WiTH_spec_4_2016_short

zespolbadanianalizmilitarnych

www.zbiam.pl

NUMER SPECJALNY 4/2016

Lipiec-Sierpień

cena 14,99 zł (VAT 5%)

INDEX 409138

ISSN 2450-3495

Czołg piechoty

Matilda II

W NUMERZE:

Mosquito.

Wersje myśliwskie

Można zaryzykować stwierdzenie,

że Mosquito był najlepszym

myśliwcem nocnym II wojny

światowej – dysponował wysokimi

osiągami, silnym uzbrojeniem

i dobrym radarem…

Artyleria konna

1935-1939

Przeprowadzona reforma

kawalerii, a tym samym likwidacja

10 i 12 dak, spowodowała,

że większość garnizonów jednostek

artylerii konnej znalazła się

na wschodzie kraju…

INDEX: 409138

ISSN: 2450-3495


Można zaryzykować stwierdzenie,

że Mosquito był najlepszym

myśliwcem nocnym II wojny

światowej – dysponował wysokimi

osiągami, silnym uzbrojeniem

i dobrym radarem…

Przeprowadzona reforma

kawalerii, a tym samym likwidacja

10 i 12 dak, spowodowała,

że większość garnizonów jednostek

artylerii konnej znalazła się

na wschodzie kraju…

INDEX: 409138

ISSN: 2450-3495

Vol. II, nr 4 (5)

Lipiec-Sierpień 2016; Nr 4

www.zbiam.pl

NUMER SPECJALNY 4/2016

Lipiec-Sierpień

cena 14,99 zł (VAT 5%)

INDEX 409138

ISSN 2450-3495

Czołg piechoty

Matilda II

NUMER SPECJALNY 4/2016 1

W NUMERZE:

Mosquito.

Wersje myśliwskie

Artyleria konna

1935-1939

Na okładce: czołg piechoty Matilda II. Rys. Rafał Zalewski

INDEX 409138

ISSN 2450-3495

Nakład: 14,5 tys. egz.

Redaktor naczelny

Jerzy Gruszczyński

jerzy.gruszczynski@zbiam.pl

Korekta

Dorota Berdychowska

Redakcja techniczna

Dorota Berdychowska

dorota.berdychowska@zbiam.pl

Współpracownicy

Władimir Bieszanow, Marius Emmerling,

Michał Fiszer, Tomasz Grotnik, Wojciech Holicki,

Andrzej Kiński, Leszek Molendowski,

Tymoteusz Pawłowski, Tomasz Szlagor, Maciej Szopa,

Waldemar Waligóra, Mirosław Wawrzyński

Wydawca

Zespół Badań i Analiz Militarnych Sp. z o.o.

Ul. Anieli Krzywoń 2/155

01-391 Warszawa

office@zbiam.pl

Biuro

Ul. Bagatela 10/19

00-585 Warszawa

Dział reklamy i marketingu

Anna Zakrzewska

anna.zakrzewska@zbiam.pl

Dystrybucja i prenumerata

Elżbieta Karczewska

elzbieta.karczewska@zbiam.pl

Reklamacje

office@zbiam.pl

Prenumerata

realizowana przez Ruch S.A:

Zamówienia na prenumeratę w wersji

papierowej i na e-wydania można składać

bezpośrednio na stronie

www.prenumerata.ruch.com.pl

Ewentualne pytania prosimy kierować

na adres e-mail: prenumerata@ruch.com.pl

lub kontaktując się z Telefonicznym

Biurem Obsługi Klienta pod numerem:

801 800 803 lub 22 717 59 59

– czynne w godzinach 7.00–18.00.

Koszt połączenia wg taryfy operatora.

Copyright by ZBiAM 2016

All Rights Reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone

Przedruk, kopiowanie oraz powielanie na inne

rodzaje mediów bez pisemnej zgody Wydawcy

jest zabronione. Materiałów niezamówionych,

nie zwracamy. Redakcja zastrzega sobie prawo

dokonywania skrótów w tekstach, zmian tytułów

i doboru ilustracji w materiałach niezamówionych.

Opinie zawarte w artykułach są wyłącznie

opiniami sygnowanych autorów. Redakcja nie ponosi

odpowiedzialności za treść zamieszczonych

ogłoszeń i reklam. Więcej informacji znajdziesz

na naszej nowej stronie:

www.zbiam.pl

spis treści

MONOGRAFIA PANCERNA

Tymoteusz Pawłowski

Niezasłużona legenda: Matilda II 4

MONOGRAFIA LOTNICZA

Michał Fiszer, Jerzy Gruszczyński

Samolot de Havilland Mosquito – wersje myśliwskie 20

OBRONA PRZECIWRAKIETOWA

Tomasz Szulc

Radzieckie i rosyjskie systemy przeciwrakietowe drugiej generacji 36

WOJSKA RAKIETOWE I ARTYLERIA

Jędrzej Korbal

Artyleria konna. Zmiany w strukturze organizacyjnej 1935-1939 52

WOJNA W POWIETRZU

Jacek Pukropp

Fatalny dzień. Klęska amerykańskiego lotnictwa

na Filipinach 8 grudnia 1941 r. (1) 62

WOJNA W POWIETRZU

Tomasz Szlagor

F4F Wildcat – pierwszy rok na Pacyfiku:

wrzesień – grudzień 1942 r. (3) 74

ZIMNA WOJNA

Robert Czulda

Francuska wojna w Indochinach 1945-1954 (2)

86

3


MONOGRAFIA PANCERNA

Tymoteusz Pawłowski

Niezasłużona legenda:

Matilda II

Brytyjski czołg piechoty Matilda jest

jednym z najsłynniejszych wozów

bojowych II wojny światowej. To jemu

– według legendy – alianci zawdzięczają

jedyne zwycięstwa na polach

bitew w pierwszych latach wojny.

Każda legenda składa się z wątków

nierzeczywistych, ale opiera się

na faktach. Tak samo jest i z Matildą...

maja 1940 r. Wehrmacht ruszył na Belgię

i Holandię, a w celu powstrzymania

10 agresora wkroczyły tam również wojska

francuskie i brytyjskie. Niemcy główne uderzenie

wymierzyli jednak nieco dalej na południe:

dywizje pancerne zdołały przełamać francuską

obronę i wtargnąć głęboko w przestrzeń operacyjną,

oskrzydlając alianckie wojska w Belgii i Holandii.

W nocy z 20 na 21 maja Niemcy dotarli nad

kanał La Manche, odcinając aliantów od zaplecza.

Sytuacja stała się bardzo poważna.

Francuskie dowództwo starało się zatrzymać

marsz niemieckich czołgów zbieżnym uderzeniem,

wykonanym z północy i z południa. Od południa

atakował jeden tylko związek taktyczny

– z przesadą nazywany 4. Dywizją Pancerną – który

17 maja stoczył bitwę pod Laon (a właściwie

pod Montcornet w pobliżu Laon). Natarcie nie

powiodło się – z wielu względów, m.in. dlatego,

że od północy nie zaatakowali Brytyjczycy. Ich

1. Brygada Czołgów utknęła w korkach, regularnie

bombardowana przez Luftwaffe (straty wyniosły

jednak tylko jeden czołg). Do uderzenia

była gotowa dopiero w południe 21 maja.

Setka brytyjskich czołgów ruszyła w kierunku

wroga – 7. Dywizji Pancernej dowodzonej przez

generała Erwina Rommla. Większość spośród stu

kilkunastu czołgów 7. DPanc stanowiły czeskie

Pz 38 (t), a większość brytyjskich – pochodzących

z 4. RTR oraz 7. RTR –czołgi piechoty A11 i A12,

zwane obecnie Matildami. To właśnie one stanowiły

o potędze Brytyjczyków: ich pancerz był nieprzebijalny

przez armaty niemieckich czołgów.

Opór Niemców szybko się więc załamał, a żołnierze

uciekali w panice na tyły. Dalsze wydarzenia

przeszły do legendy: Niemcy – ponoć czynił

to osobiście sam generał Rommel – zgromadzili

armaty przeciwlotnicze kalibru 88 mm, które ogniem

na wprost rozbiły nacierające Matildy. Natarcie

załamało się, ale Brytyjczycy po raz pierwszy

dostrzegli zalety swoich czołgów i przekonali się,

że Niemców można pobić.

W rzeczywistości bitwa pod Arras toczyła

się na froncie długim na kilkanaście kilometrów

i brało w niej udział 5 związków taktycznych:

1. Brygada Czołgów, angielskie 5. DP i 50. DP

oraz francuskie 1. DLM (Dywizja Zmechanizowana)

i 3. DLM. To Francuzi mieli przeprowadzić

główne uderzenie, Brytyjczycy zaś – osłaniać

je. Faktycznie jednak w akcji brały udział pojedyncze

bataliony brytyjskie, a reszta zajmowała

bierną postawę. W ataku na Arras brały udział

– oprócz czołgów – jedynie dwa bataliony piechoty.

Ich przeciwnikiem nie była cała 7. Dywizja

Pancerna, jedynie piechota i artyleria – bez pułku

czołgów, który maszerował w oddali. Gdy pod

wieczór 25. pułk pancerny pojawił się wreszcie

na placu boju, Niemcom udało się zrobić swoimi

Pz 38 (t) dokładnie to samo, czego kilka godzin

wcześniej dokonali Brytyjczycy: przełamali

linie nieprzyjacielskiej piechoty wzmocnionej

armatami przeciwpancernymi. I właśnie to zaskakujące

niemieckie uderzenie zadecydowało

o losach bitwy pod Arras.

Walka Matild była jedynie epizodem. A właściwie

dwoma – Brytyjczycy bowiem walczyli

w dwóch oddalonych od siebie kolumnach.

W każdej z nich znajdowało się jedynie 8 Matild

A12 – pozostałe czołgi były wcześniejszymi A11

(z niewielką domieszką czołgów lekkich Mk IV).

Natarcie nie zostało bynajmniej rozbite zaimprowizowanym

ogniem armat przeciwlotniczych;

utknęło przed stanowiskami artylerii polowej.

Brytyjscy dowódcy nie ryzykowali straty czołgów,

tylko szybko wycofali się z walki, pozostawiając

swoją piechotę w poważnych opałach. Spośród

88 brytyjskich czołgów biorących udział w bitwie

(oprócz nich walczyło również ponad 60 francuskich)

jedynie 24 zostało zniszczonych w walce.

Podobne były straty wśród czołgów niemieckich,

przebijających się nieco dalej przez obronę brytyjską.

Jednak w ciągu nocy Brytyjczycy nie

tylko nie byli w stanie naprawić „wyeliminowanych”

przez artylerię czołgów, ale stracili również

te, które przetrwały bitwę: nazajutrz dysponowali

jedynie 28 maszynami (w tym tylko dwiema Matildami

A12). Tymczasem Niemcy wyremontowali

swoje uszkodzone w boju pojazdy.

Brytyjczycy zaprzestali ataków; kontynuowali

je nadal Francuzi. To ich czołgi uwolniły nad ranem

z okrążenia jeden z angielskich batalionów

piechoty, opuszczony przez czołgi z 7. RTR i kontynuowały

walkę jeszcze przez kilka dni. Generał

Rommel wpadł w panikę i meldował swoim przełożonym

o ataku pięciu dywizji i kilkuset czołgów.

Niemożność zorientowania się w sytuacji

doprowadziła do trwającego 48 godzin chaosu

wśród niemieckich wojsk, pogłębionego poprzez

ciągłe ataki Francuzów. 24 maja dowództwo

niemieckie wydało „Haltbefehl” – rozkaz wstrzymania

ofensywy, który umożliwił aliantom obsadzenie

Calais, Boulogne i Dunkierki. Brytyjskie

Siły Ekspedycyjne zostały ewakuowane i wojna

mogła trwać dalej...

Czołgi piechoty

W czasie pierwszej wojny światowej czołgi służyły

przede wszystkim do wsparcia piechoty: zarówno

4


MONOGRAFIA LOTNICZA

Michał Fiszer, Jerzy Gruszczyński

Samolot de Havilland Mosquito

– wersje myśliwskie

Jednym z głównych zastosowań

wielozadaniowego samolotu bojowego

Mosquito były nocne działania

myśliwskie, zarówno defensywne, jak

i ofensywne. Można śmiało zaryzykować

stwierdzenie, że de Havilland

Mosquito to najlepszy nocny samolot

myśliwski drugiej wojny światowej

– dysponował wysokimi osiągami,

silnym uzbrojeniem, a także dobrym

celownikiem radiolokacyjnym.

Wśród pierwszych 50 zamówionych samolotów

Mosquito znalazła się także

wersja myśliwska. Jej założenia taktyczno-techniczne

sprecyzowano w zapotrzebowaniu

F.21/40, wydanym 16 listopada 1940 r.

Głównym przeznaczeniem nowego dwusilnikowego

samolotu myśliwskiego dalekiego zasięgu

miała być obrona powietrzna Wielkiej Brytanii,

ze szczególnym zwróceniem uwagi na działania

w warunkach nocnych. Z tego powodu miał

on być wyposażony w celownik radiolokacyjny

oraz mieć dwuosobową załogę (pilot i obserwator-operator

radaru). Miał on rozwijać prędkość

maksymalną nie mniejszą niż 587 km/h na wysokości

6092 m, mieć prędkość przelotową, na ekonomicznym

zakresie pracy zespołu napędowego,

Samolot myśliwski dalekiego zasięgu Mosquito NF.II Special, wariant NF.II do działań ofensywnych nad obszarem

przeciwnika, pozbawiony radiolokatora.

nie mniejszą niż 483 km/h na wysokości 4572 m.

Dysponować długotrwałością lotu 3 godziny

30 minut, w tym 15 minut pracy silników na zakresie

maksymalnym do startu i naboru wysokości,

3-godzinny patrol na prędkości ekonomicznej

na wysokości 4572 m i 15 minut pracy silników

na zakresie maksymalnym do przechwycenia

i zniszczenia celu powietrznego. Uzbrojenie miały

stanowić cztery działka kalibru 20 mm i cztery

karabiny maszynowe kal. 7,7 mm z sumarycznym

zapasem amunicji 600 i 2800 nabojów.

W wersji myśliwskiej wykonano trzeci prototyp

Mosquito, W4052. To na nim po raz pierwszy

wprowadzono zmiany w konstrukcji kadłuba

typowe dla wersji myśliwskich, a później

także myśliwsko-bombowych. Zniknął oszklony

nos kadłuba, a na jego miejsce wprowadzono

cztery karabiny maszynowe Browning kal. 7,7 mm

(z zapasem amunicji 500 nabojów na karabin),

natomiast pod nimi, nieco z tyłu zamontowano

cztery automatyczne działka lotnicze Hispano-

-Suiza HS.404 kal. 20 mm z bębnami amunicyjnymi

do nich, mieszczącymi po 225 nabojów

na działko. Znalazły się one w przedniej części

komory bombowej – więc ta została skrócona

o połowę, pozostawiono jedynie tylne uchwyty

na dwie bomby (początkowo 113 kg, a później

227 kg). Jednakże w wersjach myśliwskich mon-

towano w niej dodatkowe zbiorniki paliwa o pojemności

682 l, niemalże na stałe. W ten sposób

zapas paliwa zwiększono z 2500 do 3182 l. Takie

same zbiorniki stosowano także w wersji rozpoznawczej.

Zmieniono również sposób wsiadania

do kabiny: teraz luk dla załogi znalazł się na prawym

boku kadłuba, nieco powyżej działek.

Samolot był napędzany silnikami Rolls-Royce

Merlin 21. Początkowo problemem było opracowanie

odpowiednich rur wydechowych, z których

nie wydobywałyby się płomienie. Długie, podwójne

rury wydechowe typu „saksofon” szybko

się przegrzewały i pękały. Ostatecznie zamontowano

małe indywidualne wyloty, ale wewnątrz

długiej osłony o odpowiednim kształcie. Powietrze

wpadało do tej osłony z przodu, a wylot

spalin działał jak komora spalania w silniku strumieniowym.

Nie tylko taki wylot skutecznie tłumił

płomienie, ale także sam w sobie dawał pewien

ciąg, poprawiający osiągi samolotu (prędkość

maksymalna zwiększała się o ponad 10 km/h).

Tego rodzaju wyloty zastosowano na wszystkich

wersjach Mosquito operujących w nocy – w tym

na myśliwcach, na większości bombowców

i na samolotach rozpoznawczych.

Ponadto w wersjach myśliwskich i myśliwsko-

-bombowych, by poprawić sterowność samolotu,

zwiększono rozpiętość usterzenia poziomego

20


MONOGRAFIA LOTNICZA

157. Dywizjon do końca wojny stacjonował

w Swannington pod Leicester w północnej Anglii

i pod koniec 1943 r. także został wyposażony

w myśliwsko-bombowe Mosquito FB.VI, wymienione

na Mosquito NF.XIX, otrzymane w maju

były mniej skuteczne, ale dla niemieckich pilotów

ścigających brytyjskie bombowce wizja pędzącego

wprost na ich samolot Mosquito była dość

deprymująca, nie dając im komfortu spokojnego

poszukiwania własnych celów.

szkolenia, trafił do 85. Dywizjonu, latając na samolotach

Havoc. Po okresie służby jako instruktor

w 62. OTU i pracy sztabowej, na początku 1944 r.

znów trafił do 85. Dywizjonu. Latając na Mosquito

NF.XVII w okresie od lutego do kwietnia 1944 r.,

zestrzelił dwa Me 410, Do 217, Ju 88 i Ju 188, uzyskując

status asa walczącego w systemie obrony

powietrznej Wielkiej Brytanii.

Po przeniesieniu dywizjonu do 100. Grupy

Bomber Command wkrótce jednostka ta została

wyposażona w Mosquito NF.XIX, na których

Napęd Mosquito NF.XXX stanowiły silniki Rolls-Royce Merlin 72/73 lub 76/77. Samolot rozwijał prędkość maksymalną 655 kmh, osiągał pułap 11 580 m i miał zasięg 2092 km.

1944 r. Od lutego 1945 r. była to już mieszanka

Mosquito NF.XIX i NF.XXX, nim te ostatnie stały

się jedynym sprzętem dywizjonu w sierpniu

1945 r., ale kilka dni później dywizjon rozwiązano.

85. Dywizjon był w tym czasie wyposażony

w Mosquito NF.XVII, wymienione w listopadzie

1944 r. na Mosquito NF.XXX, które z kolei zostały

zastąpione przez Mosquito NF.36, kiedy dywizjon

wrócił do Fighter Command.

Zwykle osłona bombowców polegała na wysłaniu

myśliwców Mosquito nad niemieckie lotniska

w pobliżu obiektów przewidzianych do zaatakowania

przez własne bombowce – z takim

wyliczeniem, by przybyły one nad te lotniska

na 10 minut przed rozpoczęciem oznaczania

celu. Krążąc nad nimi, Mosquito starały się przechwycić

startujące nocne myśliwce i zestrzelić

je, nim te skierowały się w stronę bombowców.

Mosquito pozostawały w swoich rejonach dyżurowania

przez cały nalot, a następnie dołączały

kolejno do bombowców wracających z wyprawy,

lecąc w pewnej odległości za nimi na zredukowanych

obrotach i lekko wypuszczonych

klapach, tak by zachować prędkość typową dla

czterosilnikowego bombowca.

Samoloty 100. Grupy szybko wyposażono

w urządzenie ostrzegające przed opromieniowaniem

radiolokacyjnym typu Monica. W momencie,

gdy lecące za bombowcami Mosquito

zostały opromieniowane niemieckim radarem

pokładowym, samoloty chowały klapy, zwiększały

obroty silników i wykonywały zwrot o 180 o ,

ruszając na maszynę przeciwnika. Oznaczało

to oczywiście atak czołowy, ale po jego zakończeniu

ponownie wykonywano zwrot o 180 o , by tym

razem przeprowadzić klasyczny atak od tyłu, mający

większe szanse powodzenia. Ataki czołowe

Ostatnim asem na Mosquito (ostatnim

w sensie chronologicznym) został ppłk Branse

A. Burbridge, przez cały okres swojej kariery

operacyjnej służący w 85. Dywizjonie. Ponieważ

po krótkim czasie służby Branse’a Burbridge’a

w tej jednostce 85. Dywizjon trafił do 100. Grupy,

pilot ten odniósł najwięcej zwycięstw nad obcym

terytorium. Mimo że – jako pracownik państwowy

(w państwowej firmie ubezpieczeniowej Royal

Exchange Insurance) – miał zwolnienie od służby

wojskowej, to jednak we wrześniu 1940 r. wstąpił

do RAF. W październiku 1941 r., po zakończeniu

latała do grudnia 1944 r., kiedy to dywizjon wyposażono

w Mosquito NF.XXX. Mimo przeniesienia

do 100. Grupy początkowo 85. Dywizjon

nadal włączano do działań obronnych nad Wielką

Brytanią: w nocy z 23 na 24 czerwca 1944 r. zestrzelił

nad południową Anglią Ju 88A, a w lipcu

i sierpniu zniszczył trzy bomby latające V-1,

w tym jedną w dzień.

We wrześniu dywizjon działał już ofensywnie,

więc Branse A. Burbridge w nocy z 11 na 12 września

zestrzelił Ju 188 nad Morzem Bałtyckim.

W nocy z 14 na 15 października 1944 r. zestrzelił

Mosquito wykorzystywane przez 100. Grupę RAF często były dodatkowo wyposażone w urządzenie ostrzegające

przed opromieniowaniem radiolokacyjnym Monica oraz dysponowały układem radionawigacyjnym Gee.

Ju 88C nad lotniskiem Gütersloh na południowy

zachód od Bielefeld. Pięć dni później zniszczył

kolejnego Ju 188 w pobliżu Metzu we Francji,

a w nocy z 4 na 5 listopada zestrzelił w rejonie

Bonn aż cztery niemieckie samoloty: trzy Ju 88G

i jednego Bf 110G. Swój sukces powtórzył w nocy

33


Tomasz Szulc

BITWY I KAMPANIE

Radzieckie i rosyjskie

systemy przeciwrakietowe

drugiej generacji

W marcu 1961 r. po raz pierwszy

na świecie udało się zniszczyć

w locie głowicę pocisku balistycznego.

Umożliwił to eksperymentalny

system przeciwrakietowy A, opracowany

w Związku Radzieckim przez

zespół konstruktorów KB-1 pod

kierunkiem G. Kisuńko. Kolejne udane

przechwycenia potwierdziły, że stworzenie

systemu obrony przed pociskami

balistycznymi jest możliwe.

Równocześnie okazało się, że zwalczanie

pojedynczych głowic rakiet balistycznych

i powstrzymanie zmasowanego ataku,

kiedy w stronę chronionego obiektu zbliżają się

dziesiątki rakiet i nawet setki celów pozornych,

to zupełnie różne zagadnienia. Kluczem do zwalczania

głowic pocisków balistycznych jest ich

nadzwyczaj precyzyjne śledzenie i dokładne

prognozowanie trajektorii. Metoda śledzenia jednego

celu z wykorzystaniem trzech-czterech oddalonych

od siebie radiolokatorów, wybrana dla

systemu A, zapewniała odpowiednią precyzję, ale

dla każdego celu trzeba było wykorzystać równocześnie

co najmniej trzy radiolokatory, rozmieszczone

w odległości setek km od siebie. Dlatego

z metody Kisuńki zrezygnowano na rzecz użycia

tylko jednego radaru, a mniejszą dokładność śledzenia

kompensowano zastosowaniem w przeciwpociskach

głowic jądrowych. Nawet i ten sposób

nie rozwiązywał problemu celów pozornych.

Każda nadlatująca głowica była maskowana przez

Trzystopniowa rakieta przeciwlotnicza W-758 (22D) na wyrzutni.

co najmniej kilka takich celów, które trudno było

odróżnić od niej za pomocą środków radiolokacyjnych.

Ten fakt – oraz błyskawicznie rosnąca

liczba rakiet balistycznych, które przeciwnik mógł

odpalić niemal równocześnie – spowodowały,

że zbudowany z wielkim trudem system obrony

przeciwrakietowej Moskwy, noszący oznaczenie

A-35, od początku nie był w stanie zapewnić bez-

36


BITWY I KAMPANIE

Po lewej: przeciwpocisk 53T6 opuszcza wyrzutnię… Po prawej: jedyne w miarę czytelne zdjęcie 53T6 w locie.

Źródła fotografii: KB Wympiel, Ałmaz, KB Fakieł, MO Rosji, internet.

go pojawiające się w mediach oznaczenia A-135M

i A-135M2 należy uznać albo za wymysł mediów,

albo za próbę propagandowej dezinformacji.

Na początku XXI wieku podjęto szereg decyzji

mających de facto odtworzyć system A-135 – wyasygnowano

środki na przeglądy aparatury radiolokacyjnej

oraz podjęto prace nad przedłużeniem

resursu przeciwpocisków 53T6. Przyczyna tego

ostatniego posunięcia była prosta: gdy przyjmowano

te rakiety na uzbrojenie, przewidywano,

że okres ich przechowywania będzie krótki, nie

przekraczający 10 lat z powodu niskiej stabilności

zastosowanego w nich paliwa, które stopniowo

zmieniało swoje właściwości. Po tym czasie

przeciwpociski miały być zastąpione nowymi lub

co najmniej poddane remontowi i wymianie silników.

Tymczasem w Rosji ani produkcji tych rakiet,

ani ich silników nie kontynuowano i nie było

czym zastąpić „jednostki ognia” systemu A-135

(wielkość zapasu wyprodukowanych rakiet nigdy

nie została ujawniona, a dane nieoficjalne oscylują

między 90 a ponad 200 pociskami).

W latach 2011-2012 zostały przeprowadzone

próby państwowe zmodernizowanego systemu

obrony powietrznej Moskwy S-50M, zapewniającego

współpracę sił i środków obrony

przeciwlotniczej i przeciwrakietowej (pierwsze

udane próby w tym zakresie przeprowadzono

w 1994 r. podczas końcowych prób państwowych

systemu S-50). W 2013 r. podano, że rozpoczął

się proces cyfryzacji systemu obrony przeciwrakietowej

A-135, który ma ułatwić dwukierunkową

wymianę informacji i współpracę ogniową

z kompleksami przeciwlotniczymi obrony Moskwy.

Jest to zasadne tym bardziej, że wdrażane

kompleksy przeciwlotnicze S-400 mają pewne

możliwości przeciwrakietowe. Restrukturyzowane

są również jednostki obsługujące system

obrony przeciwrakietowej. Obecnie zajmuje

się tym 9. Dywizja Obrony Przeciwrakietowej,

Wypalony pojemnik transportowo-startowy przeciwpocisku 53T6.

a komponenty systemu noszą kodowe oznaczenia

zaczynające się od cyfry 9 (np. stanowisko

dowodzenia 5K80 to „pozycja 900”).

Konkluzja

System A-135 Amur był pierwszym i jedynym

na świecie zdolnym do przechwytywania głowic

rakiet strategicznych atakujących pod osłoną

celów pozornych. Zapewniał ochronę Moskwy

przed atakiem ze strony „państw nieprzewidywalnych”

oraz przypadkowym atakiem ze strony

któregoś z mocarstw atomowych (awaria,

skutek przejęcia pojedynczych wyrzutni przez

terrorystów). Był świetną bazą do dalszego doskonalenia

broni przeciwrakietowej, a na wypadek

zerwania traktatu ABM mógł przyspieszyć

rozwinięcie bardziej rozbudowanego i skutecznego

systemu tego typu. Prace nad nim przebiegały

jednak zbyt wolno; na dodatek osiągnięcie

przez niego gotowości zbiegło się z rozpadem

ZSRR, po którym Rosja nie była w stanie – z różnych

powodów – kontynuować radzieckiego

programu przeciwrakietowego.

Obecnie A-135 funkcjonuje w postaci okrojonej

– tylko z przeciwpociskami bliskiego zasięgu.

Jednostronne wypowiedzenie przez

Stany Zjednoczone traktatu ABM daje Rosji

wolną rękę w sprawie obrony przeciwrakietowej

i można przypuszczać, że jednym z pierwszych

kroków w tej dziedzinie będzie modernizacja

Amura; natomiast dalekim echem

niedokończonego systemu S-225 można nazwać

opracowywane obecnie rosyjskie systemy

przeciwrakietowe nowej generacji.•

51


Jędrzej Korbal

BITWY I KAMPANIE

Artyleria konna.

Zmiany w strukturze

organizacyjnej 1935-1939

Począwszy od lutego 1924 r. w ramach

organizacji pokojowej Wojska

Polskiego funkcjonowało 40 pułków

kawalerii, zorganizowanych w 4 Dywizjach

Kawalerii (DK) oraz 5 Samodzielnych

Brygadach Kawalerii (SBK). Już

w 1929 r. przeprowadzono pierwszą,

podzieloną na kilka faz, reorganizację

struktury tzw. kawalerii samodzielnej,

wprowadzając nowy brygadowy

system. Istniejący wcześniej porządek

– zakładający funkcjonowanie dużych

formacji kawalerii (DK) – uznano bowiem

za nieefektywny, zastępując

go układem nowym i, jak dziś można

sądzić, nieco chaotycznym.

Z

pierwotnie planowanych czterech DK pozostała

tylko jedna, 2 DK, z dowództwem

w Warszawie. Pozostałe – 1, 3 i 4 DK – jeszcze

na przełomie lat 1929/1930 zlikwidowano,

a pułki kawalerii przypisano do SBK/BK. Choć

jako najodpowiedniejsze dla nowej organizacji

wskazano samodzielne, czteropułkowe brygady

kawalerii, będące silnymi związkami operacyjnymi

mogącymi samodzielnie realizować stawiane

im zadania, zachowując przy tym tak ważny dla

kawalerii atut ruchliwości i elastyczności działania,

zachowano jednak i mniej efektywne formacje.

Utrzymano (uznawane za słabe) brygady trzypułkowe,

które tylko w określonych przypadkach

mogły wypełniać powierzone im zadania.

Co więcej, mimo wyraźnych niedostatków definitywnie

nie skreślono brygad dwupułkowych

jako całkowicie nie nadających się do realizacji

samodzielnych zadań bojowych. Skutkiem tego

w latach 1929-1930 pułki kawalerii uformowano

w niejednolite pod względem składu i liczebności

trzy typy jednostek operacyjnych – Dywizje

Koszary im. Gen. Józefa Bema w Warszawie, w których stacjonował 1 dak.

Kawalerii (DK), Samodzielne Brygady Kawalerii

(SBK) i Brygady Kawalerii (BK). W skład każdej

z wyżej wymienionych Wielkich Jednostek (WJ)

wchodziło więc od dwóch do czterech pułków

kawalerii oraz mająca odpowiadać ich liczbie

określona ilość baterii/dyonów artylerii konnej.

W efekcie przeprowadzonych zmian już w październiku

1930 r. w O.de B polskiej kawalerii znalazły

się: jedna sześciopułkowa DK (3 brygady),

dwie czteropułkowe BK, sześć trzypułkowych

BK/SBK oraz cztery dwupułkowe BK (łącznie

52


WOJNA W POWIETRZU

Jacek Pukropp

1

Fatalny dzień.

Klęska amerykańskiego lotnictwa

na Filipinach 8 grudnia 1941 r.

W momencie wybuchu wojny

na Dalekim Wschodzie główną siłą

stacjonujących na Filipinach amerykańskich

Far East Air Force były

cztery dywizjony bombowe, mające

na wyposażeniu 35 Latających Fortec

oraz pięć dywizjonów myśliwskich,

z czego cztery na Curtissach P-40.

Większość nowoczesnych maszyn

przybyła niewiele wcześniej – w drugiej

połowie 1941 r., a niektóre tuż

przed japońskim atakiem.

Z

powodu różnych stref czasowych tutejsze

dowództwo US Army Forces in the

Far East, z Gen. Douglasem MacArthurem

na czele, wiedziało jeszcze przed świtem 8 grudnia

1941 r. o nalocie na Pearl Harbor. Dodatkowo

mgła zatrzymała na lotniskach Formozy japońskie

samoloty, mające zaatakować bazy lotnicze

w rejonie Manili krótko po wschodzie słońca.

Mimo to tuż po południu tego dnia FEAF poniosły

klęskę. Jak do tego doszło? Czy siły te, odpowiednio

użyte, mogły opóźnić zwycięski pochód

Japończyków w początkowym okresie wojny

na Dalekim Wschodzie?

Lotnictwo na Filipinach

w okresie międzywojennym

Prawie przez cały okres międzywojenny na Filipinach

stacjonowała 4. Composite Group. 14 sierpnia

1919 r. utworzono 1. Group (Observation), a w jej

skład od 10 marca 1920 r. weszły 2. (dotarł na Filipiny

w grudniu 1919 r.) oraz 3. Aero Squadron (przybył

na Filipiny 18 sierpnia 1919 r.). 14 marca 1921 r.

zmieniono nazwę na 4. Group (Observation),

dywizjony zaś przemianowano na 2. Squadron

i 3. Squadron (Pursuit). 29 czerwca 1922 r. po raz

kolejny zmieniono nazwę na 4. Group (Pursuit and

Bombardment), krótko potem zaś – w lipcu tego

roku – na 4. Group (Composite). 2 grudnia 1922 r.

w skład Grupy wszedł reaktywowany 1 września

tego roku 28. Squadron (Bombardment), który

przybył z Mather Field w Kalifornii. 25 stycznia

1923 r. po raz ostatni zmieniono nazwę na 4. Composite

Group, a podległe jednostki przemianowano

na 2. Observation Squadron, 3. Pursuit Squadron

i 28. Bombardment Squadron. W takim stanie

4. CG funkcjonowała do schyłku 1940 r. W tym

czasie 2. OS wykorzystywał początkowo głównie

samoloty typu Dayton-Wright DH-4 (1919-1925;

była to budowana w USA wersja DH-4 z silnikiem

Liberty VIII), później Douglas O-2 (1925-1931),

Douglas World Cruiser O-5 (także 1925-1931),

Thomas-Morse O-19 (1931-1938) oraz Douglas

0-46 (od 1938 r.), a także łodzie latające Loening

OA-1 i COA-1 (1925-1931), Sikorsky C-6 (1931-

1938), Douglas OA-3 (1931-1938) i OA-4 Dolphin

(1938-1941) oraz Grumman OA-9 Goose (1938-

1941); 3. PS najpierw również miał samoloty DH-4,

później Thomas-Morse MB-3 (1923-1926), Boeing

PW-9 (1926-1931), Boeing P-12 (1930-1937) i Boeing

P-26 (od 1937 r.), a na stanie w latach 1931-

62


WOJNA W POWIETRZU

Tomasz Szlagor

3

F4F Wildcat

– pierwszy rok na Pacyfiku:

wrzesień – grudzień 1942 r.

Wildcaty zaparkowane na skraju pasa

startowego Fighter 1 na Guadalcanalu.

Amerykańska inwazja na Guadalcanal

w sierpniu 1942 r. otworzyła nowy

front na południowym Pacyfiku

i doprowadziła do trzeciej w historii

bitwy lotniskowców, którą stoczono

pod koniec tego miesiąca u wschodnich

Wysp Salomona. Niemniej jednak

ciężar walk nad Guadalcanalem

spoczywał na samolotach operujących

z baz lądowych.

W

tym czasie na wyspie stacjonowały dwa

dywizjony Wildcatów Marines (VMF-223

i -224) oraz jeden US Navy (VF-5), odpierające

zmasowane naloty japońskiego lotnictwa

bazującego w Rabaul na Nowej Brytanii.

Przybycie 11 września 24 myśliwców z VF-5,

wyokrętowanych z lotniskowca Saratoga po usz-

kodzeniu okrętu pod koniec sierpnia, potroiło

siły Wildcatów na wyspie. W tym czasie jednostki

lotnictwa Cesarskiej Marynarki w Rabaul, zgrupowane

w 11. Flocie Powietrznej, miały na stanie

około 100 sprawnych samolotów, w tym 30 rikko

(dwusilnikowych bombowców) i 45 myśliwców

A6M Zero. Niemniej jednak tylko A6M2 model 21

dysponował wystarczającym zasięgiem, by zapuszczać

się nad Guadalcanal. Nowsze A6M3

model 32 wykorzystywano głównie do obrony

Rabaul przed nalotami amerykańskiego lotnictwa

operującego z Nowej Gwinei.

W południe 12 września nadleciała wyprawa

25 rikko (z Misawa, Kisarazu i Chitose Kokutai).

Ich eskortę stanowiło 15 Zero z 2. i 6. Kokutai.

Po dotarciu w pobliże wyspy bombowce przeszły

w płytki lot nurkowy, schodząc na wysokość

7500 m dla nabrania prędkości. Japończyków

czekała spora niespodzianka. Z Henderson Field

wystartowało na przechwycenie aż 20 Wildca-

USS Wasp płonie po storpedowaniu przez japoński okręt podwodny; 15 września 1942 r.

tów VF-5 oraz 12 z obu dywizjonów Marines. Piloci

Zero starali się trzymać je na dystans, ale nie

byli w stanie upilnować 32 myśliwców. W efekcie

Japończycy stracili sześć rikko i jednego Zero,

którego pilotował mat Torakichi Okazaki z 2. Kokutai.

Ostrzelany przez Lt.(jg) Howarda Grimmella

z VF-5, Okazaki umknął w kierunku wyspy Savo,

ciągnąc za sobą strugę rozpylonego w powietrzu

paliwa, ale nikt go nigdy więcej nie widział.

O świcie 13 września lotniskowce Hornet

i Wasp dostarczyły na Guadalcanal 18 Wildcatów

dla stacjonujących na wyspie dywizjonów. Tymczasem

do Rabaul dotarła informacja, jakoby japońskie

wojska zdobyły Henderson Field – główne

lotnisko na wyspie. Aby to potwierdzić, nad

wyspę wyruszyły dwa rikko w eskorcie dziewięciu

myśliwców. Kilka Zero na widok wspinających

się do nich Wildcatów uderzyło z góry, zestrzeliło

jednego, a resztę przepędziło pod chmury.

Tam jednak pewni siebie i skorzy do walki piloci

elitarnego Tainan Kokutai wdali się w długą

potyczkę nisko nad ziemią i, kiedy do akcji włączyły

się kolejne Wildcaty, zostali wybici jeden

po drugim. Zginęło czterech, w tym trzech asów:

chor. mar. Toraichi Takatsuka, bsmt Kazushi Uto

i mat Susumu Matsuki.

Meldunki załóg dwóch rikko były sprzeczne,

dlatego rankiem następnego dnia, 14 września,

nad Henderson Field udały się trzy A6M2-N

(Rufe), by ustalić, kto panuje nad lotniskiem. Były

to wodnosamoloty operujące z bazy w zatoce

Rekata u brzegów wyspy Santa Isabel, zaledwie

135 mil od Guadalcanalu. Stanowiły realne zagrożenie

– wieczorem poprzedniego dnia zestrzeliły

Dauntlessa, który podchodził do lądowania. Tym

74


WOJNA W POWIETRZU

Tym razem rikko skutecznie zbombardowały

lotnisko myśliwców (Fighter 1), powodując duże

straty wśród personelu naziemnego. Pół godziny

po bombowcach nad Guadalcanal wpadło

tuzin Zero z 3. i 751. Kokutai. Zestrzeliły T/Sgt.

Emmeta Andersona, który zginął. Tego samego

dnia piloci wycofanego wcześniej z walk VF-5

dostarczyli na Guadalcanal 12 nowych Wildcatów

i wieczorem wrócili samolotem transportowym

na Espiritu Santo. Mając do dyspozycji

30 sprawnych Wildcatów, obrońcy byli gotowi

na kolejną wymianę ciosów.

Nazajutrz, 22 października, nad Guadalcanalem

nieoczekiwanie pojawiły się bombowce nurkujące.

Po starcie z Kahili 12 kanbaku z 2 i 31. Kokutai,

osłanianych przez tuzin A6M3 z 6. Kokutai,

wzięło na cel kotwicowisko u brzegów wyspy.

Sześć obrzuciło bombami niszczyciel USS Nicholas,

nie trafiając ani razu – zapewne dzięki

interwencji Wildcatów, których piloci zgłosili pięć

Hiyo i Junyo. Ich działania miał ubezpieczać zespół

okrętów Kido Butai, którego trzon stanowiły

lotniskowce floty: Shokaku i Zuikaku oraz

lotniskowiec lekki Zuiho. Ponadto japońska Połączona

Flota zaangażowała w tę operację 4 pancerniki,

8 krążowników ciężkich, 2 krążowniki

lekkie i 27 niszczycieli.

Słabością planu Japończyków była, nie po raz

pierwszy, jego złożoność. Oba zespoły ich lotniskowców

krążyły na północ od Wysp Salomona,

wyczekując szturmu wojsk lądowych na amerykański

przyczółek, co miało nastąpić nocą

22 października. Dzień wcześniej w maszynowni

Hiyo wybuchł pożar – uszkodzony lotniskowiec

musiał wycofać się do Truk, zostawiając po drodze

większość swojej grupy pokładowej w Kahili.

Co gorsza dla Japończyków, w kolejnych

dniach 17. Armia dwukrotnie przekładała termin

szturmu. Tymczasem 23 października amerykańskie

samoloty rozpoznawcze wykryły

Japońskie myśliwce Mitsubishi A6M Zero (Zeke) podczas startu, przypuszczalnie z Kahili

na wyspie Bougainville w północnej części Salomonów.

zwycięstw. W rzeczywistości zestrzelili jednego

kanbaku; drugi rozbił się w drodze powrotnej,

a dwa wróciły ciężko uszkodzone. Myśliwce

eskorty nawet nie podjęły walki.

Rankiem 23 października Japończycy z godnym

podziwu uporem ruszyli nad Guadalcanal

dalej wykrwawiać Cactus Air Force, jak nazywano

siły lotnicze na wyspie – chociaż w zaistniałej sytuacji

zasadne byłoby pytanie, kto kogo bardziej

wykrwawiał. Dwanaście A6M3 ze stacjonującego

w Kahili 6. Kokutai miało utorować drogę wyprawie

bombowej z Rabaul, złożonej z 16 rikko

(Misawa i Kisarazu Kokutai) pod osłoną 17 Zero

(2., 751. i Tainan Kokutai). Amerykanie poderwali

w powietrze 28 Wildcatów i cztery Airacobry.

Doszło do wielkiej bitwy, zakończonej zdecydowanym

zwycięstwem obrońców. Najciężej

poturbowany 6. Kokutai, który leciał przodem,

stracił czterech pilotów (por. mar. Mukumi Kanemitsu,

bosm. Gunji Suzuki, mat Shimpei Tagakagi

i mat Hiroshi Fukuda). Zginęło też dwóch

pilotów Zero z eskorty bombowców (por. mar.

Masayoshi Baba i st. mar. Hashiro Mitsunaga,

obaj z 751. Kokutai). Łącznie Japończycy stracili

sześć myśliwców i jednego rikko. Z dwudziestu

(sic!) Zero, które zgłosili piloci Cactus Air Force,

cztery zapisano na konto Capt. Joego Fossa.

Co nie mniej ważne, straty własne ograniczyły się

do jednego uszkodzonego Wildcata.

Ta wzmożona aktywność lotnictwa Cesarskiej

Marynarki nie była przypadkowa. Japończycy

szykowali się do kolejnej „ostatecznej” rozprawy

– połączonymi siłami lądowymi, morskimi

i powietrznymi – z amerykańskim przyczółkiem

na Guadalcanalu. Także US Navy przygotowywała

operację ofensywną, która miała odciążyć oblężonych

obrońców Henderson Field. Admirał Halsey,

nowy dowódca na południowym Pacyfiku, zamierzał

powtórzyć atak na kotwicowisko konwojów

„Tokyo Express”, który na początku miesiąca przeprowadził

Hornet. W tym celu zebrał dwukrotnie

większe siły, zgrupowane w Task Force 61. Trzon

zespołu stanowiły lotniskowce Hornet i Enterprise,

który właśnie wrócił z Pearl Harbor po naprawie

uszkodzeń odniesionych w bitwie koło

wschodnich Wysp Salomona.

Planując tę śmiałą operację Halsey nie był

świadom, jak potężne siły ma przeciwko sobie.

Japończycy spodziewali się, że ich 17. armia,

wzmocniona posiłkami dowiezionymi na Guadalcanal

przez transportowce „Tokyo Express”,

przełamie obronę przyczółka wokół Henderson

Field. Wówczas, jak założyli, przeciwnik rozpocznie

ewakuację z wyspy z pomocą przybyłej

na ratunek floty. Wtedy zamierzali uderzyć siłami

zespołu złożonego m.in. z lotniskowców lekkich

okręty przeciwnika i Halsey zrozumiał, że jego

lotniskowce, zamiast szybkiego ataku na kotwicowisko,

czeka wielka bitwa.

Nad ranem 25 października 17. Armia ruszyła

do szturmu na amerykański przyczółek. Tego

dnia siły Cactus Air Force liczyły 27 sprawnych

F4F. Dowództwo w Rabaul słało nad Guadalcanal

patrole myśliwców, dlatego potyczki w powietrzu

trwały przez większość dnia. Rankiem

sześć Wildcatów VMF-121 pod komendą Capt.

Fossa starło się z dziewięcioma Zero z 3. Kokutai.

Amerykanie zgłosili zestrzelenie trzech

(w tym Foss – dwóch), za cenę jednego samolotu

(pilot ocalał). Rzeczywiste straty 3. Kokutai

w tej potyczce to dwóch pilotów (bosm. Rokuzo

Iwamoto i bsmt Naoichi Maeda).

Wkrótce potem czterech pilotów VMF-212 zaatakowało

japońskie niszczyciele Akizuki, Ikazu-

79


ZIMNA WOJNA

Robert Czulda

2

Francuska wojna

w Indochinach 1945-1954

W wyniku działań sił północnowietnamskich

na przełomie 1950 i 1951 r.

Francuzi utracili faktyczną kontrolę

nad północnym Wietnamem. Wymusiło

to wycofanie oddziałów na południe

od Rzeki Czerwonej i przygotowywanie

obrony w jej delcie, by

chronić zarówno Hanoi, jak i Hajfong.

Komuniści, mając 81 batalionów – w tym

dwanaście artylerii i osiem inżynieryjnych

– dysponowali już wówczas inicjatywa

strategiczną. Świadom tego był generał Giáp, który

wiedział, że wojna przeszła z fazy francuskiej

ofensywy do fazy wojny na wyniszczenie, której

Francja wygrać nie mogła. Naszą strategią na tym

etapie jest ogólna kontrofensywa – stwierdził Giáp

w rozmowie ze swoimi oficerami – musimy atakować

bez wytchnienia do ostatecznego zwycięstwa,

dopóki nie wypchniemy wroga z Indochin.

Wszystkie działania wojskowe w tej fazie mają mieć

jeden cel – całkowite zniszczenie sił francuskich.

Na ostatnim etapie zastosujemy następujące wytyczne

taktyczne: działania manewrowe staną

się najważniejsze, wojna pozycyjna i partyzancka

będą wówczas drugorzędne.

Z uwagi na wejście wojny w nową fazę generał

Giáp przeszedł od działań partyzanckich

do operacji siłami zorganizowanymi na poziomie

dywizji. Północnowietnamska dywizja formowana

była w oparciu o trzy pułki (każdy po 2850 żołnierzy)

w dziewięciu batalionach piechoty. Wliczając

w to elementy wsparcia, w tym kompanię transportową,

kompanię wywiadu, batalion wsparcia ogniowego

(18 karabinów maszynowych kal. 12,7 mm),

kompanię inżynieryjną i kompanię łączności, a także

sztab dywizji – łącznie na dywizję składało się

9,6 tys. żołnierzy (średnio, każda dywizja bowiem

miała typową dla siebie organizację). W każdym

z trzech batalionów pułku były trzy kompanie

piechoty oraz kompania wsparcia (na ogół z moździerzami

kalibru 81 mm lub kal. 82 mm i działami

bezodrzutowymi 75 mm). Na poziomie dywizji,

w miarę możliwości, wykorzystywano działa bezodrzutowe

kalibru 75 mm, moździerze kal. 120 mm

oraz armaty przeciwlotnicze.

Generał Giáp tak pisał o ewolucji swojej strategii

wojennej: naszą strategią było prowadzenie

długotrwałej bitwy. Taka wojna w swej naturze składa

się z kilku faz: począwszy od stawienia oporu,

poprzez dojście do etapu równowagi, aż do ogólnej

kontrofensywy. Tylko długa wojna pozwala

nam maksymalnie wykorzystać polityczne atuty,

przezwyciężyć słabości materiałowe i zamienić nasze

słabe strony w mocne. Zwiększanie naszej siły

stało się naczelnym celem, podobnie jak zwiększanie

do maksimum ducha bojowego oraz oparcia

na heroizmie żołnierzy, który pozwala pokonać

materiałową przewagę nieprzyjaciela. Szczególnie

w pierwszym okresie prowadziliśmy walkę party-

zancką. Na wietnamskim teatrze działań przyniosło

to nam liczne sukcesy – można ją prowadzić zarówno

w górach, jak w i delcie, przy odpowiednim lub

słabym uzbrojeniu, a nawet bez broni. Gdy nasze

siły się rozwinęły, przeszliśmy od działań partyzanckich

do wojny mobilnej, która z czasem może

się stać dominującą formą działania na naszym

głównym froncie – północnym. Ze strategicznego

punktu widzenia wojna partyzancka wywołuje

u nieprzyjaciela wiele problemów i strat, osłabia

go. Aby jednak zniszczyć nieprzyjaciela, konieczne

jest stopniowe przejście do wojny mobilnej, w której

pojawiają się pomału zasady wojny regularnej,

ale ta nadal utrzymuje swój nieregularny charakter.

Wojna mobilna to walka z wykorzystaniem

skoncentrowanych, regularnych sił, które są przegrupowywane

i stosowane na dość szerokim teatrze

działań. Siły takie atakują nieprzyjaciela tam,

gdzie jest stosunkowo odsłonięty, aby w ten sposób

zmniejszyć jego zasób sił żywych. Należy atakować

głęboko, a potem bardzo szybko i sprawnie się wycofywać;

trzeba mieć duży dynamizm, inicjatywę,

mobilność i szybkość podejmowania decyzji. Tylko

poprzez zniszczenie siły żywej nieprzyjaciela

można zneutralizować jego duże ofensywy, zabezpieczyć

nasze bazy i tyły i tym samym przejąć

inicjatywę działania, by wtedy niszczyć jeszcze

więcej siły żywej nieprzyjaciela. Daje to możliwość

wyzwalania kolejnych obszarów kraju.

Giáp pisał także: W 1947 r. zaczęliśmy odchodzić

od kampanii prowadzonych samodzielnie w stronę

86

More magazines by this user
Similar magazines