczne odtajnienie Pere rzekomo ma

być spowodowane „wyciekającymi” od kilku lat

do globalnej sieci zdjęciami wyrzutni. Wyjaśnienie

to może budzić pewne wątpliwości z uwagi na

dotychczasową sprawność Cahalu w zachowywaniu

tajemnicy. Należy zauważyć, że już w momencie

wprowadzenia do uzbrojenia Pere wykorzystywał

przestarzały nośnik. Współcześnie

może to stanowić duży problem w eksploatacji,

zwłaszcza że ostatnie czołgi podstawowe serii

Magach wycofano niemal dekadę temu (w służbie

pozostają jeszcze bazujące

na M60 czołgi mostowe Tagasz).

Możliwe, że jednym

z bardziej istotnych powodów

ujawnienia wyrzutni jest zbliżający

się kres ich przydatności

operacyjnej, zapowiadający

wycofanie.

n

Fotografie w artykule:

Siły Obronne Izraela, Internet.

Uzbrojenie Hafiza stanowi 6 pocisków Tamuz, o połowę mniej niż w przypadku

Pere. Wyrzutnia jest również znacznie gorzej opancerzona

Pere w towarzystwie wozu amunicyjnego. Na pierwszym planie oraz na ciężarówce widoczne skrzynie z pociskami Tamuz.

52 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Wozy bojowe

105 mm gwintowana, czy 120 mm

Marek Dąbrowski

armata gładkolufowa do WWO i WWB

Od wprowadzenia KTO Rosomak do wyposażenia Sił Zbrojnych RP minęło już dziesięć lat. Pierwotne założenia programu mówiły

o pozyskaniu rodziny pojazdów, która dopiero po pełnym skompletowaniu stanowiłaby nową jakość dla Wojsk Lądowych. Założenia

te były wielokrotnie modyfikowane, między innymi pod wpływem doświadczeń wyniesionych z konfliktów asymetrycznych.

Wtedy też pojawiła się idea opracowania na bazie Rosomaka wozu wsparcia ogniowego, uzbrojonego w armatę dużego kalibru,

a także moździerza samobieżnego. Niemniej dzisiaj najsilniej uzbrojonymi kołowymi wozami bojowymi w SZ RP pozostają

Rosomaki wyposażone w 30 mm armatę, a moździerz samobieżny 120 mm jest dopiero planowany do zakupienia.

Podobnie od kilku lat trwa dyskusja, czy następcą czołgów T-72 powinien zostać nowy czołg podstawowy, czy też uzupełniający

czołgi Leopard 2 wóz wsparcia bezpośredniego (WWB).

Wóz Wsparcia Ogniowego Wilk, czyli Rosomak z wieżą Cockerill CT-CV 105 HP prowadzi ogień podczas badań poligonowych w Polsce we wrześniu 2012 roku.

Jednym z głównych założeń dotyczących

wprowadzenia do uzbrojenia KTO Rosomak

było stworzenie wysoko mobilnych oddziałów

zmotoryzowanych, zdolnych do formowania

batalionowych grup bojowych/zadaniowych,

w których pełniłby on rolę zasadniczej platformy

do różnych systemów uzbrojenia i wyposażenia

specjalistycznego. Dzięki temu, taka grupa bojowa

dysponowałaby szerokim zestawem systemów

rozpoznania, analizy i przekazywania danych,

a przede wszystkim ogniowego rażenia przeciwnika

– począwszy od systemu broni przeciwpancernych,

a na systemach przeciwlotniczych kończąc.

Systemy te powinny być ze sobą

kompatybilne i wzajemnie się uzupełniać w każdym

aspekcie wykonywania zadań, a wspólna

platforma tę kompatybilność – w obszarze mobilności

i odporności (częściowo zabezpieczenia logistycznego)

– miałaby zapewniać. Tak jak to działa

w amerykańskich Stryker Brigade Comat Team

(SBCT), które analizowano, tworząc także polskie

wymagania, a które są inspiracją dla analogicznych

programów na całym świecie.

Obecnie z postawionych pierwotnie założeń

w praktyce zrealizowano jedynie wóz zabezpieczenia

medycznego Rosomak-WEM, a w najbliższym

czasie planuje się pozyskać KTO-WRT, KTO-

-WPT, 120 mm moździerz samobieżny Rak i wozy

KTO-R1 (rozpoznawczy-dowódczy) i KTO-R2 (rozpoznawczy-ogólny).

Pozostałe systemy (artyleryjskie,

inżynieryjne, przeciwlotnicze) oparte będą na innych

podwoziach, o zupełnie innych parametrach

taktyczno-technicznych. Powstaje zatem zasadnicze

pytanie – czy dowódca tak skomponowanej

grupy bojowej będzie miał wystarczające środki

i możliwości do realizacji stawianych mu zadań?

Zadania stawiane pododdziałom

zmotoryzowanym i zmechanizowanym

Wydaje się, że wobec tak zdefiniowanego pytania

powinno się na wstępie określić zasadnicze

zadania stawiane takim pododdziałom. Brygady

zmotoryzowane i zmechanizowane, ale przede

wszystkim tworzone na ich bazie batalionowe

grupy zadaniowe, powinny charakteryzować się:

– dużą siłą ognia i manewrowością;

– samodzielnością i uniwersalnością w wykonywaniu

zadań;

– elastycznością i ekonomicznością wsparcia logistycznego

i zabezpieczenia działań.

Tym założeniom powinny towarzyszyć odpowiednio

dobrane wymagania dotyczące zarówno

struktury, organizacji, jak i technicznego wyposażenia

takich oddziałów.

Batalionowe grupy zadaniowe tworzone na

potrzeby realizacji zadań stawianych brygadzie

zmotoryzowanej, będą – biorąc pod uwagę ich

potencjał i wyposażenie – wykorzystywane

głównie do realizacji zadań osłonowych sił pancerno-zmotoryzowanych

(zabezpieczenie skrzydeł,

oskrzydlenie, obejście, zabezpieczenie podejść

do rubieży starcia, rozpoznanie taktyczne

i operacyjne itp.), natarcia w formie pościgu za

wycofującym się lub rozbitym przeciwnikiem,

rajdów, obrony terenów zurbanizowanych, szybkiego

wsparcia/współdziałania z wykonującymi

zadanie poddziałami wojsk powietrznodesantowych

czy powietrzno-szturmowych oraz jako

54 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Broń strzelecka

Próby zmodyfikowanego UKM-2000P

Maciej Szopa

28 i 29 lipca 2015 r., na terenie

1. Warszawskiej Brygady Pancernej

w Wesołej, odbyły się testy ergonomii

i niezawodności zmodyfikowanego

uniwersalnego karabinu maszynowego

piechoty UKM-2000P (M). Próby

prowadzone były przez pracowników

producenta broni – Zakładów

Mechanicznych Tarnów S.A., a udział

w nich wzięli żołnierze piechoty

(głównie górskiej i zmechanizowanej),

będący w swoich jednostkach

specjalistami i instruktorami

w użytkowaniu jej dotychczasowej

wersji. Ulepszony przez tarnowskich

inżynierów ukm oferuje użytkownikowi

wiele nowych możliwości, pytanie

jednak, czy nie będzie to szło

w parze ze wzrostem masy.

Fotografie w artykule: Maciej Szopa, Andrzej Kiński.

Rysunki: ZM Tarnów S.A.

Powstanie uniwersalnego karabinu maszynowego

UKM-2000, który wprowadzono

do uzbrojenia Sił Zbrojnych RP w wersjach

D, P i C w pierwszej połowie XXI wieku (formalnie

w 2000 r.), było wynikiem przemian politycznych

w Europie i Polsce w latach 90. XX wieku i decyzji

o przystąpienia naszego państwa do Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Użytkowana w tym czasie

ręczna broń palna Wojska Polskiego w wielu

przypadkach reprezentowała przyzwoity standard,

szczególnie dotyczyło to broni wsparcia

i broni maszynowej wozów bojowych oraz pojazdów,

a konkretnie rodziny karabinów maszynowych

PKM/PKMS/PKT. Podobnie jednak jak

w przypadku broni osobistej i karabinków piechoty,

także broń wsparcia miała jeden zasadniczy

minus – była zasilana amunicją 7,62×54 mm

R, zgodnie ze standardami Układu Warszawskiego,

a obecnie pożądany stał się NATO-wski standard

7,62×51 mm (STANAG 2310). Z tego powodu

w roku 1995 rozpoczęto prace nad

dostosowaniem produkowanej w Polsce broni

wsparcia do zachodniej amunicji. Początkowo

prowadzili je konstruktorzy zakładów H. Cegielski-Poznań

S.A. (HCP), w których ukm rodziny

PK/PKM produkowane były na mocy licencji

i Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia, później

do projektu włączyli się specjaliści z Instytutu

Techniki Uzbrojenia Wydziału Uzbrojenia i Lotnictwa

Wojskowej Akademii Technicznej. Zakończyły

się one w roku 1999, owocując modyfikacją

ukm PKM/PKMS nazwaną PKM/PKMS-NATO.

Poza zmianą amunicji na 7,62×51 mm, była to

broń dostosowana do otwartej taśmy rozsypnej

M13 albo polskiej taśmy GSM-01. Powstała w ten

sposób konstrukcja okazała się pod pewnymi

względami lepsza od pierwowzoru – dzięki zastosowaniu

nowej taśmy można było uprościć

konstrukcję broni poprzez zastosowanie bezpośredniego

dosyłania amunicji. Nabój mógł być

wysuwany z taśmy do przodu, obniżany i podawany

do komory nabojowej w ramach jednego

cyklu. Dodatkowo zmiany objęły też: lufę, suwadło,

podstawę donośnika, zamek i wyrzutnik.

Efekty były obiecujące, jednak ostatecznie nie

zdecydowano się na wprowadzenie PKM/PKMS-

-NATO do produkcji w HCP. Zamiast tego,

w latach 1998–2000, także siłami ITU WUiL WAT

i zakładów HCP, zrealizowano pracę badawczo-

-konstrukcyjną, dofinansowaną przez Komitet

Badań Naukowych, której celem było opracowanie

nowego uniwersalnego karabinu maszynowego,

którego konstrukcja miała szeroko czerpać

z doświadczeń uzyskanych podczas prac nad

62 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Broń strzelecka

Modelowy UKM-2013 zaprezentowany po raz pierwszy latem 2012 r. Wszystkie proponowane wówczas nowe

i zmodernizowane elementy są jasnoszare. Do karabinu przyłączony jest 100-nabojowy, miękki zasobnik amunicyjny.

modyfikacją ukm rodziny PK/PKM. Do 2000 roku

powstały prototypy wszystkich trzech planowanych

wariantów nowej broni (piechoty, desantowej

i do wozów bojowych) i z tego powodu,

mimo że państwowe badania kwalifikacyjne zakończyły

się dwa lata później, nadano im oznaczenie

UKM-2000. Broń zaczęto wdrażać do produkcji

w HCP a następnie w Zakładach Mechanicznych

Tarnów S.A. w 2003 roku. Pomimo kolejnych zmian,

m.in. wprowadzonych ze względu na wymóg możliwości

montażu na wszystkich wozach bojowych

i pojazdach SZ RP, na których dotąd można było

montować karabiny PK/PKM, wygląd nowego ukm

pozostał łudząco podobny do tej broni.

Pierwsze, jeszcze niewielkie, zamówienia na

UKM-2000 zostały złożone przez MON w roku

2005, a większe dopiero w roku 2007, kiedy do

Pierwszy prototypowy UKM-2000P (M) pokazany na MSPO 2014.

jednostek trafiło ich około 130. Do końca 2014

roku w służbie znajdowało się ich ponad 1300,

głównie w wersji UKM-2000P (piechoty) stanowiących

broń wsparcia na szczeblu plutonu

i kompanii (zmechanizowanej, piechoty górskiej,

desantowo-szturmowej, kawalerii powietrznej,

obrony terytorialnej). Jeden taki karabin etatowo

przypada na każdą drużynę. Drugą pod

względem liczebności są odmiany UKM-2000C

i UKM-2000CL (odpowiednio z prawo- i lewostronnym

podawaniem taśmy nabojowej), z elektrospustem,

bez kolby, chwytu pistoletowego

i mechanicznych przyrządów celowniczych,

z tzw. ciężką lufą, montowane jako uzbrojenie

pomocnicze w wieżach Hitfist-30P kołowych

bojowych wozów piechoty Rosomak i mogące

stanowić uzbrojenie także innych wozów bojowych

i pojazdów opancerzonych. Liczbę tę uzupełniają

nieliczne ukm-y w „desantowej” wersji D,

których cechą wyróżniającą jest składana kolba.

Są one użytkowane w Żandarmerii Wojskowej,

chociaż ich cechy konstrukcyjne predestynują

je dla pododdziałów aeromobilnych i powietrznodesantowych.

Rok 2013 był ostatnim, kiedy

broń w oryginalnej postaci trafiała do użytkowników.

W tym samym roku Zakłady Mechaniczne

Tarnów S.A., na zlecenie Inspektoratu

Uzbrojenia, rozpoczęły próby zmodyfikowanej

wersji broni dla piechoty – UKM-2000P, prace

nad którą rozpoczęto już kilka lat wcześniej.

Dostarczany do 2013 roku UKM-2000P był

konstrukcją zadowalającą użytkownika, zaś

w trakcie jego eksploatacji, szczególnie podczas

misji w Iraku i Afganistanie, zdobyto liczne

doświadczenia, które można było wykorzystać

w procesie dalszej modernizacji broni. Prace

nad nią rozpoczęły się w Tarnowie jeszcze przed

konsolidacją zakładów ZM Tarnów S.A. i Ośrodka

Badawczo-Rozwojowego Sprzętu Mechanicznego

Sp. z o.o., a zatem jeszcze przed 2011 rokiem,

kiedy to rozpoczął się proces łączenia obu tych

podmiotów, zakończony oficjalnie 2 lipca 2012

roku. Proces ten miał na celu stworzenie silnej firmy,

zdolnej do prowadzenia prac badawczo-rozwojowych,

której znaczny odsetek pracowników,

około jednej trzeciej, stanowić miała wysoko

wykwalifikowana kadra inżynierska. Zmiany

te szły w parze z intensywną modernizacją parku

maszynowego, kluczowego dla produkcji

W rzesień 2015 • Wojsko i Technika 63


Przemysł obronny

Proces cięcia materiału do wytwarzania fotodiod InSb.

Andrzej Kiński

Centrum Rozwojowo-Wdrożeniowe

Telesystem-Mesko Sp. z o.o.

z podwarszawskiego Lubiczowa

to miejsce, w którym powstają

m.in. części detekcyjno-sterujące

polskiego uzbrojenia kierowanego,

a więc jego „intelekt”. To właśnie

tu opracowano i uruchomiono

produkcję kluczowych zespołów

optoelektronicznych i elektronicznych

pocisku przeciwlotniczego Grom,

a obecnie powstają analogiczne

do najnowszego Pioruna.

Warstwa PbS osadzona na podłożu.

Technologie z CRW

Telesystem-Mesko

Także w Telesystemie zaprojektowano i wdrożono

do produkcji mechanizmy startowe,

dzięki którym możliwa była integracja

Gromów z zestawami Jodek-G, Kobra, Poprad, Biała

i Pilica, a także urządzenia treningowe i kontrolno-pomiarowe.

W ostatnich latach konstruktorzy

firmy, pod naukowym kierownictwem przewodniczącego

Rady Nadzorczej prof. dr. inż. Zbigniewa

Puzewicza, opracowali kilka wariantów Mobilnego

Systemu Przeciwlotniczego Kusza, skonstruowali

laserowy podświetlacz celu do systemów uzbrojenia

naprowadzanych półaktywnie laserowo. Zainicjowano

też prace nad, kompatybilnymi z nim, laserowymi,

półaktywnymi głowicami naprowadzania

artyleryjskiej amunicji precyzyjnego rażenia kalibru

120 i 155 mm. Jedno z najnowszych opracowań to

lekki system przeciwpancerny Pirat, także z półaktywnym

laserowym układem naprowadzania.

Na przestrzeni ponad 20 lat działania firmy,

w toku realizacji licznych prac badawczo-rozwojowych

i technologiczno-wdrożeniowych, związanych

z aktualnie produkowanymi wyrobami,

modernizacją i opracowaniem nowych, skompletowano

nie tylko zespół kompetentnych specjalistów

wielu dziedzin i zdobyto nieocenione

doświadczenia, ale zgromadzono także unikalną

– nie tylko w skali polskiej – aparaturę kontrolno-pomiarową

i stanowiska badawcze, a także

oprzyrządowanie produkcyjne. Wiele z tych urządzeń

powstało w pojedynczych egzemplarzach

specjalnie z myślą o wyrobach powstających

w CRW Telesystem-Mesko. Niezbędne było także

opracowanie, często unikalnych w skali światowej,

konstrukcji i technologii wytwarzania podzespołów

optoelektronicznych i elektronicznych. Między

innymi dlatego przenośny przeciwlotniczy zestaw

rakietowy (PPZR) Grom może być całkowicie produkowany

przez krajowy przemysł (montaż finalny

w MESKO S.A.), włącznie z kluczowymi zespołami,

nadającymi mu cechy broni inteligentnej.

Firma realizuje prace w sposób kompleksowy,

poczynając od prac badawczo-rozwojowych, poprzez

realizację modeli i prototypów urządzeń, aż

do etapu wdrożenia i produkcji seryjnej. Telesystem

dysponuje szeroką bazą programów komputerowych,

które umożliwiają prowadzenie prac kon-

72 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Szkolenie

Trenażer TR-I – nie tylko do Newy-SC

Andrzej Kiński

Szkolenie i doskonalenie nawyków

obsług rakietowych zestawów

przeciwlotniczych krótkiego oraz

średniego zasięgu jest zadaniem

niezwykle złożonym. Koszty szkolenia

poligonowego, zazwyczaj połączonego

ze startami rakiet, są niezwykle wysokie.

Poszczególne pododdziały uczestniczą

w nich rotacyjnie, często co kilka lat.

A przecież, by raz na trzy-cztery lata

nacisnąć przycisk „start” bojowej

rakiety, szkolić trzeba się niemal

codziennie, i to nie zawsze podczas

zgrupowań umożliwiających trening

z własnym lotnictwem, ale zazwyczaj

w miejscach codziennego

stacjonowania.

Dziś, wraz z większością przeciwlotniczych

zestawów rakietowych – od tych przenośnych,

do zdolnych do zwalczania pocisków

balistycznych – oferowane są różnorodne urządzenia

treningowe – od prostych trenażerów dla strzelców

zestawów przenośnych, po zaawansowane

systemy symulacji, czy to w postaci oprogramowania

symulacyjnego, „wbudowanego” w konsole

operatorskie obiektów dowodzenia i kierowania

ogniem poszczególnych szczebli dowodzenia, po

urządzenia zewnętrzne – rozlokowane w samodzielnych

pomieszczeniach – odwzorowujące

stanowiska operatorskie i architekturę elementów

dowodzenia systemu. Sytuacja wygląda inaczej, jeśli

chodzi o sprzęt, który przeszedł głęboką modernizację,

tak jak polskie zestawy S-125SC Newa-SC. Dotychczasowe

trenażery nie odzwierciedlały już ani

architektury, ani aktualnej postaci i funkcjonalności

stanowisk operatorskich, przestały zatem spełniać

swoją rolę. Z kolei wbudowane w oprogramowanie

systemu dowodzenia algorytmy szkoleniowe

pozwalały jedynie na trening obsługi pojedynczej

kabiny dowodzenia KDN-125SC. Potrzebne były

urządzenia treningowe, które z jednej strony poprawiałyby

efektywność szkolenia na poziomie kabiny

dowodzenia poprzez rozszerzenie funkcjonalności

trenażera, z drugiej zaś pozwalałyby na jednoczesne

prowadzenie szkolenia obsług jednocześnie

kilku zestawów (baterii) w ramach tzw. treningów

wieloszczeblowych, np. w aktualnym ugrupowaniu

bojowym dywizjonu rakietowego.

Opracowanie takiego trenażera zainicjowano

w Wojskowych Zakładach Elektronicznych S.A. z Zielonki

w ubiegłym roku. Chociaż w pierwszej kolejności

miał zostać on wykorzystany w szkoleniu obsług

sprzętu znajdującego się w uzbrojeniu pododdziałów

rakietowych Sił Powietrznych, a więc zestawów

S-125SC Newa-SC, od razu założono, że w przyszłości

będzie on mógł współpracować także z nowymi

przeciwlotniczymi zestawami rakietowymi, planowanymi

do pozyskania przez Siły Zbrojne RP w ramach

programów Wisła i Narew. W efekcie w WZE

S.A. powstał zestaw urządzeń instruktorskich TR-I,

który w bieżącym roku został uruchomiony w urządzeniach

dywizjonów rakietowych obrony powietrznej,

przeszedł pomyślnie stosowne testy (m.in. podczas

czerwcowych ćwiczeń na CPSP w Ustce) i został

wdrożony do eksploatacji w Wojsku Polskim.

Przeznaczenie i funkcjonalności

trenażera TR-I

Zestaw urządzeń instruktorskich TR-I umożliwia

tworzenie scenariuszy nalotów lotniczych i rakietowych,

a następnie – na tej bazie – przeprowadzanie

treningów pracy bojowej personelu dywizjonów

obrony przeciwlotniczej oraz przeciwrakietowej

krótkiego i średniego zasięgu.

Pozwala on na realizację dwóch zasadniczych

schematów pracy: w systemie jednoszczeblowym

i dwuszczeblowym.

W jednoszczeblowym umożliwia szkolenie na

poziomie dywizjonu, z możliwością bezpośredniego

przyłączenia do czterech zestawów ogniowych.

Zestaw TR-I przekazuje im informację o sytuacji

powietrznej w protokołach transmisji danych I-Link

i ASTERIX (sytuacja) z komendami w formacie XDR

(meldunki o zniszczeniu celu).

Widok ogólny trenażera TR-I.

W schemacie dwuszczeblowym TRI-I łączy się,

poprzez wspomniane wyżej protokoły wymiany

danych – z nadrzędnym stanowiskiem dowodzenia,

a te z kolei z zestawami ogniowymi, których w takiej

konfiguracji może być do 12.

Istotnym faktem jest również możliwość wykorzystania

aplikacji trenażera do szkolenia autonomicznego

poszczególnych grup bojowych w dywizjonach

(załóg bojowych zestawów rakietowych).

Oprogramowanie trenażera przeznaczone jest

do: tworzenia scenariuszy nalotów (aplikacja TR-E),

symulacji stanowiska nadrzędnego (aplikacja TR-I)

dla zespołu ogniowego w zakresie kierowania

ogniem i oceny szkolenia (aplikacja OCENA).

Aplikacja TR-E zapewnia:

n losowe generowanie położenia zadanej liczby

obiektów powietrznych;

n wskazanie rozmieszczenia podległych środków

ogniowych (ręczne wpisywanie pozycji lub

umieszczenie znacznika na mapie cyfrowej lub

– dla podłączonych zestawów – automatyczne);

n projektowanie tras lotu obiektów powietrznych

poprzez wskazywanie punktów w przestrzeni,

przez które obiekt ma przelatywać i dowiązanie

do tego parametrów lotu – prędkości, wysokości,

składu celu (pojedynczy, grupowy);

n możliwość korzystania z własnej bazy typów i charakterystyk

statków powietrznych oraz rakiet taktycznych;

n wydawanie symulowanej informacji o sytuacji

powietrznej, zgodnie z zaprojektowanym

78 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Przemysł obronny

Nie tylko termowizja – nowości PCO S.A.

Andrzej Kiński

Chociaż w ostatnich latach najwięcej

wysiłku i środków PCO S.A.

przeznaczało na budowę własnych

kompetencji w zakresie urządzeń

termowizyjnych, to wcale nie oznacza

to, że zaniedbano doskonalenie

urządzeń noktowizyjnych, czy

telewizyjnych. We współczesnych

systemach wojskowych termowizja,

noktowizja, telewizja, a także

technika laserowa, często występują

obok siebie, np. w głowicach

obserwacyjno-celowniczych. Tak

noktowizję, jak i telewizję cechują

takie właściwości, że w konkretnych

systemach, czy warunkach mają

przewagę nad termowizją, w innych

zaś bardziej efektywne są urządzenia

termowizyjne, co jednak zwykle

okupione jest wyższą ceną.

Lotnicze gogle noktowizyjne PNL-3M Orlik.

Gogle noktowizyjne PNL-2AD/M

Szpak i PNL-3M Orlik

Gogle noktowizyjne PNL-2AD Sokół i ich lotnicza

odmiana PNL-3 Bielik to urządzenia powszechnie

użytkowane w Siłach Zbrojnych RP. Na przestrzeni

kilkunastu lat produkcji tych pierwszych (łącznie

z odmianą jednookularową PNL-2A) dostarczono

ponad 4300 sztuk, zaś drugich kilkaset. Choć to

sprzęt ceniony przez użytkowników, zestarzał się

jednak moralnie i obecnie wymaga zastąpienia

przez gogle nowej generacji. Twórca i producent

gogli Sokół i Bielik, warszawskie PCO S.A., zakończył

niedawno prace nad następcą gogli Bielik

– PNL-3M Orlik i finalizuje je w przypadku gogli

PNL-2AD/M Szpak, które mają zastąpić w produkcji

i użyciu Sokoły. Oba nowe urządzenia zachowały

zasadnicze funkcjonalności poprzedników,

ale konstrukcyjnie oparte są na najnowszych dostępnych

rozwiązaniach technicznych w zakresie

przetworników obrazu, oferując zarazem użytkownikom

znacznie większą elastyczność i wygodę

codziennej eksploatacji.

Produkcję gogli PNL-2A i PNL-2AD Sokół uruchomiono

w 2002 r., zaś PNL-3 Bielik w 2004 r., a więc

nie są to urządzenia najnowsze, choć w czasie

produkcji były modernizowane, przede wszystkim

poprzez zmianę wzmacniaczy obrazu Gen II+

na Gen III, a w przypadku Sokołów także dodanie

układów regulacji dioptrii i ostrości.

Gogle Sokół i Bielik miały wiele zalet – umożliwiały

(poza PNL-2A) widzenie stereoskopowe, a więc

zapewniające zachowanie naturalnych kształtów

i rozmiarów obserwowanej scenerii, umożliwiały

również prowadzenie pojazdów, ale nie były także

pozbawione wad. Przede wszystkim cechowała je

znaczna masa – kompletny zestaw ważył ponad

kilogram. Poza tym w przypadku PNL-2AD sposób

mocowania powodował, że po podniesieniu bardzo

silnie odstawały od hełmu, co sprawiało szczególne

trudności kierowcom, którzy często byli w nie

wyposażani. Gogle te trzeba było także każdorazowo

wyłączyć przed odchyleniem lub odłączyć kabel

zasilający.

W drugiej dekadzie XXI wieku osiągnięcia w zakresie

miniaturyzacji wzmacniaczy obrazu, a także

zmniejszenia ich zapotrzebowania na energię,

w połączeniu z rozwojem optyki (technologia

asferyczna), umożliwiły skonstruowanie nowych

gogli noktowizyjnych, znacznie doskonalszych

i wygodniejszych w użyciu od tych opracowanych

przed 10 laty. W 2012 r. rozpoczęto prace nad goglami

PNL-3M Orlik, które choć dziedziczą oznaczenie

po poprzedniku, de facto są nową konstrukcją.

Powstały one w ramach prac nad nahełmowym

systemem celowniczym NSC-1 Orion, mającym

stanowić wyposażenie śmigłowców PZL W-3PL

Głuszec. Prototyp gogli lotniczych zaprezentowano

w 2013 r. na kieleckim MSPO, a obecnie przeszły

one wszelkie niezbędne próby i są gotowe do produkcji

seryjnej.

Zminiaturyzowane lotnicze gogle noktowizyjne

PNL-3M Orlik są przeznaczone do prowadzenia

obserwacji terenu i wykrywania celów podczas lotów

nocnych przez pilotów i członków załóg statków

powietrznych, przy czym użycie ich w kabinie

wymaga zastosowania odpowiednich systemów

podświetlania tablic przyrządów (diody spełniające

normy MIL-L-85762A i MIL-STD 3009).

Mogą być one mocowane bezpośrednio na

hełmie pilota typu THL-5NV, HGU-55/56, Gallet

LH-250/350 lub ALFA, w sposób praktycznie nieograniczający

jego ruchów głowy i prowadzenia

obserwacji wzrokowej. System mocowania gogli

na hełmie ma możliwość dopasowania go do indywidualnych

cech użytkownika za pomocą pokręteł

regulacyjnych, w tym: regulatora rozstawu osi okularów

w zakresie od 60 do 72 mm, regulatora odległości

okularów od oka, regulatora wysokości i ustawienia

gogli względem krawędzi hełmu, wreszcie

regulatora kąta pochylenia. Gogle mają też regulację

dioptryjną w zakresie od -6 do +2 dioptrii.

Z racji niewielkiej masy (840 g gogle z uchwytem

i zasilaczem z bateriami, montowanym z tyłu

hełmu) uzyskanej dzięki zastosowaniu wzmacniaczy

o małych gabarytach i wykonaniu obudowy

ze stopów aluminium, gogle są ergonomiczne,

kompaktowe i nie przeszkadzają użytkownikom

w ich normalnych zajęciach. Dodatkowo gogle

Orlik wyposażono w bezpiecznik przeciążeniowy,

zapewniający automatyczne wypinanie się

z mocowania przy awaryjnym lądowaniu, w przypadku

przeciążenia przekraczającego 5 g, co zabezpiecza

użytkownika przed urazami głowy

i szyjnego odcinka kręgosłupa.

Układ optyczny gogli zapewnia stereoskopową

obserwację otoczenia z zachowaniem odczucia

82 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Pojazdy wojskowe

Rok Pegaza, czyli AMPV w Sulejówku

Pod koniec czerwca, na terenie Wojskowego Instytutu Techniki Pancernej i Samochodowej w Sulejówku, odbył się kolejny

pokaz pojazdu zgłoszonego do programu pozyskania Wielozadaniowych Pojazdów Wojsk Specjalnych, wcześniej znanego

pod kryptonimem Pegaz. Tym razem był to wóz AMPV, oferowany przez firmę Rheinmetall MAN Military Vehicles GmbH (RMMV)

i jej krajowego partnera Rosomak S.A., obecnie brany jest pod uwagę – obok co najmniej dwóch innych konstrukcji

– jako przyszły pojazd dla Wojsk Specjalnych, a w drugim etapie programu dla wybranych pododdziałów Wojsk Lądowych.

Mateusz J. Multarzyński

AMPV, dzięki wysokiej automatyzacji, jest pojazdem przyjaznym kierowcy, który w zasadzie musi jedynie skupić się na prowadzeniu i wyborze trasy.

N

iemiecki pojazd zasługuje na obszerniejsze

omówienie, ponieważ jest stosunkowo

młodą konstrukcją, w której zastosowano

wiele nowoczesnych i zaawansowanych rozwiązań,

tak aby spełnić wymagania współczesnego

pola walki oraz potencjalnych użytkowników.

Początki AMPV (Armoured Multi-Purpose

Vehicle, opancerzony pojazd wielozadaniowy)

sięgają roku 2008, kiedy Federalny Urząd Techniki

Wojskowej i Zaopatrywania (BWB, Bundesamt

für Wehrtechnik und Beschaffung, obecnie

BAAINBw – Bundesamt für Ausrüstung,

Informationstechnik und Nutzung der Bundeswehr)

podjął decyzję o zakupie pierwszej

partii 25 pojazdów Mowag Eagle IV w ramach

programu GFF Klasse 2 (Geschützte Führungsund

Funktionsfahrzeuge). Wtedy też lokalni potentaci

– Krauss-Maffei Wegmann GmbH oraz

Rheinmetall Defence – postanowili utworzyć

konsorcjum w celu opracowania wspólnego

projektu i uruchomienia produkcji nowoczesnego,

opancerzonego i minoodpornego wozu,

spełniającego wymagania programu GFF.

Projekt AMPV

W tym samym roku, na drodze konkursu, wybrano

Porsche Design Studio, któremu powierzono

opracowanie projektu nowego wozu. Również

w 2008 roku, podczas salonu Eurosatory w Paryżu,

została po raz pierwszy zaprezentowana pełnowymiarowa

makieta AMPV.

W połowie 2009 roku pierwszy prototyp pojazdu

został pokazany w Berlinie przedstawicielom niemieckiego

parlamentu i Bundeswhery.

Pierwsze dwa prototypy zostały zbudowane

w wersji Typ 2A, charakteryzującej się większą ładownością

i objętością nadwozia oraz wyższym

poziomem ochrony balistycznej i przeciwminowej.

Początkowo zakładano stworzenie rodziny pojazdów

różniących się od siebie wielkością, masą

(DMC od 5,1 do 9,2 tony) i poziomami ochrony.

Najmniejszy – Typ 1 (DMC 5,1 tony, ładowność 1

tona), miał być przystosowany do transportu na

pokładzie śmigłowca CH-53G, znajdującego się

w wyposażeniu Luftwaffe. Przewidywano jeszcze

wersje Typ 1a i 1b o DMC 7,5 tony oraz ładowności

1,5 t, a także Typ 2a i 2b, charakteryzujące się masą

całkowitą 9,3 tony i ładownością 1,8 tony. Pojazdy

Typ 1b i 2b miały wyróżniać się opancerzonym

przedziałem ładunkowym. Wszystkie zbudowane

do tej pory wozy wykonano jednak w konfiguracji

86 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Pojazdy wojskowe

Najnowszy pojazd wojskowy z AMZ KUTNO – Tur V – opracowany specjalnie z myślą o uczestnictwie w przetargu na Wielozadaniowy Pojazd Wojsk Specjalnych dla SZ RP.

Tur V, czyli WPWS z AMZ-KUTNO

Andrzej Kiński

Firma AMZ-KUTNO Sp. z o.o., specjalizująca się

w projektowaniu i produkcji zabudów specjalnych

samochodów użytkowych, a także samych

pojazdów specjalnych dla odbiorców wojskowych

i cywilnych, przyzwyczaiła nas, że niemal na

każdym kieleckim salonie MSPO premierowo

prezentuje przynajmniej jedną swoją konstrukcję.

Tradycji tej musi stać się zadość także w bieżącym

roku, w którym nowością AMZ-KUTNO będzie

pojazd opancerzony Tur V, przygotowany jako

propozycja firmy na Wielozadaniowy Pojazd Wojsk

Specjalnych dla Sił Zbrojnych RP.

Fotografie w artykule: AMZ KUTNO.

Program pozyskania przez Ministerstwo

Obrony Narodowej Wielozadaniowego Pojazdu

Wojsk Specjalnych ma już długą historię.

W roku 2011 rozpoczęto prace, w ramach

których powstały wymagania operacyjne do pojazdu

Wojsk Specjalnych, występującego wówczas

pod kryptonimem Pegaz. Na ich bazie, 2 listopada

2012 r., Inspektorat Uzbrojenia zainicjował

fazę analityczno-koncepcyjną postępowania

i ogłosił zamiar zakupu 500 takich pojazdów do

2022 r. (wersja bojowa i dowodzenia), z których

200 miało trafić do jednostek podlegających DWS,

a pozostałe do Wojsk Lądowych. Pierwsze pojazdy

planowano wówczas wprowadzić do uzbrojenia

na przełomie 2014 i 2015 roku. Do zainteresowanych

dostawą pojazdów podmiotów rozesłano

wówczas zapytania o informację (RFI). Po uzyskaniu

odpowiedzi, na dość długo nad projektem

zapadła cisza, a jego kolejną odsłoną było ponowne

rozesłanie przez Inspektorat Uzbrojenia RFI do

potencjalnych oferentów (wraz z załącznikami

opisującymi wymagania dla pojazdu bazowego,

jego spodziewanego wyposażenia, a także pakietu

logistycznego), co nastąpiło 21 sierpnia 2014 r.

Potwierdzono, że nadal planowany jest zakup ok.

500 pojazdów, z tego „ponad 100” dla „specjalsów”.

Oferenci mieli czas do końca października

ub.r. na udzielenie odpowiedzi i zadeklarowanie

chęci udziału w dialogu technicznym. Udzieliło ich

14 podmiotów, z których 6 – w listopadzie i grudniu

94 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Informatyka i łączność

Od stycznia 2009 roku a4ESSOR SAS,

spółka joint venture utworzona

przez sześciu głównych europejskich

dostawców sprzętu łączności

(Elektrobit, Indra, Radmor, Saab, Selex

ES i Thales Communications&Security),

w ramach kontraktu przyznanego jej

przez organizację OCCAR, działającą

w imieniu rządów: Finlandii, Francji,

Hiszpanii, Polski, Szwecji i Włoch,

realizuje program ESSOR (European

Secure SOftware defined Radio).

Sukces programu ESSOR

– końcowe testy kwalifikacyjne interoperacyjności

Główne cele programu ESSOR to::

n Zdefiniowanie standardu architektury komunikacji

programowej ESSOR (ESSOR Architecture),

bazującego na standardzie SCA (Software Communications

Architecture) wersja 2.2.2, opracowanym

przez Stany Zjednoczone w ramach programu

JTRS i mającego zachować z nim zgodność

n opracowanie nowego, szerokopasmowego

waveformu sieciowego o wysokiej przepływności

danych, przeznaczonego do operacji koalicyjnych

i zapewniającego bezpieczeństwo informacji.

n Laboratoryjne testy interoperacyjności z wykorzystaniem

waveformu zaportowanego na

heterogenicznych platformach radiowych, dostarczonych

przez sześć krajów uczestniczących

w programie.

Intencją programu ESSOR jest określenie europejskich

referencji dla radiostacji SDR, zapewniających

bezpieczną transmisję informacji. Oczekuje

się również, że wyniki programu będą podstawą

międzynarodowych standardów, dotyczących

poprawy interoperacyjności w działaniach koalicyjnych,

szczególnie ze Stanami Zjednoczonymi

i krajami NATO.

W grudniu 2014 roku program ESSOR wkroczył

w ostatnią fazę. Po pierwszej serii kwalifikacyjnych

testów interoperacyjności, które odbyły się w grudniu

2014 roku, przyszła kolej na drugi, finalny ich

cykl. Podobnie jak testy serii pierwszej, odbyły się

one w Polsce, w gdyńskim Radmorze. Druga seria

testów została podzielona na dwie rundy: pierwsza

odbyła się w dniach 26-28 maja br. z udziałem

platform SDR z trzech krajów (Finlandia, Francja

i Polska), natomiast runda druga odbyła się miesiąc

później, w dniach 23-25 czerwca br. i wzięły w niej

udział platformy z pięciu krajów (Finlandia, Francja,

Włochy, Hiszpania i Polska).

Druga seria testów miała na celu weryfikację

i walidację interoperacyjności trzech, a później czterech,

narodowych platform SDR (Francja, Finlandia,

Włochy, Polska) z zaportowanym waveformem

ESSOR HDR. Jej celem było sprawdzenie pełnego

zakresu funkcjonalności waveformu. Funkcjonalność

zademonstrowaną podczas pierwszej serii

testów w grudniu 2014 r., tj. cechy sieci MANET

(Mobile Ad hoc Network), samoorganizację i synchronizację

sieci z i bez GNSS (Global Navigation

Satellite System), video streaming i połączenia z sieciami

zewnętrznymi, uzupełniono o kolejne funkcje

takie jak m.in. połączenia VoIP, zarządzanie QoS

(Quality of Service), operacje OTAD/R/Z (Over The

Air Distribution/Rekeying/Zeroize), adaptację mocy

i poziomu przepływności danych. Wszystkie funkcje

waveformu zostały przetestowane przy włączonych

mechanizmach bezpieczeństwa danych

(COMSEC,TRANSEC i NETSEC).

Wszystkie testy zakończyły się pomyślnie.

W warunkach laboratoryjnych została pokazana

interoperacyjność czterech narodowych platform

SDR z zaportowanym waveformem ESSOR HDR

z pełną, zaplanowaną na początku programu,

funkcjonalnością. Podczas drugiej serii testów

przeprowadzono również testy interoperacyjności

między platformami hiszpańskimi i polskimi.

Ze względu na ograniczenia platform hiszpańskich,

zawężono je do podstawowej funkcjonalności

waveformu ESSOR HDR. Również te testy

przebiegły pozytywnie.

Radmor S.A. w całym programie odpowiadał

m.in. za wytworzenie środowiska testowego (Test

Bed) i odpowiednią jego dokumentację, na podstawie

której każda z uczestniczących firm wytworzyła

podobny system testowy w siedzibie swojej

firmy na potrzeby działań niewspólnych. Polska

firma była gospodarzem testów kwalifikacyjnych.

Wszyscy uczestnicy zgodnie stwierdzili, że podczas

pierwszej sesji Radmor wywiązał się z tej roli bardzo

dobrze, liderując wszystkim pracom i zapewniając

niezbędne wsparcie w uzyskaniu należytych

wyników. Naturalna zatem była decyzja o przeprowadzeniu

w Gdyni także testów końcowych. Każdą

oficjalną sesję testową poprzedzały kilkutygodniowe

prace przygotowawcze, w których uczestniczyli

specjaliści z każdej z przystępujących do testów

firm. Zespoły techniczne wykazały się ogromnym

zaangażowaniem i wykonały olbrzymią pracę, aby

testy, a tym samym cały program, zakończyły się

z sukcesem.

Formalne interoperacyjne testy kwalifikacyjne

przeprowadzone w Polsce wyczerpały zakres prac

technicznych przewidzianych w programie ESSOR.

Po kilkuletniej współpracy sześciu firm został opracowany

i przetestowany w warunkach laboratoryjnych

bardzo zaawansowany waveform o dużej przepływności

danych, posadowiony na radiostacjach

z zaimplementowaną architekturą programową (ES-

SOR SCA), będącą odpowiedzią Europy na standard

amerykański i w pełni z nim zgodną. Znaczący wkład

w ten sukces wniósł Radmor S.A.

n

Artykuł przygotowany przez Radmor S.A.

Ilustracje w artykule: Radmor S.A

102 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Systemy bezzałogowe

Andrzej Kiński

Ministerstwo Obrony Narodowej

organizuje postępowanie przetargowe.

Już od etapu analizy rynku uczestniczy

w nim polska placówka naukowobadawcza,

mająca stosowne kompetencje

w przedmiocie zamówienia. Na bazie

konsultacji z nią MON opracowuje

wstępne założenia taktyczno-techniczne.

Na ich podstawie, na własny koszt,

placówka ta wykonała prototypy

urządzenia, które zgłoszono do,

rozpisanego w międzyczasie, przetargu.

Jako jedyne spełniały one postawione

wymagania. Na krótko przed terminem

złożenia ofert ostatecznych wymagania

jednak zmieniono... Efekt jest taki,

że unikalne polskie rozwiązanie,

którego parametry potwierdziły

zakładowe badania prototypów,

zajęło w postępowaniu „zaszczytne”

drugie miejsce, przegrywając – jedynie

ceną – z przedstawicielstwem firmy

zagranicznej, oferującej wyrób,

który – jak sama przyznała – w chwili

ogłoszenia wyników przetargu

jeszcze nie istniał...

Tak pokrótce wygląda historia, rozstrzygniętego

12 czerwca 2015 r., przetargu na

dostawę Mobilnych Bezzałogowych Pojazdów

Rozpoznawczych, kryptonim Tarantula.

Wspomnianą placówką jest z kolei, dysponujący

największym doświadczeniem w naszym kraju

w opracowywaniu i produkcji niewielkich lądowych

platform bezzałogowych, warszawski Przemysłowy

Instytut Automatyki i Pomiarów (PIAP).

Od analizy rynku do przetargu

3 lipca 2013 r. Inspektorat Uzbrojenia ogłosił zamiar

przeprowadzenia analizy rynku dotyczącej

małego bezzałogowego pojazdu rozpoznawczego,

mającego w strukturze Wojska Polskiego występować

na szczeblu plutonu rozpoznawczego

batalionu ogólnowojskowego. Tego typu roboty

były powszechnie używane przez wojska sojusznicze,

szczególnie Amerykanów, podczas misji

w Iraku i Afganistanie, głównie do poszukiwania

improwizowanych urządzeń wybuchowych, ale

także przeszukiwania pomieszczeń, tuneli itp.

W opisie ogłoszenia zawarto informacje, że: masa

urządzenia nie powinna przekroczyć 20 kg (pożądana

15 kg), sterowanie i transmisja danych mają

być bezprzewodowe (zasięg 500-1000 m w terenie

otwartym i 300-500 m na obszarze zurbanizowanym,

opóźnienie nie większe niż 100 ms,

Takie rzeczy tylko w Polsce,

czyli jak wybrano mobilny bezzałogowy pojazd rozpoznawczy

Prototypowy robot rozpoznawczy PIAP Feniks w całej okazałości. Obok przenośna konsola do jego sterowania na bazie

wzmocnionego tabletu.

możliwość wyświetlania transmitowanego obrazu

w binokularze operatora), napęd elektryczny,

akumulatory mają zapewnić 6-godzinne działanie

(w tym 2 godziny jazdy), wyposażenie ma stanowić

kamera dzienna lub termowizyjna (zdolność

rozpoznania człowieka z odległości co najmniej

500 m) i mikrofon kierunkowy (rozpoznanie i identyfikacja

mowy ludzkiej z odległości nie mniejszej

niż 200 m), zamontowany chwytak ma mieć zasięg

pracy 100 cm od obrysu pojazdu i udźwig minimum

1,5 kg przy średnicy przedmiotu 15 cm (modułowa

konstrukcja manipulatora ma umożliwić

opcjonalny montaż kamer i chwytaka), urządzenie

ma mieć wbudowany system diagnostyczny.

Robot miał poruszać się z prędkością co najmniej

10 km/h, pokonywać schody, progi, krawężniki

i nierówności terenu o wysokości do 25 cm. Wymiary

pojazdu miały umożliwić jego przewożenie

w przedziale desantowym pojazdów rozpoznawczych

występujących na szczeblu plutonu rozpoznawczego

batalionu ogólnowojskowego. Okres

eksploatacji pojedynczego pojazdu przewidziano

na 5 lat. Dostawy 50 pojazdów zaplanowano na

okres 2015-2018 (w 2015 r. – 5, w 2016 r. – 11, w 2017 r.

– 14 i w 2018 r. – 20). Na deklarację udziału w analizie

rynku IU oczekiwał do 6 września 2013 r.

Specjaliści z PIAP aktywnie współpracowali z Inspektoratem

Uzbrojenia na etapie analizy rynku.

Wydawało się zresztą, że pozycja Instytutu, mającego

w swej ofercie liczne roboty inspekcyjne

i saperskie, kupowane przez wojsko i inne służby

ochrony porządku publicznego w kraju i za granicą,

predestynuje go do wiodącej roli w tym projekcie,

a MON chce oprzeć się przy jego realizacji

na krajowym potencjale. Notabene prace nad

lądowymi platformami bezzałogowymi zostały

zapisane w rządowym Krajowym Programie

Badań, jako jeden z kluczowych kierunków rozwoju

polskiej nauki i przemysłu. Znalazło to odbicie

także w dokumentach MON „Priorytetowe

kierunki badań w resorcie obrony narodowej na

lata 2013-2022” i „Strategia działań resortu obrony

narodowej w obszarze badań i technologii obronnych”.

Praca rozwojowa - realizowana przez konsorcjum

OBRUM Sp. z o.o. (lider), PIAP, Wojskowa

Akademia Techniczna, Politechnika Warszawska

i Politechnika Śląska – nad bezzałogową platformą

lądową o masie całkowitej ok. 800 kg została

zresztą pod koniec 2013 r. dofinansowana przez

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. „W kolejce”

czekały także inne projekty, w tym dotyczący robota

bardzo podobnego do wyspecyfikowanego

przez wojsko jako mały bezzałogowy pojazd

rozpoznawczy, ale ostatecznie – z braku środków

– nie włączono ich do realizowanego wówczas

przez NCBiR IV Konkursu.

108 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Systemy bezzałogowe

Bojowy bezzałogowiec Warmate w konfiguracji do lotu.

Warmate – Mikro-BBSP z WB Electronics

Użytkowanie niewielkich

bezzałogowych statków powietrznych

w charakterze „samobójczych”

środków bojowych staje się ostatnio

coraz bardziej powszechne.

Wpływa na to wysoka precyzja rażenia,

rozszerzenie zakresu zadań

o możliwość prowadzenia rozpoznania

i relatywnie niski koszt takiego

rozwiązania, co jest szczególnie

pożądane w epoce konfliktów

asymetrycznych. Warmate

z WB Electronics jest pierwszą

maszyną tej klasy

stworzoną w Polsce.

Bojowy Bezzałogowy System Powietrzny klasy

mikro- Warmate przeznaczony jest, w zależności

od zastosowanej głowicy, do realizacji

następujących zadań:

n obserwacji, wykrywania, rozpoznania i identyfikacji

obiektów (głowica obserwacyjna GS9),

n wykrywania i rażenia siły żywej przeciwnika. Służy

do tego głowica odłamkowo-burząca GO-1, elaborowana

300 g trotylu. Jest ona przeznaczona

do niszczenia pojedynczych celów nieopancerzonych:

strzelców wyborowych, gniazd karabinów

maszynowych, punków oporu. Jej zasięg

skutecznego rażenia to 10 metrów,

n wykrywania i rażenia lekko opancerzonych pojazdów

przeciwnika, czy obiektów umocnionych.

Służy do tego głowica kumulacyjno-odłamkowa

GK-1, zdolna do przebijania pancerza będącego

ekwiwalentem 100-120 mm stali RHA.

Wybór przeznaczenia systemu w danej misji

odbywa się poprzez montaż stosownej głowicy

do platformy powietrznej. Mikro-BBSP Warmate

może być użytkowany jako samodzielny system,

przenoszony bądź przewożony przez pododdział

wojsk lądowych lub specjalnych. Konstrukcja systemu

umożliwia również jego instalację na pojeździe

(samochód, KTO) oraz integrację stacji kontroli

i kierowania, a także naziemnego terminala danych

z instalacjami pojazdowymi. Mikro-BBSP Warmate

stanowi alternatywę dla przeciwpancernego pocisku

kierowanego, mając np. zdolność do operowania

w znacznie większym promieniu, pozwalając na

wykrycie i obserwację potencjalnego celu w relatywnie

dużym komforcie czasowym (maksymalny

czas lotu platformy powietrznej to 30 minut). System

wpisuje się w wersję „mikro” rozwiązań klasy loitering

munition. Istnieje możliwość dodatkowego

wyposażenia go w głowicę naprowadzania na cel

podświetlony laserem. Warto dodać, że platforma

Kasetowa wyrzutnia pneumatyczna systemu.

114 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Systemy bezzałogowe

Bezzałogowe pajęczaki i owady firmy MSP

Nazywanie Polski „bezzałogowcową potęgą” jest – przynajmniej na razie – określeniem nieco na wyrost, jednak trzeba

przyznać, że na rodzimym rynku pojawiło się w ostatnich latach wiele firm, które rozwijają swój potencjał w tej dziedzinie

i dorównują w wielu aspektach światowej konkurencji. Jedną z nich jest warszawsko–drogomyska (Drogomyśl k. Cieszyna)

firma MSP, której ciekawe propozycje lekkich BSP dla Sił Zbrojnych RP i innych służb bezpieczeństwa publicznego

prezentujemy poniżej.

Maciej Szopa

Mini-BSP Szablak wchodzi w skład systemu bezzałogowego, umożliwiającego prowadzenie rozpoznania w promieniu 15 km.

Firma MSP formalnie powstała w roku 2001, ale

jej założyciele zajmowali się konstruowaniem

pierwszych bezzałogowców jeszcze w latach

90. XX wieku, kiedy to próbowali zainteresować swoimi

rozwiązaniami Służbę Leśną i Straż Graniczną.

Tego rodzaju technika należała jednak wówczas do

rozwiązań zbyt awangardowych, przynajmniej jak

na ówczesne polskie warunki, i na sukcesy komercyjne

trzeba było poczekać do XXI wieku. Zespół

inżynierów zatrudnionych przez MSP systematycznie

rozrastał się liczebnie i kompetencyjnie. Dzisiaj

MSP aktywnie współpracuje z wyższymi uczelniami

technicznymi i placówkami naukowo-badawczymi,

które zapewniają stały dostęp do nowinek technicznych

i wyników eksperymentów. Do jej kontrahentów,

aczkolwiek nie w branży bezzałogowców,

należą renomowane firmy związane z przemysłem

lotniczym: Rolls Royce, TRAC, czy ChromAlloy.

Działalność MSP można podzielić na kilka segmentów,

w tym: projekty badawcze, projektowanie

i produkcję seryjną bezzałogowych statków powietrznych,

projektowanie BSP na potrzeby klientów

zewnętrznych i świadczenie usług na zlecenie

za pomocą systemów znajdujących się w dyspozycji

firmy i obsługiwanych przez jej specjalistów.

Do wykonywania zadań na zamówienie służy

uniwersalna platforma bezzałogowa NEO. Jest

ona wyposażona w ekonomiczny napęd elektryczny,

a dzięki wymiennemu podkadłubowemu

zasobnikowi można ją przystosowywać do wielu

różnorodnych zadań. NEO może służyć jako platforma:

fotogrametryczna, pomiarowa, obserwacyjna,

monitorująca, nośnik dedykowanych sensorów

i urządzeń pomiarowych. Do tej pory przy jej

użyciu wykonywano już usługi m.in. dla: sektora

geodezyjnego, budownictwa lądowego, ochrony

środowiska, rolnictwa i leśnictwa, geologii, energetyki

i gazownictwa oraz innych. Przedstawiciele MSP

podkreślają przy tym, że przystosowanie aparatu do

kolejnego rodzaju zadania nie wymaga długiego

czasu, wskutek czego firma może elastycznie reagować

na pojawiające się zapotrzebowania.

MSP projektuje także i wytwarza komponenty

oraz oprzyrządowania produkcyjne do samolotów

załogowych. Ostatnio w MSP powstał komplet

oprzyrządowania do nowego wyrobu firmy

Stemme.

Do dziś w firmie tej zaprojektowano kilkadziesiąt

typów klasycznych aparatów bezzałogowych,

o masie startowej od 0,5 do 150 kg znapędem

tłokowym, elektrycznym, odrzutowym i wielowirnikowce.

Część z nich została doprowadzona do

stadium prototypu, a inne do etapu egzemplarzy

seryjnych. W wielu przypadkach zakres prac obejmował

wszystkie etapy powstawania systemu

BSP – od projektu koncepcyjnego, poprzez projekt

aerodynamiczny, strukturalny, dokumentację

techniczną i technologiczną, aż do prób w locie

i certyfikacji. Firma zaprojektowała także wyrzutnię

startową dla systemów latających dużych prędkości.

Chodzi tutaj o latające cele z napędem odrzutowym,

które MSP od lat tworzy we współpracy

z Instytutem Technicznym Wojsk Lotniczych. W ramach

tego partnerstwa powstały do dziś trzy typy

takich statków powietrznych: OCP, OCP 2 oraz najnowszy,

i pokazywany także przy okazji tegorocznych

targów MSPO, OCP JET 2A. Do tego trzeba

doliczyć dwa rodzaje celów latających z napędem

tłokowym – Szerszeń i Komar, których firma dostarczyła

już ponad 100 egzemplarzy do jednostek OPL

Sił Zbrojnych RP.

Historycznie MSP rozpoczęło od wykonywania

kompozytowych konstrukcji bezzałogowych statków

powietrznych. Zaprojektowane przez biuro

konstrukcyjne firmy i wykonywane na obrabiarkach

numerycznych oprzyrządowanie gwarantuje wysoką

dokładność i jakość powierzchni. Przekłada

się to na znaczne skrócenie procesu montażu, najwyższą

jakość złożonych struktur kompozytowych,

a także pozwala na zapewnienie wymienności poszczególnych

podzespołów. Odpowiednio do potrzeb

w MSP wykorzystuje się technologie 'wet layup',

'infusion' lub prepregi bezautoklawowe. Firma

wykonuje także próby obciążeniowe wykonanych

przez siebie struktur, stabilizowane głowice i platformy

sensorów, antenowe głowice śledzące i inne

urządzenia z zakresu mechatroniki. Kilka lat temu

firma rozszerzyła swój obszar działalności o system

autonomicznego sterowania i stację naziemną

wraz z systemem kontroli misji. W oparciu o ten projekt

i doświadczenia z eksploatacji innych urządzeń

tego typu firma może tworzyć układy sterowania

przeznaczone specjalnie do konkretnych projektów

bezzałogowych statków powietrznych.

Dla wojska i innych służb

Dotychczas firma MSP, poza działalnością związaną

z celami powietrznymi, była kojarzona przede

wszystkim z rynkiem cywilnym, począwszy jednak

od bieżącego roku na jej stoiskach zaczęły być

prezentowane propozycje związane z planami zakupów

platform bezzałogowych dla Sił Zbrojnych

RP, ale także inne zaawansowane platformy, które

mogą zainteresować m.in.: Policję, Straż Leśną, czy

Straż Graniczną.

116 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Uzbrojenie lotnicze

Bomba szybująca BSD

- broń bezzałogowców


Miroslav Gyűrösi

Temat uzbrojenia bezzałogowych statków

powietrznych, a w tym kontekście precyzyjnej

amunicji beznapędowej o zwiększonym zasięgu,

staje się coraz popularniejszy na całym świecie.

Wciąż ujawniane są nowe projekty i konstrukcje.

Ilustracje w artykule: Miroslav Gyűrösi,

OAO Kazanskij zawod Elektropribor.

Widok ogólny modelu koncepcyjnego bomby szybującej BSD prezentowanego na wystawie Armija-2015 w Moskwie.

Możliwości połączenia relatywnie niewielkiego

i taniego bezzałogowca, o znacznej

długotrwałości lotu, ze zdolnością rażenia

przeciwnika w czasie zbliżonym do rzeczywistego

jest niezwykle atrakcyjna dla wojskowych planistów.

Korzyści z rozszerzenia zastosowania rozpoznawczego

BSP o misje bojowe są obecnie dostrzegane

w niemalże każdym zakątku świata. Niedawno pojawiły

się pierwsze informacje na temat takich prac

prowadzonych w Rosji.

Spółka akcyjna (OAO) Kazanskij zawod Elektropribor

z Tatarstanu, wchodząca w skład grupy

Holdingowaja kompanija Ak Bars, pracuje nad niewielkim

szybującym pociskiem skrzydlatym BSD

(Bezpiłotnoje sredstwo dostawki), przeznaczonym

do przenoszenia przez taktyczne BSP. Zakres udostępnionych

publicznie informacji świadczy o tym,

że projekt znajduje się w początkowej fazie realizacji.

Szybujący pocisk skrzydlaty BSD jest przeznaczony

do skrytego zwalczania stanowisk ogniowych, obsług

dział i moździerzy, niewielkich pododdziałów

przeciwnika, czy też nieopancerzonych lub lekko

opancerzonych pojazdów (transportery opancerzone,

bojowe wozy piechoty) w ruchu. Twórcy

broni deklarują jej wysoką efektywność z racji braku

czynników demaskujących w czasie użycia na polu

walki – niewielkich rozmiarów, braku emisji hałasu,

czy znacznego zasięgu (oczywiście w porównaniu

z takimi środkami ogniowymi pola walki, jak np.

pociski ręcznych granatników przeciwpancernych).

Deklarowany maksymalny błąd kołowy trafienia ma

nie przekraczać 15 metrów.

Bomba szybująca BSD pod względem konstrukcji

jest samonośnym dolnopłatem o klasycznym układzie

aerodynamicznym i ze składanym skrzydłem

oraz pływającym (zmienny kąt natarcia) usterzeniem

ogonowym w układzie X z wyhylaniem różnicowym.

Łączna długość bomby to 1200 mm, rozpiętość

usterzenia ogonowego (przy widoku z boku

lub z góry, a zatem w pozycji 45° w stosunku do osi

kadłuba) wynosi 230 mm, a maksymalna rozpiętość

skrzydła 1000 mm (kąt skosu krawędzi natarcia ok.

15°). Kadłub BSD ma walcowaty kształt – w nosie

umieszczono optoelektroniczną głowicę naprowadzania

GSP 90, za nią system sterowania i komputer

pokładowy, w górnej części zainstalowano aparaturę

odbiornika systemu nawigacji satelitarnej GPS/

GLONASS z anteną, dalej – w rejonie osi obrotu połówek

składanych powierzchni nośnych – umieszczono

blok baterii akumulatorów. Mniej więcej

w połowie długości kadłuba znajduje się przedział

122 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Samoloty bojowe

Lipcowa decyzja o osiągnięciu wstępnej gotowości operacyjnej to wynik m.in. pozytywnych ocen ostatnich prób morskich na pokładzie USS Wasp.

F-35B

w służbie

operacyjnej

Łukasz Pacholski

Zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami

i pomimo nieprzychylności mediów,

dowództwo US Marines ogłosiło

31 lipca 2015 r. osiągnięcie wstępnej

gotowości operacyjnej przez dywizjon

VMFA-121 Green Knights. To pierwsza

liniowa jednostka lotnicza przezbrojona

w samoloty Lockheed Martin F-35B

Lightning II, a zarazem pierwsza na

świecie, która dysponuje operacyjnymi

F-35 w jakiekolwiek wersji. Stało się to

14 lat po wyborze maszyny Lockheeda

jako zwycięzcy programu JSF, a także

pięć lat po pierwotnie deklarowanym

terminie osiągnięcia wstępnej

gotowości operacyjnej.

Fotografie w artykule: US Navy.

Dla VMFA-121 to nie pierwszy przypadek wprowadzenia

do służby zupełnie nowego typu

samolotu bojowego w korpusie US Marines.

Jednostka, której historia sięga 1941 roku i chlubnych

walk nad obszarem Wysp Salomona, w 1989 roku

była pierwszą – spośród wszystkich formacji Sił Zbrojnych

Stanów Zjednoczonych - przezbrojoną w samoloty

F/A-18D Hornet Night Attack, dostosowane

do wykonywania uderzeń w nocy. Z tymi maszynami

przeszła szlak bojowy w czasie Operacji Pustynna Burza.

W kolejnych latach rotacyjnie wykonywała misje

nad Irakiem, a w XXI wieku walczyła nad Afganistanem,

by potem znowu powrócić do Iraku. We wrześniu

2012 roku przekazano dwumiejscowe F/A-18D

do składnic sprzętu wojskowego oraz innych jednostek

i, po przeniesieniu z bazy Miramar do Yuma, rozpoczęto

przygotowania do przejęcia i wdrożenia do

służby maszyn F-35B Lightning II. Pierwsze z nowych

samolotów przybyły tam w listopadzie 2012 roku.

Obecnie VMFA-121 dysponuje dziesięcioma

F-35B, które reprezentują standard oprogramowania

Block 2B, który ma około 87% docelowego oprogramowania

wersji Block 3F. Główne różnice dotyczą

ograniczeń w wykorzystaniu optoelektronicznego

systemu obserwacyjno-celowniczego EOTS i systemu

obserwacji dookólnej DAS, łącza transmisji danych,

a także uzbrojenia podwieszanego. To ostatnie

ma na razie objąć wyłącznie typy przenoszone

w wewnętrznych komorach uzbrojenia – będą to

kierowane pociski „powietrze-powietrze” AIM-120C

AMRAAM i bomby kierowane GBU-12 Paveway II

oraz GBU-32 JDAM. Pomimo tego samoloty będą

mogły realizować zadania wsparcia pola walki, wywalczania

przewagi w powietrzu, eskorty i rozpoznania.

Ogółem dla USMC planowany jest zakup 353

F-35B, które będą zastępować wyeksploatowane

maszyny STOVL Boeing AV-8B Harrier (w służbie do

2026 roku) i część F/A-18C/D Hornet (do 2030 roku).

Pomimo oficjalnego osiągnięcia gotowości operacyjnej,

najbliższe miesiące dywizjon spędzi w Arizonie.

Jego pierwsza tura poza granicami kraju zaplanowana

została na rok 2017, kiedy dywizjon zostanie

w ramach rotacji przebazowany do bazy Iwakuni

w Japonii. Do tego czasu Marines będą już dysponować

drugą jednostką przezbrojoną w nowy typ

samolotu, bowiem F-35B trafi do VMA-211, obecnie

zdającego ostatnie AV-8B. Następnym w kolejności,

w 2018 roku, będzie dywizjon VMFA-122, eksploatujący

obecnie F/A-18C/D Hornet. Dziś Marines dysponują

50 pilotami przeszkolonymi na nowy typ samolotu,

a obsługę naziemną może realizować około

500 specjalistów technicznych.

Decyzja o ogłoszeniu wstępnej gotowości operacyjnej

przez „Zielonych Rycerzy” poprzedzona została

„rewelacjami” amerykańskiej prasy codziennej,

która w zupełnie innym świetle pokazywała wyniki

ostatnich testów operacyjnych na pokładzie USS

Wasp. 28 lipca poinformowano bowiem, że w czasie

prób okrętowych bywały dni, w których loty realizowały

jedynie dwa spośród sześciu samolotów. Według

rzecznika USMC oficjalna gotowość wynosiła

jednak 65%. Krytyczne wyniki nie przekreślają możliwości,

a jedynie pokazują brak doświadczenia w codziennej

obsłudze operacyjnej – podobne problemy

odnotowywano choćby przy pierwszej turze

operacyjnej samolotów transportowych pionowego

126 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Samoloty bojowe

Kolejnych dziesięć lat Su-22

Łukasz Pacholski

W lipcu, dzięki zaproszeniu Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 2 S.A. w Bydgoszczy, wysłannik naszej redakcji miał okazję

zapoznać się z egzemplarzem samolotu szturmowego Su-22M4, który jako pierwszy przeszedł remont weryfikacyjny,

pozwalający na przedłużenie jego eksploatacji o kolejnych dziesięć lat. Krok ten jest wynikiem ubiegłorocznej decyzji

Ministerstwa Obrony Narodowej, które zadecydowało o pozostawieniu tych maszyn w linii ze względu na fiasko programu

LIFT i niedostępność „z drugiej ręki” używanych maszyn wielozadaniowych F-16C/D w oczekiwanej wersji, które mogłyby

zastąpić w 21. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie leciwe Su-22.

Fotografie w artykule: Łukasz Pacholski, WZL nr 2 S.A.

Pierwszy z sześciu poddawanych obecnie remontowi weryfikacyjnemu w WZL nr 2 S.A. samolotów Su-22M4 w nowym kamuflażu.

Ogółem, spośród 32 samolotów tego

typu, które pozostają w eksploatacji

w Siłach Powietrznych, weryfikację

i wydłużenie czasu służby przejść ma 16-18 sztuk

(12 jednomiejscowych M4 i 4-6 dwumiejscowych

UM3K). Łączny koszt tego przedsięwzięcia

szacowany jest na około 160 mln złotych. W tej

kwocie, obok weryfikacji stanu płatowców

i montażu nowych radiostacji, znalazły się także

koszty remontów silników AL-21F3, realizowanych

w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 4

S.A. w Warszawie.

Umowa dotycząca wykonania prac na pierwszych

sześciu maszynach została zawarta 9 lutego

2015 roku. Jej wartość wynosi ok. 50 mln złotych

netto. Niestety, zamawiający zdecydował

się na podstawowy ich zakres, pomimo oferowania

przez WZL nr 2 S.A. bardziej rozbudowanych

wariantów (bazujących choćby na doświadczeniach

uzyskanych przy pracach nad

modernizacją samolotów Su-22 dla Angoli, którą

zrealizowano przed kilkoma laty we współpracy

z partnerem izraelskim). Oczywiście MON wybrał

wariant optymalny i efektywny kosztowo,

biorąc pod uwagę plany na przyszłość. Wydłużenie

okresu służby wyremontowanych „suk”

o dziesięć lat ma pozwolić na wybór i zamówienie

ich następców nowej generacji. Nie poddane

remontowi weryfikacyjnemu maszyny ostatecznie

zakończą służbę w 2018 roku.

Wspomnianym pierwszym samolotem, na

którym przeprowadzono zaplanowane prace,

jest jednomiejscowy egzemplarz o numerze

8205. Poza nim w Bydgoszczy znajdują się obecnie

jeszcze trzy inne Su-22M4 i para Su-22UM3K

– wszystkie mają wracać do Świdwina do końca

Tablica przyrządów wyremontowanego Su-22M4 po doposażeniu i przeskalowaniu wskaźników pilotażowych.

Antena płetwowa nowej radiostacji pokładowej pozwala

odróżnić samoloty poddane remontowi weryfikacyjnemu.

130 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Okręty wojenne

ORP Ślązak holowany do miejsca wyposażania. Okręt był dotąd wodowany trzy razy, ale i tak jeszcze niebawem wróci na ląd, m.in. w celu instalacji czujników logu, telefonu

podwodnego i sonaru nawigacyjnego Vanguard. Jego podwodzie zostanie pomalowane jeszcze jedną warstwą farby. Obecna naniesiona została tymczasowa, „postojowa”,

która chroni przed porastaniem kadłub pozostający w bezruchu w stoczni. Na lewej burcie widać kluzę kotwicy, której nie ma na prawej, nie ma zaś gniazda dla łodzi,

znajdującego się na przeciwległej burcie.

Tomasz Grotnik

Ślązak nabiera masy

Od chrztu i wodowania patrolowca

ORP Ślązak w Stoczni Marynarki

Wojennej S.A. w Gdyni minęły już dwa

miesiące. Wystarczyło to, aby uwaga

zainteresowanych Marynarką Wojenną

skupiła się na innych wydarzeniach.

Pierwszym z nich było oświadczenie

MON o zaproszeniu do udziału Polskiej

Grupy Zbrojeniowej w postępowaniu

w sprawie pozyskania trzech okrętów

obrony wybrzeża Miecznik i trzech

patrolowców z funkcją zwalczania min

Czapla, które rozpoczęto 30 czerwca br.

Drugim stało się oczywiście wodowanie

prototypowego niszczyciela min

projektu 258 Kormoran II w Remontowa

Shipbuilding w Gdańsku.

Nie oznacza to bynajmniej,

że na Ślązaku nic się nie dzieje...

Ilustracje w artykule: Tomasz Grotnik, Szymon

Pelczar/Markos, Cold Cut Systems, Vestnes.

Jeszcze przed wodowaniem okrętu przedstawiciele

Inspektoratu Uzbrojenia odebrali XXVIII

etap jego budowy. Bezpośrednio po nim jednostkę

przeholowano do pirsu I w basenie IX, gdzie

kontynuowane są prace przy niej. Na podstawie

umów podpisanych przez Ministerstwo Gospodarki

i Inspektorat Uzbrojenia z firmami Thales Nederland

B.V. i Thales Electronic Systems GmbH, a także szeregu

kontraktów na dostawy armatorskie, zawartych

pomiędzy SMW i różnymi producentami, trwa dowóz

bądź produkcja kolejnych elementów wyposażenia

do Ślązaka. Obiektywnie trzeba przyznać,

że są to urządzenia i systemy najwyższej klasy światowej.

Poniżej przedstawimy najciekawsze z nich.

Z kraju i ze świata

Oczywiście, najważniejszymi i najbardziej okazałymi

będą elementy zintegrowanego systemu

walki. Na okręcie dokonano już odpowiednich

przygotowań do ich przyjęcia.

W przypadku 76 mm armaty uniwersalnej OTO

Melara Super Rapid gotowy jest fundament w dziobowej

części pokładu otwartego i pomieszczenie

barbety poniżej. Ustawiono już w nim amortyzowane

regały na amunicję, także tam znajdzie się konsola

sterowania działem. W przypadku dwóch 30 mm

stanowisk OTO Melara Marlin WS sprawa była prostsza.

Wykonano dla nich jedynie postumenty z fundamentami

na pokładzie nadbudówki po bokach

komina, ponieważ konstrukcja tych armat nie penetruje

pokładu i nie ma pod nimi mechanizmów.

Znakomicie upraszcza to instalację Marlina, jednak

pozostaje kwestia dostarczania amunicji do stanowiska.

Na okręcie zamontowano już dwa pionowe

ciągi towarowo-amunicyjne, aby rozwiązać ten problem,

jak również ułatwić transport innych ciężarów.

Dostawa do stoczni wspomnianych trzech systemów

artyleryjskich odbędzie się we wrześniu. Tymczasem,

w końcu sierpnia w zakładach OTO Melara

w La Spezii, odbyły się ich FAT (Factory Acceptance

Tests, odbiorcze próby zakładowe) w obecności

m.in. przedstawicieli gestora programu.

Wyjaśniła się też ostatecznie kwestia kształtu

zwieńczenia masztu, na którym ustawiona będzie

136 Wojsko i Technika • W rzesień 2015


Marynarka Wojenna

Jak dotąd najbardziej namacalnym owocem realizacji programu operacyjnego „Zwalczanie zagrożeń na morzu w latach 2013-2022” jest ORP Ślązak.

Nie zapominajmy jednak, że to tylko kontynuacja trwającej od kilkunastu lat budowy.

Raport MON na temat stanu

Marynarki Wojennej

Ministerstwo Obrony Narodowej przedstawiło posłom sejmowej Komisji Obrony

Narodowej raport na temat obecnego stanu Marynarki Wojennej RP i sposobu

prowadzenia modernizacji sił morskich w ramach programu operacyjnego

„Zwalczanie zagrożeń na morzu w latach 2013-2022”. Jeżeli się weźmie pod

uwagę, że oceniamy osiem lat rządów praktycznie tej samej ekipy, to uzyskanych

efektów, jak na razie, nie można nazwać sukcesem.

Według sekretarza stanu w MON Czesława

Mroczka: Program zwalczania zagrożeń

na morzu w latach 2013-2022 jest ambitnym,

trudnym i jednym z najbardziej kosztownych

w perspektywie planistycznej do 2022 r.

Jego celem ma być zwiększenie zdolności operacyjnych

Marynarki Wojennej w czterech głównych

obszarach i ma objąć swoim zakresem

przede wszystkim modernizację sprzętową, poprzez

realizację łącznie 20 projektów.

Plany resortu obrony w odniesieniu

do Marynarki Wojennej

Minister, opisując obszar zdolności do rażenia sił

przeciwnika, wskazał, że realizowane tam projekty

dotyczą zarówno okrętów podwodnych, nawodnych,

jak i sił brzegowych MW. Resort obrony przyznał

jednak, że jak na razie jedynym konkretnym

osiągnięciem w tej dziedzinie jest pozyskanie

dwóch Nadbrzeżnych Dywizjonów Rakietowych,

Maksymilian Dura

Fotografie w artykule: Maksymilian Dura, Tomasz Grotnik.

które przemianowano na Morską Jednostkę Rakietową.

Jeżeli chodzi o jednostki pływające, to planuje

się pozyskanie: trzech okrętów obrony wybrzeża

Miecznik, trzech okrętów podwodnych nowego

typu Orka, okrętu patrolowego w wersji podstawowej

Ślązak i trzech okrętów patrolowych z funkcją

zwalczania min Czapla.

W obszarze zdolności do rozpoznania MON

planuje wprowadzenie do służby: okrętów rozpoznawczych

Delfin, okrętu hydrograficznego

Hydrograf, okrętowego systemu optoelektronicznego

Bielik i mobilnego systemu radionawigacyjnego

średniego zasięgu.

W przypadku zdolności do przetrwania wojsk

wysiłek resortu obrony ma być skupiony na realizacji

umowy dotyczącej budowy trzech niszczycieli min

Kormoran II (przez konsorcjum złożone ze: Stoczni

Remontowa Shipbuilding z Gdańska, Stoczni Marynarki

Wojennej i Ośrodka Badawczo-Rozwojowego

Centrum Techniki Morskiej z Gdyni), a także na pozyskaniu:

bezzałogowych systemów zwalczania min

Kijanka, okrętów ratowniczych Ratownik i zintegrowanego

systemu ochrony sił morskich w portach,

na redach i na kotwicowiskach Ostryga.

W ramach utrzymania zdolności do zabezpieczenia

logistycznego, MON nadal planuje pozyskanie:

pomocniczych jednostek pływających,

służących do wsparcia logistycznego sił głównych

MW, w tym zbiornikowców, okrętów logistycznych,

holowników, barek i kutrów transportowych.

Będzie to związane z wprowadzeniem

do służby: okrętu wsparcia działań połączonych

Merlin, okrętu wsparcia logistycznego Bałtyk, pływającej

stacji demagnetyzacyjnej Magneto, okrętu

zaopatrzeniowego – zbiornikowca paliwowego

Supply, bazowego środka pływającego – barki

ekologicznej Ekotank, motorówek transportowych

i cumowniczych, kutrów transportowych,

motorówek sztabowych, łodzi transportowych

oraz jednostek holowniczych Holownik.

„Sukcesy” MON

Minister Mroczek jako sukcesy wskazał trzy zadania,

jakie zaczęto realizować za jego urzędowania.

Pierwszym był zakup drugiego Nadbrzeżnego Dywizjonu

Rakietowego. Umowa podpisana 19 grudnia

2014 r. przewiduje dostarczenie 23 pojazdów

specjalistycznych i 24 pocisków przeciwokrętowych

Kongsberg NSM. Efektem tego kontraktu

będzie zwiększenie liczby pocisków NSM, będących

w dyspozycji Morskiej Jednostki Rakietowej

z 48 do 72.

Kolejnymi sukcesami - według MON - było podpisanie

we wrześniu 2013 r. umowy na dokończenie

korwety Gawron jako okrętu patrolowego Ślązak

144 Wojsko i Technika • W rzesień 2015

More magazines by this user
Similar magazines