Views
2 weeks ago

Bliżej Źródła nr 34 kwiecień 2018

D R O G A P R Z E Ł O M

D R O G A P R Z E Ł O M U 10 Ekstremalna Droga Krzyżowa- Droga przełomu Jezus skazany na śmierć Podjęłam decyzję - idę. Nikt mnie nie namawiał, nie zmuszał. Wychodzę w pełnej wolności. Sprawdzam mapę, wgrywam aplikację do telefonu, analizuję trasę. Czytam prognozę pogody na tę noc. Jestem przygotowana. A... i jeszcze zabezpieczona na wypadek trudności - mam do kogo zadzwonić, by przerwać tę drogę, gdy już nie będę miała siły... Jeszcze może jakieś zakupy w sklepie sportowym? Jezusie - Człowieku zmuszony do przejścia krzyżowej drogi. Pobity, bosy, przerażony i całkowicie poddany woli Bożej, czy ja jestem godna wejść na Twoją drogę? Odkładam na półkę oddychającą bluzę i specjalnie wyprofilowane skarpety. Pójdę w tym, co mam. I tak nie będą to bose stopy, zmęczone torturami ciało i wizja śmierci na końcu drogi. Jezus bierze krzyż Już od samego początku wyprawy pada deszcz, ale nie jest zimno. Może jakoś dam radę. W nieprzemakalnym plecaku mam termos z ciepłą herbatą, suche skarpetki i bluzę. Na skraju lasu znajduję dwie gałęzie, robię z nich krzyż, który początkowo niosę w ręku. Z czasem zaczyna mi przeszkadzać - przywiązuję go do plecaka. Już lepiej... Droga zaczyna prowadzić dość stromo pod górę. Twój krzyż był znacznie większy i cięższy. I pewnie nawet nie myślałeś jak go nieść, by było wygodniej... Nie przyjmuję z radością swoich trudności, raczej wolałabym się ich pozbyć. Zgadzając się Boże na Twoją wolę, myślę czasem, że wolałabym, by była ona bardziej przychylna dla mnie... Pierwszy upadek Jakoś weszłam stromym podejściem pod krzyż wiszący na drzewie. Szybko ten Twój pierwszy upadek. Ja nie czuję się za bardzo zmęczona. To dobrze, bo nie ma suchego miejsca, by usiąść i odpocząć. Klękam w błocie, czytam rozważania, modlę się. Wstaję bez wysiłku i idę dalej. Jest już bardzo ciemno. Droga wiedzie przez las. Światło mojej czołowej latarki jest dosyć słabe. Ścieżka jest coraz bardziej stroma. Widzę tylko ok. 1m przed sobą. Idę cały czas pod górę, potykam się o kamienie, nogi ślizgają się w błocie. Przestało padać, ale wiejący wiatr, raz na jakiś czas, strąca deszczówkę z liści drzew... No nie jest łatwo. Ale pewnie ta góra zaraz się skończy. Podnoszę wzrok, który do tej pory śledził tylko przestrzeń pod butami. Z przodu widzę pojedyncze światła czołówek innych uczestników. Widzę je wysoko nade mną. Zwalniam. Jednak to podejście jest znacznie dłuższe niż przypuszczałam. Przywołuję w myślach intencje, które ze sobą zabrałam. Mam motywację, by iść dalej... Jezus spotyka Matkę W tę drogę wyruszyłam z moim synem, ale on idzie znacznie szybciej ode mnie. Od dłuższej chwili jestem zupełnie sama. Nie widzę żadnych świateł latarek, nie słyszę kroków. Trasa prowadzi leśną przecinką pod górę. Jest trochę zwalonych drzew, które trzeba jakoś pokonać, niektóre obejść i wrócić na drogę. Coś ciągle przyczepia się do moich spodni. To chyba kolczaste pędy jeżyn. Pojawia się mgła. Odgłosy lasu wydają się być coraz bardziej mroczne. Zaczynam się bać. Droga jest coraz mniej widoczna. Sprawdzam w aplikacji, czy dobrze idę. Za chwilę znowu... Przychodzą mi na myśl pędzące sarny, wściekłe lisy, wilki... Przy niedźwiedziach postanawiam przerwać milczenie i zadzwonić do syna. Proszę go, by poczekał na mnie. Przyspieszam kroku i dziękuję Bogu, że dał mi syna. Uświadamiam sobie, że jego obecność w moim życiu jest darem Bożej miłości. Myślę Jezu, że mimo Jej łez dostrzegłeś w oczach swojej Mamy dumę, zachwyt i wdzięczność, że ma takiego Syna... Pomoc Szymona Idziemy razem. Ledwo widoczna wąska ścieżka prowadzi nas do stromego zejścia. Średnia prędkość nam znacznie wzrasta. Jest ślisko, czasem trudno oderwać buta od ziemi. Dobrze, że są drzewa, na których można się zatrzymać... Docieramy do jakiejś wioski. Pierwszy raz mamy pod stopami utwardzoną drogę. Okazuje się, ze błoto było bardziej przyjazne dla stawów. Czuję brak amortyzacji. Nogi coraz bardziej bolą. Na Golgotę szedłeś po kamieniach... Boli również kark od ciężaru plecaka i pochylonej głowy. Gdy się prostuję - czołowa latarka świeci w nicość... Zaczyna padać. Kolejna stacja daje trochę wytchnienia. Sprawdzamy drogę. Znowu wspinaczka. Idę coraz wolniej. - Mamo daj mi swój termos, poniosę go w moim plecaku. - Nie, sama dam radę. Nie będziesz dźwigał mojego ciężaru. - Mamo, daj termos. Tak trudno jest mi przyjąć czyjąś pomoc. A jeszcze trudniej o nią poprosić. Jak bardzo muszę poczuć swoją słabość? A może... czy umiem się przed sobą do niej przyznać? Pewnie z wdzięcznością i ulgą przyjąłeś pomoc Szymona. Ja dalej niosę pełny plecak...

Weronika Droga idzie wciąż pod górę. Dochodzimy do kapliczki. Są ławki. Siadam na jednej. Jest mokra. Czytam rozważania. Daję sobie wreszcie więcej czasu na odpoczynek. Czuję, jak moje ciało zdecydowanie odmawia dalszej drogi. Piję herbatę i zastanawiam się, dlaczego tu jestem? Czego właściwie szukam? Co czuję oprócz bólu i zmęczenia ? Co mi daje ta droga? Przecież nawet rozważania czytam mniej uważnie, bo oczy pieką, okulary mgłą zachodzą, a czasem w ogóle nie mam siły ich wyjąć. Idąc skupiam się bardziej na tym, by nogę postawić między kamieniami i nie potknąć się o wystający korzeń. W moim umyśle nie ma miejsca na głębokie rozważanie Męki Pańskiej. Co czuję? Czuję bliskość cierpiącego Człowieka, który będąc Bogiem przeżywał zmagania ze swoim fizycznie niedoskonałym ludzkim ciałem. To zupełnie inne uczucie bliskości niż te z ławki kościoła. Takie bardziej namacalne. Czy tego samego szukała Weronika? Twojej realnej bliskości? Drugi upadek Ta góra nigdy się nie skończy. To jedyna myśl, która mi towarzyszy. Zatrzymuję się co dwa kroki. Dobrowolnie oddałam termos. Jest mi trochę lżej. Wreszcie weszliśmy na szczyt. Kolejna stacja. Wybacz Panie, że nie klękam - jak uklęknę, to nie wstanę... Nie wyjmuję z kieszeni rozważań. Stoję i zastanawiam się, jakim cudem podniosłeś się po tym upadku? Płaczące niewiasty Ruszamy w dół, po jakimś czasie orientujemy się, że pomyliliśmy trasę. Trzeba wrócić... Znowu pod górę... Wstaje świt. To dla mnie niespotykany widok - zwykle go przesypiam. Jest tak pięknie. Znika strach przed niedźwiedziem, można zdjąć z głowy latarkę, która już waży pewnie kilka kilogramów. Idziemy w dolinę krętą ścieżką przez łąki. W oddali widać rozświetlone promieniami słońca wzgórza. Mijamy parę odpoczywających pielgrzymów. Zaczyna się dosyć strome zejście. Brak amortyzacji w stawach jest nie do zniesienia. Z bólu ciekną mi łzy. Nad kim płaczę? Nad swoją słabością? Zastanawiam się, czy ja muszę dalej iść. Co chcę przez ten wysiłek udowodnić? Czy w ogóle muszę cokolwiek komukolwiek udowadniać? Wątpię w Twoje miłosierdzie. Myślę, że muszę zasłużyć na Twoją miłość... Nad sobą płaczę... Trzeci upadek Doszliśmy do rozdroża. Przed nami cztery drogi. Jedna z nich, kamienista, prowadzi ostro pod górę. Sprawdzam w aplikacji z nadzieją, że to nie na- D R O G A P R Z E Ł O M U sza. Nasza... Siadam na kamieniu z myślą, że zostanę tu na zawsze. Wiem, że to ostatnie podejście. Cel jest już bardzo blisko. Przypominam sobie poprzednią górę. Szłam tak wolno. Pewnie teraz będzie jeszcze gorzej. - Mamo, zadzwonię po tatę. - Nie. Jest mi coraz zimniej. Mokre od deszczu ubrania nie zdążyły wyschnąć w promieniach wschodzącego słońca. Chcę wstać - nie mogę. Co robić? Poddać się? Nie! Mijają nas pielgrzymi, których widzieliśmy o świcie. Wstaję, swoje kroki usiłuję skierować ku górze. Już wiem, że nie dam rady. Muszę się jeszcze do tego przyznać. - Zadzwoń po tatę. Ty Panie wstałeś i poszedłeś dalej. Dla mnie. I to wcale nie dla tego, że sobie na to zasłużyłam... Jezus z szat obnażony Musimy przejść kilka kilometrów, by dostać się do drogi dostępnej dla samochodu. Idę i czuję, jak z każdym krokiem zostawiam za sobą ambicję, wiarę w swoją niezniszczalność, pychę... Zostaje mi wstyd. Ciebie rozebrano i wystawiono na pośmiewisko. Na krzyżu Idę i myślę. Czy to już koniec, czy ta droga trwa nadal? Idę w przeciwnym kierunku niż wskazuje aplikacja. Ale idę. Czuję przede wszystkim ból, ale świadomość, że niedługo zamienię mokre ubrania na suche i ciepłe, dodaje mi sił. U kresu mojej drogi pojawia się nadzieja. Ty Panie w bólu czekasz na śmierć... Jezus umiera „...Obejmuję krzyż, gdzie mój skonał Pan, Gdy ratował ginący świat. O jak kocham ten szorstki krzyż, Na nim Pan moc piekielną zmógł. Wszystko składam u Jego stóp, By się we mnie uwielbił Bóg...” George Bennard Grób Do Wambierzyc dojeżdżamy samochodem. W suchych ubraniach, bez plecaka i na boso wchodzę po schodach do Bazyliki. Klękam w ławce, opieram głowę i nie wiem, co powiedzieć. W głowie mam pustkę. Z zewnątrz dociera coraz mniej dźwięków... Pewnie za chwilę zasnę. To już koniec. Zmartwychwstanie Następnego dnia, w niedzielę, wstałam wyspana, bez jakiegokolwiek bólu i zmęczenia. Okazało się, że to początek... T.J 11

Bliżej Źródła nr 17 czerwiec 2016
Bliżej Źródła nr 16 maj 2016
BLIŻEJ ŹRÓDŁA nr 5 - kwiecień 2015
Bliżej Źródła nr 18 październik 2016
BLIŻEJ ŹRÓDŁA nr 4 - marzec 2015
BLIŻEJ ŹRÓDŁA nr 2 - styczeń 2015
BLIŻEJ ŹRÓDŁA nr 6 - maj 2015
Bliżej Źródła nr 19 listopad 2016
BLIŻEJ ŹRÓDŁA nr 1 - grudzień 2014
Nr 4 _80_ MAJ 2013 R - Parafia Ścięcia Św. Jana Chrzciciela w ...