WiT 1_2026 (124) promo
by ZBiAM
by ZBiAM
Transform your PDFs into Flipbooks and boost your revenue!
Leverage SEO-optimized Flipbooks, powerful backlinks, and multimedia content to professionally showcase your products and significantly increase your reach.
UŻYCIE BOJOWE CZOŁGÓW M1A1 SA NA UKRAINIE ❙ PIERWSZE INDONEZYJSKIE RAFALE ❙ ATOMOWY OKRĘT PODWODNY FLOTY KIM DZONG UNA
Wojsko
i Technika
1/2026
Styczeń
CENA 24,00 zł
w tym 8% VAT
INDEKS 407445
ISSN 2450-1301
WWW.ZBIAM.PL
BEZPIECZEŃSTWO•UZBROJENIE•PRZEMYSŁ
Przedprototyp M1E3 –
„z dużej chmury mały deszcz”
czy zapowiedź rewolucji?
Nietypowo jak na premierę nowych typów
wozów bojowych US Army, podczas
styczniowej wystawy motoryzacyjnej
Detroit Auto Show w Detroit w stanie
Michigan zaprezentowany został publicznie
przedprototyp czołgu M1E3.
Wielu rozczarował, lecz czy słusznie?
Fiasko fregat FFG(X)
– nadciąga Golden Fleet
25 listopada ub.r. sekretarz
marynarki wojennej John C. Phelan
ogłosił koniec programu nowych fregat
FFG(X) dla US Navy, a kilkanaście dni później
prezydent Donald Trump zapowiedział
budowę Golden Fleet, której trzonem
mają stać się „pancerniki” typu Defiant.
str. 12 str. 78
N O W A P R E N U M E R A T A 2 0 2 6
Z A M Ó W P R E N U M E R A T Ę P A P I E R O W Ą I U Z Y S K A J
D O S T Ę P D O E - W Y D A Ń A R C H I W A L N Y C H
Wojsko i Technika
Prenumerata roczna: 288 zł | 12 numerów
Obejmuje numery od 1/2026 do numeru 12/2026.
Lotnictwo Aviation International
Prenumerata roczna: 276 zł | 12 numerów
Obejmuje numery od 1/2026 do numeru 12/2026.
Wojsko i Technika Historia
+ numery specjalne (6+6)
Prenumerata roczna: 336 zł | 12 numerów
Obejmuje 6 numerów regularnych i 6 numerów
specjalnych wydawanych w 2026 roku.
Prenumeratę zamów najpóźniej do końca lutego 2026 r. na naszej stronie internetowej www.zbiam.pl
lub dokonaj wpłaty na konto bankowe nr 70 1240 6159 1111 0010 6393 2976
Nietypowo jak na premierę nowych typów
wozów bojowych US Army, podczas
styczniowej wystawy motoryzacyjnej
Detroit Auto Show w Detroit w stanie
Michigan zaprezentowany został publicznie
przedprototyp czołgu M1E3.
Wielu rozczarował, lecz czy słusznie?
w tym 8% VAT
INDEKS 407445
ISSN 2450-1301
25 listopada ub.r. sekretarz
marynarki wojennej John C. Phelan
ogłosił koniec programu nowych fregat
FFG(X) dla US Navy, a kilkanaście dni później
prezydent Donald Trump zapowiedział
budowę Golden Fleet, której trzonem
mają stać się „pancerniki” typu Defiant.
12
42
Vol. XII, nr 1 (124)
STYCZEŃ 2026, NR 1.
Nakład: 14 990 egzemplarzy
Spis treści
UŻYCIE BOJOWE CZOŁGÓW M1A1 SA NA UKRAINIE
Wojsko
❙ PIERWSZE INDONEZYJSKIE RAFALE ❙ ATOMOWY OKRĘT PODWODNY FLOTY KIM DZONG UNA
i Technika
1/2026
Styczeń
CENA 24,00 zł
WWW.ZBIAM.PL
BEZPIECZEŃSTWO•UZBROJENIE•PRZEMYSŁ
Spis treści WiT Styczeń 2026
Nowości z kraju i ze świata
Marcin Chała, Tomasz Grotnik, Andrzej Kiński,
Bartłomiej Kucharski, Łukasz Pacholski str. 4
Takich wyników nie było dotąd nigdy
Z wiceprezesem zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A.
Janem Grabowskim rozmawia Andrzej Kiński str. 10
Przedprototyp M1E3 – „z dużej chmury mały deszcz”
czy zapowiedź rewolucji?
Bartłomiej Kucharski str. 12
Rosomak S.A. w 2025 roku
Andrzej Kiński str. 14
Rok 2026 to rok kolejnych wyzwań dla spółki
Z prezesem zarządu Przedsiębiorstwa Sprzętu Ochronnego
MASKPOL S.A. Wojciechem Mularczykiem
rozmawia Andrzej Kiński str. 18
Użycie bojowe czołgów M1A1 SA Abrams
w wojnie rosyjsko-ukraińskiej
Adrian Napora str. 20
AGT1500 – serce Abramsa
Cz. 3 Problem spalania i konstrukcje pochodne
Paweł Przeździecki str. 30
Pierwsze karabinki G95A1 i G95KA1
przekazane Bundeswehrze
Przemysław Juraszek str. 40
66
Szkolenie operatorów granatników Carl Gustaf M4
z perspektywy Wojsk Obrony Terytorialnej
Łukasz Pacholski str. 42
Wieloprowadnicowe polowe wyrzutnie rakietowe
w wojnie rosyjsko-ukraińskiej
Cz. 2 Systemy improwizowane i importowane
Tomasz Szulc str. 45
Estonia – pierwsze schrony na Bałtyckiej Linii Obrony
Stefan Fuglewicz str. 52
Oriesznik – balistyczny pocisk propagandowy po raz drugi
Krzysztof Nicpoń str. 58
Wojna rosyjsko-ukraińska cz. 40
Marcin Gawęda str. 62
Dassault Rafale dla TNI-AU
Marek Łaz, Maciej Świderski str. 66
Przełom roku z perspektywy polskiego lotnictwa wojskowego
Łukasz Pacholski str. 70
Pierwszy północnokoreański atomowy okręt podwodny
Tomasz Szulc str. 74
Fiasko fregat FFG(X) – nadciąga Golden Fleet
Tomasz Grotnik str. 78
74
Przedprototyp M1E3 –
„z dużej chmury mały deszcz”
czy zapowiedź rewolucji?
str. 12 str. 78
Fiasko fregat FFG(X)
– nadciąga Golden Fleet
Na okładce: Czołg M1A1 SA Abrams 47. Brygady
Zmechanizowanej z pakietem wojennych modyfikacji:
pancerzem reaktywnym Kontakt-1 i ARAT-1,
a także osłonami antydronowymi.
Fot. Siły Zbrojne Ukrainy/47. Brygada Zmechanizowana.
Redakcja
Andrzej Kiński – redaktor naczelny
andrzej.kinski@zbiam.pl
Adam M. Maciejewski
adam.maciejewski@zbiam.pl
Tomasz Grotnik
tomasz.grotnik@zbiam.pl
Marcin Wiącek
marcin.wiacek@zbiam.pl
Korekta
Monika Gutowska, zespół redakcyjny
Redakcja techniczna
Wiktor Grzeszczyk
Stali współprawcownicy
Piotr Abraszek, Jarosław Brach, Marcin Chała,
Robert Czulda, Stefan Fuglewicz, Miroslav Gyűrösi,
Jerzy Gruszczyński, Przemysław Juraszek,
Bartłomiej Kucharski, Hubert Królikowski, Marek Łaz,
Krzysztof Nicpoń, Andrzej Nitka, Łukasz Pacholski,
Łukasz Prus, Paweł Przeździecki, Tomasz Szulc,
Tomasz Wachowski, Michal Zdobinsky, Gabor Zord
Wydawca
Zespół Badań i Analiz Militarnych Sp. z o.o.
ul. Anieli Krzywoń 2/155, 01-391 Warszawa
office@zbiam.pl
Biuro
ul. Bagatela 10 lok. 17, 00-585 Warszawa,
tel. 22 5355325
Dział reklamy i marketingu
Andrzej Ulanowski
andrzej.ulanowski@zbiam.pl
Dystrybucja i prenumerata
office@zbiam.pl
Reklamacje
office@zbiam.pl
Prenumerata
realizowana przez Ruch S.A:
Zamówienia na prenumeratę w wersji
papierowej i na e-wydania można składać
bezpośrednio na stronie
www.prenumerata.ruch.com.pl
Ewentualne pytania prosimy kierować
na adres e-mail: prenumerata@ruch.com.pl
lub kontaktując się z Telefonicznym
Biurem Obsługi Klienta pod numerem:
801 800 803 lub 22 717 59 59
– czynne w godzinach 7.00–18.00.
Koszt połączenia wg taryfy operatora.
Copyright by ZBiAM 2026
All Rights Reserved.
Wszelkie prawa zastrzeżone
Przedruk, kopiowanie oraz powielanie na inne
rodzaje mediów bez pisemnej zgody Wydawcy
jest zabronione. Materiałów niezamówionych,
nie zwracamy. Redakcja zastrzega sobie prawo
dokonywania skrótów w tekstach, zmian tytułów
i doboru ilustracji w materiałach niezamówionych.
Opinie zawarte w artykułach są wyłącznie opiniami
sygnowanych autorów. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności
za treść zamieszczonych ogłoszeń i reklam.
Więcej informacji znajdziesz na naszej nowej stronie:
www.zbiam.pl
www.facebook.com/wojskoitechnika
www.zbiam.pl Styczeń 2026 • Wojsko i Technika 3
Opinie
Takich wyników nie było dotąd nigdy
Z wiceprezesem zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A. Janem Grabowskim rozmawia Andrzej Kiński.
Miniony rok był dla Polskiej Grupy Zbrojeniowej bardzo
intensywny. Można też powiedzieć, że przełomowy.
Oprócz kontynuacji wcześniej zawartych
umów, podpisano wiele nowych, pozyskano potężne
środki na inwestycje w różnych obszarach, przyspieszono
realizację licznych programów, w tym
morskich i tak długo oczekiwanych amunicyjnych,
dostarczono pierwsze seryjne bojowe wozy piechoty
Borsuk. Pojawiły się szanse na intensyfikację eksportu
dzięki programowi SAFE… Co z Pańskiej perspektywy
należałoby uznać za największe osiągnięcie
grupy w 2025 roku?
Z pewnością był to rok rekordowy. Wartość
podpisanych kontraktów w naszym portfolio
przekroczyła 100 mld złotych, zaś jeżeli chodzi
o przychody skonsolidowane zbliżymy się do
20 miliardów złotych. Zysk sięgnie prawdopodobnie
2,5 miliarda złotych. Zaznaczam, że to
są wciąż prognozy, do czasu zatwierdzenia
sprawozdania przez biegłego. Myślimy też
oczywiście o przyszłości, bo lata koniunktury
nie będą trwały wiecznie, ale takich wyników
nie było dotąd nigdy.
Spośród konkretnych przedsięwzięć wymieniłbym
działania związane z potrzebą osiągnięcia
suwerenności amunicyjnej. Jako zarząd PGZ,
wspólnie z właścicielem i zamawiającym, podjęliśmy
bardzo odważne kroki, które zostały
skonkludowane podpisaniem w ubiegłym roku
dwóch strategicznie ważnych umów w tym obszarze
z partnerami zagranicznymi – BAE Systems
i EURENCO. Dodam, że współpraca z EU-
RENCO odbywać się będzie poprzez spółkę
joint venture, czyli zarówno my, jak i francuski
partner zainwestujemy w Polsce w celu wspólnej
produkcji ładunków miotających, nie tylko
zresztą dla Polski, ale też na rynki trzecie. Bardzo
ważna jest też główna umowa z BAE Systems
na produkcję pocisków kalibru 155 mm.
Transfer technologii, który nastąpi na mocy porozumienia
z BAE Systems umożliwi budowę
w Polsce fabryk amunicji, które będą w ogromnym
stopniu zautomatyzowane. I także Brytyjczycy
chcą, żebyśmy współpracowali z myślą
o dostawach na rynki trzecie.
Dysponując pełną swobodą inwestycyjną, jeśli
chodzi o zakres całego projektu?
To jest droga do suwerenności i samowystarczalności,
jeżeli chodzi o produkcję amunicji 155 mm. Było
to możliwe dzięki przyznaniu środków z Funduszu
Inwestycji Kapitałowych, którego operatorem jest
Ministerstwo Aktów Państwowych. To ponad 2,4 mld
złotych dla poszczególnych spółek amunicyjnych.
Także z FIK pochodzi kwota ponad 3,8 mld złotych na
rozwój zdolności w ramach realizacji programu systemu
obrony przeciwlotniczej Narew.
To może na chwilę opuśćmy Polskę i spójrzmy za
naszą wschodnią granicę. Niedawno nasi politycy
zapowiadali nowy wektor współpracy z Ukrainą,
a więc wykorzystanie przez nas ich doświadczeń
dotyczących walki z bezzałogowcami, ewentualnego
pozyskania ich technologii rakietowych czy
dronowych. Czy PGZ takie rozmowy prowadzi?
Prowadzimy szeroko zakrojone rozmowy z przemysłem
ukraińskim, jeżeli chodzi o tematy zarówno
rakietowe, jak i dronowe, czy też przeciwdronowe.
Polska chce pomóc walczącej Ukrainie w produkcji
uzbrojenia. Wierzymy, że te wspólne projekty uda
się spiąć, wykorzystując m.in. środki unijne.
Porozmawiajmy też o bliskiej Panu domenie morskiej.
Obecnie sztandarowym programem morskim
PGZ jest bez wątpienia Miecznik. W minionym
roku zaliczył on kolejny kamień milowy
– palenie blach do produkcji drugiego okrętu w serii,
przyszłego ORP Burza. Ale to bynajmniej nie
koniec. 18 grudnia położono stępkę tej fregaty
w PGZ Stoczni Wojennej. Jak przebiega ten, awangardowy
w naszych warunkach, program?
Budowa fregat Miecznik to faktycznie nasz najważniejszy
program morski i realizujemy go zgodnie
z harmonogramem. Mamy też zapewnione jego
finansowanie. Jako że na mocy umowy posiadamy
Project Management Office, zamawiający cały czas
jest zaangażowany we współzarządzanie tym programem
i możemy kontraktować elementy wyposażenia
dla kolejnych jednostek, czyli dla drugiej
i dla trzeciej fregaty. Co do pierwszej jednostki – do
PGZ Stoczni Wojennej został przetransportowany
ze Stoczni Crist cały 1400-tonowy megablok dziobowy,
który w niej powstawał. To pierwszy raz
w historii, kiedy tak duży element jakiegokolwiek
przyszłego okrętu był transportowany pomiędzy
stoczniami. Obecnie, już w naszej stoczni, trwa zespalanie
całego kadłuba. Dzisiaj budowa kadłuba
okrętu jest w dużym stopniu zaawansowana, montowane
są na nim nadbudówki, integrowane są
sekcje, które wyposażane są w elementy wielkogabarytowe
jak: zespoły napędowe, przekładnie, ale
również, tak prozaiczne wydawałoby się wyposażenie,
jak sanitariaty. To dzieje się na naszych
oczach. W lecie tego roku planowane jest wodowanie
przyszłego ORP Wicher.
To będzie jedno ze sztandarowych wydarzeń dla
całej Grupy PGZ w 2026 roku?
Nie tylko dla PGZ, ale myślę też, że dla Marynarki
Wojennej, całych Sił Zbrojnych RP i dla wszystkich
ludzi, którzy kochają morze. Wodowanie odbędzie
się nie w przystoczniowym basenie portowym, tylko
na Zatoce Gdańskiej, z użyciem specjalnej zanurzalnej
barki. W końcu to 140-metrowy okręt, który
w zaplanowanym stadium wyposażenia będzie
miał masę ponad 4000 ton. Już zapraszamy na to
wydarzenie, które planujemy w drugiej połowie
roku. To będzie namacalny dowód, że PGZ Stocznia
Wojenna potrafi budować nowoczesne okręty. Przy
okazji budowy Mieczników trzeba też podkreślić
naszą dobrą współpracę z Thalesem, Babcockiem
i MBDA. Zaangażowanie Babcock International, czyli
naszego kluczowego partnera i licencjodawcy
w tym programie, zaczyna się sukcesywnie zmniejszać
zgodnie z zapisami umowy, czyli pracownicy
PGZ Stoczni Wojennej przejmują coraz więcej ich
kompetencji, więc uzyskują zdolności do samodzielnego
wykonywania konkretnych, coraz bardziej
skomplikowanych działań.
Sama stocznia też przecież przeszła wielką transformację.
Zakład zmodernizowano w związku z programem
Miecznik, ale trudno oczekiwać, że w sensie
biznesowym byłoby to uzasadnione tylko do realizacji
tego programu bez dalszego wykorzystania
utworzonego potencjału. Jak PGZ planuje zagospodarować
to zaplecze tak techniczne, jak i ludzkie?
Jest ważne podkreślenia, że dzisiaj PGZ Stocznia
Wojenna jest na tyle atrakcyjnym pracodawcą, że
członkami naszego zespołu są byli pracownicy
stoczni z Holandii, Norwegii czy Niemiec. Mówię
tu głównie o kadrze inżyniersko-zarządzającej,
10 Wojsko i Technika • Styczeń 2026
www.zbiam.pl
Wozy bojowe
Przedprototyp M1E3 – „z dużej chmury
mały deszcz” czy zapowiedź rewolucji?
Bartłomiej Kucharski
Nietypowo jak na premierę nowych
modeli wozów bojowych US Army,
podczas wystawy motoryzacyjnej
Detroit Auto Show (14–25 stycznia)
w Detroit w stanie Michigan
zaprezentowany został publicznie
przedprototyp czołgu M1E3. Wielu
rozczarował, lecz czy słusznie?
Fotografie w artykule: US Army,
General Dynamics Land Systems, Fox2,
Nicholas Moran/@TheChieftainsHatch.
Abrams to czołg, który obiektywnie można
nazwać będącym w dojrzałym wieku,
wszedł bowiem do służby w 1980 r. Był
oczywiście wielokrotnie modernizowany, można
nawet wyróżnić co najmniej trzy „generacje”
w ramach rodziny: M1, M1A1 i M1A2 (choć M1A2
SEPv3 zasługuje może na wyróżnienie jako kolejna
„generacja” Abramsa, szerzej pisaliśmy o nich
np. w „Wojsku i Technice” nr 4 i 8/2021). Modernizacje
przyniosły nie tylko ogromny postęp techniczny
(coraz skuteczniejszy pancerz, lepszy –
choć wciąż lekko odstający od czołówki – system
kierowania ogniem, nową armatę itp.), ale też
duży wzrost masy – z ok. 54 t w M1 do blisko 67 t
M1A2 SEPv3 (i to bez pełnego „bojowego” pakietu
opancerzenia i aktywnego systemu ochrony).
Tuż po rozpoczęciu testów M1A2 SEPv3
w 2016 r. US Army doszła do wniosku, że to wóz
„przejściowy” i postanowiła podjąć dwutorowe
działania na rzecz dalszej poprawy nowoczesności
floty czołgów. Z jednej strony powstać miała
kolejna modernizacja Abramsa (SEPv4), z drugiej
– zupełnie nowy wóz (droga do niego także była
omawiana na łamach „Wojska i Techniki”, np. w nr
11/2023). W telegraficznym skrócie warto przypomnieć,
że wersja M1A2 SEPv4 okazała się być
Trzyosobowa załoga ma zajmować miejsca obok siebie,
funkcje jej członków mają być w pełni wymienne.
Na zdjęciu amerykański dziennikarz zajmuje miejsce
w demonstracyjnej wersji stanowiska. Do sterowania
wozem ma służyć m.in. pad.
Premierowy pokaz przedprototypu M1E3 na Detroit Auto Show sprawił wielu komentatorom zawód. Wóz ten to jednak
tylko pojazd testowy.
nieopłacalna, bo o ile rozwiązywała niektóre
problemy obecnej odmiany (np. wymiana nieco
trącącego myszką SKO), o tyle pogłębiała inne
(wzrost masy), stąd program zamknięto jesienią
2023 r. Być może wpływ na to miał trwający już
rozwój nowego czołgu, np. podczas wystawy
AUSA Annual Meeting & Exhibition 2022 korporacja
General Dynamics Land Systems (GDLS) zaprezentowała
demonstrator technologii AbramsX
(szerzej w „Wojsku i Technice” 11/2022). Program
występował pod różnymi nazwami, finalną (na
razie) jest M1E3 Abrams.
❚ Ku M1E3
Program M1E3 (pojawia się też w amerykańskich
dokumentach niepoprawne oznaczenie M-1E3)
miał ruszyć formalnie w maju 2024 r. Pod koniec
tego miesiąca gen. bryg. Geoffrey Norman, szef
interdyscyplinarnego zespołu do spraw wozów
bojowych nowej generacji NGCV CFT (Next Generation
Combat Vehicle Cross Functional Team),
ujawnił fakt zawarcia umowy między GDLS a US
Army dotyczącej opracowania wstępnego projektu
czołgu M1E3. Formalnie miała to być nowa
wersja Abramsa, w praktyce – wspólna pozostanie
jedynie nazwa i może nieliczne podzespoły.
Umowa miała obejmować również dialog techniczny
z GDLS i podwykonawcami, aby znaleźć
punkt równowagi między oczekiwaniami amerykańskich
wojsk lądowych a możliwościami
przemysłu oraz budżetu. Celem było w miarę
równoległe wprowadzenie do służby nowego
czołgu i bojowego wozu piechoty XM30, który
ma zastąpić rodzinę M2/M3 Bradley ok. 2030 r.
Generał Norman potwierdził wówczas wymagania
stawiane przed nowym czołgiem podstawowym.
Wóz miał być lżejszy od poprzednika, tj.
masa bojowa miała być niższa od 60 t (54,43 t;
byłby nawet lżejszy od M1), przy czym równocześnie
wzrosnąć miała siła ognia i ochrona pancerna.
Na liście oczekiwań znalazły się też: alternatywny
(hybrydowy?) układ napędowy, aktywny system
ochrony typu hard-kill, automat ładowania w celu
redukcji liczebności załogi i sztuczna inteligencja
wspierająca ludzi w boju oraz codziennych zadaniach.
Czas realizacji wyznaczono na 18 miesięcy.
W kwietniu ub.r. Alex Miller, dyrektor ds. nauki
i techniki w Sztabie US Army, i tym samym doradca
szefa Sztabu US Army, gen. Randy’ego George’a,
poinformował, że amerykańskie wojska lądowe
oczekują przyspieszenia realizacji programu.
Wskazał, że obowiązujące wówczas procedury zakupowe
i testowe zbyt przypominają wydarzenia
z filmu „Wojny w Pentagonie” (komedia z 1998 r.,
ukazująca tylko w nieznacznie przerysowany sposób
meandry programu, którego zrodzonym
w bólach efektem był bojowy wóz piechoty M2
Bradley), by można było się nimi kierować bez ryzyka
fiaska programu. Przy dzisiejszym tempie
rozwoju techniki procedury US Army, wręcz wymagające
ok. dekady na opracowanie nowego
pojazdu, miały być zbyt niewydolne, np. sama budowa
prototypu miała zająć ok. 65 miesięcy! Na
podstawie tych ocen gen. George miał w lutym
2025 r. nakazać US Army szukanie drogi do przyspieszenia
prac w ramach akceptowalnego ryzyka.
Celem było skrócenie czasu budowy prototypu
do 30, czy nawet zaledwie 24 miesięcy.
Podczas AUSA AM&E 2025 przedstawiciele
GDLS potwierdzili zintensyfikowanie prac nad
M1E3, i jego imponujące przyspieszenie. Wóz
określany mianem przedprototypu miał być dostarczony
w ciągu najbliższego roku (licząc od
października 2025 r.), przy czym Alex Miller
wskazał na nawet szybszy termin – do końca
2025 r. Dodał, że do końca 2026 r. US Army miała
otrzymać cztery kolejne pojazdy, będące już
faktycznymi, z formalnego punktu widzenia,
12 Wojsko i Technika • Styczeń 2026
www.zbiam.pl
Wozy bojowe
Andrzej Kiński
Rosomak S.A. to od ponad dwóch dekad
jeden z kluczowych zakładów polskiego
przemysłu obronnego. Wydarzenia,
jakie miały miejsce w 2025 r. sprawiają,
że znaczenie spółki z Siemianowic
Śląskich na przestrzeni kolejnych lat
będzie jeszcze rosło. I nie chodzi w tym
przypadku tylko o zawarte nowe umowy
na dostawę Rosomaków oraz Legwanów
do Sił Zbrojnych RP i rosnącą z roku
na rok liczbę przekazywanych
użytkownikom pojazdów, ale przede
wszystkim o podniesienie
na nowy poziom współpracy
z zagranicznymi partnerami
strategicznymi, która będzie podstawą
rozwoju przedsiębiorstwa
w perspektywie przynajmniej
kilkunastu lat.
Fotografie w artykule: Rosomak S.A.,
MON/5. pułk dowodzenia, Andrzej Kiński.
Nie jest dla nikogo tajemnicą, że od
chwili gdy Wojskowe Zakłady Mechaniczne
z Siemianowic Śląskich, od
2014 r. znane pod obecną nazwą Rosomak S.A.,
stały się liderem programu Kołowego Transportera
Opancerzonego (KTO) kluczowa dla
działalności spółki jest współpraca z licencjodawcą
jej sztandarowego produktu – Rosomaka
– Patrią. Zatem, poza zamówieniami ze
strony Ministerstwa Obrony Narodowej, najważniejsze
z punktu widzenia wytwarzania
tego pojazdu są zapisy kolejnych umów licencyjnych,
zawieranych na przestrzeni lat z fińską
firmą. Z kolei najnowszy produkt Rosomak
S.A. – Legwan 4×4 – produkowany jest na
licencji południowokoreańskiego koncernu
Kia Corporation. Także w tym przypadku
współpraca z licencjodawcą zacieśnia się.
Rosomak S.A. w 2025 roku
Pojazdy, które m.in. były w 2025 r. i będą w 2026 r. przedmiotem dostaw spółki Rosomak S.A. do Sił Zbrojnych RP
(od lewej): Rosomak-AWR, Rosomak-WEM, Rosomak-WPT i LPR na nośniku Legwan 4×4.
❚ Strategiczne porozumienia
Chociaż ważność obowiązującej do niedawna
umowy licencyjnej, zapewniającej możliwość
kontynuacji produkcji i wsparcia eksploatacji Rosomaków
przez siemianowickie zakłady, upływała
wraz z końcem grudnia 2028 r., obecny zarząd
spółki, przy współpracy Polskiej Grupy Zbrojeniowej
S.A., podjął działania zmierzające do jej przedłużenia,
a także zmiany niektórych zapisów na
korzystniejsze dla strony polskiej. Było to związane
nie tylko z prognozami sprzedaży „klasycznych”
Rosomaków poza horyzont roku 2028, ale
także zmianami w sytuacji geopolitycznej w Europie
i świecie, które skłaniają do upraszczania
łańcuchów dostaw oraz rozszerzenia samodzielności
w produkcji kluczowych typów uzbrojenia
i sprzętu wojskowego. W związku z tym 17 grudnia
2025 r. została podpisana kolejna umowa licencyjna
pomiędzy fińską grupą przemysłową
Patria Oy i spółką Rosomak S.A. na produkcję KTO
Rosomak. Dzięki niej uzyskano przedłużenie
praw do ich produkcji do 2034 r., co sprzyjać będzie
utrzymaniu stabilności krajowego systemu
dostaw, zapewniając dalszą realizację kluczowych
programów modernizacji technicznej Sił
Zbrojnych RP i rozwoju krajowych kompetencji
w obszarze pojazdów wojskowych.
Przypomnijmy, że pierwszą umowę licencyjną
ówczesne Wojskowe Zakłady Mechaniczne
podpisały z Patria Vehicles Oy 30 czerwca 2003 r.
Dotyczyła ona 690 pojazdów z terminem dostawy
w latach 2004–2013. Po upływie daty obowiązywania
pierwszej umowy licencyjnej spółka
zawarła 16 lipca 2013 r. z Patria Land Systems
drugą umowę licencyjną, która m.in. przedłużyła
prawa do produkcji pojazdów w Siemianowicach
Śląskich na okres kolejnych 10 lat,
a do ich serwisowania na dalszych 40. Umożliwiała
ona wyprodukowanie 307 pojazdów
w latach 2013–2019. W stosunku do umowy
z 2003 r. dała polskiemu podmiotowi większe
możliwości eksportu pojazdów (pierwsza wymieniała
konkretne „otwarte” dla WZM rynki),
choć obligowała do uzyskania zgody Patrii
przed rozpoczęciem negocjacji kontraktowych.
Wobec upłynięcia terminu obowiązywania
drugiej umowy licencyjnej, Rosomak S.A. zawarł
30 września 2022 r. z Patria Oy aneks do
umowy z 16 lipca 2013 r., przedłużający okres
jej obowiązywania do 31 grudnia 2028 r.
Spośród pojazdów dostarczonych wojsku przez spółkę z Siemianowic Śląskich
w ubiegłym roku 10 stanowiły wozy ewakuacji medycznej Rosomak-WEM.
WEM-y, podobnie jak wszystkie inne Rosomaki wyprodukowane od podstaw
od 2024 r., otrzymują nową tablicę przyrządów kierowcy.
14 Wojsko i Technika • Styczeń 2026
www.zbiam.pl
Opinie
Rok 2026 to rok kolejnych wyzwań dla spółki
W obszarze rozwoju oferty produktowej i technologii
MASKPOL S.A. prowadzi także prace nad nowymi
wyrobami i modernizacją już wdrożonych
produktów – dotyczy to m.in. nowych generacji
hełmów balistycznych (np. HBT-02), rozwoju kamizelek
i zaawansowanych systemów ochrony
CBRN oraz rozszerzenia gamy filtropochłaniaczy
o rozwiązania o szerokim spektrum ochrony.
Ponadto spółka rozszerza swoją infrastrukturę
także poprzez adaptację dodatkowych obiektów
– wcześniej zakupiono nowoczesny budynek produkcyjno-magazynowy
w Częstochowie, w którym
zlokalizowano produkcję umundurowania
i wyposażenia indywidualnego, co dodatkowo
zwiększyło moce produkcyjne.
Działania te idą w parze ze znaczącym wzrostem
mocy produkcyjnych, zatrudnienia oraz wynikami
finansowymi – w ostatnich latach spółka odnotowała
istotny wzrost sprzedaży i planuje kontynuację
rozwoju zgodnie z rosnącym zapotrzebowaniem
Sił Zbrojnych RP oraz innych odbiorców.
Z prezesem zarządu Przedsiębiorstwa Sprzętu Ochronnego MASKPOL S.A.
Wojciechem Mularczykiem rozmawia Andrzej Kiński.
Panie Prezesie, spółka PSO MASKPOL kojarzona
było do niedawna głównie z produkcji umundurowania
i oporządzenia, indywidualnych środków
ochrony balistycznej, tudzież środków
ochrony przed bronią masowego rażenia, ale
dziś oferta firmy jest faktycznie znacznie szersza.
Czy mógłby Pan zaprezentować nam właśnie
te nowe obszary działalności.
PSO MASKPOL S.A. poza obszarami działalności, takimi
jak produkcja umundurowania, oporządzenia,
indywidualnych środków ochrony balistycznej,
ochrony przed bronią masowego rażenia, systematycznie
i konsekwentnie poszerza zakres swojej
oferty. Obecnie spółka ma również w swoim portfelu
produktowym zaawansowane rozwiązania w zakresie
pancerzy balistycznych, przeznaczonych do
pojazdów wojskowych, w tym bojowych wozów
piechoty, łodzi, a także statków powietrznych. Przykładem
skutecznego wdrożenia tych kompetencji
jest realizowana z powodzeniem dostawa systemów
dopancerzenia balistycznego do bojowego wozu
piechoty Borsuk. Kolejnym rozwijanym obszarem
działalności są systemy filtrowentylacji, przeznaczone
m.in. do schronów, a także systemy obrony przed
bronią masowego rażenia do nowoczesnych jednostek
pływających, takich jak niszczyciele min Kormoran
II. Równolegle MASKPOL S.A. prowadzi prace
nad wdrażaniem nowych technologii i materiałów,
które pozwalają nie tylko rozwijać nowe segmenty
produktowe, lecz także stale doskonalić wyroby już
znajdujące się w ofercie spółki, odpowiadając tym
samym na rosnące i zmieniające się wymagania
współczesnego pola walki.
Rozszerzenie oferty spółki i sprostanie stale rosnącym
wymaganiom odbiorców wymaga inwestycji
w infrastrukturę, pracowników, park maszynowy,
nowe technologie. Co w ostatnim okresie zrealizowano
w tym obszarze w Maskpolu?
W odpowiedzi na rozszerzenie oferty spółki
i rosnące wymagania odbiorców, MASKPOL S.A.
w ostatnim okresie zrealizował szereg inwestycji
i działań, które wzmacniają jego potencjał
produkcyjny oraz technologiczny. Przede
wszystkim spółka zainicjowała i prowadzi rozbudowę
infrastruktury produkcyjnej – w siedzibie
w Konieczkach zakończono budowę nowego
obiektu produkcyjnego o powierzchni ponad
4100 m², z pomieszczeniami dla około 400 pracowników.
Nowy budynek został połączony
z istniejącą zabudową, co usprawni logistykę
i organizację procesów produkcyjnych. Obiekt
jest przeznaczony do wytwarzania specjalistycznej
odzieży, kamizelek kuloodpornych, odzieży
CBRN oraz innych elementów wyposażenia indywidualnego
żołnierzy i służb mundurowych,
przy jednoczesnym podniesieniu efektywności
oraz obniżeniu kosztów produkcji.
Równolegle spółka kontynuuje modernizację
i automatyzację procesów produkcyjnych,
w tym uruchamia nowe linie technologiczne –
przykładem jest inwestycja w automatyzację
produkcji filtropochłaniaczy do masek przeciwgazowych,
która obejmuje nowoczesne linie
z robotami i systemami automatycznego
testowania, co znacząco zwiększa wydajność
i powtarzalność produkcji.
Na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy
PSO MASKPOL S.A. zawarło kolejne umowy z Ministerstwem
Obrony Narodowej na dostawę hełmów
i kamizelek kuloodpornych. Co dziś firma
oferuje w tej kluczowej dla siebie grupie wyrobów,
jak przebiega ich udoskonalanie, czy przygotowywane
są nowe wzory?
MASKPOL S.A. aktywnie realizuje nowe umowy
z MON, dostarczając dużą liczbę hełmów kuloi
odłamkoodpornych oraz rozwija ofertę o nowy
model HBT-02, gotowy do produkcji seryjnej, będący
efektem pracy rozwojowej ZISW Tytan. W obszarze
kamizelek kuloodpornych firma utrzymuje
stabilną ofertę nowoczesnych systemów ochrony
balistycznej i prowadzi prace nad ich udoskonaleniem
oraz dopasowaniem do potrzeb współczesnych
użytkowników. Produkty te są częścią
szerszego portfolio wyposażenia indywidualnego,
które MASKPOL S.A. rozwija równolegle z programami
modernizacyjnymi Sił Zbrojnych RP.
Wojsko od kilkunastu miesięcy realizuje tzw.
operację szpej, polegającą na wymianie i unowocześnieniu
całości wyposażenia indywidualnego
żołnierza. Jakie są propozycje Maskpolu
w ramach tego przedsięwzięcia?
PSO MASKPOL S.A. przywiązuje dużą wagę do
procesu modernizacji produkowanego sprzętu,
uczestniczy w procesie unowocześniania indywidualnego
wyposażenia żołnierza, oferując
rozwiązania odpowiadające aktualnym wymaganiom
współczesnego pola walki. W ramach
tzw. operacji szpej spółka przedstawiła propozycje
obejmujące m.in.: nowoczesne kamizelki
balistyczne, hełmy balistyczne, oporządzenie
taktyczne, elementy ochrony balistycznej
i umundurowanie. Wśród dostarczonych rozwiązań
znalazła się m.in. zmodyfikowana kamizelka
kuloodporna KKZ-01, dostosowana do
aktualnych wymagań użytkowników, a także –
wspomniany już – hełm balistyczny HBT-02,
opracowany w ramach programu ZISW Tytan.
Oferowane produkty powstają z uwzględnieniem
doświadczeń eksploatacyjnych Sił Zbrojnych
RP, ergonomii oraz możliwości dalszego
18 Wojsko i Technika • Styczeń 2026
www.zbiam.pl
Wozy bojowe
M1A1 SA batalionu czołgów 47. Brygady Zmechanizowanej z wprowadzonymi wojennymi modyfikacjami – założonymi osłonami reaktywnymi ARAT-1 (Abrams Reactive
Armor Tiles-1) osłaniającymi układ jezdny i modułami pancerza reaktywnego Kontakt-1 na wieży oraz bokach przedziału napędowego, a także ekranami antydronowymi,
prowadzi ogień podczas szkolenia.
Użycie bojowe czołgów M1A1 SA Abrams
w wojnie rosyjsko-ukraińskiej
Adrian Napora
Jesienią 2023 r. Stany Zjednoczone
przekazały Siłom Zbrojnym Ukrainy
31 odnowionych czołgów podstawowych
M1A1 Abrams, do ich pierwszego
zastosowania bojowego doszło
w lutym 2024 r. Decyzja ta, po wielu
miesiącach dyskusji amerykańskich
polityków i urzędników, spowodowała
zarówno wzmocnienie zdolności
bojowych sił ukraińskich,
jak i umożliwiła sprawdzenie
kolejnego typu zachodniego czołgu
we współczesnych działaniach
zbrojnych o wysokiej intensywności.
Fotografie w artykule: Siły Zbrojne Ukrainy/47. Brygada
Zmechanizowana/425. samodzielny pułk
szturmowy, US Army/Spc. Christian Carrillo,
donetskmedia.ru, Ministerstwo
Obrony Federacji Rosyjskiej, militarnyi.com,
t.me/Ugolok Sitha, Internet.
Działania pierwszej partii Abramsów w walkach
na Ukrainie (w grudniu ub.r. SZU
przejęły wszystkie czołgi M1A1 AIM SA
przekazane przez Australię i użyły ich bojowo)
dostarczyły informacji na temat wykorzystania
czołgów tego typu przeciwko równorzędnemu
przeciwnikowi, wyposażonemu w nowoczesną
broń przeciwpancerną, współczesne systemy
kierowania i dowodzenia oraz – co ważne –
działającego w oparciu o założenia taktyczne
skorygowane na bazie obecnie trwającego
konfliktu. W przeciwieństwie do poprzednich
wojen, w których zachodnie czołgi stawiały
czoła głównie zagrożeniom asymetrycznym,
ukraiński teatr działań stawia wyzwania, które
testują dotychczasowe fundamentalne założenia
dotyczące przeżywalności czołgów i ich
użyteczności we współczesnej walce.
❚ Wprowadzenie
Niniejszy artykuł wykorzystuje tzw. źródła
ogólnodostępne i koncentruje się na doświadczeniach
bojowych 47. Samodzielnej
Brygady Zmechanizowanej „Magura” Sił
Zbrojnych Ukrainy. Jego celem jest prezentacja:
wyzwań technicznych, struktur organizacyjnych
i współdziałania z innymi rodzajami
wojsk lądowych, oceny podatności na ataki,
wpływu uwarunkowań terenowych na użycie
czołgu i ewolucji taktyki w oparciu o doświadczenia
bojowe walk z 2024 r.
Mogłoby się wydawać, że analiza działań na
Ukrainie przynosi głównie nowości w sposobach
prowadzenia walki. Okazuje się jednak,
że część obserwacji nie będzie miała charakteru
odmiennego od znanych zasad zawartych
w regulaminach, a już w ogóle nie będzie
mieć znamion rewolucji.
Działania taktyczne na ukraińskim polu
walki przyjęły na przestrzeni niemal czterech
lat trwania wojny specyficzne formy.
Jest to podyktowane zarówno warunkami
terenowymi, jak i podejściem do działań
zbrojnych po obydwu stronach. Dlatego też
baczne śledzenie zmian w sposobach prowadzenia
walki może nieść ze sobą szereg
przydatnych informacji, jak i potwierdzenie
bądź zaprzeczenie słuszności obecnie obowiązujących
poglądów. Wiele aspektów użycia
bojowego czołgów M1A1 jest standardowych.
Inne poddano niewielkim modyfikacjom
w stosunku do wcześniej obowiązujących zasad,
a pozostałe – jest ich najmniej – diametralnie
się różni.
Pole walki, na którym przyszło działać
Abramsom, można w uproszczeniu nazwać nowoczesnym.
W dużej mierze wynika to z powszechnego
użycia systemów bezzałogowych,
20 Wojsko i Technika • Styczeń 2026
www.zbiam.pl
Wozy bojowe
Paweł Przeździecki
W poprzedniej części artykułu
(„Wojsko i Technika” 12/2025) opisano
ewolucję silnika czołgu M1 Abrams,
której motorem było dążenie do
obniżenia kosztów eksploatacji poprzez
podniesienie niezawodności napędu
wozu. Wpływ na kierunek rozwoju
silnika turbinowego AGT1500 miała
paliwożerność jednostki. Czynniki te
zdecydowały o podjęciu pod koniec
lat 80. próby ulepszenia zespołu
napędowego pojazdów rodziny M1.
Ilustracje w artykule:
US Army, US Army/Mark Cleghorn,
US Air Force/SrA Leon Redfern, GDLS, Honeywell,
MaK, SAE, MON/18. Dywizja Zmechanizowana,
Paweł Przeździecki, Internet.
AGT1500 – serce Abramsa
Cz. 3 Problem spalania i konstrukcje pochodne
Ćwiczenie w tankowaniu M1A2 paliwem dowiezionym przez samolot transportowy C-130J, Fort Bliss, grudzień 2022 r.
Ograniczenie zużycie paliwa było jednym
w głównych wyzwań dla konstruktorów
firmy AVCO Lycoming. Służyło
temu m.in. opracowanie rekuperatora,
podnoszącego sprawność silnika szczególnie
przy pracy w niskich zakresach mocy. Problem
okazał się jednak zbyt złożony, by można
było mówić o sukcesie w tym obszarze.
Na początku rozwoju AGT1500, w 1967 r.,
zakładano, że minimalne spalanie jednostkowe,
osiągane w optymalnych warunkach
działania silnika, będzie wynosiło 225 g/kWh.
Cztery lata później, w trakcie badań prototypowych
jednostek, ustalono, że turbina zużywa
nie mniej niż 274 g/kWh. Po uruchomieniu
produkcji seryjnej wartość ta została
określona na 290 g/kWh przy 80% mocy
maksymalnej – czyli przy 894 kW/1216 KM.
Przy pełnej mocy 1118 kW/1520 KM silnik
AGT1500 spalał 300 g/kWh.
Sytuacja uległa pewnej poprawie wraz
z wprowadzeniem układu kontrolnego Digital
Electronic Control Unit (DECU). Dzięki jego zastosowaniu,
według informacji podawanych
przez producenta, zużycie paliwa podczas pracy
przy 80% mocy obniżyło się do 261 g/kWh, przy
pełnej mocy spadło zaś do poziomu wartości
odnotowywanej w latach 70., czyli 274 g/kWh.
Powyższe wartości, jak wskazano, dotyczą
optymalnych warunków pracy silnika, wynikających
z jego charakterystyki. Wynika z niej, że
AGT1500 osiąga najniższe spalanie jednostkowe,
rozwijając 65–75% mocy przy prędkości
obrotowej wałów bliskiej maksymalnej. Kolejnym
warunkiem jest utrzymywanie pozycji
przepustnicy w zakresie 65–75%. W innej sytuacji
każdy kilowat generowanej mocy będzie
osiągany kosztem wyższego zużycia paliwa.
Pod względem charakterystyki pracy różni
się zatem od jednostek wysokoprężnych
o zbliżonych parametrach. Dla porównania,
silnik wysokoprężny MB 873 Ka-501, wprawiający
w ruch Leoparda 2, optymalne warunki
wielkości spalania osiąga przy obciążeniu
na poziomie 35–65% i przy obrotach
60–80%. Korzystne jest również śmielsze operowanie
pedałem akceleratora.
W przypadku silnika wysokoprężnego zakresy
te są wyraźnie szersze. Co więcej, bliżej odpowiadają
realnym warunkom występującym
w czasie służby. Sytuacje, w których silnik czołgu
rozwija pełną moc, nie występują często i nie
trwają długo. Manewrowanie w terenie, a także
przemieszczanie się po nieutwardzonych drogach
wiąże się z częstymi zmianami parametrów
pracy jednostki napędowej. Według założeń
Szefostwa Programu Abrams z 1999 r.
w takich okolicznościach moc AGT1500 napędzającego
M1A2 miała średnio wynosić 80%,
przy uśrednionych obrotach silnika na 60%
prędkości maksymalnej. W takich warunkach,
z dala od optimum, zużycie paliwa wynosiło
nie mniej niż ok. 330 g/kWh.
Kilowaty mocy generowane przy pracy silnika
na biegu jałowym pod względem paliwożerności
są jeszcze bardziej „kosztowne”. W przypadku
AGT1500 pozostającego „na luzie”
w zwykłym trybie, przy 850–950 obr./min, zużycie
wynosi ok. 950 g/kWh. W trybie „taktycznym”,
z wałem rozkręconym do 1200–1400 obr./min,
silnik zużywa paliwo w tempie wynoszącym
ok. 680 g/kWh. Moc rozwijana na biegach jałowych
jest oczywiście niska, odpowiednio
mniej więcej 50 i 100 KM, stąd bezwzględne
zużycie paliwa jest dużo niższe niż w trakcie
jakiegokolwiek ruchu.
Od samego początku prac nad turbiną było
wiadomo, że napędzany nią czołg będzie spalał
więcej niż dysponujący połową mocy AGT1500
silnik wysokoprężny rodziny AVDS-1790. Z tego
Zestawienie osiągów AGT1500 i MT 883 pokazujące, w których zakresach pracy turbina
ma przewagę nad silnikiem wysokoprężnym pod względem mocy i momentu obrotowego.
Porównanie charakterystyk AGT1500 i MB 873 Ka-501 z uwzględnieniem wartości
jednostkowego zużycia paliwa. W przypadku jednostek turbowałowych zmodyfikowanych
w programie TIGER spalanie przy pełnej mocy i na biegu jałowym jest niższe o,
odpowiednio, ok. 5 i 10 % w porównaniu z oryginalnym silnikiem.
30 Wojsko i Technika • Styczeń 2026
www.zbiam.pl
Broń strzelecka
Przemysław Juraszek
Na początku grudnia 2025 r. operacyjny
pododdział Wojsk Lądowych
Bundeswehry odebrał pierwszą partię
seryjnych karabinków automatycznych
G95A1 i G95KA1. Zbiegło się to
z zatwierdzeniem przez Komisję
Budżetową Bundestagu poprawki
umożliwiającej zwiększenie dostaw broni
strzeleckiej w ramach umowy ramowej
z firmą Heckler & Koch z 2022 r.
Pierwsze karabinki G95A1 i G95KA1
przekazane Bundeswehrze
Fotografie w artykule: Bundeswehr,
Bundeswehr/Mario Bähr, Heckler & Koch.
Uroczystość przekazania pierwszych 300
5,56 mm karabinków automatycznych
G95A1 i G95KA1 odbyła się 5 grudnia
2025 r. na poligonie Truppenübungsplatz
Grafenwöhr w Bawarii, gdzie trafiły w ręce żołnierzy
122. batalionu grenadierów pancernych
z Oberviechtach, wchodzącego w skład 12. Brygady
Pancernej „Oberpfalz” z dowództwem w Cham
(Bawaria). Jest to pierwszy pododdział Wojsk Lądowych
(Heer) Bundeswehry, który otrzymał nową
broń, nie licząc pododdziałów specjalnych Kommando
Spezialkräfte (KSK) i Kommando Spezialkräfte
Marine (KSM), wykorzystujących od pewnego
czasu karabinki G95 i G9K. Dostawa G95A1 i G95KA1
jest zwieńczeniem pełnego zaskakujących zwrotów
programu System Sturmgewehr Bundeswehr
(szerzej m.in. w „Wojsku i Technice” 10/2020).
W tym samym czasie – 3 grudnia – Komisja Budżetowa
Bundestagu zatwierdziła poprawkę do
umowy ramowej z firmą Heckler & Koch GmbH
z grudnia 2022 r., której wartość wynosiła ok.
273,3 mln EUR i dotyczyła łącznie 118 718 karabinków.
17 033 (13 929 G95A1 i 3104 G95KA1) za ok.
25 mln EUR w latach 2026–2027 oraz pozostałych
101 295 karabinków w latach 2028–2032. Poprawka
zwiększa wolumen potencjalnych zamówień
w ramach umowy ramowej do 250 000 G95A1
i G95KA1, zatem należy spodziewać się kolejnych
umów wykonawczych. Szacuje się, że łączna wartość
umów wykonawczych wynikających z umowy
ramowej, z uwzględnieniem obecnego aneksu,
może wynieść ponad 800 mln EUR.
Dostarczone w grudniu ub.r. karabinki należą
do partii liczącej 390 sztuk zamówionych
23 stycznia 2023 r., z których 40 miało trafić
do wojskowych instytucji zajmujących się badaniami
broni i amunicji. Karabinki mają w nich
zostać poddane próbom kwalifikacyjnym,
obejmującym m.in. testy żywotności i niezawodności.
Część pozostałych egzemplarzy została
Generał por. Heico Hübner, inspektor Wojsk Lądowych, podczas ceremonii wręczenia pierwszych karabinków G95KA1
żołnierzom regularnego pododdziału Bundeswehry.
Sześcioosobowa drużyna piechoty zmechanizowanej ze 122. batalionu grenadierów pancernych z nowymi karabinkami
G95KA1 na tle bojowego wozu piechoty Schützenpanzer Puma wraz z inspektorem Wojsk Lądowych gen. por.
Heico Hübnerem, płk. Raykiem Engelem, dowódcą pododdziału z Oberviechtach i wadm. Carstenem Stawitzkim,
szefem Oddziału Uzbrojenia w Federalnym Ministerstwie Obrony.
przekazana wybranym pododdziałom do badań
eksploatacyjno-wojskowych. W maju 2025 r.
pierwsze G95KA1 trafiły na testy np. do pododdziałów
specjalnych wojsk lądowych – Spezialisierte
Kräfte des Heeres mit Erweiterter Grundbefähigung
für Spezielle Operationen (EGB).
Poza umową na dostawy karabinków, uaktualniona
została także umowa ramowa dotycząca
modułów oświetlaczy laserowych LLM-VarioRay,
których producentem jest Rheinmetall Soldier
Electronics GmbH. Pierwotny kontrakt został zawarty
w lipcu 2021 r. i zakładał zakup 130 000 modułów
LLM-VarioRay, ale obecna aktualizacja
zwiększyła ich liczbę do 250 000, zaś maksymalną
wartość zamówienia do prawie 500 mln EUR.
Ponadto w czerwcu 2021 r. została zawarta umowa
ramowa z Leonardo Germany GmbH na zakup
do 107 929 celowników ELCAN Specter DR
1–4× za 128 mln EUR. Jednakże ich koszty wzrosły
i już pierwsza partia 50 000 celowników jest
szacunkowo wyceniana na 144 mln EUR.
Celowników ELCAN Specter DR 1–4× nie widać
jednak na przekazanej broni, ponieważ pokazane
na zdjęciach z uroczystości w Grafenwöhr G95
były wyposażone w celowniki ZF4-MKO, wchodzące
w skład systemu IdZ-ES (Infanterist der Zukunft
– Erweitertes System). Powodem jest krytyczna
ocena po testach wojskowych celownika
ELCAN, który nie działa poprawnie, a jego wady
mają być nie do wyeliminowania. Podczas prób
zidentyfikowano 25 problemów opisanych w raporcie,
do którego dotarł portal „Hartpunkt”, z czego
najpoważniejszymi były: bardzo słaba transmisja
światła o zmierzchu, w praktyce umożliwiająca
działanie tylko w dzień i niekompatybilność ze stosowanymi
w Bundes wehrze standardowymi goglami
noktowizyjnymi. Na rynku brak jest rozwiązań
umożliwiających eliminację tych problemów.
40 Wojsko i Technika • Styczeń 2026
www.zbiam.pl
Szkolenie
Szkolenie operatorów granatników Carl Gustaf M4
z perspektywy Wojsk Obrony Terytorialnej
Łukasz Pacholski
Zawarta 4 marca 2024 r. pomiędzy
Agencją Uzbrojenia a firmą Saab AB
umowa dotycząca dostaw wielozadaniowych
granatników Carl Gustaf M4
przyspieszyła proces, którego finałem
ma być ostateczne zakończenie
eksploatacji sowieckiej produkcji
granatników RPG-7, używanych
w Wojsku Polskim od 1964 r. Szwedzka
broń ma stanowić w swej kategorii
podstawowe uzbrojenie w Wojskach
Lądowych, Wojskach Specjalnych,
a także Wojskach Obrony Terytorialnej.
Fotografie w artykule: Centrum Szkolenia Wojsk
Obrony Terytorialnej, JW AGAT, Łukasz Pacholski.
Granatniki Carl Gustaf M4 trafiły do uzbrojenia Sił Zbrojnych RP w 2025 r. na mocy wieloletniej umowy z marca 2024 r.
Łącznie Saab ma dostarczyć do 2027 r. 6000 egzemplarzy wraz z kilkuset tysiącami sztuk amunicji oraz urządzeniami
szkolno-treningowymi.
Dzięki uprzejmości Centrum Szkolenia
Wojsk Obrony Terytorialnej w Toruniu,
możemy zaprezentować na łamach „Wojska
i Techniki” zagadnienia związane ze szkoleniem
operatorów granatników Carl Gustaf M4. Ta
jednostka jest obecnie jednym z dwóch miejsc
w Polsce, gdzie wdrażany jest program przygotowania
żołnierzy, mających obsługiwać nową
broń. Docelowo, zgodnie ze słuszną koncepcją
podyktowaną m.in. dążeniem do standaryzacji
procedur, obydwa programy – zarówno w Centrum
Szkolenia Wojsk Obrony Terytorialnej, jak
i w poznańskim Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych
– mają zostać ujednolicone.
❚ Nieco historii – Carl Gustaf M4 w Polsce
Umowa dotycząca zakupu ponad 6000 wielozadaniowych
granatników Carl Gustaf M4 przez Ministerstwo
Obrony Narodowej została zawarta
4 marca 2024 r. w Gdyni. W jej ramach, poza samymi
granatnikami z celownikami FCD558, Saab dostarczy
kilkaset tysięcy sztuk amunicji: przeciwpancernej,
odłamkowo-burzącej, przeciwpancerno-odłamkowej,
burzącej, wielozadaniowej,
dymnej, oświetlającej, ćwiczebnej, szkolnej i treningowej.
Dodatkowo zakup obejmuje także: dokumentację
techniczną, pakiet logistyczny (zestawy
części zamiennych i narzędzi specjalistycznych)
i pakiet szkoleniowy (symulatory, przeprowadzenie
szkolenia w użytkowaniu granatników grupy
kadry instruktorskiej; przygotowanie do serwisowania,
obsługiwania i napraw broni oraz użytkowania
amunicji). Umowa ma zostać zrealizowana
w latach 2024–2027 i ma wartość ponad 6,5 mld
PLN brutto (12,9 mld SEK netto).
Wróćmy jednak do zagadnień związanych ze
szkoleniem polskich żołnierzy w obsłudze granatników
Carl Gustaf M4. W pierwszym etapie
tego procesu kluczowe było wyszkolenie przez
producenta broni grupy instruktorów w obsłudze,
a także serwisie granatników i towarzyszącego
im wyposażenia szkolno-treningowego
Carle Gustafy w Wojsku Polskim – po raz pierwszy
Carle Gustafy M4 nie będą pierwszymi egzemplarzami
tej broni w Wojsku Polskim. W połowie lat 90. 27 granatników
wersji M3 zakupiono dla Nadwiślańskich
Jednostek Wojskowych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych
i Jednostki Wojskowej GROM, także wówczas
podlegającej resortowi spraw wewnętrznych. Po
przekazaniu w 1999 r. JW GROM w podporządkowanie
Ministerstwa Obrony Narodowej i rozformowaniu
w 2000 r. NJW, wszystkie Carle Gustafy trafiły do Sił
Zbrojnych RP, m.in. do 6. Brygady Desantowo-Szturmowej
i 25. Brygady Kawalerii Powietrznej. Później
przekazano je Wojskom Specjalnym, a przed zakupem
nowych granatników wersji M4, poza JW GROM, wykorzystywane
były w ich strukturze również przez gliwicką
Jednostkę Wojskową AGAT.
Zakupione w 2024 r. Carle Gustafy M4 nie będą
pierwszymi egzemplarzami tej broni w Wojsku
Polskim. W połowie lat 90. 27 granatników wersji M3
zakupiono dla Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych
Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Jednostki
Wojskowej GROM.
oraz naprawczego. Na nich później spocząć miał
ciężar przygotowania kolejnych grup szkoleniowców
już w Polsce, a później tysięcy operatorów
i techników. Takie szkolenie szwedzki producent
zrealizował w okresie 11–22 listopada 2024 r.
w kompleksie Saab Dynamics AB w Karlskodze,
w skład którego wchodzi także ośrodek szkolenia
i poligon. W tym etapie przygotowania polskich
kadr uczestniczyli zarówno żołnierze Wojsk
Obrony Terytorialnej, jak i Wojsk Lądowych oraz
Wojsk Specjalnych. Zajęcia zostały podzielone
na dwie osobne specjalizacje – operatorów
i techników. Oczywiście część zajęć było prowadzonych
wspólnie dla obydwu grup. W ich trakcie
wykorzystywano różne typy amunicji, przeznaczonej
do granatników. Po zakończeniu
kursu Saab dostarczył pakiet wyposażenia szkolno-treningowego
i materiałów edukacyjnych,
umożliwiających budowę krajowego systemu
kształcenia, zarówno na poziomie instruktorskim,
jak i operatorów oraz techników.
Krajowe programy (póki co w liczbie mnogiej)
zostały opracowane i zatwierdzone na bazie
wyposażenia i materiałów przekazanych
przez Saaba. Docelowo, zapewne w tym roku,
dojdzie do ich ujednolicenia. Ma to związek
z doświadczeniami wyniesionymi z pierwszych
kursów szkoleniowych przeprowadzonych
w drugiej połowie 2025 r. w centrach
szkolenia Wojsk Obrony Terytorialnej w Toruniu
i Wojsk Lądowych w Poznaniu. Obok – podstawowego
– kursu operatora, planowane jest
przygotowanie ujednoliconego kursu instruktorskiego,
który miałby umożliwić prowadzenie
zajęć oraz kształcenia na poziomie brygad
ogólnowojskowych Sił Zbrojnych RP.
42 Wojsko i Technika • Styczeń 2026
www.zbiam.pl
Artyleria
Wieloprowadnicowe polowe wyrzutnie
rakietowe w wojnie rosyjsko-ukraińskiej
cz. 2 Systemy improwizowane i importowane
Tomasz Szulc
Opisane w pierwszej części artykułu
(„Wojsko i Technika” 9/2025)
wieloprowadnicowe wyrzutnie rakiet
powstały jeszcze w ZSRR i były
przewidziane do wsparcia ogniowego
jednostek oraz związków taktycznych
wojsk lądowych od szczebla pułku
wzwyż. Tymczasem obecnie trwająca na
Ukrainie wojna jest niemal od początku
toczona z użyciem niewielkich sił, nierzadko
najwyżej na poziomie plutonu–
kompanii. Teoretycznie można by przydzielać
im pojedyncze wyrzutnie BM-21,
ale znacznie lepiej nadają się do tego
mniejsze, lżejsze i bardziej mobilne
wyrzutnie rakiet, nawet jesśli ich kaliber
jest mniejszy od 122 mm. Ponieważ
Armia Radziecka nie dysponowała
takim uzbrojeniem, już podczas wojny
w Afganistanie w latach 1979–1989
„oddolnie” powstawały wyrzutnie
improwizowane, zazwyczaj wykorzystujące
lotnicze wieloprowadnicowe
zasobniki-wyrzutnie rakiet niekierowanych
S-5 (57 mm) i S-8 (80 mm).
Do tego rozwiązania wróciły obydwie
strony obecnego konfliktu, dodając
do improwizowanego arsenału
kilkuprowadnicowe wyrzutnie
kal. 122 mm powstałe z wykorzystaniem
elementów uszkodzonych BM-21.
Pojawiły się i bardziej egzotyczne
rozwiązania. Z czasem produkcję
takich wyrzutni podjęły fabryki
na zapleczu, w przypadku Ukrainy
nierzadko niezajmujące się wcześniej
wytwarzaniem uzbrojenia.
Fotografie w artykule: Tomasz Szulc, Ministerstwo
Obrony Ukrainy, Ministerstwo Obrony Federacji
Rosyjskiej, TASS, ArmyInform, Defence Express,
zbiory autora, Internet.
Wyrzutnia systemu Grad-1 zainstalowana na transporterze gąsienicowym MT-LB.
Na front trafiły też konstrukcje zagraniczne,
najpierw w ręce żołnierzy ukraińskich,
a później również rosyjskich.
O ile bowiem ukraiński przemysł obronny nie
produkował przed wojną uzbrojenia tej kategorii
i pomoc zagraniczna pozwala na choćby
częściowe rekompensowanie strat frontowych,
to przemysł rosyjski w wielu przypadkach
wykazał się i wykazuje niezrozumiałą
inercją oraz niezdolnością do elastycznego
reagowania na potrzeby frontu. Dlatego dostawy
nawet relatywnie prymitywnych wyrzutni
z Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej
mają znaczenie dla Sił Zbrojnych
Federacji Rosyjskiej.
❚ Systemy improwizowane
Wykorzystanie improwizowanych wieloprowadnicowych
wyrzutni rakiet jest dość powszechne
po obydwu stronach frontu. Często
powstają na bazie prowadnic rurowych (luf)
do BM-21, które udało się „wypreparować” ze
zniszczonych, czasem nawet spalonych wyrzutni.
Są montowane na lekkich samochodach
terenowych, od GAZ-a-66 poczynając.
Zwykle są to pakiety, złożone z trzech–czterech
prowadnic, choć wiadomo, że na takich
samych nośnikach w ZSRR bez trudu montowano
pakiety dwunastoprowadnicowe
(9P125 Grad-W systemu 9K54). Same prowadnice
są zaś towarem deficytowym, ponieważ
wytwarzane były (także na potrzeby producentów
licencyjnych, np. Czechosłowacji)
wyłącznie w ZSRR. W ostatnich latach, również
w Polsce (szerzej w „Wojsku i Technice”
8/2025), ale też w Serbii i Bułgarii, podjęto
działania zmierzające do opracowania ich zamienników
– ze stali bądź kompozytów, także
w związku z potrzebami, jakie generuje
wojna na Ukrainie.
Krótko przed początkiem obecnej fazy wojny
pojawiły się fotografie zbudowanych przez
donieckich separatystów wyrzutni BM-21 zamontowanych
na transporterach gąsienicowych
MT-LB, w tym adaptowanych wyrzutniach
9P149 systemu przeciwpancernego
Szturm-S. W ten sposób wrócono do pamiętającej
czasy ZSRR koncepcji „pułkowej” wyrzutni
9K55-1 Grad-1 na podobnym nośniku – wydłużonym
o jedną parę kół nośnych podwoziu
122 mm haubicy 2S1 (MT-LBu). W styczniu 2025 r.
pojawiło się zdjęcie transportera MT-LBu z pakietem
prowadnic seryjnego Grada-1 systemu
9K55 (wyrzutnia 9P138 na ZiŁ-131). Jednym
www.zbiam.pl Styczeń 2026 • Wojsko i Technika 45
Inżynieria wojskowa
Estonia, gmina Setomaa przy południowym odcinku granicy z Rosją, początek grudnia 2025 r. – pierwsze dostarczone elementy żelbetowe do budowy schronów. Na drugim i trzecim
stosie od lewej widoczne są płyty stropowe (stropowo-podłogowe), na pozostałych ściany.
Stefan Fuglewicz
12 grudnia 2025 r. estońskie Centrum
Inwestycji Obronnych (Riigi Kaitseinvesteeringute
Keskus, RKIK) poinformowało
o przystąpieniu do budowy
pierwszych „bunkrów”, czyli żelbetowych
schronów biernych. Podano,
że w pobliże granicy z Rosją dostarczono
elementy siedmiu takich obiektów
i wkrótce będą one instalowane,
a do końca tego roku powstanie
21 kolejnych. Pięć dni później RKIK
opublikowało zdjęcia z budowy, ale też
sprostowanie – w pierwszym etapie
powstanie tylko pięć schronów,
a następnych 23 „w najbliższych
miesiącach”. Nie wyjaśniono, skąd
wynika ten kolejny już „poślizg”.
Program budowy 600 schronów
jest opóźniony prawie o rok i nie ma
pewności, czy zakończy się w terminie –
do końca 2027 r. Warto się jednak
przyjrzeć, co robią Estończycy,
bo i tak wyprzedzają pod tym względem
Łotwę, Litwę i… Polskę.
Ilustracje w artykule: Ministerstwo Obrony Estonii,
RKIK, Hendrik Tali/RKIK.
Estonia – pierwsze schrony
na Bałtyckiej Linii Obrony
Prace nad koncepcją Bałtyckiej Linii Obrony
zaczęły się w drugiej połowie 2023 r., po
wstępnych uzgodnieniach między ministrami
obrony Litwy, Łotwy i Estonii, a opinię publiczną
poinformowano o tym przedsięwzięciu
19 stycznia 2024 r., po podpisaniu umowy międzypaństwowej
o jego realizacji. Na marginesie
– „Tarczę Wschód” zapowiedziano cztery miesiące
później, a koncepcję zaczęto tworzyć prawdopodobnie
po ogłoszeniu inicjatywy Bałtów. Nie
skorzystano jednak z części pomysłów i doświadczeń,
np. prowadzenia dialogu społecznego.
W Estonii spotkania informacyjno-konsultacyjne
odbywały się od połowy marca 2024 r.,
w Polsce zaczęto je organizować dopiero w lutym
2025 r., na żądanie coraz bardziej zaniepokojonych
mieszkańców i samorządów.
❚ Założenia
Każde z państw bałtyckich realizuje swoją część
programu oddzielnie i w nieco inny sposób. Estonię
wyróżnia plan budowy 600 żelbetowych
schronów jako szkieletu pozycji, której inne elementy
mają pojawić się w terenie dopiero w obliczu
bezpośredniego zagrożenia, dzięki materiałom
uprzednio zgromadzonym w magazynach.
Założono, że schrony będą odporne na bezpośrednie
trafienie pociskiem artyleryjskim kalibru
152 mm, wszystkie będą też jednego typu, przez
montaż odpowiedniego wyposażenia dostosowywane
do różnych funkcji – schronu piechoty
dla 10 żołnierzy, stanowiska dowodzenia, magazynu
itd. Miały to być konstrukcje monolityczne,
czyli „z jednego kawałka” (tak przedstawiono je
na opublikowanej grafice, o „jednomodułowych
konstrukcjach” mówił też dowódca batalionu
inżynieryjnego Estońskich Sił Zbrojnych
mjr Taavi Moor), ze stropem grubości 40 cm
i „nieco cieńszych” ścianach.
Zapowiedziano, że budowa schronów ruszy
w pierwszej połowie 2025 r. (po paru tygodniach
sprecyzowano, że w styczniu) i potrwa
dwa–trzy lata.
❚ Realizacja
W połowie 2024 r., po doprecyzowaniu przez
wojsko wymagań (i jak się później okazało ich
istotnej korekcie), zaczęto projektować schrony
i elementy zapór. W lipcu RKIK podpisało umowę
z firmą Warren Concrete OÜ na wykonanie prototypów
schronów w trzech wariantach, by poddać
je próbom poligonowym i na tej podstawie wybrać
model do produkcji, a we wrześniu zawarło
umowy na dostawy elementów zapór – zaczęły
się one już parę tygodni później (pewnie dzięki
temu, że postanowiono wykorzystać m.in. standardowe
bariery drogowe) i zakończyły w 2025 r.
We wrześniu 2024 r. poinformowano też, że do
końca roku zostanie określona lokalizacja punktów
oporu, by można było terminowo zacząć budowę
schronów, oraz że już w czasie pokoju
punkty oporu będą osłonięte zaporami inżynieryjnymi.
Ale zaraz potem zaczęły się problemy.
Planowane na wrzesień 2024 r. poligonowe
próby odporności schronów rozpoczęły się dopiero
10 października (szerzej w „Wojsku i Technice”
5/2025). Wyjaśniło się wtedy, że obok
konstrukcji monolitycznej zamówiono dwie
modułowe, traktowane jako… zasadnicze. Wojsko
uznało bowiem, że pododdziały piechoty
powinny mieć możliwość samodzielnego dowiezienia
i zainstalowania schronów przy pomocy
etatowego sprzętu, także w trudno
52 Wojsko i Technika • Styczeń 2026
www.zbiam.pl
Broń rakietowa
Elementy systemu Oriesznik na Białorusi. Pojazd ochrony Urał-63095 Tajfun-U (na pierwszym planie), wóz zabezpieczania dyżurowania 15W240M i wóz dowodzenia bojowego
15W180 pokazano w reportażu z białoruskiej bazy. W materiale nie ujawniono żadnych zdjęć samobieżnych wyrzutni. Być może jeszcze ich tam nie ma z uwagi na
nieprzygotowanie całej infrastruktury.
Krzysztof Nicpoń
W nocy z 8 na 9 stycznia 2026 r. Rosja
przeprowadziła kolejny zmasowany atak
rakietowo-lotniczy na Ukrainę, który
według Władimira Putina i władz
Federacji Rosyjskiej był odwetem za
próbę ataku ukraińskich bezzałogowców
na rezydencję prezydenta Rosji
w Wałdaju w obwodzie nowogrodzkim.
W rzekomym ataku, w nocy z 28 na
29 grudnia 2025 r., którego nie
potwierdza ani strona ukraińska,
ani państwa zachodnie, miało wziąć
udział ponad 90 dronów, ale wszystkie
zostały strącone przed
uderzeniem w cel.
Ilustracje w artykule: Ministerstwo Obrony Federacji
Rosyjskiej, Służba Bezpieczeństwa Ukrainy,
KINBES, t.me/monitorwar, t.me/s/truha.
Atak „odwetowy” z 8 na 9 stycznia różnił
się od wielu poprzednich tym, że oprócz
standardowego zestawu środków rażenia,
Rosja ponownie wykorzystała pocisk balistyczny
średniego zasięgu systemu Oriesznik
(pol. leszczyna), odpalony z poligonu Kapustin
Jar w obwodzie astrachańskim. Siły Powietrzne
Sił Zbrojnych Ukrainy zarejestrowały przelot pocisku,
którego prędkość maksymalna wyniosła
ok. 13 000 km/h. Rakieta pokonała 1600 km
w ciągu ok. 10 minut i o godz. 23.46 czasu lokalnego
uderzyła w przedmieścia Lwowa. Pocisk
przenosił kinetyczne (niewybuchowe) elementy
rażące – podpociski. Celem Oriesznika, według
mera Lwowa Andrija Sadowego, był obiekt „infrastruktury
krytycznej”, przy czym w ataku nikt
nie zginął ani nie został ranny. Nie było też doniesień
o równoczesnych atakach na Lwów
i okolice innymi środkami bojowymi.
Oriesznik – balistyczny pocisk
propagandowy po raz drugi
Pierwszy atak pociskiem Oriesznik na Ukrainę
miał miejsce 21 listopada 2024 r., i to również
miał być odwet – wówczas za uderzenia pociskami
ATACMS na obiekty w głębi rosyjskiego
terytorium. Celem pierwszego Oriesznika był
kompleks zakładów i Biura Konstrukcyjnego
Piwdenne w Dnipro (dawniej sławne KB Jużnoje
w sowieckim Dniepropietrowsku, szerzej
w „Wojsku i Technice” 12/2024).
Według wydanego nazajutrz, bardzo ogólnikowego
komunikatu rosyjskiego Ministerstwa
Obrony, atak z 9 stycznia zakończył się pełnym
powodzeniem – założone cele zostały osiągnięte.
Zniszczono zakłady produkujące bezzałogowce
wykorzystane w ataku na siedzibę Putina,
jak też obiekty infrastruktury krytycznej, zabezpieczające
działalność kompleksu wojskowo-
-przemysłowego Ukrainy. Tego samego dnia
użycie systemu Oriesznik osobiście potwierdził
Władimir Putin.
Pierwsze, niepotwierdzone doniesienia mówiły,
że pocisk uderzył w zbiorniki gazu – największy
na Ukrainie podziemny magazyn gazu
(PMG) Bilicze-Wołycia-Uhersko o pojemności
17 mld m3, tworzący połowę ukraińskich zdolności
gromadzenia tego paliwa.
W rosyjskich komentarzach po ataku szczególnie
mocno akcentowano ponowne użycie
Oriesznika – superbroni, której nie można
przeciwdziałać nie tylko używanymi przez
SZU systemami Patriot czy SAMP/T, lecz także
środkami obrony przeciwrakietowej, rozmieszczonymi
w innych krajach Europy (amerykańskie
instalacje Aegis Ashore w Polsce
i Rumunii, izraelskie systemy Arrow-3 rozmieszczane
aktualnie w Niemczech).
We wszystkich rosyjskich komentarzach podkreślana
jest też rzekoma wyjątkowość Oriesznika,
związana z hipersoniczną prędkością przelotu,
możliwością wykonywania manewrów, w tym
unikowych, czy też zasięgiem, obejmującym
praktycznie całą Europę. Ponadto, powszechnie
przytaczane są słowa Putina odnośnie niszczycielskiej
siły ładunków kinetycznych, które przy uderzeniu
działają jak meteoryty, przekształcając
wszystko w pył i zgliszcza. Niektórych rosyjskojęzycznych
„ekspertów” poniosło do tego stopnia,
że pojedynczej rakiecie Oriesznik przypisali zniszczenie
lub obezwładnienie bazy lotniczej pod
Lwowem, Lwowskich Państwowych Zakładów
Remontu Techniki Lotniczej (LDARZ), węzła łączności,
stanowisk dowodzenia i innych obiektów
w rejonie uderzenia.
Faktem jest, że elementy rażące Oriesznika
spadły w rejonie lotniska Skniłów i zakładów
LDARZ, położonych w jego sąsiedztwie, co udało
się ustalić internautom dzięki geolokalizacji
obiektów naziemnych widocznych na upublicznionych
filmach z monitoringu, pokazujących
atak. W Internecie i mediach społecznościowych
dostępne są co najmniej dwa filmy, na których
zarejestrowano moment upadku głowic Oriesznika,
ale kamery, które je zarejestrowały były
umieszczone dość daleko i zbyt nisko, przez co
można określić jedynie sektor, w którym spadały
podpociski, natomiast dokładniejsze ustalenie
58 Wojsko i Technika • Styczeń 2026
www.zbiam.pl
Konflikty
Wojna rosyjsko-ukraińska cz. 40
Marcin Gawęda
Mimo wielkich strat, siły rosyjskie
kontynuują natarcie na wielu kluczowych
odcinkach frontu, a najbardziej
intensywne są działania na kierunkach
pokrowskim i hulajpolskim. Wspomniane
straty tylko w grudniu ub.r. oszacowane
zostały przez stronę ukraińską na ponad
35 000 zabitych i rannych, co jest
najwyższym wskaźnikiem od kilku
miesięcy. Opozycyjna rosyjska
„MediaZona” szacuje, bazując na
oficjalnych nekrologach, że bezpowrotne
straty rosyjskie w 2025 r. mogły sięgnąć
nawet ok. 150 000 żołnierzy, jednak
wciąż są one uzupełniane, co pozwala
kontynuować działania zaczepne.
Fotografie w artykule: Sztab Generalny SZU, Siły
Operacji Specjalnych SZU, Ministerstwo Obrony
Federacji Rosyjskiej, Rosgwardija, Internet.
W
sytuacji wojny pozycyjnej jednym
z elementów przekonywania opinii publicznej
o korzystnym przebiegu działań
bojowych jest podawanie przez obydwie strony
informacji o zdobywanych, w przypadku Sił
Zbrojnych Federacji Rosyjskiej (SZ FR), bądź stale
broniących się, w przypadku Sił Zbrojnych Ukrainy
(SZU), frontowych miastach i kluczowych
miejscowościach. Część z nich, które Rosjanie
uznają za zdobyte, to obszary kontestowane, leżące
do facto w szarej strefie, gdzie nie ma stabilnej
linii frontu, a obydwie strony prowadzą działania
infiltracyjne, rajdowe czy wykonują kontrataki.
Zazwyczaj w takich przypadkach strona ukraińska
raportuje, że wrogie grupy rozpoznawczo-
-szturmowe dochodzą do konkretnych punktów,
ale zostają zniszczone i nie oznacza to umocnienia
się w nich oraz przejęcia pełnej kontroli nad
danym rejonem. Siły ukraińskie utrzymują się
więc na przykład na krańcach miejscowości Stepnohirśk
czy Hulajpole na Zaporożu. Czasami doprowadza
to do kuriozalnych sytuacji, kiedy walki
trwają, linia frontu jest dynamiczna, ale obydwie
strony przekonują, że trwale kontrolują daną
miejscowość. Trzeba przyznać, że postępy sił
agresora wciąż są stałe, choć nieznaczne. Poza
kryzysem pod Hulajpolem, który mógł się przerodzić
z taktycznego wycofania w porażkę na skalę
operacyjną, nigdzie ostatecznie nie doszło do
przełamania frontu. W wielu miejscach, jak np.
w Rodyńske w obwodzie donieckim, kluczowym
punkcie logistycznym w aglomeracji Myrnohrad-
-Pokrowsk, czy przede wszystkim w Kupiańsku,
SZU wykonują skuteczne kontrataki.
27 grudnia ub.r. prezydent Federacji Rosyjskiej
Władimir Putin, nieprzypadkowo w quasi-
Kołowe transportery opancerzone VAB „francuskiej” 155. Samodzielnej Brygdy Zmechanizowanej „Anna Kijowska”
(„Anne de Kyiv”), styczeń 2026 r.
-wojskowym mundurze, odwiedził stanowisko
dowodzenia Połączonego Zgrupowania Wojsk
(Sił) na Ukrainie, gdzie zameldowano mu o zajęciu:
Myrnohradu, Rodynskiego, Hulajpola i Stepnohirska.
Oświadczenia te miały prawdopodobnie
na celu wywarcie wrażenia na prezydencie
Stanów Zjednoczonych Donaldzie Trumpie przed
jego spotkaniem z Wołodymyrem Zełenskim, że
siły rosyjskie skutecznie posuwają się naprzód na
froncie. W tym czasie sytuacja w tych miastach nie
była jednoznaczna, kontynuowano o nie walki,
a wszystkie miejscowości były w tzw. szarej strefie.
Putin stwierdził ponadto, że stopniowo traci
sens żądanie wycofania SZU z Donbasu, ponieważ
rzekomo SZ FR i tak będą w stanie wkrótce
zająć go w całości. Jest to kolejna próba wywarcia
wpływu na Trumpa oraz Zachód i polepszenia
pozycji polityczno-dyplomatycznej, bowiem
nawet jeśli pominiemy koszty tej operacji
(materialne i ludzkie), to obecne tempo ofensywy
sugeruje, że przy niezmienionych warunkach
operacyjno-strategicznych na froncie,
może stać się to za rok-dwa.
Na naradzie 29 grudnia poszczególni dowódcy
zgrupowań operacyjno-strategicznych SZ FR
przedstawili Putinowi optymistyczną wersję sytuacji
na froncie, z której jasno wynika, kto wygrywa
wojnę. I tak szef Sztabu Generalnego SZ FR gen.
armii Walerij Gierasimow poinformował prezydenta,
że SZU nie prowadzą już operacji ofensywnych,
a jedynie próbują spowolnić postęp rosyjskich
wojsk. Dowódca GW „Północ” gen. płk
Jewgienij Nikiforow zameldował, że jego jednostki
znajdują się mniej niż 20 km od miasta Sumy,
a więc stolicy obwodu sumskiego. Z kolei dowódca
GW „Dniepr” gen. płk Michaił Teplinski poinformował,
że najbardziej wysunięte oddziały jego
zgrupowania znajdują się w odległości ok. 15 km
od południowych obrzeży Zaporoża. Natomiast
dowódca GW „Zachód” gen. płk Siergiej Kuzowlew,
który notabene 20 listopada ogłosił zdobycie
Kupiańska, wyjaśnil podczas narady, że ugrupowanie
SZU pod Kupiańskiem zostanie zlikwidowane
w styczniu-lutym br.
Na wybranych odcinkach frontu Rosjanie uzyskują
parytet, a nawet przewagę w wykorzystaniu
bezzałogowców rożnych klas i przeznaczenia.
Jedną z najbardziej efektywnych jednostek dronowych
jest Centrum Zaawansowanych Technologii
Bezzałogowych „Rubikon”, które opublikowało
dane z działalności bojowej na odcinku Grupy
Wojsk „Centrum” w okresie od 14 kwietnia do
30 grudnia 2025 r. W tym czasie wykonano 34 085
lotów bojowych różnorakimi dronami, niszcząc
setki wozów bojowych, setki środków artyleryjskich
i tysiące bezzałogowców itd.
Symptomatyczne, że nawet naczelny dowódca
SZU gen. Ołeksandr Syrski zwrócił uwagę na
gwałtowny rozwój wrogich środków bezzałogowych
i struktur je wykorzystujących, który będzie
jeszcze bardziej intensywny w kolejnych latach.
Rosjanie poszli naszą drogą i utworzyli odrębne
wojska systemów bezzałogowych, które liczą już
ok. 80 000 żołnierzy. Na drugim etapie, w 2026 r.,
planują zwiększyć je dwukrotnie – do 165 500, a do
2030 r. – niemal do 210 000 – stwierdził Syrski powołując
się na dane wywiadu.
Podkreślił, przy tym, że ukraińskie pododdziały
systemów bezzałogowych zwiększają swoją efektywność
i np. w grudniu ub.r. wykonały 339 000
misji bojowych aparatów powietrznych i prawie
2100 naziemnych, „zlikwidowano” przy tym ponad
33 000 żołnierzy rosyjskich.
❚ Uderzenia lotniczo-rakietowe
W grudniu 2025 r. siły rosyjskie kontynuowały
ataki rakietowo-dronowe na terytorium
Ukrainy, z czego najbardziej zmasowane były
62 Wojsko i Technika • Styczeń 2026
www.zbiam.pl
Samoloty bojowe
Indonezyjski Rafale B DI T-0302 tuż po starcie z lotniska Bordeaux-Mérignac do kolejnego lotu szkoleniowego. W „okienku” plakietka noszona przez szkolących się we
Francji pilotów indonezyjskich.
Dassault Rafale dla TNI-AU
Marek Łaz, Maciej Świderski
Bez wątpienia kraje azjatyckie są dziś
głównymi odbiorcami flagowego
produktu firmy Dassault Aviation –
wielozadaniowego samolotu bojowego
Rafale. Jego użytkownikami na tym
kontynencie są: Katar, Zjednoczone
Emiraty Arabskie i Indie. W 2025 r. Indie
– jako pierwszy kontrahent poza Francją
– zamówiły 26 egzemplarzy morskiej
wersji Rafale M. Kolejnym państwem
azjatyckim, które w 2022 r. podpisało
kontrakt na zakup Rafale jest Indonezja.
28 listopada 2025 r. pierwsze maszyny
tego typu zostały formalnie przekazane
Indonezyjskim Siłom Powietrznym na
terenie zakładów Dassault w Bordeaux-
Mérignac. Jeszcze w tym miesiącu
pierwsza partia zamówionych
samolotów ma dotrzeć do macierzystej
bazy lotniczej Roesmin Nurjadin
w Pekanbaru na wyspie Sumatra.
Fotografie w artykule: Maciej Świderski, Armée de
l’air et de l’espace, TNI-AU.
Dla większości państw dysponujących
lotnictwem wojskowym, a w szczególności
wielozadaniowymi samolotami
bojowymi, priorytetem jest zapewnienie
zdolności do obrony powietrznej, a także
ewentualnego wsparcia innych własnych sił
w działaniach nad lądem lub morzem. Wymóg
wykonywania misji dalekiego zasięgu,
tak defensywnych, jak i uderzeniowych, dotyczy
jednak stosunkowo niewielkiej ich liczby.
Ma on m.in. duże znaczenie dla Republiki Indonezji,
która musi zapewnić obronę nieba
nad obszarem o powierzchni 1,9 mln km², rozciągającym
się na ponad 5000 km ze wschodu
na zachód i 1700 km z północy na południe,
a zatem musi bezwzględnie dysponować odpowiednią
flotą myśliwców.
W 2014 r. władze Indonezji uznały, że eksploatowane
przez Indonezyjskie Siły Powietrzne
(Tentara Nasional Indonesia Angkatan Udara,
TNI-AU) samoloty myśliwskie nie są w stanie
spełnić wszystkich stojących przed nimi zadań,
szczególnie wobec modernizacji lotnictw wojskowych
sąsiadów. Po analizie konstrukcji zgłoszonych
do postępowania, mającego wyłonić
dostawcę nowoczesnych samolotów wielozadaniowych
nowej generacji, w 2021 r. podjęto
ostatecznie decyzję o zamówieniu samolotu
francuskiej produkcji, a mianowicie Dassault
Aviation Rafale. W pokonanym polu znalazł się
amerykański Boeing F-15EX Eagle II, choć droga
do jego zakupu także pozostaje otwarta. Nieco
wcześniej, bo w lutym 2018 r., zamówiono w Rosji
11 maszyn Su-35, które miały dołączyć do
wcześniej pozyskanych samolotów Su-27SK/
SKM i Su-30MK/MK2, ale pod naciskiem administracji
Stanów Zjednoczonych zrezygnowano
w 2021 r. z zakupów uzbrojenia w Rosji. W zamian
jednak nie udało się uzyskać zgody na
sprzedaż samolotów 5. generacji Lockheed
Martin F-35A, na co liczyły władze w Dżakarcie.
Niezależnie od planów zakupu wielozadaniowych
samolotów bojowych w Europie i Stanach
Zjednoczonych, Indonezja przyłączyła się do
południowokoreańskiego programu rozwoju
samolotu Korea Aerospace Industries KF-21 Boramae,
ale wydaje się, że Dżakarta nigdy nie
traktowała tego przedsięwzięcia zbyt poważnie
(szerzej w „Wojsku i Technice” 4/2025 i 9/2025).
10 lutego 2022 r. indonezyjskie Ministerstwo
Obrony podpisało z Dassault Aviation umowę ramową
na dostawę łącznie 42 samolotów Rafale
F4 (wówczas informowano o 26 samolotach
jednomiejscowych EI i 16 dwumiejscowych DI)
o wartości ok. 6,9 mld EUR i zarazem potwierdziło
formalnie zakup pierwszych sześciu maszyn.
W następnych latach podpisano kolejne
umowy wykonawcze (de facto chodziło o potwierdzenie
zamówienia poprzez wpłatę zaliczek
w ustalonych kwotach na konto operatora
umowy) – 10 sierpnia 2023 r. na dostawę
18 maszyn i 8 styczniu 2024 r. na pozostałych
18. Ostatecznie spośród 42 zamówionych samolotów
30 miało zostać dostarczonych w odmianie
EI, zaś pozostałych 12 w DI.
Indonezyjskie ministerstwo obrony poinformowało,
że wraz z formalnym wejściem
w życie trzeciego zamówienia, Dassault Aviation
potwierdził, że pierwsze zakupione egzemplarze
dotrą do Indonezji w 2026 r.
Prowadzone są rozmowy między Indonezją
a Francją dotyczące kontynuacji zamówień na
66 Wojsko i Technika • Styczeń 2026
www.zbiam.pl
Siły Powietrzne
Łukasz Pacholski
Upublicznione pod koniec ubiegłego
i na początku bieżącego roku informacje
wskazują, że rok 2026 może być
wyjątkowo ciekawy z perspektywy
Sił Powietrznych i całego komponentu,
który znajduje się pod dowództwem
Inspektoratu Sił Powietrznych, nie tylko
z racji przylotu do Łasku pierwszych
maszyn 5. generacji F-35A. Może bowiem
przynieść zamówienie nowych typów
samolotów, a także śmigłowców,
które w najbliższych miesiącach mają
być jednym z priorytetów zakupowych.
Fotografie w artykule: US Air Force AFB Ebbing,
Ambasada Stanów Zjednoczonych w Polsce,
Armée de l’air et de l’espace, Sztab Generalny
Wojska Polskiego, Łukasz Pacholski.
Fundamentem procesu, który będziemy
obserwować w tym roku, jest zatwierdzenie
22 grudnia ub.r. przez Ministra Obrony
Narodowej Programu Rozwoju Sił Zbrojnych RP
na lata 2025–2039, w którym jednym z kluczowych
elementów jest „Dominacja w powietrzu
oraz głębokie precyzyjne rażenie”. Niestety, plan
jest niejawny, podobnie jak polski wniosek do
Komisji Europejskiej w ramach programu SAFE,
co uniemożliwia choćby pobieżne przeanalizowanie,
czego można spodziewać się w najbliższych
miesiącach pod względem inwestycji
w park sprzętowy Sił Powietrznych i lotniczych
komponentów innych rodzajów sił zbrojnych.
❚ Lotnictwo bojowe
Koniec roku 2025 był dla lotnictwa bojowego
momentem szczególnym. Zakończono bowiem,
po 41 latach, eksploatację samolotów
myśliwsko-bombowych Su-22M4/UM3K, a także
ogłoszono (9 grudnia), że trwają rozmowy
z Ukrainą w sprawie przekazania pozostałych
w Polsce samolotów myśliwskich MiG-29.
W ich przypadku, 15 stycznia, sekretarz stanu
w MON Paweł Zalewski publicznie poinformował,
że decyzja zapadła – transfer ma obejmować
dziewięć egzemplarzy, które obecnie stacjonują
w 22. Bazie Lotnictwa Taktycznego
Przełom roku z perspektywy
polskiego lotnictwa wojskowego
Na początku stycznia br. Lockheed Martin dostarczył do Ebbing AFB ósmy egzemplarz samolotu F-35A Husarz.
W maju lub czerwcu pierwsza para Husarzy ma przylecieć do Łasku, to z pewnością najważniejsze wydarzenie
dla Sił Powietrznych w tym roku.
w Malborku. Oznacza to, że w 2026 r. ostatecznie
zakończy się eksploatacja samolotów
bojowych zaprojektowanych i wyprodukowanych
w ZSRS w Siłach Powietrznych.
W linii pozostaną wyłącznie maszyny zakupione
już po przystąpieniu Polski do NATO –
F-16C/D Jastrząb i F/A-50GF, do których w połowie
roku dołączą F-35A Husarz.
Pod koniec roku, pomijając MiG-i-29, lotnictwo
bojowe dysponowało 47 wielozadaniowymi
samolotami Lockheed Martin
F-16C/D Jastrząb i 12 lekkimi samolotami bojowymi/szkolno-bojowymi
KAI F/A-50GF. Dodatkowo
na terytorium Stanów Zjednoczonych
stacjonowało siedem Lockheed Martin F-35A
Husarz, będących własnością Sił Powietrznych,
które są obecnie wykorzystywane do szkolenia
personelu. Ósmy egzemplarz został dostarczony
do bazy lotniczej Ebbing, która mieści się
w pobliżu Fort Smith w stanie Arkansas, 8 stycznia
2026 r. Zgodnie z jawnym harmonogramem,
kolejne samoloty tego typu mają trafić już do
32. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Łasku –
pierwsza para spodziewana jest pod koniec
maja lub na początku czerwca.
Uzupełnieniem Jastrzębi, które zostaną zmodernizowane
do standardu V, i F-35A Husarz,
mają być lekkie samoloty bojowe KAI F/A-50PL,
których dostawa ma pozwolić na sformowanie
dwóch eskadr lotnictwa taktycznego – jedna
z nich będzie stacjonować w 21. BLT w Świdwinie,
a druga w 23. BLT w Mińsku Mazowieckim.
O ile kwestia integracji części ich wybranego
przez stronę polską wyposażenia i uzbrojenia
przebiega z opóźnieniami, to wiadomo, że korporacja
RTX zapoczątkowała już dostawy seryjnych
stacji radiolokacyjnych PhantomStrike do
Republiki Korei, gdzie mają zostać zamontowane
na obecnie kompletowanych samolotach.
Jak poinformowała 16 stycznia Agencja Uzbrojenia,
trzy dni wcześniej podpisano umowę
z administracją Stanów Zjednoczonych dotyczącą
wsparcia procesu integracji samolotów
F/A-50PL z pociskami kierowanymi „powietrze-
-powietrze” AIM-9X Sidewinder. Dodatkowo,
w ramach aneksu do umowy z 16 września
2022 r., zaktualizowano harmonogram dostaw
36 egzemplarzy F/A-50PL – pierwsze
maszyny mają zostać dostarczone w połowie
2027 r., a ostatnie na początku 2029 r.
Najbliższe tygodnie to ostatni okres eksploatacji samolotów MiG-29 w Siłach Powietrznych.
Dziewięć egzemplarzy ma zostać przekazanych Ukrainie jako pomoc wojskowa.
Pojawiające się w przestrzeni publicznej informacje odnośnie zaniechania modernizacji
F/A-50GF do standardu F/A-50PL budzą pytania dotyczące nieuchronnego wzrostu
kosztów eksploatacji i niekompatybilności wyposażenia oraz uzbrojenia.
70 Wojsko i Technika • Styczeń 2026
www.zbiam.pl
Okręty wojenne
Znajdujący się w budowie atomowy okręt podwodny nosiciel pocisków balistycznych wizytowany przez Kim Dzong Una. W obecnej postaci najbardziej przypomina „Miecz
Oceanów” z filmu „Liga niezwykłych dżentelmenów”.
Tomasz Szulc
Początki północnokoreańskiej przygody
z okrętami podwodnymi były nader
skromne – w latach 1963–1966 ZSRR
przekazał Koreańskiej Ludowej
Marynarce Wojennej cztery jednostki
proj. 613, w następnej dekadzie Chińska
Republika Ludowa przekazała siedem
okrętów typu 033, a 12 kolejnych
zbudowano lokalnie na przełomie
lat 70. i 80. z dostarczonych zestawów
montażowych. Jeszcze w latach 60.
w Jugosławii zakupiono dokumentację
miniaturowego okrętu podwodnego,
na podstawie której zbudowano
samodzielnie w Korei kilkadziesiąt
jednostek, określanych jako typ Yugo,
i jego zmodyfikowanej odmiany
Yono/P-4. Potem, na początku lat 90.,
ponoć nie bez udziału jugosłowiańskich
specjalistów, uruchomiono produkcję
nieco większych, ponad 300-tonowych
okrętów podwodnych typu Sang-O.
Pierwszy północnokoreański
atomowy okręt podwodny
Znaczącym krokiem był ujawniony
w 2014 r. 8.24 Jongung – niewielka, zapewne
doświadczalna jednostka typu
określanego jako Sinpo-B, z wstawioną
w obudowę kiosku jedną, pionową wyrzutnią
rakiet balistycznych. Na następny okręt trzeba
było czekać aż do 2023 r. – stał się nim Kim
Gun-ok, czyli przebudowany okręt proj. 033.
Został wydłużony o ponad 30%, w tym otrzymał
nową przednią część kadłuba i uzbrojono go
w aż 10 pionowych wyrzutni rakiet. Unikatem na
skalę światową jest instalacja wyrzutni
o dwóch średnicach – cztery większe są zapewne
przeznaczone do odpalania pocisków
balistycznych Pukguksong, a sześć mniejszych
– do startujących pionowo skrzydlatych
pocisków manewrujących Hwasal-2 (szerzej
w „Wojsku i Technice” 10/2023). Co ciekawe,
od uroczystego wodowania 6 września 2023 r.
nie pojawiły się żadne informacje na temat
tego okrętu, choć można było spodziewać się
licznych, propagandowych materiałów z jego
Fotografie w artykule: Koreańska Centralna
Agencja Prasowa, TV Zvezda, Internet.
Pierwszy północnokoreański okręt-nosiciel pocisków balistycznych, czyli doświadczalny 8.24 Jongung.
74 Wojsko i Technika • Styczeń 2026
www.zbiam.pl
Okręty wojenne
Fiasko fregat FFG(X) – nadciąga Golden Fleet
Tomasz Grotnik
„Od pierwszego dnia jasno dawałem
do zrozumienia, że nie wydam ani
dolara, jeśli nie wzmocni to naszej
gotowości bojowej ani zdolności do
zwycięstwa. Aby dotrzymać tej obietnicy,
zmieniamy sposób budowy i wdrażania
floty – współpracujemy z przemysłem,
aby zapewnić przewagę w walce, zaczynając
od strategicznego odejścia od
programu fregat typu Consetallation” –
tak 25 listopada ub.r., za pośrednictwem
mediów społecznościowych, sekretarz
marynarki wojennej John C. Phelan
ogłosił koniec programu nowych fregat
FFG(X) dla US Navy. Jakkolwiek obietnica
niewydania ani dolara z pewnością
została dobrze przyjęta przez wyborców
Partii Republikańskiej (choć Phelan jest
biznesmenem, nie politykiem), jedynie
brak wyobraźni może wzmocnić wiarę
w bezstratne rozwiązanie kilkumiliardowej,
przemysłowej umowy wykonawczej
będącej w zaawansowanej fazie
realizacji, zawartej z firmą prywatną
Fincantieri Marinette Marine, do tego
mającą europejskiego właściciela. Celem
tego pierwszego kroku ma być skupienie
się na nowych typach okrętów, które
będzie można budować szybciej.
Ilustracje w artykule: US Navy, Fincantieri Marinette
Marine, US Navy/MC2 John Harris, Huntington
Ingalls Industries, Tomasz Grotnik.
Rzeczywiście, zerwanie umowy na FFG(X)
było dopiero pierwszym krokiem na
drodze zmian w rozbudowie amerykańskiej
floty, bowiem już 19 grudnia ub.r. ogłoszono
plan wdrożenia ich następców – FF(X),
zaś już trzy dni później gruchnęła prawdziwa
bomba – prezydent Stanów Zjednoczonych
Ameryki Donald Trump, w towarzystwie sekretarza
wojny Pete’a Hegsetha i sekretarza marynarki
Johna Phelana, ogłosił zamiar budowy…
pancerników BBG typu Trump. Co najmniej
20 jednostek tej klasy ma stać się rdzeniem floty
nawodnej, wokół którego skupione będą
inne okręty US Navy. To inicjatywa obecnej administracji
amerykańskiej, określana jako „Złota
Flota” (Golden Fleet), której ideą jest przeciwdziałanie
potędze morskiej Chińskiej Republiki
Ludowej i wzmocnienie krajowej bazy przemysłowej
poprzez przyspieszenie produkcji
oraz wdrożenie doń robotyki, sztucznej inteligencji,
druku 3D etc. Kluczowe składniki „Golden
Fleet” obejmują:
Koniec minionego roku przyniósł decyzje dotyczące przyszłego kształtu US Navy, w tym zakończenie programu
fregat typu Constellation, zastąpienie ich prostszymi jednostkami FF(X) na bazie dużych patrolowców Coast
Guardu i – wisienkę na torcie – plan budowy „pancerników” typu Trump.
❙ „pancerniki” (battleships; można to tłumaczyć
jako „okręty liniowe”; z historycznymi pierwowzorami
mają wspólną jedynie wielkość i elitarność)
typu Trump: nowe, duże okręty z zaawansowanym
uzbrojeniem dalekiego zasięgu,
pociskami hipersonicznymi i zwiększoną siłą
ognia, zaprojektowane z myślą o dominacji nad
potencjalnymi przeciwnikami (nie tylko ChRL);
❙ zmodernizowana baza przemysłowa: przeniesienie
produkcji z powrotem do kraju (należy
rozumieć, jako kontraktowanie firm amerykańskich),
wykorzystanie fabryk zrobotyzowanych
i produkcji addytywnej w celu przyspieszenia
budowy okrętów oraz rozwiązania
problemu niedoborów siły roboczej;
❙ mniejsze okręty eskortowe: zastąpienie opóźnionego
programu FFG(X) Constellation prostszymi
i szybszymi w budowie fregatami FF(X),
z dodatkiem systemów bezzałogowych;
❙ zmiana strategiczna: odejście od złożonych,
opóźnionych projektów na rzecz bardziej mobilnej,
licznej i zaawansowanej technicznie floty.
Na pierwszy rzut oka inicjatywa jest podobna
do „High-Low”, programu wdrożonego przez
CNO (Chief of Naval Operations; szef operacji
morskich – wojskowy zwierzchnik US Navy)
adm. Elmo „Buda” Zumwalta Jr. w latach 70. Miał
on na celu budowę zrównoważonej floty poprzez
wprowadzanie drogich, zaawansowanych
okrętów (High) oraz tańszych, masowo
produkowanych „uzupełniających” (Low), co
miało zrównoważyć przewagę liczebną ZSRS.
Ówczesny plan w zasadzie się powiódł i doprowadził
do powstania całkiem udanych niszczycieli
(typ Spruance), fregat (typ O.H. Perry) i lekkich
okrętów uderzeniowych (typ Pegasus),
wykorzystujących zunifikowane uzbrojenie,
systemy elektroniczne i napędowe. Nie wiadomo
natomiast, jak się ma zamysł produkcji
„pancerników” typu Trump do przyspieszenia
rozwoju US Navy. Wiadomo natomiast, że megalomania,
z której znany jest obecny włodarz
Białego Domu, nie okazała się tym razem oryginalna.
Duże okręty nawodne nasycone zaawansowanymi,
dalekosiężnymi systemami uzbrojenia
w ostatnich dekadach zapełniały już strony
planów rozwoju US Navy, i choć ich kierunki nie
zawsze były zbieżne, finał był taki sam…
❚ Nieodrobione lekcje
Już w latach 90. US Navy zainicjowała program
Surface Combatant for the 21st Century (SC-21).
Zakładał on budowę niszczycieli DD-21 i krążowników
CG-21. Opracowano wielowariantowe
Studium Charakterystyk Operacyjnych
Okrętu, obejmujące propozycje jednostek
o wyporności od 2500 do 20 000 t, bazujących
na istniejących projektach, ich modernizacjach
i zupełnie nowych konstrukcjach. Wśród
nich pojawił się krążownik z 256 komorami
wyrzutni pionowych, a nawet tzw. Arsenal
Ship (oficjalnie Large Capacity Missile Ship;
okręt o dużej pojemności pocisków rakietowych),
wypierający 20 000 t i mający 500 komór
startowych, głównie do pocisków manewrujących
do głębokich uderzeń na cele lądowe. Cięcia
budżetowe w listopadzie 2001 r. sprawiły,
że SC-21 stał się mniej ambitnym programem
Future Surface Combatant, którego owocem
przekutym w metal był DD(X), czyli późniejszy
duży niszczyciel typu Zumwalt. Miał on też być
bazą do budowy krążowników CG(X), ale program
ten zarzucono w 2010 r.
Tymczasem DDG(X) także okazał się klapą.
Zbudowano jedynie trzy takie okręty (DDG
1000 Zumwalt, DDG 1001 Michael Monsoor
i DDG 1002 Lyndon B. Johnson). Pierwsze dwa
są formalnie w służbie od 2020 i 2024 r., ale
78 Wojsko i Technika • Styczeń 2026
www.zbiam.pl