Wojsko i Technika 11/2020 (62) promo

zespolbadanianalizmilitarnych

by ZBiaM

ZESTAW TRANSPORTOWY JAK ❙ 15 LAT SERWISU ROSOMAKÓW ❙ EURONAVAL 2020

Wojsko

i Technika

11/2020

Listopad

CENA 14,50 zł

w tym 8% VAT

INDEKS 407445

ISSN 2450-1301

WWW.ZBIAM.PL

BEZPIECZEŃSTWO•UZBROJENIE•PRZEMYSŁ

Nowy sprzęt Koreańskiej

Armii Ludowej na defiladzie

w Pjongjangu

Kim Dzong Un znów postanowił zaskoczyć

świat i zarządził zorganizowanie 10 października

defilady z okazji 75-lecia

utworzenia Partii Pracy Korei. Uczestniczyło

w niej wiele nowych wzorów

uzbrojenia, o istnieniu niektórych z nich

nie wiedziano dotąd za granicą.

str. 26 str. 48

Mikrofalowa broń

elektromagnetyczna cz.1

Od kilkunastu lat wszystkie liczące się

siły zbrojne świata wdrażają bądź pracują

nad mikrofalową bronią elektromagnetyczną,

która niszczy lub zakłóca pracę

wszystkich elementów elektronicznych

wbudowanych w dowolny sprzęt wojskowy.

Nie można się przed jej oddziaływaniem

obronić, a skutki można próbować

redukować mając odpowiednie zabezpieczenia

wbudowane we własny sprzęt.


Z P R E N U M E R A T Ą S A M E K O R Z Y Ś C I

Atrakcyjna cena, w tym dwa numery gratis!

Pewność otrzymania każdego numeru w niezmiennej cenie

E-wydania dostępne są na naszej stronie oraz w kioskach internetowych

Wojsko i Technika: cena detaliczna 14,50 zł

Prenumerata roczna: 145,00 zł | zawiera 12 numerów

Lotnictwo Aviation International: cena detaliczna 16,50 zł

Prenumerata roczna: 165,00 zł | zawiera 12 numerów

Wojsko i Technika Historia + numery specjalne: cena detaliczna 18,99 zł

Prenumerata roczna: 190 zł | zawiera 12 numerów

Prenumeratę zamów na naszej stronie internetowej www.zbiam.pl lub wpłać należność

na konto bankowe nr 70 1240 6159 1111 0010 6393 2976

Skontaktuj się z nami: office@zbiam.pl

Zespół Badań i Analiz Militarnych Sp. z o.o.

Biuro: ul. Bagatela 10/19 00-585 Warszawa


Kim Dzong Un znów postanowił zaskoczyć

świat i zarządził zorganizowanie 10 października

defilady z okazji 75-lecia

utworzenia Partii Pracy Korei. Uczestniczyło

w niej wiele nowych wzorów

uzbrojenia, o istnieniu niektórych z nich

nie wiedziano dotąd za granicą.

Od kilkunastu lat wszystkie liczące się

siły zbrojne świata wdrażają bądź pracują

nad mikrofalową bronią elektromagnetyczną,

która niszczy lub zakłóca pracę

wszystkich elementów elektronicznych

wbudowanych w dowolny sprzęt wojskowy.

Nie można się przed jej oddziaływaniem

obronić, a skutki można próbować

redukować mając odpowiednie zabezpieczenia

wbudowane we własny sprzęt.

w tym 8% VAT

INDEKS 407445

ISSN 2450-1301

32

40

Vol. VI, nr 11 (62)

LISTOPAD 2020, NR 11.

Nakład: 14 990 egzemplarzy

Spis treści

ZESTAW TRANSPORTOWY JAK

Wojsko

❙ 15 LAT SERWISU ROSOMAKÓW ❙ EURONAVAL 2020

i Technika

11/2020

Listopad

CENA 14,50 zł

WWW.ZBIAM.PL

BEZPIECZEŃSTWO•UZBROJENIE•PRZEMYSŁ

Spis treści WiT Listopad 2020

Nowy sprzęt Koreańskiej

Armii Ludowej na defiladzie

w Pjongjangu

str. 26 str. 48

Mikrofalowa broń

elektromagnetyczna cz.1

Na okładce: Specjalny opancerzony ciągnik siodłowy

Jelcz 882.62 do zestawu transportowego Jak.

Fot. Jelcz.

Nowości z armii świata

Bartłomiej Kucharski, Adam M. Maciejewski,

Łukasz Pacholski str. 4

Konferencja EKSPLOBALIS 2020

Łukasz Prus str. 9

Systemy DUNAJ i SAMOC – podstawa narodowego komponentu

systemu dowodzenia i kierowania Sił Powietrznych

Tomasz Wachowski str. 10

Jelcz w programie Jak

Andrzej Pyzio str. 12

15 lat KTO Rosomak w Siemianowicach Śląskich cz. 2

Andrzej Kiński str. 20

Nowy sprzęt Koreańskiej Armii Ludowej

na defiladzie w Pjongjangu

Tomasz Szulc str. 26

Francuska Forteca dla Wojsk Specjalnych?

Bartłomiej Kucharski str. 32

SKBW MSBS-GROT z FB „Łucznik” – Radom –

– następca karabinów SWD

Przemysław Juraszek str. 36

RIB 4D – najnowocześniejsza diagnostyka przewodu luf

dużego kalibru

Adam M. Maciejewski str. 38

62

Wojna w Górskim Karabachu cz. 2

Marcin Gawęda str. 40

Mikrofalowa broń elektromagnetyczna cz.1

Patrycja Bochniak-Koziołek,

Marek Dras, Wit Tyranowicz str. 48

Nowości z sił powietrznych świata

Adam M. Maciejewski, Łukasz Pacholski str. 60

Jeśli nie Sokół, to co?

Łukasz Pacholski str. 62

Postępy programu KC-46A Pegasus

Łukasz Pacholski str. 66

Nowości z flot wojennych świata

Tomasz Grotnik, Łukasz Pacholski str. 70

Euronaval Online 2020

Wirtualne okręty, wirtualni wystawcy

Tomasz Grotnik str. 71

Rosyjskie małe okręty podwodne

Andrzej Nitka str. 77

77

Redakcja

Andrzej Kiński – redaktor naczelny

andrzej.kinski@zbiam.pl

Adam M. Maciejewski

adam.maciejewski@zbiam.pl

Tomasz Grotnik

tomasz.grotnik@zbiam.pl

Łukasz Prus

lukasz.prus@zbiam.pl

Korekta

Monika Gutowska, zespół redakcyjny

Redakcja techniczna

Wiktor Grzeszczyk

Stali współprawcownicy

Piotr Abraszek, Jarosław Brach, Marcin Chała,

Jarosław Ciślak, Robert Czulda, Maksymilian Dura,

Miroslav Gyűrösi, Jerzy Gruszczyński,

Przemysław Juraszek, Bartłomiej Kucharski,

Hubert Królikowski, Krzysztof Nicpoń, Andrzej Nitka,

Łukasz Pacholski, Paweł Przeździecki,

Tomasz Szulc, Tomasz Wachowski,

Michal Zdobinsky, Gabor Zord

Wydawca

Zespół Badań i Analiz Militarnych Sp. z o.o.

ul. Anieli Krzywoń 2/155, 01-391 Warszawa

office@zbiam.pl

Biuro

ul. Bagatela 10 lok. 19, 00-585 Warszawa

Dział reklamy i marketingu

Andrzej Ulanowski

andrzej.ulanowski@zbiam.pl

Dystrybucja i prenumerata

office@zbiam.pl

Reklamacje

office@zbiam.pl

Prenumerata

realizowana przez Ruch S.A:

Zamówienia na prenumeratę w wersji

papierowej i na e-wydania można składać

bezpośrednio na stronie

www.prenumerata.ruch.com.pl

Ewentualne pytania prosimy kierować

na adres e-mail: prenumerata@ruch.com.pl

lub kontaktując się z Telefonicznym

Biurem Obsługi Klienta pod numerem:

801 800 803 lub 22 717 59 59

– czynne w godzinach 7.00–18.00.

Koszt połączenia wg taryfy operatora.

Copyright by ZBiAM 2020

All Rights Reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone

Przedruk, kopiowanie oraz powielanie na inne

rodzaje mediów bez pisemnej zgody Wydawcy

jest zabronione. Materiałów niezamówionych,

nie zwracamy. Redakcja zastrzega sobie prawo

dokonywania skrótów w tekstach, zmian tytułów

i doboru ilustracji w materiałach niezamówionych.

Opinie zawarte w artykułach są wyłącznie opiniami

sygnowanych autorów. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności

za treść zamieszczonychogłoszeń i reklam.

Więcej informacji znajdzieszna naszej nowej stronie:

www.zbiam.pl

www.facebook.com/wojskoitechnika

www.zbiam.pl Listopad 2020Wojsko i Technika 3


Obrona przeciwlotnicza

Systemy DUNAJ i SAMOC – podstawa narodowego

komponentu systemu dowodzenia i kierowania Sił Powietrznych

Tomasz Wachowski

Systemy dowodzenia i kierowania

to jedne z najważniejszych elementów

uzbrojenia Sił Zbrojnych RP – dla wszystkich

rodzajów wojsk dowolnego szczebla

dowodzenia i kierowania – od taktycznego

po operacyjny. Z punktu widzenia użytkowników

systemu ważne jest, aby systemy

takie były autonomiczne i suwerenne,

a równocześnie w pełni interoperacyjne

z systemami krajowymi i analogicznymi

systemami krajów NATO. Równie istotny

jest potencjał modernizacyjny, pozwalający

na ich stały rozwój przy uwzględnieniu

wymagań nie tylko współczesnego,

ale i przyszłego pola walki. Należąca do

Polskiej Grupy Zbrojeniowej spółka

PIT-RADWAR od kilkudziesięciu lat prowadzi

prace badawczo-rozwojowe w dziedzinie nowoczesnych

sieciocentrycznych systemów

dowodzenia. Wszystkie systemy dowodzenia

obroną przeciwlotniczą używane

obecnie w Siłach Zbrojnych RP powstały

w PIT-RADWAR. Znaczącą rolę odgrywają

tu systemy DUNAJ i SAMOC. To stawia

Spółkę wśród najważniejszych podmiotów

polskiego przemysłu obronnego, z powodzeniem

mogących odgrywać kluczową

rolę w procesie modernizacji technicznej

i wzmacniania potencjału Wojska Polskiego.

Ilustracje w artykule: PIT-RADWAR.

Kluczowe znaczenie dla Sił Powietrznych

mają systemy DUNAJ i Przelot-SAMOC. Ten

pierwszy zaczęto opracowywać jeszcze

w połowie lat 90., jako następcę systemu

DUNAJEC. Jego głównym zadaniem jest integracja

informacji ze stacji radiolokacyjnych rozmieszczonych

na posterunkach radiolokacyjnych

na terenie Polski i opracowanie na jej

podstawie tzw. jednolitego zobrazowania sytuacji

powietrznej RAP (ang. Recognized Air Picture)

nad obszarem naszego kraju.

Pierwszy system dowodzenia, nazwany DUNA-

JEC, obejmujący obiekty automatyzacji rozpoznania

radiolokacyjnego szczebla taktycznego –

– batalionu radiotechnicznego oraz kompanii

radiotechnicznej, opracowany w ówczesnym Przemysłowym

Instytucie Telekomunikacji i produkowany

m.in. przy udziale Warszawskich Zakładów

Radiowych RAWAR – sukcesorem obydwu jest

obecnie PIT-RADWAR S.A., trafił do wyposażenia

Obecnie wszystkie eksploatowane w Siłach Zbrojnych RP systemy dowodzenia OPL Sił Powietrznych zostały

opracowane i wyprodukowane przez polską spółkę PIT-RADWAR.

Wojsk Radiotechnicznych Wojsk Obrony Powietrznej

Kraju w 1978 r. W kolejnych latach DU-

NAJEC był modernizowany i uzyskiwał nowe

funkcjonalności, a jego ostatnie elementy zostały

wycofane z jednostek dopiero na początku

XXI wieku. Między innymi dzięki pracom nad

automatyzacją procesu gromadzenia, obróbki

i dystrybucji informacji radiolokacyjnej, zainicjowanym

jeszcze na przełomie lat 60. i 70., polskie

placówki naukowo-badawcze oraz przemysł

uzyskały i do dziś rozwijają kompetencje,

którymi nawet obecnie dysponują nieliczne

podmioty przemysłowe oraz naukowe, reprezentujące

zazwyczaj te państwa świata, które

wydają największe środki na badania i rozwój

w sferze obronności.

Gdy formułowano wymagania dla następcy

systemu DUNAJEC, Polska nie była jeszcze

członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego,

a o tzw. sieciocentrycznej koncepcji walki (ang.

Network Centric Warfare) dopiero zaczynano

myśleć. Pomimo tego twórcy systemu, wspólnie

z jego przyszłymi użytkownikami założyli, że

aby odpowiednia informacja mogła być dostarczana

we właściwe miejsce we właściwym czasie,

to jej wytwórcy i odbiorcy (źródła informacji,

stanowiska dowodzenia, środki ogniowe) powinni

być połączeni w jedną sieć. Dlatego też

struktura systemu DUNAJ została – jak się okazało

bardzo dalekowzrocznie – oparta na rozległej,

wyspecjalizowanej sieci komputerowej

(WAN OP-NET), która służy do: przesyłania danych

radarowych, dystrybucji jednolitego zobrazowania

sytuacji powietrznej RAP w czasie

zbliżonym do rzeczywistego, przesyłania meldunków

i rozkazów, synchronizacji czasu oraz

zarządzania systemem. Dzięki zastosowaniu

w systemie rozwiązania opartego na sieci rozległej

uzyskano również jego wysoką niezawodność,

pewność wymiany danych i możliwość

rezerwacji, w szczególności możliwość szybkiego

przejmowania zadań stanowiska dowodzenia

sektora OP, które uległo awarii czy neutralizacji,

przez sąsiednie pracujące SD (tzw. backup).

Zapewniono także możliwość dalszej rozbudowy

systemu, zastosowania go w elementach

mobilnych, łatwej integracji z innymi systemami,

w tym państw NATO. Dlatego też DUNAJ od

początku był kompatybilny z NATO-wską architekturą

ACCS (Air Command and Control System),

chociaż ta ostatnia oparta jest na modelu

hierarchicznym (tzw. gwiazda), a nie sieciowym.

Wymiana informacji w systemie odbywa się

za pomocą protokołów: ASTERIX (RAP), XDR (komunikacja

wewnętrzna), SMNP/ADatP-3 (dowodzenie),

ale – w celu spełnienia tzw. Minimalnych

Wymagań Interoperacyjności z NATO – od

początku w system DUNAJ wbudowano interfejsy

zapewniające wymianę informacji w sojuszniczym

protokole Link 1 TDL, dzięki czemu

mógł komunikować się z sąsiednimi obiektami

dowodzenia i kierowania – Control and Reporting

Centre (CRC) i Combined Air Operations

Centre (CAOC) w państwach NATO. W kolejnych

krokach zaimplementowano zdolność współpracy

z samolotami wczesnego ostrzegania i siłami

marynarki wojennej poprzez protokół

Link 11A, a także jednostkami naziemnej obrony

przeciwlotniczej poprzez protokół Link 11B, a finalnie

także protokół Link 16.

Zakończenie fazy rozwojowej systemu DU-

NAJ nastąpiło w 2001 r. i wówczas rozpoczęto

też jego wdrażanie w Siłach Powietrznych RP.

Jego instalację i uruchomienie w czterech

Ośrodkach Dowodzenia i Naprowadzania (Warszawa,

Bydgoszcz, Poznań i Kraków) zakończono

w 2004 r. DUNAJ przeszedł z powodzeniem

badania państwowe i realizuje zbiór, opracowanie

oraz dystrybucję informacji o sytuacji powietrznej

pochodzącej z narodowych środków

radiolokacyjnych rozmieszczonych na terytorium

kraju i uzyskiwaną za pośrednictwem sojuszniczych

systemów dowodzenia. Wspomaga

także dowodzenie i kierowanie lotnictwem,

jednostkami obrony przeciwlotniczej oraz walki

elektronicznej. System DUNAJ jest także

10 Wojsko i Technika • Listopad 2020

www.zbiam.pl


Pojazdy wojskowe

Zestaw Jak z ciągnikiem siodłowym specjalnym Jelcz 882.62 i naczepą wieloosiową ST775-20W przygotowany do badań terenowych z obciążeniem w postaci czołgu T-72M1.

Andrzej Pyzio

Jelcz w programie Jak

Wkrótce system zabezpieczenia

logistycznego Sił Zbrojnych RP wzbogaci się

o nowe zestawy pojazdów przeznaczonych

do transportu ciężkich ładunków,

w tym czołgów, innych ciężkich pojazdów,

sprzętu wojskowego i kontenerów.

Polscy producenci – Jelcz Sp. z o.o.

ze swoim podwykonawcą Demarko

Sp. z o.o. Sp. k. – dostarczą do końca 2022 r.

zestawy pojazdów o kryptonimie Jak,

składające się ze specjalnych opancerzonych

ciągników Jelcz 882.62 i wieloosiowych

naczep niskopodwoziowych

ST775-20W.

Ilustracje w artykule Jelcz Sp. z o.o.

Zestawy Jak będą pełnić ważną rolę w organizacji

transportu ciężkich ładunków z wykorzystaniem

sieci drogowej na rzecz

wojska. Ograniczenie samodzielnych przejazdów

na większe odległości czołgów i gąsienicowych

wozów bojowych, innych typów uzbrojenia

i sprzętu zminimalizuje prawdopodobieństwo

uszkodzenia nawierzchni dróg i pozwoli zmniejszyć

zużycie sprzętu (resursy przebiegowe). Zestawy Jak

zapewnią dodatkowy potencjał do organizacji przewozów

na długich dystansach w technologiach

transportu intermodalnego, w zróżnicowanych warunkach

topograficznych i klimatycznych. Możliwa

będzie organizacja i wykorzystanie alternatywnych,

zróżnicowanych sposobów transportu ładunków,

przykładowo: drogowo-kolejowego, drogowo-

-wodnego (morskiego/śródlądowego – port),

drogowo-lotniczego (lotnisko), drogowo-kolejowo-lotniczego.

Zestawy Jak zapewnią dowiezienie

sprzętu i ciężkich ładunków do miejsca przeładunku:

bocznicy kolejowej, portu czy lotniska,

nawet przy braku dróg utwardzonych. Konfiguracja

zespołu Jak, dzięki zastosowaniu ciągników

Jelcz 882.62 i naczep wieloosiowych ST775-20W

o podwyższonej mobilności, zapewni dojazd do

prowizorycznych ramp i placów przeładunkowych

oraz załadunek/rozładunek ładunków na naczepę

z wykorzystaniem wyciągarek i narzędzi będących

w wyposażeniu zestawu.

Wyposażenie ciągnika i naczepy umożliwiają:

załadunek, rozładunek i przygotowanie przewozów

kolejowych (skrajnia kolejowa krajowa B),

transport morski, transport lotniczy z wykorzystaniem

wsparcia przeszkolonego personelu i po

przygotowaniu pojazdu zgodnie z instrukcjami

użytkowania. Należy zaznaczyć, że zestawy mają

ponadnormatywne wymiary, w tym szerokość

z punktu widzenia skrajni drogowej.

Dostarczenie przez polskich producentów do

2022 r. do wskazanych jednostek SZ RP zestawów

Ciągnik siodłowy Jelcz 882.62 z naczepą ST775-20W po załadunku czołgu i sprawdzeniu sprawności wyciągarek.

Jak, wraz z wykorzystaniem zapisanych w umowie

opcji, powiększy znacząco liczbę obecnie dostępnych

w wojsku zespołów do transportu ciężkich

ładunków (zestawy z ciągnikami siodłowymi Iveco

Trakker w wersjach MP720E48WT i MP720T50WT,

Faun SLT 50-2 oraz Mercedes-Benz Actros 3353AS).

Nowe zestawy do transportu ciężkiej techniki

a wzrost kompetencji Jelcz Sp. z o.o.

W październiku 2017 r. Inspektorat Uzbrojenia

MON rozpoczął postępowanie przetargowe związane

z zamówieniem zestawów do transportu lądowego

ciężkiego sprzętu wojskowego, w tym

czołgów i ciężkiego sprzętu gąsienicowego o masie

do 70 t (przy masie całkowitej zestawu do

130 t), a także przewozu na naczepie znormalizowanych

kontenerów ISO. Zamówienie dotyczyć

miało dostaw w latach 2020–2022 r. wspomnianych

zestawów wraz z pakietem wsparcia logistycznego

obejmującym: szkolenia dla użytkowników,

świadczenie usług serwisowych, naprawy,

obsługi i konserwację w okresie gwarancji i pogwarancyjnym

w autoryzowanych warsztatach

wykonawcy na terytorium kraju. Wymagania

w stosunku do pojazdów i ich wyposażenia specjalistycznego

określono w opisie przedmiotu zamówienia

(SIWZ).

Przedmiotem dostawy miało być 14 zestawów,

składających się z ciągników z opancerzonymi kabinami

(poziom 2 wg STANAG 4569) i naczep niskopodwoziowych.

Z kolei w opcji zapisano możliwość

rozszerzenia zamówienia na dziewięć

kolejnych zestawów i trzy ciągniki bez naczep.

Zamawiający uznał ofertę złożoną przez Jelcz

Sp. z o.o. za najkorzystniejszą i 29 maja 2019 r.

zawarł ze spółką umowę na dostawę 14 zestawów.

Inżynierowie z Jelcza już kilka lat wcześniej

rozpoczęli prace związane z przygotowaniem koncepcji

rodziny zunifikowanych nowych typów pojazdów

marki Jelcz. Prowadzone były trudne i czasochłonne

uzgodnienia z kilkoma zagranicznymi

12 Wojsko i Technika • Listopad 2020

www.zbiam.pl


Wozy bojowe

15 lat KTO Rosomak w Siemianowicach Śląskich

Zakłady Rosomak S.A. są przygotowane do realizacji wszelkiego typu obsług, napraw i programów modernizacyjnych różnorodnych pojazdów na bazie KTO Rosomak.

W tym celu dysponują m.in. Centrum Serwisowo-Naprawczym z odpowiednim oprzyrządowaniem i zapasem części zamiennych.

Andrzej Kiński

W 2020 r. odnotować należy 15-lecie kilku

ważnych wydarzeń związanych historią

kołowego transportera opancerzonego

Rosomak. 8 stycznia 2005 r. dziewięć

pierwszych pojazdów, wyprodukowanych

jeszcze w Finlandii, przejęli żołnierze

17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej

(formalnie zostały odebrane w grudniu

2004 r.), zaś w grudniu linię montażową

w Siemianowicach Śląskich opuścił

pierwszy kołowy wóz bojowy, który – poza

importowaną wieżą – powstał w Polsce

od etapu spawania blach. Faktycznie więc

właśnie od grudnia 2005 r. można mówić

o rozpoczęciu licencyjnej produkcji

Rosomaków w Wojskowych Zakładach

Mechanicznych S.A. (obecnie Rosomak S.A.).

Kontynuując nasz rocznicowy materiał,

omawiamy zagadnienia związane

z organizacją systemu wsparcia eksploatacji

pojazdów w Polsce.

Fotografie w artykule: Rosomak, Andrzej Kiński.

Cz. 2

Obok stopniowego wdrażania polonizacji

produkcji kołowych transporterów opancerzonych

Rosomak, kolejnym ważnym

zadaniem stojącym przed Wojskowymi Zakładami

Mechanicznymi S.A. było zorganizowanie systemu

wsparcia eksploatacji dostarczonych użytkownikowi

wozów.

Początki systemu wsparcia

eksploatacji KTO

We współczesnych realiach, przy rosnącym stopniu

komplikacji uzbrojenia i sprzętu wojskowego,

znaczenie utrzymania go w pełnej sprawności

w całym cyklu życia urasta do jednego z kluczowych

zagadnień. Sprawność sprzętu bezpośrednio

przekłada się bowiem na tzw. współczynnik

dostępności, a ten z kolei na poziom gotowości

bojowej oddziałów i pododdziałów. Wspomniana

złożoność nowoczesnego sprzętu, w tym wozów

bojowych, powoduje konieczność budowy

w celu zapewnienia wsparcia ich eksploatacji

odpowiedniego stacjonarnego zaplecza serwisowego

(pomieszczenia, sprzęt diagnostyczny,

narzędzia i materiały, części zamienne i materiały

eksploatacyjne) i wyszkolenia personelu obsługowego

na różnych poziomach, ale także zorganizowania

systemu serwisowo-naprawczego zdolnego

do wykonywania czynności obsługowych

podczas eksploatacji sprzętu w polu, w tym podczas

szkoleń sojuszniczych za granicą, a także

misji ekspedycyjnych o charakterze bojowym

i konfliktów zbrojnych. W zależności od przyjętego

systemu, a także „popularności” danego

sprzętu, wsparcie eksploatacji jest zapewniane

przez jego producenta (-ów) lub – w kooperacji

z producentami – realizowane przez odpowiednie

służby sił zbrojnych.

W przypadku kołowych transporterów opancerzonych

Rosomak i pojazdów na ich bazie przyjęto

system mieszany, w którym producent odpowiada

dziś przede wszystkim za serwis

gwarancyjny i przeprowadzanie bardziej skomplikowanych

napraw, a także modernizacji sprzętu,

zaś bieżąca obsługa – zgodnie z zaleceniami

i pod nadzorem producenta – prowadzona jest

przez warsztaty wojskowe. Zakłady Rosomak S.A.

są też oczywiście dostawcą części zamiennych

do dostarczonych wojsku pojazdów.

W pierwszych latach realizacji umowy na dostawę

wozów, zawartej 15 kwietnia 2003 r., zadania

związane z serwisowaniem pojazdów spoczywały

niemal całkowicie na dostawcy, ówczesnych Wojskowych

Zakładach Mechanicznych S.A., a także

ich partnerach z Finlandii (Patria Vehicles Oy)

i Włoch (Oto Melara SpA). Wynikało to z faktu, że

transportery objęte były długim, 42-miesięcznym,

okresem gwarancji. Użytkownik nie dysponował

jeszcze wówczas ani odpowiednim zapleczem

własnym, ani odpowiednio przeszkolonymi kadrami,

stąd większość zadań związanych ze wsparciem

nowego sprzętu realizowali pracownicy

WZM S.A. W tym celu jeszcze w 2005 r. został zorganizowany

tzw. serwis mobilny, którego zadaniem

było jak najszybsze dotarcie do znajdujących

20 Wojsko i Technika • Listopad 2020

www.zbiam.pl


Technika wojskowa

Nowy sprzęt Koreańskiej Armii Ludowej

na defiladzie w Pjongjangu

Tomasz Szulc

Rok 2020 nie jest dobrym czasem

dla organizacji imprez masowych, także

w szeroko pojętej branży militarnej.

Z powodu pandemii COVID-19 odwołano

większość międzynarodowych salonów

i pokazów, zrezygnowano z niektórych

planowanych defilad, bez nadmiernego

rozgłosu odwołano lub ograniczono nawet

część zaplanowanych ćwiczeń i innych

przedsięwzięć szkoleniowych sił zbrojnych.

Nie dziwiła więc cisza, jaka zapanowała

wokół zbrojeń Koreańskiej Republiki

Ludowo-Demokratycznej. Od kilkunastu lat

jej kolejni przywódcy starali się o to,

by świat nie zapomniał o ich istnieniu,

a dokładniej – o groźbie użycia przez nich

siły militarnej wobec sąsiedniej Republiki

Korei. Międzynarodowi analitycy snuli

różnorodne przypuszczenia wobec takiego

stanu rzeczy. Według jednych koronawirus

SARS-CoV-2 poczynił prawdziwe

spustoszenia w Korei Północnej – zbyt

biednej na to, by leczyć licznych chorych.

Według innych, izolowana od świata

zewnętrznego KRLD jest być może jedynym

państwem, którego COVIS-19 poważnie nie

doświadczył. Rzeczywista sytuacja nie jest

znana, ale po ponad półrocznej przerwie

Kim Dzong Un postanowił zaskoczyć świat

i zarządził zorganizowanie 10 października

defilady z okazji 75-lecia utworzenia

Partii Pracy Korei. Uczestniczyło w niej

wiele nowych wzorów uzbrojenia,

o istnieniu niektórych z nich

nie wiedziano dotąd za granicą.

Fotografie w artykule: KCNA, KCTV, Internet.

Nowa samobieżna 11-osiowa wyrzutnia ze strategicznym pociskiem balistycznym Hwasong-15.

Na dodatek, po raz pierwszy w historii, defiladę

w Pjongjangu zorganizowano nad

ranem, przy świetle reflektorów. Niewątpliwie

jej najzabawniejszym elementem był

przelot formacji samolotów, od An-2 do Su-25K

i MiG-29 obwieszonych kolorowymi lampionami.

Najczęściej komentowaną nowością był czołg,

okrzyknięty natychmiast „północnokoreańskim

T-14 Armata”. Rzeczywiście, pod wieloma względami

wóz wizualnie przypomina rosyjski pierwowzór:

kadłub jest z przodu i z boków osłonięty płaskimi

ekranami, poniżej dość grubych ekranów burtowych

zamocowano wielosekcyjne osłony gumowe.

W tylnej części kadłuba zastosowano burtowe

ekrany listwowe. Listwowy kosz-ekran znajduje

się również z tyłu wieży. Sama wieża nabrała

kanciastych kształtów, u jej nasady znalazły się

ustawione niemal poziomo wyrzutnie pocisków

systemu samoobrony (po pięć z każdej strony).

Na wieży zamontowano masywne osłony głowic

optoelektronicznej aparatury obserwacyjno-celowniczej,

czujniki meteorologiczne i ostrzegawcze

oraz coś, co mogłoby być zespołem antenowym

radiolokacyjnego systemu wykrywającego

i śledzącego zbliżające się pociski przeciwpancerne,

wchodzącego w skład aktywnego systemu samoobrony.

Liczbę par kół nośnych zwiększono do

siedmiu (jak w T-14, wcześniejsze czołgi koreańskie

miały pięć lub sześć par). Na tym jednak podobieństwa

się kończą. Najważniejsza różnica polega na

tym, że nowy północnokoreański czołg ma klasyczną,

załogową wieżę z dwoma włazami dla

członków załogi. W kadłubie ma stanowisko tylko

kierowca. Nie ma informacji na temat napędu nowego

czołgu, jego systemu kierowania ogniem,

trwają nawet dyskusje na temat jego głównego

uzbrojenia. Według jednych jest to 125 mm armata

gładkolufowa 2A46 lub jej klon, według innych,

do których należy także autor niniejszego artykułu,

to zmodernizowana 115 mm armata, stanowiąca

uzbrojenie lokalnej wersji czołgu T-62. W tym

drugim przypadku jest co najmniej prawdopodobne,

że w czołgu nie ma automatu ładowania,

a załoga jest cztero-, a nie trzyosobowa. Wydaje się

skrajnie mało prawdopodobne, by Rosja przekazała

KRLD sekrety swych najnowszych rozwiązań, jak

choćby czołgowego systemu samoobrony Afganit.

Jest natomiast pewne, że wygląd wieży jest skutkiem

nałożenia na jej podstawowy pancerz rodzaju

obudowy, wykonanej ze stosunkowo cienkiej blachy.

Już wcześniej w KRLD postępowano podobnie.

Stawia to pod znakiem zapytania realną odporność

balistyczną wieży. Przed prawym włazem

znajdują się dwie, umieszczone jedna za drugą,

masywne osłony przyrządów optoelektronicznych

(równie dobrze mogą to być jednak makiety). Jak

dotąd północnokoreańskie czołgi miały raczej minimalistyczny

zestaw przyrządów obserwacyjno-

-celowniczych, niewiele odbiegający od standardu

czołgu T-62. Celownik sprzężony z armatą jest

umieszczony, nie tak jak we wszystkich radzieckich/rosyjskich

czołgach z lewej, ale z prawej strony

lufy. Z lewej znajduje się niewielka głowica innego

przyrządu optycznego bądź optoelektronicznego.

Można z tego wnioskować, że albo działonowy siedzi

po prawej stronie armaty, a dowódca za nim, na

siedzisku umieszczonym wyżej albo – co jednak

wydaje się bardzo mało prawdopodobne – główny

przyrząd celowniczy nie ma kanału optycznego

i nie potrzebuje wyprowadzenia okularu przed

oczy działonowego, a całość informacji jest prezentowana

na wyświetlaczach (po lewej stronie

armaty jest być może stanowisko ładowniczego).

Wiele wskazuje, że górny przyrząd nie jest panoramicznym

przyrządem dowódcy, a celownikiem

nocnym działonowego, być może z kanałem naprowadzania

pocisków kierowanych. Od lat bowiem

północnokoreańskie czołgi są uzbrajane

w wyrzutnie przeciwpancernych pocisków kierowanych,

umieszczone na zewnątrz wieży. Nowy

czołg także ma taką dwupojemnikową wyrzutnię

na prawym boku wieży, przystosowaną najwyraźniej

do odpalania pocisków o większym kalibrze

niż stosowane dotąd klony rakiet 9M111 Fagot. Na

wieży nie ma natomiast przenośnej wyrzutni rakiet

przeciwlotniczych, jak na nieco starszych czołgach

z KRLD, a automatyczny granatnik jest jednolufowy

(na czołgu Pookpongho był dwulufowy). Nowe

są także gąsienice, wyposażone w dwusekcyjne

nakładki polimerowe na każdym z ogniw.

26 Wojsko i Technika • Listopad 2020

www.zbiam.pl


Pojazdy wojskowe

Francuska Forteca dla Wojsk Specjalnych?

Bartłomiej Kucharski

Podczas tegorocznego kieleckiego

Międzynarodowego Salonu Przemysłu

Obronnego spółka H. Cegielski – Poznań S.A.

zaprezentowała – we współpracy

ze swym partnerem, francuską firmą

Arquus – pojazd opancerzony Fortress.

Jest on oferowany w ramach postępowania

na Wielozadaniowe Pojazdy Wojsk

Specjalnych o kryptonimie Pegaz.

Fotografie w artykule: Andrzej Kiński,

Bartłomiej Kucharski, MINUSMA, US AFRICOM.

Arquus to spadkobierca firmy Renault

Trucks Defense, istniejącej formalnie od

1966 r. (choć koncern Renault oczywiście

produkował ciężarówki wojskowe znacznie wcześniej).

W 2001 r. firma została odsprzedana przez

koncern Renault szwedzkiej grupie Volvo. Już jako

część Volvo, Renault Trucks Defense przejęło takie

firmy jak: ACMAT (producent lekkich pojazdów

taktycznych) czy Panhard Defense (producent

lekkich pojazdów opancerzonych). Od 2018 r.

wszystkie trzy marki połączono w grupę pod marką

Arquus – nowa nazwa stanowi zbitkę wyrazową

łacińskich słów „arma” (lm rzecz. armo, pol.

broń, zbroja, wojna) i „equus” (pol. koń) – ma to

być nawiązanie do znaczenia mobilności, pancernej

ochrony i siły ognia, czyli podstawowych cech

wozu bojowego [łac. arquus znaczy łuk/krzywizna

lub tęcza – przyp. red.].

Fortress jest oferowany Wojskom Specjalnym w ramach programu Pegaz.

Fortress firmy Arquus miał swoją premierę w Polsce podczas MSPO 2020.

Fortress

Fortress (pol. forteca, twierdza) wywodzi się wprost

z pojazdu Bastion, będąc w istocie jego odmianą.

Samochód ów został zbudowany w dawnych

zakładach ACMAT (Ateliers de Construction Mécanique

de l’Atlantique) w Saint-Nazaire na bazie

samochodu ciężarowo-osobowego VLRA 2

(Véhicules de liaison de reconnaissance et d’appui)

z 2009 r. (choć de facto jest on zmodernizowanym

VLRA z lat 60.). Bastion pojawił się w ofercie

firmy rok później w wariancie transportera

opancerzonego (Bastion APC). Pojazd, oparty

na podwoziu wspomnianego samochodu ciężarowo-osobowego,

miał spawany kadłub typu

monocoque. Wykorzystanie gotowego podwozia,

używanego w pierwszej wersji od kilku dekad,

umożliwiło szybkie i bezproblemowe wdrożenie

nowego pojazdu do produkcji. Bastion APC odziedziczył

doskonałe charakterystyki jezdne po swoim

„ojcu” – kąty natarcia i zejścia wynoszą po 40°,

a kąt rampowy ma także wartość 40°. Pojazd może

pokonywać wzniesienia o nachyleniu do 60%

i trawersować przy nachyleniu do 30%. Głębokość

brodzenia wynosi 1 m. Bastion może pokonywać

rowy o głębokości do 1 m i pionowe przeszkody

o wysokości do 0,5 m. Ułatwia to znaczny prześwit,

wynoszący pod mostem 330 mm. Pozostałe

wymiary są następujące: 6,3 m długości, 2,3 m szerokości

i 2,4 m wysokości. Rozstaw osi sięga 3,6 m.

Dwunastotonowy pojazd bazowo jest opancerzony

na poziomie 1 zgodnie ze STANAG 4569A,

ale pancerz można wzmocnić do poziomu 3. Odporność

na wybuchy sięga poziomu 2a/2b wg

STANAG 4569B. Ładowność może wynieść nawet

do 3 ton, zależnie od poziomu ochrony. Załoga liczy

dwóch żołnierzy, pojazd może ponadto zabrać

ośmioosobowy desant. Załoga i desant mają

do dyspozycji parę drzwi bocznych, drzwi tylne

oraz włazy w stropie. Samochód można uzbroić

w broń szybkostrzelną o kalibrze do 20 mm (lub

40 mm granatnik automatyczny), umieszczoną

w zdalnie sterowanej wieżyczce lub na obrotnicy.

Mimo sporej masy pojazd jest bardzo mobilny.

Pierwsze wersje dysponowały silnikiem wysokoprężnym

o mocy 132 kW/180 KM, ale nowsza

odmiana Bastion „High Mobility” z 2012 r. ma już

silnik o mocy 235 kW/320 KM (istnieje też wariant

pośredni z silnikiem o mocy 199 kW/270 KM).

W połączeniu z automatyczną, pięciobiegową

skrzynią przekładniową mógł on rozpędzić Bastiona

nawet do 110 km/h. Maksymalny zasięg określono

aż na 1400 km! To właśnie z tej wersji wywodzi

się Fortress (a właściwie Fortress jest nieco zmodyfikowanym

Bastionem „High Mobility” – nowa

32 Wojsko i Technika • Listopad 2020

www.zbiam.pl


Broń strzelecka

SKBW MSBS-GROT z FB „Łucznik” – Radom –

– następca karabinów SWD

Fabryka Broni „Łucznik” – Radom Sp. z o.o. przy współpracy Wojskowej Akademii Technicznej odpowiedziała na zapotrzebowanie wojska na następcę SWD nową konstrukcją, zaprezentowaną

publicznie po raz pierwszy na warszawskich targach Europoltech w maju 2019 r. Na zdjęciu odmiana z lufą 16-calową.

Przemysław Juraszek

Początki historii Samopowtarzalnego

Karabinu Wyborowego MSBS-GROT na

amunicję 7,62×51 mm NATO sięgają 2015 r.,

kiedy Inspektorat Uzbrojenia ogłosił

postępowanie mające zainicjować wymianę

w Siłach Zbrojnych RP mocno zużytych

i niekompatybilnych ze standardami NATO

7,62 mm karabinów wyborowych SWD.

Fotografie w artykule: FB „Łucznik” – Radom,

Andrzej Kiński, Adam M. Maciejewski.

Prace nad nową wersją GROT-a zostały sfinansowane

ze środków własnych Fabryki

Broni „Łucznik” – Radom Sp. z o.o., stąd

jego rozwój nie był tak skomplikowany jak

w przypadku „bazowego” karabinka MSBS-GROT

Samopowtarzalny Karabin Wyborowy MSBS-GROT na amunicję 7,62×51 mm NATO w odmianie z lufą 20-calową

swą premierę miał na MSPO 2019.

kalibru 5,56×45 mm NATO, powstałego w wyniku

kolejnych prac badawczo-rozwojowych zainicjowanych

jeszcze w 2003 r. (szerzej w WiT 12/2018).

Wymagania na następcę wysłużonych, sowieckiej

konstrukcji i produkcji samopowtarzalnych

karabinów wyborowych SWD na amunicję

7,62×54R mm, używanych w Wojsku Polskim od

1965 r., obejmowały m.in.: zdolność do prowadzenia

skutecznego ognia do celów oddalonych

o 800 m, masę broni bez wyposażenia dodatkowego

wynoszącą maks. 6 kg i długość maks. 1100 mm

przy lufie o maks. długości 510 mm. Ponadto następca

SWD miał być karabinem samopowtarzalnym

zasilanym amunicją 7,62×51 mm NATO.

Najnowsza konstrukcja z FB „Łucznik” – Radom

Sp. z o.o. spełnia te wymagania z nawiązką.

Obecnie dostępne są dwie odmiany karabinu

wyborowego SKBW MSBS-GROT. Dłuższa, z 20-calową

(508 mm) lufą i krótsza z 16-calową (406 mm).

Pierwsza jest przeznaczona dla jednostek zmechanizowanych,

a druga dla oddziałów powietrznodesantowych

i aeromobilnych. 20-calowa

odmiana cechuje się długością całkowitą wynoszącą

1113 mm/1073 mm (kolba rozsunięta/

/zsunięta) przy masie 5,1 kg (bez magazynka). Karabin

może być zasilany z 10- lub 20-nabojowych

magazynków i jest pokryty powłoką Cerakote, zatem

wybór kolorów jest bardzo bogaty. Zgodnie

z informacjami przekazanymi przez producenta,

odmiana ta pozwala na skuteczne zwalczanie celów

na dystansie do 1000 m przy wykorzystaniu

amunicji tarczowej. Tymczasem krótsza i przez to bardziej

poręczna odmiana mierzy 968 mm/748 mm

długości (kolba rozłożona/złożona) i jest lżejsza od

większego „brata” o 600 g. Krótszy model pozwala

razić cele na dystansie do 900 m.

Można rzec, że SKBW MSBS-GROT jest w uproszczeniu

wzmocnionym i przeskalowanym na większy

nabój GROT-em na amunicję 5,56×45 mm NATO.

Z tego względu broń wyborowa także wykorzystuje

system gazowy z tłokiem o krótkim skoku z popychaczem

i ma dwupołożeniowy regulator gazowy.

Zmianie nie uległo też rozmieszczenie obustronnych

manipulatorów, co znacznie ułatwia szkolenie,

a ok. 60% elementów jest wzajemnie zamiennych

pomiędzy samopowtarzalnym karabinem wyborowym

i karabinkiem automatycznym. Taki stan rzeczy

znacznie ułatwia logistykę i obniża koszty produkcji.

Nie dziwi więc, że „duży” GROT także pozwala użytkownikowi

w dość prosty sposób wymienić zespół

lufy czy przestawić system wyrzucania łusek na

prawą lub lewą stronę. Mamy też możliwość zamontowania

różnych akcesoriów dodatkowych

36 Wojsko i Technika • Listopad 2020

www.zbiam.pl


Technika wojskowa

RIB 4D – najnowocześniejsza diagnostyka

przewodu luf dużego kalibru

Adam M. Maciejewski

W październiku bieżącego roku światową

premierę miał system RIB 4D spółki KAPPA

OPTRONICS GmbH. Urządzenie RIB 4D

to innowacyjny system służący

do diagnostyki przewodów luf systemów

artyleryjskich. Podczas jego rozwoju

KAPPA OPTRONICS wykorzystała ponad

30 lat doświadczeń w projektowaniu

i produkcji takich przyrządów,

które spółka z Gleichen w Dolnej Saksonii

od 1988 r. dostarczyła odbiorcom

z ponad 20 państw.

Fotografie w artykule: KAPPA OPTRONICS, Internet.

RIB 4D umożliwia diagnostykę przewodu lufy

bez konieczności demontażu armaty.

Wystarczy nadać lufie ujemne kąty elewacji.

Przedstawicielem

KAPPA OPTRONICS GmbH w Polsce jest

GRIFFIN GROUP S.A. DEFENCE sp.k.

Aleja Armii Ludowej 26

00-609 WARSZAWA

e-mail:warszawa@griffin-defence.pl

tel. +48 22 579 66 00; fax. +48 22 579 66 01

Innowacyjna głowica pomiarowa RIB 4D łączy osiem cyfrowych kamer z matrycami CMOS ze skanerem laserowym

o polu widzenia 360°.

Eksploatacja systemów artyleryjskich różnych

kalibrów wymaga odpowiedniej diagnostyki

przewodów luf. Takie inspekcje,

aby w porę wychwycić najwcześniejsze symptomy

procesów niszczących ścianki przewodu lufy,

trzeba przeprowadzać regularnie i jak najczęściej,

zgodnie z zaleceniami producenta lufy. Artyleria

okrętowa, ze względu na środowisko eksploatacji,

zasolenie nader sprzyjające korozji i specyfikę służby

jednostek pływających, tym bardziej wymaga

niezawodnego oprzyrządowania do przeprowadzania

inspekcji przewodów luf. Dlatego jest potrzebny

odpowiedni sprzęt inspekcyjny, który

może być łatwo użyty zarówno na terenie jednostki

wojskowej (w miejscu bazowania uzbrojenia), jak

i w warunkach polowych. Zatem sprzęt do takiej

diagnostyki, bez względu na użytkowany system

artyleryjski, musi umożliwiać inspekcję lufy wyjętej

z wieży, w której jest osadzona, jak również przeprowadzanie

takiego badania bez konieczności

demontażu lufy, szybko, łatwo i skutecznie. System

RIB 4D może być stosowany przez użytkownika

sprzętu do kontroli stanu technicznego luf w jednostkach

wojskowych, bazach morskich i wojskowych,

rejonowych warsztatach technicznych

(RWT), miejscach składowania sprzętu (MSS), a także

w zakładach produkcyjnych i remontowych.

Erozja, wżery, rozdęcia…

Diagnostyki przewodu lufy nie można przeprowadzać

wyrywkowo, pobieżnie i nie zachowując parametrów

określonych przez producenta. Podczas

strzelania na przewód lufy oddziałuje szereg negatywnych

zjawisk termicznych, chemicznych, mechanicznych

i erozyjnych, za które odpowiadają

gorące gazy prochowe, wydobywające się pod

znacznym ciśnieniem i pocisk trący o przewód lufy,

zwłaszcza jego miedziany pierścień wiodący lub

prowadząco-uszczelniający (tzw. sabot) w amunicji

podkalibrowej, o ile nie jest wykonany z tworzyw

sztucznych. Najpierw na powierzchni przewodu

lufy pojawia się siatka wypaleń, czyli mikropęknięć

powierzchniowych. Wraz z kolejnymi wystrzałami

mikropęknięcia powiększają się, a z czasem przechodzą

w siatkę pęknięć. W rezultacie w przewodzie

lufy pojawia się korozja wżerowa, punktowa

i plamowa. W lufach o chromowanych przewodach

tworzą się odpryski i wykruszenia na powlekanej

powierzchni. Takie defekty w porę niezauważone

i niezdefiniowane technicznie spowodują w końcu

trwałe uszkodzenie lufy, tj. powiększenie średnicy

przewodu, rozdęcie, a nawet jej rozerwanie, co bezpośrednio

zagraża bezpieczeństwu obsługi. Ale zanim

jeszcze dojdzie do jakiejkolwiek awarii, spada

żywotność balistyczna lufy ergo parametry balistyczne

armaty, przede wszystkim celność, na której

najbardziej nam zależy.

RIB 4D na ratunek

Właśnie dlatego tak ważna jest nowoczesna, nieniszcząca

diagnostyka przewodu lufy. Pozwala

ona wykryć pierwsze symptomy powyższych zjawisk

zanim dojdzie do nieodwracalnego uszkodzenia

przewodu lufy lub groźnej w skutkach jej

awarii. RIB 4D jest technicznie bardzo zaawansowaną

rynkową nowością – debiutował w minionym

miesiącu, a pierwszym odbiorcą jest Bundeswehra,

która rozpocznie użytkowanie swoich

nowych systemów do diagnostyki luf RIB 4D już

w 2021 r. RIB 4D opracowano do wykrywania

w przewodach luf erozji, korozji, wad chromowej

powłoki, rozdęć i innych uszkodzeń. RIB 4D automatycznie

wykona diagnostykę przewodu lufy

wraz z lokalizacją, identyfikacją i pomiarem wykrytej

wady. Ponadto urządzenie mierzy średnicę lufy

i określa jej pozostałą żywotność balistyczną. Jest

to możliwe dzięki kompatybilnemu oprogramowaniu

pomiarowemu do luf Rh120 czołgów Leopard

2A4/2A5 (zgodnie z normą producenta

TDv018 – Technische Dienstvorschrift).

RIB 4D to wyjątkowo dokładny przyrząd, który

przewyższa inny dostępny sprzęt do diagnostyki

luf o dużych kalibrach precyzją pomiaru,

niezawodnością z uwagi na zastosowanie laserowego

pomiaru, a jednocześnie jest łatwy w użyciu

i transporcie.

38 Wojsko i Technika • Listopad 2020

www.zbiam.pl


Konflikty

Marcin Gawęda

Nowa odsłona konfliktu w Górskim

Karabachu trwa już ponad miesiąc,

mimo zawieranych trzykrotnie rozejmów,

walki nie ustają i są bardzo intensywne.

W drugiej części artykułu przybliżymy

Czytelnikom przebieg działań bojowych

w okresie od 6 do 31 października.

Fotografie w artykule: Ministerstwo Obrony Armenii,

Ministerstwo Obrony Azerbejdżanu,

Human Right Watch, Internet.

Cz. 2

Po miesiącu walk można stwierdzić, że druga

wojna o Górski Karabach charakteryzuje się

niezwykłą zaciętością. Morale żołnierzy obydwu

stron jest wysokie, straty wśród walczących

znaczące, liczone w setki. Co ciekawe, po żadnej ze

stron niemal nie odnotowuje się jeńców wojennych.

Punktem odniesienia mogą być oficjalne

dane dotyczące poległych żołnierzy ormiańskich.

Ministerstwo Obrony Republiki Karabachu publikuje

codziennie imienną listę poległych żołnierzy ormiańskich.

Włącznie z aktualizacją z 29 października

są na niej nazwiska 1166 zabitych, przy czym ostatnio

pojawiają się także nazwiska rezerwistów.

Azerbejdżan nie ogłasza oficjalnie listy zabitych,

ale można szacować, że poległo co najmniej kilkuset

azerskich żołnierzy. Obie strony, a zwłaszcza

ormiańska, notują wysokie straty w kadrze oficerskiej

wyższego szczebla.

Wysokie dzienne straty są skutkiem zaciętości

walki, wynikającej z podłoża historyczno-etnicznego

konfliktu, ale także niskiego wyszkolenia żołnierzy

biorących udział w działaniach w polu. Wysoki

odsetek zabitych i rannych, przy jednoczesnym

długotrwałym utrzymaniu zdolności bojowej oddziałów,

jest więc pewną anomalią tej wojny na tle

innych, współczesnych konfliktów. Celem zawieranych

dotąd, tzw. humanitarnych rozejmów, nie

jest tradycyjna wymiana jeńców czy ewakuacja

rannych, ale m.in. zbieranie z pola walki ciał własnych

poległych.

Atakowana jest także infrastruktura niewojskowa,

a co za tym idzie wojna pochłania ofiary

wśród cywilów. Trzeba pamiętać, że obie strony

Wojna w Górskim Karabachu

Ogromne straty w pododdziałach pancernych Arcachu wynikają głównie z licznych przypadków porzucenia sprawnego

sprzętu; Azerowie przejęli ponad 60 czołgów, uszkodzonych lub pozostawionych na pozycjach w pełnej sprawności.

wprowadziły do walki nie tylko żołnierzy regularnej

armii (zawodowych i poborowych), ale również

zmobilizowanych rezerwistów i ochotników.

Ponoszący duże straty w sile żywej Ormianie szeroko

wykorzystują oddziały ochotników formowanych

według klucza terytorialnego (utworzono

np. oddział ochotniczy Wanadzor).

Z kolei wiadomo, że na południowym froncie,

przy granicy z Iranem, w charakterystycznych

mundurach Państwowej Służby Ochrony Pogranicza

Azerbejdżanu (DSX), walczą pododdziały syryjskich

bojowników, z przeszkolonych w Syrii formacji

protureckich (m.in. Dywizji Sułtana Murada,

Dywizji Hamza i innych).

W ostatnim czasie, wobec zdziesiątkowania jednostek

pancernych i artylerii Sił Obrony Karabachu

(Arcachu), coraz większego znaczenia nabierają na

froncie pododdziały ormiańskiej piechoty – linia

frontu w wielu miejscach nie jest statyczna, ale

manewrowa. W górskim zalesionym terenie niewielkie

grupy bojowe piechoty Arcachu, dążąc do

walki kontaktowej, odnoszą pewne sukcesy, zatrzymując

lub spowalniając tempo natarcia azerskiego

i niszcząc w zasadzkach (m.in. z ppk) wozy

bojowe przeciwnika. Z kolei strona azerska wykorzystuje

siły specjalnego przeznaczenia i pododdziały

rozpoznawcze do infiltracji pozycji przeciwnika,

często w komunikatach ormiańskich mowa

jest o grupach dywersyjnych nieprzyjaciela.

Sytuacja na froncie

Ofensywa Sił Zbrojnych Azerbejdżanu w Górskim

Karabachu, mimo że prowadzona na całej długości

tzw. linii rozgraniczenia, skupia się głównie na północnym

i południowym odcinkach frontu, gdzie

walki są najbardziej intensywne. Po zdobyciu Madagisu

i Tałyszu szybko okazało się, że na tym kończą

się sukcesy azerskie na północnym odcinku

frontu. Piechota Arcachu utrzymywała wszystkie

dotychczasowe pozycje w górskich ostępach w rejonie

Madagisu. Próby atakowania na tym odcinku

kończyły się znacznymi stratami atakujących, postępy

w terenie, jeśli jakieś były, to bez znaczenia

operacyjnego. Przykładowo atak azerskiego pododdziału

zmechanizowanego przeprowadzony

prawdopodobnie 11 października zakończył się

zniszczeniem na przedpolu dwóch bwp BMP-2.

Przesunięcie frontu w rejonie Madagisu miało raczej

charakter taktyczny, ważnym natomiast dla

Azerów było zajęcie tamy i zbiornika wodnego

w Madagisie (teraz Sukowuszan), bowiem ma on

kluczowe znaczenie dla zaopatrzenia miasta Terter.

Azerskie czołgi T-90S, niektóre z trałami przeciwminowymi, na froncie południowym

(rejon Dżabrailu).

Rozbity (zestrzelony?) bezzałogowiec (amunicja krążąca) IAI Harop. Co warte odnotowania,

w przypadku tego zdjęcia Ministerstwo Obrony Azerbejdżanu twierdziło, że przedstawia

ono zestrzelony armeński BSP.

40 Wojsko i Technika • Listopad 2020

www.zbiam.pl


Technika wojskowa

Mikrofalowa broń elektromagnetyczna

Patrycja Bochniak-Koziołek,

Marek Dras, Wit Tyranowicz

Powszechne i stale rosnące stosowanie

systemów elektronicznych w nowoczesnych

systemach uzbrojenia sprawia, że od

kilkunastu lat wszystkie liczące się siły

zbrojne świata wdrażają bądź pracują nad

stosownymi środkami przeciwdziałania –

– mikrofalową bronią elektromagnetyczną,

która niszczy lub zakłóca pracę wszystkich

elementów elektronicznych wbudowanych

w każdy sprzęt wojskowy. Nie można się

przed jej oddziaływaniem obronić, a skutki

można próbować redukować mając

odpowiednie zabezpieczenia wbudowane

we własny sprzęt.

Fotografie w artykule: zbiory Autorów, AFRL Directed

Energy Directorate, Northrop Grumman,

Institut silnotocznoj energietiki RAN, Saab,

FMV, BAAINBw, US Air Force/Ethan Wagner,

US DoD, Internet.

Cz. 1

Artykuł przedstawia różnorodny sprzęt

wojskowy odporny na oddziaływanie tytułowej

broni i środki techniczne do dokonywania

ataków elektromagnetycznych. Przedstawiono

tu także sposoby zabezpieczania sprzętu

na takie ataki. W Polsce konstruuje się wiele typów

nowego sprzętu wojskowego, ale niestety nie

wbudowuje się do niego nawet podstawowych

zabezpieczeń przed oddziaływaniem broni elektromagnetycznej,

a przecież ten sprzęt będzie stosowany

przez co najmniej kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt

lat i jeśli weźmie udział w jakimkolwiek

współczesnym konflikcie zbrojnym, na pewno będzie

narażony na ataki coraz nowocześniejszą bronią

elektromagnetyczną. Dotyczy to także misji

ekspedycyjnych i konfliktów asymetrycznych, ponieważ

broń taka może mieć bardzo prostą konstrukcję,

de facto powstawać w tzw. domowych

warunkach, a jej użycie odnotowano już w konfliktach

na Bliskim Wschodzie.

Directed Energy Weapon (DEW)

i Radio Frequency Directed Energy

Weapon (RF-DEW)

Mikrofalowa broń elektromagnetyczna jest realnym

zagrożeniem nie tylko na polu walki. Powszechnie

wiadomo, że systemy uzbrojenia i pojazdy wojskowe

są wyposażane w coraz bardziej wyrafinowane systemy

elektroniczne, dające użytkownikom nowe

możliwości. W związku z tym, pomyślny atak zakłócający

ich poprawną pracę zazwyczaj pozwala skutecznie

je wyeliminować. Obecnie stosowanie środków

walki radioelektronicznej (WRE, ang. EW – Electronic

Warfare) jest powszechne. Nie powinno zatem

dziwić, że większość rozwiniętych militarnie państw

opracowuje własne metody i technologię zabezpieczania

się przed atakiem elektromagnetycznym.

Natomiast broń „energii skierowanej” (DEW –

Directed Energy Weapon) to broń elektromagnetyczna,

laserowa, akustyczna, oparta na strumieniu

cząsteczek. W artykule będziemy zajmować się,

z małymi wyjątkami, tylko bronią elektromagnetyczną

z energią skierowaną (RF-DEW – Radio

Frequency Directed Energy Weapon), która oddziałuje

na cele poprzez wytwarzanie niszczących napięć

i prądów oraz skumulowanych miejscowo

efektów cieplnych spowodowanym oddziaływaniem

różnego rodzaju skoncentrowanej wiązki fal

elektromagnetycznych o dużej wartości szczytowej

mocy i energii setki–tysiące razy większszej niż broń

EW, w ciągu bardzo krótkich – mikro- do milisekundowych

– odcinków czasu (rys. poniżej).

Skuteczność oddziaływania broni typu EW i RF-DEW,

a także kierunki ich rozwoju.

Zadaniem RF-DEW jest zniszczenie celu lub

trwałe zakłócenie działania uzbrojenia albo jego

elementów, zawierających podzespoły i urządzenia

elektroniczne (systemy C4ISR, radiostacje,

pociski i ich wyrzutnie, różnego rodzaju czujniki

i systemy optoelektroniczne itp.), bez konieczności

jego dokładnego rozpoznania. Po ustaniu oddziaływania

RF-DEW zaatakowany sprzęt trwale

nie nadaje się do użytku.

W dziedzinie broni elektromagnetycznej spotyka

się wiele pojęć i określeń. Podstawowym rozróżnieniem

jest rozdzielenie pojęć systemów

(broni) WRE/EW i broni elektromagnetycznej.

Broń EW ma za zadanie zakłócanie działania (jamming)

innych urządzeń elektronicznych i działa

zwykle z małą mocą, ok. 1 kW, stosując bardzo

skomplikowane algorytmy oddziaływania falami

radiowymi. Jej działanie ma na celu uniemożliwienie

przeciwnikowi wykorzystania jego urządzeń

elektronicznych, przy równoczesnym zabezpieczeniu

możliwości działania własnego sprzętu.

Systemy EW są bardzo złożone i drogie ze względu

na: różnorodność celów, konieczność dokładnego

rozpoznania algorytmów ich działania przed atakiem

i możliwych sposobów ich zakłócania. Stosowanie

tzw. kamuflażu elektronicznego niewiele

pomaga w przypadku systemów rozpoznania radioelektronicznego.

Są one bowiem w stanie

określić na podstawie emisji elektromagnetycznej

dokładne położenie poszczególnych pododdziałów,

jak również zidentyfikować ich rodzaj (np.

poprzez rozpoznanie i zliczenie znajdujących się

na danym obszarze źródeł promieniowania) i realizowane

zadanie (oceniając np. zmiany w położeniu

poszczególnych źródeł promieniowania).

Od dawna w działaniach bojowych określonych

48 Wojsko i Technika • Listopad 2020

www.zbiam.pl


Wiroplaty wojskowe

Łukasz Pacholski

Bieżący rok to czas ożywionej dyskusji

związanej z przyszłością floty

wielozadaniowych śmigłowców rodziny

Sokół, które od wielu lat stanowią

dominujący element parku wiropłatów

Sił Zbrojnych RP. Ma to związek z planowaną

modernizacją części maszyn do

standardu W-3WA WPW (Wsparcia

Pola Walki), a także z informacjami

o trudnościach z utrzymaniem Sokołów

w sprawności w perspektywie

średnio- i długoterminowej. Łącząc to

z zamieszaniem przy programie

Perkoz, można w związku z tym

zapytać: „Jeśli nie Sokół, to co?”.

Fotografie w artykule: Łukasz Pacholski, DGRSZ,

Leonardo, Lockheed Martin.

Wydawało się, że program Perkoz miał być następcą Mi-2, jednak wstępne propozycje przemysłu pozwalają na

wysnucie wniosku, że może to być coś więcej.

Jeśli nie Sokół, to co?

Program gruntownej modernizacji, przynajmniej

części, eksploatowanych Sokołów do

standardu W-3WA WPW (Wsparcia Pola Walki)

został zainicjowany 4 września 2018 r., kiedy Inspektorat

Uzbrojenia ogłosił zamiar przeprowadzenia

dialogu technicznego w tej sprawie.

Wówczas szacowano, że program mógłby potrwać

od pięciu do sześciu lat i pochłonąć ok. 1,5 mld PLN.

Zgodnie z ówczesnymi deklaracjami, prace miałyby

objąć ok. 30 śmigłowców. Dołączyłyby one do

już zmodernizowanych maszyn, które na przestrzeni

ostatnich lat odmłodzono w WSK PZL-

-Śwdnik S.A.: siedmiu doposażonych do standardu

W-3WA SAR/FADEC, siedmiu W-3PL Głuszec

(ósmy został rozbity w czasie ćwiczeń we Włoszech

22 czerwca 2017 r.), ośmiu W-3WA/WARM

Anakonda dla Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej

i dwóch W-3AE ewakuacji medycznej. Dodatkowo,

16 września 2019 r., Inspektorat Uzbrojenia

podpisał umowę z PZL-Śwdnik o wartości

99,5 mln PLN brutto na przeprowadzenie remontów

głównych i modernizacji czterech kolejnych

śmigłowców W-3WA do wersji W-3WA SAR/FADEC,

które trafią do Lotniczych Grup Poszukiwawczo-

-Ratowniczych Sił Powietrznych (najprawdopodobniej

zastąpią stare Mi-8P/RL i T/RL, które

stacjonują w bazie w Krakowie, a których resurs

techniczny zbliża się ku końcowi).

Zgodnie z przewidywaniami, głównym podmiotem,

który zgłosił się do wspomnianego dialogu

technicznego było należące do koncernu

Leonardo przedsiębiorstwo PZL-Świdnik, które

połączyło siły z Wojskowymi Zakładami Lotniczymi

Nr 1 S.A. z Łodzi oraz Instytutem Technicznym

Wojsk Lotniczych. Zgodnie z wymaganiami

Inspektoratu Uzbrojenia, kluczowe dla potencjalnego

wykonawcy było posiadanie praw własności

intelektualnej do dokumentacji technicznej śmigłowca

W-3 Sokół, w szczególności autorskich praw majątkowych

lub licencji, zawierające dokładne wskazanie poszczególnych

praw. Sam dialog został przeprowadzony

w okresie pomiędzy październikiem 2018

a lutym 2019 r., zaś wnioski sformułowane na jego

podstawie pozostają niejawne. Procedura znajduje

się nadal w fazie analityczno-koncepcyjnej. Na

pytanie o aktualne losy programu zadane przez

Dwa najpopularniejsze typy śmigłowców Wojska Polskiego – W-3 Sokół i Mi-2. Mi-2 wymagają pilnej wymiany, gdyż

najmłodsze służą ponad 35 lat, następcy potrzebują także najstarsze Sokoły, które w służbie są od ponad 30 lat.

autora artykułu pod koniec października br., Inspektorat

Uzbrojenia udzielił następującej odpowiedzi:

W związku z pojawieniem się nowych okoliczności

mających wpływ na realizację zadania,

aktualnie w resorcie obrony narodowej prowadzone

są analizy, których celem jest wypracowanie stosownych

rekomendacji dotyczących dalszej realizacji

programu modernizacji śmigłowców W-3 Wojsk

Lądowych do wersji W-3WA Wsparcia Pola Walki.

W związku z faktem, że wypracowane w efekcie

trwających prac wnioski mogą mieć wpływ na rekomendacje

ujęte w opracowanych przez Inspektorat

Uzbrojenia dokumentach wynikowych podjęto

decyzję o przedłużeniu fazy analityczno-koncepcyjnej

celem ewentualnej aktualizacji dokumentacji.

W 2019 r. podczas Międzynarodowego Salonu

Przemysłu Obronnego w Kielcach Leonardo zaprezentował

koncepcję modernizacji Sokoła,

oznaczoną W-3 Next Generation. Zgodnie z propozycją

miała ona objąć wykorzystanie komponentów

opracowanych już wcześniej do innych

wiropłatów europejskiego producenta, przede

wszystkim AW169. Chodziło głównie o awionikę,

która nie musiałaby wówczas powstawać w ramach

odrębnego projektu rozwojowego. Jednak

już wtedy, na razie w kuluarach, zaczęto mówić

o braku ekonomicznego uzasadnienia

całego projektu. Program W-3WA WPW nie wyeliminowałby

pięty achillesowej tej konstrukcji,

czyli zbyt słabego w stosunku do obecnych potrzeb

układu napędowego. Sprawa jest znana od

lat i to właśnie ona sprawia, że najliczniej eksploatowany

typ śmigłowca w Wojsku Polskim nie

jest w szerszej skali wykorzystywany w działaniach

ekspedycyjnych (jedynym wyjątkiem był

kontyngent w Iraku w latach 2003–2006). Ponadto

prace nie miały podstawy finansowej ze względu

na niewielką skalę programu. Szczególnie jeśli

62 Wojsko i Technika • Listopad 2020

www.zbiam.pl


Transport lotniczy

Postępy programu KC-46A Pegasus

Pierwszy eksportowy KC-46A Pegasus trafi do Japońskich Powietrznych Sił Samoobrony. Obecnie maszyna przechodzi pierwsze próby naziemne.

Łukasz Pacholski

3 listopada Departament Obrony

Stanów Zjednoczonych poinformował,

że jeszcze w bieżącym roku formalnie

rozpoczną się prace związane

z programem KC-Y, a więc drugą –

– z trzech zaplanowanych – fazą

wymiany floty samolotów tankowania

powietrznego eksploatowanych

przez US Air Force. Co ciekawe,

deklaracja ta padła w momencie

dostarczenia użytkownikowi przez

Boeinga 40. seryjnego egzemplarza

samolotu KC-46A Pegasus, a więc

maszyny wybranej w pierwszym etapie

programu generacyjnej wymiany

latających cystern amerykańskiego

lotnictwa, znanego jako KC-X.

Fotografie w artykule: USAF, Boeing.

Listopadowe deklaracje są elementem większego

projektu, mającego zdefiniować faktyczne

potrzeby i określić czas na podjęcie

stosownych decyzji, które powinny zaowocować

rozpoczęciem dostaw KC-Y ok. 2028 r. Ma to być

W ośrodku doświadczalnym Edwards w Kalifornii trwają próby nowej wersji zasobników WARP, ich oczekiwana od dawna

certyfikacja znacząco rozszerzy możliwości operacyjne KC-46A.

swoisty pomost pomiędzy obecnymi zdolnościami

a nową konstrukcją, która ma być owocem programu

KC-Z. Obok zastąpienia kolejnej partii maszyn

KC-135 Stratotanker nie jest wykluczone, że

zamawiający będzie chciał wykorzystać okazję do

zakupu następcy nielicznych (58 w lipcu 2020 r.),

ale bardzo potrzebnych samolotów McDonnell

Douglas KC-10 Extender, których wycofywanie ze

służby już się rozpoczęło. Departament Obrony

Stanów Zjednoczonych z całą pewnością jest także

bogatszy o doświadczenia zebrane w czasie realizacji

programu KC-X, który pomimo zastosowania

licznych elementów redukujących ryzyko –

– choćby w postaci wyboru jako bazy samolotu

pasażerskiego Boeing 767-200ER – cały czas notuje

opóźnienia i problemy techniczne.

Choć do końca października tego roku producent

dostarczył wspomnianych 40 seryjnych KC-46A

(w tym pierwszy 4. serii produkcyjnej), które trafiły

zarówno do jednostki szkolno-treningowej, jak

i jednostek operacyjnych, to program jednak cały

czas generuje straty dla Boeinga. Według złożonych

deklaracji i harmonogramu zawartego w bazowym

kontrakcie z 2011 r., ostatni spośród 179

planowanych do zakupu KC-46A miał zostać dostarczony

w 2027 r. Należy jednak zwrócić uwagę,

że pod koniec października 2020 r. formalnie zamówionych

było 72. Ma to związek z konstrukcją

umowy z Departamentem Obrony Stanów Zjednoczonych.

Co ciekawe, kwota którą Boeing musiał

zainwestować na przestrzeni ostatnich lat

w usunięcie wykrytych błędów konstrukcyjnych,

usterek i przebudowę już skompletowanych samolotów

w zasadzie jest równa tej, na którą opiewa

zamówienie na pierwszą transzę samolotów, tj.

4,7 mld USD w stosunku do 4,9 mld, które dotychczas

wydał Pentagon. Tylko w tym roku wśród

ujawnionych problemów technicznych znalazła

się kwestia nieszczelnych przewodów paliwowych

(pilnej naprawy wymagało 16 już dostarczonych

samolotów, a prace wykonano na nich do czerwca).

W zeszłym roku niewłaściwie działające zaczepy

pokładu ładunkowego wymusiły zaprzestanie

lotów z ładunkami spaletyzowanymi, problem został

rozwiązany do grudnia 2019 r. Zgodnie ze sprawozdaniem

finansowym za trzeci kwartał 2020 r.,

program KC-46A Pegasus przyniósł kolejnych

67 mln USD strat, których głównym powodem

były jednak czynniki operacyjne, takie jak ograniczenie

tempa prac montażowych na linii modelu

767 (gdzie powstają także KC-46 przed późniejszą

konwersją i instalacją wyposażenia misyjnego)

z powodu pandemii COVID-19. Jest to kontynuacja

strat z drugiego kwartału, kiedy z tego samego powodu

zaksięgowano 155 mln USD. W opinii przedstawicieli

koncernu, istnieje szansa, że w 2021 r.

program wreszcie zacznie przynosić zyski. Z całą

pewnością jednak ten optymizm może zostać zachwiany,

jeśli w Stanach Zjednoczonych dojdzie

do dalszej eskalacji pandemii. Pomimo przeciwności,

prace są prowadzone, a we wrześniu z hali

montażowej w Everett w stanie Waszyngton wytoczono

60. seryjny egzemplarz, który czeka jeszcze

instalacja wyposażenia i późniejszy cykl testów.

Nadal na lotnisku Boeing Field w pobliżu Seattle

można zobaczyć część KC-46A oczekujących na

66 Wojsko i Technika • Listopad 2020

www.zbiam.pl


Technika morska

Koncepcyjny okręt podwodny SMX 31E zaprezentowany przez Naval Group kontynuuje wizję poprzednika, ale w formie bardziej przystającej do możliwości technicznych nadchodzącej

przyszłości. Jednym z najważniejszych przesłań projektu jest idea okrętu podwodnego w pełni elektrycznego, mającego parametry przewyższające obecne jednostki konwencjonalne

i zbliżone do okrętów z napędem jądrowym.

Tomasz Grotnik

Ze względu na lokalizację, salon

morskiego przemysłu obronnego

Euronaval zawsze oferował jedynie

wirtualny kontakt z okrętami i innymi

większymi wzorami ich uzbrojenia czy

wyposażenia. Zainaugurowana 52 lata

temu impreza targowa odbywała się

w halach wystawienniczych w podparyskiej

dzielnicy Le Bourget, więc taka

sytuacja nie mogła dziwić, ale co ważniejsze

nie miała wpływu na mnogość

i owocność spotkań profesjonalistów

oraz przedstawicieli resortów obrony.

Jednak tegoroczny, 27. salon zostanie

zapamiętany ze względu

na niespodziewany wzrost

poziomu „wirtualności”.

Ilustracje w artykule: Naval Group, OCCAR, CNIM,

Intermarine, Iguana, SubSea Craft, MBDA, Rafael,

DA-Group, Thales, Leonardo.

Globalna pandemia COVID-19, paraliżująca

liczne sfery życia, nie pozostała bez wpływu

na imprezy targowe. Odwołano tak poważne

wydarzenia, jak paryski salon Eurosatory czy berlińską

ILA, a – mocno ograniczony – kielecki MSPO

(szerzej w WiT 10/2020) odbył się głównie dzięki

wakacyjnemu osłabieniu siły choroby. Jeszcze

17 września organizatorzy Euronaval, czyli francuska

Izba Producentów Przemysłu Okrętowego GICAN

(Groupement des Industries de Construction

et Activités Navales) i jej spółka zależna SOGENA

(Société d’Organisation et de Gestion d’Evènements

Navals), zajmująca się promocją międzynarodową

ich produktów, podtrzymywały zamiar

zrealizowania Euronaval. SOGENA zaprosiła też

dziennikarzy, w tym z naszej redakcji, do wzięcia

udziału w zwyczajowym tournée poprzedzającym

targi, choć ze względów sanitarnych o zasięgu ograniczonym

do rejonu Tulonu. Niestety, wrzesień przyniósł

nawrót pandemii, co zmusiło organizatorów

do rewizji zamiarów niemal w ostatniej chwili. 24

września, gdy zarejestrowano już ok. 300 wystawców,

zapadła decyzja o zmianie charakteru imprezy.

Euronaval Online 2020

Wirtualne okręty, wirtualni wystawcy

Przyjęto formułę cyfrową, w której wystawcy,

politycy, wojskowi i dziennikarze mogli komunikować

się online za pośrednictwem platformy internetowej

przygotowanej w zaledwie kilka tygodni.

Aby w nowej rzeczywistości zaspokoić potrzeby

wszystkich zainteresowanych, Euronaval 2020

trwał o dwie doby dłużej niż zazwyczaj – od 19 do

25 października. W tym czasie odbyło się 1260 spotkań

biznesowych i biznesowo-rządowych, jak też

konferencje, webinaria i warsztaty. Ciekawym tego

efektem okazał się wzrost liczby wirtualnych

uczestników niektórych spotkań w stosunku do

wyników z „realnych” odpowiedników poprzednich

lat. Nowa formuła pomogła też najmniejszym

firmom, zwykle słabiej widocznym wśród dużych

stoisk wielkich graczy. Ostatecznie w Euronaval

2020 uczestniczyło 280 wystawców, w tym 40%

zagranicznych, z 26 państw, 59 delegacji oficjalnych

z 31 krajów, złożono ponad 10 000 wizyt na

platformie Euronaval Online i doliczono się ok.

130 000 wejść na strony wystawców. Imprezę relacjonowało

200 akredytowanych dziennikarzy.

Okręty nawodne

Największą aktywność na Euronaval Online przejawiały

firmy francuskie, włoskie i izraelskie,

znacznie mniejszą amerykańskie czy niemieckie.

I choć minister sił zbrojnych Republiki Francuskiej

Florence Parly w przemówieniu otwierającym

zaczęła ciężkim akcentem, oznajmiając że

„ten program (chodzi o lotniskowiec atomowy

PANG – Porte-avions de nouvelle génération –

– dla Marine nationale, przyp. red.) zostanie zrealizowany

w 2038 r. jako następca Charlesa de

Gaulle’a”, trudno było doszukać się premier okrętów

dużej wyporności. Jest to efekt sytuacji,

w której najważniejsze projekty modernizacyjne

flot europejskich w klasie fregat toczą się już od

pewnego czasu. Niemniej wśród mniejszych

jednostek znalazło się kilka ciekawych.

Program europejskiej korwety patrolowej EPC

(European Patrol Corvette), realizowany przez Francję,

Grecję, Hiszpanię, Portugalię i Włochy (państwo

koordynujące) w ramach Stałej Współpracy Strukturalnej

Unii Europejskiej (PESCO, Permanent Structured

Cooperation) przyspiesza. EPC ruszył wraz

z podpisaniem MoU pomiędzy Francją i Włochami

w czerwcu 2019 r., a w listopadzie został zatwierdzony

w ramach PESCO. Jak to już niejednokrotnie bywało

w europejskich programach obronnych, powstaną

co najmniej trzy odmiany EPC – patrolowa

dla Włoch i Hiszpanii, patrolowa zwiększonego zasięgu

dla Francji i szybsza oraz silniej uzbrojona dla

Grecji. Z tego powodu platforma ma cechować się

konstrukcją modułową, dającą się adaptować pod

względem systemu walki i napędu. Jej projekt ma

powstać w Naviris (joint venture Naval Group oraz

Fincantieri) i być przedstawiony do akceptacji

w przyszłym roku, aby uzyskać finansowanie ze

środków Europejskiego Funduszu Obronnego (EDF,

European Defence Fund). Szczegółowe wymagania

mają być sformułowane do końca tego roku, ale na

podstawie dotychczasowych informacji wiadomo,

że w przypadku wersji włoskiej i hiszpańskiej chodzi

o okręt z sensorami i uzbrojeniem zoptymalizowanym

do zwalczania celów powierzchniowych oraz

powietrznych (obrona punktowa) i w ograniczonym

zakresie podwodnych. Napęd spalinowo-elektryczny

CODLAD ma zapewniać prędkość 24 w.

Odmiana francuska ma mieć przy tym zasięg rzędu

8000–10 000 Mm. Grecy będą zapewne oczekiwali

większej prędkości, co wymusi zmianę układu napędowego

na spalinowy CODAD, pozwalający rozwinąć

28 w. Włosi chcą zastąpić patrolowce typów

Comandanti i Costellazioni ośmioma EPC, z których

pierwszy miałby wejść do kampanii w 2027 r. Sześć

jednostek francuskich będzie zastępować typ Floréal

w departamentach zamorskich od 2030 r. Elastyczność

konstrukcji ma też na celu ułatwienie jej

konwersji do potrzeb klientów eksportowych.

www.zbiam.pl

Listopad 2020Wojsko i Technika 71


Okręty wojenne

Rosyjskie małe okręty podwodne

Grafika przedstawiająca mały okręt podwodny typu P-550 w morzu. W rzeczywistości rosyjska oferta jednostek tej klasy, choć konsekwentnie podtrzymywana i rozwijana od dekad,

na razie nie doczekała się zmówień ani krajowych ani zagranicznych. Czy najnowszy Sierwał to zmieni?

Andrzej Nitka

Podczas odbywającego się w dniach

23–29 sierpnia Międzynarodowego

Forum Militarno-Technicznego

Armija 2020 biuro konstrukcyjne

AO SPMBM „Małachit” z Sankt

Petersburga promowało swój najnowszy

projekt małego okrętu podwodnego

z napędem niezależnym od dostępu

powietrza atmosferycznego P-750B,

po raz pierwszy prezentując go pod

nazwą Sierwał. Stanowi on rozwinięcie

linii projektowej małych i bardzo małych

jednostek do działań w litoralu,

którą otworzyła Piranja, jedyna

współczesna sowiecka i rosyjska

jednostka tej klasy przekuta

w metal.

Ilustracje w artykule: Andrzej Nitka,

AO SPMBM „Małachit”, Tomasz Grotnik,

zbiory Tomasza Grotnika.

Mimo że w Rosji buduje się obecnie kilka

typów okrętów podwodnych o napędzie

jądrowym i konwencjonalnym, są

to wyłącznie jednostki dużej lub średniej wielkości.

Nie ma wśród nich małych ani bardzo małych

(ros. małyje i swierchmałyje podwodnyje łodki).

Nie oznacza to jednak, że prace nad takimi okrętami

nie są kontynuowane. Realizuje je, głównie

z myślą o odbiorcach zagranicznych, biuro konstrukcyjne

„Małachit”. Warto więc przy okazji

wspomnianej na wstępie prezentacji przybliżyć,

jakie jednostki podwodne tych klas znajdują się

w ofercie rosyjskiego przemysłu stoczniowego.

„Małachit”, obok innego petersburskiego biura

konstrukcyjnego CKB MT „Rubin”, jest jednym

z dwóch rosyjskich przedsiębiorstw zajmujących

się projektowaniem okrętów podwodnych.

Z jednostek współczesnych ma na koncie opracowanie

wielozadaniowych atomowych okrętów

podwodnych proj. 971 Szczuka-B i 885 Jasien’,

a także małych okrętów podwodnych typoszeregu

Piranja. Rodzina ta stale się powiększa i obok

projektu wymienionego na wstępie obejmuje

Model małego okrętu podwodnego projektu P-750B pokazany premierowo w trakcie salonu IMDS w Sankt Petersburgu

w 2019 r. Sylwetka Sierwała zrywa z pierwszymi małymi Piranjami i nawiązuje do typowych jednostek tej klasy.

następujące jednostki: Piranja, Piranja-M, Piranja-T,

P-550, P-650E i Piranja-T.1. Spośród nich zbudowane

zostały, jeszcze za czasów ZSRS, tylko dwa

małe okręty podwodne proj. 865 Piranja. Pozostałe,

przygotowywane głównie na eksport, nie

zdobyły jak dotąd żadnego nabywcy.

Pierwsze Piranje

Prace nad małymi okrętami podwodnymi proj. 865

Piranja rozpoczęto w „Małachicie” w 1973 r. pod kierownictwem

Lwa Czernopiatowa (w 1984 r. zastąpił

go Jurij Miniejew). Zgodnie z założeniami miały

to być jednostki przeznaczone do działań specjalnych

na przybrzeżnych, płytkowodnych lub niebezpiecznych

pod względem nawigacyjnym

akwenach morskich, niedostępnych dla większych

okrętów podwodnych. Przy ich konstruowaniu

szczególną uwagę zwrócono na skrytość działania,

co osiągnięto poprzez ograniczenie pola akustycznego

i magnetycznego. Ze względu na niewielkie

wymiary i małą załogę, liczącą trzech ludzi (dowódca,

nawigator i mechanik), towarzyszyła temu bardzo

duża automatyzacja sterowania okrętem i mechanizmami

pokładowymi.

Prace przygotowawcze do budowy tych jednostek

rozpoczęto w 1981 r. w Leningradzkim

Zjednoczeniu Admiralicji w Leningradzie (obecnie

i historycznie Stocznie Admiralicji w Petersburgu).

Ostatecznie powstały dwie Piranje. Stępkę pierwszej

– MS-520 (nr stocz. 01465) położono 15 lipca

1984 r., zwodowano ją 20 sierpnia 1986 r., a odbiorcy

przekazano 30 grudnia 1988 r. Natomiast budowę

drugiej – MS-521 (nr stocz. 01466) rozpoczęto

1 grudnia 1987 r., zwodowano ją 31 maja 1990 r.,

zaś flocie przekazano 25 grudnia tego samego

roku (MS – małyje podwodnyje łodki spiecjalnowo

www.zbiam.pl

Listopad 2020Wojsko i Technika 77

More magazines by this user
Similar magazines