WITH_1_2016_short

zespolbadanianalizmilitarnych

www.zbiam.pl

Ardeny 1944 r.

1/2016

Styczeń-Luty

cena 14,99 zł (VAT 5%)

INDEX 407739

ISSN 2450-2480

W NUMERZE:

Bojowe szybowce

Luftwaffe – DFS 230

Tworząc formacje powietrznodesantowe

uświadomiono sobie,

że jest potrzebny środek transportu

umożliwiający lądowanie

desantu bez dużego rozproszenia.

Brytyjskie zmagania

z V-1 i V-2

Brytyjczycy początkowo zlekceważyli

nadchodzące zagrożenie,

choć pierwsze informacje na temat

nowej niemieckiej broni, dotarły

do nich na jesieni 1939 r.

ISSN 2450-2480 Index 407739


Tworząc formacje powietrznodesantowe

uświadomiono sobie,

że jest potrzebny środek transportu

umożliwiający lądowanie

desantu bez dużego rozproszenia.

Brytyjczycy początkowo zlekceważyli

nadchodzące zagrożenie,

choć pierwsze informacje na temat

nowej niemieckiej broni, dotarły

do nich na jesieni 1939 r.

Vol. II, nr 1 (3)

Styczeń-Luty 2016; Nr 1

www.zbiam.pl

Ardeny 1944 r.

1/2016

Styczeń-Luty

cena 14,99 zł (VAT 5%)

INDEX 407739

ISSN 2450-2480

1/2016

W NUMERZE:

Bojowe szybowce

Luftwaffe – DFS 230

Brytyjskie zmagania

z V-1 i V-2

Na okładce: niszczyciel czołgów M-36 Jackson.

Rys. Arkadiusz Wróbel

INDEX 407739

ISSN 2450-2480

Nakład: 14,5 tys. egz.

Redaktor naczelny

Jerzy Gruszczyński

jerzy.gruszczynski@zbiam.pl

Korekta

Dorota Berdychowska

Redakcja techniczna

Dorota Berdychowska

dorota.berdychowska@zbiam.pl

Współpracownicy

Władimir Bieszanow, Marius Emmerling,

Michał Fiszer, Tomasz Grotnik, Wojciech Holicki,

Andrzej Kiński, Leszek Molendowski,

Tymoteusz Pawłowski, Tomasz Szlagor, Maciej Szopa,

Waldemar Waligóra, Mirosław Wawrzyński

Wydawca

Zespół Badań i Analiz Militarnych Sp. z o.o.

Ul. Anieli Krzywoń 2/155

01-391 Warszawa

office@zbiam.pl

Biuro

Ul. Bagatela 10/19

00-585 Warszawa

Dział reklamy i marketingu

Anna Zakrzewska

anna.zakrzewska@zbiam.pl

Dystrybucja i prenumerata

Elżbieta Karczewska

elzbieta.karczewska@zbiam.pl

Reklamacje

office@zbiam.pl

ISSN 2450-2480 Index 407739

spis treści

BITWY I KAMPANIE

Maciej Szopa

Bitwa w lesie Hürtgen 1944 r. 4

BROŃ RAKIETOWA

Robert Czulda

Brytyjskie zmagania

z niemieckimi broniami odwetowymi V-1 i V-2 16

BITWY I KAMPANIE

Michał Fiszer, Jerzy Gruszczyński

Niemiecka ofensywa w Ardenach

– ostatnia nadzieja Hitlera 28

BITWY I KAMPANIE

Krzysztof Kubiak, Janusz Lizut

Wielki blef, czyli desant na twierdzę (1) 44

Prenumerata

realizowana przez Ruch S.A:

Zamówienia na prenumeratę w wersji

papierowej i na e-wydania można składać

bezpośrednio na stronie

www.prenumerata.ruch.com.pl

Ewentualne pytania prosimy kierować

na adres e-mail: prenumerata@ruch.com.pl

lub kontaktując się z Telefonicznym

Biurem Obsługi Klienta pod numerem:

801 800 803 lub 22 717 59 59

– czynne w godzinach 7.00–18.00.

Koszt połączenia wg taryfy operatora.

Copyright by ZBiAM 2016

All Rights Reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone

Przedruk, kopiowanie oraz powielanie na inne

rodzaje mediów bez pisemnej zgody Wydawcy

jest zabronione. Materiałów niezamówionych,

nie zwracamy. Redakcja zastrzega sobie prawo

dokonywania skrótów w tekstach, zmian tytułów

i doboru ilustracji w materiałach niezamówionych.

Opinie zawarte w artykułach są wyłącznie

opiniami sygnowanych autorów. Redakcja nie ponosi

odpowiedzialności za treść zamieszczonych

ogłoszeń i reklam. Więcej informacji znajdziesz

na naszej nowej stronie:

www.zbiam.pl

MONOGRAFIE LOTNICZE

Marek Murawski

Bojowe szybowce Luftwaffe – DFS 230 56

BITWY I KAMPANIE

Leszek Molendowski

Włoska „inwazja” na Francję w 1940 r. 74

BITWY I KAMPANIE

Tadeusz Wróbel

Obrona azjatyckiego imperium Holandii (2) 86

3


BITWY I KAMPANIE

Maciej Szopa

Bitwa w lesie Hürtgen 1944 r.

Bitwa ta należała do najdłuższych

i najbardziej krwawych w dziejach

amerykańskich sił zbrojnych. Mimo

to jest ona dzisiaj zapomniana i gdyby

nie dramatyczny film ,,Kiedy ucichną

działa” Johna Irvina, pozostawałaby

dalej szerzej nieznana. Być może

stało się tak dlatego, że zaraz po jej zakoczeniu

ruszyła niemiecka ofensywa

w Ardenach, która te wydarzenia

przyćmiła, a być może ponieważ

było to okupione dużą daniną krwi

zwycięstwo US Army...

Udane lądowanie w Normandii (6 czerwca

1944 r.) i na południu Francji (15 sierpnia

1944 r.), a przede wszystkim rozbicie

niemieckiego kontrataku w bitwie pod Falaise

(7-21 sierpnia 1944 r.) doprowadziło Niemców

do decyzji o wycofaniu się z terytoriów francuskich.

Zgodnie z dyrektywą Hitlera nr 61, wydaną

24 sierpnia, wzmocnieniu miało ulec dawne

Westerstellung, czyli pozycje obronne przy zachodniej

granicy Niemiec. Decyzja ta nie była

pozbawiona sensu, biorąc pod uwagę lądowanie

aliantów także na południu Francji, ich ogromną

przewagę wypracowaną we Francji i potrzebę

przegrupowania sił niemieckich we względnie

spokojnym terenie. Z drugiej strony decyzja niemiecka,

polegająca na oddaniu terenu w celu

Amerykańscy żołnierze przekraczają Linię Scharnhorsta – las Hürtgen zaczynał się zaraz za jej umocnieniami.

ocalenia swoich sił, zaskoczyła aliantów, którzy

nadspodziewanie szybko – do początku września

– wyzwolili znaczną część Francji i Belgii.

Wydawało się, że koniec wojny jest blisko i kręgosłup

niemieckiej armii na froncie północno-

-zachodnim pękł w wyniku poniesionej klęski,

a także równoległych wydarzeń: sowieckiej

operacji „Bagration” (22 czerwca – 19 sierpnia

1944 r.), która doprowadziła do załamania się

frontu wschodniego i zamachu na Hitlera, połączonego

z próbą puczu wojskowego (20 lipca

1944 r.). Rozpoczął się ,,wyścig do Renu”, w którym

armie zwycięzców – a nawet poszczególni

dowódcy – rywalizowali o to, kto zapisze się w historii

jako ten, kto pierwszy wejdzie na rdzenne

tereny niemieckie. Plan stał się nagle bardzo prosty:

chodziło o jak najszybsze wyzwolenie Francji,

a potem o zajęcie zachodnich brzegów Renu,

czyli głównej bariery geograficznej chroniącej

III Rzeszę od zachodu, na całej jego długości. Następnie

rzeka miała zostać sforsowana, a alianci

mieli wkroczyć do nabardziej uprzemysłowionych

obszarów III Rzeszy, co praktycznie byłoby

początkiem końca wojny.

PJednocześnie w czasie ,,wyścigu” linie zaopatrzeniowe

aliantów ulegały coraz większemu

wydłużeniu – mimo że strategicznie ważny,

największy w Europie port w Antwerpiii został

zdobyty przez Brytyjczyków już w pierwszych

dniach września, to dostawy mały ruszyć za jego

pośrednictwem dopiero 28 listopada.

Tymczasem 1 września 1944 r. Hitler wydał

dyrektywę nr 63 o odnowieniu gotowości

bojowej ,,Muru Zachodniego”, czyli linii obronnych

na dawnej zachodniej granicy III Rzeszy

z Francją, znanej także jako Linia Zygfryda.

7 września pozycje ufortyfikowane zostały zajęte

przez jednostki alarmowe, a 10 września

linię obronną przekazano bezpośrednio pod

dowództwo armii niemieckiej. Przewidziane

było także wzmocnienie sił niemieckich w Holandii,

dzięki czemu Niemcy zdołali stworzyć

względnie stabilną linię obrony od Szwajcarii

po Morze Północne. Na wysokości Holandii nie

było wprawdzie w Niemczech stałych umocnień,

co w dniach 17-25 września starali się

wykorzystać alianci, przeprowadzając brawurową

operację „Market-Garden”, która miała

zakończyć się przełamaniem linii Renu w jego

dolnym biegu, ale Niemcy mimo zaskoczenia

zdołali się obronić, a następnie skutecznie się

tam umocnić. Po okrzepnięciu niemieckiego

oporu na Linii Zygfryda stanęły wzdłuż niej, licząc

od południa: francuska Armia B (25 września

1944 r. przemianowana na Pierwszą Armię)

od granicy z Szwajcarią do Alzacji, amerykańska

7. Armia na wysokości Alzacji, 3. Armia US Army

gen. George’a Pattona naprzeciwko Zagłębia

Saary, 1. Armia US Army gen. Hodgesa naprzeciwko

Zagłębia Ruhry i kolejno: brytyjska 2. Armia

i kanadyjska 1. Armia, prowadzące działania

bojowe w Holandii.

4


BROŃ RAKIETOWA

Robert Czulda

Brytyjskie zmagania z niemieckimi

broniami odwetowymi V-1 i V-2

Kiedy brytyjska opinia publiczna

z wielkimi nadziejami wyczekiwała

szybkiego zakończenia drugiej wojny

światowej, co miało być rezultatem

otwarcia frontu zachodnioeuropejskiego,

Wielka Brytania stała się niespodziewanie

celem zmasowanego

ataku nową bronią: latającymi bombami

V-1 i rakietowymi pociskami

balistycznymi V-2. Brytyjscy planiści

przystąpili do trudnej walki z nieznanym

wcześniej zagrożeniem.

nie znano bowiem parametrów technicznych

nowego zagrożenia. Najlepiej świadczy o tym

niepewność co do faktycznych osiągów V-1,

której wysokość lotu szacowano w przedziale

od 150 do 2100 m, a prędkość w przedziale

od 400 do 670 km/h. Na temat rakietowych

pocisków balistycznych V-2 wiedziano jeszcze

mniej. Niektórzy naukowcy brytyjscy wątpili,

czy takie pociski w ogóle istnieją.

Do grudnia ustalono, że obrona Wielkiej

Brytanii miała się opierać nie tylko na ofensywnych

środkach (kontynuowanie nalotów bombowych),

ale także defensywnych, takich jak

baterie przeciwlotnicze, zapory balonowe i samoloty

przechwytujące. Miały one stworzyć trzy

linie obrony przed pociskami zbliżającymi się

do brytyjskich miast, przede wszystkim Londynu.

Najbliżej wybrzeża znaleźć się miały samolo-

Pierwszą próbę z samolotem-pociskiem V-1 Niemcy przeprowadzili na poligonie Peenemünde (wyspa Uznam

na Morzu Bałtyckim) 10 grudnia 1942 r. Odpalenia pocisku dokonano z bombowca He 111.

Pomimo prowadzonych od połowy 1943 r.

nalotów na liczne cele na terytorium Europy

Zachodniej, brytyjscy planiści podejrzewali,

że użycie przez Niemców nowej,

nieznanej wcześniej broni jest kwestią czasu.

Już w listopadzie 1943 r. Ministerstwo Lotnictwa

stało się odpowiedzialne za opracowywanie raportów

na temat pocisków dalekiego zasięgu,

planów obrony powietrznej oraz za koordynację

prac obronnych i wywiadowczych. Marszałek

lotnictwa Roderic M. Hill stanął na czele Obrony

Powietrznej Wielkiej Brytanii (Air Defence of Great

Britain, ADGB). Otrzymał on rozkaz przeanalizowania

dostępnych sił i środków do obrony

przed zagrożeniami, co jednak było trudne,

16


BITWY I KAMPANIE

Michał Fiszer, Jerzy Gruszczyński

Niemiecka ofensywa w Ardenach

– ostatnia nadzieja Hitlera

Po dramatycznych walkach w Normandii

w czerwcu i lipcu 1944 r. wojska alianckie

wyszły w przestrzeń operacyjną i szybko

posuwały się do przodu. Do 15 września prawie

cała Francja była już w rękach aliantów, z wyjątkiem

Alzacji i Lotaryngii. Od północy linia frontu

przebiegała przez Belgię od Ostendy, poprzez Antwerpię

i Maastricht do Akwizgranu, potem mniej

więcej wzdłuż granicy belgijsko-niemieckiej

i luksembursko-niemieckiej i dalej na południe

wzdłuż rzeki Mozela aż po granicę ze Szwajcarią.

Można śmiało powiedzieć, że w połowie września

alianci zachodni zapukali do drzwi rdzennego terytorium

III Rzeszy. Co najgorsze jednak, stworzyli

bezpośrednie zagrożenie dla Zagłębia Ruhry. Pozycja

Niemiec była beznadziejna.

Pomysł

Adolf Hitler uważał, że pokonanie przeciwników

jest nadal możliwe. Oczywiście, nie w sensie

rzucenia ich na kolana; zdaniem Hitlera można

było jednak zadać im takie straty, by skłonić

aliantów do negocjacji znośnych dla Niemiec

warunków pokoju. Uważał, że w tym celu należy

wyeliminować słabszych przeciwników,

a za takich uważał Brytyjczyków i Amerykanów.

Separatystyczny pokój na zachodzie miał

zwolnić znaczne siły i zasoby do konsolidacji

obrony na wschodzie. Jeśli na wschodzie udałoby

mu się doprowadzić do wojny pozycyjnej

Niemiecka ofensywa w Ardenach 16-26 grudnia 1944 r. była z góry skazana

na niepowodzenie. Mimo to przysporzyła aliantom niemałych kłopotów

i zmusiła ich do dużego wysiłku militarnego: likwidacja włamania trwała

do 28 stycznia 1945 r. Oderwany od rzeczywistości Wódz i kanclerz Rzeszy

Adolf Hitler wierzył, że w jej wyniku uda się dotrzeć do Antwerpii i odciąć

brytyjską 21. Grupę Armii, zmuszając Brytyjczyków do ewakuacji z kontynentu,

do „drugiej Dunkierki”. Niemieccy dowódcy doskonale

jednak wiedzieli, że jest to zadanie niewykonalne.

na wyniszczenie, wierzył, że niemiecki duch

zwycięży komunistów.

Wymuszeniu separatystycznego pokoju

na zachodzie miały służyć dwie rzeczy. Pierwsza

z nich to niekonwencjonalne bronie odwetowe

– latające bomby V-1 oraz rakietowe pociski balistyczne

V-2, którymi Niemcy zamierzali zadać

znaczne straty aliantom w dużych miastach,

głównie w Londynie, a później w Antwerpii

i Paryżu. Drugie przedsięwzięcie było znacznie

bardziej konwencjonalne, choć w równym stopniu

ryzykowne. Aby przedstawić swój pomysł,

Hitler zwołał specjalną naradę z najbliższymi

współpracownikami w sobotę 16 września

1944 r. Wśród obecnych był feldmarszałek Wilhelm

Keitel, będący szefem Sztabu Naczelnego

Dowództwa Sił Zbrojnych Niemiec – OKW

(Oberkommando der Wehrmacht). Teoretycznie

OKW podlegały trzy dowództwa: Wojsk Lądowych

– OKH (Oberkommando der Heeres), Wojsk

Lotniczych – OKL (Oberkommando der Luftwaffe)

i Marynarki Wojennej – OKM (Oberkommando

der Kriegsmarine). W praktyce jednak potężni

szefowie tych instytucji przyjmowali rozkazy

wyłącznie od Hitlera, więc władza Naczelnego

Dowództwa Sił Zbrojnych Niemiec nad nimi

była praktycznie żadna. Dlatego od 1943 r. doszło

do nienormalnej sytuacji, w której OKW

powierzono kierowanie wszelkimi operacjami

przeciwko aliantom, na Zachodnim (Francja)

i Południowym (Włochy) Teatrze Działań Wojennych,

a każdy z tych teatrów miał własnego dowódcę.

Natomiast Sztab Naczelnego Dowództwa

Wojsk Lądowych przejął odpowiedzialność

za front wschodni.

Na wspomnianej naradzie był obecny szef

Sztabu Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych,

wówczas gen. płk Heinz Guderian. Trzecim obec-

28


BITWY I KAMPANIE

Wojska 6. APanc SS ruszyły do ataku mniej

więcej dwie godziny przed świtem, we wciąż panujących

ciemnościach. Na prawym, północnym

skrzydle armii LXVII Korpus ze swoimi dwiema

dywizjami, 272. i 326. DGL, miał wykonać uderzenie

pomocnicze, osłaniając od północy główną

pięść uderzeniową 6. Armii – I Korpus Pancerny

do natarcia ruszyły cztery bataliony 326. DGL,

zdołały się one jednak wbić w obronę północnego

skrzydła 99. DP. Na wieść o tym dowódca

korpuśnej 405. Grupy Artylerii Polowej płk Oscar

Axelson nakazał użycie najnowszego amerykańskiego

wynalazku – zapalników zbliżeniowych,

powodujących detonację szrapneli (pocisków

W czasie rajdu Kampfgruppe „Peiper” doszło do szeregu zbrodni wojennych, których ofiarą padło setki jeńców

amerykańskich i cywilnych Belgów (masakra w Malmedy).

SS. Jednakże to 13 grudnia 1944 r. nieświadomi

niczego Amerykanie uderzyli pierwsi. Mieli oni

swój cel – tamy na rzece Rur. Ich opanowanie

było warunkiem wkroczenia do znajdującej się

dalej na wschód Doliny Renu. 78. DP przy wsparciu

artylerii korpuśnej ruszyła w kierunku na Kesternich,

a nieco dalej na południe 2. Dywizja Piechoty,

która przeszła przez ugrupowanie 99. DP,

rozpoczęła natarcie na Wahlerscheid. 78. DP

15 grudnia zdołała zdobyć Kesternich, grożąc

wyjściem na tyły całej 6. Armii Pancernej SS,

dlatego dowódca LXVII Korpusu, gen. por. Otto

Hitzfeld, rozkazał wykonać kontratak 272. DGL.

Po całonocnych, krwawych walkach Niemcy odbili

Kesternich, ale kosztem znacznych strat, nim

jeszcze ruszyła ich własna ofensywa.

Na południowej flance amerykańskiego natarcia

2. DP zdołała o świcie 16 grudnia zepchnąć

niemiecką 326. DGL z ważnego skrzyżowania

dróg w Wahlerscheid. Nie dość, że LXVII Korpus

musiał się zaangażować w odpieranie amerykańskiego

natarcia, to jeszcze obiecany 653. dywizjon

niszczycieli czołgów z jego Jagdtigerami

nie zdołał przybyć do 16 grudnia. Korpus musiał

więc rozpocząć natarcie bez jego wsparcia.

Nie było też jeszcze 902. Brygady Dział Szturmowych

(20 Sturmgeschütz III), trzeba więc

było rozpocząć atak bez wsparcia pojazdów

pancernych. Mimo to, kiedy z całego korpusu

Jednym z symboli walk w Ardenach są czołgi ciężkie Pz VIB Tiger II, z których więcej zostało zniszczonych przez

ich załogi z powodu braku paliwa lub usterek technicznych, niż przez wojska alianckie.

odłamkowych) na wysokości kilku metrów nad

ziemią. Zapalniki te, znane jako POZIT, nie mogły

być używane w sytuacjach, kiedy niewybuchy

mogłyby się dostać w ręce Niemców, ale pułkownik

zaryzykował. Ostrzał przeprowadzony

przez 196. dywizjon artylerii polowej z haubic

155 mm przyniósł zabójczy efekt – w krótkim

czasie cztery nacierające niemieckie bataliony

poniosły 20-procentowe straty i musiały się wycofać

na pozycje wyjściowe. W pasie natarcia

LXVII Korpusu nastąpił impas i Niemcy nie zdołali

się tu posunąć do przodu.

Dalej na południe na dwa rozciągnięte pułki

niedoświadczonej 99. DP spadł cały impet uderzenia

I Korpusu Pancernego SS. W tym rejonie,

mimo że to wciąż Ardeny, teren był dość płaski;

przeważały wrzosowiska i torfowiska. Rankiem

16 grudnia były one pokryte śniegiem. 393.

i 394. pułki piechoty (pp) z 99. DP nie miały żadnego

doświadczenia bojowego, ale otrzymały

solidne wyszkolenie w Stanach Zjednoczonych,

przed przybyciem do Europy. Wspierał je doświadczony

801. dywizjon przeciwpancerny

(dppanc), wyposażony w holowane armaty

M5 kal. 76,2 mm. Na dwa bataliony 393. pułku

zajmujące obronę w centrum 99. DP rankiem

16 grudnia spadło uderzenie sześciu batalionów

niemieckiej 277. DGL, która miała otworzyć

przejście dla 12. Dywizji Pancernej SS, stanowiącej

prawe (północne) skrzydło natarcia I Korpusu

Pancernego SS. Na południowym skrzydle

99. DP jej 394. pułk musiał stawić czoło natarciu

12. DGL, mającej z kolei wybić w amerykańskiej

obronie lukę, przez którą miała później przejść

Grupa Bojowa „Peiper”, stanowiąca główną siłę

uderzeniową 1. Dywizji Pancernej SS. Drogę dla

pozostałej części dywizji, Grupy Bojowej „Hansen”,

miała otworzyć 3. Dywizja Spadochronowa.

Te trzy dywizje piechoty były pierwszą falą niemieckiego

natarcia.

Ta ostatnia dywizja, wykrwawiona we wcześniejszych

walkach i uzupełniona niewyszkolonymi

rekrutami, miała wielkie trudności z przełamaniem

amerykańskich pozycji. Ogień artylerii

36


BITWY I KAMPANIE

Krzysztof Kubiak, Janusz Lizut

1 Wielki blef,

czyli desant na twierdzę

Obszar leżący na styku Niemiec, Belgii i Holandii od wieków stanowi koszmar

każdego dowódcy zmuszonego prowadzić tamtędy ofensywę. W terenie

poprzecinanym gęstą siecią rzek i kanałów możliwość poruszania się naprzód

jest uzależniona od nielicznych, łatwych do zablokowania mostów i przepraw.

Od czasu wprowadzenia dalekonośnych dział główna trudność nie polega

już na opanowaniu celów, lecz na ich utrzymaniu w nieuszkodzonym stanie

do czasu nadejścia głównych sił. Rozwój artylerii i lotnictwa postawił pod

znakiem zapytania sens zdobywania obiektów, które obrońcy mogliby w każdej

chwili zniszczyć z dużej odległości. Koncepcja uderzenia przez belgijskie

pogranicze stała się jeszcze bardziej problematyczna, gdy na początku lat

trzydziestych ubiegłego wieku nad brzegiem Kanału Alberta wyrosła forteca.

W polu ostrzału jej potężnych dział był cały teren od Liège po Maastricht.

Wiosną 1940 r. miały tędy nacierać siły dwóch niemieckich armii, a utorować

im drogę – niewielki oddział wojsk lotniczych. Pięciuset wybranych do tej misji

ludzi w mniej niż godzinę zmieniło raz na zawsze oblicze działań wojennych.

Jedna z najbardziej zadziwiających akcji w dziejach wojskowości była

zarazem częścią jednej z największych mistyfikacji w historii.

Kanał Alberta w rejonie wylotu Kanału Południowego.

Po lewej stronie widoczny wybetonowany stok

wzgórza, we wnętrzu którego „wydrążono” znaczną

część fortu Eben-Emael. Wierzchołek stoku dzieliło

od poziomu wody około 65 m.

szej ilości. Ponadto chronił je najpotężniejszy

na świecie system umocnień, na który składała

się francuska Linia Maginota uzupełniana łańcuchem

twierdz belgijskich i holenderskich.

Belgijskie pogranicze od początku odgrywało

w niemieckich planach istotną rolę. Działo się

tak z kilku powodów. Po pierwsze – osławione

fortyfikacje Linii Maginota, osłaniające Francję

przed atakiem od wschodu, urywały się tuż

przy granicy z Belgią. Wyglądało to jak otwarte

zaproszenie dla potencjalnego agresora. Z dokładnie

tych samych względów sprzymierzeni

tam właśnie musieliby skupić większość swoich

najbardziej wartościowych jednostek, by stawić

czoła spodziewanej niemieckiej ofensywie.

Niemcy przewidzieli ten ruch; więcej – liczyli

na to. Uderzenie w tym miejscu – gdyby się

powiodło – umożliwiłoby odcięcie i zniszczenie

głównych sił alianckich. W sojuszniczym

planie obrony był jeszcze jeden słaby punkt.

Początkowo mało kto zwracał uwagę na fakt,

że w liniach umocnień zieje wyrwa. Zalesiony

masyw Ardenów był uważany przez aliantów,

podobnie jak i przez większość Niemców,

za nieprzejezdny dla czołgów; belgijskie instalacje

obronne, niewiele ustępujące francuskim,

zaczynały się dalej na północ.

Natychmiast po zakończeniu kampanii

w Polsce Hitler nakazał rozpoczęcie przygotowań

do inwazji na Europę Zachodnią.

Przed niemieckimi planistami stanęło niełatwe

zadanie. Liczna, lecz słabo uzbrojona armia

polska nie była równorzędnym przeciwnikiem

dla Wehrmachtu; zupełnie inaczej przedstawiała

się sytuacja na Zachodzie. Połączone siły brytyjsko-francusko-belgijskie

dysponowały uzbrojeniem

porównywalnym, a niekiedy nawet lepszym

od niemieckiego, w dodatku dostępnym w więk-

Kanał Alberta...

W okresie międzywojennym myślenie wojskowe

Belgów, w większym nawet stopniu niż Francuzów,

zdominowało podejście defensywne. Francja

dysponowała silnymi wojskami pancernymi

i potężnym liczebnie, choć częściowo przestarzałym

technicznie lotnictwem. Poddani króla

Leopolda inwestowali głównie w rozwój artylerii,

zwłaszcza fortecznej (w czym zresztą mieli znakomite

tradycje) i rozbudowę umocnień. Czołgów

było bardzo mało, a siły powietrzne dyspo-

44


MONOGRAFIA LOTNICZA

Marek Murawski

Bojowe szybowce Luftwaffe – DFS 230

Idea przerzucenia za linie nieprzyjaciela

własnych jednostek spadochronowych

narodziła się jeszcze podczas

pierwszej wojny światowej, a jej

celem miało być przerwanie frontu,

który przez kilka kolejnych lat zastygł

w wojnie pozycyjnej. Zanim zdołano

ją urzeczywistnić, wojna się zakończyła.

Pomysł odżył w latach 30. XX wieku

w Związku Radzieckim, a następnie

z entuzjazmem przyjęty został

w Niemczech, gdzie założono, że wojska

powietrznodesantowe powinny

docierać do celu trzema głównymi

drogami – na spadochronach, na pokładach

samolotów transportowych

i w szybowcach desantowych.

Spadochroniarze ruszają do akcji po opuszczeniu szybowca DFS 230.

Alexander Lippisch pracujący w Deutschen

Forschungsanstalt für Segelflug

(DFS – Niemiecki Instytut Doświadczalny

Szybownictwa) w Darmstadt skonstruował

w 1930 r. pierwszy duży szybowiec, który otrzymał

nazwę „Obs”.

Po ponownym powołaniu do życia niemieckich

sił zbrojnych wiosną 1935 r. pojawiły

się pierwsze pomysły dotyczące możliwości

transportu powietrznego żołnierzy i zaopatrzenia

na pokładzie szybowców. Latem 1936 r.

kierownik wydziału konstrukcyjnego DFS, inż.

Hans Jacobs, otrzymał zadanie stworzenia takiej

maszyny, jak sam wspominał: Lippisch,

jeszcze na Wasserkuppe, stworzył szybowiec Obs

o rozpiętości prawie 30 m i bardzo małej prędkości

opadania. Maszyna ta miała bezgłośnie

przelatywać nad liniami nieprzyjaciela, prowadzić

obserwację, a po wykonaniu zadania wrócić

na własne terytorium. Był to trzymiejscowy

szybowiec, który mógł być też wykorzystywany

do obserwacji meteorologicznych.

Pójście tą drogą rozwoju wydało nam się mało

interesujące i nie gwarantowało sukcesu. W ciągu

dnia tego rodzaju maszyny mogły być łatwo

zestrzeliwane, a do prowadzenia rozpoznania

w nocy brakowało wówczas urządzeń działających

w podczerwieni. Jednakże uznaliśmy za możliwe,

że szybowiec wyląduje o świcie za liniami

wroga i wysadzi jednostkę sabotażową. Dysponując

odpowiednimi właściwościami, szybowiec

mógłby zostać doholowany na wysokość 3000-

4000 m nad własnym terytorium, a następnie

bezgłośnie przelecieć nad liniami nieprzyjaciela

do wyznaczonego celu. Aby zapewnić zespołowi

pewną siłę uderzeniową uważałem, że maszyna

musi przewozić pilota i dziewięciu ludzi. Najważniejszym

problemem było umieszczenie tych dziesięciu

ludzi w kadłubie, który musiał mieć możliwie

mały przekrój (mały opór wobec powietrza). Aby

stwierdzić, ile będziemy potrzebować miejsca, wyciągnęliśmy

z kantyny ławkę, na której, jak na sankach,

posadziliśmy okrakiem dziewięciu ludzi.

Z obydwu stron przystawiliśmy deski kreślarskie,

wyznaczając w ten sposób niezbędną szerokość.

Teraz mogliśmy już przeprowadzić obliczenia

i w ten sposób powstał pierwszy projekt szybowca.

W sporządzonym memorandum połączyliśmy pomysł

z dokładnym rysunkiem poglądowym i przekazaliśmy

materiał Udetowi. Udet niezwłocznie

podjął decyzję i zlecił, tak szybko, jak tylko będzie

to możliwe, zbudowanie drewnianej atrapy. Całość

projektu opracowanego przez DFS otrzymała

oficjalne oznaczenie Lastensegler DFS 230 (szybowiec

transportowy DFS 230) 1) .

Hans Jacobs kierował zespołem, który zajmował

się opracowaniem konstrukcji szybowca;

w jego skład wchodzili m.in. Heinrich Voepel

i Adolf Wanner odpowiedzialni za aerodynamikę,

Ludwig Pieler odpowiedzialny za statykę

oraz Herbert Lück odpowiedzialny za kwestie

konstrukcyjne.

Po raz pierwszy w dokumentach Luftwaffe,

a konkretnie we Flugzeug-Etwicklungsprogramm

LC II, Nr. 1380/36 z października 1936 r.,

DFS 230 pojawił się jako konstrukcja szybowca

transportowego oznaczonego Lastensegler

DFS L.S. 1. Zgodnie z treścią dokumentu

jego drewniana atrapa została ukończona już

we wrześniu 1936 r., do marca 1937 r. prototypy

od V1 do V3 miały być gotowe do testów w locie,

od maja do lipca 1937 r. miał trwać program

prób, a w sierpniu 1938 r. konstrukcja powinna

zostać oficjalnie dopuszczona do eksploatacji.

DFS 230 V1 został oblatany już w styczniu

1937 r., a w ciągu kilku kolejnych tygodni swoje

pierwsze loty wykonały również DFS 230

V2 i V3. Prototypy nosiły cywilne oznaczenia:

D-5-241, D-5-271 i D-5-289 i prawdopodobnie

w całości pomalowane były kolorem srebrnym.

W stosunku do późniejszej wersji DFS 230 A

prototypy miały kadłub o bardziej zaokrąglonym

kształcie, górna część kadłuba od kabiny

– aż do statecznika pionowego – tworzyła

linię prostą, oszklenie kabiny w górnej części

wykonane było z zaokrąglonego pleksiglasu,

na lewej burcie kadłuba znajdowało się siedem

okien (w szybowcach seryjnych osiem), ster

56


MONOGRAFIA LOTNICZA

Prototyp DFS 230 V7, DV+AV.

Załadunek sprzętu do szybowca DFS 230 B-2 z dodatkowymi drzwiami ładunkowymi na prawej burcie.

osłona kabiny szybowca. Doświadczenie to zmusiło

konstruktorów do wprowadzenia zmian

w konstrukcji zaczepów, dodatkowo w DFS 230

zainstalowano hamulce lotu nurkowego.

Podczas kolejnej próby, przeprowadzonej

16 lipca 1943 r., Bf 109 E ponownie podczas

wyczepiania uderzył ogonem o rusztowanie

na grzbiecie DFS 230. Dopiero zamontowanie

na środku kadłuba szybowca jeszcze jednego

hamulca lotu nurkowego całkowicie zlikwidowało

niebezpieczeństwo zderzenia się statków

powietrznych w momencie wyczepiania

się samolotu. Dalsze próby zestawu odbywały

się w Airing i trwały aż do 29 lutego 1944 r.

Pomimo pomyślnych wyników wszystkich testów

RLM nie wykazało dalszego zainteresowania

tym projektem.

Produkcja seryjna DFS 230

Zgodnie z dokumentem kwatermistrzostwa

Luftwaffe z 4 grudnia 1944 r. 4) ogólna liczba

wyprodukowanych szybowców DFS 230 wyniosła1591

egzemplarzy, z czego w 1939 r. – 28,

w 1940 r. – 455, w 1941 r. – 1020 (w następujących

zakładach: Robert Hartwig w Sonneberg

– 308, Bücker – 180, Gothaer Waggonfabrik A.G.

– 32, Erla – 178, BMM – 322), w 1942 r. – 74,

w 1943 r. – 0, a w 1944 r. – 14 (Flugzeugfabrik Ing.

J. Mráz in Chotzen/Böhmen). Rzeczywista liczba

wyprodukowanych szybowców DFS 230 była

nieco większa: w dokumencie z 4 grudnia 1944 r.

nie ujęto 30 egzemplarzy wariantu przedprodukcyjnego

DFS 230 A-0 oraz 36 egzemplarzy

Szybowiec desantowy, Niemiecki Instytut Doświadczalny

Szybownictwa DFS 230 A-1. Rys. Tomasz Grotnik

62


BITWY I KAMPANIE

Leszek Molendowski

Włoska „inwazja” na Francję

w czerwcu 1940 r.

10 czerwca 1940 r. o godzinie 16:30

minister spraw zagranicznych Włoch

Galeazzo Ciano przyjął w Palazzo

Chigi francuskiego ambasadora i zakomunikował

mu, co następuje: Jego

Wysokość Król i Cesarz oświadcza, że

od 11 czerwca rano Włochy uznają się

za państwo będące z Francją w stanie

wojny. Na godzinę 16:45 Ciano

zaprosił do Palazzo Chigi ambasadora

brytyjskiego i w tej samej formie

poinformował go, że Włochy uznają

się za państwo będące w stanie

wojny z Wielką Brytanią.

Rozmowy na temat niemiecko-włoskich

działań wojennych przeciwko Francji zainicjował

23 lutego 1939 r. ambasador Włoch

w Berlinie Bernardo Attalico, który rozmawiał

na ten temat z upoważnienia Mussoliniego i Ciano

z niemieckim ministrem spraw zagranicznych

Joachimem von Ribbentropem. Na poziomie

wojskowym rozmowy rozpoczęły się 22 marca

1939 r., kiedy doszło do pierwszego spotkania

gen. Alberto Parianiego, szefa Sztabu Generalnego

Sił Zbrojnych Włoch, z wysłannikiem szefa Naczelnego

Dowództwa Sił Zbrojnych Niemiec gen.

Wilhelma Keitla, pułkownikiem Enno von Rintelenem,

attache wojskowym ambasady niemieckiej

w Rzymie. Obie strony, jak raportował Niemiec,

zgadzały się, że nie będą gotowe do wojny, tak

jak i ich zachodni przeciwnicy (Wielka Brytania,

Francja i Stany Zjednoczone) przed 1942 r. Jednocześnie

obie strony zdawały sobie sprawę z tego,

że wojna może wybuchnąć wcześniej – dlatego

uznały, że trzeba być na to przygotowanym.

5-6 kwietnia 1939 r. podczas spotkania gen. Parianiego

z gen. Keitlem w Innsbrucku Pariani jasno

dał do zrozumienia, że armia włoska prowadząc

wojnę na kontynencie europejskim i w koloniach

będzie potrzebowała dodatkowego dużego

wsparcia materiałowego i sprzętowego.

BW maju 1940 r. armia niemiecka wtargnęła

w głąb Francji, odnosząc serię błyskawicznych

zwycięstw, tymczasem Sztab Generalny Sił

Zbrojnych Włoch nadal borykał się z odpowiednim

przygotowaniem armii do walki. Szef Sztabu

Generalnego marszałek Pietro Badoglio poinformował

Mussoliniego, że armia włoska formalnie

jest gotowa do działania, ale potrzebuje co najmniej

25 dni na przejście do ofensywy. Sytuację

tę potwierdza Ciano, który zapisał w swoim

„Dzienniku”, że 19 czerwca 1940 r. Mussolini

zdecydował o natychmiastowym zaatakowaniu

Francuzów w Alpach, ale marszałek Badoglio

starał się temu energicznie przeciwdziałać. Sam

Ciano zauważył w rozmowie z dyktatorem, że byłoby

mało chwalebne, a moralnie niebezpieczne

rzucać się na pokonane już wojska. Zawieszenie

broni jest bardzo bliskie, a gdyby nasze wojska nie

zdołały przebić ich obrony za pierwszym razem,

to moglibyśmy zakończyć kampanię głośnym niepowodzeniem.

Również niemiecki sojusznik nie

był zachwycony wizją jeszcze większego pognębienia

Francji. Wódz i kanclerz Niemiec Adolf Hitler

mówił bowiem, że Francja w nowym porządku

europejskim, pod władzą przyjaznego rządu powinna

odegrać istotną rolę jako sojusznik Państw

Osi. Rozebranie Francji między Niemcy i Włochy

nie leżało zatem w interesie Hitlera.

Po obu stronach frontu

Włoska ofensywa ostatecznie została podjęta

20 czerwca 1940 r., ale właściwie stało się

to dopiero 21 czerwca. Do ataku na francuskie

pozycje skierowano łącznie 22 dywizje, które

wchodziły w skład trzech armii, w tym dwie

armie w pierwszym rzucie (1. Armia pod dowództwem

gen. Pietro Pintora, szef sztabu gen.

Fernando Gelich i 4. Armia pod dowództwem

74


BITWY I KAMPANIE

Tadeusz Wróbel

Holendrzy zgromadzili do obrony Jawy większość

swej regularnej armii w swym azjatyckim imperium

kolonialnym.

2

Obrona azjatyckiego

imperium Holandii

Holandia wypowiedziała wojnę Japonii 8 grudnia 1941 r. Mobilizacja Królewskiej

Armii Holenderskich Indii Wschodnich (Koninklijk Nederlandsch-Indisch

Leger, KNIL) zakończyła się 12 grudnia 1941 r. Pierwszy miesiąc wojny

na Pacyfiku przeminął w holenderskiej kolonii dość spokojnie. Japończycy

zajęli się bowiem podbojem brytyjskich Malajów i amerykańskich Filipin.

Holendrzy wsparli sojuszników. W morze, w rejon Malajów poszły ich okręty

podwodne, a myśliwce lotnictwa armii (Militaire Luchtvaart van het Koninklijk

Nederlands-Indisch Leger, ML-KNIL) wysłano do Singapuru.

Próba koordynacji działań

Podczas rozmów w Waszyngtonie między premierem

Wielkiej Brytanii Winstonem Churchillem

a prezydentem Stanów Zjednoczonych

Franklinem Delano Rooseveltem (Konferencja

„Arkadia”, 23 grudnia 1941 r. – 15 stycznia

1942 r.) pojawił się pomysł stworzenia wspólnego

dowództwa dla sił alianckich w rejonie

Azji, nazwanego wkrótce ABDACOM (American-

-British-Dutch-Australian Command). Formalnie

powstało ono 1 stycznia 1942 r. Obszar odpowiedzialności

ABDACOM obejmował Malaje

wraz z Singapurem, Birmę, Filipiny, Francuskie

Indochiny, Syjam, Holenderskie Indie Wschodnie,

Formozę i północną Australię. Podlegały

mu wojska brytyjskie, australijskie, amerykańskie

i holenderskie.

Naczelnym dowódcą został Brytyjczyk, gen.

Archibald Percival Wavell, a zastępcą Amerykanin,

gen. por. George Howard Brutt. Wavell

przybył do Batawii z Nowego Delhi 10 stycznia

1942 r. i zaczął organizować swą kwaterę główną.

Holender, gen. por. Hein Ter Poorten, odpowiadał

za siły lądowe ABDACOM. Jednocześnie

dowodził on KNIL. Sojuszniczym lotnictwem

dowodził Brytyjczyk, marsz. lot. Richard Edmund

Charles Peirse, a siłami morskimi Amerykanin,

adm. Thomas C. Hart (dowodzący Flotą Azjatycką

US Navy). Harta po 12 lutego 1942 r. zastąpił

Holender – wiceadm. Conrad Emil Lambert

Helfrich. Oficer ten był głównodowodzącym siłami

morskimi Holenderskich Indii Wschodnich.

18 stycznia 1942 r. kwaterę główną ABDACOM

przeniesiono ze względów bezpieczeństwa z Batawii

do Lembang koło Bandoeng.

Pierwsze duże uderzenie na holenderskie

posiadłości w Azji Japończycy przeprowadzili

11 stycznia 1942 r. na wysepkę Tarakan, u wybrzeży

Borneo. Następnymi celami ich desantów

były samo Borneo oraz Celebes. Taktyka japońska

bywa porównywana do macek ośmiornicy:

równoczesne atakowanie na kilku kierunkach.

Po opanowaniu jakiegoś terenu i przygotowaniu

tam lotnisk Japończycy przeprowadzali następne

uderzenie w promieniu, który zapewniał

im osłonę lotniczą. W końcu zdobyli takie miejsca,

z których mogli atakować Jawę. Pierwsze naloty

na nią miały miejsce 3 lutego 1942 r. Bomby

spadły na Surabaję; jednym z pierwszych celów

japońskich bombowców była tamtejsza baza

wodnosamolotów w Morokrembangan. W tym

czasie na wschodzie Jawy ML-KNIL miał 8 myśliwców

Curtiss 75A Hawk i 13 Curtiss-Wright

CW-21B. Na lotniskach na zachodzie wyspy były

34 maszyny myśliwskie Brewster B-339 oraz

22 bombowce Martin B-10.

Pierwsze japońskie ataki spowodowały

ogromne straty w alianckim lotnictwie. 16 myśliwców

zostało zestrzelonych lub rozbiło się

podczas lądowania z powodu uszkodzeń. Wróg

zestrzelił trzy latające łodzie, a kolejne 10-13 wodnosamolotów

zostało zniszczonych w bazie.

Poza ML-KNIL we wschodniej części Jawy

były jednostki lotnictwa amerykańskiego. Już

1 stycznia 1942 r. na wyspie rozmieszczono 10-

11 bombowców B-17C i B-17D Flying Fortress

z 19. Grupy Bombowej Korpusu Lotniczego Armii

USA, które wcześniej ewakuowano do Australii

z Filipin. W styczniu 1942 r. przyleciało

na Jawę ze Stanów Zjednoczonych osiem bombowców

LB-30 (lżej uzbrojona wersja B-24 Liberator,

produkowana dla Brytyjczyków) i 12 B-17E.

Większość samolotów przybyła ze wschodniego

wybrzeża Stanów Zjednoczonych przez południowy

Atlantyk, Afrykę, Bliski Wschód i Indie.

Dwa B-17 przyleciały z Hawajów poprzez

Pacyfik i Australię. W lutym dołączyły do nich

kolejne samoloty. Nowe maszyny wcielono

do 7. i 19. Grupy Bombowej. Ich bazami na wyspie

były lotniska Jogjakarta, Madioen, Singosari

i Malang. Ogółem na Jawę wysłano 61 ciężkich

bombowców, w tym 12 LB-30. Zanim Japończycy

zajęli Tarakan na Borneo i Manado na Celebes,

amerykańskie B-17 i LB-30 korzystały też

z tamtejszych lotnisk. Podczas pierwszego ataku

lotnictwa japońskiego na Jawę 3 lutego 1942 r.

86

More magazines by this user
Similar magazines