POST_SCRIPTUM_3_2024_27
POST SCRIPTUM 27 – Niezależny Kwartalnik Literacko-Artystyczny tworzony przez polsko-brytyjski zespół. W tym numerze m.in.: Rok Czesława Miłosza, wywiad z artystką street artu NeSpoon, muzyczne obrazy litewskiego malarza Čiurlionisa, relacja z wystawy Ewy Kuryluk, spotkanie z wietnamskimi poetami, Gruppa Siedem.
POST SCRIPTUM 27 – Niezależny Kwartalnik Literacko-Artystyczny tworzony przez polsko-brytyjski zespół. W tym numerze m.in.: Rok Czesława Miłosza, wywiad z artystką street artu NeSpoon, muzyczne obrazy litewskiego malarza Čiurlionisa, relacja z wystawy Ewy Kuryluk, spotkanie z wietnamskimi poetami, Gruppa Siedem.
Transform your PDFs into Flipbooks and boost your revenue!
Leverage SEO-optimized Flipbooks, powerful backlinks, and multimedia content to professionally showcase your products and significantly increase your reach.
<strong>POST</strong><br />
NIEZALEŻNY KWARTALNIK<br />
LITERACKO-ARTYSTYCZNY<br />
<strong>SCRIPTUM</strong><br />
P R O Z A P O E Z J A P U B L I C Y S T Y K A S Z T U K I W I Z U A L N E<br />
<strong>2024</strong> ROKIEM<br />
CZESŁAWA MIŁOSZA<br />
3 / <strong>2024</strong> (<strong>27</strong>)<br />
EWA WARTA-ŚMIETANA<br />
Muzyka Mozarta jest kojąca dla głosu<br />
SEPSA. HISTORIA EKSKREMENTÓW<br />
Bo Jaroszek<br />
EWA KURYLUK<br />
Czerwone morze<br />
mojego umysłu<br />
POLONEZEM<br />
DO WIETNAMSKICH POETÓW<br />
7 SZCZĘŚLIWYCH WIERSZY ANNY<br />
MIEJSKA BIŻUTERIA W KORONKOWEJ ODSŁONIE<br />
NESPOON<br />
OD GRECKIEJ POEZJI DO KULTURY KRAKOWSKIEJ<br />
NIE MA GRANIC POMIĘDZY SZTUKAMI<br />
ČIURLIONIS<br />
www.postscriptum.uk<br />
www.postscriptumfundacja.com<br />
fb: post scriptum<br />
1<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
WERSJA ELEKTRONICZNA DO POBRANIA ZA DARMO:<br />
https://www.yumpu.com/user/postscriptum.mag<br />
DRUK NA ŻYCZENIE: 24,95 zł<br />
ZAMÓWIENIA BEZPOŚREDNIO W DRUKARNI:<br />
https://www.wyczerpane.pl/wydawnictwo-post-scriptum,dBA-0io.html<br />
Prawa do indywidualnych utworów pozostają przy twórcach.<br />
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych<br />
i zastrzega sobie prawo do redagowania tekstów.<br />
FUNDACJA WSPIERANIA KULTURY „<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>”<br />
05-092 Łomianki<br />
ul. STANISŁAWA STASZICA 14/5,<br />
KRS 0000908539<br />
NIP 1182225810,<br />
e-mail: biuro@postscriptumfundacja.com<br />
www.postscriptum.uk postscriptum.mag@gmail.com fb: post scriptum redakcja@postscriptum.uk<br />
<strong>2024</strong> rokiem czesŁawa miŁosza<br />
PROZA<br />
SPIS TREŚCI:<br />
6 Prof. MAREK BERNACKI – Czesław Miłosz, gospodarz polskiej poezji<br />
14 Barbara Gruszka-Zych – Fragmenty książki Mój Poeta<br />
48 Sepsa. Historia ekskrementów – felieton – Bo Jaroszek<br />
58 Podróż – esej – Renata Szpunar<br />
90 BABALOOKA – Monika Janowska<br />
98 PRZEZ PERYSKOP – Z czekania w czekanie – Juliusz Wątroba<br />
104 Bezdzietne z wyboru JUSTYNA DŻBIK-KLUGE i Emil i my. Monolog wielodzietnej matki<br />
MAGDALENA MOSKAL – recenzja – Robert Knapik<br />
108 Pozwól mi być – opowiadanie – MAJA CHAŁUBIŃSKA<br />
poezja<br />
sztuki wizualne<br />
inne<br />
4 ROMUALD MIECZKOWSKI – Wiersze z refleksją miłoszowską<br />
13 CZESŁAW MIŁOSZ – wiersz<br />
21 BOGUSŁAWA CHWIERUT, BARBARA KORCZYK – wiersze<br />
34 JULIUSZ WĄTROBA – sonety<br />
43 AGNIESZKA RAUTMAN-SZCZEPAŃSKA – wiersze<br />
53 MONIKA KASPRZYK – wiersze<br />
57 CZESŁAW MIŁOSZ – wiersze<br />
61 ELŻBIETA GRABOSZ – wiersze<br />
68 7 szczęśliwych wierszy Anny Czachorowskiej – Wanda Dusia Stańczak<br />
79 Polonezem do wietnamskich poetów – Wanda Dusia Stańczak<br />
88 KĄCIK SATYRYCZNY<br />
92 Wiersze polecane – AGNIESZKA MĘDRZAK-SIKORA<br />
96 MAŁGORZATA KULISIEWICZ – wiersze z tomu Kinoptycznie<br />
102 MARTA MAZURKIEWICZ-STEFAŃCZYK – wiersze<br />
22 Koronki – Wywiad z artystką street artu NESPOON – Renata Cygan<br />
64 Relacja z wystawy malarstwa ČIURLIONISA – Daniel Wójtowicz<br />
70 Piotr Jakubczak i Gruppa Siedem – Izabela Winiewicz-Cybulska<br />
81 Relacja z wystawy EWY KURYLUK – Beata Anna Symołon<br />
20 Uśmiechnięty Libiąż – Juliusz Wątroba<br />
36 Wywiad ze śpiewaczką operową EWĄ WARTĄ-ŚMIETANĄ – Agnieszka Kuchnia-Wołosiewicz<br />
44 Wywiad z dyrektor Centrum Kultury Podgórza w Krakowie ANNĄ GRABOWSKĄ – Agnieszka<br />
Kuchnia Wołosiewicz<br />
54 Świat mody BARTKA BACHLEDY – Wanda Dusia Stańczak<br />
ZESPÓŁ REDAKCYJNY:<br />
Redaktor naczelna: Renata Cygan Zastępczynie redaktor naczelnej: Joanna Nordyńska i Katarzyna Brus-Sawczuk<br />
Sekretarz redakcji: Jacek Jaszczyk<br />
Redaktorzy: Juliusz Wątroba, Anna Maruszeczko, Izolda Kiec, Wanda Dusia Stańczak, Renata Szpunar, Robert Knapik, Agnieszka Herman,<br />
Bo Jaroszek, Daniel Wójtowicz, Monika Janowska, Beata Anna Symołon, Agnieszka Kuchnia-Wołosiewicz<br />
Gościnnie: Izabela Winiewicz-Cybulska, Barbara Gruszka-Zych, Marek Bernacki i Romuald Mieczkowski<br />
Korekta: Aleksandra Krasińska, Dominika Paluch, Małgorzata Nowak i Ewa Słotwińska<br />
2<br />
Rysunek satyryczny: Jarosław Janowski Tłumaczenia z języka angielskiego: Renata Cygan<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong> Skład, łamanie i opracowanie graficzne: Renata Cygan
Na okładce:<br />
Street art NeSpoon<br />
„Olimpizm jest filozofią życia, chwalącą i łączącą w zrównoważoną całość jakość ciała, woli i umysłu.<br />
Łącząc sport z kulturą i edukacją, dąży do stworzenia sposobu życia opartego na radości z wysiłku,<br />
na wychowawczych wartościach dobrego przykładu i na poszanowaniu uniwersalnych podstawowych<br />
zasad etycznych” – to fragment Karty Olimpijskiej.<br />
Nie wszyscy pamiętają, że igrzyska olimpijskie, również te nowożytne, obejmowały zarówno rywalizację<br />
w sporcie, jak i współzawodnictwo w różnych dziedzinach sztuki. W tym sensie inauguracja<br />
XXXIII Letnich Igrzysk Olimpijskich w Paryżu była, moim zdaniem, kwintesencją idei olimpijskich.<br />
WSTĘPNIAK<br />
Wielkie widowisko wzbudziło wiele kontrowersji, środowiska konserwatywne próbują doszukiwać<br />
się w okołosekwańskim spektaklu znaczeń głównie ideologicznych czy politycznych. W moim głębokim<br />
przekonaniu, otwarcie tegorocznej letniej olimpiady było spektakularnym wydarzeniem artystycznym,<br />
gdzie tradycja spotkała się z nowoczesnością, a kreatorzy potraktowali Paryż jako wielkie<br />
tableau vivant, czyli ruchomy obraz. Za sprawą efektownej ceremonii było to nie tylko święto sportu,<br />
lecz także sztuki. I to jakie!<br />
Wielkim świętem sztuki (na nieco mniejszą skalę, ale nie mniej ważne) są niewątpliwie obchody<br />
roku miłoszowskiego. Nie można nie docenić wkładu jednego z najważniejszych poetów polskich<br />
w kulturę nie tylko rodzimą. Jerzy Ilg nazwał Czesława Miłosza gospodarzem polskiej poezji i takie<br />
określenie najpełniej definiuje postać noblisty. Przygotowaliśmy dla Państwa kilka artykułów, wierszy<br />
i wspomnień o Miłoszu autorstwa prof. Marka Bernackiego, Barbary Gruszki-Zych i Romualda<br />
Mieczkowskiego – osób, które miały szczęście poznać osobiście autora Doliny Issy.<br />
Dla kontrastu zapraszam Państwa do świata street artu. Miałam przyjemność porozmawiać z artystką,<br />
która odciska swoje koronkowe piętno (a raczej dzieli się koronkowym pięknem) na ulicach<br />
całego świata. NeSpoon (bo o niej mowa) wykonuje m.in. wielkoformatowe projekty (murale) na<br />
budynkach, ale też zostawia koronkowe ślady to tu, to tam: na płotach, słupach, murach itp. Zapraszam<br />
na str. 22.<br />
Daniel Wójtowicz relacjonuje swoje spotkanie z muzycznym malarstwem litewskiego artysty Čiurlionisa,<br />
Beata Anna Symołon dzieli się wrażeniami z wystawy Ewy Kuryluk, Wanda Dusia Stańczak<br />
tańczy poloneza z wietnamskimi poetami, Bo Jaroszek przedstawia historię ekskrementów, a Monika<br />
Janowska, z właściwą sobie swadą, rozprawia się z wszechpanującym parciem na szkło. Jest dużo<br />
dobrej poezji (w tym numerze przeważają poetki), sporo ciekawych wywiadów, interesująca proza<br />
i całe mnóstwo pięknych obrazów.<br />
Oddajemy w Państwa ręce kolejny numer pełen zróżnicowanych, ciekawych, oryginalnych treści,<br />
bogato przeplatanych ilustracjami, a wszystko to podane w gustownym pakiecie „Post Scriptum”.<br />
Ktoś mnie niedawno zapytał, jak my to robimy? Odpowiedź jest oczywista – napędza nas pasja<br />
i miłość do sztuki. Tylko tyle i aż tyle.<br />
www.postscriptum.uk, fb: post scriptum, e-mail: redakcja@postscriptum.uk<br />
Wydawca: Post Scriptum LTD, Watford, UK<br />
NUMER KONTA: IBAN: GB82 LOYD 3096 2657 4181 60<br />
UK: SORT CODE: 309626 ACC Number: 57418160<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
3
<strong>2024</strong><br />
Foto: Romuald Mieczkowski<br />
ROMUALD MIECZKOWSKI<br />
Wiersze z refleksją miłoszowską<br />
LIST DO PANA CZESŁAWA<br />
Drogi panie Czesławie –<br />
dziękuje panu że zechciał pan<br />
jako noblista przyjąć moje wiersze<br />
od nieznanej mi i życzliwej osoby<br />
Że w 1988 roku polecił je pan<br />
Giedroyciowi redaktorów księciu<br />
kiedy jeszcze imperium zła stało –<br />
czyż tylko użalił się pan nad losem<br />
młodego wtedy składacza wierszy<br />
za kolczastym drutem nad Wilią<br />
czy może w sposób magiczny<br />
połączyło już wtedy nas Wilno<br />
26 maja roku 1992 zobaczyłem pana<br />
pierwszy raz w życiu<br />
na tytułowej stronie Dalszych okolic<br />
raczył napisać mi pan dedykację<br />
w czasie rozmytym przez półwiecze<br />
w stojącym w rozkroku Wilnie:<br />
„Romualdowi Mieczkowskiemu,<br />
którego wiersze znam<br />
i nad którymi myślę”<br />
Tak się złożyło, że miałem<br />
okazję i szczęście kilkakrotnie<br />
rozmawiać z noblistą,<br />
towarzyszyć mu w wędrówkach<br />
po mieście jego młodości. Niejednokrotnie<br />
wspominałem te chwile<br />
w swoich tekstach, wspominałem<br />
poetę, który był mi życzliwy i w jakiś<br />
sposób ukształtował moje patrzenie<br />
na Litwę i Polskę. Pozostały zdjęcia,<br />
jestem w posiadaniu całej wystawy<br />
fotogramów pt. Powroty Miłosza<br />
na Litwę. Pozostały wiersze, pisane<br />
w różnych latach, inspirowane zarówno<br />
tymi spotkaniami, jak i strofami,<br />
które okazały się mi bliskie.<br />
Romuald Mieczkowski<br />
NA LITEWSKIM PASZPORCIE<br />
Trudno się żyje polskim wierszom<br />
pisanym na litewskim paszporcie –<br />
na Litwie chowają się po szufladach<br />
czasami upiększą jakiś jubileusz<br />
ulatując patetycznie pod sufity<br />
W Polsce bywają jedynie ciekawostką<br />
choć historia zna również przykłady<br />
ich niezwykłych wzlotów –<br />
Tu Miłosz startował do swej wielkości<br />
na litewskim paszporcie w czasie wojny<br />
Romuald Mieczkowski i Czesław Miłosz – foto z prywatnego archiwum RM<br />
Dziękuję panu za pochylenie głowy –<br />
dla wiersza myślenie jest zaszczytem<br />
bo tak naprawdę – proszę mi wybaczyć<br />
jestem podobnym do pana skazańcem<br />
znad brzegów tej samej rzeki<br />
4<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
okiem czesŁawa miŁosza<br />
FATAMORGANA INNEGO ŻYCIA<br />
POGRZEB MIŁOSZA<br />
Jesień dojrzewała przenikliwością słońca<br />
co z ciemnych obłoków rozświetla liście<br />
płaskie cienie zebranych na Rynku ostrzy<br />
gołębie na jego obrzeżach nie są dziś głodne<br />
cicho i godnie podrywają się do lotu<br />
nie słychać nawoływań handlarzy –<br />
ludzie z głośników słuchają mszy żałobnej<br />
na telebimach rozpoznają rodzinę poety<br />
polityków co potem na tę okoliczność<br />
będą przy zmarłym usiłowali wydobyć<br />
swą obecność oraz inne słowa<br />
i przez ułamek chwili będą nieśmiertelni –<br />
Teraz wszyscy słuchają homilii o drodze<br />
długiej i znaczonej bolesnymi wyborami<br />
wraz z rowerzystą z plecakiem i w czapce<br />
ze ślepym żebrakiem i jego psem<br />
z grajkiem ulicznym trzymającym skrzypce<br />
z namaszczeniem jakby to była hostia<br />
wraz z towarzystwem przy kawie i ciastkach<br />
w ogródku kawiarnianym przy kościele<br />
któremu przewodzi dama w kapeluszu<br />
z epoki słomek i kolorowych wstążek<br />
Przy Mickiewiczu zobaczyłem swego ojca<br />
który – wiem dobrze – znał Adama<br />
ale nie znał Czesława ani jego wierszy<br />
więc przed powitaniem go w niebie<br />
zszedł z zaświatów zbadać sytuację –<br />
tak na wszelki wypadek<br />
jego to przecież pokolenie i człowiek z Litwy<br />
Czy zrobi nam pan właśnie tutaj zdjęcie –<br />
dosięga mnie raptem ciche pytanie<br />
trzymającej się za ręce pary zakochanych –<br />
chcą upamiętnić swą miłość w Krakowie<br />
bez względu na odejście poety<br />
Kiedy wolno ulicami miasta ruszył kondukt<br />
byłem kryształem powietrza w nozdrzach idących<br />
kostką jezdni pod ich stopami na Grodzkiej<br />
przy Paulinów klasztorze listkiem na drzewie<br />
Dobrze mieszkać w miasteczku<br />
gdzie jeden jest kościół<br />
apteka jedna<br />
jedna szkoła i też biblioteka jedna<br />
Tu łatwiej jest wierzyć<br />
być zdrowym i oświeconym<br />
Romuald Mieczkowski i Czesław Miłosz – foto z prywatnego archiwum RM<br />
POCHWAŁA ŚLEDZIA<br />
Tęsknił do niego Czesław Miłosz w Ameryce<br />
wspominając „Zacisze” i czasy wileńskie<br />
całe pokolenia artystów zasiadały przy śledziu<br />
w modnych restauracjach na Mickiewicza<br />
i na przedmieściu w tanich knajpach<br />
Ludzie z naszych stron uwielbiali śledzika<br />
jakiż wspaniały był tłusty i biały w oleju<br />
z dodatkiem octu równie wyśmienity<br />
i z plastrami grubo krojonej cebuli<br />
że nie wspomnę o ochłodzonej dobrze czystej<br />
bo to śledzia dopełnienie i jego rytuał<br />
O śledziu wspaniały i rozpalający apetyt –<br />
tyś każdej dyskusji trwałym fundamentem<br />
ukoronowaniem prawdziwie męskiego smaku<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
5
<strong>2024</strong><br />
CZESŁAW MIŁOSZ<br />
gospodarz polskiej poezji<br />
PROF. MAREK BERNACKI<br />
6<br />
Foto: Wikimedia, autor: Zbigniew Kresowaty<br />
Co do mnie, nigdy nie zastanawiałem się, kim jestem, bo moja<br />
przynależność do gospodarstwa polskiej poezji<br />
zawsze była dla mnie czymś oczywistym1.<br />
Zajmowałem się literaturą polską jako poeta, krytyk i wykładowca 2 .<br />
(Czesław Miłosz)<br />
Rzeczywiście, był prawdziwym gospodarzem polskiej poezji…3<br />
(Jerzy Illg)<br />
¹ C. Miłosz, Z poezją polską przeciw światu, w: tegoż, Życie na wyspach,<br />
Kraków 2014, s. 152.<br />
² C. Miłosz, Ziemia Ulro, Paryż 1977, s. 129.<br />
³ J. Illg, Mój Znak, Kraków 2009, s. 59.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
W<br />
roku 1992, trzy lata po zmianie ustroju politycznego<br />
i odzyskaniu niepodległości przez Polskę, Czesław<br />
Miłosz ustanowił w Krakowie nagrodę literacką<br />
swego imienia, którą przez kilka następnych lat przyznawał,<br />
korzystając z pomocy zaprzyjaźnionych krytyków, uzdolnionym<br />
polskim pisarzom – zarówno poetom, jak i prozaikom. Ten<br />
niezwykły i hojny gest osiemdziesięcioletniego poety, laureata<br />
Literackiej Nagrody Nobla nie był bynajmniej czymś przypadkowym.<br />
Wręcz przeciwnie: stanowił zwieńczenie wieloletnich<br />
zabiegów autora Ocalenia o dobrostan rozległego gospodarstwa<br />
polskiej poezji. W niniejszym artykule trudno byłoby opisać<br />
wszystkie przejawy owej „gospodarskiej” troski Miłosza,<br />
dlatego z konieczności skoncentruję się wyłącznie na ogólnym<br />
zaprezentowaniu kilku najważniejszych kwestii 4 .<br />
Już od samego początku swojej literackiej kariery, zapoczątkowanej<br />
opublikowaniem na łamach wileńskiego pisma „Alma<br />
Mater Vilnensis” dwóch debiutanckich wierszy Kompozycji<br />
i Podróży, Czesław Miłosz dał się poznać jako poeta poszukujący,<br />
pilnie studiujący utwory swoich wielkich poprzedników,<br />
ale sięgający także po nowinki literackie przychodzące zarówno<br />
z Zachodu, jak i ze Wschodu, na które patrzył zresztą dość<br />
krytycznie 5 . Jako jeden ze współtwórców i czołowych przedstawicieli<br />
poetyckiej grupy Żagary dwudziestoparoletni Miłosz<br />
z zacięciem uprawiał także krytykę literacką, nie stroniąc od<br />
publikowania zaangażowanych ideowo tekstów, w których czasami<br />
nazbyt śmiało kreślił linie rozwojowe rodzimej literatury.<br />
⁴ Pisząc te słowa, pamiętam o rzetelnie napisanym, przeglądowym artykule<br />
Anny Sobolewskiej poruszającym te właśnie kwestie – zob. A. Sobolewska, Między<br />
rozumem a wiarą. Czesław Miłosz przeciw krytyce niezrozumiałej, w: tejże,<br />
Mapy duchowe współczesności. Co nam zostało z Nowej Ery, Warszawa 2009.<br />
⁵ W wykładzie Z poezją polską przeciw światu Miłosz wyznał: „Moje zanurzenie<br />
w poezji polskiej, od Kochanowskiego – poprzez poetów oświecenia – do<br />
wieszczów, było całkowite i prozachodnie snobizmy inteligencji, których nie<br />
uniknąłem (w moim przypadku liźnięcie francuszczyzny) niczego nie zmieniały.<br />
(C. Miłosz, art. cyt., s. 144).
okiem czesŁawa miŁosza<br />
W jednym z takich młodzieńczych publicystycznych<br />
manifestów zatytułowanym<br />
prowokacyjnie Bulion z gwoździ pisał<br />
z młodzieńczym zapałem, że „Sztuka<br />
jest narzędziem w walce społeczeństw<br />
o wygodniejsze formy bytu”, zaś artysta<br />
powinien „kierować hodowlą ludzi” 6 . Radykalne<br />
sądy z okresu żagarystowskiego,<br />
przypominające późniejsze dyrektywy<br />
socrealizmu tudzież lewicowa tonacja<br />
wierszy z debiutanckiego tomu Poemat<br />
o czasie zastygłym (1933) stosunkowo<br />
szybko u młodego poety ustąpiły miejsca<br />
refleksji natury filozoficznej. Miłosz<br />
zawdzięczał ten zwrot paryskiemu spotkaniu<br />
z dalekim krewnym Oskarem<br />
V. Miłoszem, a następnie lekturze pism<br />
filozoficznych Jacquesa Maritaina 7 oraz<br />
traktatów teologicznych św. Tomasza<br />
z Akwinu 8 . Po opublikowaniu w roku<br />
1936 tomiku Trzy zimy wileński katastrofista<br />
urósł w oczach krytyki do rangi<br />
najważniejszego poety swego pokolenia,<br />
następcy romantycznych wieszczów –<br />
Mickiewicza i Słowackiego. Kiedy wybuchła<br />
druga wojna światowa, Miłosz uchodził<br />
już za niekwestionowany autorytet<br />
w środowisku literackim Warszawy. Miał<br />
duży wpływ na przygotowanie oraz publikację<br />
konspiracyjnej antologii poetyc-<br />
⁶ C. Miłosz, Bulion z gwoździ, w: tegoż, Przygody<br />
młodego umysłu. Publicystyka i proza 1931-1939,<br />
Kraków 2003, s. 32-33.<br />
⁷ Jacques Maritain był jednym z najważniejszych<br />
dwudziestowiecznych odnowicieli myśli św. Tomasza<br />
z Akwinu. Czesław Miłosz czytał w czasie okupacji<br />
jego prace napisane po francusku, przetłumaczył<br />
też na język polski książkę J. Maritaina Drogami<br />
klęski (A travers le dèsastre), która ukazała się<br />
w konspiracyjnej Oficynie Polskiej Zenona Skierskiego<br />
w 1942 roku (zob. Czesław Miłosz, Bibliografia<br />
druków zwartych, oprac. A. Kosińska, J. Błach, K. Kasperek,<br />
Kraków – Warszawa 2009, s. 179).<br />
⁸ Kwestie te podejmuje Katarzyna Bałdyga w książce<br />
Tomasz z Akwinu i jego myśl w twórczości Czesława<br />
Miłosza. Inspiracja, wzór czy punkt odniesienia?,<br />
Warszawa 2023.<br />
kiej Pieśń niepodległa. Poezja polska czasu<br />
wojny (1942), której był inicjatorem<br />
i współredaktorem. W antologii tej zamieszczono<br />
wiersze kilkunastu poetów,<br />
w tym Władysława Broniewskiego, Leopolda<br />
Staffa, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego,<br />
Władysława Sebyły, Antoniego<br />
Słonimskiego i Jerzego Zagórskiego;<br />
znalazł się w niej także jeden wiersz Czesława<br />
Miłosza (Równina) oraz fragment<br />
poematu Juliana Tuwima Kwiaty polskie.<br />
Nazwiska autorów były oczywiście utajnione,<br />
a sam inicjator całego przedsięwzięcia<br />
ukrył się pod mickiewiczowskim<br />
pseudonimem ks. Jan Robak 9 .<br />
Po zakończeniu działań wojennych<br />
w maju 1945 roku Czesław Miłosz pretendował<br />
już do roli arbitra kreślącego<br />
linie rozwojowe powojennej polskiej<br />
poezji. Widać to wyraźnie w Przedmowie<br />
do tomu Ocalenie – pierwszej książki<br />
opublikowanej tuż po wojnie w Polsce<br />
i – jak się miało okazać – przez długie<br />
lata jedynego legalnie wydanego tomu<br />
poezji przyszłego noblisty:<br />
Czym jest poezja, która nie ocala<br />
Narodów ani ludzi?<br />
Wspólnictwem urzędowych kłamstw,<br />
Piosenką pijaków, którym za chwilę ktoś<br />
poderżnie gardła,<br />
Czytanką z panieńskiego pokoju 10 .<br />
Zapowiedziany w powyższym fragmencie<br />
etyczny walor rodzimej poezji, jej – jak<br />
pisze w innym miejscu Miłosz –„wybawczy<br />
cel” uzupełniony został przez niego<br />
⁹ Zob. Czesław Miłosz, Bibliografia druków zwartych,<br />
oprac. A. Kosińska, J. Błach, K. Kasperek, Kraków<br />
– Warszawa 2009, s. 224-226.<br />
10 Cz. Miłosz, Przedmowa [do tomu Ocalenie –<br />
M.B.], w: tegoż, Wiersze, t. 1, Kraków 2001, s. 139.<br />
po kilku latach postulatem realistyczno-<br />
-dyskursywnego celu uprawiania sztuki<br />
słowa. W wierszowanym Wstępie do<br />
Traktatu poetyckiego poeta napisze:<br />
Mowa rodzinna niechaj będzie prosta.<br />
Ażeby każdy, kto usłyszy słowo,<br />
Widział jabłonie, rzekę, zakręt drogi,<br />
Tak jak się widzi w letniej błyskawicy 11 .<br />
Ten postulat tworzenia mowy poetyckiej<br />
adekwatnej wobec obiektywnie istniejącego<br />
świata, mający swe proweniencje<br />
w Mickiewiczowskiej frazie „widzę i opisuję”,<br />
Miłosz uzupełnia przekonaniem,<br />
że poezja zaangażowana w sprawy dookolnego<br />
świata może być traktowana<br />
bardzo poważnie jako niezbywalny<br />
składnik dysputy filozoficznej o sprawach<br />
zasadniczych: „Bo więcej waży jedna<br />
dobra strofa / Niż ciężar wielu pracowitych<br />
stronic 12 ”.<br />
Po okresie kilkuletniej współpracy<br />
z marksistowskimi władzami powojennej<br />
Polski (1945-1951) na stanowisku<br />
attaché kulturalnego na placówkach<br />
w Paryżu i Waszyngtonie, zakończonym<br />
podjęciem decyzji o zerwaniu<br />
z reżimem stalinowskim w Warszawie,<br />
Czesław Miłosz wybrał życie emigranta.<br />
To właśnie wtedy, podobnie jak było to<br />
w przypadku romantycznych wieszczów<br />
emigrujących do zachodniej Europy<br />
po upadku powstania listopadowego<br />
w 1831 roku, jego prawdziwą ojczyzną<br />
na uchodźstwie stała się polszczyzna – literacki<br />
język Kochanowskiego, Krasickiego,<br />
Mickiewicza, Krasińskiego i Norwida.<br />
Dostojna mowa polska, której poeta<br />
11 C. Miłosz, Wstęp [do Traktatu poetyckiego],<br />
w: tegoż, Wiersze, t. 2., Kraków 2002, s. 171.<br />
12 Tamże.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
7
złożył hołd w pięknym wierszu Moja wierna mowo napisanym<br />
w jakże trudnym dla polskiego języka, zbrukanego propagandową<br />
„pianą gazet”, roku 1968:<br />
Moja wierna mowo,<br />
służyłem tobie.<br />
Co noc stawiałem przed tobą miseczki z kolorami,<br />
żebyś miała i brzozę, i konika polnego, i gila<br />
zachowanych w mojej pamięci.<br />
Trwało to dużo lat.<br />
Byłaś moją ojczyzną, bo zabrakło innej 13 .<br />
Ale już dużo wcześniej, bo w roku 1957 w Instytucie Literackim<br />
w Paryżu Czesław Miłosz opublikował Traktat poetycki – napisaną<br />
wierszem syntetyczną historię literatury polskiej ze szczególnym<br />
naciskiem położonym na prezentację najważniejszych<br />
przedstawicieli rodzimej poezji pierwszej połowy XX wieku.<br />
W przeprowadzonej w połowie lat 90. rozmowie z Aleksandrem<br />
Fiutem i Andrzejem Franaszkiem poeta wyznał:<br />
Zasadniczym moim zamiarem było pisanie o poezji polskiej<br />
w XX wieku. Zakładałem, że uważny czytelnik może poprzez<br />
nią odczytać historię – tak jak można odtworzyć, ożywić starą<br />
taśmę filmową – i równocześnie połączyć poezję z historią Europy<br />
i świata 14 .<br />
We Wstępie oraz w dwóch pierwszych częściach Traktatu poetyckiego<br />
zatytułowanych: Piękne czasy i Stolica Miłosz stawia<br />
najpierw dość kontrowersyjną tezę o modernistycznych<br />
(młodopolskich) korzeniach współczesnej polskiej poezji, po<br />
czym przechodzi do nakreślenia sylwetek wybranych poetów<br />
Młodej Polski, przedstawicieli krakowsko-galicyjskiej bohemy<br />
artystycznej, by w dalszej kolejności przejść do prezentacji<br />
poetów dwudziestolecia międzywojennego spod znaku Skamandra,<br />
Awangardy Krakowskiej i Kwadrygi. Bodaj najwięcej<br />
miejsca autor poświęcił skamandrytom, których wiersze czytał,<br />
podziwiał, ale także krytycznie osądzał za to, że w popularno-rozrywkowym<br />
modelu poezji „programowo aprogramowej”<br />
zbyt mało miejsca poświęcali rzeczywistym problemom<br />
społecznym. Hołd i uznanie, a nawet uczucie czułości żywione<br />
wobec poezji skamandrytów, a zwłaszcza podziw dla wierszy<br />
Iwaszkiewicza i Tuwima, nie oznaczały, że Miłosz w sposób<br />
13 Cz. Miłosz, Moja wierna mowo, w: tegoż, Wiersze, t. 3, Kraków 2003, s. 85.<br />
14 Zob. C. Miłosz, Traktat moralny. Traktat poetycki, Lekcja literatury z Czesławem<br />
Miłoszem, Aleksandrem Fiutem i Andrzejem Franaszkiem, Kraków 1996, s. 18-19.<br />
W nocie Od Autora do późniejszego wydania zbiorowego swoich poezji Miłosz<br />
napisał, że „treścią [Traktatu poetyckiego – M.B.] są dzieje poezji polskiej<br />
w dwudziestym wieku, a raczej refleksja nad jej miejscem wśród wydarzeń historycznych<br />
tego stulecia” (cyt. za: C. Miłosz, Wiersze, t. 2, Kraków 2002, s. 167).<br />
8<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
bezkrytyczny przyjmował model tej poezji lansowanej na łamach<br />
„Wiadomości Literackich” Mieczysława Grydzewskiego.<br />
W przywoływanym wcześniej Traktacie poetyckim padną pamiętne<br />
słowa łączące w sobie dwa sprzeczne punkty widzenia:<br />
nietajoną fascynację poetycką sprawnością przedstawicieli warszawskiego<br />
Parnasu z krytyczną postawą wobec ich światopoglądu<br />
poetyckiego. Wedle opinii Miłosza, skamandryci byli niekwestionowanymi<br />
mistrzami poetyckiego rzemiosła, ale fałszowali<br />
obraz rzeczywistości, nie odsłaniając prawdy o tym, co czaiło się<br />
pod powierzchnią otaczających ich zjawisk społecznych:<br />
Nigdy nie było tak pięknej plejady.<br />
A jednak w mowie ich błyszczała skaza,<br />
Skaza harmonii, ta, co u ich mistrzów.<br />
I przemieniony chór nie był podobny<br />
Do bezładnego chóru zwykłych rzeczy 15 .<br />
Kolejnym ważnym przykładem zaangażowania Czesława Miłosza<br />
w gospodarstwo polskiej poezji była przygotowywana<br />
przez niego przez kilka lat z ogromną pieczołowitością antologia<br />
Postwar Polish Poetry, wydana w Stanach Zjednoczonych<br />
w roku 1965 16 . Przyszły noblista wystąpił tu w potrójnej roli:<br />
pomysłodawcy i redaktora książki oraz tłumacza, przekładając<br />
(czasami przy pomocy swoich amerykańskich przyjaciół) na język<br />
angielski kilkadziesiąt utworów kilkunastu polskich poetów<br />
żyjących i tworzących po wojnie w Polsce Ludowej 17 . Antologia<br />
odniosła sukces wydawniczy, o czym Miłosz z satysfakcją wspominał<br />
po wielu latach podczas wykładu Z poezją polską przeciw<br />
światu wygłoszonego 2 października 1989 roku na inaugurację<br />
626. roku akademickiego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie:<br />
Wydana w roku 1965 moja antologia Postwar Polish Poetry<br />
oczywiście była wynikiem wyboru według moich własnych kryteriów,<br />
ale właśnie dlatego jej odbiór, tak dobry, że wolno mi<br />
mówić o jej wpływie na całą młodą poezję amerykańską, przekonał<br />
mnie, że te kryteria były trafne. Kierowałem się prostą<br />
zasadą: wiersz ma być wyładowany treścią, to znaczy musi być<br />
zrozumiały i komunikować coś ważnego 18 .<br />
15 C. Miłosz, Traktat moralny, Traktat poetycki… dz. cyt., s. 66 (podkreślenie<br />
moje – M.B.). Więcej o stosunku Miłosza do poetów Skamandra piszę w książce<br />
Miłosz. Spotkania. Studia i rozprawy miłoszologiczne [tu: rozdział Recenzent skamandrytów],Bielsko-Biała<br />
2018.<br />
16 C. Miłosz, Postwar Polish Poetry. An Anthology. Selected and Translated, Garden<br />
City – New York 1965, p. 149,. Za: C. Miłosz, Bibliografia druków zwartych…, s. 187.<br />
17 Byli to m.in. Leopold Staff, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński, Julian<br />
Przyboś, Adam Ważyk, Tadeusz Różewicz, Miron Białoszewski, Tymoteusz Karpowicz,<br />
Wisława Szymborska i Jarosław Marek Rymkiewicz.<br />
18 C. Miłosz, Z poezją polską przeciw światu…, s. 148. Warto przypomnieć, że<br />
w 1983 roku w Stanach Zjednoczonych ukazało się trzecie, rozszerzone wydanie<br />
rzeczonej antologii, do której Czesław Miłosz włączył wiersze poetów Nowej Fali –<br />
Stanisława Barańczaka i Adama Zagajewskiego. Zob. C. Miłosz, Bibliografia druków<br />
zwartych…, s. 188-189.
Warto w tym kontekście wspomnieć anegdotę przytaczaną<br />
przez poetę w latach 90. Otóż kiedy otrzymał on w roku 1980<br />
Literacką Nagrodę Nobla, jego amerykańscy koledzy, profesorowie<br />
w University of Berkeley w Kalifornii nie mogli się nadziwić,<br />
że ten zaszczytny tytuł przypadł w udziale… tłumaczowi literatury!<br />
Po prostu nie mieli pojęcia, że ten znakomity tłumacz<br />
poezji Herberta, Wata, Świrszczyńskiej i Szymborskiej sam jest<br />
znakomitym poetą, ale piszącym wiersze wyłącznie po polsku,<br />
dla bardzo wąskiego kręgu odbiorców…<br />
W 1969 roku w kanadyjskim wydawnictwie The Macmillan<br />
Company wydana została synteza historycznoliteracka autorstwa<br />
Czesława Miłosza pt. The History of Polish Literature.<br />
W tej liczącej kilkaset stron publikacji, napisanej na wzór Historii<br />
literatury francuskiej Gustave’a Lansona, autor – w tym czasie<br />
profesor w Instytucie Literatur Słowiańskich na Uniwersytecie<br />
w Berkeley – przedstawił własną, nie zawsze obiektywną,<br />
a momentami kontrowersyjną wizję rozwoju literatury polskiej<br />
od czasów średniowiecza po lata 60. XX wieku 19 . Książka, będąca<br />
czymś w rodzaju przewodnika po historii i kulturze literackiej<br />
Polaków, napisana na użytek prowadzonych przez Miłosza zajęć<br />
dydaktycznych z amerykańskimi studentami, doczekała się<br />
wkrótce kilku przekładów, w tym na język francuski, japoński,<br />
litewski, niemiecki i włoski. W roku 1993 w krakowskim Wydawnictwie<br />
Znak ukazał się też polski przekład pt. Historia literatury<br />
polskiej do roku 1939 w tłumaczeniu Marii Tarnowskiej 20 .<br />
Niedługo po Noblu, w roku akademickim 1981-1982, autor<br />
poematu Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada wygłosił na Uniwersytecie<br />
Harvarda cykl wykładów poświęconych poezji 21 .<br />
Dwa z jego wystąpień odnosiły się do kwestii związanych bezpośrednio<br />
z gospodarstwem polskiej literatury. W wykładzie<br />
IV pt. Spór z klasycyzmem Czesław Miłosz uzasadniał swoją<br />
niechęć do poetyki klasycystycznej, skądinąd bliskiej mu<br />
w pewnym okresie jego powojennej twórczości. Analizując<br />
własny, autoironiczny wiersz Nie więcej, rozpoczynający się od<br />
długiego zdania obejmującego aż pięć wersów:<br />
Powinienem powiedzieć kiedyś, jak zmieniłem<br />
Opinię o poezji i jak to się stało,<br />
Że uważam się dzisiaj za jednego z wielu<br />
Kupców i rzemieślników Cesarstwa Japonii<br />
Układającego wiersze o kwitnieniu wiśni,<br />
O chryzantemach i pełni księżyca 22 ,<br />
poeta wyraźnie opowiedział się za dykcją antyklasycystyczną.<br />
W rozumieniu Miłosza oznaczać ona miała posługiwanie się<br />
takim językiem poetyckim, który udźwignąć może ciężar relacji<br />
między słowami a obiektywnie istniejącą Rzeczywistością;<br />
19 Zagadnienie krytycznej recepcji angielskiej i polskiej wersji Historii literatury<br />
polskiej autorstwa Czesława Miłosza domaga się osobnego studium – przyp. M.B.<br />
20 Zob. C. Miłosz, Bibliografia druków zwartych…, s. 78-85.<br />
21 C. Miłosz, Świadectwo poezji. Sześć wykładów o dotkliwościach naszego wieku,<br />
Warszawa 1990.<br />
22 C. Miłosz, Nie więcej, w: tegoż, Świadectwo poezji……, s. 72.<br />
tym, co jest i co poeta winien rozpoznać w sensie epistemologicznym,<br />
ale też aksjologicznym z myślą o korzyści duchowej<br />
czytelnika. Innymi słowy, Miłosz odwracał się od takiej poezji,<br />
która tworząc hermetyczne metafory, za swój budulec bierze<br />
wyłącznie materię słowną stającą się czymś w rodzaju symulakru,<br />
zaledwie namiastką świata postrzeganego pięcioma<br />
zmysłami. Poezja taka, dowodził noblista, oddalając się od<br />
możliwości percepcyjnych zwykłego odbiory, tworzy ze sztuki<br />
poetyckiej namiastkę quasi-religii dla wtajemniczonych. Autor<br />
Ocalenia w sposób jednoznaczny zanegował taką strategię<br />
i opowiedział się za poezją, którą zdefiniował jako „namiętną<br />
pogoń za Rzeczywistością 23 ”. Z kolei w wykładzie V pt. Ruiny<br />
i poezja Miłosz pokazał, analizując wiersze Zbigniewa Herberta,<br />
Tadeusza Różewicza, Anny Świrszczyńskiej, Mirona Białoszewskiego<br />
i Aleksandra Wata, w jaki sposób polscy poeci<br />
zareagowali po wojnie na rozpad cywilizowanego świata, tworząc<br />
zręby nowego języka poetyckiego, adekwatnego do zmierzenia<br />
się z wyzwaniami powojennego „zrujnowanego świata”<br />
i poszukiwania odpowiedzi na podstawowe pytania natury<br />
egzystencjalnej czy etycznej.<br />
Wątek metafizycznego, ale też teologicznego (eschatologicznego)<br />
wymiaru uprawianej przez Miłosza sztuki słowa zdominuje<br />
późny okres twórczości poety, który do końca swych dni<br />
zastanawiał się nad powinnościami poezji. W przywoływanym<br />
wcześniej wykładzie Z poezją polską przeciw światu noblista<br />
rozwijał podejmowane przez lata wątki, tworząc zręby „polskiej<br />
szkoły poezji” reprezentowanej przez Tadeusza Różewicza,<br />
Zbigniewa Herberta, Mirona Białoszewskiego, Wisławę<br />
Szymborską, Stanisława Barańczaka czy Adama Zagajewskiego.<br />
Twórczość tych poetów Miłosz przeciwstawiał dominującym<br />
trendom poezji światowej, która w jego przekonaniu<br />
dała się uwieść syrenim śpiewom hermetycznego symbolizmu<br />
spod znaku Stéphane’a Mallarmégo, awangardowemu mnożeniu<br />
niezrozumiałych sekwencji metaforycznych (w Polsce to<br />
casus Przybosia, którego poezji Miłosz nie poważał), surrealistycznym<br />
technikom écriture automatique czy postmodernistycznemu<br />
rozbijaniu struktur wiersza w celu przeprowadzenia<br />
dekonstruktywistycznych analiz prowadzących do wykazania<br />
wewnątrztekstowych aporii, ergo: niemożności odsłonięcia<br />
w tekście jakiegoś nadrzędnego sensu.<br />
Zastanawiając się nad wyznacznikami polskiej szkoły poezji,<br />
która oparła się zgubnym wpływom zachodnich mód literackich,<br />
Czesław Miłosz wymienił kilka podstawowych cech. Po<br />
pierwsze, dostrzegł sprzężenie polskiej poezji z historią; po<br />
drugie, doceniał obecny w niej namysł filozoficzny; po trzecie,<br />
dostrzegł istotną rolę autoironicznego gestu tej poezji, będącego<br />
do pewnego stopnia mechanizmem obronnym czy autoterapeutycznym,<br />
a w końcu, docenił posługiwanie się przez polskich<br />
poetów sądami wartościującymi, co oznaczało poważne<br />
traktowanie kwestii aksjologicznych i teologicznych. Ostatni<br />
z przywołanych kontekstów autor Traktatu teologicznego rozwinie<br />
w swojej senilnej poezji, zwłaszcza w ostatnim wydanym<br />
za jego życia tomie Druga przestrzeń. Jednak już wcześniej<br />
w obszerny sposób wypowie się na temat związków poezji<br />
z myśleniem metafizyczno-teologicznym w wykładzie Przeciw<br />
poezji niezrozumiałej, wygłoszonym w maju 1990 roku na<br />
23 Tamże.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
9
Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Zawarte w tym wystąpieniu<br />
tezy dotyczące poezji epifanicznej, czyli takiej, która<br />
polega na akceptacji oraz uważnej obserwacji (wręcz kontemplacji)<br />
stworzonego przez Boga świata, Miłosz rozwinie w komentarzach<br />
autorskich zamieszczonych w opracowanej przez<br />
siebie niezwykłej antologii poezji światowej pt. Wypisy z ksiąg<br />
użytecznych, którą potraktować można jako swoisty testament<br />
pozostawiony przez wielkiego poetę potomnym 24 . W Przedmowie<br />
do tej książki znalazły się następujące słowa:<br />
Zawsze miałem poczucie czynnego udziału w gospodarstwie<br />
polskiej poezji, w wielowiekowych przemianach jej form i stylów.<br />
Jest oczywiste, że i teraz zastanawiam się nad jej obecnym<br />
momentem, kiedy, jak zresztą poezja każdego języka, chłonie<br />
wszystko, co przychodzi z zewnątrz, a równocześnie musi pozostać<br />
wierna swojej przeszłości. Pomyślałem sobie, że właśnie<br />
teraz mogę wpłynąć na sposób, w jaki dokonywać będzie wyboru,<br />
pod warunkiem jednak, że moja propozycja, zamiast teorii,<br />
przyniesie coś z praktyki 25 .<br />
Zasygnalizowana przez Miłosza praktyka polegała na próbie<br />
wylansowania w Polsce na początku lat 90. XX wieku preferowanego<br />
przezeń nurtu poezji realistycznej, czy też – jak nazywano<br />
ją wówczas w języku krytyki literackiej – epifanicznej.<br />
Nobliście chodziło o to, aby po odzyskaniu niepodległości i zerwaniu<br />
żelaznej kurtyny polscy poeci nie zaczęli ślepo naśladować<br />
zachodnich trendów postmodernistycznych. Zależało mu<br />
na tym, aby pozostali wierni – tak jak on sam to czynił przez<br />
dziesięciolecia – tradycji metafizycznej. Aby nadal dostrzegali<br />
w uprawianiu poezji nie tyle lingwistyczną grę czy solipsystyczną<br />
intelektualno-hermetyczną szaradę niedostępną dla<br />
osób niewtajemniczonych, ale by każdego dnia podejmowali<br />
poważne zadanie, jakim jest Heideggerowskie „pasterzowanie<br />
byciu”. Jak zauważyła Anna Sobolewska:<br />
Postulaty Miłosza sytuują się niedaleko starożytnej arystotelesowskiej<br />
koncepcji mimesis – sztuki jako naśladowania świata.<br />
W tej perspektywie nie zachodzi sprzeczność między rzeczywistością<br />
a literaturą. Ten program artystyczny ma ścisły związek<br />
z filozofią Miłosza, zbudowaną na fundamencie tomizmu.<br />
Z przyjęcia założeń Akwinaty można by wyprowadzić literacki<br />
postulat mimesis: skoro byt jest zasadniczo dobry, warto go powtarzać<br />
i zwielokrotniać w sztuce. Rola poety nie polega zatem<br />
na mnożeniu siebie, ale naśladowaniu rzeczywistości tak wiernym,<br />
jak malarstwo holenderskie mistrzów martwej natury 26 .<br />
Należy nadmienić, że w przywołanej antologii poezji światowej,<br />
którą sam autor nazywał „księgą olśnień”, a w której znalazło<br />
się dokładnie dwieście czterdzieści siedem utworów autorstwa<br />
stu siedmiu poetów z pięciu kontynentów, znalazły się także<br />
wiersze dziesięciu Polaków trzech pokoleń: Leszka Eminowicza,<br />
Józefa Czechowicza, Tadeusza Różewicza, Aleksandra Wata, Anny<br />
Świrszczyńskiej, Wisławy Szymborskiej, Adama Zagajewskiego,<br />
Ryszarda Krynickiego, Zbigniewa Macheja i Bronisława Maja.<br />
24 C. Miłosz, Wypisy z ksiąg użytecznych, Kraków 1994.<br />
25 Tamże, s. 5.<br />
26 A. Sobolewska, Między rozumem a wiarą…, art. cyt., s. 319-320.<br />
10<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
W 1992 roku, jak to już zostało przypomniane na początku<br />
tego artykułu, Czesław Miłosz ustanowił własną nagrodę literacką<br />
dla młodych i początkujących pisarzy. Wśród osób nagrodzonych<br />
i docenionych przez noblistę znaleźli się m.in. Tomek<br />
Tryzna, Manuela Gretkowska czy Małgorzata Musierowicz,<br />
a wśród poetów Jacek Podsiadło, Paweł Marcinkiewicz, Eugeniusz<br />
Tkaczyszyn-Dycki i Janusz Szuber.<br />
Kiedy popatrzyć na historię literatury polskiej ostatnich<br />
dwóch wieków, trudno znaleźć taką postać, jaką był Czesław<br />
Miłosz – poeta, prozaik, eseista, publicysta, krytyk literacki,<br />
edytor, tłumacz i wykładowca uniwersytecki w jednej osobie.<br />
Z perspektywy czasu widać, jak wiele ten niezwykle utalentowany<br />
i pracowity człowiek zrobił dla gospodarstwa polskiej literatury,<br />
w tym szczególnie dla rodzimej poezji, za którą do końca<br />
swych dni czuł się odpowiedzialny. Porównać go można jedynie<br />
z Adamem Mickiewiczem – romantycznym wieszczem, duchowym<br />
przywódcą Wielkiej Emigracji i wykładowcą w Collège de<br />
France, gdzie podczas Prelekcji paryskich rozsławiał w świecie<br />
zachodnim słowiańską, w tym także polską kulturę literacką.<br />
Ta niepodważalna rola autora Ziemi Ulro jako koryfeusza i ambasadora<br />
współczesnej literatury polskiej w świecie – przez<br />
wielu doceniona i promowana, dla niektórych stała się solą<br />
w oku. Cień wielkiego baobabu, jakim był Czesław Miłosz –<br />
poeta i krytyk literacki niezwykle aktywny w ostatnich latach<br />
swego życia, czyli już po przełomie roku 1989 – dla wielu młodych<br />
poetów okazał się zbyt przytłaczający. Do tego stopnia<br />
przyćmiewał ich kiełkujące talenty i niezaspokojoną żądzę<br />
sławy, że zaczęli go coraz śmielej kąsać i atakować. Nasilenie<br />
takich anty-Miłoszowskich postaw i obrazoburczych gestów<br />
skierowanych – jak to trafnie ujęła Dorota Kozicka – „przeciw<br />
figurze autorytetu i wieszcza” miało miejsce w latach 90.,<br />
a także w okresie po śmierci noblisty <strong>27</strong> . Wśród zbuntowanych<br />
prym wiedli klasycy pokolenia „brulionu” – Jacek Podsiadło<br />
i Marcin Świetlicki. Jak by jednak nie patrzyć, negatywny stosunek<br />
młodych gniewnych próbujących wyzwolić się spod „uciążliwego<br />
władztwa, jakie Miłosz sprawował nad polską literaturą”<br />
potwierdzało jedynie tezę, iż był on postacią na tyle wpływową<br />
i ważną, że bez niego nie dało się – i zapewne długo jeszcze nie<br />
będzie można – kreślić linii rozwojowych polskiej poezji.<br />
Na zakończenie powróćmy jeszcze do porównania ról, jakie<br />
odegrali na polu rodzimej literatury dwaj „spolszczeni<br />
Litwini” – Adam Mickiewicz i Czesław Miłosz. Tych dwóch<br />
wielkich poetów i myślicieli religijnych – bo przecież takimi<br />
byli! – traktować należy jako wzór niedościgniony, który nieprędko<br />
znajdzie swoich godnych następców. [MB]<br />
Bielsko-Biała, 12 lipca <strong>2024</strong> r.<br />
MAREK BERNACKI<br />
<strong>27</strong> Zob. D. Kozicka, Dlaczego „nie”? Strategie odrzucania Miłosza po roku 1989,<br />
w: Po Miłoszu, red. M. Bielecki, W. Browarny, J. Orska, Kraków 2011, s. 200.
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
11
STRZELEC<br />
RYBY<br />
BEA STOSZEK<br />
12<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
PIOSENKA O PORCELANIE<br />
CZESŁAW MIŁOSZ<br />
Różowe moje spodeczki,<br />
Kwieciste filiżanki,<br />
Leżące na brzegu rzeczki<br />
Tam kędy przeszły tanki.<br />
Wietrzyk nad wami polata,<br />
Puchy z pierzyny roni,<br />
Na czarny ślad opada<br />
Złamanej cień jabłoni.<br />
Ziemia, gdzie spojrzysz, zasłana<br />
Bryzgami kruchej piany.<br />
Niczego mi proszę pana<br />
Tak nie żal jak porcelany.<br />
Zaledwie wstanie jutrzenka<br />
Ponad widnokrąg płaski<br />
Słychać gdzie ziemia stęka<br />
Maleńkich spodeczków trzaski.<br />
Sny majstrów drogocenne,<br />
Pióra zamarzłych łabędzi<br />
Idą w ruczaje podziemne<br />
I żadnej o nich pamięci.<br />
Więc ledwo zerwę się z rana<br />
Mijam to zadumany.<br />
Niczego mi proszę pana<br />
Tak nie żal jak porcelany.<br />
Równina do brzegu słońca<br />
Miazgą skorupek pokryta.<br />
Ich warstwa rześko chrupiąca<br />
Pod mymi butami zgrzyta.<br />
O świecidełka wy płone<br />
Co radowałyście barwą<br />
Teraz ach zaplamione<br />
Brzydką zakrzepłą farbą.<br />
Leżą na świeżych kurhanach<br />
Uszka i denka i dzbany.<br />
Niczego mi proszę pana<br />
Tak nie żal jak porcelany.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
13
Wydawnictwo Videograf II, Katowice 2007 r.<br />
<strong>2024</strong><br />
BARBARA GRUSZKA-ZYCH<br />
Fragmenty książki Mój Poeta<br />
Udostępnione za zgodą autorki<br />
Tak naprawdę pierwszy raz zobaczyłam Miłosza<br />
dzień po Noblu. Olbrzymie, czarno-białe zdjęcie<br />
jego twarzy studenci wystawili przed wejście na<br />
Wydział Filologiczny Uniwersytetu Śląskiego w Sosnowcu<br />
przy ulicy Bieruta. Patrzał na nas jakiś taki… nie z tej naszej<br />
komunistycznej ziemi.<br />
Z koszulą rozpiętą pod szyją, ze swobodnym uśmiechem. Na<br />
oko 50-latek, a przecież wówczas już starszy człowiek przed<br />
siedemdziesiątką. W nocy we wszystkich rozgłośniach radiowych<br />
nie dał nam zasnąć swoimi wierszami. Bez końca<br />
słyszeliśmy Obłoki, Wiarę, Nadzieję, Miłość, Mowę ojczystą,<br />
czytane tym jego głosem nie do podrobienia. Niektórzy<br />
z nas szybko nauczyli się ich na pamięć. Nagroda Nobla<br />
w dziedzinie literatury – to zawsze ekscytuje świat, który<br />
musiał zwrócić uwagę, jak świetne wiersze zostały napisane<br />
w nieznanym, polskim języku, na dodatek nie tam, gdzie się<br />
po polsku mówi, ale hen, za oceanem. Ale w końcu Amerykanom<br />
wyszedł na zdrowie ten nasz polski.<br />
Co to za wiersze, których nie rozumiemy – narzekali<br />
najpierw, co wspominał w liście syn Miłosza, Antoni, podczas<br />
wernisażu wystawy „Czesław Miłosz. 1911–2004.<br />
Dzieło i życie”, przygotowanej przez The Milosz Institute<br />
w 25. rocznicę Nobla i 60. rocznicę edycji Ocalenia. Potem,<br />
kiedy już poznali tłumaczenia, sarkali, że nie są rymowane.<br />
Bardzo szybko jednak uznali Miłosza za swojego poetę. (…)<br />
Autor Ziemi Ulro od razu chciał Polskę odwiedzić. Spośród<br />
miast, do których zajrzał po raz pierwszy od dziesięcioleci<br />
(a potem zaglądał podczas kolejnych wizyt), szczególnie<br />
upodobał sobie Kraków. „Wyjechałem z Krakowa, z mego<br />
mieszkania przy ul. Św. Tomasza w końcu 45 r. i wróciłem<br />
na kilka dni latem 1981 r., a na dobre dopiero w 1989 r.<br />
Kraków jest dla mnie chyba jedynym miastem przypominającym<br />
moje uniwersyteckie Wilno” – zapisał. I to Kraków<br />
nas do siebie zbliżył. Miasto królewskie, w którym – jak<br />
w sierpniu 2004 r. napisał Seamus Heaney – umarł On, stary<br />
Król. To właśnie tu spotykałam go wielokrotnie podczas<br />
kolejnych odwiedzin w kraju i później, kiedy już zamieszkał<br />
w podwawelskim grodzie, skąd sprawował rządy nad polską<br />
poezją. Sama uznawałam to jego panowanie. Jeździłam odwiedzać<br />
Mistrza, słuchać wskazań i rad. A spotykałam człowieka.<br />
Wesołego, próbującego śmiechem zagłuszyć wątpliwości<br />
dotyczące sensu życia. Przekornego, bo nie można<br />
wszystkim sprzyjać, trzeba niekiedy drażnić, prowokować,<br />
to sposób na niezależność. Mężczyznę patrzącego młodym,<br />
błękitnym wzrokiem, którego nie dało się uniknąć. (…)<br />
Kiedy przeprowadził się do Krakowa, przestaliśmy korespondować.<br />
Za to zaczęły się telefony i spotkania. Na pierwsze,<br />
bojąc się, że może być ostatnim, bo kto przewidzi humory<br />
wielkich, zabrałam bez zapowiedzi swojego starszego,<br />
12-letniego wtedy syna, Tymka. Zwykle w czasie wywiadów<br />
żałowałam, że tylko ja dostępuję zaszczytu obcowania<br />
z ważnymi ludźmi. Dlatego czasem, naruszając zasady, zwalniałam<br />
starszego syna ze szkoły i jechałam z nim „na materiał”,<br />
żeby zapamiętał „moje osoby”, zachował je na dłużej<br />
niż ja. Profesor był zaskoczony dodatkowym, na dodatek<br />
małoletnim gościem.<br />
– Muszę się wstrzymywać, żeby go nie zdemoralizować –<br />
powtarzał, zapraszając mnie na kanapę w bocznym pokoju,<br />
po lewej stronie od wejścia. I rzeczywiście, odpowiadał<br />
wtedy na pytania lakonicznie, jakby z lekką obawą. Tymek<br />
siedział naprzeciw nas na krześle. Przedtem czekaliśmy na<br />
Profesora, który właśnie kończył obiad. Kiedy przyszedł,<br />
miał jeszcze na języku i ustach kawałki zieleniny, chyba pietruszki<br />
z zupy. Siedzieliśmy blisko, twarzą w twarz, dlatego<br />
dostrzegłam te kulinarne detale. Potem Tymek opowiadał<br />
kolegom, że wielki poeta jest jednym z nas, tak jak wszyscy<br />
je zupę i stuka łyżką w talerz.<br />
14<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
okiem czesŁawa miŁosza<br />
– Pana rodzinne Szetejnie to dwór położony na litewskiej<br />
prowincji, ale Pan się przeciw tej „prowincjonalności” nie<br />
buntował. A moje dzieci są niezadowolone z mieszkania<br />
w małej Czeladzi. Dla nich ideałem jest Ameryka.<br />
– Ja tam mieszkałem niezliczoną ilość lat i uważam tego rodzaju<br />
tęsknoty za naiwne, a nawet głupie. – Profesor spojrzał<br />
z uwagą na Tymka. – Ameryka jest nie tylko Ameryką,<br />
ale obrazem całej ludzkości, która dziś znajduje się na nie<br />
najlepszej drodze. Niestety, ze względu na syna, muszę się<br />
bardzo miarkować w słowach. Uważam panowanie kultury<br />
rozrywkowej, w której prym wiedzie Hollywood, za wielkie<br />
nieszczęście dla ludzkości.<br />
– Przecież człowiek może być szczęśliwy niezależnie od miejsca,<br />
w którym przebywa – postanowiłam drążyć temat.<br />
– Poczucia spełnienia nie można połączyć z żadnym miejscem.<br />
Człowiek albo jest szczęśliwy, albo nie, i to niezależnie<br />
od miejsca. Umieszczanie gdzieś idealnego kraju jest<br />
naiwnością. Każdy musi opierać się na sobie, a nie myśleć<br />
o krajach szczęśliwych. Mieszkałem we Francji 10 lat. Wyemigrowałem<br />
stamtąd do Ameryki, bo musiałem utrzymać<br />
żonę i dzieci. Tak jak miliony ludzi wyjechałem do Ameryki<br />
zmuszony koniecznością finansową.<br />
Po kilku latach z cytowanego już przeze mnie listu syna Antoniego<br />
dowiedziałam się, że Miłoszowie byli wtedy we Francji<br />
w bardzo trudnej sytuacji finansowej, a etat na Uniwersytecie<br />
w Berkeley był dla Poety szczęśliwym zrządzeniem losu.<br />
Adam Zagajewski, opowiadając mi o swoim i moim Mistrzu,<br />
tak określił jego niezwykłą pracowitość w tamtych czasach:<br />
„Jedną ręką trzymał się lampy, a drugą pisał”.<br />
– Na tym też polega nieustanna emigracja mózgów z Europy<br />
do Ameryki. – Miłosz kontynuował myśl. – To, że mnie<br />
się udało, nie znaczy, że milionom się udało. Jestem wrażliwy<br />
na ich cierpienie i nędzę. Tylko zastanawiam się, obserwując<br />
zauroczonych USA: przecież oni patrzą na te filmy<br />
amerykańskie, czy wyciągają z nich jakieś wnioski?<br />
– W emigracyjnej rzeczywistości konsekwentnie pozostał<br />
Pan przy języku polskim. Za nim stoją bliskie Panu doświadczenia<br />
historyczne?<br />
– Każdy język ma za sobą doświadczenia historyczne, nie<br />
można powiedzieć, że jeden czy drugi język jest bardziej<br />
doświadczony. Istnieje grupa poetów – nazywam ją szkołą<br />
polską – w których poezji doświadczenie historyczne bardzo<br />
silnie się zapisało. Jest wśród nich Herbert, jestem ja, są<br />
Różewicz, Świrszczyńska, Zagajewski. Ta poezja zdobyła sobie<br />
bardzo dobre miejsce na świecie. Te doświadczenia historyczne<br />
zostały w niej przefiltrowane. Szymborska też jest<br />
taka, choć inaczej, sceptycznie to modeluje. Na przykład<br />
wiersze Szymborskiej znakomicie się tłumaczy na szwedzki,<br />
na niemiecki, gorzej na angielski. Świrszczyńska też ma już<br />
swoich zwolenników w Ameryce.<br />
– Za to pisanie po polsku przez lata Pan płacił.<br />
– Płacę za pisanie dużą cenę i dawałem temu wyraz<br />
w swoich pismach. W życiu za wszystko płacimy, nie ma<br />
nic darmo. W Ameryce żyje pewien wariat, który twierdzi,<br />
że zapisałem duszę diabłu. (śmiech) To wariat, ale tego, co<br />
mówią wariaci, należy słuchać. Żeby tworzyć wielką poezję,<br />
trzeba podpisać rodzaj cyrografu, niekoniecznie z diabłem.<br />
Ale przecież to nie znaczy, że trzeba być złym człowiekiem,<br />
żeby pisać dobre wiersze.<br />
– „Gdzie skarb Twój, tam serce Twoje” – mówi Pismo.<br />
– Literatura nie bardzo daje się pogodzić z tym wskazaniem<br />
Ewangelii. Bo skarb pisarza i każdego twórcy zanadto jest<br />
umieszczony w tym, co robi, a to, co robi, jest związane<br />
z jego osobą. W samym założeniu spędzania takiej ilości<br />
czasu na obcowaniu z samym sobą tkwi niebezpieczeństwo,<br />
twórca w ten sposób oddziela się od innych ludzi.<br />
– Tomas Venclova powiedział mi, że w pisaniu pomaga mu<br />
obecność bliskiej kobiety.<br />
– Może miał na myśli swoją żonę. Niestety, pisarz nazbyt<br />
wiele oczekuje od kobiety. Chciałby mieć w jednej osobie<br />
żonę, kochankę, przyjaciela i muzę, a to rzadko się udaje.<br />
– Twórcy już zwyczajowo, jak głosi legenda, bywają ludźmi<br />
trudnymi we współżyciu.<br />
– Liczba przypadków psychopatycznych wśród poetów jest<br />
bardzo duża, niekoniecznie wyższa niż wśród niepiszących,<br />
ale faktem jest, że wielu poetów balansuje na granicy obłędu.<br />
Tak jak Stachura... Ale to przecież nie pomniejsza wartości<br />
jego poezji. Ja oczywiście wolałbym siebie nie zaliczać do<br />
chorych psychicznie, ale kto wie… Jeśli z bliska przyjrzeć się<br />
tak zwanym przeciętnym ludziom, to można zobaczyć wiele<br />
rzeczy prawdziwie przerażających.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
15
16<br />
– Pan jest poetą, a jednak często zabiera głos na temat<br />
różnych spraw społecznych.<br />
– No, bo poeta jednak jest istotą społeczną. I ulega<br />
rozmaitym presjom, falom, wibracjom, nie ma na to<br />
rady. Ale poety nie powinno obchodzić, jak będzie<br />
spowiadany… Nawet czasem staram się specjalnie<br />
mówić o czym innym niż o poezji, dlatego że to jest<br />
temat, na który ludzie mówią nieskończenie.<br />
– Jaka poezja wydaje się Panu najbardziej pożyteczna?<br />
– Dziś doszło do ogromnej subiektywizacji poezji,<br />
wszyscy piszą o sobie i to jest dla niej szkodliwe, nawet<br />
przerażające. Mnie się właśnie to podoba, że pani<br />
pisze o rodzinie, o zwyczajnych sprawach.<br />
– A kogo Pan czyta?<br />
– Wymienianie nazwisk zawsze wkracza w sferę reklamy,<br />
dlatego jestem z tym ostrożny. Bardzo cenię<br />
niektórych poetów. Szymborskiej mogę robić reklamę<br />
bezkarnie. Różewiczowi też, Zagajewskiemu…<br />
Jest też szereg młodych autorów, ale nie mogę wybijać<br />
tych nazwisk…<br />
– Wciąż powstaje poezja religijna, choć chyba ją pisać<br />
najtrudniej…<br />
– Polska poezja religijna jest sielankowa, polega jakby<br />
na oswajaniu boskości. Żaden z poetów polskich<br />
XX wieku nie napisał wierszy tak ściśle katolickich<br />
jak amerykańska poetka Denis Levertov – rewolucjonistka,<br />
agnostyczka. Jej poezje to jedne z najlepszych<br />
wierszy religijnych, jakie znam. Mówią<br />
o Zwiastowaniu, Zmartwychwstaniu, o niewiernym<br />
Tomaszu. To świetna ilustracja do Nowego Testamentu.<br />
Ale widocznie trzeba być agnostyczką i rewolucjonistką,<br />
żeby pod koniec życia napisać takie<br />
wiersze. (śmiech)<br />
– Co jest dla Pana najważniejsze?<br />
– Powstrzymuję się od odpowiedzi. Proszę zajrzeć do<br />
moich tekstów. – Miłosz popatrzył wymownie na mojego<br />
syna. I nic więcej już nie chciał powiedzieć. Ale<br />
jeszcze nas zatrzymał. Przez chwilę szukał książki, którą<br />
chciał nam ofiarować. Ostatecznie wyszliśmy z Księgą<br />
Mądrości w jego przekładzie z greckiego. Te tłumaczenia<br />
Biblii robił w Berkeley, kiedy przez 10 lat odchodziła<br />
jego pierwsza żona, Janka. To wtedy zaczął uczyć się<br />
greki i hebrajskiego (Biblia była pisana w koine – języku<br />
potocznym, najprostszym). Kolejno zajmował się<br />
Księgą Psalmów, Księgą Hioba, Księgą Pięciu Megilot,<br />
Ewangelią według św. Marka i Apokalipsą. To było<br />
bardzo wnikliwe czytanie Pisma. Kiedy podarował mi<br />
Księgę Mądrości, potraktowałam to jako swoistą pointę<br />
naszej rozmowy. Na chybił trafił otwarłam książkę<br />
w białych okładkach: „Jedno jest bowiem dla wszystkich<br />
wejście w życie / i wyjście dla wszystkich jest to<br />
samo” (Mądrość Syracha). Przed wyjściem zrobiliśmy<br />
sobie jeszcze zdjęcia, które do dziś wiszą w moim<br />
pokoju. W pociągu do Katowic zapisałam w notesie<br />
wiersz. Zdecydowałam się na wydrukowanie go dopiero<br />
po latach, w 2004 r., w tomiku Sprawdzanie obecności,<br />
prawie nic w nim nie zmieniając.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
ROZMOWA Z POETĄ, NA KTÓRĄ WYBRAŁAM SIĘ<br />
Z DWUNASTOLETNIM SYNEM<br />
wielki poeta<br />
nie chciał mówić<br />
nie czułam oddechu<br />
na swojej twarzy<br />
choć siedzieliśmy<br />
obok siebie<br />
jak w autobusie<br />
zmuszeni do grzecznościowej<br />
wymiany zdań<br />
– przy dziecku<br />
muszę być powściągliwy –<br />
niepotrzebnie się bał<br />
że mógłby kogoś<br />
zdemoralizować<br />
zapomniał że starość<br />
nie może zepsuć<br />
bo wszystko w ciele<br />
już zepsute<br />
a mądrości ukrytej w głowie<br />
nie widać na pierwszy rzut oka<br />
włosami oddechu<br />
dotykałam mimo woli<br />
jego niezwiędniętej twarzy<br />
kiedy nachylałam się<br />
prawie recytując<br />
do prawego ucha<br />
pytania zamiast wierszy<br />
tylko oczy otwierały<br />
mu się zbyt szeroko<br />
jakby pociągała je w dół<br />
większa przestrzeń<br />
osłonięte pole<br />
naszego widzenia<br />
język po obiedzie<br />
z cętkami zieleniny<br />
poruszał się odkrywając<br />
całą łagodność poety<br />
który syci się trawą<br />
obnosząc ją na języku<br />
w przeciwieństwie<br />
do drapieżników<br />
a przecież drapieżnie<br />
strzegł swych tajemnic<br />
krótkimi kłami odpowiedzi<br />
ucinał moje pytania<br />
dobierające się do jego skóry<br />
podpisał nam książki<br />
zrobiliśmy zdjęcia<br />
dowody na istnienie<br />
tej rozmowy<br />
poddawał się spokojnie<br />
zabiegom zabezpieczenia<br />
przed zepsuciem<br />
pamięci bo przecież<br />
zostanie pismo<br />
i ślady na kliszy<br />
klatka filmu<br />
klatka strony<br />
klatka pokoju<br />
zamiast słów<br />
język z zielonymi<br />
cętkami szczypioru<br />
albo pietruszki<br />
nadspodziewanie<br />
spokojna pantera<br />
w klatce zębów<br />
(…) O miłości w Środę Popielcową<br />
Z tomiku Sprawdzanie obecności<br />
Barbara Gruszka-Zych
– Będę w Krakowie na reportażu – powiedziałam<br />
do słuchawki.<br />
– Dobrze, niech pani zadzwoni za godzinę,<br />
przyjdzie moja sekretarka, ustalimy czas<br />
spotkania – poprosił Profesor. Ostatecznie<br />
umówiliśmy się na Środę Popielcową,<br />
5 marca 2003 r. Przedtem spędziłam cały<br />
dzień w Ogrodzie Botanicznym, przy bliskiej<br />
Bogusławskiego ulicy Kopernika. Potem na<br />
chwilę bar wegeteriański i kawa sojowa.<br />
Piłam, parząc wargi, bo miałam niecałe<br />
10 minut. Słychać było muzykę z Amelii.<br />
Jakaś tęga Amerykanka w prochowcu wypytywała,<br />
co to za ładne dźwięki. Zaczęło<br />
bić mi mocniej serce. Zwyczajowo. Ta wizyta<br />
była nieco inna, bez żony – Carol. Bałam<br />
się o to, w jakiej kondycji jest Miłosz.<br />
W domofonie usłyszałam nieznajomy głos.<br />
Te same schody, uchylone drzwi. W pokoju<br />
nie było Profesora. Przywitała mnie jakaś<br />
pani w fartuszku założonym na spódnicę.<br />
Jak się okazało – pani Władzia Jurgała,<br />
gospodyni i pielęgniarka. Zaprosiła do salonu.<br />
Przez szklany blat stolika widać było<br />
zawieszone nad podłogą wnętrzności książek.<br />
Ładnie wydane tytuły Gospodarza. Na<br />
wierzchu, jak otwarte serce, leżał w płóciennej<br />
oprawie Orfeusz i Eurydyka. Rzecz<br />
o miłości. Miłosza i Carol. Może Miłosza<br />
i pierwszej żony, Janki. Może w ogóle o miłości<br />
Miłosza…<br />
– Dziś Profesora zmęczyli ci z telewizji, długo<br />
siedzieli – tłumaczyła gospodyni.<br />
– Może przeszkadzam? – Byłam zdenerwowana.<br />
– Nie, Profesor jest zadowolony z wizyty,<br />
ale leży. Leży – powtórzyła z naciskiem.<br />
Wyszła. Usłyszałam z sąsiedniego pokoju<br />
(tam siadywała Carol, to ich sypialnia), jak<br />
Miłosz spytał głośno: „To ona już przyszła?”.<br />
Ciche potwierdzenie i kroki. Ta sama twarz,<br />
króciutka broda, roześmiane oczy.<br />
– Cieszę się, że panią widzę.<br />
– To ja się cieszę. – Wymiana uścisków. Jego<br />
mocna ręka, trzymająca na dystans. Usiedliśmy.<br />
Tradycyjnie – ja na fotelu z prawej,<br />
to lepsze ucho poety, on na wyższym, drewnianym<br />
krześle. Podałam mu beherovkę.<br />
Zaśmiał się:<br />
– Nie mogę już pić. Nawet tego.<br />
– A ja zaczęłam pić po czterdziestce, najwyższy<br />
czas. – Słuchał mnie zdziwiony, a potem<br />
się śmiał. Śmialiśmy się razem. Zamówił<br />
u gospodyni cappuccino, zapytał mnie:<br />
„A co pani?”. Też cappucino.<br />
– Co pani ostatnio wydała, te reportaże –<br />
wspomniał o książeczce Mało obstawiony<br />
święty. Cztery reportaże z Bratem Albertem<br />
w tle. – A z poetami, z Zagajewskim,<br />
innymi, te rozmowy? – Wpadł na inny trop.<br />
– Wciąż ich jeszcze nie zebrałam… – wyjaśniłam.<br />
– Pani chciała ze mną rozmowę, ale ja nie<br />
mogę. Trafiła pani na zły czas, to najgorszy<br />
okres w moim życiu. Może później… Był<br />
u mnie syn z synową z Ameryki, ale pojechali.<br />
Było weselej. Teraz znów to samo.<br />
Wyjęłam książki. Opowiedziałam o Bracie<br />
Albercie. O moich książkowych bohaterach.<br />
Uśmiechał się, kiedy wspomniałam, że byłam<br />
z tą książką u Papieża, że pewnie jej nie<br />
przeczytał, ale się ucieszył, bo to jego ulubiony<br />
święty. Zwierzyłam się, że Brat Albert<br />
był mi obcy, a teraz „działa” w moim życiu.<br />
– A to wiersze. – Wyjęłam chudą broszurkę,<br />
ostatni tomik Podróż drugą klasą.<br />
– Ślepnę, tracę wzrok. – Otwarł książkę. –<br />
Na przykład tu, nic nie widzę…<br />
Twarz miał smutną, kąciki ust opadały na<br />
brodę. Brązowa, sztruksowa marynarka,<br />
nieznajoma koszula. Czysta, elegancka.<br />
Zbyt elegancka, jak na dom. Ale przecież<br />
była telewizja. Milczeliśmy.<br />
– Może Panu przeczytam jakiś wiersz – zaproponowałam,<br />
żeby przerwać ciszę.<br />
– Dobrze – przystał z uśmiechem. Wybrałam<br />
babcię. Po przeczytaniu spojrzałam<br />
pytająco. Nachylił się.<br />
– Bene, bene. Ja dokładnie śledzę ewolucję<br />
pani twórczości. Najpierw pani pisała<br />
wiersze krótkie. Potem, może pod moim<br />
wpływem, długie, bardzo długie.<br />
– Może jeszcze jeden? – zapytałam. I żeby<br />
go wprowadzić w tekst, opowiedziałam<br />
o Winfriedzie z Kolonii. Emerytowanym<br />
ministrze finansów Niemiec, który urodził<br />
się na Opolszczyźnie, i po latach, żeby<br />
tłumaczyć moje wiersze, powrócił do polskiego<br />
języka. Przeczytałam, jak „wiersze<br />
dziś nie do przetłumaczenia tną mu wargi<br />
jak trawy w dzieciństwie”. Profesor rozjaśnił<br />
się na chwilę: „Molto bene, bene,<br />
tres interesante”. Oceniał mnie jak mistrz<br />
uczennicę, która z przejęciem popisuje się<br />
swoimi umiejętnościami w jakiejś renesansowej,<br />
włoskiej szkole.<br />
– I co Pan o tym sądzi? – Usiłowałam wciągnąć<br />
go w rozmowę. Milczenie. Ramiona<br />
opuszczone. Ten smutek zaciśnięty na<br />
żuchwie jak obręcz. Twarz z profilu. Jak<br />
niepotrzebna papierowa torba, z której<br />
wypadły produkty. W uchu, tym zdrowszym,<br />
aparat słuchowy. Plastikowy korek<br />
jakby włożony do zabezpieczenia przed<br />
nurkowaniem. Dziś Poeta nurkował<br />
w zniechęceniu.<br />
– Nie mogę wypowiadać sądów.<br />
– Dlaczego? – zdziwiłam się. – Pan jest<br />
moim Poetą. Bardzo podoba mi się Pana<br />
wiersz Człowiek wielopiętrowy, wywiesiłam<br />
go na drzwiach mojego pokoju. Ludzie<br />
stale wydają sądy i czekają na nie,<br />
to normalne. Jestem tym człowiekiem<br />
z kawiarni, który czeka na Pana sąd.<br />
Zamyślił się.<br />
– To nie jest tak, to nie jest niechęć… –<br />
Uciekał od odpowiedzi. Nie patrzał mi<br />
w oczy. Pochylony, z profilu jak neandertalczyk<br />
o jakichś nagle pogrubionych,<br />
zniekształconych rysach twarzy.<br />
Jakby sportretowany w karykaturze. –<br />
Bo ja codziennie próbuję siebie osądzić<br />
i nie mogę wydać o sobie sądu, więc jakie<br />
mam prawo sądzić innych?<br />
– Wszyscy z tym się zmagają – odpowiedziałam<br />
spokojnie.<br />
– Co? – Jakby niedosłyszał.<br />
– Wszyscy tak się męczymy, tylko czasem<br />
mamy taką nadzieję, że innym,<br />
z większym doświadczeniem, przychodzi<br />
to łatwiej. Ale to nieprawda. Całkowicie<br />
Pana rozumiem.<br />
– Proszę się na mnie nie gniewać – mówił,<br />
patrząc mi już w oczy z troską, jak<br />
na córkę. – Ja bardzo panią lubię, ale<br />
mam depresję i nic z tego. A jak tam synowie,<br />
ile już mają lat?<br />
Odpowiedziałam, że 17 i 14, że chcą<br />
się uczyć. Opowiadałam o mojej pracy<br />
dziennikarskiej, że zabiera mi wiele czasu,<br />
ale stale ważne są wiersze.<br />
– Najważniejsze są wiersze – powtórzył<br />
za mną. – Ale dobrze, że ma pani tę<br />
„dziennikarkę”.<br />
Potwierdziłam. Wspomnieliśmy też znajomą<br />
parę, która się rozstała.<br />
– Była miłość i nie ma już miłości. Najtragiczniejsze<br />
w życiu jest to, że miłość<br />
znika, gdzieś się kończy – powiedział<br />
powoli poważnym głosem.<br />
– Miłość jest najważniejsza – uzupełniłam<br />
oczywistością.<br />
– Miłość jest najważniejsza – powtórzył<br />
z zadumą. Poprosiłam go o podpis na<br />
Drugiej przestrzeni w zielonej okładce.<br />
– I pisać już za bardzo nie mogę. – Zaczął<br />
się denerwować. – Jak bazgrzę,<br />
to nie mogę siebie odczytać. Ręka mi<br />
sztywnieje, chwyta mnie przykurcz.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
17
Wyciągnął z marynarki pióro, przedarł<br />
nim papier, bo rzeczywiście ręka nie<br />
nadążała za zawijasami liter. Podnieśliśmy<br />
się z miejsc. Nagle zaskoczył<br />
mnie łobuzerskim uśmiechem:<br />
– Ale ten tytuł Zapinając kolczyki do<br />
pani tomiku się nam udał. – Uśmiechnął<br />
się jak dawniej. Uścisnął mi dłoń.<br />
Razem z tym gestem stał się chłodniejszy,<br />
oddalił się. Jakby miał się<br />
zapaść w smutek. Dziś Środa Popielcowa.<br />
W kościele po drugiej stronie<br />
Plantów właśnie sypali popiołem.<br />
„Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz”.<br />
Profesor puścił mnie przodem.<br />
Ścisnął za łokieć.<br />
– Tak, tak – mówił do siebie, może do<br />
mnie. Jeszcze zanim zdążyłam włożyć<br />
płaszcz, odszedł do sypialni. Nie czekał,<br />
aż wyjdę. Żegnała mnie pani Władzia,<br />
gospodyni. Nie Carol i Czesław.<br />
Nie ich uśmiechy. Nie ciepło. Maska<br />
tlenowa ich dawnej obecności podtrzymywała<br />
w przedpokoju życie.<br />
Na schodach spotkałam czarnowłosą,<br />
roześmianą sekretarkę Profesora,<br />
Agnieszkę Kosińską. Buchała z niej<br />
energia i jakieś ciepło. Wracała z biblioteki<br />
z potrzebnymi Profesorowi<br />
książkami. Po latach telefonicznej znajomości<br />
przeszłyśmy wtedy, na tych<br />
schodach, na ty.<br />
Teraz jest ciężki czas, zaczyna się wiosna,<br />
a Profesorowi wciąż się przypomina<br />
żona.<br />
– Karolina tu, Karolina tam – opowiadała.<br />
– Ale co dzień konsekwentnie<br />
siadamy do pracy, bardzo dużo pracujemy.<br />
Profesor formę fizyczną ma<br />
niezłą, ten smutek bierze się z głowy...<br />
Trzeba mu przypominać o życiu, stawiać<br />
wyzwania… (…)<br />
Teraz „mój Poeta” ustąpił słowa kapłanom.<br />
Abp Życiński i kard. Macharski<br />
stoją nad jego głową, mówią zamiast<br />
niego, modlą się słowami Psalmów.<br />
Abp Życiński przypomina, że 60 lat<br />
temu Miłosz, wyruszając do Stanów,<br />
spotkał się w Londynie z T.S. Eliotem:<br />
– Na dzisiejszą długą podróż zadedykujmy<br />
mu słowa Eliota z Szeptów nieśmiertelności:<br />
„Dotykiem, wzrokiem,<br />
węchem, słuchem / Dno duszy drążył<br />
w doświadczeniach / Znał lód i płomień<br />
aż do szpiku / Łakomstwo zmysłów,<br />
głód wieczności”.<br />
18<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
BARBARA GRUSZKA-ZYCH<br />
Poetka, reportażystka, pisarka, krytyczka literacka. Jest autorką ponad dwudziestu<br />
tomików wierszy. Jej zbiorek Szara jak wróbel (2012), wybitny krytyk Tomasz Burek<br />
umieścił wśród dziesięciu najważniejszych książek, które ukazały się w Polsce po 1989 r.<br />
Opublikowała zbiory reportaży Mało obstawiony święty. Cztery reportaże z Bratem<br />
Albertem w tle, Zapisz jako… oraz książki wspomnieniowe Mój poeta o Czesławie Miłoszu,<br />
Takie piękne życie.<br />
Portret Wojciecha Kilara,<br />
a także wywiad rzekę<br />
Życie rodzinne Zanussich.<br />
Rozmowy z Elżbietą<br />
i Krzysztofem i Moi ważni.<br />
Portrety prywatne.<br />
W czerwcu tego roku<br />
ukazał się album-esej Zanussi.<br />
Przez przedmioty,<br />
w którym Gruszka-Zych<br />
jest autorką tekstu. Laureatka<br />
wielu nagród za<br />
wywiady i reportaże,<br />
m.in. nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich im. Macieja Łukasiewicza (2012)<br />
za rozmowę z Wojciechem Kilarem, oraz nagród poetyckich, m.in. nagrody im. ks. Jana<br />
Twardowskiego (2015), a także za upowszechnianie kultury i nauki m.in. nagrody Marszałka<br />
Województwa Śląskiego im. Karola Miarki (2023). Była stypendystką wiedeńskiej<br />
Fundacji Janineum (2002), Fundacji Jana Pawła II w Rzymie (2003) oraz Fundacji Heinrich<br />
& Jane Ledig-Rowohlt w Lavigny w Szwajcarii (2014).<br />
Na ekranie zobaczyliśmy zbliżenie<br />
trumny. Chyba dębowej, wygładzonej<br />
jak najlepsze meble w salonie.<br />
I skromny napis przypominający nazwisko<br />
autora na okładce książki. Podpis<br />
na meblu z ciałem, którego nikt<br />
z nas po śmierci nie zobaczył, bo<br />
pewnie niepodobne. Prawie 100 kg,<br />
180 cm wzrostu. Wymiary życia, wymiary<br />
wielkości. W jaką ubrano go<br />
marynarkę? Czy w tę ulubioną, dżinsową?<br />
Czy w koszulę w drobną kratkę?<br />
A może nasiąkniętą zapachem środków<br />
antymolowych, sztruksową, którą<br />
założył, żeby nam pozować do zdjęć?<br />
Okładka ostatniej książki – trumna.<br />
I nie pomoże żadne jego „bene” na<br />
moje próby określenia powodu płaczu.<br />
Bo oto duma, wielkość wznoszona<br />
ciągle nowymi dziełami, nagle<br />
kończy się na imieniu i nazwisku. Tym<br />
na początku, po chrzcie wpisanym do<br />
ksiąg parafialnych. Kiedy stał się jednym<br />
z dzieci Bożych. Teraz znowu jest<br />
dzieckiem, oddanym w ręce tych, którzy<br />
modlą się za nie do Pana.<br />
Po uroczystościach na Skałce moi<br />
synowie idą na poczęstunek, zwany<br />
zwyczajowo stypą, do Centrum Sztuki<br />
i Techniki „Manggha” (mieliśmy<br />
wydany przez urząd Miasta Kraków bilet<br />
wstępu do Bazyliki Mariackiej i na<br />
Skałkę z numerem 000102). A ja na Kazimierzu<br />
piję z przyjacielem czerwone<br />
wino za Zmarłego. Wracając, przechodzimy<br />
pod domem Poety na Bogusławskiego.<br />
Kwiaty na chodniku, wetknięte<br />
w drzwi róże, szeregi zapalonych<br />
zniczy, straż miejska w pogotowiu. Na<br />
Rynku przypadkowo wpadam na swoje<br />
dzieci – Tymka i Błażeja – spacerujące<br />
z noblistą, Seamusem Heaneyem. Przyleciał<br />
na pogrzeb z Irlandii, przeczytał<br />
wiersz Miłosza na Skałce. Chłopcy wyszli<br />
z nim z przyjęcia, nie mając pojęcia,<br />
kogo oprowadzają po Krakowie.<br />
– Nie wiedzieliśmy, że pan też jest poetą,<br />
który dostał Nobla – przyznaje<br />
szczerze zaskoczony Tymek.<br />
– To nie była moja wina – żartuje Heaney.<br />
W białej, lnianej koszuli, z siwymi<br />
włosami. Zaprasza nas na kawę i piwo.<br />
Siadamy przy stoliku na Rynku, tak jak<br />
przed 14 laty ja z Miłoszem. Otwieram<br />
„Tygodnik Powszechny”, w którym wydrukowano<br />
artykuł Heaneya o zmarłym<br />
przyjacielu. Tymek tłumaczy na<br />
angielski jego fragmenty. Mnie wystarczy<br />
sam tytuł: Śmierć starego króla. (…)<br />
[BGZ]<br />
BARBARA GRUSZKA-ZYCH
20.09 piątek, Bielsko-Biała<br />
FESTIWAL POEZJI<br />
19–21 września <strong>2024</strong><br />
19.09 czwartek, Czechowice-Dziedzice<br />
8.15 Liceum Ogólnokształcące im. Marii Skłodowskiej – Curie<br />
Spotkania młodzieży z poetami<br />
16.30 Miejski Dom Kultury<br />
MOVIMENTO i goście. Muzyka, śpiew i poezja<br />
PROMOCJA w wydaniach literackich i…<br />
MDK Piwnica Muz<br />
Rok Miłosza – rozmowy…<br />
Poeci mają głos<br />
8.15 Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych im. Juliana Fałata<br />
Spotkania młodzieży z poetami w Plastyku<br />
10.30 Zespole Szkół Elektronicznych, Elektrycznych i Mechanicznych<br />
Spotkanie młodzieży z poetami<br />
13.00 Książnica Beskidzka<br />
Sesja Literacka, Czesław Miłosz gospodarz poezji polskiej<br />
15.00 Objad<br />
Happening – poezja na chodnikach Plac Bolesława Chrobrego<br />
17.00 Książnica Beskidzka<br />
Bielska Gala Poetycka – prezentacja gości<br />
Post Scriptum - promocja<br />
Wieczorne rozmowy Bielsko-Biała<br />
21.09 sobota, Libiąż<br />
8.20 Wyjazd do Libiąża (parking Dworek EUREKA)<br />
10.00 Wycieczka do sztolni kopalni JANINA<br />
13.00 Obiad<br />
14.30 Libiąskie Centrum Kultury: Sala Widowiskowa<br />
Libiąska Gala Poetycka – prezentacja gości<br />
16.30 SATYRA UROBKOWA – rozstrzygnięcie ogólnopolskiego konkursu poetyckiego<br />
18.00 Wystawa w LCK<br />
Wieczorne rozmowy w Niszy<br />
Wykład i rozmowy o Miłoszu prowadzić będą: prof. dr hab. Marek Bernacki, (Czesław Miłosz gospodarz poezji polskiej);<br />
Barbara Gruszka-Zych (Portret prywatny Miłosza) i Romuald Mieczkowski (Z Miłoszem pod pachę)<br />
Spotkania młodzieży z poetami (kto, poeci zostaną poinformowani)<br />
WSTĘP WOLNY<br />
MECENAT<br />
GŁÓWNY ORGANIZATOR FESTIWALU:<br />
PARTNERZY<br />
PATRONAT MEDIALNY<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
19
Zdjęcie: Bogusława Chwierut<br />
Uśmiechnięty<br />
Libiąż<br />
Libiąż – miasto w województwie małopolskim, w powiecie<br />
chrzanowskim […]. Położone jest w sąsiedztwie Chrzanowa,<br />
Chełmka, Jaworzna i Oświęcimia. Libiąż jest miastem<br />
przemysłowym. Na jego terenie znajdują się m.in. Kopalnia<br />
Węgla Kamiennego ZG „Janina”, Kopalnia Dolomitu „Libiąż”,<br />
fabryka okien i profili PCW „Thermoplast”, a także fabryka<br />
kostki brukowej „Libet”.<br />
Zimna, beznamiętna i nieczuła informacja, jakich pełno<br />
w Wikipedii. I to byłoby na tyle, jak mawiał klasyk,<br />
gdyby nie… Bodzia, a oficjalnie Bogusława Chwierut.<br />
Barwna i nietuzinkowa postać. Pełna niespożytej<br />
energii i pomysłów, czasem zwariowanych jak ona<br />
sama. Bodzia robi wiele pożytecznego i inspirującego<br />
szumu. Kiedyś tak jej zaszumiało w głowie (i to nie<br />
wino z libiąskich winnic!), że zaczęła pisać wiersze oraz<br />
prozę i uaktywniać się pięknie, poganiana kopytkami<br />
i rżeniem Pegaza. To się czasem paniom zdarza. Stała<br />
się kolorowa jak papuga ara, która się stara, by szarym<br />
wróbelkom pokolorować życie. Poezją i satyrą!<br />
Dwoi się, troi i dziesięciokrotni. Należy do artystycznej<br />
grupy „Źródłosłów”, założonej przez Bogusława<br />
Zakordońca w 2016 r. w Chrzanowie – pełni w niej<br />
odpowiedzialną funkcję managera. A że wszędzie<br />
jej pełno, nie mogło jej też zabraknąć w Libiąskim<br />
Centrum Kultury (LCK), gdzie – w schowanej w piwnicy,<br />
przytulnej i klimatycznej kawiarence „Nisza” – prowadzi<br />
cykliczne spotkania „Odkurzanie poezji”, na które<br />
(z odkurzaczami kreatywnych głów) zaprasza wybitnych<br />
i nieco mniej znanych autorów, że wymienię tylko Józefa<br />
Barana i Tomasza Jastruna.<br />
20<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Liryka jej nie wystarczyła, bo czułaby się jak jednoskrzydła<br />
anielica. By się unieść (i nie upaść), pomyślała o drugim<br />
skrzydle – satyrze. Myślenie ma kolosalną przyszłość,<br />
że znowu przywołam złotą myśl satyryka, ale z samego<br />
myślenia nic nie wynika, bo trzeba je jeszcze wprowadzić<br />
w życie (a nawet w pszenicy i owsie)! Bodzia, która mogłaby<br />
zostać tematem niejednej fraszki, przed sześcioma laty<br />
wymyśliła konkurs „Satyra Urobkowa”. Już sama nazwa<br />
podpowiada, że musi on mieć jakieś związki z kopalnią.<br />
I ma! Główną nagrodą, prócz mamony, jest… tona węgla!<br />
Nie dziwi więc, że w konkursie biorą udział satyrycy<br />
z całego kraju. Uśmiechających się filuternie konkursów<br />
jest ci u nas niedostatek, czego nie można powiedzieć<br />
o lirycznych – zapłakanych, depresyjnych, z nieszczęśliwymi<br />
miłościami na pierwszym planie i w tle.<br />
Po raz szósty podsumowanie konkursu odbędzie się we<br />
wrześniu w LCK w ramach festiwalu poezji, tym razem<br />
nazywającego się „Poezja wpisana w miasto”, którym od<br />
jedenastu lat zajmuje się Ryszard Grajek – poeta, świetny<br />
organizator i prezes bielskiego oddziału Stowarzyszenia<br />
Autorów Polskich. Prócz stałych miast, Czechowic-<br />
-Dziedzic i Bielska-Białej, festiwal gościł w Cieszynie,<br />
Wilamowicach oraz Jasienicy, by w tym roku zawitać do<br />
Libiąża – szesnastotysięcznej miejscowości przyjaźnie<br />
nastawionej do kulturalnych inicjatyw, między innymi<br />
dzięki burmistrzowi Jackowi Latce (co wcale nie jest<br />
regułą).<br />
Bogusława Chwierut, jak mówi, jest dumna ze swojej<br />
małej ojczyzny. Myślę, że mała ojczyzna jest dumna z niej,<br />
choć Bodzia potrafi być „ogólnie męcząca”, gdy walczy jak<br />
lwica, by w urokliwym Libiążu kultura rozkwitała przez cały<br />
rok. O Libiążu już jest głośno! Będzie jeszcze głośniej, gdy<br />
zjadą tu poeci z całego kraju i z zagranicy. Tym bardziej, że<br />
miasto uśmiecha się do nas w dwójnasób: liryką i satyrą.<br />
I to jest piękne! Naprawdę, nie na niby! [JW]<br />
JULIUSZ WĄTROBA
BOGUSŁAWA CHWIERUT<br />
BARBARA KORCZYK<br />
ADRENALINA<br />
jak bańka mydlana<br />
pośród róż<br />
ocieram się o ciebie<br />
o kolce<br />
twoich rąk<br />
***<br />
Przez rzekę słów<br />
pręży się bóg<br />
z liściem klonowym<br />
na stacji kolejowej<br />
nadjeżdża pociąg<br />
zbyt pośpieszny<br />
JABŁECZNIK<br />
mama smaży jabłka<br />
drewniana łyżka<br />
przyklejona do jej dłoni<br />
pachnie cynamonem<br />
wieczornymi rozmowami<br />
noc naciąga herbatą<br />
DOTYK<br />
połacie<br />
rozlanego atramentu<br />
na dłoni<br />
czułość wplatasz<br />
w moje włosy<br />
UTYŁA<br />
Szukając talii<br />
mierząc się w pasie<br />
nie zmieściła się w czasie<br />
WIERNA<br />
Poszłaby za tobą<br />
na koniec świata,<br />
gdyby nie woda w kolanie<br />
i podeszłe lata<br />
SKRUPULATNY<br />
O szczegóły będąc dbałym,<br />
wszędzie szukał dziury<br />
w całym<br />
SKNERA<br />
Tak mu drogą była<br />
ta biedna kobieta,<br />
że puścił ją wolno<br />
w samych skarpetach<br />
SAVOIR- VIVRE<br />
Czy wypada<br />
odejść od stołu,<br />
by rozebrać się do rosołu?<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
21
NeSpoon<br />
22<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
NeSpoon<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
23
miejska biżuteria w koronkowej odsłonie<br />
rozmawia renata cygan<br />
W 2009 roku rzuciłaś pracę w korporacji,<br />
zmieniłaś nazwisko i wyszłaś<br />
ze swoją sztuką na ulicę. Zdradzisz,<br />
co było bodźcem do tak radykalnej<br />
zmiany całego życia, punktem<br />
zwrotnym?<br />
To nie był punkt zwrotny, a raczej<br />
korekta kursu. Od najmłodszych lat<br />
wiedziałam, że chcę być „prawdziwą<br />
artystką”. Już w podstawówce sama<br />
uczyłam się malować, poznawałam<br />
techniki, czytałam książki o historii<br />
sztuki. Do pracy w korporacji zmusiły<br />
mnie okoliczności – potrzebowałam<br />
stałej pracy, ubezpieczenia, mieszkania<br />
dla siebie i dziecka. To był konieczny<br />
etap pomiędzy tym, do czego<br />
zmuszały mnie czynniki zewnętrzne,<br />
a tym, co chciałam naprawdę w życiu<br />
24<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
robić. Po 10 latach pomyślałam, że<br />
już mogę, że teraz albo nigdy. I zrobiłam<br />
to.<br />
Czy NeSpoon to nawiązanie do<br />
Matrixa i słów: „no spoon”? Przypomnijmy<br />
słynną scenę z chłopcem,<br />
który wzrokiem wygina łyżkę,<br />
po czym mówi: „łyżki nie ma [ang.<br />
there’s no spoon] – to nie łyżka się<br />
wygina, tylko ty. Spróbuj zrozumieć<br />
prawdę”. Czy Twoje „narodziny”<br />
jako NeSpoon wiążą się z tym, że<br />
zrozumiałaś prawdę o sobie?<br />
Rzeczywiście, moje imię to nawiązanie<br />
do tego momentu w filmie,<br />
ale też do tamtej bardzo konkretnej<br />
chwili w moim życiu. Nie chodziło<br />
o prawdę o sobie, bo znałam ją od<br />
dziecka, ale o przekraczanie granic,<br />
a właściwie ograniczających nas<br />
przekonań. Jeśli zrozumiesz, że łyżeczka<br />
nie istnieje, możesz przeskoczyć<br />
z wieżowca na wieżowiec albo<br />
rzucić dobrą pracę i zacząć malować<br />
graffiti na ulicy.<br />
Zaczynałaś od rysunku i tradycyjnego<br />
malarstwa. Twoimi mistrzami<br />
byli klasycy: Rembrandt, Richter<br />
i Rothko. Potem była ceramika użytkowa.<br />
Skąd więc się wzięły koronki?<br />
Uważam, że opanowanie klasycznego<br />
warsztatu malarskiego jest ważne.<br />
Próbowałam wielu technik i podejść,<br />
a w końcu przez dłuższy czas malowałam<br />
minimalistyczne, depresyjne<br />
abstrakcje. Pewnego dnia uznałam
NeSpoon<br />
Pewnego dnia wyszłam na ulicę<br />
i spojrzałam na świat zupełnie inaczej.<br />
Zobaczyłam słup,<br />
na którym wyświetliła mi się koronka<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
25
26<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Gdziekolwiek jestem, ludzie traktują<br />
wzory koronek jako coś swojego, znanego,<br />
sympatycznego. Zwykle kojarzą im się z babcią,<br />
dzieciństwem i domowym ciepłem<br />
to za ślepą uliczkę, odłożyłam pędzel –<br />
a właściwie szpachelkę, bo wtedy malowałam<br />
szpachlą – i zajęłam się ceramiką.<br />
Odciskanie koronek w świeżej<br />
glinie to jedna z najpopularniejszych<br />
metod zdobienia ceramiki, wszędzie<br />
na świecie można znaleźć talerze czy<br />
kubki z takimi wzorami.<br />
Przez dwa lata zrobiłam setki takich<br />
naczyń. Pewnego dnia przyszło mi<br />
do głowy, że te motywy są piękne<br />
same w sobie i nie potrzebują formy<br />
użytkowej, by cieszyć oczy. Zrobiłam<br />
taki bez-celowy obiekt z koronkowym<br />
wzorem i przykleiłam do ściany<br />
w mieście. Tak się zaczęło.<br />
Czym jest dla Ciebie koronka? Co<br />
symbolizuje?<br />
W początkach istnienia koronczarstwa,<br />
w XVI czy XVII wieku, koronki<br />
były symbolem władzy i bogactwa,<br />
tylko możni mogli sobie na nie pozwolić.<br />
Ceniono je na równi ze złotem<br />
czy klejnotami. Potem, w XIX wieku,<br />
gdy wymyślono maszyny tkackie,<br />
koronki bardzo staniały i trafiły pod<br />
strzechy, były w praktycznie każdym<br />
domu. To dlatego, gdy maluję na<br />
ulicy, często słyszę wiele osobistych<br />
historii o domu rodzinnym, o mamie<br />
czy babci, o dawnych, dobrych czasach.<br />
Lubię myśleć o moich pracach<br />
inspirowanych koronkami, że dają<br />
dobrą energię, w jakiś sposób symbolizują<br />
spokój i harmonię. Ludzie lubią<br />
je, uśmiechają się, kiedy je widzą.<br />
Jesteś artystką street artu. Tworzysz<br />
miejską biżuterię, ozdabiasz koronkami<br />
stare budynki, mury, słupy,<br />
drzewa, chodniki. Część Twoich prac<br />
musi ulec zniszczeniu. Nie martwi<br />
Cię to? Nie żal Ci?<br />
Efemeryczność jest wpisana w street<br />
art. Każdy, kto tworzy na ulicy, musi<br />
liczyć się z tym, że jego praca z jakichś<br />
względów prędzej czy później<br />
zniknie. Oczywiście odczuwam żal,<br />
gdy ktoś zniszczy niedawno przyklejoną<br />
do ściany porcelanową koronkę,<br />
nad którą pracowałam miesiąc,<br />
ale zgadzam się na płacenie tej ceny.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
<strong>27</strong>
28<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Zrobienie jednej ceramicznej koronki<br />
trwa tygodniami. Czy jesteś cierpliwa?<br />
Jestem przeciwieństwem cierpliwości.<br />
Praca w ceramice wymaga skupienia<br />
i wyciszenia, jest formą medytacji,<br />
która pomaga mi się uspokoić<br />
i oczyścić umysł.<br />
Inspirują Cię nie tylko koronki, lecz<br />
także tybetańskie mandale, arabska<br />
ceramika czy sztuka prekolumbijska…<br />
To nie tak. Punktem wyjścia moich<br />
prac są wzory koronek, ale gdy dodaję<br />
do nich kolor, ludzie mają właśnie<br />
takie międzykulturowe skojarzenia.<br />
Nie dziwi mnie to, ponieważ<br />
XVI-wieczne źródła sztuki koronczarskiej<br />
w Europie mają wiele wspólnego<br />
z ornamentyką islamską, a ta – z jeszcze<br />
starszą, hinduską. Istnieje pewien<br />
wspólny kod estetyczny, oparty na<br />
świętej geometrii, który ludzie instynktownie<br />
rozpoznają na całym świecie<br />
i uważają za znajomy, lokalny, swój.<br />
Urban art na wielkich powierzchniach<br />
to ciężka fizyczna praca: kilkanaście<br />
godzin dziennie na podnośniku,<br />
w ochronnym stroju, z ciężkimi<br />
zabezpieczeniami. Nierzadko w deszczu<br />
czy na mrozie. Jak taka filigranowa<br />
dziewczyna sobie z tym radzi?<br />
Tak samo jak duży mężczyzna, po<br />
prostu to robię. Nie traktuję tego jak<br />
pracy, to dla mnie raczej forma radosnego<br />
wysiłku fizycznego, rodzaj<br />
sportu wytrzymałościowego, takiego<br />
jak biegi długodystansowe czy kajakarstwo.<br />
Po całym dniu jestem zmęczona,<br />
ale szczęśliwa.<br />
Duża część Twoich prac powstaje na<br />
zamówienia różnych instytucji na<br />
całym świecie, ale wciąż lubisz wyskoczyć<br />
na miasto „na nielegalu”.<br />
Adrenalina?<br />
Jeśli uważasz się za artystę czy artystkę<br />
street artu, to musisz uprawiać<br />
street art, czyli tworzyć sztukę na<br />
ulicy, bez pozwolenia – gdzie chcesz<br />
i co chcesz. Szlachectwo zobowiązuje.<br />
Wzory koronek to uniwersalny kod estetyczny,<br />
czytelny na całym świecie.<br />
Widać go wszędzie – w kielichach kwiatów,<br />
szkieletach morskich stworzeń, płatkach śniegu,<br />
wzorach malowanych przez mróz na szybach<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
29
Moja sztuka<br />
zawsze powstaje in situ,<br />
osadzona<br />
w lokalnym kontekście<br />
30<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Wielokrotnie w różnych krajach zatrzymywała<br />
mnie policja, ale zwykle kończyło się na miłej<br />
rozmowie. Jedyny mandat dostałam w Polsce<br />
Jasne, to daje adrenalinę, ale najbardziej<br />
cenię poczucie wolności. Legalne<br />
prace to raczej sztuka publiczna.<br />
Muralizm też nie jest street artem,<br />
tak jak wspinanie się na ściance<br />
w klubie to nie alpinizm.<br />
Mówi się, że jesteś polskim Banksym…<br />
To akurat mówi się o Dariuszu Paczkowskim,<br />
Krzyśku Syruciu, Noriakim<br />
i kilku innych moich kolegach uprawiających<br />
street art. O mnie mówi<br />
się, że jestem Banksym w spódnicy.<br />
Banksy to kres układu odniesień<br />
polskiego dziennikarstwa, tymczasem<br />
Paczkowski namalował Lenina<br />
z irokezem w 1987 roku, a Banksy<br />
w 2002, więc to raczej Banksy jest<br />
brytyjskim Paczkowskim.<br />
Czy służby mundurowe próbowały<br />
Cię kiedyś „przywołać do porządku”?<br />
Dostałaś kiedyś mandat? Kazano<br />
Ci zaprzestać malowania?<br />
Wielokrotnie w różnych krajach zatrzymywała<br />
mnie policja, ale zwykle<br />
kończyło się na miłej rozmowie. Jedyny<br />
mandat dostałam w Polsce od<br />
kobiecego patrolu. Było bardzo niemiło,<br />
panie funkcjonariuszki nie mogły<br />
przejść do porządku dziennego<br />
nad kolorem moich włosów.<br />
Skąd pomysł na „najmniejszego papieża<br />
na świecie”? Przekora?<br />
Sarkazm. Sarkazm jest ostatnią linią<br />
obrony przed głupotą świata.<br />
A biedronki? Dlaczego biedronki?<br />
To dawno zamknięty projekt, street<br />
art dla dzieci. Powstał głównie z myślą<br />
o mojej małej wtedy córce, żeby<br />
miała też coś dla siebie na ścianach,<br />
bo graffiti jeszcze nie rozumiała. Zakończyłam<br />
to chyba w 2012 roku.<br />
Co Cię pociąga w skrzynkach elektrycznych?<br />
Są dobrym podkładem malarskim,<br />
bo nie mają jakiejś szczególnej<br />
wartości estetycznej, historycznej,<br />
architektonicznej czy urbanistycznej.<br />
Można je malować bez szkody,<br />
a nawet z zyskiem.<br />
Na czym polega projekt „Blizny”?<br />
Koronki to tylko jeden z moich<br />
projektów, mam też wiele innych,<br />
bardziej konceptualnych. Pomimo<br />
że w większości są realizowane<br />
na ulicy, to adresowane są do widzów<br />
w galeriach. „Blizny” to jeden<br />
z nich. Mówi o potrzebie ostatecznego<br />
przezwyciężenia traumy<br />
II wojny światowej, o patrzeniu<br />
w przyszłość, a nie przeszłość. Wypełniałam<br />
gliną dziury po kulach,<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
31
Koronkowe wzory<br />
stały się moim znakiem rozpoznawczym<br />
Wszystkie zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum NeSpoon<br />
32<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
które gdzieniegdzie znaleźć jeszcze<br />
można w polskich miastach,<br />
symbolicznie zabliźniając ostatnie<br />
rany w tkance miejskiej. Projekt powstał<br />
w 2015 roku jako reakcja na<br />
nagły zwrot w polityce kulturalnej<br />
państwa, tak zwaną politykę historyczną.<br />
Odbierałam to jako pomysł<br />
na budowanie tożsamości narodowej<br />
opartej na doznanych krzywdach<br />
i nieufności wobec sąsiadów.<br />
Przejdźmy do porcelanowych płatków:<br />
o co chodzi w projekcie „Myśli”?<br />
To próba zapisu stanu medytacji<br />
w porcelanie. Przez trzy lub cztery zimowe<br />
miesiące w roku robię tylko to,<br />
lepię porcelanowe płatki kilka godzin<br />
dziennie. Wierzę, że moje uspokajające<br />
się myśli zapisują się w porcelanie.<br />
Na finałową wystawę w 2042<br />
roku przygotowuję 1500 kg płatków,<br />
które wyłożone będą na stołach<br />
o długości 300 m. Widzowie będą<br />
mogli zanurzać w nich ręce i bawić<br />
się nimi, uwalniając charakterystyczny<br />
dźwięk, który oczyszcza umysł.<br />
Projekt powstał w 2012 roku, gotowych<br />
jest około 600 kg płatków.<br />
Marzysz o postawieniu ogromnej<br />
instalacji przed Reichstagiem w Berlinie.<br />
300 dwuipółmetrowych rzeźb<br />
ludzkich. Dlaczego tam? Co mają<br />
symbolizować te postaci?<br />
Myślę o wielu makroskalowych instalacjach<br />
publicznych, to właśnie<br />
chciałabym robić w bliskiej przyszłości.<br />
Interaktywne koronki 20-metrowej<br />
wysokości; koronkowy, drukowany<br />
z metalu amfiteatr na koncerty<br />
chopinowskie czy właśnie „People<br />
talking”. To instalacja, która mówi<br />
o tym, jak ważna jest bezpośrednia<br />
rozmowa z innymi ludźmi, również<br />
tymi nieznajomymi.<br />
Zostawiłaś swoje koronki w wielu<br />
miastach na całym świecie. Które<br />
miejsce wspominasz najmilej?<br />
W zasadzie wszystkie miejsca wspominam<br />
najmilej. Jeśli chodzi o to,<br />
które szczególnie pozostaje mi<br />
w pamięci, to Czarnobyl. Tworzenie<br />
instalacji w postapokaliptycznym,<br />
porzuconym mieście, obok zniszczonego<br />
reaktora, było naprawdę silnym<br />
przeżyciem.<br />
Najbliższe plany NeSpoon?<br />
Murale, instalacje, wystawy, projekty…<br />
Mam kalendarz wypełniony na<br />
rok do przodu. [RC]<br />
RENATA CYGAN<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
33
SONET Z DZIEWICĄ<br />
Motylki pocałunków w uczuć mgiełce bladej<br />
przysiadły ci na pączkach rozwiniętych sutków<br />
Utonęła w jeziorze wzruszeń rzeka smutków<br />
kiedy poduszkę głowy u twoich stóp kładę<br />
A wzrok się pnie powojem twego ciała granią<br />
poprzez jaskinie mroczne poprzez biel i czerwień<br />
Halny pragnień się wzmaga – wszystkie więzy zerwie:<br />
niebo z ziemią deszcz z słońcem powój z granią raniąc<br />
Czuję ciebie tak samo jak niegdyś Petrarka<br />
wtapiając Laurę w bursztyn złocistych sonetów<br />
które żywego skarbu dniem i nocą strzegą<br />
Wiem też (kiedy buszuję po twych zakamarkach):<br />
największe dzieło Boga jaśnieje kobietą<br />
chociaż diabeł się spiera że to dzieło jego<br />
SONET Z ROMANTYCZKĄ<br />
Zmysłowość jej rozkwita tylko w snach lubieżnych<br />
kiedy czułym kochankiem podpalany ogier<br />
podkówkami – na szczęście – głodne uda skrobie<br />
i pianą z pyska zrasza brosze piersi śnieżnych<br />
Rozchylone rubiny warg wciąż pragną nieba<br />
Rozkosz dzikim galopem kolejnych orgazmów<br />
Wgnieciona w łożę łąki czując słodkie jarzmo<br />
rżysz w szczęśliwych omdleniach jak stugłowy źrebak<br />
Gdy zaś łódź snu po morzach wzburzonych odpływa<br />
i płonącym źrenicą kare myśli gasi<br />
wracasz do jawy szarej pokorna i cicha<br />
Tylko w stajniach bliźniaczych ciasnego stanika<br />
kobyle mleko wzruszeń na nowo się kwasi<br />
i wiatr tabunom koni gra na wzdętych grzywach<br />
Juliusz Wątroba<br />
SONET Z PRZYZWOITKĄ<br />
O Afrodyto smukła O Wenus z rękami<br />
pożądaniem pałają wszystkie moje członki<br />
Przypatruję się tobie jak ziemniakom stonki<br />
marząc tylko o jednym – zostańmy tu sami<br />
Lec nic z tego bo przy nas przyzwoitki próchno<br />
które z nici pajęczych ma leciwy hymen<br />
Zapłacz ją słona wodo lub niech pójdzie z dymem<br />
O wiatry najłaskawsze spróbujcie ją zdmuchnąć<br />
Klnę jak szewc przy kopycie czyli bardzo brzydko<br />
patrząc jak żagle piersi wiatr niespełnień wzdyma<br />
jak niedotknięte łono nieme prośby wznosi<br />
A miłość z nas wycieka jak z portfela grosik<br />
więc zmykaj szybko z oczu – dłużej nie wytrzymam<br />
albo puść się też z nami niecna przyzwoitko!<br />
SONET Z KUREWKĄ<br />
Prócz tkliwej subtelności w spojrzeń pajęczynach<br />
drzemała w niej natura gorąca i krewka<br />
stąd nasza tytułowa przewrotna kurewka<br />
musiała być kochana o stałych godzinach<br />
nieodpłatnie a pięknie – jedynie dla chuci<br />
która w niej się rozrosła gorejącym krzewem<br />
Jak opisać to wszystko najdosłowniej nie wiem<br />
i tylko jedno jasne: na pewno powrócisz<br />
bowiem mgłą ci zachodzą nasycone ślipie<br />
kiedy z wiernością suki spełnia twe zachcianki<br />
i tracisz wszystkich zmysłów kwilące szczenięta<br />
gdy zapominasz pamięć aby zapamiętać<br />
czy to noce bezgwiezdne czy bielutkie ranki<br />
wciąż broniąc się daremnie aby nie ocipieć<br />
34<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Ilustracja: BEA STOSZEK<br />
SONET Z MĘŻATKĄ<br />
Ach – skóry alabaster Ust gorących pożar<br />
W greckiej amforze bioder jeno wino przednie<br />
Tak rozpoczynam sonet – plotąc nowe brednie<br />
gdy na szyi ściśnięta twoich rąk obroża<br />
Gdy gejzery oddechów stopią stal i kamień<br />
Kiedy wieczność tak pewna niczym zyski z banku<br />
Kiedy tyle zapomnień legalna kochanko<br />
bo za jednym spełnieniem kolejne się stanie<br />
A chociaż z sił najszczerszych pieszczę cię i pieszczę<br />
I choć mam rąk tysiące i języków krocie<br />
padam (jak woj od miecza) od wciąż głodnej pochwy<br />
Tu nie pomoże viagra a i jurny Włoch by<br />
utonął nieboraczek w swoim własnym pocie<br />
konając ciągle słysząc: jeszcze jeszcze jeszcze...<br />
SONETY<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
SKORPION<br />
35
Od lat zachwyca publiczność swoim wyjątkowym<br />
talentem i charyzmą. Jej kariera pełna<br />
jest znaczących osiągnięć, występów na prestiżowych<br />
festiwalach oraz międzynarodowych tournée,<br />
które przyniosły jej uznanie zarówno w kraju, jak<br />
i za granicą, m.in.: w USA, Chinach czy Izraelu.<br />
Jej kariera artystyczna to nie tylko imponujący dorobek<br />
w świecie opery, operetki i musicalu, lecz także fascynująca<br />
podróż przez różne style muzyczne i kultury.<br />
Pani Ewa jest wspaniałą śpiewaczką, ale również aktywną<br />
działaczką zarówno na rzecz młodych artystów,<br />
jak i tych, których należy ocalić od zapomnienia. I, co<br />
warte podkreślenia, przemiłą, życzliwą i wspierającą<br />
osobą. Nie jest celebrytką, jest profesjonalistką w swoim<br />
zawodzie. Jest sobą, a takich autentycznych osób<br />
coraz mniej wokół nas.<br />
Zapraszamy do lektury wywiadu, w którym moja rozmówczyni<br />
dzieli się swoimi refleksjami na temat kariery,<br />
inspiracji oraz wyzwań, jakie napotyka na swojej artystycznej<br />
drodze. To także opowieść o pasji, oddaniu<br />
sztuce i niezłomnej determinacji, które sprawiają, że<br />
każdy jej występ pozostaje na długo w pamięci widzów.<br />
Ewa Warta-Śmietana<br />
Miałam przyjemność śpiewać<br />
w Pekinie w Zakazanym Mieście<br />
Zacznijmy od początku… Jakie wspomnienia<br />
i doświadczenia z czasów<br />
studiów miały największy wpływ na<br />
rozwój Pani kariery artystycznej?<br />
36<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Kiedy starałam się o przyjęcie na studia<br />
wokalno-aktorskie na Akademii<br />
Muzycznej w Krakowie, wyobrażałam<br />
sobie, że moim miejscem pracy będzie<br />
opera lub operetka. W Polsce operetki<br />
tradycyjnie wykonuje się w języku<br />
polskim, jednak ten gatunek niemal<br />
zanikł, zastąpiony przez musical. Operę<br />
natomiast się wykonuje, z uwagi<br />
chociażby na frazowanie, w językach<br />
oryginalnych: włoskim, francuskim,<br />
rosyjskim czy niemieckim. Języka rosyjskiego<br />
uczyłam się przez całą szkołę<br />
podstawową, w szkole średniej również<br />
niemieckiego, a na studiach włoskiego<br />
i francuskiego.<br />
Pewnego razu, gdy byłam studentką,<br />
do mojego nauczyciela Wojciecha Jana<br />
Śmietany przyjechały córki jego przyjaciela<br />
z Węgier i wówczas profesor<br />
postanowił, że jedna z nich będzie nas<br />
uczyła węgierskich pieśni. Początkowo<br />
my studenci buntowaliśmy się, zastanawiając<br />
się, po co nam ten język, skoro<br />
nie wiązaliśmy z nim żadnej kariery.<br />
Jakże się myliliśmy! Mój pierwszy, duży<br />
solowy koncert zaśpiewałam właśnie<br />
w tym języku – w kraju, który jest kolebką<br />
operetki. A jak do tego doszło?<br />
Krakowski poeta Jacek Lubart-Krzysica<br />
miał szerokie kontakty w międzynarodowym<br />
środowisku poetyckim i wydał<br />
tomik z poezją polsko-węgierską.<br />
Jego promocja odbywała się w historycznej<br />
kawiarni – Jamie Michalika.<br />
Wiersze recytował aktor Jan Nowicki,<br />
ja z kolei zaśpiewałam owe pieśni węgierskie.<br />
Wiedziałam, że jest to spotkanie<br />
wysokiej rangi – obecny był<br />
konsul i środowisko dyplomatyczne,<br />
jednak nie miałam pojęcia o obecności<br />
delegacji węgierskiej poszukującej<br />
partnerów kulturalnych. I w ten sposób<br />
zostałam zaproszona jako jedyna<br />
solistka na występ do Peczu, wówczas<br />
miasta partnerskiego dla Krakowa.<br />
Wspaniale mnie tam przyjęto<br />
i zaopiekowano się mną. A na scenie<br />
wystąpiłam obok solistów operetki<br />
budapesztańskiej!
Rozmawia Agnieszka Kuchnia-Wołosiewicz<br />
Ta miłość do muzyki węgierskiej została<br />
we mnie. Podczas moich występów,<br />
co zapewne wiesz, często śpiewam<br />
czardasze i moja fundacja również nosi<br />
taką nazwę – Fundacja Pomocy Artystom<br />
Polskim CZARDASZ.<br />
Wracając do pytania, myślę, że bardzo<br />
przydatne, mające ogromny wpływ na<br />
moje życie artystyczne, było poznawanie<br />
„nietypowych” języków. Nie mogę<br />
się oczywiście uważać za ich znawczynię,<br />
ale w myśl zasad wpajanych mi<br />
od początku przez mojego profesora<br />
wiedziałam, że zaczynając pracę nad<br />
jakimkolwiek utworem, w pierwszej<br />
kolejności muszę poznać dokładnie –<br />
co do słowa – jego tekst wraz z całym<br />
kontekstem gramatycznym, semantycznym<br />
i kulturowym.<br />
Podczas moich studiów na Akademię<br />
Muzyczną w Krakowie przyjeżdżali też<br />
studenci z Japonii na lekcje do Haliny<br />
Czerny-Stefańskiej. Zostałam wówczas<br />
poproszona o współpracę z japońską<br />
pianistką przy cyklu pieśni w języku<br />
starojapońskim dla ówczesnego Radia<br />
Rak. Po latach zaśpiewałam je m.in.:<br />
w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej<br />
Manggha w Krakowie.<br />
Życie pokazało, iż to, co czasami wydawało<br />
mi się zbędne i niepotrzebne,<br />
czego unikałam, stało się niezwykle<br />
przydatne w mojej karierze. A czym<br />
ona dla mnie jest? Na pewno nie<br />
modnym ostatnio celebryctwem, lecz<br />
faktem, iż na moje koncerty czy wydarzenia,<br />
które organizuję, nieustająco<br />
i licznie przychodzą słuchacze. (śmiech)<br />
W Pani repertuarze znajdują się zarówno<br />
role operowe, jak i postaci<br />
z operetek i musicali. Jakie wyzwania<br />
i różnice dostrzega Pani w interpretacji<br />
ról z tych różnych gatunków?<br />
Wspólnym mianownikiem w interpretacji<br />
ról operowych, operetkowych<br />
i musicalowych jest wykształcony głos<br />
śpiewaka, który musi być klasycznie<br />
ustawiony. Śpiewacy operowi dzięki<br />
swojemu wykształceniu wokalnemu<br />
są w stanie wykonać wymagające arie<br />
operowe. Różnice między tymi gatunkami<br />
są znaczące, choć z biegiem lat<br />
się zacierają.<br />
Dawniej śpiewak operowy miał za zadanie<br />
głównie zaśpiewać, skupiając<br />
się na takich technikach jak koloratura<br />
i bel canto. Natomiast w operetce<br />
wymagana była nie tylko umiejętność<br />
śpiewu, lecz także predyspozycje aktorskie<br />
i taneczne – szczególnie w rolach<br />
subretkowych, które są bardzo<br />
taneczne. Opery wykonuje się w oryginalnych<br />
językach, podczas gdy operetki<br />
– Imre Kálmána, Franza Lehára czy<br />
Jacques’a Offenbacha – śpiewa się tradycyjnie<br />
w języku kraju, w którym są<br />
wystawiane. W operze dominują recytatywy,<br />
a w operetce są teksty mówione,<br />
które często zawierają dowcipy,<br />
dlatego ich percepcja jest pełniejsza<br />
w tłumaczeniu. Operetka jest trudniejsza<br />
dla artysty, mimo że jest lżejsza<br />
w odbiorze dla widza.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
37
Obecnie na największych scenach<br />
operowych wymagania rosną. Ważne<br />
są nie tylko umiejętności wokalne,<br />
lecz także wygląd i utanecznienie,<br />
a także sprawność aktorska.<br />
Jeśli chodzi o moje doświadczenia, to<br />
oczywiście w zależności od stylu i gatunku<br />
muszę dostosować odpowiednio<br />
swój występ. W pieśniach japońskich<br />
wszystko musi być precyzyjne i śpiewane<br />
piano, wręcz pianissimo. Dla Japonki,<br />
która mnie przygotowywała, mezzoforte<br />
to już był krzyk. (śmiech) Trzeba<br />
naprawdę wsłuchać się w daną kulturę,<br />
język i jego melodykę. Wszystko wymaga<br />
przygotowania i treningu.<br />
Śpiewam też muzykę popową – moja<br />
piosenka Szafirowy blask była na listach<br />
przebojów. Różnica między klasyką<br />
a popem leży w podejściu do rytmu.<br />
W klasyce jest on pochodną uszeregowania<br />
nut, czyli zapisanych przez<br />
kompozytora dźwięków w czasie,<br />
podczas gdy w szeroko pojętej muzyce<br />
rozrywkowej rytm stanowi byt<br />
autonomiczny i świadome frazowanie<br />
w myśl śpiewanego tekstu bywa<br />
niejednokrotnie nie lada wyzwaniem.<br />
W sytuacji, gdy muzyka (czasami nawet<br />
nie grana przez żywy zespół, tylko<br />
zsyntetyzowana elektronicznie) idzie<br />
nieubłaganie jak dobrze nastawiona<br />
maszyna, nie ma miejsca na tak powszechne<br />
w klasyce zawieszenia, rubata,<br />
rallentanda etc. – wszystko musi<br />
się zmieścić w narzuconym czasie i oddanie<br />
semantycznego sensu śpiewanego<br />
tekstu staje się wyłącznie moją<br />
odpowiedzialnością.<br />
Co istotne, w muzyce rozrywkowej<br />
jest miejsce na improwizację. W muzyce<br />
klasycznej trzeba wiernie odtwarzać<br />
zapis nutowy, choć w baroku było<br />
miejsce na ozdobniki – gwiazdy operowe<br />
dopisywały kadencje i koloraturki.<br />
Bardzo lubię czasem pośpiewać popowo,<br />
by pamiętać właśnie o tym, jak ważny<br />
jest również rytm, ponieważ muzyka<br />
to „sztuka w czasie”, o czym klasyczni<br />
śpiewacy nie zawsze pamiętają.<br />
Jakie są Pani najważniejsze doświadczenia<br />
związane z wykonywaniem ról<br />
w operach Mozarta?<br />
38<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Najważniejsze doświadczenia związane<br />
z wykonywaniem ról w operach<br />
Mozarta zaczęły się jeszcze na<br />
studiach. Moją pierwszą rolą było<br />
wystąpienie w dziele tego kompozytora<br />
– na drugim lub trzecim roku<br />
studiów. Filharmonia Krakowska miała<br />
wówczas program edukacyjny, w ramach<br />
którego jeździła po różnych szkołach.<br />
Występowałam w jednoaktowej,<br />
niezwykle ciekawej i zabawnej operze<br />
Bastien und Bastienne.<br />
Z tym projektem wiąże się kilka zabawnych<br />
anegdotek. Pamiętam, że<br />
kiedy profesor Barbara Walczyńska<br />
zobaczyła mnie w mocno wydekoltowanej<br />
sukni z epoki, nakazała mi<br />
założyć coś pod spód, aby zmniejszyć<br />
dekolt. Ugrzeczniała też partie tekstu,<br />
np. słowo „głupiec” zastępowała<br />
przymiotnikiem „niemądry”. I gdy<br />
tak „sformatowana” podczas jednego<br />
z występów żaliłam się na Bastiena<br />
(według fabuły mojego ukochanego,<br />
który mnie porzucił), jedna z uczennic<br />
skwitowała jego zachowanie, używając<br />
do tego powszechnie znanego<br />
wulgaryzmu. Została wyprowadzona<br />
z sali, a ja dostałam ataku śmiechu<br />
i aby go ukryć, udawałam, że łkam.<br />
Również mój kolega z duetu nie mógł<br />
się opanować. Tak właśnie zaczęła się<br />
moja przygoda z Mozartem. (śmiech)<br />
Na czwartym roku przygotowywaliśmy<br />
operę Don Giovanni, gdzie występowałam<br />
jako Zerlina. W tej samej<br />
roli była również koleżanka z szóstego<br />
roku, ale to ja zaśpiewałam premierę<br />
w Starym Teatrze w Krakowie, co było<br />
dla mnie wielką radością i wyróżnieniem.<br />
Na ostatnim roku mogłam zaśpiewać<br />
partię Zuzanny w Weselu Figara<br />
– jedną z najdłuższych partii operowych<br />
na świecie, wpisaną do Księgi<br />
rekordów Guinnessa.<br />
Muzyka Mozarta jest kojąca dla głosu.<br />
W jego utworach ważne są akcenty,<br />
takie jakby... ukłony. W odróżnieniu<br />
od wielu innych kompozytorów Mozart<br />
nie obciąża głosu. Jego utwory<br />
śpiewa się lekko. Oczywiście to musi<br />
być wykonane na podparciu i trzeba<br />
wielokrotnie wykazać się umiejętnościami<br />
operowania głosem, ponieważ<br />
nie da się niczego ukryć – każda<br />
niedyspozycja jest widoczna. Wszystko<br />
musi być wykonane swobodnie i w stylu<br />
bel canto.<br />
Ja zaczęłam od opery komicznej, ale<br />
oczywiście Mozart pisał także opery<br />
liryczno-dramatyczne, np. Donna<br />
Elvira śpiewa z barokową emfazą, ale<br />
ja miałam szczęście do arii pełnych rokokowego<br />
wdzięku. Śpiewałam również<br />
w Czarodziejskim Flecie rolę Paminy,<br />
która wymagała innego podejścia<br />
wokalnego. Wykonywałam także<br />
utwory religijne tego kompozytora.<br />
Jaki wpływ na Pani karierę miało wykonanie<br />
cyklu pieśni współczesnego<br />
kompozytora Adama Walacińskiego<br />
podczas Festiwalu Muzyki Współczesnej<br />
w Krakowie w 2001 roku?<br />
Bardzo lubiłam współpracę z Adamem<br />
Walacińskim, którego większość<br />
osób kojarzy jako kompozytora muzyki<br />
do filmu Czterej pancerni i pies.<br />
Był to wspaniały człowiek i wybitny<br />
profesor. Niezwykle cenię to, że skomponował<br />
dla mnie muzykę do wierszy<br />
Józefa Barana. Niestety, dyrektor Festiwalu<br />
Muzyki Współczesnej, który<br />
mnie wówczas zaangażował i zrealizował<br />
nagranie, nigdy mi go nie udostępnił.<br />
Po dziś dzień nie wiem, gdzie<br />
jest zdeponowane.<br />
Ogólnie bardzo się cieszę z mojej<br />
wszelkiej współpracy z kompozytorami<br />
oraz poetami z Krakowa i nie tylko.<br />
Myślę, że udział w tamtym festiwalu<br />
otworzył mnie na taką aktywność.<br />
Pani dorobek koncertowy obejmuje<br />
występy na wielu prestiżowych<br />
festiwalach, takich jak Europejski<br />
Festiwal im. Jana Kiepury w Krynicy<br />
i Festiwal Muzyki Współczesnej<br />
w Krakowie. Jakie były najważniejsze<br />
momenty i doświadczenia podczas<br />
tych występów?<br />
Mój dorobek koncertowy obejmuje<br />
występy na wielu prestiżowych festiwalach.<br />
Najważniejszymi momentami<br />
i doświadczeniami podczas tych występów<br />
były okazje, aby stanąć u boku<br />
wielkich gwiazd danego gatunku.<br />
W Krynicy miałam zaszczyt występować<br />
z Grażyną Brodzińską, królową<br />
polskiej operetki, oraz Wandą Polańską<br />
i prowadzącym Bogusławem Kaczyńskim.<br />
W Busku-Zdroju śpiewałam<br />
obok Wiesława Ochmana. Koncertowałam<br />
także z Małgorzatą Walewską<br />
oraz wieloma innymi śpiewakami
Wszystkie zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum artystki<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
39
o międzynarodowej sławie. Stawanie na scenie obok tak<br />
wybitnych artystów było dla mnie ogromnym zaszczytem<br />
i wyróżnieniem.<br />
W muzyce popowej miałam okazję współpracować z takimi<br />
artystami, jak np.: Sławek Uniatowski, Łukasz Zagrobelny,<br />
Zbigniew Zamachowski, Rafał Królikowski czy Krystian<br />
Ochman. Występowanie w towarzystwie takich talentów<br />
jest dla mnie nobilitacją i dużą satysfakcją.<br />
Bardzo ważna jest również publiczność, która reaguje żywiołowo<br />
na nasze występy. To wszystko mobilizuje mnie do<br />
ciągłego doskonalenia się. Artysta jest postrzegany przez<br />
pryzmat swojego ostatniego koncertu, dlatego nie chciałabym<br />
być kiedyś oceniana jedynie na podstawie dawnych<br />
osiągnięć. Mam nadzieję, że kiedyś w przyszłości wyczuję<br />
odpowiedni moment, by odejść ze sceny z godnością i nie<br />
będę obdarzana oklaskami z litości za to, co było kiedyś.<br />
Na razie się cieszę, że moje występy nadal podobają się<br />
publiczności i że wciąż jestem zapraszana na koncerty. Jest<br />
to dla mnie ogromna radość. Ponadto uważam, iż mój zawód<br />
ma sens tylko wtedy, gdy jest dla kogo występować.<br />
40<br />
Ewa Warta-Śmietana ukończyła Akademię<br />
Muzyczną w Krakowie na wydziale<br />
wokalno-aktorskim. Jest śpiewaczką<br />
operową (choć w swoim<br />
repertuarze ma bardzo różnorodne<br />
gatunkowo utwory, m.in.: operetkowe,<br />
musicalowe, piosenki różnych<br />
narodów, muzykę sakralną, piosenki<br />
międzywojenne, a nawet popowe),<br />
reżyseruje spektakle kabaretowe, do<br />
których pisze własne scenariusze, zagrała<br />
też w kilku polskich filmach oraz<br />
w produkcji hollywoodzkiej. Pani Ewa<br />
to także prezes Fundacji Pomocy Artystom<br />
Polskim CZARDASZ oraz dyrektor<br />
Międzynarodowego Konkursu<br />
Operetkowo-Musicalowego. Jest także<br />
pomysłodawcą i dyrektorem kilku<br />
festiwali muzycznych. Dwa lata temu<br />
powołała do życia Festiwal Klezmerski<br />
w Krakowie. Ponadto napisała m.in.<br />
scenariusz musicalu Miłość czyni<br />
cuda, wystawianego w Gliwickim Teatrze<br />
Muzycznym oraz teatrze Admiralspalast<br />
w Berlinie. Jest też autorką<br />
(i zarazem wydawcą) książek na temat<br />
polskich śpiewaków. Zaprezentowanie<br />
jej dorobku artystycznego w kilku<br />
zdaniach jest niemożliwe…<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Pani tournée po Chinach w 2009 roku było wyjątkowym<br />
doświadczeniem. Jakie różnice dostrzega Pani między<br />
występami w Chinach a koncertami w Europie? Jak publiczność<br />
w Chinach reagowała na Pani występy?<br />
Wygrałam konkurs Ministerstwa Chińskiego na tournée po<br />
Chinach, co było dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Miałam<br />
przyjemność śpiewać w Pekinie w Zakazanym Mieście,<br />
gdzie znajdują się pałace cesarskiej rodziny. Koncerty odbywały<br />
się również w Kantonie oraz Qingdao nad Morzem<br />
Żółtym.<br />
Pierwszy koncert, w Kantonie, zaskoczył mnie niezwykle.<br />
Powiedziano mi, że będzie to koncert kameralny – okazało<br />
się, że była to sala na 800 osób. (śmiech) Obawiałam się<br />
niskiej frekwencji, sala jednak była wypełniona po brzegi,<br />
głównie młodymi ludźmi – do 35. roku życia. Było to niesamowite<br />
przeżycie. Po każdej części koncertu otrzymywałam<br />
kwiaty, co było dla mnie zaskakujące. Z kolei po jego<br />
zakończeniu publiczność przez dwie godziny robiła sobie<br />
ze mną zdjęcia. Byłam bardzo zmęczona, ale szczęśliwa.<br />
Gościnność i dbałość o artystę były niezwykłe. Mieszkałam<br />
w sześciogwiazdkowych apartamentach, które czasem<br />
przypominały bardziej mieszkania prywatne – pełne kwiatów<br />
i bardzo intymnych przyborów. Było tam wszystko,<br />
czego mogłam potrzebować.<br />
I jedzenie… zupełnie inne od tego, które my znamy jako<br />
chińskie tutaj, w Europie – ale to temat na osobny wywiad.<br />
(śmiech)<br />
Jako artystka nagrała Pani wiele płyt, w tym Kto me usta<br />
całuje i Ave Maria. Jakie były Pani priorytety podczas wyboru<br />
repertuaru do tych nagrań i jakie wyzwania związane<br />
były z procesem nagrywania?<br />
Podczas wyboru repertuaru zawsze kierowałam się w stronę<br />
lżejszej muzyki. Nigdy nie chciałam chodzić do pracy<br />
i „umierać na scenie”. (śmiech) Od początku wiedziałam,
że chcę występować w operetce, dlatego moja pierwsza<br />
płyta zawierała arie operetkowe. Kolejna była z kolędami.<br />
Ktoś zachwycił się moim głosem, co otworzyło przede<br />
mną drzwi do śpiewania koncertów sakralnych i płyta Ave<br />
Maria została zadedykowana księdzu infułatowi Jerzemu<br />
Bryle. Oczywiście, nagrałam znacznie więcej płyt, do odkrycia<br />
których serdecznie zapraszam. (śmiech)<br />
A jakie był priorytety? Nagrywałam mój repertuar – to,<br />
co w danej chwili śpiewałam. Naprawdę jest tego bardzo,<br />
bardzo dużo. Różne gatunki, style i języki.<br />
Pełni Pani funkcję Prezesa Fundacji Pomocy Artystom<br />
Polskim CZARDASZ oraz dyrektora konkursu operetkowo-musicalowego.<br />
Jakie cele stawia sobie Pani w tych<br />
rolach i jakie inicjatywy są dla Pani szczególnie ważne?<br />
Pełniąc funkcję Prezesa Fundacji Pomocy Artystom Polskim<br />
CZARDASZ oraz dyrektora konkursu operetkowo-musicalowego,<br />
stawiam sobie za cel przede wszystkim pomoc<br />
młodym artystom śpiewakom, którzy rozpoczynają swoją<br />
karierę i muszą znaleźć swoje miejsce w zawodzie, co nie<br />
jest łatwe. Pragnę także ocalić od zapomnienia tych, którzy<br />
już odeszli, stąd wydawnictwa dotyczące takich postaci<br />
jak Bronisław Romaniszyn czy Iwona Borowicka. Kilka<br />
z tych książek napisał śp. Jacek Chodorowski, z którym<br />
współpracowałam. Często opisywały one naszych gości<br />
artystycznych.<br />
Od lat byłam i jestem dyrektorem różnych festiwali, na<br />
przykład w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, Lądku Zdroju,<br />
Krakowie czy w Helu. Zapraszam na nie m.in. laureatów<br />
Konkursu Operetkowo-Musicalowego. Angażuję także<br />
tych młodych artystów do moich spektakli kabaretowo-operetkowych,<br />
które od ośmiu lat wystawiam m.in.<br />
w kultowej Piwnicy pod Baranami. Poprzez nie staram się<br />
również przybliżać muzykę klasyczną.<br />
I wreszcie, organizuję wspomniany konkurs, do którego zapraszam<br />
za każdym razem inne jury – dyrektorów teatrów<br />
muzycznych, dyrektorów ośrodków kultury, aby mogli zobaczyć<br />
te młode talenty i podjąć z nimi współpracę.<br />
W Pani repertuarze znajduje się również muzyka żydowska.<br />
Jakie są Pani osobiste odczucia i doświadczenia<br />
związane z interpretacją muzyki żydowskiej?<br />
Moje zainteresowanie tą muzyką narodziło się podczas<br />
pobytu z Zespołem Pieśni i Tańca Uniwersytetu Jagiellońskiego<br />
„Słowianki” w Izraelu. Spodobałam się wówczas<br />
i zaproponowano mi koncerty solowe. Pomyślałam, iż<br />
byłoby miło, gdybym mogła zaśpiewać coś w języku rodzimym<br />
gospodarzy. Wtedy odszukałam pana Leopolda<br />
Kozłowskiego-Kleinmana, dla którego stałam się pierwszą<br />
uczennicą pieśni wykonywanych w języku jidysz. Współpracował<br />
on z zespołem Roma i zespołem Wojska Polskiego,<br />
ale nie uczył tego, po co ja do niego przyszłam. Dzięki<br />
niemu poznałam stare pieśni żydowskie, których nauczył<br />
mnie śpiewać. W międzyczasie nagrywano film dokumentalny<br />
o Leopoldzie, w którym wzięłam udział, a to otworzyło<br />
przede mną drzwi do koncertów m.in. w Kalifornii.<br />
Nagrałam później płyty Miasteczko Bełz i Jerusalem. Mój<br />
kolega z Teatru Żydowskiego Heniek Rajfer zaprosił mnie<br />
do Izraela, gdzie występowałam z gwiazdami tego teatru.<br />
Następnie, trochę przypadkiem, napisałam swój pierwszy<br />
scenariusz Cuda Rebego.<br />
Koncerty muzyki żydowskiej zawsze cieszyły się ogromnym<br />
zainteresowaniem, co skłoniło mnie do stworzenia<br />
Festiwalu Klezmerskiego na krakowskim Kazimierzu.<br />
Głównym punktem festiwalu jest ślub i wesele żydowskie,<br />
a w tym roku przygotowaliśmy piękną inscenizację na bazie<br />
Księgi Estery, obrazującą najradośniejsze żydowskie<br />
święto Purim.<br />
Jakie są Pani plany na przyszłość? Czy są jakieś nowe<br />
projekty artystyczne, role operowe lub koncerty, które<br />
są dla Pani szczególnie ekscytujące i które chciałaby Pani<br />
zrealizować w najbliższych latach?<br />
Moje plany na przyszłość są pełne ekscytujących projektów<br />
i nowych wyzwań. Nie należę do śpiewaczek, które byłyby<br />
zadowolone ze śpiewania jednej roli przez całe życie. Zawsze<br />
dążę do rozwoju i ciągle uczę się nowych rzeczy.<br />
Chcę kontynuować rozpoczęte festiwale, takie jak Festiwal<br />
Operetkowo-Musicalowy, który organizuję od 2004<br />
roku. W zeszłym roku świętowaliśmy jego dziesiątą, jubileuszową<br />
edycję. Festiwal ten jest oczekiwany, potrzebny<br />
i spełnia swoje zadanie. Planuję również kontynuować<br />
Festiwal Morze Muzyki w Helu, który przynosi wiele radości<br />
zarówno publiczności, jak i artystom, a także Festiwal<br />
Klezmerski w Krakowie.<br />
Jestem również otwarta na współpracę z różnymi ośrodkami<br />
artystycznymi i chętnie przyjmuję zaproszenia.<br />
W najbliższych miesiącach czeka mnie premiera koncertu<br />
rewiowego we współpracy z Baletem Dworskim Cracovia<br />
Danza (w grudniu) oraz muzyczna niespodzianka<br />
na karnawał.<br />
Z koleżanką sopranistką planujemy stworzyć duet do tekstu<br />
Jolanty Stachurskiej. Chcemy, aby nasz utwór stał się przebojem,<br />
więc zamierzamy nad nim intensywnie pracować.<br />
Próbuję również swoich sił w produkcjach stricte teatralnych.<br />
Ostatnio zagrałam w Bajce o rybaku i złotej rybce,<br />
w reżyserii Teatru Akademia Wyobraźni Pawła Pawlika.<br />
Wcielałam się tam w rolę żony rybaka, przechodzę metamorfozy<br />
niemal na oczach publiczności.<br />
Mam również zaproszenie do filmu, w którym zaśpiewam.<br />
Czasem przychodzą do mnie propozycje z zewnątrz,<br />
a czasem sama wymyślam i obsadzam się w rolach, które<br />
chciałabym zagrać.<br />
Jestem pełna energii i entuzjazmu na przyszłość, gotowa<br />
na nowe artystyczne przygody i wyzwania.<br />
Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów artystycznych.<br />
[AKW]<br />
AGNIESZKA KUCHNIA-WOŁOSIEWICZ<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
41
BARAN<br />
BEA STOSZEK<br />
42<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Z GÓRY PRZEPRASZAM<br />
AGNIESZKA RAUTMAN-SZCZEPAŃSKA<br />
nie mogę ci obiecać<br />
że postąpię inaczej niż wszyscy<br />
– na ten egoizm nie ma rady<br />
wyjdę więc kiedyś ze swojego mózgu<br />
i nie wrócę<br />
zatrzasnę ciemię nie biorąc ani słowa<br />
z tego co nazmyślałam<br />
ruszę<br />
nie oglądając się za siebie<br />
prosto w niebo<br />
pełne cudownie boskiego<br />
milczenia<br />
BÓL FANTOMOWY<br />
odcięte skrzydła<br />
leżą w schowku na miotły<br />
czasem płaczą jak kocięta<br />
albo niespełnione marzenia<br />
przez rany na plecach<br />
wnika świadomość<br />
i piecze jak sól<br />
tak rodzą się wiedźmy<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
43
OD GRECKIEJ POEZJI<br />
DO KULTURY KRAKOWSKIEJ<br />
Z Anną Grabowską, dyrektor Centrum Kultury Podgórza w Krakowie rozmawia Agnieszka Kuchnia-WOŁOSIEWICZ<br />
44<br />
W<br />
magicznym splocie<br />
słów i dźwięków,<br />
w sercu Krakowa,<br />
w otoczeniu zabytkowych<br />
murów i pełnych życia<br />
ulic, pani Anna Grabowska<br />
kształtuje kulturalną tkankę<br />
miasta. Dyrektor Centrum<br />
Kultury Podgórza, z pasją do<br />
literatury i doświadczeniem<br />
prawniczym, łączy świat sztuki<br />
z wymaganiami współczesnego<br />
zarządzania – od literackich<br />
inspiracji po ambitne<br />
plany rozwoju. Prowadzi instytucję,<br />
która nie tylko pielęgnuje<br />
tradycje, ale i otwiera<br />
się na nowe wyzwania. Jej<br />
podróż przez poezję, muzykę<br />
i teatralne sceny – w towarzystwie<br />
wybitnych artystów<br />
i pedagogów – jest dowodem<br />
na to, że kultura to żywy organizm,<br />
który łączy, inspiruje<br />
i daje nadzieję. O najważniejszych<br />
momentach tej podróży,<br />
wyzwaniach oraz planach<br />
na przyszłość rozmawiamy<br />
w poniższym wywiadzie.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Co skłoniło Panią do studiowania polonistyki na Uniwersytecie<br />
Jagiellońskim?<br />
Zawsze pasjonowała mnie literatura piękna, zwłaszcza poezja. Lubiłam<br />
sięgać po mało znanych twórców: Nikosa Chadzinikolaua, Janisa<br />
Ritsosa – to greccy poeci, Tadeusza Śliwiaka, Tadeusza Kwiatkowskiego-Cugowa<br />
i wielu innych.<br />
Czy to właśnie Pani zainteresowania humanistyczne zdecydowały,<br />
iż pomimo studiów prawniczych związała Pani swoje życie z instytucją<br />
kulturalną?<br />
Odwrotnie, pracując w instytucji kultury, postanowiłam poszerzyć<br />
swoją wiedzę w zakresie, który był mi potrzebny, by sprawnie i efektywnie<br />
tą instytucją zarządzać. Poznanie powiązań i wzajemnych zależności<br />
między takimi gałęziami prawa jak prawo pracy, prawo zamówień<br />
publicznych, prawo autorskie, prawo budowlane czy przepisy<br />
kodeksu cywilnego, wiele wniosło do jakości mojej pracy.<br />
Jaka dziedzina sztuki jest Pani najbliższa i czy Pani uprawia którąś<br />
z nich aktywnie?<br />
Poezja – zdecydowanie. Kiedyś pisałam wiersze, zdobywałam nagrody.<br />
Jestem polonistką, tworzywem mojej pracy jest słowo: to zwyczajne<br />
i to – przez niezwykłe metafory – niezwyczajne. Pisałam także<br />
piosenki. (uśmiech)<br />
Jakie są najważniejsze wyzwania związane z zarządzaniem tak dużą<br />
instytucją kulturalną jak Centrum Kultury Podgórza?<br />
Dużym wyzwaniem są inwestycje. Jestem dyrektorem tej instytucji<br />
od stycznia 2017 roku i do chwili obecnej oddaliśmy do użytku cztery<br />
nowe filie: Klub Aleksandry, Klub Swoszowice, Fort Borek i Klub Płaszów.<br />
W przyszłym roku planujemy otwarcie kolejnej – Centrum Kultury<br />
Ruczaj. Wiele wysiłku i niełatwych decyzji wymaga też kierowanie<br />
niedoszacowaną finansowo instytucją oraz zarządzanie ryzykiem.<br />
Jakie są najważniejsze cele strategiczne Centrum Kultury Podgórza<br />
pod Pani kierownictwem?<br />
Naszym celem jest rozpoznawanie i zaspokajanie potrzeb kulturalnych<br />
Krakowian, rozwijanie ich pasji i talentów oraz integracja lokalnej<br />
społeczności poprzez kulturę. Wspieramy realizację inicjatyw<br />
kulturalno-społecznych, kreując postawy aktywnego uczestnictwa<br />
w życiu miasta. Wychodzimy naprzeciw twórcom kultury, którzy<br />
poszukują przestrzeni do realizacji swoich projektów oraz spotkań<br />
z odbiorcami. Zbliżamy ludzi, tworzymy platformę do wymiany my-
śli i poglądów i łączymy pokolenia. Wierzymy, że kultura<br />
ma dwa wymiary: twórczy, ukierunkowany na indywidualny<br />
rozwój i samorealizację, oraz społeczny, stawiający<br />
w centrum relacje międzyludzkie. Właśnie w tym duchu<br />
staramy się realizować swoje zadania i cele.<br />
Jakie są kluczowe programy i inicjatywy realizowane<br />
przez Centrum Kultury Podgórza?<br />
Naszym flagowym projektem jest tradycyjne Święto<br />
Rękawki na Kopcu Krakusa – plenerowa impreza o charakterze<br />
rekonstrukcyjnym, nawiązująca do obchodów<br />
wczesnosłowiańskich wiosennych zaduszek, których początki<br />
sięgają VIII wieku. Rękawka jest organizowana co<br />
roku w pierwszy wtorek po Wielkanocy. Tego dnia pod<br />
Kopcem Krakusa można przenieść się w czasie o kilka<br />
wieków i zobaczyć, jak wyglądało życie we wczesnośredniowiecznych<br />
osadach: jakie były tradycyjne rzemiosła,<br />
jakie stroje noszono, co jedzono, a także jak wyglądały<br />
potyczki zbrojne wojów oraz obrzędy odprawiane z okazji<br />
nadejścia wiosny.<br />
Kolejne przedsięwzięcie, z którego jesteśmy dumni, to Tynieckie<br />
Recitale Organowe – cykl koncertów organowych,<br />
organizowanych w wakacyjne niedziele w liczącym blisko<br />
1000 lat opactwie oo. Benedyktynów w Tyńcu. W ramach<br />
wydarzenia prezentowana jest muzyka organowa z różnych<br />
epok – od renesansu po współczesność. W tym roku<br />
odbyła się jubileuszowa, 50. edycja tego wydarzenia.<br />
Warto też wspomnieć o Podgórskiej Jesieni Kulturalnej,<br />
czyli corocznym święcie Dzielnicy XIII Podgórze. To kilkudniowe<br />
wydarzenie o charakterze artystyczno-kulturalnym,<br />
które wieńczy duży plenerowy koncert na Rynku<br />
Podgórskim z udziałem gwiazd muzyki.<br />
Realizowany przez CKP „Program realizacji zadań w zakresie<br />
bieżącego funkcjonowania i rozwoju Centrum<br />
Kultury Podgórza w Krakowie na lata <strong>2024</strong>–2030” zakłada<br />
między innymi promocję wielokulturowości? Zadaję<br />
to pytanie jako krakowianka mieszkająca w Wielkiej<br />
Brytanii, a więc świadoma, jak ważna jest wymiana kulturowa<br />
oraz asymilacja.<br />
Nie będę oryginalna, jeżeli powiem, że poznawanie się<br />
poprzez kulturę daje najlepsze rezultaty asymilacyjne, niweluje<br />
uprzedzenia. Powtórzę za moim ulubionym poetą<br />
Nikosem Chadzinikolauem, że kultura łączy ogrom ludzi<br />
na ziemi w jeden żywy organizm, regeneruje wartości<br />
ludzkie, przeczy przemijaniu.<br />
Jakie nowe projekty kulturalne są planowane na najbliższe<br />
lata? Czy myślała Pani na przykład o intensyfikacji<br />
współpracy z artystami polonijnymi?<br />
W najbliższych latach planujemy między innymi rozwijać<br />
projekt „Wielokulturowe Podgórze”, za który otrzymaliśmy<br />
od Prezydenta Miasta Krakowa tytuł Ambasadora<br />
Wielokulturowości. Do zajmowania się wielokulturowością<br />
predestynuje nas miejsce, w którym znajduje się<br />
nasze Centrum – Podgórze było i jest wielokulturowe,<br />
mieszka tu wielu cudzoziemców, którzy korzystają z naszej<br />
oferty. Naturalną potrzebą jest więc z jednej strony<br />
przygotowanie dla nich propozycji programowych, z drugiej<br />
– wykorzystanie ich potencjału.<br />
Anna Grabowska – dyrektor<br />
Centrum Kultury Podgórza.<br />
Absolwentka Uniwersytetu<br />
Jagiellońskiego (kierunek:<br />
polonistyka) i Krakowskiej<br />
Akademii im. Andrzeja Frycza<br />
Modrzewskiego (kierunek:<br />
prawo). Ukończyła<br />
również studia podyplomowe<br />
w zakresie prawa<br />
pracy na Wydziale Prawa<br />
i Administracji Uniwersytetu<br />
Jagiellońskiego. Przed<br />
objęciem stanowiska dyrektora<br />
Centrum Kultury Podgórza<br />
od 1999 r. pracowała<br />
w Urzędzie Miasta Krakowa,<br />
od 2011 r. na stanowisku zastępcy<br />
dyrektora Wydziału<br />
Promocji i Turystyki.<br />
Zdjęcie: prywatne archiwum Anny Grabowskiej<br />
Anna Grabowska<br />
Chcemy się też skupić na mniejszych inicjatywach skierowanych<br />
do lokalnych społeczności sześciu krakowskich<br />
dzielnic, na terenie których działają poszczególne jednostki<br />
Centrum. Wyraźnie widać, że pikniki sąsiedzkie, letnie koncerty<br />
w miejskich parkach czy kina plenerowe to doskonały<br />
sposób na integrację i budowanie lokalnej wspólnoty.<br />
Jakie były najbardziej udane wydarzenia kulturalne organizowane<br />
przez Centrum Kultury Podgórza w ostatnim<br />
czasie?<br />
Wszystkie są udane, ale dwa z nich stały się w ostatnich<br />
latach naszą wizytówką. Pierwsze to wspomniane<br />
wcześniej tradycyjne Święto Rękawki na Kopcu Krakusa,<br />
a drugim są Dni Komedii dell’Arte, które organizujemy<br />
we współpracy z Fundacją Studio Dono co roku na przełomie<br />
lutego i marca. Komedia dell’Arte, która narodziła<br />
się w XVI wieku we Włoszech, była pierwszym zawodowym<br />
teatrem nowożytnej Europy. Zawładnęła renesansowymi<br />
scenami Italii, a następnie całą zachodnią<br />
częścią starego kontynentu. W rezultacie odcisnęła tak<br />
silne piętno na sztuce, że do dzisiaj widzimy jej wpływy<br />
nie tylko na scenie i w dramacie, lecz także w szeroko<br />
rozumianej popkulturze. Zapomniana przez kilka stuleci,<br />
dziś ponownie wraca do łask i bawi do łez. W tym miejscu<br />
warto dodać, że w Teatrze Praska 52, który działa<br />
w strukturach naszego Centrum, funkcjonuje też Krajowa<br />
Scena Komedii dell’Arte – jedyna taka w Polsce, oferująca<br />
stałe spotkania ze sztuką rodem z szesnastego wieku.<br />
Czy ma Pani jakieś życiowe motto, którym kieruje się<br />
Pani jako osoba prywatna i publiczna?<br />
Ora et labora.<br />
Dziękuję bardzo za rozmowę. [AKW]<br />
AGNIESZKA KUCHNIA-WOŁOSIEWICZ<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
45
46<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
OBRAZ: MONIKA ŚLÓSARCZYK
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
47
S I Ó D M E W Y M I E R A N I E<br />
Sepsa. Historia ekskrementów<br />
b o j a r o s z e k<br />
Coś spożywasz, więc coś wydalasz, niezależnie od<br />
tego, czy jesteś żyrafą, planktonem, człowiekiem<br />
czy bakterią. Wszystko, co żyje, przemienia materię.<br />
Jeśli chodzi o człowieka, bakterie tworzą w nas złożone<br />
ekosystemy, będące z sobą nawzajem i z nami w symbiotycznej<br />
równowadze. Jedzą sobie owe bakterie to, co<br />
im tam smakowitego przypłynie, i wydalają w nas swoje<br />
produkty przemiany materii. Mówiąc obrazowo – skatologiczny<br />
1 spektakl na 39 trylionów mikrożyjątek 2 . Zwykle<br />
nasz organizm te ich ekskrementy wydala. Dzieje się tak,<br />
ponieważ bakterie żyjące w nas są nasze, więc i produkty<br />
ich przemiany materii – również. Bez nas nie ma ich,<br />
a bez nich nie ma nas. One i my to jedno. Jak bliźnięta<br />
syjamskie, jak Yoko i Ono albo Antoni i brzoza.<br />
Czasami jednak dochodzi do nadmiernego rozrostu populacji<br />
owych bakcyli i wtedy pojawia się problem. Nie<br />
w tym, że nadmiernie zaczynają nas owe rozbuchane ilościowo<br />
bakterie żreć. Ba!, niektórym, w tym i mnie, by<br />
się to zżeranie przydało (wagowo), ale skoro nadmiernie<br />
żrą, to i nadmiernie w nas wydalają, a to już zaczyna być<br />
problemem. Nasz krwiobieg jest dla nich (tych bakterii,<br />
że niby), swego rodzaju kanalizacją, jednakowoż o ograniczonej<br />
przepustowości, no bo krew to trochę innych<br />
funkcji też spełnia, nie tylko kanalizacyjną. W pewnym<br />
momencie nasz układ krwionośny do tego stopnia wypełniają<br />
ekskrementy tych osobników, że umieramy.<br />
Tak jak dawno, dawno temu umarła rywalizacja sportowa.<br />
Krwiobieg sportu zamiast szlachetnej rywalizacji<br />
(wiem, wiem, to naiwność jest) wypełniły pieniądze,<br />
które jak wiadomo od czasu cesarza Wespazjana, nie<br />
śmierdzą. Nadal jednak jest tak, że one nie śmierdzą<br />
tylko tym, którzy je dostają, zaś ci, którzy czasami próbują<br />
badać stan współczesnego sportu, muszą jednak<br />
zatykać nozdrza klamerkami. Mocnymi. Najważniejsze<br />
święto sportu starożytnego świata – igrzyska w Olimpii<br />
– przerywało wszelkie konflikty zbrojne. Zasada ta<br />
była świętością, której nikt nie ośmielał się naruszyć. Nie<br />
było trzech miejsc, ponieważ „podium” było jednoosobowe,<br />
nagradzano bowiem i honorowano jedynie zwycięzcę<br />
i tylko on otrzymywał laur, nagrody i możliwość<br />
postawienia własnego posągu w świętym kręgu Zeusa<br />
¹ skatologia – termin literacki określający sceny, aluzje i żarty<br />
dotyczące wydalin (od greckiego skatós – kał).<br />
² R. Sender, S. Fuchs, R. Milo, Revised estimates for the number of<br />
human and bacteria cells in the body, New York 2016, s. 1.<br />
48<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Olimpijskiego. Ciekawe, czy w regulaminie igrzysk dodawano<br />
małymi literkami na końcu, że owszem, ale na<br />
własny koszt ów pomnik się stawiało. Do tego jeszcze<br />
mistrz stawał się honorowym obywatelem swojego<br />
miasta oraz otrzymywał dożywotnie utrzymanie.<br />
Tylko zwycięzcy olimpijscy trafiali do annałów i przechodzili<br />
do historii. Najważniejszy dla ówczesnych mistrzów<br />
był szacunek i tylko oni zyskiwali sławę na całą<br />
Grecję. Tak rozumiano rywalizację sportową – przecież<br />
drugi, trzeci i kolejni – to są przegrani. Tylko mistrz wygrał<br />
ze wszystkimi, więc tylko on jest godzien chwały.<br />
I nie jest prawdą, że działo się tak dlatego, iż w niektórych<br />
dyscyplinach, jak boks, zapasy czy pankration<br />
3 , przy życiu zostawał czasem tylko mistrz, albowiem<br />
za uśmiercenie przeciwnika stosowano surowe<br />
kary 4 . Nie tylko nie przyznawano zwycięstwa, ale były<br />
też wymierzane wysokie kary pieniężne 5 . Wszystkie<br />
dyscypliny olimpijskie obwarowane były jasno<br />
określonymi zasadami (żeby nie było kwasów), a pilnująca<br />
prawidłowości zmagań grupa porządkowa<br />
wyposażona była w solidne rózgi, którymi wymierzano<br />
kary chłosty za próby ich łamania. Już widzę,<br />
jak do współczesnego piłkarza, który właśnie przytrzymywał<br />
przeciwnika za koszulkę, podbiega sędzia<br />
i okłada go rózgą. Chociaż… może zdawałoby to egzamin,<br />
skoro widmo żółtej kartki nie zdaje. Słuchałem<br />
niedawno wywiadu z Michałem Listkiewiczem, byłym<br />
międzynarodowym sędzią piłkarskim i byłym prezesem<br />
PZPN. Stwierdził, że owszem, jeździ czasem oglądać<br />
mecze piłkarskie… klasy okręgowej albo niższych, ponieważ<br />
jedynie tam można jeszcze zobaczyć prawdziwą<br />
piłkę nożną, prawdziwą rywalizację, prawdziwy wysiłek,<br />
dawanie z siebie wszystkiego. W sporcie amatorskim.<br />
W ekstraklasie i ligach tego już nie uświadczysz, bo<br />
tam króluje kunktatorstwo, sponsorzy, reklamodawcy,<br />
menedżerowie, działacze i cholera wie kto/co jeszcze.<br />
A może nawet cholera tego już nie wie. Jednym<br />
słowem – królują pieniądze. Zawodowy piłkarz nie<br />
może się przemęczać, bo to niezdrowe jest, a czy bę-<br />
³ pankration – sztuka walki łącząca boks i zapasy.<br />
⁴ np. w roku 496 p.n.e. odebrano tytuł Kleomensowi z Astypalai za<br />
zabicie przeciwnika w trakcie walki.<br />
⁵ w roku 480 p.n.e. Teagenes z Tazos, musiał zapłacić Olimpii wysoką<br />
karę pieniężną, ponieważ po wygranej z Eutymonesem, zabrakło mu<br />
sił, aby wystartować w pankrationie, a był zgłoszony do wzięcia<br />
w nim udziału.
S I Ó D M E W Y M I E R A N I E<br />
Sepsa. Historia ekskrementów<br />
OBRAZ: BEA STOSZEK<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
49
dzie biegał szybciej, czy wolniej to i tak zarobi tyle samo,<br />
a przecież najważniejsze jest, żeby kasa się zgadzała.<br />
A tzw. rywalizacja sportowa? Że co? Jaka rywalizacja?<br />
Zaraz, zaraz, poszukam w Słowniku Wyrazów Obcych.<br />
A już nagroda Fair Play w jakiejkolwiek dyscyplinie sportu<br />
to istne kuriozum. Po co taka nagroda w dziedzinie,<br />
w której wszystko powinno być fair?<br />
Panem et circenses 6 wołał lud starożytny i tak pozostało<br />
do dzisiaj. Wołanie pozostało. Chleba czasem nie ma,<br />
ale igrzysk ci u nas dostatek. Ale wróćmy do ad remu. Na<br />
przestrzeni wieków igrzyska olimpijskie to traciły, to zyskiwały<br />
na znaczeniu, jednak gwoździem do ich trumny<br />
okazała się coraz mocniejsza pozycja chrześcijaństwa,<br />
ponieważ uznano wszystkie igrzyska panhelleńskie za<br />
pogańskie, co poskutkowało zakazem ich organizowania<br />
(od roku 392 n.e.). Przez następne 1500 lat był spokój.<br />
Znaczy się były jakieś tam wojny, zarazy coś tam mieszały<br />
w spisach ludności, troszkę wyrzynano, odrobinę też<br />
gwałcono i rabowano w trakcie wypraw krzyżowych –<br />
takich wycieczek krajoznawczo-zarobkowych organizowanych<br />
do Ziemi Świętej przez papiestwo. Święta Inkwizycja<br />
bawiła się zapałkami, zbrojne zastępy należące do<br />
kandydatów na papieży szerzyły miłość wśród zwolenników<br />
innych kandydatów do Tronu Piotrowego, po czym,<br />
po chrześcijańsku, zakopywały ich zwłoki. Odkrywano<br />
nowe lądy, a następnie cierpliwie tłumaczono tambylcom<br />
wyższość chrześcijaństwa nad ichnimi bogami, co<br />
zazwyczaj kończyło się pełnym chrześcijańskiej miłości<br />
zrozumieniem i dobrowolnym oddaniem wszelkich<br />
bogactw szerzycielom jedynej, prawdziwie opartej na<br />
miłości bliźniego, religii. Aż tu rewolucja przemysłowa<br />
nastała i poprzewracała ludziom w du… głowach. Diabelskie,<br />
buchające parą maszynerie na szynach albo odbierające<br />
aniołom prymat na niebie machiny latające,<br />
sprawiły, że zamożni (ci, których przodkowie przywieźli<br />
najwięcej fantów z wypraw krzyżowych) zaczęli jeździć<br />
po świecie, robić jakieś tam wykopaliska archeologiczne<br />
w Grecji, odkrywać co przykryte i wymyślać, co by tu<br />
jeszcze wykombinować, żeby nudno nie było.<br />
Pół biedy, kiedy trafiało na fanatyków pieniądza. Gorzej,<br />
że wśród bogatych zdarzali się pozbawieni rozsądku<br />
idealiści. I tym paskudnym sposobem pojawił się na<br />
świecie Pierre de Fredy, baron de Coubertin, francuski<br />
arystokrata, archeolog, historyk, pedagog, a do tego<br />
jeszcze badacz wychowania i kultury. No i posypało się.<br />
Jako arystokrata i pedagog uważał sport za środek hartowania<br />
ciała, ale przede wszystkim, o zgrozo, za skuteczny<br />
sposób wychowania współczesnego człowieka<br />
w duchu pokoju i szlachetności. No i mamy tutaj kumulację<br />
nieszczęść, bo gdyby chłop był biedakiem, to<br />
te swoje idealistyczne dyrdymały omawiałby z żoną<br />
przy niedzielnym obiedzie, nie uruchamiając całej lawiny<br />
wydarzeń, które zaowocowały wskrzeszeniem idei<br />
⁶ panem et circenses (łac.) – chleba i igrzysk.<br />
50<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
olimpijskiej. Niestety biedakiem nie był. Świat zna mnóstwo<br />
pięknych idei, przy których zaczynali majstrować<br />
różni tacy, co to im wcale nie ideały głowy wypełniały.<br />
Marksizm też jest wspaniałą ideą, tyle że próba zaimplementowania<br />
wspaniałych idei w życie ludzkości zawsze<br />
trafia na człowieka, a człowiek jak to człowiek – potrafi<br />
spieprzyć wszystko. Mało tego, że potrafi. Jeśli istnieje<br />
choćby cień możliwości, że coś dałoby się spieprzyć, zawsze<br />
znajdzie się taki człekokształtny, który w te pędy<br />
udowodni, że można. No i stało się. Ów Pierre de Coubertin<br />
stwierdził w 1888 roku: Wciąż zastanawiałem<br />
się nad tym, jak wskrzesić tę dawną, wspaniałą olimpijską<br />
geometrię. Od tej myśli do projektu wznowienia<br />
igrzysk był już tylko jeden krok. No i zamysł mogłem<br />
wreszcie urzeczywistnić, kiedy sport nabrał międzynarodowego<br />
charakteru i przywrócenie mu dawnej roli integracyjnej<br />
wydało mi się nieodzowne. 7<br />
Tym katastroficznym sposobem w 1896 roku doszło do<br />
pierwszych nowożytnych igrzysk olimpijskich. W Grecji<br />
ma się rozumieć – w Atenach, na stadionie z białego<br />
marmuru. Ludziska dostały swoje igrzyska, firmy zaczęły<br />
zacierać ręce, że wpadła w ich przemysłowe tryby możliwość<br />
reklamowania się na niespotykaną dotychczas skalę.<br />
Przestępczość również zaczęła zacierać ręce… i ślady,<br />
rozpoczynając eksploatowanie kolejnej żyły złota, jaką<br />
są środki dopingujące. Mijały lata, a sport i idea olimpijska<br />
coraz bardziej oddalały się od swoich fundamentów.<br />
O tegorocznej, paryskiej edycji, niewiele jeszcze można<br />
powiedzieć, boć to dopiero otwarcie nastąpiło, gdy<br />
to piszę. Niemniej już hordy niezadowolonych z czegoś<br />
tam na owej ceremonii zalewają swoją żółcią fora i portale<br />
społecznościowe. A przecież nikt nikomu nie każe<br />
wszystkiego wokół ani akceptować, ani oglądać. Jeśli nie<br />
tolerujesz laktozy, to nie pij mleka, a nie ganiaj po mieście<br />
czy forach, wrzeszcząc: jebać krowy.<br />
Przypomina mi się jedna z niedawnych historii, a raczej<br />
histerii, dotycząca plażowych piłkarek ręcznych Norwegii<br />
podczas mistrzostw Europy w Warnie, którym Europejska<br />
Federacja Piłki Ręcznej nałożyła 1500 euro kary za<br />
niezgodną z obowiązującymi przepisami zamianę kusych<br />
majtek na szorty. Jeśli ktoś uważa, że sprawa długości,<br />
a raczej krótkości majtek w kobiecym sporcie zawodowym<br />
ma znaczenie, to… ma rację. Zawodowcy mają podpisane<br />
umowy sponsoringowe, logo sponsorów zajmują<br />
określony procent strojów, wymalowane są również na<br />
parkietach. Boiska i stadiony otoczone są przez banery<br />
reklamowe, telebimy wypełnione są spotami, a relacje<br />
z zawodów szatkowane są coraz dłuższymi przerwami<br />
na reklamy. Majtki odsłaniają część pośladków zawodniczek?<br />
I o to chodzi. Rywalizacja? Wyniki? Nie mają większego<br />
znaczenia. Zawodniczki mają pięknie wyglądać<br />
w tych swoich kusych ministrojach, bo gros tzw. kibiców<br />
ogląda ich występy tylko dlatego. Jeśli tego nie będzie,<br />
⁷ W. Jastrzębski, Historia kultury fizycznej, Bydgoszcz 2005, s. 36.
sponsorzy się odwrócą, więc gaże zawodniczek,<br />
i tak nikłe w porównaniu do np. kopaczy piłki<br />
w testosteronowym wydaniu, jeszcze spadną.<br />
Kiedyś myślałem, że baron Pierre de Coubertin<br />
w grobie się przewraca, widząc dzisiejszą „rywalizację<br />
sportową”, ale on się już tylekrotnie wyobracał,<br />
wciąż obraca, że gdyby go teraz odkopać,<br />
zobaczylibyśmy wewnątrz ogromne, kosmiczne<br />
tornado, tak się on obraca. Walka z wiatrakami.<br />
Dzisiejsza rywalizacja sportowa ze sportem<br />
w starożytno-nowożytnym znaczeniu przywrócenia<br />
idei olimpijskiej wspólną ma tylko nazwę.<br />
Słowa, które nic już nie znaczą, a raczej nie nic –<br />
rywalizacja sportowa = pieniądze. Jeśli ktoś chce<br />
szortów dla plażowych piłkarek ręcznych, to trzeba<br />
zlikwidować sport zawodowy. U amatorów to<br />
dopuszczalne.<br />
***<br />
Nie chodzi o to, że nie lubię sportu, bo to nieprawda.<br />
Wyrosłem ze sportu, całą młodość<br />
i całe dotychczasowe dorosłe życie mi towarzyszył<br />
i gdyby nie on, byłbym innym człowiekiem. Jestem<br />
przekonany, że gorszym. Ta gorszość wypływała<br />
ze mnie i wsiąkała w ziemię, a raczej<br />
w parkiet dojo, razem z hektolitrami (sic!) potu,<br />
wylewanymi na treningach, zgrupowaniach<br />
i zawodach, na które jeździło się za własne pieniądze.<br />
Dla poczucia tej adrenaliny, tej mocy<br />
panowania nad własnym ciałem, a czasami<br />
i ciałem przeciwnika. Dla satysfakcji. Wiem,<br />
wiem – idealizm. Mam oczy i widzę (co nie jest<br />
taką oczywistą oczywistością związków przyczynowo-skutkowych),<br />
że w tzw. międzyczasie niektórzy<br />
porobili biznesy na tym samym, ale jak<br />
wiadomo, idealizm jest nieuleczalny. Nie o to też<br />
chodzi, że nie lubię sportu oglądać, bo to również<br />
nieprawda. Nie lubię tylko niesprawiedliwości<br />
i nierównego traktowania, bo kiedy w czasie<br />
wyścigu koń upadnie i złamie nogę, to strzela mu<br />
się w łeb, ale kiedy dżokej łamie przy tym upadku<br />
nogę – to nie. [BJ]<br />
Bibliografia:<br />
BO JAROSZEK<br />
Bielski J., Sport i sztuka w cywilizacji antycznej, Piotrków Trybunalski<br />
2003.<br />
Gałecka M., Basińska A., B. Anna, Znaczenie mikrobioty jelitowej<br />
w kształtowaniu zdrowia człowieka, Poznań 2018.<br />
Jastrzębski W., Historia kultury fizycznej, Bydgoszcz 2005.<br />
Rosiński M., Sport i igrzyska olimpijskie w starożytnej Grecji,<br />
Bydgoszcz 2019.<br />
Sender R., Fuchs S., Milo R., Revised estimates for the number of<br />
human and bacteria cells in the body, New York 2016.<br />
Tylicka M., Mikrobiom na straży naszej odporności, Białystok 2023.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
51
Ilustracje: BEA STOSZEK<br />
BLIŹNIĘTA<br />
RAK<br />
52<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
1/2<br />
Monika Kasprzyk<br />
Czytała go w codziennej prasie. Wpisany gdzieś<br />
pomiędzy rozrywkę a pogodę na jutro, coraz częściej<br />
sprawiał, że myślała o prenumeracie.<br />
Na śniadanie zamawiała zawsze odrobinę czułości,<br />
dlatego – nie zastanawiając się długo – podawał jej<br />
serce na dłoni.<br />
Czasem zahaczał o jej chmurność, a ona, jak to kobieta,<br />
w mgnieniu oka spływała melancholią. Podkładał<br />
wtedy pospiesznie mocno splecione dłonie, by przypadkiem<br />
nie przeciekła mu przez palce. Wiedział, że<br />
jest jej potrzebny, wręcz niezbędny.<br />
Wpisał się więc w jej dłoń gdzieś w okolicy linii serca,<br />
wsparty o linię przeznaczenia starał się codziennie<br />
dorysować słońce.<br />
2/2<br />
Była ulotna jak zapach, dlatego zaciągał się nią w każdej<br />
sposobnej chwili. Bez filtrów, bez zabezpieczeń,<br />
bez opamiętania…<br />
Przywiózł ją do galerii z całą kolekcją obrazów.<br />
Marnych kopii światowych oryginałów. Na ich tle<br />
wydawała się wyjątkowa, autentyczna.<br />
Zamieszkała w obrazie, przyozdobiona uśmiechem<br />
naciekała na ramę. Głaszcząc wąsy, spoglądał na nią<br />
z zaciekawieniem. Czasem, by choć na chwilę uciec<br />
z termoobiegu jego ciepłych spojrzeń i gorących<br />
słów, wychodziła poza portret. Potrzebowała koniecznie<br />
ochłodzić myśli, żeby nie dać się zrumienić.<br />
Rozbierał ją dzień po dniu. Wrażliwość po wrażliwości.<br />
Pragnął, aby w końcu poczuła się wolna. Delikatnie<br />
ściągając ramy, nie pozostawiał blizn. Z wdzięcznością<br />
otulała go miękką fakturą płótna.<br />
4/2<br />
Prozę życia należy czytać nad wyraz ostrożnie. Najlepiej<br />
zawsze między wierszami.<br />
Rankiem oprawiony w przymglone spojrzenia świt<br />
szuka treści w każdym zaspanym geście.<br />
Budzimy się, wykładając każdego ranka kawę na<br />
ławę: „Ty nigdy”, „Ty zawsze”, „Jak zwykle”… więc<br />
jak zwykle mieszamy w gęstej atmosferze poranka.<br />
Dość celnie artykułując dźwięki, wprowadzamy<br />
dzień w szereg drgań i choć zwykle łapiemy tony, to<br />
jednak szmery nadają mu odpowiednią woń i smak.<br />
Proza liryczna z tomu Działania na ułamkach i liczbach całkowitych<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
53
W A N D A D U S I A S T A Ń C Z A K<br />
W dżinsach sześciolatka na czerwony dywan<br />
Wszystko zaczęło się od spodni. Pewien sześcioletni<br />
Bartek wziął nożyczki, dwie pary różnych<br />
kolorystycznie spodni, ciach, ciach po nogawkach<br />
i maszyna poszła w ruch. Na drugi dzień szpanował<br />
na Krupówkach w portkach nie do kupienia – dwubarwnych.<br />
On już wtedy wiedział, że zaprowadzą go tam, gdzie<br />
jego wizje modowe w niepospolite kształty się zamienią…<br />
Dziś, po dwunastu latach od tamtego wydarzenia, oglądam<br />
na wybiegu jego sztukę. A Bartek Bachleda wspomina,<br />
jak używał różnych forteli, by zdobyć bilet na zamknięty<br />
pokaz mody, jak się wkręcić, popatrzeć, by pobyć,<br />
poczuć ten klimat.<br />
Pamiętam, że na pewnien zamknięty pokaz nie było szansy<br />
się dostać, próbowałem uprosić pana, który zajmował<br />
się organizacją, ale był nieugięty. Przecież swojego miej-<br />
54<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
sca mi nie odstąpi. I nie zapomnę jego miny, gdy spojrzeliśmy<br />
na siebie na pokazie. Siedział naprzeciwko mnie,<br />
tyle że ja w pierwszym rzędzie, a on w drugim. Od tamtej<br />
pory chodzę na pokazy nawet pozornie niedostępne i, co<br />
bardzo miłe, jestem zapraszany. Poznałem wiele barwnych,<br />
ciekawych osób. Czerpię z pokazów inspiracje, proszę<br />
nie mylić ze ściąganiem pomysłów. Ale inspiracje są<br />
bardzo ważne.<br />
Masz w sobie ogromną determinację, siłę. Ale czy dasz<br />
radę? To trudny świat…<br />
Pani mnie zniechęca? Dobrze, bo to dopinguje. Mnie dopinguje.<br />
Mówili mi bliscy znajomi: „nie dostaniesz się do<br />
Krakowa, wymarzona szkoła nie dla ciebie”. Im bardziej<br />
dołowali, tym byłem silniejszy. Świadectwo z paskiem<br />
i zostałem uczniem Technikum Odzieżowego nr 1<br />
w Krakowie, kierunek – technik przemysłu mody. Za
Bartek Bachleda<br />
niecały rok matura i następny mój krok – wierzę, że bez<br />
poślizgu – Szkoła Artystycznego Projektowania Ubioru<br />
w Krakowie. Są to studia prywatne, dające certyfikat projektanta.<br />
Zarobię na nie bez obciążania rodziny.<br />
Wiem, że przyjeżdżasz do Zakopanego, do domu, na<br />
weekendy i pracujesz m.in. w regionalnym stoisku.<br />
Wiem też, że sam zarobiłeś na samochód. Wierzę, że<br />
Ci się uda. Załóżmy, że masz certyfikat projektanta.<br />
No i najważniejsza sprawa – pomysły. Na razie jest dobrze.<br />
Miałeś już trzy pokazy, nawet w Hiszpanii podziwiali<br />
Twoje projekty, znalazłeś się w trójce uczniów,<br />
którzy pojechali tam ze swoimi prezentacjami.<br />
To było bardzo miłe, jestem od dawna zafascynowany<br />
luksusową firmą założoną przez Hiszpana, która ubiera<br />
m.in. Kim Kardashian czy Nicole Kidman. Wiem, że<br />
pewnie nazwy pani nie poda, ale trudno nie wspomnieć<br />
o ich odwadze, szaleńczych pomysłach. Czy pani wie,<br />
że nie wahają się sprzedawać butów, zwykłych jak chińskie<br />
tenisówki, tyle że znoszone, ubrudzone błotem czy<br />
czymś tam, za 8 tys. złotych w przeliczeniu na złotówki?<br />
Ich torebki, które wyglądają niczym pudełka do butów,<br />
kosztują ok. 4 tys. euro. Sięgają też po nowatorskie rozwiązania.<br />
Czy słyszała pani o płaszczu ze specjalnie spreparowanych<br />
wytłoków owoców i warzyw? Przyszłość jest<br />
w nanocelulozie, materiały będą powstawać w laboratoriach.<br />
Już powstają…<br />
Byłeś, widziałeś? Jestem pewna, że tak…<br />
Byliśmy w laboratorium na Wydziale Technologii Materiałowych<br />
i Wzornictwa Tekstyliów Politechniki Łódzkiej. Pod<br />
okiem pracowników zrobiliśmy w 15 minut kawał tkaniny,<br />
plus 10 minut zajęło suszenie. Nanotechnika to nowy kierunek<br />
z przyszłością i ogromnymi możliwościami.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
55
Wszystkie zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum Bartka Bachledy<br />
To są pomysły na futurystyczną odzież. Ale za tym musi iść pomysł na<br />
model. Trzeba zaprojektować, w coś ubrać. I czymś też zaszokować na<br />
pokazie – bo pokaz to sztuka…<br />
To tak jak z poetą, muzykiem czy innym artystą. Na siłę się nie da. Na<br />
przykład do tegorocznego pokazu ogólnopolskiego w Radomiu „Kreacje-Prowokacje”<br />
przygotowywaliśmy dwie kolekcje: „ESCAPE” – czyli<br />
„UCIECZKA” i „Mój demon”. Pomysł nie przychodził, ale spokojnie<br />
czekałem. Jechałem autokarem, przysnąłem i obudziła mnie piosenka<br />
z głośnika Me and the devil [wyk. Soap&Skin – przyp. red.]. I nagle<br />
błysk – 8 sukni zaprojektowałem w autokarze. W konkursie uczestniczyło<br />
80 osób. Miałem przyjemność znaleźć się w finale.<br />
Jak myślisz, jakie cechy ważne są dla projektanta? Czy takie same jak<br />
dla każdego artysty?<br />
Pewnie tak. Na pewno trzeba mieć pomysł na siebie, nie kopiować,<br />
mieć charyzmę, siłę i determinację. Ja kocham krwistą czerwień – mocna,<br />
wyrafinowana barwa pokazuje siłę. I na przykład w trendzie jest pomarańczowy,<br />
a ja zostaję przy swojej czerwieni i wierzę, że z sukcesem.<br />
Jest rok 2034. Gdzie jesteś?<br />
Może w Mediolanie, gdzie na szyldzie będzie widniał napis Dom Mody<br />
BARI? Tak sobie wymyśliłem na razie i tego się trzymam.<br />
Jak wiesz, „Post Scriptum” promuje młode talenty. To do zobaczenia<br />
na wybiegu, BARI… [WDS]<br />
WANDA DUSIA STAŃCZAK<br />
56<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Czesław Miłosz<br />
MIŁOŚĆ<br />
Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,<br />
Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,<br />
Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.<br />
A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,<br />
Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,<br />
Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.<br />
TAK MAŁO<br />
Tak mało powiedziałem.<br />
Krótkie dni.<br />
Krótkie dni,<br />
Krótkie noce,<br />
Krótkie lata.<br />
Tak mało powiedziałem,<br />
Nie zdążyłem.<br />
Serce moje zmęczyło się<br />
Zachwytem,<br />
Rozpaczą,<br />
Gorliwością,<br />
Nadzieją.<br />
Paszcza lewiatana<br />
Zamykała się na mnie.<br />
Nagi leżałem na brzegach<br />
Bezludnych wysp.<br />
OBŁOKI<br />
Litewski znaczek pocztowy wydany<br />
z okazji 100. rocznicy urodzin Miłosza<br />
Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,<br />
żeby stanęły w wypełnienia łunie.<br />
To nic, że czasem nie wie, czemu służyć:<br />
Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.<br />
Porwał mnie w otchłań ze sobą<br />
Biały wieloryb świata.<br />
I teraz nie wiem<br />
Co było prawdziwe<br />
Obłoki, straszne moje obłoki,<br />
jak bije serce, jaki żal i smutek ziemi,<br />
chmury, obłoki białe i milczące,<br />
patrzę na was o świcie oczami łez pełnemi<br />
i wiem, że we mnie pycha, pożądanie<br />
i okrucieństwo, i ziarno pogardy<br />
dla snu martwego splatają posłanie,<br />
a kłamstwa mego najpiękniejsze farby<br />
zakryły prawdę. Wtedy spuszczam oczy<br />
i czuję wicher, co przeze mnie wieje,<br />
palący, suchy. O, jakże wy straszne<br />
jesteście, stróże świata, obłoki! Niech zasnę,<br />
niech litościwa ogarnie mnie noc.<br />
DAR<br />
Dzień taki szczęśliwy.<br />
Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.<br />
Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium.<br />
Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.<br />
Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.<br />
Co przydarzyło się złego, zapomniałem.<br />
Nie wstydziłem się myśleć, że byłem kim jestem.<br />
Nie czułem w ciele żadnego bólu.<br />
Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.<br />
57<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
PODRÓŻ<br />
r e n a t a s z p u n a r<br />
Czterech rybaków wynosi z morza rozłożoną sieć.<br />
Dwie kobiety w czarnych sukniach i chustach na<br />
głowach prowadzą brzegiem stado owiec. Tłem<br />
sceny jest potężna fortyfikacja, zamykająca horyzont<br />
flankami długich murów i bryłami potężnych baszt, wybudowana<br />
jakby wprost na wodzie przez panujących tu kiedyś<br />
Wenecjan. To czarno-białe, panoramiczne zdjęcie Methoni<br />
– małej osady na południu Peloponezu, które zobaczyłam<br />
kiedyś w niewielkiej książce pt. Grecja, wydanej<br />
w 1978 roku, autorstwa Jana Szczepańskiego. Obraz ten pokazuje<br />
prosty, chropawy, nieupozowany świat, który znika<br />
i w wielu miejscach już przeminął. Magia tej fotografii zawładnęła<br />
mną wtedy tak mocno, że zapragnęłam zdążyć go<br />
zobaczyć, nim bezpowrotnie przepadnie w otchłani czasu.<br />
W 1996 roku po raz pierwszy wsiadłam na grecki prom,<br />
noszący imię wybitnego greckiego męża stanu, Elefteriosa<br />
Wenizelosa, płynący z włoskiego Triestu do portu Patras<br />
na Peloponezie. Wybrałam drogę morską, aby uniknąć<br />
przeprawy przez Bałkany, które były wówczas tuż po<br />
wojnie domowej. Kilka lat później, gdy jechałam przez<br />
kraje byłej Jugosławii do Czarnogóry, mijałam spalone,<br />
podziurawione pociskami domy, zburzone miasta pełne<br />
ludzi wyniszczonych agresją i krzywdą. Wszędzie wałęsały<br />
się watahy zdziczałych psów. Pewnej nocy błąkałam<br />
się po mieście Mostar, w którym wysadzono zabytkowy<br />
most łączący brzeg zamieszkany przez muzułmanów ze<br />
stroną katolików. Środkiem tego miasta płynie rzeka jak<br />
znak rozdzielenia dwóch zwaśnionych światów. Po wojnie<br />
most odbudowano i bielił się znów świeżym, wapiennym<br />
kamieniem. Jednak zapuszczając się w muzułmańską część<br />
miasta, czułam na sobie napięte spojrzenia niespokojnych<br />
czarnych oczu. I pewnie minie wiele lat, a może pokoleń,<br />
nim w ten zniszczony wojną ludzki pejzaż powróci zaufanie.<br />
58<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
***<br />
Po wypłynięciu z Triestu otoczyły nas wody północnego<br />
Adriatyku. Przed nami były 34 godziny morskiego rejsu,<br />
mieliśmy bilety pokładowe. Był chłodny wrzesień, siąpił<br />
drobny deszcz i bardzo mocno wiał wiatr. Podobną aurą<br />
rozpoczyna się powieść Grek Zorba. I my także, jak jej narrator,<br />
szukaliśmy zacisznego miejsca do schronienia. Ale<br />
nie w portowej tawernie, a w pobliżu potężnych, ciepłych<br />
kominów górnego pokładu wielkiego okrętu. Huk silników<br />
zagłuszał moje myśli, lecz mimo wszystko bardzo mocno<br />
przeczuwałam, że odsłania się przede mną nieznana dotąd<br />
przestrzeń. I właśnie wypływam naprzeciw światu,<br />
który się przede mną otwiera, zaczyna mnie wchłaniać<br />
i zmieniać. Byłam wtedy tuż po studiach malarskich, marzyłam,<br />
żeby stać się obywatelką Europy, spadkobierczynią<br />
wielkich kultur. Z dali, jak cichy zew przywołujący na południe,<br />
szumiały mi w uszach słowa Nikosa Kazantzakisa<br />
opisujące jego rejs po Morzu Egejskim…<br />
Jesienne łagodne morze, światłem oblane wyspy, drobna<br />
mżawka przezroczystym peplosem otulająca nieśmiertelną<br />
nagość Grecji. Szczęśliwy ten, myślałem sobie, komu<br />
przed śmiercią dane było żeglować po Morzu Egejskim.<br />
Wiele rozkoszy nosi w sobie ten świat – kobiety, owoce,<br />
myśli – ale chyba nawet w raju nie ma dla człowieczego<br />
serca rozkoszy większej niż słodką jesienną porą pruć wody<br />
tego morza, szepcząc sobie imię każdej wyspy. Nigdzie indziej<br />
tak pogodnie i miło nie przenosisz się z rzeczywistości<br />
w świat snu. Granice się zacierają, a maszty nawet najpodlejszej<br />
łajby wypuszczają pędy i rodzą winne liście. Tutaj<br />
w Grecji, cudowność jest naprawdę niezawodnym wykwitem<br />
konieczności.<br />
(N. Kazantzakis, „Grek Zorba”, przekł. I. Kania)
W pewnej chwili przez szum morskiego wichru i monotonny<br />
hałas okrętowych maszyn zaczęła przebijać delikatna,<br />
melancholijna muzyka. Tęskny głos śpiewaka falował<br />
w powietrzu przy wtórze bouzouki, którego szybkie, urywane<br />
dźwięki gwałtownie spadały na pokład okrętu jak<br />
drobne krople deszczu lub migotliwe błyski promieni słońca<br />
na drżące listki oliwki. Melodia wibrowała jak trzepotanie<br />
skrzydeł maleńkiego ptaka. Wtedy egzotyka Wschodu<br />
olśniła mnie po raz pierwszy. Od tamtej pory już wciąż<br />
towarzyszyła mi w drodze płynąca z radia ludowa grecka<br />
muzyka inspirowana brzmieniami średniowiecznej, azjatyckiej<br />
Turcji, Iranu i religijnych pieśni bizantyjskich. Była<br />
tłem mijanych pejzaży, przydając siły ich formie. Stawały<br />
się wyraźniejsze. Zniewalające. Kreśliły się uczucia, wzbudzane<br />
przez rozwijające się przede mną kadry krajobrazu.<br />
I nawet nie wiem, kiedy ta moja podróż na Południe zmieniła<br />
się w utopijny sen.<br />
Drugiego dnia po lewej stronie burty zamajaczył w dali<br />
zarys lądu. To góry Albanii. Nagimi zboczami schodziły<br />
wprost do morza, bez dróg i ludzkich siedzib. Porośnięte<br />
skąpo wyschniętą o tej porze roku karłowatą roślinnością.<br />
Surowe i niedostępne. Od strony morza Albania wyglądała<br />
jak ziemia niezamieszkała. Ten pejzaż towarzyszył nam<br />
przez cały kolejny dzień.<br />
O zmierzchu wpłynęliśmy pomiędzy wyspy. Słońce zniżyło<br />
się nad linię horyzontu. Niebo i woda zabarwiły się<br />
kolorem nieśmiałego płomienia. Po obu stronach burty<br />
pojawiły się setki małych skał. Przybierały barwy różu<br />
i fioletu, wydając się mglistymi i niematerialnymi. Same<br />
lekkie i świetliste, przezroczyste kolory. Delikatne i ulotne<br />
jak renesansowy laserunek. Zupełny brak czerni. Woda<br />
sprawiała wrażenie pozbawionej materialności i ciężaru.<br />
Statek sunął w tej nierealnej przestrzeni jakby zawieszony<br />
w powietrzu. Wpłynęliśmy na Morze Jońskie.<br />
Wyspy wyłaniały się teraz gęsto jak przedziwne, mityczne<br />
stwory. Puste i nagie, z rzadka porośnięte ubogą krzewiną.<br />
Prom płynął pewnie wśród nich, czasem w niepokojącej<br />
bliskości poszarpanych skał oznaczonych czerwonymi latarniami<br />
morskimi. Małe boje świetlne, które kołysały się<br />
tam na wodzie, wyznaczały morski szlak. Nigdzie ani śladu<br />
życia. Tylko zachodzące słońce urządziło nieopisany spektakl<br />
światła i koloru na wodzie i niebie. Z każdą chwilą tony<br />
nabierały głębi i nasycały się purpurą. Nikły ulotne, świetliste<br />
turkusy. Morze ciemniało i gęstniało, przeobrażając się<br />
w atrament. Płonące cirrusy zmieniały przestrzeń nieba<br />
w fantastyczny krajobraz. W przestrzenie innych nieziemskich<br />
mórz, jezior, lądów i rozległych łąk. Morze – srebrna<br />
tafla lustra – wchłaniało niebo w swą głębię.<br />
Statek zmierzał w kierunku jednej z wysp mroczniejących<br />
w oddali. Większej i jakby wyrastającej ponad inne. To<br />
Kerkira. Gdy zbliżyliśmy się do niej, uderzyło mnie podobieństwo<br />
do obrazu Wyspa umarłych Arnolda Böcklina.<br />
Pierwsza ukazała się mroczna góra z potężnej, litej skały.<br />
Z wrośniętymi w nią pionami kolumn i zabudowaniami<br />
fortecy. Piętrzącymi się jedne ponad drugimi. I mnogością<br />
czarnych cyprysów, które potęgowały dramat tej scenerii.<br />
Wszystko to strzelało z morza swą masą i wertykalnymi liniami.<br />
Nigdy, podczas żadnej z kolejnych podróży, nie wysiedliśmy<br />
na Kerkirze. Myślę, że wrażenie, jakie sprawia jej<br />
widok od strony morza, ulega zatarciu po zatopieniu się<br />
w tłum turystów zalewających tę najbliższą i najbardziej<br />
zieloną z greckich wysp.<br />
Przybiliśmy do portu, który mienił się tysiącem świateł<br />
zwielokrotnionych odbiciami w wodzie. Statek rozświetlały<br />
girlandy lamp zawieszonych od rufy aż po dziób,<br />
strojące go jak w wielkie święto. Od strony morza Korfu<br />
prezentuje się ładnie i elegancko, równo z linią brzegu<br />
stoją zadbane, wysokie kamienice, przypominające<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
59
francuskie południe. Ma to swe źródło w przebudowie<br />
miasta na początku XIX wieku, gdy wyspa znajdowała się<br />
w rękach Francuzów. Tamtego wieczoru w porcie panowały<br />
ład i porządek, dające poczucie bycia w zachodnioeuropejskim<br />
świecie wielkich kolonistów. Gdy wypłynęliśmy<br />
znów na otwarte morze, z prawej strony burty raz jeszcze<br />
towarzyszył nam wyniosły fort. Teraz jego bryłę z gęstniejącego<br />
mroku wieczoru wydobywały reflektory, podkreślające<br />
światłem jego mocną formę, cieniem skrywaną<br />
tajemnicę. Z wolna zostawialiśmy tę zaczarowaną wyspę<br />
z tyłu okrętu i zanurzaliśmy się w zupełną ciemność nocy.<br />
Morze tężało i nabierało koloru smoły…<br />
Przed północą dotarliśmy do Grecji lądowej i prom wpłynął<br />
do portu w Igumenitsy. Mimo że był już wrzesień, uderzyła<br />
mnie fala upalnego, dusznego powietrza. Na brzegu<br />
panoszył się rozgardiasz portowego Wschodu – bezładny<br />
ruch pędzących w różne strony samochodów, tirów, skuterów<br />
opuszczających luk garażowy naszego statku, i nieopanowany<br />
hałas klaksonów.<br />
Nagle na naszym bagażu przysiadła ogromna ważka –<br />
pierwszy posłaniec z greckiej ziemi. Kolorowa i egzotyczna.<br />
Z brzegu dobiegł mnie przeraźliwy donośny ryk. W słabym<br />
świetle nielicznych latarni, opodal niskich zabudowań,<br />
dostrzegłam sylwetkę osła. Znów przeniknęło mnie silne<br />
przeświadczenie, że na końcu tego rejsu czeka na mnie<br />
inny, nieznany mi świat…<br />
Po wyładunku oraz załadunku statek opuścił Igumenitsę<br />
i popłynęliśmy dalej na południe. Na Peloponez, do Patras.<br />
Czekała nas już tylko ostatnia część nocy na pokładzie.<br />
Przed świtem, o godzinie 6.00 rano czasu wschodnioeuropejskiego,<br />
wpłynęliśmy do portu. Zmęczona podróżą i kontrolami<br />
granicznymi (Polska nie była wtedy w Unii Europejskiej)<br />
nie potrafiłam jeszcze objąć umysłem tej odmiennej,<br />
nieznanej rzeczywistości. Naprzeciw mnie z czeluści nocy<br />
wyłaniało się powoli duże miasto, o którym w przewodniku<br />
60<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
zdawkowo napisano, że lepiej uciekać z niego jak najprędzej.<br />
Spragnieni jak najszybszego głębokiego zatopienia<br />
w świecie antycznej Grecji i w ciszy natury, drogą wiodącą<br />
na południe zboczami gór Erymantos, skierowaliśmy się<br />
w stronę Olimpii.<br />
Chaos portu i miasta pozostał za nami. Jechaliśmy pustą<br />
szosą pnącą się wysoko ponad królestwem Posejdona. Niebo<br />
powoli szarzało i morską toń zaczynały rozświetlać nieśmiałe<br />
róże poranka. Zatrzymaliśmy się nad urwiskiem i zanurzyliśmy<br />
w rześkim powietrzu przepełnionym oszałamiającą<br />
wonią ziół, najmocniejszą właśnie o świcie. Wyjęłam<br />
z samochodu włoską kafetierkę i usiadłam wprost na wysuszonej,<br />
czerwonej greckiej ziemi. Zaparzyłam wyostrzającą<br />
zmysły kawę, głęboko czarną jak czeluść Hadesu. Jej zapach<br />
roznoszący się z kociołka był o wiele bardziej wyrazisty tutaj,<br />
w tej bezkresnej przestrzeni balsamicznego powietrza, niż<br />
w zamkniętych ścianach krakowskiego mieszkania.<br />
Krajobraz powoli nasycało srebrzystoróżowe światło wschodzącego<br />
dnia. Pierwsze tchnienie Eos, bogini jutrzenki. Tafla<br />
wody stała się zadziwiająco jasna i eteryczna. Otoczona<br />
z dwóch stron górami pokrytymi ochrą gliny i ugrem suchych<br />
traw, prawie zupełnie bez akcentów zieleni.<br />
Wtedy Helios ruszył swym rydwanem nad horyzont i grecka<br />
ziemia pokazała mi swoje jasne oblicze, tak bardzo odmienne<br />
od cienistych polskich lasów i szmaragdowych łąk.<br />
I nagle przebudziłam się, jak gdyby do nowego życia. Patrzyłam<br />
daleko… bardzo daleko w przestrzeń, która jakby<br />
nie miała początku ani końca… I poczułam się cała otulona<br />
pejzażem. Zupełnie zanurzona w jego wnętrzu… Wnętrzu<br />
nieskończoności. [RS]<br />
RENATA SZPUNAR<br />
Esej ze zbioru „Podróż na Cyterę” (2011-24)<br />
Fotografie Mórz: Adriatyckiego, Jońskiego i Egejskiego – Renata Szpunar, 2011
SIŁA SŁOWA<br />
Zbrodnia doskonała.<br />
Słowem zabić można,<br />
nie ruszając ciała.<br />
LIPA SAMOSIEJKA<br />
Nie myślałeś Janie z Czarnolasu,<br />
co po latach będzie.<br />
Była lipa jedna,<br />
dzisiaj –<br />
lipa w s z ę d z i e.<br />
Ilustracje: BEA STOSZEK<br />
BYK<br />
MOŻE COŚ SIĘ ZMIENI<br />
Tyle na świecie porządku,<br />
że sobota zawsze po piątku.<br />
SZLACHETNY METAL<br />
Myślę o ludziach<br />
i mam nadzieję,<br />
że szlachetny metal<br />
nigdy nie rdzewieje.<br />
WAGA<br />
Elżbieta Grabosz<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
61
OBRAZ: JAN ŻYREK<br />
62<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
63
64<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
MISTRZ OBRAZÓW MUZYKI I ZNACZEŃ UKRYTYCH<br />
Čiurlionis<br />
Daniel Wójtowicz<br />
Mikalojus Konstantinas Čiurlionis,<br />
genialny kompozytor i malarz,<br />
który wsławił się malowaniem<br />
muzyki, uznany jest za najwybitniejszą<br />
postać kultury litewskiej<br />
przełomu XIX i XX wieku. Narodowe<br />
Muzeum Sztuki w Kownie<br />
nosi jego imię, a w następnym<br />
roku, w 150. rocznicę jego narodzin,<br />
stanie się on prawdopodobnie<br />
patronem międzynarodowego<br />
lotniska w Wilnie. Jest dumą<br />
swojego narodu i współtwórcą<br />
litewskiej kulturowej tożsamości.<br />
Jego najważniejszy bodaj cykl obrazów<br />
Tworzenie świata opatrzony<br />
został jednak mottem w języku<br />
polskim: Stań się! Litewski mistrz<br />
bowiem długo nie znał języka litewskiego,<br />
mówił wyłącznie po<br />
polsku, studiował w Polsce i przez<br />
znaczną część życia czuł się Polakiem.<br />
Jego postać przypomina<br />
wymownie, jak blisko siebie niegdyś<br />
były nasze narody. I jak bardzo<br />
dzisiaj są sobie obce.<br />
To nie dość paradoksów historii<br />
Čiurlionisa: ukształtował się<br />
jako muzyk, już za młodu zyskał<br />
pozycję jednego z ciekawszych<br />
kompozytorów europejskich. Nawet<br />
nie przypuszczał, że do tego<br />
potrafi jeszcze malować. Obrazy<br />
zaczął tworzyć dopiero na kilka<br />
lat przed swoją (przedwczesną)<br />
śmiercią. I w tej dziedzinie sztuki<br />
szybko został uznany za mistrza.<br />
W Europie przypisuje się mu<br />
znaczący wkład do burzliwych<br />
w jego epoce przeobrażeń światowego<br />
malarstwa. Mówi się o nim<br />
w kontekście kształtowania symbolizmu<br />
i podejmowania prób<br />
twórczości abstrakcyjnej.<br />
Obrazy z cyklu „Tworzenie świata”<br />
Co i jak malował Čiurlionis? Oczami<br />
zwykłego gościa galerii w Kownie, laika<br />
takiego jak ja, najszybciej można<br />
go porównać z naszym Beksińskim,<br />
trzeba tylko zaznaczyć, że jest mniej<br />
depresyjny i przerażający. Częściej<br />
w jego obrazach można zobaczyć<br />
sceny jakby z łagodniejszych bajek<br />
i tchnące optymizmem kolorowe<br />
obłoki. I takie porównanie mogłoby<br />
oryginalność malarza postawić pod<br />
pewnym znakiem zapytania, gdyby<br />
nie fakt, że poprzedził on naszego<br />
słynnego artystę aż o 100 lat!<br />
W czasach, kiedy świat nie mógł<br />
sobie jeszcze poradzić z akceptacją<br />
„niedokończonych” i niedosłownych<br />
prac impresjonistów, młody,<br />
dwudziestopięcioletni malarz<br />
wyszedł do publiczności z obrazami<br />
świata nierzeczywistego. Lub<br />
może z nierzeczywistymi obrazami<br />
świata. Pojawiły się w nim zarówno<br />
monstrualne ptaki pokonujące<br />
dziwne górskie przestworza, jak<br />
i morskie wyspy mające swe oczy<br />
i duszę. Są królowie roztaczający<br />
w swych dłoniach złudę szczęśliwej<br />
krainy oraz nowoczesne w swym<br />
ostrym kształcie żagle, wypełnione<br />
tajemniczym wiatrem. Większość<br />
tych elementów znamy z życia, nie<br />
są one abstrakcyjne, tu malarz jednak<br />
układa je w całkowicie oryginalne<br />
kompozycje. Tworzy obrazy<br />
nie mówiące niczego konkretnego<br />
i zarazem mówiące wszystko.<br />
Fenomenem Čiurlionisa zdaje się<br />
być zdecydowane dostrzeżenie odbiorcy<br />
i uznanie jego inteligencji.<br />
Zapoczątkowanie czegoś, co dziś<br />
chcielibyśmy pewnie nazywać „interaktywnością”<br />
obrazu. Malarz<br />
podaje nam różne, ważne elementy<br />
o rozległych konotacjach. Do nas
natomiast należy odkrywanie czy<br />
nadawanie sensu ich współistnienia,<br />
odczytywanie jego tajemnicy. To<br />
przecież tak samo, jak z interpretacją<br />
snów, czy – szerzej – ludzkiego wnętrza.<br />
Nie wiem, na ile miało znaczenie<br />
to, że tworzenie dzieł litewskiego<br />
malarza zbiegło się w czasie z elektryzującym<br />
świat objawieniem pracy<br />
Zygmunta Freuda Objaśnianie marzeń<br />
sennych (1900).<br />
Tworzenie świata<br />
Sięgam do definicji symbolizmu<br />
i opisu zmian, jakie ruch ten wywołał<br />
w naszej kulturze, a zwłaszcza w malarstwie.<br />
Jego twórcy zniechęceni byli<br />
dokładnym odzwierciedleniem realiów<br />
– stało się dla nich jałowe. Czuli,<br />
że nie prowadzi ono ludzkości już nigdzie<br />
dalej, nie poszerza rozumienia<br />
człowieka. Nabierali przekonania, że<br />
świat rzeczywisty, ten namacalny,<br />
jest tylko małym fragmentem całości.<br />
Jej najważniejsza część jest ukryta<br />
i w zwykły sposób nie daje się opisać.<br />
Można tego próbować tylko przy użyciu<br />
przedmiotów i znaczeń symbolicznych.<br />
Dekadencki nastrój epoki przyczyniał<br />
się zapewne do tego, że tworzony<br />
obraz był często dość mroczny,<br />
ponury. Ale faktycznie bardzo rozszerzał<br />
widnokrąg człowieka. Współgrał<br />
z rosnącą świadomością, że ludzki<br />
świat wewnętrzny jest bezkresny<br />
i nieopisany. Dziś to już zdaje się banał.<br />
Artysty , lecz także w uzupełnieniu<br />
prezentacji jego malarstwa. Osadzony<br />
mocno w obydwu rodzajach twórczości<br />
dostrzegał i podkreślał mocno<br />
ich jedność i współgranie.<br />
Nie ma granic pomiędzy sztukami.<br />
Muzyka łączy poezję i malarstwo,<br />
ma swoją architektonikę. Malarstwo<br />
może posiadać również takąż architektonikę,<br />
jak muzyka, i w farbach<br />
wyrażać dźwięki – twierdził.<br />
W rodzinnym domu Čiurlionisów<br />
mówiło się po polsku, a on sam<br />
przez długi czas określał się jako Polak<br />
Sam Čiurlionis nie chciał narzucać niczego<br />
odbiorcom. Podczas studiów<br />
muzycznych w Lipsku słuchał wykładów<br />
Wilhelma Wundta, który uważał,<br />
że sztuka musi być przyjęta wewnętrznie<br />
przez widza, w przeciwnym razie<br />
jest to tylko kolorowy list. Čiurlionis<br />
uważał, że twórcą dzieła jest nie tylko<br />
artysta, ale także odbiorca. – napisał<br />
Osvaldas Daugelis, wybitny znawca<br />
życia i twórczości Mikalojusa Konstantinasa<br />
Čiurlionisa.<br />
Čiurlionis w swoim malarstwie wylatuje<br />
również daleko w kosmos. Daje<br />
nam znać, że jest świadomy ogromu<br />
gwiezdnej otchłani i jego nieprzeniknionej<br />
tajemnicy. Pokazuje to wymownie<br />
choćby we wspomnianym<br />
cyklu 13 obrazów Stworzenie świata.<br />
Jest on uznawany za wielkie dzieło<br />
pewnie dlatego, że czuje się w nim<br />
wszędzie obecność niewidzialnego<br />
Boga, czy może – mniej religijnie –<br />
ludzkiego ducha. Podobne wrażenia<br />
miałem przy grupie prac obrazujących<br />
postaci zodiakalnych znaków.<br />
Artysta przenosi w nich obraz natury<br />
ludzkiej w gwiezdną przestrzeń.<br />
W Narodowym Muzeum Sztuki<br />
w Kownie zdarzają się koncerty muzyki<br />
Čiurlionisa, w brzmieniu – romantycznej,<br />
kojarzącej się z chopinowską.<br />
Szczęśliwie trafiłem na taki.<br />
Dzieje się to nie tylko dla podkreślania<br />
genialnej wszechstronności<br />
I oto duża część dorobku malarskiego<br />
tego twórcy jest niezwykłym<br />
ukazywaniem muzyki. Największym<br />
dziełem, złożonym z kilku prac, jest<br />
zobrazowanie Symfonii żałobnej poprzez<br />
dość dosłowne sceny z pogrzebowego<br />
pochodu. Ale dalej są dyptyki<br />
i tryptyki ukazujące kształt i „wygląd”<br />
sonat, fug czy preludiów, przy<br />
pomocy kształtów i symboli o bliżej<br />
nieokreślonym znaczeniu, ale jakoś<br />
przedziwnie zrozumiałych i dźwięcznych.<br />
Dostrzegam w tym absolutne<br />
mistrzostwo w komunikowaniu się<br />
z moją wrażliwością i percepcją.<br />
Słyszałem tam namalowaną muzykę.<br />
I oczywiście nie byłem w tym jedyny<br />
– dokonania Čiurlionisa w zakresie<br />
symbiozy muzyki i malarstwa są jednym<br />
z elementów przesądzających<br />
w świecie o jego wielkości.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
65
Symfonia żałobna (III)<br />
Symfonia żałobna (V)<br />
Symfonia żałobna (I)<br />
Symfonia żałobna (1903)<br />
66<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Ukojenie
Komponując<br />
utwory oparte na<br />
niedługich seriach,<br />
genialny Litwin<br />
o całą dekadę<br />
wyprzedził<br />
Arnolda Schoenberga,<br />
„podręcznikowego”<br />
ojca serializmu<br />
Marcin Gmys<br />
Čiurlionis był uczniem polskiego<br />
pianisty Antoniego Sygietyńskiego<br />
i kompozytora Zygmunta Noskowskiego,<br />
wychowanka Moniuszki. Malarstwo<br />
studiował w Warszawie, pod<br />
kierunkiem Ferdynanda Ruszczyca.<br />
Pisał po polsku utwory literackie,<br />
pozostając pod ogromnym wrażeniem<br />
J. Słowackiego. W Warszawie też nawiązał<br />
najbliższe przyjaźnie swojego życia.<br />
Jego sympatia czy wręcz miłość do<br />
Polski skończyła się jednak nagle,<br />
gdy odmówiono mu wykonania na<br />
koncercie w Warszawie skomponowanej<br />
przez niego symfonii W lesie.<br />
Decydujący uznali, że kompozytor na<br />
to nie zasługuje, bo… nie jest Polakiem.<br />
Nie wiem, co ich zdaniem miało<br />
o tym przesądzać, być może to, że<br />
Sonata gwiezdna<br />
matka była z pochodzenia Niemką,<br />
i to należącą do Kościoła Ewangelickiego…<br />
W każdym razie zrozumiał<br />
z całą swoją młodzieńczą wrażliwością,<br />
że nie ma co się w Polsce kochać<br />
ani pchać w jej ramiona, bo ta i tak<br />
odrzuci go jak obcego. Zbiegło się to<br />
z narastającym wówczas na Litwie<br />
przekonaniu, że z Polakami współistnieć<br />
się nie da.<br />
Čiurlionis od 1905 roku rozpoczął<br />
gwałtownie naukę litewskiego, również<br />
dlatego, że miłośnie związał się<br />
z Litwinką. I – choć wkrótce (w wieku<br />
zaledwie 36 lat) zmarł na terenie Polski<br />
– w dziejach ulokował się i pozostał<br />
artystą litewskim. Za sprawą tak<br />
pokrętnie biegnącego toku zdarzeń<br />
ten zakochany w Polsce, w Chopinie<br />
i w Słowackim geniusz stał się uosobieniem<br />
odradzającej się tożsamości<br />
Litwy. Widać było na jego przykładzie<br />
czarno na białym, że może się to dokonywać<br />
tylko na zaprzeczeniu polskości.<br />
Wbrew temu na czym Polsce,<br />
podobno, w procesie odzyskiwania<br />
niepodległości tak bardzo zależało.<br />
Niestety, ten wybitny malarz i kompozytor<br />
został symbolem historycznego<br />
odrzucania Litwinów przez<br />
polskich patriotów, którzy usta mieli<br />
pełne frazesów o Rzeczpospolitej<br />
Obojga Narodów i może widzieli<br />
w Litwie ojczyznę, ale widać tylko<br />
dla siebie. [DW]<br />
DANIEL WÓJTOWICZ<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
67
7 SZCZĘŚLIWYCH WIERSZY ANNY<br />
W<br />
środowisku poetyckim nierzadko autorzy szczycą<br />
się tłumaczeniami ich utworów na języki obce.<br />
Czasami są to dwa, trzy wiersze, czasami tomik,<br />
czy kilka. Nie pomijają też tych informacji w biogramach.<br />
To ważne, a nawet – jak się czasami okazuje – ważne bardzo.<br />
I może wyznaczyć całkiem nową, pełną niespodzianek<br />
ścieżkę literacką.<br />
Tak było u Anny Czachorowskiej. Tak było z tomikiem<br />
Z rozpostartym skrzydłem, który podarowała pewnej pani,<br />
pani pewnemu panu, pan przeczytał w pewnym pociągu<br />
i doznał olśnienia. Ale teraz jaśniej i po kolei.<br />
Prezeska Fundacji Wspólna Przestrzeń Mariola Fanselow<br />
poprosiła pewnego dnia Annę Czachorowską o dwa tomiki,<br />
wiedząc, że są dwujęzyczne – polsko-hiszpańskie. Poznała<br />
bowiem w Wiedniu znakomitych muzyków – zespół<br />
Jokaru (dwaj Meksykanie i Japonka, muzyka klasyczna) –<br />
których zaprosiła do Polski. Tomiki podarowała skrzypkowi<br />
Jonathanowi Cano i śpiewakowi Rubenowi Berroeta<br />
Bueno. Wokalista przeczytał tomik w pociągu Warszawa-<br />
-Wiedeń i wracał do wierszy wielokrotnie. Aż pewnego<br />
dnia zadzwonił z Meksyku z pytaniem, czy mógłby do kilku<br />
wierszy napisać muzykę i je wykonywać. Oczywiście autorka<br />
zaakceptowała prośbę, z zaciekawieniem czekając na<br />
efekty, bowiem nie było łatwo wyobrazić sobie brzmienie<br />
tych wersów z muzyką poważną. Ale niech Anna Czachorowska<br />
powiedzie nas drogą tych wszystkich przypadków,<br />
które podobno nie istnieją…<br />
– To prawda, niespodzianka ogromna – wspomina<br />
poetka. – Ruben napisał muzykę na głos, skrzypce i fortepian.<br />
Pierwszy raz w życiu spróbował sił jako kompozytor.<br />
Tak powstał jakby cykl 7 szczęśliwych wierszy Anny. Zaśpiewał<br />
je na prestiżowej scenie Museo Costumbristra de Sonora<br />
w Meksyku na 39. Międzynarodowym Fesitwalu Alfonso<br />
Ortiz Tirado <strong>2024</strong>, w którym zwykle bierze udział ponad<br />
800 artystów z całego świata w różnych artystycznych<br />
i kulturalnych prezentacjach. Towarzyszyli mu meksykański<br />
skrzypek Jonathan Cano i japońska pianistka Kaori Saeki<br />
– niezwykle utalentowani, sławni muzycy.<br />
I… Ty, Aniu, czytająca na wielkim ekranie swoje wiersze<br />
po polsku…<br />
Tak, a pieśni wykonane były w języku hiszpańskim, za tłumaczenie<br />
bardzo wdzięczna jestem Alicii Minjarez Ramirez.<br />
Ale na szczęśliwej siódemce nie skończyło się…<br />
Na festiwalu był kompozytor, Emmanuel Pool, i również<br />
poprosił o zgodę na wykorzystanie wierszy do utworów.<br />
Jeszcze coś dopowiem do całego łańcuszka zdarzeń – te<br />
pierwsze w życiu Rubena kompozycje otworzyły mu drzwi<br />
na Wydział Kompozytorski – został przyjęty bez egzaminu…<br />
Niezwykły splot wydarzeń, taki, co cieszy. W sumie powstało<br />
12 pieśni, Twoje wersy, muzyka klasyczna. A jak<br />
brzmi – słyszałam. Na koncercie. Zachwycające. Wiem,<br />
że powstaną kolejne, jest też zamysł wydania płyty, czego<br />
szczerze życzę.<br />
* * *<br />
Tak, odbyły się koncerty, z udziałem wymienionych<br />
muzyków i śpiewaka, m.in. w Łazienkach Królewskich<br />
w Warszawie i Pałacu w Jabłonnie. Obecnością zaszczycili<br />
je m.in. ambasador Meksyku, Jego Ekscelencja Juan Sandoval<br />
Mendiolea, przedstawiciele korpusu dyplomatycznego.<br />
Pieśni do wierszy Anny Czachorowskiej były jednym<br />
z muzycznych bloków. Gościnnie wystąpiła też znakomita<br />
śpiewaczka Alejandrina Vázquez. Owacjom nie było końca…[WDS]<br />
68<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
WANDA DUSIA STAŃCZAK
***<br />
Zdjęłam czapkę<br />
i już<br />
pożegnałam moją Ojczyznę<br />
Nacisnęłam klamkę<br />
i już<br />
odeszłam<br />
w inną płaszczyznę<br />
Czasu i przestrzeni<br />
Dotknęłam prawdy<br />
Istnienia<br />
MOIM SYNOM<br />
Najgłębszy smutek szczęścia,<br />
że wszystko przemija.<br />
Leopold Staff<br />
Bańki mydlane<br />
bajecznie kolorowe<br />
Tak piękne<br />
choć kruche<br />
Wszystkie tak samo<br />
w przejrzystej poświacie<br />
Jak ulotność chwili<br />
tej niepowtarzalnej<br />
Jedynej<br />
która już nie wróci<br />
w tej samej postaci<br />
A MIS HIJOS:<br />
El más profundo dolor<br />
de la felicidad<br />
es que todo pasa.<br />
Leopold Staff<br />
Burbujas de jabón<br />
fabulosamente coloridas,<br />
tan hermosas,<br />
pero tan frágiles,<br />
todas iguales<br />
en claro resplandor<br />
cual evanescencia.<br />
Inimitable momento<br />
que no volverá<br />
en la misma forma<br />
ANNA CZACHOROWSKA<br />
Jeden moment<br />
jedno tchnienie<br />
Ostatnie<br />
wydane bez echa<br />
I jest się już wszystkim<br />
i niczym<br />
Wszędzie<br />
I nigdzie<br />
Maleńką cząsteczką<br />
Wszechświata<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
69
&<br />
Izabela Winiewicz-Cybulska<br />
Piotr Jakubczak<br />
gruppa siedem<br />
Gdy wiosną, dwa lata temu, rozmawiałam<br />
z Piotrem o jego pomyśle utworzenia artystycznej<br />
grupy, nie przypuszczałam, że uda się to urzeczywistnić.<br />
W czerwcu <strong>2024</strong> minęły dwa lata od pierwszej wystawy<br />
Gruppy Siedem, która odbyła się w Sopockiej Galerii<br />
Sztuki, a po dwóch miesiącach – we wrześniu – w warszawskiej<br />
Galerii Stalowa. Jubileusz artyści uczcili ostatnio<br />
ponownym pojawieniem się w Sopocie i trudno dokładnie<br />
doliczyć się, która to wystawa. Biorąc pod uwagę pokazy<br />
duże – oficjalne i te mniejsze, jak na przykład ekspozycja<br />
w pracowni Piotra Jakubczaka czy w Dworze Kukuczka<br />
w Istebnej, ta liczba jest bliska dwudziestki. Gruppa nie ma<br />
sztywnego programu i nie chce, by klasyfikowano ją w jakikolwiek<br />
sposób. Tu nie ma miejsca na jednoznaczność ani<br />
nawet na rzetelną dokumentację, bo – jeśli mówić o programie<br />
– to brak programu jest jednym z ważnych „punktów”<br />
w działaniu grupy ośmiu artystów wybranych (może raczej<br />
zaproszonych) przez Piotra Jakubczaka, artystę, który ma<br />
swój łatwo rozpoznawalny styl i też pewne doświadczenia<br />
organizacyjne, ponieważ był przed laty szefem tarnowskiego<br />
BWA. Jego obrazy – pełne emocji – poruszają i nie<br />
70<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
PIOTR JAKUBCZAK<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
71
MONIKA ŚLÓSARCZYK<br />
tylko dlatego, że są odbiciem wnętrza artysty.<br />
Można w nich odnaleźć niezgodę na<br />
rzeczywistość, odniesienie do problemów<br />
współczesnego świata, wobec których artyści<br />
z Gruppy Siedem nie przechodzą obojętnie.<br />
I ta właśnie wrażliwość, przy warsztatowej<br />
rzetelności, to wspólny mianownik<br />
tej nieformalnej formacji artystycznej.<br />
72<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Zarówno Jakubczak, jak i pozostali członkowie<br />
Gruppy gościli na łamach „Post<br />
Scriptum”. Piotr był nominowany w plebiscycie<br />
kwartalnika na Artystę Roku<br />
2021. Dwa lata później Łukasz Radwan,<br />
prezentując czytelnikom sylwetkę twórcy,<br />
nazwał go „gburem, czyli artystą, który<br />
nie filozofuje, nie udaje, nie pozuje i nie<br />
robi dobrego pierwszego wrażenia”, bo<br />
taki po prostu jest i jest zwyczajnie sobą.<br />
Mieszkańcy Trójwsi w Beskidzie Śląskim,<br />
gdzie Jakubczak osiadł już chyba na stałe,<br />
traktują go jako swojego, bo jak pisze<br />
Radwan – Piotr zszedł w końcu „z himalajów<br />
własnych cierpień (…), odpadając<br />
z najwyższych ścian” (może chodzi tu<br />
o kilkunastoletni pobyt za granicą) i zaczął<br />
zwyczajnie nowy okres zarówno<br />
w życiu, jak i w twórczości, znajdując czas<br />
i miejsce na organizację Gruppy Siedem,<br />
nazwanej „grupą do walki z malarskim<br />
kiczem”. Piotr pochodzi z Zamojszczyzny.<br />
Po ukończeniu zamojskiego plastyka<br />
studiował konserwację architektury<br />
w Nysie Kłodzkiej i malarstwo na<br />
krakowskiej ASP. Potem praktykował<br />
w krakowskich teatrach – tworzył między<br />
innymi rekwizyty i elementy scenografii<br />
dla Teatru Stu. Zamieszkał w Jaworzynce<br />
po zagranicznym epizodzie. To<br />
tu – w malowniczej Istebnej – powstała<br />
idea Gruppy. Robert Heczko, Jan Żyrek<br />
i Monika Ślósarczyk są praktycznie sąsiadami.<br />
Z tego regionu pochodzi także<br />
Leszek Żegalski – zdobywca Grand Prix<br />
na Arsenale ‘88, współtwórca – wraz<br />
z Januszem Szpytem – Tercetu Nadętego.<br />
Janusz, artysta, który mieszka<br />
i tworzy w Lubaczowie, jest dziś także<br />
w Gruppie, która, podobnie jak dawniej<br />
Tercet, opowiada się za malarstwem „solidnym<br />
i trwałym”, którego zwolennikami<br />
są także Jan Norbert Dubrowin z Piotrkowa<br />
Trybunalskiego i Dariusz Miliński<br />
z Pławnej – realizator parateatralnych<br />
działań i twórca współczesnej Arki Noego.<br />
Każdy artysta to osobowość o własnym<br />
(wypracowanym rzetelnie przez<br />
lata), rozpoznawalnym stylu. To twórcy<br />
aktywni, bo – oprócz pokazów Gruppy<br />
– prezentują się na wystawach zbiorowych<br />
i indywidualnych w różnych częściach<br />
Polski, dlatego trudno jest zebrać<br />
całą Gruppę. Nie przeszkadza to jednak<br />
twórczym dyskusjom, prywatnym spotkaniom,<br />
wymianie myśli w świecie<br />
wirtualnym, bo tam można przecież zawsze<br />
spotkać się w komplecie, pokłócić,<br />
pożartować. „Jesteśmy związani ze sobą<br />
oddaniem dla sztuki i szacunkiem do pracy”<br />
– mówi Dariusz, ale wiadomo, że tym,<br />
co łączy artystów najbardziej, jest przede<br />
wszystkim przyjaźń. Piotr, który znany<br />
jest z tego, że w swoich obrazach knebluje<br />
czerwonymi piłeczkami, pokazał, że<br />
jest doskonałym organizatorem, potrafi<br />
czasem wytknąć brak zaangażowania<br />
i zdyscyplinować przyjaciół, którzy przecież<br />
wspólnie potępiają bylejakość sztuki
Wrażliwość,<br />
przy warsztatowej rzetelności,<br />
to wspólny mianownik<br />
Gruppy Siedem<br />
JAN ŻYREK<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
73
JAN NORBERT DUBROWIN<br />
74<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
DARIUSZ MILIŃSKI<br />
i mówią jednym malarskim głosem. Zamykając<br />
okres dwuletniej intensywnej działalności,<br />
właśnie zdecydował o ograniczeniu liczby<br />
wystaw – w końcu Gruppa wypracowała już<br />
swoją markę. Może więc warto teraz przypomnieć<br />
te ważniejsze wystawy.<br />
Oprócz warszawskiej Stalowej i Galerii<br />
w Sopocie (ostatnią wystawę<br />
swym honorowym patronatem objęli<br />
Prezydent Miasta Sopotu i Marszałek<br />
Województwa Pomorskiego) Gruppę można<br />
stale oglądać w bielsko-bialskiej Galerii Malarstwa<br />
i Rzeźby Tadeo-Art. Od tych trzech<br />
galerii rozpoczął się artystyczny projekt<br />
o nazwie Gruppa Siedem, ale nazwy tej<br />
(wymyślonej przez Piotra) nie próbujmy wyjaśnić<br />
– rozszyfrować, bo wszystko ma polegać<br />
na działaniach… nielogicznych, spontanicznych<br />
i nieplanowanych – taki neodadaistyczny<br />
przypadek, bo dadaizm w swym programie<br />
(właściwie braku programu) wydaje się artystom<br />
szczególnie bliski.<br />
Rok 2023 Gruppa Siedem zakończyła<br />
wystawą w Zamościu – w Hotelu Arte,<br />
gdzie Piotr miał kiedyś swoją wystawę<br />
indywidualną, a jego obrazy można było<br />
zobaczyć tu niedawno także na ekspozycji<br />
przygotowanej przez Galerię Stalowa pt.<br />
Malarstwo metaforyczne. Grudzień wywołuje<br />
różnorodne skojarzenia i dlatego<br />
w planie była wystawa „tematyczna”,<br />
która niestety w praktyce nie<br />
do końca okazała się możliwa, bo<br />
Gruppie – choć artyści malują na każdy<br />
temat – nie można niczego narzucać.<br />
Działanie w wolności wydaje się<br />
być tym najważniejszym artystycznym<br />
credo. Sztuka musi pozostać<br />
wolna i niezależna. Na zamojskiej<br />
wystawie nie zabrakło jednak grudniowych<br />
akcentów. Jan Norbert Dubrowin<br />
jest mistrzem zimowego pejzażu – mistrzem<br />
w oddawaniu szarości, bieli<br />
i błękitów. W malarstwie Dariusza<br />
Milińskiego nie brakuje świątecznego<br />
muzykowania w wykonaniu<br />
dzieci, przebierańców, kolędników<br />
z gwiazdą. Janusz Szpyt często podejmuje<br />
tematy sakralne, stąd unoszące się<br />
w powietrzu putta. Ale grudzień nie jest<br />
wyłącznie radosnym czasem świętowania.<br />
O trudnych rocznicach przypomniał<br />
niewątpliwie Leszek Żegalski (Wojna),<br />
a Monika Ślósarczyk, choć zwykle kolorowa<br />
(uczennica kolorysty Jana Szancenbacha),<br />
zawsze skłoni do refleksji,<br />
czego dowodem były obrazy grudniowe<br />
zatytułowane Kolęda czy Wigilia – ta<br />
ostatnia uzupełniona przejmującym wojennym<br />
sztafażem. W małym katalogu<br />
wystawy pojawił się Kopciuszek białostocki<br />
Jakubczaka – niezwykle smutny<br />
w swej wymowie, bo niełatwe tematy<br />
– te społeczne i egzystencjalne – będące<br />
reakcją na rzeczywistość – często<br />
pojawiają się w malarstwie Gruppy.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
75
76<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
LESZEK ŻEGALSKI<br />
Obrazami artystów można zilustrować<br />
każde kalendarzowe święto – w sposób<br />
niebanalny i refleksyjny – zwłaszcza<br />
takie dni jak Dzień Walki z Homofobią<br />
czy Dzień Uchodźcy, które przypominają,<br />
że są w naszym społeczeństwie<br />
problemy, obok których nie możemy<br />
przechodzić obojętnie. Znajdą się oczywiście<br />
obrazy przesycone humorem<br />
i żartem, jak na przykład metaforyczne<br />
płótna Dariusza Milińskiego,<br />
w tym z książką na Dzień Książki<br />
i Praw Autorskich czy nawet na…<br />
Dzień Żaby. Wiadomo, że zwierzęta<br />
i wszelkie stworzenia w tym malarstwie<br />
artystów wrażliwych są zawsze obecne.<br />
Motywem wiodącym jest człowiek,<br />
a szczególne miejsce zajmuje kobieta,<br />
którą każdy z twórców postrzega inaczej<br />
i można – tak dla żartu – porównać<br />
chociażby Jakubczaka i Żegalskiego,<br />
u których pojawiają się kobiece demony<br />
w duchu współczesnej famme fatale.<br />
Ale jest też to kobiece piękno w zmysłowych<br />
aktach Dubrowina czy Szpyta.<br />
Pogruppowana ósemka prezentowała<br />
się na wystawach od morza po<br />
góry. Przypomnę jeszcze rok 2023<br />
i niektóre prezentacje, takie jak wielka<br />
wystawa w bielsko-bialskiej dawnej hali<br />
fabrycznej (BB Oldtimer Garage), w której<br />
gościnnie wzięli udział uczestnicy pleneru<br />
Raj na Połomiu. W Światowym Dniu<br />
Sztuki Gruppowicze otwierali wystawę<br />
malarstwa w Zamku Tarnowskich w Tarnobrzegu,<br />
a niedługo potem wzięli udział<br />
w Art Piknik Festivalu w Szczecinku.<br />
W ostatnim czasie malarstwo<br />
pogruppowanej ósemki można<br />
było oglądać w Zabytkowej Kopalni<br />
„Ignacy” w Rybniku, w Galerii Orion<br />
w Solcu-Zdroju i w Galerii Akademickiej<br />
Uniwersytetu Bielsko-Bialskiego.<br />
Członkowie Gruppy, niezwykle aktywni,<br />
pokazują się także na wystawach indywidualnych.<br />
W ostatnim czasie Janusz<br />
Szpyt świętował 40-lecie pracy twórczej,<br />
które uczcił wystawą w Muzeum<br />
Kresów w Lubaczowie. Dariusz Miliński<br />
(Z pamiętnika ulicznika) wystawiał<br />
w Parku Książęcym Zatonie w Zielonej<br />
Górze, a Piotr Jakubczak – w Galerii<br />
Rynek w Ustroniu. Jan Żyrek i Robert<br />
Heczko wzięli udział w IX Ogólnopolskim<br />
Plenerze Hotel Kłodzko. W kolejnym<br />
Wiosennym Plenerze Malarskim<br />
im. Jerzego Dudy-Gracza – w Szczyrku,<br />
w Hotelu Klimczok – uczestniczyli Dubrowin,<br />
Ślósarczyk, Szpyt i Żegalski (dwaj<br />
ostatni byli uczniami profesora). Monikę<br />
Ślósarczyk i Roberta Heczkę można było<br />
oglądać na plenerze odbywającym się<br />
w ramach festiwalu Granatowe Góry
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
77
JANUSZ SZPYT<br />
im. Jerzego Pilcha w Ochorowiczówce –<br />
w Wiśle, w Muzeum Magicznego Realizmu.<br />
Monika wydaje się tu najbardziej<br />
aktywna – tworzy z rozmachem<br />
i ma ten charakterystyczny dla siebie<br />
sposób malowania na „niewyszukanych”<br />
podłożach z wzorzystych materiałów<br />
czy gazet. Wraz z Januszem Szpytem<br />
prezentowała się między innymi<br />
w Ustce – w Spotkaniu ze sztuką,<br />
odbywającym się w Hotelu Rejs.<br />
W kolejnym plenerze Raj na Połomiu<br />
wzięli ostatnio udział Miliński<br />
i Jakubczak, a Żyrek i Żegalski –<br />
w trzecim Letnim Salonie Sztuki „Prażakówka”<br />
w Ustroniu. Leszek Żegalski,<br />
uczestnik toskańskich plenerów, zaprezentował<br />
się niedawno w radomskim<br />
Muzeum Sztuki Najnowszej na wystawie<br />
Salvador Dali w Radomiu, na której<br />
obok grafik hiszpańskiego mistrza<br />
pokazano prace współczesnych artystów,<br />
które były swoistym dialogiem<br />
z wielkim twórcą. Żegalski, często podejmujący<br />
malarski dialog z klasykami gatunku,<br />
zainspirował się Stacją kolejową<br />
w Perpignan.<br />
Artyści z Gruppy Siedem niewątpliwie<br />
fascynują zarówno różnorodnością<br />
warsztatową, jak i doborem tematów<br />
będących zwykle blisko człowieka i jego<br />
problemów. Nie stronią od trudnych<br />
tematów, nie naśladują cudzego stylu,<br />
starając się podejmować malarską<br />
walkę z komercjalizacją i – jak mówi<br />
Piotr – diskopolonizacją i banalnością<br />
sztuki. Historia malarstwa oceni rezultaty<br />
tej walki, a tymczasem czerwona kulka<br />
z obrazów Piotra Jakubczaka, która – jak<br />
mówi Radwan – może zakneblować usta,<br />
toczy się dalej, poszukując wciąż swojego<br />
miejsca. [IWC]<br />
78<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
IZABELA WINIEWICZ-CYBULSKA
POLONEZEM<br />
DO WIETNAMSKICH<br />
POETÓW<br />
Kiedy zobaczyłam ich na scenie podczas X Jubileuszowego<br />
Międzynarodowego Festiwalu Poloneza – niewidoczny<br />
magnes nie pozwalał oderwać oczu. Uroczyste<br />
białe suknie kobiet, białe koszule i czarne muszki<br />
tancerzy i ta delikatność, gracja, elegancja… Tak zaprezentowała<br />
się wietnamska reprezentacja w pięknych pałacowych<br />
ogrodach w Nowej Wsi. Nie mogłam nie podzielić się z nimi<br />
swoimi emocjami. Rozmowa potoczyła się w kierunku wielokulturowym,<br />
z akcentem na poetów. Okazało się, że istnieje<br />
wśród nich grupa osób o literackich pasjach, które pielęgnują.<br />
I tak oto polonez zaprowadził mnie do Stowarzyszenia<br />
Miłośników Poezji i Kultury Wietnamczyków w Polsce.<br />
Dwa dni później niespodziewanie kilkanaście osób przyjechało<br />
na występ kabaretu, który miałam przyjemność prowadzić.<br />
Z prezeską stowarzyszenia Ly Thai Thi Phuong, muzyczką Le<br />
Mong Hang (jako Haliną) z akordeonem, tłumaczem Pham<br />
Tuan Anh (jako Antonim) i kilkoma uroczyście ubranymi śpiewaczkami.<br />
Niespodzianka! Skróciliśmy program kabaretowy<br />
i zaprosiliśmy gości na scenę. Była poezja po wietnamsku,<br />
były piosenki wietnamskie do wtóru akordeonu i zaintonowane<br />
przez Wietnamczyków piosenki polskie. Oczywiście<br />
Sokoły, Szła dzieweczka do laseczka, Po ten kwiat czerwony…<br />
Śpiewaliśmy razem, z tą różnicą, że goście znali wszystkie zwrotki,<br />
a my – dwie czy trzy pierwsze… Polsko-wietnamski wieczór<br />
warto zachować w niezapomnianych.<br />
Pham Tuan Anh – doktor matematyki, pracował w Polskiej<br />
Akadamii Nauk, obecnie na emeryturze, ma więcej czasu,<br />
by oddać się pasji, jaką jest poezja. W stowarzyszeniu jest<br />
15 poetów. Piszą po wietnamsku. Zasadą jest, że każdego<br />
roku wydają jeden tom. Pham Tuan Anh obowiązkowo raz<br />
w miesiącu organizuje w swoim domu wieczory poetyckie,<br />
podczas których gospodyni, jego żona Le Mong Hang, gra na<br />
pianinie. Często utwory Fryderyka Chopina, bo Wietnamczycy<br />
kochają muzykę tego wielkiego kompozytora. Uczestnicy<br />
czytają utwory Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego,<br />
które przetłumaczone zostały na język wietnamski i które są<br />
im bardzo bliskie.<br />
Piosenki są też bardzo ważnym ogniwem tych wieczorów.<br />
Do wierszy poetów pianistka komponuje melodie. Każdy ma<br />
co najmniej jedną, ale bywa, że kilkanaście. Uczestnicy uczą<br />
się także polskich piosenek, ale stosują zasadę: zawsze jedna<br />
zwrotka tłumaczona jest na wietnamski i śpiewana w tym<br />
języku… Gospodarz zorganizował tych spotkań już ponad 30.<br />
Jest szansa, że polscy poeci będą mogli posłuchać i wierszy,<br />
i piosenek wietnamskich, bo zaproszenie na powakacyjne<br />
spotkania literackie goście przyjęli z ogromną radością.<br />
Może obrodzą we wspólne egzotyczne owoce… [WDS]<br />
WANDA DUSIA STAŃCZAK<br />
Foto: Mirosław Kulaga<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
79
80<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Ewa Kuryluk<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
81
B e a t a A n n a S y m o ł o n<br />
Czerwone morze<br />
mojego umysłu*<br />
82<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
* Ewa Kuryluk, Wiek 21., tł. Michał Kłobukowski, Gdańsk 1995, s. 7
Wystawa prac Ewy Kuryluk<br />
Spotkanie nad morzem,<br />
Państwowa Galeria Sztuki<br />
w Sopocie we współpracy<br />
z Fundacją Rodziny Staraków,<br />
18 maja – 18 sierpnia <strong>2024</strong> r.<br />
Wybór tytułowego obrazu nie tylko<br />
nadaje pewną lekkość letniej prezentacji<br />
sztuki, lecz także sytuuje wystawę<br />
w przestrzeni miasta – na kilka kroków<br />
przed sopockim molo, z każdej strony nad<br />
morzem. Nam pozostaje tylko wyruszyć<br />
na spotkanie z twórczością Ewy Kuryluk.<br />
A jest to możliwe na wiele sposobów.<br />
Wystawa to zaledwie jeden z nich.<br />
Na dwu piętrach sopockiej galerii<br />
zaprezentowano szeroki<br />
wybór prac jednej z najbardziej<br />
rozpoznawalnych polskich artystek,<br />
Ewy Kuryluk. Cykle obrazów z lat<br />
60. i 70., kolaże, wideowywiady, instalacje<br />
na krzesłach, Taniec Miłości, cykle<br />
autofotografii oraz Biały Kangór…<br />
Wiele z nich jest po raz pierwszy pokazywanych<br />
w Polsce. Różne okresy<br />
powstania i techniki, pierwsze miejsca<br />
prezentacji rozsiane po Europie,<br />
Ameryce i Japonii, a jednak wszystko<br />
łączy nie tylko postać autorki, twórczy<br />
talent, lecz przede wszystkim jej<br />
spojrzenie wizjonerskie i cytaty przechodzące<br />
z jednego cyklu do drugiego,<br />
tak że we wcześniejszym znajdujemy<br />
zapowiedź następnego i jeszcze<br />
następnego… Jej twórczość to stały<br />
i konsekwentny rozwój.<br />
Ewa Kuryluk (ur. 1946) to malarka,<br />
historyczka sztuki, pisarka i poetka…<br />
córka dyplomaty i wrażliwej pianistki.<br />
Urodzona w Krakowie, mieszka<br />
w Paryżu i Warszawie, a po drodze<br />
były Wiedeń, Londyn, Nowy Jork…<br />
W latach 1964–1970 studiowała na<br />
warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych.<br />
Uczestniczyła w ruchu „O poprawę”,<br />
współtworzyła grupę „Śmietanka”<br />
[Towarzyska]. Założyła fundację<br />
„Amici di Tworki”, współpracowała<br />
z Amnesty International. W 1982r.<br />
współtworzyła w USA kwartalnik<br />
„Zeszyty Literackie”, który rok później<br />
znalazł swą siedzibę w Paryżu,<br />
na koniec w Warszawie.<br />
Publikować zaczęła wcześnie.<br />
W 1974 r. ukazała się Wiedeńska<br />
apokalipsa. Eseje o sztuce i literaturze<br />
wiedeńskiej około 1900; później<br />
Salome albo o rozkoszy. O grotesce<br />
w twórczości Aubreya Beardsleya;<br />
Hiperrealizm – Nowy Realizm; Kontur.<br />
Wiersze z lat 1972–1975; Podróż<br />
do granic sztuki. Eseje z lat<br />
1975–1979; Pani Anima. Wiersze<br />
z lat 1975–1979; Weronika i jej<br />
chusta. Historia, symbolizm i struktura<br />
„prawdziwego obrazu”; Wiek<br />
21., Encyklopedioerotyk… To tylko<br />
wybór tytułów nieuwzględniający<br />
tłumaczeń i wznowień. Jej książka<br />
Goldi. Apoteoza zwierzaczkowatości<br />
[napisana dla chorującego brata<br />
Piotra] w 2005 r. została zakwalifikowana<br />
do finału Nagrody Literackiej<br />
„Nike”. W 2009 r. powstał francuski<br />
film dokumentalny o artystce<br />
Vera Icon, Ewa Kuryluk (reż. Cederic<br />
Schiltz; francuska premiera odbyła się<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
83
84<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
29 czerwca 2009 r. w Paryżu,<br />
polska – 21 października 2009 r.<br />
w Warszawie). W 2010 r. została<br />
ponownie nominowana do Nike<br />
za powieść Frascati, a w 2020 r. za<br />
Feluni (powieść została nominowana<br />
także do Nagrody Literackiej<br />
m. st. Warszawy).<br />
Na sopockiej wystawie zaprezentowane<br />
zostały dwa cykle obrazów<br />
(akryl na płycie pilśniowej):<br />
Człekopejzaże i Ekrany z lat 60.<br />
i 70. Malarka rozpoczęła tworzenie<br />
ich w czasach studenckich,<br />
wygaszała w Londynie, mieszkając<br />
na Little Venice, około 1977 r. Serie<br />
powstałe przed ponad 50 laty<br />
opowiadają o współczesności,<br />
wtedy były jej antycypacją. Wyrosły<br />
z ducha surrealizmu i groteski.<br />
Są niezwykle barwne, niekiedy na<br />
jednym obrazie można dostrzec<br />
kilkanaście odcieni jednego koloru.<br />
Figura powracającą na wielu<br />
to koło – kompozycja wpisana<br />
w okrąg, jednobarwny łuk tęczy,<br />
owal stołu… Najdoskonalsza figura<br />
zdaje się obejmować jeszcze<br />
rozbity świat przez wojnę, śmierć,<br />
chorobę, ogromne zróżnicowanie,<br />
narastającą samotność. Na jak<br />
długo to wystarczy…?<br />
W Spotkaniu uczestniczą dwie<br />
odmienne osoby – niebieska,<br />
będąca emanacją duchowości,<br />
i żółto-pomarańczowa, przepojona<br />
emocjami, krzycząca przekrwionymi<br />
oczyma i pianą cieknącą<br />
z ust. Na przecięciu ich energii<br />
gałęzie uschły, choć w innych<br />
miejscach krajobrazu widać liście.<br />
Słowa mają nie tylko stwórczą, ale<br />
i destrukcyjną moc. Człekopejzaż<br />
z czerwoną nogą to rozczłonkowana<br />
postać, każda jej część namalowana<br />
została w innym kolorze.<br />
W każdej mieści się wiele miniaturowych<br />
ludzików, może rodzina,<br />
nawet z jej historią, lecz łączą ich<br />
już tylko ograniczenia przestrzeni,<br />
a kolor czyni nieprzeniknionymi.<br />
Spotkanie na brzegu morza artystka<br />
zamknęła w kompozycji kołowej.<br />
I morze z żaglówkami, i ławicę<br />
ryb, piasek i ludzi opalających się<br />
nim. Ludzi osobnych, ukazanych<br />
w chwili zdejmowania maski i odkrywania<br />
tajemnicy. W partii szachów<br />
udawanie nie zostaje zawieszone<br />
nawet na czas gry – gracze<br />
przyjmują kolory pionków. Przy<br />
obrazie Pożar spojrzenie zatrzymuje<br />
się na dłużej. Wiele punktów<br />
kompozycji rozpalonych jest<br />
do czerwoności: płytki, garnek,<br />
kable, wyładowania atmosferyczne,<br />
słońce. Pożar jednak nie<br />
wybucha. Ogniska zapalne dzieli<br />
przestrzeń: rzeki, skały, zieleń.<br />
Wszystko utrzymane jest w równowadze.<br />
Ale pożar jest potencją,<br />
możliwy jest zawsze.<br />
Seria Ekrany wydobywa przemoc<br />
codzienną – w domu, szpitalu…,<br />
nie zawsze ukazaną dosłownie,<br />
czasami tylko sygnalizują ją przedmioty,<br />
jak nóż czy papierosy, lub<br />
człowiek o wielu twarzach. Człowiek<br />
rozczłonkowany ogląda<br />
Hitchcocka. Przyczyna czy skutek?<br />
Szpital psychiatryczny wydaje<br />
się logicznym następstwem<br />
tego rozbicia: ludzie zanurzeni we<br />
własnym wnętrzu, uosabiający<br />
czystą rozpacz, wreszcie zmitologizowani<br />
na wzór kubistyczny. Jedyny<br />
ratunek to kontakt z naturą<br />
za oknem. Finalnym obrazem tej<br />
serii jest szklany ekran, który zdaje<br />
się zamykać ludzi we wnętrzu.<br />
Mogą już tylko popatrzeć na świat<br />
przez szybę. Relacje uległy radykalnemu<br />
odwróceniu. A teraz, gdy<br />
liczba codziennych ekranów uległa<br />
zwielokrotnieniu…?<br />
Na obrazach z ekranami pojawiają<br />
się cytaty z codzienności – fragmenty<br />
gazet, reklama proszku…<br />
Wydzieranki odsyłające do kolaży,<br />
które Ewa Kuryluk wykonywała od<br />
zawsze. Zanim nauczyła się pisać,<br />
już rysowała, wycinała, wyklejała,<br />
darła i sklejała na nowo. Tak<br />
postrzega także przyszłość sztuki<br />
dojrzała artystka i historyczka:<br />
Artyści będą czerpać inspiracje<br />
w reprodukcjach z całej dostępnej<br />
nam sztuki świata, dawnej<br />
i nowej, aby ją mieszać ze sobą na<br />
każdym poziomie i produkować<br />
kolaże, o jakich nam się jeszcze nie<br />
śni. (Tegoroczne Biennale w Wenecji?)<br />
Wśród zaprezentowanych<br />
w Sopocie kolaży dostrzec można<br />
i ujęcia znane ze zdjęć, i graficzne
Harmonii nie da się uratować ani odtworzyć.<br />
Nie pojedna się z naturą ten, kto ją zna tylko z oddali,<br />
brutalnie zniekształconą za szybą pędzącego samochodu<br />
[…]. Czasem pejzaże jawią się we śnie, martwe<br />
i sztuczne jak twory cywilizacji. Do niej jeszcze nie zdołaliśmy<br />
się przyzwyczaić, od natury już odwykliśmy.<br />
Ewa Kuryluk<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
85
Autorką wszystkich zdjęć jest Beata Anna Symołon<br />
linie. To centrum tej wystawy – niewielkie<br />
prace zawieszone na uboczu,<br />
ale powiązane wyczuwalnymi nićmi<br />
z różnymi obiektami.<br />
Autorka Wieku 21. wcześnie zaczęła<br />
fotografować. W 1959 r., gdy otrzymała<br />
od ojca pierwszy aparat, przy użyciu<br />
samowyzwalacza zaczęła tworzyć autofotografie.<br />
Tworzy je do dzisiaj. Czasami<br />
tylko jest to portret podwójny –<br />
jej i męża Helmuta – jak na zdjęciach ze<br />
skrajnych czasów lub stylizowanych na<br />
sepiowe, ukazujących przepływ. Serie<br />
Autofotografii i Biały Kangór (1959–<br />
2009) to nic innego jak zapowiedź<br />
współczesnego selfie – zapowiedź artystyczna,<br />
jednostkowa, intymna. Zdjęcia<br />
Ewy Kuryluk całymi latami czekały<br />
na publiczną prezentację, by nie odsłonić<br />
zbyt wiele z prywatności, a teraz<br />
by nie trafiły do przestrzeni publicznej<br />
w nowej, nieprzewidywalnej wersji.<br />
Autofotografie stanowiły punkt wyjścia<br />
dla artystki przy tworzeniu powietrznych<br />
rzeźb. Lubię rysować krwawoczerwonym<br />
tuszem / na bawełnianej<br />
surówce barwy wosku / tworzyć drugą<br />
skórę / duplikat brzucha / duplikat twarzy<br />
/ często własnej – pisze w jednym<br />
z wierszy Kuryluk.<br />
86<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Gdy około 1977, 1978 r. malarka najpierw<br />
zaczęła tracić zainteresowanie<br />
kolorem, a potem malarstwem<br />
na płycie, zaczęła tworzyć pierwsze<br />
prace na luźnej tkaninie – bawełnianej<br />
surówce – na podszewce ubrań<br />
nowe ubrania skóry. Pierwsze rysunki<br />
czerwonym flamastrem na surówce<br />
w sopockiej galerii pojawiają się<br />
wśród obrazów jako fragment cyklu<br />
Przesłuchanie, zaprezentowanego<br />
po raz pierwszy w San Francisco<br />
w 1982 r. Piętro wyżej pokazany został<br />
cykl zatytułowany Teatr Miłości.<br />
Przesłuchanie to instalacje rozpięte<br />
na trzech krzesłach. Delikatne, iluzoryczne<br />
rysunki ukazują autorkę<br />
i jej męża na portretach, w detalach,<br />
kilkakrotnie powtórzonych pomniejszonych<br />
twarzach. W intymnych<br />
ujęciach. Jeszcze bardziej intymny<br />
charakter ma Teatr Miłości. Płótna<br />
wykonane zostały i zaprezentowane<br />
w 1986 r. w wysokiej bostońskiej galerii.<br />
Sopocka seria także zawisła pod<br />
sufitem – miękko i delikatnie. Niektóre<br />
z prac rozpięte są na specjalnych<br />
konstrukcjach, inne – niczym całun –<br />
spływają na podesty. Bohaterowie<br />
tego teatru patrzą na siebie po wielokroć.<br />
Widzowie nie zakłócają swoją<br />
obecnością intymności ich przeżycia.<br />
Dla Ewy Kuryluk najważniejsze<br />
w miłości jest patrzenie i dotykanie.<br />
Dlatego nie tylko twarze i ciała pojawiają<br />
się na materiałach, lecz także<br />
czerwone dłonie, zatrzęsienie dłoni,<br />
odbicia dłoni tworzące niepowtarzalną<br />
fakturę. Jej czerwone morze.<br />
Ewa Kuryluk namalowała wiele serii<br />
prac na luźnych tkaninach, zarówno<br />
na bawełnianej surówce, jak i jedwabiu<br />
(Podróż) lub połączeniu obu (Trio<br />
dla ukrytych). Rysunek na bawełnie<br />
jest delikatny, ale wyraźny. Na<br />
jedwabiu zdecydowanie mniej czytelny,<br />
efemeryczny. Początkowo był<br />
wykonywany tylko czerwonym flamastrem.<br />
Później doszedł kolor niebieski.<br />
Rysunki na tkaninie podlegają<br />
pracy czasu – płowieją, kolor materii<br />
przechodzi od bieli do żółci. Po odcieniu<br />
można poznać, jak często prace<br />
prezentowane były publiczności.<br />
Rzeźby powietrzne wędrują razem<br />
z artystką po świecie złożone w walizce.<br />
Rozłożone ukazują w zagnieceniach<br />
czas odpoczynku. Opowiadają,<br />
że po okresie intensywnych przeżyć<br />
potrzebne jest wyciszenie, aby za<br />
sobą zatęsknić. [BAS]<br />
BEATA ANNA SYMOŁON
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
87
OLIPIONA<br />
Satyra zabija, nie obraża – Stanisław Jerzy Lec<br />
Tak mnie jakoś rozebrało, proszę pana.<br />
Pan wybaczy, mam ochotę dziś pochlipać.<br />
Proszę usiąść, lepiej z panem niż tak sama,<br />
bo to życie, proszę pana, to jest lipa.<br />
Jakoś smutki mnie opadły już od rana,<br />
miłość zmarła, więc miłości to jest stypa.<br />
Wszystko mieści w statystycznych się diagramach,<br />
bo ta miłość ,proszę pana, to też lipa.<br />
Uwierzyłam, bo tak chciałam być kochana,<br />
taka ze mnie, proszę pana, głupia cipa.<br />
Chciałam wreszcie wspaniałego mieć Batmana<br />
takich nie ma, proszę pana – wszystko lipa.<br />
Patrzył w oczy, mówił kocham, oczarował.<br />
Ty mu wierzysz, już na życiu masz polipa.<br />
I tak jakoś w mą codzienność się wpasował,<br />
że nie zgadłam, nie pojęłam, że to lipa.<br />
Nim przejrzałam, już wyczyścił moje konto,<br />
bo to zwykły, proszę pana, był tulipan.<br />
Okazałam się być szóstą, może piątą.<br />
Sam pan widzi, uwierzyłam, a tu lipa.<br />
Już mi lepiej, jakoś teraz tak mi słodko,<br />
pan na oko nie wygląda mi na Vip-a.<br />
Nie, nie pójdę, nie chcę znowu być idiotką.<br />
Już się nie dam panom nabrać – wszystko lipa.<br />
Zofia Pągowska<br />
Rysunki: Jarosław Janowski<br />
88<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
LIMERYKI<br />
***<br />
Jest pobożna Henryka w Tolkmicku,<br />
która klęka czasami na cycku,<br />
gdy zapomni stanika.<br />
Pokutuje Henryka,<br />
umartwiając się po katolicku.<br />
***<br />
Marianowi z Krakowa w Windsorze<br />
spodobało najbardziej się to, że<br />
będąc po alkoholu,<br />
niekoniecznie na polu<br />
musiał trzeźwieć. Mógł również na dworze.<br />
***<br />
Bez wątpienia pan Jan ze wsi Biała<br />
miał to coś, gdy go Agnes poznała.<br />
Jakiś urok czy magnes,<br />
co przyciągał tę Agnes.<br />
Miał to coś... Ale już to wydała.<br />
***<br />
Misjonarza na murach Zbaraża<br />
propozycja najeźdźcy przeraża.<br />
Po rozejmie najeźdźca<br />
chce spróbować „na jeźdźca”,<br />
gdyż nie kręci go „na misjonarza”.<br />
adam gwara<br />
PONIŻEJ ZERA<br />
, ,<br />
Gdy szron pobieli panom skronie,<br />
to, choć na przekór to logice,<br />
pod maską ogień żądzy płonie,<br />
wciąż młodsze kuszą ich spódnice.<br />
Tu jakiś flircik, kolacyjka,<br />
spotkanie, kiedy żonka w trasie,<br />
wszak każda piękna jest bestyjka,<br />
to jeszcze może radę da się.<br />
Przy niej jest stale na bezdechu,<br />
wciągnięty brzuszek, pierś do przodu,<br />
bo jak tu przywieść ją do grzechu ?<br />
Apetyt większy jest od głodu.<br />
Rozkłada wszelkie swe atuty,<br />
dla niej kolejne robi błędy,<br />
wszak lis na cztery łapy kuty<br />
jak się postara, będą względy.<br />
Dziewczynie urok ten smakuje,<br />
a szron na głowie nie przeszkadza,<br />
wszak przy nim nic jej nie brakuje,<br />
a gdy chce więcej, to go zdradza.<br />
I tak to bywa, samo życie<br />
poniżej zera w ich pościeli.<br />
Więc lepiej myślcie, co robicie,<br />
gdy wasze włosy szron pobieli<br />
Zofia Pągowska<br />
Pewien mąż świątobliwy z Batumi<br />
rzekł, wskazując na dłonie: – O, tu mi<br />
prędzej wzejdą kaktusy,<br />
niż skorzystam z pokusy!<br />
Dziś, gdy miewa pokusę – to tłumi.<br />
***<br />
Pewna pani, co mieszka w Toruniu,<br />
zawsze na czczo ma kuku na muniu.<br />
Po zjedzeniu piernika<br />
kuku pani tej znika,<br />
za to muniu ma, że o mamuniu!<br />
***<br />
Pewien książę (tak, tak!) w Elsynorze<br />
od myślenia się czuł coraz gorzej.<br />
Mógł wszak „być, albo nie być”.<br />
Lecz jak nie być? Się przebić?<br />
Ale czym? Szpadą? Mieczem? Czy nożem?<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
89
Na kogo<br />
wypadnie,<br />
na tego bęc<br />
Już wszystko wiem! Ależ to jest pokusa. Ten fejm. O mały włos<br />
nie wpadłam w tę pułapkę. Bo to zasadzka, tak myślę, zwykły<br />
fortel, żeby cię (za)chwycić, za gardło złapać i potem już leci.<br />
Jakoś. Ale bez jakości.<br />
Bańka zasięgu moich ostatnich, morskich przygód nieźle mi wjechała<br />
na tęże. Pięknie było czytać, że kogoś bawię, drugiego wzruszam,<br />
a jeszcze inni mają mnie do kawy zamiast newsów. A przecież nic<br />
wielkiego się nie stało, niczego nie wynalazłam, ale też, dzięki Bogu,<br />
nie zgubiłam. Ot, kilka słów dosyć zgrabnie napisanych i okraszonych<br />
zdjęciami z wakacji. Jakich milion. Gdzie mi tam do…<br />
No właśnie. Do kogo? Zerknęłam na insta. Potem przeczesałam<br />
Facebooka. Za przeproszeniem, przeleciałam cały net i… zonk.<br />
W polityce jak zawsze bida z nędzą. I żeby była jasność w temacie:<br />
nasza BIDA i tylko nasza NĘDZA.<br />
Ze świata też wieści nie najlepsze. „Bawi się góra z górą” w wojnę<br />
i się zejść nie mogą. A my, niektórzy, w strachu. Show-biznes po staremu.<br />
Możesz recytować Puszkina w oryginale, ale na końcu jak się<br />
w klatce z kolegą nie zlejesz, to znaczysz niewiele, żeby nie powiedzieć<br />
NIC. Rolki, relacje, chuje muje, dzikie węże. Babki klony, dobre<br />
na zaparcia, faceci z widłami udający Posejdona. I w tym wszystkim<br />
ja, która ma wywalone (na) wszystko.<br />
Czyli to o to chodzi? O prawdę! Coś fantastycznego. Też mam dość<br />
cukru pudru i sztucznych barwników. Jesteśmy tu, w tym życiu, na<br />
wakacjach. Nie zawsze są one skąpane w słońcu. Moje także.<br />
Ale kusiło bardzo. Wstajesz i myślisz, że nie możesz zawieść. Że<br />
ktoś czeka na kolejną porcję tego tortu, z którego wyskoczysz cała<br />
na biało i zrobisz zaraz potem mostek ze stania. Byleby zachwycić<br />
znów, popłynąć, nomen omen, na fali, wciągnąć nosem te 3 mln<br />
morskich wilków, by na końcu wyłonić się z dupy Uranosa i poczuć<br />
się, choć przez chwilę, Afrodytą. Nęciło bardzo. Lajki uwodziły<br />
do tego stopnia, że przestałam zwracać uwagę na zaloty R.<br />
Ocknęłam się przy albumie ze zdjęciami z dawnych lat.<br />
Zawsze eksperymentowałam z modą. Ale na każdej fotografii<br />
jestem przebrana za siebie. Mogę być kim chcę, bylebym<br />
tylko z własnych butów nie wyskoczyła. Bo wtedy już krok<br />
od upadku. A ja chcę zajść bardzo daleko. Czego i Państwu<br />
serdecznie życzę, z miłością. [MJ]<br />
MONIKA JANOWSKA<br />
90<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Ilustracja: Renata Cygan<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
91
POEZJA<br />
Polecane<br />
Agnieszka Mędrzak-Sikora (1977)<br />
Filolożka polska, nauczycielka, bibliotekarka,<br />
poetka, autorka dwóch<br />
książek, laureatka kilkudziesięciu<br />
konkursów poetyckich, znana w środowisku<br />
literackim jako Agnieszka<br />
Marek. Zadebiutowała tomem Wypuść<br />
mnie, wypuść, (Miejski Dom<br />
Kultury, Radomsko 2013) – główna<br />
nagroda w Ogólnopolskim Konkursie<br />
Poetyckim im. Janusza Różewicza.<br />
Kolejna książka to (Po)równania<br />
z wieloma niewiadomymi, (Wydział<br />
Kultury i Sztuki Urzędu Miejskiego,<br />
Bielsko Biała 2016).<br />
Ceni sobie czas z bliskimi; w wolnych<br />
chwilach czyta, fotografuje, chodzi<br />
po górach.<br />
WYDEPTYWANIE<br />
chodziłam tam. w czasach bez masek,<br />
maseczek, nawet bez ochraniaczy na buty.<br />
nic nie miało prawa zaszeleścić, kiedy wspinałam się<br />
na drugie piętro. litery tworzące wyraz onkologia<br />
dusiły w przełyku. a ja chodziłam tam – ubrana<br />
w dzielność, empatię i wyćwiczony uśmiech<br />
(przy wyjściu lądował w koszu z napisem odpady skażone).<br />
matka, wciąż mocna i śliczna, chowała niebywale gęste włosy<br />
pod zawadiacką bejsbolówką. wyglądała bosko, co nie przeszkadzało<br />
w pokazywaniu umierającej sąsiadki i szeptaniu: patrz, jak w Oświęcimiu.<br />
umierałam razem z sąsiadką.<br />
ze strachu. o matkę.<br />
92<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
W DOMU<br />
zapach śmierci od progu. czytaj - pachniał truskawkowy kisiel,<br />
bo tylko w nim była w stanie przełykać chore ilości leków.<br />
czerwony balsam z Garniera jeszcze robił<br />
cuda z wysuszoną skórą na nogach.<br />
o paznokcie dbałyśmy razem, jak dawniej, choć nikt<br />
nie wierzył, że matka jeszcze opuści dom.<br />
raczej wszyscy byliśmy gotowi na opuszczenie powiek.<br />
śmiała się – jakby z przyzwyczajenia.<br />
upierała przy wędrówkach do łazienki,<br />
choć było to jak zdobywanie Everestu.<br />
eleganckie kobiety nie godzą się na pampersy.<br />
łatwiej oswoić coraz szybciej nadciągający koniec<br />
niż uwłaczające wydzieliny.<br />
wspinaczka trwała do ostatnich chwil.<br />
POZIOM NAŁADOWANIA<br />
matka odeszła, mając wykorzystane zaledwie 67 procent.<br />
zostało całkiem sporo, ale żadna siła wyższa nie dała jej szansy.<br />
onkologiczne lekcje zrobiły ze mnie pilną uczennicę.<br />
zadania domowe odrabiam tak, że szóstki pojawiają się same.<br />
po tym wszystkim<br />
nie ma mowy o zawahaniach. dlatego drugi ślub biorę w sukience,<br />
o jakiej zawsze marzyłam, ale mam srebrzyste, niefarbowane włosy.<br />
dom z dala od miasta. grzebanie w ziemi.<br />
nieużytki zamieniam w kwietne łąki.<br />
dlatego wyciskam każdy dzień -<br />
po zmrok.<br />
POEZJA<br />
PO DRUGIEJ STRONIE<br />
oczy wcale nie zgasły, ale oddech<br />
zatrzymał się tuż po dziewiętnastej.<br />
za oknem darły się kosy –<br />
zupełnie nieświadome powagi sytuacji.<br />
może wyczuły, że kochała ptaki.<br />
kiedy zostaje ciało, jeszcze nie czujesz, że „tylko” –<br />
to znaczy nie czujesz braku duszy.<br />
przynosisz miskę z ciepłą wodą i mydłem,<br />
miękką gąbkę i pośmiertne ubrania.<br />
wszystkich wypraszasz z pokoju.<br />
to jest koniec bycia dzieckiem,<br />
bo zamieniacie się rolami.<br />
myjesz i nawet łzy nie mają wtedy sensu.<br />
czułość wypełnia każdy<br />
wstrzymywany dla towarzystwa oddech.<br />
TRZECIA PORA ROKU<br />
zanim zakwitną hibiskusy, będziemy kulić ramiona,<br />
chować się przed wzrokiem ludzi. nikt nam nie wierzył,<br />
że tak można – przed pięćdziesiątą jesienią czuć się jak powój –<br />
delikatnie wyrosnąć, zapleść ramiona i rozkwitać.<br />
RECEPTA (II)<br />
Kto nie zbłądził w lesie,<br />
ten nie poznał lasu<br />
Antoni Lange<br />
przez całą młodość narzekali, że nauka poszła w las.<br />
dziś idę za nią, bo to jedyne miejsce, w którym mogę być sobą,<br />
przy sobie i wewnątrz. od jakiegoś czasu idziemy w las razem.<br />
w koszyku coraz więcej doświadczeń i – na szczęście –<br />
coraz więcej drzew. dlatego gdy przystajemy pod bukiem,<br />
a nad głowami parasol soczystozielonej wiosny – wiem jedno:<br />
warto było zabłądzić.<br />
ogród uczy nas codziennie –<br />
dbania o kruchość życia, tego, co zakiełkowało,<br />
przebiło wątpliwości, wypuszczając pierwsze pędy.<br />
z każdym dniem już tylko coraz mocniej,<br />
bardziej zielono,<br />
wrastamy w teraz i później.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
93
W LESZNIE NA ZATORZU<br />
*<br />
babcia<br />
dzieliła siebie po równo<br />
pomiędzy dziesiątkę dzieci<br />
cerowała dziurawe sny<br />
zszywała podarte dusze<br />
rozmnażała obiady jak dobra wróżka<br />
w kieszonce fartucha trzymała<br />
magiczne słowa<br />
*<br />
dziadek<br />
potrafił wszystko<br />
– nie tylko drewno było mu posłuszne<br />
harmonijką rozbawiał<br />
skrzypcami i akordeonem<br />
zahaczał o chmury<br />
wiedział jak rany zabliźnić<br />
jedyną w okolicy<br />
lustrzanką<br />
chwile zatrzymywał<br />
*<br />
dom<br />
stał na rogu biedy i miłości<br />
czerwona cegła trzymała ciepło<br />
po fasadzie wspinało się wino<br />
zielona furtka śpiewnie witała<br />
wiosną szalały konwalie i bzy<br />
nad drzwiami wisiał krzyż<br />
było niewiele ale było wszystko<br />
w przykuchennej skrytce<br />
babcia chowała<br />
zasuszone wspomnienia<br />
*<br />
w końcu<br />
dzieci poszły traktem miłości<br />
zabierając ze sobą<br />
po kilka pędów pnącego wina<br />
w niedzielę dziadka zabrali anieli<br />
potem babcia czekała wyczekiwała gości<br />
wielkie okna<br />
wypatrywały ich<br />
dom lubił gwar<br />
przyciągał<br />
dopóki tam była<br />
Sławomira Sobkowska-Marczyńska<br />
94<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
LEW<br />
Ilustracje: BEA STOSZEK<br />
WODNIK<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
95
Książka Kinoptycznie to tom z poezją filmową.<br />
„Kino jest poezją, poezja życia<br />
bywa jak kino”, jak pisze autorka Małgorzata<br />
Kulisiewicz. Do tej pory zostały wydane<br />
w Polsce tylko dwie antologie z motywami<br />
filmowymi. Nie było jeszcze poety, który by<br />
temu tematowi poświęcił całą swoją książkę.<br />
Rzeczywistość odbitą w krzywych, rozbitych lub<br />
zwykłych zwierciadłach tej poezji pokazano poprzez<br />
drobiazgi, szczegóły z dużą dozą ironii, ale<br />
też z zachwytem, lękiem lub poprzez literacką<br />
medytację. Jest to portret mozaikowy, wielkomiejski,<br />
krakowski, nowohucki, nadbałtycki<br />
i europejski. Widać schyłkowość, koniec pewnego<br />
świata, turystyczne migawki ze współczesnej<br />
Europy. Podmiot to zwykły everyman, a także<br />
znawca lub wielbiciel kina lub też, w niektórych<br />
wierszach, turysta chwytający chwilę i świat,<br />
zanim przeminie. Rzeczywistość ukazana jest<br />
poprzez wątki związane z kinem, a nawiązania<br />
do filmów osadzone są w naszej współczesnej<br />
rzeczywistości. Poezja Małgorzaty Kulisiewicz<br />
odnosi się do motywów związanych z cinéma-<br />
-vérité, buntownikami filmowymi, agentem Jamesem<br />
Bondem, Marleną Dietrich, Ordonką,<br />
Ritą Hayworth, Deszczową piosenką i wieloma<br />
innymi słynnymi postaciami, filmami lub zjawiskami<br />
filmowymi. Autorka jako filmoznawczyni<br />
ma szerokie spektrum wiedzy kinowej, która ją<br />
inspiruje. Jednocześnie filtruje to przez wrażliwość<br />
współczesnego polskiego everymana, który<br />
wokół siebie wiele dostrzega i widzi i próbuje<br />
zrozumieć naszą rzeczywistość. Tęskni również<br />
za czymś większym, za metafizyką i transcendencją,<br />
czymś, co ratuje od szarości, a może<br />
i grozy życia, za Bogiem panteistycznym, Bogiem<br />
w człowieku i blisko człowieka. Nawet tło<br />
morskie występujące w wielu wierszach i morze<br />
przedstawione są transcendentnie. Ważną rolę<br />
gra też w tej poezji natura, podkreślona zostaje<br />
jej ważność dla człowieka oraz przypuszczalny<br />
koniec, wyniszczenie.<br />
Małgorzata Kulisiewicz w pięciu swoich poprzednich<br />
książkach nawiązuje do toposów kultury<br />
śródziemnomorskiej, do motywów polskiej<br />
i światowej literatury, do malarstwa, muzyki,<br />
teatru. Poezja filmowa staje się tego naturalną<br />
konsekwencją. Kino jest tu głównym medium,<br />
miłością, inspiracją i tłem dla najnowszego<br />
tomu poetki.<br />
RĘKAWICZKA RITY HAYWORTH<br />
Długa jak ogon komety<br />
centymetr po centymetrze<br />
odsłania skrawek prawdy<br />
zachwyciła wszystkich<br />
ale nikt nie pokochał<br />
znajdzie ją stara psina<br />
w okrawkach czasu<br />
dobre choć tyle<br />
Rita tańczy<br />
zawsze gdy włączasz projektor<br />
nawet alzheimer<br />
jej nie przeszkodzi<br />
pojawia się<br />
w źrenicy pamięci<br />
Marilyn, Rita, Audrey<br />
boginie pocieszycielki<br />
w trudnym świecie<br />
nieprawdziwych neonów<br />
bezlitosnych pląsów sumienia<br />
kapitału<br />
96<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
MAŁGORZATA KULISIEWICZ<br />
WIECZNE KINO<br />
KINOPTYCZNIE<br />
Czas pieczętuje nas<br />
siedem razy<br />
jak nigdy nieotwarty<br />
pergamin.<br />
Prawda wypłynie<br />
już po tamtej stronie.<br />
Czas cieni,<br />
cienie czasu<br />
odejdą w niepamięć.<br />
Niebieskie łąki<br />
przywrócą mowę<br />
cierpienia i radości.<br />
Jasny promień<br />
wyświetli tylko<br />
dobre chwile,<br />
które zostaną z nami<br />
na zawsze.<br />
Moje oczy filmują niebo,<br />
patrzę na kroplę<br />
na źdźble trawy,<br />
przeglądam się<br />
w źródle czasu.<br />
Źrenice jak kamera<br />
ogarniają falujący los,<br />
wodę, piasek, mgłę, i górę,<br />
ziemię<br />
jak nieustannie<br />
odnawiającą się mandalę.<br />
Ikona ekranu<br />
ratuje świat<br />
na krawędzi.<br />
Kino-życie,<br />
zielony promień nadziei.<br />
Przecież i tak jesteśmy<br />
czyjąś opowieścią.<br />
MAŁGORZATA KULISIEWICZ – absolwentka<br />
filmoznawstwa i polonistyki na Uniwersytecie<br />
Jagiellońskim, autorka esejów<br />
i recenzji filmowych i literackich, publikacji<br />
historycznych, realizatorka reportaży<br />
telewizyjnych w TVP Kraków. Publikowała<br />
m.in. w miesięczniku „W Sieci Historii”,<br />
„Tygodniku Katolickim Niedziela”, „W Sieci<br />
Kultura”, w „Film&TV Kamera”, na portalu<br />
Film.org.pl i na portalu jungowskim<br />
„Unus Mundus”. Autorka książek poetyckich:<br />
Inni Bogowie, Kot Wittgensteina<br />
i inne wiersze, Ciasteczka z ironią, Sprzedawcy<br />
jaśminu, Kinoptycznie oraz zbioru<br />
opowiadań dalEKOwzroczność.<br />
Jej opowiadania i wiersze były publikowane<br />
w „LiryDramie”, „Wyspie”, „Dzienniku<br />
Polskim”, „Nowych Myślach”,<br />
„BregArcie”, „Babińcu Literackim”, „Lamelli”,<br />
„Szufladzie”, „Poezji Dzisiaj”, „Metaforze<br />
Współczesności”, „Akancie”, „Hybrydzie”,<br />
„Literacie”, „Wytrychu”, „Post Scriptum”,<br />
"Helikopterze OPT", na portalu Pisarze.pl,<br />
„Gazecie Kulturalnej”, „Bezkresie”,<br />
w „Stronie Czynnej”, „Magazynie Horyzont”,<br />
„Whisper of Sofly – Yearly Anthology<br />
of Poetry”, „Contemporary Writers<br />
of Poland. On Life’s Path”, na portalu<br />
Spillwords.com oraz w licznych<br />
antologiach i almanachach. Kilkukrotnie<br />
zauważona i wyróżniona w konkursach literackich<br />
i filmowych. Mieszka w Krakowie.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
97
Z czekania w czekanie<br />
Poślizgi są ostatnio modne i to nie tylko<br />
na ślizgawkach, ale też chociażby<br />
w budownictwie – od budynków<br />
poczynając, przez autostrady i lotniska, na<br />
dostawach broni kończąc. Ja jednak nie<br />
o takich strategicznych inwestycjach, a o…<br />
felietonach, które dzięki łaskawości „Post<br />
Scriptum” ukazują się na tych pięknych łamach!<br />
Tematy w nich poruszane będą z poślizgiem<br />
właśnie! Dlaczego? Po pierwsze:<br />
cykl produkcyjny. Po drugie: lepiej spojrzeć<br />
z pewnego dystansu na to, o czym się pisze.<br />
A po trzecie: to i tak nie ma większego<br />
znaczenia, bo wybierane są najczęściej tematy<br />
uniwersalne, niezależne od pór roku<br />
czy stanów emocjonalnych ewentualnych<br />
1czytelników i realnego (jeszcze) autora.<br />
Rozpoczynam wakacyjnie, więc beztrosko<br />
i słonecznie, choćby nawet padał deszcz.<br />
Gnany owczym pędem udałem się nad<br />
morze, bo ci znad morza przyjechali do<br />
nas. Taki to zwyczaj, może głupkowaty,<br />
by jechać tam, gdzie najdalej. Oni ruszyli,<br />
by zobaczyć nasze Beskidy, coraz bardziej<br />
ogołocone z drzew, a my – by przekonać<br />
się naocznie, że najdroższe ryby są nad<br />
morzem, choć powinny być tam najtańsze,<br />
bo mają najbliżej na stoły licznych<br />
restauracji. Restauracje wprawdzie mnogie,<br />
ale we wszystkich serwują identyczne<br />
sałatki. Widać ktoś w okolicy ma monopol<br />
na ich dostarczanie wszędzie, gdzie<br />
trzeba. Dania różnią się tylko miejscem,<br />
w którym są zjadane; nazwy przybytków<br />
kulinarnych są rozmaite – od pospolitych<br />
po niemal poetyckie. Ale przecież na<br />
wczasy jedzie się nie po to, by się nażreć,<br />
bo można to skutecznie robić przez cały<br />
rok w domu (efekty widać na plaży), lecz<br />
98<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
po to, by wypoczywać. Niestety, wypoczywać<br />
też się zbytnio nie da, bo do wypoczynku<br />
potrzebna jest cisza mącona tylko<br />
odgłosami natury – szumem drzew, fal,<br />
śpiewem ptaków... A choćbyś nawet ciszy<br />
szukał ze świecą, nie znajdziesz jej nad<br />
morzem, bo świecę zdmuchnie docierający<br />
zewsząd gwar. Wprawdzie cisza nocna<br />
obowiązuje od 22.00 do 6.00, ale kto by<br />
tam przestrzegał ciszy nocnej, gdy hałas<br />
dzienny przenosi się na całą dobę.<br />
Każdy pensjonat proponujący wczasowiczom<br />
lokum na przetrwanie wakacyjnego<br />
obłędu obowiązkowo ma przytwierdzoną<br />
do fasady wielką informację, że to właśnie<br />
w nim są pokoje gościnne. Bywałem<br />
już w nadbałtyckich kurortach i maluśkich<br />
miejscowościach dziesiątki razy, ale ani<br />
razu nie spotkałem informacji o pokojach<br />
niegościnnych. Dziwne to i nielogiczne.<br />
Za to spotykałem zawsze to samo: wiodące<br />
do morza ulice otoczone szczelnie<br />
stoiskami z różnorakimi, mówiąc krótko<br />
a treściwie, duperelami drenującymi kieszenie<br />
tych, którym zachciało się wywczasów<br />
(jakby powiedzieli przed wojną nasi<br />
przodkowie). Czego tam nie znajdziemy:<br />
od słomkowych kapeluszy po fikuśne staniki,<br />
od taniej książki po drogie piwo, od<br />
koszmarnych maskotek po równie beznadziejne<br />
kubki, widokówki, magnesy na lodówki<br />
oraz wszelkie inne, chińsko-polskie<br />
i kaszubsko-podhalańskie badziewie.<br />
W wakacyjnym chaosie jedynie morze<br />
się obroniło! Swoim dostojeństwem, odwieczną<br />
tajemnicą przelewających się<br />
wód, zachodami słońca pięknymi za każdym<br />
razem inaczej, majestatem przestrzeni<br />
mieniącej i zmieniającej się nieustannie
oraz… świadomością ogromnej, niewykorzystanej<br />
(jeszcze) energii przypływów<br />
i odpływów, którą mogłaby<br />
się obdarować i uszczęśliwić ludzkość,<br />
gdyby najtęższe głowy odkryły, jak to<br />
zrobić, zamiast wymyślać kolejne, coraz<br />
perfidniejsze sposoby niszczenia<br />
tego, co z Miłości poczęte, w trudzie<br />
wzniesione…<br />
Jest też, tak samo jak był przed rokiem,<br />
rybacki port z kilkoma leciwymi<br />
kutrami, które jeszcze bardziej się<br />
postarzały – metalowe pordzewiały<br />
do reszty, a rozlatujące się drewniane<br />
w opłakanym stanie, opłakuje słonymi<br />
łzami Bałtyk. Zastanawiam się, ile<br />
trzeba mieć odwagi, by czymś takim<br />
wypływać w morze i łowić ryby. Rybacy<br />
jednak wypływali i łowili! Widziałem<br />
na własne oczy.<br />
Przy brzegu wpływającej do morza<br />
rzeczki, w okolicy mostu, rozlega się<br />
wielki hałas na kacze głosy. Głoszą<br />
one licznym spacerowiczom, że oto<br />
w słonej wodzie sympatyczne kaczki<br />
pływające, a nawet nurkujące, są<br />
głodne, bardzo głodne! W kaczych<br />
rodzinach, w przeciwieństwie do<br />
ludzkich (jeszcze przed rozwodami),<br />
rzucają się w oczy głównie samce<br />
z pięknie upierzonymi, opalizującymi<br />
to zielenią, to fioletem, głowami<br />
i szyjami. Samice nie zwracają na siebie<br />
uwagi jako te wypindrzone panie,<br />
są szare i jakieś takie nijakie. Oczywiście<br />
wszystko to, co fruwa (w tym<br />
kaczki i mewy), nie może być karmione<br />
starym pieczywem czy resztkami<br />
śniadań, bo naraża się w ten sposób<br />
naszych ptasich przyjaciół na kłopoty<br />
gastryczne, a nawet śmierć w męczarniach,<br />
o czym informują – często<br />
bezskutecznie – stosowne tablice. By<br />
jednak nie pozbawiać wczasowiczów,<br />
głównie tych z dziećmi, przyjemności<br />
z dokarmiania wodnych głodomorów,<br />
spece od robienia pieniędzy<br />
(w pierwszej kolejności) i przyjaznej<br />
dla kwaczących pomarańczowopłetwych<br />
diety, wymyślili coś nowego!<br />
Mówiąc szczerze, jedyną rzecz, która<br />
mnie zaskoczyła, zadziwiła i rozśmieszyła.<br />
Oto przy brzegu, w przestrzeni<br />
publicznej, stał słusznych rozmiarów<br />
prostopadłościan z wielkim, widocznym<br />
już z daleka napisem: KACZKO-<br />
MAT! Nie, nie pomyliłem się – KACZ-<br />
KOMAT, a nie PACZKOMAT. Wystarczyło<br />
tylko podejść, wrzucić do wnętrza<br />
maszynerii dwa złote, a ze stosownej<br />
dziurki wyskoczyło… jedno ziarno kukurydzy<br />
i dwa ziarenka pszenicy! To<br />
wszystko! Ani grama więcej! Kaczki,<br />
zauważywszy, co się święci, bo też<br />
mają swój rozum, podpłynęły bliżej<br />
i zaczęły wyfruwać na brzeg, wrzeszcząc<br />
w kaczym narzeczu (nad rzeką)<br />
niemiłosiernie. A tu tylko trzy ziarenka!<br />
By nakarmić jednego głodomora,<br />
trzeba by wrzucić do kaczkomatu chyba<br />
dwadzieścia złotych! A całe stado?<br />
Aż strach pomyśleć!<br />
Kiedyś mówiło się o kimś, kto dał się<br />
oszukać, że został nabity w butelkę.<br />
Dzisiaj proponuję miejscowym władzom,<br />
by informowały naiwnych wczasowiczów<br />
o dobrych serduszkach, że<br />
zostaną nabici w KACZKOMAT!<br />
Po powrocie do beskidzkiego miasta<br />
zasugeruję rajcom, by tam, gdzie<br />
można spotkać większe skupiska<br />
wczorajszych osobników z czerwonymi<br />
nosami, poustawiać MENELO-<br />
MATY. Litościwi przechodnie mogliby<br />
wrzucać do nich stosowną kwotę,<br />
po czym z pyszczka automatu wyska-<br />
kiwałaby… procentowa małpka dla<br />
osobników głodnych (jak kaczki znad<br />
morza ziarenek) odlotów w szczęśliwsze<br />
rejony.<br />
2Przez niefrasobliwą działalność człowieka<br />
niszczyciela zmienia się na<br />
naszych oczach klimat. Jeszcze tak<br />
niedawno musiało lać z tydzień, by<br />
wystąpiło zagrożenie powodziowe.<br />
Teraz wystarczą dwie godziny niebieskiego<br />
prysznica, a już rzeki występują<br />
z brzegów, miasta są pozalewane,<br />
samochody utopione, ulice przemieniają<br />
się w rwące potoki, a doliny<br />
w jeziora. Nie miejsce tu, by przypominać<br />
o przyczynach (wszystkim<br />
dobrze znanych) czy rozdzierać szaty<br />
– jednosezonowo modne, które...<br />
zaśmiecają i tak już zaśmieconą bezmyślnie<br />
planetę. Ale to nie wszystko,<br />
bo egzotyczne trąby powietrzne też<br />
się u nas zadomowiły. Właśnie tej<br />
nocy jedna z nich przeszła, a właściwie<br />
przetoczyła się po okolicy, niszcząc<br />
po drodze 140 domów. Ale większe<br />
wrażenie niż uszkodzone domy<br />
zrobił na mnie widok martwej bocianiej<br />
rodziny – powbijani w siatkowe 99<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Ilustracje: Pixabay
ogrodzenie ptasi rodzice i leżące obok<br />
trzy bocianiątka…<br />
A jeszcze nie tak dawno, z ludzkiej ciekawości,<br />
zainstalowano nad bocianim<br />
gniazdem kamerę całodobową. Cóż<br />
– jak wiemy, ciekawość jest pierwszym<br />
stopniem do piekła, a ostatnim<br />
do nieba. I kusi jak sam diabeł rogaty.<br />
Stąd taka mnogość kolorowych pisemek<br />
pełnych plotkarskich informacji.<br />
Im pikantniejszych, tym lepszych,<br />
często plugawych i zmyślonych, choć<br />
niby z pierwszej ręki. Okraszonych<br />
fotkami robionymi z ukrycia, demaskującymi<br />
ich bohaterów.<br />
Nie tylko szmatławe periodyki, lecz<br />
i programy telewizyjne wszystkich niemal<br />
stacji licytują się w serwowaniu tasiemców<br />
z głupawą papką. Jest ich tak<br />
wiele, bo są oglądane masowo i istnieje<br />
na nie wielkie zapotrzebowanie. To<br />
już dramat. Prawdziwy, niewyreżyserowany<br />
jak zachowanie leciwych pań<br />
i podstarzałych adonisów, którzy<br />
w „Sanatorium litości” są gotowi na<br />
wszystko: spowiedź nieświętą, łezki<br />
krokodyle… Może wystarczy tyle…<br />
Programy dla myślących są emitowane<br />
zwykle po północy, kiedy normalni ludzie<br />
śpią, więc oglądają je tylko nienormalni<br />
w towarzystwie sów, nietoperzy<br />
i ciem, które nie doleciały do ognia.<br />
Wiem, że jaja, z jajami w tle, są w tym<br />
czasie nie na miejscu. Ale by nie popaść<br />
w dekadentyzm, powracam do<br />
powszechnego i ogólnokrajowego<br />
podglądania i podsłuchiwania – od<br />
niewinnych plotek poczynając, na<br />
aferach szpiegowskich kończąc. Podglądanie<br />
bocianów jest rozgrzeszone,<br />
bo nie wynika z samej tylko ciekawości,<br />
ale i z troski o wyludniający się<br />
kraj i spadającą zatrważająco liczbę<br />
nowo narodzonych dzieci. Przyrost<br />
naturalny w ostatnim roku był najniższy<br />
od powojnia! Dlatego popieram<br />
„dyskretne” podglądanie bocianów<br />
bez ich pozwolenia, całodobowe gapienie<br />
się w intymność gniazd (a nawet<br />
pod ogony) i radość z uniesień<br />
ptasich kochanków oraz z każdego<br />
zniesionego jaja! Z tego względu<br />
proponuję, by nagrania z bocianich<br />
gniazd wręczać każdej młodej parze<br />
po ślubie. Niech rozmyśla o przyszłym<br />
spisie ludności, a nie o nowym<br />
samochodzie! Gdy wszystko, łącznie<br />
z 500 i 800 plus, zawiodło, trzeba<br />
przeprosić się z bocianami, które<br />
wprawdzie dzieci nie przyniosą, ale<br />
może uzmysłowią prokreacyjnym<br />
leniom, że trzeba się rozmnażać (nawet<br />
wielokrotnie), a nie tylko hedonistycznie,<br />
bezpotomnie się seksić<br />
czy zajmować innymi pierdołami,<br />
gdy tu ginie naród! Jeśli i to nie pomoże,<br />
pozostanie już tylko szukanie<br />
dzieci w kapuście i wypatrywanie<br />
nadlatujących bocianów, niosących<br />
tobołki z rozwrzeszczaną zawartością!!!<br />
Ewentualnie liczenie na cud!<br />
3<br />
Czekamy więc, oby nie daremnie, na<br />
przyrost naturalny! To dziwne… Jeśli<br />
się głębiej zastanowić, można dojść<br />
do wniosku, że całe nasze życie to<br />
nieustanne, wielkie oczekiwanie.<br />
Gdy jedno się kończy, już czeka na<br />
nas kolejne. Doczekaliśmy szczęśliwie<br />
wiosny. Zazieleniło się za oknem<br />
i… w głowach. Zakwitły kwiaty oraz<br />
drzewa. Pracowite pszczoły krzątają<br />
się brzęcząco przy mleczach, jabłoniach<br />
i śliwach, zbierając pyłek<br />
kwiatowy, który w cudowny sposób<br />
przemienią w miód.<br />
Z czekania w czekanie. Czekaliśmy<br />
na wiosnę, a tu już wiosna wygląda<br />
lata, lato nie może się doczekać jesieni,<br />
a jesień zimy. Samotni czekają<br />
na miłość, co to jest niezależna od<br />
pory roku, choć ponoć najczęściej<br />
zjawia się wiosną – nawet w jesieni<br />
życia! Stara panna, a raczej – jeśli<br />
trzymać się współczesnego określenia<br />
– singielka, czeka już nawet nie<br />
na księcia, który przyjedzie na białym<br />
koniu, ale na normalnego, kochającego<br />
prawdziwie faceta. Może on nawet<br />
dotrzeć do niej dwudziestoletnim,<br />
przerdzewiałym gruchotem albo zdezelowanym<br />
rowerem. Wdowa czeka<br />
na wdowca, a gdy ma szczęście, załapuje<br />
się do telewizyjnego „Sanatorium<br />
miłości”, bo – jak powszechnie<br />
wiadomo – sanatoria (nie tylko te na<br />
ekranie) są wylęgarniami romansów<br />
wśród podstarzałych, tęskniących za<br />
uczuciem istot. Wszak uczucia nie są<br />
zależne od wieku, a od wewnętrznego<br />
ognia, gorejącego w samotnych sercach.<br />
A że w starych piecach i sercach<br />
diabeł pali, to nie dziw, że sanatoria<br />
są przepisanymi na receptę przez lekarzy<br />
domami schadzek.<br />
Dziecko czeka na prezent urodzinowy.<br />
Uczeń na wakacje. Student na<br />
ukończenie nauki i dobrze płatną<br />
pracę. Sterany życiem człowiek na<br />
rentę czy emeryturę. Potem na podwyżkę<br />
świadczeń, a w międzyczasie<br />
na wnuki, które stają się oczkiem<br />
w głowie rozjaśniającym starość, bo<br />
ta – jak twierdzą pesymiści – nie jest<br />
radością, co z kolei negują optymiści,<br />
mówiąc, że to niekończąca się, złota<br />
jesień. Jak zwał, tak zwał...<br />
Mówiąc krótko: każdy na coś albo na<br />
kogoś czeka. Karierowicz na awanse.<br />
Sknera na pomnożenie pieniędzy.<br />
Sprzedawca na klientów. Klient na<br />
rabat. Kandydat – na to, żeby go wybrali.<br />
Wybrany – na to, by go docenili.<br />
Polityk z najwyższej półki – na to,<br />
by konkurentowi powinęła się noga.<br />
Chory na zdrowie. Więzień na wolność.<br />
Nieszczęśnik na szczęście. A mój<br />
znajomy menel – jak twierdzi – czeka<br />
na... wniebowstąpienie.<br />
Pan Bóg czeka na grzesznika, aż ten się<br />
nawróci. Grzesznik – na okazję do grzechów<br />
albo na poprawę… Bieda czeka<br />
na bogactwo, bogactwo na umiar...<br />
100<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Nawet stulatka zapytana, co robiła, że<br />
dożyła tak pięknego wieku, odpowiedziała<br />
rozbrajająco, zgodnie z prawdą:<br />
„Nic nie robiłam. Czekałam…”.<br />
Najsmutniejsze są te czekania, które<br />
czekają niedoczekania. Tu przypomina<br />
mi się mój śp. wujek Franek, który<br />
całe życie czekał na wygranie miliona<br />
w totolotka. W chwili ogłaszania wyników<br />
losowania w domu panowała<br />
wielka cisza, a wujek zapisywał liczby,<br />
które miały przynieść mu szczęście.<br />
Jednak do końca życia mu nie przyniosły.<br />
Mimo wiary w wygraną, uporu<br />
i konsekwencji. Wprawdzie wiarą się<br />
góry przenosi, ale nawet najgłębsza<br />
wiara nie przynosi góry pieniędzy pod<br />
postacią wielkiej wygranej.<br />
Chciałoby się, by nasze czekania były<br />
adwentami, czyli okresami radosnych<br />
oczekiwań na coś pięknego i dobrego,<br />
co się ziści.<br />
Tylko na śmierć nikt nie czeka. Zjawi<br />
się sama, nieproszona, ale nieunikniona.<br />
Choć po śmierci też się czeka.<br />
Na zmartwychwstanie! Jeśli jest się<br />
wierzącym. A jeśli nie, to kłopot wynikający<br />
z naszej tułaczki po tym zwariowanym<br />
świecie z głowy. I święty<br />
spokój. Wreszcie....<br />
4<br />
Ale jeszcze żyję, bo się zbudziłem.<br />
Zastanawiam się, jaki dzień przede<br />
mną? Czy łaskawy jak łaska pańska,<br />
co pstrym samochodem jeździ? Czy<br />
sąsiadka się dogada z drugą żoną<br />
syna, która jest ponoć toksyczna<br />
jako te toksyny składowane masowo<br />
w naszym (niegdyś czystszym) kraju?<br />
Czy usłyszę rozpaczliwe wycie syren,<br />
ale nie tych atrakcyjnych, wabiących<br />
onegdaj Odysa, a prozaicznych,<br />
strażackich, bo znów zapłonie jakieś<br />
nielegalne, monstrualnej wielkości<br />
wysypisko śmieci przywiezionych od<br />
przyjaciół?<br />
Czy oszuści internetowi lub telefoniczni<br />
będą próbowali zrobić mnie<br />
w balona? Dziś chyba nie, bo – jak poinformowano<br />
nas łaskawie – w balona<br />
zrobił nas ruski balon, który sobie<br />
szybował nad naszym terytorium jak<br />
gdyby nigdy nic, ale był przez naszych<br />
precyzyjnie obserwowany. Do tego<br />
zostali bowiem powołani, a nawet<br />
więcej – do zestrzelenia tego obiektu.<br />
Ale zestrzelenia nie było, by nie czynić<br />
zbytniego hałasu, poza tym można<br />
byłoby niechcący spudłować!<br />
Na mistrzostwach Europy pudłowali<br />
za to jak najęci nasi wspaniali i sowicie<br />
wygradzani piłkarze. I tylko przez<br />
tradycyjne trzy mecze przed powrotem<br />
do domu. Na otarcie łez, których<br />
nie dało się otrzeć, remis. Pozostały<br />
nam: przećwiczony płacz i ewentualne<br />
zgrzytanie ząbkami przeplatane<br />
optymistycznym i patriotycznym śpiewem:<br />
„Polacy, nic się nie stało!”.<br />
À propos pudła, a właściwie pudełka.<br />
Już z zupełnie innej beczki, a może<br />
tylko antałka. Coraz modniejsza staje<br />
się dieta pudełkowa. Polega to na tym<br />
(o czym zapewne większość dbających<br />
o siebie wie), że zamawia się posiłki<br />
stosownie do liczby kalorii, które chce<br />
się zaabsorbować, tak żeby masa ciała<br />
spadała do żądanej wartości. Jest<br />
jeden wymóg: spożywa się tylko to,<br />
co w owych pudełkach przysłano,<br />
a co wymyślili spece dla ludzi bez silnej<br />
woli, niemających wystarczającej<br />
determinacji, by porzucić zgubny nałóg…<br />
żarcia, który jest tak samo trudny<br />
do rzucenia jak papierosy czy alkohol.<br />
Za to coraz łatwiej i bezboleśnie rzuca<br />
się… kolejnych partnerów! Stosowne<br />
instruktaże można znaleźć w licznych<br />
serialach, których główną (a właściwie<br />
jedyną) treścią jest porzucanie jednych<br />
po to, by w ekspresowym tempie<br />
rzucić się w ramionach i na łoża drugich.<br />
Stąd zapewne lawinowa liczba<br />
rozwodów, dodatkowych kosztów,<br />
problemów z dziećmi itd. Lepiej już nie<br />
tworzyć formalnych związków tylko po<br />
to, by szybko je rozkładać na łopatki.<br />
Ale wszystko przyspieszyło, nawet miłość,<br />
która nie zdążyła być...<br />
Dlatego chociaż na ten zalotno-miłosny<br />
sezon proponuję hasło: SPIESZMY<br />
SIĘ KOCHAĆ POWOLI! Jeżeli czas pozwoli.<br />
[JW]<br />
JULIUSZ WĄTROBA<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
101
KŁÓTNIA<br />
Patrzymy na siebie<br />
z wściekłością<br />
rzucamy słowami<br />
na oślep<br />
A potem<br />
nie wiemy<br />
którą ranę<br />
całować<br />
pierwszą<br />
MY I ONE<br />
Karmiliśmy je bajkami<br />
żeby umiały wybrać konika garbuska<br />
i zapłakać nad jaskółką ze złamanym skrzydłem<br />
A teraz już nie wierzą w świętego Mikołaja<br />
tylko w Mediamarkta<br />
i życzą nam<br />
Wesołego Smatfona<br />
i Alle...gro!<br />
HOODOO<br />
Wszyscy mamy licencję na zabijanie<br />
Ludzie są<br />
jak szmaciane lalki – można całkiem przypadkiem<br />
oderwać nogę lub głowę<br />
Niektórzy jak porcelanowe bibeloty<br />
pękają w zderzeniu ze światem<br />
łatwopalni niczym woskowe figurki<br />
Wystarczy wbić igłę prosto w serce<br />
albo w kręgosłup podpalić celnym słowem<br />
i płoną<br />
ŻYCIE TO NIE BAJKA<br />
102<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Dlaczego opowiadamy dzieciom te bajki<br />
gdzie zło zostaje pokonane<br />
i wszyscy żyją długo i szczęśliwie?<br />
Życie to nie bajka<br />
Kopciuszek został zgorzkniałą rozwódką<br />
względnie zapracowaną singielką z kotem<br />
A głupi Jaś nie miał zupełnie szczęścia w miłości<br />
i teraz śpi na Plantach bo żona wyrzuciła go z mieszkania<br />
Zło nie da za wygraną nie można go pokonać<br />
raz na zawsze<br />
Jeśli dobro chwilowo ma przewagę to tylko jeśli<br />
damy z siebie absolutnie wszystko i jeszcze pomoże nam siedmiu<br />
krasnoludków<br />
Wtedy Ciemna Strona Mocy<br />
cofnie swój cień od naszej duszy<br />
ale tylko<br />
o włos
Ilustracje: BEA STOSZEK<br />
Ilustracja: BEA STOSZEK<br />
PANNA<br />
KOZIOROŻEC<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong> 103
Wizje (bez)dzietności<br />
R O B E R T K N A P I K<br />
Prof. Monika Mynarska: Dostrzegam czasem<br />
w osobach badanych siebie. Zdarzyło mi się kilka<br />
bardzo ciekawych rozmów z badanymi, w których<br />
kobiety mówiły, że bezdzietność nie była dla<br />
nich nigdy tematem samym w sobie. Owszem,<br />
z tyłu głowy zakładały, że pewnie kiedyś będą<br />
matkami, ale gdy to się jednak nie wydarzyło,<br />
uznały, że po prostu życie potoczyło im się tak,<br />
a nie inaczej. Taka postawa i mnie jest najbliższa.<br />
Dlatego z uporem maniaka postuluję postrzeganie<br />
bezdzietności jako pewnego kontinuum:<br />
pomiędzy bezdzietnością z powodu biologicznej<br />
niepłodności, a tą, która całkowicie i z rozmysłem<br />
została wybrana, jest całe spektrum pośrednich<br />
sytuacji, całe spektrum barw. Zresztą muszę pani<br />
powiedzieć, że strasznie nie lubię tego określenia<br />
„bezdzietne z wyboru”, bo to sugeruje, że kobieta<br />
w pewnym momencie życia siada i decyduje:<br />
nie będę mieć dzieci, taki wybieram styl życia.<br />
A to dość rzadko tak działa. Po pierwsze, to raczej<br />
nie jest decyzja w jednym punkcie czasu, tylko<br />
cykl decyzji. Po drugie, ona się może wielokrotnie<br />
zmieniać. Po trzecie, bezdzietność bywa bardzo<br />
często zbiegiem różnych okoliczności.<br />
Fragment książki Bezdzietne z wyboru Justyny<br />
Dżbik-Kluge.<br />
Współczynnik dzietności w Polsce na rok 2021 wyniósł<br />
zaledwie 1,33 urodzeń, a prognozowany na<br />
rok <strong>2024</strong> to zaledwie 1,10 urodzeń. To najgorszy<br />
wynik w historii. Nie pomogły dodatki rządowe, jak chociażby<br />
zwaloryzowane 800 plus na każde dziecko. Poważnym<br />
problemem pozostaje wciąż nieuregulowane prawo aborcyjne,<br />
które zostało zaostrzone w 2020 roku wyrokiem Trybunału<br />
Konstytucyjnego. Przy obecnym rozkładzie sił politycznych<br />
raczej nie ma mowy, aby coś mogło się w tym zakresie zmienić.<br />
Kobiety obawiają się zajścia w ciążę, a co za tym idzie<br />
komplikacji okołoporodowych, które mogą przypłacić zdrowiem<br />
i życiem. Oprócz legalnego dostępu do aborcji przydałyby<br />
się również tanie mieszkania na wynajem. Ludzie zwyczajnie<br />
nie mają gdzie mieszkać.<br />
Na pytanie, jak zmienić obecny stan rzeczy, nie ma jednej<br />
odpowiedzi. Być może winny jest styl życia, nastawiony na<br />
konsumpcję, zabezpieczenie doczesności w sensie materialnym,<br />
wygoda. Coraz częściej zamiast posiadania dzieci ludzie<br />
w związkach decydują się na kota czy psa i darzą je miłością<br />
jak własne dziecko. Nie ma pewnie w tym nic złego, natomiast<br />
zapaść demograficzna już puka do drzwi. Emerytury<br />
przyszłych świadczeniobiorców będą się znacznie różnić<br />
od obecnie wypłacanych. Do głosu dojdzie, a w pewnych<br />
branżach już dochodzi, tzw. silver generation, doświadczeni<br />
pracownicy powyżej 50. roku życia, którzy chętnie dzielą się<br />
swoim doświadczeniem z młodszym pokoleniem. Aktywność<br />
zawodowa w dojrzałym wieku nie będzie już tylko możliwością,<br />
ale obowiązkiem. Zmiany w tym obszarze czekają na nas<br />
już tak naprawdę w najbliższych dekadach.<br />
Obecne czasy przynoszą większą świadomość o rodzicielstwie,<br />
planowaniu rodziny, ale również tendencje do odkładania<br />
pewnych planów na później. Zegar biologiczny tyka<br />
jednak nieubłaganie, w pewnym wieku komplikacje dotyczące<br />
rozwoju płodu są nieuniknione. Kłopotliwe bywa w ogóle<br />
zajście w ciążę. Pomimo różnych środków pompowanych<br />
z budżetu, a przeznaczonych w szczególności dla młodych<br />
rodziców, nie ma to żadnego wpływu na współczynnik dzietności.<br />
Poprawę mogłoby przynieść zapewnienie obecnym<br />
i przyszłym rodzicom poczucie bezpieczeństwa. Czym ono<br />
jednak jest i w gruncie rzeczy, czy gdy myślimy o dzietności, nie<br />
znikają nam z pola widzenia inne wartościowe aspekty, o które<br />
warto zadbać? Odpowiedź zapewne przyniesie przyszłość.<br />
Dwie wizje. Z jednej strony mamy pożądany obraz, rodzina<br />
wielodzietna, nierzadko również trudne rodzicielstwo, chociaż<br />
niespecjalnie lubię to określenie. A z drugiej kobiety bezdzietne,<br />
stawiające na własny rozwój. Zastanawiam się, na ile<br />
w społecznym postrzeganiu jedna wizja wartościowana jest<br />
tylko pozytywnie, a druga tylko negatywnie. Skądinąd wiadomo,<br />
że życie nie jest czarno-białe. Binarne szufladkowanie<br />
rodzi wiele krzywdzących uproszczeń. Poza tym jest łatwe.<br />
Tylko tyle.<br />
Chciałem, żeby owe smutne nierzadko refleksje dotyczące<br />
dzietności jakoś ubrać słowa, ukonstytuować, spojrzeć<br />
z szerszej perspektywy. Ile schematów, prostych obrazków na<br />
temat rodzin wielodzietnych, ale również osób bezdzietnych<br />
niejako dziedziczymy w spadku, co nam w tej sferze przekazują<br />
media. Nie ma tutaj jednego wzorca i zresztą być nie może.<br />
104<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Justyna<br />
Dżbik-Kluge,<br />
Bezdzietne<br />
z wyboru,<br />
Warszawa<br />
2023<br />
Magdalena Moskal,<br />
Emil i my. Monolog<br />
wielodzietnej matki,<br />
Kraków 2021<br />
Rodzicielstwo bywa trudne, czasem jednak bezdzietność także<br />
przysparza kłopotów. Złoty środek nie istnieje. Jeszcze bardziej<br />
umocniła mnie w tym przekonaniu lektura książki Magdaleny<br />
Moskal Emil i my. Monolog wielodzietnej matki. To po<br />
trosze esej, dziennik, rozprawa, zapiski. Autorka, redaktorka<br />
między innymi w Wydawnictwie Czarne oraz Wydawnictwie<br />
Znak (nomen omen, widać tu redaktorski sznyt) dzieli się<br />
z nami swoimi i nie tylko swoimi spostrzeżeniami na temat<br />
macierzyństwa. Jest matką trójki dzieci: Agatki, Kuby oraz<br />
Emila, który ma zespół Pfeiffera. Emil jako dziecko z niepełnosprawnością<br />
wymaga więcej troski. Spora część publikacji<br />
to właśnie historia Emila i jego choroby. Jest to też<br />
w sumie swego rodzaju manifest. Magdalena Moskal ubiega<br />
się o większą widoczność osób z niepełnosprawnością, prosi<br />
o to, abyśmy nie odwracali wzroku, nie traktowali ludzi z różnymi<br />
deficytami jedynie z ciekawością. Każdy z nas chce być<br />
widzialny, ważny, potrzebny (nie pożyteczny), zrozumiany.<br />
Autorka przedstawia niezwykle bolesne historie odwracania<br />
się innych dzieci od Emila. Niepełnosprawność, którą u niego<br />
zdiagnozowano, jest szczególnie dotkliwa. Dzieci z zespołem<br />
Pfeiffera nazywa się bowiem „zombie”, przyczyną jest zbyt<br />
wczesne zrośnięcie się szwów czaszkowych.<br />
Wołanie o podmiotowość to jedna z największych zalet książki<br />
Moskal, bowiem nie tylko na ulicy, lecz także w szpitalu<br />
dziecko jest traktowane nierzadko jako przedmiot jakiegoś<br />
eksperymentu, eksponat. Rodzice dzieci z niepełnosprawnością<br />
traktowani są protekcjonalnie, brak tu elementarnego<br />
taktu i zrozumienia. Walka o godność ma również miejsce na<br />
korytarzach sejmowych czy ulicznych demonstracjach. Moskal<br />
stara się umieścić swoje przesłanie gdzieś poza przepychankami<br />
politycznymi, nie widzi siebie ani po lewej, ani prawej<br />
stronie. Posiłkuje się przy okazji wieloma odwołaniami,<br />
tropami z różnych publikacji o podobnej tematyce. Czasami<br />
mam nawet wrażenie, że tego sięgania po cudze przemyślenia<br />
jest nawet zbyt dużo. Jak to ujął jeden z czytelników, autorka<br />
zrobiła sobie pancerną obudowę z cytatów i podczas czytania<br />
odnosi się wrażenie, że to już nie opis trudnego momentami<br />
rodzicielstwa, ale przeplatanka cytatów i przemyśleń innych<br />
autorów, w tym Doroty Danielewicz i jej Drogi Jana, o której<br />
już kiedyś pisałem.<br />
Pomimo zbytniego przeładowania cudzymi myślami, mogę<br />
z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że książka Magdaleny<br />
Moskal jest komplementarna, zawiera różne perspektywy,<br />
ujęcia tematu, który sam w sobie nie jest ani łatwy, ani nie da<br />
się specjalnie ująć w jakiejś prostej konstatacji. Należy przy<br />
okazji zaznaczyć, że prezentowana pozycja daleka jest od ukazywania<br />
wizji macierzyństwa dysfunkcyjnego, co zresztą stanowi<br />
o jakiejś małej rysie, bowiem przeświadczenie o tym, że<br />
są rodzice walczący z trudnościami musi się również równać<br />
stwierdzeniu, że są i tacy, którzy temu wyzwaniu nie podołali.<br />
Często mówi się chociażby o ojcach, którzy na wieść o niepełnosprawności<br />
dziecka zwyczajnie uciekają z placu boju.<br />
Magdalena Moskal w swoim eseju zwraca uwagę między innymi<br />
na ważną zależność dotyczącą tego, że przesuwa się granica<br />
między prywatnym a publicznym, szczególnie dotyczy to<br />
dzieci (zazwyczaj cudzych). Ludzie mają prawo dotykać brzucha<br />
ciężarnej, no bo przecież dotykają dziecka, mają prawo<br />
udzielać rad, jak wychowywać dzieci, jak ubierać, krygować<br />
przy najbliższej okazji. Prokreacja innych ludzi staje się tematem<br />
publicznym, szczególnie w rodzinie. Bliżej przyjrzała się<br />
temu zjawisku Justyna Dżbik-Kluge w Bezdzietnych z wyboru.<br />
Sam wybór problematyki może wydawać się kontrowersyjny,<br />
bowiem jak wielokrotnie podkreślają rozmówczynie Dżbik-<br />
-Kluge, o bezdzietności się nie mówi, to tabu. Jeśli kobieta<br />
z jakichś przyczyn nie chce mieć dzieci, no to zazwyczaj cała<br />
reszta rozumie to jako fakt, że nie może, prawdopodobnie<br />
jest bezpłodna. Wiadomość o braku planów na macierzyństwo<br />
versus rodzicielstwo równa się często konfliktom w rodzinie<br />
i kwitowana jest magicznym zaklęciem: „Jeszcze ci się<br />
zmieni”.<br />
Miałem nadzieję, że pozycja wydawnicza Justyny Dżbik-Kluge<br />
przyniesie szersze spektrum wniosków w zakresie tego,<br />
jak rozumieć bezdzietność/niedzietność czy w ogóle jakiekolwiek<br />
inne alternetywne wobec macierzyństwa podejście<br />
do rodziny, związków itp. Nadzieja pozostała. Na zawartość<br />
publikacji składają się rozmowy z ekspertami w zakresie<br />
dzietności. Psycholog, lekarz ginekolog oraz demografka wypowiadają<br />
się, jak wygląda od kuchni kwestia bezdzietności<br />
oraz planowania rodziny. I nie jest, niestety, tak, że decyzja<br />
o bezdzietności nie może się zmienić. Miejmy przecież na<br />
uwadze, że kobiecy zegar biologiczny może skazywać kobietę<br />
na bezdzietność i to już nie będzie wybór. A z drugiej strony<br />
okoliczności czasami decydują za nas. Nie spotkałam/spotkałem<br />
odpowiedniej osoby do założenia rodziny. Gdyby sytuacja<br />
potoczyła się inaczej, być może byłabym/byłbym matką/<br />
ojcem. Tak na marginesie, brakuje mi bardzo w tej publikacji<br />
męskiej perspektywy. Być może planowana jest kolejna część<br />
Bezdzietnych, gdzie męski głos byłby bardziej słyszany, na ten<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
105
moment nic mi o tym wiadomo. Już sam fakt, że przy<br />
bezdzietności niekoniecznie musi być mowa o wyborze,<br />
świadczy o nieadekwatności tytułu. Przypomnę tylko, że<br />
pierwsza z brzegu historia Agnieszki Jarosławskiej pokazuje<br />
kilkukrotne nieudane starania o dziecko, więc bezdzietność<br />
nie jest tutaj sensu stricto wyborem.<br />
Grono rozmówców do takiej publikacji powinno być dość<br />
zróżnicowane w zakresie poglądów, stosunku do dzieci, macierzyństwa.<br />
Nie chcę być niemiły, ale czytając Bezdzietne<br />
z wyboru, odniosłem wrażenie, że wszystkie rozmówczynie<br />
podzielają te same poglądy: ano, że bezdzietność<br />
jest super. Poza tym mają spełnione życie zawodowe i towarzyskie,<br />
świetnie czują się w związku. A jeszcze, żeby<br />
było mało, to macierzyństwo przywołuje jedynie negatywne<br />
konotacje. Dużo mogę znieść, ale bardzo nie lubię<br />
uproszczeń. Czekałem na chociaż jedną historię, w której<br />
kobieta nie byłaby jakimś marketingowym zlepkiem<br />
kalk i szablonów. Być może prezentacja minimum jednej<br />
osoby z problemami, w kryzysie psychicznym, kryzysie<br />
bezdomności, uzależnionej itp. byłaby splamieniem tak<br />
„fajnego” wizerunku. Tak to pewnie widział wydawca.<br />
Kreowanie, lokowanie produktu, to może mieć miejsce,<br />
ale jeśli mówimy o bezdzietności, pewnym społecznym<br />
zjawisku, to naprawdę nie musimy o tym opowiadać na<br />
koturnach. Czekałem zresztą na jakieś poruszenie, moment<br />
zawahania, wątpliwości, różnice w rozumieniu<br />
pewnych kwestii. Nic takiego nie miało miejsca. Pisarka<br />
Renata oraz Edyta Broda wzniecają nieco ogień dyskusji<br />
na wyższy poziom. Może i coś by z tego wyszło, gdyby nie<br />
ciągle te same pytania zadawane przez autorkę w każdej<br />
rozmowie. Bardzo lubię refleksje, wnioski na marginesie,<br />
niekoniecznie dotyczące wybranej kwestii, ale rzucające<br />
cień na inne tematy. Tutaj tego jak na lekarstwo.<br />
Stwierdzam niestety, że większość rozmów i zapisków<br />
dobrana jest pod wskazaną tezę: życie bez dzieci jest<br />
szczęśliwe, bezdzietność jest okej, bawię się świetnie.<br />
Jakby mało było jeszcze tej motywacyjnej gadki, ta teza<br />
jest niestety wielokrotnie udowadniana. Wierzę, że są ludzie,<br />
którzy tak żyją, ale niekoniecznie każdy akapit książki<br />
musi zawierać jakiś wspierająco-motywacyjny akcent.<br />
Może jestem w błędzie, ale kwestia bezdzietności jest<br />
elementarnie związana z podejściem do dzieci, co wobec<br />
nich odczuwamy. O tym, jak dzieci funkcjonują chociażby<br />
w przestrzeni publicznej, w książce nie mowy. Są<br />
przecież restauracje, do których dzieci nie mają wstępu.<br />
Pewnie niejedno zamieszanie zrobiła kobieta karmiąca<br />
dziecko w miejscu publicznym. Można było się również<br />
zająć w większym zakresie sferą seksualną, płodnością,<br />
gdyż tu również związek z bezdzietnością jest znaczący.<br />
Wspomniałem już wcześniej, że rozmowa z bezdzietnym<br />
mężczyzną byłaby uatrakcyjnieniem dla treści książki. Zamiast<br />
tego mamy sporo zbieżnych poglądów, które można<br />
oznaczyć hasztagiem #mojaracjajestmojsza. [RK]<br />
ROBERT KNAPIK<br />
106<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
OBRAZ: JAN NORBERT DUBROWIN<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
107
Pozwól mi być<br />
MAJA CHAŁUBIŃSKA<br />
Nigdy nie widziałam lasu. Na Ziemi zostało tak niewiele<br />
drzew. Zdjęcia, które mi pokazywano, wydawały się<br />
abstrakcyjne. To zbyt trudne do uwierzenia. Jak mam<br />
pogodzić obraz zagęszczonej zielenią przestrzeni z tym, co widzę<br />
każdego dnia? Z szarymi ulicami, budynkami, ludźmi… Nawet<br />
powietrze jest tutaj szare. Każdego dnia filtrują je latające<br />
roboty, przypominające maleńkie wiatraki, które podobno<br />
mają zbierać z niego zanieczyszczenia. Potem ten syf zebrany<br />
z powietrza jest w nich przerabiany i wypuszczany z powrotem,<br />
już jako nieszkodliwy dla płuc związek chemiczny. Szkoda tylko,<br />
że uwalnia się w postaci gęstego, ciemnoszarego dymu. Chciałabym<br />
zobaczyć błękitne niebo.<br />
Wizja katastrofy jest wyraźna. Media starają się tuszować<br />
przed społeczeństwem oczywiste fakty, karmią nas oszustwem.<br />
Chociaż wiem, że ludzie są bardzo spragnieni życia<br />
w nieświadomości, to jednak nie chcę uwierzyć w to, że moi<br />
sąsiedzi naprawdę nie zdają sobie sprawy z tego, co dzieje się<br />
na Ziemi. Z tego, że ludzkość ją zniszczyła. Z tego, że istnieje<br />
tak wiele miejsc, w których brakuje jedzenia i picia. Z tego, że<br />
w niektórych krajach dzieci są zabijane tuż po urodzeniu, ponieważ<br />
rządy boją się, że znowu dojdzie do kryzysu związanego<br />
z przeludnieniem. Z tego, że nie ma już na Ziemi tych gatunków<br />
zwierząt, które były jeszcze dziesięć lat temu. Z tego, że mimo<br />
katastrofy klimatycznej, której jesteśmy uczestnikami, ludzkość<br />
wciąż nie zrezygnowała z prowadzenia wojen. Niewinni ludzie<br />
nadal są mordowani i zmuszani do mordowania, poświęcani<br />
dla idei, ojczyzny religii i pieniędzy.<br />
Dla pieniędzy w szczególności, bo to właśnie one są teraz<br />
wszystkim najbardziej potrzebne. Ludziom cywilizowanego<br />
świata, jak ten, w którym żyję, wmawia się, że to w porządku<br />
nigdy nie widzieć pszczoły, nie znać zapachu wiosny i nie<br />
wiedzieć, jak wygląda śnieg. Przecież zimy nie ma od dawna<br />
i nikt nie robi z tego problemu. Mamy co jeść, co pić, czym oddychać,<br />
co na siebie włożyć, gdzie się leczyć, gdzie się zabawić.<br />
Kto by się zastanawiał nad tym, że to nie będzie trwać wiecznie,<br />
że jak nie nas, to katastrofa dotknie następne pokolenia.<br />
Że nie jesteśmy narodem wybranym, że każdemu z nas pisany<br />
jest jakiś koniec.<br />
Ile jeszcze lat będzie to trwać? Nie wiem. Różne są prognozy.<br />
Niektórzy dają dziesięć lat, inni całe stulecia. Zaczęły się już<br />
pierwsze próby kolonizacji kosmosu, możliwe że coś z tego będzie.<br />
Znając ludzką potrzebę przetrwania, raczej na pewno. Zastanawiam<br />
się jednak, czy to w porządku. Skoro wykorzystaliśmy<br />
już jedną planetę, to czy mamy prawo robić to z następną?<br />
Powiedziano mi, żebym nie przeżywała, żebym nie płakała zawczasu,<br />
że jest jeszcze nadzieja. Kiedy spytałam ich jaka, nie<br />
spodziewałam się otrzymać konkretnej odpowiedzi. Myślałam,<br />
że dostanę od nich jakieś puste frazy mówiące, że nigdy nie<br />
wiadomo, co dobrego może się wydarzyć, że zawsze należy<br />
myśleć optymistycznie, i inne nieszczere głupoty. Zdziwiłam<br />
się, kiedy oznajmiono mi, że naszą ostatnią nadzieją jesteś ty.<br />
Ty, ten twój cały projekt i ja. Ja właściwie jestem najważniejsza,<br />
bo to ode mnie zależy, czy twoje pomysły zostaną zatwierdzone,<br />
a później wprowadzone w życie. Trochę dziwnie się teraz<br />
czuję, trzymając w dłoniach sędziowskie atrybuty.<br />
Badania, które prowadzisz, a o których ja dowiedziałam się<br />
niedawno, trwają już od roku. Wszystko jest już właściwie gotowe,<br />
sprawdzone i potrzebuje tylko mojego podpisu. Wybrano<br />
mnie, zwykłego człowieka – niegdyś wspinającego się po<br />
drabinie wpływów, który jednak w odpowiednim momencie<br />
z niej zeskoczył – do tego, by zdecydować, czy warto zatwierdzić<br />
twój projekt. Dlaczego wytypowano właśnie mnie – niegdyś<br />
kandydatkę do roli pani prezydent rodzimego miasta,<br />
obecnie kobietę pracującą w umierającym zawodzie etyka,<br />
wykładającą studentom problemy współczesnego świata, nic<br />
nieznaczącą na tle tylu znaczących ludzi – bym zdecydowała<br />
o losach ludzkości?<br />
Zgodziłam się, bo lubię myśleć, że nic nie dzieje się bez przyczyny.<br />
Skoro ktoś świadomie lub nieświadomie zdecydował, że to<br />
mam być właśnie ja, nie mogłam odmówić. Nawet jeśli jestem<br />
przerażona. Boję się, to chyba nic dziwnego. Boję się, że nie<br />
dam rady utrzymać ciężaru odpowiedzialności, który złożono<br />
na moich barkach. Boję się, że popełnię błąd i podejmę złą decyzję.<br />
Boję się spotkania z tobą, bo chociaż opowiedziano mi<br />
o tobie wszystko, co można było powiedzieć, i przedstawiono<br />
mi twój projekt najbardziej szczegółowo, jak można było go<br />
przedstawić, tak naprawdę nie wiem, kim jesteś.<br />
Utopia. Wykorzystałeś to abstrakcyjne pojęcie, by stworzyć<br />
własną wizję idealnego świata. Świata bez lęku, przemocy<br />
i bólu. Świata zdrowego, niezatrutego przez smog, plastik<br />
i odpadki chemiczne. Świata oddychającego zielonym płucami,<br />
oblanego błękitami wód. Świata obfitującego w obrazy<br />
licznych szczęśliwych zwierząt i zdrowych, roześmianych ludzi.<br />
Czy jest to wizja świata niehumanitarnego?<br />
Lecę do najczystszego miejsca na Ziemi. Tam znajduje się twoja<br />
placówka badawcza. Wszystko dzieje się potajemnie. Nocą<br />
wsadzają mnie w helikopter. Poza pilotem nie ma nikogo więcej.<br />
Dali mi na drogę tylko teczkę pełną dokumentów o tobie<br />
i twoim projekcie oraz potwierdzenie, że zostałam wysłana<br />
przez Władzę. Nie wysyła mnie żaden rząd, żadna inna placówka<br />
badawcza, stronnictwo ekologiczne czy ktokolwiek inny,<br />
a Władza. Ta najważniejsza, stawiająca kamienie milowe w historii<br />
ludzkości, wzbudzająca strach, ale i szacunek. Ta, w której<br />
istnienie nie wszyscy nawet wierzą. Ta, która może jednym<br />
podpisem zdecydować o życiu lub śmierci każdego człowieka.<br />
108<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Na wyspę dolatujemy wczesnym rankiem. Pierwsze, co wzbudza<br />
we mnie zdziwienie, to wschód słońca. Nigdy nie pomyślałabym,<br />
że zobaczę go na własne oczy i że będzie on taki piękny.<br />
Oszołomiona, biorę do ręki bagaż, który podaje mi pilot. On<br />
również patrzy urzeczony na zjawisko, które wcześniej znaliśmy<br />
tylko z książek przyrodniczych i z internetu. Dłońmi przeciera<br />
oczy.<br />
– Jeśli żyjemy tylko po to, by chociaż raz doświadczyć takiego<br />
cudu, to ma to jakiś cel – mówi ściszonym głosem i chociaż nie<br />
sądzę, by te słowa kierował do mnie, przytakuję mu wzruszona.<br />
Żegna się ze mną z trudem. Wyraźnie widać, że chciałby zostać<br />
tu dłużej, chociażby tyle, by móc zregenerować siły po podróży,<br />
ale wytyczne, które podała nam Władza, niestety są bezlitosne.<br />
Nie mija piętnaście minut, odkąd wylądowaliśmy, a już<br />
odprowadzam wzrokiem niknącą na tle błękitnego nieba szarą<br />
plamkę. Minie sześć godzin, nim wróci do tamtego świata.<br />
Mnie dano miesiąc. Uznali, że trzydzieści dni wystarczy, bym<br />
podjęła właściwą decyzję.<br />
Zostałam sama w tym obcym dla mnie miejscu. Próbuję jakoś<br />
ogarnąć obraz, którego jestem teraz częścią. Niebo, które<br />
nie jest szare. Niebo, które jest niebieskie i kolorem zlewa się<br />
z wodą. Złoty piasek, w którym zapadają się moje buty. Pochylam<br />
się, by nabrać go dłonią. Jednak nim moje palce muskają<br />
ziemię, zatrzymuję się w bezruchu, słysząc twój głos.<br />
– Lepiej zdejmij buty. Przyjemniej jest czuć go pod stopami.<br />
Nie słyszę, żebyś był zdziwiony. Nikt wcześniej nie poinformował<br />
cię o mojej wizycie, a mimo to nie wydajesz się nią zaskoczony.<br />
Podnoszę się i zatrzymuję na tobie wzrok. Widzę<br />
młodego mężczyznę, niewiele starszego od moich studentów,<br />
o ładnych niebieskich oczach, opalonej skórze i jasnych włosach<br />
opadających na plecy. Ubrany jesteś w lnianą koszulę<br />
i spodnie, na moje oko – ręcznie szyte, a stopy masz bose.<br />
Uśmiechasz się do mnie łagodnie i wyciągasz przed siebie rękę.<br />
– Nina Breath – przedstawiam się, podając ci swoją dłoń. Ściskasz<br />
ją, po czym zanosisz się śmiechem.<br />
– Nataniel Moss – odpowiadasz. – Ja chciałem tylko wziąć od<br />
pani bagaż – tłumaczysz swoje nagłe rozbawienie.<br />
– Nie trzeba – prostuję, niepewna tego, co dalej. Nie wiem, jak<br />
powinnam zacząć.<br />
– Mniemam, że przysłali panią w celu sprawdzenia, jak postępuje<br />
projekt, prawda? – Jakby wyczuwając mój niepokój, sam<br />
naprowadzasz rozmowę na właściwy tor.<br />
– Nie do końca. Chcą, żebym zdecydowała, czy pana projekt<br />
wejdzie w życie – wyjaśniam. Jeśli chodzi o działanie pod przykrywką,<br />
Władza stwierdziła, że jest to zależne tylko ode mnie.<br />
Jeżeli chciałabym być wobec ciebie nieszczera, mogłam. W relacjach<br />
z ludźmi stawiam jednak na uczciwość i nie widziałam<br />
potrzeby robić dla ciebie wyjątku.<br />
– Och, to już teraz? – Wydajesz się być poruszony. – Dopiero<br />
parę tygodni temu zacząłem podawać nowej grupie tabletki.<br />
– Chcą, bym w przyszłym miesiącu podjęła decyzję.<br />
– Powiedzieli, co tutaj robię?<br />
– Tak.<br />
– I jak pani uważa?<br />
– Co uważam?<br />
– Ten projekt? Podoba się pani? Myśli pani, że to się uda?<br />
– Nie wiem, proszę pana. Ciężko mi uwierzyć w to, co przeczytałam<br />
o tym miejscu. Wydaje mi się to nierealne. Z drugiej jednak<br />
strony nie wierzyłam też w to, że powietrze może być tak<br />
czyste, a słońce tak jasne. Najwyraźniej jestem człowiekiem,<br />
który potrzebuje dowodów, by przyjąć istnienie czegokolwiek.<br />
– Mam nadzieję, że uda mi się udowodnić wartość tego, co<br />
tutaj robię.<br />
– Ja też na to liczę.<br />
*<br />
Jestem na wyspie już kilka dni. Pokazałeś mi właściwie wszystko,<br />
co mogłeś mi pokazać. Przypomina to trochę zoo dla ludzi.<br />
Oddzieleni od swojego naturalnego środowiska, które stało się<br />
dla nich zbyt niebezpieczne do życia, oddzieleni od miasta i<br />
ulicy, zamknięci na bezpiecznej, czystej i odizolowanej od reszty<br />
świata wyspie. Zjednoczeni z naturą, korzystają z jej darów,<br />
ale nie krzywdzą jej. Wycinają z lasów drzewa, by budować<br />
swoje domy, ale na ich miejsca sadzą następne. Nie jedzą mięsa,<br />
tylko rośliny, które tu występują, albo te, które uda im się<br />
samodzielnie zasadzić. Chodzą w dżinsach, swetrach, skórze,<br />
ale tylko na wyjątkowe okazje. Zwykle ubrani są w podobne,<br />
lniane tkaniny, których po zużyciu się nie wyrzuca, a przerabia<br />
na coś nowego. Mają szacunek do swoich rzeczy – tych, które<br />
zabrali ze sobą z tamtego świata, i tych, które sami stworzyli.<br />
Nie korzystają z plastiku, nie używają prądu. Myją się w rzekach,<br />
umieją rozpalać ogień. Nie są całkowicie oderwani od kultury,<br />
mają dostęp do książek, które przywieziono na wyspę jeszcze<br />
przed pozyskaniem ochotników – stworzyłeś dla nich nawet niewielką<br />
bibliotekę. Co jakiś czas organizowane są koncerty. Grają<br />
wtedy na przywiezionych ze sobą instrumentach lub na tych,<br />
które udało im się zrobić na wyspie. Śpiewają, tańczą. Nie mają<br />
kina, ale mają teatr. Przygotowują spektakle, a potem występują<br />
przed innymi mieszkańcami wyspy. Mają kilka punktów medycznych.<br />
Nie ma tutaj pieniędzy. Jeśli istnieje jakiś handel, to tylko<br />
wymienny. Ktoś komuś pożyczy koc, a w zamian dostanie korzonki<br />
do ugotowania. To właśnie jedzą: korzonki, grzyby, owoce,<br />
warzywa, podpłomyki z ubitych ziaren. Czasem przywożone<br />
im są paczki, w których znajdują się takie produkty, jak chleb,<br />
słodycze, puszki, suszone plastry mięsa itp. Ale jeśli terapia idzie<br />
pomyślnie, odmawiają korzystania z nich. Na dowód pokazałeś<br />
mi stos otwartych, ale niewypakowanych pudeł pełnych żywności,<br />
kosmetyków i innych udogodnień.<br />
– Nie mają potrzeby z tego korzystać. Dużo większą radość<br />
daje im posiłek, na który sami sobie zapracowali.<br />
– Kim byli wcześniej? – pytam. – Zanim zacząłeś to wszystko.<br />
– Różnie. Byli fryzjerami, lekarzami, kucharzami, budowlańcami,<br />
artystami. Brałem każdego, kto chciał.<br />
– Co im obiecano?<br />
– Pieniądze.<br />
– Otrzymają je?<br />
– Jeśli będą chcieli, to tak, ale nie sądzę, by ktoś rzeczywiście<br />
się po nie zgłosił.<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
109
Na wyspie są również więźniowie. Im obiecano wolność. Przyglądając<br />
się życiu w tym miejscu, dochodzę do wniosku, że nawet<br />
ta obietnica jest niemożliwa do spełnienia.<br />
Mieszkańcy wyspy zapomnieli, czym jest nienawiść, żądza zdobywania<br />
i walka. Nie sprawiają sobie nawzajem bólu, nie znają<br />
chciwości, zgadzają się ze wszystkim, co ich spotyka. Wydają<br />
się szczęśliwi. Blisko im do ludzi pierwotnych – tych, o których<br />
można czytać w podręcznikach do historii lub w powieściach<br />
Jean M. Auel – pierwszych ludzi, żyjących w zgodzie z zasadami<br />
natury. Nim jeszcze tu przyleciałam, gdy czytałam dokumenty<br />
mające wprowadzić mnie w istotę sytuacji, z tym ich właśnie<br />
skojarzyłam – z pierwotną siłą, która charakteryzowała rdzennych<br />
mieszkańców Ameryki. Aborygenów, syberyjskich koczowników,<br />
europejskich łowców mamutów. Dopiero na miejscu,<br />
po moich obserwacjach i po rozmowach z tobą, zaczynam<br />
odkrywać, że chyba jest coś, co znacząco odróżnia mieszkańców<br />
wyspy od ludzi pierwotnych.<br />
– Wiesz, czym jest zew natury? – pytasz mnie. Jest wieczór.<br />
Siedzimy na plaży, wreszcie mam okazję poczuć, czym jest piasek.<br />
Mogę dłońmi odkryć jego wilgoć, jego specyficzną fakturę.<br />
– Zbudowany jest z drobinek skał – wyjaśniasz, patrząc jak się<br />
nim bawię.<br />
– Wiem, czym jest zew natury. – Wracam do twojego pytania.<br />
– Jest to moment, w którym człowiek zapomina o tym, że jest<br />
człowiekiem, i całkowicie daje się zniewolić swoim instynktom.<br />
Włącza się wtedy, gdy musimy walczyć o nasze przetrwanie.<br />
Patrząc na to, co się dzieje ze światem, wkrótce wszyscy będziemy<br />
musieli się temu poddać.<br />
– To już jest stara definicja, Nino. – Nie pamiętam, kiedy przeszliśmy<br />
na ty, ale stało się to jakoś mimochodem. – A właściwie<br />
nie stara… tylko już niewłaściwa. To, co powiedziałaś, było<br />
aktualne wtedy, gdy człowiek był częścią natury. Teraz już nią<br />
nie jest. Teraz zew natury powinien oznaczać wołanie Ziemi<br />
o pomoc. Jej pragnienie przetrwania, nie nasze. Pamiętasz, jak<br />
byliśmy mali, to był taki okres, kiedy co chwila mówiono o powodziach,<br />
pożarach, tornadach i trzęsieniach ziemi?<br />
– Pamiętam.<br />
– To wtedy Ziemia najgłośniej krzyczała, że ma dość. Chciała<br />
się nas pozbyć, by móc przetrwać.<br />
Milczę, wsłuchuję się w szum morza. Jest taki łagodny. Księżyc<br />
świeci jasno nad naszymi głowami. Boli mnie myśl, ze gdy wrócę<br />
do domu, nie zobaczę już tak pięknego księżyca.<br />
– Głupio mówić, że czujemy zew natury, skoro natura się nas<br />
wyrzekła i z pewnością nie chce nas do siebie wołać – mówisz.<br />
– To tylko taki związek wyrazowy. Nie ma co go tyle interpretować<br />
i tak się nad tym roztrząsać.<br />
– Wiem, ale… – Bierzesz głębszy oddech. Spoglądam w twoją<br />
stronę, by móc lepiej przyjrzeć się twojej twarzy. Wydaje mi<br />
się, że widzę łzy w twoich oczach. – …przeraża mnie to, gdzie<br />
znaleźliśmy się teraz jako ludzie. To, że nigdy się nie zatrzymaliśmy.<br />
Wiesz, to, co tutaj robię… Może ci się wydawać, że chcę<br />
wrócić do tego, co było dawniej. Do czasów, gdy człowiek żył,<br />
pracował i kochał w prostszy sposób, ale to nie jest prawda.<br />
Chcę czegoś lepszego. Czegoś, czego nigdy nie było. Chcę, by<br />
człowiek zespolił się z naturą.<br />
*<br />
Kilka dni zajęło mi zrozumienie twoich słów. Kilka dni, nim pojęłam,<br />
czym jest twój plan. Od początków istnienia człowiek<br />
zawsze chciał czegoś więcej. Stawiał sobie wysoko poprzeczkę,<br />
dążył do ciągłego rozwoju, zdobywania, pokazywania swojej<br />
siły. Walczył z dzikimi zwierzętami, od których okazał się sprytniejszy.<br />
Walczył z innymi plemionami, by zdobyć ogień, jedzenie.<br />
Walczył z naturą, ujarzmiając ją i wykorzystując w każdy<br />
możliwy sposób. Nigdy nie był jej integralną częścią. Nigdy nie<br />
troszczył się o nic więcej, niż o swój własny gatunek. To, czego<br />
ty chcesz, nie jest więc powrotem człowieka do korzeni. Gdyby<br />
człowiek cofnął się do czasów neolitu, Ziemia miałaby czas na<br />
odbudowę, ale ostatecznie, po tysiącleciach, wszystko znowu<br />
wróciłoby do punktu, w którym się znajdujemy. Ty tego nie chcesz.<br />
Ty chcesz ludzkości, która myśli zbiorowo. Nie chcesz człowieka,<br />
który trwa w swej indywidualności, a takiego, który traktuje siebie<br />
na równi z każdym innym stworzeniem tej planety.<br />
– W takim razie czemu dajesz im książki?<br />
– Może i jestem idealistą, ale umiem myśleć racjonalnie. Władza<br />
nigdy nie zatwierdzi projektu, jeśli zrezygnuję z kultury.<br />
– Nie rezygnując z kultury, nie stworzysz swojej utopii.<br />
– Wystarczy mi, jeśli dostaną chociaż jej namiastkę.<br />
Poddajesz ich hipnozie, a ostatnio zacząłeś też podawać im<br />
tabletki. Podjąłeś taką decyzję, bo w przypadku zatwierdzenia<br />
twojego projektu niemożliwe by było zahipnotyzowanie każdego<br />
człowieka na Ziemi. To hipnoza jest najskuteczniejsza, bo<br />
przy jej pomocy najłatwiej jest kontrolować ludzi, ale tabletka<br />
też działa. Mogę oglądać różne grupy – tych, u których stosujesz<br />
samą hipnozę, same tabletki lub hipnozę i tabletki. Nie<br />
wydaje się, żeby były między nimi jakieś wielkie różnice. Kiedy<br />
spytałam cię, jaki jest skład tego lekarstwa, podałeś mi ciąg<br />
jakichś nazw, których i tak nie zapamiętałam, ale na szczęście<br />
zapisałam je na kartce. Kiedy chciałam wiedzieć, czy jego produkcja<br />
nie szkodzi środowisku, odpowiedziałeś, że nie bardziej<br />
niż produkcja każdego innego leku. Fabryka, która go wytwarza,<br />
dostarcza ci go raz na miesiąc.<br />
– Boli mnie, że nie może być idealnie, ale to i tak będzie zmiana<br />
na lepsze.<br />
– Jak wyobrażasz sobie tę zmianę?<br />
– Po regularnym braniu lekarstwa przez około miesiąc umysły<br />
ludzi ulegną przekodowaniu. Zaczną brzydzić się wszystkim, co<br />
związane jest z wojną i cierpieniem. Będzie brzydzić ich krew,<br />
wobec czego przestaną jeść mięso. Dzięki organizowanym<br />
w szkołach i placówkach kulturalnych prezentacjom ekologicznym<br />
włączy się w nich potrzeba troski o środowisko.<br />
– Będą bardziej podatni na manipulację?<br />
– Tak, ale nie zostanie to wykorzystane w złych celach. Będzie<br />
się wiązało z naprawą planety. Z sadzeniem lasów, ze zrezygnowaniem<br />
z plastików, samochodów, benzyny, z szukaniem<br />
nowych sposobów na oczyszczenie świata. Staną się wrażliwsi.<br />
Żołnierze na wojnie będą rezygnować z walki. Nie będą zabijać<br />
dzieci ani gwałcić kobiet. Leczeniu zostaną poddani wszyscy<br />
bez wyjątku. Ludzie wielkich koncernów, właściciele firm,<br />
przedstawiciele rządów. Ta tabletka będzie działać cuda.<br />
110<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
Foto: Renata Cygan<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
111
– A Władza? Oni też to wezmą?<br />
– Nic się nie stanie, jeśli z miliardów osób na świecie kilkadziesiąt<br />
nie zostanie poddanych terapii. Nawet gdyby wzięła<br />
ją tylko połowa ludzkości, i tak świat zmieniłby się na lepsze.<br />
– Twój plan nie jest doskonały, ma zbyt wiele dziur.<br />
– Przynajmniej próbuję.<br />
*<br />
Rozmawiałam dzisiaj z mężczyzną, który od dwóch miesięcy<br />
poddawany jest twojej terapii. Dowiedziałam się od niego, że<br />
kiedyś był czyimś synem, mężem i ojcem. Teraz już nie jest. Te<br />
relacje straciły dla niego na znaczeniu. On sam stracił na znaczeniu.<br />
Liczy się dla niego społeczność, do której należy, i dobro<br />
ogółu. Liczy się dla niego wyspa, las, morze i ziemia. Liczą<br />
się dla niego pojęcia takie jak dobro, miłość i przyjaźń, jednak<br />
gdy zapytałam, co dla niego znaczą w praktyce, nie potrafił mi<br />
odpowiedzieć. Kłamałeś, gdy mówiłeś, że tutaj ludzie stają się<br />
wrażliwsi. Jego dawna praca w firmie informatycznej nie jest<br />
już dla niego ważna. Komputery, które kiedyś były jego pasją,<br />
teraz są mu obojętne.<br />
– Masz nową pasję? – spytałam, na co on się zaśmiał.<br />
– Lubię słuchać muzyki i czytać książki. Życie na wyspie sprawia<br />
mi radość.<br />
– O czym była książka, którą czytałeś ostatnio?<br />
– Nie pamiętam. Czytam, bo lubię czytać. Skąd mam wiedzieć,<br />
jaka była jej treść? – zaśmiał się wtedy serdecznie i byłby to<br />
bardzo miły śmiech, gdyby nie to, że taki sam śmiech słyszałam<br />
u każdego innego mieszkańca wyspy, z którym rozmawiałam.<br />
– Oni naprawdę tracą swoją indywidualność, Nataniel. Są tacy<br />
sami.<br />
– Co z tego, skoro są szczęśliwi?<br />
– Nie podoba mi się to. Nie wiem, czy to jest etyczne.<br />
– A widziałaś kiedyś różniące się między sobą mrówki? Albo<br />
zastanawiałaś się nad tym, czy etyczne jest, że nie licząc królowej,<br />
każda pszczoła poświęca się tak samo, by zbudować<br />
plaster miodu? – Twój głos jest poddenerwowany. Został mi<br />
tydzień do podjęcia decyzji. – Nie zastanawiałaś się, bo jak dotąd<br />
nie widziałaś owadów.<br />
– Masz się za królową pszczół?<br />
– Nie o to mi chodzi. Chodzi o to, że naszą nadrzędną misją<br />
powinna być odbudowa mrowiska, a nie zastanawianie się nad<br />
historią każdego pojedynczego robala. Życie człowieka jest<br />
zbyt krótkie, by mogło mieć znaczenie.<br />
– To w takim razie jaki to ma sens? Jaki sens ma odbudowywanie<br />
planety, skoro życie na niej nie ma znaczenia?<br />
– Błagam, jak możesz być tak strasznie egoistyczna? Jaką wartość<br />
mają pojedyncze radości i smutki, błahostki, kiedy umiera<br />
świat, w którym żyjemy?<br />
– Nie tworzysz lekarstwa, a truciznę. Chcesz im zabrać pasje,<br />
chcesz im zabrać zdolność przeżywania. Chcesz odebrać ludziom<br />
wolność. Możliwość dokonywania wyboru.<br />
– Jak dotąd wybierali źle.<br />
*<br />
Kiedy nie jestem sama z ludźmi na wyspie i sama zatopiona<br />
w gąszczu swoich myśli, każdą wolną chwilę spędzam z tobą.<br />
Rozmawiamy i często się ze sobą nie zgadzamy. Nie krzyczymy<br />
na siebie, ale to i tak są kłótnie. Dlatego wolę, kiedy nie rozmawiamy.<br />
Wolę, kiedy razem spacerujemy po wyspie. Wolę<br />
obserwować, jak ślady naszych stóp zmywa przypływająca<br />
fala. Wolę patrzeć, jak dotykasz kory drzew, a potem zlizujesz<br />
z palców lepką żywicę. Wolę wchodzić z tobą do wody. Czuć jej<br />
niezbadaną objętość, która z chłodną czułością pochłania nasze<br />
ciała. Wolę oglądać z tobą zachody i wschody słońca. Wolę<br />
słuchać twojego pięknego śmiechu, tak innego od śmiechu pozostałych<br />
mieszkańców wyspy. To te momenty, kiedy jesteśmy<br />
razem naprawdę, daleko poza naszymi słowami, sprawiają, że<br />
najbardziej wątpię w słuszność twoich idei. Twoja utopia uratowałaby<br />
ludzkość przed katastrofą, umożliwiłaby przetrwanie<br />
gatunku i pozwoliłaby Ziemi odżyć, ale byłaby wbrew człowieczeństwu.<br />
Za najważniejszą cechę człowieczeństwa uznaję<br />
zdolność do kochania, a w twoim świecie nie byłoby miłości.<br />
Może inaczej… gdyby nie było niczego innego poza miłością<br />
i dobrem, te pojęcia straciłyby na znaczeniu. Nie wiem, czy jestem<br />
gotowa żyć w świecie, gdzie nie ma żadnych namiętności.<br />
Gdzie miłość nic nie znaczy. A mimo to, to ja muszę wybrać.<br />
*<br />
– A gdybym ci powiedział, że jestem Bogiem? – pytasz mnie.<br />
Siedzimy w twoim szałasie, właśnie kończymy jeść kolację. –<br />
Uwierzyłabyś?<br />
– Co? O czym ty mówisz? – Jestem rozbawiona.<br />
– Spytaj.<br />
– O co?<br />
– O to, czy nim jestem.<br />
– A jesteś?<br />
Nie odpowiadasz. Dokładasz kawałek drwa do palącego się<br />
ogniska, po czym siadasz koło mnie i łapiesz mnie za rękę.<br />
Kciukiem głaszczesz wierzch mojej dłoni i odwracasz głowę<br />
w moim kierunku. Twoje spojrzenie jest pełne powagi, ale usta<br />
ci drżą. W świetle ognia wyglądasz jakoś tak mistycznie, jak<br />
postać z obrazu.<br />
– Czasami, gdy myślę o tym, dlaczego Bóg stworzył ludzkość,<br />
to dochodzę do wniosku, że zrobił to dlatego, by nadać sens<br />
swojemu istnieniu.<br />
– Hej, co ty tak nagle z Bogiem? Nigdy o nim nie wspominałeś.<br />
– Myślę o nim codziennie. – Bierzesz głębszy oddech. Ze<br />
zdenerwowania nieświadomie zaczynasz wbijać paznokieć<br />
w moją rękę. Chociaż nie jest to przyjemne, nie wyswobadzam<br />
dłoni z twojego uścisku. – Wyobrażam sobie, że Bóg<br />
rozbił się na biliardy pojedynczych istnień, by poprzez ich jednostkowość<br />
nie być tylko Bogiem, który jest niekończącym się<br />
Absolutem, a Bogiem, który stanowi źródło wszelkiego stworzenia.<br />
Jest każdym wzlotem i upadkiem, każdym ludzkim oddechem,<br />
każdą mrówką i każdą pszczołą. Jeżeli mam rację, to<br />
znaczy, że każdy z nas jest po trochu Bogiem.<br />
– Hej, Nat, co się stało? Przestań płakać, proszę cię, nie płacz.<br />
– Jestem przerażona. Mówiłeś w miarę spokojnie, aż nagle<br />
112<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>
wybuchnąłeś niepohamowanym szlochem. Nieswojo się czuję,<br />
patrząc, jak ten pewny siebie, gotów do poświęceń za swoje<br />
ideały mężczyzna, którym jesteś, kwili przede mną jak małe<br />
dziecko. Puszczasz moją rękę i zatapiasz twarz w dłoniach. Nie<br />
wiedząc, co robić, przysuwam się bliżej i obejmuję cię ostrożnie.<br />
Przylegasz do mnie.<br />
– Jeżeli moja teoria z Bogiem jest prawdziwa – mówisz, podnosząc<br />
na moment głowę z mojego ramienia i pociągając mocno nosem<br />
– to znaczy, że zmuszając ludzi do tego, by łykali moje tabletki,<br />
stanę się buntownikiem. Uważam, że mam prawo decydować<br />
o losach świata, ale przecież… może Bóg chce, by tak to się wszystko<br />
skończyło? Może w tym widzi swój sens? Czytałaś Biblię?<br />
Przytakuję.<br />
– Pamiętasz historię Lucyfera? Wyprowadził ludzi z Raju, bo<br />
chciał im dać wolną wolę. Teraz ja chcę im tę wolę odebrać<br />
i umieścić ich na powrót w Edenie. Czy to w porządku?<br />
Wstaję, dokładam do ognia, po czym znowu siadam na ziemi.<br />
– Chodź tu do mnie. – Układam nogi po turecku i dłonią wskazuję<br />
na swoje kolano. Przysuwasz się. Kładziesz się na ziemi<br />
i opierasz głowę na mojej nodze. Zaczynam głaskać twoje włosy.<br />
– Jutro muszę podjąć decyzję.<br />
– Wiem.<br />
– Jeśli ją zatwierdzę, weźmiesz swój lek?<br />
– Dlaczego miałbym go brać? Myślisz, że potrzebuję?<br />
– Przestałbyś cierpieć.<br />
– Prometeusz długo cierpiał, po tym jak wykradł ogień z Olimpu.<br />
Dlaczego ja miałbym zostać oszczędzony?<br />
– Jesteś zbyt wrażliwy. – Odgarniam kosmyk włosów z twojej<br />
twarzy i całuję cię w czoło. – Wiesz, długo zastanawiałam się<br />
nad tym, dlaczego to właśnie mnie wybrano do zdecydowania<br />
o losach twojego projektu. Nie potrafiłam tego pojąć, aż do<br />
dzisiaj. Chcesz wiedzieć dlaczego?<br />
– Dlaczego?<br />
– To nie jest jakaś wielka tajemnica. Zastanawiałam się, dlaczego<br />
spośród tylu ludzi na świecie właśnie ja, ja, a nie kto inny…<br />
I wiesz co? To mógł być każdy. Pewnie zrobili to przez losowanie.<br />
Mógłby tutaj teraz siedzieć ktokolwiek. Nie jestem nikim<br />
wyjątkowym.<br />
– Jak to? – szepczesz, a ja ścieram dłonią łzy, które spływają ci<br />
po twarzy.<br />
– Nikt nie zatwierdziłby twojego projektu. Nie ma człowieka na<br />
tym świecie, który by się na to zgodził.<br />
– Usprawiedliwiasz się, bo nie wiesz, jak wytłumaczyć to, że ty<br />
tego nie chcesz, Nino. – Podnosisz się z moich kolan. Patrzysz<br />
na mnie umęczonym wzrokiem.<br />
– Nie, Nat. Po prostu nie ma na tym świecie człowieka, który<br />
zdecydowałby się dobrowolnie sprowadzić siebie do rangi<br />
zwierzęcia. Pamiętasz, jak tłumaczyłeś mi, czym jest zew natury?<br />
To twoja definicja jest mylna. Jest to definicja szalonego<br />
marzyciela, utopisty nieskonfrontowanego z rzeczywistością.<br />
Może i jesteśmy największym pasożytem Ziemi, ale chwasty<br />
i szkodniki to również część natury. Zewem natury, instynktem<br />
przetrwania, byś mógł to sobie zobrazować, jest właśnie decyzja,<br />
którą jutro podejmę.<br />
– Nawet jeśli, to silniejszym instynktem wykazałabyś się, podpisując<br />
ten projekt. Ludzkość miałaby wtedy szansę na przetrwanie.<br />
– Ale musiałaby zrezygnować z tego wszystkiego, co do tej<br />
pory osiągnęła. Jeśli czytając książkę, mam nie współodczuwać<br />
z jej bohaterem, to tak jakbym skazywała się na powolne<br />
umieranie. Wolę szybką zagładę.<br />
– Powiedziałaś, że żaden człowiek nie zatwierdziłby tego projektu.<br />
A ja?<br />
– Wydaje mi się, że na moim miejscu też byś tego nie zrobił.<br />
A jeśli byłoby inaczej, to byłbyś lepszy od Boga.<br />
– Skoro tak to wszystko widzisz, to dlaczego Władza nazwała<br />
mnie nadzieją ludzkości?<br />
– Nigdy cię za nią nie uważała. Może wydałeś się im zabawny.<br />
Po tych słowach po prostu wychodzisz z szałasu. Odprowadzam<br />
cię wzrokiem, ale nie idę za tobą. Zostaję. Próbuję uporać<br />
się z ciężarem swojej decyzji. Może rzeczywiście szukałam<br />
usprawiedliwienia, mówiąc o innych ludziach? Może rzeczywiście<br />
to tylko ja, a oni nie? Jakie mam prawo zakładać, że każdy<br />
jest takim samym egoistą? Etyk. Etyk, który stawia człowieka<br />
ponad inne gatunki. Etyk, który stawia siebie ponad innych<br />
ludzi. Myślę o ofiarach wojny. One na pewno zgodziłyby się<br />
na twój projekt. Oddałyby wszystko, by skończyć wreszcie śnić<br />
swój koszmar. Myślę o ludziach umierających z pragnienia. Za<br />
szklankę wody daliby ten podpis. Myślę o matkach, które zmuszane<br />
są do zabijania własnych dzieci. Podpisałaby nie dlatego,<br />
żeby nikt więcej nie musiał już cierpieć jak one, nie dlatego,<br />
że chciałaby uratować Ziemię, ale dlatego, że nie chciałyby już<br />
dłużej czuć. Wybrano mnie, ponieważ jestem człowiekiem,<br />
który nigdy nie zaznał głodu, który śmierć zna tylko z książek,<br />
gazet i telewizji.<br />
„Nie wiem, co będzie dalej” – mówię sobie przed snem. Przykrywam<br />
się twoim kocem. Nie sądzę, byś z niego dzisiaj korzystał.<br />
Zasypiam i śnię sen, w którym promienie złotego światła oblewają<br />
całą ludzkość. Przebudzamy się z marazmu, żegnamy się<br />
z nienawiścią. Twoje marzenie spełnia się bez hipnozy i tabletek.<br />
Bez utraty wolności. Ale to jest tylko sen. Sen, który może kiedyś<br />
się spełni, a może nie. Puste frazy, których kiedyś nie chciałam:<br />
nigdy nie wiadomo, co dobrego może się wydarzyć, zawsze należy<br />
myśleć optymistycznie, i inne nieszczere głupoty.<br />
Budzę się w środku nocy. Niedługo przyleci po mnie helikopter.<br />
Powinien być za kilka godzin.<br />
– Czy zaczęłam widzieć Boga tam, gdzie go nie ma? – zastanawiam<br />
się, pakując swoje rzeczy, po czym ostatni raz wychodzę<br />
na plażę. Spodziewałam się, że cię tam znajdę, ale mimo to<br />
nie potrafię się z tym pogodzić. Morze wyrzuciło cię na brzeg.<br />
Z ciężkim sercem podchodzę bliżej i pochylam się nad tobą.<br />
Ciało jeszcze nie nabrzmiało, ale usta masz już sine.<br />
Myśląc o słowach, które usłyszałam miesiąc temu od pilota helikoptera,<br />
czekam na ostatni wschód słońca. [MC]<br />
MAJA CHAŁUBIŃSKA<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
113
W duchu<br />
Strzeleckiego<br />
Rozmowy-spotkania z ludźmi.<br />
Czasem z no name, czasem<br />
z rozpoznawalnymi, czasem<br />
z ekspertami. Zawsze z takimi,<br />
którym zależy. Dzielimy się<br />
wiedzą i opowieściami o przełomach<br />
w życiu, w przekonaniu,<br />
że „opowiadanie historii<br />
to nasz ludzki sposób radzenia<br />
sobie z rzeczywistością",<br />
a kryzys to szansa.<br />
LINK DO PODCASTU:<br />
https://open.spotify.com/show/3RjoeghoM8ZSU9RiAX2cmA<br />
DO<br />
POETÓW ,<br />
ARTYSTÓW ,<br />
A N N A M A R U S Z E C Z K O<br />
MUZYKÓW<br />
Dziennikarka, freelancerka z wyboru. Kolekcjonerka poruszających<br />
historii i budujących rozmów. Lubi mówić<br />
i słuchać. Wierzy, że „opowiadanie historii to nasz ludzki<br />
sposób radzenia sobie z rzeczywistością”. Entuzjastka<br />
wielokulturowości i przyrody. Autorka kanału na IG<br />
pn. Między Bugiem a prawdą.<br />
Interesuje mnie metamorfoza, człowiek w zmianie.<br />
Moi bohaterowie to ludzie poszukujący i zaangażowani.<br />
Walczą, stawiając granice, postępując w zgodzie<br />
z sobą, dzieląc się. Czasem wygrywają bitwy ze światem<br />
zewnętrznym, jednak podkreślają, że najtrudniej wygrać<br />
z samym sobą. Opowiadają o wzlotach i upadkach na<br />
drodze do życiowego i zawodowego spełnienia. W tle<br />
często ważne zjawiska i trendy społeczne, energia kobiet,<br />
praktyki rozwojowe, etyczny biznes, fair travel i in.<br />
114<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
Moi bohaterowie to ludzie<br />
poszukujący<br />
i zaangażowani.<br />
Walczą, stawiając granice, postępując w zgodzie z sobą,<br />
dzieląc się.<br />
Wygrywają bitwy<br />
ze światem zewnętrznym,<br />
ale podkreślają, że najtrudniej<br />
wygrać z samym sobą.<br />
Opowiadają o wzlotach i upadkach<br />
na drodze do życiowego<br />
spełnienia.<br />
Inspirują
REKLAMA<br />
Profesjonalna<br />
korekta tekstów<br />
ALEKSANDRA KRASIŃSKA<br />
Redakcja i korekta<br />
kontakt@krasinska.eu<br />
Piszesz książkę, e-book, pracę naukową, a może artykuły<br />
na blog albo stronę internetową? Ciągle się wahasz,<br />
gdzie postawić przecinek, i martwisz się, że w tekście są<br />
błędy, których nie widzisz? Skontaktuj się z naszymi korektorkami<br />
– z nimi Twój tekst będzie lepszy.<br />
Jestem magisterką bibliotekoznawstwa oraz absolwentką licznych kursów i szkoleń<br />
dla redaktorów i korektorów. Na co dzień współtworzę dwa czasopisma i poprawiam<br />
teksty użytkowe dla szkół wyższych. Chętnie pomogę zarówno przy tekstach krótszych,<br />
jak i dłuższych.<br />
MAŁGORZATA NOWAK<br />
malgorzata.nowak122@gmail.com<br />
Jestem literaturoznawczynią związaną obecnie z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza<br />
w Poznaniu. Najchętniej redaguję teksty naukowe, beletrystykę i eseje. Proces<br />
redakcyjny znam również od strony autora, dlatego zawsze dokładam starań, by tekst,<br />
stając się coraz lepszy, pozostawał w pełni Twój.<br />
DOMINIKA PALUCH<br />
Było słowo<br />
dominika.paluch@interia.pl<br />
Absolwentka Akademii korekty tekstu Ewy Popielarz. Licencjatka polonistyki-komparatystyki,<br />
magistrantka językoznawstwa ogólnego i licencjantka filologii klasycznej.<br />
Zakochana w słowach, czujna strażniczka przecinków.<br />
EWA SŁOTWIŃSKA<br />
ewaslotwinska@gmail.com<br />
Filolożka romańska, absolwentka studiów podyplomowych i licznych kursów z zakresu<br />
redakcji tekstu. Miłośniczka przecinków i półpauz. Tropicielka usterek i nieścisłości.<br />
Specjalistka od literatury dziecięcej i młodzieżowej. Entuzjastka prostego języka w polszczyźnie<br />
korporacyjnej i urzędowej.<br />
Zapraszamy do kontaktu<br />
p a r t n e r z y m e d i a l n i :<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
115
Oprócz dzielenia się z czytelnikami aktualnościami w dziedzinie<br />
sztuki oraz literatury pragniemy wspierać młode talenty.<br />
W tym celu stworzyliśmy Fundację Wspierania Kultury „Post Scriptum”.<br />
Darowizny dla fundacji będą służyły szeroko pojętej promocji<br />
młodych artystów zarówno na łamach kwartalnika, jak i w formie<br />
pomocy w organizacji wystaw, warsztatów czy wydawaniu książek.<br />
Jeśli chcesz przekazać datek na działalność naszej fundacji,<br />
możesz zrobić to za pośrednictwem strony internetowej<br />
www.postscriptumfundacja.com lub wpłacić darowiznę bezpośrednio<br />
na konto fundacji: 75114020040000310281956333.<br />
Dane kontaktowe: FUNDACJA WSPIERANIA KULTURY „<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>”<br />
05-092 Łomianki ul. STANISŁAWA STASZICA 14/5<br />
KRS 0000908539 NIP 1182225810<br />
e-mail: biuro@postscriptumfundacja.com<br />
116<br />
<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong><br />
FUNDACJA „<strong>POST</strong> <strong>SCRIPTUM</strong>”