Views
3 months ago

iA90_print

22 EKSPLOATACJA

22 EKSPLOATACJA Kupujemy! Tylko co? tekst: BARTOSZ ŁAWSKI zdjęcia: MIROSŁAW RUTKOWSKI Decyzja podjęta – kupujemy samochód. Ale to dopiero początek długiej drogi, a także listy pytań, na które będziemy musieli sobie odpowiedzieć. Przeszedłem niedawno tę drogę, opiszę ją więc z własnego punktu widzenia. Tak zdecydowałem i wybrałem, ale każdy powinien podejmować własne decyzje, co do których będzie pewny, że są dla niego najlepsze. Oczywiście, to nie był mój pierwszy samo- chód, jednak ostatnio kilka lat jeździłem głównie metrem. Poprzednie auto znalazło nowego właściciela, gdy czas poszukiwania miejsca parkingowego pod domem zaczął przekraczać czas dojazdu. I nie, w budynku nie było garażu. Parkowałem po prostu na ulicy. Coraz dalej i dalej…

EKSPLOATACJA 23 Sytuacja (i adres) zmieniła się i znowu okazało się, że bez samochodu jednak nie da się żyć. Pierwsze pytanie to – jakiego samochodu potrzebuję? Czy kupuję go z pasji, czy z rozsądku? Co i kogo będę nim wozić? Czy będę jeździć głównie po mieście, czy raczej w dłuższe trasy? Znów przedstawię własne odpowiedzi, ale każdy może podstawić pod nie swoje potrzeby. Jako wielkomiejski singiel teoretycznie mógłbym pozwolić sobie na jakiś zabawny samochodzik, roadstera, coupé, a choćby pick-upa z krótką kabiną. Najczęściej jeżdżę sam lub w dwie osoby. Ale – zdarzają się sytuacje, w których tylna kanapa jest jednak potrzebna. Nawet do przewiezienia transporterów z kotami. Dodatkowo zdarza mi się jeździć ze sprzętem fotograficzno-filmowym. Czyli – kombi albo SUV. Sedan raczej nie, chyba że z dużym bagażnikiem i możliwością złożenia tylnego oparcia. Teraz – dokąd będę nim jeździć? Głównie po mieście i na niedługich trasach podmiejskich. Ale dłuższe wyjazdy też są przewidziane, choć niezbyt często. I tu pojawia się kolejne pytanie – benzyna czy diesel? Wychodzę z założenia, że diesel opłaca się tylko tym, którzy dużo jeżdżą w długie trasy. Przy moich przebiegach, do 15 tys. kilometrów rocznie, wolę silnik benzynowy. Dalej – jakiego wyposażenia potrzebuję? Dla mnie podstawą jest automatyczna skrzynia biegów, klimatyzacja i dobre fotele z regulowanym podparciem lędźwiowym. Dobrze też wiedzieć, że wybrany samochód jest bezpieczny, a więc im więcej poduszek powietrznych i systemów wspomagających kierowcę, tym lepiej. Dochodzimy zatem do kwestii fundamentalnej – nowy czy używany? I ta decyzja powinna być podjęta w sposób przemyślany, bo składa się na nią wiele czynników. Wbrew pozorom pieniądze nie są tu jedynym czynnikiem kluczowym. Samochód nowy to – wiadomo – gwarancja spokoju. Ma jeździć, a nawet jeśli coś się wydarzy, wszystko bierze na siebie producent. Nawet wadę fabryczną usuwaną w ramach tzw. akcji przywoławczej – ostatnio, niestety, zdarza się to dość często i to różnym markom. Nie trzeba też dysponować całą kwotą potrzebną do zakupu. Poza tradycyjnym kredytem coraz większą popularnością cieszą się oferty firm leasingowych, czyli tzw. samochód w abonamencie. Można nawet wybrać wariant, w którym płaci się comiesięczną stałą ratę, niezbyt wysoką, oraz dopłaca za każdy przejechany kilometr. Po kilku latach samochód można oddać i wymienić na nowy bądź też za ostatnią ratę przejąć jego własność. Z kolei dysponując odłożoną gotówką można wytargować u dealera niezły rabat – w końcu pieniądze otrzymane natychmiast są lepsze od tych spływających w ratach. Ale to nie dla mnie. Wolę rozejrzeć się po rynku samochodów używanych. Ryzyko większe, ale wybór też. No i w ramach założonego budżetu można, przy pewnej dozie samozaparcia, naprawdę wyszukać samochód, z którego będziemy zadowoleni bardziej nawet niż z nowego. Szukam więc używanego. Wiem jakiego, pozostaje kwestia marki. Kombi albo SUV-y z benzynowym silnikiem i automatem produkują już niemal wszyscy. Wtórny rynek jest nimi dosłownie zalany. Oczywiście, trzeba mieć oczy dookoła głowy i do każdej deklaracji sprzedającego podchodzić sceptycznie. Najlepiej zapewnić sobie wsparcie neutralnego fachowca. Przyda się też przegląd i to w serwisie wybranym przez nas, a nie sprzedawcę. Decyzja zapadła – szukam używanego w dobrym stanie. Kupię, wymienię lub naprawię to co niezbędne, a za resztę budżetu poszukam sobie jakiegoś fajnego klasyka. Z całym szacunkiem dla tych marek, nie chcę jeździć kolejną banalną Skodą lub Volkswagenem czy Toyotą. Ograniczam się więc do trzech samochodów: Citroena C 5 – to ostatni „prawdziwy” Citroen z hydropneumatycznym zawieszeniem, Saaba 9-3 – z sentymentu dla marki, no i Volvo V 70 – wiadomo, symbol bezpieczeństwa. Nie są to samochody zbyt popularne i, w przypadku tych modeli, egzemplarzy dostępnych na rynku nie liczy się w setkach. Co nie znaczy, że znalezienie przyzwoitego, nie zajeżdżonego i autentycznie bezwypadkowego jest niemożliwe. Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość. Na znalezienie samochodu, który urzekł mnie na tyle, że przeprowadziłem szybką akcję pod hasłem „take my money” poświęciłem dwa miesiące. I nie był to żaden z wyżej wymienionych. No, prawie… ale o tym w następnym odcinku.