Tylko Toruń nr 189

pozatorun

BEZPŁATNA GAZETA TORUŃSKA | NR 189 | 17 WRZEŚNIA 2021 | ISSN 4008-3456 | NAKŁAD 50 000 EGZ.

Brak uchwały SN nie powstrzyma frankowiczów

Rozmawiamy o sytuacji frankowiczów i wygrywanych

w ich imieniu sprawach

Z bólem zęba do Włocławka

Czy jest szansa na powrót po 5 latach pogotowia stomatologicznego

w Toruniu?

Taki jest Tylko Toruń

Karetki będą puste?

110 ze 140 ratowników medycznych Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego

złożyło wypowiedzenia. W ramach ogólnokrajowego protestu chcą

wywalczyć godne warunki pracy. Jeśli nie uda się osiągnąć porozumienia

z rządem, za miesiąc w Toruniu nie będzie miał kto dojeżdżać do pacjentów

Tylko Toruń . 17 września 2021


2 DZIEŃ DOBRY •

Rady dają radę!

Wirusowe miliardy

WOJCIECH KLABUN

Przewodniczący Klubu Radnych PiS w RMT

MARCIN SKONIECZKA

Wójt gminy Płużnica | Polska 2050

Rozpoczęły się wybory do Rad Okręgów

- jednostek pomocniczych Rady Miasta

Torunia.

Dziś już wiemy, że istnieje duża szansa,

aby wybrać prawie wszystkie Rady - również

na tych osiedlach, gdzie przez ostatnią

kadencję mieszkańcy nie mieli w nich swoich

reprezentantów.

Z pierwszych kilku wyborów wyróżnić

można na pewno Podgórz, gdzie w elekcji

wzięło udział prawie 250 mieszkańców.

Dobre wyniki uzyskano na Stawkach, Rudaku

i w Czerniewicach - gdzie wybór nowych

Rad był przesądzony praktycznie już

w połowie głosowania.

O, właśnie - zarówno sposób głosowania,

ułatwienia dla mieszkańców i kandydatów,

jak i wszelkie próby uatrakcyjnienia

Rad były przedmiotem prac komisji doraźnej

Rady Miasta, której pracom miałem

przyjemność przewodniczyć. Przez prawie

półtora roku (również w rzeczywistości

covidowej) rozmawialiśmy w gronie radnych,

Rad i społeczników o propozycjach

zmian. Przedyskutowaliśmy ponad 100

wniosków, z których wybraliśmy w naszej

ocenie najlepsze i najbardziej wartościowe.

Czy to wszystkie zmiany, których mogliśmy

dokonać? Pewnie nie. Czy te, które zostały

wprowadzone, pozytywnie wpływają

na Rady? Zdecydowanie tak. Czas na ostateczne

podsumowania przyjdzie z chwilą

zamknięcia ostatniego lokalu wyborczego,

choć już teraz możemy porównać - zamiast

uprzednio dwóch, teraz udało się wybrać

w czterech osiedlach cztery Rady. Jeśli uda

się utrzymać takie tempo dobrych zmian,

jestem spokojny o inne okręgi.

Wybory trwają, ale odbierając tak wiele

pozytywnych sygnałów, nie boję się stwierdzić

- toruńskie Rady dają radę!

W marcu 2020 r. Sejm przyjął ustawę,

w której przewidziano utworzenie Funduszu

Przeciwdziałania Covid-19, którego

dysponentem jest Prezes Rady Ministrów.

W uzasadnieniu ustawy znalazł się zapis,

że sumaryczna kwota pośrednich i bezpośrednich

transferów wyniesie ok. 15 mld zł.

Fundusz zasilany jest środkami pochodzącymi

z emitowanych przez Bank

Gospodarstwa Krajowego obligacji. Mają

one gwarancję Skarbu Państwa, ale wydatki

realizowane z tych pieniędzy nie są

wliczane do deficytu i długu publicznego.

W zeszłym roku w ten sposób pożyczono,

a następnie wydatkowano prawie 93 mld

zł. W tym roku ma to być kwota 40 mld zł.

Dla porównania wydatki budżetu państwa

w 2020 r. wyniosły 505 mld zł.

Rządzący znaleźli sposób na szybkie

i pozbawione społecznej kontroli wydatkowanie

publicznych pieniędzy w znaczącej

wysokości. Premier i ministrowie z dnia na

dzień mogą wdrażać w życie swoje pomysły.

Nie muszą przygotowywać ustaw, przekonywać

parlamentarzystów czy też robić

konsultacji.

Ponadto zastrzeżenia wzbudza to, że

środki wydatkowane z Funduszu mają coraz

mniej wspólnego z przeciwdziałaniem

Covid-19 - tak jak w finansowanym z tego

źródła Funduszu Inwestycji Lokalnych.

Samorządy mogły wnioskować o dotacje

na dowolne przedsięwzięcia. Przykładowo

gmina Koneck otrzymała 4 mln zł na adaptację

budynku na szkołę muzyczną z salą

koncertową. Nie wiem, jak to ma przyczynić

się do walki z pandemią.

Wiem natomiast, że na naszych oczach

zmienił się sposób funkcjonowania państwa.

Premier pod pretekstem walki z koronawirusem

otrzymał nowe uprawnienia

i może samodzielnie decydować o wydatkowaniu

setek miliardów złotych. Rozwiązanie,

które miało być tymczasowe i nadzwyczajne,

stało się narzędziem codziennej

polityki.

Zielona Konstytucja

Torunia

PAWEŁ GULEWSKI

Wiceprezydent Miasta Torunia

Ochrona zdrowia

bez personelu?

PAWEŁ SZRAMKA

Poseł na Sejm RP

Jak zwykle tematów do poruszenia

w ramach felietonu jest co nie miara. Ja

postanowiłem wybrać ten, który może

i ma wymiar tylko nasz – toruński, ale jest

ultraważny. Na ostatniej sesji radni miasta

Torunia pochylili się nad „Programem

Ochrony Środowiska na lata 2021-2024,

z perspektywą do roku 2028”. Ważnym

uzupełnieniem programu są jego trzy załączniki.

Ustanawiają one nowy standard

w kwestii ochrony i kierunków rozwoju

zieleni miejskiej: „Ochrona drzew i krzewów

w procesie inwestycyjnym”, „Kształtowanie

i pielęgnacja zieleni” i wreszcie

„Charakterystyka zieleni na terenie Torunia”.

To ważny moment zarówno dla zarządzających

zielenią miejską, jak i wszystkich,

którzy chcą jej maksymalnej ochrony.

Oczywiście to dopiero początek starań

o system, który kompleksowo odpowie

na wyzwania. W załączniku pierwszym:

„Ochrona drzew i krzewów w procesie

inwestycyjnym” znalazły się dokładne

wytyczne, jak chronić zieleń podczas prac

prowadzonych w mieście. Dotyczą one nie

tylko drzew, ale też trawników, łąk kwietnych,

rabat kwiatowych itp. i sposobów

ich zabezpieczenia. Jest tam ujęty także

sposób współpracy między inwestorem,

wykonawcą a Urzędem Miasta. Dołączamy

do nielicznej elity miast w Polsce,

gdzie problem ochrony i zagospodarowania

zieleni podczas inwestycji został kompleksowo

opracowany.

Warto w tym momencie zaznaczyć, że

to nie koniec starań Urzędu Miasta o lepsze

traktowanie zieleni miejskiej w trakcie

prac i inwestycji. To jeden (ale podstawowy)

element kompleksowej ochrony. Zdajemy

sobie sprawę, że bez wypracowania

narzędzi kontroli wykonawców oraz skutecznego

egzekwowania przyjętych zapisów

sukces będzie tylko połowiczny.

Mamy do czynienia z coraz bardziej zaogniającą

się sytuacją w systemie ochrony

zdrowia. Niezadowoleni są już chyba wszyscy.

Trwa akcja protestacyjna ratowników

medycznych. Sporo z nich złożyło wypowiedzenia

i przymierzają się do tego kolejni.

Grozi nam zatem sytuacja, w której po

prostu ich zabraknie. Będzie to skutkowało

tym, że nawet jeśli jest wystarczająca liczba

karetek, to zabraknie ludzi do ich obsady.

Mówiąc już najprościej, jak się da, nie

będzie komu ratować ludzi!

Jak można doprowadzić do takiej sytuacji?

Zwłaszcza mając na uwadze to, że

minister zdrowia zapowiada, iż przed nami

kolejna fala koronawirusa.

Jak chcemy sobie z tym poradzić? Uziemione

karetki i teleporady, jako jedyna

możliwość konsultacji z lekarzem, to skazywanie

kolejnych ludzi na pogorszenie

stanu zdrowia, a w drastycznych przypadkach

nawet na śmierć.

Nieustannie mamy do czynienia z reanimowaniem

trupa. Próbuje się go także

pudrować, aby na pierwszy rzut oka mogło

wyglądać, że wszystko jest w porządku.

Niestety nie jest. Daleko nam do sytuacji,

w której moglibyśmy być usatysfakcjonowani

z oferowanych usług i spokojni

o swoje zdrowie. Często robimy wielkie

oczy, kiedy okazuje się, że data na otrzymanym

skierowaniu od lekarza oznacza

kilku- bądź nawet kilkunastomiesięczne

oczekiwanie na badanie lub zabieg.

Musimy podjąć poważne działania

w celu reformy systemu ochrony zdrowia.

Obecnie jest on niewydolny. Są z niego

niezadowoleni pracownicy, ale co gorsze,

również pacjenci.

Pieniądze są potrzebne, ale póki będziemy

wrzucać je do dziurawego worka, to

wiele z tych pieniędzy będzie straconych.

stopka redakcyjna

Redakcja „Tylko Toruń”

Złotoria, ul 8 marca 28

redakcja@tylkotorun.pl

Wydawca

Fundacja MEDIUM

Prezes Fundacji

Radosław Rzeszotek

Redaktor naczelny

Radosław Rzeszotek

Sekretarz redakcji

Łukasz Piecyk (tel. 733 842 795)

Redaktor wydania

Łukasz Piecyk

REDAKCJA

Łukasz Buczkowski

Monika Chmielewska

Piotr Gajdowski

Barbara Krzyżanowska

Arkadiusz Włodarski

Zdjęcia

Łukasz Piecyk

Korekta

Piotr Gajdowski

REKLAMA

Kinga Baranowska

(GSM 796 302 471).

Justyna Tobolska

(GSM 724 861 093),

reklama@tylkotorun.pl

Skład

Studio Tylko Toruń

Druk

Drukarnia Polska Press Bydgoszcz

ISSN 4008-3456

Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń.

Treści przedstawiane przez felietonistów są

wyłącznie ich poglądami a nie oficjalnym stanowiskiem

redakcji

***

Na podstawie art.25 ust. 1 pkt 1b ustawy z dnia 4 lutego

1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Fundacja MEDIUM zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie

materiałów opublikowanych w “Tylko Toruń”

jest zabronione bez zgody wydawcy.

Tylko Toruń . 17 września 2021


TYLKOTORUN.PL

PRAWO

3

Brak uchwały SN nie powstrzyma frankowiczów

O konfrontacji frankowiczów z bankami i braku uchwały Sądu Najwyższego w sprawie kredytów

we frankach rozmawiamy z mec. Magdaleną Pledziewicz z Kancelarii Pledziewicz

Łukasz Buczkowski | fot. nadesłane

‘‘ Klienci przekonali się do tego, by kierować

sprawy do sądu ze swojego miejsca zamieszkania,

choć nadal prowadzimy dużo spraw w Warszawie.

Mamy dużo klientów spoza naszego regionu

i w takich przypadkach łatwiej nam jest obsłużyć

proces w Warszawie, gdzie mamy swój oddział.

Z uwagi na reformę sądownictwa

przeprowadzoną przez PiS dość

kontrowersyjnie, Sąd Najwyższy

podjął wątpliwość, czy niektórzy

sędziowie w jego składzie wybrani

są prawidłowo i czy ten sąd w ogóle

jest ciągle niezawisłym sądem. Dlatego

skierował zapytanie do Trybunału

Sprawiedliwości Unii Europejskiej,

czy w ogóle może wydać tę

uchwałę i czy ona będzie wiążąca,

zgodna z prawem. To powoduje,

że korzystna linia orzecznictwa na

razie się nie zmieni. Wydane do tej

pory inne, mniej znaczące, wyroki

są korzystne dla kredytobiorców

i kreują jednolitą linię - umowy

mają być unieważnione. Myślę, że

dojdzie do tego, że ta uchwała nie

będzie już nikomu potrzebna, kiedy

TSUE stwierdzi, czy Izba w takim

składzie może pracować, czy

nie. Negatywnym efektem jest to,

że niektórzy sędziowie zawieszają

sprawy. Wstrzymują ich rozpoznanie

do momentu, aż Sąd Najwyższy

wyda uchwałę. Sprawy mogą zostać

wstrzymane na bardzo długo.

Zanim TSUE odpowie na pytania

Sądu Najwyższego, minie najprawdopodobniej

kilkanaście miesięcy.

A to tylko kwestia wstępna.

Jak w Polsce żyje się frankowiczom?

Frankowicze to głównie osoby, które

kilkanaście lat temu zaciągnęły

kredyt hipoteczny na cele mieszkaniowe.

Ich losy potoczyły się różnie.

Niektórzy spłacili już kredyt, inni

całkiem nieźle radzą sobie finansowo

i kredyt tylko trochę ich uwiera.

Części osób, które faktycznie odczuwają

wzrost kursu franka szwajcarskiego,

jest teraz troszkę łatwiej,

bo ceny nieruchomości wzrosły.

A to daje chociaż cień szansy na

zrównoważenie kredytu. Mimo że

kurs franka szwajcarskiego urósł,

to wartość nieruchomości jest na

tyle duża, że mogą sprzedać dom

i spłacić ten kredyt. Osoby, które

chcą coś zrobić ze swoim kredytem,

siedzą na bombie. Nie można

przewidzieć kursu waluty w ciągu

kilkudziesięciu lat. Nawet jak jest

okrzyknięta najbardziej stabilną

walutą świata, to i tak może dojść

do bardzo dużych wahań. Nie wiemy

jeszcze, jak będzie kształtował

się kurs franka w przyszłości, więc

frankowicze żyją w niepewności.

Dziś mają jednak lepszą sytuację do

rozwiązania swojej sprawy w sądzie

niż kilka lat temu. Linia orzecznicza

jest praktycznie utarta i ponad

90 proc. spraw jest wygrywanych,

a umowy są najczęściej unieważniane.

Jak dużo spraw do was trafia?

Do tematu podeszliśmy w 2016

r., a pierwszy pozew złożyliśmy

w 2017 r. Od tego czasu rok w rok

spraw jest coraz więcej. Powszechnie

mówi się o tym, że dużo spraw

jest wygrywanych, więc więcej ludzi

decyduje się na pozwy. Nasza

kancelaria przyjęła w tym czasie

kilkaset spraw.

Czy lokalne sądy patrzą przychylnie

na frankowiczów?

Sprawy częściej kończą się zwycięstwem

frankowiczów. Sędziowie,

którzy twierdzą, że z umowami jest

wszystko w porządku, są w znacznej

mniejszości. Sąd Najwyższy już

kilka razy wydał wyroki stwierdzające,

że niedozwolone klauzule

w umowach są i umowa powinna

być najczęściej unieważniona. Sąd

Okręgowy w Toruniu stoi na stanowisku,

że umowy kredytów frankowych

są nieważne. Nie jest to oczywiście

pewnik, ale w porównaniu

z Sądem Okręgowym w Bydgoszczy

to Toruń wydaje więcej wyroków

unieważniających umowy. Bydgoski

sąd jest bardziej ostrożny i idzie

w kierunku odfrankowania umów.

Natomiast w Warszawie, podobnie

jak w Toruniu, większość sędziów

jest przekonana do unieważnienia

umów. W ostatnim czasie jednak

w Sądzie Rejonowym w Toruniu

mieliśmy wyrok odfrankowujący.

To ciekawe, bo instancją wyższą

jest Sąd Okręgowy w Toruniu i tam

trafi apelacja. Będziemy walczyć

o to, by ta umowa była unieważniona,

co jest bardziej korzystne

dla kredytobiorcy. Sąd Okręgowy

w Toruniu opowiada się bardziej za

unieważnieniem tych umów, więc

apelacja ma duże szanse powodzenia.

Ponadto, pozytywnym sygnałem

ze strony Sądu Okręgowego

w Toruniu jest to, że coraz częściej

zdarza się, że na samym początku

procesu otrzymujemy zezwolenie

na niespłacanie rat kredytu,

jeżeli wykażemy, że klient wpłacił

już kapitał. W Bydgoszczy jeszcze

nam się nie udało uzyskać takiego

zabezpieczenia, ale w Toruniu tak.

Do końca roku powinno zakończyć

się kilka naszych spraw w lokalnych

sądach. Czekamy tylko na decyzję

sędziego. Mamy nadzieję, że będą

to pozytywne wyroki, choć jesteśmy

świadomi, że te sprawy zawsze

przechodzą przez dwie instancje.

Klienci częściej kierują sprawy do

Warszawy, czy wolą je załatwiać lokalnie?

Klienci przekonali się do tego, by

kierować sprawy do sądu ze swojego

miejsca zamieszkania, choć

nadal prowadzimy dużo spraw

w Warszawie. Mamy dużo klientów

spoza naszego regionu i w takich

przypadkach łatwiej nam jest obsłużyć

proces w Warszawie, gdzie

mamy swój oddział. Jeżeli klient

jest z naszego województwa, to

dużo tych spraw kierowanych jest

do sądów w Bydgoszczy i Toruniu.

Jeszcze rok temu klienci mieli przeświadczenie,

że to w Warszawie

wydawane są pozytywne wyroki,

a teraz orzecznictwo upowszechniło

się tak, że wybierają bliższy sąd.

Dzięki temu mogą być na każdej

rozprawie. Lokalnie czują się już

bezpiecznie. Obecnie nie ma już

takiej sytuacji jak kiedyś, że praktycznie

wszystkie sprawy frankowe

były rozpatrywane w Sądzie Okręgowym

w Warszawie. Teraz każdy

sąd jest zaznajomiony ze sprawami

kredytów frankowych. Klienci mają

wybór i niektórzy decydują się na

Warszawę, a inni na sąd w swoim

miejscu zamieszkania.

Prawo stoi po stronie frankowiczów?

We frankach mamy taką sytuację,

że sędziowie mają różne opinie

w różnych sprawach, mimo że do

dyspozycji mają to samo prawo.

Inaczej je interpretują. W takich

przypadkach zadziałać powinien

Sąd Najwyższy, ujednolicając linie

orzecznicze. Właśnie z tego mechanizmu

próbowała skorzystać prezes

Sądu Najwyższego prof. Manowska,

kierując pytania do składu całej

Izby Cywilnej Sądu Najwyższego.

Sąd Najwyższy w sprawie frankowej

nie wydał uchwały. Co to oznacza

dla osób posiadających kredyty

we frankach?

To więcej plusów niż minusów.

Sąd Najwyższy w ogóle nie zabrał

się za pytania, które były zadane

i za rozpoznanie kwestii frankowej.

Co mogło się zmienić, gdyby Sąd

Najwyższy podjął temat?

Pytania do Sądu Najwyższego

komponowały wszystkie wątpliwości,

które pojawiały się w sprawach

frankowych. Ta uchwała praktycznie

rozstrzygnęłaby kwestię frankową

w Polsce. Gdyby Sąd Najwyższy

się wypowiedział, mielibyśmy

jasność. Nie byłoby wspomnianej

sytuacji, w której Sąd Rejonowy

odfrankowuje umowy, a Sąd Okręgowy

je unieważnia. Rozjaśniłaby

się też sytuacja z kredytami denominowanymi.

Takie umowy najczęściej

są unieważniane, ale dalej

istnieje mała szansa na to, że jeżeli

sąd stwierdzi, że ta umowa powinna

być odfrankowana, to kredyt może

funkcjonować dalej jako walutowy.

A to nie zmienia sytuacji klienta.

Gdyby Sąd Najwyższy odpowiedział

na pytania, mielibyśmy też

rozstrzygniętą kwestię tego, czy jak

sąd unieważnił umowę, to bank powinien

otrzymać z powrotem tylko

ten kapitał, który wypłacił, czy też

należy mu się jakieś wynagrodzenie

za to, że klient korzystał z tego kapitału

przez tak długi okres. Moim

zdaniem nie, bo bank dysponował

też w tym czasie wpłatami klienta.

Zresztą, skoro umowa jest nieważna,

to na jakiej podstawie zasądzać

bankowi jakiekolwiek wynagrodzenie?

Obecnie jest to straszak sektora

bankowego na osoby, które rozważają

złożenie pozwu.

Tylko Toruń . 17 września 2021


4

ZDROWIE

• TYLKOTORUN.PL

Najważniejsza jest rozmowa z pacjentką

„Medycyna estetyczna to mała przyjemność dla siebie. Jednym zabiegiem możemy dodać uśmiechu kobiecie” - z Magdaleną Jaczun,

żoną właściciela gabinetu Dr Jaczun, rozmawiamy o definicjach piękna i możliwościach, jakie daje medycyna estetyczna

Zaskoczyła mnie Pani, jeszcze zanim

zaczęłyśmy rozmawiać. Nie

pasuje Pani do stereotypu żony lekarza

medycyny estetycznej. Nie

jest Pani „zrobiona”.

(śmiech) Ja chyba generalnie łamię

ten stereotyp. Nie lubię wielkich

ingerencji w swój wygląd, rzadko

się maluję. Nie mam łazienki zawalonej

kremami – na dzień, na noc

i tyle. Jak widać, nawet na to spotkanie

się nie umalowałam.

Teraz to już Pani zazdroszczę, nie

jest fair tak dobrze wyglądać bez

makijażu. W takim razie muszę

spytać – jak się to robi?

Tak naprawdę to, co widać, to poukładane

życie w sobie, dużo czasu

zajęło mi dojście do tego miejsca,

ale jestem. Mam fajne życie, cudowne

dzieciaki i szczęśliwy związek.

Medycyna estetyczna to bardzo

przyjemny dodatek, który polecam

swoim koleżankom, ale nie naprawi

ona kompleksów, które mamy

głęboko w swojej głowie. Może za

to pomóc poczuć się lepiej, zmieniając

małe rzeczy w wyglądzie i tu

faktycznie mam szczęście, że mam

dostęp nie tylko do dobrych preparatów,

ale też do znakomitego specjalisty.

Pani mąż jest właścicielem kliniki

Dr Jaczun.

Przemek jest przede wszystkim lekarzem

chirurgiem, na co dzień

pracuje w kilku szpitalach, ale kilka

lat temu postanowił, że chciałby

się kształcić w kolejnym aspekcie.

Ta praca to jego pasja, pomaga

ludziom na wielu płaszczyznach

– w szpitalach ratuje życie, ale też

w prywatnym gabinecie pomaga je

zmieniać.

Medycyna estetyczna ma często złe

konotacje, szczególnie panie, które

z niej korzystają, uważane są za

płytkie i skupione tylko na wyglądzie.

To bardzo przykre i niesprawiedliwe

oceny. Lekarz medycyny estetycznej

nie tylko niweluje nam

zmarszczki, potrafi niewielkim

kosztem czasu i ceny pomóc przy

kompleksach, które towarzyszyły

nam całe życie. Na przykład odstające

uszy. Nie każdemu przeszkadzają,

dla innych to zmora. Nie potrzeba

tu skomplikowanej operacji

chirurgicznej, w gabinecie Przemek

pomaga za pomocą specjalnych

nici. Efekty można zresztą zobaczyć

na naszych social mediach – poza

zmianą wyglądu widać, jak szczęśliwi

są ci pacjenci. Wycięcie znamienia

z twarzy to kilka malutkich

szwów i efekt na resztę życia.

Część osób uważa, że przecież od

tego jest makijaż.

No tak, ale makijaż wieczorem

zmywamy. Nie zawsze też chce nam

się malować – tak jak wspomniałam,

ja na co dzień za makijażem

nie przepadam. Efekt z gabinetu

jest na stałe lub przynajmniej na

kilka miesięcy i cieszymy się nim

przy każdym spojrzeniu w lustro.

Nie trzeba też zmieniać dużo. Sama

korzystałam z zabiegu powiększania

ust i z botoksu. Przemek bardzo

ładnie wypracował mi łuk kupidyna,

ale tu nawet nie o powiększenie

chodzi, a o efekt niesamowitego

Kinga Baranowska | fot. Łukasz Piecyk

nawilżenia. Dzięki temu też wyglądamy

młodziej. Botoks nie tylko

pomaga na zmarszczki, ale ostrzykując

czoło, od razu otwieramy

też oko. I często to jest powód do

rezygnacji z makijażu, przestajemy

mieć potrzebę przebrania twarzy,

bo czujemy się dobrze i bez tego.

I to wszystko na jednej wizycie?

Twarz czasem jest smutna, poszarzała,

niektóre panie mają problem

z opadającym kącikiem – to można

podnieść. To widać po naszych

pacjentkach, widzą to ich koleżanki

– wychodzą z gabinetu, idą do

pracy i tak się dziewczyny przyglądają

– chyba byłaś u fryzjera. A to

kompletnie co innego. Fajnie jest

usłyszeć – wyglądasz jakoś inaczej,

jesteś bardziej uśmiechnięta.

Pani mówi o niewielkich zmianach,

a co z pacjentkami gotowymi na

pełną metamorfozę twarzy? Chcą,

żeby była idealna.

Lekarz widzi od razu – patrzy na

twarz i wie, co można poprawić,

ale nie na zasadzie przesadzenia,

ale żeby kobieta poczuła się lepiej.

Przemek chce ludziom pomóc, ale

nie zmieniać ich w wersję po filtrze

Instagrama. Jeśli oczekiwania pacjentki

kłócą się z jego poczuciem

naturalności, to nie wykona zabiegu.

To chyba nie jest częste, jak na każdym

rynku walczą Państwo o klienta.

Ciężko powiedzieć „nie”, kiedy

ktoś na wejściu stwierdza: „zapłacę,

ile chcesz, tylko zrób mi”.

Tu już nawet nie chodzi o pieniądze.

Przemek nie zrobi czegoś, co

będzie źle wyglądało, pacjentki są

jego chodzącą marką. Ma swoją

granicę – i stanowczo mówi „nie”.

Na szczęście umie przekonać do

tego większość pacjentek. Niestety,

jeśli ktoś bardzo chce jakiejś zmiany,

to i tak znajdzie miejsce, w którym

jej dokona.

Kosmetyczki? Pacjentki chyba

często odstrasza cena, widząc ją,

stwierdzają – to bez sensu, Basia za

to samo zapłaciła u swojej kosmetyczki

połowę ceny.

Tak. Wszystko jest w porządku,

dopóki pani Basia jest idealną pacjentką,

gorzej, jeśli zdarzą się powikłania.

Nie rozumiem, jak ktoś,

kto się decyduje na pójście do takiego

miejsca, mimo mniejszej

ceny nie boi się konsekwencji.

Może nie ma wiedzy na temat zagrożeń?

Tak najczęściej to sobie tłumaczę.

Ten rynek niestety nie jest prawnie

uregulowany, ale warto się zastanowić,

dlaczego zabiegi u lekarza

Tylko Toruń . 17 września 2021

są droższe niż w zaprzyjaźnionym

gabinecie kosmetycznym. W gabinecie

lekarskim mamy pewność,

że jeśli cokolwiek pójdzie nie tak,

to uzyskamy pomoc – kosmetyczki

postawione w takiej sytuacji często

odpowiadają takim pacjentom:

„nie wiem, co się stało” – i zostawiają

ich samych sobie. I to nawet

nie jest kwestia złej woli, ale brak

im po prostu wiedzy i doświadczenia,

aby pomóc. Przy każdym

zabiegu jest ryzyko powikłań – nie

raz trafiają do nas panie, które ktoś

niesamowicie skrzywdził chociażby

brakiem znajomości ludzkiej fizjonomii.

Na szczęście udawało się to

naprawić, ale pojawia się kolejny

problem. Mało kto chce ruszać coś,

co zepsuł ktoś inny. W gabinecie

pacjentki mają założone karty, jest

jasne, jakich preparatów używamy.

U kosmetyczki tego nie uświadczymy.

Jak to możliwe? Często gabinet

chwali się najnowszymi produktami

na rynku.

Żadna ceniąca się firma farmaceutyczna

nie sprzeda preparatów

osobie, która nie ma uprawnień.

Można je dostać – ale nie wiadomo,

skąd tak naprawdę pochodzą,

a co za tym idzie – co jest w środku.

Tym łatwiej o niepożądane reakcje.

Ta cena, pomijając brak wiedzy

medycznej, na czymś musi być obniżona.

Często dotyczy to popularnego

zabiegu powiększania ust – nie

dość, że nie mamy efektu, na którym

nam zależało, to wcześniej

musimy przejść zabiegi rozpuszczania

kwasu, co cofa nas do początku.

Okazuje się, że to, co chcieliśmy zaoszczędzić,

i tak wydamy na to, by

nie dać się oszpecić.

Takie problemy Państwa nie dotyczą,

ale jak w takim razie przekonać

kobietę do delikatniejszej ingerencji?

Nie jesteśmy symetryczni. W gabinecie

przygotowywana jest dokumentacja,

robiona dla lekarza, ale

także dla pacjenta. Często robimy

usta i coś jest nierówno – po to są

zdjęcia, żeby pokazać, jak twarz

wyglądała przed, a jak po. I że to

właśnie zachowanie tej lekkiej niesymetryczności

pozwala nam uzyskać

efekt, gdzie jest piękniej, ale

nie sztucznie.

Część osób wychodzi z założenia,

że dla urody trzeba cierpieć, reszta

boi się bólu w trakcie.

W gabinecie jest wszystko bezstresowo

wytłumaczone, zabiegi

zawsze przeprowadzane są ze znieczuleniem

– sama jestem wytrzymała

na ból, urodziłam dwójkę

dzieci, ale jednak ten moment np.

podawania kwasu w usta – no nie

jest przyjemny. Na szczęście trwa

zaledwie chwilę, a efekty utrzymują

się wiele miesięcy.

To jak to jest – każdego da się „zrobić”

na pięknego?

Trudno powiedzieć, żeby był jeden

model piękna, każdy jest inny, każdy

ma inną twarz. Istnieje stereotyp

piękna – Instagram, filtry na nim

obecne nie pomagają. Na szczęście

Przemek umie rozmawiać ze swoimi

pacjentami i wskazać, co ewentualnie

można poprawić, a czego

lepiej nie ruszać. Ma dar przekonywania,

więc bardzo rzadko się

zdarza, że ktoś rezygnuje z wizyty,

ale daje się przekonać do jego delikatniejszego

podejścia. Po to jeździ

na te wszystkie szkolenia, aby jeszcze

lepiej móc pomagać pacjentom

– wiedzieć też, kiedy powiedzieć

„nie”.

Podejście mojego męża do pacjenta

to jest priorytet, jest bardzo

zaangażowany w każdy przypadek.

On się zawsze śmieje, że 90 proc.

sukcesu to jest rozmowa. A kiedy

dodamy do tego jego wiedzę

i umiejętności – wtedy wychodzi

z tego coś pięknego. Mała wielka

zmiana, która powoduje uśmiech

na twarzy kobiety. To jest właśnie

piękno.


TYLKOTORUN.PL

Rosja to trudny sąsiad

WYWIAD

5

O stosunkach polsko-rosyjskich oraz polityce wschodniej naszego kraju z dr Agnieszką

Bryc z Wydziału Nauk o Polityce i Bezpieczeństwie UMK rozmawia Arkadiusz Włodarski

fot. Piotr Waniorek

Rozmawiamy w kolejną rocznicę

napaści Związku Radzieckiego na

Polskę. Jak bardzo po tylu latach

zmieniły się nasze relacje z Rosjanami?

Zmieniło się wiele, mamy za sobą

przemiany epokowe. Natomiast pamiętajmy

o tym, że w polityce międzynarodowej

sąsiedztwo

trwa. Rosja

to trudny sąsiad. Co

prawda graniczymy

z nią tylko poprzez

obwód kaliningradzki,

ale Rosja

traktuje bezpośrednie

sąsiedztwo, czyli

Białoruś i do niedawna

Ukrainę, jako

strefę wewnętrzną,

dlatego jest sąsiadem

nie do końca oddalonym.

Jakie problemy występują w naszych

stosunkach?

Po pierwsze – kwestie bezpieczeństwa.

Po drugie – problem wspólnej

przestrzeni, szczególnie to, iż Rosja

traktuje państwa bliskiej zagranicy

jako wyłączną strefę wpływów, zaś

Polskę i resztę Europy jako tę sferę

naruszające. Poza tym Rosjanie

w relacjach z nami używają polityki

historycznej. W Polsce musimy

mieć świadomość, że historia jest

tam środkiem politycznym. Często

dając się wciągać w dyskusje polityczne,

wchodzimy w grę rozpisaną

‘‘Polska polityka wschodnia jest

skomplikowana, wymaga naprawdę dużego

doświadczenia, a co więcej wpisania

w strategię koalicyjną.

przez strategów kremlowskich.

W tym roku mija 30 lat od rozpadu

ZSRR. Który etap stosunków polsko-rosyjskich

uważa pani za najbardziej

owocny?

Powiedziałabym, że wczesny okres

rządów Jelcyna. Wtedy władze Rosji

wykazywały nastawienie prozachodnie,

zresztą to było już widoczne

za Gorbaczowa. Okres do 1993 r.

to „miodowy miesiąc”, wtedy Rosja

była pozytywnie nastawiona do Zachodu.

Kiedy nastąpiła zmiana tego podejścia?

Właśnie w ‘93, gdy wybory do

Dumy wygrali komuniści. Wtedy

był pierwszy hamulec w podążaniu

ścieżką integracji z Zachodem. Potem

narastał sprzeciw prezydenta

Jelcyna – jak by nie było, otwartego

na dialog z Polską – wobec

wejścia naszego kraju do NATO.

Wkroczyliśmy w etap karuzeli: od

kryzysu do kryzysu. Prezydenci

nie chcieli się spotykać, dochodziło

do różnych incydentów. Pewne

uspokojenie nastąpiło, gdy byliśmy

już skoncentrowani na akcesji do

NATO, zaś Rosjanie skupili się na

swoich problemach, choćby kryzysie

ekonomicznym w 1998 r. Niebezpiecznie

dla Polski stało się za

czasów Putina. Gdy kończył drugą

kadencję, postanowił agresywnie

prowadzić politykę zagraniczną.

Wiemy, że te relacje mogą być trudne,

albo bardzo trudne. Tak jak do

W Rosji historia jest środkiem politycznym – uważa dr Agnieszka

Bryc.

tanga – trzeba dwojga, a Rosjanie

nie są zainteresowani normalnymi

relacjami z Warszawą.

Jak oceni pani obecne działania

polskiego rządu wobec Rosji i innych

krajów Wschodu?

Polska polityka wschodnia jest

skomplikowana, wymaga naprawdę

dużego doświadczenia, a co więcej

– i to jest trudne dla obecnego

rządu – wpisania w strategię koalicyjną.

Nie jesteśmy w stanie robić

tej polityki samodzielnie, gdyż nie

jesteśmy atrakcyjni dla republik postradzieckich.

Interesuje się nami

głównie białoruska opozycja. Nie

jesteśmy już aż tak potrzebni Ukrainie.

Straciliśmy znaczenie międzynarodowe.

Nie potrafimy lobbować

na rzecz naszego sąsiedztwa.

W jaki sposób można poprawić

obecną sytuację?

Pomysły na ożywienie czy restaurację

polityki wschodniej krążą

w okolicach Ministerstwa Spraw

Zagranicznych. Mówiąc jednak

uczciwie, obecnie MSZ jest bardzo

osłabiony, jego kompetencje

w znacznym stopniu pozabierały

inne resorty, choćby MON czy

Kancelaria Premiera. MSZ sam

z siebie nie ma wielkiego pola do

popisu. Możemy krytykować działania

rządu w polityce wschodniej,

ale pamiętajmy, że MSZ przeżywa

kryzys i nie ma wielu możliwości

wdrożenia swoich pomysłów.

Tylko Toruń . 17 września 2021


6

MIASTO

• TYLKOTORUN.PL

Dla ratowania życia

Jednostki OSP z regionu otrzymały nowy sprzęt. Motopompy trafiły do każdego powiatu

w województwie

Łukasz Buczkowski | fot. Andrzej Goiński/UMWKP

W ubiegłym tygodniu odbyło się oficjalne przekazanie sprzętu.

8 mln zł - tyle samorząd województwa

przekazał w ostatnim

czasie na zakup nowego wyposażenia

dla jednostek ochotniczych

REKLAMA

straży pożarnych w regionie. To 19

motopomp, które będą wykorzystywane

w akcjach ratowniczo-gaśniczych.

W ubiegłym tygodniu

odbyło się oficjalne przekazanie

sprzętu jednostkom.

O tym, jak ważne jest, by strażacy

mieli do dyspozycji jak najlepszy

sprzęt, nie trzeba nikogo

przekonywać. To właśnie od ich

skuteczności zależeć może ludzkie

życie. Dofinansowany przez samorząd

województwa zakup sprzętu to

kolejny krok w kierunku poprawy

bezpieczeństwa. Nowe motopompy

trafiły do jednostek z każdego powiatu

w województwie.

W uroczystości przekazania

sprzętu wzięli udział marszałek

województwa Piotr Całbecki, wicemarszałek

Zbigniew Sosnowski,

członek zarządu Aneta Jędrzejewska

i radny sejmiku Tadeusz Pogoda.

- Nowoczesny sprzęt i infrastruktura

są istotnym wsparciem

służby strażaków, ale należy podkreślić

przede wszystkim znaczenie

człowieka. Jako gospodarz województwa,

w imieniu mieszkańców

naszego regionu, pragnę złożyć

państwu ogromne podziękowania

za poświęcenie w ochronie najwyższych

wartości, za zaangażowanie

i gotowość do niesienia pomocy -

mówił marszałek Piotr Całbecki.

W czasie uroczystości marszałek

odebrał także medal wybity

z okazji jubileuszu stulecia Związku

Ochotniczych Straży Pożarnych RP.

Wręczył mu go wiceprezes zarządu

wojewódzkiego oddziału ZOSP Janusz

Gerke.

Motopompy trafiły do jednostek

OSP w Aleksandrowie Kujawskim,

Księtem, Hucie, Firlusie, Działyniu,

Świeciu nad Osą, Gniewkowie,

Maliszewie, Gębicach, Mroczy, Dobrem,

Skrwilnie, Kamieniu Krajeńskim,

Kruszem, Dobrzejewicach,

Klonowie, Świątkowicach, Płużnicy

oraz Brzyskorzystewku.

Sprzęt został zakupiony

w ramach czwartego etapu projektu

„Nowoczesne Służby Ratownicze”,

finansowanego ze środków Regionalnego

Programu Operacyjnego

Województwa Kujawsko-Pomorskiego

na lata 2014-2020. Łączna

wartość projektu sięga ponad 10

mln zł. Jeszcze jesienią zrealizowana

zostanie jego kolejna część -

jednostki OSP zostaną wyposażone

w samochody ratowniczo-gaśnicze.

Łącznie będzie to 7 średnich

i 12 lekkich wozów. W ramach

poprzednich trzech etapów zakupiono

27 samochodów (w tym 11

ciężkich i 16 średnich wozów bojowych).

Realizacją zadania zajmuje

się wojewódzki oddział ZOSP RP.

To jednak nie jedyny sprzęt, jaki

trafił do jednostek OSP z regionu

dzięki RPO na lata 2014-2020.

Strażacy zyskali dzięki niemu łącznie

1,3 tys. sztuk sprzętu niezbędnego

do prowadzenia akcji. Wśród

wyposażenia znalazły się m.in. motopompy,

narzędzia hydrauliczne,

zestawy ratownictwa medycznego,

aparaty do ochrony dróg oddechowych,

łodzie, sanie do ratownictwa

lodowego, wentylatory oddymiające

i agregaty prądotwórcze.

Samorząd województwa wspiera

strażaków ochotników na bieżąco.

W lutym nowe węże pożarnicze

i komplety ubrań ochronnych przekazano

strażakom, którzy uczestniczyli

w akcji gaszenia pożaru

nielegalnego składowiska opon

w Raciniewie w listopadzie ubiegłego

roku. Pożar był na tyle trudny

do opanowania, że wiele jednostek

poniosło straty w sprzęcie.

Tylko Toruń . 17 września 2021



8

TEMAT NUMERU

• TYLKOTORUN.PL

Karetki będą puste?

110 ze 140 ratowników medycznych Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego złożyło wypowiedzenia. W ramach ogólnokrajowego protestu chcą

wywalczyć godne warunki pracy. Jeśli nie uda się osiągnąć porozumienia z rządem, za miesiąc w Toruniu nie będzie miał kto dojeżdżać do pacjentów

Łukasz Buczkowski | fot. Łukasz Piecyk

Ogólnopolski protest ratowników

medycznych zatacza coraz szersze

kręgi. We wtorek 110 ratowników

z Torunia złożyło wypowiedzenia.

Niewykluczone, że dołączą

kolejni. Zarówno szpital, jak

i protestujący liczą na osiągnięcie

porozumienia. Do tego potrzeba

jednak decyzji centralnych. Czy

system ochrony zdrowia czeka paraliż?

Ratownicy medyczni domagają się m.in. mniejszego wymiaru godzin pracy. Niektórzy z nich pracują

po nawet 400 godzin miesięcznie.

Ratownicy medyczni w całym

kraju strajkują. Domagają się

zmian w systemie, a przede wszystkim

godnych warunków pracy.

Jedną z form nacisku na rząd jest

masowe składanie wypowiedzeń.

W Toruniu do tej pory rozmowy

toczyły się za zamkniętymi drzwiami,

między pracownikami a dyrekcją

Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego.

Tak było do wtorku, kiedy

wypowiedzenia złożyło łącznie 110

ratowników medycznych pracujących

na kontrakcie w Zespole Ratownictwa

Medycznego i w Szpitalnym

Oddziale Ratunkowym.

Wcześniej wypowiedzenia złożyli

ratownicy z innych miast.

- Protest ma wymiar ogólnopolski.

To jeden z ostatnich szpitali

w kujawsko-pomorskim, w którym

złożono wypowiedzenia. Liczymy

na centralne rozwiązanie problemu

- twierdzi Janusz Mielcarek, rzecznik

prasowy WSZZ w Toruniu.

- Zależało nam, by dogadać się

z dyrekcją. Nie udało nam się dojść

do konsensusu, więc złożyliśmy

wypowiedzenia. Sytuacja była napięta,

walczymy całym środowiskiem,

w całym kraju. Nie mogliśmy

dłużej tego przeciągać - mówi

nam Marcin*, jeden z ratowników,

który chciał zachować anonimowość.

Negocjacje z dyrekcją WSZZ

są w toku od przeszło miesiąca.

W tym czasie odbyły się trzy spotkania.

Czwarte, które miało mieć

miejsce na początku tygodnia, nie

doszło do skutku. To po nim złożone

zostały wypowiedzenia.

- Nasze propozycje stawkowe

póki co pozostały bez odpowiedzi,

bo czekamy na konkretne wyliczenia,

jakie koszty ponosi szpital na

ratownictwo medyczne. Nie przekreślamy

dalszego dialogu, mimo

złożenia wypowiedzeń - zaznacza

nasz rozmówca.

- Szpital zaoferował większe

stawki, ale okazały się niewystarczające.

Oczekiwania są większe,

dlatego do umowy nie doszło - dodaje

Janusz Mielcarek.

O konkretnych kwotach ratownicy

nie chcą się wypowiadać, by

nie wpłynęło to na ich rozmowy

z pracodawcą. Postulatów jest jednak

więcej. Problemem są też braki

kadrowe i długi czas pracy.

- Żądania dotyczą różnych sfer,

nie tylko finansowych. Na wiele

z nich dyrekcja szpitala nie ma

wpływu, bo są to żądania ogólnopolskie

- podkreśla rzecznik szpitala.

- Chcielibyśmy móc pracować

w mniejszym wymiarze godzin

i być w stanie utrzymać rodzinę.

Pracujemy przynajmniej na półtora

etatu. To minimum 240 godzin

miesięcznie. Wielu z nas pracuje

przynajmniej w dwóch miejscach,

przekraczając 300 godzin, a w niektórych

przypadkach nawet 400. To

ważne, byśmy nie podchodzili do

pacjentów zmęczeni, by utrzymać

koncentrację i by nie zdarzały się

błędy - argumentuje Marcin.

Ratownicy medyczni podkreślają,

że nie działają ani przeciwko pacjentom,

ani przeciwko szpitalowi.

Chcą jedynie godnych warunków

pracy.

- Protest skierowany jest do ministerstwa.

Do osób, które decydują,

ile pieniędzy dostanie szpital na

Zespoły Ratownictwa Medycznego.

Na poprzednich spotkaniach z dyrekcją

szpitala informowaliśmy, że

może dojść do eskalacji działań

protestacyjnych. Pani dyrektor była

tego świadoma i rozumiała nasze

postulaty. Zgadzała się z tym, że

finansowanie ratownictwa medycznego

powinno być wyższe - dodaje

ratownik. - Nasza ochrona zdrowia

jest zaniedbana. Finansowanie stoi

w miejscu. SOR-y są nierentowne,

Zespoły Ratownictwa Medycznego

wychodzą na plus, ale odbywa się

to kosztem pracowników. Mamy

duże niedobory kadrowe.

W sporze z rządem rykoszetem

oberwać mogą pacjenci. W całym

szpitalu jest około 140 ratowników

medycznych. Jeśli nie uda się wypracować

porozumienia, większość

z nich odejdzie. Wypowiedzenia są

miesięczne, więc umowy ratowników

wygasną 14 października. Co

potem?

- Postaramy się, by nie doszło

do takiej sytuacji, że pacjenci zostają

bez opieki - przekonuje Marcin.

- To nie jest protest wymierzony

w pacjentów czy w szpital. Chcemy

poprawić system ochrony zdrowia

w Polsce. Skala protestu jest duża

i myślę, że dojdziemy wspólnie do

jakichś rozwiązań.

- W tym czasie dalej będą prowadzone

rozmowy. Mamy nadzieję,

że uda się osiągnąć porozumienie

i ostatecznie do zwolnień nie dojdzie

- zapewnia Janusz Mielcarek.

Wiele zależy od rozmów na linii

ratownicy - rząd. Te trwają,

choć trudno mówić, by zbliżały się

do końca. Białe miasteczko przed

kancelarią premiera wybrzmiewa

jednak coraz głośniej - daleko poza

Warszawą.

*imię ratownika zostało zmienione.

REKLAMA

Tylko Toruń . 17 września 2021


TYLKOTORUN.PL

ZDROWIE

9

Wiele zawdzięczam moim pacjentom

O blaskach i cieniach zawodu fizjoterapeuty, poświęceniu i satysfakcji z działalności charytatywnej oraz stawianiu wszystkiego na jedną kartę

rozmawiamy z Mariuszem Babiarzem, właścicielem kliniki Medical Clinic Babiarz w Krobi

Od zawsze wiedział pan, że zostanie

fizjoterapeutą? A może pana pierwsze

plany zawodowe były inne?

Tak, od samego początku zawsze

lubiłem pomagać osobom starszym,

niepełnosprawnym. Zawód

fizjoterapeuty polega na przywracaniu

ich do pełnej sprawności,

do samodzielności. Celem fizjoterapeuty

jest, by pacjent pomimo

ograniczeń nie czuł się zredukowany

do bycia osobą z niepełnosprawnością,

by czuł, że jest tym samym

człowiekiem, co przed wypadkiem

czy chorobą. Ten zawód daje bardzo

dużo możliwości pomagania

drugiemu człowiekowi na każdym

etapie jego problemów. W swojej

pracy wykorzystujemy masaż, terapię

manualną, kinezyterapię czy fizykoterapię.

Odpowiednio dobrana

i zastosowana terapia daje bardzo

duże efekty w powrocie pacjenta do

zdrowia.

Piotr Gajdowski | fot. Łukasz Piecyk

Co daje panu praca fizjoterapeuty?

Praca daje mi bardzo dużo. Mam na

co dzień kontakt z wieloma pacjentami

w każdym wieku. Możemy porozmawiać

o wszystkim, a bardzo

ważne jest, by całościowo spojrzeć

na problemy pacjenta w wymiarze

zarówno psychicznym, jak i fizycznym.

Od moich pacjentów nauczyłem

się niejednego. Podziwiam ich

wytrwałość, cierpliwość i niepoddawanie

się w powrocie do pełnej

sprawności, który bardzo często

jest długotrwały, w zależności od

dysfunkcji danej osoby.

Co uznaje pan za swój największy

sukces w ciągu ostatnich lat pracy?

Pracuję w zawodzie fizjoterapeuty

od 2007 r. Zawsze chciałem otworzyć

własną klinikę i udało się - od

2018 r. prowadzę własną klinikę

w Krobi. Obecnie mam ponad 1000

pacjentów. Ogromnym sukcesem

jest stale rosnąca liczba pacjentów,

pomimo że w okolicy jest bardzo

dużo innych gabinetów, a moja klinika

mieści się tuż pod Toruniem.

A co było dla pana największym

wyzwaniem?

By móc otworzyć własną działalność,

zrezygnowałem z pracy

w Domu Opieki Społecznej w Dobrzejewicach

(bądź co bądź szczególnie

cenionej przeze mnie samego).

Postawiłem wszystko na

jedną kartę i zakupiłem nowoczesny

sprzęt bardzo wysokiej jakości.

Bałem się, czy zarobię na leasing

i raty kredytu. Inne wyzwanie,

z którego podjęcia jestem bardzo

dumny, to moja decyzja, by od

początku własnej działalności zaproponować

bezpłatną opiekę rehabilitacyjną

mieszkańcom domu

opieki z Dobrzejewic. W tamtym

czasie każdy mi mówił: „otwierasz

prywatny gabinet, nie wiesz, czy

sam zarobisz na siebie, na spłatę

własnych zobowiązań, a od samego

początku chcesz pomagać innym”.

Ale się udało, z czego jestem bardzo

dumny.

Miał pan moment kryzysu, zwątpienia?

Jak pan sobie z nim poradził?

Dla każdego najgorszy był okres

zamknięcia miejsc pracy z powodu

Covid-19. U mnie też rehabilitacja

w 2020 r. była zamknięta przez

kilka miesięcy. Gdyby nie wsparcie

mojej rodziny i pacjentów, którzy

bardzo często podnosili mnie na

duchu w smsach czy rozmowach,

deklarując, że zawsze mogę na nich

liczyć, to pewnie nie byłoby dzisiaj

rehabilitacji w Krobi. Pacjenci wiedzieli,

że mam wydatki, kredyty

itp., więc po ponownym otwarciu

kliniki rehabilitacji już w pierwszym

dniu był komplet pacjentów.

Ponadto bardzo dużo osób kupiło

u mnie bony upominkowe, by rehabilitacja

w Krobi przetrwała najgorszy

okres. Za to każdemu będę

zawsze wdzięczny.

Jak wspomina pan pracę w szpitalu,

a później w Domu Kombatanta?

Bardzo dobrze wspominam pracę

w szpitalu i domu opieki. Do dzisiaj

mam kontakt z pracownikami

i moimi pacjentami z tamtego

okresu.

Czy praca fizjoterapeuty wymaga

ciągłego dokształcania się?

Tak, praca fizjoterapeuty wymaga

stałego dokształcania, dlatego bardzo

często uczestniczę w szkoleniach

i sympozjach, by jak najlepiej

wykorzystać zdobytą wiedzę i doświadczenie

podczas rehabilitacji

z moimi pacjentami.

Bardzo dużo udziela się pan charytatywnie.

Tak. Od trzech lat rehabilitują się

u mnie mieszkańcy Domu Opieki

„Dom Kombatanta” w Dobrzejewicach.

Ponadto objąłem partnerstwo

medyczne nad klubem sportowym

Start Mentzen Toruń, a także nad

bardzo utalentowanym Danielem

Rumińskim z Brzozówki w gminie

Obrowo. Zafascynował on mnie

swoimi umiejętnościami - wykonywanymi

przez niego akrobacjami

na rowerze. Wcześniej sam zgłosiłem

się do gminy, by ewentualnie

wskazali utalentowanych sportowców,

którym mógłbym pomóc

w rehabilitacji. Sportowcy bardzo

często ulegają kontuzjom podczas

treningów, zawodów itp. Moje

wsparcie to objęcie ich kompleksową

rehabilitacją, która ma na celu

przywrócić ich do szybkiego powrotu

do zdrowia i dalszego uprawiania

sportu. Chętnie podejmę się

także podobnych działań we współpracy

z gminą Lubicz.

Ponadto wraz z mieszkańcami Krobi

zbieramy nakrętki dla toruńskiej

fundacji „Światło”, która prowadzi

ośrodek opieki dla osób w śpiączce.

Specjalny pojemnik na nakrętki

w kształcie serca z mojej inicjatywy

postawiono przed siedzibą Medical

Clinic Babiarz.

Czym jest dla pana działalność charytatywna,

dlaczego się jej pan podejmuje?

Działalność charytatywna to pomoc

drugiemu człowiekowi. Odkąd

pamiętam, moja mama i dziadkowie

podkreślali, by pamiętać o drugim

człowieku. Z naszego punktu

widzenia pomoc może wydawać się

niewielka, ale dla potrzebującego to

może być ogromne wsparcie.

Jakie ma pan plany na przyszłość?

Co chciałby pan jeszcze osiągnąć?

Dalsze plany to dalsza pomoc osobom

potrzebującym, objęcie ich

partnerstwem medycznym. Następnym

działaniem, jakie obecnie

podejmuję, to poszerzenie zakresu

zabiegów z medycyny estetycznej.

Chciałbym, by zabiegi były dostępne

dla każdego. Zabiegi będą na

najwyższym poziomie w bardzo

atrakcyjnej cenie, by każdy mógł

pozbyć się zbędnych kilogramów

i tkanki tłuszczowej. Sam osobiście

mam problem z tkanką tłuszczową

i wiem, jak to jest, a nie każdego

stać na tego typu zabiegi. Dlatego

też przygotowałem liczne, atrakcyjne

cenowo akcje z szerokim wachlarzem

tego typu zabiegów, dla

tych, którzy mają inne, ważniejsze

wydatki i nie mogą pozwolić sobie

w obecnej chwili na tego typu

zabiegi albo też ich część. Więcej

szczegółów już wkrótce na moim

fanpage’u na Facebooku: „Medical

Clinic Babiarz”.

Tylko Toruń . 17 września 2021


10 IPH

TYLKOTORUN.PL

Tak wygląda biznes

O zbliżającej się IV edycji Konferencji „Firma Przyszłości” rozmawiamy z Henrykiem

Dulanowskim, prezesem Izby Przemysłowo-Handlowej w Toruniu, która organizuje to

wydarzenie.

Łukasz Buczkowski | fot. Łukasz Piecyk

5 października w CKK Jordanki

odbędzie się kolejna edycja Konferencji

„Firma Przyszłości”. Czego

możemy się spodziewać w tym

roku?

Na pewno kontynuacji, czyli pokazywania

trendów, które są widoczne

na rynku. Nie uciekniemy też

od tego, co dominowało w ubiegłym

roku. Covid-19 to temat,

który wciąż istnieje. Problem reżimu

sanitarnego dotyka turystykę,

gastronomię i wiele innych branż.

Przedstawimy coraz mocniej uwidaczniające

się trendy, będące

w pewnym sensie odpowiedzią na

problemy świata, problemy biznesu.

To brak pracowników, szczególnie

inżynieryjnych, zmieniający się

sposób dystrybucji, reagowanie na

sytuacje takie jak Covid-19. Ludzi

interesuje to, co im doskwiera, i to,

co rodzi szanse.

O tym będą mówić prelegenci?

Pojawi się Paweł Tkaczyk, który

będzie mówił o kwestiach związanych

z marketingiem. Poprowadzi

prelekcję zatytułowaną „Kultura

zjada strategię na śniadanie, czyli

budowanie przewagi konkurencyjnej”.

To budzi bardzo duże zainteresowanie,

bo wiele osób pracuje

w sferze marketingu i szuka nowych

rozwiązań.

Będzie też mowa o procesach

automatyzacji i robotyzacji, czyli

o tym, od czego nie uciekniemy.

Roboty nie chorują na Covid-19.

Obecna będzie Basia Piasek, która

opowie, jak zmienia się sprzedaż

w obliczu zmian technologicznych.

Chodzi o przenoszenie handlu do

online’u, promocję w tej sferze. Prelekcję

pod tytułem „Ty - największy

kapitał twojego biznesu” poprowadzi

Magda Foeller. Opowie o work

life balance i o tym, że aby prowadzić

biznes, trzeba o siebie zadbać.

Będzie też znany ekonomista Marek

Zuber, który zaprezentuje nową

rzeczywistość po pandemii i opowie,

jak sobie wyobraża powrót do

normalności.

Ale nasze wydarzenie to nie tylko

prelekcje, to także przestrzeń do

wymiany myśli, aktywnego networkingu,

co mocno doceniali uczestnicy

poprzednich edycji. Podobnie

będzie także tym razem.

Co uczestnicy wyniosą z konferencji?

„Firma Przyszłości” pokazuje to,

z czym będziemy się stykali niebawem.

I o ile kiedyś „niebawem”

było za 10 lat, to teraz jest za rok czy

2 lata. Takie mamy tempo zmian.

Ci, którzy chcą być na bieżąco,

szukają informacji, w którą stronę

zmierza świat i biznes. I w którą

stronę muszą się zmieniać, by nadążyć.

Jeśli dziś nie wsiądzie się

do tego pociągu, to później można

mieć problemy. Chcemy pokazać

naszym uczestnikom i partnerom,

czego mogą się spodziewać. Każdy

problem jest szansą, a Covid-19

uwypuklił miejsca, w których można

zarobić. Tak wygląda biznes. Reaguje

na różnego rodzaju deficyty,

niedobory czy problemy. Chcemy

zasygnalizować, gdzie jest potencjał,

by się wbić i na tym zarobić.

Pokażemy jednak nie tylko w którą

stronę, ale i w jaki sposób iść.

Nasza konferencja będzie darmowa,

przez co, w obecnych czasach,

niełatwa do zorganizowania.

Mamy jednak wsparcie ze strony

naszych partnerów i sponsorów. To

m.in. Gmina Miasta Toruń, Uniwersytet

Mikołaja Kopernika, Bank

Gospodarstwa Krajowego czy firma

Vobacom.

Jak duże jest do tej pory zainteresowanie?

Ludzie po tak długim czasie są

spragnieni kontaktów biznesowych

face to face, więc zainteresowanie

jest duże. Niemniej jednak reżim

covidowy nakłada na nas pewne

ograniczenia w liczbie uczestników.

Dlatego też zachęcamy wszystkich

zainteresowanych przedsiębiorców,

ich współpracowników, partnerów

biznesowych do jak najszybszego

zapisania się za pośrednictwem

strony internetowej www.firmaprzyszlosci.com.pl.

PATRONAT HONOROWY

DOFINANSOWANO ZE ŚRODKÓW GMINY MIASTA TORUŃ

DOFINANSOWANO ZE ŚRODKÓW UNII EUROPEJSKIEJ

SPONSORZY

PATRONAT MEDIALNY

PARTNER TECHNOLOGICZNY

Tylko Toruń . 17 września 2021


TYLKOTORUN.PL

MIASTO

9

Pandemiczne internaty

Zakaz odwiedzin, stałe dezynfekcje, szczegółowe procedury w stołówce –

jak wyglądają internaty w czasach pandemii?

Arkadiusz Włodarski | fot. Łukasz Piecyk

Do niektórych placówek wstępu nie mają nawet rodzice przebywających tam wychowanków.

Trwająca wciąż epidemia koronawirusa

ma wpływ m.in. na edukację

oraz na internaty. Widać to

w zapisach regulaminów, które

przyjęto w tego typu placówkach

na terenie Torunia. Dość restrykcyjne

zasady panują w internacie

Uniwersyteckiego Liceum Ogólnokształcącego.

Wychowankowie tej placówki

nie mogą po zakończeniu lekcji

chodzić do znajomych, muszą wracać

od razu do internatu. Obowiązuje

także całkowity zakaz odwiedzin,

dotyczy on także rodziców

uczniów zamieszkujących w bursie.

Nie można przechowywać jedzenia

z zewnątrz, chyba że zostanie ono

skonsumowane tego samego dnia.

Regulamin zawiera także zakaz

udziału młodzieży w wolontariacie,

co może być pewnym utrudnieniem,

gdyż ta forma działalności

jest chętnie wybierana przez

uczniów i premiowana przy ocenie

z zachowania. O przepisy regulaminu

zapytaliśmy dyrektora liceum

Arkadiusza Stańczyka:

- Do tej pory nikt nie zgłaszał

do mnie informacji o tym, iż regulamin

jest bardzo restrykcyjny.

Raczej uwzględnia sytuację, którą

mamy obecnie od ponad roku

w Polsce i na świecie. Z mojej wiedzy

wynika, że stan pandemii nie

został odwołany. Niektóre regulacje

odnoszą się wprost do sytuacji

pandemicznej i ochrony zdrowia

naszych podopiecznych.

Zakaz odwiedzin dyrektor Stańczyk

tłumaczy troską o zdrowie

i bezpieczeństwo wychowanków.

Jednak istotnym problemem związanym

z nakładanymi ograniczeniami

jest ich wpływ na psychikę

uczniów.

- Trudno ocenić wpływ obostrzeń

na zachowanie uczniów,

gdyż w całym kraju każdego z nas

obowiązują te i inne obostrzenia

związane z Covid-19 - uważa dyrektor

ULO. - Wszystkie one mogą

mieć taki czy inny wpływ na każdego

z nas. Staramy się minimalizować

ewentualne negatywne skutki

poprzez organizowanie w szkole

integracji klas pierwszych czy inne

formy aktywności uczniów.

Dyrektor Arkadiusz Stańczyk

zapewnił również, że zakaz udziału

w wolontariacie dotyczy tylko działań

w ośrodkach dla osób chorych

czy starszych, co wynika z większego

ryzyka zakażeniem koronawirusem.

- Wolontariat działa w szkole -

jest klub wolontariusza. Organizujemy

akcje, które są tradycją naszej

szkoły. Osobiście nie dotarła do

mnie informacja o całkowitym zakazie

udziału w aktywności wolontariackiej

– dodaje dyrektor.

Sprawdziliśmy, jakie przepisy

dotyczące pandemii obowiązują

w innych internatach. I tak na przykład

w Zespole Szkół Gastronomiczno-Hotelarskich

rodzic może

odwiedzić swoje dziecko, jednak

tylko w wyznaczonym miejscu. Dozwolone

jest też zamawianie jedzenia

na wynos przy odbiorze na zewnątrz

internatu. Natomiast w VIII

LO dozwolone jest, choć tylko za

zgodą kierownika lub dyrektora,

odwiedzanie przez tych, którzy nie

są rodzicami. Tamtejszy regulamin

jest też bardzo szczegółowy, jeśli

chodzi o procedurę wydawania posiłków

w stołówce - poświęcono na

to osobny rozdział.

REKLAMA

Tylko Toruń . 17 września 2021


12 ZDROWIE

• TYLKOTORUN.PL

Z bólem zęba do Włocławka

W Toruniu doraźna pomoc stomatologiczna nie funkcjonuje od 2016 r. W całym województwie taką usługę świadczy

już tylko jeden punkt - we Włocławku. Czy jest szansa na powrót pogotowia stomatologicznego?

Łukasz Buczkowski | fot. ilustracyjne

Z bólem zęba w nocy, weekendy

i święta trzeba jechać do Włocławka.

W Toruniu doraźnej pomocy

stomatologicznej nie uświadczymy

już od niespełna 5 lat. Władze

miasta zapewniają, że problem

starają się rozwiązać, choć podkreślają

przy tym, że wszystko

zależy od Narodowego Funduszu

Zdrowia. A ten do tej pory sobie

z tym nie poradził.

Całodobowy gabinet stomatologiCałodobowy

gabinet stomatologiczny

w Toruniu funkcjonował

do listopada 2016 r. Potem nie udawało

się znaleźć chętnych na świadczenie

takiej usługi, bo nikomu się

to nie opłacało. Stawka za 12-godzinny

dyżur wynosiła najpierw

700, potem 800, a w końcu 900 zł.

NFZ ogłaszał kolejne konkursy,

do których nikt się nie zgłaszał.

W lipcu temat powrócił za sprawą

petycji skierowanej do Rady Miasta

o wsparcie ponownego otwarcia

pogotowia stomatologicznego

w Toruniu. Radni pochylili się nad

nią na ostatniej sesji.

Problem dotyka jednak nie tylko

naszego miasta, ale i całego województwa.

Całodobowa pomoc

stomatologiczna przestaje funkcjonować

w kolejnych miastach. Nie

ma jej już w Bydgoszczy czy Grudziądzu,

a na wiosnę umowę z NFZ

rozwiązała przychodnia w Ciechocinku.

Ostatnim miejscem w całym

województwie, w którym można

W całym województwie brakuje chętnych do świadczenia

doraźnej pomocy stomatologicznej.

otrzymać pomoc w nocy i w dni

wolne, jest NZOZ Miejski Zespół

Opieki Zdrowotnej we Włocławku.

- W naszym województwie dentystyczna

opieka doraźna świadczona

jest już tylko w jednym miejscu.

To efekt domina - im mniej mamy

takich punktów, tym większe koszty

one ponoszą, bo mają więcej pacjentów

i muszą wyłożyć większe

środki - mówi Marcin Łowicki, autor

wspomnianej wcześniej petycji.

Petycja rozpatrywana była na

początku września. Komisja skarg,

wniosków i petycji zdecydowała,

że pismo powinno trafić do NFZ.

Podczas wrześniowej sesji Rady

Miasta głosowano więc nad tym,

czy ją tam przekazać.

- Wiemy doskonale, że problem

występuje nie tylko w Toruniu, ale

też w innych miastach. Natomiast

dysponentem ochrony zdrowia

w tym zakresie nie jest miasto,

a NFZ. Miasto może wspierać takie

działania i jest na to otwarte,

natomiast główne decyzje podejmuje

NFZ - referował przed głosowaniem

radny Michał Jakubaszek,

jako przewodniczący komisji.

W podobnym tonie wypowiadali

się wszyscy: problem jest, staramy

się go rozwiązać, ale nie zależy

to od nas.

- Jako radni jesteśmy często pytani

o tę sytuację - mówił w imieniu

klubu KO radny Łukasz Walkusz.

- Rozwiązanie w postaci przekazania

petycji do NFZ nie spowoduje

prawdopodobnie, że ten problem

zniknie. Jako radni klubu Koalicji

Obywatelskiej będziemy podejmowali

działania, żeby również w jakiś

sposób zaangażować władze miasta

w próbę jego rozwiązania.

Głos na sesji zabrał także wiceprezydent

Paweł Gulewski.

- Służby prezydenta pozostają

w kontakcie w tym zakresie z Izbą

Lekarską, ale przede wszystkim

z NFZ - przekazywał wiceprezydent.

- Ostatnie takie pismo z prośbą

o działanie i wyjście naprzeciw

problemowi prezydent podpisywał

w czerwcu tego roku. Cały czas

analizujemy sytuację i rzeczywiście

próbujemy naciskać te instytucje,

które są odpowiedzialne za rozwiązanie

problemu.

Krok dalej poszedł radny Michał

Jakubaszek, który zasugerował, że

w sprawę powinien zaangażować

się samorząd województwa. W głosowaniu

radni przekazali petycję

do NFZ.

- Jestem mocno zawiedziony

tym postępowaniem. Gdybym

chciał kierować petycję do NFZ, to

bym ją tam skierował. Chciałem, by

Rada Miasta nagłośniła problem.

Jedną z propozycji w mojej petycji

był apel radnych lub zajęcie stanowiska.

Skierowanie pisma do NFZ

to niepoważne potraktowanie sprawy

- twierdzi Marcin Łowicki.

Sama petycja była nie tylko

próbą zwrócenia uwagi na sprawę.

Zawierała konkretne propozycje

rozwiązań, jak dofinansowanie pogotowia

stomatologicznego z budżetu

miasta czy nawet zaproszenie

ościennych gmin do współfinansowania

go. Wszystko oczywiście byłoby

trzeba omówić z NFZ.

Marcin Łowicki swoją petycję

do NFZ przesłał już wcześniej. Jak

udało nam się dowiedzieć, sprawa

trafiła „do góry” i centrala w Warszawie

skierowała pismo do dyrektora

kujawsko-pomorskiego

oddziału z prośbą o przedstawienie

stanowiska. W trybie pilnym,

w najszybszym możliwym terminie.

O samą petycję zapytaliśmy

w regionalnym oddziale NFZ.

- Kujawsko-Pomorski Oddział

NFZ stale monitoruje funkcjonowanie

poradni i gabinetów stomatologicznych.

Jesteśmy również

w bieżącym kontakcie z prezydentem

Torunia - twierdzi Barbara Nawrocka,

rzeczniczka wojewódzkiego

oddziału NFZ.

W najbliższym czasie NFZ planuje

ogłoszenie kolejnego konkursu.

Poprzedni został unieważniony

we wrześniu - szósty raz.

REKLAMA

Tylko Toruń . 17 września 2021


TYLKOTORUN.PL

KULTURA

13

MUZYKA I TEATR

WYSTAWY

ROZMAITOŚCI

fot. Wojtek Szabelski

fot. Marek Czarnecki

Antygona w Nowym Jorku

Teatr Horzycy

17-21.09, godz. 19:00

Spektakl teatralny na podstawie sztuki Janusza Głowackiego

w reżyserii Macieja Marczewskiego. „Antygona w Nowym Jorku”

to poruszająca tragikomedia o społecznym wykluczeniu.

Ponad dwugodzinny spektakl opowiada o niezbywalnym prawie

do walki o swoją tożsamość i godność. Na deskach toruńskiego

teatru będzie można go zobaczyć przez kilka dni.

W rytmie tanga

CKK Jordanki

19.09, godz. 17:00

Wiesz, że wiem

CKK Jordanki

25.09, godz. 19:30

Niesamowite przygody 10 skarpetek

Teatr Muzyczny

26-27.09

W poszukiwaniu światła - od ziarna do piksela

Dwór Artusa

7.09-30.09

Jubileuszowa wystawa fotografika Marka Czarneckiego. To

zwieńczenie 40 lat jego pracy twórczej. Nazwa wystawy nawiązuje

do technologicznych przemian, jakie zaszły w fotografii na

przestrzeni ostatnich dekad, jak i do zmian w samych technikach

wykonywania zdjęć. Artysta szczególnie skupia się na grze

światłem, nieustannie poszukując nowych sposobów wyrazu.

Edward Dwurnik. Polska / Retrospektywa

CSW

9.07-19.09

Martin Krystynek - Zmysłowe piękno

online

23.04-23.09

Na krańcach toruńskiego poligonu

Dziedziniec Ratusza Staromiejskiego

15.07-15.10

Festiwal NADA

NRD

15-18.09

Kolejna edycja festiwalu muzycznego, którego głównym zadaniem

jest zaprezentowanie i rozpromowanie nowych nurtów

i trendów w muzyce. Mowa tu zarówno o polskich, jak i zagranicznych

wpływach. Festiwal NADA to okazja do zderzenia się

muzyków posiadających już swój dorobek artystyczny z tymi,

którzy na scenie swoje pierwsze kroki dopiero stawiają.

Weekendowe zwiedzanie Dworu Artusa

Dwór Artusa

18.09, godz. 12:00, 14:00

Transmutacje ’21. Festiwal Korespondencji Sztuk

Galeria ZPAP

10.09-26.09

Copernicon

online

24.09-26.09

REKLAMA

Tylko Toruń . 17 września 2021


14

SPORT

• TYLKOTORUN.PL

Apator królem polowania?

Po zakończeniu rundy zasadniczej w Toruniu przygotowania do nowego sezonu.

Kto zasili skład, który ma walczyć o mistrzostwo?

Arkadiusz Włodarski | fot. Łukasz Piecyk

Powoli dobiega końca sezon żużlowy.

Zawodnicy Apatora Toruń

już od prawie miesiąca odpoczywają

od ligowych rozgrywek.

Przyszły rok będzie stać pod znakiem

wielkich transferów i walki

nawet o fazę play-off.

Apator startował w tym roku

jako beniaminek. Rok próby, jak

często nazywano pobyt w pierwszej

lidze, zakończył się zakładanym

sukcesem i od kwietnia Toruń

znowu występuje w elicie. Zarząd

klubu postawił sobie jeden cel:

utrzymać się w lidze. Początek był

bardzo obiecujący – wygrana na

Motoarenie z Falubazem Zielona

Góra (spadkowiczem tegorocznych

rozgrywek ekstraligowych) 51:39

nastroiła pozytywnie kibiców. Jednak

kolejne spotkania nie wyglądały

już tak dobrze. Dwie porażki

wyjazdowe z Betardem Spartą

Wrocław i Unią Leszno osłabiły pozycję

Aniołów. Kolejne zwycięstwo

zdołano wywalczyć pod koniec

kwietnia, ponownie na własnym

torze, tym razem podczas meczu

derbowego z GKM-em Grudziądz.

REKLAMA

„Odszkodowania bankowe –

zarabianie przez pomaganie”

Specjaliści z zakresu prowadzenia spraw frankowych, antywindykacji,

zabezpieczania nieruchomości i wielu innych branż, gościć będą na

konferencji organizowanej przez Legal Media

„Odszkodowania bankowe – zarabianie

przez pomaganie” - pod takim hasłem

odbędzie się konferencja zorganizowana

przez spółkę Legal Media przy wsparciu

BNI. To świetna okazja do pogłębienia

wiedzy i nabycia kontaktów. Wydarzenie

odbędzie się w piątek 24 września w hotelu

Copernicus. Obowiązują wcześniejsze

zapisy.

Legal Media jest pionierem w dziedzinie

wykorzystywania prawa bankowego w branży

odszkodowawczej. Spółka dochodzi roszczeń

klientów z tytułu wcześniejszej spłaty

kredytu, zastosowania niedozwolonych klauzul

umownych, wysokich kosztów kredytu.

Oprócz tego zajmuje się sprawami kredytów

w obcej walucie takiej jak CHF, EURO, YEN

i oferuje usługi dla osób oraz podmiotów

nadmiernie zadłużonych.

Na spotkaniu pojawią się przedstawiciele

branży nieruchomości, finansów oraz

ubezpieczeń. „Odszkodowania bankowe –

zarabianie przez pomaganie” będzie więc

doskonałą okazją do ukazania możliwości

współpracy w zakresie już obsługiwanych

klientów. Na konferencji gościć będą specjaliści

z zakresu prowadzenia spraw frankowych,

antywindykacji, zabezpieczania nieruchomości,

odszkodowań od banków. To z kolei

stwarza możliwości networkingu z przedsiębiorcami

z tej samej lub pokrewnej branży

regionu i Polski.

- Dziś zdajemy sobie sprawę, że trzeba zadbać

o klienta z każdej możliwej strony. Dlatego

dajemy dodatkowe możliwości i niekonwencjonalne

rozwiązania dla przedstawicieli

branży finansowej, nieruchomości i ubezpieczeniowej

- mówi Dominik Pledziewicz, prezes

Legal Media.

W ramach konferencji odbywać się będą

panele, podczas których uczestnicy będą mogli

pogłębić wiedzę na temat obsługi klienta

rynku finansowego, jak i porozmawiać ze

specjalistami i prawnikami.

Wydarzenie będzie więc wyjątkową szansą

na wymianę doświadczeń i nabycie kontaktów

w szerokich kręgach. Organizatorzy zadbali

o to, by stworzyć ku temu odpowiednie

warunki - po konferencji w hotelu Copernicus

będzie możliwość zawarcia znajomości

przy koktajlu.

Aby wziąć udział w konferencji „Odszkodowania

bankowe – zarabianie przez pomaganie”,

trzeba się wcześniej zapisać. W tym

celu należy kontaktować się mailowo pod

adresem kontakt@legalmedia.pl.

(ŁB)

Rosjanin Emil Sajfudinow może być istotnym wzmocnieniem

składu Apatora.

Seria porażek w sześciu kolejnych

meczach nie tylko zamknęła drogę

do strefy medalowej, ale spowodowała,

że zaczęły się pojawiać wątpliwości,

czy Apator utrzyma miejsce

w najwyższej klasie rozgrywkowej.

- To jest mecz bardzo wielkiej

wagi dla obu stron – mówił Przemysław

Termiński, właściciel KS

Apator Toruń przed rewanżowym

spotkaniem z GKM-em w lipcu.

Od tego spotkania wiele zależało,

gdyż obydwie drużyny walczyły

o utrzymanie w lidze. W nieco lepszej

sytuacji byli torunianie, którzy

stawali przed taśmą, mając dwadzieścia

punktów przewagi. Ostatecznie

spotkanie w Grudziądzu zakończyło

się remisem 45:45, jednak

w dwumeczu wygrał Apator i to on

ostatecznie zdobył dwa punkty, co

trochę uspokoiło nastroje.

Końcówka tegorocznych rozgrywek

to dwie przegrane: jedna

nieznaczna z Motorem Lublin

(44:46), druga już trochę większa

(32:58) z Włókniarzem Częstochowa.

Natomiast na pożegnanie

sezonu Anioły zwyciężyły przed

własną publicznością ze Stalą Gorzów

50:40.

Ostatecznie Apator uplasował

się na szóstym miejscu, zdobywając

dziewięć punktów (w tym jeden

bonusowy). Bilans drużyny to

3 zwycięstwa, 1 remis i 10 porażek

(więcej razy, bo 11, przegrał tylko

Falubaz, który żegna się z Ekstraligą).

Najlepszym sklasyfikowanym

zawodnikiem drużyny jest Robert

Lambert, zajmujący 10. miejsce na

liście klasyfikacyjnej. W tym roku

zdobył on 150 punktów. Startował

w 72 biegach, średnia biegopunktowa

to 2.083.

Choć zostały jeszcze do rozegrania

spotkania o medale w lidze, a na

początku października w Toruniu

rozstrzygnie się, kto zostanie indywidualnym

mistrzem świata na

żużlu (w stawce są Bartosz Zmarzlik

i Artiom Łaguta, którzy walczą

o tytuł łeb w łeb), to już trwają

prace nad składami do kolejnego

sezonu rozgrywek. Nie inaczej jest

w Apatorze.

- Skład naszej drużyny na sezon

2022 jest już zamknięty – zapowiedział

Przemysław Termiński w wywiadzie,

którego udzielił „Tygodnikowi

Żużlowemu”. - Mamy takie

przepisy, a nie inne, więc oczywiście

nazwisk podać nie mogę. Po

1 listopada będziemy sukcesywnie

ujawniać poszczególnych zawodników.

Mogę jedynie zdradzić, że

toruńscy kibice, a także ci z innych

miast, którzy nam kibicują, powinni

być zadowoleni.

Oficjalne przepisy nie zatamują

jednak obiegu informacji, z których

wynika, że toruński klub może stać

się „królem polowania” podczas tegorocznego

okienka transferowej.

Emil Sajfudinow, dotychczas jeden

z czołowych zawodników aktualnego

mistrza Polski, Unii Leszno,

zapowiedział, iż w przyszłym roku

będzie jeździć w barwach Apatora.

To powrót Rosjanina do drużyny,

wcześniej występował w niej

w 2014 r. Działacze zaproponowali

mu kwotę wyższą, niż dostaje

w swoim klubie, gdzie rozegra jeszcze

dwa spotkania.

Drugim solidnym wzmocnieniem

składu będzie Patryk Dudek.

Były indywidualny wicemistrz

świata po trzynastu sezonach żegna

się z Falubazem Zielona Góra, gdyż

nie chce jeździć w pierwszej lidze,

a właśnie tam spadają zielonogórskie

Myszy. Z kolei właśnie do tego

zespołu mają trafić dwaj zawodnicy

od lat kojarzeni z Apatorem:

Adrian Miedziński – wychowanek

toruńskiego zespołu, który już raz

odszedł do innego klubu, Włókniarza

Częstochowa, oraz Chris

Holder, związany z ekipą od 2008 r.

W jego przypadku ostatni sezon nie

był rewelacyjny. Dla obu żużlowców

najpewniej zabraknie miejsca

w Toruniu po transferach.

Pozostają natomiast Jack Holder,

Robert Lambert, Paweł Przedpełski,

Krzysztof Lewandowski

i Karol Żupiński, a także trener zespołu,

Tomasz Bajerski, dla którego

będzie to trzeci sezon w Apatorze.

Tylko Toruń . 17 września 2021


TYLKOTORUN.PL

Akrobata na rowerze

ZA MIEDZĄ

15

5 lat temu na ulicy w Brzozówce uczył się jeździć na jednym kole. Dziś na rowerze staje na

głowie podczas mistrzostw świata. Daniel Rumiński opowiedział nam o swojej miłości do

dwóch kółek

Łukasz Buczkowski | fot. Łukasz Piecyk

Z rowerem potrafi zrobić prawie

wszystko. Nagrania ze swoimi

akrobacjami udostępnia na

YouTube. Mimo niespełna 20 lat,

Daniel Rumiński z Brzozówki

puka do światowej czołówki MTB

Stunt. To sport względnie młody,

ale niezwykle widowiskowy.

A przy tym niełatwy.

- To w pewnym sensie kaskaderstwo

na rowerze. Różne triki mają

swoje nazwy, ale tak naprawdę wykonać

można, co tylko przyjdzie do

głowy. Dążymy do

tego, by robić coraz

trudniejsze rzeczy,

więc pojawiają się

coraz nowsze ewolucje

- tak o swojej ‘‘Na początku

pasji mówi Daniel

Rumiński.

Akrobacje na

rowerze ćwiczy

od ponad 5 lat.

Obecnie musi godzić

treningi ze

stałą pracą, ale

i tak poświęca im

przynajmniej 2 godziny dziennie.

Rowerowe akrobacje trenuje w pobliżu

szkoły w rodzinnej Brzozówce,

bo - jak mówi - tam jest dobry

asfalt. Gdy nie ma ruchu, czasem

jeździ przed tutejszym marketem.

A wszystko zaczęło się od prostej

sztuczki.

- Znajomy zaczął uczyć się jazdy

na jednym kole. Pomyślałem,

jest dużo upadków,

ale z czasem jest coraz lepiej.

Choć nigdy nie można być pewnym, że

zawsze wszystko się uda.

że też tego spróbuję. Na początku

szło ciężko, więc szukałem jakiegoś

poradnika w internecie. Wtedy trafiłem

na MTB Stunt. Oglądałem filmiki

na YouTube, a potem kupiłem

rower - wspomina.

To dyscyplina, która ma niewiele

ponad 10 lat. Stunt rowerowy

wywodzi się ze stuntu motocyklowego,

który póki co cieszy się nieco

większą popularnością.

- Ze stuntu motocyklowego

można wyżyć. Występów jest więcej

i są bardziej opłacalne. W przypadku

rowerów nie jest tak dobrze,

choć może jeszcze się to rozwinie -

zaznacza Daniel Rumiński.

Choć to młoda dyscyplina, to

już od kilku lat organizowane są

Mistrzostwa Świata w MTB Stunt.

Zawodnik z Brzozówki uczestniczył

w nich już dwukrotnie. Po raz

pierwszy 3 lata temu, kiedy zajął 11.

miejsce.

- Dwa lata temu nie startowałem,

bo akurat zepsuł mi się rower.

Z kolei rok temu zawody nie odbyły

się przez koronawirusa - dodaje.

Na ostatnich mistrzostwach powrócił

więc po dwuletniej przerwie

i poprawił swoje poprzednie osiągnięcie,

zajmując 5. miejsce.

- Najmocniejsze w tym sporcie

są Polska i Indie. Ale nie brakuje

zawodników z innych krajów.

W mistrzostwach zazwyczaj bierze

udział około 20 osób, ale jest to absolutna

czołówka - przekonuje.

Sam udział w mistrzostwach

też nie jest łatwy. Startować mogą

zawodnicy, którzy już raz w nich

uczestniczyli lub ci, którzy przejdą

eliminacje. Trzeba więc wykazać

przynajmniej dwuletnie doświadczenie

i krótko zaprezentować swoje

umiejętności. Nie są to jednak jedyne

zawody dla pasjonatów MTB

Stunt. Od lat organizowane są bowiem

także mistrzostwa… online.

- Trzeba nagrać swój przejazd,

bez żadnych cięć. W eliminacjach

na zaprezentowanie się ma się tylko

minutę i dopiero jeśli przejdzie

się dalej, przejazd może być dłuższy.

W tych zawodach bierze udział

około 100 zawodników z całego

świata. Raz sam wystartowałem

i zająłem 11. miejsce - opowiada

Daniel Rumiński.

MTB Stunt jest bardzo spektakularne,

ale i trudne. Zawsze jest

ryzyko upadku, choć - jak zaznacza

pasjonat dwóch kółek z Brzozówki

Daniel Rumiński na ostatnich Mistrzostwach Świata w MTB Stunt

zajął 5. miejsce.

- najważniejsze to poradzić sobie ze

strachem.

- Na początku jest dużo upadków,

ale z czasem jest coraz lepiej.

Choć nigdy nie można być pewnym,

że zawsze wszystko się uda

- mówi. - Tutaj dużo siedzi w głowie.

Trzeba się przełamać. Ważne

jest, żeby się nie bać. Ten sport nie

wymaga dużo siły, choć bycie wysportowanym

pomaga. To jednak

bardziej kwestia wytrenowania. To

sport, który polega na próbowaniu.

Męczeniu cały czas tych samych

trików, aż się je opanuje. A są triki,

których nauka potrafi zająć nawet

pół roku. To jak w każdym sporcie.

Nic samo nie przyjdzie. Jeździć

trzeba cały rok, niezależnie od pogody.

To sport wymagający przede

wszystkim kreatywności. Na rowerze

jedynym ograniczeniem jest

wyobraźnia.

- Staram się wykorzystywać pomysły

lepszych zawodników, choć

sam też chcę je cały czas poprawiać.

Robiąc dany trik, można pomyśleć,

że da się zrobić coś lepiej. Stojąc

na głowie na rowerze, można np.

skrzyżować ręce. Potem jest to już

tylko kwestia wytrenowania - dodaje

Daniel Rumiński.

MTB Stunt uprawia się na rowerach

zbliżonych do górskich,

choć sprawny sportowiec poradzi

sobie na każdym sprzęcie. Zasada

jest jednak taka, że im większy rower,

tym mniej wygodny. Daniel

Rumiński w swoim nieustannie

montuje nowe części. Nierzadko

z konieczności.

- Właściwie wszystko już było

wymieniane. Czasem przy upadku

coś się połamie. Tylko rama została

ta sama, choć ona też była już spawana

- uśmiecha się.

REKLAMA

Tylko Toruń . 17 września 2021


More magazines by this user
Similar magazines