08.06.2013 Views

pobierz - Nestor - Czasopismo artystyczne

pobierz - Nestor - Czasopismo artystyczne

pobierz - Nestor - Czasopismo artystyczne

SHOW MORE
SHOW LESS

Create successful ePaper yourself

Turn your PDF publications into a flip-book with our unique Google optimized e-Paper software.

Spis treści Spis treści<br />

Słowo redaktora ...................................................................... 2<br />

A. D. Misiura<br />

Kościół katolicki na obszarze międzyrzecza... ....................... 3<br />

Zbigniew Atras<br />

Anomalie pogodowe w naszej historii .................................... 8<br />

Kazimierz Stołecki<br />

Charakterystyka warunków przyrodniczych miasta<br />

Krasnystaw ......................................................................... 12<br />

Lucjan Cimek<br />

Miastu na urodziny - rzecz o herbie ...................................... 17<br />

Leszek Janeczek<br />

Nota biograficzna - Artur Daniel Liskowacki ...................... 18<br />

Poezja ................................................................................... 19<br />

Artur Daniel Liskowacki<br />

Najbardziej „antymilitarny” żołnierz majora „Łupaszki” ..........20<br />

rozm. Grzegorz Polikowski<br />

Poezja .................................................................................. 26<br />

Henryk Radej<br />

...mój Chopin ...................................................................... 27<br />

Henryk Radej<br />

Poezja ........................................................................................... 28<br />

Norwid Cyprian Kamil<br />

Poezja ................................................................................ 30<br />

Karol Wojtyła<br />

Z Krasnegostawu na pogrzeb Ojca Świętego ..................... 31<br />

Leszek Janeczek, Aleksandra Anna Janeczek<br />

Poezja .................................................................................. 34<br />

Edward Krzysztof Rogalski<br />

Poezja ................................................................................ 35<br />

Andrzej David Misiura<br />

Poezja .................................................................................. 35<br />

Małgorzata Stefaniak (Augustyniak)<br />

Poezja nie może być służebnicą .......................................... 35<br />

rozm. Dariusz Sułkowski<br />

Poezja ................................................................................. 37<br />

Wacław Oszajca<br />

Nota biograficzna - o. Wacław Oszajca ............................... 38<br />

Poezja .................................................................................... 38<br />

Wacław Oszajca<br />

NR 1(11) 2010 NESTOR <strong>Czasopismo</strong> Artystyczne<br />

Wydawca:<br />

Oficyna Wydawnicza „ELIPSA”<br />

ul. Piłsudskiego 2, 22-300 Krasnystaw, tel. 82-576 6009,<br />

Konfederacja NESTOR e-mail: david57am@op.pl<br />

Montaż elektroniczny:<br />

„TamgaGraf”, ul. Szymonowicza 29, Krasnystaw<br />

Druk: Wydawnictwo „ROMAR”, ul.Poniatowskiego 20, Krasnystaw<br />

Nakład sponsorowany przez:<br />

Starostwo Powiatowe w Krasnymstawie, Urząd Gminy w Kraśniczynie<br />

Wspomnienie o Zygmuncie Dąbskim .................................. 39<br />

Józef Dąbski<br />

Dziadek Antoni-Max ........................................................... 40<br />

Krzysztof Kulig<br />

Narody mogą przetrwać ....................................................... 47<br />

Andrzej David Misiura<br />

Wyrok śmierci i muza .......................................................... 48<br />

Zbigniew Uchnast<br />

Narodowa partyzantka na Lubelszczyźnie .......................... 53<br />

Artur Borzęcki<br />

Poezja .................................................................................. 54<br />

Zbigniew Herbert<br />

Dzieje pewnej gminy .............................................................. 55<br />

Artur Borzęcki<br />

Diabla sprawa ..................................................................... 56<br />

Henryk Radej<br />

Fraszki ............................................................................... 57<br />

Stanisław Koszewski<br />

Józef Bohdan Zaleski - poeta zapomniany .......................... 58<br />

Mirosław Iwańczyk<br />

Poezja ................................................................................ 61<br />

Józef Bohdan Zaleski<br />

Historia, upadek i reaktywacja Uczelni Mędrców Lublina ... 62<br />

Olga Białek-Szwed<br />

Zamojszczyzna Aleksandry Wachniewskiej ........................ 67<br />

Agnieszka Szykuła-Żygawska<br />

Siennicki Teatr w Warszawie ............................................... 69<br />

Konfederacja albo kaptur ziemi chełmskiej ......................... 70<br />

Kazimierz Stołecki<br />

Komunikat dla patronów medialnych .................................. 75<br />

Poezja ................................................................................ 76<br />

Stanisław Bojarczuk<br />

Apel do JMPana Starosty Krasnostawskiego, JMPana<br />

Burmistrza Krasnegostawu, JMPanów Gmin... ................. 77<br />

Pocztówki z Puerto Rico ..................................................... 78<br />

Redagują:<br />

Andrzej David Misiura (redaktor naczelny),<br />

Tadeusz Andrzej Kiciński (z-ca redaktora naczelnego)<br />

Wiesław Krajewski (sekretarz redakcji)<br />

Henryk Wróbel (skład i łamanie)<br />

Stale współpracują:<br />

Alicja Wiech<br />

Mariusz Kargul<br />

Dariusz Włodarczyk<br />

Henryk Radej<br />

Redakcja nie zwraca materiałów niewykorzystanych.<br />

Zastrzega sobie prawo wprowadzania zmian i skrótów.<br />

Dziękujemy Autorom, którzy zrezygnowali z honorariów<br />

za swoje publikacje w niniejszym wydaniu.<br />

1


Wstęp Wstęp<br />

S<br />

2<br />

łowo redaktora<br />

Do tych walorów chciałoby się dorzucić<br />

jeszcze tylko parę skrzydeł, ale jak się okazuje w<br />

tym obrazie wcale ich nie brakuje. Posiada je ptak<br />

<strong>Nestor</strong> notabilis - kea z rzędu papugowatych. Nie<br />

spotykamy go na co dzień, ponieważ zamieszkuje<br />

Nową Zelandię. Jest zielono-brązowy, dostojny<br />

i wysoko krąży, podobnie jak święty <strong>Nestor</strong><br />

Kronikarz (ok.1050 -ok. 1114) mnichpieczerskiego<br />

monasteru. Autor najstarszego ruskiego latopisu<br />

zapisał dla potomnych historię Rusi, a przy niej, z<br />

precyzją, dzieje sąsiadującego państwa polskiego.<br />

Julian Kotkowski, tłumacząc w roku1860 Latopis<br />

<strong>Nestor</strong>a,<br />

w słowie wstępnym snuje nawet domysły<br />

o jego związkach z Polską…<br />

Jeśli więc ktoś zapyta dlaczego<br />

Przekazywać informacje można nawet za<br />

pomocą spojrzenia. Aby poradzić sobie w obcym<br />

kraju, wystarczy znajomość kilkudziesięciu słów, a<br />

wśród rodaków - kilkuset. Nic więc dziwnego, że<br />

<strong>Nestor</strong>a bardzo powierzchownie kojarzymy<br />

jedynie z sędziwym wiekiem. Mało kto jednak wie,<br />

że był nim mityczny król miasta Pylos. Walczył z<br />

centaurami i uczestniczył w wyprawie Argonautów<br />

po złote runo, ale już na kradzież wołów Geriona nie<br />

dał się namówić. Najbardziej znany był z udziału w<br />

wojnie przeciwko Troi, podczas której, jako<br />

najstarszy dowódca skutecznie służył swoją<br />

wiedzą i bezcenną radą. Zapewne z tej przyczyny<br />

jego imieniem nazywamy dzisiaj doświadczonego<br />

starca lub seniora jakiejś społeczności. Przeżył trzy<br />

pokolenia ludzkie i wydaje się, że przysłowiowa<br />

wartość tej postaci ma swoje źródło właśnie w<br />

podeszłym wieku, ale czy na pewno? Wszak aby w<br />

trakcie wypraw i wojen dożyć takich lat nie<br />

wystarczyło być okazem zdrowia fizycznego.<br />

Potrzebne były jeszcze wartości intelektualne i<br />

szczęście nie mniejsze, niż u kresu życia. <strong>Nestor</strong><br />

nieprzerwanie musiał uosabiać wiele zalet<br />

najwyższej kategorii i zaręczam, że na pewno długo<br />

był młody, zresztą jak każdy z nas.<br />

czasopismo <strong>artystyczne</strong> przyjęło nazwę <strong>Nestor</strong> -<br />

nasi Czytelnicy na pewno z łatwością wytłumaczą.<br />

W poprzednim wydaniu opublikowany<br />

został wywiad z Lidią Lwow-Eberle towarzyszką<br />

życia legendarnego majora Zygmunta<br />

Szendzielarza (ps. „Łupaszka”), dowódcy V<br />

Wileńskiej Brygady „żołnierzy wyklętych”. Temat z<br />

pozoru nie miał najmniejszego związku z naszym<br />

regionem. A jednak, zbieżność imion w<br />

dokumentach pozwoliła dokonać sensacyjnego<br />

odkrycia. Pani Lidia okazała się córką dyrektora<br />

(1949-1952) Szkoły Rolniczej w Krasnymstawie,<br />

Leona Lwowa! Szerzej o tych związkach napiszemy<br />

w następnym numerze.<br />

Na zakończenie akcent artystyczny (a<br />

mamy w nim też swój udział) - Teatr Pokoleń z<br />

Siennicy Różanej nagrodzony został, jako jeden z<br />

pięciu podmiotów, przez Fundację Rozwoju<br />

Demokracji Lokalnej pod patronatem Ministra<br />

Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Polskiego<br />

Komitetu ds. UNESCO za szczególne<br />

przedsięwzięcia o charakterze kulturowym i<br />

kulturotwórczym, które w latach 2006-2009 w<br />

wybitny sposób przyczyniły się do wzmacniania<br />

więzi i tradycji lokalnych oraz aktywizacji<br />

społeczności.<br />

Nie da się ukryć, że siennicki teatr<br />

zadziałał jak bakcyl. W kilku ościennych gminach<br />

rozpoczęto już podobne inicjatywy. Sam<br />

Krasnystaw także zaczął gorączkowo poszukiwać<br />

drożdży dla kultury teatralnej, a w sąsiednim<br />

powiecie przystąpiono nawet do reaktywowania<br />

Teatru Ziemi Chełmskiej. Brawo!<br />

Andrzej David Misiura<br />

Korespondencję prosimy kierować pod adres: <strong>Czasopismo</strong> Artystyczne NESTOR,<br />

ul. Piłsudskiego 2, 22-300 Krasnystaw. W tym miejscu można też otrzymać gratisowy<br />

egzemplarz. Telefon 82 576 60 09, adres e-mailowy: david57am@op.pl<br />

Starostwo Powiatowe<br />

w Krasnymstawie<br />

Urząd Gminy<br />

w Kraśniczynie


Historia Historia<br />

Zbigniew Atras<br />

Kościół<br />

katolicki na obszarze międzyrzecza<br />

Wieprza i Bugu - powstanie<br />

Diecezji Chełmskiej<br />

Międzyrzecze Wieprza i Bugu, czyli obszar<br />

powiatów: krasnostawskiego, chełmskiego, zamojskiego,<br />

biłgorajskiego, tomaszowskiego i hrubieszowskiego<br />

(w dzisiejszych ich granicach), w VI-X<br />

wieku zamieszkiwała ludność słowiańska należąca<br />

do związku plemiennego Lędzian. Miasto<br />

Krasnystaw w początkowym okresie swego<br />

istnienia nosiło nazwę Szczekarzew. Jego<br />

historyczne początki sięgają IX wieku i giną w<br />

mrokach dziejów. Pierwszy zapis o jego istnieniu<br />

znajduje się w Latopisie Nikiforowskim, i mówi, że w<br />

roku 862 jeden z trzech braci, o imieniu Szczek, na<br />

wysokim brzegu Wieprza, w miejscu z natury<br />

obronnym, zbudował drewniany gród warowny. Od<br />

swego imienia nadał mu nazwę Szczekarzew. Gród<br />

strzegł przeprawy przez rzekę na ważnym i<br />

uczęszczanym szlaku handlowym wiodącym na<br />

Ruś. Korzystne położenie przyciągało osadników,<br />

którzy budowali domy w pobliżu grodu, tworząc z<br />

czasem dużą osadę o charakterze miejskim. Nowy<br />

gród wszedł w skład systemu obronnego znanego<br />

pod nazwą Grodów Czerwieńskich, który między VI<br />

a X wiekiem został wzniesiony na obszarze<br />

pomiędzy Wieprzem a Bugiem, przez organizujące<br />

się plemiona lechickie. System ten miał strzec<br />

wschodnich rubieży plemiennych. Tak więc od<br />

początków swego istnienia Szczekarzew był<br />

grodem lechickim, czyli rdzennie polskim, i tak<br />

starym jak Państwo Polskie.<br />

Lędzianie nie zbudowali własnej państwowości.<br />

Zachodnie tereny ich zamieszkiwania<br />

szybko weszły w obszar oddziaływania Gniezna. Z<br />

dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić,<br />

że już w początkach tworzenia się polskiej<br />

państwowości, czyli po roku 900, także wschodnie<br />

tereny Lędzian, tj. obszar Grodów Czerwieńskich<br />

podlegały władzy książąt gnieźnieńskich. Jednak<br />

na wschodzie sytuacja szybko się skomplikowała.<br />

Grody Czerwieńskie stały się teatrem walk<br />

pomiędzy Polską Piastów na zachodzie, a<br />

powstającym państwem Rusi Kijowskiej na<br />

wschodzie. W 966 roku książę piastowski Mieszko I<br />

przyjął chrzest w obrządku rzymskim, i wprowadził<br />

Polskę w krąg kultury zachodnioeuropejskiej.<br />

Jak szybko postępowała chrystianizacja państwa,<br />

i kiedy kościół dotarł do Szczekarzewa - trudno<br />

powiedzieć. Tymczasem na wschód od Grodów<br />

Czerwieńskich powstawało pogańskie jeszcze<br />

wówczas państwo Rusi Kijowskiej. Potęgę Rusi<br />

tworzył jej władca Włodzimierz Wielki poprzez<br />

grabieże i podboje nowych terytoriów. W roku 981<br />

(979), jak podaje Latopis <strong>Nestor</strong>a - „poszedł<br />

Włodzimierz ku Lachom i zajął grody ich”. Zapis<br />

wyraźnie wskazuje, że była to wyprawa o<br />

charakterze podboju ziem obcych. Mieszko I, zajęty<br />

budową i obroną młodej polskiej państwowości,<br />

zagrożonej od zachodu przez Germanów, nie<br />

pospieszył Grodom z odsieczą. Tymczasem<br />

Włodzimierz Wielki, będący jeszcze wówczas<br />

poganinem, wrogo nastawionym do chrześcijaństwa,<br />

zaczynał coraz bardziej rozumieć rolę<br />

religii dla jedności i siły państwa. W tym celu podjął<br />

próbę wprowadzenia na Rusi kultu bożka Peruna.<br />

Gdy działania te nie przyniosły sukcesu, w roku<br />

989, wraz z dworem przyjął chrzest z Bizancjum.<br />

Dla wzmocnienia swej władzy, zaczął budować<br />

cerkwie na terenie Rusi Kijowskiej, a także na<br />

zajętych obszarach Grodów Czerwieńskich. Która<br />

ze świątyń - kościół czy cerkiew - powstała pierwsza<br />

w Szczekarzewie, trudno powiedzieć. Pamiętajmy,<br />

że w tym czasie chrześcijaństwo nie było<br />

podzielone. Różniła je tylko tradycja i język. Oba<br />

obrządki - wschodni i zachodni - przenikały się<br />

wzajemnie. Kościoły rzymskie powstawały na Rusi,<br />

a cerkwie bizantyjskie na wschodnich terenach<br />

Polski.<br />

Po śmierci Mieszka I na polskim tronie<br />

zasiadł Bolesław Chrobry. W 1013 roku podjął on<br />

pierwszą wyprawę wojenną na Ruś. Popierany<br />

przez lechicką ludność zamieszkującą Grody<br />

Czerwieńskie, dotarł aż do Kijowa i zdobył miasto.<br />

Skończyło się jednak na układach, których<br />

Włodzimierz nie dotrzymał. Dwa lata później zmarł.<br />

Na tron kijowski wstąpił jego syn Jarosław. W 1018<br />

roku Bolesław Chrobry poprowadził drugą wyprawę<br />

wojenną na Ruś, pokonał siły Jarosława, a w<br />

drodze powrotnej zdobył Grody Czerwieńskie, ze<br />

Szczekarzewem włącznie, i przyłączył je do Polski.<br />

W 1025 roku Bolesław Chrobry umiera. Polska<br />

pogrąża się w chaosie. Wykorzystuje to Jarosław, i<br />

w roku 1031 podbija Grody ponownie. Pamiętając<br />

poparcie miejscowej ludności dla Bolesława<br />

Chrobrego i polskiej państwowości, władca Rusi<br />

postanawia podjąć działania, które raz na zawsze<br />

zmienią układ sił na korzyść Kijowa. Tysiące<br />

lechickich mieszkańców Grodów zostaje<br />

wygnanych i osiedlonych w okolicach Kijowa. W<br />

kronikach <strong>Nestor</strong>a odnajdujemy następujący zapis<br />

dotyczący wspomnianych działań: „W roku…1031<br />

wielki książę Jarosław i Mstisław zebrawszy liczne<br />

wojsko poszli na Lachów i zabrali Grody<br />

Czerwieńskie znowu, i podbili Lacką ziemię, i upro-<br />

3


wadzili licznych Lachów, i rozdzielili ich. Wielki<br />

kniaź Jarosław osiedlił ich na Rusi i są tu do dziś”.<br />

Na miejsce deportowanych Lachów Jarosław<br />

sprowadza ruskich osadników. Struktura<br />

wyznaniowa i narodowościowa na terenie Grodów<br />

ulega wielkim zmianom na korzyść tradycji<br />

bizantyjskiej oraz Rusi.<br />

W 1054 roku dochodzi do tragicznych<br />

wydarzeń znanych pod nazwą wielkiej schizmy<br />

wschodniej. Następuje rozłam w chrześcijaństwie,<br />

które dzieli się na kościół wschodni obrządku<br />

bizantyjskiego i zachodni obrządku łacińskiego.<br />

Podział nie nastąpił automatycznie, ale był<br />

procesem trwającym aż do XIII wieku. Jednak<br />

następujące zmiany stawały się nieodwracalne<br />

i coraz bardziej dzieliły wyznawców obu kościołów.<br />

Za czasów panowania Bolesława Śmiałego Grody<br />

Czerwieńskie wróciły na krótko do Polski, by w<br />

1073 roku znów paść łupem księcia kijowskiego<br />

Jarosława. Po śmierci Jarosława, Ruś Kijowska<br />

przeżywa okres rozbicia dzielnicowego. Grody<br />

Czerwieńskie przechodzą jeszcze wielokrotnie z<br />

rąk do rąk. W zachodniej dzielnicy Rusi powstaje<br />

księstwo halicko-włodzimierskie, ze stolicą w<br />

Haliczu, i szybko rośnie w siłę pod rządami Daniela<br />

Halickiego. Tymczasem Polska także przeżywa<br />

okres rozbicia dzielnicowego. Walki o Grody<br />

Czerwieńskie nie ustają, ale ich rozmiar ma zasięg<br />

bardziej lokalny. W końcu rosnąca potęga księstwa<br />

halicko-włodzimierskiego spowodowała, że w<br />

latach 1217-19 Polska utraciła te ziemie na prawie<br />

dwa stulecia. Podejmowane okresowo z<br />

Mazowsza mniejsze wyprawy wojenne<br />

doprowadzają do tego, że granicą często jest rzeka<br />

Wieprz, a Szczekarzew przez wiele lat bywa<br />

polskim grodem granicznym.<br />

W latach 1233-37 książę Daniel buduje w<br />

Chełmie gród (na miejscu starego, zniszczonego<br />

przez Tatarów) i lokuje miasto. Około 1238 roku<br />

przenosi z Halicza do Chełma stolicę swego<br />

księstwa. Funduje w mieście cztery cerkwie, a w<br />

1240 roku przenosi z Uhruska do Chełma siedzibę<br />

biskupstwa prawosławnego. Ustanowienie tak<br />

dużego i silnego ośrodka władzy w Chełmie miało<br />

na celu szybszą i mocniejszą integrację Grodów<br />

Czerwieńskich określanych przez Rusinów jako<br />

Zaburze, z obszarami Rusi. Wzmaga się<br />

osadnictwo ruskie, a po okolicznych osadach<br />

budowane są cerkwie i szerzone prawosławie jako<br />

znacząca część polityki integracyjnej Rusi. Po<br />

śmierci Daniela tron książęcy dziedziczy jego syn<br />

Lew. Przenosi on w 1272 roku stolicę księstwa z<br />

Chełma do Lwowa. W tym samym czasie na<br />

wschodnich obszarach Polski wzmacnia się<br />

świadomość odrębności etnicznej ludności polskiej<br />

i rozwijają struktury kościoła katolickiego. Wzrasta<br />

4<br />

Historia<br />

Historia<br />

znaczenie ziemi lubelskiej. W 1198 roku utworzono<br />

w Lublinie archidiakonat diecezji krakowskiej, a w<br />

roku 1205 powstaje kasztelania. Budowane są<br />

kościoły i tworzone nowe parafie. Za najstarszą<br />

świątynię katolicką zbudowaną na ziemiach<br />

graniczących z Grodami Czerwieńskimi uchodzi<br />

lubelski kościół św. Mikołaja na Czwartku, który<br />

według tradycji ufundował Mieszko I na miejscu<br />

pogańskiej świątyni. Najstarszy kościół na<br />

terenach, które w późniejszych wiekach weszły w<br />

skład ziemi krasnostawskiej powstał w Targowisku<br />

(obecnie gmina Zakrzew) w XI wieku i był, według<br />

tradycji, konsekrowany przez św. Stanisława,<br />

biskupa krakowskiego. Targowisko to jedna z<br />

najstarszych miejscowości na tym obszarze,<br />

powstała w początkach piastowskiej Polski i leżąca<br />

wówczas na wschodnich krańcach średniowiecznej<br />

diecezji krakowskiej. To właśnie diecezja<br />

krakowska prowadziła największą działalność<br />

misyjną na obszarze Grodów Czerwieńskich, w<br />

wyniku czego w 1287 roku wybudowano kościół w<br />

Horodle. Jest to najstarsza świątynia katolicka na<br />

obszarze międzyrzecza Wieprza i Bugu.<br />

W latach 1240 i 1261 zanotowano niszczące<br />

najazdy Tatarów. W czasie drugiego najazdu<br />

nastąpił kres Grodów, a przyczyną było<br />

przeprowadzenie przez Tatarów planowego<br />

niszczenia wszystkich znaczących umocnień<br />

i obwarowań grodowych. Pomimo tego rozwój<br />

kościoła postępuje. W 1325 roku zbudowano<br />

kościoły w Częstoborowicach (obecnie gmina<br />

Rybczewice) i Piaskach Lubelskich, tj. miejscowościach<br />

leżących tuż przy granicy Grodów, a w<br />

1326 roku istniał już kościół w Czernięcinie. W ten<br />

sposób struktury kościoła katolickiego zbliżały się<br />

do granic i wchodziły na teren zniszczonych<br />

Grodów Czerwieńskich. W 1333 roku na tron Polski<br />

wstąpił Kazimierz Wielki, ostatni król z dynastii<br />

Piastów. Przez ponad dwadzieścia lat dochodził<br />

zbrojnie swych praw do ziem wschodnich,<br />

prowadząc w latach 1340-1366 wyprawy wojenne<br />

i ostatecznie włączając do Polski księstwo halickowłodzimierskie,<br />

razem z dzielnicą chełmsko-bełską<br />

czyli dawnymi Grodami Czerwieńskimi. Kazimierz<br />

Wielki widział swe działania jako ostateczne<br />

rozwiązanie kwestii ziem wschodnich. W tym celu<br />

zaplanował i realizował budowę nowych zamków<br />

jako linii obronnej granic państwa. W pobliżu<br />

starego, lechickiego grodu w Szczekarzewie<br />

zbudował duży, murowany zamek królewski.<br />

Dokładna data jego budowy nie jest znana, ale<br />

musiało to nastąpić między 1360 a 1370 rokiem. W<br />

tym czasie Szczekarzew był już znaczącą osadą<br />

miejską. Posiadał dwie drewniane świątynie:<br />

cerkiew św. Paraskiewy i kościół Wszystkich<br />

Świętych.


Historia Historia<br />

Dla umocnienia wpływów polskich na<br />

zdobytych terenach, Kazimierz Wielki starał się<br />

tworzyć nowe struktury kościoła katolickiego.<br />

Planował powołanie metropolii w Haliczu, z kilkoma<br />

sufraganiami, między innymi w Chełmie. 12 maja<br />

1359 roku franciszkanin Tomasz z Sienna otrzymał<br />

nominację papieską na biskupstwo chełmskie jako<br />

tymczasową sufraganię metropolii gnieźnieńskiej,<br />

do czasu ustanowienia arcybiskupstwa w Haliczu,<br />

co nastąpiło w 1366 roku. Z powodu ciągłych walk i<br />

niepewnej sytuacji, papież Grzegorz XI erygował<br />

diecezję dopiero w 1375 roku bullą z 13 lutego, ale<br />

biskup chełmski pozostawał nadal w Krakowie. Po<br />

bezpotomnej śmierci Kazimierza Wielkiego, na tron<br />

polski wstąpił Ludwik Węgierski, który uznał<br />

księstwo halicko-włodzimierskie za własne lenno i<br />

w 1378 roku osadził w nim swych starostów i załogi<br />

węgierskie, odrywając te ziemie od Polski. W<br />

sierpniu 1382 roku w Szczekarzewie zatrzymał się<br />

na noc orszak księcia Władysława Opolczyka<br />

przewożący cudowny obraz Matki Boskiej, z zamku<br />

w Bełzie do Częstochowy. W 1387 roku królowa<br />

Jadwiga poprowadziła zwycięską wyprawę<br />

wojenną na Ruś Halicką, w wyniku której<br />

przyłączyła ziemię chełmską na stałe do Polski,<br />

zamykając w ten sposób okres wojen granicznych.<br />

Kolejny biskup chełmski, franciszkanin Stefan ze<br />

Lwowa, mianowany w 1388 roku, także nie kwapił<br />

się do objęcia sufraganii, pozostając na stałe w<br />

Poznaniu oraz innych diecezjach i oczekując tam<br />

na uposażenie swojego biskupstwa. Tymczasem<br />

Władysław Jagiełło, pragnąc ugruntować polskie<br />

wpływy na ziemiach wschodnich, w 1392 roku<br />

nadaje prawa miejskie dla Chełma, a w 1394 roku<br />

dla Krasnegostawu. W tym samym roku król<br />

funduje w Krasnymstawie kościół Świętej Trójcy<br />

(drugi kościół w mieście) i klasztor Augustianów<br />

oraz kościół w Bełzie. W 1398 roku z fundacji<br />

księcia Ziemowita IV powstaje kościół w Grabowcu,<br />

a Dymitr z Goraja funduje kościół w<br />

Szczebrzeszynie. Dokumenty z tego okresu<br />

odnotowują jedyny pobyt biskupa Stefana w swojej<br />

diecezji w roku 1403 i dokonanie przez niego aktu<br />

poświęcenia parafii w Lipsku (obecnie Mokrelipie)<br />

koło Szczebrzeszyna. W tym samym roku powstaje<br />

kościół w Rzeplinie. Biskup przebywający stale<br />

poza diecezją, wystawił też dokumenty dla parafii<br />

Gorzków (29 czerwca 1404) i Czernięcin (10<br />

stycznia 1406). W 1407 roku przy kościele<br />

parafialnym w Krasnymstawie otwarto szkołę<br />

parafialną. Takie szkoły i szpitale dla ubogich<br />

prowadzono w tych czasach przy wielu parafiach.<br />

Przez pewien okres czasu administracją<br />

i tworzeniem pierwszych parafii biskupstwa<br />

chełmskiego (np. w Wożuczynie, Gródku (1409)<br />

i Nabrożu (1411) zajmował się metropolita halicki<br />

Jakub Strzemię, a w roku 1409 terytorium diecezji<br />

włączono na krótko do diecezji łuckiej. W 1412 roku<br />

z fundacji Władysława Jagiełły zbudowano gotycki<br />

kościół w Lubomli. 12 października 1413 roku unia<br />

horodelska zawarta między Polską i Litwą<br />

potwierdziła istnienie diecezji chełmskiej, a 16<br />

sierpnia 1417 roku król Władysław Jagiełło uposażył<br />

biskupstwo w ziemię (8 wiosek) i ufundował w<br />

Chełmie świątynię katedralną pw. Najświętszej<br />

Maryi Panny i Rozesłania Apostołów, jako wotum<br />

wdzięczności za zwycięstwo pod Grunwaldem, w<br />

której to bitwie Chorągiew Ziemi Chełmskiej bardzo<br />

się wyróżniła. W akcie uposażeniowym diecezji nie<br />

wymienia się żadnego chełmskiego kościoła, jako<br />

tymczasowej siedziby biskupa. Czyżby go tam do<br />

tego czasu nie było i dlatego król funduje nową<br />

świątynię, która dopiero po wybudowaniu zostanie<br />

podniesiona do rangi kościoła katedralnego? Jeżeli<br />

tak, to inaczej należy spojrzeć na niechęć, a raczej<br />

na brak możliwości objęcia biskupstwa przez dwóch<br />

pierwszych biskupów chełmskich, dla których<br />

diecezja miała charakter czysto tytularny. Ten fakt<br />

pozwala także twierdzić, że kościół Wszystkich<br />

Świętych w Szczekarzewie (Krasnymstawie)<br />

powstał przed okresem panowania Kazimierza<br />

Wielkiego, czyli przed 1333 rokiem, i nie był przez<br />

niego fundowany, ponieważ król, planując<br />

umieszczenie siedziby nowego biskupstwa w<br />

Chełmie, gdzie w tym czasie brakowało świątyni<br />

katolickiej, nie budowałby kościoła w sąsiednim<br />

Szczekarzewie.<br />

Okres panowania Kazimierza Wielkiego i kolejnego<br />

króla polskiego - Władysława Jagiełły jest<br />

czasem prowadzenia na ziemiach wschodnich<br />

intensywnej akcji osadniczej ludności polskiej,<br />

napływającej zwłaszcza z terenów Mazowsza. W<br />

1417 roku nominację na biskupstwo chełmskie<br />

otrzymał Jan Biskupiec (1376-1452), dotychczasowy<br />

prowincjał zakonu dominikanów w Polsce,<br />

a także osobisty spowiednik i kaznodzieja<br />

królewski. Nowy biskup był osobą wszechstronnie<br />

wykształconą. W 1410 roku otrzymał mocą<br />

przywileju papieskiego tytuł mistrza (doktora)<br />

teologii. Już wcześniej dał się poznać w diecezji<br />

chełmskiej, gdzie jako prowincjał zakonu fundował<br />

dwa zgromadzenia dominikańskie: w Horodle<br />

(1412) i Hrubieszowie (1416). Był oddanym<br />

zwolennikiem i najbliższym doradcą Władysława<br />

Jagiełły. W wielu sprawach osobiście go<br />

reprezentował, a jego nazwisko bardzo często<br />

5


6<br />

Historia Historia<br />

figuruje na dokumentach kancelarii królewskiej.<br />

Nominacja biskupia, osoby tak blisko związanej z<br />

królem, świadczy o znaczeniu jakie Władysław<br />

Jagiełło przywiązywał do rozwoju ziem wschodnich<br />

i ich trwałej integracji z Polską. O warunkach, jakie<br />

zastał nowy biskup w chwili objęcia diecezji<br />

świadczy dokument erekcyjny kościoła<br />

parafialnego w Skierbieszowie, z 15 kwietnia 1436<br />

roku. Czytamy w nim: „Gdy zostaliśmy powołani do<br />

kościoła chełmskiego zastaliśmy go spustoszałym,<br />

bardzo ubogim i nieposiadającym żadnych<br />

środków utrzymania, z kościołami bardzo rzadko<br />

występującymi, ponieważ jest to ziemia<br />

schizmatycka”. Jan Biskupiec był głównym<br />

organizatorem diecezji chełmskiej i jednym z jej<br />

najwybitniejszych biskupów. Szczególnie bliska<br />

była mu misja ewangelizacyjna Kościoła na<br />

ziemiach wschodnich, czego dał dowody jeszcze<br />

zanim został biskupem. Najpoważniejszą troską<br />

biskupa był brak kościołów w diecezji. W 1417 roku<br />

było ich zaledwie 20, wobec prawie 200 cerkwi. Z<br />

inicjatywy Jana Biskupca zbudowano ponad 20<br />

nowych kościołów (z czego 5 fundował sam biskup)<br />

i rozwinięto sieć parafialną. Fundatorem kościołów<br />

w diecezji był też król Władysław Jagiełło, który<br />

także uposażał nowe parafie. W 1419 roku<br />

zbudowano kościół w Chłaniowie. W tym samym<br />

roku król uposażył hojnie gotycki kościół parafialny<br />

Wszystkich Świętych w Krasnymstawie, a w 1426<br />

roku, przebywając w krasnostawskim zamku przez<br />

prawie dwa miesiące (leczył nogę złamaną na<br />

polowaniu), ufundował kościółek św. Anny<br />

(lokalizacja nieustalona, być może była to kaplica<br />

zamkowa). Z różnych fundacji powstają kolejne<br />

kościoły: w Pawłowie (1421), Tyszowcach,<br />

Wielączy i Żdanowie (1424), Hrubieszowie i<br />

Chodywańcach (1425) Łopienniku i Skierbieszowie<br />

(1426), Płonce (1429), Turobinie (1430),<br />

Rachaniach i Łabuniach (1435), Wojsławicach<br />

(1440), Świerżach (1443). Być może także za<br />

rządów Jana Biskupca powstały XV-wieczne<br />

kościoły w Ostrzycy, Żółkiewce, Kryłowie czy<br />

Czerniczynie. Problem braku świątyń nie został<br />

jednak rozwiązany i, zwłaszcza na wschodnich<br />

terenach diecezji, poszczególne kościoły dzieliły<br />

odległości od kilkunastu do kilkudziesięciu<br />

kilometrów.<br />

W 1429 roku ustanowiono kapitułę katedralną,<br />

liczącą 2 prałatów i 10 kanoników. W wyniku<br />

nadań królewskich, własnością diecezji stały<br />

się duże majątki ziemskie między innymi w<br />

Kumowie, Pawłowie, Sawinie i Skierbieszowie.<br />

Letnią rezydencją biskupów chełmskich stał się<br />

Kumów, gdzie Jan Biskupiec ufundował w 1434<br />

roku pierwszą świątynię drewnianą i pobudował<br />

dwór biskupi wykorzystywany jeszcze w XIX wieku.<br />

Rozpoczął także starania o powiększenie diecezji<br />

chełmskiej o ziemię lubelską, łukowską i powiat<br />

urzędowski. Pomimo przychylnego stanowiska<br />

StolicyApostolskiej (2 bulle papieża Marcina V - „Ad<br />

apostolicae dignitatis” i „Ad ea quae”) plany<br />

powiększenia diecezji chełmskiej przekreśliło weto<br />

biskupa krakowskiego Zbigniewa Oleśnickiego<br />

(archidiakonat lubelski wchodził w skład diecezji<br />

krakowskiej), a ogłoszone dokumenty papieskie<br />

zostały unieważnione. Jednak diecezja chełmska<br />

szybko się rozwijała, a prawosławny dotąd Chełm<br />

(siedziba diecezji prawosławnej) stawał się powoli<br />

centrum życia religijnego kościoła katolickiego.<br />

Granice diecezji obejmowały ziemię chełmską<br />

składającą się z dwóch powiatów: chełmskiego i<br />

krasnostawskiego (starostwa grodowe), enklawy<br />

hrubieszowskiej oraz terenów na wschód od Bugu<br />

ze starostwami niegrodowymi w Lubomli i Ratnie, a<br />

także województwo bełskie bez powiatu<br />

lubaczowskiego. Obszar diecezji wynosił 18 800<br />

2<br />

km i wyraźnie dzielił się na część południowoz<br />

a c h o d n i ą ( p o w i a t k r a s n o s t a w s k i z e<br />

Szczebrzeszynem), gdzie katolicy byli w<br />

większości (prawie połowa kościołów diecezji),<br />

południową (ziemię bełską) oraz część wschodnią<br />

zdominowaną przez ludność wyznania<br />

prawosławnego.<br />

W 1434 roku biskup Jan Biskupiec<br />

zrezygnował z działalności publicznej na dworze<br />

królewskim i poświęcił się całkowicie pracy<br />

ustawodawczej w diecezji, czego wynikiem są<br />

dokumenty czterech synodów diecezjalnych (1434-<br />

1440, 1440-41, 1445 i 1449). Na tle tych statutów<br />

synodalnych rysuje się w pełni wybitna postać Jana<br />

Biskupca jako zakonnika, biskupa i męża stanu. Po<br />

śmierci biskupa Jana w 1452 roku, diecezję<br />

chełmską, liczącą wówczas 42 parafie otrzymał Jan<br />

Tarnowski (?-1462), także dominikanin i doktor<br />

teologii. Przyczynił się on do dalszego zabezpieczenia<br />

podstaw materialnych działania diecezji.<br />

Wiele troski wykazał na polu działalności misyjnej.<br />

W tym celu sprowadził do Skierbieszowa<br />

dominikanów, osadzając ich w fundowanym przez<br />

siebie kościele. W roku 1456 biskup Tarnowski


Historia Historia<br />

sprowadzi³ dominikanów tak¿e do Che³ma, gdzie<br />

przejêli dotychczasowy koœció³ parafialny. W 1460<br />

roku król Kazimierz Jagielloñczyk funduje w<br />

Krasnymstawie, na miejscu drewnianego koœcio³a<br />

Wszystkich Œwiêtych, murowany koœció³ œw.<br />

Kajetana. Jest to jeden z pierwszych koœcio³ów<br />

murowanych w diecezji che³mskiej. Nawet koœció³<br />

katedralny w Che³mie by³ drewniany.<br />

17 kwietnia 1462 roku, po dziesiêciu latach<br />

pos³ugi, w Kumowie umiera biskup Tarnowski<br />

i zostaje pochowany w koœciele katedralnym w<br />

Che³mie. W 1463 roku biskupem che³mskim<br />

zostaje Pawe³ z Grabowa (1410-1479). Jest to<br />

postaæ o tyle ciekawa, ¿e swoj¹ karierê rozpocz¹³<br />

od wojaczki. Bra³ udzia³ w bitwie pod Warn¹ (1444),<br />

gdzie dosta³ siê do niewoli tureckiej. Tam œlubowa³,<br />

¿e po odzyskaniu wolnoœci wst¹pi do zakonu i tak<br />

te¿ uczyni³. Dziewiêtnaœcie lat póŸniej zosta³<br />

biskupem. Za czasów jego pos³ugi biskupiej<br />

zbudowano (miêdzy innymi) w 1464 roku<br />

modrzewiowy koœció³ w Przewa³ach z fundacji<br />

Górki, a w 1468 - koœcio³y w Boñczy, Siennicy<br />

Ró¿anej i Trzeszczanach. Druga po³owa XV wieku<br />

to okres, w którym obszar diecezji czêsto naje¿d¿ali<br />

Tatarzy, a stolicê biskupi¹ czyli Che³m trawi³y<br />

po¿ary i miasto coraz bardziej podupada³o. Jak<br />

pisa³ D³ugosz: „Che³m powszechnie znany tylko z<br />

zaszczytu biskupstwa i zamku, tak ma³o ludne i<br />

nieznaczne, ¿e zaszczyty te powinny byæ mu odjête<br />

i przeniesione na miasto bardziej ruchliwe i<br />

ludniejsze”. Wysuniêto wiêc pomys³ przeniesienia<br />

siedziby biskupiej do Hrubieszowa. Zapewne du¿y<br />

wp³yw na tak¹ decyzjê mia³y nieustaj¹ce konflikty z<br />

biskupstwem prawos³awnym, które te¿ mieœci³o siê<br />

w Che³mie, a tak¿e fakt, ¿e katolicy stanowili tu<br />

mniejszoœæ tak w stosunku do prawos³awnych, jak<br />

i ¯ydów. W 1465 roku w Krasnymstawie, na grobli<br />

tu¿ przy moœcie zosta³ wybudowany szpital i<br />

drewniany koœció³ Œwiêtego Ducha nieznanej<br />

fundacji - czwarty koœció³ w mieœcie. Jest to<br />

zagadkowa œwi¹tynia, gdy¿ rodzi siê pytanie, czy<br />

nie by³ on siedzib¹ zakonu duchacy (Zakon<br />

Kanoników Regularnych od Œwiêtego Ducha),<br />

za³o¿onego w 1175 roku we Francji i ¿yj¹cego<br />

wed³ug regu³y œw. Augustyna, a w 1220 roku<br />

sprowadzonego do Polski. Zakon obra³ sobie za<br />

patrona Ducha Œwiêtego. Budowa³ oraz prowadzi³<br />

szpitale, pomagaj¹c chorym i ubogim, zajmuj¹c siê<br />

zw³aszcza porzuconymi dzieæmi. Jednoczesna<br />

budowa szpitala i koœcio³a pod wezwaniem<br />

Œwiêtego Ducha, a tak¿e obecnoœæ w mieœcie<br />

bratniego zakonu augustianów przemawia³yby na<br />

korzyϾ takiego rozumowania.<br />

Tymczasem pomys³ przeniesienia siedziby<br />

biskupiej poparty przez króla Kazimierza<br />

Jagielloñczyka czeka³ tylko na zgodê Stolicy<br />

Apostolskiej. Jednak pewne wzglêdy sporne<br />

istniej¹ce miêdzy papie¿em, a królem polskim<br />

odsunê³y w czasie jego realizacjê. Kolejni biskupi<br />

che³mscy, a byli nimi miêdzy innymi Jan Kazimierski<br />

i Jan z Targowiska zarz¹dzali diecezj¹ krótko i na<br />

temat ich dzia³alnoœci koœcielnej Ÿród³a raczej<br />

milcz¹. Wiadomo tylko, ¿e biskup Kazimierski<br />

konsekrowa³ koœció³ w Uchaniach, nale¿¹cy<br />

wczeœniej do zakonu paulinów. W 1490 roku<br />

biskupem che³mskim zosta³ mianowany Maciej ze<br />

Starej £om¿y (?-1505), dotychczasowy biskup<br />

kamieniecki, a wczeœniej kanonik lwowski i pisarz<br />

na dworze króla Kazimierza Jagielloñczyka. Nowy<br />

biskup w pierwszej kolejnoœci przyst¹pi³ do<br />

ponowienia starañ w temacie przeniesienia<br />

siedziby biskupiej.<br />

Herb zakonu duchacy<br />

Tym razem wybór pad³ na Krasnystaw, jako<br />

miasto najludniejsze i najbardziej rozwiniête w ca³ej<br />

diecezji, oraz pod ka¿dym wzglêdem przewy¿szaj¹ce<br />

dotychczasow¹ stolicê biskupi¹ czyli<br />

Che³m. Dokumentem z dnia 26 czerwca 1490 roku<br />

król Kazimierz Jagielloñczyk wyrazi³ zgodê na<br />

przeniesienie, a nied³ugo potem starania popar³a<br />

Stolica Apostolska. W 1490 roku Krasnystaw sta³<br />

siê siedzib¹ biskupi¹ diecezji che³mskiej, której<br />

dotychczasowa nazwa zosta³a zachowana.<br />

Koœcio³em katedralnym zosta³ koœció³ œw. Kajetana,<br />

któremu przywrócono dawne wezwanie i dodano<br />

nowe - katedra Wszystkich Œwiêtych i Rozes³ania<br />

Aposto³ów. Jak przebiega³y uroczystoœci przeniesienia<br />

siedziby biskupiej - niestety nie wiadomo.<br />

A jak wygl¹da³a nowa katedra diecezji che³mskiej?<br />

7


8<br />

Historia Historia<br />

Był to kościół murowany z kamienia i cegły<br />

w stylu gotyckim, jednonawowy, orientowany.<br />

Wejście główne znajdowało się od strony obecnego<br />

kościoła św. Franciszka, a dwa boczne - od<br />

południa i północy. Kościół posiadał okna gotyckie,<br />

wąskie i wysokie, w liczbie około 10 i dwie kaplice<br />

boczne. Wysoki dach dwuspadowy kryty był<br />

dachówką koloru ciemnozielonego. Nad ołtarzem<br />

głównym umieszczone było okrągłe okno. Obok<br />

znajdowała się zakrystia z jednym oknem.<br />

Posadzka była w części marmurowa, a w<br />

większości - kamienna. W istniejących<br />

prawdopodobnie podziemiach pod prezbiterium,<br />

częścią środkową nawy i kaplicami bocznymi<br />

znajdowały się krypty grobowe. O wystroju wnętrza<br />

katedry z tego okresu brak pewnych informacji.<br />

Dobiegał końca wiek XV, wiek w którym<br />

Krasnystaw będący miastem królewskim, stał się<br />

też starostwem grodowym, i uzyskał kolejny tytuł,<br />

wchodząc do grona stolic biskupich kościoła<br />

katolickiego. 12 maja ubiegłego roku minęło 650 lat<br />

od mianowania pierwszego biskupa chełmskiego.<br />

Rocznica przeszła raczej niezauważona. A<br />

przecież rolę, jaką odegrała diecezja chełmska w<br />

historii działalności misyjnej kościoła katolickiego i<br />

umacnianiu państwowości polskiej na obszarze<br />

międzyrzecza Wieprza i Bugu, gdzie na jedną<br />

świątynię katolicką przypadało pięć cerkwi<br />

prawosławnych (XV wiek) trudno przecenić.<br />

Zbigniew Atras<br />

1. Chełm i chełmskie w dziejach, pod red. Ryszarda<br />

Szczygła, Chełm 1996.<br />

2. Krasnystaw rys historyczny, Kazimierz Stołecki,<br />

Puławy 2008.<br />

3. Diecezja chełmska rzymskokatolicka 1359-<br />

1807, Anna Pawłowska, Rocznik Chełmski, tom<br />

3, 1997.<br />

4. Biskupi chełmscy i chełmsko-lubelscy, Adam<br />

Konderak, Zwierciadło Chełmskie X 1990.<br />

Grafika -<br />

Robert Znajomski<br />

Kazimierz Stołecki<br />

Anomalie pogodowe w naszej historii<br />

W historycznych tekstach zawarte są<br />

interesujące informacje o warunkach życia naszych<br />

odległych antenatów. Łatwo dojść do wniosku, że<br />

pewne grupy wydarzeń miały szczególnie duży<br />

wpływ na kondycję ludzi, decydowały o losach grup<br />

społecznych i całych narodów; miały wpływ na<br />

rozwój cywilizacji. W odniesieniu do szeroko<br />

zakreślonych okolic Krasnegostawu, do zdarzeń<br />

takich należały: warunki klimatyczne i pogodowe,<br />

morowe zarazy oraz wojny, a w szczególności<br />

tatarskie najazdy. Jeżeli skupimy się tylko na<br />

warunkach klimatycznych i pogodowych, to widać,<br />

że w naszej historii już wcześniej wydarzały się i poważne<br />

zmiany klimatu, i wiele pogodowych anomalii<br />

o skali tak wielkiej, że zdecydowanie bledną przy<br />

nich nasze dzisiejsze doświadczenia.<br />

W ostatnich latach wiele dyskutuje się o<br />

zmianach klimatu i ekstremalnych zjawiskach<br />

pogodowych. Aktualne zdarzenia krótko trwają w<br />

naszej pamięci. Być może pamiętamy z ostatnich<br />

lat: głębokie susze (2002, 2003) i katastrofalne<br />

powodzie (1997, 2001), ale zjawiska sprzed lat<br />

kilkudziesięciu idą w zapomnienie. Źródła<br />

historyczne mogą dostarczyć wiedzy o zjawiskach<br />

pogodowych, jakie panowały na ziemiach polskich<br />

w czasach historycznych; zjawiskach, które miały<br />

ogromny wpływ na warunki osadnicze.<br />

Okres rzymski kończył się epoką ciepła z<br />

temperaturą wyższą niż obecnie [1]. W końcu wieku<br />

IV, a szczególnie w wieku V, nastąpiło znacznie<br />

pogorszenie klimatu wokół Morza Bałtyckiego.<br />

Nadeszło oziębienie (temperatura była najniższa od<br />

dwu tysiącleci). Bardzo wzrosła wilgotność,<br />

podniósł się poziom rzek, rozprzestrzeniły się<br />

bagna. Zatopione zostały miejscowości powstałe w<br />

okresie rzymskim. Podobnie pola uprawne. Jedną z<br />

przyczyn „wędrówki ludów” było zimno i nieurodzaje.<br />

Ocieplenie zaczęło się w wieku VII/VIII.<br />

Klimat średniowiecza, nazywany „drugim<br />

postglacjalnym optimum klimatycznym”, był<br />

korzystny dla działalności człowieka. Temperatura<br />

była wówczas wyższe niż obecnie. Wyróżniono dwa<br />

podokresy: ciepły i dość suchy (VII-X/XI w.) oraz<br />

ciepły i dość wilgotny (XII-XIII/XIV w.) [2].<br />

Średniowieczne optimum klimatyczne szczególnie<br />

zaznaczyło się w Skandynawii i rejonach<br />

północnych. Na ten okres przypadł rozkwit<br />

cywilizacji Wikingów. Są doniesienia o ich<br />

osadnictwie i uprawie zbóż na Grenlandii. W X-XII<br />

w. klimat europejski był tak ciepły, że uprawiano<br />

winorośl w Polsce (na Śląsku, a wg XII-wiecznej<br />

kroniki arabskiej - także w okolicach Krakowa), w


Historia Historia<br />

Anglii, w Szkocji, a nawet w Szwecji [1]. W Polsce<br />

warunki sprzyjały osadnictwu nadrzecznemu. W<br />

okresie przejściowym od ciepłego średniowiecza<br />

do „małej epoki lodowej” (połowa XIV-koniec XV w.)<br />

wzrosło zagrożenie powodziowe. Wisła w rejonie<br />

Sieciechowa niszczyła nadrzeczne kościoły i całe<br />

osady, a także „wymusiła” relokację miasta Stężyca<br />

[2].<br />

W okresie „małej epoki lodowej” (XV/XVI-<br />

XIX w.), nastąpiło znaczne ochłodzenie i wzrost<br />

wilgotności klimatu. To spowodowało negatywne<br />

skutki społeczne: okresy nieurodzaju, osłabienia<br />

gospodarczego i kulturalnego rozwoju Europy,<br />

ekspansję kolonialną. Względne ocieplenie w<br />

wieku XVI przyniosło renesansowy rozkwit<br />

gospodarczy, kulturalny i odkrycia geograficzne [1].<br />

Najzimniejsza część „epoki lodowej” wypadła na<br />

lata 1645-1723, ze szczytową fazą w latach 1680-<br />

1712 (nieurodzaje, srogie zimy w Europie,<br />

Ameryce, Chinach). W wielu miejscach, mała<br />

epoka lodowa trwała do 1800 roku, a w niektórych,<br />

chłodniejsze warunki utrzymywały się przez wiek<br />

XIX [3]. Istnieją przekazy o tak surowych zimach, że<br />

Bałtyk zamarzał, umożliwiając komunikację<br />

Szwecji z innymi krajami bałtyckimi. Bałtyk<br />

zamarzał w latach: w 1323 i 1333 w ciągu 6 tygodni<br />

można było podróżować pieszo i konno po lodzie z<br />

Danii do Lubeki i Gdańska, wzdłuż nowego szlaku<br />

pobudowano karczmy dla podróżnych, 1349<br />

(zamarzł od ujść Odry po Danię i być może dalej),<br />

1408 (od Gotlandii do Szwecji), do roku 1709. W<br />

zimie zamarzała Tamiza i rzeki w Holandii. W 1622<br />

zamarzł południowy Bosfor. W 1658 armia<br />

szwedzka wtargnęła do Kopenhagi po zamarzniętym<br />

Wielkim Bełcie [4]. Górale stwierdzili, że nie<br />

są już w stanie uprawiać zboża. Istnieje opinia, że<br />

jedną z przyczyn szwedzkiego potopu mógł być<br />

dramatyczny spadek wydajności szwedzkiego<br />

rolnictwa. Na bliższych nam obszarach nastąpiła<br />

zmiana biegu Wisły. W XVII i XVIII w. koryto<br />

meandrowe przekształcało się w roztokowe,<br />

charakterystyczne dla naszych czasów. Pojawiły<br />

się mielizny oddzielające ramiona rzeczne od<br />

głównego nurtu, skutkujące wylewami rzeki.<br />

Największe wylewy Wisły wystąpiły w pierwszej<br />

połowie XIX w. (lata 1813 i 1844) [2]. W wiekach<br />

XVIII-XIX następowało stopniowe ocieplanie<br />

klimatu.<br />

Krótki przegląd warunków pogodowych w<br />

Polsce w czasach historycznych, zawierają prace<br />

[5,6]. Upraszczając, stwierdzić można, że w ciągu<br />

ostatnich 500 lat, anomalie pogodowe występowały<br />

bardzo często: susze i nieurodzaje - średnio, co 4<br />

lata (katastrofalne susze, co 12 lat). Skrajne<br />

temperatury - co 3 lata, a skrajne opady - co 4 lata.<br />

Ilustrację przedstawiono na rysunkach.<br />

Oto kilka cytatów w języku oryginalnym, z<br />

tekstów starych ksiąg, opisujących niezwyczajne<br />

zjawiska pogodowe, wybranych dla szerokich<br />

okolic Krasnegostawu. Można się zastanawiać, jak<br />

nasza współczesna prasa relacjonowałaby te<br />

wydarzenia?<br />

<br />

<br />

<br />

<br />

<br />

<br />

<br />

<br />

<br />

Rok 1121. Nadzwyczajne susze i upały przez<br />

trzy miesiące, Marzec, Kwiecień i Maj trwające,<br />

tak spiekły ziemię, że nie tylko jare zasiewy, ale<br />

i oziminy przypalone zniszczały.<br />

To pierwsza<br />

wzmianka Jana Długosza o katastrofalnej<br />

suszy [5].<br />

Rok 1310. Głód ciężki z deżdżów i z wylania<br />

wód zawzięty, trapił nie tyło Polskę, ale też i niektóre<br />

insze krainy [7].<br />

Rok 1332. Rzeka Wisła wskutek wielkiej suszy<br />

tak bardzo zmniejszyła się, że w wielu<br />

miejscach stała się łatwa do przechodzenia w<br />

bród dla dwunastoletnich chłopców [5].<br />

Rok 1334. Śnieg, który dnia dwudziestego<br />

trzeciego kwietnia, gwałtownie upadł, a trwając<br />

dni pięć, okwitą żyzność nad wszystkich<br />

mniemanie sprawił.<br />

Rok 1335. Tak gęsta szarańcza przypadła, że<br />

przelatywająca widzieć słońca broniła, na ziemi<br />

zaś opadłszy kopyta końskie wielkością<br />

przewyższała, która wypasłszy zboża<br />

dokwitujące, o przykrą drogość obywatele<br />

przywiodła [7].<br />

Rok 1364. Tegoż roku w Litwie y w Polszcze<br />

taka sroga zima była, iż bydło domowe y<br />

zwierzęta w lesiech od zimna wyzdychały, także<br />

ptacy y drzewa owocne w sadach poschły [5].<br />

Rok 1376. Tego lata było tak gnuśno, że Wisła<br />

pod Toruniem była tak mała i płytka, że można<br />

ją było przejechać w wielu miejscach [5].<br />

Rok 1413. Tegoż roku w Litwie y w Żmudzi Zima<br />

taka była ciepła nadzwyczaj, iż w Miesiącu<br />

Styczniu y w Lutym z wielkim podziwem kwiatki,<br />

Fiołki, Róża, y ogrodne Jarzyny, y Sady<br />

kwitnęły.<br />

Rok 1440. W Królestwie Polskiem i w przyległych<br />

państwach zima straszna a wielka była i mór<br />

albo powietrze na bydło wszelkie, za czym<br />

srogość niewymowna (cena) wszelkiej<br />

żywności urosła, szlachta i chłopkowie stare<br />

poszycie z domów i chlewów odzierali i głód<br />

bydła i dobytku domowego ustawicznie<br />

ryczącego, rżącego i kwiczącego podpierali.<br />

Sami też ludzie z liścia, z korzenia leda jakiego<br />

i lepu jemiołowego, chleb działali, a to ochotnie<br />

i smacno jedli, którzy potym lata przyszłego<br />

marli, bowiem złe korzenie i zioła niezwyczajne<br />

ku jedzeniu, po onym głodzie i drogości,<br />

choroby w ludziach uczyniły.<br />

9


10<br />

Historia Historia<br />

Rok 1468. Niezwyczajne na zimę upały zrodziły<br />

suszę: nie wiedzieć zkąd wylęgły się ogromne<br />

stada myszy, pożarły zapasy w spichrzach, i wypadły<br />

na pola, a tam zniszczyły zasiewy i nadzieję<br />

rolników. Głód, nędza, drożyzna, były<br />

skutkiem tego nieszczęścia [9].<br />

Rok 1473. Wielka suchość panowała w Polszce<br />

i w Europie, lasy i bory z korzenia wygorywały,<br />

zboża y iarzyny wszystkie w niwecz dla<br />

zbytniego gorąca obróciły się; ogniem też<br />

bardzo wiele Miast pogorzało. Lato było zbyt<br />

suche i gorące, także rzeki powysychały i przez<br />

Wisłę pod Krakowem, Sandomierzem,<br />

Płockiem i Toruniem pieszo przejść było można.<br />

Paliły się lasy w wielu miejscach, zboże ginęło i<br />

głód powstał [10].<br />

Rok 1488. Miesiąca Maia 21 dnia spadł śnieg<br />

wieki do goleni y było zimno wielkie.<br />

Rok 1490. Siedemdziesiąt tysięcy Turków koło<br />

Halicza i Sambora srogie czynili spustoszenia,<br />

gdy w końcu listopada niesłychane śniegi<br />

zawitały, że Turcy ani ruszyć się nie mogli. Konie<br />

zabijali, patroszyli i dla ogrzania się w ich<br />

brzuchy wchodzili [11].<br />

Rok 1493. Iesień y zima przez wszystkie dni<br />

Stycznia y Lutego Miesiąców tak ciepłe były za<br />

Słońcem łaskawie grzejącym, iż Sady kwitnęły,<br />

trawy w zimie wielkie były, role się i łąki zieleniły,<br />

ptacy drugie i wtóre ptaszątka płodziły się y<br />

wylągały, potym w Marcu przez 15 dni tak srogie<br />

zimno uderzyło, iż ono wszystko poschło y w<br />

niwecz obróciło [12] .<br />

Rok 1496. Wielkie mrozy przecięły morową<br />

zarazę w Małopolsce [11].<br />

Rok 1552. Koło Gdańska prawie wcale nie było<br />

zimy i 26 stycznia pola orano [11].<br />

Rok 1569. W dzień ś. Witalisa w Maiowe dni<br />

śnieg wielki spadł, trwał przez trzy dni a potem<br />

niesposobność czasu go spędziła [12].<br />

Rok 1570. Głód wielki w Litwie y w Polszce<br />

panował tak, iż ludzie prości ścierwy zdechłych<br />

bydląt y psów iedli [13].<br />

Rok 1575. Susza panowała taka, że Wisłę w<br />

niektórych miejscach przejeżdżano [14].<br />

Rok 1577. Od października do Wielkiejnocy,<br />

woda wylana w powietrze, lodem spadała na<br />

ziemię [11].<br />

Rok 1580. Można było iść suchą nogą przez<br />

Wisłę aż na Żuławy [5].<br />

Rok 1590. Przez 38 tygodni nie padał deszcz.<br />

Niektóre rzeki wyschły całkowicie [5].<br />

Rok 1596. Tegoż lata była susza wielka tak iż na<br />

niektórych miejscach, zwłaszcza w Litwie, nie<br />

było dżdża na kilka miesięcy, i przetoż był zły<br />

urodzaj. Zima była lekka, ale się nam potem<br />

dała znać, bo zimno srogie było i śniegi aż do<br />

maja [14].<br />

Rok 1609. Zima była nadzwyczaj lekka; ptaki,<br />

które z krajów północnych do cieplejszych<br />

ulatywać zwykły, wcześniej, niż zwykle bywa, w<br />

tym roku wróciły [13].<br />

Rok 1650/51. Zima na Rusi Czerwonej była<br />

bardzo ostra, wilki do miasta Żółkwi nawet<br />

wpadały i niezmierne szkody robiły.<br />

W latach 1655, 1664, 1670, 1709 tęgie były zimy<br />

[11].<br />

Rok 1666. W maju spadł śnieg tak wielki, iż leżał<br />

4 tygodnie. W tym roku panował wielki głód [15].<br />

3-5 VIII 1666. Po trzy nocy był mróz potężny,<br />

który jarzyny to jest, hreczki, owsy, miejscami<br />

i żyta, pszenice, grochy, prosa, ogrodowiny<br />

zaraził [5].<br />

Rok 1677. Po klęskach nastąpiła wielka obfitość<br />

urodzajów i wielka taniość.<br />

Rok 1683. Jesienią powtórny zbiór owoców i jagód,<br />

które obfitowały jak latem.<br />

Rok 1687. 29 maja mrozy były wielkie, w<br />

Samborze sady pomarzły. W innych miejscach<br />

rok był niezwykle urodzajny, zbiory były<br />

<br />

znakomite, pomimo najazdu Tatarów.<br />

Rok 1666. Katastrofalne posuchy. Stan wody w<br />

Wiśle był tak niski, że wojsko królewskie (13 VII<br />

w czasie rokoszu Lubomirskiego) osi nawet nie<br />

zamoczyło u wozów [5].<br />

Lata:1681,1683,1684byłysucheinieurodzajne, a<br />

w 1693 r. o suszy świadczy szarańcza. Posuchy<br />

występują w latach: 1697, 1702, 1706-1708,<br />

1715, 1718, 1719, 1733, 1739-1740, 1742,<br />

1745, 1748 i 1749.<br />

Rok 1788. Był mróz na Ukrainie, aż do<br />

zamarznienia merkuryuszu przez trzy dni<br />

<br />

(merkuriusz (rtęć) zamarza przy -38,8°C) , czego<br />

nigdy nie pamiętano, potem mrozy silne z<br />

nieznośną śnieżnicą przez dwa tygodnie, która<br />

wiele ludzi i bydła zasypała. Tę zimę do dziś dnia<br />

pamiętają, zowiąc ją wielką zimą oczakowską<br />

[17].<br />

Rok 1794. Tak wielka posucha była, że zboże<br />

wzrostu nie mając, częścią przez połowę<br />

wyschło [5].<br />

Rok 1813 VIII. Katastrofalna powódź na Wiśle.<br />

W Krakowie zanotowano najwyższy stan wody<br />

w dziejach miasta [2].<br />

Rok 1828. Dotknęła nas klęska elementarna,<br />

która posuchę nadzwyczajną sprowadziła [5].<br />

Rok 1834. Wsławił się niepamiętną posuchą.<br />

Koryta rzek wyschły, źródła wyschły, młyny<br />

stanęły [5].<br />

Rok 1841. Spływ na Sanie i Wiśle był dla małej<br />

wody zupełnie zatamowany [5].<br />

Rok 1864 (19-20 VI). Były wielkie i częste burze,<br />

które stały się przyczyną znacznych szkód,<br />

szczególnie w okolicach Garwolina, Ojcowa,<br />

Grójca,<br />

[18].<br />

Krasnegostawu,<br />

Lublina i Zamościa


Historia Historia<br />

Literatura:<br />

1. Cykle aktywności słonecznej i ich wpływ na życie<br />

na Ziemi, WWW Stowarzyszenia Polskich<br />

Inżynierów i Techników wAustrii.<br />

2. H. Matuszczak: Zmiany biegu Wisły i jej<br />

dopływów w rejonie Wzgórza Zawichojskiego w<br />

czasach historycznych,<br />

Szkice Zawichojskie,<br />

red. T. Dunin-Wąsowicz i St. Tabaczyński,<br />

Zawichost 1999.<br />

3. R. Castleden: Największe katastrofy w dziejach<br />

świata,<br />

Bellona, Warszawa 2009.<br />

4. H. Niewiadomski: Globalne ocieplenie, a potem<br />

nowa epoka lodowcowa,<br />

WWW Fronda.<br />

5. B. Fal: Czy niżówki ostatnich lat są zjawiskiem<br />

wyjątkowym? Gazeta Obserwatora IMGW nr 3,<br />

2004.<br />

6. R. Przybylak, G. Wójcik, K. Marciniak:<br />

Zmienność warunków termiczno-opadowych w<br />

Polsce w okresie 1501-1840 w świetle danych<br />

historycznych,<br />

Przegląd Geograficzny, 2004,<br />

76, 1, s. 5-31.<br />

7. M. Kromer: Kronika,<br />

Warszawa, Druk. I. K. MCi y<br />

Rzeczypospolitey u XX Societatis Iesu, Roku<br />

Pańskiego 1767.<br />

8. M. Stryjkowski: Kronika Polska, Litewska,<br />

Żmudzka i wszystkiej Rusi,<br />

Druk. Societatis<br />

Iesu, Warszawa 1766.<br />

9. K. W. Wójcicki (red.): Album Literackie,<br />

t. II,<br />

Drukarnia Rządowa, Warszawa 1849.<br />

10. F. A. Kozłowski: Dzieje Mazowsza za<br />

panowania książąt,<br />

nakł. S. Orgelbrand,<br />

Warszawa 1858.<br />

11. J. Oraczewski: Starożytności polskie,<br />

t. II,<br />

Księgarnia Żupańskiego, Poznań 1852.<br />

12. F. Miarczyński: Obraz wieku panowania<br />

Zygmunta III,<br />

t. I, nakł. Księgarni Nowej,<br />

Poznań 1843.<br />

13. A. Gwagnini: Z kroniki Sarmacyi Europejskiej,<br />

wyd. K. Turowskiego, Wydawnictwo Biblioteki<br />

Polskiej, Kraków 1860.<br />

14. M. Bielski: Kronika wszystkiego świata,<br />

wyd. M.<br />

Siebeneicher, Kraków 1564. J. Bielski, Dalszy<br />

ciąg Kroniki Polskiej od 1587 do 1598 r. , nakł.<br />

S. Orgelbranda, Warszawa 1851.<br />

15. Kronika klęsk elementarnych w Polsce i w<br />

krajach sąsiednich,<br />

Lwów 1935, 1937.<br />

16. J. Jerlicz: Latopisiec albo Kroniczka,<br />

wyd. M.<br />

Wolff, Warszawa 1853.<br />

17. „Czas”. Dodatek miesięczny. Tom VIII. Kraków<br />

1857.<br />

18. Wspomnienia z podróży po kraju, odbytej przez<br />

uczniów Instytutu Agronomicznego w<br />

Marymoncie w 1848 r. Biblioteka Warszawska,<br />

Tom III, Warszawa 1864.<br />

11


Przyroda Przyroda<br />

C<br />

Lucjan Cimek<br />

harakterystyka warunków przyrodniczych<br />

miasta Krasnystaw<br />

1. Położenie geograficzne i ukształtowanie<br />

terenu.<br />

Krasnystaw leży w malowniczej okolicy -<br />

lasy, rzeki, wzgórza i wąwozy lessowe. Środek<br />

geograficzny miasta wyznaczają współrzędne: 50°<br />

59’03’’ szerokości geograficznej północnej i 23°10’<br />

28" długości geograficznej wschodniej. Obszar<br />

2<br />

Krasnegostawu wynoszący 42,507 km w całości<br />

znajduje się w dorzeczu Wieprza. Jest to<br />

największa rzeka województwa lubelskiego, która<br />

na całej swej długości (328 km) płynie przez<br />

środkową część Lubelszczyzny. Wieprz,<br />

przepływając przez Krasnystaw, dzieli teren miasta<br />

w kierunku północ - południe.<br />

Według przyjętego (przez A. Chałubińską<br />

i T. Wilgata) podziału fizjograficznego województwa<br />

lubelskiego, obszary położone na zachód od rzeki<br />

Wieprz, w jej środkowym biegu, zaliczane są do<br />

Wyniosłości Giełczewskiej, natomiast na wschód<br />

od Wieprza - do Działów Grabowieckich i Pagórów<br />

Chełmskich.<br />

Położenie miasta jest niejednolite, północna<br />

jego część (176,0 m n.p.m.) stanowi przedłużenie<br />

nizinnego Obniżenia Dorohuckiego rozciągającego<br />

się wzdłuż pradoliny Wieprza, w południowej<br />

- zaczynają się wzniesienia (góra św. Jana 239 m<br />

n.p.m.) zaliczane do Działów Grabowieckich,<br />

środkową część stanowi wschodni kraniec<br />

Wyniosłości Giełczewskiej. Wysokość względna<br />

wzniesień dochodzi do 63 metrów, a rodzaj podłoża<br />

lessowego sprawia, że stoki są silnie erodowane i<br />

występują długie, silnie rozczłonkowane, suche<br />

wąwozy (szczególnie we wschodniej części miasta:<br />

Przedmieście Góry i Przedmieście Zastawie).<br />

Pod względem jakości gleby, teren miasta<br />

także jest zróżnicowany. Przeważają gleby lessowe<br />

(około 65% terenu), które zajmują środkową i<br />

częściowo południową jego część. Północna część<br />

miasta jest albo piaszczysta (las „Borek”), albo<br />

bagienno-torfowa o słabej glebie, przy czym piaski<br />

gliniaste zajmują około 25% całego obszaru<br />

(głównie w części północno-wschodniej). W<br />

południowej części miasta, na terenie dawnego<br />

stawu, występują gleby mułowo-torfowe zajmujące<br />

stosunkowo niewielką część powierzchni miasta<br />

i stanowiące trwałe użytki zielone.<br />

Wyjątkowo żyzna i urodzajna gleba wywarła<br />

zasadniczy wpływ na uprawiane rośliny. Kwitnie tu<br />

uprawa pszenicy, rzepaku, kukurydzy, jęczmienia<br />

i żyta, a ponadto roślin okopowych, szczególnie<br />

buraków cukrowych. Rozwija się sadownictwo i warzywnictwo,<br />

są także plantacje chmielu - podstawowegosurowcadoprodukcji<br />

piwa.Swój prawdziwy<br />

12<br />

renesans przeżywa obecnie pszczelarstwo.<br />

Krasnystaw posiada dogodne położenie<br />

komunikacyjne, które zdecydowało o powstaniu u<br />

ujścia Żółkiewki (d. Kawenka) do Wieprza pierwszej<br />

osady, a następnie przyczyniło się do rozwoju<br />

miasta. Tutaj bowiem krzyżowały się drogi<br />

handlowe z Lublina do Lwowa oraz z Krakowa do<br />

Chełma i Brześcia n. Bugiem i dalej do Puszczy<br />

Białowieskiej. Pierwszy z tych starych traktów<br />

handlowych jest obecnie ekspresową drogą<br />

krajową nr 17. Krasnystaw jest również stacją<br />

kolejową w kierunkach: Lublin, Dorohusk,<br />

Hrubieszów i Rawa Ruska.<br />

Rzeka Wieprz - ongiś spławna - dzisiaj nie<br />

stanowi traktu wodnego. Jeszcze przed I wojną<br />

światową i tuż po jej zakończeniu była wykorzystywana<br />

do spławu drewna, które w okresie<br />

zimowym dowożono do tzw. bindugi, położonej po<br />

prawej stronie rzeki, na wysokości wsi Wincentów.<br />

Tam wiosną formowano tratwy i przy wysokim<br />

stanie wody odprawiano do Wisły.<br />

2. Stosunki wodne.<br />

W plejstocenie Wyżynę Lubelską, na której<br />

położony jest Krasnystaw, objęły zlodowacenia<br />

starsze. Zlodowacenie środkowoeuropejskie jej nie<br />

przekroczyło, z wyjątkiem języka lądolodu, który w<br />

tym czasie sięgnął na południe w dolinę Wisły.<br />

Znaczna miąższość peryglacyjnego lessu<br />

oraz spękanie wapieni kredowych i trzeciorzędowych<br />

są powodem głębokiego poziomu wód<br />

gruntowych, z wyjątkiem torfowisk położonych w<br />

dolinie Wieprza.<br />

Główną rzeką obszaru miasta jest Wieprz z<br />

dopływami prawobrzeżnymi: Wojsławką, Lubańką<br />

i w pewnym zakresie Siennicą (odprowadzającą<br />

wody z północnego skraju lasu „Borek”) oraz<br />

lewobrzeżną Żółkiewką dawniej zwaną Kawenką,<br />

której ujście do Wieprza przeniesione zostało<br />

bardziej na południe.<br />

Stosunki wodne na terenie miasta Krasnystaw<br />

są na ogół korzystne. Charakter podłoża kredowego<br />

oraz pokrywy lessowej sprawia, że<br />

roślinność, nawet w warunkach długookresowej<br />

suszy, nie cierpi na brak wilgoci. Podłoże lessowe<br />

łatwo chłonie i magazynuje opady, a leżące głębiej<br />

utwory kredowe przetrzymują wodę w strefie<br />

korzeniowej roślinności drzewiastej.<br />

Bardzo często, zwłaszcza na skraju Działów<br />

Grabowieckich, wody spływają po utworach<br />

kredowych i objawiają się małymi wysiękami<br />

na zboczach wąwozów lessowych (np. tzw. „Stoki”<br />

lub urocze oczko wodne przy ul. Lwowskiej). Ze<br />

źródełek tych wypływają małe cieki wodne, które<br />

często zanikają i płyną dalej pod powierzchnią<br />

gruntu. Takie okresowe zanikanie źródełka<br />

wystąpiło w ostatnich latach na słynnych „Stokach”,


Przyroda Przyroda<br />

z których jeszcze na początku lat pięćdziesiątych<br />

ubiegłego wieku korzystało całe miasto, bowiem<br />

Krasnystaw do 1954 r. nie posiadał sieci<br />

wodociągowej.<br />

Na terenie administracyjnym miasta około<br />

45% jego powierzchni zagrożone jest erozją wodną<br />

w tym 32% - erozją średnią i silną. Erozyjne spływy<br />

powierzchniowe są głównym dostawcą rumowiska,<br />

którym zamulany jest Wieprz i jego dopływy,<br />

ponadto zwiększają stany i przepływy powodziowe,<br />

a zmniejszają niżówkowe.<br />

3. Klimat.<br />

Włodzimierz Zinkiewicz i Andrzej Zinkiewicz<br />

- naukowcy z UMCS w Lublinie, w obrębie<br />

województwa lubelskiego wydzielili 6 jednostek o<br />

różnych klimatach lokalnych, tzw. dziedzin<br />

klimatycznych. Podziału tego dokonali na<br />

podstawie analizy morfologii, hipsometrii i pokrycia<br />

terenu. W przyjętym przez tych autorów podziale,<br />

teren miasta Krasnegostawu znalazł się w centrum<br />

dziedziny klimatycznej lubelsko-chełmskiej.<br />

Charakteryzuje się ona znacznymi sumami<br />

rocznych opadów atmosferycznych (500-600 mm),<br />

najwyższymi liczbami dni z opadami gradowymi<br />

(10-18 dni w roku) oraz najwyższymi wartościami<br />

usłonecznienia względnego w okresie letnim (45-<br />

50%) przy niewielkich wartościach parowania wody<br />

(840-900 mm w roku). Ma to istotne znaczenie w<br />

produkcji roślinnej, gdyż dla przykładu - pole<br />

buraków cukrowych o powierzchni jednego<br />

hektara, z którego zbiera się 50 ton korzeni i 40 ton<br />

liści, wyparowuje w okresie wegetacji 5,5 do 6,5 mln<br />

litrów wody - czyli około 500 mm opadów.<br />

Na terenie Krasnegostawu i jego okolic<br />

klimat kształtowany jest przez masy powietrza<br />

polarnego pochodzenia morskiego (około 65%).<br />

Rzadziej, bo tylko około 25% mas powietrza jest<br />

pochodzenia kontynentalnego.<br />

Zasadniczym typem pogody jest typ<br />

antycyklonalny, to znaczy - pogoda słoneczna, o<br />

niebie bezchmurnym, przeważnie wysokim<br />

ciśnieniu, wiatrach o niewielkiej prędkości (poniżej<br />

3,5 m/s), braku opadów atmosferycznych. W zimie<br />

jest pogoda mroźna, w lecie sucha i ciepła, niekiedy<br />

upalna. Średnia roczna temperatura waha się w<br />

granicach 7,2°C, przy średnich wiosny 6,6-6,8°C,<br />

lata 17,6-17,8°C i zimy od 2,2 do 2,4°C.<br />

Czas trwania okresu wegetacyjnego wynosi<br />

207-214 dni. Okres wegetacji rozpoczyna się około<br />

3-7 kwietnia i trwa do 28 października. Początek<br />

robót polowych przypada na 30 marca, a koniec na<br />

30 października. Pokrywa śnieżna utrzymuje się<br />

tutaj przez 72-77 dni w roku. Liczba dni z<br />

przymrozkami wynosi 48, czas trwania wiosny<br />

klimatycznej to w przybliżeniu 56 dni, lata - 97,<br />

jesieni - 63, a zimy - 79 dni. Ostatnie przymrozki<br />

występują około 13-15 maja (tzw. zimni ogrodnicy i<br />

zimna Zośka). Natomiast pierwsze przymrozki<br />

jesienne - około 30 września.<br />

Panującymi wiatrami są wiatry zachodnie<br />

i południowo-zachodnie, rzadziej wieją z północnego<br />

wschodu oraz kierunków wschodnich.<br />

Przeciętna prędkość wiatru w roku wynosi 3-3,5<br />

m/s, choć często też wieją wiatry o dużej sile i<br />

prędkości, przyczyniając się do szkód w<br />

drzewostanach i budynkach na terenie zabudowy<br />

wiejskiej.<br />

Według badań K. Liniewicza z Uniwersytetu<br />

Przyrodniczego w Lublinie, początek zimy<br />

klimatologicznej na obszarze miasta Krasnegostawu<br />

przypada przeciętnie w dniach 23-25 listopada.<br />

Natomiast połowa marca to moment końca zimy<br />

klimatologicznej. Zróżnicowanie średnich dat jest<br />

znikome (13-15 marca) i widoczne na niewielkich<br />

obszarach. Znacznie bardziej różnią się terminy<br />

zaniku trwałej szaty śnieżnej. W środkowej<br />

Lubelszczyźnie (dziedzina klimatyczna lubelskochełmska)<br />

trwałej szaty śnieżnej nie obserwuje się,<br />

średnio po 11-13 marca. Zanik szaty śnieżnej na<br />

wiosnę jest dodatkowo modyfikowany przez<br />

czynniki solarne i opóźniony w lasach, co dobrze<br />

widać na przykładzie uroczyska „Borek”, którego<br />

drzewostan charakteryzuje się pełnym zwarciem.<br />

Generalnie można stwierdzić, że klimat<br />

okolic Krasnegostawu wykazuje wiele cech<br />

swoistych i odrębnych od innych terenów dziedziny<br />

klimatycznej lubelsko-chełmskiej i pozostałego<br />

obszaru woj. lubelskiego. Spowodowane jest to<br />

specyficznym położeniem miasta w dolinie<br />

Wieprza, jak też na tzw. szlaku gradowym.<br />

W okolicach Krasnegostawu dość często są<br />

poranne mgły - głównie jesienią. Miesiącami o<br />

najmniejszym zachmurzeniu są sierpień i wrzesień,<br />

natomiast największe zachmurzenie występuje w<br />

miesiącach: listopad, grudzień i styczeń.<br />

Na obszarze dziedziny klimatycznej<br />

lubelsko-chełmskiej,awięciwrejonieKrasnegostawu,<br />

gdzie wyraźnie zaznacza się wpływ cech klimatu<br />

kontynentalnego, często występują okresy<br />

posuchy (okres bezdeszczowy trwający 17 dni)<br />

oraz co 5-6 lat - lata suche i co 10-11 lat - lata bardzo<br />

suche. Ilość opadów jest wówczas w okresie<br />

wegetacyjnym mniejsza o około 200 mm.<br />

W roku 1994 wystąpiła największa w<br />

ubiegłym stuleciu anomalia pogodowa. Wiosna początkowo<br />

była ciepła, a później chłodna. Największe<br />

odchylenie temperatury poniżej średniej wieloletniej<br />

nastąpiło w maju o 0,5°C i w czerwcu - o 0,6° C.<br />

Latem wystąpiły znaczne niedobory wilgoci w<br />

glebie, a przez kilka tygodni występowały wielkie<br />

upały. Maksymalna temperatura w ciągu okresu<br />

wegetacyjnego wystąpiła w lipcu +34,9°C i sierpniu<br />

+34,6°C,aminimalne w kwietniu0,8°Cipaździerniku<br />

13


Przyroda Przyroda<br />

4,5°C. Liczba dni bez opadów biła wszelkie rekordy. ul. Sobieskiego. Cisy te spełniają rolę dekoracyjną<br />

Odnotowano cztery dłuższe okresy bezopadowe, w i odznaczają się wyjątkowo ciemnozieloną barwą<br />

tym dwa bardzo długie, a mianowicie od 19 czerwca szpilek.<br />

do 6 lipca 18 dni bez opadów i od 19 lipca do 6 Na terenie miasta rosną jeszcze inne<br />

sierpnia - 19 dni okresu bezopadowego.<br />

gatunki drzew rodzimych, które ze względu na wiek,<br />

Zjawiska takie związane są z kapryśnie zasługują na szczególną uwagę. Są to m.in. lipa<br />

zmiennymi układami elementów meteorolo- drobnolistna ( Tilia cordata)<br />

przy ul. Poniatowskiego<br />

gicznych na ziemiach Polski, co miało miejsce oraz lipa drobnolistna przy ul. Kwiatowej w dzielnicy<br />

również w 1994 r. w Krasnymstawie. Najpierw Przedmieście Góry. Ponadto należy wymienić<br />

zimna i przekropna wiosna, potem gwałtowny atak pomnikowy jesion wyniosły ( Fraxinus excelsior),<br />

kilkutygodniowych niezwykłych upałów i suszy, po przy ul. Okrzei 25 (u wylotu ul. Mickiewicza) oraz<br />

których nadeszły chłodne tygodnie z opadami - czyli piękny dąb szypułkowy ( Quercus robur)<br />

rosnący w<br />

ze skrajności w skrajność.<br />

Występujące co jakiś czas anomalie<br />

pogodowo-klimatyczne nie przekreślają większości<br />

cech dodatnich. Pod tym względem teren miasta<br />

Krasnegostawu należy zaliczyć do uprzywilejowanych.<br />

kwaterze żołnierskiej na cmentarzu parafialnym.<br />

Jego rozłożysta korona stwarza wyjątkowy i<br />

niepowtarzalny nastrój tego miejsca.<br />

Ozdobą miasta jest też kilka drzew<br />

introdukowanych (obcego pochodzenia). Pierwszym<br />

z nich jest perełkowiec japoński ( Sophora<br />

4. Szata roślinna.<br />

japonica),<br />

rosnący przy ul. PCK, za pawilonem<br />

„Malinka”. Jest to bardzo efektowne drzewo<br />

Szata roślinna na tym terenie zaczęła<br />

kształtować się z chwilą wycofania lądolodu.<br />

Zmieniające się warunki klimatyczne spowodowały,<br />

że przeszła ona szereg faz rozwojowych,<br />

poczynając od bezdrzewnej tundry, poprzez gaje, a<br />

następnie lasy brzozowo-sosnowe i sosnowoleszczynowe,<br />

lasy liściaste, w których dominowały<br />

lipa, dąb, olsza, aż do intensywnego rozprzestrzenienia<br />

się buka, graba i cisu.<br />

Wskutek pogarszających się warunków<br />

klimatycznych przed około tysiącem lat, cis i buk<br />

straciły swoje optymalne warunki rozwojowe,<br />

dlatego stopniowo malał ich udział w okolicznych<br />

lasach. Największe jednak zmiany zaszły pod<br />

wpływem działalności człowieka.<br />

Przykładem takiej nieopatrznej gospodarki<br />

człowieka jest wyniszczenie cisa pospolitego<br />

( Taxus baccata).<br />

Jak podają źródła historyczne,<br />

występował on dość licznie na terenie obecnego<br />

województwa lubelskiego jeszcze w XVI wieku<br />

i tworzył drzewostany cisowe. Ponieważ jednak w<br />

średniowieczu drewno cisowe, ze względu na swe<br />

właściwości, cieszyło się w Polsce i za jej granicami<br />

dużym powodzeniem jako doskonały materiał do<br />

wyrobu broni (kusz, łuków i grotów do strzał), mebli<br />

domowych itp. wycinano stopniowo lasy cisowe, tak<br />

że wreszcie doprowadzono do ich zupełnego<br />

zaniku. W województwie lubelskim, przez które<br />

przebiega wschodnia granica zasięgu cisa, nie<br />

zanotowano ani jednego naturalnego stanowiska<br />

tego gatunku.<br />

Wszystkie egzemplarze cisa, rosnące<br />

przeważnie na terenie miast, w parkach i ogrodach,<br />

pochodzą z nasadzeń sztucznych. W Krasnym-<br />

ozdobne, kwitnące w lipcu-sierpniu, wytrzymałe na<br />

mróz, trochę podobne do akacji lecz oryginalne<br />

ulistnienie nadaje mu charakter wyraźnie obcy<br />

(Chiny, Japonia i Korea). Stosuje się go w parkach o<br />

charakterze botanicznym. W zachodniej Europie<br />

perełkowiec japoński używany jest do wysadzania<br />

ulic.<br />

Drugie - to typowy mieszaniec buka<br />

amerykańskiego ( Fagus grandifolia)<br />

z bukiem<br />

wschodnim ( Fagus orientalis).<br />

Rośnie przed<br />

mostem, po lewej stronie, idąc od centrum. Liście<br />

jego są jajowato wydłużone, długości 10-12 cm,<br />

odległe, od połowy ostro ząbkowane, ostro<br />

zakończone, z wierzchu ciemnozielone z<br />

bordowofioletowym odcieniem, błyszczące, pod<br />

spodem matowozielone, wzdłuż nerwów - miękko<br />

owłosione. Nerwów 9-12 par, kora gładka<br />

szaropopielata. Mieszańce różnych gatunków buka<br />

spotyka się przeważnie w parkach w Polsce<br />

zachodniej, gdyż tam dobrze wytrzymują zimy. W<br />

naszych warunkach klimatycznych rzadko<br />

zawiązują pełne owoce. Skąd ten egzemplarz<br />

znalazł się w Krasnymstawie - nie wiadomo.<br />

Najprawdopodobniej został posadzony około 40 lat<br />

temu, po zakończeniu budowy nowego mostu na<br />

Wieprzu.<br />

Na uwagę, z obcych gatunków, zasługuje<br />

jeszcze jedlica lub daglezja zielona ( Pseudotsuga<br />

taxifolia),<br />

rosnąca w pobliżu siedziby nadleśnictwa,<br />

na ul. Leśnej 1. Obok sekwoi jest to najpotężniejsze<br />

drzewo iglaste Ameryki Północnej. Tworzy rozległe<br />

lasy, i wszędzie, gdzie występuje, wypiera inne<br />

gatunki drzew lub zajmuje tereny, na których las<br />

został zniszczony. Zawdzięcza to wielu<br />

stawie kilkanaście cisów formy krzewiastej można właściwościom - bardzo szybkiemu wzrostowi<br />

zobaczyć przy ul. J. Piłsudskiego od strony osiedla (zwłaszcza w młodości), wytrzymałości na silne<br />

Krasnostawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. ocienienie, niewielkim wymaganiom glebowym<br />

Najstarsze krzewiaste osobniki tego gatunku rosną oraz częstemu i obfitemu obradzaniu nasion. Poza<br />

przy budynku administracyjnym szpitala od strony tym występuje na niej niewiele szkodników i chorób,<br />

14


Przyroda Przyroda<br />

a gruba kora starych pni chroni drzewa przed<br />

częstymi w lasach amerykańskich pożarami runa<br />

i podszycia. Do Europy sprowadzona została w<br />

Świat zwierzęcy wokół Krasnegostawu, a<br />

nawet w samym mieście, jest bardzo bogaty,<br />

chociaż nie przez wszystkich tubylców zauważalny.<br />

1827 roku. Egzemplarz rosnący przy nadleśnictwie Owady. Do najrzadszych, prawnie chronionych<br />

jest stosunkowo młody, ale najokazalszy w okolicy owadów, występujących na tym terenie należy<br />

(wiek 35 lat).<br />

piękny chrząszcz - jelonek rogacz ( Lucanus<br />

Wokół Krasnegostawu, na otwartych cervus).<br />

Jelonek rogacz jest objęty ochroną<br />

przestrzeniach i obrzeżach wąwozów lessowych, gatunkową. Pomimo tego jest bezmyślnie<br />

można spotkać dziką różę ( Rosa canina)<br />

oraz głóg chwytany i... zabijany.<br />

jednoszyjkowy ( Cartaegus monogyna).<br />

W lesie Z drzewostanami liściastymi (dębowymi)<br />

„Borek” - terytorialnie należącym do miasta, związany jest także inny chrząszcz - kozioróg<br />

występuje czeremcha zwyczajna ( Padus avium)<br />

i dębosz ( Cerambyx cerdo),<br />

którego larwy żerują w<br />

kalina koralowa ( Viburnum opulus).<br />

Rośnie tam drewnie dębu. Z innych interesujących owadów<br />

także konwalia majowa ( Convallaria maialis)<br />

i występujących na terenie miasta na uwagę<br />

kopytnik pospolity ( Asarum europaeum).<br />

W zasługują dwa motyle: paź królowej ( Papilio<br />

południowowschodniej części lasu, ponad machaon) i żałobnik ( Vanessa antiopa).<br />

W<br />

wszystko uwagę zwraca chmiel zwyczajny środowisku leśnym możemy jeszcze spotkać silnie<br />

( Humulus lupulus), który jak bluszcz oplata pnie owłosionego trzmiela ziemnego ( Bombus<br />

sosen aż do samych wierzchołków.<br />

terrestris),<br />

mającego na przedpleczu i odwłoku<br />

Na terenach bagiennych (błotnistych) i nad żółtą przepaskę, a koniec odwłoka biało owłosiony;<br />

brzegami wód występuje trujący kosaciec żółty buduje on swoje gniazda w ziemi i - tak jak inne<br />

( Irys pseudoacorus).<br />

Jest to roślina lecznicza, trzmiele - jest prawnie chroniony.<br />

dostarczająca tzw. korzenia fiołkowego.<br />

Płazy. Największym płazem chronionym, którego<br />

dość często możemy spotkać na rozległym<br />

5. Świat zwierzęcy.<br />

obszarze miejskim jest ropucha zwyczajna lub<br />

nazywana ropuchą szarą ( Bufo bufo),<br />

ropucha<br />

Świat zwierzęcy Lubelszczyzny kształtował zielona ( Bufo viridis)<br />

o stronie grzbietowej w zielone<br />

się zgodnie z rozwojem szaty roślinnej i podlegał plamy na popielatym tle, rzadsza od poprzedniej<br />

analogicznym przemianom. W okresach oraz rzekotka drzewna ( Hyla arborea).<br />

Ze<br />

zlodowaceń, kiedy przeważała roślinność środowiskiem wodnym związana jest traszka<br />

bezdrzewna, tundrowa, na ten teren wędrowały z pospolita ( Triturus vulgaris)<br />

i traszka grzebieniasta<br />

północy zwierzęta arktyczne, jak woły piżmowe, ( Triturus cristatus).<br />

rosomaki, lisy polarne, zające bielaki, pardwy i inne. Gady. Do gadów najbardziej interesujących i rzad-<br />

W okresach międzylodowcowych, kiedy klimat ko spotykanych w innych częściach naszego kraju<br />

ocieplał się, tereny obecnego województwa należy żółw błotny ( Emys orbicularis).<br />

Gadem<br />

lubelskiego (w tym i teren Krasnegostawu) chronionym jest także zaskroniec zwyczajny ( Natrix<br />

porastały bogate lasy, a fauna napływała z połud- natrix),<br />

żyjący na terenach podmokłych wzdłuż<br />

niowej i wschodniej części Europy. Po ostatnim Wieprza. Podobnie chroniona jest jaszczurka<br />

zlodowaceniu na ziemiach Lubelszczyzny znów zwinka ( Lacerta agilis).<br />

Wreszcie wśród bardziej<br />

pojawiły się przybyłe z południa zwierzęta stepowe, interesujących gadów należy wymienić padalca<br />

jak susły, chomiki, suhaki i inne. Wraz z zwyczajnego ( Anguis fragilis).<br />

rozprzestrzenianiem się lasów, przywędrowały Ryby. Ichtiofauna rzeki Wieprz i jej dopływów,<br />

także zwierzęta leśne - najpierw wiewiórki i dzięki zmniejszającemu się zanieczyszczeniu<br />

koszatki, później jelenie, dziki, niedźwiedzie, tury, wody, stopniowo się odradza. Z bardziej znanych<br />

żubry, bobry i inne. Wreszcie ostatnia - gdyż około gatunków ryb, które występują w tutejszych wodach<br />

4 000 lat temu - powróciła sarna.<br />

należy wymienić: leszcza ( Albramis brama),<br />

karpia<br />

Człowiek od początku swego istnienia ( Cyrpinus carpio), szczupaka ( Esox lucius),<br />

płoć<br />

niszczył starą puszczańską faunę. Przede ( Rutilus rutilus), lina ( Tinca tinca), okonia ( Perca<br />

wszystkim jego ofiarą padały duże zwierzęta, fluviatilis), karasia ( Carassius carassius),<br />

rzadziej -<br />

dostarczające<br />

mięsa lub skór na odzież. Wpływ niegdyś popularnego jazia ( Leuciscus idus),<br />

człowieka na faunę był również pozytywny. miętusa ( Lota lota), klenia ( Leuciscus cephalus)<br />

czy<br />

Siedliska stworzone przez niego zasiedliły nowe węgorza ( Anguilla anguilla).<br />

różnorodne zwierzęta, zwiększyła się liczba<br />

gatunków oraz ich przedstawicieli. Mimo iż duże<br />

zwierzęta zostały w większości wytępione, to ilość<br />

drobnych zwierząt, a zwłaszcza bezkręgowców,<br />

wzrosła niepomiernie. Dzięki człowiekowi pojawiły<br />

się nowe gatunki hodowlane (bydło domowe,<br />

konie) lub żyjące w stanie półdzikim (bażanty).<br />

W dopływach Wieprza: Wolicy, Siennicy i<br />

Żółkiewce dość pospolitym przedstawicielem<br />

skorupiaków jest rak rzeczny, czyli szlachetny<br />

( Astacus fluviatilis).<br />

Ptaki. Awifauna rozległego terenu miasta jest<br />

wyjątkowo bogata. Wystarczy wymienić gnieżdżącego<br />

się tutaj bociana białego ( Ciconia ciconia),<br />

15


Przyroda Przyroda<br />

natomiast w okolicach stawów rybnych i mokradeł Z saków ziemno-wodnych licznie rozprze-<br />

pojawia się przelotnie czapla siwa ( Ardea cinerea).<br />

Nad zarośniętymi brzegami rzek i niektórych<br />

zbiorników wodnych można spotkać zimorodka<br />

zwyczajnego ( Alcedo atthis).<br />

Ten rzadki, pięknie<br />

ubarwiony i prawnie chroniony ptak gnieździ się w<br />

wysokich i urwistych brzegach Wieprza.<br />

W lesie „Borek” gnieździ się największy<br />

przedstawiciel krukowatych - kruk ( Corvus corax)<br />

oraz niewielki kolorowo ubarwiony (z charakterystycznym<br />

czubkiem na głowie) - dudek ( Upupa<br />

epops),<br />

należący do rodziny dudkowatych.<br />

Na Wieprzu i jego dopływach oraz na oczku<br />

wodnym przy ul. Lwowskiej dość licznie pojawia się<br />

strzeniła się wydra ( Lutra lutra),<br />

pojawił się także<br />

bóbr ( Castor fiber).<br />

Ssaki te zajmują coraz to<br />

rozleglejsze terytoria i stają się nawet uciążliwe, tak<br />

dla gospodarki rybackiej (stawowej), jak i dla<br />

urządzeń melioracyjnych.<br />

Do największych sprzymierzeńców człowieka<br />

w walce ze szkodliwymi gryzoniami (głównie<br />

myszami), gdyż jest bardzo drapieżna, należy<br />

łasica ( Mustela nivalis).<br />

Ssak ten występuje<br />

zarówno na terenie zabudowy miejskiej jak też na<br />

obrzeżach miasta, gdzie warunki bytowania ma<br />

bardziej sprzyjające.<br />

Lucjan Cimek<br />

ptactwo wodne z rzędu blaszkodziobych, którego Literatura:<br />

najliczniejszym przedstawicielem jest kaczka<br />

krzyżówka ( Anas platyrhynchos) i cyranka ( Anas<br />

querquedula).<br />

Z rzędu kuraków zamieszkujących okoliczne<br />

pola i śródpolne zarośla należy wymienić<br />

bażanta łownego ( Phasianus colchicus ),<br />

1. Borowy R. L., Górski.: Przewodnik po województwie<br />

lubelskim. LOP, Warszawa 1974.<br />

2. Chałubińska A. i Wilgat T.: Podział fizjograficzny<br />

województwa lubelskiego. Przewodnik V<br />

Ogólnopolskiego Zjazdu Polskiego Towarzystwa<br />

Geograficznego. Lublin 1954.<br />

kuropatwę ( Perdix perdix)<br />

i, niestety, już coraz<br />

rzadziej słyszaną przepiórkę ( Coturnix coturnix).<br />

Awifauna Krasnegostawu może poszczycić<br />

się jeszcze ptakami wiodącymi nocny tryb życia.<br />

Występują tutaj sowy: płomykówka ( Tyto alba),<br />

3.<br />

4.<br />

5.<br />

Cimek L.: Z bierzm i tarcic. „Echa Leśne”. Nr 2 (382),<br />

luty 1993.<br />

Cimek L.: Stawy krasnostawskie. (w) Zapiski<br />

Krasnostawskie. T. III. Lublin 1996.<br />

Cimek L.: Pojedziemy na łów. „Ziemia Krasnostawska”.<br />

Nr 10 (822), październik 1996.<br />

puszczyk ( Strix aluco) oraz pójdźka ( Atene noctua)<br />

i sowa uszata ( Asio otus).<br />

Latem można zaobserwować niewielkie,<br />

doskonale i bardzo szybko latające ptaki,<br />

zachowaniem i wyglądem przypominające jaskółki,<br />

są to jerzyki ( Apus apus).<br />

Jerzyki zdobywają<br />

6.<br />

7.<br />

8.<br />

Cimek L.: Spod znaku św. Huberta. „Wieści<br />

Krasnostawskie”, listopad 1998.<br />

Drzewoznawstwo. Praca zbiorowa pod redakcją S.<br />

Białoboka i Z. Hellwiga. Warszawa 1955.<br />

Fijałkowski D.: Zespoły roślinne wodne i gleb mokrych<br />

województwa lubelskiego. Annales UMCS, nr.<br />

9/1966.<br />

pożywienie (wyłącznie owady) tylko w powietrzu,<br />

wydając przy tym charakterystyczny świszczący<br />

głos. Jerzyk należy do najlepiej latających ptaków<br />

krajowych (120 km/godz.), z ptaków drapieżnych<br />

doganiają go małe sokoły: kobuz ( Falco subbuteo)<br />

9. Gleby i klimat Lubelszczyzny. Materiały z konferencji<br />

naukowej. Lublin, 25 kwietnia 1994. pod red. J.<br />

Kołodzieja i R. Turskiego. LTN, Lublin 1995.<br />

10. Jarosz S.: Krajobrazy Polski i ich pierwotne fragmenty.<br />

Warszawa 1956.<br />

11. Kostrowicki J.: Środowisko geograficzne Polski.<br />

i drzemlik ( Falco columbarius).<br />

Ssaki. Najliczniejszym przedstawicielem grubej<br />

zwierzyny jest tutaj niewątpliwie sarna ( Capreolus<br />

copreolus). Dzik ( Sus scrofa)<br />

pojawia się tylko<br />

przejściowo wśród zakrzaczeń i kęp łozy na<br />

północnozachodnim skraju lasu „Borek”, tzw.<br />

Zaborczu. Występują też: zając szarak ( Lupeus<br />

europaeus), lis ( Vulpes vulpes)<br />

i kuna leśna<br />

( Martes martes).<br />

A oto kilka innych rzadkich i cennych<br />

gatunków ssaków, które można spotkać na terenie<br />

PWN, Warszawa 1961.<br />

12. Liniewicz K.: Agroklimatyczna charakterystyka<br />

chłodnej pory roku na Lubelszczyźnie w latach 1950-<br />

1970. praca doktorska. Akademia Rolnicza. Lublin<br />

1979.<br />

13. Mała encyklopedia leśna. Praca zbiorowa. PWN,<br />

Warszawa 1991.<br />

14. Molga M.: Meteorologia rolnicza. Wyd. VII. Warszawa<br />

1986.<br />

15. Piękoś-Mirkowa H., Mirek Z.: Flora Polski. Rośliny<br />

chronione. Warszawa 2003.<br />

16. Raport o stanie środowiska województwa lubelskiego<br />

w 2002 roku. Lublin 2003.<br />

miasta Krasnystaw.<br />

Pierwszym z nich jest jeż ( Erinaceus<br />

europaeus),<br />

jedyny w Polsce przedstawiciel<br />

jeżowatych i największy gatunek z owadożernych.<br />

Niestety licznie ginący na drogach pod kołami<br />

17. Strzemski M.: Typologia gleb województwa<br />

lubelskiego. Roczniki Gleboznawstwa, T. 3.<br />

Warszawa 1954.<br />

18. Woś A.: Klimat Polski. Wyd. Naukowe PWN,<br />

Warszawa 1999.<br />

19. Zaręba R.: Początek wiosny w Polsce środkowej i<br />

pojazdów.<br />

wschodniej na podstawie obserwacji leśno<br />

Nietoperze reprezentowane są m.in. przez<br />

gacka wielkoucha ( Plecotus auritus),<br />

nocka<br />

wąsatka ( Myotis mystacinus),<br />

mroczka borowca<br />

( Nyctalus noctula)<br />

i kilka innych gatunków.<br />

fenologicznych rozwoju liści leszczyny i brzozy<br />

gruczołkowatej z lat 1934-37. „Sylwan”, nr 3, 1952.<br />

20. Zinkiewicz Wł., Zinkiewicz A.: Atlas klimatyczny<br />

województwa lubelskiego 1951-1960. LTN, Lublin<br />

1975.<br />

16


Historia Historia<br />

Leszek Janeczek<br />

Miastu na urodziny - rzecz o herbie<br />

Sześćsetszesnastolecie (616) nasze miasto<br />

obchodziło, a raczej powinno było obchodzić, dnia<br />

1 marca. Wszystkiego najlepszego Krasnemu<br />

Stawowi! Taki to już szmat czasu, że greckie panta<br />

rei (wszystko płynie), z takiej perspektywy dotyczy<br />

prawie wszystkiego, czego dotknie myśl. Kilkakrotnie<br />

zmieniał się układ ulic, za wyjątkiem rynku,<br />

który w swoim zarysie dotrwał jeszcze taki, jak ten<br />

średniowieczny. Ratusz na nim powstał i znikł.<br />

Drzew nie było, wyrosły. Gród otoczył się murem<br />

obronnym, a po wiekach rozebrano go z powodu<br />

ciasnoty, potrzeby chwili (było to po wielkim<br />

pożarze), i Bóg jeden wie dla jakich jeszcze<br />

racjonalnych powodów… Wieprz płynie już innym<br />

korytem, pozostawiając sobie ciągle tę samą<br />

prasłowiańską nazwę. Nawet samo miasto zmieniło<br />

swoje nazwisko. Kwaterowały tu wojska polskie,<br />

austriackie, rosyjskie, niemieckie i znowu polskie.<br />

Mieszkańcy grodu, Polacy i Rusini, nie dopuszczający<br />

Żydów w obręb murów, po wiekach<br />

skapitulowali pod naporem gorzałczanych szturmów<br />

starozakonnych. Z czasem bogaci Izraelici<br />

zajęli najlepsze kamienice w samym centrum, a ich<br />

biedota w jeszcze większej liczbie rozłożyła się na<br />

przedmieściach. Gdy nagle zniknęli z miasta,<br />

zmieceni przez hitlerowską falę, było to na tyle<br />

nieprawdopodobne, jak przejście tamtych<br />

starotestamentowych przodków przez Morze<br />

Czerwone. Teraz zostali sami Polacy. Okazało się,<br />

że wraz z zakończeniem wojny, większość z nich<br />

musi swoje miasto opuścić dla własnego<br />

bezpieczeństwa. Przyszli inni, zza Buga, którym<br />

dotychczasowa Polska usunęła się spod nóg, i ci z<br />

okolic Krasnegostawu. Oni sami i ich potomkowie<br />

tworzą dzisiejszą miejską społeczność.<br />

Krasnostawianie z dziada pradziada, jak dumnie<br />

podkreślają, pozostali w mniejszości.<br />

A herb? Czy zawsze był taki jak dzisiaj? W<br />

czasach Drugiej Rzeczypospolitej miasto używało<br />

herbu podobnego do dzisiejszego. Ale zapewne<br />

miano wówczas wątpliwości, czy jest to herb<br />

pierwotny. W roku 1931 magistrat miasta<br />

Krasnegostawu, na czele którego stał burmistrz<br />

Wnuk, wysłał do polskich archiwów zapytanie o<br />

wygląd miejskiej pieczęci w dawnych wiekach. Dla<br />

porządku trzeba powiedzieć, że w Archiwum<br />

Ziemskim w Krakowie nie natrafiono na dokumenty<br />

krasnostawskie. Archiwum w Lublinie również nie<br />

dysponowało takimi materiałami. Dopiero<br />

Archiwum Główne w Warszawie sygnalizowało, że<br />

j e s t w p o s i a d a n i u k i l k u d o k u m e n t ó w<br />

pieczętowanych krasnostawskimi pieczęciami.<br />

Najstarszy pochodzi z roku 1523, inne z XVIII<br />

wieku.<br />

W okresie pierwszej Rzeczypospolitej<br />

miasto używało dwóch pieczęci. Jednej radzieckiej,<br />

należącej do rajców, czyli rady miasta, oraz drugiej -<br />

wójtowskiej. Obydwie pieczęcie były okrągłe,<br />

różniące się napisem w otoku. W radzieckiej<br />

łaciński napis brzmiał: Sigillum consulare<br />

civitatis S. R. M. Crasnostaviensis.<br />

Zaś w<br />

wójtowskiej napisano: Sigillum advocatiale<br />

civitatis S.R.M. Crasnostaviensis.<br />

Skrót S.R.M.<br />

to Sacrae Regiae Maiestatis, co znaczy świętego<br />

królewskiego majestatu.<br />

Środek obydwu pieczęci<br />

zapełniał taki sam wizerunek - dwóch ryb. I tu<br />

znajdujemy dwa sensacyjne szczegóły,<br />

uwzględniając nasz dzisiejszy punkt widzenia.<br />

Pierwszy - najstarsza znana krasnostawska<br />

pieczęć, z roku 1523, można powiedzieć, że<br />

powinna być prawzorem herbu, posiada ryby<br />

zwrócone głowami na lewo. Drugi - ryby na pieczęci<br />

nie wyglądają jednoznacznie na karpie. Może to<br />

były szczupaki? Nawiasem mówiąc, ktoś śmiało<br />

mógłby stworzyć wyróżnienie, analogiczne do<br />

Złotych Karpi, nazywając je na przykład Srebrne<br />

Szczupaki. Ale żarty na bok. Gdy minęły dwa wieki,<br />

a więc w XVIII stuleciu, obydwie pieczęcie dalej<br />

miały dwie ryby, tyle że zwrócone głowami w<br />

przeciwne strony, jak na dzisiejszym herbie. Jest<br />

taki dokument datowany w 1784 roku. Za sugestią<br />

Archiwum Głównego w Warszawie, miasto zwróciło<br />

się do pana Wacława Granicznego z Archiwum<br />

Skarbowego, mającego siedzibę w stolicy, z prośbą<br />

o odtworzenie krasnostawskiego herbu, na<br />

podstawie zachowanych archiwaliów. Ten,<br />

zapewne znawca heraldyki, wykonał rysunek, za<br />

sumę ówczesnych 25 zł. Do dzisiaj herb ów<br />

zachował się i znajduje się w Państwowym<br />

Archiwum w Zamościu. Widnieją na nim dwie<br />

srebrne ryby, jedna nad drugą, zwrócone głowami<br />

w lewą stronę, na niebieskim tle. Wacław Graniczny<br />

w swoim piśmie do magistratu w Krasnymstawie<br />

sugeruje, że stosowanie herbu z dwiema rybami<br />

zwróconymi w przeciwne strony, nie będzie<br />

niezgodne z tradycją, gdyż nawiązuje do pieczęci z<br />

roku 1784.<br />

17


Historia Historia<br />

A swoją drogą nie należy chować rocznic<br />

powstania miasta pod korcem. W Dniach<br />

Krasnegostawu jest za dużo piwa, aby rozum - a<br />

wraz z nim i refleksja nad historią naszego miasta -<br />

mogły dojść do głosu. Nie mylić amfiteatru i piwnych<br />

namiotów z aulą. Okazji do picia piwa jest u nas<br />

dużo. Należałoby życzyć mieszkańcom miasta, aby<br />

w rocznicę jego założenia, mogli uczestniczyć w<br />

uroczystości, w której zostaną uhonorowane osoby<br />

i zdarzenia ważne w ponad 600-letniej historii<br />

miasta. A jest tyle rocznic, że na ich przedstawienie<br />

zabrakłoby czasu, który jeden obywatel przeżyć<br />

może. W tym roku dla przykładu, przypadają dwie<br />

bardzo ważne rocznice - obydwie siedemdziesiąte.<br />

W kwietniu 1940 roku w Katyniu i innych miejscach<br />

Związku Sowieckiego, zamordowano kilkunastu<br />

obywateli naszego miasta, przeważnie tych, którzy<br />

bronili Ojczyzny w 1939 roku. Dwa miesiące<br />

później, 5 czerwca 1940 roku aresztowano w<br />

Krasnymstawie i powiecie dwudziestu wybitnych<br />

przedstawicieli inteligencji, aby 4 lipca rozstrzelać<br />

Artur Daniel<br />

Liskowacki<br />

Artur Daniel Liskowacki (ur. w 1956 r. w<br />

Szczecinie) - prozaik, poeta, eseista, autor<br />

słuchowisk radiowych oraz książek dla dzieci.<br />

Publicysta i krytyk teatralny. Mieszka w Szczecinie.<br />

Laureat I nagrody II Krajowego Festiwalu PR i TVP<br />

„Dwa teatry 2002”, Nagrody Artystycznej Miasta<br />

Szczecina (2002) oraz Nagrody 60-lecia PR<br />

Szczecin (2005). Jego powieść<br />

znalazła się w finale Nagrody Literackiej Nike 2001 i<br />

otrzymała I nagrodę w kategorii prozy VI Konkursu<br />

18<br />

Eine kleine<br />

ich w Kumowej Dolinie w ramach akcji AB (AB -<br />

Auserordentliche Befriedungsaktion nadzwyczajna<br />

niemiecka akcja pacyfikacyjna rozpoczęta<br />

od profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego w<br />

1939 roku). Czy te wydarzenia nie powinny być<br />

asumptem do przypomnienia tych tragicznych<br />

historii i ofiar mieszkańców miasta w rocznicę jego<br />

założenia? No, bo jeśli nie teraz, to kiedy? Miastem<br />

rządzą zbyt inteligentni ludzie, aby tego nie czuli.<br />

Być może brakuje im tylko wiedzy historycznej o<br />

mieście, którym władają i pomysłów jaką materią<br />

zapełnić datę 1 marca. Dlatego może należałoby<br />

odwołać się do świadomej części miejskiej<br />

społeczności, i zapytać wcześniej, np. w ankiecie<br />

zamieszczonej gdzieś w prasie, jak uczcić w danym<br />

roku założenie grodu. Dobrze by się stało, gdyby<br />

taka okazja służyła wewnętrznej promocji, to<br />

znaczy - wśród mieszkańców, historii własnego<br />

miasta i przez to zapewne spajała ludzi wokół<br />

wspólnych spraw i idei. Tego naszemu miastu, z<br />

całego serca w dniu urodzin życzyć potrzeba.<br />

Leszek Janeczek<br />

Literackiego Polskiego Towarzystwa Wydawców<br />

Książek (2002). Powieść Mariasz nominowano do<br />

Europejskiej Nagrody Literackiej (2009), a zbiór<br />

opowiadań Capcarap nominowano do Nagrody<br />

Literackiej Nike 2009. Wydał m.in. książki dla dzieci:<br />

Balbaryk i skrzydlate psy (1982), Balbaryk i Złota<br />

Piosenka (1985), Najbłękitniejsze oczy (1987),<br />

Śnieżynek (1997), tomy wierszy: Autoportet ze<br />

szminką (1985), Atlas ptaków polskich (1994), To<br />

wszystko (2006), zbiory opowiadań: Dzikie koty<br />

(1986), Szepty miłosne (1996), Capcarap (FORMA<br />

2008), eseje: Cukiernica pani Kirsch (1998),<br />

Pożegnanie miasta (2002) oraz powieści: Eine<br />

kleine (2000, FORMA 2009) i Mariasz (FORMA<br />

2007). W zbiorze 2008. Antologia współczesnych<br />

polskich opowiadań (FORMA 2008) znalazło się<br />

jego opowiadanie Odchodząc, wracając.<br />

Pracował w redakcji tygodnika „Jantar",<br />

„Morze i Ziemia", od 1990 w „Kurierze<br />

Szczecińskim" jako kierownik działu kulturalnego, a<br />

od 2008 redaktor naczelny. Współpracuje z<br />

miesięcznikiem „Teatr", dwumiesięcznikiem<br />

„Pogranicza" oraz z „Twórczością". W latach 1996-<br />

1999 pełnił funkcję prezesa szczecińskiego<br />

oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Dla<br />

redakcji „<strong>Nestor</strong>a” szczególne znaczenie ma, że z<br />

Krasnymstawem łączą go związki krwi, jest bowiem<br />

synem Danieli (z domu Maj) i Ryszarda<br />

Liskowackich.


Poezja Poezja<br />

Artur Daniel Liskowacki<br />

* * *<br />

potem się to wszystko jakoś ułoży<br />

liście na ściółce w parku<br />

kwiaty na grobie<br />

stare gazety przed śmietnikiem<br />

zadzwoni telefon<br />

który miał dzwonić w ubiegłym<br />

życiu<br />

przyjdą jakieś pieniądze<br />

jakieś ułaskawienie<br />

może nawet sen<br />

bez relanium<br />

przyśnią się wakacje<br />

z tamtej fotografii<br />

której kiedyś się nie zdążyło wywołać<br />

na chwilę osobności<br />

i przypomni się odpowiedź z krzyżówki<br />

pionowo na siedem<br />

chudych lat które zjadły tłuste<br />

znajdzie się kogoś<br />

kto tanio wymaluje<br />

tamten pokój<br />

temu domowi<br />

spłacą się wszystkie raty<br />

i będzie można wyrzucić z szuflady<br />

nieważne już rachunki za światło<br />

na pewno jakoś to się ułoży<br />

z twarzą do ściany<br />

październik 1999<br />

Archeologia<br />

archeologom którzy po nas przyjdą<br />

będzie trudniej<br />

w naszych grobach nie znajdą<br />

brązowego źdźbła miecza<br />

złotej broszy spinającej cień płaszcza<br />

ani grzebienia z bursztynowej fali<br />

włosów<br />

nie znajdą miski z sytą soczewicą<br />

dzbanów po oliwie i winie<br />

kości naszych wiernych<br />

niewolników i kobiet<br />

dlaczego nie zabieramy ze sobą tego<br />

bez czego nie umielibyśmy żyć<br />

co przepajało nas dumą i wiara<br />

w sens każdego dnia<br />

dlaczego nie grzebią nas z kamerą wideo<br />

afgańskim chartem medalistą<br />

kolekcją puszek do piwa<br />

czemu nie płoną z nami<br />

nasze rącze samochody<br />

a przy wezgłowiu nie spoczywa<br />

srebrny sokół komórkowego telefonu<br />

to nieprawda<br />

że jesteśmy pokorni<br />

i obnażeni czekamy na zawołanie<br />

anielskich trąb<br />

nasza nagość jest obłudna<br />

schodzimy pod ziemię mocno<br />

zaciskając pod powiekami pięści<br />

słodkie ziarno<br />

rzeczy<br />

Lipiec<br />

1994 2001<br />

nie płacz nie płacz<br />

to nie ciebie nie ma<br />

to wszystko jest<br />

liść miodu liże zapach lipy<br />

trzmiel w liliowym dzwonku<br />

aż mrówki przechodzą<br />

korą ciepłego wiatru<br />

drży gałąź pod jego miłością<br />

starzy ludzie okrążają klomb<br />

spieszą na kolację gołąbki<br />

fruną im naprzeciw z kuchni<br />

z ryżem w dziobkach<br />

w pałacowym parku ustawiono<br />

donice z kulą ufryzowanej zieleni<br />

białe wstążki plotą<br />

o weselu w sobotni wieczór<br />

przyjadą samochody o gładkich<br />

skórach młodych kobiet<br />

będzie muzyka wódka i lody<br />

czekoladowe ciała obejmą<br />

noc w posiadanie dosiadanie<br />

teraz jest późne popołudnie<br />

uchylone skrzydła okien<br />

srebrzy lotki wysoka cisza<br />

to wszystko jest<br />

nawet jeśli to nie wszystko<br />

nie mów więcej o sobie<br />

a jeśli tego nie umiesz<br />

mów o sobie tak<br />

jakby ciebie nie było<br />

Wiersze wybrane - za zgodą autora - z tomu<br />

To wszystko<br />

(Szczecin, 2006)<br />

19


Historia Historia<br />

W niepozornym, spokojnym, ale bardzo<br />

sprawnym panu po osiemdziesiątce, mało kto<br />

rozpoznałby jednego z dwóch żyjących dowódców<br />

od majora Zygmunta Szendzielarza - „Łupaszki”<br />

(znanego, do dziś budzącego respekt człowieka,<br />

który poprzez swoją V i VI Wileńską Brygadę AK<br />

przez wiele lat po wojnie ostudzał zapędy<br />

„utrwalaczy władzy ludowej”). Pan Józef Bandzo,<br />

bo o nim mowa, podczas okupacji niemieckiej, a<br />

następnie sowieckiej, używał pseudonimu<br />

„Jastrząb” i był żołnierzem najpierw III Wileńskiej<br />

Brygady AK dowodzonej przez por. „Szczerbca”<br />

(Gracjana Fróga), a następnie - V Brygady mjr.<br />

„Łupaszki” (Zygmunt Szendzielarz), z krótkim<br />

epizodem w NSZ-ecie.<br />

Z Panem Józefem miałem przyjemność<br />

prowadzić dwukrotnie (we wrześniu 2005 oraz w<br />

lutym 2006 roku) wielogodzinne rozmowy, z których<br />

efektem możecie Państwo zapoznać się poniżej:<br />

- Urodziłem się w 1923 roku w Wilnie.<br />

- Oczywiście, że nie. Przed wojną należałem do<br />

harcerstwa.<br />

-<br />

Najbardziej „antymilitarny” żołnierz<br />

majora „Łupaszki”<br />

- Pańskie korzenie...?<br />

- Czyli do wybuchu wojny, ze względu na wiek,<br />

nie zdążył się Pan „otrzeć” o wojsko?<br />

Podobno już na Wileńszczyźnie próbował Pan<br />

zostać podkomendnym, wówczas porucznika<br />

„Łupaszki”?<br />

- Nie, to nie było tak, jak niektórzy tę sprawę<br />

opisują. Ale po kolei. Moi rodzice i ja, na początku<br />

okupacji zamieszkiwaliśmy w majątku Gliniszki.<br />

20<br />

Luty 2006, Warszawa - Józef Bandzo „Jastrząb”<br />

i Grzegorz Polikowski podczas rozmowy.<br />

Większość funkcji w majątku poobsadzanych<br />

była oficerami, których ściągnął tam pan Komar<br />

(ojciec późniejszego olimpijczyka - Władysława<br />

Komara). Oni prowadzili z nami, przebywającymi<br />

tam młodymi chłopakami, szkolenia wojskowe.<br />

Na przykład funkcję dozorcy sadu sprawował<br />

szkolący nas kapitan Bugała. Była tam silna<br />

organizacja, której podporą był pan Komar. Do<br />

niedaleko położonego bunkra, w którym ukrywali<br />

się partyzanci, nosiliśmy między innymi prowiant i<br />

wodę. Nie mogłem do nich dołączyć, gdyż nie<br />

było już tam miejsca - bunkier był zbyt mały.<br />

Przyrzekli mi, że jak tylko wyjdą z tego bunkra, to<br />

skontaktują się ze mną. Jednak obietnicy nie<br />

dotrzymali. Ja bardzo chciałem „wyrwać” się do<br />

oddziału i dlatego mówiono, że chciałem iść do<br />

„Łupaszki”.<br />

- Droga do V Brygady, wiodła przez...<br />

- Najpierw była III Brygada. Byłem w niej jednym z<br />

pierwszych partyzantów. Dołączyłem, razem z<br />

„Rekinem” (sierż. Kazimierz Chmielowski) jako<br />

dwudziesty trzeci lub dwudziesty czwarty jej<br />

żołnierz. Dopiero później oddział ten zaczął się<br />

rozwijać. Nas jednak na początku traktowano<br />

jako „młodych”.<br />

- To znaczy?<br />

- Po prostu, podczas marszów, dokładano nam<br />

różny sprzęt do noszenia. To nożyce do cięcia<br />

drutu, to jeszcze coś i jeszcze - jak na wielbłąda.<br />

Ale ja się wtedy zdenerwowałem i zapytałem: „czy<br />

tu się jakaś klika do władzy dorwała?”.<br />

Następnego dnia miałem stanąć do raportu. I stanąłem.Akomendant<br />

pyta się: „co to za klika się do<br />

władzy dorwała?”. Wyjaśniłem mu o co chodziło.<br />

Obrócił wszystko w żart i stwierdził, że „przede<br />

mną kariera w wojsku”. A ja przecież wojska nie<br />

lubię i nigdy bym w wojsku nie był, gdyby to były<br />

inne czasy.Ale ze względu na te czasy uważałem,<br />

że trzeba walczyć.<br />

- APana szlak bojowy w III Brygadzie?<br />

- W zasadzie brałem udział we wszystkich<br />

działaniach przeprowadzonych przez nasz<br />

oddział, aż do akcji w Murowanej Oszmiance,<br />

gdzie zostałem ranny.<br />

Marzec 1944 roku,<br />

szósty od lewej - „Jastrząb”.


Historia<br />

Wileńszczyzna 1944 rok. Sierżant „Jastrząb” (pierwszy<br />

z lewej) trzyma w rękach pieniądze na wypłatę żołdu.<br />

- W jaki sposób trafił Pan do V Wileńskiej<br />

Brygady, pod dowództwo mjr. „Łupaszki”?<br />

- Gdy zaleczyłem ranę, to w zasadzie było już „po<br />

wszystkim”. Do „nowej Polski” przyjechałem jako<br />

repatriant i leżałem jakiś czas w szpitalu w<br />

Lublinie, gdzie przeprowadzono mi operację. Po<br />

kilku dniach zdjęto mi szwy, a już po kolejnych<br />

trzech - pojechałem do Siemiatycz. Pociąg nie<br />

dojeżdżał do samych Siemiatycz, tylko<br />

zatrzymywał się wcześniej, w jakiejś wsi. Tam, sto<br />

metrów za wsią, trafiłem na dowódcę warty<br />

jakiegoś oddziału. Tym dowódcą był ppor.<br />

„Zygmunt” (Zygmunt Błażejewicz). I tak w ciągu<br />

jednego dnia znalazłem oddział. Był to początek<br />

czerwca 1945 roku.<br />

- I jaki był dalszy ciąg tego spotkania?<br />

- Po wyjaśnieniu mojej sytuacji, zostałem zaproszony<br />

do obozowiska. Muszę powiedzieć, że<br />

bezpośrednio się nie znaliśmy. V Brygada była<br />

naszą bliźniaczą brygadą, ale jak u nas w III było<br />

około 800 żołnierzy, to trudno było znać<br />

wszystkich. Z widzenia to wielu z nas się znało,<br />

ale osobiście to tylko niektórzy. „Zygmunt”<br />

normalnie nie pozwalał pić, ale na tę okazję (czyli<br />

mojego zjawienia się) przyszykowano trochę<br />

ajerkoniaku. Następnego dnia okazało się, że<br />

zrobiono go na spirytusie... drzewnym! Ale<br />

skończyło się dobrze.<br />

- Ciekawie się zaczęło...?<br />

- Tak. Później przez tydzień chodziłem z oddziałem<br />

„Zygmunta”, a następnie poszliśmy na koncentrację.<br />

Po drodze spotkaliśmy ppor. „Burego”<br />

(Romuald Rajs), dowódcę mojej kompanii z III<br />

Brygady, w której byłem zastępcą dowódcy<br />

plutonu „Kima”.<br />

Historia<br />

- Askutkiem tego spotkania było...?<br />

- Zostanie w szwadronie mojego niegdysiejszego<br />

i „nowego” dowódcy. Służyłem w nim do 7<br />

września 1945 roku.<br />

Sierżant Józef Bandzo<br />

„Jastrząb”. Jesień 1945 roku,<br />

zdjęcie wykonano w zakładzie<br />

fotograficznym w Łapach.<br />

- Pańskie losy, po rozformowaniu jesienią 1945<br />

roku większości V Brygady, były nadal<br />

związane z walką?<br />

- Po częściowym rozformowaniu Brygady przeszedłem<br />

do NZW (NSZ) z całym szwadronem.<br />

Znaleźli się tam prawie wszyscy - „Bury”, „Rekin”,<br />

„Wiarus”, „Moskito” i inni. Dostałem wtedy<br />

dowództwo pierwszego plutonu, a „Rekin” -<br />

trzeciego. Zalecano wtedy, żeby kto chce, z AKowców,<br />

mógł się zwolnić ze służby. Dostawali<br />

odprawę pieniężną na rozpoczęcie „nowego”<br />

życia. I właśnie o tę odprawę, o jej wysokość,<br />

miałem pewną wymianę zdań z „Burym”.<br />

Dostałem wtedy też awans na podporucznika.<br />

Białostocczyzna, lato 1945 roku. Od lewej: sierż. Kazimierz<br />

Chmielowski „Rekin”, ppor. Henryk Wieliczko „Lufa”,<br />

sierż. Józef Bandzo „Jastrząb”, wachm. Jerzy Lejkowski<br />

„Szpagat” - żołnierze 4 szwadronu V Brygady Wileńskiej AK.<br />

- Jak Pan ocenia wartość bojową tych oddziałów<br />

(NZW)?<br />

- Moim zdaniem byli to źle wyszkoleni oraz niezdyscyplinowani<br />

żołnierze. Mieli wielkie pojęcie o<br />

sobie, a małe doświadczenie. Za to ludność<br />

21


Historia Historia<br />

Podlasia była bardzo przychylnie nastawiona do<br />

oddziałów narodowych. Bardziej niż do formacji<br />

AK. Bywało, że nie pozwalano żołnierzom stać na<br />

warcie, bo tę chciała pełnić miejscowa ludność. To<br />

jednak nie u nas - nie pozwalałem na to! Albo<br />

kładli nas do własnych łóżek, a sami spali gdzie<br />

popadło. Podejście było bardzo serdeczne.<br />

- Jaką miał Pan wtedy broń?<br />

- Wtedy, jako broń osobistą, miałem sowiecką<br />

tetetkę.<br />

- Następnie powrót do formującej się ponownie<br />

V Brygady?<br />

- Było to chyba 16 stycznia 1946 roku. Otrzymałem<br />

wtedy dowództwo patrolu.<br />

- „Chodził” Pan jako dowódca dziesięcioosobowego<br />

oddziału, który był bezpośrednią<br />

ochroną mjr. „Łupaszki”. Czyli byliście<br />

wyeliminowani z bezpośrednich działań?<br />

- Można tak powiedzieć, chociaż nie do końca tak<br />

było w rzeczywistości. Były dwa szwadrony -<br />

„Zeusa” (por. Leon Smoleński ) i „Żelaznego”<br />

(ppor. Zdzisław Badocha ), bo „Lufa” (ppor.<br />

Henryk Wieliczko) w zasadzie bez konkretnego<br />

przydziału, dochodził i odchodził - to tu, to tam.<br />

Spotykaliśmy się na koncentracjach, na które<br />

zawsze zmierzaliśmy w tym samym składzie -<br />

Komendant oraz ja z moim patrolem. Zdarzało<br />

się, że tamci (któryś ze szwadronów)<br />

„narozrabiali” gdzieś przed nami, a my<br />

wchodziliśmy w obławę przygotowaną na nich.<br />

Więc wpadaliśmy na taką obławę i prawie zawsze<br />

nas okrążali. Kiedyś koło Jabłonny weszliśmy w<br />

taką właśnie ekspedycję, zastawioną na któryś<br />

ze szwadronów. Poczekaliśmy do zmierzchu,<br />

okrążeni niejako w „trójkąt” - ze wszystkich stron.<br />

I wtedy poszliśmy w stronę, gdzie stały ich<br />

samochody i tyraliera. Tam już pojedynczo<br />

przeszliśmy między nimi. Wyraźnie słyszeliśmy<br />

rozmowy szoferów i żołnierzy. Przeskoczyliśmy<br />

ten kordon i dalej poszliśmy już razem. Wtedy oni<br />

zaczęli „czesać” ten rejon i się na pewno zdziwili,<br />

że tam nikogo nie było.<br />

Innym razem w Bartlu, też zostaliśmy otoczeni. A<br />

jak otoczeni, to trzeba się przebijać. Zaczęła się<br />

strzelanina i zauważyłem, że wiele kul idzie jakoś<br />

między gałęzie - znaczy się, żołnierze strzelali<br />

bardziej w niebo, a nie do nas. Ale patrzę - leży<br />

jakiś kapitan i trzyma pistolet. Nie strzelał do nas.<br />

Podchodzę i chcę mu zabrać tę broń, a on mówi,<br />

żeby mu go zostawić bo będzie miał przykrości, a<br />

on też jest z Wilna. Zapytałem w co jest ranny, a<br />

on odpowiedział, że w nogę. Zostawiłem mu ten<br />

pistolet i poszliśmy dalej.<br />

22<br />

- Jak wasz oddziałek był uzbrojony?<br />

- Mieliśmy jeden MG, trzy „szmajsery” - nie to nie<br />

były „szmajsery”, były to niemieckie „kałasznikowy”,<br />

nazywaliśmy je „derkacze” i reszta też<br />

miała automaty.<br />

- To mieliście superuzbrojenie?<br />

- Uzbrojenie było wystarczające. Ale komendant i<br />

„Lala” (Lidia Lwow) nic nie mieli. Byliśmy jednak<br />

ochroną i dlatego żadnej większej walki nie<br />

mogliśmy nawiązać. Mogliśmy się co najwyżej<br />

trochę „odgryźć”. Tak na przykład było koło<br />

Ostródy. Jak trafili na nasz ślad, to gonili za nami.<br />

My trochę „bzykniemy”, to oni zostają w tyle. Za<br />

chwilę znowu za nami. My trochę „bzykniemy”<br />

i znowu odskok.<br />

- Jakie były stosunki i relacje w tak małej grupie<br />

ludzi, bo przecież major, adiutant, „Lala” i patrol<br />

ochrony, to w sumie kilkunastu ludzi?<br />

- Komendant nie wtrącał się w ogóle do tego, co<br />

robiłem. Mówił mi na przykład: „Józiu! (bo zwracał<br />

się do mnie „Józiu”) Za miesiąc mamy być tu lub<br />

tu”. Ja więc wybierałem trasę i sposób jej<br />

pokonania. I tak było - od koncentracji do<br />

koncentracji. Nie było jakiegoś drylu. Tak na<br />

przykład, kiedyś, było to chyba w Prusach,<br />

mieliśmy wyznaczony cel marszu. Byliśmy już<br />

zmęczeni, więc popatrzyłem na mapę i<br />

stwierdziłem, iż drogami trzeba będzie dużo<br />

obchodzić. Postanowiłem, że pójdziemy na<br />

azymut, według kompasu. Okazało się, że były<br />

tam niezłe wertepy. Słyszę jak „stary” mówi: „Józio!<br />

Do cholery jasnej, gdzie ty nas prowadzisz?”.<br />

Pokazałem na mapie o ile krótsza jest ta droga.<br />

Powiedział na to: „No dobra, tylko więcej tak nie<br />

prowadź!”.<br />

- Czyli skończyło się bardziej żartem niż reprymendą?<br />

- Właśnie tak to bywało, pomimo, że „stary” był<br />

kawalerzystą i nie lubił chodzić! Był dobry,<br />

mógłbym nawet powiedzieć, że „uczuciowy”,<br />

chociaż już chyba trochę był wyczerpany<br />

nerwowo.<br />

- Jak wyglądało dowodzenie Brygadą?<br />

- Komendant chodził z którymś ze szwadronów, lub<br />

tylko z moim oddziałem, i nie ingerował w jego<br />

dowodzenie - dawał dowódcy całkowicie wolną<br />

rękę i - co należy podkreślić - był w stosunku do<br />

podwładnych całkowicie lojalny.<br />

- Oddział był niewielki - w jaki sposób radziliście<br />

sobie z różnego rodzaju zadaniami w okresie<br />

pomiędzy koncentracjami?


Historia Historia<br />

- Najważniejszą sprawą były warty. Ze względu na<br />

niewielką liczebność, były one dość uciążliwe.<br />

Zdarzało się czasami, byliśmy wszyscy tak<br />

zmęczeni, że komendant też musiał trzymać<br />

wartę! Widział, że nawet ja słaniałem się na<br />

nogach i wtedy stawał. Chciał stać!<br />

- Aż tak forsowne były Wasze marsze?<br />

- Przykładowo, kiedyś szliśmy przez trzy dni i trzy<br />

noce bez odpoczynku - spaliśmy w marszu.<br />

Nieraz było słychać jęknięcie, jak ktoś ze<br />

śpiących upadł. Takie marsze się zdarzały.<br />

- W jakim wieku byli Pana żołnierze?<br />

- Najczęściej byli to młodzi ludzie, w wieku od<br />

dwudziestu do dwudziestu kilku lat. Starsi słabo<br />

wytrzymywali trudy takiego życia.<br />

-<br />

Czy majorowi zdarzały się wybuchy złości,<br />

na przykład z powodu jakichś przewinień czy<br />

też z innych przyczyn?<br />

- Czasami coś tam krzyczał. Ale to raczej było tak,<br />

jakby krzyczał do siebie. Nie mogę nic<br />

powiedzieć jak było na Białostocczyźnie, bo tam<br />

byłem w szwadronie i nie miałem z nim zbyt<br />

częstego kontaktu. Ale na Pomorzu to raczej nie<br />

widziałem nic takiego.<br />

- Pytam o to dlatego, że dowódca ma zawsze<br />

dużą odpowiedzialność, a w tamtych<br />

warunkach była ona niejako podwójna, co za<br />

tym idzie - mocne obciążenia psychiczne.<br />

- Tak. On był mózgiem. Jednak najważniejszą<br />

rzeczą, najbardziej obciążającą, były sprawy<br />

personalne. Wtedy było za dużo „szarż”.<br />

Generalnie miał wyczucie do ludzi, potrafił<br />

dobrać najlepszych w danych warunkach.<br />

Pomimo to, nie wiadomo było jak, co i komu<br />

rozdzielić. Wszyscy chcieli iść „do władzy”.<br />

Pamiętam jak kiedyś, podczas przydziału<br />

d o w ó d z t w, s a m z w r ó c i ł e m u w a g ę<br />

komendantowi, że „Zeus”, który moim zdaniem<br />

raczej nie nadawał się na dowódcę szwadronu,<br />

dostał oddział, a taki „Leszek” (ppor. Olgierd<br />

Christa) nie miał żadnego przydziału. Wtedy<br />

komendant dał mu kilku ludzi i polecił dołączyć do<br />

„Żelaznego”, którego został zastępcą.<br />

- Major pozwalał na takie dyskusje?<br />

- Później tylko mi powiedział: „Józiu! Ty to jesteś<br />

taki antymilitarny!”. Jednak czasem pozwalał mi<br />

na podobne wypowiedzi.<br />

- Pan jakoś do tej „władzy” się nie pchał?<br />

- Mnie to nawet w harcerstwie zastępowym zrobili<br />

na siłę! Nie miałem takiej potrzeby. Na przykład u<br />

„Burego” też bardzo późno dostałem dowództwo<br />

3. drużyny. Ja się nie rwałem. Ale spostrzegłem,<br />

że trzeba się jednak trochę postarać, bo wtedy na<br />

warcie się nie stoi! (tutaj było trochę śmiechu). A<br />

zdarzało się, że dwie godziny się stało na warcie,<br />

kolejne dwie spało i znowu dwie na warcie!Amróz<br />

był czasami ostry!<br />

- Jak przebiegała, zapowiedziana jeszcze przez<br />

pierwszego dowódcę, Pańska kariera<br />

wojskowa?<br />

- Wtedy, gdy zjawiłem się w V Brygadzie, byłem w<br />

stopniu sierżanta podchorążego. Po przejściu do<br />

NZW dostałem awans na podporucznika, do<br />

którego to awansu nie przyznałem się mjr.<br />

„Łupaszce”, gdy znowu powróciłem pod jego<br />

komendę. Nie powiedziałem też, że u<br />

„Szczerbca” (por. Gracjan Fróg) dostałem Krzyż<br />

Walecznych. Świadkami byli tylko „Szczerbiec”,<br />

który mi to odznaczenie nadał oraz „Bury”. Pod<br />

koniec mojej bytności w Brygadzie, w 1946 roku,<br />

gdy siedziałem kiedyś z „Lufą” (ppor. Henryk<br />

Wieliczko) na werandzie jakiegoś domu na<br />

Pomorzu, podszedł do nas major i zwrócił się do<br />

nas: „no co, panowie oficerowie” i znacząco na<br />

mnie spojrzał. Jako że w tamtych warunkach<br />

często właśnie w taki sposób informowano nas o<br />

awansach, mogę jedynie się domyślać, że<br />

komendant zakomunikował nam o tym fakcie.<br />

Swojego wniosku awansowego ani rozkazu na<br />

piśmie nigdy nie widziałem. Prawdę powiedziawszy<br />

nie pasowało mi wyjść z oddziału ze<br />

stopniem oficerskim. Na tym skończyła się moja<br />

„kariera” w nielubianym wojsku.<br />

- Skąd pochodziło Wasze umundurowanie?<br />

- Głownie były to mundury kroju angielskiego.<br />

Kupowaliśmy je na targu. Czasami dostawaliśmy.<br />

Tego było wtedy dużo.<br />

Ryngraf noszony przez żołnierzy<br />

V Wileńskiej Brygady AK.<br />

23


Historia Historia<br />

- W jaki sposób dowódcy szwadronów<br />

informowali mjr. „Łupaszkę” o przebiegu<br />

swych działań? Czy miało to formę raportu?<br />

- Raczej nie. Ja w nich udziału nie brałem, ale były<br />

to najczęściej rozmowy.<br />

- Chciałbym się dowiedzieć czegoś o stosunku<br />

ludności cywilnej na Pomorzu do Was -<br />

przecież, w pewnym sensie, był to dla Was<br />

obcy teren?<br />

- Stosunek do nas był bardzo dobry. Tym bardziej,<br />

że za wszystko, co otrzymaliśmy, dobrze<br />

płaciliśmy. Między innymi przetrwaliśmy tam<br />

dzięki węgorzom i świetnemu chlebowi. Bo jak<br />

zjadło się pół węgorza i kawał chleba, to cały<br />

dzień można było chodzić. Za mięso, jajka,<br />

masło i węgorze płaciliśmy. Natomiast za chleb,<br />

krupy i ziemniaki nie brano pieniędzy.<br />

Przyjmowano nas bardzo dobrze. Bez tej<br />

pomocy nie byłoby możliwości tak długiego<br />

działania. Poza tym uważam, że nasze<br />

„chodzenie” miało też o wiele głębszy sens.<br />

Mieliśmy świadomość, że sami nie zwyciężymy,<br />

ale chodziło o przetrwanie i zaszczepienie w tej<br />

ludności przeświadczenia, że „czekajcie, jeszcze<br />

coś będzie...” Dawaliśmy nadzieję.<br />

- Jak ocenia Pan teren Pomorza, Borów<br />

Tucholskich w Waszych działaniach?<br />

- W zasadzie tereny te słabo nadawały się do<br />

działań partyzanckich. Lasy były gęsto<br />

poprzecinane duktami i przesiekami, co dawało<br />

dobry wgląd na większe odległości. Łatwo było<br />

zobaczyć idących ludzi czy tym bardziej cały<br />

oddział. Tak to wygląda w lasach, które od dawna<br />

są w zasadzie plantacjami drzew. O wiele lepiej<br />

było na Wileńszczyźnie czy w Prusach.<br />

- A sprawy damsko-męskie? Przecież byliście<br />

młodymi chłopakami, a na kwaterach<br />

spotykaliście młode, ładne dziewczyny?<br />

- Pewnie. Zawiązywały się czasami jakieś sympatie,<br />

ale nigdy nic „na siłę”. Przeważnie<br />

sympatie te były przelotne, chyba że kiedyś się<br />

tam wracało. Ale specjalnie człowiek tam nie<br />

leciał, żył raczej jak zakonnik.<br />

- Mobilność V Brygady wzrosła, gdy powszechnie<br />

zaczęliście używać pojazdów do<br />

przyjazdu i odskoku z miejsca akcji. Skąd<br />

braliście środki transportu?<br />

- W czasach wileńskich zgrupowania miały swoją<br />

kolumnę samochodową, natomiast w tak<br />

zwanym okresie białostockim i pomorskim,<br />

samochodybyłyrekwirowane przed każdą akcją.<br />

24<br />

Często, gdy rekwirowaliśmy samochody<br />

osobowe, to ludzie oddawali je z sympatią.<br />

Kiedyś rekwirowaliśmy wanderera, a właściciel<br />

mówi, że daleko nim nie zajedziemy, bo coś tam w<br />

nim stuka. I faktycznie, po półgodzinie oddaliśmy<br />

go właścicielowi, gdyż nie dało się nim jechać.<br />

- A jak to było z tą znaną akcją, kiedy patrol<br />

dywersyjny pod Pana dowództwem zapędził<br />

się na południowo-zachodnie rubieże,<br />

rozszerzając tym zasięg działania Brygady<br />

prawie na całą ówczesną Polskę?<br />

- Razem z „Markiem” (Józef Piątek?), „Lolkiem” (?)<br />

oraz „Mamutem” (?) pojechaliśmy zarekwirowanym<br />

w Borach Tucholskich mercedesem na<br />

drugi koniec Polski. Byliśmy wtedy w Kłodzku,<br />

Wałbrzychu, Wrocławiu. Zrobiliśmy swoją<br />

„robotę” czyli zdobyliśmy pieniądze dla Brygady.<br />

Przecież, gdy oddział wychodził w teren to<br />

potrzebne są pieniądze i naszym zadaniem było<br />

ich zdobycie!<br />

- Jak zakończyła się ta wyprawa?<br />

- Wróciliśmy szczęśliwie... we dwóch - po drodze<br />

mieliśmy bardzo niebezpieczne zdarzenia. Po<br />

pierwsze wpadł „Mamut”, który pojechał do<br />

warsztatu z samochodem, a tam już na niego<br />

czekało UB. Ja z kolei miałem aparat<br />

fotograficzny i chciałem wywołać film oraz<br />

załatwić nowe błony do niego. Więc w drodze<br />

powrotnej zajechaliśmy do Bydgoszczy, do<br />

znajomej rodziny Siemaszków, którzy mieli<br />

zakład fotograficzny. Jak się okazało był tam<br />

kocioł. Wpadł „Lolek” (odsiedział cztery lata), a<br />

mnie udało się jakoś stamtąd „skoczyć”.<br />

Tymczasem „Marek” czekał z walizką pieniędzy<br />

na stacji kolejowej. I już we dwójkę dotarliśmy do<br />

Borów Tucholskich, do majora „Łupaszki”.<br />

- Powiedział Pan, że posiadał aparat fotograficzny.<br />

Ale w takim razie, dlaczego jest tak<br />

mało zdjęć (znalazłem dwa czy trzy), na<br />

których można by Pana zobaczyć?<br />

- Bo ja zdjęcia robiłem, a sam do nich mało<br />

pozowałem. Na Wileńszczyźnie też przecież<br />

zrobiłem bardzo dużo zdjęć, a ja tam mało<br />

miejsca zajmowałem. Jednak mam trochę zdjęć z<br />

tego okresu. Nasza znajoma, z tego zakładu fotograficznego<br />

w Bydgoszczy, wywołała nam dużo<br />

błon, z których była zrobiona pokaźna ilość<br />

odbitek. Ale chyba ktoś mi je ukradł, bo<br />

większości z nich nie mam.<br />

- Kiedy drogi sierżanta/podporucznika<br />

„Jastrzębia” i V Brygady Wileńskiej rozeszły<br />

się?<br />

- Przed kolejną koncentracją, bodajże w sierpniu<br />

1946 roku. Już wcześniej poprosiłem majora o<br />

zwolnienie, żebym, przy sprzyjających okolicznościach,mógł<br />

dokończyć naukę.Nibymiałem


Historia Historia<br />

skończoną szkołę ale nie zdążyłem odebrać<br />

świadectwa. Musiałem powtarzać ostatnią,<br />

czwartą klasę i zaraz później chciałem iść do<br />

liceum. I aby tego dokonać, postanowiłem udać<br />

się do Lublina, do przebywających tam rodziców.<br />

- Pamięta Pan w jakim momencie składana<br />

była ta prośba o zwolnienie ze służby?<br />

- Dokładnie pamiętam w jakich okolicznościach to<br />

się odbyło. Akurat maszerowaliśmy do nowego<br />

miejsca postoju, a docelowo z zamiarem<br />

przeprawienia się na drugą stronę Wisły. Jak<br />

zwykle pojedynczo - tym razem na początku<br />

szedł „stary”, a ja na samym końcu. W pewnym<br />

momencie podszedł do mnie łącznik i mówi, że<br />

„Żelazny”, który był bardzo lubiany przez<br />

komendanta, nie żyje. Informacja ta przyszła<br />

późno, wiele dni po jego śmierci. Powiedziałem<br />

mu, żeby poszedł na czoło kolumny i sam<br />

zameldował o tym majorowi. Za jakieś piętnaście<br />

minut podchodzę do mjr. „Łupaszki” i mówię, że<br />

jak tak dalej pójdzie to wystrzelają nas jak kaczki.<br />

Zaproponowałem, żeby najmniej spalonych<br />

zwolnić, a zostawić trzydziesto-czterdziestoosobowy<br />

oddział z tych najbardziej zagrożonych<br />

i przejść na „tamtą” stronę. Zrobił jeszcze z<br />

dwadzieścia kroków i powiedział: „Wiesz Józiu!<br />

Ja mam swoje obowiązki, jestem dowódcą, a<br />

poza tym zanosi się na III wojnę światową!”<br />

I wtedy poprosiłem o zwolnienie. Powiedziałem,<br />

że nie tutaj oczywiście, tylko na którymś postoju<br />

po przeprawie, która była najbardziej przecież<br />

niebezpieczna.<br />

- Co Pan zrobił ze swoją bronią?<br />

- Miałem wówczas walthera P-38 i oddałem go<br />

„Lufie”, a tetetkę wziąłem z sobą. Rozstałem się z<br />

nią dopiero w Warszawie.<br />

- Czy po odejściu z oddziału ujawnił się Pan?<br />

- Nie. Nie od razu. Ujawniłem się dopiero jak<br />

chodziłem do pierwszej klasy liceum, czyli<br />

dopiero w 1947 roku. Jakbym się nie ujawnił, to<br />

by mnie raz, dwa „wyjęli”. Musiałem napisać swój<br />

życiorys, co zrobiłem, nie ujawniając żadnych<br />

ważniejszych szczegółów. Do tej pory mam ten<br />

dokument „ujawnienia”.<br />

Zjazd żołnierzy AK w Gdańsku w 1996 (?) roku. Od lewej:<br />

„Marek”, „Mamut”, „Jastrząb” i „Lolek” - członkowie patrolu<br />

dywersyjnego, który „wyskoczył” na akcję zdobycia pieniędzy<br />

dla V Brygady aż pod Wrocław i Wałbrzych.<br />

- To nie był koniec Pańskich kontaktów z<br />

oddziałem?<br />

- Gdy miałem przystąpić do matury, przyszedł do<br />

mnie „Lufa” i pyta się czy moja deklaracja,<br />

złożona „staremu” przed odejściem, że gdyby<br />

znowu trzeba było stanąć z bronią to ja stanę, jest<br />

nadal aktualna. Odpowiedziałem, że oczywiście -<br />

tym bardziej, że nie za bardzo chciało mi się<br />

uczyć do matury. Było to w czasie, gdy major<br />

podjął decyzję o przedarciu się przez granicę.<br />

Gdy kilka dni później poszedłem na umówione<br />

spotkanie do mieszkania „Lufy”, jego matka<br />

powiedziała mi, że przed chwilą było tu UB.<br />

Włosy stanęły mi dęba. Bo co innego w walce, a<br />

tutaj i tak by mi nie uwierzyli, że nie miałem w<br />

zasadzie z oddziałem żadnego kontaktu. Szybko<br />

się wycofałem i dopiero później się<br />

dowiedziałem, jak tam przebiegały aresztowania.<br />

- Kiedy dowiedział się Pan o tym, że niektórzy z<br />

kolegów w późniejszym okresie, to jest po<br />

ujawnieniu lub aresztowaniu, współpracowali<br />

z UB?<br />

- Dowiedziałem się o tym ostatnio - gdy miałem<br />

wgląd do archiwów. Chociaż już wcześniej były<br />

pewne oznaki, ale ich odpowiednio nie<br />

zinterpretowałem.<br />

- ???<br />

- Na przykład, gdy w 1976 roku wyszedłem z<br />

więzienia, spotkałem „Mamuta” i „Leszka”, którzy<br />

zaproponowali mi, abyśmy zrobili skok na bank.<br />

Zapytałem: „Dla kogo mają być te pieniądze?”.<br />

Oni powiedzieli, że „dla nas”. Zdecydowanie<br />

odmówiłem i powiedziałem: „Róbcie sami!”. Ja<br />

zdobywałem pieniądze dla oddziału, a nie dla<br />

siebie. Jak się ostatnio dowiedziałem chcieli,<br />

abym podczas napadu wpadł. Olgierd tłumaczył<br />

swoją współpracę tym, że grozili mu śmiercią. A<br />

to, że „Mamut” współpracował, to wiedziałem<br />

wcześniej - ale on niewiele wiedział i nigdy nic nie<br />

widział. Nie rozumiem tego, bo przecież jak to by<br />

miało być - ja bym używał życia, a ci, których bym<br />

wskazał mieliby siedzieć w więzieniach?<br />

- Siedział Pan w więzieniu do 1976 roku?<br />

- Odsiedziałem 16 i pół roku.<br />

- Przecież „Jastrząb” się ujawnił i został objęty<br />

tak zwaną amnestią?<br />

- Rzeczywiście - na jakiś czas dano mi spokój, ale<br />

na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych<br />

na fali tzw. „afer gospodarczych”,<br />

wrobiono mnie w jedną z nich. Z tego co wiem,<br />

25


Historia<br />

były plany abym dostał wyrok śmierci.<br />

Ostatecznie trzymany byłem przez pięć lat „w<br />

śledztwie” i dopiero wtedy, przez cały ten czas<br />

zbierali „dowody” przeciwko mnie. Wtedy, gdy<br />

byli gotowi, odbyła się „sprawa przed sądem”.<br />

Najśmieszniejsze, że w chwili aresztowania ja<br />

już od dwóch lat nie pracowałem w<br />

przedsiębiorstwie i byłem z nim całkowicie<br />

rozliczony. Na podstawie spreparowanych<br />

dowodów zapadł wyrok. Wyszedłem w 1976<br />

roku. Aktualnie oczekuję na kasację tego wyroku<br />

- sprawa jest w toku.<br />

- Czyli jednak komuniści zemścili się po wielu<br />

latach? Czy pozostały po Waszej działalności<br />

jakieś pamiątki, które można by wykorzystać<br />

do urządzenia wystawy czy może muzeum?<br />

- Chyba już niewiele. Ja swoje pamiątki przekazuję<br />

i namawiam innych swoich kolegów, aby robili to<br />

samo. Cały czas coś, gdzieś odnajdujemy.<br />

Myślę, że dużą robotę na Podlasiu i w<br />

Białostockim zrobił „Zygmunt” (mjr Zygmunt<br />

Błażejewicz). Już przyniosła ona i możliwe, że w<br />

przyszłości przyniesie dużo korzyści. Poza tym<br />

działają teraz różne grupy oraz indywidualni<br />

ludzie, którzy chcą jak najwięcej zachować z<br />

tamtych wydarzeń dla przyszłych pokoleń.<br />

Bardzo prężnie działa, na przykład, fundacja<br />

„Pamiętamy” uwieczniająca działania<br />

antykomunistycznego podziemia w różnych<br />

częściach kraju. Robi dobrą robotę.<br />

- Czy teraz, po sześćdziesięciu latach, przez<br />

większość których Was opluwano i odsądzano<br />

od czci i wiary, czuje Pan chociaż<br />

trochę satysfakcji, że jednak tamte Wasze<br />

wybory były słuszne?<br />

- Naturalnie. Gdyby trzeba było to jeszcze raz zrobić,<br />

bez namysłu postąpiłbym tak samo!<br />

- Serdecznie dziękuję za tę wielce ciekawą i pouczającą<br />

rozmowę!<br />

26<br />

Józef Bandzo - Bory Tucholskie, lipiec 2009.<br />

Rozmawiał: Grzegorz Polikowski<br />

Poezja<br />

Henryk Radej<br />

Preludium<br />

stroiciel jeszcze się znęca<br />

chrzęści żwir<br />

myśli żądlą jak natrętna osa<br />

filmowe światło liże twarz<br />

na tle zieleni mój biały golf<br />

ostro rani kadr<br />

dym pośród róż<br />

filmuj to, filmuj swoim trzecim okiem<br />

pisz nieudolnym językiem chłodnych ujęć<br />

na dysku pamięci<br />

czego nie widzi grupa Azjatów<br />

obwieszona elektroniką<br />

w samo południe letniej niedzieli<br />

w Łazienkach<br />

spiesz się, spiesz, bo zaraz poić będą<br />

Chopina kawą z papierowych kubków<br />

zasłodzą czekoladą firmy eWedel<br />

obwieszczą plakatowy odLot<br />

i runie miasto zza muru drzew<br />

oślepną złudzenia<br />

zerwie się film<br />

w rytm akordów zatupie lęk<br />

o jutro<br />

o jesień<br />

o sens<br />

ten sam co wtedy gdy On<br />

wstrząsany dreszczem ledwie muskał<br />

klawisze na Majorce<br />

moje preludium dopiero się zaczyna<br />

Warszawa, wrzesień 2000


Muzyka Muzyka<br />

Henryk Radej<br />

.<br />

... mój Chopin<br />

Trwa Międzynarodowy Rok Chopinowski.<br />

Na początku lutego br. media doniosły, że<br />

„entuzjastyczną owacją zakończył się koncert<br />

Rafała Blechacza w rzymskim audytorium Parco<br />

della Musica, który zainaugurował obchody Roku<br />

Chopinowskiego we Włoszech. Artysta wykonał II<br />

Koncert Fortepianowy f-moll Chopina, a cierpliwość<br />

długo bijących brawa słuchaczy, oczarowanych<br />

wirtuozerią Blechacza, została wynagrodzona<br />

dwoma bisami". Ciekawe - jakimi? Tego już nie<br />

odnotowano.<br />

W Polsce Chopin powszechnie uważany był<br />

i jest nadal za muzyka nudnego, przy którym<br />

najlepiej uciąć sobie drzemkę. Duch romantyzmu<br />

uleciał gdzieś z biegiem czasu - ostał się tylko ckliwy<br />

sentymentalizm, będący oznaką taniej polskości:<br />

wierzby, bociany i... Chopin. Ostatecznie<br />

„zamęczyły” Chopina różne dęte akademie<br />

rocznicowe „ku czci” wszelakiej. Słuchanie Chopina<br />

dla samej przyjemności było kiedyś nie lada<br />

wyczynem towarzyskim i swego rodzaju<br />

konspiracją. Albo należało się do elity, albo było<br />

się… snobem. W mojej okolicy elity nie było.<br />

Zaczynałem jako snob, który nie za bardzo wiedział,<br />

o co chodzi, ale czułem, że w tej muzyce „coś” jest.<br />

Istnieją dwie wersje daty narodzin Fryderyka<br />

Chopina: 22 lutego 1810 - według metryki chrztu,<br />

sporządzonej kilka tygodni po urodzeniu i 1 marca<br />

1810, o której dowiadujemy się z korespondencji<br />

artysty i jego matki. W tej całej historii nie<br />

najważniejszy jest dzień narodzin, tylko to, co<br />

potem wydarzyło się w życiu Fryderyka. Ówczesne<br />

konteksty historyczne i przeżycia osobiste Mistrza<br />

dopełniły reszty. Zagadką jest dziś, dlaczego<br />

(oprócz Polaków) utwory Chopina najlepiej<br />

wykonują Japończycy i Chińczycy, a nawet<br />

Wietnamczycy. Oczywiście, wśród mistrzów<br />

fortepianu są też Rosjanie jak iAmerykanie.<br />

Wystarczy prześledzić historię Międzynarodowego<br />

Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina,<br />

który jest jednym z najstarszych i najbardziej<br />

prestiżowych konkursów muzycznych na świecie.<br />

Co pięć lat odbywa się w Warszawie. Najbliższy -<br />

jesienią tego roku.<br />

Był rok 1975, rozpoczynałem studia, gdy<br />

nocami w akademiku przyszło mi podsłuchiwać<br />

(pod kołdrą!) z przenośnego tranzystora relacji z<br />

przebiegu IX Międzynarodowego Konkursu<br />

Pianistycznego. Wtedy jego zwycięzcą został<br />

Krystian Zimerman. Wybuchła euforia w kręgach<br />

muzycznych i… patriotycznych. Znów Polak<br />

triumfuje (ostatnio - Harasimowicz w 1955), a w<br />

dodatku - jakże podobny z wyglądu do Chopina!<br />

Kilka analogowych płyt z nagraniami Zimermana<br />

mam do dziś. Potem zaczęły ukazywać się „Dzieła<br />

wszystkie” Chopina, które z czasem skompletowałem<br />

- też analogi. A potem nadszedł<br />

historyczny rok 1980 i X Międzynarodowy<br />

Konkursu Pianistyczny!<br />

Odbywałem wtedy służbę wojskową,<br />

obowią-zującą wówczas po studiach. Wypadło mi<br />

sześć ostatnich miesięcy drugiego półrocza<br />

odsłużyć w Warszawie. Do obiadu jakoś<br />

wytrzymywałem w koszarach, a potem w hoteliku<br />

przy Chełmskiej szybko wskakiwałem w cywilne<br />

ciuchy i... na Warszawę! Ech, wtedy to się działo -<br />

nie tylko na ulicach. To była impreza! Chodziłem na<br />

prze-słuchania konkursowe prawie przez trzy<br />

tygodnie. Bliżej finału było już ciężko z wejściem i<br />

biletami, ale wtedy kojarzyłem już wszystkich<br />

najważniejszych, o których się mówiło.<br />

Uczestnikiem konkursu, który najmocniej utkwił mi<br />

w pamięci i pozostawał w trakcie konkursu<br />

ulubieńcem publiczności był Ivo Pogorelić z<br />

Jugosławii. Nie zdobył on żadnej z głównych<br />

nagród, odpadając w trzecim etapie.<br />

Konserwatywnie nastawione jury nie dopuściło go<br />

do etapu finałowego, gdyż jego interpretacje<br />

zbytnio odbiegały od kanonu wykonawczego, a<br />

nawet nie stroniły podobno od błędów tekstowych.<br />

Na znak protestu jurorka Martha Argerich, która<br />

wcześniej określiła Pogorelića jako geniusza,<br />

zrezygnowała z uczestnictwa w jury. Pamiętam<br />

tego młodzika-wirtuoza z bujną czupryną; mnie się<br />

podobało to jego granie - trochę na jazzowo, trochę<br />

romantycznie, skandalizująco. No i ta jego typowo<br />

zachodnia kamizelka szaro-czerwona - wówczas<br />

obiekt marzeń nastolatków. Zapamiętałem też<br />

brylującego Bogusława Kaczyńskiego, którego w<br />

kuluarach i na holu filharmonii obskakiwały<br />

piszczące licealistki, a on dowcipkował i rozdawał<br />

jak gwiazda setki autografów. Wysoki, młody,<br />

delikatny, blady w nieskalanej białej koszuli -<br />

zawsze z muchą i czarną reporterską torbą<br />

przewieszoną przez ramię, która trochę nie<br />

pasowała do tego obrazka.<br />

W 1980 roku triumfował Wietnamczyk Dang<br />

Thai Son - zdobywca I nagrody oraz laureat nagród<br />

27


Muzyka Poezja<br />

specjalnych: za najlepsze wykonanie mazurków,<br />

poloneza oraz koncertu fortepianowego. W trakcie<br />

trwania tego konkursu zmarł jego inicjator, profesor<br />

Jerzy Żurawlew. Program i wejściówki do<br />

filharmonii na tamte koncerty przechowuję do dziś.<br />

I wreszcie Rafał Blechacz, który w<br />

październiku 2005 roku został zwycięzcą XV<br />

Konkursu Chopinowskiego. Pianiście przyznano<br />

też nagrody za najlepsze wykonanie mazurków,<br />

poloneza, sonaty i koncertu. Rok później kupiłem<br />

kilka płyt z jego nagraniami - nie tylko<br />

konkursowymi. A potem spotkałem unikatowe<br />

wydanie pt. „To, co najpiękniejsze”, czyli „The very<br />

best of Chopin” - 2 CD z dodatkiem 24 karatowego<br />

złota - jeśli wierzyć w to, co na nich napisane. Płyty<br />

faktycznie pobłyskują złotem, a dźwięk przy<br />

odtwarzaniu jest idealny. Wśród pianistów są:<br />

Paleczny, Kenner, Wolanin, Szebanowa... Pieśni<br />

wykonują m. in. Teresa Żylis-Gara i Ewa Podleś.<br />

Znajomy namawia mnie jeszcze do kupienia<br />

specjalnego odtwarzacza ze złotymi kablami do<br />

kolumn głośnikowych. Niestety, nie uczynię tego<br />

nawet dla muzyki Chopina z prozaicznych<br />

powodów. Koszt takiego sprzętu waha się w<br />

granicach średniej klasy auta. Słucham więc<br />

pozłacanej płyty przez miedziane kable i nie czuję<br />

dyskomfortu.<br />

Mimo światowego rozmachu obchodów, u<br />

nas jakby ciszej „nad tą muzyką”. Nie słyszę<br />

Chopina w radiu ani w TV. Natomiast w salonie<br />

muzycznym znalazłem kilka znakomitych płyt z<br />

muzyką Fryderyka w wykonaniu samych tuzów<br />

p i a n i s t y k i : Z i m e r m a n a , S z e b a n o w e j ,<br />

Małcużyńskiego, Ohlssona, Blechacza i paru<br />

jeszcze innych. Niektóre z nich to piękne wydania<br />

okazjonalne na ten szczególny rok. Bazy<br />

internetowe pozwalają odnaleźć archiwalne<br />

nagrania i wskrzesić wspomnienia sprzed lat,<br />

nawet te 19-letniego Krystiana Zimermana z 1975<br />

roku, który jest najbliższy mojemu pokoleniu. Od<br />

dobrych kilku lat jest on „obywatelem świata”.<br />

Koncertuje w wielu krajach i jest uznawany za<br />

jednego z najwybitniejszych pianistów. W kwietniu<br />

2009 na koncercie w Los Angeles zapowiedział, że<br />

jest to jego ostatni występ w USA, ze względu na<br />

politykę zagraniczną tego kraju. Teraz ma z tego<br />

powodu jakieś poważne kłopoty z koncertowaniem.<br />

A szkoda, bo to duża strata dla melomanów,<br />

zwłaszcza dla Polonii.<br />

Podczas letnich wypadów do Warszawy,<br />

kiedy tylko mam okazję, staram się wstąpić do<br />

Łazienek Królewskich, aby w niedzielne<br />

popołudnia posłuchać pośród róż muzyki Chopina.<br />

Często wykonawcy są mi obcy i egzotyczni, ale<br />

muzyka zawsze swojska i bliska sercu.<br />

28<br />

Henryk Radej<br />

Norwid Cyprian Kamil<br />

Fortepian Szopena<br />

Do Antoniego C .............<br />

La musique est une chose étrange!<br />

Byron<br />

L`arte? ... c`est l`art - et puis, voilà<br />

tout.<br />

Béranger<br />

I<br />

Byłem u Ciebie w te dni przedostatnie<br />

Nie docieczonego wątku -- --<br />

-- Pełne, jak Mit,<br />

Blade, jak świt...<br />

-- Gdy życia koniec szepce do początku:<br />

„Nie stargam Cię ja -- nie! -- Ja, u-wydatnię!...”<br />

II<br />

Byłem u Ciebie w dni te, przedostatnie,<br />

Gdy podobniałeś -- co chwila, co chwila --<br />

Do upuszczonej przez Orfeja liry,<br />

W której się rzutu-moc z pieśnią przesila,<br />

I rozmawiają ze sobą struny cztéry,<br />

Trącając się,<br />

Po dwie -- po dwie --<br />

I szemrząc z cicha:<br />

„Zacząłże on<br />

Uderzać w ton?...<br />

Czy taki Mistrz!... że gra... choć -- odpycha?...”<br />

III<br />

Byłem u Ciebie w te dni, Fryderyku!<br />

Którego ręka... dla swojej białości<br />

Alabastrowej -- i wzięcia -- i szyku --<br />

I chwiejnych dotknięć jak strusiowe pióro --<br />

Mięszała mi się w oczach z klawiaturą<br />

Z słoniowej kości...<br />

I byłeś jako owa postać, którą<br />

Z marmurów łona,<br />

Niźli je kuto,<br />

Odejma dłuto<br />

Geniuszu -- wiecznego Pigmaliona!<br />

IV<br />

A w tym, coś grał -- I co? zmówił ton -- I co? powié,<br />

Choć inaczej się echa ustroją,<br />

Niż gdy błogosławiłeś sam ręką Swoją<br />

Wszelkiemu akordowi --<br />

A w tym, coś grał: taka była prostota<br />

Doskonałości Peryklejskiej,<br />

Jakby starożytna która Cnota,<br />

W dom modrzewiowy wiejski<br />

Wchodząc, rzekła do siebie:


Poezja Poezja<br />

„Odrodziłam się w niebie<br />

I stały mi się arfą -- wrota,<br />

Wstęgą -- ścieżka...<br />

Hostię -- przez blade widzę zboże...<br />

Emanuel już mieszka<br />

Na Taborze!”<br />

V<br />

I była w tym Polska, od zenitu<br />

Wszechdoskonałości dziejów<br />

Wzięta, tęczą zachwytu -- --<br />

Polska -- przemienionych kołodziejów!<br />

Taż sama, zgoła,<br />

Złoto-pszczoła!...<br />

(Poznał-ci-że bym ją -- na krańcach bytu!...)<br />

VI<br />

I -- oto -- pieśń skończyłeś -- -- I już więcéj<br />

Nie oglądam Cię -- -- jedno -- słyszę:<br />

Coś?... jakby spór dziecięcy -- --<br />

-- A to jeszcze kłócą się klawisze<br />

O niedośpiewaną chęć:<br />

I trącając się z cicha,<br />

Po ośm -- po pięć --<br />

Szemrzą: „Począłże grać? Czy nas odpycha??...”<br />

VII<br />

O Ty! Co jesteś Miłości-profilem<br />

Któremu na imię Dopełnienie:<br />

Te -- co w Sztuce mianują stylem,<br />

Iż przenika pieśń, kształci kamienie...<br />

O! Ty -- co się w Dziejach zowiesz Erą,<br />

Gdzie zaś ani historii zenit jest,<br />

Zwiesz się razem: Duchem i Literą,<br />

I „Consummatum est”...<br />

O! Ty -- Doskonałe-wypełnienie,<br />

Jakikolwiek jest Twój, I gdzie?... znak...<br />

Czy w Fidiasu? Dawidzie? Czy w Szopenie?<br />

Czy w Eschylesowej scenie?...<br />

Zawsze -- zemści się na tobie: BRAK!...<br />

-- Piętnem globu tego -- niedostatek:<br />

Dopełnienie?... go boli!...<br />

On -- rozpoczynać woli<br />

I woli wyrzucać wciąż przed się -- zadatek!<br />

-- Kłos?... gdy dojrzał jak złoty kometa,<br />

Ledwo że go wiew ruszy,<br />

Deszcz pszenicznych ziarn prószy,<br />

Sama go doskonałość rozmieta...<br />

VIII<br />

Oto -- patrz, Fryderyku!... to -- Warszawa:<br />

Pod rozpłomienioną gwiazdą<br />

Dziwnie jaskrawa -- --<br />

-- Patrz, organy u Fary; patrz! Twoje gniazdo:<br />

Owdzie -- patrycjalne domy stare<br />

Jak Pospolita-rzecz,<br />

Bruki placów głuche I szare,<br />

I Zygmuntowy w chmurze miecz.<br />

IX<br />

Patrz!... z zaułków w zaułki<br />

Kaukaskie się konie rwą<br />

Jak przed burzą jaskółki,<br />

Wyśmigając przed pułki,<br />

Po sto -- po sto -- --<br />

-- Gmach zajął się ogniem, przygasł znów,<br />

Zapłonął znów -- -- I oto -- pod ścianę<br />

Widzę czoła ożałobionych wdów<br />

Kolbami pchane -- --<br />

I znów widzę, acz dymem oślepian,<br />

Jak przez ganku kolumny<br />

Sprzęt podobny do trumny<br />

Wydźwigają... runął... runął -- twój fortepian!<br />

X<br />

Ten!... co Polskę głosił, od zenitu<br />

Wszechdoskonałości Dziejów<br />

Wziętą, hymnem zachwytu -- --<br />

Polskę -- przemienionych kołodziejów;<br />

Ten sam -- runął -- na bruki z granitu!<br />

-- I oto: jak zacna myśl człowieka,<br />

Poterany jest gniewami ludzi,<br />

Lub jak -- od wieka<br />

Wieków -- wszystko, co zbudzi!<br />

I -- oto -- jak ciało Orfeja,<br />

Tysiąc Pasyj rozdziera go w części;<br />

A każda wyje: „Nie ja!...<br />

Nie ja” -- zębami chrzęści -- --<br />

*<br />

Lecz Ty? -- lecz ja? -- uderzmy w sądne pienie,<br />

Nawołując: „Ciesz się, późny wnuku!...<br />

Jękły-- głuche kamienie:<br />

Ideał -- sięgnął bruku” -- --<br />

29


Poezja Poezja<br />

Karol Wojtyła<br />

To Przyjaciel...<br />

To Przyjaciel. Ciągle wracasz pamięcią<br />

do tego poranka zimą.<br />

Tyle lat już wierzyłeś, wiedziałeś na pewno,<br />

a jednak nie możesz wyjść z podziwu.<br />

Pochylony nad lampą,<br />

w snopie światła wysoko związanym,<br />

nie podnosząc swej twarzy, bo po co -<br />

- i już nie wiesz, czy tam, tam daleko widziany,<br />

czy tu w głębi zamkniętych oczu -<br />

Jest tam. A tutaj nie ma nic prócz drżenia,<br />

oprócz słów odszukanych z nicości -<br />

ach, zostaje ci jeszcze cząstka tego zdziwienia,<br />

które będzie całą treścią wieczności.<br />

30<br />

Fragmenty poematu „Kamieniołom”:<br />

(…)<br />

Dłonie są krajobrazem serca. Dłonie pękają nieraz<br />

jak wąwozy, którymi się toczy nieokreślony żywioł.<br />

Te same dłonie, które człowiek wówczas dopiero otwiera,<br />

gdy nasycone są trudem<br />

i widzi, że przez niego jednego inni ludzie spokojni już idą.<br />

Dłonie są krajobrazem. Gdy pękną, to wtedy w ranach<br />

wzbiera fizyczny ból, rwący swobodnie jak strumień.<br />

Ale człowiek nie myśli o bólu.<br />

Ból sam jeszcze nie jest wielkością,<br />

a swej właściwej wielkości on po prostu nazwać nie umie.<br />

(…)<br />

Przecież nie tylko ręce opadają ciężarem młota,<br />

nie tylko wzbiera tors i mięśnie kształtują swój styl<br />

ale przez pracę jego myśli głębokie wiodą,<br />

by się wiązać zmarszczkami na czole,<br />

by się wiązać wysoko nad głową ostrym łukiem ramion i żył.<br />

Gdy więc tak się na chwilę przemieni w przekrój gotyckiej budowli,<br />

który przenika zrodzony z jego myśli i oczu pion<br />

to nie jest tylko profil!<br />

to nie jest tylko postać między kamieniem a Bogiem<br />

skazana na wielkość i błąd!<br />

Za tę chwilę...<br />

Za tę chwilę pełną śmierci dziwnej,<br />

która w wieczność niezmierną opływa,<br />

za dotknięcie dalekiego żaru,<br />

w którym ogród głęboki omdlewa.<br />

Zmieszały się chwila i wieczność,<br />

kropla morze objęła -<br />

opada cisza słoneczna<br />

w głębinę tego zalewu.<br />

Czyż życie jest falą podziwu, falą wyższą niż śmierć?<br />

Dno ciszy, zatoka zalewu - samotna ludzka pierś.<br />

Stamtąd żeglując w niebo<br />

kiedy wychylisz się z lodu,<br />

miesza się szczebiot<br />

dziecięcy - i podziw.<br />

Mysterium Meum Mihi<br />

Pan, gdy się w sercu przyjmie, jest jak kwiat,<br />

Spragniony ciepła słonecznego.<br />

Więc przypłyń, o światło z głębin niepojętego dnia<br />

I oprzyj się na mym brzegu.<br />

Płoń nie za blisko nieba<br />

I nie za daleko<br />

Zapamiętaj, serce, to spojrzenie.<br />

W którym wieczność cała ciebie czeka.<br />

Schyl się, serce, schyl się, słońce przybrzeżne,<br />

Zamglone w głębinach ócz,<br />

Nad kwiatem niedosiężnym,<br />

nad jedną z róż.<br />

Aż dotąd doszedł Bóg i zatrzymał się krok od nicości,<br />

Tak blisko naszych oczu.<br />

Zdawało się sercom otwartym, zdawało się sercom<br />

prostym,<br />

Że zniknął w cieniu kłosów.<br />

A kiedy uczniowie łaknący łuskali ziarna pszenicy,<br />

Jeszcze głębiej zanurzył się w łan.<br />

- uczcie się , proszę, najmilsi, ode mnie tego ukrycia.<br />

Ja, gdzie ukryłem się , trwam.<br />

Powiedzcie, kłosy wyniosłe, czy wy nie wiecie,<br />

Gdzie się zataił ?<br />

Gdzie Go szukać - kłosy, powiedzcie,<br />

Gdzie go szukać w tym urodzaju ?


Poezja Reportaż<br />

Karol Wojtyła<br />

Uwielbiam cię...<br />

Uwielbiam cię, siano wonne, bo nie znajduję w tobie<br />

dumy dojrzałych kłosów.<br />

Uwielbiam cię, siano wonne, któreś tuliło w sobie<br />

Dziecinę bosą.<br />

Uwielbiam cię, drzewo surowe, bo nie znajduję skargi<br />

w twoich opadłych liściach.<br />

Uwielbiam cię, drzewo surowe, boś kryło Jego barki<br />

w krwawych okiściach.<br />

Uwielbiam cię, blade światło pszennego chleba,<br />

w którym wieczność na chwilę zamieszka,<br />

podpływając do naszego brzegu<br />

tajemną ścieżką.<br />

Poezje Karola Wojtyły © Copyright for the Polish<br />

by Wydawnictwo Św. Stanisława B.M.<br />

Kraków 2010 r.<br />

Leszek Janeczek<br />

Aleksandra Anna Janeczek<br />

ZKrasnegostawu<br />

na pogrzeb Ojca<br />

Świętego<br />

Dnia 2 kwietnia 2005 roku o godzinie 21<br />

minut 37 umiera w Watykanie Ojciec Święty Jan<br />

Paweł II. Ciszę nadchodzącej w Polsce nocy<br />

przerywa, jak kraj długi i szeroki, bicie dzwonów. W<br />

kościołach pełnych ludzi modlących się o zdrowie<br />

chorego Papieża, na wieść o Jego śmierci rozlega<br />

się szloch. Zapali się zaraz tysiące zniczy. W<br />

następnych dniach w Krasnymstawie pojawiają się<br />

plakaty zapowiadające uroczystości upamiętniające<br />

Wielkiego Polaka. Władze miasta,<br />

powiatu, duchowieństwo, instytucje, szkoły,<br />

młodzież, wszyscy wierni chcą złożyć hołd.<br />

Niestety, żadna parafia w Krasnymstawie<br />

nie organizuje pielgrzymki do Rzymu na<br />

uroczystości pogrzebowe. Decyzja wyjazdu<br />

zapada nagle, po przypadkowym usłyszeniu<br />

komunikatu w chełmskim radiu Bon Ton.<br />

Dołączamy z córką Aleksandrą do chełmskich<br />

pielgrzymów. Jesteśmy jedyni z Krasnegostawu.<br />

Z wolna słowom odbieram blask...<br />

Z wolna słowom odbieram blask,<br />

spędzam myśli jak gromadę cieni,<br />

- z wolna wszystko napełniam nicością,<br />

która czeka na dzień stworzenia.<br />

To dlatego, by otworzyć przestrzeń<br />

dla wyciągniętych Twych rąk,<br />

to dlatego, by przybliżyć wieczność,<br />

w którą byś tchnął.<br />

Nie nasycony jednym dniem stworzenia,<br />

coraz większej pożądam nicości,<br />

aby serce nakłonić do tchnienia<br />

Twojej Miłości.<br />

Inicjatorami wyprawy są dwie parafie - w Świerżach<br />

i Dorohusku. Wyjeżdżamy 6 kwietnia wcześnie<br />

rano dwoma autobusami. Bliżej granicy z Czechami<br />

coraz więcej autokarów. Podobnie jak nasze, mają<br />

za przednią szybą, duże zdjęcie Papieża<br />

naznaczone kirem. Drogi wszystkich prowadzą do<br />

Rzymu. Wiatr szarpie małymi wstążkami w<br />

kolorach żółtym i czarnym, przyczepionymi do<br />

lusterek i anten prawie wszystkich aut. Dużo<br />

prywatnych polskich samochodów, nietrudno<br />

zorientować się, że także jadą do Wiecznego<br />

Miasta. Komunikaty, które podaje radio, wzbudzają<br />

wśród pasażerów niepokój. Przed Rzymem miał<br />

utworzyć się 130 kilometrowy korek. Czy w ogóle<br />

tam zdołamy dotrzeć, skoro ma przyjechać 4 może<br />

5 milionów pielgrzymów? Pozytywne zaskoczenie.<br />

Na drodze do Rzymu nie ma większego tłoku, o<br />

korkach nie ma mowy. Katastroficzne zapowiedzi<br />

mediów specjalnie nadaje włoska policja, aby<br />

odstraszyć rzesze chętnych do uczestniczenia w<br />

pogrzebie. Ku naszemu zdumieniu swobodnie<br />

wjeżdżamy do centrum Wiecznego Miasta.<br />

Zatrzymujemy się niedaleko Piramidy, obok<br />

dworzec kolejowy, którego nazwa przywodzi na<br />

myśl starożytny port w Ostii. Do Watykanu jest stąd<br />

31


Reportaż Reportaż<br />

kilka kilometrów. Komunikaty radiowe, mówią o<br />

rychłym zamknięciu placu św. Piotra. Wygląda na<br />

to, że przyjechaliśmy za późno. Na mieście plakaty<br />

żegnające Papieża. Przejmujące zdjęcia i podpisy:<br />

„Rzym opłakuje i żegna swojego Papę”,<br />

„Dziękujemy, Ojcze Święty”, „Adio”. Gdzieś na ulicy<br />

zatrzymuje nas włoska telewizja, widząc polskie<br />

flagi. Po drodze ruiny Circus Maximus, Forum<br />

Romanum, przestrzenie i miejsca, o których tyle<br />

nas uczono. Przeszłość, choć zamierzchła jest tu<br />

wprost namacalna. Idziemy nieśpiesznie i<br />

spokojnie do Coloseum, nie mając nadziei na<br />

wejście dziś do Bazyliki. Obok starożytnej areny,<br />

gdzie walczyli gladiatorzy i ginęli chrześcijanie,<br />

telebim pokazuje ciało Ojca Świętego, leżącego na<br />

marach. Nad placem dominuje męski śpiew litanii<br />

do wszystkich świętych, potęgując uczucie żalu.<br />

Słuchamy tych ciągle powtarzanych komunikatów,<br />

pozbawiających nas złudzeń. Ale idziemy i<br />

docieramy w końcu do Watykanu. Jednak wejścia<br />

na Plac skutecznie blokują włoskie służby<br />

porządkowe w różnorodnych mundurach.<br />

Początek każdej z ulic, która może nas<br />

doprowadzić do celu, jest dla nas zamknięty za<br />

sprawą ciemnoniebieskich uniformów i dużych<br />

okrągłych czapek. Cała nasza wielka grupa, która<br />

przyjechała dwoma autokarami, rozpada się na<br />

wiele małych. Każdy próbuje wejść na własną rękę.<br />

Naszej sześcioosobowej grupce udaje się wreszcie<br />

jakoś dotrzeć na Via della Conciliazione, głównej<br />

ulicy prowadzącej do Bazyliki. Może to skutek<br />

polskiej flagi jaką niesiemy? Dołączamy do końca<br />

potężnej kolejki, szerokiej tak jak ulica, jakieś ze 20<br />

metrów. Przed nami różnojęzyczny tłum, ciągnący<br />

się chyba na kilometr, może więcej. Ci, którzy<br />

wczoraj chcieli pożegnać Ojca Świętego,<br />

potrzebowali z naszego miejsca, w którym teraz<br />

stoimy, 19 godzin. Oczekujemy w kolejce pełni<br />

niepewności, tak jak tysiące, tysiące innych. Nie ma<br />

oficjalnych komunikatów, kiedy Bazylika zostanie<br />

zamknięta. Jeśli tak długo musielibyśmy czekać,<br />

jak wczoraj, na pewno nie zdążymy. Ku naszemu<br />

zdziwieniu, szeroka ława ludzi posuwa się do<br />

przodu jakby zrywami, w zaskakująco szybkim<br />

tempie. Czasem jest to 10, 20 a może i więcej<br />

metrów. Nadzieja rośnie. Co dziwne, w<br />

oczekujących ludziach nie ma żadnej agresji,<br />

przepuszczają ze zrozumieniem i uprzejmością do<br />

przodu tych, których tłum rozdzielił. Nad tą ludzką<br />

lawą powiewają flagi, proporce i transparenty.<br />

Słyszę jak stojące obok mnie Holenderki mówią, że<br />

większość to Polacy. Chyba to nieprawda. Naszych<br />

barw jest pewnie najwięcej, ale to nie przytłacza.<br />

Rozglądając się, spostrzegam flagi różnych<br />

państw, z różnych kontynentów. Dość dużo<br />

Azjatów, flagi brazylijskie, nawet koreańska, ludzie<br />

o ciemnym kolorze skóry, Indianie w strojach<br />

ludowych, większość oczekujących pewnie to<br />

Europejczycy. Włoskie służby rozdają wodę mine-<br />

32<br />

ralną, z obu stron jesteśmy otoczeni metalowymi<br />

barierami. Bazylika coraz bliżej, prawdopodobnie<br />

wejdziemy. Niepewność powoli zaczyna ustępować<br />

miejsca nadziei. Na twarzach ludzi teraz bardziej<br />

jest widoczny smutek, wielu modli się w skupieniu.<br />

Do Bazyliki wchodzimy „tylko” po czterech<br />

godzinach oczekiwania. Udało się nam na chwilę<br />

zatrzymać i patrzeć na Ciało Ojca Świętego, choć<br />

porządkowi grzecznie i delikatnie kierują<br />

natychmiast do wyjścia. W tym momencie wszedł<br />

arcybiskup Dziwisz, dwóch mężczyzn szybko<br />

pobiegło z kamerą i mikrofonem na długim<br />

wysięgniku. Ich nagły pośpiech zwiastował coś<br />

ważnego. Zatrzymujemy się gdzieś z boku.<br />

Kilkadziesiąt sekund później weszła w otoczeniu<br />

małej świty, hiszpańska para królewska. Królowa<br />

Zofia miała twarz spowitą czarnym woalem. Nas<br />

ogarnia dziwne uczucie, że oto stoimy w miejscu, na<br />

którym skupiła się w tych dniach uwaga całego<br />

świata. W Bazylice panuje, pomimo tłoku i błysku<br />

fleszy, atmosfera podniosła i pełna skupienia.<br />

Ludzie starają się zatrzymać w różnych miejscach<br />

ogromnej świątyni i modlić. Mimo tłumu, panuje tu<br />

wymowna cisza.<br />

Aby być w dzień pogrzebu, jak najbliżej<br />

Placu, noc spędzamy na ulicy Santo Spirito.<br />

Synoptycy zapowiadają deszcz. Kilkaset metrów<br />

dalej, jest polski kościół. Nie możemy jednak<br />

spędzić nocy pod jego dachem. Po drodze, w<br />

kierunku Placu, spotykamy żebraczkę, siedzącą<br />

wprost na bruku, obok kontenerów na śmieci. Stara<br />

kobieta z długimi siwymi włosami, lamentującym<br />

głosem, z wyciągniętą ręką, testuje sumienia<br />

przechodniów-pielgrzymów. Jest jak nie z tego<br />

świata. Przed chwilą polskie zakonnice nie chciały<br />

zgodzić się na przenocowanie Polaków, a za chwilę<br />

włoska żebraczka prosi nas o jałmużnę.<br />

Ostatecznie kończymy jak prosząca kobieta, na<br />

ulicy. Ola, moja córka, choć ma dopiero 14 lat,<br />

dzielnie, bez słowa sprzeciwu znosi posłanie na<br />

rzymskim bruku. Przeżycie wyjątkowości tych chwil<br />

jest znacznie ważniejsze. Zresztą noc na tej<br />

rzymskiej ulicy, w atmosferze tych dni, sama w<br />

sobie jest już czymś niezwykłym i niezapomnianym.<br />

Tuż obok jest wejście do klasztoru Franciszkanek.<br />

Spóźnione zakonnice, mają trudności z przejściem<br />

do swojego domu. Za chwilę na jezdni również<br />

zabraknie miejsca, aby się położyć. Na<br />

wyciągnięcie ręki kolumnada Berniniego,<br />

oddzielająca nas od Placu. Ze swojego legowiska<br />

widzimy między kolumnami, słynne papieskie okno.<br />

Na opustoszałym z pielgrzymów placu Świętego<br />

Piotra całą noc trwają prace. Robotnicy ustawiają<br />

bariery. Ludzie dziwią się obecności kilku traktorów<br />

w tym miejscu. Jeżdżą one teraz, ciągnąc<br />

przyczepy, po tym świętym dla chrześcijaństwa<br />

placu jak po polu. Na telebimach przez całą noc<br />

widać zdjęcie Papieża w czerwonym stroju, z<br />

podniesioną ku niebu prawicą. Noc, na szczęście<br />

ciepła,zapowiadany deszczniespadł.Tłum zebrany


Reportaż Reportaż<br />

na początku ulicy Santo Spirito, składa się w<br />

większości z ludzi młodych - Polacy, Włosi<br />

i Hiszpanie. Na przemian śpiewają pieśni w swoich<br />

językach, w tym „Barkę”. Co jakiś czas Włosi<br />

skandują entuzjastycznie z radością „Giovanni<br />

Paulo” i klaszczą przy tym rytmicznie. Wygląda to,<br />

tak jakby Jan Paweł żył, był gdzieś blisko, i za<br />

chwilę miał ukazać się oczekującemu zgromadzeniu.<br />

My, Polacy jesteśmy w tym inni. Pełni<br />

zadumy, smutku, refleksji, i dziwi nas, że tak też<br />

można czcić Zmarłego. Gdy zapada już noc,<br />

fotoreporterzy stąpają ostrożnie między ludźmi,<br />

jakby szli po bagnie. Fotografują leżących<br />

pokotem. Ledwie można gdzie stopę postawić,<br />

mnóstwo stłoczonych, zmęczonych ciał. Białoczerwone<br />

flagi cały czas powiewają wysoko na<br />

długich drzewcach. Nieopodal, majestatycznie,<br />

nieruchomy jak posąg, stoi młody, polski góral, w<br />

baranim serdaku i w kapeluszu z piórem. W<br />

zamyśleniu podparł ręką opuszczoną głowę. Cały<br />

czas stoi, i zda się, że całe Podhale w tym jednym<br />

człowieku skupiło swoją tu obecność i czuwa.<br />

Młodzi Włosi subtelnie i przez to jeszcze piękniej<br />

śpiewają „Emanuel”.<br />

Ranek 8 kwietnia. Pomimo, że plac jest tuż<br />

tuż, trwa jego blokada przez porządkowych. Włosi<br />

tu i ówdzie, nawołują żeby siłą sforsować bariery;<br />

Forza, forza. Tutti avanti - wykrzykują zniecierpliwieni.<br />

Tłum już o piątej rano wykrzykiwał w<br />

trzech językach: otwórzcie, otwórzcie… Ale nie ma<br />

żadnej agresji, ci którzy pilnują porządku są<br />

spokojni. Wszyscy jakby ogarnięci tym samym<br />

duchem. W kolejce nawiązuję rozmowę ze<br />

stojącymi za mną Francuzami. Uderza mnie ich<br />

powaga i skupienie. Wpuszczają nas małymi<br />

grupkami, trzymamy się pod ręce, aby nas nie<br />

rozdzielono. Między majestatycznymi kolumnami<br />

stoją niebieskie toiki. Ot i tu nawet sacrum i<br />

profanum obok siebie.<br />

Jeszcze kontrola i wejście na plac Świętego<br />

Piotra. Tłum wypełnia go po brzegi. Rządzący<br />

światem zajmują miejsca przed Bazyliką. Trwa<br />

wyczekiwanie, ciągle nie ma Najważniejszego.<br />

Wreszcie rzymscy szlachcice wynoszą na<br />

ramionach trumnę, jest bardzo prosta.<br />

Spontanicznie zrywają się oklaski. Dla Polaków to<br />

nowa tradycja, ale jak mają wyrazić zewnętrznie<br />

swoje uczucia? Klaszczą wszyscy, wiele osób<br />

płacze. Wszędzie dokoła powiewają flagi, polskich<br />

najwięcej, tylko te nasze mają żałobne wstążki.<br />

Oklaski nie mogą umilknąć. Włosi, jak niegdyś lud<br />

rzymski w początkach chrześcijaństwa, chcący<br />

obwołać świętym, krzyczą spontanicznie Santo<br />

subito (natychmiast święty). Kardynał Ratzinger<br />

próbuje sprawować mszę świętą przerywaną<br />

oklaskami. Wreszcie homilia. Słowa kardynała o<br />

Karolu Wojtyle wzbudzają fale oklasków, mających<br />

wyrazić Zmarłemu całą wdzięczność i miłość, za to<br />

jakim był. Czuje się jakby wszyscy zgromadzeni<br />

objęci byli potężnym duchem Jana Pawła II.<br />

Gdy na ekranie telebimu ukazała się twarz<br />

arcybiskupa Stanisława Dziwisza, znowu zerwała<br />

się burza oklasków. Zabrzmiało to jak ostatnie<br />

podziękowanie temu skromnemu człowiekowi od<br />

całego świata, za opiekę nad Ojcem Świętym.<br />

Apogeum uczuć nastąpiło w czasie homilii, po<br />

słowach kardynała celebransa i geście wskazującym<br />

na okno papieskie. Oklaski mieszały się ze<br />

łzami. Wszyscy obrócili głowy na prawo i patrzeli na<br />

puste okno na trzecim piętrze, gdy kardynał<br />

Ratzinger wypowiadał słowa, że Ojciec Święty<br />

patrzy teraz na nas w niebie, jak kiedyś tutaj, ze<br />

swego okna. Co zrobił wiatr, o którym Karol Wojtyła<br />

mówił, że jest materialnym dowodem obecności<br />

Ducha Świętego, widzieli wszyscy zgromadzeni na<br />

Placu i przed telewizorami. To było jak znak. Wiatr w<br />

otworzonej księdze przewracał kartki, jakby ktoś<br />

niewidzialny czytał w niej, albo szukał w niej<br />

czegoś. Stronice same przekładały się do przodu,<br />

aby parę chwil później poprzewracać je, jedna za<br />

drugą, raz szybciej raz wolniej, do tyłu. Aż wreszcie<br />

święta księga zamknęła się ostatecznie i taką już<br />

pozostała.<br />

To już koniec mszy za największego<br />

Człowieka naszych czasów? To zdziwienie<br />

podziela wielu. Kardynałowie zaczynają<br />

wychodzić. To ostatnie minuty pożegnania. Oklaski<br />

zaczynają się i nie milkną, między nimi okrzyki:<br />

Santo subito; Giovanni Paulo Grande. Trumna jest<br />

już na barkach szlachciców. Aż tu spontanicznie<br />

wybucha akcent całkowicie polski. Nagle nad całym<br />

placem wyrywa się z polskich ust, zabarwione siłą i<br />

nutą żalu jednocześnie, skandowanie - Dzię-ku-jemy,<br />

dzię-ku-je-my, dzię-ku-je-my… To polskie<br />

słowo przyćmiewa wszystkie pozostałe odgłosy.<br />

Przykrywa sobą cały plac. Czuje się, jakby oto cały<br />

naród chciał wyrazić Zmarłemu swoje ostatnie<br />

pożegnanie. Teraz polskie flagi podniesione są jak<br />

najwyżej, wydaje się, że jest ich jeszcze więcej,<br />

między nimi i ta z Krasnegostawu, trzymana przez<br />

piszącego te słowa. Wiatr sprawia, że wyglądają<br />

one jak proporce husarii, jak liczne biało-czerwone<br />

żagle na ludzkim morzu. Ich furkotanie i trzepot na<br />

wietrze, zda się naśladować i pomagać klaskaniu.<br />

Dołącza się przejmujące bicie dzwonu z Bazyliki.<br />

Jego głos wibruje spiżowym żalem. I ciągle oklaski<br />

tłumów. Większość płacze…<br />

W drodze powrotnej przez Rzym, daleko<br />

od Watykanu, nieopodal Tybru, podszedł do nas, na<br />

opustoszałej ulicy, starszy mężczyzna. Rzymianin,<br />

widząc polską flagę, szepnął do nas, głosem<br />

pełnym ciepła i delikatności, tylko jedno słowo:<br />

Grazie (Dziękuję).<br />

Leszek Janeczek<br />

Aleksandra Anna Janeczek<br />

33


Poezja Poezja<br />

Edward Krzysztof Rogalski<br />

Janowi Pawłowi II<br />

MIŁOSIERNY<br />

1<br />

Gdy gotowy był kosmos<br />

Gdy gotowa była ziemia przyjąć TWOJE odbicie<br />

Wypowiedziałeś<br />

Oto CZŁOWIEK<br />

I wyznaczyłeś dla mnie PRZESTRZEŃ<br />

Doskonałość wszelkiej stworzonej przestrzeni<br />

Gdzie uczyłem się BYĆ<br />

I stało się<br />

Kuszenie kształtem<br />

Kuszenie barwą - pierwsza ciekawość kobiety<br />

Drżącymi wargami prosiłem o wybaczenie<br />

Oczekiwałem wyroku<br />

Otworzyłem usta<br />

Lecz ptak języka nie frunął<br />

W samotnej nagości z kobietą<br />

Powędrowałem pustynią<br />

2<br />

Był dzień ofiarowania<br />

Dzień święty<br />

Dzień dziękczynienia<br />

- Jesteś lepszy od Abla<br />

Wystarczy pchnąć nożem<br />

Uderzyć pałką<br />

A dywany mogą pełzać w twoim namiocie<br />

- A ON ?<br />

- KAINIE. I ty w to wierzysz?<br />

A może sam GO wymyśliłeś!?<br />

Anioł zła rozstawiał szyki swojej armii<br />

Anioł dobra był nieliczny w dalekim namiocie<br />

I stał się w dzień święty<br />

W dzień ofiarny<br />

W dzień dziękczynienia<br />

Pocałunek ostry i bratobójczy<br />

Pewny uścisku ostrza pędziłem<br />

Złotousty, złotonośny bałwochwalca<br />

Stawiałem ołtarze psom i słońcom<br />

Wyznaczałem kapłanów o rączej mowie i pieśni<br />

Narody znosiły haracz, żywiły wojska<br />

Przekonane o potędze NOCY skamieniałego serca<br />

Przerażony siedziałem, kiedy w olśnieniu<br />

Ukazałeś PANIE ogrom zniszczenia<br />

- Ty Noe!<br />

Zbudujesz arkę, świątynię nadziei dla tych<br />

W których mam upodobanie<br />

34<br />

I pękło niebo<br />

Ziemia znikała lub strzałą skał<br />

Świstała w strugach<br />

Nade mną woda i pode mną woda<br />

Zrozumiałem wielką moc posłusznych<br />

Tobie PANIE żywiołów<br />

Zrozumiałem nieograniczoność MIŁOSIERDZIA<br />

Anioł czuwał u progu<br />

OCZEKIWAŁEM!<br />

3<br />

Nadszedł dzień ciepły<br />

Gabriel lotem cichym i niewidzialnym<br />

Stanął przed NIEPOKALANĄ w Nazaret<br />

Przepełniona TOBĄ ucieleśniła samego CIEBIE<br />

Stałeś się CZŁOWIEKIEM<br />

Bóg - człowiek<br />

Syn Boga Ojca<br />

Poczęty z Ducha Świętego<br />

Zrodzony z Maryi człowiek<br />

Krwawiłeś na krzyżu<br />

Zastraszony i wątpiący<br />

Wyparłem się CIEBIE<br />

A kogut piał<br />

Tłum jak fala potopu<br />

W rozkoszy pijanej<br />

W radości bezrozumnej pluł<br />

Na wypalone i mokre od krwi i potu<br />

Ciało baranka ofiarnego<br />

I stało się<br />

Po trzech dniach<br />

ZMARTWYCHWSTANIE<br />

Nie fikcja<br />

Nie idea<br />

Nie filozofia ludzka<br />

Lecz FAKT<br />

Zdumiony widziałem Ciebie<br />

Na drodze do Emaus<br />

I niewiernymi palcami dotykałem ran<br />

Trzykrotne pytanie o moją miłość i wierność<br />

Zabrzmiało jak krzyk koguta<br />

z nocnego dziedzińca arcykapłana<br />

Wiedziałeś dobrze że KOCHAM<br />

Z wdzięczną radością nadzieją i wiarą<br />

powędrowałem<br />

Z brzemieniem daru który ciągle się staje<br />

Rudnik - Szczecin 1979 -1983


Poezja Wywiad<br />

Małgorzata Stefaniak (Augustyniak)<br />

Niteczka<br />

między naszymi oknami<br />

krucha jak nasza<br />

miłość<br />

na jednym końcu<br />

ty<br />

na drugim ja<br />

pełno słów<br />

zapewnień<br />

wzruszeń<br />

papierowych uśmiechów<br />

nie rozczulaj się<br />

nad sobą<br />

odbierz wiadomość<br />

kto jak nie my?<br />

kiedy jak nie teraz?<br />

ta miłość nam się należy<br />

wiersz nagrodzony w konkursie poświęconym<br />

Janowi Pawłowi II, oraz w XV Konkursie Poezji<br />

Więziennej „Krasnystaw 2009”<br />

Andrzej David Misiura<br />

Na biało i żółto<br />

kosiłem przy starym domu<br />

w kłączach winorośli<br />

broniła się jasnota biała<br />

a za schodami krwawiło<br />

jaskółcze ziele<br />

czekałem aż się odezwiesz<br />

czułem obecność<br />

ojcze w Ojcu moim<br />

żywy<br />

Poezja nie może być służebnicą<br />

Rozmowa z ks. Wacławem Oszajcą SJ<br />

Dariusz Sułkowski: - Co Ksiądz rozumie przez<br />

słowo „poezja”, „dobra poezja”?<br />

Wacław Oszajca: - Trudno mi wchodzić w literackie<br />

roztrząsania, ale lubię takie wiersze, które<br />

odsłaniają najgłębsze treści. Zatem, poezja jest dla<br />

mnie sposobem, zarówno poznawania świata, jak<br />

i opisywania tego świata. Jeśli mówię „świat”<br />

i „rzeczywistość”, to mówię o takim pojednanym już<br />

świecie, gdzie nie ma podziału na sacrum i profanum,<br />

gdzie to, co się nazywa niebem i ziemią<br />

dzieje się jednocześnie, gdzie nie ma dualizmu tego<br />

typu, który by nosił w sobie całkowite rozdzielenie<br />

tej naszej rzeczywistości na transcendencje i immanencje,<br />

bo dla mnie jest to jedna całość. Myślę,<br />

że poezja, jak w ogóle sztuka, jest takim sposobem<br />

poznawania, bardzo odpowiednim, żeby dojść do<br />

prawdy i opisać ją.<br />

- Czy przez tę transcendencję Ksiądz rozumie<br />

Boga?<br />

- Również... Mianowicie, z tym jest cały kłopot,<br />

wciąż... nie tylko w literaturze, ale również i w<br />

Kościele, w naszej duchowości, czy pobożności<br />

tenże Absolut, jakim jest Bóg z całą pewnością jest<br />

zarazem człowiekiem. Bóg chrześcijan jest Bogiem<br />

wcielonym, więc - jeśli tak można powiedzieć -<br />

zmaterializowanym. Nie jest to Bóg, który byłby<br />

niedostępny, o którym my byśmy nie mogli zbyt<br />

wiele powiedzieć. Tylko Bóg chrześcijan objawia<br />

się nam w człowieku, w Jezusie Chrystusie. Idąc<br />

dalej, możemy powiedzieć za Janem Pawłem II, że<br />

kultura jest wcieleniem Bożego Królestwa, więc<br />

patrząc jeszcze z innej strony na tę sprawę, można<br />

powiedzieć, że poprzez kulturę również objawia się<br />

Absolut, objawia się Bóg. Jeśli tak, to tworząc<br />

kulturę, czy żyjąc w jej przestrzeni, chcemy, czy nie<br />

chcemy - napotykamy Boga.<br />

- Co Ksiądz może powiedzieć o współczesnej<br />

poezji polskiej?<br />

- Jak najlepiej, bo przecież, jeśli na przestrzeni<br />

niewielu lat mamy dwoje noblistów, jeśli jest taki<br />

ogromny zastęp, czy grupa tworzących poezję, w<br />

tym fenomen poezji metafizycznej - jeśli można ją<br />

tak nazwać - i to tworzonej przez duchownych, w<br />

tym również zakonnice. Jeśli się popatrzy na<br />

konkursy poetyckie, to można powiedzieć, że z<br />

jednej strony jest jakieś ogromne zapotrzebowanie<br />

na poezję, a z drugiej strony, że rzeczywiście<br />

próbujemy jakoś ten nasz świat tym językiem<br />

opisać. Myślę, że kultura polska i ta jej część, która<br />

nazywa się poezją, chyba jest jedną z mocniejszych<br />

dziedzin.<br />

35


Wywiad Wywiad<br />

- Czy wobec rozwoju pseudohumanistycznej<br />

cywilizacji, w dobie inwazji mediów, sieci<br />

komputerowych, czytanie poezji nie stanie się<br />

czymś elitarnym, dla koneserów?<br />

- To zawsze było elitarne... bo trzeba rozróżnić to,<br />

co w poezji jest poezją, jest liryką, tym jej jądrem<br />

i tym wszystkim, co dzisiaj o wiele lepiej od poezji<br />

robi kino, czy inne media. Tu się nic nie stało<br />

nadzwyczajnego, nie ma co się obawiać<br />

pierwszego zachłyśnięcia się możliwościami<br />

mediów. Powróci zapotrzebowanie na wiersz, na<br />

druk, na książkę. Nie przypuszczam, żeby dało się<br />

czymkolwiek zastąpić to, co człowiek jest w stanie<br />

przeżyć, kiedy czyta. Nie da się obrazem<br />

wszystkiego pokazać. Słowo ma tutaj tę przewagę,<br />

że pokazuje wnętrze danego wydarzenia, a obraz,<br />

mimo wszystko, pokazuje tylko powierzchnię. By<br />

opisać treść tego wydarzenia, potrzebne jest słowo,<br />

jego się nie da niczym zastąpić.<br />

- Czy każdy może zostać poetą?<br />

- To zależy, co się rozumie przez to „bycie poetą”, bo<br />

poezja jest jednak wydarzeniem; nie jest czymś, co<br />

można znaleźć w wierszu, w utworze. Wiersz jest<br />

po to, żeby poezja zaistniała, więc jeśli<br />

rzeczywiście jakiś wiersz obudzi w człowieku jego<br />

poetycką duszę, w czytelniku obudzi te możliwości,<br />

które daje poezja - chodzi o przeżywanie i poznawanie<br />

rzeczywistości - tak, to każdy jest poetą.<br />

-Aw sensie tworzenia?<br />

- Tu sprawa jest jasna - nie wszyscy potrafią<br />

napisać to, co chcą napisać. Dlaczego potrafią to<br />

tylko nieliczne jednostki? - pozostaje tajemnicą, bo<br />

nie można się przecież nauczyć pisania wierszy.<br />

- Jaka była Księdza droga do poezji?<br />

- Jako tego, który odbiera poezję - nazwijmy to -<br />

czytającego wiersze... Tutaj na pewno mam<br />

ogromny dług względem moich nauczycieli i to ze<br />

szkoły podstawowej, jak i ze szkoły średniej;<br />

względem mojej wsi i wrażliwości człowieka, który<br />

się urodził i wychował w kulturze rolniczej, wiejskiej.<br />

Ogromną rolę odegrała tutaj liturgia - jeszcze za<br />

moich czasów przecież - po łacinie sprawowana.<br />

Nawiasem mówiąc, język europejski był językiem<br />

naszych babek i matek, śpiewających na chórze<br />

msze po łacinie. To wszystko jakoś budowało moją<br />

wrażliwość na to, co niesie słowo, czasem słowo -<br />

jeszcze opracowane muzycznie, czy wkomponowane<br />

w obrzęd.<br />

Jeśli chodzi o samo pisanie poezji, to jest to skutek<br />

poszukiwania języka, w którym mógłbym<br />

opowiedzieć to, co zdaje mi się, że widzę... w tym,<br />

co się dzieje. Dlatego dość późno zacząłem pisać,<br />

bo przecież mając dwadzieścia pięć, sześć lat -<br />

kiedy debiutowałem w prasie. Było to<br />

spowodowane potrzebą języka, który by trafnie<br />

opisywał ten świat. w którym żyjemy.<br />

36<br />

- Czy wykształcenie w jakiś istotny sposób<br />

konotuje, determinuje tematykę utworów<br />

Księdza?<br />

- Na pewno tak, bo jestem teologiem z<br />

wykształcenia, więc siłą rzeczy doszukuję się tego<br />

wszystkiego, co jest dziełem Bożym w tej naszej<br />

rzeczywistości. Jako teolog, mam ciągle do<br />

czynienia z Księgą, czyli Biblią. Chcąc dotrzeć do<br />

rzeczywistości - jakoś - docieram poprzez jej opis,<br />

jaki jest zawarty w Piśmie Świętym - a dalej - w<br />

dziełach teologów.<br />

Następnie jako ksiądz, jako duszpasterz przez całe<br />

lata musiałem sobie i ludziom tłumaczyć, co się z<br />

nami działo przez sprawowanie sakramentu; ta<br />

moja praktyka duszpasterska stawiała mnie wobec<br />

ludzkiej miłości, nienawiści, grzechu, głupoty,<br />

podłości, ale i wielkości.<br />

- Poezja Księdza ma specyficzny rys metafizyczny,<br />

antropologiczny, etyczny - czy jest to<br />

zakorzenione w Piśmie Świętym?<br />

- Siłą rzeczy. Zapewne pan zauważy - patrząc na to,<br />

jak się ukazywały moje tomiki poezji - pewne<br />

zmiany, pewien proces. Są tam utwory wprost<br />

odwołujące się do Biblii, czy próbujące daną treść<br />

biblijną przedstawić w innej formie, ale nie tylko w<br />

formie; chodziło mi też o wydobycie treści<br />

ponadbiblijnej i opowiedzenie tej treści za pomocą<br />

innej metafory, innego obrazu. Jeśli chodzi o temat<br />

Boga w mojej poezji - dzisiaj... Myślę, że może nie<br />

najszczęśliwiej jest mówić o Bogu wprost. Lepiej<br />

będzie, jeśli czytelnik Boga ujrzy w całkiem<br />

świeckim wierszu. Sądzę, że tego typu poezja jest<br />

poezją prawdziwszą, bo pokazuje pełniej istnienie<br />

Boga w istnieniu naszej ziemskiej rzeczywistości.<br />

- Można się dopatrzeć w poezji Księdza pewnej<br />

hierarchii wartości. Jest tutaj równość między<br />

Bogiem i miłością. Czy Ksiądz mógłby to<br />

skomentować?<br />

- Jeśli chodzi o jakąś hierarchię wartości, to trudno<br />

by mi było ją uszeregować - jakby powiedzieć co<br />

najważniejsze, a co mniej ważne, ponieważ ja ten<br />

świat widzę - powiedziałbym - płasko, w tym<br />

znaczeniu, że nie bardzo ten mój świat można by<br />

podzielić na wertykalny i horyzontalny. Te wektory<br />

nie idą w ten sposób i tak nie patrzę na świat. Widzę<br />

świat jako rzeczywistość ciągle rozkwitającą i wybuchającą.<br />

Gdybym chciał to do czegoś porównać, to raczej do<br />

fajerwerków, do zimnych ogni, czy - powiedzmy - do<br />

źródła. W moim rozumieniu nie ma czegoś takiego.<br />

Jestem dualistą, ale nie manichejskim dualistą... że<br />

materia, ciało, w związku z tym i kultura jest mniej<br />

wartościowa niż duch, niż transcendencja, niż Bóg.


Wywiad Wywiad<br />

Wydaje mi się, że nie wiemy, nie znamy wielu<br />

rzeczy, ale to upewnia mnie tylko w przekonaniu, że<br />

jeśli Bóg stał się człowiekiem, jeśli Chrystus umarł<br />

na krzyżu, jeśli ten związek jest tak mocny między<br />

tymi dwiema częściami, co już jest złym<br />

określeniem świata, to w takim wypadku, to, co się<br />

tutaj dzieje, jest ogromnie ważne.<br />

- Cielesność, która jest ukazywana w poezji<br />

Księdza jest dość śmiała Czy można nazwać<br />

niektóre wiersze Księdza erotykami?<br />

- Myślę, te tak; tak są te utwory kwalifikowane, czy<br />

zaliczane do tego gatunku - całe, fragmenty, czy<br />

motywy tych utworów. Ci, którzy znają się na<br />

literaturze tak to oceniają, tak to widzą i ja się z tym<br />

zgadzam.<br />

- Czy tematyka cielesna i duchowa wypływa z<br />

dualizmu człowieka?<br />

- Nie, nie dzielę człowieka na duszę i ciało. To jest<br />

sztuczny podział. Człowiek jest jednością... Mówiąc<br />

innym językiem - psychofizyczną, czy duchowomaterialną.<br />

Kiedy dałoby się rozdzielić jedno od<br />

drugiego, nie byłoby człowieka. Jedynie trafnym<br />

określeniem tego, co się składa do grobu, jest trup,<br />

czy zwłoki, czy mówiąc trywialnie - materiał z<br />

rozbiórki lub jakiś kokon opuszczony przez<br />

człowieka.<br />

Sądzę, że trzeba odchodzić od takiego podziału na<br />

duszę i ciało - rozumianego jako dwie składowe<br />

człowieka. Współczesna teologia też inaczej widzi<br />

śmierć - to nie jest oddzielenie duszy od ciała, to jest<br />

głębsze, bogatsze w treść wydarzenie, gdzie<br />

człowiek nie przestaje istnieć; człowiek, a nie tylko<br />

jedna z części składowych człowieka.<br />

- W dziejach literatury niejednokrotnie sądzono,<br />

że stawianie poezji jakichś określonych zadań<br />

trywializuje ją. Czy Ksiądz stawia swoim<br />

utworom jakieś zadania?<br />

- Nie. Poezja nie może być służebnicą ani religii, ani<br />

jakiejś bożej ideologii, gdyż wtedy staje się<br />

propagandą, staje się językiem zafałszowanym<br />

i niczemu dobremu nie służy. Poezja opisuje świat<br />

i przez to, że opisuje, że nazywa po imieniu to, co<br />

się dzieje - rzeczywiście służy człowiekowi... Ale<br />

tylko w ten sposób, że otwiera przed człowiekiem<br />

tajemnicę, ponieważ posługuje się intuicją,<br />

ponieważ jej język może być wewnętrznie<br />

sprzeczny i gdzie indziej niedopuszczalny. To<br />

zjawisko - takiej wewnętrznej sprzeczności - mówię<br />

o paradoksie - na innych płaszczyznach poznania<br />

jest niedopuszczalne. Tu akurat się świetnie czuję.<br />

W związku z tym nie stawiam swoim utworom<br />

takiego celu. Zaś cieszę się, jeśli one kogoś<br />

podtrzymają, coś ocalą, czy przyniosą ulgę, czy też<br />

- czasem - zadają cierpienie.<br />

- I bogacą wyobraźnię?<br />

- Tak, zgadza się.<br />

- Co Ksiądz mógłby przekazać czytającym i piszącym<br />

poezję?<br />

- Jeśli już człowiek czyta i pisze, to - jak ktoś<br />

powiedział - przekroczył próg, bardzo wysoki próg<br />

i tu nie mam nic tym ludziom do powiedzenia, bo oni<br />

już mają to, co najważniejszego człowiek może<br />

mieć. Tutaj nie mam żadnego orędzia. Natomiast<br />

ludzi, którzy omijają, czy to w gazetach, czy w<br />

czasopismach lub w księgarni poezję, to jednak<br />

bym zachęcał do tego, żeby na zasadzie uczenia<br />

się obcego języka podeszli do tej trudności, bo<br />

kwestia poezji to nie jest tylko kwestia uczuć, emocji<br />

- choć to jest bardzo ważne, lecz również sprawa<br />

prawdy, a więc dociekania do sedna tego, co się<br />

dzieje. Tych bym chciał zachęcić do czytania.<br />

- Czego można Księdzu życzyć na zakończenie<br />

tej rozmowy?<br />

- Wakacji... Jak najszybciej, bo jestem strasznie<br />

zmęczony.<br />

- Dziękuję serdecznie za wywiad, życząc dużo<br />

łask Bożych, szczęśliwości, radości tworzenia<br />

i istnienia.<br />

Dariusz Sułkowski<br />

Fragment pracy licencjackiej: Dariusz Sułkowski,<br />

Człowiek i wartości w poezji Wacława Oszajcy,<br />

Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 1997.<br />

Wacław Oszajca<br />

patriotom<br />

zły to ptak<br />

co własne gniazdo kala<br />

owszem<br />

ale spróbuj<br />

nie mówię zamieszkać<br />

spróbuj dłuższą chwilę postać<br />

pod gniazdem bocianim<br />

i potem pogadamy<br />

37


o. Wacław Oszajca<br />

Poezja Poezja<br />

Ksiądz, jezuita, tłumacz, poeta, dziennikarz,<br />

ur. w 1947 r. w Zwiartowie w okolicach Tomaszowa<br />

Lubelskiego. Ukończył studia magisterskie na<br />

Wydziale Teologicznym Katolickiego Uniwersytetu<br />

Lubelskiego. Od 1987 roku należy do zakonu<br />

Towarzystwa Jezusowego - jezuitów (SJ).<br />

Pracował jako wikariusz w Niedrzwicy<br />

Kościelnej (1974), Lublinie (1977) i Lubartowie<br />

(1978-1981). W 1981 był kapelanem Niezależnego<br />

Zrzeszenia Studentów Politechniki Lubelskiej. W<br />

latach 1982-1986 przewodniczył Lubelskiemu<br />

Komitetowi Pomocy Internowanym i Represjonowanym.<br />

W latach 1981-1986 dyrektor Domu<br />

Rekolekcyjnego w Łabuniach. W 1988-1992<br />

duszpasterz Jezuickiego Ośrodka Kultury<br />

Chrześcijańskiej w Poznaniu. W 1992-1994<br />

duszpasterz akademicki i wykładowca homiletyki w<br />

Wyższym Seminarium Duchownym w Toruniu. Od<br />

1995 roku redaktor naczelny „Przeglądu<br />

Powszechnego”. Od 2001 wykłada homiletykę na<br />

Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie.<br />

Jest również wykładowcą w Instytucie Dziennikarstwa<br />

Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie<br />

prowadzi seminaria warsztatowe.<br />

Publikowałm.in.w„Akcencie”,„Charakterach”,<br />

„Gazecie Wyborczej”, „Gościu Niedzielnym”,<br />

„Tygodniku Powszechnym”, „W drodze”. Jest<br />

autorem wielu książek (m.in. Zamysł, 1979; Z głębi<br />

cienia, 1981; Ty za blisko, my za daleko. Wybór<br />

wierszy 1985), a także publikacji oraz tłumaczeń<br />

(m.in. Anna Lisa Lonnqvist, Jedną drogą [wspólnie<br />

zAndrzejem Kołaczkowskim];Anna Lisa Lonnqvist.<br />

Smala stiger. Wąskie ścieżki, 1995; Karl Dedecius,<br />

Auf dem Hellen Berg. Glaube, Liebe Geistliche.<br />

Lyrik aus Polen Duesseldorf 1981).<br />

Ks. Wacław Oszajca znany jest także jako<br />

prowadzący i gość programów publicystycznych o<br />

tematyce religijnej w radiu i telewizji. Jest członkiem<br />

Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Stowarzyszenia<br />

Dziennikarzy Polskich, a także Rady Programowej<br />

Wschodniej Fundacji Kultury „Akcent”. W latach<br />

2003-2005 juror Nagrody Literackiej Nike.<br />

38<br />

Ks. Wacław Oszajca<br />

Wacław Oszajca<br />

nadajniki<br />

jeszcze wczoraj<br />

jakże inaczej przemawiały dzwony<br />

jak też krzyże na kościelnych wieżach<br />

dzisiaj<br />

dniem i nocą<br />

na okrągło<br />

nic tylko<br />

odwal się durniu nic nie szkodzi dzień dobry<br />

zapłać termin minął cieszę się umarła<br />

ale śmieszne lej w mordę nic strasznego<br />

znalazłeś ten numer na wojnę pojechał<br />

miło mi szok mówię ci<br />

i jeszcze inaczej<br />

i bardziej mięsiście<br />

dzwony zaś milczą<br />

zakazano im mówić<br />

przekraczały dopuszczalną ilość decybeli<br />

kardynał na spacerze<br />

Albert Vanhoye spaceruje po ogrodzie<br />

żwir chrzęści pod butami<br />

pachną piwonie<br />

szemrze fontanna<br />

szeleszczą<br />

przewracane w myśli<br />

stronice Księgi<br />

walizka spakowana<br />

dyplom doktora h c też<br />

taksówka zamówiona<br />

na jego siwą głowę<br />

na czarny znoszony garnitur<br />

zaczyna padać drobny deszcz<br />

Albert Vanhoye<br />

machinalnie<br />

chowa do wewnętrznej kieszeni marynarki<br />

kardynalski krzyż<br />

przynajmniej tyle oszczędzę mu przykrości<br />

po co ma moknąć bez potrzeby


Wspomnienia Wspomnienia<br />

Józef Dąbski<br />

Wspomnienie o Zygmuncie Dąbskim<br />

Mój Ojciec Zygmunt Dąbski urodził się<br />

26 kwietnia 1902 r. w Suchem Lipiu w powiecie<br />

krasnostawskim. Miejscowość ta weszła do historii<br />

powstania styczniowego. Tu bowiem 14 stycznia<br />

1864 roku powstańcy stoczyli z wojskami carskimi<br />

jedną z ostatnich walk, która niestety zakończyła<br />

się klęską. Obecnie znajduje się tam kamienny<br />

obelisk upamiętniający śmierć ponad 60 żołnierzy z<br />

ich dowódcą mjr Mareckim.<br />

Ten fakt historyczny dobrze służył w<br />

patriotycznym wychowaniu następnych pokoleń<br />

okolicznej młodzieży. Wychowany w tym duchu mój<br />

Ojciec odegrał znaczącą rolę w tworzeniu postępu<br />

cywilizacyjnego w swoim środowisku, a także w<br />

organizowaniu ruchu oporu w czasie okupacji<br />

hitlerowskiej. Istotne też znaczenie w ukształtowaniu<br />

osobowości Ojca miało wychowanie w<br />

domu o głębokim przywiązaniu do tradycji walk<br />

legionowych o niepodległość Polski, szacunku do<br />

marszałka Józefa Piłsudskiego. Dużą rolę w<br />

moralnym wychowaniu Ojca pełnili Jego rodzice<br />

(moi dziadkowie), przestrzegając chrześcijańskich<br />

zasad w życiu rodzinnym. Pierwszą komunię<br />

świętą przyjął w parafii Płonka w dniu 21 maja 1913<br />

roku. Jako młody chłopiec wyróżniał się w swoim<br />

środowisku inteligencją i chęcią do nauki. Szkołę<br />

podstawową ukończył w Rudniku z bardzo dobrymi<br />

ocenami, z dobrym opanowaniem języka rosyjskiego.<br />

Rozpoczętej nauki na poziomie gimnazjalnym<br />

nie ukończył, ponieważ Jego rodzice nie<br />

byli w stanie udźwignąć kosztów związanych z<br />

nauką i utrzymaniem syna w odległym o około 30<br />

km Krasnymstawie. Gdy miał 21 lat został<br />

powołany do Wojska Polskiego w Zamościu.<br />

Służbę rekruta pełnił w II Pułku Łączności.<br />

Następnie po ukończeniu szkoły podoficerskiej, 23<br />

września 1925 roku otrzymał awans na stopień<br />

kaprala. Odbył także ćwiczenia okresowe w II Pułku<br />

Łączności w Jarosławiu. Za dobrą służbę w wojsku<br />

i dobre wyniki w szkoleniu otrzymał 10 września<br />

1927 roku awans do stopnia plutonowego i propozycję<br />

zatrudnienia w charakterze zawodowego<br />

żołnierza. Ze względów rodzinnych odmówił<br />

przyjęcia tej oferty. Jako najstarszy w linii męskiej z<br />

pięciorga dzieci, był zmuszony przyjąć obowiązki<br />

opiekuna rodziny. Prowadził gospodarstwo rolne,<br />

które pod jego kierunkiem rozwijało się bardzo<br />

dobrze. Rentowność gospodarstwa zwiększały<br />

wpływy finansowe z eksploatacji młodego sadu<br />

oraz pasieki liczącej ponad 50 uli. Był członkiem<br />

związku pszczelarzy. Równocześnie Ojciec<br />

angażował się wspólnie z rodzeństwem i miejscowymi<br />

nauczycielami w cywilizowanie okolicznej<br />

społeczności. Polegało to m.in. na aktywizowaniu<br />

młodzieży w ramach powołanego Związku<br />

Strzeleckiego, przygotowywaniu przedstawień<br />

teatralnych, organizowaniu spotkań fachowców<br />

rolnych z miejscowymi rolnikami. Zwłaszcza ta<br />

ostatnia działalność miała duże znaczenie,<br />

przyczyniając się do zwiększenia efektywności<br />

gospodarowania i podnoszenia poziomu życia.<br />

Zygmunt Dąbski z żoną Leokadią<br />

w 1934 roku.<br />

Ponadto rodzina Dąbskich wypożyczała<br />

nieodpłatnie okolicznym mieszkańcom książki z<br />

prywatnej biblioteki i prenumerowaną gazetę<br />

„Rolnik Polski”, a także udostępniała uboższej<br />

młodzieży słuchanie radia „kryształkowego”. Stała<br />

gotowość rodziny Dąbskich do prac społecznych<br />

wykorzystywana była przez władze gminne w<br />

Rudniku, zwłaszcza w przygotowywaniu obchodów<br />

świąt państwowych i akcji wyborczych samorządowych<br />

i państwowych. W 1932 roku<br />

zaangażowano Ojca jako komisarza spisowego na<br />

terenie powiatu krasnostawskiego. Za dobre<br />

wypełnianie obowiązków otrzymał 10 czerwca<br />

1932 roku odznakę „Za ofiarną pracę”. Od połowy<br />

lat trzydziestych do wybuchu wojny w 1939 roku<br />

pełnił nieprzerwanie funkcję sołtysa gromady<br />

Suche Lipie, którą to funkcję przejął od swego ojca<br />

Jana Dąbskiego. W 1934 roku ojciec ożenił się z<br />

Leokadią Rogalską (moją Matką) pochodzącą z<br />

osady Żółkiewka. Z tego związku urodziłem się w<br />

1935 roku ja - Józef - jedyny ich syn. Szczęśliwe lata<br />

rodzinne przerywa wybuch wojny w 1939 roku. W<br />

1941 roku rodzinę spotkały największe dramaty. W<br />

marcu umiera Jan Dąbski - mój dziadek, a trzy<br />

miesiące później Ojciec mój zostaje aresztowany<br />

przez gestapo i osadzony na Zamku Lubelskim. Po<br />

dwóch miesiącach tj. 20 lipca 1941 roku wywożą go<br />

do Oświęcimia. Tu otrzymuje numer 19 614 i zostaje<br />

umieszczony w bloku 8A/18. Zakończył życie<br />

10 października 1941 roku o czym doniosły władze<br />

obozowe telegramem nadanym w listopadzie tego<br />

roku. Po aresztowaniu Ojca rozpoczął się niezwykle<br />

trudny okres życia mojej matki. Będąc młodą<br />

kobietą, musiała samodzielnie wychowywać<br />

małoletniego syna i ciężko pracować w gospodarstwie<br />

rolnym w warunkach okupacyjnych.<br />

Wyczerpana przeciwnościami życia i poważnie<br />

schorowana, zmarła mając 64 lata.<br />

39


Historia Proza<br />

Po klęsce wrześniowej w 1939 roku mój<br />

Ojciec, kochający ojczyznę nie mógł pozostać<br />

bierny w swoim środowisku. Na przełomie lat 1939-<br />

40 rozpoczyna działalność w podziemiu. Nawiązuje<br />

kontakty konspiracyjne ze swoimi przyjaciółmi<br />

i znajomymi, budzącymi zaufanie w gminie Rudnik.<br />

W 1940 roku współtworzy komórkę Batalionów<br />

Chłopskich działającą na obszarze gminy. Z<br />

upływem czasu, dzięki energii kilku byłych<br />

wojskowych m.in. mojego Ojca już jako dowódcy<br />

Rejonu 3. w Obwodzie 14. organizacja zwiększa<br />

swoją liczebność, także określa charakter swojego<br />

działania wobec okupanta. W tym czasie tj. w latach<br />

1940-41 do kierujących tworzącym się ruchem<br />

partyzanckim w Gminie Rudnik należą:<br />

Kamieniecki i Ornal z Rudnika, Dąbski z Suchego<br />

Lipia, Repeć z Maszowa. Niestety, w czerwcu 1941<br />

roku gestapo zadaje dotkliwy cios, aresztując<br />

wymienionych działaczy - wszyscy oni zostali<br />

zamordowani. W późniejszym czasie wywiad Armii<br />

Krajowej ustalił, że aresztowanie nastąpiło na<br />

skutek zdrady. Zdrajcą był miejscowy komendant<br />

Policji Granatowej (przedwojennej) - Marcinkowski,<br />

którego organizatorzy ruchu oporu próbowali<br />

namówić na współpracę. Na mocy wyroku sądu<br />

podziemnego zdrajca poniósł zasłużoną karę<br />

śmierci. Po wojnie, w 1945 r. podczas ujawniania<br />

działających organizacji partyzanckich i ich<br />

działaczy mój Ojciec został zweryfikowany.<br />

Zgodnie z dokumentacją z dnia 8 października<br />

1945 roku komendy Batalionów Chłopskich Okręg<br />

IV Lublin Lp. 46/5 zaświadcza się, że Dąbski<br />

Zygmunt, pseudonim „Dumny” brał czynny udział w<br />

walce zbrojnej Ruchu Ludowego z Niemcami w<br />

Batalionach Chłopskich, a rozkazem Komendy<br />

Krzysztof Kulig<br />

Dziadek Antoni-Max<br />

- Kanapków narobiła, a? - to mój dziadek<br />

Antoni, z tą swoją zabużańską mową - herbaty<br />

naszykowała w termos, a?<br />

Pytał tym swoim „a?”. Pytał wszystkich o<br />

wszystko, a jakby tylko sam siebie pytał, bo nie<br />

czekał na odpowiedź. I nikt nic nie odpowiadał, nikt<br />

nic nie mówił. Wszyscy udawali skupienie na<br />

sprawach, które tak naprawdę nie były ważne. Nie<br />

były ważne teraz.<br />

- A ten, co tak stoi, gdzie patrzy? Tam gdzie<br />

jedziem nie zobaczy, ot daleko, i w kilometrach, i w<br />

latach daleko. Za daleko.<br />

Miał dużo racji ten stary doświadczony<br />

przez życie człowiek. Patrzyłem bardzo daleko, w<br />

przestrzeń i czas, i nie potrafiłem zrozumieć ani tej<br />

przestrzeni, ani czasu. Tamtego odległego czasu<br />

40<br />

Głównej BCh nr 5/Pers. z dnia 30 maja 1944 roku<br />

został awansowany do stopnia kapitana oraz został<br />

odznaczony Krzyżem Walecznych. Powyższe<br />

potwierdza były komendant okręgu IV BCh - Jawor-<br />

Pasiak pułkownik BCh. Ofiarę śmierci mojego Ojca<br />

i jego współbojowników upamiętniło społeczeństwo<br />

gminy Rudnik, umieszczając na frontonie szkoły w<br />

Rudniku tablicę pamiątkową z nazwiskami<br />

poległych i pomordowanych.<br />

Ja, syn Józef, jako jedyny spadkobierca<br />

rodziny Dąbskich dumny jestem z tego, że w<br />

okresach największej potrzeby narodowej rodzina<br />

nie szczędziła sił ani życia dla dobra ojczyzny. Mój<br />

Ojciec za podjęcie walki z okupantem oddał to, co<br />

najdroższe - młode życie.<br />

Brat ojca, Wacław także związał się z<br />

ruchem oporu, pełniąc w obwodzie 14. BCh, a<br />

później AK odpowiedzialną funkcję dowódcy<br />

plutonu, obejmującym miejscowość Suche Lipie w<br />

gminie Rudnik, a po wojnie aresztowany przez<br />

NKWD. Po przesłuchaniach z pobiciem w Bychawie<br />

zostaje zwolniony do domu. Starsza siostra Ojca,<br />

Genowefa została w konspiracji przeszkolona do<br />

pełnienia funkcji łączniczki i sanitariuszki. Tylko<br />

najmłodszy brat - Murycy, ze względu na wrodzoną<br />

chorobę (padaczkę) nie brał udziału w konspiracji.<br />

Dzięki temu, że w dużej części mojego<br />

młodego wieku byłem wychowany w otoczeniu<br />

rodziny mojego Ojca, zostały mi wpojone cechy<br />

niezbędne do ambitnego życia zawodowego i<br />

s p o ł e c z n e g o . P o z d o b y c i u w y ż s z e g o<br />

wykształcenia, realizowałem w pracy swoje<br />

marzenia w gospodarce morskiej i służbie<br />

zagranicznej.<br />

Józef Dąbski<br />

i tego - teraźniejszego. Myślałem o zawiłości<br />

ludzkich losów, zawiłości losów mojego dziadka<br />

Antoniego i nie mojego dziadka Maksymiliana. I ciągle<br />

nie byłem pewny, który jest który.<br />

- I niech nie duma, carem nie budiet - znowu<br />

musiał przygadać, by odgonić swoje i moje myśli, by<br />

zagłuszyć swoje wspomnienia i moje wyobrażenia o<br />

tamtym czasie.<br />

-Agarnitur czarny zapakował, a?<br />

- Zapakowałem, dziadku - odpowiedziałem<br />

przyklejony do okna.<br />

- No, żeby mi w wycieruchach na pogrzeb nie<br />

pojechał. Wstyd by przyniósł, ot co.<br />

- A mapę ma? Wie jak jechać? - nie dawał za<br />

wygraną.<br />

- Trafimy, myślę, że trafimy - znowu<br />

powiedziałem trochę do siebie, a trochę do tego<br />

widoku za oknem. Tego samego widoku, na który<br />

dawno temu patrzyli obaj. Tu niewiele się zmieniło<br />

od tamtej pory. Te same pola, ta sama ściana<br />

ciemnego lasu na styku nieba z ziemią, tylko ludzie


Proza<br />

Proza<br />

inni, i oni dwaj inni, jakby nie byli braćmi.<br />

Słońce powoli rozjaśniało horyzont.<br />

Wstawał nowy dzień.<br />

- Z Bogiem, ruszajmy - rozkazał, omiatając<br />

wzrokiem izbę, jakby chciał wszystko zapamiętać,<br />

jakby miał już nigdy tu nie wrócić.<br />

Przekręciłem kluczyk w stacyjce. Silnik<br />

odpalił za pierwszym razem.<br />

- No, niech rusza - nie dawał za wygraną - a<br />

Matkę Boską by powiesił na lusterku, to by nas<br />

prowadziła, świat daleki przed nami.<br />

Wrzuciłem pierwszy bieg, delikatnie puściłem<br />

sprzęgło, auto potoczyło się powoli jak<br />

dorożka. Dziadek lubił jeździć powoli i dostojnie -<br />

„jak panicz powozem, przed okupacją” - powiadał.<br />

Teraz milczał. Przestał wypytywać o<br />

wszystko tym swoim „a?”. Patrzył przed siebie, ale<br />

chyba nic nie widział. A może patrzył za siebie.<br />

„Niech sobie patrzy, za siebie i w siebie” - pomyślałem.<br />

Mamy czas. Mamy dużo czasu na<br />

wszystkie niedopowiedziane słowa, na całą tę<br />

dziwną historię, którą wczoraj, po tym jak listonosz<br />

przyniósł telegram, opowiedział mi tylko<br />

zdawkowo, od niechcenia i nie do końca. Mamy<br />

czas.<br />

Urodziliśmy się w kwietniu, piętnastego, w<br />

1925 roku. Ojciec musiał być dumny, choć nigdy<br />

tego nie mówił. Zresztą on nigdy dużo nie mówił.<br />

Dwóch wielkich chłopaków za jednym razem.<br />

Ojciec miał parę mórg ziemi, potrzebował syna, a tu<br />

aż dwóch mu zesłał Bóg. Na tej roli trzeba było<br />

pracować od małego. Od początku byliśmy zdrowi i<br />

silni, a że ojciec też był wielki i silny chłop, to nie<br />

przepuszczał i nam. Orka, kosa i gnój. Jak<br />

stawaliśmy we trzech do roboty to nie było<br />

przeproś. Paliła się nam w rękach. Ja i mój brat<br />

byliśmy najsilniejsi we wsi. I zawsze razem, jak<br />

bracia syjamscy, a nie bliźniaki. A gdy wybuchła<br />

wojna, to chcieliśmy zaciągnąć się do wojska, ale<br />

nie chcieli wziąć, za młodzi byliśmy. „I dobrze” -<br />

powiedział ojciec - „co to wasza wojna?” Przecież<br />

była nasza. Bo czyja?<br />

Pamiętam wszystko. Pamiętam latające<br />

samoloty i jak przyszli Ruscy. Z dworu wynieśli<br />

fotele na pole i siedzieli tak, czerwone paniska, a ich<br />

pepesze stały oparte o mahoniowe poręcze. Co to<br />

było za wojsko!? Łachmaniarze nie żołnierze.<br />

Zamiast butów jakieś szmaciane owijki, zamiast<br />

pasów - sznurek. Potem przyszli Niemcy i Ruscy<br />

wycofali się. To była armia! Jak szli, to tylko słychać<br />

było skrzypienie butów i roznosił się zapach<br />

wyprawionej skóry. Ojciec nie bał się ani Ruskich,<br />

ani Niemców. My też. Wojna nie była nasza.<br />

Rozgrywała się gdzieś daleko od nas. Tu od czasu<br />

do czasu przyjechali Niemcy do dworu i tyle. Jakby<br />

nie było wojny. W czterdziestym trzecim, wczesną<br />

wiosną przyszedł Mietek z Zabłocia. Poczęstował<br />

machorką, zapaliliśmy. Wyciągnął gazetkę, coś<br />

tam czytał, że podziemna armia i takie tam.<br />

Wrócił którejś nocy ale nie sam. Było ich<br />

kilku, w oficerkach. Długo rozmawiali z ojcem. W<br />

dniu, gdy zasadziliśmy kartofle, ojciec powiedział<br />

przy kolacji, że dziś w nocy przyjdzie „Grom”, to<br />

znaczy Mietek i zaprowadzi nas do lasu. „Już czas”<br />

- powiedział. Las to była taka zabawa w wojsko.<br />

„Tak jest, panie plutonowy”, „rozkaz, panie<br />

poruczniku” i takie tam. Nie było mundurów ani<br />

karabinów. Kilka było, ale za to mało naboi, dlatego<br />

uczyliśmy się strzelać na sucho. Po nocach<br />

chodziliśmy na zwiady i po wsiach za prowiantem.<br />

W dzień musztra i czyszczenie broni. Aż nadszedł<br />

ten dzień. Dostaliśmy pierwszy rozkaz: pójść do<br />

miasteczka, bo to dzień targowy, dużo ludzi to<br />

można się zgubić w tłumie i obserwować budynek w<br />

którym była „koza”. „To ważne” - powiedział<br />

porucznik „Wicher” - „trzeba odbić naszych, których<br />

trzymają w więzieniu”.<br />

O świcie ruszyliśmy. Cały dzień kręciliśmy<br />

się po targu, udając że chcemy coś kupić, i obserwowaliśmy<br />

więzienie. Około drugiej na rynek<br />

wtoczyły się dwa ciężarowe horchy, a z nich<br />

wyskoczyli żołnierze. Stałem daleko, więc między<br />

furmankami, między końmi szybko oddaliłem się w<br />

pobliskie krzaki. Widziałem jak mój brat wsiada na<br />

przyczepę. Brali tylko młodych mężczyzn.<br />

Lamentujące kobiety odpychali kolbami karabinów.<br />

Byłem bezradny. Nic nie mogłem zrobić.<br />

Słońce okrążało nas powoli, jakby chciało<br />

wyjść nam naprzeciw, jakby chciało zatrzymać nas<br />

w pół drogi do tego innego świata i do tego innego<br />

dziadka. Ten, który dotychczas był zawsze<br />

dziadkiem Antonim, siedział obok. Patrzył przed<br />

siebie i milczał. A może patrzył za siebie i dlatego<br />

milczał. Jechaliśmy już z pięć godzin, a on ani razu<br />

nie zapytał o nic.<br />

- Dziadku - zagadnąłem.<br />

- No i czego chce?<br />

- Może zatrzymamy się, zjemy, rozprostujemy<br />

kości.<br />

- No. Niech stanie.<br />

Wjechałem w piaszczystą, leśną drogę.<br />

Powietrze było suche od tego piasku i słońca.<br />

Wysiadł, przeliczył wzrokiem wszystkie drzewa,<br />

przeciągnął się i rzekł:<br />

- Marne te sośniaki, nie to co u nas. Pewnie<br />

i ludzie tu marne.<br />

Bez słów wyjąłem termos i kanapki,<br />

rozłożyłem na masce.<br />

- I powietrze takie, że gryzie w gardło. I jak tu<br />

żyć? - dodał.<br />

Chciał rozmawiać, więc szukałem w<br />

myślach pierwszego zdania, które powinno być<br />

takie jakby od niechcenia i takie, by znów go nie<br />

wystraszyć, jak wczorajszego wieczoru.<br />

- Cały świat jest podobny, a jednak inny - powiedziałem.<br />

41


Proza Proza<br />

- Tak, niby ziemia taka sama, niebo, słońce,<br />

drzewa, a jak się przyjrzeć, to inne.<br />

- Wszystko jest inne, nie ma dwóch takich<br />

samych ludzi - dziadku.<br />

- Tak.<br />

- Nawet jak są bracia to też są inni.<br />

- No.<br />

- Jak ty i Maksymilian.<br />

-Aon co o tym wie? Filozof się znalazł.<br />

- Nic nie wie, dlatego się dziwi, że przez te<br />

wszystkie lata nic nie wiedział. Nie wiedział, że<br />

Maksymilian żyje.<br />

- Jaki Maksymilian? On już nie nasz<br />

Maksymilian, on Max. Widział telegram? Napisane<br />

było Max Rap. A my jak się piszem, a? Rapa. No.<br />

On już nie nasz.<br />

-Ajednak krew nasza.<br />

- Nasza i nie nasza. Jak się żyje pośród<br />

innych drzew, jak się oddycha innym powietrzem to<br />

i krew insza się robi. Ot co.<br />

- A twoja, dziadku, jaka jest? Zawsze ta<br />

sama?<br />

- Moja? Zawsze ta sama, tutejsza, jak i twoja<br />

- powiedział i ruszył w głąb lasu.<br />

Znowu ucieka, pomyślałem. To nic, mamy<br />

czas. Milczał do granicy. Udawał, że śpi.<br />

- To już Niemcy, a? Tak samo - powiedział<br />

i znów przymknął powieki. I co miało znaczyć to<br />

niedokończone „tak samo”?<br />

Zawieźli nas na stację. Z daleka widziałem<br />

kłęby czarnego dymu buchające z lokomotywy,<br />

słyszałem szum i szczekanie psów. Jechałem jak<br />

ciele na rzeź i tylko dwie myśli kołatały mi się po<br />

głowie: dlaczego dałem się złapać i jak uciec.<br />

Zapakowali nas do wagonu. Wszyscy młodzi i zdrowi<br />

mężczyźni, a skoro młodzi to znaczy, że nie na<br />

rzeź, że byliśmy im potrzebni żywi, nie martwi.<br />

Pociąg ruszył. Jechaliśmy długo. Staliśmy na<br />

stacjach, doczepiano nowe wagony. Trwało to całe<br />

wieki. Najdłuższa podróż w życiu, bo w nieznane.<br />

Gdybyśmy byli we dwóch, na pewno dalibyśmy<br />

radę. Ale byłem sam, pierwszy raz w życiu, byłem<br />

sam.<br />

Po czterech dniach pociąg zatrzymał się,<br />

otworzono wagony, kazali wysiadać. Spojrzałem<br />

wokół: połacie brudnej ziemi, hałdy węglowego<br />

miału, budynki z czerwonej cegły i wysoka wieża z<br />

dwoma wielkimi kołami. Wtedy nie wiedziałem, że<br />

jest to kopalnia. Widziałem to po raz pierwszy w<br />

życiu, bo co mogłem widzieć na tej swojej wsi.<br />

Przez dużą, żelazną bramę poprowadzono nas do<br />

najwyższego budynku. Tam czekał już starszy, siwy<br />

pan w schludnym garniturze. Przemówił po<br />

niemiecku, a stojący obok przetłumaczył na polski,<br />

że jesteśmy w Zagłębiu Ruhry, w kopalni, i że jeśli<br />

będziemy dobrze pracować, nic złego nas nie<br />

spotka. Potem zaprowadzili nas na stołówkę,<br />

nakarmili grochówką i do łaźni. Zasnąłem z pełnym<br />

brzuchem i śniły mi się nasze pola i nasze strzeliste<br />

sosny.<br />

42<br />

Wjechałem na szeroką, gładką autostradę<br />

i przycisnąłem gaz do dechy. Przede mną było tylko<br />

gwiaździste niebo i tajemnica wojny, do której było<br />

coraz bliżej. Kilometry na liczniku przesuwały się tak<br />

szybko jak nasze myśli, moje i dziadka, który ciągle<br />

udawał, że śpi. Tylko z tych zmieniających się<br />

cyferek i z tych myśli biegnących jak płoche sarny,<br />

nic nie wynikało oprócz upływu czasu. Czasu,<br />

którego ja miałem jeszcze dużo przed sobą, ale mój<br />

czas, teraz był zależny od czasu mojego dziadka, a<br />

ten już się kończył. Miałem pewność, że jemu<br />

bardziej niż mnie zależy na przekazaniu tej swojej<br />

tajemnicy. Wiedziałem, że łatwiej odchodzi się, gdy<br />

człowiek jest pogodzony ze światem, z ludźmi i dlatego<br />

gdy przyszedł ten telegram, mimo swoich lat,<br />

nie zastanawiał się ani chwili. Od razu po<br />

przeczytaniu powiedział: „niech szykuje auto, jutro o<br />

świcie jedziemy”. Musiał wynagrodzić<br />

Maksymilianowi, że przez wszystkie te lata nigdy nic<br />

o nim nie powiedział, że nie chciał go znać, miał<br />

nadzieję, że on mu wybaczył przed wiecznym<br />

spoczynkiem. Musiał tam być i rzucić ziemię na jego<br />

trumnę. Tę ziemię. Też jego ziemię, którą<br />

wieczorem skrzętnie wsypał do woreczka. Dlatego<br />

nie nękałem go swoimi pytaniami. Sam w sobie miał<br />

wiele pytań, na które teraz, gdy mknęliśmy gładką<br />

niemiecką autostradą, starał się odpowiedzieć.<br />

Udawał że śpi, a on jeszcze raz, kartka po kartce,<br />

przeglądał całe swoje i jego życie, by znaleźć<br />

odpowiedź - dlaczego? A może to „dlaczego” nie<br />

jest takie ważne, może liczy się tylko pamięć. Może<br />

czytał tę księgę życia, by nie zgubić w pamięci<br />

żadnego fragmentu, żadnego słowa. Miał mało<br />

czasu, więc nie nękałem jego myśli niepotrzebnymi<br />

pytaniami. Ja miałem czas. Wiedziałem, że ten czas<br />

niedługo nadejdzie. Jeszcze zdążę wysłuchać<br />

wszystkich jego opowieści. Już nie wysłucham<br />

opowieści Maxa.<br />

Zostałem sam, pierwszy raz w życiu<br />

zostałem sam. Myślałem o nim, co go czeka? Całą<br />

drogę myślałem czy jeszcze go zobaczę.<br />

Zameldowałem „Wichrowi” o całej akcji i poprosiłem<br />

o przepustkę do domu. Zgodził się. Przed<br />

zmierzchem dotarłem do domu. Ojciec siedział<br />

przed chatą i strugał kozikiem nowe zęby do grabi.<br />

Zobaczył mnie z daleka. Patrzył na mnie i trzymał<br />

ten nóż nieruchomo.<br />

- Ojciec, Niemcy złapali brata! - wykrzyczałem.<br />

Wstał, odłożył nóż, strzepnął wióry.<br />

- Napoję krowę - odrzekł jakby nic się nie<br />

stało.<br />

- Pomogę ci.<br />

- Nie trzeba. Idź do izby, zjedz. Nie mów<br />

matce.<br />

Szedł powoli w stronę obory. Może płakał,<br />

może się modlił?


Poezja Poezja<br />

Jednostajny warkot silnika na wysokich<br />

obrotach i ta cisza nocy, sprawiały, że narastało we<br />

mnie znużenie. Zatrzymałem się na dużym<br />

oświetlonym parkingu. Dziadek otworzył oczy, też<br />

zatrzymał swoje myśli.<br />

- Muszę się zdrzemnąć, dziadku, nie dam<br />

rady.<br />

- Jak musi to musi, byle zdążył na czas.<br />

„Znów ten czas” - pomyślałem. Dlaczego<br />

czas jest najważniejszy. Zmęczenie nie pozwalało<br />

na rozwijanie dalszych teorii na temat czasu.<br />

Zasnąłem.<br />

Zbudzili nas przed świtem. Znów ustawili w<br />

szeregu. Ten co znał język powiedział, że zaraz<br />

zjedziemy na dół, fedrować, to znaczy kopać węgiel<br />

i że praca jest niebezpieczna, że trzeba uważać.<br />

Mówił długo, ale słowami nie da się wszystkiego<br />

powiedzieć. Dostaliśmy kaski na głowę i podzielono<br />

nas na brygady. Zaprowadzili nas pod tę wieżę. Ze<br />

zgrzytem otworzyła się stalowa krata, oddzielająca<br />

ziemię od piekła. Bo to było piekło. Ciemno,<br />

duszno, ciasno. Po chwili człowiek cały był zlany<br />

potem, nawet gdyby nic nie robił, też by się spocił. A<br />

jak już wyjechaliśmy na powierzchnię i zobaczyłem<br />

światło słoneczne, to się ucieszyłem. Wszyscy<br />

wyglądali jak diabły, czarne i umorusane diabły.<br />

Tylko oczy świeciły się białkami. Żyliśmy i to była<br />

jedyna zaleta tego piekła. Nie miało większego<br />

znaczenia, w którym piekle żyłem, w tym tu, czy w<br />

tamtym.<br />

- Niech się budzi, świta. A ptaki gaworzą jak<br />

u nas - powiedział trochę do mnie trochę do siebie -<br />

trza nam ruszać.<br />

- Już dziadku, zaraz ruszamy.<br />

Podniosłem maskę, sprawdziłem olej,<br />

nacisnąłem pasek klinowy. Ugiął się lekko pod<br />

palcem. - Wszystko dobrze - powiedziałem sam do<br />

siebie z taką dziwną pewnością, że coś jednak<br />

zależy ode mnie, że mogę mieć jakiś wpływ na to,<br />

co dzieje się obok mnie. Spojrzałem na mapę.<br />

- Za cztery godziny będziemy na miejscu -<br />

powiedziałem, zaciągając się mocno pierwszym,<br />

porannym papierosem. Powoli, z uniesioną głową,<br />

wypuszczałem dym cienką strużką, a on stał i przyglądał<br />

się, jak by zobaczył coś nowego, ciekawego,<br />

czego jeszcze nie widział, albo co widział dawno<br />

temu i w tej chwili wróciło jakimś wspomnieniem.<br />

Paliłem, a on patrzył, a jakby nie widział.<br />

Przed świtem zbudził nas alarm. Ustawieni<br />

w szeregu w pełnym rynsztunku, czekaliśmy aż<br />

„Wicher” spali papierosa.Aon stał z lekko uniesioną<br />

głową, zaciągał się głęboko i powoli wypuszczał<br />

dym.<br />

- Chłopcy, ruszamy na akcję bojową.<br />

Odbijemy więźniów. Pełna mobilizacja i dyscyplina.<br />

Wszystko jest zaplanowane. Po drodze dowódcy<br />

drużyn przekażą wam moje rozkazy. Z Bogiem.<br />

Wtedy po raz pierwszy dostałem broń.<br />

Bardzo jej potrzebowałem. Chciałem zabić kilku<br />

Niemców za mojego brata. Bardzo chciałem. Nigdy<br />

wcześniej tak bardzo nie chciałem.<br />

Zjechaliśmy z autostrady zgodnie z mapą.<br />

Na drogowskazie napisana była nazwa tego miasta<br />

i liczba 15 km.<br />

- Już blisko - powiedział dziadek i dodał -<br />

świat wcale nie jest taki duży.<br />

Zaczynały się pojedyncze, małe domki<br />

otoczone ogródkami, w których rosły świerki.<br />

- Skręć w lewo.<br />

- Dlaczego?<br />

- Skręć, powiedziałem.<br />

Zgodnie z nakazem skręciłem w wąską,<br />

dziurawą uliczkę. Jechałem tak ze dwa kilometry.<br />

Przed nami majaczyła wysoka stalowa wieża z<br />

wielkim, czerwonym od rdzy kołem. Zatrzymałem<br />

się przed bramą zamkniętą na dużą kłódkę.<br />

Dziadek wysiadł. Podszedł do tej bramy i stał tam<br />

długo, jakby modlił się, albo płakał. Nie<br />

znajdowałem żadnej odpowiedzi na nurtujące mnie<br />

pytania. Skąd wiedział, że w lewo? Był już tu?<br />

Wtedy, nad ranem, zabiłem dwóch<br />

Niemców, a potem jeszcze kilku. Chciałem zabijać.<br />

Nawet jak się skończyła wojna i wkroczyli Sowieci<br />

i jak „Wicher” powiedział, że kto chce, może wracać<br />

do domu, ale nie musi, bo nasza wojna jeszcze się<br />

nie skończyła, bo mamy nowego wroga,<br />

czerwonego, to chciałem zabijać. Tylko, że ojciec<br />

zaniemógł, a żniwa trzeba było robić. Sam byłem. A<br />

on miał mnie tylko jednego. Zaraz potem<br />

przyjechało dwóch Ruskich i jeden Polak w ruskim<br />

mundurze. Popatrzyli na pszenicę, w dłoniach<br />

roztarli kłosy, spróbowali ziaren. - Charaszo -<br />

powiedzieli. Wyciągnęli z obory krowę i tylko<br />

pepeszę przystawili mi do pleców. A ten Polak w<br />

ruskim mundurze powiedział, że władzy ludowej<br />

potrzebna jest nasza pszenica na chleb dla<br />

wyzwoleńczej armii i nasza krowa, i że jeszcze<br />

wrócą. I wracali. Za każdym razem brali co chcieli,<br />

jak swoje i mówili o tej wolnej, ludowej ojczyźnie, a<br />

ja nic nie mogłem zrobić. Za każdym razem<br />

przystawiali mi pepeszę do pleców, tłumacząc jaka<br />

to teraz równość zapanowała w naszej wolnej i<br />

ludowej ojczyźnie. Brat wrócił po żniwach. Żył.<br />

Znów było nas dwóch. Siedzieliśmy po nocach przy<br />

łóżku umierającego ojca. Brat opowiadał swoje<br />

dzieje. Pewnej nocy ojcu się polepszyło, oparł się o<br />

wezgłowie łóżka i powiedział: „Nie ma już naszej<br />

Polski, niepotrzebnie wróciłeś. Komuniści nie<br />

dadzą wam żyć. Byłeś w świecie, trzeba było<br />

szukać swojego miejsca”.<br />

- Jakże to tak, ojciec?Aojcowizna?<br />

- Gówno, nie ojcowizna - odrzekłem - tyle już<br />

zabrali, a zabiorą wszystko.<br />

43


Poezja Poezja<br />

Dziadek płakał. Wcale się nie modlił. Płakał.<br />

Wrócił ze szklanymi oczami, wsiadł bez słowa.<br />

Zawróciłem. Wjechałem na rynek. Po prawej stał<br />

kościół z piaskowca, naprzeciwko - ratusz, a wkoło -<br />

kamienice, porządne kamienice. Weszliśmy do<br />

urzędu. Dziadek szedł pierwszy, jakby wiedział<br />

gdzie ma iść, do którego pokoju. Na piętrze skręcił<br />

w prawo, otworzył pierwsze drzwi.<br />

- Guten Morgen - powiedział po niemiecku.<br />

„Skąd znał ten język?” - przeleciało mi przez<br />

głowę, a on dalej mówił, że nazywa się tak i tak i jest<br />

bratem Maxa Rapa. Urzędniczka wskazała krzesło.<br />

Usiedliśmy. Mówiła długo. Dziadek słuchał.<br />

- Moment - przerwał jej, a do mnie - ma<br />

papierosy?<br />

- Tak.<br />

- To niech da.<br />

Wyszliśmy na zewnątrz. Na skwerku stała<br />

fontanna, w której, z dwóch kamiennych ryb<br />

wylewała się cienkimi strumieniami woda.<br />

Zaciągnął się dymem. Milczał. Był tylko ten szum<br />

przelewającej się wody. Też zapaliłem.<br />

Siedzieliśmy na tej fontannie, jak dwie kamienne<br />

postacie, bez słów, bez ruchu i tylko przelewały się<br />

w nas te myśli. Teraz on potrzebował czasu na te<br />

wszystkie niemieckie słowa usłyszane przed<br />

chwilą, na całą tę swoją, nie swoją historię, którą<br />

teraz poznał.<br />

Ojciec umarł tamtej nocy. Po pogrzebie<br />

piliśmy samogon, milcząc. Nad ranem spakowałem<br />

trochę jedzenia, ciepłe ubranie. Obudziłem brata.<br />

- Daj mi swoją kenkartę. Idę.<br />

- Gdzie ty idziesz,Antek, dokąd?<br />

- Idę tam, skąd ty wróciłeś. To nie jest już ani<br />

moja Polska, ani moja ojcowizna. Ty tu zostań, jak<br />

chcesz, jako ja, a ja wrócę jako ty.<br />

Szedłem tak długo, że nawet nie wiem jak<br />

długo. Przez całą drogę powtarzałem te wszystkie<br />

opowieści brata, by zapamiętać każdy szczegół.<br />

Gdy zasypiałem, znużony na łące pełnej zapachów<br />

lub w opuszczonych zabudowaniach, ciągle<br />

widziałem to nasze pole zakończone ścianą<br />

ciemnego lasu, który łączył się z niebem. Budziłem<br />

się i patrzyłem na wschodzące słońce, a potem<br />

odwracałem się i szedłem drogą wyznaczoną przez<br />

jego promienie - na zachód, ciągle na zachód.<br />

Mijałem wielu takich samych jak ja. Wszyscy oni szli<br />

w sobie tylko znanym celu. Nikt z nich nie mówił po<br />

co i dlaczego idą. Szli z zachodu na południe, z<br />

zachodu na wschód, z zachodu na północ. Ja jeden<br />

szedłem w przeciwnym kierunku. Tylko ja<br />

wędrowałem na zachód. Wsiadałem do towarowych<br />

wagonów stojących na stacjach, jeśli ich<br />

lokomotywy stały przodem skierowane na zachód.<br />

Jechałem tak długo, jak długo widziałem przed<br />

sobą zachodzące słońce. Czasem zatrzymywały<br />

się ciężarówki, prowadzone przez czerwonoarmistów.<br />

44<br />

- Kuda idiosz? - pytali.<br />

- Na zapad - odpowiadałem.<br />

- Ot, durak, na zapad. A paczemu na zapad?<br />

Wajna akończyłas', nada wazwreaszczat' damoj.<br />

- Da, nada - odpowiadałem, a oni i tak nie<br />

rozumieli, dlaczego ja idę na zachód, skoro wojna<br />

się skończyła. Ja sam tego nie rozumiałem. Nie<br />

chciałem nawet rozumieć. Szedłem.<br />

Pewnego ranka obudził mnie czyjś świdrujący<br />

wzrok. Czułem na sobie te oczy.<br />

Odwróciłem głowę. W odległości kilku metrów<br />

siedział on i przyglądał się na mnie z ciekawością, z<br />

litością, a może z nadzieją. Patrzyliśmy tak na siebie<br />

bez słów, bez ruchu. Obaj mieliśmy już dość tej<br />

samotnej wędrówki. Obaj szukaliśmy swojego<br />

miejsca na ziemi. Tylko, czy obaj szukaliśmy tego<br />

samego miejsca? Czy on był moim wrogiem, czy<br />

przyjacielem, czy był Polakiem, czy Niemcem. Nie<br />

mogłem go o to zapytać. Po prostu wstałem,<br />

zabrałem swój tobołek i ruszyłem na zachód. On<br />

też. Ciągle w bezpiecznej odległości szedł na<br />

zachód. Widocznie wracał do domu. Wojna się<br />

skończyła, trzeba wracać do domu. Wracaliśmy<br />

razem do jakiegoś wymyślonego w naszych<br />

wyobraźniach domu. On, owczarek niemiecki ze<br />

swoją, sobie tylko znaną historią i ja polski chłopak,<br />

z nowym imieniem i nowym życiem. Gdy budziłem<br />

się rano, on już czekał i patrzył. Gdy podnosiłem<br />

swój tobołek, strzygł uszami i wstawał, gotowy do<br />

drogi. Szedł za mną w bezpiecznej odległości. Obaj<br />

milczeliśmy.<br />

Któregoś dnia, po przebudzeniu, ujrzałem<br />

zakrwawionego zająca. Rozpaliłem ogień,<br />

rozprawiłem szaraka, zdjąłem skórę. Siedzieliśmy<br />

po dwóch stronach ogniska wpatrzeni w ciepły żar.<br />

Zjedliśmy i ruszyliśmy na zachód. Teraz on szedł<br />

równo ze mną, przy nodze. Mijały dni, zmieniały się<br />

krajobrazy, a my szliśmy. Razem.<br />

Pewnego dnia dotarliśmy do miasteczka. Na<br />

drogowskazie z jego niemiecką nazwą ktoś umieścił<br />

odręcznie namalowaną tablicę z napisem<br />

„Maczkowo”. To tu - pomyślałem - skończyła się<br />

moja wędrówka.<br />

- To było tak - zaczął powoli, wyciągając rękę<br />

po drugiego papierosa - to ja tu byłem w czasie<br />

wojny. Pracowałem w tej kopalni, którą widziałeś. To<br />

ja jestem Maksymilian, a Maksymilian co umarł, jest<br />

Antoni. Bo, gdy wróciłem do Polski, umarł ojciec,<br />

twój pradziadek. Antoni, brat mój, nie chciał takiej<br />

Polski i takiej ojcowizny, co ją Sowieci ograbili, i poszedł<br />

w świat. Poszedł w świat jako ja, Maksymilian,<br />

z moją kenkartą i z moją historią, a ja zostałem jako<br />

on - Antoni. Zostałem z jego historią, za którą<br />

zapłaciłem.<br />

Patrzył przed siebie, a może w głąb siebie<br />

i mówił, powoli, spokojnie, oddzielając każde wypo-


Proza Proza<br />

wiedziane słowo, jak ksiądz na kazaniu. Nawet nie<br />

pytał, czy rozumiem. Nie chciałem rozumieć,<br />

chciałem słuchać. Miałem czas na zrozumienie.<br />

- Jak przyjechali Sowieci i nie mieli już co<br />

zabrać, to przystawili mi pepeszę i zabrali mnie,<br />

jako wroga ludowej ojczyzny. Tylko nie wiedzieli, że<br />

ja to on. Katowali mnie każdej nocy. Ile ja wypiłem<br />

wiader wody, którą wlewali mi przez lejek w trakcie<br />

przesłuchań? Ile ciosów w nerki, ile wyrwanych<br />

paznokci, ile godzin przestanych w lodowatej<br />

wodzie w piwnicznej, ciasnej celi z kapiącą na<br />

głowę wodą, która drążyła dziurę w czaszce.<br />

Nikogo nie wydałem, bo kogo miałem wydać,<br />

nikogo nie znałem. Ja, to nie byłem ja. Dostałem<br />

wyrok śmierci, za zdradę ojczyzny. Po trzech latach<br />

wyszedłem, bo była odwilż i amnestia. Wyszedłem<br />

biały jak gołąbek, wyszedłem jako nie ja ani nie on.<br />

W pięćdziesiątym szóstym przyszedł list z<br />

zagranicy. Maksymilian, a właściwie Antoni pisał,<br />

że żyje, że dobrze tu i żebym przyjechał. Tylko jak<br />

miałem przyjechać, ja, zdrajca ludowej ojczyzny.<br />

Nic nie odpisałem. Potem przyszły jeszcze ze trzy<br />

listy.Aż ten telegram.<br />

Jakbym znał to miasteczko. Wiedziałem, że<br />

gdy pójdę prosto, trafię na rynek, gdzie naprzeciw<br />

kościoła z piaskowca mieści się ratusz. Tam jest<br />

komendantura obozu przejściowego dla<br />

zdemobilizowanych żołnierzy i innych Polaków,<br />

tych z oflagów i tych z robót przymusowych. Mój<br />

pies też jakby znał to miasteczko. Skręcił nagle w<br />

boczną uliczkę i pobiegł do domu po prawej.<br />

Poszedłem za nim. Drzwi były otwarte na oścież, a<br />

on siedział przed drzwiami jak sfinks. Siedział i<br />

patrzył bez ruchu jak staruszek w niedzielne<br />

popołudnie. Klepnąłem dłonią w udo - żadnej<br />

reakcji - zagwizdałem - nic. Siedział nieporuszony.<br />

Znalazł swój dom - pomyślałem i ruszyłem w stronę<br />

rynku. Znów byłem sam. W ratuszu pokazałem<br />

swoją kenkartę, a że było późno, nikt nie chciał się<br />

mną zająć. Nakazali znaleźć sobie kwaterę i zgłosić<br />

się rano. Wyszedłem na skwer, usiadłem na murze<br />

kamiennej fontanny. Zachodzące słońce odbijało<br />

się na czerwono w witrażach kościoła. Pomyślałem<br />

o Bogu. Czy w tym kościele był obecny ten sam<br />

Bóg, co w naszym małym, drewnianym, wiejskim<br />

kościółku? Czy ludzie, którzy tu przychodzili,<br />

słyszeli te same nauki i słowa? I czy w ogóle jeszcze<br />

jest? Czy mógł znieść cały ten ciężar ludzkich<br />

grzechów, jakie przetoczyły się przez tę ziemię?<br />

Pewnie mógł, skoro wytrzymali to ludzie.<br />

Siedziałem tak wpatrzony w kolorowe szkiełka,<br />

szukając swojego Boga. Z ratusza wybiegł oficer,<br />

szedł sprężystym krokiem. Przystanął obok,<br />

spojrzał na mnie, wiedziony moim wzrokiem<br />

spojrzał na wieżę kościoła. Stał tak przez chwilę,<br />

nieruchomo jak ja. Wyciągnął srebrną papierośnicę<br />

w moją stronę, sięgnąłem po papierosa.<br />

Zaciągnąłem się głęboko dymem, tak głęboko, jak<br />

tymi myślami o Bogu. „A jednak istnieją normalni<br />

ludzie, to znaczy, że Bóg także istnieje” -<br />

pomyślałem.<br />

Mijał czas. Ja, Max Rap i mój pies Hund<br />

żyliśmy razem jak bracia. Ja trochę jak pies, on<br />

trochę jak człowiek. Każdego ranka odprowadzał<br />

mnie, milcząc, pod bramę kopalni, a po szychcie,<br />

gdy wyjeżdżałem na powierzchnię, siedział przed<br />

bramą w spokojnym oczekiwaniu. Był smutny i powściągliwy<br />

w wyrażaniu uczuć, tak jak ja. Obaj<br />

przemilczeliśmy całe życie.<br />

Wyciągnąłem papierosy. Znów zapaliliśmy,<br />

głęboko, wciągając dym jak byśmy chcieli, by ten<br />

dym załagodził to wszystko, co się w nas teraz<br />

działo.<br />

- Powiedziała, że Max nie ma rodziny, że nic<br />

nie ma. Parę pamiątek i zdjęcia, jakieś papiery.<br />

Powiedziała, że pogrzeb będzie na koszt<br />

miasta i dlatego grób jego będzie tylko przez<br />

dwadzieścia pięć lat, a potem w tym miejscu<br />

pochowają następnego.<br />

Przerwał. Papieros parzył już go w dłonie, a<br />

mimo to przyłożył go do ust i pociągnął. Milczałem.<br />

Wszystko, co mógłbym teraz powiedzieć, nie miało<br />

żadnego znaczenia.<br />

- Zabierzem go do nas. Niech leży na swojej<br />

ziemi, pod wierzbą.<br />

- Tak zrobimy, dziadku.<br />

Teraz spojrzał na mnie inaczej. Teraz nie<br />

byłem dla niego jakimś bezosobowym wnukiem.<br />

Byłem krwią z krwi. Swoim.<br />

- Dobrze mówisz, Karolku, zrobim to. Dla<br />

niego i dla mnie.<br />

Ryby w fontannie przelewały wodę z<br />

delikatnym szmerem, jakby nigdy nic. W nas,<br />

kamiennych postaciach z innego świata, też powoli<br />

cichł szmer. Słońce, wiszące nad wieżą kościoła,<br />

świeciło coraz mocniej, woda szemrała swoje<br />

opowieści, drzewa szumiały jak wypowiedziane<br />

dawno słowa. Wszystko było takie proste,<br />

zwyczajne, jakby nic się nie zdarzyło.<br />

Z ratusza wyszła urzędniczka, rozejrzała się<br />

wokół, zobaczywszy nas przy fontannie, ruszyła w<br />

naszą stronę.<br />

- Herr Rap - zagadnęła - czy chciałby pan<br />

zobaczyć ciało?<br />

Stanęliśmy przed nią na baczność.<br />

- Może chciałby pan zabrać rzeczy brata?<br />

Weszliśmy do małego, skromnie urządzonego<br />

mieszkania. Na półkach kilka książek,<br />

albumy ze zdjęciami, zeszyty zapisane drobnymi<br />

literkami.<br />

45


Proza Proza<br />

- To wszystko, co miał - powiedziała urzędniczka.<br />

- Żył skromnie. Możecie się tu zatrzymać<br />

na noc. Mieszkanie jest komunalne. Czy potrzebuje<br />

pan jeszcze czegoś?<br />

- Danke. Dziękuję, bardzo dziękuję - dziadek<br />

uścisnął jej dłoń.<br />

Zostaliśmy sami. Patrzyliśmy na ściany<br />

i czuliśmy, jakby było nas trzech w pokoju.<br />

Nazajutrz ruszyliśmy w drogę powrotną. Wszyscy<br />

trzej. Tyle, że on przed nami - w furgonie do<br />

specjalnych przewozów.<br />

„HUNDE” - duże, czarne litery odciągnęły<br />

wzrok dziadka od czarnego samochodu jadącego<br />

przed nami. Milczał od dwóch godzin, wpatrzony w<br />

ten samochód. Teraz otworzył pierwsze pudełko ze<br />

zdjęciami. Przeglądał je powoli, wnikliwie.<br />

Zerkałem co chwilę na kolejne, przekładane przez<br />

niego zdjęcia. Była zieleń trawy i pies, błękit nieba i<br />

pies, biel śniegu i pies. Nic poza tym. Tło i pies, więc<br />

na co przyglądał się z takim namaszczeniem?<br />

Zdawało mi się, że do tych obrazków układał opisy i<br />

dialogi, jakby chciał odtworzyć historię jego życia.<br />

Góry i pies, jezioro, rzeka, morze i pies. Nic tylko<br />

pies. Musiał być ważny, jak dziecko. Tak fotografuje<br />

się dzieci. Najpierw malutkie, rozebrane do naga<br />

przed kąpielą, potem ze smoczkiem w buzi albo<br />

przy piersi. Pierwsze kroki z rozłożonymi rękami.<br />

Pierwsze zabawki. Pierwsze urodziny. Pierwsza<br />

klasa i Pierwsza Komunia. Matura, studia, ślub. A<br />

potem znów ten sam rytuał z nowym dzieckiem. I<br />

wszystko tak szybko przemija, gdy to co „pierwsze”<br />

się kończy. Zostaje tylko wspomnienie, pamięć i te<br />

okruchy prawdziwego życia utrwalone przez<br />

obiektyw aparatu, gdy ktoś po latach spojrzy na nie i<br />

opisze raz jeszcze tamte zdarzenia. Tylko trzeba<br />

mieć kogoś, kto spojrzy. A on nie miał nikogo, aż do<br />

dzisiaj. Prowadził nas teraz do domu i opowiadał<br />

swoje dzieje tymi wszystkimi obrazkami, jakie po<br />

sobie zostawił.<br />

Każdego dnia spoglądałem na koło, na<br />

wieży wyciągowej szybu kopalni. To jego ruch<br />

odmierzał mój czas, jak wielki mechanizm<br />

niewidocznego zegara. A ta gruba, stalowa lina<br />

trzymała mnie mocno przy życiu. Byłem już<br />

dojrzałym mężczyzną, on musiał być bardzo stary.<br />

Wiedziałem, że wszystko kiedyś się kończy. Leżał<br />

na progu domu. Jego domu, który stał się moim<br />

domem. Zostałem sam. Nie miałem brata, rodziny,<br />

nie miałem nawet psa.<br />

Wyciągnął następne pudełko. Znów<br />

przyglądał się napisowi, jakby nie mógł go<br />

zrozumieć. Tytuł był prosty: „WĘDROWANIE”.<br />

Znów z leniwą powolnością wyciągał kolejne obraz-<br />

46<br />

ki, długo wpatrując się w nie. Zerkałem co chwila na<br />

ten przesuwający się kadr po kadrze. Nagie, ostre<br />

skały, w dole przepaść i flanelowa koszula w<br />

czerwoną kratę, ciężkie buty, stary plecak. Palące<br />

słońce pustyni, nagi tors mężczyzny ze śmiesznie<br />

zawiązaną w cztery rogi chustką na głowie. Sfinks i<br />

smutne oczy. Szklane wieżowce. Łódź wśród<br />

gęstwiny puszczy. Wielka połać zaoranego pola.<br />

Nic, tylko odwrócone skiby i błękit nieba.<br />

Pomarańcza słońca nurzająca się w jeziorze.<br />

Kamienna twarz maszkarona, smutna i tragiczna.<br />

Długi rząd, strzelistych topoli na zielonej łące.<br />

Czerwona budka telefoniczna, obok piętrowy<br />

autobus. Chiński mur. Olbrzymie ilości<br />

przelewającej się wody spadającej w dół, w białą<br />

kipiel. Wielki Kanion. Biała limuzyna. Wszystko<br />

takie odległe, nie nasze. Żadnej chaty krytej<br />

strzechą, żadnej wierzby. Dlaczego? Był niemal<br />

wszędzie, tylko nie u nas. Dlaczego? To pytanie<br />

musiał zadawać sobie również mój dziadek Antoni<br />

w czasie tej projekcji. Za oknem przesuwały się<br />

coraz to nowe krajobrazy...<br />

- Całe życie starałem się przeżyć cicho.<br />

Zgodnie z Bogiem i ludźmi. Nie miałem żadnych<br />

marzeń, planów. Moje dni wyznaczały wschody i zachody<br />

słońca, wiosenna orka, żniwa, wykopki<br />

i święta Bożego Narodzenia. Nie chciałem nic,<br />

oprócz tego, co miałem. Nie byłem nigdzie dalej, niż<br />

w pobliskim miasteczku. Żyłem pogodzony ze sobą<br />

i moją historią. Cichy. Patrzę na te stare fotografie<br />

i oglądam jego życie, jakbym widział siebie.<br />

Jechałem tak wpatrzony w nikłe, czerwone<br />

światełka volkswagena i przeszłość jadącego w nim<br />

martwego człowieka, którego tak naprawdę nie<br />

znałem. Może stało się to przez zmęczenie, może<br />

przez zapatrzenie w tę przeszłość przekładaną<br />

przez dziadka. Nagle usłyszałem pisk opon na<br />

mokrym asfalcie, głośny chrzęst blachy. Zobaczyłem<br />

gasnące, czerwone światła. Spojrzałem na<br />

dziadka. Siedział bez ruchu pochylony nad<br />

zdjęciem, na które cienką strużką spływała krew z<br />

jego rozbitej głowy. Całe wnętrze samochodu<br />

usłane było tymi zdjęciami.<br />

Stoję teraz, w czarnym garniturze, nad<br />

granitową płytą z wykutymi w skale imionami dwóch<br />

moich dziadków. Stara wierzba cicho szumi pod<br />

naporem wiatru, jakby raz jeszcze opowiadała mi<br />

historię ich życia. Prostego życia, prostych ludzi.<br />

Krzysztof Kulig


Historia Wspomnienia<br />

Andrzej David Misiura<br />

Narody mogą przetrwać<br />

Porucznik Aleksander Uchnast, jak każdy<br />

odpowiedzialny obywatel, w 1863 roku stawił się,<br />

aby bronić polskości. Smutny był to czas, albowiem<br />

powstanie styczniowe już od początku skazane<br />

było na niepowodzenie. Nikt nie zaprzeczy, że taki<br />

sam los spotyka prawie wszystkie zrywy<br />

wyzwoleńcze na całym świecie. Jedynym,<br />

wydawałoby się, pocieszeniem klęsk jest<br />

umacnianie ducha wolności i patriotyzmu. I nie ma<br />

w tym żadnego patosu, że dzięki determinacji ludzi<br />

takich jak porucznik Uchnast, narody mogą<br />

przetrwać najgorsze chwile.<br />

Historia lubi się powtarzać. Po niespełna<br />

osiemdziesięciu latach, wnuk Aleksandra,<br />

Zbigniew, ma szansę kontynuować dzieło swojego<br />

dziadka i korzysta z niej - także walczy o<br />

niepodległość ojczyzny. Na domiar tego m.in. z tym<br />

samym wrogiem.<br />

Zbigniew Bolesław Zdzisław Uchnast<br />

(27.02.1927-31.12.1979) urodził się w<br />

Krasnoglinach (obecnie powiat Ryki). Do 2<br />

listopada 1942 roku miejscem jego zamieszkania<br />

była leśniczówka Matcze (pow. Hrubieszów),<br />

później Tyszowce, aby po miesiącu, uciekając<br />

przed deportacją do Niemiec, trafić do Tuczap. Tam<br />

pracował u ojczyma, leśniczego Zygmunta<br />

Szczygła. Zagrożeni przez nacjonalistów<br />

ukraińskich, 30 października 1943 roku zamieszkali<br />

ponownie w Tyszowcach.<br />

Zamiłowanie do działalności literackiej<br />

odkrył w sobie w latach młodzieńczych. Już jako<br />

czternastolatek wydał pierwszy numer<br />

czterostronicowego czasopisma Promyk,<br />

a w<br />

kolejnych latach redagował pismo Strumyk.<br />

Jesienią 1943 roku, wstępując do Armii<br />

Krajowej przyjął pseudonim „Lew” i złożył przysięgę<br />

przed komendantem tamtejszego obwodu,<br />

Marianem Pilarskim (ps. „Grom” i „Jar”). Ze<br />

względu na ciągłe niebezpieczeństwo ze strony<br />

Ukraińców i Niemców, 19 maja 1944 roku ponownie<br />

zmienił, wraz z rodziną, miejsce zamieszkania, tym<br />

razem na leśniczówkę Bartoszów w powiecie<br />

krasnostawskim, a po przejściu frontu trafił<br />

(21.09.1944) do Zamościa. Tutaj rozpoczął naukę<br />

w Państwowym Gimnazjum i Liceum im. Hetmana<br />

Jana Zamojskiego w II klasie gimnazjum dla<br />

dorosłych, i natychmiast rozpoczął współpracę z<br />

Narodowymi Siłami Zbrojnymi, zajmując się<br />

kolportażem prasy. Równolegle związany z<br />

okręgiem AK, współpracował z inspektorem<br />

Marianem Pilarskim, pełniąc funkcję łącznika m.in.<br />

z klasztorem Bernardynów w Radecznicy, w którym<br />

mieścił się punkt informacyjny. Po kilku miesiącach,<br />

bo już w styczniu 1945 roku, został aresztowany.<br />

Zwolniony po tygodniu, do aresztu UB wrócił<br />

ponownie pod koniec marca i ponownie został<br />

wypuszczony przed pierwszym maja. Ciągle trwał<br />

w konspiracji i nie ujawniał się, podobnie jak jego<br />

siostra i ojczym. Trzecie aresztowanie nastąpiło 17<br />

grudnia 1945 roku. Tym razem trafił do zamojskiego<br />

więzienia. Osądzony 22 lutego 1946 roku przez<br />

Wojskowy Sąd Garnizonowy w Chełmie na sesji<br />

wyjazdowej w Zamościu, otrzymał wyrok 3 lat<br />

więzienia w zawieszeniu. Po wyroku przeniósł się z<br />

rodziną ponownie do Tyszowiec, gdzie od jesieni<br />

1947 roku do 1949 był w komitywie z dowódcą<br />

oddziału AK Janem Leonowiczem ps. „ Burta”,<br />

któremu często udostępniał swoje mieszkanie.<br />

Rok 1947 rozpoczyna okres współpracy z<br />

następującymi czasopismami: Sztandar Ludu,<br />

Kurier Lubelski, Gromada, Chłopska Droga,<br />

Zielony Sztandar, Mucha, Przekrój, Nowa Wieś i<br />

inne. Publikuje w nich fraszki, aforyzmy,<br />

opowiadania, felietony i lokalne wiadomości.<br />

Według UB, treść materiałów uzgadniał pod kątem<br />

społeczno-politycznym z Marianem Pilarskim.<br />

Prowadził także dla potrzeb podziemia inwigilację<br />

członków partii, UB i MO. Był niestrudzony i wydaje<br />

się, że swoimi pomysłami i odwagą pociągał coraz<br />

szersze otoczenie. I tak oto w 1950 roku stał się<br />

jednym z inicjatorów powstania konspiracyjnej<br />

organizacji pod nazwą Polska Armia Narodowa. W<br />

szeregach PAN posługiwał się pseudonimem<br />

„Sylwan”. Organizacja działała głównie na terenie<br />

powiatu zamojskiego. W aktach bezpieki<br />

znajdujemy ciekawy zapis, że PAN chce siłą<br />

doprowadzić do obalenia „ustroju demokratycznego”.<br />

W odpowiedzi UB niezwłocznie<br />

przystąpił do likwidacji tego ośrodka oporu, więc<br />

Uchnast od października 1950 roku zaczął się<br />

ukrywać. W podziemiu pozostał do 31 grudnia, do<br />

dnia w którym podczas potyczki z bezpieką<br />

otrzymał postrzał w głowę. Takim sposobem został<br />

ujęty. W efekcie, do końca życia pozostał kaleką,<br />

cierpiąc na niedowład prawej ręki i nogi.<br />

10 września 1952 roku zapadł surowy<br />

wyrok. Rejonowy Sąd Wojskowy w Lublinie<br />

wymierzył mu karę 15 lat pozbawienia wolności,<br />

który na wniosek prokuratora uchylił Sąd<br />

Najwyższy. W zamian 8 grudnia 1952 roku<br />

Zbigniew Uchnast skazany został na karę śmierci!<br />

Przez półtora roku czekał na egzekucję, aż Rada<br />

Państwa skorzystała z prawa łaski, zamieniając<br />

straszliwy wyrok na dożywocie. Karę odbywał w<br />

ciężkim więzieniu we Wronkach. Korzystając z<br />

powszechnej amnestii, odzyskał wolność 26<br />

września 1956 roku i zamieszkał w Krasnymstawie.<br />

Rok później zawarł związek małżeński z Wiktorią<br />

Morylowską, z którego przyszli na świat - córka<br />

Magdalena (1960) i syn Robert (1964).<br />

47


Historia Pamiętnik<br />

Zmarł 31 grudnia 1979 roku. Do końca życia<br />

tworzył oraz był korespondentem prasowym i<br />

fotoreporterem.<br />

Być może Zbigniew Uchnast zdawał sobie<br />

sprawę, że zawsze był permanentnie inwigilowany.<br />

Wśród dokumentów zgromadzonych w Instytucie<br />

Pamięci Narodowej, jego akta zajmują wiele tomów<br />

i zawierają interesujące wątki warte szczegółowego<br />

opracowania. Może kiedyś…?<br />

Tymczasem ukazały się dwie książki, z<br />

których jedna jest zbiorem twórczości Zbigniewa<br />

Uchnasta „Gorycz życia” w wyborze i opracowaniu<br />

Stanisława Koszewskiego z Chełma, a druga - „O<br />

godne życie” zawiera wspomnienia jego siostry<br />

Haliny Leśnej. Dzisiaj natomiast zapraszamy do<br />

lektury sensacyjnego pamiętnika z celi śmierci,<br />

który publikujemy na sąsiednich stronach.<br />

Zbigniew Uchnast<br />

Wyrok<br />

śmierci i muza<br />

48<br />

Andrzej David Misiura<br />

Nad sędziowskim stołem wisiały dwa<br />

portrety, a pośrodku wizerunek ptaka z rozpiętymi<br />

skrzydłami. Ptak wydawał się znajomy.<br />

- W imieniu Rzeczypospolitej Polskiej... -<br />

brzmiały początkowe słowa wyroku, ostatnim<br />

dwóm wyrazom towarzyszyło donośne zgrzytnięcie<br />

zębów. Pochodziło z bezsilnej wściekłości.<br />

Usłyszałem je jak gdyby przez megafon i jakby<br />

wyrwało się nie spomiędzy moich zębów. Nie<br />

przypuszczałem, aby mogło zabrzmieć tak głośno, i<br />

zawstydziłem się. Zgrzytnięcie nie było uprzednio<br />

pomyślane i gdybym wiedział, że tak się mogę<br />

zachować, niewątpliwie opanowałbym się. Jednak<br />

zanim przebrzmiało, zdążyłem włączyć się w<br />

niesolidarnie własną wolę, mając wrażenie, iż tym<br />

zgrzytnięciem ścieram na proch zespół sędziowski.<br />

W ślad za tym znów tylko usłyszałem, niepotrzebne<br />

zresztą słowa:<br />

- Ale przecież ja na to nie zasłużyłem! - Tu<br />

zaangażowane były tylko moje uszy.<br />

Rozpięty na ścianie ptak nie posiwiał, a<br />

ponadto protokolant sprofanował tę chwilę strzepnięciem<br />

z munduru jakiegoś pyłku.<br />

Kilka minut milczącej głupiej dumy, bo to<br />

byle kutas takiego wyroku nie dostaje. Wystarczyło<br />

jednak uchwycenie czyjegoś, uparcie wymykającego<br />

się spojrzenia, aby się przekonać, iż oni<br />

wszyscy traktują to zupełnie serio. Wtenczas po raz<br />

pierwszy pojawiło się gniotące przygnębienie<br />

towarzyszącekażdejsytuacjibezwyjścia.Jeszcze nie<br />

dowierzałem i dziwiłem się, stojąc jakby obok siebie<br />

drugiego, tego skazanego. A więc to ten marny<br />

człowiek stojący pośrodku olbrzymiej sali, w<br />

zniszczonej kurtce pożyczonej od kumpla? Ten<br />

sam, co urodził się w Przeworsku, nosi głupie imię<br />

i pospolite nazwisko, które nie powinno uchodzić za<br />

prawdziwe - Atanazy Kowalski? Ten, co w<br />

dzieciństwie zamiast jabłuszko mówił ambunio? A<br />

będąc w piątej klasie, przehandlował nowiutki<br />

piórnik za marmoladki? Czy to wreszcie ten, co w tej<br />

chwili pragnąłby, mimo wszystko, najpierw pójść się<br />

odlać, a dopiero później odstawić skazanego na<br />

karę śmierci?<br />

Siostra podawała mi kawę. W takim<br />

wypadku konwojent ma prawo sam najpierw<br />

sprawdzić czy naczynie nie zawiera alkoholu.<br />

Milicjant pociągnął z butelki raz i drugi.<br />

- Kawa - powiedział i oddał butelkę.<br />

Skosztowałem i spojrzałem na milicjanta. W butelce<br />

było wino. Za ów czyn pragnąłem mu się czymś<br />

odwdzięczyć, więc powiedziałem: - Skurwysyny!<br />

No nic. Ja dziś, oni jutro.<br />

Zachłannie chowałem po wszystkich<br />

kieszeniach dwieście papierosów, ale kanapek nie<br />

chciałem przyjąć, twierdząc że nie jestem głodny.<br />

Ulegając jednakże prośbom, wziąłem żywność z<br />

miską. Chciałem oddać ją pierwszemu napotkanemu<br />

więźniowi.<br />

Przed odejściem zdążyłem się szczerze<br />

zdumieć i rozczulić nad sobą, gdy po ugryzieniu<br />

pomidora poparzyłem sobie usta i dziąsła, jakbym<br />

łyknął spirytusu. Na wargach, pod oderwaną<br />

pierwszą delikatną skórką pojawiła się krew. To<br />

mnie jeszcze mocniej utwierdziło w przekonaniu, iż<br />

faktycznie jestem przeznaczony na stracenie.


Pamiętnik Proza<br />

Odchodząc z sali sądowej, miałem takie Nierealne. Myśl uparcie powraca do rzeczywistości<br />

dramatyczno-przyjemne uczucie, że teraz jest mi zamkniętej w czterech ścianach. Z góry<br />

więcej wolno, że przez ten wyrok zostało mi wiedziałem, że nic podobnego się nie stanie. Będę<br />

przyznane prawo jakiejś szczególnej nietykalności zmuszony, uzbrojony w makabryczną cierpliwość,<br />

niedostępnej zwykłym śmiertelnikom. Chwilami oczekiwać decyzji tak długo, jak tego zechce<br />

pragnąłem skorzystać z tego przywileju. Mógłbym, śmiertelna biurokracja i nie będę mógł w<br />

np. napluć w twarz panu sędziemu lub wyrzucić najmniejszym stopniu przeciwdziałać jej zamie-<br />

przez okno czapkę milicjanta i z pewnością nie rzeniom. Z potworną dokładnością odbędzie się<br />

byłbym za to tak ukarany, jak każdy inny więzień. wszystko, tak jak oni tego zapragną.<br />

Może nawet w ogóle machnęliby na to ręką, Kiedyś, najspokojniej w świecie, pracownik<br />

traktując mój eksces jako swoiste wyrażenie biurokracji prześle papierek drugiemu urzędnikowi,<br />

ostatniej woli. Wszystko, co teraz mówiłem i w którego biurku poleży sobie trochę, nabierając<br />

czyniłem stanowiło jakoby testament i - co przysłowiowej mocy urzędowej. Wreszcie facet,<br />

dziwniejsze - tak właśnie było przyjmowane przez ziewając podpisze go i pójdzie na piwo czy na<br />

otoczenie, a nawet, jak mi się zdawało - przez kurwy. Inny znowu postawi na nim zygzak zwany<br />

władze.<br />

podpisem nieczytelnym i papierek stanie się zdolny<br />

Zachciało mi się strasznie kląć, tak bez spowodować wykonanie wyroku. Potem przyjdzie<br />

specjalnej złości, ale całą duszą, każdemu jeszcze jeden urzędnik, bez pośpiechu coś<br />

spotkanemu na drodze człowiekowi spokojnie odczyta, a potem może nawet kazać podpisać<br />

spojrzeć w oczy i cynicznie wycedzić: - Ach, że ty, i powie:<br />

kurwa twoja mać! - a potem śmiać się idiotycznie na - Nie, nie w tym miejscu, bardziej na prawo...<br />

widok jego zaskoczenia.<br />

Wracając do więzienia czarną ogromną<br />

budą w towarzystwie czterech milicjantów, byłem<br />

złośliwie zadowolony z ich osowiałych min.<br />

Przez pierwsze godziny w celi śmierci,<br />

zwanej kaesem byłem w takim stanie, że nie<br />

poznawałem ludzi mi znajomych. Było nas<br />

czterech. Tamci już oswojeni grali w karty na<br />

siennikach. Kilka rzeczowych pytań i zrobiono mi<br />

Ten właśnie biurokratyczny spokój będzie<br />

zabójstwem psychicznym, bo tutaj powinna rwać<br />

się ziemia i ryczeć skala.<br />

Od pierwszych godzin na kaesach stanąłem<br />

tyłem do przyszłości, a twarzą do przeszłości, którą<br />

ponownie żyłem. I w takiej pozycji posuwałem się, a<br />

raczej mocno stałem wczepiony napiętymi<br />

mięśniami stóp w jakąś taśmę, która bezlitośnie,<br />

miejsce proponując, abym się położył. Uczyniłem prędko, coraz prędzej unosiła mnie w dal czasu.<br />

to skwapliwie, bo czułem się fizycznie i psychicznie Niechętnie odwracałem się za siebie w kierunku<br />

wyczerpany. Myślałem, że sprawa rozstrzygnięcia jazdy, bo za plecami czaiło się coś strasznego. Na<br />

mojego losu jest kwestią kilku dni.<br />

nieszczęście byłem w tym wieku, kiedy się jeszcze<br />

Obudziła mnie sprzeczka kolegów, jeden z wierzy we własną fizyczną nieśmiertelność, toteż<br />

nich podobno szachrował. A więc spałem. traktowałem swój wyrok jako karygodne niedo-<br />

Niemądre zadowolenie. Myślałem, że kiedyś, po patrzenie losu. Właściwie, jakim prawem miałbym<br />

ewentualnym wyjściu, będę z dumą opowiadał umrzeć, podczas gdy tylu ludzi jest jeszcze na<br />

znajomym, że w takiej chwili potrafiłem usnąć. świecie? Nie potrafiłem sobie wyobrazić świata bez<br />

Później miałem jeszcze wiele przypadków<br />

zachowania się niezgodnego z powagą chwili.<br />

Wszystko to, na wszelki wypadek zazdrośnie<br />

starałem się zapamiętać. Czułem się ciasno, aż do<br />

bólu skuty czterema ścianami, a na straży stała<br />

śmierć. Malutkie okienko tkwiło ironicznie w kącie,<br />

osłonięte blaszanym koszem. Odnosiłem wrażenie,<br />

iż ściany są wielokrotnie grubsze niż w<br />

istocie, że nigdzie się nie kończą, że na całej kuli<br />

mojej osoby, jakbym był jego nieodzowną<br />

cząsteczką.<br />

Na krótko wróciłem do rzeczywistości.<br />

Koledzy wciąż rżnęli w karty. Na moje pytanie<br />

wyjaśnili, że tu się w nocy nie śpi, bo tylko w nocy<br />

zabierają. Wczoraj też jeden odszedł.<br />

Jeden odszedł... Być może po jakimś czasie<br />

i o mnie tak powiedzą komuś nowemu:<br />

ziemskiej jest tylko czerwony drętwy mur i elek- - Był tu jeden, ale w nocy odszedł.<br />

tryczność. Mur zawiera tylko jedną komnatę, w<br />

której ja się znajduję.<br />

Coś trzeba działać. Nie wolno siedzieć<br />

bezczynnie. Psychika natarczywie domaga się od<br />

rozumu jakiegoś rozwiązania, racjonalnego<br />

uspokojenia, zaangażowania w coś, co będzie<br />

choćby cieniem nadziei. Co można zrobić w tych<br />

warunkach? Powiesić się? Ciężko zachorować<br />

i umrzeć w więziennym szpitalu? Zabić strażnika?<br />

Nagle zapragnąłem kopać w drzwi i ryczeć<br />

ogromnym głosem: - Ja chcę żyć! Czy wy tego nie<br />

rozumiecie!? Ja muszę żyć!<br />

Przyszła refleksja: co by się stało, gdybym<br />

tak się zachował? Niewątpliwie przyszedłby któryś<br />

z karaluchów,<br />

otworzyłby celę, z nim pojawiłby się<br />

drugi z belkowaniem na ramionach i powiedziałby<br />

niechybnie:<br />

49


Pamiętnik Proza<br />

- Czego się do cholery drzecie! Idźcie lepiej<br />

spać. Przecież nikt was jeszcze nie wiesza!<br />

Otóż to. Nikt was jeszcze nie wiesza. W sercu<br />

błysnęła iskierka nadziei, Jeszcze przetłumaczone<br />

na bardziej ludzki język znaczyło: Na dwoje<br />

babka wróżyła.<br />

Dawniej, zastanawiając się nad problemem<br />

śmierci byłem zdania, że człowiekowi, który wie, że<br />

za chwilę umrze jest wszystko jedno, pod jakim<br />

niebem skona, pod czyim płotem go pochowają, jak<br />

się zachowa w ostatnich minutach i co o nim po<br />

śmierci pomyślą i powiedzą, gdyż nieboszczyk już<br />

ma to w dupie. Jednakże swego rodzaju praktyka w<br />

tej dziedzinie wykazała, nie bez mojego zdumienia,<br />

coś wręcz przeciwnego. Śmierci się bałem w ogóle,<br />

ale w tej obawie było coś jeszcze o smaku<br />

gorzkiego pieprzu, czegoś nieznośnie dręczącego.<br />

Kto by to umarł? - Atanazy Kowalski. Zrozumiałem<br />

jak trudno schodzić ze świata bez śladu po sobie.<br />

Jak ciężko umierać będąc Atanazym Kowalskim.<br />

Rozumiałem lęk przedzgonny ludzi o niezbyt<br />

głębokiej wierze, której jedynym celem życia była<br />

spokojna emerytura i domek z ogródkiem. Pojąłem<br />

równocześnie, jak mi się zdaje, bohaterów życia,<br />

mających prawo do spokojnej śmierci i do<br />

spokojnego okrzyku na pożegnanie świata, choć<br />

do niedawna uważałem to za wynik nieprzytomnej<br />

egzaltacji lub pomieszania zmysłów na skutek<br />

strachu. Zerwałem się z siennika i rozpocząłem<br />

marsz po celi. Pragnąłem, jak jeszcze niczego w<br />

życiu, ocalić przed śmiercią jakąś cząstkę siebie,<br />

bez względu na to, w jakiej formie. Iskra w sercu,<br />

którą wyobrażałem sobie jako zieloną, rosła i przeistoczyła<br />

się w błędny ognik. Byłem w tej chwili<br />

zdolny do największego wysiłku, do pracy bez<br />

wytchnienia, do tworzenia czegoś wielkiego.<br />

Chciałbym ucałować wszystkich w celi i wszystko<br />

im oddać za chwilę spokoju, za moment ciszy i niewtrącania<br />

się do mnie. Przeraźliwie lotny umysł<br />

błyskawicznie wyszukiwał wszystko, co piękne,<br />

wyostrzony wzrok przenikał ciemność przyszłości,<br />

a słuch mógłby teraz uchwycić dźwięki leśnych<br />

dzwonków. Pod czaszką w rozżarzonych do<br />

czerwoności zwojach mózgu kłębiły się niepowiązane<br />

jeszcze w sensowne zdania, kolorowe<br />

metafory, a w podświadomości tkwiła, będąca tłem<br />

dla przenośni, nienamacalna jeszcze myślą pointa.<br />

Tak powstał pierwszy kaesowski wiersz.<br />

Doprawdy, w takim stanie można było iść na<br />

śmierć. Powiedziałbym im chyba jeszcze takie<br />

mniej więcej słowa:<br />

- Czy wy, durnie, wiecie, co robicie?!<br />

Szczerze wtedy litowałem się nad<br />

współtowarzyszami zdanymi jedynie na prozę<br />

oczekiwania. Z braku ołówka i papieru oraz<br />

odpowiedniego zezwolenia musiałem od razu<br />

uczyć się wiersza na pamięć.<br />

50<br />

Nazajutrz przepędzono nas na cały dzień do<br />

innej celi, a po powrocie okazało się, że nasz<br />

dotychczasowy apartament został pomalowany<br />

odrażającą czerwoną farbą. Nie dzieliłem się z<br />

kumplami swymi uwagami, jednakże przypuszczałem,<br />

iż zostało to uczynione celowo, aby nam stale<br />

przypominać, kim jesteśmy. Jeżeli chodzi o mnie, to<br />

nie pomylono się, bo na mnie w tych czasach<br />

czerwony kolor działał jak na byka. Myślę, że inni<br />

czuli podobnie, czego dowodem może być fakt, iż<br />

wyraz śmierć lub zgon, na mocy niemej umowy były<br />

całkowicie wykreślone z naszego słownictwa. Aby<br />

skrócić czas oczekiwania na piekielną eskapadę,<br />

władze więzienne dały nam książki do czytania.<br />

Nastąpiło to w kilka dni po moim przybyciu.<br />

Przeglądając łakomie przyniesione tomy (zawsze<br />

książki darzyłem szczególnym sentymentem),<br />

zainteresowałem się tomem wierszy Przybosia.<br />

Otworzyłem na pierwszej lepszej stronie i znalazłem<br />

wiersz zaczynający się od słów: „Koła zwijają<br />

szyny..." - Jakiej kurwy on tu chce! - pomyślałem ze<br />

złością. Prawie nigdy nie czytałem takiej poezji, bo<br />

jej nie rozumiałem. Nagle dokonałem odkrycia. No<br />

tak! Przecież koła jadące po szynach, można<br />

przedstawić, przy odrobinie wyobraźni, jako szpulę<br />

toczącą się na rozciągniętej po ziemi nici, która<br />

nawija ją na siebie. Bardzo mi się ta metafora<br />

spodobała, więc sięgnąłem po drugą linijkę, ale jej<br />

nie doczytałem. Znów nadeszła olśniewająca<br />

chwila twórcza. Rzuciłem tom. W rozognionym<br />

umyśle zamajaczyło cudowne tworzywo jeszcze<br />

nieme, lecz surowiec w mgnieniu oka przeistaczał<br />

się w realne kształty. Odezwał się gwizdek na apel.<br />

Któregoś wieczoru, przed kolacją zabrano z<br />

kaesów Domosława, a pół godziny później<br />

przyniesiono kocioł z barszczem i wzięto Stacha.<br />

Zapanowała atmosfera ciężkiego przygnębienia.<br />

Duże nieszczęścia kojarzyły ludzi w więzieniu, ale<br />

największe działały izolująco. Teraz nikt z nas nie<br />

miał dla drugiego słowa pociechy. Każdy był zajęty<br />

bez reszty sobą, takim przygotowaniem się na<br />

śmierć, na jakie było go stać. Bał się, że może na<br />

niego kolej, a jednocześnie pocieszał, że w celi jest<br />

jeszcze kilku innych.<br />

Czerwonego barszczu nikt nie tknął. Oni nie<br />

jedli na skutek przygnębienia, mnie zaś kojarzył się<br />

z krwią zabranych. Przypomniałem sobie<br />

malowanie celi. Czekaliśmy. Kotła nie wyniesiono,<br />

więc jeszcze przyjdą, tylko po kogo? Całą siłą woli<br />

odpychałem od siebie przypuszczenie, że po mnie,<br />

po raz pierwszy w życiu wierząc, iż mogę pomyśleć<br />

w złą godzinę. Robiłem swego rodzaju rachunek<br />

sumienia, polegający na wyszukiwaniu<br />

argumentów za tym, że mnie nie wezmą, że jestem<br />

młody, nikogo nie zabiłem itp. Najbardziej<br />

wierzyłem w to, że pochodzę z rodziny<br />

długowiecznych,<br />

mój pradziad, jak utrzymywała


Pamiętnik Proza<br />

historia rodzinna, żył 102 lata, dziad - 105, a ojciec<br />

jeszcze żyje. Dlaczego ja miałbym być wyjątkiem?<br />

To właśnie najmocniej podtrzymywało mnie na<br />

duchu przez pewien okres w kaesie.<br />

Nieraz myślałem: - źle byłoby teraz iść na<br />

śmierć, czułem za plecami dokuczliwe zimno i przypomniałem<br />

sobie, że niedawno, w podobnych<br />

okolicznościach, też nie chciałbym iść tam skąd się<br />

nie wraca, miałem nieprzyjemnie pełny żołądek. Z<br />

jakąś niezrozumiałą większą nadzieją szedłbym na<br />

stracenie głodny. Dlatego przez pierwsze tygodnie<br />

pobytu w kaesach głodziłem się, konsumując tylko<br />

tyle, aby nie zachorować z wycieńczenia.<br />

Tej nocy nie przyszli, ale ja odczułem bardzo<br />

blisko przelatującego anioła śmierci. Zapragnąłem<br />

tedy za wszelką cenę udostępnić swoje wiersze<br />

czytelnikom. Postanowiłem upaść naczelnikowi do<br />

nóg.<br />

Rano stanąłem przed obliczem nie naczelnika,<br />

lecz jednego z oficerów. Do nóg nie upadłem,<br />

tylko treściwie wyłuszczyłem swoją sprawę. On,<br />

wysłuchawszy tej niecodziennej prośby, grzecznie<br />

odmówił, motywując to brakiem odpowiednich<br />

warunków, przy tym spoglądał, jakby mnie<br />

ułaskawiał. Nabrałem otuchy i w ogóle w pokoju,<br />

wśród ludzi wolnościowych czułem się mniej<br />

skazańcem niż w celi. Wróciłem nieco przybity<br />

niepowodzeniem, a jednocześnie z niejasną<br />

nadzieją, że on tak patrzył jakby coś dobrego<br />

wiedział. Pod tym wrażeniem żyłem tydzień.<br />

Na porządku dziennym był u nas onanizm,<br />

jak w ogóle, w więzieniu. Przez dłuższy czas,<br />

przytłoczony ciężarem mojego położenia, nie<br />

potrzebowałem tego. Krew niczego się nie<br />

domagała. Człowiek może do wszystkiego<br />

przywyknąć. Gdy przez dłuższy czas nikogo nie<br />

stracili, a nadto jednego z nas ułaskawili,<br />

uspokoiłem się nieco. Ale wtenczas odezwała się<br />

krew. Tłumiłem ją, jak mogłem, z nieoczekiwanego<br />

powodu. Pomimo, że w tych czasach nie dbałem o<br />

zbawienie duszy i nie uznawałem grzechów, to<br />

jednak w takich warunkach niezręcznie było<br />

prowokować wyższą siłę (onanizm w moich<br />

czasach był powszechnie zaliczany do grzechów).<br />

Wytworzyła się paradoksalna sytuacja, moja<br />

psychika od dawna zawierała w sobie 99 procent<br />

niewiary i 1 procent wiary. Pobyt na kaesach nie<br />

zmienił tego stosunku, jednak w kaesowskich<br />

warunkach ten jeden procent często górował nad<br />

pozostałymi. Wbrew pozorom nie był to przypływ<br />

wiary, lecz chęć wykorzystania wszystkich<br />

konkretnych i urojonych możliwości mogących<br />

mieć wpływ na moje dalsze losy. Tym sposobem<br />

uspokoiłem po prostu sumienie, że niczego nie<br />

zaniedbałem. Podobnie, jak nie będąc nigdy<br />

przesądnym po przyjściu tutaj, zawsze się<br />

starałem, wychodząc z celi i wracając, przestę-<br />

pować próg właściwą nogą. I chociaż w dalszym<br />

ciągu nie wierzyłem w zabobony, jednak czułem, że<br />

tym sposobem uspokajam sumienie, a to było tutaj<br />

ważne.<br />

Przeciwstawianie się żądzom nie trwało<br />

długo. Zwykle w życiu budziłem się seksualnie z<br />

kwiatem leszczyny, kiedy często śnieg jeszcze nie<br />

tajał. Nadszedł luty. Do naszych kaesów również<br />

zawitał. Wraz z nim pojawiła się u mnie wzmożona<br />

aktywność krwi, silniejsza niż wszelkie moralne<br />

wędzidła. I zwyciężyła. Ów jeden decydujący<br />

procent gdzieś się na chwilę zawieruszył.<br />

Po kilku dniach dowiedziałem się z<br />

przerażeniem, że mój wyrok z pierwszej instancji<br />

został zatwierdzony przez Sąd Najwyższy.<br />

Pierwsze odczucie - to tragiczne zadowolenie, że<br />

jestem nie byle kto, że jestem groźny. Opanował<br />

mnie nastrój, który zazwyczaj wyraża się na obliczu<br />

bezgranicznie smutnym uśmiechem. To już kiedyś<br />

było. Zacząłem dopiero teraz właściwie pojmować<br />

pierwszy wyrok. Więc oni mnie skazali po to, aby<br />

naprawdę stracić lub naprawdę ułaskawić! Okazało<br />

się to dla mnie nowe i nie do przyjęcia. Wtem<br />

gwałtownie przeleciała, jakby tylko przez skórę na<br />

głowie, mroźna myśl. Przypomniałem sobie grzech.<br />

Gorliwie starałem się ją odpędzić, a wszystko<br />

wytłumaczyć zbiegiem okoliczności. Jednak myśl<br />

powracała układając się w zdanie: A widzisz<br />

łajdaku?<br />

Byłem rozgoryczony i zły, że to, w co nie<br />

wierzyłem, jakby w jakiś nieuchwytny sposób<br />

ingerowało w tę sprawę i to w tak ważnym<br />

momencie życia. Sprytnie! Poczułem się w skórze<br />

doświadczalnego królika. Na wolności mówiłem:<br />

- Dziwny zbieg okoliczności. - Tym niejedno<br />

z powodzeniem sobie tłumaczyłem. W obecnych<br />

warunkach takie suche wyjaśnienie nie<br />

wystarczało, bo pozostało jeszcze stale otwarte<br />

pytanie, dlaczego? Jeśli to tylko splot zdarzeń, to<br />

dlaczego się teraz przejawił, jak ostrzeżenie?<br />

Moje nerwy były już zszarpane do ostatnich<br />

włókien. Nie miałem siły do walki ze sobą, do<br />

przeżywania podobnych zbiegów okoliczności.<br />

Dlatego, choć nadal nie wierzyłem, aby to była kara<br />

za grzech, solennie obiecałem sobie nie słuchać<br />

zmysłów. Przy tym wszystkim zdawałem sobie<br />

sprawę, iż czynię to tylko na razie, dla spokoju<br />

sumienia.<br />

Dzień już był w pełni, ale odnosiłem<br />

wrażenie, że jestem z głową zanurzony w<br />

ciemnościach. To już nie był drętwy mur i<br />

elektryczność, tylko gnuśna czerń i brak powietrza,<br />

a gdzieś nad głową na suficie, który był dla innych<br />

ludzi podłogą, wszyscy z zespołu sędziowskiego w<br />

glansowanych oficerkach wybijają siarczyste<br />

hołubce.<br />

Czerwonego koloru nigdy nie lubiłem.<br />

Kojarzył mi się od młodości z jakąś wstrętną krwią.<br />

Uwielbiałem zieleń, a czerwoną barwę ostrożnie, z<br />

51


Pamiętnik Proza<br />

daleka szanowałem... Świat się zazielenił i zaróżowił.<br />

Z góry spadał wiersz. Drugi schodził<br />

Majakowskimi schodkami, ale był trudny. Chociaż<br />

dwa papierosy... Czy ja przypadkiem nie jestem<br />

chory na gruźlicę? Oni ponoć miewają takie stany<br />

i to się jakoś nazywa... W tej chwili zapomniałem.<br />

Wiersze pisałem jeszcze w gimnazjum. Były to<br />

utwory wymyślone, z rymem i rytmem, bez<br />

wartości, które się nawet autorowi nie podobały.<br />

Już dawno zrozumiałem, że nie mam daru do<br />

tworzenia poezji i zarzuciłem pisanie. Po raz<br />

pierwszy na kaesach, w chwili najgorszej dla mnie z<br />

całego życia poznałem uczucie zwane fachowo<br />

widzeniem poetyckim. Czytane kiedyś wiersze nie<br />

wywołały we mnie wrażenia towarzyszącego<br />

poecie przy tworzeniu i nie posądzałem twórców,<br />

aby każdy ich wiersz był poprzedzony takim<br />

cudownym zjawiskiem.<br />

Moje wiersze tworzone na kaesach bardzo<br />

mi się podobały. Potrafiłem powtarzać je w myśli<br />

wiele razy z jednakową radością. Obiektywnie zaś<br />

rzecz ujmując, z pewnością żaden z nich nie<br />

przypadłby do gustu zawodowemu poecie nie<br />

mówiąc już o poetyckich krytykach z urzędu. Ci<br />

ostatni mieliby pretensję do formy, która u mnie<br />

często ustępowała najwierniejszemu oddaniu<br />

owego widzenia. W ogóle byłem zdania, że forma<br />

zawsze krępuje odbiór wiersza. Niejeden krytyk<br />

wyłuskałby z nich sporo młodopolszczyzny lub<br />

innej trującej substancji, jakby inne, dawniejsze<br />

kategorie widzenia przestały być poezją.<br />

Ilość wierszy rosła. Codziennie wszystkie<br />

powtarzałem, aby nie zapomnieć ani jednego<br />

słowa. Niekiedy brakło odpowiednich wyrażeń,<br />

jakby ich wcale nie było w języku polskim, ale<br />

wiedziałem, że istnieją, że są całe zwroty nie przeze<br />

mnie wymyślone, należy je tylko odkryć, wyrwać<br />

skądś z wysiłkiem. Radosna i ciężka była to chwila.<br />

Miotałem się wówczas po celi i paliłem (jak wtedy<br />

smakowały papierosy!). Kiedyś czytałem, że nawet<br />

znakomici twórcy potrzebowali podniety. Balzak<br />

zapijał się prawdziwą kawą, ktoś inny moczył nogi w<br />

zimnej wodzie. Ja natomiast, gdy wiersze nie<br />

chciały się mnie słuchać, w braku pomocy<br />

poetyckich, energicznie odmieniałem przez różne<br />

przypadki kurwę lub inne słówka, które pomagały<br />

nie gorzej jak Balzakowi kawa.<br />

Niestety, nie zawsze trwał euforyczny<br />

nastrój. Trzeba było wracać do codzienności, do<br />

współżycia z ludźmi. Została ostatnia nadzieja -<br />

ułaskawienie. Nie wiadomo, dlaczego dopiero teraz<br />

po zatwierdzeniu skazania wierzyłem, że gdyby<br />

wszystko odbyło się zgodnie z prawem natury, a<br />

zatem i zgodnie z moją teorią długowieczności, nie<br />

otrzymałbym takiego wyroku, a zwłaszcza jego<br />

akceptacji. Ponieważ to się stało, widocznie już od<br />

tego pamiętnego dnia coś zaczęło źle<br />

funkcjonować w naturze. Ludzie - uzurpatorzy zwy-<br />

52<br />

ciężyli. Namacalnie zacząłem odczuwać brak opieki<br />

natury nad sobą i wierzyłem, że teraz mogą mnie<br />

faktycznie stracić, bo mój los spoczął w rękach<br />

ludzkich.<br />

Od całkowitego być może załamania<br />

uratował mnie Władek, który niespodziewanie<br />

wpadł do nas z podwójnym wyrokiem śmierci i to w<br />

trybie doraźnym. Przy takiej konfrontacji mój wyrok<br />

nieco przybladł. Osoba Władka stała się dla mnie<br />

jakby tarczą. Zdawałem sobie sprawę, że w razie<br />

czego<br />

uprzednio zajmą się nim, a mną dopiero<br />

potem. Tak więc kolega niczego się nie domyślając,<br />

został moją osłoną przed lękiem, a zarazem<br />

granicznym słupem między życiem a śmiercią.<br />

Pragnąłem amnestii lub wojny, która<br />

przyniosłaby mi wolność i życie. Moja sprawa<br />

ważyła się już na szczycie. Dlatego dnie przewijały<br />

się szybko jakby silny, bezmyślny podmuch wiatru<br />

przewracał gorączkowo kartki kalendarza. Własną<br />

wolą starałem się zatrzymać czas, lub chociaż<br />

trochę przyhamować. Mimo to nadeszła wiosna.<br />

Krew znów szumiała w żyłach jak górski potok.<br />

Staliśmy na narach przy okienku, z którego po raz<br />

pierwszy zdjęto blachy, a zastąpiono drucianą<br />

siatką. Przez jej otwory obserwowaliśmy<br />

olśniewająco czysty dziedziniec więzienny, na<br />

którym kwitły szczodrze i ciężko liliowe bzy.<br />

Urzędniczki w wiosennych strojach. Nigdy nie<br />

widziałem liści i trawy tak soczyście nasyconych<br />

zielenią. Wszystkie dziewczyny były jakby<br />

odświętne i bliskie. Wydawało się, że każdej można<br />

by włożyć, bez jej protestu, rękę pod spódniczkę.<br />

Jednocześnie nazywaliśmy je kurwami, co w danej<br />

chwili było dla nich uroczą zaletą. Wszystkie<br />

gwałciliśmy w wyobraźni. Z pewnością każdej<br />

można by teraz powiedzieć kurwa<br />

i przytulić do<br />

siebie, a ona by się na pewno nie obraziła, oddałaby<br />

się na poczekaniu z macierzyńską tkliwością.<br />

Rozsierdzona krew jakby się we mnie piętrzyła<br />

coraz wyżej. Jakże można, choć kroplę takiej krwi<br />

powierzyć zimnej mogile? Już rozumiałem całą<br />

ohydę młodej śmierci. O ile istnieją pokutujące<br />

dusze, to chyba tylko tych ludzi, w których<br />

zamordowano krew. Zdaje mi się, że dopiero<br />

pojąłem istotę kary śmierci. Wnikliwie wczułem się<br />

w siebie idącego na stracenie ze wzburzoną krwią.<br />

Sam jej żal miałby chyba właściwości zabójcze i potem<br />

błąkałby się w miejscu stracenia.<br />

Czułem, iż żal nierozchodowanej, rozpalonej<br />

krwi byłby tak ogromny, jak wielka byłaby szkoda<br />

zabierania ze sobą do grobu nieczytanych przez<br />

nikogo i nieutrwalonych na papierze wierszy.<br />

Dlatego postanowiłem nie oddać czarnej jamie nic z<br />

siebie oprócz życia; nie złożyć w niej ani kropli<br />

życiodajnej krwi, a jednocześnie nie dopuścić do<br />

wtrącenia w grobowe czeluści ani jednego produktu<br />

cudownej chwili, którą na własny użytek nazywałem


Pamiętnik Recenzja<br />

natchnieniem. To był mój najwyższy i ostatni ideał<br />

śmierci. Nie można byłoby jej sztucznie<br />

powiększać, a nawet wyraźnie o niej myśleć,<br />

pozostawała w podświadomości, a podrażniona<br />

myślą - zanikała. Teraz już zacząłem odczuwać, że<br />

upust krwi w tych warunkach jest rzucaniem<br />

zdrowego ziarna w bezpłodne saharyjskie piaski<br />

i po raz drugi żałowałem krwi.<br />

Artur Borzęcki<br />

Narodowa partyzantka<br />

na Lubelszczyźnie<br />

Narodowe Siły Zbrojne (NSZ) były<br />

najbardziej nieprzejednanym wrogiem reżimu<br />

zainstalowanego po wojnie w Polsce przez<br />

Sowietów i ich polskich popleczników. Wobec<br />

braku zgody ze strony PKWN na działalność<br />

Stronnictwa Narodowego, czyli pionu ideologicznego<br />

NSZ, oddziały te podjęły walkę zbrojną z<br />

rządem komunistycznym. Przeprowadzano akcje<br />

uwalniania więźniów, likwidowano informatorów<br />

Urzędu Bezpieczeństwa oraz aktywistów Polskiej<br />

Partii Robotniczej, atakowano posterunki MO i UB.<br />

W okresie PRL-u bezlitośnie piętnowano NSZ,<br />

czyniąc zeń dyżurny temat propagandy. Po 1989 r.<br />

pojawiło się szereg publikacji o ogólnym<br />

charakterze, powstało też wiele artykułów<br />

naukowych i popularnonaukowych, w tym także<br />

poświęconych lokalnym strukturom NSZ na terenie<br />

całego kraju.<br />

Trudu opracowania działalności NSZ w<br />

wymiarze regionalnym, w sensie Lubelszczyzny,<br />

podjął się lubelski historyk i zarazem poseł do<br />

Parlamentu Europejskiego prof. KUL Mirosław<br />

Piotrowski. Książka składa się z dwóch części, w<br />

części pierwszej, zbudowanej z czterech<br />

rozdziałów, autor tytułem wprowadzenia omawia<br />

na początku działalność NSZ podczas II wojny<br />

światowej, w tym także funkcjonowanie<br />

Lubelskiego Okręgu NSZ w latach 1942-1944. W<br />

dalszej części prof. Piotrowski opisuje strukturę,<br />

obsadę i liczebność całego Okręgu III NSZ Lublin w<br />

okresie od 1944 do 1947 r. W tym miejscu należy<br />

zaznaczyć, że Okręg III nie pokrywał się z<br />

granicami administracyjnymi ówczesnego<br />

województwa lubelskiego. Powiaty północne<br />

należały do Okręgu XII Siedlce, zaś na południu<br />

województwa, jak w Tomaszowie Lubelskim,<br />

komenda powiatowa NSZ nie była w ogóle<br />

zorganizowana. Najlepiej rozbudowane było NSZ<br />

w południowozachodniej części omawianego<br />

terenu, a konkretnie na terenie Komendy<br />

Powiatowej Kraśnik-Janów Lubelski, gdzie<br />

występowała pełna struktura organizacyjna z ko-<br />

Gdyby teraz przyszli brać mnie na zawałkę,<br />

byłbym tak samo zdziwiony i oszukany, jak po<br />

wyroku. Świat był zbyt piękny, aby komuś przyszło<br />

do głowy pozbawić mnie życia.<br />

Zbigniew Uchnast<br />

Krasnystaw, 6 stycznia 1960<br />

mendami rejonu, placówkami i komendami<br />

podobwodu. Trzeci rozdział części pierwszej<br />

poświęcony jest akcjom bojowym lubelskich<br />

oddziałów NSZ. Dużo miejsca poświęca tutaj autor<br />

kontrowersyjnej i wciąż czekającej na wyjaśnienie<br />

akcji na Wierzchowiny w pow. krasnostawskim i egzekucji<br />

wszystkich jej ukraińskich mieszkańców.<br />

Akcji pacyfikacyjnej 6 czerwca 1945 r. dokonały<br />

połączone oddziały Pogotowia Akcji Specjalnej<br />

(PAS) pod wspólnym dowództwem Mieczysława<br />

Pazderskiego ps. „Szary”. Wykonanie wyroku o<br />

znamionach ludobójstwa nie przynoszącego<br />

chwały i rzucającego cień na całą organizację<br />

zaplanowano jako akt odwetu na Ukraińcach.<br />

Mieszkańcy Wierzchowin kolaborowali z władzami<br />

komunistycznymi jako agenci i informatorzy, wielu<br />

było na etatach bezpieki, a także współpracowało z<br />

nacjonalistycznym ukraińskim podziemiem<br />

zbrojnym.<br />

Ostatni rozdział wykracza poza ramy<br />

chronologiczne publikacji i dotyczy infiltracji i rozpracowania<br />

NSZ przez Urząd Bezpieczeństwa, w<br />

szczególności poprzez wykorzystanie sieci<br />

konfidentów i spraw obiektowych, jak np. ta o<br />

kryptonimie „Zamek”. Na początku lat 50., a więc<br />

parę lat po amnestii i rozbiciu podziemia<br />

eneszetowskiego, w wyniku ponownego<br />

rozpracowywania wówczas już byłych żołnierzy<br />

NSZ wielu z nich zostało złamanych,<br />

zwerbowanych i „poszło na współpracę” z UB.<br />

Część druga książki jest słownikiem<br />

dowódców i żołnierzy NSZ Okręgu III Lublin.<br />

Pośród prawie 900 not biograficznych znajdziemy<br />

również poświęcone osobom w mniejszym lub<br />

większym stopniu związanym z Krasnymstawem i<br />

powiatem krasnostawskim. Można tu wymienić<br />

Komendanta Powiatowego NSZ Krasnystaw<br />

Franciszka Karaudę, lekarza Komendy Powiatowej<br />

Edwarda Berdysa, dowódcę oddziału Zygmunta<br />

Warchoła, skazanego na karę śmierci Zygmunta<br />

Wolanina, Lidię Dudek, Jana Szarugiewicza czy<br />

Jerzego Tyburka i wielu innych. Według<br />

dotychczasowych ustaleń, podczas II wojny<br />

światowej na Lubelszczyźnie walczyło ok. 6 tys.<br />

żołnierzy NSZ.Analiza dokumentów wytworzonych<br />

53


Recenzja Poezja<br />

przez bezpiekę pozwala ustalić, że w latach 1944-<br />

1947 UB miało jako takie dane o ok. 2 tys.<br />

eneszetowców, dla 870 z nich założono specjalne<br />

kwestionariusze osobowe.<br />

Podstawę źródłową publikacji przede<br />

wszystkim stanowiły akta przechowywane w<br />

lubelskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej.<br />

Mniej informacji, ale również istotnych, dostarczyły<br />

archiwa IPN w Warszawie,Archiwum Państwowe w<br />

Lublinie, Archiwum Akt Nowych czy Centralne<br />

Archiwum Wojskowe. Ponadto autor wykorzystał<br />

zasoby zbiorów specjalnych lubelskich bibliotek<br />

KUL i WBP oraz źródła drukowane, prasę, relacje,<br />

wspomnienia i pamiętniki oraz szereg opracowań.<br />

Pracę dopełniają aneksy w postaci fotoreprodukcji<br />

ubeckich dokumentów, mapy, wykaz skrótów,<br />

bibliografia oraz indeksy: pseudonimów, osób, a<br />

także nazw geograficznych i administracyjnych.<br />

Ta pionierska w skali książkowej publikacja<br />

w znacznym stopniu przybliża wciąż słabo znaną<br />

historię „żołnierzy wyklętych” z Lubelszczyzny,<br />

którzy tak zaciekle walczyli z totalitaryzmami,<br />

najpierw faszystowskim, a potem stalinowskim. Jak<br />

stwierdza sam autor „... nie wszystkie aspekty<br />

poruszanej tematyki udało się w pełni opisać i<br />

wyjaśnić”, uzupełnienia wymagają np. braki<br />

osobowe niektórych komend czy rozszyfrowanie<br />

tajnych współpracowników UB/SB kryjących się za<br />

pseudonimami. Książka nie tylko wzbogaca wiedzę<br />

o jednej z dotychczas mało znanych konspiracyjnych<br />

organizacji wojskowych na<br />

Lubelszczyźnie, ale też stanowi zachętę do<br />

podobnych opracowań dla innych regionów Polski.<br />

Jest to tym bardziej istotne, jako że NSZ uważa się<br />

po Armii Krajowej i Batalionach Chłopskich, za<br />

najliczniejszą formację wojskowo-polityczną<br />

podczas okupacji oraz bardzo aktywną w okresie<br />

kształtowania się tzw. Polski Ludowej.<br />

54<br />

Artur Borzęcki<br />

Mirosław Piotrowski,<br />

Narodowe Siły Zbrojne<br />

na Lubelszczyźnie<br />

1944-147,<br />

Towarzystwo<br />

Naukowe KUL<br />

Jana Pawła II,<br />

Lublin 2009, ss. 399.<br />

Zbigniew Herbert<br />

Wilki<br />

Marii Oberc<br />

Ponieważ żyli prawem wilka<br />

historia o nich głucho milczy<br />

pozostał po nich w kopnym śniegu<br />

żółtawy mocz i ten ślad wilczy<br />

szybciej niż w plecy strzał zdradziecki<br />

trafiła serce mściwa rozpacz<br />

pili samogon jedli nędzę<br />

tak się starali losom sprostać<br />

już nie zostanie agronomem<br />

„Ciemny” a „Świt” - księgowym<br />

„Marusia” - matką „Grom” - poetą<br />

posiwia śnieg ich młode głowy<br />

nie opłakała ich Elektra<br />

nie pogrzebała Antygona<br />

i będą tak przez całą wieczność<br />

w głębokim śniegu wiecznie konać<br />

przegrali dom swój w białym borze<br />

kędy zawiewa sypki śnieg<br />

nie nam żałować - gryzipiórkom -<br />

i gładzić ich zmierzwioną sierść<br />

ponieważ żyli prawem wilka<br />

historia o nich głucho milczy<br />

został na zawsze w dobrym śniegu<br />

żółtawy mocz i ten trop wilczy<br />

Zbigniew Herbert, Rovigo,<br />

Wydawnictwo<br />

Dolnośląskie 1993, ss. 19-20.<br />

Grafika -<br />

Robert Znajomski


Recenzja Recenzja<br />

Artur Borzęcki<br />

Dzieje pewnej gminy<br />

W ostatnich latach obserwujemy „wysyp”<br />

monografii poszczególnych gmin czy nawet<br />

pojedynczych wsi. Spisywanie dziejów<br />

miejscowości staje się udziałem różnych ludzi o<br />

różnej profesji i różnym wykształceniu. Jedne<br />

monografie są lepsze, inne gorsze, ale wszystkie<br />

pisane z pasją i sercem, bo dotyczą „Małych<br />

Ojczyzn”, z którymi autorzy zwykle są związani<br />

emocjonalnie. Jedną z monografii powstałych na<br />

Lubelszczyźnie w ubiegłym roku jest praca Leszka<br />

Kozaka pt. Obszar gminy Abramów w dziejowym<br />

ujęciu.<br />

Absolwent historii UMCS w Lublinie w<br />

bardzo szybkim tempie i samodzielnie przygotował<br />

monografię lubartowskiej gminy Abramów. Autor<br />

obecnie mieszka w Krasnymstawie, zaś tematykę<br />

podjętej przez niego pracy tłumaczy fakt, iż<br />

pochodzi z gminy, która stała się bohaterką<br />

opracowania.<br />

Książka jest opracowaniem historycznym,<br />

ale nosi w sobie również interdyscyplinarny<br />

charakter, jako że wykorzystane zostały obszary<br />

właściwe m.in. archeologii, geografii, etnografii czy<br />

demografii. Zakres terytorialny publikacji wyznacza<br />

obszar oraz okolice gminy Abramów. Książka<br />

składa się z sześciu rozdziałów - w pierwszym z<br />

nich autor przedstawił geograficzno-przyrodnicze<br />

uwarunkowania środowiska (położenie, zbiorniki<br />

wodne, lasy, gleby klimat etc.), w kolejnym<br />

rozdziale opisał obszar gminy od pradziejów do<br />

średniowiecza. Rozdział trzeci (niepodzielony na<br />

podrozdziały), stanowiący trzon pracy, poświęcony<br />

jest historii okolic Abramowa od XV do końca XX w.<br />

W rozdziale czwartym autor omówił bardzo istotny<br />

punkt odniesienia dla społeczności wiejskiej -<br />

parafię. W tym rozdziale o życiu religijnym autor<br />

wyróżnił podrozdziały o przydrożnych krzyżach<br />

i kapliczkach oraz święta, obyczaje i uroczystości.<br />

Niezwykle cenne są dwa ostatnie rozdziały -<br />

przedostatni, w którym omówione zostały zabytki,<br />

budownictwo drewniane oraz miejsca pamięci, a<br />

także ostatni - poświęcony nazwom potocznym,<br />

używanym w okolicy. Waga tych końcowych części<br />

książki bierze się stąd, iż dotyczą „rzeczy ulotnych”,<br />

zmienia się charakter i wygląd polskich wsi, z roku<br />

na rok mniej jest np. drewnianych, krytych słomą<br />

zabudowań, zarówno mieszkalnych jak i gospodarczych.<br />

Autor, opisując i fotografując m.in. zabytki<br />

drewniane, jednocześnie ocalił je od zapomnienia.<br />

Nie mniej ważna jest ostatnia część książki,<br />

stanowiąca swoisty słownik nazw potocznych.<br />

Niektóre nazwy uległy już zapomnieniu, a za kilka<br />

lat zapewne coraz mniej ludzi będzie wiedziało, że:<br />

„stopionki” to część łąki zwanej tak przez<br />

mieszkańców Abramowa, a „pniaki” to pola<br />

pomiędzy Abramowem a Michałówką. Autor nie<br />

tylko przywołuje nazwy potoczne, ale też w miarę<br />

możliwości podaje ich etymologię oraz wskazuje na<br />

mapie gminy miejsce ich występowania.<br />

Przygotowując monografię, autor skorzystał<br />

z zasobu Archiwum Państwowego w Lublinie,<br />

Archiwum Parafii Rzymskokatolickiej w<br />

Abramowie, zasobu zbiorów specjalnych WBP w<br />

Lublinie, dokumentacji Wojewódzkiego Urzędu<br />

Ochrony Zabytków w Lublinie. Różnego rodzaju<br />

wiedzy dostarczyły też materiały niepublikowane,<br />

zgromadzone w Gminnej Bibliotece Publicznej w<br />

Abramowie, kroniki szkół czy dane z Urzędu Gminy.<br />

Wykorzystane zostały również źródła drukowane,<br />

kartograficzne, wspomnienia i relacje mieszkańców<br />

gminy oraz ponad 100 publikacji i artykułów<br />

naukowych oraz popularnonaukowych.<br />

Jak na monografię, autor nie wykorzystał<br />

dokumentów proweniencji peerelowskiej, np.<br />

zasobów lubelskiego oddziału IPN. Nie<br />

przeprowadził również kwerendy w lokalnej<br />

archiwalnej prasie lubartowskiej wydawanej w<br />

okresie międzywojennym, jak: „Wieści”, „Lewart”,<br />

„Echo Świetlicy”, „Echo Ziemi Lubartowskiej” czy<br />

„Lubartowiak” zawsze bardzo pomocnej w<br />

poznawaniu historii lokalnej. Z całej publikacji<br />

wyłania się krąg zainteresowań autora, widać<br />

wyraźnie, że Leszkowi Kozakowi bliższe są<br />

wcześniejsze okresy historyczne niż np. lata po II<br />

wojnie światowej i to być może tłumaczy brak<br />

kwerendy w w/w zasobach.<br />

Reasumując, trzeba przyznać, że jeden<br />

badacz wykonał w szybkim czasie bardzo dobrą<br />

pionierską „robotę”. Przygotował naukową<br />

publikację w oparciu o solidny warsztat i bogatą<br />

podstawę źródłową, której recenzentem naukowym<br />

był prof. dr hab. Wiesław Śladkowski. Wielką zaletą<br />

książki są kolorowe zdjęcia ilustrujące prawie każdy<br />

z rozdziałów, publikację dopełniają spisy fotografii,<br />

rysunków, map i tabel, choć nie są umieszczone w<br />

spisie treści, co należy uznać za zwykły błąd<br />

techniczny. Ważnym dodatkiem byłby tu indeks<br />

osobowy, szczególnie istotny dla czytelników<br />

pochodzących z terenu gminy, choć z drugiej strony<br />

ta właśnie kategoria adresatów powinna książkę<br />

przeczytać „od deski do deski”. Każda gmina<br />

zasługuje na swoją monografię, lokalna historia jest<br />

częścią historii Polski, zaś każde takie opracowanie<br />

daje asumpt do dalszych badań, szczególnie gdy<br />

pojawiają się wątki, które można rozwinąć.<br />

Autor, zachęcony i zapewne zarażony<br />

bakcylem regionalizmu, pracuje nad kolejną<br />

monografią, tym razem pracą zbiorową na temat<br />

historii innej gminy lubartowskiej.<br />

Artur Borzęcki<br />

55


Recenzja<br />

Henryk Radej<br />

Diabla sprawa<br />

Rzecz jest o... nieśmiertelności. Londyn,<br />

czasy współczesne, a tu w centrum miasta<br />

jarmarczna buda (prawie) - taki teatrzyk objazdowy<br />

o nazwie „Imaginarium”. Kto czytał Lewisa Carrolla<br />

„Alicję w Krainie Czarów”, ten od razu zrozumie o co<br />

chodzi. Lustro jest tu nieodzowne i jego druga<br />

strona. Reżyser (Terry Gilliam) dodał trochę<br />

wschodniego okultyzmu, ale nic to. Problem w tym,<br />

że prawie nikt nie chce takiego teatrzyku oglądać.<br />

W dodatku, szef trupy - Parnassus - zaprzedał się<br />

diabłu, a dokładniej - swoją córkę (śliczna!), która<br />

gdy skończy 16 lat ma być mu oddana.<br />

Przystojnego i przebiegłego diabła z cygarem i w<br />

meloniku gra Tom Waits! Potem zjawia się dziwny<br />

typ wiszący pod mostem (Heath Ledger). W<br />

córeczce kocha się młody aktor Anton, ale ona woli<br />

Ledgera! Na planie plącze się jeszcze mądry<br />

karzeł. W tym świecie panuje niezły chaos, tak jak<br />

we wnętrzu ich powozu, ciągnionego przez konie<br />

(czym oni w Londynie karmili te konie!?).Aświat ten<br />

jest jeszcze poszerzany o sceny z wyobraźni<br />

bohaterów, gdy tylko przejdą oni przez magiczne<br />

lustro. Bajka, nie bajka? - a żyć jakoś trzeba.<br />

Problem w tym, jak oszukać diabła? Bo rzecz jest o<br />

utracie duszy ludzkiej i trochę o braku wyobraźni u<br />

współczesnego człowieka.<br />

Tak jak nie lubię skeczy z „Latającego cyrku<br />

Monty Pythona”, tak dwa razy obejrzałem ten film.<br />

Pamiętam, że ten sam reżyser nakręcił też „The<br />

Fischer King” - przejmującą opowieść o losie i wyobraźni.<br />

Znajduję w nim coś z „Fausta” Goethego<br />

56<br />

Leszek Kozak,<br />

Obszar gminy<br />

Abramów<br />

w dziejowym ujęciu,<br />

Abramów 2009.<br />

ss. 240.<br />

Film<br />

i Manna. Ten sam motyw, ale jak inaczej rozwinięty i<br />

„sprzedany”. Trochę jak u Bułhakowa - diabeł<br />

„wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni”. Widz<br />

trochę zapomina o zakładzie, oczarowany<br />

surrealistycznymi<br />

czysta sztuka.<br />

obrazami i zostaje... prawie<br />

I jeszcze coś. Wspaniały pomysł na<br />

„niekończącą się opowieść” (choć to inna bajka<br />

pełna wyobraźni), a jednocześnie piękne<br />

pożegnanie z wielkim aktorem, który zmarł w trakcie<br />

kręcenia filmu. Fabuła pozwoliła twórcom wrócić na<br />

plan i zastąpić Heatha Ledgera,<br />

m.in. Colinem<br />

Farrelem, o którym teraz głośno u nas z powodu<br />

jego związku zAlicją Bachledą-Curuś.<br />

Zobaczyć „Parnassusa” trzeba, choć nadal<br />

nie wiem, czy warto zabiegać u czarta o<br />

nieśmiertelność? Jeśli już, to może nie o taką, aby<br />

wyglądać jak wieczny starzec. Wampiry też są<br />

nieśmiertelne, ale jak wyglądają!<br />

Henryk Radej<br />

„Parnassus” ( The imaginarium of Doctor<br />

Parnassus),<br />

Francja/Kanada/Wielka Brytania 2009;<br />

reżyseria: Terry Gilliam.<br />

Grafika - Robert Znajomski


Fraszki Fraszki<br />

Stanisław Koszewski<br />

Fraszki z okazji jubileuszu „<strong>Nestor</strong>a”<br />

Rzec muszę,<br />

cenimy takie jubileusze.<br />

Duetowi muzycznemu<br />

Dzięki za czary<br />

fletu i gitary<br />

O „<strong>Nestor</strong>ze”<br />

Chwalebny czyn<br />

starosty i gmin.<br />

Gazeta ma nieskolko liet,<br />

a dienieg niet.<br />

Ale starosta<br />

chwili sprostał.<br />

O wzroku redaktora<br />

W redakcyjnej męce<br />

czas wydłużył ręce.<br />

Pochwała artystki<br />

Masz problem, zwróć się do Krysi,<br />

jej nic nie wisi.<br />

Podpowiedź<br />

Kierunek prosty,<br />

w każdym numerze<br />

twarz i słowo starosty.<br />

Oratorski kunszt<br />

Nie potrzeba mównicy<br />

wójtowi z Siennicy.<br />

Powaga<br />

Publiczność wpatrzona w Tadeusza,<br />

ale to go nie wzrusza.<br />

L. J. Okoń<br />

Jestem z Chełma, a Krasnystaw chwalę,<br />

bo jest COŚ w tym Krasnymstawie.<br />

Stanisław Koszewski<br />

Fraszki na okoliczność promocji<br />

wierszy Mariana Cichosza<br />

dnia 19 stycznia 2010 roku<br />

w Miejskiej Bibliotece Publicznej<br />

w Krasnymstawie<br />

Polała się struga bystra<br />

poezji pana ministra.<br />

Ku zdumieniu naszemu<br />

Erotyki, jakby wprost z haremu.<br />

Nie jedna pani<br />

poszłaby za nim.<br />

Był w potrzebie,<br />

na nowo odkryć siebie.<br />

Przychodzi pora<br />

i na prokuratora.<br />

Jeżeli od życia człek nie stroni,<br />

raz oskarża, innym razem broni.<br />

Aluzja do twórczości<br />

Będąc w twórczym stanie,<br />

pisz o każdym bałwanie.<br />

Emocje<br />

Był podniecony,<br />

ale… obecność żony.<br />

Jest prawdą, że żona<br />

z dumą w męża wpatrzona.<br />

Mąż stanu, a teraz bowiem<br />

Zwyczajnie - człowiek.<br />

Pozytyw<br />

Duży, czy mały.<br />

jest wyrozumiały.<br />

Edukacja<br />

Mając speca przez miedzę,<br />

Łykaj haustem wiedzę.<br />

Z wypowiedzi L. J. Okonia<br />

W lot chwyta,<br />

kto czyta.<br />

Opinia<br />

Postać znana,<br />

natura skomplikowana.<br />

57


Poeci Literatura<br />

Mirosław Iwańczyk<br />

Czym była Litwa dla Mickiewicza i<br />

Słowackiego, tym była Ukraina dla Józefa Bohdana<br />

Zaleskiego. Był on poetyckim piewcą urody tych<br />

wschodnich rubieży dawnej Rzeczypospolitej. To<br />

właśnie tutaj, na tych terenach współistniały ze<br />

sobą kultury różnych narodów, spośród których<br />

wyróżniał się folklor ukraiński i polski, i również<br />

tutaj przeżył swoje dzieciństwo i lata młodzieńcze<br />

Bohdan Zaleski.<br />

Bujna przyroda, szerokie przestrzenie,<br />

groźne jary, zielone, niczym wyspy na stepie<br />

ostrowy i burzany, tajemnicze wzgórza i kurhany,<br />

tradycje wspólnych walk Polaków i Ukraińców z<br />

Tatarami i Turkami oraz rzewne, ludowe melodie<br />

i pieśni natchnęły lirę poety do tworzenia<br />

przepięknych, malarskich strof. Wrażenia z czasów<br />

bezpośredniego obcowania z ludem i przyrodą<br />

kresów, utworzyły jakiś świetlany, magiczny obraz,<br />

który przechowywał Bohdan przez całe życie z<br />

pierwotną żywością blasków i barw. Legendy i mity<br />

brzmiące w ludowych pieśniach i dumach,<br />

opowiadające o heroicznych czynach rycerzy<br />

polskich i ukraińskich fascynowały młodego poetę.<br />

Wsłuchiwał się w ludową pieśń. Słyszał ją na polu,<br />

przy pracy wieśniaków, słyszał od lirników i bandurzystów.<br />

Drżał z przejęcia na dźwięk piosnki o<br />

dziewczynie, która zioła warzyła i otruła nimi<br />

kochanka, i słuchał tej pieśni, w której żegnał matkę<br />

i siostrę młody chłopak przed wyjazdem bez<br />

powrotu w daleką gdzieś stronę... A smutny ton<br />

pieśni, co płynął ku gwiazdom ze znękanej<br />

chłopskiej duszy, budził głęboką zadumę, budził<br />

czucie na ludzką niedolę.<br />

58<br />

Józef Bohdan Zaleski<br />

- poeta zapomniany<br />

Kresy były mitycznym świadkiem świetnej<br />

rycerskiej przeszłości Polaków i Ukraińców. To w tej<br />

ziemi leżały kości ojców i dziadów, odnoszących<br />

niegdyś sławne zwycięstwa, a takie postacie jak<br />

Iwan Mazepa czy Konaszewicz-Sahajdaczny<br />

znalazły trwałe miejsce w historii i kulturze obu<br />

narodów. Jest to także ojczyzna najbardziej<br />

rozwiniętej poezji ludowej, kraj pełen tradycji,<br />

określonych zwyczajów, przesądów, wróżb,<br />

przepowiedni, a więc wiara w czary i zjawiska<br />

nadzmysłowe.<br />

Niektóre elementy pejzażu i folkloru kresów,<br />

które odmalował w sposób niezwykle barwny, wciąż<br />

jeszcze istnieją i są bliskie mieszkańcom powiatu<br />

chełmskiego, przemyskiego czy zamojskiego.<br />

Pieśń gminna, którą poeta tak umiłował i wspaniale<br />

przetwarzał na język literacki, nie tylko nie zginęła,<br />

ale w dalszym ciągu się rozwija. Powstają liczne<br />

zespoły folklorystyczne, organizowane są festiwale<br />

muzyki i pieśni kresowej. Rzewne i tęskne melodie,<br />

z których czerpał Bohdan pełnymi garściami do<br />

swych wdzięcznych dum i dumek przeżywają<br />

obecnie renesans. Dzisiaj na terenach<br />

południowowschodniej Polski folklor ukraiński i<br />

polski powoli integruje się i koegzystuje we wspólnej<br />

symbiozie, tworząc specyficzny konglomerat<br />

odradzającej się kultury kresowej. Dlatego<br />

mieszkańcom tego regionu melodyjna, barwna i<br />

rzewna twórczość Zaleskiego powinna być bliska i<br />

zrozumiała. Niestety jego utwory zostały niemal<br />

całkowicie zapomniane.<br />

Po ogromnej popularności tej poezji w<br />

okresie romantyzmu, w następnych okresach<br />

zaczęła ona stopniowo znikać nawet z<br />

podręczników i wypisów szkolnych. Zaś po II wojnie<br />

światowej stała się całkiem nieznana. A przecież<br />

Zaleski stawiany był przez długi czas w rzędzie<br />

największych i najlepszych poetów - najczęściej<br />

obok Mickiewicza, a często ponad Słowackim.<br />

Szczególnie cenił talent Zaleskiego sam<br />

Mickiewicz, który w słynnej przedmowie do<br />

petersburskiego wydania „Poezyj” z 1829 roku<br />

wymienił go obok Burnsa, Herdera, Goethego<br />

i Scotta. Później zaś przed całym światem, bo z<br />

katedry College de France ogłosił Zaleskiego<br />

największym ze wszystkich poetów słowiańskich.<br />

Do tych pochlebnych opinii dołączyli również poeci<br />

i krytycy, m.in. M. Mochnacki, S. Goszczyński, M.<br />

Grabowski, St. Witwicki.<br />

Poezją Bohdana zachwycała się także<br />

przedstawicielka pozytywizmu Maria Konopnicka.<br />

Pisała o nim następująco: „Kochał nas - i my go<br />

kochamy. Dla prostoty serc, dla czarodziejstwa<br />

pieśni, dla wiary w wielkie, ogromne dobro miłości<br />

bratniej. Kochamy tego ptaka bożego, który śpiewał<br />

nam pieśń słodką, wiośnianej otuchy, bo on lutnią<br />

narodu odgrywał w łkaniach za młodu”. Pozytywnie


Poeci Literatura<br />

wyrażali się o twórczości Zaleskiego wybitni<br />

historycy literatury polskiej: A. Mazanowski, St.<br />

Zdziarski, J. Tretiak. Dziwi więc fakt, że tak<br />

znakomity artysta zniknął z parnasu polskiej poezji,<br />

a przecież był poetą niezwykle oryginalnym. Szukał<br />

własnych dróg, nie naśladując nikogo. Niezwykła<br />

oryginalność Zaleskiego objawia się w tworzeniu<br />

nowych form gatunków poetyckich, we<br />

wprowadzeniu do naszej literatury nowych,<br />

stworzonych przez niego rodzajów poezji, a<br />

mianowicie dum, dumek, rapsodów, fantazji czy<br />

miniatur poetyckich, nazywanych pyłkami,<br />

szumkami i wiośniankami. Nikt przed nim, ani nikt<br />

po nim, nie mógł się poszczycić w okresie<br />

romantyzmu tak nowatorskimi dokonaniami. Poza<br />

tym, stał się on również twórcą sentymentalnej<br />

wersji romantyzmu. Miał też licznych naśladowców,<br />

następców i kontynuatorów swego programu, do<br />

których zaliczamy T. Lenartowicza, W. Pola, Wł.<br />

Syrokomlę i innych poetów. Twórczość Zaleskiego<br />

integralnie związana z Ukrainą, przez historyków<br />

literatury zaliczana była do tzw. szkoły ukraińskiej,<br />

której przedstawicielami byli również A.<br />

Malczewski, S. Goszczyński i inni poeci regionu.<br />

Kochał Zaleski Ukrainę i opiewał jej urodę,<br />

folklor i obyczaje, ponieważ tutaj przyszedł na świat<br />

i tu spędził lata dzieciństwa i wczesnej młodości.<br />

Urodził się 2 lutego 1802 roku we wsi Bohatyrka na<br />

Ukrainie w guberni kijowskiej, w zubożałej rodzinie<br />

szlacheckiej, jako najmłodszy syn spośród<br />

trzynaściorga dzieci Marii i Wawrzyńca Zaleskich.<br />

Wcześnie osierocone dziecko, wychowywane<br />

najpierw przez najstarszego brata Eliasza, a<br />

później przez ciotki, często zadumane, patrzyło w<br />

dal zielonych traw i kurhanów i w rozwarty błękit<br />

ukraińskich nieb. Dziecinne lata Bohdana pełne<br />

były swobodnego kontaktu z naturą, z bujną<br />

ukraińską przyrodą oraz folklorem kresów, który<br />

okazał się później ważną inspiracją dla jego<br />

twórczości.<br />

Pierwsze poetyckie kroki stawiał w<br />

Humaniu, gdzie kształcił się w sławnej Szkole<br />

Bazyliańskiej. Tam też, wspólnie z S.<br />

Goszczyńskim i M. Grabowskim założył<br />

stowarzyszenie poetyckie, które od pierwszych<br />

sylab ich nazwisk otrzymało nazwę Za-Go-Gra. Już<br />

wtedy szybko zdobył sobie miano i opinię zdolnego<br />

poety. Następnie, podczas pobytu w Warszawie i jej<br />

okolicach rozwinął swój talent w całej pełni. Dzięki<br />

pomocy K. Brodzińskiego i A. Odyńca zdołał<br />

opublikować na łamach pism warszawskich wiele<br />

znakomitych utworów. Były to dumki i rapsody, takie<br />

jak: „Dumka hetmana Kosińskiego”, czy rapsod<br />

„Janusz Bieniawski”. Cechą tych utworów jest<br />

ruch i pęd, a rytm wierszy wywołuje wrażenie<br />

galopu końskiego. Z kolei w „Śpiewie poety” Zaleski<br />

stworzył doskonałą kompozycję dźwięków, tonów,<br />

radości i żalów w swojej gęśli. W dumie „Damian<br />

książę Wiśniowiecki”, jako pierwszy wprowadził do<br />

polskiej literatury postać starego wróżbity Nauma,<br />

który był prototypem mitycznego Wernyhory.<br />

Natomiast dumie „Z pieśni ludu ukraińskiego”<br />

nadaje urok nieprzeparty nutą tęsknych pieśni<br />

ludowych, przepojonych melancholią i smutkiem<br />

elegijnym. Największy artyzm osiągnął poeta w<br />

swym wspaniałym poemacie zatytułowanym<br />

„Rusałki”. Przepięknym słowem, w najdelikatniejszych<br />

rysach, oddał nam poezję pełną szczerej,<br />

pierwotnej miłości, która stroi tło życia w tęczowe<br />

barwy. Jest to utwór pełen niepokojów, czułości,<br />

pełen wiary w szczęście wymarzone, który kończy<br />

się łzami i żalem. Zaleski, przez usta bohatera,<br />

wyraził w nim dzieje własnego serca, ze<br />

szczerością, prostotą, wdziękiem, we właściwy<br />

sobie muzykalny i plastyczny sposób.<br />

Wyjątkowym klejnotem w jego poezji, ze<br />

względu na egzotykę, jest prześliczna fantazja<br />

„Śpiewające jezioro”. Poeta skomponował tutaj<br />

przepiękną i niepowtarzalną scenerię barw i<br />

dźwięków. Stworzył spektakl światłocieni,<br />

zestrojonych z melodią niebiańskich harf w<br />

nadzmysłowe, polifoniczne misterium życia i<br />

śmierci. Zupełnie inny nastrój posiada poemat<br />

„Czajki”, którego najcenniejszą zaletą jest<br />

oryginalny, ognisty temperament kozacki, który<br />

porywa czytelnika i przenosi w wyidealizowane<br />

krainy przeszłości rycerskiej. Zaś śpiewność,<br />

melodyjność i rytmika są tu po prostu niezrównane.<br />

Tworząc swoisty obraz Ukrainy, Zaleski posłużył się<br />

trzema symbolami. Jednym z nich jest postać<br />

ukraińskiego barda Bojana, legendarnego<br />

śpiewaka znad Dniepru. Drugi symbol to skromny<br />

skowronek lub słowik, co oznacza pokorę wobec<br />

świata, szczerość serca, prostotę i ufność w wyroki<br />

boskie. Trzecim symbolem jest naiwność dziecięca,<br />

która łączy się u poety z apologią kraju z lat<br />

dziecinnych, swoistą arkadią dzieciństwa.<br />

U Bohdana arkadyjską krainą szczęścia jest<br />

właśnie Ukraina, świat zamierzchłej, rycerskiej<br />

przeszłości, pełen chwały i baśniowego uroku, a<br />

także kraina głębokich, tajemniczych więzi między<br />

człowiekiem a przyrodą. Pierwiastek ludowy<br />

odegrał ważną rolę w jego twórczości, gdyż wpłynął<br />

na język i rytmikę utworów, co uczyniło go<br />

najśpiewniejszym z poetów polskich. Stosowanie<br />

paralelizmów, anafor i różnego rodzaju powtórzeń<br />

dawało efekt ludowego zawodzenia. Meliczność<br />

poezji Zaleskiego była tak sugestywna i urzekająca,<br />

że uznano go za arcymistrza melodyjności. Wyniósł<br />

on metrum ludowego sylabotonizmu ponad<br />

wulgarność i uczynił szanowaną wartością<br />

literacką. Innowacją było wprowadzenie przez<br />

niego nazw z obszaru ukraińskiego oraz<br />

regionalizmów. Hordy tatarskie, janczarki, limany,<br />

59


60<br />

Poeci Literatura<br />

kurhany, burzany, ostrowy, czajki, jary, porohy, bałki<br />

wzbogaciły i uegzotyczniły słownictwo. A słowa<br />

takie jak „Lachy”, „czarnobrewka”, „torban”,<br />

„kurzeń”, „ładan” wprowadziły w krąg potocznego<br />

języka ukraińskiego. W ten sposób stał się Zaleski<br />

romantycznym głosicielem urody języka polskiego<br />

kresów wschodnich, który poprzez literaturę uczynił<br />

ogólnonarodowym dobrem kultury.<br />

Jego twórczość, pozbawiona akcentów<br />

buntowniczych, nie kreowała bohatera literackiego<br />

na miarę herosa, buntownika, Prometeja, ale<br />

przywoływała paralektejski model skromnego<br />

człowieka. Przedstawiała obraz świata harmonijnego,<br />

opartego na jedności człowieka z naturą.<br />

Elementy barw i światła, wrażenia ciągłego ruchu<br />

i nieustannej przemienności, a zwłaszcza muzycznej,<br />

wziętej z folkloru w jego poezji stanowi jej walor<br />

niedościgniony przez innych. Bohdan swym<br />

talentem oszlifował ludowy folklor Ukrainy, tworząc<br />

z niego doskonałe klejnoty poezji romantycznej.<br />

Pieśni, obyczaje, tańce, podania, obrzędy,<br />

przyroda stepów, toerbaniści, wierzenia w czary,<br />

boginki, mity o bohaterach oraz cały kozacki świat<br />

Ukrainy wkroczyły na karty poezji Zaleskiego i sprawiły,<br />

że jego poezja jest jedyną w swej<br />

oryginalności. Przyciąga tajemniczością i niezwykłością.<br />

Słychać w niej muzykę stepu i galopującego<br />

na koniu nieokiełznanego Kozaka.<br />

Tak jak jego poezja jest wspaniała, tak i postać<br />

Zaleskiego była jedną z najwybitniejszych<br />

osobowości polskiego romantyzmu. Swoją wysoką<br />

pozycję zawdzięczał nie tylko znakomitej<br />

twórczości, ale również swojej nienagannej,<br />

patriotycznej postawie. Brał aktywny udział w<br />

powstaniu listopadowym. Walczył jako żołnierz w<br />

stopniu podporucznika w bitwach pod Dobrem,<br />

Sochaczewem i Grochowem. Po kapitulacji<br />

Warszawy otrzymał krzyż Virtuti Militari. Ponadto w<br />

czasie trwającego powstania, wybrany posłem na<br />

sejm jako reprezentant powiatów wschodnich,<br />

forsował sprawę uwłaszczenia chłopów.<br />

Przebywając na emigracji, założył wspólnie z<br />

Mickiewiczem w Paryżu Towarzystwo Słowiańskie.<br />

Wiódł życie poety-wędrowca, często zmieniającego<br />

miejsce pobytu. Najczęściej jednak wracał<br />

do swego ulubionego Fontainebleau.<br />

Ożenił się dość późno, bo dopiero w wieku<br />

44 lat z Zofią Rosengardtówną, przybyłą do Paryża<br />

z Warszawy, uczennicą Chopina. Po śmierci<br />

Mickiewicza, Zaleski stał się opiekunem i doradcą<br />

braci emigracyjnej. Jako ceniony poeta, ponadto<br />

człowiek serdeczny i życzliwy ludziom, wiele razy<br />

służył radą i pomocą. Pisali i przyjeżdżali do niego<br />

m.in. Cyprian Kamil Norwid i Teofil Lenartowicz, aby<br />

prosić o ocenę, radę lub wstawiennictwo.<br />

Nie zaniedbywał Zaleski również swojej<br />

twórczości. Na emigracji powstały finezyjne dumy<br />

historyczne takie jak: „Wyprawa chocimska”,<br />

„Trechtymirowski monastyr”, „Lach serdeczny na<br />

marach”, których tematami są zwycięstwa oręża<br />

słowiańskiego, oraz poematy epickie: „Złota Duma”,<br />

„Potrzeba zbaraska”. W 1839 r. wydany został<br />

niezwykle oryginalny wiersz „Sen-Drzewo-<br />

Wieszcze” o charakterze symboliczno-profetycznym.<br />

Utworem napisanym z największym epickim<br />

rozmachem był historyczny poemat „Duch od<br />

stepu”, w którym dzieje świata przedstawione są<br />

jako senna wizja poety, i splatają się z poetycką,<br />

mityczną autobiografią, która traktowana jest jako<br />

senne widzenie.<br />

Poeta kontynuował też temat kresowy w<br />

wierszach stylizowanych na ludowe pieśni, będące<br />

obrazkami z życia ludu ukraińskiego. Nazwał je<br />

szumkami, wiośniankami i pyłkami, doprowadzając<br />

stworzone przez siebie rodzaje poetyckie do<br />

arcymistrzostwa. Czytając te przepiękne, skrzące<br />

się barwami miniatury poetyckie („Czarnoksiężniczka”,<br />

„Zaranek”, „W spółce ze słowikiem”, „Tędy,<br />

tędy leciał ptaszek”), odnosi się wrażenie jakiejś<br />

przedziwnej lekkości, nieokiełznanej swobody<br />

żeglowania puszystych piór na tle purpurowobłękitnej<br />

przestrzeni otulającej bezkresny step.<br />

Mickiewicz pisał, że Zaleski wyczerpał<br />

wszystkie sposoby, wszystkie rytmy, wszystko, co<br />

jest najświetniejszego w kolorycie, najdelikatniejszego<br />

w odcieniach. Dlatego wielką szkodą dla<br />

literatury polskiej jest nieobecność w antologiach,<br />

podręcznikach oraz wypisach szkolnych, tak<br />

przecież znakomitej i wartościowej poezji<br />

Zaleskiego. Jej oryginalna prostota, wdzięk, a<br />

jednocześnie plastyczność i meliczność zachwycają<br />

swoją harmonią i precyzją słowa. Tkwi głęboko<br />

korzeniami w tradycjach kultury kresowej.<br />

Dzisiaj, w dobie skrajnego racjonalizmu,<br />

taka poezja pełna tajemniczego uroku, ewokująca<br />

swoistego rodzaju magią, może być odskocznią od<br />

szarej rzeczywistości, terapią i wędrówką przez<br />

lepszy, piękniejszy świat, dla tych wszystkich,<br />

którzy są wrażliwi na piękno słowa. Twórczość<br />

„słowika polskiego romantyzmu” powinna znów<br />

zaistnieć i zdobyć nowe rzesze czytelników.<br />

Dotyczy to szczególnie południowowschodniego<br />

regionu naszego kraju, ponieważ utwory<br />

Zaleskiego są integralnie związane z folklorem tych<br />

terenów zamieszkałych zarówno przez Polaków jak<br />

i Ukraińców. Zaś pieśń ludowa, którą tak ukochał<br />

Bohdan, przeżywa rozkwit, stając się modna i popularna.<br />

Należy więc mieć nadzieje, że poezje<br />

Bohdana Zaleskiego wrócą na należne im miejsce<br />

w polskiej literaturze i ponownie zalśnią barwnym<br />

światłocieniem finezyjnych strof.<br />

Mirosław Iwańczyk


Poezja Poezja<br />

Józef Bohdan Zaleski<br />

Dumka hetmana Kosińskiego<br />

Hop, hop, cwałem koniu wrony,<br />

Leć do pułków, do mej żony,<br />

Dłużej chwilką<br />

Jeszcze tylko<br />

Do Stawiszcz mi służ!<br />

Od Piatyhor, Pawołoczy<br />

Bieży tłumnie lud ochoczy,<br />

Nalewajki<br />

Lotne czajki<br />

Płyną Dnieprem już.<br />

Wnet pospieszą rejestrowi<br />

Ku odsieczy Czehrynowi,<br />

Przy rozgłosie<br />

Dum po rosie<br />

Przypuścimy szturm.<br />

Zagra ziemia pod kopyty,<br />

Proch pomiecie słupem wzbity,<br />

Urah! Głosy<br />

Pod niebiosy<br />

Wzlecą z brzękiem surm.<br />

Ho, ho, darmo - nigdy w stepie<br />

Zdrad tatarskich nie prześlepie,<br />

Jak się biją?<br />

Gdzie się kryją?<br />

Znam jak murza hord.<br />

Umiem z nagła wpaść na karki,<br />

Rąbać szablą, grzmieć z janczarki;<br />

W lewo, w prawo<br />

Szybko, żwawo<br />

Nieść ogień i mord.<br />

Widać, widać już Stawiszcze,<br />

Wiatr w chorągiew miasta świszcze,<br />

Daszka szyki<br />

Brzmią okrzyki,<br />

Biją dzwony z wież.<br />

Dniowa gwiazda, chmurna, blada,<br />

Za Krzywiecki las zapada,<br />

Wrony koniu,<br />

Po tem błoniu<br />

Prędzej, prędzej bież.<br />

Miga w dali dwór mój biały,<br />

Grają trąbki, grzmią wystrzały,<br />

Widna moja<br />

Złota zbroja,<br />

Sokół, chart i koń.<br />

I ot stoi tam u drzewa<br />

Moja młoda czarnobrewa,<br />

Piękne oczy<br />

Łzami mroczy,<br />

Załamuje dłoń.<br />

Oczu-ż pięknych żal się Boże!<br />

Co płacz marny dziś pomoże?<br />

Kiedy wola<br />

Sejmu, Króla,<br />

Każe w pole nam.<br />

Wolniej, wolniej, koniu chyży!<br />

Niech się luba moja zbliży,<br />

Stój, stój, chwilę,<br />

Niech się schylę,<br />

Pocałunek dam.<br />

Nie płacz, nie bluźń, moja droga!<br />

Śmierć i życie w mocy Boga.<br />

Proś Go lepiej,<br />

Niech pokrzepi,<br />

Natchnie męstwem nas.<br />

Nie płacz, nie bluźń, moja droga!<br />

Wrócę zdrowy - w łasce Boga,<br />

Przez las dołem<br />

Z psem, sokołem,<br />

Wrócę w ranny czas.<br />

A gdy śpiącą cię zastaniem,<br />

Zbudzę głośnem całowaniem,<br />

Klasnę, świsnę,<br />

Zbroją błysnę,<br />

Z czoła otrzesz znój.<br />

Nie płacz, nie bluźń, czas upływa,<br />

Bądź mi zdrowa i szczęśliwa!<br />

Próżne słowa,<br />

Bądź, bądź zdrowa!<br />

Dalej, koniu mój!<br />

61


62<br />

Historia Religie<br />

Olga Białek-Szwed<br />

Historia, upadek i reaktywacja Uczelni<br />

Mędrców Lublina<br />

(Jeszywas Chachmej Lublin) 1<br />

Dnia 11 lutego 2007 r. miało miejsce<br />

otwarcie pierwszej po II wojnie światowej,<br />

samodzielnie zrekonstruowanej przez społeczność<br />

żydowską świątyni w Polsce - bożnicy mieszczącej<br />

się w odremontowanej Jeszywas Chachmej Lublin.<br />

Uczelnia Mędrców Lublina, zwana też<br />

Uniwersytetem Żydowskim lub w skrócie Jochel,<br />

swoje podwoje dla studentów - nieżonatych<br />

mężczyzn (kobiety miały zakaz wstępu) - otworzyła<br />

24 czerwca 1930 r. Dla niektórych była drugim<br />

wcieleniem lubelskiej uczelni talmudycznej,<br />

założonej w 1518 r. przez Szlomo Szachnę.<br />

Uczelni, która w 1567 r., pod kierownictwem rektora<br />

Salomona Lurii, zwanego Maharszalem, otrzymała<br />

nadany przez króla Zygmunta Augusta przywilej<br />

stawiający ją na równi z innymi ówczesnymi<br />

akademiami. Jesziwa w tym kształcie istniała do III<br />

rozbioru Polski.<br />

2<br />

Po latach Jeszywas Chachmej Lublin<br />

powstała, lub jak chcieli niektórzy jej entuzjaści -<br />

odrodziła się z inicjatywy urodzonego w Suczawie<br />

na Bukowinie, w zamożnej rodzinie ortodoksyjnej<br />

3<br />

rabina Jehudy Majer Szapira (1887-1933). W<br />

latach 1923-1927 posła na sejm II Rzeczypospolitej<br />

(28 listopada 1922 złożył ślubowanie poselskie),<br />

przewodniczącego Kolegium Rabinackiego przy<br />

Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia<br />

Publicznego. Wybitnego uczonego i przywódcy<br />

duchowego, świadomego nie najlepszej kondycji<br />

szkolnictwa ortodoksyjnego w II Rzeczypospolitej.<br />

Kondycji konstytuowanej złą sytuacją finansową<br />

jesziw, nieodpowiednią bazą lokalową, często<br />

niespełniającą wymagań sanitarno-epidemiologicznych,<br />

z przestarzałymi metodami nauczania<br />

i wychowania oraz coraz bardziej nabrzmiałymi<br />

problemami związanymi z emancypacją młodzieży<br />

pochodzącej ze środowisk ortodoksyjnych i chasydzkich,<br />

nasilającym się procesem laicyzacji<br />

życia. Rabinowi Glinian, Sanoka, Piotrkowa<br />

Trybunalskiego, a od 25 czerwca 1930 r. - także<br />

i nadrabinowi Lublina nieobojętny był los<br />

młodzieńców studiujących Torę, ich ubóstwo<br />

(bowiem tylko część pochodziła z zamożnych<br />

domów lub mogła liczyć na pomoc materialną<br />

przyszłych teściów), brak godnych warunków do<br />

nauki i wynikające z tego stanu rzeczy liczne<br />

niedyspozycje zdrowotne, oraz - co się z tym wiąże<br />

- zmniejszająca się popularność wyboru studiów<br />

talmudycznych, mimo towarzyszącej im estymie w<br />

społeczności ortodoksyjnych Żydów.<br />

W kręgach ortodoksyjnych potrzebę<br />

zreformowania szkolnictwa religijnego dostrzegano<br />

już w pierwszych latach po uzyskaniu<br />

niepodległości. Początkowo skupiano się tylko nad<br />

zmianami w sposobie nauki w chederach (tu<br />

przykładem może być niezrealizowany projekt<br />

Izraela Friedmana z Czortkowa, zwanego<br />

Czortkowerem). Kwestie planowanych reform, czy<br />

raczej sposób ich przeprowadzenia, tzn.<br />

przełamywania anachronicznych, zdeterminowanych<br />

tradycją praktyk edukacyjnych, budziły<br />

wiele kontrowersji w środowisku ortodoksyjnych<br />

Żydów. Warto podkreślić, że początkowo sam rabin<br />

Szapiro dał się poznać jako przeciwnik wszelkich<br />

edukacyjnych prądów modernistycznych. W<br />

sejmie, jako poseł drugiej kadencji, z ramienia<br />

Agudy optował za tradycyjnym modelem nauczania<br />

i wychowywania dzieci i młodzieży. W dyskusjach<br />

parlamentarnych ścierał się z przedstawicielami<br />

środowisk nieortodoksyjnych. Dopiero jego<br />

późniejszy projekt - Jeszywas Chachmej Lublin<br />

wpisał się w schemat zmian bliskich reformatorom,<br />

a jak piszą Konrad Zieliński i Nina Zielińska:<br />

Lubelska jesziwa, czy raczej idea zakładania<br />

nowocześnie pomyślanych i zarządzanych uczelni<br />

rabinackich, w przyszłości miała być swego rodzaju<br />

panaceum na problemy ortodoksyjnego żydostwa<br />

4<br />

w Polsce.<br />

Lubelska Jesziwa miała bowiem stać się<br />

wzorcem dla kolejnych, budowanych na jej<br />

podobieństwo, nie tylko w Polsce, ale i poza jej<br />

granicami przybytków świętej nauki. W zamyśle<br />

twórców Jeszywas Chachmej Lublin, student tak<br />

nowoczesnej placówki winien być wzorem dla całej<br />

społeczności, godnie przeciwstawiać się jego<br />

powolnej laicyzacji. Dlatego, jak mawiał sam<br />

Szapiro: W dzisiejszych czasach studenci Jesziwy<br />

nie powinni żyć w niepewności i żywić się jak<br />

5<br />

żebracy. Ja zbuduję dla nich pałac.<br />

Rabin Majer Szapiro, od 1922 r. pełniący<br />

6<br />

funkcję prezesa Agudas Isroel , z propozycją<br />

wybudowania wyższej uczelni rabinackiej w<br />

Lublinie wystąpił w 1923 r. na I Światowym<br />

Kongresie M. Kargul iŻydów J. Dehnel, Ortodoksyjnych foto H. Radej Związku Izraela<br />

7<br />

w Wiedniu.<br />

Konkretne prace nad projektem Jeszywas<br />

Chachmej Lublin ruszyły pod koniec 1923 r., kiedy<br />

to w Lublinie powołano Komitet Budowy Wyższej<br />

Uczelni Religijnej o nazwie Keren Hatora,<br />

mieszczący się przy ul. Królewskiej 17. Na czele<br />

komitetu stanął oczywiście rabin Majer Szapiro,<br />

jego zastępcą został lublinianin Mojżesz<br />

Szczarański, przewodniczący oddziału Agudy w<br />

Lublinie. Kamień węgielny pod budowę przyszłej<br />

uczelni położono 22 maja 1924 r. Rabin Szapiro,<br />

czas od wmurowania kamienia do inauguracji<br />

poświęcił na kwestowanie i dyskusje na temat formy<br />

przyszłej uczelni. Kilkakrotnie w tym celu wyjeżdżał<br />

do USA, a później i do Kanady, Czechosłowacji,<br />

Holandii, Belgii, Niemiec, Austrii, Szwajcarii,<br />

Francji, Wielkiej Brytanii i in. Należy jednak<br />

podkreślić, że największy entuzjazm dla idei<br />

powstania wyższej uczelni talmudycznej miał<br />

miejsce w Polsce.W Stanach Zjednoczonych, prócz


Historia Religie<br />

datków pieniężnych, udało się pozyskać od Tak oto na rogu ulic Unickiej i Lubartowskiej,<br />

diaspory na rzecz przyszłej biblioteki cenne w sąsiedztwie Szpitala Żydowskiego powstał<br />

starodruki. Rabin Szapiro do inicjatywy budowy monumentalny, sześciokondygnacyjny gmach. Jak<br />

Jesziwy przekonywał również niechętnych jej wspomina Joseph Friedenson, jeden z ostatnich<br />

powstania. Nie jest bowiem tajemnicą, że pewna żyjących studentów przedwojennej Jeszywas<br />

część żydowskiej społeczności Lublina, Chachmej Lublin, Uczelnia Mędrców Lublina była -<br />

szczególnie sympatycy ruchu syjonistycznego, ale spełnieniem marzeń. Zgodnie z tradycją<br />

też i nieliczni ortodoksi byli przeciwni powstaniu talmudyczną, młodzi uczą się lepiej religii poza<br />

Jeszywas Chachmej Lublin, jak mawiali - instytucji, domem. Takie też były zadania chederów czy<br />

która zajmie się „fabrykowaniem i eksportem jesziw. Jest takie powiedzenie: Idź na wygnanie<br />

8<br />

ciemnoty żydowskiej”. Uważali oni, że fundusze uczyć się Tory, albo, Nigdy nie nauczysz się<br />

przeznaczone na budowę powinny być raczej<br />

ofiarowane żydowskim instytucjom opiekuńczym<br />

lub dobroczynnym.<br />

Plac, na którym stanęła Jesziwa, został jej<br />

podarowany przez Szmula Ajchenbauma (Szmuel<br />

Ajchenbojm). Znajdował się przy najdłuższej ulicy<br />

przedwojennego miasta żydowskiego, przy ulicy<br />

Lubartowskiej nr 57 (adres z 1939 r.). Projekt<br />

budynku wykonał znany i ceniony w Lublinie<br />

architekt Agenor Smoluchowski. Prócz Żydów<br />

pochodzących z Polski (przedwojenni mieszkańcy<br />

żydowskiego Lublina, a później i innych miast,<br />

wspominają skarbonki na datki, które pojawiały się<br />

w budynkach mieszkalnych, sklepach i restaura-<br />

9<br />

cjach ), inwestycję finansowali również Żydzi ze<br />

Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej. Dzięki<br />

temu efekt finalny okazał się imponujący.<br />

Według różnych źródeł, na uroczyste<br />

otwarcie Uczelni Mędrców Lublina przybyło około<br />

10-20 tys. Żydów. Nadesłano kilka tysięcy<br />

telegramów gratulacyjnych. Podejmowano<br />

rabinów, przedstawicieli elity polskich i światowych<br />

gmin oraz członków władz wojewódzkich i centralnych.<br />

Do zgromadzonych przemawiał m.in.<br />

założyciel, rabin Szapiro, który radośnie oznajmił:<br />

Bramy Jesziwy zostały właśnie otwarte, przeto<br />

Wszechmogący winien wspomóc nas w otwarciu<br />

10<br />

bram do zbawienia narodu żydowskiego.<br />

Atmosferę tego dnia wyczuwa się we<br />

wspomnieniach lublinianki Róży Fiszman-<br />

Sznajdman, która w swojej książce pt. Mój Lublin<br />

(Wydawnictwo Lubelskie 1986) wspomina, jak na<br />

uroczystość położenia kamienia węgielnego oraz<br />

później na otwarcie zjechały się tysiące Żydów z<br />

całego świata (...) chasydzi, rabini i wielu<br />

pobożnych Żydów. Ulice zapełniły czarne kapoty,<br />

czapki sobolowe i białe pończochy galicyjskich<br />

Żydów. (...) W ten sposób w mieście już i tak pełnym<br />

kontrastów, obok Katolickiego Uniwersytetu<br />

Lubelskiego, wyrosła wyższa uczelnia religii<br />

11<br />

żydowskiej.<br />

Specjalnie dla tych, którym nie dane było<br />

uczestniczyć w wielkim święcie nakręcono film<br />

dokumentalny. Relacja z lubelskich uroczystości<br />

cieszyła się dużym zainteresowaniem na drugiej<br />

półkuli, w Stanach Zjednoczonych.<br />

Talmudu w domu. Po powstaniu Jeszywas<br />

Chachmej Lublin, w Polsce mówiło się: Idę<br />

studiować do Lublina, albo Chciałbym iść do<br />

Lublina. I wszyscy wiedzieli o co chodzi. Lublin<br />

12<br />

równał się Jesziwie.<br />

Uczelnia, jak na owe czasy, była ewenementem.<br />

Nauczali w niej wybitni rabini, tzw. gaoni<br />

(zwierzchnicy szkół rabinicznych). Swoim<br />

studentom zapewniała dobre, czy wręcz jak na<br />

stereotyp przedwojennej jesziwy, luksusowe<br />

warunki. Nie było biedy, nauki przy dogasającej<br />

świeczce, w chłodnym, dusznym, małym lub<br />

ciemnym pomieszczeniu. Sale wykładowe<br />

zajmowały pięć pięter, internat liczył 200 miejsc<br />

(docelowo nastawiano się na 500 studentów - dop.<br />

OBS), biblioteka - 10 tysięcy ksiąg talmudycznych.<br />

13<br />

Całość uzupełniał ogród z 12 tysiącami drzewek.<br />

Jesziwa posiadała przestronne, jednoosobowe,<br />

jasne pokoje mieszkalne, nowoczesne urządzenia<br />

higieniczno-sanitarne, doskonale wyposażone sale<br />

wykładowe, stołówkę, bogatą bibliotekę. Każdy<br />

student dla zachowania porządku otrzymywał<br />

numer, który wyznaczał jego miejsce przy stole w<br />

jadalni, identyfikował jego garderobę oddawaną do<br />

wspólnej pralni i prasowalni. W suterenach i na<br />

parterze ulokowano kuchnię, piekarnię, pralnię,<br />

suszarnię, magazyny oraz łaźnię z prysznicami i<br />

basenami do rytualnych kąpieli. Na parterze<br />

przygotowano specjalne pomieszczenie dla bogato<br />

zdobionego, rzeźbionego w drewnie modelu<br />

14<br />

świątyni jerozolimskiej. Makieta stanowiła<br />

zarazem pomoc dydaktyczną przy studiowaniu<br />

Tory, jak i sporą atrakcję dla miejscowej<br />

społeczności oraz gości przybywających do<br />

Lublina. W oddzielnym budynku znalazło się<br />

miejsce dla nowoczesnych urządzeń centralnego<br />

ogrzewania. W 1935 r. młodzież studiująca w<br />

lubelskiej Jesziwie uzyskała uprawnienia do 50procentowej<br />

zniżki kolejowej.<br />

Jeszywas Chachmej Lublin utrzymywała<br />

kontakty z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim<br />

i Wyższym Seminarium Duchownym w Lublinie.<br />

Studenci i alumni wzajemnie się odwiedzali,<br />

dyskutowali ze sobą, spierali się na tematy<br />

dogmatów i prawd wiary. Joseph Friedenson był<br />

uczestnikiem i bacznym obserwatorem tych<br />

spotkań. Wspomina: pamiętam, że często odwie-<br />

63


Historia Religie<br />

dzali nas polscy koledzy - seminarzyści, których<br />

oprowadzaliśmy po budynku. Po pytaniach<br />

religijnych, rozmowa zwykle (...) kończyła się na<br />

kwestii celibatu i sytuacji rabina, który może, a<br />

nawet powinien mieć żonę i potomstwo, najlepiej<br />

liczne. Fakt ten bardzo ich ekscytował i prywatnie<br />

nie kryli, że żona dla duchownego to nie jest złe<br />

rozwiązanie. Często też wypytywali o Talmud, który<br />

jest komentarzem do biblijnej Tory. (...)<br />

przewodnikiem czy „instrukcją obsługi” religii w<br />

życiu codziennym i we wszystkich jego przejawach.<br />

I niektóre mądrości talmudyczne naszym kolegom<br />

z seminarium się podobały. 15<br />

Biblioteka, zgodnie z planami założycieli,<br />

miała w przyszłości stać się ogólnoświatową<br />

książnicą rabiniczną. Słuchacze starszych lat<br />

rozpoczęli nawet pracę nad wielką encyklopedią<br />

talmudyczną. Inna grupa studentów wydawała<br />

swoje pismo „Mekabcael”. Niestety, wojna,<br />

holocaust, grabież mienia, powojenna polityka<br />

władz komunistycznych, uniemożliwiły dalszą<br />

realizację tych planów. Po wojnie niespalone przez<br />

okupantów pozostałości księgozbioru Jeszywas<br />

Chachmej Lublin wywieziono za granicę,<br />

częściowo pozostały w zbiorach prywatnych lub<br />

trafiły do Centralnej Biblioteki Żydowskiej w<br />

Warszawie.<br />

Kandydaci pragnący studiować w murach<br />

Jeszywas Chachmej Lublin musieli się wykazać nie<br />

lada intelektem i budzącą podziw pamięcią.<br />

Podczas egzaminu wstępnego wymagano od nich<br />

znajomości 200 kart (czyli 400 stron) Talmudu<br />

Babilońskiego na pamięć oraz nienagannej<br />

postawy moralnej. Szczęśliwcy, którzy przebrnęli<br />

przez egzamin wstępny rozpoczynali edukację na<br />

kursach przygotowawczych tzw. Mechina, po<br />

których dopiero następowała właściwa nauka.<br />

Nauka odbywała się na dwóch poziomach:<br />

pierwszym, przeznaczonym dla młodszych<br />

studentów w wieku od 14 do 17 lat oraz drugim, dla<br />

młodzieży od 17 do 21 lat, a czasami i starszej.<br />

Najzdolniejsi mogli pogłębiać swoją wiedzę na<br />

wyższych studiach talmudycznych, które kończyły<br />

się otrzymaniem tytułu Cerwa de Rabanan, czyli<br />

Kolega Rabinów. Zdobycie dyplomu poprzedzone<br />

było zdaniem trudnego egzaminu przed komisją<br />

Kolegium Rabinów. Egzaminy odbywały się<br />

corocznie w dzień 7 adar (24 luty), według Talmudu<br />

w dzień rocznicy śmierci Mojżesza. Pierwszy<br />

rocznik opuścił mury uczelni w 1934 roku.<br />

Studenci przyjęci w mury akademii mieli być<br />

wolni od trosk związanych z materialną<br />

egzystencją. Planowano, że prozą życia zajmie się<br />

uczelnia, zapewniając zakwaterowanie, wyżywienie,<br />

materiały edukacyjne, opiekę mentorów.<br />

Ten fakt sprawił, że lubelska Jesziwa początkowo<br />

była otwarta dla wszystkich, niezależnie od pozycji<br />

64<br />

majątkowej kandydatów. Był to pierwszy przypadek<br />

tak powszechnego umożliwienia młodzieży z<br />

niezamożnych rodzin zdobywania wiedzy religijnej.<br />

Do tej pory jedynie najzdolniejsi mogli liczyć na<br />

indywidualne stypendia fundowane przez gminy lub<br />

bogatych sponsorów-protektorów. Niestety, z<br />

powodu kłopotów finansowych, gigantycznych<br />

wręcz kredytów zaciągniętych na potrzeby budowy<br />

i wyposażenia uczelni, już rok po otwarciu Jesziwy<br />

zaprzestano przyjmowania studentów niemogących<br />

zapłacić chociażby najskromniejszego<br />

czesnego.<br />

Lubelska Jesziwa posiadała swój specyficzny<br />

klimat. Mimo, że jej językiem wykładowym<br />

był hebrajski, na co dzień studenci posługiwali się<br />

jidysz. Do dnia swojej śmierci, 27 października 1933<br />

16<br />

r., ton nadawał jej rabin Szapiro. Błyskotliwy<br />

talmudysta, przywódca religijny, w Lublinie zwany<br />

Żydowskim Królem, rabin od 17 roku życia. Baczny<br />

obserwator, umiejętnie czerpiący doświadczenia z<br />

różnorodnych nurtów, aktualnych wtedy w<br />

środowiskach polskich Żydów. Potrafiący połączyć<br />

ze sobą śpiewy i tańce chasydzkie, mistyczny<br />

zapał, intuicję z „najlepszymi tradycjami żydostwa<br />

polskiego, opartymi na (...) racjonalnej ścisłości<br />

17<br />

litewskich uczelni talmudycznych”. Rabin Szapiro<br />

swoim wychowankom narzucał wojskowy dryl i iście<br />

ascetyczną egzystencję. Dzień nauki w Jesziwie<br />

rozpoczynał się już o 5.30 i trwał do późnych godzin<br />

wieczornych. Wypełniony był codziennym<br />

studiowaniem Talmudu (zgodnie z ideą Daf Jomi),<br />

udziałem w wykładach, lekturą komentarzy, czasem<br />

spędzanym w bibliotece, modlitwach itp. Życie<br />

prywatne podlegało drobiazgowej kontroli, co nie<br />

podobało się niektórym wychowankom.<br />

Zielińscy w swojej książce Jeszywas<br />

Chachmej Lublin<br />

(2003) zanotowali historię Mordko<br />

Nachtajlera, wyrzuconego z uczelni za<br />

przechowywanie pism Spinozy. To właśnie<br />

Nachtajler jako pierwszy odważył się skrytykować<br />

stosunki panujące w uczelni. Zwrócił uwagę na<br />

przeszukiwanie prywatnych rzeczy, osobistych<br />

szafek, inwigilację korespondencji oraz<br />

przyzwolenie na istnienie swoistego biura<br />

matrymonialnego, polegającego na swataniu<br />

uczonych młodzieńców z córkami okolicznych<br />

18<br />

bogaczy.<br />

Wybór Lublina na miejsce powołania<br />

światowej uczelni rabinacko-talmudycznej wydawał<br />

się nie być przypadkowy. Żydowska społeczność<br />

miasta była w owym czasie dość liczna. O jej<br />

charakterze decydowali ortodoksi, tradycjonaliści<br />

odciskający znaczące piętno na kwestiach<br />

wychowania i nauczania, licznie zgromadzeni tu<br />

chasydzi, także wyznawcy religii mojżeszowej<br />

nawiązujący do dawnej tradycji Lublina jako<br />

prężnego żydowskiego ośrodka intelektualnego


Historia Religie<br />

- miasta nazywanego czasami Żydowskim skiej, kolejnym gospodarzem była Akademia<br />

Oksfordem, Małą Jerozolimą, Jerozolimą Medyczna (Collegium Maius). Dawna bóżnica stała<br />

19<br />

Królestwa Polskiego lub Matką Izraela. Miasta,<br />

które na przestrzeni swych dziejów: Było siedzibą<br />

uczelni talmudycznych i drukarni hebrajskich. (...)<br />

W latach 1580-1725 miasto stało się głównym,<br />

obok Jarosławia, ośrodkiem samorządności<br />

żydowskiej w Rzeczypospolitej. Zwoływano tu<br />

zjazdy Sejmów Czterech Ziem (Waad Arba<br />

20<br />

Aracot). W okresie międzywojennym wydawano<br />

polskojęzyczny tygodnik „Myśl Żydowska” oraz w<br />

języku jidisz - dziennik „Lubliner Tugblat” i tygodnik<br />

„Lubliner Sztyme”, powołano organizacje<br />

sportowe, harcerskie, partie polityczne, związki<br />

zawodowe, teatry amatorskie, Teatr Panteon<br />

należący do Polaka grywał także żydowskie sztuki.<br />

Radni żydowscy wchodzili w skład Rady Miasta. Do<br />

dnia wybuchu II wojny światowej istniało w Lublinie<br />

11 synagog (największa synagoga Maharszalszul<br />

im. Salomona Lurii mogła pomieścić około 3 tys.<br />

osób) i ponad 100 bożnic gminnych oraz<br />

żydowskich domów modlitwy.<br />

W latach dwudziestych XX wieku ludność<br />

żydowska stanowiła 40% mieszkańców Lublina<br />

(ogółem liczba mieszkańców miasta wynosiła<br />

wtedy 94 412 osób, w tym było 37 337 obywateli<br />

ludności żydowskiej), ale jeszcze w połowie XIX w.<br />

się aulą wykładową, zaginęło bogate przedwojenne<br />

wyposażenie, zamurowano okna na ścianie<br />

wschodniej, wycięto prawie wszystkie drzewa, tak<br />

że trudno jest dzisiaj uwierzyć, iż kiedyś budynek<br />

stał w otoczeniu ogrodu.<br />

Po latach, w 2003 r., gmach uczelni<br />

rabinacko-talmudycznej wrócił do rąk prawowitych<br />

właścicieli. Oficjalne otwarcie synagogi,<br />

mieszczącej się w częściowo odremontowanym<br />

budynku dawnej Jesziwy, miało miejsce w niedzielę<br />

11 lutego 2007 r. Otwarcie poprzedziły trzydniowe<br />

uroczystości rozpoczęte piątkową kolacją szabasową,<br />

w której uczestniczyło 300 osób, w tym<br />

23<br />

naczelny rabin Polski Michael Schudrich. Czas<br />

zatoczył koło. Jak przed siedemdziesięcioma<br />

siedmioma laty, do Lublina, na ulicę Lubartowska<br />

przybyli goście z całego świata. Wśród zaproszonych<br />

znaleźli się m.in.: ambasador Izraela w Polsce<br />

Dawid Peleg, główny rabin Polski Michael<br />

Schudrich, prezydent miasta Lublina Adam<br />

Wasilewski, metropolita lubelski abp Józef Życiński,<br />

bp. Mieczysław Cisło, reprezentantka kancelarii<br />

Prezydenta RP, przedstawiciele ambasad: Wielkiej<br />

Brytanii, Niemiec, Austrii, rabin Kaufman z Boro<br />

Park na Brooklynie oraz ks. dr Romuald Jakub<br />

Weksler-Waszkinel - katolicki duchowny<br />

Żydzi stanowili 56 procent ogółu mieszkańców. Co żydowskiego pochodzenia, który w trakcie<br />

jednak w stosunku do innych miast i miasteczek uroczystości zapewniał, że kto spotyka jesziwę,<br />

Lubelszczyzny nie było wynikiem wyjątkowym. spotyka judaizm. A kto spotyka judaizm, spotyka<br />

Bowiem w tym samym okresie ludność żydowska Jezusa z Nazaretu.<br />

np. Izbicy wynosiła 92,8%, Łaszczowa 93,2%, Obecnie na parterze nadal restaurowanej<br />

Annopola 73%, Rejowca 71,8%, Piask 67,3%, Uczelni Mędrców Lublina zarezerwowano pomie-<br />

Bychawy 65,9%, Łęcznej 62,6%, Biłgoraja 66,3%, szczenia dla lubelskich Żydów, tworzących filię<br />

Tomaszowa Lubelskiego 65,2%, Włodawy 67%<br />

21<br />

itd.<br />

Lubelska Jesziwa funkcjonowała zaledwie<br />

dziewięć lat. Ostatni absolwenci opuścili jej mury w<br />

1939 r. W czasie wojny budynek Jesziwy służył<br />

okupantowi, najpierw jako posterunek niemieckiej<br />

żandarmerii, a od 1942 r. - jako szpital wojskowy. W<br />

tym czasie zdewastowano wyposażenie Jesziwy,<br />

spalono większość zasobów bibliotecznych,<br />

sprofanowano święte księgi, rozgrabiono<br />

wartościowe mienie. Studenci i wykładowcy<br />

najczęściej trafiali do getta lubelskiego,<br />

warszawskiego, ginęli na Majdanku lub w Bełżcu.<br />

Wiadomo, że ostatni rektor Jeszywas Chachmej<br />

Lublin Arie Cwi Frumer, wcześniej rabin m.in.<br />

Zwierzyńca i Sosnowca zginął wraz z całą rodziną<br />

w 1943 r. na Majdanku. Menachem Ziemba,<br />

członek Kolegium Rabinackiego Jesziwy, zginął w<br />

Bełżcu, rabin krakowski Friedman, przewodniczący<br />

tegoż Kolegium, został zamordowany w 1943 r. w<br />

22<br />

getcie warszawskim.<br />

lubelskiej Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w<br />

Warszawie. Dalej właściciele Jesziwy planują<br />

otworzenie hotelu dla grup żydowskich<br />

odwiedzających Polskę. Myślą też nad organizacją<br />

wakacyjnych studiów talmudycznych. W pomieszczeniach<br />

na pierwszym piętrze przygotowano<br />

miejsce dla ekspozycji o historii Jesziwy i jej twórcy<br />

rektorze Majerze Szapiro, autorstwa Konrada<br />

Zielińskiego pracownika naukowego Uniwersytetu<br />

Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Na pierwszej<br />

kondygnacji umiejscowiona jest też synagoga,<br />

która jako pierwsza doczekała się gruntownego<br />

remontu. W świątyni wymieniono strop, odtworzono<br />

oryginalną kolorystykę kolumn, przywrócono<br />

charakterystyczny kształt i rozmiar okien, które po<br />

wojnie zostały zamurowane. Zrekonstruowano<br />

Aron ha-Kodesz, mezuzę (na podstawie<br />

zachowanych fotografii wykonano dokładną replikę<br />

mezuzy, umocowanej w 1930 r. na drzwiach auli<br />

24<br />

synagogi), wielki wiszący świecznik. W podziemnej<br />

kondygnacji znajduje się mykwa, która<br />

jeszcze oczekuje na remont. W piwnicach<br />

Po wojnie budynek Jeszywas Chachmej zaplanowano również ulokowanie Muzeum<br />

Lublin przejął Uniwersytet Marii Curie Skłodow- Chasydyzmu. Jedna z izb przyszłego muzeum w<br />

65


66<br />

Historia Religie<br />

całości ma zostać poświęcona postaci cadyka<br />

Jakuba Icchaka Horowitza, zwanego Widzącym z<br />

13<br />

A. Dylewski, Śladami Żydów Polskich,<br />

Bielsko-Biała<br />

2002, s. 164.<br />

25<br />

Lublina.<br />

Odremontowana przez warszawską gminę<br />

żydowską dawna Jesziwa ma, zgodnie z planami<br />

właścicieli, pełnić nie tylko funkcje religijne. Jest<br />

wola by stała się ośrodkiem kultury i edukacji. Ma<br />

łączyć różne tradycje, wyznania, nigdy dzielić i<br />

prowadzić do waśni. Trudno jednak przewidzieć<br />

jaki w dalszej perspektywie będzie jej społeczny<br />

odbiór. Mimo to trzeba mieć nadzieję na efektywny,<br />

nie tylko religijnie ale i kulturotwórczo powrót<br />

przedwojennej uczelni do rangi „Żydowskiego<br />

26<br />

Oksfordu”.<br />

14<br />

Autorem modelu był Henoch Weintraub, chasyd który<br />

tworzył model przez kilkanaście lat. Rekonstruując model,<br />

bardzo wiernie opierał się na źródłach archiwalnych.<br />

15<br />

P. Małecki, rozmowa z J. Friedensonem..., ibidem.<br />

16<br />

Żaden z następców Majera Szapiro nie posiadał jego<br />

charyzmy, zdolności organizacyjnych, wiedzy. Kolejnymi<br />

rektorami byli: Szlomo Eiger, Abraham Jakow Halewi<br />

Horowitz, Josef J. Zusmanowicz z Litwy, Mosze<br />

Mordechaj Epstein,Arie Cwi Frumer.<br />

17<br />

Z. Borzyńska, R. Żebrowski, Po-Lin... op. cit, s. 113.<br />

18<br />

K. Zieliński, N. Zielińska, Jeszywas... , ibidem.<br />

19<br />

M. Adamczyk-Grabowska, Uzupełnianie pamięci - izkor<br />

bicher jako świadectwo i inspiracja, [w:] Zagłada Żydów.<br />

Pamięć narodowa a pisanie historii w Polsce i we Francji,<br />

Olga Białek-Szwed<br />

B. Engelking, J. Leociak, D. Libionka, A. Ziębińska-Witek<br />

(red.), Lublin 2006, s. 163.<br />

20<br />

A. Dylewski, Śladami ... op. cit, s. 157.<br />

1<br />

Słowo jeszywa to spolszczona nazwa terminu jesziwa,<br />

dlatego będę się posługiwała tym drugim, niemniej<br />

oficjalną nazwę uczelni będę pisała przez „y”, ponieważ<br />

na oryginalnej pieczęci uczelni widniało właśnie<br />

Jeszywas Chachmej Lublin. K. Zieliński, N. Zielińska,<br />

Jeszywas Chachmej Lublin,<br />

Lublin 2003, s. 14.<br />

2<br />

I. Kryczka, Lublin - Jerozolima Królestwa Polskiego,<br />

[w:]<br />

Dziedzictwo kulturowe Żydów na Lubelszczyźnie,<br />

M.<br />

Kubiszyn, G. Żuk, M. Adamczyk-Grabowska (red.), Lublin<br />

2003; Z. Borzymińska, R. Żebrowski, Po-Lin. Kultura<br />

Żydów polskich w XX wieku,<br />

Warszawa 1993.<br />

21<br />

R. Kawałek, M. Kubiszyn, Miasteczko polsko-żydowskie<br />

na Lubelszczyźnie, [w:] Dziedzictwo kulturowe Żydów na<br />

Lubelszczyźnie,<br />

M. Kubiszyn, G. Żuk, M. Adamczyk-<br />

Grabowska (red.), Lublin 2003.<br />

22<br />

R. Kawałek, Urzędowi rabini lubelskiego Okręgu<br />

Bożniczego 1821-1939 (Przyczynek do dziejów Gminy<br />

Żydowskiej w Lublinie) , [w:] Żydzi w Lublinie. Materiały do<br />

dziejów społeczności żydowskiej Lublina,<br />

T. Radzik (red.),<br />

Lublin 1995.<br />

23<br />

„Gazeta Wyborcza”: 9 II 2007, nr 34; 10-11 II 2007, nr 35;<br />

12 II 2007, nr 36.<br />

24<br />

„Gazeta Wyborcza” : 12 I 2007, nr 10; 20-21 I 2007, nr<br />

3<br />

W literaturze przedmiotu pisownia nazwiska założyciela 17.<br />

lubelskiej Jesziwy występuje w kilku formach. Najczęściej<br />

25<br />

Jaakow Icchak ha-Lewi Horowitz, zwany ha-Chose<br />

spotyka się pisownię: Szapiro, ale również Sapiro, Szpiro, (Widzącym) z Lublina (1745-1815) był współtwórcą<br />

Szpira, w transkrypcji angielskiej - Shapiro. Ja na<br />

potrzeby referatu, opierając się na ustaleniach Konrada<br />

Zielińskiego i Niny Zielińskiej, przyjęłam pisownię<br />

Szapiro, używaną w korespondencji prowadzonej w<br />

języku polskim przez samego rabina. K. Zieliński, N.<br />

Zielińska, Jeszywas..., op. cit., s. 14.<br />

4<br />

ibidem, s. 41.<br />

5<br />

ibidem, s. 76.<br />

6<br />

Polski oddział organizacji Agudas Isroel, czyli Związek<br />

Izraela, popularnie zwany w Rzeczypospolitej Agudą<br />

został założony w 1916 r. w Warszawie.<br />

7<br />

Rabin Szapiro na Kongresie w Wiedniu wystąpił również<br />

z ideą Daf Jomi (tzn. Karta Codzienna), czyli wspólnego<br />

czytania Talmudu. Pomysł miał polegać na tym, że<br />

każdego dnia, wszyscy Żydzi studiujący Talmud będą<br />

czytać dokładnie tę samą stronę. Idea była możliwa do<br />

zrealizowania, dzięki jednakowej paginacji Talmudu tzw.<br />

Babilońskiego (od 1548). Swoją popularność idea Daf<br />

Jomi zawdzięczała w dużej mierze poparciu, jakiemu<br />

udzielił jej oraz jej młodemu inicjatorowi - rabinowi<br />

Szapiro, poważany rabinAbraham MordechajAlter z Góry<br />

polskiego chasydyzmu. Zasłynął zdolnościami<br />

jasnowidzenia, leczenia bezpłodności i lewitacji. Jego<br />

nauka skupiała na etycznym doskonaleniu wyznawców,<br />

sam postanowił odgrodzić się od świata, nosząc na<br />

oczach opaskę. Mieszkał w Lublinie, przy ul. Szerokiej 28.<br />

zob.A. Dylewski, Śladami .. ., ibidem.<br />

2 6<br />

G. Józefczuk, rozmowa z J. Gebertem,<br />

przedstawicielem Związku Gmin Wyznaniowych<br />

Żydowskich RP, Jesziwa otwarta na wielokulturowość,<br />

„Gazeta Wyborcza” 15 I 2007, nr 12.<br />

Kalwarii. Z. Borzymińska, R. Żebrowski, Po-Lin... ,<br />

ibidem.; K. Zieliński, N. Zielińska, Jeszywas..., ibidem.<br />

8<br />

„Ilustrowany Kurier Codzienny” 1924, nr 146.<br />

9<br />

R. Fiszman-Sznajdman, Mój Lublin,<br />

Lublin 1989.<br />

10<br />

P. Małecki, rozmowa z Josephem Friedensonem,<br />

jednym z ostatnich studentów Jeszywas Chachmej<br />

Lublin, „Dziennik Wschodni” 9 II 2007.<br />

11<br />

R. Fiszman-Sznajdman, Mój ... op. cit., s. 83.<br />

12<br />

P. Małecki, rozmowa z Josephem Friedensonem...,<br />

ibidem.<br />

Grafika - Robert Znajomski


Recenzja<br />

Agnieszka Szykuła-Żygawska<br />

Zamojszczyzna Aleksandry<br />

Wachniewskiej<br />

Obchodzonym w dniach 9-11 września w<br />

Zwierzyńcu uroczystościom 35-lecia Roztoczańskiego<br />

Parku Narodowego towarzyszyła prezentacja<br />

książki „Aleksandra Wachniewska. Malarka<br />

Roztocza” autorstwa Tomasza Gajewskiego,<br />

napisanej pod redakcją Lechosława Lameńskiego<br />

i Tadeusza Grabowskiego.<br />

Książka jest pierwszym całościowym<br />

spojrzeniem na życie, twórczość i działalność na<br />

rzecz ochrony przyrody Aleksandry Wachniewskiej<br />

- przedwojennej absolwentki stołecznej Szkoły<br />

Sztuk Pięknych, wybitnej malarki, mieszkanki<br />

Roztocza, która wbrew przeciwnościom losu<br />

zdecydowała się zamieszkać na skraju tej krainy.<br />

Roztoczańska przyroda z jednej strony, oraz jej<br />

malarka - Aleksandra Wachniewska są bohaterkami<br />

omawianej publikacji.<br />

Praca została napisana w oparciu o<br />

materiały archiwalne dotyczące Aleksandry<br />

Wachniewskiej: teki z archiwum Roztoczańskiego<br />

Parku Narodowego, dokumenty przechowywane w<br />

zbiorach Instytutu Polskiej Akademii Nauk w<br />

Warszawie i Lubelskim Okręgu Związku Polskich<br />

Artystów Plastyków w Lublinie. Dzięki wykorzystaniu<br />

pamiętników ojca Wachniewskiej,<br />

Franciszka Fajer-Stankowskiego, korespondencji<br />

artystki z przyjaciółmi, tekst czyta się z<br />

zaciekawieniem. Szczególnie rozdział „Życie”, z<br />

trafnie dobranymi fragmentami listów, odbiera się<br />

niemal jak powieść. Autor nakreślił życiorys<br />

Wachniewskiej jako artystki malarki i w równym<br />

stopniu działaczki na rzecz ochrony przyrody. O jej<br />

losach opowiedział w kontekście historii<br />

Rzeczypospolitej.<br />

Aleksandra Fejer<br />

-Stankowska,<br />

przed balem.<br />

Malarstwo<br />

Gajewski odsłania przed nami kulisy życia<br />

codziennego i prywatnego artystki. Dowiadujemy<br />

się, że Aleksandra podczas studiów zajmowała się<br />

również projektowaniem mody. Na jednej z<br />

fotografii panna Aleksandra przedstawiona jest w<br />

rozkloszowanej sukni wykonanej z… codziennej<br />

prasy warszawskiej. Z kolei na innym zdjęciu,<br />

młodzi - Aleksandra i jej mąż Zygmunt<br />

Wachniewscy, pozują w sportowych strojach na tle<br />

kortu tenisowego, na innym znowu są przedstawieni<br />

z grupą znajomych na kąpielisku.<br />

Autorzy publikacji zauważają we wstępie, że<br />

Wachniewska była dotychczas zapomnianą<br />

artystką. Wskazują, że z powodów politycznych ten<br />

los spotkał większość twórców z jej pokolenia.<br />

Niewielu z nich mogło brać czynny udział w życiu<br />

artystycznym i niewielu doczekało się monografii<br />

twórczości.<br />

Aleksandra Fejer<br />

-Stankowska.<br />

Powstaje nowa<br />

grafika, 1929 r.<br />

Dla Wachniewskiej ważny okazał się powrót<br />

do Zwierzyńca. Zmusiła ją do tego trudna sytuacja<br />

polityczna w kraju, ale dla jej twórczości ta decyzja<br />

stała się zbawienna. Mimo wielu przeciwności losu,<br />

tworzyła. Wydaje się, że trudne sytuacje były dla<br />

niej wręcz motywujące. Choć wielokrotnie skarżyła<br />

się na brak zrozumienia ze strony władz, martwiła o<br />

losy przyrody - mimo tego wszystkiego - radziła<br />

sobie, malowała i podkreślała: Los mój tu, związany<br />

z tą ziemią, z tymi lasami, które tak ukochałam. Nie<br />

umiem zresztą nic innego malować, jak tylko lasy.<br />

W 1950 r. uzyskała status członka<br />

nadzwyczajnego Związku Polskich Artystów<br />

Plastyków Okręgu Lubelskiego. Brała udział w<br />

wystawach, korespondowała i wymieniała poglądy<br />

z twórcami. Gościła znajomych w swym rodzinnym<br />

domu w Zwierzyńcu i pozyskiwała ich poparcie dla<br />

działań na rzecz ochrony przyrody Roztocza.<br />

67


Recenzja Malarstwo<br />

Buk, 1961, 54 x 66 cm., olej/płótno,<br />

własność prywatna.<br />

Czytając książkę „Aleksandra Wachniewska.<br />

Malarka Roztocza”, jej bohaterkę odbieramy jako<br />

osobę otwartą, zaangażowaną i pomocną, chociaż,<br />

jak pisała, jedynie świat przyrody przemawiał do<br />

niej. W jednym z wywiadów opowiadała: To trzeba<br />

mieć jakieś kamienne nerwy, żeby portretować<br />

ludzi mających ciągle jakieś wymagania […]. Więc<br />

malowanie portretów to nie jest przyjemność. To się<br />

robi dlatego, żeby mieć za co kupić farby i płótno<br />

[…] drzewa są o wiele przyjemniejsze.<br />

Tworzyła do<br />

końca lat 70. Zmarła w 1989 r. w Zwierzyńcu.<br />

Chata w Bondyrzu, 1968, 55 x 68 cm., tusz/karton,<br />

wł. prywatna.<br />

Upamiętnieniem tej szczególnej postaci jest<br />

omawiany album, wydany w rocznicę powołania<br />

Roztoczańskiego Parku Narodowego. Jak wskazał<br />

w tekście jeden z redaktorów, album jest pierwszą<br />

próbą zebrania wiadomości o Aleksandrze<br />

Wachniewskiej. Wiele prac artystki szczęśliwie<br />

zostało odnalezionych, ale równie dużo pozostaje<br />

nierozpoznanych - oczekują na dalsze badania.<br />

68<br />

Fotografie i reprodukcje pochodzą z<br />

książki Jacka Gajewskiego, Aleksandra<br />

Wachniewska. Malarka Roztocza, red. Lechosław<br />

Lameński, Tadeusz Grabowski, Zwierzyniec 2009.<br />

<br />

<br />

<br />

<br />

Agnieszka Szykuła-Żygawska<br />

Jacek Gajewski, Aleksandra Wachniewska.<br />

Malarka Roztocza,<br />

red. Lechosław Lameński,<br />

Tadeusz Grabowski. Wydawca: Roztoczański<br />

Park Narodowy. Zwierzyniec 2009.<br />

KSIĄŻKI NADESŁANE<br />

Zza krat, almanach poezji więziennej ,<br />

Wydawnictwo ROMAR, Krasnystaw 2009, ss.<br />

111;<br />

Tadeusz Rawa, Ballada o siedmiu zbójach i inne<br />

wiersze , Fundacja Sztuki na rzecz<br />

INTEGRACJI, Warszawa 2005, ss. 82;<br />

Szkolny słownik ortograficzny z wierszykami<br />

autorstwa Tadeusza Rawy,<br />

red. Edward<br />

Polański i Ewa Dereń, ARTI CENTRUM,<br />

Warszawa 2007, ss. 362;<br />

Tadeusz Rawa, Przejście graniczne,<br />

Oficyna<br />

Wydawnicza IMPULS, Kraków 2008, ss. 60;<br />

Tadeusz Rawa, Boski shopping<br />

, Oficyna<br />

Wydawnicza IMPULS, Kraków 2010, ss. 48.


Nagrody Teatr<br />

Siennicki Teatr w Warszawie<br />

Zakończyła się IV edycja Dorocznej<br />

Nagrody FRDL za działania na rzecz rozwoju<br />

demokracji lokalnej w Polsce poprzez lokalne<br />

działania kulturalne zrealizowane w latach 2006-<br />

2009. 12 marca br. w Warszawie podczas<br />

konferencji „ Społeczeństwo obywatelskie a rozwój<br />

kultury i dziedzictwa lokalnego” omawiającej<br />

integrację społeczną poprzez kulturę z udziałem<br />

przedstawicieli Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa<br />

Narodowego, Polskiego Komitetu ds. UNESCO<br />

oraz członków Kapituły Nagrody FRDL zostały<br />

wręczone nagrody i wyróżnienia.<br />

Jedno z wyróżnień przypadło dla Teatru<br />

Pokoleń przy Stowarzyszeniu Miłośników Ziemi<br />

Siennickiej w Siennicy Różanej. Wyróżnienie<br />

przyznano za integrację międzypokoleniową<br />

społeczności lokalnej dla zachowania tradycji Małej<br />

Ojczyzny. Do odbioru nagrody członkowie<br />

Stowarzyszenia zaprosili również starostę Janusza<br />

Szpaka i wójta gminy Leszka Proskurę. Nagrodę z<br />

rąk przewodniczącego kapituły odbierała Pani<br />

Irena Zaraza, która włożyła wiele wysiłku w<br />

utworzenie siennickiego teatru.<br />

Szczerze gratulujemy tego sukcesu<br />

wszystkim członkom Teatru Pokoleń.<br />

Wyróżnienie z rąk profesora Jerzego Rogulskiego odbiera<br />

Irena Zaraza - opiekun i koordynator Teatru Pokoleń,<br />

Bogdan Kargul - aktor oraz Janusz Szpak - Starosta<br />

Powiatu Krasnostawskiego<br />

69


Historia Historia<br />

Z XVI-wiecznej historii Krasnegostawu<br />

Konfederacja Kazimierz Stołecki<br />

albo kaptur ziemi chełmskiej<br />

70<br />

17 lipca 1572 roku<br />

Siódmego dnia lipca 1572 roku o godzinie<br />

piątej po południu, zmarł król Zygmunt II August.<br />

Można powiedzieć, zmarł przedwcześnie; żył 52<br />

lata, a panował przez 24 lata (od śmierci swojego<br />

ojca, formalnie zaś 42, od koronacji vivente rege<br />

( Zygmunt Wtóry Augustus za żywota ojcowskiego<br />

na królestwo polskie był koronowan, miesiąca<br />

lutego, dnia 21 roku 1530) ) [1]. Jego ojciec,<br />

Zygmunt I Stary żył 81 lat, a panował przez lat 41.<br />

Król Zygmunt August był osobiście<br />

związany z Krasnymstawem. Miasto stanowiło<br />

własność królewską. Król bywał w Krasnymstawie,<br />

dbał o miasto, czynił starania o dobrobyt<br />

mieszkańców i nadał szereg przywilejów na ich<br />

prośbę. Oto niektóre z nich [2]:<br />

<br />

<br />

<br />

<br />

<br />

<br />

<br />

1542.07.27, Kraków. Król Zygmunt II August,<br />

zezwolił chrześcijanom rytu greckiego na<br />

wymurowanie cerkwi Świętej Trójcy.<br />

1545.06.27, Kraków. Król uwolnił mieszczan<br />

krasnostawskich od czopowego na jeden rok z<br />

powodu spustoszenia miasta przez Tatarów.<br />

1546.02.16, Kraków. Król wydał dekret<br />

rozstrzygający spór o „czabańskie” woły<br />

pomiędzy wojewodą wołoskim, a mieszczaninem<br />

krasnostawskim. Potwierdził, że ów<br />

mieszczanin jest dłużny pieniądze wojewodzie.<br />

1550.08.09, Kraków. Król uwolnił Krasnystaw od<br />

podatków.<br />

1554.04.12, Lublin. Król nadał mieszczanom<br />

krasnostawskim przywilej zabraniający Żydom<br />

osiedlania się w murach miejskich mogli oni<br />

osiedlać się na przedmieściach (przywilej zwany<br />

„de non tolerandis Judaeis” ). Warto dodać, że ten<br />

sam król nadawał społecznościom żydowskim<br />

przywilej „de non tolerandis Christianis” :<br />

krakowskiemu Kazimierzowi (1564(68)) i żydowskiej<br />

dzielnicy w Lublinie (1568).<br />

1558.06.20-1558.08.30, Krasnystaw. Król z<br />

dworem przez ponad dwa miesiące mieszkał w<br />

Krasnymstawie i prowadził tu zwykłą działalność.<br />

Wydał ponad 100 dokumentów.<br />

1558. Krasnystaw. Król wydał dekret<br />

przeznaczający na potrzeby szpitala w<br />

Krasnymstawie część dochodów z Siennicy.<br />

<br />

1558.07.26, Krasnystaw. Król zatwierdził<br />

krasnostawskie artykuły dla miasta Hrubieszowa<br />

(Rubiessow) przyrzeczone przez króla<br />

Kazimierza dekretami z 1487 r.<br />

Król nadał przywileje cechowe krasnostawskim<br />

rzemieślnikom: 1558.08.22, Krasnystaw:<br />

cechowi rzeźników, 1562.06.12, Wilno: cechowi<br />

krawców, 1566.07.22, Lublin: cechom: ślusarzy,<br />

kowali, mieczników, siodlarzy, rymarzy i złotników.<br />

W roku 1542 król Zygmunt August wydał<br />

pozwolenie na budowę w Krasnymstawie<br />

prawosławnej cerkwi pod wezwaniem Św. Trójcy.<br />

Warto przytoczyć fragment tego przywileju,<br />

zawierający liczne informacje dotyczące miasta: My<br />

z bożej łaski, Zygmunt August król Polski, biorąc<br />

pod uwagę potrzeby miasta Krasnegostawu i wobec<br />

prośby poddanych naszych, obywateli<br />

krasnostawskich ruskiego obrządku, zezwalamy na<br />

pobudowania z kamienia ruskiej cerkwi<br />

(Synagogam Rhutenam) pod wezwaniem<br />

Najświętszej i Niepodzielnej Trójcy, w mieście<br />

naszym Krasnymstawie, na tyłach królewskiego<br />

zamku, na wale pomiędzy murami. Posesja<br />

cerkiewna wraz z cmentarzem znajdować się<br />

będzie w tej okolicy, gdzie usytuowany jest zamek<br />

królewski i rozciągać się ma na długość i szerokość<br />

w tym kierunku, jaki wskaże obywatelom nasz<br />

starosta krasnostawski. Obywatele greckiego<br />

obrządku winni zapłacić za wyznaczony plac<br />

według jego rzeczywistej ceny, za jaką wcześniej<br />

został on nabyty. Wyżej wymienioną cerkiew<br />

obywatele winni stale utrzymywać i konserwować<br />

własnymi środkami, biorąc jednak na równi ze<br />

wszystkimi innymi obywatelami udział w obronie<br />

miasta. Dla wzniesienia cerkwi, utrzymania jej<br />

i ochraniania, przedstawiamy im ius patronatus dla<br />

administrowania cerkwią ... Biskup (prawosławny)<br />

winien tylko potwierdzić wybranego przez nich<br />

księdza, którego od dziś na zawsze oddaje się pod<br />

opiekę i w obronę naszego krasnostawskiego<br />

starosty. Niezależnie od tego uwalniamy samego<br />

popa krasnostawskiej cerkwi i jego następców od<br />

wszelkich podatków miejskich i powinności<br />

podporządkowując go wyłącznie władzy i administracji<br />

duchownej. Do roku 1550 przedsięwzięcia<br />

zakończono pomyślnie. Król stwierdził: My,<br />

Zygmunt August, podajemy do ogólnej wiadomości,<br />

że dokonaliśmy zamiany z krasnostawskimi<br />

mieszczanami obrządku greckiego, ustępując im<br />

naszą posesję położoną na przedmieściu, gdzie<br />

znajduje się plebania ruskiego księdza, świątynia<br />

Św. Trójcy i szpital, a także cerkiewny ogród, z tym,<br />

by cała przedmiejska posesja, na zawsze służyła<br />

dla naszych potrzeb, a mieszczanie korzystaliby z<br />

naszej dworskiej posesji dla potrzeb szkoły i na<br />

mieszkanie księdza. Wobec tego, że mieszczanie


Historia Historia<br />

życzą sobie urządzić oddzielną bramę w miejskim<br />

murze, dlatego winni wydzielić dla urządzenia<br />

wygodnego przejścia, część gruntu publicznych<br />

posesji, droga winna być odkrytą od świątyni<br />

Przenajświętszej Trójcy, poprzez posiadłości tej<br />

cerkwi, aż do cerkwi św. Paraskiewy, znajdującej<br />

się w murach miejskich w pobliżu bramy Lubelskiej.<br />

Do krasnostawskich cerkwi należały następujące<br />

nieruchomości: posesja „Przygródek” przylegająca<br />

do cerkwi św. Paraskiewy, półłanek ziemi wraz z<br />

łąkami ciągnącymi się do rzeki Wieprz i do granic<br />

wsi Łopiennik, trzy posesje na „Obszarach”.<br />

Pierwsza, z łąkami ciągnącymi się do Wieprza,<br />

druga do Rzeszowskiego młyna, trzecia do wsi<br />

Jaślików. Posesja „Obszarek”, była to łąka przy<br />

lubelskim trakcie „Grądek”. Korzystano ze<br />

swobodnego użytkowania królewskich lasów,<br />

młynów, zezwolenia na połów ryb w Wieprzu i innych<br />

rzekach. Cerkiew Paraskiewy otrzymywała ze<br />

skarbca królewskiego 10 marek płatnych przez<br />

starostę i jego następców po wieczne czasy [3].<br />

W latach 1545-46 król Zygmunt August,<br />

rozstrzygnął spór dotyczący tysiąca „czabańskich”<br />

wołów, które obiecując zapłacić 3 tysiące<br />

czerwonych złotych, wzięli od wołoskiego<br />

wojewody Piotra IV Raresza, dwaj krasnostawscy<br />

mieszczanie pochodzenia ruskiego, bracia Iwan<br />

(Iwaszko) i Olechno Borzobohaci. W wyniku skargi<br />

wojewody o opóźniającą się zapłatę, zaniesionej<br />

wprost do króla, sprawa zmusiła ZygmuntaAugusta<br />

do osobistej interwencji i dochodzenia<br />

sprawiedliwości. Król nie ciskał gromów, lecz<br />

polecił gruntownie zbadać sprawę na miejscu, po<br />

czym, specjalnym dekretem przyznał rację<br />

wojewodzie. Rodzinie Borzobohatych jednak to<br />

zupełnie nie zaszkodziło, a nawet, można odnieść<br />

wrażenie, przysporzyło im królewskiej sympatii syn<br />

Olechny został królewskim dworzaninem, a obaj<br />

bracia sprawowali później wysokie urzędy [4].<br />

i Rubieszowski, Stanisław z Tarnowa Zawichoski,<br />

skarbnik koronny, tudzież Sieradzki, Krzeszowski<br />

i Ostrzeszowski, Jan Sirakowski Landski i Przedecki,<br />

Auctus (Zbożek) Dzierzgowski Zakroczymski,<br />

Stanisław Leszniowolski, Ciechanowski,<br />

kasztelanowie; Jan z Ocieszyna kanclerz koronny,<br />

tudzież Krakowski jenerał, Oświęcimski, Zatorski<br />

i Olsztyński starostowie, i podkomorzy krakowski,<br />

Rafał Wargawski proboszcz, Filip Padniewski<br />

archidyakon krakowscy; Adam Konarski proboszcz<br />

Poznański, Stanisław Karnkowski, kanonik<br />

Gnieźnieński, referendarz nadworny, sekretarze<br />

królewscy, Mikołaj Trzebuchowski podkomorzy<br />

koronny, Burgrabia zamku Krakowskiego, tudzież<br />

Brzeski, Lelewski i Rogoziński, Stanisław<br />

Myszkowski, krajczy koronny i Malborski<br />

Starostowie, Jan Ocieski, kanclerz koronny oraz<br />

wielu innych [6]. Roku 1558 Król zwołał po<br />

Zielonych-Świątkach sejm do Krasnego-Stawu,<br />

zapewne w celu pobudzenia Stanów Królestwa do<br />

utrzymania honoru ich Króla i poprawienia rzeczy<br />

Inflantskich; ale Polacy w małej się liczbie zjechali.<br />

Jedni udając nieukontentowanie, że nie w<br />

Piotrkowie sejmują, drudzy, zagniewani na Króla,<br />

że opuścił zręczność wyprawy Inflantskiej do<br />

zajęcia tego kraju; dał się ułudzić Mistrzowi<br />

zakonnemu [7].<br />

Na okres rządów Zygmunta Augusta, II<br />

połowę wieku XVI, przypadł szczególny rozwój<br />

miasta. Krasnystaw był wówczas jednym z najlepiej<br />

urządzonych miast całej Korony i należał pod<br />

każdym względem do znakomitszych miast<br />

powiatowych a zamek jego do rzędu większych<br />

i obronniejszych liczono. Stare miasto było przez<br />

połowę murem i fosą, częścią palisadami opasane<br />

z bramami i kilkoma basztami. W obrębie murów<br />

znaczne były: ilość domów, po większej części<br />

murowanych, a także ludność [8].<br />

W roku 1558, od połowy czerwca do końca<br />

sierpnia, król Zygmunt August uczynił Krasnystaw<br />

nieformalną stolicą Polski. Monarcha zatrzymał się<br />

tu w podróży i wraz z dworem spędził letnie<br />

miesiące. W tym czasie prowadził zwyczajną<br />

działalność: wystawił w Krasnymstawie ponad 100<br />

dokumentów [2,5]. Towarzyszyli mu dygnitarze:<br />

Tęczyński, Górka, Firlej, Chodkiewicz, Sapieha,<br />

Maciejowski, Tarnowski, Tarło, Zborowski. W<br />

przywileju wydanym tu dla mieszczan sieradzkich,<br />

wymieniono także inne towarzyszące królowi<br />

osoby: Jakób Uchański Włocławski, Jan<br />

Przerembski, Chełmski świeżo nominowani<br />

Z wyżej przytoczonych faktów przeziera<br />

wizerunek króla, jako łagodnego, wyrozumiałego,<br />

bardzo tolerancyjnego monarchy i dobrego<br />

gospodarza. Okres panowania Zygmunta Augusta<br />

charakteryzował się rozkwitem kultury, nauki i pomyślnym<br />

rozwojem gospodarczym. Również<br />

historycy dobrze wspominają zalety i zasługi króla.<br />

Zygmunt August wziąwszy królestwo w opiekę swą,<br />

dosyć fortunnie i roztropnie rządy sprawował. Roku<br />

1569 unia z Litwą dokończoną była z wielkiem<br />

barzo staraniem królewskiem [1]. Był to pan bardzo<br />

uczony i znał się dobrze na ludziach, co u<br />

panujących jest wielką zaletą [9].<br />

Biskupi, podkanclerzy koronny, Spytek Jordan z W życiu osobistym król nie miał szczęścia,<br />

Zakliczyna, Sendomirski, Przemyski i Kamionacki, nie pozostawił następcy. Co zaś do żon, tych miał<br />

Jan z Mielecza, podolski wojewodowie, marszałek<br />

koronny, tudzież Grodecki i Chmielnicki, Floryan<br />

Zebrzydowski, Lubelski, Andrzej Dęboski, Bełski<br />

trzy; jedną po drugiej, ale ich niekochał, prócz<br />

jednej Barbary [9]. Smutne były okoliczności<br />

śmierci króla, który wycieńczony chorobą, umarł<br />

71


Historia Historia<br />

niemal w samotności, opuszczony przez świtę, Bezpośrednią przyczyną zgonu króla było<br />

która go niegdyś chętnie otaczała. Niedługo przed ogólne osłabienie organizmu wskutek ciężkiego<br />

śmiercią nie słuchał dobrych rad lekarzy, ale otoczył ataku kamicy nerkowej, gruźlicy (w daleko<br />

się czarownicami i wróżkami, co go to miały posuniętym stadium) i podagry. Powiadano, że król<br />

wyleczyć z choroby nóg i z bólu krzyżów. Dziwne umarł z suchot spowodowanych trawiącą gorączką,<br />

rzeczy wyrabiały z nim te baby: to mu kazały się w a przyśpieszonych użyciem miłośnego napoju [11].<br />

koło kręcić, to ucinały włosy i paliły, to sznurki i guziki<br />

od szat odrywały, szeptając przytem zaklęcia,<br />

wyłudzały od króla pieniądze, okradając<br />

osłabionego na umyśle, z łańcuchów, pierścieni i in-<br />

Śmierć króla miała wielkie konsekwencje<br />

polityczne i wstrząsnęła Polską. Król nie zostawił<br />

dzieci po sobie, a zatem z jego śmiercią wygasła<br />

familia Jagiełłów, która przez 200 lat rządziła Polską<br />

nych klejnotów. Bardzo chory przyjechał do [9]. Wiadomość o śmierci Zygmunta Augusta taki<br />

Knyszyna, gdzie zwykle dawniej lubił polować. sprawiła zamęt, że niebyło prawie nikogo, ktoby<br />

Nieliczny był przy nim dwór; nikogo prócz obecnem niebezpieczeństwem nie rażony i stra-<br />

Franciszka Krasińskiego Biskupa Krakowskiego, chem nie przejęty, nie rzucił się natychmiast do<br />

Księcia Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła, Marszałka broni, konia i wojennego rynsztunku. Zaszła z tego<br />

Nadwornego Litewskiego, Stanisława Sędziwoja powodu ogromna trudność w zaciąganiu<br />

Czarnkowskiego Referendarza i kilku jeszcze pieniężnych pożyczek, dał się czuć brak wielki<br />

dworzan. Tam Bogu ducha oddał, będąc już tak wszystkich rzeczy do uzbrojenia służących i urosła<br />

schorzały, że tylko na nim skóra i kości były. Jak się niezmiernie ich cena. Każdy zbierał broń i czyścił<br />

pokazało, owe baby, które go w końcu całkiem oręż [11].<br />

opanowały, tak okradły króla, że niebyło go w co<br />

poczciwie ubrać, ani za co pochować [9]. Krótko<br />

przed śmiercią wszystkie kosztowności, które sam<br />

Na fali ogólnego niepokoju o wewnętrzny<br />

i zewnętrzny spokój państwa, obywatele różnych<br />

ziem zwoływali konfederacje. Chełmianie zebrali<br />

przechowywał, oraz 200,000 czer. złot. zebrał i w się niezwłocznie do Krasnegostawu 17 lipca i<br />

Tykocinie złożył, załogę i starostę nad niemi uchwalili wszystko, co się tyczyło zachowania<br />

ustanowił, i zalecił, aby nikomu ich nie wydawał, spokojności wewnętrznej i odparcia wojny<br />

jeno siostrze Annie. Toteż, kiedy umarł, nie było zewnętrznej. Warto przytoczyć w całości tekst<br />

obok niego ani sprzętu żadnego, ani żadnych uchwały i ze względu na treść, i na język, jakim<br />

pieniędzy. Wielu odbiegło go zaraz po śmierci i tak została zapisana [12]:<br />

ciało jego zaniedbane leżało i kiedy nikt o nie się nie<br />

troszczył, Stanisław Czarnkowski Referendarz<br />

Koronny kazał własnym kosztem suknie i inne<br />

rzeczy do ubrania ciała potrzebne sprawić [10].<br />

Zaledwie znaleźli się ludzie, coby koło zwłok<br />

zmarłego Króla mieli staranie, bo pozmykali<br />

najpoufalsi królewscy ulubieńcy, którzy pierwsze<br />

miejsce w łaskach jego trzymali [11]. Sprowadzono<br />

ciało Augusta do Krakowa i tam odbył się pogrzeb.<br />

Z rodziny królewskiej niebyło nikogo więcej, tylko<br />

jego siostra Anna. Za ciałem szła przez miasto w<br />

żałobie królewna, prowadzona od nuncyusza<br />

papieskiego i Hieronima Lipomani posła Rzpltej<br />

weneckiej. Przytomni też byli w żałobie posłowie<br />

cesarscy, węgierscy, szwedzcy, weneccy, ferarscy,<br />

brandeburscy, pruscy, pomorscy i innych też<br />

książąt, oraz wiele senatorów i szlachty polskiej,<br />

i chorążowie podług zwyczaju ziem, powiatów,<br />

województw i prowincyj. Wniesione do kościoła<br />

ciało po zwykłych obrządkach złożone w tej samej<br />

królewskiej kaplicy zostało, gdzie Zygmunt I był<br />

przedtem pochowany. W kościele, gdzie stała<br />

Konfederacya abo kaptur ziemie chełmskiey<br />

Krasnystaw, 17 lipca 1572.<br />

My stanu rycerskiego szlachcicy, ziemie<br />

Chełmskiey obywatele, wszem iawnie czyniemy y<br />

oświadczamy, a sobie ku pamięci opisuiemy, iż za<br />

doyściem w nasz kray wieści o śmierci Króla Pana<br />

naszego, a za odległością IM Pana woiewody<br />

Ruskiego naszego, któregośmy w tak nagłey<br />

potrzebie dosiądź nie mogli, y o kasztelanie swoim<br />

ieszcze wiadomości nie maiąc, uczyniliśmy sobie<br />

ziazd wolny do Krasnego Stawu na dzień 17 lipca,<br />

ku spólney namowie. Gdzie nayprzód ziachawszy<br />

się postanowiliśmy między sobą pokóy wewnętrzny<br />

domowy:<br />

Aby każdy, wszelakiego stanu człowiek y<br />

obywatel, maiący iakieżkolwiek majętności w ziemi<br />

tey, nie śmiał czasu tego interregni żadnego gwałtu,<br />

iakimkolwiek sposobem, ni na kim dowodzić:<br />

naieżdżać, nasyłać, przegrażać, choćby też<br />

naywiększą krzywdę przedtem, albo y teraz od<br />

kogo, albo nawet naywiększą sprawiedliwość do<br />

czego miał; ale aby wszystcy pospolicie w pokoiu<br />

trumna, wpadł zbrojny rycerz na koniu i skruszył się między sobą zachowali. Y stan duchowny<br />

kopiję, po nim urzędnicy koronni łamali swoje laski wszystkiego swego, cóżkolwiek do tego czasu w<br />

i pieczęcie na znak żałoby. Był to zwyczaj zacho- używaniu y possessyi maią, spokoynie aby używali<br />

wywany przy pogrzebach naszych królów, a nawet y wyciągali; grunta ich y domy naiazdów żadnych<br />

i hetmanów [1].<br />

aby nie cierpiały.<br />

72


Historia Historia<br />

A któżbykolwiek, któregokolwiek stanu y<br />

zawołania człowiek, śmiał przeciw komu co<br />

takowego podnieść, a temu spiskowi naszemu<br />

dosyć nie czynić, y sam przez się, y przez inne<br />

osoby: przeciw każdemu takiemu przyrzekamy<br />

sobie dobrem szlacheckiem słowem, iako przeciw<br />

gwałtownikowi pokoiu pospolitego, powstać,<br />

takowego poymać y do więzienia starościnego<br />

podać, y na mieyscu ziazdu Koronnego nań<br />

fołdrować y instygować, aby karan był na<br />

podźciwości, na gardle y na maiętności;<br />

a także<br />

y na tego ktoby chciał takiego gwałtownika<br />

forytować, radzić albo pomagać onemu. Y iuż<br />

daiem moc, aż do ziazdu Koronnego Urodzonym<br />

Mikołaiowi Sienickiemu podkomorzemu,<br />

Stanisławowi Orzechowskiemu chorążemu<br />

Chełmskiemu, aby, skoro do którego z nich<br />

wiadomość o gwałcie iakim przyidzie, miał każdy z<br />

nich moc nas obwieścić y ruszyć na takowego<br />

gwałtownika: a my powinni będziemy, za<br />

naymnieyszem obwieszczeniem iego, ruszyć się,<br />

winnego dobyć, poymać y do więzienia podać. A to<br />

wszystko przyrzekamy sobie dobrze, pod wiarą<br />

swą chrześciańską, pod szlachecką podźciwością,<br />

y słowem dobrem, mocno dzierżeć, pełnić y wykonać;<br />

na co, którzy umiemy, rękami swemi<br />

podpisujemy, a którzy nie umiemy, pisarzowi<br />

ziemskiemu Andrzeiowi Hańskiemu, iako<br />

przysięgłemu, podpisacieśmy się poruczyli. Czego<br />

wszystkiego nam Pan Bóg iest świadkiem.<br />

A dla wiadomości spraw y potrzeb wszech<br />

innych obywatelów Koronnych, iż nas doszło żeby<br />

ziazd Panów Rad Koronnych y szlachty braci<br />

naszey, tak Wielkiey iak y Małey Polski, do Łowicza<br />

miał bydź, ku nieiakiemu spólnemu porozumieniu:<br />

wyprawiliśmy brata swego Iana Sarnickiego, aby<br />

tam, albo gdzie się ieno o zieździe Rad albo<br />

szlachty Koronney dowie, iachał y imieniem<br />

naszem rzecz nasze powiedział, ażeśmy gotowi z<br />

niemi o mieyscu y czasie ziazdowi pospolitemu<br />

porozumieć się, y zabiegać wszem trwogom y<br />

niebezpieczeństwom Koronnym, o których by ieno<br />

IMość tam się dowiedział a nam oznaymił.<br />

Wyprawuiemy też do Pana woiewody<br />

naszego brata, drugiego Iana Sarnickiego, aby<br />

IMość co nayrychley mieysce y czas złożyć raczył<br />

ziazdowi, nayprzód naszemu w ziemi Chełmskiey,<br />

a potem inszemu pospolitemu innych wszech ziem<br />

Ruskich ku sobie. A my tymczasem gotować się<br />

będziemy, iako każdy naylepiey może y powinien,<br />

obyczaiem wyprawy woienney ziachać pod swa<br />

chorągiew na mieysce ziazdu pospolitego<br />

Koronnego, pod winami prawa Koronnego.<br />

Iż pod ten czas, przez Króla, sądy wszelakie<br />

stanąć muszą, tak ziemskie iako y grodzkie, a<br />

potrzeby przypadać muszą: przeto, dobrowolnie<br />

na ten tylko czas, zezwalamy, iż zapisy y<br />

oświadczenia, któreżkolwiek czynić będą pod ten<br />

czas, mocne y ważne bydź maią w Chełmskiey<br />

ziemi. Akta ziemskie powiatu Chełmskiego<br />

przeniósłszy z Chełma do Krasnego Stawu,<br />

poruczyliśmy pisarzowi Chełmskiemu y Andrzeiowi<br />

Żulińskiemu bratu naszemu, na iednem mieyscu<br />

rządnie pochować pospołu z akty Krasnostawskiemi.<br />

Sprawę zamkową miast Chełmskiego y<br />

Krasnostawskiego poruczyliśmy woyskim teraźnieyszym<br />

(z dozwolenia Pana starosty<br />

Chełmskiego per se, a Krasnostawskiego przez<br />

urzędniki swe y mieszczany per se), z którymi<br />

wszystko opatrować mamy, a bez nich nic nie<br />

czynić; im posłuszeństwo każde podać; ludzie<br />

próźne, tułaiące się bez służby, rzemiosła imować;<br />

gospodami, czasu niebespieczeństwa, małżonki<br />

nasze uczciwe opatrować.<br />

Działo się w Krasnym Stawie na zieździe<br />

pospolitym we czwartek,<br />

Dnia 17 Iulii, an. D. 1572.<br />

Jak wynika z przytoczonego tekstu,<br />

Konfederację zwołano na wieść o śmierci króla, w<br />

sprawie zachowania spokoju wewnętrznego dla<br />

zapobieżenia destabilizacji państwa. Postanowiono,<br />

że wszyscy obywatele mają obowiązek<br />

zachowania spokoju. Żaden obywatel wszelakiego<br />

stanu, mający jakiekolwiek majętności, nie śmie w<br />

czasie interregnum na własną rękę dochodząc<br />

sprawiedliwości. A jeśliby ktokolwiek jednak śmiał<br />

to uczynić, gwałcąc spokój publiczny, takiego<br />

postanowiono pojmać i wtrącić do więzienia<br />

starościńskiego, aby został ukarany na honorze, na<br />

gardle i na majątku. Urodzonym Mikołajowi<br />

Sienickiemu i Stanisławowi Orzechowskiemu, dano<br />

władzę, aż do zjazdu koronnego, aby każdy z nich<br />

mógł obwieścić o naruszeniu prawa, pojmać<br />

winnego i wtrącić do więzienia a sygnatariusze aktu<br />

zobowiązują się w tym pomóc.<br />

Analiza treści dokumentu, odsłania istotę<br />

władzy królewskiej i jej wielką rolę w państwie.<br />

Obawy wynikające z sytuacji w kraju po śmierci<br />

króla, które przebijają z treści uchwały świadczą, że<br />

osoba króla stanowiła personalny fundament<br />

działalności państwa. Na niej ufundowany był<br />

system sprawowania władzy. Śmierć króla, miała<br />

ogromne konsekwencje. W królewskiej władzy<br />

brała źródło władza królewskich urzędników. Na<br />

pogrzebie króla, na znak żałoby urzędnicy koronni<br />

łamali swoje laski i pieczęcie,<br />

będące symbolami<br />

ich władzy. Państwo wstrzymywało oddech i<br />

zamierała jego działalność w ważnych obszarach.<br />

Pod ten czas, przez Króla, sądy wszelakie<br />

stanąć muszą, tak ziemskie iako y grodzkie.<br />

73


Historia Historia<br />

Wygasały, traciły podstawę wewnętrzne akty Z chwilą śmierci króla, wygasały także<br />

prawne wydane przez króla (np. przywileje) traktaty zewnętrzne, które bywały zawierane<br />

Znamienny jest fakt, iż królowie, na początku pomiędzy monarchami osobiście. Roku 1532 Piotr<br />

działalności, potwierdzali przywileje wydane przez Opaleński w poselstwie do Turek jeździł,<br />

poprzedników. Ponieważ nie pewna iest y nie przymierze do żywota obu królów przyniósł, od<br />

trwała pamięć ludzka, zwykli są ludzie pismem to Tatar, Turków i Wołochów [1].<br />

opatrować, czego wieczną pamięć mieć chcą. A dla<br />

tego my Zygmunt August,<br />

z łaski Bożey Król<br />

Polski, wszystkie prawa, przywileie, wolności, listy<br />

y swobody, sprawiedliwe a słuszne, tej to Korony<br />

naszey, duchowne y świeckie, którymkolwiek<br />

stanom y ludziom, żadnych nie wyimuiąc, od<br />

przodków naszych Królów y Xiążąt Polskich,<br />

mianowicie od świętey pamięci Królów, Kazimierza<br />

Wszystko to groziło zamieszkami wewnętrznymi<br />

i destabilizacją państwa a nawet agresją ze<br />

strony państw sąsiednich. Wydaje się, że obawy,<br />

które były powodem zawiązania Konfederacji i mocna<br />

reakcja jej sygnatariuszy, mogły mieć racjonalne<br />

podstawy.<br />

Kazimierz Stołecki<br />

Wielkiego, Ludowika, Władysława Pradziada,<br />

Władysława starego Stryia, Kazimierza Dziada,<br />

Olbrachta y Alexandra Stryiów, y Króla Jego Miłości<br />

Zygmunta Oyca naszego, dane we wszem mocnie<br />

trzymać, chować, y bronić. Na Seymie walnym<br />

Koronnym w Piotrkowie w sobotę, dnia święta Ś.<br />

Anny (26 VII), Roku Pańskiego 1550 [13].<br />

Potwierdzano także przywileje dotyczące<br />

Krasnegostawu. Oto kilka przykładów:<br />

1439.07.06, Krasnystaw. Król Władysław III<br />

(Warneńczyk) pragnąc zubożałych mieszkańców<br />

Krasnegostawu w Ziemi Chełmskiej<br />

uwolnić od uciążliwych obowiązków, zgodnie z<br />

przywilejami nadanymi im przez królewskiego<br />

ojca, uwolnił ich od dawania koni do podwód, a<br />

gdy zajdzie potrzeba, konie mieszczanie mieli<br />

dawać za zapłatą.<br />

1450.01.05, Sandomierz. Król Kazimierz IV<br />

Jagiellończyk potwierdził postanowienie ojca<br />

swego, aby kupcy z Bełza, Hrubieszowa,<br />

Krasnegostawu, Kazimierza i Lublina nie jeździli<br />

inną drogą, jak tylko przez Radom.<br />

1462.01.23, Kraków. Król Kazimierz IV<br />

Jagiellończyk potwierdził dekret króla<br />

Władysława II Jagiełły, datowany 1 marca roku<br />

1394 w Krakowie, nadania prawa magdeburskiego<br />

miastu, na prośbę urodzonego<br />

Stanisława z Przybysławic, wójta w<br />

Szczekarzewie, czyli Krasnymstawie<br />

(Sczekarzow alias Crassnystaw) .<br />

1507.03.16, Kraków. Król Zygmunt I (Stary)<br />

p o t w i e r d z i ł p r z y w i l e j A l e k s a n d r a I V<br />

Jagiellończyka dla Krasnegostawu z 1503.11.10.<br />

1576.07.07, Warszawa. Król Stefan (Batory)<br />

powtórzył i potwierdził siedem przywilejów dla<br />

miasta Kazimierza Dolnego wydanych w latach<br />

1526-1572 przez jego poprzedników, m.in.<br />

dokument króla Zygmunta Augusta: wydany<br />

1558.07.09 w Krasnymstawie, gdzie król<br />

powtórzył i potwierdził dokument króla<br />

Władysława II Jagiełły [5].<br />

74<br />

Zygmunt August 1548 [14]<br />

Zygmunt August 1564 [14]<br />

Zygmunt August 1571 [14]


Kultura Konkurs<br />

Literatura<br />

1. B. Paprocki, Herby rycerstwa polskiego,<br />

wyd. K. J.<br />

Turowski, nakł. Wydawnictwa Biblioteki Polskiej,<br />

Kraków 1858.<br />

2. T. Wierzbowski, Matricularum Regni Poloniae<br />

Summaria,<br />

P. I-V, a. 1447-1572. Tipis Officinae C.<br />

Kowalewski, Varsoviae MCMV-MCMXI.<br />

3. F. V. Korałłov, Zarys historii Krasnegostawu,<br />

tłum. K.<br />

Prożogo 1973, Maszynopis Nr 33895, Wojewódzka<br />

Biblioteka Publiczna w Chełmie [w:] Холмскiй<br />

народный календаръ на 1911 годъ, изд. Хомскаго<br />

св. Богороднцкаго Братства, red. G. V. Livotov, s. 51-<br />

64, Chołm<br />

1910.<br />

4. K. Stołecki, Z XVI-wiecznej historii Krasnegostawu.<br />

Spór o czabańskie woły, NESTOR, 2009, 4(10), 8-9.<br />

5. Katalog Skarbów Dziedzictwa Narodowego ,<br />

http://dziedzictwo.polska.pl/<br />

6. Biblioteka Starożytna Pisarzy Polskich.<br />

Zebrał K. Wł.<br />

Wójcicki. Drugie wydanie. Tom II. Nakład i druk S.<br />

Orgelbranda. Warszawa 1854.<br />

7. T. Narbutt, Dzieje Narodu Litewskiego,<br />

Tom VIII, Księga<br />

XV. Druk.A. Marcinkowskiego, Wilno 1840.<br />

8. M. Baliński, T. Lipiński, Starożytna Polska pod<br />

względem historycznym, jeograficznym i statystycznym<br />

opisana.<br />

Tom II, Zeszyt II, od s. 783. Nakł.<br />

S. Orgelbranda, Warszawa 1845.<br />

Komunikat dla patronów medialnych<br />

9. L. H. Siemieński, W. Wielogłowski, A. Oleszczyński,<br />

Dzieje Narodu Polskiego,<br />

1848.<br />

10. R. Hejdensztejn, Dzieje Polski od zgonu Zygmunta<br />

Augusta do roku 1594.<br />

Przełożył M. Gliszczyński.<br />

Nakł. B. M. Wolffa, Petersburg 1857.<br />

11. Świętosław z Borzejowic Orzelski, Bezkrólewia ksiąg<br />

ośmioro, czyli Dzieje Polski od zgonu Zygmunta<br />

Augusta r. 1572 aż do r. 1576.<br />

Przełożył W.<br />

Spasowicz. Nakł. B. M. Wolffa, Petersburg 1858.<br />

12. E. H. Victurnien de Noailles, Henri de Valois et la<br />

Pologne en 1572,<br />

M. L. Freres, Libraries Editeurs,<br />

Paris 1867.<br />

13. Volumina legum. Przedruk zbioru praw staraniem XX.<br />

Pijarów w Warszawie, od roku 1732 do roku 1782,<br />

wydanego. T. 2. Wyd. Jozafat Ohryzko, Petersburg<br />

1859.<br />

14. E. hr. Raczyński, Gabinet medalów polskich,<br />

tom I,<br />

druk M. Friedlaendera, Wrocław 1868.<br />

15. Przywilej króla Zygmunta Augusta: Zygmunt II August,<br />

król Polski, zatwierdza cesję młyna, jakiej dokonał<br />

Stanisław Sędziwój Czarnkowski, na rzecz Marcina<br />

Skrzetuskiego.<br />

1571.10.17, Warszawa.<br />

22 grudnia, w Miejskiej Bibliotece Publicznej<br />

w Krasnymstawie, miało miejsce rozstrzygnięcie II<br />

Konkursu Literackiego im. Stanisława Bojarczuka<br />

„O sonecianą skibkę”, zorganizowanego przez<br />

MBP i Grupę Literacką A4. Patronat honorowy nad<br />

imprezą objęli burmistrz Krasnegostawu Andrzej<br />

Jakubiec i starosta krasnostawski Janusz Szpak.<br />

Wsparło ich także grono oddanych sponsorów.<br />

W tym roku Konkurs składał się z części<br />

literackiej i plastycznej. Nadesłano 13 prac<br />

plastycznych i 31 zestawów wierszy i prozy. Jury<br />

części plastycznej (Tadeusz Kiciński - przewodniczący,<br />

Andrzej D. Misiura, Barbara Majewska)<br />

przyznało I miejsce Justynie Antończak, II miejsce<br />

zajęła Monika Gołębiowska, a wśród wyróżnionych<br />

znalazły się: Justyna Prus, Agnieszka Biłan<br />

i Karolina Łaniewska.<br />

W części literackiej jury w składzie: Andrzej<br />

Stasiuk (przewodniczący - pisarz, współzałożyciel<br />

Wydawnictwa Czarne, laureat Nagrody Literackiej<br />

Nike), Paweł Gołoburda (sekretarz redakcji<br />

miesięcznika „Lampa”), dr Krzysztof Fiołek<br />

(wykładowca uniwersytetu Jagiellońskiego w<br />

Krakowie), Monika i Dariusz Włodarczykowie<br />

(Grupa Literacka A4), zadecydowało o nieprzyznaniu<br />

nagrody głównej ze względu na niezadowalający<br />

poziom nadesłanych prac. Zdecydowano<br />

się wyróżnić jedynie zestaw wierszy Justyny<br />

Szewczyk z Krasnegostawu. Od strony organizacyjnej<br />

nad przebiegiem Konkursu czuwał sekretarz<br />

Mariusz Kargul oraz jego zastępca -Artur Borzęcki. Witold Dąbrowski - foto Artur Borzęcki<br />

75


Kultura Poezja<br />

Zwyciężczyni konkursu plastycznego i laureatka<br />

konkursu literackiego otrzymały obrazy z<br />

podobizną patrona Konkursu, namalowane przez<br />

Jerzego Weremkę, a ufundowane przez Urząd<br />

Miasta Krasnystaw i Starostwo Powiatowe w<br />

Krasnymstawie. Pozostali uczestnicy dostali<br />

pamiątkowe dyplomy oraz książki podarowane<br />

przez MBP, miesięcznik literacki „Lampa” i Wydawnictwo<br />

Czarne. Z kolei dr K. Fiołek w swoim<br />

wystąpieniu wyraził nadzieję, że MBP w<br />

Krasnymstawie już w niedługim czasie otrzyma<br />

imię Stanisława Bojarczuka, o co intensywnie<br />

zabiega miejscowe środowisko literackie, i nie<br />

tylko.<br />

W części <strong>artystyczne</strong>j wystąpił Witold<br />

Dąbrowski (aktor Teatru NN - Ośrodek „Brama<br />

Grodzka” w Lublinie) z minirecitalem sonetów<br />

Bojarczuka. Na prośbę aktora doszło też do<br />

zbiorowego odczytania na głos jednego z wierszy<br />

poety. Następnie odbyło się Spotkanie Opłatkowe<br />

Słowiarzy, w trakcie którego zebrani goście składali<br />

sobie świąteczne życzenia przy akompaniamencie<br />

kolęd i pieśni niepokornych maestra Lecha Pliszki.<br />

W przyszłym roku III edycja Konkursu<br />

zostanie rozstrzygnięta w ramach Festiwalu Sztuk<br />

Krasnych im. Stanisława Bojarczuka. Odsłona I -<br />

Sztuka Sonetu, który odbędzie się prawdopodobnie<br />

w czerwcu lub lipcu, i stanie się bez wątpienia<br />

wyjątkowym wydarzeniem artystycznym na<br />

kulturalnej mapie Lubelszczyzny. Pomysł zyskał już<br />

poparcie Andrzeja Stasiuka i wielu innych twórców<br />

oraz potencjalnych patronów.<br />

76<br />

Andrzej Stasiuk - foto Artur Borzęcki<br />

Mariusz Kargul<br />

Stanisław Bojarczuk<br />

Chopin<br />

I<br />

Dotykał klawiatury czułego pianina,<br />

niby piersi dziewczęcej jedwabiej miękkości,<br />

Grzęznął heban półtonów w alabastrze kości,<br />

łkały struny w minorze jak cnota niewinna.<br />

I muzyka w wszechwspólnym języku ludzkości<br />

idyllicznej liryki obrazami płynna,<br />

koiła niby hausty omszałego wina,<br />

swą narkozą małmazji, jagodą słodkości.<br />

Cedzi się pianissimo w eolo skrzydeł pszczółki,<br />

w kielichach kwiecich pyłków nurzających czułki,<br />

grzmi forte, jak huragan sęki konarzymi.<br />

Tam kłusuje rytmika staccatu w mazurze,<br />

marsz galopem przebija otwory w lazurze,<br />

by ustąpić symfonii z dźwięki komarzymi.<br />

II<br />

Wyszły echa i zmilkły strzeliwszy ku górze,<br />

jak pędy latorośli na pochyłej wierzbie.<br />

Zapłakała fujarka pod oknem na przyzbie,<br />

Drży echo ponad strzechą w eterów lazurze.<br />

Zmilkły echa, lecz rytmy chopinowskiej<br />

wieszczbie<br />

wżłobiły hieroglify nut w ruin strukturze,<br />

po których chmiel rodzimy zwił festony laurze,<br />

nimbiąc tarcze herbowe kamei płaskorzeźbie.<br />

Wiek mija, gdy ech szermierz legł snem<br />

wiecznym w Galii.<br />

Sarmaci prochy jego z Ujejskiego glosą:<br />

„Wzięli trumnę na barki... Gdzie oni Go niosą?”<br />

„Zygmunt” dzwoni! – Na Wawel! – Zew tonów<br />

regalii<br />

śle tęsknoty w nad sielskich pól szachownic<br />

tkanie<br />

mknące żurawim kluczem na jego spotkanie.<br />

22 I 1933


Historia Rocznice<br />

W 600-lecie bitwy pod Grunwaldem<br />

Apel do JMPana Starosty<br />

Krasnostawskiego, JMPana<br />

Burmistrza Krasnegostawu,<br />

JMPanów Wójtów Gmin Ziemi<br />

Krasnostawskiej<br />

15 lipca br. przypada rocznica 600-lecia<br />

bitwy pod Grunwaldem, wspaniałej wiktorii oręża<br />

Rzeczypospolitej Obojga Narodów nad zakonem<br />

krzyżackim i największego starcia militarnego<br />

średniowiecznej Europy. Rocznica będzie<br />

obchodzona bardzo uroczyście. Wezmą w niej<br />

udział delegacje rządowe na najwyższym szczeblu<br />

z różnych państw, a zwłaszcza tych, których<br />

rycerstwo brało udział w wielkiej bitwie, jak Polski,<br />

Litwy, Białorusi, Ukrainy i Czech. Na polach<br />

Grunwaldu przeżyjemy jeszcze raz wielkie starcie<br />

rycerstwa, tym razem jako inscenizację wydarzeń<br />

sprzed setek lat. Już dziś w wielu europejskich<br />

państwach bractwa rycerskie szykują się do walki<br />

na śmierć i życie. Inscenizacja będzie miała<br />

rozmach niespotykany do tej pory, a liczba<br />

uczestników sięgnie kilku tysięcy. Przybędą<br />

rycerze z całej Europy. Towarzyszyć im będą<br />

giermkowie, służba, a nawet rodziny. Staną obozy<br />

krzyżackie i polsko-litewskie. Dawne stroje, oręż,<br />

nawet kuchnia - wszystko według średniowiecznych<br />

wzorów. Miejmy nadzieję, że znów<br />

zwycięstwo będzie po naszej stronie i pokonamy<br />

zakon krzyżacki.<br />

Czy w bitwie wezmą udział rycerze ziemi<br />

krasnostawskiej? Czy stać nas w dobie kryzysu na<br />

taki wysiłek, by wspomóc własną piersią i mieczem<br />

najjaśniejszą Rzeczpospolitą? Czy znajdą się<br />

odważni, by ruszyć jak kiedyś przeciw krzyżakom<br />

pod Grunwald, śladami naszych przodków? Tak<br />

właśnie - śladami i wzorem naszych pra…<br />

pradziadów. W 1410 roku wielka armia Korony<br />

i Litwy pod wodzą króla Władysława Jagiełły i księcia<br />

Witolda w sile około 29 tysięcy ludzi kierowała<br />

się przeciw krzyżakom. Dążono do stoczenia<br />

walnej bitwy w korzystnym dla nas terenie. Nie było<br />

to proste. Często zmieniano kierunek marszu, by<br />

zaskoczyć i zmylić wroga oraz ominąć przygotowane<br />

zasadzki. Żeby to uczynić, trzeba było znać<br />

doskonale terytorium państwa krzyżackiego.<br />

I tego właśnie dokonał Trojan z<br />

Krasnegostawu -<br />

przewodnik i doradca wojsk<br />

polsko-litewskich. Nazywano go Trojan Szyroki.<br />

Przybył on do ziemi krasnostawskiej z Grąbca<br />

i Kisielewa, wsi leżących w ziemi płockiej na terenie<br />

Prus. Znał bardzo dobrze państwo krzyżackie<br />

i swoje zadanie wypełnił wyśmienicie. Za zasługi w<br />

wojnie z krzyżakami, w 1419 roku otrzymał od króla<br />

Władysława Jagiełły wieś Orłów (obecnie Orłów<br />

Murowany), wójtostwo krasnostawskie i herb<br />

Jastrzębiec. W lipcu 1410 roku siły polsko-litewskie<br />

w sile 50 chorągwi polskich i 40 litewskich, w<br />

szybkim marszu podążały pod Grunwald. Wśród<br />

nich była Chorągiew Ziemi Lubelskiej i<br />

Chorągiew Ziemi Chełmskiej.<br />

Pod tymi właśnie<br />

chorągwiami zorganizowało się rycerstwo ziemi<br />

krasnostawskiej. Walczyli dzielnie w obronie<br />

ojczyzny i nie przynieśli nam wstydu. W<br />

grunwaldzkiej wiktorii szczególnie wyróżniła się<br />

Chorągiew Ziemi Chełmskiej, wchodząca w skład<br />

chorągwi małopolskich wojsk koronnych.<br />

Chorągiew ta, zwana Chorągwią Białego<br />

Niedźwiedzia miała znaczący udział w bitwie, za co<br />

została wyróżniona przez króla Władysława<br />

Jagiełłę. W 600 rocznicę wielkiej wiktorii, na polach<br />

Grunwaldu 2010 nie może zabraknąć<br />

krasnostawskiego rycerstwa, współczesnego<br />

Trojana i Chorągwi Białego Niedźwiedzia. Dlatego<br />

zwracam się z apelem do JMPana Starosty<br />

Krasnostawskiego, JMPana Burmistrza<br />

Krasnegostawu i JMPanów Wójtów Gmin Ziemi<br />

Krasnostawskiej o rozsyłanie wici zwołującego<br />

pospolite ruszenie, do szlachty, mieszczan i zagrodników<br />

naszej ziemi. Wszyscy na pola<br />

Grunwaldu, na ratunek Koronie, na pohybel<br />

krzyżakom! Zwycięstwo musi być po naszej stronie!<br />

Zbigniew Atras<br />

77


Spotkania<br />

Pocztówki z Puerto Rico<br />

Z rocznego pobytu w Puerto Rico<br />

(bogaty port) przywiózł je malarz Franciszek<br />

Ryszard Mazurek. Przeszło dwadzieścia<br />

płócien znalazło miejsce w galerii Muzeum<br />

Regionalnego w Krasnymstawie. 16 marca<br />

2010 roku, otwierając wystawę artysta<br />

zapoznał gości z urokami pięknej wyspy,<br />

zwanej też Isla Del Encanto. Oprócz<br />

egzotycznych pejzaży namalowanych<br />

doświadczoną ręką, zebranym zapamiętały<br />

się także prezentowane przez autora<br />

gigantyczne, blisko pięćdziesięciocentymetrowe<br />

strąki z nasionami tamtejszych<br />

akacji.<br />

Franciszek Ryszard Mazurek<br />

Urodzony w 1951 r. w Wolawcach.<br />

Ukończył:<br />

- Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w<br />

Zamościu,<br />

- Studium Reklamy w Ciechanowie k/Warszawy,<br />

- Wydział Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja<br />

Kopernika w Toruniu<br />

Dyplom w Pracowni Malarstwa prof. Mieczysława<br />

Wiśniewskiego w 1979r.<br />

Uprawia zawód artysty plastyka.<br />

Od 1979 r. członek Klubu Absolwentów Związku<br />

PolskichArtystów Plastyków.<br />

Od 1984 członek Polskiego Stowarzyszenia<br />

Edukacji Plastycznej.<br />

Wystawy indywidualne:<br />

1987 Chełm - „Chełm w malarstwie” Wojewódzki<br />

Dom Kultury,<br />

1987 Warszawa - Wystawa malarstwa Warszawski<br />

Ośrodek Kultury,<br />

1987 Chełm - Wojskowy Ośrodek Kultury,<br />

1988 Łuck (Ukraina) - „Pejzaż Polski” Galeria<br />

Związku Artystów Plastyków Ukrainy.<br />

1990 Warszawa - „Wołyń-Cztery pory roku” Galeria<br />

„Za Żelazną Bramą” Pałac Lubomirskich.<br />

1991 Łuck (Ukraina) - „Wołyń” Foyer Teatru<br />

Dramatycznego z okazji Światowego Kongresu<br />

pod egidą Unesco.<br />

1993 Chełm - „Malarstwo” Klub Garnizonowy<br />

Krakowskiego Okręgu Wojskowego.<br />

1999 Wojsławice - „Wojsławicki pejzaż”.<br />

2000 Wierzbica - „Piękno Gminy”.<br />

2000 Chełm - „Kraj za miastem” Klub Garnizonowy<br />

Krakowskiego Okręgu Wojskowego.<br />

2001 Chełm - „W kolorach jesieni” Klub Garnizonowy<br />

Wrocławskiego Okręgu Wojskowego.<br />

2002 Hrubieszów - „Ziemia lubelska-pejzaż<br />

powiatowy” H. D. Kultury.<br />

78<br />

Malarstwo<br />

2002 Tomaszów - „Ziemia lubelska-pejzaż powiatowy<br />

c.d.” Lubelski T. D. Kultury.<br />

2005 Radzyń - „Podlasie i ...”, Galeria „Oranżeria”<br />

Podlaski.<br />

2005 Chełm - „Franciszek Ryszard Mazurek-<br />

Malarstwo” Muzeum Chełmskie.<br />

2005 Zamość - „Franciszek Ryszard Mazurek-<br />

Malarstwo” Klub Garnizonowy.<br />

2005 Wrocław - „Kresowe Klimaty” Sale wystawowe<br />

Śląskiego Okręgu Wojskowego.<br />

2006 Lwów (Ukraina) - „Pejzaż Polski-Lubelskie”<br />

Muzeum Narodowe - Lwowska Galeria Sztuki.<br />

2006 Monachium (Republika Federalna Niemiec)<br />

- „Pejzaż Polski - Lubelskie” Sale wystawowe<br />

Polskiego Centrum Kultury.<br />

2006 Lyon (Francja) - „Pejzaż Polski-Lubelszczyzna”<br />

Espace Culturel Paul Ricard.<br />

2006 Marsylia, Lille, Paryż (Francja) - „Pejzaż<br />

Polski-Lubelskie” c.d.<br />

2007 Montpellier (Francja) - „Pejzaż Polski-<br />

Lubelskie” Ratusz, Juvignac.<br />

2007 Chełm - „W drodze...” Muzeum Chełmskie.<br />

2007 Abu Dhabi (Zjednoczone Emiraty Arabskie)<br />

„Pejzaż Polski” Ibn Dhaher Hall,Akademia Kultury i<br />

Dziedzictwa Narodowego.<br />

2007 Montbéliard (Francja) - „Pejzaże Polski”<br />

Musée Beurnier-Rossel, Salle des Passions<br />

Montbéliardaises<br />

2007 Dubaj (Zjednoczone Emiraty Arabskie)<br />

- „Pejzaż Polski” Sultan Bin Ali Al Owais Cultural<br />

Foundation, Dni Kultury Polskiej.<br />

2008 Sinaia (Rumunia) - „Pejzaż Polski-Lubelskie”<br />

Muzeum Narodowe Peleş.<br />

2008 Kiszyniów (Republika Mołdawii) - „Pejzaż<br />

Polski” Centrum Ekspozycyjne Constantin<br />

Brâncuşi.<br />

2008 Ostrołęka - „Pejzaż Sielski.Lubelski” Galeria<br />

„Ostrołęka”.<br />

2009 Bruksela (Belgia) - „Pejzaże Polski -<br />

Lubelszczyzna”, „Centrum Polskie”, Galeria Sztuki<br />

Współczesnej.<br />

Wystawy zbiorowe:<br />

1979 Grudziądz - „Prezentacje Młodych” wystawa<br />

członków Klubu Absolwentów Związku Polskich<br />

Artystów Plastyków<br />

1979 Toruń - „Contart'79” Wystawa malarstwa<br />

Okręgu toruńskiego Związku Polskich Artystów<br />

Plastyków.<br />

1986 Lublin - Wystawa Malarstwa członków<br />

Polskiego Stowarzyszenia Edukacji Plastycznej.<br />

1988 Warszawa - „Żołnierska Powinność”<br />

Ogólnopolska Wystawa Twórczości Plastycznej -<br />

CBWA „Zachęta”<br />

1988 Chełm - Wystawa Malarstwa - Muzeum<br />

Okręgowe.<br />

1988 Warszawa - Wystawa Malarstwa Artystów<br />

Chełma i Łucka ( Ukraina)


Malarstwo Malarstwo<br />

1991 Warszawa - „I Biennale Sztuk Plastycznych”<br />

Galeria „Za ¯elazn¹ Bram¹” Pa³ac Lubomirskich.<br />

1991 Koszalin - Wystawa Malarstwa.<br />

2005 Zamoœæ - „Absolwenci Pañstwowego Liceum<br />

Sztuk Plastycznych” BWA Galeria Zamojska.<br />

2005 Che³m - „Znane i nieznane obrazy artystów<br />

che³mskich XX wieku” Muzeum Che³mskie.<br />

2009 Rzym (W³ochy) - „Barwy Polski w Rzymie”,<br />

Cascina Farsetti<br />

Tak¿e udzia³ w zbiorowych wystawach za granic¹:<br />

w Bu³garii, Czechach, Niemczech, Rosji, Rumunii<br />

i na Wêgrzech.<br />

79