Views
1 week ago

Bliżej Źródła nr 34 kwiecień 2018

W Y W I A D M I E S I Ą

W Y W I A D M I E S I Ą C A tel. 74 842 33 77, email: walbrzych@federacjakonsumentow.org.pl , we wtorki w godz. 9:00- 14:00, w środy w godz. 9:00-15:00 oraz w czwartki w godz. 9:00-18:00 (od maja Oddział będzie przeniesiony do biura przy ul. Matejki 1 – dawna siedziba Straży Miejskiej). Zachęcamy Państwa do kontaktów z nami we wszelkich sprawach, które sprawiają Państwu jako konsumentom kłopoty. - Dziękuję za wywiad. Ewa Hoppe-Rychłowska M A G D A C Z Y T A Matka Teresa z Kalkuty „Pójdź, bądź moim światłem”. Prywatne pisma "Świętej z Kalkuty". Opracowanie i komentarz Brian Kolodiejchuk MC Jeśli kiedykolwiek będę Świętą - na pewno będę Świętą od „ciemności”. Będę ciągle nieobecna w Niebie - aby zapalać światło tym,którzy są w ciemność na ziemi-Matka Teresa z Kalkuty Wydawałoby się, że święci mają zawsze dobrą relację z Bogiem, są radośni i szczęśliwi. Nie mają wątpliwości ani zachwiań wiary, idą pewnie przed siebie bez lęku. W trudnych momentach pytają Boga o drogę i wiedzą, co robić dalej. Jednak w przypadku matki Teresy z Kalkuty było inaczej. Z pozostawionych fragmetów listów, które kierowała do swoich kierowników duchowych, wynika, że nieustannie przeżywała ciemność, poczucie nieobecności Boga. Odczuwała wielką pustkę i samotność, a jednak przez wiarę była we wszystkim wierna Bogu. To doświadczenei ciemności towarzyszyło jej przez całe życie, jednak nikt z najbliższego otoczenia siostry o tym nie wiedział (za wyjątkiem kierownika duchowego i przełożonych). „Bardzo proszę o modlitwę, żeby Bóg zechciał zabrać z mojej duszy tę ciemność chociaż na kilka dni. Bo czasami agonia tej męki jest tak wielka, a jednocześnie tęsknota za Nieobecnym jest tak głęboka, że jedyną modlitwą (...) są słowa - Najświętsze Serce Jezusa, ufam Tobie (...)”. Matka Teresa prosiła swoich zwierzchników o zniszczenie wszelkich listów i dokumentów na jej temat, aby tylko Jezus odebrał chwałę z dzieła służby najbiedniejszym w Kalkucie. Mimo, że większość z nich zniknęła, część listów została zachowana, bo biskupi uznali, że doświadczenia świętej są własnością Kościoła i mogą okazać się pomocne dla tych, którzy również tych ciemności doświadczają. Książka przedstawia histrorię życia i służby Gonxy Agnes Bojaxihu, skromnej zakonnicy urodzonej w Macedonii, posługującej się językiem serbsko - chorwackim (a potem również angielskim) należącej do zgromadzenia sióstr Misjonarek Miłości. W wieku osiemnastu lat (po sześciu latach rozważań nad swoim powołaniem) opuściła dom rodzinny i wyruszyła do Irlandii, aby tam wstąpić do wymarzonego zgromadzenia sióstr loretanek - do Instytutu Najświętszej Maryi Panny. Jej posłuszeństwo, oddanie i wierność powołaniu doprowadziły do powstania zgromadzenia Misjonarek Miłości w Kalkucie, do pracy wśród chorych, najuboższych i odrzuconych przez społeczeństwo. Z kart książki - listów i komentarzy - wyłania się obraz osoby, której największym zaszczytem jest ponoszenie cierpień dla Jezusa i pragnienie, aby przez nią i jej działania inni zobaczyli Jego. Mimo o- gromnego cierpienia, wokół roztaczała tylko miłość. Nie osądzała, nie zmieniała - chciała tylko kochać jak Jezus i być znakiem Jego Miłości. Dbała także o atmosferę w zgromadzeniu, bo uważała, że „miłość zaczyna się w domu”. Miała zwyczaj rozdawać „wizytówki” z wydrukowanym tekstem: „Owocem milczenia jest modlitwa, owocem modlitwy jest wiara, owocem wiary jest miłość, owocem miłości jest służba, owocem służby jest pokój”. Wielka Święta była światłem Bożej Miłości w świecie pogrążonym w ciemności... 8 Magdalena Klimczak

Ekstremalna Droga Krzyżowa - Droga pięknego życia 23 marca, kilkanaście minut po godzinie 21.00. Na parkingu obok kościoła św. Jerzego na Białym Kamieniu migają światła czołówek. Ponad setka osób sprawdza wyposażenie plecaków, zakłada czapki, rękawice, stuptuty, żegna się z bliskimi, życzy powodzenia, wytrwałości i wyrusza w czterdziestojednokilometrową Ekstremalną Drogę Krzyżową. Zanim uczestnicy pierwszej wałbrzyskiej edycji EDK ruszyli w trasę, wzięli udział we mszy św. odprawionej przez ks. proboszcza Zbigniewa Chromego i ks. Marcina Kunata z parafii św. Franciszka z Asyżu. Po mszy św. głos zabrali organizatorzy: Agnieszka Chrzanowska i Grzegorz Szydłowski. Przeczytali skierowane do uczestników EDK słowa papieża Franciszka i przedstawili kilka informacji technicznych dotyczących przejścia trasy. Następnie ks. proboszcz pobłogosławił zgromadzonych relikwiami Drzewa Krzyża Św. i na tym zakończył się pierwszy „wspólny” etap wydarzenia. Tym samym rozpoczęła się samotna, pełna zadumy, modlitwy i milczenia droga krzyżowa wiodąca otaczającymi Wałbrzych górami. Patrząc na uczestników EDK dostrzec można było, że mają różne sposoby na pokonanie trasy. Jedni szli szybko, drudzy wolno; jedni wyposażeni jak na zdobywanie alpejskich szczytów, drudzy ubrani w dżinsy i zwykłe zimowe kurtki; jedni szli sami, drudzy z rodzinami, przyjaciółmi, znajomymi, jedni przez cały czas oświetlali sobie drogę światłami czołówek, drudzy korzystali z nich sporadycznie, większość drogi pokonując w mroku. Łączyło ich jedno. Wszyscy nieśli swój własny - nie tylko ten drewniany, przyczepiony do plecaka - krzyż, a na nim intencje swoje i przekazane przez bliskich. Pogoda sprzyjała pokonywaniu kolejnych metrów drogi. Kilka stopni powyżej zera, nie wiało, nie padało. Leżący śnieg odbijał światło pojawiającego się co jakiś czas zza chmur księżyca, więc nie było zbyt ciemno. Śniegu nie było dużo lub był dobrze ubity, więc szło się po nim dobrze. Wałbrzyska trasa „Św. Jerzego” była jedną z bardziej wymagających i trudnych dróg. Początek był łagodny: najpierw przez małą górkę za Aqua Zdrojem, później ulicą Piasta w stronę lasu. Na jej końcu, na rozdrożu, znajdowała się pierwsza stacja. Później nie było już tak prosto. Stromą ścieżką na Chełmiec, zejście szutrową drogą do boguszowskiego Rynku, przejście ulicami pod Dzikowiec, kolejne strome podejście, a chwilę później D R O G A P I Ę K N E G O Ż Y C I A takie same zejście ze szczytu. Kolejny łatwy fragment prowadzący szutrami do Unisławia Śląskiego, tam asfaltem do rozdroża i niebieskiego szlaku prowadzącego przez górę Barbarkę na Podgórze. Dalej czerwonym szlakiem pod Borową i prawdziwie ekstremalna końcówka, czyli stroma wspinaczka niebieskim szlakiem na Wołowiec i Dłużynę, następnie zejście na ul. Świdnicką, podejście pod Niedźwiadki i przejście przez Park Sobieskiego. Na sam koniec asfaltowa droga wiodąca ulicami Reja i Ludową i zakończenie przy kościele św. Jerzego na Białym Kamieniu. Pierwsi uczestnicy zakończyli EKD przed ósmą rano. Złapanie oddechu, chwila modlitwy w kościele, wpis do pamiątkowej księgi i…powrót do codzienności, która nie była już taka sama, jak kilkanaście godzin wcześniej. Przez wszystkie spędzone na trasie EKD minuty było dużo czasu, żeby pomyśleć nad własnym życiem, poukładać sprawy, spokojnie porozmawiać z Bogiem, opowiedzieć o swoich problemach, troskach i radościach. Przedstawić Mu prośby swoje i bliskich, a także cierpieć, choć w małym stopniu, ale cierpieć tak, jak On kiedyś cierpiał na swojej drodze. Czy warto było iść? Tak, bo warto podejmować każde, nawet najbardziej ekstremalne wyzwanie, jeśli tylko pomaga ono przybliżyć się do Boga i do człowieka. I, co ważne, nie trzeba go ukończyć, bo już samo rozpoczęcie własnej drogi krzyżowej, nie tej odprawionej w kościelnej ławce, ale w terenie, pozwala pełniej zjednoczyć się z cierpiącym Chrystusem. Arkadiusz Łapka 9

Bliżej Źródła nr 17 czerwiec 2016
Bliżej Źródła nr 16 maj 2016
BLIŻEJ ŹRÓDŁA nr 5 - kwiecień 2015
Bliżej Źródła nr 18 październik 2016
BLIŻEJ ŹRÓDŁA nr 4 - marzec 2015
Bliżej Źródła nr 19 listopad 2016
BLIŻEJ ŹRÓDŁA nr 6 - maj 2015
BLIŻEJ ŹRÓDŁA nr 2 - styczeń 2015
BLIŻEJ ŹRÓDŁA nr 1 - grudzień 2014
Nr 4 _80_ MAJ 2013 R - Parafia Ścięcia Św. Jana Chrzciciela w ...