Views
7 months ago

Morze 4/2018 promo

Wypadki i katastrofy

Wypadki i katastrofy Krzysztof Kubiak Tragedia Iolaire Kiedy 11 listopada 1918 r. Niemcy zgodziły się na zawieszenie broni, w brytyjskich siłach zbrojnych rozpoczęła się demobilizacja. Byli nią zainteresowani w równym stopniu szeregowi marynarze, jak i ich przełożeni, a nade wszystko politycy. Setki tysięcy młodych mężczyzn utrzymywanych w ryzach surowej dyscypliny, niekiedy wiele kilometrów od domów, narażonych w poprzednich miesiącach często na codzienne ryzyko utraty życia stanowiło, w momencie gdy zagrożenie ze strony „Hunów” 1 zdawało się już nie istnieć, nader wybuchowy żywioł. Wydaje się, że to właśnie obawy przed wybuchem niezadowolenia wojskowych mas, w takim samym stopniu jak względy ekonomiczne, stały się głównym motorem pośpiesznego zwalniania żołnierzy i marynarzy z szeregów. Zdemobilizowani kombatanci wędrowali zatem do domów jak Imperium długie i szerokie. Nie dla wszystkich jednak owa „daleka droga do domu” 1 Termin Hunowie (Huns) jako określenie barbarzyńskich Niemców wykreowany został po okrucieństwach, jakich armia kajzera dopuściła się w Belgii. Odwoływało się ono bezpośrednio do tzw. mowy huńskiej wygłoszonej przez cesarza Wilhelma II 27 lipca 1900 do żołnierzy korpusu ekspedycyjnego udającego się do Chin tłumić powstanie bokserów. Cesarz tak określił swoje oczekiwania w związku z zastrzeleniem niemieckiego posła Klemensa von Kettlera w Chinach: […] Tępić bez pardonu, nie brać jeńców, kto wpadł wam w ręce, niech ginie. Podobnie jak tysiąc lat temu Hunowie zdobyli sławę pod przywództwem swojego króla Attyli, co w dużym stopniu pojawia się jeszcze dziś w przekazach i w legendach, tak niech zapisze się dzięki wam na tysiące lat w Chinach imię Niemców w taki sposób, żeby nigdy żaden Chińczyk nie odważył się chociażby krzywo spojrzeć na Niemca. zakończyła się jednak szczęśliwie. Szczególnie okrutnie los obszedł się z marynarzami i żołnierzami z wyspy Lewis i Harris 2 należącej do Hebrydów Zewnętrznych. Pochodzący z Hebrydów Zewnętrznych marynarze (stanowili zdecydowaną większość) i żołnierze gromadzili się w Kyle of Lochalsh. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że spośród około 30 tys. mieszkańców Lewis i Harris do służby zaciągnęło się około 6200, czyli w praktyce zdecydowana większość zdolnych do noszenia broni młodych mężczyzn. Kyle of Lochalsh, to wieś położona nad wejściem do zatoki Loch Alsch. w odległości około 100 km na południowy zachód od Inverness i połączone jest z nim linią kolejową. Do Inverness przybywali zaś marynarze zwolnieni ze służby w orkadzkiej bazie Grand Fleet – Scapa Flow. To, oraz fakt, że z Kyle of Lochalsh odchodził raz dziennie do Stornoway na Lewis i Harris parowiec żeglugi lokalnej, noszący wdzięczną nazwę Sheila, spowodowało że ostatniego dnia 1918 r. zebrało się tam dobrze ponad pół tysiąca zdemobilizowanych. Na pokładzie parowca nie dla wszystkich znalazło się jednak miejsce. Ponad 100 młodych mężczyzn musiało czekać dalej, co – biorąc pod uwagę poziom ich frustracji i gniewu – było niebezpieczne samo w sobie. Dowo- 2 Mimo nazwy jest to jedna połać lądu, bardzo jednak zróżnicowana. Część północna – Lewis – jest nizinna, podczas gdy południowa – Harris – zdominowana przez skaliste, poszarpane góry, z których najwyższa, Clisham, ma 799 m n.p.m. Powierzchnia wyspy to 2179 km 2 . Obie części połączone są przesmykiem Tarbert biegnącym między zatokami Loch Resort i Loch Seaforth. dzący rejonem morskim, kmdr por. Richard Gordon William Mason (rezydujący w Kyle of Lochalsh) najwyraźniej nie chciał mieć do czynienia ze świętującą Nowy Rok marynarską bracią i postanowił użyć do przewozu marynarzy stacjonującego w porcie, w charakterze okrętu strażniczego, dozorowca pomocniczego Iolaire 3 . Jego dowódca, kmdr por. Walsh, podobnie jak Mason z Royal Navy Reserve) nie został jednak poinformowany wcześniej, że przewidziano dla niego zadanie transportowe. Gdy Walsh dowiedział się, że ma przyjąć na pokład około setki ludzi początkowo zaprotestował. Jego argumenty były jak najbardziej słuszne – na pokładzie miał tylko 2 łodzie ratunkowe zdolne pomieścić nie więcej niż 40 osób oraz 80 kamizelek ratunkowych. Mason, pragnący jednak za wszelką cenę uniknąć kłopotów, nalegał. Nie przekonał go nawet argument, iż dowódca Iolaire nigdy nie wchodził do Stornoway nocą, a port ten jest pod względem nawigacyjnym nader wymagający. W czasie, gdy obaj oficerowie prowadzili szermierkę na argumenty, na stację kolejową dotarły następne dwa składy ze zdemobilizowanymi. To przesądziło sprawę – Mason postanowił, dosłownie i w przenośni, „rozładować” sytuację. Na pokład Iolaire weszło więc 241 ludzi. Załoga liczyła 23. Kyle of Lochalsh dzieli od Stornoway około 60 Mm. Nie jest to więc odległość duża, ale trasa biegnie burzliwymi i cechującymi się dużą dynamiką stanów pogody wodami cieśniny Minch 4 . 3 Według innej wersji Iolaire od początku przewidziany był do przewozu zdemobilizowanych marynarzy do Stornoway, podczas gdy należąca do MacBrayne Mail Sheila przewieźć ich miała do Tarbert. Spotkać można też informacje, że Iolaire przebywał w Stornoway jako okręt strażniczy i dopiero, gdy Sheila nie zabrała wszystkich marynarzy Manson wezwał go telefonicznie. 4 Cieśnina Minch oddziela północno-zachodnie wybrzeże Szkocji i północną część Hebrydów We- Wrak Iolaire tuż przy brzegu ze sterczącym nad wodą masztem, który uratował Donalda Morrisona. Fot. Geheugen van Nederland 76 kwiecień 2018 MORZE

Z polskich stoczni Krzysztof Stefański Pierwsze powojenne wodowanie w Polsce Oliwa przed wodowaniem. Fot. A. Huza via www.stoczniaszczecinska.ipn.gov.pl 24 kwietnia 2018 r. minie 70 lat od pierwszego w powojennej Polsce wodowania pełnomorskiego statku, którym był drobnicowiec Oliwa. Działo się to wszystko w szczecińskiej Stoczni „Odra”, a fakt ten nie jest zbyt znany. 78 kwiecień 2018 MORZE Wydarzenie to większości kojarzy się pewnie ze sławnym gdańskim Sołdkiem, no ale są tutaj w błędzie. Rudowęglowiec Sołdek, to pierwszy statek zbudowany całkowicie w Polsce. Jedynie jego dokumentację warsztatową opracowała francuska stocznia Augustin Normand w Hawrze. Pierwszą jednostką zwodowaną w naszym kraju była jednak Oliwa, co odbyło się prawie 7 miesięcy przed wodowaniem Sołdka. Jej twórcami byli w większości gdyńscy stoczniowcy. Pomagało im tylko kilku kolegów ze Szczecina była też pierwszym zbudowanym w Polsce drobnicowcem eksploatowanym w żegludze regularnej. Wcześniej niż inne statki po wojnie wykonała także swoją pierwszą usługę transportową, którą był przewóz ze Szczecina do Gdańska dźwigu, płóz do wodowania, łańcuchów kotwicznych i maszyn, traktowanych jednocześnie jako balast. Historia tej jednostki nie miała takiej siły przebicia i przychylności władz, jak historia Sołdka. Jednym z powodów było to, że jej budowę rozpoczęli Niemcy, a to przecież nie wyglądało by najlepiej w oficjalnym przekazie. Drobnicowiec wojenny typu Hansa A Niemcy rozpoczęli budować od położenia stępki 1 lipca 1943 r. w stoczni Stettiner Oderwerke. Odbywało się to na rządowe zlecenie z przeznaczeniem dla armatora Argo Reederei z Bremy (numer budowy 852). Przewidywano dla statku nazwę Olivia. Takie jednostki były seryjnie budowane w Niemczech oraz w okupowanej Belgii i Holandii, a nawet w Danii. W kwietniu 1945 r. wojska radzieckie zajęły jednak ten statek znajdujący się jeszcze na pochylni. Wcześniej Niemcy zamierzali zatopić go w Odrze i zatarasować rzekę, ale nie zdążyli tego zrobić. W czasie wojny i nalotu bomby alianckie trafiły w ładownię Olivii i przebiwszy dno statku spowodowały duże zniszczenia kadłuba. Uszkodziły także pochylnię. W ramach powojennej rewindykacji i podziału poniemieckiej floty drobnicowiec ten przydzielono Polsce. We wrześniu 1947 r. podjęto w naszym kraju decyzję o odbudowie przemysłu stoczniowego, a już w październiku postanowiono wykończyć Olivię. Zamówienie na nią złożył GAL (Gdynia – Ameryka Linie Żeglugowe) i wtedy zmieniono jej nazwę na Oliwa. Dla szczecińskiej „Odry” było to za trudne zadanie, głównie ze względu na

WITH_4_2018