Views
4 months ago

iA2

56 HISTORIA Po latach w

56 HISTORIA Po latach w książce „Harley mój kumpel” opisał swoje wspomnienia, które rozpoczyna tak: „Jasne było od samego początku zimy 1967 roku, że coś muszę ze sobą zrobić. Tak naprawdę już wiele się w moim życiu zdarzyło. Za mną było kilka dokonanych ruchów życiowych tzw poważnych (szkoła średnia, rozpoczęcie studiów na Politechnice Warszawskiej), ale to wszystko jakby za mało. Na coś czekałem, czegoś chciałem, za czymś tęskniłem, serce mi biło... Ale do czego...?!”. Co było dalej, można przeczytać w książce. Piszący te słowa Tomasz Szczerbicki, motocyklista, dziennikarz i autor kilkunastu książek historycznych, przedstawił historię motocykli Harley-Davidson w latach 1903-1968. Wojtek dopisał historię kolejnych pięciu lat. Tak powstała nasza książka „Harley mój kumpel”. To nie koniec. Na rynek anglojęzyczny ukazało sie tłumaczenie o tytule „Harley my pal”, a w czerwcu 2012 roku światło dzienne ujrzała kontynuacja HMK pt. „Harley mój kumpel 2”. To kolejna świetna pozycja o historii ruchu harleyowego w Polsce Dziś, gdy się patrzy na mknące drogą motocykle Harley-Davidson, warto zdać sobie sprawę, że ruch harleyowski, w formie klubowej, zrodził się w Warszawie, najpierw 1924 r, a później w pamiętnym roku 1968. Przedwojenne amazonka na motocyklu Harley-Davidson. Okolice Warszawy, lata 30. ley-Davidson Club Warszawa ‘68, w skrócie zwany HDC ‘68. Szybko też pojawili się harleyowcy z Mokotowa, Żoliborza, Woli, Śródmieścia – właściwie z całej Warszawy i okolic. To było zjawisko, do którego ciągnęły rzesze studentów, inteligentów, robotników, rzemieślników, ludzi po prostu zafascynowanych motoryzacją. Pierwszą siedzibą HDC ‘68 był klub osiedlowy „Helios” przy ul. Wspólna Droga 13, na Grochowie. Szybko okazało się, że miłośnikom harleyów blisko do innych fascynatów motoryzacji. Jako sekcje HDC ‘68, powstał klub właścicieli amerykańskich wojskowych jeepów Willysów oraz motocykli BMW. Klub zaczął również zataczać szersze, ogólnopolskie kręgi, czego przykładem był Wrocławski Klub Harley-Davidson, będący sekcją HDC ‘68. W 1970 roku zorganizowano pierwszy w powojennej Polsce Zlot Motocykli Harley-Davidson. Trzy lata później zorganizowano legendarny 4. Międzynarodowy Zlot Motocykli Harley-Davidson w Wolsztynie, którego echa rozniosły się po całej Europie. To był przełom i początek „nowego”. Czy to się komuś podobało, czy nie, kilkuset harleyowców i kilka tysięcy sympatyków tej marki zaznaczyło swoją obecność w Polsce. W kolejnych latach ruch ten zaczął się dynamicznie rozwijać i nic nie było w stanie tego zahamować. Dziś Wojtek Echilczuk, chłopak z Grochowa, uznawany jest za ojca polskiego ruchu harleyowskiego. Był założycielem i pierwszym prezydentem klubu HDC ‘68. Miłość do motocykli amerykańskich stała się częścią jego życia, więc po latach był pierwszym w Europie Wschodniej oficjalnym przedstawicielem marki Harley-Davidson. Wojtek Echilczuk i jego pierwszy Harley-Davidson. Ma go do dziś.

OPINIE 57 Zza kółka widać lepiej Trwa gorączka wyborcza. Kandydatów do sprawowania władzy w samorządach jest wielu, znacznie ich więcej niż miejsc w fotelach prezydentów, wójtów, rajców i kogo tam jeszcze. Partie prężą muskuły, jedne się chwalą sukcesami, inne ogłaszają stan klęski narodowej, wszyscy obiecują świetlaną przyszłość pod warunkiem powierzenia władzy im właśnie. Najlepiej na wyłączność. Kończący kadencję z wielką, rzadziej mniejszą pompą otwierają fragmenty wybudowanych właśnie dróg. Ci, którzy kadencję chcieliby rozpocząć podkreślają, że owszem zrobiono, ale za drogo, za długo, za mało i dopiero jak oni rozpoczną, to będzie taniej, szybciej i więcej. Ot, takie tam, normalne gry o stanowiska, władzę i pieniądze. Dlaczego w magazynie o samochodach o tym piszę? Ano dlatego, że zza kierownicy widać więcej. Wieść gminna i inna (na przykład w social mediach, ale nie tylko) niesie, że na drogach gęsto od absurdów, błędnych oznaczeń i złej orgaznizacji. Koledzy z Auto Klubu Dziennikarzy z przedstawicielem Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego wybrali się z Warszawy do Łodzi i z powrotem (róznymi trasami) aby takie absurdy znaleźć i z całą mocą napiętnować. Wyprawa skończyła się sukcesem, to znaczy całkowitą klęską. Drogi okazały się znacznie mniej wyboiste, wręcz gładkie, sprzecznych znaków drogowych nie było, ograniczenia prędkości wynikają z rzeczywistych lokalnych okoliczności. Nie jest fajnie kiedy jedzie się drogą odgrodzoną od krajobrazu wysokimi płotami, które nazywane są ekranami ochronnymi. Ale po zastanowieniu mają one głębszy sens; chronią bowiem mieszkańców okolicznych wsi i osad przed szkodliwymi emocjami, jakie muszą się rodzić gdy widzą pędzące w kierunku wakacji nowe i drogie samochody, podczas gdy sami zmagają się z dwudziestoletnimi Astrami. I odwrotnie, ekrany te chronią posiadaczy takich drogich i nowych samochodów przed stresem jaki mógłby spowodować widok matowego lakieru na pordzewiałych karoseriach. Nie można też uznać za absurd niejasnych tablic informacyjnych kiedy wracamy autostradą do Warszawy. Przecież każdy musi sam wybrać swoją drogę, bo nawet kiedy cel jest wiadomy, to przecież można go osiągnąć różnymi sposobami zależnie od doświadczenia, wiedzy i intuicji. I nie jest to żadne niedopatrzenie, lecz pozostawienie każdemu wolnego wyboru. Wyborczy serial rozpoczynają wyścigi samorządowe, niebawem zacznie się rywalizacja o prezydenturę kraju, potem wybory parlamentarne. I chociaż demokracja jest bardzo niedoskonałym systemem, to niczego lepszego nie mamy. Zza kierownicy widać jakie są drogi, jak zostały oznakowane, jak zorganizowano ruch. Jakim samochodami jeździmy i ile płacimy za paliwo, za autostrady, za serwisowanie czy wymianę samochodu na lepszy i czy nas na to stać. Dlatego nie trzeba kierować się tym, co nam obiecują jedni i drudzy, lecz własnym rozeznaniem i rozumem.