Views
1 week ago

Bliżej Źródła nr 32 luty 2018

S A V O I R - V I V R E

S A V O I R - V I V R E Eucharystyczny savoir- vivre część 3 Woda święcona Znak wody jest jednym z najstarszych znaków naszej wiary. W kościołach nie używamy zwykłej wody, lecz wody święconej. Jej skład chemiczny nie różni się niczym od zwykłej wody. Dla niewierzących jest więc zwykłą wodą. Jednak dla nas nabiera ona specjalnego znaczenia, ponieważ wierzymy, że dzięki działaniu Ducha Świętego nabrała ona mocy uświęcania człowieka, a także rzeczy, z którymi się styka. Takie wyjątkowe znaczenie wodzie nadał sam Jezus, gdy przyjął chrzest w wodach Jordanu. Woda święcona służy więc do tego, aby obmyty z grzechów człowiek odrodził się do nowego życia, aby wytrwał w wierze i osiągnął zbawienie. Dlatego zanurzenie dłoni w wodzie święconej i wykonanie znaku krzyża świętego na swoim ciele ma przypomnieć nam nasz sakrament chrztu świętego, dzięki któremu zostaliśmy oczyszczeni z grzechu pierworodnego. Służy więc ona do „mycia”, ale nie takiego, jakie znamy z codziennej praktyki higienicznej. Dotyczy ona higieny duchowej. Z wody święconej korzystamy od początku bycia w kościele, od momentu wejścia, ponieważ wchodząc do domu Boga, chcemy wyznać wiarę w Niego i stanąć przed Nim w należytej dyspozycji duchowej, czyli po prostu bez grzechu. Poza tym wiemy, że zły duch boi się tego, co poświęcone. Dlatego znak krzyża uczyniony z wiarą wodą święconą skutecznie go odpędza i pozwala lepiej przeżyć spotkanie z Bogiem w kościele, bez względu na to, czy przychodzimy tam, aby uczestniczyć w liturgii, czy po to, aby pomodlić się w samotności. Dla wielu ludzi niezrozumiałe wydaje się korzystanie z wody święconej, gdy po skończonej modlitwie wychodzimy ze świątyni. Tu trzeba podkreślić, że każdy znak liturgiczny ma sens wtedy, gdy oddaje jakąś prawdę, gdy odnosi nas do zakrytej rzeczywistości. Jestem przekonana, że zdecydowana większość ludzi wychodzących z kościoła, zwłaszcza po mszy świętej, korzysta z wody święconej niejako odruchowo - ot, jest naczynie, to trzeba z niego skorzystać. Jeśli woda święcona - o czym już pisałam - ma nam pomóc w przeżyciu liturgii, to jej używanie po zakończeniu mszy św. mija się z celem, chyba że żegnający się wzbudzą w sobie intencję, by nakreślony wodą święconą na ciele znak krzyża, utrwalił moc otrzymanego przed chwilą błogosławieństwa i bronił ich przed pokusami złego ducha również poza świątynią. Może też powstać pytanie, czy niekorzystanie z wody święconej jest jakimś uchybieniem lub nawet grzechem? Czy uczynienie nią znaku krzyża na progu świątyni jest obowiązkowe? Otóż nie ma takiego obowiązku. Każdy gest, każdy znak, który wykonujemy z wiarą, przybliża nas do Boga. Ale jeśli miałby być wykonany bezmyślnie, czy tylko dlatego, że inni tak robią, to traci swój sens. Bóg zna serce człowieka. W kolejnym numerze ciąg dalszy o wodzie święconej. Opracowała Dorota Staniszewska źródło: Jaroń W. „Katolicki savoir-vivre...czyli czego nie wiesz o zachowaniu w kościele” B A J K A 8 Król Zielonego Wzgórza odc. 6 Dopiero teraz można było spojrzeć na twarz, która traciła ponury wygląd. Ciekawek chciał ją zobaczyć i mimo zakazu, podniósł głowę. Spojrzenie Królowej nie miało już mocy usypiania. Żal mu się zrobiło pani śpiącego lasu, która właśnie ocierała łzy płynące po szarych policzkach. Zapragnął ją rozweselić. I wtedy przypomniał sobie słowa Nocnej Sowy, która mówiła o tym, jak Królowa niegdyś tańczyła. Teraz pomyślał, że zna tancerza, który mógłby mu pomóc. Zawołał więc najgłośniej, jak potrafił: - Admirale, przybywaj! Echo poniosło te słowa w najdalszą dal. I już po chwili do lasu przyleciała cała rodzina kolorowych motyli, które tańczyły do muzyki Jesiennego Wietrzyka. Admirał usiadł na ramieniu Królowej, zapraszając ją do tańca. Kołysali się - najpierw delikatnie - a potem, wirując wokół drzew. Uradowana władczyni wzgórza zatrzymała się i rzekła: - Wypuszczę wam Jesień – powiedziała. - A później odejdę do mojej krainy. I Królowa klasnęła w dłonie. Na ten rozkaz kolczaste krzewy rozstąpiły się, odsłaniając pień starego drzewa. Na jego środku znajdował się otwór, przez który już po krótkiej chwili, wyjrzała uśmiechnięta twarz pięknej pani. To była poszukiwana Jesień. Miała postać ślicznej, długowłosej dziewczyny, ubranej w lekką, złotą suknię. Jesienna pani zaczęła przechadzać się między śpiącymi bukami, brzozami i dębami. Dotykała suchych liści, a te napełniały się barwami: złotymi, czerwonymi, brązo-

B A J K A wymi. Słońce wyjrzało zza chmury i rozjaśniło wzgórze, które teraz zupełnie zmieniło swój wygląd. Las ożył. Kolczaste, groźne krzewy znowu się zazieleniły. A Jesienny Wietrzyk powiewał między gałęziami, strącając suche liście. Bo to przecież Jesień zapanowała na świecie. Królowa niepostrzeżenie opuściła las na wzgórzu i odeszła w nieznaną dal. Jesienny Wietrzyk odprowadził ją do granic krainy i nigdy więcej o niej nie słyszano. Tylko mały żołądź pomyślał, że nikt nie jest tak do końca zły. W każdym jest dobro, choćby jego cząstka. Trzeba ją tylko wydobyć. - Misja skończona! Czas wracać do domu! – rzekł Rudzik. - Oj tak. Jesień niebawem zagości w Szumiącym Lesie. A potem musimy przygotować się na przyjście Zimy – przytakiwały Mrówki Gajówki. - Ciekawek! Ciekawek, gdzie jesteś? Ciekawek, nie chowaj się! – wołał zaniepokojony lis. W całym tym jesiennym zamieszaniu nikt nie zauważył, że dzielny żołądź postanowił chwilę odpocząć. - Ciii…On jest tutaj. Śpi – powiedziała Jesień i wskazała na miejsce pośród opadłych liści. - Nie budźcie go, niech śni. Ożywi się, gdy przyjdzie Wiosna. Wtedy spotkacie się znowu - dodała, okrywając brązowego maluszka kolejną warstwą listków. Przyjaciele powrócili do swych domów, opowiadając o swoich przygodach i zasługach Ciekawka. Jesień wykonała swoje zadanie, a potem odeszła, robiąc miejsce siostrze Zimie. A ta przysypała świat białą kołderką ze śniegu. I tak minęło kilka miesięcy. Nadeszła Wiosna. Lód zamienił się w kałuże, które z czasem wyschły, odkrywając pierwsze wiosenne kwiaty. Wśród nich wychylił główkę nowy mieszkaniec lasu. Miał krótką łodygę i małe, zielone listki. - Ale mi się dobrze spało! – powiedziała roślinka. – A gdzie jest moja czapeczka? Zgubiłem czapeczkę? A gdzie mój brązowy brzuszek? Jestem jakiś… inny! - Witaj, Ciekawku! – powiedział głos, który należał do wysokiego drzewa stojącego tuż obok – Już nie jesteś żołędziem, choć bije w tobie to samo dobre serce. Jesienią zasnąłeś w ziemi, a gdy przyszła Wiosna obudziłeś się, przybierając inną postać. Masz teraz korzenie, łodygę i liście. Jak twój ojciec, stałeś się dębem. Na razie jeszcze malutkim, ale to tylko kwestia lat. Kiedyś będziesz największym z drzew. - Będę taki, jak mój tato! – Po tych słowach Ciekawek spojrzał w stronę Szumiącego Lasu i wspomniał słowa swojego ojca. Kropla porannej rosy spłynęła po jego liściach jak łzy tęsknoty. - Tutaj zapuściłeś swoje korzenie i Zielone Wzgórze stało się twoim domem. Jesteśmy dumni, że najodważniejszy z odważnych pozostał w naszej leśnej rodzinie. - Ale ja przecież nie zrobiłem nic wielkiego! – zaprotestował Ciekawek. - Nie znamy dzielniejszego od ciebie – mówiły chórem inne drzewa. – Bo choć byłeś niewielki, to odwagę miałeś ogromną! Gdyby nie ty i twoi przyjaciele, nadal byśmy spali, pokryci szarym kolorem. Dlatego w zamian za twoje zasługi chcemy, byś stał się królem Zielonego Wzgórza. Tak też się stało. Ciekawek został władcą pięknej krainy, która na nowo zaczęła tętnić życiem. Podziemna rzeka na powrót stała się potrzebna. Do lasu powróciły zwierzęta i ptaki. Nawet przyjaciel - Rudzik wykopał w nim norę, a rodzina Mrówek Gajówek usypała swój kopiec. Szczęśliwi mieszkańcy żyli w zgodzie, bo dzięki swojemu królowi w każdym potrafili dostrzec dobro. Dąb rósł, a każdego roku przybywało mu o kilkanaście centymetrów więcej. Po wielu latach stał się wielkim drzewem, przyozdobionym zieloną koroną z liści i kolorowych motyli, które były częstymi gośćmi króla Ciekawka. Wieść o dzielnym i dobrym władcy Zielonego Wzgórza rozeszła się po świecie. A Jesienny Wietrzyk, nucił o nim wesołe pieśni: Koniec Moja pieśń twe serce wzruszy, w niej Ciekawka chcę dziś chwalić. I historię, w której ruszył z przyjaciółmi świat ocalić. Znów porządek jest w przyrodzie Lato, Jesień, Zima, Wiosna. Pory roku chcą żyć w zgodzie. Niech w świat płynie pieśń radosna! Ewa Hoppe-Rychłowska 9

Bliżej Źródła nr 17 czerwiec 2016
Bliżej Źródła nr 16 maj 2016
Bliżej Żródła nr 15 kwiecień 2016
Nr 2/476; luty 2011 - Rybnik.eu
Nr 142 Luty-Marzec 2006 - Chrzanów
Томские плесы №1 (32) январь 2018