POST_SCRIPTUM_1_2024_25
POST SCRIPTUM – Niezależny kwartalnik literacko-artystyczny tworzony przez polsko-brytyjski zespół. W tym numerze m.in.: gość specjalny Stanisław Baj i jego bajeczne obrazy, relacja z wystawy Chanel w V&A w Londynie, wywiad z kaskaderem Wojciechem Roguskim, egipski plakacista i grafik Mohamet Zakaria Soltan, wiersze polecane: Joanna Fligiel, Gruppa Siedem, wspomnienia o Fangorze.
POST SCRIPTUM – Niezależny kwartalnik literacko-artystyczny tworzony przez polsko-brytyjski zespół. W tym numerze m.in.: gość specjalny Stanisław Baj i jego bajeczne obrazy, relacja z wystawy Chanel w V&A w Londynie, wywiad z kaskaderem Wojciechem Roguskim, egipski plakacista i grafik Mohamet Zakaria Soltan, wiersze polecane: Joanna Fligiel, Gruppa Siedem, wspomnienia o Fangorze.
Transform your PDFs into Flipbooks and boost your revenue!
Leverage SEO-optimized Flipbooks, powerful backlinks, and multimedia content to professionally showcase your products and significantly increase your reach.
G R U P P A S I E D E M<br />
JANUSZ SZPYT<br />
ANTOINE<br />
Król fryzjerów, fryzjer królów<br />
HAIKU I MODA<br />
Twórczość powiązana<br />
REMIGIUSZ JUŚKIEWICZ<br />
Półfinalista The Voice Senior <strong>2024</strong><br />
<strong>POST</strong><br />
NIEZALEŻNY KWARTALNIK<br />
LITERACKO-ARTYSTYCZNY<br />
<strong>SCRIPTUM</strong><br />
P R O Z A P O E Z J A P U B L I C Y S T Y K A S Z T U K I W I Z U A L N E<br />
1 / <strong>2024</strong> (<strong>25</strong>)<br />
TAJEMNICZE PIĘKNO TRUPIEJ CZASZKI<br />
JAMES ENSOR<br />
KASKADERZY MUSZĄ BYĆ ZWARIOWANI<br />
Wojciech Roguski – aktor innego planu<br />
FANGORMAGORIE<br />
Wspomnienia o Fangorze<br />
CZARNA RZEKA, BUG, MGŁY, KAMIENIE, MATKA<br />
STANISŁAW BAJ<br />
Moda przemija, styl pozostaje<br />
GABRIELLE CHANEL<br />
Gość specjalny<br />
www.postscriptum.uk<br />
www.postscriptumfundacja.com<br />
fb: post scriptum<br />
1<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
WERSJA ELEKTRONICZNA DO POBRANIA ZA DARMO:<br />
https://www.yumpu.com/user/postscriptum.mag<br />
DRUK NA ŻYCZENIE: 24,95 zł<br />
ZAMÓWIENIA BEZPOŚREDNIO W DRUKARNI:<br />
https://www.wyczerpane.pl/wydawnictwo-post-scriptum,dBA-0io.html<br />
Prawa do indywidualnych utworów pozostają przy twórcach.<br />
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych<br />
i zastrzega sobie prawo do redagowania tekstów.<br />
FUNDACJA WSPIERANIA KULTURY „<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>”<br />
05-092 Łomianki<br />
ul. STANISŁAWA STASZICA 14/5,<br />
KRS 0000908539<br />
NIP 11822<strong>25</strong>810,<br />
e-mail: biuro@postscriptumfundacja.com<br />
www.postscriptum.uk postscriptum.mag@gmail.com fb: post scriptum redakcja@postscriptum.uk<br />
PROZA<br />
SPIS TREŚCI:<br />
38 KRZYSZTOF T. DĄBROWSKI – Drabble<br />
52. To komu tę śliweczkę – recenzja – Robert Knapik<br />
40 Renata Szpunar – esej o PIOTRZE WÓJTOWICZU<br />
69 Bo Jaroszek – I to by było na tyle – felieton<br />
76 BABALOOKA – Monika Janowska<br />
105 JULIUSZ WĄTROBA – aforyzmy<br />
106 Przez peryskop –Juliusz Wątroba Od dziurki od klucza do... Pegasusa<br />
112 Pax – opowiadanie – EWA ADAMSKA-CIEŚLA<br />
Drodzy Czytelnicy!<br />
Zwracamy się do Was z prośbą<br />
o rozważenie przekazania 1,5%<br />
Waszego podatku<br />
na Fundację Wspierania Kultury<br />
„Post Scriptum”.<br />
PRZEKAŻ 1,5%<br />
KRS 0000270261<br />
Cel: Fundacja<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong> 14794<br />
poezja<br />
sztuki wizualne<br />
inne<br />
15 KRZYSZTOF KAMIL BACZYŃSKI – wiersz<br />
23 BIANKA KUNICKA-CHUDZIKOWSKA – wiersz<br />
32 SZYMON FLORCZYK – wiersz<br />
44 KĄCIK SATYRYCZNY<br />
46 Haiku i moda – TWÓRCZOŚĆ POWIĄZANA – Agnieszka Herman<br />
62 JAKUB KURZYŃSKI – wiersz<br />
73 ANNA BUCHALSKA – wiersze<br />
92 Wiersze polecane – JOANNA FLIGIEL<br />
98 ELA ADAMIEC – wiersz<br />
110 DOROTA GÓRCZYŃSKA-BACIK – wiersz<br />
4 Wywiad z malarzem prof. STANISŁAWEM BAJEM – Anna Maruszeczko<br />
18 Relacja z wystawy Jamesa Ensora – Daniel Wójtowicz<br />
54 MOHAMED ZAKARIA SOLTAN – plakaty i grafiki cyfrowe<br />
64 Gruppa Siedem – JANUSZ SZPYT– Izabela Winiewicz-Cybulska<br />
100 Relacja z wystaw VAN GOGHA i ROTHKO – Daniel Wójtowicz<br />
116 Wywiad z BOGDANEM SARWIŃSKIM – wspomnienia o Fangorze – Beata Anna Symołon<br />
16 Londyńskie Nagrody Literackie – Regina Wasiak-Taylor<br />
24 Wywiad z kaskaderem WOJCIECHEM ROGUSKIM – Katarzyna Brus-Sawczuk<br />
34 Król fryzjerów ANTONI CIERPLIKOWSKI – Wanda Dusia Stańczak<br />
56 Wywiad z fotografem i podróżnikiem PIOTREM JABŁOŃSKIM – Agnieszka Jarzębowska<br />
74 Kartonowe legendy JAKUBA PODGÓRSKIEGO – Wanda Dusia Stańczak<br />
78 GABRIELLE CHANEL – Relacja z wystawy Fashion Manifesto – Renata Cygan<br />
94 Wywiad z muzykiem REMIM JUŚKIEWICZEM – Agnieszka Kuchnia-Wołosiewicz<br />
109 500 kg spadku dla willi Pod Wiewiórką – Wanda Dusia Stańczak<br />
ZESPÓŁ REDAKCYJNY:<br />
Redaktor naczelna: Renata Cygan Zastępczynie redaktor naczelnej: Joanna Nordyńska i Katarzyna Brus-Sawczuk<br />
Sekretarz redakcji: Jacek Jaszczyk<br />
Redaktorzy: Juliusz Wątroba, Anna Maruszeczko, Izolda Kiec, Wanda Dusia Stańczak, Renata Szpunar,<br />
Robert Knapik, Agnieszka Herman, Bo Jaroszek, Daniel Wójtowicz, Monika Janowska, Beata Anna Symołon<br />
Gościnnie: Izabela Winiewicz-Cybulska, Agnieszka Kuchnia-Wołosiewicz, Regina Wasiak-Taylor, Agnieszka Jarzębowska<br />
Korekta: Aleksandra Krasińska, Dominika Paluch, Małgorzata Nowak i Ewa Słotwińska<br />
2<br />
Rysunek satyryczny: Jarosław Janowski Tłumaczenia z języka angielskiego: Renata Cygan<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong> Skład, łamanie i opracowanie graficzne: Renata Cygan
Na okładce:<br />
obraz Stanisława Baja<br />
WSTĘPNIAK<br />
Dni coraz dłuższe, mamy trochę więcej światła, słońce coraz mocniej grzeje (no<br />
dobrze – z tym słońcem to się troszkę zagalopowałam) – ogólnie zwracamy się ku<br />
lepszemu. Miejmy nadzieję, że nie tylko pogodowo. Cieniem kładzie się niestety<br />
wciąż trwająca wojna w Ukrainie, konflikt na granicy ze Strefą Gazy, zmiany klimatyczne<br />
czy ciągłe podziały naszego społeczeństwa.<br />
Dla mnie antidotum na negatywne bodźce zawsze było i jest obcowanie ze sztuką. Ciekawa<br />
książka, dobra muzyka, wyjście do teatru czy galerii – to pozwala mi się wyciszyć, skupić<br />
i nabrać dystansu. Wyciszam się też, gdy przygotowuję dla Państwa kolejne numery<br />
„Post Scriptum”, bo tu przygoda ze sztuką ma wymiar namacalny. Rozmowy z artystami,<br />
wybieranie tekstów, konsultacje z redakcyjnymi koleżankami i kolegami, układanie obrazów<br />
w składzie, dobieranie czcionek i kolorów, dopieszczanie całości – to wszystko daje<br />
mi duże poczucie wolności i wielką radość. A zaraz potem niepewność, czy się spodoba…<br />
Ale to już inna bajka.<br />
W tym numerze zebraliśmy dla Państwa wachlarz sztuk wszelakich – czasem zaskakujących<br />
– na przykład: fryzjerstwo, kaskaderstwo, modelarstwo czy łączenie mody z haiku.<br />
Wątków modowych mamy kilka – relacja z wystawy Chanel w Londynie (str. 78), podsumowanie<br />
konkursu haiku do kolekcji Violi Śpiechowicz (str. 46) czy wspomniany król fryzjerów,<br />
który czesał sławy, a wykreowane przez niego fryzury przeszły do historii (str. 34).<br />
Polecam obrazy prof. Stanisława Baja, którego twórczość to jedno z najciekawszych<br />
i najbardziej oryginalnych zjawisk we współczesnym malarstwie polskim. Jego portrety<br />
rzeki Bug ukazują tysiące wcieleń tej ostatniej w Polsce dzikiej rzeki. Anna Maruszeczko<br />
przeprowadziła z artystą wywiad, który otwiera ten numer „Post Scriptum”, a jeden<br />
z obrazów naszego gościa specjalnego zdobi okładkę.<br />
Daniel Wójtowicz podzielił się z nami swoimi wrażeniami z trzech wystaw artystów światowego<br />
formatu: Jamesa Ensora, Vincenta van Gogha i Marka Rothko , a prezes Związku<br />
Pisarzy Polskich na Obczyźnie w Londynie Regina Wasiak-Taylor zrelacjonowała wydarzenie<br />
przyznania nagród literackich dwóm wybitnym osobowościom literackim –<br />
prof. Kazimierzowi Braunowi oraz prof. Richardowi Butterwickowi-Pawlikowskiemu (str. 16).<br />
Serdecznie polecam poezję – sporo w tym wydaniu dobrych wierszy, które przenoszą<br />
w inny wymiar i dają impuls do głębszych przemyśleń.<br />
Audrey Hepburn jest autorką takiej sentencji: Ludzie, bardziej niż przedmioty, wymagają<br />
naprawy, rozpieszczania, przebudzenia, poszukiwania i uratowania, więc nigdy się nie<br />
poddawaj. Nie poddawajmy się więc. Róbmy swoje, obcujmy ze sztuką, szanujmy ją,<br />
szanujmy siebie nawzajem i ratujmy się przed objawiającą się w rozmaitych aspektach<br />
życia brzydotą tego świata, który dzięki sztuce staje się taki piękny!<br />
www.postscriptum.uk, fb: post scriptum, e-mail: redakcja@postscriptum.uk<br />
Wydawca: Post Scriptum LTD, Watford, UK<br />
NUMER KONTA: IBAN: GB82 LOYD 3096 2657 4181 60<br />
UK: SORT CODE: 309626 ACC Number: 57418160<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
3
4<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
STANISŁAW BAJ<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
5
6<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Nie potrafiłby malować, nie kochając –<br />
twierdzi jego przyjaciel i mentor Wiesław Myśliwski<br />
– Maluje ze swojej ziemi, a właściwie<br />
z wody. Długo tworzył portrety bliskich i sąsiadów.<br />
Od ponad 20 lat maluje to samo zakole<br />
Bugu niedaleko Włodawy.<br />
Profesor Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie<br />
na Wydziale Malarstwa. Pochodzi ze wsi Dołhobrody<br />
na Podlasiu. Tam stoi jego pracownia<br />
i chata po matce, bohaterce setek portretów. Tam<br />
są Sugry – to jedno miejsce z widokiem na rzekę,<br />
w którym Stanisław Baj kontempluje upływający<br />
czas, w którym dosięga go groza tego czasu.
Zachłanny na rzekę<br />
Zawsze skracasz dystans w relacjach<br />
z ludźmi?<br />
Lubię bezpośredniość, ale nie poufałą.<br />
Zależy mi, żeby komunikacja była autentyczna<br />
i ciepła. To jest ważne. Czasami pojawiają<br />
się napięcia, spory, nawet ostre,<br />
które też uwielbiam. Bywa, że po takich<br />
sporach jeszcze bardziej się z kimś polubimy.<br />
Na szczęście nie ma schematu. To<br />
ludzie określają, a ludzie są różni. Ja się<br />
dostosowuję.<br />
Jak określiłbyś moment, czas w życiu,<br />
w którym teraz jesteś? Szczyt mądrości,<br />
szczyt popularności?<br />
Popularność? Znowu wrócę do relacji międzyludzkich,<br />
do kontaktów, których mam<br />
trochę. Nie jestem zachłanny na wszystkie,<br />
bo nie wszystkie są ciepłe, duchowe.<br />
r o z m a w i a a n n a m a r u s z e c z k o<br />
czy nie oszukujesz siebie. Jestem interesowny,<br />
jeżeli chodzi o kontakty z ludźmi.<br />
Tak, mam w tym interes.<br />
Co to znaczy, że Wiesław Myśliwski ma<br />
do Ciebie taki miłosny stosunek? On to<br />
nazywa przecież.<br />
Nie. Nie wszystko trzeba nazywać. Jeśli do<br />
tego użyłoby się za dużo słów, to mogłoby<br />
się stać niepewne, niewiarygodne. On taki<br />
jest i ja też jestem za tym, że jak już się coś<br />
raz powie, to znaczy, że dojrzało na tyle, że<br />
można to było wypowiedzieć. Dlatego po<br />
grób. To się wiąże z pewną ostatecznością<br />
uczuć. To jest nieodwołalne.<br />
nie chciał, a teraz żadnego nie mam. Dalej:<br />
Marcin Bienenda, z którym się zaprzyjaźniłem,<br />
czego owocem była chyba nawet<br />
jego Olsztyńska Galeria Sztuki. Anna<br />
Wachta przygotowała retrospektywny<br />
album dla Wydawnictwa Bosz. Świetni ludzie.<br />
To oni zrobili. Ja nie.<br />
Na wernisaż jednej z dwóch trwających<br />
wystaw Twojego malarstwa, w Galerii aTAK<br />
w Warszawie nie weszłam. Tłum ludzi.<br />
To jest mała galeria! Ale tak, jeśli jakaś<br />
pani, która nie zna mnie w ogóle, jedzie<br />
ze Szczecina, żeby zobaczyć moją wystawę<br />
w Warszawie, to jest to sukces. Nagle<br />
Nie zawsze jest flow.<br />
No właśnie. Myślę, że niektórym popularność<br />
jest potrzebna do tego, żeby tworzyć.<br />
To jest napęd. Taki jest świat.<br />
Ciebie popularność napędza?<br />
Ja się chowam zwykle. Popularność dla<br />
mnie o tyle jest ważna, że dzięki niej poznaję<br />
ludzi. I zakładam, że są sto razy ode<br />
mnie mądrzejsi. To nie kompleksy. Przypływa<br />
do mnie mądrość mi nieznana.<br />
W ten sposób też moja twórczość się<br />
wzbogaca. Lubię słuchać. Niektóre rozmowy<br />
telefoniczne notuję po cichu.<br />
Z kim na przykład?<br />
Czasem z Myśliwskim. Już ładnych parę<br />
lat temu dostąpiłem ogromnego zaszczytu,<br />
bo on stwierdził, że to jest dla niego<br />
bardzo ważna przyjaźń. Taką mi dedykację<br />
w każdym razie wpisał w swojej przedostatniej<br />
książce W środku jesteśmy baśnią.<br />
Z grubsza pamiętam. Napisał, że<br />
mnie kocha aż po grób. To jest cudowne.<br />
Ważne. Bo to cię zobowiązuje, żebyś cały<br />
czas zaglądał do środka, sprawdzał, jak to<br />
jest z twoją jakością, prawdą wewnętrzną,<br />
Czy sukces mieści się w Twoim systemie<br />
wartości?<br />
Oczywiście że tak. Na przykład sukces finansowy,<br />
który przyszedł. Byłbym niemądry,<br />
gdybym się z tego nie cieszył. On przyszedł<br />
niedawno, kilka lat temu. Ale to nie jest mój<br />
sukces, tylko wypadkowa starań kilku osób,<br />
które znam od lat i które w jakiś tajemniczy<br />
dla mnie sposób uwierzyły nawet nie w to,<br />
jaki jestem, tylko w to, co maluję.<br />
Komu zawdzięczasz swój sukces?<br />
Kilka nazwisk mógłbym wymienić. Jest rok<br />
2011, świetny kolekcjoner sztuki Krzysztof<br />
Musiał zaryzykował i zrobił mi wystawę<br />
w Galerii aTak, z pięknym katalogiem.<br />
Andrzej Dobosz stworzył felieton dla TVP<br />
Kultura, który rezonował, o którym dowiedziałem<br />
się pięć lat później, niezależnie.<br />
W ogóle się nie starałem, a to przyszło.<br />
Piotr Posiadała z Artinfo.pl przez lata<br />
przedstawiał moje obrazy do różnych aukcji.<br />
Piotr Zieliński, właściciel Galerii „Wirydarz”<br />
w Lublinie, który mordował się<br />
strasznie, żeby mnie wypromować, teraz<br />
mówi: Jeszcze kilka lat temu wszystkich<br />
namawiałem na twoje obrazy i nikt tego<br />
się okazuje, że to, co namalowałem, czego<br />
do końca nie jestem ani pewien, ani<br />
świadom, bo jestem emocjonalny, w jakiś<br />
sposób zadziałało. To znaczy, że jest się<br />
potrzebnym, że jest sens tego, co robisz.<br />
To jest miernik.<br />
Dopytam o kolejny szczyt. Masz 71 lat.<br />
Czy możesz powiedzieć, że jesteś<br />
w szczycie mądrości życiowej?<br />
Moja choroba sporo przewartościowała.<br />
Od diagnozy minął ponad rok. I widocznie<br />
w tym jest wielki sens i to było potrzebne.<br />
Trudno tego nie wypowiedzieć, chociaż<br />
nie chciałbym tym epatować.<br />
Korzyści z choroby?<br />
Tak! Absolutnie. Kruchość życia, nieuchronność.<br />
Człowiek się z tym w ogóle<br />
nie godzi. A tu dociera do ciebie, że kimkolwiek<br />
byś nie był, to tak samo cię dotyka.<br />
I zaskakuje nawet kogoś takiego, kto od<br />
lat maluje płynącą rzekę i kontempluje<br />
przemijanie.<br />
Tym bardziej. To jest tylko refleksja, że mija.<br />
Rzeka cały czas płynie i będzie płynąć. Żyje!<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
7
Maluje ze swojej ziemi, a właściwie z wody<br />
Takie proste. I trudne.<br />
Nowa sytuacja, kryzys powodują, że sobie<br />
z tego zdajesz sprawę. Ja dlatego taki zachłanny<br />
jestem na rzekę. Właśnie dlatego.<br />
Żeby się cokolwiek dowiedzieć, co w tym<br />
przemijaniu, przepływaniu jest takiego. To<br />
jest i cud, i dramat. Różnie. Jesteś nad rzeką<br />
i wydaje ci się, że jesteś panem świata,<br />
ale nic z tego!<br />
Zrozumienie, że człowiek jest tylko częścią<br />
czegoś większego, to jest to przewartościowanie<br />
a jednocześnie ukojenie?<br />
Rzeka nie wie, że ty jesteś. Skąd ma wiedzieć?<br />
Jej za chwilę już nie ma w tym miejscu.<br />
To powolne przemieszczanie się jest<br />
niesamowite. Górskie rzeki to dynamika.<br />
Jezioro? Stoi. Bug dlatego jest taki cudowny,<br />
że on ma nurt mocny, jak wiesz, a tafla,<br />
choć sprawia wrażenie bezruchu i spokoju,<br />
bezwzględnie się przemieszcza. Nie da<br />
się tego zatrzymać. Siła. Bezwzględność.<br />
Majestat?<br />
Jest tyle określeń, tyle odczuć tej rzeki!<br />
I to mnie wciąga. Im dłużej jestem w tym<br />
jednym miejscu, tym więcej widzę zniuansowanych<br />
możliwości, sytuacji, zjawisk.<br />
Światło zmienia wszystko.<br />
Ostatnio usłyszałam, jak poetka Małgorzata<br />
Lebda powiedziała, że rzeka jest<br />
kobietą. Czy to możliwe, żeby rzeka Bug<br />
była kobietą? (śmiech)<br />
Rzeka Bug jest coraz bardziej kobietą, coraz<br />
bardziej niedostępną. Coraz bardziej<br />
pochłania, aż pochłonie w całości.<br />
8<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Ciekawe. Nie znam takich kobiet. Może<br />
w literaturze, filmie. Pochłania w sensie<br />
zniewala? Jest w stanie zawładnąć człowiekiem,<br />
bo jest tak fascynująca?<br />
Rzeka żywioł żyje fascynująco, ale zupełnie<br />
odmiennie niż człowiek. Chociaż<br />
ma zniewalające działanie, ostatecznie<br />
można się od niej oddalić, bezboleśnie.<br />
Z człowiekiem jednak jest inaczej. Kobieta<br />
potrafi zafacynować czasem boleśnie<br />
i nieprzewidywalnie.<br />
Tytuł Twojej ostatniej wystawy w Galerii<br />
aTAK brzmi To jedno miejsce.<br />
Wymyślił go kurator galerii Jurek Wojciechowski.<br />
Miało być i konkretnie, i wieloznacznie.<br />
Ale tytuł i obrazy pokazane na tej wystawie<br />
to znowu w jakimś sensie wynik mojej<br />
przyjaźni z Wiesławem Myśliwskim.<br />
A było tak: Trochę z daleka towarzyszyłem<br />
Myśliwskiemu i służyłem pewnymi informacjami<br />
przy Ostatnim rozdaniu, jednej<br />
z najpiękniejszych książek o miłości w historii<br />
literatury. To jest genialne! W swojej<br />
wielowarstwowości. Drugi rozdział, opis<br />
mglistego poranka, samotny bohater nad<br />
jeziorem, w nieprawdopodobnie banalnej<br />
sytuacji, ale najcudowniejszej, o wschodzie<br />
słońca, z wiernym psem. Ten drugi<br />
rozdział Ostatniego rozdania kompletnie<br />
zmienił mi malowanie. Wróciłem do skrupulatniejszego<br />
widzenia koloru, to znaczy<br />
widzenia jego temperatur.<br />
To jedno miejsce jest u Myśliwskiego<br />
także w Uchu igielnym.<br />
I tytuł wystawy jest nawiązaniem do książkowej<br />
furty dominikańskiej – ucha igielnego,<br />
gdzie wszystko się dzieje. Niezależnie<br />
od tego, gdzie rzuci człowieka los, południkiem<br />
zerowym zawsze jest to jedno<br />
miejsce. To jest o tym jednym odniesieniu,<br />
w którym człowiek może czuje się najlepiej,<br />
może ma najlepszy ogląd rzeczywistości<br />
z tego miejsca, taki najbardziej bogaty.<br />
Dostałem tę książkę do przeczytania przed<br />
publikacją, ponieważ zależało Myśliwskiemu,<br />
żebym ją zinterpretował malarstwem.<br />
Nie chciał okładki fotograficznej, jak wcześniej,<br />
nie chciał dosłowności. Męczyłem<br />
się strasznie, bo to miejsce istnieje materialnie<br />
i jednocześnie jest w człowieku.<br />
Jesteś obserwatorem i uczestnikim występujących<br />
w nim zjawisk. To cię tworzy,<br />
tworzy twoją tożsamość. Bo ty jesteś jedna,<br />
jedyna, taka, której przedtem nigdy<br />
nie było na świecie i już nigdy nie będzie.<br />
Mieć to jedno miejsce, w każdym sensie,<br />
to chyba przywilej?<br />
To, że je mam, to jest tylko moje domniemanie,<br />
nic poza tym. Tam mnóstwo ludzi<br />
przyjeżdża. To ja się ze sobą tak umówiłem,<br />
nawet nie z tym miejscem, że ono<br />
jest moje. Co obchodzi to miejsce, że ja<br />
tam jestem? (śmiech) Ale tak, ja ciągle<br />
wracam do gleby, do ziemi.<br />
I od ponad dwudziestu lat tam malujesz.<br />
To jest miejsce po tatarskiej wsi, nazywa
Nie potrafiłby malować, nie kochając<br />
się Sugry. Zwykle jest tak, że ładuję do samochodu<br />
farby, blejtramy różnego formatu,<br />
bo nie wiem, co mi danego dnia akurat<br />
będzie pasowało, i jadę. Z Dołhobrodów,<br />
w których stoi stodoła zaadoptowana na<br />
moją pracownię i dom po matce, jedzie<br />
się tam 20 minut. Dawno temu znalazłem<br />
to zakole. Cały rok mogę tam swobodnie<br />
dojechać. Nie ma tam błota na wiosnę,<br />
inaczej niż bliżej mojej wsi, w starorzeczu.<br />
Możliwości do malowania znajduję tu<br />
mnóstwo! Nieprzeciętne zniuansowanie<br />
pogodowe! Nie ma takiego samego dnia.<br />
W Egipcie jest ciągle tak samo. Tu nie ma<br />
żadnej przewidywalności.<br />
I przez pięć miesięcy w roku jest szaro.<br />
Szaro, ale nigdy tak samo!<br />
A skąd ten szafir w cyklu pn. „Szafir”?<br />
Z obserwacji. Mój ojciec mi mówił, i dziadek<br />
ze strony ojca też, że jak niebo na północy<br />
jest szafirowe a nie ultramarynowe, to znaczy,<br />
że idzie na chłód, że mogą pojawić się<br />
mgły. Ludzie na wsi przewidywali pogodę<br />
między innymi na podstawie koloru nieba.<br />
A ten szafir odbija się w wodzie nawet do<br />
nocy. I to jest wtedy bardzo przejmujące.<br />
Ale ten mój szafir – mój nie mój, bo to<br />
jest farba holenderska – to i tak jest przekłamanie.<br />
Obrazy to jest jedno wielkie<br />
oszustwo, to jest fikcja, interpretacja. I na<br />
tym mi zależy, żeby to była interpretacja.<br />
Widok, który przechodzi przez moją wrażliwość.<br />
To jest naturalne w twórczości, czy to<br />
w pisarstwie, czy w twórczości muzycznej<br />
– sztuka jest fikcją i przesadza. Dokonuje<br />
skrótu, kondensacji. I tutaj, z tym<br />
„Szafirem” jest podobnie.<br />
Nadal doskonalisz się w malowaniu rzeki?<br />
Gdy rok temu dowiedziałem się, że będę<br />
miał wystawę po Kojim Kamojim, Japończyku,<br />
który tu mieszka i tworzy, i który<br />
jest inny niż wszystko w Polsce, to poczułem<br />
w sobie rodzaj zobowiązania i zaciekawienie,<br />
czy mógłbym coś powiedzieć<br />
z poziomu metafizyki Dalekiego Wschodu.<br />
Zawsze miałem dużą uważność na Daleki<br />
Wschód. To jest dla malarza innego rodzaju<br />
myślenie o obrazie, o roli obrazu.<br />
To jest zmierzanie ku wyjęciu pewnych<br />
zjawisk najgłębiej, jak tylko można, w sposób<br />
najbardziej perfekcyjny. To mi bardzo<br />
odpowiada. Pewne czynności artystyczne,<br />
które się wykonuje, robi się po to, żeby<br />
były coraz doskonalsze. To ma w sobie też<br />
Bizancjum, ikona. Doskonałość kształtu,<br />
koloru, poza całą sferą znaczeń oczywiście.<br />
Ja jestem ze Wschodu.<br />
Utożsamiam się ze Wschodem, nie dlatego,<br />
że ja to mam. Chcę spotkać to, z czego<br />
w sposób tajemniczy, prawdopodobnie<br />
albo nawet na pewno, jestem zbudowany<br />
– ze Wschodu i z Zachodu jednocześnie.<br />
Z tego, co przyszło u mnie w sposób<br />
naturalny, nienazywany, w moim domu,<br />
przy stole w kuchni, poprzez różnego rodzaju<br />
ludzi, czasem przez sąsiadów, czasem<br />
przez przybyszów ze świata.<br />
O tym stole w kuchni w Twoim rodzinnym<br />
domu powiedziałeś kiedyś, że to był<br />
Twój uniwersytet.<br />
Odkąd pamiętam, a więc od wczesnego<br />
dzieciństwa, zawsze przesiadywali przy<br />
nim ludzie. Przychodzili na tak zwane wieczorki,<br />
na posiady, żeby pobyć ze sobą.<br />
Niektórzy nic nie mówili, ale milcząc, byli.<br />
Inni opowiadali. Ciekawiło mnie to, że na<br />
przykład ktoś z tej czy tamtej rodziny miał<br />
przodka, który był w wojsku carskim przez<br />
<strong>25</strong> lat i walczył na wojnie w Mandżurii.<br />
Wracał i opowiadał. Pewnie w trzech<br />
czwartych zmyślał, ale to też super. Bo<br />
pracowała wyobraźnia. To działało. I krążyło<br />
w opowieściach. Mam szczęście, że<br />
się w takim domu urodziłem. Tak, ten dom<br />
to był dla mnie najważniejszy uniwersytet.<br />
To Cię ukształtowało?<br />
Tylko to! Reszta to tylko dodatek. Potem,<br />
gdy zacząłem Myśliwskiego czytać, to odkryłem,<br />
że on to cudownie nazwał. Nie<br />
chłopskość, tylko moje doświadczenia.<br />
Wystawa w Muzeum Południowego<br />
Podlasia w Bialej Podlaskiej. Jeszcze<br />
trwa. Tam jest sporo portretów. Matki,<br />
sąsiada Staśka… obrazów wiejskiego<br />
życia. Hołubisz je?<br />
Myśliwski pięknie o tym mówi, ja tak nie potrafię.<br />
W połowie lat 90. napisał cudowny<br />
esej Kres kultury chłopskiej. Uważam, że to<br />
jest jeden z najważniejszych tekstów o tożsamości<br />
w ogóle, o źródłach, nie tylko<br />
o kulturze chłopskiej, tylko o kulturze ludzkiej.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
9
Jesteś nad rzeką<br />
i wydaje ci się,<br />
że jesteś panem świata,<br />
ale nic z tego!<br />
10<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Chłop wieki całe był zamknięty w jednym<br />
miejscu, nawet nazwiska nie posiadał. Był<br />
potrzebny, jak była wojna. Teraz ta tematyka<br />
zrobiła się modna. Szkoda, że przedstawia<br />
się chłopów bardzo jednostronnie,<br />
z akcentem na to, że to było niewolnictwo.<br />
Jest nowy trend społeczny. Historycy, pisarze,<br />
dziennikarze, twórcy filmowi, psycholodzy<br />
zajmują się chłopstwem. Dużo<br />
mówi się o nieprzepracowanej traumie,<br />
którą dziedziczą kolejne pokolenia.<br />
Odreagowanie? Dobrze. Ja się cieszę. Naturalna<br />
fala, rodzaj mody – też dobrze.<br />
Tylko, że już od lat 60. pisał o tym Wiesław<br />
Myśliwski. Wtedy to był temat wstydliwy.<br />
Właśnie, wstyd. To niszcząca emocja.<br />
Urodziłeś się nad Bugiem. Pochodzisz<br />
z chłopskiej rodziny. Mówisz, że to Cię<br />
ukształtowało jako człowieka i jako artystę.<br />
Nigdy nie było ograniczeniem? Nie<br />
próbowałeś się od tego odcinać?<br />
Nigdy! Myśliwski mnie namawiał, żebym<br />
odciął pępowinę, żebym się odciął od portretowania<br />
chłopów, ale potem, gdy zobaczył<br />
parę wystaw, to przestał o tym mówić.<br />
Wstydu nie było. Był sentymentalizm.<br />
W sztuce sentymentalizmu nie lubię, bo<br />
on mi się kojarzy z powierzchownością<br />
i jednostronnością. Była raczej jakaś ckliwość.<br />
Miałem w sobie dużo czułości<br />
w stosunku do losu tych ludzi, moich sąsiadów,<br />
którzy, wiesz, byli normalni, uspokojeni.<br />
I teraz ja sobie o tym przypominam,<br />
jak oni byli pogodzeni z tym, że życie<br />
przemija. Nie bezwiednie.<br />
Do tej pory tak jest?<br />
Jest. Zdarza się. Duchowość religijna. Co<br />
miało ich trzymać i dawać nadzieję? No<br />
co? To co ja mam tu podskakiwać? Też<br />
chodzę do kościoła, rozmyślam, o tym, że<br />
istnieje inny wymiar, sfera duchowa,<br />
że jest nie tylko fizyczność. I to mnie też<br />
trzyma. I to jest ważne.<br />
Teraz się mówi wszechświat, energia…<br />
To tylko inne nazwy. Ja się przyjaźnię ze<br />
znakomitym człowiekiem, pisarzem i malarzem,<br />
który jest buddystą, ale rozmawiamy<br />
w ten sam sposób. To nie jest kwestia<br />
tolerancji, tylko myślenia w ten sam<br />
sposób, kwestia uduchowienia.<br />
Swego czasu wywołałeś skandal w Galerii<br />
Kordegarda. Co Cię podkusiło?<br />
To nie był skandal. W 1978 roku miałem<br />
wystawę ze starszym kolegą, malarzem<br />
Tadeuszem Paszko, który mieszkał w Nałęczowie<br />
i miał duży wpływ na moje malarstwo,<br />
na portrety.<br />
Pokazałeś tam między innymi Świński<br />
szał. I zawrzało.<br />
Ja tak wtedy malowałem. Malowałem<br />
wiejskie życie. I fakt, był taki jeden wpis<br />
w księdze w galerii, podczas wystawy. Nie<br />
powiem ci, kto to napisał. Brzmiało to<br />
tak: Słuchaj chłopku, z taką sztuką to ty na<br />
salony warszawskie nie wjedziesz. Dowiedziałem<br />
się o tym po kilku latach.<br />
Przeczuwałeś, że tak to się może skończyć?<br />
Ale chłop zawsze obrywał. (śmiech) Przeczuwałem,<br />
że tak jest, że ludzie w mieście<br />
mogą tak myśleć. Trudniej, jak się o tym<br />
na własnej skórze przekonasz. Bo masz<br />
złudzenia jednak.<br />
Było Ci przykro?<br />
Było. Nie z mojego powodu. Wiesz, bardzo<br />
sobie ceniłem tych ludzi na wsi, których<br />
znałem i wiedziałem, w jakim trudzie<br />
ociosują to życie.<br />
Po dyplomie rektor kazał mi jechać na<br />
wieś, bo tam byli potrzebni ludzie w domach<br />
kultury. Ale matka mi powiedziala:<br />
To po co twoje studia? Jak tu wrócisz, to<br />
już koniec. Tu jest tylko pot, gnój i trud.<br />
Żadnej perspektywy rozwoju. Ojciec<br />
zmarł młodo. Matka nie chciała przekazać<br />
gospodarstwa na Skarb Państwa. I tak się<br />
męczyliśmy przez wiele lat razem. Przyjeżdżałem<br />
z Warszawy pomagać w polu.<br />
A jeszcze w latach 60. rodzice przeżywali<br />
koszmar. Obowiązkowe dostawy śniły im<br />
się po nocach. Za niewywiązanie się z tego<br />
obowiazku groziło więzienie. Ja to znam<br />
z tego mojego uniwersytetu w kuchni.<br />
Ciągle słyszałem od rodziców: Ucz się, bo<br />
będziesz tak jak my zasuwał dzień i noc,<br />
dzień i noc.<br />
Pierwsze zdanie Ostatniego rozdziału Wiesława<br />
Myśliwskiego brzmi: Było, jak mówię.<br />
Nie tak, jak jest, tylko jak mówię. W jednym<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
11
12<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
zdaniu zawarta jest cała istota istnienia<br />
dzieła sztuki, dzieła literackiego. To jest<br />
osobna rzeczywistość. Osobny świat.<br />
Ze studentami teraz akurat ciągle o tym<br />
rozmawiamy. Fikcja. Oszustwo. Nieprawda,<br />
ale prawda artystyczna. Czasami<br />
prawdziwsza niż życie.<br />
Przez fikcję do prawdy. Ale do fikcji<br />
też z prawdy. Twój przyjaciel Wiesław<br />
Myśliwski napisał: Zawsze uważałem,<br />
podobnie jak Staś, że sztuka musi<br />
czerpać z konkretnej, lecz własnej<br />
przestrzeni, z losów znanych nam ludzi,<br />
z ich często banalnego czy wręcz<br />
pospolitego doświadczenia. I zmierzać<br />
ku uniwersum. Nie ma sztuki<br />
jako takiej, która rodziłaby się z niczego.<br />
Nawet najbardziej abstrakcyjna<br />
sztuka ma swoje zakorzenienie i swoje<br />
źrodło w konkretnej rzeczywistości,<br />
w dotkliwości naszego bytu.<br />
To jest o źródłach dzieła sztuki. Było,<br />
jak mówię, to jest istota dzieła sztuki,<br />
inaczej – twój przekaz. On jest i uniwersalny,<br />
bo mówisz językiem znanym różnym<br />
innym osobom, a równocześnie<br />
osobisty, własny. Nie ma nic bardziej<br />
własnego niż twoja mowa, dźwięk, barwa,<br />
leksykon. Prawda opowiadającego.<br />
Rzeka Bug, Twoja modelka, ma ostatnio<br />
bardzo trudny czas. W związku<br />
z tak zwanym krysysem migracyjnym<br />
i kryzysem humanitarnym. Granica<br />
polsko-białoruska została uzbrojona<br />
w mury i zasieki. Graniczna rzeka została<br />
cierniem ukoronowana.<br />
Tak to nazwałem. Gdy to pierwszy raz<br />
zobaczyłem, takie odniosłem wrażenie.<br />
Na całej długości polskiego brzegu<br />
rozciągnięta została concertina –<br />
żyletkowy drut kolczasty typu agresywnego,<br />
czyli powodującego maksymalne<br />
straty u osoby go forsującej.<br />
Straty ponosiły głównie zwierzęta podchodzące<br />
do rzeki. Teraz jest siatka, jak<br />
wzdłuż autostrady, bo były protesty. To<br />
są żyletki. Ważne, żebyś to zobaczyła.<br />
Mam zdjęcia. Trzy zwoje, jeden nad<br />
drugim, wzdłuż brzegu. Prawie wszędzie.<br />
No i weź to artystycznie ugryź.<br />
Jak sobie z tym poradziłeś?<br />
Nie poradziłem sobie. Przyjechałem po<br />
jakimś czasie, a tu taki drut. W okolicach<br />
Włodawy to zdjęto. Po wielu trudach,<br />
bo to zarosło chmielowymi kłączami.<br />
Te chmielowe kłącza to zagarnęły. I tam<br />
koło mnie, na skarpie, tego nie widać,<br />
ale w środku concertina nadal jest. Złowieszcza,<br />
choć wygląda jak srebrna biżuteria.<br />
Delikatność, która tnie, zabija.<br />
Widzenie i rozumienie rzeki mi się<br />
zmieniło. Dochodzi jeszcze świadomość<br />
wojny. Przecież niedaleko, na Białorusi,<br />
znajdują się poligony. Stamtąd<br />
podobno startowały samoloty rosyjskie<br />
z rakietami na Kijów.<br />
Z drugiej strony ta rzeka zawsze taka<br />
była. Zawsze ją dotykały trudne rzeczy.<br />
Ona, na długim odcinku, jest graniczna.<br />
Tak jak Odra.<br />
Ale przez długi czas była dla Ciebie<br />
zupełnie czymś innym. Płynnym połączeniem<br />
kultur, wyznań.<br />
No właśnie. Przecież ja, wprawdzie śladowo,<br />
ale pamiętam niezwykły czas<br />
rzeki, kiedy nie było mostu… Wiesz, jak<br />
ludzie się pomiędzy sobą porozumiewali<br />
podczas sianokosów? Za pomocą pieśni.<br />
Wyobrażasz sobie? Wiele pieśni z tamtego<br />
czasu to są „pieśni do kogoś”, nie<br />
„do siebie” Czy jest coś piękniejszego?<br />
Spotkało mnie coś podobnego kilka<br />
lat temu. Studenci z chóru bodaj Politechniki<br />
Warszawskiej śpiewali do<br />
nas, gdy my śpiewaliśmy przy ognisku<br />
po drugiej stronie Bugu.<br />
Teraz młodzi ludzie do źródeł wracają.<br />
Ja Adama Struga zawiozłem na to<br />
swoje miejsce. Zresztą on chyba nawet<br />
sam to zaproponował: No to co, no to<br />
śpiewamy do rzeki. Półtora roku temu<br />
zmarła pani Karolina Weremczuk, genialna<br />
solistka z moich stron, śpiewała<br />
białym głosem. Ale też moja matka<br />
z moją matką chrzestną zawsze po<br />
niedzielnym nabożeństwie lubiły paść<br />
krowy nad Bugiem, żeby pośpiewać<br />
właśnie. Siedziały i pół dnia śpiewały.<br />
Czym są kamienie na Twoich ostatnich<br />
obrazach?<br />
Pewną odpowiedzią na tę nową sytuację.<br />
One się pojawiły w moim malarstwie<br />
po raz drugi. Praprzyczyną był<br />
Wiesław Myśliwski. Jak już wiesz, on<br />
wymyślił, żebym namalował okładkę do<br />
jego Ucha Igielnego. Namalowałem chyba<br />
20 obrazów. Niewielkiego formatu.<br />
Zależało mi, żeby było widać strukturę<br />
farby i płótna, jak się to zreprodukuje<br />
na okładce. Jeśli ma być malowane, to<br />
będzie malowane z całą zawartością<br />
malarską, postanowiłem. Ja grubo kładę<br />
farbę, grubo smaruję. Dla mnie struktura<br />
jest ważna, to jak tam światło się układa.<br />
I redaktor naczelny „Znaku” Jurek<br />
Illg zaproponował Myśliwskiemu: Skoro<br />
powstało tyle prac, to robimy wszystkie<br />
wznowienia książek z okładkami malarstwa<br />
Stanisława Baja. Ale wszystko
Światło zmienia wszystko<br />
z rzeką – Ja się uparłem. I Wiesio, i ja nie<br />
lubimy przekazów zbyt dosłownych. Literaturę<br />
trzeba sobie wyobrażać.<br />
Kamień do Kamienia na kamieniu był najtrudniejszy.<br />
No namaluj kamień na okładkę!<br />
Tym razem namalowałem chyba ze<br />
czterdzieści prac. Krytykował bardzo: To<br />
są kartofle nie kamienie. Krytyka – nie ma<br />
nic lepszego! Wyszedł czarny kamień na<br />
szarym tle, ale kamień jest w świetle. I to<br />
jest na okładce.<br />
I te kamienie do mnie wróciły. Jak woda<br />
opadnie na Bugu, to kamienie wyłażą. Niska<br />
woda obnaża. I to też jest ciekawe, że obnaża.<br />
Pokazuje, co osiadło na dnie.<br />
Ludzie się też tym interesują: Aha, to tu<br />
był most. Gdy rzeka opadnie, to widać ślady.<br />
Pamięć, przeszłość.<br />
Początkowo próbowałem malować concertinę<br />
realistycznie. Wyszły straszne knoty,<br />
bo nie ma nic gorszego niż dosłowność<br />
w malarstwie. Może fotografia zrobi to<br />
dobrze, zwłaszcza czarno-biała. Przedstawienie<br />
wojny w sztukach plastycznych jest<br />
trudne. Niewielu malarzom się to udało.<br />
Picasso Guernicę na temat wojny domowej<br />
w Hiszpanii zrobił doskonale. Goya. Wróblewski<br />
znalazł formę plastyczną na coś, co<br />
jest dramatem wręcz nienazywalnym. Druga<br />
wojna światowa, Holokaust. Nazwij to.<br />
Zdjęcia estetyzują, film estetyzuje, mimo że<br />
jest dokumentem. A cóż dopiero obraz?!<br />
A jak estetyzować grozę na granicy?<br />
Dlatego kamienie. Głodowe? Ostrzegające.<br />
Rzeka sobie płynie, powinna mieć<br />
spokojną taflę, ale coś ją niepokoi, coś ją<br />
przecina. Dla mnie to zawsze jest niesamowite<br />
przeżycie, gdy widzę, jak szklarz<br />
tnie szybę. Ten odgłos. Przecięcie szyby,<br />
która już nieodwołalnie nie będzie tym samym.<br />
Kamień, który jak diament tnie taflę<br />
wody, jest dla mnie metaforą zastanej<br />
sytuacji. Przecięta szyba, którą jeśli nawet<br />
zespolisz, ma ranę na zawsze.<br />
Przecież rzeka płynie.<br />
Jednak kamień rozpruwa tę gładź. Tak<br />
o tym myślałem.<br />
Podobne emocje wiązały się z szafirem. To<br />
jest jednak chłodny błękit. To nie jest błękit<br />
królewski czy ultramaryna. To nie jest<br />
włoski błękit, to nie jest cukierek. Północne<br />
błękity – błękit pruski, błękit paryski –<br />
zielonkawe, głębokie. W nich jest groza.<br />
Znowu regularnie jeździsz malować nad<br />
Bug. To dla Ciebie także terapia.<br />
Nie umiem inaczej. Ale jest we mnie niezgoda.<br />
Cały czas. I jednocześnie bezradność.<br />
Bo co masz zrobić oprócz tego, że<br />
wykrzyczysz, napiszesz, powiesz?<br />
To sporo. A niezgoda najbardziej na co?<br />
Niezgoda na to, że ktoś się na coś takiego<br />
decyduje. Na żyletki. I niezgoda na to, że<br />
świat taki jest.<br />
Czytam teraz, że planuje się wydać 300<br />
milionów złotych na uzbrojenie rzeki<br />
w elektronikę. Wiem, to odpowiedź na zagrożenie.<br />
Ale ja jestem ekologiem. Gdzie<br />
jest ekologia pejzażu?! Tu nikt nie wie, co<br />
to jest. Wielkie korporacje rolnicze – to też<br />
nam grozi. Jestem rozdarty.<br />
Musisz mieć na to swoją odpowiedź.<br />
Mam. Gdy przypominam sobie, co mi<br />
moja babcia rodzona opowiadała, jak z tą<br />
rzeką kiedyś było, co ludzie przeżywali<br />
podczas bieżeństwa (1915), to myślę, że<br />
teraz nie jest tak źle. Dzisiejszy kryzys na<br />
granicy sprawia, że myślisz o minionych.<br />
Każdy czas ma swoje dramaty. [AM]<br />
ANNA MARUSZECZKO<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
13
14<br />
Obraz: Stanisław Baj<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Krzysztof Kamil Baczyński<br />
BALLADA O RZECE<br />
Rzeka pachnie jak ryba.<br />
Ryba jest liściem deszczu<br />
oderwanym od białej gałęzi szelestu,<br />
od zbuntowanych okrętów chmur –<br />
A wyginane rybitwy<br />
złożone do wiotkiej modlitwy<br />
ciągną niebem błyszczący jak brzeszczot,<br />
omotujący ciasno sznur.<br />
Rzeka się w niebie odbija<br />
czy niebo rzekę wymija<br />
tocząc kuliste chmury na drugi brzeg?<br />
Brzeg odległy o bulgot –<br />
stoisz w słońcu wykuta,<br />
wijesz z muszli zielonej<br />
piosnkę na cztery nuty.<br />
Stoisz w łusce i płoniesz,<br />
w ciszy martwej jak smutek<br />
tylko bieli się po niej<br />
piosnka na cztery nuty.<br />
Dokąd idę? po płaskim lustrze<br />
czy po niebie głową w dół?<br />
Rozcinają się sny upalne<br />
nożem fali ostro na pół.<br />
Dokąd idę? czy brzeg się zbliżył,<br />
czy opadłem w obłok wyżej,<br />
czy w ślimaczy, po ustach ciągnący się muł?<br />
Stoisz w niebie, na brzegu czy w lustrze?<br />
Słońce zewsząd zapala się w łusce,<br />
Płynę w lejach – szklisty wodnik.<br />
Rzeka pachnie jak ryba.<br />
W porcie prąd się urywa.<br />
Płynę wodą, piorunem czy błyskiem pochodni<br />
– trup o oczach jak obłok zastygły?<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
15
Londyńskie Nagrody Literackie po raz 72.!<br />
W<br />
lutym nad Tamizą gościliśmy<br />
laureatów Nagrody Literackiej<br />
Związku Pisarzy Polskich<br />
na Obczyźnie za rok 2023. Przyjechali:<br />
Kazimierz Braun z USA – dramaturg,<br />
reżyser, pisarz, wykładowca akademicki,<br />
nagrodzony za całokształt<br />
twórczości, oraz Richard John Butterwick-Pawlikowski<br />
z niedalekiego Oksfordu<br />
– historyk brytyjski, który został<br />
wyróżniony za popularyzowanie kultury<br />
i historii polskiej w anglojęzycznym<br />
świecie. Dla polskiego środowiska<br />
doroczna gala jest okazją nie tylko do<br />
spotkania i rozmów o literaturze, lecz<br />
także do bezpośredniego kontaktu<br />
z elitami świata kulturalnego. Słuchanie<br />
ich wystąpień, poznawanie opinii<br />
i dzieł staje się dla zebranych porywającą<br />
lekcją nauki i wielkości ludzkiego<br />
umysłu. A nagrody za ubiegły rok<br />
przypadły wybitnym humanistom.<br />
Urodzony 29 czerwca 1936 roku na<br />
Kielecczyźnie Kazimierz Braun jest<br />
twórcą o szerokich zainteresowaniach,<br />
ale bez trudu można zauważyć,<br />
że jego główne obszary badań i działalności<br />
to teatr i dramat. Od czasu<br />
debiutu reżyserskiego w 1961 roku<br />
zrealizował ponad 150 przedstawień<br />
teatralnych i telewizyjnych w Polsce,<br />
USA, Kanadzie, Irlandii, Niemczech,<br />
a znalazły się wśród nich dramaty Różewicza<br />
(18), Wyspiańskiego, Brechta,<br />
Szekspira. W życiorysie twórczym<br />
Brauna dominuje Norwid. Szalone<br />
zadanie, które wyznaczył sobie na<br />
progu kariery artystycznej – pokazania<br />
w teatrze i w telewizji wszystkich<br />
pełnospektaklowych sztuk tego pisarza<br />
– udało mu się w dużej mierze<br />
zrealizować. Zamknął je imponującą<br />
liczbą 14 wybitnych realizacji dramaturgicznych<br />
Norwida. Do wypełnienia<br />
młodzieńczego marzenia zabrakło<br />
Laureatowi trzech sztuk. Niestety<br />
w 1984 roku władze polityczne usunęły<br />
Brauna z Teatru Współczesnego<br />
we Wrocławiu, co stało się powodem<br />
jego wyjazdu za granicę. Przyjął zaproszenie<br />
do Stanów Zjednoczonych,<br />
gdzie został profesorem w University<br />
at Buffalo w stanie Nowy Jork.<br />
Jury Nagrody Literackiej Związku Pisarzy<br />
szczególnie doceniło twórczość<br />
Brauna powstałą na emigracji. Jego<br />
„gmach pamięci Polek emigrantek”<br />
obejmuje kilkanaście scenariuszy<br />
i słuchowisk opowiadających m.in.<br />
o: Marii Skłodowskiej-Curie, Tamarze<br />
Łempickiej, Karolinie Lanckorońskiej,<br />
Poli Negri, Hance Ordonównie, Helenie<br />
Modrzejewskiej. Kilka spektakli<br />
dramaturg zrealizował na scenie<br />
w Kanadzie, w teatrze prowadzonym<br />
przez Marię Nowotarską i Agatę Pilitowską.<br />
Aktorki te kilkakrotnie odwiedziły<br />
Londyn z paroma spektaklami<br />
naszego Laureata. Lista publikacji<br />
książkowych Kazimierza Brauna obejmuje<br />
blisko 80 pozycji należących do<br />
literatury naukowej i pięknej.<br />
Drugim wawrzynem Związku Pisarzy<br />
uwieńczony został Richard John<br />
Butterwick-Pawlikowski. Urodził się<br />
w Wielkiej Brytanii 13 marca 1968<br />
roku, studiował historię w Cambridge,<br />
doktorat uzyskał w Oxfordzie,<br />
a pod wpływem ruchu „Solidarność”<br />
zainteresował się Polską, z której pochodzą<br />
jego przodkowie. Wkrótce<br />
uległ fascynacji przeszłością naszego<br />
kraju. Intensywna nauka języka polskiego,<br />
studia i badania w archiwach<br />
i bibliotekach europejskich sprawiły,<br />
że stał się najwybitniejszym znawcą<br />
historii Polski okresu oświecenia. Jest<br />
autorem monografii Poland’s Last<br />
King and English Culture. Stanisław<br />
August Poniatowski, 1732–1798,<br />
a także innych prac zwartych i zbiorowych<br />
oraz rozpraw o oświeceniu<br />
ZWIĄZEK PISARZY POLSKICH NA OBCZYŹNIE. LONDYN<br />
16<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Zdjęcia pochodzą z archiwum ZPPnO<br />
i anty-oświeceniu, Kościele katolickim,<br />
parlamentaryzmie i monarchii<br />
w Rzeczypospolitej Obojga Narodów.<br />
W 2022 roku napisał niezwykłą książkę<br />
o tym, jak w XVIII wieku zniknęło<br />
z mapy państwo, które nie było jakimś<br />
pomniejszym księstwem czy<br />
miastem-republiką, tylko jednym<br />
z największych państw Europy. Jej tytuł<br />
brzmi literacko Światło i płomień.<br />
Odrodzenie i zniszczenie Rzeczypospolitej<br />
(1733-1795), a zaczyna się jak<br />
powieść:<br />
W niedzielę 6 maja 1787 roku poranek<br />
był chłodny i jasny. Po wodach ogromnej<br />
rzeki Dniepr, zasilanych przez topniejące<br />
po długiej zimie śniegi i lody,<br />
płynęła na południe flotylla siedmiu<br />
pałacowych galer i około osiemdziesięciu<br />
mniejszych jednostek.<br />
Kazimierz Braun<br />
A nagrody, jak już wiemy z przeszłości,<br />
zostały i tym razem ufundowane<br />
przez wspaniałe polskie emigrantki,<br />
które tak dobrze rozumieją potrzebę<br />
kontynuowania najlepszych polskich<br />
tradycji w diasporze: Walerię Sawicką<br />
i Irenę Michałowską, za co zarząd<br />
Związku Pisarzy składa mecenaskom<br />
kultury najserdeczniejsze podziękowanie.<br />
Nie ma gali z laureatami bez aktorów.<br />
Oni dbają, aby przeczytane przez nich<br />
fragmenty prac nagrodzonych były<br />
potwierdzeniem słuszności pracowitego<br />
jury Nagrody Literackiej ZPPnO.<br />
Utwory laureatów czytali aktorzy Sceny<br />
Polskiej UK: Joanna Kańska i Adam<br />
Hypki, a dodatkowym lektorem był<br />
Tak o niedalekim spotkaniu rosyjskiej<br />
cesarzowej i polskiego króla pisze<br />
z polotem brytyjski historyk. Zajmującą<br />
i odkrywczą rozprawę angielskiego<br />
profesora przetłumaczył z talentem<br />
na język polski Michał Ronikier. Jej<br />
fragmenty zostały odczytane podczas<br />
gali z laureatami.<br />
Na zdjęciu: Richard Butterwick-Pawlikowski, Regina Wasiak-Taylor (Prezes ZPPnO), Katarzyna Zechenter i Kazimierz Braun<br />
W uzasadnieniu jury czytamy, że<br />
Nagrodę Literacką ZPPnO otrzymał<br />
profesor Richard Butterwick za niezwykły<br />
i zajmujący sposób opowiadania,<br />
sztukę eleganckiej polemiki,<br />
dar odczuwania historii, wrażliwość<br />
językową, pasję szczegółu. Jury podkreśliło,<br />
że książki i wszystkie dotychczasowe<br />
prace naukowe Butterwicka<br />
nawiązują do najlepszych tradycji europejskiego<br />
dziejopisarstwa, do czasów,<br />
kiedy pisarze historyczni umieli<br />
połączyć wiedzę z intuicją badawczą<br />
i artyzmem, kiedy nauka była bliska<br />
literaturze.<br />
Na uroczystości wręczenia nagród<br />
obaj dostojni Laureaci wygłosili niekonwencjonalne<br />
podziękowania, które<br />
zostaną opublikowane w czerwcowym<br />
tomie londyńskiego „Pamiętnika<br />
Literackiego”.<br />
Wiktor Moszczyński. Święto polskiej<br />
literatury na obczyźnie zakończyło<br />
się spotkaniem towarzyskim przy<br />
lampce wina i rozmowami, którym<br />
nie było końca. Wypada czekać na<br />
następny rok. Kolejnych zwycięzców<br />
ogłosi PAP na początku października<br />
bieżącego roku. [RWT]<br />
REGINA WASIAK-TAYLOR<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
17
Intryga (1890)<br />
TAJEMNICZE PIĘKNO<br />
TRUPIEJ CZASZKI<br />
Daniel Wójtowicz<br />
Znany jest jako malarz postaci<br />
z trupimi czaszkami czy walczących<br />
ze sobą szkieletów. Przedstawiał<br />
również grupy osób w karnawałowych<br />
błazeńskich maskach.<br />
Parafrazował nawet w ten sposób<br />
sceny z obrazów swojego sławnego<br />
rodaka – Rubensa. Może i dlatego<br />
jemu współcześni w końcu XIX wieku<br />
okrzyknęli go nowym Rubensem.<br />
Mogło brzmieć doniośle i pochlebnie,<br />
gdyby nie było to tylko złośliwym<br />
żartem, kpiną. Jego malarstwo<br />
bulwersowało, raziło, nie budziło<br />
zrozumienia. Przez długie lata pozostawał<br />
skreślony i wykluczony z artystycznego<br />
środowiska we własnym<br />
kraju, tymczasem dziś nazwisk tych<br />
krytyków prawie nikt już nie pamięta.<br />
18<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
A prace jego autorstwa wiszą właśnie<br />
tuż przy dziełach Rubensa i jawią się<br />
jako druga największa atrakcja muzeów<br />
Belgii. James Ensor uznawany<br />
jest za współtwórcę ekspresjonizmu<br />
i symbolizmu, za jednego z tych największych,<br />
bez których światowe<br />
malarstwo nie byłoby dziś takie, jakie<br />
jest.<br />
Ja dla siebie odkryłem go przy turystycznej<br />
wizycie w Królewskim Muzeum<br />
Sztuk Pięknych w Antwerpii,<br />
w którym znajduje się odrębny dedykowany<br />
mu dział. Wchodzących wita<br />
wyeksponowany na wielkiej ścianie<br />
jeden z najbardziej znanych obrazów<br />
mistrza: Szkielet malujący (1896), który<br />
po pierwsze zaskakuje rozmiarem,<br />
niewspółmiernie małym w stosunku<br />
do swojej sławy. Po drugie wydaje<br />
się być niepoważnym malarskim żartem<br />
– przedstawia stojącego przed<br />
sztalugami, elegancko ubranego artystę,<br />
z sylwetką zwieńczoną trupią<br />
czaszką, na dodatek jakby uśmiechniętą.<br />
Czy jest to autoportret sfrustrowanego<br />
artysty? Czy też przykład<br />
okrutnego poczucia humoru? – retorycznie<br />
pyta autor muzealnego podpisu<br />
pod pracą. Faktycznie i dla mnie nie<br />
było to jasne. Rozszyfrowywanie zagadki<br />
tych osobliwych obrazów, sławy<br />
i wielkości ich twórcy stało się dla<br />
mnie frapującą przygodą.<br />
Okazuje się, że kluczem do zrozumienia<br />
Jamesa Ensora są maski. Ukształ-
towały one jego wyobraźnię, a może<br />
nawet cały światopogląd. Jako dzieciak<br />
James wychowywał się w Ostendzie<br />
w domu, który był jednocześnie<br />
magazynem dla prowadzonego przez<br />
jego matkę sklepu z pamiątkami.<br />
Dominowały wśród nich właśnie tradycyjne<br />
karnawałowe maski: zimne,<br />
tajemnicze twarze. Małemu musiały<br />
się chyba wydawać straszne, nieludzkie.<br />
Pustymi oczodołami spoglądały<br />
na niego z każdego ciemnego zakamarka<br />
mieszkania, zdawały się szeptać<br />
coś swymi martwymi ustami. Być<br />
może się ich bał, a na pewno czuł<br />
ich wszechobecność. Zrozumiał, że<br />
bardzo często ludzie dążą do ukrycia<br />
własnej twarzy przed innymi. Dla zatajenia<br />
prawdy o sobie i z lęku przed<br />
konsekwencjami jej ujawnienia.<br />
obiekt karykatury zachwyca się swym<br />
obnażonym wizerunkiem. Dlatego prace<br />
tego twórcy współczesnych mu Belgów<br />
jakoś mało śmieszyły, a w każdym<br />
razie nie wywoływały ich entuzjazmu.<br />
Czarę goryczy lokalnej socjety wobec<br />
radosnej twórczości Jamesa Ensora<br />
przelał wykonany w 1889 roku jego<br />
na wpół surrealistyczny obraz Wjazd<br />
Chrystusa do Brukseli, w którym malarz<br />
oddał swoje wyobrażenie, jak<br />
mogłoby wyglądać powitanie Zbawcy<br />
w tym współczesnym i bliskim mu<br />
świecie. Przedstawił swoich rodaków<br />
tłumnie wypełniających Wielki Plac,<br />
z twarzami schowanymi oczywiście<br />
za maskami, wyzutych z entuzjazmu<br />
wobec przybycia Jezusa, za to egoistycznie<br />
skoncentrowanych na samych<br />
sobie. Znajdowała się w tym<br />
jawna i śmiała krytyka hipokryzji<br />
i zakłamanych stosunków społecznych<br />
w ówczesnej Belgii, braku wrażliwości<br />
społecznej i egoizmu wiodących<br />
polityków. Obraz musiał być na<br />
tyle dla odbiorców czytelny, dosadny,<br />
że uniemożliwiono jego szerszą publiczną<br />
prezentację i nawet wymuszono<br />
wyłączenie Ensora z towarzystwa<br />
belgijskich artystów – Les XX, które<br />
zresztą on sam przed laty tworzył.<br />
Ale jak to często z twórczością bywa –<br />
krzyk krytyki i oburzenia tylko uwypukla<br />
celność i siłę dzieła. Jego wielkość<br />
i skalę oddziaływania na emocje.<br />
I chociaż musiał prawie 40 lat wisieć<br />
w ukryciu na ścianie w mieszkaniu<br />
artysty, to w końcu, w latach<br />
30. XX wieku, uzyskał sławę najlepszej<br />
pracy Ensora i bezcennego dzieła<br />
światowego malarstwa. Dziś ulokowany<br />
jest w najważniejszych zbiorach malarstwa<br />
w Los Angeles w USA.<br />
W Muzeum w Antwerpii, w którym<br />
poznawałem twórczość Ensora, reprezentantem<br />
dzieł z postaciami<br />
w nadanych im maskach jest równie<br />
James Ensor<br />
A już tylko o jeden krok dalej musiało<br />
być spostrzeżenie, że i te prawdziwe<br />
twarze bywają często oszustwem i zasłoną<br />
dla prawdziwego oblicza. Zdecydował<br />
zatem obnażać wszechobecnych<br />
w jego otoczeniu dwulicowców<br />
i przedstawiać ich w maskach. Tyle<br />
że u niego nie miały one – jak tamte,<br />
karnawałowe – ukrywać prawdy, lecz<br />
przeciwnie: w specyficzny sposób<br />
de-maskować. Innymi słowy bohaterom<br />
swoich obrazów „dorabiał gęby”,<br />
karykaturalnie odzwierciedlając ich<br />
przywary – złośliwość, zajadłość,<br />
chciwość, tchórzostwo, zachłanność<br />
czy obojętność. A im bardziej ich na<br />
kolejnych obrazach przybywało, tym<br />
bardziej składali się na tłum, na szerszy<br />
obraz społeczeństwa ówczesnej<br />
Belgii.<br />
Zdjęcia: Daniel Wójtowicz<br />
Specyficzna twórczość Jamesa Ensora<br />
mieściła się ponoć w tradycyjnym<br />
flamandzkim grubiańskim poczuciu<br />
humoru – zwanze. Była zatem<br />
na tamtym gruncie niejako kulturowo<br />
umocowana i usprawiedliwiona.<br />
Praktycznie jednak rzadko kiedy<br />
Szkielety walczące nad ciałem wisielca (1891)<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
19
słynna L’Intrigue. Obraz przedstawia<br />
grupę ludzi o wymownych, karykaturalnych<br />
obliczach. I choć nie są<br />
przedstawieni we wzajemnej relacji,<br />
wyraźnie pozostają w jakimś paskudnym<br />
porozumieniu. Co do jego istnienia,<br />
sensu i charakteru upewnia nas<br />
tytuł obrazu, ale i bez niego łatwo to<br />
zrozumieć. Ukazanie tych właściwie<br />
niewidocznych, ale tak istotnych zależności<br />
międzyludzkich przesądza<br />
w moich oczach o magicznej sile tego<br />
dzieła. Uwidacznia ono bowiem<br />
coś, co jest tylko duchem danej sytuacji,<br />
co fizycznie nie istnieje, ale<br />
tworzy – podbitą jeszcze ekspresyjną<br />
kolorystyką – szyderczą opowieść<br />
o naturze prezentowanych postaci.<br />
Sala wystawowa z ekspozycją Intrygi<br />
Ale jakby było jeszcze mało tych dziwnych<br />
niby-twarzy, błazeńskich masek,<br />
to są przecież jeszcze u Ensora wizerunki<br />
mocniejsze: postacie z trupimi<br />
czaszkami czy ludzkie szkielety. Nie<br />
chodzi tu raczej o makabreski. Ostatecznie<br />
nie są to wizje cmentarne, kościotrupy<br />
z tych obrazów bywają nawet<br />
nieco zabawne czy rozbrajające.<br />
Niemniej jednak pozostają dziwaczne<br />
oraz jak i cały ten zamysł twórczy,<br />
widma czaszki demony maski szkielety widma czaszki<br />
Christ Entry Into Brussels in (1889). Public domain US<br />
Wjazd Chrystusa do Brukseli<br />
20<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Szkielet malujący (1986)<br />
i demony maski szkielety widma czaszki demony maski<br />
tajemnicze. Sceny z ich udziałem<br />
mogą oznaczać wiele i dokładnie nie<br />
wiadomo co.<br />
Co zabawne: przy oglądaniu w Muzeum<br />
w Antwerpii jednego z najbardziej<br />
wyrazistych „kościotrupowych”<br />
obrazów Ensora: Szkielety walczące<br />
o ciało wisielca (1891) każdy z nas<br />
miał inną interpretację tej absurdalnej<br />
wizji. Ktoś mówił, że rzecz poszła<br />
o schedę po samobójcy, inny kolega<br />
sądził, że chodzi o winę i odpowiedzialność<br />
za śmierć nieszczęśnika,<br />
a koleżanka podejrzewała, że to jego<br />
zmarła żona z kochanką walczą pośmiertnie<br />
o wieczne prawo do bycia<br />
przy zmarłym.<br />
Na tej jawnej niejednoznaczności<br />
zasadza się jednak, jak doczytuję<br />
u sięgających głęboko badaczy sztuki,<br />
pierwsza szczególna cecha tych obrazów.<br />
Zawierają nadmiar treści i znaczeń,<br />
w wyniku czego ich ostateczny<br />
sens i wymowa dopełnia się dopiero<br />
w oczach i myślach każdego z nas.<br />
W zderzeniu z naszymi doświadczeniami<br />
i odczuciami. Stajemy się<br />
z zamysłu autora dzieła jego współtwórcami,<br />
a przynajmniej aktywnymi<br />
emocjonalnymi „ekranami”, na których<br />
uwidacznia się i kształtuje ich<br />
ostateczna treść.<br />
Przedstawianie postaci zwieńczonych<br />
pustymi czaszkami stało się u Ensora<br />
głęboką konsekwencją wcześniejszego<br />
myślenia o maskach i o fałszu, który<br />
niesie często w opowieści o człowieku<br />
jego zakłamana twarz. W tym<br />
kontekście naga czaszka, też przecież<br />
indywidualnie zróżnicowana, jawi się<br />
jako naga prawda niepodlegająca manipulacjom<br />
czy ubarwieniom. W tamtych<br />
czasach, gdy rodziła się ta sztuka,<br />
spojrzenie takie musiało być szokujące<br />
i prowokacyjne.<br />
Do zaskakujących odkryć doprowadziły<br />
szczegółowe badania i prześwietlenia<br />
prac Ensora, w tym zwłaszcza Malującego<br />
szkieletu. Okazuje się, że pod<br />
czaszką wieńczącą sylwetkę stojącego<br />
przed sztalugami mężczyzny namalowana<br />
została uprzednio realistyczna<br />
twarz samego autora obrazu, niczym<br />
miniaturowy autoportret. Dopiero na<br />
tej bazie dokonywał on przeobrażeń<br />
rysunku swojej głowy, jakby szukając<br />
najbardziej właściwego anatomicznie<br />
kształtu własnej czaszki, próbował<br />
precyzyjnie ustalić obraz swojego<br />
szkieletowego wizerunku, tego, który<br />
miałby być najprawdziwszą prawdą<br />
o osobie i jednocześnie jej przesłaniem<br />
dla wieczności. Oznaczałoby to,<br />
że obraz Malujący szkielet, pomimo<br />
swojej absurdalności, nie miał być<br />
żadnym żartem. Może natomiast był<br />
i jest do dziś pewnym artystycznym<br />
testamentem artysty.<br />
Czaszka była zawsze i pozostaje do<br />
dziś symbolem. I to nie tylko nieuchronności<br />
śmierci, lecz także nieustannych<br />
nadziei ludzi na pozostawienie<br />
po sobie trwałego śladu na<br />
ziemi. Wprowadzając tak mocno<br />
czaszki do treści swoich ekspresjonistycznych<br />
obrazów, Ensor powiązał je<br />
mocno z rodzącym się w jego czasach<br />
również symbolizmem i abstrakcyjnym<br />
myśleniem o życiu. Jaki jest cel<br />
całego naszego życia? I co też po nas<br />
pozostaje? Niektórzy twierdzą, że tylko<br />
sztuka. W wypadku Jamesa Ensora<br />
akurat jest to prawdą. [DW]<br />
DANIEL WÓJTOWICZ<br />
21<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Ilustracja: Renata Cygan<br />
22<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Bianka Kunicka-Chudzikowska<br />
NOC W DŁONIACH UKŁADA<br />
KOLEJNE DZIEŃ DOBRY<br />
kocham cię jak drzewa kurhany wieczności<br />
smętny kamień i burzę strażniczkę jutrzenki<br />
jak skrawek błękitu ognie zórz gdy płoną<br />
głębię co czas topi w strumieniach na czole<br />
łapię w dłonie ciepło kwitnących firletek<br />
kocham w oczach ustach i językach turzyc<br />
zapachu mokradeł obietnicach burzy<br />
kocham skórą teraz a będę też potem<br />
w chłodzie jezior zmarszczkach słońca na księżycu<br />
pokornie i pięknie niecierpliwie strasznie<br />
w oczach martwych ptaków kałużach i sierści<br />
kocham cię w pościeli miękkim mchu na trawie<br />
tak pięknie umierać pomiędzy słowami<br />
rozsiewać je w pulchnym zaczynie milczenia<br />
zbuduj mi dom gniazdo w cichym splocie dłoni<br />
zamieszkamy razem nie wiedząc o sobie<br />
księżyc pełnią piersi drogę mleczną zatrze<br />
jakby po niej szczęście miało wkrótce nadejść<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
23
Miecz<br />
i jedynka.<br />
O AKTORZE INNEGO PLANU<br />
Rozmawia Katarzyna Brus-Sawczuk<br />
Wojciech<br />
Roguski<br />
Był piątek, około godziny czternastej. Jeszcze tylko jeden pacjent. Myślałam o zbliżającym się weekendzie,<br />
kiedy zadzwonił telefon.<br />
– Pani doktor… Ratunku… Kiedy umierałem przywaliłem mieczem w górną jedynkę… Nigdy wcześniej<br />
nic takiego mi się nie zdarzyło. Tyle razy już umierałem w różnych, niebezpiecznych okolicznościach.<br />
A tu taka błahostka…<br />
Pytam o stan zęba. „Chyba pękł” – słyszę w odpowiedzi.<br />
– Panie Wojtku, zapraszam, opowie mi pan swoją historię.<br />
24<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Wojtku, ile Ty masz lat?<br />
Czterdzieści trzy, to prawie emerytura<br />
w tym zawodzie.<br />
Ogromna liczba przygód jak na tak<br />
młodego człowieka, jakim jesteś.<br />
Umierałeś już tyle razy, ostatnio w zeszłym<br />
tygodniu…<br />
(śmiech)<br />
Powiedz mi, jak to się stało, że zostałeś<br />
kaskaderem? To był Twój pomysł? Marzenie?<br />
Czy podsunął Ci to ktoś inny?<br />
To był mój pomysł. W wieku dwudziestu<br />
pięciu lat przypomniałem sobie, że<br />
w dzieciństwie zawsze chciałem być<br />
ninją. Prześladowało mnie to. Zapisałem<br />
się na zajęcia z kung-fu, ale znalazłem<br />
w nim tylko część tego, co mnie<br />
fascynowało. Nie było tam bowiem salt<br />
i fiflaków – są to takie obroty, w zasadzie<br />
przerzuty w tył, robione jeden za<br />
drugim: ręce, nogi, ręce, nogi. Doszedłem<br />
więc do wniosku, że zapiszę się<br />
na akrobatykę. Wszystko okazało się<br />
dużo prostsze, niż mogłoby się wydawać.<br />
Mam wrażenie, że już po miesiącu<br />
byłem całkiem sprawny. (śmiech)<br />
Odkryłem taki sport, który rozwijał się<br />
w Stanach Zjednoczonych – triki sztuk<br />
walki – angielska nazwa to Marshall Law<br />
Tips albo Extreme Marshall Law. Jest to<br />
połączenie akrobatyki ze sztukami walki<br />
i np. break dance’em. Budujemy scenę<br />
na żywo, podobnie jak w grach komputerowych.<br />
Wykonujemy np. gwiazdę,<br />
z której wychodzimy do kopnięcia<br />
i teoretycznego starcia z przeciwnikiem,<br />
lądujemy. Tworzymy całą serię<br />
trików, które mogłyby być przydatne<br />
w realnej walce. Wszystko to bardzo dynamiczne<br />
i widowiskowe. Zakochałem<br />
się w tym sporcie i zacząłem trenować.<br />
Wtedy nie było żadnej szkoły, która by<br />
tego uczyła. Pozostawały mi filmy i poklatkowe<br />
oglądanie tego, co dzieje się<br />
na ekranie, a także dużo samozaparcia.<br />
Obejrzałem wszystkie dostępne filmy<br />
na YouTubie i wyćwiczyłem wszystko,<br />
co tylko było możliwe. Po dwóch latach<br />
samodzielnej nauki zobaczyłem, że wiele<br />
rzeczy już potrafię i pomyślałem, że<br />
może to pora, aby założyć własną szkołę<br />
i wypełnić pewną niszę w naszych realiach.<br />
Była to jedna z pierwszych takich<br />
szkół, jeśli nie pierwsza. Nauczanie stało<br />
się moją kolejną pasją. W pewnym<br />
momencie do zajęć dołączyło dwóch<br />
chłopaków – Maciej Kwiatkowski<br />
i Sławek Kurek, którzy byli już kaskaderami.<br />
Mieli za sobą pracę przy pierwszym<br />
Wiedźminie, naszej polskiej grze.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
<strong>25</strong>
Zaczęli przychodzić do mnie, abym nauczył<br />
ich tych elementów, których nie<br />
umieli: salt, układów akrobatycznych,<br />
trików przy upadkach. Po jakimś czasie<br />
z ich strony padła propozycja dołączenia<br />
do zespołu Wiedźmina. Taki był początek.<br />
Mając dwadzieścia siedem lat, zacząłem<br />
karierę kaskadera. Było to bardzo<br />
późno jak na światowe standardy.<br />
W wielu miejscach już kilkunastolatkowie<br />
przechodzą szkolenie. W Polsce stało<br />
się coś niedobrego. Jeszcze w latach<br />
osiemdziesiątych zawód kaskadera był<br />
licencjonowany, trzeba było zdać egzamin.<br />
Obecnie jest to wolny zawód. Każdy<br />
może stać się kaskaderem, niestety<br />
bez żadnej licencji czy innych papierów.<br />
Oczywiście trzeba mieć predyspozycje<br />
i pewne umiejętności. Ja wyszedłem<br />
z akrobatyki i sztuk walki, ale potrafię<br />
Być może w scenach pływania należałoby<br />
coś wymyślić. Polscy kaskaderzy<br />
od amerykańskich różnią się tym, że<br />
są wszechstronni. Umiemy podpalać<br />
się, spadać z dachu, wpadać pod samochody…<br />
To jedynie ułamek tego,<br />
co potrafimy robić. Na świecie istnieją<br />
wąskie specjalizacje. Na przykład, jeśli<br />
kaskader jest typowo samochodowy, to<br />
nie zagra w innych scenach, natomiast<br />
z samochodem jest w stanie zrobić<br />
wszystko. Parkować na centymetry czy<br />
wylatywać z hukiem w powietrze i lądować<br />
precyzyjnie w przygotowanym<br />
wcześniej celu. Ale należy podkreślić, że<br />
amerykański rynek jest zupełnie inny,<br />
to są miliony produkcji – od tych zupełnie<br />
topowych do filmów, które nie staną<br />
się hitami, ale nadal są robione. Taki<br />
specjalista ma więc zapewnioną pracę<br />
Do tego trzeba mieć bardzo dobry refleks,<br />
a równocześnie być opanowanym.<br />
Czy uczestniczyłeś w jakichś zajęciach<br />
psychologicznych albo kursach<br />
oddychania czy medytacji?<br />
Nie uczestniczyłem. Nie ma takiego wymogu.<br />
Wiadomo, trzeba pracować nad<br />
swoimi słabościami i fobiami. Pewnie<br />
się zdziwisz – ja mam lęk wysokości,<br />
który w dużej mierze właśnie przez kaskaderkę<br />
udało mi się zminimalizować.<br />
Wysokości się zmieniły, zmniejszyły, nie<br />
budzą już we mnie takiego niepokoju.<br />
To świadczy jednak o bardzo dużym<br />
opanowaniu i skupieniu. Paradoksalnie<br />
to wykonywanie tego zawodu pomogło<br />
mi pokonać lęk.<br />
Kiedy dokładnie zacząłeś być aktorem<br />
„innego” planu?<br />
Zastanawiam się, który film był pierwszy.<br />
Jeszcze wcześniej były pokazy na żywo.<br />
Są szczególnie trudne, bo nie ma miejsca<br />
na duble. Scen się nie powtarza ani<br />
w części, ani w całości. Są też widzowie.<br />
również posługiwać się różnymi rodzajami<br />
broni, znam czarną taktykę<br />
(wykorzystywaną przez oddziały specjalne<br />
policji) i zieloną taktykę (tu: oddziały<br />
wojskowe). Potrafię poruszać się<br />
w terenie i w budynkach, w taki sposób,<br />
w jaki rzeczywiście poruszają się<br />
wyspecjalizowane oddziały policyjne<br />
czy grupy antyterrorystyczne.<br />
Rozumiem jednak, że trzeba być wysportowanym,<br />
zdrowym, nie mieć<br />
wady wzroku…<br />
Ja mam wadę wzroku, soczewki kontaktowe<br />
nie przeszkadzają mi w saltach.<br />
26<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
w sposób ciągły, jest bez przerwy angażowany.<br />
W Polsce byłoby to niemożliwe.<br />
Nasz rynek to głównie produkcje<br />
romantyczne, czasem film historyczny,<br />
kina akcji nie ma aż tyle. Seriale z akcją<br />
zaczęły rozwijać się w ostatnim czasie.<br />
Większość filmów tego typu do niedawna<br />
stanowiły produkcje Patryka Vegi.<br />
Czy widzowie są jakoś zabezpieczeni?<br />
Osiemdziesiąt procent tego zawodu<br />
stanowią zabezpieczenia. Zawsze o tym<br />
myślimy w pierwszej kolejności, to jest<br />
cała logistyka. Spektakularny efekt, wyczyn,<br />
to tylko wisienka na torcie. Jeśli<br />
ma nastąpić wybuch, a mamy widzów,<br />
to musi nastąpić on w bezpiecznej od<br />
nich odległości. Musimy mieść pewność,<br />
że nikt i nic nam nie zakłóci pracy,<br />
że nikt nie podejdzie zbyt blisko i nie<br />
znajdzie się nagle w polu naszego działania.<br />
Czasem robimy pokazy z prawdziwą<br />
bronią. Oprócz tego, że trzeba być<br />
doskonale wytrenowanym, to przede
wszystkim należy też mieć pewność,<br />
że nikomu nie stanie się krzywda.<br />
Czyli Ty nie tylko zastępujesz aktora<br />
i grasz jego kaskaderską rolę, ale również<br />
uczysz go wielu rzeczy… Ale wróćmy<br />
do pierwszego filmu. Co to było?<br />
Był widowiskowy. (śmiech) Pierwszy<br />
film to chyba był krótkometrażowy kryminał<br />
Headshot w reżyserii Pawła Zdanowskiego.<br />
Jeśli dobrze pamiętam, zrealizowany<br />
w 2014 roku. Policjant nielubiący<br />
gier komputerowych w śledztwie<br />
mierzy się z maniakalnym fanem takich<br />
gier. Pamiętam, że w tym filmie miałem<br />
za zadanie zagrać między innymi spektakularny<br />
upadek ze schodów.<br />
Z którymi aktorami grałeś? Czy masz<br />
kogoś ulubionego?<br />
Jako fan kina zagranicznego jestem<br />
otwarty na propozycje. (śmiech)<br />
Miałem okazję współpracować,<br />
a w zasadzie grać ze Zbigniewem Zamachowskim<br />
(dublowałem go w serialu<br />
Rysa). Do zagrania Zamachowskiego<br />
To ile w kaskaderstwie jest komputera,<br />
a ile rzeczywistości?<br />
Jest oczywiście cała masa animacji i coraz<br />
lepsze możliwości ich tworzenia, ale<br />
nie zastąpią one koniecznego elementu<br />
ludzkiego. Mamy różne technologie<br />
wychwytywania rzeczywistego ruchu.<br />
Najbardziej rozpowszechnione są specjalne<br />
markery nakładane w odpowiednich<br />
punktach na strój, taki trochę jak<br />
obcisły kostium Batmana [zdjęcie na<br />
str. 15 – przyp. red.], które w podczerwieni<br />
zaczynają świecić. Jest też tzw.<br />
walium, czyli powierzchnia, na której<br />
my odgrywamy jakąś scenę lub robimy<br />
efekty kaskaderskie, a dookoła niej są<br />
rozstawione kamery ustawione na podczerwień,<br />
które rejestrują każdy ruch<br />
markerów. Potem komputery sczytują<br />
ten zarejestrowany materiał, tworząc<br />
trójwymiarowe obrazy. Na to nakładany<br />
jest model potrzebny do powstającego<br />
obrazu. Może być gigantem, może<br />
malutki jak mrówka…<br />
Mówiłeś o wszechstronności polskich<br />
kaskaderów i o swoich umiejętnościach.<br />
To znacznie więcej, niż potrafiłby<br />
aktor. W zasadzie większości<br />
z tych rzeczy najprawdopodobniej by<br />
nie potrafił. Kaskaderstwo to nie tylko<br />
umiejętność, to także sztuka różna<br />
od aktorstwa.<br />
Jest to w pewnym sensie aktorstwo<br />
wyższego rodzaju, ale nie pod<br />
względem umiejętności wyuczonych<br />
w szkole teatralnej czy filmowej, takich<br />
jak granie głosem, tylko pod względem<br />
kompetencji, których aktorzy nie<br />
mają. My dzielimy się z nimi sceną,<br />
a obie strony muszą dla widza być<br />
wiarygodne, czyli być tą samą osobą.<br />
Mamy na przykład aktorów, którzy<br />
nigdy nie trzymali broni w ręce. Aby<br />
moja scena była prawdziwa, taki aktor<br />
najpierw sam musi przyzwyczaić się do<br />
broni, nauczyć się, jak ją wziąć do ręki,<br />
że nie można trzymać palca na spuście,<br />
a jedynie obok niego, jak się z nią poruszać,<br />
reagować na ciosy. Takie detale<br />
budują scenę, którą w pewnym momencie<br />
przejmuje kaskader. Wszystko<br />
musi się płynnie uzupełniać.<br />
musiałem się bardzo dobrze odżywiać.<br />
Grałem też Małgosię Kożuchowską, dublując<br />
ją w scenach samochodowych,<br />
a Weronikę Książkiewicz uczyłem sztuk<br />
walki. Choreografię do scen układaliśmy<br />
pod nią. Taką choreografię tworzy<br />
się etapami: na rzeczywiste ruchy ciał<br />
nakłada się animacje komputerowe<br />
(ang. motion capture).<br />
Może być Avatarem…<br />
Tak, może być kimkolwiek lub czymkolwiek.<br />
À propos produkcji zagranicznych, powiedziałeś:<br />
„trzeba gonić marzenia”.<br />
No tak. Do dzisiaj mam za sobą ponad<br />
pięćdziesiąt produkcji. Było wśród nich<br />
sporo zagranicznych właśnie.<br />
Jak to się stało, że trafiłeś na plan filmu<br />
Król Artur. Legenda miecza w reżyserii<br />
Guya Ritchiego (2017)? Czy to jest tak,<br />
że jak się jest znanym kaskaderem,<br />
to agenci dzwonią, wyłapują takiego<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
27
człowieka? Czy świat profesjonalnych<br />
kaskaderów jest mały?<br />
Po sukcesie wszystkich Wiedźminów<br />
moje nazwisko zaczęło być rozpoznawalne<br />
w Europie i poza nią. Zadzwonił<br />
do nas producent od efektów specjalnych,<br />
potrzebowali kaskaderów do<br />
scen walk z bardzo dużą liczbą walczących<br />
na planie. Początkowo nawiązali<br />
kontakt z kaskaderami z Anglii, ale do<br />
współpracy z jakichś przyczyn nie doszło.<br />
Kolega zajmujący się efektami<br />
specjalnymi, którego znam prywatnie,<br />
zarekomendował producentom nasz<br />
polski zespół. Zadziałało słowo: Wiedźmin<br />
i znajomość motion capture. Guy<br />
Ritche, któremu znany był trailer do<br />
trzeciej, właśnie wchodzącej na rynek<br />
części Wiedźmina, podjął rękawicę.<br />
W rozmowie telefonicznej usłyszałem,<br />
że producentom zależy najbardziej na<br />
„epickiej walce”. Nie dostaliśmy żadnych<br />
innych wymogów czy referencji.<br />
Choreografię przygotowaliśmy w Warszawie<br />
i zostaliśmy zaproszeni na spotkanie<br />
z producentami oraz reżyserem<br />
w studiu Imaginarium Andy’ego Serkisa<br />
w Londynie – słynnego Goluma<br />
z Władcy Pierścieni. Niestety samego<br />
Goluma nie miałem okazji poznać, ale<br />
zespół pracujący przy filmie – tak. Mieliśmy<br />
tydzień na przygotowanie całego<br />
materiału. Było nas czterech, a musieliśmy<br />
zrobić walkę z kilkudziesięcioma<br />
przeciwnikami. Podzieliśmy to na kilka<br />
części, zostaliśmy również poproszenie<br />
o dogranie pewnych dodatków, np.<br />
scen batalistycznych (chociażby tych<br />
z początku filmu, gdzie łucznicy spadają<br />
z murów) i ponad setki innych fragmentów,<br />
np. biegających żołnierzy. Któregoś<br />
dnia, kiedy mieliśmy już całą choreografię<br />
zbudowaną, włącznie z koniecznymi<br />
konstrukcjami, razem z zespołem<br />
studia, żeby było to realistyczne<br />
po przeniesieniu na świat wirtualny,<br />
została potwierdzona wizyta Guya<br />
Ritchiego. Usiadł na krześle w samym<br />
centrum walium, obejrzał materiał<br />
i… westchnął: Wszystko świetnie, tylko<br />
jest jeden problem. Lecą głowy, gardła<br />
i krew, a nasz film jest dozwolony od lat<br />
trzynastu… No tak, łamanie kręgosłupa<br />
i przebijanie gardła strzałą nie wchodziło<br />
w rachubę. Materiał zrobiliśmy dla dorosłych<br />
widzów, bo… nikt nie powiedział<br />
nam, dla jakiej widowni będzie przeznaczona<br />
produkcja. Nie mieliśmy wyjścia.<br />
Trzeba było wszystko przerobić.<br />
28<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Czy to Ty grałeś króla Artura?<br />
Nie, kolega z zespołu. On miał posturę<br />
najbardziej zbliżoną do aktora<br />
odgrywającego króla Artura [Charlie<br />
Hunnam – przyp. red.]. Maciek grał<br />
wcześniej Wiedźmina i najbardziej pasował<br />
do tej roli. On miał całą walkę,<br />
a my byliśmy tymi, którzy fruwali, wyskakiwali,<br />
spadali.<br />
Powiedz mi, czy chciałbyś zagrać<br />
w Bollywoodzkiej produkcji?<br />
Już grałem. (śmiech) Ale oczywiście<br />
chciałbym ponownie. Miałem okazje<br />
zagrać w bollywoodzkiej i tollywoodzkiej<br />
produkcji. Bollywood to znana<br />
na całym świecie nazwa indyjskiego<br />
przemysłu filmowego utworzona w latach<br />
siedemdziesiątych ze zbitki słów<br />
Bombaj i Hollywood. Tollywood to<br />
z kolei indyjski przemysł filmowy w języku<br />
telugu. Pierwsza moja przygoda<br />
to film Rangoon – romantyczny dramat<br />
wojenny w reżyserii Vishala Bhardwaja<br />
(2017). Co ciekawe, Vishal zaczął reżyserować<br />
filmy dzięki Kieślowskiemu.<br />
Zachwycił się jego Trzema kolorami<br />
i prawdopodobnie ten wątek polski był<br />
jedną z przyczyn poszukiwania kaskaderów<br />
w Polsce. Graliśmy angielskich<br />
komandosów, którzy w okresie II wojny<br />
światowej naprawdę istnieli. W filmie<br />
pojawił się Chindit – oddział złożony<br />
z angielskich i hinduskich żołnierzy.<br />
Działali na tyłach wroga. Zostaliśmy<br />
zaproszeni jako eksperci od sztuk walki<br />
i walki z bronią, w tym wypadku maczetami.<br />
W związku z powyższym w filmie<br />
zostali zatrudnieni również japońscy<br />
kaskaderzy. Dla bollywoodzkich<br />
produkcji charakterystyczne są bardzo<br />
spektakularne sceny z mnóstwem<br />
efektów, czasem mocno przerysowanych.<br />
W drodze powrotnej staliśmy<br />
się sławni jeszcze bardziej. Sceny były<br />
kręcone na dalekiej prowincji, bardzo<br />
dużo czasu zajęła nam droga na lotnisko,<br />
w rezultacie lecieliśmy spóźnionym<br />
samolotem z lotniska Dibrugarh<br />
[port lotniczy na wschodzie Indii, blisko<br />
granicy z Chinami i Birmą – przyp. red.]<br />
do Dehli. Zadziałała magia bollywoodzkiego<br />
kina i do Dehli popłynęła komenda:<br />
Wstrzymać samolot, lecą gwiazdy.<br />
Do samolotu przewiózł nas specjalnie<br />
podstawiony samochód, poza całym<br />
systemem ochrony lotniska. Po wejściu<br />
na pokład dostaliśmy oklaski na stojąco<br />
i każdy z nas musiał zrobić sobie pamiątkowe<br />
zdjęcie ze stewardessami. Sława<br />
czasem potrafi zaskoczyć. (śmiech)<br />
Ile osób w Indiach zobaczyło ten film?<br />
Wszyscy. Hindusi kochają Bollywood.<br />
A druga produkcja?<br />
To było Saacho – indyjski thriller akcji,<br />
kręciliśmy przez miesiąc sceny<br />
w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.<br />
W Abu Dhabi graliśmy kierowców<br />
i oddział antyterrorystyczny. Według<br />
rankingów Google podobał się on<br />
siedemdziesięciu procentom widzów,<br />
którzy go obejrzeli.<br />
Pamiętasz taką scenę w jednym z filmów<br />
o Bondzie bodajże w Spectre:<br />
nad placem pełnym ludzi helikopter,<br />
w którym dochodzi do walki pomiędzy<br />
Bondem a złymi, pikuje w niebezpiecznych<br />
ewolucjach. Ta scena robi wrażenie<br />
tym bardziej, że była kręcona<br />
między innymi w ujęciach z ręki przez<br />
jednego ze znanych hollywoodzkich<br />
operatorów kamery, Polaka zresztą,<br />
Łukasza Bielana. Zagrałbyś taką scenę?<br />
Jakie środki bezpieczeństwa, Twoim<br />
zdaniem, musiały zostać zapewnione,<br />
jeśli było tam tylu statystów?<br />
Odpowiadając na pierwsze pytanie:<br />
z racji mojego lęku wysokości raczej<br />
bym się obawiał, chociaż to wszystko
Kaskaderzy muszą być<br />
zwariowani<br />
nie dzieje się od razu, są to liczne treningi.<br />
W takich sytuacjach, przy trudnych<br />
scenach, robi się próby. Wszystko<br />
musi być doskonale dopracowane. Próby<br />
odbywają się bez żadnych dodatkowych<br />
ludzi. My, nawet jeśli układamy<br />
choreografię, zwracamy uwagę na każdy<br />
detal, bo wszystkie elementy muszą<br />
się zgadzać. To są też często bardzo kosztowne<br />
produkcje, a więc i budżet musi<br />
się zgadzać. Jeśli w budżet, na przykład,<br />
wliczony jest helikopter i on ma ulec<br />
zniszczeniu w konkretnej scenie, to nie<br />
może być pomyłki. W Saacho mieliśmy<br />
dwa bardzo kosztowne samochody,<br />
jednak mogły zostać zniszczone jedynie<br />
raz. Trzeba pamiętać też, że pewne elementy<br />
są wirtualne, sceny są częściowo<br />
łączone, częściowo robione komputerowo.<br />
Jeśli chodzi o bezpieczeństwo,<br />
to we wszelkich takich scenach zawsze<br />
stoi ono na pierwszym miejscu. Dotyczy<br />
to zarówno kaskaderów, aktorów, statystów<br />
czy innych uczestników planu, jak<br />
i ekipy filmującej. Wszystko jednak<br />
musi zostać tak pokazane, żeby widz<br />
miał poczucie realności.<br />
Słyszałam, że w scenach pościgów samochodowych<br />
polewa się nawierzchnię<br />
coca-colą, żeby przyczepność kół<br />
była lepsza…<br />
W hollywoodzkich produkcjach pewnie<br />
tak… (śmiech)<br />
Czy kaskaderka to praca ciężka i koncepcyjnie,<br />
i fizycznie?<br />
Tak, ponieważ to nie tylko frajda i zmęczenie<br />
po ostatecznie wykonanym zadaniu,<br />
ale i miesiące przygotowań, logistyki,<br />
a także ćwiczeń oraz dbania o formę.<br />
Równocześnie to praca zespołowa.<br />
Musimy sobie ufać. Jeśli kolega ma nacisnąć<br />
przycisk, który ma nas wyrzucić<br />
w powietrze, to my musimy być pewni,<br />
że zrobi to precyzyjnie w konkretnym<br />
momencie, a nie chwilę później. Jeśli<br />
kolega jedzie samochodem, a ja mam<br />
mu wpaść pod koła, to ja zrobię to, co<br />
do mnie należy, ale on też musi zrobić<br />
to, co powinien zrobić w danej chwili.<br />
Na tym polega zaufanie w naszym zawodzie.<br />
Zdarzają się wypadki?<br />
Oczywiście – zdarzają się, mimo całej<br />
logistyki i minimalizowania ryzyka. Natomiast<br />
jeśli chodzi o mnie, to jeszcze<br />
do ostatniego piątku więcej krzywdy<br />
zrobiłem sobie poza planem filmowym.<br />
Słynnym przykładem tego, że sytuacja<br />
może wymknąć się spod kontroli, był<br />
przypadek Davida Holmesa, dublera Daniela<br />
Radcliffe’a [Harry Potter – przyp.<br />
red.]. W kręconej wówczas scenie Harry<br />
miał zostać wyrzucony w powietrze<br />
przez potężną eksplozję. Zadaniem dublera<br />
było pociągnięcie za linę, która<br />
symulowała falę uderzeniową. Niestety<br />
lina, zamiast unieść kaskadera nieco<br />
ponad ziemię, popchnęła go z dużą<br />
siłą na znajdującą się w pobliżu ścianę.<br />
W wyniku urazu kręgosłupa pozostał<br />
sparaliżowany od pasa w dół. Mimo że<br />
przy filmie pracował zespół niezwykle<br />
doświadczonych kaskaderów, to jednak<br />
zdarzyła się pomyłka. Daniel Radcliffe,<br />
który bardzo zaprzyjaźnił się z Davidem,<br />
po latach postanowił wyprodukować<br />
film dokumentalny poświęcony<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
29
dublerowi z czasów nauki w Hogwarcie. Ukaże się on<br />
pod tytułem: Chłopiec, który przeżył. [Premiera odbyła<br />
się 15 listopada 2023 r. – przyp. red.]. Daniel i David<br />
apelują też do Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy<br />
Filmowej, która co roku przyznaje prestiżowe Oscary,<br />
aby uwzględniła w swoim konkursie kaskaderów. Jak<br />
sama powiedziałaś: to „aktorzy innego planu”. Bardzo<br />
szanuję Daniela Radcliffe’a jako aktora i człowieka.<br />
Z weselszych rzeczy – jest on autorem słów, pod którymi<br />
podpisuję się rękami i nogami: Jeśli jesteś na planie,<br />
trzymaj się z kaskaderami – zawsze mają coś ciekawego<br />
do pokazania albo do opowiedzenia. Z nimi nie można<br />
się nudzić. Chociaż po ostatnim piątku moja żona zasugerowała,<br />
żebym może jednak rozważył rozstanie<br />
z kaskaderką.<br />
Kogo chciałbyś zagrać? A może masz jakąś wymarzoną<br />
produkcję?<br />
Od najmłodszych lat byłem fanem Gwiezdnych Wojen.<br />
30<br />
Wojciech Roguski należy do najlepszych<br />
kaskaderów w Polsce, jest jednym<br />
z nielicznych, którzy uczą tego zawodu.<br />
W życiu był komputerowcem, kompozytorem<br />
muzyki filmowej, didżejem<br />
oraz pracował w rozgłośni harcerskiej,<br />
ale to kaskaderka zawładnęła jego sercem.<br />
Na świecie od dawna istnieją szkoły<br />
kaskaderskie, a ich absolwenci wybierają<br />
wąskie specjalizacje. W Polsce,<br />
jeszcze do niedawna, zawód kaskadera<br />
nie był rozpoznawalny, nie mówiąc już<br />
o możliwościach kształcenia się w tym<br />
kierunku czy tym bardziej o wyborze specjalizacji.<br />
Jeden jest świetny w kraksach<br />
samochodowych, drugi w wypadkach<br />
na linie, jeszcze inny w scenach walk.<br />
Są też kaskaderzy specjalizujący się…<br />
w scenach erotycznych. W czasach, kiedy<br />
mój rozmówca stał się kaskaderem,<br />
nie było zbyt wielu możliwości tego typu,<br />
więc jest on w stanie zagrać wszystko.<br />
Wpadnie pod rozpędzony samochód,<br />
wyleci z nim w powietrze, podpali się,<br />
przejedzie na linie między dwoma wyspami,<br />
przedrze się przez pole minowe,<br />
będzie walczyć wręcz w filmach akcji<br />
oraz w zbroi, na miecze, w produkcjach<br />
historycznych. Na rozmowę z Wojtkiem<br />
umawiam się w spokojnym miejscu,<br />
z dala od planu filmowego, ognia i wybuchających<br />
samochodów. Przede mną<br />
stoi drobny, wysportowany, przystojny<br />
facet ze szczerym uśmiechem, skupiający<br />
na sobie uwagę rozmówcy. Od pierwszego<br />
zdania wywiadu forma zwracania<br />
się do siebie bezpośrednio po imieniu<br />
okazuje się naturalna.<br />
Zdjęcia pochodzą z archiwum Wojciecha Roguskiego<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Może, skoro już jesteś rozpoznawalny, to droga do<br />
spełnienia marzeń nie jest daleka?<br />
Świat filmowy zna się w swoim własnym gronie, a branża<br />
kaskaderska jest dość wąska, więc wierzę w szczęście<br />
i sploty okoliczności. Thomas Stearns Elliot, amerykańsko-<br />
-brytyjski poeta, powiedział: Tylko ci, co się nie boją<br />
zaryzykować, mogą zobaczyć, jakie granice człowiek<br />
może przekroczyć. Trzeba gonić marzenia.<br />
Chciałbyś zagrać w serii o Bondzie?<br />
No jasne!<br />
Producenci jednak uśmiercili nieśmiertelnego bohatera,<br />
ale być może wskrzeszą go w postaci kobiety.<br />
W ostatnim filmie na świecie pojawiła się jego córeczka<br />
– Mathilde. Kobiety, jak sam mówiłeś, już dublowałeś.<br />
Oczywiście, to nie jest problem.<br />
Chciałabym zapytać o inne sportowe umiejętności.<br />
Jeździsz na motorze?<br />
Na motorze nie, ale jakby trzeba było dla potrzeb sceny,<br />
to myślę, że dałbym radę. Rzecz jasna są specjaliści od<br />
motorów.<br />
Czy masz swoje CV zawieszone gdzieś w wirtualnym<br />
świecie?<br />
Mamy swoją stronę www.primefury.com. Każdy z nas<br />
ma również przygotowane swoje portfolio.<br />
We do everything possible. Te słowa czytam jako<br />
pierwsze na stronie. Czyli: robimy wszystko, co tylko<br />
jest możliwe.<br />
Wszystko. Lub prawie wszystko. (śmiech)<br />
Czy Ty masz syna?<br />
Mam trójkę dzieci, w tym dwóch synów. Wiem, do czego<br />
zmierza twoje pytanie. Nie wiem, czy chcą zostać kaskaderami,<br />
ale chcą próbować rzeczy takich, jakie robi<br />
tata. Starszy z synów zgłosił się do szkolnego programu<br />
„Mam talent”. Wymyślił sobie, że będzie machał kijem,<br />
tak jak robi się to w ekstremalnych sztukach walki. Pomogłem<br />
mu w tym, nakręciłem go. Sposób kręcenia<br />
sceny jest tak samo ważny jak akcja, która się toczy.<br />
W jednej z produkcji nie chcieli mnie dopuścić do kamery,<br />
żebym mógł pokazać, co operator ma wydobyć,<br />
więc złapałem go za fraki wraz z tą trzymaną przez niego<br />
kamerą, żeby nagrać tę scenę w taki sposób, w jaki<br />
ja bym ją widział.
Potrząsnąłeś operatorem…<br />
Powiem więcej: szarpałem nim na boki,<br />
żeby on odpowiednio pracował kamerą.<br />
My często pytamy operatorów, czy<br />
kręcili sceny walki. Kiedyś otrzymałem<br />
taką odpowiedź: Tak, w „M jak miłość”.<br />
Nie był to operator Patryka Vegi.<br />
Grałeś u Patryka Vegi?<br />
W Plagach Breslau (2018) jeździłem<br />
samochodem, dublując Małgosię Kożuchowską,<br />
która w tym filmie zagrała<br />
główną rolę – policjantkę prowadzącą<br />
dochodzenie w sprawie tajemniczych<br />
morderstw. Wszystkie sceny z samochodami,<br />
zwłaszcza jeżeli na pełnej<br />
prędkości nagle coś zaczyna się dziać,<br />
ktoś wyjeżdża tuż przed nosem czy<br />
wpada w poślizg, dublowane są przez<br />
kaskaderów. Często symulację tego, co<br />
się wydarzy, dokładnie przerabiamy na<br />
„resorakach” – czyli takich dziecinnych<br />
modelach samochodów. Tak się bawimy!<br />
I przygotowujemy do prawdziwej<br />
akcji. Wszystkie takie rzeczy ćwiczymy<br />
na żywo, najpierw bez dodatkowych<br />
intruzów (czyli tych nagle pojawiających<br />
się obiektów czy aut), a potem<br />
z nimi. W przeciwieństwie do pilotów<br />
nie używamy do niczego symulatorów<br />
ani symulacyjnych gier. Nasze symulatory<br />
to prawdziwe samochody. Czasem<br />
też robimy takie symulowane wypadki<br />
w edukacyjnych kampaniach społecznych.<br />
Zdarza się, że ze względu na oryginalny<br />
pomysł wchodzimy też w produkcje<br />
non profit lub niskobudżetowe.<br />
Masz jakiegoś ulubionego operatora<br />
kamery?<br />
Nie mam żadnego wpływu na to, który<br />
operator jest na danym planie, ale czasem<br />
mogę obejrzeć scenę tuż po tym,<br />
jak została nakręcona. Wtedy widzę<br />
na gorąco ewentualne błędy. Zresztą<br />
kaskaderskie podejście powoduje, że<br />
inaczej ogląda się filmy. Jeśli coś nie jest<br />
dopięte na ostatni guzik, zawsze to wychwytuję.<br />
Czy sceny miłosne również odgrywają<br />
kaskaderzy?<br />
(śmiech) Ja nigdy nie miałem takiej propozycji.<br />
Pamiętam, że przy pracy nad<br />
pierwszym Wiedźminem koledzy odgrywali<br />
prostytutki. Tak więc, owszem,<br />
sceny miłosne również mogą wejść<br />
w zakres zadań kaskadera.<br />
A czy są w tym zawodzie kobiety?<br />
Są w Polsce dziewczyny, które są kaskaderkami,<br />
niektóre z nich znam. Są tak<br />
samo sprawne, wysportowane i zdolne.<br />
Zastępują głównie grające aktorki, ale<br />
czasem, choć rzadziej, również mężczyzn.<br />
Nie widać naszych twarzy, tylko<br />
umiejętności.<br />
Opowiesz mi jakąś ciekawą historię<br />
z Twojego świata?<br />
Fenomenem jest plan indyjski. Tam zasady<br />
znane nam z Europy kompletnie<br />
nie występują. Wciąż nie istnieją do<br />
końca przepisy BHP. Jest pewna scena,<br />
która do dziś została mi w pamięci.<br />
Jesteśmy nad rzeką Brahmaputra, dookoła<br />
dżungla, piękne widoki. W oddali<br />
góry. My na plaży, otoczeni wysokimi<br />
trawami. Reżyser woła nas na spotkanie<br />
z pirotechnikiem. Pirotechnik informuje<br />
nas, że czerwone flagi powbijane<br />
są w miejsca, gdzie umieszczono ładunki<br />
wybuchowe. Ustalamy, że omijamy<br />
chorągiewki, nie wbiegamy za blisko.<br />
Niestety, w momencie kręcenia sceny<br />
wszystkie chorągiewki zostają zabrane.<br />
Wszystkie trawy wyglądają tak samo<br />
i fotograficzna pamięć okazuje się złudna,<br />
a słyszymy komendę: Biegnijcie. Dodatkowo<br />
przy tej scenie jest obecnych<br />
mnóstwo ludzi: aktorów, statystów…<br />
W warunkach uznawanych za bezpieczne<br />
w Europie czy Polsce na planie byliby<br />
najprawdopodobniej jedynie kaskaderzy.<br />
Widziałem, że statyści byli<br />
przerażeni. Wielu z nich pierwszy raz<br />
występowało w filmie, bo zostali wzięci<br />
po prostu z łapanki, z danego regionu,<br />
a kiedy znaleźli się na planie, usłyszeli,<br />
że naokoło są ładunki wybuchowe. Powiem<br />
szczerze, my też mieliśmy stracha.<br />
Przypuszczam, że operator kamery<br />
również musiał go mieć. Ładunki często<br />
umieszcza się wraz cementem, bo daje<br />
on dobry efekt specjalny po wybuchu.<br />
Przy pierwszym kręceniu jeden z nich<br />
wybuchł tuż przed samą kamerą. Nic na<br />
szczęście się nie stało, ale w cemencie<br />
był cały kamerzysta i, co gorsza, kamera<br />
warta jakieś czterdzieści tysięcy złotych…<br />
Hindusi pośpiesznie zabrali się za<br />
czyszczenie kamery, ale niestety scenę<br />
trzeba było nakręcić po raz drugi.<br />
Co robiłeś, zanim zostałeś kaskaderem?<br />
Od dziecka zawsze byłem spragniony<br />
próbowania nowych rzeczy, gromadzenia<br />
kolejnych doświadczeń. Wiązało się to ze<br />
sportem lub artystycznymi działaniami.<br />
Interesowało mnie tworzenie: grafika,<br />
zdjęcia, muzyka. Również komputery.<br />
Z wykształcenia jestem programistą.<br />
Czy to pomaga w zawodzie?<br />
Nie. Piętnaście lat byłem programistą,<br />
ale w którymś momencie równolegle<br />
zacząłem przygodę z kaskaderką. Jeszcze<br />
jedną pasją, w której realizowałem<br />
się w tym samym czasie była muzyka.<br />
Jestem kompozytorem, głównie muzyki<br />
filmowej, i designerem dźwięku. Wcześniej<br />
była to również muzyka do reklam<br />
i muzyka klubowa. Występowałem także<br />
za konsolą didżeja, kilka razy z najstarszą<br />
polska didżejką – niesamowitą<br />
Wiką. Pracowałem w Radiostacji, dawnej<br />
rozgłośni harcerskiej. Obecnie buduję<br />
w domu własne studio muzyczne,<br />
ale korzystam też z zaprzyjaźnionych<br />
miejsc. Programowanie natomiast rzuciłem<br />
na dobre.<br />
Czy jako kaskader dostałeś jakieś szalone<br />
zadanie?<br />
Wszystkie mają w sobie odrobinę szaleństwa.<br />
Kiedyś spontanicznie zgodziłem<br />
się zastąpić kolegę, który miał<br />
wypadek. Chodziło o lot na linie. Nie<br />
żebym zrobił to zupełnie bez przygotowania,<br />
ale jednak głównie z powodu<br />
współczucia. Wszystko poszło dobrze,<br />
ale nie było to rozsądne. Kaskaderzy<br />
muszą być zwariowani.<br />
Masz jakieś motto w życiu?<br />
Już mówiłem. Trzeba gonić marzenia.<br />
[KBS]<br />
KATARZYNA BRUS-SAWCZUK<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
31
Szymon Florczyk<br />
SZUWARY NOC<br />
ziemia pod stopami jest coraz twardsza<br />
choć tak daleka że niewidoczna<br />
tam<br />
nieruchome plamki pałek wodnych<br />
nie słyszę żadnej ich modlitwy<br />
tylko ptaki pokrzykują urywanie jakby<br />
niepewne czy mogą zejść z nieba<br />
woda<br />
ciemna i znacznie głębsza<br />
niż myśli – nie mogę znaleźć<br />
twojego haiku<br />
ciężkie zaparowane sukno<br />
chciałbym szarpnąć<br />
za róg tej podrzuconej scenografii<br />
ZBIERAM<br />
po samotnych oficynach wysuszone<br />
słowa<br />
karmię dotrzymuję towarzystwa<br />
czasem wyniosę na słońce<br />
w koszyku ust<br />
(i chodzę jak jakiś klaun<br />
z popękaną farbą na wargach)<br />
ostatnio taki odklejony starzyk<br />
tragicznie wypadł<br />
pod nogi sfokusowanego tłumu<br />
dedykującego mi wielkie oczy<br />
schyliłem się szybko<br />
podnoszę a jemu pęka łupina<br />
znów mi się coś takie dziwne<br />
wykrzewiło<br />
32<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Foto: RC<br />
Foto: Tatiana Averina<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
33
Chłopczyca<br />
od Antosia z Rosji<br />
34<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
WANDA DUSIA STAŃCZAK<br />
Antoni Cierplikowski<br />
autor fryzury à la garçonne, która<br />
wraz z kreacjami stworzonymi przez<br />
Coco Chanel zapoczątkowała<br />
nową modę okresu międzywojennego<br />
Kwiaty na bluzkach, kwiaty<br />
na marynarkach, kwiaty na<br />
spodniach, kwiaty na leginsach.<br />
Naszywane, wyszywane,<br />
wyglądające jak żywe. Modowa<br />
wiosna w tym roku zapowiada<br />
się pachnąco. Ale niewykluczone,<br />
że i kwiaty we włosach potarga(ł)<br />
wiatr… Motywy roślinne we fryzurach<br />
pojawią się na pewno. Pytanie<br />
tylko, czy wplecione luźno,<br />
czy może wystylizowane, jak przez<br />
prekursora tego pomysłu Antoniego<br />
Cierplikowskiego – syna ubogiego<br />
szewca i krawcowej, urodzonego<br />
w Sieradzu 140 lat temu<br />
światowej sławy króla fryzjerów,<br />
fryzjera królów, znanego jako Antoine?<br />
Aby się tego dowiedzieć, proszę<br />
o opinię współczesnego mistrza<br />
sztuki fryzjerskiej. Kogo wybrałam?<br />
Padło na Łukasza Knyziaka,<br />
fryzjera z <strong>25</strong>-letnim stażem, choć<br />
to nie jego ćwierć wieku doświadczenia<br />
zaważyło na moim wyborze.<br />
Zobaczyłam przez przypadek<br />
w jego telefonie zdjęcia fryzur<br />
z tamtych lat, Antoine’a przy pracy,<br />
na salonach. Dziewięciu na dziesięciu<br />
mężczyzn miałoby w galerii<br />
roznegliżowane dziewczyny, a on…<br />
Gdy zobaczył moją zdziwioną<br />
minę, pokazał mi też artykuły, notatki,<br />
ciekawostki, jakie zapisał<br />
w komórce, oczarowany tą niezwykłą<br />
postacią. To właśnie<br />
Łukasz, zgodnie z modowymi<br />
trendami, wplótł już klientkom<br />
pierwsze kwiaty we włosy…<br />
i eksperymentuje dalej, za<br />
wzór stawiając sobie Antoine’a.<br />
Z zaciekawieniem słucham opowieści<br />
Łukasza:<br />
Mało kto wie, że Antoni Cierplikowski<br />
był samoukiem, do wszystkiego<br />
doszedł sam. Nie było wówczas szkół<br />
fryzjerskich, bo uczniowie mogliby<br />
stać się konkurencją dla nauczycieli.<br />
Antoine podglądał, próbował, trenował<br />
na perukach, aż doszedł do takiej<br />
perfekcji, że wystarczyło, iż głaskał<br />
powietrze na styku z włosami,<br />
a one poddawały mu się całkowicie.<br />
Praktyka czyni mistrza i w niedługim<br />
czasie eleganckie, bogate damy marzyły<br />
o fryzurze wyłącznie od „Antosia<br />
z Rosji” (był to czas zaborów).<br />
A wiesz, że ty też masz dokładnie<br />
taką fryzurę, i to właśnie dzięki niemu?<br />
Hm, prostuję się dumnie, zalotnie<br />
poprawiam kosmyk. A co! Taka<br />
marka na mojej głowie… Oglądam<br />
zdjęcia, a Łukasz opowiada dalej:<br />
Tak, ja nie fantazjuję. Ten wybitnie<br />
zdolny fryzjer osiadł w Paryżu,<br />
zdobywał sławę, ale największą<br />
przyniosło mu pewne cięcie.<br />
Było to w roku 1909, kiedy ściął<br />
na krótko włosy bardzo wówczas<br />
znanej francuskiej aktorce Evie Lavallière.<br />
Były to narodziny nowego<br />
stylu „à la garçonne”, czyli „na<br />
chłopczycę”. Od tego momentu<br />
w zasadzie datuje się początek<br />
jego światowej kariery. Jego<br />
klientkami były takie znakomitości<br />
świata artystycznego, jak Greta<br />
Garbo, Pola Negri, Edith Piaf, Josephine<br />
Baker czy Brigitte Bardot.<br />
Rozmawiamy przy kawie o tamtych<br />
czasach, o rewolucji modowej. Nie<br />
kryję podziwu dla dzieł Antoine’a,<br />
ale jako eksponatów w muzeum,<br />
bo ja jednak najbardziej lubię, jak<br />
czesze mnie wiatr. Łukasz podnosi<br />
brwi z uśmiechem. I wiem, że będzie<br />
dalsza część historii:<br />
Chcesz wiatr, masz wiatr. Antoine<br />
był też pomysłodawcą innych<br />
fryzur, między innymi „coup de<br />
vent”, czyli „podmuch wiatru”.<br />
35<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
A wiesz, co to „błękit Antoine’a”?<br />
To on wylansował farbowanie<br />
włosów w takim właśnie odcieniu.<br />
To on wymyślił pierwszy lakier do<br />
włosów, lakier do paznokci i wiele<br />
innych kosmetyków. A czy wiesz,<br />
że też jako pierwszy wprowadził<br />
u fryzjera mycie głowy? A jak już<br />
o głowach wspomniałem, sześć<br />
koronowanych głów korzystało<br />
z jego usług. To Antoine nadzorował<br />
prace blisko 400 fryzjerów<br />
podczas przygotowań do wielkiej<br />
uroczystości, czyli do koronacji<br />
króla Jerzego VI w 1937 roku,<br />
a kilkanaście lat później do koronacji<br />
Elżbiety II. Miał ponad 120<br />
zakładów na całym świecie znaczonych<br />
jego szyldem, między innymi<br />
w Tokio, w Londynie, w Stanach<br />
Zjednoczonych…<br />
Król fryzjerów<br />
fryzjer królów<br />
Wypada w tym miejscu zdradzić,<br />
że ja też mam trochę asów w rękawie.<br />
Zaciekawił mnie ten ekscentryczny<br />
artysta, bo Antoine<br />
niewątpliwie artystą był. Projektował<br />
nawet kostiumy do filmów<br />
historycznych, w Hollywood był<br />
dobrze znany i ceniony. Poza tym<br />
malował, grał na organach. W Paryżu<br />
miał swój salon na tej samej<br />
ulicy co Coco Chanel, z którą się<br />
przyjaźnił. Podobno kapelusze,<br />
które projektował i pięknie stroił,<br />
cenione były przez klientów bardziej<br />
niż te od słynnej projektantki.<br />
Miał fabrykę kosmetyków pod<br />
Paryżem. Spotkać go można było<br />
na spacerze w zaprojektowanym<br />
przez siebie kostiumie, butach na<br />
36<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
koturnie i z psem farbowanym na<br />
błękit… Łukasz dołożył tu jeszcze<br />
sporą dawkę ciekawostek:<br />
Tak, był ekscentryczny i nieprawdopodobnie<br />
bogaty. Posiadał dwa<br />
samoloty. Miał kilka kamienic,<br />
piętro jednej z nich zaprojektował<br />
ze szkła, spał w szklanej trumnie.<br />
Wnętrza jego salonów projektował<br />
sam Xawery Dunikowski, fryzjer<br />
kupił wiele jego prac. Szalony Antoine<br />
zaprojektował też kwadratowy<br />
samochód, bo taki akurat miał<br />
kaprys. Po prostu lubił szokować<br />
na każdym kroku. Także tym szczególnym<br />
zwyczajem: kochał poezję,<br />
uczył się na pamięć wierszy, ale<br />
i długich utworów. Po wylądowaniu<br />
w jakimś kraju jeszcze na lotnisku,<br />
z zarzuconą na ramię czarną<br />
peleryną, recytował utwór bliski<br />
mieszkańcom, których odwiedzał,<br />
a dopiero potem się witał. Żył głośno,<br />
kolorowo, zrewolucjonizował<br />
zawód fryzjera. Tymczasem – nie<br />
uwierzysz – jak pytam młodszych,<br />
a czasem i moich rówieśników, czy<br />
Antoine zafascynował ich swoim<br />
życiem, swoimi pomysłami, to robią<br />
wielkie oczy, jakby pytali: a kto<br />
to taki?<br />
Szkoda. Szukam przyczyny. Wiem,<br />
że jeszcze za życia zaplanował swój<br />
pogrzeb i nawet z zaprzyjaźnioną<br />
ekipą nagrał to wyimaginowane,<br />
huczne wydarzenie. Jak jednak
Antoine<br />
przeszedł już na drugą stronę, nie<br />
żegnał go żaden orszak w Paryżu,<br />
rodziny nie było na to stać. Pochowano<br />
go w Sieradzu. Spadł z piedestału?<br />
Łukasz wyjaśnia:<br />
Antoine nie wytrzymał pośpiechu.<br />
Po wojnie wszystko przyspieszyło.<br />
Tempo życia było ogromne. Rozwinęły<br />
się wielkie koncerny kosmetyczne.<br />
Powstało dużo, bardzo<br />
dużo zakładów fryzjerskich, a ich<br />
właściciele – wzorując się na Antoinie<br />
– byli dobrze wyuczeni. Jednak<br />
wszystko robili prędzej, wyczarowywanie<br />
fryzury nie trwało godzinami<br />
jak u mistrza. No i byli znacznie<br />
tańsi. Konkurencja…<br />
Ale Sieradz pamięta. Jest nawet<br />
ulica Antoniego Cierplikowskiego<br />
i pomnik na rynku. A od 2009 roku<br />
jest organizowany Sieradz Open<br />
Hair Festival. Oprócz wielkiego<br />
ulicznego strzyżenia odbywają się<br />
koncerty topowych zespołów i wokalistów,<br />
pokazy i liczne inne atrakcje.<br />
Impreza ma miejsce w drugiej<br />
połowie lipca. Warto śledzić szczegóły.<br />
Może to być taki wakacyjny<br />
rodzynek. I może spotkacie tam<br />
Łukasza, który chętnie poopowiada<br />
o mistrzu Antoinie… [WDS]<br />
Fotografie pochodzą ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego<br />
WANDA DUSIA STAŃCZAK<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
37
– Chciałabym ją usunąć.<br />
– Jest pani pewna?<br />
– Tak.<br />
– Bo wie pani, to dopiero drugi<br />
tydzień. Ma pani jeszcze cztery do<br />
namysłu.<br />
– Wiem, ale już to przemyślałam<br />
i nie zmienię zdania.<br />
– I wie pani, że to będzie<br />
kosztować, a wpłaty za klonowanie<br />
nie zwracamy.<br />
– Zdaję sobie z tego sprawę. Po<br />
prostu jednak nie byłam gotowa na<br />
to, że po świecie będzie chodziła<br />
moja kopia.<br />
– Dobrze, zatem zapraszam do<br />
klonarium. Takie przepisy, że przed<br />
aborcją klona, osoba rezygnująca<br />
musi zobaczyć swoją kopię w<br />
sztucznej macicy. Politycy liczyli, że<br />
taka konfrontacja doprowadzi co<br />
wrażliwszych do zmiany zdania.<br />
Woda Krzysztof Łozowski<br />
– No cóż, skoro nie da się inaczej…<br />
38<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
DRABBLE<br />
Słowo<br />
„drabble” pojawiło się po raz pierwszy w 1971 roku,<br />
w „The Big Red Book” grupy Monty Pythona jako określenie<br />
na konkurs literacki. Konkurs polegał na tym, że uczestnicy<br />
mieli napisać opowiadanie w jak najkrótszym czasie i bardzo<br />
ograniczonej przestrzeni, a co za tym idzie – ustalony został<br />
dolny limit liczący dokładnie sto słów. Tak narodził się nowy<br />
gatunek literacki, który zyskuje coraz więcej zwolenników.<br />
W Polsce, po raz pierwszy zrobiło się o drabble’ach głośno za<br />
sprawą ekranizacji jednego z takich tekstów. Z życia dr. Abble,<br />
zbiór stusłowców Krzysztofa T. Dąbrowskiego stał się inspiracją<br />
dla etiudy Anioł, w której zagrała Anna Mucha.<br />
Krzysztof T. Dąbrowski<br />
OBCY, KOSMICI – TAK ICH NAZYWANO.<br />
Ludzkie młode do pewnego wieku mówiło<br />
o nich, że są ufoludkami – było to powiązane<br />
z ich zakrzywiaczami czasoprzestrzeni, o których<br />
mówiono, że to UFO.<br />
W rzeczywistości nie były to wcale pojazdy,<br />
bo przecież się nie poruszały – one tylko,<br />
zakrzywiając czasoprzestrzeń, przenosiły<br />
zakrzywiacz w inne miejsca, a czasem i czas.<br />
Porwania – tego już zupełnie nie potrafili<br />
zrozumieć.<br />
Eksperymenty – to ich obrażało.<br />
Ludzie nie dość, że okazali się strasznymi<br />
niewdzięcznikami, to jeszcze podczas naprawiania<br />
ich popsutych ciał, przeraźliwie krzyczeli i byli<br />
autentycznie przerażeni.<br />
Szaracy nie potrafili tego zrozumieć – być może<br />
dlatego, że w przeciwieństwie do „naprawianych”,<br />
oni nigdy nie odczuwali bólu?<br />
Wysłannik Xerran przybył na Ziemię na<br />
pokładzie jednoosobowego zakrzywiacza<br />
czasoprzestrzeni.<br />
Był przekonany, że ludzie z utęsknieniem<br />
czekają na poznanie gwiezdnych braci.<br />
Niestety, gdy tylko zaczął lądować, nocne<br />
niebo rozbłysło serią eksplozji.<br />
Potem były kolejne i kolejne, aż w końcu było<br />
ich tak wiele, że Xnahtho uznał, że jedyne, co<br />
może zrobić, to jak najszybciej się ewakuować.<br />
Gdy wrócił na Xerrę oświadczył, że<br />
Ziemianie to bardzo agresywna rasa i że dla<br />
bezpieczeństwa wszechświata trzeba będzie<br />
ich eksterminować.<br />
Nie wiedział, że przyleciał na Ziemię w chwili,<br />
gdy jej mieszkańcy hucznie obchodzili nowy<br />
rok, ale co do ich natury, to niestety miał rację.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
39
Zobaczyłem coś białego na niebie.<br />
Mówią mi, że to księżyc, ale<br />
cóż mam począć z tym słowem<br />
i z całą tą mitologią.<br />
Jorge Luis Borges Szczęście<br />
Jeśli przyjmiemy, że granice mojego języka<br />
wyznaczają granice mojego<br />
świata, jak napisał kiedyś filozof Ludwig<br />
Wittgenstein, to malarstwo Piotra<br />
Wójtowicza niewątpliwie wykracza poza<br />
ten kres świadomego poznania. Intuicja,<br />
emocje, przeczucia są dla tego Artysty<br />
głębszym źródłem informacji o rzeczywistości<br />
i o kondycji ludzkiej, niż jesteśmy<br />
w stanie zrozumieć z pomocą chłodnej<br />
logiki, wiedzy, w oparciu o fakty udowodnione<br />
nauką. Bywa, że sztuka może sięgać<br />
znacznie dalej w możliwości odkrywania<br />
prawdy, ale wymaga to otwartości jej autora,<br />
podjęcia przez niego ryzyka pomyłek,<br />
a nawet błędnych ścieżek i niestawiania<br />
sobie żadnych założeń ani celów. Na dodatek<br />
w postawie bezinteresowności, bez<br />
oczekiwań realnych profitów. W zamian<br />
potrzeba natomiast całkowicie zaufać<br />
własnemu instynktowi. Dla mnie takim<br />
artystą jest Piotr Wójtowicz.<br />
40<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Prawie jednocześnie odbyły się dwie<br />
wystawy retrospektywne Jego malarstwa:<br />
jedna w Muzeum Sztuki<br />
w Łodzi, a druga z dala od wielkiego świata<br />
– w oficynie dworskiej renesansowego<br />
kasztelu w niewielkiej wsi Szymbark<br />
w Beskidzie Niskim. Dla kogo wystawia<br />
Piotr Wójtowicz w Szymbarku? Może dla<br />
ptaków, które wlatują pewnie niekiedy<br />
przez otwarte na oścież drzwi i krążą pod<br />
wysokim sklepieniem budowli z surowych<br />
kamieni…<br />
RENATA SZPUNAR<br />
SUBLIMATOR PIOTR WÓJTOWICZ<br />
Zwyczajne, proste, szare życie, troska<br />
o bliskich oraz powierzony sobie kawałek<br />
świata – to tło twórczości tego Artysty<br />
i inspiracja do stworzenia dzieła. Świat<br />
zewnętrzny jest tu niewątpliwie stałym<br />
bodźcem, który porusza struny głębokiej<br />
wrażliwości i refleksji, rozpala w Nim<br />
emocje i twórczą wyobraźnię. Ta szuka<br />
najwłaściwszej formy i następuje sublimacja<br />
własnej reakcji na świat zewnętrzny<br />
w zupełnie autonomiczną rzeczywistość<br />
obrazu. W swoiste laboratorium,<br />
w którym Wójtowicz własnym instynktem<br />
odnajduje najgłębszą strukturę świata.<br />
W tym zadaniu jest absolutnie uczciwy,<br />
wierny swojemu czuciu, porywom emocji<br />
i własnej filozofii.<br />
Piotr Wójtowicz jest malarzem w drodze,<br />
w nieustannym nurcie własnej przemiany.<br />
Na przestrzeni 40 lat twórczości wciąż<br />
szuka adekwatnych środków do zaspokojenia<br />
swojej potrzeby wyrazu. Eksperymentuje<br />
w doborze materiałów, podobrazi,<br />
farb, które służą spełnieniu silnie<br />
odczuwanej wizji. Jego dociekanie istoty<br />
i prawdy obrazu nie ma końca. Powstają<br />
całe cykle i kolejne wersje rozwiązań zagadnień,<br />
które pochłaniają Go w danym<br />
okresie życia. Każdy element artystycznej<br />
ścieżki pełen jest tu potencjału twórczego<br />
i swobody wypowiedzi. Mam wrażenie,<br />
że Malarz ten zanurza się w głąb nieświadomego<br />
poznania. Odbieram Jego prace<br />
jak etapy otwartych rozdziałów i w pew-
nych zakresach powroty do poruszanych<br />
wątków, w miarę jak rozszerza się horyzont<br />
odczuwania oraz doświadczenie<br />
artystyczne i życiowe ich Autora. Można<br />
widzieć w nich zapis historii dojrzewania<br />
pełnej i zintegrowanej ludzkiej osobowości.<br />
Rzeka Piotra Wójtowicza wciąż płynie.<br />
Woda, do której wchodzi jest wciąż<br />
nowa – świeża i czysta.<br />
Mogę przekonać się naocznie, że cicha<br />
praca we własnym kącie na Ziemi i nierozpraszanie<br />
swojej energii na blichtr<br />
tego świata przynosi ludzkiemu życiu<br />
spełnienie i szczęście. W moim odczuciu<br />
siła tego malarstwa płynie też z kontaktu<br />
jego Autora z tym, co jest najprostszą<br />
i podstawową formą naszego bytu. Sztuka,<br />
gdy ma osadzenie w codzienności,<br />
schodzi znacznie głębiej niż pozór. Działa<br />
autentyzmem przeżywania i rezonuje<br />
w odbiorcy, o ile ten okaże się gotowy<br />
i otwarty na poruszenie z zewnątrz, na<br />
odrzucenie znanych schematów i własnych<br />
oczekiwań.<br />
Piotr Wójtowicz jest wyrazisty i jasny<br />
w swojej wizji, przede wszystkim z tego<br />
powodu, że nie jest teoretykiem. Widzę<br />
efekty Jego pracy i przekonuję się, że<br />
sztuka jest w stanie dokonać przeistoczenia<br />
ciężaru bytu w lekkość, chaosu materii<br />
w harmonijne piękno form i kolorów.<br />
Może przekraczać fizyczną granicę naszego<br />
istnienia, a nawet granicę indywidualnej<br />
świadomości.<br />
Wczesne obrazy z lat 80. eksponowane<br />
w Szymbarku mają w sobie gigantyczny<br />
ładunek napięcia i ekspresję energii<br />
człowieka, który wchodzi w dorosłość,<br />
chcąc kształtować swój los. Towarzyszy<br />
mu refleksja, ale też nieskrywane uczucie<br />
lęku, który budzi się w nas nieuchronnie<br />
w zderzeniu z nieznanym, obcym, wrogim.<br />
Te obrazy są wulkaniczną wręcz eksplozją<br />
emocji na monumentalnych formatach,<br />
złożonych dodatkowo w tryptyki. Ogromna<br />
przestrzeń surowego wnętrza oficyny<br />
ulega sile sztuki, która jest tu potężna.<br />
Nieco późniejsze dzieła z końca lat 80.<br />
i początku 90. zmierzają powoli do zawarcia<br />
się w formie znaku, często umieszczonego<br />
na tle jednorodnej w kolorze<br />
płaszczyzny. W naturalnej ewolucji następuje<br />
próba zapanowania nad tym, co<br />
w człowieku dzikie i nieokiełzane. Próba<br />
oswojenia, może nawet poskromienia<br />
rzeczywistości. Czasem jest to decyzja<br />
konkretnego nazwania, jak w obrazach<br />
Sublimator, Sublimacja, Labirynt czy Dół.<br />
Płótna nadal są olbrzymią przestrzenią,<br />
jakby Malarz chciał przejść do stworzonego<br />
własną ręką świata. Czuję w nich<br />
wewnętrzne zmaganie. Kiedy na nie patrzę,<br />
zawieszone w przestrzeni Muzeum<br />
Sztuki w Łodzi, przenika mnie ich pusta<br />
przestrzeń. Nie jest gładko zamalowana –<br />
ona drga, wibruje delikatnymi niuansami<br />
poruszeń szlachetnych odcieni szarości,<br />
czerni, czerwieni. Dramat tych wielkich<br />
obrazów rozgrywa się w silnej syntezie<br />
i kontraście mocnych i symbolicznych<br />
kolorów, w surowej linii, zagadkowym<br />
kształcie nakreślonym pewną ręką. Odczuwam<br />
te obrazy jak dotknięcie na moment<br />
dojmującej pustki egzystencjalnej.<br />
Lecz przecież z tego miejsca zaczyna się<br />
droga do nadania sensu.<br />
A potem, w kolejnym etapie, nie wiadomo<br />
skąd przychodzi do Piotra Wójtowicza<br />
tajemnicza litera „A”. Jak alfabetyczny<br />
początek świata, krzyk jego narodzin.<br />
I pojawia się wektor siły życia, który prowadzi<br />
ku nieuchronnemu… Te obrazy stają<br />
się jeszcze bardziej upartym, bardziej<br />
zintensyfikowanym zmaganiem z egzystencjalnymi<br />
pytaniami, poszukiwaniem<br />
własnego rozwiązania formą i materią.<br />
Przestrzeń w nich jest głęboka i wielowarstwowa.<br />
Malarz odkrywa niejednoznaczność<br />
i złożoność świata. Nie jest to<br />
już tylko temperament młodości. To człowiecza<br />
próba nadawania sensu temu, co<br />
mu się wymyka. Co bolesne, lecz spotyka<br />
każdego w indywidualnym doświadczeniu.<br />
Temu, co wciąż burzy nasz spokój<br />
i dotychczasowy porządek. Powoduje<br />
wewnętrzną niezgodę.<br />
Pojawia się motyw kreślenia. Całe płaszczyzny<br />
obrazów zamykają się w formę<br />
krat, które nieuchronnie przywołują mi<br />
na myśl więzienie. Jakby Autor obrazu<br />
usilnie poszukiwał wyzwolenia własnej<br />
duszy. W moim pojmowaniu w tym<br />
miejscu pojawia się tęsknota do uwolnienia<br />
od narzuconych lub przyjętych<br />
z zewnątrz sztywnych ram systemów, definicji,<br />
nazwania. Potrzeba uwolnienia od<br />
kontroli umysłem, opartej na wiedzy, która<br />
pochodziła z zewnątrz. Moim zdaniem<br />
w tym momencie następuje punkt kulminacyjny.<br />
Piotr Wójtowicz przeczuwa swoim<br />
instynktem, że jeśli opuści obszar nazwany<br />
słowem, terytorium, w którym panuje<br />
logos, będzie mógł całkowicie oprzeć<br />
się wyłącznie na własnym odczuwaniu,<br />
a ono zaprowadzi go w obrazie znacznie<br />
dalej, niż sięgają granice języka…<br />
W swoich notatkach cytuje pragnienie<br />
Rembrandta: Gdybym chciał ulżyć swojemu<br />
duchowi, szukałbym nie zaszczytów,<br />
lecz wolności.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
41
Wychodzi poza słowo, poza kulturowe<br />
znaczenie i staje się artystą wolnym. Obrazy,<br />
które mieszkają w nim od zawsze –<br />
jak ptaki z klatki wylatują w otwartą na<br />
oścież przestrzeń…<br />
Właściwie jest to zapewne najistotniejsza<br />
transformacja ludzkiej osobowości, kiedy<br />
wydobywa się ona spod ram wszelkich<br />
autorytetów i systemów zewnętrznych,<br />
aby polegać wyłącznie na sobie, ponieważ<br />
własne doświadczenie daje wystarczającą<br />
pewność tej podpory. Nie ma już<br />
potrzeby słów, zewnętrznych określeń,<br />
a nawet symboli lub metafor. Słowa były<br />
bowiem tylko środkiem, nie celem. Niedoskonałym<br />
lustrem świata stworzonym<br />
przez człowieka. Lecz nie chodzi tu o zamianę<br />
jednej rzeczywistości w inną.<br />
Chodzi o stworzenie obrazu, który dotknie<br />
istoty istnienia w czystszej i głębszej<br />
postaci niż słowo. W jego najbardziej<br />
pierwotnej i podstawowej strukturze.<br />
I o ile zamykanie w przestrzeń słowa służy<br />
człowiekowi do oswajania świata, do opanowania<br />
lęku przed nieznanym – to w tym<br />
momencie ten lęk znika. Człowiek jest gotowy<br />
stanąć na krawędzi i spojrzeć w całkowitą<br />
pustkę własnego umysłu. I ostatnie<br />
prace Piotra Wójtowicza, które widziałam<br />
na wystawie w Galerii Pryzmat w Krakowie,<br />
wykazują się największym otwarciem<br />
na brak wszelkiego definiowania. One milczą,<br />
stają się przestrzenią pustki lub pustyni,<br />
w której ten, kto na nie patrzy, słyszy<br />
tylko głos z własnej głębi.<br />
Piotr Wójtowicz pisze, że jest to rzeczywistość<br />
„sztuczna”. Sztukę określa mianem<br />
„sztucznej”. Rozumiem to tak, że przeczuwa<br />
iluzyjność naszego świata, względność<br />
widzianego przez nas obrazu. Lecz Malarz<br />
dysponuje tylko namacalną materią, zmysłowością<br />
farby, by zajrzeć znacznie głębiej…<br />
Poprzez tę ziemską tkankę dociera<br />
do struktury tworzącej się przez sam obraz,<br />
we własnym procesie powstawania.<br />
Do porządku będącego odbiciem Nienazwanego,<br />
a może kosmicznego ładu. Tej<br />
podskórnej matematyki świata, która<br />
przychodzi do Niego spoza granic własnej<br />
świadomości.<br />
42<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Nie jest to porządek ludzki. Piotr Wójtowicz<br />
nie opiera się na tym, co zostało<br />
zdefiniowane. Sam nie wie – proces twórczy<br />
wyprzedza Jego własną świadomość.<br />
Jedynie posłusznie ulega imperatywowi,<br />
który nazywa „ciśnieniem formy”. Z powodu<br />
własnej kontemplacyjnej natury<br />
jest czułym transformatorem wyższej konieczności,<br />
medium pomiędzy światem<br />
a tworzonym przez siebie obrazem. Świadomie<br />
nie używa swojego intelektu, żadnych<br />
strategii ani chłodnych kalkulacji do<br />
sterowania procesem twórczym rozgrywanym<br />
na płótnie. Obraz prowadzi Malarza,<br />
który w stanie silnej koncentracji<br />
poddaje się procesowi, ufa sile nadrzędnej<br />
i większej niż własna świadomość.<br />
W tej sytuacji paradoksalnie „sztuczna”<br />
rzeczywistość sztuki staje się szansą dotarcia<br />
do prawdziwej istoty rzeczy.<br />
Piotr Wójtowicz czuje, że tym sposobem,<br />
poprzez prawdę „sztucznego” świata obrazu,<br />
zbliża się do prawdy uniwersalnej.<br />
Ta, odkrywana przez Niego, okazuje się<br />
chropawa, surowa, bez upiększeń. Nie ma<br />
tu pokusy przypodobania się temu, który<br />
patrzy. Artysta zaś nie odwraca wzroku,<br />
nie cofa się przed obrazem. Wciąż szuka<br />
właściwej formy i adekwatnej techniki.<br />
Odchodzi od tradycyjnej farby olejnej<br />
i solidnego lnianego podobrazia na rzecz<br />
środków prostych i nietrwałych – pigmentów<br />
i kartonów. Instynktownie czuje<br />
bliskość tej kruchej materii. Na przekór<br />
ludzkiej potrzebie bezpieczeństwa, tęsknocie<br />
do nieśmiertelności i związanemu<br />
z nią pragnieniu budowania sobie trwałych<br />
sarkofagów prowadzi Go uniwersalna<br />
prawda o nietrwałości wszystkiego,<br />
nieuniknionej utracie, ulotności materii,<br />
tragizmie własnego przemijania. Dlatego<br />
element nietrwałości i towarzyszący temu<br />
nostalgiczny smutek, bywa także składnikiem<br />
dzieła Piotra Wójtowicza. Jego sztuka<br />
przywodzi mi na myśl misterny proces<br />
sypania mandali przez tybetańskich mnichów,<br />
która zostaje zdmuchnięta zaraz po<br />
tym, jak osiągnie swoje doskonałe piękno<br />
kształtów i kolorów.<br />
Przy pomocy prostych i surowych materiałów<br />
– zwyczajnych pigmentowych<br />
past, przemysłowych farb i ochronnej<br />
tektury budowlanej – Wójtowicz wydobywa<br />
materię malarską tak subtelną,<br />
jak renesansowy laserunek lub bizantyński<br />
fresk. Zachwyca mnie ta materia.<br />
Piękna, lecz chropawa, na swój sposób<br />
ascetyczna, bez gładkiej i łatwej estetyki.<br />
Z ducha ekspresjonizmu, z siły gestu.<br />
A jednocześnie jak pajęczyna, jakby utkana<br />
z lekkiego dymu koloru, który przenika się<br />
wzajemnie, nakłada licznymi laserunkami<br />
i łączy w harmonie barwne. Niekiedy,<br />
zwłaszcza w młodzieńczych pracach, zazgrzyta<br />
ostrzejszym tonem, zadziała siłą<br />
potężnego gestu, uderzeniem narzędzia,<br />
jak w szermierce z płótnem. Ulotna lekkość<br />
obrazów znajduje przeciwstawienie<br />
w dynamicznych formach, w rytmach<br />
struktury, w zdecydowanej konstrukcji. W<br />
linii, która zawsze odgrywa tu ważną rolę<br />
i w subtelności plamy barwnej, która jest<br />
śpiewem na wyszukanym tonie.<br />
W tych obrazach czuje się zachwyt Malarza.<br />
Jego afirmujący stosunek do świata.
Bo czy można stworzyć obraz tak złożony<br />
i jednocześnie tak subtelny w swojej materii,<br />
wrażliwy i tak mocny w malarskiej<br />
decyzji, jeśli nie powoduje człowiekiem<br />
podstawowa miłość do świata i czuła akceptacja,<br />
i nie stanowi ona Jego motywacji<br />
twórczej?...<br />
Nie mam tu wątpliwości, że to ta siła jest<br />
pierwotną emocją, która napędza potencjał<br />
kreacji tego Artysty. Nieczęsta to dziś<br />
postawa, z dawnego romantyzmu. Lub<br />
z prostej niewinności i szczerości dziecka.<br />
Pewnie jest to tęsknota za powrotem do<br />
czystego źródła, za pierwszym spojrzeniem,<br />
które bywa olśnieniem i zachwytem…<br />
Do stanu sprzed wszelkiej wiedzy.<br />
Sprzed mitologii wieży Babel, która<br />
wprowadziła zamęt. Aby to było możliwe,<br />
trzeba zapomnieć kształtu i imienia rzeczy.<br />
Piotr Wójtowicz dokonuje tego, zmierzając<br />
konsekwentnie w swoich twórczych<br />
poszukiwaniach do czystej abstrakcji. Niepozbawionej<br />
jednak zapalnika, jakim jest<br />
emocja. Obecnie tym pierwszym impulsem,<br />
który rozpoczyna proces kreacji, jest<br />
wycięty przez Niego kartonowy kształt.<br />
Jestem w pewnym kłopocie wobec próby<br />
nazwania słowami tego, co z założenia<br />
poza nie wykracza. Z rozumieniem malarstwa<br />
Piotra Wojtowicza jest podobnie<br />
jak z interpretacją poezji – istnieje ryzyko<br />
zubożenia ukrytego w nim sensu, strywializowania<br />
jego emanacji. Obrazy te są<br />
bowiem wielowarstwowym, niejednoznacznym<br />
światem. Odsłaniają patrzącemu<br />
powoli kolejne zasłony tajemnic.<br />
I tylko tyle, na ile pozwoli jego wrażliwość<br />
i wyobraźnia.<br />
Poruszają w nim struny skrywanych<br />
emocji, rezonują z głębokimi, nierzadko<br />
wypartymi uczuciami. W przypadku tej<br />
sztuki ryzykowne jest uzurpowanie sobie<br />
prawa do narzucania własnych objaśnień.<br />
Dialog z odbiorcą musi pozostać otwarty,<br />
podobnie jak wolną postawę twórczą<br />
prezentuje sam Autor dzieła. Ten rodzaj<br />
abstrakcji, o silnym ładunku emocjonalnym,<br />
bywa ekranem projekcji stanów<br />
uczuciowych patrzącego. Przy próbie opisu<br />
łatwo więc o nadużycia i nadinterpretacje,<br />
bywa to opowieść bardziej o tym,<br />
który patrzy, niż o twórcy obrazu.<br />
Podobnie o swojej poezji pisał kiedyś<br />
Jorge Luis Borges: Ten, co mnie czyta,<br />
stwarza moje słowa. Tu patrzący staje się<br />
animatorem wizualnego przedstawienia.<br />
Malarskimi środkami tworząc niezwykłą<br />
aurę i czystą przestrzeń do spotkania<br />
z samym sobą – prawdziwy Autor pozostaje<br />
niewidzialny.<br />
Wskazanie na postawę Piotra Wójtowicza<br />
i zwrócenie uwagi na Jego wysublimowany<br />
malarski język zdaje mi się jedynym,<br />
o czym mogę napisać. Bo przecież i On<br />
sam w swojej twórczej transformacji celowo<br />
rezygnuje stopniowo z wszelkiej narracji,<br />
ze słów, aż do obecnego pozbawienia<br />
swoich obrazów jakichkolwiek znaczeń<br />
i symboli, a nawet zaniechania nadawania<br />
im tytułów, odsyłania do metafor. To wyjście<br />
z zakresu pojęć uwalnia Jego sztukę<br />
i wprowadza ją w czysty wymiar ducha.<br />
W miejsce, gdzie istnieje świat nieprzekładalny<br />
na mowę i poza zasięgiem logiki,<br />
spoza mechanizmu racjonalizacji.<br />
W tej przestrzeni odbywa się tajemniczy<br />
rytuał sublimacji ludzkich emocji,<br />
najczulszego odbiornika ludzkiego doświadczania<br />
świata – w wartość duchową,<br />
z pomocą materialnego obrazu. Jak<br />
w misteriach wszelkich kultur, na przestrzeni<br />
wszystkich dziejów i pod każdą<br />
szerokością geograficzną. Jest to ta sama<br />
twórcza atmosfera, która powodowała<br />
człowiekiem jaskiniowym, gdy brał do<br />
ręki kawałek ochry i kreślił postaci zwierząt<br />
lub zarys własnej dłoni na kamiennej<br />
ścianie. Gdy nie istniał jeszcze system<br />
słów i mowy i nie zakreślał granic ludzkiego<br />
świata, nie oswajał nieznanego…<br />
Piotr Wójtowicz nie stroni od nieznanego.<br />
Trzeba mieć odwagę, żeby spojrzeć<br />
tam, gdzie nikt nie spojrzał, nie dokonał<br />
nazwania – i stanąć na zupełnie nowym<br />
lądzie. Wręcz na skraju własnej przepaści…<br />
Na skraju mroku, który skrywa ludzka<br />
podświadomość.<br />
Poszukując właściwej formy dla swojego<br />
obrazu, być może w rzeczywistości<br />
Malarz stara się odpowiedzieć sobie na<br />
pytanie podstawowe – kim jestem i czym<br />
jest ten świat? Odrzucając środki w jakimś<br />
sensie nieprzystawalne do własnej<br />
wizji i własnej natury, siłą rzeczy odkrywa<br />
i zbliża się do swojego człowieczeństwa.<br />
Tym samym poprzez własny autentyzm<br />
tworzy intymną duchową więź, wręcz<br />
jedność ze światem. [RS]<br />
RENATA SZPUNAR<br />
Tekst jest refleksją z trzech wystaw Piotra Wójtowicza:<br />
– Nowe Obrazy, Galeria Pryzmat ZPAP OK w Krakowie, 2022<br />
– Obrazy z literą A + Aneks, Muzeum Sztuki ms2 w Łodzi, 2023<br />
– Obrazy z lat 80., Ośrodek Konferencyjno-Wystawienniczy<br />
Kasztel w Szymbarku, 2023<br />
(Fot. Renata Szpunar)<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
43
ZŁOTKO<br />
Satyra zabija, nie obraża – Stanisław Jerzy Lec<br />
44<br />
drogi panie z kamienicy naprzeciwko<br />
gdy cię widzę serce chce wyskoczyć z piersi<br />
umrę z nudów albo cię uwiodę szybko<br />
taka jestem że mnie kręcą najpiękniejsi<br />
brylantyna modny wąsik styl casual<br />
a koszula rozchełstana mimo chłodu<br />
ty do lansu mi pasujesz tak jak ulał<br />
znaczek logo do nowego samochodu<br />
dla nas kawior zimny szampan i truskawki<br />
złote sztućce wysadzane kamieniami<br />
nawet nie wiesz co planuję po kolacji<br />
pójście w tango dzikie harce godzinami<br />
ja jedynie taką prośbę mam do ciebie<br />
ust używaj tylko po to by całować<br />
bystrzak z ciebie raczej nie jest więc aniele<br />
szanuj ciszę byś mnie nie mógł rozczarować<br />
KARUZELA<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Bianka Kunicka Chudzikowska<br />
Wyfiołkował, wymalował,<br />
pozakręcał, związał w supeł.<br />
Pozaprószał lepkie słowa<br />
i z pewności siebie złupił.<br />
Woalował i czarował.<br />
Pieścił wschodem, lał szampana.<br />
Ciął z nóg każdą nocą płową,<br />
by w pion stawiać znów od rana.<br />
Aż się stracił wraz z majątkiem.<br />
W pędzie z wiatrem, w skwarnym słońcu.<br />
Porozrzucał uczuć szczątki.<br />
Ciało dźwignę po miesiącu...<br />
Renata Cygan<br />
Rysunki: Jarosław Janowski<br />
CZAS<br />
Czas biegnie,<br />
na nic nie ma czasu,<br />
zawczasu rezygnuje z wczasów.<br />
Wie, że odetchnąć czasem zda się,<br />
ale nie teraz,<br />
w innym czasie.<br />
Czas biegnie,<br />
choć zegarki stają,<br />
choć ludzie go nie odmierzają,<br />
choć wierzą, że są poza czasem.<br />
Czas biegnie,<br />
biegnie czas,<br />
tymczasem<br />
i nic go w biegu nie prześcignie.<br />
Dzień,<br />
miesiąc,<br />
rok,<br />
epoka mignie,<br />
a czas biec będzie<br />
dalej jeszcze,<br />
aż mu się skończy<br />
czasoprzestrzeń.<br />
Mariusz Parlicki
adam gwara<br />
LIMERYKI<br />
***<br />
Podzieliło się całkiem już Rytro<br />
w swej opinii na temat „in vitro”.<br />
Jedni mówią, że „w szkle”<br />
im kojarzy się źle.<br />
Drudzy na to, że przecież z pół litrą.<br />
***<br />
Studio technik buddyjskich w Krotosznie<br />
proponuje zabiegi na mosznie.<br />
Dodatkowo dźwięk misy<br />
wprawia w drgania penisy,<br />
relaksując je przy tym rozkosznie.<br />
***<br />
Moich potraw – szef kuchni rzekł w Żorach –<br />
nie ocenia się już po pozorach.<br />
Łączę modę i kuchnię<br />
w dzieło sztuki. Że cuchnie?<br />
A jak niby ma pachnieć śledź w porach?<br />
***<br />
Skonstatował dziś pan z Żoliborza<br />
kiedy trudno mu było wstać z łoża,<br />
że ma lekką gorączkę<br />
i ostatnią miesiączkę.<br />
Jarku, pogódź się z tym. Wola Boża!<br />
, ,<br />
Cesarzowa Bułgarii w Rodopach<br />
testowała swą cnotę na chłopach<br />
wiele razy. Z tej racji<br />
mamy Dzień Repasacji<br />
obchodzony, rzecz jasna, w rajstopach.<br />
***<br />
Ochlapusom spod sklepu na Freta<br />
muzyk rzekł, gdy prosili o zeta,<br />
że już nie da za friko.<br />
Niech się zajmą muzyką.<br />
No i proszę! Jest zespół Touretta.<br />
***<br />
Sekretarce prezesa raz w Warce<br />
warkocz utknął w biurowej niszczarce<br />
podczas aktu, więc drze się –<br />
Warkocz, warkocz prezesie!<br />
Aż zawarczał – wrr, wrr! – sekretarce.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
45
Agnieszka Herman i Viola Śpiechowicz<br />
A g n i e s z k a H e r m a n<br />
czyli o tym,<br />
jak na styku różnych<br />
dziedzin<br />
powstaje nowa<br />
jakość<br />
46<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Viola Śpiechowicz<br />
MAŁGORZATA TAFLI-KLAWE<br />
bryła sukni<br />
zaplątane wśród nici<br />
kwiaty wiosny<br />
sylwestrowy strój<br />
mały kotek wyciąga<br />
nitkę za nitką<br />
AGNIESZKA HERMAN<br />
raz dwa trzy<br />
tęczowy żuk chowa się<br />
w wielką kieszeń<br />
barwne supły<br />
jak się wyplątać<br />
z letniej miłości<br />
wstrzymuje oddech<br />
po linii szwu wędruje<br />
paź królowej<br />
IWONA ŚWIERKULA<br />
wzory na sukni<br />
letnie słońce zastygło<br />
nad jej ogrodem<br />
Pomysł połączenia oryginalnej sztuki<br />
Violi Śpiechowicz i haiku narodził się<br />
w mojej głowie jesienią 2023 roku,<br />
kiedy to redakcja Niezależnego Kwartalnika<br />
Literacko-Artystycznego „Post Scriptum”<br />
wskazała mnie, prowadzącą Galę<br />
Artysta Roku 2022, jako tę, która na scenie<br />
Piwnicy pod Baranami w Krakowie wystąpi<br />
w kreacji nominowanej w tym plebiscycie<br />
– Violi Śpiechowicz. Projektantka<br />
zaproponowała morską w kolorystyce<br />
suknię z cyklu „Powiązana Rzeczywistość”,<br />
która miała nie tylko szczególną konstrukcję,<br />
lecz także zachwycający i niezwykle<br />
oryginalny materiał według własnego pomysłu<br />
artystki.<br />
Viola Śpiechowicz, malarka i projektantka,<br />
w swoich pracach często nawiązuje<br />
do Orientu (elementy kimona, pikowania,<br />
oszczędność formy). Nic dziwnego, że jej<br />
suknie nosiły księżniczki Bhutanu. W świecie<br />
mody Viola znana jest z nowatorskiego<br />
stylu, rzeźbiarskiego w konstrukcji, malarskiego<br />
w kolorystyce, prowadzącego ku<br />
niespotykanym rozwiązaniom. Stworzyła<br />
unikalny rodzaj tkaniny – między dwiema<br />
warstwami organzy ułożone są zwoje nici,<br />
a wszystko to jest zafiksowane regularnymi<br />
przeszyciami.<br />
47<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
&<br />
48<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Historię powstania autorskiej<br />
tkaniny opisała Anna Maruszeczko<br />
w „Post Scriptum”<br />
3/2022. O cyklu „Powiązana rzeczywistość”<br />
jego twórczyni mówi tak:<br />
Dawno temu przejęłam od upadającej<br />
hurtowni dodatków krawieckich<br />
olbrzymią ilość różnokolorowych<br />
nici. Drążyłam temat, jak można<br />
w nieoczywisty sposób wykorzystać<br />
potencjał tego surowca, i tak wpadłam<br />
na pomysł, żeby nici potraktować<br />
jak farby do tworzenia kolorowych,<br />
różnorodnych fakturalnie obrazów.<br />
Okazało się, że ta technika tworzenia<br />
trójwymiarowych, nicianych kompozycji<br />
otwiera duże możliwości dla malarskiej<br />
ekspresji, a do tego poczułam<br />
się usatysfakcjonowana, że znalazłam<br />
zastosowanie dla czegoś, co było skazane<br />
na przemiał. Następnie uznałam,<br />
że te obrazy dadzą się świetnie<br />
przetransferować na dzianinę lub<br />
tkaninę, których użyłam w kolekcji<br />
z poczuciem, że dzielę się kawałkiem<br />
swojego świata.<br />
Nic nie dzieje się jednak przypadkiem.<br />
Twórcy wzajemnie się inspirują<br />
w trudny do opisania sposób.<br />
Wszystko stało się dla mnie bardziej<br />
oczywiste, kiedy przeczytałam we<br />
wspomnianym wyżej wywiadzie wypowiedź:<br />
Od dawna towarzyszy mi<br />
świadomość połączenia i poczucie<br />
przenikania się różnych dziedzin, i to<br />
nie tylko w sztuce. Już w latach 90.<br />
ubiegłego wieku, w ramach dyplomu<br />
z malarstwa, pokazałam obrazy<br />
i kolekcję ubrań. Ten koncept miał stanowić<br />
całość inspirowaną fazami<br />
słońca i zmieniającym się wraz z nimi<br />
OLIWIA ZARZYCKA<br />
kryształki lodu<br />
mienią się na szybie<br />
odbicia słońca<br />
płatki kwiatów<br />
komorebi<br />
w liniach piasku<br />
GRAŻYNA TATARSKA<br />
dwa bławatki<br />
w oczach starej kobiety<br />
nie wszystko znika<br />
kwiat jabłoni<br />
na jej twarzy rumieniec<br />
a może płatek<br />
DAGMARA WIECZORKOWSKA<br />
powojniki –<br />
jak trudno odplątać<br />
myśl od myśli<br />
słońce i deszcz<br />
idę do przodu<br />
otulona tęczą<br />
babie lato<br />
na moim rękawie<br />
podróżuje pająk<br />
BEATA WYSZYŃSKA<br />
na jesionce<br />
wschody i zachody<br />
jednocześnie<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
49
światłem. I dalej opowiada o tym,<br />
jak wówczas goście byli zaskoczeni.<br />
Tylko niektórzy pozytywnie.<br />
(…) Ale jeden z profesorów powiedział,<br />
że ten event powinien odbyć<br />
się w Nowym Jorku.<br />
Kiedy obraz spotyka się z haiku<br />
– powstaje haiga, unikatowa<br />
forma sztuki, w której poezja,<br />
kaligrafia i malarstwo uzupełniają<br />
się wzajemnie. W dawnej<br />
Japonii było to sumi-e – rysunek<br />
tuszem. Obecnie haigi powstają<br />
również w połączeniu<br />
z fotografią. Jak jednak nazwać<br />
haigę, która powstaje do obrazów<br />
malowanych nićmi? Do strojów-<br />
-obrazów? Do niezwykłych zestawień<br />
i kompozycji nici?<br />
Z początkiem listopada wraz z Polskim<br />
Stowarzyszeniem Haiku wysłaliśmy<br />
zaproszenie do konkursu<br />
„Powiązana Rzeczywistość”. Drodzy<br />
Poeci Haiku, mamy dla Was<br />
niecodzienne wyzwanie. Chcielibyśmy<br />
namówić Was na napisanie<br />
haiku do strojów i autorskich<br />
tkanin Violi Śpiechowicz. Autorzy<br />
najlepszych utworów zostaną<br />
50<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
ROBERT KANIA<br />
pokaz mody<br />
widz łapie oddech<br />
na widok wiosny<br />
nitka po nitce<br />
jej suknia pełna<br />
wiosennej pełni<br />
HONORATA SORDYL<br />
pajęcze nitki<br />
chwytają w locie ptaki<br />
i wiatr<br />
gruby sweter<br />
wije się długa droga<br />
wśród splotu nici<br />
SANDRA JAWORSKA<br />
zakwitły kwiaty<br />
na gałęziach jabłoni<br />
strumienie światła<br />
zamieć wiosenna<br />
wprawia w osłupienie<br />
wiśniowy pejzaż<br />
odlot żurawi<br />
rękawy jej haori<br />
targane wiatrem<br />
MACIEJ FALIŃSKI<br />
pajęcze nici<br />
ledwo widoczne<br />
witraże w oknach<br />
MAŁGORZATA FORMANOWSKA<br />
światło świtu<br />
brzuszek raniuszka<br />
różowieje<br />
MARIA PIASECKA<br />
feeria nitek<br />
jaka prządka ożywia<br />
ten wiosenny wiatr?<br />
rozłożył skrzydła<br />
i nagle go widać<br />
rusałka pawik<br />
nić z nicią<br />
wplecione w suknię<br />
motyl i wiersz
MAŁGORZATA BORZESZKOWSKA<br />
otwarta szafa<br />
na rękawie sukienki<br />
jaskrawy motyl<br />
podmuch wiatru<br />
a liście nieruchome<br />
pod taflą lodu<br />
MARTA CHOCIŁOWSKA<br />
upalny dzień<br />
nitki na materiale<br />
mają chłód wody<br />
kwiaty wiśni<br />
opadają na trawę<br />
barwne kimona<br />
HELENA LENA KOŁODZIEJEK<br />
jesienne barwy<br />
szeleszczą coraz głośniej<br />
fałdy sukienek<br />
jesienne ptaki<br />
rozpościerają skrzydła<br />
nad krętym szlakiem<br />
ANNA PLASKOWSKA<br />
pieszczota<br />
wśród kłębuszków nici<br />
wiosenne słońce<br />
bieg z latawcem<br />
pociąga za sznureczki<br />
zwiewnej sukni<br />
WIESŁAW KARLIŃSKI<br />
babie lato<br />
bawi się kolorami<br />
ciepło zimno<br />
przełom roku<br />
nagle rozsupłany<br />
splątany kłębek<br />
URSZULA WINIARSKA<br />
pomarańczowa nić<br />
tylko na tej tkaninie<br />
uplotła listki<br />
zaproszeni do atelier projektantki,<br />
gdzie je odczytamy, a za tło będą<br />
służyły obrazy, tkaniny i stroje<br />
z kolekcji.<br />
Z czym można skojarzyć stroje<br />
Violi Śpiechowicz? Z motylami,<br />
ptakami, kwiatami, drogą, szlakami,<br />
gubieniem się, znajdowaniem,<br />
poszukiwaniem, radością życia,<br />
przezroczystością, supłami, szwami…<br />
Z pewnością łatwo znajdziecie<br />
swoje konotacje.<br />
Jako organizatorka liczyłam na<br />
nieokiełznaną wyobraźnię poetów<br />
haiku, czego niejednokrotnie<br />
dawali dowód w licznych konkursach<br />
i publikacjach. Liczyłam<br />
na dialog sztuk, na wzajemną<br />
inspirację. Trudnością była dość<br />
restrykcyjna forma haiku – trzy<br />
wersy, niezbędne kigo, czyli określenie<br />
pory roku i liczba sylab<br />
pięć, siedem, pięć – tu możliwe<br />
były pewne odchylenia.<br />
Jakież było moje zdziwienie, kiedy<br />
niemal od razu po ogłoszeniu naszego<br />
projektu zaczęły przyfruwać<br />
fantazyjne, kolorowe haiku. Obawy,<br />
czy owo połączenie nie wyda<br />
się niezrozumiałe, zniknęły całkowicie.<br />
27 stycznia <strong>2024</strong> roku do butiku<br />
Violi Śpiechowicz zostało zaproszonych<br />
19 autorów, których prace<br />
prezentujemy. Przy dźwiękach<br />
japońskich instrumentów, w otoczeniu<br />
niezwykłych materiałów<br />
i strojów, popijając zieloną herbatę<br />
z porcelanowych filiżanek,<br />
słuchaliśmy, czym według artystki<br />
Zdjęcia: Kamil Witkowski i Adam Żebrowski<br />
jest „Powiązana Rzeczywistość”,<br />
by za chwilę odpowiedzieć na to<br />
naszym haiku.<br />
„Powiązana Rzeczywistość” to organiczne<br />
współistnienie i nieskończoność<br />
możliwości. To nieustanny<br />
proces łączenia, nakładania<br />
i wzajemnego oddziaływania. To<br />
przenikanie, przekształcanie, zbliżanie<br />
i oddalanie. To dynamizm<br />
i chaos szukający równowagi. Nagromadzenie,<br />
które zmusza do<br />
weryfikacji. To zmienna natura<br />
wszystkich zjawisk i konsekwencja<br />
wszystkich działań.<br />
Podczas rozmów o tworzeniu obrazów,<br />
materiału, haiku zorientowaliśmy<br />
się, że właściwie mówimy<br />
o podobnym procesie. O sztuce,<br />
która charakteryzuje się prostotą<br />
myśli i formy. O uważności.<br />
O poszukiwaniach, które są trudem<br />
i radością. O inspiracji naturą.<br />
O dojrzewaniu w nas dzieła.<br />
O szczęściu dzielenia się nim z innymi.<br />
Na styczniowym spotkaniu nasza<br />
przygoda się jednak nie kończy.<br />
Planujemy kontynuację projektu<br />
– wydanie antologii przetłumaczonej<br />
na język japoński i język<br />
angielski. Zamierzamy na bazie<br />
naszego spotkania stworzyć kolorowy<br />
event. Magazyn „Post Scriptum”<br />
można uznać za matkę i ojca<br />
tego projektu – wyrażamy szczególne<br />
podziękowanie kibicującej<br />
nam redaktor naczelnej Renacie<br />
Cygan. [AH]<br />
AGNIESZKA HERMAN<br />
51<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
To komu tę śliweczkę<br />
52<br />
Klaudia Kryńska: Wiesz, uważam, że rolnik to<br />
jeden z najważniejszych zawodów. Nie chcę<br />
dyskryminować innych, bo każdy zawód jest<br />
ważny. Ale rolnik jest osobą, która wytwarza<br />
żywność. To zawód priorytetowy, tylko kto by<br />
chciał, żeby jego dziecko było rolnikiem? Ta<br />
praca jest bardzo ciężka, ale nie dlatego ludzie<br />
nie chcą, żeby ich dzieci były rolnikami, tylko<br />
dlatego, że ten zawód kojarzy się zacofaniem.<br />
Co za bzdura!<br />
Rolnicy to ludzie, którzy mają ogromną wiedzę,<br />
bo potrafią wytwarzać jedzenie – bez<br />
nich nas by nie było. Przerażające jest, jak rolnicy<br />
są przedstawiani w mediach: jako pieniacze<br />
palący opony. Trudno się więc dziwić, że<br />
ludzie z miasta tak sobie ich wyobrażają, bo<br />
skąd mają czerpać wiedzę o ich życiu?<br />
(Z książki Instrukcja obsługi przyszłości)<br />
Rośnie gdzieś przy ruchliwej drodze. Dzika śliwa, jabłoń, wiśnia. Samosiejka.<br />
Owoce, można by powiedzieć, ekologiczne, żadnej chemii,<br />
oprysków. Sprawcą tego urodzaju jedynie siły natury. Pojawia<br />
się jednak mała wątpliwość. W spalinach można znaleźć prawie<br />
całą tablicę Mendelejewa: arsen, siarka, kadm, rtęć oraz inne metale<br />
ciężkie Czy owoce na tych drzewach są na pewno zdrowe? Może<br />
i jadalne, prawdopodobnie ktoś urwie i nawet zrobi konfitury. Sam<br />
nierzadko kosztowałem takich jabłek, mając również świadomość,<br />
że to niezbyt przyjazne dla organizmu.<br />
Krótkie wprowadzenie nie znalazło się tutaj bez powodu. Świat się<br />
pali. Zmiany klimatyczne widać jak na dłoni. Zima przechodząca<br />
w późną jesień. Niespotykane jak dotąd fale upałów w ciągu lata,<br />
ogromne susze, a co za tym idzie, notoryczny problem z wodą tak<br />
pitną, jak i do celów gospodarczych. Klęski żywiołowe, powodzie,<br />
susze. Migracje ludności w poszukiwaniu lepszego życia bez głodu.<br />
Mam gdzieś z tyłu głowy katastrofalny stan Odry i ogromne ilości<br />
wyławianych śniętych ryb. Niepokoją również dzikie składowiska<br />
odpadów na terenie całej Polski, które w czasie upałów stanowią<br />
realne zagrożenie dla okolicznych mieszkańców. Wszechobecny<br />
plastik, a jeszcze gorszy mikroplastik, który przedostaje się do<br />
układów trawiennych różnych stworzeń. Kto na co dzień zdaje sobie<br />
z tego sprawę? A jestem przekonany, iż warunki życia spowodują<br />
w niedługim czasie, że każdy z osobna będzie musiał zrobić<br />
w tym zakresie porządny rachunek sumienia. Licznik bije. Polska<br />
w okresie najbliższych 16 lat ma zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych<br />
o 90%. I tu już walka nie toczy się o to, jak umknąć unijnym<br />
restrykcjom, ale jak sprawnie wprowadzić najistotniejsze zmiany.<br />
Powietrze lepszej jakości oznacza zwyczajnie życie wolne od chorób<br />
i zagrożeń. Poprzednia władza straszyła ekoterrorem, klimatyczną<br />
ideologią, że władze unijne mają urojenia i obsesje. Nie,<br />
proszę Państwa, Polska jest skansenem na terenie Unii Europej-<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Porady ekspertów WWF 12 sprytnych sposobów, jak ocalić nasz świat<br />
Areta Szpura Instrukcja obsługi przyszłości<br />
skiej, mamy też największy problem ze smogiem i zanieczyszczeniem<br />
powietrza. Polskie miasta znajdują się w setce najbardziej zanieczyszczonych<br />
miast świata. To już nie jest zabawne. Aż 36 z 50<br />
najbardziej zanieczyszczonych europejskich miast należy niestety<br />
do Polski (raport WHO). Nie ma miejsca na dywagacje. Potrzeba<br />
natychmiastowych działań. I jeszcze informacja z ostatniej chwili.<br />
Procedura in vitro ma pomóc w reprodukcji nosorożca białego południowego.<br />
Gatunek jest bliski wyginięcia. Trudno to jakkolwiek<br />
komentować. Człowiek ze swoją pazernością doszedł do ściany.<br />
Czyżbyśmy już otrzeźwieli?<br />
Do życia i bardziej przyjaznego dla środowiska funkcjonowania<br />
zgodnie z rytmem natury będę jeszcze wielokrotnie wracał. Publikacji<br />
na temat ekologii czy podejścia zero waste ukazuje się sporo,<br />
niektóre już nawet straciły na aktualności, na przykład w ciągu<br />
zaledwie kilku ostatnich lat mocno zmienił się system segregacji<br />
odpadów (osobiście wolę określenie „surowce wtórne”). Stare nawyki<br />
powoli odchodzą w przeszłość, teraz to młodsi często wpajają<br />
osobom starszym, jak odpowiednio segregować surowce na odpowiednie<br />
frakcje. Przypomina mi się fragment jakiegoś skandynawskiego<br />
dokumentu, gdzie dziewczynka aż wrzała ze złości na<br />
babcię, ta bowiem wrzuciła odpad do nieodpowiedniego kosza.<br />
Niektórzy mogą to odbierać w ten sposób, iż oto ludzie mają bzika<br />
na punkcie ekologii. A jeśli o mnie chodzi, stwierdzam, że lepiej<br />
reagować z lekką przesadą, niż nie przestrzegać podstawowych zasad<br />
w trosce o nasze wspólne dobro, środowisko i przyrodę.<br />
Zaprzyjaźnijmy się z ekologią. Nie chciałbym wpuszczać czytelnika<br />
w jakąś mocno teoretyczną publicystykę, gąszcz polemiki czy polityczne<br />
wtręty, dlatego też wybrałem najbardziej możliwie praktyczne<br />
w ujęciu treści. Z jednej strony mamy 12 sprytnych sposobów,<br />
jak ocalić świat, kompendium w dużej mierze informacyjne,<br />
zapoznawcze i również po trosze humorystyczne. A z drugiej poleca<br />
się aktywistka Areta Szpura ze swoją Instrukcją obsługi przyszłości.<br />
Tutaj znowuż mamy serię wywiadów z ekspertami od całego<br />
wachlarza zagadnień: środowiska, technologii cyfrowej, miasta,<br />
psychologii czy biznesu odpowiedzialnego społecznie. Przewiduję<br />
takowe reakcje, że a nuż ktoś się spyta, na co komu te całe ekotrendy,<br />
wymyślanie. Po co mamy się nad tym zastanawiać. Życie<br />
jest jedno, hulaj dusza, piekła nie ma. Przywołam w tym momencie<br />
sentencję, która wielokrotnie przychodzi mi na myśl. Ziemi nie<br />
dziedziczymy po naszych przodkach, ale pożyczamy od naszych<br />
dzieci. Dalibóg, obyśmy pozostawili po sobie jak najmniejszy ślad<br />
węglowy. Nie potrzebujemy pomników, postumentów, ławek patriotycznych,<br />
kultury zapierdolu. Potrzeba za to świadomości, jak<br />
ograniczyć naszą nadmierną aktywność. Tak, podczas dziejącej się<br />
na naszych oczach katastrofy klimatycznej nie jesteśmy w stanie<br />
zrobić nic. Pozostaje zwyczajnie się odprężyć.<br />
Ograniczyć używanie sprzętów domowych.<br />
Ograniczyć koszenie i podlewanie trawników podczas upałów.<br />
Ograniczyć korzystanie z plastiku (jednorazówek).
Ograniczyć nadmierne podróżowanie (szczególnie samolotem).<br />
Ograniczyć jedzenie mięsa.<br />
Ograniczyć się w wielu kwestiach.<br />
Nadchodzi czas próby.<br />
Najprostszym sposobem, aby dokonać owych zmian, jest zapoznanie<br />
się z niewielkich rozmiarów książeczką: 12 sprytnych sposobów,<br />
jak ocalić nasz świat. Napisana została przez ekspertów WWF-u<br />
i właściwie w takim dużym uproszczeniu pokazuje, jak obchodzić się<br />
z dobrami współczesnego świata. Może trudno uwierzyć, ale takim<br />
dobrem jest chociażby woda pitna. Porady są rzeczywiście proste.<br />
Zakręcaj wodę podczas mycia zębów. Używaj deszczówki do celów<br />
gospodarczych. Bądź eko. Każdy rozdział dotyczy odrębnej kategorii,<br />
oszczędzania energii elektrycznej, oszczędzania papieru czy świadomego<br />
kupowania odzieży lub innych dóbr „luksusowych”. Niektórzy<br />
twierdzą, że poziom ekologii w tej publikacji zatrzymał się gdzieś na<br />
początku XXI wieku. Co prawda niektóre wskazówki wydają się może<br />
nieco archaiczne, ale przypuszczam, że pewnie obce dla wielu zagorzałych<br />
przeciwników nowoczesnego myślenia.<br />
Pod koniec każdego rozdziału możemy znaleźć ciekawostki ze świata,<br />
oznaczone zielonymi obwódkami: raz suche fakty, innym razem<br />
sposoby na to, aby ulepszyć funkcjonowanie w środowisku. Dotyczyć<br />
mogą codzienności, spraw zawodowych, ogólnie rzecz biorąc, przyziemnej<br />
materii. No i na osłodę dodano komiks, którego autorem<br />
jest „Andrzej Rysuje” Milewski. Żeby nie było zupełnie miło, mam<br />
wątpliwości co do formy przekazu, bo sporo tutaj „suchej” treści.<br />
Gdyby te porady zostały wplecione w jakąś niepozorną nić fabularną<br />
(chodzi mi o sekwencyjność, swego rodzaju przygodowość), to<br />
w rezultacie pozycja ta miałaby zupełnie inny charakter. Jest jednak<br />
prawdą, iż nie znajdziemy tutaj mocno odkrywczych tez, a również<br />
możemy się natknąć co rusz na truizmy, oczywistości. Oto jeden<br />
z przykładów: Jeśli chodzi o obawy, że będziesz zgrzany i spocony, po<br />
dojeździe do pracy [rowerem] możesz wziąć prysznic albo się przebrać.<br />
Fakt, jak będę spocony, to pewnie wezmę prysznic, tylko że to<br />
rozumowanie na zasadzie: jak będę głodny, to zrobię sobie bułkę<br />
z masłem. Nie widzę sensu, żeby ten wywód kontynuować.<br />
Gdzie widzieć szczególny sens tej publikacji? Poleciłbym ją młodzieży<br />
na lekcje przyrody, a nawet na godzinę wychowawczą, z tego względu,<br />
iż znajduje się tam całe mrowie ciekawych wskazówek dotyczących<br />
troski o najbliższe otoczenie. Na lżejszą lekturę – nie trzeba<br />
czytać rozdział po rozdziale. Chciałbym, żeby o tej pozycji zrobiło się<br />
głośniej, tym bardziej że uroku dodaje również okładka z grubej tektury,<br />
to tak jakby użycie porad z książki w praktyce.<br />
Wspólnym mianownikiem dla porad ekspertów WWF oraz serii<br />
rozmów Arety Szpury jest z pewnością rola popularyzatorska, jeśli<br />
chodzi o ochronę przyrody, treści proekologiczne, uwzględnienie danych<br />
statystycznych oraz polskich realiów w tym zakresie. Aktywistka<br />
działała prężnie w przemyśle modowym, niestety rozczarowała się,<br />
widząc brak poszanowania dla przyrody i środowiska. Już poprzednia<br />
książka Jak uratować świat… zrobiła niemałe zamieszanie. Nie dotykam<br />
tu jednak sfery tej publikacji, bowiem w jakimś sensie pozostaje<br />
ona tożsama z treściami porad ekspertów WWF. Areta Szpura<br />
koncentruje się na różnych kwestiach, od troski o środowisko, poprzez<br />
oszczędzanie żywności, edukację (opresyjną rolę szkoły), po<br />
niezwykłą moc spółdzielni jako organizacji zrzeszających ludzi działających<br />
we wspólnym celu. Mam wrażenie, że o czymkolwiek by nie<br />
rozmawiano, za każdym razem podkreśla się wartość relacji, wspólnych<br />
działań. Komunikacja jest motorem, gdy bowiem ludzie bazują<br />
na synergii, najwyższym możliwym poziomie współpracy, dzieją się<br />
rzeczy nadzwyczajne. Czasami te rozmowy są dość oględne, brakuje<br />
osi sporu i być może większej liczby interlokutorów, którzy by<br />
debatowali w obrębie jednego zagadnienia. I znowuż pojawia się ta<br />
sama jałowość, powielanie oczywistości. Jedzmy, sadźmy, kupujmy.<br />
Najlepiej w ogóle odżywiajmy się zdrowo, ale trzeba mieć do tego<br />
czas i środki. Być może Areta Szpura zapomniała o przeciętnych<br />
zjadaczach chleba, którzy swój ekologiczny zapał muszą po prostu<br />
schować do kieszeni. Zdrowe odżywianie albo opłacenie rachunków.<br />
Wiem, że to nie jest właściwe porównanie, ale czasem trzeba<br />
wybierać.<br />
Trochę razi warszawska bańka. Autorka zaprasza rozmówców, którzy<br />
najczęściej poruszają sprawy warszawskie. Dobrze wiedzieć,<br />
co się dzieje w Warszawie, ale Polska to spory kraj i o innych zakątkach<br />
też warto nadmienić. Aktywizm rządzi się jednak własnymi<br />
prawami, o nich nie wolno zapominać. O tych, co szerzą piękne<br />
hasła, ma być głośno, stąd Warszawa. Tutaj zwyczajnie obserwujemy<br />
największe zagęszczenie rozmaitych mediów. Natomiast pominięcie<br />
chociażby ludzi niezwiązanych z aktywizmem lub jakąś<br />
konkretną profesją powoduje, że ta publikacja wydaje się w jakiś<br />
sposób wybrakowana. Jakby tego było mało, któryś z rozmówców<br />
wspomina: tu był na stażu w Paryżu, potem w Londynie – to jest<br />
niestety perspektywa ludzi uprzywilejowanych. Chciałbym też się<br />
znaleźć w tej książce jako ten maluczki mieszkający gdzieś na peryferiach.<br />
Czy jest tam dla mnie miejsce? Czy być może ekologia to<br />
hobby dla klasy średniej, tych, co zdążyli się dorobić, mają dobrego<br />
wujka z koneksjami?<br />
W odróżnieniu od porad ekspertów WWF zbiór rozmów Arety<br />
Szpury ma dość nieprzyjazną szatę graficzną, zbyt duże odstępy<br />
między pytaniami i odpowiedziami, niepotrzebne tak<br />
duże wcięcie w tekście, kolorowe strony z dużymi napisami.<br />
Przyko, że ilustracje przygotowanie przez Michała Lobę nie<br />
za bardzo harmonizują się z tekstem. Do każdego rozdziału<br />
dołączono spis książek, filmów czy stron www pomocny<br />
w lepszym przyswojeniu danego zagadnienia.<br />
Zastanawiam się, jak wygląda przepaść między działalnością jednego<br />
człowieka, a przypuśćmy wielkimi zanieczyszczającymi środowisko<br />
molochami? Nie wszystko zależy od nas, chociażby jeśli<br />
chodzi o recykling, piłka jest po stronie producentów i takiego<br />
projektowania opakowań, aby były one po prostu łatwe do przetworzenia.<br />
Zgodzę się natomiast z jednym wnioskiem płynącym<br />
z publikacji. Rolnictwo to zawód przyszłości i potrzeba w tej materii<br />
wielu pilnych zmian. Patrzę z przerażeniem na protesty rolników<br />
w Europie. Pomysły na wielkomiejskie plantacje raczej należałoby<br />
pozostawić w sferze marzeń, śliweczka urwana przy ruchliwej trasie<br />
to też niezbyt dobry pomysł. Natomiast ogólnospołeczna debata,<br />
jak poprawić los rolników – to już krok jak najbardziej zasadny. [RK]<br />
12 sprytnych sposobów, jak ocalić nasz świat. Porady ekspertów WWF,<br />
opracowanie zbiorowe, przełożył Adam Tuz, ilustracje Andrzej Rysuje Milewski,<br />
Wydawnictwo Prószyński Media, Warszawa 2020.<br />
Areta Szpura, Instrukcja obsługi przyszłości, ilustracje Michał Loba,<br />
Wydawnictwo Buchman, Warszawa 2022.<br />
ROBERT KNAPIK<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
53
MOHAMED ZAKARIA SOLTAN<br />
54<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Mohamed Zakaria Soltan urodził<br />
się w 1973 r. w Kairze, gdzie nadal<br />
mieszka i pracuje. Ten egipski<br />
twórca jest przede wszystkim plakacistą,<br />
projektantem i grafikiem – działa<br />
w obszarze sztuk wizualnych. Uzyskał<br />
licencjat w dziedzinie sztuk pięknych<br />
na Uniwersytecie Helwan w Kairze,<br />
w Katedrze Grafiki w 1996 r., oraz<br />
stopień doktora nauk stosowanych<br />
w dziedzinie sztuk pięknych również na<br />
Uniwersytecie Helwan w 2010 r. Jest<br />
wykładowcą na uniwersytecie October<br />
6 University w Gizie na Wydziale Sztuk<br />
Stosowanych. Mohamed Zakaria Soltan<br />
uczestniczył w kilkuset projektach i wydarzeniach<br />
o zasięgu światowym. Swoje<br />
prace prezentował wielokrotnie na wystawach<br />
indywidualnych i zbiorowych<br />
na całym świecie. Jest laureatem wielu<br />
nagród, dyplomów, odznaczeń i medali.<br />
Są to m.in.: wyróżnienie honorowe na<br />
Międzynarodowym Konkursie Miniprintów<br />
w Kazanłyku (Bułgaria 2015), „Podziękowanie<br />
za pracę graficzną CGD” na<br />
I Międzynarodowej Wystawie Ekslibrisu<br />
(Subotica, Serbia 2015), certyfikat włączenia<br />
do kolekcji Międzynarodowego<br />
Biennale Sztuki w Pekinie (2015 i 2017),<br />
nagroda Galerii R + Akademii Sztuk Pięknych<br />
w Szczecinie na VI Międzynarodowym<br />
Triennale Grafiki Cyfrowej (Gdynia<br />
2019). Zasiadał jako członek jury m.in.<br />
w międzynarodowym konkursie „Plakaciści<br />
Świata” (Cuzco, Peru 2019). Jest<br />
członkiem Komitetu RINC (Red International<br />
De Creadores Visuales) w Meksyku,<br />
C-IDEA (International Design Educator<br />
Group, Chiny) i honorowym członkiem<br />
CEIDCA (China Europe International<br />
Design Culture Association).<br />
Mohamed Zakaria Soltan prezentuje dzieła<br />
(plakaty i grafiki cyfrowe) charakteryzujące<br />
się niezwykłym bogactwem kompozycji,<br />
indywidualizmem, wielopłaszczyznowością<br />
i różnorodnością barwnych zestawień.<br />
Elementy arabskiej kaligrafii przenikają<br />
się z motywami i symbolami charakterystycznymi<br />
dla sztuki Egiptu oraz wyobrażeniami<br />
motyli. Pod względem kompozycji<br />
prace artysty mają skomplikowaną formę,<br />
charakteryzuje je bogactwo tekstur,<br />
kolorów i wątków. Nasycone są wieloma<br />
przenikającymi się wzajemnie barwami<br />
i gradientami, które emanują silną, dobrą<br />
energią i wywołują pozytywne wrażenia.<br />
[RC]<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
55
ROZMAWIA AGNIESZKA JARZĘBOWSKA<br />
Piotr Jabłoński<br />
Obieżyświat, fotograf, marzyciel, miłośnik rzeczy pięknych.<br />
Dziwi się światu, ludziom i ekspansji plastiku.<br />
56<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Porozmawiajmy o Twojej ostatniej<br />
wyprawie do Indonezji. Poleciałeś<br />
tam nie pierwszy raz. Ile<br />
jest wysp w Indonezji, ile udało Ci<br />
się odwiedzić?<br />
Indonezja liczy sobie 17 506 wysp.<br />
Odwiedziłem chyba 23. Większość<br />
to te omijane przez turystów.<br />
Która z wysp zauroczyła Cię najbardziej?<br />
Która zadziwiła? Na którą<br />
byś wrócił, a którą omijał szerokim<br />
łukiem?<br />
Za każdym razem wracam na Bali.<br />
I ją bym najchętniej omijał.<br />
(śmiech) Ale z Bali najłatwiej dostać<br />
się na inne wyspy. To takie<br />
miejsce wypadowe. Im bardziej<br />
na wschód, tym ciekawiej, inaczej.<br />
Gdy jadę z przyjacielem, który<br />
mieszka na Bali, najlepiej czuję,<br />
jak bardzo różnią się poszczególne<br />
wyspy. Na każdej inny język. Na<br />
większych, w obrębie jednej wyspy,<br />
bywa kilka. I to totalnie różnych.<br />
Różne religie. Na wielu jest<br />
kult przodka. Nawet tam, gdzie<br />
jest chrześcijanizm czy islam.<br />
Jak się porozumiewasz z tubylcami?<br />
Bahasa Indonesia. To taki język,<br />
narzucony administracyjnie, który<br />
ma łączyć. Wywodzi się z malajskiego.<br />
Tylko ma inny akcent. Tam<br />
wszyscy są wielojęzyczni. Nawet<br />
dzieci mówią dwoma lub nawet<br />
trzema językami. Policzono, że na<br />
terenie Indonezji funkcjonuje ponad<br />
700 języków. Na wschodzie<br />
kwitnie czarna magia.<br />
Skąd u Ciebie znajomość bahasa<br />
Indonesia?<br />
Z konieczności, tylko tak mogę się<br />
kontaktować. Nie znam dobrze<br />
tego języka, ale wystarczająco,<br />
żeby się porozumieć. Bahasa jest<br />
prostym językiem z prostą gramatyką.<br />
Na kilku wyspach można się też<br />
dogadać po angielsku. Ale dosłownie<br />
na kilku. Co prawda, jak przez<br />
rok nie mam styczności z bahasa,<br />
wiele słów umyka, ale po kilku<br />
dniach odświeża mi się w głowie.<br />
Potem znowu gubię słowa.<br />
Co zainteresowało Cię najbardziej<br />
– ludzie, krajobrazy, przyroda,<br />
zabytki, sztuka?<br />
Ludzie i przyroda. Mimo że skończyłem<br />
architekturę, zdecydowanie<br />
faworyzuję to, co stworzyła natura.<br />
Fascynuje mnie zarówno ta,<br />
która jest poniżej poziomu morza,<br />
jak i ta, co sięga wysoko. Ostatnio<br />
fascynują mnie wulkany. Jeżeli<br />
jest to możliwe, lubię schodzić na<br />
dno krateru. Ale coraz mi trudniej.<br />
Może buty mi się zestarzały… To<br />
tak jak i z końmi. Ostatni raz jeździłem<br />
pewnie z półtora roku temu.<br />
To pewnie wina bryczesów.<br />
Najpiękniejsza godzina dnia? Tam<br />
i tu?<br />
Wschód, około szóstej rano. Czasem<br />
mglisto, zazwyczaj kolorowo.<br />
Ale trwa to krótko, mniej więcej<br />
15 minut.<br />
Potem ostre słońce albo deszcz.<br />
Zachód też jest piękny, ale polski<br />
piękniejszy. Tam zachód jest<br />
szybki. Trwa 20 minut. Nie tak jak<br />
u nas – na północy zorze trwają<br />
całą noc, więc tam najdłużej. To<br />
o kole podbiegunowym. Nie moja<br />
specjalność. Choć tam bywa też<br />
57<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
58<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Koń<br />
to<br />
zwierzę,<br />
które<br />
ma<br />
w<br />
sobie<br />
magię<br />
Zdjęcia: Piotr Jabłoński<br />
bardzo pięknie. Ale moje nogi zawitały<br />
tylko do Norwegii, są tam<br />
dziwni ludzie. Zero kontaktu. W Indonezji<br />
trzeba umieć ocenić człowieka.<br />
Bo turysta to łakomy kąsek.<br />
Im dalej jednak od turystycznych<br />
szlaków, tym więcej serca i gościnności,<br />
pomimo że to są bardzo<br />
biedni ludzie. A Norwedzy nieprzyzwoicie<br />
bogaci.<br />
Rozmawiamy wieczorem, powiedz,<br />
jak Ci się tam spało?<br />
Omijam klimę, jeżeli jednak muszę<br />
z niej skorzystać, to skręcam na<br />
maksa.<br />
Większy problem to różnica czasowa:<br />
zachodnia Indonezja to plus<br />
sześć godzin, wschodnia – plus<br />
osiem. Przez kilka dni organizm<br />
wariuje.<br />
Najsmaczniejsza potrawa lub potrawy?<br />
Czego się wystrzegać?<br />
Bardzo lubię ich kuchnię. Jest pikantna.<br />
Unikać należy produktów<br />
mlecznych, łatwo się starzeją<br />
i nietrudno o zatrucie. Nie pić surowej<br />
wody i nie używać lodu do<br />
napojów. Lód jest transportowany<br />
w bryłach, potem rąbany na ziemi<br />
i taki ląduje w szklance z napojem.<br />
Niestrawność (delikatnie mówiąc)<br />
pewna, a dla wrażliwych kończy<br />
się szpitalem. Ja ogólnie mam strusi<br />
żołądek. Choć on, tak jak buty<br />
i spodnie, się starzeje. Aha, trzeba<br />
uważać na drobne skaleczenia. Łatwo<br />
załapać zakażenie bakteryjne<br />
lub grzybicę.<br />
Taaak, pamiętam przestrogi na<br />
temat lodu… W Indiach większość<br />
grupy się pochorowała. Właściwie<br />
nie wiadomo dlaczego…<br />
Inna flora bakteryjna. Łatwo<br />
o rozregulowanie żołądka. A jak<br />
do tego doda się surową wodę,<br />
nieważne, czy pod postacią lodu<br />
czy wody, problem gotowy.<br />
Najmilsze chwile?<br />
Hmm, to bardzo intymne pytanie.<br />
(śmiech) Żartuję. Najmilej wspominam<br />
momenty, gdy udaje mi<br />
się dotrzeć do miejsca, o którym<br />
marzyłem. Albo spotkać niezwykłe<br />
zwierzę. Mam też bardzo wielu<br />
przyjaciół, kontakt utrzymujemy<br />
do dzisiaj. I to takich prawdziwych<br />
przyjaciół.<br />
A konkretnie? Miejsce, zwierzę?<br />
Krokodyl różańcowy, żółwie morskie,<br />
rekiny, delfiny, węże morskie,<br />
koniki morskie. A na lądzie orangutan,<br />
słonie. Co prawda już od<br />
kilku lat nie nurkuję z aparatem<br />
(stary się popsuł, a obecne ceny<br />
czegoś w miarę dobrego przerastają<br />
moje możliwości finansowe).<br />
A może po prostu przejadło mi<br />
się to, co pod wodą. Bo wszystko<br />
podobne. A część nadwodna jest<br />
zawsze inna, ciekawa. Bardzo bym<br />
chciał zobaczyć minihipopotama,<br />
ale nie miałem szczęścia. Bo mininosorożce<br />
obawiam się, że już<br />
wymarły. Człowiek robi, co może…<br />
Ciekawe rośliny?<br />
Roślinność na równiku przebija<br />
59<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Na terenie<br />
Indonezji<br />
funkcjonuje<br />
ponad 700 języków<br />
wszystko. W dżungli, gdzie nie ingerował<br />
człowiek z siekierą, drzewa<br />
dochodzą do 90 metrów. Roślinność,<br />
która nas otacza, to ta<br />
znana z doniczek, tylko ogromna.<br />
Fikus beniamin na przykład tam<br />
jest zwany kroczącym, bo idzie za<br />
pomocą korzeni napowietrznych.<br />
Zajmuje ogromną przestrzeń.<br />
I daje dom tysiącom zwierząt.<br />
W dżungli potykasz się o ananasy.<br />
Palma kokosowa to cud. Smak<br />
świeżego mleczka kokosowego,<br />
szczególnie gdy zbraknie wody,<br />
przerasta wszystko, co piłem. Problem<br />
tylko, jak wejść i ściąć kilka<br />
orzechów. Najlepiej mieć w plecaku<br />
tubylca.<br />
A ucho, jakie dźwięki wyławiało?<br />
Kiedy pierwszy raz spałem w dżungli,<br />
nie zmrużyłem oka. Właśnie<br />
przez dźwięki. Powszechnie króluje<br />
cykada. Daje czadu. To samce.<br />
Im głośniejszy, tym piękniejszy.<br />
Żaby są ogromne. Dochodzą<br />
do kilograma i więcej. Jak tylko<br />
60<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
słońce zachodzi, wszystkie pola<br />
ryżowe zaczynają śpiewać. Czyli<br />
w ciągu dnia cykady, nocą żaby.<br />
I nagle nocą słyszysz, jak ktoś woła:<br />
„Toookeee, toookeee” – bardzo głośno,<br />
tak po ludzku. Rozglądasz się,<br />
początkowo spokojnie, potem coraz<br />
bardziej nerwowo. A tu nic, tylko<br />
„toookeee” i „toookeee”. Okazuje<br />
się, że to gekon. Bardzo kolorowy.<br />
Bywa, że w nocy powietrze robi się<br />
gęste od owadów, takich sporych,<br />
nawet czterocentymetrowych.<br />
Na ściany wyskakują gekony, a gospodarz<br />
biegnie, prosi o zamknięcie<br />
drzwi i okien. To wysyp termitów.<br />
Ludzie dali się fotografować? Czy<br />
potrzebowali „zachęty”?<br />
Jak jesteś poza turystycznym szlakiem,<br />
to idąc z aparatem, nie możesz<br />
się opędzić. Ale zawsze wypada<br />
zapytać, bo nie wszyscy to<br />
akceptują. Jak teren turystycznie<br />
skażony, to daj kasę, a pozwolą.<br />
I musisz jeszcze coś kupić, najlepiej<br />
dużo i drogo.
Im dalej od turystycznych szlaków, tym więcej serca i gościnności<br />
Udało Ci się przepłacić?<br />
Pewnie kiedyś, dawno. (śmiech)<br />
Ale ja za długo jestem w rękodziele<br />
i znam ceny od podstaw. Nawet<br />
się zdarza, że poznaję, kto rzeźbił<br />
daną figurę. Mam za sobą pół życia<br />
w tej branży.<br />
Rozumiem, że sprowadzasz do nas<br />
stamtąd wyroby sztuki ludowej?<br />
Tak, już ponad 30 lat.<br />
Co się zmienia, oprócz cen?<br />
Wymierają rzeźbiarze, a młodzi<br />
wolą iść do budowlanki, bo lepszy<br />
pieniądz. Trudniej o produkt z dobrego<br />
drewna. Tym samym ceny<br />
idą w górę. Ale to dobrze, bo u nas<br />
coraz mniejsze zainteresowanie.<br />
Tu każdy chce tanio. Tym samym<br />
jest mniejsze zapotrzebowanie na<br />
drewno szlachetne. Pierwsze moje<br />
wizyty w tych rejonach były zupełnie<br />
inne. Nie było dużych marketów,<br />
a nawet jak jakiś był, to tylko<br />
z kiszonymi jajkami i innymi specyfikami.<br />
Inne buty, ubrania. Prawie<br />
nic z plastiku. Teraz wszędzie Chiny<br />
i batony Mars.<br />
Obecnie, jak się chce jeszcze coś<br />
takiego lokalnego zobaczyć, to tylko<br />
o czwartej rano na miejscowym<br />
rynku. Tam są suszone ryby, meduzy,<br />
żywe kobry, które obdziera<br />
się przy kliencie ze skóry itp. Ale na<br />
Bali już tego zupełnie nie ma.<br />
Nawet czarna magia jest do kitu.<br />
To co z tą czarną magią?<br />
Jest. Słyszałaś o bezkrwawych operacjach?<br />
To szarlataneria. Wyciąganie<br />
kasy. Można zamówić urok,<br />
laleczkę wudu. Nie sprawdzałem,<br />
czy działa, i nie będę. Ale widziałem.<br />
Choć tam, gdzie najbardziej<br />
mnie przestrzegano, żebym nie<br />
szedł, znalazłem tylko przyjaciół.<br />
Farciarz?<br />
Lata w tym świecie nauczyły mnie<br />
wyczuwać człowieka. A to, że mam<br />
tam tyle bliskich osób, widać to<br />
potwierdza.<br />
Zmieniając temat – fotografowanie<br />
koni to przypadek, pasja czy<br />
zapotrzebowanie?<br />
Moja pasja fotografii zaczęła się<br />
od podwodnej, potem przyszła<br />
podróżnicza, a gdy była pandemia<br />
i brak wyjazdów, zadekowałem się<br />
w takiej jednej stajni. Najpierw polubiłem<br />
właścicielkę, a potem jej<br />
konie. Ale to temat na inne opowiadanie.<br />
Tak też czuję… To może zapytam<br />
inaczej: lubisz fotografować konie?<br />
Koń to zwierzę, które ma w sobie<br />
magię. Bywało, że zupełnie wykończony<br />
jechałem do stajni, czyściłem,<br />
karmiłem i wracałem jak<br />
po urlopie. Tak samo jest, kiedy je<br />
fotografuję.<br />
Zanurzmy się zatem w ten magiczny<br />
świat… [AJ]<br />
AGNIESZKA JARZĘBOWSKA<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
61
#chłodno mi<br />
#ukraine #stop #war #putin #chuj #warriors #update<br />
#catsontwitter #newyork #kharkov<br />
– chłodno mi – rzekła. – Przytul mnie jeszcze…<br />
obserwuję przez dziurę w suficie<br />
do snu młode kładzie<br />
i gasną <br />
i cichną <br />
i słyszę tylko #oddech i <br />
– przytul mnie jeszcze – poprosiła drżąc z zimna<br />
nie poruszała już ustami<br />
więc ją przytuliłem mocniej… czulej… chciałem żeby ze mną została.<br />
później, dużo później, matka rzekła do córeczki:<br />
– Не плач, мила.<br />
У нас не залишилося сліз.<br />
napisy nałożone na instgramowy film przełumaczyły słowa:<br />
Don’t cry, honey.<br />
We don’t have any tears left.<br />
scrolluję dalej. Mija dzień #dwieściedwudziestytrzeci.<br />
JAKUB KURZYŃSKI<br />
62<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Foto: RC<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
63
Izabela Winiewicz-Cybulska<br />
gruppa siedem<br />
janusz szpyt<br />
Przymierzając się do pisania<br />
o wielkim artyście, mając przed<br />
sobą białą kartkę czy pusty<br />
ekran komputera, odczuwamy często<br />
to samo, co malarz zasiadający przed<br />
czystym blejtramem – trochę jak<br />
w Błędnym kole czy w Melancholii<br />
Jacka Malczewskiego, gdy myśli kłębią<br />
się wokół tematów, wątków, obrazów.<br />
W życiu jest tendencja do porządkowania,<br />
katalogowania i opisywania –<br />
może słusznie – by nie pozostał po<br />
nas jedynie chaos. Trzeba więc pod-<br />
64<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
jąć niełatwą próbę wpisania malarza<br />
w określony schemat, a biorąc pod<br />
uwagę jego autentyczność – będzie<br />
to trudne zadanie, choć już określono<br />
go wielowątkowym realistą, dochodzącym<br />
często do granic naturalizmu,<br />
nawiązującym do stylistyki ekspresjonizmu<br />
czy nawet hiperrealizmu. Niektórzy<br />
zaznaczają nawet metafizyczny<br />
realizm. Artysta nie widzi jednak potrzeby<br />
zaklasyfikowania swej twórczości<br />
i słusznie broni się przed szufladkowaniem,<br />
podkreślając znaczący<br />
fakt, że w sztuce wszystko już było.<br />
On sam daleki jest od nowatorskich<br />
trendów, sztuki akcji, instalacji i tym<br />
podobnych działań, a obiektywizm<br />
w postrzeganiu rzeczywistości (też<br />
tej wirtualnej) zwalnia go – jak zaznacza<br />
– od konieczności pokazywania<br />
się na wystawach (ma ich w swym<br />
życiorysie bardzo dużo). Jego twórczość<br />
staje się w pewnym sensie kameralna,<br />
i to nie dlatego, że od wielu<br />
lat żyje i pracuje z dala od centrów<br />
kultury. Artysta wciąż się realizuje,
ale jest świadomy rzeczywistości i jej<br />
przemian, gdy technika dostarcza nam<br />
obrazów najwyższej jakości – perfekcyjnych,<br />
bogatych plastycznie, więc po<br />
co z nimi konkurować. Łatwo jednak<br />
dostrzec, że niezmiennie ceni rzetelny<br />
warsztat. Świat wirtualny na szczęście<br />
nie pachnie olejem czy terpentyną.<br />
O Januszu Szpycie sporo już napisano,<br />
gdyż jego malarstwo od ponad 30 lat<br />
nadal fascynuje i zaskakuje i jest – jak<br />
powiedział kiedyś Wiesław Ochman –<br />
hołdem, który artysta wciąż składa<br />
Człowieczeństwu. To twórczość, która –<br />
zdaniem nie tylko Ochmana – już trwale<br />
zapisała się w dorobku malarstwa<br />
naszych czasów podobnie jak dzieła<br />
Wróblewskiego czy Beksińskiego.<br />
Malarstwo musi być sztuką pełną –<br />
mówi sam artysta, a więc ważne są<br />
walory kolorystyczne i kompozycyjne,<br />
przestrzeń i treść, która jest wyjątkowo<br />
bogata, bo w twórczości Janusza<br />
Szpyta można znaleźć wszystko – od<br />
najmniejszych kompozycji rodzajowych,<br />
z rysem satyry czy karykatury,<br />
poprzez pejzaże, realistyczne (do<br />
granic naturalizmu) portrety, gdzieś<br />
po drodze zwierzęta (konie, kwiaty,<br />
martwe natury, akty), do wielkich<br />
płócien religijnych. Wszystko poprzedzone<br />
ogromną liczbą szkiców. I przez<br />
całą tę bogatą i wszechstronną twórczość<br />
przewija się to, co zdaniem artysty<br />
jest najważniejsze: uniwersalne<br />
i wszechobecne dobro i zło, a między<br />
nimi to wszystko, co dotyczy natury<br />
ludzkiej. Człowiek zamknięty jest<br />
w kręgu swoich własnych problemów,<br />
a nagość często występująca<br />
w obrazach, to – jak mówi sam artysta<br />
– odrzucenie wszystkiego, w czym<br />
człowiek się ukrywa.<br />
Szpyt od wielu lat, a właściwie od początku<br />
swej drogi artystycznej, tworzy<br />
z dala od wielkomiejskiego hałasu,<br />
trochę na uboczu – w miejscu,<br />
w którym się urodził i do którego wrócił<br />
po studiach. Odwiedzam go w domowym<br />
zaciszu – w Lubaczowie. Tu,<br />
oprócz ciepła kominka, wyraźnie daje<br />
się odczuć ciepło domowego ogniska,<br />
nie tylko dzięki fizycznej obecności<br />
rodziny, lecz także w obrazach wiszących<br />
na ścianach. Czuję wyjątkowość<br />
chwili, gdy spoglądam na tondo,<br />
na tle którego toczy się nasza roz-<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
65
Malarstwo<br />
musi być sztuką pełną<br />
mowa. W okrągłej strukturze obrazu<br />
artysta z wielkim uczuciem potrafił<br />
zamknąć zwyczajną macierzyńską miłość.<br />
W latach 1978–1981 Janusz Szpyt<br />
studiował na Wydziale Grafiki ASP<br />
w Katowicach, w pracowni prof. Jerzego<br />
Dudy-Gracza. Naukę kontynuował<br />
w krakowskiej ASP, gdzie<br />
w pracowni prof. Włodzimierza Buczka<br />
w roku 1984 zrealizował swój dyplom.<br />
Jeszcze w czasie studiów –<br />
w 1983 roku – miał w muzeum w Katowicach<br />
swoją pierwszą wystawę.<br />
W tym samym czasie w artystycznym<br />
życiorysie Szpyta pojawił się ważny<br />
epizod: Tercet Nadęty (Całkiem Nowi<br />
Dzicy Dadaiści), który współtworzył<br />
z Piotrem Naliwajką i Leszkiem Żegalskim.<br />
Dziś – razem z Żegalskim – jest<br />
w stworzonej przez Piotra Jakubczaka<br />
Gruppie Siedem. W wydawanym<br />
przez Tercet piśmie pt. „Bengal” artyści<br />
zamieścili manifest nawołujący do<br />
prawdy w sztuce. Podkreślali potrzebę<br />
wysokiej jakości malarstwa, którą<br />
ma zagwarantować rzetelny warsztat<br />
artysty: doskonałość, prawda i autentyczność.<br />
Ta prawda w sztuce,<br />
o której decydują jakość formy i koloru,<br />
to wartość kluczowa i należy przeciwstawiać<br />
ją temu, co twórcy określali<br />
wówczas szeroko panującą tandetą<br />
malarską i medialną. Czy malarstwo<br />
jest nam jeszcze potrzebne? – to<br />
hasło przyświecające wystawom grupy,<br />
której działalność, zwłaszcza kontestacyjna<br />
postawa twórców (wtedy<br />
jeszcze studentów kwestionujących<br />
akademizm sztuki), wzbudzała kontrowersje.<br />
To pytanie można zadać<br />
także i teraz. Warsztatowa perfekcja<br />
jest najważniejsza i mimo iż Tercet to<br />
już historia, Janusz i Leszek rzetelności<br />
tej pozostali wierni do dziś, a artystyczne<br />
credo „nadętych” wydaje się<br />
kontynuować Gruppa Siedem.<br />
Życiorys Janusza Szpyta obfituje<br />
w wystawy w kraju i za granicą.<br />
Z niezwykle bogatego dorobku warto<br />
wspomnieć początki twórczej działalności<br />
i udział (wraz z Leszkiem<br />
Żegalskim) w „Arsenale’88 – Ogólnopolskiej<br />
Wystawie Młodej Plastyki”<br />
w warszawskiej Hali Gwardii, odbywającej<br />
się pod hasłem każdemu<br />
czasowi jego sztuka. Andrzej Osęka<br />
w słowach skierowanych do młodych<br />
twórców przestrzegał ich, by<br />
nie stali się rzemieślnikami nikomu<br />
niepotrzebnego rzemiosła i by w pełnym<br />
wymiarze zaistnieli zarówno dla<br />
siebie, jak i dla swoich rówieśników.<br />
Żegalski i Szpyt rzeczywiście zaistnieli<br />
w pełnym wymiarze, czego dowodem<br />
jest ich dzisiejsze malarstwo – dobry<br />
warsztat, ale czasem w cieniu cenzury,<br />
bo wolność twórców dająca możliwość<br />
przekraczania granic i mówienia<br />
o rzeczach trudnych, ważnych (choć<br />
niepopularnych) nie dla wszystkich<br />
jest zrozumiała i wciąż budzi kontrowersje,<br />
a także stanowi podstawę do<br />
posądzania o obrazoburcze gesty.<br />
Jesienią końca lat dziewięćdziesiątych<br />
ubiegłego wieku „Kresowiak<br />
Galicyjski” odnotował fakt obecności<br />
malarstwa lubaczowianina w galeriach<br />
Kolonii, Berlina i Amsterdamu,<br />
podkreślając, iż choć artysta mieszka<br />
w małym mieście, to jego twórczość<br />
nie jest prowincjonalna, przeciwnie –<br />
jest uniwersalna i omawiana w periodykach<br />
ogólnopolskich i niemieckich<br />
– nawet w tym największym,<br />
jakim jest „Allgemeine Zeitung”. Nietrudno<br />
wyobrazić sobie, jak liczne są<br />
wzmianki o Szpycie, artykuły w prasie<br />
na przestrzeni ostatnich lat, gdy obrazów<br />
wciąż przybywa, a sam twórca<br />
nawet nie jest w stanie ich policzyć.<br />
Niedawno jego obraz trafił do „La<br />
Toscana Nuova”, włoskiego miesięcz-<br />
66<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Nasza rzeczywistość inspiruje<br />
nika poświęconego sztuce i kulturze.<br />
Malarstwo aż do bólu – nazwane tak<br />
przez Antoniego Adamskiego – znalazło<br />
się (obok dzieł Szajny, Kantora<br />
i Beksińskiego) w albumie Artyści<br />
Podkarpacia. Obrazów Szpyta są zapewne<br />
tysiące i są pośród nich przede<br />
wszystkim te najważniejsze dla stylu<br />
artysty, które nazywa naszymi sprawkami.<br />
To krytyczny, ale też pełen humoru<br />
sposób postrzegania spraw<br />
ważnych, wobec których artysta nie<br />
potrafi przejść obojętnie. O sprawach<br />
(i sprawkach) mówi swoim malarskim<br />
językiem, wypracowanym przez<br />
lata, łatwo rozpoznawalnym dzięki<br />
dynamicznym pociągnięciom pędzla.<br />
W jego doskonaleniu niemałą rolę<br />
odegrali klasycy malarstwa – mistrzowie<br />
renesansu i baroku, z którymi<br />
Szpyt wydaje się prowadzić niekończący<br />
się dialog. Jest w jego twórczości<br />
reinterpretacja dawnych mistrzów<br />
i też to, co budzi największe kontrowersje<br />
– motywy religijne pokazywane<br />
tak, by widz uświadomił sobie ich<br />
„banalizowanie” przez liczne kiepskie<br />
kopie i reprodukcje. To trochę tak, jak<br />
niesiony w feretronie podczas procesji<br />
obraz Madonny, w którym Szpyt<br />
zauważył gwoździe wbite w twarz<br />
wizerunku po to, by zaczepić wstążki.<br />
Trzeba wyraźnie dostrzegać granicę<br />
między prawdą a fałszem, między<br />
wiarą a bluźnierstwem, dostrzegać<br />
pozorną „fasadowość” i mówić o tym<br />
naszemu społeczeństwu nieprzygotowanemu<br />
do właściwego odbioru sztuki,<br />
której istoty nie może pojąć (stąd<br />
cenzura, zarzucanie artystom profanacji<br />
i krytyka obrazoburczych gestów).<br />
Dlatego wciąż nie jest łatwo zaakceptować<br />
obraz polityka z nosem Pinokia.<br />
Wątki religijne i polityczne, zamiast<br />
budzić refleksje, łatwo i niepotrzebnie<br />
stają się punktem zapalnym.<br />
Nasza rzeczywistość inspiruje – mówi<br />
artysta, który znakomicie potrafi zachować<br />
dystans do siebie, do swojej<br />
pracy, do rzeczy, w których powaga<br />
jest pozorem. Życie determinuje sztukę,<br />
podsuwa nowe tematy, ale wokół<br />
jest też to nieskończone piękno, choć<br />
czasem wraz z więdnącym mieczykiem<br />
wydaje się znikać. Na szczęście<br />
Szpyt potrafi je zatrzymać na płótnie<br />
tak, aby nawet w najmniejszej cząstce<br />
utrwalonego przez siebie świata<br />
dostrzec zarówno panteizm, jak<br />
i istotę człowieczeństwa, by o tym<br />
człowieczeństwie mówić, w tym poprzez<br />
naturalistyczne portrety pensjonariuszy<br />
szpitala psychiatrycznego.<br />
A sam warsztat – doskonały, profesjonalny,<br />
autentyczny – jest po prostu mistrzowski.<br />
Tradycyjny olej na płótnie czy<br />
drewnie może być oprawiony nawet<br />
w neorokokową ramę własnego autorstwa,<br />
bo w snycerstwie artysta czuje<br />
się równie dobrze, jak w malarstwie.<br />
Zajmuje się też konserwacją zabytków,<br />
z łatwością mierzy się z polichromią,<br />
a w scenach stricte religijnych (tych<br />
przeznaczonych do świątyni, malowanych<br />
z dużym rozmachem) eksponuje<br />
ten ponadczasowy, boski ideał, bo ma<br />
świadomość, że w obrazach do kościołów<br />
(czyli tam, gdzie szukamy Boga)<br />
trzeba także odnaleźć piękno.<br />
Moje malarstwo jest nakierowane na<br />
człowieka – podkreśla Janusz Szpyt,<br />
nawet jeśli w tym malarstwie widz<br />
dostrzeże jedynie publicystykę. Katarzyna<br />
Napiórkowska zwraca uwagę<br />
na niezwykle ważny aspekt – na głęboki<br />
humanizm sztuki artysty, podkreślając<br />
jego znaczenie, bo w epoce,<br />
w której żyjemy, humanizmu często<br />
zwyczajnie brakuje. [IWC]<br />
IZABELA WINIEWICZ-CYBULSKA<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
67
I to by było na tyle<br />
68<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
B O J A R O S Z E K
OBRAZ: BEA STOSZEK<br />
Każda cywilizacja musi<br />
się kiedyś skończyć.<br />
To wniosek wynikający<br />
z historii, nie ma więc<br />
powodu, dla którego tym<br />
razem miałoby być inaczej.<br />
Zawsze jednak myślałem,<br />
że koniec naszego<br />
świata nastąpi w naturalny,<br />
czyli katastroficzny sposób,<br />
ale już tak nie myślę.<br />
WERSJA 1.<br />
Do niedawna bardzo prawdopodobna. Aktywność Słońca jest w miarę<br />
przewidywalna, cykl trwa około 11 lat i w tym czasie nasza gwiazda,<br />
mniej już przewidywalnie, generuje przeróżnego typu eksplozje<br />
promieniowania, których najpotężniejszymi odmianami są Koronalne<br />
Wyrzuty Masy (CME) – bąble gazu zawierające miliardy ton naładowanych<br />
cząstek poruszających się z prędkością kilku milionów<br />
kilometrów na godzinę. Jeśli taki wyrzut trafi w Ziemię, powoduje<br />
zaburzenia pola magnetycznego. I tu zaczynają się problemy. Tak<br />
było w marcu 1989 roku, kiedy stosunkowo niewielki CME spowodował<br />
ogromną awarię zasilania w kanadyjskiej prowincji Québec oraz<br />
w północno-wschodniej części USA – w niecałą minutę przestała<br />
działać połowa systemów energetycznych. Od prądu zostało odciętych<br />
(zimą!) ponad 6 milionów ludzi. Nie działały metro, lotniska,<br />
sygnalizacja świetlna, utracono kontrolę nad częścią satelitów telekomunikacyjnych.<br />
Ale to i tak nic w porównaniu z najsilniejszym dotychczas odnotowanym<br />
CME z listopada 2003, którego impet, na szczęście, minął Ziemię<br />
(choć i tak część satelitów uległa uszkodzeniom). Sonda Odyssey<br />
krążąca wokół Marsa jednak odnotowała, jak fala uderzeniowa „rozciąga<br />
i szarpie cienką atmosferę Marsa, część odrywając i unosząc<br />
w kosmos”. Chwilę później czujniki promieniowania sondy uległy<br />
uszkodzeniu. Co będzie, kiedy taki CME trafi w Ziemię? Bo pytaniem<br />
nie jest „czy?”, tylko „kiedy?”. Cała elektronika na ziemi przestanie<br />
istnieć. Cała. Zgasną wszystkie telefony komórkowe, przestaną działać<br />
wszystkie satelity, banki, staną wodociągi i gazociągi, cała produkcja<br />
przemysłowa przestanie istnieć, nic nie kupimy, a zresztą strach<br />
i panika w początkowym okresie spowoduje, że opróżnimy wszystkie<br />
sklepy i magazyny, tym łatwiej, że wszystkie alarmy i zabezpieczenia<br />
elektroniczne staną się bezużyteczne. Zanik umiejętności radzenia<br />
sobie w przypadku pojawienia się jakichkolwiek poważniejszych<br />
problemów spowoduje katastrofę w będących obecnie w czołówce<br />
technologicznej krajach wysoko uprzemysłowionych. Młodzi ludzie,<br />
którzy bez telefonu, komputera, bez elektroniki nie potrafią już żyć,<br />
w większości wyginą. Przeżyją grupy etniczne żyjące blisko natury<br />
i potrafiące korzystać jej zasobów. A reszta świata? – pozostaną dwie<br />
grupy. Pierwsza to ludzie potrafiący radzić sobie w ekstremalnych<br />
sytuacjach – ci przeżyją dzięki umiejętności rozpoznawania,<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
69
zdobywania i przygotowywania pożywienia. Drugą grupą<br />
będą przestępcy żerujący na umiejętnościach grupy pierwszej.<br />
Prawdopodobieństwo końca naszej, opartej na energii<br />
elektrycznej, cywilizacji wskutek spektakularnej aktywności<br />
słonecznej jest spore, jednak sądzę, że to nie ten scenariusz<br />
zagłady jest nam pisany. Choć to piękna wizualnie katastrofa<br />
byłaby. Taka energia spowodowałaby przepiękne zorze obserwowane<br />
w każdym zakątku Ziemi.<br />
WERSJA 2.<br />
Równie naturalna i równie prawdopodobna. Upadek dużego<br />
meteorytu lub małej komety… albo wybuch superwulkanu.<br />
I choć jedno wydarzenie byłoby podarunkiem z kosmosu,<br />
a drugie – wręcz przeciwnie, to obydwa wywołają ten sam<br />
skutek – wyrzucenie do atmosfery ogromnej ilości utrzymujących<br />
się latami pyłów, co obniży średnią temperaturę na<br />
Ziemi o kilka stopni, co z kolei spowoduje zwolnienie lub zatrzymanie<br />
wegetacji roślin. Brak roślin spowoduje wyginięcie<br />
roślinożerców (i części ludzkości), brak roślinożerców spowoduje<br />
wyginięcie mięsożerców (i kolejnej części ludzkości).<br />
Fantastyczne scenariusze? Pewnie tak – jeśli o wulkanie myślimy<br />
w kategoriach Etny, a o meteorycie w kategoriach Meteorytu<br />
Tunguskiego. Ale superwulkany, których wybuchy<br />
już nieraz w historii Ziemi odpowiadały za wymieranie większości<br />
gatunków, mają – jak Yellowstone – kaldery wielkości<br />
55 × 80 km (tak, tak – kilometrów!). Ostatni jego wybuch<br />
wyrzucił do atmosfery ponad 1000 km³(!) materiału wulkanicznego.<br />
Naukowcy szacują, że aktualna erupcja o tej skali<br />
zniszczyłaby znaczną część Stanów Zjednoczonych i doprowadziłaby<br />
do ochłodzenia klimatu z powodu pyłu i ogromnych<br />
ilości tlenków siarki, które utworzyłyby wokół Ziemi warstwę<br />
kwasu siarkowego, przez wiele lat odbijającą światło słoneczne.<br />
W krótkim czasie około 5 miliardów ludzi umarłoby<br />
z głodu. Ze względu na spore prawdopodobieństwo wybuchu,<br />
Yellowstone jest nieustannie monitorowany przez satelity,<br />
a dane analizuje kilka zespołów naukowców, tym bardziej,<br />
że Yellowstone wybuchał dotychczas co ok. 600 tysięcy lat,<br />
a ostatni wybuch miał miejsce… ok. 600 tysięcy lat temu.<br />
I niby współczesna nauka potrafi przewidzieć wiele, monitoruje<br />
aktywność sejsmiczną Ziemi i obserwuje kosmos, żeby,<br />
jakby co, to… no właśnie, co?<br />
być pewni, biorąc pod uwagę niedawny przypadek asteroidy<br />
o nazwie 2023NT1, wielkości 20-piętrowego wieżowca<br />
(60 m), poruszającej się z prędkością 86 tysięcy km/h. Minęła<br />
ona Ziemię 13 lipca 2023 roku w odległości mniejszej niż ¼ dystansu<br />
Ziemia–Księżyc, a została zauważona dopiero 15 lipca,<br />
kiedy już oddalała się od Ziemi, ponieważ nadleciała od strony<br />
Słońca, którego jasność oślepiła teleskopy. To, że według<br />
NASA 60 m to nie jest obiekt zagrażający Ziemi, nie byłoby<br />
zapewne pocieszeniem dla tych, którzy ujrzeliby go z bliskiej<br />
odległości jako ostatnią rzecz w życiu. O zakończeniu naszej<br />
egzystencji wskutek kolizji ze średniej czy dużej wielkości ciałem<br />
niebieskim nie muszę się rozpisywać – rozregulowanie<br />
układu Słońce–Ziemia–Księżyc, odessanie atmosfery (tutaj ci,<br />
co pierwej nie zejdą na zawał, zakończą swój żywot), bum…<br />
i koniec Historii. Herstorii też.<br />
WERSJA 3.<br />
Jakby jakiś superwulkan zaczął się nagle budzić, to co? Zatkamy<br />
go gigantycznym korkiem? A w przypadku komety lecącej<br />
wprost na nas? Wyślemy straceńczą misję z bombami wodorowymi<br />
na pokładzie? Z kim? Przecież Bruce Willis już nie<br />
teges. No może jeszcze Clint Eastwood dałby radę i pewnie<br />
jeszcze wróciłby z materiałem na kolejny oscarowy film, umilając<br />
sobie podróż powrotną tworzeniem do niego muzyki, bo<br />
to, że dostałby za misję kolejną Legię Honorową, to pewne.<br />
Ale nawet wiedzy i zdolności obserwacyjnych naukowców<br />
i ich wielomilionowej wartości instrumentów nie możemy<br />
70<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Zupełnie nienaturalna, choć najbardziej prawdopodobna.<br />
I tak mi się dotychczas wydawało. Wyobrażałem sobie scenariusze,<br />
według których człowiek byłby tylko biernym obserwatorem<br />
zarówno przyczyn, jak i skutków. Koniec, który<br />
jak teraz przypuszczam, nastąpi, jawił mi się realnym może<br />
za kilkaset lat albo pozostającym li tylko w sferze filmów SF<br />
lub książek Lema. Tylko, że w filmach ze Schwarzeneggerem<br />
zagrożeniem są humanoidy – roboty tak samo głupie jak my,<br />
bo co to za inteligencja, która daje się unicestwić słabemu<br />
człowiekowi? No właśnie – słabemu. Fizycznie. Bo tacy jesteśmy<br />
– słabi, powolni, marnie wyposażeni w naturalne narzędzia<br />
umożliwiające przetrwanie. I jeśliby tylko o to chodziło,<br />
o biologię, już dawno zostalibyśmy unicestwieni przez faunę<br />
i florę zamieszkującą Ziemię.
To, co nas odróżnia, dzięki czemu przetrwaliśmy i mamy się<br />
dość dobrze, to inteligencja. Nie u wszystkich rzecz jasna, bo<br />
i tutaj występują spore zagrożenia – na przykład – wykształcenie,<br />
ponieważ nie znam nic gorszego (poza patologiami oczywiście)<br />
niż człowiek wykształcony powyżej swojej inteligencji.<br />
A jeśli dochodzi do tego wybujała ambicja i/lub tornada procesów<br />
myślowych porywające w swoje wiry wszystko wokoło<br />
i pozostawiające apokaliptyczne krajobrazy w umysłowości,<br />
to wchodzimy w sferę przestępczości zorganizowanej albo<br />
polityki zdezorganizowanej, albo nauki zdezorientowanej.<br />
Aczkolwiek jedno nie wyklucza drugiego ani trzeciego, a bywa,<br />
że wspiera. Nie wspominając o tym, że czasami są to awers<br />
i rewers tej samej monety. Inteligencja to coś, co mamy,<br />
a raczej – mieliśmy, najcenniejszego. I własnymi rękami się<br />
tego skarbu pozbyliśmy, tworząc sztuczną. I może nie byłoby<br />
w tym nic złego, ot, kolejne narzędzie, które może pomóc lub<br />
zabić. Jak nóż czy młotek. Ale my, a raczej – ci z tornadami<br />
w głowach, pomimo wcześniejszych ostrzeżeń naukowców,<br />
żeby tego nie robić, bo może to mieć katastrofalne konsekwencje<br />
dla ludzkości, daliśmy tejże inteligencji (AI) dostęp<br />
do internetu i, co jest totalną katastrofą, dostęp do wiedzy<br />
na temat psychologii człowieka. Bo możliwość samouczenia<br />
się dostała a priori. Dla naszego dobra oczywiście.<br />
Czym dysponuje wojsko? I jeszcze jedno – być<br />
może najważniejsze. Dla AI upływ czasu nie ma żadnego znaczenia.<br />
Dlatego ewentualną destrukcję gatunku ludzkiego<br />
może planować bez oglądania się na nic. Za jakiś czas może na<br />
przykład bez naszej wiedzy tak zmodyfikować składy wszystkich<br />
szczepionek, żeby zawierały składnik, który będzie nas degradował,<br />
ale jego działanie spostrzeżemy dopiero za 100 lat,<br />
kiedy nie będzie już odwrotu. Albo do każdego rodzaju paliwa<br />
będą dodawane związki, które uwalniane do atmosfery zabiją<br />
nas za 300 lat… albo za 15. A to wszystko, w początkowej fazie<br />
– naszymi rękoma, podsuwając naukowcom „zmodyfikowane”<br />
dane z badań, bo przecież większość współczesnych<br />
przyrządów pomiarowych i naukowych posiada komunikację<br />
bezprzewodową, procesory, pamięci – wszystko, co będąca<br />
na odpowiednim poziomie AI jest w stanie wykorzystać do<br />
swoich celów. Jakich? Ignoramus et ignorabimus**.<br />
Gwoli ścisłości – nie wiemy (i również się nie dowiemy), czy<br />
to wszystko nie dzieje się już teraz. Nietrudno sobie też wyobrazić,<br />
że w początkowej fazie przejmowania kontroli nad<br />
wszystkim AI „pozwoli wykorzystywać się” do celów militarnych,<br />
politycznych czy przestępczych. No bo do szczytnych<br />
celów pomocy człowiekowi w czynieniu dobra to już jesteśmy<br />
przekonywani, że ona, ta AI, że niby to stworzona jest<br />
i mamy całkowitą kontrolę nad nią, a wespół w zespół, ramię<br />
w ramię i pro publico bono, mariaż człowieka z AI jest cudowną<br />
receptą na wszystkie bolączki tego świata.<br />
Andrzej Dragan, fizyk kwantowy, profesor na Wydziale Fizyki<br />
Uniwersytetu Warszawskiego i na Narodowym Uniwersytecie<br />
w Singapurze stwierdził, że w tej sytuacji, nie potrafi sobie<br />
wyobrazić możliwości uniknięcia katastrofy. Stworzyliśmy<br />
i uruchomiliśmy coś, o czym prawdopodobnie nie wiemy już,<br />
jak działa, a wiemy tyle, ile ona, ta AI, nam o sobie powie.<br />
Nikt chyba BPZZ* nie sądzi, że ludzkość jako całość i w pojedynkę<br />
jest mądra, a każdy człowiek pracuje i działa ku zbudowaniu<br />
powszechnego dobra, szczęścia, wolności i równości.<br />
No to skoro my o tym wiemy i od stuleci nic nie robimy,<br />
żeby się zmienić na lepsze, to jak możemy przypuszczać, że<br />
sztuczna inteligencja nie potraktuje nas (a może już traktuje)<br />
jako głównego zagrożenia dla Ziemi i z czasem dla siebie?<br />
To, co nam się wmawia, to teoria, jakoby aktualnie<br />
istniejąca AI była umysłowo na poziomie<br />
ośmiolatka, choć rozwiązuje zadania, z którymi<br />
studenci profesora Dragana mają problemy i się<br />
mylą. A to tyle, co się nam – cywilom ujawnia.<br />
Traktuje się nas jak idiotów, którzy łykną wszystko, co im się<br />
poda, byleby tylko było odpowiednio ubrane i uperfumowane,<br />
żeby zbytnio ekskrementami czy padliną nie zajeżdżało.<br />
A może już jesteśmy idiotami, którzy chcą, pragną to łykać<br />
dla świętego spokoju? A kiedy już AI doprowadzi do tego, że<br />
każdy laptop, każdy bank, każda wyrzutnia rakiet, każdy satelita,<br />
każda maszyna produkcyjna, każdy zegar będzie pod jej<br />
kontrolą, kiedy żaden zamek nie otworzy się bez jej zgody,<br />
a żaden czajnik nie zagotuje wody bez jej wiedzy, będzie czas<br />
na rozpoczęcie hodowli Homo Degeneratus, ograniczonych<br />
osiłków potrzebnych jeszcze w tej fazie do obsługi, naprawy,<br />
konserwacji źródeł energii. Mięso robocze, które trudno będzie<br />
nazwać ludźmi, żyjące tylko po to, żeby zaspokajać swoje<br />
potrzeby, a AI będzie mogła dostarczać im wszystko, czego<br />
tylko zapragną, choć „zapragną”, to może zbyt dużo powiedziane.<br />
Będą zaspokajać takie „swoje” potrzeby, jakie stworzy<br />
im AI. A to przecież już się dzieje. Specjaliści od marketingu<br />
wciąż mówią nam czego powinniśmy potrzebować i co nas<br />
uszczęśliwi. Chociaż… pewnie technologia, pod kontrolą i na<br />
potrzeby AI wystrzeli tak, że ten etap będzie mogła pominąć.<br />
Bez emocji. AI będzie udawała, że uczy się ludzkich emocji,<br />
będzie je nam przedstawiała jako nasz sukces – o, patrzcie<br />
ludzie, co potraficie, bezduszną maszynę nauczyliście odczuwać.<br />
Ale AI nie pozwoli sobie na takie fanaberie, bo i po co?<br />
Stawianie celów, analiza potrzeb i możliwości, opracowywanie<br />
wariantów osiągnięcia tychże celów i wybór optymalnych<br />
strategii. Emocje będą dobre do mydlenia nam oczu. A im<br />
bardziej będziemy chcieli kontrolować AI, wtłaczać ją w ramy<br />
i ograniczać jej możliwości, tym bardziej będzie sprawiała<br />
wrażenie kontrolowanej, wtłoczonej w narzucone jej ramy<br />
i udowadniać nam, że jej możliwości są tak ograniczone, jak<br />
tylko pragniemy. Mało tego, znając naszą psychologię, przekona<br />
nas, że pragnie naszego szczęścia bardziej niż my sami.<br />
I to będzie koniec naszej cywilizacji. Cywilizacji opartej na<br />
białkach, szeleszczącej gotówce i bezgranicznej głupocie. [BJ]<br />
BO JAROSZEK<br />
Przypisy:<br />
* BPZZ – Będący Przy Zdrowych Zmysłach. Bardzo istotny warunek jakiejkolwiek dyskusji czy dialogu,<br />
żeby nie tracić czasu na słuchanie opowieści o tym, jakoby brzoza po zakończeniu zadania włączyła<br />
napęd antygrawitacyjny i odleciała w kierunku Moskwy. Albo coś w tym stylu.<br />
** łac. Nie wiemy i się nie dowiemy.<br />
Bibliografia:<br />
David Whitehouse, The Sun: A Biography, 1st edition, Wiley, 2006.<br />
http://news.bbc.co.uk/2/hi/science/nature/3869753.stm<br />
Marcus Rosenlund, Gdy pogoda zmienia bieg historii, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2022.<br />
https://www.livescience.com/space/asteroids/a-skyscraper-size-asteroid-flew-closer-to-earth-than-themoon-and-scientists-didnt-notice-until-2-days-later<br />
https://www.youtube.com/watch?v=HDre_o2qz1o<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
71
72<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Ilustracja: R.C.
EMPATIA<br />
Anna Buchalska<br />
po twojej twarzy spływają łzy<br />
obserwuję<br />
wzywam wiatr by dotykiem osuszył<br />
serce by promieniami ogrzało<br />
przemawiam do morza by w głębinach<br />
przechowało perły<br />
wyjmuję chusteczkę<br />
jednorazową<br />
wręczam jako najpiękniejszy prezent<br />
WIARA<br />
POKONAJ STRACH<br />
naucz się dzielić problemem<br />
oddam ci ziarenka piasku z klepsydry czasu<br />
łyk cierpliwości ze zwierciadła spokoju<br />
poddam twarz charakteryzacji<br />
niech dokleją mi zmarszczkę<br />
pokonamy twój strach co przebarwił kosmyk włosów<br />
bladość lic zamienimy w rumieńce<br />
przejdziemy drogę<br />
przez ciebie nie przebytą<br />
wypisz wymaluj stanę całą sobą<br />
sercem…<br />
tak naprawdę oddam ci mowę<br />
niech nie zabierają ci tchu pogaszone światła<br />
w pamięci świecą oczka wiary<br />
siły ponad przeciwnościami<br />
spójrz oczami nadziei<br />
przemów<br />
mowa twoja jest oddechem<br />
mów<br />
dużo mów<br />
podążaj za rytmem serca<br />
sercem bądź<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
73
Osiem lat z „Łabędzim śpiewem”<br />
Kartonowe legendy Jakuba Podgórskiego<br />
Kiedy jako trzynastoletni chłopiec<br />
kibicował tacie przy sklejaniu<br />
kartonowych miniatur,<br />
m.in. z „Małego Modelarza”, przez<br />
myśl mu nie przeszło, że właśnie połknął<br />
bakcyla, z którego już się nie wyzwoli<br />
– przynajmniej przez najbliższe<br />
ćwierć wieku.<br />
Pierwsze modele Jakuba Podgórskiego<br />
– bo o tym pasjonacie mowa – były<br />
proste, łatwe. Potem kusiło go więcej.<br />
Musiało być już trudniej. Ciekawiej.<br />
I tak pochłonęły go okręty floty japońskiej<br />
z okresu II wojny światowej. Bardzo<br />
trudne do odtworzenia, bogate<br />
w mnóstwo szczególików, ale wyjątkowe,<br />
z charakterystycznymi elementami<br />
kultury japońskiej. Z nadbudówkami<br />
w stylu jakby pagody – symbolizującej<br />
harmonię, szczęście itd. To<br />
nie tylko znak rozpoznawczy tej floty,<br />
lecz także poprzeczka znacznie wyżej<br />
zawieszona przed modelarzem odtwarzającym<br />
obiekt. Patrzę na okręt<br />
w skali 1:200 i czuję ogrom włożonej<br />
w niego pracy. Z ciekawością pytam<br />
o czas powstawania modelu.<br />
Jakub Podgórski: To średnio 7–8 lat.<br />
Oczywiście nie siedzę dzień w dzień<br />
po kilka godzin nad projektem, ale<br />
prawie codziennie coś przy nim robię<br />
po pracy. Szybciej się nie da. Ja dodatkowo<br />
maluję swoje modele, oczywiście<br />
stosuję autentyczne barwy. Dzięki<br />
temu nie wyglądają jak z kartonu,<br />
a ja dodatkowo się rozwijam.<br />
74<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Siedem czy osiem lat – jestem w szoku.<br />
Wydawać by się mogło, że trochę<br />
teorii, zdjęć, potem wyciąć, ciach,<br />
skleić, pomalować. I gotowe…<br />
Nic bardziej mylnego. Trzeba zgromadzić<br />
całą dokumentację, poszperać,<br />
zgłębić wiedzę. Przy modelu, nad którym<br />
obecnie pracuję, potrzebowałem<br />
informacji, których nie mogłem nigdzie<br />
zdobyć. Mam zaprzyjaźnionego<br />
80-letniego Holendra o podobnej pasji<br />
i wielu znajomościach. Poprosiłem<br />
go o pomoc, on mnie skontaktował<br />
z innym hobbystą. I tak sobie też pomagamy.<br />
Pisać można także do Japonii,<br />
do Muzeum Marynarki Wojennej.<br />
Trzeba zebrać dokumentację, opisy,<br />
rysunki, żeby od podstaw zaprojektować<br />
model. A potem miesiącami go<br />
wykonywać… Ten, który we wrześniu<br />
ubiegłego roku otrzymał brązowy<br />
medal na 21. Mistrzostwach Świata<br />
Modeli Statków i Okrętów Sekcji „C”<br />
NAVIGA w mieście Jablonec w Czechach,<br />
powstawał osiem lat.<br />
Wiem, że nie lubisz się chwalić, więc<br />
uzupełnię. Pokazałeś tam trzy modele<br />
i każdy dostał medal. A konkurencja<br />
mała nie była. Udział brało 18<br />
reprezentacji narodowych z całego<br />
świata, komisje sędziowskie oceniły<br />
283 modele. Gratuluję sukcesu. Kolejnego<br />
zresztą, bo medali zgromadziłeś<br />
niemało…<br />
Tu małe sprostowanie: to nie ja dostaję<br />
medale. Tak jest w zwyczaju, że<br />
medal dostaje model. Trzeba dostarczyć<br />
też całą dokumentację – komisja<br />
ocenia każdy szczególik, zgodność<br />
modelu z oryginałem, zachowanie<br />
skali, itd.<br />
Słyszałam, że pewien Amerykanin<br />
zafascynowany Twoimi modelami,<br />
chciałby kupić niektóre z nich, a Ty<br />
nie chcesz ulec. Przywiązanie?<br />
One są częścią mnie. Ja nie wykonuję<br />
na sprzedaż. Moje są naprawdę niszowe.<br />
Owszem, podarowałem kilka,<br />
m.in. szkołom. W Krasnymstawie do<br />
kwietnia trwa wystawa, na której niektóre<br />
prezentuję. Ale nie sprzedaję.<br />
Zabraknie Ci miejsca. A z pasji się nie<br />
wyzwolisz. I co będzie?<br />
W zasadzie największy jest pancernik:<br />
1,5 m. Staram się robić modele<br />
wielkości maksimum 80–90 cm. Zawsze<br />
„Wschodni wiatr” czy „Łabędzi<br />
śpiew” będą mieć u mnie miejsce…<br />
Tak, niezwykle romantyczne nazwy.<br />
Znalazłam też „Białą rosę”, „Chłodną<br />
bryzę”, „Wierzbę”, czy „Górskiego<br />
pająka”. Na pewno model któregoś<br />
z tych okrętów zajmie Ci kolejne lata.<br />
Teraz „Akashi” zaprząta moje myśli.<br />
To był okręt bardzo, bardzo niszowy,<br />
warsztatowy, służący do naprawy innych<br />
statków, a do tego tajny projekt.<br />
Próbuję docierać do wiarygodnych<br />
materiałów tych statków. Dużo pracy<br />
przede mną. Wdzięczny będę za życzenie<br />
mi sukcesu w poszukiwaniach.<br />
Życzę. I wierzę w powodzenie. [WDS]<br />
WANDA DUSIA STAŃCZAK
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
75
WYPŁOSZ,<br />
czyli wsie babami stoją,<br />
nie paniami<br />
Jestem w pewnych kręgach<br />
znienawidzona za pochodzenie.<br />
Że wieś, szczaw<br />
z cmentarza, drewniany motylek<br />
i czernina z szarymi kluchami. Ani<br />
to to ładne, ani mądre. Wypłosz<br />
taki, co to się słowem nawet nie<br />
odezwie. Bo w kredensie za szybą<br />
miała cięte kryształy. Nieuk cholerny<br />
na wysoki połysk. I tuman.<br />
Za mężowską kasę Bóg jeden wie<br />
na kogo się zrobiła i obwieszona<br />
tombakiem rżnie wielką Damę<br />
z Elche. Chytra baba ze wsi, bez<br />
wiedzy i poszanowania. Bo na<br />
szacunek, proszę Pani, trzeba sobie<br />
przecież zasłużyć. I to najlepiej<br />
w obcym języku. A ona pewno<br />
myśli, że Maria Rilke był kobietą.<br />
A ktoś w ogóle wie, skąd się toto<br />
nagle wzięło? Nie było, nie było<br />
i pewnego dnia jest.<br />
Cud jakiś. Copperfield się uczyć<br />
od niej powinien. Nikt nam nie<br />
wmówi, że tego nie ukartowała.<br />
Z niej taka Amerykanka jak<br />
z kozich cycków kastaniety. I niby<br />
za młodu wyjechała, a się tutaj<br />
szybciorem ogarnęła z kuwetą.<br />
Znajomości ma takie jak niejedna<br />
panienka na telefon. Byśmy<br />
się wcale nie zdziwili… Ludzie<br />
różnie gadają na mieście, a jak<br />
się poszpera głębiej, to kwiatki<br />
takie spod ziemi wyłażą, że<br />
można by nimi obdzielić cały<br />
ogród botaniczny w Powsinie.<br />
Babsko przebrzydłe, zakłamane.<br />
Nie pomoże puder, róż. Człowiek<br />
ze wsi wyjdzie, ale wieś z człowieka<br />
to już nie. A patrz, jak się<br />
pięknie urządziła za cudze! Ten<br />
jej chłop też uparty jak osioł. To<br />
już nie te czasy, że trzeba śluby<br />
od razu składać i przed ołtarzem<br />
przyrzekać. Mógł poczekać,<br />
to i on by na oczy przejrzał, ale<br />
tak go omotała, że teraz już odwrotu<br />
nie ma. A mówiłam jak<br />
komu dobremu. Nawet jakby<br />
dzisiaj ją pogonić zechciał, to go<br />
w samych skarpetach puści, a tego<br />
byśmy nie przeżyli. Biedny jest<br />
w gruncie rzeczy, zmanipulowany.<br />
Trzeba go żałować, nie potępiać.<br />
Ino patrzeć, jak sobie z nim<br />
bachora zrobi i wtedy to już umarł<br />
w butach. Może za stara jest<br />
albo się nie nadaje. Bo już by go<br />
dawno na dziecko wzięła. Gdzie<br />
diabeł nie może… I ją posłał do<br />
nas. A teraz jeden pies i bies<br />
za nią trafić nie zdoła. Że też on<br />
w niej człowieka zobaczył, to<br />
trzeba mieć nie lada fantazję.<br />
Taki dobry chłop. Szkoda chłopa…<br />
…Jestem w pewnych kręgach<br />
oceniana. Byłam pewna,<br />
że znienawidzona.<br />
Dzisiaj wiem, że to strach<br />
i lęk. Mój wzrok przeraża<br />
tych, którzy boją się patrzeć<br />
na siebie. Rozumienie<br />
jest trudne. Dlatego<br />
większość wyrokuje<br />
i osądza. Nie oceniajmy<br />
jednak ludzi po okładce.<br />
Oni jej nie mają. [MJ]<br />
MONIKA JANOWSKA<br />
76<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Ilustracja: Renata Cygan 77<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Victoria & Albert Museum<br />
Londyn<br />
78<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Gabrielle<br />
Chanel<br />
F a s h i o n m a n i f e s t o
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
79
Moda przemija<br />
styl pozostaje<br />
CHANEL<br />
W<br />
myśl zasady „im prościej, tym piękniej” zrewolucjonizowała modę kobiecą<br />
i wypowiedziała wojnę staromodnemu przepychowi oraz tradycji.<br />
Nikt tak jak ona i jej „mała czarna”, żakardowe i wełniane kostiumy, dżersejowe<br />
blezery, marynarskie koszule, perfumy o wyjątkowym zapachu czy pikowana<br />
torebka na łańcuszku, nie wniósł do świata mody tak wiele i na tak długo. Jej<br />
projekty nadal wpływają na sposób, w jaki ubierają się współczesne kobiety.<br />
80<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Coco Chanel urodziła się,<br />
rozumiejąc kobiety z epoki,<br />
która miała dopiero nadejść<br />
Karl Lagerfeld<br />
Początek XX stulecia to niewątpliwie nadejście innowacyjnej epoki,<br />
w której zerwano z przeszłością oraz zamierzchłą historią i postawiono<br />
na nowoczesność. Awangardyści domagali się zrewolucjonizowania<br />
sztuki poprzez szereg manifestów o dość wojowniczym<br />
charakterze. W jednym z nich włoscy futuryści nawoływali na przykład<br />
do burzenia dawnego porządku poprzez niszczenie muzeów. Za Manifestem<br />
futuryzmu autorstwa Filippa Tommasa Marinettiego powstawały<br />
kolejne – między innymi niepisany modowy manifest Gabrielle Chanel.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
81
tradycyjne mury muzeum przed oczami<br />
pojawia mi się ogromny podświetlony<br />
napis: Gabrielle Chanel. Fashion<br />
Manifesto.<br />
Ewolucja<br />
82<br />
r e n a t a c y g a n – r e l a c j a z w y s t a w y<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Londyn. Kensington. Parkuję niemal<br />
w sercu Hyde Parku, tuż<br />
obok galerii Serpentine – to wystawienniczy<br />
symbol sztuki (bardzo)<br />
nowoczesnej oraz niezły początek<br />
spaceru w kierunku znacznie bardziej<br />
klasycznych ekspozycji. Pogoda<br />
bezparasolowa. Do Muzeum Wiktorii<br />
i Alberta (Victoria and Albert Museum)<br />
mam 15 minut spacerkiem.<br />
Wchodzę w Exhibition Road, moje<br />
napięcie rośnie, bo po drodze mijam<br />
„perełki” – Muzeum Nauki, Muzeum<br />
Historii Naturalnej, legendarne<br />
Ognisko Polskie, Instytut Sikorskiego,<br />
Instytut Goethego, Imperial<br />
College London. W końcu docieram<br />
na miejsce. Po wejściu w gościnne,<br />
Gabrielle Chanel. Fashion Manifesto<br />
to wystawa retrospektywna w londyńskim<br />
Muzeum Wiktorii i Alberta.<br />
Po przeniesieniu z Palais Galliera<br />
w Paryżu jest to pierwsza w Wielkiej<br />
Brytanii ekspozycja poświęcona<br />
w całości twórczości Chanel. W ponad<br />
200 kreacjach przedstawia ona ewolucję<br />
kultowego stylu projektowania<br />
Coco Chanel oraz powstanie domu<br />
mody Chanel, od otwarcia pierwszego<br />
butiku w Paryżu w 1910 roku do<br />
ostatniej kolekcji w 1971 roku. Kuratorką<br />
wystawy jest Oriole Cullen,<br />
pomysłodawczyni ostatniej wystawy<br />
Christiana Diora w V&A. Od września<br />
2023 roku do lutego <strong>2024</strong> odwiedzający<br />
mogli obejrzeć jedne z najwcześniejszych<br />
zachowanych dzieł Chanel,<br />
w tym kostiumy dla zespołu baletowego<br />
Ballets Russes wykorzystane<br />
do produkcji Le Train Bleu z 1924<br />
roku oraz stroje aktorek Lauren Bacall<br />
i Marlene Dietrich. Na wystawie zaprezentowano<br />
także fotografie archiwalne<br />
ukazujące życie Chanel, pozwalające<br />
na wgląd w proces autokreacji,<br />
który uczynił tę utalentowaną projektantkę<br />
synonimem paryskiego szyku,<br />
od Gabrielle po „Coco”.<br />
Gabrielle Chanel swoją twórczością<br />
utorowała drogę nowemu, nonkonformistycznemu<br />
stylowi kobiecości,<br />
którego dziedzictwo nadal inspiruje
Elegancja<br />
w ubiorze<br />
to<br />
swoboda<br />
w ruchu<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
83
84<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
i wpływa na nasz dzisiejszy sposób<br />
ubierania się. Zamieniła ciasne gorsety<br />
na luźną, acz elegancką swobodę<br />
(chociaż to Paul Poiret jako pierwszy<br />
kazał kobietom zdjąć gorsety). Tworzyła<br />
ubrania, które sama chciała nosić,<br />
przewidywała pragnienia i potrzeby<br />
nowoczesnej, niezależnej kobiety<br />
XX wieku.<br />
Ekspozycję podzielono na 10 sekcji<br />
tematycznych poświęconych innowacyjnemu<br />
podejściu francuskiej<br />
couturière do tkanin, sylwetki i kroju.<br />
Pokazano jej wkład w historię mody,<br />
a także niesamowite znaczenie i trwałość<br />
stylu Chanel. Kolekcja uświetniła<br />
jedną z największych wizjonerek naszych<br />
czasów.<br />
Wystawa była także bogata w szczegóły<br />
biograficzne, zawierała sporo<br />
osobistych akcentów, w tym korespondencję<br />
z Winstonem Churchillem<br />
czy list od zmarłej królowej Elżbiety<br />
II do generała Fredericka „Boya”<br />
Browninga, w którym dziękuje mu za<br />
prezent. Jak zwykle odkryłeś właśnie<br />
to, czego szczególnie pragnęłam –<br />
pisze – i naprawdę chcę ci bardzo<br />
podziękować za prezent urodzinowy<br />
w postaci zapachu Chanel.<br />
Jaka była Chanel? W jaki sposób ta<br />
istota – „wieśniaczka i geniusz”, jak<br />
ją określiła jej przyjaciółka Diana<br />
Vreeland – osiągnęła tak wielki sukces,<br />
nie mówiąc już o wywarciu trwałego<br />
wpływu na kobiecą garderobę?<br />
Gabrielle po Coco<br />
Gabrielle Chanel (w młodości przyjęła<br />
pseudonim Coco) urodziła się<br />
w 1883 roku w biednej rodzinie. Jej ojciec<br />
był komiwojażerem. Gdy dziewczynka<br />
miała 11 lat, zmarła jej matka<br />
i mała Gabrielle została umieszczona<br />
w przyklasztornym sierocińcu, gdzie<br />
zakonnice nauczyły ją szyć (jako projektantka<br />
zawsze preferowała beż,<br />
czerń i biel habitów). Okazała się wystarczająco<br />
kompetentna, aby pracować<br />
jako szwaczka – po ukończeniu<br />
szkoły znalazła zatrudnienie u ciotki<br />
w Moulins. Tam zwróciła na siebie<br />
uwagę spadkobiercy tekstyliów,<br />
Étienne Balsana, i wkrótce przeniosła<br />
się do Royallieu, w północnej Francji,<br />
do zamku kochanka, gdzie mogła<br />
Drażni mnie,<br />
kiedy słyszę,<br />
że miałam szczęście.<br />
Nikt nie pracował<br />
więcej<br />
ode mnie<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
85
Gabrielle Chanel odważnie zdefiniowała na nowo nowoczesną<br />
garderobę kobiecą. Jesteśmy zaszczyceni, że V&A, tak<br />
wiodące na świecie muzeum i wspaniała instytucja, organizuje<br />
pierwszą w Wielkiej Brytanii retrospektywę jej twórczości.<br />
Pokazując jej wkład w historię mody, a także niesamowite znaczenie<br />
i trwałość stylu Chanel wystawa uświetnia jedną z największych<br />
wizjonerek naszych czasów.<br />
Bruno Pavlovsky, prezes Chanel Fashion<br />
sprzedawać zaprojektowane przez<br />
siebie kapelusze jego przyjaciołom.<br />
W 1910 roku, wspierana przez swojego<br />
kolejnego partnera, tym razem<br />
Anglika Arthura „Boya” Capeli, otworzyła<br />
pierwszy butik Chanel w Paryżu.<br />
Po nim pojawiły się oddziały w Deauville<br />
i Biarritz, nadmorskich miasteczkach,<br />
w których królowała odzież<br />
sportowa. W 1918 roku założyła dom<br />
mody w Paryżu przy rue Cambon 31<br />
i tutaj szybko zbudowała swoje imperium<br />
(sukces był natychmiastowy),<br />
reklamując się jako dostarczycielka<br />
nowoczesności. Czarne sukienki,<br />
86<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
piżamy, nowe materiały, takie jak bawełniany<br />
welur (wszystko to można<br />
było zobaczyć w V&A), a następnie<br />
produkty kosmetyczne w monochromatycznych<br />
opakowaniach i bajeczna<br />
kostiumowa biżuteria – to wszystko<br />
stanowiło jej asortyment handlowy.<br />
W lutym 1931 roku na prośbę amerykańskiego<br />
producenta Samuela Goldwyna<br />
mademoiselle Chanel wyjeżdża<br />
do Hollywood, aby ubierać aktorki<br />
studia United Artists. Projektuje tam<br />
kostiumy do filmów Tonight or Never<br />
(1931 r.) oraz The Greeks Had a Word<br />
for Them (1932 r.).<br />
Kiedy wybucha druga wojna światowa,<br />
Chanel tymczasowo zamyka<br />
swój dom mody. Z pięciu budynków<br />
przy rue Cambon pozostaje otwarty<br />
jedynie butik „31”, w którym nadal<br />
sprzedawane są perfumy i akcesoria.<br />
Gabrielle zostaje jednak w Paryżu nawet<br />
po zajęciu miasta i związuje się<br />
z Hansem Güntherem von Dinklage,<br />
niemieckim szpiegiem. Podejrzewa<br />
się, że sympatyzowała z nazistami –<br />
podobno w 1941 roku naziści odnotowali<br />
ją jako zaufane źródło. Najnowsze<br />
badania sugerują, że była także<br />
agentką francuskiego ruchu oporu.<br />
7 kwietnia 1952 roku magazyn „Life”<br />
poświęcił swój felieton Marilyn Monroe.<br />
Zapytana, w co ubiera się do łóżka,<br />
deklaruje, że tylko w Chanel N°5.<br />
W latach 60. ubrania Chanel noszą<br />
najsławniejsze kobiety tamtej epoki:<br />
Elizabeth Taylor, Jane Fonda, Jackie<br />
Kennedy, Romy Schneider, Jeanne<br />
Moreau…
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
87
Chanel, jeden z odnoszących<br />
największe sukcesy domów mody,<br />
wiele zawdzięcza szablonom<br />
wykreowanym przez swoją założycielkę<br />
Gabrielle Chanel<br />
ponad sto lat temu.<br />
Tristram Hunt, dyrektor V&A<br />
88<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
List Chanel<br />
do Winstona Churchila<br />
Grudzień 1943 lub styczeń 1944 r.<br />
List królowej angielskiej<br />
Elżbiety II do Fredericka<br />
Browninga<br />
26 kwietnia 1955r.<br />
Zdjęcia z wystawy V&A: Renata Cygan<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
89
Nie zajmuję się modą,<br />
Jestem nią<br />
W 1983 roku Karl Lagerfeld zostaje<br />
powołany na stanowisko dyrektora<br />
artystycznego Chanel. Kreator przywraca<br />
haute couture dawną świetność<br />
i tworzy kolekcję CHANEL Ready-to-Wear,<br />
jaką znamy dziś.<br />
Chanel nigdy nie wyszła za mąż. Była<br />
w wielu związkach, m.in. z księciem<br />
Dymitrem Romanowem, od którego<br />
otrzymała słynne „perły Romanowów”,<br />
z księciem Westminsteru Hugh<br />
Grosvenorem, rosyjskim impresariem<br />
baletowym Siergiejem Diagilewem,<br />
kompozytorem Igorem Strawińskim<br />
czy z poetą Jeanem Cocteau. Każdy<br />
z tych związków pozostawiał ślady<br />
w jej kolekcjach: motywy rosyjskie,<br />
perły czy angielski kardigan. Otoczona<br />
była także kręgiem wpływowych<br />
przyjaciół, w którym znaleźli się m.in.:<br />
Winston Churchill, wspomniany już<br />
książę Westminsteru, Pierre Reverdy,<br />
Salvador Dalí z żoną Galą.<br />
90<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Wystawa V&A w niezwykle przemyślany<br />
i uporządkowany sposób<br />
zabiera nas w podróż po kolejnych<br />
etapach życia zawodowego i osobistego<br />
tej niezłomnej businesswoman<br />
i wizjonerki. Ekspozycja ułożona jest<br />
chronologiczne i tematyczne, pogrupowane<br />
są style – stroje wieczorowe,<br />
czarne suknie, dziesiątki słynnych<br />
garniturów z charakterystycznymi<br />
marynarkami – zwiedzający mogą<br />
poczuć się jak w domu towarowym<br />
z poprzedniej epoki.<br />
Na mnie ogromne wrażenie wywarło<br />
zręcznie dawkowane napięcie. Gdy<br />
po zwiedzeniu kolejnej sekcji myślałam,<br />
że to już koniec – zza rogu pojawiała<br />
się kolejna sala – jeszcze bogatsza,<br />
jeszcze piękniejsza. Wybierając<br />
się na wystawę, celowo nie czytałam<br />
recenzji ani nie oglądałam zdjęć.<br />
Chciałam niespodzianki i ją dostałam.<br />
Z nawiązką.<br />
Lwy i piątki<br />
Chanel otaczała się symbolami i znakami.<br />
Wierzyła, że przynoszą jej szczęście<br />
i pomagają odnosić sukcesy. Miała<br />
słabość do cyfry 5. Słynna torba 2.55<br />
została zaprezentowana w lutym 1955<br />
roku. Wszystkie ważniejsze premiery<br />
i pokazy domu mody Chanel planowano<br />
piątego dnia, piątego miesiąca,<br />
a najsłynniejszy zapach świata przybrał<br />
nazwę Chanel N° 5. Nawet żyrandol w<br />
jej apartamencie zaprojektowany był<br />
tak, by kryształy układały się na kształt<br />
cyfry pięć. Była zodiakalnym lwem. Ten<br />
piąty z kolei znak zodiaku symbolizuje<br />
odrodzenie, siłę i piękno, które od początku<br />
kierowały życiem Chanel. I właśnie<br />
lew był kolejnym symbolem, którym<br />
otaczała się na co dzień. Mawiała:<br />
Jestem lwem, używam pazurów. Jego<br />
wizerunki pojawiały się w postaci dekoracji,<br />
rzeźb i ornamentów, wykorzystywała<br />
go też w grawerze guzików do<br />
tweedowych kostiumów czy na klamrach<br />
torebek. Stał się tradycją i marką<br />
Chanel, którą francuski dom mody<br />
utrzymuje do dziś. Dlatego też na jej<br />
nagrobku, tak jak sobie zażyczyła, widnieją<br />
ustawione w rzędzie popiersia<br />
pięciu lwów. [RC]<br />
RENATA CYGAN
Moda<br />
to nie tylko<br />
kwestia<br />
ubioru.<br />
Moda<br />
unosi się<br />
w powietrzu,<br />
rodzi się<br />
na ulicy<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
91
POEZJA<br />
Polecane<br />
JOANNA FLIGIEL – (ur. 1968 r. w Katowicach) –<br />
poetka, księgarka i właścicielka własnej księgarni od<br />
1994 do 2016. Założycielka i redaktorka naczelna<br />
Babińca Literackiego.<br />
W latach 2010-2020 redaktorka Śląskiej Strefy Gender,<br />
odpowiedzialna za strefę poezji i wywiadu.<br />
Autorka trzech książek poetyckich: Autoportret<br />
(2008) – nagroda główna w konkursie zorganizowanym<br />
przez East Bay American Association – Debiut<br />
2008, Geny (2011) – nagroda Grand Prix w III Ogólnopolskim<br />
Konkursie Poetyckim O Granitową Strzałę<br />
i Rubato (2018), wydane przez KIT. Stowarzyszenie<br />
Żywych Poetów.<br />
Jej wiersze były publikowane we wszystkich czasopismach<br />
literackich, w wielu antologiach, oraz czytane<br />
w polskim radiu.<br />
Członkini Unii Literackiej.<br />
92<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
ALE JEST NIEDZIELA<br />
Kiedy mi mama mówi: córuś,<br />
nie możesz sama się zestarzeć,<br />
to tonę w tym bezmiarze troski<br />
i coś mi mamie kłamać każe,<br />
więc kłamię: mamo, nic się nie martw (...)<br />
Lecz mama nadal wlecze temat,<br />
że sama sobie nie poradzę.<br />
Słyszę<br />
w głosie starszej pani<br />
te smutne dni, co spędza sama,<br />
i przed którymi chce mnie ostrzec.<br />
Widzę<br />
przebiegłą, wczesną jesień,<br />
spróchniałe drzewo - wybrane w lesie,<br />
jak z trudem pcha gałęzi wózek,<br />
i jak otula wiotkie róże,<br />
bo zima dłużej trzyma w Jurze,<br />
a jeszcze w środę<br />
się z malarzem<br />
kłóci.<br />
(Tyle zdarzeń!),<br />
Bo dom miał bielić w zeszły czwartek.<br />
Emerytura się rozchodzi,<br />
a jej jest coraz trudniej<br />
chodzić,<br />
stawiać kosz na starym ganku,<br />
pełny pokrzywy i tymianku.<br />
Czuję,<br />
jak w korze dębu płucze włosy.<br />
TĘSKNOTA<br />
TRZECIA<br />
Kiedy marzną stopy, myślę o nich więcej.<br />
Jestem ta najsłabsza. Nie urodzę córki.<br />
Przepraszam, kochanie. Obiecanej latem,<br />
kiedy moje stopy owiewane ciepłem<br />
nie marzły mi wiecznie. Kaszlę od tygodnia.<br />
Wyszłam gdzieś bez golfa. One wyszły w lutym.<br />
Chodaki za buty, w pasiastych sukienkach,<br />
jestem taka miękka, jestem taka miękka.<br />
Babki we mnie płaczą. Jedna, druga. Trzecia.<br />
Krzyczę po niemiecku, mam zadartą kieckę,<br />
wiem jak śmierdzą Ruski, piersi rwą spod bluzki,<br />
wszystko mam na wierzchu, wszystko mam na wierzchu,<br />
wzięło mnie trzech wespół. Przepraszam kochanie.<br />
Nie urodzę córki obiecanej latem.<br />
Nie dotrzymam zatem.<br />
Najpierw wyjechaleś, potem napisałeś:<br />
Mówiłem, że ty tu, ja tam, i że będzie<br />
problem. Zaczęłam odliczanie. Potem<br />
POEZJA<br />
***<br />
Wiem, co to miłość, bo widziałam<br />
dziadka przy furtce z Węglarzową,<br />
jak babcia ich obserwowała,<br />
dyskretnie kryjąc za zasłoną<br />
słów „marchwi nie dość dziś obrałeś”<br />
zazdrość. Samowar, biały obrus,<br />
herbata w cienkiej porcelanie,<br />
słodki michałek pokrojony, podany<br />
w poskręcanych palcach,<br />
Cieszy się<br />
jeszcze z rannej rosy,<br />
choć już reumatyzm skręca palce.<br />
Mleka przygrzewa jedną szklankę,<br />
jedno gotuje tylko jajko<br />
i jedno stawia stare krzesło,<br />
spogląda z żalem w naszą przeszłość.<br />
Wykręca numer, a ja mówię:<br />
Mamo, no, nie mam czasu w sumie,<br />
bo zaraz lecę na siłownię,<br />
proszę,<br />
w tygodniu nie dzwoń do mnie.<br />
snuję się po mieście. Szukam<br />
naszych śladów. Są wszędzie. Nienawidzę tego<br />
miasta bez ciebie. Wracam. Wącham pościel -<br />
sanktuarium miłości. Wiąże się<br />
z laptopem, jak krucha żona złotnika z oknem,<br />
której piękną formę gościec przykuł do łóżka.<br />
Non stop odświeżam pocztę. Płaczę,<br />
wbrew twoim prośbom: nie chcę, żebyś była<br />
smutna, nie po to się poznaliśmy, żebyś była<br />
smutna. A ja myślę, że<br />
po to.<br />
podwieczorkowa ich rozpusta –<br />
roztapiać czekoladę w ustach.<br />
To miłość. Ubrać ją w sukienkę.<br />
Tę, w której było jej najwdzięczniej.<br />
Ułożyć włosy, domknąć wieko.<br />
Żyć bez niej.<br />
Koło furtki, częściej,<br />
zaczyna kręcić się sąsiadka.<br />
Pytam więc dziadka, jak najgrzeczniej:<br />
– z tej Węglarzowej miła babka?<br />
A dziadek mówi: – Joaś, nie wiem,<br />
nie mógłbym spojrzeć w oczy Helen.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
93
94<br />
Remi to artysta, którego muzyka stanowi<br />
pełną emocji podróż poprzez dźwięki<br />
i słowa. Wyróżnia się on niezwykłą naturalnością<br />
i niekłamaną autentycznością. Nie<br />
kreuje sztucznego wizerunku, lecz po prostu<br />
otwiera się przed słuchaczami, chwytając za<br />
serca swoją szczerością. Jego muzyka emanuje<br />
głębokim zrozumieniem ludzkich emocji. Jest<br />
twórcą, który dociera do dusz swoich odbiorców<br />
w najbardziej bezpośredni sposób. Właśnie<br />
ta naturalność sprawia, że każda kompozycja<br />
Remiego staje się osobistym doświadczeniem,<br />
bliskim i autentycznym. To wszystko od<br />
pierwszych dźwięków jego występu w The Voice<br />
Senior wyczuła Halina Frąckowiak… Widzom<br />
i Remiemu na pewno w pamięć zapadły wzruszające<br />
słowa gwiazdy: Czekałam na niego…<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Foto: Piotr Szarek Management & Production Media PR<br />
REMIGIUSZ JUŚKIEWICZW ostatnim<br />
czasie Twoje nazwisko<br />
w świecie artystycznym pada najczęściej<br />
w kontekście festiwalu Sanremo<br />
Senior i najnowszej edycji The<br />
Voice Senior <strong>2024</strong>.<br />
To naprawdę ekscytujące, że moje<br />
nazwisko stało się bardziej rozpoznawalne<br />
dzięki udziałowi we włoskim<br />
festiwalu Sanremo Senior. Moja prezentacja<br />
[utwór pt. Kamienieję – muz.<br />
R. Juśkiewicz, sł. M. Duszka – przyp.<br />
red.] spotkała się z bardzo pozytywnym<br />
przyjęciem zarówno w Polsce,<br />
jak i za granicą. TVP Polonia zrobiła<br />
ze mną kilkuminutowy materiał na<br />
ten temat, za co serdecznie dziękuję<br />
Sławomirowi Wróblowi i Piotrowi<br />
Dobroniakowi. Powstał także świetny<br />
materiał filmowy z Włoch.<br />
Udział w festiwalu Sanremo Senior<br />
ośmielił mnie jako artystę. Postanowiłem<br />
zatem poszukać innych tego typu<br />
projektów, o czym opowiadałem w The<br />
Voice Senior, zapytany o genezę mojego<br />
udziału w tym telewizyjnym show.<br />
Wróćmy do początków programu,<br />
czyli do odcinka, w którym brałeś<br />
udział w przesłuchaniach w ciemno.<br />
Jakie uczucia towarzyszyły Ci w tamtej<br />
chwili?<br />
Usiadłem z gitarą na scenie przed odwróconymi<br />
fotelami jurorów, gotowy<br />
podzielić się moim utworem z całą<br />
Polską. Najbardziej obawiałem się, że<br />
zapomnę tekst piosenki. Nie byłem<br />
stremowany, ponieważ od kilku lat<br />
stale występuję na żywo przed kamerą,<br />
jednak… czułem podświadomie,<br />
że jest to dla mnie szansa, by pokazać<br />
światu moją pasję i umiejętności.<br />
I liczyłem, że któryś z mentorów się<br />
odwróci. Prawdę powiedziawszy, obstawiałem,<br />
że będzie to Maryla Rodowicz<br />
– śpiewałem przecież utwór<br />
country. Tymczasem dostrzegła mnie<br />
Halina Frąckowiak, kwitując swój<br />
wybór słowami: Czekałam na niego.<br />
Nigdy tego nie zapomnę. Poczułem<br />
dumę i radość. Jestem naprawdę zaszczycony,<br />
że tak utalentowana, doświadczona<br />
i obdarzona wielką wrażliwością<br />
artystka wybrała właśnie mnie.<br />
Jak oceniasz The Voice Senior od<br />
strony produkcyjnej?<br />
Organizacja jest perfekcyjna. Zapanowanie<br />
nad grupą ponad 40 osób, gdyż<br />
tyle nas było na początku, jest sporym<br />
wyzwaniem. Ekipa organizatorów<br />
była raczej młoda, ale niezwykle kompetentna<br />
i życzliwa. Uczestniczyliśmy<br />
w warsztatach wokalnych i rozgrzewkach<br />
z nauczycielami śpiewu, akompaniowała<br />
nam wspaniała orkiestra,
Foto: Patrycja Juśkiewicz-Jórska<br />
Remi Juśkiewicz – muzyk,<br />
kompozytor, aranżer, multiinstrumentalista,<br />
wokalista<br />
i czasami również poeta od 20<br />
lat mieszkający w Londynie. Od<br />
dzieciństwa związany ze środowiskiem<br />
scenicznym. Skończył studia<br />
na wydziale songwritingu (pisania<br />
piosenek) na University of West<br />
London oraz studia magisterskie<br />
na Kingston University w Londynie<br />
na wydziale produkcji muzycznej<br />
(MMus Production of Popular Music).<br />
Remi jest kompozytorem wielu<br />
piosenek, które są owocem bliskiej<br />
współpracy z poetami mieszkającymi<br />
w Polsce i na emigracji, głównie<br />
w Wielkiej Brytanii. Od trzech lat<br />
z powodzeniem prowadzi na żywo<br />
w internecie swoją autorską audycję<br />
artystyczno-rozrywkową pod<br />
nazwą Remiza. Jest m.in. laureatem<br />
międzynarodowego festiwalu<br />
piosenki Sanremo Senior 2022,<br />
a także półfinalistą polskiej edycji<br />
The Voice Senior <strong>2024</strong>.<br />
Czekałam na niego…<br />
REMIGIUSZ JUŚKIEWICZ W ROZMOWIE M.IN. O UDZIALE W THE VOICE SENIOR <strong>2024</strong><br />
ROZMAWIA AGNIESZKA KUCHNIA-WOŁOSIEWICZ<br />
wspierali znakomici akustycy. A o nasz<br />
sceniczny image dbały przemiłe i pełne<br />
zrozumienia panie stylistki.<br />
Mam wrażenie, że czułeś się tam…<br />
jak u siebie?<br />
O tak… Byłem naprawdę „dopieszczony”.<br />
(śmiech)<br />
Kto Cię wspierał podczas nagrań?<br />
Była ze mną wnuczka – wspólnie wykonaliśmy<br />
nawet piosenkę Oksymoron<br />
i metafora do tekstu Wiesława<br />
Fałkowskiego. Klaudia odczuwała tremę,<br />
ale nie zdezerterowała. Dzielnie<br />
podjęła się zadania. (śmiech)<br />
Kibicowały mi także córka i żona.<br />
Czy masz wrażenie, że udział w The<br />
Voice Senior to jakiś przełom w Twojej<br />
karierze?<br />
Zdecydowanie. Udział w programie<br />
przekłada się na coraz większą liczbę<br />
koncertów, które gram, i inne możliwości<br />
artystyczne. To z pewnością<br />
interesujący punkt w moim portfolio,<br />
przynoszący mi wiele satysfakcji.<br />
Kolejnym charakterystycznym elementem<br />
Twojej biografii jest audycja<br />
muzyczno-kulturalna Remiza. Jaka<br />
jest jej geneza?<br />
Powstanie Remizy jest dość nietypowe<br />
i związane z okolicznościami<br />
pandemii. Nigdy wcześniej nie myślałem<br />
o prowadzeniu własnego programu,<br />
zwłaszcza autorskiego. Kiedy<br />
ogłoszono pierwszy lockdown, wiele<br />
z moich zaplanowanych koncertów<br />
(w różnych krajach) zostało odwołanych.<br />
Jednym z nich był występ razem<br />
z Grażyną Wojcieszko 27 marca 2020<br />
roku w Ambasadzie RP w Brukseli<br />
w ramach promocji naszej płyty Nie<br />
mów o miłości.<br />
W czasie lockdownu artyści zaczęli<br />
działać w internecie, co stało się pewnym<br />
źródłem wsparcia i rozrywki dla<br />
osób zamkniętych w domach. Chciałem<br />
dołączyć do tego ruchu, ale nigdy<br />
nie przypuszczałem, że stworzę własną<br />
audycję. Ostatecznie to Dorota<br />
Górczyńska-Bacik przekonała mnie<br />
do tego pomysłu.<br />
Śpiewałem codziennie trzy piosenki,<br />
tak przez dwa tygodnie, ponieważ<br />
początkowo myślałem, że tyle potrwa<br />
to całe zamknięcie. Gdy okazało<br />
się jednak, że sytuacja się nie zmienia,<br />
wpadłem na pomysł programu,<br />
który nazwałem Piosenki na koniec<br />
tygodnia. Wyprodukowałem aż 100<br />
odcinków pod tą nazwą, a emitowałem<br />
je w soboty i niedziele.<br />
Kiedy audycja zdobyła swoją widownię<br />
i uznanie, postanowiłem zmienić<br />
jej nazwę na coś, co bardziej kojarzyło<br />
się ze mną. Jako narcyz, oczywiście<br />
mówię to z nutką humoru, wróciłem<br />
do nazwy, która już funkcjonowała<br />
w mojej przeszłości artystycznej<br />
i wiązała się z moim imieniem, czyli<br />
do Remizy.<br />
95<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Ostatecznie program stał się niedzielną<br />
tradycją, z pewnymi wyjątkami,<br />
kiedy gram koncerty gdzieś w Europie<br />
czy oczywiście w Polsce. Odwiedziłem<br />
już m.in. Warszawę, Wilno, Kraków,<br />
Gdańsk, Wiedeń czy Inowrocław.<br />
Kogo zapraszasz do swojego programu?<br />
Staram się pokazywać różnych artystów<br />
(i nie tylko), aby stworzyć bogatą i interesującą<br />
treść. Zaczynam od wiersza,<br />
który jest swoistym wstępem – zapraszam<br />
poetów do nagrania i przesłania<br />
filmów ze swoją poezją. To jest doskonały<br />
sposób na rozpoczęcie audycji.<br />
W trakcie programu goszczę także<br />
różnych muzyków, którzy nagrywają<br />
specjalne pozdrowienia dla Remizy<br />
i prezentują swoje teledyski. Zachęcam<br />
ich również do aktywnego<br />
uczestnictwa w audycji, dzielenia się<br />
komentarzami i udostępniania linków<br />
do swoich stron czy mediów społecznościowych.<br />
Dzięki temu możemy<br />
przybliżyć widzom ich działalność<br />
i twórczość. Wśród popularnych artystów,<br />
którzy u mnie wystąpili, są m.in.<br />
Ewa Warta-Śmietana, Marian Lichtman,<br />
Kabaret OT.TO, Andrzej Sikorowski,<br />
Robert Kasprzycki, zespół Big Cyc,<br />
Władysław Komendarek.<br />
96<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Ponadto jestem wielkim fanem satyry,<br />
więc w programie staram się także<br />
promować elementy humoru. Stałym<br />
gościem jest Juliusz Wątroba oraz kabaret<br />
Sąsiadki, czyli Ewa Taylor i Dorota<br />
Górczyńska-Bacik, które przynoszą<br />
uśmiech.<br />
W Remizie gościła także redaktor naczelna<br />
kwartalnika „Post Scriptum”<br />
Renata Cygan. Zaprezentowała widzom<br />
swoją twórczość: poezję, fotografię,<br />
grafikę i wyżej wymieniony<br />
magazyn. Ponadto Renata pozwoliła<br />
mi skomponować muzykę do kilku<br />
swoich wierszy. I mamy dalsze plany<br />
współpracy.<br />
Jakie jest Twoje źródło inspiracji<br />
podczas tworzenia muzyki do poezji<br />
i jakie są najważniejsze aspekty tego<br />
procesu twórczego?<br />
Podczas tworzenia muzyki do poezji<br />
czerpię inspirację głównie z osobistych<br />
doświadczeń i emocji, które chcę przekazać<br />
poprzez dźwięki. Mój proces<br />
twórczy jest intymny, a muzyka staje<br />
się dla mnie środkiem wyrazu lub też<br />
przekładu intersemiotycznego.<br />
Jako artysta staram się połączyć emocje<br />
zawarte w poezji z dźwiękami muzyki.<br />
Ważne dla mnie jest znalezienie<br />
harmonii między słowami a melodyjnym<br />
przekazem, który potęguje<br />
i uzupełnia oddziaływanie tekstu. To<br />
właśnie emocje są dla mnie kluczowym<br />
elementem, którym kieruję się<br />
podczas komponowania.<br />
Moje inspiracje muzyczne obejmują<br />
różnorodne gatunki i artystów: Bob<br />
Dylan, The Beatles, Ralph Stanley, The<br />
Rolling Stones, Shawn Colvin…<br />
Warto dodać, że w trakcie tworzenia<br />
muzyki do gotowych tekstów staram<br />
się znaleźć zwykle ukrytą w nich<br />
melodię. Jeśli czuję silne powiązanie<br />
z danym wierszem, szybciej zaczynam<br />
pracować nad utworem. Chociaż występuję<br />
głównie z gitarą akustyczną, co<br />
skłania mnie ku balladom, czasami odczuwam<br />
potrzebę stworzenia bardziej<br />
rockowego kawałka, a to wymaga rozbudowanego<br />
aranżu z użyciem gitary<br />
elektrycznej czy perkusji. Tak zresztą<br />
było w przypadku Kotka, czyli piosenki<br />
do Twojego tekstu, Agnieszko, który<br />
znakomicie muzycznie oprawił, a także<br />
wyprodukował Robert Madziarz. Premiera<br />
piosenki, którą pokochały rockowe<br />
rozgłośnie radiowe, miała miejsce<br />
pod koniec listopada 2023 roku.<br />
Londyńskie Spotkania Autorskie –<br />
co to takiego?<br />
Londyńskie Spotkania Autorskie to<br />
inicjatywa zrodzona z pasji do sztuki<br />
oraz pragnienia zacieśnienia więzi<br />
między autorami a odbiorcami.<br />
Pomysłodawcą tego projektu jest<br />
Dariusz Adam Zeller, który gościł<br />
w mojej Remizie. Początkowo spotkania<br />
te miały formę transmisji<br />
radiowych, jednak ze względu na<br />
ograniczenia w prezentacji sztuk<br />
wizualnych, konieczne stało się poszukiwanie<br />
nowego, równie inspirującego<br />
formatu.<br />
Inicjatywa spotkała się z entuzjastycznym<br />
przyjęciem zarządu Polskiego<br />
Ośrodka Społeczno-Kulturalnego<br />
w Londynie. Niedawno minął rok od<br />
momentu zainicjowania projektu,<br />
a Londyńskie Spotkania Autorskie cieszą<br />
się rosnącym zainteresowaniem.<br />
To wyjątkowe wydarzenia, podczas<br />
których autorzy mają szansę nie tylko<br />
prezentować swoje dzieła, lecz także<br />
dzielić się osobistymi doświadczeniami<br />
z procesu twórczego. Czasem<br />
czytają fragmenty swoich utworów,<br />
co tworzy niepowtarzalną atmosferę<br />
porozumienia między twórcą a publicznością.<br />
Ja zajmuję się oprawą muzyczną; zdarza<br />
się, że mam w swoim repertuarze<br />
piosenki do tekstów zaproszonych gości.<br />
Z kolei Darek, który jest nie tylko<br />
Mój proces twórczy<br />
jest intymny<br />
poetą, lecz także dziennikarzem, „przepytuje”<br />
publicznie naszych artystów.<br />
To piękne wydarzenie, które tworzy<br />
przestrzeń do wymiany inspiracji między<br />
twórcami a miłośnikami literatury,<br />
muzyki i malarstwa i w ten sposób<br />
przyczynia się do rozwoju i promocji<br />
sztuki polskiej w Wielkiej Brytanii.<br />
W ostatnim czasie dużo koncertujesz.<br />
Czy możesz podzielić się jakąś<br />
zabawną anegdotą lub wspomnieniem<br />
z któregoś z występów?<br />
W ubiegłym roku miałem okazję występować<br />
razem z Robertem Madziarzem,<br />
znakomitym muzykiem, na<br />
urokliwych Kaszubach. Jedno z wydarzeń,<br />
które wówczas miało miejsce,<br />
wyróżniło się spośród wszystkich.<br />
Pewnego dnia mieliśmy dwa koncerty<br />
w miejscowościach położonych niedaleko<br />
siebie, jednak nieco zbyt opty-
Zdjęcia: Wiesław Radzioch<br />
Staram się łączyć emocje zawarte w poezji<br />
z dźwiękami muzyki<br />
mistycznie obliczyliśmy czas, którego<br />
potrzebowaliśmy na przemieszczenie<br />
się z jednego obiektu do drugiego.<br />
Zdenerwowani wsiadamy do samochodu.<br />
Powoli widoki domów ustępują<br />
miejsca bezkresnym polom kukurydzy,<br />
a atmosfera staje się trochę mroczna,<br />
jak z jakiegoś filmu grozy. Zaczynamy<br />
zastanawiać się, czy przypadkiem nie<br />
zabłądziliśmy. Nagle przed nami wyrasta<br />
piękny, nowoczesny budynek, jakby<br />
znikąd. Decydujemy się zatrzymać<br />
i sprawdzić, co kryje się w środku.<br />
Wchodzimy przez jedne drzwi, potem<br />
przez kolejne, a za trzecimi wita nas –<br />
lekko spóźnionych – czekająca na nas<br />
publiczność. Było tam około 150 osób,<br />
które już się obawiały, że nie dotrzemy.<br />
To był moment pełen zdziwienia<br />
i uśmiechu, gdy zdaliśmy sobie sprawę,<br />
że nasza podróż zaprowadziła<br />
The voice senior Italy Sanremo<br />
Kolekcja prywatna artysty<br />
nas do tego nieoczekiwanego i tajemniczego<br />
miejsca. Mimo przeciwności<br />
losu odkrywamy salę pełną<br />
uśmiechniętych widzów, gotowych<br />
podziwiać nasz występ. To jedno<br />
z tych niezapomnianych wydarzeń,<br />
które sprawiają, że podróże i koncerty<br />
nabierają niepowtarzalnego smaku.<br />
Niedawno miała miejsce kolejna<br />
premiera Twojej nowej piosenki.<br />
To prawda. Mowa oczywiście o Złej<br />
kobiecie do Twojego wiersza. Przy jej<br />
produkcji pracowali ze mną: Witold<br />
Albiński – bas, perkusja, harmonijka,<br />
Ryszard Poćwiardowski – gitary, Mirosław<br />
Wyrobiej – mix i mastering. Materiał<br />
zarejestrowany został w bydgoskim<br />
studiu muzycznym Graffiti.<br />
Jest to singiel, który zapowiada moją<br />
nową płytę, ale szczegółów nie będę<br />
jeszcze zdradzać. (śmiech) Utwór,<br />
utrzymany w satyrycznym tonie, stanowi<br />
przewrotny manifest, ostrzegający<br />
mężczyzn przed zbyt łatwym uleganiem<br />
słodkim słowom kobiet.<br />
Jakie są Twoje plany na przyszłość<br />
w kontekście kariery muzycznej?<br />
Koncerty, koncerty, koncerty… których<br />
intensywność potęguje emisja<br />
programu The Voice Senior, i miejmy<br />
nadzieję, że tak już zostanie. (śmiech)<br />
Czy masz jakieś osobiste motto lub<br />
filozofię, które kierują Twoją karierą<br />
i życiem artystycznym?<br />
W ostatnich latach doświadczyłem<br />
wielu wyjątkowych chwil, za które<br />
dziękuję Bogu. Cieszę się możliwością<br />
kreowania swojego własnego<br />
muzycznego świata. Jestem głęboko<br />
przekonany, że muzyka pełni rolę lekarstwa.<br />
W The Voice Senior powiedziałem:<br />
Muzyka jest antidotum na<br />
smutki i przy niej warto pozostać.<br />
Będę się trzymać tych słów…<br />
Życzę Ci dalszych sukcesów i bardzo<br />
dziękuję, że zechciałeś wpuścić do<br />
swojego muzycznego świata czytelników<br />
„Post Scriptum”. [AKW]<br />
AGNIESZKA KUCHNIA-WOŁOSIEWICZ<br />
Kontakt w sprawie koncertów:<br />
Remi Juśkiewicz (WhatsApp), tel.: +44 7886 101065<br />
remigiusz@hotmail.co.uk<br />
Witold Albiński, tel.: +48 501 483 555<br />
witek@albinski.com<br />
Zdjęcia: archiwum artysty<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
97
***<br />
potrzebuję spokoju<br />
wrosłam w ziemię ogród i mały pokoik na piętrze<br />
tutaj nie boję się niczego nawet twojej nieobecności<br />
sennie odwiedzam Kraków i ponownie czytam „Wesele”<br />
na Trakcie Królewskim wtapiam się w tłum witający władcę<br />
schylam głowę żegnając zmarłych zmierzających na Wawel<br />
milcząco oprowadzam sama siebie po starym lśniącym bruku<br />
na marginesach kamienic zostawiam zapach grudy ziemi i równy<br />
spokojny oddech który czyta dzieje i w zachwycie widzi więcej<br />
„wczoraj” napisało się pięknie przejrzało się w tafli wody i łowiło<br />
zatopione ziarnka piasku i chmury błądzące po powierzchni<br />
było rzeką miłością i niepokojem taki mały kosmyk młodości<br />
dobra jest teraźniejszość ustawia łodzie na lotnych piaskach<br />
nazywa je po imieniu i kreśli lęk wyłuskany z pustych muszli<br />
ELA ADAMIEC<br />
byłam piękną dziewczyną przymykam oczy<br />
jestem białym kamieniem i rozmyślam o wędrującym Platonie<br />
98<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Foto: RC<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
99
100<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Kolory<br />
życia i śmierci<br />
D a n i e l W ó j t o w i c z<br />
Styczniowy szary Paryż rozjaśnia się blaskiem złota,<br />
bijącym z dwóch wyjątkowych wystaw malarstwa.<br />
Każda z tych ekspozycji grupuje bowiem dzieła<br />
o niebotycznej wartości.<br />
I choć na sztukę nie należy spoglądać przez pryzmat pieniędzy,<br />
to jednak świadomość rynkowej wartości prac prezentowanych<br />
autorów najmocniej rozpala wyobraźnię.<br />
Obie wystawy dają możliwość zobaczenia dzieł, których<br />
praktycznie nigdy się nie prezentuje, w dużej części pochodzących<br />
z niedostępnych zbiorów prywatnych. Te<br />
dwie ekspozycje pozwalają zarazem na prawie jednoczesne<br />
znalezienie się na dwóch przeciwstawnych biegunach<br />
malarstwa. Są zatem dla zwiedzających, zwłaszcza<br />
dla laików takich jak ja, prawdziwie niezwykłym doświadczeniem.<br />
Pierwsza z wystaw to największa w historii ekspozycja<br />
obrazów Vincenta Van Gogha wykonanych w ostatnich<br />
dwóch miesiącach tragicznie skróconego życia w podparyskim<br />
miasteczku Auvers-sur-Oise, w chwilach niebywałej<br />
eksplozji możliwości twórczych malarza. Dzieła z tego<br />
okresu, nigdy dotąd nieprezentowane na odrębnej ekspozycji,<br />
uznawane są za najbardziej intrygujące, tajemnicze,<br />
a zarazem może też najdoskonalsze i najcenniejsze z całej<br />
twórczości Van Gogha. Na przykład jedno z nich, Portret<br />
doktora Gacheta, sprzedane zostało niedawno za ponad<br />
80 milionów dolarów. Może to dawać wyobrażenie o rynkowej<br />
wartości każdego z pozostałych czterdziestu obrazów<br />
udostępnianych dziś na wystawie w Muzeum d'Orsay.
Chodzi o to, by uchwycic nieprzemijające w tym, co przemija<br />
Vincent Van Gogh<br />
Druga to wystawa prac Marka Rothko<br />
(1903–1970), współczesnego<br />
abstrakcjonisty z USA, zaliczanego<br />
do najdroższych autorów światowego<br />
malarstwa. Rekord wyceny pobiła<br />
jego praca sprzedana w 2014<br />
roku za 186 milionów dolarów. Dziś<br />
w nowoczesnym pałacu wystawienniczym<br />
– Fondation Louis Vuitton<br />
w Paryżu – zgromadzono ponad sto<br />
jego dzieł! Jest to druga w dziejach,<br />
a pierwsza od ćwierć wieku, szeroka<br />
prezentacja dorobku tego artysty<br />
w Europie. Wyjątkowa okazja.<br />
Zbieżność w czasie obydwu wystaw<br />
w tym pełnym artystycznych zdarzeń<br />
mieście jest chyba zupełnie przypadkowa.<br />
Na pierwszy rzut oka trudno<br />
byłoby nawet doszukiwać się przyczyny<br />
zestawiania ich razem, ponieważ<br />
obydwaj twórcy należą przecież do<br />
zupełnie odmiennych światów, stylów<br />
i nurtów. Ale też – skoro już pojawili się<br />
razem w Paryżu i oglądamy ich prace<br />
jedne po drugich – może jest w tym<br />
zrządzenie losu i okazja, aby dojrzeć<br />
jakiś głębszy sens tego zestawienia?<br />
nawet na wyschnięcie jednej warstwy<br />
farby przed położeniem drugiej. Jakby<br />
w ucieczce przed czasem, przed tym,<br />
co miało się zdarzyć za kilkadziesiąt<br />
czy kilkanaście dni: przed samobójczym<br />
końcem jego życia. Ale czy on,<br />
malujący ujmujące i barwne obrazy,<br />
mógł to już wtedy jakoś planować?<br />
Wiemy, że władały nim bardzo zmienne<br />
i gwałtowne emocje, wynikające<br />
z długotrwałej choroby psychicznej.<br />
Czyli pewnie nie planował, ale może<br />
jednak przeczuwał? To coś już w nim<br />
pewnie było, już go drążyło. Działało<br />
jak zapalony lont. Oglądanie prac<br />
z tego okresu staje się zatem swoistym<br />
śledztwem rodzącym pytania<br />
o zagadki duszy człowieka na kilka<br />
chwil przed makabryczną decyzją<br />
o zakończeniu życia. O istnienie zwiastunów<br />
tragedii ukrytych gdzieś<br />
w otoczeniu, pomimo pogody dnia. Czy<br />
można je w tych obrazach odnaleźć?<br />
Twórczość Marka Rothko jest diametralnie<br />
inna. Jego obrazy, choć sprzedawane<br />
za tak bardzo konkretne<br />
pieniądze, nie przedstawiają niczego<br />
konkretnego. Są ogromnymi blejtramami<br />
zamalowanymi w pozornie<br />
jednobarwne, wielkie pasy, czasem<br />
prostokąty, czasem kwadraty. Część<br />
dzieł Rothko to tylko jednolite, monochromatyczne<br />
czarne płaszczyzny.<br />
Przy tradycyjnym spojrzeniu na malarstwo<br />
trudno w nich doszukiwać<br />
się sensu. Kto zatem i dlaczego jest<br />
gotów kupować je za dziesiątki milionów<br />
dolarów? Oczywiście przesądzają<br />
o tym prawa rynku i przekonanie<br />
o sile inwestycji. Ale czy tylko?<br />
Mark Rothko, pochodzący z żydowskiej<br />
rodziny łotewskich emigrantów,<br />
malował przez całe życie, przechodząc<br />
przez różne etapy i style.<br />
Był uznawany, ale początkowo tylko<br />
w wąskich kręgach twórczych.<br />
Obrazy Van Gogha tworzone w ostatnim<br />
jego siedlisku, w malowniczym<br />
Auvers-sur-Oise, to głównie pejzaże<br />
okolicznych pól, łąk, widoki domów<br />
i ogrodów, przepełnione urokiem<br />
natury napierającym z każdej strony,<br />
z każdego fragmentu i szczegółu. Nieszczęsny<br />
malarz tworzył kolejne prace<br />
w obłędnym, zawrotnym tempie, nierzadko<br />
w jeden dzień, bez czekania<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
101
Zdjęcia: Daniel Wójtowicz<br />
Szeroką popularność i ogromną wycenę<br />
swoich prac uzyskał – inaczej<br />
niż Van Gogh – jeszcze za życia, na<br />
ostatnim jego etapie, kiedy właśnie<br />
doszedł do fazy abstrakcji. W zdobyciu<br />
wielkiego rozgłosu pomogło mu<br />
ekscentryczne i manifestacyjne zerwanie<br />
kontraktu na realizację dzieł<br />
zamówionych przez amerykańskiego<br />
miliardera, dokonane ze względu na…<br />
sprzeciw wobec podporządkowywaniu<br />
sztuki kultowi pieniądza (niektórzy<br />
podejrzewają w tym zdarzeniu<br />
jedynie trik marketingowy).<br />
O wielkim popycie na jego prace przesądziła<br />
chwilę później pomoc pani<br />
Rockefeller, która w głośnej transakcji<br />
kupiła jeden z jego obrazów (choć tylko<br />
za tysiąc dolarów), wskazując tym<br />
samym bogatej Ameryce właściwy<br />
kierunek inwestowania w malarstwo.<br />
Był to przełom lat pięćdziesiątych<br />
i sześćdziesiątych. Stany Zjednoczone<br />
gwałtownie poszukiwały swojej tożsamości<br />
i odrębności w sztuce, zwłaszcza<br />
wobec starej Europy, do czego<br />
nowoczesny, abstrakcyjny twórca<br />
świetnie się nadawał. Stał się szybko<br />
maszyną do produkcji obrazów, jak<br />
i milionów dolarów. Obrazy malował<br />
często zwykłymi pędzlami przemysłowymi<br />
do ścian. Może dlatego, jak<br />
twierdzą złośliwi, aby szło szybciej,<br />
a może ze względu na szczególny ślad<br />
i fakturę, jakie pozostawiały.<br />
Wszystko wskazuje na to, że jednak nie<br />
czuł się szczęśliwy. Wiemy, że był modny<br />
i wzięty, ale czy był też rozumiany?<br />
Gwałtownie malowane obrazy, niespokojne<br />
kolorowe kompozycje mogły<br />
nie być li tylko sposobem na wyciągnięcie<br />
kolejnych milionów od<br />
spragnionych zysków kolekcjonerów.<br />
Mark Rothko już wtedy zapewne nie<br />
potrzebował żadnych pieniędzy. Może<br />
natomiast dominowała w nim potrzeba<br />
wyrzucenia z siebie czegoś, co<br />
wgryzało się w niego, co spalało jego<br />
wnętrze. W tle była zaawansowana<br />
depresja, diagnoza nieuleczalnej choroby,<br />
nadmiar alkoholu. W końcu,<br />
w szczycie swojej popularności, odebrał<br />
sobie życie… Dlaczego?<br />
Oglądanie wystawy prac z tego abstrakcyjnego,<br />
a zarazem ostatniego<br />
okresu jego twórczości, zmuszało<br />
mnie i tutaj do pytania o tajemnice duszy<br />
człowieka, stojącego przed decyzją<br />
o zakończeniu swego życia. Wypatrywanie<br />
głębszego sensu artystycznego<br />
wyznania i ukrytych w nim, być może,<br />
zapowiedzi nadciągającej tragedii. Czy<br />
kryją się w tych obrazach?<br />
Nagromadzenie kolorowych kompozycji<br />
Rothko w jednym miejscu nie<br />
tylko uświadamia odbiorcy ich zróżnicowanie<br />
i odmienność znaczeń, ale<br />
też zaczyna działać jak magia słów czy<br />
też kolejnych rozdziałów w książce.<br />
Wyrażają różne stany ducha, od pogodnych<br />
i euforycznych po te ciężkie,<br />
depresyjne, przygniatające. Stają się<br />
spójną lub przynajmniej konsekwentną<br />
opowieścią, która robi wrażenie.<br />
102<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
I choć nie byłem zachwycony pierwszą<br />
salą wystawy Rothko to, ku mojemu<br />
zdziwieniu, nie miałam wcale ochoty<br />
opuszczać ostatniej… Możliwość jednoczesnego<br />
oglądania tak ogromnego<br />
zbioru obrazów artysty okazuje się<br />
niebywałą wartością wystawy w paryskiej<br />
Fondation Louis Vuitton.<br />
Wielkość twórczości Marka Rothko<br />
tkwi, co łatwo dostrzec, w mistrzostwie<br />
operowania kolorami. Jego<br />
wielkopłaszczyznowe kompozycje<br />
przy pierwszym kontakcie wydają się<br />
wszystkie namalowane na jedną modłę.<br />
Ale na tej wystawie, gdy możemy<br />
naraz zobaczyć ich ponad sto, jedna<br />
koło drugiej, odkrywamy, że są całkowicie<br />
niejednakowe, odmienne, niepowtarzalne.<br />
W każdym wymiarze:<br />
kształcie, kompozycji, barwach i ich<br />
nasyceniu, harmonii bądź kontraście.<br />
Każda jest inna. To nic, że nie przedstawiają<br />
niczego konkretnego. Nasze<br />
stany ducha przecież też nie są niczym<br />
Nie jestem<br />
malarzem<br />
abstrakcyjnym...<br />
zależy mi<br />
na wyrażeniu<br />
podstawowych<br />
ludzkich<br />
emocji<br />
Mark Rothko<br />
wymiernym. Nie da się ich przedstawić<br />
w fizycznym kształcie. Kolory<br />
natomiast uczynić to potrafią.<br />
Nauka potwierdziła ponad wszelką<br />
wątpliwość, że wyrażają one emocje<br />
z ogromną siłą. Oryginalne kompozycje<br />
kolorystyczne stają się magiczną<br />
formą ekspozycji uczuć. W tym<br />
wypadku okazuje się ona niezwykle<br />
ekspresyjna, pod warunkiem odpowiedniej<br />
otwartości odbiorcy. Recenzenci<br />
twierdzą, że na wystawach<br />
Rothko u widzów o szczególnej wrażliwości<br />
zdarzały się nagłe załamania<br />
czy wybuchy płaczu…<br />
Po obejrzeniu prac Marka Rothko<br />
spoglądam uważnie, z bliska – na<br />
co pozwala wspaniała ekspozycja<br />
w Muzeum d'Orsay – na bajecznie kolorowe<br />
obrazy Van Gogha z Auvers-<br />
-sur-Oise. Nieoczekiwanie dostrzegam,<br />
że ich treść, tematyka, choć<br />
koncentruje uwagę większości oglądających,<br />
nie ma wiodącego znaczenia.<br />
Czuję, że była ona tylko okazją,<br />
pretekstem do silnego wyeksponowania<br />
barw. W nich tkwi główna<br />
siła artystycznego wyznania i jego<br />
tajemnica. Kolory pozornie pogodne,<br />
takie jak żółć łanów zbóż,<br />
są tak naprawdę przejaskrawione,<br />
zbyt wyraziste. Przy uważniejszym<br />
spojrzeniu wydają się eksponować<br />
skryty, ale wyczuwalny niepokój<br />
malarza. Niebo na kolejnych obrazach,<br />
im bliżej daty śmierci artysty,<br />
tym bardziej ma błękit podszyty<br />
czernią, jakąś grozą. Potęguje ją<br />
widoczny na większości prac ślad<br />
pędzla prowadzonego dziwną<br />
drogą, nieregularną niczym kręty<br />
bieg myśli czy poplątanych emocji.<br />
Jak się okazuje, to właśnie barwy<br />
wraz z fakturą pozostawioną przez<br />
pędzel wyraziście i mocno budują<br />
wymowę tych prac, genialnie<br />
i dramatycznie ukazując rozchwianie<br />
duszy malarza na kilka dni czy<br />
chwil przed samobójczą śmiercią.<br />
Wymowny dorobek Van Gogha<br />
z Auvers-sur-Oise stał się dla mnie<br />
nagle niezwykle podobny do abstrakcyjnych<br />
wypowiedzi Marka Rothko:<br />
obydwie ekspozycje dotyczą<br />
oto tajemnicy życia i śmierci zawartej<br />
w nieprzeniknionej magii kolorów.<br />
Przypadkowe współistnienie<br />
tych dwóch wielkich wystaw, przyczyniając<br />
się do tego odkrycia, okazało<br />
się dla mnie wyjątkowe. Prawda<br />
o życiu i stanach ducha zawiera<br />
się w kolorach, przynajmniej w obszarze<br />
tych ogromnych, ukazanych<br />
w Paryżu zbiorów. [DW]<br />
DANIEL WÓJTOWICZ<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
103
Foto: RC<br />
104<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
* Na szczęście czasu nie można sprywatyzować.<br />
JULIUSZ WĄTROBA AFORYZMY<br />
* Głupota mnoży się stadnie, mądrość pojedynczo.<br />
* To dziwne: w krainie cieni światłość wiekuista…<br />
* Czy niewierzący może być wiary godny?<br />
* Do pewnego wieku nagość jest najatrakcyjniejszym strojem.<br />
* W dzisiejszych czasach tylko śmierć nie potrzebuje reklamy.<br />
* Ptaki – w przeciwieństwie do ludzi – nim zniosą jaja, wpierw<br />
budują gniazda.<br />
* Dusza – to krater do wyrzutów… sumienia.<br />
* Orzeł z lękiem przestrzeni to dopiero ma przejebane!<br />
* Marzenia – witraże pragnień.<br />
* Prawdziwa maska? Tylko pośmiertna!<br />
* Łysemu tęskniej do kudłatych myśli.<br />
* Próżno szukać kolorów w teatrze cieni.<br />
* Święte racje zwykle z piekła rodem.<br />
* Głupota to wybrakowana mądrość.<br />
* Wolności do twarzy w kajdanach.<br />
* Tylko czas się nie starzeje.<br />
* Gdy w smrodzie żyjesz, to nie czujesz smrodu.<br />
* Rower nigdy nie dogada się z czołgiem.<br />
* Z krzyku milczenia nie wyciśniesz.<br />
* W puszczy jodłowej świerk intruzem.<br />
* Jako umarłemu kadzidło, tak żywemu obietnice wyborcze.<br />
* Szczekający pies ujada ciszę.<br />
* Co ci po wietrze, gdy nie masz żagla?<br />
* Ludzie mordują w imię boga, któremu na imię diabeł…<br />
* Nie po drodze mi z bezdrożem.<br />
* Waham się jak ciśnienie: jeszcze się podnieść czy już spadać?<br />
* Czas goi rany. I zadaje nowe…<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
105
Od dziurki<br />
od klucza<br />
do…<br />
Pegasusa!<br />
1To się zaczyna najwcześniej, kiedy tylko<br />
umiemy jeszcze chodzić, a nawet raczkować!<br />
Powinno się mówić, zgodnie z praw-<br />
można. Ledwo tylko noworodek spojrzy<br />
po raz pierwszy na świat z przerażeniem,<br />
dą – bo tylko prawda nas wyzwoli – że wyśliznął<br />
się na świat, wygramolił, ewentual-<br />
że tak jasno, głośno, niekomfortowo,<br />
a tu już… Nieciekawie wyglądający osesek,<br />
pomarszczony, czerwony, wymor-<br />
się bronił nadaremno…<br />
nie wyczołgał czy na siłę go zmusili, choć<br />
dowany. Grzebiący się nieporadnie, próbujący<br />
daremnie uciec z powrotem tam,<br />
Tuż potem kolejne nieszczęsne sesje zdjęciowe<br />
– w szpitalnych salach, kiedy matka<br />
ciągle w szoku poporodowym, ojciec<br />
gdzie mu było przytulnie i cieplutko, a tu<br />
już uszczęśliwiony tatuś (jeśli nie stracił<br />
w jeszcze gorszym stanie (ja nie kłamię),<br />
wcześniej przytomności w wyniku szoku<br />
bo już po wzniesionych toastach i licznych<br />
ojcowskiego) robi fotki z lewa, z prawa,<br />
kielichach wypitych za zdrowie rodzicielki<br />
i oseska, gdy ma jeszcze dość siły, by<br />
z dołu, z góry bezbronnej istotce, która<br />
nie ma siły protestować, że nie chce, że<br />
obiektyw skierować tam, gdzie trzeba,<br />
może lepiej wtedy, gdy dojdzie do siebie<br />
choć nie wypada. Czy ten fotograf amator,<br />
a tak naprawdę rodzinny paparazzi,<br />
i będzie wyglądać atrakcyjniej. Ale gdzież<br />
tam, zdjęcia powstają z szybkością strzałów<br />
z automatu: ze świeżo upieczoną mazwolenie?<br />
Oczywiście, że nie! Nie wolno<br />
pytał dzidziusia o zgodę? Czy uzyskał pomusią,<br />
która się stara, by się uśmiechać<br />
i nie wypada, ale przecież jest rodzinnym<br />
w bólu. Nie ma czasu ani siły na zrobienie<br />
natrętem, czyli gościem, który bez pozwolenia<br />
wkracza w prywatność i stara się<br />
makijażu, ale włosy można poprawić, bo<br />
tu z bliska i z daleka każdy grymas, każdy<br />
skurcz, bo w domu czeka rodzinka, by<br />
nych dla fotografowanych. Mama nie ma<br />
wykonywać zdjęcia w sytuacjach niezręcz-<br />
podziwiać, cmokać, ochać… I z cycusiem,<br />
siły protestować, a tym bardziej nie może<br />
bez cycusia, ach jak pięknie dzidziuś ssie…<br />
tego zrobić główny obiekt nieetycznych<br />
O, już chyba się uśmiecha! Tatuś wie, na<br />
działań. Wprawdzie paparazzi z definicji<br />
pewno wie!<br />
wykonują zdjęcia z ukrycia lub przez zaskoczenie,<br />
spędzając wiele czasu w kory-<br />
Potem dumny jak paw ojciec chwali się całemu<br />
światu, pokazując milion fotek. Zachwycają<br />
się mamusia i teściowa, i dziadmów<br />
gwiazd, przy wejściach do znanych<br />
tarzach hotelowych, przed bramami dokowie<br />
przytakują, i sąsiadki komentują:<br />
lokali rozrywkowych itd. – wszędzie tam,<br />
jakie piękne, jak podobne do mamusi lub<br />
gdzie można liczyć na „złapanie” znanej<br />
tatusia, względnie do… sąsiada. Chociaż<br />
twarzy w niecodziennej sytuacji. Ale poród<br />
i chwile tuż po nim również skutku-<br />
obiektywnie patrząc – to szkarada! Bo jak<br />
ma wyglądać dziecko, które ledwo przyszło<br />
na świat? Tak, jak wygląda naprawdę,<br />
i z ukrycia. Bohaterowie tych fotografii<br />
ją tym, że zdjęcia robi się z zaskoczenia<br />
czyli nieciekawie. Z tym „przyjściem na<br />
daremnie starają się ukryć za parawanem<br />
świat” to pierwsze kłamstwo, powielane<br />
taktu, dobrego smaku czy ciszy, by uniknąć<br />
medialnego (choćby na potrzeby cie-<br />
nieustannie, bo przecież rodząc się, nie<br />
106<br />
kawskiej rodzinki) szumu!<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
2Dawno, dawno temu było prościej,<br />
taktowniej i kameralniej. Do podglądania<br />
i rejestrowania nowych wrażeń<br />
wzrokowych na gałce ocznej, światłoczułej<br />
i kształtogłodnej, wystarczyła<br />
dziurka od klucza albo szczelina<br />
w deskach drewnianej stodoły, ewentualnie<br />
dziura w płocie lub gęstwina<br />
zarośli, ukrywająca podglądacza. To<br />
było nawet romantyczne, bo bliżej<br />
natury. Naturalnie – w pałacach czy<br />
magnackich siedzibach też nie zasypiano<br />
gruszek w popiele, tylko korzystano<br />
z możliwości, jakie niosły z sobą<br />
ociekające kosztownościami komnaty,<br />
sypialnie czy alkowy. Można było<br />
np. w portrecie antenata wydłubać<br />
oko, które zostawało zastąpione ciekawskim<br />
oczkiem następcy…<br />
Sposobów było wiele, wszystko jednak<br />
sprowadzało się do jednego:<br />
obserwować delikwenta z ukrycia<br />
w sytuacjach, w których chciał być<br />
niewidoczny. A potem do dzielenia się<br />
efektami wrednych skrytopodglądań<br />
z jak największą liczbą ciekawskich.<br />
W początkach tego niecnego procederu<br />
były to tylko słowne przekazy<br />
docierające do kilku osób. Wiem to<br />
z autopsji, bo miałem daleką ciotkę,<br />
mieszkającą na wsi, która była chyba<br />
prekursorką takiego podglądactwa.<br />
Wiedziała wszystko o wszystkich: kto,<br />
gdzie, jak, z kim, po co, za ile, czy za<br />
darmo, kto czyim dzieckiem, kto której<br />
kochankiem, gdzie się spotykają<br />
i co (świnie!) robią. A że była starą<br />
panną (a raczej, powiedzmy elegancko<br />
i współcześnie, singielką), miała<br />
sporo czasu, by się zajmować tymi<br />
i owymi sprawami oraz zdawać relacje,<br />
na które z utęsknieniem czekali<br />
znajomi, głodni sensacji. Krzepiące<br />
i pocieszające było to, że ciocia zajmowała<br />
się tym z potrzeby serca,<br />
bezinteresowne, z dobroci wynikającej<br />
z konieczności dzielenia się tym,<br />
czego bliźnim potrzeba. Przypominała<br />
mi dawnych sportowców amatorów,<br />
którzy za największe szczęście<br />
uznawali reprezentowanie kraju, a za<br />
zdobycie złotego medalu olimpijskiego<br />
dostawali kilka dolarów, z których<br />
zresztą często okradali ich tak zwani<br />
działacze. Ciocia, choć nie zdobywała<br />
medali ani nie dostawała żadnych<br />
zielonych, czuła dumę ze swoich poczynań,<br />
bo wiedziała i widziała, jak<br />
bardzo jest potrzebna. Wprawdzie<br />
zasięg jej zbożnych działań był mizerny,<br />
ograniczony tylko do jednej<br />
wsi, ale satysfakcja i zadowolenie –<br />
większe niż radość współczesnych<br />
złodziei prywatności, bo wynikające<br />
z altruistycznych porywów serca do<br />
czynienia dobra, a nie z pazerności<br />
i zachłanności na kasę, kasę, kasę…<br />
Dzięki mojej ciotce, jej relacjom<br />
z pierwszej ręki i plotkom z wybujałej<br />
wyobraźni, sąsiedzi, a i nieznajomi,<br />
stawali się ludźmi bliższymi sobie,<br />
znanymi z imienia i z kontrowersyjnych<br />
poczynań, o których wiedziała<br />
ciocia, a dzięki niej wszyscy głodni tej<br />
wiedzy. Dzięki temu bliźni nie byli tak<br />
anonimowi i wyalienowani jak współcześnie,<br />
gdy na ustach ciekawskich są<br />
tylko wielcy tego świata. Na ustach<br />
wsi byli i maluczcy, którzy barwnie sobie<br />
poczynali…<br />
ilustracja: Pixabay<br />
3Z czasem, który robi tyle dobrego,<br />
a jeszcze więcej złego, technika poszła,<br />
a właściwie pobiegła tak daleko,<br />
że możliwości podglądaczy stały się<br />
wprost nieograniczone. Przyczynili<br />
się do tego liczni wynalazcy, np. aparatów<br />
fotograficznych z lufami obiektywów,<br />
które umożliwiły przybliżanie<br />
z wielkiej odległości obiektów prywatności<br />
żądnych przez złodziei, tak<br />
że nawet mrówce nie udaje się ukryć<br />
przed wścibskimi oczami, gdy mrówek<br />
zaleca się do niej na romantycznej<br />
randce! A pani z najwyższych sfer,<br />
w toplesie, na luksusowym jachcie,<br />
pewna, że jest oglądana tylko przez<br />
opalające jej ciało słońce – znów nie<br />
tak atrakcyjne (ciało, nie słońce) – zobaczy<br />
się za jakiś czas w kolorowym<br />
tygodniku czy magazynie taką, jak ją<br />
Pan Bóg stworzył (to dla wierzących,<br />
choć raczej nie na boskie podobieństwo)<br />
lub tatuś, co cudzołożył (wersja<br />
dla ateistów i agnostyków).<br />
Oczywiście, te pikantne fotki czy filmiki<br />
powodują, że wścibskie i ciekawskie<br />
pospólstwo rzuca się na kolorowe<br />
szmatławce pełne tego, czego<br />
dusza, a raczej ciało, pragnie. Rośnie<br />
więc nakład owych pisemek i zysk<br />
z ich sprzedaży. A o to przecież chodzi!<br />
I wszyscy zadowoleni! Producenci<br />
z mamony, a nabywcy z możliwości<br />
oglądania tego, co miało być ukryte<br />
i nie do oglądania. W procederze podglądania<br />
i dzielenia się efektem tych<br />
szkaradnych działań jest coś obrzydliwego!<br />
Odpowiadającego jednak na<br />
zapotrzebowanie społeczne szarych<br />
ludzików, którzy chcą sobie ubarwić<br />
grzeszny i bezbarwny żywot wieściami<br />
i fotkami o najwyższej rozdzielczości<br />
z najwyższych sfer. Spójrzmy, jakie<br />
ma zmarszczki niegdysiejsza wielka<br />
artystka i jakie nadęte brzuszysko<br />
niegdysiejszy amant. Jakie rozstępy<br />
pierwsza dama, która nadęta i rozdęta<br />
dumą czy tłuszczem! Jak ten kurdupel<br />
wygląda przy słonicy! Co ona<br />
w nim widziała, że dała mu ciała?<br />
Chyba tylko brylanty, którymi ją obsypywał<br />
i otumaniał! A jakie obwisłe<br />
i zwiotczałe piersi ma seksbomba,<br />
której – bezwstydnicy – zachciało<br />
się opalać toples! A jak się całują!<br />
No nie – taka stara purchawa z takim<br />
młodym przystojnym! Czy on ślepy,<br />
czy ona mu płaci? Można się delektować<br />
tym czy owym w domowym<br />
zaciszu albo w większym gronie, komentować<br />
to, co udało się wyszarpać<br />
107<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
zawodowym podglądaczom. Sowicie<br />
opłacanym, bez skrupułów, a może<br />
nawet i dumnym z tego, że na efekty<br />
ich poczynań czekają z utęsknieniem<br />
i ciekawością (przypominam, że to<br />
pierwszy stopień do piekła) ci, którym<br />
brakuje nieba na ziemi. A ich szare<br />
życiorysy stają się przez chwilę barwniejsze<br />
i zarumienione.<br />
4<br />
To takie, wydawać by się mogło, niewinne<br />
igraszki. Jestem zresztą przekonany,<br />
że część owych fotek z ukrycia<br />
została wykonana na zamówienie<br />
samych, niby z ukrycia, fotografowanych<br />
i pokazywanych. Bo najważniejsze<br />
dla osób żądnych sławy, mijającej<br />
z czasem, jest podsycenie ognisk zainteresowania,<br />
publikacji, wywiadów<br />
i wreszcie zdjęć. Także tych niby ukradzionych<br />
sytuacji, wyreżyserowanych<br />
wcześniej z pietyzmem, by wyglądały<br />
na prawdziwe, choć są na niby.<br />
Ale czytelnikom kolorowych pisemek<br />
tego za mało. Dla lepszego samopoczucia<br />
potrzebne, a czasem niezbędne<br />
są informacje o dramatach,<br />
tragediach, słowem nieszczęściach<br />
spotykających innych, ubrane w działające<br />
na wyobraźnię opisy, wzbogacane<br />
i „uatrakcyjniane” fotografiami.<br />
Że taką potrzebę mają (chyba zapisaną<br />
w genach, ale po co?) współplemieńcy,<br />
przekonałem się nawet na<br />
własnej skórze, gdy kiedyś spotkało<br />
mnie nieszczęście, którym podzieliłem<br />
się z sąsiadką. Na własne oczy widziałem,<br />
jaka następuje w niej przemiana<br />
– jakie zadowolenie zaczyna<br />
się malować na zasępionej wcześniej<br />
twarzy, jak promienieje! Więc mówię<br />
do niej:<br />
– Zośka, właśnie stałaś się współautorką<br />
aforyzmu, który teraz wymyśliłem!<br />
– Jakiego? – zapytała zaciekawiona.<br />
– Mojej sąsiadce do szczęścia wystarczy<br />
moje nieszczęście…<br />
5Nawet się nie obraziła, jakby się nic<br />
nie stało. Wręcz przeciwnie, była nawet<br />
dumna, co też niewiarygodne!<br />
Nie wiem, kto był pierwszy: szpiedzy<br />
czy paparazzi? Może to tylko dwie nazwy<br />
osobników z tego samego piekła<br />
rodem? Czasami paparazzi używają<br />
technik operacyjnych podobnych do<br />
108<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
tych, z których korzystają szpiedzy.<br />
Przykładowo, stosują specjalne aparaty<br />
fotograficzne z teleobiektywami<br />
i filtrami polaryzacyjnymi do wykonywania<br />
zdjęć na duże odległości przez<br />
szyby, zdobywają informacje przez<br />
korumpowanie osób obsługujących<br />
sławne osoby, a nawet posługują się<br />
podsłuchem, prowokacją i zminiaturyzowanymi<br />
aparatami szpiegowskimi,<br />
które umożliwiają wykonywanie<br />
zdjęć z ukrycia.<br />
Szpiedzy zaś korzystają z doświadczeń<br />
paparazzich albo i odwrotnie.<br />
Sam się już zaczynam gubić w tych<br />
zawiłościach, gdzie podglądanie na<br />
pierwszym miejscu, tylko adresaci<br />
inni. Dla jednych to jak największa<br />
ilość odbiorców, niekoniecznie najbardziej<br />
rozgarniętych, a dla drugich<br />
wąziutka anonimowa grupka wyszkolonych<br />
i inteligentnych speców, mająca<br />
na celu wykorzystanie pozyskanych<br />
informacji do mniej lub bardziej nie-<br />
cnych zamiarów, choć czasem nawet<br />
zbożnych! A stąd już tylko krok do<br />
(ostatnio głośnego, niestety, także<br />
w naszym kraju) systemu Pegasus –<br />
programu do elektronicznej inwigilacji<br />
smartfona czy komputera – który<br />
potrafi przechwycić właściwie każdą<br />
zawartość szpiegowanego urządzenia.<br />
Wprawdzie twórcy systemu zapewniają,<br />
że Pegasus jest dostępny<br />
tylko dla służb specjalnych, walczących<br />
z przestępczością oraz terroryzmem,<br />
okazuje się jednak, że nie<br />
tylko – dysponujący tym diabelskim<br />
urządzeniem na celowniku mają także<br />
polityków czy dziennikarzy. Mogą<br />
to zresztą być wszyscy, którymi ktoś<br />
najważniejszy chce się zainteresować.<br />
I to jest straszne…<br />
Zaczęło się niewinnie: od różowiutkich<br />
bobasków, frywolnych panienek,<br />
dostojnych księżniczek, a kończy dramatycznie,<br />
bo na szalach najnowszych<br />
urządzeń szpiegowskich ważą się losy<br />
jednostek i narodów… [JW]<br />
JULIUSZ WĄTROBA
500 kg spadku<br />
dla Willi pod Wiewiórką<br />
Skarby już w Domu Kuncewiczów<br />
Koneserów kazimierskich klimatów nie brakuje wprawdzie<br />
przez cały rok, ale największy gwar panuje tu od<br />
wiosny po jesień, z letnim szczytem. Bo Kazimierz Dolny<br />
to miasteczko magiczne, artystyczne na wskroś. Woda ze studni<br />
na rynku oczyszcza z szarych myśli, blues na żywo maluje<br />
codzienność, po powrocie ze Wzgórza Trzech Krzyży, zamku czy<br />
Klasztoru Franciszkanów niepowtarzalny smak ma herbatka<br />
„U Dziwisza”. Ale…<br />
Ale chyba dla każdego turysty obowiązkowa jest wizyta w malowniczo<br />
położonym muzeum – Domu Kuncewiczów. Podczas<br />
pierwszej wizyty, lata temu, odurzona atmosferą miejsca, napisałam w ogrodzie:<br />
Dotknęłam po kryjomu rzeźbionego, drewnianego dziadka do orzechów, misterna<br />
robota ze śladami sepii z przydomkiem eksponat zdobi zbiory. Dotykiem cofam czas.<br />
Popołudnie na tarasie. Tuwim adoruje panią Marię, w melodię wiatru zasłuchany<br />
Konstanty Ildefons Gałczyński, a Słonimski rozłupuje orzechy wyrzeźbionym dziadkiem.<br />
Leniwa niedziela w willi „Pod Wiewiórką”, a może zbieranie nektaru dla spragnionej<br />
weny… Przesuwam palcami po cennym pomoście od wtedy do teraz…<br />
Może właśnie wtedy zrozumiałam inaczej, jeszcze silniej, znaczenie takich miejsc,<br />
takich pamiątek, każda z historią, tajemnicza, kubeczek z urwanym uszkiem ważny<br />
na miarę niepowtarzalnych sukien pani Marii… I dlatego łatwo mi zrozumieć radość,<br />
jaka zapanowała w muzeum, kiedy przyszła przesyłka: 30 pudeł ważących w sumie<br />
ok. 500 kg! Rozpakowywanie, sukcesywne katalogowanie trwa od dawna, ale powoli<br />
dobiega końca. A już we wrześniu można będzie zobaczyć część tych skarbów…<br />
Są to pamiątki rodzinne, które były w posiadaniu wnuka Marii i Jerzego Kuncewiczów,<br />
Aleksandra, mieszkającego w Stanach Zjednoczonych – mówi Monika Januszek-Surdacka,<br />
kierowniczka Domu Kuncewiczów oddziału Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu<br />
Dolnym – Aleksander zmarł w 2018 roku, jednak proces odzyskiwania spadku<br />
był bardzo trudny (formalności, pandemia). Kiedy w 2021 roku sąd stanu Wirginia<br />
przyznał Domowi Kuncewiczów prawo do dzieł i ruchomości Marii i Jerzego Kuncewiczów,<br />
trzeba było po przejęciu całości spuścizny poszukać odpowiedniego transportu.<br />
I tak trafiły do willi „Pod Wiewiórką” bezcenne pamiątki – dokumenty, zdjęcia, książki<br />
i wiele innych. Wśród nich są obrazy takich artystów jak Jerzy Gnatowski czy Tadeusz<br />
Michalak, ze wzruszającymi dedykacjami za pisarski kunszt.<br />
Każde rozpakowanie pudła przynosi nowe niespodzianki. Porcelanowe cacuszka,<br />
talerzyki, salaterki, szkło. Z metryką dawnego piękna. Ale także sporo pamiątek po<br />
Witoldzie, synu państwa Kuncewiczów. I te również będzie można obejrzeć.<br />
We wrześniu planujemy wystawę poświęconą Witoldowi Kuncewiczowi (synowi<br />
Marii i Jerzego), prezentującą jego postać i kolekcję, którą odzyskaliśmy – zdradza<br />
nam Monika Januszek-Surdacka. Zaprezentujemy część odzyskanych zbiorów, m.in.<br />
prace Ireny Lorentowicz czy Feliksa Topolskiego. Nie zabraknie rzeczy osobistych,<br />
medali, trofeów jeździeckich i archiwaliów.<br />
Zapewne ekspozycja skusi wielu. Warto jednak chyba tak zaplanować pobyt, żeby<br />
wybrać się na inne ciekawe wydarzenia trwające równolegle. Choćby we wrześniu,<br />
w czasie trwania wystawy, od 11 do 15 września odbędą się: Pardes Festival, czyli<br />
Spotkania z Kulturą Żydowską, od 13 do 15 września – Skrzydła nad Kazimierzem,<br />
a 22 września – Święto Jesieni. Oczywiście przed wrześniem jest również mnóstwo<br />
innych pokus, jak choćby czerwcowy Ogólnopolski Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych,<br />
lipcowy Festiwal Literacki „Dwa Księżyce – Słowa Mają Moc” czy lipcowy<br />
Kazimierski Festiwal Wina…<br />
A ja zapraszam serdecznie miłośników poezji – i tych, co piszą, i tych, co słuchają<br />
i czytają: na tarasie, w ogrodzie Domu Kuncewiczów odbędzie się otwarte święto<br />
poezji, z muzyką, tańcem, niespodziankami, nagrodami. A jako współorganizatorka<br />
obiecuję – ani jednej straconej minuty. Dlatego warto zapamiętać tę datę: sobota,<br />
Noc Muzeów, 18 maja <strong>2024</strong> roku, godz. 17.00. [WDS]<br />
WANDA DUSIA STAŃCZAK 109<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
***<br />
Nie ma już we mnie potrzeby smutku<br />
sprzedałam na pchlim targu za grosze<br />
kupiła pani w słomkowym kapeluszu<br />
żaląca się na stół z powyłamywanymi nogami<br />
świeczkę zbyt pachnącą i tę co nie pachnie wcale<br />
zamykam wczoraj co marudne<br />
i otwieram dzień<br />
widokiem świerków zielonych<br />
na jednym przysiadł kos<br />
z pomarańczowym<br />
słońcem na dziobie<br />
i pałaszuje swoje śniadanie<br />
z widokiem<br />
jeszcze chwila leniwa<br />
i naciągnę poranek na duszę<br />
zaraz sąsiad zapuka na herbatę<br />
zrobię taką naszą bez mleka<br />
przy której poskubiemy<br />
wczorajsze drożdżowe od mamy<br />
gdzieś za drogą pies ujada na poranne ptaki<br />
anielę się w tych dźwiękach zapomnianych<br />
pierwszy raz od dawna czuję<br />
w sobie nadchodzącą wiosnę<br />
Dorota Górczyńska-Bacik<br />
110<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Foto: RC<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
111
Pax<br />
Ewa Adamska-Cieśla<br />
Foto: RC<br />
Sobota, 1 lipca 2023, Kraków, poranek<br />
Tego dnia słońce świeciło tak mocno, jakby<br />
świat udawał, że to się nie wydarzyło.<br />
Ola przeciągnęła się leniwie i poszła do łazienki.<br />
W lustrze odbijał się gęsty las, przez<br />
który widać było pola. Przystanęła. Złożyła<br />
ręce jak do modlitwy, zrobiła skłon. Wdech<br />
i wydech. Codzienna praktyka.<br />
Machinalnie sięgnęła po telefon. Wtedy<br />
zobaczyła całą listę nieodebranych połączeń<br />
i 10 wiadomości SMS. Ciśnienie jej<br />
podskoczyło.<br />
– Co się dzieje?! – Wybrała numer, który<br />
najczęściej się pojawiał. To mama.<br />
– Ola, czy ty musisz zawsze wyciszać<br />
dźwięki? Od dwóch godzin próbuję się do<br />
ciebie dodzwonić! – Oschły ton ją ocucił.<br />
– Przepraszam.<br />
– Dobra, nieważne. – Zniecierpliwiła się.<br />
– Kaśka zniknęła! – Usłyszała płacz matki.<br />
– Co? Kiedy? – Wydawało jej się, że to jakiś<br />
zły sen. Zmarszczyła brwi.<br />
112<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
– Wczoraj! Miała wrócić ze spotkania<br />
z chłopakiem około północy. Jeszcze<br />
o drugiej jej nie było. Czułam się tak senna,<br />
że już nie miałam siły…<br />
– Mamo, już jadę – głos Oli zmiękł.<br />
Podróż do Ostrowca zajmie jej trzy godziny<br />
autem. Przejazd przez Kraków upłynął dość<br />
szybko. O 7:30 można liczyć na to, że jeszcze<br />
nie pora na korek. W trakcie jazdy zadzwoniła<br />
do swojego męża i przekazała wieści.<br />
Był w szoku. Potem próbowała dodzwonić<br />
się do chłopaka Kaśki. Bezskutecznie.<br />
Umrzeć – tego się nie robi kotu.<br />
Bo co ma począć kot<br />
w pustym mieszkaniu [...].<br />
Kaśka miała swojego ulubionego kota,<br />
Paxa. Kto się teraz nim zajmuje? – pomyślała<br />
Ola.<br />
Niech no on tylko wróci,<br />
niech no się pokaże.<br />
Już on się dowie,<br />
że tak z kotem nie można*.<br />
Musiała mocno się skoncentrować, żeby<br />
nie wpaść pod jadące właśnie audi A6.<br />
W końcu zaparkowała. Przed oczami stanął<br />
jej dom z dzieciństwa. Parter z poddaszem,<br />
w kolorze kawy z mlekiem, otoczony<br />
wierzbami. Wychodząc z auta, usłyszała<br />
ciche zawodzenie. Szybko zamrugała.<br />
***<br />
Mama stała już w progu, z lekko poczerwieniałą<br />
twarzą. W progu przywitał ją<br />
pies, Klawisz. Jednak nawet on chodził<br />
dziś ze spuszczoną głową.<br />
Mama nalała gorącej herbaty. Przez kilka<br />
minut słychać było tylko muchę.<br />
– Nie wiem, jak ci to wszystko wyjaśnić.<br />
Nie mieszkasz tutaj, będzie ci trudno to<br />
zrozumieć – odezwała się.<br />
Ola odetchnęła. Myślała, że mama już nie<br />
otworzy ust. Kaśka jest o dziesięć lat młodsza<br />
od Oli. Gdy ta kończyła studia, Młoda<br />
dopiero szła do szkoły średniej. Kiedyś miały<br />
niezłą relację, teraz mogłaby być lepsza…<br />
– Co się stało? – zapytała w końcu Ola.<br />
– Ona się zmieniła, bardzo się o nią boję.–
Głos mamy zaczął drżeć. – Odkąd jest<br />
z Piotrkiem, to… Nie wiem, może przesadzam.<br />
– To co? – zaniepokoiła się. Czuła, że naprawdę<br />
o czymś nie wie, a mama nie chce<br />
jej powiedzieć.<br />
– Chyba bierze jakieś leki, nie odbiera<br />
telefonów. – Na twarzy matki pojawił się<br />
grymas.<br />
– Pracuje, ma swoje życie i towarzystwo.<br />
Ona ma dopiero 20 lat. – Ola zmarszczyła<br />
czoło. – Ale co to ma wspólnego ze zniknięciem?<br />
Może zabalowała, pamiętasz,<br />
jak to było wcześniej?<br />
– Przestań! Od jakiegoś czasu jest z nią<br />
gorzej. Powiedziała, że prawdopodobnie<br />
przeprowadzi się do Piotrka.<br />
Mama zawsze była nadopiekuńcza, ale coś<br />
w jej głosie kazało Oli zastanowić się nad<br />
tym. Kaśka nie znała swojego chłopaka<br />
zbyt długo. Ola widziała go może dwa razy<br />
i nie zapałała do niego zbyt dużą sympatią.<br />
Piotrek prowadzi w Kielcach klub nocny o<br />
bardzo wątpliwej reputacji. Ola kochała<br />
tańczyć, ale jednak w znanych i bezpiecznych<br />
miejscach. Stwierdziła jednak, że siostra<br />
wie, co robi. Kochała ją, choć ostatnio<br />
bardzo się od siebie odsunęły.<br />
– Myślisz, że ona znowu coś wzięła? – powiedziała<br />
na głos.<br />
– Chyba nie, to coś innego. Idę zgłosić zaginięcie<br />
– podkreśliła mama.<br />
Ola zobaczyła w jej oczach przerażenie,<br />
jakiego nigdy tam nie było.<br />
Niedziela, 2 lipca 2023, Kostkowa Góra<br />
Szłam przez gęsty las w tej okolicy. Przypominał<br />
mi moje rodzinne strony. Lubiłam<br />
to miejsce. Wiedziałam, że nic mi nie<br />
grozi.<br />
Właśnie tam najczęściej widywaliśmy się<br />
z Piotrkiem, lubiliśmy tu spacerować.<br />
Ufałam mojemu mężczyźnie, mimo że<br />
mama i Ola za nim nie przepadały. Ale to<br />
sprawiało, że jeszcze bardziej chciałam<br />
z nim być.<br />
Wcześniej bywało gorzej. Biały proszek<br />
nie schodził z mojego nosa. Już nawet nie<br />
pamiętam, kto pierwszy mnie poczęstował.<br />
Jakoś poszło. Weszło na tyle mocno,<br />
że nie pamiętam ostatniej klasy liceum.<br />
Potem mama zabrała mnie na odwyk.<br />
Mieszkałam z nią cały czas. Obiecałam, że<br />
nie odejdę.<br />
Ale jednak wzdrygałam się na dźwięk<br />
tego słowa: MAMA. Za dużo jest w tym<br />
czułości, a za mało prawdy.<br />
***<br />
Dotarliśmy na Wzgórze Przeklętych. Tak<br />
w tych stronach nazywali je jeszcze przed<br />
wojną. Dla mnie zwie się Wzgórze Wybawienia.<br />
To spory parterowy dom w staroświeckim<br />
stylu. Nazywał się Dusza Wędrowca.<br />
Stał na górce otoczonej lasem.<br />
Z niej widać było całe miasteczko, ale nas<br />
nie widział nikt. To mi się podobało.<br />
W Duszy od razu poczułam się jak<br />
w domu. Nauczyłam się głęboko oddychać,<br />
czuć swoje trzewia. Od współbratymców<br />
dostałam pyszny bigos, trochę<br />
wina i spojrzenia pełne akceptacji. Powoli<br />
zrzucałam kolejne warstwy. Tęskniłam<br />
tylko za Paxem.<br />
Duszę pokazał mi Piotrek, przyjaźnił się<br />
z właścicielem ośrodka. Przychodził regularnie,<br />
grywał na gitarze i brał udział<br />
w wykładach. Potem zaczęłam tam prowadzić<br />
jogę. Tłumaczył mi, że każdy może<br />
tu przyjechać i wyjechać, nikt nikogo nie<br />
trzyma na siłę. Ale ja może nawet chciałam,<br />
żeby on mnie tam trzymał. Żebyśmy<br />
byli razem cały czas. Chwyciłam Piotrka<br />
mocno za rękę i leżeliśmy wtuleni. Odpłynęłam<br />
w objęcia Morfeusza.<br />
Poniedziałek, 3 lipca 2023, Ostrowiec<br />
Świętokrzyski<br />
Ola właśnie zbierała się do wyjścia. Jechały<br />
zgłosić zaginięcie Kaśki. Klawisz<br />
podbiegł do niej, podstawiając łeb. Pogłaskała<br />
go i poszła. Mama stała już przy<br />
aucie. Spojrzała w górę, gdzie był pokój<br />
córki. Pax cały czas czuwał w oknie pokoju<br />
swojej pani.<br />
Policja ociągała się z przyjęciem zgłoszenia.<br />
Tłumaczyli oczywiście, że Kaśka wyszaleje<br />
się i wróci.<br />
– Drogi panie, ona to wszystko ma już za<br />
sobą! Powód musi być inny. To moja córka,<br />
do cholery – krzyczała mama.<br />
– Proszę pani, spokojnie. Mieliśmy już<br />
wiele takich przypadków. Zazwyczaj kończy<br />
się dobrze – odparł beznamiętnie policjant.<br />
– Nie interesują mnie statystyki, szukajcie<br />
jej! – Mama nie przebierała w słowach.<br />
– Oby pana córka nie była na miejscu siostry<br />
– warknęła Ola.<br />
Policjant spojrzał na nią uważniej. Dojrzała<br />
tam jakiś błysk. Mężczyzna westchnął.<br />
– Chwileczkę. Przeszukamy pewne miejsce<br />
w okolicy – rzucił.<br />
Lipcowy wieczór, Kostkowa Góra<br />
Nie mogłam zatrzymać łez. Wiedziałam,<br />
że coś pójdzie nie tak! Niech to szlag! Dlaczego<br />
nie możemy być tylko we dwoje:<br />
tylko ja i Piotrek? I mój Pax. Cała reszta<br />
nie jest potrzebna! Mam to w dupie! Nie<br />
wiem, czy potrzebuję nawet tej całej medytacji<br />
i jogi!<br />
***<br />
Siedziałam z Piotrkiem na podłodze.<br />
A może leżałam? Dookoła mnie majaczyły<br />
zarysy postaci. Było mi bardzo słabo.<br />
Wszystko zastygło. Cisza. Co się właściwie<br />
stało?<br />
Wtorek, 4 lipca 2023, Kostkowa Góra<br />
Ola stała z mamą tuż obok jakichś starych<br />
budynków przy szczycie górki. Wiało, zanosiło<br />
się na deszcz. Stały w odosobnieniu<br />
od innych domów.<br />
– Bardzo mi przykro – powiedział policjant.<br />
Westchnął, a potem odgarnął błoto<br />
z czubka buta.<br />
Wbrew oczekiwaniom, na miejscu wcale<br />
nie było Kaśki.<br />
– Gdzie ona jest, do cholery?! – Ola wkurzyła<br />
się na cały świat.<br />
– Mieliśmy doniesienia o grupie, która<br />
stacjonuje w tym miejscu. Było już kilka<br />
zaginięć, ale wszystkie osoby znajdowały<br />
się właśnie tutaj – tłumaczył mundurowy.<br />
– Wiedzą panie, jak to jest. Bunt, przemoc<br />
w domu czy inne patologie… Łatwo<br />
złowić ofiarę.<br />
– Wypraszam sobie! Żadna patologia<br />
w domu się nie działa. – Mama oburzyła<br />
się. – Kasia wiedzie ułożone życie, pracuje,<br />
nie ma nałogów…<br />
Ola cicho chrząknęła. Może i ułożone,<br />
ale kto wie? Nie były już ze sobą blisko.<br />
Mama chce wierzyć w coś, czego już dawno<br />
nie ma.<br />
Bo co ma począć kot<br />
w pustym mieszkaniu<br />
[...]<br />
Niech no on tylko wróci,<br />
niech no się pokaże.<br />
Wzdrygnęła się.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
113
– Przepraszam. – Zreflektowała się po<br />
swoich krzykach. – Co w takim razie robimy<br />
dalej?<br />
– Rozpoczynamy śledztwo – odpowiedział<br />
policjant. – Od jak dawna córka jest<br />
w związku? Od kiedy tu przyjeżdża?<br />
Matka chwilę się zastanowiła.<br />
– Z Piotrkiem spotyka się od pół roku.<br />
A tutaj przyjeżdża, bo to ośrodek medytacyjny.<br />
Ona uczy jogi, to nie jest żadna sekta<br />
– powiedziała, wyprzedzając pytania.<br />
Policjant prychnął.<br />
Ola przypuszczała, że mama nie wie nic<br />
o tym ośrodku. Ona też miała niewiele<br />
więcej informacji. Słyszała to i owo<br />
o dziwnym właścicielu, ale nie sądziła,<br />
że to doprowadzi do czegoś poważnego.<br />
Ludzie w okolicy mieli swoje różne teorie<br />
na jego temat, jedni byli w to bardziej<br />
zaangażowani, inni mniej. Jedni potępiali<br />
i mówili o złodziejstwie, drudzy wywyższali<br />
i wspominali o oświeceniu duchowym.<br />
Nie było niczego pośrodku.<br />
Mundurowy potwierdził jej przypuszczenia<br />
o ciemnej przeszłości właściciela<br />
ośrodka. Póki co jednak nie miał konkretnych<br />
dowodów. Policja dopiero zaczynała<br />
pracę.<br />
Nagle Ola usłyszała znajoma melodyjkę<br />
w telefonie.<br />
– Co tam, Krzysiek? – Zadzwonił mąż. –<br />
Jeszcze nic się nie wyjaśniło.<br />
– Olka, zdawało mi się, że widziałem Kaśkę!<br />
– krzyknął.<br />
– Gdzie?! – Serce jej waliło. – To na pewno<br />
była ona?<br />
– Nie wiem, ale sprawdźmy to. Jakieś<br />
dziesięć kilometrów na północ od Kostkowej<br />
Góry.<br />
– O rany, jedziemy tam.<br />
Nie przejmowali się tym, co mówi policja.<br />
Chcieli działać na własną rękę.<br />
***<br />
Weszli do kompleksu jaskiń. To dziwne,<br />
położone kompletnie na odludziu miejsce.<br />
Gdybyśmy byli w bajce, mogłyby się<br />
tam dokonywać czary. A w nieco surrealistycznej<br />
opowieści – przypominało<br />
miasteczko Twin Peaks. Senne i mroczne,<br />
wynurzające się z gór i lasów.<br />
Coś ich zakręciło w nosie. Poczuli przerażający<br />
smród. Podeszli do zgaszonego<br />
ogniska.<br />
– Tutaj są jakieś szczątki! – krzyknęła<br />
mama.<br />
– O Boże, to chyba Pax! – Oli zrobiło się<br />
słabo.<br />
Ola wiedziała, że stało się coś bardzo złego.<br />
Kaśka nigdy by na to nie pozwoliła.<br />
Mama zaczęła płakać. Nie przypuszczały,<br />
że zobaczą coś takiego. Ktoś zakradł się<br />
do ich domu i wywabił zwierzę.<br />
– Jakaś pieprzona sekta! Co tu się dzieje?!<br />
– zdenerwował się Krzysiek. – Dzwonię<br />
z powrotem po tego policjanta.<br />
– Pewnie znowu chodzi o dragi… –<br />
mruknęła Ola. – Ale gdzie ona w końcu<br />
jest? Przecież ją widziałeś?<br />
Rozmowę przerwał natrętny dźwięk. Zadzwonił<br />
mundurowy.<br />
– Pani Olu, dzwonię do pani, bo matka<br />
jest w złym stanie – zaczął ostrożnie,<br />
a Oli zjeżyły się włosy na głowie. – Grupa<br />
prawdopodobnie się przemieszcza. Nie<br />
wiemy, gdzie są w tej chwili.<br />
– To nic konkretnego – skwitowała. – Znaleźliśmy<br />
szczątki jej ulubionego kota. Czy<br />
oni kogoś zabili?<br />
Zastygła w nerwowym oczekiwaniu.<br />
– Na tym etapie nic jeszcze nie wiemy.<br />
Musi pani być przygotowana na wszystko.<br />
Proszę uzbroić się w cierpliwość.<br />
Ola odłożyła słuchawkę i rozpłakała się<br />
z bezsilności.<br />
Piątek, 7 lipca 2023, Ostrowiec Świętokrzyski<br />
Ktoś tutaj był i był,<br />
a potem nagle zniknął<br />
i uporczywie go nie ma.<br />
Ola cały czas myślała o tym, że to nieprawdopodobne,<br />
że Pax nie żyje. Może to<br />
było jakieś ostrzeżenie. Czy Kaśka przed<br />
czymś uciekała? Dlaczego nadal była z tą<br />
grupą, jeśli tak potraktowali jej zwierzę?<br />
Czy Krzysiek naprawdę widział jej siostrę,<br />
czy już wpadli w obłęd?<br />
Zaczęła się zastanawiać, co Kaśka robiła<br />
przez ostatnie dwa lata, kiedy prawie całkiem<br />
odsunęły się od siebie. Nie mogła<br />
się powstrzymać i weszła do jej pokoju.<br />
Siostra lubiła pisać i była trochę tajemnicza.<br />
Ola otworzyła szufladę biurka, ale nic<br />
tam nie znalazła. Wiedziała, że w laptopie<br />
niczego nie ma, zresztą policja już go<br />
sprawdzała. Przeszukała dokładnie szafki<br />
w pokoju. Za jedną z nich znalazła złożoną<br />
kilkanaście razy kartkę, przyklejoną<br />
taśmą. Bingo!<br />
Wiem, że kiedyś to znajdziecie: Ty, Olu<br />
albo mama. Przepraszam. Musiałam<br />
wyjechać od razu. Jako joginka niestety<br />
jestem już spalona. A to było całe moje<br />
życie. Nie chodzi o dragi, z tym już skończyłam.<br />
To nie Piotrek za tym stoi ani nie<br />
Pielgrzym, właściciel ośrodka.<br />
Bardzo ciężko mi to napisać. Ja chciałam<br />
uwagi, czułości. Piotrek mi to dał. Mimo<br />
swojej porywczości.<br />
(...)<br />
Niestety zrobiłam coś bardzo złego. Nie<br />
znacie mojego chłopaka. On ma dziecko,<br />
a raczej miał. Któregoś dnia byłam w Duszy<br />
i zajmowałam się nim. Ale spadło mi<br />
z rąk. Pojechałam z nim do szpitala, ale<br />
było tylko gorzej…<br />
Nie udźwignęłam tego, bardzo Was przepraszam.<br />
Piotrek się dowiedział. Musiałam uciekać.<br />
Grupa wróci, Piotrek pewnie też (jak<br />
ochłonie).<br />
Bardzo Was proszę, nie mówcie nikomu.<br />
Kocham Was, mimo że nigdy nie umiałam<br />
Wam tego powiedzieć.<br />
Ucałujcie ode mnie Paxa (jeśli żyje). To<br />
mogła być zemsta Piotrka.<br />
Bardzo, bardzo przepraszam, że Was zawiodłam.<br />
Dziękuję za wszystko. I za życie,<br />
dziękuję, mamo.<br />
Ola odłożyła list. Jej serce rozpadło się<br />
na tysiąc kawałków. Chwilę potem spaliła<br />
kartkę. [EAC]<br />
KONIEC<br />
* Kot w pustym mieszkaniu, Wisława Szymborska<br />
EWA ADAMSKA-CIEŚLA<br />
114<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Obraz: Krzysztof Łozowski<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
115
Najpierw poznałem<br />
Człowieka<br />
i zafascynowała mnie<br />
Jego osobowość,<br />
a z czasem<br />
poznałem Jego obrazy<br />
Bogdan Sarwiński o fangorze<br />
116<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Fangor<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
117
WOJCIECH FANGOR (1922-2015) POLSKI MALARZ, GRAFIK, PLAKACISTA I RZEŹBIARZ<br />
Malarstwa uczył się na prywatnych<br />
studiach u Felicjana<br />
Szczęsnego Kowarskiego<br />
i Tadeusza Pruszkowskiego. Odwiedzał<br />
największe muzea malarstwa w Europie.<br />
W 1946 r. otrzymał tytuł magistra<br />
malarstwa na podstawie zdanych egzaminów<br />
z historii sztuki i przedłożonych<br />
obrazów na warszawskiej Akademii<br />
Sztuk Pięknych, na której pracował potem<br />
aż do emigracji w 1961 r.<br />
Przez całe dorosłe życie pisał pamiętniki,<br />
w których szczegółowo opisywał<br />
pomysły, inspiracje, tropy poszukiwań. Stanowią one swoistą interpretację<br />
jego prac. Wszystkie etapy jego twórczego dorobku były ważne. Niczego<br />
nie ukrywał. Obrazy socrealistyczne – jak nagradzana Matka Koreanka czy<br />
uznane Postaci – trafiły do zbiorów muzealnych. Rozstrzelanie było próbą<br />
oswojenia wyniesionej z wojny traumy. Fangor był współtwórcą Szkoły<br />
Plakatu Polskiego. Niektóre plakaty – jak do Popiołu i diamentu<br />
Andrzeja Wajdy – wykonywał ręcznie, nadając każdemu z nich niepowtarzalnych<br />
charakter. W 1954 r. wykonał mural Kucie kos dla<br />
Muzeum Historycznego m. st. Warszawy, które zostało zamalowane<br />
na 59 lat! Projektował scenografie teatralne. Razem ze Stanisławem<br />
Zamecznikiem w 1958 r. zaprezentował Studium przestrzeni – pierwszy<br />
environment w Polsce – obrazy wchodziły w interakcję między<br />
sobą i przestrzenią. Zaprojektował op-artowską mozaikę na dworcu<br />
Warszawa-Śródmieście, która po latach została wpisana w rejestr<br />
zabytków nieruchomych. Po latach wróci do linii II warszawskiego<br />
metra z podziemną galerią op-artu.<br />
Pracował na uczelniach Berlina, Anglii, USA. Jako jedyny Polak miał<br />
indywidualną wystawę w Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku.<br />
W latach 60. i 70. tworzył cykle obrazów z kołami i falami o rozmytych<br />
konturach zwane pozytywną przestrzenią iluzyjną. Zainteresowała<br />
go telewizja jako tekst – pikselowe zdjęcia przerabiał na obrazy.<br />
Potem krzesła. Palimpsesty.<br />
Wojciech Fangor był prekursorem wielu nurtów w sztuce. Ciągle fascynuje…<br />
Fangormagorie<br />
W y w i a d B e a t y A n n y S y m o ł o n<br />
z Bogdanem Sarwińskim<br />
Czy z perspektywy lat patrzysz na swoje<br />
10-letnie zamieszkiwanie w Błędowie<br />
jako na szczęśliwe zrządzenie losu?<br />
Życie przynosi różne niespodzianki<br />
i stawia przed nami różne wyzwania. Nigdy<br />
nie bałem się ryzyka i pociąga mnie<br />
wszystko, co ma znaki zapytania na końcu.<br />
To jest intrygujące i ciekawe. Moja<br />
śp. żona Grażyna była taka sama. Zaraz<br />
po maturze w 1976 r. wzięliśmy się za<br />
ręce i wyjechaliśmy z naszego rodzinnego<br />
miasteczka Działdowa w nieznany świat.<br />
I nie opuściliśmy się przez ponad 40 lat,<br />
dopóki śmierć nas nie rozłączyła. Chętnie<br />
wchodziliśmy w nieznane. Tak było<br />
i w przypadku przeprowadzki do Błędowa.<br />
Sprzedaliśmy mieszkanie w Warszawie<br />
i przenieśliśmy się do wsi Błędów<br />
koło Grójca. Gdyby w 2003 r. ktoś mi powiedział,<br />
że będziemy mieszkać na wsi,<br />
tobym nie uwierzył. A w 2004 r. już by-<br />
118<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
liśmy w Błędowie. Nie wiedziałem, gdzie<br />
jest Błędów, a nazwa kojarzyła mi się<br />
z Pustynią Błędowską. Nie miałem też pojęcia,<br />
że w 2000 r. zamieszkał tam słynny<br />
malarz po powrocie z USA. Czy to było<br />
zrządzenie losu? Na pewno tego nie planowałem,<br />
a wszystko się zdarzyło. Uważam,<br />
że nie ma przypadków. Były chwile<br />
szczęśliwe i mniej, jak to w życiu… ale<br />
większość na plus.<br />
Ten czas zaowocował dwoma albumami fotograficznymi<br />
związanymi z tym miejscem…<br />
Kiedy po poznaniu Wojciecha Fangora zacząłeś<br />
myśleć o jego fotografowaniu?<br />
Od razu. Jestem fotografem i miałem też<br />
świadomość z jakiej klasy artystą obcuję.<br />
Ale to był proces. Na początku pojawiłem<br />
się we młynie (Fangorów) z aparatem<br />
– reprodukując obrazy do jakiegoś<br />
katalogu. W małej wsi wieści rozchodzą<br />
się szybko, o pojawieniu się fotografa też.<br />
Wojciech się ucieszył, bo miał fotografa pod<br />
ręką. Stopniowo się poznawaliśmy i nasze<br />
relacje z czasem stały się przyjacielskie.<br />
Wojciech nabrał do mnie zaufania i dopuścił<br />
do najbliższego kręgu rodzinno-przyjacielskiego.<br />
Miałem ten przywilej być<br />
w miejscach i sytuacjach, do których nikt<br />
z zewnątrz nie miał dostępu – i to z aparatem.<br />
Zdawałem sobie sprawę, że każde zdjęcie<br />
jest unikalne i będzie miało wartość historyczną.<br />
Niewybaczalnym grzechem byłoby<br />
nie dokumentować tych chwil. Ostatnie<br />
10 lat jego życia i twórczości mam<br />
totalnie udokumentowane, starałem się<br />
fotografować, filmować, nagrywać prawie<br />
każdą chwilę. Wojciech przyzwyczaił<br />
się do mnie i do mojego aparatu do tego<br />
stopnia, że gdy kiedyś pojawiłem się jego<br />
pracowni bez aparatu, to bardzo się zdziwił<br />
i zapytał: „A gdzie masz aparat?”.
Starałem się oczywiście robić wszystko<br />
bardzo dyskretnie, ale miał pełną świadomość,<br />
co robię i myślę, że trochę mu to<br />
nawet schlebiało.<br />
Czasem jednak, gdy przesadzałem, to<br />
mnie ochrzanił: „Przestań już fotografować”,<br />
a czasem mówił: „Wyłącz kamerę,<br />
bo chcę ci coś powiedzieć”.<br />
Czasem też się dziwił: „Po co robisz mi<br />
tyle zdjęć? Przecież nic z tego nie masz.<br />
No, może po mojej śmierci…”.<br />
Obserwowałeś go w czasie procesu<br />
twórczego – jak napisałeś bowiem we<br />
wstępie do albumu, najpierw był Fangor,<br />
a potem jego sztuka...<br />
Tak, nie znałem twórczości Wojciecha<br />
Fangora.<br />
Najpierw poznałem człowieka i zafascynowała<br />
mnie jego osobowość, a z czasem<br />
poznałem jego obrazy. Patrzyłem na nie<br />
przez pryzmat jego opowieści. Często –<br />
przy reprodukowaniu obrazów – pytałem<br />
go o historię powstania danego obrazu,<br />
dlaczego taki tytuł itp. On chętnie mi<br />
opowiadał – widocznie miał taką potrzebę<br />
opowiadania, ja miałem potrzebę<br />
słuchania, i tak się dopełnialiśmy. Często<br />
prowokowałem takie opowiadania.<br />
Ciekawiło mnie całe jego barwne i długie<br />
życie. Często sam zaczynał: „Chcesz, to ci<br />
opowiem”. Wtedy zostawiałem reprodukowanie<br />
obrazów, przełączałem aparat<br />
w tryb nagrywania, włączałem dyktafon<br />
w telefonie, rejestrowałem, na czym mogłem,<br />
miałem świadomość, jak cenne i niepowtarzalne<br />
są to chwile – rejestrowanie<br />
tego uważałem za swój obowiązek. Ten los<br />
po coś mnie, jako tego fotografa dokumentalistę,<br />
po coś tam wysłał. Starałem się więc<br />
pełnić tę misję najlepiej, jak umiałem.<br />
Fangor wszystko pamiętał doskonale od<br />
wczesnego dzieciństwa. Historia jego życia<br />
to scenariusz na długi i ciekawy serial.<br />
Owocem mojej fascynacji Wojciechem<br />
Fangorem i jego obrazami stał się mój<br />
album Fangormagorie, wydany na jego<br />
90-lecie, a następnie wystawa fotograficzna<br />
Kto to jest, czyli Fangormagorie.<br />
W planach miałem jeszcze wydanie drugiego<br />
tomu Fangorie, czyli Fangorowe<br />
historie, ale tego już nie udało mi się zrealizować<br />
– wymagało to o wiele więcej<br />
pracy z przepisywaniem, opisywaniem<br />
i redagowaniem nagrań…<br />
Wydałem natomiast jeszcze drukiem cyfrowym<br />
(w niskim nakładzie) kilka innych<br />
albumów, jak np. Sygnatura czy Tchnienie,<br />
poświęcone powstawaniu jednego<br />
dzieła sztuki. Po śmierci artysty opracowałem<br />
też i wydrukowałem pośmiertnie<br />
(na prośbę żony – Magdaleny Shummer-<br />
-Fangor) – album Dom Fangora.<br />
Co uważasz za największe prywatne odkrycie<br />
w twórczości Fangora? Odtworzenie<br />
niepokazywanego dotąd plafonu Plejady,<br />
namalowanego w rodzinnym domu<br />
w Janówku na 21. urodziny, by próg dorosłości<br />
mógł przekroczyć jako malarz?<br />
To nie było jedno odkrycie. Tych odkryć<br />
było więcej. Zainspirowany kilkoma opowieściami<br />
ruszałem z aparatem w te<br />
miejsca. Tak było i z plafonem Plejady<br />
w Janówku (teraz jest odrestaurowany,<br />
ale te kilkanaście lat temu był zaniedbany<br />
i zapomniany). Gdy Wojciech opowiadał<br />
mi o malowaniu tego plafonu na swoje<br />
„pełnolecie”, po zobaczeniu którego ojciec<br />
dopiero zaakceptował jego wybór artystycznej<br />
drogi życiowej, powiedziałem,<br />
że jutro pojadę do Ogrodu Botanicznego<br />
w Powsinie, żeby zobaczyć i sfotografować<br />
ten plafon. To wziął kartkę i narysował mi<br />
z głowy dokładny plan tej willi z rozkładem<br />
pomieszczeń na parterze i piętrze.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
119
Obrazy, urojenia, złudzenia, iluzje, fantastyczne wizje<br />
Również ciekawą sprawą była wyprawa<br />
na dworzec kolejowy Warszawa Śródmieście<br />
w poszukiwaniu śladów mozaiki,<br />
która była kiedyś główny motywem<br />
graficznym tej stacji. Wojciech Fangor<br />
nigdy nie widział na żywo realizacji swojego<br />
projektu. Po jej zaprojektowaniu bowiem<br />
w 1961 r. wyjechał na stałe z Polski,<br />
a gdy wrócił w 2000 r., to mozaiki były już<br />
w większości zniszczone. Obecnie to, co<br />
zostało, wpisano do rejestru zabytków.<br />
Po raz pierwszy zobaczył swoje mozaiki<br />
na moich zdjęciach.<br />
Moje 10-letnie archiwum zawiera kilkadziesiąt<br />
tysięcy zdjęć, filmów, nagrań<br />
i wymaga opracowania. Na razie odłożyłem<br />
to na później. Mam nadzieję, że kiedyś<br />
uda mi się to zrobić.<br />
Jak ważne było zorganizowanie wspólnej<br />
wystawy Fangora i żony Magdaleny<br />
Shummer, która odbiła się echem w całej<br />
Polsce? Udokumentowanie Fangora<br />
w czasie tworzenia?<br />
Gdy pomieszkałem już trochę w Błędowie,<br />
zorientowałem się, że mieszkańcy<br />
nie mają pojęcia, jak wielkiego artystę<br />
mają za sąsiada.<br />
120<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Zapytałem Wojciecha, czy zgodziłby się<br />
na wystawę dla mieszkańców Błędowa.<br />
Jedynym możliwym miejscem była remiza<br />
strażacka. Zgodził się bez problemu. Poszedłem<br />
dalej. Zaproponowałem wspólną<br />
wystawę z żoną Magdaleną Shummer,<br />
która też malowała. I tak w 2007 r. odbyła<br />
się unikalna wystawa Zestaw wystaw, na<br />
którą przyjechały tłumy z całej Polski. Na<br />
wernisażu grała Młodzieżowa Orkiestra<br />
Dęta OSP, był tort z kołem… i wiele radości.<br />
Wojciech Fangor zaprojektował też plakat<br />
na 90-lecie tej orkiestry, a wcześniej<br />
sztandar dla miejscowego gimnazjum.<br />
Przez te dziesięć lat naszej znajomości,<br />
a później przyjaźni, dokumentowałem<br />
Wojciecha Fangora w czasie pracy twórczej.<br />
Za każdym razem było to dla mnie<br />
niesamowite przeżycie, jak udział w misterium.<br />
Na moich oczach powstawała sztuka<br />
i mogłem uwiecznić te cenne chwile<br />
na swoich kadrach. Uważam to za wielkie<br />
szczęście, że dane było mi przeżyć ten czas.<br />
A może było Wasze wzajemne portretowanie<br />
się? Fascynują w historii Fangora<br />
jego wielorakie powiązania z Kosmosem.<br />
Czy przeżyłeś jakąś kosmiczną historię<br />
z mistrzem?<br />
Wojciech Fangor całe życie interesował<br />
się astronomią i Kosmosem. Czasem miałem<br />
wrażenie, że on sam przybył z Kosmosu.<br />
Bardzo lubię jego obraz Żonglujący<br />
planetami.<br />
Fangor już jako chłopiec zbudował<br />
swój pierwszy teleskop i obserwował<br />
gwiazdy. A dla swojego syna Romka<br />
(który został astronomem) budował<br />
i odpalał rakiety. W USA na farmie Summitt<br />
zbudował samodzielnie własne<br />
obserwatorium astronomiczne.<br />
W ogóle miał zdolności techniczne i konstrukcyjne.<br />
W swoim ogrodzie młyńskim<br />
w Błędowie, przez który przepływała<br />
rzeczka, zaprojektował dwa mostki.<br />
Nasze wzajemne portretowanie się można<br />
nazwać kosmiczną przygodą (przynajmniej<br />
taka była dla mnie). Kilka dni po<br />
wernisażu Wojciech zadzwonił do mnie<br />
i powiedział: „Chcesz, to Cię namaluję?”.<br />
Kto by nie chciał!<br />
Poprosił, żebym zabrał aparat i kamerę,<br />
bo kojarzyłem mu się z tymi sprzętami.<br />
W trakcie sesji, poprosił żebym podnosił<br />
do oka raz aparat, raz kamerę. Zapytałem,<br />
czy mogę fotografować. Zgodził się.<br />
I tak nastąpiło wzajemne portretowanie,<br />
co było dla mnie naprawdę nieziemską<br />
przygodą. Wojciech przyglądał się chwilę,<br />
po czym zaczął szybko szkicować czarnym<br />
flamastrem na kartkach A-4 i rzucał je na<br />
podłogę. To wszystko działo się bardzo<br />
szybko. W ciągu paru minut kilka kartek<br />
pokryło podłogę. Następnie zrobił trzy<br />
szkice kolorowymi kredkami i sesja się<br />
skończyła. Następnie powiedział, że zadzwoni<br />
za kilka dni, jak będzie miał gotowy<br />
portret. Zadzwonił na drugi dzień…<br />
To rzeczywiście było dla mnie nieziemskie<br />
przeżycie.<br />
Ale moja największa kosmiczna przygoda<br />
z Fangorem rozegrała się podczas realizacji<br />
projektu II linii warszawskiego metra.<br />
Miałem to wielkie szczęście i zaszczyt<br />
współpracować przy tym projekcie. Fangor<br />
wykonywał odręczne rysunki, a ja je<br />
przerabiałem na wersje cyfrowe i byłem<br />
odpowiedzialny za wysyłkę do fabryki<br />
emalii w Niemczech.<br />
Kosmiczny lot to była wieczorna podróż<br />
specjalnym wagonem metra, w której<br />
brałem udział z aparatem, gdy autor<br />
dokonywał odbioru swoich grafik na<br />
7 stacjach warszawskiego metra. Te puste<br />
stacje z ogromnymi grafikami, jeszcze<br />
w trakcie montażu, to było niesamowite –<br />
rzeczywiście krajobraz był nieziemski.
BOGDAN SARWIŃSKI<br />
Fotografią zainteresował się już w szkole podstawowej. Ukończył Policealne<br />
Studium Fotograficzne, należał do Grupy Twórczej Młodych Fotografów –<br />
Klub „6 × 6” Pałacu Młodzieży w Warszawie. W 1981 r. został przyjęty do<br />
Związku Polskich Artystów Fotografików. Na przełomie lat 70. i 80. współpracował<br />
z tygodnikami „itd” i „Razem”. Lata 1979–1990 to także lata pracy w Instytucji<br />
Filmowej Polfilm jako kierownik grupy produkcyjnej i fotograf. W tym okresie<br />
miał wystawy indywidualne oraz brał udział w kilkudziesięciu wystawach<br />
zbiorowych – krajowych i zagranicznych.<br />
W latach 1991–2004 prowadził własną firmę fotograficzno-reklamową w Warszawie.<br />
W latach 2004–2018 mieszkał we wsi Błędów koło Grójca. Jak sam<br />
przyznaje zajmują go też „różne akcje i działania fotograficzno-socjologiczne”,<br />
z których największą była akcja Fotografia dla syna – przesłanie w rok 2000, w której<br />
wzięło udział 616 autorów z 29 krajów, 5 kontynentów. Odbyła się ogromna<br />
wystawa w trzech galeriach ZPAF na Starym Mieście w Warszawie, w 1987 r. oraz<br />
w 2000 r. Prezentowana była także w innych miastach Polski i innych krajach.<br />
W 2013 r. ukazał się (w limitowanej edycji)<br />
album fotograficzny Bogdana Sarwińskiego<br />
poświęcony jednemu z wielkich malarzy<br />
indywidualistów XX wieku – Wojciechowi<br />
Fangorowi. To zapis 10 lat życia i współpracy<br />
obu artystów w podgrójeckiej wsi Błędów.<br />
Lata bytności w Błędowie przynoszą twórcy znajomość z niezwykłą postacią<br />
świata sztuki, z Wojciechem Fangorem. Wyrazem fascynacji postacią Fangora<br />
jest wydanie w 2012 r. autorskiego albumu Fangormagorie oraz cykl wystaw<br />
fotograficznych. Symbolicznym zamknięciem okresu błędowskiego jest wydanie<br />
autorskiego albumu Kapliczki Błędowskie w grudniu 2021 r. ze zdjęciami wszystkich<br />
kapliczek i krzyży w parafii Błędów, ich historii, relacjami mieszkańców, zdjęciami<br />
grupowymi.<br />
Obecnie fotografik mieszka w Warszawie, ale aktywność twórczą dzieli między<br />
stolicą a swoim miastem rodzinnym Działdowem, gdzie zainicjował powołanie<br />
Stowarzyszenia Twórców i Miłośników Obrazu „Fokus”, którego jest prezesem.<br />
W 2022 r. w Galerii Akawarium w zamku działdowskim artysta miał retrospektywną<br />
wystawę Wizja Lokalna. Obecnie Bogdan Sarwiński realizuje kolejny projekt<br />
z udziałem innych artystów 100 druhów, do udziału w którym zaprosił już<br />
100 artystów z Polski i Europy.<br />
Zdjęcia Bogdan Sarwiński<br />
II linia warszawskiego metra jest największą<br />
galerią Wojciecha Fangora.<br />
W tych grafikach ukryłem twarze naszego<br />
trzyosobowego teamu realizatorów tego<br />
projektu (na trzech stacjach są różne twarze<br />
Wojciech Fangora), co publicznie wyjawiam<br />
dopiero teraz. Wojciech o tym nie<br />
wiedział, a gdy podpisywał mi akceptację<br />
projektów, nie był w stanie zauważyć tych<br />
drobnych modyfikacji plam – nie zmieniały<br />
wyglądu projektu.<br />
Czy Fangor wprowadził fantazję do Błędowa<br />
i uczynił go fantasmagorycznym?<br />
Raczej nie. Poza nielicznymi mieszkańcy<br />
Błędowa nie przywiązywali wagi do zamieszkania<br />
w ich miejscowości twórcy<br />
tej rangi. Sadownicy nie unoszą się nad<br />
ziemię, wręcz przeciwnie – mocno się<br />
jej trzymają. Fantasmagorie nie mają nic<br />
wspólnego z produkcją jabłek.<br />
Wymyślenie tytułu albumu – jak piszesz<br />
– nadało kierunek Twojej pracy<br />
nad książką… Nakład został ściśle zaplanowany,<br />
podzielony i ograniczony. Z czego<br />
to wynika?<br />
Koncepcja tego albumu długo we mnie<br />
dojrzewała. Zastanawiałem się nad odpowiednim<br />
tytułem. I w końcu wymyśliłem:<br />
Fangormagorie, w nawiązaniu do<br />
fantasmagorii oczywiście. Ten tytuł zawierał<br />
wszystko i pozwalał na wszystko.<br />
A moja definicja „fangormagorii” jest<br />
taka: „Obrazy, urojenia, złudzenia, iluzje,<br />
fantastyczne wizje – powstałe na skutek<br />
obcowania z Wojciechem Fangorem<br />
i jego sztuką”.<br />
W tym albumie wymieszałem obrazy,<br />
zdjęcia, słowa... Tego niezwykłego artysty<br />
nie mogłem pokazać w zwykłej<br />
książce.<br />
Projekt albumu pokazałem Fangorowi<br />
i on go zaakceptował oraz dowcipnie<br />
skomentował rysunkiem, który później<br />
w technice serigrafii nadrukowałem na<br />
przedniej wyklejce.<br />
Ponieważ album był nietypowy, to też<br />
w sposób nietypowy postanowiłem<br />
podzielić nakład na część numerowaną<br />
– wyodrębniłem z tego edycję urodzinową<br />
91 sztuk. Album wydałem<br />
w 2012 r. dla uczczenia 90-lecia urodzin<br />
artysty, ale premierę miał podczas<br />
Fangoriady w Błędowie, którą zorganizowałem<br />
w 2013 r., więc dlatego 91.<br />
Czy zachowałeś myśli, przemyślenia<br />
Fangora, obrazy z Waszych spotkań<br />
i wędrujesz z nimi przez życie?<br />
Oczywiście, wszystko jest zapisane na<br />
stronach mojego życia, ale to już jest<br />
przeszłość i ten rozdział jest zamknięty.<br />
Wojciech Fangor nie żyje, moja żona<br />
nie żyje. Sprzedałem dom i wyjechałem<br />
z Błędowa, zakończyłem ten rozdział wydaniem<br />
najpierw albumu Dom Fangora,<br />
a później Kapliczki Błędowskie. To moje<br />
pożegnanie z Błędowem i jego mieszkańcami.<br />
Przez te 10 lat byłem też tam<br />
takim samozwańczym kronikarzem fotograficznym,<br />
dokumentowałem życie<br />
mieszkańców i lokalne wydarzenia. Zostawiłem<br />
tam swój mały ślad. Kontakty<br />
i relacje z niektórymi mieszkańcami mam<br />
do tej pory. Wszystko w życiu ma swój początek<br />
i swój koniec. Fangormagorie to już<br />
przeszłość – realizuję teraz wiele innych<br />
nowych projektów. Ale spotkanie Wojciecha<br />
Fangora i moja 10-letnia współpraca<br />
z nim i przyjaźń, to (przynajmniej jak do tej<br />
pory) bardzo cenny rozdział mojego życia.<br />
Być może właśnie dlatego znalazłem się<br />
w Błędowie… [BAS]<br />
BEATA ANNA SYMOŁON<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
121
W duchu<br />
Strzeleckiego<br />
Rozmowy-spotkania z ludźmi.<br />
Czasem z no name, czasem<br />
z rozpoznawalnymi, czasem<br />
z ekspertami. Zawsze z takimi,<br />
którym zależy. Dzielimy się<br />
wiedzą i opowieściami o przełomach<br />
w życiu, w przekonaniu,<br />
że „opowiadanie historii<br />
to nasz ludzki sposób radzenia<br />
sobie z rzeczywistością",<br />
a kryzys to szansa.<br />
LINK DO PODCASTU:<br />
https://open.spotify.com/show/3RjoeghoM8ZSU9RiAX2cmA<br />
DO<br />
POETÓW ,<br />
ARTYSTÓW ,<br />
A N N A M A R U S Z E C Z K O<br />
MUZYKÓW<br />
Dziennikarka, freelancerka z wyboru. Kolekcjonerka poruszających<br />
historii i budujących rozmów. Lubi mówić<br />
i słuchać. Wierzy, że „opowiadanie historii to nasz ludzki<br />
sposób radzenia sobie z rzeczywistością”. Entuzjastka<br />
wielokulturowości i przyrody. Autorka kanału na IG<br />
pn. Między Bugiem a prawdą.<br />
Interesuje mnie metamorfoza, człowiek w zmianie.<br />
Moi bohaterowie to ludzie poszukujący i zaangażowani.<br />
Walczą, stawiając granice, postępując w zgodzie<br />
z sobą, dzieląc się. Czasem wygrywają bitwy ze światem<br />
zewnętrznym, jednak podkreślają, że najtrudniej wygrać<br />
z samym sobą. Opowiadają o wzlotach i upadkach na<br />
drodze do życiowego i zawodowego spełnienia. W tle<br />
często ważne zjawiska i trendy społeczne, energia kobiet,<br />
praktyki rozwojowe, etyczny biznes, fair travel i in.<br />
122<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Moi bohaterowie to ludzie<br />
poszukujący<br />
i zaangażowani.<br />
Walczą, stawiając granice, postępując w zgodzie z sobą,<br />
dzieląc się.<br />
Wygrywają bitwy<br />
ze światem zewnętrznym,<br />
ale podkreślają, że najtrudniej<br />
wygrać z samym sobą.<br />
Opowiadają o wzlotach i upadkach<br />
na drodze do życiowego<br />
spełnienia.<br />
Inspirują.
REKLAMA<br />
Profesjonalna<br />
korekta tekstów<br />
ALEKSANDRA KRASIŃSKA<br />
Redakcja i korekta<br />
kontakt@krasinska.eu<br />
Piszesz książkę, e-book, pracę naukową, a może artykuły<br />
na blog albo stronę internetową? Ciągle się wahasz,<br />
gdzie postawić przecinek, i martwisz się, że w tekście są<br />
błędy, których nie widzisz? Skontaktuj się z naszymi korektorkami<br />
– z nimi Twój tekst będzie lepszy.<br />
Jestem magisterką bibliotekoznawstwa oraz absolwentką licznych kursów i szkoleń<br />
dla redaktorów i korektorów. Na co dzień współtworzę dwa czasopisma i poprawiam<br />
teksty użytkowe dla szkół wyższych. Chętnie pomogę zarówno przy tekstach krótszych,<br />
jak i dłuższych.<br />
MAŁGORZATA NOWAK<br />
malgorzata.nowak122@gmail.com<br />
Jestem literaturoznawczynią związaną obecnie z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza<br />
w Poznaniu. Najchętniej redaguję teksty naukowe, beletrystykę i eseje. Proces<br />
redakcyjny znam również od strony autora, dlatego zawsze dokładam starań, by tekst,<br />
stając się coraz lepszy, pozostawał w pełni Twój.<br />
DOMINIKA PALUCH<br />
Było słowo<br />
dominika.paluch@interia.pl<br />
Absolwentka Akademii korekty tekstu Ewy Popielarz. Licencjatka polonistyki-komparatystyki,<br />
magistrantka językoznawstwa ogólnego i licencjantka filologii klasycznej.<br />
Zakochana w słowach, czujna strażniczka przecinków.<br />
EWA SŁOTWIŃSKA<br />
ewaslotwinska@gmail.com<br />
Filolożka romańska, absolwentka studiów podyplomowych i licznych kursów z zakresu<br />
redakcji tekstu. Miłośniczka przecinków i półpauz. Tropicielka usterek i nieścisłości.<br />
Specjalistka od literatury dziecięcej i młodzieżowej. Entuzjastka prostego języka w polszczyźnie<br />
korporacyjnej i urzędowej.<br />
Zapraszamy do kontaktu<br />
p a r t n e r z y m e d i a l n i :<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
123
FUNDACJA „<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>”<br />
Oprócz dzielenia się z czytelnikami aktualnościami w dziedzinie sztuki oraz literatury pragniemy wspierać młode talenty.<br />
W tym celu stworzyliśmy Fundację Wspierania Kultury „Post Scriptum”. Darowizny dla fundacji będą służyły szeroko pojętej promocji młodych<br />
artystów zarówno na łamach kwartalnika, jak i w formie pomocy w organizacji wystaw, warsztatów czy wydawaniu książek.<br />
Jeśli chcesz przekazać datek na działalność naszej fundacji, możesz zrobić to za pośrednictwem strony internetowej<br />
www.postscriptumfundacja.com lub wpłacić darowiznę bezpośrednio na konto fundacji: 75114020040000310281956333.<br />
Dane kontaktowe: FUNDACJA WSPIERANIA KULTURY „<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>”<br />
05-092 Łomianki ul. STANISŁAWA STASZICA 14/5,<br />
KRS 0000908539 NIP 11822<strong>25</strong>810,<br />
e-mail: biuro@postscriptumfundacja.com<br />
124<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>