18.01.2026 Views

Wojsko i Technika Historia numer specjalny 1/2026 short

by ZBiAM

by ZBiAM

SHOW MORE
SHOW LESS
  • No tags were found...

Transform your PDFs into Flipbooks and boost your revenue!

Leverage SEO-optimized Flipbooks, powerful backlinks, and multimedia content to professionally showcase your products and significantly increase your reach.

www.zbiam.pl

Niemiecka broń pancerna

Hiszpania 1936-1939

NUMER SPECJALNY 1/2026

Styczeń-Luty

cena 28,00 zł (VAT 8%)

INDEX 409138

ISSN 2450-3495

INDEX: 409138

ISSN: 2450-3495

W NUMERZE:

Po bitwie

pod Samar 1944

Z pokładu Yamato zaobserwowano

około 100 nieprzyjacielskich

samolotów. 10 minut później artyleria

przeciwlotnicza otworzyła

ogień. Wszystkie amerykańskie

bombowce za cel obierały japoński

pancernik lub krążowniki…

Szachownice

nad Wołyniem

Znaczna część lotniczego

sprawozdania z manewrów wołyńskich,

odbytych we wrześniu

1938 r., odnosiła się do organizacji,

pracy bojowej oraz wniosków

z działań eksperymentalnej 2. Brygady

Lekkiego Bombardowania…


N O W A P R E N U M E R A T A 2 0 2 6

Z A M Ó W P R E N U M E R A T Ę P A P I E R O W Ą I U Z Y S K A J

D O S T Ę P D O E - W Y D A Ń A R C H I W A L N Y C H

Wojsko i Technika

Prenumerata roczna: 288 zł | 12 numerów

Obejmuje numery od 1/2026 do numeru 12/2026.

Lotnictwo Aviation International

Prenumerata roczna: 276 zł | 12 numerów

Obejmuje numery od 1/2026 do numeru 12/2026.

Wojsko i Technika Historia

+ numery specjalne (6+6)

Prenumerata roczna: 336 zł | 12 numerów

Obejmuje 6 numerów regularnych i 6 numerów

specjalnych wydawanych w 2026 roku.

Prenumeratę zamów najpóźniej do końca lutego 2026 r. na naszej stronie internetowej www.zbiam.pl

lub dokonaj wpłaty na konto bankowe nr 70 1240 6159 1111 0010 6393 2976


Z pokładu Yamato zaobserwowano

około 100 nieprzyjacielskich

samolotów. 10 minut później artyleria

przeciwlotnicza otworzyła

ogień. Wszystkie amerykańskie

bombowce za cel obierały japoński

pancernik lub krążowniki…

Znaczna część lotniczego

sprawozdania z manewrów wołyńskich,

odbytych we wrześniu

1938 r., odnosiła się do organizacji,

pracy bojowej oraz wniosków

z działań eksperymentalnej 2. Brygady

Lekkiego Bombardowania…

Vol. XII, nr 1 (61)

www.zbiam.pl

Niemiecka broń pancerna

Hiszpania 1936-1939

NUMER SPECJALNY 1/2026

Styczeń-Luty

cena 28,00 zł (VAT 8%)

INDEX 409138

ISSN 2450-3495

NUMER SPECJALNY 1/2026 1

INDEX: 409138

I SN: 2450-3495

W NUMERZE:

Po bitwie

pod Samar 1944

Szachownice

nad Wołyniem

Na okładce: czołg Pz.Kpfw. I.

Rys. Jarosław Wróbel

INDEX 409138

ISSN 2450-3495

Nakład: 14,5 tys. egz.

Redaktor naczelny

Jerzy Gruszczyński

jerzy.gruszczynski@zbiam.pl

Redakcja techniczna

Dorota Berdychowska-Zhao

dorota.berdychowska-zhao@zbiam.pl

Korekta

Stanisław Kutnik

Współpracownicy

Michał Fiszer, Tomasz Grotnik,

Andrzej Kiński, Jędrzej Korbal,

Leszek Molendowski, Marek J. Murawski,

Tymoteusz Pawłowski, Tomasz Szlagor

Wydawca

Zespół Badań i Analiz Militarnych Sp. z o.o.

Ul. Anieli Krzywoń 2/155

01-391 Warszawa

office@zbiam.pl

Biuro

Ul. Bagatela 10/17

00-585 Warszawa

Dział reklamy i marketingu

Andrzej Ulanowski

andrzej.ulanowski@zbiam.pl

Dystrybucja i prenumerata

office@zbiam.pl

Reklamacje

office@zbiam.pl

Prenumerata

realizowana przez Ruch S.A:

Zamówienia na prenumeratę w wersji

papierowej i na e-wydania można składać

bezpośrednio na stronie

www.prenumerata.ruch.com.pl

Ewentualne pytania prosimy kierować

na adres e-mail: prenumerata@ruch.com.pl

lub kontaktując się z Telefonicznym

Biurem Obsługi Klienta pod numerem:

801 800 803 lub 22 717 59 59

– czynne w godzinach 7.00–18.00.

Koszt połączenia wg taryfy operatora.

Copyright by ZBiAM 2026

All Rights Reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone

Przedruk, kopiowanie oraz powielanie na inne

rodzaje mediów bez pisemnej zgody Wydawcy

jest zabronione. Materiałów niezamówionych,

nie zwracamy. Redakcja zastrzega sobie prawo

dokonywania skrótów w tekstach, zmian tytułów

i doboru ilustracji w materiałach niezamówionych.

Opinie zawarte w artykułach są wyłącznie

opiniami sygnowanych autorów. Redakcja nie ponosi

odpowiedzialności za treść zamieszczonych

ogłoszeń i reklam. Więcej informacji znajdziesz

na naszej nowej stronie:

www.zbiam.pl

w numerze:

BITWY I KAMPANIE

Jacek Fiszer, Jerzy Gruszczyński

Wojna koreańska. Debiut śmigłowców wojskowych (5) 4

BROŃ STRZELECKA

Tymoteusz Pawłowski

Automatyczne i szturmowe. Nowoczesne karabiny wojen światowych 20

BROŃ PANCERNA

Tomasz Basarabowicz

Broń pancerna w wojnie domowej w Hiszpanii (5) 36

WOJNA W POWIETRZU

Marek J. Murawski

Luftwaffe w Obronie Rzeszy. Działania dzienne:

styczeń – maj 1944 r. (5)

WOJNA NA MORZU

Michał Kopacz

Po bitwie pod Samar (1) 58

II RZECZPOSPOLITA

Jędrzej Korbal

Szachownice nad Wołyniem. Brygada Bombowa (1) 70

BROŃ PANCERNA

Tomasz Basarabowicz

Pojazdy towarzyszące pociągom pancernym PSZ w Wielkiej Brytanii 84

ARTYLERIA

Waldemar Nadolny

Używane, czy też nowe, czyli… kilka zdań w temacie oferty

na działa kal. 280 mm

www.facebook.com/wojskoitechnikahistoria

42

90

3


Jacek Fiszer, Jerzy Gruszczyński

4

Wojna koreańska

Debiut śmigłowców wojskowych

Kiedy w czerwcu 1950 r. rozpoczęła się wojna na Półwyspie

Koreańskim żaden z amerykańskich rodzajów sił zbrojnych nie

miał ani doktryny użycia śmigłowców, ani odpowiednich typów

wiropłatów na swoim wyposażeniu. Głównym wykorzystywanym

typem był wówczas Sikorsky S-51. Cały stan wiropłatów

Wojsk Lądowych Stanów Zjednoczonych (US Army) w czerwcu

1950 r. to jedynie 56 śmigłowców Bell 47 (H-13 Sioux). Z kolei

Siły Powietrzne (US Air Force) miały 66 śmigłowców Sikorsky

S-51 (H-5F, G i H), a Marynarka Wojenna (US Navy) i Korpus

Piechoty Morskiej (US Marine Corps) dysponowały łącznie

69 śmigłowcami Bell 47 (HTL-2, HTL-3 i HTL-4) oraz 92 Sikorsky

S-51 (HO3S-1). Właściwie to nikt nie wiedział, jak można

je wykorzystać. Ale wojna koreańska pokazała, że wiropłaty

mają wiele zastosowań.

Pierwszymi zadaniami dla śmigłowców

w Korei, poza typowymi zadaniami obserwacyjno-łącznikowymi,

była ewakuacja

medyczna, misje poszukiwawczo-ratownicze

(SAR – Search and Rescue) i udzielanie

pomocy tym, którzy znaleźli się w miejscach

odizolowanych. Jeśli chodzi o rannych,

to US Army, której to przede wszystkim dotyczyło,

miała taką doktrynę, by rannych

rokujących na szybkie wyleczenie lokować

jak najbliżej rejonu działań bojowych, tak

by mogli oni jak najszybciej wrócić do macierzystych

jednostek natychmiast po wyleczeniu.

Dlatego w wojskach lądowych powstała

sieć mobilnych szpitali polowych MASH

– Mobile Army Surgical Hospital. Zastąpiły

one w 1946 r. duże i mało mobilne Auxiliary

Surgical Group Hospital Unit (ASGHU). Były

one mniejsze i miały namioty na 60 łóżek dla

pacjentów oraz grupę chirurgów, anestezjologów,

neurologów i internistów oraz personel

pielęgniarski, farmaceutę i personel

5

porządkowo-wartowniczy. Każdy szpital miał

środki transportu pozwalające na prowadzenie

ewakuacji medycznej za pomocą karetek

oraz zaopatrywania szpitala w żywność

i medykamenty. Po przydziale dodatkowych

środków transportu możliwe było łatwe

przeniesienie szpitala MASH w nowe miejsce.

Dopiero w 2017 r. zostały one zreorganizowane,

w bardziej elastyczne Combat Support

Hospital (CSH) mogące mieć od 44 (najczęściej)

do nawet 248 łóżek, także w namiotach,

w pełni klimatyzowanych, z dość bogatym

wyposażeniem, takim jak pełne wyposażenie

sal operacyjnych, tomografy i aparatura

rentgenowska, wszelkie systemy podtrzymywania

życia itp. W porównaniu do MASH

nowe CSH mają standardowo także oddział

stomatologiczny.

Od dawna jest wiadomo, że kluczem

do powodzenia w krytycznych stanach zdrowia

jest znalezienie się poszkodowanego

Na H-5G istniała możliwość montowania bocznych gondoli na nosze z poszkodowanym.


BROŃ STRZELECKA

20

Tymoteusz Pawłowski

Automatyczne i szturmowe

Nowoczesne karabiny wojen światowych

Z grubsza broń dzielimy na: jednostrzałową, powtarzalną

i samopowtarzalną. Jednostrzałowość wydaje się oczywista,

niczym koń, którego każdy widzi. Broń powtarzalna korzysta

z magazynka, a kolejny strzał wymaga od strzelca przeładowania,

czyli pozbycia się łuski z komory nabojowej i załadowania

tam nowego naboju. Można to uczynić jednym palcem – jak

w rewolwerze – albo można to uczynić ruchem dłoni, jak w wielu

karabinach. W broni samopowtarzalnej po pierwszym strzale

następuje automatyczne załadowanie nowego naboju, więc

naciskając spust można strzelać dopóki wystarczy amunicji.

Polskie regulaminy wojskowe nakazują

używania terminu „broń samopowtarzalna”,

ale równie częsty – chociażby

w środowisku myśliwych – jest termin „automat”,

wywodzący się z terminologii francuskiej,

a dziś powszechnie używany przez

Amerykanów. W słusznie minionych czasach

termin ten był niepoprawny z powodów

polityczno-technicznych, bowiem Sowieci

słowem „awtomat” określali broń samoczynną.

Wreszcie określenie „karabin szturmowy”

jest przede wszystkim chwytem propagandowym,

niegdyś używanym przez nazistów

próbujących zniszczyć demokrację, a dziś

– przez hoplofobów próbujących ograniczyć

dostęp do broni palnej.

Pierwszą funkcjonalną broń samopowtarzalną

skonstruował jeszcze w latach 80.

XIX wieku Hiram Maxim: był to karabin maszynowy

zdolny do prowadzenia ognia samoczynnego,

czyli seryjnego. Nie nadawał się on

na indywidualną broń żołnierza ze względu

na masę i nie można go było przekształcić

weń z powodu rozwiązań konstrukcyjnych.

Samopowtarzalne karabiny piechoty – tak jak

karabiny maszynowe – projektowano zanim

jeszcze pojawiła się amunicja na proch bezdymny:

we wczesnych latach 80. zajmowali

się tym chociażby wspomniany Hiram Maxim

w Ameryce i Ferdinand Mannlicher w Europie.

W latach 1883-1897 w Danii powstawał

Rekylgevær – karabin odrzutowy – projektowany

przez Juliusa Rasmussena oraz Vilhelma

Madsena, działający na zasadzie krótkiego odrzutu

lufy niczym karabiny maszynowe Maxima,

i chociaż wyprodukowano go w kilkudziesięciu

egzemplarzach, to był na tyle nieudany,

że trafił do magazynów fortecznych (ostatecznie

z broni tej wyewoluował znakomity ręczny

karabin maszynowy Madsen). W 1891 r. włoski

Rozłożony karabinek Winchester Model 1903, w bardzo sportowym kalibrze 22lr, czyli 5,6 mm.

inżynier Amerigo Cei-Rigotti zaprezentował

rewolucyjne rozwiązanie automatyki broni,

które zdominowało – ale dopiero po kilkudziesięciu

latach – rynek karabinów samopowtarzalnych:

pobór gazów prochowych przez

boczny otwór w lufie.


5

Broń pancerna

Tomasz Basarabowicz

w wojnie domowej w Hiszpanii

36

Wydawać się może, że trwające od października 1936 do lutego

1937 r. oblężenie republikańskiego Madrytu przez wojska

Franco mogłoby postawić pod poważnym znakiem zapytania

głoszone przez niektórych teoretyków jak J.F.C. Fuller, Heinz

Guderian, Sir Percy Howard 1 czy Liddell Hart poglądy na temat

przyszłej wojny z udziałem wojsk szybkich. Ani bowiem niemiecka

grupa pancerna Drohne, ani też oddział Kriwoszejna,

o którym była mowa w części trzeciej niniejszego tekstu, nie

osiągnęły spektakularnych sukcesów. Wynikało to na pewno

ze stosunkowo niewielkiej liczby użytych czołgów, ale też

z nadmiernych oczekiwań wobec nich. Na dodatek działały one

w rozproszeniu i bez elementu zaskoczenia. Niemcy jako pierwsi

zauważyli, że zmienia się jednak charakter działań wojennych.

Już pod koniec bitwy o Madryt niemieccy pancerniacy zgrupowania

Imker grupy Drohne, dowodzonego przez Wilhelma Ritter

von Thoma, otrzymywali wielokrotnie powtarzane instrukcje,

by unikać angażowania się w walkę z czołgami przeciwnika 2 , zaś

ich użycie en masse – oczywiście, przy zachowaniu wszelkich

proporcji – oraz decydująca rola przypadła im w udziale stosunkowo

późno, bo dopiero wiosną 1939 r. podczas zwycięskich

operacji Nacjonalistów.

To właśnie w ostatniej fazie wojny domowej

w Hiszpanii, gdy po stronie Frankistów

znajdowało się już sporo wozów

bojowych, a doświadczenia zebrane w ciągu

poprzednich lat były obfite, można było próbować

wcielić w życie guderianowską teorię

skoncentrowanego wykorzystania broni pancernej

i zrolowania skrzydeł ugrupowania przeciwnika,

czyli Schwerpunkt und Aufrollen.

Warto w tym miejscu odnotować, że już

30 października 1936 r. admirał Wilhelm Canaris

informował Franco, że obecna taktyka

jego wojsk nie prowadzi do ostatecznego sukcesu,

zaś rozpraszanie własnych zasobów

na lądzie jak i w powietrzu wielokrotnie nie

pozwoliło na wykorzystanie początkowego

powodzenia 3 . Trudno się zatem dziwić,

że Niemcy wymogli na hiszpańskim dowódcy,

że niemieckie oddziały dowodzone będą

przez Niemców, a sprzęt przez nich dostarczony

będzie wykorzystywany wyłącznie

zgodnie z opinią niemieckich doradców 4 .

Były też w tej wojnie dwie ważne, choć

zapomniane nieco postacie – podpułkownik

Walter Warlimont, pełnomocnik Oberkommando

des Heeres (OKH), którego do Hiszpanii

skierował generał Werner von Blomberg

oraz podpułkownik von Thoma. Ten ostatni,

były dowódca II Abt./Panzer Regiment 4.,

pojawił się w Hiszpanii już w lipcu 1936 r.,

na samym początku wojny. Poczynił wtedy

bezpośrednio z Franco wstępne ustalenia

dotyczące ewentualnych dostaw wozów

bojowych. Ten energiczny oficer, który 4 listopada

1942 r. już w randze General der

Panzertruppe trafił do brytyjskiej niewoli,

powrócił na Półwysep Iberyjski w październiku,

przywożąc ze sobą 41 czołgów Pz.Kpfw. I

Ausf. A, około stu pojazdów transportowych,

24 armaty przeciwpancerne oraz miotacze

płomieni trzech różnych typów. Towarzyszyło

im 267 ludzi z Panzer Regiment 6. „Neuruppin”,

którzy uprzednio zgłosili się ochotniczo,

nie znając nawet miejsca przeznaczenia.

Transport wyruszył z Niemiec 28 września

i przypłynął do Sewilli 7 października 1936 r.,

czyli tydzień później niż pierwsza dostawa

czołgów sowieckich i wiele tygodni po przybyciu

włoskich tankietek. 25 października dołączyło

do nich 21 wozów Pz.Kpfw. I Ausf. B.

Czołgi z pierwszej i drugiej dostawy pochodziły

ze składu 3. Panzer Division. Należy

w tym miejscu dodać, że do dziś powtarzana

jest pochodząca z jednej ze starszych publikacji,

a błędna informacja, jakoby pierwszy

transport czołgów Pz.Kpfw. I dotarł do Hiszpanii

już 17 września, wozów było 32, zaś

frachtowiec przybył do portu w Vigo 5 ...

Podkreślić trzeba, że liczebność lądowego

komponentu Legionu Condor, który najszerzej

kojarzony jest z działaniami lotnictwa, nigdy

nie przekroczyła 600 ludzi, co stanowiło

niespełna 1/10 ogólnej liczby żołnierzy niemieckiego

kontyngentu, więc znacznie mniej

niż w przypadku Sowietów, a szczególnie Włochów.

Wyprzedzając nieco bieg wypadków,

z początkiem 1937 r. wyładowanych zostało

w Hiszpanii kolejnych dziesięć wozów, które

skierowano tam w celu uzupełnienia strat


WOJNA W POWIETRZU

Marek J. Murawski

Luftwaffe w Obronie Rzeszy

Działania dzienne: styczeń – maj 1944 r.

5

42

Rozbudowa strategicznych sił

bombowych w Europie oraz

utworzenie nowych jednostek

myśliwców eskortowych

dalekiego zasięgu znacząco

wzmocniła siłę 8. AF na początku

1944 roku. Dodatkowym

czynnikiem zapewniającym

przewagę Amerykanom

była możliwość wykorzystywania

lotnisk w Anglii oraz

Włoszech, co pozwalało atakować

cele położone na terytorium

Rzeszy zarówno

z zachodu, jak i z południa.

Naczelny dowódca USAAF, generał Henry

H. Arnold, w swoim rozkazie operacyjnym

z 1 stycznia 1944 r. tak określił główny

cel działania podległych sobie jednostek:

Niszczcie niemieckie lotnictwo wojskowe

wszędzie tam gdzie je napotkacie. W powietrzu,

na ziemi i w fabrykach.

Celem, podjętej z początkiem 1944 r.,

ofensywy amerykańskich strategicznych sił

bombowych stały się więc zakłady przemysłu

lotniczego, produkujące płatowce, silniki

i wyposażenie. Naloty te, miały doprowadzić

do zahamowania produkcji nowych samolotów

oraz spowodować zmniejszenie produkcji

części zamiennych, co w efekcie w znacznym

stopniu obniżyłoby gotowość bojową

Luftwaffe. Ponieważ dowództwo lotnictwa

niemieckiego nie mogło pozwolić nieprzyjacielowi

na skuteczne prowadzenie takich

działań, Amerykanie byli pewni, że ich operacje

napotkają zdecydowany opór jednostek

myśliwskich Luftwaffe, który wobec przewagi

jakościowej i ilościowej Amerykanów musiał

jednak zakończyć się klęską Niemców.

Pierwszą taką akcję USAAF przeprowadził

11 stycznia 1944 r., kiedy 663 samoloty B-17

i B-24 zaatakowały zakłady lotnicze: Junkersa

w Halberstadt, Focke-Wulfa w Oschersleben

i Messerschmitta w Braunschweigu. Ponieważ

spodziewano się interwencji myśliwców

Luftwaffe bombowce podczas lotu do celu

eskortowane były przez sześć grup myśliwskich

wyposażonych w samoloty P-47 Thunderbolt

oraz dwie grupy wyposażone w samoloty

P-38 Lightning. Bezpośrednio nad

celem osłonę zapewniała jedna grupa myśliwców

P-51 Mustang, a w drodze powrotnej

bombowcom towarzyszyć miało pięć grup

myśliwskich wyposażonych w samoloty P-47

Thunderbolt, które w ostatniej fazie operacji

miały otrzymać wsparcie od sześciu dywizjonów

Spitfire’ów RAF-u.

Amerykańskie plany pokrzyżowały trudne

warunki atmosferyczne. Już podczas lotu

do celu myśliwce eskorty napotkały nad Morzem

Północnym, nad Holandią i zachodnimi

Niemcami zwartą warstwę chmur sięgającą

wysokości 6700 m. Większość myśliwców nie

odnalazła bombowców i zawróciła do Anglii.

Przy bombowcach pozostał zaledwie jeden

dywizjon P-38 i grupa wyposażona w samoloty

P-51 Mustang.

Tymczasem Luftwaffe zaatakowała wszystkimi

dostępnymi siłami. Niemcom udało się

zniszczyć tego dnia aż 67 bombowców, w tym

cztery samoloty B-24 Pathfinder, użyte wówczas

po raz pierwszy. Uszkodzonych zostało

179 bombowców. Dodatkowo utracono 8 myśliwców

eskortowych, a 6 zostało uszkodzonych.

Straty osobowe były równie wysokie,

zginęło 12 lotników, a 608 uznano za zaginionych,

34 odniosło rany.

Luftwaffe straciła 58 samolotów, 22 odniosły

uszkodzenia, zginęło 42 lotników,

głównie z jednostek niszczycielskich (14)

i nocnych myśliwskich (17). Wyposażone

w samoloty myśliwskie Fw 190 A, I. i II./JG 26

zgłosiły tego dnia zestrzelenie 11 bombowców

B-17. Piloci pułków myśliwskich JG 1

i JG 11 strącili 37 bombowców. Jak wspominał

Lt. Georg Wroblewski z 5./JG 11:

Zaatakowaliśmy silne zgrupowanie B-17. Nie

było przy nim osłony myśliwskiej mieliśmy, więc

okazję do ataku od tyłu z przewagą wysokości.

Leciałem zbyt szybko i dlatego nie mogłem

ostrzelać B-17 lecących z tyłu, przeleciałem, więc

w niewielkiej odległości wzdłuż całego ugrupowania,

co nie było zbyt mądre, aby zaatakować

Boeinga lecącego na czele prawego skrzydła

formacji. Udało mi się go nieźle trafić, ponieważ

wokół zaczęły latać fragmenty konstrukcji płatowca,

jeden z nich uderzył w moje lewe skrzydło.

Kilka sekund później musiałem skakać, mój

Bf 109 palił się, a w nodze poczułem okropny ból.

Postrzał w nogę otrzymałem prawdopodobnie

już w chwili, kiedy leciałem wzdłuż formacji,

bowiem odczułem wówczas lekkie uderzenie,


WOJNA NA MORZU

Atak czterosilnikowych samolotów bombowych

B-24 Liberator z 307. Grupy Bombowej na zespół

wadm. Kurity w dniu 26 października 1944 r.

58

1

W dniach 24-26 października 1944 r. rozegrana została seria

bitew morskich, gdzie jedną ze strony była broniąca przyczółków

na wyspie Leyte flota amerykańska, drugą, cztery zespoły

okrętów Cesarskiej Marynarki Japonii, które miały doprowadzić

do „decydującej bitwy” z nieprzyjacielem. O ile wszystkie

cztery starcia: w cieśninie Surigao, na morzu Sibuyan, pod

Samar, jak i u przylądka Engano zostały już w literaturze wielokrotnie

opisane, to sam odwrót zespołu wadm. Takeo Kurity

i pościg amerykańskiego lotnictwa, przeważnie podsumowywany

był zaledwie kilkoma zdaniami. Niniejszy artykuł znacznie

dokładniej przybliży wydarzenia z 26 października 1944 r.

Michał Kopacz

Po bitwie pod Samar

Amerykańskie nawodne siły uderzeniowe

składały się z 3. Floty adm. Williama

F. Halsey’a, której głównym zadaniem

była neutralizacja japońskiej floty oraz 7. Floty

wadm. Thomas C. Kinkaida, odpowiedzialnej

za bezpośrednią osłonę floty inwazyjnej oraz

wsparcie ogniowe oddziałów walczących

na lądzie. Halsey miał do dyspozycji potężny

zespół Task Force 38 składający się z czterech

grup lotniskowców floty osłanianych przez

szybkie pancerniki. Trzonem sił Kinkaida były

trzy grupy lotniskowców eskortowych oraz

stare pancerniki. Japoński plan obrony Filipin,

jak zwykle dość skomplikowany, a tym

razem również dość karkołomny, przewidywał

wystawienie na przynętę zespołu lotniskowców

wadm. Jisaburō Ozawy (zgromadzone

na ich pokładach nieliczne samoloty

nie mogły stanowić realnego zagrożenia dla

Amerykanów), na potrzeby operacji nazwanych

Siłami Głównymi, który miał odciągnąć

od przyczółków zespół TF 38. W tym czasie

trzy zespoły: Pierwszy Uderzeniowy Zespół

Dywersyjny wadm. Kurity oraz Trzecia Sekcja

Pierwszego Zespołu wadm. Shōji Nishimury

połączona z Drugim Uderzeniowym Zespołem

Dywersyjnym 1 wadm. Kiyohide Shimy

miały wziąć w kleszcze flotę inwazyjną w zatoce

Leyte przechodząc odpowiednio przez

cieśniny San Bernardino i Surigao. O ile zespół

Kurity został mocno poturbowany przez

amerykańskie okręty podwodne w cieśninie

Palawan (stracono trzy krążowniki ciężkie)

w dniu 23 października oraz przez samoloty

TF 38 na morzu Sibuyan (m.in. stracono

superpancernik Musashi) w dniu kolejnym,

to japoński plan częściowo się powiódł.

Po wykryciu nadpływających od północy

lotniskowców Ozawy, Halsey ruszył z całym

swoim zespołem naprzeciw, pozostawiając

niestrzeżoną cieśninę San Bernardino.

W nocy z 24 na 25 października siły wadm.

Nishimury zostały zmasakrowane w cieśninie

Surigao przez okręty wadm. Kinkaida (na dno

poszły pancerniki Fusō i Yamashiro i 3 niszczyciele).

Nadpływający z opóźnieniem Shima

wycofał się widząc jaki los spotkał Nishimurę

(trzon jego zespołu stanowiły zaledwie

dwa krążowniki ciężkie). Tymczasem Kurita

przeszedł w nocy przez cieśninę San Bernardino

i rankiem znalazł się po wschodniej stronie

wyspy Samar. Jego wciąż potężny zespół

składał się z pancerników Yamato, Nagato,

Kongō i Haruna, krążowników ciężkich Tone,

Chikuma, Kumano, Suzuya, Chōkai i Haguro

oraz dwóch flotylli niszczycieli: krążownik

lekki Yahagi wraz z czterema niszczycielami

oraz Noshiro z siedmioma niszczycielami.

Po drodze do zatoki Leyte Kurita natknął się

na jeden z zespołów lotniskowców eskortowych

Kinkaida – Task Unit 77.4.3 (nazwa

kodowa Taffy 3). Wywiązała się chaotyczna

bitwa, w której Japończycy rozpoznali przeciwnika

jako regularne lotniskowce floty

w eskorcie krążowników ciężkich (w rzeczywistości

były to co najwyżej niszczyciele).

Trzeba przyznać, że potyczka nie przyniosła

wielkiej chwały japońskiemu orężu. Zdołano

zatopić jeden lotniskowiec eskortowy i trzy

niszczyciele. Bohaterska obrona jednostek

eskorty i ciągłe ataki samolotów pokładowych

z lotniskowców przyniosły zespołowi

Kurity znacznie poważniejsze straty – zdołano

poważnie uszkodzić cztery krążowniki

ciężkie, z czego trzy śmiertelnie.

Mniejsze lub większe uszkodzenia odniosła

też większość pozostałych japońskich jednostek.

Już na początku bitwy celna torpeda

z niszczyciela Johnston oderwała część dziobu

Kumano. Okręt rozpoczął odwrót z zredukowaną

do 15 w. prędkością i około godziny

17 przeszedł przez cieśninę San Bernardino.

W trakcie bitwy unieruchomione zostały kolejno

krążowniki Chikuma, Chōkai i Suzuya.

Po godzinie 11 Kurita podjął decyzję o zaniechaniu

marszu do zatoki Leyte i zawrócił

na północ w kierunku cieśniny San Bernardino

(wynikało to z wielu powodów, których

opisanie wymagałoby oddzielnego opracowania).

Płynąc na północ Kurita miał nadzieję

na spotkanie z kolejną grupą amerykańskich

okrętów (z nasłuchu depesz radiowych nadawanych

otwartym tekstem, Kurita wiedział

o rozpaczliwych prośbach o pomoc słanych

do Task Force 38) 2 . To jednak nie nastąpiło

i ostatecznie japoński zespół około godziny

18 skierował się na zachód w kierunku

cieśniny San Bernardino. Od tego momentu

najważniejszym priorytetem dla Kurity stało

się jak najszybsze wyjście poza zasięg amerykańskiego

lotnictwa pokładowego.

Niemrawy kontratak TF 38

Wieczorem 22 października, jeszcze przed

pojawieniem się japońskiej floty, najsilniejsza

„lotniczo” grupa TF 38 – Task Group 38.1 kadm.

John S. McCaina (3 duże lotniskowce: Wasp,

Hornet i Hancock, 2 lekkie: Monterey i Cabot),

została rutynowo odesłana do bazy na atolu

Ulithi w celu uzupełnienia zapasów i odpoczynku

3 . Po drodze zespół miał jeszcze wykonać

uderzenie lotnicze na wyspę Yap. Jednak

rankiem 24 października po wykryciu zespołu

Kurity na morzu Sibuyan, Halsey nakazał natychmiastowy

powrót. Grupy TG 38.2 kadm.

Geralda F. Bogana i TG 38.4 kadm. Ralpha

E. Davisona atakowały zespól Kurity na morzu

Sibuyan, podczas gdy ostatnia z grup, TG 38.3

kadm. Forresta P. Shermana, odpierała naloty

japońskiego lotnictwa bazowego z Luzonu.

Powracająca grupa McCaina miała zabezpie-


II RZECZPOSPOLITA

Jędrzej Korbal

1

Szachownice nad Wołyniem

Brygada Bombowa

70

Zaplanowane na drugą dekadę września 1938 r. manewry międzydywizyjne

WP stanowiły jedno z największych przedsięwzięć

organizacyjnych sił zbrojnych II Rzeczypospolitej przed rozpoczęciem

przez Rzeszę Niemiecką działań wojennych 1 września

1939 r. Przygotowane z dużym rozmachem ćwiczenia kilku

wielkich jednostek oraz licznie reprezentowanych broni technicznych

stanowiły z jednej strony demonstrację możliwości

armii, z drugiej zaś miały pozwolić na poddanie ocenie szeregu

nowych rozwiązań organizacyjnych i sprzętowych. Na ziemi

badano rzeczywiste możliwości zaopatrywania dywizji piechoty

w trybie wojennym (21. DPG), zdolność przeciwstawienia się

kawalerii wielkiej jednostce silnikowej (improwizowana DK) czy

pracę brygady pancerno-motorowej (10. BK). Choć komponent

lądowy wyraźnie dominował, to trudno było nie zwrócić uwagi

na skalę koncentracji jednostek lotniczych na Wołyniu.

Manewry międzydywizyjne odbyły się

w czasie od 14 o 18 września 1938 r.

W przypadku lotnictwa wojskowego

działania między Łuckiem a Równem rozpoczęły

się bezpośrednio po ćwiczeniach obrony

przeciwlotniczej rozgrywanych na tym

samym terenie między 8 a 13 września 1 .

Uczestniczące w nich eskadry, poza eskadrami

obserwacyjnymi, zaangażowano następnie

do pracy w ramach przywołanych manewrów

wielkich jednostek. Licząc od podjęcia

transportów do powrotu do macierzystych

garnizonów eskadry pozostawały w trybie

intensywnych ćwiczeń przez 3,5 tygodnia.

W ramach tego okresu wyodrębniano trzy

koncentracje lotnicze jakie miały kolejno

miejsce na Wołyniu.

Pierwsza z garnizonów do rejonu ćwiczeń

OPL prowadzonych przez Inspektora Armii

gen. bryg. Józefa Zająca objęła przesunięcia

21 eskadr. Przedsięwzięcie należy uznać

za skomplikowane, zważywszy że dyslokowano

jednostki z całego kraju wraz z ich rzutami

kołowymi. W sprawozdaniu zapisano, że mimo

skali działań przygotowany plan przemieszeń

zrealizowano w pełni, a samoloty zostały

sprawnie przebazowane wprost na wyznaczone

lotniska polowe o których mowa dalej.

Druga koncentracja to przerzut eskadr do rejonów

wyjściowych manewrów międzydywizyjnych

kierowanych przez Inspektora Armii gen.

dyw. Stanisława Burhardt-Bukackiego. Objęła

ona łącznie 19 eskadr, 2 kompanie balonowe

i kompanię lotniskową (doświadczalną).

Koncentracja trzecia uwzględniała

wszystkie jednostki na terenie ćwiczeń i realizowane

w ramach niej przesunięcia były

podporządkowane organizacji defilady

wieńczącej manewry. Starty z lotnisk polowych

bezpośrednio do defilady uznawano

za kolejny element wyszkoleniowy. Mimo

niedogodnych warunków atmosferycznych

i infrastrukturalnych przebieg lotniczej części

defilady w Łucku oceniono jako sprawny.

Po zakończeniu serii przemieszczeń,

w przeddzień rozpoczęcia manewrów, kierownictwo

ćwiczeń dysponowało następującymi

jednostkami i samolotami:

trzy dowództwa lotnictwa Grup Operacyjnych

(korpusów),

jedno dowództwo zgrupowania myśliwskiego,

jedna Brygada Lekkiego Bombardowania

(2. BLB) w składzie: dowódca ze sztabem,

eskadra rozpoznawcza oraz 3 dywizjony

bombowe á 3 eskadry á 7 samolotów

(łącznie 70 maszyn),

dwie eskadry rozpoznania (R. 61

i R.62) á 10 maszyn typu Potez XXV B2,

pięć eskadr obserwacyjnych (O1, O2,

O3, O4 i O5) á 7 maszyn typu Lublin R-XIII,

jeden dywizjon myśliwski (M.10)

á 3 eskadry á 10 maszyn typu PZL-11c,

trzy dywizjony myśliwskie (M.20, M.21

i M.40) á 2 eskadry á 10 maszyn typu PZL-11c,

jeden pluton transportowy á 3 samoloty

Fokker F.VIIb/3m 2 ,

dwie kompanie balonów obserwacyjnych

(nr 10 i nr 15),


Tomasz Basarabowicz

Pojazdy towarzyszące pociągom pancernym

PSZ w Wielkiej Brytanii

Brytyjczycy posiadają niezrównaną zdolność improwizacji, co w szczególny sposób dało znać

o sobie w krytycznych tygodniach lata i wczesnej jesieni 1940 roku. Z braku innych możliwości

pojawiła się cała menażeria – w sensie niemal dosłownym – pojazdów pod nazwami „Beaverette”,

„Armadillo” czy „Bison”. I pomimo faktu, że od planowanej operacji „Seelöwe” minęło już tyle lat,

wciąż trudno uwierzyć, że jedyną realną siłą mogącą odeprzeć spodziewany niemiecki desant był

– poza niewielką liczbą uratowanych z Francji zawodowców, niedoszkolonymi rekrutami i podstarzałymi

rezerwistami – „pancerz” z blachy kotłowej, dębowych desek czy betonu. Jeszcze trudniej

uwierzyć, że „pancerz” ten dozbrojony był urządzeniami do strzelania pochodzącymi z lat Wielkiej

Wojny, a nawet wojny burskiej, czyli mającymi wówczas lat czterdzieści i więcej. W tym duchu też

powstało dwanaście pociągów pancernych, niesłusznie nazywanych w brytyjskiej literaturze „pociągami

Home Guard”, skoro zaledwie trzy z nich obsadziła ona dopiero pod koniec 1942 r.

84

Prawda była bowiem taka, że pociągi

te obsadzali niemal wyłącznie żołnierze

PSZ, wzmocnieni tylko pewną liczbą

Brytyjczyków. Wyjątkiem był miniaturowy

pociąg pancerny w hrabstwie Kent, należący

do Romney, Hythe and Dymchurch Railway,

kolejka o rozstawie szyn 381 mm, stanowiąca

wcześniej atrakcję turystyczną.

Proces wymiany załóg na polskie rozpoczął

się pod koniec września 1940 r. i trwał

sukcesywnie w miarę szkolenia załóg w obozie

Durnfermline, zajmując około pół roku.

Stało się tak na mocy rozkazu z 21 września

1940 r., w myśl którego wszystkie brytyjskie

pociągi pancerne miały zostać obsadzone

polskimi załogami. Proces ten zakończył się

w kwietniu 1941 r. W tym miejscu warto zadać

pytanie: dlaczego pociągi obsadzone zostały

niemal samymi oficerami? Odpowiedź

jest prosta. Kto, z chlubnymi wyjątkami,

w większości zdołał ewakuować się na Węgry

Pierwsze zajęcia żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych ze sprzętem motorowym. Jako pomoc naukowa

służy zdezelowane podwozie samochodu osobowego Austin lub Morris.


ARTYLERIA

Waldemar Nadolny

90

Rysunek przedstawia propozycję ustawienia

działa na podstawie lądowej. Dobrze widoczny

jeden z pomostów dla obsługi, mechanizmy

podniesieniowe lufy, dźwig amunicyjny oraz

zarys maski pancernej. Ten jak i pozostałe rysunki

wykonane przez firmę Cockerill noszą datę

18 maja 1935 r. Rys. CAW

Używane, czy też nowe, czyli…

kilka zdań w temacie oferty na działa kal. 280 mm

Asumptem do napisania tego tekstu była informacja, jaką

zawarł w swojej najnowszej książce Jacek Jarosz a która dotyczyła

ofert na sprzedaż dział kalibru 280 mm, jakie złożono

w drugiej połowie lat 30. XX wieku Kierownictwu Marynarki

Wojennej (KMW). Autor informuje czytelników, że w latach

1935-1938 pośród oferowanych Polsce dział wymienionego

kalibru cztery stanowiły uzbrojenie intensywnie wykorzystywanej

w czasie I wojny światowej niemieckiej baterii artylerii

nadbrzeżnej wybudowanej na flandryjskim wybrzeżu.

Co w tym temacie znajdziemy

w archiwach?

Przez cały okres międzywojenny Polska poszukiwała

dział do planowanej – od lat 20.

– ciężkiej baterii artylerii nadbrzeżnej. Początki

tych poszukiwań w tym rezultaty rozpisanego

wówczas pierwszego przetargu opisał niżej

podpisany w artykule opublikowanym w numerze

7-8/2018 MSiO 2 . Z początkiem lat 30.

KMW postanowiło nie rozpisywać kolejnych

przetargów i prowadzić bezpośrednie rozmowy

z wybranymi producentami czy też dostawcami

dział dużych kalibrów. Pośród nich

znajdowała się m.in. szwedzka firma Bofors

oraz będący „bohaterem” artykułu zarówno

belgijski jak i holenderski oferent.

Podczas prowadzonej kwerendy archiwalnej

autorowi udało się pozyskać dokumenty,

dzięki którym możemy prześledzić wieloletnią

wymianę korespondencji pomiędzy KMW

W czasie działań wojennych we wrześniu 1939 r. polska artyleria nadbrzeżna stanowiła groźny oręż

w walce z niemieckimi okrętami. Po ewakuacji niszczycieli do Wielkiej Brytanii i zatopieniu przez Luftwaffe

pozostałych dużych jednostek Marynarki Wojennej, to na artylerię nadbrzeżną spadł główny

ciężar prowadzenia działań obronnych.

a przedsiębiorstwami oferującymi te same

działa kalibru 280 mm. Szczególnie cennym

– do naszych rozważań – dokumentem jest

sprawozdanie z inspekcji oferowanych dział

a sporządzone przez jednego z polskich specjalistów

z dziedziny uzbrojenia. Niestety pomiędzy

poszczególnymi pismami występują

duże czy też bardzo duże przerwy czasowe

i nie można wykluczyć, że w przyszłości znajdą

się kolejne, które uzupełnią przedstawiony

poniżej stan wiedzy. Jednakowoż autor ma nadzieję,

że te kilka dokumentów z epoki pozwoli

czytającym na wyrobienie sobie opinii czy

to autor wspomnianej na wstępie książki miał

rację czy też było inaczej. Ale, po kolei…

Pierwszym dokumentem jest pismo

– z 7 stycznia 1935 r. – jakie wystosowała

do Ministerstwa Spraw Wojskowych holenderska

firma Vlessing 3 informując, że jest

właścicielem ośmiu dział kal. 28 cm L/45 4 ,

które przed wybuchem I wojny światowej

wyprodukowała niemiecka firma Krupp 5 .

W celu zapoznania się z oferowanym uzbrojeniem

Holendrzy nie widzieli problemu, aby

strona polska oddelegowała swoją komisję,

która wykona oględziny sprzętu w miejscu

jego magazynowania.

Kolejny ślad oferty na przedmiotowe

działa znajdujemy pod datą 22 maja 1935 r.

W tym też dniu szefa KMW kadm. Jerzego

Świrskiego odwiedził dyrektor biura konstrukcyjnego

p.Frenay, który reprezentował

firmę… Cockerill 6 . Podczas rozmowy przedłożył

on kilkunastostronicowy opis oferowanego

uzbrojenia. Belgowie oferowali

Polsce sprzedaż:

ośmiu luf – wraz z zamkami – osadzonych

w kołyskach wraz z dwoma opornikami

i jednym powrotnikiem. Do każdej lufy dołączony

był zestaw narzędzi i części zamiennych

takich jak: hak do usuwania zakleszczonych

łusek, wycior, kaptur ochronny na wylot

lufy, ręczna pompka do uzupełniania płynu

w opornikach, dwie iglice tj. dwa groty i dwie

tuleje prowadzące oraz różnego rodzaju

sprężyny czy też podkładki;

Hooray! Your file is uploaded and ready to be published.

Saved successfully!

Ooh no, something went wrong!