WiT 03_2016_short

zespolbadanianalizmilitarnych

PRZECIWLOTNICZA SOSNA ❙ RHEINMETALL I POLSKIE LEOPARDY ❙ PIERWSZY M-346 DLA POLSKI

Wojsko

i Technika

3/2016

Marzec

CENA 9,90 zł

w tym 5% VAT

INDEKS 407445

ISSN 2450-1301

WWW.ZBIAM.PL

BEZPIECZEŃSTWO•UZBROJENIE•PRZEMYSŁ

Noteć według PGZ

i PIT-RADWAR S.A.

Pododdziały przeciwlotnicze

Marynarki Wojennej coraz

pilniej potrzebują następcy

archaicznych armat

przeciwlotniczych S-60.

Ze swoją ofertą wychodzi

im naprzeciw polski

przemysł.

str. 16

Rozwój chińskiego

myśliwca J-20

Na przestrzeni ostatnich

dwóch dekad przemysł

obronny ludowych Chin

wykonał prawdziwy

„wielki skok”. Dzięki

temu chińskie lotnictwo

już wkrótce może stać się

użytkownikiem myśliwca

5. generacji własnej

konstrukcji.

str. 72


Pododdziały przeciwlotnicze

Marynarki Wojennej coraz

pilniej potrzebują następcy

archaicznych armat

przeciwlotniczych S-60.

Ze swoją ofertą wychodzi

im naprzeciw polski

przemysł.

Na przestrzeni ostatnich

dwóch dekad przemysł

obronny ludowych Chin

wykonał prawdziwy

„wielki skok”. Dzięki

temu chińskie lotnictwo

już wkrótce może stać się

użytkownikiem myśliwca

5. generacji własnej

konstrukcji.

w tym 5% VAT

INDEKS 407445

ISSN 2450-1301

16 26

Spis treści

Vol. I, nr 3 (7)

MARZEC 2016, Nr 3.

Nakład: 14 990 egzemplarzy

PRZECIWLOTNICZA SOSNA ❙ RHEINMETALL I POLSKIE LEOPARDY ❙ PIERWSZY M-346 DLA POLSKI

Wojsko

i Technika

3/2016

Marzec

CENA 9,90 zł

WWW.ZBIAM.PL

BEZPIECZEŃSTWO•UZBROJENIE•PRZEMYSŁ

Spis treści WiT Marzec 2016

Nowości z armii świata

Bartłomiej Kucharski, Adam M. Maciejewski,

Łukasz Pacholski str. 5

Prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej o przyszłości polskiego

przemysłu obronnego

str. 16

Rheinmetall i Bumar-Łabędy wspólnie zmodernizują

Leopardy 2A4

Andrzej Kiński str. 10

Kolejny krok Raytheona w kierunku nowego radaru

kierowania ogniem

Tomasz Wachowski str. 15

Noteć według PGZ i PIT-RADWAR S.A.

Andrzej Kiński str. 16

Rosyjski zestaw przeciwlotniczy Sosna

Tomasz Szulc str. 26

II edycja konkursu „Innowacje dla Sił Zbrojnych” rozstrzygnięta

I3TO str. 34

Nieustająca ewolucja

Nammo AS str. 36

SYMULATORY 2016 w WITU

Maciej Szopa str. 38

20 lat współpracy Radmoru i Thalesa

Radmor S.A. str. 42

Rozwój pojazdów transportowo-przeładunkowych

w Siłach Zbrojnych RP cz. I

Piotr Jacek Wójtowicz str. 46

Nowości z sił powietrznych świata

Andrzej Kiński, Łukasz Pacholski str. 54

„Uderzeniowe” Black Hawki

Łukasz Pacholski str. 56

Następcy Iskier coraz bliżej

Paweł Bondaryk str. 64

Program Lightning II na początku 2016 roku

Łukasz Pacholski str. 68

Rozwój chińskiego myśliwca J-20

Tomasz Szulc str. 72

Zielone światło dla KF-X

Maciej Szopa str. 80

Northrop Grumman idzie za ciosem

Maciej Szopa str. 84

Nowości z flot wojennych świata

Marcin Chała, Andrzej Nitka, Łukasz Pacholski. str. 88

ORP Kormoran – na dobrym kursie

Tomasz Grotnik str. 90

Nowe oblicze Sigmy

Tomasz Grotnik str. 94

64 94

Noteć według PGZ

i PIT-RADWAR S.A.

str. 16

Rozwój chińskiego

myśliwca J-20

Na okładce: F-35A i F-16C z bazy Luke w Arizonie we

wspólnym locie. W Luke mieści się 56 FW, międzynarodowe

centrum szkolenia personelu Lightningów II.

Fot. Lockheed Martin.

Redakcja

Andrzej Kiński – redaktor naczelny

andrzej.kinski@zbiam.pl

Adam M. Maciejewski

adam.maciejewski@zbiam.pl

Maciej Szopa

maciej.szopa@zbiam.pl

Tomasz Grotnik – redaktor działu morskiego

tomasz.grotnik@zbiam.pl

Korekta

Monika Gutowska, zespół redakcyjny

Redakcja techniczna

Wiktor Grzeszczyk

Stali współprawcownicy

Piotr Abraszek, Jarosław Brach,

Marcin Chała, Jarosław Ciślak, Robert Czulda,

Maksymilian Dura, Miroslav Gyűrösi,

Jerzy Gruszczyński, Bartłomiej Kucharski,

Hubert Królikowski, Mateusz J. Multarzyński,

Andrzej Nitka, Łukasz Pacholski, Krzysztof M. Płatek,

Paweł Przeździecki, Tomasz Szulc, Tomasz Wachowski,

Michal Zdobinsky, Gabor Zord

Wydawca

Zespół Badań i Analiz Militarnych Sp. z o.o.

ul. Anieli Krzywoń 2/155, 01-391 Warszawa

office@zbiam.pl

Biuro

ul. Bagatela 10 lok. 19, 00-585 Warszawa

Dział reklamy i marketingu

Anna Zakrzewska

anna.zakrzewska@zbiam.pl

Dystrybucja i prenumerata

Elżbieta Karczewska

elzbieta.karczewska@zbiam.pl

Reklamacje

office@zbiam.pl

Prenumerata

realizowana przez Ruch S.A:

Zamówienia na prenumeratę w wersji

papierowej i na e-wydania można składać

bezpośrednio na stronie

www.prenumerata.ruch.com.pl

Ewentualne pytania prosimy kierować

na adres e-mail: prenumerata@ruch.com.pl

lub kontaktując się z Telefonicznym

Biurem Obsługi Klienta pod numerem:

801 800 803 lub 22 717 59 59

– czynne w godzinach 7.00–18.00.

Koszt połączenia wg taryfy operatora.

Copyright by ZBiAM 2015

All Rights Reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone

Przedruk, kopiowanie oraz powielanie na inne

rodzaje mediów bez pisemnej zgody Wydawcy

jest zabronione. Materiałów niezamówionych,

nie zwracamy. Redakcja zastrzega sobie prawo

dokonywania skrótów w tekstach, zmian tytułów

i doboru ilustracji w materiałach niezamówionych.

Opinie zawarte w artykułach są wyłącznie opiniami

sygnowanych autorów. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności

za treść zamieszczonychogłoszeń i reklam.

Więcej informacji znajdzieszna naszej nowej stronie:

www.zbiam.pl

str. 72

www.zbiam.pl

Marzec 2016 • Wojsko i Technika 3


Wozy Artyleria bojowe

Rheinmetall i Bumar-Łabędy

wspólnie zmodernizują Leopardy 2A4

18 lutego zaprezentowano pierwszy czołg Leopard 2A4, który przeszedł przegląd F6 w Zakładach Mechanicznych Bumar-Łabędy S.A., tym samym przedsiębiorstwo wykazały

uzyskanie kompetencji, które miały zostać osiągnięte do końca kwietnia br. Prace przy pierwszych wozach realizowane są przy udziale specjalistów niemieckiego partnera.

Andrzej Kiński

18 lutego w Gliwicach została

podpisana umowa pomiędzy Zakładami

Mechanicznymi Bumar-Łabędy S.A.

i niemiecką firmą Rheinmetall

Landsysteme GmbH, dotycząca

strategicznej współpracy w ramach

programu modernizacji polskich

czołgów Leopard 2A4

do standardu Leopard 2PL.

Ilustracje w artykule: ZM Bumar-Łabędy,

Rheinmetall Landsysteme, PCO, Andrzej Kiński.

Zawarcie umowy ze strategicznym partnerem

zagranicznym to logiczny krok po

podpisaniu 28 grudnia 2015 r. bazowej

umowy nr IU/77/X89/ZS/NEGZ/USŁ/Z/2015/408

pomiędzy Inspektoratem Uzbrojenia MON a konsorcjum

w składzie: Polska Grupa Zbrojeniowa S.A.

i Zakłady Mechaniczne Bumar-Łabędy S.A. Przypomnę,

że jej wartość wynosi ok. 2,415 mld PLN

i przewiduje ona przeprowadzenie do 30 listopada

2020 r. modernizacji 128 czołgów do wersji 2PL

(z opcją na modernizację do 30 listopada 2021 r.

kolejnych 14), a także wykonanie przeglądów na

poziomie F6 i doprowadzenie do pełnej sprawności

technicznej na podstawie odrębnej umowy

– koszt tych prac nie został wliczony do wartości

umowy bazowej. Poza tym wykonawcy

zrealizują dodatkowe przedsięwzięcia: modernizację

trenażerów i symulatorów Ośrodka Szkolenia

Leopard w Świętoszowie do standardu wersji

2PL; dostarczenie pakietu logistycznego umożliwiającego

zapewnienie wsparcia eksploatacji

czołgów w całym ich cyklu życiowym – zestawów

narzędzi specjalnych MES-3; modyfikację

i – tam gdzie to będzie niezbędne – opracowanie

dokumentacji technicznej (TDv) czołgu oraz

dokumentacji technicznej symulatorów i trenażerów

w wersji 2PL; a także pakiet szkoleniowy,

obejmujący szkolenie załóg wozów i instruktorów

oraz personelu technicznego.

Choć polscy konsorcjanci i ich krajowi podwykonawcy

oraz poddostawcy zrealizują większość

prac, to na ich pewnych etapach nieodzowne

będzie wsparcie przez firmy z zagranicy,

a przede wszystkim partnera strategicznego – firmę

Rheinmetall Landsysteme GmbH, należącą do

grupy Rheinmetall Defence. To właśnie Rheinmetall

Landsysteme odpowiadać będzie za opracowanie

projektu modernizacji czołgu, będzie

uczestniczył w przygotowaniu dokumentacji technicznej,

wykona prototyp wozu wersji 2PL i czołgi

partii próbnej, udzieli także ZM Bumar-Łabędy

niezbędnego wsparcia technicznego w uruchomieniu

produkcji wozów seryjnych oraz dostarczy

niezbędne narzędzia i przekaże know-how. Firmy

Rheinmetall Defence będą także wspomagać polskie

podmioty w pozyskiwaniu części zamiennych

z importu, niezbędnych w dalszym okresie eksploatacji

czołgów. Wartość tych prac wyceniono

na ok. 130 milionów EUR (ok. 570 mln PLN).

Ze strony ZM Bumar-Łabędy S.A. umowę podpisali:

prezes zarządu Adam Janik i członek zarządu,

dyrektor ds. finansowo-handlowych Zbigniew Siuśta,

zaś ze strony Rheinmetall Landsysteme GmbH

– prezes zarządu pionu Systemów Pojazdów, a także

członek zarządu Rheinmetall Defence Ben

Hudson i dyrektor finansowy oddziału Pojazdów

Taktycznych, członek zarządu Rheinmetall Landsysteme

GmbH Michael Andrzej Kara. W uroczystości

10 Wojsko i Technika • Marzec 2016

www.zbiam.pl


Obrona przeciwlotnicza

Noteć według PGZ i PIT-RADWAR S.A.

Andrzej Kiński

21 stycznia Inspektorat Uzbrojenia

opublikował informację dotyczącą

analizy rynku związanej z planami

pozyskania przeciwlotniczego systemu

artyleryjskiego. Koresponduje to

z zapisami uchwały Rady Ministrów

nr 123 z 23 czerwca 2014 r., zmieniającej

uchwałę nr 164 z 17 września 2013 r.

w sprawie ustanowienia programu

wieloletniego „Priorytetowe Zadania

Modernizacji Technicznej SZ RP

w ramach programów operacyjnych”,

w której po raz pierwszy znalazło się

zadanie pozyskania przeciwlotniczych

artyleryjskich środków

ogniowych Noteć.

Ilustracje w artykule: PIT-RADWAR,

Marynarka Wojenna, Andrzej Kiński.

Demonstrator technologii ZSSP-35 Hydra podczas strzelań na poligonie w Ustce pod koniec 2011 roku.

Nieliczne informacje na temat Noteci, pochodzące

od przedstawicieli Ministerstwa

Obrony Narodowej, mówiły że system ten

miałby zastąpić 57 mm armaty przeciwlotnicze

S-60MB, stanowiące obecnie uzbrojenie pododdziałów

OPL Marynarki Wojennej. Na lata 2019–

2022 planuje się zakup 24 „zestawów” (wydaje się,

że określenie jest stosowane zamiennie ze „środkiem

ogniowym”, a więc armatą), wykorzystujących

armatę automatyczną kalibru 35 mm.

Wystosowanie przez Inspektorat Uzbrojenia zaproszenia

do zainteresowanych podmiotów do

udziału w analizie rynku inicjuje fazę analityczno-koncepcyjną

programu pozyskania przeciwlotniczego

artyleryjskiego środka ogniowego (w opublikowanej

informacji nie wymieniono kryptonimu Noteć).

Z lakonicznej informacji zawartej w dokumencie

możemy się jednak dowiedzieć, że chodzi właśnie

o następcę 57 mm armat przeciwlotniczych S-60,

który: powinien charakteryzować się zdolnością do

zwalczania szerokiego spektrum zagrożeń z powietrza

oraz lekko opancerzonych obiektów naziemnych i nawodnych

z możliwością wykorzystania amunicji programowalnej,

a także powinien być przystosowany do

prowadzenia działań przy wykorzystaniu wozu dowodzenia

i kierowania uzbrojeniem zestawu Blenda oraz

samodzielnie w różnych warunkach pogodowych,

o każdej porze doby.

Termin przesyłania zgłoszeń do udziału w badaniu

rynku upłynął 26 lutego, a – po weryfikacji kompetencji

potencjalnych uczestników do realizacji

planowanego zamówienia – IU ma rozesłać do

nich zapytanie o informację (RFI) w formie ankiety,

dotyczącej wymagań funkcjonalno-technicznych

i formularza dotyczącego preliminowanych kosztów

eksploatacji w cyklu życiu. W oparciu o analizę

rynku IU ma opracować studium wykonalności

i wstępne założenia taktyczno-techniczne.

Prace nad takim „środkiem ogniowym” polski

przemysł i placówki naukowo-badawcze prowadzą

już niemal od dekady, a obecnie w finalną fazę

wkracza projekt „Bateria przeciwlotnicza z armatami

kal. 35 mm”, realizowany od 2011 r. przez

PIT-RADWAR S.A. To właśnie on stanowi podstawę

zgłoszenia Konsorcjum PGZ-Noteć, którego liderem

jest Polska Grupa Zbrojeniowa S.A., do udziału

w analizie rynku.

Sambieżny przeciwlotniczy zestaw artyleryjski Loara, chociaż nie wszedł do produkcji, stał się „źródłem” wielu

rozwiązań i technologii dla późniejszych opracowań PIT-Radwar S.A., w tym systemu Noteć.

Na początku była Loara

Zanim jednak będzie można przejść do omawiania

założeń projektu, który już niedługo zaowocuje

skompletowaniem i przetestowaniem elementów

systemu Noteć przez PIT-RADWAR S.A.

i kooperujące firmy oraz placówki badawczo-rozwojowe,

należy cofnąć się o ćwierć wieku, do czasu

zainicjowania prac nad samobieżnym przeciwlotniczym

zestawem rakietowo-artyleryjskim,

znanym pod kryptonimem Loara. Bowiem bez zrealizowania

w latach 90. XX wieku i pierwszych latach

nowego stulecia ogromu przedsięwzięć związanych

właśnie z Loarą, polski przemysł obronny nie

zdobyłby kompetencji, opanowanie których okazuje

się dziś niezbędne, by móc zaoferować Siłom

16 Wojsko i Technika • Marzec 2016 www.zbiam.pl


Obrona przeciwlotnicza

Rosyjski zestaw przeciwlotniczy Sosna

Tomasz Szulc

Pod koniec I wojny światowej

pojawiła się nowa klasa samolotów

bojowych. Były to maszyny szturmowe,

przeznaczone do wsparcia własnych

wojsk na pierwszej linii frontu, a także

zwalczania oddziałów lądowych

nieprzyjaciela. Z dzisiejszego punktu

widzenia miały znikomą skuteczność,

ale też wykazywały zdumiewającą

odporność na uszkodzenia – były to jedne

z pierwszych maszyn o konstrukcji

metalowej. Rekordzista wrócił

na macierzyste lotnisko

z prawie 200 przestrzelinami.

Ilustracje w artykule: KB Toczmasz,

Tomasz Szulc, zbiory autora.

Sosna w marszu. Widać metalowe osłony z boków głowicy optoelektronicznej, chroniące obiektywy przed strumieniem

gazów z silnika startującej rakiety. Nad gąsienicami zamontowano zmodyfikowane fartuchy-pływaki z BMP-2.

Skuteczność samolotów szturmowych okresu

II wojny światowej była już znacznie większa,

nawet jeśli zapewnienia Hansa-Ulricha Rudla

o zniszczeniu ponad czterystu czołgów uznać należy

za grubą przesadę. Do obrony przed nimi stosowano

wówczas głównie wielkokalibrowe karabiny

maszynowe i małokalibrowe automatyczne

armaty przeciwlotnicze, które także obecnie uchodzą

za skuteczny środek walki ze śmigłowcami,

a nawet niskolecącymi samolotami. Rosnący problem

stanowią nosiciele precyzyjnego uzbrojenia

taktycznego „powietrze-ziemia” klasy standoff. Pociski

kierowane i zasobniki szybujące mogą być dziś

odpalane z odległości znacząco większych, niż wynosi

donośność armat małokalibrowych, a szansa

na zestrzelenie zbliżających się rakiet jest znikoma.

Dlatego wojskom lądowym potrzebna jest broń

przeciwlotnicza o zasięgu większym od broni precyzyjnej

„powietrze-ziemia”. Zadaniu temu mogą

sprostać armaty przeciwlotnicze średniego kalibru

z nowoczesną amunicją lub kierowane pociski „ziemia-powietrze”.

W Związku Radzieckim do obrony przeciwlotniczej

wojsk lądowych przykładano olbrzymią wagę,

większą niż w jakimkolwiek innym państwie. Po

wojnie tworzono jej wielowarstwowe struktury:

obronę bezpośrednią tworzyły środki ogniowe

o donośności 2–3 km, najdalsza rubież obrony

wojsk lądowych była odsunięta na odległość 50 km

i więcej, a pomiędzy tymi ekstremami była jeszcze

co najmniej jedna „warstwa pośrednia”. Pierwszą

warstwę tworzyły początkowo zdwojone i poczwórnie

sprzężone 14,5 mm wkm ZPU-2/ZU-2

i ZPU-4, a potem 23 mm armaty ZU-23-2 oraz zestawy

przenośne pierwszej generacji (9K32 Strieła-2,

9K32M Strieła-2M), drugą samobieżne zestawy rakietowe

9K31/M Strieła-1/M o zasięgu do 4200 m

i samobieżne zestawy artyleryjskie ZSU-23-4 Sziłka.

Później Strieły-1 zastąpiono zestawami 9K35 Strieła-10

o zasięgu do 5 km i ich odmianami rozwojowymi,

a wreszcie, na początku lat 80. XX wieku

wprowadzono rakietowo-artyleryjskie zestawy samobieżne

2S6 Tunguska z dwoma 30 mm zdwojonymi

armatami i ośmioma wyrzutniami rakiet o zasięgu

8 km. Kolejną warstwę tworzyły zestawy

samobieżne 9K33 Osa (później 9K330 Tor), następną

2K12 Kub (później 9K37 Buk), a największy zasięg to

system 2K11 Krug, zastąpiony w latach 80. XX wieku

przez 9K81 S-300W.

Tunguski, choć zaawansowane i efektywne, okazały

się jednak skomplikowane w produkcji i drogie,

dlatego nie zastąpiły całkowicie pary poprzedniej

generacji Sziłka/Strieła-10, jak to było

w pierwotnych planach. Pociski do Strieły-10 kilkakrotnie

modernizowano (bazowa 9M37, zmodernizowane

9M37M/MD i 9M333), a na przełomie wieków

próbowano je nawet zastąpić pociskami

9M39 zestawów przenośnych 9K38 Igła. Ich zasięg

był porównywalny z 9M37/M, liczba gotowych do

odpalenia pocisków dwukrotnie większa, ale to

rozwiązanie dyskwalifikował jeden aspekt – skuteczność

głowicy bojowej. Otóż głowica bojowa

Igły waży ponad dwukrotnie mniej, niż pocisków

9M37/M Strieły-10 – 1,7 wobec 3 kg. Prawdopodobieństwo

zniszczenia celu determinuje tymczasem

nie tylko czułość i odporność na zakłócenia

głowicy samonaprowadzającej, ale i skuteczność

rażenia głowicy, która rośnie do kwadratu jej masy.

Jeszcze w czasach ZSRR rozpoczęto prace nad

nowym pociskiem, należącym do kategorii masowej

9M37 zestawu Strieła-10. Jej wyróżnikiem miał

być odmienny sposób naprowadzania. Radzieccy

wojskowi uznali bowiem, że nawet w przypadku lekkich

rakiet przeciwlotniczych samonaprowadzanie

na źródło ciepła, to metoda „wysokiego ryzyka” – nie

sposób bowiem przewidzieć, kiedy nieprzyjaciel

opracuje środki zakłócania nowej generacji, które

uczynią tak naprowadzane rakiety całkowicie nieskutecznymi.

Tak stało się z pociskami 9M32 zestawu

9K32 Strieła-2. Na przełomie lat 60. i 70. XX wieku

w Wietnamie były nadzwyczaj skuteczne, w 1973 r.

na Bliskim Wschodzie sprawdziły się umiarkowanie,

a kilka lat później ich skuteczność spadła niemal do

zera, nawet w przypadku zmodernizowanej rakiety

9M32M zestawu Strieła-2M. Na dodatek na świecie

istniały rozwiązania alternatywne: naprowadzanie

radiokomendowe i w laserowej wiązce prowadzącej.

Tę pierwszą możliwość stosowano zwykle w przypadku

większych rakiet, ale były wyjątki, np. brytyjskie

przenośne Blowpipe. Naprowadzanie w laserowej

wiązce prowadzącej zastosowano po raz

pierwszy w szwedzkim zestawie RBS-70. To ostatnie

uznano w ZSRR za najbardziej perspektywiczne, tym

bardziej, że nieco cięższe pociski 9M33 zestawu Osa

i 9M311 Tunguski były naprowadzane radiokomendowo.

Różnorodność metod naprowadzania pocisków

stosowanych w wielowarstwowej strukturze

obrony powietrznej bardzo bowiem komplikuje

nieprzyjacielowi przeciwdziałanie.

Nowy pocisk

Zadanie skonstruowania lekkiego przeciwlotniczego

pocisku kierowanego, naprowadzanego w laserowej

wiązce prowadzącej, zlecono w drugiej połowie

lat 80. ubiegłego stulecia Biuru Konstrukcyjnemu

26 Wojsko i Technika • Marzec 2016 www.zbiam.pl


Transport i logistyka

Samochód Jelcz 862D.43 z zamontowanym żurawiem HIAB-800 EP5 w pozycji roboczej.

Rozwój pojazdów transportowo-przeładunkowych

w Siłach Zbrojnych RP cz. I

Piotr Jacek Wójtowicz

W minionym ćwierćwieczu Siły Zbrojne RP

przeszły poważną transformację. Armię

typowo ofensywną – żeby nie powiedzieć

agresywną, w której liczebność uzbrojenia

i żołnierzy miały decydować

o zwycięstwie, przekształcono w armię

zawodową, z wysoko wykwalifikowanymi

kadrami, przygotowanymi do wypełniania

misji pozwalających utrzymać pokój

na całym świecie. Równocześnie rozwijane

są zdolności do obrony terytorium własnego

kraju. W ramach tych zmian – w blasku

fleszy – wprowadza się do jednostek

uzbrojenie nowej generacji. Jednak poza

tymi spektakularnymi zmianami, Wojsko

Polskie pozyskuje także nowoczesny

sprzęt, o którym rzadko można przeczytać

nawet w specjalistycznej prasie. Przykładem

są urządzenia przeładunkowe montowane

na podwoziach samochodowych.

Ilustracje w artykule: Zamet-Głowno S.J.; Cargotec

Polska Sp. z o.o.; SST DWLąd., Andrzej Kiński.

Wn grudniu 1999 r. Szef Sztabu Generalnego

Wojska Polskiego podpisał

rozkaz, w którym zatwierdził nową

strukturę transportu samochodowego w Siłach

Zbrojnych RP. Dokument ten był wynikiem kilkuletniej

pracy wojskowych sztabowców, pracowników

wojskowych uczelni i instytutów naukowo-badawczych

zajmujących się problematyką

zabezpieczenia działania wojsk w obszarze techniki

transportowej. W ramach przyjętej koncepcji

pojazdy samochodowe podzielono na kilkanaście

grup, podział ten był zbieżny ze strukturą

parku samochodowego w innych armiach Sojuszu

Północnoatlantyckiego. We wstępnych wymaganiach

taktyczno-technicznych dla perspektywicznych

samochodów, przyczep i nadwozi,

jako jedno z najważniejszych stawianych zadań

wskazano zapewnienie przewozu ładunków

w standardowych („cywilnych”) kontenerach

transportowych. Równocześnie wskazano potrzebę

pozyskania pojazdów ze specjalistycznymi

urządzeniami, pozwalającymi na samodzielny

załadunek, przewóz i wyładunek takich kontenerów.

Z tego powodu w koncepcji pojawiła się

całkowicie nowa w Wojsku Polskim grupa sprzętu:

samochody dużej ładowności powiększonej

mobilności z systemem samozaładowczym.

Pojazdy z takimi urządzeniami były już od kilku lat

używane przez inne armie NATO, a o ich przydatności

mogli przekonać się polscy żołnierze podczas

misji zagranicznych. Tak wyposażone samochody

pozwalały dostarczać zaopatrzenie z oddalonych

baz logistycznych bezpośrednio do użytkowników,

także w rejonach oddalonych od utwardzonych

dróg. Skrócenie czasu dostawy i wyeliminowanie

punktów pośrednich, zwiększało elastyczność działania

pododdziałów w trakcie wykonywania misji.

Ponadto szybkie tworzenie kontenerowych obozów

pozwalało wykonywać długotrwałe misje z dala od

koszar. Przykładem przydatności samochodów z takimi

urządzeniami było przemieszczenie, przez kilkanaście

czeskich pojazdów Tatra 815 8×8 z urządzeniami

hakowymi, kontenerowego szpitala polowego

w rejon Kosowa, który zaczął działać po 48 godzinach

od wydania rozkazu o przebazowaniu.

Zgodnie z decyzją Szefa Sztabu Generalnego WP,

za wprowadzenie tego nowego sprzętu odpowiadać

miała Logistyka Wojsk Lądowych, która między

innymi od lat zapewniała właściwe funkcjonowanie

polskich kontyngentów wojskowych działających

na Półwyspie Bałkańskim. W Szefostwie Techniki

Wojsk Lądowych, które było odpowiedzialne za działanie

sprzętu samochodowego, podjęto decyzję o zakupie

dwóch różnych urządzeń samozaładowczych

46 Wojsko i Technika • Marzec 2016

www.zbiam.pl


Broń strzelecka

Granatnik M72 FFE (Fire From Enclosure) został specjalnie opracowany z myślą o bezpiecznym strzelaniu z pomieszczeń zamkniętych. Nowa wersja generuje znacznie mniejszy huk,

zaś dym i błysk zostały zupełnie wyeliminowane.

Rodzina granatników M72 firmy

Nammo jest od lat 70. XX wieku wciąż

udoskonalana. Kiedy przyjrzymy się

obecnie znajdującym się w produkcji

wersjom, to owe zmiany i ulepszenia

stają się wyraźnie widoczne. Dzieląc

się swoimi doświadczeniami i wiedzą,

firma Nammo ściśle współpracuje

z polskim przemysłem obronnym,

by wdrożyć do produkcji najnowszą

odmianę M72.

Fotografie w artykule: Nammo AS.

Nieustająca ewolucja

Polski przemysł obronny na przestrzeni ostatnich

10 lat rozwijał się bardzo dynamicznie,

zwiększając swoje możliwości w zakresie

prac badawczo-rozwojowych i zdolności produkcyjnych.

W rezultacie tego coraz więcej firm z zagranicy

postrzega polski przemysł jako atrakcyjnego

partnera i chce dzielić się z nim swoją wiedzą

poprzez transfer technologii.

Przygotowanie do przeciwstawienia się współczesnym,

trudnym do przewidzenia zagrożeniom,

wymaga zmierzenia się z wieloma problemami.

Polski przemysł jest w stanie znaleźć odpowiednie

rozwiązania, by zaspokoić potrzeby wojska, ale potrzebuje

zastrzyku nowoczesnych rozwiązań

i technologii, umiejętności autonomicznego działania,

by być w stanie dokonać integracji różnych

elementów i systemów opracowanych samodzielnie,

a także tych pochodzących od swoich zaufanych

partnerów.

Pomocna ręka

Nammo od dawna współpracuje z polskim przemysłem

obronnym, wspierając go w uzyskiwaniu

nowych umiejętności prowadzących do powstawania

nowych produktów i usług. Nammo jest

znaną na całym świecie firmą, która wciąż się rozwija,

opracowując nowe technologie, oferując

nowe i doskonaląc dotychczasowe wyroby i usługi.

Powstanie oddziału Nammo Polska jeszcze bardziej

scementowało tę współpracę i tworzy platformę

do dalszego rozwoju wzajemnych relacji.

Nammo wyznaje filozofię dynamicznej inżynierii,

agresywnego wprowadzania innowacji i nowych

rozwiązań, specjalizując się w produkcji

amunicji, zaawansowanych napędów rakietowych

oraz szerokiej gamy broni odpalanej z ramienia.

Wersję M72 FFE cechuje także wyższa celność, uzyskana dzięki nowym celownikom i poprawionej balistyce, a także

większą prędkością na torze lotu.

Perspektywiczne partnerstwo

Niedawno miało miejsce kilka ważnych wydarzeń

związanych z aktywnością Nammo w Polsce,

a wśród nich prezentacja lekkiego granatnika M72

36 Wojsko i Technika • Marzec 2016 www.zbiam.pl


Przemysł obronny

20 lat współpracy Radmoru i Thalesa

Dwie dekady temu gdyński Radmor

rozpoczął współpracę z francuską firmą

Thomson-CSF. Był to wtedy podmiot znany

w Polsce od wielu lat i mający długoletnie

tradycje kooperacji z polskimi firmami.

Na licencji Thomsona produkowano

w Polsce m.in.: magnetofony, telewizory,

kineskopy i półprzewodniki.

W latach 90. ubiegłego wieku,

po przemianach ustrojowych w Polsce,

możliwe stało się rozpoczęcie współpracy

również w sferze sprzętu wojskowego.

W 1993 r. Thomson-CSF zawarł umowę

z CNPEP Radwar S.A., która przyczyniła

się do uruchomienia produkcji

w naszym kraju urządzeń systemu

identyfikacji „swój-obcy”, pracującego

w standardzie NATO Mark XII.

Fotografie w artykule: Radmor, Andrzej Kiński.

Zakłady Radiowe Radmor S.A. i Thomson-CSF

nawiązały kontakt w roku 1994, gdy Ministerstwo

Obrony Narodowej ogłosiło konkurs

na dostawę nowych taktycznych środków

łączności dla Wojska Polskiego. Obie firmy podjęły

decyzję o wspólnym udziale w tym przetargu.

Konkurs został rozstrzygnięty w listopadzie 1996 roku,

a zwycięska okazała się właśnie oferta ZR Radmor

S.A. i Thomson-CSF.

Od tamtego czasu upłynęło już 20 lat, a współpraca

obu firm nadal jest kontynuowana i owocuje

uruchomieniem w Polsce produkcji radiostacji taktycznych

kolejnych generacji. W tym czasie Zakłady

Radiowe Radmor S.A. przekształciły się w spółkę

Radmor S.A., należącą dziś do Grupy WB, a Thomson-CSF

stał się bazą do utworzenia międzynarodowego

koncernu Thales. Zmiany te nie wpłynęły

jednak negatywnie na obopólnie korzystną współpracę.

Od 20 lat Radmor dostarcza Siłom Zbrojnym

RP radiostacje plecakowe i przewoźne produkowane

na francuskiej licencji.

Żołnierz z radiostacją plecakową RRC-9200.

Jednym z elementów umowy, zawartej między

ZR Radmor S.A., Thomson-CSF a Ministerstwem

Obrony Narodowej, był transfer technologii, dzięki

któremu możliwe było rozpoczęcie produkcji cyfrowych

radiostacji przewoźnych i plecakowych pasma

VHF systemu PR4G w Polsce. Francuski partner

przekazał niezbędne technologie, oprzyrządowanie

i know-how. Niezbędne były również inwestycje

w Radmorze. Ich efektem była budowa dwóch nowych

hal produkcyjnych, zakup nowoczesnego wyposażenia

i oprzyrządowania stanowisk pracy.

W 1999 roku została otwarta nowa hala produkcyjna

montażu finalnego, w której rozpoczęto montaż licencyjnych

radiostacji przewoźnych RRC-9500 i plecakowych

RRC-9200. W ciągu dwóch lat Radmor

w całości przejął produkcję tych radiostacji.

31 stycznia 1997 r. – podpisanie umowy pomiędzy Radmorem i Thomson-CSF. Od lewej: prezes zarządu Radmoru

Andrzej Synowiecki i prezes Thomson-CSF José Massol.

Zakres transferu technologii zapewnił gdyńskiej

firmie zdolność do produkcji radiostacji, których jakość

niczym nie różniła się od produkowanych w zakładzie

macierzystym we Francji. Do chwili obecnej

Radmor produkuje i dostarcza SZ RP radiostacje

systemu PR4G i PR4G F@stnet. Ich liczba osiągnęła

już 10 000 sztuk! Przedmiotem dostaw są także różnorodne

urządzenia peryferyjne do radiostacji,

a także systemy szkolno-treningowe.

Dobra współpraca i wysoka ocena jakości radiostacji,

opuszczających gdyńskie zakłady, skłoniła

Thalesa do złożenia Radmorowi w 2005 r. propozycji

rozpoczęcia produkcji nowej generacji radiostacji

systemu PR4G F@stnet. Polska stała się drugim krajem,

który otrzymał prawa do ich licencyjnej produkcji,

to zaś umożliwiło złożenie Wojsku Polskiemu

oferty na dostawę najnowocześniejszego – wyprodukowanego

w kraju – sprzętu łączności.

W 2006 roku Radmor rozpoczął produkcję dwóch

wersji radiostacji tej rodziny: plecakowych RRC9210

i pokładowych RRC9310, w pełni kompatybilnych ze

starszymi RRC-9200 i RRC-9500. Dzięki nowym rozwiązaniom

radiostacje F@stnet dysponują nowymi

funkcjami, a zastosowanie innowacyjnych technologii

sprawiło, że radiostacja plecakowa jest prawie

o połowę lżejsza i o ok. 40% mniejsza od swojej poprzedniczki.

Radiostacja pokładowa RRC9310 jest

urządzeniem modułowym, składającym się ze

wzmacniacza ALA 126AP i radiostacji plecakowej

RRC9210. Wymiary i sposób mocowania RRC9310 są

takie same jak w przypadku RRC-9500. Oznacza to,

42 Wojsko i Technika • Marzec 2016 www.zbiam.pl


Wiropłaty wojskowe

Sikorsky UH-60M Battlehawk przeznaczony dla Sił Zbrojnych Zjednoczonych Emiratów Arabskich w czasie prób integracji uzbrojenia na terenie Stanów Zjednoczonych.

Łukasz Pacholski

Rodzina wielozadaniowych śmigłowców

Sikorsky S-70 Black Hawk

jest od kilkudziesięciu lat znana

na całym świecie ze względu na swoją

uniwersalność. Na bazie podstawowej,

transportowej odmiany powstały

liczne warianty specjalne, służące

choćby do: ratownictwa morskiego

SAR, ratownictwa bojowego CSAR,

zwalczania okrętów podwodnych,

przewozu ważnych osobistości,

wsparcia służb porządku publicznego

czy zadań przeciwpożarowych. Osobną

kategorią, która nie zyskała dotąd

popularności porównywalnej

z odmianami transportowymi,

są śmigłowce wsparcia bojowego

na bazie Black Hawka, stanowiące

swoiste ogniwo pośrednie pomiędzy

wiropłatami wielozadaniowymi

i wyspecjalizowanymi bojowymi.

Niniejszy artykuł ma na celu

przedstawienie właśnie takich maszyn,

od lat rozwijanych siłami firmy

Sikorsky Aircraft Corp.,

będącej obecnie częścią koncernu

Lockheed Martin, a także jej

zagranicznych partnerów.

Fotografie w artykule, jeśli nie zaznaczono inaczej:

Sikorsky, US Army, US Navy, FAC, Orbital ATK,

Łukasz Pacholski.

„Uderzeniowe” Black Hawki

Ś

imigłowiec Sikorsky S-70 Black Hawk, znany

pod amerykańskim wojskowym oznaczeniem

UH-60, został opracowany i wdrożony

do produkcji, jako następca dla wielozadaniowych

wiropłatów Bell UH-1 Huey, które zyskały sławę

w czasie wojny w Wietnamie. W trakcie tego konfliktu

okazało się, że śmigłowce z powodzeniem

mogą wypełniać różnorodne zadania – poza transportem

i ewakuacją medyczną, często wykorzystywano

je także do wsparcia ogniowego oddziałów

naziemnych, a nawet okrętów rzecznych. Poza

uzbrojeniem strzeleckim – stanowiskami ruchomych

karabinów maszynowych w drzwiach kabiny,

służących głównie do samoobrony, Hueye były

uzbrajane także w uzbrojenie ofensywne: zasobniki

z rakietami niekierowanymi, boczne stanowiska

granatników automatycznych czy wielkokalibrowych

karabinów maszynowych, a nawet wyrzutnie

przeciwpancernych pocisków kierowanych. Bezpośredni

następca wersji UH-1 w lotnictwie US

Army, UH-60 Black Hawk, nie został przewidziany

do takiej roli – doświadczenia z Wietnamu spowodowały,

że US Army otrzymała znaczną ilość wyspecjalizowanych

śmigłowców bojowych AH-1

Cobra (a później AH-64 Apache), a także lekkich

maszyn obserwacyjno-bojowych OH-6 Cayuse

i OH-58 Kiowa, które – operując w pobliżu linii styku

wojsk – mogły wesprzeć ogniem karabinów maszynowych

i rakiet niekierowanych pododdziały

walczące na ziemi. Black Hawki, wdrażane do służby

od 1978 roku, zostały przystosowane jedynie do

montażu uzbrojenia strzeleckiego przeznaczonego

do samoobrony – systemu M144 z dwoma

7,62 mm karabinami maszynowymi M60D (później

także M240D, M240H i M134 Minigun), umieszczonymi

w oknach za kabiną pilotów.

Pierwsze doświadczenia bojowe, wyniesione

z konfliktu na Grenadzie w 1983 r., a także analiza

wniosków formułowanych przez użytkowników

spowodowała, że w połowie lat 80. XX wieku firma

Sikorsky, na zlecenie Departamentu Obrony Stanów

Zjednoczonych, opracowała, przetestowała

i wdrożyła do produkcji modyfikację Black Hawka.

Polegała ona na montażu po obu burtach kadłuba

skrzydeł z parą belek podwieszeń na każdym, pozwalających

na zabranie nawet do 4500 kg ładunku

użytecznego. System otrzymał oznaczenie ESSS

(External Stores Support System) i pozwolił na znaczące

zwiększenie możliwości operacyjnych śmigłowca.

W przypadku US Army i użytkowników

eksportowych, którzy zdecydowali się na zakup

Black Hawków, jest wykorzystywany przede wszystkim

do zwiększenia promienia działania wiropłata

– głównym ładunkiem są bowiem cztery dodatkowe

zbiorniki paliwa po 230 lub 450 galonów. Zmodyfikowany

układ paliwowy pozwala na przepompowanie

ich zawartości do integralnych zbiorników

kadłubowych. Minusem zastosowania ESSS, szczególnie

przy wykorzystaniu wszystkich podwieszeń,

jest ograniczenie pola ostrzału karabinów strzelców

pokładowych. Doposażenie UH-60 w ESSS

otworzyło zarazem drogę do zwiększenia potencjału

ofensywnego śmigłowców poprzez możliwość

przenoszenia zasobników z uzbrojeniem

strzeleckim, rakietami niekierowanymi, czy też kierowanymi

AGM-114 Hellfire.

56 Wojsko i Technika • Marzec 2016 www.zbiam.pl


Szkolenie lotnicze

Kadłub pierwszego polskiego Mastera (nr fabr. 50) w zakładach w Venegono, jeszcze przed uroczystym podpisaniem przez generała broni Mirosława Różańskiego.

Następcy Iskier coraz bliżej

Paweł Bondaryk

Z okazji rozpoczęcia montażu

końcowego pierwszego samolotu

szkolno-treningowego Finmeccanica

Aircraft Division M-346 Master,

przeznaczonego dla Sił Powietrznych,

24 lutego w zakładach Finmeccanica

Aeronautics w Venegono Superiore

w północnych Włoszech miała miejsce

uroczystość podpisania kadłuba

pierwszej polskiej maszyny tego typu.

Fotografie w artykule: Paweł Bondaryk,

Finmeccanica, MO Włoch..

W

nskład delegacji, której przewodniczył

Dowódca Generalny Rodzajów Sił

Zbrojnych gen. broni Mirosław Różański,

wchodzili również: Inspektor Sił Powietrznych

gen. bryg. pil. Tomasz Drewniak i dowódca 41.

Bazy Lotnictwa Szkolnego płk pil. Paweł Smereka.

Polscy oficerowie zwiedzili linię montażową samolotów

M-346 i zapoznali się z postępami budowy

maszyn, które trafią do 41. BLSz. Momentem

kulminacyjnym wizyty było podpisanie

przez generała Różańskiego kadłuba pierwszego

polskiego M-346 – pod kabiną Mastera znalazł się

napis: „…z ziemi włoskiej do polskiej…” i podpis

generała. Inskrypcja ma znaczenie wyłącznie

symboliczne, gdyż wkrótce zniknie pod kolejnymi

warstwami farby. W uroczystości, zaczerpniętej

z tradycji budowy okrętów, uczestniczył również

dyrektor sektora lotniczego grupy

Finmeccanica Filippo Bagnato.

Zakłady w Venegono, w których powstają samoloty

M-346, dysponują jedną z najnowocześniejszych

linii kompletowania struktur statków powietrznych

na świecie. Może tam powstawać do 48

samolotów rocznie. Obok pierwszych polskich maszyn,

obecnie w budowie znajdują się ostatnie samoloty

dla Izraela i kolejne dla lotnictwa włoskiego.

Samoloty M-346 są obecnie użytkowane przez

wojska lotnicze trzech państw. Jako pierwszy swoje

12 egzemplarzy otrzymał Singapur; są one eksploatowane

przez 150. dywizjon RSAF, stacjonujący

na stałe we francuskiej bazie Cazaux. Włochy

mają już sześć z zamówionych 15 samolotów

(prawdopodobnie zamówienie zostanie rozszerzone

do co najmniej 21 sztuk), a największym

użytkownikiem stanie się wkrótce Izrael. Hel Ha-

Awir dysponują już ponad 20 samolotami oznaczonymi

M-346i Lawi, stacjonującymi w bazie

Owda, zastąpiły one w procesie szkolenia wiekowe

Douglasy A-4 Skyhawk/Ajit.

Program AJT

Lubiane przez pilotów, ale jednak nieubłaganie

starzejące się, Iskry od co najmniej dekady wymagały

pilnego zastąpienia przez nowy typ odrzutowej

maszyny szkolno-treningowej, odpowiadającej

współczesnym wymaganiom stawianym

przed samolotem szkolenia zaawansowanego.

Rozwój techniki umożliwia obecnie przeniesienie

większej części szkolenia pilota bojowego na etap

wcześniej niedostępny, czyli samolotu szkolno-

-treningowego, aby zaoszczędzić resurs maszyn

bojowych i obniżyć ogólne koszty wyszkolenia

personelu latającego. Postępowanie mające wyłonić

przyszły odrzutowy samolot szkolenia zaawansowanego

Sił Powietrznych – AJT (Advanced Jet

Trainer), rozpoczęto wiosną 2012 roku, kiedy opublikowano

zapytanie o informację, skierowane do

producentów tego typu maszyn. Ostatecznie

z wymagań dla nich usunięto zapisy o dostosowaniu

do prowadzenia walki powietrznej i atakowania

celów naziemnych, które zawarte były w specyfikacji

dla maszyn kategorii LIFT, przetarg na

które został zamknięty pod koniec października

2011 r. Inspektorat Uzbrojenia w grudniu 2013 r.

wybrał firmę Alenia Aermacchi (od 1 stycznia 2016 r.

Finmeccanica Aircraft Division), oferującą samolot

M-346 Master, jako jedyną spełniającą warunki zapisane

w specyfikacji przetargu i ważną pod

64 Wojsko i Technika • Marzec 2016 www.zbiam.pl


Samoloty bojowe

W bieżącym roku F-35 pojawią się po raz pierwszy na pokazach lotniczych w Europie. Poza Włochami, gdzie realizowany jest montaż samolotów przeznaczonych dla

AMI, maszyny trafią do Holandii i Wielkiej Brytanii. Na zdjęciu pierwsza maszyna dla Koninklijke Luchtmacht.

Łukasz Pacholski

Bieżący rok rozpoczął się dla

programu rozwoju wielozadaniowego

samolotu bojowego Lockheed Martin

F-35 Lightning II dwoma ważnymi

wydarzeniami – pierwszym przelotem

maszyny nad Oceanem Atlantyckim

i debatą budżetową w Stanach

Zjednoczonych na temat finansowania

programu rozwoju maszyny i produkcji

seryjnej w najbliższych latach.

Te wydarzenia i kilka innych epizodów,

to preludia do zaplanowanego

na bieżący rok kamienia milowego

w historii Lightninga II, którym będzie

ogłoszenie wstępnej gotowości

operacyjnej przez pierwszą jednostkę

USAF uzbrojoną w wersję F-35A

– zamówiony w największej liczbie

wariant maszyny. Tym samym

dwie odmiany samolotu – A i B

– osiągną w Siłach Zbrojnych Stanów

Zjednoczonych status operacyjny.

Fotografie w artykule: Lockheed Martin,

USAF, MO Włoch.

Wbrew logice, historyczny, dziewiczy

przelot Lightninga II pomiędzy Ameryką

Północną i Europą nie odbył się

na trasie Stany Zjednoczone – Stary Kontynent,

tylko odwrotnie. Maszyna, która go wykonała

– F-35A o numerze MM.7332 (AL-1, nr taktyczny

32-01, oznaczający przynależność do 32° Stormo)

– jest pierwszym Lightningiem II zmontowanym

Program Lightning II

na początku 2016 roku

w zakładach we włoskim Cameri i jednocześnie

pierwszym F-35 przeznaczonym dla Aeronautica

Militare Italiana. Przygotowania do lotu rozpoczęły

się już w połowie ubiegłego roku, wówczas

w Stanach Zjednoczonych zrealizowano cykl

prób mających na celu certyfikowanie włoskich

samolotów tankowania powietrznego Boeing

KC-767A do współpracy z F-35 i opracowanie stosownych

procedur. Pomiędzy wrześniem i grudniem

dwóch włoskich pilotów z ośrodka doświadczalnego

w Pratica di Mare przeszło także

szkolenie, w bazie lotniczej Luke w Arizonie,

w celu nabycia uprawnień do pilotowania F-35A.

W styczniu włoski Lightning II i KC-767A wykonywały

loty „zapoznawcze” nad Włochami, co miało

pozwolić ich załogom na przećwiczenie czekającego

ich zadania. Sam przelot nad Oceanem

Atlantyckim rozpoczął się 3 lutego i obejmował

lot na lotnisko Lajes na Azorach, gdzie przewidziano

postój techniczny. Przy okazji było to

pierwsze lądowanie F-35 na terenie Portugalii.

Wspólnie z F-35A przelot realizowały: dwa samoloty

Eurofighter Typhoon w odmianie dwumiejscowej

(TF-2000A), dwa samoloty transportowo-

-tankujące Boeing KC-767A i para transportowych

Lockheed Martin C-130J Hercules. Te ostatnie

przewoziły sprzęt ratowniczy, niezbędny w wypadku

awarii i katapultowania pilota AL-1 do

oceanu. Po dolocie na Azory, na pozostałym odcinku

trasy F-35A towarzyszyły już pojedyncze:

TF-2000A, KC-767A i C-130J. Pobyt na wyspach

przedłużył się, ze względu na złe prognozy pogody

dla obszaru Wschodniego Wybrzeża Stanów

Zjednoczonych – celem przelotu był ośrodek

doświadczalny lotnictwa morskiego

Patuxent River w stanie Maryland. Ostatecznie

Włosi dolecieli tam 5 lutego – F-35A AL-1 spędził

w czasie transatlantyckiej misji 11 godzin w powietrzu

i siedmiokrotnie uzupełniał paliwo w locie.

Według planów, pierwszy włoski F-35A zostanie

w Patuxent River około trzech miesięcy, które

zostaną wykorzystane m.in. na testy elektromagnetyczne.

W maju ma przelecieć do bazy Luke

w Arizonie, gdzie dołączy do 56. Skrzydła Myśliwskiego

USAF, które jest międzynarodowym centrum

szkolenia personelu na ten typ samolotu.

Docelowo tamtejsza włoska „kolonia” zgromadzi

pięć F-35A, wszystkie zostaną zmontowane

w Cameri i przelecą do Stanów Zjednoczonych

nad Atlantykiem. Kolejny etap szkolenia personelu

latającego AMI w Luke rozpocznie się teraz

w marcu, co ma umożliwić pod koniec bieżącego

roku przekazanie pierwszego operacyjnego

F-35A (o numerze fabrycznym AL-6) jednostce

operacyjnej – 32° Stormo, stacjonującej w bazie

Amendola w południowych Włoszech.

W najbliższych miesiącach przestrzeń powietrzna

nad Oceanem Atlantyckim będzie często wykorzystywana

przez Lightningi II – ma to związek zarówno

z przelotami kolejnych włoskich maszyn do

Stanów Zjednoczonych, jak i przebazowaniem do

Europy samolotów należących do trzech innych

68 Wojsko i Technika • Marzec 2016 www.zbiam.pl


Samoloty bojowe

Prototyp „2016” po starcie z lotniska w Chengdu.

Tomasz Szulc

Koniec zimnej wojny, jaki ogłoszono

po upadku muru berlińskiego i rozpadzie

ZSRR w 1991 r., oznaczał gwałtowny

spadek tempa wdrażania nowego

uzbrojenia po obu stronach żelaznej

kurtyny. Dotyczyło to w szczególności

krajów średnich i małych, które z ulgą

ograniczały wydatki zbrojeniowe.

Także duże kraje europejskie zauważalnie

ograniczyły prace rozwojowe i rozpoczęły

redukcję arsenałów wszystkich

rodzajów broni. W sektorze lotniczym

oznaczało to bezprecedensową przerwę

w opracowywaniu nowych samolotów

bojowych – żaden z zachodnioeuropejskich

producentów samolotów

od 1990 r. nie podjął do dziś prac nad

maszyną kolejnej generacji! Także

w Stanach Zjednoczonych nastąpiło

niebywałe wcześniej spowolnienie

prac wdrożeniowych: demonstrator

przyszłego Raptora – YF-22 oblatano

w 1990 r., gotowość operacyjną

F-22A osiągnął dopiero 15 lat później,

a następny myśliwiec – F-35B

osiągnął wstępną gotowość

operacyjną dopiero w 2015 r.

Rozwój chińskiego myśliwca J-20

N

ieco inaczej kształtowała się sytuacja

w krajach dopiero dołączających do ekskluzywnego

klubu producentów samolotów

bojowych. Realizowane tam programy na

początku lat 90. XX wieku wręcz przyspieszyły,

nierzadko za sprawą kooperacji z renomowanymi

firmami zachodnimi, które w ten sposób próbowały

„zagospodarować” swój niewykorzystany

chwilowo potencjał. Z powodzeniem zrealizowano

np. program budowy szkolno-bojowego i bojowego

naddźwiękowego odrzutowca A/F/T-50

w Republice Korei (we współpracy z Lockheed

Martinem). W Indiach trwają prace nad znacznie

ambitniejszym myśliwcem Tejas.

Wyjątkowym przypadkiem jest Chińska Republika

Ludowa, która aspiruje do zajęcia pozycji

światowego mocarstwa. W tym celu musi nie tylko

dysponować potężnymi siłami zbrojnymi, ale

i samodzielnie produkować dla nich nowoczesne

uzbrojenie. W dziedzinie najbardziej zaawansowanych

rodzajów sprzętu, a do takich należą samoloty

bojowe, początkowo w Chinach postęp był niewielki.

Jeszcze kilka lat temu produkowano tam klony

wczesnej (sic!) wersji MiG-a-21, modernizowano

jeszcze starsze MiG-i-19, a jedynym typem bombowca

był (i jest) klon Tu-16, czyli maszyna o niemal

siedemdziesięcioletnim (sic!) rodowodzie. Pierwszy

„chiński” myśliwiec – J-8 był kopią radzieckiego

Je-152, a drugi – J-10, oparty jest na izraelskim Lawi.

Pierwszym chińskim odrzutowcem, który nie miał

oczywistych korzeni zagranicznych, stał się myśliwiec

„piątej generacji” J-20. Gdy pojawiły się zdjęcia

jego pierwszego prototypu, profesjonalny świat niemal

zaniemówił z wrażenia. Pod względem Fotografie w artykule: Internet, Tomasz Szulc.

zaawansowania

konfiguracji aerodynamicznej maszyna nie

ustępowała najnowszym samolotom na świecie:

amerykańskim F-22 i F-35, czy rosyjskiemu T-50.

Program zainicjowano podobno w 1989 r., pod

kodowym oznaczeniem „2-03”, w celu opracowania

następcy ciężkiego myśliwca J-8II. Aby przyspieszyć

prace i w maksymalnym stopniu przybliżyć się do

poziomu technicznego bardziej zaawansowanych

krajów, zaplanowano zakup za granicą kluczowych

komponentów maszyny: silników, awioniki, systemu

kierowania uzbrojeniem, a nawet technologii

produkcji płatowca. W związku z wydarzeniami na

placu Tian’anmen, po 1989 r. szanse na oficjalną kooperację

z państwami zachodnimi zmalały do zera,

ale – na szczęście dla Chin – po ponad ćwierć wieku

zamrożenia współpracy z ZSRR, relacje między komunistycznymi

sąsiadami zaczęły się szybko poprawiać,

a po rozpadzie „wielkiego północnego sąsiada”

pojawiła się możliwość uzyskania dostępu do

najnowszych wówczas radzieckich rozwiązań.

W 1993 r. rozpoczęła się oficjalna współpraca między

OKB MiG i chińskimi lotniczymi ośrodkami naukowo-badawczymi,

w ramach której chińscy inżynierowie

pracowali w Moskwie, a rosyjscy

w Chinach. Formalnie przedmiotem umowy było

udostępnienie nowoczesnych rozwiązań i technologii

projektowania oraz testowania konstrukcji lotniczych,

ale „przy okazji” przekazano także wiele

rozwiązań ciężkiego myśliwca nowej generacji

1.42/1.44, który nie miał szans na uzyskanie finansowania

i dalszy rozwój w Rosji epoki Jelcyna. Zgodnie

z nieoficjalnymi informacjami, rosyjscy inżynierowie

odegrali „istotną rolę” w tworzeniu koncepcji nowego

myśliwca.

72 Wojsko i Technika • Marzec 2016 www.zbiam.pl


Samoloty bojowe

Maciej Szopa

Po latach prac koncepcyjnych

i negocjacji, program myśliwca

5. generacji w Republice Korei

oficjalnie wkroczył w fazę realizacji.

Obecnie wskazane daty jego finalizacji

i rozpoczęcia produkcji seryjnej

są ambitne, a jeśli – nawet z poślizgiem

– przedsięwzięcie zakończy

się sukcesem, Seul może stać się

w kolejnej dekadzie jednym

z nielicznych producentów

tak zaawansowanego

wielozadaniowego samolotu

bojowego, co pozwoli mu zająć

miejsce w ścisłej czołówce światowej.

Ilustracje w artykule: DAPA, KAI, TAI, USAF.

Zielone światło dla KF-X

P

rogram własnego „zaawansowanego wielozadaniowego

myśliwca” Republika Korei mowy m.in. z Saabem, Airbusem, Boeingiem

tów lotniczych z Zachodu – przewidywano roz-

teoretycznie rozpoczęła jeszcze w roku i Lockheed Martinem. Z tych powodów od samego

początku poszukiwany był zagraniczny

2001, kiedy zamiar taki ogłosił prezydent Kim

Dae-Jung. Od początku celem projektu było zastąpienie

nową, rodzimą konstrukcją najstardzielić

się ciężarem finansowym przedsięwzięcia.

partner strategiczny, z którym można byłoby poszych

myśliwców pozostających w służbie lotnictwa

Republiki Korei – F-4E Phantom II (obecnie podczas gdy resztę środków miałby zapewnić part-

Republika Korei chciała finansować program w 60%,

w linii ok. 70 egzemplarzy) i F-5E Tiger II (ponad ner bądź partnerzy zagraniczni (pod uwagę brano

150 egzemplarzy). Przez pierwszych siedem lat zarówno inne państwa, jak i firmy lotnicze oraz

po ogłoszeniu tego zamiaru niewiele się jednak zbrojeniowe). Partnerstwem była zainteresowana

działo i dopiero w roku 2008 ruszyły prace analityczne

i wstępne projektowe. Wydaje się, że od Phantomów II. Turcy nie chcieli się jednak zgodzić

Turcja, także poszukująca następcy dla swoich

samego początku Koreańczycy zdawali sobie na podział 60:40 i domagali się statusu co najmniej

sprawę ze stopnia złożoności przedsięwzięcia: równorzędnego partnera w programie, tak w sferze

z jakimi wydatkami będzie się ono nieuchronnie technicznej, jak i ekonomicznej. Negocjacje na ten

wiązać i jak wiele rozwiązań technicznych oraz temat trwały do jesieni 2010 roku i ostatecznie zakończyły

się fiaskiem, m.in. w związku z tym, że

technologii trzeba będzie pozyskać z zagranicy

bądź opracować we własnym zakresie. Pod koniec w międzyczasie Republika Korei znalazła innego

ubiegłej dekady zakładano, że Republika Korei już partnera, chętnego do uczestnictwa w projekcie

dysponuje 63% rozwiązań i technologii niezbędnych

do opracowania i produkcji myśliwca. Resztę nezję, z którą stosowną umowę podpisano 15 lipca

jako mniejszościowy udziałowiec. Chodziło o Indo-

planowano kupić od renomowanych producen-

2010 roku. Indonezyjska część programu otrzymała

80 Wojsko i Technika • Marzec 2016 www.zbiam.pl


Samoloty bojowe

Northrop Grumman idzie za ciosem

Myśliwiec 6. generacji Northrop Grummana ma likwidować strzałami z lasera zagrażające mu kierowane pociski „ziemia-powietrze”, po przekroczeniu przez nie granicy

zaprogramowanej bezpiecznej strefy.

Maciej Szopa

Ogromny i dość niespodziewany

sukces Northrop Grummana, jakim

z pewnością był wybór koncernu

na projektanta i producenta nowej

generacji bombowców dla USAF

(patrz WiT 1/2016), przeniósł go znów

do pierwszej ligi dostawców samolotów

bojowych. Wygląda na to, że firma

nie zamierza na tym poprzestać

– już dwa miesiące później jej

przedstawiciele zaprezentowali

wizję myśliwca 6. generacji

– bardziej dopracowaną niż wszystkie

dotychczasowe i odmienną

niż wizje konkurentów.

Ilustracje w artykule. USAF, Northrop Grumman,

Lockheed Martin, Boeing.

P

rogram myśliwca przewagi powietrznej

Advanced Tactical Fighter (ATF), zakończony

wyborem samolotu Lockheed Martin

F-22 Raptor, okazał się równie ograniczonym sukcesem,

jak program bombowca Northrop B-2 Spirit.

Masowa produkcja pierwszego myśliwca 5. generacji

także ruszyła z olbrzymim opóźnieniem i również

zakończyła się przedwcześnie. Powstało jedynie

195 Raptorów, w tym osiem maszyn doświadczalnych,

co nie pozwoliło na zastąpienie nimi floty

maszyn tej samej kategorii 4. generacji, a jedynie

na wzmocnienie ich „szeregów” i wycofanie najstarszych

F-15 wersji A/B. Odpowiedzialność za

zamknięcie linii produkcyjnej F-22 ponosi administracja

prezydenta Baracka Obamy, który osobiście

ogłosił decyzję o wstrzymaniu produkcji Raptorów

pod koniec 2011 r. Od początku było jasne, że spowoduje

to powstanie w USAF luki generacyjnej,

jeśli chodzi o samoloty przewagi powietrznej. Wypełnić

ją można było tylko na dwa sposoby: poprzez

przedłużenie żywotności myśliwców

F-15C/D z jednoczesnym zwiększeniem ich możliwości

operacyjnych (patrz WiT 4/2015) i rozpoczęcie

programu jeszcze bardziej zaawansowanego

myśliwca – maszyny 6. generacji. Jeśli chodzi

o drugie z tych rozwiązań, to uruchomienie programu,

a raczej dwóch programów – jednego dla

US Air Force (cel: zastąpić F-15C/D, a w perspektywie

także F-22) i drugiego dla US Navy/USMC (nazywany

F/A-XX albo Next-Generation Air Dominance

Programme, jego celem jest zastąpienie

F/A-18C/D i E/F oraz uzupełnienie możliwości

F-35B/C), zostało uznane za celowe już w 2012

roku, a w kwietniu 2013 agencja DARPA rozpoczęła

prace mające doprowadzić do unifikacji obydwu

przedsięwzięć. Program nowego myśliwca jest

jednak nadal u swojego zarania. Dopiero w ubiegłym

roku bowiem Pentagon zażądał przyznania

pierwszych środków na jego realizację w roku podatkowym

2016. Chodzi przy tym na razie wyłącznie

o prace studyjne, na których podstawie – w roku

podatkowym 2018 – mógłby ruszyć właściwy program,

zakończony powstaniem i przebadaniem

demonstratora technologii. Kiedy ten demonstrator

mógłby wznieść się w powietrze? Tego na razie

nie wiadomo, podobnie i tego, jakie konkretne

wymagania zostaną postawione nowej platfomie.

Zapowiadane jest podjęcie szybkich decyzji w tej

sprawie i w tym celu został stworzony wspólny

zespół ds. określenia zdolności (Capability Collaboration

Team – CCT). W jego skład weszli przedstawiciele

zaplecza naukowego, przemysłowego

i wojskowi, patrzący na problem z punktu widzenia

operacyjnego. CCT ma za zadanie przede

wszystkim określić listę rozwiązań i technologii

niezbędnych do osiągnięcia przewagi powietrznej

w latach 30. XXI wieku i później. Jak na razie nie

wiadomo zatem, jakimi cechami ma się charakteryzować

amerykański myśliwiec 6. generacji. Wiadomo

za to, jakie pomysły na niego mają dziś firmy

starające się o ten kontrakt. A te różnią się od siebie

w sposób zasadniczy.

Northrop Grumman

Najnowszą – bo zaprezentowaną w zmienionej odsłonie

w grudniu 2015 roku – a zarazem najbardziej

odmienną od pozostałych, koncepcję myśliwca

6. generacji przedstawił Northrop Grumman. Koncern,

który ma na koncie – wdrożone lub doprowadzone

do stadium prototypu – najbardziej ambitne

i niekonwencjonalne konstrukcje w dziejach amerykańskiego

lotnictwa. Biorąc pod uwagę tylko ostatnie

trzy dekady, znalazły się wśród nich myśliwiec:

YF-23 Black Widow II, przegrany konkurent YF-22,

który charakteryzował się większymi możliwościami

i potencjałem rozwojowym, jednak przegrał ze

względu na wysokie koszty, bombowiec B-2 Spirit,

a także bezzałogowiec proponowany obecnie US Navy

– X-47B. Dzisiaj Northrop Grumman utrzymuje dwa

84 Wojsko i Technika • Marzec 2016 www.zbiam.pl


Okręty wojenne

Tomasz Grotnik

Trwa budowa prototypowego

niszczyciela min ORP Kormoran

projektu 258 Kormoran II, a wraz z nią

produkcja, testy i montaż wyposażenia

oraz uzbrojenia dla tego okrętu.

Według zapewnień Inspektoratu

Uzbrojenia MON, wszystko idzie

planowo. To dobrze, bo jest już

w zasadzie pewne, że będzie to jedyny

nowy okręt MW RP, który zdoła wyjść

w morze jeszcze w tym roku.

ORP Kormoran

– na dobrym kursie

Fotografie w artykule: Inspektorat Uzbrojenia,

Łukasz Pacholski.

Wdniu 23 września 2013 r. zawarto umowę

dotyczącą budowy pierwszego niszczyciela

min projektu 258 Kormoran II i jednocześnie

okrętu patrolowego typu Ślązak. Wówczas to,

najwyższej rangi politycy wraz ze stoczniowcami

zgodnie twierdzili, że oba okręty będą przekazane

MW RP do końca 2016 r. Dziś, w związku z doniesieniami

o opóźnieniach w budowie Ślązaka, deklaracje te

można włożyć między bajki, natomiast wieści z drugiego

„placu budowy” pozwalają mieć nadzieję, że

pierwotny plan zostanie wypełniony przynajmniej

w połowie.

Platforma

25 kwietnia 2014 r. w Remontowej Shipbuilding

w Gdańsku, będącej liderem konsorcjum firm realizujących

program, rozpoczęto cięcie blach do budowy

prototypowego niszczyciela min 258/I, zaś 23 września,

rok po zawarciu umowy, położono stępkę okrętu.

Prace realizowane były w specjalnie przygotowanej

– pod kątem prac ze stalą niskomagnetyczną – hali

z dwoma ciągami. Na jednym powstawały części kadłuba

i nadbudówki, na drugim realizowany był

montaż okrętu. Jednostka opuściła ją pod koniec

kwietnia 2015 r. – w dwóch częściach, bez nadbudówki.

W dalszej kolejności kontynuowano wyposażanie

połówek, po czym rozpoczęto nakładanie

pierwszych podkładowych powłok malarskich. Po

scaleniu kadłuba ustawiono na nim nadbudówkę

i pomalowano całość z zewnątrz. 4 września 2015 r.

odbył się chrzest i wodowanie ORP Kormoran. Był on

już wówczas częściowo wyposażony w urządzenia

ogólnookrętowe. Jednostkę zacumowano do nabrzeża,

przy którym kontynuowano prace.

Przebiegają one zgodnie z harmonogramem.

Obecnie realizowany jest etap dziesiąty z trzynastu,

w którym zaplanowano m.in.: kompletację

i instalację urządzeń okrętowych, siłowni, systemów

dowodzenia i kierowania środkami walki

oraz przeprowadzenie badań wstępnych – prób

na uwięzi. Te ostatnie, dla niektórych systemów,

rozpoczęły się już w połowie grudnia ubiegłego

roku. W lutym jednostkę wyslipowano w celu

montażu urządzeń w podwodnej części kadłuba

i jej pokrycia kolejną powłoką malarską.

Połowa lutego, Kormoran na placu stoczni w trakcie wyposażania.

Okręt wyposażono do tej pory w zasadnicze zespoły

systemu napędowego (jeszcze bez głównych

silników wysokoprężnych MTU 8V369 TE74L, do ich

łatwego wstawiania i wyjmowania przewidziano

dwa duże luki na pokładzie rufowym), pędniki cykloidalne

Voith Turbo 21 GH/160, ster strumieniowy

Schottel STT 170 AMAG, trzy generatory prądotwórcze

MTU 6R1600M20S w ochronnych kapsułach

dźwiękoszczelnych, część systemów broni podwodnej,

echosondy, telefon podwodny, centralę

klimatyzacji, systemy: wentylacji, wody chłodzącej,

zęzowy, paliwowo-smarny, przeciwpożarowy, cumowniczo-kotwiczny

(w tym kabestan na pokładzie

dziobowym), żuraw łodziowy i fundament

żurawia głównego na pokładzie roboczym na rufie.

Jednocześnie z montażem urządzeń i systemów

trwa instalacja: okablowania, izolacji i przygotowania

do implementacji podzespołów systemów

walki i łączności. Rozruch siłowni pomocniczej

planowany jest na marzec, natomiast próby morskie

powinny rozpocząć się w maju–czerwcu br.

System walki

Wraz z budową platformy postępują prace przy systemie

walki Kormorana. Główną rolę odgrywa w nich

Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Centrum Techniki

Morskiej S.A. z Gdyni.

Obecnie realizuje on próby zakładowe systemu

zarządzania walką SCOT-M i jego podsystemów.

Gotowość do montażu jego elementów (konsol,

serwerów, sieci itp.) na okręcie przewiduje się na

koniec marca. Ponadto Ośrodek jest odpowiedzialny

za integrację dwóch istotnych sensorów okrętu:

sonaru kadłubowego i sonaru samobieżnego.

Pierwszy z nich – SHL-101/TM, wywodzi się

z doświadczalnego sonaru SHL-101/T Skowron,

który zainstalowano na trałowcu ORP Wdzydze

proj. 207M. Antena z dwoma przetwornikami akustycznymi

(kupionymi od Thales Group) będzie

wysuwana hydraulicznie pod kadłub przez otwór

w podwójnym dnie (tzw. moon pool). Nie ma ona

opływki. Stacja pracuje w trzech zakresach częstotliwości:

LF, HF i VHF. Zastosowanie sygnałów

90 Wojsko i Technika • Marzec 2016


Okręty wojenne

Raden Eddy Martadinata – pierwsza fregata typu PKR 105 na krótko przed wodowaniem. Mimo zmian w wyglądzie zachowała ona cechy typoszeregu SIGMA, w tym przekrój poprzeczny

kadłuba w formie deltoidu o bokach odchylonych o 11,3°.

Tomasz Grotnik

18 stycznia bieżącego roku,

w państwowej stoczni PT PAL

w Surabai, zwodowano pierwszą

fregatę patrolową typu SIGMA 10514

dla Tentara Nasional Indonesia-

Angkatan Laut (TNI-AL, Marynarki

Wojennej Indonezji). Jednostka,

nazwana Raden Eddy Martadinata,

to najnowszy członek udanej

rodziny okrętów, opracowanej przez

holenderską grupę stoczniową Damen.

Trudno się nią „znudzić”, bowiem

– jak dotąd – każda kolejna wersja

różni się od poprzednich.

Dzieje się tak dzięki wykorzystaniu

koncepcji modułowej, umożliwiającej

stworzenie na bazie sprawdzonych

zespołów nowego wariantu okrętu,

dopasowanego do konkretnych

potrzeb przyszłego użytkownika.

Ilustracje w artykule: Damen, Tomasz Grotnik.

Nowe oblicze Sigmy

Idea standaryzacji geometrycznej SIGMA (Ship Integrated

Geometrical Modularity Approach) jest

u nas już dość dobrze znana, więc przypomnimy

jedynie w skrócie jej pryncypia.

Koncepcja SIGMA daje możliwość skrócenia do

minimum czasu potrzebnego do zaprojektowania

wielozadaniowego okrętu bojowego małej i średniej

wielkości – klas korweta lub lekka fregata – który

można w ten sposób jak najlepiej dopasować do,

często odmiennych, potrzeb różnych kontrahentów.

Standaryzacja w największej mierze dotyczy kadłubów,

które powstają w oparciu o bloki z góry określonych

wielkości i kształtów. Ich formę oparto na

projekcie High Speed Displacement, opracowanym

przez Holenderski Instytut Badań Morskich MARIN

(Maritime Research Institute Netherlands) jeszcze

w latach 70. XX wieku. Był on sukcesywnie doskonalony

i sprawdzany podczas badań modelowych kolejnych

wcieleń okrętów typu SIGMA. Projektowanie

każdej następnej jednostki opiera się na wykorzystaniu

bloków kadłuba o szerokości 13 lub 14 m i odległości

pomiędzy poprzecznymi grodziami wodoszczelnymi

wynoszącej 7,2 m. To ostatnie ma związek

z regulacjami instytucji klasyfikacyjnych, dotyczących

niezatapialności okrętów (mają utrzymać się na

powierzchni przy 6-metrowym uszkodzeniu podwodzia).

Oznacza to, że kadłuby poszczególnych

odmian typoszeregu mają np. identyczne części

dziobowe i rufowe, różni je zaś długość zmieniona

poprzez dodanie kolejnych bloków. Producent proponuje

okręty o długościach od 52 do 105 m (od

7 do 14 grodzi), szerokościach od 8,4 do 13,8 m i wypornościach

od 520 do 2370 t – czyli od patrolowców,

poprzez korwety, do lekkich fregat.

Modularyzacja objęła także wyposażenie wnętrz,

siłownie, wyposażenie elektroniczne, w tym nawigacyjne,

systemy bezpieczeństwa i uzbrojenia. W ten

sposób – w granicach rozsądku – nowy użytkownik

może konfigurować jednostkę zgodnie z własnymi

potrzebami, bez konieczności projektowania jej od

podstaw. Takie podejście owocuje nie tylko wspomnianym

skróceniem czasu dostawy, ale również

ograniczeniem technicznego ryzyka projektu

i w konsekwencji konkurencyjną ceną.

Pierwsze okręty typu SIGMA zakupiła Indonezja.

Były to cztery korwety 9113, czyli jednostki o długości

91 m i szerokości 13 m, wypierające 1700 t. Kontrakt

uprawomocnił się w lipcu 2004 r., budowę prototypu

rozpoczęto 24 marca 2005 r., a ostatni okręt

zdano 7 marca 2009 r., co oznacza, że cała seria powstała

w cztery lata. Jeszcze lepszy wynik uzyskano

przy kolejnym zamówieniu – dwóch korwet SIGMA

9813 i fregaty lekkiej SIGMA 10513 dla Maroka. Na realizację

kontraktu z 2008 r., od rozpoczęcia budowy

94 Wojsko i Technika • Marzec 2016 www.zbiam.pl

More magazines by this user