20.06.2022 Views

POST SCRIPTUM_3_2022_17_

POST SCRIPTUM - Niezależne pismo artystyczno-literackie tworzone przez polsko-brytyjski zespół entuzjastów, artystów i dziennikarzy. Zapraszamy do lektury

POST SCRIPTUM - Niezależne pismo artystyczno-literackie tworzone przez polsko-brytyjski zespół entuzjastów, artystów i dziennikarzy. Zapraszamy do lektury

SHOW MORE
SHOW LESS
  • No tags were found...

Create successful ePaper yourself

Turn your PDF publications into a flip-book with our unique Google optimized e-Paper software.

<strong>POST</strong><br />

NIEZALEŻNY KWARTALNIK<br />

LITERACKO-ARTYSTYCZNY<br />

<strong>SCRIPTUM</strong><br />

P R O Z A P O E Z J A P U B L I C Y S T Y K A S Z T U K I W I Z U A L N E<br />

ŻADEN MALARZ NIE MALUJE W PRÓŻNIĘ<br />

ARTUR SMOŁA<br />

RAMADAN HUSSIEN<br />

Człowiek jest najważniejszy<br />

WOJENNE ANAGNORISIS<br />

MARII PAWLIKOWSKIEJ-JASNORZEWSKIEJ<br />

POWIĄZANA RZECZYWISTOŚĆ<br />

Viola Śpiechowicz<br />

JOHN PORTER<br />

Gość specjalny<br />

YOU LOOK GOOD IN BLACK<br />

gość specjalny<br />

POLSKA SZTUKA NA LITWIE<br />

ARTYSTA ROKU 2021<br />

PIOTR KAMIENIARZ<br />

GRUPPA SIEDEM<br />

ANTARKTYDA<br />

KATARZYNA KOMAROWSKA<br />

fb: post scriptum<br />

fb: 3 post / <strong>2022</strong> scriptum (<strong>17</strong>)<br />

23 / / 2021 (12) (13)<br />

www.postscriptum.uk<br />

fb: post scriptum<br />

Uwaga: bomba zegarowa!<br />

FELIETON JULIUSZA WĄTROBY<br />

AURÈLE RICARD<br />

„LOST DOG” – pies w kolorze nadziei<br />

Barbara Gruszka-Zych: poezja<br />

BRONISŁAW KRZYSZTOF – Jestem wierny sobie<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

1


DRUK NA ŻYCZENIE: 24,95 zł<br />

ZAMÓWIENIA BEZPOŚREDNIO W DRUKARNI:<br />

https://www.wyczerpane.pl/wydawnictwo-post-scriptum,dBA-0io.html<br />

SPIS TREŚCI:<br />

PROZA:<br />

16. Wojenne Anagnorisis Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej – prof. Izolda Kiec<br />

48. Esej Renaty Szpunar O szczęściu<br />

66. Lewis-Stempel – Szarak za miedzą. Prywatne życie pola – recenzja – Robert Knapik<br />

78. Lucy – Katarzyna Brus-Sawczuk – OPOWIADANIE<br />

92. Tęsknota – Maja Chałubińska – OPOWIADANIE<br />

98. Wylęgarnia geniuszy – felieton Juliusza Wątroby<br />

102. Barys – Kości, które nosisz w kieszeni – recenzja – Robert Knapik<br />

WERSJA ELEKTRONICZNA DO POBRANIA ZA DARMO:<br />

https://www.yumpu.com/xx/document/<br />

view/66536734/post-scriptum-1-<strong>2022</strong>-15<br />

https://issuu.com/post.scriptum/docs/post_<br />

scriptum_1_<strong>2022</strong>_15_<br />

PARTNERZY MEDIALNI<br />

SZTUKI WIZUALNE:<br />

24. Wywiad z malarzem ARTUREM SMOŁĄ – Renata Cygan<br />

54. Polska sztuka na Litwie – Paweł Krupka<br />

57. Wywiad z malarką DANUTĄ LIPSKĄ – Paweł Krupka<br />

68. GRUPPA SIEDEM – Izabela Winiewicz-Cybulska<br />

82. RAMADAN HUSSIEN – malarstwo<br />

POEZJA:<br />

14. MACIEJ SKOMOROWSKI – wiersze<br />

23. I zaskrzypiał próg – PROZA POETYCKA – Wanda Dusia Stańczak<br />

38. Proza poetycka – ARTUR DUDZIŃSKI<br />

53. Wiersze – DARIUSZ ZELLER<br />

58. Wiersze – DOROTA NOWAK<br />

76. SATYRA<br />

81. Ojciec – Antologia SAP-u – Wanda Dusia Stańczak<br />

91. JULIUSZ WĄTROBA – aforyzmy<br />

96. Wiersze polecane – MARCIN ZEGADŁO<br />

ROZMAITOŚCI:<br />

4. PIOTR KAMIENIARZ – ARTYSTA ROKU 2021<br />

6. Powiązana rzeczywistość – Anna Maruszeczko rozmawia z VIOLĄ ŚPIECHOWICZ<br />

44. Światło dla poloneza – Wanda Dusia Stańczak<br />

60. JOHN PORTER – gość specjalny – wywiad – Katarzyna Brus-Sawczuk<br />

70. Joanna Nordyńska – Antarktyda – rozmowa z KATARZYNĄ KOMAROWSKĄ<br />

2<br />

ZESPÓŁ REDAKCYJNY:<br />

Renata Cygan (redaktor naczelna), Katarzyna Brus-Sawczuk, Joanna Nordyńska, Juliusz Wątroba, Izolda Kiec,<br />

Wanda Dusia-Stańczak, Renata Szpunar-Kubczyk, Robert Knapik, Iza Smolarek, Alex Sławiński,<br />

Anna Maruszeczko, Paweł Krupka, Agnieszka Woźniak, Izabela Winiewicz-Cybulska (gościnnie)<br />

Rysunek satyryczny: Konrad Wieczorkowski, Sergio Palazon<br />

Korekta: Aleksandra Krasińska, Dominika Paluch, Joanna Olszewska i Małgorzata Nowak<br />

Tłumaczenia z języka angielskiego: Renata Cygan<br />

Skład, łamanie i opracowanie graficzne: Renata Cygan<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Obraz na okładce:<br />

Artur Smoła<br />

WSTĘPNIAK<br />

Nasza teraźniejszość jest mocno zapętlona: przesyt bodźców, kłębowisko informacji<br />

(a nazbyt często dezinformacji), kalejdoskop jaskrawych kolorów. Ogólny galimatias.<br />

Jak odnaleźć porządek i spokój w tym chaosie? Jak zatrzymać pędzący na oślep tramwaj,<br />

z którego coraz trudniej wysiąść?<br />

Odpowiedzią na te pytania, swoistym remedium na bolączki współczesnego bytowania,<br />

zawsze były i są literatura i sztuka. Interesująca książka, piękny obraz, poruszający film czy<br />

dobra poezja pomagają odzyskać równowagę, dają wytchnienie i pobudzają do refleksji,<br />

a tym samym wywołują pozytywne zmiany w układzie nerwowym.<br />

Sztuka koi i wzbogaca, i zamienia poplątaną teraźniejszość w powiązaną rzeczywistość.<br />

„Powiązana rzeczywistość” to tytuł bardzo ciekawego i inspirującego wywiadu Anny Maruszeczko<br />

z Violą Śpiechowicz, jedną z czołowych polskich projektantek mody. Viola wiąże<br />

swoją rzeczywistość, m.in. projektując suknie dla księżniczek bhutańskich, szyjąc zimowe<br />

ubranka dla Żubrówki, czy tworząc oryginalne obrazy z rozrzucanych nici, gdzie każda niteczka<br />

ma znaczenie. Jej sztuka to przykład na to, jak z chaosu rodzi się ład.<br />

W rzeczywistość naszego kolejnego gościa wplątują się madonny, konie i sport. Pochodzący<br />

z Pilzna Artur Smoła miał zostać sędzią, ale los napisał dla niego inny scenariusz – został malarzem.<br />

Miłośnik Kory i Fridy kreuje oryginalne, demoniczne, władcze kobiety łączące w sobie to,<br />

co grzeszne i boskie. Unikatowy styl, feeria kolorów, nietypowe formy – to cechy charakterystyczne<br />

twórczości artysty. Zapraszamy do galerii jego zapadających w pamięć obrazów.<br />

Dla wielu punktem odniesienia, a czasem jedynym realnym (nierealnym?) bytem jest muzyka.<br />

Gościem specjalnym tego numeru jest John Porter. Myślę, że nie trzeba go szczególnie<br />

przedstawiać. Walijski muzyk, który swoją rzeczywistość związał na stałe z Polską,<br />

jest ważną postacią naszej rodzimej sceny muzycznej. Katarzynie Brus-Sawczuk udało się<br />

namówić Johna do zwierzeń przy filiżance kawy.<br />

Dorastanie w biedzie, ucieczka przed wojną i emigracja (aktualne obecnie zjawiska –<br />

także za naszą miedzą) odcisnęły piętno na spojrzeniu na świat i ludzi naszego kolejnego<br />

bohatera – syryjskiego malarza Ramadana Hussiena. Jego rzeczywistość nie była różowa,<br />

co objawia się w poruszającej twórczości artysty.<br />

Powiązaliśmy dla Państwa wiele wątków, które składają się w jedną, interesującą całość<br />

w postaci tego numeru „Post Scriptum”.<br />

Zajrzeliśmy także do Wilna, odwiedziliśmy Antarktydę, zatańczyliśmy poloneza. Piszemy<br />

o szczęściu, tęsknocie i konkursowaniu, zaznajamiamy się ze świeżo powstałą Gruppą Siedem<br />

i zamyślamy nad wojennym anagnorisis Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.<br />

Gorąco zapraszam do lektury i życzę Państwu miłej podróży między słowem a obrazem.<br />

Redaktor Naczelna<br />

www.postscriptum.uk, fb: post scriptum, e-mail: redakcja@postscriptum.uk<br />

Wydawca: Post Scriptum LTD, Watford, UK<br />

NUMER KONTA: IBAN: GB82 LOYD 3096 2657 4181 60<br />

UK: SORT CODE: 309626 ACC Number: 57418160<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

3


PIOTR KAMIENIARZ<br />

ARTYSTĄ ROKU 2021<br />

GRATULUJEMY!<br />

4<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

A R T<br />

A K T Y<br />

P O S T<br />

<strong>SCRIPTUM</strong><br />

Już po raz drugi, pod auspicjami „Post Scriptum”, odbył się plebiscyt<br />

na ARTYSTĘ ROKU. W wyścigu o wygraną oraz piękną,<br />

oryginalną statuetkę „ArtAkty Post Scriptum” wzięło udział<br />

20 komisyjnie wybranych artystów, którzy w roku 2021 gościli na<br />

łamach naszego kwartalnika.<br />

Wszyscy nominowani byli absolutnie i bezapelacyjnie godni tego<br />

zaszczytnego tytułu, wszyscy mieli równe szanse. Każda z tych<br />

postaci to osobowość nietuzinkowa, tworząca niezwykłe dzieła<br />

sztuki: piórem, dłutem, pędzlem, ołówkiem, pisząc, rzeźbiąc,<br />

malując, rysując, wystukując teksty na komputerze, mieszając<br />

żółtka z pigmentami, wyskrobując kolejne warstwy ze żmudnie<br />

nałożonych pokładów barwnika, wędrując z głową w chmurach<br />

(bo tam najpiękniej pączkują wiersze), czy biegając z uwieszonym<br />

u szyi ciężkim sprzętem, by nie przegapić „tego” ujęcia.<br />

No, ale zwycięzca może być tylko jeden… Czytelnicy zdecydowali,<br />

że Artystą 2021 roku zostaje Piotr Kamieniarz – malarz<br />

i rysownik, którego niezwykle oryginalne, niesamowite, niepokojące<br />

i emocjonujące obrazy zapadają w pamięć i w serca każdego<br />

odbiorcy jego oryginalnej sztuki.<br />

Miejsce i czas uroczystego wręczenia „ArtAktów Post Scriptum”<br />

ogłosimy na naszej stronie internetowej, Facebooku i Instagramie,<br />

a w następnym (wrześniowym) numerze będą Państwo<br />

mogli przeczytać relację z gali. Przypominamy, że autorem statuetki<br />

jest znany bułgarski rzeźbiarz Ilian Sharkov.<br />

Bardzo serdecznie gratulujemy wszystkim nominowanym, dziękujemy<br />

czytelnikom i przyjaciołom „Post Scriptum” za zainteresowanie<br />

i oddane głosy, ale przede wszystkim chylimy głowy przed Piotrem<br />

Kamieniarzem – za to, że przekonał do swojej sztuki rzesze odbiorców<br />

i za to, że otrzymał zaszczytny tytuł ARTYSTY ROKU 2021.<br />

Wielka to dla nas radość móc obcować z ludźmi tak pięknymi,<br />

obdarzonymi niezwykłym talentem, którzy potrafią uskrzydlać,<br />

uwrażliwiać i napędzać do działania. [PS]


WIOSENNA MIŁOŚĆ<br />

GNIAZDO II<br />

RANDKA W CIEMNO<br />

ROMEO I JULIA<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

5


6<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


VIOLA ŚPIECHOWICZ<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

7


Viola Śpiechowicz<br />

Viola Śpiechowicz, projektantka mody. Absolwentka malarstwa na Wydziale<br />

Sztuk Pięknych Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. Tworzy tekstylne<br />

obrazy opracowaną przez siebie techniką. Projektuje akcesoria, biżuterię, szkło<br />

i druki na tkaninie.<br />

Od 2006 roku pracuje pod własnym nazwiskiem, projektuje kolekcje wieczorowe<br />

i casual. Jej styl jest konsekwentny i rozpoznawalny, a nowatorskie podejście do<br />

projektowania owocuje oryginalnymi rzeźbiarskimi konstrukcjami. Jest autorką<br />

strojów projektowanych na zamówienie bhutańskiej rodziny królewskiej.<br />

Trzykrotnie otrzymała tytuł Doskonałość Mody magazynu „Twój STYL”, tytuł<br />

Projektant Roku przyznawany przez Krajową Izbę Mody oraz Trofeum magazynu<br />

„ELLE”. Laureatka wielu prestiżowych nagród, w tym nagrody włoskich targów<br />

mody Pitti Immagine.<br />

W 2016 roku na New York Fashion Week odbyła się premiera jej kolekcji „Light<br />

Union”. Twórczość Violi Śpiechowicz została zaprezentowana przez telewizję<br />

CNN w programie opisującym polskie zjawiska innowacyjne pt. „Made in<br />

Poland”. W 20<strong>17</strong> roku na Europejskim Kongresie Gospodarczym otrzymała<br />

statuetkę Wizjonera przyznawaną przez „Dziennik Gazeta Prawna”.<br />

8<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


ozmawia anna maruszeczko<br />

POWIĄZANA RZECZYWISTOŚĆ<br />

W jakich okolicznościach wyświetlił Ci się koncept<br />

„Powiązanej Rzeczywistości”?<br />

Od dawna towarzyszy mi świadomość połączenia i poczucie<br />

przenikania się różnych dziedzin, i to nie tylko w sztuce.<br />

Już w latach 90. ubiegłego wieku, w ramach dyplomu<br />

z malarstwa, pokazałam obrazy i kolekcję ubrań. Ten<br />

koncept miał stanowić całość inspirowaną fazami słońca<br />

i zmieniającym się wraz z nimi światłem. Odważyłam się<br />

na to, choć tym samym, nie wykazałam się szczególnym<br />

rozsądkiem. (śmiech)<br />

Dlaczego to deprecjonujesz?<br />

Ponieważ szkoła nie oczekuje wyjścia poza schemat,<br />

a jeśli się na to decydujesz, nie spodziewaj się poklasku.<br />

Moja praca dyplomowa polegała na aranżacji przestrzeni<br />

malarstwem. Nie chciałam, żeby wystawa sprowadzała<br />

się do ekspozycji obrazów na ścianie. Zwiedzający musiał<br />

poszukać własnego miejsca patrzenia i tym samym – swojego<br />

punktu widzenia. Dodatkowo podczas wernisażu<br />

pojawiły się modelki w mojej kolekcji ubrań. Moda stanowiła<br />

integralny element rzeczywistości, którą stworzyłam.<br />

Wszyscy byli mocno zaskoczeni. Tylko niektórzy<br />

pozytywnie. Myślę, że mieli mnie za wariatkę. Ale jeden<br />

z profesorów powiedział, że ten event powinien się odbyć<br />

w Nowym Jorku! (śmiech)<br />

Bo był prekursorski?<br />

Ja tego wtedy tak nie nazywałam. Interesowało mnie nie<br />

tylko malarstwo, ale także projektowanie ubrań. Nie rozumiałam,<br />

dlaczego miałabym zachowywać jakąś gatunkową<br />

czystość. Łączenie sztuk wydawało mi się naturalne<br />

i oczywiste. Ciekawiło mnie wyjście w przestrzeń, lubiłam<br />

rzeźbę, a ona ma duży związek z konstrukcją ubrania. Kiedy<br />

je projektujesz, wyobrażasz sobie, jak będzie wyglądało<br />

z każdej strony, w ruchu, w różnych okolicznościach<br />

ekspozycyjnych. A więc czułam te połączenia i miałam na<br />

nie ochotę, mimo że moja uczelnia nie była wówczas przygotowana<br />

na taką interdyscyplinarność.<br />

Wrodzona potrzeba transgresji?<br />

Chyba i wrodzona, i nabyta. Ukończyłam malarstwo. Jednak<br />

szybko zmienił się mój główny środek wyrazu. Przerzuciłam<br />

pędzel z płótna malarskiego na tkaninę. Chociaż<br />

nie od razu miałam możliwość projektowania nadruków.<br />

9<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Chyba bardzo „nie od razu”. Jeżeli chodzi o większą skalę,<br />

to możliwość projektowania tak zwanych printów<br />

przez projektantów mody jest zdobyczą ostatnich lat.<br />

Tak. Wcześniej można było kupić tkaniny z nadrukiem<br />

od producentów, u których zaopatrywaliśmy się w materiały,<br />

i nie zawsze to było satysfakcjonujące. Ja rzadko<br />

korzystałam z gotowych druków. Miałam wewnętrzny<br />

opór. Wzór bardzo definiuje projekt. Gdy projektujesz<br />

z nadrukowanej tkaniny, konstrukcja ubrania, pomysł na<br />

nią schodzi na drugi plan. I tych „gotowych danych” jest<br />

tak dużo, że przestajesz czuć związek z powstałym projektem.<br />

To mi przeszkadzało, dlatego zawsze pragnęłam<br />

mieć własne wzory.<br />

10<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

I przyszedł czas, że pojawiły się takie możliwości.<br />

W pewnym momencie stało się to możliwe dla projektantki<br />

i jednoosobowej producentki. Wreszcie mogłam wyprodukować<br />

kilkaset, a nie od razu tysiące metrów nadrukowanej<br />

tkaniny – z myślą o zwykle krótkich seriach swoich kolekcji.<br />

Wróćmy do genezy „Powiązanej Rzeczywistości”.<br />

Tak się złożyło, że byłam w posiadaniu dużej ilości nici<br />

i szukałam dla nich zastosowania. Wpadłam na pomysł, że<br />

mogę tworzyć obrazy z tej niezmierzonej ilości kolorowych<br />

nitek. Pierwotnie miały posłużyć do zrobienia projektów<br />

tkanin – miałam je sfotografować i przetransferować na<br />

tkaninę. Ale okazało się, że powstałe obrazy mają potencjał<br />

dekoracyjny, i może nawet są czymś więcej niż tylko kłębowiskiem<br />

nitek.


Zanim porozmawiamy o technologii, powiedz,<br />

co to znaczy: „dużej ilości nici”?<br />

To był ogrom. Powiedzmy: „tir nici” w różnych kolorach.<br />

Kiedy coś szyję, muszę idealnie dopasować odcień<br />

nici. Ale nie zawsze go w tym „tirze nici” znajduję.<br />

Można by wysnuć wniosek, że do pełni szczęścia tir to<br />

ciągle za mało.<br />

To musi rozpalać wyobraźnię! Ale czym to dla Ciebie<br />

było na samym początku – radością czy brzemieniem?<br />

Cieszyłam się, że będę miała dużo nici w szerokim<br />

spektrum kolorów, ale fakt, trudno było znaleźć na nie<br />

miejsce w mojej przestrzeni życiowej. (śmiech) Jednak<br />

już na starcie traktowałam to jako potencjał. Zdecydowanie.<br />

Ta wielość kolorów dawała możliwość mieszania<br />

i tworzenia barw. Przewidywałam, że laserunkowe,<br />

czyli warstwowe nakładanie na siebie różnych, przenikających<br />

się kolorów nici, może prowadzić do powstania<br />

czegoś atrakcyjnego pod względem strukturalnym<br />

i kolorystycznym.<br />

Zatem pracujesz tak, jak przy klasycznym obrazie,<br />

gdzie nakłada się na podłoże kolejne laserunki, czyli<br />

przezroczyste lub półprzezroczyste warstwy, tylko<br />

że tworzywem nie są nici, a farby?<br />

Dokładnie tak. Tworząc pierwsze prace, myślałam wyłącznie<br />

o tkaninie, ale później nici same zaczęły dryfować<br />

w kierunku bardziej zaawansowanych form artystycznych.<br />

W ten sposób zaczęłaś tworzyć podwaliny pod tkaninę,<br />

a tymczasem…<br />

A tymczasem, gdy patrzyłam na to kłębowisko nici<br />

z oddalenia, stawało się ono malarstwem, za którym<br />

tęskniłam. To były płaskie obrazy przyciśnięte szybą.<br />

Miały swój urok, ale kiedy zrobiłam tych prac więcej<br />

niż kilka, zaczęłam się zastanawiać, co zrobić, by wyjść<br />

z nimi w przestrzeń. Zaczęłam tworzyć obrazy z nici<br />

w ramach 3D. Pozwoliło mi to pokazać nie tylko koloryt, ale<br />

także ekspresyjne pofałdowania materii. Później okazało<br />

się, że można wyjść z nimi w przestrzeń jeszcze bardziej.<br />

Co to znaczy, że wyszłaś w przestrzeń z tymi obrazami?<br />

Robiłam takie próby, że zdejmowałam z podłoża obrazu<br />

nakładane wcześniej warstwy nici. Mam sposób na<br />

ich scalenie. Utrwalam je fiksatywą albo lakierem do<br />

włosów, a później przeszywam, zabezpieczając przed<br />

rozpadem.<br />

Czyli to nie są byty efemeryczne?<br />

Choć staram się je utrwalać, one i tak są skore do<br />

rozpadu. Nie mogę walczyć z ich naturą. Ich delikatność<br />

i ulotność czuje się, zwłaszcza gdy je podniesiesz<br />

z podłoża. Moim kolejnym planem jest pokazanie tej pajęczyny<br />

z nici właśnie po zdjęciu z pierwotnej formy obrazu.<br />

Czym jest dla Ciebie tworzenie „Powiązanej Rzeczywistości”?<br />

W takim obrazie można zawrzeć spore pokłady ekspresji. Mam szansę<br />

się wyładować, dać upust różnym trudnym, targającym człowiekiem<br />

emocjom. Poza tym mam poczucie kontynuacji, ciągle przerywanej<br />

końcem czegoś, co daje początek następnemu.<br />

Ja bym powiedziała, że taka praca to przeżycie egzystencjalne.<br />

Mieszanina kolorów jest wyrazem emocji.<br />

U zarania jest kłębowisko. To splątanie, spętanie, gęstość może być<br />

metaforą czegoś bardzo skomplikowanego – zagubienia, chaosu.<br />

W finale widzę dużo harmonii.<br />

Uderzyłaś w punkt całego procesu. Gdy zaczynam pracę i układam<br />

pierwsze warstwy z pojedynczych nitek rozwijanych ze szpulek albo<br />

z nerwowo rozrywanych kłębów, to one nic nie oznaczają, są nudne.<br />

Długo wyglądają nieciekawie. Na początku jest nic, nic, nic albo chaos,<br />

ale w wyniku żmudnej pracy z tą materią, zaczyna wyłaniać się forma.<br />

Z chaosu wyłania się kosmos. Wiesz, do czego dążysz, gdy zaczynasz<br />

układać nici?<br />

Czasem mam konkretny plan. W jednej z serii tworzyłam sugestię podłoża<br />

organicznego, jak mech czy runo leśne. Później ten koncept sam<br />

mnie opuścił i zaczęłam nakładać nici, nie myśląc o tym, co mam w planie<br />

– żeby rzeczy same się działy. Kiedyś wyłonił mi się taki niciany ogień.<br />

Nie chciałam go, bo był zbyt oczywisty, i próbowałam go zmieniać, ale<br />

pomimo wielu przeróbek ten obraz nie chciał przestać być ogniem.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

11


To nie są miniaturowe formaty. Zwykle 80/100, czasem większe,<br />

więc trzeba się naprawdę długo mocować z tą cieniutką, bezkształtną<br />

materią. Na początku mam bolesne poczucie, że się<br />

z tego wręcz nie wydobędę. Mogę powiedzieć, że to proces przejścia<br />

przez cierpienie do poczucia satysfakcji. Ale to tylko w przypadku,<br />

kiedy przebiegnie pomyślnie. (śmiech)<br />

Jak w życiu, kiedy na początku przeraża nas, że problem, który<br />

nas dotyka, jest nie do rozwiązania.<br />

Tak. To oznacza, że powinniśmy traktować problem jak wyzwanie<br />

i nie poprzestawać na działaniu.<br />

Idąc dalej w metafory związane z moimi nićmi – nakładanie kolejnych<br />

warstw wymaga koncentracji, a to pozwala zauważyć, że nawet<br />

jedna niteczka rzucona we właściwym miejscu ma znacznie.<br />

Rzeczywiście – tak jak w życiu. Pozostawanie w harmonii uwrażliwia<br />

na drobiazgi, które wpływają na całokształt.<br />

Czym zatem jest dla Ciebie ten proces?<br />

Na pewno ma walor medytacyjny. Może nie taki sam jak wtedy,<br />

gdy siedzisz w lotosie, ale koncentracja nad tą subtelną materią<br />

niewątpliwie pozwala się oderwać…<br />

Na przykład od kłębowiska myśli.<br />

Właśnie.<br />

Czy „Powiązana Rzeczywistość” ma związek z ekologią? Szacunek<br />

do natury od zawsze jest obecny w tym, co robisz. Korzystasz<br />

z naturalnych tkanin, nie dajesz zmarnować się ciężarówce<br />

nici, ze skrawków materiałów z poprzednich kolekcji tworzysz<br />

efektowne dodatki do nowych…<br />

Związek człowieka z naturą jest kluczowy dla naszej egzystencji.<br />

Hasło „Powiązana Rzeczywistość” ma zwrócić uwagę na prawo<br />

przyczyny i skutku, na powiązanie naszych działań z istniejącym<br />

stanem rzeczy i z tym, co może wydarzyć się w przyszłości.<br />

W tym, co mówisz, czuję ducha Olgi Tokarczuk. Łączenie to leitmotiv<br />

jej przekazu*.<br />

To nie jest świadome nawiązanie, ale niewątpliwie czuję związek<br />

z przekazem Olgi Tokarczuk. Mamy więc ze sobą związek –<br />

bo wszystko się z czymś wiąże. [AM]<br />

*Fragment mowy noblowskiej Olgi Tokarczuk:<br />

„Całe życie fascynują mnie wzajemne sieci powiązań i wpływów,<br />

których najczęściej nie jesteśmy świadomi, lecz odkrywamy je<br />

przypadkiem, jako zadziwiające zbiegi okoliczności, zbieżności<br />

losu, te wszystkie mosty, śruby, spawy i łączniki, które śledziłam<br />

w Biegunach. Fascynuje mnie kojarzenie faktów, szukanie porządków.<br />

W gruncie rzeczy – jestem o tym przekonana – pisarski<br />

umysł jest umysłem syntetycznym, który z uporem zbiera wszystkie<br />

okruchy, próbując z nich na nowo skleić uniwersum całości”.<br />

Autorka podcastu #Wojowniczki&Wojownicy na Spotify:<br />

12<br />

https://open.spotify.com/show/3RjoeghoM8ZSU9RiAX2cmA<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


NAWET JEDNA NITECZKA<br />

RZUCONA<br />

WE WŁAŚCIWYM MIEJSCU<br />

MA ZNACZNIE<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

13


Maciej Skomorowski<br />

W I E R S Z E<br />

BALLADY<br />

Sztylet w ostatnim momencie. To Królewna Śnieżka<br />

zabija. Następnie przywdziewa koronę<br />

na wieki swego panowania, w białej sukni,<br />

dziewczyna po przejściach, wybudzona<br />

z farmakologicznej śpiączki. Królowa<br />

Lodu ma suknię jeszcze bielszą<br />

ale przesadza z klimatyzacją. Kopciuszek<br />

zstępuje po szerokiej balustradzie<br />

sali balowej w niedowierzające spojrzenia,<br />

gdy tymczasem Małgosia przez chwilę<br />

nie patrzy na Jasia, a Smerfetka na swoim smartfonie<br />

układa listę rzeczy do zrobienia na jutro.<br />

Tylko dziewczynka z zapałkami<br />

czeka spokojnie na kogoś z papierosami.<br />

I pewnie w końcu się doczeka.<br />

MIESZKAĆ<br />

W lustrach, w przeciągach, od tygodnia w tym samym<br />

polo, ale z butelkami o różnych etykietach żyję<br />

w mieszkaniu, w pokoju, w ciszy, olbrzymim skupieniu.<br />

Życie bez blasku posiada jednak własne atrakcje.<br />

Zbliżanie się do własnego centrum z oprzyrządowaniem<br />

dokumentującym wszystko w obrazach - przywilej<br />

cichego życia na przedmieściach, gdzie sklepikarki<br />

w małych sklepikach dają na krechę i umawiają się<br />

po godzinach na wódkę, a dzieciaki pół na pół<br />

noszą odzież patriotyczną i tęczowe torby<br />

i sklep monopolowy jest otwarty zawsze, bez wyjątku,<br />

z gwarancją jak stal. Przedmieścia z zakratowanymi<br />

oknami w parterowych mieszkaniach osiedla. Przedmieścia<br />

sklepów mięsnych i biedronek. Przedmieścia tanich<br />

lumpeksów i rozległych parkingów, które po zmroku<br />

wyglądają jak wyspy oświetlone pomarańczowym światłem.<br />

Nawet grupowe lizanie lodów w punkcie tuż pod<br />

moim oknem jest dostępne, jeżeli tylko zechciałbym<br />

udać się na krótki spacer. Tymczasem piszę i czytam<br />

książki, buduję filozofię, badam własną twarz, usiłuję<br />

wspiąć się na moją wyżynę ze szklanką whisky w ręku,<br />

nie schodząc z fotela, cały zatopiony w czymś większym niż ja.<br />

14<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

15


Izolda Kiec<br />

PROF. Izolda Kiec<br />

WOJENNE<br />

ANAGNORISIS<br />

Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej<br />

Głupcy robią z ziemi muzeum okropności, mądrzy zrobiliby raj i dzieło sztuki.<br />

(M. Pawlikowska-Jasnorzewska, Notatnik, 24 lipca 1944 roku)<br />

16<br />

I Z O L D A K I E C<br />

26 stycznia 1941 roku poetka i dramatopisarka Maria<br />

Pawlikowska-Jasnorzewska (1891-1945) pisała z Londynu<br />

w liście do Antoniego Słonimskiego: „[…] nie jestem<br />

saturniczną duszą, mam słońce w horoskopie… rozumiesz.<br />

Nie kocham cierpienia. Nie wierzę w krwawe bóstwa<br />

[…]”. Ścieżką wyznaczaną przez Saturna, planetę<br />

wielkiego nieszczęścia, stąpała niepewnie, opuszczona<br />

i przerażona. Jej przeznaczeniem i znakiem rozpoznawczym<br />

poetyckiego słowa była bowiem urodziwa, wiecznie<br />

zakochana Wenus.<br />

Dla dzisiejszego czytelnika pozostała, podobnie jak<br />

dla siostry, Magdaleny Samozwaniec – Zalotnicą Niebieską;<br />

jak dla poety, Juliana Tuwima – staroświecką<br />

młodą panią z Krakowa; jak dla badaczki, Elżbiety Hurnikowej<br />

– Naturą w salonie mody. Ów subtelny, pozbawiony<br />

ciemnych barw i zarysowań portret narodził się<br />

w odległym świecie, tym ze słońcem w horoskopie, który<br />

skończył się 1 września 1939 roku. W następującym<br />

po nim świecie rządzonym przez krwawe bóstwa, czyli<br />

w tym, w którym niegdysiejsza rozpieszczana i kapryś-<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

na Lilka Kossakówna, jedna z trojga dzieci wybitnego<br />

malarza Wojciecha Kossaka, zapisywała epilog swojej<br />

drogi, bezbrzeżnej samotności, trudnej do wyobrażenia<br />

udręki, była – jak sama mówiła o sobie – niepotrzebnym<br />

ślepcem-poetą, podstarzałą kobietą, dziadówką<br />

pod kościół…<br />

Krytyk teatralny Tymon Terlecki, który w 1950 roku<br />

opublikował fragmenty zapisków Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej<br />

z lat 1939-1945, skomentował ów dramatyczny<br />

czas wojny, umierania i śmierci następująco:<br />

„W ostatnich latach jej życia i w twórczości tych lat nie<br />

ma nic z fosforyzacji, fluorescencji, z iskrzenia się i migotania,<br />

które były od początku jej tajemnicą, jej guślarskim,<br />

czarnoksięskim zabiegiem. Te lata przywodzą na<br />

oczy obraz nieustannego krwawienia z otwartej rany.<br />

Szarpał Pawlikowską sprzeciw moralny, dręczyła samotność<br />

i żarła nieuciszona tęsknota. Wszystko to było<br />

w niej tak natężone, że prawie nieuchronnie musiało<br />

się przetłumaczyć na śmiertelną chorobę. Ta choroba<br />

wydaje się metaforą, niejako fizyczną przenośnią tego,<br />

co Pawlikowska wtedy czuła i myślała”.


Izolda Kiec<br />

Wygnanie<br />

1 września 1939 roku Maria Pawlikowska-Jasnorzewska<br />

była w Warszawie, zamierzała czas spędzić<br />

przy ulicy Akacjowej na urządzaniu mieszkania, które<br />

otrzymał z przydziału służbowego jej nowo poślubiony<br />

mąż Stefan Jasnorzewski (1901-1970), Lotek, pilot<br />

w stopniu kapitana, zatrudniony w dowództwie lotniczym<br />

w stolicy.<br />

2 września w Teatrze Nowym odbyło się warszawskie<br />

przedstawienie Baby-Dziwo, tragikomedii napisanej<br />

przez Pawlikowską w 1938 roku, wykpiwającej<br />

faszyzm i jej głównego ideologa – kanclerza Adolfa<br />

Hitlera. W zaciemnionym budynku teatru, podczas<br />

obowiązującego już wojennego alarmu, na widowni<br />

zasiadło czternaście osób, w tym najbliższa rodzina<br />

Lilki, rodzice i siostra, którzy specjalnie z okazji premiery<br />

przybyli z Krakowa. Na scenie w roli tytułowej<br />

wystąpiła niezrównana Stanisława Wysocka. „Piękne<br />

przedstawienie i wzniosłe. Wielki wieczór mojego życia”<br />

– zapisała autorka w dzienniku. Czy przeczuwała,<br />

że to ostatnie wielkie i wzniosłe zdarzenie w jej<br />

biografii? Pożegnanie ze światem iluzji.<br />

Nazajutrz bowiem, na rozkaz przełożonych kapitana,<br />

państwo Jasnorzewscy opuścili Warszawę. Udali się<br />

do Lwowa, następnie przez Zaleszczyki do Rumunii,<br />

skąd w styczniu 1940 roku przybyli do Paryża. Dalej<br />

ich droga wiodła przez Lyon i Gibraltar do Londynu,<br />

a wreszcie do Blackpool. Maria Jasnorzewska nie towarzyszyła<br />

mężowi jako charyzmatyczna, podziwiana<br />

poetka, była niechcianym przez wojskowe dowództwo<br />

obciążeniem. „Kobietami pomiatano” – pisała<br />

krótko do Słonimskiego. W prowadzonym na własny<br />

użytek dzienniku była bardziej dosadna, definiując<br />

swój status żony oficera jako „szmelc żeński”. Czuła<br />

się napiętnowana – jako ta, która nie zdecydowała się,<br />

by zostać w domu i jak „prawdziwa Polka” – „urodzić<br />

córę”. Czas spędzała w hotelowych, tanich pokojach,<br />

najczęściej czekając na Lotka wciąż zajętego pracą<br />

w Royal Air Force, izolując się od grupy plotkujących<br />

pań z Polski, unikając emigracyjnych swarów, drżąc<br />

z powodu tęsknoty i niepokoju – o Madzię, o Mamidło<br />

i o Tatkę. Pozbawiona środków do życia, pozbawiona<br />

podziwu otoczenia i męskiej adoracji, odarta<br />

z atrybutów kobiecości. Zrozpaczona wiadomościami<br />

o śmierci obojga rodziców (ojca w 1942, matki w 1943<br />

roku), wreszcie – własną niemocą. Umierała w upokorzeniu,<br />

pokonana przez odbierającą jej siły i godność<br />

chorobę – raka szyjki macicy, który wykryty w połowie<br />

1944 roku błyskawicznie dał przerzuty do kręgosłupa.<br />

Na trzy tygodnie przed śmiercią, w czerwcu 1945 roku,<br />

udręczona kobieta pisała do Terleckiego:<br />

„Leżę w upiornych cierpieniach krzyża, a ciągłe zastrzyki<br />

coraminy i morfiny muszą mnie dobić. Bezwład<br />

mój sięga do pasa i jest jak ciężki opatrunek z gipsu.<br />

Nie mogę pojąć, że mogłam wpaść w t a k i w i l c z y<br />

d ó ł . Chciałabym być wyniesiona do lasu i porzucona<br />

tam pośród paproci i traw, gałęzi osłaniających i całkowitej<br />

samotności, mieć ziemię za jedyną pielęgniarkę<br />

i zapaść się w ten sen, z którego nie budzi nurse<br />

obowiązkowa ze swoją herbatą czy termometrem.<br />

Rozumiem teraz wstyd zwierząt, gdy się kryją z cierpieniem.<br />

[…] Czuję się spalona do połowy. W każdym<br />

razie jestem kompletnie zniszczona”.<br />

Zakończeniem wojennej tułaczki Marii Pawlikowskiej-<br />

-Jasnorzewskiej był Manchester: miejscowy szpital,<br />

gdzie kobieta dwukrotnie była operowana, i gdzie<br />

zmarła 9 lipca 1945 roku, oraz cmentarz przy Barlow<br />

Moor Road, gdzie pochowano ją następnego dnia. Na<br />

pogrzebie, oprócz Stefana Jasnorzewskiego, obecni<br />

byli Tymon Terlecki oraz pisarka i aktorka Teodozja<br />

Lisiewicz. Poza tym kilkoro gapiów. „Staliśmy tam, na<br />

brzegu mogiły zdrętwiali od wewnętrznego zimna –<br />

wspominał Terlecki. – Właściwie tylko my dwaj, my<br />

troje, wiedzieliśmy, co zawiera ta brązowa skrzynka,<br />

dziwnie zmalała, jakby skurczona z bólu. Na okamgnienie<br />

przemknął mi przez głowę obraz tego samego<br />

pochówku w Krakowie matejkowskim, wyspiańskim,<br />

kossakowskim, w Krakowie paradnych, teatralnych<br />

pogrzebów. Nagle zrozumiałem na wskroś to trochę<br />

staromodne, dla nas zbyt patetyczne słowo: wygnanie.<br />

Zdawało mi się, że umarłą jeszcze po śmierci rani<br />

zetknięcie z cudzą, odpychającą ziemią, z nieżyczliwym<br />

niebem, z światłem czarnym od dymu, a może tylko od<br />

żalu. […] Modliliśmy się szeptem, nie chcąc powietrzu<br />

powierzać słów, aby nie zamarzły, jak dech na mrozie<br />

i nie spadły ciężarem na cierpiącą trumnę. Gdy zniżyła<br />

się do naszych oczu, nakryliśmy ją milczeniem”.<br />

<strong>17</strong><br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Izolda Kiec<br />

Wojny<br />

25 marca 1941 roku Pawlikowska-Jasnorzewska pisała do<br />

Słonimskiego: „Masę teraz wojen rzuciło się na mnie”.<br />

Dostrzegała bowiem wojnę nie tylko we wszelkich przejawach<br />

funkcjonowania otaczającego ją świata, lecz także<br />

własnego w nim i obok niego istnienia. To, co wokół,<br />

zniszczenie, ruiny i wszechobecna śmierć, było odrażające,<br />

„kuchenne” – jak dowodziła w listach – i miało „kwaśny<br />

zapach służbowego pokoju, gdzie Marysia, moja niańka,<br />

przemądrzała góralka, czytała głośno jakieś groźby św. Malachaisza,<br />

Brońcia cierpiała na zęby, a kucharka na żylaki –<br />

i mówiły, że Pan Jezus kazał cierpieć”. To, co dotknęło ją<br />

osobiście, było rozpadem wszystkiego tego, co utożsamiała<br />

z kobiecością, zalotnością, uwodzeniem – garderoby, biżuterii,<br />

domów mody, a wkrótce stało się prawdziwą walką<br />

toczoną ze starzejącym się i pustoszonym chorobą ciałem.<br />

Najpierw zatem żegnała swoje suknie, tak jak najbliższe<br />

przyjaciółki, a nawet więcej, bo jak dawną siebie – tę ze<br />

słońcem w horoskopie. Ubrania przypominały nie tylko<br />

spotkania, rozmowy i emocje. Były również schronieniem<br />

dla zapachu i dotyku – wspomnieniem t a m t e g o<br />

ciała, powabnego, podziwianego, młodego… „Co się stało,<br />

nie pamiętam już, z moją śliczną suknią jedwabną różowo-zieloną?<br />

– Zapisała poetka we wrześniu 1939 roku<br />

w dzienniku. – Sprzedana była? […] A to cudo lekkości,<br />

gaza szara w drobne kwiaty i do tego peleryna z crepe satin<br />

i mufeczka, jak się tego nigdy nie nosiło […] zmarnowana,<br />

zeszła na psy i zrobiwszy kawałek drogi wojennej sprzedała<br />

się za bezcen w Bukareszcie. I suknie mają swój los, swoje<br />

gwiazdy…” Znakiem nowej, odmienionej wojną Jasnorzewskiej<br />

stawały się jej cudem zdobywane rzeczy, z przydziału,<br />

za wyżebrane kupony albo pożyczone drobniaki,<br />

przypadkowe, coraz bardziej obce, coraz bardziej niemiłe<br />

ciału, przechowujące kuchenny zapach wojny i dotyk wywołujący<br />

cierpienia. „Co mnie uratuje od tej melancholii<br />

i od tego okropnego ubrania, ubabrania, nieubrania. Ile by<br />

to trzeba tysięcy (czego?), aby tę stajnię Augiasza, którą<br />

jest moja garderoba, przewalczyć. Zniszczyć płaszczysko<br />

ponure, suknię głupią niebieską i kapturek-szapturek ordynarny”<br />

– tak w dzienniku datowanym na <strong>17</strong> grudnia 1939<br />

roku notowała swoje wzburzenie.<br />

A przecież już wkrótce owo ubabranie, ponurość i ordynarność<br />

dostrzegła poetka we własnym, zmieniającym się<br />

ciele, które pozbawione oprawy salonu, męskiego spojrzenia<br />

podziwu i kobiecego błysku zazdrości, zaczęło ujawniać<br />

swoje niedoskonałości, zmęczenie i wiek. „Wyglądam<br />

źle… i nie podobam się już stewardom” – skarżyła się podczas<br />

podróży do Wielkiej Brytanii 27 czerwca 1940 roku.<br />

„Dzisiaj w Blackpool, patrząc do lustra drugim lusterkiem<br />

ręcznym zauważyłam, że wyglądam przeraźliwie – pisała<br />

w dzienniku 18 sierpnia 1940 roku. – Twarz chuda, wkoło<br />

ust zmarszczki aktorskie męskie, oczy trochę wysadzone<br />

[…]. Wynędzniała. I to w Anglii, kraju mężczyzn? Ważę o 5<br />

kilo mniej niż w Polsce, ramiona mam chude obrzydliwie,<br />

skórę zwiędłą […]. Język mam szary, twarz bez policzków,<br />

ręce stare, paznokcie połamane”. Niemal pięć lat później,<br />

odchodząc pokonana przez chorobę, nie miała ani odrobiny<br />

litości dla własnego udręczonego ciała, było obce, odrażające,<br />

przynależało do świata kreowanego w opowie-<br />

18<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

ściach czytanych przez nianię Marysię i do podobnego<br />

mu, rozciągającego się wokół: „Najstraszniejsza moja<br />

golgota. Madejowe łoże. Nogi kalwaryjskiego dziada.<br />

Brzuch topielca, klatka piersiowa jak u konia w polu leżącego<br />

– straszliwa carapace [ang. pancerz, skorupa]<br />

o twardości żelaza. Biodro obce. Starczy, duszący kaszel<br />

co się wykaszleć nie może” .<br />

Odczuwane wyraźnie, krwawiące, przepełnione bólem,<br />

zatem boleśnie własne, sponiewierane i odpychające<br />

ciało przestało być schronieniem dla finezyjnych<br />

myśli i poetyckich metafor. Zdradziło, przynależało do<br />

t a m t e g o świata – totalnego zniszczenia. Pawlikowska<br />

nawet nie próbowała oswoić saturniczej rzeczywistości,<br />

tak jak nie próbowała pogodzić się ze starością<br />

i z chorobą. Wszechogarniającej, bo rozgrywającej się<br />

także w jej organizmie wojnie odpowiedziała wszechogarniającą<br />

rezygnacją. Winy upatrując w potężnej<br />

naturze, agresywnej i wojowniczej. Poetka, pacyfistka<br />

i estetka, piewczyni przyrody uległej w ludzkich rękach,<br />

kapitulowała w obliczu zdziczałego żywiołu. Naturalny<br />

porządek świata nie miał w sobie nic z łagodności ani<br />

delikatności. Czas rozpadu nie oszczędził nikogo i niczego:<br />

„Wojna to tylko na ostatnią strzałkę żaru i napięcia przesunięte<br />

życie. Przyśpieszone tempo czasu, który nigdy<br />

nie był pacyfistyczny. Spójrzcie, zważcie: oto sędziwa<br />

jakaś kobieta, drobna, upiorna w swojej białości, która<br />

ją upodabnia do wielkiej przeżartej muchy jesiennej,<br />

brzęczy żałośnie słabym głosikiem, żądając w sklepie<br />

świec, ciemnego papieru, pluskiewek – wszystko to dla<br />

obrony przeciwlotniczej, w myśl ogólnych wskazówek.<br />

A czyż ją sama obronił kto od pocisków starości, od inwazji<br />

tego czy innego wroga, od zniszczenia tych pól<br />

i łąk, tych ogrodów różanych i winnic, tej rozbudowy,<br />

tej instytucji kwitnącej, która stanowiła jej młody orga-<br />

Mężczyźni, czegoż to<br />

szukacie u wojny?


Izolda Kiec<br />

nizm, jej zamknięte w sobie państwo, jedyne w swoim<br />

rodzaju, bo niepowtarzalne?<br />

W gruzach leży ta drobna monarchia, zbombardowana<br />

przez godziny, przez dni, zmotoryzowanymi jednostkami<br />

lat silnie prącymi naprzód, nieubłaganie, do ostatka zajmowana.<br />

Straszliwe naloty czasu, pustoszące piękność i czar miłosny,<br />

wreszcie poddanie się, z podniesieniem w górę suchych,<br />

drżących rąk i opuszczeniem zwiędłych powiek…<br />

Twardość serca, wyrabiana przez wieczystą i nieustającą<br />

wojnę na tym świecie, broni nas przed płonnym płaczem<br />

na widok ruin i bezładnego rumowiska tej oto Kartaginy,<br />

która była kobietą” (Szkicownik poetycki II) .<br />

Powyższy fragment szkicownika poetyckiego Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej<br />

brzmi jak wojenne anagnorisis<br />

wenusjańskiej poetki. Rozpoznanie, po którym nie nastąpi<br />

akt oczyszczenia – katharsis. Nie będzie łez ulgi ani<br />

uspokojenia. Dramat pokonanej przez wojny kobiety polegał<br />

na niemożności dokonania innego wyboru jak tylko<br />

ten: rozpaczliwe wdzieranie się do nieakceptowanego<br />

i brutalnego świata wojowniczej natury, wpisanie się<br />

w cykl jego funkcjonowania przez gorzkie zrozumienie<br />

i opisanie własnej doli, przez uświadamianie bezwzględnej<br />

siły oraz prostej mowy obowiązujących na drodze<br />

Saturna. Matka natura odwróciła swoje czułe oblicze<br />

i zamknęła przed kobietą opiekuńcze ramiona. Ta nie<br />

miała dokąd się zwrócić, bo cywilizowany rzekomo świat<br />

stworzony przez mężczyzn zatrzasnął przed nią drzwi<br />

znacznie wcześniej. Najpierw, już 4 października 1939<br />

roku, sama Pawlikowska obarczyła ich odpowiedzialnością<br />

za wzniecenie wojny: „Mężczyźni, czegoż to szukacie<br />

u wojny? Miłości, nowości, natchnienia, wielkości, postępu,<br />

zmiany losu? Znajdujecie: grozę, kalectwo, niesprawiedliwość,<br />

poniżenie, rozłąkę, znużenie, obrzydzenie<br />

do klęsk i zwycięstw”. Z każdym następnym dniem, przegrywając<br />

własną walkę z oznakami starzenia i choroby,<br />

poetka uświadamiała sobie, że przecież i tamta, przedwojenna,<br />

androcentryczna rzeczywistość nie miałaby<br />

jej, kobiecie boleśnie przemijającej, do zaoferowania<br />

niegdysiejszego zainteresowania, podziwu i adoracji…<br />

„Kobieto podstarzała, czegóż się rzucasz chcąc swoje ja<br />

jeszcze raz, jeszcze wiele razy objawić, olśnić nim ludzi.<br />

Czy nie pamiętasz pogardy Jurka [Jerzego Kossaka, brata<br />

Marii – przyp. aut.] i innych t[ym] p[odobnych] – i nawet<br />

Tatki dla «starych pudeł»? Takich cudów nie ma, aby<br />

starka mogła czymkolwiek zainteresować świat. Podbić<br />

serca” – pisała 10 marca 1945 roku. Wcześniej, 21 lipca<br />

1944 roku, notowała: „Dawniej żałowałaś, że nie masz<br />

Wojna to tylko na ostatnią<br />

strzałkę żaru i napięcia<br />

przesunięte życie.<br />

rzęs na palec długich, czarnych, wyrośniętych – Pociesz<br />

się, że gdybyś je teraz miała, nie znaczyłyby nic. Pudło<br />

ma rzęsy czy nie ma, obojętne”…<br />

Poezja<br />

Wojenna erozja musiała dotknąć także poezji i samego<br />

procesu twórczego autorki Niebieskich migdałów i Różowej<br />

magii. Odstręczało ją lubowanie się publiczności<br />

w tak zwanych ojczyźniakach. Jak długo mogła i potrafiła<br />

– chciała chronić swoją poezję przed „obowiązkiem”<br />

ratowania ojczyzny, podtrzymywania na duchu<br />

uchodźców i pozostałych w okupowanym kraju rodaków,<br />

upowszechniania ducha walki i oficjalnej ideologii<br />

emigracyjnych sfer rządowych. „Spadłam do rzędu<br />

proletariuszki, jąkającej coś z trudem, a moje wartości<br />

leżą w Warszawie pod gruzami, co znaczy na świecie<br />

niejadalna poetka polska, której książek nie będzie nawet<br />

nikt chciał wydać na nowo… Prędzej Pietrkiewicza<br />

retrospektywnego wydadzą niż mnie… Powinnam już<br />

mieć dawno zamówienie i składać nowy gruby tom –<br />

ale kiedy «niewojenny», moda na okropności. Bez tej<br />

przyprawy tłum polskich włóczęgów uzna rzecz za niepotrzebną,<br />

nudną, nieaktualną” – pisała 18 sierpnia<br />

1940 roku.<br />

Oprócz wewnętrznego buntu przeciwko tworzeniu na<br />

zamówienie, obawiała się opinii pierwszego czytelnika<br />

(cenzora?) swoich nowych utworów – męża Stefana<br />

Jasnorzewskiego. Rozżalona, notowała w dzienniku<br />

19<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


15 listopada 1940 roku:<br />

„[…] piszę wiersze do niczego<br />

i bez sensu, bo nie<br />

to, co teraz każdy chce i rozumie<br />

coś. Najlepsze wiersze<br />

mi [Lotek] osądza jako<br />

nic i nie radzi drukować” .<br />

Izolda Kiec<br />

20 lipca 1941 roku Jasnorzewski<br />

listownie upominał<br />

żonę: „A proszę nie<br />

posyłać do druku nic beze<br />

mnie – pamiętaj! […] Nic<br />

z tego, co mi przysłałaś,<br />

nawet nie myśl drukować”.<br />

I tego samego dnia: „Zwracam Ci pierwsze i drugie twoje<br />

wypracowania, lecz z kategorycznym zastrzeżeniem, byś<br />

czasem tego do druku nie posyłała. Nie masz pojęcia,<br />

jak by mi przykro było to przeczytać, gdyby było wydrukowane,<br />

że tak powiem, publicznie. Nie zdajesz sobie<br />

sprawy widać z tego wszystkiego. Ciężar gatunkowy naszych<br />

czasów jest tak wysoki, że to co się dziś pisze, musi<br />

mieć swą «wagę». A Ty Bajbaczku piszesz, że «wojna to<br />

powolne wysuszenie, zanikanie i więdnięcie sklepów…»<br />

Psia krew!!!” .<br />

Wreszcie sama poetka w jednym z listów do męża, zbolała<br />

i przerażona wojną, zapisała wiersz z zastrzeżeniem<br />

„ale nigdy do druku”. Pełna sarkazmu parodia znanej<br />

legionowej piosenki współgrała z sarkastycznym powtórzeniem<br />

zastrzeżeń osobistego cenzora:<br />

Wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani,<br />

Śpiewał żołnierz, aż kulą w łeb trafiony urwał.<br />

Pozwólcie mi błąd jeden sprostować, kochani:<br />

Przede wszystkim nie pani żadna, ale k...a.<br />

20<br />

Mimo wszystko – publikowała. Ogłaszała wiersze<br />

w londyńskich „Wiadomościach” Mieczysława Grydzewskiego,<br />

wydała dwa tomy poetyckie: Róża i lasy płonące<br />

(Londyn 1940) oraz Gołąb ofiarny (Glasgow 1941). Nie<br />

dla sławy i nie dla uhonorowania lirycznego słowa. Dla<br />

pieniędzy. Uciekinierka, bezdomna, starzejąca się i chora<br />

kobieta wyprzedawała to, co łączyło ją z czasem słońca,<br />

salonu i cywilizowanego świata. 3 maja 1941 roku pisała<br />

do Jadwigi Harasowskiej (przed wojną dziennikarki „Ilustrowanego<br />

Kuriera Codziennego”, od 1939 roku mieszkającej<br />

w Glasgow i prowadzącej własną oficynę Książnica<br />

Polska), wydawczyni swojego drugiego wojennego<br />

tomu wierszy: „Droga Pani, posyłam mój zbiór wierszy.<br />

Chcąc być całkiem szczera z Szanowną Panią, powiem,<br />

że wcale a wcale mi nie zależy na wydaniu wierszy. […]<br />

Natomiast chcę coś s p r z e d a ć , po prostu mam za<br />

mało fantastycznie trudnych do zdobycia funtów i to jest<br />

moja, niewysokiego zasięgu, myśl przewodnia, w chwili,<br />

gdy posyłam Pani ten tomik”.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Izolda Kiec<br />

Wśród opublikowanych w tomie z 1941 roku wierszy<br />

znalazł się i ten, zatytułowany Do własnego organizmu.<br />

Wiarygodny tylko wtedy, gdy czytany à rebours:<br />

Leżę<br />

w upiornych<br />

cierpieniach<br />

krzyża,<br />

a ciągłe<br />

zastrzyki<br />

coraminy<br />

i morfiny<br />

muszą<br />

mnie dobić.<br />

Bezwład<br />

mój sięga do<br />

pasa i jest<br />

jak ciężki<br />

opatrunek<br />

z gipsu. Nie<br />

mogę pojąć,<br />

że mogłam<br />

wpaść w taki<br />

wilczy dół.<br />

Nie bądź mi nigdy wrogiem, kapryśnym tyranem,<br />

co się radosnej duszy przeciwstawiać sili!<br />

Noś mnie na rękach, ciało jasne i kochane,<br />

I szanuj mnie nawzajem. A w ostatniej chwili,<br />

Gdy nas ludzie odstąpią, gdy zgaśnie nadzieja,<br />

Wspomnij o mojej prośbie, przyjacielu drogi:<br />

Zgińmy tak lekkomyślnie jak więdnie spirea,<br />

Błaha gwiazda roślinna – jak cichnie piosenka<br />

I jak kochanka serce oddaje – bez trwogi…<br />

***<br />

Nie w objętych mężowską cenzurą opublikowanych<br />

wierszach poobijanej przez wojenną tułaczkę Marii<br />

Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej szukam choćby namiastki<br />

prawdy o jej emocjach i przeżyciach. Nawet<br />

nie w listach pisanych do rodziny i znajomych, bo<br />

w nich jest wciąż coś z dawnej Lilki, rozkapryszonej<br />

damy. Szukam i wydaje mi się, że odnajduję płacz,<br />

szept i krzyk osamotnionej, przerażonej wojną kobiety<br />

w jej w notatnikach, szkicownikach i dziennikach<br />

– tych pisanych wyłącznie dla siebie. Izolując<br />

się od ludzi, wśród nieprzyjaznych, cudzych rzeczy<br />

– Pawlikowska tkwiła w absolutnej pustce. W kreślonych<br />

wówczas słowach, brutalnych, bolesnych,<br />

musiała zdobywać się na szczerość z samą sobą.<br />

A skoro tak, to i słowa ulegały destrukcji – tak jak<br />

pozbawione bezpiecznej przestrzeni domu myśli<br />

i jak coraz bardziej niedomagające ciało. Zdania pisane<br />

przez poetkę rwą się tak jak droga, którą przemierza,<br />

nic tu nie jest uporządkowane, spójne ani<br />

zdrowe. Język najpełniej odzwierciedla stan umysłu<br />

i demaskuje erozję organizmu. Nie służy komunikacji<br />

z innymi ludźmi. Jest bezwzględnym narzędziem<br />

samopoznania. „Po prostu trudno być mną. Tyle<br />

kantów. Nie dziw, że czasem trudno mi po prostu<br />

mówić, i dopiero samotność wraca mi przytomność.<br />

Złudzeniem jest, abym mogła utrzymać stosunki<br />

z ludźmi, to się nie da” – przyznała poetka<br />

w notce z dziennika zapisanej 24 maja 1940 roku.<br />

Być może to właśnie ten ostatni etap życia Marii<br />

Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, jej saturnicza droga,<br />

uświadamiają mi jasno wagę słowa, słowa pisanego,<br />

tu: słowa pisanego przez uwielbianą autorkę<br />

eterycznych Pocałunków. Słowa nie-ulotnego, słowa<br />

o wadze życia – świadectwa absolutnej pustki,<br />

studium rozkładu świadomości, duszy i ciała. [IK]<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

21


22<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Życie to plansza z polami niewiadomych, a los rzuca<br />

kostką i nie da się ubłagać.<br />

I pochłonęła tęczę ciemność płonących zniczy…<br />

I Z A S K R Z Y P I A Ł P R Ó G<br />

Jutro szkicuje kolejne jutra węglem czarniejszym od<br />

smoły. Czas bez znieczulenia rani odłamkami bez prawa<br />

do obrony. Na ścianie wyblakły ślad po wielu kalendarzach.<br />

Nie ma farby na wspomnienia. Nijakie<br />

dni płyną pod prąd bez szansy na odwrócenie biegu.<br />

W labiryncie zaplątanych myśli ani jednej uczesanej.<br />

Szukam kawałka prostej.<br />

Kolejna wiosna rani zapachem kwiecistej sukienki,<br />

muzyką drzew. Powoli rośnie odporność na ból.<br />

Szare dni bez makijażu nie odzierają z kobiecości.<br />

Podnoszę głowę, niepewnie ubieram policzki<br />

w delikatny róż. Zaczynam widzieć, słyszeć, zauważać,<br />

czuć inaczej i…<br />

Bywa taki magiczny dzień, co zmienia zapisane jutro.<br />

Ten był właśnie taki. Po moim prywatnym wymyślonym<br />

tarasie widokowym błądzi niepewność. Otwieram<br />

się na niepokoje. Z głębokiego snu obudziły mnie dziś<br />

jaskółki. Poczułam, że ty jesteś tą najgłośniejszą. I zaskrzypiał<br />

próg obcą podeszwą buta…<br />

Przełamałam się z wczoraj na zgodę jak opłatkiem.<br />

Rozgrzeszona idę dalej. Przepraszam moją pamięć, że<br />

kazałam jej zapomnieć. Jak zachód słońca nad morzem<br />

moje niebo pąsowo trąciło zażenowaniem. Wszystko<br />

do ukrycia „pomiędzy” jest widoczne najbardziej.<br />

Stopniowo wraca czucie. Obce buty ciągle na progu.<br />

Powoli dostawiam jedną czerwoną szpilkę.<br />

Pierwszy przemówił odkurzony wazon delikatnym bukietem<br />

nieśmiałej śmiałości. Magiczna róża sprawiła,<br />

że najwięcej słów zawisło w przestrzeni ciszy. Dłonie<br />

zaszeptały niby przypadkowo i poczułam, że między<br />

słowem a słowem płonie stos najpiękniejszych niedomówień.<br />

Grzeją wyobraźnię do czerwoności, zawstydzają<br />

pragnienia. Na nowo uczę się języka znaczeń.<br />

Słowa, gesty, pragnienia wymykają się z klatki zwyczajowych<br />

prawideł.<br />

Policzek bywa straszną gadułą, mówi kolorami. Teraz<br />

wybrał tylko czerwień. Wiedziałam, że usta szepczą.<br />

Zapomniałam, że najpiękniej dotykiem. Oddech zwykle<br />

spokojem stoi, ale bywa rozgadany, splątany, rozpędzony.<br />

Najbardziej lubię ten, co bywa… Spojrzenie za<br />

siebie budzi uśpione, każe pamiętać i wspominać, ale<br />

już inaczej. Delikatne pastele szkicują tęczę.<br />

I zaskrzypiał próg nową melodią twojej podeszwy.<br />

Dostawiam drugą czerwoną szpilkę… [WDS]<br />

Ilustracje: Renata Cygan<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

23


24<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


ARTUR SMOŁA<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

25


ARTUR SMOŁA<br />

Żaden malarz nie maluje w próżnię<br />

R o z m a w i a R e n a t a C y g a n<br />

Prawnik z wykształcenia, sportowiec z zamiłowania,<br />

artysta malarz z wyboru – kiedy i dlaczego dokonałeś<br />

takiego wyboru?<br />

Na ostatnim roku aplikacji wiedziałem już, że nie jest to<br />

zawód dla mnie. Mam taką cechę, że lubię stawiać na swoim,<br />

a w tej pracy decyzje ciągle zostają poddawane weryfikacji,<br />

kontroli. W moim przypadku taki stan rzeczy oddziałuje<br />

nie tylko na sferę zawodową, ale i emocjonalną. Chciałem<br />

robić rzeczy, nad którymi mam pełną kontrolę. Wtedy<br />

jeszcze nie uważałem, że musi to być robienie sztuki.<br />

To przyszło z czasem, choć przez cały ten okres zajmowałem<br />

się mniej lub bardziej malowaniem (i robię to już<br />

26<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

od ponad 20 lat). Decyzja o porzuceniu sądu była bardzo<br />

trudna, gdyż wiele pracy włożyłem w to, by się tam znaleźć.<br />

Jednak nie żałuję, ponieważ miałem szczęście spotkać<br />

na swojej drodze wspaniałych ludzi, z którymi do dziś<br />

mam więź. A i nie każdemu jest dane zobaczyć od środka,<br />

jak funkcjonuje praktyka prawnicza. Studia to jednak tylko<br />

ciągle teoria.<br />

Sport jest bardzo ważny w Twoim życiu. Co sprawiło,<br />

że Twoja droga zawodowa nie jest związana ze sportem?<br />

Tu też kwestie wolnościowe grają rolę. Sport jest dla mnie<br />

bardzo ważny. Towarzyszy mi całe życie, ale nie chciałbym,<br />

żeby się stał jego istotą, celem samym w sobie. Biegam,<br />

pływam, jeżdżę na rowerze. Robię to, bo lubię. Z wyboru.


Nie wyobrażam sobie, że musiałbym. Szanuję sport, bo bardzo<br />

dobrze wpływa na moją psychikę. Wielkim bonusem jest<br />

to, iż trzyma w dobrej formie fizycznej. Podchodzę do siebie<br />

w tym względzie dość holistycznie. Sport to energia, dyscyplina,<br />

zdrowie. Kocham pływać. Woda daje wolność totalną,<br />

jak nic innego… No, może jeszcze malowanie. Woda daje też<br />

tę absolutną samotność, której czasem bardzo potrzebuję.<br />

Uważany jesteś za jednego z najlepszych artystów Młodej<br />

Sztuki. Jak zdefiniować Twój styl?<br />

Nie wiem, czy jestem tak postrzegany. Nie skupiam się na<br />

tym. Sztuka jest oceanem – każdy ma tę samą odległość do<br />

brzegu. Moje malowanie opiera się na trzech filarach. Są to:<br />

TREŚĆ, KOMPOZYCJA i MOJA KRESKA / STYL. Reszta może<br />

być, ale nie musi. Nie lubię patosu, dosłowności i popisów.<br />

Nie trzeba pokazywać, oddawać ludziom wszystkiego, na co<br />

nas stać, żeby robić dobrą sztukę. Pewne rzeczy trzeba zachować<br />

tylko dla siebie, żeby ocalić swoje JA. Nie umiem zdefiniować<br />

mojego stylu. Chyba wszystko już było, ale to mnie nie<br />

zniechęca do pracy. Może nawet w pewien sposób napędza.<br />

No właśnie, wielu artystów całe życie poszukuje własnego<br />

stylu. Twoje obrazy są oryginalne i rozpoznawalne. Kiedy<br />

i jak dopracowałeś się własnego języka artystycznego?<br />

Czy (jak większość początkujących malarzy) zaczynałeś od<br />

kopiowania mistrzów?<br />

Miałem mnóstwo fascynacji. Cenię Mistrzów. Nigdy jednak<br />

nikogo nie kopiowałem. Zawsze skupiam się tylko na tym,<br />

co mam w głowie. Pozostawała kwestia środków wyrazu<br />

i możliwości. Praktyka doprowadziła mnie do tego miejsca,<br />

gdzie jestem teraz. Malowałem bez względu na to, czy miałem<br />

z tego pieniądze, czy nie. A bardzo długo ich nie było z<br />

tych moich działań. Zresztą teraz też za wiele o tym nie myślę.<br />

Choć uważam, że dobre pieniądze mają wpływ na szacunek<br />

do pracy. Niestety tak to działa… To jest taki powszechny<br />

miernik, który włącza się ludzkości przy dokonywaniu wartościowania<br />

świata w wielu aspektach. Ciężko chyba z tym<br />

walczyć.<br />

artur smoła<br />

Rocznik 1976<br />

Pochodzi z Pilzna<br />

Od początku lat 90.<br />

związany<br />

na stałe z Tarnowem<br />

Prawnik z wykształcenia<br />

W latach 2005–2008<br />

odbywał aplikację sądową<br />

Większość jego prac<br />

to obrazy olejne<br />

w mniejszym zakresie<br />

grafiki komputerowe<br />

oparte na szkicach<br />

Autor trzech<br />

wystaw malarskich:<br />

„Droga na Meksyk”<br />

„Hotel Tokio” oraz<br />

„Wysoka Wielka Woda”<br />

W jednym z wywiadów wyraziłeś opinię, że artyści tłumaczą<br />

życie. Co Ty tłumaczysz odbiorcom Twojej sztuki?<br />

Przede wszystkim pokazuję świat z mojej perspektywy za<br />

pomocą tych środków, którymi sprawnie operuję. Nie wiem,<br />

czy ten przekaz z założenia jest konkretny. Może to jest tak,<br />

że rzucasz kulą wypełnioną energią i dopiero gdy ona wybucha,<br />

okazuje się, w jaki sposób oddziałuje na otoczenie.<br />

Powiem inaczej: używam dość wyraźnych symboli, które są<br />

dla mnie ważne, i okazuje się, że są też ważne dla innych.<br />

To mnie bardzo buduje. Energia do mnie wraca. To sprawia,<br />

że chcę dalej to robić. Poza tym żaden malarz nie maluje w<br />

próżnię. Mam ogromne szczęście, że moja sztuka skupia wielu<br />

wspaniałych ludzi, z którymi mam przyjemność i zaszczyt<br />

prowadzić w miarę regularny dialog. Może czasem jest mnie<br />

więcej, częściej się pojawiam, ale nie jest to efekt kalkulacji.<br />

Wyłaniam się, gdy mam coś do powiedzenia. Kiedy nie mam<br />

konkretnego przekazu, to sobą nie epatuję. Z drugiej strony<br />

„chcącym nie dzieje się krzywda”. Kiedyś przecież mnie nie<br />

będzie, na zawsze… Jak każdego z nas.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

27


Wyłaniam się,<br />

gdy mam coś do powiedzenia<br />

28<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Podziwiam Twoją serię sportową: Czarne pantery<br />

z Pekinu, Wolno płyną wolno płyną wolno płyną<br />

łodzie, Wielobój klasyczny, Iron Lady, Sobotnie skoki<br />

w wodę, Narciarki, Tajskie sztuczki i in. Na tych<br />

wszystkich obrazach są kobiety. W ogóle malujesz<br />

głównie kobiety: silne, dumne, niezależne, dominujące,<br />

wysportowane. Często w otoczeniu natury<br />

i zwierząt. Nawet jak się pojawia postać męska<br />

(Chłopak Siuksów i zjawy), to jest otoczona wianuszkiem<br />

kobiet. Dlaczego kobiety?<br />

Hmm… U mnie Kobieta/Madonna to już chyba stan<br />

umysłu. (śmiech)<br />

Wszyscy jesteśmy kobietami – trochę żartuję oczywiście,<br />

ale coś w tym jest. Jako facet daję przede wszystkim<br />

sygnał, że jesteśmy bardzo niejednoznaczni we<br />

wszystkich aspektach życia. Kobieta to symbol matki<br />

– najbliższej człowiekowi. Matka może totalnie zrujnować,<br />

ale nikt jak ona nie zbuduje człowieka. To też<br />

Natura… Potężna, łaskawa dla nas. Nie zasługujemy<br />

często na tę łaskę. To ważny teraz symbol – kiedy świat<br />

na naszych oczach pędzi ku katastrofie, ona zastyga<br />

w powietrzu i patrzy. To energia, to życie, to źródło<br />

wszystkiego. To początek i koniec. Nie chcę brzmieć<br />

patetycznie, ale tak właśnie uważam. Poza tym powinna<br />

nastać era kobiet, do czego coraz bardziej się<br />

skłaniam w swoim przekonaniu, patrząc przez okno<br />

i w telewizor. Niepotrzebnie wprowadza się ten ostry<br />

podział na kobietę i mężczyznę – nie lubię tego. Taki<br />

podział zawsze każe nam przyjmować optykę opartą<br />

na stereotypie. Podziwiam też mocne kobiety za to,<br />

że zazwyczaj, za pomocą silnych charakterów, potrafią<br />

kreować świat bez używania przemocy, do której częściej<br />

uciekają się jednak mężczyźni. A Siuks – cóż, to<br />

chyba jednak autoportret bezpośredni, bo niektórzy<br />

widzą mnie w spojrzeniach głównych bohaterek moich<br />

obrazów.<br />

W czasie gdy kształtowałem się jako człowiek, to kobiety<br />

w większym stopniu budowały moje życie. Jego<br />

dekonstrukcja była bardziej udziałem mężczyzn. Możliwe<br />

że przez atawistyczny element rywalizacji. Teraz<br />

już nie daję się wciągać w takie gierki, a chęć nadmiernego<br />

konkurowania, podobnie jak przemoc, uważam<br />

tylko za wyraz słabości. Śmieszy mnie to. Dla mnie<br />

wszystko, co pochodzi z zewnątrz i jest dobrem samym<br />

w sobie, tylko mnie wzbogaca i nigdy nie stanowi<br />

zagrożenia. W tzw. męskim świecie, niestety, często<br />

bierze górę koncepcja wzajemnego zwalczania „przeciwnika”.<br />

Stąd biorą się tylko wojny (choć oczywiście,<br />

chcąc być sprawiedliwym, trzeba pamiętać, że historia<br />

zna przypadki także wielkich okrutnic).<br />

Moje dwa ważne dla mnie obrazy, Karmin na ustach<br />

Czarnej Madonny oraz Madonna z dzieciątkiem, prezentowane<br />

były w ubiegłym roku w ramach wystawy<br />

„Kobiety” w Vinci Art Gallery w Poznaniu. Z tego miejsca<br />

pozdrawiam panią Monikę Pietrzak, sprawczynię<br />

całego przedsięwzięcia. Prace spotkały się z fantastycznym<br />

przyjęciem.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

29


Siłowanie się konia z innymi bytami<br />

na moich obrazach<br />

Swoje kobiety otaczasz naturą, zwierzętami, dużo u Ciebie<br />

koni. Wziąłeś nawet udział w wystawie „Bułane, cisawe,<br />

kasztanki”, której tematem były konie. Lubisz konie?<br />

Czy stanowią dla Ciebie szczególny symbol?<br />

Koń to przede wszystkim piękne zwierzę. Symbol siły i wolności.<br />

To siłowanie się konia z innymi bytami na moich obrazach,<br />

to wieczna walka głównie o wolność. O wolność,<br />

czego uczy nas historia, trzeba walczyć w każdej minucie<br />

życia. Zawsze pojawi się ktoś, kto będzie chciał ją nam<br />

odebrać w taki czy inny sposób. Taka jest natura ludzka.<br />

Oczywiście można pójść na kompromisy, i niekiedy są one<br />

konieczne. Jednak bądźmy zawsze w stanie gotowości.<br />

To nie jest tylko moja paranoja.<br />

Miałem szczęście dorastać w małym miasteczku i widok<br />

koni był codziennością. Jako dziecko totalnie się nimi fascynowałem.<br />

Widokówki, kalendarze i inne fanty musiały być<br />

spod znaku konia. W dni targowe siadałem z moją babcią na<br />

schodach lodziarni moich rodziców i całymi dniami patrzyłem<br />

na konie przemieszczające się ulicą tam i z powrotem…<br />

30<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Co Cię łączy z Meksykiem?<br />

Frida. (śmiech) Kocham ją za ten cały tragizm. Jej sztuka<br />

jest przejmująca. Lubię też ten folklor, podejście do<br />

zagadnienia śmierci, tajemnicę, proste przekazy etc. Nie<br />

byłem jeszcze w Meksyku. To bardziej moja podróż mentalna.<br />

Ja w ogóle nie przepadam za podróżami.<br />

Twoje obrazy są albo bardzo minimalistyczne (czysta<br />

forma, ostre kontury, oszczędność w posługiwaniu się<br />

kolorem), albo bogate, pełne detali, ozdób i odwagi<br />

w zestawianiu kontrastowych barw (co Cię trochę łączy<br />

z Fridą właśnie). Z czego to wynika?<br />

To wyraz podwójnej natury, którą łączy jednak wspólny<br />

ścieg. To dążenie do balansu. Tak już jest, że czasem lubimy<br />

tak, a czasem inaczej. Nie robię tego na postawie<br />

jakichś założeń. To się dzieje, kiedy potrzebuję przejścia<br />

z jednego stanu w drugi. Z czasem te przejścia powodują,<br />

że pojawia się nowa jakość. Dzięki temu nie zastygam<br />

w bursztynie. Malując minimalistyczny obraz, nabieram<br />

właściwej perspektywy wobec innych bogatych form,<br />

przez co, kiedy do nich wracam, nie powstaje efekt kalki.


to wieczna walka o wolność<br />

Ale za dużo o tym nie rozmyślam. Zauważam po prostu,<br />

że tak się dzieje. Oczywiście oba rodzaje kompozycji łączy<br />

wszystko, co moje. Każdy z nas żyje w gestach i pozach.<br />

Każdy z nas pędzi i przystaje… Ten mechanizm jest wpisany<br />

w naszą naturę. Dodam tylko, że oszczędny obraz często<br />

jest trudniej wykonać. Tam już nie ma pola na błąd. Tam<br />

już nic nie odciągnie uwagi od potknięcia.<br />

Barwy, których używam, są zazwyczaj mocne (dla niektórych<br />

zbyt mocne). Ale to moja energia. Taki jestem i nie<br />

będę tego pudrował. Lubię czasem taką przesadę, teatralny<br />

charakter, a nawet tzw. manierę, z której niektórzy czynią<br />

zarzut. No, ale oni nie czują mojego bluesa. (śmiech)<br />

I nie muszą. Mają do tego pełne prawo.<br />

Lubisz obcować z materiałem (olej, płótno), ale tworzysz<br />

także grafikę komputerową. Czy obydwie te formy sprawiają<br />

Ci jednakową frajdę?<br />

O, to jest dobre pytanie. Przede wszystkim najważniejsza<br />

jest myśl. Jest bezcenna, bo to nośnik całej konkretniej<br />

pracy. Ja zawsze muszę mieć dobry powód do działania.<br />

Olej i płótno jednak pozwalają na obcowanie z obrazem<br />

krok po kroku. Z bliska. Materia wyzwala odpowiednie nastawienie<br />

emocjonalne wobec nowej pracy. To też powoduje,<br />

że człowiek z czasem nabiera szerokiej perspektywy,<br />

bo malowanie olejem to dłuższy proces, który się zawiesza<br />

i do którego się wraca… Cytując Kocham Cię kochanie<br />

moje – to rozstania i powroty.<br />

Lubię swoje grafiki. To są tzw. krótkie piłki, pojedyncze<br />

„strzały”, które zawsze oparte są na odręcznych szkicach,<br />

bo żaden ze mnie komputerowiec. Potrzeba jest jednak<br />

matką wynalazku. Większość grafik to właściwie projekty<br />

do moich obrazów. Po prostu nie wszystkie jestem<br />

w stanie namalować, a co do niektórych, to z czasem tracę<br />

zapał… Pojawia się ciągle coś nowego.<br />

Skrupulatnie katalogujesz swoje obrazy. Dotychczas powstały<br />

cztery albumy Twoich prac: Droga na Meksyk,<br />

Hotel Tokio, Wysoka Wielka Woda, Karmin na ustach<br />

31<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


32<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Róbmy swoje najlepiej, jak potrafimy, bo nie jest wiadome, kiedy nam zgaszą światło<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

33


Tak jak sport<br />

poprawia jakość<br />

mojego życia,<br />

tak sztuka<br />

bez przerwy je ocala<br />

Czarnej Madonny. W jakim celu powstały, kto jest wydawcą<br />

i gdzie można je nabyć?<br />

Tak. Zaczęło się to od mojej pierwszej wystawy w 2008<br />

roku i ta forma wrosła w moje upodobania. Moje katalogi<br />

można dostać w trzech galeriach w Polsce: Vinci Art Gallery<br />

w Poznaniu, Mazowieckim Domu Aukcyjnym w Warszawie<br />

i w Cosma w Sopocie. Jest też dostępny w Gemini Gallery<br />

w Eindhoven w Holandii. Skupiam się na tym czwartym<br />

wydawnictwie, gdyż jest najpełniejsze, w kilku miejscach<br />

retrospektywne. Jest w nim 41 prac, 52 strony. No i jest<br />

dojrzałe, aktualne. Jego treść pokrywa się z moim zaistnieniem<br />

w przestrzeni bardziej publicznej. Wszystkie katalogi<br />

wydawałem własnym sumptem, choć przy dwóch pierwszych<br />

publikacjach kilku sponsorów pokryło część kosztów.<br />

(Odpowiedzi są czasami bardzo zaskakujące). Czym jest<br />

dla Ciebie sztuka?<br />

Moja sztuka to ja. Sztuka w ogóle to ludzie. To encyklopedia<br />

wiedzy o człowieku. To ważny drogowskaz. To wartość dodana<br />

i ciągle dodawana. Wyraz czynnika boskiego w człowieku.<br />

Zaprzeczenie nicości. To dowód na nasze istnienie i na to, że<br />

jest ono jednak dobrem samym w sobie. Sztuka oczywiście ma<br />

więcej znaczeń, ale nie chcę za dużo o tym ględzić. Tak jak sport<br />

poprawia jakość mojego życia, tak sztuka bez przerwy je ocala.<br />

Czuję, że powinnam zapytać o Korę…<br />

Kora to ucieleśnienie Czarnej Madonny. To mój wielki przewodnik.<br />

Jest dla mnie jak święta. To, kim była, co robiła,<br />

jak to czyniła, całkowicie pokrywa się z energią, która jest<br />

mi najbliższa. Kora jest nieoczywista, czasem przesadzona<br />

i manieryczna, ale zawsze prawdziwa. Jest bardzo tajemnicza.<br />

Moja miłość do niej nie była bezkrytyczna, ale zawsze<br />

prawdziwa. Zresztą z czasem chyba zaczynam rozumieć ją<br />

pełniej. Płynący od niej przekaz wpłynął na wiele moich<br />

ważnych decyzji w życiu. Choćby na tę o odejściu z zawodu<br />

prawniczego, by ocalić siebie i być sobą w pełnej zgodzie<br />

z tym, kim tak naprawdę jestem. Życie jest jedno i krótkie.<br />

I tak wiele spraw w nim człowiek spieprzył, niech więc<br />

zawalczy przynajmniej o to, co jest istotą. Poza tym Kora<br />

nie jest jednoznaczna. Nie jest skrajna jako kobieta. No po<br />

prostu anioł! Dużo by mówić. Korze dedykuję mój ostatni<br />

katalog. Jest w nim dużo odniesień. Kto zna, ten wyłapie te<br />

złote rybki. To jest mój hołd dla niej.<br />

A teraz zadam Ci pytanie trochę banalne, ale zadaję je<br />

każdemu artyście, z którym przeprowadzam wywiad.<br />

34<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Warto też przerzucić ciężar w pytaniu<br />

z „czym jest sztuka” na „co nią jest”. Pojawiają<br />

się stwierdzenia, że od dłuższego<br />

czasu żyjemy w postkulturze wobec tego,<br />

że wszystko może być/jest sztuką. Zastanawiam<br />

się ciągle nad tym i nie potrafię sobie<br />

na to pytanie do końca odpowiedzieć.<br />

Co do zasady się z tym nie zgadzam, jednak<br />

uważam, że przy ocenach trzeba wyjść<br />

poza granice własnych upodobań. Chcąc<br />

być sprawiedliwym, nie można zaspokajać<br />

tylko własnych preferencji. Tylko to warunkuje<br />

rozwój. Nie możemy kręcić się w kółko<br />

swojego tzw. gustu. Tu ważna jest intuicja,<br />

emocje. Dla mnie niesłychanie ważny jest<br />

walor wyjątkowości, który oczywiście musi<br />

być podparty czymś jeszcze.<br />

I na koniec: w jakim kierunku przebiega<br />

Twój rozwój?<br />

O! To wielka niewiadoma. Tajemnica, która<br />

mnie przyciąga. Gdybym to wiedział, to nie<br />

wiem, czy bym z takim zapałem zmierzał do<br />

celu. Jestem bardzo ciekawy, kim będę,<br />

jaki będę i gdzie będę. Wiem jednak, że<br />

to, jakie to wszystko będzie, zależy od<br />

tego, co i jak robię teraz. Więc działam<br />

najlepiej, jak potrafię, dobrze się przy<br />

tym bawiąc. Cała reszta to tylko czysta<br />

spekulacja. To dotyczy wszystkiego, nie<br />

tylko malowania. Róbmy swoje najlepiej,<br />

jak potrafimy, bo nie jest wiadome,<br />

kiedy nam zgaszą światło.<br />

Mam nadzieję, że Twoje światło będzie<br />

mocno świecić, a nas, odbiorców Twojej<br />

sztuki, ogrzewać pięknymi obrazami<br />

jeszcze wiele lat. Wierzę, że niejednokrotnie<br />

nas jeszcze zaskoczysz.<br />

Dziękuję. Bardzo fajna rozmowa. Idę<br />

pływać. [RC]<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

35


36<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

37


Urodził się w Poznaniu w 1967 roku. Debiutował w 20<strong>17</strong><br />

w „Twórczości”. Publikował dotąd w „Wizjach”, „Wydawnictwie<br />

j”, „Krytyce Literackiej”, „Przeglądzie Prawosławnym”,<br />

„MEGA*ZINE LOST&FOUND”, „Czasie Literatury”,<br />

„Protokole Kulturalnym”, „eleWatorze”, „Akancie” i „Twórczości”.<br />

Jest autorem trzech tomów artystycznej prozy:<br />

Kąty (2018 - Liberum Verbum), Dyptyk wschodni (2018 -<br />

Miniatura), Człekołak (2019 - MaMiKo). Współpracował ze<br />

Sceną Nowej Dramaturgii Teatru w Rzeszowie i z Instytutem<br />

Teatralnym nad sceniczną adaptacją Człekołaka. Z utworów<br />

opublikowanych (20<strong>17</strong>-2020) na uwagę zasługują krótsze<br />

i dłuższe opowieści: Pani Zofia, Mahler, Adela, Kotłownie.<br />

W roku 2019 Pani Zofia otrzymała wyróżnienie w literackim<br />

konkursie im. Bronisława Faca. Rok 2019 zakończył się dla<br />

autora pojawieniem się bardzo pozytywnych recenzji jego<br />

prozy autorstwa Gerarda Ronge („Nowe Książki” 11/2019)<br />

i Leszka Żulińskiego („Twórczość” 11/2019).<br />

Artur Dudziński<br />

DRŻENIE<br />

Odrzucili go literaci Poznania z obawy, że obłędem talenta<br />

im pozaraża. Odrzucili go mieszczanie ze strachu, że maszyny do<br />

pisania potracą. Odrzuciła Krystyna z lęku przed własnym wzrokiem<br />

i pytaniami świata. Jedyny nie odrzucił Andrzeja – most. Andrzej<br />

strącał z ramienia mostu strzępy wierszy, które nie chciały własnych<br />

narodzin. Kiedy Andrzej pytał, most odpowiadał drżeniem. W pewien<br />

majowy wieczór, nieważne którego dnia i roku, Andrzej poprosił, aby<br />

most objął go ramieniem. Ramię mostu zadrżało. Architekci zakuli<br />

je w formę użyteczną, nieczułą. Poeta wspiął się ku ramieniu mostu<br />

i naraz… drżenie ustało – mięśni poety i wierszy, co formą zostaną<br />

bezużyteczną i czułą.<br />

38<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

39


CISZA GÓR<br />

Zegar. Miarowość nadaje równowagę przestrzeni. Cisza staje się słyszalna i widzialna jak ciemność,<br />

gdy miejsca, przedmioty czekają na istnienie. Tymczasem są dźwiękiem. Szumem. Strumieniem<br />

nocy majaczącej na granicy z dniem. Strumieniem przejmującym melodie krzątanin i metrum oddechu.<br />

Mięśniami twarzy miętoszę powieki — wyciskam wyrazistość słyszenia. Szum to? Ton? Zgniatam twarz<br />

dłonią, aby dotarły do mnie motywy przewodnie rur o dominujących strumieniach wód i działaniach<br />

palacza. I naraz z promieniem świetlistej bieli, w wietrznym zawodzeniu, sypie się okienkiem skruszały<br />

lukier. Kruszyny ułamkami szelestu dotykają celofanu. Słodycz zamieci granej przez wiatr, który w szparach,<br />

szczelinach i pęknięciach schroniska uwypukla kontrapunkty brzasku i ciszy.<br />

JEDNONOGI ŁYŻWIARZU<br />

Szukasz żyletki? No, w którymkolwiek kiosku. Zapakowane razem. W pudełeczku. Więc którą?<br />

Wybraną odwijasz z papieru jak kunsztowną porcelanę. Obracasz w palcach jak złotą monetę. Szukasz<br />

własnego odbicia. To głupie. Podciągasz lewy rękaw. Żyletkę trzymasz w prawej. To pewniejsze. Po co<br />

kaleczyć się przed czasem. Podciągasz lewy rękaw i, niczym jednonogi łyżwiarz, badasz taflę przegubu<br />

albo naprężenie membrany skóry. Nabierasz prędkości, hamujesz. Wszystko na jednej płozie.<br />

Ruch w głąb, o którym tyle razy myślałeś, o którym myślało wielu, jest… Możesz teraz uwolnić krew,<br />

pozwolić jej wreszcie zaczerpnąć tchu, ale ty – podziwiasz refleks słońca na płozie i ruch zbocza schodzącego<br />

sosnami…<br />

PTAK<br />

Cud Dziewczynka poczuła w piersi szamoczącego się<br />

ptaka. Cud Dziewczynka wiele myślała o ptaku. Pamiętała,<br />

jak wychodzące z kościoła dzieci i stare kobiety trzymały na<br />

piersiach dłonie. Szły do domów z opuszczonym wzrokiem<br />

i wstydem zapamiętanym z oblicza Madonny. Z twarzami<br />

przenikniętymi tkliwością. Napisanymi od nowa przez błogość<br />

darowaną przez sacrum. Ręce na piersiach starych kobiet<br />

i dzieci wskazywały miejsca, z których Bóg wyrywał ptaka tym,<br />

którzy przyszli Go o to poprosić. Cud Dziewczynka tęskniła<br />

za tajemnicą kościoła, która, jak powtarzała babcia, pozbawia<br />

wiernych ciężaru ich ciał, a z serc zrywa grube i czarne story.<br />

I, co najważniejsze, uwalnia ptaka.<br />

40<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

41


JAŃSKIE ŁAŹNIE<br />

Skwar stygł. Skwer po żołniersku przystrzyżonej trawy,<br />

z klombem krwistoczerwonych centyfolii, okrążały<br />

elektryczne wózki inwalidzkie, pojedyncze bądź połączone<br />

w pary, kuracjusze zdolni poruszać się o własnych siłach,<br />

młode kobiety ze spacerówkami, przebiegające drogę<br />

dzieci, parę zakonnych sióstr, starców, wreszcie — kilku<br />

turystów poszukujących obojętnie, a może dyskretnie,<br />

skrawka wolnego miejsca w szeregach ocienionych dopiero<br />

i okupowanych ławek. „Senna atmosfera uzdrowiska”<br />

— jak czytamy w bedekerze: „na trawiastym rynku gra kapela<br />

ludowa, a w herbaciarni na ławkach dokoła przesiadują<br />

pacjenci”. W zaludnionym ustroniu, jak dopowiadamy<br />

sami, uwaga przybyłych koncentruje się na chwili obecnej,<br />

a najbardziej uprzywilejowanym zmysłem jest wzrok —<br />

poddany zostaje pieszczocie i zarazem estetycznej kuracji:<br />

raz, gdy muska detale, innym razem, gdy obejmuje całość<br />

kształtu secesyjnej hali spacerowej, sali koncertowej, kawiarni<br />

i krytej promenady, zwanej kolonadą, położonej<br />

przez budowniczych u stóp karkonoskich gór. Meisterstück<br />

architektury, perła stylu.<br />

Piękno — to zdrój.<br />

REQUIEM<br />

The Peacocks — wycie zdobione diamentami tonów.<br />

Stan Getz i Bill Evans osiągają jednię i bezkres barw w dialogu<br />

wiążącym ich na wieczność.<br />

Muzyka zatrzymuje się, bo wie o istnieniu końca. Koniec<br />

nie raz w historii wzywał tę sztukę na służbę. Czynił to poprzez<br />

Verdiego, Brittena i innych.<br />

U Evansa brak pustosłowia. Porządek jak u Wolfganga<br />

Amadeusza. Dźwięki kłują jak reflektory. Getz jest wyrazisty<br />

i zwierzęcy niczym godowy samiec. Tańczy i kokietuje. Evans<br />

kładzie plamy gęste i wyrazistsze od witraży Chartres. Wielopoziomowe<br />

egzystencje wibrują kolorami po złudzenie smaku.<br />

Są impresjonistyczne jak Debussy. Pianista stawia w basie<br />

drogowskazy. Zdaje się opuszczać tonację utworu, jak opuszczał<br />

rzeczywistość, otwierając furtkę kluczem kokainy. Akordy<br />

są jak stawiane wolno kroki. Każdy następny nie przypomina<br />

poprzedniego i jest jak nowe spojrzenie z pawiego trenu, jest<br />

płótnem, na tle którego gnie się kobieca szyja saksofonu. Powietrze<br />

z dętego instrumentu jest ze złota.<br />

Saksofon i jego Stan.<br />

Fortepian i jego uśmiech przez łzy. Bill ze spuszczoną<br />

głową i w ciemnych okularach słucha wnętrza i posłusznego<br />

chordofonu.<br />

Oto żałobna msza i katedra końca. Kolumnami fortepianowych<br />

akordów pnie się bluszcz saksofonowej frazy. Muzycy<br />

wznoszą budowlę w dniu urodzin pianisty 16 sierpnia 1974<br />

roku. Jeszcze poprawki, ornamenty, aż zabrzmią życzenia<br />

i brawa. Oto pogrzebowy marsz na fortepian i tenorowy saksofon.<br />

Oto pieśń końca we wzajemnym śpiewie artystów.<br />

42<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Rysunki: Agnieszka Ograszko<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

43


Światło<br />

DLA POLONEZA<br />

Majową niedzielę zdominował w Wieliczce taniec.<br />

I nie taki, co to każdy po swojemu… Ponad<br />

sto par ruszyło na Rynku Górnym do poloneza.<br />

Uroczyście, z gracją, elegancko, z dumą i wzruszeniem.<br />

Tancerze i amatorzy, bardzo młodzi i bardzo dojrzali.<br />

Wszyscy zainaugurowali projekt „Rynek w centrum<br />

kultury <strong>2022</strong>”. Ale ja nie o projekcie, choć na pewno to<br />

ważna inicjatywa dla lokalnej społeczności. Moją uwagę<br />

zwrócił polonez. Taniec, bez którego ważne, uroczyste<br />

wydarzenia nie mogą się obejść. Taniec, który budzi<br />

emocje i wieczny podziw, wprowadza szczególną atmosferę,<br />

jednoczy, zniewala pięknem, a w muzyce odzywa<br />

się echo historii…<br />

4 czerwca <strong>2022</strong> miałam zaszczyt uczestniczyć w uroczystości,<br />

którą również rozpoczął polonez. Wykonali<br />

go, w strojach dalekich od znanych z XXI wieku, członkowie<br />

Zespołu Tańca Historycznego CHOREA ANTIQUA.<br />

W warszawskim Muzeum Kolekcji im. Jana Pawła II (Galeria<br />

Porczyńskich) odbyła się międzynarodowa konferencja,<br />

połączona z debatą „Tożsamość narodowa siłą<br />

pokoleń”. Udział w debacie wzięli: Maria Czerwińska –<br />

prezes Fundacji Przyjaźni Ludzi i Zwierząt CZE-NE-KA,<br />

44<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

kierująca zespołem CHOREA ANTIQUA; Romana Maciuk-<br />

-Agnel – historyk sztuki, choreograf, tancerka, założycielka<br />

jedynego w Polsce Baletu Dworskiego „Cracovia Danza”;<br />

Mirosław Perzyński – prezes Towarzystwa Polsko-Serbołużyckiego,<br />

miłośnik kultury sarmackiej, historii, literatury<br />

i Paweł Świętorecki – śpiewak, znawca i propagator muzyki<br />

klasycznej, bankowiec. I tak właśnie wyglądało… uroczyste<br />

otwarcie VIII Międzynarodowego Festiwalu Poloneza<br />

w Polsce. Okazja do wyjątkowej oprawy spotkania była<br />

szczególna. Taniec ten znalazł się – po długich, wytyczonych<br />

procedurą staraniach – na krajowej liście narodowego<br />

dziedzictwa kulturowego, co daje szansę na wpis na<br />

listę reprezentatywną dziedzictwa kulturowego ludzkości<br />

UNESCO. Narodowy Instytut Dziedzictwa złożył już odpowiedni<br />

wniosek. Procedura jest żmudna, trwa około osiemnastu<br />

miesięcy, ale kompetentni znawcy tematu i zaangażowane<br />

zawodowo osoby są zdania, że pod koniec przyszłego<br />

roku zapadnie decyzja pozytywna i polonez znajdzie się<br />

na liście UNESCO.<br />

Otwarty uroczyście festiwal, który potrwa do 25 czerwca,<br />

nie pozostanie bez wpływu na ocenę złożonego wniosku.<br />

Zaplanowano warsztaty, pokazy, prezentacje w sercu War-


Zdjęcia: Jolanta Bogusławska<br />

szawy, korowody spontaniczne, a wielu aktywnościom przewodzić<br />

będzie m.in. CHOREA ANTIQUA z Marią Czerwińską<br />

na czele. Wystąpią również muzycy oraz śpiewacy. Niektórzy<br />

zachwycili już podczas inauguracyjnego spotkania. Znakomita<br />

pianistka Bożena Sitek zagrała poloneza Stanisława Moniuszki<br />

ze Strasznego dworu, Piotr Latoszyński wykonał poloneza<br />

A-dur op. 40 nr 1 Fryderyka Chopina, a Piotr Chróściak poloneza<br />

Ogińskiego Pożegnanie ojczyzny. Francisco Rodriguez Ortega,<br />

niewidomy muzyk i śpiewak operowy z Meksyku, od 10<br />

lat mieszkający w Polsce, wzruszył utworem Spośród krajów<br />

na świecie, podobnie jak utalentowany śpiewak pochodzący<br />

z Besarabii – Leonid Volodko-Kunicki, który wykonał poloneza<br />

Tollere liberum (Urodzony wolnym). Zespół CHOREA ANTIQUA<br />

zachwycił tańcem i strojami, a na zakończenie wszyscy zaproszeni<br />

zostali do poloneza. I wzruszenie trochę pobrudziło tuszem<br />

policzki pań…<br />

***<br />

Z pewnością w uzyskaniu pozytywnej opinii UNESCO<br />

pomoże każda inicjatywa ukazująca rozpowszechnienie<br />

poloneza we wszystkich dziedzinach nauki, sztuki, kultury,<br />

w tym tworzenie klubików czy uliczne korowody –<br />

oczywiście, nie tylko w Polsce. To niezwykle ważne, by<br />

nasz najważniejszy taniec narodowy trafił na listę niematerialnego<br />

dziedzictwa kulturowego ludzkości UNESCO.<br />

Ten numer „PostScriptum” ukazuje się właśnie w czasie<br />

trwania festiwalu. Warto śledzić związane z nim wydarzenia<br />

i w miarę możliwości włączyć się w kampanię, bo<br />

polonez to niezwykły taniec. W nim słychać bicie serc.<br />

Naszych… [WDS]<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

45


46 Ilustrcja: Renata Cygan<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

47


O szczęściu<br />

R e n a t a S z p u n a r<br />

Dialog z Przyjacielem, który wyjechał w najdalszą podróż…<br />

Czym jest szczęście, za którym tak bardzo tęsknimy na<br />

przekór naszemu fatum? Na przekór każdym czasom,<br />

zarazom, wojnom i wszelkim przeciwnym wiatrom?<br />

Może najłatwiej jest odpowiedzieć poetom, bo lekkość ich<br />

myśli odnajduje najbardziej celne i pojemne słowa…<br />

Szczęście<br />

Jorge Luis Borges<br />

Ten, co obejmuje kobietę, jest Adamem. Kobieta jest Ewą.<br />

Wszystko zdarza się po raz pierwszy.<br />

Zobaczyłem coś białego na niebie. Mówią mi, że to księżyc, ale<br />

cóż mam począć z tym słowem i z całą tą mitologią.<br />

Drzewa budzą we mnie jakiś lęk. Są takie piękne.<br />

Spokojne zwierzęta podchodzą, abym nazwał je po imieniu.<br />

Nie ma liter w księgach biblioteki. Lecz, kiedy je otworzę, wynurzają się.<br />

Kartkując atlas, wymyślam kształt Sumatry.<br />

Ten, co w ciemności rozpala zapałkę, właśnie wynalazł ogień.<br />

W głębi lustra jest ktoś inny, zaczajony.<br />

Ten, co patrzy na morze, widzi Anglię.<br />

Ten, co wygłasza wiersz Liliencrona, rozpoczyna bitwę.<br />

Śniłem o Kartaginie i o legionach, które pognębiły Kartaginę.<br />

Śniłem o mieczu i o wadze.<br />

Pochwalona niech będzie miłość, w której nie ma strony<br />

posiadającej i posiadanej, bo tych dwoje oddaje się sobie.<br />

Pochwalone niech będą koszmary senne, albowiem dzięki nim możemy<br />

uwierzyć w piekło.<br />

Ten, co wchodzi do rzeki, zanurza się w Gangesie.<br />

Ten, co patrzy na piaskową klepsydrę, widzi, jak rozsypuje się imperium.<br />

Ten, co sztyletem się bawi, śmierć Cezara przeczuwa.<br />

Ten, co śpi, jest wszystkimi ludźmi.<br />

Na pustyni ujrzałem młodego Sfinksa<br />

o dopiero co wyrzeźbionych kształtach.<br />

Nic dawnego pod słońcem.<br />

Wszystko zdarza się po raz pierwszy, ale na modłę wieczności.<br />

Ten, co mnie czyta, stwarza moje słowa.<br />

Odnajdujemy szczęście w akcie kreacji. W każdym podniosłym<br />

momencie, gdy czujemy, że stwarzamy nowy byt, lub<br />

gdy sami nadajemy pierwsze znaczenie temu, co istnieje,<br />

i co napotykamy. Uskrzydla nas moment stawania się. Czujemy<br />

się wtedy silni. Podobni bogom. Zdolni do tworzenia<br />

rzeczywistości. Posiadamy na nią wpływ. A kiedy posiadamy<br />

wpływ – nie czujemy lęku i wymykamy się fatum. Ogarnia<br />

nas spokój i zadowolenie. Radość z samego faktu życia<br />

i możliwości bycia na tym fascynującym świecie.<br />

Lecz to jeszcze nie wszystko. Do szczęścia potrzebny nam drugi<br />

człowiek. Potrzebna nam wzajemna opowieść. Ktoś, kto słucha<br />

– i milczy, lub sam opowiada. A czasem wystarcza sama<br />

obecność, poczucie, że ktoś po prostu jest. Wtedy już nie jesteśmy<br />

sami, bo wokół są inni – tacy sami samotni, jak my.<br />

48<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Dawno temu napisałam w jednym z esejów:<br />

Szukam porozumienia. Nie tego najoczywistszego, tego<br />

złudnego, które odbywa się w rozmowie, z pomocą słów.<br />

Nawet nie tego, które nawiązuje się we współobecności.<br />

Pragnę porozumienia, które przychodzi samo. W ciszy,<br />

w milczeniu, we wspólnocie jednego losu…


Szukałam kogoś, z kim mogłabym<br />

nawiązać dialog o najważniejszych<br />

ziemskich sprawach. Los okazał się<br />

dla mnie łaskawy – zesłał mi Przyjaciela,<br />

z którym potoczyła się moja<br />

rozmowa. Okazało się to szczęśliwą<br />

okolicznością, nie przypadkiem spotykamy<br />

niekiedy właściwych ludzi na<br />

drodze swojego życia. Takich, którzy<br />

dają możliwość zajrzenia w głąb samych<br />

siebie i są jak otwarte przestrzenie<br />

dla naszych swobodnych<br />

myśli, które odbijają się w nich jak<br />

w kryształowym zwierciadle. Ponieważ<br />

w rzeczywistości dialog z drugim<br />

człowiekiem bywa dialogiem<br />

z samymi sobą. Bywa drogą dochodzenia<br />

do własnej wewnętrznej<br />

prawdy. Do odnajdywania siebie samych<br />

w duszy drugiego człowieka.<br />

Stanisław Lem pisał o tym w Solaris<br />

tak: Nie szukamy nikogo oprócz ludzi.<br />

Nie potrzeba nam innych światów.<br />

Potrzeba nam luster.<br />

Wszyscy jesteśmy podobni w naszych<br />

najgłębszych pragnieniach. A kiedy<br />

to odkrywamy – czujemy prawdziwą<br />

więź z własnym wnętrzem, z drugim<br />

człowiekiem, z innymi ludźmi,<br />

z całą planetą i bezkresnym wszechświatem.<br />

Rozpływamy się wówczas<br />

w swoim zaspokojeniu podstawowej<br />

potrzeby uśmierzenia naszej egzystencjalnej<br />

samotności. Na moment<br />

znika cały ludzki lęk. To chwile szczęścia.<br />

Błogości. Chwile pozbawione<br />

cierpienia. Mistycy mówią wtedy<br />

o spotkaniu z Bogiem.<br />

W swojej ostatniej powieści pt. Noc<br />

w Lizbonie Erich Maria Remarque<br />

opisał sytuację, gdy człowiek oddaje<br />

bilety na statek, który może<br />

zawieźć go do wolności i bezpieczeństwa<br />

– za cenę możliwości opowiedzenia<br />

przypadkowemu towarzyszowi<br />

swojej historii. Może uciec<br />

przed wojną za ocean – a jednak<br />

zostaje na brzegu Hiszpanii – pozbywając<br />

się balastu własnego życia.<br />

Nieprzyjemne wspomnienia mają<br />

jedną dobrą stronę i przekonują człowieka,<br />

że jest szczęśliwy, choć jeszcze<br />

przed chwilą nie był. Szczęście to<br />

kwestia porównania. Myślałem nad<br />

tym, że powinienem czuć się bardzo<br />

szczęśliwy, a jednak nie było tak.<br />

(Noc w Lizbonie, E. M. Remarque)<br />

Wszystko, co się nam przydarza, za<br />

moment staje się wspomnieniem.<br />

Bywa, że przytłaczającym bagażem.<br />

Możliwość zaufania drugiemu człowiekowi<br />

i powierzenia mu słowem<br />

własnej opowieści, jak dobrowolna<br />

spowiedź, bywa szczęściem. Niekiedy,<br />

oprócz katharsis daje to również<br />

poczucie, że zostało się utrwalonym<br />

na wieczność, i że cierpienie miało<br />

sens, a własna historia nie przepada<br />

w mroku niepamięci. A czegóż pragniemy<br />

bardziej niż nieśmiertelności?<br />

I tego, by nasze cierpienie, nasze<br />

życie nie minęło bezsensownie?<br />

Pragniemy wplecenia siebie w nurt<br />

rzeki zdarzeń, w której będziemy jej<br />

ważnym elementem. Każdy z nas jest<br />

istotną częścią historii, nasze bycie<br />

oddziałuje na każde inne istnienie,<br />

które napotykamy. Jesteśmy połączonymi<br />

naczyniami – nasze słowa, obrazy<br />

– wpływają na siebie nawzajem.<br />

Podobnie jak bohater Remarque’a<br />

w obliczu ostateczności zachowuje<br />

się rycerz Antonius Block w filmie<br />

Siódma pieczęć Ingmara Bergmana.<br />

Gra w szachy ze śmiercią, żeby zyskać<br />

czas potrzebny do odpowiedzenia<br />

sobie na najważniejsze pytania:<br />

czy istnieje Bóg? i jaki sens ma życie?<br />

Nie znalazł ani obiecanego Boga, ani<br />

szczęścia przez dziesięć lat wojennej<br />

wyprawy krzyżowej w Ziemi Świętej.<br />

Jak ma więc teraz umrzeć – czując,<br />

że strawił swoje życie, służąc iluzji?<br />

Czy został oszukany? Jak Odyseusz z<br />

Troi wraca do swojego domu, do czekającej<br />

na niego wiernej mu kobiety<br />

– po to tylko, żeby na krótki moment<br />

poczuć szczęście i spokój własnego<br />

miejsca na ziemi – i zaraz umrzeć.<br />

Czy żeby odnaleźć swoje szczęście<br />

w najprostszym byciu, trzeba przewędrować<br />

całe swoje życie? Jak napisał<br />

w wierszu Itaka Konstandinos Kawafis:<br />

Itaka dała ci tę piękną podróż,<br />

bez Itaki nie wyruszyłbyś w drogę.<br />

Niczego więcej już ci dać nie może.<br />

I choćbyś ujrzał, że jest biedna - nie<br />

oszukała cię Itaka.<br />

Wróciwszy tak mądry, po tylu doświadczeniach,<br />

zrozumiesz prawdziwie, co to jest<br />

Itaka.<br />

Film Siódma pieczęć rozpoczyna się<br />

czarno-białym przejmującym kadrem<br />

nocnego nieba, z chmurami prześwietlonymi<br />

jasnym światłem księżyca.<br />

Do dramatycznej muzyki dołącza<br />

rozdzierający śpiew – Dies irae – wykonywany<br />

na najwyższych, przejmujących<br />

tonach. Kolejnym kadrem<br />

jest obraz ptaka, który jak uwolniona<br />

z ciała dusza szybuje wysoko na<br />

nieboskłonie. A potem pojawia się<br />

czarny wysoki klif z przestrzenią<br />

rozświetlonego nieba i skrawkiem<br />

morza. Wtedy odzywa się głos narratora<br />

czytającego fragment Apokalipsy,<br />

mówiący o Siedmiu Aniołach<br />

Zagłady… A potem widzimy<br />

śpiącego na kamieniach rycerza<br />

i słońce, które powoli wstaje ponad<br />

morski horyzont. Na jednej ze<br />

skał leży plansza szachownicy, na<br />

której za chwilę rycerz rozpocznie<br />

swój ostatni pojedynek ze śmiercią…<br />

Serce mam puste. Pustka jest zwierciadłem<br />

zwróconym ku mej twarzy.<br />

Widzę w niej siebie, i ogarnia mnie<br />

odraza i strach. Obojętność wobec<br />

ludzi sprawiła, że żyję teraz samotnie.<br />

Jedynie pośród zjaw. Zamknięty<br />

w snach i fantazjach – wyznaje rycerz<br />

na spowiedzi, nie zauważając, że<br />

mówi do Śmierci. Straszne musi być<br />

takie odkrycie w sobie pustki w obliczu<br />

końca własnego życia. Życie każdego<br />

człowieka domaga się wypełnienia<br />

treścią, sensem, uczuciami.<br />

Dlaczego nie mogę zabić Boga<br />

w sobie? – pyta rycerz Śmierci. – Dlaczego<br />

ciągle żyje we mnie tak boleśnie<br />

i tak upokarzająco, mimo że złorzeczę<br />

Mu i pragnę wyrwać z serca? Dlaczego,<br />

mimo wszystko, jest On tą złudną<br />

prawdą, z którą nie potrafię się rozstać?<br />

Pytasz dlaczego? Bo próbujesz wyrwać<br />

ze swojego serca Miłość, rycerzu<br />

Antoniusie Blocku… A wtedy<br />

twoje serce umarłoby. Stałoby<br />

się nieczułe, lodowate i obojętne.<br />

Choćbyś jeszcze chodził po tym<br />

świecie – byłbyś martwy za życia.<br />

Nie stawiałbyś już sobie, ani innym,<br />

tych ważnych dla ciebie pytań, nie<br />

czułbyś rozpaczy braku odpowiedzi<br />

– te sprawy byłyby już dla ciebie<br />

obojętne. Cierpisz, bo czujesz<br />

jeszcze życie całym swoim sercem.<br />

49<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Nie zniszczyły cię ostatecznie długie<br />

lata bezsensownej wojny, dlatego teraz<br />

widzisz swoją wewnętrzną pustkę.<br />

Ona cię przeraża, ale to dobrze i bardzo<br />

szczęśliwie, że ją jeszcze czujesz… Nie<br />

jesteś obojętny, nie jesteś zimny. Jest<br />

w tobie jeszcze żar wielkiej namiętności<br />

poszukiwania prawdy. Mimo całego<br />

twojego niepokoju – jesteś szczęśliwy,<br />

bo doznajesz pełni życia, nawet na<br />

dnie swojej rozpaczy, poczucia bezsensu<br />

i wewnętrznej próżni. Twoje życie<br />

jest wypełnione emocjami, w twojej<br />

piersi bije serce, które czuje. Ten milczący<br />

Bóg, jakkolwiek pojmować Jego<br />

istnienie i rozumieć Jego istotę, nadal<br />

w tobie żyje, dopóki twoje serce jest<br />

gorące. Zachować w sobie ten niegasnący<br />

żar – jest szczęściem.<br />

50<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Przyjaciel zapytał mnie kiedyś w liście,<br />

czy jestem szczęśliwa – nie bał<br />

się stawiać trudnych pytań i otrzymywać<br />

skomplikowanych odpowiedzi.<br />

A kiedy moja poszukująca myśl zmierzała<br />

w mrok, kierował ją ku Światłu.<br />

Zmarł pół roku później, z powodu<br />

współczesnej pandemii, podobnie<br />

jak rycerz Antonius Block w średniowieczu.<br />

Czytał na koniec, jeszcze nie<br />

wiedząc, że dopadnie go podstępna<br />

choroba, Kres istnienia Franco De<br />

Masi i Gdy rozerwą się więzy czasu…<br />

Michała Hellera, zadając sobie<br />

pytania o ostateczność… Na koniec<br />

widział czarne tunele śmierci,<br />

a w nich świetliste anioły rozjaśniające<br />

Jego obezwładniającą trwogę.<br />

Pytam teraz ja Ciebie, Przyjacielu, czy<br />

po tamtej stronie śmierci napotkałeś<br />

nicość? Przecież tam już nie ma cierpienia<br />

i nie błądzi się w ciemności<br />

niewiedzy… Znasz już wszelkie odpowiedzi<br />

na wszystkie ważne pytania.<br />

Czy jesteś teraz szczęśliwy? Może<br />

ostateczne szczęście jest powrotem<br />

do pramaterii świata? Powrotem<br />

do początku, do źródła… Wejściem<br />

w Światło, w Miłość – i zespolenie<br />

z Nią na wieczność…?<br />

Jednym z ulubionych filmów mojego<br />

Przyjaciela był wzruszający biograficzny<br />

dramat Maudie, wyreżyserowany<br />

przez Aislinga Walsha. To<br />

niewątpliwe arcydzieło opowiada<br />

o znanej kanadyjskiej malarce naiwnej<br />

– Maud Lewis. Bardzo skromne<br />

było życie tej niepełnosprawnej<br />

artystki, w którym jedynym jasnym<br />

promieniem światła wydaje się być<br />

ogromna radość z malowania kwiatów<br />

na ścianach ubogiego domku<br />

i spoglądanie przez jego maleńkie<br />

okno na świat… Na pytanie przyjaciółki<br />

– co daje Ci siłę? – krucha, odrzucona<br />

przez rodzinę, schorowana<br />

na artretyzm, kaleka, bardzo uboga<br />

i nieszczęśliwie zakochana w gburowatym<br />

człowieku Maudie odpowiada:<br />

Nie wiem. Chyba po prostu<br />

nie potrzeba mi wiele. Tak długo,<br />

jak mam pędzel w ręku i mogę malować<br />

– jest dobrze… Okno – uwielbiam<br />

przez nie patrzeć. Czasem<br />

przeleci ptak… czasem trzmiel… co<br />

dzień coś innego. I to jest całe życie...<br />

całe życie oprawione w ramę… Tak.<br />

Może szczęściem jest więc po prostu<br />

żyć, móc tworzyć, czuć głęboko i kochać,<br />

mieć wątpliwości, poszukiwać<br />

i zadawać sobie pytania – by na koniec,<br />

na dnie własnego serca odnaleźć<br />

najprostsze z możliwych odpowiedzi…<br />

Esej poświęcony pamięci przedwcześnie<br />

zmarłego na covid-19 artysty<br />

malarza, literata, krytyka sztuki i barda<br />

– Stanisława Tabisza.<br />

Kraków, kwiecień <strong>2022</strong> rok<br />

[RS]


<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

51


52<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


***<br />

A WOKÓŁ MNIE PŁONIE<br />

pozostań ze mną arlekinie<br />

w przyblakłym świetle ogarków<br />

choćby na trochę<br />

lub ciut dłużej<br />

niech klepsydrze ubywa w ciszy<br />

a chwile płyną przez palce<br />

ku deltom zapomnienia<br />

bądź<br />

leżę taki na wpół<br />

kłęby wizji zarosły powietrze<br />

od samego progu<br />

staczam me żródło w przeciągu<br />

lżejszym od nadciężaru<br />

bytuję w świadomości<br />

dom zajął się słowami<br />

spalam sie mimowoli<br />

o brzasku<br />

głucha satysfakcja chwili<br />

pozostała w martwym punkcie<br />

pieszcząc ulotność<br />

naszej niezłomnej postawy<br />

jesteśmy niewidzialni<br />

ubodzy w doskonałość<br />

bardzo niemi<br />

a jednak bliscy<br />

POZOSTAŁYM<br />

a na koniec wszyscy spłyną z płócien<br />

rozejdą sie po drogach<br />

zmierzając ku horyzontom<br />

pozostań proszę<br />

zanim dosięgnie nas powaga<br />

i ulotny ciężar przeznaczenia<br />

w drodze ku słońcu<br />

chciałbym napisać o pozostaniu<br />

ale ich już nie będzie<br />

nie będzie świtów pełnych natchnienia<br />

i słów na wiatr<br />

KIEDY KOT ŚPI<br />

Na zaciszu<br />

zalęgły się ogrody<br />

Wdzięczą się nieskromnie<br />

kontrastując z otoczeniem<br />

Wyszukują krwistoczerwonej róży<br />

żebrząc o zmysły<br />

Dariusz Zeller<br />

cudne manowce zbieleją w ramach<br />

złuszczy się pozostałość<br />

i pozostaną jedynie spojrzenia<br />

niewinnie bezpowrotne<br />

chciałbym przekazać sens<br />

ale spływam farbą<br />

ku źródłom<br />

autorzy pozostaną wierni kolorom<br />

pomimo i na przekór<br />

z improwizacją na ustach<br />

niechcianego namaszczenia<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

53


Polska sztuka na Litwie<br />

Już w poprzednim numerze „Post Scriptum”, przedstawiając<br />

polską literaturę tworzoną obecnie na Litwie, zwróciłem<br />

uwagę, że nasi rodacy stanowią w tym sąsiednim kraju najliczniejszą<br />

mniejszość narodową, dobrze zorganizowaną w zakresie<br />

edukacji oraz życia społeczno-kulturalnego. Należałoby<br />

więc nazwać truizmem stwierdzenie, że w każdej dziedzinie<br />

twórczości Polacy na Litwie mają wiele do powiedzenia, a ich<br />

obecność jest zauważalna i ceniona przez publiczność i krytykę.<br />

(Dotyczy to, oczywiście, także sztuk plastycznych). Od wielu pokoleń<br />

czynni są tam polscy plastycy tworzący w różnych dziedzinach<br />

sztuk wizualnych. Zawsze ceniono tam polskich grafików,<br />

ilustratorów, fotografów i rzeźbiarzy. Jednak to malarstwo pozostaje<br />

ulubioną i najczęściej uprawianą gałęzią sztuki naszych<br />

rodaków znad Wilii.<br />

Malarze od kilku pokoleń stanowią najliczniejszą grupę wśród<br />

polskich plastyków na Litwie i w tej dziedzinie nasi rodacy odnoszą<br />

od lat największe sukcesy. Obecnie kilkoro z nich liczy się<br />

w ogólnokrajowym życiu artystycznym. Robert Bluj, Ryszard Filistowicz,<br />

Czesław Połoński – to artyści, którzy w opinii krytyki<br />

należą do czołówki litewskich twórców, a ich dzieła są wystawiane<br />

w najbardziej prestiżowych galeriach i ośrodkach wystawienniczych<br />

Wilna, Kowna, a także mniejszych miast.<br />

Od niemal trzydziestolecia działa też na Litwie Twórczy Związek<br />

Polskich Artystów Malarzy „Elipsa”. Działalność tego stowarzyszenia<br />

skupia się głównie na integracji środowiskowej polskich<br />

twórców na Litwie i tworzeniu oferty kulturalnej dla polskiej<br />

mniejszości narodowej. „Elipsa” regularnie organizuje wystawy<br />

indywidualne i zbiorowe swoich członków w ośrodkach kultury<br />

w miejscach, gdzie znaczny odsetek ludności stanowią Polacy.<br />

Do związku należą zarówno artyści o wykształceniu akademickim,<br />

jak i uzdolnieni amatorzy samoucy.<br />

Mimo zdecydowanej dominacji malarstwa sztalugowego, polscy<br />

twórcy z Litwy liczą się także w innych sztukach wizualnych.<br />

Jednym z najbardziej utalentowanych artystów fotografii, od<br />

kilku lat zauważanym w konkursach i docenianym przez publiczność,<br />

jest pochodzący ze Szczecina mieszkaniec Wilna Bartosz<br />

Frątczak. W grafice wydawniczej solidną pozycję zdobył sobie<br />

młody wileński twórca Daniel Samulewicz. W filmie krótkometrażowym<br />

i multimediach skutecznie konkurują z litewskimi kolegami<br />

Romuald Ławrynowicz i Bartosz Połoński, syn uznanego<br />

malarza i czołowego konserwatora sztuki Czesława.<br />

Polskie sztuki plastyczne na Litwie rozwijają się dynamicznie,<br />

a życie artystyczne w każdym pokoleniu ujawnia wiele młodych<br />

talentów. Godne podkreślenia jest zaangażowanie<br />

większości zdolnych młodych artystów w rozwój kontaktów<br />

i współpracy artystycznej między Litwą i Polską. [PK]<br />

Czesław Połoński<br />

Danuta Lipska<br />

54<br />

Mirosław <strong>POST</strong> Bryżys<strong>SCRIPTUM</strong><br />

Stanisław Plawgo


ROBERT<br />

B L U J<br />

gwiazda<br />

litewskich<br />

galerii sztuki<br />

Robert Bluj<br />

W<br />

całkiem licznym gronie polskich malarzy<br />

działających na Litwie na szczególną uwagę<br />

zasługuje Robert Bluj. Absolwent warszawskiej<br />

ASP od wielu lat nie tylko odnosi sukcesy<br />

w litewskich i polskich galeriach sztuki, ale swą<br />

działalnością dydaktyczną oraz promocyjną rozwija<br />

polskie życie artystyczne na Litwie i łączy środowiska<br />

plastyczne obu krajów.<br />

Bluj zyskał pozycję i renomę zarówno solidnym<br />

warsztatem malarskim, elegancją twórczości i oryginalnością<br />

stylu, jak również aktywną postawą działacza<br />

i społecznika. Tworzy głównie akty i pejzaże<br />

charakteryzujące się dokładnością rysunku, plastycznością<br />

formy, przejrzystością kompozycji i efektownym<br />

kolorytem opartym na czystych, podstawowych<br />

barwach. Dekoracyjny, nieco monumentalny styl<br />

sprawia wrażenie dojrzałej klasyki dzięki bardzo starannemu<br />

warsztatowi. Powyższe walory sprawiły,<br />

że Robert już w młodym wieku zapewnił sobie poczesne<br />

miejsce wśród litewskich kolegów, choć należy<br />

do mniejszości narodowej i bynajmniej nie ukrywa<br />

swej polskości. Przeciwnie, szczyci się nią i wykorzystuje<br />

kontakty w obu krajach na rzecz wspólnych inicjatyw<br />

artystycznych.<br />

Malarz debiutował wystawą indywidualną w wileńskiej<br />

galerii „Lietuvos Aido” u progu nowego tysiąclecia.<br />

Przez minione dwie dekady objechał z wystawami<br />

swej twórczości całą Litwę i Polskę. Uczestniczył<br />

też w licznych wystawach zbiorowych malarzy litewskich<br />

i polskich w najbardziej prestiżowych galeriach<br />

i ośrodkach wystawienniczych obu krajów. Ukoronowaniem<br />

jego dotychczasowej kariery plastycznej<br />

jest udział w otwartym właśnie renomowanym pawilonie<br />

polskim NordArt w Büdelsdorfie, gdzie znalazł<br />

się wśród 25 polskich twórców jako członek sześcioosobowej<br />

grupy reprezentującej polską diasporę<br />

z całego świata.<br />

Równie ważna jak<br />

twórczość własna<br />

jest dla Roberta<br />

praca dydaktyczna.<br />

Od 2000<br />

roku prowadzi<br />

w swej pracowni<br />

w Domu Kultury<br />

Polskiej w Wilnie<br />

studium rysunku<br />

i malarstwa,<br />

gdzie uczy adeptów<br />

sztuki w każdym wieku. Wśród uczęszczających<br />

na zajęcia dominuje młodzież (co dość oczywiste),<br />

ale przychodzi też niemało osób w dojrzałym wieku.<br />

Wysokie kwalifikacje i doświadczenie pedagogiczne<br />

Bluja zostały docenione przez jego macierzystą uczelnię.<br />

Przed dwoma laty uzyskał na warszawskiej ASP<br />

stopień doktora habilitowanego sztuki.<br />

Bogactwa działalności wileńskiego artysty dopełnia<br />

jego praca promocyjna na rzecz polskiej sztuki.<br />

Od kilku lat w podziemiach wspomnianego Domu Kultury<br />

Polskiej Robert prowadzi Galerię 008, nazwaną<br />

tak od numeru jego pracowni, położonej nieopodal.<br />

Regularnie organizuje w niej wystawy prac liczących<br />

się malarzy i grafików z Polski, w większości zasłużonych<br />

pedagogów z uczelni plastycznych.<br />

Robert Bluj to postać barwna i nietuzinkowa. Ten utalentowany<br />

artysta, oddany społecznik, świetny sportowiec<br />

i pasjonat wędkarstwa, spędzający chętnie<br />

każdą wolną chwilę na łonie dzikiej natury, zasługuje<br />

z pewnością na miano gwiazdy, która świeci jasno na<br />

litewskim firmamencie sztuki. [PK]<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

55<br />

fot. Bartosz Frątczak


SZKOŁA<br />

MALARSTWA<br />

I GRAFIKI<br />

WILEŃSKIEJ<br />

Danuta Lipska<br />

DANUTA LIPSKA<br />

Danuta Lipska<br />

56<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

GRUPA ELIPSA


Wywiad z polską malarką z Wilna Danutą Lipską,<br />

prezeską związku malarzy polskich na Litwie „Elipsa”<br />

Jak powstał związek „Elipsa”?<br />

Twórczy Związek Polskich Artystów Malarzy „Elipsa” powstał<br />

w 1993 roku. Znaliśmy się już wcześniej, mieliśmy wspólne<br />

wystawy w domach kultury i nie tylko. Również indywidualne<br />

– ja miałam pierwszą dużą wystawę w Domu Kultury przy<br />

Zakładzie Aparatury Paliwowej w Wilnie. W skład naszego<br />

związku weszli artyści mieszkający w Wilnie i jego okolicach,<br />

których oprócz pasji malarskiej łączyło poczucie przynależności<br />

do polskiej kultury oraz miłość do ojczystego kraju. Założycielami<br />

„Elipsy” byli Władysław Ławrynowicz – jej pierwszy<br />

prezes, Stanisław Kaplewski, Lilia Miłto, Anna Kudriaszowa<br />

i ja, która przejęłam funkcję prezesa po śmierci kolegi. Później<br />

do „Elipsy” dołączyli inni malarze.<br />

Jakie są Wasze osiągnięcia i recepcja Waszej działalności?<br />

„Elipsa” jest dobrze znana nie tylko na Litwie, lecz także<br />

w Polsce, gdzie tematyka wileńska i prace autorów z grodu<br />

nad Wilią cieszą się niezmiennym zainteresowaniem.<br />

Wystawy „Elipsy” były eksponowane na Litwie, Białorusi,<br />

w Polsce, Niemczech, Francji, Izraelu, Włoszech,<br />

Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Kanadzie i USA. Uczestniczymy<br />

w międzynarodowych plenerach i wystawach tematycznych.<br />

W 1998 roku na 200-lecie urodzin Adama Mickiewicza,<br />

który w młodości mieszkał w Wilnie, malarze „Elipsy”<br />

współorganizowali konkurs i wystawę w Celi Konrada<br />

w Wilnie. Później była ona prezentowana w Lidzbarku Warmińskim.<br />

„Elipsa” przedstawiała swoje prace na Światowych<br />

Dniach Poezji na Wileńszczyźnie w latach 2008–2013.<br />

Uczestniczyliśmy w wystawach Festiwalu Kultury Kresowej<br />

w Mrągowie w latach 1994–2021. W 2007 roku staraniem<br />

samorządu Wilna odbyła się nasza wspólna ekspozycja<br />

z malarzami z Ukrainy. „Elipsa” wraz z innymi malarzami<br />

Europy brała udział w malowaniu Drogi Krzyżowej do meksykańskiego<br />

sanktuarium w Guadalupe. Wisi tam nadal obraz<br />

Władysława Ławrynowicza. Staliśmy się współtwórcami<br />

międzynarodowych projektów organizowanych przez galerię<br />

ADI ART w Łodzi: Wilno pokoju (1999), Charlie Czaplin<br />

w sztuce (2001) i Golf w sztuce (2008). W 2010 roku „Elipsa”<br />

przygotowała wystawę prac artystów z mniejszości narodowych<br />

Litwy w Domu Kultury Polskiej w Wilnie.<br />

Ilu Was było na początku, a ilu jest teraz?<br />

Na początku była nas piątka. Potem malarze przychodzili<br />

i odchodzili. Obecnie „Elipsa” zrzesza siedemnastkę artystów<br />

z Wilna i Wileńszczyzny.<br />

Co wyróżnia członków „Elipsy” pod względem warsztatu<br />

i tematyki twórczości?<br />

Malarze „Elipsy” są wszechstronni – malują, śpiewają,<br />

piszą muzykę, zajmują się ilustracją książek dla dzieci<br />

i dorosłych. Wydają zbiory swojej poezji. Niepowtarzalny<br />

urok Wilna i okolic są często tematem ich prac, a poprzez<br />

swoją twórczość starają się kontynuować i rozwijać tradycje<br />

szeroko znanej szkoły malarstwa i grafiki wileńskiej.<br />

Jak „Elipsa” pomaga swoim członkom w promocji<br />

ich twórczości?<br />

Reklamujemy nasze wystawy indywidualne i zbiorowe<br />

w środkach przekazu, w miarę możliwości drukujemy<br />

katalogi, pomagamy w znajdowaniu sal wystawowych,<br />

organizujemy wyjazdy i plenery.<br />

W jaki sposób współpracujecie z innymi litewskimi stowarzyszeniami<br />

twórczymi?<br />

Malarze „Elipsy” od lat współpracują z polskimi literatami,<br />

zespołami pieśni i tańca, muzykami i organizacjami<br />

dobroczynnymi z Litwy, a także z twórcami litewskimi<br />

oraz z malarzami polskiego pochodzenia na Białorusi<br />

i Ukrainie. Upiększają swymi pracami rożne imprezy poetycko-muzyczne<br />

w całym kraju. Łączy nas m. in. stała ścisła<br />

współpraca z Centrum Kultury Polskiej im. Stanisława<br />

Moniuszki, z Instytutem Polskim w Wilnie, z Akademią<br />

Trzeciego Wieku i z Muzeum Etnograficznym w Niemenczynie,<br />

a także ze szkołami Wileńszczyzny. Uczestniczymy<br />

w warsztatach malarskich na Litwie i w innych państwach<br />

Europy. Bierzemy też udział w festiwalach, na Litwie<br />

i w Polsce.<br />

W przyszłym roku „Elipsa” będzie obchodziła piękny<br />

jubileusz 30 lat działalności. Jak zamierzacie go uczcić?<br />

Chcemy wydać okazały katalog z reprodukcjami naszych<br />

prac i poezją oraz zorganizować wielką wystawę w Domu<br />

Kultury Polskiej. To ogromne koszty, będzie trudno zdobyć<br />

na to wszystko pieniądze. Może udałoby się znaleźć<br />

sponsora np. w Wielkiej Brytanii?<br />

Co w działalności „Elipsy” najbardziej cenisz?<br />

Jesteśmy dumni, że język pędzla i ołówka jest językiem<br />

uniwersalnym, który potrafi łączyć ludzi rożnych narodowości.<br />

Szczególnie zaś napawa mnie dumą to, że mam<br />

wokół siebie tylu fantastycznych zakochanych w sztuce<br />

ludzi, szczególnie moją kochaną młodzież! Stale ich<br />

wspieram radą, rozmową i miłością… [PK]<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

57


ILUZJA<br />

miałam pięć lat<br />

oraz pewność że jeśli zdołam<br />

wspiąć się na mur i wyciągnąć rękę<br />

to złapię księżyc i zamknę go w dłoni<br />

że wtedy zdarzy się wszystko – główna<br />

rola w jeziorze łabędzim i każda miłość<br />

również ta od pierwszego wejrzenia<br />

dzisiaj trzymam księżyc w dłoni<br />

zadziwiające ile światła można wydobyć<br />

z popiołu<br />

ODMIENNY STAN<br />

Dorota Nowak<br />

W<br />

I<br />

E<br />

R<br />

S<br />

Z<br />

E<br />

pamiętam skrzypiącą podłogę w schronisku<br />

akurat próbowaliśmy zaczerpnąć powietrza<br />

gdy poruszyłeś głową w tak nieziemski sposób<br />

że jezioro wyrzuciło na brzeg mgławice<br />

połknięte przez dwuczube perkozy i rybitwy<br />

do płuc dostał się obłok kosmicznego pyłu<br />

leżeliśmy w środku bukowego lasu historia<br />

zapisywała się na korze drzew przyrastały słoje<br />

trzymałeś mnie za rękę czuliśmy jak molekuły<br />

gęstnieją warunkując przebieg nowego życia<br />

SPOKÓJ<br />

wstaliśmy późno woda pod prysznicem była<br />

wyjątkowo chłodna pomidory smakowały pleśnią<br />

i niedzielnym brakiem subordynacji sroki podkradały<br />

kocią karmę sąsiedzi prześcigali się w kształtowaniu<br />

swoich dzieci – na ich głowy padał perłowy deszcz<br />

nie wiem dlaczego właśnie wtedy przypomniał mi się<br />

wieczór gdy nasze nastoletnie ciała zanurzyły się<br />

w zimnym nurcie a ty w ciemnościach okryłeś mnie<br />

ramieniem obiecując że zimno zahartuje nas na zawsze<br />

58<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

RANO OTWIERAM OCZY<br />

znajomy widok drewnianego okna<br />

upewnia mnie że oczy dzikich<br />

zwierząt i zimna woda z rzeki<br />

które usiłowały zamieszkać we mnie<br />

to nawracający sen – za dnia światło<br />

pojawia się i gaśnie na przemian<br />

ciemność ze snu i jasność za oknem<br />

mają tak pozazmysłową intensywność<br />

że opowiadanie się po którejkolwiek<br />

stronie przestaje mieć znaczenie<br />

DZIKOŚĆ<br />

od czasu gdy lekarz powiedział<br />

trzeba poczekać na wyniki badań<br />

w środku nocy budzi ją natarczywe ujadanie<br />

nie wie czy to głos dzikiego zwierzęcia<br />

które tego lata przychodzi do ogrodu<br />

czy wilka próbującego w niej zamieszkać<br />

nieokiełznane oczy ze snu nad ranem<br />

wydają się mniejsze szczekanie zastępuje<br />

warkot silników odsłanianych okien<br />

porannych odgłosów a jego ciche krzątanie<br />

łagodzi lęk – znów wszystko w rękach<br />

Boga który jest miłością która jest


o b r a z : S e r g i o P a l a z o n<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

59


60<br />

YOU<br />

LOOK<br />

GOOD<br />

IN<br />

BLACK<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

foto: Katarzyna Idzkowska<br />

rozmawia<br />

katarzyna brus-sawczuk<br />

JOHN<br />

PORTER<br />

John Frederick Porter – walijski muzyk,<br />

kompozytor i tekściarz, członek Akademii<br />

Fonograficznej ZPAV. Studiował politologię,<br />

już wtedy grał na gitarze w klubach muzycznych<br />

i pubach. Po hippisowskich zmianach<br />

wyjechał za granicę, jak wielu mu współczesnych<br />

Brytyjczyków. Mieszkał i pracował w<br />

Berlinie Zachodnim oraz Australii. Od 1976<br />

żyje w Polsce, gdzie zaczął tworzyć, komponować,<br />

robić karierę jako muzyk. Z Markiem<br />

Jackowskim i Korą stworzyli pod koniec lat<br />

siedemdziesiątych trio o nazwie Maanam-<br />

-Elektryczny Prysznic, późniejszy Maanam.<br />

Współpraca trwała dwa lata, Porter grał tam<br />

głównie na gitarze akustycznej i wraz z Markiem<br />

Jackowskim towarzyszył wokalnie Korze.<br />

W 1979 roku John założył Porter Band.<br />

Z grupą nagrał słynny, grany przez wiele lat,<br />

utwór Helicopters. Zapoczątkował on erę nowoczesnej<br />

muzyki rockowej w Polsce. Artysta<br />

jest cały czas aktywny, ma na swoim koncie<br />

wiele dostrzeżonych i nagradzanych płyt<br />

i współpracę z wieloma uznanym wokalistami<br />

i muzykami.<br />

Na spotkanie – po kilku próbach i „oswajaniu”<br />

tematu – umawiam się z legendarnym<br />

Johnem Porterem w miejscu, które na mapie<br />

Warszawy jest mekką dobrego jedzenia<br />

i dobrej muzyki. Wpada odrobinę spóźniony,<br />

ze słowami na ustach: „Nienawidzę wywiadów!”.<br />

W czerni od stóp do głów, szczupły,<br />

jednak zdecydowanie silny. „Nie będzie<br />

łatwo” – myślę, ale w miarę jak mija czas,<br />

rozmowa układa się w zgrabną całość, a na<br />

twarzy Johna pojawia się uśmiech.


foto: Katarzyna Idzkowska<br />

John, pewnie każdy zadawał Ci pytanie: „Jak znalazłeś<br />

się w Polsce?”. Ja chcę zapytać: dlaczego nie wyjechałeś<br />

z Polski?<br />

Myślę, że nie wyjechałem pewnie dlatego, że w pewnym<br />

momencie miałem już ułożone swoje życie, znalazłem swoje<br />

miejsce. Miałem przyjaciół. Mam. Jeśli jest Ci dobrze,<br />

nie masz wewnętrznej potrzeby, aby wszystko zmieniać.<br />

Nie było tu dla Ciebie „czarno”?<br />

Masz na myśli czasy zaraz po przyjeździe, kiedy Polska była<br />

częścią reżimowego ustroju? Tu nie było „czarno”, było raczej<br />

bardzo, bardzo ciemno-szaro. (śmiech)<br />

Ale we wszystkich odcieniach szarości, czy to był jednostajny<br />

szary?<br />

Rzeczywistość była bardzo szara, ale za to ludzie – kolorowi,<br />

ciekawi. Teraz na świecie często jest na odwrót. Miałem<br />

bardzo duże szczęście do ludzi, których spotykałem<br />

na swojej drodze. Już na samym początku mojego życia<br />

w Polsce poznałem Macieja Zembatego, to on wprowadził<br />

mnie w świat warszawskiej bohemy. Poznałem mnóstwo<br />

ciekawych artystów: Małgorzatę Braunek, Jacka Kleyffa<br />

i wielu innych. Myślę, że w Londynie nie miałbym możliwości<br />

poznania tak wielu znanych w kręgach artystycznych ludzi.<br />

Ja byłem pod wrażeniem, oni też byli pod wrażeniem.<br />

Tak zawiązywały się moje przyjaźnie.<br />

Z Maciejem Zembatym wykonywaliście utwory Cohena.<br />

To była planowana przygoda czy spontaniczny projekt?<br />

Tak spontanicznie wyszło, przez dłuższy czas byliśmy<br />

z Maciejem w zażyłej znajomości, lubiliśmy się. Maciej miał<br />

w planach nagrywanie Cohena, ja nie byłem wtedy wielkim<br />

fanem jego muzyki. Byłem natomiast fanem jego poezji.<br />

Od słowa do słowa projekt jednak powstał, zająłem<br />

się aranżacją, akordami. Maciej nie miał bardzo dobrego<br />

poczucia rytmu, czego miał świadomość. (śmiech) Jednak<br />

wspólnymi siłami udało się stworzyć piosenki, i graliśmy je.<br />

Mówisz, że cenisz poezję Cohena. Ja chciałabym zadać<br />

pytanie o Twoją poezję. Czy słowa, które piszesz, wykorzystujesz<br />

jako pomysły do swoich piosenek i aranżacji?<br />

Czy może piszesz jedynie do szuflady? A jeżeli tak, to<br />

czy Twoja poezja ujrzy któregoś dnia światło dzienne?<br />

Wydasz książkę poetycką?<br />

Czy to jest poezja? Nie wiem. Owszem, czasem napisane<br />

słowa służą jako baza do powstających piosenek. Piszę bardzo<br />

dużo. Czasami konfesyjnie. To tak, jak malarze często<br />

w tym, co tworzą, pokazują swój portret. Jeśli w mojej głowie<br />

powstają słowa, które zapisuję, nie zakładam z góry,<br />

że to będą piosenki czy poezja, są różne inspiracje. Dużo<br />

czytam, w taki sposób także powstają pomysły na słowa.<br />

Do wydania książki poetyckiej jednak, uważam, jest daleko.<br />

Może „Post Scriptum” obejmie kiedyś patronat artystyczny<br />

nad wydaniem Twoich wierszy… John, w jakim<br />

języku piszesz poezję?<br />

Po angielsku. Myślę, że najbardziej zrozumiałe jest pisanie<br />

w swoim oryginalnym języku. Poezję trudno tłumaczyć, zawsze<br />

są niuanse, można łatwo stracić sens. Wśród nazwisk<br />

poetów, którzy mieli wpływ na to, jak postrzegam świat<br />

61<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Muzą<br />

jest<br />

moje<br />

życie<br />

foto: Katarzyna Idzkowska<br />

JOHN PORTER JOHN PORTER JOHN PORTER JOHN PORTER J<br />

i jak piszę, należy wymienić na pewno Charlesa Bukowskiego,<br />

Johna Coopera Clarke’a, Johna Berrymana czy Dylana<br />

Thomasa.<br />

A teraz nie chciałbyś wyjechać z Polski? Przy tym wszystkim,<br />

co dzieje się naokoło?<br />

Prawdę mówiąc, nieraz były takie dyskusje, nieraz się zastanawiałem.<br />

Jednak teraz nie zrobię tego. Mam swój dorobek<br />

tutaj w Polsce i siedemdziesiąt jeden lat. Trzeba robić<br />

swoje. W wielu miejscach na świecie, również w Wielkiej<br />

Brytanii, rzeczywistość nie jest do końca różowa i dzieje<br />

się wiele niepokojących rzeczy. Mechanizmy polityki i brak<br />

odpowiedzialności wszędzie są podobne.<br />

Jaka była Twoja współpraca z Nergalem (pseudonim<br />

sceniczny Adama Darskiego – przyp. red.)? Twórczość<br />

zespołu Behemoth, którego Nergal był współzałożycielem,<br />

stała się niejednokrotnie przedmiotem dyskusji medialnej<br />

i społecznej, angażując przedstawicieli zarówno<br />

mediów, duchowieństwa, jak i polityki. Nie spotkałeś się<br />

z ostracyzmem?<br />

Nigdy nie miałem takiego problemu, poza tak zwaną branżą<br />

– ludzie mnie lubią. Z Nergalem połączyła mnie muzyka<br />

62<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

i komponowanie. Mieliśmy w życiu epizod, kiedy pokłóciliśmy<br />

się, ale ostatecznie zagraliśmy razem na koncertach<br />

w europejskiej trasie Nergala z zespołem Me and That<br />

Man. Mimo iskier w przeszłości, teraz nie naruszamy nawzajem<br />

własnej suwerenności. Jest wręcz „miło”.<br />

Czy John Porter ma swoją filozofię?<br />

Filozofię? Żyję codziennie tak, jak uważam, że jest dobrze.<br />

Bliskie mi są buddyjskie zasady. Ważne, żeby nie robić nikomu<br />

krzywdy. Przynajmniej, dopóki nikt nie robi mi krzywdy.<br />

(śmiech)<br />

Masz charyzmatyczną, charakterystyczną twarz.<br />

Mam wadę wzroku, która w przeszłości była dużym problemem<br />

i wiązała się z wieloma cierpieniami i bólem.<br />

Być może dlatego moja twarz jest charakterystyczna.<br />

Która piosenka w Twoim dorobku jest dla Ciebie najważniejsza?<br />

A może takiej jeszcze nie ma?<br />

Każdy artysta ma nadzieję, że stworzy coś nowego, lepszego,<br />

niepowtarzalnego. Ktoś zapytał się mnie, czego żałowałbym<br />

przed śmiercią. Następnej płyty. Więc mam nadzieję,<br />

że najlepsza kompozycja jest jeszcze ciągle przede mną.


foto: Katarzyna Idzkowska<br />

JOHN PORTER JOHN PORTER JOHN PORTER JOHN PORTER<br />

Zanim powstał Porter Band, współpracowałeś z Korą<br />

i muzykami przyszłego zespołu Maanam. Nie żałujesz, że<br />

ta współpraca skończyła się, że nie nagrałeś z Korą już<br />

niczego innego?<br />

(śmiech)<br />

Nie żałuję. Współpraca z Korą nie była najłatwiejsza. Kora<br />

nie była najłatwiejsza! Pewnie w końcu zabilibyśmy się nawzajem,<br />

gdybyśmy chcieli kontynuować wspólnie muzykę.<br />

Na początku zespół nie był sławny, ale w miarę jak jego<br />

muzyka nabierała popularności, Kora stała się bardzo pewna<br />

siebie i czasem wręcz, hm, nieznośna? Ba, też na pewno<br />

miałem swoje za uszami. (śmiech) W sposób naturalny poszedłem<br />

własną drogą. Założyłem Porter Band. W zespole<br />

(który miał kilkuletnią przerwę) grali przez lata różni artyści.<br />

Powstało bardzo dużo wartościowej muzyki.<br />

Jakie książki czyta John Porter?<br />

Czytam bardzo różne książki. Jeden z moich ulubionych gatunków<br />

to literatura amerykańska noir np. Harry Crews czy<br />

Brian Evenson – to także szalony pisarz, bardzo go cenię.<br />

Lubię prozę Daniela Woodrella, Kevina Barry’ego, Jamesa<br />

Ellroya. Jednak mam w swoim życiu takie okresy: albo dużo<br />

komponuję i wtedy nie czytam, albo dużo czytam i wtedy<br />

trudniej z komponowaniem.<br />

Książki czytasz po angielsku?<br />

Tak. Stanowczo. Było kilka tłumaczeń, które próbowałem<br />

przeczytać po polsku, ale to nie to samo.<br />

Sięgasz także po literaturę polską?<br />

Tak, staram się czytać również książki polskich autorów.<br />

Może rzadziej niż po tytuły anglojęzyczne, ale sięgam.<br />

Również noir?<br />

Nie, chociaż prawie wszystko polskie jest noir… (śmiech)<br />

Czytanie inspiruje. Pobudza mózg. Mam w swojej bibliotece<br />

również serię tytułów pisarzy chińskich – Mo Yan, Gao<br />

Xingjian (noblistów), a także Ha Jin i Eileen Chang. To jest<br />

zupełnie inna niż znana nam w Europie literatura.<br />

Wielu ludzi uważa, że ktoś kto nie czyta, nie jest nigdy<br />

w stanie napisać wiersza…<br />

Ja tak nie uważam. To zależy, czym jest poezja. Jaką nadamy<br />

jej definicję.<br />

Tym, co w duszy gra…?<br />

Kiedyś poezja nie była słowem pisanym. Były to opowieści.<br />

Przekazywane, mówione, powtarzane. Potem przyjęły<br />

formę pisaną.<br />

63<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


foto: Katarzyna Idzkowska<br />

T a l e n t u n i e d a s i ę u k r y ć<br />

Opowiesz mi o swoich muzach?<br />

Nie mam… (śmiech) Muzą jest moje życie i wspomnienia.<br />

Hm, czy mam napisać, że muzy są wspomnieniem Johna<br />

Portera?<br />

Właściwie tak, bo muzy potrzebują bardzo dużo energii, siły<br />

i cierpliwości. Aby być inspiracją, wymagają nieustannego zainteresowania.<br />

A ponadto, potrafią być bardzo wybredne…<br />

Czyli muzy obecnie gdzieś tam fruwają… Siłą rzeczy, powrócę<br />

do Twojego muzycznego i życiowego związku<br />

z Anetą Lipnicką. Tamten czas zaowocował trzema wspólnymi<br />

płytami i mnóstwem przebojów. Utwór Bones of<br />

love utrzymywał się wiele tygodni na listach przebojów.<br />

Powiedz mi, gdybyś teraz miał nagrać z Anitą muzykę, to<br />

co mogłoby to być?<br />

Byłaby to podobna muzyka, historia czasem lubi się powtarzać.<br />

Muzycznie jesteśmy w innych miejscach, nie jesteśmy<br />

też razem, ale przyjaźnimy się bardzo i szanujemy. Poza<br />

tym, wychowujemy nasze wspólne dziecko. Ja w swoim życiu<br />

nieustająco mam dużo inspiracji.<br />

64<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Rozumiem, że muza też może być muzyką…<br />

Nie… (śmiech) To nie jest to samo.<br />

Też potrzebuje przecież dużo energii… Powiedz mi,<br />

w której sali koncertowej chciałbyś zagrać, gdybyś miał<br />

możliwość?<br />

Moim marzeniem byłaby trasa koncertowa w Stanach Zjednoczonych.<br />

Jest tam kilka miejsc, w których chciałbym wystąpić.<br />

Inny jest też odbiór muzyki. Nawet kiedy gościnnie<br />

z Nergalem robiliśmy trasę i serię koncertów w Europie, publiczność<br />

była zupełnie inna, i kontakt z nią zupełnie inny.<br />

Zrobiło na mnie wrażenie to, że ludzie jednoczą się na koncertach,<br />

znają się, wiedzą, po co na nie przychodzą. Zupełnie<br />

inna atmosfera. Nie myślę o konkretnej sali koncertowej<br />

czy miejscu, ale o trasie koncertowej, o możliwości zagrania<br />

w tej atmosferze, która powoduje ogromne emocje.<br />

John, w ostatnich kilku latach świat nas nie rozpieszczał.<br />

Najpierw pandemia, mnóstwo konfliktów na całym<br />

świecie, teraz tocząca się tuż obok wojna. Jak przeżyłeś


GRAVEYARD<br />

Once we placed stones on our dead children's eyes<br />

Burnt crosses in deep anguish<br />

The winds battered our tormented and fatigued souls<br />

We cried tears of blood<br />

That's what they told us ...<br />

Barbarien punks we were<br />

Without a home, without love<br />

Built our own personal churches,<br />

Our brave insurrection<br />

Within our vanquished hearts<br />

We played that rebel music<br />

To celebrate the impossibility of Life<br />

Forever against, never for …<br />

The night runs slowly now<br />

A jeans shirt stuffed inside an acoustic guitar<br />

Moonlight trudge, a memory nudge<br />

Running out of miles, running out of road<br />

Running out of running …<br />

Forever against, never for …<br />

i zawiozła mnie tam po odczytaniu mojego wyniku na pulsoksymetrze.<br />

Protestowałem, bo tego dnia był mecz Ligi<br />

Mistrzów, który chciałem obejrzeć. Wszystko skończyło się<br />

szczęśliwie, lekarze uświadomili mi jednak, że byłem bardzo<br />

blisko śpiączki… W szpitalu dokonałem swoistego rodzaju<br />

podsumowań, był to, można powiedzieć, pewnego<br />

rodzaju reset. Słuchałem muzyki, miałem dużo czasu. Tak,<br />

że mimo okoliczności, ten czas nie był zły.<br />

W jakim języku śnisz?<br />

To zależy. Mam sny zarówno w języku angielskim, jak<br />

i polskim. Jest to dziwne, ale tak się to naturalnie dzieje.<br />

Ja mam sny jak w Netflixie, trochę akcji, potem budzę się<br />

i śnię następny odcinek.<br />

Wrócę do najsłynniejszej piosenki zespołu Porter Band –<br />

Helicopters. Dla nas, Polaków, to był prawie hymn, uczucie<br />

nadchodzącej zmiany.<br />

Masz rację. Piosenka miała takie przesłanie. W czarno-szarej<br />

rzeczywistości nadlatujące helikoptery miały zaniepokoić,<br />

poderwać, zmienić ją. Może jednak, gdyby powstała<br />

gdzie indziej i była promowana na świecie, rozmawialibyśmy<br />

w zupełnie innych okolicznościach i innym miejscu.<br />

Powiedziałeś: „Talentu nie da się ukryć”…<br />

Ja powiedziałem?<br />

Tak!<br />

Może mówiłem o sobie. (śmiech) Z talentem tak jest, rzeczywiście.<br />

Jeśli masz, to masz. Ja mam bardzo dobre wyczucie.<br />

Zresztą, z komponowaniem jest tak samo, jak z pisaniem<br />

poezji. Musisz być nieustannie czujny.<br />

Gorąco wierzę, że Twoja poezja ujrzy światło dzienne<br />

i zostanie wydana.<br />

Ja jestem trochę ousiderem. Poezja – być może, chociaż<br />

uważam, że na to jest za wcześnie. Wiem natomiast<br />

na pewno, że nie będzie biografii o mnie, bo nie chcę.<br />

ten czas zamknięcia? Pamiętam, że codziennie na Facebooku<br />

zamieszczałeś swoje kompozycje, śpiewałeś,<br />

akompaniując sobie na gitarze. Twoje posty stały się<br />

bardzo popularne, miałeś wielu słuchaczy i wiele odsłon.<br />

Czy to był sposób na odreagowanie izolacji?<br />

Był to sposób na funkcjonowanie w tym, pozbawionym<br />

wydarzeń kulturalnych, smutnym i samotnym, czasie. Dawałem<br />

sobie powód, żeby wstać i przynajmniej raz dziennie<br />

coś zrobić. Zmotywować siebie do działania. Czasem,<br />

nawet kiedy nie chciało mi się grać, słuchacze odzywali<br />

się: „Dlaczego Cię nie ma, czekamy…”. W tym czasie zaśpiewałem<br />

sto piosenek; moich własnych kompozycji.<br />

Może powstanie płyta?<br />

Ludzie proszą o to, ja sam również myślę o takim projekcie.<br />

Zobaczymy. Na koniec covidowej historii niestety<br />

zachorowałem. Myślałem, że minie. Znajomy lekarz<br />

przestrzegał, że mam regularnie mierzyć sobie utlenowanie<br />

krwi. Właściwie żyję dzięki Anicie. To ona zmusiła<br />

mnie, a w zasadzie znalazła dla mnie miejsce w szpitalu<br />

Najbliższe plany, marzenie do zrealizowania?<br />

Staram się żyć jak najlepiej i robić to, na co mam ochotę.<br />

Obecnie zaangażowałem się w projekt realizowany<br />

z Agatą Karczewską – młodą, niesamowicie zdolną piosenkarką<br />

country. Kiedy zaprosiła mnie, powiedziałem, że ja<br />

nie śpiewam muzyki country, ale skomponowałem utwór,<br />

a ona napisała słowa, i tak to się zaczęło. W jej tekstach<br />

są uczucia, jest sporo tragizmu i realizmu, nie ma bzdur.<br />

Cierpisz – śpiewasz o tym. Jesteś szczęśliwy – śpiewasz<br />

o tym. Nie sprzedajesz kitu. Chociaż doświadczając smutku,<br />

pewnie śpiewa się lepiej. Zaproponowałem wspólne<br />

nagranie płyty.<br />

To jasne, talentu nie da się ukryć. Dziękuję za rozmowę<br />

i trzymam kciuki za Twoje dalsze projekty i Twoje wiersze.<br />

[KBS]<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

65


Ostatni mak na Flinders<br />

John Lewis-Stempel Szarak za miedzą<br />

Noga mi drży, z trudem dociskam pedał gazu. Dlaczego<br />

zwierzęta nie uciekają przed kombajnem? Królik wylatuje<br />

w górę i dostaje się między ostrza, zabarwiając sztuczną<br />

chmurę burzową tryskającym szkarłatem.<br />

Po jednym przebiegu wzdłuż iście kanadyjskiego bezkresu Olly<br />

mnie zmienia. Na szczęście nie ja prowadzę kombajn, kiedy to<br />

się staje.<br />

Teriery przyszły z nami na pole, bo ich ulubioną rozrywką<br />

jest uganianie za szczurami wyskakującymi ze zboża. Jeden<br />

szary szczur decyduje się na szybki nawrót, skręca w kierunku<br />

kombajnu. A Bella, brązowo-biała terierka, siedzi mu na<br />

łuskowatym ogonie.<br />

Wrzeszczymy z Olliem jak szaleni: „Bella!”.<br />

Ale Bella nie słyszy, łoskot maszyny wszystko zagłusza. Jej ucięta<br />

głowa leci prosto na nas, oczy ma szeroko otwarte ze zdumienia.<br />

Pamiętam, że zwymiotowałem. Pamiętam, jak Olly rozpaczliwie<br />

walił ręką w barierkę. Bella to pies mojej kuzynki Alys, ktoś<br />

będzie jej musiał powiedzieć, kiedy wrócimy na farmę. Nie<br />

zatrzymujemy się, nie wyłączamy silnika, bo massey może już<br />

nie zrestartować. Zostawiamy za sobą dużo sprasowanych bel.<br />

Za drugim przebiegiem kombajnu widzę belę słomy z kłakami<br />

brązowego i białego futra oraz kawałki mięsa koloru ochry, jak<br />

w rzeźni.<br />

Są książki, w przypadku których trudno powiedzieć, co<br />

w nich jest – łatwiej za to wyszczególnić braki, puste<br />

miejsca. Czytelnik daje drugą, trzecią szansę, bo jest<br />

potencjał, coś się zaczyna, lecz później historia zaczyna<br />

emigrować w dobrze znane ścieżki i staje się oklepana.<br />

Niech autor wskoczy na głęboką wodę, rzuci się w wir skojarzeń<br />

oddalonych od głównego nurtu, byleby to nie była<br />

kolejna znana melodia. Najgorszym możliwym wyjściem<br />

w tej sytuacji jest potraktowanie książki jako zadania do<br />

wykonania i odhaczenia. Polot znika, a ktoś, kto dostaje<br />

do ręki ów materiał, ma czasami wrażenie, jakby czytał<br />

rozkład jazdy pociągów, tyle że może bardziej rozbudowany<br />

i przeplatany mniej istotnymi uwagami. I tak się dzieje<br />

w przypadku publikacji Szarak za miedzą. Prywatne życie<br />

pola Johna Lewisa-Stempela. Brytyjski przyrodnik obmyślił<br />

sobie plan, scenerię – pole, które wcześniej wydzierżawił,<br />

aby eksperymentalnie obsiać je zbożem oraz różnymi roślinami.<br />

Na bazie obserwacji stworzył dziennik, są bowiem<br />

w książce daty dzienne. Jest to swego rodzaju rok z życia<br />

pola w pigułce. Problem w tym, że z samego opisu tego,<br />

co się na nim działo, nie wynikają jeszcze walory literackie.<br />

Jeden z czytelników ujął to dość zgrabnie w swoim<br />

komentarzu, traktując Prywatne życie pola jako „produkcyjniak<br />

podpinający się pod modne trendy”. Skąd się wzięły?<br />

66<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Otóż można by potraktować książkę Lewisa-Stempela jako<br />

swego rodzaju emanację idei slow life, wracanie do korzeni,<br />

obrzędów, obserwowanie ptaków, polnych gryzoni oraz<br />

igraszki życia ze śmiercią. Skądinąd, jest w publikacji konkretny<br />

opis prac rolniczych: orka, siewy, żniwa. Po skróceniu<br />

niektórych fragmentów Prywatne życie pola mogłoby<br />

posłużyć za elementarz, opowiastkę pokazującą przemiany<br />

pór roku, zmiany w przyrodzie.<br />

Lewis-Stempel poszedł jednak w zupełnie innym kierunku.<br />

Poprzeplatał swój dziennik wypisami z poezji angielskiej,<br />

załączył, co prawda, ciekawe opisy obrzędów, ale przynajmniej<br />

moją motywacją do lektury było to, by dowiedzieć<br />

się czegoś więcej o współczesności na wsi. Z uwagi na to,<br />

że miałem do czynienia z pracami polowymi, łatwiej jest mi<br />

odnaleźć nutkę fałszu. Lewis-Stempel stara się być wnikliwy<br />

w tym, co opisuje, ale gdzie jest antropocen, wizja człowieka<br />

królującego nad stworzeniem, śmieci walające się<br />

w przydrożach, gwałtowne zjawiska pogodowe, susza, wichury?<br />

Czytając Szaraka za miedzą, ma się w głowie obraz<br />

z gatunku „wieś tańczy i śpiewa”. Autor pokazuje mechaniczną<br />

rewolucję, wyniszczenie przyrody przez brutalną obróbkę<br />

ziemi, intensywne nawożenie, pestycydy oraz opryskiwanie<br />

środkami ochrony roślin. Gdzieś tam przemykają<br />

motywy rodzinne, być może wciska się też nienachalny<br />

sentymentalizm, jednak są to ozdoby mało istotne.<br />

Równolegle do opowieści o „prywatnym życiu pola” przewijają<br />

się informacje o sąsiadujących włościach należących<br />

do Chemical Brothers1. To właśnie tam widać monokulturę,<br />

zupełny brak różnorodności. Nie ma owadów, ptaków, borsuków,<br />

zajęcy oraz reszty wiejskiej gromady. Lewis-Stempel<br />

stara się unaocznić problem nadmiernej eksploatacji<br />

w rolnictwie, niepotrzebnej, w gruncie rzeczy, ekspansji<br />

tylko wybranych gatunków roślin, a zagłady innych okazów<br />

flory. Do tego celu służą zestawienia zgromadzone w tabelkach.<br />

Materiał poglądowy unaocznia, jak wiele złego wyrządziła<br />

masowa uprawa i do czego zdolny jest człowiek, aby<br />

mieć jak największy zysk ze zbiorów. Pisarz przynajmniej<br />

kilka razy podkreśla, że zbiory z pola obsianego rozmaitymi<br />

polnymi roślinami oraz niepotraktowanego chemią nie są<br />

wcale mniejsze, a przynoszą o wiele więcej korzyści dla dobrostanu<br />

ziemi i zamieszkujących ją stworzeń.<br />

Wspomniałem o zającach – one chyba najbardziej wyróżniają<br />

się na polnej arenie pośród innych zwierząt, przede<br />

wszystkim zwinnością. Wedle ludowych wierzeń są to czarownice,<br />

które zmieniły nieco swój wygląd2. Szarak za mie-<br />

1 Chemical Brothers (ang.) – Chemiczni Bracia.<br />

2 Czarownice. Odczarujmy Czarownicę, by kobiety zaczęły<br />

oddychać pełnią… [online] https://czarownice.com/zajac-krolik/<br />

(10.02.<strong>2022</strong>).


Prywatne życie pola<br />

dzą z tytułu to ten jeden z wielu zajęcy, o które autor się<br />

troszczy i zabiega, aby nie zabrakło ich przypadkiem na<br />

polu. Zające, co prawda, pojawiają się na ilustracjach, ale<br />

borsuków czy jeży już nie ma. Nie ma zdjęcia pola, o którym<br />

pisze nierzadko w czułym tonie. Nie mówiąc już o taszniku<br />

pospolitym, który ozdobiony jest „sakiewkami”, trybuli<br />

leśnej pleniącej się w szybkim tempie czy kąkolu, którego<br />

nasiona zanieczyszczały niegdyś zboże. Książka nie zawiera<br />

ilustracji czy rycin, oprócz tego Lewis-Stempel podaje czasami<br />

informacje rodem z Wikipedii. Te same obawy pojawiły<br />

się w przypadku Jej wysokości gęsi Jacka Karczewskiego.<br />

Lewis-Stempel idzie jednak o krok dalej. Mówi o doświadczeniu,<br />

scholastyce, możliwości pełnego zrozumienia omawianych<br />

zagadnień. Doświadczenie jest istotne – unaocznia<br />

je ustęp zamieszczony w książce. Chodzi nie tylko o to, aby<br />

prezentować gatunki roślin, ale doświadczać ich właściwości<br />

na własnej skórze, pokazywać przyrodę i ludzi w jednym<br />

wspólnym ujęciu. Choćbyśmy opisywali nie wiadomo jak<br />

urocze krajobrazy leśnych rezerwatów czy parków narodowych,<br />

będzie to w sprzeczności z ogólnym przesłaniem,<br />

na miarę możliwości zgodnym z prawdą. Na zboczach leśnych<br />

ostępów, pośród łąk, jezior czy morskich pejzaży,<br />

wszędzie są ludzie, nie zawsze postępujący w godny naśladowania<br />

sposób. Ten postulat ukazywania rzeczywistości<br />

w szerszym aspekcie, bo przecież przyroda to też człowiek,<br />

wydaje się jak najbardziej uzasadniony. Lewis-Stempel jednak<br />

nie do końca podąża tym tropem. Czegoś o życiu na<br />

roli się dowiedziałem, natomiast o samym autorze wiem raczej<br />

niewiele. Za jego sprawą dowiadujemy się, jak wygląda<br />

dzień z życia rolnika. I to nie jest raczej rozrywkowy obraz,<br />

mając w pamięci takie programy jak „Rolnicy. Podlasie”<br />

czy „Rolnik szuka żony”. Swoją drogą, zajęcia rolnicze mają<br />

mało wspólnego z rozrywką. Media spłycają, pokazując tylko<br />

wycinek z całości (pars pro toto). Książka Lewisa-Stempela<br />

jednak tego obrazka za bardzo nie poszerza. Pojawia<br />

się wątpliwość, czy przepisywanie Internetu w książce nie<br />

czyni z niej podręcznika, no i czy nie lepiej zajrzeć do sieci,<br />

tym bardziej że jak już wspomniałem, Szarak za miedzą.<br />

Prywatne życie pola nie ma żadnych załączonych zdjęć.<br />

Tańce kuropatw, patrole gawronów, wróbli i grzywaczy<br />

w poszukiwaniu pożywienia nieco przypominają teatralne<br />

umizgi. Scenerią jest zachodzące słońce, deszcz, wichura<br />

albo szary mróz. W łanach zboża starają się ukryć kuropatwy,<br />

przenoszą się z jednego miejsca w drugie, chcą zmylić<br />

drapieżnika. Lewis-Stempel jednak niejednokrotnie pokazuje,<br />

jak króluje śmierć: wypatroszony jeż czy wrona wydłubująca<br />

oko z padłego zająca. Nie da się uniknąć strat. Bilans<br />

w naturze następuje samoistnie. Prawo karmy, najpierw<br />

ptak zjada robaka, potem robaki zjadają ptaka. Oprócz tego<br />

mozolne naprawianie maszyn w czasie żniw, bo niestety,<br />

niejedno zwierzę wpadnie w tryby kombajnu. Prywatne życie<br />

pola w ogólnym rozrachunku nie oddaje aury pracy na<br />

roli, być może specyfika tego zajęcia zapodziała się podczas<br />

tłumaczenia książki. Jeśli John Lewis-Stempel da kolejne<br />

zaproszenie, aby zaznać prywatnego życia lasu, sadu czy<br />

sadzawki, raczej podziękuję.<br />

John Lewis-Stempel, Szarak za miedzą. Prywatne życie<br />

pola, przeł. Hanna Jankowska, Wydawnictwo Poznańskie,<br />

Poznań 2021.<br />

JOHN LEWIS-STEMPEL<br />

Jest pisarzem i rolnikiem. Pisywał dla „Sunday Express”<br />

oraz magazynu „Country Life”. Dwukrotnie zdobył prestiżową<br />

brytyjską nagrodę The Wainwright Prize, przyznawaną<br />

autorom książek przyrodniczych i podróżniczych<br />

– w 2015 roku za Szaraka za miedzą. Prywatne<br />

życie pola.<br />

Napisał kilka innych książek przyrodniczych i historycznych,<br />

za które otrzymał wiele nominacji i nagród oraz<br />

tytuł jednego z najlepiej sprzedających się autorów według<br />

gazety „The Sunday Times”.<br />

Mieszka na pograniczu Anglii i Walii wraz z żoną i dwójką<br />

dzieci. [RK]<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

67


PIOTR JAKUBCZAK<br />

Artyści wywodzą się z różnych środowisk i uczelni. Niektórzy mają<br />

już za sobą udział w tworzeniu artystycznych formacji, jak na przykład<br />

Leszek Żegalski i Jan Szpyt – współtwórcy nieistniejącej Grupy<br />

Trzech czy Dariusz Miliński – współtwórca grupy artystycznej<br />

Pławna 689. Malarstwo jest dziedziną sztuki im najbliższą, choć nie-<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

którzy wypowiadają się również w malarstwie ściennym, scenografii<br />

czy plakacie. Jan Dubrowin realizował dyplom z tkaniny unikatowej,<br />

a Piotr Jakubczak ma za sobą bogate teatralne doświadczenia.<br />

Monika Ślósarczyk zajmuje się też wystrojem i dekoracją wnętrz,<br />

a Jan Żyrek – rzeźbą. Wszystkich łączy jednak malarstwo, w którym<br />

głównym motywem jest człowiek – jego postać w świecie rzeczywistym<br />

albo widziana przez pryzmat religii, mitologii czy tak jak<br />

u Dariusza Milińskiego – przez pryzmat bajkowej ilustracji, trochę<br />

w stylu Boscha i Bruegla. Człowiek w portrecie, rodzajowej scenie czy<br />

religijnej wizji, jest w tym malarstwie w kręgu rzeczywistym (akt, portret)<br />

albo w ezoterycznym świecie realizmu magicznego (Robert Heczko).<br />

Może być wpisany w określoną sytuację, zainspirowany malarstwem<br />

barokowym, jak na przykład w obrazach Janusza Szpyta, albo<br />

osnuty tajemniczą tenebrosą – jak u Jana Dubrowina. W dorobku artystów<br />

znajdziemy obrazy inspirowane klasyką sztuki – romantyzmem<br />

czy postimpresjonistycznym koloryzmem – nieco uproszczone, zbliżające<br />

się do ekspresjonizmu. Jednak przede wszystkim czytelna jest inspiracja<br />

rzeczywistością, bo to ona podsuwa te najciekawsze tematy,<br />

które malarz pokazuje przez pryzmat własnej wyobraźni, uciekając<br />

się do lekkiej deformacji czy decydując się na drastyczną prowokację<br />

(Żyrek, Jakubczak).<br />

GRUPPASIEDEM<br />

Artyści identyfikują własne życie ze swoim dziełem, bo ich życiem<br />

jest przede wszystkim malarstwo, którego nie można uprawiać<br />

ot tak – z doskoku. Sztuka nie jest ozdobą takiego życia, jest celem<br />

i sensem i zapewne jest też po to – jak powiedziałby Picasso – aby<br />

zmyć z duszy kurz codzienności. Czasem przydaje się do rozliczenia<br />

z przeszłością, do wyrażenia buntu wobec obowiązującego porządku,<br />

jest niezgodą na rzeczywistość i jest też po to, by pomóc widzowi<br />

rozwikłać osobiste, wewnętrzne dylematy w poszukiwaniu własnej<br />

tożsamości. Sztuka dotyka rzeczywistości i możemy odnaleźć<br />

w niej prawdę o nas samych, pod warunkiem, że spróbujemy dzieło<br />

sztuki odczytać, zrozumieć zawartą metaforę i ukryty sens. Do tego<br />

potrzebna jest odpowiednia forma. Doświadczenie w jej tworzeniu<br />

artyści nabierają przez lata, a jeśli średnia wieku grupy twórców<br />

zbliża się do sześćdziesięciu (i w artystycznych życiorysach są liczne<br />

wystawy, plenery, prezentacje), to takiej malarskiej formie można<br />

z powodzeniem przypisać warsztatową rzetelność, choć każdy<br />

z twórców ma swój własny styl, wypowiada się w różnych technikach<br />

i ma również swoje ulubione gatunki malarstwa, w których<br />

przez lata się wyspecjalizował.<br />

Zwyczaj łączenia się w artystyczne grupy znany jest od dawna.<br />

Twórcy wybierają określony cel, mają potrzebę spotkania – potrzebę<br />

dialogu w języku, w którym rozumieją się bez słów. Co tak<br />

naprawdę będzie artystycznym credo grupy malarzy, którzy prezentują<br />

swoje prace na wspólnej wystawie? Czy będą tworzyć<br />

artystyczne manifesty? Czy o ich spotkaniu zadecydował przypadek,<br />

a może świadomy wybór, i czy ten wspólny pokaz stanie się<br />

początkiem czegoś nowego? Odpowiedzi na te pytania być może<br />

przyniesie czas.<br />

Sztuka nie wyznacza granic, daje swobodę w interpretacji rzeczywistości,<br />

nie musi też kapać od metaforycznych znaczeń, choć każde<br />

dzieło jest wyzwaniem i za każdym razem widz może zadać pytanie:<br />

o co tu właściwie chodzi? Sztuka ma ukryty sens. Wydaje się, że dla<br />

grupy tych właśnie twórców optymizm nie jest w wysokiej cenie, a ich<br />

prace – tworzone na przestrzeni lat – czasem nie są zbyt jednoznaczne<br />

w odbiorze, choć są i takie, które dostarczają bezsprzecznie estetycznych,<br />

optymistycznych doznań (w końcu sztuka ma zaspokajać potrzebę<br />

piękna). Bezpiecznym tematem na pewno pozostanie pejzaż, bez<br />

zbędnego patosu i filozofii. W Gruppie Siedem (bo prawdopodobnie<br />

artyści zdecydują się na taką nazwę) widzimy podejście do malarstwa<br />

poważne, zaangażowane, a znakomity warsztat malarski może z powodzeniem<br />

ułatwiać dotarcie do prawdy w sztuce, skłonić do refleksji<br />

i głębokich przeżyć. Artyści nie uciekają w stronę wieloznacznej abstrakcji,<br />

a podstawą ich sztuki wydaje się rzetelny realizm, choć figuracja<br />

jest czasem bardzo osobistą wersją. Nie ma tu zbyt wiele symboliki<br />

i może dlatego właśnie symbol zawiera się w nazwie grupy – wzmocniona<br />

litera „p” i liczba „siedem” (taka miała być na początku liczba<br />

członków) to swoisty związek czasu i przestrzeni i przede wszystkim<br />

synonim doskonałości.<br />

Wszyscy mamy wrażenie, że nasz świat trwa w złym czasie. Czy sztuka,<br />

choć daje wolność, jest teraz w ogóle potrzebna, czy może jest tylko<br />

dla wąskiego grona koneserów i krytyków? Czy dobre i rzetelne malarstwo<br />

nie utopi się w masowej kulturze? Malarze będą istnieć jednak<br />

zawsze. A może teraz właśnie powinni mówić najgłośniej? Może to<br />

malarstwo odrodzi wrażliwość, ocali największe wartości? Ale w obrazie<br />

nie można powiedzieć za dużo, bo… się go zabije – powiedział<br />

nasz polski kolorysta Artur Nacht-Samborski – i miał rację. Trzeba zostawić<br />

coś widzowi, mimo wszystko, i skłonić go do głębokiej refleksji<br />

za wszelką cenę. [IWC]


JAN ŻYREK<br />

MONIKA ŚLÓSARCZYK<br />

LESZEK ŻEGALSKI<br />

JAN DUBROWIN<br />

DAREK MILIŃSKI<br />

JANUSZ SZPYT<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

ROBERT HECZKO<br />

69


ANTARKTYDA<br />

Foto: K. Komarowska – Antarktyda widziana z Wyspy Króla Jerzego<br />

Z Katarzyną Komarowską ROZMAWIA JOANNA NORDYŃSKA<br />

Polska Stacja Antarktyczna im. Henryka Arctowskiego to całoroczna stacja naukowo-badawcza położona nad Zatoką<br />

Admiralicji na Wyspie Króla Jerzego w archipelagu Szetlandów Południowych, jedna z kilkudziesięciu w tym rejonie.<br />

Nazwano ją na cześć badacza Antarktyki, Henryka Arctowskiego. Stacja działa od 26 lutego 1977 roku. Składa się z 14<br />

budynków położonych między Zatokami Arctowskiego i Półksiężycową a Klifem Wydrzyków oraz 2 baz terenowych<br />

(Lions Rump i Demay). Jest kierowana przez Zakład Biologii Antarktyki wchodzący w skład Instytutu Biochemii i Biofizyki<br />

PAN i prowadzi badania w takich dziedzinach, jak: oceanografia, geologia, geomorfologia, glacjologia, meteorologia,<br />

klimatologia, sejsmologia, magnetyzm oraz ekologia. Rokrocznie zespół stacji zmienia się rotacyjnie podczas dwóch<br />

zmian. Grupa zimowa pracująca w stacji przez okres całego roku (od października do listopada kolejnego roku) składa się<br />

maksymalnie z 12 osób, natomiast liczniejsza grupa letnia to maksymalnie 40 osób. W roku 2023 planowane jest oddanie<br />

do użytku nowego obiektu stacji, co podyktowane jest m.in. zagrożeniem zalania starego budynku wskutek podwyższenia<br />

poziomu wód. Rozmawiam z jedną z całorocznych rezydentek stacji, Katarzyną Komarowską:<br />

Czym urzekła Cię Antarktyda? Kiedy<br />

w Twojej głowie pojawił się pomysł<br />

odwiedzenia tego odludnego lądu?<br />

A może był to przypadek? Który<br />

sezon z kolei tu spędzasz?<br />

Antarktyda urzekła mnie przede<br />

wszystkim surowym klimatem oraz<br />

fauną. Kocham zarówno ptaki, jak<br />

i walenie, więc miejsca takie jak<br />

Wyspa Króla Jerzego są moim naturalnym<br />

wyborem. Pomysł pracy w<br />

stacji antarktycznej chodził za mną<br />

od 20<strong>17</strong> roku. Postanowiłam wtedy<br />

wyprowadzić się na studia do Cambridge<br />

i próbować potem zyskać<br />

miejsce w stacji British Antarctic<br />

Survey na Georgii Południowej. Jeszcze<br />

nie zdążyłam skończyć studiów,<br />

70<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

gdy udało mi się dostać po raz pierwszy<br />

do Polskiej Stacji Antarktycznej<br />

im. H. Arctowskiego, znajdującej się<br />

na Szetlandach Południowych. Teraz,<br />

już po studiach, jestem tu na pełen rok<br />

i mimo że nie jest to stacja brytyjska,<br />

to czuję, że jestem we właściwym<br />

miejscu i mój pobyt tutaj nie jest<br />

przypadkowy. Aktualnie jestem po<br />

drugim sezonie letnim. Pierwszy zaczęłam<br />

w 2019 roku. Na drugi wróciłam<br />

tu pod koniec 2021 roku, a teraz<br />

zaczynam zimowanie.<br />

Jakiego rodzaju wiedzy specjalistycznej<br />

oraz szczególnych predyspozycji<br />

wymaga udział w misji<br />

antarktycznej?<br />

Specjalistyczna wiedza z danej dziedziny<br />

to warunek konieczny, żeby<br />

móc pracować w naszej stacji. Oczywiście<br />

predyspozycje do pracy w małych<br />

i zamkniętych grupach również<br />

należą do cech poszukiwanych przez<br />

pracodawcę.<br />

Czy trudno było Ci się odnaleźć w tak<br />

elitarnym zespole?<br />

Na początku tak, ale to dlatego, że<br />

mamy tu zwykle po jednym specjaliście<br />

z danej dziedziny i wspólnych tematów<br />

trzeba szukać na innych płaszczyznach<br />

niż własne ukierunkowanie.<br />

Z czasem łatwiej jest się zintegrować<br />

z pozostałymi polarnikami, ponieważ<br />

wspólne posiłki, imprezy urodzino-


Foto: K. Komarowska –Stacja<br />

Antarktyda urzekła mnie surowym klimatem<br />

we i wieczory w mesie zbliżają ludzi<br />

niezależnie od stanowiska, na którym<br />

pracują w stacji.<br />

Czy nigdy nie korciło Cię, żeby<br />

wyrwać się na biegun? Jesteś<br />

przecież tak blisko (przynajmniej<br />

z naszej perspektywy).<br />

Szczerze powiedziawszy, nie, nigdy<br />

mnie nie korciło. Nie jestem typem<br />

zdobywczyni, która musi wejść na<br />

najwyższy szczyt w okolicy, postawić<br />

stopę na każdym kontynencie czy być<br />

w najbardziej niedostępnych miejscach.<br />

Zależy mi na tym, żeby mieć<br />

święty spokój i móc obserwować<br />

zwierzęta w ich naturalnym środowisku<br />

w ramach swojej pracy. Dlatego<br />

właśnie w pełni świadomie wybrałam<br />

pracę w Polskiej Stacji Antarktycznej<br />

im. H. Arctowskiego, gdzie nie ma takiej<br />

możliwości, żeby się „wyrwać na<br />

biegun” czy nawet podpłynąć w okolice<br />

Półwyspu Antarktycznego.<br />

A jak daleko od stacji podążyłaś za<br />

antarktyczną fauną?<br />

Najdalej dokąd udało mi się dotychczas<br />

dotrzeć to na Wyspę Pingwina,<br />

która jest zlokalizowana około 40 km<br />

na południowy wschód od stacji. Jednym<br />

z moich zadań było rozstawienie<br />

fotopułapek rejestrujących tamtejszą<br />

faunę.<br />

Jak wygląda życie codzienne w stacji?<br />

Życie w stacji uzależnione jest od pogody.<br />

Jeśli warunki atmosferyczne<br />

są odpowiednie, tj. wiatr nie wieje<br />

i nie ma opadów, to praktycznie<br />

wszyscy uczestnicy wychodzą w teren<br />

i zajmują się swoimi monitoringami.<br />

Natomiast jeśli pogoda nie sprzyja,<br />

to zostajemy w Stacji i planujemy<br />

kolejne monitoringi, przygotowujemy<br />

sprzęt naukowy i zajmujemy się<br />

pracami komputerowymi, takimi jak<br />

wprowadzanie do tabelek danych zebranych<br />

w terenie.<br />

Czy będąc w tak odległym od<br />

domu zakątku świata, czujesz<br />

się wyobcowana (to zapewne<br />

szczególna sytuacja dla osoby w<br />

tak młodym wieku)? Pewnie nie,<br />

bo jest wi-fi, telefon satelitarny,<br />

ponadto absorbująca praca, książki,<br />

ale czy jednak nie doskwiera Ci brak<br />

bezpośredniego kontaktu z bliskimi?<br />

Jak długo trwa jednorazowy angaż?<br />

Właściwie nie odczuwam, żebym była<br />

wyobcowana. Mam stały kontakt z rodziną<br />

i przyjaciółmi przez WhatsApp<br />

i Messenger, a poza tym trafiła mi się<br />

naprawdę znakomita grupa zimująca,<br />

w której czuję się bardzo dobrze. Zimą<br />

będziemy tu w zaledwie 9 osób, ale<br />

ani mnie to nie przeraża, ani nie martwi.<br />

Mogłabym nawet rzec, że taki<br />

stan rzeczy mnie nawet cieszy, gdyż<br />

na co dzień będąc w Europie, czuję<br />

się „przebodźcowana” i przygnieciona<br />

obecnością tłumów. Poza tym miałam<br />

ogromne szczęście, że mogłam<br />

tu przyjechać z bliską osobą – z moim<br />

chłopakiem. Długość pobytu zależy<br />

od stanowiska i dostępności środków<br />

transportu. Jedni przyjeżdżają tu na<br />

rok, drudzy na pół roku, a jeszcze inni<br />

tylko na parę miesięcy. Ja najpewniej<br />

będę tu do końca roku kalendarzowego.<br />

Kiedy dokładnie wracam? Tego<br />

jeszcze nie wiem. Mogę przypuszczać,<br />

że pod koniec tego roku, ale to<br />

w dużej mierze zależy od możliwości<br />

transportowych oraz dyspozycyjności<br />

mojego następcy.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

71


Foto: K. Komarowska – Pingwiny białobrewe<br />

Czy coś Cię tu zaskoczyło, czy raczej<br />

„wszystko zgodnie z planem”?<br />

Wybierając się na stację polarną w dobie<br />

covidu i niekiedy nieprzewidywalnej<br />

sytuacji politycznej w krajach, które<br />

pomagają nam przy zaopatrzeniu<br />

i transporcie, wręcz należy spodziewać<br />

się, że coś nas zaskoczy. Dlatego, gdy<br />

występują zmiany organizacyjne tego<br />

typu, nie jestem zdziwiona. Przyjmuję<br />

to raczej ze spokojem i zrozumieniem.<br />

Niestety niełatwo było mi zachować<br />

spokój, gdy kilka dni przed przypłynięciem<br />

ostatniego statku w tym sezonie<br />

mój chłopak, który miał tu ze mną zostać<br />

na cały rok, dostał mail z wypowiedzeniem<br />

umowy o pracę. Wśród<br />

argumentów znalazła się m.in. trudna<br />

sytuacja geopolityczna. Było mi bardzo<br />

przykro, że musieliśmy się rozstać,<br />

ale jestem też wdzięczna, że mogliśmy<br />

spędzić tu razem okres letni.<br />

Co porabiasz w tzw. wolnym czasie?<br />

Tak naprawdę to dopiero teraz, pod<br />

koniec kwietnia, powoli dowiaduję<br />

się, czym jest czas wolny w stacji.<br />

Latem było bardzo dużo pracy w terenie<br />

i przy komputerze, więc brakowało<br />

czasu na rozwój jakichś wyszukanych<br />

zainteresowań. Cieszyłam się,<br />

kiedy znalazłam chwilę na obejrzenie<br />

filmu czy poczytanie książki. Odkąd<br />

zaczęła się zima, nieznacznie zmniejszyła<br />

nam się lista prac terenowych,<br />

ale przez fakt, że zostaliśmy tu tylko<br />

w 9 osób, nadal jesteśmy bardzo zajęci.<br />

Nie mamy tu na zimę kucharza,<br />

więc dyżurujemy w kuchni i na zmianę<br />

sprzątamy poszczególne pomieszczenia<br />

stacyjne. Jednak myślę, że<br />

gdy już oswoimy się z życiem w stacji<br />

w czasie zimy, to zaznamy więcej czasu<br />

wolnego, w którym będziemy mogli<br />

realizować swoje pasje. Ja na pewno<br />

zamierzam zrobić kilka internetowych<br />

kursów, do których dostęp wykupiłam<br />

sobie przed przyjazdem tutaj.<br />

Co urzekło Cię najbardziej w tym<br />

odludnym miejscu?<br />

Całkiem sporo rzeczy. Myślę, że jedną<br />

z nich było właśnie to, że to miejsce<br />

rzeczywiście jest odludne, szczególnie<br />

dla osoby takiej jak ja, która sporo<br />

czasu spędza w terenie i czasem<br />

nocuje nawet w bazach terenowych<br />

z dala od stacji. Poza tym nigdy nie<br />

zapomnę swojej pierwszej wizyty<br />

w kolonii pingwinów białobrewych,<br />

pierwszej obserwacji lodowej góry<br />

stołowej czy górzystego widoku Półwyspu<br />

Antarktycznego na dalekim<br />

horyzoncie. Takie widoki i przeżycia<br />

na długo zostają w pamięci.<br />

Jak często zdarzają się wizyty<br />

ciekawskich turystów?<br />

Przed pandemią zdarzały się sporadycznie,<br />

zwykle w okresie letnim (na<br />

Antarktydzie to grudzień i styczeń).<br />

Aktualnie nie odwiedzają nas żadni<br />

turyści ze względu na covidowe obostrzenia.<br />

Zdarzają się awarie systemów,<br />

brak prądu itp.? Czym wówczas się<br />

zajmujecie?<br />

Czasami, gdy bardzo mocno wieje,<br />

mamy problem z dostępem do internetu,<br />

ale poza tym awarie raczej się<br />

Współczuję zapewne obopólnego<br />

rozczarowania, ale tak w życiu bywa.<br />

Tym razem to kobieta występuje<br />

w roli „marynarza”… Czy mimo<br />

to chciałabyś ponownie znaleźć<br />

się w ekipie antarktycznej? Czy to<br />

zazwyczaj zgrana grupa?<br />

Myślę, że tak. Nie jestem jeszcze pewna,<br />

czy miałabym ochotę wrócić na tę<br />

samą stację, ale na pewno chciałabym<br />

się znaleźć jeszcze w jakiejś ekipie antarktycznej.<br />

Naturalnie, nigdy nie wiadomo<br />

w jakiej grupie się wyląduje, ale<br />

jeśli trafi się na dobrych ludzi, tak jak<br />

ja trafiłam teraz, to ma się motywację<br />

do podjęcia kolejnego ryzyka.<br />

72<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Foto: M. Kowalski – Monitoring fenologiczny


Foto: M. Kowalski – Zbieranie materiału do badań<br />

KATARZYNA KOMAROWSKA<br />

Pasjonatka ornitologii, od najmłodszych<br />

lat zainteresowana<br />

przyrodą. Od 2015 roku obrączkarka<br />

ptaków, szkoląca się m.in.<br />

na obozach ornitologicznych<br />

w Polsce, Anglii i Palestynie.<br />

Ukończyła zoologię na Anglia<br />

Ruskin University w Cambridge<br />

w 2021 roku. Zwyciężczyni ogólnoangielskiego<br />

konkursu 2020 ASET<br />

Student Competion na najlepszy<br />

opis stażu studenckiego. Współtwórczyni<br />

bloga przyrodniczego<br />

„Ornithoholics”. W Polskiej Stacji<br />

Antarktycznej im. H. Arctowskiego<br />

spędziła już łącznie 12 miesięcy.<br />

W chwilach wolnych od pracy tańczy,<br />

czyta na temat antynatalizmu<br />

oraz składów kosmetyków, a także<br />

podróżuje w poszukiwaniu ptaków,<br />

spokoju i bioróżnorodnych miejsc<br />

do snorkelingu. Interesuje się także<br />

malarstwem akwarelowym.<br />

Foto: M. Kowalski – Ciekawski młody wydrzyk brunatny<br />

Foto: M. Kowalski – Z tablicą pamiątkową Stacji<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

73


Foto: M. Kowalski – Pokój prywatny K. Komarowskiej<br />

Foto: K. Komarowska – Wydrzyk brunatny<br />

nie zdarzają. Zbyt dużo zależy od kondycji<br />

i funkcjonalności tutejszego sprzętu, żebyśmy<br />

mogli dopuścić do jakiejkolwiek<br />

awarii. Wszelkie urządzenia są regularnie<br />

bardzo dobrze sprawdzane, aby<br />

uniknąć tego typu niespodzianek.<br />

Czy śnią Ci się ciepłe kraje?<br />

W zasadzie nie za wiele mi się tu śni, ale<br />

gdy już o czymś śnię, to na pewno nie<br />

są to ciepłe kraje. (śmiech) Nie lubię gorąca,<br />

którego zwykle w takich krajach<br />

doświadczałam. Dużo bardziej wolę<br />

chłód. Lepiej mi się wtedy oddycha, myśli<br />

i pracuje. Oczywiście nie lubię marznąć,<br />

ale dzięki puchowej kurtce i puchowym<br />

spodniom czuję się komfortowo nawet<br />

74<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

przy temperaturze odczuwalnej -20<br />

stopni Celsjusza (dzisiaj mieliśmy taką<br />

temperaturę).<br />

Jaki wpływ na Twoje późniejsze<br />

życie może mieć obecny pobyt na<br />

Antarktydzie? Czy to jakiś rozdział w<br />

Twojej naukowej karierze, czy tylko<br />

tzw. fanaberia? Mam na myśli dalsze<br />

plany.<br />

Praca w stacji polarnej to genialny<br />

punkt do wpisania w CV. Jestem<br />

przekonana, że doświadczenie, które<br />

tu zdobywam, pomoże mi kiedyś<br />

w dostaniu się na inne terenowe stanowiska,<br />

takie jak na przykład strażnik<br />

parku narodowego. Do tego dochodzi<br />

jeszcze kwestia przyszłości z perspektywą,<br />

że zrealizowało się swój życiowy cel<br />

już w młodym wieku. Przyznam szczerze,<br />

że jestem z siebie niesamowicie dumna,<br />

że udało mi się tu dostać, i to dwukrotnie.<br />

Czuję się spełniona i niezależnie od<br />

tego, co się wydarzy dalej w moim życiu,<br />

myślę, że będę zadowolona. Wynika<br />

to głównie z tego, że nie odczuwam już<br />

presji, że muszę się ciągle starać, żeby coś<br />

osiągnąć, bo właściwie już to zrobiłam.<br />

Czasem nawet myślę, że gdybym miała<br />

jutro umrzeć, to nie czułabym dzisiaj żalu,<br />

że czegoś nie udało mi się dokonać. Praca<br />

w stacji polarnej to nie jest łatwe zadanie,<br />

ale uważam, że dla takiego poczucia<br />

warto było się jej podjąć. Na pewno jest<br />

to jakiś rozdział w życiu, ale z racji tego, że<br />

nie uznaję siebie za naukowca, nie jest on<br />

częścią kariery naukowej. Jestem raczej<br />

pasjonatką przyrody, która szuka świętego<br />

spokoju, tak więc pogoń za kolejnymi<br />

publikacjami kłóci się z moim sensem życia.<br />

Wolę być tutaj i zarabiać zbieraniem<br />

danych dla kogoś innego, kto potrzebuje<br />

ich do celów naukowych.<br />

Zatem gratuluję Ci osiągnięcia celu,<br />

o którym wielu śmiałków zapewne może<br />

tylko pomarzyć, i życzę, aby kolejne<br />

lata przyniosły Ci zadowolenie z pracy<br />

i szczęście w życiu prywatnym. Dziękuję<br />

za rozmowę. [JN]


Foto: K. Komarowska – Pierzące się pingwiny maskowe<br />

Jestem<br />

pasjonatką<br />

przyrody<br />

Foto: K. Komarowska – Kolonia pingwinów białobrewych<br />

Foto: M. Kowalski – Monitoring ekologiczny<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

75


Satyra prawdę mówi, względów się wyrzeka – Ignacy Krasicki<br />

DOBRA GOSPODYNI DOM<br />

WESOŁYM CZYNI - MAKATKA<br />

Satyra zabija, nie obraża – Stanisław Jerzy Lec<br />

Rysunek: Konrad Wieczorkowski<br />

BANALNA HISTORIA<br />

Historia banalna w istocie,<br />

choć trudno ją będzie powtórzyć.<br />

Kwiat róży zakochał się w kocie,<br />

kot w nocy, a noc w płatkach róży.<br />

Kot oczy miał złote, jak mika.<br />

Kwiat płatki szkarłatne jak rana.<br />

Noc czarna jak sadza z piecyka.<br />

Ach, jaki banalny to dramat!<br />

Tak trwali w absurdu impasie,<br />

aż czas te relacje uprościł.<br />

Kot zaczął do róży się łasić,<br />

a noc umierała z zazdrości.<br />

Od czego są jednak poeci,<br />

szczęśliwych zakończeń prorocy?<br />

Złotymi oczami noc świeci.<br />

Kot w końcu się zmienił w czerń nocy.<br />

A róża? Co z różą w ogrodzie?<br />

Czy jej w tej historii nie było?<br />

Na śmierć zakochała się w sobie.<br />

Historia banalna, jak miłość.<br />

Rozbudziłam w sobie pychę<br />

diabeł nie śpi trzeba działać<br />

tusz na rzęsach cnoty liche<br />

wstyd doprawdy kim się stałam<br />

i choć dużo z tego forsy<br />

nie przystoi praca w korpo<br />

dziś studiuję mulier fortis<br />

na piedestał wznosząc skromność<br />

buzia w ciup a rączki w małdrzyk<br />

kupię harfę by mężowi<br />

strudzonemu grać w nostalgii<br />

stać się żoną co się zowie<br />

niechaj płoche cnoty gaszą<br />

ja przestaję w mrzonkach błąkać<br />

zająć haftem (jak raz) zda się<br />

być ostoją dla małżonka<br />

wstawać kiedy noc za oknem<br />

by domowi rozdać żywność<br />

bać się pana wieść byt godny<br />

zmieść jak brud tę całą inność<br />

świerzop buja się za płotem<br />

dzięcielina wzrok mój pieści<br />

splatam warkocz klnąc egotyzm<br />

w gruntowaniu cnót niewieścich.<br />

Renata Cygan<br />

Adam Gwara<br />

76<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


***<br />

Jest wspólnota zakonnic z Bogoty,<br />

której progów, pomimo ochoty,<br />

nie przekroczy mężczyzna,<br />

jeśli wcześniej nie wyzna,<br />

że się zgadza być członkiem wspólnoty.<br />

***<br />

Pewien człowiek nieszczęsny z Madery,<br />

chcąc odpocząć od żony megiery,<br />

uciekł aż do Profumo,<br />

gdzie zaraził się dżumą,<br />

lecz przynajmniej się pozbył cholery.<br />

***<br />

Ślimakowi rzekł dzięcioł w Bergamo -<br />

Od tygodnia powtarzam to samo,<br />

gdy z uporem, dzień w dzień,<br />

stukasz głową o pień,<br />

że z adopcji cię wzięliśmy z mamą!<br />

Rysunek: Sergio Palazon<br />

***<br />

Moja głowa stała się hipermarketem<br />

Wszystko w niej głupie tanie<br />

łatwo dostępne nic nie warte<br />

Chodzi tylko o to by ruch był w interesie<br />

a interes w ruchu<br />

Moja głowa pracuje<br />

dwadzieścia cztery godziny na dobę<br />

Jest w niej wszystko czego mi<br />

nie potrzeba<br />

Juliusz Wątroba<br />

***<br />

Pewien biedak, co żonę wziął z Nędzy,<br />

doszedł z nią do ogromnych pieniędzy<br />

i wyjaśniał na blogach –<br />

Sukces kryje się w nogach<br />

mojej żony, a zwłaszcza pomiędzy.<br />

***<br />

Pewien audytor z Małdyt<br />

chciał przeprowadzić audyt<br />

pani Bożeny.<br />

Lecz do oceny<br />

narzędzie wątłe miał zbyt.<br />

***<br />

Pewien gangster, co mieszkał na Bronxksie,<br />

stracił twarz, bo rozniosło tam w krąg się,<br />

że gdy trafił na szezlong<br />

u psychiatry, to się zląkł,<br />

a psychiatra gangstera nie zląkł się.<br />

***<br />

Godzinami pan pewien w Chartumie<br />

balansuje na linie i w sumie<br />

to jest przykre. Być może,<br />

gdyby lin był węgorzem,<br />

ten pan zszedłby. A z lina nie umie.<br />

Adam Gwara<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

77


Lucy<br />

Katarzyna Brus-Sawczuk<br />

Mama spojrzała niespokojnie w stronę palm.<br />

Na Sri Lance biały człowiek na plaży oznacza coś<br />

do jedzenia i ciepłą, przyjazną dłoń. Mama mówi,<br />

że jak nie ma sezonu, można policzyć na niej wszystkie żebra.<br />

Jej piersi nie mają mleka, ale ja i tak jestem już za duża<br />

na mleko. Niepokoję się, bo mama mówi, że sezonu nie<br />

było dawno i nikt nie wie, co się stało. Myślę, że to może<br />

mieć coś wspólnego z wielkimi żelaznymi ptakami, które<br />

przestały latać. A przynajmniej nie widziałam ich bardzo<br />

długo. Wielka, gruba Lankijka przed sklepem, do którego<br />

czasem chodzimy, mówiła, że na świecie umierają ludzie.<br />

I że to za karę, bo rozgniewali bogów. Nie wiem, czy to<br />

prawda. Koty na wyspie mają jeszcze gorzej. Im nikt nawet<br />

nie chce niczego rzucić do jedzenia i wszyscy się od nich<br />

oganiają. Psy też ich nie poważają. Kilka dni temu ocean<br />

wyrzucił małego kota i żaden pies go nie ruszył, chociaż<br />

kot był najprawdopodobniej nieżywy. Mama kazała mi<br />

się trzymać z daleka. Podziwiam ją, bo jest sprytna. Kilka<br />

razy ukradła rybę z kutra, który przypływa tu zawsze<br />

o 6 rano. Raz rzucali za nią kamieniami, ale zdążyła uciec.<br />

Nie lubię ryby, jednak byłam już bardzo głodna i zostałam<br />

zmuszona, aby przekonać się do tego oślizłego, zimnego<br />

mięsa. Tydzień temu przyplątał się tu pies Rodiego, naszego<br />

sąsiada. Chyba chciał coś od mamy, ale przegoniła go<br />

warczeniem. Ostatecznie Rodi dał mu kopniaka. Ocean był<br />

głośny dzisiejszego dnia, ale słońce stało w zenicie. Byłam<br />

bardzo głodna. Zresztą nie po raz pierwszy. Mama zastrzygła<br />

uszami.<br />

Wtedy na plaży pojawił się anioł. Byłam pewna, że one muszą<br />

tak właśnie wyglądać. W jasnej, potarganej przez wiatr<br />

sukience, z rozsypanymi włosami i bosymi stopami. Anioł<br />

śmiał się perliście i śpiewał melodię, którą kiedyś słyszałyśmy<br />

z mamą od białych ludzi.<br />

– Maleństwo… Czy mogę mówić do ciebie Lucy? – zapytał<br />

anioł.<br />

Spojrzałam na mamę, ale chyba nie miała nic przeciwko,<br />

bo zamerdała radośnie ogonem. Zaraz potem pojawiła się<br />

delikatna, ciepła w dotyku ręka i coś jeszcze… Wspaniale<br />

pachnąca parówka.<br />

„Bogini, możesz mówić do mnie jak chcesz… Lucy. Nigdy<br />

jeszcze nie zostałam nazwana, bo mama mówiła, że żadne<br />

z imion do mnie nie pasuje”.<br />

– Lucy… piękna jesteś.<br />

Chyba się zaczerwieniłam.<br />

Od tego czasu wiele spraw potoczyło się inaczej. Mój anioł<br />

78<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

pojawiał się codziennie. Za każdym razem przynosił coś dobrego,<br />

ostatnio nawet coś, co przypominało kolorem mleko,<br />

ale zupełnie mi nie smakowało. Któregoś dnia mama<br />

poszła gdzieś przed wschodem słońca. Byłam jeszcze bardzo<br />

śpiąca, więc nie wstałam. Potem mijały godziny. Ona<br />

jednak nie wracała. Moj anioł przyszedł trochę później<br />

i wszystko znów miało się zmienić. Pojechałyśmy strasznie<br />

śmierdzącym pojazdem do miasta. Wtedy również okazało<br />

się, że można kąpać się w czymś innym niż Ocean Indyjski,<br />

było to o wiele mniejsze, ale przyjemnie ciepła woda spowodowała,<br />

że wcale nie chciałam stamtąd wyjść. Szorstka<br />

szmata, którą mój anioł usiłował mnie wytrzeć, zupełnie<br />

mi się nie podobała. Przecież wystarczy się dobrze otrzepać,<br />

a potem wytarzać w czymś intensywnie pachnącym,<br />

na przykład trawie, no fakt, czasem nawet w czymś bardziej<br />

śmierdzącym. Okazało się też, że anioły wcale nie<br />

śpią w powietrzu czy na jakimś obłoku, tylko służy im do<br />

tego bardzo wygodna i ciepła skrzynka, dodatkowo jest na<br />

niej dużo miękkich przedmiotów, które całkiem przyjemnie<br />

można wykorzystać. Usnęłam natychmiast. Następnego<br />

dnia mój anioł, a zrozumiałam, że na imię ma Marie, rozmawiał<br />

z kimś, kogo nie było, a służył mu do tego płaski<br />

i czarny przedmiot, z którego wydobywały się dźwięki. Domyśliłam<br />

się, że Marie tłumaczy komuś coś na mój temat.<br />

Mówi też o tym, że popiskiwałam przez sen. To oczywiste.<br />

Musiało śnić mi się coś bardzo kolorowego, i to było stanowczo<br />

miłe. Normalnie nie rozróżniam kolorów, ale na<br />

pewno każdy z nich ma odrębny zapach. Nie wiedziałam,<br />

jak zapytać o mamę, ale po kilku dniach jej wspomnienie<br />

zaczęło ulatywać. A może to Marie jest moją prawdziwą<br />

mamą, chociaż wygląda zupełnie inaczej i na dodatek chyba<br />

ma ciemne włosy, a ja zupełnie jasne. Zaakceptowałam,<br />

że Marie jest moją mamą. Zabrała mnie do kogoś przerażającego,<br />

nie chciałabym więcej tam trafić. Miejsce cuchnęło<br />

nieznanym mi, nieprzyjemnym zapachem i na dodatek,<br />

mimo iż Marie głaskała mnie cały czas, to coś, co biały<br />

człowiek w długim ubraniu mi zrobił – bardzo bolało. Nawet<br />

chciałam go ugryźć, ale mój anioł stanowczo mi na to<br />

nie pozwolił. Potem zaczęły się dobre czasy. Nie wiem, ile<br />

trwały. Któregoś dnia Marie wróciła zapłakana do naszego<br />

wspólnego miejsca (nazywała to domem). Powiedziała, że<br />

musimy się rozstać. Czułam przez skórę, że to nic dobrego.<br />

– Pieprzony covid! – krzyknęła wściekle. Nie zabrzmiało,<br />

jakby mówił to anioł.<br />

***<br />

O każdej pełnej godzinie wszystkie stacje radiowe na Sri<br />

Lance podawały informacje krajowego ministerstwa zdro-


foto: Pixabay<br />

wia. Ze względu na rosnącą ilość chorych na nową odmianę<br />

wirusa na kontynencie wszyscy obcokrajowcy przebywający<br />

czasowo na wyspie muszą bezwzględnie ją opuścić.<br />

Marie – młoda Szwajcarka z bagażem dwudziestu pięciu<br />

lat, rozpoczętymi w Europie studiami oraz facetem, który<br />

ją rzucił – kilka miesięcy temu uznała, że na rany serca najlepsza<br />

będzie podróż. Kolega pomógł znaleźć wolontariat<br />

na egzotycznej wyspie. Wyspie łzie. Pomyślała, że łzy są<br />

oczyszczające.<br />

Początki były trudne. Kiedy po wyjściu z samolotu po raz<br />

pierwszy postawiła stopę na cejlońskiej ziemi, w Kolombo<br />

ogłuszył ją kolorowy tłum, a wilgotne, egzotyczne powietrze<br />

nie pozwalało oddychać. Luksus lotniska szybko<br />

zamienił się we wszechogarniający brud i bałagan, choć<br />

wyspa, w przeciwieństwie do kontynentalnych Indii, była<br />

zaskakująco zielona. Po czasie pomyślała, że to jednak dobry<br />

wybór, i tak mijały jej dni dyktowane pracą w schronisku<br />

dla biednych lokalsów, a potem nieziemską, białą plażą<br />

i oczyszczającymi duszę i umysł falami oceanu. Powoli wyciszała<br />

się.<br />

Ocean Indyjski fascynował, swoimi płucami dawał schronienie<br />

roślinom, skorupiakom i rybom. Plaża przyciągała<br />

bezpańskie psy. W Europie pies stoi na piedestale, przyjaciel<br />

człowieka, istota inteligentna i czująca. Oddająca<br />

miłość i zaufanie. Psy na Sri Lance były wychudzone, zapchlone,<br />

odganianie kopniakami przez tubylców. Szukały<br />

dobrego słowa i pożywienia u ludzi, którzy z zupełnie<br />

innych przyczyn znajdowali na cejlońskiej plaży odpoczynek.<br />

Czy tak jak ona – swoją mekkę. Zawsze miała ze sobą<br />

coś dla nich do zjedzenia. Koty na Sri Lance miały jeszcze<br />

gorzej. Nikt ich nie chciał. Bezpańskie, co raz ginęły pod<br />

kołami tuk tuków, czasem nie były w stanie umknąć głodnemu<br />

waranowi. Ludzie kotów nie poważali. Chociaż był<br />

w schronisku jeden rudy Lankijczyk, okaleczony w czasie<br />

wojny domowej1, który przygarnął kota. W styczniu 2008,<br />

kiedy armia lankijska chciała przełamać ostatnie linie<br />

obronne rebeliantów w północnej części wyspy, niechcący<br />

znalazł się na linii ognia. Nagły wystrzał pozbawił go nóg.<br />

Kelum opiekował się kotem, który początkowo przychodził<br />

do schroniska i wychodził, ale potem Kelum przemycił go<br />

do dzielonego z drugim Lankijczykiem pomieszczenia. Kiedy<br />

Marie zorientowała się, że jest tam zwierzę, przynosiła<br />

jedzenie nie tylko Kelumowi i Hiwrze, lecz także kotu. Nazwała<br />

go Budek, choć Kelum protestował, bo twierdził, że<br />

kot nie jest istotą boską. Przy okazji Marie uczyła mężczyzn<br />

angielskiego, jej przodkowie pochodzili z miasta pomarańczy<br />

– Nagpur [miasto w środkowej części Indii – przyp.<br />

red.]; kolor skóry o ton ciemniejszy niż mieli turyści przybywający<br />

na Sri Lankę i czarne jak węgiel oczy Marie budziły<br />

1 Wojny domowej pomiędzy wojskami Sri Lanki a tamilskimi separatystami.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

79


w nich zaufanie. Kota musieli się pozbyć, kiedy w schronisku<br />

pojawił się pierwszy przypadek nowej choroby i ilość<br />

miejsc dla bezdomnych została zredukowana do połowy.<br />

Nawet kiedy Kelum umarł z powodu niewydolności nerek<br />

(chociaż jako przyczynę śmierci wpisano co innego),<br />

a kot z uporem przychodził, Marie wystawiała mu miseczkę<br />

z jedzeniem w miejscu niewidocznym dla władz schroniska.<br />

Tamtego dnia po pracy poznała Lucy. A w zasadzie obie<br />

się poznały. Nie pamięta dokładnie, czy to ona zawołała,<br />

czy jasnowłosy wychudzony szczeniak podbiegł do niej<br />

pierwszy.<br />

– Ślicznotko, jestem Marie – powiedziała.<br />

Od tej chwili codziennie spotykały się na plaży. Znajomość<br />

stopniowo przeradzała się w przyjaźń.<br />

– Ty jesteś Lucy, prawda?<br />

Suczka zareagowała.<br />

Koło szczeniaka w pewnej odległości siedziała matka. Najpierw<br />

była nieufna, ale potem pozwoliła kobiecie dotykać<br />

jej dziecka, z czasem sama zaczęła podchodzić. Pewnego<br />

dnia Marie zastała na plaży tylko Lucy. Przez kilka wcześniejszych<br />

dni nie mogła przyjść, ponieważ wprowadzali<br />

nowe procedury higieniczne. Maseczki, których obowiązek<br />

noszenia był czymś, do czego ludzie mieli dopiero się<br />

przyzwyczaić. I to na długi czas. Posiłki i utylizacja śmieci.<br />

Zasady ruchu w schronisku, postępowania na wypadek<br />

choroby lub czyjejś śmierci.<br />

Oczy Lucy zdawały się płakać. To niemożliwe. Przecież psy<br />

nie płaczą. Marie postanowiła zabrać przyjaciółkę do siebie.<br />

Właściciel pokoju, który wynajmowała, początkowo<br />

nie chciał się zgodzić, ale argument w postaci kilku banknotów<br />

w nominałach innych niż rupie okazał się najwyraźniej<br />

skuteczny. Marie przeliczyła swoje oszczędności.<br />

Zanim pojawił się covid (choć na wyspie nadal było stosunkowo<br />

mało odnotowanych zakażonych, a może media<br />

kłamały), dorabiała w weekendy w barze dla surfingowców<br />

w Weligamie. Ruch turystyczny jednak wyraźnie się<br />

zmniejszył i właściciel baru – wielki, wytatuowany Holender<br />

– potrzebował jej coraz rzadziej. Zaczął przebąkiwać<br />

też o potencjalnej ewakuacji do Europy. Z ciężkim sercem<br />

wyjęła z zakamuflowanej skrytki dwa banknoty. Lucy<br />

spojrzała na nią z wyrzutem.<br />

– Mała, będzie dobrze. Zarobię coś znowu.<br />

Ich związek stał się niezwykły – wdzięczność w oczach<br />

suczki była bezcenna. Marie miała wrażenie, jakby tamta<br />

rozumiała każde jej słowo. Dziewczyna nigdy nie myślała<br />

o dziecku, ba, nie była nawet przez sekundę gotowa, żeby<br />

mieć dziecko z Xavierem. Zresztą Xavier to przeszłość.<br />

Do Lucy czuła coś niezwykłego. Może po prostu była jej<br />

aniołem. Suczka nabierała mięśni i siły. Razem biegały na<br />

plażę – zarówno inne psy, jak i mieszkańcy wyspy czuli<br />

przed nimi respekt.<br />

W chwili, kiedy wsiadała do samolotu, walczyła ze łzami.<br />

Gdy usiadła, pozwoliła im popłynąć. Większą część<br />

zarobionych na wyspie pieniędzy zostawiła właścicielom<br />

mieszkania, aby zajęli się psem. Rinke – Holender z baru<br />

80<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

w Weligamie – zobowiązał się pojechać raz na jakiś czas<br />

do nich, zobaczyć, czy dbają o Lucy. Przynajmniej, dopóki<br />

będzie na wyspie.<br />

***<br />

Kiedy w lankijskiej ambasadzie telefon zadzwonił po raz<br />

dwutysięczny pierwszy, Noe Müller był mocno zmęczony.<br />

Był również wściekły. Zamierzał obejrzeć mecz, w którym<br />

grała jego ulubiona drużyna, i zjeść w końcu ulubionego<br />

burgera zamówionego na wynos (dlaczego, kurwa, zamknęli<br />

te restauracje!!!). Miał dość pytań tych głupich<br />

ludzi, którzy domagali się możliwości wjazdu na wyspę.<br />

Ile można powtarzać, że sytuacja epidemiologiczna itd.,<br />

przekazywać link – w końcu, kurwa, oficjalnie opublikowany<br />

na stronie ministerstwa zdrowia. Noe nienawidził<br />

swojego imienia. I swojego koloru skóry. Nazwisko lubił<br />

bardziej. Dzięki Bogu, że przynajmniej jego ojciec Baduge<br />

Deepal Kumar jakimś cudem nabył nazwisko kolonizatorów.<br />

Matka, która oszalała dla lankijskiego lekarza w<br />

trakcie jednej z podróży jakiejś z tych, pierdu-pierdu, organizacji<br />

bez granic, wmawiała mu, że Noe to wybraniec,<br />

który ocalił ludzkość przed zagładą w czasie Wielkiego Potopu,<br />

gdy Bóg chciał ukarać ją za grzechy. Czyj Bóg? Noe<br />

nigdy nie odważył się zadać tego pytania.<br />

Niechętnie podniósł słuchawkę.<br />

– Co…???!!! Czy Pani oszalała…???!!! Co Pani chce???!!!<br />

Mało wam bezdomnych kundli w Europie…???!!!<br />

Tak. Wiedziała. Utrudniony ruch lotniczy. Wymogi epidemiologiczne.<br />

Kwarantanna, w obie strony dla podróżujących.<br />

Obowiązujące obostrzenia i testy. A co dopiero<br />

pies. Wywieźć psa z jednego kraju do drugiego, zwłaszcza<br />

gdy nie należą one do jednolitej Europy, nie było łatwo<br />

i bez pandemii.<br />

– Czy Pan mnie słucha? To proste. Chcę przywieźć psa ze<br />

Sri Lanki do Szwajcarii – powiedziała zimnym, zdecydowanym<br />

głosem.<br />

Pixabay


Od kilku dni wszystko wyglądało inaczej. Marie<br />

przynosiła różne rzeczy na środek pokoju. Jej<br />

anioł wcześniej nigdy czegoś takiego nie robił.<br />

Było to niepokojące. Z wielkiego czarnego pudła,<br />

którego Lucy nie cierpiała, wydobywały się<br />

dźwięki. Jedno ze słów pojawiało się szczególnie<br />

często: „śmierć”. Lucy miała poczucie, że<br />

poznała kiedyś to słowo. Nie było przyjemne.<br />

Po tym, kiedy Marie wyszła i zamknęła za sobą<br />

drzwi, Lucy zwinęła się w kłębek na jej poduszce.<br />

Czy anioły znikają w taki sposób?<br />

– Jak ma pan, kurwa, na imię??? Noe??? No to<br />

ma pan, kurwa, szansę się wykazać!!!<br />

Tylko jeden raz Lucy usłyszała głos Marie. Dobiegał<br />

z małego czarnego przedmiotu.<br />

– Piesku, obiecuję ci.<br />

***<br />

Osiem miesięcy później.<br />

„Na świecie w wyniku pandemii umarło… Największa<br />

ilość zakażeń… Sri Lanka… Kraje europejskie…<br />

Stany Zjednoczone… W Indiach…”<br />

Samolot linii Fly Emirates z Dubaju wylądował<br />

na Bandaranaike International Airport punktualnie<br />

o trzeciej w nocy lokalnego czasu. Wśród<br />

obłożonego – z powodów epidemiologicznych<br />

– jedynie w połowie lotu, wyszła młoda pasażerka.<br />

Po długim czasie oczekiwania odebrała<br />

swoją walizkę i – na taśmie bagaży niestandardowych,<br />

po godzinnym oczekiwaniu – dużą,<br />

plastikową skrzynkę. Jeszcze tylko dwa tygodnie<br />

kwarantanny w hotelu niedaleko Ahangamy.<br />

Za pieprzony luksus w niewoli musiała<br />

zapłacić siedemdziesiąt pięć dolarów za dobę.<br />

Następnie długi lot z przesiadką i trzy miesiące<br />

kwarantanny Lucy. A potem będzie już normalnie.<br />

Anioł nie miał rozwianych włosów ani sukienki<br />

potarganej przez wiatr. Ale Lucy poczuła znajomy<br />

zapach.<br />

PS Główne bohaterki opowiadania istnieją<br />

naprawdę, pozostałe postacie są fikcyjne,<br />

a pewne okoliczności zostały zmienione i napisane<br />

wyobraźnią autorki. Marie, która pod koniec<br />

marca 2021 roku przyleciała na wyspę po<br />

swoją przyjaciółkę, zgodziła się, aby w historii<br />

zachować prawdziwe imię, wiek i narodowość.<br />

PPS Po pandemii wydawałoby się, że nic gorszego<br />

nie może się wydarzyć. 24 lutego <strong>2022</strong><br />

roku rozpoczęła się inwazja Rosji na Ukrainę.<br />

Na wyspie codziennie wyłączają prąd. Nie ma<br />

ropy. [KBS]<br />

To nie była łatwa<br />

książka do napisania.<br />

To nie jest łatwa<br />

książka do czytania.<br />

Ale to jest książka<br />

pełniąca wielowymiarową<br />

rolę. Jak<br />

każda dostarcza lektury,<br />

lecz 90 odsłon<br />

zaskakuje, wzrusza,<br />

budzi, intryguje –<br />

każda inaczej. Tak,<br />

właśnie odsłon, bo<br />

pokazują, piórem 90<br />

autorów ze świata,<br />

często ukryte albo<br />

nieodkryte relacje<br />

z ojcem. I obnażają<br />

prawdy, do których<br />

sami autorzy dochodzili<br />

z wielkim zaskoczeniem, po latach zdając sobie sprawę, jak<br />

duży wpływ na życie ma kontakt albo jego brak, kiedy „ojciec<br />

był, a jakby go nie było…” .<br />

Ojciec to XVIII międzynarodowa antologia pod auspicjami Stowarzyszenia<br />

Autorów Polskich O/Warszawski II. Każda była tematyczna,<br />

każda ważna, ale ta okazała się najtrudniejsza. Dla<br />

wielu autorów bolesna, dla niektórych oczyszczająca, bo przez<br />

lata coś uwierało, gniotło, a tu znalazło furtkę do zrzucenia balastu.<br />

Jest też i wielka miłość ojcowska, i do ojca, i tęsknota<br />

za szmacianą lalką, którą sam dziecku uszył. Nie sądzę, żeby<br />

suchym okiem udało się prześledzić losy, spisane na prawie<br />

300 stronach. A mówiąc o wielowymiarowej roli Ojca, jestem<br />

naprawdę szczera. Okazało się, że czytelnicy – a z wieloma każdy<br />

z nas, współautorów się spotkał – otworzyli szufladki, stare<br />

albumy, w zadumaniu odtwarzali minione, niedocenione,<br />

przeoczone nieodwracalnie chwile, o niedostrzeżonej wadze.<br />

Wiem też o ojcach, u których odezwały się dawno niesłyszane<br />

dzwonki wyczekiwanych telefonów, i przytuleń przybyło, tego<br />

jestem pewna.<br />

Niezwykłą okładkę stworzyła Renata Cygan, bez której od wielu<br />

lat nie wyobrażam sobie książek, które mam przyjemność redagować.<br />

Swoją wrażliwością maluje klimat okładki, daleki od<br />

wszelkich banałów, oczywistości, zawsze zostawia przestrzeń<br />

interpretacyjną dla odbiorcy. I zawsze jej okładka jest opowieścią<br />

samą w sobie, związaną z tytułem. I zawsze zatrzymuje…<br />

90 autorów z Australii, Belgii, Białorusi, Holandii, Niemiec,<br />

USA, Wielkiej Brytanii i Polski pozwoliło zajrzeć do domów<br />

wierszem, zwierzeniem, opowiadaniem, obejrzeć wspólne fotografie<br />

z ojcem. Chodzimy ścieżkami ojców pod kwitnącymi<br />

jabłoniami w sadzie i pod kulami wroga, spacerujemy ścieżkami,<br />

z których zniknęli ojcowie. Prawda wzrusza, boli, zatrzymuje.<br />

Redakcją techniczną zajął się – tradycyjnie, jak poprzednimi<br />

książkami – Kazimierz Linda, za ogrom pracy należy mu się<br />

duże uznanie. On czuł, że ta książka nie wślizgnie się obojętnie<br />

na półki bibliotek. I miał rację… [WDS]<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

81


82<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Ramadan Hussien<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

83


84<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


RAMADAN HUSSIEN urodził się w 1972 roku w mieście Serê Kaniyê, w północno-wschodniej<br />

Syrii (zachodni Kurdystan). Pochodzi z biednej rodziny, dorastał w bardzo trudnych warunkach politycznych,<br />

społecznych i ekonomicznych. Jego ojciec, żeby utrzymać rodzinę, latem pracował jako<br />

rolnik, a zimą jako robotnik. Ramadan od najmłodszych lat interesował się sztuką rysunku i malowania,<br />

odtwarzał na papierze otaczającą go przyrodę i ludzi przygniecionych problemami dnia codziennego.<br />

Gdy miał szesnaście lat, ojciec wysłał go do portowego miasta Latakia, aby podjął studia<br />

w szkole rolniczej. To był pierwszy krok w dorosłość. W tej nowej rzeczywistości, z dala od domu<br />

rodzinnego, Ramadan zrobił duży postęp w samodoskonaleniu się w sztukach pięknych: poznawał<br />

ciekawych artystów, brał udział w plenerach i odwiedzał galerie. Tak zaczął szukać własnego ja<br />

i swojego indywidualnego języka artystycznego. Dwa razy w tygodniu przemieszczał się pociągiem<br />

z Latakii do oddalonego o 400 kilometrów Aleppo, aby ćwiczyć się w rzemiośle. Studiował i rysował<br />

twarze śpiących ludzi zmęczonych ciężką pracą i trudnym życiem. W ten sposób, jak sam mówi, poznawał<br />

ich dusze, rysy wewnętrzne, szczegóły ich pomarszczonych twarzy spalonych promieniami<br />

słonecznymi i zmęczenie, które czas wbił w policzki. Ten temat przewija się w jego twórczości do<br />

dziś. Po ukończeniu studiów rolniczych Ramadan przeniósł się do Damaszku, gdzie kontynuował<br />

pracę artysty, biorąc udział w wielu wystawach w Syrii i za granicą. W 2011 roku rozpoczęła się syryjska<br />

rewolucja: mordy, aresztowania i łamanie praw człowieka. Ramadan w obawie o życie swoje<br />

i swojej rodziny, postanowił wyjechać do Turcji. Z Turcji trafił do Grecji, potem do Macedonii, Serbii,<br />

na Węgry i ostatecznie do Austrii. W kraju zostawił wiele swoich obrazów, które niestety zostały<br />

zniszczone. Ucierpiały dokładnie tak, jak ludzie, których na nich przedstawiał. Ramadan nie ma<br />

oficjalnego wykształcenia artystycznego, nie studiował malarstwa w żadnej akademii sztuk pięknych.<br />

Malowania nauczył się sam, ciężko pracując i ćwicząc, by dojść do perfekcji. Obecnie mieszka<br />

w Wiedniu. Kontynuuje malowanie sylwetek i twarzy ludzi zachowanych w jego pamięci oraz tych,<br />

z którymi obecnie żyje na wygnaniu. Bliskie jest mu przesłanie, że człowiek jest najważniejszy bez<br />

względu na to, kim jest i gdzie się znajduje. [PS]<br />

85<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


86<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

87


88<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

89


90<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

RAMADAN HUSSIEN


J u l i u s z W ą t r o b a A f o r y z m y<br />

* Dzisiaj nawet złote myśli są w cenie złomu.<br />

* Z kompleksów szalonych jednostek dramaty milionów.<br />

* Nasze życie to czas oszukiwania czasu.<br />

* Niespełniona miłość jest jak szara tęcza.<br />

* Psia wierność nie zależy od rasy.<br />

* Za psie pieniądze nie kupuj budy.<br />

* Prawo ciążenia nie obejmuje ulotnych chwil.<br />

* Lepiej być gorzkim niż przesłodzonym.<br />

* Karierowicz pnie się do celu po drabinie, której szczeblami są podeptani konkurenci.<br />

* Uwaga! Nie zbliżać się do niego! Zaraża głupotą!<br />

* Niektóre za chwileńkę sławy oddadzą ostatnie majtki!<br />

* Władza ma zawsze rację. Dopóki jest władzą.<br />

* Czasem z wielu kłamstw święta prawda.<br />

* Dyktanda życia nigdy nie napiszesz bezbłędnie.<br />

* Ze szczytów władzy najbliżej do dna.<br />

* Władza bez donosicieli jak donosiciele bez władzy.<br />

* Marzenia niespełnieniami wybrukowane.<br />

* Życie to umieranie na raty.<br />

* Prawa natury nie wymagają nowelizacji.<br />

* Dylemat: lepiej świecić przykładem czy sztabką złota?<br />

* Szczyt nadużycia władzy: mandat dla ślimaka za przekroczenie prędkości.<br />

* Co lepsze: gorzka prawda czy słodkie kłamstwo?<br />

* Głowa – kasa pancerna na pomysły.<br />

* Ze spalonych mostów nie zbudujesz drabin.<br />

* Szczęściem głupca jest nieświadomość własnej głupoty.<br />

* Czasem trzeba wnikliwiej spojrzeć w Ziemię, by dostrzec niebo.<br />

* Jeśliś żabą, to z bocianem się zaprzyjaźnij.<br />

* Łodzią pustyni nie przepłyniesz. Kłamstwem życia nie oszukasz.<br />

* Że też jeszcze nikt nie wymyślił zniszczarki na poronione pomysły!<br />

* To dobrze, jeśli potykasz się o wyrzuty sumienia.<br />

* Pechowiec ma szczęście do nieszczęść.<br />

* Leń robi wszystko, by nic nie robić.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

91


Tęsknota<br />

M a j a C h a ł u b i ń s k a<br />

Jestem samotny.<br />

Byłem samotny, jestem samotny<br />

i pewnie już zawsze pozostanę samotny.<br />

Trwam w tym pozbawionym<br />

życia świecie sam jeden, od czasów,<br />

które już przestałem pamiętać. Nie<br />

pamiętam swojego początku i pewnie<br />

nigdy nie poznam końca. Będę<br />

trwać tak całą wieczność. Nie przeraża<br />

mnie to, tylko unieszczęśliwia.<br />

Mój świat jest piękny. Pełno tu zieleni<br />

i błękitów wód. Otaczają mnie ciepłe<br />

promienie słońca, a w powietrzu<br />

czuję ciągły zapach kwiatów. Czasami<br />

widuję zwierzęta. Nigdy do mnie nie<br />

podchodzą, ale i tak cieszy mnie ich<br />

widok. Nie są w stanie zastąpić mi<br />

prawdziwego towarzystwa, ale są dobre.<br />

I pewnie szczęśliwsze ode mnie.<br />

Mogą łączyć się w pary, być ze sobą,<br />

przemieszczać się w grupach, wspólnie<br />

kroczyć przez życie… Właśnie koło<br />

mnie przebiega para. Wystukują raciczkami<br />

jakiś znany tylko sobie rytm,<br />

w którym swobodnie biegną przed<br />

siebie. Gdzieś w górze słyszę harmonijne<br />

ćwierkanie ptaków, a obok<br />

mnie brzęczy owad.<br />

– A więc twierdzisz, że jesteś samotny?<br />

– Słyszę głos. Do kogo on należy?<br />

Co się dzieje? Nie potrafię tego pojąć.<br />

Odwracam się. Nikogo nie widzę.<br />

Czy tylko mi się zdawało?<br />

– Halo? Słyszysz mnie? Kim jesteś? –<br />

Mój głos brzmi dziwnie. Chyba nigdy<br />

go nie używałem.<br />

– Nieważne, kim jestem. Chcę ci pomóc.<br />

Czuję narastające we mnie podniecenie.<br />

Drżę. Nie umiem uspokoić bicia<br />

serca. Coś się dzieje.<br />

– Pomóc? Chcesz mi pomóc? W takim<br />

razie pokaż mi się. Chcę cię zobaczyć.<br />

To będzie prawdziwa pomoc.<br />

Słyszę śmiech.<br />

92<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

– Niestety, nie mogę ci się pokazać.<br />

Ale mam lek na twoją samotność.<br />

– Lek? Jaki lek? Chcesz mi zesłać towarzystwo?<br />

– Moje drżące serce niemal<br />

wyrywa się z piersi. Myśl o towarzyszu.<br />

Drugiej osobie, innej istocie…<br />

Nie. Nie mogę sobie robić nadziei.<br />

Dopiero co pogodziłem się ze swoim<br />

losem, niemożliwe jest, by mógł się<br />

on zmienić. Ktoś się bawi moim kosztem.<br />

Sam nie chce mi się pokazać, ale<br />

obiecuje coś nierealnego. Nie. Nie<br />

zgadzam się na to.<br />

– Nie zgadzasz się? Chcę dla ciebie jak<br />

najlepiej, nie opieraj się więc. Proszę,<br />

zamknij oczy.<br />

Zamknąć oczy? Mam się skazać na<br />

tę chwilę ciemności, zrezygnować ze<br />

światła, bo być może czeka mnie za to<br />

jakaś nagroda? Dla kogoś, komu nie<br />

ufam? Ale to robię. Zamykam oczy.<br />

Budzę się. Czy to był sen? Chyba<br />

straciłem przytomność. Dziwne. Próbuję<br />

się ruszyć, ale przychodzi mi to<br />

z trudem. Czuję się ciężko, jakbym<br />

cały był zesztywniały. Boli mnie<br />

wszystko. Tak namacalnie, tak strasznie<br />

mocno odczuwam każdy fragment<br />

własnego ciała. W głowie mi<br />

dudni. Zimno mi. Czuję ssanie w żołądku,<br />

mam sucho w gardle. Koszmar.<br />

Otwieram zlepione oczy. Gdzie się<br />

podziało słońce? Czemu tu jest ciemno?<br />

Wstaję. Rozglądam się. Przeżywam<br />

szok. Mój świat został odarty<br />

ze światła. Trawa pod moimi stopami<br />

wydaje się szara. Zniknęły drzewa.<br />

Zostały z nich tylko ścięte pieńki. Czuję<br />

ostry zapach dymu i czegoś jeszcze.<br />

Gdzie są kwiaty i ptaki? Gdzie są<br />

wszystkie zwierzęta?<br />

– Co to wszystko ma znaczyć?! –<br />

Krzyk mnie osłabia, chwieję się. Nikt<br />

mi nie odpowiada. Gdzie jest ten,<br />

który mnie oszukał? Mogłem się tego<br />

spodziewać. Sam sobie jestem winny.<br />

Oddałem mu swój raj, aby w zamian<br />

dostać piekło. Pozostało mi tylko czekać<br />

na koniec. Koniec? Jaki koniec?<br />

Ja nie miałem mieć końca.<br />

Słyszę szmer. Głosy. Ktoś tu idzie.<br />

Moje serce znowu zaczyna drżeć.<br />

A więc jednak! Jednak mnie nie<br />

oszukał! Dał mi towarzystwo! Co<br />

tam zmęczenie, wyjdę im naprzeciw.<br />

Nieco chwiejącym się krokiem zaczynam<br />

powoli biec. Upadam tylko raz,<br />

szybko się podnoszę. Głosy są coraz<br />

donośniejsze. W mroku widzę rysujące<br />

się sylwetki. To oni! Idą! Są podobni<br />

do mnie! Śmieją się do siebie.<br />

Ich krok również jest chwiejny. Jeden<br />

z nich trzyma w dłoni jakiś przedmiot,<br />

podłużny, zwężający się ku górze.<br />

Z płynem w środku. Och, może<br />

ugaszą moje pragnienie? Zauważają<br />

mnie. Patrzą na siebie. Tak! Jestem<br />

tutaj! Chodźcie do mnie. Idą. Wyciągam<br />

do nich ramiona, chcę ich objąć,<br />

ale jeden z nich popycha mnie na<br />

ziemię. Trochę za mocno. Próbuję się<br />

podnieść. Wyciąga nogę i kopie mnie.<br />

Dwukrotnie. Próbuję się opierać, ale<br />

wtedy dołącza do niego drugi. Kopią<br />

mnie w brzuch, twarz, w krocze,<br />

w nogi. Kiedy się budziłem, myślałem,<br />

że osiągnąłem swój próg bólu,<br />

że bardziej się nie da. Myliłem się.<br />

Teraz boli mnie mocniej. Dręczą<br />

mnie. Pluję krwią. Ciężko mi krzyczeć<br />

i oddychać.<br />

– Zostawcie mnie! – stękam tylko, ale<br />

to nic nie daje. Nie mam się jak obronić.<br />

Jestem słaby. Boję się.<br />

Tortury w końcu ustają. Moi dręczyciele,<br />

niedoszli przyjaciele, zatrzymują<br />

się. Jeden mówi coś do drugiego.<br />

Chyba jest zaniepokojony. Słyszę, że<br />

zaczynają biec. Nie wiem, co się stało,<br />

ale cieszę się, że poszli. Nie takiego<br />

towarzystwa szukałem.


Nie wiem, kim są, ale nie byli wcale<br />

podobni do mnie. Byli źli. Skrzywdzili<br />

mnie. Zadali ból. O, Nieznajomy, który<br />

do mnie przemówiłeś, dlaczego mi<br />

ich zesłałeś? Czy to była jakaś próba?<br />

Wstrząsają mną silne torsje. Przestaję<br />

kontrolować własne ciało. Łapię<br />

się za posiniały brzuch, z moich ust<br />

automatycznie wylewa się śmierdząca<br />

breja. Obrzydliwe. Nie jestem<br />

w stanie przy tym leżeć. Na czworakach<br />

przemieszczam się gdzie indziej.<br />

Chcę się położyć i odpocząć, ale znowu<br />

kogoś widzę.<br />

Siedzi w kuckach, opierając się<br />

o pień drzewa. Głowę ma schowaną<br />

w dłoniach. Nieco mniej otwarcie,<br />

ale podchodzę do niego. Nie reaguje.<br />

Siadam naprzeciw, wyciągam rękę<br />

w jego stronę. Dotykam ramienia.<br />

A on porusza się gwałtownie, sięga<br />

ręką za siebie i wyciąga coś zza pleców.<br />

To chyba jest broń. Celuje we<br />

mnie. Odsuwam się odruchowo.<br />

Nagle obaj słyszymy huk… Wybuch,<br />

coś płonie. Podnosimy głowy. Nad<br />

nami coś leci. Jakiś wielki, dziwny<br />

ptak. Mężczyzna wstaje, zaczyna<br />

biec przed siebie, nieptasi ptak leci<br />

za nim. Coś z niego zlatuje. Uderza<br />

w ziemię. Tuż przed nim. Znowu eksplozja.<br />

Wybuch. Wstrząsa mną. Ciało<br />

nieznajomego zostaje odrzucone na<br />

bok. Ptak leci dalej i ginie gdzieś na<br />

szarym niebie. Podbiegam do mężczyzny.<br />

Ale jego już tam nie ma. Tylko<br />

szczątki. Porozrzucane na boki. Nie<br />

ma go. To mnie przeraża. Krzyk więźnie<br />

mi w gardle. Ja też muszę uciekać.<br />

Muszę biec przed siebie. Chociaż<br />

nie mam sił, biegnę. Ten świat jest<br />

straszny, przerażający. To nie jest mój<br />

świat. Zbyt intensywnie, zbyt mocno…<br />

Gdzie moi prawdziwi przyjaciele?<br />

Chyba jeszcze nigdy nie czułem<br />

się tak samotny.<br />

Inni. Znowu są tu ze mną inni. Idą<br />

w moją stronę. Niosą coś wszyscy razem.<br />

Unoszą to do góry. Zawiniątko.<br />

Porusza się. To również ktoś. Mniejszy<br />

od nich. Dziecko. Zatrzymują się<br />

przede mną. Stawiają dziecko na ziemi,<br />

jest czymś obwiązane. Jego oczy<br />

błądzą w panice. Zatrzymują się na<br />

mnie. Dziecko krzyczy. Otaczają je<br />

w półkręgu, bym mógł to widzieć.<br />

A potem wszyscy razem zatapiają<br />

w nim coś ostrego. Mój krzyk miesza<br />

się z krzykiem dziecka. Z jego ciała<br />

tryska krew. Jego cierpienie ustaje,<br />

moje nie. Kobiety i mężczyźni zaczynają<br />

coś śpiewać, biorą się za ręce,<br />

mnie też chcą za nie złapać. Wyrywam<br />

się im. Oni tańczą.<br />

Biegnę dalej. Muszę ich zgubić. Sam<br />

już nie jestem pewien, czy aby na<br />

pewno chcę mieć towarzysza. Oni są<br />

straszni. Nie ma tu nikogo podobnego<br />

do mnie. Są same potwory, z którymi<br />

nie potrafiłbym się zaprzyjaźnić.<br />

Boję się, że znowu do mnie podejdą.<br />

Chcę wrócić do siebie! Chcę być sam!<br />

Zapomnieć, że to wszystko przeżyłem.<br />

Chcę przestać odczuwać swoją<br />

bolesną fizyczność, chcę przestać odczuwać<br />

cokolwiek, chcę z powrotem<br />

do swojego raju!<br />

– Błagam, zabierz mnie stąd! – Krzyczę<br />

w niebo, ale boję się, że jego już<br />

tam nie ma. Zapomniał o mnie. Zrobił<br />

to celowo. Czuję się złamany. Mam<br />

dość.<br />

Nie zauważam, kiedy ktoś do mnie<br />

podchodzi, żal zalewa mnie zbyt<br />

mocno. Reaguję, dopiero gdy mnie<br />

dotyka. Moja reakcja jest podobna<br />

do reakcji tego siedzącego pod drzewem<br />

mężczyzny, gwałtowna i przerażająca.<br />

Wyciągam pięści w stronę<br />

napastnika. Ale zamiast ataku czuję<br />

dłoń, która delikatnie łapie mnie za<br />

nadgarstek. Maleńka dłoń. Podnoszę<br />

wzrok. To dziewczynka. Dotyka mojej<br />

ręki, a potem ją opuszcza. Siada<br />

koło mnie. Uśmiecha się delikatnie.<br />

Trzyma coś w drugiej dłoni. Wyciąga<br />

ją w moją stronę. Jedzenie. Kawałki<br />

pokrojonego owocu. Mój głód znowu<br />

daje o sobie znać, ale boję się<br />

sięgnąć po owoc. Nie wiem dlaczego.<br />

– Nie – szepczę, czując, że coś we<br />

mnie pęka. Jakieś dziwne wzruszenie,<br />

jeszcze większa słabość. Moja<br />

tęsknota powróciła. Łzy zalewają mi<br />

oczy. Nigdy dotąd nie płakałem.<br />

– Nie – powtarzam, ale dziewczynka<br />

wkłada mi kawałek pożywienia<br />

do ust. Zamykam oczy. Zaraz coś się<br />

stanie. Kładę się na plecach, a ona<br />

przytula się do mnie. Przez tę jedną<br />

chwilę czuję radość. Przez tę jedną<br />

chwilę nie jestem samotny.<br />

Ale i to zostaje mi odebrane. Nieznajomy<br />

wysłuchał mojej prośby. Znowu<br />

nastaje ciemność i nie ma już nic.<br />

Budzę się, tym razem nie czuję bólu.<br />

Widzę światło. Znowu jestem w jasności,<br />

znowu jestem w raju. Nie potrafię<br />

się jednak uśmiechnąć, czyżby<br />

moje pragnienie powrotu nie było<br />

tak silne, jak myślałem?<br />

Ciągle widzę jej twarz. Delikatne,<br />

kręcone loczki okalające drobną twarzyczkę.<br />

Ubrudzony zadarty nosek,<br />

podarta sukienka. Moja tęsknota<br />

nabrała koloru. Zacząłem tęsknić za<br />

czymś, czego wcześniej nie umiałem<br />

określić – za kimś realnym.<br />

– Czy dalej pragniesz obcować z ludźmi?<br />

Nie sądzę. – Słyszę głos. Aha.<br />

– A więc wciąż tam jesteś. Myślałem,<br />

że teraz już mnie zostawisz. Czego<br />

jeszcze mógłbyś ode mnie chcieć?<br />

– Nie mógłbym cię zostawić. Nigdy<br />

cię nie zostawię.<br />

– W takim razie pokaż mi się.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

93


– Przejrzyj się w tafli, a mnie zobaczysz.<br />

Jestem częścią ciebie.<br />

Nie wierzę. To nie jest możliwe.<br />

On nie może być częścią mnie. Jak?<br />

Ostrożnie podchodzę do strumienia.<br />

Zatrzymuję się. Przyglądam się sobie.<br />

Pierwszy raz widzę swoje odbicie.<br />

Ostatnio tyle rzeczy dzieje się po<br />

raz pierwszy… A więc tak wyglądam?<br />

A więc ty tak wyglądasz? Jestem<br />

piękny, doskonały… Nic dziwnego, że<br />

nie mogłem znaleźć nikogo, kto byłby<br />

do mnie podobny. Jestem ideałem.<br />

W moim wyglądzie jest jednak coś…<br />

– Jestem skazą na twoim obrazie,<br />

widzisz to, prawda? Stworzyła mnie<br />

twoja samotność, a dzięki twojemu<br />

bólowi i cierpieniu urosłem w siłę.<br />

Teraz jestem nieśmiertelny, bo już zawsze<br />

pozostanie w tobie ta tęsknota,<br />

ten żal, pamięć o tym, co widziałeś.<br />

To byli ludzie. Zamieniliby twój Eden<br />

w piekło. Nie myśl więc, że jestem<br />

egoistą i pokazałem ci to tylko dla<br />

własnych korzyści. To jest przestroga.<br />

Ty jesteś Twórcą swojego raju i ty<br />

masz zdolność tworzenia ludzi… Ale<br />

po tym, co widziałeś, chyba zgodzisz<br />

się ze mną, że to zły pomysł?<br />

Nie odpowiadam. To za dużo. Za dużo<br />

naraz. Za dużo tego wszystkiego. To<br />

wszystko brzmi tak nierealnie, ale<br />

z drugiej strony wydaje się prawdziwe.<br />

Pewnie dlatego, że jest prawdą.<br />

Mogę stworzyć ludzi. To ja mam władzę,<br />

by pobudzić te istoty do życia.<br />

Ale to ja byłbym wtedy odpowiedzialny<br />

za te wszystkie wybuchy, morderstwa<br />

i ofiary. To na moich ramionach<br />

spoczywałby ciężar Istnienia. Drżę<br />

na wspomnienie tego, co czuło moje<br />

ciało. Czy byłbym gotów to znieść?<br />

Dla kogo? Dla tych, co wycinają drzewa<br />

mojego raju? Dla potworów mordujących<br />

dzieci? Dla powietrznych<br />

demonów zrzucających bomby na<br />

złamanych od dźwięku wystrzałów<br />

ludzi? Dla bezmyślnych gadów, którzy<br />

dla własnej przyjemności są gotowi<br />

dręczyć słabszych? Dla nich mam to<br />

znosić?<br />

Widzę jej twarz. Delikatna, niewinna…<br />

Podaje mi rękę, uśmiecha się.<br />

W tym strasznym świecie odnalazłem<br />

pierwiastek miłości.<br />

– Chcę stworzyć ludzi. [MC]<br />

94<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

MAJA CHAŁUBIŃSKA, rocznik 2001,<br />

studentka twórczego pisania na Wydziale<br />

Filologicznym Uniwersytetu<br />

Łódzkiego. Pisze od dzieciństwa.<br />

W 2014 r. swoim wierszem Do Kłusownika<br />

zdobyła wyróżnienie w międzynarodowym<br />

konkursie poetyckim<br />

organizowanym we Włoszech<br />

– Concorso Internazionale di Poesia<br />

e Teatro Castello di Duino X Edizione.<br />

W 20<strong>17</strong> r. opowiadaniem Tajemnica<br />

Miłości zajęła I miejsce<br />

w ogólnopolskim konkursie organizowanym<br />

przez Wyższe Seminarium<br />

Towarzystwa Chrystusowego<br />

dla Polonii Zagranicznej<br />

w Poznaniu. W 2019 r. jej opowiadanie<br />

W jednostajnym rytmie serca trafiło<br />

do antologii II edycji Ogólnopolskiego<br />

Konkursu im. Bolesława Prusa<br />

na opowiadanie młodzieży. W roku<br />

2020 wzięła udział w Olimpiadzie<br />

Literatury i Języka Polskiego, gdzie<br />

swoją pracą Powieść fantastyczna<br />

jako kontynuacja motywów sacrum<br />

w eposie antycznym i nowożytnym<br />

dostała się do II etapu. Najbardziej<br />

lubi pisać prozę, w której zawiera<br />

motywy duchowe, religijne lub etyczno-filozoficzne.<br />

Codzienność przełamuje<br />

szczyptą fantazji. Jej ulubionym<br />

pisarzami są Yann Martel, Ursula<br />

K. Le Guin i dawni klasycy: Oscar Wilde<br />

i Fiodor Dostojewski.


<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

95


POEZJA<br />

Polecane<br />

foto: Jarek Juszczak<br />

MARCIN ZEGADŁO (ur. 1977) - poeta, publicysta,<br />

recenzent. Wydał sześć zbiorów<br />

wierszy: Monotonne Rewolucje, Stowarzyszenie<br />

Literackie im. K.K. Baczyńskiego,<br />

Łódź 2003, Nawyki Ciał Śpiących, Zielona<br />

Sowa, Biblioteka Studium, Kraków 2006,<br />

Światło powrotne, Wydawnictwo Kwadratura,<br />

Łódź 2010, Cały w słońcu, SPP Oddział<br />

w Łodzi, Łódź 2014, Hermann Brunner<br />

i jego rzeźnia, Wydawnictwo Forma,<br />

Szczecin 2015, Zawsze Ziemia, SPP Oddział<br />

w Łodzi, Łódź, 2018. Prowadzi bloga Księgozbiry,<br />

gdzie recenzuje prozę i poezję.<br />

Pisuje również o książkach do „Gazety<br />

Wyborczej” Mieszka w Częstochowie.<br />

96<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


M. ODPOWIADA NA ZARZUTY<br />

I wtedy on powiedział: „takich wierszy<br />

nie pisze się w naszym pokoleniu”. Nie<br />

wiem, jakie wiersze pisze się w naszym<br />

pokoleniu – odpowiedziałem – ale wiem,<br />

że gdybym chciał napisać wiersz<br />

pokoleniowy, napisałbym o pustym<br />

mieszkaniu w wielkiej płycie, w którym<br />

stajesz u progu i krzyczysz: już jestem!<br />

A tam cisza. Ale taka podszyta grozą,<br />

że aż śmierć się dziwi, a jak śmierć się dziwi,<br />

to milkną ptaki i sąsiad zamiera<br />

z papierosem w ustach oparty o krawędź<br />

balkonu. „Nie dziw się, nie dziw, kochana!”<br />

– śpiewają nasze dzieci i kruszą się<br />

ich kostki, języczki i kręcone włoski.<br />

M. SKŁADA JEDNO Z LICZNYCH OŚWIADCZEŃ<br />

Niczego od ciebie nie chcę.<br />

Nie chcę mocnej złotówki<br />

i nie chcę śmierci powstańców<br />

o twarzach rozbrykanych dzieci.<br />

Nie chcę dziewcząt, których ciała<br />

nie zdążą dojrzeć i nie chcę palić<br />

świeczek na ich błyszczących<br />

kościach. Nie chcę miasta<br />

jasnego jak listopadowy cmentarz,<br />

gdzie kamień został na kamieniu,<br />

a reszta to jest wojskowa piosenka,<br />

to są szable marszałków, srebrnych jak<br />

sen o przedwojniu, jak podróż na księżyc,<br />

łańcuszek ze świętym. Nie chcę ginąć<br />

tutaj bez wieści, czekając na przelew,<br />

na świadczenie rodzinne, na pracę.<br />

Nie chcę od ciebie nic na pocieszenie.<br />

Żadnej nagrody, żadnego międzymorza,<br />

międzyrzecza, międzygórza.<br />

Żadnej nadziei.<br />

M. PISZE WIERSZ O DRODZE<br />

„Trzeba się teraz pomodlić” – mówi matka.<br />

A w pościeli gałganek jak lalka wystrugana<br />

z wosku. Gdyby to wydarzyło się w słońcu<br />

odbitym od śniegu lub w promieniach<br />

innego księżyca, można by zabrać gałganek<br />

nad rzekę, cisnąć go w nurt i powiedzieć:<br />

Płyń! Ten strupek, który skubiesz,<br />

to jest umieranie. A to są twoje niepotrzebne<br />

dłonie i szponiaste palce. Płyń!<br />

I niech się nad tobą zamkną lustra jak<br />

powierzchnia wody. Ale to się wydarza tutaj,<br />

dlatego mówi się: Trzeba się teraz pomodlić<br />

i cisza nastaje jakby miał się zjawić anioł<br />

z ulotką o luksusach i dobrostanie.<br />

Tylko że takie rzeczy dzieją się w pustych<br />

pokojach albo w ciemności, bo anioł<br />

to nie jest ćma i czeka aż wszystko zgaśnie,<br />

a dopiero później stroszy piórka.<br />

POEZJA<br />

M. PISZE POWSTAŃCZĄ PIOSENKĘ<br />

Jestem użytkownikiem z pretensjami do mainstreamu.<br />

Możesz mnie teraz pocałować w malinowe usta.<br />

Jestem mieszkańcem republiki, przylądka bez nadziei.<br />

Możesz mnie teraz przytulić do odsłoniętej piersi,<br />

żeby zrobiło się miękko jak w bandażach<br />

wszystkich rannych łączniczek, harcerek, żeby<br />

zrobiło się słodko jak w piosence. I niech to będzie<br />

nasz pałacyk, nasza Żytnia, Wola.<br />

Jestem użytkownikiem z pretensjami do mainstreamu.<br />

Możesz mnie teraz pocałować w rumiane policzki.<br />

Spali nas ogień, który się palił w serduszkach<br />

chłopców od Parasola, spod klosza, z rad nadzorczych<br />

spółek skarbu państwa, z partyjnej młodzieżówki,<br />

z wysokiej półki, z wysokiego konia.<br />

Jestem użytkownikiem z pretensjami do mainstreamu.<br />

Palącą potrzebą zmiany. Jestem prezydentem<br />

wszystkich Polek i wszystkich Polaków,<br />

który nigdy nie był pijany, który mówi do ciebie<br />

o czystkach – a mówi z ekranu.<br />

Możesz mnie teraz przytulić – harcerko, harcerzyku,<br />

łączniczko i ty tęczowa panienko, chłopczyku<br />

z malinami w ustach.<br />

Tak to ustawiłem. Tak to ustaw.<br />

ZBAWIONY<br />

Zastanawiałem się, czy poszedł do nieba,<br />

bo żaden był z niego święty.<br />

A ja byłem chłopcem promiennym<br />

jak widmo i kiedy posyłał po mnie<br />

słowa w psich sforach, kiedy mnie<br />

tulił w bajkach o paleniu dzieci<br />

w czarodziejskich piecach,<br />

topniałem jak płatek śniegu<br />

na otwartej dłoni, a topniałem<br />

z miłości. Więc teraz mam prawo<br />

wiedzieć, czy poszedł do nieba,<br />

a na jego łysą głowę jakiś bóg<br />

założył wieniec z brzozowych witek<br />

i przez wieczność słyszał będzie,<br />

jak krzyczymy do niego:<br />

„Pobaw się z nami w wojnę,<br />

pobaw się w wojnę, dziadku!”<br />

I chmury rozstąpią się,<br />

a on nam odpowie,<br />

głosem miękkim jak śmierć<br />

w gęsim puchu.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

97


Wylęgarnia geniuszy?<br />

J u l i u s z W ą t r o b a<br />

1. Do napisania tego felietoniku<br />

upoważniają mnie teoria i praktyka,<br />

wnikliwa obserwacja od środka<br />

i z zewnątrz, zaangażowanie emocjonalne,<br />

a jednocześnie zimne i wyrachowane<br />

spojrzenie na to ekscytujące<br />

i frapujące zjawisko z pogranicza<br />

groteski (współcześnie) i literatury<br />

(niegdyś), zapewne mogące zainteresować<br />

psychologów, a nawet psychiatrów!<br />

Sprzyjającą okolicznością<br />

dla ględziołka pospolitego, w którego<br />

właśnie się wcielam, jest czas. Zwykle<br />

psioczymy, że tak szybko upływa, ale<br />

niekiedy wyostrza spojrzenie i pozwala<br />

dostrzec to, co wcześniej umykało<br />

uwadze.<br />

Rzecz będzie o konkursach. Literackich,<br />

ze szczególnym uwzględnieniem<br />

tych poezji (?) pełnych. Mają one<br />

w naszym kraju długą tradycję. Zmieniały<br />

się ich regulaminy, wysokości<br />

nagród (od mamony po świstek, czyli<br />

dyplomik), prestiż i znaczenie. Ostało<br />

się jeszcze, na szczęście, kilka znaczących<br />

konkursów, które promują<br />

prawdziwych twórców.<br />

Bo zwycięstwo w konkursie poezji<br />

to pierwszy i bezpieczny krok do literackiego<br />

(pół)światka. Wszak nic<br />

prostszego, jak tylko napisać, przepisać,<br />

wysłać i… czekać, aż przyfrunie<br />

wspaniała wiadomość, że jest się laureatem!<br />

Bo konkursy literackie kuszą.<br />

Już wprawdzie nie nagrodami, za które<br />

można postawić willę (jako bywało<br />

drzewiej, w przedwojennej Polsce),<br />

ale samym faktem bycia laureatem,<br />

czyli kimś lepszym, ważniejszym,<br />

docenianym, a czasem nawet podziwianym<br />

i… wzbudzającym zazdrość<br />

mniej utalentowanej konkurencji.<br />

98<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

2. Ach, jakie to przyjemne i wspaniałe!<br />

Dostać informację, że właśnie<br />

zostało się laureatem konkursu<br />

poetyckiego! Przecież to jakby taki<br />

mały, malusieńki, tyciuteńki Nobelek,<br />

Noblątko, Noblusio! Trzeba<br />

go tulić, dlatego że właśnie to jest<br />

szczęście wytęsknione, oczekiwane,<br />

o którym tyle się myśli, a nawet śni!<br />

Gdy już nie ma, prócz erotycznych,<br />

atrakcyjniejszych pomysłów na sny.<br />

Ekscytacja! Uniesienie z elementami<br />

egoizmu, pychy i narcyzmu, że oto<br />

jest się laureatem, który fruwa nad<br />

tym światem na skrzydłach pegazich,<br />

a jak z nimi do twarzy… Więc może na<br />

to konto winka lub wódeczki? Jeszcze<br />

tylko raz sprawdzić, czy to pewna<br />

informacja, czy prawdziwa, przecież<br />

tyle nieprawdy spływa w każdej chwili,<br />

chwileńce… Ale tak, to jednak ta<br />

epokowa chwila, całe szczęście, gdy<br />

się poetka albo poeta dowiaduje, że<br />

jest! Naprawdę jest! Zauważonym!<br />

Docenionym! Nagrodzonym! Czasem<br />

przez samego pana prezydenta, częściej<br />

przez pomniejszych urzędników,<br />

ale przecież zawsze to nobilitacja<br />

i odlot w piękniejsze rejony…<br />

Ach, jakie piękne jest życie (czasem<br />

przecież nie do życia) w takiej chwili…<br />

Później w mediach społecznościowych<br />

wystarczy zamieścić fotkę<br />

wniebowziętego autora albo samiuśkiego<br />

dyplomu, albo pozowaną<br />

razem z rozanielonym artystą, który<br />

właśnie chwycił samego Pana Boga<br />

za nogi. Szczęśliwy jest taki delikwent<br />

jako dziecko, które dostało upragnioną<br />

zabawkę albo staruszek, któremu<br />

podnieśli właśnie rentę czy polityk,<br />

co to w końcu dochrapał się stanowiska…<br />

By zwielokrotnić szczęście<br />

i przyjmować zasłużone gratulacje<br />

lub jeszcze wymowniejsze milczenie,<br />

trzeba dopilnować, aby wieść o tym<br />

niebotycznym sukcesie dotarła jak<br />

najszerzej i jak najdalej… I nieważne,<br />

że w konkursie brało udział pięciu<br />

uczestników, a wręczono, bardziej<br />

lub mniej uroczyście (a często nawet<br />

zaocznie), sześć nagród!<br />

3. Byłem nagradzany w rozlicznych<br />

literackich zawodach, poczynając od<br />

Tatr (w ramach „Tatrzańskiej Jesieni”,<br />

konkursu na wiersz o tematyce<br />

górskiej), a kończąc nad morzem,<br />

skąd wracałem z nagrodą prezydenta<br />

Gdyni, „Grudą Bursztynu”, o którą<br />

kruszyliśmy satyryczne kopie w walce<br />

o laury, a także z… kacem. Przejechałem,<br />

wodzony za nos telegramami<br />

informującymi o sukcesach, Polskę<br />

wzdłuż (od gór do morza), wszerz (od<br />

Bugu po Odrę przez Łódź, Poznań,<br />

Konin i Katowice), a nawet w poprzek<br />

(od siedleckiego „Sympozjonu Satyry”<br />

po „Turniej Łgarzy” w Bogatyni).<br />

Nie tylko przyjemność wynikająca<br />

z otrzymywania nagród była ważna.<br />

Jeszcze większą, choć niewymierną<br />

wartością były spotkania z organizatorami,<br />

z rozpromienionymi, a czasem<br />

jeszcze przed uroczystym podsumowaniem<br />

skacowanymi, pozostałymi<br />

laureatami, a nade wszystko<br />

z jurorami. Najczęściej w skład jury<br />

wchodziły wybitne osobowości, znani<br />

literaci, z którymi rozmowy były<br />

prawdziwą ucztą intelektualną.<br />

Jednak gdy po raz setny zostałem laureatem,<br />

to zapaliło się w moim rozpalonym<br />

łebku już nie żółte ostrzegawcze,<br />

a czerwone światełko: kategoryczny<br />

zakaz konkursowania! Bo<br />

to już nie wypada, nie uchodzi, nie


przystoi. Bo to i moralnie wątpliwe,<br />

i już w żaden sposób nie przyczynia<br />

się do mojego twórczego rozwoju –<br />

zakładając optymistycznie, że przed<br />

laty, gdy zaniechałem tego procederu,<br />

jeszcze się rozwijałem! Oczywiście,<br />

nie mam też żadnej pewności,<br />

czy wiersze napisane później byłyby<br />

również zauważane.<br />

Może ktoś słusznie zapytać: po co<br />

się tak uzewnętrzniam? Czy po to,<br />

by się chwalić i reklamować? Żyjemy<br />

przecież w epoce chwalipiętów (jak<br />

to niegdyś by się pogardliwie powiedziało)<br />

i w dobrym tonie, wręcz obowiązkowa,<br />

jest autokreacja, zachwyt<br />

nad swoimi urojonymi i prawdziwymi<br />

sukcesami. Zaradni „twórcy” nachalnie<br />

się lansują, zresztą jak wszyscy<br />

wokół, bo taki stał się ten świat.<br />

To jest dramat współczesności: zachwalanie<br />

tandety. Karykaturki wynoszą<br />

się na piedestał, aby rozwiewać<br />

mroki sentymentalnymi wspomnieniami<br />

o niby-sukcesach, które<br />

mają uwznioślić upływający czas. Bo<br />

już nikt cię nie znajdzie, jak niegdyś<br />

w przysłowiu, gdy będziesz stał w kącie,<br />

bo kątów już chyba też nie ma.<br />

Przyszło nam żyć w cyrku z okrągłą<br />

areną, gdzie wszyscy pokazują nawet<br />

to, co winni wstydliwie ukrywać! Nic<br />

z tych rzeczy, żadnej autoreklamy,<br />

piszę o tym dlatego, by uwiarygodnić<br />

ten felietonik, byście państwo,<br />

którzy w swojej łaskawości czytacie<br />

ten tekścik, uwierzyli mi na Słowo,<br />

to dosłowne i metaforyczne, że<br />

wiem, o czym piszę…<br />

4. Są tacy nawiedzeni twórcy, którzy<br />

wpadli w nałóg konkursowania.<br />

Ulegli, gnani niepohamowaną chęcią<br />

mnożenia nagród we wszelakich<br />

konkursach i konkursikach. Stało się<br />

to ich receptą na życie, spełnieniem<br />

i satysfakcją, i dążeniem, dążeniem,<br />

dążeniem do kolejnych laurów i zaszczytów.<br />

Nałogi, czyli uzależnienia,<br />

jak powszechnie wiadomo, są ciężkimi<br />

do wyleczenia chorobami, z których<br />

wychodzi zaledwie kilka procent<br />

nieszczęśników. Znam poetkę, dobiegającą<br />

sześćdziesiątki, już z lekką zadyszką,<br />

spowodowaną przez jeszcze<br />

jeden, też wyniszczający nałóg (palenie!).<br />

Otóż zapowiadała się ona na<br />

znakomitą następczynię naszej Wisławy,<br />

gdy już jako kilkunastoletnie<br />

dziewczę zdobyła pierwszą nagrodę<br />

w sołeckim konkursie na wiersz<br />

o miejscowym kole gospodyń wiejskich.<br />

Zapowiadała się także, gdy jako<br />

dojrzała kobieta wygrywała ogólnopolskie<br />

konkursy, i dalej się zapowiada<br />

(choć nie jest spikerką, bo to już<br />

wymarły zawód) na świetną poetkę.<br />

Jest aktualnie żoną (o kochankach<br />

nic nie wiem), matką, a nawet babcią,<br />

ale zachowuje się tak, jak tamta<br />

dziewczynka sprzed dziesięcioleci.<br />

„Konkursuje” namiętnie, emocjonalnie<br />

i chorobliwie, kolekcjonując poetyckie<br />

laury, a poza regulaminami<br />

kolejnych zmagań nie dostrzega już<br />

niczego i nikogo, oprócz… wrednych<br />

konkurentów, którzy mają czelność<br />

i chcą ją ubiec w wyścigu szczurów<br />

po następne wyróżnienia. Do tej<br />

pory nie wydała ani jednego tomiku,<br />

ale za to nagradzano ją w bodaj trzystu<br />

konkursach! I tak ją te konkursy<br />

omotały, jak nieszczęsną muchę sieć<br />

pajęcza, że już nie jest w stanie z tych<br />

omotań się wymotać i tylko sama się<br />

zadręcza.<br />

Dzień rozpoczyna od poszukiwania<br />

regulaminów najbliższych konkursów.<br />

Znaleziska analizuje wnikliwie<br />

pod kątem tematyki i składu jurorskiego,<br />

by nie przeoczyć żadnej przeszkody,<br />

która mogłaby stanąć na drodze<br />

do zdobycia kolejnego lauru. Jest<br />

na tyle inteligentna, że znając nawet<br />

gusty oceniających, dobiera pod nie<br />

utwory, często będące kompilacją już<br />

wcześniej napisanych. Podobnie nagina<br />

swe arcydzieła tematycznie, bo<br />

czasem wystarczy zmienić kilka słów<br />

w wierszu, by pasował jak ulał do myśli<br />

przewodniej konkursu!<br />

5. Żądni sławy i chwały konkursowicze,<br />

zaślepieni i omotani wizją kolejnych<br />

nagród i zaszczytów, często<br />

z premedytacją i perfidnie obsyłają<br />

tymi samymi wierszami wszelkie<br />

możliwe konkursy, choć w regulaminach<br />

większości stoi wyraźnie, że<br />

oceniane będą tylko „wiersze nigdzie<br />

niepublikowane i nienagradzane<br />

w innych konkursach”.<br />

Skąd o tym wiem? Bo sam kilkakrotnie<br />

zdyskwalifikowałem cwanych<br />

uczestników tych wyścigów, przeczytawszy<br />

te same wiersze, którymi<br />

uszczęśliwiali rozliczne gremia jurorów.<br />

Tak się bowiem składa, że od<br />

trzech dziesięcioleci jestem zapraszany<br />

do wydawania werdyktów przez<br />

organizatorów konkursów – pewnie<br />

nieświadomych tego, co czynią.<br />

A posiedzenia komisji konkursowych<br />

to oddzielny, barwny temat, bo często<br />

są one pełne emocji i ciekawsze<br />

niż imprezy finałowe. Optymistyczne<br />

zaś jest to, że tylko raz spotkałem<br />

się z próbą wywierania nacisku<br />

przez bezczelnych organizatorów na<br />

(obiektywnych w swojej subiektywności)<br />

jurorów, by nagrodzić lokalne<br />

beztalencie!<br />

Jeżeli już o patologicznych sytuacjach<br />

wspominam, to dotyczą one także<br />

(o zgrozo!) tych, którzy winni strzec<br />

czystości i uczciwości tej bezkrwawej<br />

bitwy na słowa. Spotkałem niegdyś<br />

dwóch jurorów różnych konkursów,<br />

niezłych poetów, którzy (nie mieściło<br />

mi się to wcześniej w głowie!) nagradzali<br />

SWOJE WŁASNE wiersze, wysyłane<br />

na podstawione osoby!!!<br />

Znów może paść pytanie: skąd o tym<br />

wiem i jak mogę kogoś o coś tak paskudnego<br />

posądzać? Odpowiedź jest<br />

prosta – zdradzili się sami uczestnicy<br />

tego przestępstwa, publikując po<br />

kilku latach tamte nagrodzone przez<br />

siebie swoje wiersze, już pod własnymi<br />

nazwiskami, w swoich nowych tomikach!<br />

Nie do wiary, a jednak wierzyć<br />

trzeba, bo to niestety prawda!<br />

6. By jednak wyrwać się z patologicznych<br />

zachowań niektórych uzdolnionych<br />

uczestników, a nawet jurorów,<br />

zatrzymać się wypada nad większością<br />

namiętnie konkursujących, wysyłających<br />

całymi latami mizerne plony<br />

zasiewów z jałowej gleby, którzy<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

99


mimo starań, uporu, pracowitości,<br />

zaklęć i modłów nigdy nie zostali nagrodzeni<br />

w żadnym konkursie. Takich<br />

mi żal, autentycznie, boć są przecie<br />

wrażliwymi istotami, a że rozumek<br />

nie ten, to przecież wina nie ich,<br />

a niesprawiedliwej i niedemokratycznej,<br />

okrutnej i wyrodnej matki natury,<br />

która mniejszość obdarzyła talentem,<br />

a znakomitą większość zignorowała,<br />

wtrącając w piekło przeciętności.<br />

Choć nic za darmo, bo nieliczni wybrańcy<br />

za swoją oryginalność muszą<br />

płacić wysoką, czasem nawet najwyższą<br />

cenę. Bo radości i spełnienia<br />

przeżywają stokrotnie, a cierpienia,<br />

z których często rodzi się prawdziwa<br />

sztuka, tysiąckroć intensywniej…<br />

100<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Pochylę się jednak nad tą przewrażliwioną<br />

większością rekompensującą<br />

sobie losowe niedostatki hałaśliwością,<br />

rozpychaniem się łokciami.<br />

Często jest ona bardzo operatywna,<br />

o zdolnościach i talentach… organizacyjnych,<br />

stadnie wydaje koszmarne<br />

tomiki zaczynające się od notek biograficznych<br />

(politowania godnych),<br />

organizuje spotkania we własnym<br />

gronie, połączone z ogłaszaniem wewnętrznych<br />

konkursików, by jednak,<br />

choć raz w życiu, symboliczny wieniec<br />

laurowy ozdobił im siwe albo<br />

już wyłysiałe głowy. To z myślą o nich<br />

piszę ten wiersz – receptę na konkursowy<br />

sukces:<br />

PRZEPIS<br />

Na konkursy poezji wysyłaj wiersze<br />

łatwe lekkie i przyjemne<br />

– jurorzy nie lubią smętnych wynurzeń<br />

o zalanym robaczku twojego sumienia<br />

czy o miłości która wystrychnęła cię<br />

znowu na SMUTKA<br />

Musisz więc zrobić<br />

lekkostrawny przekładaniec<br />

błyskotliwy jak kolia z tombaku<br />

na obfitym biuście pani Zosi<br />

w którym ironia i seks<br />

(np. jurny piec napalił się na zimną izbę)<br />

będą przeplatane twoją niewątpliwą<br />

znajomością malarstwa różnych epok<br />

(np. Van Gogh nadstawił puste miejsce<br />

po uchu i usłyszał żółcień słoneczników)<br />

muzyki najlepiej klasycznej<br />

(np. słuchając Vivaldiego wiem na pewno<br />

i że rok składa się co najmniej z ośmiu pór)<br />

oraz koniecznie kultury antycznej<br />

(np. macicą Zeusa była głowa<br />

stąd Pallas Atena taka mądra choć baba)<br />

A jeśli to wszystko połączysz klamerkami<br />

plastikowych metaforyczne<br />

(np. ciemność ssie mleko światła<br />

z nabrzmiałych żarówek)<br />

to będziesz miał wreszcie szansę<br />

na szansę zostania laureatem!<br />

Już gratuluję!!!<br />

Zaznaczam, że to mój oryginalny<br />

wiersz, i proszę nie próbować go<br />

wysyłać jako swój na kolejne konkursy,<br />

bo plagiaty też się zdarzają!<br />

7. Czyż więc konkursy poezji to wylęgarnie<br />

geniuszy czy samo zło wcielone,<br />

trwonienie czasu i środków,<br />

które można by przeznaczyć na coś<br />

wartościowszego? Nic z tych rzeczy –<br />

wręcz przeciwnie. Szczególnie w<br />

tych czasach, gdy profesjonalne czasopisma<br />

ukazują się w szczątkowych<br />

ilościach, gdy nie ma obiektywnej<br />

krytyki, gdy z jednej skrajności wpadliśmy<br />

w drugą. Publikować można<br />

teraz wszystko, co się tylko chce, bo<br />

takie są możliwości techniczne –<br />

grafomańskie wypociny leją się ze<br />

wszystkich stron, a serwują je megalomańscy<br />

„poeci”, którzy powinni<br />

robić prawie wszystko oprócz<br />

pisania wierszydeł i zaśmiecania<br />

umysłów wrażliwym istotom chcącym<br />

jeszcze czytać poezję. Poezję<br />

autentyczną, czyli pisaną przez ludzi<br />

do tego powołanych, z talentem!<br />

Cóż – na naiwności, również tej wynikającej<br />

z przemożnej chęci zaistnienia,<br />

wzbogacają się też różnego<br />

rodzaju „wydawnictwa”, drukujące<br />

dla mamony „co popadnie, nawet<br />

ładnie”, jako ten grafomański rym-<br />

-cym-cym!


Jednak by młody, wrażliwy, poszukujący<br />

miejsca w życiu człowiek mógł<br />

się przekonać, czy jego próby pisarskie<br />

mają sens i są coś warte, konkursy<br />

poezji są jak najbardziej potrzebne,<br />

mobilizujące i inspirujące.<br />

Bo jeśli zostaje się zauważanym po<br />

wielokroć w tym „literackim przedszkolu”,<br />

jest to sygnał dla piszącego,<br />

że jednak warto dzielić się sobą, swoją<br />

oryginalnością, kreatywnością, by<br />

wzbogacać ten świat o nowe odcienie,<br />

których tak brakuje w zabieganej<br />

szarzyźnie współczesności. Tym bardziej<br />

że oceniają nadesłane utwory<br />

zwykle ludzie czujący poezję, często<br />

o różnych osobowościach, gustach literackich,<br />

ale dochodzący do dziwnej<br />

zgodności, wydając odpowiedzialnie<br />

i z najlepszymi intencjami werdykty.<br />

Ale, na Boga, do końca życia nie można<br />

biegać i fikać w krótkich majteczkach<br />

przedszkolaka!<br />

Zaś ci, którzy mimo wielokrotnych prób<br />

nie zaistnieli w żadnym konkursie, powinni<br />

się zastanowić nad swoimi wrodzonymi<br />

predyspozycjami, by dojść do<br />

słusznego wniosku, że może są powołani<br />

do czegoś innego niż „uszczęśliwiania”<br />

świata na siłę swoimi nic nie<br />

wartymi tekstami. Choć przecież pisać<br />

każdy może, to czy powinien?<br />

Sumując: konkursy tak! tak! tak! Ale<br />

dla młodych, poszukujących, potrzebujących<br />

potwierdzenia swojego<br />

powołania. Dla młodych, których nagrody<br />

konkursowe uskrzydlają, inspirują,<br />

wzbogacają, rozwijają – są potrzebne…<br />

Dla młodych! I nie idzie tu<br />

o wiek metrykalny, bo pisanie to taka<br />

dziedzina, gdzie młodym może być<br />

i stulatek, byle z talentem! A że w sędziwym<br />

wieku można pisać genialne<br />

wiersze, dał przykład choćby Jarosław<br />

Iwaszkiewicz, który u schyłku życia<br />

wzniósł się na szczyty lirycznych dokonań<br />

Mapą pogody!<br />

8. Ale po co się czepiam, jak rzep psiego<br />

ogona albo kleszcz skóry, tych konkursów<br />

i konkursików, a co gorsza, ich<br />

uczestników! Jeśli komuś potrzebne<br />

to konkursowanie jak rybie woda czy<br />

nimfomance seks, to niechaj sobie<br />

wysyła do końca świata wiersze po<br />

nagrody. Dla poprawy samopoczucia,<br />

podnoszenia własnej wartości, spełniania<br />

się w tak niegroźny sposób,<br />

choć jednak blokujący miejsca tym,<br />

dla których konkursy winny być skierowane.<br />

A może to namiastka życia literackiego,<br />

takie radosne disco polo na rymy<br />

albo, nowocześniej, brak rymów. Taki<br />

niegroźny bzik, konik na biegunach<br />

dla dorosłych dzieciaczków, które<br />

przez całe życie noszą śliniaczki tkane<br />

marzeniami i ssą mleczko natchnień<br />

z brzemiennych chmur, podglądane<br />

przez ciekawski księżyc, zza którego<br />

mrugają zalotnie gwiazdki pomyślności?<br />

Jedno wszak pewne: z prawdziwą<br />

literaturą nie ma to nic, ale to absolutnie<br />

nic wspólnego…<br />

Cokolwiek złego można by o konkursach<br />

poezji powiedzieć, to jest<br />

w nich jedna rzecz nie do przecenienia:<br />

spotkania z podobnymi nienormalnym<br />

odmieńcami. Na żywo, twarzą<br />

w twarz, uśmiech w uśmiech, słowo<br />

w słowo, zachwyt w zachwyt, a czasem<br />

nawet zazdrość w zazdrość! Nie<br />

ekran w ekran, na odległość i zaocznie,<br />

ale realna i namacalna wymiana spojrzeń,<br />

myśli, słów, gestów, a czasem nawet…<br />

tomików, w których na papierze<br />

(wy)czerpanym (co to wszystko wytrzyma)<br />

przycupnęły marzenia i urojenia<br />

– czy to o nieszczęśliwej miłości, czy<br />

o szczęśliwej nienawiści, a już na pewno<br />

o trwałym miejscu na Parnasie!<br />

A że czasem, a nawet często, są to spotkania<br />

towarzystw wzajemnej adoracji,<br />

geriatryczne zjazdy ludzi, którzy upływający<br />

bezlitośnie czas wypełnić chcą<br />

złudnym (bo nieprawdziwym) wyobrażeniem<br />

o własnej, urojonej wielkości?<br />

Zakończmy te dywagacje z przymrużeniem<br />

oka (?), poważnie, podpierając<br />

się niekwestionowanym autorytetem<br />

mądrości Księgi Koheleta ze Starego<br />

Testamentu, w której napisano:<br />

Wszystko ma swój czas (…)<br />

Jest czas rodzenia i czas umierania (…)<br />

czas płaczu i czas śmiechu (…)<br />

czas szukania i czas tracenia (…)<br />

czas milczenia i czas mówienia (…)<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

(Koh 3, 1. 2. 4. 6. 7)<br />

Więc zamilknę (na jakiś czas), by<br />

przemówić, uzupełniając ową Księgę<br />

na potrzeby tego tekściku już nienatchnionymi<br />

wersami:<br />

Jest czas wysyłania wierszy na konkursy<br />

i kategoryczny zakaz tego czynienia,<br />

bacz więc byś wiedział,<br />

gdy ten czas nastanie… [JW]<br />

101


Nasza Tereska z Pabianic<br />

K o ś c i , k t ó r e n o s i s z w k i e s z e n i Ł u k a s z B a r y s<br />

Generalnie babcia kibicowała Elly – tak nakazywał rozsądek.<br />

Biednej, niekochanej Elly, która męczyła się przez całe<br />

życie z kobieciarzem, skandalistą i alkoholikiem Erwinem,<br />

kpiącym z małżonki przy każdej okazji, zdradzającym ją na<br />

prawo i lewo z kurtyzanami, kuzynkami oraz kuzynami,<br />

co szczególnie przerażało babcię. Mówiła często, że<br />

współczuje Elly, a Erwin wywołuje u niej odruch wymiotny.<br />

Jednak wiedziałam dobrze, że prawda jest inna – a pan<br />

Fulde wywołuje u babci coś zupełnie innego niż ochotę na<br />

rzyganie w krzakach, bo to robiła babci szpitalna chemia.<br />

Tak naprawdę pociągały ją nonszalancja, lekkość gestów,<br />

szelmowski uśmiech – cechy, które biły z niemieckiego<br />

pomnika na kilometr. Babcia nocami marzyła o Erwinie<br />

Fuldem – gasiła w sobie te marzenia, zażarcie modląc<br />

się o niebiański odpoczynek dla Elly. Czułam sympatię<br />

do Familie Fulde, ale bałam się Erwina i uważałam go za<br />

wstrętnego typa. Naprawdę, kochasz tę paskudę? Jednak<br />

babcia widziała w panu Fuldem ucieleśnienie piękna, do<br />

którego tęskniła całe życie.<br />

Na portyku widniał wytarty przez czas i deszcze, złocony<br />

niegdyś napis: Ruhen in Gott. Choć nie wiedziałam, co<br />

znaczy ruhen, to domyślałam, że nie „ruchać”, a potem<br />

sprawdziłam w słowniku, że „leżeć”. Zrozumiałam,<br />

że Niemcy to nacja delikatna i elegancka, a skądinąd<br />

wiedziałam, że eleganckie prawie zawsze znaczy kłamliwe.<br />

„Kompletny wzrusz”, nieco ironiczne. A może inaczej,<br />

bez zadęcia, tak żeby nie bolało za bardzo. Jak można<br />

pisać o miasteczkach, wsiach, rozmazanych granicach<br />

i marginesach? Temat, wydawałoby się, już dość<br />

dobrze opracowany, sam go również podnosiłem przy<br />

okazji Domu dziennego, domu nocnego Olgi Tokarczuk.<br />

A jednak do tej przybliżonej już formuły wkrada się coś<br />

nowego, bowiem co pewien czas autorzy przekomarzają<br />

się z tym, jak ugryźć biedę, zwyczajność, ale również<br />

absurd w codziennym życiu. Przyznam, że Łukasz Barys<br />

w tym względzie nie popełnia przynajmniej błędów<br />

102<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

poprzedników, tzn. nie multiplikuje wątków, korzysta<br />

z wcześniej zaprezentowanych artefaktów w ściśle<br />

odtworzonej scenerii. Kolejny raz pojawia się motyw<br />

rodziny dysfunkcyjnej. Twórcy, niestety, nie do końca<br />

zgodnie z prawdą stwarzają rzeczywistość, w której<br />

szczęśliwe zakończenie nie tyle nawet jest możliwe, co<br />

wręcz konieczne dla wywołania poczucia bezpieczeństwa<br />

czytelnika. Jest to wtórny dydaktyzm, a co za tym idzie –<br />

pseudocoaching w czystej postaci. Do owych pojęć jeszcze<br />

wrócę przy innej okazji, są one szkodliwe, przyczyniają<br />

się bowiem do uznawania obiegowych prawd za znak<br />

jakości. Powiedzmy otwarcie: z rodziny dysfunkcyjnej nie<br />

da się wyjść suchą stopą i nie dotyczy to tylko zespołu<br />

zachowań będących metaforyczną kulą u nogi. Nie jest<br />

możliwe całkowite zerwanie toksycznych relacji, bo<br />

rodzina borykająca się z niedostatkiem w jakiejś mierze<br />

stwarza tych ludzi, którzy się z niej wywodzą. Potem<br />

przychodzi czas na nauczenie się nowych, nieniszczących<br />

wzorców, pod warunkiem jednak, że uświadomimy sobie<br />

nieprawidłowość zachowań i reakcji na bodźce.<br />

Narratorką Kości, które nosisz w kieszeni jest Ula –<br />

nastolatka, która po szkole zajmuje się swoim młodszym<br />

rodzeństwem. Matka w tym czasie pracuje na kasie<br />

w Biedronce. Jest jeszcze babcia, która niedomaga,<br />

można powiedzieć, że podupada na zdrowiu, aż w końcu<br />

umiera. W zamyśle autora, książka miała być skierowana<br />

do młodzieży, rezultat jednak przerósł oczekiwania.<br />

Historia ta ma bardzo skrupulatnie wpleciony wątek<br />

społeczny. Barys uświadamia, że transformacja jest cały<br />

czas w toku, ponieważ są przecież ludzie pozostawieni na<br />

marginesie, starający się wiązać koniec z końcem, ale też<br />

wyczerpani psychicznie na skraju załamania nerwowego.<br />

Matka Uli zmienia partnerów jak rękawiczki, nie ma tutaj<br />

właściwego męskiego wzorca. Kobiety starają się być<br />

silne, samostanowiące, jednak również pełne wątpliwości<br />

i kruche. Taka aura stwarza potencjalnym towarzyszom<br />

życia pole do dezercji. Jeśli wspólne egzystowanie staje się<br />

areną konfrontacji, to któraś ze stron w końcu zrezygnuje.<br />

Można dać sobie pomóc, ale najpierw trzeba się otworzyć,


wiedzieli, że to był ten Baranowski Fabian, od tych<br />

zamożnych jaśnie państwa Baranowskich. Zabiegi słowne<br />

pomagają w zrozumieniu tej małomiasteczkowej, dusznej<br />

zaściankowości. I Barys znalazł pomysł na to, jak ukazać<br />

gadulstwo i ciekawstwo mieszkańców, którzy nawzajem<br />

się oczerniają czy ekscytują prasowymi skandalami.<br />

w miejsce ostrza krytyki postawić na współpracę. Babcia<br />

krytykuje matkę, a matka swoje frustracje wylewa na Ulę.<br />

W prozie Barysa szczególny rys ma małomiasteczkowość,<br />

życie pozorne, życie na rupieciach, łączenie nowego ze<br />

starym. Wkrada się tu duch poniemiecki nie za bardzo<br />

pasujący do współczesnej obyczajowości. Moglibyśmy<br />

rzec dobitnie, że Łukasz Barys opowiada o biedzie, chociaż<br />

sam ująłbym to delikatniej jako niedostatek, skromne życie<br />

bez pejoratywnego zabarwienia. Stanowi to niebywały<br />

ekwiwalent tej, niezbyt zresztą, opasłej opowieści. Jeśli<br />

autorzy dotykający obszaru nizin społecznych szafują<br />

nazywaniem, ruganiem, rzucaniem wyzwisk, łącznie<br />

z przerobionym już na wskroś dydaktyzmem, jak kto ma<br />

nie żyć, to Barys w tym miejscu sięga po humor, absurd,<br />

dziecinną zabawę i jakże też konieczną uważność. Samo<br />

patrzenie, przyglądanie się bez siłowania się na używanie<br />

górnolotnych słów czy epitafium ku czci ludzkości odgrywa<br />

zasadniczą rolę. Pisanie bez konieczności uświadamiania.<br />

Laureat Paszportu Polityki przyznał zresztą w rozmowie<br />

z Justyną Sobolewską dla „Polityki”, iż nie chciał stworzyć<br />

manifestu. W Kościach… nie ma przegadania, wartością<br />

jest za to ukazywanie całego spektrum życia na uboczu,<br />

które być może nie jest takie najgorsze. „Życie na kościach”,<br />

jak to ujmuje twórca. Sensacją może być samobójstwo,<br />

które popełnił niejaki Baranowski Fabian. Ula zakochała<br />

się w nim, był dla niej symbolem statusu, wszak jeździł<br />

z rodzicami w Alpy. Słowem – niczego mu nie brakowało.<br />

Poniekąd celowe jest tu przekazanie najpierw informacji<br />

o nazwisku, a potem imieniu. Nie wiem, jak jest teraz,<br />

ale dawniej ludzie pytali: „A od kogo ty jesteś?”. Coś,<br />

co pozwala na rozpoznanie. Baranowski Fabian istnieje<br />

w jakimś katalogu, gdzie odszukamy go po nazwisku.<br />

Informacja w prasie będzie czytelna, tylko jeśli będziemy<br />

Ten duszny światek został w pabianickiej historii<br />

poszerzony o cmentarz. W powieści czytamy, że cmentarze<br />

to kina dla biedaków. Są pewną alternatywą spędzenia<br />

wolnego czasu dla osób mniej zamożnych, ale również<br />

starszych, nieodnajdujących się w innych rozrywkach.<br />

Niekiedy można tam znaleźć „korzonki”, tzw. antenatów,<br />

dawnych mieszkańców, od których biorą się losy danej<br />

rodziny. Na cmentarzach jest las aniołków, członkowie<br />

rodziny pomniejszeni do rozmiaru ogrodowych krasnali.<br />

Ludowość i baśniowość mieszają się z powszedniością.<br />

Ma tam miejsce inne życie, któremu trzeba się tylko<br />

uważnie przyjrzeć. Sama narratorka spędza tam sporo<br />

czasu, zaprzyjaźniając się ze zmarłymi. Jedną z nich jest<br />

Marianna Kindler. Dziewczynka nawet wyśniła sobie<br />

Mariannę. Obcowanie ze zmarłymi jednak nie przynosi jej<br />

pełnego zadowolenia. Z dzisiejszej perspektywy pomyśleć<br />

by można, że Ula wybrała sobie dość specyficzne<br />

zainteresowanie. Spacerowanie cmentarnymi alejkami,<br />

stwarzanie świata być może bezpieczniejszego niż ten<br />

realny, przyglądanie się temu, co niematerialne, ale<br />

jednocześnie owijanie tego w pewnego rodzaju możliwą<br />

do opisania całość. Barys udowadnia, że granica między<br />

życiem a śmiercią jest płynna. Babcia Uli mówi o tym, jak<br />

chce być pochowana. Ze względu na małe środki zamiast<br />

pomnika dostaje plastikową wanienkę. Na cmentarzu<br />

również widać różnice w statusie społecznym, podział na<br />

bogatszych i biedniejszych. Marianna Kindler jest przecież<br />

w pewnym sensie postacią, do której Ula aspiruje. Jest to<br />

też Niemka, konfrontacja dwóch światów przynosi więc<br />

w rezultacie to, co dzisiaj możemy nazywać poniemieckim.<br />

Nierówności społeczne i związana z nimi bezsilność oraz<br />

życie w matni, to mniej lub bardziej starał się nakreślić<br />

w Kościach… Łukasz Barys.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

103


Kości, które nosisz w kieszeni<br />

Jestem świadom, jak trudno pisać o kwestiach społecznych<br />

i jednocześnie nie popaść w dydaktyzm, populizm, patos,<br />

tanią publicystykę, a ostatecznie banał i tendencyjność. Ula<br />

nie jest przerysowana, za to, mam wrażenie, momentami<br />

nazbyt wnikliwa w swoich sądach. Rozumiem, że jest<br />

pewnie bardzo wrażliwa, ale gdy osoba mówiąca w tekście<br />

to dziecko lub nastolatka, trzeba uważać, gdyż nietrudno<br />

o fałszywą nutę. Z tego też względu pisanie utworów dla<br />

dzieci lub młodzieży versus o dzieciach lub młodzieży<br />

jest ewidentnie trudniejsze od pisania, powiedzmy,<br />

kryminału, gdzie mamy gotową foremkę na ciasto (tekst)<br />

i wedle wzoru rozwijamy fabułę. Daleko w Kościach…<br />

do lansiarstwa i gadżeciarstwa, Barys nie stara się na<br />

siłę uatrakcyjniać utworu. Zdania są, jak czasami ujmują<br />

czytelnicy, ciągnące się, mozolne, bo też ciągnąca się<br />

i szara jest rzeczywistość, w której żyje Ula wraz ze swoją<br />

rodziną. Koncepcję na to, jak mają wyglądać Kości,<br />

wziął Barys zapewne z filmu Cześć, Tereska w reżyserii<br />

Roberta Glińskiego z 2000 roku. Filmowa Tereska (właśc.<br />

Aleksandra Gietner) pochodzi z Pabianic. Namacalna,<br />

rzeczywista nastolatka z poprawczaka, której losem,<br />

zresztą, przejęli się widzowie w Polsce i za granicą. Ola w<br />

filmie zagrała zwyczajnie samą siebie. Według Katarzyny<br />

Taras Cześć, Tereska jest jednym z najczarniejszych<br />

obrazów polskiej rzeczywistości po roku 1989. Najbardziej<br />

dobijająca bezsilność matki, która chce lepszego życia<br />

dla córki od tego, które zafundowała sobie przy mężu<br />

alkoholiku. Ola pojawia się również w Kościach… Barysa,<br />

to nasza Tereska z Pabianic. Reprezentuje więc niejako te<br />

szarobure Pabianice, albo raczej jest ich identyfikacją.<br />

„Dzieci w szambach, szamba w dzieciach”, Łukasz Barys<br />

skonstruował pabianicki poniemiecki światek od środka,<br />

i wcale nie ma tam pogardy, a raczej próba zrozumienia,<br />

bieda, która niekoniecznie niesie za sobą poczucie winy<br />

i piętno porażki. Ula przecież czyta książki, można by<br />

powiedzieć, że to niekoniecznie dzisiaj modny sposób<br />

na spędzanie czasu, ale jakże wartościowy i wyjątkowy.<br />

Tytułowe kości, które nosimy w kieszeni, są niczym innym,<br />

jak właśnie traumami, programami, skryptami, które<br />

odziedziczyliśmy po przodkach. Traumy transgeneracyjne<br />

(pokoleniowe) stanowią jeden z istotnych wątków<br />

w prozie najnowszej, jednak ujmowane zbyt<br />

schematycznie jedynie powielają znany już wzór. Barys<br />

nie pisze o życiu „na kościach” po to, aby piętnować,<br />

tworzyć sfery wykluczenia, piętrzyć wszelkiego rodzaju<br />

patologie, a raczej przygląda się, naświetlając szersze<br />

zjawisko zagubienia się w pokiereszowanym świecie. Mam<br />

jednak obawy, czy taki sposób opowiadania, ciągnący się<br />

i przewlekły, przyjmie się w dłuższej historii, bo przypomnę,<br />

że Kości… to książka licząca niespełna 150 stron. Tak czy<br />

siak, czy tego chcemy czy nie, nie uwolnimy się od<br />

piętna kości, pamięci przodków tętniącej w naszym<br />

krwioobiegu.<br />

Słowa uznania, przy okazji, należą się również<br />

wydawnictwu Cyranka za intrygujący format i szatę<br />

graficzną książki.<br />

Łukasz Barys, Kości, które nosisz w kieszeni,<br />

Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2021.<br />

ŁUKASZ BARYS – absolwent filologii polskiej i student<br />

prawa na Uniwersytecie Łódzkim. Opublikował<br />

tomik poezji Wysokie słońce (Instytut Literatury<br />

/ SPP Oddział w Łodzi), za którą otrzymał nagrodę<br />

w konkursie Złoty Środek Poezji. Opowiadania zamieszczał<br />

m.in. w magazynie „Wizje”. Laureat wielu<br />

konkursów literackich, m.in. Grand Prix konkursu im.<br />

Rainera Marii Rilkego, konkursu im. Krzysztofa Kamila<br />

Baczyńskiego, konkursu im. Rafała Wojaczka, Międzynarodowego<br />

Konkursu im. Siegfrieda Lenza, konkursu<br />

Krajobrazy Słowa oraz konkursu im. Leopolda<br />

Tyrmanda – Inspirowani Tyrmandem.<br />

Jego powieść Kości, które nosisz w kieszeni okazała<br />

się bestsellerem Empiku. Otrzymał za tę książkę<br />

Paszport Polityki w kategorii Literatura za rok 2021.<br />

[RK]<br />

104<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Foto:Renata Cygan<br />

Tu jest<br />

miejsce<br />

na twoją<br />

REKLAMĘ<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

105


-<br />

FUNDACJA <strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Oprócz dzielenia się aktualnościami z czytelnikami w dziedzinie sztuki oraz literatury pragniemy wspierać<br />

młode talenty. W tym celu stworzyliśmy Fundację Wspierania Kultury „Post Scriptum”. Darowizny dla<br />

fundacji będą służyły szeroko pojętej promocji młodych artystów, zarówno na łamach kwartalnika, jak<br />

i w formie pomocy w organizacji wystaw, warsztatów czy wydawaniu książek.<br />

Jeśli chcesz przekazać datek na działalność naszej fundacji, możesz zrobić to za pośrednictwem strony<br />

internetowej www.postscriptumfundacja.com lub wpłacając darowiznę bezpośrednio na konto fundacji:<br />

75114020040000310281956333 Dane kontaktowe: FUNDACJA WSPIERANIA KULTURY „<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>”<br />

05-092, Łomianki ul. STANISŁAWA STASZICA 14/5, KRS 0000908539 NIP 1182225810 e-mail: biuro@<br />

postscriptumfundacja.com<br />

106<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>

Hooray! Your file is uploaded and ready to be published.

Saved successfully!

Ooh no, something went wrong!