04.09.2024 Views

POST_SCRIPTUM_3_2024_27

POST SCRIPTUM 27 – Niezależny Kwartalnik Literacko-Artystyczny tworzony przez polsko-brytyjski zespół. W tym numerze m.in.: Rok Czesława Miłosza, wywiad z artystką street artu NeSpoon, muzyczne obrazy litewskiego malarza Čiurlionisa, relacja z wystawy Ewy Kuryluk, spotkanie z wietnamskimi poetami, Gruppa Siedem.

POST SCRIPTUM 27 – Niezależny Kwartalnik Literacko-Artystyczny tworzony przez polsko-brytyjski zespół. W tym numerze m.in.: Rok Czesława Miłosza, wywiad z artystką street artu NeSpoon, muzyczne obrazy litewskiego malarza Čiurlionisa, relacja z wystawy Ewy Kuryluk, spotkanie z wietnamskimi poetami, Gruppa Siedem.

SHOW MORE
SHOW LESS

Transform your PDFs into Flipbooks and boost your revenue!

Leverage SEO-optimized Flipbooks, powerful backlinks, and multimedia content to professionally showcase your products and significantly increase your reach.

<strong>POST</strong><br />

NIEZALEŻNY KWARTALNIK<br />

LITERACKO-ARTYSTYCZNY<br />

<strong>SCRIPTUM</strong><br />

P R O Z A P O E Z J A P U B L I C Y S T Y K A S Z T U K I W I Z U A L N E<br />

<strong>2024</strong> ROKIEM<br />

CZESŁAWA MIŁOSZA<br />

3 / <strong>2024</strong> (<strong>27</strong>)<br />

EWA WARTA-ŚMIETANA<br />

Muzyka Mozarta jest kojąca dla głosu<br />

SEPSA. HISTORIA EKSKREMENTÓW<br />

Bo Jaroszek<br />

EWA KURYLUK<br />

Czerwone morze<br />

mojego umysłu<br />

POLONEZEM<br />

DO WIETNAMSKICH POETÓW<br />

7 SZCZĘŚLIWYCH WIERSZY ANNY<br />

MIEJSKA BIŻUTERIA W KORONKOWEJ ODSŁONIE<br />

NESPOON<br />

OD GRECKIEJ POEZJI DO KULTURY KRAKOWSKIEJ<br />

NIE MA GRANIC POMIĘDZY SZTUKAMI<br />

ČIURLIONIS<br />

www.postscriptum.uk<br />

www.postscriptumfundacja.com<br />

fb: post scriptum<br />

1<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


WERSJA ELEKTRONICZNA DO POBRANIA ZA DARMO:<br />

https://www.yumpu.com/user/postscriptum.mag<br />

DRUK NA ŻYCZENIE: 24,95 zł<br />

ZAMÓWIENIA BEZPOŚREDNIO W DRUKARNI:<br />

https://www.wyczerpane.pl/wydawnictwo-post-scriptum,dBA-0io.html<br />

Prawa do indywidualnych utworów pozostają przy twórcach.<br />

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych<br />

i zastrzega sobie prawo do redagowania tekstów.<br />

FUNDACJA WSPIERANIA KULTURY „<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>”<br />

05-092 Łomianki<br />

ul. STANISŁAWA STASZICA 14/5,<br />

KRS 0000908539<br />

NIP 1182225810,<br />

e-mail: biuro@postscriptumfundacja.com<br />

www.postscriptum.uk postscriptum.mag@gmail.com fb: post scriptum redakcja@postscriptum.uk<br />

<strong>2024</strong> rokiem czesŁawa miŁosza<br />

PROZA<br />

SPIS TREŚCI:<br />

6 Prof. MAREK BERNACKI – Czesław Miłosz, gospodarz polskiej poezji<br />

14 Barbara Gruszka-Zych – Fragmenty książki Mój Poeta<br />

48 Sepsa. Historia ekskrementów – felieton – Bo Jaroszek<br />

58 Podróż – esej – Renata Szpunar<br />

90 BABALOOKA – Monika Janowska<br />

98 PRZEZ PERYSKOP – Z czekania w czekanie – Juliusz Wątroba<br />

104 Bezdzietne z wyboru JUSTYNA DŻBIK-KLUGE i Emil i my. Monolog wielodzietnej matki<br />

MAGDALENA MOSKAL – recenzja – Robert Knapik<br />

108 Pozwól mi być – opowiadanie – MAJA CHAŁUBIŃSKA<br />

poezja<br />

sztuki wizualne<br />

inne<br />

4 ROMUALD MIECZKOWSKI – Wiersze z refleksją miłoszowską<br />

13 CZESŁAW MIŁOSZ – wiersz<br />

21 BOGUSŁAWA CHWIERUT, BARBARA KORCZYK – wiersze<br />

34 JULIUSZ WĄTROBA – sonety<br />

43 AGNIESZKA RAUTMAN-SZCZEPAŃSKA – wiersze<br />

53 MONIKA KASPRZYK – wiersze<br />

57 CZESŁAW MIŁOSZ – wiersze<br />

61 ELŻBIETA GRABOSZ – wiersze<br />

68 7 szczęśliwych wierszy Anny Czachorowskiej – Wanda Dusia Stańczak<br />

79 Polonezem do wietnamskich poetów – Wanda Dusia Stańczak<br />

88 KĄCIK SATYRYCZNY<br />

92 Wiersze polecane – AGNIESZKA MĘDRZAK-SIKORA<br />

96 MAŁGORZATA KULISIEWICZ – wiersze z tomu Kinoptycznie<br />

102 MARTA MAZURKIEWICZ-STEFAŃCZYK – wiersze<br />

22 Koronki – Wywiad z artystką street artu NESPOON – Renata Cygan<br />

64 Relacja z wystawy malarstwa ČIURLIONISA – Daniel Wójtowicz<br />

70 Piotr Jakubczak i Gruppa Siedem – Izabela Winiewicz-Cybulska<br />

81 Relacja z wystawy EWY KURYLUK – Beata Anna Symołon<br />

20 Uśmiechnięty Libiąż – Juliusz Wątroba<br />

36 Wywiad ze śpiewaczką operową EWĄ WARTĄ-ŚMIETANĄ – Agnieszka Kuchnia-Wołosiewicz<br />

44 Wywiad z dyrektor Centrum Kultury Podgórza w Krakowie ANNĄ GRABOWSKĄ – Agnieszka<br />

Kuchnia Wołosiewicz<br />

54 Świat mody BARTKA BACHLEDY – Wanda Dusia Stańczak<br />

ZESPÓŁ REDAKCYJNY:<br />

Redaktor naczelna: Renata Cygan Zastępczynie redaktor naczelnej: Joanna Nordyńska i Katarzyna Brus-Sawczuk<br />

Sekretarz redakcji: Jacek Jaszczyk<br />

Redaktorzy: Juliusz Wątroba, Anna Maruszeczko, Izolda Kiec, Wanda Dusia Stańczak, Renata Szpunar, Robert Knapik, Agnieszka Herman,<br />

Bo Jaroszek, Daniel Wójtowicz, Monika Janowska, Beata Anna Symołon, Agnieszka Kuchnia-Wołosiewicz<br />

Gościnnie: Izabela Winiewicz-Cybulska, Barbara Gruszka-Zych, Marek Bernacki i Romuald Mieczkowski<br />

Korekta: Aleksandra Krasińska, Dominika Paluch, Małgorzata Nowak i Ewa Słotwińska<br />

2<br />

Rysunek satyryczny: Jarosław Janowski Tłumaczenia z języka angielskiego: Renata Cygan<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong> Skład, łamanie i opracowanie graficzne: Renata Cygan


Na okładce:<br />

Street art NeSpoon<br />

„Olimpizm jest filozofią życia, chwalącą i łączącą w zrównoważoną całość jakość ciała, woli i umysłu.<br />

Łącząc sport z kulturą i edukacją, dąży do stworzenia sposobu życia opartego na radości z wysiłku,<br />

na wychowawczych wartościach dobrego przykładu i na poszanowaniu uniwersalnych podstawowych<br />

zasad etycznych” – to fragment Karty Olimpijskiej.<br />

Nie wszyscy pamiętają, że igrzyska olimpijskie, również te nowożytne, obejmowały zarówno rywalizację<br />

w sporcie, jak i współzawodnictwo w różnych dziedzinach sztuki. W tym sensie inauguracja<br />

XXXIII Letnich Igrzysk Olimpijskich w Paryżu była, moim zdaniem, kwintesencją idei olimpijskich.<br />

WSTĘPNIAK<br />

Wielkie widowisko wzbudziło wiele kontrowersji, środowiska konserwatywne próbują doszukiwać<br />

się w okołosekwańskim spektaklu znaczeń głównie ideologicznych czy politycznych. W moim głębokim<br />

przekonaniu, otwarcie tegorocznej letniej olimpiady było spektakularnym wydarzeniem artystycznym,<br />

gdzie tradycja spotkała się z nowoczesnością, a kreatorzy potraktowali Paryż jako wielkie<br />

tableau vivant, czyli ruchomy obraz. Za sprawą efektownej ceremonii było to nie tylko święto sportu,<br />

lecz także sztuki. I to jakie!<br />

Wielkim świętem sztuki (na nieco mniejszą skalę, ale nie mniej ważne) są niewątpliwie obchody<br />

roku miłoszowskiego. Nie można nie docenić wkładu jednego z najważniejszych poetów polskich<br />

w kulturę nie tylko rodzimą. Jerzy Ilg nazwał Czesława Miłosza gospodarzem polskiej poezji i takie<br />

określenie najpełniej definiuje postać noblisty. Przygotowaliśmy dla Państwa kilka artykułów, wierszy<br />

i wspomnień o Miłoszu autorstwa prof. Marka Bernackiego, Barbary Gruszki-Zych i Romualda<br />

Mieczkowskiego – osób, które miały szczęście poznać osobiście autora Doliny Issy.<br />

Dla kontrastu zapraszam Państwa do świata street artu. Miałam przyjemność porozmawiać z artystką,<br />

która odciska swoje koronkowe piętno (a raczej dzieli się koronkowym pięknem) na ulicach<br />

całego świata. NeSpoon (bo o niej mowa) wykonuje m.in. wielkoformatowe projekty (murale) na<br />

budynkach, ale też zostawia koronkowe ślady to tu, to tam: na płotach, słupach, murach itp. Zapraszam<br />

na str. 22.<br />

Daniel Wójtowicz relacjonuje swoje spotkanie z muzycznym malarstwem litewskiego artysty Čiurlionisa,<br />

Beata Anna Symołon dzieli się wrażeniami z wystawy Ewy Kuryluk, Wanda Dusia Stańczak<br />

tańczy poloneza z wietnamskimi poetami, Bo Jaroszek przedstawia historię ekskrementów, a Monika<br />

Janowska, z właściwą sobie swadą, rozprawia się z wszechpanującym parciem na szkło. Jest dużo<br />

dobrej poezji (w tym numerze przeważają poetki), sporo ciekawych wywiadów, interesująca proza<br />

i całe mnóstwo pięknych obrazów.<br />

Oddajemy w Państwa ręce kolejny numer pełen zróżnicowanych, ciekawych, oryginalnych treści,<br />

bogato przeplatanych ilustracjami, a wszystko to podane w gustownym pakiecie „Post Scriptum”.<br />

Ktoś mnie niedawno zapytał, jak my to robimy? Odpowiedź jest oczywista – napędza nas pasja<br />

i miłość do sztuki. Tylko tyle i aż tyle.<br />

www.postscriptum.uk, fb: post scriptum, e-mail: redakcja@postscriptum.uk<br />

Wydawca: Post Scriptum LTD, Watford, UK<br />

NUMER KONTA: IBAN: GB82 LOYD 3096 2657 4181 60<br />

UK: SORT CODE: 309626 ACC Number: 57418160<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

3


<strong>2024</strong><br />

Foto: Romuald Mieczkowski<br />

ROMUALD MIECZKOWSKI<br />

Wiersze z refleksją miłoszowską<br />

LIST DO PANA CZESŁAWA<br />

Drogi panie Czesławie –<br />

dziękuje panu że zechciał pan<br />

jako noblista przyjąć moje wiersze<br />

od nieznanej mi i życzliwej osoby<br />

Że w 1988 roku polecił je pan<br />

Giedroyciowi redaktorów księciu<br />

kiedy jeszcze imperium zła stało –<br />

czyż tylko użalił się pan nad losem<br />

młodego wtedy składacza wierszy<br />

za kolczastym drutem nad Wilią<br />

czy może w sposób magiczny<br />

połączyło już wtedy nas Wilno<br />

26 maja roku 1992 zobaczyłem pana<br />

pierwszy raz w życiu<br />

na tytułowej stronie Dalszych okolic<br />

raczył napisać mi pan dedykację<br />

w czasie rozmytym przez półwiecze<br />

w stojącym w rozkroku Wilnie:<br />

„Romualdowi Mieczkowskiemu,<br />

którego wiersze znam<br />

i nad którymi myślę”<br />

Tak się złożyło, że miałem<br />

okazję i szczęście kilkakrotnie<br />

rozmawiać z noblistą,<br />

towarzyszyć mu w wędrówkach<br />

po mieście jego młodości. Niejednokrotnie<br />

wspominałem te chwile<br />

w swoich tekstach, wspominałem<br />

poetę, który był mi życzliwy i w jakiś<br />

sposób ukształtował moje patrzenie<br />

na Litwę i Polskę. Pozostały zdjęcia,<br />

jestem w posiadaniu całej wystawy<br />

fotogramów pt. Powroty Miłosza<br />

na Litwę. Pozostały wiersze, pisane<br />

w różnych latach, inspirowane zarówno<br />

tymi spotkaniami, jak i strofami,<br />

które okazały się mi bliskie.<br />

Romuald Mieczkowski<br />

NA LITEWSKIM PASZPORCIE<br />

Trudno się żyje polskim wierszom<br />

pisanym na litewskim paszporcie –<br />

na Litwie chowają się po szufladach<br />

czasami upiększą jakiś jubileusz<br />

ulatując patetycznie pod sufity<br />

W Polsce bywają jedynie ciekawostką<br />

choć historia zna również przykłady<br />

ich niezwykłych wzlotów –<br />

Tu Miłosz startował do swej wielkości<br />

na litewskim paszporcie w czasie wojny<br />

Romuald Mieczkowski i Czesław Miłosz – foto z prywatnego archiwum RM<br />

Dziękuję panu za pochylenie głowy –<br />

dla wiersza myślenie jest zaszczytem<br />

bo tak naprawdę – proszę mi wybaczyć<br />

jestem podobnym do pana skazańcem<br />

znad brzegów tej samej rzeki<br />

4<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


okiem czesŁawa miŁosza<br />

FATAMORGANA INNEGO ŻYCIA<br />

POGRZEB MIŁOSZA<br />

Jesień dojrzewała przenikliwością słońca<br />

co z ciemnych obłoków rozświetla liście<br />

płaskie cienie zebranych na Rynku ostrzy<br />

gołębie na jego obrzeżach nie są dziś głodne<br />

cicho i godnie podrywają się do lotu<br />

nie słychać nawoływań handlarzy –<br />

ludzie z głośników słuchają mszy żałobnej<br />

na telebimach rozpoznają rodzinę poety<br />

polityków co potem na tę okoliczność<br />

będą przy zmarłym usiłowali wydobyć<br />

swą obecność oraz inne słowa<br />

i przez ułamek chwili będą nieśmiertelni –<br />

Teraz wszyscy słuchają homilii o drodze<br />

długiej i znaczonej bolesnymi wyborami<br />

wraz z rowerzystą z plecakiem i w czapce<br />

ze ślepym żebrakiem i jego psem<br />

z grajkiem ulicznym trzymającym skrzypce<br />

z namaszczeniem jakby to była hostia<br />

wraz z towarzystwem przy kawie i ciastkach<br />

w ogródku kawiarnianym przy kościele<br />

któremu przewodzi dama w kapeluszu<br />

z epoki słomek i kolorowych wstążek<br />

Przy Mickiewiczu zobaczyłem swego ojca<br />

który – wiem dobrze – znał Adama<br />

ale nie znał Czesława ani jego wierszy<br />

więc przed powitaniem go w niebie<br />

zszedł z zaświatów zbadać sytuację –<br />

tak na wszelki wypadek<br />

jego to przecież pokolenie i człowiek z Litwy<br />

Czy zrobi nam pan właśnie tutaj zdjęcie –<br />

dosięga mnie raptem ciche pytanie<br />

trzymającej się za ręce pary zakochanych –<br />

chcą upamiętnić swą miłość w Krakowie<br />

bez względu na odejście poety<br />

Kiedy wolno ulicami miasta ruszył kondukt<br />

byłem kryształem powietrza w nozdrzach idących<br />

kostką jezdni pod ich stopami na Grodzkiej<br />

przy Paulinów klasztorze listkiem na drzewie<br />

Dobrze mieszkać w miasteczku<br />

gdzie jeden jest kościół<br />

apteka jedna<br />

jedna szkoła i też biblioteka jedna<br />

Tu łatwiej jest wierzyć<br />

być zdrowym i oświeconym<br />

Romuald Mieczkowski i Czesław Miłosz – foto z prywatnego archiwum RM<br />

POCHWAŁA ŚLEDZIA<br />

Tęsknił do niego Czesław Miłosz w Ameryce<br />

wspominając „Zacisze” i czasy wileńskie<br />

całe pokolenia artystów zasiadały przy śledziu<br />

w modnych restauracjach na Mickiewicza<br />

i na przedmieściu w tanich knajpach<br />

Ludzie z naszych stron uwielbiali śledzika<br />

jakiż wspaniały był tłusty i biały w oleju<br />

z dodatkiem octu równie wyśmienity<br />

i z plastrami grubo krojonej cebuli<br />

że nie wspomnę o ochłodzonej dobrze czystej<br />

bo to śledzia dopełnienie i jego rytuał<br />

O śledziu wspaniały i rozpalający apetyt –<br />

tyś każdej dyskusji trwałym fundamentem<br />

ukoronowaniem prawdziwie męskiego smaku<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

5


<strong>2024</strong><br />

CZESŁAW MIŁOSZ<br />

gospodarz polskiej poezji<br />

PROF. MAREK BERNACKI<br />

6<br />

Foto: Wikimedia, autor: Zbigniew Kresowaty<br />

Co do mnie, nigdy nie zastanawiałem się, kim jestem, bo moja<br />

przynależność do gospodarstwa polskiej poezji<br />

zawsze była dla mnie czymś oczywistym1.<br />

Zajmowałem się literaturą polską jako poeta, krytyk i wykładowca 2 .<br />

(Czesław Miłosz)<br />

Rzeczywiście, był prawdziwym gospodarzem polskiej poezji…3<br />

(Jerzy Illg)<br />

¹ C. Miłosz, Z poezją polską przeciw światu, w: tegoż, Życie na wyspach,<br />

Kraków 2014, s. 152.<br />

² C. Miłosz, Ziemia Ulro, Paryż 1977, s. 129.<br />

³ J. Illg, Mój Znak, Kraków 2009, s. 59.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

W<br />

roku 1992, trzy lata po zmianie ustroju politycznego<br />

i odzyskaniu niepodległości przez Polskę, Czesław<br />

Miłosz ustanowił w Krakowie nagrodę literacką<br />

swego imienia, którą przez kilka następnych lat przyznawał,<br />

korzystając z pomocy zaprzyjaźnionych krytyków, uzdolnionym<br />

polskim pisarzom – zarówno poetom, jak i prozaikom. Ten<br />

niezwykły i hojny gest osiemdziesięcioletniego poety, laureata<br />

Literackiej Nagrody Nobla nie był bynajmniej czymś przypadkowym.<br />

Wręcz przeciwnie: stanowił zwieńczenie wieloletnich<br />

zabiegów autora Ocalenia o dobrostan rozległego gospodarstwa<br />

polskiej poezji. W niniejszym artykule trudno byłoby opisać<br />

wszystkie przejawy owej „gospodarskiej” troski Miłosza,<br />

dlatego z konieczności skoncentruję się wyłącznie na ogólnym<br />

zaprezentowaniu kilku najważniejszych kwestii 4 .<br />

Już od samego początku swojej literackiej kariery, zapoczątkowanej<br />

opublikowaniem na łamach wileńskiego pisma „Alma<br />

Mater Vilnensis” dwóch debiutanckich wierszy Kompozycji<br />

i Podróży, Czesław Miłosz dał się poznać jako poeta poszukujący,<br />

pilnie studiujący utwory swoich wielkich poprzedników,<br />

ale sięgający także po nowinki literackie przychodzące zarówno<br />

z Zachodu, jak i ze Wschodu, na które patrzył zresztą dość<br />

krytycznie 5 . Jako jeden ze współtwórców i czołowych przedstawicieli<br />

poetyckiej grupy Żagary dwudziestoparoletni Miłosz<br />

z zacięciem uprawiał także krytykę literacką, nie stroniąc od<br />

publikowania zaangażowanych ideowo tekstów, w których czasami<br />

nazbyt śmiało kreślił linie rozwojowe rodzimej literatury.<br />

⁴ Pisząc te słowa, pamiętam o rzetelnie napisanym, przeglądowym artykule<br />

Anny Sobolewskiej poruszającym te właśnie kwestie – zob. A. Sobolewska, Między<br />

rozumem a wiarą. Czesław Miłosz przeciw krytyce niezrozumiałej, w: tejże,<br />

Mapy duchowe współczesności. Co nam zostało z Nowej Ery, Warszawa 2009.<br />

⁵ W wykładzie Z poezją polską przeciw światu Miłosz wyznał: „Moje zanurzenie<br />

w poezji polskiej, od Kochanowskiego – poprzez poetów oświecenia – do<br />

wieszczów, było całkowite i prozachodnie snobizmy inteligencji, których nie<br />

uniknąłem (w moim przypadku liźnięcie francuszczyzny) niczego nie zmieniały.<br />

(C. Miłosz, art. cyt., s. 144).


okiem czesŁawa miŁosza<br />

W jednym z takich młodzieńczych publicystycznych<br />

manifestów zatytułowanym<br />

prowokacyjnie Bulion z gwoździ pisał<br />

z młodzieńczym zapałem, że „Sztuka<br />

jest narzędziem w walce społeczeństw<br />

o wygodniejsze formy bytu”, zaś artysta<br />

powinien „kierować hodowlą ludzi” 6 . Radykalne<br />

sądy z okresu żagarystowskiego,<br />

przypominające późniejsze dyrektywy<br />

socrealizmu tudzież lewicowa tonacja<br />

wierszy z debiutanckiego tomu Poemat<br />

o czasie zastygłym (1933) stosunkowo<br />

szybko u młodego poety ustąpiły miejsca<br />

refleksji natury filozoficznej. Miłosz<br />

zawdzięczał ten zwrot paryskiemu spotkaniu<br />

z dalekim krewnym Oskarem<br />

V. Miłoszem, a następnie lekturze pism<br />

filozoficznych Jacquesa Maritaina 7 oraz<br />

traktatów teologicznych św. Tomasza<br />

z Akwinu 8 . Po opublikowaniu w roku<br />

1936 tomiku Trzy zimy wileński katastrofista<br />

urósł w oczach krytyki do rangi<br />

najważniejszego poety swego pokolenia,<br />

następcy romantycznych wieszczów –<br />

Mickiewicza i Słowackiego. Kiedy wybuchła<br />

druga wojna światowa, Miłosz uchodził<br />

już za niekwestionowany autorytet<br />

w środowisku literackim Warszawy. Miał<br />

duży wpływ na przygotowanie oraz publikację<br />

konspiracyjnej antologii poetyc-<br />

⁶ C. Miłosz, Bulion z gwoździ, w: tegoż, Przygody<br />

młodego umysłu. Publicystyka i proza 1931-1939,<br />

Kraków 2003, s. 32-33.<br />

⁷ Jacques Maritain był jednym z najważniejszych<br />

dwudziestowiecznych odnowicieli myśli św. Tomasza<br />

z Akwinu. Czesław Miłosz czytał w czasie okupacji<br />

jego prace napisane po francusku, przetłumaczył<br />

też na język polski książkę J. Maritaina Drogami<br />

klęski (A travers le dèsastre), która ukazała się<br />

w konspiracyjnej Oficynie Polskiej Zenona Skierskiego<br />

w 1942 roku (zob. Czesław Miłosz, Bibliografia<br />

druków zwartych, oprac. A. Kosińska, J. Błach, K. Kasperek,<br />

Kraków – Warszawa 2009, s. 179).<br />

⁸ Kwestie te podejmuje Katarzyna Bałdyga w książce<br />

Tomasz z Akwinu i jego myśl w twórczości Czesława<br />

Miłosza. Inspiracja, wzór czy punkt odniesienia?,<br />

Warszawa 2023.<br />

kiej Pieśń niepodległa. Poezja polska czasu<br />

wojny (1942), której był inicjatorem<br />

i współredaktorem. W antologii tej zamieszczono<br />

wiersze kilkunastu poetów,<br />

w tym Władysława Broniewskiego, Leopolda<br />

Staffa, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego,<br />

Władysława Sebyły, Antoniego<br />

Słonimskiego i Jerzego Zagórskiego;<br />

znalazł się w niej także jeden wiersz Czesława<br />

Miłosza (Równina) oraz fragment<br />

poematu Juliana Tuwima Kwiaty polskie.<br />

Nazwiska autorów były oczywiście utajnione,<br />

a sam inicjator całego przedsięwzięcia<br />

ukrył się pod mickiewiczowskim<br />

pseudonimem ks. Jan Robak 9 .<br />

Po zakończeniu działań wojennych<br />

w maju 1945 roku Czesław Miłosz pretendował<br />

już do roli arbitra kreślącego<br />

linie rozwojowe powojennej polskiej<br />

poezji. Widać to wyraźnie w Przedmowie<br />

do tomu Ocalenie – pierwszej książki<br />

opublikowanej tuż po wojnie w Polsce<br />

i – jak się miało okazać – przez długie<br />

lata jedynego legalnie wydanego tomu<br />

poezji przyszłego noblisty:<br />

Czym jest poezja, która nie ocala<br />

Narodów ani ludzi?<br />

Wspólnictwem urzędowych kłamstw,<br />

Piosenką pijaków, którym za chwilę ktoś<br />

poderżnie gardła,<br />

Czytanką z panieńskiego pokoju 10 .<br />

Zapowiedziany w powyższym fragmencie<br />

etyczny walor rodzimej poezji, jej – jak<br />

pisze w innym miejscu Miłosz –„wybawczy<br />

cel” uzupełniony został przez niego<br />

⁹ Zob. Czesław Miłosz, Bibliografia druków zwartych,<br />

oprac. A. Kosińska, J. Błach, K. Kasperek, Kraków<br />

– Warszawa 2009, s. 224-226.<br />

10 Cz. Miłosz, Przedmowa [do tomu Ocalenie –<br />

M.B.], w: tegoż, Wiersze, t. 1, Kraków 2001, s. 139.<br />

po kilku latach postulatem realistyczno-<br />

-dyskursywnego celu uprawiania sztuki<br />

słowa. W wierszowanym Wstępie do<br />

Traktatu poetyckiego poeta napisze:<br />

Mowa rodzinna niechaj będzie prosta.<br />

Ażeby każdy, kto usłyszy słowo,<br />

Widział jabłonie, rzekę, zakręt drogi,<br />

Tak jak się widzi w letniej błyskawicy 11 .<br />

Ten postulat tworzenia mowy poetyckiej<br />

adekwatnej wobec obiektywnie istniejącego<br />

świata, mający swe proweniencje<br />

w Mickiewiczowskiej frazie „widzę i opisuję”,<br />

Miłosz uzupełnia przekonaniem,<br />

że poezja zaangażowana w sprawy dookolnego<br />

świata może być traktowana<br />

bardzo poważnie jako niezbywalny<br />

składnik dysputy filozoficznej o sprawach<br />

zasadniczych: „Bo więcej waży jedna<br />

dobra strofa / Niż ciężar wielu pracowitych<br />

stronic 12 ”.<br />

Po okresie kilkuletniej współpracy<br />

z marksistowskimi władzami powojennej<br />

Polski (1945-1951) na stanowisku<br />

attaché kulturalnego na placówkach<br />

w Paryżu i Waszyngtonie, zakończonym<br />

podjęciem decyzji o zerwaniu<br />

z reżimem stalinowskim w Warszawie,<br />

Czesław Miłosz wybrał życie emigranta.<br />

To właśnie wtedy, podobnie jak było to<br />

w przypadku romantycznych wieszczów<br />

emigrujących do zachodniej Europy<br />

po upadku powstania listopadowego<br />

w 1831 roku, jego prawdziwą ojczyzną<br />

na uchodźstwie stała się polszczyzna – literacki<br />

język Kochanowskiego, Krasickiego,<br />

Mickiewicza, Krasińskiego i Norwida.<br />

Dostojna mowa polska, której poeta<br />

11 C. Miłosz, Wstęp [do Traktatu poetyckiego],<br />

w: tegoż, Wiersze, t. 2., Kraków 2002, s. 171.<br />

12 Tamże.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

7


złożył hołd w pięknym wierszu Moja wierna mowo napisanym<br />

w jakże trudnym dla polskiego języka, zbrukanego propagandową<br />

„pianą gazet”, roku 1968:<br />

Moja wierna mowo,<br />

służyłem tobie.<br />

Co noc stawiałem przed tobą miseczki z kolorami,<br />

żebyś miała i brzozę, i konika polnego, i gila<br />

zachowanych w mojej pamięci.<br />

Trwało to dużo lat.<br />

Byłaś moją ojczyzną, bo zabrakło innej 13 .<br />

Ale już dużo wcześniej, bo w roku 1957 w Instytucie Literackim<br />

w Paryżu Czesław Miłosz opublikował Traktat poetycki – napisaną<br />

wierszem syntetyczną historię literatury polskiej ze szczególnym<br />

naciskiem położonym na prezentację najważniejszych<br />

przedstawicieli rodzimej poezji pierwszej połowy XX wieku.<br />

W przeprowadzonej w połowie lat 90. rozmowie z Aleksandrem<br />

Fiutem i Andrzejem Franaszkiem poeta wyznał:<br />

Zasadniczym moim zamiarem było pisanie o poezji polskiej<br />

w XX wieku. Zakładałem, że uważny czytelnik może poprzez<br />

nią odczytać historię – tak jak można odtworzyć, ożywić starą<br />

taśmę filmową – i równocześnie połączyć poezję z historią Europy<br />

i świata 14 .<br />

We Wstępie oraz w dwóch pierwszych częściach Traktatu poetyckiego<br />

zatytułowanych: Piękne czasy i Stolica Miłosz stawia<br />

najpierw dość kontrowersyjną tezę o modernistycznych<br />

(młodopolskich) korzeniach współczesnej polskiej poezji, po<br />

czym przechodzi do nakreślenia sylwetek wybranych poetów<br />

Młodej Polski, przedstawicieli krakowsko-galicyjskiej bohemy<br />

artystycznej, by w dalszej kolejności przejść do prezentacji<br />

poetów dwudziestolecia międzywojennego spod znaku Skamandra,<br />

Awangardy Krakowskiej i Kwadrygi. Bodaj najwięcej<br />

miejsca autor poświęcił skamandrytom, których wiersze czytał,<br />

podziwiał, ale także krytycznie osądzał za to, że w popularno-rozrywkowym<br />

modelu poezji „programowo aprogramowej”<br />

zbyt mało miejsca poświęcali rzeczywistym problemom<br />

społecznym. Hołd i uznanie, a nawet uczucie czułości żywione<br />

wobec poezji skamandrytów, a zwłaszcza podziw dla wierszy<br />

Iwaszkiewicza i Tuwima, nie oznaczały, że Miłosz w sposób<br />

13 Cz. Miłosz, Moja wierna mowo, w: tegoż, Wiersze, t. 3, Kraków 2003, s. 85.<br />

14 Zob. C. Miłosz, Traktat moralny. Traktat poetycki, Lekcja literatury z Czesławem<br />

Miłoszem, Aleksandrem Fiutem i Andrzejem Franaszkiem, Kraków 1996, s. 18-19.<br />

W nocie Od Autora do późniejszego wydania zbiorowego swoich poezji Miłosz<br />

napisał, że „treścią [Traktatu poetyckiego – M.B.] są dzieje poezji polskiej<br />

w dwudziestym wieku, a raczej refleksja nad jej miejscem wśród wydarzeń historycznych<br />

tego stulecia” (cyt. za: C. Miłosz, Wiersze, t. 2, Kraków 2002, s. 167).<br />

8<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

bezkrytyczny przyjmował model tej poezji lansowanej na łamach<br />

„Wiadomości Literackich” Mieczysława Grydzewskiego.<br />

W przywoływanym wcześniej Traktacie poetyckim padną pamiętne<br />

słowa łączące w sobie dwa sprzeczne punkty widzenia:<br />

nietajoną fascynację poetycką sprawnością przedstawicieli warszawskiego<br />

Parnasu z krytyczną postawą wobec ich światopoglądu<br />

poetyckiego. Wedle opinii Miłosza, skamandryci byli niekwestionowanymi<br />

mistrzami poetyckiego rzemiosła, ale fałszowali<br />

obraz rzeczywistości, nie odsłaniając prawdy o tym, co czaiło się<br />

pod powierzchnią otaczających ich zjawisk społecznych:<br />

Nigdy nie było tak pięknej plejady.<br />

A jednak w mowie ich błyszczała skaza,<br />

Skaza harmonii, ta, co u ich mistrzów.<br />

I przemieniony chór nie był podobny<br />

Do bezładnego chóru zwykłych rzeczy 15 .<br />

Kolejnym ważnym przykładem zaangażowania Czesława Miłosza<br />

w gospodarstwo polskiej poezji była przygotowywana<br />

przez niego przez kilka lat z ogromną pieczołowitością antologia<br />

Postwar Polish Poetry, wydana w Stanach Zjednoczonych<br />

w roku 1965 16 . Przyszły noblista wystąpił tu w potrójnej roli:<br />

pomysłodawcy i redaktora książki oraz tłumacza, przekładając<br />

(czasami przy pomocy swoich amerykańskich przyjaciół) na język<br />

angielski kilkadziesiąt utworów kilkunastu polskich poetów<br />

żyjących i tworzących po wojnie w Polsce Ludowej 17 . Antologia<br />

odniosła sukces wydawniczy, o czym Miłosz z satysfakcją wspominał<br />

po wielu latach podczas wykładu Z poezją polską przeciw<br />

światu wygłoszonego 2 października 1989 roku na inaugurację<br />

626. roku akademickiego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie:<br />

Wydana w roku 1965 moja antologia Postwar Polish Poetry<br />

oczywiście była wynikiem wyboru według moich własnych kryteriów,<br />

ale właśnie dlatego jej odbiór, tak dobry, że wolno mi<br />

mówić o jej wpływie na całą młodą poezję amerykańską, przekonał<br />

mnie, że te kryteria były trafne. Kierowałem się prostą<br />

zasadą: wiersz ma być wyładowany treścią, to znaczy musi być<br />

zrozumiały i komunikować coś ważnego 18 .<br />

15 C. Miłosz, Traktat moralny, Traktat poetycki… dz. cyt., s. 66 (podkreślenie<br />

moje – M.B.). Więcej o stosunku Miłosza do poetów Skamandra piszę w książce<br />

Miłosz. Spotkania. Studia i rozprawy miłoszologiczne [tu: rozdział Recenzent skamandrytów],Bielsko-Biała<br />

2018.<br />

16 C. Miłosz, Postwar Polish Poetry. An Anthology. Selected and Translated, Garden<br />

City – New York 1965, p. 149,. Za: C. Miłosz, Bibliografia druków zwartych…, s. 187.<br />

17 Byli to m.in. Leopold Staff, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński, Julian<br />

Przyboś, Adam Ważyk, Tadeusz Różewicz, Miron Białoszewski, Tymoteusz Karpowicz,<br />

Wisława Szymborska i Jarosław Marek Rymkiewicz.<br />

18 C. Miłosz, Z poezją polską przeciw światu…, s. 148. Warto przypomnieć, że<br />

w 1983 roku w Stanach Zjednoczonych ukazało się trzecie, rozszerzone wydanie<br />

rzeczonej antologii, do której Czesław Miłosz włączył wiersze poetów Nowej Fali –<br />

Stanisława Barańczaka i Adama Zagajewskiego. Zob. C. Miłosz, Bibliografia druków<br />

zwartych…, s. 188-189.


Warto w tym kontekście wspomnieć anegdotę przytaczaną<br />

przez poetę w latach 90. Otóż kiedy otrzymał on w roku 1980<br />

Literacką Nagrodę Nobla, jego amerykańscy koledzy, profesorowie<br />

w University of Berkeley w Kalifornii nie mogli się nadziwić,<br />

że ten zaszczytny tytuł przypadł w udziale… tłumaczowi literatury!<br />

Po prostu nie mieli pojęcia, że ten znakomity tłumacz<br />

poezji Herberta, Wata, Świrszczyńskiej i Szymborskiej sam jest<br />

znakomitym poetą, ale piszącym wiersze wyłącznie po polsku,<br />

dla bardzo wąskiego kręgu odbiorców…<br />

W 1969 roku w kanadyjskim wydawnictwie The Macmillan<br />

Company wydana została synteza historycznoliteracka autorstwa<br />

Czesława Miłosza pt. The History of Polish Literature.<br />

W tej liczącej kilkaset stron publikacji, napisanej na wzór Historii<br />

literatury francuskiej Gustave’a Lansona, autor – w tym czasie<br />

profesor w Instytucie Literatur Słowiańskich na Uniwersytecie<br />

w Berkeley – przedstawił własną, nie zawsze obiektywną,<br />

a momentami kontrowersyjną wizję rozwoju literatury polskiej<br />

od czasów średniowiecza po lata 60. XX wieku 19 . Książka, będąca<br />

czymś w rodzaju przewodnika po historii i kulturze literackiej<br />

Polaków, napisana na użytek prowadzonych przez Miłosza zajęć<br />

dydaktycznych z amerykańskimi studentami, doczekała się<br />

wkrótce kilku przekładów, w tym na język francuski, japoński,<br />

litewski, niemiecki i włoski. W roku 1993 w krakowskim Wydawnictwie<br />

Znak ukazał się też polski przekład pt. Historia literatury<br />

polskiej do roku 1939 w tłumaczeniu Marii Tarnowskiej 20 .<br />

Niedługo po Noblu, w roku akademickim 1981-1982, autor<br />

poematu Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada wygłosił na Uniwersytecie<br />

Harvarda cykl wykładów poświęconych poezji 21 .<br />

Dwa z jego wystąpień odnosiły się do kwestii związanych bezpośrednio<br />

z gospodarstwem polskiej literatury. W wykładzie<br />

IV pt. Spór z klasycyzmem Czesław Miłosz uzasadniał swoją<br />

niechęć do poetyki klasycystycznej, skądinąd bliskiej mu<br />

w pewnym okresie jego powojennej twórczości. Analizując<br />

własny, autoironiczny wiersz Nie więcej, rozpoczynający się od<br />

długiego zdania obejmującego aż pięć wersów:<br />

Powinienem powiedzieć kiedyś, jak zmieniłem<br />

Opinię o poezji i jak to się stało,<br />

Że uważam się dzisiaj za jednego z wielu<br />

Kupców i rzemieślników Cesarstwa Japonii<br />

Układającego wiersze o kwitnieniu wiśni,<br />

O chryzantemach i pełni księżyca 22 ,<br />

poeta wyraźnie opowiedział się za dykcją antyklasycystyczną.<br />

W rozumieniu Miłosza oznaczać ona miała posługiwanie się<br />

takim językiem poetyckim, który udźwignąć może ciężar relacji<br />

między słowami a obiektywnie istniejącą Rzeczywistością;<br />

19 Zagadnienie krytycznej recepcji angielskiej i polskiej wersji Historii literatury<br />

polskiej autorstwa Czesława Miłosza domaga się osobnego studium – przyp. M.B.<br />

20 Zob. C. Miłosz, Bibliografia druków zwartych…, s. 78-85.<br />

21 C. Miłosz, Świadectwo poezji. Sześć wykładów o dotkliwościach naszego wieku,<br />

Warszawa 1990.<br />

22 C. Miłosz, Nie więcej, w: tegoż, Świadectwo poezji……, s. 72.<br />

tym, co jest i co poeta winien rozpoznać w sensie epistemologicznym,<br />

ale też aksjologicznym z myślą o korzyści duchowej<br />

czytelnika. Innymi słowy, Miłosz odwracał się od takiej poezji,<br />

która tworząc hermetyczne metafory, za swój budulec bierze<br />

wyłącznie materię słowną stającą się czymś w rodzaju symulakru,<br />

zaledwie namiastką świata postrzeganego pięcioma<br />

zmysłami. Poezja taka, dowodził noblista, oddalając się od<br />

możliwości percepcyjnych zwykłego odbiory, tworzy ze sztuki<br />

poetyckiej namiastkę quasi-religii dla wtajemniczonych. Autor<br />

Ocalenia w sposób jednoznaczny zanegował taką strategię<br />

i opowiedział się za poezją, którą zdefiniował jako „namiętną<br />

pogoń za Rzeczywistością 23 ”. Z kolei w wykładzie V pt. Ruiny<br />

i poezja Miłosz pokazał, analizując wiersze Zbigniewa Herberta,<br />

Tadeusza Różewicza, Anny Świrszczyńskiej, Mirona Białoszewskiego<br />

i Aleksandra Wata, w jaki sposób polscy poeci<br />

zareagowali po wojnie na rozpad cywilizowanego świata, tworząc<br />

zręby nowego języka poetyckiego, adekwatnego do zmierzenia<br />

się z wyzwaniami powojennego „zrujnowanego świata”<br />

i poszukiwania odpowiedzi na podstawowe pytania natury<br />

egzystencjalnej czy etycznej.<br />

Wątek metafizycznego, ale też teologicznego (eschatologicznego)<br />

wymiaru uprawianej przez Miłosza sztuki słowa zdominuje<br />

późny okres twórczości poety, który do końca swych dni<br />

zastanawiał się nad powinnościami poezji. W przywoływanym<br />

wcześniej wykładzie Z poezją polską przeciw światu noblista<br />

rozwijał podejmowane przez lata wątki, tworząc zręby „polskiej<br />

szkoły poezji” reprezentowanej przez Tadeusza Różewicza,<br />

Zbigniewa Herberta, Mirona Białoszewskiego, Wisławę<br />

Szymborską, Stanisława Barańczaka czy Adama Zagajewskiego.<br />

Twórczość tych poetów Miłosz przeciwstawiał dominującym<br />

trendom poezji światowej, która w jego przekonaniu<br />

dała się uwieść syrenim śpiewom hermetycznego symbolizmu<br />

spod znaku Stéphane’a Mallarmégo, awangardowemu mnożeniu<br />

niezrozumiałych sekwencji metaforycznych (w Polsce to<br />

casus Przybosia, którego poezji Miłosz nie poważał), surrealistycznym<br />

technikom écriture automatique czy postmodernistycznemu<br />

rozbijaniu struktur wiersza w celu przeprowadzenia<br />

dekonstruktywistycznych analiz prowadzących do wykazania<br />

wewnątrztekstowych aporii, ergo: niemożności odsłonięcia<br />

w tekście jakiegoś nadrzędnego sensu.<br />

Zastanawiając się nad wyznacznikami polskiej szkoły poezji,<br />

która oparła się zgubnym wpływom zachodnich mód literackich,<br />

Czesław Miłosz wymienił kilka podstawowych cech. Po<br />

pierwsze, dostrzegł sprzężenie polskiej poezji z historią; po<br />

drugie, doceniał obecny w niej namysł filozoficzny; po trzecie,<br />

dostrzegł istotną rolę autoironicznego gestu tej poezji, będącego<br />

do pewnego stopnia mechanizmem obronnym czy autoterapeutycznym,<br />

a w końcu, docenił posługiwanie się przez polskich<br />

poetów sądami wartościującymi, co oznaczało poważne<br />

traktowanie kwestii aksjologicznych i teologicznych. Ostatni<br />

z przywołanych kontekstów autor Traktatu teologicznego rozwinie<br />

w swojej senilnej poezji, zwłaszcza w ostatnim wydanym<br />

za jego życia tomie Druga przestrzeń. Jednak już wcześniej<br />

w obszerny sposób wypowie się na temat związków poezji<br />

z myśleniem metafizyczno-teologicznym w wykładzie Przeciw<br />

poezji niezrozumiałej, wygłoszonym w maju 1990 roku na<br />

23 Tamże.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

9


Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Zawarte w tym wystąpieniu<br />

tezy dotyczące poezji epifanicznej, czyli takiej, która<br />

polega na akceptacji oraz uważnej obserwacji (wręcz kontemplacji)<br />

stworzonego przez Boga świata, Miłosz rozwinie w komentarzach<br />

autorskich zamieszczonych w opracowanej przez<br />

siebie niezwykłej antologii poezji światowej pt. Wypisy z ksiąg<br />

użytecznych, którą potraktować można jako swoisty testament<br />

pozostawiony przez wielkiego poetę potomnym 24 . W Przedmowie<br />

do tej książki znalazły się następujące słowa:<br />

Zawsze miałem poczucie czynnego udziału w gospodarstwie<br />

polskiej poezji, w wielowiekowych przemianach jej form i stylów.<br />

Jest oczywiste, że i teraz zastanawiam się nad jej obecnym<br />

momentem, kiedy, jak zresztą poezja każdego języka, chłonie<br />

wszystko, co przychodzi z zewnątrz, a równocześnie musi pozostać<br />

wierna swojej przeszłości. Pomyślałem sobie, że właśnie<br />

teraz mogę wpłynąć na sposób, w jaki dokonywać będzie wyboru,<br />

pod warunkiem jednak, że moja propozycja, zamiast teorii,<br />

przyniesie coś z praktyki 25 .<br />

Zasygnalizowana przez Miłosza praktyka polegała na próbie<br />

wylansowania w Polsce na początku lat 90. XX wieku preferowanego<br />

przezeń nurtu poezji realistycznej, czy też – jak nazywano<br />

ją wówczas w języku krytyki literackiej – epifanicznej.<br />

Nobliście chodziło o to, aby po odzyskaniu niepodległości i zerwaniu<br />

żelaznej kurtyny polscy poeci nie zaczęli ślepo naśladować<br />

zachodnich trendów postmodernistycznych. Zależało mu<br />

na tym, aby pozostali wierni – tak jak on sam to czynił przez<br />

dziesięciolecia – tradycji metafizycznej. Aby nadal dostrzegali<br />

w uprawianiu poezji nie tyle lingwistyczną grę czy solipsystyczną<br />

intelektualno-hermetyczną szaradę niedostępną dla<br />

osób niewtajemniczonych, ale by każdego dnia podejmowali<br />

poważne zadanie, jakim jest Heideggerowskie „pasterzowanie<br />

byciu”. Jak zauważyła Anna Sobolewska:<br />

Postulaty Miłosza sytuują się niedaleko starożytnej arystotelesowskiej<br />

koncepcji mimesis – sztuki jako naśladowania świata.<br />

W tej perspektywie nie zachodzi sprzeczność między rzeczywistością<br />

a literaturą. Ten program artystyczny ma ścisły związek<br />

z filozofią Miłosza, zbudowaną na fundamencie tomizmu.<br />

Z przyjęcia założeń Akwinaty można by wyprowadzić literacki<br />

postulat mimesis: skoro byt jest zasadniczo dobry, warto go powtarzać<br />

i zwielokrotniać w sztuce. Rola poety nie polega zatem<br />

na mnożeniu siebie, ale naśladowaniu rzeczywistości tak wiernym,<br />

jak malarstwo holenderskie mistrzów martwej natury 26 .<br />

Należy nadmienić, że w przywołanej antologii poezji światowej,<br />

którą sam autor nazywał „księgą olśnień”, a w której znalazło<br />

się dokładnie dwieście czterdzieści siedem utworów autorstwa<br />

stu siedmiu poetów z pięciu kontynentów, znalazły się także<br />

wiersze dziesięciu Polaków trzech pokoleń: Leszka Eminowicza,<br />

Józefa Czechowicza, Tadeusza Różewicza, Aleksandra Wata, Anny<br />

Świrszczyńskiej, Wisławy Szymborskiej, Adama Zagajewskiego,<br />

Ryszarda Krynickiego, Zbigniewa Macheja i Bronisława Maja.<br />

24 C. Miłosz, Wypisy z ksiąg użytecznych, Kraków 1994.<br />

25 Tamże, s. 5.<br />

26 A. Sobolewska, Między rozumem a wiarą…, art. cyt., s. 319-320.<br />

10<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

W 1992 roku, jak to już zostało przypomniane na początku<br />

tego artykułu, Czesław Miłosz ustanowił własną nagrodę literacką<br />

dla młodych i początkujących pisarzy. Wśród osób nagrodzonych<br />

i docenionych przez noblistę znaleźli się m.in. Tomek<br />

Tryzna, Manuela Gretkowska czy Małgorzata Musierowicz,<br />

a wśród poetów Jacek Podsiadło, Paweł Marcinkiewicz, Eugeniusz<br />

Tkaczyszyn-Dycki i Janusz Szuber.<br />

Kiedy popatrzyć na historię literatury polskiej ostatnich<br />

dwóch wieków, trudno znaleźć taką postać, jaką był Czesław<br />

Miłosz – poeta, prozaik, eseista, publicysta, krytyk literacki,<br />

edytor, tłumacz i wykładowca uniwersytecki w jednej osobie.<br />

Z perspektywy czasu widać, jak wiele ten niezwykle utalentowany<br />

i pracowity człowiek zrobił dla gospodarstwa polskiej literatury,<br />

w tym szczególnie dla rodzimej poezji, za którą do końca<br />

swych dni czuł się odpowiedzialny. Porównać go można jedynie<br />

z Adamem Mickiewiczem – romantycznym wieszczem, duchowym<br />

przywódcą Wielkiej Emigracji i wykładowcą w Collège de<br />

France, gdzie podczas Prelekcji paryskich rozsławiał w świecie<br />

zachodnim słowiańską, w tym także polską kulturę literacką.<br />

Ta niepodważalna rola autora Ziemi Ulro jako koryfeusza i ambasadora<br />

współczesnej literatury polskiej w świecie – przez<br />

wielu doceniona i promowana, dla niektórych stała się solą<br />

w oku. Cień wielkiego baobabu, jakim był Czesław Miłosz –<br />

poeta i krytyk literacki niezwykle aktywny w ostatnich latach<br />

swego życia, czyli już po przełomie roku 1989 – dla wielu młodych<br />

poetów okazał się zbyt przytłaczający. Do tego stopnia<br />

przyćmiewał ich kiełkujące talenty i niezaspokojoną żądzę<br />

sławy, że zaczęli go coraz śmielej kąsać i atakować. Nasilenie<br />

takich anty-Miłoszowskich postaw i obrazoburczych gestów<br />

skierowanych – jak to trafnie ujęła Dorota Kozicka – „przeciw<br />

figurze autorytetu i wieszcza” miało miejsce w latach 90.,<br />

a także w okresie po śmierci noblisty <strong>27</strong> . Wśród zbuntowanych<br />

prym wiedli klasycy pokolenia „brulionu” – Jacek Podsiadło<br />

i Marcin Świetlicki. Jak by jednak nie patrzyć, negatywny stosunek<br />

młodych gniewnych próbujących wyzwolić się spod „uciążliwego<br />

władztwa, jakie Miłosz sprawował nad polską literaturą”<br />

potwierdzało jedynie tezę, iż był on postacią na tyle wpływową<br />

i ważną, że bez niego nie dało się – i zapewne długo jeszcze nie<br />

będzie można – kreślić linii rozwojowych polskiej poezji.<br />

Na zakończenie powróćmy jeszcze do porównania ról, jakie<br />

odegrali na polu rodzimej literatury dwaj „spolszczeni<br />

Litwini” – Adam Mickiewicz i Czesław Miłosz. Tych dwóch<br />

wielkich poetów i myślicieli religijnych – bo przecież takimi<br />

byli! – traktować należy jako wzór niedościgniony, który nieprędko<br />

znajdzie swoich godnych następców. [MB]<br />

Bielsko-Biała, 12 lipca <strong>2024</strong> r.<br />

MAREK BERNACKI<br />

<strong>27</strong> Zob. D. Kozicka, Dlaczego „nie”? Strategie odrzucania Miłosza po roku 1989,<br />

w: Po Miłoszu, red. M. Bielecki, W. Browarny, J. Orska, Kraków 2011, s. 200.


<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

11


STRZELEC<br />

RYBY<br />

BEA STOSZEK<br />

12<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


PIOSENKA O PORCELANIE<br />

CZESŁAW MIŁOSZ<br />

Różowe moje spodeczki,<br />

Kwieciste filiżanki,<br />

Leżące na brzegu rzeczki<br />

Tam kędy przeszły tanki.<br />

Wietrzyk nad wami polata,<br />

Puchy z pierzyny roni,<br />

Na czarny ślad opada<br />

Złamanej cień jabłoni.<br />

Ziemia, gdzie spojrzysz, zasłana<br />

Bryzgami kruchej piany.<br />

Niczego mi proszę pana<br />

Tak nie żal jak porcelany.<br />

Zaledwie wstanie jutrzenka<br />

Ponad widnokrąg płaski<br />

Słychać gdzie ziemia stęka<br />

Maleńkich spodeczków trzaski.<br />

Sny majstrów drogocenne,<br />

Pióra zamarzłych łabędzi<br />

Idą w ruczaje podziemne<br />

I żadnej o nich pamięci.<br />

Więc ledwo zerwę się z rana<br />

Mijam to zadumany.<br />

Niczego mi proszę pana<br />

Tak nie żal jak porcelany.<br />

Równina do brzegu słońca<br />

Miazgą skorupek pokryta.<br />

Ich warstwa rześko chrupiąca<br />

Pod mymi butami zgrzyta.<br />

O świecidełka wy płone<br />

Co radowałyście barwą<br />

Teraz ach zaplamione<br />

Brzydką zakrzepłą farbą.<br />

Leżą na świeżych kurhanach<br />

Uszka i denka i dzbany.<br />

Niczego mi proszę pana<br />

Tak nie żal jak porcelany.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

13


Wydawnictwo Videograf II, Katowice 2007 r.<br />

<strong>2024</strong><br />

BARBARA GRUSZKA-ZYCH<br />

Fragmenty książki Mój Poeta<br />

Udostępnione za zgodą autorki<br />

Tak naprawdę pierwszy raz zobaczyłam Miłosza<br />

dzień po Noblu. Olbrzymie, czarno-białe zdjęcie<br />

jego twarzy studenci wystawili przed wejście na<br />

Wydział Filologiczny Uniwersytetu Śląskiego w Sosnowcu<br />

przy ulicy Bieruta. Patrzał na nas jakiś taki… nie z tej naszej<br />

komunistycznej ziemi.<br />

Z koszulą rozpiętą pod szyją, ze swobodnym uśmiechem. Na<br />

oko 50-latek, a przecież wówczas już starszy człowiek przed<br />

siedemdziesiątką. W nocy we wszystkich rozgłośniach radiowych<br />

nie dał nam zasnąć swoimi wierszami. Bez końca<br />

słyszeliśmy Obłoki, Wiarę, Nadzieję, Miłość, Mowę ojczystą,<br />

czytane tym jego głosem nie do podrobienia. Niektórzy<br />

z nas szybko nauczyli się ich na pamięć. Nagroda Nobla<br />

w dziedzinie literatury – to zawsze ekscytuje świat, który<br />

musiał zwrócić uwagę, jak świetne wiersze zostały napisane<br />

w nieznanym, polskim języku, na dodatek nie tam, gdzie się<br />

po polsku mówi, ale hen, za oceanem. Ale w końcu Amerykanom<br />

wyszedł na zdrowie ten nasz polski.<br />

Co to za wiersze, których nie rozumiemy – narzekali<br />

najpierw, co wspominał w liście syn Miłosza, Antoni, podczas<br />

wernisażu wystawy „Czesław Miłosz. 1911–2004.<br />

Dzieło i życie”, przygotowanej przez The Milosz Institute<br />

w 25. rocznicę Nobla i 60. rocznicę edycji Ocalenia. Potem,<br />

kiedy już poznali tłumaczenia, sarkali, że nie są rymowane.<br />

Bardzo szybko jednak uznali Miłosza za swojego poetę. (…)<br />

Autor Ziemi Ulro od razu chciał Polskę odwiedzić. Spośród<br />

miast, do których zajrzał po raz pierwszy od dziesięcioleci<br />

(a potem zaglądał podczas kolejnych wizyt), szczególnie<br />

upodobał sobie Kraków. „Wyjechałem z Krakowa, z mego<br />

mieszkania przy ul. Św. Tomasza w końcu 45 r. i wróciłem<br />

na kilka dni latem 1981 r., a na dobre dopiero w 1989 r.<br />

Kraków jest dla mnie chyba jedynym miastem przypominającym<br />

moje uniwersyteckie Wilno” – zapisał. I to Kraków<br />

nas do siebie zbliżył. Miasto królewskie, w którym – jak<br />

w sierpniu 2004 r. napisał Seamus Heaney – umarł On, stary<br />

Król. To właśnie tu spotykałam go wielokrotnie podczas<br />

kolejnych odwiedzin w kraju i później, kiedy już zamieszkał<br />

w podwawelskim grodzie, skąd sprawował rządy nad polską<br />

poezją. Sama uznawałam to jego panowanie. Jeździłam odwiedzać<br />

Mistrza, słuchać wskazań i rad. A spotykałam człowieka.<br />

Wesołego, próbującego śmiechem zagłuszyć wątpliwości<br />

dotyczące sensu życia. Przekornego, bo nie można<br />

wszystkim sprzyjać, trzeba niekiedy drażnić, prowokować,<br />

to sposób na niezależność. Mężczyznę patrzącego młodym,<br />

błękitnym wzrokiem, którego nie dało się uniknąć. (…)<br />

Kiedy przeprowadził się do Krakowa, przestaliśmy korespondować.<br />

Za to zaczęły się telefony i spotkania. Na pierwsze,<br />

bojąc się, że może być ostatnim, bo kto przewidzi humory<br />

wielkich, zabrałam bez zapowiedzi swojego starszego,<br />

12-letniego wtedy syna, Tymka. Zwykle w czasie wywiadów<br />

żałowałam, że tylko ja dostępuję zaszczytu obcowania<br />

z ważnymi ludźmi. Dlatego czasem, naruszając zasady, zwalniałam<br />

starszego syna ze szkoły i jechałam z nim „na materiał”,<br />

żeby zapamiętał „moje osoby”, zachował je na dłużej<br />

niż ja. Profesor był zaskoczony dodatkowym, na dodatek<br />

małoletnim gościem.<br />

– Muszę się wstrzymywać, żeby go nie zdemoralizować –<br />

powtarzał, zapraszając mnie na kanapę w bocznym pokoju,<br />

po lewej stronie od wejścia. I rzeczywiście, odpowiadał<br />

wtedy na pytania lakonicznie, jakby z lekką obawą. Tymek<br />

siedział naprzeciw nas na krześle. Przedtem czekaliśmy na<br />

Profesora, który właśnie kończył obiad. Kiedy przyszedł,<br />

miał jeszcze na języku i ustach kawałki zieleniny, chyba pietruszki<br />

z zupy. Siedzieliśmy blisko, twarzą w twarz, dlatego<br />

dostrzegłam te kulinarne detale. Potem Tymek opowiadał<br />

kolegom, że wielki poeta jest jednym z nas, tak jak wszyscy<br />

je zupę i stuka łyżką w talerz.<br />

14<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


okiem czesŁawa miŁosza<br />

– Pana rodzinne Szetejnie to dwór położony na litewskiej<br />

prowincji, ale Pan się przeciw tej „prowincjonalności” nie<br />

buntował. A moje dzieci są niezadowolone z mieszkania<br />

w małej Czeladzi. Dla nich ideałem jest Ameryka.<br />

– Ja tam mieszkałem niezliczoną ilość lat i uważam tego rodzaju<br />

tęsknoty za naiwne, a nawet głupie. – Profesor spojrzał<br />

z uwagą na Tymka. – Ameryka jest nie tylko Ameryką,<br />

ale obrazem całej ludzkości, która dziś znajduje się na nie<br />

najlepszej drodze. Niestety, ze względu na syna, muszę się<br />

bardzo miarkować w słowach. Uważam panowanie kultury<br />

rozrywkowej, w której prym wiedzie Hollywood, za wielkie<br />

nieszczęście dla ludzkości.<br />

– Przecież człowiek może być szczęśliwy niezależnie od miejsca,<br />

w którym przebywa – postanowiłam drążyć temat.<br />

– Poczucia spełnienia nie można połączyć z żadnym miejscem.<br />

Człowiek albo jest szczęśliwy, albo nie, i to niezależnie<br />

od miejsca. Umieszczanie gdzieś idealnego kraju jest<br />

naiwnością. Każdy musi opierać się na sobie, a nie myśleć<br />

o krajach szczęśliwych. Mieszkałem we Francji 10 lat. Wyemigrowałem<br />

stamtąd do Ameryki, bo musiałem utrzymać<br />

żonę i dzieci. Tak jak miliony ludzi wyjechałem do Ameryki<br />

zmuszony koniecznością finansową.<br />

Po kilku latach z cytowanego już przeze mnie listu syna Antoniego<br />

dowiedziałam się, że Miłoszowie byli wtedy we Francji<br />

w bardzo trudnej sytuacji finansowej, a etat na Uniwersytecie<br />

w Berkeley był dla Poety szczęśliwym zrządzeniem losu.<br />

Adam Zagajewski, opowiadając mi o swoim i moim Mistrzu,<br />

tak określił jego niezwykłą pracowitość w tamtych czasach:<br />

„Jedną ręką trzymał się lampy, a drugą pisał”.<br />

– Na tym też polega nieustanna emigracja mózgów z Europy<br />

do Ameryki. – Miłosz kontynuował myśl. – To, że mnie<br />

się udało, nie znaczy, że milionom się udało. Jestem wrażliwy<br />

na ich cierpienie i nędzę. Tylko zastanawiam się, obserwując<br />

zauroczonych USA: przecież oni patrzą na te filmy<br />

amerykańskie, czy wyciągają z nich jakieś wnioski?<br />

– W emigracyjnej rzeczywistości konsekwentnie pozostał<br />

Pan przy języku polskim. Za nim stoją bliskie Panu doświadczenia<br />

historyczne?<br />

– Każdy język ma za sobą doświadczenia historyczne, nie<br />

można powiedzieć, że jeden czy drugi język jest bardziej<br />

doświadczony. Istnieje grupa poetów – nazywam ją szkołą<br />

polską – w których poezji doświadczenie historyczne bardzo<br />

silnie się zapisało. Jest wśród nich Herbert, jestem ja, są<br />

Różewicz, Świrszczyńska, Zagajewski. Ta poezja zdobyła sobie<br />

bardzo dobre miejsce na świecie. Te doświadczenia historyczne<br />

zostały w niej przefiltrowane. Szymborska też jest<br />

taka, choć inaczej, sceptycznie to modeluje. Na przykład<br />

wiersze Szymborskiej znakomicie się tłumaczy na szwedzki,<br />

na niemiecki, gorzej na angielski. Świrszczyńska też ma już<br />

swoich zwolenników w Ameryce.<br />

– Za to pisanie po polsku przez lata Pan płacił.<br />

– Płacę za pisanie dużą cenę i dawałem temu wyraz<br />

w swoich pismach. W życiu za wszystko płacimy, nie ma<br />

nic darmo. W Ameryce żyje pewien wariat, który twierdzi,<br />

że zapisałem duszę diabłu. (śmiech) To wariat, ale tego, co<br />

mówią wariaci, należy słuchać. Żeby tworzyć wielką poezję,<br />

trzeba podpisać rodzaj cyrografu, niekoniecznie z diabłem.<br />

Ale przecież to nie znaczy, że trzeba być złym człowiekiem,<br />

żeby pisać dobre wiersze.<br />

– „Gdzie skarb Twój, tam serce Twoje” – mówi Pismo.<br />

– Literatura nie bardzo daje się pogodzić z tym wskazaniem<br />

Ewangelii. Bo skarb pisarza i każdego twórcy zanadto jest<br />

umieszczony w tym, co robi, a to, co robi, jest związane<br />

z jego osobą. W samym założeniu spędzania takiej ilości<br />

czasu na obcowaniu z samym sobą tkwi niebezpieczeństwo,<br />

twórca w ten sposób oddziela się od innych ludzi.<br />

– Tomas Venclova powiedział mi, że w pisaniu pomaga mu<br />

obecność bliskiej kobiety.<br />

– Może miał na myśli swoją żonę. Niestety, pisarz nazbyt<br />

wiele oczekuje od kobiety. Chciałby mieć w jednej osobie<br />

żonę, kochankę, przyjaciela i muzę, a to rzadko się udaje.<br />

– Twórcy już zwyczajowo, jak głosi legenda, bywają ludźmi<br />

trudnymi we współżyciu.<br />

– Liczba przypadków psychopatycznych wśród poetów jest<br />

bardzo duża, niekoniecznie wyższa niż wśród niepiszących,<br />

ale faktem jest, że wielu poetów balansuje na granicy obłędu.<br />

Tak jak Stachura... Ale to przecież nie pomniejsza wartości<br />

jego poezji. Ja oczywiście wolałbym siebie nie zaliczać do<br />

chorych psychicznie, ale kto wie… Jeśli z bliska przyjrzeć się<br />

tak zwanym przeciętnym ludziom, to można zobaczyć wiele<br />

rzeczy prawdziwie przerażających.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

15


16<br />

– Pan jest poetą, a jednak często zabiera głos na temat<br />

różnych spraw społecznych.<br />

– No, bo poeta jednak jest istotą społeczną. I ulega<br />

rozmaitym presjom, falom, wibracjom, nie ma na to<br />

rady. Ale poety nie powinno obchodzić, jak będzie<br />

spowiadany… Nawet czasem staram się specjalnie<br />

mówić o czym innym niż o poezji, dlatego że to jest<br />

temat, na który ludzie mówią nieskończenie.<br />

– Jaka poezja wydaje się Panu najbardziej pożyteczna?<br />

– Dziś doszło do ogromnej subiektywizacji poezji,<br />

wszyscy piszą o sobie i to jest dla niej szkodliwe, nawet<br />

przerażające. Mnie się właśnie to podoba, że pani<br />

pisze o rodzinie, o zwyczajnych sprawach.<br />

– A kogo Pan czyta?<br />

– Wymienianie nazwisk zawsze wkracza w sferę reklamy,<br />

dlatego jestem z tym ostrożny. Bardzo cenię<br />

niektórych poetów. Szymborskiej mogę robić reklamę<br />

bezkarnie. Różewiczowi też, Zagajewskiemu…<br />

Jest też szereg młodych autorów, ale nie mogę wybijać<br />

tych nazwisk…<br />

– Wciąż powstaje poezja religijna, choć chyba ją pisać<br />

najtrudniej…<br />

– Polska poezja religijna jest sielankowa, polega jakby<br />

na oswajaniu boskości. Żaden z poetów polskich<br />

XX wieku nie napisał wierszy tak ściśle katolickich<br />

jak amerykańska poetka Denis Levertov – rewolucjonistka,<br />

agnostyczka. Jej poezje to jedne z najlepszych<br />

wierszy religijnych, jakie znam. Mówią<br />

o Zwiastowaniu, Zmartwychwstaniu, o niewiernym<br />

Tomaszu. To świetna ilustracja do Nowego Testamentu.<br />

Ale widocznie trzeba być agnostyczką i rewolucjonistką,<br />

żeby pod koniec życia napisać takie<br />

wiersze. (śmiech)<br />

– Co jest dla Pana najważniejsze?<br />

– Powstrzymuję się od odpowiedzi. Proszę zajrzeć do<br />

moich tekstów. – Miłosz popatrzył wymownie na mojego<br />

syna. I nic więcej już nie chciał powiedzieć. Ale<br />

jeszcze nas zatrzymał. Przez chwilę szukał książki, którą<br />

chciał nam ofiarować. Ostatecznie wyszliśmy z Księgą<br />

Mądrości w jego przekładzie z greckiego. Te tłumaczenia<br />

Biblii robił w Berkeley, kiedy przez 10 lat odchodziła<br />

jego pierwsza żona, Janka. To wtedy zaczął uczyć się<br />

greki i hebrajskiego (Biblia była pisana w koine – języku<br />

potocznym, najprostszym). Kolejno zajmował się<br />

Księgą Psalmów, Księgą Hioba, Księgą Pięciu Megilot,<br />

Ewangelią według św. Marka i Apokalipsą. To było<br />

bardzo wnikliwe czytanie Pisma. Kiedy podarował mi<br />

Księgę Mądrości, potraktowałam to jako swoistą pointę<br />

naszej rozmowy. Na chybił trafił otwarłam książkę<br />

w białych okładkach: „Jedno jest bowiem dla wszystkich<br />

wejście w życie / i wyjście dla wszystkich jest to<br />

samo” (Mądrość Syracha). Przed wyjściem zrobiliśmy<br />

sobie jeszcze zdjęcia, które do dziś wiszą w moim<br />

pokoju. W pociągu do Katowic zapisałam w notesie<br />

wiersz. Zdecydowałam się na wydrukowanie go dopiero<br />

po latach, w 2004 r., w tomiku Sprawdzanie obecności,<br />

prawie nic w nim nie zmieniając.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

ROZMOWA Z POETĄ, NA KTÓRĄ WYBRAŁAM SIĘ<br />

Z DWUNASTOLETNIM SYNEM<br />

wielki poeta<br />

nie chciał mówić<br />

nie czułam oddechu<br />

na swojej twarzy<br />

choć siedzieliśmy<br />

obok siebie<br />

jak w autobusie<br />

zmuszeni do grzecznościowej<br />

wymiany zdań<br />

– przy dziecku<br />

muszę być powściągliwy –<br />

niepotrzebnie się bał<br />

że mógłby kogoś<br />

zdemoralizować<br />

zapomniał że starość<br />

nie może zepsuć<br />

bo wszystko w ciele<br />

już zepsute<br />

a mądrości ukrytej w głowie<br />

nie widać na pierwszy rzut oka<br />

włosami oddechu<br />

dotykałam mimo woli<br />

jego niezwiędniętej twarzy<br />

kiedy nachylałam się<br />

prawie recytując<br />

do prawego ucha<br />

pytania zamiast wierszy<br />

tylko oczy otwierały<br />

mu się zbyt szeroko<br />

jakby pociągała je w dół<br />

większa przestrzeń<br />

osłonięte pole<br />

naszego widzenia<br />

język po obiedzie<br />

z cętkami zieleniny<br />

poruszał się odkrywając<br />

całą łagodność poety<br />

który syci się trawą<br />

obnosząc ją na języku<br />

w przeciwieństwie<br />

do drapieżników<br />

a przecież drapieżnie<br />

strzegł swych tajemnic<br />

krótkimi kłami odpowiedzi<br />

ucinał moje pytania<br />

dobierające się do jego skóry<br />

podpisał nam książki<br />

zrobiliśmy zdjęcia<br />

dowody na istnienie<br />

tej rozmowy<br />

poddawał się spokojnie<br />

zabiegom zabezpieczenia<br />

przed zepsuciem<br />

pamięci bo przecież<br />

zostanie pismo<br />

i ślady na kliszy<br />

klatka filmu<br />

klatka strony<br />

klatka pokoju<br />

zamiast słów<br />

język z zielonymi<br />

cętkami szczypioru<br />

albo pietruszki<br />

nadspodziewanie<br />

spokojna pantera<br />

w klatce zębów<br />

(…) O miłości w Środę Popielcową<br />

Z tomiku Sprawdzanie obecności<br />

Barbara Gruszka-Zych


– Będę w Krakowie na reportażu – powiedziałam<br />

do słuchawki.<br />

– Dobrze, niech pani zadzwoni za godzinę,<br />

przyjdzie moja sekretarka, ustalimy czas<br />

spotkania – poprosił Profesor. Ostatecznie<br />

umówiliśmy się na Środę Popielcową,<br />

5 marca 2003 r. Przedtem spędziłam cały<br />

dzień w Ogrodzie Botanicznym, przy bliskiej<br />

Bogusławskiego ulicy Kopernika. Potem na<br />

chwilę bar wegeteriański i kawa sojowa.<br />

Piłam, parząc wargi, bo miałam niecałe<br />

10 minut. Słychać było muzykę z Amelii.<br />

Jakaś tęga Amerykanka w prochowcu wypytywała,<br />

co to za ładne dźwięki. Zaczęło<br />

bić mi mocniej serce. Zwyczajowo. Ta wizyta<br />

była nieco inna, bez żony – Carol. Bałam<br />

się o to, w jakiej kondycji jest Miłosz.<br />

W domofonie usłyszałam nieznajomy głos.<br />

Te same schody, uchylone drzwi. W pokoju<br />

nie było Profesora. Przywitała mnie jakaś<br />

pani w fartuszku założonym na spódnicę.<br />

Jak się okazało – pani Władzia Jurgała,<br />

gospodyni i pielęgniarka. Zaprosiła do salonu.<br />

Przez szklany blat stolika widać było<br />

zawieszone nad podłogą wnętrzności książek.<br />

Ładnie wydane tytuły Gospodarza. Na<br />

wierzchu, jak otwarte serce, leżał w płóciennej<br />

oprawie Orfeusz i Eurydyka. Rzecz<br />

o miłości. Miłosza i Carol. Może Miłosza<br />

i pierwszej żony, Janki. Może w ogóle o miłości<br />

Miłosza…<br />

– Dziś Profesora zmęczyli ci z telewizji, długo<br />

siedzieli – tłumaczyła gospodyni.<br />

– Może przeszkadzam? – Byłam zdenerwowana.<br />

– Nie, Profesor jest zadowolony z wizyty,<br />

ale leży. Leży – powtórzyła z naciskiem.<br />

Wyszła. Usłyszałam z sąsiedniego pokoju<br />

(tam siadywała Carol, to ich sypialnia), jak<br />

Miłosz spytał głośno: „To ona już przyszła?”.<br />

Ciche potwierdzenie i kroki. Ta sama twarz,<br />

króciutka broda, roześmiane oczy.<br />

– Cieszę się, że panią widzę.<br />

– To ja się cieszę. – Wymiana uścisków. Jego<br />

mocna ręka, trzymająca na dystans. Usiedliśmy.<br />

Tradycyjnie – ja na fotelu z prawej,<br />

to lepsze ucho poety, on na wyższym, drewnianym<br />

krześle. Podałam mu beherovkę.<br />

Zaśmiał się:<br />

– Nie mogę już pić. Nawet tego.<br />

– A ja zaczęłam pić po czterdziestce, najwyższy<br />

czas. – Słuchał mnie zdziwiony, a potem<br />

się śmiał. Śmialiśmy się razem. Zamówił<br />

u gospodyni cappuccino, zapytał mnie:<br />

„A co pani?”. Też cappucino.<br />

– Co pani ostatnio wydała, te reportaże –<br />

wspomniał o książeczce Mało obstawiony<br />

święty. Cztery reportaże z Bratem Albertem<br />

w tle. – A z poetami, z Zagajewskim,<br />

innymi, te rozmowy? – Wpadł na inny trop.<br />

– Wciąż ich jeszcze nie zebrałam… – wyjaśniłam.<br />

– Pani chciała ze mną rozmowę, ale ja nie<br />

mogę. Trafiła pani na zły czas, to najgorszy<br />

okres w moim życiu. Może później… Był<br />

u mnie syn z synową z Ameryki, ale pojechali.<br />

Było weselej. Teraz znów to samo.<br />

Wyjęłam książki. Opowiedziałam o Bracie<br />

Albercie. O moich książkowych bohaterach.<br />

Uśmiechał się, kiedy wspomniałam, że byłam<br />

z tą książką u Papieża, że pewnie jej nie<br />

przeczytał, ale się ucieszył, bo to jego ulubiony<br />

święty. Zwierzyłam się, że Brat Albert<br />

był mi obcy, a teraz „działa” w moim życiu.<br />

– A to wiersze. – Wyjęłam chudą broszurkę,<br />

ostatni tomik Podróż drugą klasą.<br />

– Ślepnę, tracę wzrok. – Otwarł książkę. –<br />

Na przykład tu, nic nie widzę…<br />

Twarz miał smutną, kąciki ust opadały na<br />

brodę. Brązowa, sztruksowa marynarka,<br />

nieznajoma koszula. Czysta, elegancka.<br />

Zbyt elegancka, jak na dom. Ale przecież<br />

była telewizja. Milczeliśmy.<br />

– Może Panu przeczytam jakiś wiersz – zaproponowałam,<br />

żeby przerwać ciszę.<br />

– Dobrze – przystał z uśmiechem. Wybrałam<br />

babcię. Po przeczytaniu spojrzałam<br />

pytająco. Nachylił się.<br />

– Bene, bene. Ja dokładnie śledzę ewolucję<br />

pani twórczości. Najpierw pani pisała<br />

wiersze krótkie. Potem, może pod moim<br />

wpływem, długie, bardzo długie.<br />

– Może jeszcze jeden? – zapytałam. I żeby<br />

go wprowadzić w tekst, opowiedziałam<br />

o Winfriedzie z Kolonii. Emerytowanym<br />

ministrze finansów Niemiec, który urodził<br />

się na Opolszczyźnie, i po latach, żeby<br />

tłumaczyć moje wiersze, powrócił do polskiego<br />

języka. Przeczytałam, jak „wiersze<br />

dziś nie do przetłumaczenia tną mu wargi<br />

jak trawy w dzieciństwie”. Profesor rozjaśnił<br />

się na chwilę: „Molto bene, bene,<br />

tres interesante”. Oceniał mnie jak mistrz<br />

uczennicę, która z przejęciem popisuje się<br />

swoimi umiejętnościami w jakiejś renesansowej,<br />

włoskiej szkole.<br />

– I co Pan o tym sądzi? – Usiłowałam wciągnąć<br />

go w rozmowę. Milczenie. Ramiona<br />

opuszczone. Ten smutek zaciśnięty na<br />

żuchwie jak obręcz. Twarz z profilu. Jak<br />

niepotrzebna papierowa torba, z której<br />

wypadły produkty. W uchu, tym zdrowszym,<br />

aparat słuchowy. Plastikowy korek<br />

jakby włożony do zabezpieczenia przed<br />

nurkowaniem. Dziś Poeta nurkował<br />

w zniechęceniu.<br />

– Nie mogę wypowiadać sądów.<br />

– Dlaczego? – zdziwiłam się. – Pan jest<br />

moim Poetą. Bardzo podoba mi się Pana<br />

wiersz Człowiek wielopiętrowy, wywiesiłam<br />

go na drzwiach mojego pokoju. Ludzie<br />

stale wydają sądy i czekają na nie,<br />

to normalne. Jestem tym człowiekiem<br />

z kawiarni, który czeka na Pana sąd.<br />

Zamyślił się.<br />

– To nie jest tak, to nie jest niechęć… –<br />

Uciekał od odpowiedzi. Nie patrzał mi<br />

w oczy. Pochylony, z profilu jak neandertalczyk<br />

o jakichś nagle pogrubionych,<br />

zniekształconych rysach twarzy.<br />

Jakby sportretowany w karykaturze. –<br />

Bo ja codziennie próbuję siebie osądzić<br />

i nie mogę wydać o sobie sądu, więc jakie<br />

mam prawo sądzić innych?<br />

– Wszyscy z tym się zmagają – odpowiedziałam<br />

spokojnie.<br />

– Co? – Jakby niedosłyszał.<br />

– Wszyscy tak się męczymy, tylko czasem<br />

mamy taką nadzieję, że innym,<br />

z większym doświadczeniem, przychodzi<br />

to łatwiej. Ale to nieprawda. Całkowicie<br />

Pana rozumiem.<br />

– Proszę się na mnie nie gniewać – mówił,<br />

patrząc mi już w oczy z troską, jak<br />

na córkę. – Ja bardzo panią lubię, ale<br />

mam depresję i nic z tego. A jak tam synowie,<br />

ile już mają lat?<br />

Odpowiedziałam, że 17 i 14, że chcą<br />

się uczyć. Opowiadałam o mojej pracy<br />

dziennikarskiej, że zabiera mi wiele czasu,<br />

ale stale ważne są wiersze.<br />

– Najważniejsze są wiersze – powtórzył<br />

za mną. – Ale dobrze, że ma pani tę<br />

„dziennikarkę”.<br />

Potwierdziłam. Wspomnieliśmy też znajomą<br />

parę, która się rozstała.<br />

– Była miłość i nie ma już miłości. Najtragiczniejsze<br />

w życiu jest to, że miłość<br />

znika, gdzieś się kończy – powiedział<br />

powoli poważnym głosem.<br />

– Miłość jest najważniejsza – uzupełniłam<br />

oczywistością.<br />

– Miłość jest najważniejsza – powtórzył<br />

z zadumą. Poprosiłam go o podpis na<br />

Drugiej przestrzeni w zielonej okładce.<br />

– I pisać już za bardzo nie mogę. – Zaczął<br />

się denerwować. – Jak bazgrzę,<br />

to nie mogę siebie odczytać. Ręka mi<br />

sztywnieje, chwyta mnie przykurcz.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

17


Wyciągnął z marynarki pióro, przedarł<br />

nim papier, bo rzeczywiście ręka nie<br />

nadążała za zawijasami liter. Podnieśliśmy<br />

się z miejsc. Nagle zaskoczył<br />

mnie łobuzerskim uśmiechem:<br />

– Ale ten tytuł Zapinając kolczyki do<br />

pani tomiku się nam udał. – Uśmiechnął<br />

się jak dawniej. Uścisnął mi dłoń.<br />

Razem z tym gestem stał się chłodniejszy,<br />

oddalił się. Jakby miał się<br />

zapaść w smutek. Dziś Środa Popielcowa.<br />

W kościele po drugiej stronie<br />

Plantów właśnie sypali popiołem.<br />

„Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz”.<br />

Profesor puścił mnie przodem.<br />

Ścisnął za łokieć.<br />

– Tak, tak – mówił do siebie, może do<br />

mnie. Jeszcze zanim zdążyłam włożyć<br />

płaszcz, odszedł do sypialni. Nie czekał,<br />

aż wyjdę. Żegnała mnie pani Władzia,<br />

gospodyni. Nie Carol i Czesław.<br />

Nie ich uśmiechy. Nie ciepło. Maska<br />

tlenowa ich dawnej obecności podtrzymywała<br />

w przedpokoju życie.<br />

Na schodach spotkałam czarnowłosą,<br />

roześmianą sekretarkę Profesora,<br />

Agnieszkę Kosińską. Buchała z niej<br />

energia i jakieś ciepło. Wracała z biblioteki<br />

z potrzebnymi Profesorowi<br />

książkami. Po latach telefonicznej znajomości<br />

przeszłyśmy wtedy, na tych<br />

schodach, na ty.<br />

Teraz jest ciężki czas, zaczyna się wiosna,<br />

a Profesorowi wciąż się przypomina<br />

żona.<br />

– Karolina tu, Karolina tam – opowiadała.<br />

– Ale co dzień konsekwentnie<br />

siadamy do pracy, bardzo dużo pracujemy.<br />

Profesor formę fizyczną ma<br />

niezłą, ten smutek bierze się z głowy...<br />

Trzeba mu przypominać o życiu, stawiać<br />

wyzwania… (…)<br />

Teraz „mój Poeta” ustąpił słowa kapłanom.<br />

Abp Życiński i kard. Macharski<br />

stoją nad jego głową, mówią zamiast<br />

niego, modlą się słowami Psalmów.<br />

Abp Życiński przypomina, że 60 lat<br />

temu Miłosz, wyruszając do Stanów,<br />

spotkał się w Londynie z T.S. Eliotem:<br />

– Na dzisiejszą długą podróż zadedykujmy<br />

mu słowa Eliota z Szeptów nieśmiertelności:<br />

„Dotykiem, wzrokiem,<br />

węchem, słuchem / Dno duszy drążył<br />

w doświadczeniach / Znał lód i płomień<br />

aż do szpiku / Łakomstwo zmysłów,<br />

głód wieczności”.<br />

18<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

BARBARA GRUSZKA-ZYCH<br />

Poetka, reportażystka, pisarka, krytyczka literacka. Jest autorką ponad dwudziestu<br />

tomików wierszy. Jej zbiorek Szara jak wróbel (2012), wybitny krytyk Tomasz Burek<br />

umieścił wśród dziesięciu najważniejszych książek, które ukazały się w Polsce po 1989 r.<br />

Opublikowała zbiory reportaży Mało obstawiony święty. Cztery reportaże z Bratem<br />

Albertem w tle, Zapisz jako… oraz książki wspomnieniowe Mój poeta o Czesławie Miłoszu,<br />

Takie piękne życie.<br />

Portret Wojciecha Kilara,<br />

a także wywiad rzekę<br />

Życie rodzinne Zanussich.<br />

Rozmowy z Elżbietą<br />

i Krzysztofem i Moi ważni.<br />

Portrety prywatne.<br />

W czerwcu tego roku<br />

ukazał się album-esej Zanussi.<br />

Przez przedmioty,<br />

w którym Gruszka-Zych<br />

jest autorką tekstu. Laureatka<br />

wielu nagród za<br />

wywiady i reportaże,<br />

m.in. nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich im. Macieja Łukasiewicza (2012)<br />

za rozmowę z Wojciechem Kilarem, oraz nagród poetyckich, m.in. nagrody im. ks. Jana<br />

Twardowskiego (2015), a także za upowszechnianie kultury i nauki m.in. nagrody Marszałka<br />

Województwa Śląskiego im. Karola Miarki (2023). Była stypendystką wiedeńskiej<br />

Fundacji Janineum (2002), Fundacji Jana Pawła II w Rzymie (2003) oraz Fundacji Heinrich<br />

& Jane Ledig-Rowohlt w Lavigny w Szwajcarii (2014).<br />

Na ekranie zobaczyliśmy zbliżenie<br />

trumny. Chyba dębowej, wygładzonej<br />

jak najlepsze meble w salonie.<br />

I skromny napis przypominający nazwisko<br />

autora na okładce książki. Podpis<br />

na meblu z ciałem, którego nikt<br />

z nas po śmierci nie zobaczył, bo<br />

pewnie niepodobne. Prawie 100 kg,<br />

180 cm wzrostu. Wymiary życia, wymiary<br />

wielkości. W jaką ubrano go<br />

marynarkę? Czy w tę ulubioną, dżinsową?<br />

Czy w koszulę w drobną kratkę?<br />

A może nasiąkniętą zapachem środków<br />

antymolowych, sztruksową, którą<br />

założył, żeby nam pozować do zdjęć?<br />

Okładka ostatniej książki – trumna.<br />

I nie pomoże żadne jego „bene” na<br />

moje próby określenia powodu płaczu.<br />

Bo oto duma, wielkość wznoszona<br />

ciągle nowymi dziełami, nagle<br />

kończy się na imieniu i nazwisku. Tym<br />

na początku, po chrzcie wpisanym do<br />

ksiąg parafialnych. Kiedy stał się jednym<br />

z dzieci Bożych. Teraz znowu jest<br />

dzieckiem, oddanym w ręce tych, którzy<br />

modlą się za nie do Pana.<br />

Po uroczystościach na Skałce moi<br />

synowie idą na poczęstunek, zwany<br />

zwyczajowo stypą, do Centrum Sztuki<br />

i Techniki „Manggha” (mieliśmy<br />

wydany przez urząd Miasta Kraków bilet<br />

wstępu do Bazyliki Mariackiej i na<br />

Skałkę z numerem 000102). A ja na Kazimierzu<br />

piję z przyjacielem czerwone<br />

wino za Zmarłego. Wracając, przechodzimy<br />

pod domem Poety na Bogusławskiego.<br />

Kwiaty na chodniku, wetknięte<br />

w drzwi róże, szeregi zapalonych<br />

zniczy, straż miejska w pogotowiu. Na<br />

Rynku przypadkowo wpadam na swoje<br />

dzieci – Tymka i Błażeja – spacerujące<br />

z noblistą, Seamusem Heaneyem. Przyleciał<br />

na pogrzeb z Irlandii, przeczytał<br />

wiersz Miłosza na Skałce. Chłopcy wyszli<br />

z nim z przyjęcia, nie mając pojęcia,<br />

kogo oprowadzają po Krakowie.<br />

– Nie wiedzieliśmy, że pan też jest poetą,<br />

który dostał Nobla – przyznaje<br />

szczerze zaskoczony Tymek.<br />

– To nie była moja wina – żartuje Heaney.<br />

W białej, lnianej koszuli, z siwymi<br />

włosami. Zaprasza nas na kawę i piwo.<br />

Siadamy przy stoliku na Rynku, tak jak<br />

przed 14 laty ja z Miłoszem. Otwieram<br />

„Tygodnik Powszechny”, w którym wydrukowano<br />

artykuł Heaneya o zmarłym<br />

przyjacielu. Tymek tłumaczy na<br />

angielski jego fragmenty. Mnie wystarczy<br />

sam tytuł: Śmierć starego króla. (…)<br />

[BGZ]<br />

BARBARA GRUSZKA-ZYCH


20.09 piątek, Bielsko-Biała<br />

FESTIWAL POEZJI<br />

19–21 września <strong>2024</strong><br />

19.09 czwartek, Czechowice-Dziedzice<br />

8.15 Liceum Ogólnokształcące im. Marii Skłodowskiej – Curie<br />

Spotkania młodzieży z poetami<br />

16.30 Miejski Dom Kultury<br />

MOVIMENTO i goście. Muzyka, śpiew i poezja<br />

PROMOCJA w wydaniach literackich i…<br />

MDK Piwnica Muz<br />

Rok Miłosza – rozmowy…<br />

Poeci mają głos<br />

8.15 Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych im. Juliana Fałata<br />

Spotkania młodzieży z poetami w Plastyku<br />

10.30 Zespole Szkół Elektronicznych, Elektrycznych i Mechanicznych<br />

Spotkanie młodzieży z poetami<br />

13.00 Książnica Beskidzka<br />

Sesja Literacka, Czesław Miłosz gospodarz poezji polskiej<br />

15.00 Objad<br />

Happening – poezja na chodnikach Plac Bolesława Chrobrego<br />

17.00 Książnica Beskidzka<br />

Bielska Gala Poetycka – prezentacja gości<br />

Post Scriptum - promocja<br />

Wieczorne rozmowy Bielsko-Biała<br />

21.09 sobota, Libiąż<br />

8.20 Wyjazd do Libiąża (parking Dworek EUREKA)<br />

10.00 Wycieczka do sztolni kopalni JANINA<br />

13.00 Obiad<br />

14.30 Libiąskie Centrum Kultury: Sala Widowiskowa<br />

Libiąska Gala Poetycka – prezentacja gości<br />

16.30 SATYRA UROBKOWA – rozstrzygnięcie ogólnopolskiego konkursu poetyckiego<br />

18.00 Wystawa w LCK<br />

Wieczorne rozmowy w Niszy<br />

Wykład i rozmowy o Miłoszu prowadzić będą: prof. dr hab. Marek Bernacki, (Czesław Miłosz gospodarz poezji polskiej);<br />

Barbara Gruszka-Zych (Portret prywatny Miłosza) i Romuald Mieczkowski (Z Miłoszem pod pachę)<br />

Spotkania młodzieży z poetami (kto, poeci zostaną poinformowani)<br />

WSTĘP WOLNY<br />

MECENAT<br />

GŁÓWNY ORGANIZATOR FESTIWALU:<br />

PARTNERZY<br />

PATRONAT MEDIALNY<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

19


Zdjęcie: Bogusława Chwierut<br />

Uśmiechnięty<br />

Libiąż<br />

Libiąż – miasto w województwie małopolskim, w powiecie<br />

chrzanowskim […]. Położone jest w sąsiedztwie Chrzanowa,<br />

Chełmka, Jaworzna i Oświęcimia. Libiąż jest miastem<br />

przemysłowym. Na jego terenie znajdują się m.in. Kopalnia<br />

Węgla Kamiennego ZG „Janina”, Kopalnia Dolomitu „Libiąż”,<br />

fabryka okien i profili PCW „Thermoplast”, a także fabryka<br />

kostki brukowej „Libet”.<br />

Zimna, beznamiętna i nieczuła informacja, jakich pełno<br />

w Wikipedii. I to byłoby na tyle, jak mawiał klasyk,<br />

gdyby nie… Bodzia, a oficjalnie Bogusława Chwierut.<br />

Barwna i nietuzinkowa postać. Pełna niespożytej<br />

energii i pomysłów, czasem zwariowanych jak ona<br />

sama. Bodzia robi wiele pożytecznego i inspirującego<br />

szumu. Kiedyś tak jej zaszumiało w głowie (i to nie<br />

wino z libiąskich winnic!), że zaczęła pisać wiersze oraz<br />

prozę i uaktywniać się pięknie, poganiana kopytkami<br />

i rżeniem Pegaza. To się czasem paniom zdarza. Stała<br />

się kolorowa jak papuga ara, która się stara, by szarym<br />

wróbelkom pokolorować życie. Poezją i satyrą!<br />

Dwoi się, troi i dziesięciokrotni. Należy do artystycznej<br />

grupy „Źródłosłów”, założonej przez Bogusława<br />

Zakordońca w 2016 r. w Chrzanowie – pełni w niej<br />

odpowiedzialną funkcję managera. A że wszędzie<br />

jej pełno, nie mogło jej też zabraknąć w Libiąskim<br />

Centrum Kultury (LCK), gdzie – w schowanej w piwnicy,<br />

przytulnej i klimatycznej kawiarence „Nisza” – prowadzi<br />

cykliczne spotkania „Odkurzanie poezji”, na które<br />

(z odkurzaczami kreatywnych głów) zaprasza wybitnych<br />

i nieco mniej znanych autorów, że wymienię tylko Józefa<br />

Barana i Tomasza Jastruna.<br />

20<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Liryka jej nie wystarczyła, bo czułaby się jak jednoskrzydła<br />

anielica. By się unieść (i nie upaść), pomyślała o drugim<br />

skrzydle – satyrze. Myślenie ma kolosalną przyszłość,<br />

że znowu przywołam złotą myśl satyryka, ale z samego<br />

myślenia nic nie wynika, bo trzeba je jeszcze wprowadzić<br />

w życie (a nawet w pszenicy i owsie)! Bodzia, która mogłaby<br />

zostać tematem niejednej fraszki, przed sześcioma laty<br />

wymyśliła konkurs „Satyra Urobkowa”. Już sama nazwa<br />

podpowiada, że musi on mieć jakieś związki z kopalnią.<br />

I ma! Główną nagrodą, prócz mamony, jest… tona węgla!<br />

Nie dziwi więc, że w konkursie biorą udział satyrycy<br />

z całego kraju. Uśmiechających się filuternie konkursów<br />

jest ci u nas niedostatek, czego nie można powiedzieć<br />

o lirycznych – zapłakanych, depresyjnych, z nieszczęśliwymi<br />

miłościami na pierwszym planie i w tle.<br />

Po raz szósty podsumowanie konkursu odbędzie się we<br />

wrześniu w LCK w ramach festiwalu poezji, tym razem<br />

nazywającego się „Poezja wpisana w miasto”, którym od<br />

jedenastu lat zajmuje się Ryszard Grajek – poeta, świetny<br />

organizator i prezes bielskiego oddziału Stowarzyszenia<br />

Autorów Polskich. Prócz stałych miast, Czechowic-<br />

-Dziedzic i Bielska-Białej, festiwal gościł w Cieszynie,<br />

Wilamowicach oraz Jasienicy, by w tym roku zawitać do<br />

Libiąża – szesnastotysięcznej miejscowości przyjaźnie<br />

nastawionej do kulturalnych inicjatyw, między innymi<br />

dzięki burmistrzowi Jackowi Latce (co wcale nie jest<br />

regułą).<br />

Bogusława Chwierut, jak mówi, jest dumna ze swojej<br />

małej ojczyzny. Myślę, że mała ojczyzna jest dumna z niej,<br />

choć Bodzia potrafi być „ogólnie męcząca”, gdy walczy jak<br />

lwica, by w urokliwym Libiążu kultura rozkwitała przez cały<br />

rok. O Libiążu już jest głośno! Będzie jeszcze głośniej, gdy<br />

zjadą tu poeci z całego kraju i z zagranicy. Tym bardziej, że<br />

miasto uśmiecha się do nas w dwójnasób: liryką i satyrą.<br />

I to jest piękne! Naprawdę, nie na niby! [JW]<br />

JULIUSZ WĄTROBA


BOGUSŁAWA CHWIERUT<br />

BARBARA KORCZYK<br />

ADRENALINA<br />

jak bańka mydlana<br />

pośród róż<br />

ocieram się o ciebie<br />

o kolce<br />

twoich rąk<br />

***<br />

Przez rzekę słów<br />

pręży się bóg<br />

z liściem klonowym<br />

na stacji kolejowej<br />

nadjeżdża pociąg<br />

zbyt pośpieszny<br />

JABŁECZNIK<br />

mama smaży jabłka<br />

drewniana łyżka<br />

przyklejona do jej dłoni<br />

pachnie cynamonem<br />

wieczornymi rozmowami<br />

noc naciąga herbatą<br />

DOTYK<br />

połacie<br />

rozlanego atramentu<br />

na dłoni<br />

czułość wplatasz<br />

w moje włosy<br />

UTYŁA<br />

Szukając talii<br />

mierząc się w pasie<br />

nie zmieściła się w czasie<br />

WIERNA<br />

Poszłaby za tobą<br />

na koniec świata,<br />

gdyby nie woda w kolanie<br />

i podeszłe lata<br />

SKRUPULATNY<br />

O szczegóły będąc dbałym,<br />

wszędzie szukał dziury<br />

w całym<br />

SKNERA<br />

Tak mu drogą była<br />

ta biedna kobieta,<br />

że puścił ją wolno<br />

w samych skarpetach<br />

SAVOIR- VIVRE<br />

Czy wypada<br />

odejść od stołu,<br />

by rozebrać się do rosołu?<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

21


NeSpoon<br />

22<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


NeSpoon<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

23


miejska biżuteria w koronkowej odsłonie<br />

rozmawia renata cygan<br />

W 2009 roku rzuciłaś pracę w korporacji,<br />

zmieniłaś nazwisko i wyszłaś<br />

ze swoją sztuką na ulicę. Zdradzisz,<br />

co było bodźcem do tak radykalnej<br />

zmiany całego życia, punktem<br />

zwrotnym?<br />

To nie był punkt zwrotny, a raczej<br />

korekta kursu. Od najmłodszych lat<br />

wiedziałam, że chcę być „prawdziwą<br />

artystką”. Już w podstawówce sama<br />

uczyłam się malować, poznawałam<br />

techniki, czytałam książki o historii<br />

sztuki. Do pracy w korporacji zmusiły<br />

mnie okoliczności – potrzebowałam<br />

stałej pracy, ubezpieczenia, mieszkania<br />

dla siebie i dziecka. To był konieczny<br />

etap pomiędzy tym, do czego<br />

zmuszały mnie czynniki zewnętrzne,<br />

a tym, co chciałam naprawdę w życiu<br />

24<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

robić. Po 10 latach pomyślałam, że<br />

już mogę, że teraz albo nigdy. I zrobiłam<br />

to.<br />

Czy NeSpoon to nawiązanie do<br />

Matrixa i słów: „no spoon”? Przypomnijmy<br />

słynną scenę z chłopcem,<br />

który wzrokiem wygina łyżkę,<br />

po czym mówi: „łyżki nie ma [ang.<br />

there’s no spoon] – to nie łyżka się<br />

wygina, tylko ty. Spróbuj zrozumieć<br />

prawdę”. Czy Twoje „narodziny”<br />

jako NeSpoon wiążą się z tym, że<br />

zrozumiałaś prawdę o sobie?<br />

Rzeczywiście, moje imię to nawiązanie<br />

do tego momentu w filmie,<br />

ale też do tamtej bardzo konkretnej<br />

chwili w moim życiu. Nie chodziło<br />

o prawdę o sobie, bo znałam ją od<br />

dziecka, ale o przekraczanie granic,<br />

a właściwie ograniczających nas<br />

przekonań. Jeśli zrozumiesz, że łyżeczka<br />

nie istnieje, możesz przeskoczyć<br />

z wieżowca na wieżowiec albo<br />

rzucić dobrą pracę i zacząć malować<br />

graffiti na ulicy.<br />

Zaczynałaś od rysunku i tradycyjnego<br />

malarstwa. Twoimi mistrzami<br />

byli klasycy: Rembrandt, Richter<br />

i Rothko. Potem była ceramika użytkowa.<br />

Skąd więc się wzięły koronki?<br />

Uważam, że opanowanie klasycznego<br />

warsztatu malarskiego jest ważne.<br />

Próbowałam wielu technik i podejść,<br />

a w końcu przez dłuższy czas malowałam<br />

minimalistyczne, depresyjne<br />

abstrakcje. Pewnego dnia uznałam


NeSpoon<br />

Pewnego dnia wyszłam na ulicę<br />

i spojrzałam na świat zupełnie inaczej.<br />

Zobaczyłam słup,<br />

na którym wyświetliła mi się koronka<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

25


26<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Gdziekolwiek jestem, ludzie traktują<br />

wzory koronek jako coś swojego, znanego,<br />

sympatycznego. Zwykle kojarzą im się z babcią,<br />

dzieciństwem i domowym ciepłem<br />

to za ślepą uliczkę, odłożyłam pędzel –<br />

a właściwie szpachelkę, bo wtedy malowałam<br />

szpachlą – i zajęłam się ceramiką.<br />

Odciskanie koronek w świeżej<br />

glinie to jedna z najpopularniejszych<br />

metod zdobienia ceramiki, wszędzie<br />

na świecie można znaleźć talerze czy<br />

kubki z takimi wzorami.<br />

Przez dwa lata zrobiłam setki takich<br />

naczyń. Pewnego dnia przyszło mi<br />

do głowy, że te motywy są piękne<br />

same w sobie i nie potrzebują formy<br />

użytkowej, by cieszyć oczy. Zrobiłam<br />

taki bez-celowy obiekt z koronkowym<br />

wzorem i przykleiłam do ściany<br />

w mieście. Tak się zaczęło.<br />

Czym jest dla Ciebie koronka? Co<br />

symbolizuje?<br />

W początkach istnienia koronczarstwa,<br />

w XVI czy XVII wieku, koronki<br />

były symbolem władzy i bogactwa,<br />

tylko możni mogli sobie na nie pozwolić.<br />

Ceniono je na równi ze złotem<br />

czy klejnotami. Potem, w XIX wieku,<br />

gdy wymyślono maszyny tkackie,<br />

koronki bardzo staniały i trafiły pod<br />

strzechy, były w praktycznie każdym<br />

domu. To dlatego, gdy maluję na<br />

ulicy, często słyszę wiele osobistych<br />

historii o domu rodzinnym, o mamie<br />

czy babci, o dawnych, dobrych czasach.<br />

Lubię myśleć o moich pracach<br />

inspirowanych koronkami, że dają<br />

dobrą energię, w jakiś sposób symbolizują<br />

spokój i harmonię. Ludzie lubią<br />

je, uśmiechają się, kiedy je widzą.<br />

Jesteś artystką street artu. Tworzysz<br />

miejską biżuterię, ozdabiasz koronkami<br />

stare budynki, mury, słupy,<br />

drzewa, chodniki. Część Twoich prac<br />

musi ulec zniszczeniu. Nie martwi<br />

Cię to? Nie żal Ci?<br />

Efemeryczność jest wpisana w street<br />

art. Każdy, kto tworzy na ulicy, musi<br />

liczyć się z tym, że jego praca z jakichś<br />

względów prędzej czy później<br />

zniknie. Oczywiście odczuwam żal,<br />

gdy ktoś zniszczy niedawno przyklejoną<br />

do ściany porcelanową koronkę,<br />

nad którą pracowałam miesiąc,<br />

ale zgadzam się na płacenie tej ceny.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

<strong>27</strong>


28<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Zrobienie jednej ceramicznej koronki<br />

trwa tygodniami. Czy jesteś cierpliwa?<br />

Jestem przeciwieństwem cierpliwości.<br />

Praca w ceramice wymaga skupienia<br />

i wyciszenia, jest formą medytacji,<br />

która pomaga mi się uspokoić<br />

i oczyścić umysł.<br />

Inspirują Cię nie tylko koronki, lecz<br />

także tybetańskie mandale, arabska<br />

ceramika czy sztuka prekolumbijska…<br />

To nie tak. Punktem wyjścia moich<br />

prac są wzory koronek, ale gdy dodaję<br />

do nich kolor, ludzie mają właśnie<br />

takie międzykulturowe skojarzenia.<br />

Nie dziwi mnie to, ponieważ<br />

XVI-wieczne źródła sztuki koronczarskiej<br />

w Europie mają wiele wspólnego<br />

z ornamentyką islamską, a ta – z jeszcze<br />

starszą, hinduską. Istnieje pewien<br />

wspólny kod estetyczny, oparty na<br />

świętej geometrii, który ludzie instynktownie<br />

rozpoznają na całym świecie<br />

i uważają za znajomy, lokalny, swój.<br />

Urban art na wielkich powierzchniach<br />

to ciężka fizyczna praca: kilkanaście<br />

godzin dziennie na podnośniku,<br />

w ochronnym stroju, z ciężkimi<br />

zabezpieczeniami. Nierzadko w deszczu<br />

czy na mrozie. Jak taka filigranowa<br />

dziewczyna sobie z tym radzi?<br />

Tak samo jak duży mężczyzna, po<br />

prostu to robię. Nie traktuję tego jak<br />

pracy, to dla mnie raczej forma radosnego<br />

wysiłku fizycznego, rodzaj<br />

sportu wytrzymałościowego, takiego<br />

jak biegi długodystansowe czy kajakarstwo.<br />

Po całym dniu jestem zmęczona,<br />

ale szczęśliwa.<br />

Duża część Twoich prac powstaje na<br />

zamówienia różnych instytucji na<br />

całym świecie, ale wciąż lubisz wyskoczyć<br />

na miasto „na nielegalu”.<br />

Adrenalina?<br />

Jeśli uważasz się za artystę czy artystkę<br />

street artu, to musisz uprawiać<br />

street art, czyli tworzyć sztukę na<br />

ulicy, bez pozwolenia – gdzie chcesz<br />

i co chcesz. Szlachectwo zobowiązuje.<br />

Wzory koronek to uniwersalny kod estetyczny,<br />

czytelny na całym świecie.<br />

Widać go wszędzie – w kielichach kwiatów,<br />

szkieletach morskich stworzeń, płatkach śniegu,<br />

wzorach malowanych przez mróz na szybach<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

29


Moja sztuka<br />

zawsze powstaje in situ,<br />

osadzona<br />

w lokalnym kontekście<br />

30<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Wielokrotnie w różnych krajach zatrzymywała<br />

mnie policja, ale zwykle kończyło się na miłej<br />

rozmowie. Jedyny mandat dostałam w Polsce<br />

Jasne, to daje adrenalinę, ale najbardziej<br />

cenię poczucie wolności. Legalne<br />

prace to raczej sztuka publiczna.<br />

Muralizm też nie jest street artem,<br />

tak jak wspinanie się na ściance<br />

w klubie to nie alpinizm.<br />

Mówi się, że jesteś polskim Banksym…<br />

To akurat mówi się o Dariuszu Paczkowskim,<br />

Krzyśku Syruciu, Noriakim<br />

i kilku innych moich kolegach uprawiających<br />

street art. O mnie mówi<br />

się, że jestem Banksym w spódnicy.<br />

Banksy to kres układu odniesień<br />

polskiego dziennikarstwa, tymczasem<br />

Paczkowski namalował Lenina<br />

z irokezem w 1987 roku, a Banksy<br />

w 2002, więc to raczej Banksy jest<br />

brytyjskim Paczkowskim.<br />

Czy służby mundurowe próbowały<br />

Cię kiedyś „przywołać do porządku”?<br />

Dostałaś kiedyś mandat? Kazano<br />

Ci zaprzestać malowania?<br />

Wielokrotnie w różnych krajach zatrzymywała<br />

mnie policja, ale zwykle<br />

kończyło się na miłej rozmowie. Jedyny<br />

mandat dostałam w Polsce od<br />

kobiecego patrolu. Było bardzo niemiło,<br />

panie funkcjonariuszki nie mogły<br />

przejść do porządku dziennego<br />

nad kolorem moich włosów.<br />

Skąd pomysł na „najmniejszego papieża<br />

na świecie”? Przekora?<br />

Sarkazm. Sarkazm jest ostatnią linią<br />

obrony przed głupotą świata.<br />

A biedronki? Dlaczego biedronki?<br />

To dawno zamknięty projekt, street<br />

art dla dzieci. Powstał głównie z myślą<br />

o mojej małej wtedy córce, żeby<br />

miała też coś dla siebie na ścianach,<br />

bo graffiti jeszcze nie rozumiała. Zakończyłam<br />

to chyba w 2012 roku.<br />

Co Cię pociąga w skrzynkach elektrycznych?<br />

Są dobrym podkładem malarskim,<br />

bo nie mają jakiejś szczególnej<br />

wartości estetycznej, historycznej,<br />

architektonicznej czy urbanistycznej.<br />

Można je malować bez szkody,<br />

a nawet z zyskiem.<br />

Na czym polega projekt „Blizny”?<br />

Koronki to tylko jeden z moich<br />

projektów, mam też wiele innych,<br />

bardziej konceptualnych. Pomimo<br />

że w większości są realizowane<br />

na ulicy, to adresowane są do widzów<br />

w galeriach. „Blizny” to jeden<br />

z nich. Mówi o potrzebie ostatecznego<br />

przezwyciężenia traumy<br />

II wojny światowej, o patrzeniu<br />

w przyszłość, a nie przeszłość. Wypełniałam<br />

gliną dziury po kulach,<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

31


Koronkowe wzory<br />

stały się moim znakiem rozpoznawczym<br />

Wszystkie zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum NeSpoon<br />

32<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


które gdzieniegdzie znaleźć jeszcze<br />

można w polskich miastach,<br />

symbolicznie zabliźniając ostatnie<br />

rany w tkance miejskiej. Projekt powstał<br />

w 2015 roku jako reakcja na<br />

nagły zwrot w polityce kulturalnej<br />

państwa, tak zwaną politykę historyczną.<br />

Odbierałam to jako pomysł<br />

na budowanie tożsamości narodowej<br />

opartej na doznanych krzywdach<br />

i nieufności wobec sąsiadów.<br />

Przejdźmy do porcelanowych płatków:<br />

o co chodzi w projekcie „Myśli”?<br />

To próba zapisu stanu medytacji<br />

w porcelanie. Przez trzy lub cztery zimowe<br />

miesiące w roku robię tylko to,<br />

lepię porcelanowe płatki kilka godzin<br />

dziennie. Wierzę, że moje uspokajające<br />

się myśli zapisują się w porcelanie.<br />

Na finałową wystawę w 2042<br />

roku przygotowuję 1500 kg płatków,<br />

które wyłożone będą na stołach<br />

o długości 300 m. Widzowie będą<br />

mogli zanurzać w nich ręce i bawić<br />

się nimi, uwalniając charakterystyczny<br />

dźwięk, który oczyszcza umysł.<br />

Projekt powstał w 2012 roku, gotowych<br />

jest około 600 kg płatków.<br />

Marzysz o postawieniu ogromnej<br />

instalacji przed Reichstagiem w Berlinie.<br />

300 dwuipółmetrowych rzeźb<br />

ludzkich. Dlaczego tam? Co mają<br />

symbolizować te postaci?<br />

Myślę o wielu makroskalowych instalacjach<br />

publicznych, to właśnie<br />

chciałabym robić w bliskiej przyszłości.<br />

Interaktywne koronki 20-metrowej<br />

wysokości; koronkowy, drukowany<br />

z metalu amfiteatr na koncerty<br />

chopinowskie czy właśnie „People<br />

talking”. To instalacja, która mówi<br />

o tym, jak ważna jest bezpośrednia<br />

rozmowa z innymi ludźmi, również<br />

tymi nieznajomymi.<br />

Zostawiłaś swoje koronki w wielu<br />

miastach na całym świecie. Które<br />

miejsce wspominasz najmilej?<br />

W zasadzie wszystkie miejsca wspominam<br />

najmilej. Jeśli chodzi o to,<br />

które szczególnie pozostaje mi<br />

w pamięci, to Czarnobyl. Tworzenie<br />

instalacji w postapokaliptycznym,<br />

porzuconym mieście, obok zniszczonego<br />

reaktora, było naprawdę silnym<br />

przeżyciem.<br />

Najbliższe plany NeSpoon?<br />

Murale, instalacje, wystawy, projekty…<br />

Mam kalendarz wypełniony na<br />

rok do przodu. [RC]<br />

RENATA CYGAN<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

33


SONET Z DZIEWICĄ<br />

Motylki pocałunków w uczuć mgiełce bladej<br />

przysiadły ci na pączkach rozwiniętych sutków<br />

Utonęła w jeziorze wzruszeń rzeka smutków<br />

kiedy poduszkę głowy u twoich stóp kładę<br />

A wzrok się pnie powojem twego ciała granią<br />

poprzez jaskinie mroczne poprzez biel i czerwień<br />

Halny pragnień się wzmaga – wszystkie więzy zerwie:<br />

niebo z ziemią deszcz z słońcem powój z granią raniąc<br />

Czuję ciebie tak samo jak niegdyś Petrarka<br />

wtapiając Laurę w bursztyn złocistych sonetów<br />

które żywego skarbu dniem i nocą strzegą<br />

Wiem też (kiedy buszuję po twych zakamarkach):<br />

największe dzieło Boga jaśnieje kobietą<br />

chociaż diabeł się spiera że to dzieło jego<br />

SONET Z ROMANTYCZKĄ<br />

Zmysłowość jej rozkwita tylko w snach lubieżnych<br />

kiedy czułym kochankiem podpalany ogier<br />

podkówkami – na szczęście – głodne uda skrobie<br />

i pianą z pyska zrasza brosze piersi śnieżnych<br />

Rozchylone rubiny warg wciąż pragną nieba<br />

Rozkosz dzikim galopem kolejnych orgazmów<br />

Wgnieciona w łożę łąki czując słodkie jarzmo<br />

rżysz w szczęśliwych omdleniach jak stugłowy źrebak<br />

Gdy zaś łódź snu po morzach wzburzonych odpływa<br />

i płonącym źrenicą kare myśli gasi<br />

wracasz do jawy szarej pokorna i cicha<br />

Tylko w stajniach bliźniaczych ciasnego stanika<br />

kobyle mleko wzruszeń na nowo się kwasi<br />

i wiatr tabunom koni gra na wzdętych grzywach<br />

Juliusz Wątroba<br />

SONET Z PRZYZWOITKĄ<br />

O Afrodyto smukła O Wenus z rękami<br />

pożądaniem pałają wszystkie moje członki<br />

Przypatruję się tobie jak ziemniakom stonki<br />

marząc tylko o jednym – zostańmy tu sami<br />

Lec nic z tego bo przy nas przyzwoitki próchno<br />

które z nici pajęczych ma leciwy hymen<br />

Zapłacz ją słona wodo lub niech pójdzie z dymem<br />

O wiatry najłaskawsze spróbujcie ją zdmuchnąć<br />

Klnę jak szewc przy kopycie czyli bardzo brzydko<br />

patrząc jak żagle piersi wiatr niespełnień wzdyma<br />

jak niedotknięte łono nieme prośby wznosi<br />

A miłość z nas wycieka jak z portfela grosik<br />

więc zmykaj szybko z oczu – dłużej nie wytrzymam<br />

albo puść się też z nami niecna przyzwoitko!<br />

SONET Z KUREWKĄ<br />

Prócz tkliwej subtelności w spojrzeń pajęczynach<br />

drzemała w niej natura gorąca i krewka<br />

stąd nasza tytułowa przewrotna kurewka<br />

musiała być kochana o stałych godzinach<br />

nieodpłatnie a pięknie – jedynie dla chuci<br />

która w niej się rozrosła gorejącym krzewem<br />

Jak opisać to wszystko najdosłowniej nie wiem<br />

i tylko jedno jasne: na pewno powrócisz<br />

bowiem mgłą ci zachodzą nasycone ślipie<br />

kiedy z wiernością suki spełnia twe zachcianki<br />

i tracisz wszystkich zmysłów kwilące szczenięta<br />

gdy zapominasz pamięć aby zapamiętać<br />

czy to noce bezgwiezdne czy bielutkie ranki<br />

wciąż broniąc się daremnie aby nie ocipieć<br />

34<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Ilustracja: BEA STOSZEK<br />

SONET Z MĘŻATKĄ<br />

Ach – skóry alabaster Ust gorących pożar<br />

W greckiej amforze bioder jeno wino przednie<br />

Tak rozpoczynam sonet – plotąc nowe brednie<br />

gdy na szyi ściśnięta twoich rąk obroża<br />

Gdy gejzery oddechów stopią stal i kamień<br />

Kiedy wieczność tak pewna niczym zyski z banku<br />

Kiedy tyle zapomnień legalna kochanko<br />

bo za jednym spełnieniem kolejne się stanie<br />

A chociaż z sił najszczerszych pieszczę cię i pieszczę<br />

I choć mam rąk tysiące i języków krocie<br />

padam (jak woj od miecza) od wciąż głodnej pochwy<br />

Tu nie pomoże viagra a i jurny Włoch by<br />

utonął nieboraczek w swoim własnym pocie<br />

konając ciągle słysząc: jeszcze jeszcze jeszcze...<br />

SONETY<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

SKORPION<br />

35


Od lat zachwyca publiczność swoim wyjątkowym<br />

talentem i charyzmą. Jej kariera pełna<br />

jest znaczących osiągnięć, występów na prestiżowych<br />

festiwalach oraz międzynarodowych tournée,<br />

które przyniosły jej uznanie zarówno w kraju, jak<br />

i za granicą, m.in.: w USA, Chinach czy Izraelu.<br />

Jej kariera artystyczna to nie tylko imponujący dorobek<br />

w świecie opery, operetki i musicalu, lecz także fascynująca<br />

podróż przez różne style muzyczne i kultury.<br />

Pani Ewa jest wspaniałą śpiewaczką, ale również aktywną<br />

działaczką zarówno na rzecz młodych artystów,<br />

jak i tych, których należy ocalić od zapomnienia. I, co<br />

warte podkreślenia, przemiłą, życzliwą i wspierającą<br />

osobą. Nie jest celebrytką, jest profesjonalistką w swoim<br />

zawodzie. Jest sobą, a takich autentycznych osób<br />

coraz mniej wokół nas.<br />

Zapraszamy do lektury wywiadu, w którym moja rozmówczyni<br />

dzieli się swoimi refleksjami na temat kariery,<br />

inspiracji oraz wyzwań, jakie napotyka na swojej artystycznej<br />

drodze. To także opowieść o pasji, oddaniu<br />

sztuce i niezłomnej determinacji, które sprawiają, że<br />

każdy jej występ pozostaje na długo w pamięci widzów.<br />

Ewa Warta-Śmietana<br />

Miałam przyjemność śpiewać<br />

w Pekinie w Zakazanym Mieście<br />

Zacznijmy od początku… Jakie wspomnienia<br />

i doświadczenia z czasów<br />

studiów miały największy wpływ na<br />

rozwój Pani kariery artystycznej?<br />

36<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Kiedy starałam się o przyjęcie na studia<br />

wokalno-aktorskie na Akademii<br />

Muzycznej w Krakowie, wyobrażałam<br />

sobie, że moim miejscem pracy będzie<br />

opera lub operetka. W Polsce operetki<br />

tradycyjnie wykonuje się w języku<br />

polskim, jednak ten gatunek niemal<br />

zanikł, zastąpiony przez musical. Operę<br />

natomiast się wykonuje, z uwagi<br />

chociażby na frazowanie, w językach<br />

oryginalnych: włoskim, francuskim,<br />

rosyjskim czy niemieckim. Języka rosyjskiego<br />

uczyłam się przez całą szkołę<br />

podstawową, w szkole średniej również<br />

niemieckiego, a na studiach włoskiego<br />

i francuskiego.<br />

Pewnego razu, gdy byłam studentką,<br />

do mojego nauczyciela Wojciecha Jana<br />

Śmietany przyjechały córki jego przyjaciela<br />

z Węgier i wówczas profesor<br />

postanowił, że jedna z nich będzie nas<br />

uczyła węgierskich pieśni. Początkowo<br />

my studenci buntowaliśmy się, zastanawiając<br />

się, po co nam ten język, skoro<br />

nie wiązaliśmy z nim żadnej kariery.<br />

Jakże się myliliśmy! Mój pierwszy, duży<br />

solowy koncert zaśpiewałam właśnie<br />

w tym języku – w kraju, który jest kolebką<br />

operetki. A jak do tego doszło?<br />

Krakowski poeta Jacek Lubart-Krzysica<br />

miał szerokie kontakty w międzynarodowym<br />

środowisku poetyckim i wydał<br />

tomik z poezją polsko-węgierską.<br />

Jego promocja odbywała się w historycznej<br />

kawiarni – Jamie Michalika.<br />

Wiersze recytował aktor Jan Nowicki,<br />

ja z kolei zaśpiewałam owe pieśni węgierskie.<br />

Wiedziałam, że jest to spotkanie<br />

wysokiej rangi – obecny był<br />

konsul i środowisko dyplomatyczne,<br />

jednak nie miałam pojęcia o obecności<br />

delegacji węgierskiej poszukującej<br />

partnerów kulturalnych. I w ten sposób<br />

zostałam zaproszona jako jedyna<br />

solistka na występ do Peczu, wówczas<br />

miasta partnerskiego dla Krakowa.<br />

Wspaniale mnie tam przyjęto<br />

i zaopiekowano się mną. A na scenie<br />

wystąpiłam obok solistów operetki<br />

budapesztańskiej!


Rozmawia Agnieszka Kuchnia-Wołosiewicz<br />

Ta miłość do muzyki węgierskiej została<br />

we mnie. Podczas moich występów,<br />

co zapewne wiesz, często śpiewam<br />

czardasze i moja fundacja również nosi<br />

taką nazwę – Fundacja Pomocy Artystom<br />

Polskim CZARDASZ.<br />

Wracając do pytania, myślę, że bardzo<br />

przydatne, mające ogromny wpływ na<br />

moje życie artystyczne, było poznawanie<br />

„nietypowych” języków. Nie mogę<br />

się oczywiście uważać za ich znawczynię,<br />

ale w myśl zasad wpajanych mi<br />

od początku przez mojego profesora<br />

wiedziałam, że zaczynając pracę nad<br />

jakimkolwiek utworem, w pierwszej<br />

kolejności muszę poznać dokładnie –<br />

co do słowa – jego tekst wraz z całym<br />

kontekstem gramatycznym, semantycznym<br />

i kulturowym.<br />

Podczas moich studiów na Akademię<br />

Muzyczną w Krakowie przyjeżdżali też<br />

studenci z Japonii na lekcje do Haliny<br />

Czerny-Stefańskiej. Zostałam wówczas<br />

poproszona o współpracę z japońską<br />

pianistką przy cyklu pieśni w języku<br />

starojapońskim dla ówczesnego Radia<br />

Rak. Po latach zaśpiewałam je m.in.:<br />

w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej<br />

Manggha w Krakowie.<br />

Życie pokazało, iż to, co czasami wydawało<br />

mi się zbędne i niepotrzebne,<br />

czego unikałam, stało się niezwykle<br />

przydatne w mojej karierze. A czym<br />

ona dla mnie jest? Na pewno nie<br />

modnym ostatnio celebryctwem, lecz<br />

faktem, iż na moje koncerty czy wydarzenia,<br />

które organizuję, nieustająco<br />

i licznie przychodzą słuchacze. (śmiech)<br />

W Pani repertuarze znajdują się zarówno<br />

role operowe, jak i postaci<br />

z operetek i musicali. Jakie wyzwania<br />

i różnice dostrzega Pani w interpretacji<br />

ról z tych różnych gatunków?<br />

Wspólnym mianownikiem w interpretacji<br />

ról operowych, operetkowych<br />

i musicalowych jest wykształcony głos<br />

śpiewaka, który musi być klasycznie<br />

ustawiony. Śpiewacy operowi dzięki<br />

swojemu wykształceniu wokalnemu<br />

są w stanie wykonać wymagające arie<br />

operowe. Różnice między tymi gatunkami<br />

są znaczące, choć z biegiem lat<br />

się zacierają.<br />

Dawniej śpiewak operowy miał za zadanie<br />

głównie zaśpiewać, skupiając<br />

się na takich technikach jak koloratura<br />

i bel canto. Natomiast w operetce<br />

wymagana była nie tylko umiejętność<br />

śpiewu, lecz także predyspozycje aktorskie<br />

i taneczne – szczególnie w rolach<br />

subretkowych, które są bardzo<br />

taneczne. Opery wykonuje się w oryginalnych<br />

językach, podczas gdy operetki<br />

– Imre Kálmána, Franza Lehára czy<br />

Jacques’a Offenbacha – śpiewa się tradycyjnie<br />

w języku kraju, w którym są<br />

wystawiane. W operze dominują recytatywy,<br />

a w operetce są teksty mówione,<br />

które często zawierają dowcipy,<br />

dlatego ich percepcja jest pełniejsza<br />

w tłumaczeniu. Operetka jest trudniejsza<br />

dla artysty, mimo że jest lżejsza<br />

w odbiorze dla widza.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

37


Obecnie na największych scenach<br />

operowych wymagania rosną. Ważne<br />

są nie tylko umiejętności wokalne,<br />

lecz także wygląd i utanecznienie,<br />

a także sprawność aktorska.<br />

Jeśli chodzi o moje doświadczenia, to<br />

oczywiście w zależności od stylu i gatunku<br />

muszę dostosować odpowiednio<br />

swój występ. W pieśniach japońskich<br />

wszystko musi być precyzyjne i śpiewane<br />

piano, wręcz pianissimo. Dla Japonki,<br />

która mnie przygotowywała, mezzoforte<br />

to już był krzyk. (śmiech) Trzeba<br />

naprawdę wsłuchać się w daną kulturę,<br />

język i jego melodykę. Wszystko wymaga<br />

przygotowania i treningu.<br />

Śpiewam też muzykę popową – moja<br />

piosenka Szafirowy blask była na listach<br />

przebojów. Różnica między klasyką<br />

a popem leży w podejściu do rytmu.<br />

W klasyce jest on pochodną uszeregowania<br />

nut, czyli zapisanych przez<br />

kompozytora dźwięków w czasie,<br />

podczas gdy w szeroko pojętej muzyce<br />

rozrywkowej rytm stanowi byt<br />

autonomiczny i świadome frazowanie<br />

w myśl śpiewanego tekstu bywa<br />

niejednokrotnie nie lada wyzwaniem.<br />

W sytuacji, gdy muzyka (czasami nawet<br />

nie grana przez żywy zespół, tylko<br />

zsyntetyzowana elektronicznie) idzie<br />

nieubłaganie jak dobrze nastawiona<br />

maszyna, nie ma miejsca na tak powszechne<br />

w klasyce zawieszenia, rubata,<br />

rallentanda etc. – wszystko musi<br />

się zmieścić w narzuconym czasie i oddanie<br />

semantycznego sensu śpiewanego<br />

tekstu staje się wyłącznie moją<br />

odpowiedzialnością.<br />

Co istotne, w muzyce rozrywkowej<br />

jest miejsce na improwizację. W muzyce<br />

klasycznej trzeba wiernie odtwarzać<br />

zapis nutowy, choć w baroku było<br />

miejsce na ozdobniki – gwiazdy operowe<br />

dopisywały kadencje i koloraturki.<br />

Bardzo lubię czasem pośpiewać popowo,<br />

by pamiętać właśnie o tym, jak ważny<br />

jest również rytm, ponieważ muzyka<br />

to „sztuka w czasie”, o czym klasyczni<br />

śpiewacy nie zawsze pamiętają.<br />

Jakie są Pani najważniejsze doświadczenia<br />

związane z wykonywaniem ról<br />

w operach Mozarta?<br />

38<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Najważniejsze doświadczenia związane<br />

z wykonywaniem ról w operach<br />

Mozarta zaczęły się jeszcze na<br />

studiach. Moją pierwszą rolą było<br />

wystąpienie w dziele tego kompozytora<br />

– na drugim lub trzecim roku<br />

studiów. Filharmonia Krakowska miała<br />

wówczas program edukacyjny, w ramach<br />

którego jeździła po różnych szkołach.<br />

Występowałam w jednoaktowej,<br />

niezwykle ciekawej i zabawnej operze<br />

Bastien und Bastienne.<br />

Z tym projektem wiąże się kilka zabawnych<br />

anegdotek. Pamiętam, że<br />

kiedy profesor Barbara Walczyńska<br />

zobaczyła mnie w mocno wydekoltowanej<br />

sukni z epoki, nakazała mi<br />

założyć coś pod spód, aby zmniejszyć<br />

dekolt. Ugrzeczniała też partie tekstu,<br />

np. słowo „głupiec” zastępowała<br />

przymiotnikiem „niemądry”. I gdy<br />

tak „sformatowana” podczas jednego<br />

z występów żaliłam się na Bastiena<br />

(według fabuły mojego ukochanego,<br />

który mnie porzucił), jedna z uczennic<br />

skwitowała jego zachowanie, używając<br />

do tego powszechnie znanego<br />

wulgaryzmu. Została wyprowadzona<br />

z sali, a ja dostałam ataku śmiechu<br />

i aby go ukryć, udawałam, że łkam.<br />

Również mój kolega z duetu nie mógł<br />

się opanować. Tak właśnie zaczęła się<br />

moja przygoda z Mozartem. (śmiech)<br />

Na czwartym roku przygotowywaliśmy<br />

operę Don Giovanni, gdzie występowałam<br />

jako Zerlina. W tej samej<br />

roli była również koleżanka z szóstego<br />

roku, ale to ja zaśpiewałam premierę<br />

w Starym Teatrze w Krakowie, co było<br />

dla mnie wielką radością i wyróżnieniem.<br />

Na ostatnim roku mogłam zaśpiewać<br />

partię Zuzanny w Weselu Figara<br />

– jedną z najdłuższych partii operowych<br />

na świecie, wpisaną do Księgi<br />

rekordów Guinnessa.<br />

Muzyka Mozarta jest kojąca dla głosu.<br />

W jego utworach ważne są akcenty,<br />

takie jakby... ukłony. W odróżnieniu<br />

od wielu innych kompozytorów Mozart<br />

nie obciąża głosu. Jego utwory<br />

śpiewa się lekko. Oczywiście to musi<br />

być wykonane na podparciu i trzeba<br />

wielokrotnie wykazać się umiejętnościami<br />

operowania głosem, ponieważ<br />

nie da się niczego ukryć – każda<br />

niedyspozycja jest widoczna. Wszystko<br />

musi być wykonane swobodnie i w stylu<br />

bel canto.<br />

Ja zaczęłam od opery komicznej, ale<br />

oczywiście Mozart pisał także opery<br />

liryczno-dramatyczne, np. Donna<br />

Elvira śpiewa z barokową emfazą, ale<br />

ja miałam szczęście do arii pełnych rokokowego<br />

wdzięku. Śpiewałam również<br />

w Czarodziejskim Flecie rolę Paminy,<br />

która wymagała innego podejścia<br />

wokalnego. Wykonywałam także<br />

utwory religijne tego kompozytora.<br />

Jaki wpływ na Pani karierę miało wykonanie<br />

cyklu pieśni współczesnego<br />

kompozytora Adama Walacińskiego<br />

podczas Festiwalu Muzyki Współczesnej<br />

w Krakowie w 2001 roku?<br />

Bardzo lubiłam współpracę z Adamem<br />

Walacińskim, którego większość<br />

osób kojarzy jako kompozytora muzyki<br />

do filmu Czterej pancerni i pies.<br />

Był to wspaniały człowiek i wybitny<br />

profesor. Niezwykle cenię to, że skomponował<br />

dla mnie muzykę do wierszy<br />

Józefa Barana. Niestety, dyrektor Festiwalu<br />

Muzyki Współczesnej, który<br />

mnie wówczas zaangażował i zrealizował<br />

nagranie, nigdy mi go nie udostępnił.<br />

Po dziś dzień nie wiem, gdzie<br />

jest zdeponowane.<br />

Ogólnie bardzo się cieszę z mojej<br />

wszelkiej współpracy z kompozytorami<br />

oraz poetami z Krakowa i nie tylko.<br />

Myślę, że udział w tamtym festiwalu<br />

otworzył mnie na taką aktywność.<br />

Pani dorobek koncertowy obejmuje<br />

występy na wielu prestiżowych<br />

festiwalach, takich jak Europejski<br />

Festiwal im. Jana Kiepury w Krynicy<br />

i Festiwal Muzyki Współczesnej<br />

w Krakowie. Jakie były najważniejsze<br />

momenty i doświadczenia podczas<br />

tych występów?<br />

Mój dorobek koncertowy obejmuje<br />

występy na wielu prestiżowych festiwalach.<br />

Najważniejszymi momentami<br />

i doświadczeniami podczas tych występów<br />

były okazje, aby stanąć u boku<br />

wielkich gwiazd danego gatunku.<br />

W Krynicy miałam zaszczyt występować<br />

z Grażyną Brodzińską, królową<br />

polskiej operetki, oraz Wandą Polańską<br />

i prowadzącym Bogusławem Kaczyńskim.<br />

W Busku-Zdroju śpiewałam<br />

obok Wiesława Ochmana. Koncertowałam<br />

także z Małgorzatą Walewską<br />

oraz wieloma innymi śpiewakami


Wszystkie zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum artystki<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

39


o międzynarodowej sławie. Stawanie na scenie obok tak<br />

wybitnych artystów było dla mnie ogromnym zaszczytem<br />

i wyróżnieniem.<br />

W muzyce popowej miałam okazję współpracować z takimi<br />

artystami, jak np.: Sławek Uniatowski, Łukasz Zagrobelny,<br />

Zbigniew Zamachowski, Rafał Królikowski czy Krystian<br />

Ochman. Występowanie w towarzystwie takich talentów<br />

jest dla mnie nobilitacją i dużą satysfakcją.<br />

Bardzo ważna jest również publiczność, która reaguje żywiołowo<br />

na nasze występy. To wszystko mobilizuje mnie do<br />

ciągłego doskonalenia się. Artysta jest postrzegany przez<br />

pryzmat swojego ostatniego koncertu, dlatego nie chciałabym<br />

być kiedyś oceniana jedynie na podstawie dawnych<br />

osiągnięć. Mam nadzieję, że kiedyś w przyszłości wyczuję<br />

odpowiedni moment, by odejść ze sceny z godnością i nie<br />

będę obdarzana oklaskami z litości za to, co było kiedyś.<br />

Na razie się cieszę, że moje występy nadal podobają się<br />

publiczności i że wciąż jestem zapraszana na koncerty. Jest<br />

to dla mnie ogromna radość. Ponadto uważam, iż mój zawód<br />

ma sens tylko wtedy, gdy jest dla kogo występować.<br />

40<br />

Ewa Warta-Śmietana ukończyła Akademię<br />

Muzyczną w Krakowie na wydziale<br />

wokalno-aktorskim. Jest śpiewaczką<br />

operową (choć w swoim<br />

repertuarze ma bardzo różnorodne<br />

gatunkowo utwory, m.in.: operetkowe,<br />

musicalowe, piosenki różnych<br />

narodów, muzykę sakralną, piosenki<br />

międzywojenne, a nawet popowe),<br />

reżyseruje spektakle kabaretowe, do<br />

których pisze własne scenariusze, zagrała<br />

też w kilku polskich filmach oraz<br />

w produkcji hollywoodzkiej. Pani Ewa<br />

to także prezes Fundacji Pomocy Artystom<br />

Polskim CZARDASZ oraz dyrektor<br />

Międzynarodowego Konkursu<br />

Operetkowo-Musicalowego. Jest także<br />

pomysłodawcą i dyrektorem kilku<br />

festiwali muzycznych. Dwa lata temu<br />

powołała do życia Festiwal Klezmerski<br />

w Krakowie. Ponadto napisała m.in.<br />

scenariusz musicalu Miłość czyni<br />

cuda, wystawianego w Gliwickim Teatrze<br />

Muzycznym oraz teatrze Admiralspalast<br />

w Berlinie. Jest też autorką<br />

(i zarazem wydawcą) książek na temat<br />

polskich śpiewaków. Zaprezentowanie<br />

jej dorobku artystycznego w kilku<br />

zdaniach jest niemożliwe…<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Pani tournée po Chinach w 2009 roku było wyjątkowym<br />

doświadczeniem. Jakie różnice dostrzega Pani między<br />

występami w Chinach a koncertami w Europie? Jak publiczność<br />

w Chinach reagowała na Pani występy?<br />

Wygrałam konkurs Ministerstwa Chińskiego na tournée po<br />

Chinach, co było dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Miałam<br />

przyjemność śpiewać w Pekinie w Zakazanym Mieście,<br />

gdzie znajdują się pałace cesarskiej rodziny. Koncerty odbywały<br />

się również w Kantonie oraz Qingdao nad Morzem<br />

Żółtym.<br />

Pierwszy koncert, w Kantonie, zaskoczył mnie niezwykle.<br />

Powiedziano mi, że będzie to koncert kameralny – okazało<br />

się, że była to sala na 800 osób. (śmiech) Obawiałam się<br />

niskiej frekwencji, sala jednak była wypełniona po brzegi,<br />

głównie młodymi ludźmi – do 35. roku życia. Było to niesamowite<br />

przeżycie. Po każdej części koncertu otrzymywałam<br />

kwiaty, co było dla mnie zaskakujące. Z kolei po jego<br />

zakończeniu publiczność przez dwie godziny robiła sobie<br />

ze mną zdjęcia. Byłam bardzo zmęczona, ale szczęśliwa.<br />

Gościnność i dbałość o artystę były niezwykłe. Mieszkałam<br />

w sześciogwiazdkowych apartamentach, które czasem<br />

przypominały bardziej mieszkania prywatne – pełne kwiatów<br />

i bardzo intymnych przyborów. Było tam wszystko,<br />

czego mogłam potrzebować.<br />

I jedzenie… zupełnie inne od tego, które my znamy jako<br />

chińskie tutaj, w Europie – ale to temat na osobny wywiad.<br />

(śmiech)<br />

Jako artystka nagrała Pani wiele płyt, w tym Kto me usta<br />

całuje i Ave Maria. Jakie były Pani priorytety podczas wyboru<br />

repertuaru do tych nagrań i jakie wyzwania związane<br />

były z procesem nagrywania?<br />

Podczas wyboru repertuaru zawsze kierowałam się w stronę<br />

lżejszej muzyki. Nigdy nie chciałam chodzić do pracy<br />

i „umierać na scenie”. (śmiech) Od początku wiedziałam,


że chcę występować w operetce, dlatego moja pierwsza<br />

płyta zawierała arie operetkowe. Kolejna była z kolędami.<br />

Ktoś zachwycił się moim głosem, co otworzyło przede<br />

mną drzwi do śpiewania koncertów sakralnych i płyta Ave<br />

Maria została zadedykowana księdzu infułatowi Jerzemu<br />

Bryle. Oczywiście, nagrałam znacznie więcej płyt, do odkrycia<br />

których serdecznie zapraszam. (śmiech)<br />

A jakie był priorytety? Nagrywałam mój repertuar – to,<br />

co w danej chwili śpiewałam. Naprawdę jest tego bardzo,<br />

bardzo dużo. Różne gatunki, style i języki.<br />

Pełni Pani funkcję Prezesa Fundacji Pomocy Artystom<br />

Polskim CZARDASZ oraz dyrektora konkursu operetkowo-musicalowego.<br />

Jakie cele stawia sobie Pani w tych<br />

rolach i jakie inicjatywy są dla Pani szczególnie ważne?<br />

Pełniąc funkcję Prezesa Fundacji Pomocy Artystom Polskim<br />

CZARDASZ oraz dyrektora konkursu operetkowo-musicalowego,<br />

stawiam sobie za cel przede wszystkim pomoc<br />

młodym artystom śpiewakom, którzy rozpoczynają swoją<br />

karierę i muszą znaleźć swoje miejsce w zawodzie, co nie<br />

jest łatwe. Pragnę także ocalić od zapomnienia tych, którzy<br />

już odeszli, stąd wydawnictwa dotyczące takich postaci<br />

jak Bronisław Romaniszyn czy Iwona Borowicka. Kilka<br />

z tych książek napisał śp. Jacek Chodorowski, z którym<br />

współpracowałam. Często opisywały one naszych gości<br />

artystycznych.<br />

Od lat byłam i jestem dyrektorem różnych festiwali, na<br />

przykład w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, Lądku Zdroju,<br />

Krakowie czy w Helu. Zapraszam na nie m.in. laureatów<br />

Konkursu Operetkowo-Musicalowego. Angażuję także<br />

tych młodych artystów do moich spektakli kabaretowo-operetkowych,<br />

które od ośmiu lat wystawiam m.in.<br />

w kultowej Piwnicy pod Baranami. Poprzez nie staram się<br />

również przybliżać muzykę klasyczną.<br />

I wreszcie, organizuję wspomniany konkurs, do którego zapraszam<br />

za każdym razem inne jury – dyrektorów teatrów<br />

muzycznych, dyrektorów ośrodków kultury, aby mogli zobaczyć<br />

te młode talenty i podjąć z nimi współpracę.<br />

W Pani repertuarze znajduje się również muzyka żydowska.<br />

Jakie są Pani osobiste odczucia i doświadczenia<br />

związane z interpretacją muzyki żydowskiej?<br />

Moje zainteresowanie tą muzyką narodziło się podczas<br />

pobytu z Zespołem Pieśni i Tańca Uniwersytetu Jagiellońskiego<br />

„Słowianki” w Izraelu. Spodobałam się wówczas<br />

i zaproponowano mi koncerty solowe. Pomyślałam, iż<br />

byłoby miło, gdybym mogła zaśpiewać coś w języku rodzimym<br />

gospodarzy. Wtedy odszukałam pana Leopolda<br />

Kozłowskiego-Kleinmana, dla którego stałam się pierwszą<br />

uczennicą pieśni wykonywanych w języku jidysz. Współpracował<br />

on z zespołem Roma i zespołem Wojska Polskiego,<br />

ale nie uczył tego, po co ja do niego przyszłam. Dzięki<br />

niemu poznałam stare pieśni żydowskie, których nauczył<br />

mnie śpiewać. W międzyczasie nagrywano film dokumentalny<br />

o Leopoldzie, w którym wzięłam udział, a to otworzyło<br />

przede mną drzwi do koncertów m.in. w Kalifornii.<br />

Nagrałam później płyty Miasteczko Bełz i Jerusalem. Mój<br />

kolega z Teatru Żydowskiego Heniek Rajfer zaprosił mnie<br />

do Izraela, gdzie występowałam z gwiazdami tego teatru.<br />

Następnie, trochę przypadkiem, napisałam swój pierwszy<br />

scenariusz Cuda Rebego.<br />

Koncerty muzyki żydowskiej zawsze cieszyły się ogromnym<br />

zainteresowaniem, co skłoniło mnie do stworzenia<br />

Festiwalu Klezmerskiego na krakowskim Kazimierzu.<br />

Głównym punktem festiwalu jest ślub i wesele żydowskie,<br />

a w tym roku przygotowaliśmy piękną inscenizację na bazie<br />

Księgi Estery, obrazującą najradośniejsze żydowskie<br />

święto Purim.<br />

Jakie są Pani plany na przyszłość? Czy są jakieś nowe<br />

projekty artystyczne, role operowe lub koncerty, które<br />

są dla Pani szczególnie ekscytujące i które chciałaby Pani<br />

zrealizować w najbliższych latach?<br />

Moje plany na przyszłość są pełne ekscytujących projektów<br />

i nowych wyzwań. Nie należę do śpiewaczek, które byłyby<br />

zadowolone ze śpiewania jednej roli przez całe życie. Zawsze<br />

dążę do rozwoju i ciągle uczę się nowych rzeczy.<br />

Chcę kontynuować rozpoczęte festiwale, takie jak Festiwal<br />

Operetkowo-Musicalowy, który organizuję od 2004<br />

roku. W zeszłym roku świętowaliśmy jego dziesiątą, jubileuszową<br />

edycję. Festiwal ten jest oczekiwany, potrzebny<br />

i spełnia swoje zadanie. Planuję również kontynuować<br />

Festiwal Morze Muzyki w Helu, który przynosi wiele radości<br />

zarówno publiczności, jak i artystom, a także Festiwal<br />

Klezmerski w Krakowie.<br />

Jestem również otwarta na współpracę z różnymi ośrodkami<br />

artystycznymi i chętnie przyjmuję zaproszenia.<br />

W najbliższych miesiącach czeka mnie premiera koncertu<br />

rewiowego we współpracy z Baletem Dworskim Cracovia<br />

Danza (w grudniu) oraz muzyczna niespodzianka<br />

na karnawał.<br />

Z koleżanką sopranistką planujemy stworzyć duet do tekstu<br />

Jolanty Stachurskiej. Chcemy, aby nasz utwór stał się przebojem,<br />

więc zamierzamy nad nim intensywnie pracować.<br />

Próbuję również swoich sił w produkcjach stricte teatralnych.<br />

Ostatnio zagrałam w Bajce o rybaku i złotej rybce,<br />

w reżyserii Teatru Akademia Wyobraźni Pawła Pawlika.<br />

Wcielałam się tam w rolę żony rybaka, przechodzę metamorfozy<br />

niemal na oczach publiczności.<br />

Mam również zaproszenie do filmu, w którym zaśpiewam.<br />

Czasem przychodzą do mnie propozycje z zewnątrz,<br />

a czasem sama wymyślam i obsadzam się w rolach, które<br />

chciałabym zagrać.<br />

Jestem pełna energii i entuzjazmu na przyszłość, gotowa<br />

na nowe artystyczne przygody i wyzwania.<br />

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów artystycznych.<br />

[AKW]<br />

AGNIESZKA KUCHNIA-WOŁOSIEWICZ<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

41


BARAN<br />

BEA STOSZEK<br />

42<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Z GÓRY PRZEPRASZAM<br />

AGNIESZKA RAUTMAN-SZCZEPAŃSKA<br />

nie mogę ci obiecać<br />

że postąpię inaczej niż wszyscy<br />

– na ten egoizm nie ma rady<br />

wyjdę więc kiedyś ze swojego mózgu<br />

i nie wrócę<br />

zatrzasnę ciemię nie biorąc ani słowa<br />

z tego co nazmyślałam<br />

ruszę<br />

nie oglądając się za siebie<br />

prosto w niebo<br />

pełne cudownie boskiego<br />

milczenia<br />

BÓL FANTOMOWY<br />

odcięte skrzydła<br />

leżą w schowku na miotły<br />

czasem płaczą jak kocięta<br />

albo niespełnione marzenia<br />

przez rany na plecach<br />

wnika świadomość<br />

i piecze jak sól<br />

tak rodzą się wiedźmy<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

43


OD GRECKIEJ POEZJI<br />

DO KULTURY KRAKOWSKIEJ<br />

Z Anną Grabowską, dyrektor Centrum Kultury Podgórza w Krakowie rozmawia Agnieszka Kuchnia-WOŁOSIEWICZ<br />

44<br />

W<br />

magicznym splocie<br />

słów i dźwięków,<br />

w sercu Krakowa,<br />

w otoczeniu zabytkowych<br />

murów i pełnych życia<br />

ulic, pani Anna Grabowska<br />

kształtuje kulturalną tkankę<br />

miasta. Dyrektor Centrum<br />

Kultury Podgórza, z pasją do<br />

literatury i doświadczeniem<br />

prawniczym, łączy świat sztuki<br />

z wymaganiami współczesnego<br />

zarządzania – od literackich<br />

inspiracji po ambitne<br />

plany rozwoju. Prowadzi instytucję,<br />

która nie tylko pielęgnuje<br />

tradycje, ale i otwiera<br />

się na nowe wyzwania. Jej<br />

podróż przez poezję, muzykę<br />

i teatralne sceny – w towarzystwie<br />

wybitnych artystów<br />

i pedagogów – jest dowodem<br />

na to, że kultura to żywy organizm,<br />

który łączy, inspiruje<br />

i daje nadzieję. O najważniejszych<br />

momentach tej podróży,<br />

wyzwaniach oraz planach<br />

na przyszłość rozmawiamy<br />

w poniższym wywiadzie.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Co skłoniło Panią do studiowania polonistyki na Uniwersytecie<br />

Jagiellońskim?<br />

Zawsze pasjonowała mnie literatura piękna, zwłaszcza poezja. Lubiłam<br />

sięgać po mało znanych twórców: Nikosa Chadzinikolaua, Janisa<br />

Ritsosa – to greccy poeci, Tadeusza Śliwiaka, Tadeusza Kwiatkowskiego-Cugowa<br />

i wielu innych.<br />

Czy to właśnie Pani zainteresowania humanistyczne zdecydowały,<br />

iż pomimo studiów prawniczych związała Pani swoje życie z instytucją<br />

kulturalną?<br />

Odwrotnie, pracując w instytucji kultury, postanowiłam poszerzyć<br />

swoją wiedzę w zakresie, który był mi potrzebny, by sprawnie i efektywnie<br />

tą instytucją zarządzać. Poznanie powiązań i wzajemnych zależności<br />

między takimi gałęziami prawa jak prawo pracy, prawo zamówień<br />

publicznych, prawo autorskie, prawo budowlane czy przepisy<br />

kodeksu cywilnego, wiele wniosło do jakości mojej pracy.<br />

Jaka dziedzina sztuki jest Pani najbliższa i czy Pani uprawia którąś<br />

z nich aktywnie?<br />

Poezja – zdecydowanie. Kiedyś pisałam wiersze, zdobywałam nagrody.<br />

Jestem polonistką, tworzywem mojej pracy jest słowo: to zwyczajne<br />

i to – przez niezwykłe metafory – niezwyczajne. Pisałam także<br />

piosenki. (uśmiech)<br />

Jakie są najważniejsze wyzwania związane z zarządzaniem tak dużą<br />

instytucją kulturalną jak Centrum Kultury Podgórza?<br />

Dużym wyzwaniem są inwestycje. Jestem dyrektorem tej instytucji<br />

od stycznia 2017 roku i do chwili obecnej oddaliśmy do użytku cztery<br />

nowe filie: Klub Aleksandry, Klub Swoszowice, Fort Borek i Klub Płaszów.<br />

W przyszłym roku planujemy otwarcie kolejnej – Centrum Kultury<br />

Ruczaj. Wiele wysiłku i niełatwych decyzji wymaga też kierowanie<br />

niedoszacowaną finansowo instytucją oraz zarządzanie ryzykiem.<br />

Jakie są najważniejsze cele strategiczne Centrum Kultury Podgórza<br />

pod Pani kierownictwem?<br />

Naszym celem jest rozpoznawanie i zaspokajanie potrzeb kulturalnych<br />

Krakowian, rozwijanie ich pasji i talentów oraz integracja lokalnej<br />

społeczności poprzez kulturę. Wspieramy realizację inicjatyw<br />

kulturalno-społecznych, kreując postawy aktywnego uczestnictwa<br />

w życiu miasta. Wychodzimy naprzeciw twórcom kultury, którzy<br />

poszukują przestrzeni do realizacji swoich projektów oraz spotkań<br />

z odbiorcami. Zbliżamy ludzi, tworzymy platformę do wymiany my-


śli i poglądów i łączymy pokolenia. Wierzymy, że kultura<br />

ma dwa wymiary: twórczy, ukierunkowany na indywidualny<br />

rozwój i samorealizację, oraz społeczny, stawiający<br />

w centrum relacje międzyludzkie. Właśnie w tym duchu<br />

staramy się realizować swoje zadania i cele.<br />

Jakie są kluczowe programy i inicjatywy realizowane<br />

przez Centrum Kultury Podgórza?<br />

Naszym flagowym projektem jest tradycyjne Święto<br />

Rękawki na Kopcu Krakusa – plenerowa impreza o charakterze<br />

rekonstrukcyjnym, nawiązująca do obchodów<br />

wczesnosłowiańskich wiosennych zaduszek, których początki<br />

sięgają VIII wieku. Rękawka jest organizowana co<br />

roku w pierwszy wtorek po Wielkanocy. Tego dnia pod<br />

Kopcem Krakusa można przenieść się w czasie o kilka<br />

wieków i zobaczyć, jak wyglądało życie we wczesnośredniowiecznych<br />

osadach: jakie były tradycyjne rzemiosła,<br />

jakie stroje noszono, co jedzono, a także jak wyglądały<br />

potyczki zbrojne wojów oraz obrzędy odprawiane z okazji<br />

nadejścia wiosny.<br />

Kolejne przedsięwzięcie, z którego jesteśmy dumni, to Tynieckie<br />

Recitale Organowe – cykl koncertów organowych,<br />

organizowanych w wakacyjne niedziele w liczącym blisko<br />

1000 lat opactwie oo. Benedyktynów w Tyńcu. W ramach<br />

wydarzenia prezentowana jest muzyka organowa z różnych<br />

epok – od renesansu po współczesność. W tym roku<br />

odbyła się jubileuszowa, 50. edycja tego wydarzenia.<br />

Warto też wspomnieć o Podgórskiej Jesieni Kulturalnej,<br />

czyli corocznym święcie Dzielnicy XIII Podgórze. To kilkudniowe<br />

wydarzenie o charakterze artystyczno-kulturalnym,<br />

które wieńczy duży plenerowy koncert na Rynku<br />

Podgórskim z udziałem gwiazd muzyki.<br />

Realizowany przez CKP „Program realizacji zadań w zakresie<br />

bieżącego funkcjonowania i rozwoju Centrum<br />

Kultury Podgórza w Krakowie na lata <strong>2024</strong>–2030” zakłada<br />

między innymi promocję wielokulturowości? Zadaję<br />

to pytanie jako krakowianka mieszkająca w Wielkiej<br />

Brytanii, a więc świadoma, jak ważna jest wymiana kulturowa<br />

oraz asymilacja.<br />

Nie będę oryginalna, jeżeli powiem, że poznawanie się<br />

poprzez kulturę daje najlepsze rezultaty asymilacyjne, niweluje<br />

uprzedzenia. Powtórzę za moim ulubionym poetą<br />

Nikosem Chadzinikolauem, że kultura łączy ogrom ludzi<br />

na ziemi w jeden żywy organizm, regeneruje wartości<br />

ludzkie, przeczy przemijaniu.<br />

Jakie nowe projekty kulturalne są planowane na najbliższe<br />

lata? Czy myślała Pani na przykład o intensyfikacji<br />

współpracy z artystami polonijnymi?<br />

W najbliższych latach planujemy między innymi rozwijać<br />

projekt „Wielokulturowe Podgórze”, za który otrzymaliśmy<br />

od Prezydenta Miasta Krakowa tytuł Ambasadora<br />

Wielokulturowości. Do zajmowania się wielokulturowością<br />

predestynuje nas miejsce, w którym znajduje się<br />

nasze Centrum – Podgórze było i jest wielokulturowe,<br />

mieszka tu wielu cudzoziemców, którzy korzystają z naszej<br />

oferty. Naturalną potrzebą jest więc z jednej strony<br />

przygotowanie dla nich propozycji programowych, z drugiej<br />

– wykorzystanie ich potencjału.<br />

Anna Grabowska – dyrektor<br />

Centrum Kultury Podgórza.<br />

Absolwentka Uniwersytetu<br />

Jagiellońskiego (kierunek:<br />

polonistyka) i Krakowskiej<br />

Akademii im. Andrzeja Frycza<br />

Modrzewskiego (kierunek:<br />

prawo). Ukończyła<br />

również studia podyplomowe<br />

w zakresie prawa<br />

pracy na Wydziale Prawa<br />

i Administracji Uniwersytetu<br />

Jagiellońskiego. Przed<br />

objęciem stanowiska dyrektora<br />

Centrum Kultury Podgórza<br />

od 1999 r. pracowała<br />

w Urzędzie Miasta Krakowa,<br />

od 2011 r. na stanowisku zastępcy<br />

dyrektora Wydziału<br />

Promocji i Turystyki.<br />

Zdjęcie: prywatne archiwum Anny Grabowskiej<br />

Anna Grabowska<br />

Chcemy się też skupić na mniejszych inicjatywach skierowanych<br />

do lokalnych społeczności sześciu krakowskich<br />

dzielnic, na terenie których działają poszczególne jednostki<br />

Centrum. Wyraźnie widać, że pikniki sąsiedzkie, letnie koncerty<br />

w miejskich parkach czy kina plenerowe to doskonały<br />

sposób na integrację i budowanie lokalnej wspólnoty.<br />

Jakie były najbardziej udane wydarzenia kulturalne organizowane<br />

przez Centrum Kultury Podgórza w ostatnim<br />

czasie?<br />

Wszystkie są udane, ale dwa z nich stały się w ostatnich<br />

latach naszą wizytówką. Pierwsze to wspomniane<br />

wcześniej tradycyjne Święto Rękawki na Kopcu Krakusa,<br />

a drugim są Dni Komedii dell’Arte, które organizujemy<br />

we współpracy z Fundacją Studio Dono co roku na przełomie<br />

lutego i marca. Komedia dell’Arte, która narodziła<br />

się w XVI wieku we Włoszech, była pierwszym zawodowym<br />

teatrem nowożytnej Europy. Zawładnęła renesansowymi<br />

scenami Italii, a następnie całą zachodnią<br />

częścią starego kontynentu. W rezultacie odcisnęła tak<br />

silne piętno na sztuce, że do dzisiaj widzimy jej wpływy<br />

nie tylko na scenie i w dramacie, lecz także w szeroko<br />

rozumianej popkulturze. Zapomniana przez kilka stuleci,<br />

dziś ponownie wraca do łask i bawi do łez. W tym miejscu<br />

warto dodać, że w Teatrze Praska 52, który działa<br />

w strukturach naszego Centrum, funkcjonuje też Krajowa<br />

Scena Komedii dell’Arte – jedyna taka w Polsce, oferująca<br />

stałe spotkania ze sztuką rodem z szesnastego wieku.<br />

Czy ma Pani jakieś życiowe motto, którym kieruje się<br />

Pani jako osoba prywatna i publiczna?<br />

Ora et labora.<br />

Dziękuję bardzo za rozmowę. [AKW]<br />

AGNIESZKA KUCHNIA-WOŁOSIEWICZ<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

45


46<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

OBRAZ: MONIKA ŚLÓSARCZYK


<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

47


S I Ó D M E W Y M I E R A N I E<br />

Sepsa. Historia ekskrementów<br />

b o j a r o s z e k<br />

Coś spożywasz, więc coś wydalasz, niezależnie od<br />

tego, czy jesteś żyrafą, planktonem, człowiekiem<br />

czy bakterią. Wszystko, co żyje, przemienia materię.<br />

Jeśli chodzi o człowieka, bakterie tworzą w nas złożone<br />

ekosystemy, będące z sobą nawzajem i z nami w symbiotycznej<br />

równowadze. Jedzą sobie owe bakterie to, co<br />

im tam smakowitego przypłynie, i wydalają w nas swoje<br />

produkty przemiany materii. Mówiąc obrazowo – skatologiczny<br />

1 spektakl na 39 trylionów mikrożyjątek 2 . Zwykle<br />

nasz organizm te ich ekskrementy wydala. Dzieje się tak,<br />

ponieważ bakterie żyjące w nas są nasze, więc i produkty<br />

ich przemiany materii – również. Bez nas nie ma ich,<br />

a bez nich nie ma nas. One i my to jedno. Jak bliźnięta<br />

syjamskie, jak Yoko i Ono albo Antoni i brzoza.<br />

Czasami jednak dochodzi do nadmiernego rozrostu populacji<br />

owych bakcyli i wtedy pojawia się problem. Nie<br />

w tym, że nadmiernie zaczynają nas owe rozbuchane ilościowo<br />

bakterie żreć. Ba!, niektórym, w tym i mnie, by<br />

się to zżeranie przydało (wagowo), ale skoro nadmiernie<br />

żrą, to i nadmiernie w nas wydalają, a to już zaczyna być<br />

problemem. Nasz krwiobieg jest dla nich (tych bakterii,<br />

że niby), swego rodzaju kanalizacją, jednakowoż o ograniczonej<br />

przepustowości, no bo krew to trochę innych<br />

funkcji też spełnia, nie tylko kanalizacyjną. W pewnym<br />

momencie nasz układ krwionośny do tego stopnia wypełniają<br />

ekskrementy tych osobników, że umieramy.<br />

Tak jak dawno, dawno temu umarła rywalizacja sportowa.<br />

Krwiobieg sportu zamiast szlachetnej rywalizacji<br />

(wiem, wiem, to naiwność jest) wypełniły pieniądze,<br />

które jak wiadomo od czasu cesarza Wespazjana, nie<br />

śmierdzą. Nadal jednak jest tak, że one nie śmierdzą<br />

tylko tym, którzy je dostają, zaś ci, którzy czasami próbują<br />

badać stan współczesnego sportu, muszą jednak<br />

zatykać nozdrza klamerkami. Mocnymi. Najważniejsze<br />

święto sportu starożytnego świata – igrzyska w Olimpii<br />

– przerywało wszelkie konflikty zbrojne. Zasada ta<br />

była świętością, której nikt nie ośmielał się naruszyć. Nie<br />

było trzech miejsc, ponieważ „podium” było jednoosobowe,<br />

nagradzano bowiem i honorowano jedynie zwycięzcę<br />

i tylko on otrzymywał laur, nagrody i możliwość<br />

postawienia własnego posągu w świętym kręgu Zeusa<br />

¹ skatologia – termin literacki określający sceny, aluzje i żarty<br />

dotyczące wydalin (od greckiego skatós – kał).<br />

² R. Sender, S. Fuchs, R. Milo, Revised estimates for the number of<br />

human and bacteria cells in the body, New York 2016, s. 1.<br />

48<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Olimpijskiego. Ciekawe, czy w regulaminie igrzysk dodawano<br />

małymi literkami na końcu, że owszem, ale na<br />

własny koszt ów pomnik się stawiało. Do tego jeszcze<br />

mistrz stawał się honorowym obywatelem swojego<br />

miasta oraz otrzymywał dożywotnie utrzymanie.<br />

Tylko zwycięzcy olimpijscy trafiali do annałów i przechodzili<br />

do historii. Najważniejszy dla ówczesnych mistrzów<br />

był szacunek i tylko oni zyskiwali sławę na całą<br />

Grecję. Tak rozumiano rywalizację sportową – przecież<br />

drugi, trzeci i kolejni – to są przegrani. Tylko mistrz wygrał<br />

ze wszystkimi, więc tylko on jest godzien chwały.<br />

I nie jest prawdą, że działo się tak dlatego, iż w niektórych<br />

dyscyplinach, jak boks, zapasy czy pankration<br />

3 , przy życiu zostawał czasem tylko mistrz, albowiem<br />

za uśmiercenie przeciwnika stosowano surowe<br />

kary 4 . Nie tylko nie przyznawano zwycięstwa, ale były<br />

też wymierzane wysokie kary pieniężne 5 . Wszystkie<br />

dyscypliny olimpijskie obwarowane były jasno<br />

określonymi zasadami (żeby nie było kwasów), a pilnująca<br />

prawidłowości zmagań grupa porządkowa<br />

wyposażona była w solidne rózgi, którymi wymierzano<br />

kary chłosty za próby ich łamania. Już widzę,<br />

jak do współczesnego piłkarza, który właśnie przytrzymywał<br />

przeciwnika za koszulkę, podbiega sędzia<br />

i okłada go rózgą. Chociaż… może zdawałoby to egzamin,<br />

skoro widmo żółtej kartki nie zdaje. Słuchałem<br />

niedawno wywiadu z Michałem Listkiewiczem, byłym<br />

międzynarodowym sędzią piłkarskim i byłym prezesem<br />

PZPN. Stwierdził, że owszem, jeździ czasem oglądać<br />

mecze piłkarskie… klasy okręgowej albo niższych, ponieważ<br />

jedynie tam można jeszcze zobaczyć prawdziwą<br />

piłkę nożną, prawdziwą rywalizację, prawdziwy wysiłek,<br />

dawanie z siebie wszystkiego. W sporcie amatorskim.<br />

W ekstraklasie i ligach tego już nie uświadczysz, bo<br />

tam króluje kunktatorstwo, sponsorzy, reklamodawcy,<br />

menedżerowie, działacze i cholera wie kto/co jeszcze.<br />

A może nawet cholera tego już nie wie. Jednym<br />

słowem – królują pieniądze. Zawodowy piłkarz nie<br />

może się przemęczać, bo to niezdrowe jest, a czy bę-<br />

³ pankration – sztuka walki łącząca boks i zapasy.<br />

⁴ np. w roku 496 p.n.e. odebrano tytuł Kleomensowi z Astypalai za<br />

zabicie przeciwnika w trakcie walki.<br />

⁵ w roku 480 p.n.e. Teagenes z Tazos, musiał zapłacić Olimpii wysoką<br />

karę pieniężną, ponieważ po wygranej z Eutymonesem, zabrakło mu<br />

sił, aby wystartować w pankrationie, a był zgłoszony do wzięcia<br />

w nim udziału.


S I Ó D M E W Y M I E R A N I E<br />

Sepsa. Historia ekskrementów<br />

OBRAZ: BEA STOSZEK<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

49


dzie biegał szybciej, czy wolniej to i tak zarobi tyle samo,<br />

a przecież najważniejsze jest, żeby kasa się zgadzała.<br />

A tzw. rywalizacja sportowa? Że co? Jaka rywalizacja?<br />

Zaraz, zaraz, poszukam w Słowniku Wyrazów Obcych.<br />

A już nagroda Fair Play w jakiejkolwiek dyscyplinie sportu<br />

to istne kuriozum. Po co taka nagroda w dziedzinie,<br />

w której wszystko powinno być fair?<br />

Panem et circenses 6 wołał lud starożytny i tak pozostało<br />

do dzisiaj. Wołanie pozostało. Chleba czasem nie ma,<br />

ale igrzysk ci u nas dostatek. Ale wróćmy do ad remu. Na<br />

przestrzeni wieków igrzyska olimpijskie to traciły, to zyskiwały<br />

na znaczeniu, jednak gwoździem do ich trumny<br />

okazała się coraz mocniejsza pozycja chrześcijaństwa,<br />

ponieważ uznano wszystkie igrzyska panhelleńskie za<br />

pogańskie, co poskutkowało zakazem ich organizowania<br />

(od roku 392 n.e.). Przez następne 1500 lat był spokój.<br />

Znaczy się były jakieś tam wojny, zarazy coś tam mieszały<br />

w spisach ludności, troszkę wyrzynano, odrobinę też<br />

gwałcono i rabowano w trakcie wypraw krzyżowych –<br />

takich wycieczek krajoznawczo-zarobkowych organizowanych<br />

do Ziemi Świętej przez papiestwo. Święta Inkwizycja<br />

bawiła się zapałkami, zbrojne zastępy należące do<br />

kandydatów na papieży szerzyły miłość wśród zwolenników<br />

innych kandydatów do Tronu Piotrowego, po czym,<br />

po chrześcijańsku, zakopywały ich zwłoki. Odkrywano<br />

nowe lądy, a następnie cierpliwie tłumaczono tambylcom<br />

wyższość chrześcijaństwa nad ichnimi bogami, co<br />

zazwyczaj kończyło się pełnym chrześcijańskiej miłości<br />

zrozumieniem i dobrowolnym oddaniem wszelkich<br />

bogactw szerzycielom jedynej, prawdziwie opartej na<br />

miłości bliźniego, religii. Aż tu rewolucja przemysłowa<br />

nastała i poprzewracała ludziom w du… głowach. Diabelskie,<br />

buchające parą maszynerie na szynach albo odbierające<br />

aniołom prymat na niebie machiny latające,<br />

sprawiły, że zamożni (ci, których przodkowie przywieźli<br />

najwięcej fantów z wypraw krzyżowych) zaczęli jeździć<br />

po świecie, robić jakieś tam wykopaliska archeologiczne<br />

w Grecji, odkrywać co przykryte i wymyślać, co by tu<br />

jeszcze wykombinować, żeby nudno nie było.<br />

Pół biedy, kiedy trafiało na fanatyków pieniądza. Gorzej,<br />

że wśród bogatych zdarzali się pozbawieni rozsądku<br />

idealiści. I tym paskudnym sposobem pojawił się na<br />

świecie Pierre de Fredy, baron de Coubertin, francuski<br />

arystokrata, archeolog, historyk, pedagog, a do tego<br />

jeszcze badacz wychowania i kultury. No i posypało się.<br />

Jako arystokrata i pedagog uważał sport za środek hartowania<br />

ciała, ale przede wszystkim, o zgrozo, za skuteczny<br />

sposób wychowania współczesnego człowieka<br />

w duchu pokoju i szlachetności. No i mamy tutaj kumulację<br />

nieszczęść, bo gdyby chłop był biedakiem, to<br />

te swoje idealistyczne dyrdymały omawiałby z żoną<br />

przy niedzielnym obiedzie, nie uruchamiając całej lawiny<br />

wydarzeń, które zaowocowały wskrzeszeniem idei<br />

⁶ panem et circenses (łac.) – chleba i igrzysk.<br />

50<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

olimpijskiej. Niestety biedakiem nie był. Świat zna mnóstwo<br />

pięknych idei, przy których zaczynali majstrować<br />

różni tacy, co to im wcale nie ideały głowy wypełniały.<br />

Marksizm też jest wspaniałą ideą, tyle że próba zaimplementowania<br />

wspaniałych idei w życie ludzkości zawsze<br />

trafia na człowieka, a człowiek jak to człowiek – potrafi<br />

spieprzyć wszystko. Mało tego, że potrafi. Jeśli istnieje<br />

choćby cień możliwości, że coś dałoby się spieprzyć, zawsze<br />

znajdzie się taki człekokształtny, który w te pędy<br />

udowodni, że można. No i stało się. Ów Pierre de Coubertin<br />

stwierdził w 1888 roku: Wciąż zastanawiałem<br />

się nad tym, jak wskrzesić tę dawną, wspaniałą olimpijską<br />

geometrię. Od tej myśli do projektu wznowienia<br />

igrzysk był już tylko jeden krok. No i zamysł mogłem<br />

wreszcie urzeczywistnić, kiedy sport nabrał międzynarodowego<br />

charakteru i przywrócenie mu dawnej roli integracyjnej<br />

wydało mi się nieodzowne. 7<br />

Tym katastroficznym sposobem w 1896 roku doszło do<br />

pierwszych nowożytnych igrzysk olimpijskich. W Grecji<br />

ma się rozumieć – w Atenach, na stadionie z białego<br />

marmuru. Ludziska dostały swoje igrzyska, firmy zaczęły<br />

zacierać ręce, że wpadła w ich przemysłowe tryby możliwość<br />

reklamowania się na niespotykaną dotychczas skalę.<br />

Przestępczość również zaczęła zacierać ręce… i ślady,<br />

rozpoczynając eksploatowanie kolejnej żyły złota, jaką<br />

są środki dopingujące. Mijały lata, a sport i idea olimpijska<br />

coraz bardziej oddalały się od swoich fundamentów.<br />

O tegorocznej, paryskiej edycji, niewiele jeszcze można<br />

powiedzieć, boć to dopiero otwarcie nastąpiło, gdy<br />

to piszę. Niemniej już hordy niezadowolonych z czegoś<br />

tam na owej ceremonii zalewają swoją żółcią fora i portale<br />

społecznościowe. A przecież nikt nikomu nie każe<br />

wszystkiego wokół ani akceptować, ani oglądać. Jeśli nie<br />

tolerujesz laktozy, to nie pij mleka, a nie ganiaj po mieście<br />

czy forach, wrzeszcząc: jebać krowy.<br />

Przypomina mi się jedna z niedawnych historii, a raczej<br />

histerii, dotycząca plażowych piłkarek ręcznych Norwegii<br />

podczas mistrzostw Europy w Warnie, którym Europejska<br />

Federacja Piłki Ręcznej nałożyła 1500 euro kary za<br />

niezgodną z obowiązującymi przepisami zamianę kusych<br />

majtek na szorty. Jeśli ktoś uważa, że sprawa długości,<br />

a raczej krótkości majtek w kobiecym sporcie zawodowym<br />

ma znaczenie, to… ma rację. Zawodowcy mają podpisane<br />

umowy sponsoringowe, logo sponsorów zajmują<br />

określony procent strojów, wymalowane są również na<br />

parkietach. Boiska i stadiony otoczone są przez banery<br />

reklamowe, telebimy wypełnione są spotami, a relacje<br />

z zawodów szatkowane są coraz dłuższymi przerwami<br />

na reklamy. Majtki odsłaniają część pośladków zawodniczek?<br />

I o to chodzi. Rywalizacja? Wyniki? Nie mają większego<br />

znaczenia. Zawodniczki mają pięknie wyglądać<br />

w tych swoich kusych ministrojach, bo gros tzw. kibiców<br />

ogląda ich występy tylko dlatego. Jeśli tego nie będzie,<br />

⁷ W. Jastrzębski, Historia kultury fizycznej, Bydgoszcz 2005, s. 36.


sponsorzy się odwrócą, więc gaże zawodniczek,<br />

i tak nikłe w porównaniu do np. kopaczy piłki<br />

w testosteronowym wydaniu, jeszcze spadną.<br />

Kiedyś myślałem, że baron Pierre de Coubertin<br />

w grobie się przewraca, widząc dzisiejszą „rywalizację<br />

sportową”, ale on się już tylekrotnie wyobracał,<br />

wciąż obraca, że gdyby go teraz odkopać,<br />

zobaczylibyśmy wewnątrz ogromne, kosmiczne<br />

tornado, tak się on obraca. Walka z wiatrakami.<br />

Dzisiejsza rywalizacja sportowa ze sportem<br />

w starożytno-nowożytnym znaczeniu przywrócenia<br />

idei olimpijskiej wspólną ma tylko nazwę.<br />

Słowa, które nic już nie znaczą, a raczej nie nic –<br />

rywalizacja sportowa = pieniądze. Jeśli ktoś chce<br />

szortów dla plażowych piłkarek ręcznych, to trzeba<br />

zlikwidować sport zawodowy. U amatorów to<br />

dopuszczalne.<br />

***<br />

Nie chodzi o to, że nie lubię sportu, bo to nieprawda.<br />

Wyrosłem ze sportu, całą młodość<br />

i całe dotychczasowe dorosłe życie mi towarzyszył<br />

i gdyby nie on, byłbym innym człowiekiem. Jestem<br />

przekonany, że gorszym. Ta gorszość wypływała<br />

ze mnie i wsiąkała w ziemię, a raczej<br />

w parkiet dojo, razem z hektolitrami (sic!) potu,<br />

wylewanymi na treningach, zgrupowaniach<br />

i zawodach, na które jeździło się za własne pieniądze.<br />

Dla poczucia tej adrenaliny, tej mocy<br />

panowania nad własnym ciałem, a czasami<br />

i ciałem przeciwnika. Dla satysfakcji. Wiem,<br />

wiem – idealizm. Mam oczy i widzę (co nie jest<br />

taką oczywistą oczywistością związków przyczynowo-skutkowych),<br />

że w tzw. międzyczasie niektórzy<br />

porobili biznesy na tym samym, ale jak<br />

wiadomo, idealizm jest nieuleczalny. Nie o to też<br />

chodzi, że nie lubię sportu oglądać, bo to również<br />

nieprawda. Nie lubię tylko niesprawiedliwości<br />

i nierównego traktowania, bo kiedy w czasie<br />

wyścigu koń upadnie i złamie nogę, to strzela mu<br />

się w łeb, ale kiedy dżokej łamie przy tym upadku<br />

nogę – to nie. [BJ]<br />

Bibliografia:<br />

BO JAROSZEK<br />

Bielski J., Sport i sztuka w cywilizacji antycznej, Piotrków Trybunalski<br />

2003.<br />

Gałecka M., Basińska A., B. Anna, Znaczenie mikrobioty jelitowej<br />

w kształtowaniu zdrowia człowieka, Poznań 2018.<br />

Jastrzębski W., Historia kultury fizycznej, Bydgoszcz 2005.<br />

Rosiński M., Sport i igrzyska olimpijskie w starożytnej Grecji,<br />

Bydgoszcz 2019.<br />

Sender R., Fuchs S., Milo R., Revised estimates for the number of<br />

human and bacteria cells in the body, New York 2016.<br />

Tylicka M., Mikrobiom na straży naszej odporności, Białystok 2023.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

51


Ilustracje: BEA STOSZEK<br />

BLIŹNIĘTA<br />

RAK<br />

52<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


1/2<br />

Monika Kasprzyk<br />

Czytała go w codziennej prasie. Wpisany gdzieś<br />

pomiędzy rozrywkę a pogodę na jutro, coraz częściej<br />

sprawiał, że myślała o prenumeracie.<br />

Na śniadanie zamawiała zawsze odrobinę czułości,<br />

dlatego – nie zastanawiając się długo – podawał jej<br />

serce na dłoni.<br />

Czasem zahaczał o jej chmurność, a ona, jak to kobieta,<br />

w mgnieniu oka spływała melancholią. Podkładał<br />

wtedy pospiesznie mocno splecione dłonie, by przypadkiem<br />

nie przeciekła mu przez palce. Wiedział, że<br />

jest jej potrzebny, wręcz niezbędny.<br />

Wpisał się więc w jej dłoń gdzieś w okolicy linii serca,<br />

wsparty o linię przeznaczenia starał się codziennie<br />

dorysować słońce.<br />

2/2<br />

Była ulotna jak zapach, dlatego zaciągał się nią w każdej<br />

sposobnej chwili. Bez filtrów, bez zabezpieczeń,<br />

bez opamiętania…<br />

Przywiózł ją do galerii z całą kolekcją obrazów.<br />

Marnych kopii światowych oryginałów. Na ich tle<br />

wydawała się wyjątkowa, autentyczna.<br />

Zamieszkała w obrazie, przyozdobiona uśmiechem<br />

naciekała na ramę. Głaszcząc wąsy, spoglądał na nią<br />

z zaciekawieniem. Czasem, by choć na chwilę uciec<br />

z termoobiegu jego ciepłych spojrzeń i gorących<br />

słów, wychodziła poza portret. Potrzebowała koniecznie<br />

ochłodzić myśli, żeby nie dać się zrumienić.<br />

Rozbierał ją dzień po dniu. Wrażliwość po wrażliwości.<br />

Pragnął, aby w końcu poczuła się wolna. Delikatnie<br />

ściągając ramy, nie pozostawiał blizn. Z wdzięcznością<br />

otulała go miękką fakturą płótna.<br />

4/2<br />

Prozę życia należy czytać nad wyraz ostrożnie. Najlepiej<br />

zawsze między wierszami.<br />

Rankiem oprawiony w przymglone spojrzenia świt<br />

szuka treści w każdym zaspanym geście.<br />

Budzimy się, wykładając każdego ranka kawę na<br />

ławę: „Ty nigdy”, „Ty zawsze”, „Jak zwykle”… więc<br />

jak zwykle mieszamy w gęstej atmosferze poranka.<br />

Dość celnie artykułując dźwięki, wprowadzamy<br />

dzień w szereg drgań i choć zwykle łapiemy tony, to<br />

jednak szmery nadają mu odpowiednią woń i smak.<br />

Proza liryczna z tomu Działania na ułamkach i liczbach całkowitych<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

53


W A N D A D U S I A S T A Ń C Z A K<br />

W dżinsach sześciolatka na czerwony dywan<br />

Wszystko zaczęło się od spodni. Pewien sześcioletni<br />

Bartek wziął nożyczki, dwie pary różnych<br />

kolorystycznie spodni, ciach, ciach po nogawkach<br />

i maszyna poszła w ruch. Na drugi dzień szpanował<br />

na Krupówkach w portkach nie do kupienia – dwubarwnych.<br />

On już wtedy wiedział, że zaprowadzą go tam, gdzie<br />

jego wizje modowe w niepospolite kształty się zamienią…<br />

Dziś, po dwunastu latach od tamtego wydarzenia, oglądam<br />

na wybiegu jego sztukę. A Bartek Bachleda wspomina,<br />

jak używał różnych forteli, by zdobyć bilet na zamknięty<br />

pokaz mody, jak się wkręcić, popatrzeć, by pobyć,<br />

poczuć ten klimat.<br />

Pamiętam, że na pewnien zamknięty pokaz nie było szansy<br />

się dostać, próbowałem uprosić pana, który zajmował<br />

się organizacją, ale był nieugięty. Przecież swojego miej-<br />

54<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

sca mi nie odstąpi. I nie zapomnę jego miny, gdy spojrzeliśmy<br />

na siebie na pokazie. Siedział naprzeciwko mnie,<br />

tyle że ja w pierwszym rzędzie, a on w drugim. Od tamtej<br />

pory chodzę na pokazy nawet pozornie niedostępne i, co<br />

bardzo miłe, jestem zapraszany. Poznałem wiele barwnych,<br />

ciekawych osób. Czerpię z pokazów inspiracje, proszę<br />

nie mylić ze ściąganiem pomysłów. Ale inspiracje są<br />

bardzo ważne.<br />

Masz w sobie ogromną determinację, siłę. Ale czy dasz<br />

radę? To trudny świat…<br />

Pani mnie zniechęca? Dobrze, bo to dopinguje. Mnie dopinguje.<br />

Mówili mi bliscy znajomi: „nie dostaniesz się do<br />

Krakowa, wymarzona szkoła nie dla ciebie”. Im bardziej<br />

dołowali, tym byłem silniejszy. Świadectwo z paskiem<br />

i zostałem uczniem Technikum Odzieżowego nr 1<br />

w Krakowie, kierunek – technik przemysłu mody. Za


Bartek Bachleda<br />

niecały rok matura i następny mój krok – wierzę, że bez<br />

poślizgu – Szkoła Artystycznego Projektowania Ubioru<br />

w Krakowie. Są to studia prywatne, dające certyfikat projektanta.<br />

Zarobię na nie bez obciążania rodziny.<br />

Wiem, że przyjeżdżasz do Zakopanego, do domu, na<br />

weekendy i pracujesz m.in. w regionalnym stoisku.<br />

Wiem też, że sam zarobiłeś na samochód. Wierzę, że<br />

Ci się uda. Załóżmy, że masz certyfikat projektanta.<br />

No i najważniejsza sprawa – pomysły. Na razie jest dobrze.<br />

Miałeś już trzy pokazy, nawet w Hiszpanii podziwiali<br />

Twoje projekty, znalazłeś się w trójce uczniów,<br />

którzy pojechali tam ze swoimi prezentacjami.<br />

To było bardzo miłe, jestem od dawna zafascynowany<br />

luksusową firmą założoną przez Hiszpana, która ubiera<br />

m.in. Kim Kardashian czy Nicole Kidman. Wiem, że<br />

pewnie nazwy pani nie poda, ale trudno nie wspomnieć<br />

o ich odwadze, szaleńczych pomysłach. Czy pani wie,<br />

że nie wahają się sprzedawać butów, zwykłych jak chińskie<br />

tenisówki, tyle że znoszone, ubrudzone błotem czy<br />

czymś tam, za 8 tys. złotych w przeliczeniu na złotówki?<br />

Ich torebki, które wyglądają niczym pudełka do butów,<br />

kosztują ok. 4 tys. euro. Sięgają też po nowatorskie rozwiązania.<br />

Czy słyszała pani o płaszczu ze specjalnie spreparowanych<br />

wytłoków owoców i warzyw? Przyszłość jest<br />

w nanocelulozie, materiały będą powstawać w laboratoriach.<br />

Już powstają…<br />

Byłeś, widziałeś? Jestem pewna, że tak…<br />

Byliśmy w laboratorium na Wydziale Technologii Materiałowych<br />

i Wzornictwa Tekstyliów Politechniki Łódzkiej. Pod<br />

okiem pracowników zrobiliśmy w 15 minut kawał tkaniny,<br />

plus 10 minut zajęło suszenie. Nanotechnika to nowy kierunek<br />

z przyszłością i ogromnymi możliwościami.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

55


Wszystkie zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum Bartka Bachledy<br />

To są pomysły na futurystyczną odzież. Ale za tym musi iść pomysł na<br />

model. Trzeba zaprojektować, w coś ubrać. I czymś też zaszokować na<br />

pokazie – bo pokaz to sztuka…<br />

To tak jak z poetą, muzykiem czy innym artystą. Na siłę się nie da. Na<br />

przykład do tegorocznego pokazu ogólnopolskiego w Radomiu „Kreacje-Prowokacje”<br />

przygotowywaliśmy dwie kolekcje: „ESCAPE” – czyli<br />

„UCIECZKA” i „Mój demon”. Pomysł nie przychodził, ale spokojnie<br />

czekałem. Jechałem autokarem, przysnąłem i obudziła mnie piosenka<br />

z głośnika Me and the devil [wyk. Soap&Skin – przyp. red.]. I nagle<br />

błysk – 8 sukni zaprojektowałem w autokarze. W konkursie uczestniczyło<br />

80 osób. Miałem przyjemność znaleźć się w finale.<br />

Jak myślisz, jakie cechy ważne są dla projektanta? Czy takie same jak<br />

dla każdego artysty?<br />

Pewnie tak. Na pewno trzeba mieć pomysł na siebie, nie kopiować,<br />

mieć charyzmę, siłę i determinację. Ja kocham krwistą czerwień – mocna,<br />

wyrafinowana barwa pokazuje siłę. I na przykład w trendzie jest pomarańczowy,<br />

a ja zostaję przy swojej czerwieni i wierzę, że z sukcesem.<br />

Jest rok 2034. Gdzie jesteś?<br />

Może w Mediolanie, gdzie na szyldzie będzie widniał napis Dom Mody<br />

BARI? Tak sobie wymyśliłem na razie i tego się trzymam.<br />

Jak wiesz, „Post Scriptum” promuje młode talenty. To do zobaczenia<br />

na wybiegu, BARI… [WDS]<br />

WANDA DUSIA STAŃCZAK<br />

56<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Czesław Miłosz<br />

MIŁOŚĆ<br />

Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,<br />

Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,<br />

Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.<br />

A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,<br />

Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,<br />

Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.<br />

TAK MAŁO<br />

Tak mało powiedziałem.<br />

Krótkie dni.<br />

Krótkie dni,<br />

Krótkie noce,<br />

Krótkie lata.<br />

Tak mało powiedziałem,<br />

Nie zdążyłem.<br />

Serce moje zmęczyło się<br />

Zachwytem,<br />

Rozpaczą,<br />

Gorliwością,<br />

Nadzieją.<br />

Paszcza lewiatana<br />

Zamykała się na mnie.<br />

Nagi leżałem na brzegach<br />

Bezludnych wysp.<br />

OBŁOKI<br />

Litewski znaczek pocztowy wydany<br />

z okazji 100. rocznicy urodzin Miłosza<br />

Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,<br />

żeby stanęły w wypełnienia łunie.<br />

To nic, że czasem nie wie, czemu służyć:<br />

Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.<br />

Porwał mnie w otchłań ze sobą<br />

Biały wieloryb świata.<br />

I teraz nie wiem<br />

Co było prawdziwe<br />

Obłoki, straszne moje obłoki,<br />

jak bije serce, jaki żal i smutek ziemi,<br />

chmury, obłoki białe i milczące,<br />

patrzę na was o świcie oczami łez pełnemi<br />

i wiem, że we mnie pycha, pożądanie<br />

i okrucieństwo, i ziarno pogardy<br />

dla snu martwego splatają posłanie,<br />

a kłamstwa mego najpiękniejsze farby<br />

zakryły prawdę. Wtedy spuszczam oczy<br />

i czuję wicher, co przeze mnie wieje,<br />

palący, suchy. O, jakże wy straszne<br />

jesteście, stróże świata, obłoki! Niech zasnę,<br />

niech litościwa ogarnie mnie noc.<br />

DAR<br />

Dzień taki szczęśliwy.<br />

Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.<br />

Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium.<br />

Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.<br />

Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.<br />

Co przydarzyło się złego, zapomniałem.<br />

Nie wstydziłem się myśleć, że byłem kim jestem.<br />

Nie czułem w ciele żadnego bólu.<br />

Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.<br />

57<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


PODRÓŻ<br />

r e n a t a s z p u n a r<br />

Czterech rybaków wynosi z morza rozłożoną sieć.<br />

Dwie kobiety w czarnych sukniach i chustach na<br />

głowach prowadzą brzegiem stado owiec. Tłem<br />

sceny jest potężna fortyfikacja, zamykająca horyzont<br />

flankami długich murów i bryłami potężnych baszt, wybudowana<br />

jakby wprost na wodzie przez panujących tu kiedyś<br />

Wenecjan. To czarno-białe, panoramiczne zdjęcie Methoni<br />

– małej osady na południu Peloponezu, które zobaczyłam<br />

kiedyś w niewielkiej książce pt. Grecja, wydanej<br />

w 1978 roku, autorstwa Jana Szczepańskiego. Obraz ten pokazuje<br />

prosty, chropawy, nieupozowany świat, który znika<br />

i w wielu miejscach już przeminął. Magia tej fotografii zawładnęła<br />

mną wtedy tak mocno, że zapragnęłam zdążyć go<br />

zobaczyć, nim bezpowrotnie przepadnie w otchłani czasu.<br />

W 1996 roku po raz pierwszy wsiadłam na grecki prom,<br />

noszący imię wybitnego greckiego męża stanu, Elefteriosa<br />

Wenizelosa, płynący z włoskiego Triestu do portu Patras<br />

na Peloponezie. Wybrałam drogę morską, aby uniknąć<br />

przeprawy przez Bałkany, które były wówczas tuż po<br />

wojnie domowej. Kilka lat później, gdy jechałam przez<br />

kraje byłej Jugosławii do Czarnogóry, mijałam spalone,<br />

podziurawione pociskami domy, zburzone miasta pełne<br />

ludzi wyniszczonych agresją i krzywdą. Wszędzie wałęsały<br />

się watahy zdziczałych psów. Pewnej nocy błąkałam<br />

się po mieście Mostar, w którym wysadzono zabytkowy<br />

most łączący brzeg zamieszkany przez muzułmanów ze<br />

stroną katolików. Środkiem tego miasta płynie rzeka jak<br />

znak rozdzielenia dwóch zwaśnionych światów. Po wojnie<br />

most odbudowano i bielił się znów świeżym, wapiennym<br />

kamieniem. Jednak zapuszczając się w muzułmańską część<br />

miasta, czułam na sobie napięte spojrzenia niespokojnych<br />

czarnych oczu. I pewnie minie wiele lat, a może pokoleń,<br />

nim w ten zniszczony wojną ludzki pejzaż powróci zaufanie.<br />

58<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

***<br />

Po wypłynięciu z Triestu otoczyły nas wody północnego<br />

Adriatyku. Przed nami były 34 godziny morskiego rejsu,<br />

mieliśmy bilety pokładowe. Był chłodny wrzesień, siąpił<br />

drobny deszcz i bardzo mocno wiał wiatr. Podobną aurą<br />

rozpoczyna się powieść Grek Zorba. I my także, jak jej narrator,<br />

szukaliśmy zacisznego miejsca do schronienia. Ale<br />

nie w portowej tawernie, a w pobliżu potężnych, ciepłych<br />

kominów górnego pokładu wielkiego okrętu. Huk silników<br />

zagłuszał moje myśli, lecz mimo wszystko bardzo mocno<br />

przeczuwałam, że odsłania się przede mną nieznana dotąd<br />

przestrzeń. I właśnie wypływam naprzeciw światu,<br />

który się przede mną otwiera, zaczyna mnie wchłaniać<br />

i zmieniać. Byłam wtedy tuż po studiach malarskich, marzyłam,<br />

żeby stać się obywatelką Europy, spadkobierczynią<br />

wielkich kultur. Z dali, jak cichy zew przywołujący na południe,<br />

szumiały mi w uszach słowa Nikosa Kazantzakisa<br />

opisujące jego rejs po Morzu Egejskim…<br />

Jesienne łagodne morze, światłem oblane wyspy, drobna<br />

mżawka przezroczystym peplosem otulająca nieśmiertelną<br />

nagość Grecji. Szczęśliwy ten, myślałem sobie, komu<br />

przed śmiercią dane było żeglować po Morzu Egejskim.<br />

Wiele rozkoszy nosi w sobie ten świat – kobiety, owoce,<br />

myśli – ale chyba nawet w raju nie ma dla człowieczego<br />

serca rozkoszy większej niż słodką jesienną porą pruć wody<br />

tego morza, szepcząc sobie imię każdej wyspy. Nigdzie indziej<br />

tak pogodnie i miło nie przenosisz się z rzeczywistości<br />

w świat snu. Granice się zacierają, a maszty nawet najpodlejszej<br />

łajby wypuszczają pędy i rodzą winne liście. Tutaj<br />

w Grecji, cudowność jest naprawdę niezawodnym wykwitem<br />

konieczności.<br />

(N. Kazantzakis, „Grek Zorba”, przekł. I. Kania)


W pewnej chwili przez szum morskiego wichru i monotonny<br />

hałas okrętowych maszyn zaczęła przebijać delikatna,<br />

melancholijna muzyka. Tęskny głos śpiewaka falował<br />

w powietrzu przy wtórze bouzouki, którego szybkie, urywane<br />

dźwięki gwałtownie spadały na pokład okrętu jak<br />

drobne krople deszczu lub migotliwe błyski promieni słońca<br />

na drżące listki oliwki. Melodia wibrowała jak trzepotanie<br />

skrzydeł maleńkiego ptaka. Wtedy egzotyka Wschodu<br />

olśniła mnie po raz pierwszy. Od tamtej pory już wciąż<br />

towarzyszyła mi w drodze płynąca z radia ludowa grecka<br />

muzyka inspirowana brzmieniami średniowiecznej, azjatyckiej<br />

Turcji, Iranu i religijnych pieśni bizantyjskich. Była<br />

tłem mijanych pejzaży, przydając siły ich formie. Stawały<br />

się wyraźniejsze. Zniewalające. Kreśliły się uczucia, wzbudzane<br />

przez rozwijające się przede mną kadry krajobrazu.<br />

I nawet nie wiem, kiedy ta moja podróż na Południe zmieniła<br />

się w utopijny sen.<br />

Drugiego dnia po lewej stronie burty zamajaczył w dali<br />

zarys lądu. To góry Albanii. Nagimi zboczami schodziły<br />

wprost do morza, bez dróg i ludzkich siedzib. Porośnięte<br />

skąpo wyschniętą o tej porze roku karłowatą roślinnością.<br />

Surowe i niedostępne. Od strony morza Albania wyglądała<br />

jak ziemia niezamieszkała. Ten pejzaż towarzyszył nam<br />

przez cały kolejny dzień.<br />

O zmierzchu wpłynęliśmy pomiędzy wyspy. Słońce zniżyło<br />

się nad linię horyzontu. Niebo i woda zabarwiły się<br />

kolorem nieśmiałego płomienia. Po obu stronach burty<br />

pojawiły się setki małych skał. Przybierały barwy różu<br />

i fioletu, wydając się mglistymi i niematerialnymi. Same<br />

lekkie i świetliste, przezroczyste kolory. Delikatne i ulotne<br />

jak renesansowy laserunek. Zupełny brak czerni. Woda<br />

sprawiała wrażenie pozbawionej materialności i ciężaru.<br />

Statek sunął w tej nierealnej przestrzeni jakby zawieszony<br />

w powietrzu. Wpłynęliśmy na Morze Jońskie.<br />

Wyspy wyłaniały się teraz gęsto jak przedziwne, mityczne<br />

stwory. Puste i nagie, z rzadka porośnięte ubogą krzewiną.<br />

Prom płynął pewnie wśród nich, czasem w niepokojącej<br />

bliskości poszarpanych skał oznaczonych czerwonymi latarniami<br />

morskimi. Małe boje świetlne, które kołysały się<br />

tam na wodzie, wyznaczały morski szlak. Nigdzie ani śladu<br />

życia. Tylko zachodzące słońce urządziło nieopisany spektakl<br />

światła i koloru na wodzie i niebie. Z każdą chwilą tony<br />

nabierały głębi i nasycały się purpurą. Nikły ulotne, świetliste<br />

turkusy. Morze ciemniało i gęstniało, przeobrażając się<br />

w atrament. Płonące cirrusy zmieniały przestrzeń nieba<br />

w fantastyczny krajobraz. W przestrzenie innych nieziemskich<br />

mórz, jezior, lądów i rozległych łąk. Morze – srebrna<br />

tafla lustra – wchłaniało niebo w swą głębię.<br />

Statek zmierzał w kierunku jednej z wysp mroczniejących<br />

w oddali. Większej i jakby wyrastającej ponad inne. To<br />

Kerkira. Gdy zbliżyliśmy się do niej, uderzyło mnie podobieństwo<br />

do obrazu Wyspa umarłych Arnolda Böcklina.<br />

Pierwsza ukazała się mroczna góra z potężnej, litej skały.<br />

Z wrośniętymi w nią pionami kolumn i zabudowaniami<br />

fortecy. Piętrzącymi się jedne ponad drugimi. I mnogością<br />

czarnych cyprysów, które potęgowały dramat tej scenerii.<br />

Wszystko to strzelało z morza swą masą i wertykalnymi liniami.<br />

Nigdy, podczas żadnej z kolejnych podróży, nie wysiedliśmy<br />

na Kerkirze. Myślę, że wrażenie, jakie sprawia jej<br />

widok od strony morza, ulega zatarciu po zatopieniu się<br />

w tłum turystów zalewających tę najbliższą i najbardziej<br />

zieloną z greckich wysp.<br />

Przybiliśmy do portu, który mienił się tysiącem świateł<br />

zwielokrotnionych odbiciami w wodzie. Statek rozświetlały<br />

girlandy lamp zawieszonych od rufy aż po dziób,<br />

strojące go jak w wielkie święto. Od strony morza Korfu<br />

prezentuje się ładnie i elegancko, równo z linią brzegu<br />

stoją zadbane, wysokie kamienice, przypominające<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

59


francuskie południe. Ma to swe źródło w przebudowie<br />

miasta na początku XIX wieku, gdy wyspa znajdowała się<br />

w rękach Francuzów. Tamtego wieczoru w porcie panowały<br />

ład i porządek, dające poczucie bycia w zachodnioeuropejskim<br />

świecie wielkich kolonistów. Gdy wypłynęliśmy<br />

znów na otwarte morze, z prawej strony burty raz jeszcze<br />

towarzyszył nam wyniosły fort. Teraz jego bryłę z gęstniejącego<br />

mroku wieczoru wydobywały reflektory, podkreślające<br />

światłem jego mocną formę, cieniem skrywaną<br />

tajemnicę. Z wolna zostawialiśmy tę zaczarowaną wyspę<br />

z tyłu okrętu i zanurzaliśmy się w zupełną ciemność nocy.<br />

Morze tężało i nabierało koloru smoły…<br />

Przed północą dotarliśmy do Grecji lądowej i prom wpłynął<br />

do portu w Igumenitsy. Mimo że był już wrzesień, uderzyła<br />

mnie fala upalnego, dusznego powietrza. Na brzegu<br />

panoszył się rozgardiasz portowego Wschodu – bezładny<br />

ruch pędzących w różne strony samochodów, tirów, skuterów<br />

opuszczających luk garażowy naszego statku, i nieopanowany<br />

hałas klaksonów.<br />

Nagle na naszym bagażu przysiadła ogromna ważka –<br />

pierwszy posłaniec z greckiej ziemi. Kolorowa i egzotyczna.<br />

Z brzegu dobiegł mnie przeraźliwy donośny ryk. W słabym<br />

świetle nielicznych latarni, opodal niskich zabudowań,<br />

dostrzegłam sylwetkę osła. Znów przeniknęło mnie silne<br />

przeświadczenie, że na końcu tego rejsu czeka na mnie<br />

inny, nieznany mi świat…<br />

Po wyładunku oraz załadunku statek opuścił Igumenitsę<br />

i popłynęliśmy dalej na południe. Na Peloponez, do Patras.<br />

Czekała nas już tylko ostatnia część nocy na pokładzie.<br />

Przed świtem, o godzinie 6.00 rano czasu wschodnioeuropejskiego,<br />

wpłynęliśmy do portu. Zmęczona podróżą i kontrolami<br />

granicznymi (Polska nie była wtedy w Unii Europejskiej)<br />

nie potrafiłam jeszcze objąć umysłem tej odmiennej,<br />

nieznanej rzeczywistości. Naprzeciw mnie z czeluści nocy<br />

wyłaniało się powoli duże miasto, o którym w przewodniku<br />

60<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

zdawkowo napisano, że lepiej uciekać z niego jak najprędzej.<br />

Spragnieni jak najszybszego głębokiego zatopienia<br />

w świecie antycznej Grecji i w ciszy natury, drogą wiodącą<br />

na południe zboczami gór Erymantos, skierowaliśmy się<br />

w stronę Olimpii.<br />

Chaos portu i miasta pozostał za nami. Jechaliśmy pustą<br />

szosą pnącą się wysoko ponad królestwem Posejdona. Niebo<br />

powoli szarzało i morską toń zaczynały rozświetlać nieśmiałe<br />

róże poranka. Zatrzymaliśmy się nad urwiskiem i zanurzyliśmy<br />

w rześkim powietrzu przepełnionym oszałamiającą<br />

wonią ziół, najmocniejszą właśnie o świcie. Wyjęłam<br />

z samochodu włoską kafetierkę i usiadłam wprost na wysuszonej,<br />

czerwonej greckiej ziemi. Zaparzyłam wyostrzającą<br />

zmysły kawę, głęboko czarną jak czeluść Hadesu. Jej zapach<br />

roznoszący się z kociołka był o wiele bardziej wyrazisty tutaj,<br />

w tej bezkresnej przestrzeni balsamicznego powietrza, niż<br />

w zamkniętych ścianach krakowskiego mieszkania.<br />

Krajobraz powoli nasycało srebrzystoróżowe światło wschodzącego<br />

dnia. Pierwsze tchnienie Eos, bogini jutrzenki. Tafla<br />

wody stała się zadziwiająco jasna i eteryczna. Otoczona<br />

z dwóch stron górami pokrytymi ochrą gliny i ugrem suchych<br />

traw, prawie zupełnie bez akcentów zieleni.<br />

Wtedy Helios ruszył swym rydwanem nad horyzont i grecka<br />

ziemia pokazała mi swoje jasne oblicze, tak bardzo odmienne<br />

od cienistych polskich lasów i szmaragdowych łąk.<br />

I nagle przebudziłam się, jak gdyby do nowego życia. Patrzyłam<br />

daleko… bardzo daleko w przestrzeń, która jakby<br />

nie miała początku ani końca… I poczułam się cała otulona<br />

pejzażem. Zupełnie zanurzona w jego wnętrzu… Wnętrzu<br />

nieskończoności. [RS]<br />

RENATA SZPUNAR<br />

Esej ze zbioru „Podróż na Cyterę” (2011-24)<br />

Fotografie Mórz: Adriatyckiego, Jońskiego i Egejskiego – Renata Szpunar, 2011


SIŁA SŁOWA<br />

Zbrodnia doskonała.<br />

Słowem zabić można,<br />

nie ruszając ciała.<br />

LIPA SAMOSIEJKA<br />

Nie myślałeś Janie z Czarnolasu,<br />

co po latach będzie.<br />

Była lipa jedna,<br />

dzisiaj –<br />

lipa w s z ę d z i e.<br />

Ilustracje: BEA STOSZEK<br />

BYK<br />

MOŻE COŚ SIĘ ZMIENI<br />

Tyle na świecie porządku,<br />

że sobota zawsze po piątku.<br />

SZLACHETNY METAL<br />

Myślę o ludziach<br />

i mam nadzieję,<br />

że szlachetny metal<br />

nigdy nie rdzewieje.<br />

WAGA<br />

Elżbieta Grabosz<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

61


OBRAZ: JAN ŻYREK<br />

62<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

63


64<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

MISTRZ OBRAZÓW MUZYKI I ZNACZEŃ UKRYTYCH<br />

Čiurlionis<br />

Daniel Wójtowicz<br />

Mikalojus Konstantinas Čiurlionis,<br />

genialny kompozytor i malarz,<br />

który wsławił się malowaniem<br />

muzyki, uznany jest za najwybitniejszą<br />

postać kultury litewskiej<br />

przełomu XIX i XX wieku. Narodowe<br />

Muzeum Sztuki w Kownie<br />

nosi jego imię, a w następnym<br />

roku, w 150. rocznicę jego narodzin,<br />

stanie się on prawdopodobnie<br />

patronem międzynarodowego<br />

lotniska w Wilnie. Jest dumą<br />

swojego narodu i współtwórcą<br />

litewskiej kulturowej tożsamości.<br />

Jego najważniejszy bodaj cykl obrazów<br />

Tworzenie świata opatrzony<br />

został jednak mottem w języku<br />

polskim: Stań się! Litewski mistrz<br />

bowiem długo nie znał języka litewskiego,<br />

mówił wyłącznie po<br />

polsku, studiował w Polsce i przez<br />

znaczną część życia czuł się Polakiem.<br />

Jego postać przypomina<br />

wymownie, jak blisko siebie niegdyś<br />

były nasze narody. I jak bardzo<br />

dzisiaj są sobie obce.<br />

To nie dość paradoksów historii<br />

Čiurlionisa: ukształtował się<br />

jako muzyk, już za młodu zyskał<br />

pozycję jednego z ciekawszych<br />

kompozytorów europejskich. Nawet<br />

nie przypuszczał, że do tego<br />

potrafi jeszcze malować. Obrazy<br />

zaczął tworzyć dopiero na kilka<br />

lat przed swoją (przedwczesną)<br />

śmiercią. I w tej dziedzinie sztuki<br />

szybko został uznany za mistrza.<br />

W Europie przypisuje się mu<br />

znaczący wkład do burzliwych<br />

w jego epoce przeobrażeń światowego<br />

malarstwa. Mówi się o nim<br />

w kontekście kształtowania symbolizmu<br />

i podejmowania prób<br />

twórczości abstrakcyjnej.<br />

Obrazy z cyklu „Tworzenie świata”<br />

Co i jak malował Čiurlionis? Oczami<br />

zwykłego gościa galerii w Kownie, laika<br />

takiego jak ja, najszybciej można<br />

go porównać z naszym Beksińskim,<br />

trzeba tylko zaznaczyć, że jest mniej<br />

depresyjny i przerażający. Częściej<br />

w jego obrazach można zobaczyć<br />

sceny jakby z łagodniejszych bajek<br />

i tchnące optymizmem kolorowe<br />

obłoki. I takie porównanie mogłoby<br />

oryginalność malarza postawić pod<br />

pewnym znakiem zapytania, gdyby<br />

nie fakt, że poprzedził on naszego<br />

słynnego artystę aż o 100 lat!<br />

W czasach, kiedy świat nie mógł<br />

sobie jeszcze poradzić z akceptacją<br />

„niedokończonych” i niedosłownych<br />

prac impresjonistów, młody,<br />

dwudziestopięcioletni malarz<br />

wyszedł do publiczności z obrazami<br />

świata nierzeczywistego. Lub<br />

może z nierzeczywistymi obrazami<br />

świata. Pojawiły się w nim zarówno<br />

monstrualne ptaki pokonujące<br />

dziwne górskie przestworza, jak<br />

i morskie wyspy mające swe oczy<br />

i duszę. Są królowie roztaczający<br />

w swych dłoniach złudę szczęśliwej<br />

krainy oraz nowoczesne w swym<br />

ostrym kształcie żagle, wypełnione<br />

tajemniczym wiatrem. Większość<br />

tych elementów znamy z życia, nie<br />

są one abstrakcyjne, tu malarz jednak<br />

układa je w całkowicie oryginalne<br />

kompozycje. Tworzy obrazy<br />

nie mówiące niczego konkretnego<br />

i zarazem mówiące wszystko.<br />

Fenomenem Čiurlionisa zdaje się<br />

być zdecydowane dostrzeżenie odbiorcy<br />

i uznanie jego inteligencji.<br />

Zapoczątkowanie czegoś, co dziś<br />

chcielibyśmy pewnie nazywać „interaktywnością”<br />

obrazu. Malarz<br />

podaje nam różne, ważne elementy<br />

o rozległych konotacjach. Do nas


natomiast należy odkrywanie czy<br />

nadawanie sensu ich współistnienia,<br />

odczytywanie jego tajemnicy. To<br />

przecież tak samo, jak z interpretacją<br />

snów, czy – szerzej – ludzkiego wnętrza.<br />

Nie wiem, na ile miało znaczenie<br />

to, że tworzenie dzieł litewskiego<br />

malarza zbiegło się w czasie z elektryzującym<br />

świat objawieniem pracy<br />

Zygmunta Freuda Objaśnianie marzeń<br />

sennych (1900).<br />

Tworzenie świata<br />

Sięgam do definicji symbolizmu<br />

i opisu zmian, jakie ruch ten wywołał<br />

w naszej kulturze, a zwłaszcza w malarstwie.<br />

Jego twórcy zniechęceni byli<br />

dokładnym odzwierciedleniem realiów<br />

– stało się dla nich jałowe. Czuli,<br />

że nie prowadzi ono ludzkości już nigdzie<br />

dalej, nie poszerza rozumienia<br />

człowieka. Nabierali przekonania, że<br />

świat rzeczywisty, ten namacalny,<br />

jest tylko małym fragmentem całości.<br />

Jej najważniejsza część jest ukryta<br />

i w zwykły sposób nie daje się opisać.<br />

Można tego próbować tylko przy użyciu<br />

przedmiotów i znaczeń symbolicznych.<br />

Dekadencki nastrój epoki przyczyniał<br />

się zapewne do tego, że tworzony<br />

obraz był często dość mroczny,<br />

ponury. Ale faktycznie bardzo rozszerzał<br />

widnokrąg człowieka. Współgrał<br />

z rosnącą świadomością, że ludzki<br />

świat wewnętrzny jest bezkresny<br />

i nieopisany. Dziś to już zdaje się banał.<br />

Artysty , lecz także w uzupełnieniu<br />

prezentacji jego malarstwa. Osadzony<br />

mocno w obydwu rodzajach twórczości<br />

dostrzegał i podkreślał mocno<br />

ich jedność i współgranie.<br />

Nie ma granic pomiędzy sztukami.<br />

Muzyka łączy poezję i malarstwo,<br />

ma swoją architektonikę. Malarstwo<br />

może posiadać również takąż architektonikę,<br />

jak muzyka, i w farbach<br />

wyrażać dźwięki – twierdził.<br />

W rodzinnym domu Čiurlionisów<br />

mówiło się po polsku, a on sam<br />

przez długi czas określał się jako Polak<br />

Sam Čiurlionis nie chciał narzucać niczego<br />

odbiorcom. Podczas studiów<br />

muzycznych w Lipsku słuchał wykładów<br />

Wilhelma Wundta, który uważał,<br />

że sztuka musi być przyjęta wewnętrznie<br />

przez widza, w przeciwnym razie<br />

jest to tylko kolorowy list. Čiurlionis<br />

uważał, że twórcą dzieła jest nie tylko<br />

artysta, ale także odbiorca. – napisał<br />

Osvaldas Daugelis, wybitny znawca<br />

życia i twórczości Mikalojusa Konstantinasa<br />

Čiurlionisa.<br />

Čiurlionis w swoim malarstwie wylatuje<br />

również daleko w kosmos. Daje<br />

nam znać, że jest świadomy ogromu<br />

gwiezdnej otchłani i jego nieprzeniknionej<br />

tajemnicy. Pokazuje to wymownie<br />

choćby we wspomnianym<br />

cyklu 13 obrazów Stworzenie świata.<br />

Jest on uznawany za wielkie dzieło<br />

pewnie dlatego, że czuje się w nim<br />

wszędzie obecność niewidzialnego<br />

Boga, czy może – mniej religijnie –<br />

ludzkiego ducha. Podobne wrażenia<br />

miałem przy grupie prac obrazujących<br />

postaci zodiakalnych znaków.<br />

Artysta przenosi w nich obraz natury<br />

ludzkiej w gwiezdną przestrzeń.<br />

W Narodowym Muzeum Sztuki<br />

w Kownie zdarzają się koncerty muzyki<br />

Čiurlionisa, w brzmieniu – romantycznej,<br />

kojarzącej się z chopinowską.<br />

Szczęśliwie trafiłem na taki.<br />

Dzieje się to nie tylko dla podkreślania<br />

genialnej wszechstronności<br />

I oto duża część dorobku malarskiego<br />

tego twórcy jest niezwykłym<br />

ukazywaniem muzyki. Największym<br />

dziełem, złożonym z kilku prac, jest<br />

zobrazowanie Symfonii żałobnej poprzez<br />

dość dosłowne sceny z pogrzebowego<br />

pochodu. Ale dalej są dyptyki<br />

i tryptyki ukazujące kształt i „wygląd”<br />

sonat, fug czy preludiów, przy<br />

pomocy kształtów i symboli o bliżej<br />

nieokreślonym znaczeniu, ale jakoś<br />

przedziwnie zrozumiałych i dźwięcznych.<br />

Dostrzegam w tym absolutne<br />

mistrzostwo w komunikowaniu się<br />

z moją wrażliwością i percepcją.<br />

Słyszałem tam namalowaną muzykę.<br />

I oczywiście nie byłem w tym jedyny<br />

– dokonania Čiurlionisa w zakresie<br />

symbiozy muzyki i malarstwa są jednym<br />

z elementów przesądzających<br />

w świecie o jego wielkości.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

65


Symfonia żałobna (III)<br />

Symfonia żałobna (V)<br />

Symfonia żałobna (I)<br />

Symfonia żałobna (1903)<br />

66<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Ukojenie


Komponując<br />

utwory oparte na<br />

niedługich seriach,<br />

genialny Litwin<br />

o całą dekadę<br />

wyprzedził<br />

Arnolda Schoenberga,<br />

„podręcznikowego”<br />

ojca serializmu<br />

Marcin Gmys<br />

Čiurlionis był uczniem polskiego<br />

pianisty Antoniego Sygietyńskiego<br />

i kompozytora Zygmunta Noskowskiego,<br />

wychowanka Moniuszki. Malarstwo<br />

studiował w Warszawie, pod<br />

kierunkiem Ferdynanda Ruszczyca.<br />

Pisał po polsku utwory literackie,<br />

pozostając pod ogromnym wrażeniem<br />

J. Słowackiego. W Warszawie też nawiązał<br />

najbliższe przyjaźnie swojego życia.<br />

Jego sympatia czy wręcz miłość do<br />

Polski skończyła się jednak nagle,<br />

gdy odmówiono mu wykonania na<br />

koncercie w Warszawie skomponowanej<br />

przez niego symfonii W lesie.<br />

Decydujący uznali, że kompozytor na<br />

to nie zasługuje, bo… nie jest Polakiem.<br />

Nie wiem, co ich zdaniem miało<br />

o tym przesądzać, być może to, że<br />

Sonata gwiezdna<br />

matka była z pochodzenia Niemką,<br />

i to należącą do Kościoła Ewangelickiego…<br />

W każdym razie zrozumiał<br />

z całą swoją młodzieńczą wrażliwością,<br />

że nie ma co się w Polsce kochać<br />

ani pchać w jej ramiona, bo ta i tak<br />

odrzuci go jak obcego. Zbiegło się to<br />

z narastającym wówczas na Litwie<br />

przekonaniu, że z Polakami współistnieć<br />

się nie da.<br />

Čiurlionis od 1905 roku rozpoczął<br />

gwałtownie naukę litewskiego, również<br />

dlatego, że miłośnie związał się<br />

z Litwinką. I – choć wkrótce (w wieku<br />

zaledwie 36 lat) zmarł na terenie Polski<br />

– w dziejach ulokował się i pozostał<br />

artystą litewskim. Za sprawą tak<br />

pokrętnie biegnącego toku zdarzeń<br />

ten zakochany w Polsce, w Chopinie<br />

i w Słowackim geniusz stał się uosobieniem<br />

odradzającej się tożsamości<br />

Litwy. Widać było na jego przykładzie<br />

czarno na białym, że może się to dokonywać<br />

tylko na zaprzeczeniu polskości.<br />

Wbrew temu na czym Polsce,<br />

podobno, w procesie odzyskiwania<br />

niepodległości tak bardzo zależało.<br />

Niestety, ten wybitny malarz i kompozytor<br />

został symbolem historycznego<br />

odrzucania Litwinów przez<br />

polskich patriotów, którzy usta mieli<br />

pełne frazesów o Rzeczpospolitej<br />

Obojga Narodów i może widzieli<br />

w Litwie ojczyznę, ale widać tylko<br />

dla siebie. [DW]<br />

DANIEL WÓJTOWICZ<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

67


7 SZCZĘŚLIWYCH WIERSZY ANNY<br />

W<br />

środowisku poetyckim nierzadko autorzy szczycą<br />

się tłumaczeniami ich utworów na języki obce.<br />

Czasami są to dwa, trzy wiersze, czasami tomik,<br />

czy kilka. Nie pomijają też tych informacji w biogramach.<br />

To ważne, a nawet – jak się czasami okazuje – ważne bardzo.<br />

I może wyznaczyć całkiem nową, pełną niespodzianek<br />

ścieżkę literacką.<br />

Tak było u Anny Czachorowskiej. Tak było z tomikiem<br />

Z rozpostartym skrzydłem, który podarowała pewnej pani,<br />

pani pewnemu panu, pan przeczytał w pewnym pociągu<br />

i doznał olśnienia. Ale teraz jaśniej i po kolei.<br />

Prezeska Fundacji Wspólna Przestrzeń Mariola Fanselow<br />

poprosiła pewnego dnia Annę Czachorowską o dwa tomiki,<br />

wiedząc, że są dwujęzyczne – polsko-hiszpańskie. Poznała<br />

bowiem w Wiedniu znakomitych muzyków – zespół<br />

Jokaru (dwaj Meksykanie i Japonka, muzyka klasyczna) –<br />

których zaprosiła do Polski. Tomiki podarowała skrzypkowi<br />

Jonathanowi Cano i śpiewakowi Rubenowi Berroeta<br />

Bueno. Wokalista przeczytał tomik w pociągu Warszawa-<br />

-Wiedeń i wracał do wierszy wielokrotnie. Aż pewnego<br />

dnia zadzwonił z Meksyku z pytaniem, czy mógłby do kilku<br />

wierszy napisać muzykę i je wykonywać. Oczywiście autorka<br />

zaakceptowała prośbę, z zaciekawieniem czekając na<br />

efekty, bowiem nie było łatwo wyobrazić sobie brzmienie<br />

tych wersów z muzyką poważną. Ale niech Anna Czachorowska<br />

powiedzie nas drogą tych wszystkich przypadków,<br />

które podobno nie istnieją…<br />

– To prawda, niespodzianka ogromna – wspomina<br />

poetka. – Ruben napisał muzykę na głos, skrzypce i fortepian.<br />

Pierwszy raz w życiu spróbował sił jako kompozytor.<br />

Tak powstał jakby cykl 7 szczęśliwych wierszy Anny. Zaśpiewał<br />

je na prestiżowej scenie Museo Costumbristra de Sonora<br />

w Meksyku na 39. Międzynarodowym Fesitwalu Alfonso<br />

Ortiz Tirado <strong>2024</strong>, w którym zwykle bierze udział ponad<br />

800 artystów z całego świata w różnych artystycznych<br />

i kulturalnych prezentacjach. Towarzyszyli mu meksykański<br />

skrzypek Jonathan Cano i japońska pianistka Kaori Saeki<br />

– niezwykle utalentowani, sławni muzycy.<br />

I… Ty, Aniu, czytająca na wielkim ekranie swoje wiersze<br />

po polsku…<br />

Tak, a pieśni wykonane były w języku hiszpańskim, za tłumaczenie<br />

bardzo wdzięczna jestem Alicii Minjarez Ramirez.<br />

Ale na szczęśliwej siódemce nie skończyło się…<br />

Na festiwalu był kompozytor, Emmanuel Pool, i również<br />

poprosił o zgodę na wykorzystanie wierszy do utworów.<br />

Jeszcze coś dopowiem do całego łańcuszka zdarzeń – te<br />

pierwsze w życiu Rubena kompozycje otworzyły mu drzwi<br />

na Wydział Kompozytorski – został przyjęty bez egzaminu…<br />

Niezwykły splot wydarzeń, taki, co cieszy. W sumie powstało<br />

12 pieśni, Twoje wersy, muzyka klasyczna. A jak<br />

brzmi – słyszałam. Na koncercie. Zachwycające. Wiem,<br />

że powstaną kolejne, jest też zamysł wydania płyty, czego<br />

szczerze życzę.<br />

* * *<br />

Tak, odbyły się koncerty, z udziałem wymienionych<br />

muzyków i śpiewaka, m.in. w Łazienkach Królewskich<br />

w Warszawie i Pałacu w Jabłonnie. Obecnością zaszczycili<br />

je m.in. ambasador Meksyku, Jego Ekscelencja Juan Sandoval<br />

Mendiolea, przedstawiciele korpusu dyplomatycznego.<br />

Pieśni do wierszy Anny Czachorowskiej były jednym<br />

z muzycznych bloków. Gościnnie wystąpiła też znakomita<br />

śpiewaczka Alejandrina Vázquez. Owacjom nie było końca…[WDS]<br />

68<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

WANDA DUSIA STAŃCZAK


***<br />

Zdjęłam czapkę<br />

i już<br />

pożegnałam moją Ojczyznę<br />

Nacisnęłam klamkę<br />

i już<br />

odeszłam<br />

w inną płaszczyznę<br />

Czasu i przestrzeni<br />

Dotknęłam prawdy<br />

Istnienia<br />

MOIM SYNOM<br />

Najgłębszy smutek szczęścia,<br />

że wszystko przemija.<br />

Leopold Staff<br />

Bańki mydlane<br />

bajecznie kolorowe<br />

Tak piękne<br />

choć kruche<br />

Wszystkie tak samo<br />

w przejrzystej poświacie<br />

Jak ulotność chwili<br />

tej niepowtarzalnej<br />

Jedynej<br />

która już nie wróci<br />

w tej samej postaci<br />

A MIS HIJOS:<br />

El más profundo dolor<br />

de la felicidad<br />

es que todo pasa.<br />

Leopold Staff<br />

Burbujas de jabón<br />

fabulosamente coloridas,<br />

tan hermosas,<br />

pero tan frágiles,<br />

todas iguales<br />

en claro resplandor<br />

cual evanescencia.<br />

Inimitable momento<br />

que no volverá<br />

en la misma forma<br />

ANNA CZACHOROWSKA<br />

Jeden moment<br />

jedno tchnienie<br />

Ostatnie<br />

wydane bez echa<br />

I jest się już wszystkim<br />

i niczym<br />

Wszędzie<br />

I nigdzie<br />

Maleńką cząsteczką<br />

Wszechświata<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

69


&<br />

Izabela Winiewicz-Cybulska<br />

Piotr Jakubczak<br />

gruppa siedem<br />

Gdy wiosną, dwa lata temu, rozmawiałam<br />

z Piotrem o jego pomyśle utworzenia artystycznej<br />

grupy, nie przypuszczałam, że uda się to urzeczywistnić.<br />

W czerwcu <strong>2024</strong> minęły dwa lata od pierwszej wystawy<br />

Gruppy Siedem, która odbyła się w Sopockiej Galerii<br />

Sztuki, a po dwóch miesiącach – we wrześniu – w warszawskiej<br />

Galerii Stalowa. Jubileusz artyści uczcili ostatnio<br />

ponownym pojawieniem się w Sopocie i trudno dokładnie<br />

doliczyć się, która to wystawa. Biorąc pod uwagę pokazy<br />

duże – oficjalne i te mniejsze, jak na przykład ekspozycja<br />

w pracowni Piotra Jakubczaka czy w Dworze Kukuczka<br />

w Istebnej, ta liczba jest bliska dwudziestki. Gruppa nie ma<br />

sztywnego programu i nie chce, by klasyfikowano ją w jakikolwiek<br />

sposób. Tu nie ma miejsca na jednoznaczność ani<br />

nawet na rzetelną dokumentację, bo – jeśli mówić o programie<br />

– to brak programu jest jednym z ważnych „punktów”<br />

w działaniu grupy ośmiu artystów wybranych (może raczej<br />

zaproszonych) przez Piotra Jakubczaka, artystę, który ma<br />

swój łatwo rozpoznawalny styl i też pewne doświadczenia<br />

organizacyjne, ponieważ był przed laty szefem tarnowskiego<br />

BWA. Jego obrazy – pełne emocji – poruszają i nie<br />

70<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


PIOTR JAKUBCZAK<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

71


MONIKA ŚLÓSARCZYK<br />

tylko dlatego, że są odbiciem wnętrza artysty.<br />

Można w nich odnaleźć niezgodę na<br />

rzeczywistość, odniesienie do problemów<br />

współczesnego świata, wobec których artyści<br />

z Gruppy Siedem nie przechodzą obojętnie.<br />

I ta właśnie wrażliwość, przy warsztatowej<br />

rzetelności, to wspólny mianownik<br />

tej nieformalnej formacji artystycznej.<br />

72<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Zarówno Jakubczak, jak i pozostali członkowie<br />

Gruppy gościli na łamach „Post<br />

Scriptum”. Piotr był nominowany w plebiscycie<br />

kwartalnika na Artystę Roku<br />

2021. Dwa lata później Łukasz Radwan,<br />

prezentując czytelnikom sylwetkę twórcy,<br />

nazwał go „gburem, czyli artystą, który<br />

nie filozofuje, nie udaje, nie pozuje i nie<br />

robi dobrego pierwszego wrażenia”, bo<br />

taki po prostu jest i jest zwyczajnie sobą.<br />

Mieszkańcy Trójwsi w Beskidzie Śląskim,<br />

gdzie Jakubczak osiadł już chyba na stałe,<br />

traktują go jako swojego, bo jak pisze<br />

Radwan – Piotr zszedł w końcu „z himalajów<br />

własnych cierpień (…), odpadając<br />

z najwyższych ścian” (może chodzi tu<br />

o kilkunastoletni pobyt za granicą) i zaczął<br />

zwyczajnie nowy okres zarówno<br />

w życiu, jak i w twórczości, znajdując czas<br />

i miejsce na organizację Gruppy Siedem,<br />

nazwanej „grupą do walki z malarskim<br />

kiczem”. Piotr pochodzi z Zamojszczyzny.<br />

Po ukończeniu zamojskiego plastyka<br />

studiował konserwację architektury<br />

w Nysie Kłodzkiej i malarstwo na<br />

krakowskiej ASP. Potem praktykował<br />

w krakowskich teatrach – tworzył między<br />

innymi rekwizyty i elementy scenografii<br />

dla Teatru Stu. Zamieszkał w Jaworzynce<br />

po zagranicznym epizodzie. To<br />

tu – w malowniczej Istebnej – powstała<br />

idea Gruppy. Robert Heczko, Jan Żyrek<br />

i Monika Ślósarczyk są praktycznie sąsiadami.<br />

Z tego regionu pochodzi także<br />

Leszek Żegalski – zdobywca Grand Prix<br />

na Arsenale ‘88, współtwórca – wraz<br />

z Januszem Szpytem – Tercetu Nadętego.<br />

Janusz, artysta, który mieszka<br />

i tworzy w Lubaczowie, jest dziś także<br />

w Gruppie, która, podobnie jak dawniej<br />

Tercet, opowiada się za malarstwem „solidnym<br />

i trwałym”, którego zwolennikami<br />

są także Jan Norbert Dubrowin z Piotrkowa<br />

Trybunalskiego i Dariusz Miliński<br />

z Pławnej – realizator parateatralnych<br />

działań i twórca współczesnej Arki Noego.<br />

Każdy artysta to osobowość o własnym<br />

(wypracowanym rzetelnie przez<br />

lata), rozpoznawalnym stylu. To twórcy<br />

aktywni, bo – oprócz pokazów Gruppy<br />

– prezentują się na wystawach zbiorowych<br />

i indywidualnych w różnych częściach<br />

Polski, dlatego trudno jest zebrać<br />

całą Gruppę. Nie przeszkadza to jednak<br />

twórczym dyskusjom, prywatnym spotkaniom,<br />

wymianie myśli w świecie<br />

wirtualnym, bo tam można przecież zawsze<br />

spotkać się w komplecie, pokłócić,<br />

pożartować. „Jesteśmy związani ze sobą<br />

oddaniem dla sztuki i szacunkiem do pracy”<br />

– mówi Dariusz, ale wiadomo, że tym,<br />

co łączy artystów najbardziej, jest przede<br />

wszystkim przyjaźń. Piotr, który znany<br />

jest z tego, że w swoich obrazach knebluje<br />

czerwonymi piłeczkami, pokazał, że<br />

jest doskonałym organizatorem, potrafi<br />

czasem wytknąć brak zaangażowania<br />

i zdyscyplinować przyjaciół, którzy przecież<br />

wspólnie potępiają bylejakość sztuki


Wrażliwość,<br />

przy warsztatowej rzetelności,<br />

to wspólny mianownik<br />

Gruppy Siedem<br />

JAN ŻYREK<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

73


JAN NORBERT DUBROWIN<br />

74<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


DARIUSZ MILIŃSKI<br />

i mówią jednym malarskim głosem. Zamykając<br />

okres dwuletniej intensywnej działalności,<br />

właśnie zdecydował o ograniczeniu liczby<br />

wystaw – w końcu Gruppa wypracowała już<br />

swoją markę. Może więc warto teraz przypomnieć<br />

te ważniejsze wystawy.<br />

Oprócz warszawskiej Stalowej i Galerii<br />

w Sopocie (ostatnią wystawę<br />

swym honorowym patronatem objęli<br />

Prezydent Miasta Sopotu i Marszałek<br />

Województwa Pomorskiego) Gruppę można<br />

stale oglądać w bielsko-bialskiej Galerii Malarstwa<br />

i Rzeźby Tadeo-Art. Od tych trzech<br />

galerii rozpoczął się artystyczny projekt<br />

o nazwie Gruppa Siedem, ale nazwy tej<br />

(wymyślonej przez Piotra) nie próbujmy wyjaśnić<br />

– rozszyfrować, bo wszystko ma polegać<br />

na działaniach… nielogicznych, spontanicznych<br />

i nieplanowanych – taki neodadaistyczny<br />

przypadek, bo dadaizm w swym programie<br />

(właściwie braku programu) wydaje się artystom<br />

szczególnie bliski.<br />

Rok 2023 Gruppa Siedem zakończyła<br />

wystawą w Zamościu – w Hotelu Arte,<br />

gdzie Piotr miał kiedyś swoją wystawę<br />

indywidualną, a jego obrazy można było<br />

zobaczyć tu niedawno także na ekspozycji<br />

przygotowanej przez Galerię Stalowa pt.<br />

Malarstwo metaforyczne. Grudzień wywołuje<br />

różnorodne skojarzenia i dlatego<br />

w planie była wystawa „tematyczna”,<br />

która niestety w praktyce nie<br />

do końca okazała się możliwa, bo<br />

Gruppie – choć artyści malują na każdy<br />

temat – nie można niczego narzucać.<br />

Działanie w wolności wydaje się<br />

być tym najważniejszym artystycznym<br />

credo. Sztuka musi pozostać<br />

wolna i niezależna. Na zamojskiej<br />

wystawie nie zabrakło jednak grudniowych<br />

akcentów. Jan Norbert Dubrowin<br />

jest mistrzem zimowego pejzażu – mistrzem<br />

w oddawaniu szarości, bieli<br />

i błękitów. W malarstwie Dariusza<br />

Milińskiego nie brakuje świątecznego<br />

muzykowania w wykonaniu<br />

dzieci, przebierańców, kolędników<br />

z gwiazdą. Janusz Szpyt często podejmuje<br />

tematy sakralne, stąd unoszące się<br />

w powietrzu putta. Ale grudzień nie jest<br />

wyłącznie radosnym czasem świętowania.<br />

O trudnych rocznicach przypomniał<br />

niewątpliwie Leszek Żegalski (Wojna),<br />

a Monika Ślósarczyk, choć zwykle kolorowa<br />

(uczennica kolorysty Jana Szancenbacha),<br />

zawsze skłoni do refleksji,<br />

czego dowodem były obrazy grudniowe<br />

zatytułowane Kolęda czy Wigilia – ta<br />

ostatnia uzupełniona przejmującym wojennym<br />

sztafażem. W małym katalogu<br />

wystawy pojawił się Kopciuszek białostocki<br />

Jakubczaka – niezwykle smutny<br />

w swej wymowie, bo niełatwe tematy<br />

– te społeczne i egzystencjalne – będące<br />

reakcją na rzeczywistość – często<br />

pojawiają się w malarstwie Gruppy.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

75


76<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

LESZEK ŻEGALSKI<br />

Obrazami artystów można zilustrować<br />

każde kalendarzowe święto – w sposób<br />

niebanalny i refleksyjny – zwłaszcza<br />

takie dni jak Dzień Walki z Homofobią<br />

czy Dzień Uchodźcy, które przypominają,<br />

że są w naszym społeczeństwie<br />

problemy, obok których nie możemy<br />

przechodzić obojętnie. Znajdą się oczywiście<br />

obrazy przesycone humorem<br />

i żartem, jak na przykład metaforyczne<br />

płótna Dariusza Milińskiego,<br />

w tym z książką na Dzień Książki<br />

i Praw Autorskich czy nawet na…<br />

Dzień Żaby. Wiadomo, że zwierzęta<br />

i wszelkie stworzenia w tym malarstwie<br />

artystów wrażliwych są zawsze obecne.<br />

Motywem wiodącym jest człowiek,<br />

a szczególne miejsce zajmuje kobieta,<br />

którą każdy z twórców postrzega inaczej<br />

i można – tak dla żartu – porównać<br />

chociażby Jakubczaka i Żegalskiego,<br />

u których pojawiają się kobiece demony<br />

w duchu współczesnej famme fatale.<br />

Ale jest też to kobiece piękno w zmysłowych<br />

aktach Dubrowina czy Szpyta.<br />

Pogruppowana ósemka prezentowała<br />

się na wystawach od morza po<br />

góry. Przypomnę jeszcze rok 2023<br />

i niektóre prezentacje, takie jak wielka<br />

wystawa w bielsko-bialskiej dawnej hali<br />

fabrycznej (BB Oldtimer Garage), w której<br />

gościnnie wzięli udział uczestnicy pleneru<br />

Raj na Połomiu. W Światowym Dniu<br />

Sztuki Gruppowicze otwierali wystawę<br />

malarstwa w Zamku Tarnowskich w Tarnobrzegu,<br />

a niedługo potem wzięli udział<br />

w Art Piknik Festivalu w Szczecinku.<br />

W ostatnim czasie malarstwo<br />

pogruppowanej ósemki można<br />

było oglądać w Zabytkowej Kopalni<br />

„Ignacy” w Rybniku, w Galerii Orion<br />

w Solcu-Zdroju i w Galerii Akademickiej<br />

Uniwersytetu Bielsko-Bialskiego.<br />

Członkowie Gruppy, niezwykle aktywni,<br />

pokazują się także na wystawach indywidualnych.<br />

W ostatnim czasie Janusz<br />

Szpyt świętował 40-lecie pracy twórczej,<br />

które uczcił wystawą w Muzeum<br />

Kresów w Lubaczowie. Dariusz Miliński<br />

(Z pamiętnika ulicznika) wystawiał<br />

w Parku Książęcym Zatonie w Zielonej<br />

Górze, a Piotr Jakubczak – w Galerii<br />

Rynek w Ustroniu. Jan Żyrek i Robert<br />

Heczko wzięli udział w IX Ogólnopolskim<br />

Plenerze Hotel Kłodzko. W kolejnym<br />

Wiosennym Plenerze Malarskim<br />

im. Jerzego Dudy-Gracza – w Szczyrku,<br />

w Hotelu Klimczok – uczestniczyli Dubrowin,<br />

Ślósarczyk, Szpyt i Żegalski (dwaj<br />

ostatni byli uczniami profesora). Monikę<br />

Ślósarczyk i Roberta Heczkę można było<br />

oglądać na plenerze odbywającym się<br />

w ramach festiwalu Granatowe Góry


<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

77


JANUSZ SZPYT<br />

im. Jerzego Pilcha w Ochorowiczówce –<br />

w Wiśle, w Muzeum Magicznego Realizmu.<br />

Monika wydaje się tu najbardziej<br />

aktywna – tworzy z rozmachem<br />

i ma ten charakterystyczny dla siebie<br />

sposób malowania na „niewyszukanych”<br />

podłożach z wzorzystych materiałów<br />

czy gazet. Wraz z Januszem Szpytem<br />

prezentowała się między innymi<br />

w Ustce – w Spotkaniu ze sztuką,<br />

odbywającym się w Hotelu Rejs.<br />

W kolejnym plenerze Raj na Połomiu<br />

wzięli ostatnio udział Miliński<br />

i Jakubczak, a Żyrek i Żegalski –<br />

w trzecim Letnim Salonie Sztuki „Prażakówka”<br />

w Ustroniu. Leszek Żegalski,<br />

uczestnik toskańskich plenerów, zaprezentował<br />

się niedawno w radomskim<br />

Muzeum Sztuki Najnowszej na wystawie<br />

Salvador Dali w Radomiu, na której<br />

obok grafik hiszpańskiego mistrza<br />

pokazano prace współczesnych artystów,<br />

które były swoistym dialogiem<br />

z wielkim twórcą. Żegalski, często podejmujący<br />

malarski dialog z klasykami gatunku,<br />

zainspirował się Stacją kolejową<br />

w Perpignan.<br />

Artyści z Gruppy Siedem niewątpliwie<br />

fascynują zarówno różnorodnością<br />

warsztatową, jak i doborem tematów<br />

będących zwykle blisko człowieka i jego<br />

problemów. Nie stronią od trudnych<br />

tematów, nie naśladują cudzego stylu,<br />

starając się podejmować malarską<br />

walkę z komercjalizacją i – jak mówi<br />

Piotr – diskopolonizacją i banalnością<br />

sztuki. Historia malarstwa oceni rezultaty<br />

tej walki, a tymczasem czerwona kulka<br />

z obrazów Piotra Jakubczaka, która – jak<br />

mówi Radwan – może zakneblować usta,<br />

toczy się dalej, poszukując wciąż swojego<br />

miejsca. [IWC]<br />

78<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

IZABELA WINIEWICZ-CYBULSKA


POLONEZEM<br />

DO WIETNAMSKICH<br />

POETÓW<br />

Kiedy zobaczyłam ich na scenie podczas X Jubileuszowego<br />

Międzynarodowego Festiwalu Poloneza – niewidoczny<br />

magnes nie pozwalał oderwać oczu. Uroczyste<br />

białe suknie kobiet, białe koszule i czarne muszki<br />

tancerzy i ta delikatność, gracja, elegancja… Tak zaprezentowała<br />

się wietnamska reprezentacja w pięknych pałacowych<br />

ogrodach w Nowej Wsi. Nie mogłam nie podzielić się z nimi<br />

swoimi emocjami. Rozmowa potoczyła się w kierunku wielokulturowym,<br />

z akcentem na poetów. Okazało się, że istnieje<br />

wśród nich grupa osób o literackich pasjach, które pielęgnują.<br />

I tak oto polonez zaprowadził mnie do Stowarzyszenia<br />

Miłośników Poezji i Kultury Wietnamczyków w Polsce.<br />

Dwa dni później niespodziewanie kilkanaście osób przyjechało<br />

na występ kabaretu, który miałam przyjemność prowadzić.<br />

Z prezeską stowarzyszenia Ly Thai Thi Phuong, muzyczką Le<br />

Mong Hang (jako Haliną) z akordeonem, tłumaczem Pham<br />

Tuan Anh (jako Antonim) i kilkoma uroczyście ubranymi śpiewaczkami.<br />

Niespodzianka! Skróciliśmy program kabaretowy<br />

i zaprosiliśmy gości na scenę. Była poezja po wietnamsku,<br />

były piosenki wietnamskie do wtóru akordeonu i zaintonowane<br />

przez Wietnamczyków piosenki polskie. Oczywiście<br />

Sokoły, Szła dzieweczka do laseczka, Po ten kwiat czerwony…<br />

Śpiewaliśmy razem, z tą różnicą, że goście znali wszystkie zwrotki,<br />

a my – dwie czy trzy pierwsze… Polsko-wietnamski wieczór<br />

warto zachować w niezapomnianych.<br />

Pham Tuan Anh – doktor matematyki, pracował w Polskiej<br />

Akadamii Nauk, obecnie na emeryturze, ma więcej czasu,<br />

by oddać się pasji, jaką jest poezja. W stowarzyszeniu jest<br />

15 poetów. Piszą po wietnamsku. Zasadą jest, że każdego<br />

roku wydają jeden tom. Pham Tuan Anh obowiązkowo raz<br />

w miesiącu organizuje w swoim domu wieczory poetyckie,<br />

podczas których gospodyni, jego żona Le Mong Hang, gra na<br />

pianinie. Często utwory Fryderyka Chopina, bo Wietnamczycy<br />

kochają muzykę tego wielkiego kompozytora. Uczestnicy<br />

czytają utwory Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego,<br />

które przetłumaczone zostały na język wietnamski i które są<br />

im bardzo bliskie.<br />

Piosenki są też bardzo ważnym ogniwem tych wieczorów.<br />

Do wierszy poetów pianistka komponuje melodie. Każdy ma<br />

co najmniej jedną, ale bywa, że kilkanaście. Uczestnicy uczą<br />

się także polskich piosenek, ale stosują zasadę: zawsze jedna<br />

zwrotka tłumaczona jest na wietnamski i śpiewana w tym<br />

języku… Gospodarz zorganizował tych spotkań już ponad 30.<br />

Jest szansa, że polscy poeci będą mogli posłuchać i wierszy,<br />

i piosenek wietnamskich, bo zaproszenie na powakacyjne<br />

spotkania literackie goście przyjęli z ogromną radością.<br />

Może obrodzą we wspólne egzotyczne owoce… [WDS]<br />

WANDA DUSIA STAŃCZAK<br />

Foto: Mirosław Kulaga<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

79


80<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Ewa Kuryluk<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

81


B e a t a A n n a S y m o ł o n<br />

Czerwone morze<br />

mojego umysłu*<br />

82<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

* Ewa Kuryluk, Wiek 21., tł. Michał Kłobukowski, Gdańsk 1995, s. 7


Wystawa prac Ewy Kuryluk<br />

Spotkanie nad morzem,<br />

Państwowa Galeria Sztuki<br />

w Sopocie we współpracy<br />

z Fundacją Rodziny Staraków,<br />

18 maja – 18 sierpnia <strong>2024</strong> r.<br />

Wybór tytułowego obrazu nie tylko<br />

nadaje pewną lekkość letniej prezentacji<br />

sztuki, lecz także sytuuje wystawę<br />

w przestrzeni miasta – na kilka kroków<br />

przed sopockim molo, z każdej strony nad<br />

morzem. Nam pozostaje tylko wyruszyć<br />

na spotkanie z twórczością Ewy Kuryluk.<br />

A jest to możliwe na wiele sposobów.<br />

Wystawa to zaledwie jeden z nich.<br />

Na dwu piętrach sopockiej galerii<br />

zaprezentowano szeroki<br />

wybór prac jednej z najbardziej<br />

rozpoznawalnych polskich artystek,<br />

Ewy Kuryluk. Cykle obrazów z lat<br />

60. i 70., kolaże, wideowywiady, instalacje<br />

na krzesłach, Taniec Miłości, cykle<br />

autofotografii oraz Biały Kangór…<br />

Wiele z nich jest po raz pierwszy pokazywanych<br />

w Polsce. Różne okresy<br />

powstania i techniki, pierwsze miejsca<br />

prezentacji rozsiane po Europie,<br />

Ameryce i Japonii, a jednak wszystko<br />

łączy nie tylko postać autorki, twórczy<br />

talent, lecz przede wszystkim jej<br />

spojrzenie wizjonerskie i cytaty przechodzące<br />

z jednego cyklu do drugiego,<br />

tak że we wcześniejszym znajdujemy<br />

zapowiedź następnego i jeszcze<br />

następnego… Jej twórczość to stały<br />

i konsekwentny rozwój.<br />

Ewa Kuryluk (ur. 1946) to malarka,<br />

historyczka sztuki, pisarka i poetka…<br />

córka dyplomaty i wrażliwej pianistki.<br />

Urodzona w Krakowie, mieszka<br />

w Paryżu i Warszawie, a po drodze<br />

były Wiedeń, Londyn, Nowy Jork…<br />

W latach 1964–1970 studiowała na<br />

warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych.<br />

Uczestniczyła w ruchu „O poprawę”,<br />

współtworzyła grupę „Śmietanka”<br />

[Towarzyska]. Założyła fundację<br />

„Amici di Tworki”, współpracowała<br />

z Amnesty International. W 1982r.<br />

współtworzyła w USA kwartalnik<br />

„Zeszyty Literackie”, który rok później<br />

znalazł swą siedzibę w Paryżu,<br />

na koniec w Warszawie.<br />

Publikować zaczęła wcześnie.<br />

W 1974 r. ukazała się Wiedeńska<br />

apokalipsa. Eseje o sztuce i literaturze<br />

wiedeńskiej około 1900; później<br />

Salome albo o rozkoszy. O grotesce<br />

w twórczości Aubreya Beardsleya;<br />

Hiperrealizm – Nowy Realizm; Kontur.<br />

Wiersze z lat 1972–1975; Podróż<br />

do granic sztuki. Eseje z lat<br />

1975–1979; Pani Anima. Wiersze<br />

z lat 1975–1979; Weronika i jej<br />

chusta. Historia, symbolizm i struktura<br />

„prawdziwego obrazu”; Wiek<br />

21., Encyklopedioerotyk… To tylko<br />

wybór tytułów nieuwzględniający<br />

tłumaczeń i wznowień. Jej książka<br />

Goldi. Apoteoza zwierzaczkowatości<br />

[napisana dla chorującego brata<br />

Piotra] w 2005 r. została zakwalifikowana<br />

do finału Nagrody Literackiej<br />

„Nike”. W 2009 r. powstał francuski<br />

film dokumentalny o artystce<br />

Vera Icon, Ewa Kuryluk (reż. Cederic<br />

Schiltz; francuska premiera odbyła się<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

83


84<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

29 czerwca 2009 r. w Paryżu,<br />

polska – 21 października 2009 r.<br />

w Warszawie). W 2010 r. została<br />

ponownie nominowana do Nike<br />

za powieść Frascati, a w 2020 r. za<br />

Feluni (powieść została nominowana<br />

także do Nagrody Literackiej<br />

m. st. Warszawy).<br />

Na sopockiej wystawie zaprezentowane<br />

zostały dwa cykle obrazów<br />

(akryl na płycie pilśniowej):<br />

Człekopejzaże i Ekrany z lat 60.<br />

i 70. Malarka rozpoczęła tworzenie<br />

ich w czasach studenckich,<br />

wygaszała w Londynie, mieszkając<br />

na Little Venice, około 1977 r. Serie<br />

powstałe przed ponad 50 laty<br />

opowiadają o współczesności,<br />

wtedy były jej antycypacją. Wyrosły<br />

z ducha surrealizmu i groteski.<br />

Są niezwykle barwne, niekiedy na<br />

jednym obrazie można dostrzec<br />

kilkanaście odcieni jednego koloru.<br />

Figura powracającą na wielu<br />

to koło – kompozycja wpisana<br />

w okrąg, jednobarwny łuk tęczy,<br />

owal stołu… Najdoskonalsza figura<br />

zdaje się obejmować jeszcze<br />

rozbity świat przez wojnę, śmierć,<br />

chorobę, ogromne zróżnicowanie,<br />

narastającą samotność. Na jak<br />

długo to wystarczy…?<br />

W Spotkaniu uczestniczą dwie<br />

odmienne osoby – niebieska,<br />

będąca emanacją duchowości,<br />

i żółto-pomarańczowa, przepojona<br />

emocjami, krzycząca przekrwionymi<br />

oczyma i pianą cieknącą<br />

z ust. Na przecięciu ich energii<br />

gałęzie uschły, choć w innych<br />

miejscach krajobrazu widać liście.<br />

Słowa mają nie tylko stwórczą, ale<br />

i destrukcyjną moc. Człekopejzaż<br />

z czerwoną nogą to rozczłonkowana<br />

postać, każda jej część namalowana<br />

została w innym kolorze.<br />

W każdej mieści się wiele miniaturowych<br />

ludzików, może rodzina,<br />

nawet z jej historią, lecz łączą ich<br />

już tylko ograniczenia przestrzeni,<br />

a kolor czyni nieprzeniknionymi.<br />

Spotkanie na brzegu morza artystka<br />

zamknęła w kompozycji kołowej.<br />

I morze z żaglówkami, i ławicę<br />

ryb, piasek i ludzi opalających się<br />

nim. Ludzi osobnych, ukazanych<br />

w chwili zdejmowania maski i odkrywania<br />

tajemnicy. W partii szachów<br />

udawanie nie zostaje zawieszone<br />

nawet na czas gry – gracze<br />

przyjmują kolory pionków. Przy<br />

obrazie Pożar spojrzenie zatrzymuje<br />

się na dłużej. Wiele punktów<br />

kompozycji rozpalonych jest<br />

do czerwoności: płytki, garnek,<br />

kable, wyładowania atmosferyczne,<br />

słońce. Pożar jednak nie<br />

wybucha. Ogniska zapalne dzieli<br />

przestrzeń: rzeki, skały, zieleń.<br />

Wszystko utrzymane jest w równowadze.<br />

Ale pożar jest potencją,<br />

możliwy jest zawsze.<br />

Seria Ekrany wydobywa przemoc<br />

codzienną – w domu, szpitalu…,<br />

nie zawsze ukazaną dosłownie,<br />

czasami tylko sygnalizują ją przedmioty,<br />

jak nóż czy papierosy, lub<br />

człowiek o wielu twarzach. Człowiek<br />

rozczłonkowany ogląda<br />

Hitchcocka. Przyczyna czy skutek?<br />

Szpital psychiatryczny wydaje<br />

się logicznym następstwem<br />

tego rozbicia: ludzie zanurzeni we<br />

własnym wnętrzu, uosabiający<br />

czystą rozpacz, wreszcie zmitologizowani<br />

na wzór kubistyczny. Jedyny<br />

ratunek to kontakt z naturą<br />

za oknem. Finalnym obrazem tej<br />

serii jest szklany ekran, który zdaje<br />

się zamykać ludzi we wnętrzu.<br />

Mogą już tylko popatrzeć na świat<br />

przez szybę. Relacje uległy radykalnemu<br />

odwróceniu. A teraz, gdy<br />

liczba codziennych ekranów uległa<br />

zwielokrotnieniu…?<br />

Na obrazach z ekranami pojawiają<br />

się cytaty z codzienności – fragmenty<br />

gazet, reklama proszku…<br />

Wydzieranki odsyłające do kolaży,<br />

które Ewa Kuryluk wykonywała od<br />

zawsze. Zanim nauczyła się pisać,<br />

już rysowała, wycinała, wyklejała,<br />

darła i sklejała na nowo. Tak<br />

postrzega także przyszłość sztuki<br />

dojrzała artystka i historyczka:<br />

Artyści będą czerpać inspiracje<br />

w reprodukcjach z całej dostępnej<br />

nam sztuki świata, dawnej<br />

i nowej, aby ją mieszać ze sobą na<br />

każdym poziomie i produkować<br />

kolaże, o jakich nam się jeszcze nie<br />

śni. (Tegoroczne Biennale w Wenecji?)<br />

Wśród zaprezentowanych<br />

w Sopocie kolaży dostrzec można<br />

i ujęcia znane ze zdjęć, i graficzne


Harmonii nie da się uratować ani odtworzyć.<br />

Nie pojedna się z naturą ten, kto ją zna tylko z oddali,<br />

brutalnie zniekształconą za szybą pędzącego samochodu<br />

[…]. Czasem pejzaże jawią się we śnie, martwe<br />

i sztuczne jak twory cywilizacji. Do niej jeszcze nie zdołaliśmy<br />

się przyzwyczaić, od natury już odwykliśmy.<br />

Ewa Kuryluk<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

85


Autorką wszystkich zdjęć jest Beata Anna Symołon<br />

linie. To centrum tej wystawy – niewielkie<br />

prace zawieszone na uboczu,<br />

ale powiązane wyczuwalnymi nićmi<br />

z różnymi obiektami.<br />

Autorka Wieku 21. wcześnie zaczęła<br />

fotografować. W 1959 r., gdy otrzymała<br />

od ojca pierwszy aparat, przy użyciu<br />

samowyzwalacza zaczęła tworzyć autofotografie.<br />

Tworzy je do dzisiaj. Czasami<br />

tylko jest to portret podwójny –<br />

jej i męża Helmuta – jak na zdjęciach ze<br />

skrajnych czasów lub stylizowanych na<br />

sepiowe, ukazujących przepływ. Serie<br />

Autofotografii i Biały Kangór (1959–<br />

2009) to nic innego jak zapowiedź<br />

współczesnego selfie – zapowiedź artystyczna,<br />

jednostkowa, intymna. Zdjęcia<br />

Ewy Kuryluk całymi latami czekały<br />

na publiczną prezentację, by nie odsłonić<br />

zbyt wiele z prywatności, a teraz<br />

by nie trafiły do przestrzeni publicznej<br />

w nowej, nieprzewidywalnej wersji.<br />

Autofotografie stanowiły punkt wyjścia<br />

dla artystki przy tworzeniu powietrznych<br />

rzeźb. Lubię rysować krwawoczerwonym<br />

tuszem / na bawełnianej<br />

surówce barwy wosku / tworzyć drugą<br />

skórę / duplikat brzucha / duplikat twarzy<br />

/ często własnej – pisze w jednym<br />

z wierszy Kuryluk.<br />

86<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Gdy około 1977, 1978 r. malarka najpierw<br />

zaczęła tracić zainteresowanie<br />

kolorem, a potem malarstwem<br />

na płycie, zaczęła tworzyć pierwsze<br />

prace na luźnej tkaninie – bawełnianej<br />

surówce – na podszewce ubrań<br />

nowe ubrania skóry. Pierwsze rysunki<br />

czerwonym flamastrem na surówce<br />

w sopockiej galerii pojawiają się<br />

wśród obrazów jako fragment cyklu<br />

Przesłuchanie, zaprezentowanego<br />

po raz pierwszy w San Francisco<br />

w 1982 r. Piętro wyżej pokazany został<br />

cykl zatytułowany Teatr Miłości.<br />

Przesłuchanie to instalacje rozpięte<br />

na trzech krzesłach. Delikatne, iluzoryczne<br />

rysunki ukazują autorkę<br />

i jej męża na portretach, w detalach,<br />

kilkakrotnie powtórzonych pomniejszonych<br />

twarzach. W intymnych<br />

ujęciach. Jeszcze bardziej intymny<br />

charakter ma Teatr Miłości. Płótna<br />

wykonane zostały i zaprezentowane<br />

w 1986 r. w wysokiej bostońskiej galerii.<br />

Sopocka seria także zawisła pod<br />

sufitem – miękko i delikatnie. Niektóre<br />

z prac rozpięte są na specjalnych<br />

konstrukcjach, inne – niczym całun –<br />

spływają na podesty. Bohaterowie<br />

tego teatru patrzą na siebie po wielokroć.<br />

Widzowie nie zakłócają swoją<br />

obecnością intymności ich przeżycia.<br />

Dla Ewy Kuryluk najważniejsze<br />

w miłości jest patrzenie i dotykanie.<br />

Dlatego nie tylko twarze i ciała pojawiają<br />

się na materiałach, lecz także<br />

czerwone dłonie, zatrzęsienie dłoni,<br />

odbicia dłoni tworzące niepowtarzalną<br />

fakturę. Jej czerwone morze.<br />

Ewa Kuryluk namalowała wiele serii<br />

prac na luźnych tkaninach, zarówno<br />

na bawełnianej surówce, jak i jedwabiu<br />

(Podróż) lub połączeniu obu (Trio<br />

dla ukrytych). Rysunek na bawełnie<br />

jest delikatny, ale wyraźny. Na<br />

jedwabiu zdecydowanie mniej czytelny,<br />

efemeryczny. Początkowo był<br />

wykonywany tylko czerwonym flamastrem.<br />

Później doszedł kolor niebieski.<br />

Rysunki na tkaninie podlegają<br />

pracy czasu – płowieją, kolor materii<br />

przechodzi od bieli do żółci. Po odcieniu<br />

można poznać, jak często prace<br />

prezentowane były publiczności.<br />

Rzeźby powietrzne wędrują razem<br />

z artystką po świecie złożone w walizce.<br />

Rozłożone ukazują w zagnieceniach<br />

czas odpoczynku. Opowiadają,<br />

że po okresie intensywnych przeżyć<br />

potrzebne jest wyciszenie, aby za<br />

sobą zatęsknić. [BAS]<br />

BEATA ANNA SYMOŁON


<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

87


OLIPIONA<br />

Satyra zabija, nie obraża – Stanisław Jerzy Lec<br />

Tak mnie jakoś rozebrało, proszę pana.<br />

Pan wybaczy, mam ochotę dziś pochlipać.<br />

Proszę usiąść, lepiej z panem niż tak sama,<br />

bo to życie, proszę pana, to jest lipa.<br />

Jakoś smutki mnie opadły już od rana,<br />

miłość zmarła, więc miłości to jest stypa.<br />

Wszystko mieści w statystycznych się diagramach,<br />

bo ta miłość ,proszę pana, to też lipa.<br />

Uwierzyłam, bo tak chciałam być kochana,<br />

taka ze mnie, proszę pana, głupia cipa.<br />

Chciałam wreszcie wspaniałego mieć Batmana<br />

takich nie ma, proszę pana – wszystko lipa.<br />

Patrzył w oczy, mówił kocham, oczarował.<br />

Ty mu wierzysz, już na życiu masz polipa.<br />

I tak jakoś w mą codzienność się wpasował,<br />

że nie zgadłam, nie pojęłam, że to lipa.<br />

Nim przejrzałam, już wyczyścił moje konto,<br />

bo to zwykły, proszę pana, był tulipan.<br />

Okazałam się być szóstą, może piątą.<br />

Sam pan widzi, uwierzyłam, a tu lipa.<br />

Już mi lepiej, jakoś teraz tak mi słodko,<br />

pan na oko nie wygląda mi na Vip-a.<br />

Nie, nie pójdę, nie chcę znowu być idiotką.<br />

Już się nie dam panom nabrać – wszystko lipa.<br />

Zofia Pągowska<br />

Rysunki: Jarosław Janowski<br />

88<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


LIMERYKI<br />

***<br />

Jest pobożna Henryka w Tolkmicku,<br />

która klęka czasami na cycku,<br />

gdy zapomni stanika.<br />

Pokutuje Henryka,<br />

umartwiając się po katolicku.<br />

***<br />

Marianowi z Krakowa w Windsorze<br />

spodobało najbardziej się to, że<br />

będąc po alkoholu,<br />

niekoniecznie na polu<br />

musiał trzeźwieć. Mógł również na dworze.<br />

***<br />

Bez wątpienia pan Jan ze wsi Biała<br />

miał to coś, gdy go Agnes poznała.<br />

Jakiś urok czy magnes,<br />

co przyciągał tę Agnes.<br />

Miał to coś... Ale już to wydała.<br />

***<br />

Misjonarza na murach Zbaraża<br />

propozycja najeźdźcy przeraża.<br />

Po rozejmie najeźdźca<br />

chce spróbować „na jeźdźca”,<br />

gdyż nie kręci go „na misjonarza”.<br />

adam gwara<br />

PONIŻEJ ZERA<br />

, ,<br />

Gdy szron pobieli panom skronie,<br />

to, choć na przekór to logice,<br />

pod maską ogień żądzy płonie,<br />

wciąż młodsze kuszą ich spódnice.<br />

Tu jakiś flircik, kolacyjka,<br />

spotkanie, kiedy żonka w trasie,<br />

wszak każda piękna jest bestyjka,<br />

to jeszcze może radę da się.<br />

Przy niej jest stale na bezdechu,<br />

wciągnięty brzuszek, pierś do przodu,<br />

bo jak tu przywieść ją do grzechu ?<br />

Apetyt większy jest od głodu.<br />

Rozkłada wszelkie swe atuty,<br />

dla niej kolejne robi błędy,<br />

wszak lis na cztery łapy kuty<br />

jak się postara, będą względy.<br />

Dziewczynie urok ten smakuje,<br />

a szron na głowie nie przeszkadza,<br />

wszak przy nim nic jej nie brakuje,<br />

a gdy chce więcej, to go zdradza.<br />

I tak to bywa, samo życie<br />

poniżej zera w ich pościeli.<br />

Więc lepiej myślcie, co robicie,<br />

gdy wasze włosy szron pobieli<br />

Zofia Pągowska<br />

Pewien mąż świątobliwy z Batumi<br />

rzekł, wskazując na dłonie: – O, tu mi<br />

prędzej wzejdą kaktusy,<br />

niż skorzystam z pokusy!<br />

Dziś, gdy miewa pokusę – to tłumi.<br />

***<br />

Pewna pani, co mieszka w Toruniu,<br />

zawsze na czczo ma kuku na muniu.<br />

Po zjedzeniu piernika<br />

kuku pani tej znika,<br />

za to muniu ma, że o mamuniu!<br />

***<br />

Pewien książę (tak, tak!) w Elsynorze<br />

od myślenia się czuł coraz gorzej.<br />

Mógł wszak „być, albo nie być”.<br />

Lecz jak nie być? Się przebić?<br />

Ale czym? Szpadą? Mieczem? Czy nożem?<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

89


Na kogo<br />

wypadnie,<br />

na tego bęc<br />

Już wszystko wiem! Ależ to jest pokusa. Ten fejm. O mały włos<br />

nie wpadłam w tę pułapkę. Bo to zasadzka, tak myślę, zwykły<br />

fortel, żeby cię (za)chwycić, za gardło złapać i potem już leci.<br />

Jakoś. Ale bez jakości.<br />

Bańka zasięgu moich ostatnich, morskich przygód nieźle mi wjechała<br />

na tęże. Pięknie było czytać, że kogoś bawię, drugiego wzruszam,<br />

a jeszcze inni mają mnie do kawy zamiast newsów. A przecież nic<br />

wielkiego się nie stało, niczego nie wynalazłam, ale też, dzięki Bogu,<br />

nie zgubiłam. Ot, kilka słów dosyć zgrabnie napisanych i okraszonych<br />

zdjęciami z wakacji. Jakich milion. Gdzie mi tam do…<br />

No właśnie. Do kogo? Zerknęłam na insta. Potem przeczesałam<br />

Facebooka. Za przeproszeniem, przeleciałam cały net i… zonk.<br />

W polityce jak zawsze bida z nędzą. I żeby była jasność w temacie:<br />

nasza BIDA i tylko nasza NĘDZA.<br />

Ze świata też wieści nie najlepsze. „Bawi się góra z górą” w wojnę<br />

i się zejść nie mogą. A my, niektórzy, w strachu. Show-biznes po staremu.<br />

Możesz recytować Puszkina w oryginale, ale na końcu jak się<br />

w klatce z kolegą nie zlejesz, to znaczysz niewiele, żeby nie powiedzieć<br />

NIC. Rolki, relacje, chuje muje, dzikie węże. Babki klony, dobre<br />

na zaparcia, faceci z widłami udający Posejdona. I w tym wszystkim<br />

ja, która ma wywalone (na) wszystko.<br />

Czyli to o to chodzi? O prawdę! Coś fantastycznego. Też mam dość<br />

cukru pudru i sztucznych barwników. Jesteśmy tu, w tym życiu, na<br />

wakacjach. Nie zawsze są one skąpane w słońcu. Moje także.<br />

Ale kusiło bardzo. Wstajesz i myślisz, że nie możesz zawieść. Że<br />

ktoś czeka na kolejną porcję tego tortu, z którego wyskoczysz cała<br />

na biało i zrobisz zaraz potem mostek ze stania. Byleby zachwycić<br />

znów, popłynąć, nomen omen, na fali, wciągnąć nosem te 3 mln<br />

morskich wilków, by na końcu wyłonić się z dupy Uranosa i poczuć<br />

się, choć przez chwilę, Afrodytą. Nęciło bardzo. Lajki uwodziły<br />

do tego stopnia, że przestałam zwracać uwagę na zaloty R.<br />

Ocknęłam się przy albumie ze zdjęciami z dawnych lat.<br />

Zawsze eksperymentowałam z modą. Ale na każdej fotografii<br />

jestem przebrana za siebie. Mogę być kim chcę, bylebym<br />

tylko z własnych butów nie wyskoczyła. Bo wtedy już krok<br />

od upadku. A ja chcę zajść bardzo daleko. Czego i Państwu<br />

serdecznie życzę, z miłością. [MJ]<br />

MONIKA JANOWSKA<br />

90<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Ilustracja: Renata Cygan<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

91


POEZJA<br />

Polecane<br />

Agnieszka Mędrzak-Sikora (1977)<br />

Filolożka polska, nauczycielka, bibliotekarka,<br />

poetka, autorka dwóch<br />

książek, laureatka kilkudziesięciu<br />

konkursów poetyckich, znana w środowisku<br />

literackim jako Agnieszka<br />

Marek. Zadebiutowała tomem Wypuść<br />

mnie, wypuść, (Miejski Dom<br />

Kultury, Radomsko 2013) – główna<br />

nagroda w Ogólnopolskim Konkursie<br />

Poetyckim im. Janusza Różewicza.<br />

Kolejna książka to (Po)równania<br />

z wieloma niewiadomymi, (Wydział<br />

Kultury i Sztuki Urzędu Miejskiego,<br />

Bielsko Biała 2016).<br />

Ceni sobie czas z bliskimi; w wolnych<br />

chwilach czyta, fotografuje, chodzi<br />

po górach.<br />

WYDEPTYWANIE<br />

chodziłam tam. w czasach bez masek,<br />

maseczek, nawet bez ochraniaczy na buty.<br />

nic nie miało prawa zaszeleścić, kiedy wspinałam się<br />

na drugie piętro. litery tworzące wyraz onkologia<br />

dusiły w przełyku. a ja chodziłam tam – ubrana<br />

w dzielność, empatię i wyćwiczony uśmiech<br />

(przy wyjściu lądował w koszu z napisem odpady skażone).<br />

matka, wciąż mocna i śliczna, chowała niebywale gęste włosy<br />

pod zawadiacką bejsbolówką. wyglądała bosko, co nie przeszkadzało<br />

w pokazywaniu umierającej sąsiadki i szeptaniu: patrz, jak w Oświęcimiu.<br />

umierałam razem z sąsiadką.<br />

ze strachu. o matkę.<br />

92<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


W DOMU<br />

zapach śmierci od progu. czytaj - pachniał truskawkowy kisiel,<br />

bo tylko w nim była w stanie przełykać chore ilości leków.<br />

czerwony balsam z Garniera jeszcze robił<br />

cuda z wysuszoną skórą na nogach.<br />

o paznokcie dbałyśmy razem, jak dawniej, choć nikt<br />

nie wierzył, że matka jeszcze opuści dom.<br />

raczej wszyscy byliśmy gotowi na opuszczenie powiek.<br />

śmiała się – jakby z przyzwyczajenia.<br />

upierała przy wędrówkach do łazienki,<br />

choć było to jak zdobywanie Everestu.<br />

eleganckie kobiety nie godzą się na pampersy.<br />

łatwiej oswoić coraz szybciej nadciągający koniec<br />

niż uwłaczające wydzieliny.<br />

wspinaczka trwała do ostatnich chwil.<br />

POZIOM NAŁADOWANIA<br />

matka odeszła, mając wykorzystane zaledwie 67 procent.<br />

zostało całkiem sporo, ale żadna siła wyższa nie dała jej szansy.<br />

onkologiczne lekcje zrobiły ze mnie pilną uczennicę.<br />

zadania domowe odrabiam tak, że szóstki pojawiają się same.<br />

po tym wszystkim<br />

nie ma mowy o zawahaniach. dlatego drugi ślub biorę w sukience,<br />

o jakiej zawsze marzyłam, ale mam srebrzyste, niefarbowane włosy.<br />

dom z dala od miasta. grzebanie w ziemi.<br />

nieużytki zamieniam w kwietne łąki.<br />

dlatego wyciskam każdy dzień -<br />

po zmrok.<br />

POEZJA<br />

PO DRUGIEJ STRONIE<br />

oczy wcale nie zgasły, ale oddech<br />

zatrzymał się tuż po dziewiętnastej.<br />

za oknem darły się kosy –<br />

zupełnie nieświadome powagi sytuacji.<br />

może wyczuły, że kochała ptaki.<br />

kiedy zostaje ciało, jeszcze nie czujesz, że „tylko” –<br />

to znaczy nie czujesz braku duszy.<br />

przynosisz miskę z ciepłą wodą i mydłem,<br />

miękką gąbkę i pośmiertne ubrania.<br />

wszystkich wypraszasz z pokoju.<br />

to jest koniec bycia dzieckiem,<br />

bo zamieniacie się rolami.<br />

myjesz i nawet łzy nie mają wtedy sensu.<br />

czułość wypełnia każdy<br />

wstrzymywany dla towarzystwa oddech.<br />

TRZECIA PORA ROKU<br />

zanim zakwitną hibiskusy, będziemy kulić ramiona,<br />

chować się przed wzrokiem ludzi. nikt nam nie wierzył,<br />

że tak można – przed pięćdziesiątą jesienią czuć się jak powój –<br />

delikatnie wyrosnąć, zapleść ramiona i rozkwitać.<br />

RECEPTA (II)<br />

Kto nie zbłądził w lesie,<br />

ten nie poznał lasu<br />

Antoni Lange<br />

przez całą młodość narzekali, że nauka poszła w las.<br />

dziś idę za nią, bo to jedyne miejsce, w którym mogę być sobą,<br />

przy sobie i wewnątrz. od jakiegoś czasu idziemy w las razem.<br />

w koszyku coraz więcej doświadczeń i – na szczęście –<br />

coraz więcej drzew. dlatego gdy przystajemy pod bukiem,<br />

a nad głowami parasol soczystozielonej wiosny – wiem jedno:<br />

warto było zabłądzić.<br />

ogród uczy nas codziennie –<br />

dbania o kruchość życia, tego, co zakiełkowało,<br />

przebiło wątpliwości, wypuszczając pierwsze pędy.<br />

z każdym dniem już tylko coraz mocniej,<br />

bardziej zielono,<br />

wrastamy w teraz i później.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

93


W LESZNIE NA ZATORZU<br />

*<br />

babcia<br />

dzieliła siebie po równo<br />

pomiędzy dziesiątkę dzieci<br />

cerowała dziurawe sny<br />

zszywała podarte dusze<br />

rozmnażała obiady jak dobra wróżka<br />

w kieszonce fartucha trzymała<br />

magiczne słowa<br />

*<br />

dziadek<br />

potrafił wszystko<br />

– nie tylko drewno było mu posłuszne<br />

harmonijką rozbawiał<br />

skrzypcami i akordeonem<br />

zahaczał o chmury<br />

wiedział jak rany zabliźnić<br />

jedyną w okolicy<br />

lustrzanką<br />

chwile zatrzymywał<br />

*<br />

dom<br />

stał na rogu biedy i miłości<br />

czerwona cegła trzymała ciepło<br />

po fasadzie wspinało się wino<br />

zielona furtka śpiewnie witała<br />

wiosną szalały konwalie i bzy<br />

nad drzwiami wisiał krzyż<br />

było niewiele ale było wszystko<br />

w przykuchennej skrytce<br />

babcia chowała<br />

zasuszone wspomnienia<br />

*<br />

w końcu<br />

dzieci poszły traktem miłości<br />

zabierając ze sobą<br />

po kilka pędów pnącego wina<br />

w niedzielę dziadka zabrali anieli<br />

potem babcia czekała wyczekiwała gości<br />

wielkie okna<br />

wypatrywały ich<br />

dom lubił gwar<br />

przyciągał<br />

dopóki tam była<br />

Sławomira Sobkowska-Marczyńska<br />

94<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


LEW<br />

Ilustracje: BEA STOSZEK<br />

WODNIK<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

95


Książka Kinoptycznie to tom z poezją filmową.<br />

„Kino jest poezją, poezja życia<br />

bywa jak kino”, jak pisze autorka Małgorzata<br />

Kulisiewicz. Do tej pory zostały wydane<br />

w Polsce tylko dwie antologie z motywami<br />

filmowymi. Nie było jeszcze poety, który by<br />

temu tematowi poświęcił całą swoją książkę.<br />

Rzeczywistość odbitą w krzywych, rozbitych lub<br />

zwykłych zwierciadłach tej poezji pokazano poprzez<br />

drobiazgi, szczegóły z dużą dozą ironii, ale<br />

też z zachwytem, lękiem lub poprzez literacką<br />

medytację. Jest to portret mozaikowy, wielkomiejski,<br />

krakowski, nowohucki, nadbałtycki<br />

i europejski. Widać schyłkowość, koniec pewnego<br />

świata, turystyczne migawki ze współczesnej<br />

Europy. Podmiot to zwykły everyman, a także<br />

znawca lub wielbiciel kina lub też, w niektórych<br />

wierszach, turysta chwytający chwilę i świat,<br />

zanim przeminie. Rzeczywistość ukazana jest<br />

poprzez wątki związane z kinem, a nawiązania<br />

do filmów osadzone są w naszej współczesnej<br />

rzeczywistości. Poezja Małgorzaty Kulisiewicz<br />

odnosi się do motywów związanych z cinéma-<br />

-vérité, buntownikami filmowymi, agentem Jamesem<br />

Bondem, Marleną Dietrich, Ordonką,<br />

Ritą Hayworth, Deszczową piosenką i wieloma<br />

innymi słynnymi postaciami, filmami lub zjawiskami<br />

filmowymi. Autorka jako filmoznawczyni<br />

ma szerokie spektrum wiedzy kinowej, która ją<br />

inspiruje. Jednocześnie filtruje to przez wrażliwość<br />

współczesnego polskiego everymana, który<br />

wokół siebie wiele dostrzega i widzi i próbuje<br />

zrozumieć naszą rzeczywistość. Tęskni również<br />

za czymś większym, za metafizyką i transcendencją,<br />

czymś, co ratuje od szarości, a może<br />

i grozy życia, za Bogiem panteistycznym, Bogiem<br />

w człowieku i blisko człowieka. Nawet tło<br />

morskie występujące w wielu wierszach i morze<br />

przedstawione są transcendentnie. Ważną rolę<br />

gra też w tej poezji natura, podkreślona zostaje<br />

jej ważność dla człowieka oraz przypuszczalny<br />

koniec, wyniszczenie.<br />

Małgorzata Kulisiewicz w pięciu swoich poprzednich<br />

książkach nawiązuje do toposów kultury<br />

śródziemnomorskiej, do motywów polskiej<br />

i światowej literatury, do malarstwa, muzyki,<br />

teatru. Poezja filmowa staje się tego naturalną<br />

konsekwencją. Kino jest tu głównym medium,<br />

miłością, inspiracją i tłem dla najnowszego<br />

tomu poetki.<br />

RĘKAWICZKA RITY HAYWORTH<br />

Długa jak ogon komety<br />

centymetr po centymetrze<br />

odsłania skrawek prawdy<br />

zachwyciła wszystkich<br />

ale nikt nie pokochał<br />

znajdzie ją stara psina<br />

w okrawkach czasu<br />

dobre choć tyle<br />

Rita tańczy<br />

zawsze gdy włączasz projektor<br />

nawet alzheimer<br />

jej nie przeszkodzi<br />

pojawia się<br />

w źrenicy pamięci<br />

Marilyn, Rita, Audrey<br />

boginie pocieszycielki<br />

w trudnym świecie<br />

nieprawdziwych neonów<br />

bezlitosnych pląsów sumienia<br />

kapitału<br />

96<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


MAŁGORZATA KULISIEWICZ<br />

WIECZNE KINO<br />

KINOPTYCZNIE<br />

Czas pieczętuje nas<br />

siedem razy<br />

jak nigdy nieotwarty<br />

pergamin.<br />

Prawda wypłynie<br />

już po tamtej stronie.<br />

Czas cieni,<br />

cienie czasu<br />

odejdą w niepamięć.<br />

Niebieskie łąki<br />

przywrócą mowę<br />

cierpienia i radości.<br />

Jasny promień<br />

wyświetli tylko<br />

dobre chwile,<br />

które zostaną z nami<br />

na zawsze.<br />

Moje oczy filmują niebo,<br />

patrzę na kroplę<br />

na źdźble trawy,<br />

przeglądam się<br />

w źródle czasu.<br />

Źrenice jak kamera<br />

ogarniają falujący los,<br />

wodę, piasek, mgłę, i górę,<br />

ziemię<br />

jak nieustannie<br />

odnawiającą się mandalę.<br />

Ikona ekranu<br />

ratuje świat<br />

na krawędzi.<br />

Kino-życie,<br />

zielony promień nadziei.<br />

Przecież i tak jesteśmy<br />

czyjąś opowieścią.<br />

MAŁGORZATA KULISIEWICZ – absolwentka<br />

filmoznawstwa i polonistyki na Uniwersytecie<br />

Jagiellońskim, autorka esejów<br />

i recenzji filmowych i literackich, publikacji<br />

historycznych, realizatorka reportaży<br />

telewizyjnych w TVP Kraków. Publikowała<br />

m.in. w miesięczniku „W Sieci Historii”,<br />

„Tygodniku Katolickim Niedziela”, „W Sieci<br />

Kultura”, w „Film&TV Kamera”, na portalu<br />

Film.org.pl i na portalu jungowskim<br />

„Unus Mundus”. Autorka książek poetyckich:<br />

Inni Bogowie, Kot Wittgensteina<br />

i inne wiersze, Ciasteczka z ironią, Sprzedawcy<br />

jaśminu, Kinoptycznie oraz zbioru<br />

opowiadań dalEKOwzroczność.<br />

Jej opowiadania i wiersze były publikowane<br />

w „LiryDramie”, „Wyspie”, „Dzienniku<br />

Polskim”, „Nowych Myślach”,<br />

„BregArcie”, „Babińcu Literackim”, „Lamelli”,<br />

„Szufladzie”, „Poezji Dzisiaj”, „Metaforze<br />

Współczesności”, „Akancie”, „Hybrydzie”,<br />

„Literacie”, „Wytrychu”, „Post Scriptum”,<br />

"Helikopterze OPT", na portalu Pisarze.pl,<br />

„Gazecie Kulturalnej”, „Bezkresie”,<br />

w „Stronie Czynnej”, „Magazynie Horyzont”,<br />

„Whisper of Sofly – Yearly Anthology<br />

of Poetry”, „Contemporary Writers<br />

of Poland. On Life’s Path”, na portalu<br />

Spillwords.com oraz w licznych<br />

antologiach i almanachach. Kilkukrotnie<br />

zauważona i wyróżniona w konkursach literackich<br />

i filmowych. Mieszka w Krakowie.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

97


Z czekania w czekanie<br />

Poślizgi są ostatnio modne i to nie tylko<br />

na ślizgawkach, ale też chociażby<br />

w budownictwie – od budynków<br />

poczynając, przez autostrady i lotniska, na<br />

dostawach broni kończąc. Ja jednak nie<br />

o takich strategicznych inwestycjach, a o…<br />

felietonach, które dzięki łaskawości „Post<br />

Scriptum” ukazują się na tych pięknych łamach!<br />

Tematy w nich poruszane będą z poślizgiem<br />

właśnie! Dlaczego? Po pierwsze:<br />

cykl produkcyjny. Po drugie: lepiej spojrzeć<br />

z pewnego dystansu na to, o czym się pisze.<br />

A po trzecie: to i tak nie ma większego<br />

znaczenia, bo wybierane są najczęściej tematy<br />

uniwersalne, niezależne od pór roku<br />

czy stanów emocjonalnych ewentualnych<br />

1czytelników i realnego (jeszcze) autora.<br />

Rozpoczynam wakacyjnie, więc beztrosko<br />

i słonecznie, choćby nawet padał deszcz.<br />

Gnany owczym pędem udałem się nad<br />

morze, bo ci znad morza przyjechali do<br />

nas. Taki to zwyczaj, może głupkowaty,<br />

by jechać tam, gdzie najdalej. Oni ruszyli,<br />

by zobaczyć nasze Beskidy, coraz bardziej<br />

ogołocone z drzew, a my – by przekonać<br />

się naocznie, że najdroższe ryby są nad<br />

morzem, choć powinny być tam najtańsze,<br />

bo mają najbliżej na stoły licznych<br />

restauracji. Restauracje wprawdzie mnogie,<br />

ale we wszystkich serwują identyczne<br />

sałatki. Widać ktoś w okolicy ma monopol<br />

na ich dostarczanie wszędzie, gdzie<br />

trzeba. Dania różnią się tylko miejscem,<br />

w którym są zjadane; nazwy przybytków<br />

kulinarnych są rozmaite – od pospolitych<br />

po niemal poetyckie. Ale przecież na<br />

wczasy jedzie się nie po to, by się nażreć,<br />

bo można to skutecznie robić przez cały<br />

rok w domu (efekty widać na plaży), lecz<br />

98<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

po to, by wypoczywać. Niestety, wypoczywać<br />

też się zbytnio nie da, bo do wypoczynku<br />

potrzebna jest cisza mącona tylko<br />

odgłosami natury – szumem drzew, fal,<br />

śpiewem ptaków... A choćbyś nawet ciszy<br />

szukał ze świecą, nie znajdziesz jej nad<br />

morzem, bo świecę zdmuchnie docierający<br />

zewsząd gwar. Wprawdzie cisza nocna<br />

obowiązuje od 22.00 do 6.00, ale kto by<br />

tam przestrzegał ciszy nocnej, gdy hałas<br />

dzienny przenosi się na całą dobę.<br />

Każdy pensjonat proponujący wczasowiczom<br />

lokum na przetrwanie wakacyjnego<br />

obłędu obowiązkowo ma przytwierdzoną<br />

do fasady wielką informację, że to właśnie<br />

w nim są pokoje gościnne. Bywałem<br />

już w nadbałtyckich kurortach i maluśkich<br />

miejscowościach dziesiątki razy, ale ani<br />

razu nie spotkałem informacji o pokojach<br />

niegościnnych. Dziwne to i nielogiczne.<br />

Za to spotykałem zawsze to samo: wiodące<br />

do morza ulice otoczone szczelnie<br />

stoiskami z różnorakimi, mówiąc krótko<br />

a treściwie, duperelami drenującymi kieszenie<br />

tych, którym zachciało się wywczasów<br />

(jakby powiedzieli przed wojną nasi<br />

przodkowie). Czego tam nie znajdziemy:<br />

od słomkowych kapeluszy po fikuśne staniki,<br />

od taniej książki po drogie piwo, od<br />

koszmarnych maskotek po równie beznadziejne<br />

kubki, widokówki, magnesy na lodówki<br />

oraz wszelkie inne, chińsko-polskie<br />

i kaszubsko-podhalańskie badziewie.<br />

W wakacyjnym chaosie jedynie morze<br />

się obroniło! Swoim dostojeństwem, odwieczną<br />

tajemnicą przelewających się<br />

wód, zachodami słońca pięknymi za każdym<br />

razem inaczej, majestatem przestrzeni<br />

mieniącej i zmieniającej się nieustannie


oraz… świadomością ogromnej, niewykorzystanej<br />

(jeszcze) energii przypływów<br />

i odpływów, którą mogłaby<br />

się obdarować i uszczęśliwić ludzkość,<br />

gdyby najtęższe głowy odkryły, jak to<br />

zrobić, zamiast wymyślać kolejne, coraz<br />

perfidniejsze sposoby niszczenia<br />

tego, co z Miłości poczęte, w trudzie<br />

wzniesione…<br />

Jest też, tak samo jak był przed rokiem,<br />

rybacki port z kilkoma leciwymi<br />

kutrami, które jeszcze bardziej się<br />

postarzały – metalowe pordzewiały<br />

do reszty, a rozlatujące się drewniane<br />

w opłakanym stanie, opłakuje słonymi<br />

łzami Bałtyk. Zastanawiam się, ile<br />

trzeba mieć odwagi, by czymś takim<br />

wypływać w morze i łowić ryby. Rybacy<br />

jednak wypływali i łowili! Widziałem<br />

na własne oczy.<br />

Przy brzegu wpływającej do morza<br />

rzeczki, w okolicy mostu, rozlega się<br />

wielki hałas na kacze głosy. Głoszą<br />

one licznym spacerowiczom, że oto<br />

w słonej wodzie sympatyczne kaczki<br />

pływające, a nawet nurkujące, są<br />

głodne, bardzo głodne! W kaczych<br />

rodzinach, w przeciwieństwie do<br />

ludzkich (jeszcze przed rozwodami),<br />

rzucają się w oczy głównie samce<br />

z pięknie upierzonymi, opalizującymi<br />

to zielenią, to fioletem, głowami<br />

i szyjami. Samice nie zwracają na siebie<br />

uwagi jako te wypindrzone panie,<br />

są szare i jakieś takie nijakie. Oczywiście<br />

wszystko to, co fruwa (w tym<br />

kaczki i mewy), nie może być karmione<br />

starym pieczywem czy resztkami<br />

śniadań, bo naraża się w ten sposób<br />

naszych ptasich przyjaciół na kłopoty<br />

gastryczne, a nawet śmierć w męczarniach,<br />

o czym informują – często<br />

bezskutecznie – stosowne tablice. By<br />

jednak nie pozbawiać wczasowiczów,<br />

głównie tych z dziećmi, przyjemności<br />

z dokarmiania wodnych głodomorów,<br />

spece od robienia pieniędzy<br />

(w pierwszej kolejności) i przyjaznej<br />

dla kwaczących pomarańczowopłetwych<br />

diety, wymyślili coś nowego!<br />

Mówiąc szczerze, jedyną rzecz, która<br />

mnie zaskoczyła, zadziwiła i rozśmieszyła.<br />

Oto przy brzegu, w przestrzeni<br />

publicznej, stał słusznych rozmiarów<br />

prostopadłościan z wielkim, widocznym<br />

już z daleka napisem: KACZKO-<br />

MAT! Nie, nie pomyliłem się – KACZ-<br />

KOMAT, a nie PACZKOMAT. Wystarczyło<br />

tylko podejść, wrzucić do wnętrza<br />

maszynerii dwa złote, a ze stosownej<br />

dziurki wyskoczyło… jedno ziarno kukurydzy<br />

i dwa ziarenka pszenicy! To<br />

wszystko! Ani grama więcej! Kaczki,<br />

zauważywszy, co się święci, bo też<br />

mają swój rozum, podpłynęły bliżej<br />

i zaczęły wyfruwać na brzeg, wrzeszcząc<br />

w kaczym narzeczu (nad rzeką)<br />

niemiłosiernie. A tu tylko trzy ziarenka!<br />

By nakarmić jednego głodomora,<br />

trzeba by wrzucić do kaczkomatu chyba<br />

dwadzieścia złotych! A całe stado?<br />

Aż strach pomyśleć!<br />

Kiedyś mówiło się o kimś, kto dał się<br />

oszukać, że został nabity w butelkę.<br />

Dzisiaj proponuję miejscowym władzom,<br />

by informowały naiwnych wczasowiczów<br />

o dobrych serduszkach, że<br />

zostaną nabici w KACZKOMAT!<br />

Po powrocie do beskidzkiego miasta<br />

zasugeruję rajcom, by tam, gdzie<br />

można spotkać większe skupiska<br />

wczorajszych osobników z czerwonymi<br />

nosami, poustawiać MENELO-<br />

MATY. Litościwi przechodnie mogliby<br />

wrzucać do nich stosowną kwotę,<br />

po czym z pyszczka automatu wyska-<br />

kiwałaby… procentowa małpka dla<br />

osobników głodnych (jak kaczki znad<br />

morza ziarenek) odlotów w szczęśliwsze<br />

rejony.<br />

2Przez niefrasobliwą działalność człowieka<br />

niszczyciela zmienia się na<br />

naszych oczach klimat. Jeszcze tak<br />

niedawno musiało lać z tydzień, by<br />

wystąpiło zagrożenie powodziowe.<br />

Teraz wystarczą dwie godziny niebieskiego<br />

prysznica, a już rzeki występują<br />

z brzegów, miasta są pozalewane,<br />

samochody utopione, ulice przemieniają<br />

się w rwące potoki, a doliny<br />

w jeziora. Nie miejsce tu, by przypominać<br />

o przyczynach (wszystkim<br />

dobrze znanych) czy rozdzierać szaty<br />

– jednosezonowo modne, które...<br />

zaśmiecają i tak już zaśmieconą bezmyślnie<br />

planetę. Ale to nie wszystko,<br />

bo egzotyczne trąby powietrzne też<br />

się u nas zadomowiły. Właśnie tej<br />

nocy jedna z nich przeszła, a właściwie<br />

przetoczyła się po okolicy, niszcząc<br />

po drodze 140 domów. Ale większe<br />

wrażenie niż uszkodzone domy<br />

zrobił na mnie widok martwej bocianiej<br />

rodziny – powbijani w siatkowe 99<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Ilustracje: Pixabay


ogrodzenie ptasi rodzice i leżące obok<br />

trzy bocianiątka…<br />

A jeszcze nie tak dawno, z ludzkiej ciekawości,<br />

zainstalowano nad bocianim<br />

gniazdem kamerę całodobową. Cóż<br />

– jak wiemy, ciekawość jest pierwszym<br />

stopniem do piekła, a ostatnim<br />

do nieba. I kusi jak sam diabeł rogaty.<br />

Stąd taka mnogość kolorowych pisemek<br />

pełnych plotkarskich informacji.<br />

Im pikantniejszych, tym lepszych,<br />

często plugawych i zmyślonych, choć<br />

niby z pierwszej ręki. Okraszonych<br />

fotkami robionymi z ukrycia, demaskującymi<br />

ich bohaterów.<br />

Nie tylko szmatławe periodyki, lecz<br />

i programy telewizyjne wszystkich niemal<br />

stacji licytują się w serwowaniu tasiemców<br />

z głupawą papką. Jest ich tak<br />

wiele, bo są oglądane masowo i istnieje<br />

na nie wielkie zapotrzebowanie. To<br />

już dramat. Prawdziwy, niewyreżyserowany<br />

jak zachowanie leciwych pań<br />

i podstarzałych adonisów, którzy<br />

w „Sanatorium litości” są gotowi na<br />

wszystko: spowiedź nieświętą, łezki<br />

krokodyle… Może wystarczy tyle…<br />

Programy dla myślących są emitowane<br />

zwykle po północy, kiedy normalni ludzie<br />

śpią, więc oglądają je tylko nienormalni<br />

w towarzystwie sów, nietoperzy<br />

i ciem, które nie doleciały do ognia.<br />

Wiem, że jaja, z jajami w tle, są w tym<br />

czasie nie na miejscu. Ale by nie popaść<br />

w dekadentyzm, powracam do<br />

powszechnego i ogólnokrajowego<br />

podglądania i podsłuchiwania – od<br />

niewinnych plotek poczynając, na<br />

aferach szpiegowskich kończąc. Podglądanie<br />

bocianów jest rozgrzeszone,<br />

bo nie wynika z samej tylko ciekawości,<br />

ale i z troski o wyludniający się<br />

kraj i spadającą zatrważająco liczbę<br />

nowo narodzonych dzieci. Przyrost<br />

naturalny w ostatnim roku był najniższy<br />

od powojnia! Dlatego popieram<br />

„dyskretne” podglądanie bocianów<br />

bez ich pozwolenia, całodobowe gapienie<br />

się w intymność gniazd (a nawet<br />

pod ogony) i radość z uniesień<br />

ptasich kochanków oraz z każdego<br />

zniesionego jaja! Z tego względu<br />

proponuję, by nagrania z bocianich<br />

gniazd wręczać każdej młodej parze<br />

po ślubie. Niech rozmyśla o przyszłym<br />

spisie ludności, a nie o nowym<br />

samochodzie! Gdy wszystko, łącznie<br />

z 500 i 800 plus, zawiodło, trzeba<br />

przeprosić się z bocianami, które<br />

wprawdzie dzieci nie przyniosą, ale<br />

może uzmysłowią prokreacyjnym<br />

leniom, że trzeba się rozmnażać (nawet<br />

wielokrotnie), a nie tylko hedonistycznie,<br />

bezpotomnie się seksić<br />

czy zajmować innymi pierdołami,<br />

gdy tu ginie naród! Jeśli i to nie pomoże,<br />

pozostanie już tylko szukanie<br />

dzieci w kapuście i wypatrywanie<br />

nadlatujących bocianów, niosących<br />

tobołki z rozwrzeszczaną zawartością!!!<br />

Ewentualnie liczenie na cud!<br />

3<br />

Czekamy więc, oby nie daremnie, na<br />

przyrost naturalny! To dziwne… Jeśli<br />

się głębiej zastanowić, można dojść<br />

do wniosku, że całe nasze życie to<br />

nieustanne, wielkie oczekiwanie.<br />

Gdy jedno się kończy, już czeka na<br />

nas kolejne. Doczekaliśmy szczęśliwie<br />

wiosny. Zazieleniło się za oknem<br />

i… w głowach. Zakwitły kwiaty oraz<br />

drzewa. Pracowite pszczoły krzątają<br />

się brzęcząco przy mleczach, jabłoniach<br />

i śliwach, zbierając pyłek<br />

kwiatowy, który w cudowny sposób<br />

przemienią w miód.<br />

Z czekania w czekanie. Czekaliśmy<br />

na wiosnę, a tu już wiosna wygląda<br />

lata, lato nie może się doczekać jesieni,<br />

a jesień zimy. Samotni czekają<br />

na miłość, co to jest niezależna od<br />

pory roku, choć ponoć najczęściej<br />

zjawia się wiosną – nawet w jesieni<br />

życia! Stara panna, a raczej – jeśli<br />

trzymać się współczesnego określenia<br />

– singielka, czeka już nawet nie<br />

na księcia, który przyjedzie na białym<br />

koniu, ale na normalnego, kochającego<br />

prawdziwie faceta. Może on nawet<br />

dotrzeć do niej dwudziestoletnim,<br />

przerdzewiałym gruchotem albo zdezelowanym<br />

rowerem. Wdowa czeka<br />

na wdowca, a gdy ma szczęście, załapuje<br />

się do telewizyjnego „Sanatorium<br />

miłości”, bo – jak powszechnie<br />

wiadomo – sanatoria (nie tylko te na<br />

ekranie) są wylęgarniami romansów<br />

wśród podstarzałych, tęskniących za<br />

uczuciem istot. Wszak uczucia nie są<br />

zależne od wieku, a od wewnętrznego<br />

ognia, gorejącego w samotnych sercach.<br />

A że w starych piecach i sercach<br />

diabeł pali, to nie dziw, że sanatoria<br />

są przepisanymi na receptę przez lekarzy<br />

domami schadzek.<br />

Dziecko czeka na prezent urodzinowy.<br />

Uczeń na wakacje. Student na<br />

ukończenie nauki i dobrze płatną<br />

pracę. Sterany życiem człowiek na<br />

rentę czy emeryturę. Potem na podwyżkę<br />

świadczeń, a w międzyczasie<br />

na wnuki, które stają się oczkiem<br />

w głowie rozjaśniającym starość, bo<br />

ta – jak twierdzą pesymiści – nie jest<br />

radością, co z kolei negują optymiści,<br />

mówiąc, że to niekończąca się, złota<br />

jesień. Jak zwał, tak zwał...<br />

Mówiąc krótko: każdy na coś albo na<br />

kogoś czeka. Karierowicz na awanse.<br />

Sknera na pomnożenie pieniędzy.<br />

Sprzedawca na klientów. Klient na<br />

rabat. Kandydat – na to, żeby go wybrali.<br />

Wybrany – na to, by go docenili.<br />

Polityk z najwyższej półki – na to,<br />

by konkurentowi powinęła się noga.<br />

Chory na zdrowie. Więzień na wolność.<br />

Nieszczęśnik na szczęście. A mój<br />

znajomy menel – jak twierdzi – czeka<br />

na... wniebowstąpienie.<br />

Pan Bóg czeka na grzesznika, aż ten się<br />

nawróci. Grzesznik – na okazję do grzechów<br />

albo na poprawę… Bieda czeka<br />

na bogactwo, bogactwo na umiar...<br />

100<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Nawet stulatka zapytana, co robiła, że<br />

dożyła tak pięknego wieku, odpowiedziała<br />

rozbrajająco, zgodnie z prawdą:<br />

„Nic nie robiłam. Czekałam…”.<br />

Najsmutniejsze są te czekania, które<br />

czekają niedoczekania. Tu przypomina<br />

mi się mój śp. wujek Franek, który<br />

całe życie czekał na wygranie miliona<br />

w totolotka. W chwili ogłaszania wyników<br />

losowania w domu panowała<br />

wielka cisza, a wujek zapisywał liczby,<br />

które miały przynieść mu szczęście.<br />

Jednak do końca życia mu nie przyniosły.<br />

Mimo wiary w wygraną, uporu<br />

i konsekwencji. Wprawdzie wiarą się<br />

góry przenosi, ale nawet najgłębsza<br />

wiara nie przynosi góry pieniędzy pod<br />

postacią wielkiej wygranej.<br />

Chciałoby się, by nasze czekania były<br />

adwentami, czyli okresami radosnych<br />

oczekiwań na coś pięknego i dobrego,<br />

co się ziści.<br />

Tylko na śmierć nikt nie czeka. Zjawi<br />

się sama, nieproszona, ale nieunikniona.<br />

Choć po śmierci też się czeka.<br />

Na zmartwychwstanie! Jeśli jest się<br />

wierzącym. A jeśli nie, to kłopot wynikający<br />

z naszej tułaczki po tym zwariowanym<br />

świecie z głowy. I święty<br />

spokój. Wreszcie....<br />

4<br />

Ale jeszcze żyję, bo się zbudziłem.<br />

Zastanawiam się, jaki dzień przede<br />

mną? Czy łaskawy jak łaska pańska,<br />

co pstrym samochodem jeździ? Czy<br />

sąsiadka się dogada z drugą żoną<br />

syna, która jest ponoć toksyczna<br />

jako te toksyny składowane masowo<br />

w naszym (niegdyś czystszym) kraju?<br />

Czy usłyszę rozpaczliwe wycie syren,<br />

ale nie tych atrakcyjnych, wabiących<br />

onegdaj Odysa, a prozaicznych,<br />

strażackich, bo znów zapłonie jakieś<br />

nielegalne, monstrualnej wielkości<br />

wysypisko śmieci przywiezionych od<br />

przyjaciół?<br />

Czy oszuści internetowi lub telefoniczni<br />

będą próbowali zrobić mnie<br />

w balona? Dziś chyba nie, bo – jak poinformowano<br />

nas łaskawie – w balona<br />

zrobił nas ruski balon, który sobie<br />

szybował nad naszym terytorium jak<br />

gdyby nigdy nic, ale był przez naszych<br />

precyzyjnie obserwowany. Do tego<br />

zostali bowiem powołani, a nawet<br />

więcej – do zestrzelenia tego obiektu.<br />

Ale zestrzelenia nie było, by nie czynić<br />

zbytniego hałasu, poza tym można<br />

byłoby niechcący spudłować!<br />

Na mistrzostwach Europy pudłowali<br />

za to jak najęci nasi wspaniali i sowicie<br />

wygradzani piłkarze. I tylko przez<br />

tradycyjne trzy mecze przed powrotem<br />

do domu. Na otarcie łez, których<br />

nie dało się otrzeć, remis. Pozostały<br />

nam: przećwiczony płacz i ewentualne<br />

zgrzytanie ząbkami przeplatane<br />

optymistycznym i patriotycznym śpiewem:<br />

„Polacy, nic się nie stało!”.<br />

À propos pudła, a właściwie pudełka.<br />

Już z zupełnie innej beczki, a może<br />

tylko antałka. Coraz modniejsza staje<br />

się dieta pudełkowa. Polega to na tym<br />

(o czym zapewne większość dbających<br />

o siebie wie), że zamawia się posiłki<br />

stosownie do liczby kalorii, które chce<br />

się zaabsorbować, tak żeby masa ciała<br />

spadała do żądanej wartości. Jest<br />

jeden wymóg: spożywa się tylko to,<br />

co w owych pudełkach przysłano,<br />

a co wymyślili spece dla ludzi bez silnej<br />

woli, niemających wystarczającej<br />

determinacji, by porzucić zgubny nałóg…<br />

żarcia, który jest tak samo trudny<br />

do rzucenia jak papierosy czy alkohol.<br />

Za to coraz łatwiej i bezboleśnie rzuca<br />

się… kolejnych partnerów! Stosowne<br />

instruktaże można znaleźć w licznych<br />

serialach, których główną (a właściwie<br />

jedyną) treścią jest porzucanie jednych<br />

po to, by w ekspresowym tempie<br />

rzucić się w ramionach i na łoża drugich.<br />

Stąd zapewne lawinowa liczba<br />

rozwodów, dodatkowych kosztów,<br />

problemów z dziećmi itd. Lepiej już nie<br />

tworzyć formalnych związków tylko po<br />

to, by szybko je rozkładać na łopatki.<br />

Ale wszystko przyspieszyło, nawet miłość,<br />

która nie zdążyła być...<br />

Dlatego chociaż na ten zalotno-miłosny<br />

sezon proponuję hasło: SPIESZMY<br />

SIĘ KOCHAĆ POWOLI! Jeżeli czas pozwoli.<br />

[JW]<br />

JULIUSZ WĄTROBA<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

101


KŁÓTNIA<br />

Patrzymy na siebie<br />

z wściekłością<br />

rzucamy słowami<br />

na oślep<br />

A potem<br />

nie wiemy<br />

którą ranę<br />

całować<br />

pierwszą<br />

MY I ONE<br />

Karmiliśmy je bajkami<br />

żeby umiały wybrać konika garbuska<br />

i zapłakać nad jaskółką ze złamanym skrzydłem<br />

A teraz już nie wierzą w świętego Mikołaja<br />

tylko w Mediamarkta<br />

i życzą nam<br />

Wesołego Smatfona<br />

i Alle...gro!<br />

HOODOO<br />

Wszyscy mamy licencję na zabijanie<br />

Ludzie są<br />

jak szmaciane lalki – można całkiem przypadkiem<br />

oderwać nogę lub głowę<br />

Niektórzy jak porcelanowe bibeloty<br />

pękają w zderzeniu ze światem<br />

łatwopalni niczym woskowe figurki<br />

Wystarczy wbić igłę prosto w serce<br />

albo w kręgosłup podpalić celnym słowem<br />

i płoną<br />

ŻYCIE TO NIE BAJKA<br />

102<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Dlaczego opowiadamy dzieciom te bajki<br />

gdzie zło zostaje pokonane<br />

i wszyscy żyją długo i szczęśliwie?<br />

Życie to nie bajka<br />

Kopciuszek został zgorzkniałą rozwódką<br />

względnie zapracowaną singielką z kotem<br />

A głupi Jaś nie miał zupełnie szczęścia w miłości<br />

i teraz śpi na Plantach bo żona wyrzuciła go z mieszkania<br />

Zło nie da za wygraną nie można go pokonać<br />

raz na zawsze<br />

Jeśli dobro chwilowo ma przewagę to tylko jeśli<br />

damy z siebie absolutnie wszystko i jeszcze pomoże nam siedmiu<br />

krasnoludków<br />

Wtedy Ciemna Strona Mocy<br />

cofnie swój cień od naszej duszy<br />

ale tylko<br />

o włos


Ilustracje: BEA STOSZEK<br />

Ilustracja: BEA STOSZEK<br />

PANNA<br />

KOZIOROŻEC<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong> 103


Wizje (bez)dzietności<br />

R O B E R T K N A P I K<br />

Prof. Monika Mynarska: Dostrzegam czasem<br />

w osobach badanych siebie. Zdarzyło mi się kilka<br />

bardzo ciekawych rozmów z badanymi, w których<br />

kobiety mówiły, że bezdzietność nie była dla<br />

nich nigdy tematem samym w sobie. Owszem,<br />

z tyłu głowy zakładały, że pewnie kiedyś będą<br />

matkami, ale gdy to się jednak nie wydarzyło,<br />

uznały, że po prostu życie potoczyło im się tak,<br />

a nie inaczej. Taka postawa i mnie jest najbliższa.<br />

Dlatego z uporem maniaka postuluję postrzeganie<br />

bezdzietności jako pewnego kontinuum:<br />

pomiędzy bezdzietnością z powodu biologicznej<br />

niepłodności, a tą, która całkowicie i z rozmysłem<br />

została wybrana, jest całe spektrum pośrednich<br />

sytuacji, całe spektrum barw. Zresztą muszę pani<br />

powiedzieć, że strasznie nie lubię tego określenia<br />

„bezdzietne z wyboru”, bo to sugeruje, że kobieta<br />

w pewnym momencie życia siada i decyduje:<br />

nie będę mieć dzieci, taki wybieram styl życia.<br />

A to dość rzadko tak działa. Po pierwsze, to raczej<br />

nie jest decyzja w jednym punkcie czasu, tylko<br />

cykl decyzji. Po drugie, ona się może wielokrotnie<br />

zmieniać. Po trzecie, bezdzietność bywa bardzo<br />

często zbiegiem różnych okoliczności.<br />

Fragment książki Bezdzietne z wyboru Justyny<br />

Dżbik-Kluge.<br />

Współczynnik dzietności w Polsce na rok 2021 wyniósł<br />

zaledwie 1,33 urodzeń, a prognozowany na<br />

rok <strong>2024</strong> to zaledwie 1,10 urodzeń. To najgorszy<br />

wynik w historii. Nie pomogły dodatki rządowe, jak chociażby<br />

zwaloryzowane 800 plus na każde dziecko. Poważnym<br />

problemem pozostaje wciąż nieuregulowane prawo aborcyjne,<br />

które zostało zaostrzone w 2020 roku wyrokiem Trybunału<br />

Konstytucyjnego. Przy obecnym rozkładzie sił politycznych<br />

raczej nie ma mowy, aby coś mogło się w tym zakresie zmienić.<br />

Kobiety obawiają się zajścia w ciążę, a co za tym idzie<br />

komplikacji okołoporodowych, które mogą przypłacić zdrowiem<br />

i życiem. Oprócz legalnego dostępu do aborcji przydałyby<br />

się również tanie mieszkania na wynajem. Ludzie zwyczajnie<br />

nie mają gdzie mieszkać.<br />

Na pytanie, jak zmienić obecny stan rzeczy, nie ma jednej<br />

odpowiedzi. Być może winny jest styl życia, nastawiony na<br />

konsumpcję, zabezpieczenie doczesności w sensie materialnym,<br />

wygoda. Coraz częściej zamiast posiadania dzieci ludzie<br />

w związkach decydują się na kota czy psa i darzą je miłością<br />

jak własne dziecko. Nie ma pewnie w tym nic złego, natomiast<br />

zapaść demograficzna już puka do drzwi. Emerytury<br />

przyszłych świadczeniobiorców będą się znacznie różnić<br />

od obecnie wypłacanych. Do głosu dojdzie, a w pewnych<br />

branżach już dochodzi, tzw. silver generation, doświadczeni<br />

pracownicy powyżej 50. roku życia, którzy chętnie dzielą się<br />

swoim doświadczeniem z młodszym pokoleniem. Aktywność<br />

zawodowa w dojrzałym wieku nie będzie już tylko możliwością,<br />

ale obowiązkiem. Zmiany w tym obszarze czekają na nas<br />

już tak naprawdę w najbliższych dekadach.<br />

Obecne czasy przynoszą większą świadomość o rodzicielstwie,<br />

planowaniu rodziny, ale również tendencje do odkładania<br />

pewnych planów na później. Zegar biologiczny tyka<br />

jednak nieubłaganie, w pewnym wieku komplikacje dotyczące<br />

rozwoju płodu są nieuniknione. Kłopotliwe bywa w ogóle<br />

zajście w ciążę. Pomimo różnych środków pompowanych<br />

z budżetu, a przeznaczonych w szczególności dla młodych<br />

rodziców, nie ma to żadnego wpływu na współczynnik dzietności.<br />

Poprawę mogłoby przynieść zapewnienie obecnym<br />

i przyszłym rodzicom poczucie bezpieczeństwa. Czym ono<br />

jednak jest i w gruncie rzeczy, czy gdy myślimy o dzietności, nie<br />

znikają nam z pola widzenia inne wartościowe aspekty, o które<br />

warto zadbać? Odpowiedź zapewne przyniesie przyszłość.<br />

Dwie wizje. Z jednej strony mamy pożądany obraz, rodzina<br />

wielodzietna, nierzadko również trudne rodzicielstwo, chociaż<br />

niespecjalnie lubię to określenie. A z drugiej kobiety bezdzietne,<br />

stawiające na własny rozwój. Zastanawiam się, na ile<br />

w społecznym postrzeganiu jedna wizja wartościowana jest<br />

tylko pozytywnie, a druga tylko negatywnie. Skądinąd wiadomo,<br />

że życie nie jest czarno-białe. Binarne szufladkowanie<br />

rodzi wiele krzywdzących uproszczeń. Poza tym jest łatwe.<br />

Tylko tyle.<br />

Chciałem, żeby owe smutne nierzadko refleksje dotyczące<br />

dzietności jakoś ubrać słowa, ukonstytuować, spojrzeć<br />

z szerszej perspektywy. Ile schematów, prostych obrazków na<br />

temat rodzin wielodzietnych, ale również osób bezdzietnych<br />

niejako dziedziczymy w spadku, co nam w tej sferze przekazują<br />

media. Nie ma tutaj jednego wzorca i zresztą być nie może.<br />

104<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Justyna<br />

Dżbik-Kluge,<br />

Bezdzietne<br />

z wyboru,<br />

Warszawa<br />

2023<br />

Magdalena Moskal,<br />

Emil i my. Monolog<br />

wielodzietnej matki,<br />

Kraków 2021<br />

Rodzicielstwo bywa trudne, czasem jednak bezdzietność także<br />

przysparza kłopotów. Złoty środek nie istnieje. Jeszcze bardziej<br />

umocniła mnie w tym przekonaniu lektura książki Magdaleny<br />

Moskal Emil i my. Monolog wielodzietnej matki. To po<br />

trosze esej, dziennik, rozprawa, zapiski. Autorka, redaktorka<br />

między innymi w Wydawnictwie Czarne oraz Wydawnictwie<br />

Znak (nomen omen, widać tu redaktorski sznyt) dzieli się<br />

z nami swoimi i nie tylko swoimi spostrzeżeniami na temat<br />

macierzyństwa. Jest matką trójki dzieci: Agatki, Kuby oraz<br />

Emila, który ma zespół Pfeiffera. Emil jako dziecko z niepełnosprawnością<br />

wymaga więcej troski. Spora część publikacji<br />

to właśnie historia Emila i jego choroby. Jest to też<br />

w sumie swego rodzaju manifest. Magdalena Moskal ubiega<br />

się o większą widoczność osób z niepełnosprawnością, prosi<br />

o to, abyśmy nie odwracali wzroku, nie traktowali ludzi z różnymi<br />

deficytami jedynie z ciekawością. Każdy z nas chce być<br />

widzialny, ważny, potrzebny (nie pożyteczny), zrozumiany.<br />

Autorka przedstawia niezwykle bolesne historie odwracania<br />

się innych dzieci od Emila. Niepełnosprawność, którą u niego<br />

zdiagnozowano, jest szczególnie dotkliwa. Dzieci z zespołem<br />

Pfeiffera nazywa się bowiem „zombie”, przyczyną jest zbyt<br />

wczesne zrośnięcie się szwów czaszkowych.<br />

Wołanie o podmiotowość to jedna z największych zalet książki<br />

Moskal, bowiem nie tylko na ulicy, lecz także w szpitalu<br />

dziecko jest traktowane nierzadko jako przedmiot jakiegoś<br />

eksperymentu, eksponat. Rodzice dzieci z niepełnosprawnością<br />

traktowani są protekcjonalnie, brak tu elementarnego<br />

taktu i zrozumienia. Walka o godność ma również miejsce na<br />

korytarzach sejmowych czy ulicznych demonstracjach. Moskal<br />

stara się umieścić swoje przesłanie gdzieś poza przepychankami<br />

politycznymi, nie widzi siebie ani po lewej, ani prawej<br />

stronie. Posiłkuje się przy okazji wieloma odwołaniami,<br />

tropami z różnych publikacji o podobnej tematyce. Czasami<br />

mam nawet wrażenie, że tego sięgania po cudze przemyślenia<br />

jest nawet zbyt dużo. Jak to ujął jeden z czytelników, autorka<br />

zrobiła sobie pancerną obudowę z cytatów i podczas czytania<br />

odnosi się wrażenie, że to już nie opis trudnego momentami<br />

rodzicielstwa, ale przeplatanka cytatów i przemyśleń innych<br />

autorów, w tym Doroty Danielewicz i jej Drogi Jana, o której<br />

już kiedyś pisałem.<br />

Pomimo zbytniego przeładowania cudzymi myślami, mogę<br />

z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że książka Magdaleny<br />

Moskal jest komplementarna, zawiera różne perspektywy,<br />

ujęcia tematu, który sam w sobie nie jest ani łatwy, ani nie da<br />

się specjalnie ująć w jakiejś prostej konstatacji. Należy przy<br />

okazji zaznaczyć, że prezentowana pozycja daleka jest od ukazywania<br />

wizji macierzyństwa dysfunkcyjnego, co zresztą stanowi<br />

o jakiejś małej rysie, bowiem przeświadczenie o tym, że<br />

są rodzice walczący z trudnościami musi się również równać<br />

stwierdzeniu, że są i tacy, którzy temu wyzwaniu nie podołali.<br />

Często mówi się chociażby o ojcach, którzy na wieść o niepełnosprawności<br />

dziecka zwyczajnie uciekają z placu boju.<br />

Magdalena Moskal w swoim eseju zwraca uwagę między innymi<br />

na ważną zależność dotyczącą tego, że przesuwa się granica<br />

między prywatnym a publicznym, szczególnie dotyczy to<br />

dzieci (zazwyczaj cudzych). Ludzie mają prawo dotykać brzucha<br />

ciężarnej, no bo przecież dotykają dziecka, mają prawo<br />

udzielać rad, jak wychowywać dzieci, jak ubierać, krygować<br />

przy najbliższej okazji. Prokreacja innych ludzi staje się tematem<br />

publicznym, szczególnie w rodzinie. Bliżej przyjrzała się<br />

temu zjawisku Justyna Dżbik-Kluge w Bezdzietnych z wyboru.<br />

Sam wybór problematyki może wydawać się kontrowersyjny,<br />

bowiem jak wielokrotnie podkreślają rozmówczynie Dżbik-<br />

-Kluge, o bezdzietności się nie mówi, to tabu. Jeśli kobieta<br />

z jakichś przyczyn nie chce mieć dzieci, no to zazwyczaj cała<br />

reszta rozumie to jako fakt, że nie może, prawdopodobnie<br />

jest bezpłodna. Wiadomość o braku planów na macierzyństwo<br />

versus rodzicielstwo równa się często konfliktom w rodzinie<br />

i kwitowana jest magicznym zaklęciem: „Jeszcze ci się<br />

zmieni”.<br />

Miałem nadzieję, że pozycja wydawnicza Justyny Dżbik-Kluge<br />

przyniesie szersze spektrum wniosków w zakresie tego,<br />

jak rozumieć bezdzietność/niedzietność czy w ogóle jakiekolwiek<br />

inne alternetywne wobec macierzyństwa podejście<br />

do rodziny, związków itp. Nadzieja pozostała. Na zawartość<br />

publikacji składają się rozmowy z ekspertami w zakresie<br />

dzietności. Psycholog, lekarz ginekolog oraz demografka wypowiadają<br />

się, jak wygląda od kuchni kwestia bezdzietności<br />

oraz planowania rodziny. I nie jest, niestety, tak, że decyzja<br />

o bezdzietności nie może się zmienić. Miejmy przecież na<br />

uwadze, że kobiecy zegar biologiczny może skazywać kobietę<br />

na bezdzietność i to już nie będzie wybór. A z drugiej strony<br />

okoliczności czasami decydują za nas. Nie spotkałam/spotkałem<br />

odpowiedniej osoby do założenia rodziny. Gdyby sytuacja<br />

potoczyła się inaczej, być może byłabym/byłbym matką/<br />

ojcem. Tak na marginesie, brakuje mi bardzo w tej publikacji<br />

męskiej perspektywy. Być może planowana jest kolejna część<br />

Bezdzietnych, gdzie męski głos byłby bardziej słyszany, na ten<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

105


moment nic mi o tym wiadomo. Już sam fakt, że przy<br />

bezdzietności niekoniecznie musi być mowa o wyborze,<br />

świadczy o nieadekwatności tytułu. Przypomnę tylko, że<br />

pierwsza z brzegu historia Agnieszki Jarosławskiej pokazuje<br />

kilkukrotne nieudane starania o dziecko, więc bezdzietność<br />

nie jest tutaj sensu stricto wyborem.<br />

Grono rozmówców do takiej publikacji powinno być dość<br />

zróżnicowane w zakresie poglądów, stosunku do dzieci, macierzyństwa.<br />

Nie chcę być niemiły, ale czytając Bezdzietne<br />

z wyboru, odniosłem wrażenie, że wszystkie rozmówczynie<br />

podzielają te same poglądy: ano, że bezdzietność<br />

jest super. Poza tym mają spełnione życie zawodowe i towarzyskie,<br />

świetnie czują się w związku. A jeszcze, żeby<br />

było mało, to macierzyństwo przywołuje jedynie negatywne<br />

konotacje. Dużo mogę znieść, ale bardzo nie lubię<br />

uproszczeń. Czekałem na chociaż jedną historię, w której<br />

kobieta nie byłaby jakimś marketingowym zlepkiem<br />

kalk i szablonów. Być może prezentacja minimum jednej<br />

osoby z problemami, w kryzysie psychicznym, kryzysie<br />

bezdomności, uzależnionej itp. byłaby splamieniem tak<br />

„fajnego” wizerunku. Tak to pewnie widział wydawca.<br />

Kreowanie, lokowanie produktu, to może mieć miejsce,<br />

ale jeśli mówimy o bezdzietności, pewnym społecznym<br />

zjawisku, to naprawdę nie musimy o tym opowiadać na<br />

koturnach. Czekałem zresztą na jakieś poruszenie, moment<br />

zawahania, wątpliwości, różnice w rozumieniu<br />

pewnych kwestii. Nic takiego nie miało miejsca. Pisarka<br />

Renata oraz Edyta Broda wzniecają nieco ogień dyskusji<br />

na wyższy poziom. Może i coś by z tego wyszło, gdyby nie<br />

ciągle te same pytania zadawane przez autorkę w każdej<br />

rozmowie. Bardzo lubię refleksje, wnioski na marginesie,<br />

niekoniecznie dotyczące wybranej kwestii, ale rzucające<br />

cień na inne tematy. Tutaj tego jak na lekarstwo.<br />

Stwierdzam niestety, że większość rozmów i zapisków<br />

dobrana jest pod wskazaną tezę: życie bez dzieci jest<br />

szczęśliwe, bezdzietność jest okej, bawię się świetnie.<br />

Jakby mało było jeszcze tej motywacyjnej gadki, ta teza<br />

jest niestety wielokrotnie udowadniana. Wierzę, że są ludzie,<br />

którzy tak żyją, ale niekoniecznie każdy akapit książki<br />

musi zawierać jakiś wspierająco-motywacyjny akcent.<br />

Może jestem w błędzie, ale kwestia bezdzietności jest<br />

elementarnie związana z podejściem do dzieci, co wobec<br />

nich odczuwamy. O tym, jak dzieci funkcjonują chociażby<br />

w przestrzeni publicznej, w książce nie mowy. Są<br />

przecież restauracje, do których dzieci nie mają wstępu.<br />

Pewnie niejedno zamieszanie zrobiła kobieta karmiąca<br />

dziecko w miejscu publicznym. Można było się również<br />

zająć w większym zakresie sferą seksualną, płodnością,<br />

gdyż tu również związek z bezdzietnością jest znaczący.<br />

Wspomniałem już wcześniej, że rozmowa z bezdzietnym<br />

mężczyzną byłaby uatrakcyjnieniem dla treści książki. Zamiast<br />

tego mamy sporo zbieżnych poglądów, które można<br />

oznaczyć hasztagiem #mojaracjajestmojsza. [RK]<br />

ROBERT KNAPIK<br />

106<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


OBRAZ: JAN NORBERT DUBROWIN<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

107


Pozwól mi być<br />

MAJA CHAŁUBIŃSKA<br />

Nigdy nie widziałam lasu. Na Ziemi zostało tak niewiele<br />

drzew. Zdjęcia, które mi pokazywano, wydawały się<br />

abstrakcyjne. To zbyt trudne do uwierzenia. Jak mam<br />

pogodzić obraz zagęszczonej zielenią przestrzeni z tym, co widzę<br />

każdego dnia? Z szarymi ulicami, budynkami, ludźmi… Nawet<br />

powietrze jest tutaj szare. Każdego dnia filtrują je latające<br />

roboty, przypominające maleńkie wiatraki, które podobno<br />

mają zbierać z niego zanieczyszczenia. Potem ten syf zebrany<br />

z powietrza jest w nich przerabiany i wypuszczany z powrotem,<br />

już jako nieszkodliwy dla płuc związek chemiczny. Szkoda tylko,<br />

że uwalnia się w postaci gęstego, ciemnoszarego dymu. Chciałabym<br />

zobaczyć błękitne niebo.<br />

Wizja katastrofy jest wyraźna. Media starają się tuszować<br />

przed społeczeństwem oczywiste fakty, karmią nas oszustwem.<br />

Chociaż wiem, że ludzie są bardzo spragnieni życia<br />

w nieświadomości, to jednak nie chcę uwierzyć w to, że moi<br />

sąsiedzi naprawdę nie zdają sobie sprawy z tego, co dzieje się<br />

na Ziemi. Z tego, że ludzkość ją zniszczyła. Z tego, że istnieje<br />

tak wiele miejsc, w których brakuje jedzenia i picia. Z tego, że<br />

w niektórych krajach dzieci są zabijane tuż po urodzeniu, ponieważ<br />

rządy boją się, że znowu dojdzie do kryzysu związanego<br />

z przeludnieniem. Z tego, że nie ma już na Ziemi tych gatunków<br />

zwierząt, które były jeszcze dziesięć lat temu. Z tego, że mimo<br />

katastrofy klimatycznej, której jesteśmy uczestnikami, ludzkość<br />

wciąż nie zrezygnowała z prowadzenia wojen. Niewinni ludzie<br />

nadal są mordowani i zmuszani do mordowania, poświęcani<br />

dla idei, ojczyzny religii i pieniędzy.<br />

Dla pieniędzy w szczególności, bo to właśnie one są teraz<br />

wszystkim najbardziej potrzebne. Ludziom cywilizowanego<br />

świata, jak ten, w którym żyję, wmawia się, że to w porządku<br />

nigdy nie widzieć pszczoły, nie znać zapachu wiosny i nie<br />

wiedzieć, jak wygląda śnieg. Przecież zimy nie ma od dawna<br />

i nikt nie robi z tego problemu. Mamy co jeść, co pić, czym oddychać,<br />

co na siebie włożyć, gdzie się leczyć, gdzie się zabawić.<br />

Kto by się zastanawiał nad tym, że to nie będzie trwać wiecznie,<br />

że jak nie nas, to katastrofa dotknie następne pokolenia.<br />

Że nie jesteśmy narodem wybranym, że każdemu z nas pisany<br />

jest jakiś koniec.<br />

Ile jeszcze lat będzie to trwać? Nie wiem. Różne są prognozy.<br />

Niektórzy dają dziesięć lat, inni całe stulecia. Zaczęły się już<br />

pierwsze próby kolonizacji kosmosu, możliwe że coś z tego będzie.<br />

Znając ludzką potrzebę przetrwania, raczej na pewno. Zastanawiam<br />

się jednak, czy to w porządku. Skoro wykorzystaliśmy<br />

już jedną planetę, to czy mamy prawo robić to z następną?<br />

Powiedziano mi, żebym nie przeżywała, żebym nie płakała zawczasu,<br />

że jest jeszcze nadzieja. Kiedy spytałam ich jaka, nie<br />

spodziewałam się otrzymać konkretnej odpowiedzi. Myślałam,<br />

że dostanę od nich jakieś puste frazy mówiące, że nigdy nie<br />

wiadomo, co dobrego może się wydarzyć, że zawsze należy<br />

myśleć optymistycznie, i inne nieszczere głupoty. Zdziwiłam<br />

się, kiedy oznajmiono mi, że naszą ostatnią nadzieją jesteś ty.<br />

Ty, ten twój cały projekt i ja. Ja właściwie jestem najważniejsza,<br />

bo to ode mnie zależy, czy twoje pomysły zostaną zatwierdzone,<br />

a później wprowadzone w życie. Trochę dziwnie się teraz<br />

czuję, trzymając w dłoniach sędziowskie atrybuty.<br />

Badania, które prowadzisz, a o których ja dowiedziałam się<br />

niedawno, trwają już od roku. Wszystko jest już właściwie gotowe,<br />

sprawdzone i potrzebuje tylko mojego podpisu. Wybrano<br />

mnie, zwykłego człowieka – niegdyś wspinającego się po<br />

drabinie wpływów, który jednak w odpowiednim momencie<br />

z niej zeskoczył – do tego, by zdecydować, czy warto zatwierdzić<br />

twój projekt. Dlaczego wytypowano właśnie mnie – niegdyś<br />

kandydatkę do roli pani prezydent rodzimego miasta,<br />

obecnie kobietę pracującą w umierającym zawodzie etyka,<br />

wykładającą studentom problemy współczesnego świata, nic<br />

nieznaczącą na tle tylu znaczących ludzi – bym zdecydowała<br />

o losach ludzkości?<br />

Zgodziłam się, bo lubię myśleć, że nic nie dzieje się bez przyczyny.<br />

Skoro ktoś świadomie lub nieświadomie zdecydował, że to<br />

mam być właśnie ja, nie mogłam odmówić. Nawet jeśli jestem<br />

przerażona. Boję się, to chyba nic dziwnego. Boję się, że nie<br />

dam rady utrzymać ciężaru odpowiedzialności, który złożono<br />

na moich barkach. Boję się, że popełnię błąd i podejmę złą decyzję.<br />

Boję się spotkania z tobą, bo chociaż opowiedziano mi<br />

o tobie wszystko, co można było powiedzieć, i przedstawiono<br />

mi twój projekt najbardziej szczegółowo, jak można było go<br />

przedstawić, tak naprawdę nie wiem, kim jesteś.<br />

Utopia. Wykorzystałeś to abstrakcyjne pojęcie, by stworzyć<br />

własną wizję idealnego świata. Świata bez lęku, przemocy<br />

i bólu. Świata zdrowego, niezatrutego przez smog, plastik<br />

i odpadki chemiczne. Świata oddychającego zielonym płucami,<br />

oblanego błękitami wód. Świata obfitującego w obrazy<br />

licznych szczęśliwych zwierząt i zdrowych, roześmianych ludzi.<br />

Czy jest to wizja świata niehumanitarnego?<br />

Lecę do najczystszego miejsca na Ziemi. Tam znajduje się twoja<br />

placówka badawcza. Wszystko dzieje się potajemnie. Nocą<br />

wsadzają mnie w helikopter. Poza pilotem nie ma nikogo więcej.<br />

Dali mi na drogę tylko teczkę pełną dokumentów o tobie<br />

i twoim projekcie oraz potwierdzenie, że zostałam wysłana<br />

przez Władzę. Nie wysyła mnie żaden rząd, żadna inna placówka<br />

badawcza, stronnictwo ekologiczne czy ktokolwiek inny,<br />

a Władza. Ta najważniejsza, stawiająca kamienie milowe w historii<br />

ludzkości, wzbudzająca strach, ale i szacunek. Ta, w której<br />

istnienie nie wszyscy nawet wierzą. Ta, która może jednym<br />

podpisem zdecydować o życiu lub śmierci każdego człowieka.<br />

108<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Na wyspę dolatujemy wczesnym rankiem. Pierwsze, co wzbudza<br />

we mnie zdziwienie, to wschód słońca. Nigdy nie pomyślałabym,<br />

że zobaczę go na własne oczy i że będzie on taki piękny.<br />

Oszołomiona, biorę do ręki bagaż, który podaje mi pilot. On<br />

również patrzy urzeczony na zjawisko, które wcześniej znaliśmy<br />

tylko z książek przyrodniczych i z internetu. Dłońmi przeciera<br />

oczy.<br />

– Jeśli żyjemy tylko po to, by chociaż raz doświadczyć takiego<br />

cudu, to ma to jakiś cel – mówi ściszonym głosem i chociaż nie<br />

sądzę, by te słowa kierował do mnie, przytakuję mu wzruszona.<br />

Żegna się ze mną z trudem. Wyraźnie widać, że chciałby zostać<br />

tu dłużej, chociażby tyle, by móc zregenerować siły po podróży,<br />

ale wytyczne, które podała nam Władza, niestety są bezlitosne.<br />

Nie mija piętnaście minut, odkąd wylądowaliśmy, a już<br />

odprowadzam wzrokiem niknącą na tle błękitnego nieba szarą<br />

plamkę. Minie sześć godzin, nim wróci do tamtego świata.<br />

Mnie dano miesiąc. Uznali, że trzydzieści dni wystarczy, bym<br />

podjęła właściwą decyzję.<br />

Zostałam sama w tym obcym dla mnie miejscu. Próbuję jakoś<br />

ogarnąć obraz, którego jestem teraz częścią. Niebo, które<br />

nie jest szare. Niebo, które jest niebieskie i kolorem zlewa się<br />

z wodą. Złoty piasek, w którym zapadają się moje buty. Pochylam<br />

się, by nabrać go dłonią. Jednak nim moje palce muskają<br />

ziemię, zatrzymuję się w bezruchu, słysząc twój głos.<br />

– Lepiej zdejmij buty. Przyjemniej jest czuć go pod stopami.<br />

Nie słyszę, żebyś był zdziwiony. Nikt wcześniej nie poinformował<br />

cię o mojej wizycie, a mimo to nie wydajesz się nią zaskoczony.<br />

Podnoszę się i zatrzymuję na tobie wzrok. Widzę<br />

młodego mężczyznę, niewiele starszego od moich studentów,<br />

o ładnych niebieskich oczach, opalonej skórze i jasnych włosach<br />

opadających na plecy. Ubrany jesteś w lnianą koszulę<br />

i spodnie, na moje oko – ręcznie szyte, a stopy masz bose.<br />

Uśmiechasz się do mnie łagodnie i wyciągasz przed siebie rękę.<br />

– Nina Breath – przedstawiam się, podając ci swoją dłoń. Ściskasz<br />

ją, po czym zanosisz się śmiechem.<br />

– Nataniel Moss – odpowiadasz. – Ja chciałem tylko wziąć od<br />

pani bagaż – tłumaczysz swoje nagłe rozbawienie.<br />

– Nie trzeba – prostuję, niepewna tego, co dalej. Nie wiem, jak<br />

powinnam zacząć.<br />

– Mniemam, że przysłali panią w celu sprawdzenia, jak postępuje<br />

projekt, prawda? – Jakby wyczuwając mój niepokój, sam<br />

naprowadzasz rozmowę na właściwy tor.<br />

– Nie do końca. Chcą, żebym zdecydowała, czy pana projekt<br />

wejdzie w życie – wyjaśniam. Jeśli chodzi o działanie pod przykrywką,<br />

Władza stwierdziła, że jest to zależne tylko ode mnie.<br />

Jeżeli chciałabym być wobec ciebie nieszczera, mogłam. W relacjach<br />

z ludźmi stawiam jednak na uczciwość i nie widziałam<br />

potrzeby robić dla ciebie wyjątku.<br />

– Och, to już teraz? – Wydajesz się być poruszony. – Dopiero<br />

parę tygodni temu zacząłem podawać nowej grupie tabletki.<br />

– Chcą, bym w przyszłym miesiącu podjęła decyzję.<br />

– Powiedzieli, co tutaj robię?<br />

– Tak.<br />

– I jak pani uważa?<br />

– Co uważam?<br />

– Ten projekt? Podoba się pani? Myśli pani, że to się uda?<br />

– Nie wiem, proszę pana. Ciężko mi uwierzyć w to, co przeczytałam<br />

o tym miejscu. Wydaje mi się to nierealne. Z drugiej jednak<br />

strony nie wierzyłam też w to, że powietrze może być tak<br />

czyste, a słońce tak jasne. Najwyraźniej jestem człowiekiem,<br />

który potrzebuje dowodów, by przyjąć istnienie czegokolwiek.<br />

– Mam nadzieję, że uda mi się udowodnić wartość tego, co<br />

tutaj robię.<br />

– Ja też na to liczę.<br />

*<br />

Jestem na wyspie już kilka dni. Pokazałeś mi właściwie wszystko,<br />

co mogłeś mi pokazać. Przypomina to trochę zoo dla ludzi.<br />

Oddzieleni od swojego naturalnego środowiska, które stało się<br />

dla nich zbyt niebezpieczne do życia, oddzieleni od miasta i<br />

ulicy, zamknięci na bezpiecznej, czystej i odizolowanej od reszty<br />

świata wyspie. Zjednoczeni z naturą, korzystają z jej darów,<br />

ale nie krzywdzą jej. Wycinają z lasów drzewa, by budować<br />

swoje domy, ale na ich miejsca sadzą następne. Nie jedzą mięsa,<br />

tylko rośliny, które tu występują, albo te, które uda im się<br />

samodzielnie zasadzić. Chodzą w dżinsach, swetrach, skórze,<br />

ale tylko na wyjątkowe okazje. Zwykle ubrani są w podobne,<br />

lniane tkaniny, których po zużyciu się nie wyrzuca, a przerabia<br />

na coś nowego. Mają szacunek do swoich rzeczy – tych, które<br />

zabrali ze sobą z tamtego świata, i tych, które sami stworzyli.<br />

Nie korzystają z plastiku, nie używają prądu. Myją się w rzekach,<br />

umieją rozpalać ogień. Nie są całkowicie oderwani od kultury,<br />

mają dostęp do książek, które przywieziono na wyspę jeszcze<br />

przed pozyskaniem ochotników – stworzyłeś dla nich nawet niewielką<br />

bibliotekę. Co jakiś czas organizowane są koncerty. Grają<br />

wtedy na przywiezionych ze sobą instrumentach lub na tych,<br />

które udało im się zrobić na wyspie. Śpiewają, tańczą. Nie mają<br />

kina, ale mają teatr. Przygotowują spektakle, a potem występują<br />

przed innymi mieszkańcami wyspy. Mają kilka punktów medycznych.<br />

Nie ma tutaj pieniędzy. Jeśli istnieje jakiś handel, to tylko<br />

wymienny. Ktoś komuś pożyczy koc, a w zamian dostanie korzonki<br />

do ugotowania. To właśnie jedzą: korzonki, grzyby, owoce,<br />

warzywa, podpłomyki z ubitych ziaren. Czasem przywożone<br />

im są paczki, w których znajdują się takie produkty, jak chleb,<br />

słodycze, puszki, suszone plastry mięsa itp. Ale jeśli terapia idzie<br />

pomyślnie, odmawiają korzystania z nich. Na dowód pokazałeś<br />

mi stos otwartych, ale niewypakowanych pudeł pełnych żywności,<br />

kosmetyków i innych udogodnień.<br />

– Nie mają potrzeby z tego korzystać. Dużo większą radość<br />

daje im posiłek, na który sami sobie zapracowali.<br />

– Kim byli wcześniej? – pytam. – Zanim zacząłeś to wszystko.<br />

– Różnie. Byli fryzjerami, lekarzami, kucharzami, budowlańcami,<br />

artystami. Brałem każdego, kto chciał.<br />

– Co im obiecano?<br />

– Pieniądze.<br />

– Otrzymają je?<br />

– Jeśli będą chcieli, to tak, ale nie sądzę, by ktoś rzeczywiście<br />

się po nie zgłosił.<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

109


Na wyspie są również więźniowie. Im obiecano wolność. Przyglądając<br />

się życiu w tym miejscu, dochodzę do wniosku, że nawet<br />

ta obietnica jest niemożliwa do spełnienia.<br />

Mieszkańcy wyspy zapomnieli, czym jest nienawiść, żądza zdobywania<br />

i walka. Nie sprawiają sobie nawzajem bólu, nie znają<br />

chciwości, zgadzają się ze wszystkim, co ich spotyka. Wydają<br />

się szczęśliwi. Blisko im do ludzi pierwotnych – tych, o których<br />

można czytać w podręcznikach do historii lub w powieściach<br />

Jean M. Auel – pierwszych ludzi, żyjących w zgodzie z zasadami<br />

natury. Nim jeszcze tu przyleciałam, gdy czytałam dokumenty<br />

mające wprowadzić mnie w istotę sytuacji, z tym ich właśnie<br />

skojarzyłam – z pierwotną siłą, która charakteryzowała rdzennych<br />

mieszkańców Ameryki. Aborygenów, syberyjskich koczowników,<br />

europejskich łowców mamutów. Dopiero na miejscu,<br />

po moich obserwacjach i po rozmowach z tobą, zaczynam<br />

odkrywać, że chyba jest coś, co znacząco odróżnia mieszkańców<br />

wyspy od ludzi pierwotnych.<br />

– Wiesz, czym jest zew natury? – pytasz mnie. Jest wieczór.<br />

Siedzimy na plaży, wreszcie mam okazję poczuć, czym jest piasek.<br />

Mogę dłońmi odkryć jego wilgoć, jego specyficzną fakturę.<br />

– Zbudowany jest z drobinek skał – wyjaśniasz, patrząc jak się<br />

nim bawię.<br />

– Wiem, czym jest zew natury. – Wracam do twojego pytania.<br />

– Jest to moment, w którym człowiek zapomina o tym, że jest<br />

człowiekiem, i całkowicie daje się zniewolić swoim instynktom.<br />

Włącza się wtedy, gdy musimy walczyć o nasze przetrwanie.<br />

Patrząc na to, co się dzieje ze światem, wkrótce wszyscy będziemy<br />

musieli się temu poddać.<br />

– To już jest stara definicja, Nino. – Nie pamiętam, kiedy przeszliśmy<br />

na ty, ale stało się to jakoś mimochodem. – A właściwie<br />

nie stara… tylko już niewłaściwa. To, co powiedziałaś, było<br />

aktualne wtedy, gdy człowiek był częścią natury. Teraz już nią<br />

nie jest. Teraz zew natury powinien oznaczać wołanie Ziemi<br />

o pomoc. Jej pragnienie przetrwania, nie nasze. Pamiętasz, jak<br />

byliśmy mali, to był taki okres, kiedy co chwila mówiono o powodziach,<br />

pożarach, tornadach i trzęsieniach ziemi?<br />

– Pamiętam.<br />

– To wtedy Ziemia najgłośniej krzyczała, że ma dość. Chciała<br />

się nas pozbyć, by móc przetrwać.<br />

Milczę, wsłuchuję się w szum morza. Jest taki łagodny. Księżyc<br />

świeci jasno nad naszymi głowami. Boli mnie myśl, ze gdy wrócę<br />

do domu, nie zobaczę już tak pięknego księżyca.<br />

– Głupio mówić, że czujemy zew natury, skoro natura się nas<br />

wyrzekła i z pewnością nie chce nas do siebie wołać – mówisz.<br />

– To tylko taki związek wyrazowy. Nie ma co go tyle interpretować<br />

i tak się nad tym roztrząsać.<br />

– Wiem, ale… – Bierzesz głębszy oddech. Spoglądam w twoją<br />

stronę, by móc lepiej przyjrzeć się twojej twarzy. Wydaje mi<br />

się, że widzę łzy w twoich oczach. – …przeraża mnie to, gdzie<br />

znaleźliśmy się teraz jako ludzie. To, że nigdy się nie zatrzymaliśmy.<br />

Wiesz, to, co tutaj robię… Może ci się wydawać, że chcę<br />

wrócić do tego, co było dawniej. Do czasów, gdy człowiek żył,<br />

pracował i kochał w prostszy sposób, ale to nie jest prawda.<br />

Chcę czegoś lepszego. Czegoś, czego nigdy nie było. Chcę, by<br />

człowiek zespolił się z naturą.<br />

*<br />

Kilka dni zajęło mi zrozumienie twoich słów. Kilka dni, nim pojęłam,<br />

czym jest twój plan. Od początków istnienia człowiek<br />

zawsze chciał czegoś więcej. Stawiał sobie wysoko poprzeczkę,<br />

dążył do ciągłego rozwoju, zdobywania, pokazywania swojej<br />

siły. Walczył z dzikimi zwierzętami, od których okazał się sprytniejszy.<br />

Walczył z innymi plemionami, by zdobyć ogień, jedzenie.<br />

Walczył z naturą, ujarzmiając ją i wykorzystując w każdy<br />

możliwy sposób. Nigdy nie był jej integralną częścią. Nigdy nie<br />

troszczył się o nic więcej, niż o swój własny gatunek. To, czego<br />

ty chcesz, nie jest więc powrotem człowieka do korzeni. Gdyby<br />

człowiek cofnął się do czasów neolitu, Ziemia miałaby czas na<br />

odbudowę, ale ostatecznie, po tysiącleciach, wszystko znowu<br />

wróciłoby do punktu, w którym się znajdujemy. Ty tego nie chcesz.<br />

Ty chcesz ludzkości, która myśli zbiorowo. Nie chcesz człowieka,<br />

który trwa w swej indywidualności, a takiego, który traktuje siebie<br />

na równi z każdym innym stworzeniem tej planety.<br />

– W takim razie czemu dajesz im książki?<br />

– Może i jestem idealistą, ale umiem myśleć racjonalnie. Władza<br />

nigdy nie zatwierdzi projektu, jeśli zrezygnuję z kultury.<br />

– Nie rezygnując z kultury, nie stworzysz swojej utopii.<br />

– Wystarczy mi, jeśli dostaną chociaż jej namiastkę.<br />

Poddajesz ich hipnozie, a ostatnio zacząłeś też podawać im<br />

tabletki. Podjąłeś taką decyzję, bo w przypadku zatwierdzenia<br />

twojego projektu niemożliwe by było zahipnotyzowanie każdego<br />

człowieka na Ziemi. To hipnoza jest najskuteczniejsza, bo<br />

przy jej pomocy najłatwiej jest kontrolować ludzi, ale tabletka<br />

też działa. Mogę oglądać różne grupy – tych, u których stosujesz<br />

samą hipnozę, same tabletki lub hipnozę i tabletki. Nie<br />

wydaje się, żeby były między nimi jakieś wielkie różnice. Kiedy<br />

spytałam cię, jaki jest skład tego lekarstwa, podałeś mi ciąg<br />

jakichś nazw, których i tak nie zapamiętałam, ale na szczęście<br />

zapisałam je na kartce. Kiedy chciałam wiedzieć, czy jego produkcja<br />

nie szkodzi środowisku, odpowiedziałeś, że nie bardziej<br />

niż produkcja każdego innego leku. Fabryka, która go wytwarza,<br />

dostarcza ci go raz na miesiąc.<br />

– Boli mnie, że nie może być idealnie, ale to i tak będzie zmiana<br />

na lepsze.<br />

– Jak wyobrażasz sobie tę zmianę?<br />

– Po regularnym braniu lekarstwa przez około miesiąc umysły<br />

ludzi ulegną przekodowaniu. Zaczną brzydzić się wszystkim, co<br />

związane jest z wojną i cierpieniem. Będzie brzydzić ich krew,<br />

wobec czego przestaną jeść mięso. Dzięki organizowanym<br />

w szkołach i placówkach kulturalnych prezentacjom ekologicznym<br />

włączy się w nich potrzeba troski o środowisko.<br />

– Będą bardziej podatni na manipulację?<br />

– Tak, ale nie zostanie to wykorzystane w złych celach. Będzie<br />

się wiązało z naprawą planety. Z sadzeniem lasów, ze zrezygnowaniem<br />

z plastików, samochodów, benzyny, z szukaniem<br />

nowych sposobów na oczyszczenie świata. Staną się wrażliwsi.<br />

Żołnierze na wojnie będą rezygnować z walki. Nie będą zabijać<br />

dzieci ani gwałcić kobiet. Leczeniu zostaną poddani wszyscy<br />

bez wyjątku. Ludzie wielkich koncernów, właściciele firm,<br />

przedstawiciele rządów. Ta tabletka będzie działać cuda.<br />

110<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


Foto: Renata Cygan<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

111


– A Władza? Oni też to wezmą?<br />

– Nic się nie stanie, jeśli z miliardów osób na świecie kilkadziesiąt<br />

nie zostanie poddanych terapii. Nawet gdyby wzięła<br />

ją tylko połowa ludzkości, i tak świat zmieniłby się na lepsze.<br />

– Twój plan nie jest doskonały, ma zbyt wiele dziur.<br />

– Przynajmniej próbuję.<br />

*<br />

Rozmawiałam dzisiaj z mężczyzną, który od dwóch miesięcy<br />

poddawany jest twojej terapii. Dowiedziałam się od niego, że<br />

kiedyś był czyimś synem, mężem i ojcem. Teraz już nie jest. Te<br />

relacje straciły dla niego na znaczeniu. On sam stracił na znaczeniu.<br />

Liczy się dla niego społeczność, do której należy, i dobro<br />

ogółu. Liczy się dla niego wyspa, las, morze i ziemia. Liczą<br />

się dla niego pojęcia takie jak dobro, miłość i przyjaźń, jednak<br />

gdy zapytałam, co dla niego znaczą w praktyce, nie potrafił mi<br />

odpowiedzieć. Kłamałeś, gdy mówiłeś, że tutaj ludzie stają się<br />

wrażliwsi. Jego dawna praca w firmie informatycznej nie jest<br />

już dla niego ważna. Komputery, które kiedyś były jego pasją,<br />

teraz są mu obojętne.<br />

– Masz nową pasję? – spytałam, na co on się zaśmiał.<br />

– Lubię słuchać muzyki i czytać książki. Życie na wyspie sprawia<br />

mi radość.<br />

– O czym była książka, którą czytałeś ostatnio?<br />

– Nie pamiętam. Czytam, bo lubię czytać. Skąd mam wiedzieć,<br />

jaka była jej treść? – zaśmiał się wtedy serdecznie i byłby to<br />

bardzo miły śmiech, gdyby nie to, że taki sam śmiech słyszałam<br />

u każdego innego mieszkańca wyspy, z którym rozmawiałam.<br />

– Oni naprawdę tracą swoją indywidualność, Nataniel. Są tacy<br />

sami.<br />

– Co z tego, skoro są szczęśliwi?<br />

– Nie podoba mi się to. Nie wiem, czy to jest etyczne.<br />

– A widziałaś kiedyś różniące się między sobą mrówki? Albo<br />

zastanawiałaś się nad tym, czy etyczne jest, że nie licząc królowej,<br />

każda pszczoła poświęca się tak samo, by zbudować<br />

plaster miodu? – Twój głos jest poddenerwowany. Został mi<br />

tydzień do podjęcia decyzji. – Nie zastanawiałaś się, bo jak dotąd<br />

nie widziałaś owadów.<br />

– Masz się za królową pszczół?<br />

– Nie o to mi chodzi. Chodzi o to, że naszą nadrzędną misją<br />

powinna być odbudowa mrowiska, a nie zastanawianie się nad<br />

historią każdego pojedynczego robala. Życie człowieka jest<br />

zbyt krótkie, by mogło mieć znaczenie.<br />

– To w takim razie jaki to ma sens? Jaki sens ma odbudowywanie<br />

planety, skoro życie na niej nie ma znaczenia?<br />

– Błagam, jak możesz być tak strasznie egoistyczna? Jaką wartość<br />

mają pojedyncze radości i smutki, błahostki, kiedy umiera<br />

świat, w którym żyjemy?<br />

– Nie tworzysz lekarstwa, a truciznę. Chcesz im zabrać pasje,<br />

chcesz im zabrać zdolność przeżywania. Chcesz odebrać ludziom<br />

wolność. Możliwość dokonywania wyboru.<br />

– Jak dotąd wybierali źle.<br />

*<br />

Kiedy nie jestem sama z ludźmi na wyspie i sama zatopiona<br />

w gąszczu swoich myśli, każdą wolną chwilę spędzam z tobą.<br />

Rozmawiamy i często się ze sobą nie zgadzamy. Nie krzyczymy<br />

na siebie, ale to i tak są kłótnie. Dlatego wolę, kiedy nie rozmawiamy.<br />

Wolę, kiedy razem spacerujemy po wyspie. Wolę<br />

obserwować, jak ślady naszych stóp zmywa przypływająca<br />

fala. Wolę patrzeć, jak dotykasz kory drzew, a potem zlizujesz<br />

z palców lepką żywicę. Wolę wchodzić z tobą do wody. Czuć jej<br />

niezbadaną objętość, która z chłodną czułością pochłania nasze<br />

ciała. Wolę oglądać z tobą zachody i wschody słońca. Wolę<br />

słuchać twojego pięknego śmiechu, tak innego od śmiechu pozostałych<br />

mieszkańców wyspy. To te momenty, kiedy jesteśmy<br />

razem naprawdę, daleko poza naszymi słowami, sprawiają, że<br />

najbardziej wątpię w słuszność twoich idei. Twoja utopia uratowałaby<br />

ludzkość przed katastrofą, umożliwiłaby przetrwanie<br />

gatunku i pozwoliłaby Ziemi odżyć, ale byłaby wbrew człowieczeństwu.<br />

Za najważniejszą cechę człowieczeństwa uznaję<br />

zdolność do kochania, a w twoim świecie nie byłoby miłości.<br />

Może inaczej… gdyby nie było niczego innego poza miłością<br />

i dobrem, te pojęcia straciłyby na znaczeniu. Nie wiem, czy jestem<br />

gotowa żyć w świecie, gdzie nie ma żadnych namiętności.<br />

Gdzie miłość nic nie znaczy. A mimo to, to ja muszę wybrać.<br />

*<br />

– A gdybym ci powiedział, że jestem Bogiem? – pytasz mnie.<br />

Siedzimy w twoim szałasie, właśnie kończymy jeść kolację. –<br />

Uwierzyłabyś?<br />

– Co? O czym ty mówisz? – Jestem rozbawiona.<br />

– Spytaj.<br />

– O co?<br />

– O to, czy nim jestem.<br />

– A jesteś?<br />

Nie odpowiadasz. Dokładasz kawałek drwa do palącego się<br />

ogniska, po czym siadasz koło mnie i łapiesz mnie za rękę.<br />

Kciukiem głaszczesz wierzch mojej dłoni i odwracasz głowę<br />

w moim kierunku. Twoje spojrzenie jest pełne powagi, ale usta<br />

ci drżą. W świetle ognia wyglądasz jakoś tak mistycznie, jak<br />

postać z obrazu.<br />

– Czasami, gdy myślę o tym, dlaczego Bóg stworzył ludzkość,<br />

to dochodzę do wniosku, że zrobił to dlatego, by nadać sens<br />

swojemu istnieniu.<br />

– Hej, co ty tak nagle z Bogiem? Nigdy o nim nie wspominałeś.<br />

– Myślę o nim codziennie. – Bierzesz głębszy oddech. Ze<br />

zdenerwowania nieświadomie zaczynasz wbijać paznokieć<br />

w moją rękę. Chociaż nie jest to przyjemne, nie wyswobadzam<br />

dłoni z twojego uścisku. – Wyobrażam sobie, że Bóg<br />

rozbił się na biliardy pojedynczych istnień, by poprzez ich jednostkowość<br />

nie być tylko Bogiem, który jest niekończącym się<br />

Absolutem, a Bogiem, który stanowi źródło wszelkiego stworzenia.<br />

Jest każdym wzlotem i upadkiem, każdym ludzkim oddechem,<br />

każdą mrówką i każdą pszczołą. Jeżeli mam rację, to<br />

znaczy, że każdy z nas jest po trochu Bogiem.<br />

– Hej, Nat, co się stało? Przestań płakać, proszę cię, nie płacz.<br />

– Jestem przerażona. Mówiłeś w miarę spokojnie, aż nagle<br />

112<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>


wybuchnąłeś niepohamowanym szlochem. Nieswojo się czuję,<br />

patrząc, jak ten pewny siebie, gotów do poświęceń za swoje<br />

ideały mężczyzna, którym jesteś, kwili przede mną jak małe<br />

dziecko. Puszczasz moją rękę i zatapiasz twarz w dłoniach. Nie<br />

wiedząc, co robić, przysuwam się bliżej i obejmuję cię ostrożnie.<br />

Przylegasz do mnie.<br />

– Jeżeli moja teoria z Bogiem jest prawdziwa – mówisz, podnosząc<br />

na moment głowę z mojego ramienia i pociągając mocno nosem<br />

– to znaczy, że zmuszając ludzi do tego, by łykali moje tabletki,<br />

stanę się buntownikiem. Uważam, że mam prawo decydować<br />

o losach świata, ale przecież… może Bóg chce, by tak to się wszystko<br />

skończyło? Może w tym widzi swój sens? Czytałaś Biblię?<br />

Przytakuję.<br />

– Pamiętasz historię Lucyfera? Wyprowadził ludzi z Raju, bo<br />

chciał im dać wolną wolę. Teraz ja chcę im tę wolę odebrać<br />

i umieścić ich na powrót w Edenie. Czy to w porządku?<br />

Wstaję, dokładam do ognia, po czym znowu siadam na ziemi.<br />

– Chodź tu do mnie. – Układam nogi po turecku i dłonią wskazuję<br />

na swoje kolano. Przysuwasz się. Kładziesz się na ziemi<br />

i opierasz głowę na mojej nodze. Zaczynam głaskać twoje włosy.<br />

– Jutro muszę podjąć decyzję.<br />

– Wiem.<br />

– Jeśli ją zatwierdzę, weźmiesz swój lek?<br />

– Dlaczego miałbym go brać? Myślisz, że potrzebuję?<br />

– Przestałbyś cierpieć.<br />

– Prometeusz długo cierpiał, po tym jak wykradł ogień z Olimpu.<br />

Dlaczego ja miałbym zostać oszczędzony?<br />

– Jesteś zbyt wrażliwy. – Odgarniam kosmyk włosów z twojej<br />

twarzy i całuję cię w czoło. – Wiesz, długo zastanawiałam się<br />

nad tym, dlaczego to właśnie mnie wybrano do zdecydowania<br />

o losach twojego projektu. Nie potrafiłam tego pojąć, aż do<br />

dzisiaj. Chcesz wiedzieć dlaczego?<br />

– Dlaczego?<br />

– To nie jest jakaś wielka tajemnica. Zastanawiałam się, dlaczego<br />

spośród tylu ludzi na świecie właśnie ja, ja, a nie kto inny…<br />

I wiesz co? To mógł być każdy. Pewnie zrobili to przez losowanie.<br />

Mógłby tutaj teraz siedzieć ktokolwiek. Nie jestem nikim<br />

wyjątkowym.<br />

– Jak to? – szepczesz, a ja ścieram dłonią łzy, które spływają ci<br />

po twarzy.<br />

– Nikt nie zatwierdziłby twojego projektu. Nie ma człowieka na<br />

tym świecie, który by się na to zgodził.<br />

– Usprawiedliwiasz się, bo nie wiesz, jak wytłumaczyć to, że ty<br />

tego nie chcesz, Nino. – Podnosisz się z moich kolan. Patrzysz<br />

na mnie umęczonym wzrokiem.<br />

– Nie, Nat. Po prostu nie ma na tym świecie człowieka, który<br />

zdecydowałby się dobrowolnie sprowadzić siebie do rangi<br />

zwierzęcia. Pamiętasz, jak tłumaczyłeś mi, czym jest zew natury?<br />

To twoja definicja jest mylna. Jest to definicja szalonego<br />

marzyciela, utopisty nieskonfrontowanego z rzeczywistością.<br />

Może i jesteśmy największym pasożytem Ziemi, ale chwasty<br />

i szkodniki to również część natury. Zewem natury, instynktem<br />

przetrwania, byś mógł to sobie zobrazować, jest właśnie decyzja,<br />

którą jutro podejmę.<br />

– Nawet jeśli, to silniejszym instynktem wykazałabyś się, podpisując<br />

ten projekt. Ludzkość miałaby wtedy szansę na przetrwanie.<br />

– Ale musiałaby zrezygnować z tego wszystkiego, co do tej<br />

pory osiągnęła. Jeśli czytając książkę, mam nie współodczuwać<br />

z jej bohaterem, to tak jakbym skazywała się na powolne<br />

umieranie. Wolę szybką zagładę.<br />

– Powiedziałaś, że żaden człowiek nie zatwierdziłby tego projektu.<br />

A ja?<br />

– Wydaje mi się, że na moim miejscu też byś tego nie zrobił.<br />

A jeśli byłoby inaczej, to byłbyś lepszy od Boga.<br />

– Skoro tak to wszystko widzisz, to dlaczego Władza nazwała<br />

mnie nadzieją ludzkości?<br />

– Nigdy cię za nią nie uważała. Może wydałeś się im zabawny.<br />

Po tych słowach po prostu wychodzisz z szałasu. Odprowadzam<br />

cię wzrokiem, ale nie idę za tobą. Zostaję. Próbuję uporać<br />

się z ciężarem swojej decyzji. Może rzeczywiście szukałam<br />

usprawiedliwienia, mówiąc o innych ludziach? Może rzeczywiście<br />

to tylko ja, a oni nie? Jakie mam prawo zakładać, że każdy<br />

jest takim samym egoistą? Etyk. Etyk, który stawia człowieka<br />

ponad inne gatunki. Etyk, który stawia siebie ponad innych<br />

ludzi. Myślę o ofiarach wojny. One na pewno zgodziłyby się<br />

na twój projekt. Oddałyby wszystko, by skończyć wreszcie śnić<br />

swój koszmar. Myślę o ludziach umierających z pragnienia. Za<br />

szklankę wody daliby ten podpis. Myślę o matkach, które zmuszane<br />

są do zabijania własnych dzieci. Podpisałaby nie dlatego,<br />

żeby nikt więcej nie musiał już cierpieć jak one, nie dlatego,<br />

że chciałaby uratować Ziemię, ale dlatego, że nie chciałyby już<br />

dłużej czuć. Wybrano mnie, ponieważ jestem człowiekiem,<br />

który nigdy nie zaznał głodu, który śmierć zna tylko z książek,<br />

gazet i telewizji.<br />

„Nie wiem, co będzie dalej” – mówię sobie przed snem. Przykrywam<br />

się twoim kocem. Nie sądzę, byś z niego dzisiaj korzystał.<br />

Zasypiam i śnię sen, w którym promienie złotego światła oblewają<br />

całą ludzkość. Przebudzamy się z marazmu, żegnamy się<br />

z nienawiścią. Twoje marzenie spełnia się bez hipnozy i tabletek.<br />

Bez utraty wolności. Ale to jest tylko sen. Sen, który może kiedyś<br />

się spełni, a może nie. Puste frazy, których kiedyś nie chciałam:<br />

nigdy nie wiadomo, co dobrego może się wydarzyć, zawsze należy<br />

myśleć optymistycznie, i inne nieszczere głupoty.<br />

Budzę się w środku nocy. Niedługo przyleci po mnie helikopter.<br />

Powinien być za kilka godzin.<br />

– Czy zaczęłam widzieć Boga tam, gdzie go nie ma? – zastanawiam<br />

się, pakując swoje rzeczy, po czym ostatni raz wychodzę<br />

na plażę. Spodziewałam się, że cię tam znajdę, ale mimo to<br />

nie potrafię się z tym pogodzić. Morze wyrzuciło cię na brzeg.<br />

Z ciężkim sercem podchodzę bliżej i pochylam się nad tobą.<br />

Ciało jeszcze nie nabrzmiało, ale usta masz już sine.<br />

Myśląc o słowach, które usłyszałam miesiąc temu od pilota helikoptera,<br />

czekam na ostatni wschód słońca. [MC]<br />

MAJA CHAŁUBIŃSKA<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

113


W duchu<br />

Strzeleckiego<br />

Rozmowy-spotkania z ludźmi.<br />

Czasem z no name, czasem<br />

z rozpoznawalnymi, czasem<br />

z ekspertami. Zawsze z takimi,<br />

którym zależy. Dzielimy się<br />

wiedzą i opowieściami o przełomach<br />

w życiu, w przekonaniu,<br />

że „opowiadanie historii<br />

to nasz ludzki sposób radzenia<br />

sobie z rzeczywistością",<br />

a kryzys to szansa.<br />

LINK DO PODCASTU:<br />

https://open.spotify.com/show/3RjoeghoM8ZSU9RiAX2cmA<br />

DO<br />

POETÓW ,<br />

ARTYSTÓW ,<br />

A N N A M A R U S Z E C Z K O<br />

MUZYKÓW<br />

Dziennikarka, freelancerka z wyboru. Kolekcjonerka poruszających<br />

historii i budujących rozmów. Lubi mówić<br />

i słuchać. Wierzy, że „opowiadanie historii to nasz ludzki<br />

sposób radzenia sobie z rzeczywistością”. Entuzjastka<br />

wielokulturowości i przyrody. Autorka kanału na IG<br />

pn. Między Bugiem a prawdą.<br />

Interesuje mnie metamorfoza, człowiek w zmianie.<br />

Moi bohaterowie to ludzie poszukujący i zaangażowani.<br />

Walczą, stawiając granice, postępując w zgodzie<br />

z sobą, dzieląc się. Czasem wygrywają bitwy ze światem<br />

zewnętrznym, jednak podkreślają, że najtrudniej wygrać<br />

z samym sobą. Opowiadają o wzlotach i upadkach na<br />

drodze do życiowego i zawodowego spełnienia. W tle<br />

często ważne zjawiska i trendy społeczne, energia kobiet,<br />

praktyki rozwojowe, etyczny biznes, fair travel i in.<br />

114<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

Moi bohaterowie to ludzie<br />

poszukujący<br />

i zaangażowani.<br />

Walczą, stawiając granice, postępując w zgodzie z sobą,<br />

dzieląc się.<br />

Wygrywają bitwy<br />

ze światem zewnętrznym,<br />

ale podkreślają, że najtrudniej<br />

wygrać z samym sobą.<br />

Opowiadają o wzlotach i upadkach<br />

na drodze do życiowego<br />

spełnienia.<br />

Inspirują


REKLAMA<br />

Profesjonalna<br />

korekta tekstów<br />

ALEKSANDRA KRASIŃSKA<br />

Redakcja i korekta<br />

kontakt@krasinska.eu<br />

Piszesz książkę, e-book, pracę naukową, a może artykuły<br />

na blog albo stronę internetową? Ciągle się wahasz,<br />

gdzie postawić przecinek, i martwisz się, że w tekście są<br />

błędy, których nie widzisz? Skontaktuj się z naszymi korektorkami<br />

– z nimi Twój tekst będzie lepszy.<br />

Jestem magisterką bibliotekoznawstwa oraz absolwentką licznych kursów i szkoleń<br />

dla redaktorów i korektorów. Na co dzień współtworzę dwa czasopisma i poprawiam<br />

teksty użytkowe dla szkół wyższych. Chętnie pomogę zarówno przy tekstach krótszych,<br />

jak i dłuższych.<br />

MAŁGORZATA NOWAK<br />

malgorzata.nowak122@gmail.com<br />

Jestem literaturoznawczynią związaną obecnie z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza<br />

w Poznaniu. Najchętniej redaguję teksty naukowe, beletrystykę i eseje. Proces<br />

redakcyjny znam również od strony autora, dlatego zawsze dokładam starań, by tekst,<br />

stając się coraz lepszy, pozostawał w pełni Twój.<br />

DOMINIKA PALUCH<br />

Było słowo<br />

dominika.paluch@interia.pl<br />

Absolwentka Akademii korekty tekstu Ewy Popielarz. Licencjatka polonistyki-komparatystyki,<br />

magistrantka językoznawstwa ogólnego i licencjantka filologii klasycznej.<br />

Zakochana w słowach, czujna strażniczka przecinków.<br />

EWA SŁOTWIŃSKA<br />

ewaslotwinska@gmail.com<br />

Filolożka romańska, absolwentka studiów podyplomowych i licznych kursów z zakresu<br />

redakcji tekstu. Miłośniczka przecinków i półpauz. Tropicielka usterek i nieścisłości.<br />

Specjalistka od literatury dziecięcej i młodzieżowej. Entuzjastka prostego języka w polszczyźnie<br />

korporacyjnej i urzędowej.<br />

Zapraszamy do kontaktu<br />

p a r t n e r z y m e d i a l n i :<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

115


Oprócz dzielenia się z czytelnikami aktualnościami w dziedzinie<br />

sztuki oraz literatury pragniemy wspierać młode talenty.<br />

W tym celu stworzyliśmy Fundację Wspierania Kultury „Post Scriptum”.<br />

Darowizny dla fundacji będą służyły szeroko pojętej promocji<br />

młodych artystów zarówno na łamach kwartalnika, jak i w formie<br />

pomocy w organizacji wystaw, warsztatów czy wydawaniu książek.<br />

Jeśli chcesz przekazać datek na działalność naszej fundacji,<br />

możesz zrobić to za pośrednictwem strony internetowej<br />

www.postscriptumfundacja.com lub wpłacić darowiznę bezpośrednio<br />

na konto fundacji: 75114020040000310281956333.<br />

Dane kontaktowe: FUNDACJA WSPIERANIA KULTURY „<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>”<br />

05-092 Łomianki ul. STANISŁAWA STASZICA 14/5<br />

KRS 0000908539 NIP 1182225810<br />

e-mail: biuro@postscriptumfundacja.com<br />

116<br />

<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />

FUNDACJA „<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>”

Hooray! Your file is uploaded and ready to be published.

Saved successfully!

Ooh no, something went wrong!