Nr 2 - Głos Biznesu

glos.biznesu.pl

Nr 2 - Głos Biznesu

Numer 2• 2009• Magazyn gospodarczy •Dystrybuowany bezpośrednio do wielkopolskich przedsiębiorców

Dossier

Zenona Laskowika

Design

zmieni biznes

Rozmowa z Piotrem Voelkelem

Czy warto należeć

do organizacji biznesowej?

Dyskusja przedsiębiorców


7

10

15

SPIS

TREŚCI

AKTUALNOŚCI

6 16 lat WKK

6 Gala w siodle

7 Piknik golfowy LBC

7 Wielkopolscy Liderzy Społecznej

Odpowiedzialności Biznesu 2009

8 Newsy e-poznan.pl

DOSSIER

9 Dobry żart tynfa wart

Zenon Laskowik

ROZMOWY GŁOSU

10 Design zmieni biznes

Rozmawiamy

z Piotrem Voelkelem

ORGANIZACJE BIZNESOWE: DEBATA

15 Czas zdefiniować nowe cele

„Czy warto się organizować?”

– pytamy wielkopolskich biznesmenów w redakcyjnej dyskusji

FELIETONY

22 Yes, yes, yes!

„Okiem z Brukseli” Filipa Kaczmarka

23 Między słowami

Porady prawne Jerzego Krotoskiego

TWOJA FIRMA

24 Kompleksowe zarządzanie transportem

Narzędzia optymalizujące spedycję

25 Ile kosztuje profesjonalna serwerownia?

Outsourcing systemów informatycznych

Rada redakcyjna:

Anna Lisewska

Bussines Centre Club – Loża Wielkopolska

Iwona Marszałek

Polsko-Niemieckie Koło Gospodarcze (DWK)

Grzegorz Wichniarek

Lech Business Club

Iwona Wesołek

Polska Izba Gospodarcza Importerów,

Eksporterów i Kooperacji

Karina Plejer

Wielkopolski Klub Kapitału

Małgorzata Animucka

Wielkopolski Związek Pracodawców

Redakcja i realizacja:

Skivak Custom Publishing

www.skivak.pl

Dyrektor wydawniczy:

Damian Nowak

C: 0, M: 75, Y: 100, K: 0

C: 0, M: 0, Y: 0, K: 100

d.nowak@skivak.pl

Redaktor prowadzący:

Sebastian Frąckiewicz

s.frackiewicz@skivak.pl

Projekt graficzny i skład:

Katarzyna Bartosik

k.bartosik@skivak.pl

Fotografie:

Skivak Custom Publishing,

Tomasz Jurgielewicz, Waldemar Śliwczyński

Okładka: Tomasz Jurgielewicz

Adres redakcji:

Głos Biznesu

ul. Głuchowska 1, 60-101 Poznań

tel. + 48 061 625 61 15

fax + 48 061 625 61 21

www.glos-biznesu.pl

Druk i oprawa:

Drukarnia Classic

www.classic.net.pl

4

GŁOS BIZNESU │ Nr 2│2009


26 Zarządzanie ograniczeniami

Teoria ograniczeń w biznesie

INWESTYCJE

28 Powiat poznański

Gdzie warto ulokować swój biznes?

KULTURA

30 Straszy dwór

Wielkopolska traci swoje cenne zabytki

32 Stworzyłem przestrzeń dla sztuki

Rozmowa z Andrzejem Kareńskim-Tschurlem

28

FINANSE

34 Plan sukcesji w biznesie

Czas zabezpieczyć swoją przyszłość

RETRO AUTO

35 Prestiż i elegancja

Pierwsza odsłona kącika motoryzacyjnego Andrzeja Roszkiewicza

PODRÓŻE BIZNESOWE

36 Czas na Oktoberfest

Święto piwa w Monachium

LIFESTYLE

38 Gentleman z cygarem

Sylwetka Zino Davidoffa

39 Relaks dla mężczyzn

Przedstawiamy CitiSpa

KALENDARIUM

42 Wydarzenia biznesowe i kulturalne

reklama

30

PO DEBIUCIE

Pierwszy numer „Głosu Biznesu” został przyjęty przez Państwa bardzo ciepło. Na spotkaniach biznesowych mogliśmy

usłyszeć, że spodobała się nie tylko warstwa merytoryczna tekstów, ale także nowoczesna szata graficzna.

Miejmy nadzieję, że drugi numer spodoba się jeszcze bardziej, szczególnie że postaraliśmy się dobrać zestaw ciekawych

artykułów i autorów. Przeprowadziliśmy wywiad z Piotrem Voelkelem, który rzadko pojawia się w mediach.

Rozmawiamy z nim nie tylko o jego najnowszym projekcie – Akademii Designu, ale także o skomplikowanych

relacjach między projektantami (designerami) a światem biznesu. W świecie innowacyjnej gospodarki designerzy

będą się liczyć coraz bardziej. W tym numerze zamieszczamy także zapis debaty „Czy warto się organizować?”

– w ramach której wielkopolscy biznesmeni dyskutują nad rolą i nowymi zadaniami organizacji biznesowych. Polecamy

również materiał o dworach i pałacach – zapomnianym dziedzictwie kulturalnym naszego regionu. Artykuł ilustrują

zdjęcia Waldemara Śliwczyńskiego – profesjonalnego fotografa, a jednocześnie przedsiębiorcy z Wrześni. Temat dopełnia

rozmowa z Andrzejem Kareńskim-Tschurlem, który przywrócił blask Podstolicom. Chcielibyśmy, aby „Głos Biznesu

nie był czasopismem, które po szybkiej lekturze odkłada się na półkę lub na stos dokumentów. Chcemy intrygować,

inspirować i prowokować dyskusje. Czy nam się to uda? Ocenę pozostawiamy Wam, Szanowni Czytelnicy.

Zespół redakcyjny „Głosu Biznesu

Nr 2│2009 │ GŁOS BIZNESU 5


AKTUALNOŚCI

16 lat

WKK

W Hotelu-Restauracji Meridian

w Poznaniu 5 czerwca br. odbyło

się szesnaste rocznicowe spotkanie

Wielkopolskiego Klubu Kapitału.

Jak co roku w uroczystości wzięli udział znakomici

goście, wśród nich: JE Ric Todd (ambasador

Wielkiej Brytanii), Daniel Lissner (attaché Republiki

Federalnej Niemiec w Polsce), Piotr Florek

(wojewoda wielkopolski), Marek Woźniak (marszałek

województwa wielkopolskiego), Ryszard

Grobelny (prezydent miasta Poznania) oraz licznie przybyli

parlamentarzyści, przedstawiciele korpusu dyplomatycznego

i konsularnego, przedstawiciele świata nauki, kultury i mediów.

Honorowy patronat nad spotkaniem objęli: JE Ric Todd, JE

Marnix Krop (ambasador Królestwa Niderlandów) oraz Konsulat

Generalny Republiki Federalnej Niemiec we Wrocławiu.

Podczas uroczystości wręczono Odznaki Honorowe za Zasługi

dla Województwa Wielkopolskiego. Otrzymali je: Angelika

Menze – przedstawicielka kraju związkowego Brandenburgia

w Wielkopolsce, członek zarządu Polsko-Niemieckiego Koła

Gospodarczego, oraz Cornelis Gerardus van Rijn – prezes Holendersko-Polskiego

Klubu Biznesu Wielkopolska. Po Odznakach

Honorowych przyszedł czas na wręczenie Wielkopolskich

Filarów Biznesu, nagród przyznawanych przez WKK już od 10

lat. Kapituła konkursowa wyłoniła trzech laureatów. W 2009

roku statuetki otrzymali: Wyższa Szkoła Handlu i Rachunkowości,

Bogdan Bartol (prezes zarządu BARTEX-Bartol sp.j.)

oraz Zdzisław Filary (prezes zarządu Zakładów Chemicznych

UNIA Spółdzielnia Pracy). Uroczystego wręczenia statuetek

dokonał prezydent WKK Jacek Cenkiel wspólnie z przewodniczącym

kapituły konkursowej Andrzejem Łyko. •

Gala

w siodle

Ponad 500 przedsiębiorców, polityków, ludzi nauki, kultury i mediów bawiło się

na tradycyjnym pikniku Loży Wielkopolskiej BCC.

S

potkanie odbyło się w niedzielne popołudnie 31

maja w Zespole Pałacowo-Parkowym Wąsowo.

Przedwakacyjne imprezy BCC w Wielkopolsce

stały się już tradycją. W tym roku zorganizowany

został piknik jeździecki. Gala w siodle zgromadziła

wiele wybitnych postaci. Przybyli: Piotr

Florek (wojewoda wielkopolski), Marek Woźniak (marszałek

województwa wielkopolskiego), Przemysław Pacia (wicewojewoda),

Jerzy Stępień (zastępca prezydenta miasta Poznania),

Grzegorz Ganowicz (przewodniczący Rady Miasta Poznania).

Pierwszy raz w roli gospodarza gali wystąpił Marian Nickel,

kanclerz Loży Wielkopolskiej BCC. Na uczestników gali czekało

mnóstwo atrakcji, między innymi pokazy konne, parady powozów,

pokazy XVII-wiecznej jazdy, poczty węgierskiej, jazdy w

siodle, przejazdy bryczkami oraz zawody jeździeckie – konkurs

Grand Prix o Puchar Kanclerza Loży Wielkopolskiej BCC. Dodatkową

atrakcją pikniku był – tradycyjny już – wielki okazjonalny

tort przygotowany przez poznańską Cukiernię Gruszecki.

W trakcie trwania gali uczestnicy mogli wziąć udział w wielu

loteriach przygotowanych przez sponsorów pikniku. •

6

GŁOS BIZNESU │ Nr 2│2009


AKTUALNOŚCI

Impreza odbyła się na terenie Poznań Golf Park przy

ulicy Wichrowej. Wśród zaproszonych gości znalazł

się również wiceprezes Lecha Poznań, Arkadiusz Kasprzak.

Organizatorzy przygotowali dla swoich gości

wiele atrakcji. Bez wątpienia największą z nich

była możliwość wzięcia udziału w Akademii Golfa.

Zainteresowani mogli obejrzeć najnowsze modele samochodów

marki BMW, które zaprezentował partner LBC Dealer BMW

Smorawiński, oraz przygotowaną na tę okazję pełną kolekcję

akcesoriów BMW Golfsport.

Piknik

LBC

W słoneczną sobotę 20 czerwca przedstawiciele

poznańskich firm mogli spędzić czas

w miłym towarzystwie.

Atrakcją były również luksusowe auta pokazane przez Top

Car Rental – pierwszą w Polsce wypożyczalnię luksusowych samochodów

sportowych, która oferuje możliwość wynajmu szerokiej

gamy samochodów Porsche oraz Ferrari. Specjalnie dla pań

konsultantki firmy Herbalife doradzały, jak zadbać o sylwetkę

i urodę, oraz opowiedziały, w jaki sposób prowadzić zdrowy tryb

życia. W pikniku wzięły również udział makijażystki Perfumerii

Douglas, które pomagały dobrać najlepsze kosmetyki pielęgnacyjne,

wykonały najmodniejsze makijaże oraz prezentowały

najpiękniejsze zapachy. Organizatorzy nie zapomnieli również

o najmłodszych. Specjalnie dla nich przygotowano kącik animacyjny

oraz trening piłkarski, który poprowadzili trenerzy ze

Szkółki Piłkarskiej Wichniarek. Każde dziecko otrzymało też

gadżety związane z klubem KKS Lech Poznań. •

Znamy liderów CSR

5 czerwca 2009 Wielkopolski Związek

Pracodawców ogłosił wyniki konkursu

„Wielkopolski Lider CSR”.

Projekt „Wielkopolska Liderem CSR” realizowany

przez Wielkopolski Związek Pracodawców od

grudnia 2008 roku, ma na celu upowszechnienie

koncepcji Społecznej Odpowiedzialności Biznesu

(ang. Corporate Social Responsibility – skrót

CSR) od pracodawców, organizacji pracodawców,

pracowników przedsiębiorstw oraz społeczności lokalnej z

terenu województwa wielkopolskiego. W tym celu zorganizowano

Konkurs na „Wielkopolskiego Lidera CSR”, w kategoriach związanych

z dbałością o lokalny rynek pracy, warunki pracy pracowników

oraz środowisko naturalne, w którym wzięło udział kilkadziesiąt

firm z całej Wielkopolski. W kolejnej części projektu, w

okresie od czerwca 2009 do marca 2010, WZP zorganizuje 11

konferencji poświęconych Społecznej Odpowiedzialności Biznesu

w wielkopolskich przedsiębiorstwach. A oto zwycięzcy konkursu:

KATEGORIA „DBAŁOŚĆ O LOKALNY RYNEK PRACY”

• I. nagroda

OPAL RYSZARD SZULC, WACŁAW OLEJNICZAK S. J.

• II. nagroda

PROMAG S.A.

• III. nagroda

KONRAD SP. Z O.O.

KATEGORIA „DBAŁOŚĆ O ŚRODOWISKO NATURALNE”

• I. nagroda

LUVENA S.A.

• II. nagroda

KUVERT POLSKA SP Z O.O.

• III. nagroda

METROLOG SP. Z O.O.

KATEGORIA „DBAŁOŚĆ O WARUNKI PRACY PRACOWNIKÓW”

• I. nagroda

PRO REHA SP. Z O.O.

• II. nagroda

DYNEA SP. Z O.O.

• III. nagroda

FIRMA KARLIK SP.J. •

Nr 2│2009 │ GŁOS BIZNESU 7


EWS

Ormiańskie

NEWS

inwestycje w HCP

Są szanse na polepszenie kondycji poznańskiego

Ceglorza. Do końca tego roku

powinien zostać podpisany kontrakt z ormiańskim

inwestorem. Jeśli dojdzie on do

skutku, kilkudziesięciu pracowników nie

straci pracy.

Superszybka kolej

nie do Poznania

Ministerstwo Infrastruktury zrezygnowało

z planów budowy szybkiej kolei na trasie

Poznań – Warszawa.

Do dziś pracownicy Ceglorza o Ormianach wiedzieli niewiele.

Ale już niedługo być może to się zmieni. W ciągu najbliższych

miesięcy ma bowiem ruszyć współpraca pomiędzy poznańską

fabryką a inwestorem z Armenii. Chodzi o zawarcie kontraktu

na budowę 120 wagonów. Być może budowa wagonów rozpocznie

się już na początku przyszłego roku. Co więcej, wicemarszałek

województwa Leszek Wojtasiak liczy, że na budowie

wagonów współpraca z Ormianami się nie zakończy. Jeśli kontrakt

dojdzie do skutku, część pracowników Ceglorza mogłaby

znaleźć zatrudnienie przy jego realizacji. Niektórzy związkowcy

do pomysłu prezesa podchodzą bez zbytniego entuzjazmu.

Przy tym kontrakcie zatrudnienie może znaleźć od 20 do 30

osób spośród tych, które mogą obawiać się zwolnień. Poza tym

wznowione zostaną rozmowy zarządu Cegielskiego ze związkowcami

dotyczące zwolnień grupowych. Od kilku miesięcy zarząd

negocjuje ze związkowcami wprowadzenie planu oszczędnościowego.

Dlatego zostało wprowadzone tzw. postojowe,

które zapewniało pracownikom 65% pensji. Przewidziano

także 85 procent dotychczasowej pensji dla osób, które znajdą

zatrudnienie przy porządkowaniu fabryki. W połowie lipca

zostało podpisane kolejne porozumienie w sprawie zawieszenia

punktu układu zbiorowego pracy w związku z odprawami emerytalnymi

do 2010 roku oraz o wstrzymaniu funduszu nagród.

Źródło: www.epoznan.pl

Ministerstwo zamierza natomiast zbudować szybką kolej na trasie

z Gdańska przez Warszawę do Krakowa. Już w 2012 roku

nowoczesne pociągi na tej trasie będą kursować z prędkością 250

kilometrów na godzinę. Jak podano, odrzucenie projektu budowy

szybkiej kolei z Poznania do Warszawy wynika z kalkulacji przychodów.

Koszt zakupów supernowoczesnych pociągów na potrzeby

trasy Gdańsk – Warszawa – Kraków wynosi 400 mln euro.

Źródło: www.epoznan.pl

Spalarnia nabiera

kształtów

Trwa kampania informacyjna „Poznań odzyskuje

energię”, połączona z konsultacjami

społecznymi na temat lokalizacji dla spalarni

odpadów. Jej powstanie jest już przesądzone.

Władze argumentują, że całe przedsięwzięcie wynika z realnych

potrzeb lokalnej gospodarki odpadami. Spotkanie z przedstawicielami

ekologicznych organizacji pozarządowych upłynęło w

mniej nerwowej atmosferze niż poprzednie z mieszkańcami miasta.

Dopytywano jednak o sens wielkich konsultacji w sprawie

lokalizacji w chwili, gdy poza terenem Elektrociepłowni Karolin

miasto nie przygotowało żadnej realnej alternatywnej propozycji.

Mający powstać w Poznaniu „Zakład Technicznego Przekształcania

Odpadów Komunalnych” będzie kosztował 640 mln

zł, z czego 352 mln zł pokryje dofinansowanie Unii Europejskiej

w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko.

Źródło: www.epoznan.pl

reklama


DOSSIER

Dobry żart

tynfa

wart

Tym razem w naszym „Dossier” prezentujemy

jednego z najbardziej znanych Wielkopolan

– Zenona Laskowika.

FOTO: SEBASTIAN fRĄCKIEWICZ

ROZMAWIAŁ | Sebastian Frąckiewicz

Nigdy nie żartuję z…

zasad bliźniego.

Życie staje się kabaretem, kiedy…

tego jeszcze nie wiem.

Polacy potrafią się śmiać…

stojąc z boku.

Słowo i język są dla mnie…

Słowo jest po to, aby się dobrze wyrażać, kiedy trzeba.

A język, by go trzymać za zębami, gdy tylko się da.

Jeśli mam wolną chatę…

to wspominam z rozrzewnieniem bale na muzykę,

tańce dzikie i pięć, sześć lal.

Do płaczu doprowadza mnie…

zachwaszczony ogródek.

Gdybym miał zostać biznesmenem, zająłbym się…

handlem bronią. Bo jak zarabiać, to miliony,

a jak kochać, to królową.

Swoje poczucie humoru zawdzięczam…

mojej żonie Aleksandrze. To ona odkryła we mnie talent.

Żart, który zawsze bawi, brzmi…

dobry żart tynfa wart.

Nie lubię kupować…

leków.

Oglądając polityków w telewizji, marzy mi się…

zmiana kanału na erotyczny.

Najgłupsze pytanie, jakie kiedykolwiek mi zadano, brzmiało…

Najgłupsze jeszcze nie padło. Ale jedno z najdziwniejszych

brzmiało: „Panie Bohdanie, co tam słychać u pana Laskowika?”.

Zenon Laskowik

Klasyk polskiego kabaretu. Wraz z Krzysztof Jaślarem założył w 1970 roku „Tey”. Przez wiele lat występował w duecie

z Bohdanem Smoleniem. Zagrał także dwie epizodyczne role w filmach „Słodkie oczy” (1979 rok) oraz „Filip z Konopii” (1981 rok).

W latach 90. zamienił mikrofon na torbę listonosza. Powrócił na scenę w 2003 roku. Obecnie prowadzi Kabareciarnię

Laskowika w poznańskim kino-teatrze Apollo.

Nr 2│2009 │ GŁOS BIZNESU 9


ROZMOWY GŁOSU

Design

zmieni

biznes

O innowacyjnym biznesie w Wielkopolsce,

stworzeniu międzynarodowej szkoły dla projektantów

oraz możliwościach konstruktywnego dialogu

między przedsiębiorcami i designerami

rozmawiamy z PIOTREM VOELKELEM

ROZMAWIAŁ | Sebastian Frąckiewicz

ZDJĘCIA | Tomasz Jurgielewicz

JEST PAN OSOBĄ ZNANĄ Z TEGO, ŻE STRONI OD ME-

DIÓW I RZADKO SIĘ W NICH POKAZUJE. DLACZEGO

TAK SIĘ DZIEJE?

PIOTR VOELKEL: To nie tak, że od nich stronię, ale chcę

zachować umiar. Z jednej strony unikanie mediów budzi

podejrzenia, że człowiek coś chce ukryć i ma coś na sumieniu.

A ja mam czyste sumienie, więc nie chcę unikać

dziennikarzy. Ale z drugiej strony nie warto się na mediach

skupiać, ja nie jestem gwiazdą medialną. Zajmuję się biznesem,

próbuję robić to, co do mnie należy. Wychodzę także

z założenia, że lepszy jest brak informacji niż niepełna,

pobieżna informacja.

ALE DZIŚ SIĘ JEDNAK SPOTYKAMY, TYM BARDZIEJ

ŻE PROJEKT SZKOŁY DLA DESIGNERÓW W POZNA-

NIU, KTÓRĄ PAN OTWIERA, JEST ZAKROJONY NA

SZEROKĄ SKALĘ.

Stopień wiedzy na temat tego projektu i jego sensu jest wciąż

za mały. A jak czegoś nie wiadomo, to pojawiają się nieporozumienia.

Uczelnia, pod roboczą nazwą Polska Akademia

Designu, ruszy na dobre w październiku 2010 roku. W tym

roku akademickim – od listopada – rozpoczną się w Wyższej

Szkole Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa podyplomowe

studia menedżerskie dotyczące zarządzania designem

w przedsiębiorstwie, pierwsze tego typu studia w Polsce.

W TAKIM RAZIE POSTARAJMY SIĘ KILKA KLU-

CZOWYCH SPRAW POWYJAŚNIAĆ. NA POCZĄTEK

CHCIAŁBYM ZAPYTAĆ O PAŃSKĄ DEFINICJĘ DESI-

GNU. W ŚRODOWISKU BIZNESOWYM TEN TERMIN

KOJARZY SIĘ Z CZYMŚ ABSTRAKCYJNYM, ODERWA-

NYM OD RZECZYWISTOŚCI I MAŁO PRAKTYCZNYM.

Ja chętniej używam słowa „wzornictwo”, albo nawet „wzornictwo

przemysłowe”, bowiem wyraz „design” w świecie

biznesowym powoduje wiele nieporozumień. Design rozumiany

jest opacznie jako projektowanie rzeczy abstrakcyjnych,

często niewykonalnych, a jeżeli już wykonalnych, to

nieużytecznych. Design czy też właśnie wzornictwo – naprawdę

wolę używać tego drugiego terminu – nie ma na

celu zadziwiania świata niezwykłością projektu. To nie ma

być kompletnie wolna działalność artysty, który eksperymentuje

na szczytach własnej dziedziny. Nie o to tu chodzi.

Design to jest proces, w którym rozwiązuje się określony

problem. Projektant musi stworzyć przedmiot akceptowany

przez użytkowników, funkcjonalny, dobrze przygotowany

technologicznie (aby można go było wykonać) i dostosowany

do możliwości finansowych grupy potencjalnych odbiorców.

Ten projekt musi po prostu osiągnąć sukces biznesowy.

I właśnie takich projektantów, którzy potrafią rozwiązać ten

zestaw problemów, chciałbym kształcić w swojej szkole. Pro-

10

GŁOS BIZNESU │ Nr 2│2009


ROZMOWY GŁOSU

jektant musi umieć znaleźć kompromis między tymi, często

sprzecznymi, obwarowaniami.

Ale czy każda gałąź biznesu potrzebuje designerów?

Proces wprowadzania w życie

projektów jest często czasochłonny, a każdy

chce oszczędzać czas.

Wszystkie produkty, przedmioty, którymi się otaczamy, zostały

zaprojektowane. Dobrze lub źle. Zostały zaprojektowane

uczciwie lub zostały skopiowane. Bardzo wielu ludzi

biznesu nie może znaleźć projektanta i dlatego albo sami

mniej lub bardzie nieudolnie projektują, albo nieświadomie

kopiują, bo nie zakładam, że są z natury oszustami.

Czy w takim razie, zanim Pan zdecydował się

na stworzenie szkoły dla projektantów, robił

Pan rozeznanie na wielkopolskim rynku?

Pytał, czy biznesmeni potrzebują designerów

i dobrych wzorów?

Świadomość tego, czy biznes potrzebuje projektantów i dobrze

zaprojektowanych produktów, jest na bardzo różnym

poziomie we wszystkich branżach. W każdej są liderzy,

którzy rozumieją zalety dobrego projektowania. Niewykluczone,

że wśród ludzi biznesu o mniejszej świadomości

wiara w to, że warto dobrze projektować produkty i mieć

własne, oryginalne wyroby i swój styl, jest niewielka. Oni idą

w prymitywne, samodzielnie wymęczone wzory albo kopiują

innych. Doświadczenie z całego świata mówi, że drogę edukowania

biznesu musiały przejść wszystkie kraje. Nawet te,

które dziś uznawane są za ojczyznę projektowania przemysłowego,

jak np. Dania. Zaczynały od zera.

Czy u nas nie jest to trudniejsze ze względu

na estetyczne zaległości związane

z okresem komuny? Nie był to przecież czas,

w którym oryginalność była w cenie. Wszyscy

mieli takie same fiaty, telewizory i meblościanki.

Tu wkraczamy w inne zagadnienie – edukacji klienta. Ale

pod tym względem my, Polacy, jesteśmy bardzo elastyczni

i szybko się uczymy. Warto popatrzeć, jak błyskawicznie

wymieniliśmy rubiny na nowoczesne telewizory. Widocznie

drażniła nas ich brzydota. Ludzie są skłonni do zmiany,

mają także swoje aspiracje. Moim zdaniem nie ma ludzi pozbawionych

jakichkolwiek aspiracji. Oczywiście można je realizować

na różne sposoby, w zależności od gustów. Jednak

coraz częściej najniższa cena nie jest decydująca podczas

naszych wyborów. Jesteśmy w stanie za te aspiracje płacić,

a dobrze zaprojektowany produkt nie musi być drogi.

Chciałbym jednak wrócić do tego, czy pytał

Pan swoich kolegów biznesmenów o ich aspiracje

i potrzeby?

Zanim marszałek wielkopolski uruchomił projekt „Innowacyjna

Wielkopolska”, w który powstanie szkoły dla projektantów

się wpisuje, były robione badania. Analizowano to,

jak na świecie rozwijały się inne regiony. Jaka była droga od

zacofania do nowoczesności. Badaliśmy np. części Brabancji

i Eindhoven. 20 lat temu Philips zapowiedział, że przeniesie

stamtąd całą produkcję do innej, tańszej części świata. Wobec

tego rząd Brabancji stanął przed wyborem – zamienić

swój region w jedno wielkie miejsce dla bezrobotnych albo

przestawić się na inne tory i zbudować region innowacyjny.

W Eindhoven powstała też wtedy Akademia Designu. I w sumie

w ciągu 20 lat intensywnej pracy zaowocowało to tym, że dzisiaj

jest to region świata, w którym przypada najwięcej patentów

na 1000 mieszkańców. Dlatego, tworząc szkołę dla designerów,

idę przetartym szlakiem i uruchamiam sprawdzony

scenariusz. A wracając do „Innowacyjnej Wielkpolski”, badania

wykazały, że biznes i projektanci mają problemy komunikacyjne,

nie potrafią się ze sobą porozumieć. Okazało

się także, że bardzo szybko rośnie świadomość konieczności

posiadania produktów własnych, dobrze zaprojektowanych.

Inna sprawa, że często koszt produkcji przedmiotu dobrze

zaprojektowanego jest niższy niż kiepsko zaprojektowanego.

Nie mówiąc już o satysfakcji ze sprzedaży.

Bardzo wielu ludzi biznesu

nie może znaleźć projektanta

i dlatego albo sami mniej

lub bardzie nieudolnie projektują,

albo nieświadomie

kopiują, bo nie zakładam,

że są z natury oszustami.

Jak chce Pan w takim razie doprowadzić do

spotkania tych dwóch, zupełnie innych światów

– biznesu i projektantów?

Poza szkołą powstanie Centrum Designu, gdzie będzie miejsce

na edukację i projektantów, i biznesmenów w taki sposób,

aby potrafili się ze sobą porozumieć. Będą mogli przyjść

po radę, na konsultacje itp. Obecnie obie strony nie potrafią

sobie wyjaśnić podstawowych rzeczy: celu projektowania,

np. jakie funkcje ma spełniać dane opakowanie produktów

spożywczych. Myślę, że uruchomimy centrum w ciągu półtora

roku. Obecnie jest tak, że z jednej strony mamy artystę,

który chce tworzyć unikatowe przedmioty, a z drugiej małego

przedsiębiorcę, prostolinijnego człowieka. Ten drugi ma

w nosie sztukę. On chce sprzedać swoje produkty, musi zapłacić

za materiały, wypłacić pensje pracownikom…

To jak go przekonać, aby skorzystał z usług

designera?

Po pierwsze, trzeba przedsiębiorcę nauczyć, jak się wdraża

produkty. Jaka jest technologia ich wdrażania i jak artyście

designerowi określić zadania. Bardzo wielu ludzi kończących

ASP po pewnym czasie chce twardo stanąć na ziemi. Już nie

chcą być designerami artystami, tylko designerami projektantami

form przemysłowych i współpracować z biznesem.

Wielu z nich zaczyna się dostosowywać do rynkowej sytuacji

i pojawia się coraz więcej udanych wdrożeń, ale ciągle za

mało. Trzeba edukować jednych i drugich jednocześnie. I ta-

Nr 2│2009 │ GŁOS BIZNESU 11


ROZMOWY GŁOSU

FOTO: TOMASZ JURGIELEWICZ

kie szkolenia realizowane przez marszałka wielkopolski już

miały miejsce (trwający od maja bezpłatny cykl warsztatów

„Zarządzanie designem”). Były to jednodniowe warsztaty

o tym, jak się zarządza designem w firmie. Mówiliśmy też

o roli nowych materiałów i rozwiązań, które pozwalają zmienić

nasze przedsiębiorstwo z firmy lokalnej w firmę globalną.

Na pierwsze warsztaty prowadzone przez Xenię Viladas

– wieloletnią szefową Design Center w Barcelonie – przyszło

ponad 200 osób. Zainteresowanie tematem jest i wierzę, że to

szybko przyniesie skutki.

Jest Pan niepoprawnym optymistą, jak widzę…

Mówię o tym z takim przekonaniem, bo sam musiałem się

tego nauczyć. Nie wyssałem tego z mlekiem matki. Jestem

z wykształcenia inżynierem, ale po studiach pracowałem

w teatrze, gdzie praca z artystami była codziennością. Byłem

szefem technicznym Polskiego Teatru Tańca. Odpowiadałem

za przygotowania kostiumów, dekoracji itp. – i

to wszystko produkowałem, więc musiałem poznać różne

rzemiosła. Odpowiadałem też za światło i akustykę. Przy

tworzeniu premier musiałem współpracować ze scenografami

mającymi przeróżne, często fantastyczne wizje. Wszystko

da się zrobić ale trzeba zdefiniować oczekiwania, czego

dowodem są udane efekty naszej współpracy z młodymi

projektantami dla marki Meble Vox – projektują dla nas

z powodzeniem kolekcje mebli, przedmioty użytkowe i dekoracyjne.

Biznesmen tak naprawdę nie umie powiedzieć

dziś projektantowi, czego od niego oczekuje. Designer często

otrzymuje zlecenie, które brzmi: „Proszę zaprojektować

krzesło, widelec”. Ta swoboda w połączeniu z wyobraźnią

kończy się klęską, bo artysta w efekcie może przynieść nam

widelec, którego nie da się wziąć do ręki. Artysta musi mieć

wytyczne. Na przykład: widelec ma być tani w produkcji, pod

względem estetyki nawiązywać do rozwiązań klasycznych,

przeznaczony dla klienta w określonym wieku, wykonany z

takiego, a nie innego materiału itd. Dobry projektant, mając

całą listę takich „ograniczeń”, potrafi się nimi inspirować i

stworzyć dobry produkt, spełniający oczekiwania biznesowe

zlecającego projekt. I to wcale nie jest żaden idealizm. A produkt

nie musi być supernowoczesny, może być klasyczny czy

stylizowany, byle trafić do odpowiedniego klienta.

Wspomniał Pan, że dzięki designowi firmy lokalne

mają szansę zaistnieć w skali światowej.

Czy w związku z tym wielkopolscy biznesmeni

mentalnie są bliżej Berlina i Europy

czy bliżej Warszawy?

Bardzo różnie, nie da się uogólnić. Są firmy praktycznie na

światowym poziomie, takie jak Solaris, i takie, które nie

potrafią wyjść poza własne prowincjonalne ograniczenia.

Są cały czas zamknięte w swoim świecie.

W takim razie jak chce Pan dotrzeć do tych

drugich?

Dla każdego biznesmena musimy stworzyć produkt dostosowany

do jego potrzeb. Ja mam ogromny szacunek do biznesmenów,

bo to są ludzie, którzy pewnego dnia postanowili zaryzykować.

Zrezygnowali z ciepłych posadek i stałych pensji

i stwierdzili, że zmienią swoje życie. Przedsiębiorca to z reguły

człowiek bardzo prorozwojowy, poszukujący rozwiązań.

Wystarczy mu tylko pokazać lepsze, skuteczne narzędzie

i dać kontakt z właściwie przygotowanym projektantem.

Ostatnia kampania promocyjna Poznania promuje

miasto i region jako miejsca idealne

dla tworzenia tzw. gospodarki wiedzy i innowacji.

Wierzy Pan, że to się może udać, czy

skończy się tylko na hasłach?

12

GŁOS BIZNESU │ Nr 2│2009


ROZMOWY GŁOSU

Piotr Voelkel

Przedsiębiorca, z wykształcenia inżynier, absolwent

Politechniki Wrocławskiej (Wydział

Mechaniczny). Zasiada w zarządzie spółek

Grupy Kapitałowej Vox (firm z branży budownictwa,

wykończenia i aranżacji wnętrz),

twórca Fundacji Sztuki Współczesnej Vox-

-Artis, współzałożyciel Wyższej Szkoły Nauk

Humanistycznych i Dziennikarstwa, inwestor

Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, prezes

Wielkopolskiego Towarzystwa Zachęty

Sztuk Pięknych. W budynku starej drukarni

w Poznaniu stworzy wkrótce Centrum Designu,

a przy WSNHiD – wydział wzornictwa

przemysłowego.

Myślę, że to się uda – przy kilku założeniach. Musi zabrać

się za to wiele osób i środowisk. Na szczęście zajmuje się też

tym władza, szczególnie marszałek województwa wielkopolskiego

– zrobił w tym kierunku bardzo dużo. Zrozumiał to

Designer często otrzymuje

zlecenie, które brzmi: „Proszę

zaprojektować krzesło,

widelec”. Ta swoboda w połączeniu

z wyobraźnią kończy

się klęską, bo artysta

w efekcie może przynieść

nam widelec, którego nie da

się wziąć do ręki. Artysta

musi mieć wytyczne.

i wspiera na różnych obszarach także Urząd Miasta i prezydent

Grobelny. Aktywnie w promocję dobrego wzornictwa

angażują się MTP. Targi Arena Design były interesującą

zapowiedzią wieloletniego projektu. Tradycyjnie dużo ciekawych

działań podejmują ASP i Politechnika Poznańska.

Ale najważniejsze jest zaangażowanie biznesu. Jestem pewien,

że ludzie biznesu szybko zrozumieją, że warto robić

dobre produkty, z satysfakcją je sprzedawać i promować

dobre wzornictwo. Przyjemnie jest zarządzać firmą z duszą.

Uczymy tego na studiach podyplomowych z zarządzania

Designem. To dziedzina wiedzy, która właśnie się rodzi,

więc rozwijajmy się razem z Europą. Z kolei „Poznań know-

-how” rozumiem nie jako chwalenie się stanem faktycznym,

ale jako wyzwanie i pokazanie kierunku rozwoju miasta.

My dopiero takim miastem możemy się stać i na szczęście

władze robią coraz więcej w tym względzie, organizując np.

Światowe Dni Innowacji.

W końcu nie możemy konkurować ceną z Chinami

lub z jakimkolwiek państwem oferującym

tanią siłę roboczą. Pozostaje nam tylko

kreatywność.

Oczywiście. Inaczej Wielkopolska (i cała Polska zresztą) stanie

się wielkim domem starców, bo młodzi ludzie stąd wyjadą.

Jestem pewny sukcesu Wielkopolski w dziedzinie innowacji.

W Poznaniu mamy ogromny potencjał edukacyjny i dzięki

wielkiej liczbie studentów jesteśmy bardzo młodym miastem.

Poza tym argumentacja związana z wzornictwem jest bardzo

logiczna. To nie jest lot na Marsa, tylko jasna zależność. Dobry

projekt – dobry produkt, dobry produkt – dobra sprzedaż.

Firma, która zainwestuje we własne projektowanie, zwycięży

na rynku. Szansą Poznania jest nowoczesność i innowacyjność.

Wobec tego na jakim etapie wprowadzania

innowacyjności jest dziś Wielkopolska?

Ja mogę mówić tylko o tych inicjatywach, które wspieram.

Po pierwsze, jest to wspomniane już Centrum Designu, po

drugie, szkoła dla projektantów – Akademia Designu, którą

pokieruje Li Edelkoort – wieloletnia szefowa Akademii Designu

w Eindhoven. W tym wypadku mamy wyjątkowe szczęście,

udało się nawiązać współpracę z najlepszym fachowcem.

W oparciu o doświadczenie Li i jej kontakty z czołowymi

projektantami powstanie świetna szkoła na światowym poziomie.

Jestem pewien, że to wesprze przemysł i będzie dobrym

wkładem w rozwój kreatywnego potencjału Poznania. Mam

nadzieję, że w nurt rozwoju Wielkopolski jako regionu innowacji

włączą się kolejni koledzy z biznesu.

Nr 2│2009 │ GŁOS BIZNESU 13


ROZMOWY GŁOSU

Czym będzie się różnić Pana szkoła od wydziału

wzornictwa przemysłowego działającego

na warszawskiej ASP?

Moja uczelnia wchodzi w przestrzeń edukacyjną, która jest

zupełnie niezagospodarowana – między Akademię Sztuk

Pięknych a Politechnikę. Akademia Sztuk Pięknych z natury

rzeczy kształci artystów. Moja szkoła nie ma konkurować

z Akademią Sztuk Pięknych, ale wypełnić lukę. Mamy

kształcić projektantów pracujących w kręgu narzuconych

ograniczeń i przy wykorzystaniu wiedzy z wielu dziedzin.

Przy uwzględnieniu potrzeb klienta, ergonomii, kosztów,

kalkulacji, marketingu, ograniczeń technologii i biznesu.

Cieszy mnie, że na Politechnice moja inicjatywa jest bardzo

dobrze postrzegana i już pojawiają się obszary współpracy.

Z drugiej strony jestem umówiony z rektorem Akademii

Sztuk Pięknych, aby razem szukać wspólnych interesów

i rozwijać płaszczyznę porozumienia. Tak naprawdę nie konkurujemy

ze sobą. Ja szukam trochę innych studentów.

Skoro Pańską szkołą designu będzie kierować

Li Edelkoort, to założę się, że docelowo ma

odgrywać dużą rolę nie tylko w Polsce, ale

i w Europie? Jaki jest Pana dalekosiężny cel?

Plan, jaki wspólnie z Li Edelkoort przygotowujemy, zakłada

że poza bardzo pieczołowicie dobranymi nauczycielami

z Polski pojawią się „gwiazdy” z całej Europy.

Projektowania mają uczyć praktycy – osoby, które na co

dzień prowadzą pracownie współpracujące z firmami.

Językiem wykładowym będzie angielski, żeby absolwenci

od razu przestawili się na myślenie o swojej działalności

jako o działalności globalnej, żeby absolwent potrafił projektować

nie tylko dla kolegi ze Swarzędza, ale także dla

klienta z Finlandii czy Danii. Studenci będą mieli praktyki

w najlepszych pracowniach Europy. Będą pracowali dla

znanych firm i marek. To doświadczenie znacznie ułatwi

im podjęcie współpracy z polskimi firmami. Ma to być pod

każdym względem szkoła międzynarodowa. Będziemy już

w czasie studiów projektować na potrzeby firm, które przy

okazji ocenią korzyści wynikające z takiej współpracy. Powstanie

rynek na usługi projektowe. Taka szkoła będzie

przyciągała młodzież z naszej części Europy. Mam nadzieję,

że Centrum Designu i Akademia Designu przyniosą realne

i długotrwałe zmiany. Wzornictwo przemysłowe jest

dziś tak samo ważne jako biotechnologia, nanotechnologia

czy informatyka. Udało mi się przekonać minister nauki

i szkolnictwa wyższego Barbarę Kudrycką, że wzornictwo

nie jest dziedziną sztuki, tylko przemysłu – i dlatego

mam szansę uzyskać wsparcie finansowe od rządu. Najważniejsze,

żeby zmienić sposób myślenia o designie. Nie

ograniczać jego definicji do dziedziny sztuki, a pamiętać

o projektowaniu na potrzeby przemysłu i biznesu. Możemy

mieć świetne technologie i fabryki, ale jeśli w efekcie

współpracy z projektantem nie powstaną dobre produkty –

to przegramy naszą batalię o światowe rynki. •

FOTO: TOMASZ JURGIELEWICZ

14

GŁOS BIZNESU │ Nr 2│2009


ORGANIZACJE BIZNESOWE: DEBATA

Czas zdefiniować

nowe cele

„Czy warto się organizować?” – to pytanie, choć proste,

wcale nie jest banalne i niepotrzebne. Spowolnienie

gospodarcze postawiło przed organizacjami

biznesowymi nowe zadania. W jaki sposób powinny

pomagać swoim członkom? W jakim stopniu są w stanie wpływać

na polskich polityków, a także na wizerunek biznesmena w

polskim społeczeństwie? Czy wreszcie nadszedł czas na konsolidację

i bardziej aktywną działalność, skuteczniejszy lobbing?

Na te i inne pytania staramy się odpowiedzieć w debacie

Głosu Biznesu”. Wzięli w niej udział członkowie wielkopolskich

organizacji biznesowych: Business Centre Club Loża

Wielkopolska, Polsko-Niemieckiego Koła Gospodarczego

(DWK), Polskiej Izby Gospodarczej Importerów, Eksporterów

i Kooperacji, Wielkopolskiego Klubu Kapitału oraz Wielkopolskiego

Związku Pracodawców. Miejmy nadzieję, że ich

opinie przełożą się wkrótce na nowe inicjatywy i działania. •

reklama


ORGANIZACJE BIZNESOWE: DEBATA

Przedstawiciele BCC

Lucjana Kuźnicka-Tylenda, prezes TFP

Andrzej Głowacki, prezes zarządu

Doradztwa Gospodarczego DGA SA

Czy warto należeć do organizacji biznesowej?

Gdyby mieli Państwo nakłonić do tego

swojego niezrzeszonego kolegę, jakich argumentów

warto by użyć?

LUCJANA KUŹNICKA-TYLENDA: Przynależność do organizacji

biznesowej to szereg korzyści. Gdybym miała do

tego namówić niezrzeszonego kolegę, to argumentem podstawowym

byłby fakt, iż jest to spojrzenie na biznes z wielu

perspektyw. Niezrzeszony stoi obok, wiele rzeczy do niego

nie dociera. Wówczas tylko wydaje mu się, że jest OK. Dopiero

przy wymianie zdań kilku osób widzimy rzeczywistość.

ANDRZEJ GŁOWACKI: Patrząc na Poznań, organizacje

biznesowe to Wielkopolska Izba Przemysłowo-Handlowa,

Wielkopolski Klub Kapitału czy Loża Wielkopolska BCC.

Są reprezentacją przedsiębiorców, lecz skupiają ich zaledwie

kilka procent. Czy warto być członkiem? Z jednej strony

to możliwość nawiązania kontaktów biznesowych. Drugi

aspekt to poznanie głosu środowiska przedsiębiorców i jego

problemów. Trzeci czynnik to możliwość kontaktu, spotkań

z władzami samorządowymi, politykami czy przedstawicielami

różnych instytucji państwa. Czwarty argument to edukacja.

Niektóre spotkania klubów, izb są bardzo ciekawe,

gdyż zapraszani goście dzielą się swoją wiedzą, doświadczeniem

i praktycznymi przykładami. Tych argumentów użyłbym,

aby przekonać przedsiębiorcę, który jeszcze nie jest

członkiem takiej organizacji.

JAKIE KORZYŚCI UZYSKALI PAŃSTWO ZE SWOJEJ

ORGANIZACJI BIZNESOWEJ? JAK PRZYCZYNIŁO SIĘ

TO DO ROZWOJU FIRMY?

LUCJANA KUŹNICKA-TYLENDA: Wiele korzyści z pewnością

przynoszą spotkania Loży Wielkopolskiej z władzami

miasta i ludźmi, którzy wpływają na biznes. To daje mi poczucie

bezpieczeństwa. Wiem, że gdy będę miała problem

z urzędem czy bankiem, mogę zwrócić się tam o pomoc.

Dzięki organizacji biznesowej firma bierze czynny udział

w podnoszeniu jakości swoich usług. Doskonale sprawdza się

tutaj konkurs „Lider polskiego biznesu”. Moja firma uzyskała

w nim złotą statuetkę i sześć diamentów. Staramy się

o kolejne wyróżnienia, dlatego utrzymujemy wysoki poziom

produkcji i obrotów oraz dbamy o relacje z klientami.

ANDRZEJ GŁOWACKI: Uczestnictwo w organizacji biznesowej

ułatwia prowadzenie firmy. Rozmowy z innymi przedsiębiorcami

są bardzo pouczające, dają możliwość zdobycia

wiedzy, doświadczenia oraz poznania tendencji w innych

branżach.

Jakie wyzwania, Państwa zdaniem, stoją

przed organizacjami biznesowymi i jakie

najbardziej palące problemy polskiego biznesu

powinny rozwiązywać?

LUCJANA KUŹNICKA-TYLENDA: Nie mam wątpliwości,

że jest to sprawa podatków. Nie może być tak, że najpierw

się je obniża, a po krótkim czasie podnosi. Przykładem może

być chociażby VAT na samochody. Przepisy powinny być jednoznaczne

i nie mogą się zmieniać z roku na rok. Dotyczy to

także kodeksu pracy, kodeksu handlowego czy ZUS-u. Kolejną

kwestią jest wprowadzenie euro. Uważam, że należy

zrobić to jak najszybciej. Sytuacja, w której na początku

roku europejska waluta kosztuje np. 4 zł, a pod koniec roku

4,50 zł, nie jest dobra dla biznesu. Nie mówię już o opcjach

walutowych, które są zdecydowanie złym pomysłem.

ANDRZEJ GŁOWACKI: Bardzo wiele organizacji biznesowych

powstało wraz z gospodarką rynkową w Polsce, czyli

prawie 20 lat temu. Zmiany zachodzące w Polsce, prywatyzacje,

powstawanie bardzo wielu nowych firm, okresy hossy

i kryzysu, wreszcie wszechobecna informatyzacja stawiają

nowe wyzwania. Także przed organizacjami zrzeszającymi

przedsiębiorców. Najważniejsze z tych wyzwań to nowy model

działania – czyli wspierania w rozwiązywaniu problemów,

dotarcie do zdecydowanie szerszego grona menedżerów

prowadzących firmy i wreszcie wartość dodana z punktu

widzenia członka organizacji. Rok 2010 powinien przynieść

w organizacjach biznesowych działania, nowoczesne metody

komunikacji oraz wymierne korzyści dla firm.

ROZMAWIALI| Natalia Wrońska/ SF

16

GŁOS BIZNESU │ Nr 2│2009


ORGANIZACJE BIZNESOWE: DEBATA

Przedstawiciele DWK

Mareike Durst, head of MAN Accounting

Center w Poznaniu

Marek Pływaczyk, manager

ds. marketingu i komunikacji firmy Remondis

Czy warto należeć do organizacji biznesowej?

Gdyby mieli Państwo nakłonić do tego

swojego niezrzeszonego kolegę, jakich argumentów

warto by użyć?

MAREIKE DURST: Dziś przynależność do organizacji biznesowych

jest szczególnie istotna. Oferują one bowiem swoim

członkom możliwość interakcji na różnych poziomach. W zależności

od sytuacji te poziomy mogą się od czasu do czasu

zmieniać. Poza tym organizacje stanowią również podstawę

owocnej współpracy i są dobrym miejscem do podejmowania

różnorodnych aktywności biznesowych.

MAREK PŁYWACZYK: Wychodzę z założenia, że warto

należeć do organizacji biznesowych, co więcej – Remondis

należy do kilku z nich. Warto przede wszystkim dlatego, że

dzięki nim możemy nawiązywać bezpośrednie kontakty z innymi

biznesmenami lub też wypracowywać wspólne stanowiska

w danej branży, wprowadzać wspólne dla niej standardy czy

podejmować rozmaite przedsięwzięcia.

Jakie korzyści uzyskali Państwo ze swojej

organizacji biznesowej? Jak przyczyniło się

to do rozwoju firmy?

MAREIKE DURST: Organizacje biznesowe mogą wspierać

tworzenie sieci w danym miejscu. Tworzą płaszczyznę porozumienia

pomiędzy różnymi gałęziami przemysłu, a także umożliwiają

wymianę wiedzy, jak również najlepszych praktycznych

rozwiązań dla danego miejsca czy innych firm. Pomagają

również wyznaczać wspólne cele. Poza tym inicjatywa na polu

legislacyjnym może mieć większą moc, jeśli interesy i cele są

wskazywane wspólnie, przez silnie zjednoczoną organizację.

MAREK PŁYWACZYK: Na spotkaniach DWK przekazywanych

jest wiele merytorycznych informacji. Poza tym Remondis

działa w specyficznej branży. Zajmujemy się nie tylko

odpadami komunalnymi czy przemysłowymi, w tym niebezpiecznymi,

ale także recyklingiem elektroodpadów, a nawet

bezpiecznym niszczeniem dokumentów. Świadczymy kompleksowe

usługi. Dlatego w naszym przypadku ważne jest zaufanie

klienta. Kiedy na poznańskim rynku pojawia się nowa firma,

korzysta z rekomendacji i doświadczeń innych podmiotów,

uzyskanych podczas spotkań biznesowych.

Jakie wyzwania, Państwa zdaniem, stoją

przed organizacjami biznesowymi i jakie

najbardziej palące problemy polskiego biznesu

powinny rozwiązywać?

MAREIKE DURST: W czasie ekonomicznego kryzysu elastyczność

– w mojej opinii – jest kluczowym czynnikiem.

Ostatnie zmiany w prawie możemy uznać za ogromne osiągnięcie.

Elastyczne spojrzenie na regulację prawa pracy

może stać się świetnym narzędziem do tego, aby pomóc

przemysłowi. Jedną z najważniejszych wspólnych inicjatyw

powinno być także zmniejszenie biurokracji, co pomoże

przedsiębiorstwom przywrócić zdolność do osiągnięcia równowagi.

MAREK PŁYWACZYK: Organizacje powinny mieć także

wpływ na proces legislacyjny i stanowić organ doradczy

w przypadku wprowadzania nowych ustaw. A także wspierać

swoich członków, by mogli elastycznie dostosowywać się do

rynku. Poza tym dziś, w czasie spowolnienia gospodarczego,

potrzebne są wspólne działania, aby stymulować rynek.

ROZMAWIAŁ| SF

Organizacje powinny mieć

wpływ na proces legislacyjny

i stanowić organ doradczy

w przypadku wprowadzania

nowych ustaw. A także wspierać

swoich członków, by mogli

elastycznie dostosowywać

się do rynku.

Nr 2│2009 │ GŁOS BIZNESU 17


ORGANIZACJE BIZNESOWE: DEBATA

Przedstawiciele LBC

Jarosław Szymkowiak, dyrektor

zarządzający ESA Trucks Poznań Sp. z o.o.

Łukasz Gogulski, właściciel firmy

Bio Verba

Czy warto należeć do organizacji biznesowej?

Gdyby miał Pan nakłonić do tego swojego

niezrzeszonego kolegę, jakich argumentów

by Pan użył?

JAROSŁAW SZYMKOWIAK: W LBC tak naprawdę mamy

wszystko, czego szukamy: kontakt z potencjalnymi klientami

(członkami klubu) i możliwość przyjemnego spędzania

czasu na stadionie z naszymi dotychczasowymi klientami.

Istnieje zapewne wiele organizacji zrzeszających ludzi

z różnych branż, każdy jednak dobrze wie, gdzie powinien

być, a gdzie nie. Samemu należy dokonać bilansu i na tej

podstawie podjąć decyzję.

ŁUKASZ GOGULSKI: Przyszłość należy do tych stowarzyszeń,

które z powodzeniem reprezentować będą interesy

konkretnych branż nie tylko na szczeblu lokalnym, ale także

w ministerstwach i agendach rządowych, które decydują

o kształcie przepisów i uregulowań dotyczących prowadzenia

działalności gospodarczej w Polsce. Z drugiej strony

możliwość nawiązania bezpośrednich kontaktów z innymi

przedsiębiorcami pozwala na szybszy i łatwiejszy przepływ

informacji i wymianę doświadczeń. Najważniejsze jednak

jest, by uczestnictwo w stowarzyszeniu nie ograniczało się

do płacenia składek i figurowania na liście zrzeszonych. Ma

ono sens tylko wtedy, gdy aktywnie uczestniczyć będziemy

w życiu stowarzyszenia.

Jakie korzyści uzyskał Pan ze swojej organizacji

biznesowej? Jak przyczyniło się to do

rozwoju firmy?

JAROSŁAW SZYMKOWIAK: Korzyści, jakie wynikają

z przynależności do Lech Business Club dla ESA Trucks Poznań,

to przede wszystkim: idealny sposób rozpropagowania

dziedziny naszej działalności, czyli serwisu i sprzedaży pojazdów

marki DAF, a od niedawna również NISSAN Truck,

nie tylko wśród członków organizacji, ale również kibiców

Lecha. Najważniejszym jednak aspektem członkowstwa

w LBC jest możliwość spędzania czasu z naszymi lojalnymi

klientami – bowiem emocje, jakie towarzyszą rozgrywanym

na stadionie meczom, powodują, że zapominamy o szarej

codzienności i regenerujemy siły. Dużym atutem przynależności

do Lech Business Club są również osoby zajmujące się

jego administracją, ludzie otwarci na propozycje, pomysły.

ŁUKASZ GOGULSKI: Przede wszystkim możliwość dotarcia

do innych firm, z którymi łatwiej jest teraz nawiązać

współpracę handlową. Poza tym poprzez osobistą znajomość

z innymi przedsiębiorcami niektóre przedsięwzięcia można

planować i realizować wspólnie. Przy wysokiej specjalizacji

naszej firmy – oferowaniu produktów wpływających na zdrowie,

komfort i poczucie luksusu naszych klientów w systemie

sprzedaży bezpośredniej – zaistnieliśmy w świadomości,

czyli zdobyliśmy rozgłos, reklamę i zainteresowanie naszymi

produktami ze strony firm stowarzyszonych oraz ich pracowników.

Możemy pochwalić się, iż dzięki prezentacji, jaką

przeprowadziliśmy na spotkaniu Lech Business Club, zrealizowaliśmy

zamówienie złożone przez innego członka LBC.

Jakie wyzwania, Pana zdaniem, stoją przed

organizacjami biznesowymi i jakie najbardziej

palące problemy polskiego biznesu powinny

rozwiązywać?

JAROSŁAW SZYMKOWIAK: Problemy polskiego biznesu

upatruję w braku naprawdę ciekawych pomysłów, a jak już one

są – w braku możliwości wcielenia ich w życie przez młodych

ludzi. Organizacje biznesowe zrzeszają ludzi chcących rozpropagować

swój biznes i metody jego prowadzenia, ludzi, którzy

mają na to środki finansowe. Jest to dla wszystkich idealne

miejsce na wymianę spostrzeżeń i nawiązywanie kontaktów,

które mogą zaprocentować w przyszłości owocnymi kontraktami.

Dlaczego zatem nie umożliwić bezpłatnego dostępu do grona

członków, np. LBC, młodym ludziom, którzy mają ciekawe

pomysły i problemy z rozpoczęciem swojego biznesu?

ŁUKASZ GOGULSKI: Stowarzyszenia przede wszystkim

powinny występować jako silna organizacja, reprezentująca

– jak w przypadku LBC – kilkaset wielkopolskich firm wobec

podmiotów zewnętrznych. Stowarzyszenie ma przedstawiać

wspólne stanowisko, z którym należy się liczyć, gdyż jest to

stanowisko organizacji skupionej wokół jakieś idei. Jeżeli

członkowie stowarzyszenia będą korzystali ze swoich produktów

i usług, będą zadowoleni z ofert i jakości obsługi, darzyli

się zaufaniem, będą także stanowili najlepsze źródło rekomendacji

dla odbiorców zewnętrznych. A w dobie wysokiej

konkurencyjności wiarygodność jest wysoce ceniona.

ROZMAWIAŁ| SF

18

GŁOS BIZNESU │ Nr 2│2009


ORGANIZACJE BIZNESOWE: DEBATA

Przedstawiciele PIGIEiK

Tomasz Szczepaniak, właściciel firmy Danbes

Ryszard Szulc, prezes firmy Opal

Czy warto należeć do organizacji biznesowej?

Gdyby miał Pan nakłonić do tego swojego

niezrzeszonego kolegę, jakich argumentów

by Pan użył?

TOMASZ SZCZEPANIAK: Izba przekazuje dużo informacji

potrzebnych do prowadzenia biznesu. Są to zapowiedzi

imprez targowych z Polski i zagranicy, a także – co ważne

– informacje o możliwościach uzyskania dotacji unijnych.

RYSZARD SZULC: Muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o seminaria

i konferencje, to w organizacjach dzieje się bardzo

dużo. Mam natomiast złe doświadczenia z pozyskiwaniem

środków unijnych. Przeszedłem przez trzy nieudane próby.

Chociaż organizacje bardzo chciały mi pomóc, nie udało się

to. I to tak naprawdę nie z ich winy – organizacje bowiem

nie mają żadnego wpływu na instytucje, które przydzielają

dotacje. Dlatego nie wiem, czybym nakłaniał kogoś do zrzeszenia

się.

Przed organizacjami biznesowymi

stoi kilka wyzwań,

ale najważniejsze z nich

(i mówi się o tym od lat) to

odbiurokratyzowanie gospodarki

i uproszczenie systemu

podatkowego. Aby to zrobić,

środowiska biznesowe powinny

mieć jeszcze bardziej skuteczny

lobbing.

Jakie korzyści uzyskał Pan ze swojej organizacji

biznesowej? Jak przyczyniło się to do

rozwoju firmy?

TOMASZ SZCZEPANIAK: Dzięki przynależności do Izby

mogę brać udział w szkoleniach i spotkaniach biznesowych.

Bezpośredni kontakt, rozmowa z innymi przedsiębiorcami

z Polski i zagranicy to dobre sposoby, żeby poszerzać swoją

wiedzę oraz kontakty.

RYSZARD SZULC: Korzyściami płynącymi z przynależności

do tych organizacji są przede wszystkim różne formy

zdobywania wiedzy. Uczestniczyłem w ciekawych spotkaniach

na temat klastrów ekonomicznych, swoich pracowników

wysyłałem na szkolenia dotyczące ISO czy systemów

kadrowych.

Jakie wyzwania, Pana zdaniem, stoją przed

organizacjami biznesowymi i jakie palące

problemy polskiego biznesu powinny rozwiązywać?

TOMASZ SZCZEPANIAK: Przed organizacjami biznesowymi

stoi kilka wyzwań, ale najważniejsze z nich (i mówi się

o tym od lat) to odbiurokratyzowanie gospodarki i uproszczenie

systemu podatkowego. Aby to zrobić, środowiska

biznesowe powinny mieć jeszcze bardziej skuteczny lobbing.

RYSZARD SZULC: Sądzę, że w Polsce organizacji biznesowych

jest zbyt dużo, są bardzo rozdrobnione (sam należę

aż do pięciu). W efekcie każda z nich, działająca w pojedynkę,

nie ma zbyt dużej mocy. Gdyby nastąpiła konsolidacja,

miałyby większą siłę przebicia. Mogłyby także skuteczniej

wpływać na państwo.

ROZMAWIAŁ| SF

Korzyściami płynącymi z przynależności

do organizacji są

przede wszystkim różne formy

zdobywania wiedzy.

Nr 2│2009 │ GŁOS BIZNESU 19


ORGANIZACJE BIZNESOWE: DEBATA

Przedstawiciele WKK

Zenon Michaś, prezes zarządu firmy Lazur

Zygmunt Garstecki, prezes firmy Pol-Car

Czy warto należeć do organizacji biznesowej?

Gdyby miał Pan nakłonić do tego swojego

niezrzeszonego kolegę, jakich argumentów

by Pan użył?

ZENON MICHAŚ: Z własnego doświadczenia wiem, że

członkostwo w organizacji biznesowej ma zarówno swoje

zalety, jak i wady. Jest to względne i zależne od wielu czynników.

Jeśli chodzi o drugą część pytania – nie należę do

osób, które zmuszają kogoś do czegoś. Nie zakładam, że

każdy powinien być zrzeszony. Jestem daleki od nakłaniania

do tego.

ZYGMUNT GARSTECKI: Oczywiście, że warto. Znajomemu

powiedziałbym o możliwości poznania nowych ludzi.

Ciekawe biznesowe kontakty są konieczne, to wymiana doświadczeń.

Dzięki temu można dyskutować na temat problemów

i możliwości. Co więcej, te spotkania nie ograniczają

się do kilku firm. To także możliwość kontaktu z przedstawicielami

innych branż.

Organizacje biznesowe muszą

zająć się przede wszystkim

oddziaływaniem na rząd

w procesie tworzenia przepisów.

Dzięki temu moglibyśmy

osiągnąć np. poprawę warunków

pracy.

Jakie korzyści uzyskał Pan ze swojej organizacji

biznesowej? Jak przyczyniło się to do

rozwoju firmy?

ZENON MICHAŚ: Przede wszystkim informacje, cała strona

merytoryczna. Przynależność do organizacji to dla mojej

firmy także kontakty z innymi przedstawicielami świata

biznesu. Zrzeszenie zapewnia wsparcie wielu osób i ułatwia

wzajemną integrację. Nie mam natomiast możliwości rzetelnego

sprawdzenia, czy korelacja z organizacją przełożyła

się np. na wzrost sprzedaży.

ZYGMUNT GARSTECKI: Trudno mówić o konkretach. Na

pewno sprzedajemy samochody osobom, które poznaliśmy

dzięki przynależności do organizacji. Korzyści ciężko jest

zmierzyć, bycie zrzeszonym trudno przeliczyć na złotówki

czy liczbę kontraktów.

Jakie wyzwania, Pana zdaniem, stoją przed

organizacjami biznesowymi i jakie palące

problemy polskiego biznesu powinny rozwiązywać?

ZENON MICHAŚ: Organizacje biznesowe muszą zająć

się przede wszystkim oddziaływaniem na rząd w procesie

tworzenia przepisów. Dzięki temu moglibyśmy osiągnąć np.

poprawę warunków pracy. Politycy jednak potrzeb przedsiębiorców

nie rozumieją, a wzajemne przenikanie się tych

dwóch światów budzi podejrzenia.

ZYGMUNT GARSTECKI: Myślę, że problemem jest mało

elastyczny kodeks pracy. Za dużo w nim uprawnień wywalczonych

przez związki zawodowe. Co gorsze, zamiast pomagać,

często obracają się one przeciwko pracownikom. Na

przykład wcześniejsze emerytury to jednocześnie uprawnienie

i kara. Związki zawodowe w ogóle działają w sposób

nie do końca pożądany. Reprezentują interesy swoich władz,

a nie pracowników. To absurd, że angażują się politycznie.

W efekcie jedne związki są najpierw na fali, a później

w opozycji. Organizacje biznesowe są apolityczne i dzięki

temu działają dobrze.

ROZMAWIAŁA| Natalia Wrońska

20

GŁOS BIZNESU │ Nr 2│2009


ORGANIZACJE BIZNESOWE: DEBATA

Przedstawiciele WZP

Lesław Wiatrowski, prezes firmy Wia-Les

Kazimierzem Zagozda, prezes Luvena SA

Czy warto należeć do organizacji biznesowej?

Gdyby miał Pan nakłonić do tego swojego

niezrzeszonego kolegę, jakich argumentów

by Pan użył?

LESŁAW WIATROWSKI: Generalnie warto należeć do

tego typu organizacji. Trzeba jednak zastanowić się nad jej

wizją i konkretnymi celami, jakie ma ona realizować. Obecnie

istnieje wiele organizacji biznesowych, które powstawały

w różnych warunkach. Dlatego należy zdefiniować, czemu

każda z nich ma służyć. Musimy zastanowić się, jak ma wyglądać

organizacja, aby przyciągnąć ludzi. Nie mam jednak

na myśli organizacji masowej. Powinna być ona elitarna.

Chodzi o to, aby przekazywać informacje kolegom o tym,

jak mają funkcjonować w nowych warunkach. Ta wzajemna

pomoc i wymiana doświadczeń jest głównym argumentem,

którego użyłbym w nakłonieniu kolegi do zrzeszenia się.

KAZIMIERZ ZAGOZDA: Skoro istnieją organizacje biznesowe,

to warto do nich należeć. Co roku rozpatrujemy możliwość

przynależności do nich i co roku podejmujemy pozytywną

decyzję. Co daje zrzeszenie w organizacji? Przede

wszystkim możliwość lobbingu w zakresie tworzenia prawa

(chodzi tu o lobbing z wielkiej litery, bez pejoratywnych skojarzeń).

Ponadto przynależność do organizacji biznesowej

umożliwia wymianę doświadczeń między podmiotami, które

łączą wspólne problemy i wspólna branża.

Jakie korzyści uzyskał Pan ze swojej organizacji

biznesowej? Jak przyczyniło się to do

rozwoju firmy?

LESŁAW WIATROWSKI: Moja firma zaistniała dużo

wcześniej niż WZP. Korzyści, jakie uzyskuje z tytułu przynależności

do organizacji biznesowej, nie są duże. Zrzeszenie

gwarantuje mi przede wszystkim doradztwo prawne

i zapewnia kontakt z rzeczoznawcami, co jest przydatne

w przypadku reklamacji. To raczej drobne kwestie. Nie

zmieni się to, dopóki nie określimy spójnej wizji działalności

organizacji.

KAZIMIERZ ZAGOZDA: Niewątpliwie jedną z największych

korzyści była dla mnie możliwość oddziaływania na

komisję trójstronną. Zostałem delegowany, aby reprezentować

branżę chemiczną i uczestniczyć w procesie tworzenia

przepisów prawnych. Inną zaletą przynależności do organizacji

jest oferowany pakiet szkoleń. Dzięki małym i szybkim

kursom moi pracownicy zyskują szereg informacji, dotyczących

np. przepisów księgowych czy unijnych. Zyskuję na tym

podwójnie – mam nie tylko dobrze wyszkoloną kadrę, ale i nie

ponoszę dodatkowych kosztów związanych z wyjazdami, gdyż

wszystkie szkolenia odbywają się na miejscu, w Poznaniu.

Jakie wyzwania, Pana zdaniem, stoją przed

organizacjami biznesowymi i jakie palące

problemy polskiego biznesu powinny rozwiązywać?

LESŁAW WIATROWSKI: Musimy się dogadać, o co chcemy

walczyć. Obecnie istnieje wiele organizacji, z których

każda ma swój cel i próbuje załatwić partykularne interesy

kosztem innych. Wiele problemów rozwiążemy, gdy wszystkie

organizacje biznesowe będą mówić jednym, wspólnym

głosem.

KAZIMIERZ ZAGOZDA: Po zawarciu umowy trójstronnej,

przełożonej na pakiet antykryzysowy, problemem organizacji

i biznesu w ogóle jest brak działań z zakresu PR dotyczących

tego projektu. Media głośno komentują zapisy zawarte

w pakiecie, wytykając błędy. Gdy „Rzeczpospolita” ostro

go skrytykowała, środowisko biznesowe nie potrafiło odpowiedzieć.

To duży problem, zwłaszcza w czasie, w którym

o biznesie mówi się tylko w kontekście upadających przedsiębiorstw.

Społeczeństwo powinno wiedzieć, z czym zmaga

się biznes, jakie są jego problemy i potrzeby. Stworzenie

pozytywnego wizerunku w tym zakresie to sprawa kluczowa.

ROZMAWIAŁA| Natalia Wrońska

Nr 2│2009 │ GŁOS BIZNESU 21


OKIEM Z BRUKSELI

Yes, yes, yes!

Muszę przyznać, że bardzo łatwo

było wybrać temat tego tekstu.

Temat, który jednocześnie jest

najważniejszy dla Polski i dla Europy.

To wybór Jerzego Buzka na przewodniczącego

Parlamentu Europejskiego.

TEKST | Filip Kaczmarek

Można żartobliwie powiedzieć, że teraz,

jako Polacy, na szczytach Rady Europejskiej

będziemy mieli dodatkowe krzesło.

I to bez pomocy prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Przewodniczący Parlamentu

jest bowiem zapraszany na wszystkie

szczyty Rady i prezentuje tam stanowisko Parlamentu. Dystansowanie

się PiS-u od kandydatury Jerzego Buzka było przykrym

i żenującym doświadczeniem. Tym bardziej że odbywało

się to pod absurdalnym pretekstem braku formalnego zgłoszenia

kandydata.

W chwili gdy najważniejsi politycy w Europie rozważali atuty

Jerzego Buzka, „życzliwi” z PiS-u obłudnie martwili się

o rzekomy brak zgłoszenia naszego kandydata. Zawodowi

malkontenci nie zadali sobie trudu przeczytania regulaminu

Parlamentu, który określa sposób wyboru przewodniczącego.

W sensie politycznym kandydatura Jerzego Buzka była znana

od miesięcy. W noc wyborczą 7 czerwca mówił o nim przewodniczący

największej frakcji politycznej w Parlamencie – Joseph

Daul. A mówił to w chwili, gdy żaden kandydat nie był formalnie

zgłoszony. Na szczęście „pomoc” ze strony prezydenta

i PiS-u nie zaszkodziła naszemu kandydatowi.

Niektórzy dziwią się, że część polskich polityków ma złą

opinię wśród polityków z innych krajów Unii Europejskiej.

Z przykrością trzeba stwierdzić, że nie ma w tym nic dziwnego.

Sami pracujemy na taką opinię o sobie. Proszę wytłumaczyć

komuś z Włoch, dlaczego polski prezydent bardziej troszczy się

o swobodę wyrażania woli przez Irlandczyków niż o polityczny

interes własnego kraju. Szczerze mówiąc, nawet Irlandczy-

cy nie rozumieją, skąd taka nagła sympatia do ich wolności.

Z punktu widzenia innych krajów zachowanie Lecha Kaczyńskiego

to nic innego, jak nieudolnie ukrywana niechęć do Traktatu

Lizbońskiego. Prezydent nie może otwarcie kwestionować

Traktatu, bo wcześniej chwalił ten dokument. Dlatego teraz

wymyśla karkołomne konstrukcje. Tak samo było w przypadku

kandydatury Jerzego Buzka.

Nie można też zrozumieć, dlaczego prezydent nie docenia

funkcji przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, mówiąc,

że jego kadencja jest krótka, a rola symboliczna. W Parlamencie

od dawna jest praktykowana tradycja piastowania funkcji

przez połowę kadencji, a w tej symboliczności nie ma nic złego.

Jeżeli przewodniczący jest tylko symbolem, to dlaczego Michał

Kamiński (nieskutecznie zresztą) kandydował na jednego z 14

wiceprzewodniczących Parlamentu? Nasza narodowa odmienność

polega na tym, że w każdym innym kraju wszyscy politycy

cieszyliby się z wyboru swego rodaka na tak ważne stanowisko.

Nikt publicznie nie kwestionowałby takiej decyzji. U nas, jak to

zwykle bywa, naród jest mądrzejszy niż jego wybrańcy. Według

badań sondażowych sympatia dla Buzka gwałtownie wzrosła

i pod względem popularności został liderem polskiej polityki.

Sukces jest tym większy, że zwycięstwo było bezapelacyjne.

Pierwszy w historii przewodniczący Parlamentu pochodzący

z Europy Środkowej uzyskał poparcie 555 posłów. Zamiast

okrzyku: „Yes, yes, yes!!!” moglibyśmy teraz krzyknąć: „Pięć,

pięć, pięć!!!”. Komunistyczna konkurentka zdobyła tylko 89

głosów. Wszystkie duże frakcje polityczne w Parlamencie Europejskim

poparły naszego kandydata. Od dawna Polska nie

miała tak wspaniałego sukcesu. •

22

GŁOS BIZNESU │ Nr 2│2009


PORADY PRAWNE

Między

słowami

Niekonwencjonalne podejście do rozwiązywanego

problemu i kompetencje językowe

są niezbędne w przypadku

skomplikowanych sporów prawnych.

TEKST | mecenas Jerzy Krotoski

Wbrew powszechnemu przekonaniu,

prawnicy nie stanowią jednolitej wewnętrznie

grupy zawodowej o porównywalnych

umiejętnościach, kompetencjach

czy osobowościach. W wielu

nietypowych sprawach, wymagających

nowatorskiego podejścia i niekonwencjonalnych rozwiązań,

strategia i osobowość prawnika mogą decydować o wygranej.

Specyfika zawodu adwokata, ale również doświadczenie, wiedza

i specjalizacja prawnika decydują o jakości świadczonych

usług i sposobie podejścia do problemu. Z całą pewnością znajomość

przepisów prawa materialnego i procedury stanowi podstawę

wykonywania zawodu. Gwarantuje to prawidłowe prowadzenie

sprawy i umożliwia poprawną ochronę interesów klienta,

a samego prawnika sprowadza do roli dobrego rzemieślnika.

Zdarza się jednak, że rzemieślnik nie wystarcza. Adwokat

nie tylko winien znać zmieniające się przepisy, ale jednocześnie

musi umiejętnie posługiwać się słowem. Bez zdolności odpowiedniego

interpretowania umów, dokumentów i wypowiedzi

świadków trudno jest osiągnąć pożądany efekt. Dużym wyzwaniem

dla prawnika są spory powstałe na gruncie interpretacji

umów cywilnoprawnych. Największą satysfakcją dla adwokata

jest wygranie sprawy, w której udało się tak zinterpretować

postanowienia umowy, że ich rzeczywista treść całkowicie różni

się od ich językowego brzmienia, na pozór oczywistego po

pierwszym przeczytaniu umowy. Cała finezja sztuki prawniczej

polega bowiem na wykazaniu, że np. zapis umowny „cena wynosi

500 000 zł” nie jest kategoryczny i dopuszcza szereg odstępstw,

o które stronom umowy chodziło, jednak wprost ich

w umowie nie zapisały. Nie zawsze bowiem tekst umowy odzwierciedla

rzeczywisty zamiar stron. Dopiero szeroka interpretacja

postanowień umowy, wprowadzonych zmian oraz praktyki

wymiany handlowej między kontrahentami pozwoliła ustalić

rzeczywisty kształt umowy i uzyskać rozstrzygnięcie w całości

na korzyść klienta. Zdarza się, że odtwarzany jest przebieg

negocjacji poprzedzających zawarcie umowy, aby dokładniej

ustalić, „co strony miały na myśli”. Wszystko to jednak wymaga

pewnej wrażliwości lingwistycznej i nierzadko odwoływania

się do dorobku językoznawstwa. Umiejętność sprawnego posługiwania

się słowem jest niezbędna nie tylko na sali rozpraw.

Przedsiębiorcy rozumieją potrzebę zabezpieczenia swoich interesów

jeszcze przed nawiązaniem współpracy i coraz częściej

zwracają się o pomoc już na etapie redagowania umowy.

Cała finezja sztuki prawniczej

polega bowiem na wykazaniu,

że np. zapis umowny „cena

wynosi 500 000 zł” nie jest

kategoryczny i dopuszcza szereg

odstępstw, o które stronom

umowy chodziło, jednak wprost

ich w umowie nie zapisały.

Złożone stosunki gospodarcze wymagają wieloaspektowej

analizy i umiejętności przewidywania możliwych scenariuszy

tak, aby zagwarantować maksymalne bezpieczeństwo prawne

planowanej inwestycji i silną pozycję klienta w razie sporu.

W takich przypadkach cały kunszt polega na tym, aby w umowie

wprowadzić maksymalne zabezpieczenia dla klienta, a jednocześnie

nie przestraszyć drugiej strony ostrymi sformułowaniami.

Potrzeba zatem dużego wyczucia językowego, aby zapisy nieprzyjemne

dla drugiej strony odpowiednio ubrać w słowa, a jednocześnie

zapewnić ich wykonalność w razie ewentualnego sporu

sądowego. Jak widać, kultura słowa i wrażliwość językowa to nie

tylko element savoir-vivre, ale również narzędzie pracy. •

Nr 2│2009 │ GŁOS BIZNESU 23


TWOJA FIRMA

Kompleksowe

zarządzanie transportem

W czasie walki o pozycję na rynku

firmy muszą dysponować sprawnie

działającym systemem informatycznym.

Aby to osiągnąć, wprowadzono rozwiązanie

ICG FOL. Właściciele przedsiębiorstw

otrzymali odpowiednie narzędzie optymalizujące

spedycję.

TEKST | Marcin Kuryłło

Duża konkurencja wymusza na firmach optymalizację

działania poprzez zmniejszenie

kosztów działalności, wzrost efektywności

oraz zapewnienie bezpieczeństwa pracownikom.

Dotyczy to w znacznym stopniu zarządzania

transportem w przedsiębiorstwach.

Pomocne w tej sytuacji może być wykorzystanie sprawnego

systemu informatycznego, uwzględniającego potrzeby firm

w tym zakresie. Przedsiębiorstwa aspirujące do odgrywania

ważnej roli na rynku muszą posiadać pełne informacje oraz

reagować w taki sposób, aby zdobyć przewagę konkurencyjną

nad innymi.

Pod czujnym okiem

ICG FOL to rozwiązanie w formie wygodnego serwisu internetowego,

które w oparciu o system SAP dostarcza pełnych

informacji o pracownikach w terenie oraz lokalizacji

i wykorzystaniu środków transportu. Narzędzie pozwala na

śledzenie zgodności planowanych i faktycznych działań oraz

terminów realizacji dostaw zamawianych towarów.

– W pojazdach monitorowane są urządzenia wykorzystujące

najnowsze technologie. Zintegrowane w jednym module

podzespoły zbierają i analizują wszystkie niezbędne dane,

takie jak sygnał GPS, w celu zlokalizowania pojazdu, i stan

aktywnych wejść (np. autoalarm, autoryzacja, temperatura,

stan paliwa, etc.). Specjalnie zabezpieczone dane są transmitowane

dalej z wykorzystaniem technologii GPRS, SMS

lub CSD. Oprogramowanie urządzeń można aktualizować

za pośrednictwem GPRS, zatem dodawanie nowych funkcji

oraz unowocześnianie oprogramowania odbywa się bez komplikacji

dla użytkowników. Takie podejście daje użytkownikom

gwarancję funkcjonowania systemu przez wiele lat –

mówi Tomasz Krasiejko, dyrektor handlowy Finder S.A.

Więcej za mniej

Rozwiązanie adresowane jest do firm handlowych, dystrybucyjnych,

transportowych, produkcyjnych i logistycznych,

które posiadają flotę samochodową i są zainteresowane

zmniejszeniem kosztów oraz zwiększeniem efektywności poprzez

wzrost liczby wykonanych zadań, a także skrócenie

czasu potrzebnego na ich realizację.

– Firmy, które zdecydują się na wdrożenie rozwiązania

ICG FOL, mogą optymalizować transport poprzez wybór kolejności

dostaw i wyznaczanie tras dla transportów, dzięki

czemu zmniejszą się przebiegi oraz ilość zużywanego paliwa.

Dodatkową korzyścią są pełne informacje, jakie otrzymują

zarządzający flotą, o licznikach zużycia paliwa, poziomie

oleju, aktualnej prędkości i temperaturze w samochodach

chłodniach itp. Wszyscy klienci mają dostęp do aktualnych

informacji przy użyciu przejrzystej i wygodnej w obsłudze

przeglądarki internetowej. Rozwiązanie może być w pełni

zintegrowane z systemem SAP – mówi Marcin Bąkowski,

dyrektor sprzedaży ICG Wdrożenia SAP. •

24

GŁOS BIZNESU │ Nr 2│2009


TWOJA FIRMA

Ile kosztuje

profesjonalna serwerownia?

Outsourcing systemów informatycznych

pozwoli Twojej firmie

zaoszczędzić pieniądze.

TEKST | Marcin Kuryłło

Jednym ze znaczących obciążeń dla finansów

firm jest budowanie i utrzymywanie własnych

serwerowni. Zbudowanie prywatnego data center

to koszt od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy

złotych. Należy pamiętać o tym, że serwerownia

składa się nie tylko z pomieszczenia, ale także

ze specjalistycznych instalacji: elektrycznej, przeciwpożarowej,

układu wentylacji i klimatyzacji. To wszystko plus opłaty

za prąd, łącza internetowe, chłodziwo to niemałe koszty.

Nie można również zapominać o wynagrodzeniu dla wysoko

kwalifikowanych pracowników, którzy taką serwerownię

obsługują. Dlatego najlepszą alternatywą dla budowania

i utrzymywania własnych data center jest skorzystanie z zewnętrznego,

profesjonalnego centrum gromadzenia i przetwarzania

danych. Firma ICG Wdrożenia SAP wychodzi

naprzeciw potrzebom firm w zakresie zarządzania środowiskiem

IT, oferując gotowe rozwiązania dopasowane do wielkości

przedsiębiorstwa oraz liczby użytkowników systemu.

Idealne rozwiązanie?

Decyzja o skorzystaniu z obsługi profesjonalnego data center

okazała się idealnym rozwiązaniem dla Koszalińskiego

Przedsiębiorstwa Przemysłu Drzewnego. Firma wydzierżawiła

pięć serwerów, na których pracuje system SAP,

obsługujący ok. 150 użytkowników. – Podejmując decyzję

o współpracy z firmą ICG Wdrożenia SAP, kierowaliśmy się

kilkoma przesłankami. Po pierwsze, chcieliśmy ograniczyć

koszty związane z budową, uruchomieniem i utrzymaniem

własnych serwerów. Po drugie, zależało nam na dostępie do

najnowocześniejszych technologii: serwerów o najwyższych

parametrach użytkowych przy możliwie niskim koszcie

utrzymania. Wreszcie ostatni powód to bezpieczeństwo danych

i jakość obsługi, jakie zapewnia nam partner projektu

– mówi Marek Szutowicz-Włodarczyk, prezes zarządu

KPPD. Umowa została podpisana na trzy lata. Miesięczny

koszt utrzymania i dzierżawy serwerów jest niższy od

wynagrodzenia administratora infrastruktury sprzętowej.

Dodatkową korzyścią jest usługa całodobowej administracji

i utrzymania, ujęta w cenie dzierżawy: klient nie ponosi dodatkowych

kosztów związanych z administracją.

Dlaczego warto?

W ramach usługi Koszalińskie Przedsiębiorstwo Przemysłu

Drzewnego otrzymało:

• gwarancję bezawaryjnego działania serwerów (niezależne

zasilanie z dwóch linii miejskich, zasilanie awaryjne

na agregatach);

• pełną i szybką obsługę serwisową, w tym czterogodzinny

serwis awaryjny;

• całkowite przeniesienie odpowiedzialności na dostawcę

usługi;

• bezpieczeństwo przechowywania i przesyłania danych;

• dostęp do infrastruktury internetowej udostępnianej

przez pięciu niezależnych operatorów.

– Wadami posiadania własnej serwerowni są przede wszystkim

duże koszty związane z jej zbudowaniem i uruchomieniem,

a następnie utrzymaniem oraz konieczność zatrudniania

wysokiej klasy specjalistów. Zaletą jest dostęp do

najnowocześniejszych technologii za cenę dopasowaną do

możliwości przedsiębiorstwa. Chciałbym również zwrócić

uwagę na bezpieczeństwo, jakie oferuje profesjonalne data

center. Największe instytucje finansowe, sieci handlowe korzystają

z podobnej usługi i chwalą sobie bezpieczeństwo,

jakie otrzymują –– mówi Tomasz Stępski, bussines solution

architect ICG Wdrożenia SAP. •

Nr 2│2009 │ GŁOS BIZNESU 25


TWOJA FIRMA

Zarządzanie

ograniczeniami

Łańcuch jest tak silny

jak jego najsłabsze ogniwo,

czyli o teorii ograniczeń w biznesie.

TEKST | Marcin Kuryłło, Małgorzata Janicka

TOC to akronim od „Theory Of Constraints”, co po

polsku znaczy „teoria ograniczeń”. TOC stanowi

jedną z najskuteczniejszych filozofii zarządzania

i doskonalenia organizacji. Metodyka teorii ograniczeń

zawiera przejrzyste systemy planistyczne,

narzędzia analityczne oraz sprawdzone rozwiązania

stosowane w biznesie. Znajdują one zastosowanie w różnych

gałęziach gospodarki: przemyśle, wojsku, medycynie, usługach,

organizacjach pozarządowych, edukacji. Z rozwiązań Teorii

Ograniczeń korzystają m.in.: Intel, Boeing, ABB, Fabryka Mebli

Klose. Poprzez swoje holistyczne podejście TOC jest otwartą

dziedziną nauki o zarządzaniu, która obejmuje coraz nowsze

obszary rzeczywistości gospodarczej. U podstaw TOC leży zasada,

że organizacja lub firma jest tak silna jak jej ograniczenie.

Podobnie w łańcuchu – jest on tak silny jak jego najsłabsze

ogniwo (ograniczenie). Zatem w każdym złożonym organizacyjnie

systemie, w dowolnym momencie, istnieje zazwyczaj tylko

jeden obszar, który ogranicza zdolność do osiągania zdefiniowanego

celu. Organizacja, aby uzyskać znaczącą poprawę, musi

być zarządzana z uwzględnieniem tegoż ograniczenia i dlatego

mówimy o „zarządzaniu ograniczeniami”. Tradycyjne metody

zarządzania nie pokazują, jak rozwiązywać problemy w ujęciu

holistycznym. Każde niepożądane zjawisko zidentyfikowane

w organizacji jest zwykle rozwiązywane osobno, bez uwzględnienia

problemów w innych obszarach oraz skutków, które one

powodują. Autorem koncepcji zarządzania ograniczeniami jest

dr Eliyahu Goldratt. Punktem wyjściowym do stworzenia i opracowania

TOC było pytanie: „Jak szybko i sprawnie poprawić

rentowność firmy?”. Głównym celem firm jest zarabianie pieniędzy

dziś oraz w przyszłości – i temu powinny być poświęcone

działania kierownictwa oraz wszystkich pracowników organizacji.

Najlepiej zilustrować to przykładem: u producenta opakowań

X proces produkcyjny obejmuje trzy etapy: zadruk tektury,

sztancowanie oraz klejenie. Klasyczne podejście do zarządzania

produkcją oznacza planowanie produkcji w ujęciu liniowym.

Z uwagi na brak zharmonizowania mocy produkcyjnych poszczególnych

etapów powstają często: nadmierna produkcja w toku,

zbyt wysokie stany magazynowe, brak punktualności dostaw.

W takiej sytuacji kierownictwo podejmuje najczęściej decyzję

o inwestowaniu w najmniej wydajne ogniwo, co prowadzi do

wzrostu kosztów. TOC zaleca, aby rozpocząć planowanie pro-

dukcji od najmniej wydajnego ogniwa. Efektem są: płynna organizacja

pracy, niższe koszty produkcji, większa wydajność załogi,

mniejsza awaryjność maszyn.

Więcej informacji na temat teorii ograniczeń będzie można

uzyskać podczas konferencji „TOC receptą na rozwój Twojego

biznesu” organizowanej wspólnie przez firmy ICG Wdrożenia

SAP, VENTO Consulting oraz INFOR Training. Konferencja odbędzie

się w Poznaniu 27–28 października 2009 roku. Więcej

informacji na stronie www.icg.pl. Podczas konferencji firma ICG

Wdrożenia SAP przedstawi oprogramowanie wspierające zarządzanie

przedsiębiorstwem według teorii ograniczeń. •

Aksjomaty Teorii Ograniczeń:

1. Rzeczywistość jest prosta.

2. Jeżeli rzeczywistość wydaje się skomplikowana, to dlatego,

że jej nie rozumiemy.

3. Każdy problem można rozwiązać, ale najpierw trzeba go

zrozumieć.

Zarządzanie organizacją zgodnie z zaleceniami teorii ograniczeń

daje wiele korzyści, które prezentuje poniższa tabela.

TYP PRZEDSIĘ-

BIORSTWA

PRODUKCJA

DYSTRYBUCJA

SPRZEDAŻ

ZARZĄDZANIE

PROJEKTAMI

NIEPOŻĄDANE EFEKTY

JAKIE WYSTĘPUJĄ

W PRZEDSIĘBIORSTWACH

• Niski poziom

punktualności dostaw

• Zbyt wysokie stany

magazynowe

• Niska dostępność

produktów

• Niska dostępność

produktów

• Wysokie stany magazynowe

• Sprzedaż na siłę i zapychanie

kanałów dystrybucji

• Syndrom końca miesiąca/końca

kwartału

• Olbrzymia liczba kontaktów

(czas)

• Mała sprzedaż

• Zbyt długi czas realizacji

projektów

• Złe praktyki – zbyt wiele

projektów jednocześnie,

• Przekraczanie założonych

budżetów

KORZYŚCI

Z WDROŻENIA TOC

• Punktualność dostaw

powyżej 95%

• Czas dostaw krótszy

nawet o 50%

• Niższe stany magazynowe

nawet o 50%.

• Dostępność produktów

powyżej 95%

• Wysoka dostępność produktów

powyżej 95%

• Niższe stany magazynowe

nawet o 50%.

• Sprzedaż zrównoważona

i współpraca z kanałami

dystrybucji

• Sprzedaż systematyczna

co tydzień

• Mniej kontaktów,

ale lepszych

• Wysoka sprzedaż dzięki

wysokiemu wskaźnikowi

konwersji

• Czas realizacji projektu

krótszy o 20 - 50%

• Wielozadaniowość

ograniczona do minimum

• Realizacja projektów

w założonym budżecie

26

GŁOS BIZNESU │ Nr 2│2009


INWESTYCJE

Powiat poznański

Czy warto inwestować w powiecie poznańskim?

To pytanie kluczowe – zarówno dla

potencjalnych inwestorów, jak i dla lokalnych

samorządów. Zadanie nie jest łatwe,

gdyż każdy region kraju właśnie u siebie

stara się zapewnić lokatę pożądanego

kapitału.

TEKST | Anna Solak

Wpowiecie poznańskim, mimo kryzysu

gospodarczego, pojawią się nowe

miejsca pracy. Powstaną one za sprawą

budowanej właśnie fabryki farb w

Niepruszewie (gmina Buk). Miejsce

to uznała za optymalne duńska firma

Hempel Manufacturing. Inni również lokują tu swój kapitał:

Baumit – austriacki producent materiałów budowlanych,

który inwestuje w Pobiedziskach, czy amerykański koncern

Kimball Electronics, funkcjonujący w Sadach (gmina Tarnowo

Podgórne). Każdy z tych nowych podmiotów gospodarczych

oferuje miejsca pracy dla okolicznych mieszkańców.

Inne renomowane marki, które zaufały terenom wokół

stolicy Wielkopolski, to m.in. Volkswagen, MAN, Wavin

Metalplast czy Raben. Rodzimi inwestorzy również uznali

je za odpowiednie, tak jak Solaris Bus&Coach, mieszczący

się w Bolechowie. Zapotrzebowanie na wykwalifikowanych

pracowników nowych firm jest nasycane poprzez tworzenie

konkretnych szkół zawodowych przy wcześniejszym porozumieniu

z przyszłym pracodawcą. W ten sposób wykształceni

zostali np. mechatronicy dla firmy Volkswagen Poznań.

Szacuje się, że w powiecie poznańskim jest około 41,5 tys.

zarejestrowanych podmiotów gospodarczych (dane z marca

2009 roku). W szerszym rozliczeniu stanowią one blisko 37 %

wszystkich podmiotów działających na terenie województwa

wielkopolskiego. – Dobrze jest inwestować w powiecie poznańskim,

bo dobrze jest być w dobrym towarzystwie – kwituje

Jan Grabkowski, starosta poznański.

Na dobry początek – ulgi

Co tak naprawdę przyciąga inwestorów w te strony? Bliskość

ogromnego rynku zbytu (w samym Poznaniu liczbę

stałych mieszkańców określa się na 600 tys., gminy przyległe

natomiast zamieszkuje 310 tys. potencjalnych klientów),

rozwinięta infrastruktura (autostrada A4 i drogi ekspresowe

S-11 oraz S-5 w fazie budowy), dostęp do wykwalifikowanej

kadry pracowniczej (ośrodek akademicki) czy zwolnienia

i ulgi podatkowe. Jeśli chodzi o ten ostatni czynnik, sytuacja

jest zróżnicowana. Warunki ich przyznawania nie są

jednolite, jako że zależą od skali danej inwestycji i wysokości

poniesionych nakładów finansowych. Przykładowo: gmina

Pobiedziska oferuje ulgi podatkowe w zakresie podatku

od nieruchomości dla przedsiębiorców prowadzących swoją

działalność gospodarczą w nowo wybudowanym budynku (tj.

takim, który został oddany do użytku po 1 stycznia 2006

roku) lub jego części. Wysokość podatku wygląda tutaj następująco:

w pierwszym roku zaistnienia obowiązku podatkowego

– 1,2% wartości budowli, a następnie kolejno – 1,4%,

1,6% i 1,8%. Okres korzystania z tego przywileju trwa od

roku do czterech lat. Nie wyklucza się przy tym korzystania

z innego rodzaju udogodnień oferowanych przedsiębiorcom.

Warunkiem niezbędnym jest, aby łącznie nie przekroczyły

one granic wyznaczonych przez obowiązujące przepisy.

Starostwo czy gmina? Kto i za co odpowiada

Powodzenie polityki inwestycyjnej w dużej mierze uzależnione

jest od prawidłowej współpracy wszystkich odrębnych

28

GŁOS BIZNESU │ Nr 2│2009


INWESTYCJE

organów, jakimi są Urząd Marszałkowski, Starostwo Powiatowe

i władze gminne. Jeśli chodzi o dofinansowanie danego

projektu ze środków UE, leży to w kompetencji Urzędu

Marszałkowskiego i to właśnie tam przedsiębiorcy powinni

składać wnioski. W przypadku poznańskich gmin obserwujemy

nikłe dotacje w obrębie gospodarki, gdyż obszary

te są już dobrze rozwinięte. Niemniej w takich dziedzinach

jak rozwój oświaty czy infrastruktury szanse na zdobycie

funduszy z unijnego źródła rosną. Kooperacja na linii starostwo

– gmina opiera się natomiast na tym, iż starostwo

otrzymuje od gmin oferty terenów inwestycyjnych, które

po odpowiednim przygotowaniu promuje na zagranicznych

targach nieruchomości, np. w Cannes czy na Expo Real

w Monachium. Wszelkie informacje dotyczące tych terenów

można otrzymać tak w urzędach gmin, jak i w Centrum

Promocji Biznesu Powiatu Poznańskiego. Po nawiązaniu

kontaktu z inwestorem negocjacje powracają do

urzędu gminy, gdzie osoby upoważnione

kontynuują dalsze rozmowy

z zainteresowanym

podmiotem.

Expo Real 2009. Niektóre gminy przechodzą radykalną metamorfozę.

Gmina Kleszczewo, którą do tej pory cechował

profil rolniczy, już niedługo może zmienić swój charakter za

sprawą budowy w jej obrębie węzła wylotowego autostrady

w kierunku Gniezna. Z kolei gmina Mosina niebawem

nabierze rysu rekreacyjnego, gdyż w Krajkowie planuje się

stworzenie trzeciego w powiecie pola golfowego. Teren pod

ten projekt w dalszym ciągu jest do nabycia. Jak wygląda

przygotowanie inwestycyjne powiatu w porównaniu z innymi

aglomeracjami, na przykład Wrocławiem?

– Nie można porównywać aglomeracji poznańskiej z aglomeracją

wrocławską. Działania Poznania są działaniami

„u podstaw”, jednak prowadzącymi do konkretnego celu,

a działania Wrocławia są nacechowane medialnym rozgłosem.

Choć moim zdaniem powiat poznański i gminy otaczające

Poznań są silniejsze gospodarczo od wrocławskich

– twierdzi Tomasz Morawski, dyrektor Wydziału Promocji

Starostwa Powiatowego w Poznaniu. Jednakże o tym, kto

w danej chwili będzie znajdował się na czele tego swoistego

peletonu, zadecydują już sami inwestorzy oraz szeroko pojęty

vox populi. •

Wspomniane Centrum Promocji Biznesu oprócz prezentacji

na międzynarodowych targach oferuje pośrednictwo w nawiązywaniu

kontaktów z zagranicznymi przedsiębiorcami.

Odbywa się to poprzez sieć kontaktów z partnerskimi samorządami

z Austrii, Niemiec, Brazylii, Włoch czy Ukrainy.

W Swarzędzu działa ponadto Centrum Logistyczno-Inwestycyjne,

ciągle rozrastające się za sprawą lokacji firm

w jego pobliżu. Oferuje ono głównie projektowanie i budowę

hal, a także wynajem już gotowych pawilonów. Część

terenów Centrum objęta jest specjalną strefą ekonomiczną.

Obecność takiej strefy może zapewnić inwestorom przygotowanie

działek pod kątem uzbrojenia i mediów. Daje też możliwość

zwolnienia firm z płacenia podatków na okres 12 lat

i może nastąpić z dwóch przesłanek: poniesionych nakładów

inwestycyjnych lub tworzenia nowych miejsc pracy. Istnieje

także szansa czasowego anulowania podatków lokalnych.

Strategia powiatu opiera się zatem na opracowaniu ofert

gmin, pomocy w ich realizacji i powiększaniu palety udogodnień

dla inwestujących podmiotów.

W Krajkowie powstanie pole golfowe

FOTO: CLIP

FOTO: CLIP

W poszukiwaniu lidera

Spośród siedemnastu gmin powiatu trudno wyodrębnić

niekwestionowanego lidera na płaszczyźnie inwestycyjnej.

Każda posiada inne walory i atuty, choć ze względu na

stopień jakości ofert wyróżnia się gminy Pobiedziska, Buk

i Tarnowo Podgórne. Oferty te są na bieżąco aktualizowane,

zwłaszcza teraz, gdy zbliża się termin rozpoczęcia targów

Centrum Logistyczno-Inwestycyjne Poznań

Nr 2│2009 │ GŁOS BIZNESU 29


KULTURA

Straszy

dwór

Świadectwo dawnej świetności

wielkopolskiej szlachty

– dworki i pałace – popadają

w ruinę. Pasjonaci, na ogół lokalni

biznesmeni, próbują je

ratować. Za kilka lat niektóre

z nich zostaną już tylko na fotografiach.

TEKST | Sebastian Frąckiewicz

ZDJĘCIA | Waldemar Śliwczyński

Waldemar Śliwczyński

to zarazem przedsiębiorca

i fotograf, na

co dzień właściciel

i wydawca „Wiadomości

Wrzesińskich”.

Na zamówienie Muzeum im. Adama Mickiewicza

w Śmiełowie realizuje projekt „Topografia

niepamięci”. Jego celem jest sfotografowanie

opuszczonych, zaniedbanych

dworów i pałaców Wielkopolski. Do tej pory

odwiedził 40 obiektów, a to dopiero połowa

pracy. Pracuje przy pomocy aparatu wielkoformatowego,

a zdjęcia wywołuje na tzw. barytach. To klasyczny papier

fotograficzny i klasyczna praca w ciemni. Śliwczyński musi

się spieszyć, bo szlacheckie siedziby tętniące przed wojną

życiem, są w opłakanym stanie. – Niektóre miejsca, które

odwiedzałem, już nie istnieją – przyznaje.

Jego zdjęcia, bezpośrednie i oszczędne formalnie, przedstawiają

dramatyczny obraz zniszczonego ziemiańskiego

świata, który tak naprawdę tworzył podstawę kulturowego

dziedzictwa Wielkopolski. Wiele obiektów czeka na ratunek.

Dla takich, jak kompletnie zniszczony dwór w Kotlinie,

szans praktycznie nie ma. Problem tkwi w prawie.

Reprywatyzacyjny pat

Na podstawie Dekretu PKWN o reformie rolnej z 6 września

1944 roku w ręce państwa trafiły wszelkie majątki

przekraczające 50 ha powierzchni użytków rolnych lub 100

ha powierzchni ogólnej. W praktyce uwłaszczone zostały

także mniejsze majątki. Na mocy innej ustawy upaństwowiono

również posiadłości niemieckie, które przed wojną

stanowiły w Wielkopolsce ok. 30%. Dziś większość obiektów

zarządzana jest przez Agencję Nieruchomości Rolnych,

która najchętniej pozbyłaby się niszczejących budowli, ale

problem stanowi brak ustawy reprywatyzacyjnej. Nawet jeśli

mamy wystarczające pieniądze, możemy kupić tylko taki

Paruszewo, powiat słupecki

zabytek, do którego spadkobiercy nie zgłosili roszczeń lub

roszczenia są nieuzasadnione. W Wielkopolsce w dużej mierze

są to właśnie majątki poniemieckie, bowiem wielkopolscy

Niemcy w 1939 roku na ogół zrzekli się obywatelstwa

polskiego i w świetle prawa ich roszczenia się nie liczą (chyba

że wówczas zostali przy obywatelstwie polskim). Ale nawet

przypadku polskich majątków czasem roszczeń nie ma –

w czasie wojny ginęły przecież całe rodziny. Natomiast

w stosunku do wielu dworów, zostały one jednak zgłoszone.

W świetle obecnej ustawy spadkobierca, który udokumentował

swoje prawo do obiektu, może go jedynie kupić od

Agencji na prawach rynkowych na zasadzie pierwszeństwa,

bez przetargu. Nie odzyska go za darmo. I tu powstaje pat,

bo nie każdy spadkobierca ma na to środki. Z kolei Agencja

nie ma prawa odsprzedać takiego zabytku nikomu innemu.

W efekcie przybywa ruin, bo państwa nie stać na niezbędne

remonty. Obecnie w posiadaniu poznańskiego oddziału terenowego

ANR znajdują się 124 zespoły dworsko-pałacowe

i 58 zespołów pałacowo-parkowych z czego jedynie do 33

nie zgłoszono żadnych roszczeń.

Szlachecka tradycja

Marcin Libicki, historyk sztuki i znawca tematu (a do

niedawna także europoseł), nie jest optymistą i nie widzi

na razie szans na reprywatyzację. To mało medialny temat,

30

GŁOS BIZNESU │ Nr 2│2009


KULTURA

a ostatnim razem projekt ustawy zgłoszono w kadencji sejmu

1997–2001 i został zawetowany przez prezydenta Kwaśniewskiego.

Choć obserwuje coraz większe zainteresowanie

dworami wśród wielkopolskich biznesmenów, to na Mazowszu

sprawa wygląda lepiej. – Środowisko warszawskie ma

po prostu więcej pieniędzy. Poza tym, niezależnie od regionu,

to tak naprawdę wyścig człowieka z czasem. I człowiek

w wielu przypadkach przegrywa – mówi naszej redakcji.

Na pytanie, jakich argumentów użyłby, aby przekonać biznesmenów

do inwestowania w dworki argumentuje: – Polska

kultura zakorzeniona jest w tradycji szlacheckiej. Nie

w chłopskiej, mieszczańskiej czy wielkopańskiej, ale właśnie

w tradycji rodzinnych dworów i dworków, spójrzmy choćby

na Soplicowo. Kultura szlachecka, o czym warto pamiętać,

to także kultura indywidualizmu i demokracji. Ktoś, kto

urządza się w dworze, wpisuje się bezpośrednio w tę tradycję.

Poza tym to zupełny inny tryb życia, bliższy naturze.

Nie dla zysku

Wielkopolscy biznesmeni, którzy kupują kompleksy dworskie

i pałacowe (kompleksy, bo na ich terenie najczęściej

znajdują się także park, staw czy pomniejsze zabudowania),

robią to z przeznaczeniem na własne siedziby lub wykorzystują

jako obiekty rekreacyjne i hotelowe. I w jednym, i drugim

przypadku wymaga to dużych pieniędzy, samozaparcia i

zamiłowania do historii. Trzeba wygrać przetarg, mieć plan

renowacji tworzony przy udziale konserwatora zabytków,

a także tzw. program, który obejmuje pomysł na dany obiekt

i harmonogram prac.

Dworu nie kupuje się z racjonalnych pobudek. Piotr Olewiński,

współwłaściciel pałacu Mierzęcin i firmy Novol

nie ma co do tego złudzeń. – Z punktu widzenia biznesowego

taka inwestycja praktycznie się nie zwraca, nawet

w chwili obecnej, kiedy prowadzimy tu hotel, jest to trudne.

Oczywiście cały czas rozwijamy ofertę rekreacyjno-turystyczną:

mamy stadninę koni, korty tenisowe, bowling, spa,

a obecnie trwają prace przy budowie basenu w jednym

z zaadaptowanych budynków folwarku. Wierzymy, że kiedyś

pałac Mierzęcin będzie przynosił dochody, choć jest

to przede wszystkim pasja i mamy ogromną satysfakcją

z tego, że udało nam się ten obiekt przywrócić do świetności.

Postanowiliśmy kupić obiekt historyczny, bo takie miejsca

mają duszę i charakter – opowiada. Kiedy Piot Olewiński

i Piotr Nowakowski z Novolu kupowali Mierzęcin, był on

zdewastowany, wcześniej zajmował go miejscowy PGR. Nie

zniechęciło ich to jednak. Nie załamała się także Helena

Osicka, właścicielka firmy Landbud i pałacu w Zalesiu (gmina

Borek Wielkopolski), która kupując pałac, zastała go

w 60% ruinie, ze zniszczonym dachem i kompletnie zniekształconym

wnętrzem. Obszerne pomieszczenia zostały

podzielone bowiem na mniejsze mieszkania ściankami działowymi.

Trzeba było wszystko rekonstruować. – To ciężka

i kosztowna praca, ale jej efekt wynagradza mi wysiłek włożony

w renowację. Cieszę się z wszystkiego, co tu powstaje.

Tak naprawdę ja przy tym odpoczywam, bo to coś zupełnie

innego niż prowadzenie firmy. Gdybym mogła, uratowałabym

wszystkie pałace – mówi Helena Osicka. Obecnie najwięcej

pracy wkłada w renowację wnętrz. Kupiła już kolejny,

Unia, powiat słupecki

mniejszy zabytek. Narzeka jednak na tych nabywców, którzy

kupują pałac, a potem nie przeprowadzają remontów. – To

jest straszne, konserwator powinien dawać kilka lat na to,

aby w obiekcie ruszyły prace, a jeśli budynek nadal niszczeje,

powinien być odbierany – dodaje. Zarówno Piotr Olewiński,

jak i Helena Osicka potwierdzają słowa Marcina Libickiego

o innym, „dworskim życiu”. Jak mówią, pałacowe kompleksy

stojąc na uboczu, tworzą enklawy ciszy i spokoju, czas płynie

tu inaczej. Oby tych enklaw udało się ocalić jak najwięcej. •

Bardo, powiat wrzesiński

Nr 2│2009 │ GŁOS BIZNESU 31


KULTURA

Stworzyłem

przestrzeń

dla sztuki

O sztuce, walce o odtworzenie zabytków i emocjach z nimi związanych

opowiada w rozmowie z „Głosem Biznesu” Andrzej Kareński- Tschurl.

ROZMAWIALI | Damian Nowak, Michał Cieślak

Historia obecności rodziny Kareńskich

w dworku w Podstolicach sięga 1992 roku…

Wszystko zaczęło się znacznie wcześniej od sceny artystycznej

i galerii, którą przy Starym Rynku w Poznaniu prowadziła

moja żona. Nasza galeria była jednak za mała, nie mogliśmy

aranżować tych spotkań tak, jakbyśmy chcieli. Stąd pomysł na

to, by poszukać budynku gwarantującego swobodę, odpowiednią

przestrzeń dla rzeźb, obrazów i spotkań. Wykorzystaliśmy

fakt, że w tamtych czasach, mimo wielu ograniczeń, był jeden

przepis, który ułatwił nam starania o dworek w Podstolicach.

Członkowie związków twórczych mogli ubiegać się o udostępnienie

zabytków z list urzędów miast, pod warunkiem stworzenia

w nich miejsca promującego kulturę. Moja żona, jako

piosenkarka, skorzystała z tej możliwości.

Początki nie były zapewne łatwe…

Zaproponowano nam siedem obiektów, niewątpliwie pięknych,

ale bardzo dużych, wymagających kosztownych inwestycji.

Mierząc siły na zamiary, wybraliśmy najmniejszy z nich

i najlepiej położony, bez ryzyka, że pewnego dnia zgłoszą się

z roszczeniami poprzedni właściciele. Dwór w Podstolicach,

położony w dobrym miejscu koło Wrześni, kilka kilometrów

od obecnej autostrady, przed wojną był dzierżawiony (własność

skarbu państwa). Zastaliśmy budynek w opłakanym stanie,

w sali balowej przez dziurawy strop można było oglądać niebo.

Naszym celem było stworzenie w tym miejscu sceny, galerii,

organizacja wystaw i koncertów. Do tej koncepcji udało się

przekonać panią konserwator, która pozwoliła na adaptację

pomieszczeń. Działaliśmy po omacku, nie zachowała się żadna

dokumentacja obiektu pozwalająca odtworzyć dawny wygląd,

niewiele było też oryginalnych elementów zdobniczych czy

sprzętów. Krok po kroku tworzyliśmy salę teatralną, salę galerii,

urządzaliśmy piętnaście pokojów mieszkalnych, na pod-

daszu pomieszczenia konferencyjne. Cieszyliśmy się z tego, że

park, mimo tego że zarośnięty, nie był zniszczony. Zachował

się staw, droga dojazdowa i przede wszystkim nienaruszony

150-letni drzewostan.

Dlaczego tak ważne było dla Pana znalezienie

miejsca poza miastem na działania artystyczne?

W latach 90. byliśmy jedyną polską galerią biorącą regularnie

udział w targach sztuki za granicą. Promując dzieła sztuki

na targach we Frankfurcie, w Japonii czy na Art Cologne,

mogłem bez problemów zaprosić klientów do odwiedzenia galerii,

zaproponować plener rzeźbiarski czy zorganizować wernisaż.

Moją intencją było stworzenie przestrzeni artystycznej.

Mógłbym oczywiście wybudować nowy budynek galerii. Ale to

trochę tak jak z dobrą porcelaną. Figurki miśnieńskie, mimo

że od dwustu lat produkowane wciąż z tych samych materiałów,

według tego samego wzoru, mają różną wartość. Także

symboliczną. Te starsze mają swoją historię, człowiek wiąże się

z nimi emocjonalnie.

Miał Pan chwile zwątpienia?

Bywały momenty trudne. Większość z nich wynikała z braku

właściwej informacji. Nikt nie zajmował się wyliczeniem rzeczywistych

kosztów całej inwestycji. Wydawało mi się, że z naszej

działalności uda się wyremontować i utrzymać pałacyk. Rzeczywistość

nie raz okazała się trudniejsza. Relatywnie tanio kupuje

się taki obiekt – to jest pułapka, w którą człowiek sam wpada.

Trzeba sobie uświadomić skalę, dla przykładu zwykła wymiana

okien nie dotyczy czterech sztuk, tylko od razu czterdziestu.

Takie przedsięwzięcie trudno jest traktować jako wykalkulowany

projekt biznesowy. Obawialiśmy się pułapki kredytowej, dlatego

nie rozpoczęliśmy wielkiego remontu, działaliśmy ostrożnie,

32

GŁOS BIZNESU │ Nr 2│2009


Hiszpański

styl

w centrum

Poznania

M. A. Kareński-Tschurl

konsul honorowy Republiki Federalnej Niemiec w Poznaniu,

przedstawiciel Rosenthala w Polsce, promotor polskiej sztuki

współczesnej i artystów na licznych targach na świecie.

adaptując pokój po pokoju. Dworek nie jest miejscem przynoszącym

zysk, zresztą nie miał pełnić takiej funkcji. Środki z organizacji

imprez, szkoleń, konferencji mają wystarczyć na pokrycie

bieżących kosztów oraz pensje zatrudnionych osób. Oczywiście

nie chciałbym z mojej działalności biznesowej dofinansowywać

działania tego miejsca (poza wyjątkowymi sytuacjami).

Cieszę się, że dzisiaj Podstolice stały się miejscem, gdzie

można odciąć się zupełnie od świata, zrelaksować się w pięknym

parku ze starymi drzewami. Organizacja szkoleń i konferencji

pomaga nam w utrzymaniu obiektu, bo jako prywatna

instytucja kultury nie jesteśmy dotowani przez żaden urząd. Na

szczęście od jakiegoś czasu udaje nam się do organizacji koncertów,

wystaw pozyskać firmę wspierającą. Czerpię z tego wiele

satysfakcji – z obcowania z ładnymi przedmiotami, przebywania

w wyjątkowych wnętrzach, spotykania wyjątkowych ludzi.

To wszystko daje realizowanie takiego projektu. A ludzi chcących

uczestniczyć w naszych inicjatywach jest coraz więcej.

Dla Pana dwór w Podstolicach stał się pasją,

przestrzenią dla sztuki. Czy poleciłby Pan

komuś innemu zainteresowanie się opuszczonymi

dworkami, których w Wielkopolsce

nie brakuje?

Gdyby ktoś mnie zapytał czy osiemnaście lat temu podejmowałem

decyzję o zakupie dworku w pełni świadomie, odpowiem,

że nie. Ale nie żałuję tego. Natomiast jeśli ktoś teraz

chce budować duży dom w mieście, faktycznie polecałbym

zaadaptowanie któregoś z zaniedbanych pałacyków. Dzisiaj

najbardziej pożądanym dobrem jest przestrzeń. Miejski dom

z miniaturowym ogródkiem nie zapewnia takiego komfortu.

Pałacowe ogrody mają nierzadko dziesiątki tysięcy metrów

kwadratowych powierzchni. Na koniec podkreśliłbym to, co

dla mnie jest ważne – emocje związane z danym miejscem. •

reklama

POZNAŃ

90 pokoi • Klimatyzacja

• Bar • Wellness

• Business Corner

• Restauracja

• 4 sale konferencyjne (153 m 2 )

• Parking

Św. Marcin 67 • 61-806 Poznań

• T. +48 624 88 00

• F. +48 624 88 01

• nhpoznan@nh-hotels.com

• www.nh-hotels.com


FINANSE

Plan sukcesji

w biznesie

Ostatnie 20 lat w Polsce to okres, który

wielu przedsiębiorczych ludzi wykorzystało

do tworzenia i rozwijania własnych firm.

Teraz czas je zabezpieczyć na przyszłość.

Każdy biznes, jak statek na morzu, potrzebuje

wyznaczonego kursu, silnej ręki kapitana

oraz ciągłości dowodzenia. Dla przyszłości

firmy konieczna jest wizja rozwoju na następne

lata i następne pokolenia. Plan sukcesji

powinien uwzględniać, że kiedyś przyjdzie

czas, gdy ster biznesu przejmie kolejne pokolenie. Warto już

dziś zastanowić się, jak nasi bliscy i nasz biznes są do tego

przygotowani. Czy wiedzieliby dziś, co zrobić, gdyby wczoraj

doszło do takiej zmiany przywództwa?

Uwarunkowania historyczne i ustrojowe spowodowały, że

znaczna część dużych majątków firmowych i osobistych w Polsce

pochodzi z ostatnich 20 lat. Brakuje nam tradycji i pozytywnych

przykładów dziedziczenia dużych majątków. Plan

sukcesji w firmie oraz testament kojarzą nam się z ostatnim

dokumentem, jaki będziemy podpisywać w życiu. Z tego powodu

rzadko sporządzane są z odpowiednim wyprzedzeniem. Często,

niestety, życie pisze inny scenariusz, a wtedy nie zdołamy

już podpisać odpowiedniego dokumentu.

Wobec braku ostatniej woli spadkodawcy zawartej w testamencie

stosuje się „plan sukcesji” napisany przez ustawodawcę.

Nasz majątek zostanie podzielony zgodnie ze wskazaniami

dziedziczenia zapisanymi w przepisach prawa. Tryb dziedziczenia

ustawowego rodzi często wiele problemów. Szczególnie

w stosunku do składnika majątku, jakim jest firma. Kluczowy

staje się problem czasu i braku możliwości sprawnego

podejmowania decyzji biznesowych. Działanie zgodnie z takim

planem (nie przez nas pisanym!!!) bardzo często kończy się

likwidacją dobrze dotąd prosperującego biznesu, a nierzadko

również zepsuciem dobrych relacji w rodzinie.

Kto będzie kierował firmą, gdy nas zabraknie? Wspólnicy

czy rodzina? Kto będzie po nas dziedziczył? Czy osoby te mają

odpowiednie predyspozycje, przygotowanie i doświadczenie, by

sprostać takim wyzwaniom? Czy mają osobowość i hart ducha,

by realizować naszą misję i wizję rozwoju? To trudne pytania.

Dobry plan sukcesji wymaga nie tylko stawiania trudnych pytań,

ale przede wszystkim znajdowania na nie właściwej odpowiedzi.

Odpowiedzi, która wymaga od nas odwagi i rozwagi.

Jednak kto wie, czy nie okaże się ona najważniejszą decyzją

biznesową w naszym życiu? Czy jako przedsiębiorcy możemy

od niej uciekać, oczekując, że podejmie ją za nas sędzia w asyście

nierzadko skłóconej rodziny i wspólników?

Stworzenie dobrego planu sukcesji wymaga przemyśleń oraz

współdziałania ze specjalistami w dziedzinie finansów i prawa.

Od ponad dwóch lat współpracą przy tworzeniu takich rozwiązań

zajmuje się grupa doradców Aviva, członków MDRT skupionych

wokół Biura Regionalnego Ubezpieczeń Grupowych

w Poznaniu. Działając na terenie północno-zachodniej Polski,

nawiązaliśmy współpracę z regionalnymi kancelariami

prawnymi specjalizującymi się w obsłudze przedsiębiorców.

W opinii naszych klientów wdrożone rozwiązania pozwoliły im

na uzyskanie pewności, że w każdym przypadku panują nad

kierunkiem rozwoju ich firmy, a obrana misja działania i wizja

rozwoju firmy nie umrze wraz z nimi.

Wszystkich, których postawione tutaj pytania skłaniają do

zastanowienia się nad swoim biznesem i zagadnieniami sukcesji,

zapraszamy do współpracy. •

Krzysztof Pawlak

Pawlak & Szubert

Kancelaria Ubezpieczeniowo-Finansowa

ul. Sieradzka 10, 60-163 Poznań

tel.: 061 22 11 838

krzysztof.pawlak@pawlak-szubert.pl

• Oferujemy kompleksowe rozwiązania i elastyczne produkty

– Ubezpieczenia Grupowe, już dla dwóch osób, „szyte

na miarę” rozwiązanie dla przedsiębiorstw niezależnie od

profilu ich działalności.

• Ubezpieczenie może obejmować ochroną wszystkich pracowników

lub tylko wybrane grupy, łącząc w sobie część

ochronną z elementem inwestycyjnym.

• Dobrze skonstruowany, dopasowany do specyfiki danej firmy,

program ubezpieczenia grupowego może być elementem

polityki personalnej przedsiębiorstwa i dodatkowym

składnikiem sytemu wynagrodzeń.

Skontaktuj się z nami, a nasi specjaliści i pracownicy Biura Regionalnego

przygotują odpowiednie rozwiązanie.

Z poważaniem

Jerzy Tomczak

Dyrektor Regionalny ds. Ubezpieczeń Grupowych

Aviva Tow. Ubezpieczeń na Życie S.A.

Biuro Regionalne ds. Ubezpieczeń Grupowych

ul. Zeylanda 3/6, 60-808 Poznań,

tel.: 061 662 74 35, 061 662 74 36

jerzy.tomczak@aviva.pl

34

GŁOS BIZNESU │ Nr 2│2009


RETRO AUTO

Prestiż

i elegancja

Rolls-Royce Phantom II to auto

stworzone dla zamożnych indywidualistów.

Prawdziwy rarytas. Każdy egzemplarz

tego modelu posiada indywidualnie

wykonaną karoserię.

TEKST | Andrzej Roszkiewicz

Samochody produkowane przez fabryki Rolls-

-Royce budziły zawsze emocje i pożądanie

bogatych arystokratów, przedsiębiorców i ludzi,

których pozycja społeczna wymagała

zewnętrznych oznak przynależności klasowej.

Fabryki RR przyjmowały indywidualne

zamówienia na wykonanie poszczególnych egzemplarzy.

W pierwszych latach funkcjonowania ograniczano się głównie

do produkcji kompletnych jeżdżących podwozi, na które

nabywca mógł zamontować karoserię wykonaną według własnego

życzenia w jednej z wielu firm powozowo-karoseryjnych

funkcjonujących na początku XX wieku i później, w latach 20.

i 30. Było to bardzo istotne. Im bardziej indywidualnie wykonana

karoseria, tym większe budziła uznanie. Z technicznego

punktu widzenia samochody posiadały znacznie różniące się

od siebie nadwozia. Połączenie jednostkowych nadwozi z doskonałą

mechaniką dawało efekt niezawodności i elegancji.

Jednym z takich przykładów jest samochód, który znajduje

się w mojej kolekcji. Jest to Rolls-Royce model Phantom II

z roku 1936, z typowym dla brytyjskich pojazdów lat 30. nadwoziem

wykonanym przez firmę Thrupp&Maberly. W latach

1929-1936 wyprodukowano ogółem 1402 sztuk Phantom II,

w tym 278 Phantom II Continental. Egzemplarz tego auta,

który trafił do mojej kolekcji, pochodzi ze Szwecji. Gdy go

kupowałem, był w stanie kompletnym i posiadał pełną dokumentację:

od zakupu w fimie Rolls-Royce począwszy, skończywszy

na ostatnim przeglądzie z roku 1968. Przywrócenie

do świetności takiej jak na fotografiach zajęło mi dwa

lata. Pierwszą właścicielką tego samochodu była żona Roberta

Petera Fleminga (kupiła go w styczniu 1936 roku),

słynnego brytyjskiego pisarza i podróżnika, który zasłynął

jako redaktor „The Times” i autor książki „Brazilian Adventure”,

opisującej własne brawurowe przygody w Ameryce

Południowej. Egzemplarz Phantom II pani Fleming posiada

karoserię wykonaną z aluminium. Ma to niebagatelny wpływ

na osiągi auta. Aluminium jest bowiem lekkie, co umożliwia

rozwijanie większej prędkości i mniejsze zużycie paliwa. Poza

tym tworzywo to charakteryzuje się lepszą plastyką i dzięki

temu wykonawca karoserii mógł uzyskać bardziej opływowy

kształt nadwozia. Auto otrzymało, zgodnie z zamówieniem,

skórzaną tapicerkę w kolorze beżowym na siedzeniu

dla kierowcy oraz tapicerkę welurową na siedzeniach dla

pasażerów. Dokumentacja opisuje bardzo szczegółowo wyposażenie,

takie jak typ klaksonu, lamp zderzaków, lusterek

i wszelkich innych detali. Skąd wiem, że dokumentacja jest

autentyczna? Sprawdziłem ją w Królewskim Klubie Rolls-

-Royce (Wielka Brytania), który prowadzi swego rodzaju

„kartoteki” wszystkich aut tej marki. Dzięki temu każdy posiadacz

starego Rolls-Royce’a może dowiedzieć się, kto był

jego pierwszym właścicielem, i wręcz odtworzyć całą historię

auta. Już wkrótce sam zamierzam to zrobić. Nie ma bowiem

nic lepszego niż piękny samochód z ciekawą historią. •

Andrzej Roszkiewicz

Z zawodu energetyk, pasjonat i kolekcjoner starych aut.

W swojej kolekcji posiada 42 samochody, w tym 26 całkowicie

odrestaurowanych.

reklama


PODRÓŻE BIZNESOWE

Czas na

Oktoberfest

Monachium, zwane ze

względu na swój potencjał

gospodarczy drugą

stolicą Niemiec, jest

modelowym przykładem

sukcesu gospodarczego

naszych zachodnich

sąsiadów. Słynie także

ze znanego na świecie

święta piwa.

TEKST | Andrzej Zuba

Miasto wraz z całą Bawarią stanowi

siłę pociągową niemieckiej gospodarki

opartej na doskonale rozwiniętych

sektorach usług i finansów. Świetnie

radzi sobie również przemysł. W Monachium

swoje centrale posiadają między

innymi: Siemens, BMW, Munich Re (jeden z największych

reasekuratorów na świecie), Allianz, czy też MAN. Pozycję

gospodarczą aglomeracji umacnia jej położenie geograficzne,

przyciągają również atrakcje turystyczne oraz dogodna

komunikacja. Autostrady, szybka kolej ICE oraz jedno z największych

i najnowocześniejszych lotnisk Europy – słowem:

mamy czego Monachium zazdrościć. Powodów (oprócz tych

biznesowych) do odwiedzenia Monachium może być wiele.

Pasjonaci sztuki znajdą tutaj między innymi Starą Pinakotekę

ze zbiorami malarstwa od XIV do XVIII wieku, Nową

Pinakotekę z kolekcją sztuki europejskiej od klasycyzmu

do art nouveau i Gliptotekę – muzeum sztuki starożytnej.

Bogactwo i różnorodność architektoniczną miasta reprezentują

trzy bramy (pozostałość po średniowiecznych fortyfikacjach),

gotyckie kościoły św. Piotra i Ducha Świętego,

katedra – wizytówka miasta – z charakterystycznymi cebulastymi

hełmami na wieżach oraz Nowy Ratusz. Uzupełnia

je architektura nowoczesna, której znakomitymi przykładami

są Muzeum Brandhorstów, a także nowe, wielofunkcyjne

BMW Welt. To miejsce, gdzie oprócz starych modeli można

na żywo oglądać proces konstrukcji samochodu, a sam budynek

zachwyca bryłą. Kibice piłkarscy z pewnością wybiorą

się na jeden z meczów czołowego klubu Niemiec – Bayernu

Monachium. Allianz Arena (bo taką nazwę nosi budowla) jest

obecnie najnowocześniejszym stadionem Europy.

Niewątpliwie najbardziej znaną na świecie, a jednocześnie

najbardziej widowiskową i masową atrakcją Monachium jest

Oktoberfest – organizowany co roku w drugiej połowie wrze-

36

GŁOS BIZNESU │ Nr 2│2009


PODRÓŻE BIZNESOWE

śnia festiwal piwa. Na dźwięk słowa „Oktoberfest” niejednemu

piwoszowi serce zaczyna bić mocniej. Monachium w tym

czasie przeżywa prawdziwe oblężenie amatorów złocistego

trunku oraz dobrej zabawy. Skąd nazwa i pomysł? Pierwszy

Oktoberfest miał miejsce w 1810 roku z okazji ślubu bawarskiego

księcia Ludwika, późniejszego króla, i jego wybranki

– księżniczki Theresy von Sachsen-Hildburghausen. Uroczystość,

na którą byli też zaproszeni mieszczanie, odbyła się

przed bramami Monachium – na łąkach, które potem nazwano

Theresienwiese (Łąkami Teresy – od imienia wybranki).

Impreza udała się na tyle, że postanowiono na cześć pamiętnego

ślubu powtarzać ją co rok w tym samym miejscu.

Tradycja nakazuje, że w ostatnią wrześniową sobotę,

w samo południe, burmistrz Monachium, uderzając drewnianym

młotkiem, wybija szpunt w wielkiej beczce, z której wylatuje

strumień legendarnego monachijskiego piwa Märzenbier.

Po otwarciu beczki głośny krzyk oznajmia: „Ozapf is, Angezapft

ist”, czyli: „Oktoberfest roku uważam za otwarty!”.

W trakcie imprezy w ogromnych, specjalnie na tę okazję

przygotowanych namiotach (każdy pod patronatem innego

lokalnego browaru) goście piją piwo w litrowych kuflach

zwanych „mass”, zagryzają lokalnymi specjałami i śpiewają

regionalne bawarskie piosenki z akompaniamentem orkiestry.

Obowiązuje strój miejscowy: dla panów bawarskie skórzane

spodenki na szelkach, dla pań sukienka chłopka z dopasowaną

górną częścią, marszczoną spódnicą i fartuszkiem.

Festyn trwa w najlepsze pół miesiąca, a dodatkową atrakcją

jest położone tuż obok wesołe miasteczko, które spragnionym

innego typu emocji pozwala podziwiać nocną panoramę miasta

z perspektywy rollercoastera. Radzimy jednak zachować

odpowiednią kolejność: najpierw rollercoaster, potem piwo.

Termin tegorocznego Oktoberfest: 19 września-4 października.

Warto więc zarezerwować sobie czas na podróż do

Monachium. •

INFORMACJE PRAKTYCZNE

Waluta

euro

Jak dolecieć

Z Poznania do Monachium latają bezpośrednio 2 linie lotnicze-

Lufthansa i LOT, aktualnie są to 4 połączenia dziennie.

Kuchnia

Bawarskie specjały są proste, ale oryginalne, opierają się głównie

na wieprzowinie, baraninie i drobiu, a królują Weiswurst czyli

białe kiełbaski, pieczona golonka podawana z sosem, knedlem

i kapustą po bawarsku i tradycyjny brezl (precel). Do większości

potraw dodaje się ocet winny, co nadaje im specyficzny kwaśnowinny

posmak.

Polecane bawarskie restauracje

(poza kuchnią w obrębie Oktoberfest)

Löwenbräukeller – flagowa restauracja i pijalnia piwa browaru

www.loewenbraeukeller.com

Augustiner Großgaststätten – www.augustiner-restaurant.com

Hofbräuhaus – „matka” wszystkich piwiarni,

obowiązkowe www.hofbraeuhaus.de

Zum Franziskaner – doceniona przez Michelin

www.zum-franziskaner.de

Polecane hotele w obrębie Oktoberfest

Le Meridien Munich

Sofitel Munich Bayerpost

Best Western Atrium Hotel

Four Points by Sheraton

www.lemeridien.com

www.sofitel.com

www.atrium-hotel.de

www.fourpoints.com

reklama


LIFESTYLE

Gentleman

z cygarem

Nazwisko Zino Davidoffa wymawiają

z czcią nie tylko wielbiciele i znawcy

cygar. Historia jego życia to biografia

bez pęknięć – od pierwszego do ostatniego

dnia konsekwentnie związana z tytoniem.

TEKST | Maciej Kasprzak

Urodzony 11 marca 1906 roku w Kijowie

Zino wspominał, że pierwszym zapachem,

jaki zapamiętał, był aromat tureckiego

tytoniu. Nic dziwnego, jego ojciec Henri

Davidoff, mimo surowego zakazu, skręcał

w mieszkaniu cygara dla swoich przyjaciół.

Ten aromat związał życie Zino – piątego dziecka w rodzinie

Davidoff – na zawsze z tytoniem.

W wyniku narastających konfliktów etnicznych (Dawidoffowie

byli Żydami) i coraz bardziej napiętej sytuacji politycznej

w carskiej Rosji rodzina Davidoff wraz z pięcioletnim wówczas

Zino podejmuje decyzję o ucieczce. Po wielu perturbacjach

i przygodach docierają do celu – neutralnej Szwajcarii,

gdzie już legalnie mogą kontynuować rodzinną tradycję.

W 1911 roku Henri Davidoff zakłada w Genewie na Place

des Philosophes pierwszy butik z cygarami. Choć nie jest

lekko, bo siedmioosobowa rodzina Davidoff musi pomieścić

się w dwóch niewielkich pokojach, to po latach Zino dobrze

wspomina tamte czasy: „Żyliśmy w dwóch małych pokojach,

wspólnie ze szczurami i myszami. Ale było to piękne dzieciństwo,

bo wszystko było fascynujące, nowe i piękne”.

Szkoła podstawowa znajduje się niedaleko od domu, ale po

lekcjach Zino nie gra z kolegami w piłkę – wraca szybko do

domu, by razem z braćmi i siostrami sortować liście tytoniu

i przygotowywać mieszanki. Pierwsze cygaro Zino wypala,

mając lat 12. Czy miało złotą opaskę (charakterystyczny

znak cygar Davidoff) – nie pamięta, ale jak wspomina wiele

lat później – smakowało mu.

Po kilkunastu latach ciężkiej pracy i studiowaniu gustów

klientów rodzinnego sklepu młody Zino wyrusza w świat

w poszukiwaniu nowych doświadczeń. Wyposażony jedynie

w smoking i listy polecające do przyjaciół – sprzedawców tytoniu

– wypływa statkiem do Ameryki Południowej.

Jedź na Kubę, synu

Od 1925 roku przez pięć lat Zino ciężko pracuje na plantacjach

tytoniu i w fabrykach cygar w Argentynie. Z Buenos Aires

przenosi się do Brazylii, gdzie poznaje czarny tytoń. Doznaje

olśnienia. „Wielkie, mocne liście to szlachectwo naszego rzemiosła”

– pisze w pamiętniku. Jego fascynację tytoniem zauważają

też inni. Kiedy pracuje na plantacji w Bahia, pewnego dnia stary

brazylijski plantator mówi mu: „Ty, synu, kochasz tytoń. Jedź na

38

GŁOS BIZNESU │ Nr 2│2009


Kubę, na czerwoną ziemię. Odkryjesz Puro, które będzie dla ciebie

wszystkim”. I tak też Zino czyni. Przez kolejne dwa lata obserwuje

produkcję najlepszych hawańskich cygar – od pikowania

sadzonek tytoniu, przez zbieranie liści, ich suszenie, fermentację,

zwijanie, aż po sortowanie i pakowanie gotowych produktów.

Kiedy w 1930 roku powraca do Genewy, rozszerza natychmiast

sklep ojca o dział cygar ze specjalną „piwnicą”, w której mogą

być przechowywane najlepsze liście tytoniu bez uszczerbku dla

najwyższej jakości. Ten prototyp dzisiejszego humidora jest wówczas

prawdziwą nowością i sprawia, że cygara Davidoffa wyróżniają

się wśród innych swym smakiem i aromatem. Kiedy lata

30. przynoszą wielki kryzys gospodarczy, butik w Genewie jest

już znany jako najważniejszy adres dla fanów kubańskich cygar.

To pozwala mu przetrwać nadchodzące ciężkie czasy. W 1940

roku Davidoff otrzymuje rozpaczliwy telegram – dwa miliony

kubańskich cygar może wpaść w Paryżu w ręce Niemców. Nie

zastanawia się. Organizuje transport i cały skład cygar zostaje

przerzucony do Szwajcarii. Kubańczycy bez wahania powierzają

mu cały ładunek, a „aficionados” (miłośnicy cygar) przez cały

okres wojny jeżdżą wyłącznie do Genewy, by kupować swoje ulubione

cygara.

Zino Davidoff nigdy nie stracił

z oczu swojego celu – wzbogacania

życia poprzez przyjemność.

W zaawansowanym

już wieku zwykł mawiać: „Kocham

wszystko, co oddziałuje

na zmysły: cygara, wino, kobiety.

Te ostatnie już tylko teoretycznie”.

Imperium dobrego smaku

W 1946 roku Zino wpada na genialny pomysł. Studiując kartę

win w ulubionej restauracji, postanawia stworzyć pierwszą

własną serię cygar i nadać jej te same fascynujące nazwy, które

nadano winom. W ten sposób powstaje słynna seria

(Grand Cru): Château Haut Brion, Château Lafitte, Château Latour,

Château Margaux i Château Yquem, pakowana w drewniane

skrzyneczki, zachwycająca każdego konesera bogactwem

smaku i aromatu. Chociaż Zino kreuje swoje marki bez żadnej

licencji, nawet po latach renomowani producenci win nie protestują.

Wysoka jakość cygar robi swoje. Przekonuje ich idea

powstania serii: wino i cygaro to dwa ukojenia dla duszy. Wraz

z jej powstaniem rozpoczyna się budowa imperium Zino Davidoffa

– który zostaje nieformalnym królem cygar i zarabia

miliony. Imperium pozostaje niezachwiane nawet w obliczu rewolucji

kubańskiej w 1959 roku. Amerykańskie embargo wobec

Kuby zmusza Zino Davidoffa w połowie lat 70. do poszukiwania

dobrego tytoniu w Hondurasie. Z niego powstaje marka Zino.

Kubańscy przyjaciele nadal wspierają Davidoffa i ułatwiają mu

w 1970 roku budowę fabryki w Hawanie, w której powstają

nowe rodziny cygar: seria Davidoff No 1, Davidoff No 2 i Ambasadrice.

Pali je sam Fidel Castro, choć do jego spotkania z Zino

nigdy nie dochodzi.

Sklep w Genewie

LIFESTYLE

Zmiana warty

W szczytowym punkcie swojej kariery Davidoff podejmuje

życiową decyzję i sprzedaje firmę bogatej szwajcarskiej,

rodzinnej firmie Oettinger z Bazylei, której szef – dr Ernst

Schneider – nadal ściśle współpracuje z zaprzyjaźnionym

Zino i czyni tego charyzmatycznego patrona ambasadorem

marki Davidoff.

W 1989 roku dla wielbicieli cygar Davidoff nadchodzi wielka

niespodzianka. Z początkiem lat 90. przyjaciele decydują

się na zmianę miejsca uprawy tytoniu. Wybrane zostają

najlepsze plantacje Dominikany, w dolinie Cibao. Ta zmiana

wiąże się z dużym ryzykiem. Dla „aficionados” jest to kraj

prawie nieznany. Ale wierni amatorzy cygar Davidoff nie zawodzą.

Nowa odmiana tytoniu szybko zdobywa serca koneserów.

Doceniają, że każde z tych cygar ma swój indywidualny

charakter. Gdy 14 stycznia 1994 roku w wieku 88 lat umiera

Zino Davidoff, świat opłakuje człowieka, który całe swoje życie

– od pierwszego do ostatniego dnia – poświęcił tytoniowi

i cygarom. Konesera z doskonałym poczuciem humoru i wyczuciem

piękna. Estetę, który rozumiał ludzi i respektował

ich potrzeby. Zino Davidoff nigdy nie stracił z oczu swojego

celu – wzbogacania życia poprzez przyjemność. W zaawansowanym

już wieku zwykł mawiać: „Kocham wszystko, co

oddziałuje na zmysły: cygara, wino, kobiety. Te ostatnie już

tylko teoretycznie”.

Pozostawił potomnym firmę zarabiającą rocznie 1,5 mld

euro, 2700 pracowników, 53 sklepy firmowe – od Londynu po

Beverly Hills. Pod marką Davidoff sprzedawane są koniaki,

wyroby skórzane, okulary, wieczne pióra i perfumy – wszystko

najwyższej klasy. Świat zapamiętał go jako starszego pana

z cygarem, zawsze w krawacie i z tysiącem franków w portfelu,

który mawiał:

”Eat less but only the best;

Drink less but only the best;

Smoke less but DAVIDOFF”. •

Więcej na temat cygar Davidoff na www.tobacco.pl

Nr 2│2009 │ GŁOS BIZNESU 39


LIFESTYLE

Relaks

dla mężczyzn

Zabiegów relaksacyjnych i odprężenia

potrzebują nie tylko panie, ale także panowie.

Tym bardziej, że pracują coraz dłużej

i w coraz bardziej stresujących warunkach.

Dlatego warto, aby odwiedzili CitiSPA

w samym sercu Poznania.

i odprężenie, a nie mają

ochoty tracić czasu na

dojazdy jest więcej. Po

kilku latach pomysł

przerodził się we własny

biznes – CitiSPA,

które znajduje się w kamienicy

przy ulicy Długiej.

Kilka kroków od

ul. Półwiejskiej i Kupca

Poznańskiego. Ma to

niebagatelne znaczenie,

dzięki temu bowiem

klientami są pracownicy

dużych firm zlokalizowanych

w centrum

Poznania. Również panowie,

których pojawia

się coraz więcej.

Pomysł na zlokalizowanie SPA w centrum miasta

narodził się kilka lat temu. Monika Makosz

i jej mąż chcieli kontynuować zabiegi,

z których korzystali będąc w różnych ośrodkach

na wakacjach. Jak się okazało, po przyjeździe

do Poznania nie mogli tego robić, bo

wszystkie gabinety zlokalizowane były na obrzeżach miastach,

co zabierało mnóstwo czasu. Doszli do wniosku, że

osób takich jak oni, które mają ochotę na prawdziwy relaks

Przerwa na SPA

Dla większości panów

SPA to trochę

większy i bardziej luksusowy

gabinet kosmetyczny,

jednym słowem

przestrzeń dla kobiet, którą nie ma sensu się interesować.

Nic bardziej mylnego. SPA ( z łaciny Sanus Per Aquam)

znaczy „leczenie przez wodę” i tak naprawdę jest miejscem

gdzie relaksujemy nasz umysł i ciało, dbamy o nie kompleksowo.

Namiastką dzisiejszego SPA były rzymskie łaźnie,

a kąpieli zdrowotnych nie wstydzili się nawet krzyżowcy, którzy

podpatrzyli ten zwyczaj w świecie islamu. Dziś do CitiSPA

Moniki Makosz panowie przychodzą w przerwie pomiędzy

swoimi zajęciami. Menadżerowie, prawnicy i inni przedsta-

40

GŁOS BIZNESU │ Nr 2│2009


LIFESTYLE

wiciele wolnych zawodów (stałym klientem jest Ray Wilson),

których dzień pracy często się wydłuża, postanawiają znaleźć

godzinę, by zająć się na chwilę sobą. Tym bardziej, że

często nie mają czasu na sport. W trakcie stresującego dnia,

zabieg w SPA przynosi uspokojenie, odprężenie i daje energię

do dalszej pracy. Nic więc dziwnego, że ostatnio dużą popularnością

cieszą się wszelkiego rodzaju masaże relaksacyjne

i rozluźniające, likwidujące napięcie. Panowie biorący udział

w licznych spotkaniach biznesowych coraz większą uwagę

przywiązują do swojego wyglądu zewnętrznego, dbają nie

tylko o sylwetkę, i dobre samopoczucie, ale także o dłonie

i skórę twarzy.

Dla większości panów SPA to trochę większy

i bardziej luksusowy gabinet kosmetyczny,

jednym słowem przestrzeń dla kobiet, którą

nie ma sensu się interesować. Nic bardziej

mylnego. SPA tak naprawdę jest miejscem

gdzie relaksujemy nasz umysł i ciało, dbamy

o nie kompleksowo.

Specjalnie dla Panów

W CitiSPA znajdziemy szereg zabiegów przeznaczonych specjalnie

dla mężczyzn. Obok wspomnianych już wyżej masaży możemy

zdecydować się na Ocean Treatment for Men, który regeneruje

skórę drażnioną podczas częstego golenia czy Mer&Sens

teratment – ekskluzywny zabieg z wykorzystaniem gorących

i zimnych kamieni, który neutralizuje negatywną energię, likwiduje

napięcia i przywraca dobre samopoczucie. Popularnością

cieszą się także zabiegi w specjalnej kapsule Dermalife SPA Oceana

(hydroterapia) przynoszące pełne odprężenie i relaks. Ciekawym

doświadczeniem są także zabiegi ajurwedyjskie, oparte

o starohinduską medycynę naturalną. Monika Makosz zamierza

wprowadzić wkrótce także specjalne masaże niwelujące ból

kręgosłupa, bardzo powszechne wśród mężczyzn prowadzących

siedzący tryb życia. CitiSPA ciągle ewoluuje i oferuje nowe usługi.

Mając do dyspozycji obiekt o powierzchni 300 metrów kwadratowych,

złożony z 10 specjalistycznych gabinetów, a także

wykształconą kadrę CitiSPA nie bez powodu może nosić miano

„azylu w centrum miasta”. •

Nr 2│2009 │ GŁOS BIZNESU 41


WRZESIEŃ

KALENDARIUM

Imprezy biznesowe i gospodarcze

23.09. 2009-09-14

Seminarium Wielkopolskiego Związku Pracodawców

„Ubezpieczenia społeczne w obliczu kryzysu gospodarczego”

– Zakład Ubezpieczeń Społecznych w Poznaniu I Oddział,

ul. Dąbrowskiego 12.

29.09.2009

„Fortuna kołem się toczy” Impreza w kasynie Casinos Poland

dla członków Lech Business Club.

Imprezy kulturalne

22.10.2009

„Fiesta Mexicana” - impreza meksykańska dla członków

Lech Business Club w hotelu Sheraton Poznań.

Od 21.10.2009 do 24.10. 2009

Tour Salon. Targi Regionów i Produktów Turystycznych

Międzynarodowe Targi Poznańskie.

27-28.10. 2009

Konferencja Wielkopolskiego Związku Kapitału „TOC receptą

na rozwój biznesu” z udziałem Dr Alex Klarman, jednego

z współtwórców TOC i prezesa Goldratt Institute – Hotel Trawiński

w Poznaniu.

Od 3.09 do 25.10

„Ireneusz Zjeżdżałka (1972-2008). Fotografie”.

Wystawa prac jednego z najciekawszych dokumentalistów

polskich w CK Zamek.

22.09.09, godz. 20.00

Widowisko plenerowe „Rabin Maharal i Golem”

w wyk. Teatru Asocjacja 2006.

Dziedziniec Różany CK Zamek.

26.09.2009, godz. 20:00

Koncert Kazik na Żywo w klubie Eskulap

Imprezy kulturalne

6.10 – 17.10

Art& Fashion Festiwal w Starym Browarze

16.10.2009, godz. 20:00

Koncert braci Waglewskich - Fisz & Emade w klubie Eskulap

17.10.2009

TSA akustycznie

– koncert legendy polskiego metalu w kinie Apollo

PAŹDZIERNIK

26.09.2009, godz. 20.30

Koncert Doroty Miśkiewicz w klubie Blue Note

Imprezy biznesowe i gospodarcze

„Ochrona majątku osobistego i firmowego.

Zachowanie ciągłości firmy” - spotkanie organizowane

przez Lożę Wielkopolską BCC oraz Aviva CU,

miejsce - Nickel Technology Park Poznań.

Szczegóły (program i termin) w Loży Wielkopolskiej BCC.

03.10.2009

deblowy Turniej Tenisowy - impreza dla członków

Lech Business Club.

13.10. 2009, godz. 18.00 - 22.00

Forum produktów DWK, Pawilon z Iglicą,

teren Międzynarodowych Targów Poznańskich.

Firmy członkowskie DWK oraz firmy należące

do regionalnych kół gospodarczych

zaprezentują się wybranej grupie odwiedzających

na nieformalnych stoiskach targowych

Celem imprezy będzie budowanie

regionalnych sieci i prezentacja produktów.

Tegoroczne Forum Produktów będzie stało

pod znakiem regionalnej współpracy z Brandenburgią.

LISTOPAD

Imprezy biznesowe i gospodarcze

03.11.2009

Impreza Lech Business Club. Wspólne oglądanie meczu AC

Milan - Real Madryt w Multikinie. Mecz skomentują specjalni

goście - trener oraz zawodnicy Lecha.

24. 11.2009 – 27.11.2009

Targi Dla Gmin, Miast i Regionów

Międzynarodowe Targi Poznańskie

25.11.2009

Dzień Polsko-Niemiecki pod patronatem Konsulatu Generalnego

Niemiec we Wrocławiu na Targach POLEKO, kraj partnerski

– Brandenburgia, Sala Niebieska, teren Międzynarodowych

Targów Poznańskich.

reklama

42

GŁOS BIZNESU │ Nr 2│2009


drukujemy wszystko

i na wszystkim

ul. Krauthofera 55

60-202 Poznań

tel./fax 0-61 860 00 00

e-mail: biuro@classic.net.pl

More magazines by this user
Similar magazines