Centrum Miasta Nr 3 Wrzesień 2017

centrummiasta

Pensjonat

Ewelina

w Nałęczowie

GAZETA BEZPŁATNA ■ WRZESIEŃ 2017 ■ NR 3

zaprasza Państwa

na wspaniały wypoczynek

week-endowy

oraz dłuższy pobyt.

☐ WIELKI

EKSPERYMENT

EDUKACYJNY

czyli powrót do 8-letniej szkoły podstawowej,

już się zaczął. Zmianę zaordynowano w tempie

ekspresowym, a wokół podstawy programowej

narosło mnóstwo legend i niedomówień.

Rodzice siódmoklasistów są pełni niepokoju. Czy nowy

„stary” system kształcenia podstawowego jest powrotem

do scholastycznego „wkuwania na pamięć” czy rząd

ma świeży pomysł na kształcenie dzieci?

Rzecznik prasowy Ministerstwa Edukacji Narodowej,

Anna Ostrowska, zapytana o najważniejsze założenia

nowej podstawy programowej, wypunktowuje:

Założenia nowego programu szkolnego

• Nowa podstawa programowa kształcenia ogólnego,

w odróżnieniu od dotychczasowej, ma spiralny układ - co

oznacza, że treści nauczania i umiejętności nabyte w szkole

podstawowej uczniowie będą powtarzać, nadbudowywać

i rozszerzać w szkole ponadpodstawowej.

Dokończenie na s. 2

☐ MARIA LASSNING

– ŚWIADOMOŚĆ CIAŁA

OTWARTA NA INTERPRETACJE

Fot. Bogusław Gałażyn

Nasz obiekt znajduje się w XIX-wiecznej willi o architekturze

charakterystycznej dla najstarszej części znanego uzdrowiska.

Niezwykła historia budynku oraz jego wyposażenie sprawią,

że poczują Państwo dawny klimat wielkich twórców polskiej

kultury – z uroków naszej kawiarni oraz pensjonatu

korzystali najwięksi: Czesław Miłosz, Andrzej Wajda,

Ryszard Kapuściński, Krzysztof Zanussi oraz wielu innych

przedstawicieli świata muzyki, filmu oraz nauki.

W latach 1900–1910 willę zamieszkiwał Bolesław Prus.

To tu powstały liczne fragmenty Lalki oraz Placówki...

Dziś oferujemy gościom nocleg ze śniadaniem w formie

szwedzkiego stołu lub opcją pełnego wyżywienia

w historycznej jadalni. Duży ogród z alejkami, rzeźbami

oraz uroczymi zaułkami pozwoli każdemu wypocząć i nabrać

sił do dalszego działania. W kawiarni na parterze znajdą

Państwo wypieki naszej produkcji, między innymi słynną

„Napoleonkę” oraz pyszną kawę. Polecamy pokój z antresolą

w tzw. „wieży”.

Dzisiaj dziełem sztuki może być wszystko, ponieważ

sztuka współczesna jest różnorodna,

trudno ją jednoznacznie zdefiniować. Mniej więcej

od XIX wieku pojęcie sztuki zmieniało się. Pojawiła się

awangarda, czyli tzw. straż przednia.

Czytaj na s. 8

W pobliżu Pensjonatu Ewelina skorzystają Państwo też

z uroków pięknego parku, zabiegów dla ciała i ducha

w SPA Nałęczów oraz licznych pieszych wędrówek

po okolicznych trasach spacerowych.

Dojazd: 150 km od Warszawy,

rezerwacje pod numerem (81) 50 14 076

2 MIASTO

Wielki eksperyment edukacyjny

3

RADA DZIELNICY ŚRÓDMIEŚCIE / PROJEKTY MIEJSKIE

#Łagapomaga. Pamiętajmy

Zmiany przy ul. E. Plater

4-5 SPOŁECZEŃSTWO

Warszawa w Kolorze

Trawnik w mieście – konieczność czy fanaberia?

6-7 KULTURA

Znawca kulinarny czy uważny obserwator trendów na świecie?

MUZEUM SZTUKI NOWOCZESNEJ. Pani Zofia i pan Oskar

7

8

URODA

WYWIAD

Maria Lassning – świadomość ciała otwarta na interpretacje

Polub nasz profil

www.facebook.com/Centrum-Miasta-1161415207297448/


2 GAZETA BEZPŁATNA ■ WRZESIEŃ 2017 ■ NR 3

MIASTO

NADZORUJEMY KAŻDĄ PRZESYŁKĘ – TYLKO PRZESYŁKI MIĘDZYNARODOWE

WYSOKA JAKOŚĆ I ATRAKCYJNE CENY

SZYBKO, TANIO. ZAMÓW ON-LINE www.latajacepaczki.pl

Latającepaczki.pl Sp. z o.o.

ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa

tel. (22) 270 11 66, 782 70 11 66

e-mail: biuro@latajacepaczki.pl

WIELKI EKSPERYMENT EDUKACYJNY

Dokończenie ze s. 1

• Nowa podstawa programowa jest nowoczesna i odpowiada

na wyzwania XXI wieku. Szkoła ma stwarzać

uczniom warunki do nabywania wiedzy i umiejętności

potrzebnych do rozwiązywania problemów z wykorzystaniem

metod i technik wywodzących się z informatyki,

w tym logicznego i algorytmicznego myślenia,

programowania, posługiwania się aplikacjami komputerowymi,

wyszukiwania i wykorzystywania informacji

z różnych źródeł, posługiwania się komputerem i podstawowymi

urządzeniami cyfrowymi oraz stosowania

tych umiejętności na zajęciach z różnych przedmiotów

m.in. do pracy nad tekstem, wykonywania obliczeń,

przetwarzania informacji i jej prezentacji w różnych postaciach.

• Szkoła zapewnia bezpieczne warunki oraz przyjazną

atmosferę do nauki, uwzględniając indywidualne możliwości

i potrzeby edukacyjne ucznia. Najważniejszym

celem kształcenia w szkole podstawowej jest dbałość

o integralny rozwój biologiczny, poznawczy, emocjonalny,

społeczny i moralny ucznia.

• Duże znaczenie dla rozwoju młodego człowieka oraz

jego sukcesów w dorosłym życiu ma nabywanie kompetencji

społecznych, takich jak komunikacja i współpraca

w grupie, dlatego w podstawie programowej

wskazana została możliwość zastosowania metody

projektu zakładające integrację zespołu klasowego,

w którym uczniowie, dzięki pracy w grupie, uczą się

rozwiązywania problemów, aktywnego słuchania,

skutecznego komunikowania się, a także wzmacniając

poczucie własnej wartości. Program stawia jednocześnie

na znaczną samodzielność i odpowiedzialność

uczestników, co stwarza uczniom warunki do

indywidualnego kierowania procesem uczenia się.

Nauczyciele korzystający z metody projektu mogą indywidualizować

techniki pracy różnicując wymagania.

Wybór treści podstawy programowej kształcenia ogólnego

dla szkoły podstawowej, które będą realizowane

metodą projektu, może dokonywać nauczyciel samodzielnie

lub w porozumieniu z uczniami.

• W podstawie programowej z informatyki wskazane zostało

również to, że elementem powszechnego kształcenia

staje się również umiejętność programowania.

• Programowanie jest tu rozumiane znacznie szerzej

niż tylko samo napisanie programu w języku programowania.

To cały proces, wspomagający kształcenie

takich umiejętności jak: logiczne myślenie, precyzyjne

prezentowanie myśli i pomysłów, sprzyja dobrej organizacji

pracy, buduje kompetencje potrzebne do pracy

zespołowej i efektywnej realizacji projektów. Umiejętności

nabyte podczas programowania są przydatne na

zajęciach z innych przedmiotów, jak i później w różnych

zawodach, niekoniecznie informatycznych.

Ocena z zachowania uwzględnia następujące podstawowe

obszary:

1) wywiązywanie się z obowiązków ucznia;

2) po stępowanie zgodne z dobrem społeczności szkolnej

3) dbałość o honor i tradycje szkoły

4) dbałość o piękno mowy ojczystej;

5) dbałość o bezpieczeństwo i zdrowie własne oraz innych

osób;

6) godne, kulturalne zachowanie się w szkole i poza nią;

7) okazywanie szacunku innym osobom.

Począwszy od klasy IV szkoły podstawowej, szkoła powraca

do sześciostopniowej skali oceniania zachowania

uczniów, zastąpi ona obecną 4-stopniową.

Dlaczego reforma?

• Reforma systemu edukacji jest dokładnie przemyślana

i zaplanowana na wiele lat. Zmiany będą wprowadzane

ewolucyjnie, a nie rewolucyjnie. Zaczną się w roku

szkolnym 2017/2018, a zakończą w roku szkolnym

2022/2023.

• Zmieniamy oświatę, bo system wdrożony w 1999 roku

– gimnazjum spotkał się z negatywną oceną znacznej

części społeczeństwa i po prostu się nie sprawdził. Nie

sprawdziło się założenie ówczesnych reformatorów, że

samodzielne gimnazjum, będzie metodą na wyrównanie

szans edukacyjnych uczniów oraz podniesie jakości nauczania.

Obecnie, znaczna liczba gimnazjów w dużych

miastach prowadzi selektywny nabór. Mamy fatalną

diagnozę obecnego stanu liceów. Szkoła ponadgimnazjalna

została właściwie skrócona do dwóch lat, zaś koncentracja

godzin na wybranych 2-4 przedmiotach rozszerzonych

spowodowała, iż liceum ogólnokształcące

utraciło w rzeczywistości charakter szkoły ogólnokształcącej.

W klasie I liceum ma miejsce kontynuacja edukacji

gimnazjalnej, a kolejne półtora roku jest niejako „kursem

przygotowawczym” do egzaminu maturalnego.

• W związku z niedokończeniem reformy szkół ponadgimnazjalnych,

gimnazjum pozostało w silnych związkach

ze szkołą podstawową i zaczęło się do niej upodabniać

(obecnie prawie 60% gimnazjów nie osiąga

pierwotnie zakładanej liczby uczniów).

• Przez ostatnich kilka lat szkoła straciła swoją wychowawczą

funkcję. W związku z tym kluczowe jest stworzenie

spójnej i drożnej struktury organizacji szkół oraz

wydłużenie okresu kształcenia i wychowania w jednej

szkole, w tej samej grupie rówieśniczej. Konieczne jest

także wspieranie działań na rzecz dzieci i młodzieży ze

specjalnymi potrzebami edukacyjnymi.

• Niż demograficzny to istotne wyzwanie dla systemu

edukacji. Liczba uczniów szkół podstawowych w roku

2016 jest mniejsza o 12% (308 tys. uczniów) od tej

z roku 2005. Tym samym, liczba uczniów gimnazjów

od roku szkolnego 2005/2006 systematycznie spada,

zmniejszając się o ok. 33% w roku szkolnym 2016/17.

Jednakże, mimo dużego spadku liczby uczniów, liczba

gimnazjów wciąż rosła. Ze względu na niż demograficzny

w ostatnich latach szkoły łączone były w zespoły

gimnazjów i szkół podstawowych, co jest niezgodne

z założeniami reformy z 1999 r.

• Szkoły zawodowe, zwłaszcza zasadnicze, nie są atrakcyjne

dla znacznej części młodzieży i pochodzi z nich

najwięcej bezrobotnych absolwentów (ze stopą bezrobocia

ponad 40% w przypadku absolwentów szkół

zasadniczych i ponad 30% w przypadku absolwentów

technikum i szkół policealnych).

Redakcja

MIESIĘCZNIK

WYDAWCA: IWOG Sp. z o.o.

03-315 Warszawa, ul. Budowlana 7/2

REGON: 365259873; NIP: 5242807387

Redaktor naczelny: Anna Olejnicka-Oliwa

mail: anna.olejnicka@centrummiasta.info

reklamy: redakcja@centrummiasta.info

Nakład: 5000 egz.


NR 3 ■ WRZESIEŃ 2017 ■ GAZETA BEZPŁATNA

3

Miejsce na Twoją reklamę

napisz:

redakcja@centrummiasta.info

Galeria Plakatu w BUW-ie.

Plakat projektu

Piotra Młodożeńca

z okazji

7 i pół roku istnienia galerii.

RADA DZIELNICY

ŚRÓDMIEŚCIE

/ PROJEKTY MIEJSKIE

#ŁAGAPOMAGA

PAMIĘTAJMY

Warszawa to specyficzne miasto, w którym brakuje przestrzeni z architekturą przedwojenną,

bo ta była wyburzana w czasie bombardowań w 1939 r., a następnie po Powstaniu Warszawskim.

W związku z powyższym mieszkańcy Warszawy bardzo szanują nawet echa przeszłości,

bo mamy mało zabytków.

W swojej służbie jako radny miałem przyjemność spotykać

się i współpracować z ludźmi, którzy są szczególnie

oddani pamięci. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie

Pani Prezes Elżbieta Wolffgram z Towarzystwa Przyjaciół

Warszawy oddział Powiśle (do którego również należę),

którą wspierałem w jej walce o upamiętnienie Janiny

Porazińskiej, byłą wieloletnią mieszkankę Powiśla. Pani

Prezes przeforsowała nazwę dla parku imienia Porazińskiej,

a potem staraliśmy się o zaakcentowanie dziecięcego

charakteru parku.

Wspólnie z Panią Prezes i Panem Józefem Grabalskim

walczyliśmy z sukcesem o przywrócenie świetności

oryginalnego słupa transformatorowego na Powiślu

(ul. Karowa/ul. Dobra), który od 1916 r. przesyłał

energię z Elektrowni Powiśle do mieszkań. Wspierałem

też działania Pana Józefa o przywrócenie świetności

podobnego słupa na rogu ul. Wybrzeże Kościuszkowskie

i Tamki, po 2 latach próśb udało się przekonać

do tego RWE.

O naszej pamięci świadczą też nazwy ulic i placów. W 2012

r. udało mi się przekonać Urząd Miasta, ze najlepszy dla

alei przez Muzeum Historii Żydów Polskich będzie patronat

Ireny Sendlerowej. I pomimo, że były zaawansowane

ZMIANY PRZY UL. E. PLATER

W ostatnich dniach sierpnia, w sposób dość zaskakujący, powrócił temat miejscowego

planu zagospodarowania przestrzennego Śródmieścia Południowego (region ul. Nowogrodzkiej,

Poznańskiej, Emilii Platter).

Dla osób, które o tym zagadnieniu słyszą po raz pierwszy,

wskazuję, że chodzi o poważną i kontrowersyjną

zmianę przeznaczenia zagospodarowania w/w obszaru,

przewidującą m.in. zabudowę terenu dawnego Liceum

im. Hoffmanowej wysokimi budynkami biurowo-mieszkalnymi,

nadbudowę budynku Elektrimu oraz budowę

kilku innych wysokościowców w rejonie ul. Emilii

Platter.

Projekt planu, po raz pierwszy przedstawiony w 2016 r.,

wzbudził liczne opory mieszkańców i śródmiejskich samorządowców,

którzy zgłosili szereg uwag i poprawek,

ograniczających zabudowę i zachowujących dotychczas

istniejące funkcje publiczne. Również teraz, pomimo

nagłego wprowadzenia projektu uchwały przyjmującej

plan zagospodarowania do porządku obrad Komisji

i Rady m.st. Warszawy (najwyższego warszawskiego organu

uchwałodawczego), śródmiejskim społecznikom

udało się przekonać radnych m.st. Warszawy do skierowania

planu do zaopiniowania przez Radę Dzielnicy

Śródmieście. Mamy nadzieję, że pozwoli to nam wypracować

kompromis między planami dalszej zabudowy

Śródmieścia Południowego, a zachowaniem

terenów zielonych, miejsc użyteczności

publicznej i klasycznej śródmiejskie

zabudowy.

Michał Sas,

Radny dzielnicy Śródmieście

Fot. Krzysztof Olszak

prace nad nazwaniem tej alei im. Roula Walenberga,

to jednak wygrała Pani Sendlerowa. W 2014 r. udało się

zablokować proces nazywania przez prywatnego inwestora

skweru przed Elektrownią Powiśle na Copernicus

Square. Obecnie walczę o upamiętnienie w nazwie

ulicy Wiesława Chrzanowskiego, mieszkańca Powiśla

i marszałka Sejmu, a także nazwanie alei im. Batalionu

Chrobry II w miejscu śmierci części żołnierzy batalionu

w Ogrodzie Krasińskich.

W 2014 r., po 4 latach wspólnych starań księdza Włodzimierza

Artyszuka z parafii na Zagórnej, Pani Cecylii

Melnik z Akcji Katolickiej na Powiślu i Prezesa Spółdzielni

„Torwar” Ryszarda Mikołajczyka, a przede wszystkim dzięki

wsparciu Zarządu Terenów Publicznych i ówczesnej dyrektor

Pani Renaty Kaznowskiej udało się upamiętnić na

Agrykoli mszę papieską Jana Pawła II z 1991 r. Teraz od

6 lat walczę, wspólnie z Prezes Wolffgram, o powrót pomnika

„Ku chwale poległych Dowborczyków” na Powiśle.

Został on zniszczony przez komunistów w 1948 r.

Jednak w tym wszystkim musimy pamiętać o tym, że

wszystkie zabytki są dla ludzi. Jedne pozwalają nam pamiętać

o dawnej Warszawie, a inne powstały po wojnie

i z uwagi na zjawiskową architekturę zostały wpisane

do rejestru zabytków. Niestety wiąże się to ze sporymi

wydatkami, dlatego wspólnie z radnym Pawłem Martoflem

przekonujemy Urząd Miasta do powołania funduszu

miejskiego na rzecz odnawiania i dostosowywania

do obecnych przepisów np. termomodernizacyjnych

budynków wpisanych do ewidencji zabytków. Z tego

funduszu mogłyby skorzystać niedawno wpisane do rejestru

budynki przy Górnośląskiej 1 i 3, Fabrycznej 2 czy

Smolnej 8.

Z wyrazami szacunku

Daniel Łaga

Radny Dzielnicy Śródmieście

Fot. Varso Tower - KB Reavis Poland


4 GAZETA BEZPŁATNA ■ WRZESIEŃ 2017 ■ NR 3

SPOŁECZEŃSTWO

WYDAWNICTWO BABARYBA poleca

2–4 lata

AUTA & NA BUDOWIE

Stephan Lomp

Wielkoformatowe książki obrazkowe z twardego kartonu - każda rozkładówka to kolorowa panorama

pełna niezwykłych przygód, z której oglądania nawet najmłodsze dzieci będą czerpać

radość, rozpoznawać ulubione pojazdy i postacie oraz śledzić niezliczoną ilość zmieniających się

szczegółów. W miasteczku Sprężyna Zdrój od samego rana panuje duży ruch. Mieszkańcy mają

pełne ręce roboty, a na ulicach jest tłoczno. Straż pożarna, karetka pogotowia, śmieciarka, policja,

taksówka, dźwig, koparka, kombajn, wyścigówka czy paralotnia - to tylko niektóre z pojazdów,

których możesz szukać w tej pełnej kolorowych i szalonych przygód książce obrazkowej.

WARSZAWA W KOLORZE

Różne źródła podają, że w Polsce mieszka ok. 40 tys. osób pochodzenia wietnamskiego,

chińskiego oraz koreańskiego. Większość z nich osiedliła się w Warszawie.

Warszawscy Azjaci zajmują się gastronomią bądź handlem

w podwarszawskiej Wólce Kosowskiej. Tamtejsze

centrum handlu hurtowego zajmuje plac wielkości 60

ha i znajduje się 25 kilometrów od Warszawy w kierunku

południowo-zachodnim. Pracownicy centrum nabierają

wody w usta, kiedy chce się z nimi rozmawiać na temat

ich pracy. Jednak udało nam się zrobić kilka zdjęć, które

przybliżają swoisty charakter tego miejsca.

Przyjrzyjmy się teraz kilku mieszkańcom Warszawy,

którzy chętnie podzielili się z nami swoją przygodą oraz

kilkoma ciekawostkami na temat kultur i obyczajowości.

Huyen Pham, prezenterka kanału YouTube o nazwie

emce 2 przyjechała z rodzicami do Polski w wieku około

2 lat. Huyen ukończyła studia magisterskie w Warszawie.

Działalność Huyen nie spotkała się z entuzjamem jej rodziny

na samym początku: „W ostateczności przekonała

ich tak wysoka popularność naszego kanału, pomimo że

woleliby bym została lekarką lub prawniczką”.

Huyen śledzi kanały polskie i angielsko języczne – nie

jest na bieżąco z kanałami wietnamskimi. Nie myśli też

o stworzeniu filmów po wietnamsku, by pokazać Warszawę

Wietnamczykom, gdyż jej zamierzonymi odbiorcami

są wyłącznie internauci polskojęzyczni.

Huyen zauważa, że media tradycyjne (prasa, radio,

telewizja) coraz częściej próbują nawiązać kontakt z odbiorcą

– na wzór nowych mediów w świecie wirtualnym.

Ostatnio zastanawia się nad zaistnieniem w mediach tradycyjnych

– na więcej szczegółów musimy jednak trochę

poczekać.

YouTuberka najbardziej ceni sobie niezależność, którą

oferuje internet, wolność w wyborze tematu czy formatu

przekazu. Huyen zastrzega jednak, że nigdy nie poruszy

tematów politycznych.

Warszawa jest dla niej domem, do którego kocha wracać.

Miasto zmieniło się na lepsze w ostatnich latach, jest

dużo atrakcyjnych miejsc użyteczności publicznej, przestrzeni

do spędzania czasu wśród ludzi. Huyen uwielbia

Huyen Pham,

bardziej znana

jako emce 2

(emce kwadrat).

spacery w parkach miejskich. Podoba jej się, że Warszawa

staje się coraz bardziej wielokulturowa i atrakcyjna poprzez

programy wymiany studenckiej i inwestycje firm

zagranicznych.

Huyen obchodzi wietnamski Nowy Rok (Tết Nguyên

Đan) z rodziną i sama przygotowuje tradycyjne potrawy

wietnamskie. Nie potrafi ocenić, czy jest bardziej Polką

czy Wietnamką. Pielęgnuje tradycje świąteczne obu kultur,

ale dominuje u niej język polski i przyjaźni się w przeważającej

większości z Polakami.

Powszechnym zwyczajem wietnamskim jest ofiarowanie

kolorowych owoców podczas odwiedzin. Niegrzecznie

jest przyjść w gości z pustymi rękoma. Jeśli natomiast

jest się gospodarzem, stosownym jest nakładać gościom

smaczne kąski na półmiski – trzeba pamiętać, by odwrócić

pałeczki i użyć tę stronę, którą nie wkładaliśmy

do ust.

Huyen i jej chłopak Marcin nakręcili kiedyś filmik

w Wietnamie częstując ludzi polską kiełbasą, Ptasim

Mleczkiem, bigosem i pierogami ruskimi. Niestety ze

względów technicznych materiał nie nadawał się do

wrzucenia na YouTube. Reakcja na pierogi i bigos była

zaskakująca: „Dopytywano się, czy na pewno składniki

nie skisły”. Kiełbasa i Ptasie Mleczko jednak smakowały

najbardziej – chyba też są najmniej egzotyczne dla Wietnamczyków.

Jae Ho przyjechał do Europy z Korei Południowej

w 2001 roku i od czterech lat mieszka w Polsce. Jego

przybrane imię to Czesio – ze względu na bliskobrzmienność

z faktycznym imieniem koreańskim.

Czesio jest wszechstronnie uzdolnionym artystą malarzem,

kompozytorem i kucharzem. Jego przygoda z malarstwem

zaczęła się w Warszawie: „Warszawa inspiruje

poprzez swój spokój.” Nauczył się malarstwa portretowego,

aby zarabiać na życie. Jego studio artystyczne mieści

się na Pradze. Warszawę upodobał sobie najbardziej –

a przyjechał tu na zaproszenie przyjaciółki artystki.

Jae Ho, znany

jako Czesio

rozwija się

w Warszawie

jako artysta

i kucharz.

Oznakowanie w językach: polskim, chińskim i wietnamskim.

Niedawno podjął pracę jako kucharz w restauracji

przy Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Muzeum nad Wisłą.

Jako kucharz stara się być kreatywny i dać upust zamiłowaniom

do kuchni polskiej i azjatyckiej. To tutaj miał

okazję współtworzyć unikalną listę dań, na której znajdują

się między innymi placki ziemniaczane inspirowane

malarstwem Jacksona Pollocka, sushi ze śledziem, czy

połączenie pikli polskich i imbiru.

W pracy zauważył różnicę pomiędzy dwiema kulturami

w tym jacy Polacy są bezpośredni w porównaniu

z Koreańczykami: „Dużo trudniej jest Koreańczykowi

znieść krytykę, szczególnie ze strony kogoś starszego

lub przełożonego.” Jest to powiązane z pojęciem gibun

(odpowiednik poczucia godności, prestiżu, jestewstwa),

które jest silnie zakorzenione w kulturze koreańskiej. To

poczucie obowiązku o nienaruszenie własnej godności

i też godności drugiego człowieka. Wyraża się to w tendencji

do unikania publicznie głoszonej krytyki lub też

nadmiernego komplementowania.

Czesio wylicza, że Polska znana jest w Korei jako kraj,

który dał światu Chopina, Lewandowskiego i smaczną

kuchnię. Polacy kojarzą Koreę z K-Popem, znanymi

markami (np. LG, Samsung) i niestety często mylą Koreę

Południową z Północną: „Jeśli ktoś widzi mnie z piwem,

zagadującego do dziewczyn, nie można się spodziewać,

że byłbym z Korei Północnej. Tam picie i flirtowanie jest

nie do pomyślenia.”

Ciekawostka: 4 października odbędzie się jedno z najważniejszych

świąt koreańskich: Chuseok – czyli święto

plonów. Jest to wesołe rodzinne święto, przy którym gra

się w gry, je tradycyjne potrawy i oddaje cześć przodkom.

Jeśli chcesz Warszawiaku dowiedzieć się więcej o kulturze

Korei Południowej, kieruj się do Centrum Kultury

Koreańskiej (http://pl.korean-culture.org) i koniecznie

spróbuj dań przygotowanych przez Czesia.


NR 3 ■ WRZESIEŃ 2017 ■ GAZETA BEZPŁATNA

5

3–7 lat

CZY POLUBISZ MOJĄ BREJĘ?

MIESZKAMY W KSIĄŻCE!

ZŁAMAŁEM TRĄBĘ!

Mo Willems

Najśmieszniejsze książki do nauki samodzielnego

czytania! Uczą optymizmu, wyrażania emocji, poczucia humoru i przyjaźni. To seria zwariowanych

przygód słonia Leona i świnki Malinki bestsellerowego autora Mo Willemsa. Jego książki

są stale obecne na listach bestsellerów Amazona i „New York Timesa”. Leon wszystkim się przejmuje,

a Malinka wcale. Świnka jest rozbrykana, a słoń zadaje dużo pytań. Oboje świetnie się ze

sobą bawią i bardzo się przyjaźnią. Jak Flip i Flap czy Asterix i Obelix zabawnie się uzupełniają

i wzajemnie rozśmieszają.

6–14 lat

PUPY, OGONKI I KUPERKI & GĘBY, DZIOBY I NOCHALE

Mikołaj Golachowski

Odkryj fascynujące tajemnice ukryte w pupach i gębach zwierząt! Czy hipopotam

ma naprawdę w pupie helikopterek, a pingwin armatę?

Dlaczego pawian ma czerwony zadek, a tasiemiec nie ma go

wcale? Czemu psy stale się obwąchują, a koty ciągle się myją?

I po co sarna pokazuje wszystkim biały talerz? Autor jest doktorem

nauk przyrodniczych, podróżnikiem, tłumaczem, a do

tego wszystkiego jeszcze polarnikiem. Kiedy nie siedzi wśród

śniegów i lodów, mieszka w Warszawie. Pisze wówczas o zwierzętach

i ochronie przyrody.

Lan Anh Do i Thao Nguyen to dwie warszawskie studentki

na kierunku zarządzania w świecie wirtualnym.

Mieszkają tu od dziecka i zauważają, że Azjaci często

dzielą się na tych, którzy doskonale się zasymilowali i są

bardziej „europejscy” oraz tych, którzy stworzyli sobie

swój mały Wietnam w Warszawie. Lan Anh zawdzięcza

znajomość języka wietnamskiego swojej mamie, która

od dziecka pielęgnowała u niej rodzimą kulturę. Thao

używa języka wietnamskiego w pracy, nawiązuje kontakty

z lokalnymi klientami. Pomimo, że dostała kilka ofert

pracy w Wietnamie, nie zamierza opuścić Warszawy.

W Wietnamie liczą się kontakty – dużo bardziej niż wykształcenie

czy doświadczenie zawodowe. „Warszawa

jest ciekawszym miejscem do samorozwoju.”

Większość Wietnamczyków emigrowało do Francji,

która skolonizowała Wietnam w XIX wieku. Drugim celem

emigracji były Niemcy. Polska była atrakcyjna jako

kraj rozwijający się i niegdysiejszy Stadion Dziesięciolecia

był punktem docelowym większości wietnamskich

emigrantów. Wietnamczycy parali się głównie handlem

i gastronomią, czyli wybierano pracę fizyczną ze względu

na ograniczoną znajomość języka polskiego. Wietnamczycy

z natury nie lubią pracować dla kogoś – cenią

sobie niezależność. Anh nie zna żadnego Wietnamczyka,

który pracowałby dla kogoś. Dziś Wietnamczycy handlują

w podwarszawskiej Wólce Kosowskiej. To największe

azjatyckie centrum handlowe w tej części Europy. Można

znaleźć tam azjatycki sklep spożywczy, przychodnię

i fryzjera.

Rodzice Anh mają swoją knajpę wietnamską na warszawskiej

Woli. Lokal cieszy się popularnością wśród

Polaków i Wietnamczyków. Anh jednak zaznacza, że kurczak

nie jest tak popularny w kuchni wietnamskiej jak

wieprzowina, czy wołowina. „Najciężej jednak jest z daniami

wegetariańskimi. Wietnamczycy są mięsożerni –

z wyłączeniem wyznawców buddyzmu. Wegetarianizm

wśród Wietnamczyków dyktowany jest wyznaniem a nie

na przykład modnym stylem życia.”

Wietnamczycy dużo bardziej liczą się ze zdaniem rodziców,

kierują się ich opinią. Anh przyznała, że rodziców

zaskoczyła jej decyzja o wyprowadzeniu się z domu

i uniezależnienu pomimo że nie założyła swojej rodziny.

Wietnamskie miasta są bardzo zanieczyszczone.

Dziewczyny z zaciekawieniem obserwowały ogólnopolską

reakcję na wysokie stężenie smogu w Warszawie

i Krakowie. „W Wietnamie taki smog jest i był częścią dnia

powszedniego. Tam taki smog nikogo nie martwi.”

Polska kojarzy się Wietnamczykom z Chopin’em,

II Woją Światową i upadkiem komunizmu. „Warszawa ma

swój wyjątkowy urok, miejsca historyczne i nowoczesne.

Miasto ma wiele do zaoferowania i rozwija się prężnie.

Z tego też powinno być znane – jak wygląda dzisiaj i jak

obiecującą ma przyszłość.”

Skontaktuj się z nami jeśli jesteś przedstawicielem

jakiejkolwiek mniejszości i chciałabyś/chciałbyś podzielić

się z nami swoją przygodą z Warszawą.

Konrad Krzysztofik

TRAWNIK W MIEŚCIE –

KONIECZNOŚĆ CZY FANABERIA?

Ostatnio bardzo wielu mieszkańców miast poszukuje odpowiedzi na pytanie: czy trzeba kosić

trawę na trawnikach miejskich? Liczne sugestie i zażalenia dotyczą głównie dwóch spraw:

porannego koszenia oraz bioróżnorodności. Chciałbym się z Państwem podzielić swoimi

spostrzeżeniami w tym zakresie – a jako że z wykształcenie jestem architektem krajobrazu

oraz posiadam doświadczenie nabyte w Wydziale Ochrony Środowiska w jednej z dzielnic

Warszawy – to z tematem miejskich trawników miałem do czynienia wielokrotnie.

Obowiązek koszenia trawy wynika

z m.in. z ustawy o utrzymaniu porządku

i czystości w gminach. Jak

w wielu przypadkach, również i tutaj

nie należy uznawać, że jeżeli coś jest

zapisane w prawie, to jest to słuszne…

Bardzo często jest wręcz odwrotnie,

a bezrefleksyjne wykonywanie

przepisów często przynosi efekt

odwrotny do zamierzonego. Warto

więc dokonać powtórnej analizy

tego zagadnienia.

Trawnik to: maksymalnie jednorodne skupisko traw,

stanowiące wielkopowierzchniową formę ozdobną

ogrodów i parków, wymagającą szczególnej pielęgnacji.

W zasadzie w żadnym opracowaniu ogrodniczym dotyczącym

trawników nie ma zawartych odniesień do walorów

trawnika w przestrzeni miejskiej. Wręcz przeciwnie,

pojawiają się opinie, że utrzymanie trawnika w mieście

jest bardzo kosztowne. I jest to prawdą. Po co więc się decydujemy

na takie rozwiązanie? Zwolennicy nie koszenia

traw podkreślają, że trawa jest siedliskiem wielu gatunków,

a jej bogata bioróżnorodność stanowi walor bardzo

cenny w kontekście terenów zurbanizowanych. Zwolennicy

koszenia traw zwracają natomiast uwagę na to, że

trawa jest siedliskiem pasożytów – konkretnie kleszczy

– oraz, że niekoszona trawa pyli, co jest wielce uciążliwe

dla alergików. Argumentem przeciwko wysokiej trawie

jest argument bezpieczeństwa i przepisów przeciwpożarowych.

Jak to często w życiu bywa, gdzie dwóch

się spiera, tam istnieje trzecie rozwiązania, z reguły najlepsze

dla wszystkich stron. Tym trzecim rozwiązaniem

powinno zainteresować się miasto. Miasto, a dokładnie

Ratusz, powinien odpowiedzieć sobie nie pytanie, czemu

służą trawniki w mieście. No właśnie? Czy trawnik oddzielający

dwie jezdnie jest miejscem, gdzie udamy się

na piknik z dzieckiem? Szkicując to pytanie dalej należy

zapytać, czy trawnik pod blokiem jest miejscem, gdzie

radośnie rozłożymy kocyk i będziemy się raczyć białym

winem? A może pójdziemy pograć w piłkę na trawniku

przed Ratuszem? Odpowiedź jest raczej oczywista, aczkolwiek

niczego nie należy wykluczać. I tutaj pojawia się

dobra odpowiedź na wszystkie zawarte wyżej pytania.

Zieleń miejską należy skategoryzować. Tak jak ma to

miejsce w wielu innych miastach na zachód, a nawet na

wchód od Polski. Trzy podstawowe typy zieleni, które

można by przyjąć dla Warszawy to: zieleń reprezentacyj-

na, użytkowa i gospodarcza. Znając

ten trójpodział zieleni łatwo wygenerować

obszary, które powinny mieć

charakter reprezentacyjny. I tu przykładowo

zieleni w okolicy urzędu

można będzie przypisać charakter

reprezentacyjny, w formie typowego

angielskiego trawnika. Zielona

darń równiutko wystrzyżona, z automatycznym

systemem nawadniania

i tabliczką „nie deptać trawnika”. Pas

zieleni rozgraniczający pasy jezdni mógłby mieć charakter

zieleni gospodarczej. Mógłby spełniać funkcję fitoremediatora,

czyli pochłaniacza pyłów i innych zanieczyszczeń

emitowanych przez samochody. Najlepiej, jeżeli taki trawnik

skomponowany jest głównie z gatunków charakterystycznych

dla procesu fitoremediacji. Wysoka na pół metra

bujna, gęsta trawa wychwyci więcej zanieczyszczeń, niż

kępki i kłosy zżółkniętego perzu. Powinna być koszona 2–3

razy do roku i na pewno nie do zera. Przykłady, zwłaszcza

jeżeli chodzi o Warszawę, mógłbym mnożyć chyba w nieskończoność.

Niemniej jestem przekonany, że dobrze Państwo

rozumiecie o czym piszę. Nie ma żelaznej odpowiedzi

na pytanie, czy należy kosić trawę. Są natomiast żelazne

zasady sztuki ogrodniczej i planowania przestrzennego,

które jasno mówią, że trawnik nie jest najlepszą formą

zieleni miejskiej. Najwyraźniej te zasady są obce władzom

miasta. To, z czym mamy do czynienia w Warszawie, na

Ursynowie szczególnie, jest zwyczajną biernością i brakiem

wyobraźni. Miasto goli wszystko, bo nie ma żadnego

innego pomysłu na prowadzenie gospodarki zasobami

przyrodniczymi. Łatwiej jest wykazać „w tabelce”, że pieniądze

zostały wydane, a więc zadanie zrealizowano. Efekt

bywa często opłakany, ale kogo to obchodzi? Wygolona

do zera darń odsłania powierzchnię gleby. To przekłada

się bezpośrednio na kiepską retencję wody deszczowej,

na wysokie stężenie kurzy, wreszcie szkodzi to samej trawie,

która naturalnie rośnie w skupiskach, a nie w pojedynczych

źdźbłach. Tak zaniedbany trawnik nie jest potrzebny

nikomu, a na pewno nie nam mieszkańcom miast. Moja

rada dla włodarzy jest dość prosta. Jak już

chcecie wszystko golić na pałę, to strzyżcie

to chociaż tak, aby zostawić trzy paski.

Będzie wiadomo, kto za to odpowiada.

Jan Mieczysław Ławrynowicz

architekt krajobrazu


6 GAZETA BEZPŁATNA ■ WRZESIEŃ 2017 ■ NR 3

KULTURA

ZNAWCA KULINARNY

CZY UWAŻNY OBSERWATOR TRENDÓW NA ŚWIECIE?

Z Maćkiem Żakowskim rozmawiałam na temat sceny restauracyjnej w Polsce i na świecie.

Warszawa na obrazach

Canalletta

Czym obecnie się zajmujesz, jakie rozwijasz projekty?

Prowadzę agencję Planoia, która jest autorem wielu

konceptów gastronomicznych, czy restauracji. Tworzy,

doradza, czasem zajmuje się promocją, czy innymi

około-jedzeniowymi zagadnieniami. Współtworzę też

największe polskie wydarzenie kulinarne, największy

biletowany festiwal w Polsce, czyli festiwal najlepszych

restauracji Restaurant Week i nadchodzący właśnie festiwal

sztuki restauracyjnej Fine Dining Week. To projekty

popularyzujące spędzanie czasu z bliskimi i znajomymi

w restauracjach, największym i najważniejszym z nich

jest Warsaw Restaurant Week. Prowadzę kilka firm i mam

to szczęście, że wszystkie z nich zajmują się ciekawymi,

pozytywnymi społecznie projektami i że pracują w nich

wspaniali ludzie, pasjonaci.

Co sądzisz o gastronomii w Polsce?

Biorę aktywny udział w dynamicznym rozwoju polskiej

sceny restauracyjnej ostatnich lat. To bardzo intensywne

życie. Jestem dosyć krytyczny i cierpię na perfekcjonizm,

przez co często jestem niezadowolony, co prowadzi do

braku dystansu odnośnie naszego życia restauracyjnego.

Fot. Monika Sławecka

Sporo podróżuję, często do najlepszych zagranicznych

restauracji, co pozwala mi na obserwację niesamowitego

postępu, jaki zachodzi w Polsce. W ciągu ostatnich 10 lat

liczba restauracji kelnerskich w kraju się podwoiła, a konkurencja

i wielkie ambicje kreatywnych graczy na naszej

restauracyjnej scenie, sprawiły że dystans między nami

a np. Zachodem zmalał niemalże do zera. Nawet w tak

bardzo wymagającym, rodzącym się dopiero u nas na

dobrą sprawę tzw. fine diningu.

Które miasto wg Ciebie jest najbardziej rozwinięte

pod względem dobrego jedzenia i picia?

Scena restauracyjna kwitnie w całej Polsce. Natomiast

musi dogonić ją scena towarzyska (śmiech). W Warszawie

przenosi się ona do restauracji w bardzo szybkim tempie

i coraz szybciej dotyczy to wszystkich miast w Polsce.

Ciekawie rozwijają się aglomeracją śląska, czy Łódź.

W Europie bardzo ostatnio ciekawe są dla mnie stolice

new nordic cuisine (Sztokholm, Kopenhaga i Oslo).

Czym się charakteryzuje dobra restauracja?

Dobra restauracja jest niesamowicie spójna. Niezależnie

od tego, w jakiej kategorii cenowej czy kulturze

kulinarnej funkcjonuje, wszystkie jej elementy (ceny,

lokalizacja, wystrój, menu, smaki, obsługa, promocja,

inni goście) pasują do siebie i tworzą jedno integralne

doświadczenie pozbawione poczucia sztuczności. To

jak gatunek filmowy, najlepsze restauracje są właśnie

naprawdę “gatunkowe”. Dla mnie restauracja to właśnie

bardziej dobrze opowiedziana historia – bardziej

doświadczenie, niż po prostu jedzenie. Piękny kontekst

do cieszenia się z ludźmi wolnym czasem.

Jak widzisz rozwój gastronomii w najbliższej

dekadzie?

Na świecie i w Europie przejdzie wielkie zmiany. Nowe

składniki, łączenie się kuchni, nowe technologie obróbki.

Do Polski także będą docierać te trendy, zwłaszcza

że będziemy coraz bardziej wychodzić z domów. Myślę,

że za 10 lat scena restauracyjna w Warszawie będzie

dwukrotnie większa.

Twoja ulubiona kuchnia?

Ponieważ poważnie zajmuję się jedzeniem i jego kulturą,

składam się dwóch biegunów. Na jednym z nich jest

cały świat, który nieustannie odkrywam przez gotowanie,

restauracje i podróże. To świat odkryć, zachwytów

i rozczarowań. Drugi biegun to domowa kuchnia polska,

ta z dziecięcych wspomnień, doświadczeń w całym kraju

i nieustającego gotowania.

Myślę, że moja ukochana kuchnia jeszcze nie powstała,

ale stanie się to niedługo. Będzie to polskie nouvelle

cuisine, która pozytywnie rozwiąże wszystkie obecne

w naszej kulturze kulinarnej problemy i ugruntuje pozycję

naszej kuchni na świecie.

Z jakiego powodu nie poszedłeś w ślady ojca, wybitnego

dziennikarza?

W pewnym sensie poszedłem. Mam silne wrażenie

brania udziału w ważnych zmianach w życiu polskiego

społeczeństwa, zwłaszcza w Warszawie. Społeczny impakt

- wnoszenie pozytywnej zmiany jest obecnie łatwiejsze

dzięki np. kreatywnemu biznesowi. Klasyczne

dziennikarstwo ulega wielkim zmianom, choć oczywiście

społeczna rola wielkich publicystów,

którzy stoją na straży moralności, czy jakości

naszych społeczeństw jest i będzie

potrzebna jak nigdy wcześniej.

Rozmawiała

Monika Sławecka


NR 3 ■ WRZESIEŃ 2017 ■ GAZETA BEZPŁATNA

7

URODA

PANI ZOFIA

I PAN OSKAR

15.09-29.10.2017

Najnowsza wystawa w Muzeum nad Wisłą opowie

o działalności legendarnej pary wizjonerów nowoczesnej

architektury: Zofii i Oskarze Hansenach.

Przez ostatnie trzy lata wystawa pokazywana

była za granicą – kolejno

w Muzeum Sztuki Współczesnej MACBA

w Barcelonie, Muzeum Serralves w portugalskim

Porto i na uniwersytecie Yale

w stanie Connecticut w Stanach Zjednoczonych.

Wszędzie spotykała się z dużym

zainteresowaniem, bo Hansenowie dziś

to legendarna para wizjonerów świata

nowoczesnego, nie samej tylko architektury.

Stanowią inspirację dla szkół

wyższych kształcących architektów i artystów,

bo ważna do dziś pozostaje postawa

Hansenów – zaangażowanie, przyznawanie

pierwszeństwa potrzebom

i wolności użytkowników, konieczność

poskromienia ambicji i wybujałego ego

projektantów.

Przygotowana przez kuratorkę warszawskiego

Muzeum Sztuki Nowoczesnej

Aleksandrę Kędziorek wystawa jest

zwieńczeniem kilkuletnich badań Muzeum

nad dorobkiem małżeństwa Hansenów.

Efektem tych działań było m.in.

wydanie książki „Zaczyn. O Zofii i Oskarze

Hansenach” Filipa Springera – bestsellerowej

biografii, która przybliżyła parę architektów

szerokiemu kręgowi czytelników.

Kolejnym działaniem Muzeum na rzecz

popularyzacji spuścizny Hansenów było

udostępnienie do zwiedzania ich domu

w Szuminie nad Bugiem. Ta skromna konstrukcja,

wykonana praktycznie metodą

„zrób to sam” to najpełniejsza realizacja

hansenowskiej Teorii Formy Otwartej –

Fot. Dzięki

uprzejmości

Fundacji

Zofii i Oskara

Hansen.

teorii, która do dziś inspiruje pedagogów

na całym świecie. Dom w Szuminie, splatający

wnętrze z zewnętrzem, otwarty na

przyrodę i na ciągłe przeróbki i przebudowy,

to dziś atrakcja przyciągająca miłośników

niekonwencjonalnego podejścia

do budowania. Niestety, dom, w którym

Hansenowie spędzili ostatnie lata życia,

jest budowlą tak delikatną, że nie można

go zwiedzać samodzielnie, a tylko podczas

wycieczek organizowanych przez

Muzeum w sezonie wiosenno-letnim.

Dużo mniejszą popularnością za to cieszy

się inna realizacja Hansenów w Warszawie,

osiedle Przyczółek Grochowski.

Tu wizjonerstwo Hansenów zderzyło

się z rzeczywistością późnego Gomułki,

bylejakością PRL i niezrozumieniem

futurystycznych idei. Koncepcję Formy

Otwartej Oskar Hansen (1922–2005) rozwijał

w projektach różnej skali: od projektów

wystawienniczych, tymczasowych

pawilonów i osiedli mieszkaniowych,

po Linearny System Ciągły, projekt liniowych

miast rozciągających się przez

całe terytorium Polski, od morza do Tatr.

Współautorką wielu z tych projektów,

w szczególności zrealizowanych osiedli

mieszkaniowych, była żona, Zofia Garlińska-Hansen

(1924–2013). Architektka

związana z Warszawską Spółdzielnią

Mieszkaniową zwykle pozostawała w cieniu

męża, jej udział w tworzeniu Formy

Otwartej był jednak przez Oskara Hansena

stale podkreślany.

Witajcie, nazywam się Maria Kugacz i będę z wami się dzieliła

doświadczeniem w dziedzinie codziennej pielęgnacji. Najpierw

opowiem coś, co będzie dla Was interesujące (mam taką nadzieję),

a następnie będę już potrzebowała Waszej pomocy i kreatywności.

Wspólnie z koleżanką Ulianą otworzyłyśmy

sklep naturalnych kosmetyków

z Białorusi. Wszytko zaczęło się, kiedy

mieszkałyśmy w Stanach Zjednoczonych.

Kosmetyki i pielęgnacja to nasz konik,

wobec tego testowałyśmy co się da.

Kosmetyki sprawdzały się świetnie. Wracając

do Warszawy zrobiłyśmy wielkie

zakupy – powiedzieć, że kupiłyśmy dużo

kosmetyków to nic nie powiedzieć!

Takie szczęśliwe i zadowolone wpadłyśmy

na pomysł otworzenia sklepu

z amerykańskimi, niszowymi kosmetykami.

Ale po kilku dniach czekało nas

rozczarowanie, ponieważ w Polsce te kosmetyki

nie dawały efektu, a nawet nastąpiły

reakcje alergiczne (chociaż wszystkie

kosmetyki były dla skóry

wrażliwej i skłonnej do

alergii). Zaczęłyśmy badać

to zjawisko. A odpowiedź

była bardzo prosta: u nas

w Europie jest zupełnie inny

klimat, woda i powietrze,

a to są bardzo ważne czynniki

wpływające na wygląd.

Trzeba było coś zrobić, zaczęłyśmy

szukać lokalnych

kosmetyków w dobrej cenie.

I trafiliśmy właśnie na

białoruskie kosmetyki. Po

określonym czasie testowania

otworzyłyśmy nasz

B.B.F.!

A teraz potrzebuję Waszej

pomocy i kreatywności,

jak pisałam na początku :)

Wspólnie z miesięcznikiem Centrum

Miasta organizujemy konkurs!

Co musicie zrobić?

• Wymyślić nazwę tej rubryki,

w której będziemy z wami rozmawiali

o kosmetykach i pielęgnacji.

• Napisać o tematach, które najbardziej

was interesują.

• Polubić profil FB Centrum Miasta

• Polubić stronę FB UBBF i śledzić

nas na instagramie b.b.f.official

• Opublikować swój post z #bbfwarsaw

#gazetacenrummiasta

i zaznaczyć nas na swoim poście

Co do wygrania:

Staniecie się współautorem i częścią zespołu

gazety. A od sklepu w prezencie

dostaniecie zestaw do pielęgnacji ciała

(żel pod prysznic, peeling i nawilżający

krem) na bazie arbuza. Nikt nie będzie

miał tego na terenie całej Polski :)

My ze swojej strony wybierzemy

5 najlepszych nazw i wystawimy na głosowanie!

Już za miesiąc kolejne ciekawostki

kosmetyczne.


Fot. Bogusław Gałażyn

8 GAZETA BEZPŁATNA ■ WRZESIEŃ 2017 ■ NR 3

MARIA LASSNING

– ŚWIADOMOŚĆ CIAŁA

OTWARTA NA INTERPRETACJE

Dzisiaj dziełem sztuki może być wszystko, ponieważ sztuka współczesna jest różnorodna,

trudno ją jednoznacznie zdefiniować.

Mniej więcej od XIX wieku pojęcie sztuki zmieniało się.

Pojawiła się awangarda, czyli tzw. straż przednia. Artysta

od tej pory jawi się nie tylko jako rzemieślnik, ale także

kreator, rewolucjonista, ktoś kto może zmienić nasze myślenie

o przyszłości, o innym postrzeganiu rzeczywistości.

Nadaje idee i tempo zmian reszcie społeczeństwa,

dlatego tak ważne w sztuce jest dążenie do transgresji,

przekraczania granic narzuconych przez często zacofane

społeczeństwo. Artysta współczesny stara się rozszerzyć

granice wyobraźni odbiorców, burzyć ich przyzwyczajenia,

także estetyczne. W tę wizję doskonale wpisuję

się austriacka artystka Maria Lassnig, która przekraczała

granice w swoich pracach, aby dać świadectwo świadomości

ciała. Obrazy artystki ukazują kruchość ludzkiego

ciała, upływ czasu i nieunikniony proces starzenia się.

Ciało, nierealistyczne, odstające od kanonów piękna, jest

w centrum jej twórczości. Artystka w ciągu swojej 70 –

letniej kariery pozostała wierna koncepcji ,,świadomości

ciała”. Uważała, że doznania cielesne równają się świadomości

ciała i kiedy obrazuje się ,,ŚC”, widzenie staje się

rodzajem inspekcji, kontroli nad ciałem.

Oprócz obrazów, których bohaterką jest sama artystka,

na wystawie prezentowane są dzieła przedstawiające

ciała ulegające metamorfozie w przedmioty codziennego

użytku czy urządzenia mechaniczne, a także takie,

które odwołują się do wojny w Zatoce Perskiej w 1991

roku, gdzie artystka przedstawia ludzkie ciało zamieniające

się w broń. W ten sposób przedstawiła krytykę relacjonowania

wojny przez telewizję, przedstawiając ją jako

,,medialny serial”. Zwracała uwagę na towarzyszące nam

zobojętnienie, gdy dowiadujemy się o wydarzeniach za

pośrednictwem mediów. Artystka starała się przełamać

ten dystans, włączając do swoich prac symbole wojny

i śmierci.

Po początkowym okresie surrealizmu, Maria Lassnig

stała się pionierką sztuki Informel w Austrii. Charakteryzowała

się ona dążeniem do niepoddanej żadnym rygorom

kompozycyjnym swobodnej ekspresji wyrażanej za

pomocą barwnych plam czy linii. W latach 60. odeszła

od malarstwa Informel i rozpoczęła serię wielkoformatowych

obrazów zwanych ,,obrazami liniowymi”. Malowała

je klęcząc lub leżąc na płótnie, które było integralnym

przedstawieniem jej wyobrażenia ciała.

W latach dziewięćdziesiątych zainteresowanie Lassnig

technologią i posthumanizmem znalazło odbicie w pracach

odnoszących się do science fiction. Wyraża w nich

niepokój związany z wpływem technologii na codzienne

życie i na zacieranie się granic pomiędzy człowiekiem

i maszyną. W jej autoportretach ciało ulega deformacjom,

zyskuje nadprzyrodzone zdolności, nabiera cech

maszyn.

Wystawa to swoisty hołd artystce, która nigdy nie

chciała ulec kategoryzacji, a jej dzieła odegrały ogromna

rolę w rozwoju malarstwa XX i XXI wieku. Wystawa jest

dostępna do 15 października w Narodowej Galerii Sztuki

– Zachęta.

FELIETON

Bogusław Gałażyn

Nazywam się Zosia Czerwińska i sznaucer Dżek! Jestem

aktorką. Na Powiślu mieszkam 43 lata. Przeżyłam tu część

komuny, stan wojenny, wolność, dwóch mężów, 30 lat

w Teatrze Syrena i dwie wilczyce znajdy. Kocham Powiśle.

Czytajcie uważnie, bo drugi raz powtarzać nie będę!

Miesięcznik Centrum Miasta, który trzymacie w ręku zaproponował

mi pisanie krótkich felietonów lub zdarzeń

z Powiślem w tle. Nigdy tego nie robiłam, nie wiem czy

podołam temu zadaniu. Mile widziane opinie do redakcji.

Pierwszego września stary człowiek się lęka. Stary człowiek,

który przeżył wojnę, obóz i powstanie lęka się

tym bardziej. Takim człowiekiem jestem ja. Ten lęk rano

leczę widokiem Mostu Poniatowskiego, który mam

z okna. Kiedy widzę dużą, foremną, piękną bryłę, odzyskuję

spokój. Most łączy Warszawę z Pragą, statecznie

unosi się nad Wisłą, ale dzieli Powiśle bo mosty mogą

być różne.... dzielić lub łaczyć.

Można palić mosty, budować mosty przyjaźni. Most

może być o jeden za daleko albo na rzece Kwai. Nasz

jest solidny i budzi zaufanie.

W 1920 roku na nim właśnie Józef Piłsudski zatrzymał

komunistyczną ofensywę, która przedzierała się na

zachód, żeby zalać Europę. Był więc most świadkiem

„Cudu nad Wisłą”. Czy wiecie, drodzy czytelnicy, że są

mieszkańcy Powiśla, którzy tolerują naszą dzielnicę tylko

od mostu do Tamki? Lub drudzy, którzy żyją tylko od

mostu do Torwaru?

A już na pewno zdziwienie budzą, przynajmniej

moje, mieszkańcy Pragi i okolic , którzy nigdy ale to

NIGDY nie przeszli lub przejechali Mostem do Śródmieścia.

Proszę mi wierzyć – znam takich osobiście. Bardzo

jestem przywiązana do Powiśla całego, a Most kocham.

Zbudowano go w 1909 roku . Nazwę księcia Józefa

Poniatowskiego uzyskał w 1914. Ostatnio zapadła decyzja,

że władze zbudują na Most trzy windy. No to

może wtedy i ja na niego wjadę... Na mój Most Poniatowskiego

primo voto Mikołajewski.

More magazines by this user
Similar magazines