15.12.2025 Views

Wojsko i Technika Historia 6/2025 opt

by ZBiAM

by ZBiAM

SHOW MORE
SHOW LESS

Transform your PDFs into Flipbooks and boost your revenue!

Leverage SEO-optimized Flipbooks, powerful backlinks, and multimedia content to professionally showcase your products and significantly increase your reach.

www.zbiam.pl

Czołg i jego przeciwnicy

6/2025

Listopad-Grudzień

cena 28,00 (VAT 8%)

INDEX 407739

ISSN 2450-2480

ISSN 2450-2480 Index 407739

W NUMERZE:

Zatopienie

Admiral Graf Spee

HMS Exeter został ciężko uszkodzony

(61 zabitych i 23 rannych)

i stał się niezdolny do dalszej walki

(brak prądu wskutek zalania generatorów

unieruchomił pozostałe

działa 203 mm). Jednak dowódca

Admiral Graf Spee musiał także…

Wirowiec:

ślepa uliczka

Droga Ciervy C.30A SP-ANN do kraju

to do niedawna okres pełen

niejasności i nieświadomie zapewne

popełnianych błędów, które powielano

przez lata. Do lamusa odłożyć

należy informacje o przylocie

wirowca już 8 lipca 1934 r. …


N O W A P R E N U M E R A T A 2 0 2 6

Z A M Ó W P R E N U M E R A T Ę P A P I E R O W Ą I U Z Y S K A J

D O S T Ę P D O E - W Y D A Ń A R C H I W A L N Y C H

Wojsko i Technika

Prenumerata roczna: 288 zł | 12 numerów

Obejmuje numery od 1/2026 do numeru 12/2026.

Lotnictwo Aviation International

Prenumerata roczna: 276 zł | 12 numerów

Obejmuje numery od 1/2026 do numeru 12/2026.

Wojsko i Technika Historia

+ numery specjalne (6+6)

Prenumerata roczna: 336 zł | 12 numerów

Obejmuje 6 numerów regularnych i 6 numerów

specjalnych wydawanych w 2026 roku.

Prenumeratę zamów najpóźniej do końca lutego 2026 r. na naszej stronie internetowej www.zbiam.pl

lub dokonaj wpłaty na konto bankowe nr 70 1240 6159 1111 0010 6393 2976


1

HMS Exeter został ciężko uszkodzony

(61 zabitych i 23 rannych)

i stał się niezdolny do dalszej walki

(brak prądu wskutek zalania generatorów

unieruchomił pozostałe

działa 203 mm). Jednak dowódca

Admiral Graf Spee musiał także…

Droga Ciervy C.30A SP-ANN do kraju

to do niedawna okres pełen

niejasności i nieświadomie zapewne

popełnianych błędów, które powielano

przez lata. Do lamusa odłożyć

należy informacje o przylocie

wirowca już 8 lipca 1934 r. …

Vol. XI, nr 6 (60)

Listopad-Grudzień 2025; Nr 6

www.zbiam.pl

Czołg i jego przeciwnicy

6/2025

Listopad-Grudzień

cena 28,00 (VAT 8%)

INDEX 407739

ISSN 2450-2480

6/2025

ISSN 2450-2480 Index 407739

W NUMERZE:

Zatopienie

Admiral Graf Spee

Wirowiec:

ślepa uliczka

Na okładce: Jagdpanzer IV.

Rys. Arkadiusz Wróbel

INDEX 407739

ISSN 2450-2480

Nakład: 14,5 tys. egz.

Redaktor naczelny

Jerzy Gruszczyński

jerzy.gruszczynski@zbiam.pl

Redakcja techniczna

Dorota Berdychowska-Zhao

dorota.berdychowska-zhao@zbiam.pl

Korekta

Stanisław Kutnik

Współpracownicy

Władimir Bieszanow, Michał Fiszer,

Tomasz Grotnik, Andrzej Kiński,

Jędrzej Korbal, Marek J. Murawski,

Tymoteusz Pawłowski, Tomasz Szlagor

Wydawca

Zespół Badań i Analiz Militarnych Sp. z o.o.

Ul. Anieli Krzywoń 2/155

01-391 Warszawa

office@zbiam.pl

Biuro

Ul. Bagatela 10/17

00-585 Warszawa

Dział reklamy i marketingu

Andrzej Ulanowski

andrzej.ulanowski@zbiam.pl

Dystrybucja i prenumerata

office@zbiam.pl

Reklamacje

office@zbiam.pl

Prenumerata

realizowana przez Ruch S.A:

Zamówienia na prenumeratę w wersji

papierowej i na e-wydania można składać

bezpośrednio na stronie

www.prenumerata.ruch.com.pl

Ewentualne pytania prosimy kierować

na adres e-mail: prenumerata@ruch.com.pl

lub kontaktując się z Telefonicznym

Biurem Obsługi Klienta pod numerem:

801 800 803 lub 22 717 59 59

– czynne w godzinach 7.00–18.00.

Koszt połączenia wg taryfy operatora.

Copyright by ZBiAM 2025

All Rights Reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone

Przedruk, kopiowanie oraz powielanie na inne

rodzaje mediów bez pisemnej zgody Wydawcy

jest zabronione. Materiałów niezamówionych,

nie zwracamy. Redakcja zastrzega sobie prawo

dokonywania skrótów w tekstach, zmian tytułów

i doboru ilustracji w materiałach niezamówionych.

Opinie zawarte w artykułach są wyłącznie

opiniami sygnowanych autorów. Redakcja nie ponosi

odpowiedzialności za treść zamieszczonych

ogłoszeń i reklam. Więcej informacji znajdziesz

na naszej nowej stronie:

www.zbiam.pl

w numerze:

OBRONA PRZECIWPANCERNA

Tymoteusz Pawłowski

Czołgi i broń przeciwpancerna. Gdy wszystko było proste

i nieskomplikowane (1) 4

SIŁY POWIETRZNE

Dimityr Nediałkow

Lotnictwo wojskowe Bułgarii w latach siedemdziesiątych

i osiemdziesiątych (8) 20

BITWY I KAMPANIE

Tomasz Szlagor

Tobruk 1941-1942 (1) 36

WOJNA W POWIETRZU

Krzysztof Janowicz

Hermann Graf nad Stalingradem 50

II RZECZPOSPOLITA

Jędrzej Korbal

Wirowiec: ślepa uliczka w rozwoju lotnictwa 64

WOJNA NA MORZU

Tadeusz Kasperski

Admiral Graf Spee. Atlantycki rajd i zatopienie okrętu 78

www.facebook.com/wojskoitechnikahistoria 3


Tymoteusz Pawłowski

4

Czołgi i broń przeciwpancerna

Gdy wszystko było proste i nieskomplikowane

Czołgi nie mają przed sobą

przyszłości! Takie hasło można

usłyszeć współcześnie, ale

nie jest ono oryginalne. Czołgi

uznawano za bezużyteczne

wiele razy, zdarzało się

to w każdym dziesięcioleciu,

a co najlepsze: były ku temu

logiczne przesłanki.

Pancerz na wozach bojowych pojawił się

w 1914 r., najpierw na podwoziach samochodów

pancernych, dwa lata później

zaś – w formie czołgów. Na wodzie natomiast

pancerz był powszechny już od kilkudziesięciu

lat, przynajmniej od wojny secesyjnej,

zdążono więc zdobyć wiele wiedzy i doświadczenia

pancernego. Morskie doświadczenie

wykorzystywano również na lądzie: wiele

elementów fortyfikacyjnych było żelaznych,

żeliwnych, staliwnych lub stalowych: dość reprezentatywnym

przykładem są dzwony obserwacyjne

montowane do betonu, z reguły

mające około 80 mm grubości, co stanowiło

rozsądny kompromis pomiędzy wytrzymałością

a logistyką i produkcją.

Ówczesne okręty używały do przebijania

pancerza dział różnego kalibru, z których

„pancernikowe” miały ten parametr w przedziale

280-356 mm. Na lądzie sytuacja wyglądała

nieco inaczej, podział pomiędzy

artylerią ciężką a lekką był bardzo wyraźny

6-funtowa armata Maxim-Nordenfelta, zdobyta i używana przez Niemców jako 5,7-cm-Infanteriegeschütz,

już w rękach Francuzów.

1

i konieczny, a wynikał nie tyle z braku samochodów,

co z braku utwardzonych dróg. Artylerią

ciężką było wszystko to, co do transportu

wymagało kolei, a więc nawet haubice kal.

100 mm. Artylerią lekką było zaś to, co mogło

być ciągnięte końmi i nie zapadło się w błoto,

a więc armaty kal. 75 mm. Istniały do nich

pociski przeciwpancerne, a raczej przeciwbetonowe,

np. francuska „75” Schneidera używała

granatów pancernych wz. 1910, mogących

przebić 68 mm pancerza na odległości

500 m i 52 mm na 1000 m.

Armat kalibru mniejszego niż 75 mm

na lądzie w praktyce nie stosowano. Przede

wszystkim w 1868 r. mocarstwa podpisały

„deklarację petersburską”, w której

wyrzekały się używania pocisków o wadze

poniżej 400 gramów zawierających materiał

wybuchowy, substancje zapalające lub

łatwopalne. Oznaczało to wyraźny podział

broni palnej na artylerię wagomiaru większego

niż 400 gramów (co przekładało się

na kaliber większy niż 37 mm) oraz broń

strzelecką o jak najlżejszym pocisku. Armaty

kalibru 37-75 mm na lądzie były jednak

nieopłacalne: wymagały bowiem zaprzęgu

niemal takiego samego jak armaty 75 mm,

nie zapewniały jednak ani siły rażenia, ani

zasięgu. Wyjątkiem były lekkie działa górskie

oraz stacjonarne działa forteczne, tzw.

przeciwszturmowe.

Jak widać, asortyment środków przeciwpancernych

u progu Wielkiej Wojny był

dość ubogi. Teoretycznie pewne zdolności

przeciwpancerne miały francuskie karabiny

maszynowe używające ciężkich pocisków D,

skopiowanych w 1915 r. przez Niemców w formie

amunicji sS, czyli schweres Spitzgeschoß:

ciężki szpiczasty. Amunicja ta służyła jednak

do dalekich strzelań ciężkimi karabinami


OBRONA PRZECIWPANCERNA

37 mm armata przeciwpancerna wz. 36 systemu Boforsa w służbie Wojska Polskiego. Na zdjęciu podczas

manewrów w 1936 r.

twarde na ok. 350 HB, a w 1945 Tygrysy

na ok. 260 HB. Obecnie najpopularniejsze

stale pancerne określone amerykańską normą

MIL-DTL-46100 mają twardość HB 500

(w skali Brinnela), a stale o ultrawysokiej twardości

– 600 HB. Aby zatrzymać standardowy

nabój NATO kal. 5,56 mm SS109, zazwyczaj

potrzeba 6,5 mm pierwszej stali albo 5 mm

drugiej. (Skale Rockwella – bo jest ich kilka

– służą do pomiarów twardości mniejszych

elementów: ostrze typowej siekiery ma około

50 HRC, noże oscylują wokół 60 HRC, a nowoczesne

stale proszkowe nawet 65 HRC).

Istotna jest również obróbka cieplna. Najprostszą

jest hartowanie polegające na nagrzaniu

stali do odpowiedniej temperatury,

wytrzymaniu w tej temperaturze przez czas

konieczny do przebudowy struktury wewnętrznej,

a następnie na szybkim schłodzeniu.

Hartowanie powoduje wzrost twardości,

wytrzymałości, granicy plastyczności i sprężystości

oraz odporności na ścieranie kosztem

wzrostu kruchości oraz spadku plastyczności

i wydłużenia. Swego rodzaju przeciwieństwem

hartowania jest odpuszczanie.

Balistyczna wytrzymałość pancerza jest

nieco inna niż wytrzymałość stali, a dokładniej:

pancerz musi mieć specyficzne własności.

Do lat 80. XIX wieku stosowano żelazne

lub stalowe płyty posadowione na drewnie

tekowym. Metal miał powstrzymać pociski

– odbijając je lub rozbijając – a podkład

45 mm armata ppanc. wz. 1937 została zaprojektowana w ZSRS jako rozwinięcie 45 mm armaty przeciwpancernej

wz. 1932, która z kolei stanowiła rozwinięcie niemieckiej 37 mm armaty ppanc. PaK 28.

W 1938 r. armata wz. 1937 kal. 45 mm weszła na wyposażenie Armii Czerwonej.

Brytyjska armata przeciwpancerna 2-funtowa kalibru 40 mm. Oryginalne 3-ogonowe łoże pozwalało

na prowadzenie ognia w zakresie 360 stopni w płaszczyźnie poziomej.

drewniany zamortyzować uderzenie. Od lat

80. XIX wieku stosowano pancerze typu compound,

składające się z dwóch warstw stali:

twardej zewnętrznej i miękkiej wewnętrznej:

jej wytrzymałość – według materiałów reklamowych

– była o 25% lepsza niż poprzednich

rozwiązań. Pancerze takie stosowano dość

krótko, bowiem w 1889 r. opanowano produkcję

stali niklowej, nieco później chromowej,

wreszcie stali cementowanej, czyli nawęglanej:

w Stanach Zjednoczonych według

metody Harveya, a w Niemczech wg. metody

Kruppa. Ich produkcja polegała na rozgrzaniu

wierzchniej warstwy płyty i przez kilka tygodni

utrzymywaniu jej w kontakcie z węglem:

stałym u Harveya, gazowym u Kruppa. Otrzymywano

płytę z twardą wierzchnią warstwą,

gdzie węgla było blisko 2%; i miękką warstwą

wewnętrzną, gdzie węgla było dużo mniej

niż 1%. Płyty takie były wytrzymalsze o około

20% od pancerzy compound, a dodatkowe

kucie zwiększało wytrzymałość pancerzy

o ok. 5-10% (a dokładniej: zmniejszało ich

grubość przy zachowaniu odporności).

Powszechnie uważa się, że niemiecka stal

Kruppa była wytrzymalsza od amerykańskiej

stali Harveya, co nie do końca jest prawdą.

Rzecz w tym, że postęp był bardzo szybki,

technologia nawęglania różniła się pomiędzy

poszczególnymi hutami i stoczniami, a nie

pomiędzy państwami, w dodatku już w przededniu

I wojny światowej terminy te miały

czysto symboliczne znaczenie. Istotne były

również kwestie ceny: stal zbrojeniowa – wykorzystywana

na budowach – kosztuje kilka

tysięcy za tonę, a stal pancerna kosztuje kilkanaście

razy więcej. Należy pamiętać o dużych

zasobach finansowych Stanów Zjednoczonych,

jak i o tym, że w pierwszej połowie

XX wieku zakładano, iż okręt będzie pływał

przez lat kilkadziesiąt, a przewidywany czas

służby czołgu był dużo krótszy.

Istotne jest również łączenie blach pancernych.

Pewnym standardem są połączenia

nitowane, ale mają one wady, chociażby

związane z obecnością nitów oraz

15


Dimityr Nediałkow

20

8

Lotnictwo wojskowe Bułgarii

w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych

Zatwierdzona 23 maja 1967 r. Koncepcja Strategiczna NATO

poświęciła szczególną uwagę Bałkanom. Na odpowiedź Układu

Warszawskiego nie trzeba było czekać długo i region ten szybko

stał się areną rywalizacji technologicznej, w tym w dziedzinie

lotnictwa wojskowego. Jakościowe zmiany, jakie zaszły w Siłach

Powietrznych Bułgarii, wymusiły nowe koncepcje wykorzystania

komponentu lotniczego w przestrzeni bojowej i zdeterminowały

potrzebę zmian strukturalnych. Celem było uczynienie

go bardziej efektywnym narzędziem osiągania celów operacyjnych

i strategicznych w pełnoskalowym konflikcie zbrojnym.

Bułgarskie władze państwowe i wojskowe rozpoczęły największą

w najnowszej historii kraju transformację sił zbrojnych,

a w szczególności lotnictwa wojskowego.

W

pierwszym etapie przewidziano

zmiany, związane głównie z przezbrojeniem

jednostek bojowych

w nowe samoloty, uzupełnieniem Wyższej

Szkoły Lotniczej samolotami szkolno-treningowymi

oraz utworzeniem lotnictwa armijnego.

Priorytetem było uzyskanie zdolności

do realizacji zadań w ramach wspólnych

działań operacyjnych rodzajów sił zbrojnych.

Obejmowały one izolację rejonu działań bojowych,

bliskie i bezpośrednie wsparcie lotnicze,

rozpoznanie powietrzne oraz wykonywanie

zadań specjalnych i pomocniczych 1 .

Zaplanowano reorganizację 25. pułku lotnictwa

myśliwsko-bombowego (plmb), przy

czym jedynie 1. eskadra pułku miała zostać

przezbrojona w 12 samolotów bojowych

MiG-23BN i 3 szkolno-bojowe MiG-23UB (zamiast

pierwotnie planowanych 24 dla całego

pułku), a 2. eskadra pułku miała pozostać

na dotychczasowym sprzęcie.

Lotnictwo armijne miało zostać utworzone

w oparciu o 44. pułk śmigłowców, jako

samodzielny pułk śmigłowców wsparcia ogniowego

i desantowego, w składzie: klucz

dowodzenia (4 Mi-2), dwie eskadry wsparcia

ogniowego (2x12 Mi-24), eskadra desantowa

(20 Mi-4) oraz pododdział rozpoznania

i korygowania ognia artylerii (6 Mi-2). Łącznie

pułk miał dysponować 54 śmigłowcami,

w tym: 10 Mi-2, 20 Mi-4 i 24 Mi-24. Ponadto

utworzono trzy samodzielne eskadry śmigłowców,

każda w składzie: dwa Mi-8 w wersji

powietrzny punkt dowodzenia, dwa Mi-4

w wersji walki radioelektronicznej oraz dwa

Mi-2 w wersji rozpoznania chemicznego i radiacyjnego.

W lotniczych pułkach szkolnych

Wyższej Szkoły Lotniczej po 1978 r. zamiast

samolotów L-29 Delfin stopniowo miały być

wprowadzane L-39 Albatros 2 .

W odpowiedzi na potrzebę zwiększenia

możliwości bazy do szkolenia w celu lepszego

przygotowania kadr, rozporządzeniem

Ministra Obrony Narodowej z 13 października

1967 r. utworzono 3-eskadrowy lotniczy

pułk szkolny. Dowództwo, sztab i dwie eskadry

lotnicze przeniesiono na lotnisko Ruse

(Sztraklewo), na którym z dniem 5 grudnia

1967 r. jednostka rozpoczęła swoją działalność

posiadając na stanie 53 samoloty szkolno-treningowe

L-29 Delfin.

Potrzeba większego nasycenia bułgarskiego

lotnictwa wojskowego bojowymi samolotami

odrzutowymi nowego pokolenia

było konsekwencją wniosków wyciągniętych

z posiedzenia Doradczego Komitetu Politycznego

państw-stron Układu Warszawskiego

w Sofii w dniach 6-7 marca 1968 r. Zatwierdzono

również dokumenty dotyczące statusu

szeregu organów zarządzających systemem

Defilada powietrzna z okazji 30. rocznicy zwycięstwa rewolucji socjalistycznej w Bułgarii. Nad monumentalnym

Soborem św. Aleksandra Newskiego w Sofii przelatuje eskadra MiG-19S.


Tomasz Szlagor

1

36

Tobruk 1941-1942

W trakcie kilkuletniej batalii

o panowanie nad Afryką

Północną, o żadne inne miejsce

nie walczono tam tak zaciekle,

tylekroć i z tak zmiennym

szczęściem, jak o tę nadmorską

twierdzę, która dla obu stron

stanowiła klucz do sukcesu

kolejnych ofensyw i kontrofensyw.

To również, za sprawą

Samodzielnej Brygady Strzelców

Karpackich, jedno z pól

chwały polskiego oręża.

Tobruk leży na wschodnim krańcu Libii,

przy granicy z Egiptem. Jest jedynym

większym portem między Trypolisem

a odległą o ponad 2000 km Aleksandrią. Dysponująca

nim armia mogła się zaopatrywać

znacznie wydajniej niż drogą lądową. Włosi,

świadomi jego strategicznego znaczenia, fortyfikowali

to miejsce od 1935 r. Pewni swego,

we wrześniu 1940 r. zaatakowali Egipt z Cyrenajki

(Libii wschodniej) siłami pięciu dywizji

piechoty i 200 czołgów. Mussolini liczył,

że osamotniona, zagrożona inwazją Wielka

Brytania jest za słaba, by powstrzymać jego

wojska przed dotarciem do Kanału Sueskiego.

Marszałek Rodolfo Graziani, który nimi dowodził,

słusznie jednak obawiał się, że w efekcie

tej operacji więcej stracą niż zyskają. Włosi

po wkroczeniu zaledwie 100 km w głąb egipskiej

pustyni, nie stoczywszy żadnej większej

bitwy, na wszelki wypadek przeszli do obrony,

okopując się pod Sidi Barrani.

Niedługo później, w ramach rozpoczętej

9 grudnia 1940 r. operacji „Compass”, wojska

Brytyjskiej Wspólnoty Narodów w Egipcie,

noszące nazwę Sił Pustyni Zachodniej (WDF,

ang. Western Desert Force), rozpoczęły kontrofensywę.

Chociaż było ich pięć razy mniej

niż Włochów, przez następne dwa miesiące

przesunęły linię frontu aż do Libii środkowej.

Po drodze, w dniach 3-5 stycznia 1941 r., australijska

6. Dywizja Piechoty zdobyła Bardię,

gdzie wzięła do niewoli ok. 40 000 jeńców.

Pogrom włoskiej 10. Armii był całkowity.

Z tego względu gen. Enrico Pitassi Mannella,

dowódca obrony Tobruku, okrążonego

7 stycznia przez awangardę WDF, dowiedział

się, że nie może liczyć na odsiecz, ani nawet

na wsparcie z powietrza lub z morza.

„C’est la guerre”

Włoski garnizon Tobruku liczył ok. 25 000 żołnierzy.

Jego trzon stanowiła 61. Dywizja Piechoty

„Sirte” w sile trzech pułków piechoty.

Wspierał ją 4. Pułk Czołgów, który miał na stanie

po jednym batalionie czołgów lekkich

M11/39 i tankietek L3/35. Większość z nich

była jednak niesprawna, dlatego gen. Pitassi

Mannella rozkazał je okopać, by służyły

za nieruchome punkty oporu.

Znaczną siłę ognia stanowiła artyleria

polowa – łącznie ponad 200 luf (nie licząc

36 armat przeciwlotniczych dużego kalibru

i 12 dział artylerii nabrzeżnej) – w tym haubice

typu Obice da 149/13 oraz działa Cannone

da 149/35 A, jedne i drugie kal. 149 mm. Ponadto

obrońców wspierał stojący w porcie,

stary krążownik San Giorgio, którego główny

oręż stanowiły dwie armaty kal. 254 mm

i cztery kal. 190 mm. Niemniej Włosi, nie dysponując

rozpoznaniem lotniczym, nie znali

lokalizacji brytyjskich baterii, dlatego nie

mogli prowadzić skutecznego ognia przeciwartyleryjskiego.

Pitassi Mannella postanowił

więc wykorzystać każde działo, które mogło

prowadzić ogień bezpośredni, do zadań

przeciwpancernych. Zdołał ich zebrać ponad

100, w tym armaty przeciwlotnicze Cannone

da 75/46 C.A. mod. 34 (kal. 75 mm).

Linia obrony składała się z dwuszeregu

punktów oporu (każdy z obsadą ok. 20 żołnierzy),

rozmieszczonych w odległości ok. 400 m

od siebie. Punkty w drugim szeregu, cofniętym

o ok. 400 m, wypełniały luki między punktami

w pierwszym szeregu, tak że razem – wszystkich

było ok. 130 – tworzyły zygzak. Nie były

połączone transzejami, ale miały znakomite

(ze względu na płaski teren wokół), zachodzące

na siebie pola ostrzału. Poszczególne

punkty oporu nie były wyposażone w schrony

ze strzelnicami, a jedynie trzy okrągłe, otwarte

z góry, wybetonowane niecki pod stanowiska

broni maszynowej i przeciwpancernej.

oraz kryty schron. Wszystkie punkty oporu,

z myślą o obronie okrężnej, były otoczone

zwojami koncertyny (drutu ostrzowego),

a te w pierwszym szeregu również własnym

rowem przeciwczołgowym. Przed nimi natomiast

rozciągał się główny, podwójny pas

zasieków o wysokości 1,5 m.

Dalej na zewnątrz znajdował się rów przeciwczołgowy

o szerokości 6 m i głębokości

3,5 m. W miejscach, gdzie nie został ukończony

(w odcinkach nadmorskich tę rolę pełniły

wyschnięte koryta potoków, tzw. wadi,

w postaci głębokich jarów), Włosi zastąpili

go pułapkami minerskimi. Z braku min przeciwpancernych,

wkopali na sztorc bomby

lotnicze, porzucone przez włoskie lotnictwo,

w nadziei, że nacierające czołgi po najechaniu

na nie uruchomią zapalnik kontaktowy.

Ponadto na przedpolu znajdowały się tysiące

min przeciwpiechotnych z zapalnikiem

naciągowym i naciskowym. Włosi zbudowali

te fortyfikacje półkolem o promieniu średnio


WOJNA W POWIETRZU

Krzysztof Janowicz

Hermann Graf nad Stalingradem

Jesienią 1941 r. Hermann

Graf zdobył już doświadczenie

w walkach powietrznych

i radził sobie coraz lepiej.

Ciężkie starcie z sowieckim

asem, choć pozostało nierozstrzygnięte,

dało mu satysfakcję

i potwierdzenie jego

własnych umiejętności. Nie

mógł jednak wiedzieć, że kolejnych

12 miesięcy będzie dla

niego najtrudniejszym okresem

walk, który zaprowadzi

go do piekła noszącego imię

sowieckiego dyktatora

– Stalingradu.

Pomimo tego, że Blitzkrieg był już tylko

wspomnieniem jesienią 1941 r. Wehrmacht

był u szczytu swojej potęgi.

Na środkowym odcinku frontu wschodniego

Niemcy zajęli Kaługę i Kalinin zbliżając

się do Moskwy. 17 października zdobyto

Odessę, a 19 października zakończyły się

walki pod Wiaźmą i Briańskiem. Na południu

Grupa Pancerna Kleista kontynuowała marsz

wzdłuż Morza Azowskiego i zdobyła Rostów,

Taganrog i Stalino, a zajęcie Charkowa też

wydawało się bliskie.

Jagdgeschwader 52 nie walczył jako całość,

jego Gruppe zostały rozdzielone i wysłane

w różne miejsca. Po odpoczynku w Holandii I./

JG 52 na początku października trafiła do Rosji

i wspierała wojska nacierające na Moskwę.

Dołączyła do II./JG 52 już mocno zaangażowanej

w natarcie na stolicę ZSRS.

W tym czasie III./JG 52 stacjonowała

na lotnisku w Połtawie na południowym

odcinku frontu wschodniego. Oprócz zadań

czysto myśliwskich piloci 9./JG 52 nierzadko

atakowali także cele naziemne. Podczas

jednej z takich akcji Lt. Hermann Graf zaatakował

z broni pokładowej grupę sowieckich

żołnierzy, którzy zawzięcie strzelali do niego

z karabinu maszynowego. Leżeli obok stogu

siana i gdy Graf zasypał ich seriami z broni

pokładowej siano zaczęło się palić. A kiedy

przelatywał nad stogiem ten nieoczekiwanie

wybuchł potężnym gejzerem ognia. Okazało

się, że strzelając w stóg siana, spowodował

eksplozję schowanego w nim zapasu amunicji.

Wszyscy myśleli, że Graf zginął, bo zniknął

w chmurze dymu i płomieni i nie wrócił

Zmęczony Hptm. Hermann Graf w kabinie samolotu myśliwskiego Messerschmitt Bf 109G-2 („żółta

1”) podczas walk latem 1942 r. nad Stalingradem. Pod kabiną godło 9./JG 52 czyli krwawiące serce

przebite strzałą. Widać na nim biały napis Inge zapewne na cześć ówczesnej narzeczonej Grafa.

50


Jędrzej Korbal

Wirowiec: ślepa uliczka

w rozwoju lotnictwa

Druga połowa lat 30. ubiegłego wieku to okres intensywnych

prac nad modernizacją i rozbudową polskiego lotnictwa wojskowego.

Do linii weszły w tym czasie nowe samoloty rozpoznawczo-bombowe

PZL-23 Karaś, bombowe PZL-37 Łoś, czy

towarzyszące RWD-14 Czapla. Równolegle w biurach projektowych

krajowych wytwórni trwały prace nad kolejnymi prototypami.

Studia mające zweryfikować przydatność nowych

konstrukcji lotniczych realizowała również armia. Jedną z badanych

maszyn było autożyro, nad Wisłą określane mianem

wiatrakowca. Według ocen części wojskowych wiatrakowiec

mógł przejąć część zadań realizowanych do tej pory przez samoloty,

np. korygowanie ognia artylerii. Sprawa ta wymagała

jednak dodatkowej weryfikacji.

znaczne środki, ale ostatecznie czwarty z prototypowych

modeli pozwolił na przeprowadzenie

pierwszego udanego lotu na początku

1923 r. Jego długość i wysokość, choć nie

imponujące bo wynoszące zaledwie 183 m

i 4 m, stanowiły bez wątpienia przełom w historii

dynamiczne rozwijającego się lotnictwa.

Wykorzystując posiadaną już wiedzę oraz

elementy wcześniejszych prototypów, Cierva

jeszcze w tym samym roku wykonał model

C.5, który uległ jednak rozbiciu.

Prace de la Ciervy były na tyle nowatorskie,

że w momencie kiedy nie był on już

w stanie samodzielnie finansować dalszych

studiów, z pomocą przyszedł rząd hiszpański,

64

Zainteresowania hiszpańskiego inżyniera

Juana de la Cierva początkowo koncentrowały

się na typowych konstrukcjach

lotniczych – szybowcach i samolotach.

Powstałe w tym czasie statki powietrzne nie

zyskały tak dużego rozgłosu, jak opracowane

w kolejnych latach mniej konwencjonalne

statki latające. Jeszcze latem 1920 r. oficjalnie

zgłoszono gotowość do lotu pierwszego

wiatrakowca oznaczonego jako C.1 (Autogiro

No. 1). Płatowcem stanowiącym podstawę tej

nietypowej konstrukcji był samolot produkcji

zakładów Aéroplanes Deperdussin z początku

drugiej dekady XX wieku. Na prymitywnym

jeszcze prototypie autożyra napędzanym silnikiem

o mocy 60 KM zamontowano maszt

z dwoma czterołopatowymi wirnikami, a nad

nimi statecznik pionowy. Awangardowa konstrukcja

nigdy nie wzbiła się w powietrze, a kolejne

jej wersje oznaczone jako C.2, C.3 i C.4

posłużyły zebraniu cennych doświadczeń.

Prace nad nowym rozwiązaniem pochłaniały

Pomysłodawca i konstruktor projektu wiatrakowca - Juan de la Cierva w kabinie swojego najbardziej

rozpowszechnionego modelu Cierva C.30 oblatanego w 1933 r.


II RZECZPOSPOLITA

Zakrojona na szeroką skalę i rozpoczęta w 1933 r. kampania reklamowa sprawiła, że wirowce zaciekawiły nie tylko wojskowych ale i cywili. W efekcie

czego znalazły one w Europie licznych klientów indywidualnych. Najwięcej wiatrakowców Cierva C.30 sprzedano w Wielkiej Brytanii.

zawczasu zauważyć wszelkie przeszkody i wybrać

dogodne miejsce lądowania. Dalszą zaletą

nowego sterowania jest znaczne uproszczenie

samego sterowania i mechanizmu sterującego.

W czasie lotu pilot ma jedynie do czynienia

z jednym drążkiem sterowym, który całkowicie

obsługuje maszynę w locie. Pewną komplikację

konstrukcji wywołuje konieczność pochylania

rotoru we wszystkich kierunkach, jednak komplikacja

ta jest nieznaczna wobec olbrzymich

korzyści, jakie zapewnia.

Zachowane do dziś źródła, odnoszące się

przede wszystkim do cywilnego wykorzystania

wiatrakowców, zawierają wiele przychylnych

tej konstrukcji ocen. W latach 30. prasa

mówiła o modelu Cierva C.30A, w tym o jego

polskim egzemplarzu, z dużym optymizmem

rokując szersze wykorzystanie wiatrakowców

w przyszłości. Każdy zainteresowany zakupem

autożyra mógł tego dokonać, przy czym

sprzęt należało sprowadzić do kraju. Przywoływane

w krajowej prasie lotniczej z 1934 r.

informacje odnoście możliwości zakupu autożyra

określały cenę pojedynczej maszyny

na 2800 USD, co odpowiadało w przybliżeniu

kwocie 14 900 zł. Za równowartość wiropłata

można więc było kupić na przykład 2-tonowy

samochód ciężarowy Polski Fiat.

Autogiro, czyli wirowiec

Opisywany w artykule aparat latający funkcjonował

w powszechnym obiegu pod kilkoma

nazwami. Zachodnia prasa powszechnie

posługiwała się określeniem „autożyro” (autogiro,

autogyro) i w tej formie przedmiotowy

statek powietrzny opisywano również

nad Wisłą. Szersza dyskusja z zakresu terminologii

rozpoczęła się, gdy pilotowany przez

ppłk. Stachonia egzemplarz dotarł nad Wisłę.

Brak odpowiednika dla nietypowego statku

powietrznego otworzył drzwi przed szeroką

publicznością gotową do zaproponowania

polskiej nazwy dla „stwora”, który jak pisała

czasem z przekąsem prasa przyfrunął

z Wielkiej Brytanii. Dyskusja toczyła się nie

tylko na łamach czasopism fachowych, ale

również podchwytujących nietypowy temat

popularnych dzienników, jak na przykład

„Gazeta Polska”. Tam też ukształtowało się

nieskomplikowane i wykorzystywane do dziś

określenie, tj. wirowiec.

Pod względem technicznym pojęcie

to zawierało w sobie wszystkie cechy aparatu

latającego i oddawało jego nietypowy charakter,

m.in. w zakresie specyfiki sterowania

i lotu. Nie była to jednak jedyna propozycja.

W otwartej dyskusji przedkładano również

inne propozycje, jak np. wirnikowiec, pionowzlot,

wiatrakowiec czy wiropłat. Ślady

wszystkich tych określeń odnaleźć można

również w niektórych dokumentach wojskowych,

choć niezaprzeczalnie najlepiej w pamięci

ówczesnych wojskowych i pasjonatów

lotnictwa zapisał się właśnie „wirowiec”.

Wracając do samego wirowca i jego historii

należy odnotować znany stronie polskiej pokaz

z 1933 r. mający miejsce w londyńskim Hendon.

Podczas urządzonej z rozmachem prezentacji

Autogiro de la Cierva obecni byli również

przedstawiciele Rzeczypospolitej. Cenną

pamiątką z tego wydarzenia są fotografie

Szwedzki egzemplarz Cierva C.30 zakupiony do prób wojskowych. Podobnie jak w wielu innych państwach,

mimo początkowego entuzjazmu, ostatecznie nie podjęto decyzji o zwiększeniu zamówienia.

67


Tadeusz Kasperski

78

Admiral Graf Spee

Atlantycki rajd i zatopienie okrętu

13 grudnia 1939 r. doszło do pierwszej większej bitwy morskiej

podczas II wojny światowej, kiedy prowadzący na południowym

Atlantyku korsarskie działania przeciwko alianckiej żegludze

niemiecki Panzerschiff Admiral Graf Spee został koło ujścia

La Plata wytropiony i stoczył zaciętą bitwę z brytyjską eskadrą

G kmdr. Henry’ego Harwooda (krążownik ciężki HMS Exeter

oraz krążowniki lekkie HMS Ajax i HMNZS Achilles). W starciu

zostały uszkodzone wszystkie okręty biorące w nim udział, ale

Admiral Graf Spee dodatkowo został zmuszony do schronienia

się do neutralnego portu Montevideo w Urugwaju, co miało

mu przynieść zagładę po kilku dniach.

Jeszcze przed wybuchem wojny Grossadmiral

Erich Raeder prowadził działania

mające na celu przygotowanie floty nawodnej

i podwodnej Kriegsmarine na ewentualność

działań wojennych na morzu.

Połączone floty nawodne Wielkiej Brytanii

i Francji miały wielką przewagę nad niemiecką

i w razie przyłączenia się tych państw

do wojny po planowanym ataku wojsk Wehrmachtu

na Polskę, niemieckie okręty musiały

tak działać, by zaskoczyć w pierwszych

tygodniach przeciwnika swoją aktywnością

na oceanach, pozostając same długo nieuchwytne.

Z 57 okrętów podwodnych tylko

22 było jednostkami oceanicznymi i zajęły

one wyznaczone pozycje na Atlantyku oraz

na podejściach do Wysp Brytyjskich zanim

wojna wybuchła.

Raeder zaplanował także korsarskie działania

okrętów nawodnych, by w określonym

rozkazami momencie zaczęły zwalczać żeglugę

aliancką i zmusiły do pościgów znaczne siły

brytyjskiej i francuskiej floty. Niemcy przy tym

zaniedbali nieco sprawę szybszego przygotowania

do akcji grupy maskujących się na statki

neutralne własnych krążowników pomocniczych

(pierwsze z nich weszły do akcji dopiero

w siódmym miesiącu wojny), co mogło spowodować

podobny zamierzony efekt, do tego

liczba sukcesów tych rajderów ogólnie byłaby

znacznie większa podczas wojny. Raeder wybrał

do działań korsarskich w początkowym

etapie działań dwie z trzech posiadanych

przez Kriegsmarine dużych jednostek, nazywanych

Panzerschiffe. Były to Admiral Graf

Spee i Deutschland, które miały wyjść z niemieckich

portów już w sierpniu i skierować się

na Atlantyk, zanim okręty podwodne Royal

Navy by im to utrudniły.

Działania tych ciężkich jednostek (w porównaniu

z późniejszymi handlowymi rajderami)

nastręczały pewnych kłopotów. Większe

okręty Kriegsmarine „pożerały” znaczne

ilości paliwa i wymagały w wyznaczonych

miejscach na oceanie zaopatrywania w żywność,

paliwo oraz amunicję i trzeba było

Admiral Graf Spee rozpoczęto budować 1 października 1932 r. w stoczni Kriegsmarinewerft w Wilhelmshaven,

zwodowano 30 czerwca 1934 r., a przyjęto do służby 6 stycznia 1936 r. Debiutem okrętu

był udział 29 maja 1936 r. w paradzie morskiej na Zatoce Kilońskiej z okazji odsłonięcia pomnika

marynarzy poległych w I wojnie światowej w Kilonii.


WOJNA NA MORZU

88

Krążowniki lekkie Achilles i Ajax w trakcie manewru oskrzydlającego Grafa Spee. Widać obrócone

armaty rufowe kal. 152 mm z czarnymi wylotami luf od wystrzałów.

W trakcie wymiany ognia krążowniki

zmierzając na zachód zbliżyły się do przeciwnika

na odległość 14 500 m. Gdy prędkość

krążowników lekkich osiągnęła 31 w. odchyliły

kurs w prawo, by strzelać ze wszystkich

wież, Niemcy w tym czasie zaczęli strzelać

mniej celnie i żadnych trafień nie uzyskali.

Gdy Graf Spee po 7:01 ostrzelał ponownie

lepiej widocznego Exetera, tym razem nie

uzyskał żadnego trafienia. Exeter odpowiadał

ogniem rufowej wieży coraz mniej efektywnie.

Jedna z armat już z opóźnieniem

strzelała w stosunku do drugiej i do tego dalmierz

wieży nie podawał odległości do przeciwnika

właściwie.

Sytuacja na niemieckim korsarzu też jednak

zaczęła się pogarszać po 7:10. Środkowa

i prawa armata wieży dziobowej z powodu

awarii musiały wstrzymać ogień i Brytyjczycy

sądzili, że to efekt ich trafienia. Harwood

„nacisnął” o 7:13 przeciwnika mocniej, skracając

na pełnej prędkości dystans po zwrocie

w lewo obu krążowników lekkich. Przerwały

na ten moment ogień wieże rufowe. Próba

wstrzelania się artylerii Ajaxa w cel na razie

się nie powiodła dzięki zygzakom Grafa Spee

i jego zasłonom dymnym. Ale akcja okrętów

Harwooda dała „oddech” załodze Exetera. Ten

rozwijał jeszcze prędkość 29 w., ale nabierał

wody do kadłuba przez liczne przebicia

w poszyciu, jest też przechylony o 10° na prawą

burtę 16 . Brytyjczycy wykorzystują dym

i Exeter w nim znika, a Graf Spee przerzuca

o 7:15 całkowicie ogień na Ajaxa i Achillesa.

Groźne okazują się tylko najcięższe działa

pancernika, bo ogień armat 150 i 105 mm

jest zupełnie nieskuteczny 17 . Podajniki amunicji

do dział artylerii średniej też zaczęły

szwankować. Po trzech niebezpiecznych nakryciach

niemieckimi pociskami Ajaxa kmdr

Harwood musiał wydać rozkaz zygzakowania,

by uniknąć trafień, choć to utrudniało

strzelanie własnej artylerii.

Po zwrocie krążowników lekkich w prawo

po 7:20 w Admirala Grafa Spee trafiają

pierwsze pociski 152 mm. Rozbijają wodnosamolot

Ar 196 na katapulcie, co zauważono

z korygującego ogień Seafoxa.

Na niemieckim pancerniku kończyły się

powoli pociski burzące i musiał używać więcej

przeciwpancernych. Ale zbliżenie krążowników

lekkich do niemieckiego korsarza

na odległość zaledwie 7800 m, było bardzo

ryzykownym posunięciem, o czym przekonał

się kmdr Harwood o 7:25. W tej właśnie

minucie Ajax został trafiony pociskiem przeciwpancernym

280 mm w rufę. Przeszedł

on przez komorę podnośników amunicyjnych

wieży X, zdemolował kabinę dowódcy

i kabinę sypialną Harwooda. W wyniku tego

trafienia zginęło 4 ludzi, a 6 zostało rannych.

Obydwie wieże rufowe Ajaxa zostały unieruchomione,

szczególnie barbeta wieży Y

została tak wgięta po wybuchu, że nie mogła

się obrócić. Akurat wtedy awaria podnośnika

unieruchomiła także jedno z dział wieży B.

Tylko trzy armaty dziobowe krążownika mogły

dalej strzelać do Niemców.

Brytyjski krążownik próbował „odkuć się”

pancernikowi „kieszonkowemu”, wystrzeliwując

w jego stronę cztery torpedy z lewoburtowej

wyrzutni 533 mm. Langsdorff

widząc jednak brytyjskie manewry zorientował

się w porę w zagrożeniu i skręcił w lewo

na południowy zachód (utrzymując kurs

przez trzy minuty). Torpedy chybiły, ale atak

uniemożliwił podobne zamiary torpedystom

niemieckim. Chcieli odpalić pełną salwę,

a zdążyli wystrzelić z prawoburtowej wyrzutni

tylko jeden podwodny pocisk.

Admiral Graf Spee po bitwie w porcie Montevideo. Widać uszkodzenia bitewne na burtach. Zwraca

uwagę spora dziura w prawej burcie przed dziobową wieżą artyleryjską.

O 7:29 woda przedostająca się do kadłuba

Exetera spowodowała zwarcia i dopływ prądu

do rufowej wieży ustał. Krążownik ciężki

został pozbawiony całkowicie swojej głównej

artylerii, a pozostałe armaty 102 mm nie stanowiły

istotnego zagrożenia dla niemieckiego

okrętu. Bell przez chwilę nawet rozważał,

czy na pełnej prędkości nie ruszyć na wrogi

okręt i nie próbować go staranować, ale przeważyła

chyba jego troska o własnych ludzi

i fakt, że krążowniki lekkie na razie dawały sobie

radę w walce 18 . Dlatego dowódca Exetera

obrał kurs na południowy zachód i skierował

się ku Falklandom. W wymianie sygnałów

kmdr Bell zapewnił Harwooda, że tam dotrze,

a nawet dałby radę na Wyspy Brytyjskie.

Załoga wodnosamolotu Seafox obserwująca

walkę z góry także miała szczęście,

bo po 7:30 zbliżyła się do korsarza tak bardzo,

że znalazła się w zasięgu ognia działek

plot. 37 mm. Jeden z pocisków przestrzelił

płat maszyny i ta oddaliła się poza prawą

burtę Ajaxa. Przy okazji Lewin powiadomił

Harwooda, że torpeda z Grafa Spee przejdzie

za rufami brytyjskich krążowników. Ten

wolał nie ryzykować i nakazał skręt dziobami

ku niej. Brytyjskie okręty rozpoczęły

strzelanie przez prawą burtę. Oficerowi

dowodzącemu artylerią Achillesa udało się

wreszcie wprowadzić odpowiednie namiary

i Admiral Graf Spee zaczął otrzymywać liczne

trafienia w krótkim czasie. Trzy pierwsze

pociski uderzyły w górną część pomostu

bojowego niemieckiego pancernika. Pierwszy

po uderzeniu w wiatrochron platformy

szczytowej oddala się nieco i eksploduje

w powietrzu, raniąc samego Langsdorffa

w prawe ramię i dłoń.

Drugi pocisk eksploduje pod platformą

zabijając 2 marynarzy i raniąc śmiertelnie

schodzącego niżej oficera (był nim por. Edgar

Grigat, któremu wybuch pocisku urwał

nogi). Po tej detonacji traci także na pewien

czas przytomność sam Langsdorff i na chwilę

dowodzenie pancernikiem przejął kmdr

Walter Kay. Trzeci pocisk trafił tuż poniżej poprzedniego

i łatwo przebił na wylot pomost,

Hooray! Your file is uploaded and ready to be published.

Saved successfully!

Ooh no, something went wrong!