Kurier Czaplinecki - Nr 154, czerwiec 2019

adam.cygan

V Iras Cup 2019;

Ekologiczne problemy;

O herbie Czaplinka (cz. 3);

Koło Diabetyków;

Ryby inwazyjne (cz. II);

Intel Spółka z o.o. (cz. II);

Świetlica w Byszkowie.


2 Kurier Czaplinecki - Czerwiec 2019

PRYWATNY GABINET

OTOLARYNGOLOGICZNY

dr n. med. Izabela Kulec-Kaczmarska

78-500 Drawsko Pomorskie

ul. Poznańska 1b

Rejestracja telefoniczna 500 067 815

UBEZPIECZENIA

CZAPLINEK

CEZARY RADZISZEWSKI

ul. Kościuszki 19, tel. 784-889-303

E-mail: cradzisz@gmail.com

Nici SILHOUETTE

ul. Tęczowa 5 - 7 lok. 4

78-600 Wałcz


Kurier Czaplinecki - Czerwiec 2019 3

„IRAS CUP” po raz piąty!

a nami V edycja turnieju „IRAS CUP” podczas dziesięcioletniej

działalności Klubu Sportowego Iras. Przyszedł więc

czas na podsumowanie.

Z dużą dozą pewności możemy uznać, że co rok staramy się podnosić

poziom imprezy. Była to wyjątkowo udana i zorganizowana impreza, której

towarzyszyła nie tylko rywalizacja

sportowa, ale

także wiele atrakcji poza

turniejowych.

Wszyscy uczestnicy oraz

zaproszeni goście przywitani

zostali na czaplineckim

rynku przez Burmistrza

Czaplinka Marcina Naruszewicza.

Stąd zespoły

przemaszerowały w barwnym

korowodzie wraz z orkiestrą dętą na stadion miejski. Tam uroczystego

otwarcia turnieju dokonała prezes KS Iras Czaplinek Dorota Buca, która przywitała

gości specjalnych. W tym samym dniu odbyły się pierwsze mecze. Podczas

rozgrywek rywalizowało blisko 480 zawodników. W sumie w zawodach udział

wzięło 30 zespołów z Polski i jeden zza naszej zachodniej granicy z zaprzyjaźnionego

miasta Marlow.

Po uroczystym przywitaniu odegrane zostały hymny Niemiec

i Polski.

Drużyny rozgrywały swoje mecze w trzech kategoriach wiekowych

(2006/7, 2008, 2009/10) w których padło ponad 550 bramek.

Naszymi ambasadorami honorowymi byli: Miłosz Stępiński I trener

reprezentacji kobiet w piłce nożnej, Czesław Michniewicz I trener reprezentacji

U-21 w piłce nożnej, których reprezentowała Agata Stępińska, Marek Citko były

reprezentant kadry polskiej w piłce nożnej, Dariusz Adamczuk srebrny medalista

z igrzysk olimpijskich w Hiszpanii w 1992, obecnie Prezes Akademii Piłkarskiej

Pogoni Szczecin oraz Siergiej Szypowski były bramkarz między innymi Pogoni

Szczecin, który obecnie prowadzi własną szkółkę bramkarską Goalkeeper.

Patronat honorowy nad turniejem objął prezes KOZPN pan Grzegorz Maciejasz.

Mieliśmy ponadto wielu znakomitych gości, o których należy z pewnością

wspomnieć. A byli

nimi: Wojciech

Tomaszewski I

trener reprezentacji

Polski w piłce nożnej

chłopców U-18,

który poprowadził

warsztaty teoretyczne,

licencjonowane

przez ZZPN na

portalu PZPN24,

Prezes KOZPN

Grzegorz Maciejasz,

któremu z tego

miejsca serdecznie

dziękujemy za nieodpłatną obsadę sędziów podczas całego turnieju i wielkie

wsparcie naszej imprezy, Pan Grzegorz zapewnił, że w następnym roku także

będzie mocno wspierał turniej IRAS CUP, Andrzej Sokalski członek zarządu

KOZPN oraz Przewodniczący Wydziału Szkolenia, Wiesław Burkiewicz członek

zarządu KOZPN. Byli wśród nas również: Burmistrz Czaplinka Marcin

Naruszewicz, Z-ca Burmistrza Czaplinka Jarosław Tarnowski, Wicestarosta

Powiatu Drawskiego Mariusz Nagórski, Prezesa Lecha Czaplinek Wojciech

Pauliński oraz pan Ireneusz Gacki sponsor turnieju, na którego wsparcie zawsze

możemy liczyć. Naszymi patronami medialnymi byli: Głos Koszaliński oraz

Serwis Głosu Koszalińskiego GK24, a także Aktywne pomorze24.

Organizatorzy przygotowali

dla uczestników

liczne atrakcje: rejs statkiem

spacerowym po

j. Drawsko, tor wodny,

ognisko, pokaz dziecięcej

sekcji akrobatycznej

z Darzbór Szczecinek.

Główną atrakcją były

zorganizowane w sobotni

wieczór koncerty, które

rozpoczęły się o godzinie

20.00. Dzięki naszym sponsorom

mieszkańcy Czaplinka

i okolic mieli zapewniony wstęp

wolny. O godzinie 20.00 swój

występ rozpoczął zespół Liber&InoRos,

którego sponsorem

był URBAN Investment

Group pan Dominik Urban.

Kolejne dwa koncerty zespołów

disco polo After Party i MIG

sponsorował pan Ireneusz Gacki.

Po zakończeniu koncertów

zabawę poprowadził nasz kolega

z Zarządu KS Iras pan Paweł

Stróżyk.

Podczas 4 dniowej rywalizacji

sportowej, odwiedził nas pan

Krzysztof Kapuściński były trener Błękitnych Stargard, który doprowadził zespół

do największego sukcesu w historii czyli półfinału Pucharu Polski.

Podsumowując rywalizację sportową podczas turnieju piłki nożnej,

klasyfikacja pierwszej trójki w poszczególnych rocznikach przedstawia się następująco.

ROCZNIK 2006/7:

1. MUKS Żaki Szczecin Dąbie r.2006

2. Bałtyk Koszalin r.2006

3. Fase II Szczecin r.2006.

KS Iras r.2006 zajmuje 4 miejsce, natomiast KS Iras r.2007 miejsce 10.

ROCZNIK 2008:

1. AP Szczecinek

2. Salos Szczecin I

3. Marlow Niemcy.

KS Iras Czaplinek I i II na 4 i 8 miejscu.

ROCZNIK 2009/10

1. Garbarnia Kępice

2. Salos Szczecin I

3. APN Junior Police.

Dla piłkarzy KS Iras Czaplinek I i II był to pierwszy tak duży turniej, oba zespoły

uplasował się na 9 i 11 miejscu.


4 Kurier Czaplinecki - Czerwiec 2019

Na zakończenie turnieju

każdy z uczestników

otrzymał medal wraz

z dyplomem ze zdjęciem

swojej drużyny. Każdy

zespół otrzymał pamiątkowy

puchar, a pierwsza

trójka turnieju otrzymała

dodatkowo nagrody

rzeczowe. Były też nagrody

indywidualne dla

najlepszego zawodnika,

strzelca oraz bramkarza.

Uhonorowany został strzelec 100-tnej bramki. Zdobył ją zawodnik KS Iras –

Błażej Buca, który otrzymał także dodatkową nagrodę za udział we wszystkich 5

-ciu edycjach IRAS CUP w barwach Klubu Sportowego Iras Czaplinek.

W imieniu ambasadora Miłosza Stępińskiego nagrodę dla najlepszej zawodniczki,

którą została zawodniczka

KS Iras Dominika

Borowczyk, wręczyła pani

Agata Stępińska. Na samym

końcu rozlosowane

zostały nagrody dla uczestników

naszego turnieju.

Losy były rozdawane

w dniu otwarcia imprezy.

Organizatorem

turnieju był KS Iras,

a współorganizatorem

Gmina Czaplinek. Serdeczne

podziękowania dla naszych sponsorów, których było w tym roku rekordowo

dużo, ponad 80-ciu. Przekroczyło to nasze najśmielsze oczekiwania.

Szczególne podziękowania dla firmy Kabel – Technik – Polska głównego sponsora

naszej imprezy oraz dla firmy IRAS pana Ireneusza Gackiego, którzy są

z nami od samego początku.

„IRAS” IRENEUSZ GACKI

„KABEL-TECHNIK-POLSKA”

„ADMIRAL – SPORT” GRZEGORZ MACIEJASZ

A. M. STĘPIŃSKI - TRENER I REPREZENTACJI POLSKI KOBIET

W PIŁCE NOŻNEJ

„AGA-TOMA” A. G. TOMASZEWICZ

AGNIESZKA I MARIUSZ GOŁDYKA

„AKADEMIA SZTUKI FLORYSTYCZNEJ” EDYTA KOZAK

„AUTO-NET” WOJCIECH MESZKA

APTEKA CZAPLINEK JAROSŁAW NOWAKOWSKI

BAR „KURZA STOPKA” EWA ZAJUL

BAR „NAD JEZIOREM” BOGUMIŁA SZCZEPAŃSKA

BENEKO” BERNARD BUBACZ

"BUD & MEB" PIOTR WORSOWICZ

„CAFEE BAR” JAN TROCKI

„CAR WARP CITY.PL” MARCIN GRALAK

„C –TECH” CEZARY CZEPE „J-TECH” JACEK LECH

CZESŁAW MICHNIEWICZ - TRENER REPREZENTACJI POLSKI

W PIŁCE NOŻNEJ U21

„DALIA” KAROLINA BUJNOWSKA

DELIKATESY „CHATA POLSKA” MAŁGORZATA CZERNIKIEWICZ

„DORAS MIĘTOWA SZAFA & PUDROWY KUFEREK” DOROTA BUCA

„DOROSSE” DOROTA ŻURAWIK – KRZYSZTOŃ

„ELTIK” MIROSŁAW TRUSKOWSKI

ERWIN BIEGAJŁO

„FAST FOOD” WOJCIECH KUSA

„GOALKEEPER” SZKÓŁKA BRAMKARSKA SIERGIEJ SZYPOWSKI

JAROSŁAW TARNOWSKI

KOZPN

„LIFE STYLE” KRZYSZTOF BRANICKI

„LODY BAHAMAS” SYNTIA SZYMUKOWICZ

MALARNIA PROSZKOWA” JAROSŁAW BOJDO

„MEBKUS” MIROSŁAW KUSA

„MOYA” STACJA PALIW CZAPLINEK

NADLEŚNICTWO CZAPLINEK

„NA MAXA” PIOTR KUKUŁA

„NEONET” CZAPLINEK

„ORSKOV FOODS”

ŚRODEK WYPOCZYNKOWY „KUSY DWÓR” KRZYSZTOF KUSA

„URBAN INVESTMENT GROUP” DOMINIK URBAN

„PARADISE” RESTAURACJA – HOTEL M.R. SIUTYŁA

RADOSŁAW PAWŁOWICZ

„RUMPIX” TOMASZ STEFANIK, PAWEŁ CIMACHOWICZ

„SADOGRÓD” JACEK SADOWSKI

„PAWTRANS” PAWEŁ PALINIEWICZ

PIOTR MILKO

„POLPLON” MARCIN SIELATYCKI

POMORSKI BANK SPÓŁDZIELCZY O/CZAPLINEK

PRZEMYSŁAW JURA

„SALON FRYZJERSKI” ANNA OLESZKIEWICZ

„SKARBY Z JEZIORA” ZBIGNIEW OGORZAŁEK

„STALEX” RADOSŁAW DAWIDOWICZ

„TCS” CEZARY SOBOLEWSKI, MARCIN SZCZANOWICZ

„TOMKOS” WALDEMAR TOMKOWSKI

„TUR PLAST” GRZEGORZ TUROWSKI

„USŁUGI REMONTOWE – MONTAŻ STOLARKI BUDOWLANEJ”

D.K. HOPA

„USŁUGI ROLNICZE” ANETA KAZNOWSKA – NOBLINY

WACŁAW MIERZEJEWSKI

WIESŁAWA MRÓZ

„WYKOŃCZENIA WNĘTRZ” ROBERT JAROSZYŃSKI

„SKLEP WARZYWNO – OWOCOWY” ŁUKASZ STRÓŻYK

„STARY DRAHIM” RYSZARD SWĘD

„SWOJSKIE WYROBY”

SYMPATYCY SPORTU

„ŚWIAT POŚCIELI” KAMIL LUTYŃSKI

ZAGORZAŁY SYMPATYK SPORTU

ZBIGNIEW DUDOR

„ŻBIK” PAWEŁ ŻBIKOWSKI

KAJ JAROSŁAW STAKUĆ

SEKRET KATARZYNA GACKA

GACEX

BARTŁOMIEJ SNOWALSKI

KONKRET ANDRZEJ KRELLA

SBS MOTO-STYL PIOTR BIAŁACH

SOCCER SCHOOL KRZYSZTOF KUTROWSKI

PIOTR MICHAŚ

ESSERE BELLA SALON URODY ANNA URBAN

ALAN RABE

MONIKA SZEMANDERA I WOJCIECH ŁOPATA

BORYS SEWERYN

Pragniemy również gorąco podziękować wszystkim, którzy zaangażowali

się w organizację tego wspaniałego turnieju. W szczególności podziękowania

należą się Pani Prezes Dorocie Buca, Zarządowi KS Iras Czaplinek,

trenerom, Waldemarowi Chrzanowskiemu - koordynatorowi turnieju, Gminie

Czaplinek, CzOK, Straży Miejskiej, Referatowi Sportu i Rekreacji UM, strażakom,

Panu Rafałowi Potoczniakowi, który był naszym wsparciem medycznym,

grupie RESUCE - ZDR, i wszystkim tym, którzy włożyli choć małą cegiełkę

w organizację tego turnieju, a nie zostali wymienieni. Wielkie dzięki tym

rodzicom, którzy byli, pomagali i poświęcili swój czas – wielkie dzięki, dzięki,

dzięki!!! Osobne podziękowania należą się również wszystkim drużynom,

które uczestniczyły w naszym turnieju oraz kibicom. To dzięki Wam odbył się

tak piękny i emocjonujący turniej. Zapewniliście nam wiele niezapomnianych

wrażeń.

Do zobaczenia za rok na VI edycji IRAS CUP 2020 !!!

Zarząd KS Iras

fot. W. Burkiewicz

Wypowiedź ambasadora turnieju IRAS CUP 2019 Miłosza Stępińskiego.

Jako Selekcjoner I Reprezentacji Kobiet w Piłce

Nożnej, jednocześnie mieszkaniec województwa

zachodniopomorskiego, cieszę się za każdym razem,

gdy mogę wziąć udział w tak fantastycznym

przedsięwzięciu jakim jest IRAS CUP organizowanym

przez Dorotę i Ireneusza Gackich. Rzadko się

zdarza, by 32 drużyny miały szanse rywalizować w

tak malowniczym miejscu i świetnie zorganizowanym turnieju. Wspólnie z Selekcjonerem

Czesławem Michniewiczem żałujemy, że w tym roku, ze względu

na kwalifikacje olimpijskie i Mistrzostwa Europy w San Marino, nie mieliśmy

możliwości uczestniczyć w tej imprezie.

Oglądając zdjęcia i materiały filmowe z IRAS CUP 2019 cieszyliśmy się widząc

tak szeroką grupę zawodniczek i zawodników czerpiących przyjemność z grania

w piłkę. Nasze województwo potrzebuje więcej sportowych filantropów

takich jak organizatorzy IRAS CUP.

Miłosz Stępiński


Kurier Czaplinecki - Czerwiec 2019 5

O HERBIE CZAPLINKA (cz. 3)

II części artykułu przedstawione zostały Czytelnikom wizerunki

miejskiego herbu w wersji z pruskim orłem wyłaniającym

się zza wież. Herb w takiej postaci pojawił się w II połowie

XIX w. i był stosowany do lat trzydziestych XX w. (wg informacji na planszach

w czaplineckiej Izbie Muzealnej – do 1934 r.). Ta wersja herbu jest również

głównym tematem III części.

***

Oglądając ilustracje do II części artykułu przekonaliśmy się, że poszczególne

wizerunki herbu z pruskim orłem pochodzące z różnych źródeł (tzn.

z regionalnych czasopism i z urzędowych pieczęci) różniły się niektórymi szczegółami,

w tym kształtami ptaka na środkowej wieży, przy czym na większości

zaprezentowanych herbów sylwetka tego ptaka mogła kojarzyć się z mewą lub

z gołębiem. Podobnie jest w przypadku herbów przedstawionych w tej części.

Przyjrzyjmy się herbom widniejącym na

dwóch urzędowych pieczęciach zaprezentowanych

na planszach eksponowanych w czaplineckiej

Izbie Muzealnej. Pierwszą z nich,

z napisem DER MAGISTRAT DER STADT

TEMPELBURG, widzimy na fot. nr 1. Na

planszy znajduje się informacja, że pieczęć ta

była w użytku w latach 1905 – 1908. Na fot.

nr 2 zaprezentowany jest wzór pieczęci z napisem

„Der Magistrat – Steueramt zu Tempelburg

i.

1. Pieczęć magistratu z lat 1905 –

1908 (źródło: plansza w Izbie

Muzealnej w Czaplinku).

Pom.”.

Według

informacji

podanej

na planszy, pieczęć ta była stosowana przez

magistrat i Urząd Podatkowy w latach 1922

– 1934.

Ciekawym przykładem pieczęci

urzędowej z herbem miasta jest przedstawiona

na ilustracji nr 3 pieczęć z napisem

SPARKASSE DER STADT TEMPEL-

BURG. Jest to pieczęć Miejskiej Kasy

Oszczędności. Podam jako ciekawostkę,

że 29 grudnia 1934 r. oddano do użytku

biurowiec przy zbiegu ul. Sikorskiego z ul.

3. Pieczęć Miejskiej Kasy

Oszczędności (z facebookowej

kolekcji Roberta Łodziato).

2. Pieczęć magistratu i Urzędu Podatkowego

z lat 1922 – 1934 (źródło: plansza

w Izbie Muzealnej w Czaplinku).

Górną (Sikorskiego 9) z przeznaczeniem na nową siedzibę działającej w przedwojennym

Czaplinku Miejskiej Kasy Oszczędności. Na elewacji tego budynku

od strony ul. Sikorskiego umieszczono napis

STADT-SPARKASSE. Po II wojnie

światowej w budynku tym znalazł swą siedzibę

Bank Spółdzielczy.

Herb miasta na pieczęci Kasy Oszczędności

(Sparkasse) wyraźnie wskazywał

na związek tej instytucji z miejscowym

Magistratem. Tu warto dodać, że herby

miejskie niejednokrotnie spełniały rolę symboli

charakteryzujących podległość czy też

przynależność administracyjną. Podam jako

ciekawostkę fakt, że w Brzezince koło Kluczewa

na budynku dawnego powiatowego

schroniska młodzieżowego (Kreisjugendherberge),

w którym do 2009 r. mieścił się Ośrodek

Rehabilitacyjno - Readaptacyjny dla Młodzieży

Polskiego Towarzystwa Zapobiegania Narkomanii, umieszczone były

herby 4 miast leżących w dawnych granicach powiatu szczecineckiego, w tym

herb Tempelburga w wersji z sylwetką orła wychylającego się zza wież. Budowę

tego schroniska rozpoczęto w 1927 r., a więc w czasie, gdy w użytku była

taka właśnie wersja herbu. Herbu tego, niestety,

nie możemy już zobaczyć, gdyż budynek dawnego

schroniska młodzieżowego w 2015 r.

został zburzony.

Ilustracja nr 4 przedstawia dwa znaczki

urzędowe. Wizerunki tych znaczków pochodzą

z wydanego w 2010 r. albumu Władysława

Piotrowicza „Czaplinek – dawniej Tempelburg

na pocztówkach”. Literą A oznaczony jest

znaczek z pruskim orłem czyli z godłem państwowym,

stosowany przez tutejszy sąd

(Amtsgericht Tempelburg), natomiast literą B

oznaczono znaczek urzędowy z herbem miasta

w wersji z orłem wyłaniającym się zza wież,

stosowany przez Magistrat. Sąd (Amtsgericht)

istniał w Czaplinku w latach 1879 – 1945. Początkowo

znajdował się on w budynku o architekturze

wskazującej na XIX-wiecznąmetrykę,

z fasadą ozdobioną sztukateriami z amorkami,

przy ul. Sikorskiego 11 (obecnie dom mieszkalny).

29 grudnia 1934 r. sąd otrzymał nowąsiedzibę

przy ul. Sikorskiego 9, w tym samym

nowo wzniesionym biurowcu, w którym urządzono

siedzibę Miejskiej Kasy Oszczędności.

Na elewacji biurowca od strony ul. Górnej

umieszczony został napis PREUSSISCHES

AMTSGERICHT. Jak widzimy, pod jednym

5. Odcisk suchej pieczęci sądowej

(z facebookowej kolekcji Roberta

Łodziato).

4. Znaczki urzędowe (źródło: Wł.

Piotrowicz, „Czaplinek – dawniej

Tempelburg na pocztówkach”,

Słupsk 2010, str. 165).

dachem urządzono siedzibę sądu czyli instytucji mającej wymiar państwowy

oraz lokalną instytucję finansową – Stadtsparkasse.

Jak łatwo się domyślić, na znaczkach urzędowych zaprezentowanych na

ilustracji nr 4 posłużono się godłem państwowym lub herbem miasta, w zależności

od rodzaju urzędu. Niespodzianką jest zaprezentowany na fot. nr 5, pochodzący

z kolekcji zaprezentowanej przez Roberta Łodziato na profilu facebookowym,

wizerunek z odciskiem suchej pieczęci

z napisem KÖN: PREUSS: LAND

U: STADTGERICHT ZU TEMPEL-

BURG. Na tej suchej pieczęci sądowej

widzimy zarówno godło państwowe jak

i herb miasta, ale ich wygląd wyraźnie

odbiega od wzorów oficjalnie stosowanych,

co wskazuje na ozdobny charakter

tej pieczęci. Pruski orzeł umieszczony nad

herbem miasta trzyma w szponach coś, co

bardziej przypomina miecz niż berło oraz

wagę symbolizującą wymiar sprawiedliwości.

Herb miasta przedstawiony jest

w sposób różniący się od wersji znanych

nam z pieczęci miejskich zaprezentowanych

w tej i w poprzedniej części artykułu.

Pruski orzeł „wyfrunął” z herbu, ale na środkowej wieży pozostał trudny do

zidentyfikowania ptak, który zwrócony jest jednak w stronę przeciwną niż na

herbach z orłem. Ta wersja herbu wyróżnia się także otwartą na oścież bramą.

Na wszystkich innych poznanych wizerunkach herbu – brama jest zamknięta.

Znany historyk Marek Adamczewski w swej książce z 2000 r.

pt. „Heraldyka miast wielkopolskich do końca XVIII w.” stwierdził, że bardzo

długo heraldyka miejska była zależna od wiedzy i doświadczeń rytowników

wykonujących tłoki pieczętne. Po zapoznaniu się z różnymi wersjami herbu na

pieczęciach naszego miasta, można wyciągnąć wniosek, że analogiczne zjawisko

występowało niejednokrotnie także w XX wieku, gdy o heraldyce miejskiej

w znacznym stopniu decydowała wiedza, umiejętności czy nawet fantazja grafików

projektujących i wykonujących wizerunki herbów. Dalsze dzieje czaplineckiego

herbu – opisane w następnych częściach artykułu – zdają się potwierdzać

ten wniosek. (cdn.)

Zbigniew Januszaniec

KURIER CZAPLINECKI - miesięcznik lokalny, kolportowany bezpłatnie, dostępny w formie elektr.: www.dsi.net.pl; www.czaplinek.pl.

Tel. Redakcji 603 413 730, e-mail: redakcja.kuriera@wp.pl. Redaguje zespół. Wydawca: Stowarzyszenie Przyjaciół Czaplinka. Konto: Pomorski

Bank Spółdzielczy O/Czaplinek 93 8581 1027 0412 3145 2000 0001, NIP 2530241296, REGON 320235681, Nr rej. sąd.: Ns-Rej Pr 25/06.

Nakład 1500 egz. Druk: Drukarnia Waldemar Grzebyta, tel. +48 67 2158589. Redakcja zastrzega sobie prawo zmiany tytułów, skracania redakcyjnego,

opracowania i adiustacji otrzymanych tekstów, selekcjonowania i kolejności publikacji. Nie zwracamy materiałów nie zamówionych

i nie ponosimy odpowiedzialności za treść listów, reklam, ogłoszeń. Drukujemy tylko materiały podpisane, można zastrzec personalia tylko do

wiadomości redakcji. Nadesłane i publikowane teksty i listy nie muszą odpowiadać poglądom redakcji. Ceny reklam: moduł podstawowy

(10,3 x 4,5) w kolorze - 60 zł, czarno-biały - 30 zł, ogłoszenie drobne - 10 zł, kolportaż ulotek - 200 zł.


6 Kurier Czaplinecki - Czerwiec 2019

Z HISTORII CZAPLINECKIEGO PRZEMYSŁU

Zakład pracy chronionej In-Tel Sp. z o.o. (cz. II)

-TEL przejął 90% majątku TELCZY (nieruchomości, maszyny,

know-how, oraz rynki zaopatrzenia i zbytu) wolnego

od obciążeń - o wartości znacznie przewyższającej

zapłaconą sumę. Przejął też 165 wybranych pracowników.

Tak opisał te wydarzenia Głos Pomorza z 24.06.1997 r.:

„…W perspektywie 2-3 lat IN-TEL zamierza wyprowadzić zakład

z zapaści finansowej i sprzedać. Mimo kłopotów finansowych wyroby

TELCZY mają dobrą renomę. Świadczy o tym chociażby fakt, że podczas

XXIX Koszalińskich Dni Techniki radioodtwarzacze samochodowe

z Czaplinka zostały nagrodzone w konkursie „Koszaliński Produkt

‘97”… Podobne zdanie ma wiceprzewodnicząca „Solidarności” Irena

Soroko: -To wyjątkowa upadłość. Wszyscy nam pomagali i sporo osiągnęliśmy.

Liczymy na pomoc wojewody dla pozostałych pracowników.

Zobaczymy, jak dalej rozwinie się sytuacja i czy wszystkie obietnice

zostaną dotrzymane”.

W końcu roku 1997 r. odwołano

z zarządu Kazimierza Pasonia (Murzyn

zrobił swoje, Murzyn może odejść),

a prezesem zarządu został dojeżdżający

ze Szczecina W. Jurkowski. Na przewodniczącego

Rady Nadzorczej powołano

pracownika agencji M. Cieślika, któremu

wynajęto umeblowane mieszkanie i kupiono

do dyspozycji samochód osobowy.

Teraz to właściwie on, a nie zarząd, kierował

spółką. To właściwie jego decyzją

powołano spółkę NOWA TELCZA,

w której znalazła zatrudnienie większość

przejętych z TELCZY pracowników, lecz

jedynie drobna część majątku.

Niestety, wbrew pięknym deklaracjom

rok zakończył IN-TEL z ogromną stratą

Radia samochodowe

z TELCZY

w wysokości 2 mln zł. (sześciokrotnie

wyższą niż przed rokiem). Co prawda

wyroby przejęte z TELCZY nadal miały

dobrą markę, lecz nieumiejętne zarządzanie spowodowało utratę rynków

zbytu. Zaczęto więc redukować zatrudnienie, ale nie ono było

źródłem zła, lecz wysokie koszty zarządu, błędne decyzje oraz ogromne

obciążenia na rzecz Agencji Rozwoju Przemysłu.

W drugim półroczy sytuacja w NOWEJ TELCZY uległa załamaniu

i aby "ratować stanowiska pracy" namówiono 100 pracowników

do dobrowolnego zwolnienia się z pracy.

Tak pisał o tych wydarzeniach Głos Pomorza w grudniu 1998 roku:

„…Jak się dowiedzieliśmy, od kilku miesięcy pracownicy obu zakładów

(tzn. In-telu i Nowej Telczy, przyp.aut.) otrzymują wynagrodzenia

z opóźnieniem i w ratach. Ostatnia wyplata miała być 10 grudnia, ale

pieniądze – i to nie w całości – dostała tylko część załogi…

- Mamy określone trudności i stoimy przed wyborem – płacimy pensje

albo utrzymujemy ciągłość produkcji – przyznaje Marek Cieślik, przewodniczący

rady nadzorczej Intelu…

- Moglibyśmy zwolnić 100-150 osób i mamy zdrową firmę, ale nam

zależy na utrzymaniu miejsc pracy – mówi Marek Cieślik.

Tak zrodził się dość oryginalny pomysł. W październiku 110 osób

z Intelu i Nowej Telczy, czyli blisko jedna trzecia załogi, przeniosło się

do Stowarzyszenia Obrony Bezrobotnych i Ludzi Pracy świadczącego

usługi na rzecz obu firm… Dzięki tej operacji Rejonowy Urząd Pracy

mógł uruchomić środki z Funduszu Pracy na prace interwencyjne

i zrefundować stowarzyszeniu połowę wynagrodzeń dla tej grupy.

Resztę płaci Intel. Po pół roku pracownicy mają wrócić do swoich macierzystych

zakładów.

- Wszystkim przysługują też takie same prawa jak pozostałym

pracownikom… - dodaje prezes Intelu W. Jurkowski

W roku 1998 ponownie poniesiono ogromną stratę netto

w wysokości ponad 2 mln zł. Zredukowano liczbę pracowników do

122 osób. Nadal jednak nie umniejszono rozdętych koszty zarządu.

Mimo katastrofalnych wyników ekonomicznych i krytycznych głosów

mniejszościowych udziałowców zgromadzenia wspólników, głosami

przedstawicieli Agencji Rozwoju Przemysłu nieodmiennie udzielano

skwitowania Zarządowi Spółki i Radzie Nadzorczej. Dopiero w połowie

roku odwołało z Rady Nadzorczej M. Cieślika i A. Zalewskiego,

a na jej przewodniczącego wybrano innego pracownika ARP, który

okazał się nie lepszy od poprzednika.

Aferą zakończyła się akcja „ratowania stanowisk pracy”

w obu spółkach. IN-TEL, jako właściciel spółki wyprowadził z NO-

WEJ TELCZY cały majątek, następnie wystąpił do sądu o ogłoszenie

jej upadłości. Nie dotrzymał też umowy z Stowarzyszeniem Obrony

Bezrobotnych i Ludzi Pracy, co spowodowało zerwanie umowy przez

Urząd Pracy i 100 pracowników Nowej Telczy, którzy zawierzyli zapewnieniom

zarządów spółek, zostało "na lodzie".

Ponownie zajął się sprawą Głos Pomorza, w którym ukazał się artykuł

Krzysztofa Bednarka p.t. „Oszukani”: „...-Okradli nas i tyle – mówią

byli pracownicy „Nowej Telczy” – Pracodawcy z Czaplinka uznali

nas za czarne owce, bo walczymy o swoje. Kończy się okres pobierania

zasiłku dla bezrobotnych. Nigdzie nie można znaleźć pracy. Dlaczego

nikt nie rozlicza prezesów „Nowej Telczy”…

- Okres działalności spółki „In-Tel” poprzedzający upadłość „Nowej

Telczy” był okresem złodziejskim – bez ogródek mówi przewodniczący

Stowarzyszenia Obrony Bezrobotnych i Ludzi Pracy… - W końcowym

okresie działalności „Nowej Telczy” majątek spółki przetransponowany

został do „In-Telu”...

Dla „Nowej Telczy” był to gwóźdź do trumny. Teraz byli pracownicy

nie mogą odzyskać swoich pieniędzy… związkowcy zgłaszali zaistniałe

nieprawidłowości w Sądzie Gospodarczym. Bez rezultatów. Kulisy

upadłości „Nowej Telczy” były podejrzane….

- Mam dwa wyroki Sądu Pracy, mam tytuł wykonawczy. I co

z tego?...”

Pisały o tym konflikcie i inne gazety, a władze miejskie interweniowały

w Agencji Rozwoju Przemysłu: „…Wstępny business plan

restrukturyzacji spółek IN-TEL oraz TELCZA, który stanowił podstawę

do zapoczątkowanych w 1997 r. zmian w firmie, zakładał utworzenie

kompleksu gospodarczego typu quasi holding IN-TEL & TELCZA,

opartego na układzie wzajemnych sprzężeń personalno – kapitałowych

oraz organizacyjno – produkcyjnych… Po bez mała dwóch latach

od chwili rozpoczęcia restrukturyzacji, sytuacja w firmie nie tylko

nie uległa poprawie, ale wręcz napawa niepokojem. W stan likwidacji

postawiono spółkę NOWA TELCZA, natomiast w IN-TELU mają

miejsca grupowe zwolnienia pracowników. Można więc zaryzykować

stwierdzenie, że pomimo olbrzymiego wysiłku organizacyjnego wielu

instytucji oraz zaangażowania pokaźnych środków finansowych restrukturyzacja

nie przyniosła oczekiwanych efektów. Co więcej, można

odnieść wrażenie, że restrukturyzacja odbywa się z pominięciem

założeń zalecanych na etapie tworzenia rozwiniętej wersji business

planu…”.

Prezes IN-TELU Wiesław Jurkowski złożył rezygnację

i Agencja Rozwoju Przemysłu powołała w jego miejsce niejakiego

M. Kalusa ze Śląska (jego ojciec prowadził od pół roku negocjacje

z agencją o kupno za grosze spółki), a ten z kolei sprowadził swego

znajomka i mianował go w spółce, która liczyła w owym czasie zaledwie

100 osób, „dyrektorem generalnym”.

Jakby nie dość było fatalnej wpadki z NOWĄ TELCZĄ

„specjaliści” z ARP postanowili powołać nowy sztuczny twór - spółkę

ELTEL, pod prezesurą J. Szulista z załogą 53 pracowników.

Nowy prezes w krótkim czasie doprowadził do ostrego konfliktu

z Kabel Technik Polska, spółką niemiecką, która od stycznia

1997 r. produkowała kable dla przemysłu motoryzacyjnego, bardzo

szybko się rozwijała i w przyszłości mogła stać się dla IN-TELU poważnym

partnerem. Zamiast wykorzystać wielkie możliwości kooperacyjne

sąsiedniej firmy M. Kalus 23 grudnia zerwał z nią umowę

dzierżawy powodując realne zagrożenie wyrzucenia na bruk 840 pracowników

KTP.

Pisał o tym Głos Szczeciński z początkiem nowego roku:

„…Zakład ten zatrudnia 840 osób. Jest jednym z większych zakładów

Pomorza Zachodniego, kto wie nawet – nie licząc Szczecina i Koszalina

– czy nie największym… Dokładnie 23 grudnia minionego roku

prezes „In-Telu” Marek Kalus wypowiedział spółce „KTP” umowę

dzierżawy hali. Powód? Spółka nie zapłaciła w terminie czynszu.

- Istotnie nie zapłaciliśmy w terminie – mówi Norbert Heib. Spóźniliśmy

się około dwóch tygodni. Również pracownikom nie wypłaciliśmy

wynagrodzeń w pełnej wysokości. Z opóźnieniem bowiem dotarły do

nas pieniądze z Volkswagena, który bojąc się skutków milenijnej pluskwy

wymienił oprogramowanie komputerów i stąd wzi1)ęło się to

całe zamieszanie…


Kurier Czaplinecki - Czerwiec 2019 7

Rozmawiając z Pawłem Lizutem usłyszałem coś, co zabrzmiało bardzo

groźnie. Powiedział, że „Jeżeli niemiecka firma wyprowadzi się z Czaplinka,

znajdziemy innego inwestora. Przedsiębiorcę z Danii. Już się

z nami kontaktował.”

Można z tego wywnioskować, że agencji wcale nie zależy na

utrzymaniu KTP w Czaplinku. A z tym Duńczykiem może być tak samo,

jak ze znalezieniem przyszłego właściciela „In-Telu”. Agencja wciąż

szuka i nie może znaleźć.”

Być może nagłośnienie tej sprawy przez media oraz widmo upadłości

spółki spowodowały zmiany w radzie nadzorczej, odwołanie

prezesa spółki M. Kalusa i powołanie w jego miejsce Danuty Puśledzkiej.

W roku 1999 nastąpił spadek sprzedaży do poziomu 4,8 mln zł.

Czyli tyle, co w dramatycznym roku 1996, kiedy to jeszcze nie

„pomagała” spółce Agencja Rozwoju Przemysłu. Natomiast strata netto

nadal była ogromna i wyniosła 1,75 mln zł. Liczba pracowników

zmniejszyła się do 120 osób.

Jak widać wysiłki zarządu zaczęły przynosić efekty i gdyby nie

haracz płacony agencji, IN-TEL miałby szanse przetrwania. W następnych

latach powstała szansa redukcji długu wobec ARP i obniżenia

haraczu jej płaconego.

Otóż spółka Kabel-Technik-Polska szybko się rozwijała i zakupiła

od In-Telu hale produkcyjne za 1,365 mln zł. Całość tej kwoty

zabrała ARP na spłatę odsetek od kredytu udzielonego 1998 r. Następnego

roku spółka sprzedała za 90 tys. zł kotłownię i sytuacja się powtórzyła.

W roku 2007 KTP kupił od IN-TELU za 1 mln zł biurowiec.

Tym razem ARP był „łaskawsza” i część tej kwoty pozostawiła spółce.

Dzięki sprzedaży nieruchomości IN-TEL uzyskał w tych latach zysk na

działalności operacyjnej, ale był on „papierowy” i nie mógł przyczynić

się już do rozwoju spółki. Jej wyniki w latach 2004-2007 przedstawiały

się następująco:

Rok

Sprzedaż

w tys. zł

Strata (-)

zysk (+)

w tys. zł

Odsetki na

rzecz ARP w

tys. zł

Liczba etatów

(pracowników)

2004 1.747 + 825 233 50

2005 1.448 - 118 54 44

2006 1.447 + 19 48,5 41

2007 1.438 +852 48 40,5

Niestety zmiana w zarządzie spółki nastąpiła za późno i nowy

prezes, mimo rozsądnych działań, nie mogła już uratować IN-TELU -

tym bardziej, że ARP nadal dbała tylko o swój interes i nie brała pod

uwagę opinii mniejszościowych udziałowców. Jej jedynym celem była

jak najszybsza sprzedaż IN-TELU. Zgromadzenie wspólników rozpatrujące

bilans za poprzedni rok uchwaliło, głosami Agencji, skwitowanie

poprzednich zarządów i rady nadzorczej, mimo oczywistych błędów

i szkód jej wyrządzonych. Można oszacować, że koszty nieudanych

eksperymentów i utrzymania nieudolnych zarządów i rad nadzorczych

kosztowały spółkę nie mniej niż 3 mln zł. W ciągu 3 lat ich działania

spowodowały powstanie strat w wysokości blisko 6 mln zł, a więc

niewiele mniej niż straty TELCZY za okres jej istnienia 1990-1997.

Nowy prezes nie mógł już nic innego uczynić jak tylko zapewnić jak

najdłuższe trwanie IN-TELU.

ELTEL okazał się kolejnym niewypałem i zgłoszono wniosek

o ogłoszenie jego upadłości ale sąd, pomny przykrych doświadczeń

z upadłością „Nowej Telczy” wniosek oddalił. Likwidacja spółki EL-

TELU trwała do 2004 r.

W 2000 r. nowa prezes obniżyła stratę na działalności gospodarczej

do 836 tys. zł. Jej znaczącą część stanowiły odsetki od udzielonej

spółce przez Agencję Rozwoju Przemysłu pożyczki. Bezprawnie

naliczano je w takiej wysokości jak od kredytów bankowych, a wszelkie

próby odmowy ich płatności kwitowano groźbą wyrzucenia z pracy

prezes spółki.

W ciągu lat 2001-2003 spółka walczyła o przetrwanie. Podstawowe

wskaźniki kształtowały się następująco:

Rok

Intel Walne Zgromadzenie Wspólników - 10.11.2006 r.

Sprzedaż

w tys. zł

Strata (-)

zysk (+)

w tys. zł

Odsetki na

rzecz ARP w

tys. zł

Liczba etatów

(pracowników)

2001 2.660 - 903 441 80

2002 2.187 - 690 352 55,5

2003 1.751 - 335 305 51

ARP po wyprzedaży głównych składników majątkowych spółki doszła

do wniosku, że nic więcej już z niej wyciśnie i postanowiła pozbyć się

jej. Ponieważ przeszkodą w tych zamierzeniach mogła być Danuta

Puśledzka i mieli Jej już dosyć za twardą walkę o utrzymanie spółki,

ARP ogłosiła konkurs na stanowisko prezesa IN-TELU. Jednocześnie

z konkursem na prezesa ogłoszono przetarg na sprzedaż udziałów ARP

w IN-TELU. Wygrała go osoba fizyczna, która za 60 tys. zł (czyli sumę

niższą niż kapitał zgromadzony przez założycieli spółki w 1995 r.)

kupiła udziały ARP o wartości nominalnej 4.673.500 zł. To była symboliczna

kwota, ponieważ spółka była w tym czasie warta co najmniej

2,5 mln zł (działka 1,2 ha, hala produkcyjna 2 tys. m², maszyny i urządzenia

i 640 tys. zł zgromadzonego zakładowego funduszu rehabilitacji

osób niepełnosprawnych). Ofertę mniejszościowych udziałowców

i pracowników spółki agencja zignorowała (jak wszystkie wcześniejsze

wnioski).

Nowy właściciel powołał nowego prezesa spółki oraz w szybkim

tempie wyprowadził cały majątek spółki. Toczyły się przeciw

niemu postępowania prokuratorskie, In-Tel nadal nie został wykreślony

z KRS i jeszcze w tym roku właściciel za grosze wykupywał udziały

założycieli spółki.

W okresie swego istnienia IN-TEL produkował:

- radioodtwarzacze samochodowe;

- radioodbiorniki meblowe, hotelowe i kuchenne;

- nawilżacze ultradźwiękowe;

- zasilacze sieciowe, stablizowane i inne;

- bramofony z interkomem;

- unifony do domofonów;

- zamki elektromagnetyczne;

- elektroniczne wyłączniki zmierzchowe;

- lampy ogrodowe i warsztatowe;

- elektryczne podzespoły samochodowe;

- podzespoły i wyroby mechaniczne;

- transformatory sieciowe;

- opakowania;

- narzędzia specjalne i inne wyroby.

Wiele z nich uzyskało regionalne i krajowe nagrody i wyróżnienia.

Opisując historię IN-TELU uwypukliłem zmagania jego załogi

i założycieli o uratowanie choć części dawnej TELCZY i stanowisk

pracy dla mieszkańców Czaplinka. Pragnąłem pokazać jak trudne to

było zadanie. Jak obojętne, a wrogie było otoczenie spółki, a większościowy

udziałowiec – Agencja Rozwoju Przemysłu bezwzględny

i pazerny. Zderzyły się tu racje społeczne małej, dzielnej załogi z obojętnością

urzędników, których główną troską był ich prywatny interes,

a jakichś nieznaczących ludzi z prowincjonalnego Czaplinka. Wynik

zderzenia był przesądzony.

Wiesław Krzywicki


8 Kurier Czaplinecki - Czerwiec 2019

EKOLOGICZNE PROBLEMY

iczba owadów i płazów gwałtownie spada. Odstrzał dzików,

Puszcza Białowieska, ochrona żubra i wilka, redukcja liczebności

żurawia, walka ze smogiem – to tylko niektóre tematy

z dziedziny środowiska, które zdążyły rozgrzać opinię publiczną w 2019 r. Dzieje

się tak prawdopodobnie na całym świecie z jednej przyczyny - działalności

człowieka.

W ub.r. w Kenii padł ze starości w wieku 45 lat Sudan – ostatni na Ziemi

męski osobnik nosorożca białego północnego, bo choć żyją dwie starzejące się

samice (Fatu i Naju), nikt już nie będzie mógł być ojcem ich potencjalnych dzieci.

Pozostaje zapłodnienie in vitro lub hybrydyzacja z samcem południowego

białego nosorożca, ale będzie to już sztuczne podtrzymanie gatunku, a nie jego

naturalne trwanie. Sudan za życia był już tylko symbolem białego nosorożca, tak

jak takim symbolem są wciąż jeszcze Fatu i Naju. Kiedy padną i one, dla ekologii

Afryki niczego to już nie zmieni.

Zupełnie inaczej wygląda sprawa z gatunkami o szerokim rozpowszechnianiu

i wielkiej liczbie osobników, takimi jak owady, dżdżownice czy niezliczone

inne bezkręgowce żyjące w glebie, ściółce i wszędzie tam, gdzie jest cokolwiek

do zjedzenia lub rozłożenia. To one, a zwłaszcza owady, rządzą światem –

bez nich kwiaty nie byłyby zapylane, „wyższe” zwierzęta nie miałyby co jeść,

a materia organiczna gromadziłaby się w coraz większych ilościach, coraz bardziej

też zagrażając środowisku. Owady są tak liczne i wszędobylskie, że zdają

się nam być stałym i odwiecznym elementem naszego świata. Pod względem

biomasy to nie ludzie, ale właśnie owady, zwłaszcza społeczne, są bezapelacyjnym

ukoronowaniem Stworzenia (czy raczej ewolucji).

Owady są wszędzie. To najbardziej rozpowszechniony gatunek na naszej

planecie. Nazwano tylko około 1,5 mln gatunków owadów, ale to trzykrotnie

więcej niż gatunków całej reszty mieszkańców naszej planety, z nami

włącznie.

Od pewnego czasu słychać sygnały alarmowe, że owady są w odwrocie,

że znikają, giną. Że je wypychamy z ekosystemów, niszczymy i eliminujemy.

Że jest ich zdecydowanie mniej niż jeszcze niedawno. Badacze nazywają to

„syndromem przedniej szyby”, bo coraz mniej zmywamy ich po podróżach

samochodami. Pewne jest, że poznaliśmy i nazwaliśmy jedynie mały ułamek

liczby gatunków „robaczków”. Słowo „gatunek” zostało tutaj celowo użyte,

ponieważ mówimy słowo „mucha” na przeróżne owady. Tak jakbyśmy na zebrę,

osła i okapi mówili – koń. Myśląc „pszczoła”, myślimy o pszczole miodnej,

a to tylko jeden z podgatunków, których jeszcze 40 – 50 lat temu było około 30

tys., a obecnie jest ich około 23 – 25 tys. To bardzo duży regres.

O pszczołach pisze się i mówi ostatnio dużo i często: że giną, że je trujemy

pestycydami i smogiem, i że bez nich zginiemy. To jedynie część prawdy,

ponieważ lubimy miód, więc pszczoły sami mutujemy i modyfikujemy.

Jadłospis owadów wydaje się nie mieć końca. Żywią się roślinami

(pyłkiem, nektarem), grzybami, rozkładającymi się szczątkami zwierzęcymi

i roślinnymi, niemal wszystkim, co spotkają na swej drodze. Wiele owadów

pasożytuje też na innych organizmach, w tym na naszych, i wcale nie musi to

oznaczać, że są szkodnikami. Oznacza za to, że prowadząc do wyniszczenia

jakiegoś całkiem innego gatunku, wyniszczamy również owady. Bywa też przeciwnie:

rośliny zapylane są nie tylko przez pszczoły, lecz także przez bzygi, niektóre

osice, trzmiele i bardzo wiele innych owadów. Jeśli mieszkały one na określonym

terenie, obok łąk, krzewów, lasów, to żywiły się tym, co miały dokoła

i było im dobrze. Nagle człowiek wysiewa im w to miejsce setki hektarów np.

rzepaku. Rzepak jest jeszcze dodatkowo jary i ozimy, kwitnie więc łącznie przez

trzy miesiące. Oleju nam trzeba dużo, ale owadom nie do końca. Pozbawione

różnorodności pokarmu owady z tego obszaru zaczną ginąć, mutować i degenerować

się. A od tego do końca już bardzo niedaleko.

Badania naukowe w świecie owadów nie są prostą sprawą. O ile

chrząszcza czy muchę, zwłaszcza przy obecnym dostępie do zdobyczy technologii,

łatwo jest prześwietlić i przestudiować, o tyle zbadanie regresu gatunku na

danym obszarze, nawet niezbyt rozległym, to już zajęcie długotrwałe i męczące.

Żeby policzyć owady, trzeba je złapać w tych samych miejscach, warunkach i na

przestrzeni wielu lat. A „łapać” oznacza rozstawianie wielkich siatek lub niewielkich

pudeł w określonym tym samym miejscu i żmudne liczenie odrębnych

gatunków przez długie lata. Takie badania udają się nielicznym naukowcom,

również dzięki entomologom amatorom, którzy kolekcjonowali „muszki” przed

stu laty, a potem darowali je muzeum czy uniwersytetom.

W 2017 r. ukazała się praca małego stowarzyszenia entomologów entuzjastów

z nieznanego bliżej miasteczka Krefeld w północnych Niemczech. Stowarzyszenie

zaczęło działać w 1905 r. i skupiało zapaleńców, poświęcających

każdą wolną chwilę na gromadzenie, analizowanie i dokumentowanie bogactwa

owadziego świata w różnych zakamarkach ówczesnych Niemiec. Ochotnicy

z Krefeld zbierali okazy, opisywali znaleziska, katalogowali zbiory i prowadzili

dokładne rejestry przez wiele dziesięcioleci – i wszystko to, każdy chrząszcz,

motyl, fiszka i wpis, zachowało się do naszych dni. Stosowali rygorystyczne

procedury – siatki zakładane były zawsze w tych samych miejscach, owady

chwytali w tych samych powtarzalnych warunkach i porach roku, liczyli, mierzyli

i ważyli swoje zdobycze, w sumie zgromadzili imponujący i nieoceniony

materiał porównawczy. W pewnym sensie ich praca stanowiła swoistą kapsułę

czasu, dzięki której można odbyć podróż w przeszłość i prześledzić procesy

zachodzące przez dziesięciolecia.

W 2013 r. miłośnicy z Krefeld stwierdzili, że liczba owadów schwytanych

w jednym z rezerwatów przyrody była o 80% niższa niż w tym samym

miejscu w 1989 r., a przeanalizowawszy stare spisy z innych stanowisk (w sumie

z 63 rezerwatów przyrody reprezentujących różne biotopy - naturalne środowiska

organizmów żywych – kraju), potwierdzili to samo zjawisko: wszędzie

populacja owadów drastycznie zmalała, w ciągu 27 lat aż o 76%. Ich praca ukazała

się pod koniec 2017 r. w internetowym czasopiśmie PLOS One i w krótkim

czasie stała się, według portalu Almetric, szóstą najczęściej omawianą pracą

naukową 2017 r. W nagłówkach prasowych na całym świecie pojawiło się złowróżbne

określenie „owadzi armagedon”. Te owadzie armagedony sporo nas

kosztują. Np. pracę owadów zapylających nasze rośliny uprawne wycenia się na

500 mld dolarów rocznie.

Amerykański ekolog Brad Lister badał w latach 70. XX w. populacje

endemicznych jaszczurek i – co ważniejsze – ich owadzich ofiar. Po 40 latach

powrócił do tej samej dżungli w Portoryko i dokładnie w tych samych miejscach

prowadził badania nad tamtejszymi owadami, których szczegółowe rejestry

z jego poprzedniej ekspedycji w pełni się zachowały. Miał więc materiał

porównawczy, a wnikały z niego dość przerażające wnioski – owadzia biomasa

zmniejszyła się w ciągu tych kilku ostatnich dekad od 10 do 60 razy! (tak, nie

o 60%, ale 60 razy).

I to samo dotyczyło też konsumentów owych owadów – jaszczurek, żab

i ptaków. Cokolwiek dotknęło niemieckie rezerwaty, działało też na dziewiczą

dżunglę, na karaibskiej wyspie po drugiej stronie globu!

Ten armagedon miał najwyraźniej wymiar globalny. W dodatku odbywał

się niejako w cieniu innego, o którym głośno było w końcu ub.w., choć

potem sprawa nieco przycichła.

Chodzi o tajemnicze wymieranie płazów, co postawiło wówczas na

nogi nie tylko świat naukowy, ale i wiele organizacji międzynarodowych.

Wymieranie płazów jest tym bardziej intrygujące, że zwierzęta te wykazują

dwie cechy, przez które są szczególnie wrażliwe na różne zmiany w ich

środowiskach. Pozwalają one patrzeć na nie jak na swoiste „kanarki ostrzegawcze”,

które trzymano kiedyś w kopalniach, bo jako małe ptaszki o bardzo szybkiej

przemianie materii potrzebowały dużo tlenu i umierały, zanim ktokolwiek

z ludzi się zorientował, że zaczyna go brakować. Wrażliwość większości płazów

wynika z kombinacji rzadkich cech – uzależnienia od dwóch rozdzielnych

środowisk jednocześnie (wodnego – kijanki, i lądowego – osobniki dorosłe), co

sprawia, że mogą być kłopoty, gdy choćby jeden z nich ulega niepokojącym

zmianom. A także z obecności nagiej, wilgotnej i przepuszczalnej skóry, przez

którą dokonuje się wymiana gazowa, więc wszelkie zmiany składu atmosfery

lub niekorzystnych domieszek w wodzie mogą być przez nie silnie odczuwane.

Te płazie „kanarki” przekazywały więc nam bardzo niepokojący komunikat na

temat stanu całej planety.

Co na to nasi naukowcy? Prof. Paweł Buczyński z Zakładu Zoologii

UMCS w Lublinie specjalizuje się w badaniach bezkręgowców słodkowodnych,

głównie ważek i chrząszczy.

- Obserwujemy ubożenie gatunkowe bezsprzecznie i od dawna – mówi prof.

Buczyński. – Wynika ono głównie z niszczenia siedlisk. Zagęszczenie występowania

– według badań np. z Niemiec czy USA – spada. Do 2% rocznie! To

może mało groźnie brzmi, ale minus 2%, to już 98, potem kolejne dwa procent

mniej, i tak co roku – wylicza entomolog.

Nie chodzi tu o zanieczyszczenie wód w Polsce. Tu, z wyjątkiem Górnego Śląska

sytuacja się zdecydowanie poprawia, m.in. dzięki europejskim normom

i przepisom. Problemem jest owych wód zanikanie: meliorowanie pod uprawy,

osuszanie, susze jako takie. Ważna jest różnorodność siedlisk. Trzeba zacząć

myśleć o czynnej ochronie przyrody, nie tylko biernej. Wiemy, jak to robić –

przekonuje naukowiec.

Panuje, niestety, brak zrównoważonego postępowania w rolnictwie

i gospodarowaniu terenami – mówi dr n. wet. Marek Chmielewski z Uniwersytetu

Przyrodniczego. – Zmiany klimatyczne, które nas dotykają, połączone

z masowym wprowadzaniem monokultur w uprawach nierzadko eliminują całe

populacje pewnych gatunków na danym terenie. To dotyczy wszystkich roślin,

nie tylko upraw. Stopniowe „betonowanie” dawniej zielonych terenów to zanikanie

nie tylko owadów, ale i przylaszczek, przebiśniegów i fiołków – podsumowuje

dr Chmielewski.

Brak owadów to zahamowanie wielu procesów, w tym zapylania

i rozkładu, a także brak roślin tworzących pożywienie. My – ludzie – powinniśmy

pamiętać o jednym: my też możemy paść, jeśli dalej będziemy bezrefleksyjnie

wykorzystywać środowisko. Jeśli jednak wyginiemy, owady zostaną, bo

jest ich więcej, są bardziej zróżnicowane i bez nas nawet lepiej sobie poradzą.

Jeśli zaś – całkowicie hipotetycznie – człowiek zatryumfuje i zwycięży jako

gatunek, wybijając wszystkie inne i częściowo siebie, też zginie, bo nie poradzi

sobie bez owadów.

Opracował: Brunon Bronk


Kurier Czaplinecki - Czerwiec 2019 9

Ryby inwazyjne (cz. II)

iektóre gatunki ryb, szczególnie z rodziny karpiowatych, są celowo

do nas sprowadzane. Dotyczy to zwłaszcza amura, tołpygi

białej lub pstrej. W obu tych przypadkach, z uwagi na to, że się

w sposób naturalny u nas nie rozmnażają ze względów klimatycznych, człowiek

zachowuje nad ich występowaniem pełną kontrolę.

W zasadzie nie są konkurencją dla naszych rodzimych

ryb, jednocześnie wykorzystują niszę pokarmową. Amur

traktowany jest jako biologiczna dobra kosiarka, usuwając

w jeziorze nadmiar niektórych roślin. Natomiast tołpygi

w małych płytkich zbiornikach oczyszczają wodę z nadmiaru

fito- i zooplanktonu.

W wodnym ekosystemie niemałą, wręcz szkodliwą rolę

odgrywają niektórzy akwaryści, którym hodowane

w domowych akwariach rybki się znudziły, i aby się ich

pozbyć wpuszczają je do otwartych wód. Tak było m.in.

z muławką wschodnioamerykańską.

Karaś srebrzysty i sumik karłowaty należą do gatunków najbardziej

inwazyjnych. Szczególnie sumik karłowaty jest sporą konkurencją pokarmową

dla innych ryb, dodatkowo niszczy ikrę i narybek, jednocześnie nie ma z niego

żadnego pożytku. Do wód otwartych sprowadzono także bassa słonecznego, ale

tylko z uwagi na jego

walory ozdobne.

Niektóre ryby są już u nas

w Polsce uznawane praktycznie

za wymarłe. Do

tych gatunków należy

Aloza

jesiotr ostronosy, tak samo

traktuje się łososia

i głowacicę, które objęte są programem ochrony i sztucznego rozmnażania. Do

krytycznie zagrożonych gatunków należą minogi, węgorz, parposz, aloza, ciosa

i certa, i to ze względu na odcięcie ich od naturalnych tarlisk, wynikające ze

sztucznych budowli i zapór na rzekach.

Ryby słodkowodne mają ogromne znaczenie gospodarcze, były więc

wielokrotnie sprowadzane poza ich naturalny obszar występowania. W wielu

rejonach świata, ale także i u nas w kraju spowodowały trwałe zmiany w składzie

gatunkowym ryb dziko żyjących, gdyż obok nich zjawiły się też gatunki obcego

pochodzenia. W ciągu ostatnich 800 lat, szacuje się, że do polskich wód śródlądowych

sprowadzono 37 gatunków. Najwięcej pochodzi z Ameryki Płn. – 12

gat., ze Wschodniej Azji i Syberii – 11, z różnych regionów Europy – 10, po 2

gat. z Ameryki Płd. i Afryki. Obecnie w naszych wodach występuje 19 gat. obcych,

tj. 24% gat. naszych ryb słodkowodnych. W przeważającej liczbie był to

efekt celowych zarybień, np. pstrągiem dla celów wędkarskich, dla akwarystyki,

która obecnie na świecie jest wskazywana jako jej główny winowajca. Do Polski

przypadkowo, w ramach sprowadzanego narybku, przy okazji zawleczono niechciane

gatunki. Reszta to przede wszystkim skutek migracji sztucznymi kanałami

między rzekami różnych państw. Do tego także mogły się przyczynić zbiorniki

zaporowe, ale także zmiana środowiska, bo wody z niektórych zakładów przemysłowych

czy kopalń, mają duże zasolenie. Jedne ryby czują się tam znakomicie,

a inne. przeważnie autochtoniczne, giną.

Najstarszą i udana próbą przystosowania do naszych warunków klimatycznych

było sprowadzenie we wczesnym średniowieczu karpia. Zarybili karpiem

mnisi cystersi, którzy sprowadzili go z obszaru Czech i Moraw w XII i XIII

w. Na Śląsku i w Małopolsce powstały pierwsze gospodarstwa karpiowe. Karp,

jako ryba szczególnie silna i wytrzymała, zrobił u nas ogromną karierę. Ta

wszystkożerna ryba, daje się tuczyć, a w warunkach klimatycznych, gdy może

bez pomocy człowieka naturalnie się rozmnażać, szybko zawojowała ogromne

połacie naszego globu. Ta ryba z dorzecza Morza Kaspijskiego, Azowskiego

i Aralskiego opanowała m.in. Wielkie Jeziora i rzekę Missisipi w Ameryce Płn.

Karp w Polsce był i jest najstarszą rybą sprowadzoną i naturalizowaną,

a że ze względów klimatycznych ma trudności w samodzielnym rozmnażaniu,

całkowicie można zachować nad nim pełną kontrolę.

Dużo później, w XIX w. sprowadzono 10 gat. ryb, z których udanie

tylko pstrąga tęczowego i źródlanego, sumika karłowatego, bassa słonecznego

i wielkogębowego oraz karasia srebrzystego. Dopiero po roku 1950 sprowadzono,

lub zostało zawleczonych przypadkowo aż 25 różnych gat., m.in. amur

i tołpyga. Ale jednocześnie nastąpiła wspomniana inwazja gat. niepożądanych,

jak: czebaczek, czy ryby z rodziny babkowatych, które zaznaczyły się wyjątkowo

szybką ekspansją. W tym też okresie sprowadzono do naszego kraju obce

gat. jesiotrów (hodowane w stawach). Obce gat. są sobie nierówne, gdyż jedne

żyją tylko w sztucznej hodowli, a w wodach otwartych nie mają szans przeżycia

(zima). Są to tilapia nilowa, wiosłonos amerykański, sterlet, jesiotry syberyjskie

lub rosyjskie. Osobną grupę stanowią ryby, które przeżyją, ale same się nie rozmnażają,

są zależne od zarybień. Są to: karp, pstrąg tęczowy, amur, tołpyga. Ale są też

gatunki naturalizowane, które są

zdolne do samodzielnego rozmnażania,

ale występowanie ich jest w zasadzie

regionalne. Jedne lepiej się czują

w dorzeczu Wisły, inne na zachodzie

kraju. Kluczem do rozpowszechniania

się jest Kanał Królewski, który

łączy Bug i Prypeć. Najbardziej zadomowił

się u nas czebaczek amurski,

ale najliczniejszy jest karaś srebrzysty, sprzyjał mu fakt, że był hodowany w

stawach, skąd przeniknął do wód otwartych. Pomogli też wędkarze, celowo

zarybiając jeziora i stawy, jako atrakcyjną rybę do połowów wędkarskich.

Biologiczne zanieczyszczenie naszych wód jest faktem nieodwracalnym. Obecność

wielu obcych gatunków na terenie Polski spowodowało wiele niekorzystnych

zmian w ekosystemie. Nie wszystkie szkody da się oszacować. Np.

w jeziorach konińskich, niektórych ogrzewanych wodami zrzutowymi z elektrowni,

wraz z rybami pojawił się ogromny małż – szczeżuja chińska. ten mięczak

trafił wraz z rybami karpiowatymi. Larwa tego małża, podobnie jak innych

szczeżui jest pasożytem, który żyje na rybich skrzelach. Karpiowate są także

nosicielami wielu innych obcych pasożytów, np. raczka skrzelowego.

Szczególnie szkodliwa jest niewielka rybka – czebaczek amurski, już

wspomniany wyżej. Azjatyckie ryby roślinożerne, przede wszystkim amur biały,

wyjadają miękką roślinność, niszczą tarliska naszych rodzimych ryb, składających

ikrę na tych roślinach, powodując spadek ich liczebności, gdzie współwystępują.

Fakt ten odbija się też negatywnie na ptactwie wodnym, szczególnie

na łabędziach i łyskach żywiących się roślinami wodnymi, Dotyczy to zwłaszcza

moczarki, rdestnicy oraz ramienicy.

Ryby te ponadto wydalają ogromne

ilości odchodów, które przyspieszają

proces zanieczyszczania i zanikania

wód.

Wraz z rybami obcymi

przybyły do polskich wód pasożyty

i choroby, które wcześniej u nas nie

występowały.

Ciosa

Muławka bałkańska

Niektóre ryby się krzyżują, np. sieja i peluga lub pstrąg, oraz karasie

złociste i srebrzyste, i w naszych wodach coraz mniej rodzimych gatunków.

Ponadto, krzyżówki niektórych ryb nie rozmnażają się. Zanikanie rodzimych

gatunków niektórych ryb, powoduje zanikanie niektórych rodzimych skorupiaków.

Powstaje ogromna konkurencja pokarmowa i siedliskowa. I tak np. tołpyga

biała i pstra zjadając ogromne ilości fito- i zooplanktonu, przerywają cykl –

łańcuch pokarmowy małych rodzimych ryb, które albo się nie rozmnażają lub

nie rosną, po prostu karłowacieją w danym środowisku wodnym. Niektóre gatunki

inwazyjne, np. sumik karłowaty lub trawianka wyjadają z kolei ogromne

ilości ikry rodzimych ryb, same zaś nie mają żadnego znaczenia gospodarczego,

bo nie przyrastają do większych rozmiarów.

Pisałem o negatywach ryb inwazyjnych, ale są też i pozytywne aspekty

i korzyści. Przede wszystkim dotyczy to ryb sprowadzonych celowo i zamkniętych

w stawach hodowlanych, a w wodach otwartych tylko jako uciekinierzy,

bo zima dokonuje selekcji, nie pozwalając przystąpić do tarła i rozrodu.

Hodowla niektórych gatunków ryb pozwala na dostarczenie i zaspokojenie

popytu na rybie mięso (święta), zwłaszcza ze względu na szczególne cechy

rybiego mięsa – białko i tłuszcze. Najwięcej w naszych stawach i płytkich wodach

otwartych, wyrobiskach, gliniankach, hoduje się karpia. Prawie tyle samo

hoduje się pstrąga tęczowego. Produkcja ich wzrasta, zwłaszcza u nas, na naszym

wybrzeżu środkowym. Nieco mniej jest hodowanych ryb azjatyckich:

amura oraz tołpygi białej i pstrej. Ponadto hoduje się, choć znacznie mniej, sumika

afrykańskiego, jesiotra i pelugi.

Powstają specjalne łowiska na wodach do tego się nadających, gdzie

specjalnie hoduje się dla wędkarzy, łowiących za specjalną opłatą, i mogą sobie

np. takiego jesiotra zabrać ze sobą. Łowienie dużych okazów na sztucznych

zbiornikach to szansa dla ryb żyjących w naturalnych warunkach, bo zwiększa

się szansa ich przeżycia szczególnie rzadszych gatunków osobników dojrzałych

do rozrodu.

Cywilizacja, urbanizacja, szybkość przemieszczania, genetyka i inne

czynniki coraz bardziej mieszają nam w naszych ekosystemach, i już nigdy nie

doczekamy się stanu naszych wód sprzed wieków – nawet w rezerwatach.

Józef Antoniewicz

OGŁOSZENIE DROBNE

Szukam opiekunki dla starszej pani zamieszkałej w Czaplinku.

Opieka całodobowa, z zamieszkaniem, co drugi tydzień

naprzemiennie lub do uzgodnienia. Praca od lipca. Więcej

informacji i kontakt - tel. 531 514 506.


10 Kurier Czaplinecki - Czerwiec 2019

Żegnaj świetlico w Byszkowie

budżecie Gminy na 2019 r. zagwarantowano na budowę

Centrum Sportu i Rekreacji sołectwa Byszkowo (czyli

świetlicę wiejską) kwotę 364 000 zł, w tym 236 834 zł

dofinansowania, które Gmina dostała z funduszy unijnych z Programu

Rozwoju Obszarów Wiejskich w ub.r. (umowa z dnia

24.09.18 r.). Na samą budowę Centrum (nazwa może

na wyrost, ale lepiej się „sprzedała” przy staraniach o

dofinansowanie, chociaż świetlica w połączeniu z istniejącym

boiskiem, placem zabaw i zieloną siłownią

na pewno tworzyłaby Centrum) przeznaczono 285 497

zł, reszta, czyli prawie 80 tys. zł na zakup wyposażenia.

Budżet uchwalono dopiero za drugim podejściem

w styczniu, co spowodowało że ogłoszono przetarg na

prace budowlane dopiero 31 stycznia. Wpłynęła tylko jedna oferta na

kwotę 387 450 zł, czyli wyższa o ok. 102 tys. zł od zaplanowanej na

roboty budowlane. Wobec tego przetarg unieważniono, rozpisując

kolejny. Tym razem także zgłosił się tylko jeden i ten sam wykonawca,

oferując taką samą kwotę jak poprzednio. Dlatego ten przetarg także

unieważniono, ponieważ Burmistrz stwierdził, iż Gminy nie stać na

zwiększony wydatek. Wystąpiono do Urzędu Marszałkowskiego

z prośbą o możliwość wykorzystania dotacji w przyszłym roku budżetowym,

i taka zgoda została uzyskana.

Nie wzięto pod uwagę takiego rozwiązania, aby za zgodą UM

fundusze przeznaczone na wyposażenie świetlicy wykorzystać na prace

budowlane, a w przyszłorocznym budżecie przewidzieć środki na

urządzenie świetlicy. Ewidentnie zabrakło tu woli rozwiązania tego

problemu po myśli mieszkańców sołectwa Byszkowo.

Gdyby budżet przyjęto w grudniu, przetarg można byłoby ogłosić już

na początku stycznia, kiedy potencjalni wykonawcy jeszcze walczyli

o zlecenia, i możliwa była do uzyskania cena przetargowa zapisana

w budżecie. Przypomnijmy, kto głosował za odrzuceniem budżetu

podczas grudniowej sesji: M. Czerniawski, A. Ławrukiewicz,

T. Marciniak, S. Matułojć, A. Minkiewicz, W. Wojtowicz; wstrzymał

się – S. Pastuszek.

Podczas Komisji 27 maja Burmistrz przekonywał Radnych,

że nie ma wykonawców, bo „zabrała” ich kampania wyborcza do PE,

a cena zaproponowana przez jedynego wykonawcę to efekt obecnej

drożyzny na usługi i materiały budowlane. Zdaniem Burmistrza,

w przyszłym roku na rynku budowlanym będzie taniej i realizacja

inwestycji będzie możliwa przy zabezpieczeniu obecnych środków.

Nie wiem, na czym opiera swoją wiedzę i optymizm?

Otóż z praktyki i doświadczeń ostatnich kilkunastu lat wynika,

że usługi i materiały systematycznie drożeją. Każda inwestycja

przesuwana na lata następne będzie na pewno droższa. I tak będzie

w przypadku świetlicy w Byszkowie. Jeśli w przyszłorocznym budżecie

zostaną zapisane takie same środki na budowę, jak w tym roku, to

mieszkańcy Byszkowa i Kamiennej Góry będą mogli się pożegnać ze

świetlicą.

W tym roku po raz pierwszy, na skutek zmian ustawowych,

każda Gmina ma obowiązek przygotować „Raport o stanie Gminy”.

U nas też taki raport powstał i jest zamieszczony na BiP-ie. Burmistrz

podpisał go 28 maja. Na stronie 22 tegoż Raportu czytamy, że inwestycja

w Byszkowie została przeniesiona na rok 2020. Ale dopiero

30 maja podczas sesji uchwalono tę zmianę w budżecie. Czyli Burmistrz

postawił Radnych przed tzw. faktem dokonanym, lekceważąc

Ich zdanie, i zmuszając do akceptacji takiego rozwiązania. RM ma być

maszynką do głosowania.

Podczas VIII Sesji RM 30 maja b.r. Radni większością głosów,

na propozycję Burmistrza, zdecydowali o przeniesieniu budowy świetlicy

w Byszkowie na rok budżetowy 2020.

Za zmianami w budżecie, które usuwają w niebyt świetlicę w Byszkowie,

i które sankcjonują samowolę Burmistrza w dysponowaniu funduszami

gminnymi byli: M. Bernat, M. Czerniawski, G. Gabryś,

K. Kryczka, A. Ławrukiewicz, Z. Łomaszewicz, S. Matułojć, A. Minkiewicz,

S. Pastuszek, E. Sobczak, W. Wójtowicz. W ten sposób Radni

zlekceważyli mieszkańców wsi, a przede wszystkim samych siebie.

Przeciw głosowali: W. Mierzejewski i M. Olejniczak. Nieobecni na

sesji: A. Kucharczyk i T. Marciniak.

Stawiam tezę, że ta świetlica już nigdy nie powstanie, a dofinansowanie

w wysokości prawie 237 tys. zł przepadnie bezpowrotnie.

Wysiłek poprzedniej ekipy: Burmistrza i urzędników oraz kilkuletnie

starania o świetlicę ówczesnej radnej Małgorzaty Głowy mogą pójść

na marne. Obym się mylił.

Adam Kośmider

Z życia Koła PSD Czaplinek

miesiącu kwietniu odbyło się, zgodnie z wojewódzkim

harmonogramem zebrań Walne Zebranie sprawozdawczo-wyborcze

naszego Koła.

W składzie Zarządu Koła zaszły zmiany: prezesem pozostał

jednogłośnie kol. Arkadiusz Szczepański, v-ce prezesem kol. Ryszard

Polak, skarbnikiem

kol. Jadwiga Kruk,

sekretarzem kol.

Małgorzata Sedyk

oraz członkiem

Zarządu kol. Alicja

Kupiec. Delegatem

na wojewódzki

zjazd sprawozdawczo-wyborczy

został

kol. Arkadiusz

Szczepański.

W dniach 8-

12.05.2019 r. /5 dni/ w bardzo licznej grupie członków naszego koła

przebywaliśmy w Międzyzdrojach na turnusie szkoleniowointegracyjnym.

Z tej formy szkolenia skorzystało 11 osób, czas szybko

minął na spotkaniach, szkoleniach, potańcówkach, spacerach i integracji

z ludźmi chorymi na cukrzycę z woj. zachodniopomorskiego, ale

również z innych zakątków kraju. Spotkania do dziś owocują dalszymi

efektami, które pomagają nam zaopatrzyć się w niezbędny sprzęt, glukometry,

wstrzykiwacze itp.

W dniu 09.05.2019 r. na zebraniu Zarządu Wojewódzkiego i

prezesów kół kol. Arkadiusz Szczepański został wybrany w skład Zachodniopomorskiego

Zarządu Wojewódzkiego PSD. Zarząd powierzył

mu funkcję v-prezesa.

W listopadzie 2018 r. kol. Arkadiusz Szczepański ukończył warsztaty

dla liderów kół PSD. W miesiącach letnich lipiec-sierpień koła zaprzestają dyżurów,

ale niezbędne potrzeby można będzie załatwić telefonicznie: Arkadiusz

Szczepański – 698296587, Ryszard Polak – 696530310.

We wrześniu planujemy wyjazd na XXIII Ogólnopolskie Sympozjum

Diabetologiczne Diabetica Expo 2019 w Toruniu. Można się zapisywać do końca

lipca pod podanymi wyżej nr telefonów.

W lipcu z okazji Dni Czaplinka planujemy przeprowadzić bezpłatne

badania przesiewowe poziomu glukozy, cholesterolu i trójglicerydów.

Miłego wypoczynku i „dobrych cukrów”.

Ps. Drzwi do nas są otwarte, zapraszamy. Nie bądź sam.

prezes Koła: Arkadiusz Szczepański


Kurier Czaplinecki - Czerwiec 2019 11

More magazines by this user
Similar magazines