Wojsko i Technika Historia nr spec 2/2021 promo

zespolbadanianalizmilitarnych

by ZBiAM

www.zbiam.pl

Centralny Okręg Przemysłowy

NUMER SPECJALNY 2/2021

Marzec-Kwiecień

cena 18,99 zł (VAT 8%)

INDEX 409138

ISSN 2450-3495

W NUMERZE:

Japoński przemysł

lotniczy

Problemy materiałowe i

kadrowe japońskiego przemysłu

lotniczego nasiliły się w 1943 r.,

wraz z pogorszeniem się sytuacji

na froncie, po poniesieniu dużych

strat w ludziach i sprzęcie na Wyspach

Salomona i Nowej Gwinei…

Bitwa u przylądka

Spada

To gwałtowne starcie, które miało

miejsce w początkowym okresie

zmagań Royal Navy i Regia Marina,

zakończyło się zdecydowanym

zwycięstwem alianckim, mimo

dużej przewagi w sile ognia artyleryjskiego

włoskich okrętów…

INDEX: 409138

ISSN: 2450-3495


Z P R E N U M E R A T Ą S A M E K O R Z Y Ś C I

Atrakcyjna cena, w tym dwa numery gratis!

Pewność otrzymania każdego numeru w niezmiennej cenie

E-wydania dostępne są na naszej stronie oraz w kioskach internetowych

Wojsko i Technika: cena detaliczna 14,50 zł

Prenumerata roczna: 145,00 zł | zawiera 12 numerów

Lotnictwo Aviation International: cena detaliczna 16,50 zł

Prenumerata roczna: 165,00 zł | zawiera 12 numerów

Wojsko i Technika Historia + numery specjalne: cena detaliczna 18,99 zł

Prenumerata roczna: 190 zł | zawiera 12 numerów

Prenumeratę zamów na naszej stronie internetowej www.zbiam.pl lub wpłać należność

na konto bankowe nr 70 1240 6159 1111 0010 6393 2976

Skontaktuj się z nami: office@zbiam.pl

Zespół Badań i Analiz Militarnych Sp. z o.o.

Biuro: ul. Bagatela 10/19 00-585 Warszawa


Problemy materiałowe i kadrowe

japońskiego przemysłu

lotniczego nasiliły się w 1943 r.,

wraz z pogorszeniem się sytuacji

na froncie, po poniesieniu dużych

strat w ludziach i sprzęcie na Wyspach

Salomona i Nowej Gwinei…

To gwałtowne starcie, które miało

miejsce w początkowym okresie

zmagań Royal Navy i Regia Marina,

zakończyło się zdecydowanym

zwycięstwem alianckim, mimo

dużej przewagi w sile ognia artyleryjskiego

włoskich okrętów…

INDEX: 409138

ISSN: 2450-3495

Vol. VII, nr 2 (32)

www.zbiam.pl

Centralny Okręg Przemysłowy

NUMER SPECJALNY 2/2021

Marzec-Kwiecień

cena 18,99 zł (VAT 8%)

INDEX 409138

ISSN 2450-3495

NUMER SPECJALNY 2/2021 1

W NUMERZE:

Japoński przemysł

lotniczy

Bitwa u przylądka

Spada

Na okładce: zestaw przeciwlotniczy Wirbelwind.

Rys. Jarosław Wróbel

INDEX 409138

ISSN 2450-3495

Nakład: 14,5 tys. egz.

Redaktor naczelny

Jerzy Gruszczyński

jerzy.gruszczynski@zbiam.pl

Redakcja techniczna

Dorota Berdychowska

dorota.berdychowska@zbiam.pl

Korekta

Stanisław Kutnik

Współpracownicy

Władimir Bieszanow, Michał Fiszer,

Tomasz Grotnik, Andrzej Kiński,

Leszek Molendowski, Marek J. Murawski,

Tymoteusz Pawłowski, Tomasz Szlagor

Wydawca

Zespół Badań i Analiz Militarnych Sp. z o.o.

Ul. Anieli Krzywoń 2/155

01-391 Warszawa

office@zbiam.pl

Biuro

Ul. Bagatela 10/19

00-585 Warszawa

Dział reklamy i marketingu

Andrzej Ulanowski

andrzej.ulanowski@zbiam.pl

Dystrybucja i prenumerata

office@zbiam.pl

Reklamacje

office@zbiam.pl

Prenumerata

realizowana przez Ruch S.A:

Zamówienia na prenumeratę w wersji

papierowej i na e-wydania można składać

bezpośrednio na stronie

www.prenumerata.ruch.com.pl

Ewentualne pytania prosimy kierować

na adres e-mail: prenumerata@ruch.com.pl

lub kontaktując się z Telefonicznym

Biurem Obsługi Klienta pod numerem:

801 800 803 lub 22 717 59 59

– czynne w godzinach 7.00–18.00.

Koszt połączenia wg taryfy operatora.

Copyright by ZBiAM 2021

All Rights Reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone

Przedruk, kopiowanie oraz powielanie na inne

rodzaje mediów bez pisemnej zgody Wydawcy

jest zabronione. Materiałów niezamówionych,

nie zwracamy. Redakcja zastrzega sobie prawo

dokonywania skrótów w tekstach, zmian tytułów

i doboru ilustracji w materiałach niezamówionych.

Opinie zawarte w artykułach są wyłącznie

opiniami sygnowanych autorów. Redakcja nie ponosi

odpowiedzialności za treść zamieszczonych

ogłoszeń i reklam. Więcej informacji znajdziesz

na naszej nowej stronie:

www.zbiam.pl

w numerze:

HISTORIA

Jędrzej Korbal

Centralny Okręg Przemysłowy a Wojsko Polskie (1) 4

MONOGRAFIA PANCERNA

Michał i Jacek Fiszer, Jerzy Gruszczyński

Pojazdy bojowe na podwoziu PzKpfw IV (2) 18

LOTNICTWO

Leszek A. Wieliczko

Japoński przemysł lotniczy podczas drugiej wojny światowej 38

WOJNA NA MORZU

Tadeusz Kasperski

Bitwa u przylądka Spada 48

OBRONA PRZECIWPANCERNA

Bartłomiej Kucharski

Lekka broń przeciwpancerna do 1945 r. 56

WOJNA W POWIETRZU

Tomasz Szlagor

Dywizjony Orłów i 4. Grupa Myśliwska USAAF (2) 68

HISTORIA

Edward Malak

Bitwa warszawska wedle brukselskiego odczytu jenerała

Maximile Weyganda

www.facebook.com/wojskoitechnikahistoria

82

3


Jędrzej Korbal

4

1

Centralny Okręg Przemysłowy

a Wojsko Polskie

Dyskusja nad ustanowieniem

w centrum Rzeczpospolitej

obszaru pozwalającego

na bezpieczny rozwój potrzebnych

odrodzonemu

państwu gałęzi przemysłu

rozpoczęła się krótko po

zakończeniu wojny polsko-

-bolszewickiej i podpisaniu

traktatu ryskiego. Jeszcze

pod koniec 1921 r. w kręgach

wojskowych pojawiły się

propozycje ulokowania wytwórni

amunicji i uzbrojenia

w widłach rzek Wisły i Sanu.

Polemiki co do ostatecznego

wyboru obszaru mającego

koncentrować strategiczne

dla armii i państwa zakłady

trwały przez kolejnych 15 lat.

Działo się to w czasie, kiedy II RP stanęła

przed koniecznością przeprowadzenia

pilnej reformy walutowej, wojną celną

między Polską a Niemcami, światowym

kryzysem gospodarczym i nakładającą się

na wszystkie ww. zdarzenia odbudową podstawowej

infrastruktury zniszczonej w trakcie

działań wojennych w latach 1914-1921.

Również mające miejsce nawet kilka razy

w roku zmiany gabinetów czy tzw. przewrót

majowy 1926 r. zdecydowanie nie sprzyjały

stabilności gospodarczej i jakiejkolwiek

nawet długofalowej polityce inwestycyjnej

państwa. W tych realiach niemożliwe było

również pozyskanie poważnego kapitału

zagranicznego.

Choć trwający półtorej dekady okres czasu

może wydawać się zbyt długim jak na teoretyczne

ustalenia, to warto wskazać, że w archetypie

COP, czyli tzw. Centralnym Rejonie

Przemysłowym powstały od podstaw trzy

duże przedsiębiorstwa: Państwowa Wytwórnia

Prochu w Zagożdżonie-Pionkach (1922 r.),

Fabryka Amunicji w Skarżysku (1923 r.) i Fabryka

Broni w Radomiu (1923 r.). Obok istniejących

już Zakładów Starachowickich

1 kwietnia 1936 r. miała miejsce narada zorganizowana przez prezydenta Ignacego Mościckiego

w której udział wzięli również GISZ Edward Śmigły-Rydz, premier F. Sławoj Składkowski, wicepremier

Eugeniusz Kwiatkowski oraz minister spraw wojskowych Tadeusz Kasprzycki.


HISTORIA

Huta i zakłady mechaniczne Stalowej Woli miały zapewnić armii dopływ nowego sprzętu i odciążyć

pracujące już pełną mocą Zakłady Starachowickie.

rozbudowy dużych ośrodków miejskich

mających być centrami kultury polskiej;


1951-1954: ostateczne zatarcie różnic

między po zaborczymi dzielnicami państwa,

wyrównanie potencjałów gospodarczych.

W momencie jednak wygłaszania ww. tez

stanowiły one raczej ogólną koncepcję niż

sprecyzowany plan działania. Brak było choćby

ogólnego naszkicowania niezbędnych

nakładów finansowych czy szczegółów dla

poszczególnych etapów. Wyjątkiem był tutaj

okres pierwszy, rozpisany do 1941 r. dla którego

można było dość precyzyjnie określić

wielkość nakładów i spodziewane zyski dla

armii i społeczeństwa. W tym miejscu należy

zaznaczyć, że poza nadrzędnym założeniem

o konieczności utrzymania zrównoważonego

budżetu kierownictwo Ministerstwa

Skarbu stało na stanowisku, że inwestycje

zbrojeniowe są na ogół mniej użyteczne niż

te o charakterze ogólnogospodarczym. Dlatego

też inaczej niż w szykujących się w sposób

jawny do wojny Niemczech, nie uważano

w Polsce zbrojeń za docelową metodę nakręcania

koniunktury.

Nacisk na rozbudowę opisywanego sektora

był koniecznością wynikającą z coraz

bardziej napiętej sytuacji międzynarodowej

i potrzeby wzmocnienia potencjału obronnego

Rzeczpospolitej. Odrzucano jednak

zdecydowanie działania propagowane

przez ministra finansów Rzeszy Hjalmara

Schachta, a sama dyskusja o zwiększeniu deficytu

i przekazaniu dodatkowych środków

na zbrojenia zaostrzała i tak trudne relacje

między Ministerstwem Skarbu, a Ministerstwem

Spraw Wojskowych.

COP dla armii

Początek drugiej połowy lat 30. był dla Wojska

Polskiego okresem wzmożonych studiów

dotyczących potencjału jakim dysponowały

poszczególne typy broni oraz szeregu porównań

z wybranymi armiami europejskimi.

Analiza stanu wyposażenia, uzbrojenia czy

obowiązujących struktur a następnie zestawienie

ich z informacjami na temat armii niemieckiej,

rosyjskiej i francuskiej dały szereg

gorzkich wyników. Ujawnione braki oraz zacofanie

techniczne całych dziedzin wojskowości

wymusiły rozpoczęcie w kierowanym

przez gen. bryg. Wacława Stachiewicza Sztabie

Głównym prac nad tzw. 6-letnim planem

rozbudowy i modernizacji armii. W praktyce

całościowy plan sprowadzał się do serii programów

celowych sporządzanych indywidualnie

dla każdej z broni przez wyznaczonych

do tego oficerów SG. Szefem tego powołanego

w czerwcu 1936 r. zespołu był płk dypl.

Jan Sadowski, a jego najbliższymi współpracownikami

ppłk dypl. Karol Hodała, ppłk

dypl. Mieczysław Sulisławski oraz ppłk dypl.

Stanisław Sadowski.

Poszczególne referaty, będące podstawą

przyszłych programów modernizacyjnych

powstawały kolejno, stąd daty ich przedłożenia

szefowi sztabu, a później pod obrady

KSUS, przypadały na przełom 1936/37 r. Akceptacja

każdego z rozwiązań nie oznaczała

jednak niezmienności założeń w przyszłych

okresach. Programy ewoluowały, a poszczególne

ich fragmenty dyskutowano i zmieniano

jeszcze w trakcie rozmaitych konferencji

czy kolejnych posiedzeń KSUS. Ogólne wytyczne

wydane w momencie rozpoczynania

prac koncentrowały się wokół potrzeby

zwiększenia liczby DP do 40 (początkowo

30 czynnych i 10 rezerwowych), modernizacji

uzbrojenia, wzmocnienia lotnictwa, artylerii,

broni pancernej i łączności. Równolegle postępować

miała częściowa motoryzacja armii,

której dotychczasowa forma miała charakter

symboliczny i budziła poważny niepokój

sztabowców. Problem ten szerzej opisano

w dwuczęściowym artykule, pt. „Motoryzacja

dowództw i służb” (Wojsko i Technika

Historia, numer specjalny 3 i 4/2020). Ogólny

kosztorys rozbudowy sił zbrojnych wynosił

około 6 mld, co było kwotą olbrzymią

jak na możliwości państwa.

Aby zapewnić siłom zbrojnym stabilną

i trwającą kilka lat podstawę do modernizacji

przystąpiono równolegle do działań mających

zwiększyć niezbędną bazę surowcowo-

-materiałową, ale przede wszystkim krajowy

przemysł zbrojeniowy. Ujęte w ww. programach

oczekiwania wyrażały się w na tyle potężnych

kwotach, że szybko stało się jasne,

że niedoinwestowane, zbyt małe i rozproszone

zakłady krajowe nie sprostają przyszłym

zamówieniom ze strony MSWojsk. Mowa

tutaj szczególnie o fabrykach skoncentrowanych

w obrębie stolicy oraz Górnego Śląska.

Zależność ta w mniejszym stopniu dotyczyła

okresu pokojowego, jednak stanowiła realną

troskę w przypadku wyraźnie zwiększonego

zapotrzebowania czasu wojny wynikającego

ze strat bojowych jak i znacznie szybszego

zużycia sprzętu.

Czynnikiem zaburzającym rzeczywiste

zapotrzebowanie armii był fakt przyjęcia

do wszystkich kalkulacji norm opartych

o dane pochodzące z końca I wojny światowej.

To w oparciu o nie ustalono wielkość

jednostek ognia dla poszczególnych typów

broni, średnie dzienne zużycie amunicji,

wielkość rezerw materiałowych czy częstotliwość

napraw. Zmiennych tych nie próbowano

nawet symbolicznie zaktualizować

pomimo docierającej już do wojskowych

świadomości, że przyszła wojna będzie dla

Wojska Polskiego inną niż wygrana batalia

z lat 1919-1921. Stąd też obliczenia mówiące

o tym, że posiadane zapasy oraz bieżąca produkcja

pozwolą na prowadzenie walki nawet

Widok na jedną z hal huty Stalowa Wola. Nowością było opalanie pieców hutniczych gazem ziemnym

wydobywanym w COP i dostarczanym specjalnymi gazociągami.

7


Michał i Jacek Fiszer, Jerzy Gruszczyński

Pojazdy bojowe

na podwoziu PzKpfw IV

2

18

Kolejnymi pojazdami, jakie

budowano z użyciem podwozia

czołgu PzKpfw IV lub specjalnego

podwozia będącego

krzyżówką „czwórki” i „trójki”,

były działa polowe, szturmowe

moździerze oraz samobieżne

działa przeciwlotnicze.

One również odegrały ważną

rolę w Wehrmachcie w czasie

drugiej wojny światowej.

Trzmiel z wielkim żądłem:

SdKfz 165 Hummel

Równolegle z rozwojem działa przeciwpancernego

Hornisse podjęto prace nad

samobieżną haubicą SdKfz 165 Hummel

(trzmiel). Wraz z opracowywanym w tym samym

1942 r. działem SdKfz 124 Wespe (osa)

kal. 105 mm, miały one tworzyć nowe pułki

artylerii w dywizjach pancernych.

Były to jedne z pierwszych na świecie

polowych dział samobieżnych, wprowadzonych

do wielkoseryjnej produkcji. Dotychczas

wydawało się, że artyleria holowana

o ciągu motorowym całkowicie wystarcza

do wsparcia jednostek pancernych. Problem

polegał jednak na tym, że ciągniki z działami

holowanymi mogły nadążyć za nacierającymi

czołgami na drogach o jakiej-takiej jakości.

Kiedy jednak czołgi rozwijały się do natarcia

„na przełaj”, przez pola i łąki, pokonując w ten

sposób, w szyku bojowym lub przedbojowym

(kolumny plutonów idące równolegle

do siebie, gotowe do rozwinięcia), a niekiedy

nawet w kolumnach kompanijnych grup

bojowych, kilka czy kilkanaście kilometrów,

to wychodziły one poza zasięg własnej artylerii

polowej. Ciągniki holujące ciężkie działa

grzęzły w terenie, gdzie nie było dróg bitych

i nie były w stanie towarzyszyć czołgom.

A te, bez wsparcia artylerii haubicznej, były

narażone na ogień dział przeciwpancernych

znajdujących się w ukryciu, gdzie ich wykrycie,

a następnie zniszczenie z płaskotorowej

armaty czołgowej bywało trudne.

Dlatego w toku działań takie działa samobieżne

artylerii polowej stworzyli zarówno

Niemcy, jak i alianci zachodni – amerykańskie

M7 znane jako Priest u Brytyjczyków i brytyjskie

Sexton, Amerykanie wprowadzili też

działa większego kalibru, na przykład M12

z armatohaubicą kal. 155 mm, które weszło

do uzbrojenia w ramach sił atakujących Europę

Zachodnią od czerwca 1944 r. (łącznie

Pierwszym niemieckim działem samobieżnym użytym już w kampanii polskiej 1939 r. było 8,8 cm

Flak 18 (Sfl.) auf Zugkraftwagen 12t (Sd.Kfz. 8) w którym użyto działo przeciwlotnicze kal. 88 mm

do niszczenia umocnień. Dlatego działo to nazywano Bunkerknacker Flak.


Leszek A. Wieliczko

Japoński przemysł lotniczy

podczas drugiej wojny światowej

38

Podczas drugiej wojny światowej

japoński przemysł

lotniczy musiał zmierzyć

się z nowymi wyzwaniami.

Z jednej strony był to nieustanny

nacisk sił zbrojnych

na zwiększenie tempa i wolumenu

produkcji, a z drugiej

– narastające problemy

materiałowe i kadrowe. Pod

koniec 1944 r. doszły do tego

amerykańskie bombardowania

strategiczne, a w ich

konsekwencji ewakuacja

fabryk. Wszystkie te czynniki

skumulowały się w 1945 r.,

prowadząc do załamania

produkcji. Mimo to większość

firm działała do ostatnich

dni wojny.

W

pierwszym roku wojny z mocarstwami

zachodnimi na Dalekim Wschodzie

i Pacyfiku japoński przemysł lotniczy

nie odczuł praktycznie żadnych zmian.

Rozbudowa sił lotniczych i konieczność

uzupełniania ponoszonych strat sprawiły,

że zwiększyło się zapotrzebowanie na nowe

samoloty. W ślad za tym całkowita produkcja

wzrosła z 5088 egz. w 1941 r. do 8861 egz.

w 1942 r., w tym samolotów bojowych z 3180

do 6335, czyli niemal dwukrotnie. Sposób

zarządzania przemysłem nie uległ jednak

zmianie. Całkowitą kontrolę nad ustalaniem

i realizacją planów produkcyjnych i inwestycyjnych

oraz wykorzystaniem parku maszynowego

i materiałów konstrukcyjnych nadal

sprawowały siły zbrojne poprzez Główne

Biura Lotnictwa Wojsk Lądowych (Rikugun

Kōkū Honbu) i Marynarki Wojennej (Kaigun

Kōkū Honbu), podlegające odpowiednio Ministerstwu

Armii (Rikugunshō) i Ministerstwu

Marynarki Wojennej (Kaigunshō). Proces

projektowania i budowy prototypów oraz

produkcji seryjnej i dostaw był nadzorowany

przez inspektorów z obu biur, rezydujących

w wytwórniach lotniczych i mających decydujący

głos w kwestiach spornych.

Jedyną poważną zmianą w porównaniu

z przedwojenną praktyką było odejście

od formuły konkursu przy zamawianiu projektów

i prototypów nowych samolotów.

Zamiast tego zlecenia były kierowane przez

odpowiednie Główne Biuro Lotnictwa do arbitralnie

wybranych wytwórni lotniczych.

W założeniu miało to przyspieszyć proces

pozyskiwania nowych samolotów i zminimalizować

obciążenie biur konstrukcyjnych.

Problem polegał na tym, że gdy prototyp nie

spełnił oczekiwań sił zbrojnych, to nie było

pod ręką gotowego konkurencyjnego samolotu,

który mógłby go szybko zastąpić. Prace

projektowe i badawczo-rozwojowe prowadziły

również ośrodki sił zbrojnych – Instytut

Badawczy Techniki Lotniczej Wojsk Lądowych

(Rikugun Kōkū Gijutsu Kenkyūsho;

w skrócie Kōgiken lub Giken) w Tachikawie

i Arsenał Techniki Lotniczej Marynarki Wojennej

(Kaigun Kōkū Gijutsushō; w skrócie

Kūgishō) w Yokosuce. Produkcja seryjna projektowanych

w nich samolotów była następnie

zlecana komercyjnym wytwórniom.

W drugiej połowie 1942 r. pojawiły się

pierwsze oznaki kryzysu w zakresie materiałów

konstrukcyjnych i siły roboczej. Zgromadzone

przed wybuchem wojny i nadzorowane

przez państwo zapasy materiałów

A6M Reisen był przez całą wojnę podstawowym myśliwcem lotnictwa Marynarki Wojennej i najliczniej

produkowanym japońskim samolotem – zakłady Mitsubishi i Nakajima zbudowały łącznie

ponad 10 tys. egzemplarzy.


WOJNA NA MORZU

Tadeusz Kasperski

48

Bitwa u przylądka Spada

W początkowym okresie zmagań brytyjskiej floty z okrętami

włoskimi, niedługo po włączeniu się Włoch do wojny u boku

III Rzeszy, 19 lipca 1940 r. doszło do bitwy u przylądka Spada

na Krecie pomiędzy dwoma szybkimi krążownikami lekkimi

floty włoskiej pod dowództwem kadm. Ferdinando Casardiego,

a australijskim krążownikiem lekkim HMAS Sydney i pięcioma

niszczycielami brytyjskimi, pod dowództwem kmdr. Johna Augustine

Collinsa. To gwałtowne starcie zakończyło się zdecydowanym

zwycięstwem strony alianckiej, mimo początkowej dużej

przewagi w sile ognia artyleryjskiego włoskich okrętów.

W

połowie lipca 1940 r. dowództwo

Regia Marina zdecydowało o wysłaniu

zespołu dwóch szybkich

krążowników lekkich do bazy na wyspie Leros

w archipelagu Dodekanezu. Obie te jednostki

mogły przysporzyć swoją obecnością

na tych wodach sporo kłopotów Brytyjczykom,

ponieważ w planowanych dalszych

wypadach miały zwalczać aliancką żeglugę

na Morzu Egejskim. Rozważano także ostrzelanie

As-Sallum w północno-zachodnim

Egipcie, ale z tego pomysłu ostatecznie

zrezygnowano.

Do realizacji tego zadania wybrano jednostki

z 2. Eskadry Krążowników Lekkich.

Tworzyły ją Giovanni delle Bande Nere (okrętem

dowodził kmdr Francesco Maugeri) i Bartolomeo

Colleoni (kmdr Umberto Novaro).

Okręty należały do typu Alberto di Giussano.

Miały wyporność standardową 6571, pełną

do 8040 t, wymiary: długość – 169,3 m, szerokość

– 15,59 m i zanurzenie – 5,3-5,9 m, opancerzenie:

burty – 18-24 mm, pokład – 20 mm,

wieże artylerii głównej – 23 mm, stanowisko

dowodzenia – 25-40 mm. Zasięg obu krążowników

włoskich przy zapasie 1240 t paliwa

wynosił około 3800 Mm przy prędkości

18 w. Dowódcą zespołu został kadm. Ferdinando

Casardi zaokrętowany na Bande Nere.

Obie jednostki rozpoczęły służbę we flocie

włoskiej w latach 1931-1932. W początkowym

okresie rozwijały imponującą prędkość,

dochodzącą do 39 w. (ale bez pełnego

wyposażenia). W trakcie działań bojowych

w lipcu 1940 r. były zdolne do osiągnięcia

32 w., co i tak dawało im przewagę prędkości

nad krążownikami alianckimi, a nawet

niszczycielami, pozostającymi w służbie

od kilku lat (ta przewaga była widoczna

zwłaszcza w trudniejszych warunkach hydrometeorologicznych).

Każdy z krążowników włoskich miał też

silne uzbrojenie: po 8 armat kal. 152 mm,

Brytyjski niszczyciel Hasty, jeden z czterech okrętów tego typu, wchodzących w skład 2. Flotylli,

dowodzonej przez kmdr. H.S.L. Nicolsona.


OBRONA PRZECIWPANCERNA

Bartłomiej Kucharski

Lekka broń

przeciwpancerna do 1945 r.

Pociągi pancerne były znane

od XIX wieku, ale dopiero pojawienie

się opancerzonych

wozów bojowych, w postaci

licznych samochodów pancernych,

a następnie czołgów

(wprowadzonych do użycia

– odpowiednio – w pierwszej

oraz drugiej dekadzie XX wieku)

sprawiło, że pojawiła się

potrzeba ich zwalczania.

56

Z

początku wykorzystywano ogólnie

dostępne uzbrojenie, czyli armaty piechoty

i okopowe kalibru 37-75 mm,

oraz armaty polowe kal. 65-80 mm. Szybko

jednak rozpoczęto poszukiwanie lżejszych

i bardziej masowych środków przeciwpancernych.

Powód był prozaiczny: armaty okopowe

ze względu na niewielką długość lufy

(wynikającą z konieczności redukcji masy,

dla ułatwienia manewrowania), były niezbyt

celne na większych dystansach, z kolei

armaty polowe zasadniczo umieszczano

w głębi ugrupowania.

Z początku podstawowym środkiem była

amunicja przeciwpancerna do karabinów

maszynowych kalibru 7,5-13,2 mm, ale pod

koniec pierwszej wojny światowej zaczęła się

pojawiać pierwsza dedykowana broń przeciwpancerna,

w tym lekka broń piechoty.

Historycznie pierwszą tego rodzaju bronią

były karabiny przeciwpancerne, z czasem

uzupełnione różnego rodzaju granatnikami

przeciwpancernymi oraz lekkimi działami

bezodrzutowymi. Stopniowo wyparły one

karabiny przeciwpancerne.

Pierwszą dedykowaną lekką bronią przeciwpancerną piechoty był Tank-Gewehr (Tankgewehr)

M1918, właściwie ogromny karabin na duży nabój. Na zdjęciu w rękach żołnierzy Ententy.

Poza nimi pojawiała się także inna broń,

jak ręczne granaty przeciwpancerne (dedykowane

i improwizowane, czyli wiązki zwykłych

granatów lub butelki zapalające) czy nawet

włócznie przeciwpancerne Shitotsubakurai

(armia japońska). Niemcy także wpadli na podobny

pomysł, polegający na ręcznym wieszaniu

min talerzowych (np. Tellermine 42)

z zapalnikiem naciągowym z kilkusekundową

zwłoką na... lufach czołgowych karabinów maszynowych

umieszczonych w przedniej płycie

kadłuba, np. czkm DT kalibru 7,62 mm w T-34.

Z kolei Rosjanie eksperymentowali z wykorzystaniem

psów przeszkolonych do zanoszenia

min magnetycznych pod podwozia czołgów.

Żaden z tych ostatnich środków nie był wystarczająco

skuteczny ze względu na mały lub

bezpośredni zasięg rażenia.

Karabiny przeciwpancerne

Była to pierwsza lekka broń piechoty, jaka

powstała specjalnie do zwalczania opancerzonych

wozów bojowych. Karabiny przeciwpancerne

były używane w okresie od 1918 r.


Tomasz Szlagor

Dywizjony Orłów

i 4. Grupa Myśliwska USAAF

2

68

Ostatnie dwa lata wojny

dla 4. FG były powrotem

do chwały i renomy nabytej

jeszcze w czasach Dywizjonów

Orłów. Nowy dowódca,

nowy samolot i bardziej

ofensywna koncepcja użycia

myśliwców odmieniły tę jednostkę

nie do poznania.

Zanim to jednak nastąpiło,

piloci 4. FG musieli przetrwać

ostatnie miesiące walk

za sterami Thunderboltów.

W

wyniku ciężkich strat poniesionych

w październiku 1943 r. podczas tzw.

czarnego tygodnia, 8. AF (amerykańska

8. Armia Powietrzna) wróciła do atakowania

celów, które leżały w zasięgu eskorty,

ewentualnie takich, do których można było

dotrzeć, lecąc nad Morzem Północnym, z dala

od baz Luftwaffe. Ponadto portowe miasta

miały tę zaletę, że dzięki zarysowi linii brzegowej

były łatwo rozpoznawalne na ekranie pokładowego

radaru H2X. To umożliwiało bombardowanie

ich przez często występujące o tej

porze roku chmury. Takim celem była baza

Kriegsmarine w Wilhelmshaven, zaatakowana

3 listopada. Niemcy podjęli próbę związania

walką eskorty już nad wybrzeżem Holandii.

Atak Bf 109 z II./JG 3 spadł na 4. FG. Zginęło

dwóch pilotów. Po tym starciu zestrzelenie

dwóch P-47 zgłosił sam Kommandeur II./JG 3,

Maj. Kurt Brändle. Podobnie było 11 listopada,

podczas wyprawy nad Münster. Piloci 4. FG już

nad wybrzeżem Holandii zostali zaatakowani

przez Bf 109, tym razem z I./JG 3. Chociaż żadna

ze stron nie poniosła strat, Niemcy osiągnęli

zamierzony skutek – zmusili 4. FG do odrzucenia

podkadłubowych zbiorników na paliwo,

bez których paliwożerne Thunderbolty nie

mogły eskortować bombowców w głąb Rzeszy

i wkrótce musiały się wycofać.

W tym okresie ta doborowa jednostka,

spadkobiercy Dywizjonów Orłów, trwała

w stanie marazmu, spowodowanym w dużej

mierze służbą na niechcianym samolocie.

Piloci 4. FG od czasu przezbrojenia wiosną

tamtego roku z lekkich, zwinnych Spitfire’ów

w przyciężkawe Thunderbolty wciąż nie

mogli się przekonać do swoich nowych myśliwców.

W efekcie wypadali coraz słabiej

na tle innych jednostek myśliwskich 8. AF.

Faktycznie, Bf 109 i Fw 190 poniżej 4500 m

miały sporą przewagę nad P-47 – na tych wysokościach

były szybsze, zwrotniejsze, miały

lepsze przyspieszenie i prędkość wznoszenia.

Chociaż te atuty można było równoważyć

odpowiednią taktyką (atakiem z dużej

wysokości i ucieczką w górę, bez wdawania

się w pojedynki kołowe), większość służących

w 4. FG weteranów, niechętnych Thunderboltom,

wolała nie zapuszczać się poniżej

bezpiecznej dla nich wysokości. Była to w dużej

mierze bariera psychologiczna. W tym samym

czasie rywalizująca 56. FG, która nigdy

nie latała Spitfire’ami, odnosiła swoimi P-47

fenomenalne sukcesy. Także w 4. FG służyli

już piloci, którzy dołączyli do tej jednostki

latem i jesienią 1943 r., dlatego nie zdążyli

Jeden z Mustangów 4. FG sfotografowany w okresie, gdy latał nim Lt. Marvin Arthur. Czerwony ster

kierunku wyróżniał 334. FS, natomiast czerwony przód identyfikował całą 4. FG.


Edward Malak

Bitwa warszawska wedle

brukselskiego odczytu jenerała

Maximile Weyganda

Jeden z największych żołnierzy

Francji I wojny światowej,

gen. Maximile Weygand,

rozpoczął swe wystąpienie

od pewnego rodzaju przeprosin

mówiąc: ponieważ dane

mi było być świadkiem jednego

z najpiękniejszych widowisk,

jakie dać może zbiorowość

ludzka [podkr. – EM], gdyż

byłem w Warszawie w czasie

tych wielkich dni, będzie wam

o tem mówił świadek naoczny,

który ubolewa tylko, prosząc

was o pobłażliwość, że wymowa

jego nie jest na wysokości

przedmiotu, o którym zamierzył

mówić. 1 Brzmi to bardzo

optymistycznie, takim jednak

w jego ustach wcale nie będzie.

w celu podtrzymania w opinii polskiej pozycji gen.

Sikorskiego poprzez większe wyeksponowanie

jego roli w minionym konflikcie.

Referat Weyganda

Problem udziału Francji w wielkich zmaganiach

w Polsce w 1920 r. przykuwał bez wątpienia uwagę

kół wojskowych w Europie. Studia z zakresu

wojen są nie tylko obowiązkiem sztabów generalnych,

czynią to zwykle też uczestnicy dawnych

walk. W 1928 r. we Francji wydano pracę gen. Władysława

Sikorskiego „Na Wisłą i Wkrą”, a w 1929 r.

(także na terenie Francji) polemiczną wobec wykładów

Tuchaczewskiego książkę Marszałka Polski

J. Piłsudskiego na temat wojny 1920 r., opublikowaną

w Polsce w 1924 r.

Referat M. Weyganda zbudowany został na najświetniejszych

wzorach jakiemu powinno odpowiadać

zwarte, monograficzne opracowanie. Nie

ma w nim śladu krytyk ad personam, kwiecistego

stylu. Język jest oszczędny, praca skonstruowana

w sposób logiczny, skoncentrowana na problemach.

Dysponujemy wyłącznie wyważonym zapisem

wydarzeń wskazującym na najważniejsze

powody konfliktu, sam jego przebieg, a w zakończeniu

pojawiają się nawet pewne wskazania

dla Polski na przyszłość. Na tle liczącego 30 stron

w wydaniu broszurowym odczytu danego przez

Przyjazd M. Weyganda (po lewej) do Polski oznaczał także podtrzymanie stanowiska elit francuskich,

wyrażonego 4 czerwca 1917 r. w wystąpieniu premiera Alexandre Ribot (po prawej) do Prezydenta

Francji Raymonda Poincare: Sądzimy, że Francja organizację i rozkwit przyszłej Armii Polskiej, winna

uważać dla się za sprawę naszego honoru. Węzły, które łączą dwa nasze narody, tudzież przywiązanie,

którego Polacy nigdy nie zaprzestali okazywać naszej ziemi, niewolą nas do moralnego obowiązku

wzięcia udziału w spełnieniu tej wzruszającej, a zaszczytnej misji...

Maximile Weygand, przybywając w lutym

1929 r. do Belgii na zaproszenie Przewodniczącego

Stowarzyszenia Przyjaciół

Francji i godząc się na zabranie głosu na temat

wojny 1920 r. postąpił tak, jak wolno przypuszczać,

także z paru ważnych, dość osobistych powodów.

Wskutek naturalnej chęci powrotu do chwalebnej

przeszłości, skorygowania ocen dotyczących jego

rzeczywistego udziału w przygotowaniu bitwy

warszawskiej, po trzecie zaś, jak ośmielę się przypuścić,

w celu ukazania pracy marszałka Piłsudskiego

w świetle odbiegającej nieco od światła

legendy i zarazem podważenia jego ocen wypowiedzianych

pod adresem Weyganda. Wreszcie,

82

More magazines by this user
Similar magazines