Wojsko I Technika 11/2019 (51) promo

zespolbadanianalizmilitarnych

by ZBiAM

PRACOWITY PAŹDZIERNIK HSW ❙ DEFILADA W PEKINIE ❙ S-70 OCHOTNIK

Wojsko

i Technika

CENA 14,50 zł

w tym 8% VAT

INDEKS 407445

ISSN 2450-1301

WWW.ZBIAM.PL

BEZPIECZEŃSTWO•UZBROJENIE•PRZEMYSŁ

11/2019

Listopad

Bomby

z Incirliku

We wrześniu tego roku prezydent

Turcji Recep Tayyip Erdoğan

wypowiedział słowa zinterpretowane

jako zapowiedź dążenia do uzyskania

własnej broni jądrowej.

Czy to rzeczywiście prawda,

i jak wygląda dziś kwestia

obecności broni jądrowej NATO

na terytorium Turcji?

str. 50

FDI, czyli downsizing

po francusku

24 października w stoczni

koncernu Naval Group w Lorient

odbyła się uroczystość

inaugurująca budowę pierwszej

z pięciu fregat nowego typu dla

francuskiej Marine nationale.

Okręty powstają w ramach

programu FDI (Frégates de défense

et d’intervention), a prototyp

ma wejść do służby w 2023 r.

str. 88


We wrześniu tego roku prezydent

Turcji Recep Tayyip Erdoğan

wypowiedział słowa zinterpretowane

jako zapowiedź dążenia do uzyskania

własnej broni jądrowej.

Czy to rzeczywiście prawda,

i jak wygląda dziś kwestia

obecności broni jądrowej NATO

na terytorium Turcji?

24 października w stoczni

koncernu Naval Group w Lorient

odbyła się uroczystość

inaugurująca budowę pierwszej

z pięciu fregat nowego typu dla

francuskiej Marine nationale.

Okręty powstają w ramach

programu FDI (Frégates de défense

et d’intervention), a prototyp

ma wejść do służby w 2023 r.

w tym 8% VAT

INDEKS 407445

ISSN 2450-1301

Spis treści

Spis treści WiT Listopad 2019

Nowości z armii świata

Tomasz Grotnik, Przemysław Juraszek, Andrzej Kiński,

Bartłomiej Kucharski, Adam M. Maciejewski,

Łukasz Pacholski str. 4

500+ dla obronności. Plan modernizacji technicznej

na lata 2021–2035

Tomasz Wachowski str. 10

Pracowity rok dla Huty Stalowa Wola

Z Bartłomiejem Zającem, prezesem zarządu

Huty Stalowa Wola S.A. rozmawia Andrzej Kiński str. 12

Pracowity październik Huty Stalowa Wola

Andrzej Kiński str. 14

Konferencja 95 lat MESKO w służbie Ojczyzny

Łukasz Prus, współpraca Andrzej Kiński str. 18

Białoruska modernizacja wozu bojowego 9A33-2B

zestawu Osa-AK/AKM

Miroslav Gyűrösi str. 20

Raytheon zwycięzcą programu LTAMDS

Piotr Lasocki str. 26

Niszczyciele czołgów na MSPO 2019

Bartłomiej Kucharski str. 28

Nowości projektu moździerza LMP-2017

Adam M. Maciejewski str. 34

Defilada z okazji 70-lecia ChRL w Pekinie

Tomasz Szulc str. 38

78

28

Bomby z Incirliku

Krzysztof Nicpoń str. 50

IWI ARAD – izraelski miks Tavora z AR-15

Przemysław Juraszek str. 56

VIPER i MAMBA – innowacyjne środki przeprawowe

Adam M. Maciejewski str. 58

Ciągnik RMMV MAN TGS 40.540 6×6

Jarosław Brach str. 62

Nowości z sił powietrznych świata

Łukasz Pacholski str. 68

Rosyjski bezzałogowiec S-70 Ochotnik

Tomasz Szulc str. 70

Co po Kamanach w Brygadzie Lotnictwa MW?

Łukasz Pacholski, współpraca Andrzej Kiński str. 78

Nowości z flot wojennych świata

Tomasz Grotnik, Łukasz Pacholski str. 84

Seryjne Kormorany dwa

Tomasz Grotnik str. 86

FDI, czyli downsizing po francusku

Tomasz Grotnik str. 88

NSM na szerokich wodach

Adam M. Maciejewski str. 94

94

38

Vol. V, nr 11 (51)

LISTOPAD 2019, NR 11.

Nakład: 14 990 egzemplarzy

PRACOWITY PAŹDZIERNIK HSW

Wojsko

❙ DEFILADA W PEKINIE ❙ S-70 OCHOTNIK

CENA 14,50 zł

WWW.ZBIAM.PL

BEZPIECZEŃSTWO•UZBROJENIE•PRZEMYSŁ

Bomby

z Incirliku

str. 50

i Technika

11/2019

Listopad

FDI, czyli downsizing

po francusku

Na okładce: 155 mm armatohaubica

samobieżna Krab.

Fot. sierż. Patryk Cieliński/

/Zespół Reporterski Combat Camera.

Redakcja

Andrzej Kiński – redaktor naczelny

andrzej.kinski@zbiam.pl

Adam M. Maciejewski

adam.maciejewski@zbiam.pl

Tomasz Grotnik

tomasz.grotnik@zbiam.pl

Łukasz Prus

lukasz.prus@zbiam.pl

Korekta

Monika Gutowska, zespół redakcyjny

Redakcja techniczna

Wiktor Grzeszczyk

Stali współprawcownicy

Piotr Abraszek, Jarosław Brach, Marcin Chała,

Jarosław Ciślak, Robert Czulda, Maksymilian Dura,

Miroslav Gyűrösi, Jerzy Gruszczyński,

Bartłomiej Kucharski, Hubert Królikowski,

Mateusz J. Multarzyński, Krzysztof Nicpoń,

Andrzej Nitka, Łukasz Pacholski, Paweł Przeździecki,

Tomasz Szulc, Tomasz Wachowski,

Michal Zdobinsky, Gabor Zord

Wydawca

Zespół Badań i Analiz Militarnych Sp. z o.o.

ul. Anieli Krzywoń 2/155, 01-391 Warszawa

office@zbiam.pl

Biuro

ul. Bagatela 10 lok. 19, 00-585 Warszawa

Dział reklamy i marketingu

Andrzej Ulanowski

andrzej.ulanowski@zbiam.pl

Dystrybucja i prenumerata

office@zbiam.pl

Reklamacje

office@zbiam.pl

Prenumerata

realizowana przez Ruch S.A:

Zamówienia na prenumeratę w wersji

papierowej i na e-wydania można składać

bezpośrednio na stronie

www.prenumerata.ruch.com.pl

Ewentualne pytania prosimy kierować

na adres e-mail: prenumerata@ruch.com.pl

lub kontaktując się z Telefonicznym

Biurem Obsługi Klienta pod numerem:

801 800 803 lub 22 717 59 59

– czynne w godzinach 7.00–18.00.

Koszt połączenia wg taryfy operatora.

Copyright by ZBiAM 2019

All Rights Reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone

Przedruk, kopiowanie oraz powielanie na inne

rodzaje mediów bez pisemnej zgody Wydawcy

jest zabronione. Materiałów niezamówionych,

nie zwracamy. Redakcja zastrzega sobie prawo

dokonywania skrótów w tekstach, zmian tytułów

i doboru ilustracji w materiałach niezamówionych.

Opinie zawarte w artykułach są wyłącznie opiniami

sygnowanych autorów. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności

za treść zamieszczonychogłoszeń i reklam.

Więcej informacji znajdzieszna naszej nowej stronie:

www.zbiam.pl

www.facebook.com/wojskoitechnika

str. 88

www.zbiam.pl Listopad 2019Wojsko i Technika 3


Polityka obronna

Tomasz Wachowski

W gorącym okresie przedwyborczym,

10 października 2019 r. na terenie

1. Warszawskiej Brygady Pancernej

w Wesołej, minister obrony narodowej

Mariusz Błaszczak podpisał

Plan Modernizacji Technicznej

na lata 2021–2035, z uwzględnieniem

2020 r. Dokument ten wydłuża

okres planistyczny z dotychczasowych

10 do 15 lat i jest jednym

z najważniejszych dla przyszłości

Wojska Polskiego.

500+ dla obronności

Plan Modernizacji Technicznej na lata 2021–2035

Fotografie w artykule Andrzej Kiński.

Najważniejszym programem Planu Modernizacji Technicznej na lata 2021–2035, z uwzględnieniem 2020 r., będzie Harpia,

czyli zakup 32 myśliwców 5. generacji F-35. Towarzyszyć mu będzie Harpi Szpon, związany z towarzyszącymi współczesnym

powietrznym systemom pilotowanym przez człowieka bezzałogowymi systemami rozpoznawczo-uderzeniowymi.

Idea wydłużenia zapisanego w ustawie krajowego

okresu planowania obronnego z 10 do 15 lat

pojawiła się w Ministerstwie Obrony Narodowej

i Sztabie Generalnym WP już w ubiegłym roku, chociaż

pierwsze rekomendacje przyjęcia takiego rozwiązania

znalazły się we wnioskach, zakończonego

wiosną 2017 r., strategicznego przeglądu obronnego.

Była ona motywowana koniecznością dostosowania

narodowego cyklu i okresu planistycznego do potrzeb

długookresowych inwestycji w dziedzinie bezpieczeństwa

i obrony, w tym sprawnej realizacji

transformacji zdolności operacyjnej SZ RP oraz ich

modernizacji technicznej, jak również z konieczności

zachowania spójności pomiędzy rozwiązaniami narodowymi

a systemem planowania obronnego stosowanym

w NATO. Dotąd praktykowany 10-letni

okres planistyczny uznano m.in. za niewystarczający

w odniesieniu do procesów pozyskiwania nowoczesnych

technologii obronnych i zaawansowanych

systemów uzbrojenia, chociażby w zakresie zabezpieczenia

środków na realizację kosztownych wieloletnich

programów modernizacyjnych, np. takich jak

program Wisła. Jednocześnie niezmieniony miał pozostać

okres nowelizowania długookresowych dokumentów

planistycznych, wynoszący cztery lata.

W celu wprowadzenia tych zmian niezbędna

była nowelizacja Ustawy o przebudowie i modernizacji

technicznej oraz finansowaniu Sił Zbrojnych

Rzeczypospolitej Polskiej. Stosowny proces legislacyjny

został przeprowadzony jesienią ubiegłego

roku, a Prezydent RP złożył podpis pod nowelą ustawy

12 grudnia 2018 r.

Zmiana ustawy umożliwiła opracowanie przy

współpracy Biura Bezpieczeństwa Narodowego,

Ministerstwa Obrony Narodowej i Sztabu Generalnego

WP kolejnego dokumentu, określającego

główne kierunków rozwoju Sił Zbrojnych RP oraz

ich przygotowań do obrony państwa na lata 2021–

–2035 r., który został podpisany przez Andrzeja

Dudę 31 lipca 2019 r. Ten dokument stanowił podstawę

do dalszych prac związanych z planowaniem

długoletniego rozwoju SZ RP, a więc Szczegółowych

kierunków przebudowy i modernizacji

technicznej Sił Zbrojnych RP na lata 2021–2035,

określanych przez Radę Ministrów w drodze uchwały.

Powyższa uchwała była z kolei podstawą opracowania

w MON Programu Rozwoju Sił Zbrojnych na

lata 2021–2035, a ten bazą do centralnych planów

rzeczowych, w tym przede wszystkim Planu Modernizacji

Technicznej na lata 2021–2035 (PMT 2021–

–2035).

Ten właśnie dokument, a także Program Rozwoju

Sił Zbrojnych, Plan Inwestycji Budowlanych i Plan

Zakupu Środków Materiałowych, uroczyście podpisał

minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak

10 października w podwarszawskiej Wesołej, który

przedstawił – niestety skrótowo – także jego kluczowe

założenia. Przede wszystkim PMT 2021–2035,

uwzględniający także rok 2020, przewiduje wydatkowanie

na modernizację techniczną SZ RP 524 mld

PLN. Minister nie wyjaśnił metodyki, na podstawie

której kwota ta została wyliczona, stwierdził jedynie,

że o ile wydatki na modernizację techniczną wyniosą

w 2025 r. 24 mld, to w 2035 r. już 50 mld PLN. Nawet

biorąc pod uwagę systematyczny wzrost

udziału wydatków obronnych w PKB do poziomu

2,5%, który to poziom ma zostać osiągnięty w 2030 r.

i założenia wzrostu PKB na poziomie 4% rocznie,

uzyskanie takich środków wydaje się mało prawdopodobne,

nawet jeśli wydatki na modernizację

techniczną stanowiłyby 30 lub więcej procent

całego budżetu NATO (NATO rekomenduje nie

mniej niż 20%). Według niektórych ocen te przeszacowanie

może wynosić nawet 100 mld PLN.

Niestety, na razie rozwianie tych wątpliwości nie

jest możliwe.

Kolejna podana przez ministra Błaszczaka liczba

to ok. 2000 – tyle ma bowiem być programów i projektów

zapisanych w PMT. Z tej liczby poznaliśmy

jedynie kilkanaście.

Najważniejszy ma być program Harpia, a więc

zakup 32 samolotów wielozadaniowych 5. generacji

F-35. Przy tej okazji padła zapowiedź uruchomienia,

towarzyszącemu temu przedsięwzięciu,

programu Harpi Szpon. Ma on dotyczyć zwiększenia

możliwości rozpoznawczo-uderzeniowych samolotów

F-35 dzięki współpracy z maszynami

bezzałogowymi. Jako przykład podano amerykański

program Loayal Wingman, w którym udział bierze

m.in. Lockheed Martin, a więc producent F-35.

Stosowne konsultacje na ten temat ze stroną amerykańską

miały już zostać rozpoczęte. Nowością

były także słowa ministra Błaszczaka o zamiarze

zakupu dodatkowych samolotów F-16, co mogłoby

świadczyć o rozciągnięciu w czasie programu

zakupów maszyn 5. generacji (np. najpierw 16/24

F-16 Block 70/72 w perspektywie do 2025 r., czterech

F-35 w 2025 r. i 12 dalszych do 2030 i kolejnych

16 do 2035 r.). Byłoby to dalekowzroczne

i realnie zwiększające możliwości naszego lotnictwa

posunięcie, szczególnie jeśli miałaby mu towarzyszyć

równoległa modernizcja Jastrzębi.

Kolejnym wymienionym przez Błaszczaka programem

był Obserwator, a więc wielopoziomowy,

zintegrowany system rozpoznania, łączący systemy

satelitarne (w tym mikrosatelity), a także załogowe

i bezzałogowe powietrzne systemy rozpoznawcze.

Miałyby one współpracować z Ośrodkiem

Rozpoznania Obrazowego, który gromadziłby

uzyskane dane, analizowłaby je i dystrybuował

do użytkowników.

Nie mogło zabraknąć także kilku zdań o kontynuacji

programu rakietowego przeciwlotniczego

i przeciwrakietowego systemu średniego zasięgu

Wisła, a także pozyskaniu rakietowego systemu

przeciwlotniczego krótkiego zasięgu Narew. W kontekście

tego ostatniego minister podkreślał planowany

znaczący udział w tym programie polskiego

przemysłu obronnego, w tym pozyskania zdolności

do licencyjnej produkcji pocisków kierowanych,

a także znacznej jego skali – kilkunastu planowanych

bateriach.

Znacznie bardziej lakonicznie, niż w przypadku

programów Harpia i Harpi Szpon, szef resortu

obrony wypowiedział się na temat nowych wiropłatów.

Stwierdził tylko, że po pozyskaniu

śmigłowców dla Wojsk Specjalnych i Marynarki

10 Wojsko i Technika • Listopad 2019

www.zbiam.pl


Opinie

Pracowity rok dla Huty Stalowa Wola

i niezbędnych konsultacji. Nie możemy jednak, kierując się tylko dążeniem do

maksymalnej unifikacji, zapominać o tym, że podwozie Borsuka powstało z myślą

o realizacji odmiennych zadań i do nich zostało zoptymalizowane. Chociażby

silnik ma znacznie większą moc, niż wymagany w podwoziu systemu artyleryjskiego.

Wydaje nam się, że nie ma po co przepłacać – podwozie przejęte z Borsuka

będzie po prostu droższe.

Także wieża Raka będzie się zmieniała. Już wdrożyliśmy modyfikacje w magazynie

amunicji i układzie zautomatyzowanego ładowania, związane z dostosowaniem

do docelowej amunicji o większej długości. Moździerze siódmego

i ósmego dostarczonego KMO były już odpowiednio zmodyfikowane, a w przyszłości

dostosujemy do tego standardu także starsze egzemplarze – rozmowy

na ten temat są już prowadzone. Nie ukrywam, że pracujemy nad kolejną wersją

systemu, w której planujemy zwiększyć szybkostrzelność i uprościć proces ładowania.

Na razie znajdują się one na etapie prac studyjnych.

Z Bartłomiejem Zającem, prezesem zarządu Huty Stalowa Wola S.A. rozmawia

Andrzej Kiński.

Panie Prezesie, zbliża się koniec roku, wydaje mi się, że dobrego i ważnego dla

Huty Stalowa Wola, a jednocześnie mija rok od objęcia przez Pana funkcji szefa

spółki. Jak może Pan podsumować ten okres, co Pańskim zdaniem zasługuje

w nim na szczególne podkreślenie?

Był to rok ciężkiej pracy, choć to samo można powiedzieć o kilku poprzednich latach.

Kontynuujemy to, co rozpoczęliśmy w 2016 r., podpisując dwie kluczowe dla naszej

firmy umowy z Ministerstwem Obrony Narodowej, ale nie ma co ukrywać, że proces

zmian rozpoczął się w Hucie Stalowa Wola dużo wcześniej. Kolejne zarządy i przede

wszystkim jej pracownicy pracowali na to wiele lat, żeby nasza spółka była w tym

miejscu, w którym dziś jest. Jesteśmy w dobrej kondycji. Wynik finansowy powinien

być lepszy niż w roku 2018, a zysk netto powinien przekroczyć 40 mln PLN.

W ciągu tego roku miało miejsce kilka ważnych wydarzeń dla HSW. Przede wszystkim

przekazując ostatni, ósmy kompanijny moduł ogniowy 120 mm moździerzy samobieżnych

Rak zakończyliśmy realizację pierwszej umowy na ten system uzbrojenia.

Co istotne, tak z punktu widzenia firmy, jak też odbiorcy sprzętu, odbyło się to bez

opóźnień. Jednostki artyleryjskie zostały wyposażone w ponad 60 moździerzy

M120K. Z pewnością terminowe realizowanie kontraktu przełożyło się na to, że podpisaliśmy

umowę na dostawę dwóch kolejnych kompanijnych modułów ogniowych

moździerzy na podwoziach kołowych. Wydaje się, że będą to ostatnie zamówione

przez MON KMO Rak na podwoziach kołowych i mam nadzieję, następne

zamówienia na Raki będą dotyczyć już wariantu na podwoziu gąsienicowym, które,

z tego co słyszymy w rozmowach z użytkownikiem, też są potrzebne.

Na jakim podwoziu?

To jeszcze zobaczymy. Podwozie gąsienicowe, które powstało, zostało przebadane

i pozytywnie zakończyło etap badań kwalifikacyjnych – państwowych kilka

lat temu w czasie pracy rozwojowej dziś należałoby nieco „odświeżyć”, dostosowując

do dzisiejszych wymagań pola walki. Zastanawiamy się właśnie, w jakim

kierunku powinny pójść te zmiany. Przymiarką do tego była prezentacja podwozia

gąsienicowego z zawieszeniem hydropneumatycznym, która miała miejsce

na tegorocznym MSPO. Z naszych analiz wynika, że to zdecydowanie lepsze

rozwiązanie od zachowania w układzie zawieszenia elementów przejętych

z podwozi Goździków. Czy pod względem konstrukcji zbliżymy je do Nowego

Bojowego Pływającego Wozu Piechoty Borsuk, to kwestia, która wymaga analiz

A jak wygląda zaawansowanie prac przy ostatnim elemencie KMO Rak,

czyli artyleryjskim wozie rozpoznawczym AWR?

Po podpisaniu umowy z Inspektoratem Uzbrojenia uwzględniającej zmianę

podwozia na KTO Rosomak, prace przebiegają zgodnie z harmonogramem.

W przyszłym roku zostaną przeprowadzone badania zakładowe i kwalifikacyjne

prototypu, a cały proces powinien zostać zakończony w listopadzie przyszłego

roku. To zaś rzeczywiście zakończy całą pracę badawczo-rozwojową dotyczącą

KMO Rak. Po rozpoczęciu dostaw AWR-ów do wojska pododdziały wyposażone

w Raki będą wreszcie mogły mieć pełne ukompletowanie zgodne z opracowanym

wcześniej etatem.

Równie istotny dla HSW jest program Regina/Krab. Przed kilkoma dniami

zakończyły się dostawy elementów pierwszego seryjnego dywizjonowego

modułu ogniowego, zamówionego na podstawie umowy z grudnia 2016 r.

W tym przypadku największym wyzwaniem jest chyba polonizacja podwozia.

Na jakim etapie jest ten proces?

Rzeczywiście, kontrakt na DMO Regina to drugi niesłychanie ważny dla nas kontrakt,

a biorąc pod uwagę wartość największy. Wydaje się, że w 2019 r. w kwestiach

związanych z Reginą/Krabem wydarzyło się niewiele nowości, ale to wrażenie

błędne. Najważniejsze, tak z punktu widzenia HSW, jak i firm z nami

kooperujących, jest to, że cały przewidziany umową sprzęt dostarczyliśmy do

5. pułku artylerii w Sulechowie bez opóźnień, zgodnie z ustalonym harmonogramem.

Drugim ważnym wydarzeniem są, właśnie zmierzające ku pomyślnemu

finałowi, działania dotyczące uruchomienia u nas produkcji podwozia na licencji

południowokoreańskiej. Przez ostatnie miesiące pracowaliśmy nad tym, aby

z wykorzystaniem technologii spawania zrobotyzowanego wykonać pierwszą

sztukę podwozia, by jak najszybciej można było ją przekazać do testów. Udało

się te prace zrealizować w terminie – obecnie trwa finalna obróbka korpusu tego

podwozia. Aby uniknąć ryzyka towarzyszącego wdrażaniu zupełnie nowej dla

nas technologii spawania blach pancernych z wykorzystaniem robotów, równolegle

wykonujemy drugi korpus w technologii spawania ręcznego. Przy okazji

uruchomiliśmy jedną z największych w Polsce frezarek bramowych z przejezdnym

stołem. To jest innowacyjny element w cyklu wytwarzania podwozi. Dostawy

dział z licencyjnymi podwoziami, powstałymi w naszych zakładach, planowane

są na 2021 r., a więc od trzeciego seryjnego modułu.

Warto także zwrócić uwagę, że część dział Krab pierwszego seryjnego DMO

Regina ma lufy wykonane w HSW. To kolejne świadectwo właściwego kierunku

wybranego podczas planowania inwestycji rozwojowych w naszym zakładzie

w ostatnich latach. Dziś nasza lufownia dostarcza nie tylko lufy do 120 mm moździerzy

Rak, ale także 155-mm lufy o długości 52 kalibrów do Krabów. To kierunek

bardzo rozwojowy, stąd też zadecydowaliśmy o dalszych inwestycjach, które

pozwolą na zwiększenie zakresu produkcji luf artyleryjskich. W kolejnym etapie

chcemy m.in. wejść w kooperację z niemieckim Rheinmetallem i uruchomić

produkcję luf o długości 44 kalibrów do armat Rh 120 czołgów Leopard 2.

12 Wojsko i Technika • Listopad 2019

www.zbiam.pl


Artyleria

Pracowity październik Huty Stalowa Wola

30 października w Stargardzie, w obecności ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka, odbyła się uroczystość przekazania 3. batalionowi piechoty zmotoryzowanej 12. Brygady

Zmechanizowanej ósmego kompanijnego modułu ogniowego 120 mm moździerzy samobieżnych Rak. Jego dostawa kończy realizację umowy zawartej 28 kwietnia 2016 r.

Andrzej Kiński

Pracownicy i zarząd Huty Stalowa

Wola S.A. od kilku lat nie mogą

narzekać na brak pracy, ale październik

tego roku należał nawet w tym okresie

do wyjątkowych. Nie tylko udało się

zrealizować w nim dostawę modułów

ogniowych dwóch zasadniczych dziś

produktów, ale także zakończyć

negocjacje i podpisać umowę, dzięki

której produkcja jednego z nich –

– kompanijnych modułów ogniowych

moździerzy samobieżnych na podwoziu

kołowym Rak – będzie kontynuowana

przez kolejne dwa lata.

Ilustracje w artykule: HSW S.A., MON, Andrzej Kiński.

Huta Stalowa Wola S.A. to dziś jedna z najprężniej

działających spółek Polskiej Grupy

Zbrojeniowej S.A. Ma własne, nowoczesne

produkty, zmodernizowaną infrastrukturę

i park maszynowy, pokaźny portfel zamówień,

a więc i dobre wyniki finansowe, perspektywy na

przyszłość. Do szczęścia brakuje chyba tylko kolejki

wysoko wykwalifikowanych inżynierów

i techników, którzy chcieliby zatrudnić się w stalowowolskim

zakładzie. Dziś to jednak bolączka

większości dynamicznie rozwijających się zakładów

przemysłowych w naszym kraju, nie tylko

zbrojeniowych. Najważniejsze jest jednak to, że

Huta Stalowa Wola zbudowała zaufanie zasadniczego

odbiorcy swych produktów i usług – Ministerstwa

Obrony Narodowej. Zapracowano na to

jakością wyrobów, ich terminową dostawą,

sprawnie działającym serwisem, wreszcie otwartością

na wszelkie uwagi klientów dotyczące produktów,

które są skrupulatnie gromadzone i wykorzystywane

w procesie doskonalenia sprzętu

wytwarzanego w HSW S.A. Stąd nie może dziwić,

że proces negocjowania najnowszej, zawartej

11 października 2019 r., umowy z MON na dostawę

kolejnych elementów kompanijnych modułów

ogniowych 120 mm moździerzy samobieżnych

Rak był, jak na polskie standardy, bardzo

krótki – zaproszenie do rozpoczęcia negocjacji

Inspektorat Uzbrojenia wystosował 16 września –

i bezproblemowy, wszak chodzi o kontynuację

dostaw sprzętu, którego produkcja została już

opanowana przez współproducentów, a zarazem

jest dobrze znany zamawiającemu.

Wojsko dokupuje Raki

Jak już wspomniano, 11 października 2019 r. konsorcjum

Huty Stalowa Wola S.A. i Rosomak S.A. zawarło

z Inspektoratem Uzbrojenia MON, reprezentującym

Skarb Państwa, umowę na dostawę

wybranych elementów do dwóch kolejnych kompanijnych

modułów ogniowych (KMO) 120 mm

moździerzy samobieżnych na podwoziu kołowym

Rak. W imieniu resortu obrony podpisał ją gen.

bryg. Dariusz Pluta, szef IU MON, zaś ze strony konsorcjum

prezes zarządu HSW S.A. Bartłomiej Zając.

W uroczystości wziął udział również minister obrony

narodowej Mariusz Błaszczak, a także żołnierze

21. Brygady Strzelców Podhalańskich, której dwa

bataliony mają w swej strukturze KMO Raków.

Wartość umowy to 275,5 mln PLN brutto, a jej

przedmiotem będzie dostawa 18 moździerzy samobieżnych

M120K na specjalnie dostosowanym

podwoziu KTO Rosomak, ośmiu wozów dowodzenia

AWD, powstałych na bazie KTO Rosomak

w wersji bazowej, a także usługi szkoleniowe. Dostawy

mają zostać zrealizowane w latach 2020–

–2021. Dwa pierwsze moździerze, które służyć

będą do szkolenia artylerzystów trafią do toruńskiego

Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia,

zostaną dostarczone w przyszłym roku, zaś pozostały

sprzęt rok później. Dziewiąty i dziesiąty KMO

trafią do pododdziałów 12. Brygady Zmechanizowanej

(2. batalion zmechanizowany ze Stargardu,

pierwsza połowa roku) i 17. Wielkopolskiej Brygady

Zmechanizowanej (3. batalion zmechanizowany

z Wędrzyna, druga połowa roku).

Może dziwić dlaczego na mocy tej samej umowy

nie zakupiono artyleryjskich wozów amunicyjnych

AWA oraz artyleryjskich wozów remontu

uzbrojenia AWRU, które także wchodzą w skład

KMO i są przedmiotem dostaw. Przyczyną były najprawdopodobniej

regulacje prawne. Przy zastosowanym

trybie negocjacji (zamówienie z wolnej

ręki, bez nowego postępowania przetargowego)

dopuszczalne było bowiem zawarcie nowej umowy

jako kontynuacji zamówienia z 28 kwietnia

2016 r., stąd i przedmiot zamówienia musiał być

taki sam. Oczywiście, także w skład zamówionych

w październiku KMO wejdą wozy AWA i AWRU, ale

zostaną pozyskane na mocy odrębnych umów.

Potraktowanie zamówienia jako kontynuacji

dostaw i jego realizacja w tym momencie pozwoli

nie tylko na zachowanie ciągłości produkcji

i funkcjonującego łańcucha poddostawców oraz

podwykonawców, a tym samym cen produktów

na takim samym lub zbliżonym do wynegocjowanego

wiosną 2016 r. poziomie.

Warto jeszcze dodać, że moździerze M120K dostarczone

w ramach październikowej umowy

będą miały, podobnie jak moździerze siódmego

i ósmego KMO z pierwszego kontraktu, zmodyfikowany

układ dosyłania pocisków, a więc zmodyfikowany

automat ładowania, dosyłacz i magazyn

amunicji. Są one oczywiście dostosowane do

amunicji docelowej, przygotowania do rozpoczęcia

seryjnej produkcji której trwają w Zakładach

Metalowych DEZAMET S.A. w Nowej Dębie. Modyfikacje

pozwolą na zautomatyzowane ładowanie

naboju o całkowitej długości do 830 mm, a nie

800 mm jak to było dotąd. Możliwe będzie prowadzenie

ognia także jeszcze dłuższymi nabojami –

nawet o długości 1000 mm, ale wówczas trzeba

będzie umieścić go na dosyłaczu ręcznie.

Poza docelową amunicją, na razie odłamkowo-burzącą,

wkrótce także dymną i oświetlającą,

a nieco później precyzyjną, naprowadzaną na odbite

światło lasera, pozostał do wdrożenia jeszcze

jeden element bojowy KMO Rak – artyleryjski

wóz rozpoznawczy AWR.

Każdy kompanijny moduł ogniowy Rak w docelowej

konfiguracji będzie składać się z ośmiu

120 mm samobieżnych moździerzy, czterech artyleryjskich

wozów dowodzenia AWD, dwóch artyleryjskich

wozów rozpoznania AWR oraz pojazdów

zabezpieczenia logistycznego: trzech artyleryjskich

wozów amunicyjnych AWA, jednego artyleryjskiego

wozu remontu uzbrojenia AWRU. Program

AWR jest najbardziej opóźniony, ponieważ

badania kwalifikacyjne prototypu tego pojazdu,

14 Wojsko i Technika • Listopad 2019

www.zbiam.pl


Przemysł obronny

Łukasz Prus,

współpraca Andrzej Kiński

W dniach 24–25 października w Hotelu

Europa Starachowice Business & Spa

odbyła się jubileuszowa konferencja

naukowo-techniczna „95 lat MESKO

w służbie Ojczyzny. Rozwój techniki

rakietowej i amunicyjnej w Polsce”.

Zorganizowała ją amunicyjno-rakietowa

spółka ze Skarżyska-Kamiennej,

a miesięcznik „Wojsko i Technika

objął ją patronem medialnym

wydarzenia.

Konferencja 95 lat MESKO

w służbie Ojczyzny

Ilustracje w artykule: Andrzej Kiński,

MESKO, CRW Telesystem-Mesko.

Konferencję zainaugurował prezes zarządu MESKO S.A. Tomasz Stawiński.

Wtym roku przypada 95. rocznica utworzenia

skarżyskiej fabryki amunicji. Przypomnijmy,

że spółka MESKO S.A. rozpoczęła

działalność w 1924 r. (chociaż przygotowania

do uruchomienia fabryki ruszyły dwa lata wcześniej)

jako Państwowa Fabryka Amunicji w Kamiennej

(od 1928 r. Skarżysko-Kamienna). Wówczas też

rozpoczęto użytkowanie pierwszych, nowo powstałych,

budynków produkcyjnych. W okresie

międzywojennym PFA była jednym z najprężniej

działających zakładów tego typu w Europie. W latach

20. elaborowano w niej granaty ręczne, pociski

artyleryjskie i bomby lotnicze, produkowano amunicję

karabinową, zapalniki, ale także węgiel aktywny

do pochłaniaczy gazów. W 1939 r. w asortymencie

produkcji zakładów były amunicja do broni

strzeleckiej i 20 mm działek automatycznych, pociski

artyleryjskie 37, 100 i 155 mm, a także bomby

lotnicze, pracowało w niej ponad 4500 osób. Później,

podczas II wojny światowej i w latach powojennych,

zakład przechodził wiele reorganizacji,

a jego profil produkcyjny podlegał zmianom. Zachowano

oczywiście produkcję specjalną, w której

ramach w latach 60. uruchomiono także licencyjną

produkcję przeciwpancernych i przeciwlotniczych

pocisków kierowanych, ale w czasach PRL MESKO

wytwarzało szeroką gamę produktów na rynek cywilny,

np. sprzęt AGD, maszyny włókiennicze, kalkulatory

mechaniczne i elektroniczne, rowery, silniki

spalinowe.

Dziś MESKO S.A. to jedna z kluczowych spółek

Grupy Kapitałowej Polska Grupa Zbrojeniowa S.A.

W ofercie spółki znajdują się m.in.: amunicja małoi

średniokalibrowa, czołgowa, moździerzowa, artyleryjska,

a także przenośne przeciwlotnicze zestawy

rakietowe Grom i Piorun, przeciwpancerne

pociski kierowane Spike-LR oraz rakiety niekierowane

NLPR 70 mm i M-21 FHE Feniks. Spółka i jej partnerzy

prowadzą również prace, których celem jest

wzbogacenie oferty o nowe wzory uzbrojenia,

w tym precyzyjnego.

Konferencja w Starachowicach

Zarząd MESKO S.A. postanowił uczcić 95. rocznicę

powstania Państwowej Fabryki Amunicji

i w dniach 24–25 października zorganizował konferencję

naukowo-techniczną „95 lat MESKO

w służbie Ojczyzny. Rozwój techniki rakietowej

i amunicyjnej w Polsce”. W jej inauguracji wzięło

udział wielu wysokich rangą przedstawicieli Sił

Zbrojnych RP. Obecni byli m.in.: zastępca dowódcy

Wojsk Obrony Terytorialnej gen. bryg.

Artur Dębczak, zastępca szefa Zarządu P8 Sztabu

Generalnego Wojska Polska płk Krzysztof

Zielski, szef Zarządu Wojsk Rakietowych i Artylerii

Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych

płk Zenon Wiśniewski, szef Oddziału Systemów

Obrony Przeciwlotniczej Inspektoratu

Uzbrojenia płk Paweł Stefankiewicz, szef Oddziału

Gestorstwa Zarządu Obrony Przeciwlotniczej

i Obrony Przeciwrakietowej DGRSZ płk Marcin

Zasada, dyrektor Wojskowego Instytutu Technicznego

Uzbrojenia płk Rafał Bazela czy dyrektor

Instytutu Dowodzenia Akademii Wojsk Lądowych

ppłk Norbert Świętochowski. W kon fe ren cji

udział wzięli także radca Prezesa Rady Ministrów

płk Krzysztof Gaj i wiceprezes Prokuratorii Generalnej

Artur Woźnicki.

Konferencję otworzyło wystąpienie prezesa

zarządu MESKO S.A. i dyrektora Grupy Amunicyjno-Rakietowej

Tomasza Stawińskiego. Pierwszego

dnia odbyły się dwa panele dyskusyjne poświcone

współpracy pomiędzy Siłami Zbrojnymi

RP i przemy słem. Ponadto referaty poruszające

specjalistyczne zagadnienia z zakresu techniki

rakietowej i amunicji wygłosili przedstawiciele:

Wojskowej Akademii Technicznej, CRW Telesystem-Mesko

Sp. z o.o., Wojskowego Instytutu

Technicznego Uzbrojenia, Sieci Badawczej

18 Wojsko i Technika • Listopad 2019

www.zbiam.pl


Obrona przeciwlotnicza

Białoruska modernizacja wozu bojowego

9A33-2B zestawu Osa-AK/AKM

Dwa zmodernizowane przeciwlotnicze rakietowe wozy bojowe 9A33-2B w położeniu marszowym sfotografowane na terenie 2566. ZRREW w Borysowie.

Miroslav Gyűrösi

Samobieżny przeciwlotniczy zestaw

rakietowy 9K33M2 Osa-AK i jego

wersja rozwojowa 9K33M3 Osa-AKM,

gdy wchodziły do uzbrojenia,

w wielu aspektach wyprzedzały

swą epokę. Czas jest jednak

nieubłagany i odcisnął piętno

także na tym systemie uzbrojenia.

Fotografie w artykule: Miroslav Gyűrösi, 2566. ZRREW.

Elementy składowe i amunicja zestawu zostały

wdrożone do produkcji i służby liniowej

w drugiej połowie lat 70. (wersja M2

w 1975 r., zaś M3 w 1980 r.), co oczywiście znalazło

swe odbicie w zastosowanych rozwiązaniach

i bazie elementowej wyposażenia elektronicznego.

Niemniej, biorąc pod uwagę swoje zasadnicze

charakterystyki – zasięg rażenia celów, zakres

wysokości lotu zwalczanych środków napadu

powietrznego, a także skuteczność oddziaływania

amunicji na cel, zasadniczo nadal spełnia

większość wymagań stawianych dziś przed środkami

walki z samolotami i śmigłowcami. W miarę

upływu czasu taktyka użycia środków napadu powietrznego

systematycznie się zmienia, na współczesnym

polu walki pojawiły się także nowe zagrożenia.

Aby nadążyć za zmieniającym się teatrem

działań zestaw był – w różnych krajach – kilkakrotnie

modernizowany. Propozycje takie, obecnie

ukierunkowane przede wszystkim na odbiorców

zagranicznych, mają często szeroki zakres,

szczególnie w przypadku wyposażenia elektronicznego.

W ten sposób udało się, choćby częściowo,

wyeliminować problemy wynikające

z archaicznej z dzisiejszej perspektywy bazy elementowej.

Wymiana elektroniki skutkuje głównie

wzrostem niezawodności, ale wdrożono też takie

rozwiązania, które przyczyniły się także do poprawy

innych charakterystyk.

Światową premierę zmodernizowany PRWB 9A33-2B miał na wystawie MILEX-2019 w Mińsku w maju 2019 r.

Nawet jednak te działania nie pozwoliły pozbyć

się zasadniczych niedostatków zestawu, które dziś

doprowadzają Osę do granicy (a u niektórych użytkowników

nawet do jej przekroczenia) możliwości

utrzymania w sprawności poszczególnych elementów

zestawu, a tym samym i całości, niezależnie

od bazowej wersji lub wariantu. Za największe

z punktu widzenia użytkowników problemy zestawów

rodziny 9K33M2/M3 i wchodzących w ich

skład przeciwlotniczych rakietowych wozów bojowych

(PRWB) 9A33BM2/M3 należy uznać krytyczny

wiek amunicji – kierowanych pocisków rakietowych

9M33M2/M3, a także pojazdy bazowe

podstawowych elementów zestawu – trzyosiowe

specjalne podwozia pływające BAZ-5937 w przypadku

PRWB i BAZ-5939 pojazdu transportowo-załadowczego

9T217B. W przypadku podwozi, które

są wyspecjalizowanymi rozwiązaniami, opracowanymi

z myślą o roli nośników uzbrojenia i pojazdów

transportu oraz przeładunku rakiet, największym

problemem jest faktyczny brak większości

asortymentów części zamiennych, a także zaawansowany

wiek i przestarzałość techniczna. Jeśli

zaś chodzi o pociski kierowane 9M33M2/M3, to

wielokrotnie przekroczono ustanowiony przez

producenta resurs (o 15÷20 lat w stosunku do okresu

przydatności do użycia ustanowionego przez

producenta), a wiele z nadal używanych (głównie

dotyczy to pocisków wersji M3, większość pocisków

M2 została wycofana) stanowi poważniejsze

zagrożenie dla użytkowników niż dla celów, które

miałyby zwalczać. Także w ich przypadku czas

i chemia są nieubłagane. Poza przestarzałą bazą

elementową elektroniki, głównym problemem rakiet

są procesy starzenia stałego paliwa rakietowego

silnika i inne elementy pirotechniczne.

Jeśli jednak pominąć te dwa zasadnicze problemy,

to sam zestaw nadal dysponuje znaczącym

potencjałem bojowym, a także podatnością

20 Wojsko i Technika • Listopad 2019

www.zbiam.pl


Obrona przeciwlotnicza

Raytheon zwycięzcą programu LTAMDS

Piotr Lasocki

15 października media w Stanach

Zjednoczonych przekazały, że US Army

wybrały nowy radar w programie Lower

Tier Air and Missile Defense Sensor

(LTAMDS), czyli stacji która zastąpi

obecne radiolokatory AN/MPQ-53/-65

rakietowego systemu przeciwlotniczego

i przeciwrakietowego Patriot.

Ilustracja w artykule Raytheon.

Tego dnia gen. bryg. Brian Gibson, dyrektor Air

and Missile Defense Cross Functional Team,

czyli zespołu odpowiedzialnego za program

LTAMDS, nie ujawnił jeszcze zwycięskiej oferty. Ograniczył

się tylko do stwierdzenia o „aktywnych negocjacjach”

z wybranym producentem, które mają

umożliwić podpisanie kontraktu. Jednak już wówczas

było jasne, że wygrała oferta Raytheona, gdyż to

spółka z Andover zorganizowała 14 października

briefing dla mediów, podczas którego zaprezentowała

szczegóły swojej propozycji. Analogicznych

spotkań nie przeprowadzili natomiast konkurenci,

czyli Lockheed Martin i Northrop Grumman. 16 października

US Army oficjalnie ujawniła, że kontrakt

przyznano Raytheonowi. W jego ramach za 384 mln

USD (cena stała) Raytheon w ciągu 36 miesięcy od

dnia zawarcia umowy wyprodukuje sześć stacji (odpowiadających

standardem urządzeniom seryjnym),

które w roku podatkowym 2022 mają osiągnąć

wstępną gotowość operacyjną (tzw. IOC).

Dodajmy, że choć oferentem była spółka Raytheon

z siedzibą w Andover, to zapewne głównym wykonawcą

będzie oddział Raytheon Integrated Defense

Systems z Tewksbury, specjalizujący się w technice radiolokacyjnej.

Poza tym Raytheon poinformował, że

sieć poddostawców w tym projekcie obejmuje firmy

w 35 stanach.

Niestety, przy okazji zawarcia umowy nie upubliczniono

zdjęcia prototypowej stacji, o ile już na

tym etapie istnieje. Bob Kelley, dyrektor Integrated

Air and Missile Defense Business Development and

Strategy w Raytheon, twierdzi, że zaproponowane

rozwiązanie zostało z powodzeniem zaprezentowane

podczas prób poligonowych (tzw. sense-off).

Raytheon pokazał pełnowymiarową makietę swojego

radaru na wystawie AUSA 2019, która odbyła

się w dniach 14–16 października. Raytheon nadal

forsuje konstrukcję trójantenową, z nieruchomymi

antenami, jedną pełnowymiarową przednią

i dwiema mniejszymi, tylnymi. Wszystko osadzone

na naczepie. Długość nowej stacji jest większa

o ponad dwa metry od AN/MPQ-65, a wysokość

naczepy z antenami w położeniu roboczym to ok.

30 stóp (> 9,1 m). Całość ma ponoć być węższa od

AN/MPQ-53/-65 i nie ma tak rozbudowanego układu

podpór stabilizujących. Masę tego zestawu

Ta grafika oddaje duże rozmiary nowej stacji. Swą wielkością przyćmiewa ona nie tylko AN/MPQ-53/-65, ale także

dotąd pokazywaną przez Raytheona makietę trójantenowej stacji i jednoantenowy prototyp, którego przednia antena

miała wyraźnie inną konstrukcję niż rozwiązanie docelowe.

trudno oszacować. Naczepa ma trzy osie. Dotychczasowe

stacje AN/MPQ-65 były osadzone na dwuosiowych

naczepach M860 o łącznej masie ponad

19 t. Naczepa trzyosiowa sugeruje masę maks. 34 t

(biorąc za punkt odniesienia DMC trzyosiowych naczep

US Army). Na dodatek nowy radar ma więcej

„elektroniki” niż stary. Zastanawia konstrukcja anten,

szczególnie rzuca się w oczy ich znaczna grubość.

Wskazuje to, że zachowano ich chłodzenie cieczą,

jak w stacjach z półprzewodnikowymi antenami aktywnymi

produkowanymi z GaAs. Potwierdza to

rozbudowany układ chłodzenia, umieszczony na

płycie nadsiodłowej. Antena przednia w konfiguracji

marszowej składa się poziomo na części naczepy.

Tymczasem dwie anteny tylne składają się w dół,

niczym klapy, do wnęk wzdłuż tylnych bocznych

krawędzi naczepy, aby ta zachowała prostopadłościenną

bryłę w pozycji marszowej i mieściła się

w ładowni samolotów C-17. Summa summarum

nowy radar będzie miał zapewne gorszą mobilność

taktyczną niż AN/MPQ-65, z równie wysoko położonym

środkiem ciężkości.

Raytheon podaje, że konstrukcja nowej stacji wykorzystuje

szereg najnowocześniejszych rozwiązań

technicznych, m.in. półprzewodnikowe aktywne anteny

z elektronicznym skanowaniem fazowym (AESA)

z elementami nadawczo-odbiorczymi wykonanymi

w technologii GaN, stacja jest całkowicie cyfrowa, wliczając

w to cyfrowe odbiorniki i wzbudnicę (tzw.

DREX – digital receiver/exciter) oraz oprogramowanie

sterujące cyfrowym formowaniem wiązek radarowych.

Raytheon utrzymuje, że trójantenowa konstrukcja

zapewnia większe zasięgi wykrywania od

poprzednika i pełne pokrycie w azymucie, choć uzyskanie

okrężnego pola obserwacji nie jest możliwe

(zagadnienie zapewnienia pola wykrywania celów

w zakresie 360° w azymucie było opisywane wielokrotnie).

Nie jest przypadkiem, że wiele nowych stacji

radiolokacyjnych kierowania ogniem obrony przeciwlotniczej

ma obracające się anteny. Natomiast

nowy radar Raytheona nie, gdyż nadal ma służyć jako

stacja naprowadzania pocisków kierowanych PAC-2

GEM-T z półaktywnym naprowadzaniem radiolokacyjnym

(metodą TVM), które wymusza zastosowanie

nieruchomych anten (konieczność nieprzerwanego

opromieniowania zwalczanego celu). Nie ma się jednak

co temu dziwić się, ponieważ Raytheon nadal

produkuje pociski GEM-T i chce je sprzedawać użytkownikom

Patriotów. I dlatego nowy radar zapewne

też pracuje w paśmie C, jak AN/MPQ-53/-65.

W rezultacie nowy radar nie usuwa bolączek stacji

AN/MPQ-53/-65, czyli nisko osadzonych bloków antenowych,

które mają przez to problem z wykrywaniem

celów niskolecących i sektorowego pola widzenia.

Pytany o to zagadnienie, wspominany Bob

Kelley stwierdził, że oczywiście mniejsze anteny tylne

nie mają takich możliwości jak przednia, ale przecież

przednia będzie służyć do wykrywania celów balistycznych,

a te nie poruszają się po kursie łamanym

i wiadomo, z którego kierunku nadlecą. I zapewne

tylko ta przednia antena będzie umożliwiała użycie

i pełne wykorzystanie osiągów pocisków PAC-3 MSE.

Decyzja US Army będzie miała decydujący wpływ

także na konfigurację docelowej postaci systemu

przeciwlotniczego i przeciwrakietowego średniego

zasięgu Wisła tzw. II fazy dla Sił Zbrojnych RP. Zapewne

więcej szczegółów w tej sprawie przyniosą najbliższe

tygodnie. n

26 Wojsko i Technika • Listopad 2019

www.zbiam.pl


Artyleria

Niszczyciele czołgów na MSPO 2019

Podczas MSPO 2019 firmy Grupy Kapitałowej PGZ zaprezentowały trzy propozycje niszczycieli czołgów. Miały one charakter poglądowy, a ich celem było pokazanie wielowariantowości

potencjalnej oferty. GK PGZ chciała w ten sposób zaznaczyć gotowość polskiego przemysłu do dostarczenia określonego rodzaju uzbrojenia w taki sposób, by spełnić wymagania

użytkownika, który miałby wskazać zarówno typ podwozia, jak i importowany system uzbrojenia.

Bartłomiej Kucharski

Jak wspominaliśmy w poprzednim

numerze, podczas XXVII Międzynarodowego

Salonu Przemysłu Obronnego

zarówno podmioty Grupy Kapitałowej

Polska Grupa Zbrojeniowa S.A., jak i inne

firmy zaprezentowały kilka interesujących

propozycji związanych z programem

Ottokar Brzoza, czyli samobieżnego

gąsienicowego rakietowego niszczyciela

czołgów. Warto przyjrzeć się bliżej

zarówno im, jak i całemu przedsięwzięciu,

które ma przynieść generacyjną

zmianę sprzętu jedynego

pułku przeciwpancernego

w Siłach Zbrojnych RP.

Ilustracje w artykule:

Bartłomiej Kucharski, Andrzej Kiński, MBDA,

14. Suwalski Pułk Przeciwpancerny.

Obecnie w Wojskach Lądowych pozostało

kilkadziesiąt, zupełnie dziś przestarzałych,

samobieżnych wyrzutni przeciwpancernych

pocisków kierowanych 9P133 systemu 9K11P,

wkorzystujących jako nośnik zmodyfikowane rozpoznawcze

pojazdy opancerzone BRDM-2. Ich

uzbrojenie stanowią przeciwpancerne pociski kierowane

9M14P/P1 Maliutka, mające na współczesnym

polu walki wartość najwyżej sentymentalną.

Stanowią one m.in. uzbrojenie 14. Suwalskiego

Pułku Artylerii Przeciwpancernej (na mocy decyzji

Ministra Obrony Narodowej z dnia 12 lipca br. przeformowany

z dywizjonu – na razie na papierze).

Pojazdy są w coraz gorszym stanie technicznym,

podnoszona od lat kwestia ich modernizacji dziś

jest raczej dyskusyjna, a sam system uzbrojenia

nie spełnia żadnych standardów współczesnego

pola walki, mogąc stanowić zagrożenie jedynie

dla lżej opancerzonych pojazdów (o ile załodze

uda się w ogóle namierzyć cel, a sam pocisk nie

okaże się niesprawny). Oznacza to, że coraz bardziej

paląca staje się potrzeba wymiany generacyjnej

9P133 na nowe wozy uzbrojone w nowoczesny

rakietowy system przeciwpancerny. Ich

pojawienie się w Wojskach Rakietowych i Artylerii

ma nastąpić równolegle z wdrożeniem do służby

w Wojskach Pancernych i Zmechanizowanych

bojowych wozów piechoty Borsuk z wieżą bezzałogową

ZSSW-30, w skład systemu uzbrojenia której

wchodzą ppk Rafael Spike LR, oraz w Wojskach

Zmotoryzowanych Rosomaków z tą samą wieżą.

Nie można także wykluczyć, że w przyszłości dojdzie

do skutku modernizacja starszych bojowych

Rosomaków z wieżami HITFIST-30P i ich dozbrojenie

w system Spike. Wyspecjalizowane niszczyciele

czołgów mają być jednak uzbrojone w system

o wyższych parametrach. Jakie są możliwości

w tym zakresie?

Najpierw Barakuda – rakiety

czy pociski kinetyczne?

W styczniu 2017 r. Inspektorat Uzbrojenia rozpoczął

fazę analityczno-koncepcyjną w zakresie

„Osiągnięcia możliwości zwalczania środków

pancernych i opancerzonych przez niszczyciele

czołgów”. Program otrzymał kryptonim Barakuda.

Ogłoszenie opublikowane przez IU nie było precyzyjne,

nie uszczegółowiono w nim bowiem

zestawu uzbrojenia przyszłego niszczyciela czołgów

(miały to być „kinetyczne środki ogniowe oraz

przeciwpancerne pociski kierowane”) ani podwozia

(kołowe lub gąsienicowe), choć na późniejszym

etapie IU zaczął skłaniać się raczej ku trakcji gąsienicowej

(nośnik WWB Gepard i NBPWP Borsuk) oraz

ku uzbrojeniu jednocześnie w armatę (prawdopodobnie

120 mm) i ppk (odpalane z tejże lub

28 Wojsko i Technika • Listopad 2019

www.zbiam.pl


Artyleria

Nowości projektu moździerza LMP-2017

Moździerze LMP-2017 i amunicja do nich. Od lewej: eksportowy LMP-2017 kal. 60,4 mm i nabój odłamkowy O-LM60, LMP-2017 kal. 59,4 mm i nabój oświetlający S-LM60-IR oraz

LMP-2017 kal. 59,4 mm i nabój O-LM60 tego kalibru.

Adam M. Maciejewski

Minął ponad rok, odkąd na łamach

„Wojska i Techniki” przedstawiliśmy,

wówczas najnowszy, 60 mm moździerz

piechoty LMP-2017, skonstruowany

w Zakładach Mechanicznych Tarnów S.A.,

wchodzących w skład Polskiej Grupy

Zbrojeniowej S.A. Przez minione miesiące

projekt ten zanotował istotne postępy,

m.in. moździerz wszedł do produkcji

seryjnej, zamówiło go Ministerstwo

Obrony Narodowej, a także przeszedł

niezbędne badania w celu uzyskania

wymaganego certyfikatu w trybie

III ustawy o Ocenie zgodności wyrobów

przeznaczonych na potrzeby obronności

i bezpieczeństwa państwa.

Fotografie w artykule: Adam M. Maciejewski,

ZM Tarnów S.A.

Badania LMP-2017

Pierwszym etapem badań seryjnych moździerzy,

nadzorowanych przez 79. Rejonowe Przedstawicielstwo

Wojskowe, były badania zdawczo-odbiorcze,

które rozpoczęto 28 czerwca 2019 r. Wykorzystano

w nich LMP-2017 pierwszej partii produkcyjnej. Badania

zakończono z wynikiem pozytywnym.

Zgodnie z wymaganiami umowy, nowe tarnowskie

moździerze musiały przejść – i przeszły z wynikiem

pozytywnym – wszystkie badania wymagane

do certyfikacji. Chodzi o badania potwierdzające

spełnienie przez wyrób wszelkich wymagań taktyczno-technicznych,

które przeprowadził Wojskowy

Instytut Techniczny Uzbrojenia (WITU) z Zielonki.

Same badania odbywały się na terenie

i stanowiskach ogniowych Ośrodka Badań Dynamicznych

(OBD) WITU w Stalowej Woli z wykorzystaniem

trzech moździerzy LMP-2017 wybranych

losowo z partii po badaniach zdawczo-odbiorczych.

Jeden z nich posłużył do badań niezawodności

i trwałości przy dużej liczbie strzałów, a dwa pozostałe

do badań odporności oraz wytrzymałości na

Przypomnijmy, że Ministerstwo Obrony Narodowej

(MON) w grudniu 2018 r. zamówiło

780 moździerzy LMP-2017 dla Wojsk Obrony

Terytorialnej (WOT). Pierwszych 150 zostanie dostarczonych

jeszcze w tym roku. Historię powstania

LMP-2017 i jego szczegółowy opis techniczny opublikowaliśmy

w numerze WiT 3/2018. Natomiast

teraz omówimy, jak biegła ścieżka do zamówienia

dla WOT i jaką bronią jest obecnie LMP-2017. Przy

okazji, w ramach uznania dla rezultatów ich pracy,

koniecznie należy przedstawić zespół konstruktorski

moździerza LMP-2017, czyli: dyrektora Centrum Badawczo-Rozwojowego

dr. inż. Tadeusza Świętka,

mgr. inż. Adama Henczela, mgr. inż. Zbigniewa

Panka i mgr. inż. Macieja Borucha.

Te same moździerze LMP-2017 w innym ujęciu. Jak widać, lewy i środkowy mają celowniki cieczowe (taki wybrano dla

Wojsk Obrony Terytorialnej), natomiast moździerz z prawej ma tarnowski cyfrowy celownik DMS. Moździerze dla WOT

są czarne, ale ZM Tarnów oferują też, widoczny na zdjęciu, wariant oliwkowy.

34 Wojsko i Technika • Listopad 2019

www.zbiam.pl


Siły zbrojne

Defilada z okazji 70-lecia ChRL w Pekinie

Wyrzutnia pocisków balistycznych DF-17 z głowicami szybującymi.

Tomasz Szulc

W wielu państwach oficjalne rocznice są

uświetniane przez defilady wojskowe. W

niektórych odbywają się one co roku (np. we

Francji, Rosji), w innych co kilka lat. Do tych

ostatnich należy Chińska Republika Ludowa,

która jest równocześnie jednym z ostatnich

krajów, których władze ze znacznym

powodzeniem kontrolują przestrzeganie

tajemnicy w sferze nowego uzbrojenia.

Defilady są więc zazwyczaj okazją do

ujawniania nowości. Ich liczba i „ciężar

gatunkowy” świadczą o randze parady.

Te organizowane z okazji okrągłych rocznic

bywają bardziej okazałe. W Chinach

poprzednią taką okazją był 2015 r., kiedy

defiladę zorganizowano z okazji 70. rocznicy

zakończenia II wojny światowej. W tym roku

przypadała natomiast 70. rocznica

powstania Chińskiej Republiki Ludowej,

można więc było oczekiwać, że defilada

będzie równie okazała, jak poprzednia.

Fotografie w artykule:

Ministerstwo Obrony Narodowej ChRL, Internet.

Ciekawość była tym większa, że inaczej niż

np. w Moskwie, do mediów nie docierały

fotografie, wykonywane podczas przygotowań

do wydarzenia. Niemal do końca postronni

nie wiedzieli, ilu i jakich nowości można się

spodziewać. Dopiero pod sam koniec września

odbyły się nad miastem próby lotniczej części defilady,

a do centrum miasta zaczęto ściągać sprzęt

lądowy. Nawet jednak wtedy nie wszystko było

jeszcze jasne.

Defiladowe nowości można zwykle podzielić

na trzy kategorie. Do pierwszej należy sprzęt, który

stanowi całkowitą niespodziankę dla analityków,

ewentualnie istniały na jego temat jedynie

ogólnikowe informacje. Do drugiej grupy można

zaliczyć sprzęt znany tylko z nieoficjalnych źródeł,

np. anonimowych fotografii z Internetu. Trzecią

kategorię stanowią konstrukcje, które nie uczestniczyły

dotąd w defiladach, choć pokazywano je

np. na międzynarodowych salonach czy w oficjalnych

materiałach reklamowych itd.

Ku powszechnemu zdumieniu 1 października

2019 r. w Pekinie nowości pierwszej kategorii było

bardzo mało. Najważniejszą okazał się pocisk rakietowy

DF-17, którego wyrzutnię umieszczono

na pięcioosiowym nośniku, podobnym do wykorzystywanego

przez wyrzutnię systemu rakietowego

krótkiego zasięgu DF-16. Defilujące pociski

przenosiły głowice bojowe zdolne do lotu ślizgowego,

a zapewne nawet do manewrowania w atmosferze

w celu znaczącego zmniejszenia prawdopodobieństwa

przechwycenia przez środki

obrony przeciwrakietowej. Byłby to więc odpowiednik

rosyjskiego pocisku Awangard. Zasadniczą

różnicą jest zasięg, a więc i przeznaczenie.

Awangard jest systemem strategicznym, natomiast

pocisk chiński może podobno pokonać

2500 km. Rozmiary i konstrukcja samego pocisku

potwierdzają nie tylko niewielki zasięg, ale i dowodzą,

że jako bazę dla nosiciela wybrano sprawdzone,

ale niezbyt nowoczesne rozwiązania (być

może pocisk DF-15M). Oczywiście, nową głowicę

szybującą będzie można dołączyć także do większych

i nowocześniejszych pocisków balistycznych.

Na tym jednak nie koniec wątpliwości. Otóż

szybujące głowice były uproszczonymi makietami,

podobnie jak całe pociski i ich wyrzutnie. Jedynie

nośniki były prawdziwe. Rodzi się wobec

powyższego pytanie, czy DF-17 nie jest zwykłą

mistyfikacją? Nie sposób o tym przesądzić. Jak

dotąd tajwańskie, japońskie, a przede wszystkim

amerykańskie źródła wywiadowcze nie donosiły

o próbach chińskich rakiet z takimi głowicami,

a ich trajektoria jest tak różna od typowej balistycznej,

że ich odkrycie nie powinno stanowić

problemu. Być może Chiny chcą opracować taki

system uzbrojenia i pochwaliły się tym pomysłem

wyprzedzając fakty. Może chodziło o zasygnalizowanie

potencjalnym przeciwnikom,

a przede wszystkim Stanom Zjednoczonym, że

Chiny dysponują bronią, przed którą obecnie

trudno się obronić. Relatywnie niewielki zasięg

pocisku wskazuje, że jego celem mogłyby być nie

tylko „typowe” obiekty lądowe, ale i morskie, np.

38 Wojsko i Technika • Listopad 2019

www.zbiam.pl


Polityka obronna

Krzysztof Nicpoń

We wrześniu tego roku, na wiecu Partii

Sprawiedliwości i Rozwoju, prezydent

Turcji Recep Tayyip Erdoğan stwierdził,

że to iż niektóre kraje, bynajmniej nie

jeden czy dwa, dysponują pociskami

nuklearnymi, natomiast Zachód mówi,

że Turcja nie powinna ich mieć, jest dla

niego nie do zaakceptowania. Słowa te

zostały zinterpretowane przez wielu

obserwatorów na świecie jako zapowiedź

dążenia do uzyskania własnej broni

jądrowej. Czy Erdoğan mając wielkie

ambicje dotyczące pozycji swego

państwa w regionie i na arenie

międzynarodowej chce naprawdę

broni jądrowej dla Turcji? Nie wszyscy

komentatorzy są co do tego zgodni.

Ilustracje w artykule: US DoD/SSGT Phil

Schmitten, US DoE, USAF, USAFE,

MO Turcji, MAXAR, SNL.

Bomby z Incirliku

9października 2019 r. wojska tureckie rozpoczęły

operację militarną w północno-

-wschodniej Syrii. Atak był wymierzony w siły

kurdyjskich Powszechnych Jednostek Samoobrony

(kurd. Yekîneyên Parastina Gel, YPG), które Turcja

uważa za terrorystyczne, jednakże są one popierane

przez kraje zachodnie, ponieważ stanowią znaczącą

część Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF),

które walczyły z oddziałami tzw. państwa islamskiego

na terenie Syrii. SDF kontrolują obecnie większość

północnych terenów Syrii. Akcja wojskowa

Ankary przeciw rdzeniowi sił SDF nie tylko zaogniła

sytuację w Syrii, ale i pogorszyła jeszcze bardziej stosunki

polityczne z Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi.

W związku z turecką inwazją eksport

wszelkiej broni do Turcji zawiesiło dziewięć państw

europejskich i Kanada. Akcję ostro potępiła Liga

Arabska, a prezydent Donald Trump 14 października

Rozmieszczenie miejsc składowania broni jądrowej na terytorium Turcji na przestrzeni lat od 1959 r.

44 bomby termojądrowe B61 na wózkach transportowych w pomieszczeniu magazynowym wewnątrz strefy

składowania broni (WSA – Weapon Storage Area). Podobnie musiało to wyglądać w latach 70. i 80., gdy na

lotniskach nie było jeszcze „skarbców” WSV.

podpisał dekret o nałożeniu sankcji na kilku wyższych

urzędników tureckich. 18 października turecka

akcja została wstrzymana na pięć dni, po negocjacjach

w Ankarze między prezydentem Turcji

a przedstawicielem administracji Stanów Zjednoczonych.

Natomiast 22 października prezydent Erdoğan

spotkał się w Soczi z prezydentem Federacji

Rosyjskiej Władimirem Putinem, gdzie przyjęli plan,

dotyczący syryjsko-tureckiego pogranicza. Turcja

nie będzie kontynuowała ofensywy, ponieważ – jak

twierdzi – jej wojska osiągnęły w drugiej dekadzie

października założone cele operacyjne. Kurdowie

mieli wycofać się z 30-kilometrowego pasa przygranicznego

aż do granicy z Irakiem, a nadzorować tę

akcję mają syryjskie siły rządowe i Rosjanie, których

pododdziały wkroczyły do tego rejonu. Rząd Stanów

Zjednoczonych mógł wobec tego znieść sankcje

wobec Turcji, argumentując, że zniknęła ich

przyczyna (co nie jest prawdą, gdyż wojska tureckie

pozostają na terytorium Syrii do niedawna kontrolowanym

przez Kurdów).

W kontekście tureckiej inwazji na Syrię i komentarzy

politycznych o rzekomej chęci dysponowania

bronią jądrową przez Turcję po raz kolejny w mediach

pojawiła się sprawa bomb atomowych z İncirliku,

ponieważ broń jądrowa w Turcji jest i to już od

60 lat, ale to amerykańska broń jądrowa. Obecnie to

prawdopodobnie już „tylko” 50 lotniczych taktycznych

bomb jądrowych typu B61, składowanych na

terenie bazy lotniczej İncirlik, leżącej we wschodniej

części miasta Adana na południu Turcji.

Amerykańskie głowice jądrowe zaczęto rozmieszczać

w Europie Zachodniej i Południowej na

początku lat 50., czyli niedługo po utworzeniu Sojuszu

Północnoatlantyckiego, po to by zrównoważyć

znaczną przewagę militarną sił konwencjonalnych

ZSRS i państw satelickich. Ponieważ wycieńczone

wojną europejskie państwa NATO nie były w stanie

utrzymywać, ani tym bardziej rozbudowywać zna-

50 Wojsko i Technika • Listopad 2019

www.zbiam.pl


Sprzęt inżynieryjny

Adam M. Maciejewski

2 października w Wojskowym Instytucie

Techniki Pancernej i Samochodowej

w Sulejówku odbyła się prezentacja,

połączona z tematycznymi prelekcjami,

dwóch lekkich środków przeprawowych

oferowanych przez General Dynamics

European Land Systems. Były to średni

most towarzyszący VIPER i szturmowa

kładka piechoty MAMBA. Są to środki

przeprawowe zasadniczo powstałe

z myślą o wojsku, jednak ich użycie

nie musi ograniczać się tylko

do operacji militarnych.

Fotografie w artykule: Adam M. Maciejewski,

Marcin Górka, Andrzej Kiński.

Warto na początku wyjaśnić, że most VIPER

to nowa nazwa wyrobu, który wcześniej

był promowany przez General Dynamics

European Land Systems (GDELS) jako Medium

Trackway Bridge (MTB), natomiast MAMBA to nowa

nazwa mostu Infantry Assault Bridge (IAB).

Filozofia użycia VIPERA i MAMBY

Przeznaczenie mostu VIPER i kładki MAMBA jest

odmienne. VIPER służy do przeprawy pojazdów

kołowych (możliwy jest również przejazd po

nim pojazdów gąsienicowych, ale z ograniczeniami),

natomiast MAMBA to kładka piechoty,

pozwalająca na pokonywanie przeszkód terenowych,

również w górach i w rejonach zurbanizowanych.

Niemniej zarówno VIPER, jak i MAMBA

powstały, by zapewnić wykorzystującym je oddziałom

adekwatnie wysoką mobilność, pozwalającą

na zachowanie wysokiego tempa działań

i utrzymania inicjatywy taktycznej. Zarówno

VIPER, jak i MAMBA umożliwiają prowadzenie

działań manewrowych bez względu na napotykane

przeszkody.

Ideą powstania średniego mostu towarzyszącego

VIPER była potrzeba dysponowania

lekkim środkiem przeprawowym do pokonywana

wszelkiego rodzaju wąskich przeszkód

wodnych, rowów strzeleckich czy rozpadlin,

występujących w terenie. Chodzi o niezbyt szerokie

przeszkody, które jednak uniemożliwiają

przejazd pojazdom. Mogą to być np. taktyczne,

minoodporne, lekko opancerzone pojazdy

w układzie 4×4 podczas patrolu na misji ekspedycyjnej,

albo kołowe transportery opancerzone

(w polskich realiach Rosomaki). Mogą to

być także samochody ciężarowe wchodzące

w skład konwoju logistycznego, ale pokonywanie

różnych wąskich przeszkód terenowych

Zaprezentowany w Wojskowym Instytucie Techniki Pancernej i Samochodowej wariant mostu VIPER został dostosowany

do użycia z Jelczami serii 442, czyli podstawowymi samochodami ciężarowymi 4×4 Sił Zbrojnych RP, w tym Wojsk

Obrony Terytorialnej.

VIPER i MAMBA – innowacyjne

środki przeprawowe

może też dotyczyć kołowych pojazdów wojskowych,

które w warunkach pokojowych bio-

VIPER to rodzaj mostu szturmowego towarzyszą-

Most VIPER

rą udział w niesieniu pomocy podczas klęsk cego, mogącego stanowić integralny element

żywiołowych.

wysuniętych ugrupowań bojowych, a przy tym

Przykładem z życia wziętym były działania kontyngentu

ISAF w Afganistanie, którego patrole czę-

jego transportu. Jest lekkim, modułowym i uni-

niewymagającego specjalistycznego pojazdu do

sto musiały pokonywać tak pozornie błahą przeszkodę,

jak kanały irygacyjne, które stanowiły maksymalnej odpowiadającej obciążeniu do

wersalnym mostem przeprawowym, o nośności

często barierę wystarczającą, aby uniemożliwić MLC 40. W praktyce taka nośność pozwala na

przejazd pojazdom kołowym. W warunkach europejskich

– a jest to doświadczenie sił NATO ćwiczą-

gąsienicowych o masie rzędu 36 t. Istnieje też

przerzucanie Rosomaków lub lekkich pojazdów

cych na terytorium państw bałtyckich – często możliwość zastosowania dodatkowych modułów

poszerzających powierzchnię mostu, pozwa-

można napotkać na lokalnych drogach krótkie mosty,

czasami drewniane, o nieznanej lub wprost za lających na wykorzystywanie go przez pojazdy

małej nośności, aby mogły po nich przejechać kilkunastotonowe

pojazdy wojskowe. Wówczas rozciążeniu

MLC 8. Takie rozwiązanie umożliwia wy-

o mniejszym rozstawie osi, o maksymalnym obwiązaniem

jest właśnie użycie mostu VIPER. korzystywanie mostu przez pojazdy różnych typów,

również należące np. do organizacji

MAMBA dla odmiany to kładka piechoty do

pokonywania różnorodnych przeszkód wodnych pozarządowych lub ludności cywilnej, np. w czasie

występowania klęsk żywiołowych.

lub niewypełnionych wodą zagłębień terenowych.

Przykładów jej praktycznego zastosowania W skład mostu wchodzą elementy przęsła

jest wiele. W terenie miejskim może być również i układacz. Konstrukcja przęsła umożliwia jego

przerzucona między dachami budynków, albo szybki (ok. 10 minut) montaż lub demontaż przez

nad niebezpiecznym terenem, jak np. pole minowe.

Z tego względu użycie kładki MAMBA obej-

aluminiowych, z których można zbudować most

cztery osoby. Przęsło składa się z lekkich modułów

muje szeroki zakres zastosowań, przydatny do o długości 5, 7 lub 9 m (odpowiednio dwa, trzy

wykorzystania w Wojskach Inżynieryjnych, Wojskach

Aeromobilnych, Wojskach Obrony Teryto-

2,8 m, wykorzystując do tego celu sworznie oraz

i cztery moduły składowe mostu) i szerokości

rialnej czy Wojskach Specjalnych. MAMBA może wbudowane w konstrukcję przęsła otwory i zatrzaski,

więc bez użycia dodatkowych narzędzi.

być też niezastąpionym sprzętem podczas niesienia

pomocy ofiarom klęsk żywiołowych w ramach

działań kryzysowych.

gramowy układacz, który ułatwia montaż

W skład mostu VIPER wchodzi także ok. 100-kilo-

przęsła,

58 Wojsko i Technika • Listopad 2019

www.zbiam.pl


Systemy bezzałogowe

Rosyjski bezzałogowiec S-70 Ochotnik

Prototyp S-70 i myśliwiec Su-57 startują do wspólnego lotu 27 września 2019 r. (zdjęcie jest najprawdopodobniej fotomontażem).

Tomasz Szulc

Aby właściwie ocenić nowy rosyjski

bezzałogowy system powietrzny Suchoj

S-70, warto rozważyć, jakie zadania

powinny wykonywać takie maszyny

i jakie cechy konstrukcyjne mają

im w tym pomagać. Najbardziej

oczywiste są misje rozpoznawcze.

Kolejną funkcją jest walka

radioelektroniczna. Następna grupa

zadań wiąże się z użyciem uzbrojenia –

– w pierwszej kolejności chodzi

o uderzenia na cele lądowe i morskie.

W tym przypadku należy jednak

starannie wybierać misje dla aparatów

bezzałogowych, gdyż podobne zadania

często mogą efektywniej wykonywać

poddźwiękowe lub naddźwiękowe/

/hipersoniczne pociski skrzydlate.

Ilustracje w artykule, jeśli nie zaznaczono inaczej:

Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej, Wiktor

Druszlakow, OKB Suchoja, RSK MiG, Boeing,

Dassault Aviation, Internet.

Dla bezzałogowych systemów powietrznych

(BSP) średniego i dużego zasięgu

korzystne jest połączenie misji rozpoznawczych

i uderzeniowych – BSP dysponuje

Bezzałogowiec Korszun projektowany przez OKB Suchoja w latach 70. miał być przystosowany do przenoszenia

uzbrojenia.

w takim przypadku możliwością natychmiastowego

rażenia wykrytych przez siebie celów.

Oznacza to jednak wzrost komplikacji konstrukcji

i zmniejszenie zasięgu (zabieranie uzbrojenia

skutkuje zwykle zmniejszeniem zapasu paliwa).

Na dodatek BSP przenoszą najczęściej uzbrojenie

o małym wagomiarze i mogą zwykle razić tylko

niektóre rodzaje celów.

Niezależnie od rozmiarów, masy i zakresu wykonywanych

zadań BSP powinny mieć szereg

wspólnych cech: po pierwsze – powinny być

mniejsze od swych pilotowanych odpowiedników;

po drugie – powinny wyróżniać się obniżoną

wykrywalnością w stopniu większym, niż samoloty

załogowe; po trzecie – powinny być

znacząco tańsze od samolotów załogowych wykonujących

analogiczne zadania.

Wszystkie kategorie BSP mają także wspólne

słabości. Najważniejszą jest potrzeba utrzymywania

łączności ze stanowiskiem dowodzenia (naziemnym

lub powietrznym). Maszyny rozpoznawcze

przekazują tą drogą zbierane informacje

w czasie rzeczywistym, maszyny uderzeniowe

otrzymują informacje o celach. Kanały łączności

mogą być relatywnie łatwo zakłócone przez

czynniki naturalne i wskutek celowego działania

nieprzyjaciela. Wykorzystanie BSP autonomicznych

(z elementami sztucznej inteligencji) jest do

dziś ograniczone np. przez powszechnie deklarowany

przez użytkowników brak zgody na atakowanie

dowolnych celów bez ich ostatecznej

identyfikacji przez człowieka. Kolejną słabością

jest niezbyt efektywne unikanie nagłych zagrożeń,

gdyż wyposażenie bezzałogowców, szczególnie

tych mniejszych, we wszystkie lotnicze

systemy ostrzegawcze bardzo skomplikowałoby

ich konstrukcję i podniosło cenę.

Najpierw trochę historii

W ZSRR konstruowaniem wojskowych BSP zajmowało

się początkowo OKB Tupolewa, specjalizujące

się w projektowaniu bombowców i samolotów

pasażerskich. W latach 50. i 60. wojskowi na całym

świecie byli zainteresowani głównie maszynami

rozpoznawczymi i takie z powodzeniem konstruowali

inżynierowie Tupolewa. Inne biura konstrukcyjne

zajmowały się tym zagadnieniem sporadycznie,

często z własnej inicjatywy. Na początku

lat 70. nastąpił krótkotrwały wzrost zainteresowania

bezzałogowcami i prawie wszystkim biurom

konstrukcyjnym nakazano opracowanie maszyn

takiej kategorii. W KB Suchoja skonstruowano

wówczas, napędzany dwoma niewielkimi silnikami

odrzutowymi, bezzałogowy aparat Korszun

[nie mylić z także odrzutowym Tu-300 Korszun

z początku lat 90. – przyp. red.], przenoszący

500 kg bombę. Po kolejnej nieoczekiwanej zmianie

decyzji władz centralnych prace wstrzymano

na etapie nieukończonej budowy prototypów.

Gdy na początku lat 80. na świecie BSP zaczęły

zajmować nowe nisze w militarnym ekosystemie,

w dużej mierze za sprawą konstrukcji izraelskich,

radzieccy decydenci zarządzili podjęcie podobnych

prac. Okazało się jednak, że nie jest to proste

i to z kilku powodów. Po pierwsze, w ZSRR nie było

kluczowych komponentów do bezzałogowców

nowej generacji: niewielkich silników, małogabarytowej

i o wysokich parametrach aparatury rozpoznawczej

oraz równie miniaturowych, a na dodatek

wydajnych, środków łączności. Niemal równie

ważny był czynnik subiektywny – otóż radzieccy

wojskowi wszystkich szczebli nie bardzo wiedzieli,

jak korzystać z tych maszyn. Tak było w przypadku

dużych i ciężkich maszyn Tupolewa (Tu-123

70 Wojsko i Technika • Listopad 2019

www.zbiam.pl


Lotnictwo morskie

Co po Kamanach w Brygadzie Lotnictwa MW?

W ramach umowy z General Dynamics Mission Systems Canada cztery eksnowozelandzkie maszyny przejdą gruntowną modernizację do standardu SH-2G(P2),

która umożliwi ich dalszą wieloletnią eksploatację. Próby dwóch pierwszych maszyn rozpoczęto wiosną tego roku. Maszyna nosi cywilną rejestrację HMM481,

na kadłubie widoczne godło Escuadrón Aeronaval N°21.

Łukasz Pacholski,

współpraca Andrzej Kiński

Podpisanie w kwietniu 2019 r. umowy

dotyczącej zakupu dla Brygady

Lotnictwa MW czterech śmigłowców

ZOP/CSAR Leonardo AW101

zapoczątkowało długo oczekiwaną

wymianę generacyjną sprzętu

lotnictwa morskiego. Zamówienie

ciężkich wiropłatów, które będą

zastępować leciwe Mi-14PŁ i Mi-14PŁ/R,

bynajmniej nie rozwiązuje wszystkich

problemów. Pilnym zadaniem jest

także wybór następcy pokładowych

maszyn Kaman SH-2G Super Seasprite.

Co ciekawe, odpowiadając na pytanie

zadane w tytule artykułu, wydaje się,

że ich optymalnym następcą może

być… Kaman SH-2G Super Seasprite.

Fotografie w artykule: General Dynamics Mission

Systems Canada, Kaman Aerosystems, Łukasz

Pacholski, Tomasz Grotnik, Maglieri Lourdes.

Cztery eksamerykańskie śmigłowce trafiły

do Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej

(BLMW) wraz z parą fregat rakietowych

typu Oliver Hazard Perry. Polska, dzięki ich

przejęciu w ramach programu Excess Defense

Articles (EDA), ograniczyła do minimum koszty

pozyskania tego sprzętu, które wyniosły jedynie

ok. 4 mln USD. Co istotne, dzięki możliwości wyboru

wśród wszystkich dostępnych w Stanach

Zjednoczonych egzemplarzy, BLMW przejęła

cztery ostatnie wyprodukowane dla US Navy wiropłaty

Kaman SH-2G Super Seasprite, mające numery

seryjne 247–250 i burtowe 163543–16546.

SH-2G dostarczono w latach 1992–1993, a ze służby

w dywizjonie HSL-84 Thunderbolts, stacjonującym

w bazie North Island w Kalifornii, zostały

wycofane w okresie październik 2000 – czerwiec

2001 r. Miały wówczas po ok. 2500 godzin nalotu.

Już w lutym 2002 r. pierwsze dwa trafiły do

zakładów firmy Kaman na przegląd i usprawnienie

przed transportem do Polski. Dwa śmigłowce

przypłynęły do Gdyni na pokładzie fregaty

ORP Gen. T. Kościuszko we wrześniu 2002 r. Druga

para, w sierpniu 2003 r., została przetransportowana

do Niemiec na pokładzie statku handlowego,

a później – już o własnych siłach – przeleciały

z Nordholz do Gdyni. Cała czwórka została włączona

w skład 28. Puckiej Eskadry Lotniczej, bazującej

na lotnisku w Babich Dołach, i utworzyła

w niej samodzielny klucz śmigłowców ZOP.

Pomimo iż przejęcie używanych i już nie najnowocześniejszych

na początku XXI wieku maszyn

było u zarania traktowane jako rozwiązania tymczasowe,

resort obrony rozpoczął inwestowanie

w śmigłowce, które musiały szybko osiągnąć gotowość

operacyjną pozwalającą na wykonywanie

zadań w strukturach NATO. Jako lotniczy komponent

fregat, biorą udział w rejsach poza obszarem

Morza Bałtyckiego – ostatni tego typu przypadek

miał miejsce w pierwszej połowie tego roku, kiedy

w stałym zespole SNMG-1 operowała fregata ORP

Gen. K. Pułaski. Wśród najważniejszych prac, które

wykonano siłami krajowego przemysłu, można

wymienić: integrację trzech wiropłatów z lekkimi

torpedami POP Eurotorp MU90 Impact (standardowymi

w Marynarce Wojennej), montaż nowych

systemów nawigacji (odbiornik systemu GPS i radiokompas)

oraz podstawy do 7,62 mm uniwersalnego

karabinu maszynowego rodziny PKM (zastąpił

amerykański M60), który jest obsługiwany przez

operatora systemów pokładowych w każdym

z trzech doposażonych egzemplarzy.

Pomimo wsparcia producenta i zawartych

umów serwisowych z podmiotami amerykańskimi

(w tym za pośrednictwem procedury Foreign Military

Sales), a także krajowych placówek naukowo-

-badawczych i przedsiębiorstw, piętą achillesową

polskich SH-2G Super Seasprite zawsze była niska

gotowość operacyjna. Z nieoficjalnych informacji

wynika, że wynosi ona w granicach 50%. W kolejnych

miesiącach może się ona jeszcze bardziej obniżyć,

gdyż firma Kaman jedynie do końca tego

roku będzie wspierać ich eksploatację za pośrednictwem

program FMS. Co ciekawe, w przypadku

Peru i Egiptu producent gwarantuje wsparcie

przez okres 20 lat. Według wiceministra obrony narodowej

Wojciecha Skurkiewicza (wypowiedź na

posiedzeniu SKON 10 maja 2018 r.), może być to

ważny argument za szybkim wycofaniem Super

Seasprite’ów z eksploatacji. I to pomimo że ich zużycie

techniczne jest oceniane na ok. 50% resursu.

Pytanie tylko, czym zostaną zastąpione, aby dalszy

udział naszych fregat w operacjach NATO poza

Morzem Bałtyckim był nadal możliwy.

Peru stawia na SH-2G Super Seasprite

Po ostatecznym wycofaniu śmigłowców Kaman

SH-2G Super Seasprite z eksploatacji w US Navy

w 2001 r., maszyny zostały zmagazynowane i zaoferowane

sojusznikom. W ten sposób – poprzez

program EDA – trafiły jednak tylko do Polski. Oferty

skierowane do Egiptu i Ekwadoru pozostały

78 Wojsko i Technika • Listopad 2019

www.zbiam.pl


Przemysł obronny

Uroczyste wodowanie Albatrosa, pierwszego seryjnego Kormorana II. Prototyp był efektem pracy rozwojowej, zaś para jego bliźniaków budowana jest w oparciu

o umowę zawartą pomiędzy Inspektoratem Uzbrojenia a konsorcjum przemysłowym.

Tomasz Grotnik

10 października w Gdańsku odbyła się

potrójna uroczystość związana

z programem budowy niszczycieli min

projektu 258 Kormoran II. Powstają

one w wyniku kooperacji trzech spółek

tworzących konsorcjum – gdańskiej

stoczni Remontowa Shipbuilding S.A.,

wchodzącej w skład Grupy Kapitałowej

Remontowa Holding, będącej

podmiotem wiodącym, oraz gdyńskich

firm należących do Grupy Kapitałowej

Polska Grupa Zbrojeniowa S.A. –

– Ośrodka Badawczo-Rozwojowego

Centrum Techniki Morskiej S.A.

i PGZ Stoczni Wojennej Sp. z o.o.

Ilustracje w artykule Marcin Chała.

Pierwszym ze wspomnianych wydarzeń było

położenie stępki ostatniego z zamówionych

Kormoranów II, jednostki 258/3, czyli przyszłego

ORP Mewa. Proces uwieczniony przyspawaniem

do konstrukcji sekcji dennej D5 medalu okolicznościowego

odbył się w hali wyposażonej

w systemy monitoringu i urządzenia filtrujące oraz

kontrolujące m.in. czystość i temperaturę powietrza,

a także zapobiegające przedostawaniu się do

środka drobin materiałów ferromagnetycznych i innych

zanieczyszczeń z zewnątrz. Wszytko to dlatego,

że konstrukcja Kormoranów II bazuje na niemagnetycznej

stali austenitycznej, wymagającej

specyficznej technologii obróbki. Cięcie blach do

budowy Mewy zainicjowano 19 czerwca tego roku.

Po położeniu stępki przyszedł czas na chrzest

drugiego w serii ORP Albatros, którego stępkę położono

5 grudnia 2018 r. Jego matką chrzestną została

Krystyna Patz, żona wadm. Jerzego Patza, który

Seryjne Kormorany dwa

m.in. dowodził poprzednim okrętem o tej nazwie –

– trałowcem bazowym proj. 206F (w służbie 1965–

–1994), zbudowanym w tej samej stoczni (wówczas

Północna im. Bohaterów Westerplatte). Zwieńczeniem

uroczystości było zwodowanie tego niszczyciela

min z użyciem doku pływającego nr 2.

Obecnie Albatros będzie w dalszym ciągu wyposażany

i szykowany do prób zakładowych na uwięzi

HAT, później zaś morskich SAT. W tym etapie jego

budowy, jak też kolejnych, zmierzających do przygotowania

jednostki do zdania zamawiającemu,

czyli Inspektoratowi Uzbrojenia, i w konsekwencji

użytkownikowi, czyli Marynarce Wojennej, ważną

rolę odegra Ośrodek Badawczo-Rozwojowego

Centrum Techniki Morskiej S.A. (CTM). Jest on bowiem

odpowiedzialny za dostarczenie i integrację

na Kormoranach II szeregu nowych autorskich rozwiązań,

opracowanych z myślą o tym programie.

Od pracy rozwojowej do serii

Wprowadzenie do służby prototypowego niszczyciela

min proj. 258 Kormoran II ORP Kormoran, co

nastąpiło 28 listopada 2017 r., poprzedziły liczne

próby i testy na morzu. Okręt powstawał w ramach

pracy rozwojowej i konieczne było sprawdzenie

zastosowanych na nim rozwiązań pod kątem

zgodności z wymaganiami taktyczno-technicznymi.

Nowe niszczyciele min to pierwsze jednostki

polskiego projektu i budowy, które wykorzystują

zintegrowany system walki. Jest nim SCOT (Ship

COmbat Tactical), opracowany w CTM. System był

niejednokrotnie nagradzany, m.in. „Bursztynowym

Medalionem” w czasie targów BaltMilitaryExpo

w Gdańsku w czerwcu 2018 r. i Nagrodą Prezydenta

RP na Międzynarodowym Salonie Przemysłu

Obronnego w Kielcach we wrześniu 2018 r.

Mnogość sensorów i efektorów na jednostkach

pływających wymaga spięcia ich w jednolitą strukturę,

ułatwiającą przepływ informacji, ich analizę

oraz wspomaganie w podejmowaniu decyzji, jak też

w szkoleniu załogi. Podstawową funkcją SCOT-a jest

zatem integracja podsystemów okrętowych, w tym:

zwalczania celów powietrznych, nawodnych, podwodnych

i zagrożeń asymetrycznych, obserwacji

technicznej, systemu łączności oraz zintegrowanego

systemu nawigacyjnego w zakresie zapewnienia

bezpieczeństwa pływania, monitorowania aktualnego

położenia geograficznego i parametrów ruchu

jednostki oraz wypracowania obrazu sytuacji

taktycznej. Ponadto SCOT wspiera załogę okrętu

w efektywnym wykorzystaniu sensorów i efektorów,

a także w planowaniu misji, wspomaganiu decyzyjnym

oraz monitorowaniu realizacji zadań.

SCOT został już szczegółowo sprawdzony w warunkach

rzeczywistych, na morzu, na prototypowym

ORP Kormoran. Na bazie zgromadzonych doświadczeń

jest on modyfikowany w celu

osiągnięcia optymalnej konfiguracji. Niestety, na

razie nie znamy szczegółów tych zmian.

Z systemem SCOT współpracują inne urządzenia

okrętowe rodem z CTM – konsole systemu dowodzenia

okrętem i kierowania środkami walki rozmieszczone

w bojowym centrum informacyjnym

jednostki. Za pośrednictwem monitorów wysokiej

rozdzielczości operatorzy mają dostęp do intuicyjnych

interfejsów systemu z przejrzystym zobrazowaniem,

wspomaganiem procesu dowodzenia

oraz możliwością użycia uzbrojenia i wyposażenia

okrętu. Wielofunkcyjne konsole operatorskie pozwalają

na realizację zadań z dowolnej z nich po

zalogowaniu operatora na odpowiednią rolę funkcyjną.

Oprócz konsol wielozadaniowych, system

86 Wojsko i Technika • Listopad 2019

www.zbiam.pl


Okręty wojenne

FDI, czyli downsizing po francusku

Tomasz Grotnik

24 października w stoczni państwowego

koncernu stoczniowego Naval

Group w bretońskim Lorient odbyła się

uroczystość rozpoczęcia cięcia blach

do budowy pierwszej z piątki fregat

nowego typu dla francuskiej Marine

nationale. Okręty powstają w ramach

programu FDI (Frégates de défense

et d’intervention, fregaty obronno-

-interwencyjne). Mają stanowić

uzupełnienie pary fregat przeciwlotniczych

typu Horizon i ósemki wielozadaniowych

typu FREMM, czyli służących

lub jeszcze budowanych okrętów I rangi.

Celem jest uzyskanie do 2030 r.,

założonego w opublikowanej w 2013 r.

Białej Księdze Obrony i Bezpieczeństwa

Narodowego, stanu 15 jednostek

pierwszoliniowych o dużej

autonomiczności oraz sile ognia,

zdolnych do samodzielnego operowania

w strefach kryzysowych.

Ilustracje w artykule: Naval Group,

Tomasz Grotnik, Thales, Airbus/Eric Raz.

Nieformalne, wstępne prace prowadzone

przez koncern DCNS (od czerwca 2017 r. Naval

Group) i Generalną Dyrekcję ds. Uzbrojenia

(Direction générale de l’Armement, DGA) paryskiego

Ministerstwa Sił Zbrojnych, mające na celu

zaprojektowanie następców pięciu, dziś ok. 20-letnich,

fregat II rangi typu La Fayette ruszyły po publikacji

Białej Księgi w 2013 r. Ponieważ chodziło o okręty

o wyporności rzędu 4000 t, określano je jako FTI (Frégates

de tailleintermédiaire, fregaty średniej wielkości).

Wkrótce okazało się jednak, że nie będzie to jedyne

uzasadnienie ich zakupu.

Pierwotne zamiary Ministerstwa Sił Zbrojnych

Republiki Francuskiej zakładały budowę 17 fregat

wielozadaniowych FREMM (Frégates européenne

multi-mission) w trzech wersjach (przeciwpodwodnej,

przeciwlotniczej i zwalczania celów lądowych),

co miało pozwolić na wycofanie starych jednostek

typów Georges Leygues, Cassard i La Fayette. Jednak

„kontrakt stulecia” z powodu cięć budżetowych został

okrojony do 11 okrętów, co jeszcze w 2014 r. potwierdził

szef Sztabu Marine nationale adm. Bernard

Rogel. Ale i ten stan nie trwał długo. Rok później,

29 maja, ówczesny minister sił zbrojnych Jean-Yves

Już w 2008 r. DCNS przedstawił średnią fregatę eksportową o wyporności 4000 t, nazwaną FM 400. Wkrótce

antycypowano też odwrócony dziób. Miała również jeden maszt zintegrowany, choć wtedy jeszcze z radarem

z anteną obrotową, kryjącą się pod stożkiem.

Najnowsza wizualizacja fregaty FDI, okrętu, który ma wspierać większe jednostki, ale dzięki postępowi technicznemu

w istocie nie ustępując im pola. Wyposażenie spowoduje, że FDI o wyporności ok. 4000 t będzie

miał takie same zdolności zwalczania celów podwodnych i powierzchniowych jak 6000-tonowy FREMM, ale

przewyższy jego specjalizowaną wersję DA w operacjach przeciwlotniczych (sic!). Ta ostatnia cecha to efekt

użycia radaru Sea Fire z czterema antenami ścianowymi AESA o znacznie lepszych parametrach niż Herakles

z pojedynczą obrotową anteną PESA.

Le Drian zainicjował formalnie program FTI. Jednocześnie

ponownie ograniczono liczbę FREMM-ów

– teraz do ośmiu, w celu sfinansowania piątki „czterotysięczników”.

W ten sposób FTI zyskał wyższy

priorytet i stało się jasne, że fregaty te nie będą tylko

nowszym analogiem La Fayettów, w istocie

„przerośniętych” patrolowców (formalnie Frégate

légère furtive, czyli lekka fregata stealth) o słabym

uzbrojeniu i z przestarzałymi systemami obserwacji,

lecz zaawansowanymi technicznie okrętami,

mogącymi pełnić funkcję jednostek I rangi mimo

ograniczonej wielkości. 11 listopada w czasie posiedzenia

Komitetu Inwestycyjnego resortu sił

zbrojnych autoryzowano program, przyznając

pierwsze środki w wysokości 125 mln EUR. Jednocześnie

uruchomiono równoległy projekt remontu

głównego, połączonego z modernizacją trzech

z pięciu La Fayettów, których służba musi być przedłużona,

w związku z czasem trwania budowy FTI,

co najmniej do połowy lat 20.

Ambitny plan budowy serii 11 FREMM-ów o wyporności

6000 t, w tym dziewięciu optymalizowanych

do walki podwodnej FREMM ASM (Anti-sous-

-marine) i dwójki w wersji przeciwlotniczej FREDA

(Frégates de défense aériennes), zakończy się na

ośmiu jednostkach. Do tego zamiast zaawansowanej

wersji FREDA, wyposażonej w nowy radar z antenami

ścianowymi, maszt zintegrowany i pociski

88 Wojsko i Technika • Listopad 2019

www.zbiam.pl


Uzbrojenie morskie

Adam M. Maciejewski

Mimo że norweski przeciwokrętowy

kierowany pocisk rakietowy NSM

jest na rynku już ponad dekadę,

nie zanotował przez ten czas sukcesów,

na jakie liczyli jego twórcy. Sytuacja

zmieniła się dopiero w ciągu kilku

ostatnich lat, gdy jego producentowi,

grupie Kongsberg, udało się wejść

na lukratywny rynek Stanów

Zjednoczonych, a w Europie uzyskać

zamówienie Republiki Federalnej

Niemiec. Także w Polsce NSM umacnia

swoją pozycję, dzięki rozpoczęciu

budowy ośrodka produkcyjno-

-serwisowego tych pocisków

w Wojskowych Zakładach

Elektronicznych S.A.

w Zielonce.

NSM na szerokich wodach

Fotografie w artykule: US Navy/MC Kenneth

Rodriguez Santiago, MC2 Shannon Renfroe,

MC2 Zachary D. Bell, MC2 Amy M. Ressler,

PO3 Josiah J. Kunkle;

David Hogan/AMRDEC WDI via US Army,

Adam M. Maciejewski,

CCDC Aviation & Missile Center,

Naval Helicopter Association, Sjøforsvaret. USS Gabrielle Giffords odpala RGM-184A NSM Block 1 podczas ćwiczeń „Pacific Griffin” 1 października 2019 r.

Na rynku przeciwokrętowych kierowanych

pocisków rakietowych (pokpr) występuje

duża konkurencja. Szereg państw oferuje

takie uzbrojenie na eksport, a w przypadku potentatów,

takich jak np. Federacja Rosyjska, oferta obejmuje

kilka ich typów, dopasowanych do zasobności

portfela kupującego albo mniej lub bardziej

wyśrubowanych wymagań taktyczno-technicznych.

Do tego dochodzi jeszcze bardzo prozaiczna

sprawa – prawie wszyscy liczący się producenci

pokpr oferują także platformy bojowe, które mogą

te pociski odpalać (samoloty, śmigłowce, okręty

nawodne i/lub podwodne, wyrzutnie lądowe). Takiego

handicapu nie ma Norwegia, która nie jest

eksporterem okrętów ani samolotów. Z tego powodu

NSM (Naval Strike Missile) Konsberga konkuruje

głównie osiągami i warunkami umowy handlowej.

Oczywiście zdarzają się wyjątki. I tak

18 kwietnia 2018 r. Malezja zamówiła za 124 mln

EUR NSM-y do swoich, docelowo, sześciu korwet

typu Maharaja Lela, jak nazwano lokalnie budowane

okręty bazujące na znacząco powiększonym licencyjnym

francuskim projekcie Gowind 2500,

które oryginalnie oferowano z pokpr MBDA MM40

Exocet Block 3.

Niedługo potem Kongsebrg sprzedał pociski

NSM Republice Federalnej Niemiec. Jest to poniekąd

transakcja wiązana, wynikająca z wyboru

przez Norwegię niemieckich okrętów podwodnych

typu 212CD (Common Design). Wartość

umowy z 20 czerwca 2018 r. wynosi 220 mln NOK

(21,5 mln EUR), co wskazuje raczej na początek

zakupów niż jednorazową transakcję. Część doniesień

mówi, że Niemcy docelowo zastąpią pociskami

NSM rakiety serii RGM-84 Harpoon i MM38

Exocet na swoich fregatach, czyniąc go zasadniczym

pociskiem tej klasy w Deutsche Marine. I jedynie

korwety typu K130 Braunschweig nadal

będą uzbrajane w pokpr Saab/Diehl RBS-15 Mk 3.

Nie jest to z pewnością dobra wiadomość dla Boeinga,

producenta Harpoonów, ale jeszcze gorsze

wieści dla spółki z Arlington napłynęły ze Stanów

Zjednoczonych.

US Navy wybiera NSM

Kariera NSM za Atlantykiem wiąże się z historią

rozwoju okrętów wielozadaniowych Littoral

Combat Ships (LCS). Nie będziemy teraz tego zagadnienia

szczegółowo przypominać. Wspomnijmy

jedynie, że zdolność zwalczania celów

pływających przez LCS ograniczono do pakietu

misyjnego Surface Warfare (SUW), który miał

umożliwiać rażenie tylko szybkich małych jednostek

nawodnych (tzw. FAC/FIAC). Rozwój pakietu

SUW podzielono na etapy (Increments,

Inc). Obecnie SUW Inc 1 obejmuje dwa systemy

artyleryjskie Mk 46 Mod 2 z 30 mm armatą Mk 44

Mod 2 każdy, a także śmigłowiec MH-60R, Inc 2

małe łodzie motorowe (tzw. Maritime Security

Module), zaplanowany Inc 3 pionowe wyrzutnie

ppk AGM-114L Longbow Hellfire (przejęte z zapasów

US Army, więcej w WiT 4/2017) – jako tzw.

Surface-to-Surface Missile Module Increment I –

– oraz śmigłowiec bezzałogowy MQ-8C Fire Scout

(jako uzupełnienie MH-60R, zastąpi w tej roli obecny

mniejszy taki bezzałogowiec, czyli MQ-8B)

oraz przyszły Inc 4, czyli tzw. Surface-to-Surface

Missile Module Increment II (nowy pocisk, do zastąpienia

AGM-114L, którego produkcja zakończyła

się ponad dekadę temu). AGM-114L to

także broń przypadkowa, która wypełniła lukę

po systemie rakietowym Non-Line-of-Sight

Launch System (NLOS-LS) Precision Attack Missile

(PAM), którego rozwój przerwano na początku

obecnej dekady. Powyższe pakiety uzupełnia

57 mm armata automatyczna Mk 110 (lokalne

oznaczenie BAE Systems Bofors Mk 3), ale jak widać

zdolność samodzielnej walki LCS-ów z okrętami

nawodnymi nieprzyjaciela jest niemal żadna

(MH-60R nie przenoszą pokpr AGM-119B

Penguin, których US Navy miała niewiele ponad

sto), zwłaszcza takimi uzbrojonymi w pokpr.

Ograniczenia LCS-ów stały się jeszcze wyraźniejsze

wraz ze wzrostem ambicji Waszyngtonu na

wschodnim Pacyfiku i parciu ku konfrontacji

z Chinami. LCS bez pokpr nie jest w tamtej części

świata zbyt przydatny.

94 Wojsko i Technika • Listopad 2019

www.zbiam.pl

More magazines by this user
Similar magazines