Views
4 months ago

iA2

24 ROZMOWA iAuto Dziecko

24 ROZMOWA iAuto Dziecko szczęścia tekst: MIROSŁAW RUTKOWSKI zdjęcia: DOMINIK KALAMUS Dominik Kalamus, zawód – fotograf. Rocznik 1973. Monter urządzeń telekomunikacyjnych, ekonomista po WSHiP. Obecnie mieszka w Warszawie. Mirosław Rutkowski - Jest Pan jednym z najlepszych fotografów rejestrujących rajdy samochodowe. I tak o sobie mówi. Nie przewróciło się Panu w głowie? Dominika Kalamus - Czasem mogłem sprawiać takie wrażenie. Jestem trochę próżny, czasem zarozumiały, ale dzięki temu łatwiej mi istnieć i działać. Nie można być za skromnym. Taka prawda ułatwia mi zarabianie pieniędzy. A poza tym trzeba mieć szacunek do siebie i swojej pracy. Ale tak jest. W pewnym momencie poczułem, że to jest to i zająłem się fotografią na poważnie. Jestem samoukiem, uczyłem się metodą prób i błędów, zaczynałem od zera. Podglądałem innych, słuchałem rad, odkrywałem techniki foto- Pewnością siebie dobrej fotografii raczej się nie robi. Najważniejsze jest, aby robić to, co się lubi i kocha. Trzeba do tego uparcie dążyć. Aha, pewnie. Wystarczy chcieć, rób to o kochasz... To są banały.

ROZMOWA iAuto 25 graficzne. Teraz fotografuję znakomitymi aparatami ze świetną optyką, ale wcześniej zajeździłem sześć Zenitów. Pierwszego kupiłem na Bazarze Europa, dziś w tym miejscu jest Stadion Narodowy. Do tego obiektyw Beroflex 135/2,8 i z tym pojechałem na Rajd Polski. Dlaczego na rajd, nie łatwiej było zacząć od kwiatków, motylków czy dziewczyn? Rajdy poznawałem od dziecka, ojciec znał środowisko związane z rajdami, a wtedy w Jeleniej Górze była to bardzo mocna grupa. Od najmłodszych lat jeździłem na rajdy czy wyścigi górskie na przełęczy Okraj, najpierw z ojcem, potem z grupą przyjaciół. Znany już wtedy fotograf, Leszek Kuśmirek, pokazywał swoje powiększenia i ja też chciałem takie robić. Nie miałem pojęcia o przysłonie, migawce, obiektywach. Ale chciałem robić zdjęcia. A poza tym lubiłem prędkość, ojciec zawsze miał dobre samochody, ja jeździłem kilka lat w klubie narciarskim, potem uprawiałem kolarstwo. No i wtedy rajdy w Polsce były bardzo ciekawe, jeździli wspaniali kierowcy, było mnóstwo kibiców, doskonałe samochody. Kolorowy, wielki świat. To był bardzo specyficzny i fascynujący klimat. Już wtedy wiedział Pan, że to będzie zawód? To była amatorka i na początku traktowałem to jako zabawę. Po przeprowadzce do Warszawy studiowałem i jednocześnie pracowałem jako przedstawiciel handlowy czekolady Alpen Gold. W miejscu, gdzie w tym roku kończył się odcinek specjalny Rajdu Polski, w 1999 roku kończył się oes Kormorana. Dowiedziałem się tam o konkursie dla amatorów fotografujących sport samochodowy. Wysyłałem zdjęcia, były wyróżniane w kolejnych miesiącach i na koniec sezonu wygrałem główną nagrodę. To był zwrotny moment, taki, w którym czujesz, że odnalazłeś swoją drogę życiową. Pierwszy rajd, wyróżnienia, wygrany konkurs, to był taki jeden wielki kop i motywacja do nauki fotografowania. Od tego czasu fotografia jest moim zawodem i pasją. I dało się połączyć czekoladę z fotografowaniem rajdów? I tak, i nie. Pracując jako handlowiec i później menadżer w kolejnych firmach starałem się pielęgnować moja pasję