Wojsko i Technika Historia numer specjalny 1/2021 PROMO

zespolbadanianalizmilitarnych

by ZBiAM

www.zbiam.pl

Pojazdy bojowe

na podwoziu PzKpfw IV

NUMER SPECJALNY 1/2021

Styczeń-Luty

cena 18,99 zł (VAT 8%)

INDEX 409138

ISSN 2450-3495

W NUMERZE:

Boje LWP

w „Mokrym trójkącie”

Hitlerowi zależało na utrzymaniu

przedmościa w widłach Wisły

i Bugo-Narwi, ponieważ mógł

z niego uderzyć na Polaków i Rosjan

nacierających przez Warszawę

na zachód, lub Rosjan szykujących

się do odcięcia Wehrmachtu

w Prusach Wschodnich…

Samolot myśliwski

Kyushu J7W1 Shinden

Miał on być szybkim, silnie

uzbrojonym myśliwcem przechwytującym,

przeznaczonym do

zwalczania amerykańskich strategicznych

samolotów bombowych

Boeing B-29 Superfortress, bombardujących

z dużych wysokości

bezkarnie japońskie miasta…

INDEX: 409138

ISSN: 2450-3495


Z P R E N U M E R A T Ą S A M E K O R Z Y Ś C I

Atrakcyjna cena, w tym dwa numery gratis!

Pewność otrzymania każdego numeru w niezmiennej cenie

E-wydania dostępne są na naszej stronie oraz w kioskach internetowych

Wojsko i Technika: cena detaliczna 14,50 zł

Prenumerata roczna: 145,00 zł | zawiera 12 numerów

Lotnictwo Aviation International: cena detaliczna 16,50 zł

Prenumerata roczna: 165,00 zł | zawiera 12 numerów

Wojsko i Technika Historia + numery specjalne: cena detaliczna 18,99 zł

Prenumerata roczna: 190 zł | zawiera 12 numerów

Prenumeratę zamów na naszej stronie internetowej www.zbiam.pl lub wpłać należność

na konto bankowe nr 70 1240 6159 1111 0010 6393 2976

Skontaktuj się z nami: office@zbiam.pl

Zespół Badań i Analiz Militarnych Sp. z o.o.

Biuro: ul. Bagatela 10/19 00-585 Warszawa


Hitlerowi zależało na utrzymaniu

przedmościa w widłach Wisły

i Bugo-Narwi, ponieważ mógł

z niego uderzyć na Polaków

i Rosjan nacierających przez

Warszawę na zachód, lub Rosjan

szykujących się do odcięcia Wehrmachtu

w Prusach Wschodnich…

Miał on być szybkim, silnie uzbrojonym

myśliwcem przechwytującym,

przeznaczonym do zwalczania

amerykańskich strategicznych

samolotów bombowych Boeing

B-29 Superfortress, bombardujących

z dużych wysokości bezkarnie

japońskie miasta…

INDEX: 409138

ISSN: 2450-3495

Vol. VII, nr 1 (31)

www.zbiam.pl

Pojazdy bojowe

na podwoziu PzKpfw IV

NUMER SPECJALNY 1/2021

Styczeń-Luty

cena 18,99 zł (VAT 8%)

INDEX 409138

ISSN 2450-3495

NUMER SPECJALNY 1/2021 1

W NUMERZE:

Boje LWP

w „Mokrym trójkącie”

Samolot myśliwski

Kyushu J7W1 Shinden

Na okładce: niszczyciel czołgów Panzer IV/70(A).

Rys. Arkadiusz Wróbel

INDEX 409138

ISSN 2450-3495

Nakład: 14,5 tys. egz.

Redaktor naczelny

Jerzy Gruszczyński

jerzy.gruszczynski@zbiam.pl

Redakcja techniczna

Dorota Berdychowska

dorota.berdychowska@zbiam.pl

Korekta

Stanisław Kutnik

Współpracownicy

Władimir Bieszanow, Michał Fiszer,

Tomasz Grotnik, Andrzej Kiński,

Leszek Molendowski, Marek J. Murawski,

Tymoteusz Pawłowski, Tomasz Szlagor

Wydawca

Zespół Badań i Analiz Militarnych Sp. z o.o.

Ul. Anieli Krzywoń 2/155

01-391 Warszawa

office@zbiam.pl

Biuro

Ul. Bagatela 10/19

00-585 Warszawa

Dział reklamy i marketingu

Andrzej Ulanowski

andrzej.ulanowski@zbiam.pl

Dystrybucja i prenumerata

office@zbiam.pl

Reklamacje

office@zbiam.pl

Prenumerata

realizowana przez Ruch S.A:

Zamówienia na prenumeratę w wersji

papierowej i na e-wydania można składać

bezpośrednio na stronie

www.prenumerata.ruch.com.pl

Ewentualne pytania prosimy kierować

na adres e-mail: prenumerata@ruch.com.pl

lub kontaktując się z Telefonicznym

Biurem Obsługi Klienta pod numerem:

801 800 803 lub 22 717 59 59

– czynne w godzinach 7.00–18.00.

Koszt połączenia wg taryfy operatora.

Copyright by ZBiAM 2021

All Rights Reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone

Przedruk, kopiowanie oraz powielanie na inne

rodzaje mediów bez pisemnej zgody Wydawcy

jest zabronione. Materiałów niezamówionych,

nie zwracamy. Redakcja zastrzega sobie prawo

dokonywania skrótów w tekstach, zmian tytułów

i doboru ilustracji w materiałach niezamówionych.

Opinie zawarte w artykułach są wyłącznie

opiniami sygnowanych autorów. Redakcja nie ponosi

odpowiedzialności za treść zamieszczonych

ogłoszeń i reklam. Więcej informacji znajdziesz

na naszej nowej stronie:

www.zbiam.pl

w numerze:

MONOGRAFIA PANCERNA

Michał i Jacek Fiszer, Jerzy Gruszczyński

Pojazdy bojowe na podwoziu PzKpfw IV (1) 4

WOJNA W POWIETRZU

Tomasz Szlagor

Dywizjony Orłów i 4. Grupa Myśliwska USAAF (1) 24

BITWY I KAMPANIE

Piotr Różański

Boje Ludowego Wojska Polskiego w „Mokrym trójkącie” 39

MONOGRAFIA LOTNICZA

Leszek A. Wieliczko

Samolot myśliwski Kyūshū J7W1 Shinden 46

ARTYLERIA PRZECIWLOTNICZA

Jędrzej Korbal

Zamknąć górny pułap. Patrząc przez noc (8) 56

WOJNA NA MORZU

Grzegorz Barciszewski

Pancerniki lotnicze Ise i Hyūga 72

DOWODZENIE I ŁĄCZNOŚĆ

Jędrzej Korbal

Wozy łączności (2) 82

www.facebook.com/wojskoitechnikahistoria

3


Michał i Jacek Fiszer, Jerzy Gruszczyński

Pojazdy bojowe

na podwoziu PzKpfw IV

1

4

Na podwoziu czołgu PzKpfw IV powstało całkiem sporo pojazdów

bojowych różnych typów: samobieżnych dział przeciwpancernych,

haubica polowa, wozy przeciwlotnicze, a nawet

działo szturmowe. Wszystkie one wpisywały się w niesamowitą

mnogość typów wozów bojowych, jaką Niemcy stworzyli w czasie

II wojny światowej, co świadczy o pewnym bałaganie i sporej

improwizacji. Funkcje niektórych wozów po prostu się dublowały,

co do dziś budzi sporo kontrowersji – jaki był cel budowania pojazdów

o zbliżonych możliwościach bojowych, ale różnych typów?

Prace nad ciężkim niszczycielem czołgów uzbrojonym w armatę kalibru 105 mm na podwoziu

PzKpfw IV zlecono firmie Krupp Gruson w kwietniu 1939 r. Efektem programu były dwa prototypy,

z których jeden dość długo używano na froncie.

Co oczywiste, więcej pojazdów tego

typu powstawało w drugiej połowie

wojny, kiedy produkcja czołgów

PzKpfw IV stopniowo malała, ustępując miejsca

PzKpfw V Panther. Nadal produkowano

jednak silniki, transmisje, podwozia i wiele

innych elementów. Istniał rozbudowany łańcuch

kooperantów, produkujących wiele

elementów, od uszczelek i simmerringów

poprzez koła jezdne, napędowe i napinające,

filtry, prądnice, gaźniki, ogniwa gąsienic, płyty

pancerne, osie kół, przewody paliwowe, skrzynie

biegów, sprzęgła oraz ich tarcze cierne,

łożyska, amortyzatory, resory piórowe, klocki

hamulcowe, pompy paliwowe, i mnóstwo różnych

elementów, spośród których większość

można było wykorzystać tylko w określonym

typie pojazdu, bez możliwości użycia w innym

typie. Można było oczywiście przestawić

produkcję, na przykład na inny typ silnika, ale

trzeba było zamówić nowe łożyska, uszczelki,

akcesoria, gaźniki, filtry, aparaty zapłonowe,

świece, pompy paliwowe, elementy rozrządu,

zawory oraz wiele podzespołów zamawianych

u podwykonawców, którzy też musieliby

wdrożyć u siebie nową produkcję, zamówić

inne potrzebne materiały i elementy u innych

podwykonawców… Wszystko to odbywało

się na podstawie podpisanych kontraktów

i umów, a przestawienie tej machiny nie było

wcale takie proste. To była jedna z przyczyn,

dla których czołgi PzKpfw IV produkowano

długo po tym, jak do produkcji weszła Pantera,

która miała stać się podstawowym wozem

bojowym nowej generacji.

Jednocześnie jednak istniała możliwość

wyprodukowania dużej liczby podwozi


MONOGRAFIA PANCERNA

SdKfz 164 Hornisse na froncie wschodnim; pierwsze miesiące 1944 r. Armata kalibru 88 mm o długiej

lufie była wysoce skuteczna w walce z wszystkimi pojazdami pancernymi koalicji antyhitlerowskiej.

SdKfz 164 Hornisse (Noshorn) skierowano do samodzielnych dywizjonów dział przeciwpancernych,

stanowiących korpuśny i armijny odwód przeciwpancerny.

Pzgr. 39 o masie 10,2 kg i prędkości początkowej

1000 m/s. Z odległości 500 m przebijał

on pancerz o grubości 185 mm nachylony

pod kątem 30 o do pionu. Przy tych samych

warunkach z odległości 1000 m pocisk ten

przebijał 165 mm pancerza, z odległości

1500 m – 148 mm, a z odległości 2000 m

– 132 mm. Nowszy pocisk Pzgr. 40/43 z rdzeniem

stalowo-wolframowym o masie 7,3 kg

i prędkości początkowej 1130 m/s przebijał

217 mm pancerza z odległości 500 m, z odległości

1000 m – 193 mm, z odległości 1500 m

– 171 mm i z odległości 2000 m – 153 mm.

Pocisk odłamkowo-burzący Sprg 39 miał

masę 9,4 kg i prędkość początkową 700 m/s.

Wypełniony był 0,9 kg amatolu, miał więc

przyzwoitą siłę rażenia. Natomiast wymienione

pociski przeciwpancerne przebijały

pancerz każdego alianckiego wozu bojowego

stosowanego do końca wojny. Stosowano

też uniwersalny pocisk odłamkowo-burzący

z ładunkiem kumulacyjnym, co umożliwiało

zwalczanie czołgów. Ważył on 7,65 kg i miał

prędkość początkową 600 m/s. Przy nieco

mniejszej burzącej sile rażenia od pocisku

Sprenggranate 39, jednocześnie przebijał

on pancerz o grubości 110 mm na każdej odległości

od 100 m do ponad 2000 m.

Załoga składała się z pięciu osób: kierowcy

z przodu po lewej stronie, radiooperatora

z przodu po prawej stronie (obsługiwał

karabin maszynowy MG 38 a później

MG 42 kal. 7,92 mm; ustawiany na pancerzu,

z zapasem amunicji 600 nabojów), dowódcy

na prawo od działa, celowniczego

na lewo od działa i ładowniczego z tyłu

przedziału bojowego.

Oficjalne nazwy tego pojazdu zmieniały

się kilkakrotnie. Wymienić warto niektóre

z nich. W styczniu 1943 r. wprowadzono

nazwę Sfl. auf PzKpfw III/IV Fahrgestell Hornisse

mitt 8,8 cm PaK 43. Z kolei w sierpniu

1943 r. wprowadzono nazwę Panzerjäger III/

IV Hornisse für 8,8 cm PaK 43/1, we wrześniu

1943 r. – Panzerjäger Hornisse für 8.8 cm

PaK 43/1, w październiku 1943 r. – 8,8 cm

PaK 43/1 Sfl. (L/71) „Nashorn”, a w lipcu 1944 r.

– Panzerjäger Nashorn für 8.8 cm PaK 43/1.

I wreszcie w październiku 1944 r. wprowadzono

nazwę 8,8 cm PaK 43/41 auf Fahrgestell

PzKpfw III und IV Nashorn. Bałagan z tymi

nazwami polegał na tym, że różne instytucje

stosowały różne nazwy w tym samym czasie.

A jeszcze inaczej nazywano je w linii. Tutaj

najczęściej stosowano oznaczenie SdKfz 164

wraz z nazwą, Hornisse (szerszeń) w początkowym

okresie użycia działa, Nashorn (nosorożec)

zaś od końca listopada 1944 r. Ta ostatnia

nazwa została zasugerowana przez Hitlera

już na początku 1944 r., ale oficjalnie wprowadzono

ją po ponad pół roku.

Łącznie planowano zbudowanie 420 wozów

Hornisse w berlińskich zakładach Alkett

oraz kolejnych 150 w zakładach Stahlindustrie

Werk w Duisburgu, które należały do koncernu

Deutsche Eisenwerke AG. W istocie jednak

produkcję Hornisse uruchomiono wyłącznie

w Alkett, bowiem Stahlindustrie produkował

w tym czasie działa samobieżne Hummel.

Kiedy jednak w końcu listopada 1943 r. zakłady

Alkett zostały zbombardowane i poważnie

uszkodzone, produkcję przeniesiono

do Duisburga i do zakładów Teplitz-Schönau

tej samej firmy (czyli czeskiego miasta Teplice-Šanov,

od 1948 r. Teplice). Tutaj produkcję

kontynuowano od grudnia 1943 do marca

1945 r., ale ilościowo była ona znacznie

niższa, w związku z tym wykonano jedynie

494 wozy tego typu.

Co ciekawe, mimo uruchomienia produkcji

docelowego następcy, czyli niszczyciela

czołgów SdKfz 173 Jagdpanzer V

Jagdpanther w lutym 1944 r., równoległe

wytwarzanie Nashorna było kontynuowane.

Najważniejszą zmianą wprowadzoną w toku

produkcji wozów Hornisse (Nashorn) była

wymiana ręcznie otwieranego i zamykanego

uchwytu transportowego lufy działa

na sterowany mechanicznie z przedziału

bojowego uchwyt, który do otwarcia nie wymagał

wyjścia na zewnątrz nikogo spośród

członków załogi, zmianę tę wprowadzono

w maju 1943 r. W marcu 1943 r. koło napędowe

pochodzące z PzKpfw III Ausf. E zastąpiono

kołem napędowym pochodzącym

z wersji Ausf. J. We wszystkich wozach stosowano

gąsienice o szerokości 400 mm, ale

z różnymi typami ogniw.

Wszystkie kadłuby (same skorupy) dla

wozów Hornisse (Nashorn) zostały zbudowane

do końca 1943 r. przez hutę Witkowitzer

Eisenwerke w okupowanej przez Niemców

Ostrawie, gdzie miejscowe zakłady metalurgiczne

stały się częścią koncernu Reichswerke

Hermann Göring. Dlatego w podwoziach

tych nie wprowadzono zmian, jakie pojawiły

się w działach Hummel produkowanych

w 1944 r. i później. Dlatego wszystkie Hornisse

(Nashorn) miały cztery koła podtrzymujące

(późne Hummele miały trzy) i pojedynczą

nadbudowę kierowcy po lewej stronie

7


Tomasz Szlagor

Dywizjony Orłów

i 4. Grupa Myśliwska USAAF

1

24

Tak zwane Dywizjony Orłów

(ang. Eagle Squadrons),

tworzone przez amerykańskich

ochotników, walczyły

u boku Royal Air Force (RAF)

na długo przed przystąpieniem

Stanów Zjednoczonych

do II wojny światowej. Były

awangardą 8. Armii Powietrznej

US Army Air Force

(USAAF), która w latach

1943-1945 stanowiła zasadniczą

siłę w kampanii lotniczej

przeciwko III Rzeszy.

Geneza powstania Dywizjonów Orłów

przypomina nieco historię Latających

Tygrysów w Chinach 1 . W obu przypadkach

obywatele USA, neutralnego wówczas

kraju, spontanicznie włączyli się do walki

z Państwami Osi. Motywy działania przyszłych

„Orłów” były podobne. Niektórzy wierzyli,

że należy bronić uciśnionych przed agresorem.

Większość jednak po prostu chciała latać

myśliwcami i przeżyć wielką przygodę.

Wszyscy znali i podziwiali dokonania swoich

rodaków w poprzedniej wojnie światowej

– Eddiego Rickenbackera (czołowego amerykańskiego

asa) i pilotów Escadrille Lafayette,

którzy wyruszyli za ocean, by walczyć dla

Francji z lotnictwem kajzera.

Dla wielu przyszłych pilotów Dywizjonów

Orłów wstąpienie do takiej ochotniczej

jednostki było często jedynym sposobem

na zrealizowanie swoich marzeń. Ówczesny,

bardzo restrykcyjny system rekrutacji

korpusu lotniczego amerykańskiej armii odrzucał

wielu kandydatów, ze względu na ich

wykształcenie, wiek, stan cywilny czy inne

„niedoskonałości”. George Carpenter, jeden

z przyszłych asów 4. Fighter Group (FG), odpadł

podczas szkolenia, ponieważ po otrzymaniu

zastrzyku przeciwtężcowego zasłabł.

Z kolei Reade Tilley, późniejszy as Spitfire’ów,

dowiedział się, że przy wzroście 190 cm jest

za wysoki, by latać myśliwcami. Zagospodarowaniem

takich jak on zajął się płk Charles

Sweeny, były weteran walk na froncie

zachodnim w latach 1914-1918, najpierw

w szeregach Legii Cudzoziemskiej (był pierwszym

Amerykaninem, który otrzymał Legię

Honorową, najwyższe francuskie odznaczenie),

następnie w US Army.

Sweeny nienawidził wszelkich totalitarnych

reżimów, dlatego w 1920 r. przybył

do Warszawy, by organizować pomoc dla

Polaków walczących z bolszewikami 2 . Później

był m.in. doradcą wojskowym lojalistów

w wojnie domowej w Hiszpanii. Gdy wybuchł

kolejny globalny konflikt, mieszkał w Paryżu

(przypuszczalnie był agentem francuskiego

wywiadu), gdzie natychmiast zaczął organizować

nową Lafayette Escadrille. W USA był

dobrze znaną i popularną postacią, dlatego

bez trudu zwerbował pierwszych chętnych.

Oświadczył im, że zostaną wyszkoleni w bazie

francuskiego lotnictwa w Maroku, następnie

pojadą do Finlandii, by pomóc Finom

odeprzeć inwazję Związku Radzieckiego

i dopiero gdy zdobędą doświadczenie bojowe,

wrócą do Francji walczyć z Niemcami!

Te nader ambitne plany pokrzyżowała

kapitulacja Francji w czerwcu 1940 r. Kolejni

ochotnicy przybywali z USA po krótkiej

służbie w kanadyjskim RCAF, który przygarnął

wielu kandydatów odrzuconych w ich

własnym kraju. Z Kanady przemycano ich

do Wielkiej Brytanii. Chociaż formalnie cały

ten proceder był nielegalny – za służbę w obcej

armii groziło nawet więzienie, a pierwszych

ochotników ścigało FBI – z czasem

władze wszystkich tych krajów zaczęły przymykać

oko. Sytuacja na świecie jasno wskazywała,

że prędzej czy później Stany Zjednoczone

będą zmuszone włączyć się w ten

konflikt i wtedy każdy amerykański lotnik

zdolny przekazać swoim rodakom zdobyte

na wojnie umiejętności będzie bezcenny.

Mimo to nie obyło się bez sytuacji absurdalnych.

Kilkunastu przyszłych „Orłów”

przed ich wstąpieniem do RAF zobligowano,

przypuszczalnie przez pomyłkę, do złożenia

przysięgi na wierność Jego Królewskiej

Wysokości. Trzech z nich zrobiło później karierę

w amerykańskich siłach powietrznych.

Carroll McColpin został generałem, a Reade

Tilley i Oscar Coen pułkownikami. Kiedy

jednak wiele lat po wojnie i przejściu w stan

spoczynku wystąpili o wydanie im paszportów,

dowiedzieli się, że to niemożliwe, ponieważ

w świetle prawa nie są już amerykańskimi

obywatelami!

Debiut

W Wielkiej Brytanii, która latem 1940 r. stanęła

przed groźbą niemieckiej inwazji, amerykańscy

ochotnicy momentalnie stali się

ulubieńcami mediów i opinii publicznej. Widziano

w nich awangardę potężnych sił, które

przybędą zza oceanu na odsiecz. W RAF

podejście do nich było bardziej konserwatywne,

podobnie zresztą jak do wszystkich

innych obcokrajowców. Pierwszy dywizjon

amerykańskich pilotów – 71. Sqn RAF – aktywowano

19 września 1940 r., u schyłku bitwy


Piotr Różański

Działo samobieżne SU-85 z 13 pułku artylerii samobieżnej z 1 Armii WP w czasie defilady na ulicach Pragi w listopadzie 1944 r. Pojazd pomalowany jednolicie

w kolorze ciemnozielonym, zwraca uwagę brak numerów taktycznych i godeł na pancerzu. Cztery działa SU-85 z 13 pas brały udział w polskiej

„odpowiedzi” na niemiecki kontratak z 27 października 1944 r. pod Buchnikiem.

Boje Ludowego Wojska Polskiego

w „Mokrym trójkącie”

We wrześniu 1944 r. wojskom 1 Frontu Białoruskiego – w ramach

którego walczyła 1 Armia LWP – udało się zdobyć prawobrzeżną

Warszawę oraz przyczółek pułtusko-serocki nad Narwią.

Pomiędzy nimi, w widłach Wisły i Bugo-Narwi znajdowało

się niemieckie przedmoście, którego bronił IV Korpus Pancerny

SS. Hitlerowi bardzo zależało na jego utrzymaniu, ponieważ

w razie potrzeby mógł stąd uderzyć na tyły Polaków i Rosjan

nacierających poprzez Warszawę na zachód, lub Rosjan szykujących

się do odcięcia Wehrmachtu w Prusach Wschodnich

od południowego zachodu. Do wspólnego boju z Armią Czerwoną

o ten rejon, marszałek Rokossowski skierował kościuszkowską

1 Dywizję Piechoty (DP), jeden z pułków 2 DP oraz pomniejsze

jednostki z szeregów LWP.

Po prawie dwumiesięcznych nieprzerwanych

walkach frontowych i dramatycznym

epizodzie pomocy powstańcom

warszawskim, oddziały 1 Armii Wojska Polskiego

(AWP) 22 września 1944 r otrzymały

rozkaz przejścia do obrony. Dwa dni później

zajęły ją wzdłuż wschodniego brzegu Wisły

– od Pelcowizny na Pradze do Karczewa.

Na prawo od niej, na rubieży Kanał Żerański,

na północ od Annopola, Tomaszowa, Rembelszczyzny,

rozwinęły się związki taktyczne

radzieckiej 47 Armii gen. Nikołaja Gusiewa,

a bardziej na północ, wzdłuż Kanału Królewskiego

– 70 Armii gen. Wasilija Popowa.

Obydwie armie, po nieudanych próbach

zlikwidowania niemieckiego przedmościa

w widłach Wisły i Bugo-Narwi, przeszły

20 września do obrony. Na lewo, wzdłuż

wschodniego brzegu Wisły, zajmował obronę

2 Korpus Kawalerii Gwardii gen. Władimira

Kriukowa. Granice 1 AWP z prawym sąsiadem

wyznaczały miejscowości: Cegłów, Mińsk Mazowiecki,

Cechówka, Ząbki, Annopol, Żerań,

a z lewym – Latowicz, Kołbiel, Karczew, Kopyty.

(Polski czyn zbrojny w II wojnie światowej.

Ludowe Wojsko Polskie 1943-1945, praca

zbiorowa pod red. nauk. Wacława Jurgielewicza,

wyd. MON, Warszawa 1973, s. 420.)

Żołnierze przystąpili do kopania transzei,

budowania drewniano-ziemnych punktów

ogniowych, punktów obserwacyjnych oraz

przeszkód przeciwpiechotnych. Dodatkowo,

4 października 1944 r. zostali oni zaskoczeni

decyzją Naczelnego Dowódcy WP gen. Michała

Żymierskiego, która ich dotychczasowego

dowódcę – generała Zygmunta Berlinga,

odwoływała z zajmowanego stanowiska.

Przyczyną były osobiste animozje pomiędzy

nimi, a w oczach Rosjan dodatkowo obciążyło

go dążenie do niesienia pomocy walczącej

Gruppenführer SS Herbert Gille, od 6 sierpnia

1944 r. do zakończenia wojny dowódca

IV Korpusu Pancernego SS. Wkrótce po obronie

przedmościa modlińskiego – w dowód uznania

– otrzymał awans na Obergruppenführer SS.

W grudniu 1944 r. jego korpus został przerzucony

na Węgry, gdzie brał udział w próbach odblokowania

Budapesztu. W amerykańskiej niewoli

do 1948 r., później jeden z głównych założycieli

organizacji HIAG, skupiającej byłych esesmanów

w Niemczech Zachodnich.

stolicy. Nowym dowódcą 1 AWP został gen.

Władysław Korczyc, dotychczas szef Sztabu

Głównego Naczelnego Dowództwa WP.

39


Leszek A. Wieliczko

Samolot myśliwski

Kyūshū J7W1 Shinden

46

Miał on być szybkim, silnie

uzbrojonym myśliwcem przechwytującym,

przeznaczonym

do zwalczania amerykańskich

bombowców Boeing

B-29 Superfortress. Miał

niekonwencjonalny układ

aerodynamiczny „kaczka”,

dzięki czemu – mimo że zbudowano

i oblatano tylko

jeden prototyp – do dziś pozostaje

jednym z najbardziej

rozpoznawalnych samolotów

japońskich zaprojektowanych

podczas II wojny światowej.

Kapitulacja przerwała dalszy

rozwój tego niezwykłego

samolotu.

Myśliwce typu otsu

Twórcą koncepcji myśliwca Shinden był

kpt. mar. (taii) Masaoki Tsuruno, były

pilot lotnictwa morskiego, służący

w Wydziale Samolotów (Hikōki-bu) Arsenału

Techniki Lotniczej Marynarki Wojennej (Kaigun

Kōkū Gijutsushō; w skrócie Kūgishō)

w Yokosuce. na przełomie 1942/43 r. rozpoczął

on z własnej inicjatywy projektowanie

samolotu myśliwskiego w niekonwencjonalnym

układzie aerodynamicznym „kaczka”,

czyli z usterzeniem poziomym umieszczonym

z przodu (przed środkiem ciężkości

konstrukcji), a skrzydłami z tyłu (za środkiem

ciężkości). Układ „kaczka” nie był nowością,

wręcz przeciwnie – wiele samolotów z pionierskiego

okresu rozwoju lotnictwa zostało

zbudowanych właśnie w takim układzie.

Po upowszechnieniu tzw. układu klasycznego

samoloty z przednim usterzeniem były

wszakże rzadkością i w zasadzie nie wyszły

poza ramy eksperymentu.

Układ „kaczka” oferuje wiele zalet w porównaniu

z klasycznym. Usterzenie przednie

wytwarza dodatkową siłę nośną (w układzie

klasycznym usterzenie wytwarza siłę skierowaną

przeciwnie do kierunku siły nośnej, aby

zrównoważyć moment pochylający pochodzący

od siły nośnej), więc przy określonej

masie startowej można zbudować płatowiec

ze skrzydłami o mniejszej powierzchni nośnej.

Umieszczenie usterzenia poziomego w niezaburzonym

strumieniu powietrza przed

skrzydłami poprawia sterowność wokół osi

pochyleń. Usterzenie i skrzydła nie są opływane

strumieniem zaśmigłowym, a nos kadłuba

ma niewielki przekrój, co zmniejsza całkowity

opór aerodynamiczny płatowca.

Praktycznie nie występuje zjawisko

przeciągnięcia, podczas bowiem zwiększania

kąta natarcia do wartości krytycznych

w pierwszej kolejności następuje oderwanie

strug i utrata siły nośnej na usterzeniu przednim,

co wywołuje opadnięcie nosa samolotu,

a tym samym zmniejszenie kąta natarcia,

co z kolei zapobiega oderwaniu strug i utracie

siły nośnej na skrzydłach. Nos kadłuba

o niewielkim przekroju i umieszczenie kabiny

przed skrzydłami poprawia widoczność

do przodu i w dół na boki. Z drugiej strony

w takim układzie znacznie trudniej zapewnić

odpowiednią stateczność kierunkową (boczną)

i sterowność wokół osi odchyleń oraz

stateczność podłużną po wychyleniu klap

skrzydłowych (czyli po dużym przyroście siły

nośnej na skrzydłach).

W samolocie w układzie „kaczka” najbardziej

oczywistym rozwiązaniem konstrukcyjnym

jest umieszczenie silnika w tylnej części

kadłuba i napędzanie śmigła pchającego.

Może to wprawdzie powodować pewne

problemy z zapewnieniem odpowiedniego

chłodzenia silnika i dostępem do niego

w celu przeglądu lub naprawy, ale za to uwalnia

miejsce w nosie na zabudowę uzbrojenia

skupionego blisko osi podłużnej kadłuba.

Ponadto silnik umieszczony za plecami pilota

Analizując możliwy rozwój sytuacji na teatrach działań wojennych, nowe zagrożenia oraz własne możliwości

przeciwdziałania, wiosną 1943 r. w Sztabie Generalnym Marynarki Wojennej (Gunreibu) zaczęła krystalizować się

koncepcja podziału myśliwców przechwytujących (kyokuchi sentōki) na dwa rodzaje. Pierwszy miał być przeznaczony

głównie do walki z myśliwcami i miał charakteryzować się przede wszystkim wysokimi osiągami i dobrą

zwrotnością, kosztem nieco słabszego uzbrojenia. Drugi miał być natomiast przeznaczony do zwalczania bombowców,

wobec czego miał dysponować przede wszystkim znacznie silniejszym uzbrojeniem, za cenę gorszej

zwrotności i mniejszego zasięgu. Taki podział wydawał się sensowny ze względu na dużą trudność pogodzenia

wszystkich pożądanych cech w jednej konstrukcji. Został oficjalnie wprowadzony w życie 19 sierpnia 1943 r.

Od tej pory dzienne myśliwce przechwytujące zaliczano do jednego z dwóch typów – kō sentōki (kōsen) do walki

z myśliwcami lub otsu sentōki (otsusen) do zwalczania bombowców. Myśliwcom typu otsu nadawano nazwy

związane z wyładowaniami atmosferycznymi. W przypadku samolotów jednosilnikowych nazwy kończyły się

znakiem kanji den (błyskawica), a dwusilnikowych – rai (grzmot).


Jędrzej Korbal

Zamknąć górny pułap.

Patrząc przez noc

8

56

W połowie lat 30. stawało

się jasne, że nawet najlepsze

armaty przeciwlotnicze

dla utrzymania skuteczności

ognia muszą funkcjonować

w ramach systemu urządzeń

wspierających czynną obronę

przeciwlotniczą. Polskie

starania o zakup zagraniczny

lub wypracowanie własnego

modelu broni należało więc

odpowiednio rozszerzyć m.in.

o reflektory i nasłuchowniki.

Podstawę do podjęcia tego

typu działań stanowiły decyzje

najwyższych władz wojskowych

oraz plany rozbudowy

poszczególnych broni.

KSUS

Aktywna dyskusja na temat organizacji artylerii

przeciwlotniczej średniego kalibru toczyła

się w Polsce przynajmniej od połowy

lat 30. i wyrażała się szeregiem złożonych

na ręce naczelnych władz wojskowych referatów.

Wśród nich wymienić należy całościowe

opracowanie ppłk. Feliksa Kamińskiego

dotyczące m.in. potrzeby utworzenia dyonu

doświadczalnego (listopad 1935 r.), jak i późniejszą

pracę płk. dr. Romana Odzierzyńskiego

(kwiecień 1936 r.). Studia nad przyszłym

kształtem polskiej artylerii plot. zbiegły się

z decyzjami Komitetu do Spraw Uzbrojenia

i Sprzętu (KSUS) podjętymi m.in. na posiedzeniu

25 listopada 1935 r. Dotyczyły one

jednak w pierwszej kolejności uzbrojenia

mniejszego kalibru – przyjęcia na uzbrojenie

40 mm armat przeciwlotniczych Bofors.

Pod koniec października 1936 r. swoje stanowisko,

w studium rzeczywistych potrzeb

obrony przeciwlotniczej (OPL) zajął Inspektorat

Obrony Powietrznej Państwa (Inspektor

OPP) kierowany przez gen. bryg. dr. Józefa

Zająca. Wskazano w nim, że do obrony ośrodków

miejskich i przemysłowych WP powinno

dysponować łącznie 113 bateriami armat

75-105 mm oraz 32 kompaniami reflektorów

(120-150 cm) plus minimalną, bo kalkulowaną

zaledwie na 3% rezerwą sprzętu. Podział

czynnych środków OPL według Inspektora

OPP prezentował się następująco: dla potrzeb

OPL obszaru kraju 78 baterii, a dla

potrzeb frontu – 45 baterii zgrupowanych

w 15 motorowych dywizjonach dla armii

i odwodu Naczelnego Wodza.

Część z ww. uzbrojenia miały stanowić armaty

najcięższe 90-105 mm, jednak w dziennikach

Inspektora OPP brak choćby szacunków

co do ich liczby. Najprawdopodobniej

jednak nie byłoby to więcej niż 15 baterii.

Przyjęty podział był prosty – całość ww. sprzętu,

co ważne, wsparta 400 40 mm armatami

Boforsa, odpowiadała za osłonę dużych

ośrodków miejskich (Warszawa, Gdynia

i Zagłębie Górnośląskie), lotnisk, obszarów

koncentracji oraz węzłów komunikacyjnych.

Tabela 1. Liczba nowoczesnych armat przeciwlotniczych przyjęta w ramach

uchwały KSUS z 17 grudnia 1936 r. dla osłony wojsk w polu oraz OPL kraju

Wyszczególnienie Liczba baterii Liczba dział w baterii Liczba dział ogółem

Baterie armat 75 mm wz. 36 St dla osłony

wojsk w polu (w armiach)

Baterie armat 75 mm wz. 36 lub wz. 37 St

dla OPL kraju (miasta, przemysł)

60 3 180

70 4 280


Grzegorz Barciszewski

Pancerniki lotnicze

Ise i Hyūga

72

Jednostki typu Ise miały dość

dziwną karierę. Powstały

w okresie I wojny światowej

jako typowe drednoty. Lecz

już w kilka lat po wejściu

do służby zostały poddane

pierwszej z kilku modernizacji,

choć wcale nie były przestarzałe.

I tak się ich żywot ułożył,

że sporą część swego istnienia

spędziły w stoczniach

na najróżniejszych przebudowach,

adaptacjach, modernizacjach

czy remontach.

Wraz z pojawieniem się samolotów

w służbie wojsk lądowych, również

marynarze zapragnęli dysponować

tą nowinką techniczną. Kłopot polegał na tym,

że w początkowym okresie istnienia samoloty

były maszynami bardzo delikatnymi i podatnymi

na uszkodzenia. W latach 20. i na początku

30. XX wieku w przeważającej większości samoloty

budowane były z drewna, płótna i strun fortepianowych,

stosowanych jako usztywniacze

konstrukcji. Te cechy powodowały, że aeroplany

miały niewielkie walory bojowe i nadawały się

głównie do zadań pomocniczych – dalekiego

zwiadu, misji łącznikowych lub kurierskich,

a najbardziej „bojowym” zastosowaniem było

korygowanie ognia artylerii okrętowej.

Wszystko to powodowało, że tylko największe

floty wojenne mogły pozwolić sobie

na budowę i eksploatację „pływających

lotnisk”, mniejsze zaś musiały zadowolić się

okrętami dostosowanymi do bazowania

i obsługi wodnosamolotów lub łodzi latających.

Z tego schematu wyłamała się Japonia.

Od początku postawiła ona na budowę dużej

liczby lotniskowców floty i opracowała nowatorską

taktykę użycia lotnictwa pokładowego

– samoloty miały być używane do ataków

na cele nawodne i lądowe.

Później, gdy działania II wojny światowej

pozbawiły Japończyków ich największych

lotniskowców, a przewaga aliancka zmusiła

do przejścia do działań obronnych, Nihon

Kaigun (Marynarka Wojenna Cesarstwa Japonii)

przypomniała sobie okres tuż po I wojnie

światowej i koncepcję okrętów hybrydowych

– łączących cechy dwóch różnych klas.

Wtedy to w różnych flotach powstawały

tzw. krążowniki lotnicze. Były to okręty dość

silnie uzbrojone w działa średnich kalibrów

oraz wyposażone w hangar do bazowania

i w pokład do obsługi wodnosamolotów.

W taki sposób Japonia zamierzała zmniejszyć

amerykańską przewagę w powietrzu nad

Pacyfikiem. Dziś wiemy, że była to mrzonka

nie do spełnienia, ale w tamtym czasie pomysł

wydał się Japończykom całkiem atrakcyjny.

W okresie międzywojennym Japonia dysponowała

już kilkoma okrętami hybrydowymi.

Były to krążowniki ciężkie Chikuma i Tone oraz

lekki Oyodo 1 . W czasie wojny dołączył do nich

jeszcze krążownik ciężki Mogami. Japończycy

mieli więc doświadczenie w konstruowaniu

tego rodzaju jednostek pływających. Do kolejnej

konwersji na okręty lotnicze wybrano dwa

podstarzałe, lecz gruntownie przebudowane

i zmodernizowane pancerniki – Ise (źródłem

jego nazwy jest dawna prowincja w okręgu

Mie) i Hyūga (źródłem jego nazwy jest dawna

prowincja w okręgu Miyazaki).

Ale zacznijmy od początku. Ise zbudowała

stocznia Kawasaki w Kobe. Stępkę

okrętu położono 10 maja 1915 r., kadłub

zwodowano 2 listopada 1916 r., a do służby

wszedł 15 grudnia 1917 r. Hyūgę skonstruowała

stocznia Mitsubishi w Nagasaki. Stępkę

pancernika położono 6 maja 1915 r., zwodowany

został 15 grudnia 1917 r., a flotę zasilił

30 kwietnia 1918 r. Jednostki te stanowiły

rozwinięcie swoich poprzedników – Fusō

i Yamashiro. Doświadczenia wypływające

z I wojny światowej spowodowały, że Cesarska

Marynarka zrezygnowała z budowy

drugiej pary tego typu, a przydzielone

im nazwy przeniesiono na duet zupełnie

nowych jednostek.

Po wejściu do linii okręty miały wyporność

standardową po 30 460 ts i pełną 37 100 ts.

Uzbrojenie główne składało się z 12 dział

Typ 41 kal. 356 mm (14’’) L/45 w sześciu

dwulufowych wieżach usytuowanych w osi

symetrii wzdłużnej kadłuba. Zgrupowano

je w trzech bateriach – na dziobie, śródokręciu

i na rufie. Wieże ustawiono w superpozycjach.

Artyleria średniego kalibru składała

się z 20 pojedynczych armat Typ 1914 BL

kal. 140 mm (5,5’’) L/50. Osiemnaście z nich

rozmieszczono w kazamatach po obu burtach

pancerników pomiędzy przednią

a środkową baterią artylerii głównej, ostatnie

dwie zaś stanęły na pokładzie na śródokręciu

po obu stronach przedniego komina. Były

one osłonięte lekkimi maskami, identycznymi

z tymi, jakie stosowano na krążownikach

lekkich. Uzbrojenie lufowe kończyło się

na sześciu karabinach maszynowych Lewis

kal. 7,7 mm. Służyły one do obrony przeciwlotniczej,

a także jako wyposażenie łodzi


Jędrzej Korbal

Wozy łączności

2

Szczupłość finansowych

i materiałowych zasobów

Rzeczpospolitej jak i Wojska

Polskiego nie pozwalały

na motoryzację jednostek

łączności do poziomu odpowiadającego

choćby w przybliżeniu

armiom państw sąsiednich.

Ambitne programy

silnikowe wdrożone w drugiej

połowie lat 30. zakładały

stopniowe zwiększanie liczby

pojazdów w dowództwach

i pododdziałach łączności,

jednak był to przyrost skromny

i oparty w dużej części

o pobór maszyn cywilnych

w ramach mobilizacji. Świadomość

trwałego niedoboru

środków mechanicznych

wymuszała więc prace nad

modernizacją posiadanego

taboru konnego poprzez

lepsze dostosowanie go do

prowadzenia wysoko manewrowych

działań wojennych.

zawiera szereg białych plam, które czekają na

omówienie. Swoistym odstępstwem od normy,

jeśli chodzi o rosnącą liczbę publikacji

dotyczących najpopularniejszych typów

broni okresu II Rzeczpospolitej, są wydane

w ostatnich latach dwa opracowania. Pierwsze

z nich, to artykuł autorstwa dr. Adama

Kurusa, pt. „Era gum. Polskie wozy łączności

w 1939 roku” (Militaria XX Wieku Wydanie

Specjalne numer 6(34)/2013). Drugi natomiast,

to książka wieloletniego badacza historii

polskiej łączności wojskowej i nestora

tematyki, p. Piotra Krzysztofika, pt. „Pomocnicze

środki łączności” wydana w ramach

serii Wielki Leksykon Uzbrojenia, tom. 65.

Zawarte w nich informacje stanowią cenny

zbiór danych dotyczących wozów łączności

piechoty, kawalerii i artylerii oraz zarysowują

przebieg prac nad nową serią konnych wozów

telefonicznych wykorzystujących koła

ogumione. W tym artykule autor stara się

rozwinąć dostępne już informacje w oparciu

o niepublikowane materiały z zasobu CAW/

WBH oraz ukazać nieco szerszy kontekst

Półwozie tylne wozu technicznego plutonu dźwiękowego pomiarów artylerii. Modelowy egzemplarz

tego pojazdu, wykonano na przełomie 1937/39 r. w oparciu o podzespoły wozu wz. 38Ł.

82

Historia polskich wojsk łączności oraz

ich wyposażenia technicznego w okresie

międzywojennym wyraźnie ustępuje

pod względem popularności budzącym

powszechne zainteresowanie broni pancernej,

lotnictwu czy kawalerii. Mniej widowiskowa,

choć równie istotna tematyka nadal

More magazines by this user
Similar magazines